Nasza satrapia

 

- Zbyszek, zrobię, co chcesz, byleby mnie w TVN pokazali… - Patryk, nie poświęcaj się tak. Jaki z tego pożytek, gdy wszyscy się z ciebie śmieją?

— Zbyszek, zrobię, co chcesz, byleby mnie w TVN pokazali…
— Patryk, nie poświęcaj się tak. Jaki z tego pożytek, gdy wszyscy się z ciebie śmieją?

Jarosław Kaczyński znów wygłosił ważne wystąpienie. Radujmy się! Tych słów brakowało nam jak Krystynie Pawłowicz kindersztuby. Z ust samego prezesa usłyszeliśmy niebudzące wątpliwości i jednoznacznie brzmiące zapewnienia:

Jak jest z polską wolnością? Mamy prawo do wypowiadania się, mamy prasę bez cenzury, możemy zakładać partie, środki masowego przekazu. Wolność nie jest niczym naruszana.

I jak można z tych słów domniemywać, naruszana nie będzie, zatem mogę pisać dalej. A jest o czym, bo Jarosław Kaczyński okazał się także zwolennikiem niczym nieograniczonej wolności słowa:

Jest w Polsce także nacisk tego, co na zachodzie już wolność zlikwidowało. To jest poprawność polityczna. Nie przyjmiemy żadnych ustaw o mowie nienawiści, żadnych tego typu wynalazków, które służą temu, by wolność wyeliminować. Polska powinna być wyspą wolności. Byliśmy kiedyś wyspą tolerancji, teraz bądźmy wyspą wolności.

Można by to wręcz skrócić do hasła: „Mówta, co chceta”. Prezes zastrzegł jednakowoż, że w obszarze zainteresowania jego rządu (pardon, rządu Beaty Szydło) jest też ingerencja we wszelkie towarzystwa wzajemnej adoracji, które nie hołdują wewnątrzgrupowej swobodzie głoszenia „innych poglądów”. Nie był to najbardziej zrozumiały fragment jego wystąpienia (aleć to u niego nie pierwszyzna ani też wyjątek w tej konkretnej sejmowej przemowie):

W Polsce jest cały archipelag małych królestw, księstw, dyktatur. W gminach, zakładach pracy, na uczelniach. Tam ludzie się boją mieć inne poglądy. Na to się nie możemy zgodzić. Musimy zlikwidować ten archipelag.

Innymi słowy, albo w każdym środowisku będzie wolno mówić, co się chce (np. o Żydach, ciapatych i pedałach), albo to środowisko trzeba zlikwidować. Szczegółów techniki likwidowania nie podał, ale myślę, że już wiele z tych przykładowo wymienionych środowisk zdążyło się zorientować, jak kto w praktyce wygląda (w każdym razie w Janowie Podlaskim już wiedzą).

Dobrze też wiedzieć, że najważniejsza osoba w państwie chce, by Polska pozostała w Unii Europejskiej (to miłe, ale co będzie, kiedy tej osobie się odechce?):

Dzisiaj być w Europie to być w Unii Europejskiej. Ci, którzy dzisiaj mówią, że jest inaczej, mówią o referendach w sprawie wystąpienia z Unii, są szkodnikami.

W ten sposób prezes skarcił swego adoratora prof. Zdzisława Krasnodębskiego, który jako europoseł pisał na Twitterze: „Jeśli politycy EU nadal będą działać z takim taktem politycznym i znajomością rzeczy, wkrótce i w Polsce staniemy przed koniecznością referendum”.

Ale tak to jest. Kto współuczestniczy w budowaniu satrapii politycznej, może czasem nie wyczuć aktualnego trendu, pójść za daleko, powiedzieć za dużo i w ten sposób narazić się na gniew satrapy („premier” Szydło też już parę razy po łapach dostała, o „prezydencie” nie wspominając).

Bo nie ma wątpliwości, że system władzy, który udało się stworzyć Jarosławowi Kaczyńskiemu wraz z akolitami, to właśnie satrapia (choć korzystająca z demokratycznego kamuflażu). Dlaczego? Bo tam, gdzie (choćby kulawo) działają procedury demokratyczne, gdzie istnieją i akceptowane są różne pola odpowiedzialności, ale i kompetencji, funkcjonują jakieś struktury i samosterowne instytucje, tam nie trzeba nieustannie skupiać się na drobiazgowej analizie zachowań, słów, grymasów, obecności i nieobecności jednej osoby.

A przecież od kilku miesięcy zajmujemy się rozgryzaniem tej jednej jedynej osoby (wszystko inne traktując jako pochodną). Co myśli, kiedy mówi? Czy mówi to, co myśli? Co mówią jego słowa, a co mówi jego milczenie? Czy gdy nie wstaje, to nie wstaje, czy tylko nie zauważył, że powinien wstać? Przebiegły strateg, sprytny taktyk, czy może tylko kapryśny wódz, podejmujący decyzje ad hoc, z nakazu chwili i aktualnych warunków? Tylko w satrapii tropi się sensy wypowiedzi aż do trzeciego ich dna, tylko w satrapii byle słowo nabiera megaznaczeń, a przypadkowy gest staje się wskazówką albo i rozkazem.

Najwyraźniej dla wielu ludzi w Polsce to nie jest żaden problem. Lubią mieć pana. On im wreszcie powie, jak mają żyć i co jest dla nich ważne, co jest patriotyzmem, a co zdradą. Skoro w istocie nikt nie wie, czego chce i co planuje wódz, najlepiej jest jego słowom przypisywać intencje, które nam samym są w danej chwili najbliższe. Kto by na przykład nie chciał, żeby sądy działały szybko i sprawiedliwie? Każdy zatem przyklaśnie słowom z wystąpienia prezesa: „Szykujemy się do reformy sądów”. Wspaniale, radujmy się! Wystarczy zapomnieć, że te reformy ma m.in. przeprowadzać niejaki Patryk Jaki. Człowiek, przy którym Adam Hofman wydaje się skromnym, bystrym i sympatycznym gościem.

Rysunek: Dante Alighieri, Divina Commedia, Genoa 14th century.
Za pośrednictwem: http://discardingimages.tumblr.com/