Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

15.02.2016
poniedziałek

Dzień Darwina – dla dorosłych i dla dzieci

15 lutego 2016, poniedziałek,

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?W imieniu organizatorów, którzy zwrócili się do mnie o upowszechnienie informacji, zapraszam na polską edycję III Międzynarodowego Dnia Darwina:

27 lutego (sobota) na Wydziale Biologii UW (Warszawa, ul. Miecznikowa 1) odbędzie się III Międzynarodowy Dzień Darwina UW. Wpisuje się on w obchody Międzynarodowego Dnia Darwina, świętowanego na całym świecie i będącego okazją do promocji nauki, racjonalizmu, nauk biologicznych I biologii ewolucyjnej.

W tym roku przygotowaliśmy atrakcje zarówno dla najmłodszych (3–10 lat), jak i dla starszych gości. Tematem przewodnim tegorocznych wykładów jest dialog nauk przyrodniczych z jednej oraz humanistycznych i społecznych z drugiej strony, z teorią ewolucji jako punktem wyjścia do tegoż dialogu.

Nasi goście opowiedzą zarówno o inspiracjach, jakie humaniści czy socjolodzy mogą znaleźć w naukach przyrodniczych, jak również o nieporozumieniach, jakie mogą wyniknąć podczas syntezy różnych dziedzin nauki. Przyjrzymy się z bliska takim zjawiskom jak memetyka, rasizm, eugenika, kreacjonizm, socjobiologia, transhumanizm.

PLAN WYKŁADÓW (sala 9B)
10.00–10.15 POWITANIE
10.15–11.30 Zróżnicowanie genetyczne człowieka fakty i mity – prof. dr hab. Paweł Golik, Wydział Biologii UW
11.45–12.30 Memy ostatnia nadzieja, czy wiele hałasu o nic? – dr Robert Boroch, Katedra Studiów Interkulturowych Europy Wschodniej UW
12.30–13.15 PRZERWA
13.15–14.00 Klinem w Darwina, czyli krótka historia kreacjonizmu – mgr Jakub Piątkowski, dr Jarosław Szczepanik
14.15–15.00 Co humanistom po Darwinie? – dr Monika Rogowska-Stangret, Wydział Filozofii UW, Podyplomowe Studium Filozofii i Etyki, ISNS UW
15.15–16.00 Życie społeczne ludzi i owadów: o czym nie wolno zapominać, gdy dokonujemy porównań – prof. dr hab. Ewa Godzińska, Pracownia Etologii IBD im. M. Nenckiego PAN

PLAN POZOSTAŁYCH ATRAKCJI
10.00–16.00 kącik gier planszowych (hol Wydz.Biologii UW)
12.00–15.00 Magia ewolucji zajęcia dla najmłodszych: w programie m.in. ssaki kontra dinozaury, zrób własnego trylobita, lepienie wulkanu, tajemnice Kosmosu, dzieje życia na Ziemi (hol Wydz. Biologii UW)
11.15–12.00 Czy wąż ma ogon? Warsztaty herpetologiczne dla najmłodszych (sala 103B)
13.00–15.00 pokaz filmów animowanych o ewolucji (sala 103B)
15.15 Losowanie nagród wśród uczestników (książki, bilety do kina) UWAGA: prosimy ubrać dzieci w strój, który mogą pobrudzić (malowanie farbami).DzienDarwinaposter2016a3

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1 284

Dodaj komentarz »
  1. Ciekawy program.
    Tylko dlaczego „Klinem w Darwina” mierzy dwóch magistrów?
    Znam jednego nadzwyczajnego profesora, który wierzy w kreacjonizm i to do tego stopnia, że był nawet w Społecznym Komitecie Poparcia Jarosława Kaczyńskiego (na prezydenta).

  2. @tobermory
    Tylko dlaczego „Klinem w Darwina”

    No tak, lepiej by było „kołkiem osikowym”. 🙂

  3. Szkoda, że nie ma w programie polskiej mutacji „Nagrody Darwina”.
    Dla najbardziej idiotycznych postępków, samobójczej głupoty, postepowania wyjątkowo bezmyślnego.
    Nominantów- szczególnie wśród polityków- mielibyśmy masę….

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Trzeba korzystać z takich okazji, jak obchody Dni Darwina, bo kto wie, czy wolność słowa Rzeczpospolitej Wolskiej Smoleńskiej, „potrwa jeszcze trzy tygodnie” 🙂
    Kto wie, czy – już niebawem-głoszenie teorii ewolucji nie zostanie zakwalifikowane jako obraza uczuć religijnych, a przez to podlegać będzie karze. Kto wie, czy „obrońcy Krzyża Św.” i zwolnnicy płaskości Ziemii oraz teorii heliocentrycznej, nie szykują -w imię Boże – pikiety przed UW, pod przewodnictwem egzorcysty ks. Małkowskiego. Kto wie…
    (Wiem, że za dużo tego „kto wie”, ale to zabieg formalny 🙂

  6. @Witold
    Klinem w Darwina, czyli krótka historia kreacjonizmu – to tytuł jednego z referatów – emgieera Jakuba Piątkowskiego i dra Jarosława Szczepanika. Kołek osikowy bardziej do hunwejbina z zawodówki pasuje.

  7. @Witold
    15 lutego o godz. 19:31
    Kołek czy klin, ważne, żeby był osikowy 😉

    „Czy wąż ma ogon?”
    Ma.
    Ważne też jest wiedzieć, co pod tym ogonem ma.
    https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQQ3HqFoGt3h7DCRmslmJ6QLJ9n5CydMT3v-Tki7p0YJCy-QpiBmg
    Jedno spojrzenie i już wiesz, jadowity czy nie 😎

  8. O, przepraszam. Faktycznie tylko jeden mgr. Drugi – dr.
    To zmienia postać rzeczy.

  9. Tanaka…ostatni wpis pod poprzednim

    ‚Jezusek królem Polski, to jego Lolek królem województwa. Wartość Lolka = 1/16 wartości Jezuska. I może poważnie wzrosnać.’

    Widac, skoro nie udalo sie chrystusika ukoronowac na krola, to moze 1/6 jego wartosci w postaci Lolka kremowkowego wystarczy. W przyszlosci, w razie narodowej zgody, Lolka sie zdetronizuje (podobno wystarczy wymienic tylko glowe) i wstawi wlasciwego, na wlasciwe miejsce.

    O te narodowa zgode jestem dziwnie spokojna: zacznie sie wojna o to, kto bardziej zasluzyl na Patronat Lolkowy, kto czesciej goscil, kogo i ktory region wyroznial.
    Innymi slowy: Lolek Kremowkowy zostanie rozszarpany…(jest jakas jego szata u Dziwisza do kupienia?)

  10. Konstancja
    Możesz się obśmiać, ale Lolek Wojtyła zaczarował mnie onegdaj pięknym seksi głosem.
    Jakoś tak mam, że faceci działają na mnie miękkim głębokim barytonem.

  11. mag
    nie obsmiewam; czasem naprawde nie wiem, czym oczaruja nas faceci. Bywa, ze glosem, bywa, ze brakiem urody, ale ya to z poczuciem humoru.
    Jak zauwazylas, komentowalam radnych Kujawsko pomorskiego;
    jakis czas temu slyszalam o patronacie roznych swietych, najczesciej Chrystusa i najswietszej panienki zawsze dziewicy, coby nas wziela pod swoja obrone.

    ale masz racje- glos faceta, ktory mowilby niczym…ach, nie bede wymieniac…powoduje, ze wymiekamy.
    Mam nadzieje, ze z podobnych powodow Panowie traca dla nas glowy…

  12. Panie Jacku,

    pytanie chyba, niestety, retoryczne choc chcialbym sie mylic:
    czy Polska kiedykolwiek goscila ktoregos z „Czterech jezdzcow nie-apokalipsy”
    („Four Horsemen of the Non-Apocalypse”: Christopher Hitchens, Daniel Dennett, Richard Dawkins and Sam Harris)? Albo na przyklad ludzi takich, jak Lawrence M. Krauss czy Jerry Coyne.
    Czy w ogole jest do pomyslenia, by ktos w kraju ich zaprosil?
    Pytam, bo jestem pod ogromnym wrazeniem ich wiedzy, argumentacji i stylu wykladow i debat z ich udzialem a obejrzalem ich dziesiatki. Potezny intelekt i kultura dyskusji (nawet w najgoretszych momentach) n.p. Sama Harrisa to cos, co w kraju chyba jeszcze dlugo nie bedzie osiagalne. A do tego jeszcze Sam Harris (i kilku innych) jest zydowskiego pochodzenia… Jezu, po co ja w ogole zadaje takie pytania.

  13. A propos „kołka osikowego”.
    Przejmująco przedstawił jego użycie na zmarłej „czarownicy” Konwicki w „Dolinie Issy”, według prozy Miłosza.

  14. @Lewy z poprzedniego wpisu pana Jacka:

    „Żyjąc w tajemnicy bytu, chłonąc przyrodę, dotykając krajobrazu, zatrzymując się przed niezwykłym drzewem, Wtedy doświadcza się tego bytu nie wdając się w werbalne opisy. Wydaje mi się, że takim „metafizykiem” jest nasz blogowy Jerzy Pieczul. I część swego doświadczenia potrafi wyrazić słownie przelać na blog i podzielić się z nami.
    Więc apel> Drodzy ateiści nie dajcie się zapędzić w kozi róg przez religianckich fałszerzy, którzy powiadają, że tylko oni mają duchowość. Ic podróbki nie są warte naszej prawdziwej duchowości , która jest funkcją ateistycznego ducha.”

    Dokladnie tym zajmuje sie Sam Harris (wspomniany powyzej) w ksiazce
    „Waking Up: A Guide to Spirituality Without Religion” –
    „Przebudzenie: Przewodnik po duchowosci bez religii”, ze tak to przetlumacze.

    Pozwolcie, ze zacytuje jeden z ostatnich paragrafow jego ksiazki:
    (w moim dosc luznym tlumaczeniu):

    “Duchowosc pozostaje wielka luka w zyciu swieckim, humanizmie, racjonalizmie, ateizmie, i we wszystkich innych postawach obronnych, ktore rozsadni ludzie przybieraja w obliczu nierozsadnej wiary. Ludzie po obu stronach barykady tego konfliktu wyobrazaja sobie, ze doswiadczenia duchowe(*) nie moga miec miejsca w kontekscie nauki – oprocz korytarzy szpitali dla psychicznie chorych. Dopoki nie nauczymy sie mowic o duchowosci w jezyku racjonalnym – uznajac waznosc i wage samo-transcenencji – dopoty nasz swiat pozostanie zdruzgotany przez dogmatyzm.
    Niniejsza ksiazka jest proba rozpoczecia takiej rozmowy.”

    „Spirituality remains the great hole in secularism, humanism, rationalism, atheism, and all the other defensive postures that reasonable men and women strike in the presence of unreasonable faith. People on both sides of this divide imagine that visionary experience has no place within the context of science—apart from the corridors of a mental hospital. Until we can talk about spirituality in rational terms—acknowledging the validity of self-transcendence—our world will remain shattered by dogmatism. This book has been my attempt to begin such a conversation”

    * {przetlumaczyc precyzyjnie ‘visionary’ w tym kontekscie wydaje mi sie niemozliwoscia, no bo jak, ‘mistyczne’, ‘nawiedzone’, ‘pelne wizji’ ? – @act}

  15. Dobrze, że impreza jest w sobotę. W niedzielę będzie można pójść spokojnie do kościoła. 🙂

  16. To jest ważny cytat, nieważne skąd wzięty:

    „Prawie wszyscy obecnie chorzy na cukrzycę mogą z tej cukrzycy przyczynowo się wyleczyć. W wyjątkowych przypadkach, gdy trzustka jest kompletnie zniszczona i nie wytwarza zupełnie insuliny, zachodzi konieczność podawania małych dawek insuliny, chociaż cukrzycy i jej powikłań już nie ma. Można zapobiec nowym zachorowaniom, można uwolnić ludzkość od cukrzycy. Są ku temu wszystkie możliwości z wyjątkiem jednej. Brakuje odrobiny rozumu u diabetologów i innych lekarzy. Lekarzom wykłada się na studiach, że cukrzyca jest chorobą nieuleczalna. Ta informacja zamienia się w instynkt, a jak mówił Karol Darwin:
    „Tam gdzie działa instynkt, rozum przystępu mieć nie może” I nie ma.”

    W ten sposób Karol Darwin, wielki człowiek, niewątpliwie myślący, podzielił ludzkość na dwie grupy/świat jest zero jedynkowy/: na tych , którzy kierują się w swoim postępowaniu instynktem i na tych , którzy kierują się rozumem, czyli wiedzą ścisłą opartą o doświadczenie.

    Polityki to dotyczy, ludzie wokół Jarosława Kaczyńskiego skupieni: są ludźmi instynktu, to dotyczy: Andrzeja Dudy, Szydło, Błaszczaka, Kuchcińskiego,
    Ziobry, Gowina, Terleckiego i wielu, wielu innych…. Wcześniej instynktem kierował się Donald Tusk.

    Dziełem ludzi , którzy za instynkt mają swoją ideologię – mogą stworzyć system polityczny nazywany faszyzmem. Hitler i Stalin – byli ludźmi instynktu.

    Wyjątkowym, w swym szaleństwie, jest pomysł Ziobry, żeby utworzyć prawo, dla zagranicznych ludzi, którzy piszą lub mówią: „polskie obozy koncentracyjne”.

    Instynkt nie tylko w medycynie i polityce występuje. Praktycznie dotyczy wszystkich dziedzin naszego ludzkiego — w coraz to większym stopniu — życia.
    Zaczynając od religii, która wmawia nam instynktowne zachowania.

    Od reklamy w mediach nie można się opędzić, która robi z ludzi dzikusów.

    W ekonomii, wmówiono nieobeznanym w istocie rzeczy ludziom,że globalizm, że demokracja liberalna będzie dla nich najlepsza – wali się to wszystko na naszych
    oczach.

    Ta ofensywa zachowań instynktownych wśród ludzi pojawiła, ze szczególną mocą
    — wraz z pojawieniem się nowoczesnych środków komunikacji: Internetu, komórki. Z dziecinną łatwością można ludziom przekazywać: kłamstwo, za pomocą którego można rozsiewać wśród ludzi taką porcję nienawiści zła, podłości, …
    że mamy to co mamy.

    Rozum nie ma szans , w tej wojnie.

  17. http://wiadomosci.onet.pl/kraj/jaroslaw-kaczynski-trafil-do-szpitala-to-juz-nie-pierwsze-klopoty-zdrowotne-prezesa/rtvktl

    To, że Jarosław Kaczyński jest chory i był, nie było tajemnicą. Na pewno jest otyły/otyłość jest chorobą, ze wszystkim konsekwencjami/, ma nadciśnienie tętnicze, prawdopodobna jest zaawansowana miażdżyca kończyn dolnych, serce i naczynia krwionośne mogą być u Kaczyńskiego zagrożone, może być cukrzykiem…

    Człowiek chory, tylko patologiczne pomysły może mieć w głowie, poprzez niesprawną czynność umysłu. To było słychać i widać.
    Stan chorobowy jest przyczyną, tego wielkiego zdziwienia: co też ten Kaczyński wyprawia? Razem z przybocznymi. Kto z kim przystaje, takim się staje – chciałoby się powiedzieć.
    Ci przyboczni, to też są ludzie chorzy: na uległość, głównie w myśleniu, na bezmyślność, na łatwość popadania w złudzenia. To widać jak się na nich patrzy,
    słucha co mówią, jak mówią.
    Szczególnie w telewizji to widać, czuć: jak rozmawiają ze sobą – dwóch ludzi – jeden z PiS i drugi w miarę rozumny. Szaleństwo umysłowe pisowca natychmiast wychodzi na wierzch: w bezmyślnym słowotoku, bez składu i ładu, w wygłaszanych kłamstwach i insynuacjach, nawet w tikach – rozmowa przekształca się w kłótnię.
    Co możemy zrobić? Uczucie litości się w nas pojawia, wyrozumiałość dla człowieka chorego, cierpliwość?

    Kaczyńskiemu źle nie życzę. Niech wraca do zdrowia.
    Jednak , bardzo dobrze by zrobił, gdyby wycofał się z polityki.
    Dla Jego i naszego dobra.

  18. Witoldzie,

    Po sumie zas trzeba utwierdzic dopiero co zlapana rownowage ducha. I udac sie na pisiorski sped parafialny.

  19. Pod tym wpisem Gospodarza prochu raczej wymyslic sie nie da. Moze by tak ktos zaczal o trotylu zatem? Panie Gmyz, zostal pan wywolany do tablicy. Moze byc do tej z przykazaniami

  20. @act
    Duchowość ateicka jest nawet bardziej metafizyczna niż duchowość religijna.
    Religia ma swojego Boga, a nawet człowieka, który stał się Bogiem oraz reguły, dzięki którym można dostać się do nieba. Wystarczy ich przestrzegać, plus raz w tygodniu do kościoła i temat duchowości jest załatwiony
    Ateista wie jedynie, że tajemnica bytu jest nieodgadniona i nigdy jej nie pozna.
    Może mówić o swoich stanach duchowych, kogoś kochać, poczuć, że jest jakąś cząstką wszechświata, ale nie ma tak naprawdę jakieś skały, na której mógłby osiąść pośrodku szalejącego oceanu i innych z czystym sumieniem na nią zaprosić.
    Musi ratować siè filozofią, sztuką i nauką oczywiście, co akurat jest warte polecenia. 🙂

  21. Wacław1
    16 lutego o godz. 8:52

    Wacławie, dzień dobry i ładny, bo słoneczny, a miało lać.

    Zdanie z Twojego ważnego cytatu nieważne skąd wziętego: „Lekarzom wykłada się na studiach, że cukrzyca jest chorobą nieuleczalna. Ta informacja zamienia się w instynkt”.

    Informacja zamieniająca się w instynkt informuje o wiarygodności autora i jego cudownego uwalniania ludzkości od cukrzycy. Poza tym gdybyś rozumiał, Wacławie, co to instynkt, pewnie byś się spalił ze wstydu na samą myśl zamieszczenia takiej reklamy pod wpisem pana Jacka o Międzynarodowym Dniu Darwina na UW.

  22. Zaprezentuje – dla równowagi stanowisko drugiej strony ( wiadomo jakiej) zawarte w ciekawej jak zwykle pozycji autorstwa Hellera ,czyli:

    ‚Stworzenie i początek wszechświata.”
    Fragment pochodzi z rozdziału „Stworzenie i teoria ewolucji”:

    Na wstępie jedna uwaga. Heller rozróżnia dwa rodzaje kreacjonizmu:

    kreacjonizm naiwny – autor odsyła w tym momencie do różnego rodzaju fundamentalistycznych doktryn i teorii
    i
    kreacjonizm ewolucyjny – i tutaj cytat :

    „Alternatywą dla kreacjonizmu naiwnego jest kreacjonizm ewolucyjny.

    Zgodnie z tą doktryną akt stworzenia polega na tym,że nie powołuje do istnienia wszystkich organizmów i struktur przyrodniczych od razu w gotowej postaci, ale stwarza prawa przyrody które kierują procesami ewolucji wszechświata i życia biologicznego.
    Stworzenie nie jest zatem aktem statycznym i jednorazowym, ale jest ciągłym i dynamicznym działaniem Boga, który nieprzerwanie powołuje do istnienia wszystkie byty, wykorzystując do tego celu prawa przyrody.”

    To tyle prof. Heller. Oczywiście całość podana w bardzo przystępnej formie . Zarówno jeżeli chodzi o stronę deskryptywną samej teorii, jak i jej hermeneutyczne następstwa dla nauk Kościoła katolickiego.

    czyli żadnego strachu nie widać. Powiem więcej, widać przy okazji treści teorii ewolucji nawet pewne ukontentowanie u księdza prof. Hellera.

  23. Wacław1
    16 lutego o godz. 8:52

    Dodam, że „instynkt”, „intuicja”, „przeczucie” i inne wyrazy, które w tej chwili nie przychodzą mi do głowy, są z języka codziennego

  24. Cholera, uciekło, zaraz wracam

  25. Podesłałam Koleżeństwu, pod poprzednim wpisem naszego Zacnego Gospodarza, piosenkę świetnie ongiś śpiewaną przez Niemena
    „Płonie stodoła”. Moim zdaniem bardzo na czasie.
    Ale Państwo jakby nie zajarzyło.

  26. Wacław1
    16 lutego o godz. 8:52

    No więc „instynkt”, „intuicja”, „przeczucie” i inne wyrazy, które w tej chwili nie przychodzą mi do głowy, są z języka codziennego, w którym jest wiele elementów o rodowodzie religijnym. Bardzo mi do tych wyrazów pasuje religia wudu (woodoo). Z tym że „instynkt” jako termin naukowy w religijnej, czyli kołtuńskiej, codzienności nie jest rozumiany, jako że kołtun nie wie, że instynkt jest określoną zdolnością WRODZONĄ, której nie można nabyć w drodze celowego lub mimowolnego uczenia się. Dlatego, Wacławie, użycie wyrazu „instynkt” w Twoim cytacie w znaczeniu kołtuńskim jednoznacznie wskazuje, że cały tekst napisał kołtun.

  27. Aateista
    16 lutego o godz. 10:41

    Zaiste… Inspiracja jest prosta – nagiąć to, co już nauka bezsprzecznie ustaliła do tego, by ogień wiary wciąż płonął. A Tomasz święty, na to – „to słoma”… Aaronu, a nie lepiej trwać w wierze nawet wtedy, gdy nauka twierdzi co innego? Przecież jest to o wiele piękniejsze i metafizyczne… Podobnie, jak z tym, by na siłę szukać inteligencji w świecie. Czyż fakt, ze jesteśmy jedynymi, i samotnymi, nie działa lepiej na zmysły?

  28. *Podobnie, jak z tym, by na siłę szukać inteligencji we wszechświecie świecie. Czyż fakt, ze jesteśmy jedynymi, i samotnymi, nie działa lepiej na zmysły?

  29. Nie wiem czy mogę ( z wiadomych względów) wdawać się w polemikę na ateistycznym,ale spróbuję.
    Najwyżej pogonią.

    Rafał Kochan pisze:

    „… nagiąć to, co już nauka bezsprzecznie ustaliła do tego…”

    A czy zdanie tej treści formułujesz z perspektywy teorii Newtona, Einsteina, Bohra czy innego Heisenberga?
    Moim zdaniem ma to pewne znaczenie bo miedzy poglądami tych Panów niektórzy dostrzegają pewne różnice.

    Nawet oni sami patrzyli na siebie spode łba.

  30. Aaronu, a jakie ma to znaczenie, że patrzyli na siebie spode łba? Czy w Watykańskim ku…stwie wszyscy patrzą na siebie z właściwą, bożą atencją? A jeśli nie, czy to coś zmienia w dorobku Hellera?

  31. Rafale prowokujesz mnie…do złych rzeczy.
    „Złych” oczywiście w rozumieniu czynników decyzyjnych tego blogu.

    A ja naprawdę mam ochotę podyskutować w końcu na tematy które odnoszą się do kwestii światopoglądowych,a nie jak to ostatnimi czasy bywało do siermiężnej politycznej młócki.

    A dlaczego spode łba?
    A dlatego,że świat Newtona i Einsteina to dwa inne światy.
    A Bohr i Einstein… poczytaj sobie o ich opiniach na temat konsekwencji filozoficznych teorii mechaniki kwantów. Najszybciej w Wikipedii.

    …a Ty mi wyjeżdżasz z ” nauką która bezsprzecznie ustaliła „…

  32. Aateista
    16 lutego o godz. 11:52

    Jeśli sugerujesz, że zmienność może w końcu ustalić, że jednak twoja bozia istnieje, a wielkanocne zajączki i jajka są niezbędnymi atrybutami chrystusowego wniebowstąpienia, to rzeczywiście twój religijny relatywizm względem nauki może upokorzyć i ciebie, i twoją jedyną, niezachwianą wiarę… I Wikipedia to nic nie pomoże… Tylko dlaczego, skoro ta nauka jest tak niepewna, Heller do niej się tak konsekwentnie odwołuje? Czyż nie jest to typowe, przedmiotowe wykorzystanie nauki tylko w tych dziedzinach, które twojemu światopoglądowi odpowiada i mieści sie w tolerancji religijnego błędu?

  33. Są też dobre nowiny: Kaczyński w szpitalu, a Urbanowi przetoczono krew – na polską.

  34. I jeszcze jedno, idąc twoim tokiem rozumowania, wytłumacz mi „zmienność”w kościele na następującym przykładzie:

    w 563 r. – Ustalono, ze tradycja Kościoła jest ważniejszym źródłem objawienia od Słowa Bożego.

    w 1870 r. – Wprowadzono dogmat o nieomylności papieża.

    natomiast w 1962 r. Papież Jan XXIII wydaje dokument
    „Instructio De Modo Procendendi In Causis
    Sollicitationis” zakazujący ujawniania przypadków
    pedofilii wśród księży pod groźbą klątwy. Dokument
    nakazuje skłanianie ofiar do milczenia, także pod
    groźbą klątwy. Innymi słowy, jeżeli rodzice
    zgwałconego dziecka chcą ujawnić przestępstwo,
    wówczas grozi im (oraz dziecku) klątwa i wydalenie
    z kościoła.

    To co w końcu jest źródłem twojej religii, tzw. Słowo Boże, czy słowo Słowo Papieża?

  35. Najbardziej podoba mi się Newton patrzący spode łba na Einsteina 😉

  36. Rafale czy mam podawać dowolnie wybraną definicję religii?

    Pytanie formułuje zainspirowany Twoim zamiarem podrzucenia religii kolejnej funkcji do spełnienia,czyli megalaboratorium badawczo – logistycznego opisującego mniej lub bardziej materialny byt.
    Religia nie jest od tego.
    Owszem, Twój pupil, czyli Tomasz z Akwinu zainspirowany przywiezioną na wielbłądach przez Arabów biblioteką z dziełami Arystotelesa sobie wymyślił,że istnienie Boga można udowodnić na przykład za pomocą dowodów wywiedzionych z arystotelesowskiej celowości,ale jest to tylko przypadłość chrześcijaństwa zachodniego, bo judaizm, prawosławie i islam sobie d… nie zawracają jakimś Darwinem, Einsteinem.
    Religia i nauka to dwie różne bajki.
    A Heller?
    Po prostu cały czas udowadnia,że teorie naukowe w żaden sposób nie powodują stanu wyjątkowego w watykańskiej palarni…

    Po prostu, żeby dowiedzieć się czegoś o świecie – należy więcej czytać. Niekoniecznie w tym celu polecam Pismo Święte.
    Pismo Święte ma inna role do spełnienia.

  37. Gdyby Lem miał kontakt z blogami w Polityce, jego słynne stwierdzenie brzmiałoby:
    Do czasu kiedy poczytałem blogi w Polityce, nie wiedziałem, że tylu ludzi cierpi na słowotok.

  38. @Tobermory
    „Najbardziej podoba mi się Newton patrzący spode łba na Einsteina”.

    Według teorii mechaniki kwantów nie można tego typu incydentu wykluczyć.
    O uszczegółowienie problemu proszę zwrócić się do Żorża.

  39. Aaronu, niczego nie chcę podrzucać. To religianci z tobą na czele podrzucacie sobie właśnie tego Hellera, który ma niby legitymizować „naukowo” istnienie boga.

    Bardzo dobry argument z tym czytaniem. Nalegam ciebie, Aaronu o czytanie, niekoniecznie tylko i wyłącznie tych, którzy potwierdzają twoją wiarę w słowo papieża.

  40. I jeszcze do Tobermorego

    Einstein z Newtonem

    Otóż niejaki Kurt Godl ( poważny naukowiec) wymyślił sobie i…ludziom zapodał taki model kosmologiczny w którym czas tak wariuje,że:

    …człowiek mógłby wrócić do przeszłości i zabić jednego ze swoich dziadków lub własnego ojca, jeszcze zanim mieliby oni swoje dzieci, czyli zanim nie spłodziliby mordercy.

    Przy takim czymś to nawet „odlotowość” Ewangelii zupełnie wysiada.

    A Newton z Einsteinem bluzgali by na siebie przez komórki…

  41. Najgorsze nastąpi, kiedy szeregowi księża dowiedzą się, iż
    „akt stworzenia polega na tym,że nie powołuje do istnienia wszystkich organizmów i struktur przyrodniczych od razu w gotowej postaci, ale stwarza prawa przyrody które kierują procesami ewolucji wszechświata i życia biologicznego.”
    Skoro prawa przyrody kierują i decydują, to na nic prośby o interwencję Kreatora, modły, msze w intencji itd.
    Jeśli Heller nie zaprzeczy, że pierwsze związki organiczne, które powstały w beztlenowej atmosferze, a potem RNA, DNA, rybosomy etc. tak sobie ewoluowały zupełnie bez boskiego palca w ziemskiej prazupie przez te ponad 4 miliardy lat, aż pojawił się homo sapiens zdolny przywrócić na Ziemi stan sprzed powstania życia (no, może przesadzam, ale starania w tym kierunku trwają) to na stos z nim!

  42. @Aateista
    16 lutego o godz. 13:00
    Słyszałeś o tym na kazaniu?
    Gość nazywał się Kurt Gödel.

  43. @Rafał Kochan

    I żeby już całkiem rozjaśnić problem nauki ,to podam tylko do publicznej wiadomości,ze teoria naukowa oprócz swojej weryfikowalności (czyli,ze jest prawdziwa) musi zakładać swoja falsyfikowalność ( czyli,ze może być fałszywa).

    Rafałku może być fałszywa. Teoria naukowa. Karl Popper tak umyślił sobie, a ja – dyletant tylko to upubliczniam.

  44. @Tobermory

    A tak mi jakoś wyszło z tym Kurtem,ale nie na pewno nie Kutrem.

  45. Aateista
    16 lutego o godz. 13:14

    Bardzo dobrze Aaronku. Wiem, nie od dziś, że dla ciebie zdobycze naukowe są względne, i nauka, według ciebie, wcale nie wyklucza istnienie boga. Nie zakłada też, że nie istnieją kije samobije, krasnoludki oraz elfy. Ja to wszystko rozumiem… Rozumiem też twoje kurczowy relatywizm w tym względzie… Napisz nam tylko wszystkim tutaj, dlaczego tak bardzo zależy ci na tym, by manifestowac tu swoją niewiarę w naukę kosztem zaufania w słowo papieskie?

  46. pombocek.
    wąsko na instytucję instynktu patrzysz.
    U zwierząt jest to instynkt wrodzony, ale, nawet zwierzęta można do zachowań instynktownych przysposobić: domowego psa, inne zwierzęta można wykształcić
    tak , żeby się to do cyrku nadawało, a ludzie mieli się czego śmiać.

    Człowiek, z tego powodu, że ma mózg lepiej wykształcony – łatwiej jest do instynktu przysposobić. To wszystkich profesji dotyczy. Przyjrzyj się, z jaką łatwością udało się Kaczyńskiemu posłów, senatorów, 40 procent Polaków w małpy stadne, które go popierają , jakby im ktoś w jednym momencie rozum odebrał – zrobić. Dwie rzeczy im kazał: kłamać i wszystko zwalać na poprzedników, na Tuska.
    Dzisiaj rano słyszałem jak bałwan minister nawalał na poprzedników, że źle rządzili i przez to musiał złą decyzję nominacyjną podjąć, w głównej komendzie policji.
    .
    Do takiego zdziczenia już doszło. „Ciemny lud wszystko kupi” ,wystarczy, że będzie
    to powtarzane, i kupuje, widać to w słupkach popularności.
    Ludzie lubią być oszukiwani, chcą być „bydłem” na łańcuchu pogardy trzymanym, w instynkcie, bo to nie wymaga myślenia, łatwo lokuje się w mózgu.

    Kłamstwo wystarczy uruchomić, zniechęcić ludzi do myślenia, obiecać kawałek grosza. Profesorowie medycyny to robią ze swoimi studentami, profesorowie od politologii, socjologii, filozofii także……Media sobie pośmichujki robią z ludzi,
    kształcą w instynktownych zachowaniach.
    Tylko dlatego, że tej hołocie naukowej, politycznej, tej, która pisaniem się zajmuje – myśleć się nie chce – i popelinę wciskają komu się da.

    Pisarzy myślących, nie mamy wcale — ostatnim , który myślał — był Tadeusz Boy-Żeleński.

    Mózg człowieka, nie do myślenia jest stworzony, tylko do przeżycia, do funkcji życiowych wewnątrz organizmu, żeby potrafił poszukać, zdobyć pożywienie,
    dach nad głową, jaskinię, rozmnożyć się….
    Myślenie u człowieka pojawiło się niedawno, dopiero wtedy jak zaczął podgrzewanym pokarmem się odżywiać, do tego zwierzęcym.

  47. Nie masz Ty, Aaronku, czegoś wspólnego z „Kabaretem pod Wydrwigroszem”, głosząc swoje teorie w świętym namaszczeniu godnym świętego Antoniego Smoleńskiego, chwilowo chwilowego ministra. Tyle, że oni dla jaj, a Ty śmiertelnie poważnie smalisz duby smalone.
    https://www.youtube.com/watch?v=h4j_PhyKH9g

  48. Kiedyś na pasterce ksiądz w kazaniu nawiązał do filmu, który (jak prawie wszyscy przytomni) obejrzał między kolacją a północą. Pół wsi potem również mówiło o braciach Karmazynow 😉

  49. Powiadam wam i tako rzeczę. Przyjdzie taki czas, że za obrażanie uczuć ludzkiego rozumu będą karane kościelne katabasy, kreacjoniści, jehowici, mormoni i inne czubki. Jeszcze nie wiem jak się będzie ich karać. Ale wystarczy podpatrzyć ich metody; palenie na stosie, łamanie kołem, wlewanie do gardła roztopionego ołowiu, hiszpański but, rozrywanie końmi. A ci co przejdą na Darwinizm uratują duszę swoją i zasiądą po prawicy Darwina

  50. konstancja
    15 lutego o godz. 22:04

    Chyba prędzej Jezusek mógłby mieć głowę odkręcaną, niż Lolek kajakarsko-kremówkowy. Wszak do Lolka się polski katolik modli znacznie solidniej, niż do Jezuska.
    Zastąpić głowę Jezuska lolkogłową – oto prawidłowy kierunek dziejów nadwiślańskich.

    Jezusek, co prawda formalnie nie został koronowany na polskiego królika, ale „w sercach” już nim jest. Zatem, Lolek, jako nadkrólik, musi być carem.
    Co się radnym województwa i ich biskupowi razem dobrze zgadza.

    Bardzo mnie też wzrusza,jak się radni objaśniają, że lolkowe województwo będzie Lolkiem umacniać więzi sąsiedzkie, kulturę , szacunek wzajemny i dobrostan, za pomocą nadawania lolkonazw kolejnym szkołom, alejom, oraz.. dębom, I że ładne lolkoobrazki oraz lolkowyszywanki robią.
    Od tego wzruszenia, zaraz klękam, rączki składam i ładnie wyglądam. Jak raz – na świętoobrazek się nadam. Mogę wystąpić jako anonimowy model.

    W ramach lolkowzmożenia kolejnej rundy, będzie matura z religii,oraz calkowity, absolutny zakaz aborcji.
    Zaś sam Lolek, bardzo ładnie z pewną Polką z Ameryki, pod nazwiskiem Tymieniecka, czas sobie przepędzał.

    Jest to bardzo miłe zjawisko atmosferyczne.

  51. @anumlik
    16 lutego o godz. 13:31
    Dzięki za przypomnienie Wyrwigrosza. Jakież to ciągle aktualne.
    I znakomite. Nie do wiary, że polski kabaret jeszcze coś takiego potrafi(ł)

  52. mag
    15 lutego o godz. 23:27

    Mag, nie smuć się proszę, nadaremno, ale tak mi się zdaje, że pań seks-oczarowanych Lolkiem były nad Wisłą ze 2 miliony. Abo z pienć.
    Który mąż bije, chleje i się nie myje, oraz używa brzydkie wyrazy po parę razy, tego sakramentalna żona, oraz katodziewica, przeuwielbia Lolka.

    Pań z Lolkiem korespondencyjnych nie licząc.

  53. Lewy
    16 lutego o godz. 13:44

    Przyjdzie kiedy i do tego, że bozia zasiądzie po lewicy Darwina.
    Właściwie, to już siedzi, tylko o tym papieże jego nie wiedzą, bo oni o niebieskiej książeczce wszystko wiedzą, tylko nie to, co się w rzeczy samej dzieje.

  54. Wacław1
    16 lutego o godz. 13:30

    Wacławie, odkąd tu jesteś, ślepy widzi, że wygłaszasz kazania, nie mając uporządkowanych pojęć. Od samego początku tego tekstu pokazujesz, że mylisz instynkt z odruchem warunkowym, więc dalej już nie czytałem. Warunkiem koniecznym rozumienia się jest mówienie JEDNYM językiem. Ty tworzysz sobie własne znaczenia, które nadają się wyłącznie do rozmów z samym sobą, więc gadka z Tobą jest tyle samo warta, co z Aaronem i dezerterem. Gadaj ze sobą zdrów.

  55. Rafale rzuciłeś problem od którego włosy stają dęba na łbie ( niewiara w naukę), tym bardziej, że ciężko zawrzeć jest w formie blogowego postu sensowna odpowiedź.

    Przede wszystkim nauka ma również swój wymiar pozytywny, ale coraz bardziej skłaniam się ku opinii, że ta strona nie oddaje prawdziwego jej oblicza, bo ta coraz bardziej wymyka się sensowności.
    Pisałem o tym przy okazji lektury Becka. Apokalipsa.

    Czytam w tej chwili ( z doskoku ) książkę ( wprowadzenie do etyki)duńskiego protestanta, filozofa który pisze m.in. we wstepie:

    „Wielu ludzi sprzeciwia się się postępom biologii i medycyny: Nie możemy pozwolić na to, by rozwój ten dalej przebiegał bez przeszkód. Nie akceptujemy niektórych możliwości jakie stwarza rozwój nauki. Trzeba ustanowić granice tego co dopuszczalne”(…)Na przykład w 1987 roku parlament duński powołał Radę etyczną” w ten sposób politycy pokazali, że należałoby ograniczyć nadużywanie medycyny i biotechnik”.

    W ten sposób reagował nie polski parlament ,ale Duńczycy na zagrożenia jakie niesie nauka.
    Działo się to prawie 30 lat temu. Już wtedy…a dzisiaj.
    Ale to tylko jeden wycinek zdobyczy naukowych zagrażających – moim zdaniem – światu.
    Tym bardziej, że nauka i jej zdobycze stały sie wielkim biznesem. To już nie są dłubiący w jakiejś przeciekającej szopie odkrywcy typu Skłodwska, czy inny Franklin, ale wielki naukowy megakombinat, gdzie coraz bardziej liczy się, to co liczy sie w biznesie, czyli kasa.
    I jeszcze jedno.
    Coraz bardziej z tych zdobyczy będą korzystać ci lepsi, czystsi, bogatsi( na przykład świat medycznych usług). Z jednej strony oczekujący na organy Niemcy, Holendrzy, Japończycy, a z drudzy staną się dawcami płuc, serc gałek ocznych, nerek, szpiku kostnego mieszkańcy Bangladeszu, Moldawii, Gabonu itd.
    Nauka niestety nie jest demokratyczna.

    Ale to tylko jeden z wielu przykładów które każą mi dosyć wstrzemięźliwie spoglądać na zjawisko współczesnej nauki.

  56. @anumliku
    Merytorycznie, merytorycznie.

  57. Kurna! Ja sobie z Tobą pombocek nie poradzę.
    Zajrzyj do Googla, niech ci wytłumaczy: jaka jest różnica między
    odruchem warunkowym a instynktem?

  58. Weź, psia jego mać, bądź z dala od sideł, strzałów i szczekających pisowskich psów, jak CBŚ już wlazło do redakcji „Faktów i Mitów”. Rewizja, przejęcie materiałów, aresztowanie Kotlińskiego. Prokuratura później opowie, z jakiego powodu. Tylko czekać, jak tu wpadną tak samo nie wiadomo po co.

  59. No i co Rafałku już podyskutowałem z Tobą i z Twoimi światopoglądowymi zuchami.
    Jak zawsze zresztą.

    Ale widzę,ze wykruszają się szeregi , bo już Wacława pombocek wpisał na czarna listę.

  60. Wacław1
    16 lutego o godz. 14:23

    Nie poradzisz, Wacławie, bo nie znasz elementarnych pojęć, a Twoja wiedza jest chaotyczna. Mnie gogle-mogle nie są potrzebne, bo to co w nich jest, było znane grubo wcześniej niż one przyszły na świat. Kolejny raz pokazujesz, że nikogo prócz siebie uważnie ni czytasz. To ja Ci wytknąłem, że nie odróżniasz instynktu od odruchu warunkowego, a Ty reagujesz tak, jakbym to ja nie odróżniał. Idź spać i niech Ci się śnią tłuste podgardla.

  61. Aateista
    16 lutego o godz. 14:28

    No tak, podyskutowałeś…. Twoje dramatyzowanie na temat nauki, jej niepożądanych kierunkach rozwoju są po prostu dziecinadą. Ciężko rozmawia się z osobą, która twierdzi, że wynalezienie koła i ręcznego pozyskiwania ognia w sumie posiada pewne pozytywy, ale „coraz bardziej skłaniasz się ku opinii, że ta strona nie oddaje prawdziwego jej oblicza, bo ta coraz bardziej wymyka się sensowności”. Wszak koło przecież potrafi zabijać ludzi, a sztucznie wytworzony ogień niszczyc dorobek ludzi i ich samych.
    No cóż, możesz przyjąć, że biotechnologia to armagedon, początek apokalipsy i nie o taką naukę jezus chytrus umierał na krzyżu. Tyle że twoje utyskiwanie na niewiele sie zdaje. Na na przykład nie widzę niczego złego w doświadczeniach na ludzkim DNA. I na tym cała dyskusja sie kończy, bo przecież ty i twój papież nie zatrzyma postępu technologicznego. Nawet, jeśli zaściankowa Polska uzna, że nauka ma zatrzymać się na roku 2016. Czy to coś zmieni, poza kolejną beką z watykańskiego chlewu oraz oszołomstwa prawicowego?

  62. @Aateista. z godz. 14:14
    Merytorycznie, merytorycznie.
    Bardziej merytorycznie nie można.

  63. @ anumlik
    🙂
    I tej nadziei się trzymajmy!
    Bo np. w sprawie p. Aa wyzbyłem się już wszelkiej nadziei. Jest jak psocące dziecko, które namalowało sobie wąsy, żeby wyglądać jak dorosły.

  64. Uwięziony bóg w mózgu Aarona jest jakiś taki słabowity, jęczący i żebrzący o wyrozumiałość.
    Zaślepiona swoim fanatyzmem frakcja Aarona wie najlepiej co boga satysfakcjonuje, dlatego złożyła mu ofiarę – zbuchtowała redakcję FiM.

  65. Ech, Danuta Szaflarska na OIOM-ie.
    To mnie martwi.

  66. Tanaka
    16 lutego o godz. 13:44
    moze byc i w te strone; nie podgladam tych modlacych, moze byc, ze oni bardziej w lolka wierza. Bywaja takie dni (jakis czwartek w maju, czerwcu), ze zamiast jezusika w oknie wystawiaja Lolka- wiadomo, Polak, nasz ci on, a nie tam Jakis jezusek z Arabii.
    Dzialo sie tak nawet wowczas, gdy lolka kajakarskiego tylko blogim obwieszczono, a cudow jeszcze szukano,; chyba znaleziono jeden cud, bo ogloszono go i swietym.
    Moze godnie zastapic kazdego, czy odkrecony, czy zdjety z postumentu.

  67. Tanaka
    Też myślę o Szaflarskiej. Niechby jeszcze pożyła ta cudowna kobieta.
    OglądaŁeś film „Pora umierać” sprzed kilku lat z jej tytułową rolą, genialną moim zdaniem?
    Byłam dziś u „mojego” pana doktora. Nie jest źle.

  68. A ja biegówkuję w Kościelisku, zajączki mi uciekają ale jest fajnie. Bardzo mi się ten sport spodobał chociaż na razie wszystkie mięśnie bolą, pozdrawiam śniegowo.

  69. Konstancja
    Mianowanie kogokolwiek świętym jest absurdem, choćby z jednego powodu, że może tego osobliwego w świecie chrześcijańskim zaszczytu dostąpić wyłącznie osoba duchowna. Ksiądz, zakonnica, zakonnik.
    Znasz świeckiego świętego? Ja sobie nie kojarzę. A powinien, wedle wszelkich kryteriów sprawiedliwości na tej ziemi, zostać uznany za świętego np. Janusz Korczak.
    Znałam w moim już dość długim życiu co najmniej kilka osób, które absoulutnie kwalifikowały się do tzw. świętości, ale jako ludzie świeccy mieli przechlapane już na wejściu.

  70. mag
    16 lutego o godz. 16:26

    Mag, że nie jest źle, to się bardzo cieszę. Nawet jak zajączek 🙂
    „Pora umierać” – oczywiście, oglądałem. Film sprzed ilu lat? – ośmiu, dziewięciu? Nie chcę sprawdzać, ale miała bodaj 93 lata. Może ciut więcej nawet.
    Martwi mnie obecny stan pani Danuty, bo przy takim zdarzeniu nieraz się dzieje, że organizm odbiera to jako sygnał, by się zacząć wyłączać.

    Niech jak najdłużej ma się jak najlepiej. Wielka dama filmu i niezwykła postać jako osoba.

  71. mag
    16 lutego o godz. 17:12

    Mag, ja bym na to inaczej spojrzał. Założenie, że bycie świętym to jakieś nadgenialne i warte wszelkich wysiłków, jest zarazem i fałszywe i jest uznaniem dla kościelnych kryteriów świętości i w ogóle – dla samej koncepcji. Podporządkowujemy się więc cudzym – i lichym – konstrukcjom.
    Święty jest święty wedle kościelnych kanonów i interesów. Nie ma w tym żadnego obiektywizmu, bo być nie może. Tylu „świętych” ma w dorobku wszelkiego rodzaju nieświętości, po łotrostwa i zbrodnie włącznie, że zostawmy ten archaiczny i lichawy tytuł w kościelnym zaścianku.

    Produkcja przez Lolka świętych, to była niezła lichota. Połowę świętych katolickich sam wyprodukował. Im ich więcej – tym mniej ważni.

  72. @@mag, Tanaka
    Wiadomości o bardzo złym stanie zdrowia Danuty Szaflarskiej są mocno przesadzone. Nie leżała na OIOM-ie i nie przeszła „wylewu”. Wkrótce wychodzi ze szpitala. A sensację z jej wizyty w szpitalu zrobił „Super Express”.

  73. konstancja
    16 lutego o godz. 16:04

    Jest to rzecz od dawna jasna: lokalny katolik przedkłada Lolka nad Jezuska. Lolka przedkłada jednak tak, że ani w ząb go nie rozumie i nie ma na to ochoty.I może to znacznie lepiej, niż gdyby miał ochotę.

    wiara w wiarę karmi sie konkretem, nie mgłą. Dlatego katolik potrzebuje obrazka z Jezuskiem-mistrzem olimpijskim w skoku wzwyż, błękitnymi, nordyckimi oczkami, i modną fryzurką. Ponieważ Lolek jest znacznie konkretniejszy i pewniejszy od Jezuska, a liczne tłumy dawały Lolkowi buziaka w pierścień, a dzieci głaskane były przez Lolka po lokach, to i wiara w Lolka większa niż w Jezuska być musi.

  74. Tanaka
    Widzę TO chyba samo jak ty.
    Wedle mojego rozumowania – „święty” to po prostu bardzo dobry człowiek, empatyczny, pomagający innym i nienachalny w swoim „posłannictwie” bliźnim.
    Oczywiście produkcja świętych przez krk to hucpa, stosowana przez nich od 2000 lat.

  75. anumlik
    16 lutego o godz. 17:30

    Obyś miał rację.

    O stanie zdrowia pani Danuty czytałem w WP, powołującej się na AKPA. Ale i owszem – SE, Pudelek i inne badziewia, coś podobnego podają.

    Podobno jakieś półtora miesiąca temu miała mieć zlamaną kość w miednicy (główka kości udowej?). Gdyby tak było, to w tym wieku to poważna sprawa. Ale co i czy było – to, jak to w polskiej presslichocie, niepewne.

  76. mag
    16 lutego o godz. 17:35

    Właśnie. To porządnym dobry, empatyczny, życzliwy, pracowity, uczynny, mądry, choćby niewiele kształcony, ważący sądy, czujący świat dookoła, nieodcięty od głębokiego siebie na rzecz zaklęć, formułek i paciorków. Autentyczny i autonomiczny. I może coś jeszcze.
    I w tym jakoś wyrastający ponad zwykłą miarę.
    Co znaczy, że „świętych” może być niemało.
    Ty znasz takich, ja znam i może większość z nas także. Co dwusetny – „święty”?

  77. Rafale bardzo mi przykro ,ale nie nadążasz.

    Opisze ci przykład który zaczerpnąłem z Becka z jego ( i żony) Miłości na odległość.
    Przypadek dotyczy procederu wynikającego z coraz szerzej występującego zjawiska trudności z urodzeniem dziecka. Przyczyny w każdym przypadku sa różne, ale jedna z najczęściej głoszonych tez jest dorobek…powodujący nawet, że WHO wpisała bezpłodność na listę chorób cywilizacyjnych. W tym momencie powiedzieć, że to społeczna nauka kościoła jest inicjatorem wszelkich zmian modernizacyjnych na świecie byłoby raczej ryzykownym zabiegiem.

    No więc zdaniem Becka kombinują. Ci co chcą, a nie mogą. I ci co mogą, ala nie mają …na jedzenie. W sukurs oczywiście przychodzi najnowocześniejsza nauka.
    Z pomoca podążyły też biura turystyczne.
    Jeżdżą Amerykanie, Anglicy, Niemcy gdzie tylko się da. Oczywiście najchętniej tam gdzie jest najtaniej. Nikomu się nie przelewa w dzisiejszych czasach.Okazuje się ,że jest najtaniej w Indiach.
    Matki surogatki, komórki jajowe, dawcy nasion, same nasiona, matki chrzestne – ruch jest straszny w interesie.

    W tym momencie opisze przypadek hinduski która robiła za matkę surogatkę, czyli udostepniła za walutę poszukiwaną w kraju Gandhiego… swoje ciało.
    Udostępniła i urodziła.
    Niestety pech chciał, że Hinduska poczuła miłość do dziecka i nie bardzo chciała rozstać się…
    A w dzisiejszych czasach, rację mają ci którzy zawsze mają rację,czyli ci którzy maja kasę.
    Sąd uznał, ze właściciele konta ze sporą ilością zer bardziej kochają swoje dziecko, niż biedna hinduska z jakiejś zapadłej wioski.

    cdn.

  78. I teraz przystąpili do działania nieutuleni w żalu nad losem dziecka właściciele tego rodzaju klinik będących symbolem naukowych zdobyczy już XXI wieku.

    Aby zapobiec na przyszłość gorszącym incydentom przyjęto niepisany regulamin mówiący ,że:

    – ustalono tzw. macierzyństwo złożone, czyli jedna kobieta jest odpowiedzialna za dawstwo komorki jajowej(„matka – komórka jajowa”), inna za ciąże i rozwiązanie ( matka – surogatka).Uznano, ze kiedy te dwie role połączone zostaną w jednej osobie uczucie macierzyńskie będzie za mocne i trzeba je podzielić przez dwa
    – matką – surogatką może być kobieta która jest już mężatka i ma swoje dzieci. W tym przypadku uważa się, że uczucie macierzyńskie nie będzie tak intensywne kiedy będzie to np. pierwsze dziecko takiej matki
    – bariery wzrokowe, czyli na czas porodu rozsłania się zasłonę w ten sposób aby rodząca matka nie widziała swojego rodzącego się dziecka i tym samym – zdaniem pomysłodawców – matka nie poczuj się matką .

    Autor twierdzi, że pomimo to zdarzają się przypadki naprawdę mocnych scen przy odbieraniu dziecka.
    A poza tym wypada podać w tym momencie kilka terminów:
    miłość matczyna, miłość dziecka, miłość ojcowska.

    To taka moja refleksja przy okazji wystawiania laurek współczesnej nauce.

  79. Tanaka
    Może nawet co setny jest „święty”?
    Przekonał mnie do tego niedawno obejrzany film chyba na HBO „Mów mi Vincent” ( z 2014 roku ) z genialnym Murrayem w roli głównej.

  80. i jeszcze jedno Rafale

    Przy okazji lektury książki Arendt przywołałeś takie pojęcia jak zło, dobro.

    Ktoś powiedział, że zło jest banalne, a dobro…

  81. @@mag,Tanak
    Danutę Szaflarską widziałem na jesieni w Nowym Sączu. Sadeczanie uczcili ją w miejscowym Sokole, nadając jej imieniem głowną salę i sama jubilatka odsłoniła tablicę pamiatkową, Wspaniała staruszka, drobna, delikatna, a tyle w niej jeszcze siły. C

  82. URWAŁO
    Chwaliła się, że „strzeliła” jej pierwsza setka. Promieniowala z niej taka pogoda, radość życia. Zakochałem się

  83. I jeszcze jeden fragment.Również państwo Beckowie
    Też branża naukowa, wymiana części zamiennych. Tym razem ludzkich.

    „W cielesnych krajobrazach jednostek stapiają się kontynenty, „rasy”, klasy narody i religie.
    Muzułmańskie nerki oczyszczają chrześcijańską krew. Biali rasiści oddychają za pomocą czarnych płuc. Blondwłosy menadżer spogląda na świat okiem afrykańskiego dziecka ulicy. Katolicki biskup przeżywa dzięki wątrobie wyciętej prostytutce z brazylijskiej faweli. Ciała bogatych zamieniają się w złożone dzieła patchworkowe: ciała biednych w jednookie, w jednonerkowe składy części zapasowych, użyteczne przy wielu rodzajach kalectwa – oczywiście bez przymusu, dobrowolnie, co biorcy organów, zamożni chorzy chętnie podkreślają ( a to co płacą okaleczonym jako odszkodowanie, uznają za swój wkład w pomoc rozwojową. Sprzedaż organów po kawałku staje się w ten sposób ubezpieczeniem na życie biednych, ubezpieczeniem polegającym na tym, że poświęcają oni część obecnego życia, aby w ogóle moc przeżyć.”

    Bo nauka stoi na czele postępowej ludzkości.
    Tym razem moje.

  84. Lewy
    16 lutego o godz. 18:25

    I się nie odkochuj pod żadnym pozorem. Nawet, a może zwłaszcza, jak będzie miała „dwie setki”.

  85. @@mag, Tanaka
    A propos świetych.
    Na potencjalnego świętego czyha pułapka. Bo jeśli nawet przejawia on wszelkie cechy, które uprawniałyby go do miana świętego, to jeśli uświadomi on sobie własną świętośc, to popełnia on grzech pychy i cała jego świętość bierz w łeb. On również nie może świadomie być skromnym, bo świadoma skromność to taka pycha a rebours.
    Moim przełożonym w szkole był wspaniały człowiek, którego podejrzewałem o bycie świętym. Kiedy mu przedstawiłem moją teorię na temat świętych, w ogóle mnie nie zrozumiał, więc tym bardziej utwierdziłem się w podejrzeniu, że mam do czynienia ze świętym. On zupelnie nie rozumiał kategorii pychy, skromności. To znaczy rozumial, ale był jakby poza , ponad. Bo tylko tacy grzesznicy jak ja mogą ocenić prawdziwego świętego, który nie jest faryzeuszem faryzeusza.
    Oczywiście taśmowa produkcja świętych przez krk to jedno z tych bezczelnych zagrań tej najstarszej korporacji, która dostarcza na rynek takich wyprodukowanych świętych.

  86. mag
    16 lutego o godz. 17:50

    Biorąc pod uwagę, że na setkę człowiekowatych, jakieś 15-20 osób reprezentuje wyższe stany człowiekowatości niż prostą reaktywność biologiczną, ekonomiczną i społeczną, jeden wśród nich święty to może nieco mało. Ale kto wie,może akurat w sam raz.

    Filmu nie widziałem, ale jak zapodajesz, to mus-obejrzę.

  87. Lewy
    16 lutego o godz. 18:41

    Podejrzewając siebie o ewentualność świętości, kandydat fachowo katolicku musi się przed bozią korzyć, umniejszać i poniżać. Zeby z prawideł nie wypaść,a bozi się adekwatnie podobać nie podobając się jednakowoż i będąc dla bozi nędznym prochem na ziemi – teraz i zawsze i na wieki wieków amen.

    utrzymywanie się w stanie jakiejś znośnej równowagi wśród takich sprzeczności graniczy z cudem, albo go nawet przeskakuje. Co świadczy o świętości, ale świadczyć nie może, bo będzie pyszne.

    Być poza tymi zawijasami, to jest może jeden z głównych sensów tego, co cywilnie byśmy „świętością” nazwali. Coś jak ten Twój szkolny przełożony.

  88. Tutaj:
    http://natemat.pl/171597,nie-znasz-nikogo-kto-glosowal-na-pis-mylisz-sie
    Dryjańska porusza ciekawy temat, jakim jest percepcja rzeczywistości przez ludzi.
    To odnosi się do wielu aspektów otaczającego nas świata, a także do hurra ateistów, co to głoszą koniec KK w Polsce.
    Mnie też kiedyś, dawno temu, wydawało się, że wszyscy Polacy są tacy jak ja i moi znajomi. Oczywiście spotykałem różnych troglodytów, ale myślałem, że oni są odstępstwem od normy – jednak szybko przekonałem się, że jest odwrotnie.
    Najedzony nie zrozumie głodnego, a wiedzący nie zrozumie ignoranta.

  89. Aateista
    16 lutego o godz. 18:34

    „Bo nauka stoi na czele postępowej ludzkości.”

    W rzeczy samej. Tylko dzięki nauce i wiedzy człowiek jest w stanie wyjść zwycięsko w konfrontacji z naturą. I nie chodzi mi tylko o niesprzyjające zjawiska atmosferyczne. Niestety, ale ta twoja religia pełni tu rolę jedynie służebną względem nauki, czyli jest zwyczajnym „wypełniaczem” i drugorzędnym sługusem, dla tych, którzy jej potrzebują. Bez wiedzy i nauki wciąż prostowałbyś na palmie banany, a „bóg” byłby ci potrzebny jedynie do tego, by go prosić o deszcz, ciepło i coś do zjedzenia.

    To nie nauka i jej kierunki rozwoju są tui problemem, tylko człowiek… Nóż służy zwykle do pomocy w przygotowaniu strawy. To, że ktoś używa go do mordowania innych ludzi, nie jest problemem tego wynalazku, tych tych, którzy go używają w innym celu.
    Biotechnologia jest bardzo ważną dziedziną naukową, dzięki której człowiek pozna prawdę o sobie, a może jeszcze o czymś innym, np. o tym, ze nie ma żadnego kudłatego starca na tronie w niebie. Chciałbyś ludzi pozbawić poznania tej prawdy, tylko dlatego, że istnieją na świecie nieodpowiedzialni ludzi? Może właśnie to jest główne wyzwanie dla kościoła, z którego nota bene nie chce się on wywiązywać, by człowiek osiągał coraz wyższą świadomość moralną? Zapytaj papieża, czy czuje się współwinny za tych ludzi, których postępowanie prymitywne i egoistyczne?

  90. @ aateista
    Oczekuję konsekwencji. Czyli powrotu do jaskini.
    Na odpowiedź nie będę odpowiadał.

  91. A teraz aby nie żegnać swoich fanów w minorowych nastrojach przytoczę fragment wspomnień jednego z bohaterów ” Ostatniego rozdania” Wiesława Myśiwskiego.

    Wspomina stare dobre czasy krawiec Radzikowski u którego przez jakiś czas terminuje główny bohater powieści:

    „Nieraz , powiem panu , odmawiam poprawiania, gdy widzę,ze nic nie da się zrobić. przy najlepszych chęciach. Przyniosła mi tu klientka palto, ze ją w pierś uciska. Może nierówne ma pani piersi, mówię. Zezłościła się, rozebrała do pasa i mi pokazała. Równe, kształtne, widzę, palto winne.”

    Nielekkie jest życie krawcowej, ale krawiec czasami też ma przej…

  92. Lewy
    Książka doszła. Dziękuję. Ale za cholerę nie pamiętamy, ani ja, ani Krzysiu, że o autorce się zgadało, gdy byłeś w Warszawie i kto ona jest względem ciebie.

  93. Polska, czyli Narodowy Dzień Świstaka im. Nagrody Św. Darwina.

    Przelot przez PL stanowi nie lada wyzwanie – od feudalnego średniowiecza nihil tu znowu novi, na folwarku socjetologicznym.
    Trudno mi też i jakże skądinąd (niż na w/w folwarku) ogarnąć wszystkie wątki, jakie na oazowym światłości blogu Red. Kowalczyka się przewijają.
    Wśród dysput o Darwinie i Świętości, jak się zdaje umyka zupełnie apropo news of the (last) days, wiodący nas, literalnie, po wsze czasy:

    PiS chce zapisu w konstytucji, że dobre imię Rzeczpospolitej Polskiej i narodu polskiego podlega ochronie prawnej. (za: IAR)

    Ja też chcę, zwłaszcza, że zagrożona karą do lat 5, jak w projekcie, obraza godności dobrego imienia …III RP załatwiła by problem nagrody Darwina dla PiS (zbiorowej) – takie prawo, że proszę siadać (i cały PiS siedzi).

    Postanowiłem więc przetestować drugi aspekt czci chronionej więzieniem, tej – jak w projekcie – narodu polskiego, czyli mojej.
    Patrz nagłówek.
    Jest to bowiem ciekawe doświadczenie, czy za obrazę uczuć narodowych, dokonanej na samym sobie, można tego kogoś wsadzić.
    No, chyba że przed sądem prokuratura udowodni mi inną, niż polska narodowość – sposoby antropometryczne są przecież dobrze znane od III – ale Rzeszy – i dość proste w zastosowaniu. Nawet na ławie oskarżonych nietrudno odebrać podsądnemu pasek, a prawda odsłoni się sama, wraz z opadniętym spodniumem.
    Wtedy okaże się, jak ważna penalnie jest godność uczuć narodowych, a być może nawet co i komu w jej imieniu stoi.
    Tymczasem, dopóki dobra zmiana w prawie i sprawiedliwości jeszcze nie stała się Świętym Ustępem (KK – czyt. tym razem: kodeksu karnego), tekst zamieszczam na konto wiktymologiczne Red. Kowalczyka.
    Jak to mówili przed wyborami przenikliwi analitycy: poczekamy do dna i zobaczymy, co się ocknie.
    Pozdrawiam wszystkich zza proroczo kraciastego hashtaga: #
    🙂

  94. mag
    16 lutego o godz. 20:18
    W naszym wieku takie zapomnienia to norma. Mówiłem Ci o mojej przyjaciółce architektce z Sącza, że napisala książkę, która Ci wysłaem

  95. Mawiają, że Kaczyński jest w szpitalu, bu szydło mu w tylną część ciała wlazło.

  96. @Gekko
    16 lutego o godz. 20:32
    Gratuluję formy 😉

    @Aa
    „nauka stoi na czele postępowej ludzkości”
    i KK zdaje sobie sprawę, że dotychczas musiał wycofać się z każdej kwestionowanej przez siebie linii sporu z nauką. Zajęło mu to każdorazowo kilkaset lat.
    A jak trzeba, to już nawet w średniowieczu potrafił złamać wydane przez siebie bulle i zakazy, i sięgnąć na przykład po niedozwoloną sekcję zwłok, aby udowodnić świętość danej osoby.
    Hmm… Jak raz o świętości mowa.
    No to powiedzmy, jak ją można udowodnić.
    W przypadku zakonnicy Chiary z Montefalco (została ostatecznie kanonizowana w 1881 r.) sekcję przeprowadziły zakonnice w 1308 r. znajdując w jej sercu maleńki krucyfiks, a także trzy kamienie w woreczku żółciowym, co zostało uznane za symbol Trójcy Świętej 😎

    Dziś na żyjących kandydatów do świętości czeka MRI, USG, PET albo chociaż zwyczajny rtg, nie trzeba od razu krajać.
    Dobrze jest przed ewentualną litotrypsją (kruszeniem kamieni w organiźmie) policzyć je uprzednio. Szczególnie biskupom i kardynałom. A nuż któryś ma akurat trzy?

  97. Czytając wielce interesującą dyskusję między panami Aa. i T. na temat prof. księdza Hellera, przypomniałem sobie, że w jednym z napisanych przez siebie esejów, ksiądz profesor określił siebie jako panteistę, co prawda pisząc „chyba jestem panteistą” ale jednak. Ten panteizm wynika też z cytowanego przez Aa. tekstu. Po takiej herezji, ksiądz profesor (kosmolog) z wielkim hukiem powinien być wyrzucony ze stanu kapłańskiego i z KrK w ogóle. Na wzór tego co spotkało Spinozę, usuniętego poza nawias społeczności żydowskiej w Amsterdamie, po ogłoszeniu drukiem krytyki biblijnego pojmowania świata. No ale Polski kościół za takie drobiazgi nie dyscyplinuje duchownych. Jak już jesteśmy przy teologach naukowcach to wczoraj chyba wyczytałem w GW, że biskupem pomocniczym, czy jakimś innym, we Wrocławiu został pewien ksiądz dr, nazwiska już nie pamiętam.Tytuł jego pracy doktorskiej brzmi: „celibat w posłudze kapłańskiej”. Ciekawi mnie materiał do tych badań naukowych. I skąd go zdobył? Celibat wśród duchownych KrK to towar deficytowy w najwyższym stopniu, mało to przykładów na rozwiązłość kleru? A co będzie jeśli w końcu zniosą ten nieszczęsny celibat? Cała dysertacja pójdzie na przemian. Ale spokojnie, wiemy jak młyny watykańskie mielą powoli, ks. dr. czasu na habilitację z pewnością wystarczy.
    Pozdrawiam wszystkich.

  98. @ Tobermory

    Ze wzajemnością; no to bull(b)a! 😉
    Nb. apropo Twoich proroczych widzeń wstecz, to zapewne litotrypsja wkrótce zajmie w liturgii poczesną pozycję, nie mówiąc o anatomopatologii cudów (tzw. sekcja dęta).
    Nasi dyplomowani PET shop boys (petów ci u nas dostatek, dostępnych za mizerny datek) będą musieli, z braku klaku, zejść do podziemi ekumenatu… ;(
    – – –
    Postulat.
    Byłażby możliwą, choćby na blogu, a wbrew upowszechnionej modzie ciemnoty w druku, poprawna językowo forma doktoryzowania, czyli dr (bez kropki)?
    Co prawda kropka po dr podnosi cytowalność we wskaźniku Antyginiego, ale do nagrody Darwina się nie liczy – i kropka.
    Zachęcam (bez kropki)
    😉

  99. Tomasz Wysocki
    16 lutego o godz. 21:10

    🙂 🙂 🙂
    …to się nazywa analiza pogłębiona!

  100. @Gekko
    16 lutego o godz. 21:52
    nie wiem, do kogo pijesz w sprawie kropek. Jeśli do mnie, to postawiłem je zarówno przy mgr jak i dr, bo akurat był koniec zdania.
    Innych kropek po dr się nie doszukałem, ale może nieuważnie czytałem.
    Notabene po niemiecku każdy doktor jest Dr. (z kropką)

  101. dr (= doktor) dra, drowi, drem, drze; drowie a. dr dr; drów, drom, drami a. dr. dr.; w przypadkach zależnych lp też z kropką: dr., np. z dr. Nowakiem; o kobiecie – ndm, w przypadkach zależnych bez kropki, np. z dr Kowalską

  102. @ Gekko, Tobermory
    W skrócie dr stawia się kropkę, jeśli słowo skracane odmienione jest przez przypadki, np. dr. Konopki, podobnie mjr. Konopki itp.

  103. @ Tobermory
    🙂 zgraliśmy się 🙂

  104. mag
    16 lutego o godz. 17:12
    w ogole mianowanie kogokolwiek swietym jest dla mnie takimz absurdem, jak dla Ciebie i wielu innych. Swieckich i kaplanow. Tym bardziej, ze coraz smieszniej wychodzi szukanie cudow potrzebnych do uznánia swietosci. Niedawno rozmawialismy o ‚matce’ Teresie z Kalkuty, ktora ma tego zaszczytu ‚dostapic’…
    komu potrzebny swiety?…chyba tym biskupom, o zaloza nowe stroje, buciki i te ozdobne czapy, pewnie woleli by korony…
    a jakis czas po uznaniu okazuje sie, ze Kolbe to w ogole byl antysemita, JP 2 tuszowal pedofilie w koscciele (nie on jeden wsrod papiezy wszakze) i kazdemu z tych swietych moznaby cos zarzucic.

    Gdyby swietych oglaszano w Polsce, IPN znalazlby haka na kazdego, produkcja swietych bylaby na dlugie lata wstrzymana….
    ……………………………………
    NeferNefer…ciesze sie, ze znow jestes w Polsce….na narty biegowki dobra zaprawa jest Nordic Walking….sama na razie poprzestalam na kijkach…
    ………………………………..
    Czy Pani Szaflarska ma sie lepiej?…bardzo hcialabym ja zobaczyc znow w dobrej formie….

  105. Po 1.

    Szanowne Państwo i Bezczelne Chamstwo (gdyby to drugie tu zajrzało)

    Od czasu gdy postawiono pytanie:

    No jak piszesz chamstwo?

    Upowszechniła się cyfryzacja wiedzy. Na potwierdzenie tego podaję adres:

    http://sjp.pwn.pl/zasady/;629746

    Śmieszy mnie. gdy Australijczyk lub Australijka w komentarzu, który czekał na moderację kilka godzin umieszcza życzenie: Dobranoc!

    Śmieszy mnie, gdy wytkany jest błędny sąd komentatorowi bloga bez zasięgnięcia opinii światowej opinii co do poprawnej formy.

    Śmieszy mnie rada:
    Nigdy nie przepraszaj. Przyjaciele ci wybaczą, a wrogowie przeproszenie wykorzystają przeciw tobie.
    Taką radę dawało wielu ludzi uznawanych za autorytety.

    A wszystko to sprowadza się do panującej wiary. Wiary w siebie.
    Właściwej panującemu gatunkowi stadnemu.

    I do zaufaniu w rozum blogowy.

    W moim młodzieńczym kręgu żył sobie żart:

    – Ile pi mieści się w kole?
    – To zależy od wewnętrznej tolerancji kółka. Ale na brzegu koła mieści dwa pi promieni – o ile nikt na tym kółku nie usiądzie.
    – Nie słyszałem o tym!
    – Bo na socjologii od niedawna kążą łykać matmę!

    No więc Szanowni (oraz ewentualnie pogardzani) wpierw sprawdzajcie co uważają WIELCY.

    Rozum blogowy może mieszkać na Alasce i jeszcze spać.

  106. Bieganie (szuranie, ślizganie, pełzanie) na dwóch deskach to sport piękny i przyjemny oraz możliwy do uprawiania do późnych lat.
    Entuzjaści twierdzą, że biegacze żyją dłużej, sceptycy relatywizują, że tylko wyglądają starzej 😉
    Tym niemniej robię to każdej zimy
    https://lh3.googleusercontent.com/-WaxXRKaYwKw/VMaVtxmAnSI/AAAAAAAAIB8/Gy6PfKgjCTM/s912-Ic42/DSCN1904.JPG

  107. @NeferNefer
    Jaki styl preferujesz? Klasyczny (wolę) czy łyżwiarski (Siitonen)?

  108. Mój poprzedni komentarz dotyczył w trybie domyślnym pisowni w języku polskim.

    Angielskojęzyczna hemisfera może witać wiosnę w dniu March-21-2016.
    Ale nie musi, bo to zależy od szerokości geograficznej. Ale zasady pisowni polskiej nie zależą od wskazań GPS i mogą zaskakiwać.

    Gdy chcemy w edytorze Word podzielić tekst na zdania, to możemy odciąć hak od 3.
    3.

    14…

    http://sjp.pwn.pl/zasady/341-Kropka-w-pisowni-dat;629747.html

  109. konstancja
    16 lutego o godz. 22:35
    Córka powiedziała że Pani Szaflarska ma się lepiej i nie jest już na intensywnej terapii. Ale ja na prawdę kiepsko to widzę (życzę oczywiście jej jak najlepiej). Moja babcia dobrze trzymała się do czasu upadku i złamania takiego jak P. Szaflarska, i niestety bardzo szybko to trzymanie się skończyło.

  110. NeferNefer
    16 lutego o godz. 17:09
    Wolę zjazd. Ale bieganie na nartach to tez fajna sprawa. (to wciąga)

  111. Kropka drąży skałę…
    Bardzo dziękuję za pouczenia ortograficzne.
    Przypominają mi to, że to dopiero po kropce można rozróznić tych wykształconych, od zmielonych globulizacją, i o to mi chodziło. 😉
    Nie chodziło mi natomiast o dogmatyczno-poprawnościowe wytykanie (chociaż w tekście jednego z komentarzy – nie Tobermorego rzecz jasna – pojawił się dr z kropką i tylko przez to od języka polskiego odmieniony).
    W moim districcie (dyzdrygcie?) stolycy mam przed domem aptekę tytułującą się neonem „Dr. Hunzwot” czy jakoś tak. Ok, naturliś, germańska nazwa własna, trudno. Sprzedają tam, poprzez wciskanie pacjentom zamiast przepisanych leków – homopatii, panie bez tytułu mgr, , co akurat jest niezgodne z prawem i oczywiście powszechne, ale za to z legalną kropką (tech. farmacji).
    Trudno, życie nie ma powodu być dłuższe, niż tak krótkie, jakim jest. I kropka.
    A dziś na 1. /1-szej/ (to jeden z kropką to ukłony dla staruszka pamiętającego nawet klawisze w smartfonie) stronie szacownej Gazety na W. (d. od: „wykształciuch”) taki oto kolorowy anons: DODATEK NAUKA – szczepienia powodują autyzm.
    Z inskrypcją małym drukiem: naukowe mity(sic!).
    Ja więc i np. twierdzę i popularyzuję mit o królu Mitasie, co podcierając się tą Gazetą, nabawił wilka w koronie z hemorojdów, co czeka każdego nieszczepionego na wściekliznę. Podpiszę się nawet mitycznym ongi na folwarku stopniem naukowym: mgr. (d. ukończył trzy klasy, dziś: „dr.”)
    I co mi Gazeta zrobi, za taka mitotwórczość naukową?
    Opublikuje na takie chamstwo kolejny dodatek naukowy, tym razem o Lupusie z Lapisu (wiadomo: wilk się bierze z kamienia pod d..pą) ?
    Chamstwo i tak nie przeczyta, bo dzisiaj już może wszędzie pisać, a jak wiadomo (wiedza!) jak się robi dwa na raz, to żadnego dobrze…

    Proszę Państwa, Wy tu sobie więc mitologię darwinistyczną propedeutykujecie, a to już mit przebrzmiały, znaczy – nieaktualny.
    Mamy nowe czasy; dziś na katechezie w szkole publicznej przecież, dzieci koloryzują w książeczce obrazek konturowy Szatana.
    I to jest właśnie, wypisz wymaluj Darwin, na jakiego nas stać, aby dosięgnąć. Na przykład przyszłość, która z tymi dziećmi nadchodzi tam, gdzie kto jeszcze nie zauważył, że dawno nadeszła.
    Ech, w Polszcze nareszcie nawet „Kropki i Mity” – za kratki!
    A burłacy na Wołdze.
    Dobranoc, z tyldą zamiast kropki. 😉

  112. sugadaddy 16 lutego o godz. 18:49
    ””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””’
    Ta Dryjańska to jest frajerka z pompką w nosie.
    Nie wie , dlaczego ludzie zróżnicowaną percepcję mają ,
    że każdy inaczej widzi świat, przy okazji inaczej myślą, przeważnie tak,
    jak my byśmy tego chcieli.

    To ze zróżnicowanej czynności umysłu się bierze, większość współczesnych
    ludzi, tak twierdzi Kwaśniewski, ma tę czynność patologiczną, która ciągle się pogarsza. Dryjańska pewnie nic nie wie o Kwaśniewskim, i tak nieświadomie
    pisze.

    Lepiej do sprawy podszedł Krzysztof Kłopotowski. Książkę w „temacie” napisał;

    ‚http://klopotowski.salon24.pl/667035,geniusz-zydow-na-polski-rozum,3

    wyszło autorowi , że geniuszem na świecie mogą być tylko i wyłącznie żydzi.
    Czasami tylko jakiś goj czymś wielkim może się popisać w myśleniu, w tym co
    zrobił.
    Kłopotowski w ocenie liczby nagród Nobla przez żydów osiągniętych, myli się,
    bo nie uwzględnia ludzi, którzy nie chcą być żydami, a nimi są z pochodzenia.
    Faktyczna liczba nagród, która Żydom można, ich genetycznemu usposobieniu sięga 70 procent.

    A my , czytelnicy Kłopotowskiego, w dalszym ciągu nie wiemy, co trzeba zrobić, żeby być geniuszem. To nie dotyczy n/podpisanego, z wiadomych względów.
    Który geniuszem nie jest, co @pombocek nie raz udowodnił.

  113. @Jacek Kowalczyk
    16 lutego o godz. 22:16
    Dziękuję.
    @Tobermory 16. lutego, godz, 22.07
    Uwagi @Gekko, dot. stosowania kropki, wyrażone w niezwykle metaforycznej formie były skierowana do mnie, jak mniemam. Takie nieporozumienia zdarzają się, gdy ktoś czyta tekst powierzchownie, bez zrozumienia.
    Pozdrawiam.

  114. @mopus11
    17 lutego o godz. 10:11
    Dzięki za potwierdzenie, że czytałem jednak dostatecznie uważnie i błędu nijakiego się nie dopatrzyłem 😉
    Być może Gekko posiadł sztukę szybkiego czytania, czego zazdroszczę, a co mnie się jakoś nie udaje, bo ciągle jeszcze fonetyzuję, na szczęście bez artykulacji.

    Wziąłem kurs szybkiego czytania, zdołałem przeczytać „Wojnę i pokój” w dwadzieścia minut. To jest o Rosji.
    (Woody Allen)

  115. @Gekko

    Nie używam smartfona i nigdy podobnego urządzenia nie używałem.

    Twoja sugestia o moim pamiętaniu klawiszy jest adresowana do autystów z innego grona niż moje. Mój autyzm jest odmienny i daje się przybliżyć przy pomocy westchnienia: Cyryl jak Cyryl, ale te Metody!!!

    W ramach pouczania przywołam pojęcia: ekonomii języka, kondensacji treści oraz konsoli.

    Przez zwięźle wskazaną (czyli zgodnie z jednym z zaleceń ekonomii języka) konsolę ogromna większość użytkowników nowych urządzeń będzie rozumiała konsolę do gier, czyli wyspecjalizowany (sprzętowo i programowo) komputer.

    W świecie komputerów konsola pojawiła się bardzo wcześnie i jedną z materializacji konsoli był dalekopis. Słowo konsola funkcjonowało od wieków w architekturze (to znaczy w wiedzy i sztuce budownictwa) i teraz jej desygnat jest elementem każdego stanowiska komputerowego (ang.: site).

    Stosowne hasło w Wikipedia.pl zawęża użycie terminu konsola wskazując wczesny etap wdrażania techniki komputerowej i odwołuję się do ręcznego wprowadzania tekstowych poleceń dla komputera oraz do odbioru sprawozdawczych ech tych poleceń (być może na taśmie dalekopisu).

    Twórcy komputerów zapożyczyli konsolę od budowniczych domów ze względu na rolę wsparcia. Taką rolę do dziś pełni konsolacja przynosząca ulgę żyjącym i wspierająca żałobników.

    Praktycznie rzecz ujmując każdy użytkownik systemu komputerowego używa konsoli komputerowej rozumianej jako ta część komputera, która nie dokonuje obliczeń a służy do interakcji użytkownika z komputerem.

    Jeśli nasz komputer ma kamerę i uruchamiany jest po rozpoznaniu tęczówki uprawnionego użytkownika, to sposób oczywisty ta kamera i rola tej kamery jest elementem architektury stanowiska komputerowego.

    Podstawowymi – w sensie dominacji statystycznej użytkowania – elementami konsoli jest klawiatura i ekran. Klawiatura wysyła do procesora, a ekran odbiera od procesora.

    Procesor nie jest jednostką wolicjalną z wyjątkiem procesora komputera HAL 9000, chociaż użytkownicy (obu płci) wcielający się w model słodkiej idiotki zadają pytanie:
    Co ten komputer ode mnie chce?

    Z NIErównym powodzeniem można zadać pytanie:
    Czy mój komputer wierzy w tego samego boga co ja?
    (bo mój komputer nie jest zwierzęco wrogi chrześcijaństwu – taka karma)

    No to pofantazjujmy:

    Używam komputera wspomagającego domyślnie interakcję ze mną w euskarze.
    Używam klasycznej klawiatury dotykowej (z ruchomymi klawiszami) nazywanej ukipen-teklatu oraz na ekranie (pantaila) mam klawiaturę.
    Klawiszem w tej klawiaturze jest miejsce, a klikam w to miejsce lewym klawiszem myszy.

    Gdy rano siadam do mego peceta wyłączanego na noc (przez uśpienie minionego wieczora) , to komp budzi się rozpoznając moją tęczówkę.
    I z głośnika dobiega (realizacja funkcji fatycznej języka) głosowe uzgodnienie warunków brzegowych:
    Pogodna wariacja, czy mglista smuta?
    Gdy mrugnę to następuje realizacja pierwszego członu alternatywy rozłącznej, a gdy mruknę, to drugiego.

    A dalej transumtowana z hardware do software część konsoli czyni ze mnie polskie zwierzę blogowe lub baskijskiego nadzorcę restauracji słynnej w hemisferze nie używającej na co dzień języka intonacyjnego.

    Żeby się włamać do komputera Duńczyka używającego interfejsu głosowego, trzeba być Dunką lub Duńczykiem z matki i z ojca. Jesteśmy więźniami krtani na podobę @Waclaw1.(sic) będącego więźniem smalcu. (smalec koduje się w obwodowej części układu nerwowego)

    Niech moc konsoli będzie z tobą!

    A na przezwyciężanie kondensacji dobra jest Becherovka!

    Pozdrawia cię awatar z architektury 64. bitowej.

  116. @ mopus11

    Jak łatwo sprawdzić, moje uwagi nie były kierowane, zupełnie celowo, do kogokolwiek – i tym bardziej nie „do Ciebie”, mopusie.
    Chodziło mi o powszechne dość zjawisko, a nie personalia.
    Co, jak się zdaje, jest kolejnym niepojętym obyczajem cywilizacji, który nad Wisłą przyjąć się nie chce.
    Musi, po prostu musi być ta kropka, symbolizująca dominację plemiennych przepychanek i adpersonaliów ponad jakiekolwiek meritum? 😉
    Pozdrawiam.

  117. konstancja
    16 lutego o godz. 22:35

    Samo dziwaczne, ale ideologocznie prawidlowe zalozenie, ze swiety musi miec na koncie jakies cuda, wymusza produkcje cudow, zeby sie zgodzily ze swietoscia swietego.
    Lolkowi wyprodukowano cud, ale trzeciej swiezosci; zupelnie lichy. Jako uswiecony w tempie nadekspresowym, Lolek powinien byl kopnac w litery takich uswiecaczy.
    Ale, jak wiemy,nie kopnal, bomu sie to zgadzalo. Tak jak te setki pomnikow swojego imienia, holdow, budowli imienia, placow imienia, alej imienia i w ogole – cala Polska imienia kremowkowego.

  118. Dzień dobry, jestem z Kobry!

    Wbrew pozorom chwilowo nikogo nie będę straszył. Powiem więcej, kto wie… może w końcu moja obecność wywoła dyskretny pomruk aprobaty, w wykonaniu na przykład…nie dbajmy w tym momencie o detale i przejdźmy ( oczywiście przechodzę ja, inni zajmują cały czas te same miejsca) do rzeczy, czyli do „pokerzysty” Myśliwskiego.
    Wczoraj „wrzuciłem’ fragment opisujący perypetie krawca Radzikowskiego. I tak jak krawiec Radzikowski obarczony gromadką dzieci skorzystał by z pewnością w dzisiejszych czasach z dobrodziejstw programu 500 plus, tak ta osoba którą obecnie przywołam, niewątpliwie z wielkim entuzjazmem uczestniczyła by w jednej z wielu demonstracji KOD-u.
    Osobą ta, jest ojciec jednej z licznych sympatii głównego bohatera – lekarz chorób kobiecych, zwący się dzisiaj ginekologiem.
    I jak opisuję Myśliwski, przebieg kariery zawodowej lekarza specjalisty w małym miasteczku, położonym gdzieś koło… innego małego miasteczka był tak interesujący, że przytoczę fragment który to w dużym skrócie opisze:

    „Niekiedy doznawał wręcz poczucia władzy, gdy sobie uzmysłowił, że wszystkie żony, córki, kochanki są lub mogą być jego pacjentkami, niezależnie kim są lub jakie stanowisko zajmują ich mężowie, ojcowie, kochankowie i jakie oficjalnie mają poglądy. Miał niejednokrotnie się o tym przekonać.
    Kiedyś nawet jakiś ksiądz do niego zadzwonił ,że miałby poufną prośbę, lecz nie na telefon . A gdy przyszedł z jakąś kobieta powiedział, proszę mnie zrozumieć doktorze, że będę dalej potępiał takie zabiegi. Muszę.”

  119. Gekko
    17 lutego o godz. 1:53

    Dziejacy sie proces dziejow, i takiz parowoz, jada w prawidlowym kierunku.

    Jak swego czasu powiedzial pewien komunistyczny biskup, czego sie nauczyl od koscielnych biskupow: „Reka podniesiona na wladze kposcielna zostanie odrabana.”
    Dlatego redaktor „Faktow i Mitow” trafol do odrabywalni.

  120. @ staruszek
    17 lutego o godz. 10:26

    Drogi staruszku, nie ma logicznej sprzeczności pomiędzy „pamiętaniem” (o czym pisałem) a „nie używaniem” (o czym Ty piszesz).
    Jest natomiast, jak się okazuje również w Twoim poście, sprzeczność między czytaniem a pisaniem na tyle istotna, że nie dająca się zsynchronizować na poziomie przewodów drukowanych zimnym lutem, w architekturze logiki nie sięgającej języka Pascal.

    Idę więc pisać o tekstach które warto czytać, bo powstałych w procesie odwrotnym, dziękując za uwagę okraszoną smalcem 😉
    Esc.

  121. @NeferNefer,
    Z narciarstwem jestem związany od dziecka, a alpejskie uprawiałem nawet wyczynowo, a moim największym wyczynem jest 19. miejsce w akademickich mistrzostwach Polski 1974, czego się nie wstydzę, wziąwszy pod uwagę, to, że moimi konkurentami byli zakopiańczycy i bielszczanie. Próbowałem też biegania, ale drażniła mnie monotonia oraz to, że musiałem się trzymać wytyczonych, dobrze ubitych tras, ponieważ wąskie biegówki nie nadają się do jazdy po nieubitym śniegu – zapadają się.
    Można jednak połączyć narciarstwo zjazdowe z bieganiem i w tym celu należy się zaopatrzyć w narty tzw. śladowe, zwane dzisiaj trekkingowymi, a różnią się tym od biegówek, że mają podobną szerokość jak zjazdowe, tyle, że różnią się wiązaniami – jest możliwość odblokowywania pięty podczas biegu, oraz zablokowania podczas zjazdu, można na nich podchodzić pod górę, po założeniu na nich specjalnych nakładek zwanych „fokami” (kiedyś były wykonane z prawdziwej, foczej skóry). Dodam, że na tych nartach można też, całkiem bezpiecznie, wykonywać nawet 20. metrowe skoki. 🙂
    Na takich nartach zjedździłem dokładnie całe Bieszczady i Beskid Niski. Gorąco ten rodzaj nart polecam.

  122. Tanaka
    17 lutego o godz. 10:42

    Jak to dobrze że jesteś na blogu!
    Już się bałem, że razem z Twórcą zgarnęli też czytelników… 😉
    (chyba, że piszesz zza hashtaga ze smartfona) 😉

    Tymczasem parowóz wjeżdża na stację „Bolek”:

    „Wdowa po gen. Kiszczaku: gdyby nie mój mąż, nie byłoby Nobla dla Wałęsy” (http://www.tvn24.pl)

    Naturalnie, wkrótce do nowej mitologii gumna dołączy Lolek, którego nie byłoby gdyby nie Jacek i Placek, o czym zaświadczy sam Szatan, czyli Darwin.
    Następna stacja: Kopernik była kobietą.

    Qva, czas spadać, „nasi tu byli:… i są coraz bardziej. 😉

  123. W językach programowania komputerów używa się pojęcia koronacji.

    Na przykład:
    słowo cena jest jednostką danych przechowującą liczbową wartość
    natomiast cena* może opisywać adres komórki w pamięci komputera przechowującej tą wartość liczbową.

    Tak koronacja czyli zdobienie liczebników głównych kropką nakazuje odczytywanie cyfrowej reprezentacji liczebnika jako liczebnika porządkowego.

    Minione już ograniczenie na liczbę znaków w tweet przejawiało się tak:
    Stoch 17.
    Ą
    Czyli oszczędziliśmy na zdobieniu naszego zdziwienia znakami ?!.

    W Warszawie i nie tylko grypa.
    Mimo to nie zalecam przemywania klawiatury likierem ziołowym.

  124. Aateista
    17 lutego o godz. 10:38

    „proszę mnie zrozumieć doktorze, że będę dalej potępiał takie zabiegi. Muszę.”

    Trawestując te słowa, można powiedzieć, że „będziesz wierzył nadal w boga. Musisz”. Jeśli tam ma wyglądać sfera chrześcijańskiego sacrum, to powinieneś sobie z korkowca w łeb strzelić.

  125. Świadek dobry na wszystko.
    W zależności, czy trzeba kogoś udupić – Krzywonos, czy wybielić – Wyszyński, zawsze, nawet po dziesięcioleciach, znajdzie się odpowiedni świadek.
    „http://wiadomosci.onet.pl/kraj/rzeczpospolita-nieznane-oblicze-kardynala-wyszynskiego/3vnefg

  126. Rafale coś dla Ciebie!

    Głównym bohaterem kolejnego, interesującego jak zwykle wpisu redaktora jest Darwin, a jak Darwin to oczywiście obok niego staje ,dumnie do orderów pierś wypina chluba rodzaju ludzkiego, czyli nauka.
    Nie będę zbyt odkrywczy jeżeli napiszę, że jednym z hiciorów ostatniego wieku w dziedzinie nauk wszelakich była teoria mechaniki kwantów. To ta teoria w sposób chyba najbardziej rewolucyjny przewartościowała obowiązujący w świecie fizyki od zawsze paradygmat deterministyczny. Od czasu Hiesenberga, Bohra świat nie jest już taki sam jak był kiedyś.
    Uroczyście tzw. interpretacja kopenhaska obwieściła urbi et orbi, że probabilistyczna natura mechaniki kwantów jest odbiciem probabilistycznej natury samego wszechświata, czyli, że nic nie jest pewne, czyli wszystko może być :
    I tak i siak.

    Wspominałem swego czasu o lekturze książki której bohaterami jest najstarsze pokolenie naszych rodaków żyjących od II połowy XIX wieku do 1939 roku. Krótko przypomnę zanim przejdę do istoty problemu.
    Lekko wówczas nie mieli weterani powstań, pracownicy izb rzemieślniczych, zatrudniani na umowę o dzieło wyrobnicy pańskich pól i włości.
    ZUS o nich nie myślał, KRUS był dopiero w stadium embrionalnym. Starzy musieli radzić sobie sami.
    Jedną z najpopularniejszych metod ogarnięcia egzystencji świata była tzw. metoda „na dziada”.
    Brał taki senior – przepisując wcześniej gospodarkę najstarszemu dziecku – kij w rękę, czapę na łeb i chodził od wsi do wsi. Trochę pomagał, trochę opowiadał,( cały czas zajadając przy tym smakowitą zacierkę na mliku) trochę radził, ale jedną z najczęstszym sposobów było wstawiennictwo u Boga. Wiadomo, ze z racji wieku i wolnego czasu miał z Panem Bogiem najlepsze układy. Przede wszystkim odmawiał modlitwy, Płacono pare groszy i już taki wiejski matuzalem w konkretnej intencji zanosił prośby do Boga. Kury się nie niosły, krowa miał problemy z zacieleniem – wołano dziada i proszono ( nie za darmo )o wstawiennictwo w niebie. Miał jakiś gospodarz ,albo dziedzic imprezę w sobotę, dawał parę groszy dziadowi, a ten szedł za niego w niedzielę do kościoła. Nieważne ,że był bez krawata.
    Dziad był osobą-instytucją wsi tamtych – szczególnie XIX wiecznych – czasów.
    A teraz fragment który w kontekście przytoczonej wcześniej interpretacji kopenhaskiej, ze nic nie jest pewne, że we Wszechświecie może być różnie, nabiera sensacyjnego wprost wymiaru

    Wspomina mieszkaniec podkarpackiej wioski

    „Pamietam, jak razu pewnego szoł dziadek między chałupy i głośno wymawiał:
    Dej panie Jezusie, ni ta, ni siak.
    Ciekawym był i zapytałem, co to modlitwa znaczy, a tyn mi z nabożeństwem odpowiedział:
    „A bo chłopaczku, Błażek kazali mi prosić Pana Jezusa o pogodę, bo maja siano suche do składania, a Szymek znów kazali błagać pana Jezusa o dyszcz, bo nie mogą łąki wykosić, taka trawa podeschła. To ja wiem jak pany Jezusowi dogodzić. Niech będzie ni tak ni siak.”

    Przypomnę jeszcze raz ,że interpretacja kopenhaska mówi, że;

  127. Będąc dzieckiem oberwałem po łapach od babci, za to, że w kościele zaczerpnąłem dłonią wody święconej z pojemnika przy wejściu, którą to wodę, natychmiast wypiłem. Po ukaraniu nastąpił wykład, z którego dowiedziałem się, że woda ta może zawierać bakterie chorobotwórcze, które spłynęły z rąk wiernych zakażonych jakąś zarazą. Odrzekłem wówczas babci, że choroby pochodzą od diabła, toteż woda święcona musi działać na bakteria, tak, jak na diabła. Babcia, chyba nie bardzo wiedziała, jak – na takie dictum zreagować – rzekła mi tylko, żebym nie pyskował do starszych, a przecież nie pyskowałem, lecz mówiłem spokojnie. Tym pytaniem wprawiłem w zakłopotanie również i rodziców. Ojciec, który był ateistą, rzekł wprost, że ta święcona woda to czysty idiotyzm, ale zakrzyczała go babcia, że syna na komunistę wychowuje, mama z kolei, osoba małej wiary, zachowała się neutralnie – powiedziała tylko, że to skomplikowane.
    Wpływ wody święconej na bakterie chorobotwórcze nie dawał mi spokoju, toteż gdy poszedłem do szkoły i zostałem zapisany na religię, jedno z pierwszych pytań, zadanych księdzu, dotyczyło właśnie wyżej wspomnianego zagadnienia. Ksiadz się nie wysilił, powiedział tylko: „Jesteś za mały, żeby to pojąć”. Dwa albo trzy lata później zadałem, to pytanie zakonnicy zastepujacej księdza i wtedy usłyszałem, że jeśli bardzo wierzę w Pana Jezusa, to mogę pić nawet wodę z kałuży i nic mi nie będzie. Zdarzało mi się – w wczesnym dzieciństwie – pociągnąć łyk, czy dwa, z kałuży, i – rzeczywiście nic mi nie było, natomiast cztery lata po wypiciu wody święconej nabawiłem się żółtaczki, przy czym nadmieniam, że już wtedy – wskutek pewnych zdarzeń – moja wiara była znacznie wątlejsza niż wcześniej.
    W związku z tym mam pytanie do blogowych misjonarzy: – Dlaczego bozia obdarzyła jednych łaską wiary, a innych nie? Czy bozia ma prawo mieć pretensje do tych, nieobdarzonych, za to, że nie wierzą, skoro – góry ich, tej możliwości pozbawiła?

  128. @jobrave
    17 lutego o godz. 10:49
    Narciarstwo „tourowe” było etapem pośrednim w przejściu do biegania, które z wiekiem coraz bardziej cenię właśnie ze względu na monotonię i miarowość, która bardzo sprzyja kontemplacji, czasem nawet wierszyk jakiś ułożę 😉
    Sprzęt zjazdowo-śladowy ciągle jeszcze posiadam wraz fokami i takim wiązaniem (czerwonym)
    https://www.youtube.com/watch?v=6wWGyx6vRPM
    ale od czasu nabycia dobrych rakiet – poszedł w odstawkę.
    Wtedy można i po najgłębszym świeżym puchu:
    https://lh3.googleusercontent.com/-kUGTPJdtmV0/VI7kelhymGI/AAAAAAAABjg/nt4_hfJwzoU/s912-Ic42/DSCN8269.JPG
    https://lh3.googleusercontent.com/-nWcOzMKsw4E/VI7nKsMATKI/AAAAAAAABkM/7HgXDULymco/s912-Ic42/DSCN8505.JPG
    https://lh3.googleusercontent.com/-EVj5j71ft-o/VI7n2eduV_I/AAAAAAAABkk/jsCl6l5WoSo/s912-Ic42/DSCN8531.JPG
    https://lh3.googleusercontent.com/-W0xCebbbLWc/VI7oUqUWd2I/AAAAAAAABhg/wD9Dz5iT2dk/s720-Ic42/DSCN8552.JPG

  129. Gekko
    17 lutego o godz. 10:51

    Jestem na blogu, co ma mnie nie być.. No, chyba, żeby mnie nie było. Wtedy raczej mnie nie ma. Bo tak, to jestem.

    Parowóz wjechał na stację „Bolek” już dosyć dawno temu. Teraz jednak nabiera nową porcję wody z nalewaka, i doładowują mu paliwo na węglarkę.

    Wdowa po generale Kiszczaku skonstatowała rzecz prawie oczywistą w sprawie Wałęsy i jego Nobla. „Prawie”może robić różnicę, większą, lub mniejszą, tym niemniej, pozostaje ciągle „prawie”.
    Co do ocalenia Wałęsy jako Wałęsy nie ma nawet „prawie”. To zasługa Kiszczaka i jego szefa.

    Zwiększający ciśnienie pary w kotle parowóz, ma swoich zafascynowanych zwiększaniem ciśnienia po eksplozje maszynistów.
    Już dał głos niejaki Cenckiewicz z IPN-u, niezły producent Wałęsy w „Bolku”, Który o znalezionych przez policje w domu Kiszczaka papierkach wie już to co ma wiedzieć, zgodnie z tezą:
    „Jak powiedział Cenckiewicz, nieznane dotąd dokumenty w sprawie TW „Bolka” potwierdzają, że „współpraca Lecha Wałęsy z SB nie była incydentalna, jak twierdzili niektórzy historycy”.

    Co prawda, papierek z domu Kiszczaka nie został jeszcze dokładnie zbadany, czym w istocie jest: luźną notatką, szkicem czegoś, fragmentem całości, niecałością samą w sobie, autentykiem, kopią z kopii nieoryginału, ale Cenkciewicz już wie, jak ma być.

    I w tej sprawie, oraz w sprawie tzw. Polaka, skomentowała to Danuta Wałesa tak:
    jesteśmy „narodem okrutnym”.

    Czyli – przypomnijmy, najwybitniej na świecie katolickim. Jeden polski katolik zamorduje drugiego polskiego katolika, a drugi – pierwszego, bo obaj kochają bliźniego swego, a bozię swoją „chociaż nie pojmują, jednak nad wszystko miłują”.
    I dlatego też województwo imienia Swiętego Ojca Świętego Jana Pawła Drugiego Lolka Nadwiślańskiego, ma w swoim herbie szacunek wszystkich do wszystkich.

  130. jobrave
    17 lutego o godz. 11:51

    I tak się toczą dzieje.

  131. @jobrave
    17 lutego o godz. 11:51
    Ja interpretuję brak łaski wiary jako rodzaj szczególnej łaski, a nawet ułaskawienia za życia 😎
    Coś jak odporność na wodę święconą stosowaną doustnie.

    Notabene, nie wiem czy zauważyłeś moje onegdajsze rozważania na temat obecności molekuł wody święconej we wszystkich akwenach na Ziemi włącznie z kałużami.

  132. W końcu, patrząc na tutejsze zbiorowisko, ten brak łaski byle kogo nie wybiera 😉

  133. ten brak laski to brak pewnego rodztaju konskich okularow; ci dostepujacy laski maja je (konskie okulary i nie tylko), pozostali widza szerzej…

  134. Nasz psychopatopolityczny DarWin, czyli GoWin.
    Narasta we mnie poplątanie.
    1/ Wacław trupi „żydów” smalcem (ze sadła świstaka?)
    2/ Tobermory tropi tropy jednośladowe
    3/ jobrave zjeżdża szerokim śladem
    4/ Aateista pląsa po marginesach świadomości historycznej
    5/ o staruszka pląsach już się wypowiadałem, ale sam robi to najlepiej
    No i w dodatku pojawia się wątek wody święconej drobnoustrojem Bolka.
    6/ @ Tanaka przenikliwie i jak zwykle słusznie odczytuje determinizm historii ze stoickim spokojem, nawet nie otwierając okładki podręcznika (jak wiadomo, co wiadomo że ma być, to wiadomo).
    W radiu słyszałem, że „Polityka” lansuje termin „psychopolityka” jako emblemat wywołujący nasz eskapizm (ci narciarze!).
    Podoba mi się ta psychopolityka.
    Między innymi, polega na znanym zjawisku wmawiania własnej krzywdy oprawcy, celem wzbudzenia poczucia winy i tym samym pełne obezwładnienie ofiary.
    I to jest nasz Dar Win, a być może boży-dar.
    Co by tłumaczyło (tylko po co) moc chorobotwórczą wód święconych w przydawaniu wiary-, czyli -godności kłamców.

    Taplamy się w dusznej glątwie opętańczego zniewolenia przestrzeni społecznej – mnie to zupełnie przypomina lata tuż po stanie w.
    Był to jednak, co dziś okaże się zaraz oczywiste, staraniem wdów po stanie, stan łaski, jedyny umożliwiający dzisiejsze samoułaskawienie Jacka, za ukrzyżowanie na brzozie Placka (w adoracji licznych, acz niedobrowolnych ochotników do Nieba).

    Jacek, czyli Jarek walczy u boku całego Narodu o nagrodę Muenhausena.
    Dla reszty wynarodowionych odszczepieńców – Nauka Polska (z Glińskim i Kleiberem na czele) pozostawia szczepienia, by wywołać w trzeźwych na umyśle zbawienny, psychopolityczny autyzm.
    Wtedy: DarWin czy GoWin, wsio rawno adin popiss, z szydłem w żopie…

    No to hej, górale. 😉

  135. Kochani wszyscy którzy do mnie pisali o nartach, wieczorem dam znać, właśnie mamy przerwę na obiad. Ledwo żyję ale jest super! A ile mam mięśni to nawet nie wiedziałam. Opanowanie techniki idzie mi bardzo dobrze ale wytrzymałość poniżej zera niestety. Uczymy się stylu klasycznego, dzisiaj zjazd i hamowanie pługiem.

  136. NeferNefer
    17 lutego o godz. 13:06
    ale zjeżdżasz przeważnie na dół..? 🙂

  137. Gekko
    17 lutego o godz. 12:48

    Nie wiem, czy można Glińskiego z Kleiberem porownywać.
    Kleiber wydaje mi się znacznie nad pierwszym górować.
    Utkwiła mi w pamięci szczera, naukowa, ale strasznie naiwna ochota Kleibera, żeby urządzić jakąś wolną od nacisków,racjonalną, a nie szaleńczą dyskusję naukową nt. Smoleńska.
    Biedził się tak, szczery biedak, nad zorganizowaniem tego, aż się poddał.
    Mimo, że było to skrajnie naiwniackie w kraju oszołomskim i wrednym, i od początku skazane na porażkę, mam mu to na plus.

    Co do Glińskiego – jego umysłowe produkcje, w związku z marjażem z pisogłowcami, są nędzne poniżej zera. I zwyczajnie obrzydliwe.

  138. @Tanaka

    Przeważnie, chociaż w bok też bywa (niechcący) a dziś trenerka kazała nam wbiegać jodełką pod górkę. Oj.
    Zaraz się znowu muszę wbić w te wszystkie ciuchy i do 16.00 na śniegu.

  139. Największy urobek górnicy polscy fedrują w Warszawie.

    Oszołomy chcą zabronić dalszego życia ziemi w roli kompana kapitału.
    Chyba Naczelnik znów trafi do szpitala, tym razem na Oddział Intensywnej Opieki Neurologicznej. Bo chłop żywemu nie przepuści.

    Sadzę, że Wiara W Naczelnika przeminie szybciej niż natankowe łącze z Bozią.
    W Polsce co trzecia to prorokini i co drugi to prorok.

  140. NeferNefer
    17 lutego o godz. 14:01

    Toszszszsz masz fajnie. Lubię narty.
    Przyjemności !

  141. Aateista
    17 lutego o godz. 11:40

    Nie czaję o co ci kaman. Czaję tylko to, ze skoro nic nie jest pewnego, to warto wierzyć w boga, bo skoro ileś-tam-lat ludzie wierzyli, to dlaczego ty miałbyś nie wierzyć. Krzyżyk na drogę – to se wierz. Czy ja ci wróg?

  142. Tobermory
    A gdzieś ty takiego pięknego kota filiotowego namierzył? Chyba go nie ufarbowałeś.

  143. Tobermory
    Ten kot zwieszony nad miastem też jest niekiepski
    http://images2.alphacoders.com/157/157232.jpg

  144. @mag
    17 lutego o godz. 15:05
    na moim ekranie (i w rzeczywistości) ten kot jest srebrzystoszaroniebieskawy i wygląda na norweskiego leśnego w dość podeszłym wieku
    http://dinoanimals.pl/wp-content/uploads/2014/12/Kot_norweski_lesny_17.jpg
    Zdjęcie jest niezbyt udane, bo pogoda była pochmurna, a kocur pokazał się na moment i zaraz znikł w dziurze pod żywopłotem.

  145. Nie będę ukrywał, że współczesna nauka nie jest obiektem moich westchnień. Owszem zdarzają się od czasu do czasu rzeczy popychające ludzkość do przodu, na przykład taczka, albo otwieracz do…konserw, ale ogólnie nie ma się czym zachwycać.
    Co miał człowiek wymyślić to już wymyślił. Przecież nawet osławiona teoria mechaniki kwantów to dla starożytnej szkoły filozoficznej tzw.sceptyków bułka z masłem. Twierdzili, że wystarczy kierować się w życiu zasadą prawdopodobieństwa i na swoje się wyjdzie. Pisałem już kiedyś, że od jakiegoś czasu współczesność poprawia i doskonali bardzo skomplikowane działanie arytmetyczne które dla ludów koczowniczych przybrało postać:

    2+2 =4

    Wiek rozumu i współcześni mędrcy obliczyli, że

    2+2 =4,00000000000000000000000000000000000

    I cały czas pracują nad zwiększeniem dokładności wyniku.

    Teraz delikatna dygresja wyrażająca przy okazji zdziwienie.
    Od kilku dni cały naukowy świat wiwatuje i żłopie szampana. Powód?
    Potwierdzono w końcu przypuszczenie Einsteina z 1915 roku, że powinny gdzieś we Wszechświecie znajdować się tzw. fale grawitacyjne, które właściwie w końcu potwierdzą całkowicie obowiązujący naukowy paradygmat dotyczący początku Wszechświata i nauka będzie już, już, dosłownie tyci, tyci od rozstrzygnięcia największej zagadki, czyli kto zapalał zapałki do detonacji tzw. Wielkiego Wybuchu.
    Niestety u ateistów cicho. Milczenie chyba oznacza zachwyt.

  146. Jeżeli jest cicho, to w takim razie ja sobie pozwolę na komentarz.

    Pewien mój znajomy ( ojciec dali mu na imię Aaron) swego czasu puścił u redaktora fragment tzw. Toastu Shawa ( angielski dramaturg) którym chlano z okazji ogłoszenia przez Einsteina swojej teorii względności. Cały tekst zamieściła swego czasu Polityka w serii tzw. „Wielkich mów historii”.
    Zamieścił ów Aaron większą część tego Toastu, ja uzyskując jego zezwolenie i cytuje tylko ostatni krotki fragment, brzmiący:

    „Owi wielcy ludzie byli twórcami jednej ze stron ludzkości – gdyż on ma ich dwie. Jedną stronę zwiemy religią, a drugą nauką. Religia ma zawsze rację. Religia chroni nas przed wielkim problemem, wobec którego wszyscy stajemy Nauka zawsze się myli: to najwymyślniejsza ze sztuczek człowieka. Nauka nie potrafi rozwiązać żadnego problemu bez tworzenia kolejnych dziesięciu.”

    Rozległy się wówczas ze strony tej światlejszej części blogosfery wiadome reakcje.

    A jak podsumowuje ostatnie odkrycie mający rozeznanie w temacie na swoim blogu Edwin Bendyk?

    „…Otwiera się nowy etap badań nad tajemnicami Wszechświata, znowu jest co odkrywać – nauka potwierdza, że jest niekończącą się przygodą…”

    A dla równowagi w Tygodniku Powszechnym okazjonalny artykuł z tej okazji Łukasz Lamża kończy tymi słowy

    „Wraz z nimi ( z nowymi odkryciami) kończy się epoka potwierdzania bieżącego modelu rzeczywistości. Oznacza to jedną z dwóch opcji – nudne szlifowanie kolejnych cyfr po przecinku albo lepszą teorię.
    Czyli kolejną rewolucję, nową Listę Rzeczy istniejących nowe eksperymenty. I tak w kółko.”

    Czyli robota w naukowym świecie nie ustaje….

    Na socjalistycznych budowach popularne było powiedzenie przy wylewaniu fundamentów:

    „Lej wodę, syp piasek, nie żałuj materiału. Jak się chałupa zawali będziemy budować następną”.

  147. mag
    17 lutego o godz. 15:05

    Foty podorędnej nie mam, ale widziałem ostatnio psa, który ma umaszczenie „różowo-pszeniczne”. I to się zgadzało z naturą.

  148. Fiona, aktualna kotka Prezesa. Niczego sobie.
    http://i.iplsc.com/-/00019YSGIKD7UOT4-C317-F3.jpg

  149. A ten to chyba wygląda na kota we więźniu (te paski na piżamce), ale zadowolonego.
    http://divine-cats.eu/assets/images/magnes_kot3.jpg

  150. Aateista
    17 lutego o godz. 15:22

    No cóż, ale to, że nauka nie jest twoim obiektem westchnień, wiem nie od dziś. Czy coś konstruktywnego jesteś w stanie dodać do tej konstatacji?

    Zamiast tego maniakalnego nawijania makaronu na uszy/oczy na temat religijnej apoteozy, zabrałbyś może głos w sprawie, jakie antenkowy Aaronu – Krzysio widzi rozwiązanie w tym złowieszczym impasie? Jak uspokoić skołatane dusze beznamiętnych naukowców, którzy biją pianę, bo przecież nic nowego nie wymyślą? Podziel się refleksjami, co ludzkość powinna zrobić, by nastawić właściwą zwrotnicę? Może jakaś papieska dyrektywa, w której byłby zakaz uczenia matematyki i fizyki?

  151. Dawno, dawno temu.

    Dwa fragmenty wspomnień z książki o „Ludziach starych na wsi polskiej…”.
    Dzisiejsi dziadkowie wspominają swoich dziadków, czyli żyjących w czasach zupełnie przedpotopowych, kiedy jak Polska długa i szeroka: gusła, zabobon, oscypki i góralska muzyka. Hej!

    Fragment pierwszy.

    Dziadziuś Józef Wiktorek nosił zawsze długie sumiaste wąsy, gęste i czarne, z wiekiem posiwiałe, jak i krzaczaste brwi pod ciągle śmiejącymi się oczami. Był dla nas ,dzieci nieprzebraną skarbnicą nie kończących się gawęd, baśni, opowiadań.. Razem z braćmi siadywaliśmy mu na kolana, a on podkręcał sumiastego wąsa i zaczynał opowieść o polowaniach, o tajemniczych pełnych przygód wydarzeniach, związanych z naszą historią, naszą ziemią, wioską i rodziną.. a bajał cudownie! Przepięknie potrafił prowadzić nas, małych chłopców, przez najciekawsze zapierające dech w naszych chłopięcych piersiach, przygody.. I gdy dziadziuś tak bajał i bajał, siedząc z nami przy nagrzanym piecu, nasze wyobraźnie zaludniały się wspaniałymi rycerzami, kurpiowskimi bohaterami, duchami tych, co dawno już odeszli, to znów biegały przed stadem zgłodniałych wilków, atakujących księżycową nocą pędzące, zagubione gdzieś w leśnej głuszy sanie. A za oknem hulał zimny jesienny wiatr, jęczał w kominie jak dusza pokutująca, potęgująca niesamowitość o grozę dziadkowych bajań. Ci wszyscy bohaterowie wypełniali później nasze sny, zapadali w najgłębsze pokłady pamięci.”

    Fragment drugi.

    „No babcia, to była moja babcia. Ona to jak się wieczorem tylko się światło…paliło się w piecu tam drzewko podłożone. Taki ogień i ona opowiadała bajki dla nas, różne takie no to my słuchamy jak do spania to ona się ,ładnie tam opowiadała nam różne bajki, nie–bajki gdzieś takie co tam jakieś tam opowiadania, takie ciekawe dla nas było. Żeśmy się posnęły dopiero odchodziła od nas i szła spać”

  152. A dzisiaj.

    Kiedy świat pozbył się nagrzanych pieców, rozpalonych do czerwoności kuchni i w pobliżu kuchenki mikrofalowej, czy innej romantycznej płyty indukcyjnej można usłyszeć w końcu sensowne dialogi:

    – Wojtusiu, czy możesz przyciszyć tę muzykę. Gra zbyt głośno, bolą mnie już uszy
    – Nie mogę dziadek, bo 4 minuty są do dwudziestej drugiej.
    – Zobaczysz jak przyjdzie babcia z kina, to powiem że byłeś niegrzeczny i nie da ci kieszonkowego jak dostanie emeryturę.
    – A ty lepiej dziadek zluzuj w końcu ten komputer ,bo powiem babci, że pornusy oglądasz
    – Ty się nie interesuj co dziadek robi, tylko zadzwoń do matki do Dublina jak jej tam idzie, bo 2 tygodnie już nie dzwoniła
    – Niech ona dzwoni, to ona chciała w końcu tam jechać , a nie ja
    – O babcia wróciła z kina. I jak było?
    – Wspaniały film, a jaki romantyczny. Chyba wam o nim jutro opowiem.

  153. @Rafał Kochan
    Piszesz o mojej maniakalnej religijnej apoteozie.

    To,że religijne doświadczenie złożoności bytu uważam za nie mniej interesujące niż naukowe teorie opisujące wszechświat to jest prawda,ale amputowanie mi jakiejś apoteozy religii, a szczególnie admiracji jej ziemskich urzędników jest z twojej strony Rafale, mało udanym podsumowaniem mojej dzisiejszej aktywności.

  154. Aaronu, a na czym polegają „religijne doświadczenie złożoności bytu”. Możesz nam to przybliżyć?

  155. @Aa
    Znane są ci może wspomnienia bajecznego dzieciństwa z okolic Jedwabnego? Może jakieś opowieści religijnego dziadzia z Dąbrowy Tarnowskiej?
    „Gestapowiec nazwiskiem Haman pytał nas: » co wam się za zabicie tych żydów należy? «, więc Koza odpowiedział » co łaska – ja przystałbym na jakiś przyodziewek «”

    Więcej dziadkowych, katolickich opowieści tutaj:
    http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,9118509,Puscic_Zyda_na_zajaczka.html

    W sam raz na dobranockę, gdy na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga…

  156. Alfred Russel Wallace zapomniany, w wyścigu zajął drugie miejsce.

    A teraz do p. Tanaki: dziwi mnie to wydziwianie na” Lolka”. My ateiści jesteśmy tacy mądrzy, a inni sobie wierzą w jakieś gusła, czy świętych obcowanie. Co ma do zaoferowania ateizm ? że nic nie wiemy poza tym,że Go nie ma. Nawet wiara w jednego abstrakcyjnego, duchowego Boga jest dla większości za trudna, stąd święci, patroni, czwarta bardziej materialna osoba płci żeńskiej dodana do Świętej Trójcy. Religie nie narodziły się z niczego – była taka potrzeba i istnieje nadal i nie ma co się wyśmiewać z wyżyn swojego racjonalizmu. Oczywiście są i inne religie : postępu, smoleńska, jedne lepsze inne gorsze ale zawsze w coś tam wierzymy.

  157. @Aateista

    Ty się nie wypowiadaj o arytmetyce liczb całkowitych i o arytmetyce liczb niecałkowitych, bo jesteś osobą nie mającą właściwego wykształcenia w tym kierunku.
    To znaczy jesteś kiepski w sztuce wypowiadania się lub innych.

    Żarty o liczeniu są sztuką i najlepiej gdy są bliskie rzeczywistości.
    Swego czasu komputery używały dwóch różnych zapisów liczby zero.

    Od zarania komputerów liczby będące potęgą liczby 2 nie sprawiały kłopotów.
    A już dawno liczba 1 była zapisywana jako 0,(9) = 0,999999999999…

    No i utarło się stosowanie określenia prawie

    Zanim domorośli uczeni zaczęli powtarzać nieśmieszne żarty o liczbach i dokładności ich przybliżenia to zwykli ciemni ludzie używali takich par liczb:
    1 … 9
    2 … 8
    3 … 7
    4 … 6
    5 … 5

    Ostatnio (w skali czasu ewolucji naszego gatunku) przybliżono polszczyźnie:
    Prawie robi dużą różnicę.

  158. Stachu39
    17 lutego o godz. 18:49

    Lolek był dosyć dziwny. Mnie więc dziwią ci, co nie wydziwiają na Lolka.

    A tak poza tym – co właściwie chciałeś powiedzieć dając głos? Bo nie wiem, o co Ci chodzi. Czy możesz przełożyć myśl zawiłą i niejasną na prostszą i klarowniejszą?

  159. @Rafał Kochan

    „religijne doświadczenie złożoności bytu” jest pojęciem tak pojemnym ilościowo i ubogaconym jakościowo – w odróżnieniu od zestandaryzowanego języka nauki – że próba jego ( doświadczenia) sensownego opisu – nawet na Twoje życzenie, Rafale – stawia mnie zupełnie pod ścianą i poddaje się na ten moment bez walki.

    Bo i zadanie jest chyba niewykonalne

    To trochę tak jakby chcieć zawrzeć w języku logiki piękno muzyki Bacha.
    No nie da się. Po prostu się nie da.

  160. Tanaka
    17 lutego, g.19:09
    Myślę, że w jakimś sensie Lolek Wojtyła to był fajny gościu, rozumiejący świat i życie, ale obciążony wszystkimi grzechami kościoła, zwłaszcza tymi skrzętnie zamiatanymi po dywan, z którymi trzeba sobie radzić, gdy się jest super ważnym (teoretycznie aseksualnym) klechą, co to wisi na nim dwutysiącletnie dziedzictwo odpowiedzialności.
    Nie da się chyba jednak pogodzić natury ludzkiej, notabene od bozi pochodzącej, z celibatem.
    Ponoć rozbija się wszystko o kasę, jak wiadomo, gdy nie wiadomo o co chodzi. O nieuszczuplenie majątku watykańskiego i wpływów, który by się rozlazły, gdyby księża mieli żony, progeniturę (oficjalnie)

  161. Aateista
    17 lutego o godz. 19:31

    Niestety Aaronu, ale towarzyszy ci bełkot. Tworzysz jakieś poetyckie dziwolągi, których nie jesteś w stanie wyjaśnić. Niezbyt dobrze to świadczy o tobie. Jeśli ciebie rajcuje farbowanie siwej pały na czarno, by ukryć ilość lat na karku, to twoje sprawa… Pamiętaj jednak, że nie powstrzymasz upływającego czasu… Twoja religia jest passé…

  162. @Tobermory

    Nie bardzo rozumiem o co chodzi z Jedwabnym.

    Przede wszystkim tytuł, tak więc i treść książki odnoszą się do „…od schyłku XIX wieku po rok 1939 ” ,a z tego co wiem tragiczne wydarzenia do których nawiązujesz miały miejsce w 1941 roku ( Jedwabne).

    Rada.
    Jeżeli już czytasz moje posty, to czytaj w skupieniu. Nie będziesz później zadawał niezbyt rozumnych pytań.

  163. @ Tanaka
    Co się nam chce powiedzieć… …i nic innego nie mówi.
    Ano, z bloga wokół ateizmu, wynika jedna polska prawda, w swej trójcy przenajświętsza:

    a/ Każdy w coś wierzy.
    b/ Ateiści wierzą, że nie ma Boga.
    c/ A naukowcy wierzą w naukę.

    Wniosek oczywisty, jak a+b+c = nauka kościoła łączy wierzenia wszystkich, przy czym brak Boga wcale jej i w niczym nie przeszkadza.
    To równanie nazywa się w Polsce pluralizm, tolerancja i demokracja, oczywiście nasza, tradycyjna.
    Bo:
    każdy wierzyć może, trochę lepiej, lub trochę gorzej
    i wcale nie o to chodzi komu jak to wychodzi…
    Mnie z ewolucji toni i małpa nie przegoni,
    ni bezbożne brygady – też nie dadzą mi rady;
    bo ja z Was wała nie walę, ja po prostu, na szczęście
    mam wiarę! Uff.

    🙂

    A jak kto /- kju – vi – ej/ nie wierzy w nic, to i tak znaczy, w języku polskim, że wierzy we wszystko inne.
    Polska, kraj zapomniany przez Darwina (i ze wzajemnością)
    Cbdo.

  164. @Aateista
    17 lutego o godz. 19:39
    A mnie się zdaje, że rozumiesz.
    Nie chodziło mi o konkretną książkę. Rozszerz troszkę lekturę, jedną ci nawet podsunąłem.
    „Dawno, dawno temu” nie skończyło się na 1939 roku.
    Zawsze się znajdzie coś ciekawego z dziadkowych czasów dla porównania z „A dzisiaj…”

  165. mag
    17 lutego o godz. 19:35

    A na jakiej podstawie, że Wojtyła był „fajnym gościem”? Z tego, co on robił i mówił wynika zupełnie coś innego. Był jedną z większych kanalii w historii kościoła. „Fajnym gościem” to mógłby być ewentualnie Albino Luciani, który w 1978 r. został papieżem. Człowiek niezwykle skromny, postępowy i uwielbiany przez masy , którego pontyfikat trwał tylko albo aż 33 dni. Zgadzał się na stosowanie środków antykoncepcyjnych, dopuszczał kapłaństwo kobiet, sprzeciwiał się celibatowi. Postanawia zniszczyć mafijne struktury watykańskich finansów, a następnie oczyścić Watykan i Kościół z oszustów i aferzystów. Sporządza listę 121 purpuratów watykańskich do natychmiastowego zdymisjonowania. Tuz przed rozpoczęciem zaplanowanych czystek umarł po „zjedzeniu niestrawnego posiłku” (zostaje otruty). Nie przeprowadzono sekcji zwłok. A jego testament zginął w tajemniczych okolicznościach.

  166. @staruszek

    Myśląc byt jako taki w całości metafizyka przedstawia go ze względu na to, co różne w różnicy, nie bacząc na różnicę jako różnicę.
    To co różne, ukazuje się jako pojęcie bytu w ogólności i jako bycie bytu najwyższego. Ponieważ bycie zjawia się jako podstawa, byt zostaje ugruntowany, byt najwyższy natomiast ugruntowuje jako pierwsza przyczyna.
    Gdy metafizyka myśli byt ze względu na wspólną każdemu bytowi jako takiemu podstawę, wówczas jest logiką w sensie onto-logiki.
    Gdy zaś metafizyka myśli byt jako taki w całości, tzn. ze względu na najwyższy, wszystko ugruntowujący byt, wówczas jest logiką w sensie teo-logiki.

    I w tym ostatnim sensie zawarłem treść i rozwiązania formalne postu z godz.15:22
    Stąd chyba Twoje uwagi @staruszku.

  167. Tanaka
    17 lutego o godz. 19:09

    „Co ma do zaoferowania ateizm ?” – rzekł Stachu39. Masz rację, że nie bardzo wiadomo, o co mu w całej wypowiedzi chodzi, ale w tym pytaniu na pewno wie, o co mu chodzi, tylko nie rozumie, jak głupie jest to, o co mu chodzi. Bo nie pyta, tylko – stwierdza, że ateizm nie ma nic do zaoferowania. Inaczej mówiąc, utożsamia ateizm z partią polityczną, religią, programem artystycznym, wczasami lub z czymkolwiek, co jest jakąś propozycją na miłe spędzenie czasu. Lub całego życia. Nie wie, biedny, że ateizm nie jest programem ani propozycją dla kogokolwiek – jest odrzuceniem wiary w bogów, niczym więcej. Poza tym ateiści w życiu powszednim niczym się nie różnią od reszty – korzystają z tych cywilizacyjnych dóbr, co wszyscy. Odpowiedź na pytanie „Co robić?” przedkłada człowiekowi samo życie, a nie religie czy ateizm.
    To, co Stachu powiedział, to stary tik ludzi ciut bardziej otwartych niż moherowi: „Jeśli nie religia, to co w zamian?”. Gówno, przepraszam, w zamian. Skąd ten pomysł, że coś ma być W ZAMIAN? Ano z przyzwyczajenia do religii. Religiant nie wie, że na początku był ateizm, a nie żadne słowo. Jeśli nie wierzy, niech porozmawia z sarną o Bogu, a nawet z gorylem. Więc wtórny ateizm to tylko powrót do krainy dzieciństwa ludzkości. Stachu nie wie, że tylko czynny religiant może sobie zadawać ateiście pytanie-niepytanie „Co może zaoferować ateizm?” Dla mnie ateisty z 55-letnim stażem takie pytanie nie istnieje i nigdy nie istniało. Żyje się bez urojonych bogów i tyle. Dosyć nawet się bogato żyje mimo skromniuteńkiej kasy.

  168. Rafale Tobie to chyba po nocach snią się Chiny gdzie wszyscy chodzą w jednakowych mundurkach,jedzą ryż produkowany na plantacjach Biedronki, wszystkie pałeczki – trzymane w ręce lewej – mają koloru żółtego, a w ręce prawej każdy Chińczyk trzyma rakietkę do pingponga.

    Musisz od czasu do czasu jednak sobie wyobrazić,że nie każdy taką samą optyka ogląda świat.
    W moich snach pałeczkę trzyma Chińczyk w ręce prawej, w lewej z kolei trzyma komórkowy telefon.

    I tak jest również z naszymi różnicami w pojmowaniu zjawiska religii.

  169. Rafał Kochan
    Może się mylę, ale zanim Wojtyła został papieżem, był popularny chyba nie bez powodu jako duszpasterz akademicki.
    Okazał się niestety zachowawczym papą, który jakoby pomógł w Polsce obalić komunizm. Charyzmę jednak miał, pamiętam dobrze jego przyjazd do Polski w 1979 i jakie to wtedy robiło wrażenie. I jeszcze w w 1982 czy 1983. Miał power!
    A potem te kremówki i takie tam różne, to już było raczej passe.

  170. @Tobermory

    Nie bardzo mam ochotę wdawać się w polemikę – w kontekście Jedwabnego – na temat relacji chłopsko-żydowskich w czasach II wojny Swiatowej.
    I nie dlatego,że nie chcę.
    Przyczyna jest prozaiczna.
    Mieszkaniec miasta nie nazywa się chłopem tylko mieszczaninem, mieszczuchem.
    Przypominam o tym, bo Jedwabne w czasach Ii wojny światowej posiadało prawa miejskie i było miastem.
    Stąd przywoływanie chłopów polskich przy okazji Jedwabnego jest po prostu bzdurą.
    Poniał?

  171. Aateista
    17 lutego o godz. 20:21

    Aaronku, dopóki się popisujesz morderczą liczbą przeczytanych i czytanych pozycji i niekończącym się cytowaniem, da się wytrzymać jak z rozbrykanym dzieckiem. Kiedy jednak skaczesz na własną główkę w wodę, dech zapiera od mocy Twojego rozumu. Jest to miliardowe potwierdzenie oczywistości, że liczba przeczytanych książek nie przekłada się automatycznie na umiejętność myślenia. Jeśli ktoś ma dobrą pamięć, przeczytane książki mogą się przekładać na erudycję. Tyle że od erudycji do umiejętności myślenia droga może być tak samo daleka, jak od inteligencji do mądrości. Więc Twoja niechęć do bałakania z Tobermorym z tego głębokiego powodu, że nie uważasz mieszkańców ówczesnego Jedwabnego za chłopów, tak mnie wbiła w głębię, że długo puszczałem bańki, nim wypłynąłem na powierzchnię

  172. @Aateista
    17 lutego o godz. 20:21
    OK, pojmę, gdy uwierzę, że poniższy dialog odbył się we współczesnej chłopskiej izbie, a babcia była w kinie (w mieście?) a nie oglądała serialu w TV 😉

    – Wojtusiu, czy możesz przyciszyć tę muzykę. Gra zbyt głośno, bolą mnie już uszy
    – Nie mogę dziadek, bo 4 minuty są do dwudziestej drugiej.
    – Zobaczysz jak przyjdzie babcia z kina, to powiem że byłeś niegrzeczny i nie da ci kieszonkowego jak dostanie emeryturę.
    – A ty lepiej dziadek zluzuj w końcu ten komputer ,bo powiem babci, że pornusy oglądasz…

    I że wiejski Wojtuś przed godz. 22 siedział w domu z dziadkiem 🙄

  173. Aateista
    17 lutego o godz. 20:21

    Jeszcze drobiażdżeczek, Aaronku. Zakończenie wypowiedzi pytaniem „Rozumiesz?”, bądź w jakimkolwiek języku jest charakterystyczną manierą ludzi słabo znających dany język. Wydusi taki jedno, dwa kalekie zdania i na końcu: „Rozumiesz?” Kiedyś rowerowałem krętymi drogami dookoła starego województwa koszalińskiego. W Czaplinku zatrzymałem się w hotelu i zszedłem na dół do restauracji coś przegryźć. Parę stolików od mnie siedział samotny napity wilniuk i gadał do wszystkich po polsku. Z rzadka wtrącał jedno, dwa słowa ruskie i zaraz pytał: „Ty panimajesz?”. Na przykład mówił:

    – Ja pojechał. Ty panimajesz?
    – Ja skazał! Ty panimajesz.

    U Ciebie pytanie „Poniał?” na końcu może jest zasadne, bo ja tak przejmująco mądrej myśli jak ta, że nie będziesz gadał, skoro Żydów spalili nie chłopi, lecz mieszczanie, za cholerę nie pojmu.

  174. @Tobermory

    A jeżeli chcesz coś sensownego wiedzieć o wzajemnych relacjach mieszkańców wsi wobec swoich żydowskich sąsiadów to polecam lekturę książki chyba najlepszej specjalistki w tej tematyce – Aliny Całej.
    Cała jeszcze w XX wieku napisała książkę zatyułowaną:

    „Wizerunek Żyda w kulturze ludowej”.

    Książka stanowi bogato udokumentowaną zeznaniami mieszkanców wsi z całej Polski pracę naukową przedstawiającą poglądy na różne sprawy zakreslone tematycznie relacjami z okresu tuz przedwojennego .
    Wzajemne relacje obu stron do pewnego czasu były – wbrew pozorom – raczej normalne. Takie jak przedstawiają się relacje sąsiedzkie w jednolitej narodowo wsi. Pomagali sobie,pożyczali pieniądze, doradzali, kobiety dzieliły się przepisami, faceci chlalii wódkę, dziewczyny i chłopaki z obu stron bawili się na zabawach.
    Tak było do początku lat 30 tych.
    W połowie lat 30 tych zaczęli z miast miejscowi, a równiez sami miastowi przywozić prasę narodową. Rożnego rodzaju nacjonalistyczne szmatławce zaczęły trafiać na wieś.
    Jak miastowe to chyba musi byc mądre. I jak piszą tam źle o Żydach to musi coś w tym być. Miastowi zawsze maja rację.
    I zdaniem opowiadających autorce i licznym ankieterom od tamtych czasów zaczeto spoglądać mniej ufnie na swoich żydowskich sąsiadów. Im bliżej wojny , tym było gorzej.
    A kiedy Niemcy dołożyli swój „dorobek naukowy” to wtedy rzeczywiście się zaczęło.
    A Kościół?
    Świadkowie tamtego okresu ten sam trend dostrzegają również w stosunku księży do Żydów.
    Początkowo normalny, a później im bliżej wojny tym było coraz gorzej.
    Ogólnie teza autorki jest taka,ze całe ( albo prawie całe) zło we wzajemnych relacjach mieszkańców wsi i Żydów spada na polską endecję, która odwaliła kawał „dobrej roboty” za Niemców.Zamiast włączać hitlerowskie machiny propagandowe i trąbić 24 godziny na dobę o krwiopijcach żydowskich, mieli już polowe, najtrudniejszej roboty za sobą.
    Część Polaków, i to wcale nie najgłupsza ( dużą część ruchu narodowego stanowili młodzież szkolna i studenci)wykonała wspaniale akcję uświadamiającą polskiej wsi.
    A potem było jak opisał m.in Gross.

  175. Błaszxzak złapał pana Kajetana Kanibala na Malcie. Ja się pytam , dlaczego za czasów PO nie schwytana żadnego kanibala ?

  176. @pombocek
    Mieszkańcy Jedwabnego nie byli chłopami, pies nie jest kotem, a Aaronek chciałby po prostu wreszcie skupić na sobie trochę uwagi.
    Ten jest lepszy:
    „https://media.giphy.com/media/uJG2A0WvErkGY/giphy.gif

  177. @Aateista
    17 lutego o godz. 20:21
    Chłop polski to nie tylko mieszkaniec wsi, to także stan umysłu.

  178. Tobermory
    17 lutego o godz. 21:12

    Cudo. Ale do Aaronka niepodobny – jakby poważniejszy.

  179. Szlachetny polski chłop tak długo był szlachetny zatem, póki nie poszedł do kościółka, gdzie go uświadomiono, że Żydzi nam Pana Jezusa ukrzyżowali.
    A jak go jeszcze w wiejskiej szkółce sylabizować nauczyli i z endeckich gazet dowiedział się o żydowskich krwiopijcach, to i Niemca już prawie nie było potrzeba, taki był wprawny w sprzątaniu.
    Tak jak teraz chce robić porządek z wszelkim obcym elementem.
    I to zarówno chłop wiejski jak i miejski, a nawet wyemigrowany do Belfastu i Londynu.

  180. @mopus11
    17 lutego o godz. 21:21
    Mamy, widzę, podobny pogląd na polskiego „chłopa”.

  181. mag
    17 lutego o godz. 19:35

    całkiem możliwe, że Lolek był w pewnych sprawach fajny zawodnik. Niech będzie, że był fajny kajakarz, gawędziarz, górołaz, starszy kolega młodszych kolegów i koleżanek, a może i młodszy kolega przy starszych.
    Fajnie stał na bramce na podwórku, fajnie deklamował wierszyki oraz może miał interesujące przemyślenia na temat przedstawień teatralnych. Zdaje się, że był pracowity, może niezrzędliwy i dałbym mu jeszcze ze 100 plusów dodatnich, nawet trochę na kredyt.

    Natomiast w sprawach kościelnych, bozipochodnych, sprawa się poważnie komplikuje. A głównie z tego, albo niemal wyłącznie z tego był znany. Mnóstwo lepszych kajakarzy było od niego i wierszokletów też. więc dobra, daję mu sporego plusa za kajaki, ale bez przesady. I nie z powodu kajaków Polska jest imienia Świętego Ojca Świętego.

    Skoro był osobnikiem, któremu wszystko się musiało zgadzać z odgórną tezą, to ja mam poważne zastrzeżenia. Jego produkcje umysłowe także były mocno zróżnicowanej jakości, oraz obciążone wadą główną.

    Jako ksiądz standardowy, a zwlaszcza jako biskup, kardynał, i zwłaszcza do potęgi entej jako papież, odpowiada nie tyle i nie tylko za to, że ktoś mu tam bruździł i rozrabiał w firmie, ale był za nią, satrapicznie, głównym i z mocy dogmatów, tradycji i całowania pierścionka, w całości odpowiedzialny.

    Ilustrując to jednym przykładem – zbrodni pedofilii, była ona zawsze obecna wśród kleru i zawsze nadreprezentatywna wobec populacji zwykłej. Nie patrzeć, nie widzieć, nie chcieć kapować, rozumieć, udawać, że pedofilia to wymysły jakichś rzekomych, wrogów Kościoła kat. to współuczestnictwo i współwina w zbrodni.
    Lolek prawie 27 lat rządził całą firmą.
    Wszelkie usprawiedliwiania Lolka są fałszywe i podłe. Jemu się wszystko musiało zgadzać z tezą: co ksiądz to zaraz święty, a pedofilia w zwiazku z tym nie istnieje.
    Jak mu się zgadzało, to tak było, że się stało to, o czym wiemy. Dziesiątki tysięcy jego podwładnych gwałciło dzieci, a Lolek sobie jeździł na papieskich nartach i focił się jako światowy celebryta. Dzieci głaskał i wszystkich pouczał.

  182. Aateista
    17 lutego o godz. 20:10

    Aaronku, ależ jest właśnie odwrotnie, to właśnie ty i tobie podobni tradycyjno-konserwatywni bajkopisarze z uporem maniaka twierdzą, że prawdziwi Polacy mają jeden korzeń – ten sięgający do Watykanu i wszyscy, cała ta mniejszość polska (drugiego sortu) powinna sie dostosować do ogółu. To kto tu wykazuje inklinacje do totalitaryzmu społecznego, ja – ateista, czy ty, jako reprezentant tzw. polskiej większości?

  183. Na stan umysłu, wierszyk do namysłu. Andrzeja Waligórskiego:

    Polish Wunderwaffe

    Gdy ruszano do Iraku na krucjatę
    Każdy rycerz wziął to dzidę, to armatę
    Pojechały pojemniki pełne gazu
    Oddział Czechów co poddali się odrazu

    Berlin wysłał dwa czy trzy miliardy marek
    Od Szwajcarów każdy żołnierz miał zegarek
    A nasz chytry Lech Wałęsa zamiast armatniego mięsa
    Desygnował sto wojskowych pielęgniarek

    Wszystkie miały modre oczka i berety
    I to miały co powinny mieć kobiety…

    Gdy przybyły na pustynię, to jak rany
    Po oazach prostowały się banany
    Przed namiotem Kasi, Stasi i Małgosi
    Pospuszczali się przedwcześnie komandosi

    Bush akurat miał przemawiać z Waszyngtonu
    Ale nie mógł zbliżyć się do mikrofonu
    Aż Barbara, żona Busha, mówi – Bush się dziwnie rusza
    Wycofajta chłopcy Busha do ratusza

    Saddam Husein widząc Polki przez swój radar
    Przeżył wstrząs ponieważ ogon mu się zadarł
    I choć w domu miał schron z tronem
    Siedział całą noc przed schronem
    Bo się nie mógł zmieścić w schronie z tym ogonem

    Wreszcie sam generał Schwarzkopf z armii USA
    Też częściowo usztywniony na kaktusa
    Zaczął prosić przez telefon w Belwederze
    Panie Lechu, może pan je stąd zabierze
    Polska grupa nerwy wszystkim tu rozstraja
    To nie wojna panie Lechu tylko jaja

    Lechu na to odpowiedział przez swe sługi
    Niech pierw USA nam umorzą nasze długi
    A jak nie poumarzacie, to wam powiem w tym temacie
    Że będzieta konflikt mieć – o – taki długi

    Poza tym lubiłem, lubię i lubił będę Lecha, chociaż on chłopek-roztropek (to a’propos Waszych rozważań na temat tego czyje ręce podpaliły stodołę pełną Żydów – chłopskie czy mieszczańskie?)

  184. Gekko
    17 lutego o godz. 19:44

    Punkty b i c wymagaja korekty.
    Ateiści nie „nie wierzą”, ale nie mają powodu by wierzyć w bozię. Bardzo nie mają powodu.
    Punkt c – nie wiem, czy naukowcy „wierzą w naukę”, bo nauka nie jest religią ani bozią in persona. Niektórzy, lub prawie wszyscy, pewnie wierzą, że uda się rozwiązać jakiś problem naukowy, lub przy pomocy nauki. Ale to zupełnie różne sprawy.

  185. mag
    17 lutego o godz. 20:16

    I to jest także wątpliwe- duszpasterz akadedmicki, popularny? niech bedziem popularny. Z jakiego powodu? opowiesci biblijnych – to go ciagnie w dol. Wolnego, poszukujacego umyslu, autonomii osobowej – skaza z definicji – zgody z odgorna teza i jej szczegolami.
    Wiec – w czym rzecz z tym „duszpasterzem akademickim”? Jaka to ma wartosc?

  186. @Tanaka
    17 lutego o godz. 21:28
    Chłodne i trzeźwe spojrzenie na Lolka i jego wredną rolę w cofaniu kościoła w stronę ludowości, obrzędu i pustej celebry mieli już bardzo wcześnie katolicy w cywilizowanej Europie.
    Liczni Polacy do dziś mają na oczach patriotyczne bielmo kremówkowe i mało kto odważy się głośno wspomnieć jego obsesję na tle etyki seksualnej, zakaz antykoncepcji, a za nim „zasługi” w eksplozji demograficznej i szerzeniu epidemii AIDS.

    Kogo w Polsce obeszło zamykanie ust krytycznym teologom i teologom wyzwolenia, kolegowanie się z dyktatorami w Ameryce Południowej czy beatyfikowanie szemranych męczenników?

    Papież był NASZ, więc biada szargającym 😎

    A że pozycja kobiety w kościele najwłaściwsza jest na kolanach przy pucowaniu posadzki… Komu to przeszkadza?

  187. Tobermory
    17 lutego o godz. 22:01

    dalem tylko jeden przyklad – zbrodni pedofilii. Oczywiscie, wiemy, ze byla tego ogromnosc. Obrzydlwie, niemilosierne potepianie kobiet w krajach, gdzie prezerwatywa jest jedyna metoda unikniecia AIDS, bo ‚every sperm is sacred’ – to horrendum.
    Oczywiscie – w Polsce nikogo nie obeszlo, ze Lolek mial antykomunistycznego hopla i jednoczesnie rozpierniczal jak zamordysta teologie wyzwolenia, jedyna w miare sensowna mysl teologiczna w Kosciele kat.
    Bo Polska to nie jest kraj od myslenia, ale od wielbienia. Ani kraj od moralnosci i jednosci standardow. Tylko od obludnego gadania o moralnosci.

  188. anumlik
    17 lutego o godz. 21:43

    Dobry to jest wierszyk

  189. A więc (tak jak polonistka nie pozwalała zaczynać zdania)

    @Konstancja

    Ja też się cieszę że znowu w Polsce. Nordic walking bardzo mi się przydał – a ubrania na biegówki też mogę później wykorzystać na spacery w zimne dni. Połknęłam bakcyla i będę się starać żeby kontynuować. Kura nie ptica, Belgia nie zagranica…

    @Tobermory

    O właśnie, to pierwsze zdjęcie, to mi się marzy. I też wolę kontemplację i monotonię podczas ruchu jednostajnie przyśpieszonego. Styl łyżwowy robi wrażenie ale tu uczą klasycznego. Nie mogę powiedzieć co wolę bo klasyczny dopiero zaczynam a łyżwowego nic. Reszta zdjęć czegoś zablokowana. Acha, trenerka poleciła mi narty sportowe z łuską, na później.

    @jobrave

    Mnie jakoś to nie nęci ale podziwiam wygraną. Okazuje się że kondycji nie mam zupełnie ale technicznie jestem jedną z lepszych w grupie więc chociaż coś. Mnie się podobają te tory i samotność długodystansowca, nie jestem team player.

    @maciek.g

    Zjazd nie dla mnie, niestety prędkość mnie przeraża. Poza tym jak pamiętam wywijałam niezłe orły i nie sprawiało mi to przyjemności.

    @Tanaka

    Dzięki za życzenia, a dziś jeszcze mieliśmy dodatkową frajdę bo dali nam poćwiczyć na karabinach biathlonowych. Po kilku próbach trafiłam 4 na 5, ale to skubane trudne.

    Mam nadzieję że nie pominęłam nikogo, a teraz muszę spać bo jutro znowu nas zdrowo przegonią od 7.30. Słyszane rzeczy żeby taki kanapowy mieszczuch sam się dobrowolnie wrobił w obóz sportowy i jeszcze się cieszy.

  190. Moja babcia, rocznik 36, chłopka z dziada pradziada, do Żydów, Niemców i Rosjan nic nie ma. Co prawda, nie pamiętam, bym o Żydów specjalnie pytała. Niemiec jawił się jako wróg główny w czasach, gdy zadawałam pytania. Zdumiewały mnie jej opowieści o dobrych Niemcach, którzy w środku zimy pędzili z ciepłym mlekiem do polskich niewolników wiezionych z łaźni, gdy nagle zepsuła się ciężarówka albo o jakimś zawiadowcy stacji, który na kolejnym przystanku zatrzymał skład pociągu, by dowieźli dzieci, które zagubiły się na peronie.

  191. NeferNefer
    17 lutego o godz. 22:29

    spij, ale bez karabinu pod poduszka 🙂

  192. @NeferNefer
    17 lutego o godz. 22:29
    To ci się nie otwiera?
    Może teraz?
    „https://lh3.googleusercontent.com/-5giYYbPX9L0/VsRnzO8clYI/AAAAAAAACa8/esnPaLOaW6E/s1024-Ic42/DSC_3082.jpg

  193. @ Tanaka

    (respons obok apropa i na motywach publikowanych tu dyzertacji z cyklu: „Kontorsjologia odchamowania”)

    Po primo, to chyba powinienem był dodać, że punkty a-c wynikają z aanalizy lektur postów na blogu i stanowią syntezę światopoglądu przeciętnego naszego chłopointeligenta (bo robotników ani chłopów u nasz przeca ni ma).
    Są natomiast, jak piszą na blogu, „mieszczanie”, czyli …mieszkańcy miast – i oto jak chłop z folwarku rozumie świat i jego mieszkańców. Przy okazji tak chłopskim rozumem identyfikowanych mieszczan, to mi się nasuwa inny ale w tej samej w tej nomenklaturze mieszczanin, czyli lump. Nie mówiąc o menelach – o, ci to wręcz mieszczaństwa -okiem chłopskim- avantgarda…
    No i primo się rozciągło na sekundo, czyli Lolka (też mieszczanin, z Wadowic, tej mikrofilii dulszczyzny z Krakufka).
    Mnie, jako ateiście, ustawicznie nasuwa się zdziwienie – jak mocno i powszechnie wierzą tutejsi dyskutanci w personifikacje cnót instytucji trzymającej wiarę (za co – nie napiszę).
    Jak bardzo nowe króle i nowe ich szaty wpływ mają na duchowość naszych wiernych – czy w ateiźmie, czy innym wyznaniu.
    Jak bardzo świat wierzących składa się z wierzenia i niewierzenia, jakby tramwaje musiały jechać w prawo, albo być niebieskie (ta meta-fura to wpływ Waligórskiego, pod płaszczykiem anumlika).
    Jak bardzo paradygmat przymusu kategorycznego wiary i jej nieuchronna stąd antynomia wyznacza horyzonty poznawcze Polaka – szaraka (też z kabaretu, o psie – czyli kocie; gratulacje Tobermoremu za tańczącego gifa z psem, ubawne).
    No – tak bardzo wyznacza, że się Polak o ten swój horyzont wciąż zatacza, jak o własne splątane sznurówki, które widzi ale do nich nie sięga.
    I wreszcie więc – tercja.
    Ja już tu pisałem, bez echa jakiegokolwiek rzecz jasna, o zwykłym, codziennym ateiźmie polegającym na tym, że w ogóle się ani wiarą czyjąś, ani niewiarą nie zajmuje, to go nie dotyczy i nie absorbuje. Zupełnie tak, jak innymi zjawiskami fizjologii człowieka, a to: trawieniem, neuroprzekaźnictwem w jądrze półleżącym, czy omamami wzrokowymi pod wpływem bodźców torujących podprogowo.
    Na nic – w fizjologię się w Polsce nie wierzy, może dlatego, że nauka to w ogóle hermetyczne bóstwo jest, nad Wisłą.
    No i jak tu dać wiarę tym, co nie są tramwajem, ani gdy jadą w lewo? 😉

    Nb. na marginesie; nie sposób nie kojarzyć z Kleiberem i jego postawami wizytówki oficjalnej i formalnej Nauki Polskiej.
    Jest to jednak co najwyżej nauka behawioralna – o kontorsjonistach. Czym charakteryzuje się intelekt, postawa i aksjologia kontorsjonisty nauk, to już sam opisałeś, tyle że na przykładzie skromnego akolity tych dyscyplin, prof. Glińskiego – ale one, te controsiones autolubricantes, z ty samej gliny, Tanako, z ty samej.
    Wbrew – być może, jak twierdzisz, wiarygodnym pozorom.

    Ukłony ślę, lekko przygięte… 😉

  194. cd
    ale jeszcze bardziej zadziwiła mnie opowieść o Niemcach, którzy zostali we wsi po wojnie. Sporo było powodów do tego, by się mścić. W jednym z gospodarstw zostały dwie Niemki – matka i córka w zaawansowanej ciąży. Mąż córki zginął na froncie jako raczej nie sojusznik. Któregoś dnia do Niemek przyszedł milicjant i rąbnął córce ślubną obrączkę, łatwy łup, a świadkiem kradzieży była moja babcia. Babcia opowiedziała swojej matce o tym, co widziała, i moja prababcia wściekła się do białości. Jak to? Wdowie zabierać obrączkę? Poszła na posterunek z awanturą i … złodziej wyleciał ze służby. Obrączkę oddali. Niemki jakiś czas później wróciły do Niemiec. Moja najmłodsza ze wszystkich sióstr ciotka nawet przez chwilę korespondowała z córką okradzionej Niemki, Irenką :), ale wiadomo, dwa, trzy listy i koniec.
    Skłaniam się ku tezie, ze w tak małych społecznościach istotne było i jest to, kto jest kim jako jednostka w danej wspólnocie.

  195. Wydaje mi się, że wypowiedziałem się jasno..Ateizm niestety jest smutny. Jesteśmy jakąś pleśnią w kosmosie? Nie wiadomo skąd i po co . Religie tu dają wyjaśnienie, kto chce to wierzy. Innym pozostaje wiara w rozum.

  196. @Stachu39
    17 lutego o godz. 23:01
    Ateizm jest smutny? 😯
    A co jest radosnego w religii? Katolickiej zwłaszcza?
    Nie potrafisz się pogodzić ze swoją genetyczną wspólnotą z resztą ziemskiej (kosmicznej) pleśni?
    To faktycznie smutne.
    Co w takiej sytuacji proponują ci religie?
    Modły, pienia, nabożeństwa i nadzieję na życie po życiu, które będzie równie nudne i smutne, bo po śmierci nie staniesz się bardziej interesujący i atrakcyjny niż za życia. I tak przez całą wieczność 😎

    Szansę na ciekawsze i weselsze życie masz teraz.
    Zbuduj coś, skonstruuj, napisz piękny wiersz lub ciekawy kryminał, zrób coś dobrego dla ludzi albo podpal coś ważnego, wysadź się w powietrze, a dostaniesz swoich 15 minut, i prędzej się przekonasz, czy warto było wierzyć 😉

  197. cd
    wyszłam z wprawy i publikuje mi się mimo woli 🙂
    Jasne jest, że nie była to kraina wolna od niegodziwości. Historia pierścionka to tylko dowód na uniwersalny kodeks postępowania, może akurat w tym przypadku bez względu na narodowość. Ale fakt. O Żydów nie pytałam. Może to wyglądało inaczej.
    +++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

    Ateista pyta wierzącego ( w jakiekolwiek bóstwo) : ale jak możesz wierzyć?
    Wierzący ateistę: ale jak możesz nie wierzyć?
    Jest jeszcze trzecia opcja: może istnieje, a może nie istnieje, 15-tego muszę zapłacić ZUS, brać ten kredyt na dom, czy nie brać, inwestowac w tym kraju, a może kontrakt w Stanach? „Faun z zimnymi różkami” – ok. 22-iej – o, co to za książka?… .
    Czy ateizm jest smutny? Nie odczuwam cierpienia w związku z tym, że mogę kiedyś nie istnieć. Nie istniałam wcześniej i jakoś nie skręcam się z bólu.
    Co daje wiara? Zapytałam wierzącego: „jest tak lżej na sercu, gdy opowiem Panu Bogu o moich troskach, wszystko mam już poukładane”, ale to prymitywna religijność. Usłyszałam już nie raz, że dopadnie mnie kara za niesubordynację, jeszcze za to zapłacę, dziecko mi umrze, zachoruję na raka. Czysty sadyzm.

  198. Stachu39
    17 lutego o godz. 23:01

    „Wydaje mi się, że wypowiedziałem się jasno..Ateizm niestety jest smutny. Jesteśmy jakąś pleśnią w kosmosie? Nie wiadomo skąd i po co . Religie tu dają wyjaśnienie, kto chce to wierzy. Innym pozostaje wiara w rozum”.

    Wypowiedziałeś się jasno i standardowo głupio. Skąd masz wiedzę o smutku ateistów, sam ateistą nie będąc – płakali Ci w rękaw jacyś, że im smutno z powodu ateizmu? Ta Twoja wiedza to raczej papugomałpie powielanie starego mitu religiantów, że niewierzący mają gorzej. Nie pytasz ateistów, jak się czują, lecz sam ich informujesz, że muszą czuć się źle, bo tak Twój rozum podpowiada? Całkiem jak mój kolega: „Nie wypić, nie zapalić – to po co żyć?”. Kto nie podziela moich uciech, musi być smutny. I czemu Cię zajmuje stan ducha ateistów, skoro masz swą niesmutną wiarę – czegoś Ci w niej brak, że wchodzisz na blog ateisty zamiast do Niedzielnego Gościa? Nie zauważyłeś, że tutejsi smutni ateiści nie bywają na religianckich stronach, natomiast trochę wesołych religiantów tu coś ciągnie? Może liczą, że pozabijają ateistów swoim intelektem?

    Więc i ja Ci powiem jasno: ateiści smutni z powodu swego ateizmu to produkt Twojego religianckiego umysłu, a nie rzeczywistość. Kiedy kaznodzieje mówią wiernym o beznadziei ateistów, mają w tym praktyczny cel: wystraszyć wiernych, by utrzymać władzę i kasę. Kiedy mówi o tym skromny religiant, domyślam się, że gasi w ten sposób własne niedowiarstwo, wzmacnia zagrożoną wiarę.

    No i na koniec najważniejsze: „Religie tu dają wyjaśnienie, kto chce to wierzy”.
    Kto chce? Sądzisz, że przynależność do religii to efekt chcenia, wolnego wyboru, nie zaś chrzczenia niemowlaków i wbijania religii w niewinne główki od momentu, kiedy zaczynają coś rozumieć? Nie widzisz kosmicznej obłudy Kościoła, który potępia szkolną naukę dzieci od szóstego roku życia, a sam wtranżala się do przedszkól i indoktrynuje dzieci od trzeciego roku? Świetnie wie, że człowiek jak najwcześniej skażony religią nie ma wolnego wyboru. Dlatego skrajnie idiotyczna jest postawa rodziców: „Wychowam dziecko w religii, a jak dorośnie, niech sobie samo wybiera”. Nauczę dziecko pić alkohol, palić papierosy, kraść, kląć, a jak dorośnie, niech sobie samo wybiera. Nawet Świadkowie Jehowy czy baptyści, którzy chrzczą dorosłych, nie chrzczą ateistów ni ludzi religijnie obojętnych, lecz ludzi skażonych religijnie od dzieciństwa, którzy tylko zmieniają sektę.

  199. @
    Jiba
    18 lutego o godz. 0:57

    Prawda, że nie ma to jak życzliwy katolicki bliźni?
    Głęboko „wierzący” w prymitywnego, zawistnego i mściwego bożka na własne podobieństwo.
    Kara za niesubordynację…
    Takim sadystom możesz odpowiedzieć, że zsyłanie na ludzkość klęsk doczesnych w celu ukarania grzeszników nie jest w stylu Boga, który jest miłością (por. 1 J 4, 8)
    Zapytaj, czy wierzą tylko ze strachu?
    I dodaj, że doszukiwanie się kary bożej w wydarzeniach życia doczesnego jest zwyczajnym nadużyciem, wyrazem pychy, pozostającej z dala od ewangelicznej drogi miłości.
    Powiedz mu, że jest wyniosły w duchu faryzeusza modlącego się „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie”.
    Będzie mu trudno za taką uzurpację zapobiec nieszczęściom we własnej rodzinie i jeśli jeszcze sam nie ma raka, to tylko boska nieuwaga ewentualnie chwilowe miłosierdzie, ale i ono ma granice.
    A w lotto, to niech nawet nie próbuje wypełniać kuponu.
    Wredni katolicy nie wygrywają 😎

  200. „W wielkim kłopocie znajduję wszystkie religie, kiedy chodzi o to, aby dać pojęcie o przyszłych rozkoszach ludzi, którzy poczciwie żyli. Łatwo jest przestraszyć złych szeregiem kar, które im grożą, ale ludziom cnotliwym nie wiadomo co przyrzekać. Zdaje się, że w naturze rozkoszy leży, aby były krótkotrwałe; wyobraźnia z trudem może sobie wyroić inne.

    Spotykałem opisy raju, zdolne odstraszyć wszystkich rozsądnych ludzi. Jedni każą szczęśliwym cieniom grać wciąż na flecie; drudzy skazują je na męczarnię nieustannej przechadzki; inni wreszcie, którzy każą im w niebie marzyć o kochankach tutejszego padołu, nie zgadują, że sto milionów lat jest to przeciąg czasu wystarczający, aby odjąć smak tym miłosnym niepokojom”
    (Montesquieu „Listy perskie”)

  201. Aateista ( 17 lutego o godz. 15:22)

    „Jeżeli jest cicho, to w takim razie ja sobie pozwolę na komentarz….Czyli robota w naukowym świecie nie ustaje….Na socjalistycznych budowach popularne było powiedzenie przy wylewaniu fundamentów:
    „Lej wodę, syp piasek, nie żałuj materiału. Jak się chałupa zawali będziemy budować następną”.

    Aaaa. Teraz w koncu wiemy skad oni, ci Hertzowie i Giedrojce, czerpali swoja blyskotliwosc. Z ludycznosci budowlancow, ot co.

    „Kontakty Osieckiej z „Kulturą” ochłodziły się dopiero po jej małżeństwie z reżimowym Danielem Passentem; „Paskudztwem”, jak nazywał go Zygmunt Hertz. „Z panią Passentową było sztywnawo, bo, sam rozumiesz, przypomniała się bajka o fabrykacji złota: sypiesz piasek, lejesz wodę i nie wolno myśleć o białym słoniu.”

    ‚http://wiadomosci.wp.pl/kat,38200,title,SB-probowala-zlamac-Osiecka,wid,10627019,wiadomosc.html?ticaid=116807

    „Paskudztwo Passent awansowało, jak widzisz, do słoniowego formatu” – pisał Hertz 10 października 1975 do Czesława Miłosza.”

  202. @Tanaka

    Niestety bez karabinu bo zabrali ale mnie do niego przyssało i z trudem dałam go sobie wyrwać.

    @Tobermory

    To zdjęcie jeszcze widzę ale następne mam znaczek zakazu.

    Zbieram się bo dziś dzień wyjazdowy, w Zakopanem niestety śnieg się stopił.

  203. @NeferNefer
    18 lutego o godz. 8:43

    Jeśli masz ochotę i czas sprawdzić jeszcze raz, czy się otworzyły, to daj mi znać. Powinny działać. Jak się otworzą, to zobaczysz… śnieg, dużo śniegu 😎

  204. napisał Stachu39
    „Wydaje mi się, że wypowiedziałem się jasno..Ateizm niestety jest smutny. ”

    Bardzo rzadko zgadzam się ze zdaniem osób postronnych,ale tym razem Stachu39 oddał chyba najtrafniej istotę ateizmu.
    A ja bym jeszcze dodał od siebie:

    Ateizm jest smutny i nudny.

    Wiem coś o tym , bo sam – nawet na tym blogu – kiedyś, kiedy byłem parę lat młodszy próbowałem ateizować,ale na dłuższą metę tak po prostu nie da.
    To można jakiś czas,ale im bardziej wgryzasz się w istotę ateizmu to marzysz o flakach z olejem, bo na ich tle ateizm jest jeszcze mniej urozmaiconym daniem obiadowym.

    Bo wszystkie Stachy to fajne chłopaki.

  205. Zdesperowany szukaniem sprzymierzeńców religiant chwyta się Stacha…
    Na bezrybiu… 🙄

  206. A teraz zapodam historię osoby wieku podeszłego, nad wyraz bogobojnej, która kiedyś, pod koniec XIX stulecia…
    Historię opisuje kalwaryjski pątnik Kazimierz Steczek:

    „Otóż dziad żebrzący na Kalwarii udawał kalekę bez nogi, wygrzebał dziurę w ziemi, wsadził nogę i żebrał, a trwałoby to dłużej gdyby nie to, iż szła grupa pielgrzymkowa z orkiestrą, gdy głośniej zagrała spłoszyły się przejeżdżające konie z wozami i staranowały dziada. Nie zdołał wyciągnąć nogi i to zgubiło.”

    Kazimierz Steczek o dalszych dziejach dziadowskiej nogi milczy.

  207. @Tobermory

    Z ta desperacją to chyba jednak przesadzasz,ale jeżeli chcesz, to na Twoje specjalne życzenie przez 2 godziny będę się desperował wybitnie.

  208. Aateista
    18 lutego o godz. 9:35

    Aaronku, w jaką, ty dzieciaku, istotę ateizmu się wgryzałeś i jak można się wgryzać w coś, czego nie ma? Boć ateizm to życie bez Boga. W nic się wgryzałeś, w nieistnienie, w niebyt?! Czym – zębami, czy masz specjalną wgryzarkę? To, co powiedziałeś, to coś jakby jednonogi próbował skakać wzwyż, a potem się wymądrzał: „Wiem coś o tym, próbowałem, ale na dłuższą metę się po prostu nie da”.

  209. pombocek
    18 lutego o godz. 9:57

    Znów przegapiłem. Ostatnie zdanie powinno wyglądać tak: „Wiem coś o tym, próbowałem, ale na dłuższą metę skakać wzwyż się po prostu nie da”. Bo Aaron przecież wypowiada się jak znawca uniwersalnego ateizmu, a nie jak znawca aaronowego, niedzielnego ateizmu od rana do południa.

  210. Aateista
    18 lutego o godz. 9:51

    Aaronku, Twoje szukanie religijnych sprzymierzeńców na blogu ateisty jest nie tylko desperackie, ale i podejrzane psychicznie, żeby nie powiedzieć – psychiatrycznie. Są przecież cudowne strony katolickie, z których Polacy być może żywcem do nieba czwórkami będą szli, a Ty: „Mamo, ja chcę do ateistóóów!”. Co tu załatwiasz, prócz próżnego, niechrześcijańskiego popisywania się czytelnictwem i cytatami – czyli cudzymi rozumami?

  211. @pombocek

    nie tylko ja, czy moj nowy kolega Stachu 39 ma problemy z ateizmem, materializmem…jak zwał tak zwał.

    Przypomnę w tym momencie wiersz zapomnianego chyba już na blogu wierszopisa.

    Wiersz bez tytułu. Krótki. Autor Czesław Miłosz.

    „Materializm, owszem
    Pod warunkiem, że będzie dostatecznie dialektyczny,
    To znaczy potrafi żonglować sercem i głową,
    duszą i ciałem, życiem i śmiercią,
    Że nie będzie unikać pytania o rzeczy ostateczne,
    I uzna za równie ważne argumenty wierzących i niewierzących.”

  212. pombocek

    Jakiś czas temu przeczytałem w jednym z artykułów ( chyba w w papierzanej Wyborczej),że jeżeli chodzi o blogosferę to:

    – spośród osób czytających blogowe treści, osoby aktywne , czyli piszące komentarze na blogu stanowią około 30% tych pierwszych
    – pozostałe 70 procent czyta,ale nie ma czasu, ochoty informować o tym, że interesuje ich to co dzieje się na blogu…

    …i jeżeli wśród komentujących teksty Redaktora zwolennicy jego światopoglądowej optyki stanowią oczywiście większość, to mam jakieś podstawy aby mniemać,że wśród jedynie czytających blogowe teksty znajduje się liczne grono tych, którym moje poglądy przypadają do gustu.
    I z myślą o tej bezimiennej grupie zasiadam do pisania swoich postów.

  213. Aateista
    18 lutego o godz. 10:23

    Aaronku, bez przerwy potwierdzasz, że jedyne, co potrafisz, to podpieranie się cudzymi rozumami. Nie rozumiejąc w dodatku, że człowiek kompetentny w jednym, niekoniecznie jest kompetentny w innym. Z humanistycznego punktu widzenia argumenty wierzących i niewierzących ważą równo od dawna, ale z poznawczego punktu widzenia to równe ważenie jest bezwartościowe jako życzeniowe.

  214. Tobermory
    18 lutego o godz. 6:34

    Kłopot polega na tym, że nie rozumiem, czemu mam odczuwac wzmożenie w związku z istnieniem lub nieistnieniem Boga. Istnieje? To dobrze. Nie istnieje? Też dobrze. ‚Katolik” tego nie pojmie, katolika, czyli życzliwego człowieka pozwalającego sobie na głębsze refleksje o swojej wierze, nie spotkałam. Ateista nie zakłada, że Bóg istnieje. Najczęściej spotykam się z wiarą w Coś Tam. „No, ja nie wierzę w takiego Boga, wiesz, jak na religii, ale uważam, że coś musi być”. Co z tej wiary w Coś Tam wynika, nie wiadomo.
    Kwestia wiary lub niewiary byłaby mi obojętna, gdyby nie konieczność życia z ludźmi, którzy uważają, że ja mam obowiązek być katoliczką i mam obowiązek zrobić ze swojego dziecka katolika.
    Nie rozumieją, że chamstwem jest wtrącanie się w moje życie, nie rozumieją, jak bardzo są zdemoralizowani i, szczerze mówiąc, nie wiem, jak sobie z tym radzić.
    Nie pomaga prośba, nie pomaga groźba, gdy razu pewnego w końcu krzyknęłam: „a weź ty się odpieprz ode mnie z tą swoją religią” spotkałam się z taką agresją, że do wyboru było albo przywalić albo uciec. No, poszłam sobie. Mam alergię na ludzi, którzy chodzą do kościoła tylko dlatego, że jest niedziela.

  215. pombocek
    18 lutego o godz. 6:12

    jak czytam takie produkcje religiantów, to mam rechot od rana.

    Prawidłowy katolik ma Dobrą Nowinę. Polega ona na tym, że ateista chodzi bardzo smutny, z powodu swojego ateizmu.
    Skoro ateiści są tak mrocznie smutni, to prawidłowi katolicy muszą być z definicji radośnie weseli.
    Nie dowierzając tej wesołości w sobie, muszą się stale do tego przekonywać.
    Jest to psychologicznie jasne. Jak się wierzy w wiarę w nieistniejące, oraz w bozię niepojmowalnego, to trzeba do siebie nieustannie gadać, że się go kocha ponad wszystko.
    W tak mętnej sytuacji, prawidłowy katolik musi szukać pocieszenia. Ale, że ono mętne, to cierpi nieustannie.

  216. Aateista
    18 lutego o godz. 10:34

    Cudowna wolta: założyć sobie istnienie miłośników samego siebie i do nich pleść. Łżesz, Aaronku, jak katolik, jako że istnienie Twoich miłośników jest palcem na wodzie pisane, nie mówiąc o tym, że trudno sobie wyobrazić miłośników chaotycznego paplania nie wiadomo o czym. Poza tym tak chętnie się przekomarzasz z tymi, co jednak dają głos, że sam podsuwasz odpowiedź, że właśnie o to chodzi – że wchodzisz na blog, by błysnąć jak świetlisty narcyz i niezmordowany czytacz cudzych mądrości, by nimi zadziwiać, z czego splendor i dla Ciebie przecież. Tyle że nie tu – tu tylko się ośmieszasz i uparcie prosisz o więcej.

  217. @pombocku piszesz ku mnie:

    „jedyne co potrafisz to podpieranie się cudzymi rozumami.”
    Przede wszystkim podpieram się autorytetem tych rozumów.

    Na jedną rzecz chciałbym w końcu zwrócić uwagę.

    Nie kryję ,że mój Aaronizm, Aateizm jest świeżej daty.
    Jak sięgam pamięcią wstecz od zawsze byłem niedowiarkiem i chyba jedynie @Tanaka jest ateistą o dłuższym stażu, bo z jego zaangażowania w sprawę można wywieść wniosek ,że już w pieluchy walił ateistyczne „baldachy”.
    I te przywoływanie nazwisk , lektur ( bardzo dużo czytam) to ciągła nauka, poznawanie czegoś nowego, nowych treści, form wyrazu.
    Ja nigdy w życiu czegoś takiego nie brałem do ręki.

    To co wy ateiści , zakładam,że jest was na blogu około 20 osób i mnożę przez 30 lat stażu plus 30 dodatkowego „Tanakowego WOLNOMYŚLICIELSTWA)daje…630 lat ateistycznej myśli na blogu.
    Redaktora w swoich wyliczeniach nie uwzględniam.
    I naprzeciw 630 latom ( chyba dobrze napisałem) ja stawiam swoje 3 i dezerter swoje 30 pomnożone przez 2 ( mnożę przez 2, bo jest strasznie zdeterminowany i konsekwentny w swoich poglądach.
    Czyli 630 przeciw 63.

    A jeżeli policzę jeszcze lektury.
    Załóżmy 20 osób razy 10 książek ściśle sprofilowanych, strony ateistycznej to daje sztuk 200.Toż to prawie biblioteka wiejska
    A u moich – dezerter na okrągło czyta tylko jedną, dlatego pombocku nie dziw się ,że ja cały czas wyskakuje z jakimiś nazwiskami, tytułami, cytatami.
    Ja i tak cały czas jestem z tyłu…
    … a że jestem osobą ambitną…

  218. I jeszcze jedno pombocku.

    Ja w odróżnieniu od was, wiem co to znaczy być ateistą, czytałem i znam argumenty tych wszystkich Dawkinsów, Dennetów, Onfrayów i dlatego jest mi stosunkowo łatwo przeniknąć wasze myślowe stereotypy i stąd moje czasami kąśliwe komentarze.
    Śmiejąc się od czasu do czasu z was,śmieje się i również z samego siebie sprzed 30, 15, 10 lat.
    Śmieję się, bo lubię.

  219. Postępy ateizmu (kwartalnik).

    Kwestią zasadniczą polo-ateisty jest:
    czy wiara w pleśń jest tak ładna, jak niewiara w bozię?

    Symptomatologia emocjonalna polo-ateizmu:
    Wiara we wszystko, co nie jest bozią, nie musi być smutna.

    Sporty zimowe i ślady polo-ateisty:
    Wiara niesie, jak Tramwaj Niebieski na nartach – Ojca Świętego, ale ateista jest zdrowszy, bo biegnie obok i nie zatrzymuje się na przystankach.

    Spójnota światopoglądu polo-ateisty:
    Plemię wiernych składa się ze wspólnoty wierzących i niewierzących, których łączy wiara, a tych pierwszych wybiera kościół K.

    Dramat polo-ateisty w wymiarze egzystencjalnym:
    Ateiści to tacy księża, którzy nie mieszczą się w sutannie.

    Dalsze issues, zapewne w druku.
    🙂

  220. Aateista
    18 lutego o godz. 11:13

    Taniej i zdrowiej będzie Ci śmiać się do sera.
    Litery męczą, w efekcie – czytelnika.

  221. @Jiba
    18 lutego o godz. 10:39

    Bardzo ci współczuję życia wśród takich bliźnich, ale nie dawaj się osłabić wdając w dyskusje z betonem.
    Możesz najwyżej oświadczyć, że czasami zazdrościsz im łaski wiary, która sprawia, że nie żyją w stresie. Ich dobrotliwy bóg rozgrzeszy wszystko, wystarczy, że w niego wierzą. Dlatego nie muszą przejmować się własną niegodziwością, jaką jest życzenie wszelkich nieszczęść (bo czym jest straszenie rakiem i śmiercią dziecka?) bliźniemu, którego powinni kochać jak siebie samego.
    Ale bozia słyszy i widzi wszystko, i notuje…
    Traktuj katoli ich własną bronią.

  222. Aateista
    18 lutego o godz. 11:02

    Znów wyskoczyłeś, Aaronku, z jakąś sufitową buchalterią, dając popis mistrzowskiego paplania nie wiadomo o czym. Jesteś chory na bycie na widoku – stąd jesteś właśnie tu, a nie na stronie religianckiej, gdzie ginąłbyś w morzu podobnego bełkotu. Tu wszyscy w jakimś stopniu chcą być na widoku – w przeciwnym razie gawędziliby sobie mejlowo –
    tyle że nie w równym stopniu. Poza tym z czasem powstaje przywiązanie do tej nie krępującej osobistej swobody formy spotykania się z bratnimi duszami i poprztykania się (mamy przecież instynkt agresji) z niebratnimi, wchodzenia, kiedy dusza zapragnie i wychodzenia, kiedy się chce.

    Ambicję to masz, Aaronku, tak widoczną, że nie musisz o niej donosić. Ona jest właśnie odpowiedzią na pytanie, po co katolik Aaron włazi na blog ateisty. Tyle że każdym ambicjonalnym wejściem potwierdzasz, że siebie samego nie przeskoczysz i tłuczesz, niestety, wciąż to samo, czyli chaotyczne nie wiadomo co.

  223. Aateista 18 lutego o godz. 11:02 napisał:
    „… a że jestem osobą ambitną…”
    ————————————————
    Wszystkie książki ten pseudoznawca w bibliotece wiejskiej przerzucił, a ciągle nie wie, że nie wypada o sobie mówić w trzeciej osobie.

  224. Neoficka żarliwość to typowe schorzenie świeżo nawróconych, którzy atakując dotychczasowych pobratymców muszą w pierwszym rzędzie zwalczyć w sobie resztki wątpliwości i umocnić się w nowej doktrynie.
    Zjawisko klasyczne, przechodzi z czasem.

  225. Aateista
    18 lutego o godz. 11:13

    Aaronie – już bez „Aaronku” – takie gadanie z wysoka – „Ja w odróżnieniu od was, wiem co to znaczy być ateistą” – dyskwalifikuje Cię jako rozmówcę, kwalifikuje zaś na patentowanego durnia. Zapomniałem wcześniej powiedzieć, że ateistą jestem ponad 55 lat. Pierwszych może 10 lat było umacnianiem się w ateizmie sposobem czytania Biblii i przyglądania się sobie i życiu. Później nie miałem się już w czym umacniać, więc czytałem Biblię dla przyjemności odkrywania sposobów lepienia bogów przez człowieka i tworzenia rozmaitych patetycznych idiotyzmów.

    Przyznaję, że taki religiancki dureń jak Ty to była dla mnie nowość. Ale nie Twoja religianckość mnie zainteresowała, lecz zdumiewająco słaba umiejętność myślenia u człowieka oczytanego. Więc Tobie zawdzięczam okropnie ważne dla mnie pytanie poznawcze: jak się rodzi, jakie są początki, jakie motywacje pobudzają dziecko, podrostka, młodzieńca do pierwszych prób myślenia analitycznego? I co powoduje, że inne dziecko, choćby wszystkie cudze rozumy świata zjadło, samo nigdy nie potrafi myśleć analitycznie.

  226. Mimo tego,że pombocek pyta:
    … po co katolik Aaron włazi na blog ateisty.

    to nie będę udawał,że nie czuje się wywołanym do tablicy.
    Powiedzmy,że Aaron to mój znajomy.

    Otóż pombocku jak sam wiesz, miłość do blogów Polityki niejedno ma imię.
    Byłeś kiedyś …( mniejsza o perypetie z tym związane), jesteś teraz @pombockiem.
    Moje zycie blogwe przebiegało równiez pod roznytmi banderami.
    Byłem już:
    @mikeszem
    @ Aaronem Spręzynerem
    @Bede tera mowił ja, czyli Aaron Sprężyner
    @Zorżetą Tyraspolską
    @Hortensją Ramiączko
    A obecnie udzielam się jako @Aateista

    Różne były nicki pod którymi występowalem, różne zajmowalem stanowiska,ale nigdy ( Sławomirski mnie bardzo wkur…) nie wypowiadałem się na temat sensowności czyjejś obecności wśród komentujących. Oczywiście wiem, ze są pewne granice, których nie należy przekraczać,ale na moje wyczucie reguł przyzwoitości nie przekroczyłem, a to ze mamy różne poglądy i różne prezentujemy formy wyrazu jest tylko walorem tego blogu.

    I jeszcze jedno.
    Jako @mikesz byłem tutaj @pombocku, na blogu Redaktora Kowalczyka w komitecie powitalnym niejakiego @Jerzego Pieczula.

  227. @Aaronu..

    Niestety, ale ty i twoje przeformatowanie z „nudnego” ateizmu na zajmujący katolicyzm (czy jakakolwiek inną religię) jest zwyczajną dziecinadą. Starasz się posługiwać pustym argumentem, jakoby ty wiesz, a my nie, jak to jest „po drugiej stronie”. A ja z uporem maniaka będę cie dopytywał, bo wciąż unikasz odpowiedzi, dlaczego tak bardzo ci zależy na pouczaniu ateistów, że wybrali rzekomą złą drogę?

  228. @Aa uzurpuje sobie już prawie ostrogi męczennika za wiarę, bo padają pytania, czego szuka na blogu ateistów świeżo nawrócony, a i przedtem nudny wierzący?

    Czujesz się prześladowany, Aaronie wielonickowy?

    A to prosta ciekawość smutnych ateistów: co ci daje to religianckie smędzenie? Jakąś podnietę zmysłową, satysfakcję, masochistyczną przyjemność?
    Bo jeśli chciałeś tu kogoś zabawić i ucieszyć, to hmm…
    Może Stachu się wypowie?

  229. Aateista
    18 lutego o godz. 12:05

    Jak zwykle, monologujesz, chłopcze, i zmyślasz. Nic nie wiem o imionach miłości do bogów i ge bogowie mnie obchodzą. Tłumaczyłem ze trzy razy, że nick „pombocek” wziął się stąd, że po reformie blogu na moją stałą i jedyną nazwę „Jerzy Pieczul” maszyna nie reagowała. A że nie cierpię się zajmować tymi durnotami, to tak zostało.

    A po za tym nie wiem, co mówisz, z jakiego powodu i po co. Jeśli się odnosisz do konkretnego autora i konkretnego wpisu, to pasowałoby ten adres wpisać.

  230. Wobec tak ożywionej dyskusji czołowych blogowiczów z Aa oddalam się skromnie w nadziei, że i ja będę miała jeszcze swoje pięć.
    Ale nie w dialogu z Aa – litości!

  231. @mag
    Zawsze możesz zmienić temat i zaabsorbować uwagę PT bywalców czymś innym. Albo poko(n)templować. Bez nart, ale w towarzystwie 😉
    https://lh3.googleusercontent.com/-yLhN5i8sYGE/VsWt5GDAa9I/AAAAAAAACbo/OtbK9c8Mrvw/s500-Ic42/wygodnie.jpg

  232. Niech się przyznają ci, którzy wywindowali, nieszkodliwego, ale jednak wariata, na czołówkę komentarzy; zgrozą zawiało.

  233. Wyjaśniam: Łaska wiary nie jest mi dana, osobiście nie czuję się nieszczęśliwy, czuję się, powiedzmy ,zrealizowany, ale w mojej pracy lekarza mam do czynienia z ludźmi wierzącymi i wiem, że wielu wiara pomaga, nie mogę traktować ich lekceważąco z tego powodu, przyznaję, że miałem z tym problem, uważałem, że w nowym racjonalnym świecie, wraz z wzrostem wykształcenia, religie powinny zniknąć. Niestety tak nie jest, a powód jest taki, że dają nadzieję albo po prostu wyjaśnienie sensu istnienia.Ateizm nie odpowiada na pytania po co ,bo nie są naukowe.

  234. @sugadaddy
    18 lutego o godz. 16:10

    Jak w Ameryce. Chromi zaczynają chodzić, głusi odzyskują słuch.
    Ileż oszczędności dla NFZ.
    Panieniki jednak należałoby ostrzec.
    Najpierw spoczynek w Duchu Świętym, a potem poczęcie z tego samego ducha 😎

  235. @Tobermory

    Teraz się wszystkie otwierają, śniegu a śniegu, przydałoby się tutaj.

    Jezusicku, ale nas dzisiaj przegonili, 4 godziny na trasach, hej.

  236. @Stachu39
    18 lutego o godz. 16:17

    Jeśli ludzie wierzący są szczęśliwi, to nie jest twoim zadaniem tę wiarę niszczyć czy podważać. Niech będą szczęśliwi swoją wiarą.
    Z drugiej strony jednak, tak całkiem szczęśliwi i pewni swej wiary nie są, skoro przychodzą po pomoc do racjonalnie myślącego i wykształconego człowieka, który nie przepisuje im nowenny zamiast novalginy, a przyczyn raka płuc doszukuje się w paleniu papierosów, azbeście czy wdychaniu węglowodorów aromatycznych, a nie w niedowiarstwie rodziców pacjenta 🙄

  237. Tobermory
    18 lutego o godz. 11:29

    Konkretem nikt mi nie groził, raczej „cierpieniem, którego nie będe mogła sobie wyobrazic”, konkrety dopisałam sobie sama.

    Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak ściśle nasza obyczajowość, normy społeczne, są związane z religią, dopóki nie zetknęłam się z fanatyzmem.
    Np Boże Narodzenie. Wiekszość jest święcie przekonana, że nie wolno pozostawiać kogoś w samotności w tym czasie. też tak myslalam. Od lat spedzalam swieta z osobą mieszkająca samotnie, co przed kolacją oznaczało regularną bitwę o modły pod plastikowym obrazem. Miałam się modlić ja, mój mąż i moje dziecko. Mąż się czasem łamał w zależności od tego, na jak dużą awanturę miał ochotę. Podstawowy kłopot to moje dziecko. Dopóki był mały, jego babka nie miała ciśnienia na ewangelizację, ale to się zmieniło i moje podejscie do towarzyszenia osobom samotnym w swieta również.
    Albo 1 listopada. Któregoś roku skłamałam, ze nie pojechałam na grób teścia, bo chciałam odwiedzić grób dziadka. Zostałam zastrzelona subtelnoscią, że martwy ojciec jest wazniejszy od martwego dziadka i moim obowiazkiem było stawienie się przy grobie człowieka, którego nigdy nie spotkałam. Opowiedziałam tę historyjkę doktorantce na politechnice sadząc, że ją rozbawię (doktorantka wie, że nie jestem katoliczką). Popatrzyła na mnie poważnie i powiedziała, że faktycznie ojciec jest ważniejszy od dziadka i powinnam jechać.
    Albo krzyż w klasie mojego syna. Teoretycznie nikomu to nie przeszkadza, wszyscy się przyzwyczaili i to nic, że wisi nad godłem. Któregoś dnia syn zapytał, czemu nie wolno mu grać w wojne na komputerze, skoro w klasie wisi krzyż z przybitym do niego Jezusem. Przecież to taka sama makabra jak sieczka na monitorze. Czemu jedno okrucieństwo jest dobre, a wszystkie inne złe? No i muszę mu tłumaczyć, czemu akurat ten krzyż wisi.
    Pomijam już kwestię religii w szkole.
    Takich historii jest mnóstwo.

  238. Aateista Aaron Ramiączko

    Przepraszam, Aaronku, jesteś dureń, ale zapomniałem powiedzieć, że ja – drugi. Żyj i daj żyć drugiemu – o tym co rusz, psia jego, zapominam. Żyć z Tobą w zgodzie – można, ale z boku, kłócić się – nie bardzo wiadomo, o co, tak jesteś niejasny, więc najlepiej będę się kręcił w kółko po jeziorze albo i wyskoczę na morze. Niech będzie pochwalona szynka z korniszona. Bywaj.

  239. Tekst który zamieszczę poniżej jest autorstwa znanego polskiego poety o litewskich korzeniach – Czeslawasa Miłoszasa.
    Zamieszczony był w cudownym( jak zwykle w przypadku tego autora) zbiorze refleksji, wspomnień, kilku wierszy zatytułowanym „ Piesek Przydrożny”.
    Fragment ten nosi tytuł „Krzyś” i po lekkiej korekcie,w pierwszej jego części zamieszczam na blogu Redaktora

    Krzyś

    W kwietniu 2016 roku międzynarodowa prasa doniesie o śmierci w wieku 95 lat Christophera Robina Milne, uwiecznionego w książce jego ojca A.A. Milne pt. Kubuś Puchatek jako Krzyś.

    Ja, Kubuś Puchatek, nagle musze rozmyślać o sprawach za trudnych dla mego małego rozumku. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, co tam jest za naszym ogrodem, w którym mieszkaliśmy ja, Prosiaczek, Królik i Kłapouchy z naszym przyjacielem Krzysiem.
    To znaczy my mieszkamy tutaj dalej i nic się nie zmieniło i właśnie zjadłem z baryłeczki miodu moje małe co nieco, tylko Krzyś odszedł na chwilę.

    Sowa Przemądrzała mówi, że zaraz za naszym ogrodem zaczyna się Czas, a to jest taka studnia strasznie głęboka, w którą kiedy tylko ktoś wpadnie leci i leci w dół, aż nie wiadomo, co się z nim, potem dzieje.
    Martwiłem się trochę o Krzysia, żeby tam nie wpadł, ale wrócił i wtedy go zapytałem o tę studnię.
    „Puchatku – powiedział – byłem w niej i spadałem, i zmieniałem się spadając, nogi zrobiły mi się długie, byłem duży, nosiłem spodnie do ziemi i broda mi urosła, potem posiwiałem, zgarbiłem się, chodziłem o lasce i wreszcie umarłem. Pewnie to wszystko mi się tylko śniło, bo było jakieś nieprawdziwe. Zawsze dla mnie prawdziwy byłeś tylko ty, Puchatku, i nasze wspólne zabawy. Teraz już nigdy nie odejdę, nawet gdyby zawołali mnie na podwieczorek.”

  240. Stachu39
    18 lutego o godz. 16:17

    Nie mogłeś tak od razu, zamiast pleść jak moherowy bojownik, że życie ateisty jest smutne? Sądzę, że nikt na tym ateistycznym blogu nie zdobyłby się na słowa pogardy wobec konkretnego wierzącego z powodu jego wiary. Odbywają się potyczki, ale z argumentami tych wierzących, którzy tu wchodzą jako kaznodzieje lub w celu światopoglądowej konfrontacji – sami się chcą potykać. Natomiast trudno, by na blogu ateisty nie było krytyki religii i Kościoła.

    Sam nazwałbym najostatniejszym durniem tego, kto żywej religijnej duszy chciałby w bolszewicki sposób odebrać religię lub choćby w żywe oczy kpić. Tu się krytykuje oszustwo zwane religią, nie – wierzącego człowieka, i zawodowych oszustów i pasożytów, którzy są głosicielami i zarządcami religii. Dla rzadkich okazów, które spełniają szlachetną rolę plemiennych szamanów mam uznanie i szacunek. Znam nawet dwóch takich, choć się nie zbliżam, bo nie są mi potrzebni.

    lekarza mam do czynienia z ludźmi wierzącymi i wiem, że wielu wiara pomaga, nie mogę traktować ich lekceważąco z tego powodu, przyznaję, że miałem z tym problem, uważałem, że w nowym racjonalnym świecie, wraz z wzrostem wykształcenia, religie powinny zniknąć. Niestety tak nie jest, a powód jest taki, że dają nadzieję albo po prostu wyjaśnienie sensu istnienia.Ateizm nie odpowiada na pytania po co ,bo nie są naukowe.

  241. pombocek
    18 lutego o godz. 17:53

    Kurde, demencja. Skopiowałem tekst Stacha, żeby mieć przed oczami to, z czym gadam, i zapomniałem skasować – to ostatni akapit.

  242. Aateista
    18 lutego o godz. 17:50

    Widzę Aaronu, że z braku rzeczowych argumentów zaczynasz ten swój durnowaty monolog cytatów literackich. Naprawdę, masz jednak jakieś problemy z głową…

  243. @Jiba
    18 lutego o godz. 17:06

    Grożenie „cierpieniem, którego nie będe mogła sobie wyobrazic”, to jest zwyczajny, podły i perfidny psychoterror. To jest sączenie jadu do ucha w nadziei zastraszenia, a potem ewentualnego triumfu: A nie mówiłam?
    Ta osoba nie może scierpieć, że można być wolnym od „bojaźni bożej” i odpornym nie tylko na reklamy w TV, ale i kościelny marketing i jego kierowników.
    Im starsze będzie twoje dziecko, tym lżej ci będzie i łatwiej.
    Ważne, aby twój mąż był lojalny wobec ciebie i syna, bo wygląda, że jest między młotem i kowadłem.
    Od czasu do czasu możesz mu delikatnie przypomnieć, że ożenił się z Tobą, a nie z mamusią.
    Dyplomatycznie można sporo rozwiązać.
    Dewotce można postawić warunek: Wigilia z nami, ale po indywidualnych modłach. Alternatywa – wspólny świąteczny obiad, jak babcia wróci z kościoła, czy też śniadanie – po rezurekcji.

  244. @pombocek

    Nawet @Aaron się nabrał i już zwietrzył kumpla w Stachu 😉

  245. Gorący apel do wszystkich komentatorów.
    Bardzo, ogromnie, serdecznie proszę o umieszczanie wszelkich linków do zdjęć, grafik, filmów jako hiperłącza. Z uwagi na wiek mam poważne kłopoty z kopiowaniem adresów i wklejaniem ich do przeglądarki.
    Dziękuję @pombockowi za wyjątkowe piękno obrazów z linków. Życzę dużo zdrowia i wielu pięknych przeżyć nad jeziorem. Ukłony także dla @Tanaki, @mag.

  246. Rafale prowokujesz mnie!
    No dobrze, a propos literackich cytatów.

    Otóż nieśmiało zaznaczę,że literackie cytaty ( w większości przypadków autorstwa osób uznanych) stanowią niezaprzeczalny dorobek rodzaju ludzkiego. Co do tej strony aktywności kulturowo – cywilizacyjnej naszych przodków i…współczesnych nie zgłaszam większych zastrzeżeń.
    Są może niechlubne wyjątki, ale są to tylko wyjątki potwierdzające również przeze mnie przyjętą regułę.
    Czyli, cytując czyjś dorobek składam hołd dokonaniom homo sapiącego.

    I teraz przejdę do cytatów z innej twórczości.
    Myślę,że zaglądasz często do pomnbockowych linków, na których we wspaniały sposób ukazuje przejmujące piękno natury.
    Natura również nie jest dziełem pombocka.
    On dokonuje wizualnego , utrwalonego przy pomocy specjalnych nośników obrazu cytatu dzieła kogoś innego.
    Ty prawdopodobnie powiesz czegoś, może UFO, może Myszki Miki.
    A ja wierzę,że natura jest dziełem Tajemnicy przez niektórych zwanych Bogiem, Jahwe, Allahem.
    I czy wolisz moje cytaty,czy cytaty pombocka które według mojej intuicji są autorstwa…

  247. @kalina1943
    18 lutego o godz. 18:22

    Hiperłącza czekają na moderację.
    Możesz czekać, aż linki zabarwią się na niebiesko (robi to Gospodarz) i dopiero klikać.

  248. @sugadaddy
    18 lutego o godz. 16:13

    Musi jakiś ciechociński desant 😉

  249. Stachu59
    Rozumiem Twoje podejście do kwestii wiary i nie ma znaczenia dla mnie,czy jesteś osobą wierzącą ( jak w każdym zresztą przypadku), czy nie.

    Najważniejsze ,że zasygnalizowałeś w ostatnim zdaniu problem którego na tym blogu prawie nikt nie dostrzega.
    Od czasu do czasu próbuję zanęcić towarzystwo,ale efekty są tego mizerne, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu,że zwrot który wykonałem jakiś czas temu, ma również pozytywy poznawcze.
    Problemy przed którymi stoi świat są również moimi problemami.
    I tym razem nie jest mi wcale do śmiechu.

  250. Stachu oczywiście 39 podpiera Twoje imię.

  251. Aateista
    18 lutego o godz. 18:31

    Mylisz się, nie zaglądam często do pombockowych, jak i innych linków. Poza tym, tu nie chodzi o to, że podajesz jakieś cytaty… Chodzi o to, że robisz to bezrefleksyjnie. Zaśmiecasz ten blog „słomą”, bo każdy z nas, każdy z uczestników tego bloga mógłby wklejać fragmenty ulubionych książek…. Rodzi się tylko pytanie, w jakim celu miałoby do tego dochodzić?

  252. Co znaczy dla mnie bycie ateistą? Oczywiście nie wierzę w Boga czy to Allaha czy Jehowy. Ludzkość sama ich wymyśliła. Ale z drugiej strony od czasu mojego dzieciństwa nauka i technika zrobiła tak kolosalne postępy, że nie można wykluczyć, że w przyszłości sami, tzn ludzkość,staniemy się jakimiś elektronicznymi bogami zanim słońce pochłonie naszą planetę za 5 miliardów lat i będziemy żyć w jakichś formach , których sobie jeszcze nie wyobrażamy , może już gdzieś takie formy istnieją. Widać, że czytałem dużo S F. Zanim ktoś nie rozwalić naszego globu.

  253. Aateista
    18 lutego o godz. 18:31

    Aaronku, Ty możesz sobie składać hołdy w postaci cytatów sam do siebie, ale żywa rozmowa polega na rozmawianiu żywego z żywym, a nie żywego z magnetofonem odtwarzającym cytaty sraty-taty. Kiedyś bajtlowaliśmy przy piwie i golonce w nieistniejącym już w Słupsku „Piotrusiu”. Rzuciłem cytat i regulaminowo podałem autora.

    – A co ty się tak cytatami rzucasz – powiedział kolega – nie umiesz powiedzieć od siebie?

    – Niecałkiem się z tą myślą utożsamiam – powiedziałem – dlatego niech będzie jasne, że to mówi on, nie ja.

    – Aaa to co innego, to cię tłumaczy. Bo myślałem, że się popisujesz.

    Otóż, Aronie, guzik prawda było to moje tłumaczenie. Powiedziałem, co mi przyszło do głowy, bo byłem zaskoczony. Ale chęci popisywania się z mojej strony też nie było – miałem już wyrobiony językoznawczy odruch powoływania się na źródła, ale jeszcze nie rozumiałem, że może to być odbierane jako popis i zgrzyt w luźnej, nienaukowej przecież gadce przy piwie.

    Więc kompletnie nieistotne są Twoje intencje, bo przecież nikt ich nie zna i znać nie chce. W żywej rozmowie liczą się Twoje poglądy i Twoje słowa, a nie – co ktoś kiedyś powiedział. Gdyby raz na pięć tysięcy słów – jeden króciutki cytat, dałoby się znieść, ale Ci przecież wytykałem, że Ty rozmawiasz prawie wyłącznie cytatami. Tego nie zniesie nawet święty Franciszek przemawiający do ryb.

  254. pombocku
    Niestety zarzut o nadcytatowści moich postów jest taki sobie, jeżeli chodzi o jego merytoryczną zawartość.
    Na urobek dnia dzisiejszego składa się postów szt. 10, w których zawarłem :
    – 2 cytaty z twórczości poety Miłosza
    – 1 cytat pątnika z Kalwarii Zebrzydowskiej
    – w jednym z postów odwołałem się do treści artykułu z GW

    Pierwszy raz spotykam się z zarzutem ,że za dużo czytam ( przypominam,że cytat zmusza do przeczytania tego co się cytuje),ale ktoś musi być pierwszy.
    Trafiło na ateistyczną socjetę.

  255. kalina1943
    18 lutego o godz. 18:22

    Kalino, głupio mi podpowiadać, jako żem sam komputerowy tuman. Ale może nie chwyciłaś, jak my tu robimy. Dodajemy do linku apostrof, (chyba może być dowolny znak) co pozwala linkowi wejść na stronę bez czekania na moderację. Otwieranie wygląda tak, że zaznaczasz cały link bez tego apostrofu, klikasz lewym i wtedy na pokazującej się liście klikasz pierwszą pozycję „otwórz odnośnik” czy jak tam pisze. Przećwiczmy.

    https://lh6.googleusercontent.com/-aVOHTek12BQ/VsYSxEuJipI/AAAAAAAAGec/CJWEzlq_tQU/w721-h541-no/IMG_2809.JPG

    https://lh6.googleusercontent.com/-8ul-RBAnjrk/VsYSydSd7TI/AAAAAAAAGeg/7SQk3Eyh7Kw/w721-h541-no/IMG_2835.JPG

    https://lh6.googleusercontent.com/-qi84nQ8T9Sc/VsYSw5Pr2-I/AAAAAAAAGeY/ZmyaLZLppGM/w721-h541-no/IMG_3033.JPG

    https://lh6.googleusercontent.com/-HITMXHdgaiI/VsYSzYWpMkI/AAAAAAAAGeo/LQBw9Evehts/w721-h541-no/IMG_3122.JPG

    https://lh6.googleusercontent.com/-PvSAa4suNhM/VsYSy4yKOyI/AAAAAAAAGek/WeHNTRmEgCI/w721-h541-no/IMG_6193.JPG

  256. Aateista
    18 lutego o godz. 19:50

    Aaronku, nie pytam Cię, jaki jest mój zarzut, jeśli chodzi o merytoryczną zawartość, bo na taką odpowiedź nie masz kwalifikacji, lecz informuję z wyższej od wszystkich Twoich katedr, że gęste szpikowanie żywej mowy, a tym bardziej rozmowy, cytatami, nawet gdyby to były cytaty z mów boga Rongo, jest prostactwem. Skoro swoim zwyczajem wolisz kręcić i zasłaniać się wielkością cytowanych gości, znaczy że nic nie zrozumiałeś i rozumieć nie chcesz. W żywej rozmowie masz się liczyć przede wszystkim z rozmówcami, a nie z nieobecnymi wielkościami, cytowaniem których zanudzisz rozmówców na śmierć. Nie interesuje mnie w tej sprawie opinia człowieka niedorobionego.

    Przy okazji: parę razy użyłeś wyrazu „amputować”, gdy chodziło o imputowanie. To był Twój żart, czy nie rozróżniasz znaczeń?

  257. @pombocek
    Jak zwykle czytasz bardzo wnikliwie treść moich wypociny… to a propos wobec mnie imputowanych i implementowanych intuicyjnie amputacji.
    A jeżeli chodzi o cytaty…

    Jakiś czas temu odnosiłem się do treści – przy okazji wznosząc okrzyki zachwytu nad jej zawartością – książki Mirosławy Marody „Jednostka po nowoczesności”.
    Podobnego zdania po jej lekturze był również Edwin Bendyk który recenzując ją na swoim blogu napisał m.in.

    „Lata żmudnej pracy przyniosły niezwykle treściwe rezultaty – prof. Marody przeczytała chyba wszystko, co można było przeczytać, i – co ważniejsze – sama lektura jej nie wystarczyła, tylko dołożyła do niej interpretację wytrawnego socjologa.”

    A ja po jej przeczytaniu pracy zajrzałem do jej Bibliografii zawierającej tytuły książek do których nawiązywała Marody, z ktorych obficie czerpała fragmenty cytowane w treści i przypisach.
    Okazało się,że same tytuły książek z których„ ściągała” Marody zajęły stron dwadzieścia. Fragmenty myślę,że można pomnożyć razy 6, może 8, czyli ponad 100 stron tekstu ” podrzucone” z boku.

    I mam do wyboru w tym momencie, czy brać przykład z M. Marody, czytać ,przytaczać ,cytować – tę metodę zachwala Bendyk, czy iść tropem twoich rad @pombocku, czyli raz na kwartał jak zacytuję to wystarczy.

    Niestety @pombocku, wybór należy do mnie i z Twoich wskazówek chwilowo rezygnuje.

  258. Rezygnuję, ale też są ciekawe.

  259. @pombocku pisałem o naturze parę godzin temu, o jej kreatorze …według moich intuicji oczywiście… a teraz będzie o jej…

    http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/1,35636,19639705,tak-ma-wygladac-hotel-golebiewski-w-lebie-wizualizacje.html#

  260. Aateista 18 lutego o godz. 18:31 napisał:

    „A ja wierzę,że natura jest dziełem Tajemnicy przez niektórych zwanych Bogiem, Jahwe, Allahem.”
    ————————————————————

    A kto Tobie zabrania wierzyć w cokolwiek tylko zdołasz sobie wymyślić? Nikt, zupełnie nikt.

    Tylko tak na marginesie, śmiało zauważę – dzieło tajemnicy to jest zasada pobudzenia tłoka silnikowego do pracy w rurze wydechowej. Akurat autorem tej odkrywczej reguły jest Twój współwyznawca, profesor za dychę, pan Oko.

  261. Aateista
    18 lutego o godz. 21:09
    Za nudnie, Aronku, piszesz, bym czytał teraz całość – przelatuję, a uważnie czytam tylko to, do czego się odnoszę. Tym razem się odnoszę do: „to a propos wobec mnie imputowanych i implementowanych intuicyjnie amputacji”.

    Uprzejmie zerknij:

    „Aateista
    17 lutego o godz. 17:22

    @Rafał Kochan
    Piszesz o mojej maniakalnej religijnej apoteozie.

    To,że religijne doświadczenie złożoności bytu uważam za nie mniej interesujące niż naukowe teorie opisujące wszechświat to jest prawda,ale amputowanie mi jakiejś apoteozy religii, a szczególnie admiracji jej ziemskich urzędników jest z twojej strony Rafale, mało udanym podsumowaniem mojej dzisiejszej aktywności”.

    No i drobiażdżek. Rady, Aaronku, nie są moje – one są z elementarza prowadzenia rozmów i dyskusji. Nikt Ci, rzecz jasna, nie zabroni być burakiem z mnogimi cytatami i zamiłowaniem do szpikowania tekstów uczonymi wyrazami. Dobranoc, dwie pchły na noc.

  262. Aateista
    18 lutego o godz. 19:50

    Aaronku, na „dzień dobry” i „do widzenia”:

    „pombocku
    (…)
    Pierwszy raz spotykam się z zarzutem ,że za dużo czytam”

    Bardzo swobodnie interpretujesz cudze słowa. Byłbym ostatnim durniem, gdybym publicznie oceniał, że ZA dużo czytasz – to twoja intymna sprawa. Stwierdziłem natomiast, że liczba przeczytanych książek nie przekłada się na umiejętność myślenia, co zaraz zilustrowałeś, przerabiając to na wymyślony zarzut, że za dużo czytasz. Nie twierdzę, że jesteś z premedytacją nieuczciwy, twierdzę natomiast, że jesteś chaotyczną paplą.

    Tematem lekcji, uczniu Aaronku, było Twoje POPISYWANIE SIĘ i ZANUDZANIE mnogością lektur i cytatami, a nie ich czytanie. Oceniam to, co robisz na blogu, nie – w domowym zaciszu.

  263. Czy już można?
    Mam grać?
    Czy też nadal na blogu dominuje wiara, że macanie wynurzeń aateisty, czyni takie posty merytorycznie kwalifikującymi się do listów ateisty?

    Tymczasem wiara przekracza i bez ateistycznych zawierzeń na blogu, kolejne granice poznania:
    Patriarcha wśród pingwinów (http://www.tvn24.pl; cyt. oryginalny)
    Ciekawe, co teraz pingwiny wyznają – na przykład aateiście. Cytaty wskazane.

  264. @Gekko
    19 lutego o godz. 10:03

    Nu, pogawarili jak Cyryl z pingwinem (fajnie tak, w samym środku lata) a teraz pora się trochę podszkolić
    https://media.giphy.com/media/EycxafzdmLq4o/giphy.gif

  265. Gekko,
    Wariatowi można sporo wybaczyć i potraktować pobłażliwie w przeciwieństwie do tych, którzy go nakręcają.
    Chyba że, z nimi też coś nie tak.

  266. @ Tobermory

    Oj, czy Ty Szanowny T. nie szerzysz aby na blogu „kociej wiary”?
    🙂
    Gify szalenie ubawne, chyba mnie przekaba-koci-ciłeś (jak mawiają prawdziwi wierni) 😉
    Ukłony.
    – – –
    @ sugadaddy
    A co w ogóle może być „nie tak” w nakręcaniu wariatów?
    Wariat to jest u nas kategoria epitetalna a nie poznawcza, oczywiście staraniem wieloletnim kultury oraz państwowej służby zdrowia.
    Ostatnio pewien znajomy na stanowisku, przechodził kryzys zdrowotny (w tym względzie), z punktu widzenia fachowego – zupełnie ludzki i naturalny czyli chorobowy.
    Pomimo, że działo się to w stolycy, fachowej pomocy szukał u lekarzy na antypodach pomrocznej.
    Na szczęści z pozytywnym ze wszech miar skutkiem – nikt się nie dowiedział, że był u lekarza…
    Może dlatego inni, w cięższych stanach, wybierają politykę jako „rozwiązanie” (i tak dobrze że nie ‚solucję’) zdrowotne…
    Niestety, kosztem zdrowia publicznego. 😉
    Pozdro.

  267. Oko zawsze kojarzyło mi się z okulistą, ale jeżeli @yorku mniejszy masz coś więcej na ten temat ,czyli Oka do powiedzenia ( a widzę,że masz) to nic nie poradzę na Twoje intelektualne wyzwania.

    Rodzimy się z tym i umieramy.
    Tak po prostu.

  268. Gekko
    19 lutego o godz. 10:03

    Zawsze możemy Gekko pogadac/popisać o stanie szturmówek Petru-Swetru. Jak tam z KOD(T)em. Pogoniliście go już, czy macie nadzieję na jakiegoś tygrysa? Ewentualnie załamywać ręce nad kręceniem wora przez Jarka… Ależ ileż można uprawiać eschatologię narodową?

  269. sugadaddy
    19 lutego o godz. 10:14

    Nie wiem, jak ma się wyrażać wybaczanie wariatowi i pobłażliwość wobec niego – milczeniem? Jeśli tak, to jak odróżniasz w milczeniu wybaczanie od pobłażliwości? Poza tym uczestnicy mogą mieć odmienne interesy i najczęściej mają. Jeśli coś Cię nudzi, nikt nie broni wrzucić własny temat lub przewijać. Mnie też nikt nie broni, ale człowiek jest zwierzęciem emocjonalnym i niekonsekwentnym, więc czasem go poniesie. Tyle że zawsze po pewnym czasie pukam się we własny łeb: Skoro nie masz, dupku, niczego własnego do prezentowania, to żerowanie na zanudzających i natrętnych uczestnikach jest w pewnym stopniu tym samym, co robią oni – jałowizną. Właśnie w dziedzinie aaronowości to zrobiłem. Ale dla celów poznawczych nie ma znaczenia, czy przedmiot poznania to głupi wariat czy mądry gość. Równie ciekawy może być wirus Zika, co Aaronu logika. Ten pech, że Aaronu nie da się badać w laboratorium na puszczy, a badanie na blogu automatycznie tworzy konflikt różnych interesów.

  270. Prawdę mówiąc, to nie wiem o co chodzi Aateiście? Jaki jest cel, tych jego, pseudointelektualnych, wynurzeń? Może czuje się siewcą i jednocześnie synem marnotrawnym, z Chrystusowych przypowieści?
    Zamiast tego bełkotu wolałbym już poczytać o tym, jak doszło do owego nawrócenia, czy np. spotkało go to, co Szawła, czy też to, co Tomasza Apostoła? A może ujrzał Maryję na szybie albo płaczącego Chrystusa, który ukazał się na dębie? Wiem, że zaraz posypią się gromy na moją łepetynę, za to, że zachęcam go do dalszego pisania, ale – być może – odpowiedź na „zadany” temat, byłaby wreszcie czymś, napisanym od siebie, bez błyskania tytułami, nazwiskami, cytatami?

    Przejście z teizmu do ateizmu wydaje się czymś naturalnym, natomiast vice versa już trudniej zrozumieć, toteż wyjawienie, opisanie (zwięzłe) tego procesu mogłoby być zdecydowanie bardziej interesujące niż dotychczasowe tyrady.

  271. @pombocku
    A propos moich predylekcji ku cytatom.
    Musisz sobie pombocku uzmysłowić ,że żyjemy w wieku, w czasach nauki i te właśnie czasy niosą ze sobą określone wyzwania.
    Wiek nauki w odróżnieniu od wieków religii, filozofii, poezji nie znosi tego, do czego Ty mnie namawiasz.
    czyli
    pisz Aaronie od siebie, własnymi słowy, koloryzuj, onomatopeizuj, ukazuj swoją głębie (jeżeli ją masz).

    A ja Ci odpowiadam @pombocku, że jesteś w tym momencie anachroniczny.
    W dzisiejszych czasach liczy się każdy detal, precyzja.,szlif.
    Atom to groty i jaskinie. Dzisiaj liczy się subatom.
    Jakaś sekunda w porównaniu do miar którymi operuja fizycy to wieczność.
    W języku współczesnej nauki pojecie metra chyba nie funkcjonuje, bo jest mało weryfikowalne, jest za duże itd.

    I ty pombocku w czasach gdy liczy się precyzja radzisz zrezygnować z cytatu na rzecz „wicie, rozumicie”. To nie te czasy. Musimy iść za tymi którzy kształtują wyzwania współczesności.

    Nie jest to jeszcze potwierdzona wiadomość, ale ponoć naukowcy z bratniej kiedyś Mongolii dostrzegli na ekranach swoich teleskopów ,że wszechświat rozszerza się coraz szybciej.
    Bardziej niż przewidywały dotychczasowe najdokładniejsze ustalenia i postanowili temu zaradzić.
    I wyobraź ,ze tamtejsza MAN, czyli Mongolska Akademia Nauk uznała, że zmierzy się z problemem i spróbuje spowolnić proces jego ekspansji.
    Pracują ponoć w dwóch grupach.
    W jednej trwają intensywne prace badawcze aby na projektem specjalnej śruby z unikalnym gwintem który pozwoli skręcić do kupy rozchodzący się Kosmos .
    Wyobraź sobie o jaką precyzję chodzi przy ustaleniu skoku tego gwintu, żeby projekt badawczy i jego empiryczny cel przyniósł powodzenie.
    Druga z kolei grupa naukowców z Ułan Bator pracuje nad unikalnym rodzajem elektrod spawalniczych.
    Uznali bowiem, że jest szansa ,że uda się zespawać za ogony Wielką Niedzwiedzicę z Małą Niedziwedzica, bo jak będzie wyglądać niebo bez tych dwóch gwiazdozbiorów.
    Uzmysłów sobie @pombocku dbałość o skład chemiczny takich elektrod, o wagi na których będą odmierzane poszczególne ich nanoelementy.

    I Ty pombocku, wczasach kiedy dzieją się ponoć takie rzeczy karzesz mi rezygnować
    z literalnie przytaczanych fragmentów.
    „Pisz mniej więcej”.

    Tak nie można @pombocku miły.

  272. pombocek,
    Miałem znajomych kilku wariatów (klinicznych) i nigdy nie próbowałem im wyperswadować, że sąsiad nie razi ich laserem, czy że w jakimś sklepie nie sprzedają zatrutej żywności.
    Brałem adres sklepu i obiecywałem, że nigdy nic tam nie kupię.
    Pogadaliśmy i w miłej atmosferze się rozstawaliśmy. Gdybym postępował przeciwnie, wariat by nie spoczął w przekonywaniu mnie, że ma rację.
    Ale to są raczej tzw. prawdy oczywiste i nie ma o czym mówić.
    PS.
    Jest raczej udowodnione, że tzw. nawróceni ponownie chrześcijanie, cierpią na rodzaj psychozy religijnej, objawiającej się m.in gadaniem z Jezusem.
    Co ciekawe, jeśli ktoś gada z nieistniejącym, trafia do psychiatry; chyba że, gada z Jezusem – wtedy może nawet zostać świętym.
    PS 2.
    To że, mamy tu do czynienia z ciekawym przypadkiem, świadczy jego przekonanie, iż niesie on kaganek oświaty, czyli wierzy, że ateiści to ciemny lud, który trzeba oświecić poprzez wszczepienie religijnego ciemniactwa. Zaiste ciekawe założenie.
    Ciemniak chce „oświecać” światłych.

  273. Ach, no przecież – zapomniałem o smutku trawiącym ateistów, o którym wspomniał Staszek39, a podchwycił rzeczony już Aateista.
    Otóż ja mam inne impresje – wystarczy popatrzeć na twarze wiernych udających się do kościoła, następnie przyjrzeć się im w kościele – i, co tam widzimy? Ano smutek, często bezgraniczny, a nawet beznadzieję. A i kapłan też smutny, choć przecież i on, i wierni obcują bozią! Czy może być coś bardziej radosnego niż spotkanie z Najwyższym?
    A dlaczego ateiści mają być smutni? Już sam fakt, że mogą w niedzielę dłużej pospać jest wystarczającym powodem do radości, a ile- przy tym- kasy zaoszczędzą: coniedzielna taca, kolędy, chrzciny, komunia i pozostale sakramenty i pewność, że po śmierci nic im nie grozi. 🙂

  274. Aateista
    19 lutego o godz. 11:50

    Rozumiem, że spodobała ci się rola naszego Jehowity, dezertera, który zapuszcza swoje religianckie sieci w bezimiennym internecie, bo może, nóż-widelec, jakiś jeleń, zagubiony we współczesnym świecie złapie się na to, że jakiś noblista coś pozytywnego napisał o Wielkim Kreatorze, bogu i innych tego typu bzdurach? Powiadam ci antenkowy przyjacielu, próżny to twój trud. Zaklinanie rzeczywistości nic tu nie da. Jeśli nawet jakiś tępawy jeleń da się złapać na tę prymitywną retorykę zasypywania blog cytatami, w których wyrażana jest tęsknota za światem spoza „szkiełka i oka”, to i tak to nie uwolni ani ciebie, ani Jehowitów, ani innych niezdecydowanych przed tym, że wyciągniesz nogi w samotności. Żadnego boga, Jezusa chytrusa ani innych aniołów nie zobaczysz w tym wiekopomnym wydarzeniu. Możesz łudzić się nadziejami, że po śmierci będziesz miał szczęśliwsze życie… Tego typu nadzieje jednak towarzyszą ludziom, którzy są smutni na co dzień… A źródłem ich smutku jest religia, której zaufali… której pozwolili, by nasrano im do wolnych głów. Człowiek wierzący sam redukuje się do uprzedmiotowienia siebie… Wierzy, że jego życie i tak należy do kogoś, który niby popełnił w efekcie samobójstwo wieszając się na krzyżu… Jesteś zatem ślepym baranem idącym na rzeź…Brakuje ci jakiejkolwiek autorefleksji, że przecież świat nie musi być taki smutny, na jaki wygląda… Wystarczy tylko kształtować swoje życie według swoich wyobrażeń… Zadaj sobie wiec pytanie, czy faktycznie zdobyłeś się kiedykolwiek na taki luksus POZOSTANIA SOBĄ i kierowanie się w swoim życiu WŁASNYM ROZUMEM ?

  275. Jiba
    18 lutego o godz. 0:57
    Znasz przysłowie „jeśli weszłaś między wrony , musisz krakać jak i one”
    Niestety to bardzo prawdziwe , bo ludzie nie lubią odmieńców (znacznie różniących się od przeciętności i chcą wszystkich dopasować do swego myślenia. Jak chce się mieć spokój to trzeba jak to ciele „co dwie matki ssie” dyplomatycznie nie narażać się i unikać kontrowersyjnych rozmów.
    W małych aglomeracjach jest to trudne , w dużych człowiek niknie i nawet sąsiadów może nie znać.
    To że chrześcijanie zupełnie nie rozumieją swej religii jest dla mnie jasne jak słońce jednak już dawno dąłem sobie spokój z próbami ich „uświadamiania” (to praktycznie pewna awantura). Szkoda bo wiele przesłań tej religii jest bardzo korzystnych dla ludzi , ale obrzędowość i fanatyzm to zabija. Dlatego nie dziwię się że trudno ci znaleźć katolika z którym można bez emocji prowadzić dialog na temat religii chrześcijańskiej , ateizmu czy agnostycyzmu.
    Najśmieszniejsze jest to, że same wypowiedzi Jezusa informują, że nie wyznawanie wiary jest istotne , ale cytuję „DĄŻCIE DO PRAWDY, ALBOWIEM ONA WAS WYZWOLI”

  276. @jobrawve

    Jeżeli chodzi o moje samopoczucie ( w nawiązaniu do Twoich spostrzeżeń katolickich twarzy) to nie narzekam.
    Myślę zresztą,że jeżeli ktoś ma jakieś moje wyobrażenie, to z pewnością nie jest to twarz z nosem spuszczonym na kwintę.
    I przy okazji.
    Mam problem.
    Pombocek zarzuca mi nadcytatowość moich postów, czyli,że zbyt mało daję od siebie.
    Ty z kolei zarzucasz mi całkowicie autorski bełkot.
    W świetle praw logiki ciężko jest pogodzić te dwa, całkiem rozbieżne.
    sądy.
    Proszę więc o większą synchronizację zakresów aparatury pojęciowo badawczej.

  277. @jobrave
    W poprzednim poście przez przypadek wskoczyło „w” Twoim nicku.Sorrrrry.

  278. Aaron

    Nie odnoszę się do długiego Twojego wpisu, bo nie ma do czego, skoro nie odróżniasz towarzyskiej rozmowy od spotkania naukowców.

    Kłamliwie przypisałeś mi imputowanie Ci, że użyłeś wyrazu „amputować” w znaczeniu „imputować”. Zacytowałem wpis z tym „amputować”. Nie interesuje Cię dowód Twojego kłamstwa i oczerniania mnie?

  279. jobrave mruga w moja stronę kierunkowskazem i pyta

    „Zamiast tego bełkotu wolałbym już poczytać o tym, jak doszło do owego nawrócenia…”

    jako człowiek kulturalny odpowiadam…niestety cytatem który dłownie przed chwila napatoczył mi się przed oczy.
    Na usprawiedliwienie dodam,że jest autorstwa Heideggera,czyli przez pewien moment „chłopaka” Hannah Arendt, a ta z kolei była ostatnio „zaczytywana” przez Rafała.I przeze mnie, bo z jej „Woli ” pochodzi cytat.
    A oto moja i Heideggera odpowiedź.
    Uprzedzam,że będzie nieco bełkotliwa:

    „Jeśli istota człowieka polega na myśleniu prawdy bycia, a jest teraz to bycie wycofane, zasłaniające się i ukrywające, zatem myślenie musi wierszem śpiewać zagadkę bycia”

    Cytat pochodzi z eseju Heideggera zatytułowanego „Anaksymander”.

  280. @pombocek

    Nie chcąc być narażonym na zarzut zamulania blogu powinniśmy najpierw ustalić w związku z tym amputowaniem.
    co cięto?
    komu ucięto?
    kto ciął?
    I w jakich okolicznościach?

    A poza tym u mnie wszystko w porządku i niczego mi nie brakuje.

  281. pombocek,
    Coś u mnie nie działa – nie przyjmuje komentarzy – spróbuję na raty;

    Miałem znajomych kilku wariatów (klinicznych) i nigdy nie próbowałem im wyperswadować, że sąsiad nie razi ich laserem, czy że w jakimś sklepie nie sprzedają zatrutej żywności.
    Brałem adres sklepu i obiecywałem, że nigdy nic tam nie kupię.
    Pogadaliśmy i w miłej atmosferze się rozstawaliśmy. Gdybym postępował przeciwnie, wariat by nie spoczął w przekonywaniu mnie, że ma rację.
    Ale to są raczej tzw. prawdy oczywiste i nie ma o czym mówić.
    PS.
    Jest raczej udowodnione, że tzw. nawróceni ponownie chrześcijanie, cierpią na rodzaj psychozy religijnej, objawiającej się m.in gadaniem z Jezusem.
    Co ciekawe, jeśli ktoś gada z nieistniejącym, trafia do psychiatry; chyba że, gada z Jezusem – wtedy może nawet zostać świętym.

  282. @Gekko

    Nie używałem smartfona więc nie mam z niego czegokolwiek pamiętać.

    Smartfon jest dla analfabetów.
    Także analfabetów funkcjonalnych.

  283. Nie używałem telefonu na korbkę, a pamiętam 😉

  284. @ Aateista
    „A poza tym u mnie wszystko w porządku i niczego mi nie brakuje”.
    Oprócz umiaru.
    A może byśmy się już rozstali na zawsze? Proszę znaleźć sobie jakieś inne forum do zachwytu nad samym sobą.

  285. pombocek,
    Za cholerę nie wiem, czemu nie przyjmuje mi zdania, w którym piszę, że rzeczony wierzy, iż ateiści to ciemniacy, których trzeba „oświecić” implantując im wiarę w gusła.

  286. Jeżeli zdanie – mojego autorstwa – brzmiące:
    „ A poza tym u mnie wszystko w porządku i niczego mi nie brakuje”

    według Redaktora Kowalczyka jest oznaką

    „… zachwytu nad samym sobą…”

    to rzeczywiście nic tu po mnie.

  287. @Aateista,
    Dziekuję za odpowiedź i już spieszę z odpowiedzią na nią. Treści mojego wpisu wynika przecież, że nie chodziło mi, o „całkowicie autorski bełkot”, lecz bełkot okraszany cytatami (jeśli dokładnie treść tego wpisu przeczytasz, to powinienneś dojść, do takiego wniosku).
    Widzę, że nie chcesz być bardziej osobisty, znów żonglujesz cytatami, chowając się za nie, zamiast postawić kawę na ławę. Co do Heideggera – zarówno on, jak i wielu innych, wybitnych filozofów nie ustrzegło się bełkotu, poza tym zacytowana przez Ciebie sentencja charakteryzuje się dużym stopniem uogólnienia (uniwersalności?) i można ją podciągać w dowolnym kierunku [ teraz ja bełkoczę 🙂 ], natomiast w kwestii Twojego nawrócenia ani słowa od Ciebie. Oczywiście cytowanie autorytetów nie jest niczym zdrożnym, Ty jednak czynisz to zawsze, więc można odnieść wrażenie, że boisz się pisać „od siebie”, żeby np. nie wyjść na prostaka, że meandrując i nadziewając swój tekst cytatami, wchodząc w boczne uliczki nadajesz mu wyższą rangę.
    Nie wiem, może to – u Ciebie – jakiś przejaw poczucia niskiej wartości, że tak się chowasz? A może ja jestem za durny? A może, gdybyś „mówił sobą” i mówił wprost, to byłoby to więcej warte, niż wszystko to, co napisał i powiedział Heidegger?

  288. Na koniec całkiem zgłupiałem i zamiast użyć słowa „przekonać” to chciałem być taki mądry i użyłem „wyperswadować” z czego wyszło coś w rodzaju podwójnego przeczenia.
    Powinno być:…przekonać, ze sąsiad nie razi ich laserem… etc.

  289. „DĄŻCIE DO PRAWDY, ALBOWIEM ONA WAS WYZWOLI”

    Z czego? Chyba bardziej logiczne byłoby:
    „DĄŻCIE DO PRAWDY, ALBOWIEM ONA WAS KOMPLETNIE ZNIEWOLI”

  290. @Sugadaddy,
    „Miałem znajomych kilku wariatów (klinicznych) i nigdy nie próbowałem im wyperswadować, że sąsiad nie razi ich laserem, czy że w jakimś sklepie nie sprzedają zatrutej żywności.
    Brałem adres sklepu i obiecywałem, że nigdy nic tam nie kupię.”

    O kurczę, to mamy wspólnych znajomych! Znałem gościa od lasera, od zatrutej żywności, ale też zatruwanego gazem przez administrację budynku, w którym mieszkał, oraz faceta, który napisał trzytomowy traktat pt. „Życie człowieka w morzu”, udowadniał w nim, że człowiek przystosuje się do życia pod wodą, pod warunkiem, że będzie w niej długo przebywał nie wypływając na powierzchnię – po jakimś czasie wykształcą się w nim skrzela i zacznie dawać radę [czyli zwolennik teorii ewolucji 🙂 ]. Autor wspomnianego traktatu, zwrócił się nawet z pismem do Wojciecha Jaruzelskiego (były to wczesne lata 80.) z prośbą o dostarczanie mu osób skazanych na śmierć, ponieważ nie udało mu się zwerbować ochotników. 🙂

  291. Apage ateus!

    „…Przejście z teizmu do ateizmu wydaje się czymś naturalnym…”

    No właśnie. To jest temat!
    Ja mam silne wrażenie, poparte lekturą dominujących (w sprawie) komentarzy na tym blogu, że – zdaniem uczestników bloga – ateistą się „zostaje”, „naturalnie” i wyłącznie (!), poprzez utratę wiary.

    Trudno mi z takim światopoglądem wyznaniowym, tyle, że a rebours, znaleźć wspólny język. W sumie, to takie podejście niczym nie różni ateizmu od satanizmu.

    Nie mam nic przeciwko dziecinnym zaczepkom Rafała Kochana (o swetrach – na drutach to pogadać warto z babcią), zdziecinniałym ciągom strumieniowym zwirowanego (bo ‚wired’ On ci nadal, szczęśliwie, na blogu) Staruszka, co nie pamięta czego nie używa, no i wreszcie desperackich zmagań Aateisty, walczącego na blogu z samotnością w sieci drucianej – i tym samym osamotniającym się w roli afiliacyjnie unplugged.
    Nie mówiąc o innych, choć inaczej, nie mniej istotnych głosach.

    Niech ktoś, na Boga (oczywiście) jednak mię oświeci, skąd tyle w nas pasji wokół ateizmu, którego jakoś w tej formie, jak rozumiana tutaj, wyznawać niepodobna?
    😉

  292. @jobrave
    19 lutego o godz. 14:04

    Ten od „życia w morzu” nie był aż tak pewny swej teorii, żeby to wypróbować na sobie? To jednak nie taki wariat 😎

  293. @ jobrave
    19 lutego o godz. 14:04

    Rany boskie!; a ja mam autentycznego niebezpośredniego sąsiada, co razi laserem; co więcej wyposażył w lasery swoje nieletnie potomstwo i ono razi też!
    Zupełnie jak jeden Japończyk spod Warszawy, co za rażenie laserem pilota samolotu został – kilka lat temu – uwięziony i skazany!
    Jak B.K.; to są fakty, a nie żadne mity!
    Czy więc świat otaczający można/trzeba zamknąć w wariatkowie?
    Wow!

  294. Gekko
    19 lutego o godz. 14:08

    Masz rację, to była infantylna zaczepka. Ale każdemu z nas trafiają się tego typu zachowania. Jej sens był jedynie taki, skoro ci nie podchodzi jakiś wątek rozmowy tutaj, zainicjuj inny temat.

  295. Pan Jacek Kowalczyk
    Zupełnie nie rozumiem, co Pana powstrzymuje przed zbanowaniem ‘zamulaczy’ w rodzaju ‘Aa’.
    Ten kiedyś interesujący, rzeczowy blog, stał się od jakiegoś czasu zbiorem dziwacznych sporów, bleblania na tematy oderwane od ciekawej, polsko-europejskiej rzeczywistości.
    Prawo Kopernika-Greshama dotyczy także blogów Polityki, co, naprawdę ‘bez nadęcia’, z przykrością obserwuję.
    Serdecznie pozdrawiam
    PS
    Nie należę do ‘poprawnych blogowiczów’, piszących z ustami w ciup. Często wstawiałem jakieś osobiste głupoty. Jednak nie powinny one dominować na blogu, odstraszać ‘nowych’, których brak na blogu jest wg mnie oznaką jego słabości.
    O godz. 14:35, ‘Aa’ pojawił się, (w rozumieniu kombinacji znaków) 96 razy!
    Na 302 komentarze…

  296. @Gekko
    19 lutego o godz. 14:08

    „skąd tyle w nas pasji wokół ateizmu”?
    Bo może ciągle zmagamy się z krzywdą wyrządzoną nam w dzieciństwie w postaci tego polskiego i katolskiego „imprintingu”, który gdzieś tam w głębi naszego mózgu wżarł się na zawsze i najwyżej tylko Alois A. będzie w stanie go wymazać wraz z pamięcią długotrwałą i panowaniem nad fizjologią 🙁

    Kiedy zaczął się mój ateizm? Kiedy przestałem wierzyć w Boga a raczej – ufać dorosłym wmawiającym mi tę wiarę?
    Mniej więcej wtedy, kiedy zajączek wielkanocny nie przyniósł nic do gniazdka, które mu uwiłem pod krzakiem agrestu, a na Mikołaju poznałem czerwony szlafrok ciotki mieszkającej po sąsiedzku 😉

    Już we wczesnym dzieciństwie podejrzewałem, że ten starzec namalowany na sklepieniu kościółka, do którego mnie prowadzano, w najmniejszym stopniu nie interesuje się losem swojego stworzenia, ewentualnie perwersyjnie dręczy je i testuje, aby sprawdzić (jak Hioba jakiego) ile też zniesie bez szemrania.
    Pomyślałem, że nawet jak jest ten bóg, to ja z nim nie chcę mieć nic wspólnego, niech się swoim „zbawieniem” wypcha.
    Swoje dołożyli pazerni, głupi i obleśni księża, obserwacja „dobrych katolików”, no i kompletny brak logiki w tych gusłach, które mi wmawiano.
    A już szczególnie zawiedli mnie anieli-stróże 🙄

  297. Skoro Aateista nie chce, to spróbuję być osobisty i opiszę chwilę, w której byłem bliski nawrócenia.
    Otóż był to rok 79, jako absolwent wyższej uczelni, odbywałem wówczas służbę wojskową w SOR, w charakterze „bażanta”. W moim plutonie był pewien żołnierz, który – z nieznanych mi do dzisiaj powodów – wręczył mi zapisaną kartkę papieru, prosząc bym się z zapoznał z jej treścią. Tego dnia byłem mocno zajęty, bo przyszedł transport środków pozoracji ataku i musiałem pilnować rozładunku, więc dopiero w łóżku zapoznałem się z treścią. Był to łańcuszek św. Antoniego. Tekst informował, że muszę przepisać zamieszczoną na kartce modlitwę 20 razy i rozesłać do rodziny i przyjaciół. Jeśli to zrobię, czeka mnie wielkie szczęście, i tu wymieniono kilku szczęśliwców, byli to – głównie ludzie o anglosaskich nazwiskach, którym dzięki łancuszkowi poszczęściło się w loterii, totku itp., ale wymieniono również takich, co modlitwy nie przepisali i spotkały ich wypadki, bądź ciężkie i nieuleczalne choroby, zakończone zgonem po długotrwałej i bolesnej agonii. Kartkę wyrzuciłem nie przepisawszy modlitwy. Następnego dnia był Dzień Kobiet i, choć w naszej jednostce nie było żadnej kobiety, to kadra zdecydowała, że zostanie uczczony, w związku z tym zostałem wysłany po wódkę dla kadry oficerskiej „żytnia”, dla podoficerów „stołowa”, a wysłano mnie, ponieważ kierowniczka GS, bardzo mnie lubiła. Kiedy ładowałem do gazika torbę z „żytnią” odpadło od niej dno i z 16. półlitrówek „żytniej” zostało tylko dwie. Zamknąłem na chwilę oczy i ujrzałem twarz św. Antoniego wykrzywioną szyderczym uśmiechem. Padłem na kolana, żeby sprawdzić, czy wzrok mnie w kwestii strat nie myli i okazało się, że jedna butelka była stłuczona do połowy – wyglądała jak szklanka z wódką, bo dość równo się utłukła. Przyłozyłem do ust i wypiłem tę ćwiartkę, kiedy przelknąłem, kierowca krzyknął ze zgrozą – okazało się że skaleczyłem nos i górną wargę. Przez chwilę byłem pewien, że to nieszczęście z powodu łańcuszka, pomyślałem, miałem nawet zamiar prosić św. Antoniego, żeby zwrócił mi gorzałkę, a ja przepiszę modlitwę sto razy, i poprosiłem, i nic.
    Co gorsza nieszczęście spotkało nie tylko mnie, ale i kadrę oficerską, która, zupełnie niezasłużenie, musiała pić „stołową”.

  298. @jobrawve

    Nie, nie chcę,ale…

    Jacek Kowalczyk
    19 lutego o godz. 13:09

    @ Aateista
    „A poza tym u mnie wszystko w porządku i niczego mi nie brakuje”.
    Oprócz umiaru.
    A może byśmy się już rozstali na zawsze? Proszę znaleźć sobie jakieś inne forum do zachwytu nad samym sobą.

  299. @jobrave
    19 lutego o godz. 14:51

    Czy mylę się przypuszczając, że jednak nie przepisałeś sto razy?
    Święci nie udzielają kredytów 🙄

  300. @jobrave
    Odpowiem jako klasyk,czyAaron Spręzyner u Makowskiego, tam będę od czasu do czasu aktywny

    @Stasieku

    Pamiętaj,ze muł powoduje ,że nie widać dna.
    Na przykład dna blogu.

    I proszę się nie odnosić do mojej osoby, kiedy nie mam możliwości polemiki.

  301. @ Tobermory

    No tak, oczywiście, ja wiem.
    Ateista, to takie dziecko, wydymane przez Mikołaja. 😉
    Pan Redaktor pisze o Dniach Darwina.
    Ja sobie myślę, że mieliśmy też wczoraj Dzień Kota.
    Ostatecznie, we wszystkie pozostałe dni pozostaje w nas oczywiście wiara.
    A komu nie pozostaje – znaczy, odebrana; znaczy – krzywda, znaczy – zemsta!
    I tak oto nasze wyznanie narodowe – resentyment, za usłużną pomocą PiS doszedł do władzy.
    Może to jest tak, że władza wiary nad Polakami , a już osobliwie Polakami-ateistami, jest tyleż nieusuwalna, co gwarancja, że kto nie pije, ten donosi… 😉
    Pozdrowienia…
    – – –
    @ Rafał Kochan
    Ależ bynajmniej. Nie ma sprawy. Też mnie zastanawia, kiedy ustanowimy sobie Dzień KODa (patrz wyżej).
    – – –
    @ stasieku
    Zaczyna się w nas chyba społeczna faza posttraumatyczna, czyli depresji. W sumie nic nowego, ale w PL nadal nieuleczalne.
    No więc i myśleć się nie chce.
    (mi też).
    Ukłony.

  302. sugadaddy
    19 lutego o godz. 13:56

    Co gość, to gość. Wzruszyłeś mnie tym:
    „DĄŻCIE DO PRAWDY, ALBOWIEM ONA WAS KOMPLETNIE ZNIEWOLI”.

    Co zaś do rzeczonego, to się przecież nie różnimy. Rozbudził tylko we mnie swoim pełnym pustych ozdobników wielosłowiem myśl: kiedy i w jaki sposób dziecko, młodzieniec dostaje bodziec do samodzielnego, analitycznego myślenia, które z czasem rozwija w to, co się nazywa „rozumem”, „umiejętnością myślenia”, „refleksyjnością”. Wiemy, że niemal każdy ma umiejętność myślenia na poziomie egzystencjalnym – stąd sądzi, że umie myśleć, ale tylko sądzi. Myślenie analityczne, nie specjalistyczne, lecz raczej filozoficzne, obejmujące wszystkie aspekty powszedniego życia, to umiejętność znacznie rzadziej spotykana.

    Idę podrzemać, licząc, że we śnie uporządkują mi się szczegóły składające się na myślenie analityczne, różne od garkotłukowego ze stereotypami w roli głównej.

  303. @Gekko,
    Nie, „nie wyłącznie przez utratę wiary”, bo można od urodzenia nie wierzyć, ale ja – akurat – wierzyłem tak, jak wierzyłem w bajki, w św. Mkołaja, bociany itp. później przestałem wierzyć w bajki, a więc i w bozię. Miałem na myśli, to, że wyrastanie z wiary w bajki jest naturalnym procesem, choć kwestia nadprzyrodzoności, jest trochę inna niż bajki, nie zaprzeczam więc, że sprawy „transcendencji” drążyłem jeszcze przez jakiś czas, choć już bez biblijnej podpórki. Dużo by o tym pisać.

  304. @Tobermory,
    No coś Ty 🙂

  305. jobrave
    19 lutego o godz. 15:12

    >Nie, „nie wyłącznie przez utratę wiary”, bo można od urodzenia nie wierzyć…Dużo by o tym pisać.<

    I znowu: właśnie.
    "Odurodzenia niewierzenie" to nie jest ateizm.
    Zdolność wierzenia to nieodłączny i nieusuwalny element ludzkiej natury.
    Ateizm natomiast, polega na nie posługiwaniu się swą zdolnością wiary w rozumieniu i poznawaniu świata, jakim jest, był i będzie – a nie "niewierzenie", czy też wyrzeczenie się wyznawanej dotąd wiary (naturalnie, można użyć na te stany innej terminologii).
    No i właśnie i ponownie, o tym akurat "dużo się" nie pisze…
    A 'ateizm' tym samym, pozostaje w dysputach blogowych liczmanem, symbolizującym rozczarowanie niespełnioną wiarą wiernych, złorzeczeniem wyznawanemu Bogu i kapłanom i przystrajaniu się w hiobistyczne szatki…
    Ukłony.

  306. Ciekawy jest brak symetrii między takimi przeciwnościami jak np.głupi – mądry, no bo głupi nie wie, że jest głupi i wręcz jest przekonany ,ze jest mądry. A mądry wie ,że nie jest głupi, wie że jest w mądry, bo zna granice własnej wiedzy. To samo można powiedzieć o kłamcach, ktorzy sie uważają za prawdomównych i prawdomównych, którzy wiedzą, żę nie kłamią. Czy klamca wie, zę kłamie ? To znaczy, czy rozumie, że kłamstwo, oszustwo jest czymś haniebnym ? I czy on rozumie, co to znazcy haniebny ? Czy rzucający oszcerstwami Kaczyński zdaje sobie sprawę z tego, że jest ohydny ?Chyba ie ? On przecież uważa sie za samo dobro moralne.Takiemu dobru żadna ohyda nie może zaszkodzić.
    Teraz nawiąrżę do Aarona. Jest to idota podobnie jak amoralny Kaczyński, całkowicie pozbawiony samokrytycyzmu. Jak Kaczyński jest samym dobrem moralnym, tak aaron jest we włsanych oczach samą mądrością, więc nawet największe kretynizmy nie mogą popsuć jego wizerunku, który om w lustrze postrzega siebie samego.
    Na Aarona są dwa sposoby: albo go zbanować, co sugeruje stasieku, a co może uczynić Jacek Kowalczyk, albo nie czytać, przewijać, nie komentować.
    Delikatne sugestie pana Kowalczyka, aby Aaron poszukał sobie innego forum do samouwielbienia nie mogą przynieść pozytywnego efektu, ponieważ Aaron uważająć się za osobę o nieskazitelnej inteligencji, nie będzie brał pod uwagę sugestii osobnika, który wg niego stoiniżej na drabinie intelektualnej.
    W „Ożenku”Gogola młoda panna oblegana przez nachalnych pretendentów do jej ręki nie wytrzymuję nerwowo i aby się ich pozbyć wrzasneła „Wąt chamy !”
    Na to jeden z pretendentów niejaki Jajecznicyn zapytał ją : „Co pani miała na myśli mówiąc ‚wąt”. Jeżeli Jajecznicyn nie zrozumiał, co panna miała na myśli, to jak taki Aaron może domyślić się o co chodzi panu Kowalczykowi, który zwraca się do Aarona w tak delikatny sposób ?
    Ja przewijam Aarona

  307. Tobermory
    19 lutego o godz. 13:09
    Nie używałem telefonu na korbkę, a pamiętam

    Też miał klawisze?

  308. @staruszek
    19 lutego o godz. 17:01

    Tak, ale na korbkę 😉

  309. Gekko
    19 lutego o godz. 16:05

    „Zdolność wierzenia to nieodłączny i nieusuwalny element ludzkiej natury”.

    W imię ojca i matki, i wesołej sąsiadki, gdzie by się ta zdolność wierzenia, proszę Gekka, mieściła? Bo zdolność mówienia i śpiewania mieści się w aparacie mowy, sterowanym, rzecz jasna, przez centralę. Ale na przykładzie nielicznych przypadków tzw. dzieci dzikich wiemy, że jeśli do szóstego mniej więcej roku życia dziecko nie będzie przebywać w mówiącym otoczeniu, uczenie go później mówienia może trwać do końca świata i jeden dzień dłużej – bez skutku. Bez umiejętności mówienia (obojętne jakim kodem – choćby dotykowym, jak u głuchociemnych) – więc i myślenia, nie ma mowy o żadnym wierzeniu. A Waść powiadasz, że wierzenie to nieusuwalna zdolność. Jaka ona nieusuwalna, skoro może być nawet nie przyswajalna?

    Zatem stawiam tezę, że zdolność wierzenia jest mitem. Można natomiast dziecko nauczyć wierzenia, tak jak gry w brydża: nie nauczysz – nie będzie mieć pojęcia, co to takiego wierzenie. Kościół to świetnie wie i skwapliwie wykorzystuje. Bo jak nie chwyci dziecka za gardło w odpowiednim czasie, kiedy jeszcze raczkuje w myśleniu, może być dla niego jako płatnik przepadnięte.

  310. Lewy
    19 lutego o godz. 16:33

    Otóż to.
    Z cymbałem pt A-aron, sprężyna, jąkający się ateista posiadający tyraspolskie ramiączko oraz różne inne pryszcze, sprawa ma jeszcze dodatkowy wymiar. W niczym zresztą specjalny:
    poważne deficyty psychologiczne.
    Najpewniej pochodzące z dzieciństwa. Kto za dziecięcia nie doznał ukrzywdzenia, nie ma takich skrzywień.

    Cymbał aateistyczny nie gada z siebie i nie sobą, ale cytacikami z cudzych tekstów. Robi to identycznie jak inny cymbał, na pozór gładszy – zdezerterowany. I jeden i drugi powołują się na to, że różne książeczki czytali i że posiadają prawidłową wiarę w coś tam, co się różnie i śmiesznie nazywa, a na ogół – bozia.
    Zdezerterowany powołuje się na czytanie różnych pisemek oraz książek sporo ważących, w rodzaju „encyklopedia chrześcijanstwa”, gdzie jest mu wszystko starannie objaśnione.
    Cymbał aateistyczny robi dokładnie to samo. podaje jakieś inne tytuły, z tą samą zawartością.

    Oba cymbały włażą nieproszone, pierniczą to samo i tak samo.
    Przy czym zdezerterowany potrafi się, czasem, stuknąć w łeb i przymknać otwór produkujący teksty. Gdy go, prosząc dobre kilka razy, by przestał mi się narzucać z pierniczeniem bzdetów, których u niego nie zamawiałem, opierniczyłem stanowczo, zgodnie z zasługą, zmienił zasadę mędzenia. Odtąd mędził dalej, nawiązując do moich wpisów, ale już nie wprost do mnie, ale „w powietrze”.

    Cymbał aateistyczny ma taką właściwość pustej głowy, że lubi się obrażać. Zapowiada wielką swoją obrazę i cierpienie nad wyraz, oraz decyzję, że obrażony, wynosi się z miejsca, gdzie go nie chcą, po czym zaraz włazi z powrotem.
    Obrażony na mnie, seriami po kilka razy, jak zapowiedział, że się stąd wyniesie, wytrzymał 4 minuty i wrócił. By dalej dawać cymbalskie produkcje.

    Obaj cierpią na deficyty nie tylko rozumu, ale przede wszystkim emocji.
    Za dzieciątka Jezus nie zostali utuleni, czują się osamotnieni, lgną do ludzi i mają kompulsywne potrzeby bełkotania czegokolwiek i jakkolwiek, byle dawać upust udrękom.
    W tym celu będą bez mrugnięcia kłamać, pomijać dezawuujące ich tępotę argumenty, będą zmieniać maski, jak robi to nałogowo spręzynujący jąkacz aateistyczny, będą coś uroczyście zapowiadać, by zaraz złamać własne oświadczenie, jak aa-cymbał wynoszący się z blogu, by za 4 minuty być z powrotem, lub zdezerterowany, który dalej bełkocze to samo, choć w swojej kulawej uprzejmości nie adresując tego wprost do mnie.

    Są to przypadłości znacznie cięższe i trudniejsze do usunięcia niż proste niedostatki w intelekcie. Od małych pokrzywieńców, zanieczyszczających sobą blogi, po typów na wyższym poziomie, jak nadprezes, nadprezydent, nadpremier ,jako jednoosobowa trójca, po typów o jeszcze bardziej dojmującym dorobku, wszyscy mają to samo, w różnym tylko stopniu: skrzywienia oddziecięce.
    Ma je też każdy prawidłowy wyznawca. Do grona których oba blogowe cymbały się zaliczają.

    Z obydwoma jest ten sam problem i przez to, że bywają karmieni. całkiem niekarmieni, dawno by się, na dobre wynieśli. Ich skrzywienia muszą być dokarmiane. włażą więc i żebrzą, prowokując, o konieczną ich skrzywieniom strawę. Kto zaczyna z nimi gadać, choćby z tzw. chrześcijańskiego miłosierdzia, hoduje trolla. Który następnie zakaża wszystko.
    W rezultacie, między bredniami obu, coraz rzadziej się trafia na niebrednie innych blogowiczów. Na czym niebredzący tracą, bo nie cymbały przecież. I tak też się to dzieje z opozycją: głupi – mądry, którą dałeś na początku wpisu.

  311. Dobry wieczor,

    Co sie wyprawia w Kraju?
    Jakaz ohydna nagonka na prez. Lecha Walesa – to jest szczyt chamstwa malych ludzi.

  312. pombocek
    19 lutego o godz. 17:06

    Widzę, pombocku, że masz w sobie konsekwencję i cierpliwość tłumaczenia zasady myślenia. Duża to cnota.
    Rzecz, wydawałoby się, oczywista: nie da się myśleć, nie używając nośnika myśli – języka.
    Co oczywiste,jest jednak za oczywiste, więc i niepojmowalne. Miał tak Monsieur Jourdain. Zdziwiony wielce, że jak mówimy, to albo prozą, albo wierszem. Nauka o tym, że nie da się myśleć nie używając języka, będzie trwała pewnie po wieczność.
    Procesy rozumowe, pozaświadome, które też są, w bardziej ogólnym sensie, myślą, także wymagają języka, jako nośnika takiej myśli. Jeśli coś nas wiedzie, pozaświadomego, w takie, a nie inne miejsce;gdy robimy, nie myśląc o tym świadomie, to,a nie tamto, tak a nie inaczej, to również potrzebny jest do tego język wewnętrznej, pozaświadomej komunikacji w naszym umyśle. Tyle tylko, że nasza świadomość go nie rejestruje.
    Sem jest narzędziem zarówno pozaświadomej komunikacji, jak też wehikułem transmisji do świadomości. Sen może być obrazem – musimy więc znać język obrazowania, słowem – musimy znać język „mówiony”, emocją – musimy znać język emocji, itd. za każdym razem potrzeba języka.

    „Zdolność do wierzenia” może być – być może – wrodzona w tym, że np. wierzymy, że „będzie lepiej”. Co nie ma żadnego kształtu.
    Natomiast wiara w bozię katolickiego, który różni się solidnie od bozi mormońskiego, zielonoświątkowego, jehowickiego, oraz pozostałych 41 tysięcy boziowiar, jest wiarą zupełnie szczegółową. w bozię będącego facetem, z brodą i kosturem, łażącago po raju i pytającego Adama i Ewę za którym krzakiem się schowali, wiara w bozię, to głazami przez siebie rzucanymi z nieba rozkwasza na miazgę dzieciątka boże, na dowód że je umiłował; podobnie jak swojego rodzonego synka, Jezuska, którego dla ogólnej szczęśliwości skazał na śmierć na krzyżu, za nasze konkretne grzechy.
    I taka wiara w wiarę – z czym się z Tobą zgadzam – to żadna „przyrodzona umiejętność”, ale starannie bita w główkę, od chrztu poczynając, czemu zresztą chrzest szczególnie służy.

  313. ozzy
    19 lutego, g.17:19
    To co się teraz dzieje w kraju – to jakby rzecz o banalności zła.
    JK wraz z PIS sięgnął wreszcie po szczyty władzy ,zawłaszczając co się tylko da.
    Nareszcie może jako ten anioł, ups, kaczor zagłady dorwać Wałęsę w imieniu swoim i „poległego brata” i dokonać zemsty za zniewagi od Wałęsy doznane na początku lat 90.
    Kaczyści nigdy nie wybaczają, chyba ze przechodzisz na ich stronę lub wracasz do Canossy (vide: Jacek Kurski, Bielan, Ziobro i in.). W tym drugim przypadku Prezes nie tylko otrzyma bardzo krótko za pysk, ale i wie, że taki delikwent już nigdy mu podskoczy.

  314. mag
    19 lutego o godz. 17:54

    Ta banalność i to zło, są w dodatku święte i katolickie. Sklejone w jedno z polskim katolicyzmem, który jest najlepszy na świecie. A w wielkiej mierze tą najlepszość zawdzięczamy Lolkowi, o którym przed chwilą sobie gadaliśmy.

  315. ozzy
    19 lutego o godz. 17:19

    Ozzy, jeszcześmy nie umarli, a ja w najbliższym czasie umarć nie zamierzam. Dlatego mówię, co chcę powiedzieć w związku z Wałęsą. Już zresztą powiedziałem na gazeta.pl.

    Kiedy się zaczęły pierwsze solidarnościowe rządy, szlag mnie trafiał od samego początku. Ale jestem tuman, to miał prawo trafiać. Kiedy Wałęsa szedł za prezydenta, mało nie umarłem z wściekłości. „Chłopie – mówiłem do siebie do niego – i tak jesteś wielki, jesteś historia, nie psuj takiej ładnej fotki”. Skurkowany zepsuł. Z czasem się okazało, że niecałkiem. On był tylko do sprawowania pokojowej władzy za słaby, był fantastycznym człowiekiem walki. Z czasem, kiedy już żył na własną rękę, się okazało, że i życiowej wiedzy, i rozumu ma więcej niż panowie doktorowie praw kurduplowaci. Więc mu walnąłem taką laurkę.

    Młodzi nie wiedzą, a interesowny, małoduszny i obłudny PiS nie chce pamiętać, że w dniach strajków 80-tego roku, czyli najpowszechniejszej, ogólnopolskiej konfrontacji z ówczesną władzą, Wałęsa był symbolem wytrwałości i mocy sprzeciwu narodu, był każdego dnia na nowo ożywającą nadzieją, że wytrwamy. Zobaczenie tej łatwo wówczas rozpoznawalnej postaci z wąsem dodawało siły patrzącym, było jak łyk świeżego powietrza w dusznym świecie. A mieliśmy przecież świadomość zagrożeń i siły władzy – to nie były dzisiejsze pisowskie kurduple. Dziękuję, Panie Lechu, za tamte dni wzruszeń i nadziei.

  316. Tanaka
    19 lutego o godz. 17:38

    Dobrze się, Tanako, rozumiemy, tylko mnie uwiera ta „zdolność wierzenia”, jako że najpewniej jest katolickiego chowu. Można oczywiście ją rozumieć jako nabytą umiejętność – jak gry w bambuko – ale po co psuć humor jakąś „zdolnością”, która się kojarzy z czymś przyrodzonym jak, przepraszam, przyrodzenie, co przecież byłoby nieprawdą.

  317. W sprawie Wałęsy.

    Nie ma co przesądzać. Nie wiemy jeszcze, co mieści się w tych wszystkich kiszczakowych teczkach. Poza tym, a co w przypadku, jeśli będą tam również dokumenty dyskredytujące Kaczyńskich? Chyba nie sadzisz Mag, że Kiszczakowa udostępniła te teczki po namowach Kaczyńskiego?

  318. @Pombocek, 18:05

    Piekny tekst. Dumny jestem z pana, panie Pombocku!
    Tak trzymac!

  319. pombocek
    19 lutego o godz. 18:05
    Jerzy, dobrze to ująłeś. Było i jest dwóch Wałesów; ten trybun ludowy i niestety bufon, który niepotrzebnie chciał zostać i został prezydentem. Dopiero wtedy dopadły go szakale. Polityka to śliski teren, nie dla takich Wałęsów, tam skurwysyny zgodnie z prawem Kopernika Grishama wypierają zwykłych, porządnych ludzi. Na początku wydawało się, że może nie jest tak źle, bo w końcu byli kiedyś Geremek, Mazowiecki, Kuroń, ale zostali wyparci przez „sfałszowany pieniądz”, różnych Czarneckich, Kurskich, Ziobrów no i oczywiście Kaczyńskich.
    Twoja ocena Wałęsy pokrywa się z oceną wyrażoną przez wspaniałego człowieka Frasyniuka, człowieka który sam, dobrowolnie wycofał się z tego szamba, którym stała się polska polityka.

  320. Lewy
    19 lutego o godz. 18:52

    Frasyniuk zrobił to, czego nie umiał zrobić Wałęsa. Pamiętam nie konkretne słowa Frasyniuka, lecz melancholijny mój nastrój, kiedy mówił w tele o swoim zdegustowaniu polityką i zapowiadał odejście.
    – Ku.wa, to kto zostanie? – tylko te własne słowa pamiętam.
    Obaj – i Wałęsa, i Frasyniuk to wielcy ludzie swojego czasu. Ci rzeczywiści ówcześni bojownicy i przywódcy nie mają w sobie zapiekłości pisowatych gnomów.

  321. @Rafał KOCHAN
    Kiszczak trzymał kwity na całą opozycję, bo to było jego zabezpieczenie przed „seryjnym samobójcą”. Nie wiadomo czy trzymał je w domu (w daczy na Mazurach na pewno nie). Po jego śmierci ci, na których także były te kwity zaczęli (najprawdopodobniej) robić wszystko, aby papiery od Kiszczakowej wyrwać. Jej żadne kwity nie chroniły, a losu Jaroszewiczów nie chciała podzielić, więc dokonała „manewru wyprzedzającego” i sama polazła do IPN-u, aby papiery bezpiecznie zdeponować. Czy uniknęła spotkania przed seryjnym samobójcą? Czas okaże. Pytasz – co w przypadku, jeśli będą tam również dokumenty dyskredytujące Kaczyńskich? One tam są, te papiery. Zauważ, że w tym samym czasie, gdy prezes IPN informował, że znalazły się kwity na Wałęsę, opublikowano informację, że znaleziono teczkę Rajmunda Kaczyńskiego, ojca bliźniaków. Czy ta teczka była w szafie Kiszczaka, czy w kącie jakiegoś biurka ipenowskiego prokuratora – nie wiadomo. Zbieżność jednak tych dwóch znalezisk przypadkowa nie jest.

    Co do samego Wałęsy. Przytaczając (nie bez przyczyny) wierszyk Waligórskiego o panu pierwszym prezydencie wybranym powszechnie i demokratycznie, napisałem, że lubiłem, lubię i lubił będę Lecha, chociaż on chłopek-roztropek jest. Poważniej pisze o nim Edwin Bendyk, w felietonie obok:
    Lech Wałęsa nie jest moim ideałem ani etycznym wzorcem, jest natomiast głównym bohaterem mojej historii, podobnie jak jest takim bohaterem Jan Paweł II, który też, choć z innych niż Wałęsa względów, nie jest dla mnie ani ideałem, ani wzorcem etycznym. Mieli jednak wpływ na historię, dzięki czemu pojawiły się w niej takie momenty jak Sierpień’80 czy czerwiec 1989 r. Wydarzeń tych ani znaczenia w nich Wałęsy nie wymaże nawet najbardziej jazgotliwa propaganda i manipulacja mająca dowodzić, że dopiero w 2015 r. Jarosław Kaczyński ze swoją drużyną zakończył w Polsce komunizm. Zgadzam się z Bendykiem. Znaczenia Wałęsy nie jest w stanie zdyskredytować żadna „nowa teczka”.

  322. Pozwolę sobie na obrażenie narodu polskiego. Otóż uważam, że Polacy napadając na Czechosłowacje w celu odebrania Pepikom Zaolzia, zachowali się jak hieny, który u boku większego drapieżnika złakomili się na podrzucony przez drapieżnika ochłap. Trudno, pójdę do ciupy na 5 lat za obrażanie polskiego narodu.
    Również uważam, że w czasie wojny nasi prawicowcy onerowcy dzielnie sekundowali ludobójczej machinie nazistowskiej i na swój rękodzielniczy sposób wspomagali niemiecki przemysł w dziele zagłady Zydów. Oczywiście procentowo wydajność tej manufaktury, tych szmalcowników, czy walecznych wyklętych żołnierzy w likwidowaniu zabójców zbawiciela była niewielka. Ale liczy się zapał, zaangażowanie, które owi wyklęci nawet po wojnie przejawiali.
    Za to, też chyba mi grozi 5 lat.

  323. Jeszcze drobiazg, jako dodatek do szafy Kiszczaka:
    http://niewygodne.info.pl/artykul6/02838-Bolek-Bolkiem-ale-MF-wciaz-zaciaga-nowe-dlugi.htm
    Zgodnie z komunikatem opublikowanym przez Ministerstwo Finansów, wczoraj na aukcji polskiego długu rząd sprzedał obligacje Skarbu Państwa za łączną kwotę 6 miliardów złotych. Była to już czwarta aukcja polskiego długu licząc od początku tego roku.

  324. Pisząc o transmutacji hardwaru w software nawiązywałem pośrednio do transsubstancjacji.

    W historii komputerów doszliśmy do stadium w którym kontrolowane wyprowadzenie komunikatu głosowego niezwiązanego z artykulacją głosek może być rozpoznawane przez automatyczny analizator dźwięku jako swoiste dla unikalnego użytkownika komputera.

    Dziś założenie konta związane inicjalizacją systemu operacyjnego Windows 10 jest związane z zapamiętaniem adresu w formacie *@outlook.com. System światowych serwerów pamiętających wszystkie adresy poczty e-mail wspomaga zachowanie tej unikalności w skali globalnej.

    Wraz z potanieniem procesu analizy dźwięku możemy osiągnąć stan podobny do rozpoznawania odcisków palców i to w trybie nadążnym, czyli bez denerwującego oczekiwania.

    Trochę kulawym, ale niezwiązanym z dźwiękiem, nowym środkiem komunikacji z użytkownikiem komputera jest ekran dotykowy. Dziś można już poruszać się wśród obrazów wyświetlanych na ekranie bezdotykowo.

    Od czasu gdy w komputerach dominowało słowo wcielone w literowy wyraz zrobiliśmy duży postęp we wdrażaniu interakcji głosowej między człowiekiem a komputerem. To przybliża rzesze ślepych do komputerów.

    W tym sensie urządzenia obsługujące pismo przestają być absolutną koniecznością.
    Zatem zalogowanie się może nie wymagać wpisania nazwy użytkownika oraz wpisania hasła.

    Są to tendencje o przeciwnym kierunku niż ten o którym pośrednio powiadamia doniesienie: A słowo ciałem się stało.

    Pisanie komentarzy blogowych stało się dla wielu namiastką lub wręcz nową formą modlitwy, a komputer stał się niepoznawalny jak Apollo i nie uchwytny jak Muzy.

    Ja się do tej nowej religii dystansuję i proszę nie włączać mnie do grupy członków blogowej sekty. Bez wyciągania się z mułu za sznurowadła.

  325. Lewy
    I to mnie właśnie maksymalnie wkur… że „nasz naród”, ten co „jak lawa”, jest tak wredny, zawistny, zawzięty, podatny na manipulację. Na litość boską, nie wszystek, ale to brzmi prawie tak jak „nie wszytek umrę na ostatek”. Czy jakoś tak w sensie non omnis moriar.
    Nigdy się z tym nie pogodzę, bo wystarczy, co sama pamiętam i przeżyłam, także w wyszydzanej dziś III RP.
    Dumna też jestem, że znałam wiele osób m.in. z tzw. salonu choć jeszcze z czasów, gdy nie funkcjonowało to obelżywe i jakże niesprawiedliwe pojęcie, a wszyscy byli piękni młodzi i pełni zapału. Zaznaczam, ja byłam tylko skromnym „świadeczkiem historii”. Taką etykietkę jako osoba kameralna, bynajmniej nie stworzona do wielkich czynów i misji, wymyśliłam kiedyś na własny użytek.

  326. anumlik
    19 lutego o godz. 19:07

    No dobrze, wszystko niby się zgadza, ale to są wciąż spekulacje. Wolałbym jednak więcej konkretów poznać…
    Szukanie teorii przyczynowo-skutkowych może obracać się w przeciwną stronę, np. w taką, że odwołana niedawno przez Wałęsę debata mogła być właśnie związana z obecnymi wydarzeniami.
    Ja w każdym razie jakiś czas temu straciłem zaufanie do Wałęsy. Jego niepoważne afiszowanie się swoją religijnością, jego konserwatywne, wieśniackie poglądy, jego służalczość wobec kleru, jego ogromny udział w zepsuciu państwowości – to wszystko powoduje, że dla mnie Wałęsa nie jest żadnym autorytetem i bohaterem narodowym.

  327. Rafał KOCHAN
    19 lutego o godz. 20:10

    Parę uwag, Rafale, którymi ani mi w głowie wpływać na Twoje widzenie Wałęsy, jako że na wkus i cwiet towriszcziej niet.

    Chyba nikt na blogu nie napomykał o Wałęsie jako o autorytecie w czymkolwiek.

    Jeśli uważasz, że Wałęsa nie ma kwalifikacji na bohatera narodowego z powodów, które wymieniasz, to pomyliły Ci się materie. Wałęsa ma historyczne zasługi z czasu strajków, kiedy było najgoręcej, i doprowadzenia do podpisania porozumień. Pewnie ma jakieś zasługi w przygotowaniu Magdalenki, ale tego już za bardzo nie śledziłem. Jest najważniejszym znakiem rozpoznawczym tamtego czasu. Ty zaś mówisz o czasie jego prezydentury. Haszek jest sławny nie z tego powodu, że był bolszewickim komisarzem w Rosji i olewał swoje żony, lecz z powodu „Szwejka”. Wałęsa jest symbolem niespotykanego, pokojowego buntu i bezkrwawego zwycięstwa polskiej klasy robotniczej nad zależną od komunistycznej Moskwy władzą, a nie tego, że z żoną mu się nie układało.

    Historyczne wielkości mają różne rzeczy za uszami, co nie przeszkadza im być po wsze czasy wielkościami.

  328. @Rafał KOCHAN
    Jego niepoważne afiszowanie się swoją religijnością, jego konserwatywne, wieśniackie poglądy, jego służalczość wobec kleru, jego ogromny udział w zepsuciu państwowości – to wszystko powoduje, że dla mnie Wałęsa nie jest żadnym autorytetem i bohaterem narodowym.
    Byłbym ostatnim, gdybym Ci zaprzeczył. Ale… Takich mamy bohaterów, jaki mamy narodek. Spójrz na Piłsudskiego. Prócz „służalaczości wobec kleru” (choć i tu można znaleźć budujące przykłady) – wypisz wymaluj Wałęsa. Ale gdyby nie oni… W pewnym okresie… To się dla mnie liczy. Umieć wykorzystać moment tak, aby doszło do zmian. A doszło.

    Co do teorii przyczynowo-skutkowych. Po cholerę esbecja fałszowała kwity na Wałęsę przesyłając je Komitetowi Noblowskiemu, gdy pojawiły się pogłoski, że Lech jest kandydatem do pokojowej nagrody Nobla. Przecież – zgodnie z zawartością teczki Kiszczaka – miała gotowe oryginały. Prezes IPN-u dość ostrożnie podszedł do autentyczności, a raczej wiarygodności tych materiałów z teczki Kiszczaka. Dokumenty nieautentyczne, to dokumenty wyprodukowane dziś, a udające te z przeszłości. Dokumenty autentyczne, ale fałszywki, to dokumenty wyprodukowane w czasie, których dotyczyły, niemniej podrobione w całości lub części. To są terminy archiwistyczne. Dokumenty z Kiszczakowej szafy może i są autentyczne, niemniej mogą to być fałszywki SB-eckie. Równie dobrze mogą to być papiery wyprodukowane wczoraj dla celów prowokacji. Poczekajmy z osądami.

  329. @@ mag, Lewy, anumlik, pombocek, Rafał

    W sprawie naszego, tego, no, milusińskiego Lecha, pod postacią Wałęsy, mam jakoś tak., że go za cholerę nie lubię.
    Ale jak sobie poskrobię, to się trochę dziwacznego lubienia doskrobię.
    Przy całym jego bagażu umysłu, cech, zachowań, poglądów, klap, wąsisk.
    Odwrotnie mam z Kaczyńskimi – jak w ogóle skrobię, to tym więcej obrzydzenia widzę.

    Miałem kiedyś okazję pogadać, parę razy i dosyć sługo, z ludźmi dawnej , ścisłej i autentycznie zasłużonej opozycji, bliskimi Wałęsie, Borusewiczowi i innym. Co z tych najlepszych. Było to przy okazji procesu lustracyjnego niejakiej blondyny figlującej ozdobnymi usteczkami, pod postacią Małgorzaty N., rzeczniczki Mazowieckiego.
    Moim rozmówcy dobrze wiedzieli, że miała z esbecją kontakty. Nie mieli do niej o to pretensji. Natomiast uważali, że niepotrzebnie kluczy i dziwacznie się zachowuje, ściągając na siebie więcej gromów, niż zasłużyła. Ale i to rozumieli: wytłumaczyć się, że nie jest się wielbłądem, trudna sprawa. Zwłaszcza przed nienawistnikami, którzy głów nie nadstawiali i nie prowadzili całego ruchu, ale kupony teraz odcinają od cudzych zasług.

    Najbardziej obrzydliwe, ciągle to samo, z najgorszych mroków polskiej wymiotnej historii jest to, że te nędzne typy chcą obrzygać wszystkich i wszystko, co miało jakikolwiek sens i wartość. A siebie, te karły i spotworniałe katolicką nienawiścią zezwłoki, wstawić na piedestał.

  330. pombocek
    19 lutego o godz. 20:56

    W sumie masz rację. Niewątpliwie należy mu się szacunek za odwagę i poświęcenie w walce z reżimem. Jest to wartość sama w sobie i tutaj należą mu się wszelkie oznaki szacunku. Problem z moim postrzeganiem Wałęsy dotyczy właśnie jego lat 90.; zmarnowania jego etosu z lat 80.; makbetowskiej tragedii człowieka, który przegrał z prymitywnym instynktem żądzy władzy. W takich okolicznościach przyrody jakże aktualne jest powiedzenie, że „prawdziwego faceta nie poznaje się po tym, jak zaczyna, tylko jak kończy”. Ja niestety nie potrafię oddzielić jego niewątpliwe zasługi z lat 80. od jego kompromitacji z kolejnej dekady. Być może jestem idealistą; być może zbyt wiele oczekuję od takich „bohaterów narodowych”, ale nie potrafię inaczej interpretować Wałęsy.

    Natomiast, co do porównania z Haszkiem… Nie sądzę, by porównanie fasadowych postaci społecznych/politycznych było uprawnione z artystami. Ja oddzielam życiorysy artystów od ich dorobku artystycznego. Myślę, że odbiorców powinno interesować jedynie to, co artysta pozostawia po sobie, czyli sztukę, a nie to, jakim kto był człowiekiem.

  331. Tanaka
    19 lutego o godz. 21:49

    Myślę, że przykład tejże „blondyny”, Wałęsy i wielu innych polega właśnie na jakichś etycznych niedoskonałościach. Przy okazji tej ostatniej afery z kiszczakowymi, pośmiertnymi teczkami myślę właśnie sporo o tym, jak potoczyłyby się losy tych ludzi z pierwszych stron gazet i Polski w ogóle, gdyby kierowali się oni takimi zwyczajnymi, prymarnymi wartościami, jak szczerość, umiejętność przyznania się do swoich błędów, wyrażenie skruchy za te czyny? Czy ich transparentność nie okazałaby się jednak nieocenioną wartością, nie tylko w wymiarze bytu jednostkowego, ale jakże pożądanego współtworzenia trwałych fundamentów moralnych dla społeczeństwa? Przecież to właśnie ich skundlone zachowanie, by nie przyznawać się do żadnych zarzutów spowodowało, że właściwie każdy następny polityk, złapany na gorącym uczynku, nigdy nie przyznał się do winy. Zwykle tłumaczenie jest takie same: prowokacja polityczna, odwet i odwracanie uwagi od istotnych problemów. Oczywiście nie chcę napisać, że gdyby Wałęsa i wielu innych zrobiło na początku lat 90. prawdziwy rachunek sumienia przed społeczeństwem, to wszyscy nagle staliby się świecącymi przykładami moralnymi… Pozostaje jednak pewien niedosyt i kac moralny… I mają trochę jednak rację te prawicowe oszołomy, że na takim kruchym i wątpliwym gruncie moralnym czołowych polityków z początku lat 90., trudno było zbudować coś trwałego…

  332. nie będę sie wy7powiadać na temat teczki kiszczakowej dotyczacej kilku osób znaczących w latach 80. i później.
    Ale jedno mie bardzo irytujew Wałęsie: to nieustanne JA, JA JA.
    Tylko sobie przypisuje wszelkie działania związane z Solidarnością, jej powstaniem, działaniem i zwycięstwem.Ewentualne porażki to inni, wchodzący mu w szkodę…
    Naprawdę, trudno uwierzyć, że to wszystko, co u nas się działo od 70 roku to tylko Wałęsa, bez doradców Geremka, Kuronia, Mazowieckiego i wielu innych. Był taki czas,kiedy wszystkich tych wielkich ludzi w naszej historii Wałęsa bardzo postponował. Jestem zdania, że niewiele sam mógłby zdziałać, gdyby mu wyzej wymienieni nie podpowiedzieli tego czy owego. I gdyby nie odpowiedni czas, miejsce i pewien zakręt historii…
    Oczywiście, miał intuicję, ale brak mu było narzędzi w postaci wiedzy, jak tę intuicję przekuć na sukces
    Od dwudziestu lat słyszę tylko JA!Ja, ja…

  333. Rafał Kochan

    Rafale, identycznie jak Ty długo nie umiałem rozdzielić Wałęsy herosa i Wałęsy zadartego nosa, ale mi przeszło. Konkretnie – przeszła powszechna skłonność do widzenia człowieka jako figury jednorodnej.

  334. @Gekko,
    OK, ale może nie dzielmy włosa na czworo -ludzie dzielą się, z grubsza, bo są jeszcze postawy pośrednie, na wierzących w boga(ów) i niewierzących w tychże, natomiast to, co jest przyczyną utraty wiary jest sprawą drugorzędną, choć interesującą.
    Wychowywanie dziecka w środowisku ateistycznym, raczej wykształci u niego światopogląd ateistyczny, stąd ów, użyty przeze mnie skrót – „od urodzenia”, wychowanie w środowisku religijnym stworzy wierzącego, albo osobę indentyfikującą się z określoną religią, niekoniecznie do końca przekonaną.
    Rozczarowanie zachowaniem się bóstwa, złorzeczenie mu, obrażanie – nadal jest wiarą i nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek nazywał taką postawę ateizmem, albowiem wyklucza ona nadprzyrodzoność, i to jest właśnie ateizm. Oczywiście taki stosunek do Boga może być przyczyną wykształcenia światopoglądu ateistycznego – może, ale nie musi, bo jeden będzie się głowił nad tym dlaczego bóg jest niesprawiedliwy, inny uzna, że nie warto z takim bogiem mieć do czynienia i obrazi się nań, a jeszcze ktoś inny uruchomi logiczne myślenie i dojdzie do wniosku, że, po prostu, boga nie ma.
    Dla mnie zawsze pozostanie zagadką, to, że w dobie tak niesłychanego „umediowienia”, w czasach, w których nikt nie już skazany na wiedzę płynącą z ambony, kiedy wszystko może zweryfikować w Internecie, dorośli, przytomni, zdawać by się mogło, logicznie rozumujący ludzie pozwalają sobie wciskać nietrzymające się kupy durnoty, przeczące wszelkiemu prawdopodobieństwu. Przecież życie codzienne zmusza człowieka do racjonalnych zachowań, ocen. Jak to się dzieje, że ową racjonalność na czas paciorka, na czas kościółka, zawiesza.

  335. Rafał KOCHAN
    19 lutego o godz. 22:18
    Twój kac spowodowany kruchym i watpliwym gruntem moralnym czołowych polityków z poczatku lat 90 tych wynika z Twojego nadmiernego oczekiwania anielskości o tego nędznego padołu płaczu. Niestety, mój Rafale, gdyby tak Wałęsa był czysty, aby Cię zadowolić, to pewnie, na czele strajku i ruchu Solidarności stanąłby ktoś mniej czysty.
    Właśnie w Szkle Kontaktowym usłyszałem wypowiedź starszej pani, która powiedziała, że Wałęsa, człowiek rodzinny, był na tyle zaparty, że ryzykując, że nigdy nie zobaczy swojej żony i dzieci, poszedl na całego w konfrontacji z twórcami stanu wojennego. Bo w końcu odpowiednie służby mogły go sprzątnąć, a on się uparł. Czy ty, szlachetny Rafale, też byś się tak bezsensownie uparł ?
    Obawiam się, Rafale, że w Twoim dążeniu do czystości moralnej polityków zbliżasz się do marzeń wyrażanych przez „czyścicieli” stajni, jaka pozostała po zdradzieckiej magdalene i 8 latach zaprzańskiej polityki Platformy.

  336. Lewy
    19 lutego o godz. 22:39

    Nie jestem szlachetny. Dlaczego mnie tak tytułujesz? Tylko dlatego, że mam takie oczekiwania względem tych, którzy mają być reprezentantami naszego kraju, i jestem naiwnym idealistą?
    Poza tym Lewy, nie do końca uchwyciłeś problem, który poruszyłem wcześniej. Dla mnie nie jest problemem ewentualna współpraca Wałęsy z reżimem PRLu. Dla mnie problemem jest brak szczerości Wałęsy wobec narodu, o którego suwerenność i godność walczył nasz bohater. Bo jeśli potwierdzą się te wszystkie spekulacje na temat jego rzekomych układów i układzików z esbecją, to dla mnie taki fakt, że Wałęsie zależało na zatarciu tych śladów, podważa jego szlachetne intencje walki o wspomnianą godność Polaków. J
    Ja wiem jedno, i mogę to powiedzieć jako podrzędny trep, który czasami był w sytuacji, gdy odpowiadałem za kilkunastu czy kilkudziesięciu żołnierzy, że bycie na świeczniku wzbudza w człowieku odpowiedzialność a także świadomość, że się już nie jest zwyczajnym szarakiem, ale kimś, kto jest najważniejszym pod każdym względem dla tych kilkunastu czy kilkudziesięciu osób. Będąc w takich sytuacjach człowiek pilnuje się na każdym kroku, by świecić przykładem, by być szczerym, by nie być gołosłownym i być wiarygodnym. Jeśli cokolwiek w tych cechach nawala, nigdy się nie będzie punktem odniesienia dla wybranych ludzi, a ci wówczas nigdy zrealizują oczekiwanych wyzwań. Każdy ma prawo do potknięć; każdy ma prawo popełniać błędy.. i każdy ma obowiązek umieć zmierzyć się z nimi publicznie, szczególnie dotyczy to tych, których naród wybrał na swojego reprezentanta.

  337. Lewy
    19 lutego o godz. 22:39

    Brawo, Lewy! Człowiek idealny, czyli życzeniowy i człowiek realny. Z tej życzeniowości są idiotyczne zwroty: „postępować po ludzku”, „ludzki człowiek”, może nawet „ludzki bandzior” – czyli taki który ma odruchy współczucia, solidarności. Tymczasem wszystko, co ludzkie, jest „ludzkie”, bo przecież nie kangurze – i ratowanie tonącego, i obcinanie żywcem głów, i golenie żałobników przez księdza z pieniędzy.

  338. Rafał KOCHAN
    19 lutego o godz. 22:18

    wiesz, pewnie to racja, że powinni być „prymarni” ale to zwykli ludzie, błądzący, czasem słabi. Czasem za malo rozgarnięci i bystrzy, żeby umieć się poruszać w czasach „porewolucyjnych”. Nieraz też zbyt naiwni na to, by zauważyć, jak ich towarzysze zza pleców szykują na nich noże.
    Wałęsa cierpiał niewąptliwie na manię wielkości.
    Jak to działa, właśnie sobie, po raz kolejny, przypomniałem świetnym filmem z Louisem de Funes i Yvesem Montandem.
    I ta mania, ta pycha, zobrzydziła go skutecznie w oczach wielu ludzi.

  339. Konstancja
    19 lutego o godz. 22:22

    Konstancjo – tak. Ale…
    doradcy doradcami, ale to tylko doradcy. Mazowieckiego,przypuszczam, że wątpię, aby znaleziono w Wiśle na dnie. Nie ten typ.

  340. Lewy
    19 lutego o godz. 22:39

    Zapewne znacznie czystszy był Mazowiecki. Nie nadawał się jednak w żadnej mierze ani na lidera, ani na symbol. Niejako z definicji właśnie wynika, że lider nie może być kryształkiem.

  341. jobrave
    19 lutego o godz. 22:24

    „Dla mnie zawsze pozostanie zagadką, to, że (…) logicznie rozumujący ludzie pozwalają sobie wciskać nietrzymające się kupy durnoty, przeczące wszelkiemu prawdopodobieństwu”.

    Nie ma zagadki, jobrawe. Sam to widzisz, tylko nie zauważasz. Mówiąc: „logicznie rozumujący ludzie”, zakładasz, że jest jeden poziom umiejętności myślenia, w tym – myślenia logicznego. Tymczasem na 7,2 miliarda człowiekowatych jest tych poziomów 7,2 miliarda. Przecież widzisz na blogu myślowe operacje. I co – są identyczne? A logika jest jedna. Każdy człowiek to odrębne zdolności i życiowe uwarunkowania, więc z tej samej klasy wychodzą tuman i orzeł. A jak Polska długa i szeroka – to jedna wielka nie kończąca się kłótnia. Nie tylko z powodu różnicy interesów, ale i z powodów odmiennych poziomów myślenia, które mogą się wyrównać dopiero wtedy, kiedy człowiek będzie PRODUKOWANY pod ścisłą kontrolą znawców lub maszyn.

  342. Tanaka
    19 lutego o godz. 23:21

    Mazowiecki nie był kryształkiem. A liderem nie był, bo nie miał stosownych cech przywódczych. Sądzę, że bycie liderem nie musi się charakteryzować „krystalicznością” moralną, ale umiejętnością przerabiania swoich niedoskonałości w atrybuty.

  343. Rafał KOCHAN
    19 lutego o godz. 23:27

    Mazowiecki kryształkiem nie byl, zgoda. Ale przy Wałęsie prawie świecił. Wałęsa miał jaja, był robol, umiał gadać jak robol, walnąć „kurwą”, rypnąć wojskowym dowcipem, zarechotać, gadał nie po polsku, ale po polskiemu i robociarskiemu. To do ludzi podobnych przemawia.

    Kiedyś byłem na spotkaniu z nim. Na uczelni. Okolice chyba tuż po stanie wojennym. Przy profesorach, studentach, paniach doktorkach i paniach z dziekanatów gadał jak rumiany knur, jak w łóżku zadowala swoją Danuśkę, że aż deski pękają i żyrandol spada.
    Strasznie był zadowolony ze swoich jurnych opowieści. Co ciekawe, sporo pań frenetycznie biło mu za to brawo.

  344. Tanaka
    19 lutego o godz. 23:37

    „Frenetycznie”, ale dawno nie widzałem tego słowa, az zapomniałem, ze w ogóle istnieje 🙂

    Ciekawi mnie jednak bardziej w tej całej aferze motywacja Kiszczaka w chęci upublicznienia tych materiałów. Mało się temu poświęca miejsca, ale myślę, że odpowiedź na to pytanie jest dużo bardziej frapująca, niż sprawa rzekomej współpracy Wałęsy ze SB.

  345. Tanaka
    19 lutego o godz. 23:37
    przyznaje Ci rację w sprawie Mazowieckiego:nie miał takiego ryzykanctwa w sobie, tej krzty cechy, która jest w tym niezbędna. Nie umieł gadać jak wałęsa, właśnie tak, po robociarsku, żeby porwać stoczniowców i innych robotników, bo przecież nie tylko Gdańsk strajkował
    Ale pod tę wypowiedzią o 23.37 piszesz o spotkaniu Wałęsy na uczelni; nie wiem, o czym jeszcze opowiadał wówczas Wałęsa, ale dość znamienne jest zapamiętane (lub teraz tylko przypomniane)te opowieści pościelowe.
    Coś jeszcze pamiętasz, coś Ci utkwiło w pamięci z tego spotkania?pytam zupełnie bez ironii.
    Oczywiście, że oglądałam, jak wielu, może większość, podpisanie Porozumień Sierpniowych. Oglądałam właściwie tylko finał, całego czasu strajku i kalendarium strajkowego nie obserwowałam,skupiona na niemowlęciu, które dziś ma prawie 36 lat oraz na mojej Babci, która nie doczekała pomocy na czas, bo i służba zdrowia strajkowała.
    Ale byłam na spotkaniu z Jackiem Kuroniem, który w sali Uniwersytetu w Poznaniu mówił o planach na POlskę inną, niż znaliśmy. Byłam, to może bardzo na wyrost, stałam na korytarzu, blisko sali, w której Kuroń mówił. Nie było ogłoszenia, że będzie tam miał jakieś spotkanie ze społeczeństwem, trafiłam tam zupełnie przypadkiem i w czasie jego spotkania wymieniłam się z męzem (byliśmy na spacerze z dziecięciem)żeby i on posłuchał.To było jak opowieść o zupełnie innym kraju, coś jak szklane domy.Zupełnie nierealne w szarzyźnie, w której wówczas się znajdowaliśmy.

    Serio, serio pytam więc o wyniesione przez Ciebie wrazęnia ze spotkania z Wałęsą.

  346. Ziemowit Szczerek
    18 luty o 13:19 ·
    Dawno, dawno temu tzw. „lewa strona” (choć jaka tam ona lewa) nie przepadała za Wałęsą, bo uważała go, nie bez racji, za krzykliwego cwaniaka i awanturnika z wdziękiem pały bejsbolowej. Później okazało się, że im dalej na prawo, tym więcej awanturników z wdziękiem pał, a Wałęsa akurat się z nimi ciął i centrum politycznego dyskursu zaczęło przesuwać się na prawo – i Wałęsa został bohaterem również tej „lewej” strony. I tak był sobie, i był, i był tym bohaterem, obrósł w Komorowskich i komoroidów, centrum debaty przesuwało się w prawo, i przesuwało, i przesuwało, w telewizjach mainstreamowych zaczęły się pojawiać faszystoidy typu Zawisza, spadochroniarze ze średniowiecza typu Terlikowski, na tę antyprawicową (choć przecież mocno prawicową) stronę zabłąkały się taie cuda jak Giertych i Niesiołowski, i w pewnym momencie Kaczyński wygrał wybory. Zaczął rozmontowywać demokrację, wystawił sobie do demokratycznego teatrzyku dwa pajacyki, Szydło i Dudę – i nagle okazało się, że po stronie opozycji mógłby w zasadzie znaleźć się również taki Lech Kaczyński, choćby tylko dlatego, że jeździł na rowerze, nie miał nic przeciwko Trybunałowi Konstytucyjnemu i generalnie był mniej sparanoizowany i nagłowępadłszy, niż szanowny brachol. I tak się porobiło, że się jakoś znalazł, bo i memy po fejsbuku krążyły, co to Lech mówił, a Jarek się nie stosuje, i w ogóle Lech przy Jarku jakiś taki się zaczął wydawać godny, i mało kartoflasty, i w zasadzie miał tylko dużą głowę, ale był szczupły.
    No i teraz evil Jarosław, chlip, za jednym zamachem, chlip, chce opozycji odebrać przez jakieś tam Kiszczacze papiery dwóch bohaterów, dwóch Lechów! Jednego chce posłać do piekła (ze śmiesznych powodów, bo mówić, że Wałęsa, nawet jeśli cokolwiek podpisał, naprawdę grał po stronie komunistów, to naprawdę głupota), a drugiego – na własny buńczuk nadziać i podmienić za pierwszego jako największego bohatera Solidarności.
    Zaprawdę, takie jaja tylko w Polsce. Zaprawdę, dajcie popcorn.

  347. jobrave (19 lutego o godz. 14:04)

    „znalem faceta, który napisał trzytomowy traktat pt. „Życie człowieka w morzu”, udowadniał w nim, że człowiek przystosuje się do życia pod wodą, pod warunkiem, że będzie w niej długo przebywał nie wypływając na powierzchnię – po jakimś czasie wykształcą się w nim skrzela i zacznie dawać radę”

    A tu mozemy poznac czlowieka, ktory tez udowadniał, ponad 30 lat temu, że człowiek przystosuje się do życia pod wodą. Czesciowo pod woda

    https://www.youtube.com/watch?v=R9VeZ5EqcGI
    poczynajac od 28:10

    Jerzy Kosinski (30:07):

    „The trick is this: you do nothing. Instead of you holding on to water, you allow water to hold on to you”.

    Ten nasz rodak. Od czasow „Malowanego ptaka” slynny.

    On odwrocil zaleznosc czlowieka przylepiajacego sie do wody w celu utrzymania brody nad powierzchnia wody. I nakazal wodzie przylepiac sie do czlowieka. W tym samym celu utrzymania jego, czlowieka, brody nad powierzchnia akwenu. Jakiegokolwiek akwenu. Wszystko udokumentowane w „LIFE MAGAZINE”

    http://www.abebooks.com/servlet/SearchResults?an=Life+Magazine+1+April+1984+Penquins+4%2F1%2F84&cm_sp=det-_-bdp-_-author

    „Jerzy Kosinski levitates in water. April 1, 1984. LIFE MAGAZINE”

    Czy te wyksztalcajace sie skrzela twojego wesolka przebywajacego pod woda tez nosily date 1 kwiecien? Bo to by sporo tlumaczylo

  348. @Redaktor Kowalczyk

    Widzę,że sporo osób odwołuje się do zaprzeszłej historii. ja również chcę przywołać te odlegle czasy.
    Tym bardziej ,że „ujeżdzam” własnie kobyłę Karola Modzelewskiego opisującego mroczne lata wojennego stanu.

    Parę osób w tamtych czasach miało z władzą ewidentnie na bakier.
    Różne były metody walki z Kuroniem, Michnikiem, Modzelewskim.
    Jedną z nich była bardzo humanitarna w swojej formie, sugestia wobec wrogów ustroju, aby pomimo to:
    ” moglibyśmy was wsadzić obywatelu Kuroń do Ciupy, to my wam…wicie, rozumicie… proponujemy przenosiny do innego kraju, na inny kontynent, nawet na inna planetę.My tacy jesteśmy wspaniałomyślni – mówili w tamtych czasach przedstawiciele wiadomych rozwiązań ustrojowych, jak również wiadomego światopoglądu.

    Niestety wyżej wymienieni, nie wychodzili na przeciw oczekiwaniom ówczesnych decydentów i wędrowali kolejny raz do w miejsca gdzie posiłki wydawane są w blaszanych talerzach o ścisłe określonych porach.

    I pomyślałem sobie,że zamiast- to sugeruje mi Redaktor -wynosić na inny blog, kontynent, czy inne miejsce Układu Słonecznego to poproszę Redaktora o tryb ściśle administracyjny…czyli usunięcie mojego nicku @Aateisty z grona osób witanych witanych naręczem kwiatów w progach ateistycznego blogu…

    …bo czasami mam ochotę…no mam…i nic na to nie poradzę

    Proszę mnie – jako @Aateistę – po prostu zbanować.

  349. A nie mówiłem, że martyrologią zalatuje?
    Internowanie mu się marzy, temu bidakowi 🙁

  350. Ten nasz niechciany rodak, Jerzy Kosinski, dobry byl. Po uplywie cwierc wieku od jego samobojczej smierci pytanie takie zadajmy: dlaczego On tak marnie skonczyl?

    Z tego co mi wiadomo, pytanie to wciaz pozostaje bez odpowiedzi. Chyba bedziemy zmuszeni uszanowac ten brak odpowiedzi. I pozostac na Jego wytlumaczeniu fenomemu lewitacji w wodzie

  351. Dzien dobry

    „GW” publikuje serie fotografii z prez. Lechem Walesa – imponujace.
    Ciekawe dlaczego Polacy dzialaja na zasadzie pozytywki, ktora mozna dowolnie nakrecac? Kazdy z nas m o z e uznac pewien cel czy punkt widzenia, ktory go usprawiedliwi nawet w najbardziej paskudnych sprawach. Mozna oskarzac historie ale i tak ona bedzie miala ostatnie slowo.
    Czy Polacy lubia byc cialem zbiorowym? Duzo jest osobnikow nijakich z kategorii nijakiej. Taki metafizyczny flirt psychopatow, ktorym nabiera sie cialo zbiorowe.
    Rozdzwiek racji praktycznych i racji moralnych jest nie do zlikwidowania. Gdzie Kosciol w sprawie prez. Lecha Walesy? Rozumiem: „my nie zajmujemy sie polityka”
    Jak w mrozkowskim „Tango:” Nie ma co probowac, beznadziejna sprawa. Jestescie potwornie tolerancyjni” (…) „Tylko posluch musi byc”
    A rzecz dzieje sie w Polsce, czyli wszedzie.

  352. @Orteq

    o Jerzym Kosinskim jest wspaniala biografia piora Jamesa Parka Sloana, „Jerzy Kosinski – A Biography”, Dutton 1996), ktora kiedys recenzowalem. „Ksiazki pisarza byly jednym z jego produktow. Rzeczywistym i ostatecznym wytworem byl on sam” Pisarz zaplacil cene najwyzsza za swoj ciezar ocalenia.
    Podobna biografia byla Bogdana Wojdowskiego (samobojstwo) autora, chyba jednej z najbardziej znaczacych powiesci o losie Zydow w gettcie „Chleb rzucony umarlym” (byl przeklad ang. ale nieudany).
    Kompleks winy ocalenia i tragiczny epilog. Jerzy Kosinski byl mistrzem autoaranzacji. Mistyfikacje, gra masek w ktorych uczestniczyl, taki mechanizm opozniajacy, az do czasu, kiedy trzeba bylo uiscic zaplate za ostateczny rachunek wystawiony przez zycie.
    „Malowany ptak” byl takim remedium ale fakt przezycia Holocaustu byl nie do zniesienia.

  353. Zdumiało mnie powodzenie u naszych czytelników tekstów Wacława1. Blog stał się darmowym kramem reklamującym dietę pana Kwaśniewskiego. Postanowiłem zaprezentować trochę głosów oficjalnej medycyny i dwa głosy czytelników ze strony

    „Sięgnij po zdrowie
    Stowarzyszenie Promocji Zdrowego Stylu Życia (rok 2010)

    Dieta Kwaśniewskiego grozi zawałem serca i udarem mózgu
    Ponad 2 min Polaków objada się wyłącznie tłustymi i niemal całkowicie pozbawionymi węglowodanów potrawami. Skutki? – Do naszego szpitala coraz częściej trafiają pacjenci, którzy popełnili ten grzech i zaczęli stosować osławioną dietę optymalną – mówi prof. Jerzy Adamus, kardiolog z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. – U niektórych osób już po kilku miesiącach od przejścia na dietę Kwaśniewskiego występują zaburzenia układu krążenia, dochodzi do nasilenia choroby wieńcowej, a także uszkodzenia wątroby. Grubo myli się zatem Jan Kwaśniewski, zalecając bogatą w mięso i tłuszcze zwierzęce dietę optymalną i przekonując: „Gdyby wszyscy stosowali się do moich zaleceń, służba zdrowia nie miałaby co robić”. Niestety, miałaby sporo do zrobienia, zwłaszcza na oddziałach intensywnej terapii!
    (…)
    Dyrekcja Norfolk and Norwich Hospital w Wielkiej Brytanii kilka dni temu zabroniła podawania pacjentom posiłków przyrządzonych według zaleceń Roberta Atkinsa (na nich wzoruje się Jan Kwaśniewski). Powodem były wyniki badań przeprowadzonych w tym roku przez uczonych z Birgham and WomenŐs Hospital oraz Harvard School of Public Health w Bostonie. Wykazały one, że u stosujących dietę Atkinsa osób z niewydolnością nerek ten organ jeszcze gorzej pracuje. Amerykańska organizacja Physicians Committee for Responsible Medicine wysłała listy do wszystkich czołowych klinik amerykańskich, by poszły w ślady Brytyjczyków.
    (…)

    – Dieta bogata w tłuszcze była stosowana w Skandynawii w latach 60. i 70. – mówi prof. Adamus. Skandynawowie jednak poszli po rozum do głowy, zrezygnowali z tłustej diety i dzięki temu osiągnęli doskonałe efekty lecznicze. Podobnie było w Stanach Zjednoczonych i Finlandii, gdzie zmiana sposobu odżywania zaowocowała zmniejszeniem liczby zgonów spowodowanych chorobą wieńcową. Ludzie jedli coraz mniej tłuszczów zwierzęcych, coraz częściej zaś stosowali tłuszcze roślinne.
    – Najmniejszy odsetek osób cierpiących na chorobę wieńcową notuje się w Japonii – zauważa prof. Adamus. Japończycy żyją najdłużej na świecie, a ich długowieczność to zasługa jednej z najzdrowszych diet na świecie, bogatej w nienasycone kwasy tłuszczowe oraz naturalne sterole roślinne. – W tym kraju nikt jednak nie zna ani Atkinsa, ani Kwaśniewskiego – dodaje prof. Naruszewicz.
    (…)
    jacek pisze:
    14 stycznia 2015 o 14:31
    Dla jakiego koncernu farmacji był stworzony ten artykuł? Powoli wam lekarzyki podcinają nogi za te wasze oszustwa. Sam osobiście na diecie optymalnej schudłem ze 128kg do 88kg, WSZYSTKIE parametry krwi poprawiły sie (przede wszystkim cholesterol). Nie czytajcie takich artykułów. Medycyna to zwykła firma która ma leczyć a nie wyleczyc przy czym biorą ogromne pieniądze. Pozdrawiam.
    (…)
    Sierota pisze:
    4 lutego 2016 o 13:09
    Prawie straciłam oboje rodziców z powodu tej diety! Mama z chorobą wieńcową i nadciśnieniem wzięła się za dietę kwaśniewskiego – to był listopad, w marcu odstawiła leki bo stwierdziła ze sie lepiej czuje i zdrowieje po czym w lipcu dostała zawału serca z jednoczesnym zatorem płuc!!!! Smierć na miejscu. Dziś mój tata który za namową mamy też używał tej diety przez kilka lat, obecnie jest po udarze niedokrwiennym mózgu i rozległym zawale serca,zyly ma w opłakanym stanie – balonikowanie i baypasy uratowały mu życie a on dalej twierdzi ze cholesterol nie miał nic do rzeczy a Kwaśniewski i Słonecki to swięci… Przestrzegam kazdego kto sie ta dietą zainteresuje…”.

  354. Rafał KOCHAN
    20 lutego o godz. 0:15

    No masz !
    Jak Ci z pewnością wiadomo, osoba krajowa i międzynarodowa dorosła, posługuje się słownikiem złożonym z około 400 słów. Co jej w zupełności wystarcza do obsługi wszelkich sprawy życiowych.
    Ja mam szerszy słownik, w którym jest 401 słów. I co jakiś czas, dla zrobienia wrażenia na krawcach z Ghany (vide opowieść Jurka Owsiaka na temat Wałęsy i Polski), tego słowa używam. Przez co krawcy z Ghany, oraz z Panamy, mają lepsze zdanie o Polsce.
    W ten sposób, metodą niejawną, a więc partyzancką, walczę z obecnie rządzącym reżimem.

  355. Konstancja
    20 lutego o godz. 1:09

    Wałęsa wtedy, jak zwykle zresztą, strasznie dużo, zamaszyście, i ja-ja-ja, gadał. Była to gadka taka, jak sto razy wcześniej już słyszałem. więc mi się to zupełnie zlało w jedno. Natomiast półpornografia pościelowa, to była rzecz, o której w mediach chyba nie gadał, albo jak gadał, to, z socjalistycznego wstydu i pryncypiów moralnych, nie puszczano.

    A w czasach posuchy pornograficznej, po którą to pornografię należało się wybrać co najmniej na socjalistyczny bazar, albo od razu do Danii, czyli obozu wroga, było to coś co robiło wrażenie: Polak też potrafi !
    Dlatego to zapamiętałem.

  356. aneks do @pombocka

    O szkodliwosci diety Atkinsa pisal „The Lancet” a szwedzkie kliniki fizjologiczne przestrzegaja przed nia jako grozna dla zdrowia. Podobnie z metoda GI. Zreszta nikt
    normalny tej diety nie stosuje.

  357. Orteq
    20 lutego o godz. 9:28

    Kosiński dobry był, fakt.
    Czytając „…ptaka”,m w czasie mrocznym, wstrząśnięty byłem.
    Moja teoria co do życia i śmierci Kosińskiego jest całkiem banalna: nosił w sobie nieusuwalnie przez lata to, co go napędzało do tworzenia, a na koniec, zabiło.

  358. pombocek
    20 lutego o godz. 10:27

    Obserwacje socjopsychologiczne potrafią być zdumiewające. Mnie to ciekawi, jako mającego poważne skłonności badawcze. Widzę, że i Ciebie podobnie.
    Wacuś, podobnie jak inne obiekty specjalne na tym blogu, same tu włażą, żeby się jako obiekty badań chętnie poświęcić dla dobra nauki.

  359. @Tanaka,

    debiutancka powiesc „Malowany ptak” o chlopcu, ktory odlacza sie od rodziny w czasie wojny i staje sie swiadkiem najbardziej wyrafinowanych okrucienstw ( domniemane alter ego pisarza), Kosinski by wierny tej historii, tak jakby w rzeczywistosci byla opisem jego dziecinstwa w czasie okupacji. Fakty przeczyly zdarzeniom. Ale to nic nie ujmuje tej sugestywnej i znakomitej powiesci. Mimo zakwestionowania „autobiograficznych” opowiadan nie dopuszczal Kosinski rewizji wlasnej biografii.
    Mistrz autoaranzacji. W nocy z 2 na 3 maja zanotowal: ” Zamierzam uciac dluzsza niz zwykle drzemke”. Wzial garsc tabletek nasennych, popil alkoholem i zanurzyl sie w jacuzzi zaciskajac plastykowy worek na glowie. Jego partnerka Katharina (Kikki) von
    Fraunhofer (rozmowa w GW, 27.12.1993) udzielila wiele informacji o Jerzym Kosinskim. Polecam.

  360. a teraz wedlug prawa Jana Litynskiego:
    _______________

    Rzadzaca ekipa RP powinnazwrocic sie do norweskiego komitetu Pokjowej Nagrody Nobla o
    odebranie tej nagrody Lechowi Walesie

  361. ozzy
    20 lutego o godz. 11:06

    Dzieki za sugestie.
    „fakty biograficzne” nie musza istniec, by cos bylo „faktem wewnetrznego doswiadczenia”. Tak moglo byc i w przypadku Kosinskiego. Tym bardziej, ze zapewne dzielil wspolny los Żydów, takze tych, co przezyli.

  362. Jeszcze jedno do czytelników Wacława1. Proszę dziecinnie nie rozumieć, że mną jakaś zawiść kieruje, że Wacek utrzymuje się w czołówce najciekawszych autorów. Zdumiewa mnie niedostrzeganie tego, że wygłasza herezje i szarogęsi się w języku nauki, demonstrując nieznajomość elementarnych pojęć. Już o tym mówiłem, ale jeszcze raz powiem (jak mawiał mój ojciec, rozpoczynając po raz stutysięczny kolejną opowieść o radzieckich łagrach).

    Mówi Wacław1:
    „pombocek.
    wąsko na instytucję instynktu patrzysz.
    U zwierząt jest to instynkt wrodzony, ale, nawet zwierzęta można do zachowań instynktownych przysposobić: domowego psa, inne zwierzęta można wykształcić
    tak , żeby się to do cyrku nadawało, a ludzie mieli się czego śmiać.

    Człowiek, z tego powodu, że ma mózg lepiej wykształcony – łatwiej jest do instynktu przysposobić”.

    W nauce nie ma ani wąskiego, ani szerokiego patrzenia na instynkt. „Instynkt” to naukowy termin, który ma JEDNO znaczenie. Zachowania instynktowne – np. ssanie i chwytanie dłonią przez niemowlę – są wrodzone, czyli dziedziczone, a nie wyuczone. Wackowe „przysposobienie do instynktu” to taki dziwoląg i herezja, że palce lizać w kabarecie. Nie można nauczyć zwierzęcia – w tym człowieka – zachowań instynktownych. Wacek myli naukowy termin „instynkt” z potocznymi użyciami tego pojęcia, których zakres może być ograniczony wyłącznie wiedzą i wyobraźnią używającego. Kiedy mówi najgłupiej jak można o „przysposabianiu zwierząt do instynktu”, myli instynkt z prostym przyuczeniem zwierzęcia do różnych zachowań. Te zachowania mogą być tak wyćwiczone, że stają się odruchowe, czyli nie kontrolowane przez świadomość, ale nie ma to nic wspólnego z instynktem. Za to ma wszystko wspólne z Wackiem, który jeśli do tej pory nie zrozumiał, że ujednolicanie elementarnych znaczeń wyrazów jest po to, byśmy mówili jednym językiem, byśmy się rozumieli, a nie zajmowali się bez końca uzgadnianiem znaczeń prywatnych, to kaplica, już nie zdąży zrozumieć – umrze zdrowy jak rydz, bez instynktu.

  363. Pombocku,

    „Człowiek, z tego powodu, że ma mózg lepiej wykształcony – łatwiej jest do instynktu przysposobić”.

    to jest ciag dalszy sensacji i zdumienia nad widokiem zawartosci umyslu obiektu.
    W tej swoistej logice, im mozg „lepiej wyksztalcony”, czyli doskonalszy, tym latwiej go cofnac do stanu pierwotnosci instynktownego dzialania.
    Wreszcie, gdy mozg bedzie doskonale rozwiniety, stanie sie doskonale nierozwiniety.
    Rozwijajac sie, zmierzamy ku antyrozwojowi. Im wiecej w naszym umysle czlowieka, tym wiecej ryby. A im wiecej ryby, tym wiecej pierwotniaka. Idac do przodu krokiem wstecznym, cofniemy sie tak, ze sie okaze, ze jestesmy „praprzyczyna wszelkiego stworzenia”. Czyli osiagajac stan doskonalego prymitywu, staniemy sie bozia.

    Niejeden juz ten stan osiagnal. Dlatego mamy tylu boziow dookola.

  364. ozzy
    20 lutego o godz. 11:19

    tak jest !

  365. @Pombocku, szanowny

    glos Twoj jak wolanie na puszczy (kiedys Kisiel mial taki felieton w TP) ani do @Wacia ani do @Dezertera nigdy nie dotrze (bez instynktu).
    O „instynkcie panstwowym” pisal niegdys wodz PAXu Bolo Piasecki ( pazdziernik 1956). A Piaseckiemu silna wladza byla zawsze „gwiazda betlejemska”, ktora zaprowadzila go niechybnie do Mietka Moczara.
    Anarchia moralna, anarchia intelektualna, socjalizm narodowy, sojusz z ZSSR a przede wszystkim bez zaklocen w swiadomosci narodowej.
    Powiadano, ze do gabinetu (chyba na Mokotowskiej) wodza katolikow reglementowanych prowadzily niskie drzwi, by odwiedzajacy go juz przyjmowali pozycje czolobitna.
    Instynkt panstwowy w nowym wydaniu z malymi poprawkami.

  366. ozzy
    Myślę, że Kosiński, którego przykład przywołujesz, czy Woydowski, ocaleli jako młodziaki z holocaustu, potem uznani pisarze, filmowcy stanowili specyficzną grupę zagrożenia dla siebie samych. Samobójstwo popełnił także Ota Pavel, autor cudownej książki „Śmierć pięknych saren”.
    Ale nie wszyscy, na szczęście. Byli i ci mniej wrażliwi, trauma ich mniej dotknęła, potrafili sobie z nią poradzić?
    Wspaniałym twardzielem, który nie zakłamywał „artystycznie” okoliczności swojego ocalenia tak jak Kosiński w „Malowanym ptaku” bo też się uratował dzięki Polakom, ale nigdy nie robił z tego SPRAWY, jest wciąż niesłychanie żywotny i twórczy Roman Polański. Albo Roma Ligocka (chyba nie przekręcam nazwiska), pisarka i malarka, ta „dziewczynka w czerwonym płaszczyku” z filmu Lista Schindlera.

  367. Ozzy
    Ach, zapomniałam wspomnieć o laureacie literackiego Nobla w 2002.
    Imre Kertesz, Węgier żydowskiego pochodzenia, rocznik 1929. Przeżył jako piętnastolatek Auchwitz i Buchenwald . Napisał wiele świetnych książek, tłumaczył też Nietschego i Freuda i szczęśliwie jest wciąż wśród żywych.

  368. – Znasz przecież Jasia.
    – No jak nie.
    – Do PiS-u sie zapisał.
    – O ja cie pie.dole, o ja cie pie.dole!

    Wzięło mnie przy klejeniu żagla na wspominki. Powyżej – przeróbka dialogu z reporterskiego zapisu w drugim lub trzecim numerze „Nie” (żeby w archiwum „Nie” znaleźć nazwisko autora, trzeba je wpisać jako cel poszukiwań). Jeden mówi drugiemu, że ich wspólny kumpel wpadł pod przyczepę.

  369. Tanaka
    20 lutego o godz. 12:42

    Bardzo słusznie zauważyłeś, że Wacek prowadzi nas najkrótszą drogą z powrotem na drzewo. Żeby potem nowocześnie spaść na główkę do pustego basenu.

  370. @Tobermory, maciek.g

    Wracając jeszcze na chwilę do tematu
    To, co wygaduje starsza pani, byłoby psychoterrorem, gdybym wierzyła w jej banialuki. Nie wierzę i nie boję się, ale złości mnie jej chamstwo.

    Maćku, tez jestem jednostką w społeczeństwie i nikt, kto znajdzie się w moim towarzystwie nie musi mi się tłumaczyć, czy chodzi do kościoła. Nie mam nic do ludzi wierzących, zupełnie mnie to nie obchodzi. Ale to nie działa w druga stronę i robi się coraz bardziej uciążliwe. Kilka przykładów opisałam. Niedawno spotkałam w sklepie dalszą znajomą, młodszą ode mnie kobietę, która mówi, że ten nasz ksiądz to zupełnie inny od tamtego, ja odpowiadam, że nie znam tego księdza, nie wiem, jak wygląda i nie wiem, jaki był poprzedni. Popatrzyła na mnie, jakbym fiknęła salto. Nabzdyczyła się niemożliwie.
    Jeszcze kilka lat temu było spokojniej. Chyba jednak ludzie zaczęli wierzyć w propagandę PiS-u, że kto nie chodzi do kościoła ten przeciwko nam. Ale to oznacza nasilenie konfliktu, bo tez nikt nie jest jemiołem i nie pozwoli sobie włazić z buciorami we własne życie. Nie wiem, jak to wyprowadzić na prostą.

  371. A mnie martwi fakt, że ci którzy powinni żyć jak najdłużej, niestety się wykruszają, a różne bezwartościowe czerepy cieszą się dobrym zdrowiem.
    Odszedł Umberto Ecco – niedługo nikt już nie napisze mądrej książki.

  372. Oczywiście ECO przez jedno C.

  373. Jiba
    20 lutego o godz. 14:06

    Parę lat temu znana mi osobiście radna – oddaję sprawiedliwość, że życzliwy ludziom i uczynny społecznik – na żalenie się innego radnego, że nie było jakiejś informacji o sprawach miasta, obruszyła się:
    – No jak to nie było?! Przecież wisiało w kościele. I może jeszcze wisi.

  374. Lewy
    20 lutego o godz. 8:13

    I wielka cole do popcornu.

    Znakomite jak dla mnie jest co napisales.

    Pozdrowka (cynamonowe)

  375. Pozdrowienia dla Wszystkich, ktorym brakowalo „lonefather’a”.

    Troche sie jeszcze poopedzam z biezaczek roznistych i sie nieco wiecej bede udzielal. Ale tylko ciutciut wiecej …

  376. !!!
    Na miejscu pana prof.Jana Tomasza Grossa odeslalbym ten order do sekretariatu Prezydenta.

    PS
    polskie MSZ wyrazilo zainteresowanie na jakim etapie jest „sprawa Jana Tomasza Grossa”

  377. @lonefather
    Witaj lonefatherku. Akurat mam coś dla Ciebie:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19654531,dobra-zmiana-w-hodowli-koni-arabskich-odwolani-prezesi-stadnin.html
    Tera z czas na szewców, maszynistów i bibliotekarzy.

  378. Jiba
    20 lutego o godz. 14:06
    Za granicę nie chcesz wyjechać, bo już tam byłaś i zatęskniłaś za Ojczyzną. Może więc przeniosłabyś się do większego miasta, gdzie jest trochę więcej normalnych, niezaglądających w światopogląd ludzi. Taki nacisk psychiczny kołtunerii wspartej przez czołowego kołtuna katabasa może być nie do wytrzymania. Jesteś Jibo przemiłą dziewczyną, życzę Ci jak najlepiej z całego serca, więc postaraj się coś zrobić.
    Gdybyś mieszkała pośród kanibali to pewnie uciekłabyś z tamtąd bez zastanowienia.
    Serdecznie pozdrawiam

  379. lonefather
    20 lutego o godz. 15:38
    Lonku, ten świetny tekst z 8:23, za który mnie tak pochwaliłeś, nie jest mój. Wyraźnie podałem w nagłówku nazwisko świetnego Szczereka.

  380. Jiba
    20 lutego o godz. 14:06
    Z pewnością te wspomaganie kościelne PiS’u i Pisowskie podlizywanie się kościołowi negatywnie wpływa na współżycie ludzi. PiS skutecznie skłócił Polaków i skłóca nadal. Niestety dopuszczenie Kaczyńskiego do władzy to najgorsze co mogło Polskę spotkać. Sam Kaczyński tylko udaje katolika bo mu to politycznie wygodnie W komentarzach pod wywiadem z Torańską ktoś zrobił celny wpis
    „czy jest katolikiem – jak to głosi i wykorzystuje ? Bo 6 lat temu, gdy został premierem, uważnie przyglądałem się jego zachowaniu w czasie mszy świętej (gdy należało uczynić trzykrotny znak krzyża – klepał się pięścią po brzuchu) – wygląda mi na „katolika” praktykującego z wyrachowania – ON NIE WIERZY W NIC ! (poza sobą)”

  381. Jeszcze jeden ciekawy komentarz na temat Walesy skierowany do Frasyniuka

    Ma pan zupełną rację, jednak jest pan bardzo wielkoduszny w tym co mówi. Lech Wałęsa na własne zyczenie pozbawił się obrony kolegów i narobił sobie wrogów. Ponizał swoich doradców, bez których był jedynie stoczniowym watazką, a nie przywódcą wielkiego solidarnościowego ruchu. Zabrał Adamowi Michnikowi znaczek Solidarności z ,,Gazety Wyborczej,, wywołał publicznie do tablicy pana Turowicza, Pozbawił zasług w tworzeniu NSZZ pana Borusewicza, przypisywał sobie mnóstwo zasług na które nie miał zadnego wpływu. Czym bardziej Lech Wałęsa tracił kontakt z rzeczywistością, tym bardziej był atakowany, a wydarzenia sierpniowe marginalizowane. Zresztą wszystko to co nastąpiło potem z wolnymi wyborami, przejęciem władzy przy okrągłym stole, jego zupełnie nieudana prezydentura stały się powodem podziału Polski, na tych co mu zazdrościli i na tych których jeszcze nie zdązył do końca obrazic, a byli czynnymi świadkami powstawania najpiękniejszego okresu w naszej historii.
    Zarówno pan, jak i Wujec, Komorowski, Michnik, Kuroń, i wielu,wielu, innych, tez siedzieliście w więzieniach, byliście internowani, poniewierani przez SB, bici i tylko taki śmierdzący tchórz jak Jarosław Kaczyński moze się z tego naśmiewac, ale Lech Wałęsa powinien uszanowac. Gdy wyszła sprawa ,,Bolka,, powinien powiedziec prawdę, nie obrazac ludzi, to w niczym nie zaszkodziłoby w budowaniu jego legendy. Zeby bilansowac oskarzenia rzucane na Wałęsę godzono się na szantaz Kaczyńskich. Podrzucali oni przypadkowe zdjęcia z Mazowieckim, Geremkiem, z Panem, zeby póniej mówic, jacy to oni byli wielcy opozycjoniści, bez nich nic nie moglię odbyc. Lech Kaczyński, niedorajda, pomocnik brata, tak to juz jest u blizniaków, ma teraz zostac bohaterem narodowym. Jedyny bohaterski czyn jakiego w zyciu dokonał, było zabicie 96 osób w tym siebie i zony. Zaiste bohaterski to czyn. I mogę powiedziec, ze nierozliczenie się pana Wałęsy ze sprawy ,,Bolka,, doprowadziło PiS do władzy. Bo oni poprzez ,,Bolka,, zanegowali ,,okrągły stół,, wybory, wasz prezydent nasz premier, i wszystko to co stało się obok nich, o czym do końca nawet nie wiedzieli. Przykro mi z tego powodu bardzo, bo komuniści mogli czcic nasze wątpliwe sukcesy, jak Monte Casino, czy Lenino. a my pozwoliliśmy odebrac Kaczyńskiemu i jego awanturnikom naszą tozsamośc, i powód do wiecznej dumy

  382. ozzy
    20 lutego o godz. 16:20
    Dawanie tych orderów to decyzje stricto polityczne , niewiele mające wspólnego z faktycznymi zasługami tych którym je dano.
    Pan Gross na ten order to chyba zasłużył sobie skutecznym szkalowaniem Polski i napisaniem paru kłamliwych i niewiele mających wspólnego z prawdą historyczną książek.
    Kiedyś Szostkiewicz mnie zbanował na swym blogu (zachwycał się Grossem i jego książkami „historycznymi” ), za to, że udowodniłem mu, że Gross ewidentnie kłamie w swej książce „strach”. Nie miał argumentów więc po prostu już za sam nic mnie banował.
    Gross to człowiek chory z nienawiści za to, że kiedyś zmuszono go i jego rodzinę do wyjazdu z Polski gdzie mu się tak dobrze żyło.
    Przy okazji zobaczył że na tym antysemityzmie można nieźle zarobić.

  383. Lewy
    20 lutego o godz. 18:04

    Całkowicie zgadzam się z autorem tego komentarza.

    A motto na dziś, w związku z śmiercią Eco, jest następujące:

    „Cywilizacja nie osiągnie doskonałości, póki ostatni kamień z ostatniego kościoła nie spadnie na ostatniego księdza i nie uwolni świata od tej pasożytniczej hołoty” (U. Eco „Cmentarz w Pradze”)

  384. maciek.g
    20 lutego o godz. 18:19

    A w jakim zakresie Gross kłamał?

  385. maciek.g
    20 lutego o godz. 18:19

    „Dawanie tych orderów to decyzje stricto polityczne , niewiele mające wspólnego z faktycznymi zasługami tych którym je dano.”

    Rozumiem, że poniżej wymieni, nie zasłużyli na ten order a ich wyróżnienie było jedynie politycznym biciem piany?
    ks. Józef Obrembski
    ks. kardynał Tarcisio Bertone
    kard. Angelo Sodano
    Joachim Meisner

  386. Rafał KOCHAN
    20 lutego o godz. 18:29

    Kardynałowie to akurat Wojtyłowi mianowańcy, a Sodano na dodatek sprzyjał Pinochetowi.
    Należało im się.

  387. Rafał KOCHAN
    20 lutego o godz. 18:22
    Rafale, cywilizacja nigdy nie osiągnie doskonałości, bo ludzie są i pewnie będą niedoskonali. Umberto Eco wypowiada się emocjonalnie i moje emocje idą w tym samym kierunku, też chciałbym aby znikły katabasy i ta cała kościelna narośl.Ale co zrobić jak ludziom z tym rakiem jest dobrze. A im bardziej zmuszano by ludzi do porzucenia wierzeń w bajki, tym bardziej będą się tych bajek kurczowo trzymać.
    Przecież w PRLu władza usiłowała odwieść lud od kościoła i kończyło się to na komicznym uganianiem się milicji za wędrującym po wertepach rzeszowszczyzny, podkarpacia czy kieleczczyzny kopi świętego obrazu matki boskiej częstochowskiej.
    Jak na razie tego chwastu nie da się wyrwać

  388. Tobermory
    20 lutego o godz. 18:41

    No jak nie, jak tak! Zdziwiła mnie dlatego ta wypowiedź maćka.g. 😉

  389. Lewy
    20 lutego o godz. 18:43

    Oczywiście. Wiadomym też, że słowa Eco są pewnym uogólnieniem. Mimo to sens i ich prawdziwość są zachowane.

  390. @Rafał KOCHAN
    20 lutego o godz. 18:51
    Przy tych orderach, co szły w tysiące, kto się w porę nie uchylił (czasem wystarczyło, że zaszczycił wizytą) to dostawał 😉
    Berlusconi, Saakaszwili, Rumsfeld, Kissinger, Albright, H. Clinton, Aznar…

  391. Lewy
    20 lutego o godz. 18:04
    Komentarz ciekawy , ale znów nie w pełni obiektywny i do końca prawdziwy. Nie tylko Wałęsie do głowy uderzyła władza i nie tylko on przywłaszczał sobie zasługi innych. Wystarczy przeczytać wywiad Torańskiej z J. Kaczyńskim by zobaczyć lepiej prawdę o tych czasach (pomimo że Jarek mówi o tym ze swojego spaczonego punktu widzenia).
    Jak to mówią g. prawda jest „ze nierozliczenie się pana Wałęsy ze sprawy ,,Bolka, doprowadziło PiS do władzy”. Jarek był czynny w polityce od samego okrągłego stołu. Ugrupowanie PC zostało założone przez działaczy zgrupowanych wokół Jarosława Kaczyńskiego 1990r. Partia PC domagała się zerwania z dotychczasową polityką rządu Tadeusza Mazowieckiego, który oskarżano o zbyt wolne na tle krajów regionu odchodzenie od pozostałości komunizmu. Po wygranych przez Wałęsę wyborach (popieranego właśnie przez PC) prezes PC Jarosław Kaczyński uzyskał nominację na urząd szefa Kancelarii Prezydenta. Jednocześnie brat Jarosława Lech objął funkcję szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. J. Kaczyński zdołał nakłonić Wałęsę do asygnowania Olszewskiego na premiera. (jednak drogi Wałęsy i Kaczyńskiego zaczęły się rozchodzić). Powstał konflikt między premierem Olszewskim, a Jarosławem Kaczyńskim – szefem partii, co bardzo Olszewskiemu zaszkodziło. Dalsze kombinowanie polityczne Jarka doprowadziło do znacznego osłabienia PC i prawie do jego marginalizacji. PC miała ogromne długi, a więc Kaczyński w 2001 założył nową partię – Prawo i Sprawiedliwość. W wyborach parlamentarnych w 2001 należący wciąż do PC działacze startowali z list PiS, a wkrótce partia PC zakończyła działalność. Postępowanie likwidacyjne partii zakończyło się 9 sierpnia 2007. 25 października tego samego roku minister skarbu państwa Wojciech Jasiński (PiS) umorzył prawie 700 tys. zł długu, jaki PC po sobie pozostawiło.
    Bez sensu jest takie umniejszanie roli J. Kaczyńskiego w polskiej polityce , a Wałęsa choć na początku go mocno wzmocnił potem wyraźnie zmienił zdanie na przeciwne (działał przeciw Kaczyńskim).

  392. @maciek.g,

    podzielam opinie pana Adama Szostkiewicza.

  393. W stadninach dobra zmiana.
    Od teraz hodować będą kucyki.

  394. maciek.g
    20 lutego o godz. 18:19

    „Pan Gross na ten order to chyba zasłużył sobie skutecznym szkalowaniem Polski i napisaniem paru kłamliwych i niewiele mających wspólnego z prawdą historyczną książek”.

    Mógłbyś wyjaśnić, co rozumiesz pod „skutecznym szkalowaniem Polski”?

    Wyjaśnię Ci, czemu pytam. Wyraz „skutecznie” jest używany wręcz epidemicznie i najczęściej niepotrzebnie – również, niestety, na tym blogu. Niepotrzebność i niewłaściwość jego użycia polega na tym, że tworzy z wyrazem, do którego jest dodany, pleonazmy, np. „Skutecznie pokonał własną słabość”. Skoro pokonał, to oczywiste, że skutecznie – nie da się pokonać nieskutecznie. W Twoim użyciu wyraz „skuteczny” mógłby mieć rację bytu, bo można chyba szkalować skutecznie lub nieskutecznie. Chciałbym więc wiedzieć, na czym polega skuteczność szkalowania Polski przez Grossa. O samym domniemanym szkalowaniu się nie wypowiadam, bo już niewiele z Grossa pamiętam, ale że przy tym nazwisku wciąż gorąco, muszę do niego wrócić. Natomiast bez czytania Twoje ogólnikowe nazwanie książek naukowca kłamliwymi i niewiele mającymi z prawdą historyczną jest typową propagandową inwektywą, nie zaś spokojną oceną.

  395. pombocek
    19 lutego o godz. 17:06

    Pombocku, w kwestii ludzkiej zdolności do, czy nawet uzależnienia od wiary zdecydowanie wspieram Gekko.
    Ja rozumiem, że myślisz głównie o wierze w byty nadprzyrodzone, ale na sprawę trzeba spojrzeć szerzej – ludzka kultura zbudowana jest na mitach, jej krwioobiegiem jest tzw myślenie magiczne, a przestrzeń do wzrostu kultury daje ludzka zdolność do konstruowania znaczących wyższego rzędu – w tym m.in. symboli, abstrakcji, metafor, itp.
    Zawsze wydawało mi się ciekawe, że na wierze opiera się też koncepcja pieniądza, merkantylnej wyceny, w ogóle wartości ekonomicznej jako waluty wymiennej między ludźmi.

    Zatem w ogóle zanim w wierze zacznie chodzić o byty nadprzyrodzone, jako pierwsza pojawia się chęć przewidywania przyszłości, domysły czy jest coś takiego jak los czy przeznaczenie, potem rodzi się chęć osobistego zapanowania nad przypadkiem i chaosem (magia) lub, zamiennie, podejrzenie, że panuje nad nim coś lub ktoś (inny).

    Tu właśnie masz przedsiębiorczego szamana, który deklaruje opanowanie odpowiednich technik okiełznania losu, najlepiej dzięki pełnomocnictwu z góry, bo przecież widzisz, że to taki sam facet jak ty.

    Intelektualne zwycięstwo nad wiarą religijną jest, jak to codziennie widać, możliwe, ale jest jednak dość chwiejne, póki co. Racjonalizm to rzecz dość wtórna w ludzkim myśleniu, w ogóle raczej przereklamowana.

  396. ze skarbnicy mysli UMBERTO ECO:
    ______________
    *
    „Kiedy czlowiek przestanie wierzyc w Boga, to nie bedzie znaczyc, ze w nic nie bedzie wierzyl. Bedzie wierzyl w cokolwiek”
    *
    „Rozpoczalem pisac „W imie rozy” w 1978 r pod wplywem oryginalnej mysli: chcialem otruc mnicha”

  397. RIP
    Kiedy Umberto Eco zmarl w piatek, to swiat stal sie glupszy i nudniejszy

  398. maciek.g
    20 lutego o godz. 19:05
    Maćku, to że Kaczyńscy to największe nieszczęście jakie mogło spotkać Polskę,to taka oczywistość, że nie ma o czym mówić. Natomiast ten wrzucony przeze mnie komentarz o Wałęsie przypomina tą niezbyt chlubną rolę jaką odgrywał, gdy został prezydentem.
    Ale to w niczym nie usprawiedliwia ataku jaki przeciwko niemu prowadzą różne hieny w rodzaju Cenckiewicza, Gontarczyka..
    Wałęsa potrafił być dzielny i dlatego te tchórze usiłują tę jego dzielność podważyć.

  399. Maciek.g.
    Gdzie, jak Gross kłamał?
    Tu jest jego niedawny artykuł: ‚http://www.iwkip.org/bezdogmatu/ szukać „Jan Tomasz Gross: Trauma zagłady”. Tekst, nad którym nie można przejść obojętnie. Zwłaszcza, że główną tezą Grossa nie jest to, że Polacy podczas II WŚ zabili na terenie Polski więcej Żydów niż Niemców, bo ta teza jest w polskiej historiografii znana i nie on jest jej autorem, tylko że współczesna postawa Europy Wschodniej wobec imigrantów z krajów arabskich ma swoje korzenie w wojennym i przedwojennym antysemityzmie.

  400. tomasz63
    20 lutego o godz. 19:20
    Bardzo dobre ujęcie genezy religii: przewidzieć przyszłość, rzekome panowanie nad nią, jak kapłanie „Faraona” którzy „przewidzieli” zaćmienie słońca i łaskawie zgodzili się na jego zakończenie. Lud był wdzięczny.

  401. Lewy, maciek.g
    20 lutego o godz. 17:19

    Lewy, z tym konkretnym miejscem związane jest źródło utrzymania. Budowaliśmy je od zera. Znają nas już w okolicy, klienci polecają następnym, mamy swoich zaufanych podwykonawców. Wyjazd oznaczałby porzucenie czegoś, co się dobrze rozwija, co zapewnia niezależność, a Polska nie jest krajem, w którym można wybierać w propozycjach pracy jak w ulęgałkach. Zresztą gdybym miała wyjechać to juz na pewno za granicę.

    Przykro mi, że Polska zaczyna być tak paskudnym miejscem do życia. Nie wiem, co się z tymi ludźmi dzieje.
    Rozumiem frustrację związaną z wykorzystywaniem ich w pracy, sama tego doświadczylam, i w Polsce i za granicą, ale mozna było te frustracje wyładować własnie na tych, którzy upokarzają.
    Co mają do tego uchodźcy, jacyś urojeni zdrajcy polskości, niekatolicy czy geje? Skąd ta wściekłość na ludzi, którzy nic nikomu nie robią? Bo są mniejszością, bo są słabsi, bo łatwiej im przywalić?

    Nie sądziłam, że w tym tak koszmarnie doświadczonym przez wojnę kraju zobaczę, jak faszyści podnoszą dumnie głowy. Jak można mówić, że Hitler nie był taki zły, jednocześnie wielbiąc powstańców z Warszawy? Przecież to megazdrada ich pamięci (choć akurat tych, którzy wywołali to powstanie, postawiłabym przed sądem).

    A najgorsze jest to, że czuję się bezsilna. Nie wiem, jak zaprotestować, jak sprawić, by rasista, antysemita i homofob znów zaczął czuć wstyd. Bo dla mnie to jest to samo, jakby być mordercą czy złodziejem. Po prostu bandzior, dno den.

  402. @Jiba
    20 lutego o godz. 19:55

    „Bo są mniejszością, bo są słabsi, bo łatwiej im przywalić?”
    Otóż to. Bardzo celna analiza.
    Obiekt zastępczy, na którym bez ryzyka można rozładować frustrację i agresję, i od razu człowiekowi lepiej.
    Dawno temu czytałem opowiadanie Michała Choromańskiego, w którym osiłek dogania na ulicy starszego pana, bije go dotkliwie i mówi na odchodnym: Pan powie (tu pada imię syna ofiary napaści) że jesteśmy kwita 😎

  403. tomasz63
    20 lutego o godz. 19:20

    No to się ze mną rozminąłeś. Nie miałem na myśli wiary religijnej, lecz to, że na początku była biologia, z której wyewoluowała wiara, czyli zdolność myślenia nie tylko o tym, co teraz. Z całą pewnością nie wiara była przed racjonalizmem – jeśli pod pojęciem racjonalizmu rozumieć kierowanie się rozumem – lecz odwrotnie, jako że zwierzęta w zachowaniach swych są w jakimś stopniu racjonalne, a nie tylko podlegają kierownictwu instynktu. Wiara rozumiana bardziej abstrakcyjnie to bardzo wysoki poziom cywilizacyjnego postępu. Być może, jej pierwociny to liczenie myśliwego na to, że nie wróci do jaskini, szałasu z pustymi rękami, a u kobiety – liczenie, że myśliwy w ogóle wróci.

  404. tomasz63
    20 lutego o godz. 19:20

    Cholera, zapomniałem powiedzieć o najważniejszym. W swojej reakcji na wpis Gekka odniosłem się do tych jego słów:

    „Zdolność wierzenia to nieodłączny i nieusuwalny element ludzkiej natury”.

    Bardzo jestem ostrożny w używaniu ważkich pojęć i sam pojęcia „ludzka natura” raczej nie używam, krytycznie też patrzę na tych, którzy używają. Zdolność wierzenia to ewolucyjna zdobycz homo. Czy jest tak dawna, że można mówić o niej jako o nieodłącznym i nieusuwalnym elemencie ludzkiej natury? Raczej nie, bo zdolność wierzenia nie jest dziedziczna – trzeba się jej uczyć jak niemal wszystkiego, z czego się składa człowiek.

  405. pombocek
    20 lutego o godz. 20:49

    Ale jeśli zakładasz, że pierwociny wiary widać już w podejściu myśliwego do polowania, że jest po co wychodzić do lasu, to znajdziesz je także u lwa i lisa, z czym się oczywiście zgadzam. Człowiek to tylko wywindował znacznie wyżej, może dalej będzie rozwijał – właściwie coraz trudniej mi zrozumieć czemu ostatnim słowem religijnego języka mają być wizje pustynne z okolic Bliskiego Wschodu. Co do natury ludzkiej, lisiej czy lwiej, to nie zajmuję stanowiska.

  406. Aha, ale zajmę stanowisko co do racjonalizmu. Jak sugeruje -izm, byłaby to nie tylko racjonalność, w rodzaju uwzględniania przyczyn i skutków, ale ideologia, wg której człowiek jest w stanie poddać swoje myślenie wyłącznie regułom logiki będąc jednocześnie odpornym na wszystko co logiczne nie jest. Racjonalizm na tym blogu to miałaby być taka odporność na religijne fantazje. Nie mam nic przeciwko, tylko fantazjować o czymś jednak trzeba – chociażby o obiedzie z sarenki po powrocie z polowania.

  407. Obejrzałem przed chwilą wstrząsający film „Spotlight”, film, który szczególnie polecam Autorom „Listów Ateisty”.
    Zapamiętałem dwie liczby, dotyczy jakiejś próby reprezentatywnej dla dużej populacji, nie pamiętam czy bostońskiej diecezji, czy stanu, czy całego USA;
    53% księży uprawia seks
    6% księży molestuje
    To pierwsze mnie nie gorszy, rozumiem chłopaków.
    Natomiast to drugie łamie życie, czasami doprowadza do jego utraty. (samobójstwa, zaćpania, alkoholizm).

    Obok tragicznego wątku, film pokazuje pracę dziennikarzy śledczych, specjalności zanikającej w Polsce.

  408. tomasz63
    20 lutego o godz. 21:08

    Pojęć „racjonalizm”, „racjonalność” używam zamiennie, ale może lepiej byłoby mi używać częściej pojęcia „racjonalność” dla uniknięcia najmniejszych choćby skojarzeń z ideologią, jako że najczęściej mam na myśli proste kierowanie się rozumem bez jakichkolwiek ideistycznych przydatków, co niekoniecznie jest równoznaczne z kierowaniem się logiką.

  409. tomasz63
    20 lutego o godz. 21:08

    Z tym obiadem z sarenki to ładnie trafiłeś, skoro tubylcy mają myśliwych za sadystów.

  410. Jiba
    20 lutego, g.19:55
    Tak na podsumowanie wszystkich paskudzw, jakie toczą ogarnięty jakimś amokiem nasz kraj, który chyba naprawdę utracił SENSOWNĄ sterowność, w odruchu bezsilności, o czym piszesz, mówię
    Je suis Wałęsa. Niestety.

  411. anumlik
    20 lutego o godz. 16:31

    @anumliku
    Gomulka, Wladyslaw Gomulka, byl niestety najlepszym hodowca koni w dziejach Polski.

    Niestety!
    Na wlasne oczy widzialem i czytalem zarowno „dyskusje” na jednym z plenow KC PZPR jak i list Pierwszego Sekretarza KC PZPR Wladyslawa Gomulki do Towarzyszy Hodowcow koni.

    We wspomnianym liscie skierowanym do Twparzyszy Hodowcow Koni Arabskich, Wladyslaw Gomulka w prostych robociarskich slowach wyrazil poglad i ostzrezebie zarazem, ze „… jesli sie nie uspokoja i nie przestana sie nawzajem zwlaczac, to on Wladyslaw Gomulka, natychmiast zlikwiduje cala hodowle koni …”

    I wyobraz sobie, @anumliku, ze sie „Towarzysze hodowcy”, pod grozba likwidacji, opamietali i zdolali nad wrodzona Polakom klutliwoscia zapanowac…

    30 lat pozniej, polska hodowla koni arabskich zaczela odnosci najwieksze sukcesy.

    Czyz nie byl Wladyslaw Gomulka najwiekszym hodowca koni?

    ps. a PiS i jego „porzadki”?
    A chuj im w dupe! Nie takie nieszczescia przemijaly…

    Panie Jacku, prosze o wybaczenie, ale bedac koniarzem i dozgonnym czcicielem Pana Andrzeja Krzysztalowicza zasluzonego Hodowcy Koni Arabskich z Janowa Podlaskiego, nie mam innych slow, ani okreslen, na to co PiS wyrabia. trudno, ale mam nadzieje na zrozumienie i wybaczenie niecenzuralnych slow, w sytuacji, gdy „wladza” robi co robi.

  412. stasieku
    20 lutego o godz. 21:13

    Obejrzałem ten film tydzień temu. Faktycznie, wstrząsa, z wielu powodów. Oczywiście z powodu pokazanej istoty, rzeczywistości. Z powodu nieskonczonej obłudy Kościoła kat. Z powodu zinstytucjonalizowanego systemu polityki tej firmy, gdzie zbrodnia i jej ukrywanie są filarem interesu.
    Ale nie mniej wstrząsa to, że to są Stany Zjednoczone, a nie Polska. Czyli kraj, w którym, przy wszelkich słabościach demokracji, są media, są ludzie i środowiska mające za najwyższy nakaz w pracy i w osobistej postawie, szukanie, znajdowanie prawdy i jej ujawnianie, wbrew interesom tych, którzy na jej ukrywaniu i jej zaprzeczaniu robią interes.
    W tym przypadku – święty interes.
    Polska jest pod tym względem żadną demokracją, żadną republiką. Stoi, niemal instytucjonalnie i twardo w „tradycji”, „obyczaju” i „normie”, po stronie drani, łotrów, zbrodniarzy w czarnych sukienkach.

    Dane procentowe zawarte w filmie,pochodzą od badacza przestępstw seksualnych kleru, Sipe’a. Jest tam scena rozmowy telefonicznej dziennikarzy z Sipe’m, w której wymienia on spodziewaną liczbę rzeczywistych pedofilów wśród kleru w Bostonie: 90.
    Dziennikarzom udaje się potwierdzić liczbę 87. I kiedy to ustalają, są w szoku, jak śladowo niewielka była „pomyłka” w szacunku ze strony Sipe’a.
    Mowa cały czas wyłącznie o Bostonie.
    Na końcu filmu podana jest lista miast, w których wykryto podobne przypadki zbrodni pedofilów w sutannach. Nie liczyłem, ale lista zawiera pewnie ze 200 pozycji.
    Są to oczywiście dane zupełnie niepełne, bo przedstawiające tylko to, co się w krótkim okresie czasu udało potwierdzić.

    Świadomość tego, że zbrodnie te działy się nie w okresie, kiedy dziennikarze z Boston Globe sprawę badali, ale stale, zawsze, od zarania, oraz że nie dotyczy jednego miejsca, i jednego kraju na świecie, ale jest to constans, wszędzie na świecie, od zawsze, musi jeżyć włosy na głowie, i po prostu szokować.

    Niewyciąganie z tego wniosków,jest w bardzo bliskim, lub dosłownym sensie, współudziałem w przestępstwie.

  413. Płynna rzeczywistość
    20 lutego o godz. 19:51
    No to przeczytaj sobie książkę „strach” i potem sprawdź ile pogromów było w PRL. Żebyś się nie męczył informuję ten pogrom Kielecki był jedynym w PRL. Na dokładkę, są poważne domniemania że była to prowokacja mająca ułatwić wysyłanie żydów do Izraela.
    Chyba wiesz o tym, że w utworzonym zaraz po wyzwoleniu rządzie w Polsce w służbie bezpieczeństwa była nadreprezentacja Zychów. W kierownictwie tej instytucji ponad 50%. Przy takim stanie rzeczy to nie żydzi, ale ci którzy zaleźli żydom za skórę mieli się czego bać. Żydzi mogli się i czuli bardzo bezpiecznie . Edelman wspomina, że po pogromie dostał broń która mu nigdy się nie przydała. (wszyscy żydzi którzy chcieli wtedy ją otrzymywali). O jakim więc strachu pisze Gross? Ja też żyłem w tej Polsce i nawet nie potrafiłem żyda rozpoznać (dopiero gdy się sam przyznał to o tym wiedziałem)
    Nigdy nie byłem świadkiem (moi znajomi też) żadnej napaści na żydów. Dopiero w 1968r sprawa żydów odżyła , ale nie z powodu działanie ludności , a działań stricto politycznych grupy rządzącej która zrealizowała swój plan wywalenia z intratnych stanowisk ludzi pochodzenia żydowskiego i wywalenia ich z Polski. Nikt się tego nie spodziewał , a studenci po prostu zostali do tej afery wykorzystani. Brałem udział w strajku na PW (tzw solidarnościowym w obronie pobitych studentów UW i przeciw nieprawdzie podawanej o tym w mediach) Gross też brał udział w strajku, studiował fizykę na Uniwersytecie Warszawskim . Co tam robił za nic nie mogę znaleźć . Został za to w aresztowany na pięć miesięcy i zmuszony z rodziną do wyjazdu z Polski.
    Przecież ta książka to same kłamstwa wyraźnie pisana w konkretnym celu. Tą książką Gross obnażył cel swoich publikacji „historycznych” na tematy żydów w Polsce. Wcześniejsze książki były znacznie trudniejsze do ewidentnego wykazania złej woli autora, w tej nie ma wątpliwości.
    Ilu to polaków dało się kopic na lep poprawności politycznej tzw antysemityzmu? Niestety jak widzę bardzo wielu.

  414. pombocek
    20 lutego o godz. 19:20
    Odpisałem Płynna rzeczywistość i może zrozumiesz, dlaczego uważam jego książki „historyczne” na tematy żydowskie za celowe urabianie w świecie złej opinii Polakom i Polsce.
    A takie słowa padają w artykule Jana Tomasza Grossa, opublikowanym w niemieckim „Die Welt” cytuję
    „Polacy, którzy zasłużenie są dumni z oporu ich społeczeństwa wobec nazistów, faktycznie zamordowali w czasie wojny więcej Żydów niż Niemców”

  415. To, ze ktos przezyl holokaust i mial jakis talent literacki, a jeszcze wiekszy spryt zyciowy nie namaszcza go na przyzwoitego czlowieka, ktoremu mozna ufac. Tak jest w przypadku J. Kosinskiego.
    @ozzy, twoje zdanie, ze „pisarz zaplacil cene najwyzsza za swoj ciezar ocalenia jest wielce patetyczne”. I omal na pewno nieprawdziwe. Jego zyciorys przeczy temu.
    J.K. do Stanow dostal sie w roku 1957 oszukujac wladze amerykanskie, a przy okazji i polskie. Wiem, oszukac te ostatnie to bylo cool. Ale chyba niewielu Zydow w Polsce w tym okresie postapilo tak samo. Jako prosty emigrant imal sie roznych zajec, m.in. jedzil jako pomocnik na truckach czyli ciezarowkach. Zadna hanba, ale nie bardzo mozna tam sie nauczyc literackiego angielskiego, a autor nie zaczal od pisania „ksiazek drogi.” Po pieciu latach poprawilo mu sie, gdyz wzenil sie w rodzine multimilionerow z branzy stalowej. Jego wybranka byla o omal 20 lat starsza, po 4 latach rozwiedli sie i wkrotce ona zmarla na raka nie zostawiajac mu ani centa. Po 7 latach pobytu w Ameryce napisal tego Ptaka, od razu po angielsku. A co? Kosinski potrafi.
    Znam dwa przypadki pisarzy, ktorzy nie pisali w swoim nativ jezyku. Conrad, ktory opuscil Polske w wieku lat 16-tu bedac w tym czasie bilingual ( francuski i polski) i znajac tez lacine greke i nieco niemiecki. Po wielu latach sluzby na statkach brytyjskich, ozeniony z brytyjka napisal swoje pierwsza ksiazke „Szalenstwo Almayera” w wieku lat 38. Zreszta w tytule po angielsku jest podobno jakis misspeling.
    Drugi -Nabokow byl threelingual bo oprocz francuskiego i rosyjskiego znal rownoorzednie angielski i dopiero w wieku lat 55 odwazyl sie napisac pierwsza powiesc po angielsku Lolite.
    Przez lata ciagnela sie w Ameryce sprawa, gdyz ghostwriter domagal sie uznania swoich zaslug jako wspolautor Ptaka. Chyba do dzisiaj spor nie zostal ropzstrzygniety. Napisana potem przez JK ksiazka „Being There’ okazala sie plagiatem „Kariery Nikodema Dyzmy”. Nie byly to czasy, zeby spadkobiercy Mostowicza mogli dochodzic swoich praw, o czym doskonale wiedzial JK.
    Wiem, ze mozna lubiec starsze partnerki, ale jego kolejne malzenstwo z kolejna duzo starsza, wielce bogata i wplywowa hrabina chyba nie bylo z milosci. Jego romanse, ale takze sadystyczno- perwersyjny namietnosci i taki styl zycia pedzony poza zwiazkiem nie wskazuja na malzenstwo z milosci. Ksiazka J. Glowackiego Good night George to przewodnik po najbardziej zakazanych sodo- macho, czy jak to sie nazywa lokalach w NY. Pozyczylam z biblioteki, niestety nie bylam w stanie tego przeczytac chociaz topografia miasta byla mi bliska.
    Jako przyczyne samobojstwa podaje sie rozchwianie psychiczne spowodowane alkoholem, srodki uspokajajace, klopoty z kariera, plagiat, ghost writer, problemy zdrowotne. Na spotkaniu z Urszula Dudziak, na ktorym bylam z poltora roku temu, ktos nietaktownie zapytal o jego samobojstwo. Zapewne byla przygotowana na takie pytanie, jednak nie powiazala tego z holokaustem, odpowiedziala ogolnikiem, i slusznie. JK jest dla mnie bezwglednym, cwanym czlowiekiem, a nie ofiare traumy, ktora sie jakos nazywa ( dlaczego ja sie uratowalem, a inni nie). Ta trauma po 50 latach kazala mu popelnic samobojstwo. Nie kupuje tego.
    Tak sie sklada, ze moje zawodowe zycie w Polsce spedzilam w okolicach , gdzie przezyl wraz z rodzina JK. Nie watpie, ze ogromna ilosc mieszkancow nie kochala Zydow, ale na litosc boska nie byli ci chlopi takimi jak ich przedstawia JK. Tym bardziej, ze na kilka lat przed wojna wkroczyla tam cywilizacja pierwszego sortu w postaci COP-u. Nawet nie posadzam autora o taka nienawisc do polskiego chlopa, ktory jednak dal jemu i rodzinie bez ukrywania sie jakos przezyc, ale o sklonnosci sado- macho, ukochanie pornografii i hard naturalizmu kazdego rodzaju. W porzadku, nie mnie oceniac co kto lubi, czyjes preferencje, ale do momentu, kiedy sie nie krzywdzi innych. A stanelo na tym, ze raz jest to biografia, a raz fikcja, (tez niezbyt elegancka) i tego sie trzyma autor biografii, ktora tak zachwala @ozzy. Ale juz nikt nie wspomina, ze moze jednak wyrzadzono komus krzywde. Joanna Siedlecka, ktora poszla tropem wiosek, gdzie mialy sie rozegrac dzieje zostala odarta z czci przez GW i podobne wiodace organa prasowe. Nagonka na nia trwala dlugo

  416. maciek.g
    20 lutego o godz. 23:46

    Najbardziej zainteresowało mnie Twoje sformułowanie „skuteczne szkalowanie Polski”. Twoja odpowiedź nie jest odpowiedzią na ten temat. Zadałem pytanie chyba zrozumiale, ale, być może, nie rozumiesz go, bo to nie Twoja materia. Kiedy podnoszę problem językowy, przeważnie znaczy to, że przyglądalem się tysiącom użyć danej formy. Jeśli celowo użyłeś wyrazu „skutecznie” z jakąś konkretną myślą, byłby on usprawiedliwiony. Jeśli zaś użyłeś go bezwiednie, tak jak go używają miliony Polaków, czyli w roli maślanego masła, to wypowiedź świetnie obyłaby się bez niego.

    Najmniej jestem zainteresowany tropieniem antypolskich wypowiedzi w świecie i wszechświecie. Natomiast o ile pamiętam

  417. Natomiast, o ile pamiętam, antysemityzm to coś chyba znacznie starszego niż PRL, nicht wahr?

  418. Panie redaktorze, zwracam sie po raz pierwszy bezposrednio, bo to chyba nieelegancko bylo by w trzeciej osobie.
    Otoz nie jeden raz proponuje pan @dezerterowi, nawiedzionemu SJ, Aaronowi, ktory jako wierzacy cierpi na slowotok zeby znalezli sobie lepsze miejsce do pisania. O , dezertera nie widze. Czyzby zostal zbanowany. Uwazam, ze w skali spolecznej bardziej szkodliwy jest Waclaw co to zachwala jakies diety, ktore sa przeciw wiedzy medycznej i jakies inne niebezpieczne pomysly. Nie kojarze, czy kiedys staral sie pan ograniczyc jego tworczosc. Jesli nie, to szkoda.
    Poza tym uprzejmy, wrecz entuzjastyczny stosunek do wielce madrego, kulturalnego formumowicza jakim jest praktykujacy swoja religie @ozzy daje do myslenia, ze polski ateizm ogranicza sie jedynie do wrogosci do polskich katolikow. Nawet mala muzulmanska Pakistanka, ktora zawsze podkresla jak gleboko jest muzulmanka wzbudza sympatie np @Tanaki. Czy tak milo wyraza sie tu ktos o jakims przyzwoitym, madrym polskim katoliku. Nie ma takich? No jest, Walesa z matka boska w klapie. To nie lubimy kk, czy jestesmy ateistami.

  419. zyto,

    Nawolujesz do banowania? Czy tylko tak sobie wrednie pipczysz?

    Twoje posumowanie Kosinskiego nie gorsze od wczesnijszych komuszych

  420. maciek.g,
    Gross pisał o zbrodniach wojennych a nie powojennych pogromach (choć liczba powojennych ofiar żydowskich znacznie, *znacznie* przekracza liczbę ofiar pogromu kieleckiego.

    Nigdy nie zastanawiało Cię, że w wielu miasteczkach, zwłaszcza wschodniej Polski, nagle „wyparowała” połowa, czasem nawet 2/3 mieszkańców i pamięć o nich po prostu została jakby gumką wytarta, wymazana? Jakby ich nigdy nie było? Ta niepamięć jest równie wstrząsająca, jak ówczesne mordy i powszechne przyzwolenie na mordy.

    Powtórzę: to polscy historycy postawili tezę, że Polacy w Polsce zabili więcej Żydów niż Niemców (nie licząc Niemców zabitych przez 1. i 2. Armię WP oraz Siły Zbrojne na Zachodzie). To polscy historycy pierwsi oszacowali, że ta pierwsza (żydowska) liczba może przekraczać nawet 100 tys. STO TYSIĘCY. A przecież 10 tysięcy, a nawet tysiąc byłoby liczbą szokującą – jak to, przecież to my jesteśmy Chrystusem Narodów, nie mogliśmy nikogo mordować.

    Gross tylko publicznie uchylił drzwi szafy, z której smród idzie niebywały. Ale to my w tej szafie musimy posprzątać – po naszych dziadach i ojcach.

    Weźmy taki Szczebrzeszyn. Wiki podaje „Do końca listopada 1942 r. z miasta wywieziono (głównie do obozu zagłady w Bełżcu) ponad 900 Żydów, a około 3500 zabito w domach, na ulicy i miejscach kaźni na kirkucie i żwirowni na Szperówce.” Nie dziwi Cię ta informacja? Czyżby Żydzi w Sczebrzeszynie stawiali opór większy niż w Gettcie Warszawskim i dlatego większości z nich nie wywieziono do Bełżca? Poszperaj, jeśli masz odwagę, co się z nimi stało? Ile było takich Szczebrzeszynów?

    Grossa nie wyrzucili z Polski za to, że strajkował, tylko za to, że był Żydem.

  421. Jedno jest pewne, @zyta2003 lubi przeanalizować, kto gdzie się wżenił i zdaje się wiedzieć, do czego ogranicza się polski ateizm.
    Język ją troszkę zawodzi, ale wobec braku talentu literackiego to i tak sprawa drugorzędna. To jej „sodo-macho” (tak bez gomo-racho?) byłoby zabawne, gdyby nie wredne polskie maglarstwo i parszywa obłuda w stylu „nie mnie oceniać cudze intymne skłonności, ale co szkodzi wyliczyć”.

    @maciek.g

    Na temat „celowe urabianie w świecie złej opinii Polakom i Polsce” polecam książkę historyka Jana Grabowskiego „Hunt for the Jews: Betrayal and Murder in German-Occupied Poland”

    Z zeznań powojennych wynika, że mordercy nie mieli poczucia winy – mówi prof. Grabowski. – Żyda się dokańcza, tak jak chromego psa. Dopiero gdy mordowany jest Polak, pojawia się skrucha. Granatowy policjant na rozprawie sądowej usprawiedliwia się, że on przecież mordował tylko Żydów.

    Weit (Żyd przechowany przez polskiego sąsiada):
    „Gdy Pagos ożenił się w 1945 roku, koniecznie chciał, byśmy byli na jego weselu, a wtedy wieś polska nie była bezpiecznym miejscem dla Żydów. Zorganizował całą swoją rodzinę dla naszej obrony, dwaj jego bracia stali przy nas z rewolwerami i pilnowali. ( ) Po wojnie cierpiał za nas, bo mu docinano we wsi od »żydowskiego wujka « i nieraz wracał sam z kościoła, bo inni unikali go, dlatego że przechowywał Żydów”.

    Bogaty miał więcej szczęścia niż biedny.

    „Wiem, że te Żydy miały majątek. Jeden zapłacił ojcu 40 morgów pola, a kamienicę w Tarnowie to Żydówka nie ojcu dała, tylko mamusi mojej, tam było 10-15 mieszkań, po 89 roku odzyskałem i sprzedałem.

    Opowiada mi syn jednego z gospodarzy z Rudy (prosił o niepodawanie nazwiska): – Żydzi, którzy byli u ojca, byli bogaci. Zapisali mu w Tarnowie dom dwupiętrowy, w Dąbrowie całą kamienicę, którą zajmował szpital żydowski, i jeszcze dwa domy, dużo placów, 60 morgów lasu, dom jednorodzinny w Krakowie.”

    „W roku 1942 ukryła się u Michała Kozika w Dąbrowie Tarnowskiej (Ruda Zazamcze) Rywka Glückmann z dwoma dorosłymi synami. Gospodarz przetrzymywał ich od 1942 do 1944 (około trzech miesięcy przed wkroczeniem Armii Czerwonej), jak długo mu się opłacali. Gdy pieniądze się skończyły, Kozik zamordował wszystkich troje siekierami”.

    O Żydach ukrywanych w Dąbrowie i okolicach najwięcej pisał Józef Kozaczka, nieżyjący już wieloletni przewodniczący miejscowego ZBOWiD-u, peerelowskiego związku kombatantów. Badał pomoc udzielaną przez Polaków i represje, jakie ich za to spotkały.

    W 1968 roku, w apogeum antysemickiej nagonki, Kozaczka pisał w „Zielonym Sztandarze”: „Ze zdumieniem i oburzeniem czytam o potwarzach rzucanych przez różne środowiska żydowskie za granicą na nas, Polaków, jakobyśmy pomagali faszystom w mordowaniu Żydów. Trudno o coś bardziej wstrętnego, bardziej krzywdzącego nasze społeczeństwo. Nie zamierzam z tak oczywistymi bredniami polemizować, pragnę tylko przytoczyć nieco znanych mi faktów z terenu powiatu Dąbrowa Tarnowska” (14 kwietnia 1968 r.).

    Jan Grabowski, który cytuje ten tekst, zwrócił uwagę, że na opublikowanej przez Kozaczkę liście ratujących jest Michał Kozik, który rzeczywiście przechowywał rodzinę Glückmannów, tyle że ją później zamordował.

    Cytaty pochodzą z reportażu „Puścić Żyda na zajączka” śladami badań Jana Grabowskiego, profesora historii z Kanady, związanego z warszawskim Centrum Badań nad Zagładą Żydów, który na przykładzie jednego powiatu – Dąbrowy Tarnowskiej – zbadał, co się stało z Żydami, którzy podczas likwidacji gett w 1942 roku podjęli decyzję ucieczki.

  422. „(…)pamiętamy historię Holokaustu w Szczebrzeszynie, dzięki bardzo ważnej książce znanego polskiego lekarza i historyka Zygmunta Klukowskiego, dyrektora szczebrzeszyńskiego szpitala w okresie okupacji („Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny ( 1939-1944)”). „Lekarz z zawodu, pisarz, historyk i bibliofil z powołania, Klukowski postanowił utrwalić codzienne życie pod okupacją, bezkompromisowo zapisując działania donosicieli, szabrowników i kolaborantów na równi z małymi i wielkimi aktami heroizmu, których był świadkiem”.
    ————————————————————————–

    Z „Dziennika”:

    21 października 1942.

    Do 3 popołudniu zgromadzono ponad 900 Żydów. Niemcy zaczęli przepędzać ich na obrzeża miasta. Niemcy ciągle szukają Żydów. Ogłoszono, że karą za ukrywanie Żydów jest śmierć, a za wskazanie ich kryjówek będą dawane specjalne nagrody. Wszyscy Żydzi zostaną zastrzeleni. Zabito od 400 do 500. Polaków zmuszono do kopania grobów. To był przerażający dzień. Nie potrafię opisać wszystkiego, co miało miejsce. Nie można sobie nawet wyobrazić barbarzyństwa Niemców. Jestem zupełnie załamany i nie mogę się pozbierać.

    22 pażdziernika

    Akcja przeciwko Żydom trwa. Jedyna różnica jest taka, że SS opuściło miasto I cała praca jest teraz w rękach naszych miejscowych żandarmów i „granatowej policji”. Dostali rozkazy, aby zabić wszystkich Żydów i wypełniają je. (…) Wstyd powiedzieć, ale niektórzy Polacy brali udział w tej zbrodni (szabrując żydowskie domy). Niektórzy ludzie pomagali nawet żandarmom szukać ukrytych Żydów. Niemcy zabijali nawet małe żydowskie dzieci. Trudno to opisać.

    23 października

    Gdy mnie nie było, gestapo, miejscowi żandarmi, „granatowa policja” i motłoch z ulic w Szczebrzeszynie znów zaczęli polowanie na Żydów. Wyjątkowo aktywny był Matysiak, policjant z Sulowa, i Skórzak – woźny miejski. Skórzak nie miał rewolweru tylko siekierę i tą siekierą zabił kilku Żydów. Przez cały dzień ludzie polowali na Żydów i zabijali ich, podczas gdy inni znosili ciała na cmentarz, aby je pochować.

    24 października

    Polowanie na Żydów trwa. Z Biłgoraja przyjechali dodatkowi agenci gestapo. Z pomocą żandarmów, „granatowej policji” i niektórych mieszkańców szukali wszędzie Żydów. Wszystkie piwnice, strychy i stodoły zostały przeszukane. Większość Żydów zabito na miejscu, ale niektórych zabrano na cmentarz żydowski na publiczną egzekucję. Byłem świadkiem tego, jak grupę Żydów zmuszono do marszu na cmentarz. Po obu stronach więźniów maszerowali żandarmi, granatowa policja i tak zwani „polscy strażnicy” ubrani w czarne mundury. Aby przyspieszyć bieg spraw Żydów bito po głowach i plecach drewnianymi kijami. To był przerażający obraz. (…) Większość zamordowanych Żydów to starcy, kobiety i małe dzieci. Młodzi mężczyźni są w lesie.

    26 października.

    Byłem świadkiem, jak usuwano Żydów z kryjówki w domu powroźnika Dyma. Naliczyłem około 50 Żydów wziętych do więzienia. Tłum patrzył, śmiał się, a nawet bił Żydów; inni przeszukiwali domy, szukając następnych ofiar. (…) Nie wiem, co stało się z doktorem Błotnym. Dentystka Bronsztajnowa razem z dwiema córeczkami została wysłana w transporcie do Bełżca. Doktor Sztrejcherową zastrzelono w jej własnym domu.

  423. Tobermory
    21 lutego o godz. 4:02

    Znów się, Tobermorku, spotykamy pośrodku drogi. Dość dawno temu obie maglowe madamy zza wielkiej wody nazwałem „kołtunkami”. To czyścioszki, Moralne Zawsze Dziewice oddelegowane przez same siebie do specjalnych zadań jako rewizorki blogowej poprawności. Zaś inkryminowana dodatkowo specjalizuje się w niewiedzeniu, co chce powiedzieć, ale mówi twardo. Może to duchowa siostra Aa?

  424. Z niedzielnej prasy szwedzkiej (21.02)

    „Szczesciem a zarazem nieszczesciem Polski bylo to, ze od 1989 czas podazal szybko. Taka sama mentalna podroz w czasach wspolczesnych, ktora zajela Szwecji 70 lat Polacy odbyli w ciagu 20 lat” ( Maciej Zaremba)

    Dziennikarz najwiekszej szwedzkiej gazety „Dagens Nyheter” (DN) znany z wielu publikacji na tematy polskie (autor ksiazki „Polski hydraulik i inne opowiesci ze Szwecji”, wyd. Czarne) zastanawia sie dlaczego Polacy, ktorzy jak niewiele innych europejskich panstw i to w tak krotkim czasie, polepszyli swoj byt, by nastepnie wybrac rzadzacych, ktorzy niszcza owe zdobycze. Probuje znalezc odpowiedz w tzw. „wojnie kulturalnej” pomiedzy miastem a wsia. Ilustruje to duzy rysunek na cala stronice DN: na bialoczerwonej fladze dwie postacie – u gory mezczyzna w garniturze , powiedzmy Armaniego, a zas u dolu na czerwonym tle odwrocona postac chlopa z widlami .
    Tytul publikacji Macieja Zaremby Bielawskiego „Rewanz wyrachowanego Polaka”. Bardzo wymowny tytul i jednoznaczny. W tekscie wiele pozytywnych spostrzezen z Polski. Podroz pociagiem z Wroclawia do Warszawy, wedlug Zaremby, to juz o klase przewyzszajaca standart szwedzki a takze punktualnosc, ktora kuleje w Szwecji ostatnio. Wiele innych wspanialych osiagniec Polski od 1989, ktore konkuruja z pwodzeniem z najleszymi europejskimi. To sa fakty. Jednoczesnie uznanie polskich politykow na arenie miedzynarodowej – np. Donald Tusk.
    Wszystko jak w bajce. Ale od czasu zmiany ekipy rzadzacej na czele z PiS, ktory wybrali Polacy zaczal sie przyspieszony demontaz, by od nowa stawiac fundamenty
    na miare „nowej polityki i moralnosci”.
    W dalszej czesci autor publikacji podaje liczne przyklady zmian w Polsce, ktore niejako
    podminowuja polska demokracje. Ochrona niepoczetego zycia, kopalnie wegla, jedyna prawdziwa wiara i pamiec o „wykletych”. A wszystko przeciwko: nihilistom, ekologom, EU, liberalom i wielkiemu wolnemy rynkowi.
    Dokad zmierza Polska? Pyta publicysta DN a jednoczesnie wierzy w Polakow poczucie humoru, ktore jest niesamowita silna „bronia”. Demonstracje KOD to najlepszy przyklad, by Kaczynskiego ekipa nie mogla spac spokojnie. Polska to wyjatkowy kraj, ktory nawet humorem potrafi zmienic wladze.

  425. @@@pombocek,Tobermory,Płynna rzeczywistość
    Dzięki.Trzeba było odświeżyć atmosferę po paskudnym wpisie Zyty, takiej dezynfekcji. To że kołtunce Zycie nie szkodzi wyliczać cudze skłonności, ujawniła już kilka miesięcy temu plując na Wojciecha Młynarskiego, bo do jej delikatnych, dziewiczych uszków dotarły plotki, że Młynarski ordynarnie odzywał się do żony. Dlatego nisko oceniła twórczość pana Wojciecha.
    @mciek g
    Ja też nie odróżniałem Zydów, dopiero w 68 roku dowiedziałem się, że ten czy ów kolega jest Żydem. Nawet przed 68 roku Polaków o żydowskich korzeniach było mało, poza tym niczym się nie wyróżniali w oczach „rasowych” Polaków. I nagle jakiś Moczar oświadczył, że mój przyjaciel Dzidek czy też moja dziewczyna Iwona są Zydami. Przyglądałem im się i za nic nie mogłem dostrzec jakichś szczególnych cech owego żydostwa. Było to tak absurdalne, jak oskarżanie w średniowieczu bogu ducha winnych kobiet o bycie czarownicami.
    Co do manipulowanego przez bezpiekę pogromu kieleckiego.Pewnie było z tą manipulacją coś na rzeczy. Nie mniej jednak to kieleckich motłoch kamieniował i topił w wątłej rzeczce Silnicy kilkudziesięciu uratowanych z zagłady Zydów.
    Jeżeli trochę naciągane świadectwo Kosińskiego Ci nie odpowiada, to przeczytaj Leopolda Buczkowskiego „Czarny Potok”, albo wspomnienia Józefa Hena.
    Co do innych przykładów to przeczytaj, co napisali pombocek czy Tobermory o Szczebrzeszynie czy Biłgoraju.
    Jak napisałem wyżej, obok precyzyjnie funkcjonującej , niemieckiej fabryki zagłady żydów, działała polska manufaktura, szmalcownicy, bandyci zwani wyklętymi żołnierzami i inni rodacy sprzyjający „odżydzeniu” Polski. Ileż to razy słyszałem taką rzuconą uwagę: „Hitler przynajmniej zrobił jedną dobrą rzecz; rozwiązał nam porblem żydowski.
    Podobnie jak Polacy, Franzcuzi też przez dziesięciolecia wstydliwie chowali własny udział w zagładzie Zydów. Dopiero od paru lat zaczęto pokazywać w mediach ową gorliwość w dostarczaniu z tzw. wolnej strefy Francuzów żydowskiego pochodzenia władzom niemieckim.Obóz przejściowy w Drancy aż pękał w szwach. Fakt, że kulturalni francuscy policjanci i czyści rasowo Francuzi nie mordowali osobiści swoich żydowskich rodaków, tak jak to czynili krewcy mieszkańcy lubelszczyzny czy białostoczcyzny.
    Jedynym europejskim narodem, który nie splamił się udziałem w holokauście, są Duńczycy.Kiedy okupowani przez armię hitlerowską, otrzymali polecenie wydania swoich Zydów, duńscy rybacy przerzucili do Szwecji wększość swoich żydowskich rodaków. A szypra, który grupkę Zydów pozostawił na pełnym morzu , duńskie podziemie kazało rozstrzelać

  426. mag
    20 lutego o godz. 22:32

    Mag, ja też. Czy moge „Je suis Wałęsa” przerobić na mema?

    Wczoraj późnym wieczorem na fb mój dawny dobry znajomy wrzucił posta. Ten mój znajomy to człowiek ponad 50-letni, pasjonuje się początkami państwa polskiego, założył bractwo rycerskie. Lubiłam go naprawdę, choć kontakt w zasadzie urwał się kilka lat temu.
    Post, jaki wczoraj wrzucił, to kadr z filmu z Magdalenki wyemitowanego przez tvpis, na którym ktoś kółkiem zaznaczył świecznik na stole. Dopatrzył się menory. I wyszło na to, że to znów spisek żydowski. Nie chce cytować, co tam wypisywali, bo nie ma po co.
    W pierwszej chwili chciałam zareagować, ale zdałam sobie sprawę z tego, że nic tak nie wkurza uzytkowników fb, jak brak reakcji na ich rewelacje.
    Ale jest mi smutno i przykro, że taki fajny człowiek okazał się prymitywnym antysemitą. Kij mu w oko.

  427. Jasny Gowin o szkółce Rydzyka: „To dzieło zapoczątkowane przez ojca dyrektora (pisownia moja – JP) jest dziełem dobrym dla Polski, narodu polskiego i dziełem umiłowanym przez Pana Boga”.

    Kolejny odczytywacz myśli Nieistniejącego. Co za bezmózgie małpy dorwały się do mównic i koryta!

  428. A menora w rzyc

  429. ozzy (8:38)

    „Dokad zmierza Polska? Pyta publicysta DN a jednoczesnie wierzy w Polakow poczucie humoru, ktore jest niesamowita silna „bronia”. Demonstracje KOD to najlepszy przyklad, by Kaczynskiego ekipa nie mogla spac spokojnie. Polska to wyjatkowy kraj, ktory nawet humorem potrafi zmienic wladze.”

    No to teraz rozsiadzmy sie we fotelach przed pisiorska telewizornia. I czekajmy na humorystyczna zmiane wladzy.

    Niehumorystycznej zmiany wladzy doczekamy sie, byc moze, za 8 lat. Bo nic nie wskazuje dzisiaj na to, zeby po uplywie pierwszej kadencji rzadow PiS-u, dzisiaj istniejaca ordynacja wyborcza umozliwila odebranie wladzy kaczynistom za 4 lata.

    Jesli KOD bedzie sie tylko bawil w swoje dotychczasowe marsze, zamiast dazyc do zmiany ordynacji wyborczej, to powrot Nadkaczelnika do wladzy w 2019 mamy na mur kartofel.

    I to w tym kierunku zmierza Polska. Moj ty dzielny ozzy

  430. Niewykluczone, że z powodu m.in. włażenia w tyłek Rydzykowi zacznie się rozłam w PiS-ie. Oby nam się!

  431. Nie powrot tylko kontynuacja waadzy kaczej nas czeka w 2019. Izwiniajus ja

  432. Płynna rzeczywistość
    21 lutego o godz. 3:12
    Czytać ze zrozumieniem umiem i książka „strach” pisze nie o tym co piszesz , a o strachu żydów po zakończeniu się wojny i dlatego zaczyna się od pogromy w Kielcach. Idiotyczna teza nie poparta żadnymi dokumentami powtarzana przez Grossa (który chce uchodzić za historyka , a więc naukowca) kompletnie go dyskryminuje i pokazuje że nie jest nim po prostu. (potwierdza to co piszę, on celowo chce oczerniać Polskę i Polaków – dlaczego -pewnie jednym z powodów jet właśnie wymuszenia opuszczenia polski przez jego rodzinę) Jest to typowy manipulant historyczny jakich jest wielu. To co nawyprawiał w swej książkowe „sąsiedzi” też pokazuje jaki z niego naukowiec. Widać wyraźnie, że zależało mu na wyolbrzymianiu rozmiaru zbrodni i pomijaniu niewygodnych dla tezy którą chciał udowodnić faktów.
    To jak wielu ludzi można zmanipulować pokazują właśnie wpisy na temat Grossa. Jakby w tej Polsce ludzie byli tacy jak ich Pan Gross przedstawia to bałby się tu przyjeżdżać i wygłaszać swe wykłady. Gdyby ktoś zrobił tak analogicznie w stosunku do państwa islamskiego to co by było?
    Bzdury na tematy Polsko-żydowskie kupiło wielu Polaków i sami je rozpowszechniają . Nikt się nie zastanawia nad faktem, że w Polsce przedwojennej stale rosła liczba żydów co kompletnie przeczy tej żydożerskości Polaków (żydzi parzcież nie masochiści i nie pchają się tam gdzie ich biją poniewierają i niszczą.)
    Następy fakt przeczący wypowiedziom tego typu jest fakt, że Niemcy w Polsce jako w jedynym kraju wprowadzili prawo że za ukrywanie i pomoc żydom śmierć ponosi ukrywający (pomagający) i cała jego rodzina. Czyżby było to robione z powodu tego,że Polacy tak chętnie żydów wydawali i zabijali?
    Przestańmy powielać nieprawdy na tematy polsko-żydowskie które wciskają pewni politycy żydowscy dla realizacji swych celów (korzyści jakie to przynosi).
    Ciekawe, że obecnie Niemcy nie są przez tych polityków żydowskich atakowane. Nic nie słychać by byli oni tacy antyżydowscy. Tym politykom jakoś mało przeszkadza fakt że zagładę właśnie oni im urządzili. Teraz chętnie kupili tezę że to naziści niemieccy winni, a reszta Niemców nic z tym wspólnego nie ma.
    Oj jak dajecie się kiwać politykom.

  433. Myślę, że statystyki mówią wszystko… i wynika z nich jednoznacznie, że nie tylko ideologia hitlerowska była źródłem tego, że najwięcej Żydów zginęło w Polsce. Oto kilka danych:

    Polska: 3,300,000 (ludność żydowska przed wojną) – 3,000,000 (liczba zamordowanych)
    Związek Radziecki: 3,020,000 – 1,000,000
    Niemcy: 566,000 – 138,500
    Austria: 185,000 – 50,000
    Dania: 7,800 – 60
    Finlandia: 2,000 – 7

    Ciekawe, dlaczego Niemcy szczególnie w Polsce umiłowali sobie zabijanie Żydów? A może nasz naród gorliwie mu w tym właśnie pomagał?

  434. Lewy
    21 lutego o godz. 9:24
    Napuścić ludzi na siebie zawsze się politykom udaje . Tak samo jak zawsze się udaje znaleźć szuje by wykonywały najgorsze zbrodnie przez nich polecane. Jednak żeby na prawdę zrozumieć historię trzeba poznać dokładnie tło i wszystko co poprzedzało , a nie tylko efekt finalny. Obecnie widzimy jak ludzie skaczą sobie do oczu napuszczenia przez polityka.
    Nie wolno się poddawać takie poprawności politycznej jaką chcą chwilowo rządzący politycy mieć. Zobacz co wyprawiało się w naszych mediach odnośnie Ukrainy i tamtego konfliktu. Teraz jakoś to ucichło bo widać że tam fatalnie się dzieje i wszystko dąży do katastrofy.
    Co do spraw żydowskich to tak namieszano ,że praktycznie nie ma rzetelnych opracowań (wszystko spaczone w jedną lub drugą stronę)
    Trzeba często samemu ze znanych 100% faktów wyciągać wnioski.
    Właśnie taki podałem odpisując Płynna rzeczywistość . Jak było z tymi Polakami i Polską tak jak próbują na wmówić to dlaczego liczba żydów w tej Polsce stale rosła parz encyklopedia. Dlaczego też Niemcy jedynie w Polsce wydali takie drakońskie prawo. Te dwa fakty mówią wszystko.

  435. Płynna rzeczywistość
    21 lutego o godz. 3:12

    „(…)Nigdy nie zastanawiało Cię, że w wielu miasteczkach, zwłaszcza wschodniej Polski, nagle „wyparowała” połowa, czasem nawet 2/3 mieszkańców i pamięć o nich po prostu została jakby gumką wytarta, wymazana? Jakby ich nigdy nie było? Ta niepamięć jest równie wstrząsająca, jak ówczesne mordy i powszechne przyzwolenie na mordy. (…)”

    To nie jest niepamięć, tylko właśnie pamięć, i to bardzo dobra.

    Z mojego miasta Żydzi zniknęli w jeden dzień i to oficjalnie. Niemcy wyprowadzili wszystkich z mieszkań i wywieźli do pobliskiego Chełmna. Patrzyli na to Polacy. Jeden z nich wspominał, jak jedna z Żydówek krzyknęła: No i co tak stoicie? Z wami tez tak zrobią!

    I dziś nie ma śladu po zagładzie 1/3 mieszkańców miasta. Tzn. stoi synagoga przerobiona na bibliotekę, na której wisi tabliczka: tu była synagoga. Koniec. Żadnego miejsca pamięci, żadnego kawałka kamienia, połowy chociaż tabliczki. W miejscu, gdzie był peron, z którego wszystkich wywieźli, jest ugór, które wkrótce ma być przerobiony na drogę gminną, by łatwiej było dostać się do Biedronki.

    Za to groby kilkunastu powstańców styczniowych cieszą się czcią szczególną, znicze, tablice, kute ogrodzenie, msze itd. Nie twierdzę wcale, że to źle. Ale powstańcy to kilkanaście ofiar sprzed 150 lat, a Zydzi to półtora tysiąca ofiar sprzed 70 lat. Gdzie tu proporcje?

    I rozmawiałam o tym szczególnym braku z burmistrzem. Wiesz, co odpowiedział? Wie, ze nie ma żadnego miejsca pamięci, ale żyją tu różni ludzie, którzy mają różne fobie i lepiej tego nie uruchamiać. Widzisz? Pamiętamy!

  436. maciek.g
    21 lutego o godz. 9:53

    Mijasz się z prawdą pisząc, że „Niemcy w Polsce jako w jedynym kraju wprowadzili prawo że za ukrywanie i pomoc żydom śmierć ponosi ukrywający (pomagający) i cała jego rodzina”. Podobnie surowe prawo obowiązywało również na terenach ZSRR oraz byłych republik radzieckich. W pozostałych krajach Europy też bywały mniej lub bardziej dotkliwe konsekwencje (za pomoc konfiskowano majątek, aresztowanie, więzienie, deportacja do obozu koncentracyjnego).

  437. Rafał KOCHAN
    21 lutego o godz. 10:12
    Pomyśl trochę ! po prostu dlatego, że w Polsce było żydów najwięcej.
    Gdzie mieli ich wywozić by zabijać ? do Niemiec?
    Dania mimo że dopadła ją okupacja Niemiecka wysłała swoich żydów do Szwecji by ich przed Niemcami uchronić i z tego powodu tak niska liczba zabitych.
    Rosja z holokaustem nic wspólnego nie miała, ale Niemcy wdarli się na znaczną część tego kraju – to z tej przyczyny ta znaczna liczba zabitych.
    Austria – po prostu żydzi stamtąd uciekli (ostateczne rozwiązanie nie wprowadzono od początku wojny, najpierw żydów wyrzucano z Niemiec i Austrii – między innymi do Polski)
    Jak coś piszesz to sprawdź przyczyny

  438. Rafał KOCHAN
    21 lutego o godz. 10:26
    Nie znałem tego faktu , bo on jakoś nie jest naświetlany. W Rosji wielu żydów współpracowało z aparatem rządowym Radzieckim. Żydów z ZSRR przywożono do obozów zagłady w Polsce , tam Niemcy nie mieli czasu na organizowanie nowych obozów.
    W Rosji takie prawo jest dla mnie bardziej zrozumiałe.

  439. maciek.g
    21 lutego o godz. 10:27

    Więc i ty pomyśl. Żeby zabić człowieka, trzeba go gdzies wywozić?
    Poza tym, jak operujesz jakimiś faktami, to je potwierdź.
    Np. podaj źródło oraz faktyczną ilość Żydów, którzy zostali „podrzuceni” Polsce przez Niemcy i Austrię?

  440. szanowny@ Rafale

    daremna ta rozmowa z @mackiem g. („polakiem”)
    podobnie jak niegdys z @dezerterem

    z niedzielnym slonecznym pozdrowieniem

  441. Był taki piękny słoneczny dzień…

  442. Bylem w Polsce, chyba w 2004 roku, odwiedzalem cmentarz zydowski w Bialymstoku – nieopodal graniczyl z katolickim ( za murem) – istne smietnisko urzadzali tam sasiedzi
    wiele pustych butelek po wodce, winie etc etc. Po wojnie przejmowano majatek ludnosci zydowskiej, ktora byla wywozona do roznych gett a pozniej zgladzona w Treblince badz w innych obozach smierci. Macewy kamienne uzywane byly przez chlopow do roznych celow budowlanych a takze kladziono je na zagnojonych podworkach, by mozna bylo poruszac w tym blocie zmieszanym z gnojem, gownem etc etc.
    Nagralem film z tego zdewastowanego cmentarza przez katolikow. Duzo mozna by tu pisac. O gospodarzach co krowy wypasali na cmentarzach zydowskich, o „zlotych zniwach”, dawnych boznicach(beith tefilah/ sluzacych jako magazyny a i jako wychodki.
    Prof. Jan Tomasz Gross zrobil to wysmienicie. Nic wiecej nie mozna dodac.
    A Lanzamanna „Shoah” /film/ pokazuje sie mlodziezy szkolnej w Polsce?

  443. Bez nerwów. Tylko sprawdzam, czy zostałem usunięty.

  444. a gdyby tak z kaplicy katolickiej zrobic jakis publiczny wychodek?
    a gdyby figurke Madonny osadzic w lajnie na pastwisku?
    *
    Tak, tak „tam palili sie zydki” a nie rodzimi polscy ojcowie, mezowie, matki, zony i dzieci.

  445. @maciek.g

    Duńczycy, kiedy kazano „ich” Żydom założyć opaski , powiedzieli,że oni też je założą i i Niemcy sobie ten sposób stygmatyzowania żydowskiej diaspory odpuścili.

  446. Żeby zrozumieć postępowanie Żydów, np. akceptowanie bez wahania władz, jakie by one nie były, czy współpraca z nimi, trzeba poczytać Bashevisa Singera.
    Takie katolickie tępe pały typu maciek, nie będą go czytać, bo nie zamierzają zmieniać swoich poglądów, wtłoczonych im do łbów na katechezie, gdzie Żyd zawsze będzie tym który utrupił Jezusa – Słowianina, a nie jakiegoś tam żyda – i basta. Są „naukowe” rozprawy ten „fakt” udowadniające.
    Trudno się temu dziwić, bo Polacy to najwspanialszy naród na świecie, a Żydzi są wszędzie traktowani podobnie (źle) widocznie na to zasługują; przecież wszyscy nie mogą się mylić – czyż nie?
    Pewni ludzie, mają doprowadzone do perfekcji nie przyjmowanie do wiadomości, nawet udokumentowanych przez ich ulubiony IPN, faktów.
    Mówią np. „Dobry Boże” choć ze świecą na całym świecie szukać, jakichkolwiek oznak dobroci ze strony rzeczonego. Może maciek.g coś podrzuci.
    PS. Gdy zmieniał się zaborca, wspaniały przepojony patriotyzmem chłop polski, sam sobie na stodole pisał białą farbą „kapuś” – licząc, że nowe władze na kapusia go zatrudnią.

  447. A w przypadku Grossa który odwalił kawał dobrej roboty, błędem było, że poszedł za bardzo w eseistykę.
    Czyli pomimo niezaprzeczalnych zdarzeń ,za bardzo pisał w swoim imieniu.Od siebie.
    Biorąc się za tak drażliwy dla Polaków temat, powinien każde fakt potwierdzić źródłowo cytatem , dokumentem, czyjąś potwierdzoną opinią, czyli tym, czym powinna się charakteryzować się dobrze udokumentowana praca naukowa, historyczna.
    Za bardzo poszedł w impresje i stąd jego problemy.

  448. A to dobre! W/g double A, Gross powinien stosować jego metodę spuszczeniu się na cytaty. I wtedy wszystko byłoby OK.
    Powinien np. cytować Miłosza.

  449. @sugadaddy
    Również Miłosza…jako mieszkańca Warszawy w czasach II wojny światowej.

  450. ozzy
    21 lutego o godz. 10:58

    Mi w głowie się nie mieści, jak można było w czasie wojny pójść i za kilka flaszek wódki lub kilka kilogramów cukru donieść okupantowi, gdzie skrywa się cała rodzina żydowska, bardzo często narażając swoich wieloletnich sąsiadów, którzy ukrywali tych Żydów? Ja rozumiem, że bieda, głód i inne czynniki mogą przyczyniać się do takich zachowań, ale czy faktycznie to właśnie te czynniki były decydujące w takim zachowaniu? Daje to obraz, jak społeczeństwo polskie wówczas było prymitywne, amoralne.. Gdzie wtedy był kościół? Gdzie katabasy?

    Cała jednak ta sprawa jest zbieżna z obecnym problemem Wałęsy i jego niejasną przeszłością. W obu przypadkach my, jako naród, mamy jakiś niedowład moralny w postaci wykonania gruntownego rachunku sumienia, oczyszczenia się… Czy tzw. racja stanu i interes państwowy faktycznie może przysłaniać uniwersalne i ponadczasowe, ogólnoludzkie wartości moralne? Jak się okazuje, w naszym katolickim szambie jest to możliwe. Nie liczy się „prawo boskie”, najważniejsze jest „prawo narodowe” i to ono jest prymarne względem humanistycznych wartości. Społeczeństwo polskie ma jakieś deficyty w tym względzie i jak pokazują ostatnie wydarzenia, nie są one przypisane do konkretnej opcji światopoglądowej.

  451. @Tanaka, wczoraj 22:46
    Dziękuję Ci, ‘Tanako’, za podjęcie tematu. Musimy, szczególnie u p. Jacka, częściej mówić o tej bezwstydnej korporacji, tym biznesie opartym na kłamstwie i permanentnie prowadzącym kampanie wyborcze w kościołach, punktach katechetycznych, szkołach.
    Kiedy prezes, ta żyjąca z intryg i kłamstw kreatura, wypina dumnie brzuch po wyborach 2015, powinniśmy przypominać, że wybory wygrał ‘epidiaskop/Rydzyk’, a ten kłamczuszek był tylko kukiełką w teatrze lalek.
    Otoczony zgrają ludzi bez charakteru, sam ich jeszcze moczy w szambie, aby w śmierdzącej wspólnocie zachowali lojalność.

    W Polsce nie możemy liczyć na dziennikarstwo śledcze. Będą bredzić o trotylu, grzebać w archiwach IPN – nikt nie odważy się zajrzeć pod kołdry tym pasterzom.
    Zostaje, póki co, sieć.

    Ukłony i serdeczności.

  452. @Aateista

    Prof. J T Gross: za bardzo „poszedl w impresje” ?!
    Albo zbyt duzo inkrustacji i estetyzujacego egzystencjalizmu a takze filozoficznego zapatrzenia, czyli taki „odsiebizm”.
    Panie Aateisto, wie pan, ze w nocy gorzej widac.

  453. @Lewy
    Nie mogłem się doczekać na Twoją tutaj obecność.
    Już dawno zauważyłem, że brzydzi/zniesmacza nas u bliźnich to samo, Drogi ‘Lewy’.
    Czasami masz więcej odwagi, aby o tym pisać na blogu.
    Chyba przyszedł czas (mówię to do siebie) na zajmowanie bardziej wyrazistej postawy na blogu ateistów.
    Ściskam serdecznie

  454. Po trochu się domyślałem, że maciek.g to taka polaczkowata mucha plujka. Nie interesowałem się i dotąd nie bardzo się interesuję polskim antysemityzmem, bo w mojej rodzinie ten temat nie istniał. Była tylko jedna opowieść mamy, jak to jej ojciec nosił ukrywającym się Żydom jedzenie do lasu. Przychodził na skraj lasu jeden z nich, dziadek zostawiał mu jedzenie i odchodził. Jednego razu poszedł ich uprzedzić, żeby nosa nie wysuwali, bo we wsi są Niemcy. Nie zdążył. Był świadkiem, jak w życie niedaleko lasu pokazała się głowa tego znajomego. Padł strzał i trup. Dziadek nie zauważył, że z tyłu już szli Niemcy w stronę lasu.

    Temat Żydów zaczął dla mnie istnieć w roku 1968, kiedy za sprawą kilku nauczycieli w moim wrocławskim technikum została wyrzucona ze szkoły ukochana moja nauczycielka z żydowskimi korzeniami. Od tego czasu ku własnemu zdumieniu zacząłem odczytywać u znajomych mniej lub bardziej kamuflowane aluzje, albo i wcale nie kamuflowane (wcześniej komunikat, że ktoś jest Żydem, odbierałem jak zwyczajny komunikat, taki sam jak to, że ktoś jest Amerykanin, Polak, Rusek):
    – Jak to, nie wiesz, kto to?
    – Przecież wiadomo, kto on jest.
    – Przecież to Żyd.
    Dotarło do mnie, ilu w licznym gronie znajomych jest antysemitów – ale to był taki antysemityzm zdawkowy, na poziomie krótkich, nierozwijanych aluzji. Jednak na przestrzeni niemal 50. lat kilka razy miałem do czynienia z takimi antysemickimi buchalterami jak maciek.g, którzy swoje obsesje prezentowali w duchu niby naukowego obiektywizmu. Kiedy w początkach takich kontaktów trzeciego stopnia słuchałem ich pasjonackich wykładów, wygłaszanych czasem z pianą na ustach, wydawały mi się, jołopowi, wiarygodne, tyle że po wykładzie temat przestawał dla mnie istnieć, bo nigdy nie istniał i mnie nie obchodził. Aż się kapnąłem, że ich wyliczanki, porównania, rzeczywiste lub wydumane zależności przyczynowo-skutkowe, fakty nie do zweryfikowania w czasie rozmów, liczby, ułamki, procenty to nie zwiastuny obiektywizmu, lecz jakiegoś szczurowatego, antysemickiego zajoba. I zapominałem drogę do nich, znaczy – do znajomków.

    Dlatego Jamno jest najlepsze, zwłaszcza o tej porze – ani jednego szczura, ani jednej małpy. Jeszcze jeden dzionek podochodzę do siebie i jadymy na ta woda.

  455. @Rafal,

    gdzie byl Kosciol? Gdzie jest? Lepiej, zeby nie bylo, jezeli ma taki byc.
    Posiew nienawisci nie obrodzil zniwem milosierdzia. Ale coz wymagac od „ludu Bozego”, kiedy pasterze, nawet Prymas 1000.lecia („Na procesie Beilisa zebrano duzo dawnych i wspolczesnych ksiag zydowskich, lecz kwestia uzywania przez Zydow krwi nie zostala decydujaco rozwiazana”) … z kim i na jaki temat mozna rozmawiac w tym Kosciele.?

  456. Rafał Kochan pyta ozzego:

    .” Gdzie wtedy był kościół? Gdzie katabasy?”

    Powiedzmy,ze Kościół miał problemy ze swoją humanitarną tożsamością w czasach II wojny. Ale to temat wbrew pozorom nie tak jednostronny jakby się wydawało. Ja również nie miałem wobec Kościoła czasów wojny żadnych tłumaczeń,ale teraz mniej waliłbym KK tamtego okresu po głowie.

    Przypomnę tylko,ze w czasach 1935-38 gościł na polowaniach w Puszczy Białowieskiej niejaki Herman Goering. I wcale zapraszającym nie był polski Episkopat.
    W Warszawie już w 1938 roku na drzwiach jednej z knajp zawisał karteczka „Tylko dla Polaków” i wcale nie była to jadłodajnia Caritasu.
    A rola endecji, ze swoim idiotycznym antysemityzmem w okresie międzywojennym wśród niezbyt wykształconych mas polskich była naprawdę wielka.

  457. Gross idzie na pierwszy ogień, ale za nim przyjdzie kolej na innych historyków, którzy odważyli się badać historię Zagłady w Polsce. To, że starannie potwierdzali fakty cytatami, świadectwami świadków i zapiskami z pamiętników niekoniecznie zmienia postać rzeczy. Np. Dariuszowi Libionce wymalowywano swastyki na samochodzie – nie sądzę, że było tak dlatego, że uważni czytelnicy jego prac złapali go na jakiejś nieścisłości w bibliografii.
    @Jiba, naprawdę celne uwagi w sprawie pamiątek po Żydach – mam identyczne skojarzenia, ale jesteś lepsza o puentę z burmistrzem!

  458. Aateista
    21 lutego o godz. 12:04

    Doceniam to, że potrafisz przynajmniej w tym aspekcie (politycznym) dostrzec pewną… hmmm… niestosowność endecji…
    Mimo to z uporem maniaka starasz się wybielić niechlubną rolę kościoła. Dlaczego? Jak to jest, że raz dostrzegasz potrzebę trwałej integracji kościoła ze społeczeństwem i uznajesz to jako wyższą konieczność w zachowaniu fundamentów naszej kultury, a innym razem lekką ręką rozdzielasz kościół od państwa? I tam, gdzie zachodzą negatywne zjawiska, to już wskazujesz, że kościół nie miał na nie wpływu, bo to robili źli politycy. Otóż Aaronu, bądź uczciwy i posługuj się tymi samymi kryteriami oceny… Nie można, wedle jakiejś wygody, raz na każdym kroku machać przed oczami kukiełką kościoła, wskazując, że jest on immanentną częścią naszej kultury, a innym razem chować ją do majtek i udawać, że przecież kościół nie brał udziału w tworzeniu pewnych, negatywnych zjawisk społecznych czy politycznych.

  459. pambocek,
    Jaj jestem o pokolenie młodszy. Jednak ten dialog:

    – Jak to, nie wiesz, kto to?
    – Przecież wiadomo, kto on jest.
    – Przecież to Żyd.

    nic nie stracił ze swojej uniwersalności.

  460. @Rafał Kochan

    Czy mógłbyś w mojej bogatej blogowej twórczości znaleźć choć jeden fragment w którym pisze coś o „stosowności” endecji?

    Pytam w kontekście Twoich:

    „Doceniam to, że potrafisz przynajmniej w tym aspekcie (politycznym) dostrzec pewną… hmmm… niestosowność endecji…”

    Podobny manewr zastosowałeś kiedyś w przypadku Jaruzelskiego.

    Zarzuciłeś mi „antyjaruzelskość”, a kiedy poprosiłem o dowody…zapadła głucha cisza…

  461. Już chyba kiedyś mówiłem to, co niżej. Ale że temat jest jak kluski w gębie prosto z wrzątku, więc może jeszcze raz. Dla jasności kto jest kto.

    TEGO SIĘ NIE ROBI, TO SIĘ MA

    Wrzasnęło coś nad uchem:
    – Jesteście, szwejku, Żyd?
    Obudziłem się ze strachu, a to się dalej drze:
    – Jesteście, szwejku, Żyd?
    – To pan porucznik?! Mało nie umarłem.
    – Już pół godziny pytam. Mówiliście, że nos wam się zadarł, bo wjeżdżaliście w życie nogami do przodu, tak?
    – Tak jest. Przez to widzę tylko na boki.
    – Czyli jeszcze gorzej niż Żyd: obrzydliwy antysemita.
    – Jezus Maria! A co to?
    – Kleicie durnia?
    – Melduję posłusznie, ja już jestem idiota. A po czym pan porucznik poznał, że jestem ten, co pan powiedział – antycoś?
    – Po nosie. Czemu mówiliście, że się zadarł?
    – Bo zadarty.
    – Chodzi o to, czemu mówiliście akurat jak pytałem, czy jesteście Żyd.
    – Żeby coś powiedzieć.
    – A nie mogliście powiedzieć kiedy indziej?
    – Melduję posłusznie, jak jedna z moich dam puściła bąka w łóżku, a ja powiedziałem jak pan porucznik: Nie mogłaś kiedy indziej?, od razu usłyszałem: „cham!”. I ona mogła kiedy indziej, i ja, ale wtedy żadne na to nie wpadło.
    – Wiecie, że Żydzi są garbatonosi?
    – O Boże!
    – Nie udawajcie, że nie wiecie.
    – Ależ to musi być nieszczęście!
    – Proszę! Nie dość, że antysemita, to jeszcze wojujący. Widzicie, jak was łatwo rozszyfrować?
    – Bardzo łatwo – ja siebie co dzień rozszyfrowuję.
    – Wyskoczyliście z zadartym nosem, żebym nie myślał, że jesteście Żyd. Trzeba wyraźniejszych dowodów?
    – Na co?
    – Na jajco. Wiecie przynajmniej, kto to Żyd?
    – Nie.
    – I po co tak kręcić?
    – Melduję posłusznie, Pan feldkurat Katz nauczał, że mowa ma być: tak, tak, nie, nie, więc mówię: nie. Prościej nie umiem. Od dziecka słyszę: Nie wiesz, że to Żyd? No żeby mnie kto zabił, nie wiem – mówili „Żyd” i tyle. Słuchałem raz jednego towarzystwa. A oni na wyścigi: „Toż to Żyd!” i „Toż to Żyd!”. Albo: „Wiadomo, kto pod naszą świętą ziemią ryje”. I żaden nie tłumaczył. Wyglądało, że Żyd to coś, co się rozumie samo przez się. U kogo się rozumie, u tego się rozumie. Dopiero pod koniec jeden powiedział, że Żyd to człowiek. Ale to chyba przesada, bo tyle to bym wiedział. Znajomi, jak zaczną o nieszczęściach, od razu: „Ukrainiec”, „Rusek”, „Żyd”, i nie tłumaczą. Więc zwracam się z uprzejmą prośbą: jak już mnie pan porucznik ze snu wyrwał, to może pan wyjaśni, co to takiego ten antysecoś.
    – Wojujący antysemita, który nie wie, co to antysemita, a nawet nie wie, kto to Żyd, to najidiotyczniejsze, szwejku, co w naszym świętym kraju może być. Chyba że robicie ze mnie durnia.
    – Melduję posłusznie, jak pan feldkurat Katz wymyślał sobie po pijaku od ostatnich, a ja prosiłem, by nie robił z siebie durnia, tłumaczył, że tego się nie robi, bo to jest dar boży, to się ma.

  462. Aateista
    21 lutego o godz. 12:29

    A czy ja napisałem, że kiedykolwiek pisałeś coś o „stosowności” endecji? Odniosłem się tylko i wyłącznie do twojego poprzedniego komentarza. Jako że endecja była oparta na fundamentach konserwatywnej ideologii. Znając słowa Dmowskiego z jego „Kościół, Naród i Państwo”, jakoby „katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę”, jednocześnie wiedząc, jaki ty masz stosunek do kościoła, uznałem, że wiecej cie łączy z endecją niż dzieli. Stad moje słowa.

    Natomiast całkowicie nie przypominam sobie, abym miał ci zarzucać jakąś „antyjaruzelskość”… A nawet jeśli tak było, to moje milczenie mogło wynikać tylko z jednej przyczyny… Zwyczajnie przyjąłem do wiadomości twoje stanowisko w tej sprawie i uwierzyłem, że jesteś w tym szczery.

  463. ozzy
    21 lutego o godz. 12:02
    Ano właśnie; krk mistrzem insynuacyjnej, niedopowiedzianej mowy .”kwestia uzywania przez Zydow krwi nie zostala decydujaco rozwiazana” powiedział prymas tysiąclecia.
    Czyż to nie po mistrzowsku rozegrane „nie decydująco rozwiązana” i pewnie nigdy decydująco nie zostanie rozwiązana.
    Pis jako zdolny uczeń nauczył się od krk i stosuje tę metodę wobec katastrofy smoleńskiej; że tez nie wszystko zostało decydująco rozwiązane, że brzoza powinna upaść troche inaczej a samolot rozlecieć się też jakoś inaczej, że Tusk ściskał się z Putinem, a Komorowski śmiał się.
    Na obrazie w katedrze sandomierskiej jest wielki obraz przedstawiający haczykowatonosych żydów nachylonych nad niemowlęciem szykujących się do nakłuwania specjalnymi szpikulcami nagiego ciała katolickiego dziecka. Zabierając się do tego rytualnego mordu Żydzi uśmiechają się podstępnie.Ja się pytam, co znaczy ten ich ohydny uśmiech ? Czy nie jest to dowód na to, że oni rzeczywiście zabijali małe dzieciątka i to z przyjemnością ?

  464. Rafał Kochan, Maciek G.
    Problemem polskich Żydów było to, że zaledwie ok. 10% z nich było na tyle zasymilowanych, że mogli uchodzić za Polaków, dopóki ktoś w bramie nie kazał im rozpiąć spodni. Wydaje mi się, że właśnie dlatego tak mało ich przeżyło. Jeśli ktoś z tego braku asymilacji zrobi im zarzut, to ja tylko przypomnę, że to był skutek upadku I RP 150 lat wcześniej. Można przecież zrobić taki eksperyment myślowy: że Polska utraciła niepodległość dopiero w 1850 r i aż do 1989 rządzili tu Rosjanie, Niemcy i Austriacy: w jakim języku mówiłaby 3-milionowa żydowska mniejszość, zwłaszcza że, kontynuując eksperyment, ponad połowa społeczeństwa byłaby analfabetami?

    Jeśli, Maćku, słusznie zauważasz, że Żydzi byli nadreprezentowani w UB a wcześniej wśród bolszewików, to pamiętaj też o przyczynach. Tą przyczyną był europejski/katolicki antysemityzm i wiara części najbardziej zasymilowanych Żydów, że komunizm z państwami bezklasowymi i ponadnarodowymi raz na zawsze zdejmie z nich odium „żydostwa”. Jeśli nie wiesz, co to odium żydostwa, to przypomnij sobie, jak premierowi Mazowieckiemu zlustrowano zawartość spodni z 10 pokoleń wstecz. Żydzi w UB byli dla władzy gwarantem, że UB ma doskonałe rozeznanie w polskich realiach, a jednocześnie nie ma w niej polskiej piątej kolumny, np. byłych żołnierzy AK czy ZWZ. Ale Żydzi byli tu (też) tylko pionkami: gdy tylko przestali być użyteczni, prawdziwa władza szybko się ich pozbyła.

  465. Brawo Biedroń Słupski!

    „Wczoraj wieczorem w swoim stylu odniósł się do sprawy prezydent Słupska Robert Biedroń. „Odwalcie się od Wałęsy. Przyznaję: TW Bolek to ja.” – napisał na Facebooku.

    Wpis błyskawicznie rozpowszechnił się. Polubiło go ponad 40 tysięcy osób, a udostępniło 2 tysiące.

    – Z całym szacunkiem Panie Robercie, spóźnił się Pan. Ja przyznałem się wczoraj. No chyba, że było/jest nas dwóch – skomentował jeden z użytkowników.

    – To jest jedyny Bolek, który w Polsce historycznie się liczy. Koniec, kropka. Wałęsa pozostanie Wałęsą – napisał inny, publikując zdjęcie Bolka z serialu dla dzieci „Bolek i Lolek”. – Brawo Panie Robercie! Wszyscy jesteśmy Bolkami! – napisał inny”.

  466. Rafał Kochan
    Czyli wyjaśniliśmy sobie pewne sprawy.

    A jeżeli chodzi o guru endecji,czyli Dmowskiego, to jego hasło „Kościół, Naród i Państwo” zdaniem jednego z jego biografów (Wapińskiego) ewoluowało.
    Otóż jego zdaniem, Dmowski do KK jako instytucji powszechnej,ze tak powiem globalnej, początkowo podchodził jak pies do jeża.
    Twierdził on że polskość nie jest zbytnio dowartościowana i zauważana przez uniwersalizm katolicki.
    Dopiero w latach 30 -tych ( ich początek) narodową ideę na dobre ożenił z Kościołem .
    Określone trendy przyszły też z Niemiec ( antysemityzm Mein Kampf) co dało w efekcie getto ławkowe, numerus clausus, hasła Żydzi na Madagaskar i tego typu patenty. I niestety bardzo ich dużą popularność wśród młodzieży szkolnej i studenckiej.
    To tyle a propos problemu Dmowski, a Kościół Katolicki.
    Według mojej wiedzy.
    Nie popartej cytatami. Niestety.

  467. Maciek G
    Bardzo, bardzo proszę, żebyś obejrzał dokument o nieżyjącym już dziennikarzu Polityki, Romanie Fristerze, link znajdziesz tu: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1608475,1,zegnaj-dzielny-romku.read
    Inny film, który mną wstrząsnął w kontekście stosunków polsko-żydowskich nakręcił Paweł Łoziński – „Miejsce urodzenia”. Był na jutubie, ale chyba zdjęli.

  468. 🙂
    Brawo, panie Biedron : )
    Tak trzymac!
    Podoba mi sie ten gosc.

  469. Spór o to, z jakich powodów Niemcy wybudowali akurat w Polsce obozy zagłady i o to, czy skala mordowania ludności żydowskiej przez Polaków rzeczywiście była tak duża — jak twierdzą żydowscy historycy czy raczej — marginalna, jak sugerują historycy polscy, orientacji narodowej, będzie trwał do końca świata, a przynajmniej do końca rodzaju ludzkiego.
    Historycy żydowscy nie mogą się doliczyć ponad 300 tys. swoich pobratymców, twierdząc, że padli ofiarą Polaków, natomiast polscy (m.in. prof. Marek Chodakowski) kwestionują tę liczbę i podają, bodajże …500-600 osób. Chodakowski zastrzega, że brał pod uwagę jedynie przypadki rzetelnie udokumentowane.
    Być może jedni i drudzy przesadzają, tyle, że w różne strony. Ja jestem skłonny twierdzić, że tych, którzy stracili życie, ponieważ wydali ich Polacy, bądź osobiście zatłukli pałami, przebili widłami albo powiesili, było znacznie więcej.
    Jakiś czas temu przeczytałem „Testament” Barucha Milcha, żydowskiego lekarza, mieszkającego na kresach przedwojennej Polski, podczas okupacji ukrywał się korzystając m.in. z pomocy Polaków. Wyrażał się o nich, z bardzo nielicznymi wyjątkami, pochlebnie, natomiast bardzo negatywnie o ukraińskim chłopstwie. Opisywał jak to chłopi urządzali polowania na ukrywających się Żydów i wyprowadzali ich do lasu, po czym wracali już bez nich. W kresowych wioskach mieszkało niewielu Polaków, Milch pisał, że ich spotykał podobny los.
    Nie inaczej musiało być na zachód od Kresów, czyli w obecnej Polsce – polski chłop „zainspirowany” w międzywojniu przez proboszcza i endeckich agitatorów, powodowany nienawiścią, bo przecież to „żydy winne chłopskiej niedoli”, żyjący, podczas okupacji, w poczuciu bezkarności, za zabicie Żyda, znęcony nagrodą za jego wydanie i perspektywą przejęcia majątku ruchomego (bo nieruchomości przejmowała administracja niemiecka), mógł wreszcie poczuć się kimś, poczuć się władzą. Oczywiście nie wszyscy chłopi byli bandytami, ale większość nie litowała się raczej nad „żydkami”, nie sprzeciwiała się wyprowadzaniu do lasu, czy choćby za stodołę, gdzie zarzynano takiego „żydka”, jak wieprza, bądź rozłupując mu czaszkę kłonicą, czy szpadlem.
    Nie chce mi się wierzyć, że „tylko” 500-600 Żydów poniosło śmierć z ręki Polaków, przekracza moją wyobraźnię ten zbiorowy zanik uczuć wyższych, nie chodzi już o bohaterstwo, ale zwykłe współczucie i o to, że już po wojnie, w żadnej z tych wiosek, czy miasteczek nikt nie zdobył się na potępienie tych zbirów, że społeczność tak gładko przełknęła te ohydne zbrodnie dokonane przez sąsiadów na sąsiadach, że ksiądz nie potępił tych bandziorów z ambony, nie wyklął.
    Polskę „wyszczyszczono” z Żydów dość dokładnie, a mimo to, nadal wśród wielu naszych rodaków panuje przekonanie o żydowskim spisku. Po okresie względnej ciszy hydrze antysemityzmu znów łeb odrasta – wystarczy poczytać, to co wypisuje oszołomstwo się na prawicowych forach.
    A wydawać by się mogło, że po takich doświadczeniach, jakie przypadły nam w udziale, antysemity będzie się ze świecą szukać!
    Podany przez Jibę przykład burmistrza, który nie chce drażnić obywateli upamiętnieniem zbrodni na Żydach, to nie jest wyjątek, takich burmistrzów, wójtów jest w Polsce setki, może tysiące i to jest dowód na to, że antysemityzm ma się w Polsce dobrze, a może mieć się jeszcze lepiej, ponieważ sprzyja temu obecna władza, i choć nie ma tego, wypisanego na sztandarach, to tworzy przyjazną atmosferę.
    Trudno mi się o tym pisze. Bardzo trudno.

  470. Rafał KOCHAN
    21 lutego o godz. 10:35
    Poszukaj to nie trudne , mamy internet. Mimo, że te sprawy mocno zafałszowane ale znaleźć można
    Z wiki
    „Spośród 522 tys. Żydów mieszkających w Niemczech w styczniu 1933, przed wybuchem II wojny światowej pozostało w kraju 214 tys. osób” jak myślisz , co się z nimi stało. wszyscy do Ameryki wyjechali?
    Tuz przed wybuchem wojny władze polski broniły się przed napływem żydów przymusowo wysyłanych do Polski. Z tego powodu masowo likwidowały żydom mieszkającym w rzeszy polskie obywatelstwa. Niemcy przyjęli bowiem strategię – jak ma obywatelstwo polskie to musi do Polski pojechać.
    Nikt nie prowadził statystyki tych ludnościowych ruchów. Niemniej ci najbiedniejsi starali się ratować jadąc do Polski do swych krewnych czy znajomych. Akcja nie wpuszczania żydów niemieckich do Polski mocno ten exodus skomplikowała , na granicach powstały obozy tych co nie mogli wjechać ani wrócić.

  471. @Rafał KOCHAN, wczoraj, 23:01
    Dopiero teraz dotarłem do Twojego postu ‘Rafale’.
    Wg mnie, piszesz do ‘Lewego’, o Wałęsie, w ‘narracji PIS’. (za przeproszeniem)

    To oni teraz mówią w mediach, że Wałęsa był kłamczuchem. Coś ukrywał, kartki wyrywał, bał się prawdy o sobie.
    A przecież to, że Wałęsa był dosyć prymitywnym osobnikiem, to wie nawet świat. W tej aferze z Bolkiem trzeba rozstrzygnąć przy pomocy grafologów, ile papierów na Wałęsę zostało podrobionych, to jest istota sporu, a nie publiczne osądzanie moralności prostego robotnika.
    Nawet jak szczał do kropielnicy – to co? Łobuz z niego był i prostak – to co?
    Jest ‘brandem’ Polski? Jest! Piszę to, jako facet spędzający wiele lat za granicą.

    Pamiętasz ‘Rafale’ jak publika kupiła narracje prezesa w sprawie smoleńskiej?
    Żadne, naukowe argumenty nie były w obiegu. Słyszeliśmy, że „statecznik leżał nie w tym miejscu, gdzie powinien”, że „Kopaczowa coś ukrywa, bo skłamała o głębokości przekopania terenu katastrofy”.
    A p. Rymanowski, w telewizji prywatnej, powiedział po publikacji wszystkich, łącznie z prokuratorskimi, dokumentów, że w dalszym ciągu nic nie wie o katastrofie/zamachu smoleńskim.
    Gdyby to był jakiś menel, ale to wszak gwiazda publicystyki telewizyjnej?!

    Obserwuję to zjawisko ‘narzucania publice narracji’, jako, że wygrało ono dla KK/Rydzyka/prezesa wybory.
    A Tusk obchodził się z nimi, jak ze zgniłym jajkiem, tak, jakby mieli na niego jakieś papiery.
    Kiedy zdobył się na „odwagę” i powiedział, że nie będzie klękał przed księdzem, w domyśle – Rydzykiem, wszystkie media przekłamywały wypowiedź „cytując”, że nie będzie klękał przed księżmi/kościołem/biskupem/klerem/.

    Narrację PO załatwiali pp Szejnfeld i Pitera.

    Pozdr
    PS
    A o Piłsudskim, idolu prezesa mówi tylko p. Nałęcz.
    Ojciec mi opowiadał, że duża część Polski nienawidziła Marszałka, ale na pogrzebie wszyscy płakali.
    Tacy my som, ‘Rafale’

  472. pombocek
    21 lutego o godz. 11:54
    Jak się nie interesowałeś i nie wiesz ,to przynajmniej nie staraj sie obrażać kogoś kto się interesował i dużo na ten temat wie.

  473. @maciek.g, wczoraj 19:05
    Piszesz ‘maćku.g’

    ”Postępowanie likwidacyjne partii zakończyło się 9 sierpnia 2007. 25 października tego samego roku minister skarbu państwa Wojciech Jasiński (PiS) umorzył prawie 700 tys. zł długu, jaki PC po sobie pozostawiło.

    A ja się ‘idę pytać’ retorycznie: gdzie, do (…) nędzy podzieli się dziennikarze śledczy?
    Dlaczego cicho w sprawie Skoków?

    A teraz pytanie mniej retoryczne z warstwy ‘diabelskiego adwokata’: a może prezes ma czyste ręce?
    A może Kamiński to człowiek ideowy?

    Ale pojechałem…
    Pozdr

  474. maciek.g
    21 lutego o godz. 13:31

    Trochę się nasłuchałem takich jak ty. Jesteście, nie tylko w określonej materii, TYPEM osobników bliskich spiskowemu widzeniu świata, a nie niezależnymi od stereotypów osobnikami. U takich, jak u wierzących w bogów i cuda, każde rozumowanie zmierza ku potwierdzeniu założonej tezy i tym samym jest kolejnym świadectwem zajoba. Nie pokazałeś, spiskowcu, że badasz obiektywnie książki Grossa, lecz nawrzucałeś mu inwektyw. Robię więc to samo: idź do diabła.

  475. Płynna rzeczywistość
    21 lutego o godz. 12:48
    Mylisz się temacie. Nie asymilowania się żydów w głównej mierze wynikało ze skupiającej ich religii która zresztą pozwoliła im przetrwać w rozproszeniu setki lat. Katolicyzm nie miał wpływu na to, że wielu żydom bardzo spodobał się komunizm i mocno wsparli przemiany w ZSRR. (z stamtąd po wojnie był główny napływ żydów do Polski, bowiem tych polskich co przetrwało było mało i byli bardzo wystraszeni. Jak tylko mogli to wyjadali w Polski – często siłowo ich wypychano). Praktycznie cała obsada SB była właśnie złożona z żydów rosyjskich. Właśnie, żydzi którzy stamtąd napłynęli mocno liczyli na to że Stalin będzie wspierał ich i pozwoli na powstanie państwa pod ich rządami. Stalin zawiódł ich nadzieje i wręcz im to uniemożliwił.
    Przed wojną do pewnego czasu żydzi mieli się w Polsce coraz lepiej i nawet w 1931 roku rząd polski ustawą ostatecznie zniósł wszystkie akty dyskryminujące Żydów w Polsce.
    Żydom znacznie łatwiej żyło się w czasie rządów autorytarnych marszałka Józefa Piłsudskiego (1926–1935), który opowiadał się za ocenianiem obywateli według kryterium zasług dla kraju, a nie narodowości. Szczególnie polscy Żydzi cenili sobie rządy popieranego przez Piłsudskiego liberalnego Kazimierza Bartla.
    Dopiero po śmierci marszałka, gdy go głosu doszła endecja żydom zaczęło się pogardzać i rosły nastroje antyżydowskie.
    Właśnie wsparcie i wysługiwanie się ZSRR pogłębiło w Polsce nastroje antyżydowskie i mimo minimalnej ich liczby wytworzyło ten klimat który trwa do dziś.

  476. ozzy
    21 lutego o godz. 10:58

    Macewy używane przez chłopków, to nie tylko wyraz ich indywidualnego stosunku do Żydów, bo przez swoją powszechność i powszechne przyjęcie, że macewa robiąca za płytę utwardzającą obsrane polskie podwórko, to znak oczywistości polskiego antysemityzmu.

    Macewy robiły powszechnie także, i do dziś często robią, za „infrastrukturę publiczną”. Pełno w Polsce miejsc, gdzie macewy robią za podłoże chodników, ścieżek publicznych, za schody w parku itd. To jest właśnie swoista, a rebours, „pamięć” polskiego katolicyzmu i antysemityzmu.

    Cmentarze żydowskie to nie były i ciągle w dużej mierze nie są „miejsca pamięci”, „miejsca szacunku”, znaki polskiej historii i historii konkretnych pokoleń oraz poszczególnych ludzi, ale zbiornice złomu, składy materiałów budowlanych, miejsce na meliny pijackie, wysypiska śmieci, szczalnie.

  477. stasieku
    21 lutego o godz. 13:48
    Prezes nie ma czystych rąk i nigdy ich nie miał

  478. tomasz63
    21 lutego o godz. 12:11
    Gross niczego nie badał , on po prostu w istniejących dokumentów wybierał to co mu pasowało i ubarwiał to i publikował zupełnie nie dbając o rzetelność naukową. Broń nas Boże ,jak to się mówi „przed takimi naukowcami”

  479. pombocek
    21 lutego o godz. 13:58
    Jak chcesz być pożytecznym idiotą dla pewnych polityków to nikt ci tego zabronić nie może.

  480. stasieku
    21 lutego o godz. 11:38

    Na blogi pana Jacka chyba dość często dyskutujemy o tej nędznej organizacji pt. Krkat. ale może trzeba więcej.

    Tak,gdzie nie ma demokratycznych, wolnych i obywatelskich, oraz silnych mediów, nie ma demokracji, wolności i obywatelskości.
    Bez tego bowiem, bez treści, wszystko zawieszone jest na tzw. Słowie. Słowie, co to w Konstytucji coś tam napomyka, co jest wyłącznie deklaratywne, a w istocie – beztreściowe.

    Polska nie jest krajem wolnych ludzi, nawet w słowie. Bo słowa dowolnego klechy więcej znaczą niż słowa tysiąca nieklechów, a słowo biskupa więcej znaczy niż słowo Konstytucji.

    To, co mówi Sipe, a co się sprawdza przy badaniu realu, z realu jest wzięte. W realu jest tak, że 8/10 członków kleru, co najmniej, to ludzie poważnie skrzywieni osobowościowo. W istocie, wszyscy są skrzywieni. Z podstawowego, co najmniej, powodu: wszystko, cała rzeczywistość, musi się im zgadzać z odgórną tezą. Nie są w stanie poznawać czegokolwiek „tak jak jest”, ale tylko „tak jak ma być”.
    Pozostałe skrzywienia są nawarstwieniami na pierwszym skrzywieniu.

    Pozdrawiam 🙂

  481. maciek.g
    21 lutego o godz. 14:14

    Kłamiesz

  482. jobrave
    21 lutego o godz. 13:23

    Bardzo trafnie „nie chce Ci się wierzyć”.
    Jeśli prof. Chodakowski „przebadał starannie” i wyszedł mu brak 500..600 Zydów, to znaczy, że starannie przebadał wszystkie przypadki, czyli te brakujące 300 tysięcy. I zrobił to tak starannie, że badał to przez ostatnie tysiąc lat.
    Jeśli brakuje 300 tysięcy, to zaczyna się od pytania podstawowego: co się z nimi stało? Dlaczego byli, a nie ma? Odpowiedź podstawowa jest zupełnie jasna: ponieważ, poza tzw. Maryją, ludzie nie są żywcem brani do nieba, coś konkretnego się stało.
    Jak się rzeczy działy, że Żydzi „znikali”, też jest jasne: wyprowadzano ich do lasu.. i nie wracali.
    No i dobrze – dla wyprowadzających. Nikt nie prowadził dokumentacji. Poza samymi buchalterami III Rzeszy, którzy mieli wielu kształconych księgowych i rachmistrzów. Ci liczyli, ilu poszło do nieba przez komin. Ale też tak liczyli, że im się nie całkiem chciało, i nie wszystko zdążyli policzyć. Straty po drodze, zużycie przed wysyłką, ubytki w gettach, po wsiach i miastach… tego nie liczono inaczej jak zgrubnie, lub wcale.
    natomiast piece miały określoną przepustowość, podobnie jak komory gazowe i gazowe ciężarówki. doły do rozstrzeliwań też miały określoną pojemność, więc trzeba było liczyć staranniej.
    Piece miały gwarancje producenta. Ale tylko wtedy były uznawane, jeśli były eksploatowane zgodnie z instrukcją technologiczną. Czyli znowu – porządniejsza buchalteria oraz „książka eksploatacji urządzenia technicznego” musiała, w zasadzie, odpowiadać rzeczywistości.
    „Rozkurz” to normalne pojęcie w produkcji i przetwórstwie, dowolnego materiału. Z 6 milionów naliczonych zabitych, 300 tysięcy ubytków, to zaledwie 5%. Zupełnie niewiele. Bez mała – wzorowo niewielka marnacja przy tak rozległym i złożonym systemie technologicznego przetwarzania Żydów.
    Tak było. To jest całkiem oczywiste.
    Będzie lepsza oczywistość, jak ktoś, życie po życiu Żyda, dokładnie i pewnie zbada. Nikt tego nie zrobi. Dlatego obowiązuje to, co mów Gross, oraz inni przytomni ludzie.
    Gross to nawet zaniża: daje 160-200 tysięcy „braków”. Jest w tym ostrożny. Tak też działa porządny historyk.

  483. maciek.g
    21 lutego o godz. 13:29

    „Spośród 522 tys. Żydów mieszkających w Niemczech w styczniu 1933, przed wybuchem II wojny światowej pozostało w kraju 214 tys. osób” jak myślisz , co się z nimi stało. wszyscy do Ameryki wyjechali?”

    Gratuluję wyciągania wniosków. I na tej podstawie sądzisz, że wszyscy (?), większa częśc (?), a jęli tak, to faktycznie jaka została Polakom „podrzucona”? Póki co nie przedstawiłeś żadnych wiążących danych w te sprawie, więc twój argument jest zerowy.

  484. stasieku
    21 lutego o godz. 13:30

    Publiczość wyborczą kupuje się nie rozsądkiem, rozumem, mądrością, myśleniem, głębią fachowej oceny; nie przedstawianiem rzetelnie zbadanych faktów, ale emocjami.
    Emocjami, pomówieniami, fałszywymi świadectwami. „Dowalaniem tak, aż się przeciwnik nogami nakryje.”

    Aby móc rzetelnie ocenić oba raporty dot.katastrofy, trzeba chcieć tego, umieć racjonalnie rozumować, mieć trochę wiedzy w różnych dziedzinach, mieć własny, a nie cudzy rozum, swobodę w umyśle, zdolność logiczną i jeszcze parę rzeczy. Wsród nich – czuć się obywatelem.

    Nik tego w polskiej szkole nie uczy i nikt w życiu nie wymaga. uczy się i wymaga czegoś zupełnie przeciwnego.
    Nie ma się więc co dziwić, że tylu ludzi chodzi zatrutych „zbrodnią smoleńską”.

  485. @Tanaka 14:03,

    i takie tez mam dowody nagrane na filmie podczas mego ostatniego (?) pobytu w Kraju
    AD 2004.

    PS prasa szwedzka dosc pochlebnie pisze o Donaldzie Tusku, szefie rady europejskiej, ktory na ostatnim spotkaniu odczytal mowe historyczna Winstona Churchilla z Zurychu, 1946, ktory owczas jako szef konserwatystow mowil o koniecznosci zjednoczenia Europy.

  486. stasieku
    21 lutego o godz. 13:30

    Moja narracja stara się być bezstronna. Po raz enty napiszę, że dla mnie nie jest istotny stopień „winy” Wałęsy…. Dla mnie istotne jest to, co on z tą „winą” zrobił. Wałęsa sam się mota w zeznaniach. Raz publicznie wspominał, że może i coś tam podpisał, ale nie wiedział co, a teraz twierdzi, że kategorycznie żadnej współpracy nie było podpisywanych dokumentów esbekom. Ja mu po prostu nie wierzę, i to jest dla mnie problemem, a nie to, jakimi on się kierował prawdziwymi motywacjami: podstępną walką o suwerenność Polski, strachem o swoje życia, najbliższych, chęcią wzbogacenia się czy może innymi mniej lub bardziej prymitywnymi pobudkami. Chciałbym, by etos takich ważnych ludzi był osadzony na prawdzie i szczerości, a nie wypieraniu z świadomości tych faktów, z których być może ktoś może nie czuć się dumny. Dla mnie Wałęsa nie spadłby z piedestału, gdyby powiedział, że był taki moment w jego życiu, kiedy był słaby i nie miał tyle siły w swej determinacji. Ba, takie wyznanie jeszcze bardziej utwierdziłoby mnie w przekonaniu, ze jest wielkim wojownikiem i prawdziwym wzorem do naśladowania.

  487. Rafał KOCHAN
    21 lutego o godz. 15:22

    Piszesz:
    „Ja mu [Wałęsie] po prostu nie wierzę, i to jest dla mnie problemem…”
    Mam podobnie -w różne wałesogadania nie wierzę, wręcz mam przekonanie, że gadał nieprawdę, ponieważ właśnie w określonych sprawach sam sobie przeczył.

    Jednak wcześniej podajesz bardzo zasadniczą myśl:
    „…dla mnie nie jest istotny stopień „winy” Wałęsy…. Dla mnie istotne jest to, co on z tą „winą” zrobił…”
    Właśnie !
    I wobec takiego kryterium weryfikującego Wałęsę, są bardzo solidne podstawy, by powiedzieć, że, jakkolwiek dalece niedoskonale, z tą „winą: sobie poradził może sensowniej, niż ktokolwiek inny w podobnej sytuacji. Co widać po skutkach dla ludzi in gremio i dla Polski.

    Dlatego też, nie sądzę, żeby wątpienie w to czy inne gadanie Wałęsy, miało wziąć górę nad oceną skutków całości.

  488. Wiosną 2011 roku szukałem w Krynkach na Podlasiu śladów żydowskiego cmentarza, o którym przeczytałem w przewodniku, że to jedna z największych i najstarszych takich nekropolii we wschodniej Polsce.
    Z centrum nie wiódł do niego żaden drogowskaz. Miejscowi nagabywani o pomoc najpierw bacznie lustrowali moją twarz (nos?) a potem mówili, że nie wiedzą albo odwracali się bez słowa…
    Znalazłem sam.
    https://lh3.googleusercontent.com/-b9I83O297uc/TeOBBNCnnvI/AAAAAAAAL2E/rw4ei2pNDvo/s1024-Ic42/DSC_1128.jpg

    W Krynkach przed wojną żyło ok. 4000 Żydów. Dziś nie ma ani jednego.

  489. A jeśli już dyskutujemy o Wałęsie, to zadajmy sobie proste pytanie: co w 1971 roku robił Wałęsa, a co Jarosław Kaczyński. Dlaczego to Wałęsą zainteresowało się SB a nie Kaczyńskim. Ile razy każdy z nich za politykę tracił pracę, wolność. Który z nich na szali postawił swoją rodzinę, a który kota. Czyja postawa zasługuje na większy szacunek.

    Bez Wałęsy z pewnością nie byłoby Kaczyńskiego, bez Kaczyńskiego Wałęsa byłby dokładnie taki sam.

  490. Tanaka
    21 lutego o godz. 15:42

    Wiesz jak to jest z wykonywaniem takich bilansów? Dla wielu ludzi w Rosji Stalin w tym bilansie wychodzi na tyle in plus, że panuje przenikliwa tęsknota za dziadziem – Stalinem.
    Wracając do Wałęsy… Jak się okazuje, z tym sensownym jego poradzeniem sobie z winą to jednak wychodzi inaczej. Czas skutecznie rujnuje jego sposób na poradzenie sobie z winą. I nawet gdyby nie było takiego Kaczyńskiego, czy IPNu, to Wałęsa prędzej lub później stanie się przegranym człowiekiem, jeśli nadal będzie zaklinał rzeczywistość.

  491. Płynna rzeczywistość
    21 lutego o godz. 16:03

    A jakie ma to teraz znaczenie, co robił Kaczyński i kilkadziesiąt milionów innych Polaków? Stosując tego typu narrację zamień Wałęsę na pierwszego lepszego wiarusa żołnierzy przeklętych – Burego lub Ognia… I zadajmy sobie pytanie, czy powinniśmy oceniać ich „dorobek”, skoro oni walczyli o niepodległą Polskę, i kiedy inni siedzieli cicho w ciepłym domku stłamszeni nową władzą, to oni szwendali się po lasach i czasem zabili jakiegoś esbeka ku chwale ojczyzny.

  492. @Tobermory,

    „kopalnia wiedzy” na temat historii i kultury Zydow na Bialostocczyznie jest Tomasz Wisniewski, historyk, dziennikarz, autor bedekerow o zydowskim Bialymstoku.

  493. Rafał KOCHAN
    21 lutego o godz. 16:08

    Nie porównuj rzeczy różnych kategorii. Jest pewne podobieństwo mechanizmu psychologicznego oceniaczy w sprawie Stalina i Wałęsy, bo mechanizmy u ludzi w ogóle są bardzo proste. Natomiast Stalin w ogóle nie zajmował się takimi drobiazgami, jak Wałęsa. Żadnych tłumaczeń, żadnych wykrętów. On innych wykręcał, z wielkim powodzeniem. A to, że nie brakuje jego chwalców, to coś równoległego, a nie tożsamego z przypadkiem Wałęsy.
    Wałęsa jest, parafrazując, „za cienki Bolek” na porównywanie ze Stalinem.

    Można się podjąć poważnej próby: jak, w sytuacji Wałęsy, „wytłumaczyć się” z okoliczności większości ludziom zupełnie niezrozumiałych, nie do pojęcia, bo będących poza ich jakimkolwiek doświadczeniem? Jak mówić, co mówić, jakim językiem? I po co? Jak opisać te zawiłości sprzed lat? Jak się dobrze bronić przed nienawistnikami?
    Uważam, że nie ma na to dobrej odpowiedzi, więc i Wałęsa nie da dobrej odpowiedzi. Tm bardziej, że nie ma do tego swobody. Cokolwiek powie, nienawistnicy i tak będą pluć.

    Nie sądzę też, żeby sam dał radę przeprowadzić taki eksperyment z dobrym skutkiem.
    Dlatego też, moim zdaniem jest najsensowniej skupić się na tym, jak sobie Wałęsa radził później, z wcześniejszymi „winami”.

  494. Tobermory
    21 lutego o godz. 15:52

    To jest takie po polsku proste: było sobie Żydów cztery tysiące, a po chwili – żadnego. I już ! Nie ma sprawy. Bo po co miałaby być? Bozia wszystkich kocha. Z tym, że Żydzi zabili Jezuska. I katolików prześladowali bardzo nieładnie.
    Dlatego teraz nikt nic nie wie, nic nie mówi. I jest ładnie.

  495. Rafał KOCHAN
    21 lutego o godz. 16:08
    Rafale, okropnie się zawziąłeś na Wałęse. To, że Wałęsa ględzi, krętaczy, że jest rubasznym bufonem to przecież oczywiste. Że kiedy został prezydentem, to mu mocno odbiło i pewnie wtedy widząc siebie takim Bolesławem Chrobrym, wymazał z własnej pamięci jakieś podpisy, jakieś obietnice, to całkiem możliwe. Nie jest to tak krystaliczny człowiek jak chodzące na kaczych nogach moralne dobro. Więc Twoje nieustanne znęcanie się nad Wałęsa, że on uczciwie nie przyznał się do czegoś, że jakby się przyznał to dopiero w Twoich oczach by urósł, jest trochę takim upierdliwym załamywaniem rąk nad Wałęsą: „Ach czemuż on nie jest takim jak żona Cezara ? Dlaczego ten prostaczek ma tyle wad ? Ach, gdyby się zebrał w sobie, zawziął, to mógłby stać się człowiekiem szlachetnym, godnym legendy , która go otacza. ?”
    Rafale, przeczytaj to co o Wałęsie napisal wyżej Płynna rzeczywistość.
    Nie ma ludzi nieskazitelnych, co nie znaczy ,ze jak ktoś jest „skazitelny”, to od razu należy go zlinczować. Trzeba być wobec ludzi tolerancyjnym. Ja przestaję być tolerancyjnym wobec ewidentnych kanalii, szubrawców tych „niepokornych dziennikarzy” i pisowskiej watahy. Wałęsa, choć człowiek ułomny, wcale nie jest kanalią.

  496. Tanaka
    21 lutego o godz. 16:33

    Nie było moim zamiarem porównywanie Stalina do Wałęsy. Jak pewnie doskonale sie domyślasz, chodziło mi o ślepą uliczkę w prowadzeniu bilansów, które w efekcie prowadzą do relatywizmu moralnego na usługach polityki historycznej.
    Być może jestem niepoprawnym optymistą, ale na miejscu Wałęsy i wielu innych już na samym początku (w jego przypadku w 1991 roku) zrzuciłbym z siebie to, z czego nie byłbym dumny. Nie twierdzę, że taki czyn jest łatwy. Nie wiem, czy ja sam zdobyłbym się na taki oczyszczający akt, ale tego typu przypadki powinny budować w nas przekonanie, że lepiej jednak zdobyć się na wyjawienie prawdy.
    Nie może w takich sytuacjach towarzyszyć nam tzw. racja stanu państwowego, funkcjonujący społecznie etos bohatera narodowego, który jest bardziej pożądany niż PRAWDA, czymkolwiek ona miałaby być. Przykład Polski z ostatnich 25 lat dobitnie świadczy, że odwlekanie w czasie, fałszywe wybielanie się (i nie mam tu na myśli Wałęsy jedynie) oraz knucie wychodzi niekorzystnie nie tylko dla tych jednostek, bo smród za nimi ciągle się będzie wlókł, ale też, a może przede wszystkim, dla całego społeczeństwa. Przecież ten sam mechanizm towarzyszy nam przy okazji AK, powstania warszawskiego, żołnierzy wyklętych, traktowania Żydów w Polsce, stanu wojennego, Gdańska 1970, Wujka i wielu innych spraw. Brak chęci rozliczenia tego będzie generować ciągle smród za nami do usranej śmierci.

  497. Lewy
    21 lutego o godz. 16:41

    Nic nie mówię o linczowaniu. Cały czas właśnie staram się udowodnić to, że można uniknąć tego linczowania. Poza tym nie uwziąłem się na Wałęsę. Uwziąłem się na to, by świat i ludzie byli choć trochę lepsi.

  498. Rafał Kochan, Tanaka

    Trochę Wam, Towarzysze, przytnę.

    Dla mnie sprawa Wałęsy jest zamknięta dawno. To wartość historyczna, narodowa, przywódca, który się sprawdził i zwyciężył. Nie wzór moralny, nie święty, lecz przywódca. Było więcej dzielnych i nie są zapomniani, ale uwagę całego kraju, narodu skupiał na sobie Wałęsa, on był wsparciem dla wszystkich w chwilach zwątpień, on zagrzewał, on swym twardym głosem informował Polskę, że robotnicy się nie poddadzą. Przecież zadawaliśmy sobie pytania: „Wytrzymają czy nie?”, „Jak długo wytrzymają?” Wytrzymali wystarczająco długo. Głos Wałęsy w tych ciężkich był zagrzewający dla strajkujących, a dla kojący dla Polski – jak później głos Czubówny. Żadne inne fakty z jego życia tego nie przyćmią i nie zmienią. Do czego mi potrzebna konkluzja, że człowiek jest niedoskonały? Wiem i bez Wałęsy – również po sobie wiem. A jego przeklinałem ze dwadzieścia lat. Natomiast Wy, Koledzy, robicie trochę niepoważną woltę. Nie muszę tego mówić, ale powiem.

    Z jednej strony Rafał mówi: „dla mnie nie jest istotny stopień „winy” Wałęsy…. Dla mnie istotne jest to, co on z tą „winą” zrobił”.

    „Właśnie!” potwierdza Tanaka.

    Nie jest istotny stopień winy, bo nikt nie jest doskonały, tak? To z jakiej racji nagle zaczyna być istotne, co on z tą winą robi, skoro niedoskonałym być nie przestał? Nagle przeczycie obaj sami sobie i wymagacie od tego samego człowieka doskonałości, której nie ma w nikim. Wałęsa był charyzmatycznym przywódcą, a obok tego zwyczajnym człowiekiem. Stał się herosem i narodową (i nie tylko narodową) wartością z powodu przywództwa, a nie człowieczej zwyczajności, pies z nią tańcował. Ci, co w tej zwyczajności teraz publicznie grzebią (mówię o politycznym IPN), kręcą własny interes, który z moralnością ma tyle wspólnego, co znajoma norka amerykańska na Jamnie.

    Wałęsa sam się mota w zeznaniach.

  499. Lewy
    21 lutego o godz. 16:41

    A niech Cię chudy bocian, Lewy! Zebrało się nam na to samo.

  500. Ciekawa wiadomość. Rozmawiałem z kuzynką, pisówką. Powiedziała mi, że Kaczyński pokazał klasę, bo mimo, że wygrał wybory, to usunął się z polityki, mimo, że mógł dalej rządzić, przekazał stery władzy Dudzie i Szydło.
    Moja kuzynka podobna jest do Ireny Kwiatkowskiej, która w „Misiu” wraz z Aliną Janowską spiskowała przeciwko stanowi wojennemu. Jedna miała pseudonim podziemny „Sarna”, druga „Kuropatwa”

  501. Kurde, znów zapomniałem skasować cytat z Rafała. To ostatnie zdanie.

  502. pombocek
    21 lutego o godz. 16:58

    „Stopień winy” dotyczył jego, czyli Wałęsy, lat młodzieńczych, czyli pierwszej połowy lat 70., kiedy każdy człowiek ma prawo z różnych przyczyn popełniać błędy.
    Wałęsa na początku lat 90. to już inny format, inne doświadczenie i inna zupełnie rola społeczna, a także sytuacja w państwie. Od blisko 50 latka wówczas oczekiwałbym dojrzałości i moralnej odpowiedzialności. Jeśli w tym wieku człowiek nie potrafi z dystansem popatrzeć na swoje życie sprzed kilkunastu lat wczesniej, jeśli nie posiada wyobraźni, jakie mogą być skutki jego kamuflowania się w wypieraniu tych głupich błędów z czasów jego niedojrzałej młodości, to dla mnie taki człowiek nie zasługuje na jakikolwiek splendor. Bez względu na to, co dobrego zrobił dla kraju i jak wiele musiał poświęcić.

  503. Siedzę ci ja sobie na lotnisku w Balicach a przed odlotem kupiłam (w niemieckiej sieciówce, ha, ha) Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej. Zanim zmienią. Pozdrawiam wszystkich biegówkowo.

  504. Rafał KOCHAN
    21 lutego o godz. 17:06

    I Tuśmy się, Rafale, rozeszli. Widzę coś religianckiego w oczekiwaniu świętości od zwyczajności.

  505. Rafał KOCHAN
    21 lutego o godz. 16:54
    Rafałku, jesteś kochany,popieram Twoję marzenie, aby świat był lepszy, no ale jest on taki jaki jest.
    W New Yorkerze był taki rysunek; siedzi sobie w loży dostojna dama, na szyi kolia pereł, obok elegancki pan. A na scenie Otello dusi Desdemone. Dama zwraca się do pan:
    „Mój drogi, czy nie wydaje ci się, że przy odrobinie dobrej woli ten murzyn mogłby się z tą nieszczesną kobietą dogadać ?
    Też bym wolał, żeby Otello nie udusił Desdemony, ale musi co były jakieś logistyczne trudności. Więc nawet jak się uwziąłeś,natężyłeś, żeby ludzie i świat byli lepsi, to chyba nic nie wskórasz

  506. Lewy
    21 lutego o godz. 17:01

    Identyczny pogląd wyrażali parę dni temu moi niemieccy Polacy. Nie chce się czasem wierzyć, że tak durnowate myśli mogą mieć ludzie żyjący w identycznym jak my świecie (nie mam, rzecz jasna, na myśli cywilizacyjnego standardu).

  507. @Rafale
    Jeszcze jedno. Napisałeś, że dla ciebie taki człowiek nie zasługuje na jakikolwiek splendor.
    Mowa o Wałęsie. No i co teraz z tym fantem zrobić ?

  508. pombocek
    21 lutego o godz. 17:17
    Jerzy, jak byłem w Kraju i oglądałem te piskie pyski: Waszczykowskiego, Glińskiego,Dudę.Błaszczaka, to musiałem sobie nałożyć na głowę taki filtr kabaretowy, bez którego chyba bym nie przeżył. A tak to nawet mogłem się uśmiać, kiedy to Waszczykowski jąkał się, bo nie potrafił wymówić słowa „przekalibrować”, bo on chce przekalibrować NATO, albo kiedy Ziobro znakomicie odgrywająć swymi dziewczęcymi usyeczkami i oczkami szczerość, mówił o przywróceniu wiarygodności i godności Trybunału Konstytucyjnego.
    Kiedy moja kuzynka podzielila się ze mną tą rewelacją, to ja szybko nałożyłem na głowę mój filtr.

  509. Lewy
    21 lutego o godz. 17:14
    pombocek
    21 lutego o godz. 17:12

    Jeśli takich marzeń nie macie, to w sumie można powiedzieć, że nie jesteście wymagający przede wszystkim od siebie. Nie interesuje was to, że możecie być lepszymi ludźmi? Że możecie przekraczać swoje słabości i ograniczenia?
    Nietzsche, mój ulubiony filozof, twierdził, że właśnie tacy są „podludzie”…
    Wybaczcie za dosadne porównanie, nie uważam was za „podludzi”, tym bardziej w tym faszystowskim kontekście, chodziło mi o to, ze dla mnie to coś niebywałego, gdy ludzie sami siebie amputują z marzeń.

  510. Lewy
    21 lutego o godz. 17:19

    Nic nie można zrobić z tym fantem. Zarówno Wałęsa, jak i ja jakoś z tym poradzimy w życiu. Bardziej ja, niż on, jak sądzę, ale to nie ma znaczenia.

  511. Sorry; nie w „Misiu” tylko w „Rozmowach kontrolowanych”

  512. Rafał KOCHAN
    21 lutego o godz. 17:27

    Rafale, mowa jest o żywym człowieku, którego oceniasz wedle kryteriów ze swoich marzeń. Realnie człowieka ocenia się za to, co zrobił dla ludzi, będąc ponad nimi, ponad codziennością, zwykłością, coś wyróżniającego się, a nie za to, że był we wszystkim doskonały, bo takich nie ma. Pardą, jest święty Lolek Kremówka. A ja chadzając po wodzie, nie myślę o tym, czy konstruktor mojego okrętu, bił żonę, dzieci, zalewał pałę i był kapusiem.

  513. Rafał KOCHAN
    21 lutego o godz. 17:27

    Poza tym, Rafale, z tego, co tu mówimy, nie da się wyciągać wniosków o o prywatnym życiu. W ten sposób tworzysz tylko nieuprawnione konstrukcje słowne wedle własnej subiektywnej logiki. Podobnie maciek.g fantazjował o Żydach, bo mu się zdawało.

  514. Rafał KOCHAN
    21 lutego o godz. 17:27
    Rafale, jesteś egzaltowany, podobnie jak Nietzsche, tez mój ulubiony filozof.
    Więc jeszcze raz spróbuje Ci wyjaśnić, wytłumaczyć mój punkt widzenia. Jestem tolerancyjny wobec ludzi, ponieważ są na ogół ułomni. Ja sam jestem ułomny, więc nie mogę potępiać innych, bo musiałbym samego siebie potępić. A jak tu żyć takiemu potępięńcowi. Kiedyś strasznie nie lubiłem się z powodu różnych wad, ale z wiekiem zawarłem z samym sobą kompromis: Trudno , jestem taki jaki jestem, może chciałbym być lepszym, ale skoro to nie wychodzi,a kanalią to nie jestem, to zaakceptowałem siebie. Czyli zawarłem taki „zgniły” kompromis z samym soba, a przez to i z innym ludźmi.
    Natomiast nie zawrę kompromisu z łajdakiem, a szczególnie takim, który uważa się za czyste dobro, łotrem na kaczych łapach, który niszczy wszelkie międzyludzkie relacje, zatruwa przetrzeń publiczną kłamstwem, niszczy język, komunikacje, odwracając znaczenie słów, gdzi faszyzm ma się zwać demokracją, a niszczenie dobrą zmianą.
    Więc proszę Cię Rafale, bądź tolerancyjny, nie spoglądaj z góry na grzesznych ludzi, bo jeszcze zacznę podejrzewać, że Ty jesteś takim wzorcem moralnym.

  515. pombocek
    21 lutego o godz. 16:58

    Rafał Kochan, Tanaka

    Trochę Wam, Towarzysze, przytnę.

    Jak, pombocku, przycinasz, skoro nie przycinasz?

    Toż sam masz ten sam wniosek: Wałęsa był oparciem, głosem, wzmacniał wytrzymywanie, i te sprawy.
    Niezależnie od „winy” czy niewiny w tym, że coś może w 1973, albo którymś podpisał, a następnie się wymigał. Wymigał się tak, że potem właśnie on, a nie kto inny, był tym „głosem”, „wąsem” i „nazwiskiem” wbrew esbeckiemu „to jest osoba prywatna, obywatel Wałęsa”.

    „Winy” Wałęsy można sobie badać, nawet, powiedzmy, że trzeba. Jednak jedyna porządna zasadność jest w badaniu całego Wałęsy,więc i niewin i ewidentnych sukcesów, oraz, całkiem prawdopodobne, ocalających działań Wałęsy, wobec szaleńców u jego boku, co gadali, że „na drzewach zamiast liści wisieć będą komuniści”. I wobec tych samych, albo kolejnych szaleńców, co chcieli wojny z Moskwą.

    Dlatego ważniejszy skutek, w postaci „wąsów”. A co Polska dalej z tym zrobiła, to już sprawa nie tylko Wałęsy.

  516. NeferNefer
    21 lutego o godz. 17:09

    To są chyba pozdrowienia lotnicze..?
    Ale niech będzie, że biegowkowe. Od Ciebie – każde dobre.

  517. Tanaka
    21 lutego o godz. 17:57

    Jeszcze bardziej w zdumienie wpadnięty jestem. Rafał stworzył konstrukcję: Rozumiemy, że mógł coś podpisać z tysiąca powodów, również ze strachu, bo człek jest niedoskonały, ale nie rozumiemy, czemu potem kręcił i dalej kręci. Temu, proszę Panów, że nie przestał być niedoskonały, a Wy w sprawie kręcenia wymagacie ni z gruchy, ni z pietruchy doskonałości. Bać się można, wstydzić się i kręcić – nie. Jak dzieci na jajkach…tfu!…na bajkach chowane.

  518. Tanaka
    21 lutego o godz. 14:25
    Czy Gross jest zawodowym historykiem? nie Jan Tomasz Gross studiował fizykę na Uniwersytecie Warszawskim. Po zaangażowaniu się w protesty studenckie w marcu 1968 aresztowany na pięć miesięcy. W 1969 wyemigrował z rodzicami do Stanów Zjednoczonych. W 1975 obronił doktorat z socjologii na Uniwersytecie Yale, gdzie przez wiele lat był wykładowcą.
    cytuję
    „Na początku pisał bardzo patriotyczne, antysowieckie książki. Polacy go bardzo za to szanowali.
    Między innymi „Polish Society under German Occupation” (1979), kultowe również w drugim obiegu w kraju „W czterdziestym nas matko na Sybir zesłali…” (1983) czy wreszcie „Revolution from Abroad” (1988), błyskotliwe studium na temat sowietyzacji Kresów w latach 1939 – 1941.
    Ale wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Żadne amerykańskie czasopismo, na czele z branżowymi periodykami, nie napisało na jej temat nawet jednego słowa. Nie ukazała się żadna recenzja. Grossowi musiało to dać sporo do myślenia.
    Gross zorientował się, że pisząc książki o zbrodniach sowieckich na Polakach, nigdy w Stanach Zjednoczonych nie wypłynie na szersze wody. Nie chciał być skazany na polonijną niszę. Poczuł, skąd wieje wiatr. Zrozumiał, że nic tak nie popłaca, jak pisanie z żydowskiej perspektywy antypolskich książek. Ten zwrot mu się opłacił. Dostał profesurę w Princeton i zarobił dużo pieniędzy.”
    Masz tu całe wytłumaczenie skąd raptem z socjologa stał sie historykiem.

  519. Tanaka
    21 lutego o godz. 17:57

    Dla historii kto chce, niech bada, ale mnie podglądanie ludzi przez dziurkę od klucza i przez dziurkę ocenianie nigdy nie interesowało. Ups! Pardą, podglądałem. Kobiety na statku. Ja – na dole w maszynowni, one – na wysokość człowieka wyżej, tak że jak na lato i ówczesne szerokie spódnice – widoki fantastyczne. Co tu gadać – grzeszyło się.

  520. pombocek
    21 lutego o godz. 17:51

    „Realnie człowieka ocenia się za to, co zrobił dla ludzi, będąc ponad nimi, ponad codziennością,”

    Wybacz pombocku, ale to jest pereelowska nowomowa. To właśnie z twoich słów wynika etos ludzi czynu, 500% normy i kolejny gmach PZPR wybudowany przez ludzi, dla ludzi i dzięki ludziom. Mnie taka wizja społeczeństwa, gdzie nie są ważne intencje oraz dobro jednostki, bo liczy się dobro ogółu, przeraża. Na podstawie takich wykwitów aksjologicznych ludzie zdurnieli na punkcie Hitlera, Stalina, Kim Dzong Una i paru innych, bo uwierzyli, że szczęście jednostki jest możliwe jedynie w wyniku szczęścia narodu.
    Dla mnie wielkość Wałesy na czym innym polega. Nie na tym, że mniej lub bardziej przypadkowo znalazł się w machinie czasu, stając się twarzą przemian, choć to nie dzięki niemu faktycznie te zmiany miały miejsce (mam na myśli tu pierestrojkę, przegrana ZSRR w Zimnej Wojnie oraz przeorientowanie się gospodarcze Chin na gospodarkę wolnorynkową). Mi Wałęsa imponuje ze względu na jego własnie moc jednostki, wolę jej sprzeciwu wobec zastanej, wrogiej rzeczywistości, przeciwko nieludzkiemu systemowi i zdegenerowanemu społeczeństwu. To jest ponadczasowa wartość Wałęsy, która inspiruje cały świat. A nie tym, że obalił żelazną kurtynę i zwalczył komunizm, stając na czele demokratycznego państwa i wolnych ludzi. To są jedynie didaskalia, które nie mają większego znaczenia dla głównych wartości, za którymi stał Wałęsa.
    Tragizm tej postaci polega na tym, że cała ta niepotrzebna afera z jakimiś teczkami i bzdurnymi podpisami, które wloką się za Wałęsą juz od kilkudziesięciu lat, uderza nie tylko w niego i jego wiarygodność jako symbolu walki jednostki z systemem, ale również w fundamenty kultury europejskiej, opartej na etosie jednostki, która jest w stanie zmienic rzeczywistość, która jest w stanie wyrzec się własnego indywidualizmu dla dobra społeczeństwa, oraz która kieruje się naczelnymi wartościami (WOLNOŚĆ-RÓWNOŚĆ-BRATERSTWO). Jeśli potwierdzą sie te wszystkie zarzuty wobec Wałęsy, będzie to kolejny dowód na to, że Europa jest oparta na wątłych podstawach moralnych i swoisty zeitgeist tego, z czym mamy obecnie do czynienia w Europie.
    Dlatego tak ważna jest postać Wałęsy w Europie. Dlatego tak ważne są jego motywy i wiarygodny etos jednostki.

    Lewy
    21 lutego o godz. 17:55

    Ja nie potępiam Wałęsy. Nie mam prawa oceniać go moralnie. Jeśli już, jestem rozczarowany jego postawą, bo niepotrzebnie stawia znak zapytania nad tym, co zrobił i z czego może być dumny.

  521. W ramach wypowiedzi o Lechu Walesie. Nie wypowiem sie, bo sie inni wypowiedzieli w tym znaczeniu, ktore ja bym zaprezentowal. Dlatego wypowiem sie obrazkiem z jeszcze jedna zasluga Walesy, i to taka, kotrej nikt do tej pory nie wymienil:

    https://www.facebook.com/sokzburaka/photos/pb.1452015088365848.-2207520000.1456075859./1733960366837984/?type=3&theater

  522. maciek.g
    21 lutego o godz. 18:35

    Z uśmiechem się czyta takie argumenty 🙂

  523. Wielu na tym blogu emocjonalnie wypowiadających sie o żydach pewnie ze zdziwieniem przyjęło to co napisałem ze w 1931 roku uzyskali oni w Polsce równe prawa i że byli w większości zadowolenia z rządów marszałka , a jego śmierć przejęli jak osobistą tragedię.
    Po marszałku rządy przejęła endecja i ta typowo dla prawicy jasno wskazała swym wyborcom kogo mają lubić , a kogo nie.
    Nie lubić miano nazistów z ich Hitlerem (słusznie bo on był największym zagrożeniem dla Polski) Nie lubić mieli Stalina łącznie sowieckim ustrojem socjalistycznym (tez słusznie) i nie lubić tych którzy gremialnie wsparli ustrój sowiecki a więc żydów (w Polsce było wśród nich wielu sympatyków tego ustroju). No i zaczęła się nagonka żydów.
    Lubić miano Francję i Anglię sojuszników (PiS obecnie ustawia tu USA)
    Obecnie Kaczyński już od ponad 10 lat wskazuje Polakom (swym wyborcom) kogo mają lubić a kogo nie . Udało mu się zrobić podziały nawet przez rodziny , ale do wojny domowej jeszcze daleko
    Nagonka na żydów w przedwojennej Polsce trwała niecałe 4 lata.
    Czy była w stanie zrobić z Polaków żydożerców?
    Oczywiście że nie. Przyczyny są późniejsze i wynikają z tego co działo sie w czasie wojny i zaraz po niej.

  524. Rafał KOCHAN
    21 lutego o godz. 18:41

    Rozkręciłeś się, Rafale, i pieprzysz jak pieprznięty. Zaczynasz od wytykania mi jakiejś peerelowskiej nowomowy, a za chwilę doceniasz Wałęsę z identycznych powodów jak ja. Uboczne sprawy mnie nie obchodzą i nie chce już mi się o tym pleść, bo temat właściwie od dawna mam zamknięty. Odezwałem się tylko z powodu pisowatych świń.

  525. pombocek
    21 lutego o godz. 18:30

    To się pozdumiewajmy razem przy ognisku. Bo ja od Wałęsy nie wymagam. Jak było na początku, że na to i owo kulejący, tak i na wieki weków na zimę oraz przednówek, amen.

  526. maciek.g
    21 lutego o godz. 18:35

    Już mówiłem. dalej krecisz i kłamiesz.

  527. pombocek,
    nie ma mnie na blogu z powodu choroby. Od ostatniej środy to trwa.
    W kieszeni mam skierowanie do szpitala. Jutro tam się wybieram.
    Muszę kończyć, za dużo błędów robię.
    Nie daje mi to pisanie przyjemności. Jest udręką.
    Pozdrawiam.

  528. pombocek
    21 lutego o godz. 18:59

    Mam nadzieję, że będzie mi wybaczone… I masz rację, nie ma sensu dalej pleść… Trzeba brać przykład od starszych kolegów 😉

  529. Mam nadzieję, że Tanaka zamknął wątek Wałęsy. Bo jak nie, to zaraz może przejdziemy na Andrzeja Kmicica i co też takiego kręcił z Bogusławem.
    Zdumiewające jakie dziwne tematy umieją podrzucić ludziom politycy …

  530. U Passenta pojawił się na nowo narciasz (wrocił z Afryki Płd) i od razu wrzucił niezły tekst.
    Oto fragment dotyczący Wałęsy i nie tylko:
    „..LW jaki był, taki był, każdy kto pamięta te lata wie co znaczył. Też jest symbolem kraju Polska. Jak go zaplują, pokryją gównem, wymieszają z błotem Zylbertowicze i inne wypinające pierś do medali barachło, to zagranicy zostaną tylko polscy hydraulicy, pijacy, złodzieje samochodów i paneli, Polki sprzątające i te z reklam towarzyskich. No może jeszcze JP2, który z przyjaciołkami nie robił co powinien każdy Polak mężczyzna, tylko spacerował rozmawiając o niepokalanym poczęciu i zbawieniu.

  531. Wacław1
    21 lutego o godz. 19:25

    A ja właśnie po półtora tygodnia z choroby wychodzę. I tak od choroby, do choroby, nie spoczniemy, nim fajtniemy. Życzeń, Wacławie, nie uprawiam, więc Ci rozkazuję: za długo tam nie siedź. Bądź zdrów!

  532. maciek.g
    21 lutego, g.18:35
    Wstyd wypisywać takie bzdury jakoby antysemityzm, kurde, spadł w Polsce z nieba w drugiej połowie lat 30.
    Wystarczy wejść na Wikipedię i poczytać sobie o pogromach od czasów średniowiecza itp. Nie opracowywał tych haseł prof. Gross. Są zresztą osyłacze do bogatej literatury przedmiotu.
    Słynna polska tolerancja dla „obcych” to jeden z mitów składających
    się na obraz szlachetnego i oczywiście dzielnego Polaka, którego wszyscy krzywdzą pomówieniami i oszczerstwami.

  533. @tomasz63, z godz. 19:27
    Mam nadzieję, że Tanaka zamknął wątek Wałęsy.
    Też mam taką nadzieję. Dorzucę jednak trzy grosze do tego wątku. Przypominam fakty znane od listopada 2008 roku, które – według mnie – sprawę już wówczas definitywnie zamknęły.
    Artykuł w GW z 28.11.2008:
    http://wyborcza.pl/1,75248,6003815,Esbek__Nie_zwerbowalem_Lecha_Walesy.html
    I oświadczenie Edwarda Graczyka, które ukazało się dwa tygodnie później:
    Edward Graczyk 2008-12-09
    Ja, niżej podpisany Edward Graczyk, mając na uwadze zgłaszane publicznie zarzuty wobec Lecha Wałęsy o jego rzekomą agenturalną przeszłość oświadczam co następuje:
    1. Jako pracownik służb kontrwywiadu PRL zostałem skierowany do Gdańska w celu monitorowania bezpieczeństwa państwa w związku z zajściami w grudniu 1970 r. Zlecono mi ocenę postępowania i potencjalnego zagrożenia ze strony czynników zewnętrznych oraz skoncentrowanie uwagi na liderów protestów robotniczych, w tym na osobie Lecha Wałęsy.

    2. W trakcie realizacji tych zleconych mi zadań, w ścisłej współpracy z innymi organami PRL, przeprowadzałem przesłuchania liderów protestów, protestów tym Lecha Wałęsy jako uczestnika i przywódcę zajść.

    3. Wszystkie rozmowy z Lechem Wałęsą były przesłuchaniami w czasie których był on poddawany oczywiście presji właściwej dla tej formy wywiadowczej.

    4. Nigdy nie uzyskałem od Lecha Wałęsy żadnej deklaracji współpracy z organami bezpieczeństwa PRL, ani nigdy w czasie tych rozmów czy przesłuchań nie było mowy o werbunku Lecha Wałęsy do współpracy z organami PRL.

    5. Zaprzeczam kategorycznie twierdzeniu, abym był tą osobą, która zwerbowała Lecha Wałęsę.

    6. Według mojej wiedzy operacyjnej, żaden inny pracownik organów bezpieczeństwa PRL nie uzyskał od Lecha Wałęsy zgody lub deklaracji współpracy agenturalnej czy jakiejkolwiek innej z organami PRL, gdyż fakt taki byłby mi natychmiast znany, jako informacja niezbędna w pracy wywiadowczej.

    7. Jednoznacznie stwierdzam, że Lech Wałęsa nie sporządzał na moje ani innych organów PRL zlecenie żadnych relacji ani informacji na piśmie.

    8. Z treści przesłuchań Lecha Wałęsy nie wynikała żadna możliwość pokrzywdzenia ani zagrożenia dla osób trzecich.

    9. Wobec braku jakiejkolwiek deklaracji współpracy z organami PRL wykluczone jest, abym przekazywał Lechowi Wałęsie środki finansowe jako wynagrodzenie, czy zwrot kosztów podróży, skoro przesłuchania odbywały się w mieście jego zamieszkania tj. w Gdańsku, a zwrot kosztów należał się tylko w razie dojazdu z innej miejscowości.

    10. Potwierdziłem w swoich upublicznionych zeznaniach wiarygodność dokumentu kwitującego przekazanie pieniędzy, sygnowane podpisem „Bolek”, co oznaczało w praktyce służb PRL, że środki zostały przeznaczone na sprawę o kryptonimie „Bolek”, a wydatkowanie potwierdzone zostało podpisem wykonanym przeze mnie lub innego pracownika służb PRL za pomocą tego kryptonimu.

    11. Lech Wałęsa osobiście, własnoręcznie, ani w żaden inny sposób nie potwierdzał przyjęcia ode mnie żadnych środków finansowych, gdyż nigdy nie nastąpiło wręczenie mu takich środków.

    12. Standardową praktyką działania organów bezpieczeństwa PRL było przypisanie do akcji rozpracowywania danej osoby, w tym przypadku Lecha Wałęsy, konkretnego kryptonimu bez wiedzy ani zgody tej osoby. Kryptonimem „Bolek” zostały nazwane w dokumentacji organów PRL wszystkie działania wobec danej osoby, w tym podsłuchy w zakładzie pracy, na łącznicy telefonicznej, podsłuch w siedzibie związku zawodowego kierowanego przez Lecha Wałęsę i podsłuch na telefon domowy.

    13. Istniejące pokwitowania przekazania środków finansowych nie są więc pokwitowaniami odebrania ich przez osobę poddaną rozpracowaniu, a stanowią potwierdzenie poniesienia kosztów aranżacyjnych prowadzenia sprawy o danym kryptonimie kryptonimie rozliczeniach wewnętrznych organów PRL.

    Reasumując:

    Po pierwsze – nie został z moim udziałem, ani za moją wiedzą dokonany werbunek Lecha Wałęsy do współpracy z organami bezpieczeństwa PRL, o takim fakcie zostałbym poinformowany,

    Po drugie – Lech Wałęsa nie otrzymywał żadnych środków finansowych finansowych z tytułu wezwań na przesłuchania lub jakichkolwiek innych gratyfikacji finansowych.

    Po trzecie – Lech Wałęsa z racji rozpracowywania jego działalności był stroną pokrzywdzoną.

    Po czwarte – prowadzone przesłuchania Lecha Wałęsy dotyczyły spraw bezpieczeństwa zewnętrznego PRL, a nie jakichkolwiek relacji wewnątrz grup pracowników, czy kolegów, dlatego nie mogły stanowić zagrożenia dla tych osób.

    Oświadczam, że ze względu na wiek i inne okoliczności osobiste chcę zamknąć wszelkie spekulacje w opisywanych sprawach przekazuję powyższe informacje w dobrej wierze, opisując znaną mi prawdę historyczną i nie mam zamiaru w żaden inny sposób wypowiadać się w tej sprawie.

    Oczywiście można zarzucić Graczykowi, że kłamie, ale to samo można też zarzucić „teczce Kiszczaka”oraz IPN-owskim historykom – Cenckiewiczowi i Gontarczykowi, którzy celowo „uśmiercili” Graczyka, który – gdyby do niego dotarli – mógłby w pył rozbić tezę ich książki – „SB a Lech Walesa Przyczynek Do Biografii”.

  534. @anumlik

    dobrze, ze dales ten dokument na blogu w sprawie prez. Lecha Walesy. Czas zamknac ten watek na tutejszym forum. A konkluzja Twojej wypowiedzi 20:16 jest az nadto oczywista.
    Powodzenia prez. Lechowi Walesie wypada tylko zyczyc.

  535. @Lewy, 19:52

    przytoczona wypowiedz / @narciasz / g e n i a l n a.
    Komentarze zbyteczne.

  536. na blogu ateisty nie jest to może dobre porównanie, ale …
    …wielu świętych, zanim zostało świętymi, miało w swoim życiu łotrzykowską przeszłość.
    Zmazali swoje winy późniejszym działaniem dla dobra ogółu.

    Wielu dziś uznawanych za WIELKICH w swoich czasach było postaciami z mnóstwem wad, a jednak uznajemy do dziś ich potęgę i znaczenie.

    Uważam, że nawet wielki człowiek może przyznać się do jakieś słabości, do jakieś chwili słabości i w niczym nie umniejszy to jego zasług dla potomnych.
    A Wałęsa wielkim człowiekiem jest….pomimo chwil slabości.

  537. @Rafał Kochan

    Staram się nie wchodzić w polityczne klimaty , bo mi za bardzo poetyką Ionesco zalatują, ale w krótkich, jak zwykle żołnierskich słowach w temacie Wałęsy się wypowiem.
    Nie wiem jak jest prawda w kwestii jego współpracy, ale wiem, ze przyznał się kiedyś do „podpisania czegoś”. Konkretnie w książce Giełżyńskiego i Stefańskiego „Gdańsk Sierpień 80” takie słowa Wałęsy autorzy cytują. Książka z 1981 roku.
    Ale nie to jest dla mnie problemem, gdyby rzeczywiście coś tam podpisał.

    Myślę, ze ważniejsze jest co innego w przypadku biografii Wałęsy i po czymś takim Wałęsa nie bardzo powinien się dziwić przeciwnikom którzy prawdopodobnie na potrzeby chwili rozgrywają jego problem z przeszłości.

    Wówczas był młodym gówniarzem, naprzeciw którego stawali spece z wiadomych służb. Faceci byli dobrzy w swoich fachu i jakiś wiejski młodzian nie mógł być dla nich przeciwnikiem.
    Ale w 1995 roku nie był już gówniarzem, Miał swoje lata, ludzi których mógł się poradzić, a zrobił rzecz podłą. Wspomina o tym Karol Modzelewski w swojej autobiografii, a ja też to dobrze pamiętam, bo mam dobrą pamięć
    Chodzi oczywiście o czas kiedy zrobił korzystając z usług byłych UB-ków z Oleksego agenta obcego Państwa. Tzw. sprawa Olina .
    Pisze o tym Modzelewski w swojej „Kobyle”. To on z Kuroniem publikując w GW artykuł w którym opisał rolę Libery, Jasika, Zacharskiego i Fąfary we wrabianiu Oleksego.
    To wówczas Wałęsa w momencie kiedy Kwachu wygrał wybory i musiał się wynosić z Pałacu, posłużył się życiową i zawodowa mądrością tych panów.
    W nagrodę nadał im generalskie szlify.
    Po latach przeprosił za to co zrobił, ale kto wie może dzisiejsi oskarżyciele również po latach poproszą o wyrozumiałość.
    Z tej to tylko przyczyny nie bronię Wałęsy przed oskarżeniami.
    Niech broni się sam.

  538. anumlik
    21 lutego o godz. 20:16

    Fakty nie są faktami dla nienawistników. Fakty związane z katastrofą w Smoleńsku nie są faktami dla obrzydliwych przerabiaczy byłego prezydenta Kaczyńskiego na „poległego Prezydenta Tysiąclecia.”
    Na tym, w dużej mierze, doszedł do władzy jego brat, żerując na śmierci bliźniaka i nie cofając się przed żadną obrzydliwością temu służącą.

    Kolejna fala rozdeptywania Wałęsy polega na tej samej zasadzie. Żadne fakty nie mają znaczenia. Wałęsa ma zostać wdeptany w błoto i zniknąć na zawsze. Narodzić ma się Prawdziwy Wódz – brat poległego i zamordowanego.
    Nie łudźmy się, że chodzi o jakąkolwiek „prawdę” i”fakty”. Wódź ma zostać Wodzem na Tysiąc Lat.
    Kampania będzie trwać dalej.

  539. mag
    21 lutego o godz. 20:06

    Mag, bylo jeszcze inaczej. Chrześcijanie zaczęli prześladować Żydów, jak tylko dorwali się do władzy, jeszcze w starożytnym Rzymie.
    Rok po tym, jak cesarz Konstatyn dał im realną władzę w państwie, zaczęli przypinać miecze do boków i szkolić się w służbie zabijania. Ci „pokojowi”, nie „wadzący nikomu”, „dający się zjadać lwom” zmitologizowani „pierwsi chrześcijanie”.

    Średniowieczne prześladowania, były tylko continuum tych wcześniejszych. A prześladowania z czasów II Wojny – ciągiem dalszym, w którym nie było przerw.

  540. My sobie o tym Wałęsie piszemy z perspektywy czasu. On nie wiedział, co będzie. Może byłoby tak, jak z Popiełuszką. Choć osobiście wolałabym, by ktoś utopił mnie, a nie moje dziecko.
    Może mógł przyznać się po latach, ale umówmy się. Zrobiłam parę rzeczy w życiu, o których nie opowiem żadnemu doradcy na świecie i nie jest to współpraca z bezpieką.
    Siedzimy sobie wygodnie przed monitorami, możemy pisać, co chcemy i zdaje się, że zawdzięczamy to takim ludziom jak Wałęsa, mimo wszystko.
    Zgadzam się z Lewym, człowiek jest istotą ułomną. Ale jest też istotą niezłomną.
    Ile trzeba znieść, by dostać Nobla?
    Nie nam go osądzać.

  541. Jiba
    21 lutego o godz. 22:41

    Zdaje się jednak, że go tu właśnie osądzamy. W sposób taki, że doceniamy. Co jest osądem.
    Natomiast to co się dzieje na niwie publiczno-państwowej jest osądzaniem przez rozgniatanie walcem.

  542. @Tanaka

    za cesarza Justyniana I (527-565) prawa o Zydach wlaczono do kodeksu prawa rzymskiego
    (Codex Justinianeus) i tym sposobem stworzono podstawe ustawodawstwa wzgledem Zydow we wszystkich panstwach chrzescijanskich. Nienawisc i pogarda dla Zydow jako
    ludziom „klasy nizszej” (inferiores), „bez czci” (infames), „brzydkim” (turpes) i „przewrotnym” (perversi). Wedlug tego prawa wiara Zydow byla zabobonem i sekta niebezpieczna (secta nefaria et feralis).

  543. Raczej przewijam, ale każda reguła ma swoje wyjątki , ale kiedy niejaki @Tanaka pisze o chrześcijanach prześladujących w czasach II wojny to jedyne co mogę zrobić to zacytować tytuł najgłośniejszej książki niejakiego Zygmunta Baumana , jakby nie było Żyda, autora, ktory mógłby sobie na katolach z czasów II wojny poużywać.

    Ale Żyd Bauman pisze książkę zatytułowaną :

    „Nowoczesność i Zagłada”

    A główna teza tej książki brzmi:

    Zło jest racjonalne.

    Tak jak racjonalny jest ateizm… Niejaki Tanako.

  544. „Halicki przypomniał debatę telewizyjną z 1991 r., w której sam uczestniczył. – Na moje akurat słowa, że bezpieczeństwo Polski powinno być gwarantowane w ramach NATO, a polityczny sojusz z UE jest oczywistym celem Polaków, Jarosław Kaczyński odpowiedział: „Nie po to z jednego sojuszu wychodziliśmy, żeby do drugiego wchodzić” – wspominał poseł PO. – Lech Wałęsa, negocjując wówczas z Jelcynem wyprowadzenie wojsk sowieckich z Polski, był daleko bardziej radykalny.

    – Więc proszę mi nie opowiadać takich rzeczy, bo muszę panu zadać pytanie, czy Jarosław Kaczyński był wtedy agentem – zapytał Halicki.?”

    Powinie spytać nie „czy”, tylko „czyim”.

  545. mag
    21 lutego o godz. 20:06
    Kto wypisuje bzdury , to wypisuje. Nie wiem czy wiesz kto wymyślił to beznadziejne określenie , „antysemityzm” .
    Zostało stworzone przez niemieckiego dziennikarza i publicystę Wilhelma Marr (1819-1904). Jego zamiarem – który się powiódł – było zastąpienie w języku niemieckim słowa Judenhass („nienawiść do Żydów”) określeniem, które nazywałoby to uczucie mniej dosłownie i nawet z pewnym posmakiem naukowości. Ponadto to nowe słowo miało odwracać uwagę od czegoś tak prostackiego, jak nienawiść do Żydów, a wskazywać na konflikt rasowy. Żydzi natychmiast to podchwycili.
    Durnota tego określenia polega na tym, że obecni żydzi rzadko są Semitami. Obecnie to Arabowie z którymi Izrael ciągle ma na pieńku są właśnie somitami i jak ich nazwać antysemitami?
    Jak już tak autorytatywnie się wypowiadasz, to może będziesz łaskawa zapoznać się z historią żydów w Polsce
    cytat z wikipedii
    „Polska była jednym z najbardziej tolerancyjnych państw Europy, stała się więc domem dla jednej z największych i najdynamiczniej rozwijających się społeczności żydowskich. Nieprzypadkowo też współcześni nazywali ówczesną Polskę rajem dla Żydów (łac. paradisus Iudaeorum), a szesnastowieczny rabin krakowski Mojżesz ben Israel Isserles podkreślał, że jeśliby Bóg nie dał Żydom Polski jako schronienia, los Izraela byłby rzeczywiście nie do zniesienia”
    Żydów do Polski sprowadzono, by wypełniali lukę jaka powstała z powodu niechęci szlachty do zajmowania się handlem , usługami i przemysłem i bankami ”
    Żeby więcej wiedzieć przeczytaj sobie książkę Gloger Komorowska biografia Zygmunt Gloger. Mimo, że jest to biografia sławnego twórcy encyklopedii staropolskiej jest tam wiele autentycznych informacji o żydach , nie fałszowanej politycznie.
    Dlaczego tak powszechnie jakoś żydów nie lubiano , mimo że przecież powszechnie wiadomo że nie są żadną rasą i mogą być nimi Słowianie , Azjaci, Afrykanie , Arabowie i inne rasy. Przyczyna jest prosta nie integrowanie się i ciągniecie do siebie (czyli taki wrzód)
    To wynika bezpośrednio z religii która ich integruje. Ta religia powoduje, że faktycznie nie rozpływają się wśród innych narodów , ale jednocześnie zawsze stanowią dla tych narodów ciało obce , szkodliwe. Wśród żydów jest wielu ludzi bardzo przedsiębiorczych i zdolnych , ale gdy ich jest zbyt dużo, dochodzi do konfliktu z pozostałymi obywatelami i z tego powodu te ciągłe wyganianie ich z wielu krajów. Do dzisiejszego dnia żydzi zadają sobie pytanie dlaczego spotkał właśnie ich Holokaust? i nie potrafią na nie odpowiedzieć. (często się zastanawiają czy to nie Jahwe się na nich pogniewał). Tymczasem przyczyną jest właśnie to nieintegrowanie się i ciągnięcie do siebie wykorzystując żywiciela. Hitler się ich obawiał i postanowił się pozbyć . Najpierw wypędzał z Rzeszy , a gdy udało mu się zając prawie całą Europe zdecydował się na tzw ostateczne rozwiązanie , czyli fizyczną likwidacje.
    Obecnie Holokaust wykorzystują politycy w tym Amerykańscy żydzi. Powoli jednak siła wykorzystywania tej tragedii słabnie.

  546. sms do dzisiejszego „szkła kontaktowego”:
    500 teczek na każde dziecko

  547. Sie na lepsze zmieniac zaczyna i w Radomsku wybory uzupelniajace wygral kandydat niezalezny, zdobywajac niemal 2x tyle glosow co wujek Rezydenta notarialnego Dudy.

    A ze kosciolkowe ludzie sa glupie, to wiemy, ale co innego wiedziec, co innego zobacyc na wlasno oczy i uslyszec na wlasne uszy, kosciolkowy mlodzianek odpowiada na pytanie „Co to jest prokreacja?”:

    https://www.facebook.com/GrzesznyKosciol/videos/1020047941400369/

  548. @Tanaka
    Narodzić ma się Prawdziwy Wódz – brat poległego i zamordowanego – piszesz. Nie łudźmy się, że chodzi o jakąkolwiek „prawdę” i „fakty”. Wódź ma zostać Wodzem na Tysiąc Lat. Kampania będzie trwać dalej.
    No i trwa. Ale wahadełko. To polskie, nie bardzo chcące podlegać jakimś racjonalnym prawom, już odbija w drugą stronę.
    http://lodz.wyborcza.pl/lodz/1,35136,19659557,wujek-dudy-przegral-wybory-w-radomsku-pokonal-go.html#MTstream

  549. @ maciek.g
    Czytam pańskie wpisy dość uważnie. Widać z nich jedno na pewno: można być grzecznie i elokwentnie podłym. Nie chciałbym być Żydem i mieszkać w pańskim sąsiedztwie. Jako Polak również nie. Proszę zaniechać „ubogacania” mojego bloga dalszymi pańskimi interpretacjami w kwestii Holocaustu i roli Żydów w historii. To po prostu czysta obrzydliwość ubrana w niby-obiektywne informacje. Nie pozdrawiam.

  550. @lonefather
    Dobre wieści rozchodzą się szybko.

  551. A co z córcią gen. Andersa, która kandydowała z poręki osobistej Prezesa gdzieś na Podlasiu czy w Lubelskiem?

  552. Tanaka
    21 lutego o godz. 22:46

    Nie no, jasne. Ja wiem, że jest doceniany na blogu, ogólnie rzecz biorąc. Chciałam dorzucić ciężarek na szalkę „za”.

  553. Zdolność wierzenia.
    Sporo osób odniosło się do mojego postu, o ateiźmie jako samowładzy jednostki nad jej przyrodzoną zdolnością wierzenia, tą nieodłączną cechą – i to biologiczną – ludzkiej natury.
    Bardzo dziękuję za te wszystkie uwagi i odniesienia.
    W szczególności @ pombockowi, który w tę ‘zdolność’ powątpiewał (mniej więcej), a także @ jobrave, co ją iście brawurowo zanegował, a następnie udowodnił… Bo przecież pisząc, „dla mnie zawsze pozostanie zagadką … ludzie pozwalają sobie wciskać durnoty… przeczące prawdopodobieństwu” przyznaje naszą bezradność poznawczą, jeśli nie dostrzeżemy aspektu ludzkiej natury, o którym mowa.
    Bo właśnie, na tym polega wykorzystanie zdolności wiary, którą jobrave uprzednio neguje, że ci, którzy nad sobą władzę swej zdolności wiary oddają, łatwo stają się łupem tych, co na instrumencie zdolności u innych grac chcą i umieją.
    Ateiści, ci sensu stricto, są dla tych ludzi niebezpieczniu jak rzadko kto, będzą odpornymi na karmienie trutką i łaskotanie kajdanami ich zdolności wiary, w zamian za wyrzeczenie się wolności i umysłu, z którego ona wynika.
    Takich ateistów mało się spotyka, bo wyrzeczenie się korzystania poznawczego za „pomocą” wiary jest tyleż kosztowne, co niekomfortowo wykluczające społęcznie – oczywiście w naszym pięknym kraju.

    Wbrew pozorom – Wałęsa bez wiary.
    Śledzę dyskusje blogowe i medialne batalie zw. z napaścią na Wałęsę. Trudno zliczyć szlachetne i rozumne postawy i argumenty, które i tu, i gdzie indziej na rzecz narodowego i cywilizacyjnego bohaterstwa Wałęsy wykazano i przytoczono (pryłączam się do nich wszystkich).
    Niestety, mało widoczny jest jawny absurd tych racjonalnych i moralnych ruchów obronnych, wyznaczany bowiem poziomem i celem napaści, a ta przecież, w swej skuteczności odwołuje się jedynie do instynktownej zdolności wiary podatnych na prymat tej zdolności nad umysłem ofiar.
    O czym pisałem w powyższym akapicie.
    W świetle umysłu i faktów, to znaczy tego co Wałęsa nam wszystkim dał swą postawą i działaniem, insynuacje zarzutów (bo przecież zupełnie jawnie pozbawione podstaw faktograficznych) są niewarte reakcji intelektualnej (i powiedzmy – ateistycznej).
    Potrzeba obrony odczuwana przez grono zacnych ludzi wynika więc wyłącznie z podświadomości, że atak skierowany jest na zdolność wiary potencjalnych adresatów, jak się okazuje stanowiących miażdżącą ilościowo większość.
    W świetle faktów, Wałęsa zrobił dla Polski tyle, że nic, ale to nic nie jest w stanie podważyć jego chwały i zasług.
    W świetle udzkiej zdolności wiary, można przedstawić nie fakty, ale osobę Wałęsy tak, aby jego zasługi przestały istnieć w sferze faktów, a ocena stała się przedmiotem wiary w fakty lub niewiary (poprzez uwierzenie w insynuacje faktom przeczące).
    I tak też toczą się dyskusje, pomiędzy wiernymi i niewiernymi …Wałęsie, co już samo przez się stanowi zwycięstwo insynuacji i zawłaszczania wolności przez zdalne sterowanie ukrytą w nas zdolnością wiary – o ile pozwoliliśmy sami aby nami rządziła.
    Nie będę więc dyskutował, czy Wałęsę lubię dziś mniej czy bardziej (ani trochę), czy jest bohaterem czy zdrajcą (jest tym pierwszym) ani też jakie rzekome fakty czy zmyślenia mają mieć wpływ na moją wiarę w Wałęsę w roli A czy B.
    Bo byłoby to obraźliwe dla ewidentnych, niepodważalnych i bezdyskusyjnych osiągnięć Polski dzięki Wałęsie i przez to dla niego samego, oraz dla mnie, dopóki moją zdolność wiary zarządza (lepiej czy gorzej) mój umysł.
    Reszta wiernych – niech sobie ze swą wiarą walczy na własne, nie Polski i Wałęsy konto.

    PS Jakoś umknęła na blogu kapitalna fraza @ mag, na którą chciałbym zakupić licencję, a brzmi następująco: kaczor zagłady . 🙂
    Kaczor jak kaczor (słaby zawodnik), ale za tę zagładę na jego konto, to już chyba sami sobie wywierzymy.

  554. Jiba
    21 lutego o godz. 22:41

    Popieram ten punkt widzenia i podpisuję się pod nim.
    Też chciałem napisać, że siedzimy sobie i piszemy absolutnie dzięki Wałęsie.
    Którego nie lubię, głosowałem na niego tylko raz, z przymusu przeciw Tymińskiemu, za którego (jako prezydenta) się wielokrotnie wstydziłem – i któremu jestem i będę dozgonnie wdzięczny.
    Choćby właśnie za to, że możemy i chcemy z pasją sobie o nim pisać tu, na blogu, a nie musimy (jeszcze) np. o kaczorze.
    Pozdrawiam.

  555. @mag

    Niewybtranie Andersowny … to dopiero przed nami. Jej szanse chyba cienkie skoro Kukiz pojechal ja wspierac. 🙂 co mnie po prostu rozsmiesza do lez.

  556. @aumliku

    Ponoc te gorsze i klamstwa sie najszybciej rozchodza…. Ale to pewnie dotyczy innej sytuacji w otoczniu. Najwyrazniej w zaklamanym otoczeniu, prawda nabiera takich wlasciwosci …

    Wczoraj wiesci ze stadnin koni arabskich nas dopadly. Dzis o tym napisal jeden z madrzejszych ludzi piszacych w necie o koniach:

    http://hipologika.pl/modules/news/article.php?storyid=152&com_mode=nest&com_order=0#comment302

  557. @Aateista, 21 lutego o godz. 21:44
    W uzupełnieniu do Twojego wątku o sprawie Olina i roli Wałęsy w tej sprawie, wklejam linka do tekstu Rafała Kasprówa, który tę sprawę śledził jako dziennikarz w „Życiu” (z kropką). Tekst Kasprówa ukazuje jeszcze inny odcień tła, w jakim teczka Wałęsy się znajduje.
    http://natemat.pl/171937,po-co-kiszczak-przygotowal-papiery-na-walese

  558. Przykro mi ze nie dla Wszyskich, szczypta prawdziwego angielskiego humoru i „Brief History of London Tower”…

    Podpowiadam dla nieosluchanych, zeby dwa, trzy, wiecej razy odsluchali, az zlapia co facet mowi, jest to po prostu SUPER.

    https://www.facebook.com/SquaddieHumour/videos/866004510088634/

    „Poswiecenie” przez marionetke Szydlo dzieci polskich na wyspach moze sie okazac na nic, bo Boris Johnson bezpardonowo” wbil sztylet zdrady” w plecy Davida Camerona, oswiadczajac publicznie, ze on, znaczy sie Boria, osiagnalby wiecej w negocjacjach z Bruksela.

    https://uk.news.yahoo.com/london-mayor-boris-johnson-backs-brexit-blow-cameron-170610590.html

    Tak wiec „ofiara” zlozona na oltarzu europejskiej jednosci z polskich dzieci moze pojsc calkowicie na darmo.

    W swietle tej daremnosci wroccie jeszcze raz do pierwszego video, zeby sie Wam lepiej spalo.

    Pozdrowka z Londka, lonefather

  559. lonefather
    21 lutego o godz. 23:39
    dziwne, że nie ma żadnej przedwyborczej kampanii pozostałych komitetów wyborczych. Są jeszcze dwie kandydatury: jedna koalicji ugrupowań Nowoczesna, PSL i jeszcze jednej partii oraz druga, jednego z ugrupowań(SLD?).
    Może i wygra Andersówna, choc mam nadzieję, że część wybierających PIS już się obudziła. I może nie będzie stamtąd senatora z PIS
    KAczyński, chcąc podkreslić swoje związki z Łomzą napomknął, że jeden z jego przodków, kilka pokoleń wstecz pochodził i zył w Łomży.
    Chodzi o okręg łomżyński.

  560. Aaaa jak juz sie do blogu dorwalem, to musze Wam powiedziec, zebyscie PiSowi ani nikomu innemu, w tym tez Rovertowi Biedroniowi nei wierzyli. …

    To ja i tylko ja bylem, jestem i na zawsze bede BOLKIEM.

    Dobrejnocy zycze

  561. Konstancja
    22 lutego o godz. 0:04

    A ja sie nie umiem doliczyc ile razy pzez Lomze przejezdzalem, a ile razy kolo Lomzy, to nawet nei bede probowal…. A scene z Rejsu, z „droga na Lomze”, to moge sobie puszczac na okraglo.

  562. Gekko
    z g.23:32
    Uprzejmie proszę upowszechniać.
    Dziś w „szkiełku” a propos koni arabskich w slynnym Janowie Podlaskim, nazwy drugiej stadniny nie pomnę, pozbawionych całej fachowej obsługi z derekcją na czele, pojawiały się różne bon moty.
    A to że araby są niepoprawne politycznie (jak Arabski), a to – od siebie dodam – skojarzenie z groźbą muzułmańskiego potopu, wiec może oprzeć się na hodowli rodzimego konika polskiego – tarpana. I powierzyć ją, rzecz jasna, zaufanym własnym, czyli pisim fachowcom.
    I tu ujrzałam oczyma wyobraźni Kaczafiego na tarpanie. Białym oczywiście, jak odbiera defiladę wojskową, którą dowodzi osobiście pan Antoni w stopniu generalssimusa.
    Jednak pokojowych snów życzę.

  563. Konstancja
    22 lutego o godz. 0:04

    Na miejscu przyciwnikow Andersowny bym wykorzystal slowa Jaroslawa Kaczynskiego bezlitosnie i je na okraglo wypominal z pytaniem: „No to jak tak jest,to dlaczego nikt z Kaczynskich do Lomzy nie wrocil. To tak ta Lomze KOCHAJA, ze do niej nie wracaja?”

  564. @mag

    Druga to Michalow.

    A tarpany sa mysio/szare. Nie ma siwych tarpanow. Zreszta na calym swiecie nie ma ani jednego „bialego konia” wszystkie, ktore wygladaja na biale, sa jak jeden tylko i wylacznie siwe.

  565. lonefather
    21 lutego o godz. 23:39

    wielu Polaków kojarzy Andersa z wyzwoleniem, co to na białym koniu miało nas oswobodzić, przychodząc właśnie z zachodu.
    stąd też pomysł na wykorzystanie samej pani Anders, która kilka lat temu owdowiała i ma dużo wolnego czasu.
    PIS skorzystał z dobrych skojarzeń nazwiska córki generała; nie jest to tuzinkowa dama, potrafi sporo, działała w różnych stowarzyszeniach, jest dobrze wykształcona i aż dziw bierze, że trafiła do PIS. Tylko oni mieli dla nieju propozycję?

  566. „Raczej przewijam, ale każda reguła ma swoje wyjątki , ale kiedy niejaki @Tanaka pisze o chrześcijanach prześladujących w czasach II wojny to jedyne co mogę zrobić to zacytować”.

    I tu pełna zgoda, że niejaki papierowy gość Aateista, którego raczej przewijam, jedyne, co może zrobić, to zacytować. Więc cytuje główną tezę – nie wiem, czy ona rzeczywiście główna – Zygmunta Baumana: Zło jest racjonalne.

    Wygląda to jak obrona chrześcijaństwa przez Aaronu przed pomówieniem o systemowe czynienie zła. Obrona dla chrześcijaństwa zabójcza, boć jest prostym przyznaniem, że zło jest większe i mocniejsze od chrześcijaństwa, skoro powoduje chrześcijanami, a nie oni – nim, a biedne chrześcijaństwo tylko mu uległo, bo nie miało wyjścia. Pytania „Na kij więc całe to chrześcijaństwo?” Aaronu nie zadał.

    Z Aaronu, rzecz jasna, nie gadam, bo jego racjonalne zło polega na tym, że nie ma wyjścia i zabija rozmówcę cytatami, a chcę jeszcze pożyć. Tak sobie pogadam.

    Coś takiego jak „zło”, „dobro” nie istnieje – to nazewnicze konwencje. Być może, w procesie tworzenia się języka – ściśle odreligijne . A że u źródeł zło i dobro są racjonalne, czyli wykalkulowane, to na pewno. Jak Kali ukraść krowę, to dobrze, jak Kalemu ukraść krowę, to źle. Nie inaczej jest z nastawieniem chrześcijaństwa przeciw Żydom w ogóle. Zabili nam Jezusa – i, ku.wa, dość. To teraz my ich zabijemy – i będzie wielkie dobro.
    Oczywiście, w przełożeniu na współcześniejsze chrześcijaństwo i drugą wojnę nie można powiedzieć, że ją chrześcijaństwo wywołało, Boże broń. Chrześcijaństwo niekonkwistadorskie od dawna nie wywołuje wojen – ono im tylko, jako duch święty, błogosławi i towarzyszy. Po obu wojujących stronach. Tak więc racja, że zło jest nie chrześcijańskie, lecz racjonalne. Chrześcijaństwo się tylko pod nie podczepia.

  567. @@ niejacy pombocek i tanaka tez niejaki

    Zgadzam sie z oboma niejakimi i podpisuje wszystkimi konczynami umiejacym sie podpisac. Niejakie zlo jest racjonalne, w tym zlo czynione przez niejaki krk jest racjonalne.

  568. @mag

    Tak zimno i nieczule napisalem o tych „bialych” koniach, ze jak teraz z rana przeczytalem, to sie mi gupio zrobilo. Mam wiec wielka potrzebe zadoscuczynienia tej zimnosci i splacam ja w „twardej walucie” wiedzy.

    Nasi przodkowie, pilni i uwazni obserwatorzy otoczenia nie bez powodu nazwali „biale” konie – siwymi.

    Stalo sie tak dlatego, ze widzieli „biale” klacze z kolorowymi zrebaczkami. Z czarnymi, szarymi, czy brazowymi i te piekna kolorowe zrebaczki, nie wszystkie, w miare dorastania, w wieku od okolo 2, do 6 tracily kolor i stawaly, staja sie „biale”.

    Bez wybielaczy, tylko naturalnie coraz mniej barwnika, przez co coraz wiecj i wiecej „biale”. JAk wiesz proces utraty barwnika wlosow nie nazywa sie „bieleniem”, a nazywa sie siwieniem.

    I to wlasnie decyduje, ze w jezyku polskim konie, ktore wygladaja na „biale”, nie sa biale, tylko siwe.

    Zabawne, ze wraz z postepem naukowym, gdy zbadano ten mechanizm, to okazalo sie, ze jest dokladnie w ten sposob, czyli geny warunkujace produkcje melatoniny, sa unieczynniane, produkuja jej coraz mniej, wskutek czego wlosy, ktore mialy barwe traca ja i siwieja. Nie bieleja, tylko siwieja, az do bialosci siwieja. Jest to jeden z bardzo dobrych przykladow na to, ze i nasz polski jezyk zawiera w sobie skladniki absolutnie i bezwarunkowo, wrecz naukowo logiczne.

  569. lonefather
    22 lutego o godz. 7:13

    lonek, w porządku, że wyjaśniłeś, z ciekawością poczytałem. Natomiast racja mag jest równie oczywista. „Biały koń” to frazeologizm. We frazeologizmach nie wolno grzebać, bo utracą swoje frazeologiczne znaczenie. „Siwy koń” byłby zwykłym siwym koniem, „Biały koń” w języku polskim jest nosicielem nadziei.

    Świetnie wiesz, mówię tylko, tak samo jak Ty, dla porządku.

  570. pombocek
    22 lutego o godz. 6:06

    Doprezycyzowuję. Abstrakcja zwana „chrześcijaństwem” , podobnie jak duch i Bóg, nie istnieje – istnieją chrześcijanie, którzy noszą w sobie nieistniejące abstrakcje. Podczepianie się więc chrześcijaństwa pod wojny wygląda tak, że pan biskup pryska brudną wodą święconą na armaty i wojsko, wypowiada stosowne zaklęcia, potem to wszystko idzie na front i się napie.dala, a nad naszym wojskiem unosi się gołąbek. Lub Matka Boska. Wróg to widzi i umiera ze strachu. Wojna jest wygrana. Wygrało chrześcijaństwo.

  571. Nie ma to jak fachowiec 🙄
    Jeśli „geny warunkujace produkcje melatoniny, sa unieczynniane” to koń może mieć problemy z rytmem dobowym i cierpieć na bezsenność, ale czy od tego osiwieje?

  572. Aateista
    21 lutego o godz. 21:44

    Słuszna uwaga z tym Oleksym.
    Odnoszę czasami wrażenie, że Wałęsa na starość mądrzeje w zakresie trzeźwej oceny wydarzeń politycznych na świecie, głupieje – na swoim punkcie i utrzymaniem w dobrej kondycji swojego posągu.

    Mimo to, chciałbym by wszystkie informacje z teczek Kiszczaka były ujawnione. I te na temat donosicieli wśród katabasów, na temat przedpapieskiej działalności K. Wojtyły, Kaczyńskich i wielu innych, którzy w swej naiwności sądzą, że pozbyto się haków na nich.

  573. Pisowaty PiS to chrześcijaństwo. Pisowate chrześcijaństwo chce zabić wszystkich wrogów pisowatego chrześcijaństwa – i to jest dobre jako sam pomysł, więc cóż dopiero, kiedy się zrealizuje. Ale nie ma tego dobrego, co by na złe nie wyszło. Kiedy ostatni wróg będzie trup, PiS stanie jak słup. Bo co będzie zabijać, skoro jest po to, by zabijać? Otóż przepowiedział to niejaki lonek: PiS znajdzie wrogów w PiS-ie. I oba się pozabijają. I wtedy na ziemi zapanuje prawdziwe szczęście i chrześcijaństwo. Bez człowieka – bo ani chrześcijan, ani nawet szczęśliwych Cyganów nie będzie.

  574. ozzy
    21 lutego o godz. 22:53

    Otóż to właśnie, otóż to.
    Ech, jak miły nosu bozi jest swąd smażonych Żydów…

  575. A proces siwienia polega na coraz niższej produkcji katalazy enzymu katalizującego rozkład nadtlenku wodoru w organizmie. Tak, tego samego nadtlenku wodoru używanego od zewnątrz do rozjaśniania (bielenia) włosów. Nadtlenek wodoru powstaje w małych ilościach w procesie przemiany materii i jest obecny także we włosach.
    Kiedy katalaza przestaje pracować, nadtlenek wodoru atakuje tyrozynazę, a dokładniej – jej składnik metioninę, niezbędną do produkcji melaniny czyli pigmentu barwiącego włosy.
    Podobny mechanizm dotyczy tzw. vitiligo czyli białych plam na skórze.

  576. Płynna rzeczywistość
    21 lutego o godz. 23:05

    Tak jest! Jak konkret, to konkret: czyim agentem?

  577. Racja.
    Nie… powtorze NIE -> „melatonina” -> tylko… powtorze TYLKO melanina

    Ot i wszystko. „Czeski blad”. A troll tobermory juz ma radoche.

    Jak nei wiele trzeba, by trollowi sprawic radoche. Co nei?

  578. Rafał KOCHAN
    22 lutego o godz. 7:56

    Lepiej nie chciej.
    Teczki kleru zostały zniszczone.
    W zasadzie. Ale zapewne prawie wszystkie – tak.
    Chyba, że jeden biskup trzyma teczki na drugiego, a siedemnasty na osiemdziesiątego trzeciego, co jak znam biskupów, a znam ich dobrze, bo za dziecka chciałem być biskupem, bardzo jest możliwe.
    Z innymi teczkami i ich dysponentami nie może być inaczej.
    Teczki więc tak byśmy poznali, że byśmy nie poznali. I nigdy się nie dowiedzieli, czy to wszystkie teczki „w sprawie” i „w osobie”, czy nie. A jakby były „wszystkie” to kto i i jak by stwierdził, że „wszystkie”? I co znaczą, i co z nich wynika i te sprawy.

    Takie właściwości mają teczki.

  579. I prosze wszystkich uwaznych czytelnikow na zwrocenie uwagi na to jak troll @tobermory postepuje:

    Normalny czlowiek jak wiedzi pomylke, to zwyczajnie poprawi.

    Troll jak zauwazy pomylke wykozysta ja zeby „dowalic”, wyszydzic, osmieszyc.

    Prosze mi nie mowic, ze @tobermory nie jest trollem, bo zwyczajnie i po prostu blogowicz @tobermory jest blogowym trollem, wybiorczym, ale neistety jest po prostu trollem. I koniec.

  580. Ciekawi mnie tylko, dlaczego IPN chce tak szybko opublikować te materiały z teczek, skoro, jak sam rzecznik tej instytucji powiada: „To, że dokumenty są autentyczne, nie oznacza, że są prawdziwe”. Dla mnie to jest jakieś kuriozum, jak tak poważna instytucja może udostępniać z taką pompą dokumenty, które nie zostały sprawdzone pod względem ich „prawdziwości”? Czyli w sumie mamy wyłożone na tacy, że IPNowi nie zależy za bardzo na przekazywaniu rzetelnych informacji. Wedle zasady: my im pokażemy te dokumenty, a ludzie niech sami są ocenią, czy są one prawdziwe. To jest jakieś chore…

  581. Cos Tobie wytlumacze @tobermory…

    Wyobraz sobie, ze najprawdopodobniej ja jestem jedynym blogowiczem, ktory rozumie mechanizm biochemiczny siwienia.

    Problem lezy w tym, ze tu, na blogu Jacka Kowalczyka nie prowadzisz wykladu dla studentow 2 roku biochemii. Rozumiesz roznice jak sadze.

    Tu wsytarcza to co napisalem, bez wdawania sie w detale. Ale jak juz sie w nie zaczales wdawac, to szkoda ze nie przedstawiles tego mechnizmu odpowiednimi wzorami chemicznymi, zeby wszystkim bylo latwiej zrozumiec.

    Wielka szkoda, ze tego nie zrobiles…

  582. Proszę zwrócić uwagę na typowy mechanizm obronny niewyspanego Polaka na kacu (?)
    Normalnie pewny swojej wiedzy i wartości człowiek przyznaje się do pomyłki i już.
    Może też zbyć milczeniem.
    Ale nie podrażniony w swej ambicji Polak Fachowiec
    Teraz będzie przez kolejne pół dnia zbierać sprzymierzeńców do ataku na osobę, która śmiała wykorzystać nadęty wykład o siwieniu koni do żartu na temat konsekwencji wynikających z braku innej ważnej substancji w organizmie.
    Istny mściwy Kaczyński 🙄

  583. pombocek
    22 lutego o godz. 6:06

    Chrześcijaństwo jest religią racjonalizowania tego, co nieracjonalne.
    Cała chrześcijańska teologia na tym stoi.
    Chrześcijaństwo racjonalizuje zło. wytwarza je, posługuje się nim jako narzędziem do „szerzenia dobra”. Czyli załatwiania swoich racjonalnych interesów.
    Złu błogosławi, w nim się pławi i z każdego zła wyciąga korzyść dla siebie.
    Bardzo fajowy ks. inż. Tischner Józef zracjonalizował Holocaust, tłumacząc swojemu przyjacielowi od serca Jezus, Lolkowi kremówkowemu, że bozia cierpiał w Auschwitz razem z Żydami co zabili Chrystusa.
    Bozia też lubi pocierpieć sobie czasem, razem ze zwyklakami, wiec należy mu to umożliwić.
    Podpatrzył to u generałów, oraz polityków. Też, raz na jakiś czas, ale bez przesady, idą między lud, poklepią, rączkę ścisną i grochówkę zjedzą. oraz – koniecznie – zrobią sobie słitfocię. Z komory gazowej.

    Podpatrzył to

  584. I jeszcze megaloman, który jako jedyny rozumie mechanizm siwienia…
    Ha ha… Drugi Wałęsa.
    Gratuluję bycia na bieżąco z odkryciami nauki.
    Otóż ten mechanizm został wyjaśniony całkiem niedawno, w 2009 roku.

  585. @tobermory

    I drobiazg jeszcze. Szacunek dla sluchaczy, czy czytelnikow polega na tym, ze mowi sie, pisze, jezykiem i na poziomie zrozumialym. Tak zeby bez koniecznosci doglebnych studiow rozumieli co sie dzieje bez koniecznosci poznawania biochemii procesu.

    Wchodzenie w zakres wiedzy z poziomu studiow biochemii jest po prostu zarozumialstwem i wskutek tego ujawnia absolutny brak szacunku dla innych blogowiczow. To co uprawiasz jest trollingiem. Zaawansowanym, wybbiorczym, ale w koncu tylko trollingiem.

    W Twoim wypadku jest to uleczalne, choc wymaga od Ciebie zapanowania nad wlasna wrodzona zlosliwoscia. I tyle.

  586. pombocek
    22 lutego o godz. 6:06
    Trochę historii. Powiadasz pombocku, że zło jako takie nie istnieje, że owszem istnieją źli ludzie,ale nie ma jakiegoś zła. W średniowieczu należałbyś do szkoły realistów, ich przeciwnikami byli zwolennicy uniwersalii czyli powszechników. Ci ostatni jako wyznawcy filozofii Platona, twierdzili, że owszem istnieją zło, sprawiedliwość,ludzkość, końskość, wolność. Był to bardzo gorący spór o uniwersalia, który to spór wykpił Joyce w „Ulissesie” twierdząc, że „końskość jest cością wszechkonia”.
    Ale tzw. uniwersalia wbrew zwolennikom, takim jak Ty, konkretu mają się dobrze. Zło, podłość, sprawiedliwość ,uczciwość nie tylko dla pewnych ludzi istnieją abstrakcyjnie,ale wręcz konkretnie i aby tę abstrakcje przekształcić w konkret ludzka wyobraźnia tworzy alegorie; diabeł jest konkretyzacją zła, wolność jest dla Francuza gniewną młodą kobietą z okrytą piersią, unoszącą w prawej ręce pochodnię. W dzisiejszych czasach ów rogaty wyposażony w ogon diabeł jest trochę anachroniczną, konkretyzacją zła. Lepiej do tej konkretyzacji nadaje się Rydzyk, Kaczyński, może Gowin i jako pomniejsze diablęta: Błaszcak,Kuchciński, Kurski,Ziobro, Mularczyk, Sasin, Pawłowicz czy Kempa jako diablice, a Duda i Szydło jako zombi itd
    Zło, pombocku, istnieje o czym świadczy istnienie wielu jego konkretyzacji.

  587. pombocek
    22 lutego o godz. 8:04

    Tak to już jest z tym chrześcijaństwem, że się całkiem zgadza z Wujkiem Joe: im bardziej zwycięża rewolucja, tym bardziej rośnie opór jej przeciwników.
    W chwili, gdy rewolucja chrześcijańska całkowicie zwycięży, wściekły opór jego wrogów całkowicie zwycięży chrześcijaństwo.

    I nareszcie zapanuje święty spokój, który panuje, co wiemy od Wałęsy Lecha, na cmentarzu.

    Zaś od Rodowicz Maryli wiemy, że gdy panuje święty spokój, można leżeć na dowolnie wybranym boku.
    Co się z cmentarzem całkiem zgadza. Z tym, że ja wolę w tym czasie leżeć pod gruszą.

  588. Przepraszam wszystkich PT bywalców tego blogu, którzy poczuli się obrażeni zamieszczonym przeze mnie opisem ciekawostki naukowej, która wydała mi się interesująca ze względu na ten nadtlenek wodoru.
    Szczególnie zaś przepraszam za posądzenie o zdolności percepcyjne na poziomie czytelników pisma „Der Spiegel”, z którego zaczerpnąłem ten uproszczony opis.

  589. lonefather
    22 lutego o godz. 6:54

    No.
    I dlatego jest wesoło.

  590. pombocek
    22 lutego o godz. 7:36

    „Wojna jest wygrana. Wygrało chrześcijaństwo.”
    Oczywiście !
    Jeszcze tak nie było, żeby chrześcijaństwo jakiejś wojny nie wygrało.

  591. mag
    22 lutego o godz. 0:12

    Kaczyński na koniku polskim, czyli tarpanie, to jest rzecz prawidłowa. Nastąpi ustawowe uzgodnienie wielkości wzajemnych.
    Jeszcze lepsze uzgodnienie wielkości nastąpi gdy rzeczony dosiędzie konika na biegunach. A w rączce będzie wymachiwać scyzorykiem.
    To się właśnie nazywa „dobra zmiana”.

  592. pombocek
    22 lutego o godz. 8:04
    W Kreskówce „Żółta Łódź Podwodna” Beatlesi spotykają potwora, który zamiast ust ma lejek, którym wsysa wszystko na co mu w oko wpadnie: ryby, kraby, kamienie, koralowce, łódź z Beatlesami, wodę i kiedy na białym ekranie pozostaje tylko ów potwór zwraca lejek na samego siebie, wsysa się, ekran staje się biały, ale na środku zostaje czarna kropka, która niczym big bang błyskawicznie się rozszerza i po chwili cały świat zmartwychwstaje ale już bez lejkowatego potwora. Więc może tak to się szczęsliwie skończy, kiedy pis się skanibalizuje ?

  593. Tanaka
    22 lutego o godz. 9:04
    A może na koniku polnym, czyli świerszczu ?

  594. Mimo całej erudycji, niepopełnianych błedów ortograficznych, poczucia humoru, wnętrze niejakiego Tobermory jest nieciekawe. Znów dopadł lonka i stara się doprowadzić go do histerii. A wszystko na bazie koloru sierści końskiej. Zajadły jest ten nasz erudyta, oj zajadły. Jak ten wiejski kundelek nie popuści, musi łapać za nogawki. Ale drzemie w nim troszkę kultury , bo napisał; „Przepraszam wszystkich PT bywalców tego blogu”
    Nie ma za co, tobermorciu, jesteśmy ułomnymiludźmi.

  595. @Tanaka
    21 lutego o godz. 18:00

    Dzięki, prawda, biegówkowo-lotnicze. Wczoraj miałam „przyjemność” lecieć 2 razy bo z przesiadką we FRA i ledwo zdążyłam na drugi samolot. A dzisiaj pozdrowienia szaroburobiurowe bo wrócilam do rzeczywistości, niestety.
    Jednak biegówki to jest to i w dodatku krzepi więc mam zamiar nabyć cały zestaw drogą aktu kupna i sprzedaży.

  596. @ mag
    22 lutego o godz. 0:12

    Włam na rympał.
    Mag, ja też apropo nie tylko kaczej zagłady, ale i dyskusji o zmianach w stadninach.
    Wielu to dziwi (co w stadninach może być przedmiotem dobrej zmiany – kadrowej) , a mnie nie.
    To nie jest dziwne, gdy zauważymy, że model rządzenia przez szajkę jest analogiczny do zbiorowego włamu szajki do prywatnej posesji.
    Szajka miota się po okradanej willi, zajmując pokoje i wynosząc w szale pazerności i zniszczenia co popadnie i co komu pasuje (a to: wujenka urządza się w stajni, a kum wynosi miśnieńskie farfurki).
    Publika, razem z właścicielami posesji, sparaliżowana zza płota patrzy i czeka, kiedy przyjdą do nich…
    I tyle.
    Na tym tle widzę także protesty „mieszkańców Żoliborza” przeciwko budowie …mostu przez Wisłę w Warszawie. Chodzi zdaje się o to, aby chamstwo z Targówka nie zabłociło salonu.
    Powinni zostawić gumiaki przed salonem, bo tak, zdaniem nowo zasiedlających szturmem zdobyte w awansie społecznym salony, wygląda kultura elit.
    Mnie więc nie dziwi w tym względzie nic, tylko na płocie mojej posesji instaluję właśnie elektrycznego pastucha. Oczywiście w obronie przed natarciem bydła z zewnątrz.
    Jeśli dobra zmiana organizuje nam przestrzeń społeczną jako pastwisko dla band i szajek, los stadnin z arystokracją rasową jest oczywiście przesądzony.
    Pozdrawiam w lansadach.

  597. @NeferNefer
    22 lutego o godz. 9:24

    Cieszę się, że na dobre złapałaś bakcyla biegówkowego.
    Parę godzin na świeżym powietrzu, rytmiczny ruch i koordynacja kończyn pomaga skoordynować myśli, a endorfin oraz melatoniny produkuje się tyle, że najwyżej zdziwionym zdumieniem i uśmiechem reaguje się na histeryczne miotanie się bliźnich z byle drobiazgu 😉
    W sobotę śnieżyło
    https://lh3.googleusercontent.com/-SpfHqipIIAk/VsrKBNoTFgI/AAAAAAAACcI/vZ4lBKAgWto/s912-Ic42/DSCN2811.JPG
    https://lh3.googleusercontent.com/-Lh2quoiXEMg/VsrI8DzojCI/AAAAAAAACcA/gt-a3Ma8mpA/s912-Ic42/DSCN2842.JPG
    Niestety przyszedł nocny deszcz i zmył, na szczęście nie wszystko
    https://lh3.googleusercontent.com/-8KMAP26nRdo/VsrJByNdCHI/AAAAAAAACcA/E6zu9uvVjAM/s912-Ic42/DSCN2854.JPG
    Za to bieganie było na krótki rękawek, no prawie…