Poseł Ziobro dba o dobro. Ale czyje?

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Pan minister Zbigniew Ziobro zaproponował uzupełnienie programu Rodzina 500 plus o system specjalnych kart płatniczych powiązanych z odrębnymi kontami, na które wpływałyby od państwa środki dla beneficjentów programu i którymi można by było płacić jedynie za określone towary służące dziecku (a nie — w domyśle — nieodpowiedzialnym rodzicom, skłonnym przehulać państwową kasę na własne przyjemności). W tym pomyśle, na pierwszy rzut oka mającym ograniczyć marnotrawstwo publicznych pieniędzy, jak w soczewce skupia się sposób myślenia, postawa takich ludzi jak Zbigniew Ziobro i jego otoczenie (bo idea wpłynęła jako propozycja Ministerstwa Sprawiedliwości, nie jest więc prywatna wrzutką pana ministra). Jaka to postawa?

Po pierwsze, kontrolująca. „Kontrola najwyższą formą zaufania”. Podejrzliwość, nieufność, zakładanie złej woli u drugiego, próba zabezpieczenia się przed ewentualnym oszustwem — to wszystko zmusza do skupienia się na „walce z”, zamiast „pomocy dla”. Czyli „wsłuchujemy się w głosy Polaków”, ale ani za grosz im nie ufamy; walczymy o dobro polskiej rodziny, choć wiemy, że to rodzina patologiczna i trzeba przypilnować, na co wyda kasę.

Po drugie, pełna pychy i samozadowolenia. Ja wprawdzie jestem uczciwy i praworządny, ale „oni” na pewno nie, a przynajmniej na tyle często nie, że warto upokorzyć wszystkich, żeby utrudnić życie nielicznym. Ja wiem, co im potrzeba i jak mają żyć. Jeśli nimi nie pokieruję, nie dadzą sobie rady i zejdą na manowce.

Po trzecie, władcza, autorytarna. „Daję, ale wymagam, daję, ale na moich warunkach”. (Tak jakby rzeczywiście dawał swoje). Muszę wiedzieć, kto i co kupuje, więcej — ponieważ wiem, co powinni kupować — wskażę im to i zdecyduję przy okazji, kto będzie to sprzedawał.

Czyli zamiast prostego systemu wypłaty komu się należy („prostego” to lekka przesada, uruchamia to przecież machinę biurokracji i papierologii na skalę państwa), proponuje się tu masowe otwieranie kont (w którym banku, za czyje pieniądze? — to pierwsze, ale nie jedyne nasuwające się pytania), wyprodukowanie odpowiednich kart (kto, za ile?), stworzenie listy produktów (czy także producentów i dostawców?), być może sieci sprzedaży (kto się załapie, na jakiej podstawie?). Czy w grę wchodzą także ceny gwarantowane? Przetargi czy tylko wskazanie właściwych podmiotów? Ściganie tych, którzy wprowadzą zakupione przedmioty na rynek wtórny? Itd., itp. Naprawdę nie trzeba wielkiego wysiłku intelektualnego, żeby wyobrazić sobie ten system w praniu, wielość jego ogniw i koszty związane z powstaniem i łączeniem się tych ogniw w działającą całość.

Po trzecie, jest to postawa beznadziejnie naiwna (jeśli nie bezczelnie cyniczna). Bo zakłada, że grono bardzo mądrych ludzi bardzo mądrze (i uczciwie, rzecz jasna) wszystko zaplanuje, bardzo mądrze wprowadzi to w życie i bardzo mądrze przewidzi realne (nawet niekoniecznie mądre) reakcje i zachowania ludzi wobec tego wydumanego pomysłu, któremu przyklasną wszyscy ci tak chętnie mówiący o patologii i tylko czekający, żeby się podpiąć pod system.

Dałoby się może jeszcze parę punktów wyliczyć, ale już mi się nie chce. Pan Zbigniew Ziobro nie zasługuje na zbyt długi namysł, koń, jak jest, każdy widzi.