Złote myśli prezes Barbary Stanisławczyk

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Nowa prezes Polskiego Radia Barbara Stanisławczyk* odważnie zgodziła się na udzielenie wywiadu „Sygnałom Dnia” Jedynki już trzy dni po objęciu stanowiska. Odważnie, bo niewiele zdołała się dowiedzieć między piątkiem a poniedziałkiem o nowym miejscu pracy. A stanowisko prezesa – jak przyznała w rozmowie – otrzymała jako „zwykły słuchacz radia”, jakim jeszcze w ubiegłym tygodniu była (mamy zatem do czynienia ze specyficznym nawiązaniem do leninowskiej idei państwa, w którym rządzić może nawet kucharka, pardon, pisarka).

Dziennikarz starał się być uprzejmy i za bardzo na panią prezes nie naciskał, ale i tak natrudziła się, żeby odpowiedzieć na jego dość ogólne pytania, mając wyraźnie świadomość, że zdaje pierwszy publiczny egzamin, do którego w istocie w ogóle nie jest przygotowana. Jeśli zdała, to bardzo słabo. Proponuję ocenić to samodzielnie na stronie Jedynki PR.

Na pierwsze pytanie, jak rozumie słowo „misja”, odpowiedziała, lekko się plącząc: „Misja, czyli to jest spełnienie pewnej roli, jeśli mówimy o radiu, to roli kulturowej, to jest też misja społeczna, czyli służenie społeczeństwu, służenie państwu, służenie narodowi”.

Jak wiemy, masło jest z masła i ma maślany smak, a tradycja to taka ekstradycja. Na podchwytliwe – w tej sytuacji – pytanie, „Co to jest medium narodowe?”, powtórzyła, że to takie medium, które „odzwierciedla rzeczywistość społeczną, zapewnia sprawiedliwy udział w debacie publicznej, jest informatorem i oddaje właściwą rzeczywistość, wreszcie, które kreuje pozytywne wzorce kulturowe, kreuje dobre pozytywne snobizmy, czyli wszystko to, co jest związane z kulturą Polski i życiem społecznym”. Łał! Mocno powiedziane. I ani słowa o katolicyzmie!

Na pytanie o sposób finansowania mediów narodowych już wolała nie odpowiadać, odesłała więc dziennikarza do ustawodawcy, który ma dopiero o kształcie owych narodowych mediów zdecydować. I tu postąpiła słusznie. Przecież wie, że to tylko gra w słowa, w końcu sama ją uprawia w swojej twórczości pisarskiej. Potem już banał goni banał i rozmaite okrągłe zdania sypią się jedno za drugim.

W drugiej części rozmowy Krzysztof Grzesiowski nawiązał do pomysłu Liroya (Kukiz’15), by zobowiązać wszystkich nadawców radiowych do poświęcania co najmniej połowy czasu emisji muzyki na piosenki i utwory polskich wykonawców. Tu już pani prezes miała w zasadzie łatwo, mówiła o „konieczności promowania kultury polskiej” i w ogóle o zachowaniu proporcji („aż tak, żeby ustalać procenty, to nie”). I tu trochę popłynęła. Dziennikarz panią prezes chyba podpuścił, bo nie sądzę, by nie wiedział, że ustawa o RTV już zawiera procentowe zapisy w tej sprawie (a Liroy po prostu chciałby tych procentów dodać, co jest wprawdzie zrozumiałe, ale dość bezsensowne, zważywszy, że są nadawcy puszczający tylko polską muzykę i gdyby było to aż tak atrakcyjne, byliby nadawcami bardzo popularnymi):

Art. 15. 2. Nadawcy programów radiowych i telewizyjnych przeznaczają co najmniej 33% kwartalnego czasu nadawania w programie utworów słowno-muzycznych na utwory, które są wykonywane w języku polskim.

A KRRiT robi audyty pod tym kątem, wyłapując nadawców niewypełniających norm (przykładowy dokument tutaj).

Notabene prezydent Komorowski podpisał w 2011 r. nowelizację, w myśl której 60 proc., „polskiej puli” musi być emitowana w godz. 5–24 (bo wcześniej nadawcy upychali polskie kawałki głównie nocą). Pojawił się także zapis wspierający debiutantów – ich utwory są naliczane nadawcom podwójnie.

W sumie debiut pani prezes na falach eteru nie daje specjalnych nadziei, że PiS znalazł właściwą osobę na to dość wysokie i wymagające stanowisko. Choć trzeba przyznać, że nie ma ona w sobie – przynajmniej na razie – tej charakteryzującej Jacka Kurskiego bezczelności i buty, i zaprezentowała się raczej jako osoba cokolwiek zagubiona, choć względnie wygadana, wydaje się, że najlepiej zrobi, jeśli nie za bardzo będzie chciała wszystko zmieniać i zaufa ludziom, którzy robią radio od lat. Ale szczerze wątpię, by tak postąpiła. Na razie pokazała, że umie ludzi wyrzucać od ręki, ale wiadomo — nowa miotła ostro miecie.

Gdyby jednak Rafał A. Ziemkiewicz został – jak głosi plotka – szefem Trójki, chciałbym posłuchać jego rozmowy z panią prezes o losach tego radia. To byłoby prawie jak zderzenie cywilizacji.

Najważniejsze jednak, że jak zapewniła nas dzisiaj w wystąpieniu sejmowym pani premier Szydło: „demokracja ma się w Polsce dobrze”. Moim zdaniem trzeba jej wierzyć, na pewno osobiście demokrację odwiedziła (siedzi zwykle przy ul. Nowogrodzkiej 84/86) i na własne oczy widziała, że ma się ona jak najlepiej.

* Disclaimer:

Uwaga, jestem stronniczy, bo miałem wątpliwą przyjemność współpracować z panią Stanisławczyk jako dyrektorką zarządzającą świeżo wówczas (2009 r.) powstałego wydawnictwa Grzegorza Hajdarowicza (obecnie właściciel m.in. „Rzeczpospolitej”), które przez jakiś czas wydawało „Przekrój” i miesięcznik „Sukces” (p. Stanisławczyk była wtedy jego naczelną). Trudno nam było znaleźć wspólny język m.in. dlatego, że chciała bezpośrednio ingerować w treści „Przekroju”, za który odpowiadałem jako jego redaktor naczelny. Mówiąc oględnie, nie powalały mnie również jej umiejętności menedżerskie. Już po moim odejściu Grzegorz Hajdarowicz, mając szersze plany wydawnicze, także wolał sięgnąć po bardziej kompetentne osoby. Dlatego jej obecny awans zapewne nie tylko mnie zaskoczył. Zważywszy jednak na wypowiedź wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego (PiS) dla „Rzeczpospolitej” (11 stycznia), że prezesura TVP dla Jacka Kurskiego może być tylko rozwiązaniem doraźnym, nie będę już tak zaskoczony, gdy pani Stanisławczyk również niedługo zagrzeje miejsce jako prezes PR.