Różne ludzkie przyjemności. Wpis autotematyczny

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Blog traktowałem i nadal traktuję jak szczególnego rodzaju kawiarnię z darmowym wstępem i bez selekcjonera-wykidajły na progu. Ludzie przychodzą, by sobie pogawędzić, ponarzekać, pokrytykować wpis, odnieść się do cudzej krytyki, upuścić trochę emocji, a to nieuchronnie wiąże się ze swobodą języka (i tematyki). Niepisana zasada jest prosta: jeśli coś cię obraża, odwiń się albo po prostu wyjdź stąd. Obecność absolutnie nieobowiązkowa. Kto chce rozmawiać z innymi poprzez prokuratora, sam się wyklucza z grona rozmówców.

Zaproponowałem maksymalnie otwartą formułę, która zakłada jednak dużą otwartość u uczestników (i to otwartość połączoną z dość grubą skórą). Takiej społeczności łatwo zaszkodzić, jeśli chce się to zrobić ze złą wolą lub z powodu niezdolności do panowania nad własnymi emocjami.

Wielokrotnie dawałem wyraz swojej niechęci do używania obraźliwego języka zarówno wobec interlokutorów, jak i osób będących przedmiotem uwagi czy bohaterami wpisów. Ale kiedy się siedzi w kawiarni i swobodnie gawędzi ze znajomymi i nieznajomymi, trudno wciąż gryźć się w język. Co to za swoboda wypowiedzi, jeśli wciąż myślisz, jak nikogo nie urazić? W tym na przykład przekląć, jeśli dosadne słowo wyrazi coś szybciej i gruntowniej. Niemniej wydaje mi się, że sporo można powiedzieć bez odwoływania się do najprostszych środków językowych. Chociaż wymaga to pewnego wysiłku.

Przyznaję, nie zawsze odpowiednio szybko i sprawnie wyłapuję tych uczestników blogu, którzy przekraczają tę trudno czasem uchwytną, lecz istniejącą granicę między przyjemnością wizyty w blogowej kawiarni, a przyjemnością psucia innym tej przyjemności. Cóż, mogę to tylko potraktować jak noworoczne wyzwanie. Nie jest to jednak wyzwanie tylko dla mnie. Spróbujmy.