Pochwała prezydenta Dudy

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Prezydent Duda – co można już dziś powiedzieć z całą pewnością – to nie byle jaki mąż stanu. Człowiek rzadkiej cywilnej odwagi i niezwykle prostolinijny. Wygłaszając swoje wieczorne orędzie, znów stanął na wysokości zadania. A nie było to zadanie łatwe. Trzeba było przecież milionom ludzi powiedzieć prosto w oczy: „Teraz to możecie nas cmoknąć. Daliście się nabrać przed wyborami, więc spadajcie na drzewo. Zrobimy, co nam się spodoba”. I jeszcze ubrać to w górnolotne słowa o działaniu w imieniu i dla dobra całego społeczeństwa. Jest więc też człowiekiem elokwentnym i niebanalnym. W trzy minuty potrafi pozbawić samego siebie jakiegokolwiek znaczenia.

Do jego cnót rozlicznych należy dorzucić  także umiejętność budzenia zaufania i dotrzymywania słowa (choć może w trochę zbyt wąskim gronie). Bez tych umiejętności nie zostałby przecież kandydatem na prezydenta wskazanym przez prezesa Kaczyńskiego. Budzi podziw również niezależność prezydenta Dudy. Wprawdzie jest to niezależność od jakiejkolwiek politycznej samodzielności, ale zawsze coś. Niektórzy nawet i tego nie mają, tak się boją samej idei niezależności myślenia.

Mamy zatem prezydenta o nieprzeciętnych walorach i będziemy go mieli jeszcze parę lat. Lepiej się przyzwyczajmy. Przestańmy się łudzić (o ile się łudziliśmy), że nagle ten wybitny, a może jedynie niewątpliwie wybijający się na tle dotychczasowych prezydentów, polityk zacznie widzieć polskie sprawy w odrobinie szerszej perspektywie niż ta, którą wyznaczył mu prezes PiS. Nie zacznie.

Niemniej mimo że jesteśmy świadkami rewolucji politycznej (na razie bezkrwawej, choć emocje buzują i wylały się już na ulice), dokonywanej – jak to rewolucja – z pogwałceniem prawa i manifestacyjnym  lekceważeniem wszelkich obyczajów, nie to zdecyduje o przyszłości rządu PiS (i naszej, rzecz jasna). To wszystko, co się dzieje w ostatnich dniach w Sejmie, nie jest może drugorzędne, ale z pewnością nie przesądzające. Takie gierki (pod hasłem dobrej zmiany mówią w gruncie rzeczy jasno: „oni kradli, więc i my możemy kraść”) i największa nawet bezczelność w okłamywaniu ludzi przestanie mieć znaczenie, jeśli posypią się sprawy gospodarcze.

W tej dziedzinie mydlenie oczu – nawet przy dysponowaniu siła centralnej propagandy – nie wystarczy. Każdy odczuje rzecz na własnej skórze. I bogaty, i biedny. Na razie PiS pokazuje, co potrafi w zakresie decyzji politycznych, za chwilę pokaże, jak rozprawić się z mediami publicznymi, ale w końcu trzeba będzie wreszcie naprawdę zacząć rządzić, podejmować decyzje, ogłaszać ustawy i ponosić konsekwencję ich działania. A temu już jednoosobowy ośrodek władzy podołać nie może. Doba ma 24 godziny, a decyzji do podjęcia są setki i tysiące. I wokół ludzie, którym nie tyle złamano kręgosłupy, ile którzy sami je sobie wyrwali. Widać to doskonale, gdy członkowie PiS jak zdyscyplinowani żołnierze powtarzają ustalony przekaz dnia czy sposób komentowania niemal dowolnego wydarzenia. Faktycznie, w gadaniu są świetni, ale czy potrafią też coś zrobić w realnym świecie? Zobaczymy już wkrótce. Prezydent na pewno nie będzie im przeszkadzał. Jest zbyt nietuzinkowy.