Czy szczur ma duszę?

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Pleć pleciugo, byle długo — chciałoby się powiedzieć po przeczytaniu krótkiej rozmowy z ks. prof. Witoldem Kaweckim w dzisiejszej „Rzeczpospolitej”. Ta polecana przez redakcję rozmowa to komentarz do tekstu „Epoka kamienia szympansów” zamieszczonego w dziale naukowym tego samego wydania gazety. Sensowny artykuł Piotra Kościelniaka mówiący o tym, że badacze szympansów nie mają wątpliwości, iż małpy te potrafią wytwarzać narzędzia i posługiwać się nimi z dużym sprytem, zaniepokoił redaktorów tego — obecnie — bardzo katolickiego z ducha pisma. Skoro małpy mogą coś celowo robić (czyli planują działanie i przewidują efekty swoich czynności), to może i mają duszę? Przerażające! Zatem do boju wysłano dziennikarza Łukasza Lubańskiego — niech porozmawia z kimś kompetentnym w sprawie duszy.

Niestety, dziennikarz znalazł pana profesora od teologii moralnej z UKSW (skrót zwykle rozwijany jako Uczelnia koło Samej Warszawy). Jak wyczytałem w Wikipedii to:

polski duchowny rzymskokatolicki, redemptorysta, prof. dr hab. nauk z zakresu teologii moralnej. Dyrektor Instytutu Wiedzy o Kulturze, wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa, Instytutu Socjologii oraz Wyższego Seminarium Duchownego Redemptorystów w Tuchowie. Organizator specjalności Teologii Kultury, kierownik Zakładu Teologii Ewangelizacji Medialnej.

Czyli nie byle kto. W zasadzie, nawet w krótkiej rozmowie (to rodzaj redakcyjnego komentarza, więc ma ograniczoną objętość), powinien zdołać powiedzieć coś do rzeczy, trzymając się faktów, odwołując do ogólnodostępnej wiedzy, a nie tylko nauk z zakresu teologii moralnej, cokolwiek to znaczy. Jednak pan profesor w niuanse się nie bawi i zapytany, czy zwierzęta mają duszę, wali od razu z grubej rury:

Cały świat został stworzony przez Boga – również zwierzęta, dlatego winni im jesteśmy odpowiedni szacunek, jednakże nie mają one duszy w sensie ludzkim. Wprawdzie istnieją teorie, również w obrębie chrześcijaństwa, mówiące, że zwierzę posiada pewien rodzaj duchowości – potrafi być wierne, daje się oswoić itd. – ale taki rodzaj „psychiki duchowej” nie oznacza jednak, że zwierzę ma taką samą duszę jak człowiek. Zwierzę nie jest osobą. A to osobie właśnie przynależą właściwe jej prawa i obowiązki i to o osobie mówi się, że ma swoją godność.

Zniewalająca zaiste logika i zarazem odwaga głoszenia mętniactwa. Taka krótka wypowiedź, a tyle obnaża. Przy okazji wystawiając również świadectwo redaktorom gazety.

Załóżmy na chwilę, że teza „cały świat został stworzony przez Boga” jest prawdziwa, obejmuje ona zatem również zwierzęta (jak zauważa ksiądz), ale także np. bakterie i wirusy z jednej strony oraz Księżyc, Słońce i wszystkie galaktyki Wszechświata. Czy temu całemu boskiemu stworzeniu również  — wedle wypowiedzianego wnioskowania — „winni jesteśmy odpowiedni szacunek”? Kiedy szacunek jest odpowiedni i na czym miałby polegać szacunek wobec Słońca i pałeczek cholery? A jeśli jednak mamy szanować tylko zwierzęta, to dlaczego tylko je i które z nich? Jak ksiądz okazuje szacunek niezwykle inteligentnym szczurom? A osom, muchom, pająkom i komarom?

Ciekawe też, że panu teologowi moralnemu ów „pewien rodzaj duchowości” kojarzy się odruchowo (skoro to podaje jako przykład) z wiernością i oswojeniem (czyli podporządkowaniem). Ponieważ nie da się zaprzeczyć istnieniu zwierzęcych emocji, ksiądz szuka jakiejś formuły „psychiki duchowej”, podkreślając, że to nie taka sama dusza jak u człowieka, ale na wszelki wypadek nie wdaje się w dywagacje, jak poznać, że dana dusza jest już ludzka (i czym różni się dusza człowieka od jego psychiki).

To wszystko klasyczne pustosłowie i zagadywanie prawdziwych problemów moralnych, które mnożą się, od kiedy dostrzegliśmy jako gatunek, że świat zwierząt jest nam dużo bliższy, niż chcieliśmy dotąd to przyznawać. Widać to także w dalszej części rozmowy:

Powinno się je [zwierzęta] szanować. Nie można ich dręczyć i narażać na cierpienie. Należy jednak pamiętać, że w hierarchii ważności np. szympans nigdy nie dorówna człowiekowi. Dlatego też człowiek, który zabijał – i nadal zabija – zwierzęta dla pożywienia ani nie grzeszy, ani nie jest mordercą. Wegetarianie z tym walczą, ale przecież też jedzą rośliny, które są ożywione i które stanowią pewną formę życia.

Pięknie by to wszystko brzmiało, gdyby koledzy księża nie organizowali mszy na polowaniach i sami nie strzelali do zwierząt z ambon (!) leśnych, co czynią z pewnością nie dlatego, że są głodni i nie mają innego sposobu zdobycia pożywienia (pisaliśmy o tym w POLITYCE nr 34). A już to usprawiedliwienie, że wegetarianie jedzą rośliny, które też są formą życia, brzmi naprawdę żałośnie.

Nawet w części rozmowy, która dotyczy praw zwierząt ksiądz redemptorysta nie unika manipulacji. Choć dziennikarz pyta: „Niektórzy naukowcy, jak Peter Singer, walczą o przyznanie małpom podstawowych praw człowieka…” (co też nie jest zbyt precyzyjne), ksiądz Kawecki odpowiada bez wahania, nie czyniąc rozróżnienia między gatunkami i uogólniając, co powoduje, że wypowiedź pozornie bezsporna staje się całkowicie pusta:

Zrównanie praw zwierząt z ludzkimi byłoby absurdem. Zwierzęta nie działają przecież w sposób rozumny, nie kierują się sumieniem, nie analizują tak jak człowiek, nie potrafią także w sposób przyczynowo-skutkowy planować swoich działań. Nie ma dowodów na to, że myślą racjonalnie i że w sposób techniczny są w stanie opanować pewne czynności. Na przykład fakt, że papuga beznamiętnie powtarza słowa, których nauczył ją człowiek, wcale nie oznacza, że potrafi mówić. Zwierzęta nie mają też etyki, nie są w stanie brać odpowiedzialności za swoje zachowanie; nie idą do więzienia, jak kogoś zagryzą lub pogryzą; nie oskarża się ich za to w procesach sądowych. Byłby to absurd.

O ile pamiętam, to właśnie Kościół katolicki stawiał przed swój własny sąd również zwierzęta. Dwa cytaty z Wikipedii:

Zwierzęta domowe najczęściej były oskarżane o morderstwa, przy czym na dziewięć z dziesięciu przypadków oskarżane były wieprze.

Procesy wytaczano również wszelkim rodzajom szkodników. Były to jednak, w przeciwieństwie do procesów zwierząt domowych, procesy przede wszystkim kościelne. Żyjący na początku XVI wieku prawnik francuski Barthelemy de Chassenée wymienia w swej książce przede wszystkim: szczury, myszy, orzesznice, wołki zbożowe, ślimaki, chrząszcze, gąsienice oraz „robactwo”.

No, ale to było dawno, teraz Kościół już zmądrzał… Albo i nie. Sądząc po jego uczonym przedstawicielu, nie za bardzo. Ksiądz etyk:

Prawdziwe pytanie jednak brzmi: czy zwierzęta w ogóle są w stanie rozumieć wolność tak jak człowiek?

A dlaczego miałyby? To nie jest żadne „prawdziwe pytanie”, tylko kompletne nieporozumienie. Wciąż ten sam stary antropocentryzm połączony z antropomorfizacją. Dla wygody opisu świata zwierząt, zwłaszcza w tekstach popularnonaukowych, trudno nie posługiwać się pojęciami odnoszącymi się do świata ludzi, ale niejednokrotnie staje się to zwykłym nadużyciem, a w konsekwencji i przekłamaniem odkryć, jakie poczynili badacze zwierząt. Wciąż pojawiają się teksty o rozmawiających ze sobą roślinach, zapadających na depresję pszczołach i rozwiązujących skomplikowane zagadki inteligentnych krukach — ani to nie znaczy, że świat jest na wskroś ludzki, ani że jesteśmy tak odrębnym i wyjątkowym gatunkiem, iż każde porównanie ze zwierzętami jest nieuprawnione, bo mamy boską „duszę”. Gdybyż to było takie proste.

W takiej rozmowie widać jak na dłoni, że posługiwanie się ideą duszy nieuchronnie prowadzi do mętnych rozważań i nieuzasadnionych wniosków. Wywiadzik zatytułowano „Szympansy nie grzeszą”. To akurat prawda, ale tylko dlatego, że samo pojęcie grzechu (i pokrewne mu w innych niż judeochrześcijańska kulturach) można sensownie odnosić wyłącznie do społeczeństw ludzkich. Nie zmienia to natomiast faktu, że wielokrotnie zaobserwowano w szympansich społecznościach zdarzenia, w których określone zachowania konkretnego osobnika było karane przez stado, jakby popełnił on wykroczenie przeciw zasadom współżycia, czyli — antropomorfizując — zgrzeszył.

Dlaczego poświęcam tyle miejsca takim, zdawałoby się, oczywistościom?

Po pierwsze dlatego, że pisanie o tzw. polityce polskiej jest nużące przez swą powtarzalność. Po drugie dlatego, że w ten sposób i tak piszę o polityce polskiej. Przecież pojęcie duszy, deklarowana wiara w Boga i odwoływanie się do ludzi Kościoła jako autorytetów w każdej już niemal sprawie — stanęło właśnie w samym centrum polskiej polityki. Wszelka próba polemiki z katolickim światopoglądem, dowolny inny sposób widzenia czy interpretowania świata, nawet odwoływanie się do faktów — wszystko uznawane jest za atak na Kościół, jego wiernych i samą polskość (która jakoby jest z katolicyzmem tożsama). Prezes PiS z emfazą powtarza, że nie ma moralności poza Kościołem. Co w tej sprawie uważa prezydent Duda nie wiemy, ale ważniejsze niż to, co uważa, jest to, co manifestuje całym sobą od samego początku swej kadencji.

Mamy do czynienia z ciekawym paradoksem: przy postępującej sekularyzacji społeczeństwa (nie kwestionowanej także przez Kościół) wyraźnie rośnie klerykalizacja oficjalnego życia publicznego, także mediów, w tym tych zwanych mainstreamem. Kurczące się zaplecze przynosi rozbudowanie fasad. I będą one w nadchodzącym czasie tylko rosły. Mocno przyczynia się do tego od pewnego czasu „Rzeczpospolita”, której tytuł nagle nabiera coraz większej dosłowności. Bardzo pospolita.