Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

26.08.2015
środa

Czy szczur ma duszę?

26 sierpnia 2015, środa,

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Pleć pleciugo, byle długo — chciałoby się powiedzieć po przeczytaniu krótkiej rozmowy z ks. prof. Witoldem Kaweckim w dzisiejszej „Rzeczpospolitej”. Ta polecana przez redakcję rozmowa to komentarz do tekstu „Epoka kamienia szympansów” zamieszczonego w dziale naukowym tego samego wydania gazety. Sensowny artykuł Piotra Kościelniaka mówiący o tym, że badacze szympansów nie mają wątpliwości, iż małpy te potrafią wytwarzać narzędzia i posługiwać się nimi z dużym sprytem, zaniepokoił redaktorów tego — obecnie — bardzo katolickiego z ducha pisma. Skoro małpy mogą coś celowo robić (czyli planują działanie i przewidują efekty swoich czynności), to może i mają duszę? Przerażające! Zatem do boju wysłano dziennikarza Łukasza Lubańskiego — niech porozmawia z kimś kompetentnym w sprawie duszy.

Niestety, dziennikarz znalazł pana profesora od teologii moralnej z UKSW (skrót zwykle rozwijany jako Uczelnia koło Samej Warszawy). Jak wyczytałem w Wikipedii to:

polski duchowny rzymskokatolicki, redemptorysta, prof. dr hab. nauk z zakresu teologii moralnej. Dyrektor Instytutu Wiedzy o Kulturze, wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa, Instytutu Socjologii oraz Wyższego Seminarium Duchownego Redemptorystów w Tuchowie. Organizator specjalności Teologii Kultury, kierownik Zakładu Teologii Ewangelizacji Medialnej.

Czyli nie byle kto. W zasadzie, nawet w krótkiej rozmowie (to rodzaj redakcyjnego komentarza, więc ma ograniczoną objętość), powinien zdołać powiedzieć coś do rzeczy, trzymając się faktów, odwołując do ogólnodostępnej wiedzy, a nie tylko nauk z zakresu teologii moralnej, cokolwiek to znaczy. Jednak pan profesor w niuanse się nie bawi i zapytany, czy zwierzęta mają duszę, wali od razu z grubej rury:

Cały świat został stworzony przez Boga – również zwierzęta, dlatego winni im jesteśmy odpowiedni szacunek, jednakże nie mają one duszy w sensie ludzkim. Wprawdzie istnieją teorie, również w obrębie chrześcijaństwa, mówiące, że zwierzę posiada pewien rodzaj duchowości – potrafi być wierne, daje się oswoić itd. – ale taki rodzaj „psychiki duchowej” nie oznacza jednak, że zwierzę ma taką samą duszę jak człowiek. Zwierzę nie jest osobą. A to osobie właśnie przynależą właściwe jej prawa i obowiązki i to o osobie mówi się, że ma swoją godność.

Zniewalająca zaiste logika i zarazem odwaga głoszenia mętniactwa. Taka krótka wypowiedź, a tyle obnaża. Przy okazji wystawiając również świadectwo redaktorom gazety.

Załóżmy na chwilę, że teza „cały świat został stworzony przez Boga” jest prawdziwa, obejmuje ona zatem również zwierzęta (jak zauważa ksiądz), ale także np. bakterie i wirusy z jednej strony oraz Księżyc, Słońce i wszystkie galaktyki Wszechświata. Czy temu całemu boskiemu stworzeniu również  — wedle wypowiedzianego wnioskowania — „winni jesteśmy odpowiedni szacunek”? Kiedy szacunek jest odpowiedni i na czym miałby polegać szacunek wobec Słońca i pałeczek cholery? A jeśli jednak mamy szanować tylko zwierzęta, to dlaczego tylko je i które z nich? Jak ksiądz okazuje szacunek niezwykle inteligentnym szczurom? A osom, muchom, pająkom i komarom?

Ciekawe też, że panu teologowi moralnemu ów „pewien rodzaj duchowości” kojarzy się odruchowo (skoro to podaje jako przykład) z wiernością i oswojeniem (czyli podporządkowaniem). Ponieważ nie da się zaprzeczyć istnieniu zwierzęcych emocji, ksiądz szuka jakiejś formuły „psychiki duchowej”, podkreślając, że to nie taka sama dusza jak u człowieka, ale na wszelki wypadek nie wdaje się w dywagacje, jak poznać, że dana dusza jest już ludzka (i czym różni się dusza człowieka od jego psychiki).

To wszystko klasyczne pustosłowie i zagadywanie prawdziwych problemów moralnych, które mnożą się, od kiedy dostrzegliśmy jako gatunek, że świat zwierząt jest nam dużo bliższy, niż chcieliśmy dotąd to przyznawać. Widać to także w dalszej części rozmowy:

Powinno się je [zwierzęta] szanować. Nie można ich dręczyć i narażać na cierpienie. Należy jednak pamiętać, że w hierarchii ważności np. szympans nigdy nie dorówna człowiekowi. Dlatego też człowiek, który zabijał – i nadal zabija – zwierzęta dla pożywienia ani nie grzeszy, ani nie jest mordercą. Wegetarianie z tym walczą, ale przecież też jedzą rośliny, które są ożywione i które stanowią pewną formę życia.

Pięknie by to wszystko brzmiało, gdyby koledzy księża nie organizowali mszy na polowaniach i sami nie strzelali do zwierząt z ambon (!) leśnych, co czynią z pewnością nie dlatego, że są głodni i nie mają innego sposobu zdobycia pożywienia (pisaliśmy o tym w POLITYCE nr 34). A już to usprawiedliwienie, że wegetarianie jedzą rośliny, które też są formą życia, brzmi naprawdę żałośnie.

Nawet w części rozmowy, która dotyczy praw zwierząt ksiądz redemptorysta nie unika manipulacji. Choć dziennikarz pyta: „Niektórzy naukowcy, jak Peter Singer, walczą o przyznanie małpom podstawowych praw człowieka…” (co też nie jest zbyt precyzyjne), ksiądz Kawecki odpowiada bez wahania, nie czyniąc rozróżnienia między gatunkami i uogólniając, co powoduje, że wypowiedź pozornie bezsporna staje się całkowicie pusta:

Zrównanie praw zwierząt z ludzkimi byłoby absurdem. Zwierzęta nie działają przecież w sposób rozumny, nie kierują się sumieniem, nie analizują tak jak człowiek, nie potrafią także w sposób przyczynowo-skutkowy planować swoich działań. Nie ma dowodów na to, że myślą racjonalnie i że w sposób techniczny są w stanie opanować pewne czynności. Na przykład fakt, że papuga beznamiętnie powtarza słowa, których nauczył ją człowiek, wcale nie oznacza, że potrafi mówić. Zwierzęta nie mają też etyki, nie są w stanie brać odpowiedzialności za swoje zachowanie; nie idą do więzienia, jak kogoś zagryzą lub pogryzą; nie oskarża się ich za to w procesach sądowych. Byłby to absurd.

O ile pamiętam, to właśnie Kościół katolicki stawiał przed swój własny sąd również zwierzęta. Dwa cytaty z Wikipedii:

Zwierzęta domowe najczęściej były oskarżane o morderstwa, przy czym na dziewięć z dziesięciu przypadków oskarżane były wieprze.

Procesy wytaczano również wszelkim rodzajom szkodników. Były to jednak, w przeciwieństwie do procesów zwierząt domowych, procesy przede wszystkim kościelne. Żyjący na początku XVI wieku prawnik francuski Barthelemy de Chassenée wymienia w swej książce przede wszystkim: szczury, myszy, orzesznice, wołki zbożowe, ślimaki, chrząszcze, gąsienice oraz „robactwo”.

No, ale to było dawno, teraz Kościół już zmądrzał… Albo i nie. Sądząc po jego uczonym przedstawicielu, nie za bardzo. Ksiądz etyk:

Prawdziwe pytanie jednak brzmi: czy zwierzęta w ogóle są w stanie rozumieć wolność tak jak człowiek?

A dlaczego miałyby? To nie jest żadne „prawdziwe pytanie”, tylko kompletne nieporozumienie. Wciąż ten sam stary antropocentryzm połączony z antropomorfizacją. Dla wygody opisu świata zwierząt, zwłaszcza w tekstach popularnonaukowych, trudno nie posługiwać się pojęciami odnoszącymi się do świata ludzi, ale niejednokrotnie staje się to zwykłym nadużyciem, a w konsekwencji i przekłamaniem odkryć, jakie poczynili badacze zwierząt. Wciąż pojawiają się teksty o rozmawiających ze sobą roślinach, zapadających na depresję pszczołach i rozwiązujących skomplikowane zagadki inteligentnych krukach — ani to nie znaczy, że świat jest na wskroś ludzki, ani że jesteśmy tak odrębnym i wyjątkowym gatunkiem, iż każde porównanie ze zwierzętami jest nieuprawnione, bo mamy boską „duszę”. Gdybyż to było takie proste.

W takiej rozmowie widać jak na dłoni, że posługiwanie się ideą duszy nieuchronnie prowadzi do mętnych rozważań i nieuzasadnionych wniosków. Wywiadzik zatytułowano „Szympansy nie grzeszą”. To akurat prawda, ale tylko dlatego, że samo pojęcie grzechu (i pokrewne mu w innych niż judeochrześcijańska kulturach) można sensownie odnosić wyłącznie do społeczeństw ludzkich. Nie zmienia to natomiast faktu, że wielokrotnie zaobserwowano w szympansich społecznościach zdarzenia, w których określone zachowania konkretnego osobnika było karane przez stado, jakby popełnił on wykroczenie przeciw zasadom współżycia, czyli — antropomorfizując — zgrzeszył.

Dlaczego poświęcam tyle miejsca takim, zdawałoby się, oczywistościom?

Po pierwsze dlatego, że pisanie o tzw. polityce polskiej jest nużące przez swą powtarzalność. Po drugie dlatego, że w ten sposób i tak piszę o polityce polskiej. Przecież pojęcie duszy, deklarowana wiara w Boga i odwoływanie się do ludzi Kościoła jako autorytetów w każdej już niemal sprawie — stanęło właśnie w samym centrum polskiej polityki. Wszelka próba polemiki z katolickim światopoglądem, dowolny inny sposób widzenia czy interpretowania świata, nawet odwoływanie się do faktów — wszystko uznawane jest za atak na Kościół, jego wiernych i samą polskość (która jakoby jest z katolicyzmem tożsama). Prezes PiS z emfazą powtarza, że nie ma moralności poza Kościołem. Co w tej sprawie uważa prezydent Duda nie wiemy, ale ważniejsze niż to, co uważa, jest to, co manifestuje całym sobą od samego początku swej kadencji.

Mamy do czynienia z ciekawym paradoksem: przy postępującej sekularyzacji społeczeństwa (nie kwestionowanej także przez Kościół) wyraźnie rośnie klerykalizacja oficjalnego życia publicznego, także mediów, w tym tych zwanych mainstreamem. Kurczące się zaplecze przynosi rozbudowanie fasad. I będą one w nadchodzącym czasie tylko rosły. Mocno przyczynia się do tego od pewnego czasu „Rzeczpospolita”, której tytuł nagle nabiera coraz większej dosłowności. Bardzo pospolita.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2 780

Dodaj komentarz »
  1. Uff, jaka ulga. Dzięki za nowy żer 😉

  2. W Polsce jest nadzieja na poprawę gdy kościół zostanie zdelegalizowany lub co najmniej upaństwowiony. Kompromisem może być także sytuacja gdy do kościoła w niedzielę będzie podążać nie więcej niż 10 procent baranków. To wszystko jednak nie w tym wieku.

  3. jg (17:25)

    Upanstwowienie kosciola moze nastapic przy pomocy odpowiedniego dekretu. Otwartym pozostaje pytanie w jaki sposob mozna doprowadzic do sytuacji, ze do kościoła w niedzielę będzie podążać nie więcej niż 10 procent baranków.

    Probowano, w nie tak bardzo odleglej, rewolucyjnej zreszta, przeszlosci, zamieniac koscioly na spichlerze. Wynikl z tego glod, nic wiecej. Go figure

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Jacek Kowalczyk
    Nie odpowiada co prawda na pytanie o duszę szczura, ale – sądzę – nieźle charakteryzuje świat, w którym urzędnicy Pana Boga się poruszają:

    Kapłani oswajają wieczność;
    Wpisują w święte księgi imię wieczności
    (Wymyślili je tak dawno, że czort wie kiedy).
    Wieczność jak to wieczność –
    spogląda na kapłanów
    przez okulary „nic”
    (takie tam, przeźroczyste „nic”,
    nic nie znaczące dla wieczności).
    Kapłani oswajanie wieczności zamieniają w prawo
    i układają coraz większe głazy na drodze do „nic”.

    Nie mając już nikogo do zbawienia
    kapłani wpadają w pułapkę
    zwaną pustka zbawień;
    (jej sens nadają przymusowe nawrócenia).
    Urzędnicy przygotowują stosowne dekrety,
    wojownicy cieszą się zapachem świeżej krwi,
    a artyści ostrzą pióra, pędzelki i nuty chorałów.

  6. Profesor teologii czerpie swoje poglądy wprost z katechizmu KK z 1997 roku.
    2416 — Zwierzęta są stworzeniami Bożymi. Bóg otacza je swoją opatrznościową troską. Przez samo swoje istnienie błogosławią Go i oddają Mu chwałę. Także ludzie są zobowiązani do życzliwości wobec nich. Warto przypomnieć, z jaką delikatnością traktowali zwierzęta tacy święci, jak św. Franciszek z Asyżu czy św. Filip Nereusz.

    2418 — Sprzeczne z godnością ludzką jest niepotrzebne zadawanie cierpień zwierzętom lub ich zabijanie. Równie niegodziwe jest wydawanie na nie pieniędzy, które mogłyby w pierwszej kolejności ulżyć ludzkiej biedzie. Można kochać zwierzęta; nie powinny one jednak być przedmiotem uczuć należnych jedynie osobom.

    Tyle katechizm.

    Teologia chrześcijańska nie precyzuje pojęcia dusza, ale od 1513 roku (sobór laterański) w kościele panuje dogmat o nieśmiertelności duszy ludzkiej. Ciało natomiast jest jej grobem i powinno zmartwychwstać we właściwym momencie, aby wieść wraz z duszą żywot wieczny, amen.

    W miarę rozwoju nauki kościół powinien teraz sprecyzować, od którego momentu historii życia na Ziemi można mówić o człowieku czyli OSOBIE. Australopitekus czy dopiero Homo erectus? A neandertalczyk?

  7. Teologiczne dyrdymały miały swego czasu spory wpływ na praktyczną stronę życia.

    Zaczęło się od pytania:
    -czy kobiety mają duszę?
    -Murzyni?
    -Indianie?
    Długo trwało, zanim decyzja pozytywna zapadła.
    A wraz z nią, podejście do tych „obdarzonych” przez teologów duszą.

    Małpy, delfiny, słonie, uważane są za inteligentne
    Być może inteligentniejsze są od przeciętnego teologa?

  8. Paradoks postepujacej klerykalizacji, przy rosnacej sekularyzacji? jest paradoksem pozornym i latwo wylumaczalnym. Wiedza, ze im sie grunt spod nog, czy tylkow spasionych usuwa, to czepiaja sie tego, na co jeszcze maja wplyw, czyli klase polityczna i eksponownych dziennikarzy, bo i jednych i drugich z uwagi na ich nielicznosc latwo jest zastraszyc napuszczeniem nich motlochu mocherowego.

    Osobiscie w tym wlasnie upatruje szansy Polski na uwolnienie sie z klinczu w jaki wpedzila Polske ekipa Mazowieckiego naiwnie sadzaca, ze sie kosciolowi nalezy jakas „wdziecznosc”. Niestety zaplacimy wszyscy razem cene za uwolnienie sie od tej umyslowej zarazy, ale najwyrazniej innej drogi chyba nie ma.

    Metniactwo w wypowiedziach profesora od Moralnosci Teologicznej, jest jak najbardziej zrozumiale w swietle tego co wiemy o tym jak bardzo niemoralna jest ona sama.

    @Tanaka, juz tyle razy rozwijal analize problemu, ze az sie nie godzi odbierac mu jego dzialki.

    Ale warto zwrocic uwage na to, czego nie dopowiedzial profesor maciciel. Mianowicie tego, ze kosciol nigdy nie uzna, ze zwierzeta posiadaja dusze, bo nie da sie im wmowic istnienia nieistniejacego i zmusic do „dawania na tace”, czyli utrzymywania bandy koscielnych manipulatorow. Ale tej akurat prawdy, nie ma sie spodziewac uslyszec, wiec slyszymy metniactwo majace maskowac ignorancje bilogiczna z jednej strony, a prawde o religii i tym, jak ja banda bezwzglednych manipulatorow wykorzystuje do oszukiwania i manipulowania, z drugiej.

    W sumie nic nowego, jesli chodzi o kosciol i religiantow. Bedziemy musieli sie z takimi „rewelacyjnymi intelektualnymi smrodami” przemeczyc jakis czas, ale juz widac, ze ich czas mija, wiec coraz blizej jest do wyzwolenia sie. Ja nawet nie to, ze mam nadzieje, ja mam raczej pewnosc, ze epidiaskop z PiSem dadza takiego lupnia, ze ludzie tego nie wytrzymaja i pogonia PiS i kkat w „ordynarna nazwa zenskich organow rozrodczych„.

  9. Swietny artykuł Panie Ateisto.
    Pełna zgoda.
    Od siebie tylko dodam, że niedouczony klecha nawet nie wie o tym, że człowiek to równierz zwierzę i to najgorsze, najokrutniejsze i w wielu przypadkach najgłupsze.
    Kler na przykład posiada wszystkie wymienione przeze mnie cechy plus dodatkowo oszustwo, złodziejstwo i gwałcenie dzieci.
    Zabawny i kompromitujący „uczonego” klechę z podopisywanymi przed nazwiskiem tytułami jest przykład wytresowanych papug bezmyślnie powtarzających wyuczone słowa..
    Toż identycznie zachowują się ludzie bezmyślnie powtarzający wyuczone przez pastuchów i klepane przez durnych parafian przy byle okazji „zdrowaśki”.
    To właśnie takie „papugi”.
    Wiele ludzi takich między innymi jak ten sutannowy „mądrala” poprzez ubliżanie zwierzętom chce się jedynie dowartościować i bezpodstawnie wywyższać, gdyż w rzeczywistości jedyne co potrafią to niezdarnie łazić na dwóch łapach.
    Ani ludzie, ani ich kuzyni czyli zwierzęta nie mają żadnej „duszy”.
    Mają za to ROZUM lub rozumek i ani ludziom, ani tym bardziej zwierzętom do szczęścia nie potrzebne są żadne religie i bajki o urojonych bogach.
    Zwierzęta udowadniają to ludziom codziennie.

  10. No proszę !
    Pan Jacek dał nam wreszcie pożywkę dla bakterii i do tego bardzo pożywną pożywkę; w postaci księdza-naukowca.

    Jak posłucham księdza naukowca, zaraz się bardzo wzruszam. I rozważam sprawy jego duszy.

    Ksiądz profesor to ma od razu tak, że zamiast powiedzieć kulturalnie dzień dobry, to z mety robi oszustwo: najpierw sobie a priori produkuje pasującą mu definicję człowieka, wraz z duszą i książeczką do nabożeństwa, a potem orzeka, że szympansa można zjeść.

    Poza całą pustotą obfitości słów produkowanych przez księdza profesora metodą strażacką, nasz milusiński katolicki naukowiec całkowicie moralny informuje, że nie wie o znanych od dosyć dawna faktach przez naukę ustalonych.
    Wiedza nie jest mu potrzebna, gorzej nawet – jest dla niego groźna. Szympansy, ale i nie tylko one, nie tylko i nie tyle dają się „oswoić” jak sobie roi ksiądz profesor cymbał, nie tyle powtarzają bezwiednie ponoć dźwięki ludzkiej mowy jak papugi, ale tworzą własne kultury, obyczaje, mają społeczną pamięć i rytuały.
    Mają też coś, co pan Jacek, wydaje się, przeoczył: potrafią się wstydzić, okazywać wdzięczność, empatię i altruizm.

    Niebieska książeczka pt. Biblia mówi, że pierwsi ludzie poznawszy swój grzech, zawstydzili się. Wstydzą się też tzw. zwierzęta. Ponieważ wykazują też inne wspomniane przymioty, możemy zasadnie i niezwykle poważnie sądzić, że niespecjalnie, jeśli w ogóle, różnią się od człowieka pod względem „duszy”.

    Religijne cymbały biskupie ciągle miały problem z tym, kiedy dusza wstępuje w ciało. Wersja bardzo długo uprawiana i stanowczo wymagana była taka, że lepszą duszę ma chłopię: wstępuje ona w niego po dniach 40tu, a lichą duszę ma dziewczę: duszę instaluje w niej bozia niechętnie i na ostatnią chwilę – po dniach 80-ciu.
    Obecna wersja duszowstąpienia nosi nazwę: „dziecko poczęte”. A dziewczynkom się od bozi poprawiło i dostały dyspensę do poziomu chłopców.

    Naukowy ksiądz ukrywa jeszcze poważniejszy powód swojej pogardy dla żywych istot: jego podświadomość lęka się, że niedługo szympansy będą mogły lege artis zawierać związki małżeńskie oraz partnerskie.
    Droga została przetarta: podludzie o nazwie „pedały” i „zboki” już mogą w kilkudziesięciu krajach świata. Będą mogły i szympansy.
    Dla pana księdza profesora i jego Świętego Ojca Świętego Kajakowego będzie to dramat: upadną niżej niż zbok, pedał, szympans i wieprz.

    Sam Jezusek nie miał trudności z uznaniem, że zwierz może mieć duszę. Osobiście mu ją zapewnił wsadzając w wieprza złego ducha.
    To, że wykonał to w celu moralnie odrażającym upewnia nas, że człowiek, w dodatku sklejony z bozią,może mieć bardzo nędzne kwalifikacje duszy, z czego może wyjść to, że „zwierzęta” mogą się okazać doskonalsze. Mają na to miejsce.

  11. Przepraszam za błąd ortograficzny w wyrazie „również”

  12. Za pytaniem o duszę szczura stoi poważne pytanie o duszę zarodka w in vitro; zarodka zagnieżdżonego w macicy; płodu; a nawet niemowlęcia a nawet – co dręczyło przecież nawet Mickiewicza w Dziadach – o dusze małych dzieci. Czy do nieba może pójść ktoś, kto nie miał szansy zgrzeszyć? Czy dziecko w ogóle może zgrzeszyć? Czy dusza dojrzewa z człowiekiem a jeśli tak, to kiedy można ją ochrzcić?

    I kolejne pytanie. Jeśli szympansy mają coś z ludzi, to może mają to coś też psy, także te głodzone, bite, wieszane na gałęzi czy żywcem zakopywane, o czym donosiły niedawno media? A jak psy, to może i świnki, krówki, indyczki i kurczaczki na naszych talerzach?

    A skoro we Wszechświecie planety występują powszechnie, to pewnie i życie jest formą powszechną, a więc i rożne cywilizacje są powszechne, a więc zapewne istnieje taka, względem której my jesteśmy jak te szympansy względem nas, jednak nie jesteśmy w stanie tego ogarnąć w swym niedorozwoju? Czy mrówki dostrzegają ludzi?

    Jeszcze niedawno kobieta była co prawda człowiekiem, ale jakimś takim niepełnym; doktryna kościelna ewoluuje, a wraz z nią wartości chrześcijańskie, więc może i z tymi zwierzętami kiedyś nastąpi zmiana. Jednak tak jak z kobietami, Murzynami czy osobami LGBT, ta zmiana przyjdzie z zewnątrz – i to pomimo tego, ze „nie ma moralności poza Kościołem” 🙂

  13. nie wiem, komu przypisać takie sklasyfikowanie zwierząt,także tych, które,jak uprzejmie wyraził się ów profesor, służą ludziom, zaprzyjaźniają się z człowiekiem, są mu wierne, a potem zostaja potraktowane tak, jak ów pies, któremu nieodpowiedzialny, niedouczony, bezduszny człowiek zafunduje „wycieczkę” na sznurze za pędzącym samochodem. CZłowiek to z duszą, czy zwierzę?
    To obelga dla zwierzęcia.
    Zwierzę tego nie wymyśli, co człowiek jest mu w stanie zafundować; zwierzę na ogół zabija inne zwierzę, gdy głodne; nie poluje na inne dla zabawy(o wyjątkach od tej reguły dyskutowaliśmy w poprzednim wpisie)jak robią to ludzie, także ci, którzy maluczkich powinni nauczyć szacunku do innej ISTOTY, niezależnie od tego, czy jej zdaniem duszę ma, czy nie!
    A co widzimy? Gospodarz nam to przypomniał- księży polujących, nie z głodu przecież, na zwierzę.Wszystko w myśl tweirdzenia, że zwierzę duszy nie ma.
    Nawet, jeśli nie ma, to myśliwy jest bardziej bezduszny od swojej ofiary.

  14. Czy dziecko w ogóle może zgrzeszyć?

    No przecież rodzi się już obarczone grzechem pierworodnym, po rodzicach, których po upadku w raju trapi
    „pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia”

    Może KK zaakceptuje in vitro gdy klechom pozwoli się chrzcić zarodki przed wszczepieniem do macicy lub zamrożeniem?

    W całkiem niedawnych czasach praktykowano chrzest domaciczny (wodą święconą przez słomkę) aby uratować duszyczkę nienarodzonego, gdy wyglądało na to, że noworodek porodu nie przeżyje 🙄

  15. W szaleństwo świata wpełza klejnot Boga – dusza –
    wypruta z kobiecego łona bagnetem żołdaka;
    równie bezbronna jak te, które topimy w stawie –
    animule vagule, blandule – z miotu naszej ulubionej kotki.

  16. Tobermory
    26 sierpnia o godz. 21:45

    chrzest domaciczny za pomocą słomki jest nieskuteczny. Cymbał po seminarium duchownym posiada duszę, na co wskazuje nazwa: seminarium duchowne, ale nie zna podstawowych faktów przyrody.
    Dziecko przepada na wieczność w piekle.
    Jest to stworzone przez absolwenta tegoż seminarium.

  17. Tanaka
    26 sierpnia o godz. 22:32

    Jest to piekło stworzone przez absolwenta tegoż seminarium.

  18. „Religijne cymbały biskupie ciągle miały problem z tym, kiedy dusza wstępuje w ciało”.

    Skąd wywodzi się pogląd„ że człowiek ma nieśmiertelną duszę ?

    Filozofowie wczesnego chrześcijaństwa przyswoili sobie GRECKIE pojęcie nieśmiertelności duszy i przypisywali jej właściwość stworzenia przez Boga, który wlewa ją w ciało w momencie poczęcia” (Britannica — edycja polska, tom 10, strona 68). W żadnym fragmencie Biblii nie znajdziemy potwierdzenia takiego poglądu.

    O stworzeniu pierwszej duszy ludzkiej czytamy w Biblii: „Bóg przystąpił do kształtowania człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza dech życia, i człowiek STAŁ SIĘ DUSZĄ żyjącą” (Rodzaju 2:7 por. 1 Koryntian 15:45).

    Kiedy Bóg stworzył pierwszego człowieka, Adama, nie dał mu nieśmiertelnej duszy, lecz siłę życiową (dech życia), podtrzymywaną przez oddech. A zatem „dusza” w sensie biblijnym to CAŁA ŻYWA ISTOTA. Gdy dusza (czyli osoba) traci siłę życiową pochodzącą od Boga, wówczas umiera .

    Biblia uczy: „Dusza, która grzeszy, ta umrze” (Ezechiela 18:4). W chwili śmierci człowiek przestaje istnieć.

    Ponieważ Pismo także zwierzęta nazywa „duszami”, łatwo jest zrozumieć poniższe słowa:

    „Jest bowiem coś, co się przytrafia synom ludzkim, i coś, co się przytrafia zwierzęciu, a przytrafia im się to samo. Jak umiera ono, tak i on umiera; i wszyscy mają jednego ducha, tak iż NIE MA ŻADNEJ PRZEWAGI człowieka nad zwierzęciem, bo wszystko jest marnością. Wszyscy idą na jedno miejsce. Wszyscy powstali z prochu i wszyscy do prochu wracają” (Kaznodziei [Koheleta] 3:19,20).

  19. Heh, ale Szef poruszył ciekawy temat. Może dla stałych bywalców tego bloga będę powtarzalny, ale z uporem maniaka polecam lektury o prymatach Bonobo i ateista i Małpa w każdym z nas, autor Frans de Waal oraz Nowa historia ewolucji człowieka, autor Robin Dunbar. Myślę, że fakty w nich zawarte z wiadomych powodów nie zmienią wiedzy księdzu profesoru, jaką nosi pod puszką, ale warto by go poznać z bonobo Kanzim i Panbanishą. Na pewno by się zastanowił nad bredniami, które plecie. Antropocentryzm wypacza pojęcie o świecie zwierząt, którego jesteśmy częścią.

    Heh, a co jeśli panbocek jest bonobo, a my jesteśmy niekontrolowanym efektem ubocznym stworzenia. Hihi.

  20. Dyskursy naukawe religiantow wszelkiej masci, maja dokladnia taka sama wartosc naukawa, jak rozumowanie przedstawione na zalaczonym obrazku. Jedyna roznica jaka widze jest taka, ze rozwazan religiantow nie sposb wyprobowac empirycznie, podczas gdy rozumowanie z zalaczonej ilustracji mozna poddac eksperymentalnemu zbadaniu.

    Religianci moga sobie darowac, z przyczyn oczywistych sa niezdolni do zrozumienia o co chodzi.

    https://www.facebook.com/MyKobiety/photos/a.208891742564103.44017.208303025956308/823200641133207/?type=1&theater

  21. Tanaka
    26 sierpnia o godz. 22:34

    Jest to piekło stworzone przez absolwenta tegoż seminarium.

    Jedno trzeba im przyznac, ze w stwarzaniu piekla tu na ziemi, innym ludziom, osiagaja wyjatkowe rezultaty. Co moze oznaczac, ze maja dobrych, skutecznych nauczycieli, skoro tak sie im to udaje.

  22. Duchowni, niezaleznie od mocy swojego intelektu, przyzwyczajeni sa do przemawiania z pozycji autorytetu i nie martwia sie o spojnosc wypowiedzi ani o to, co nauka ma do powiedzenia na podjety temat. Jednak zaczelo do nich docierac, ze ludzie coraz bardziej ufaja nauce, stad coraz czestsze u nich tytuly naukowe lub sprawiajace wrazenie naukowych. Nadal jednak wiekszosc z nich ogranicza sie do kategorycznych stwierdzen ufajac, ze wierni nie odwaza sie ich kwestionowac. Obledny strach przed pieklem lub zwykle lenistwo umyslowe doprowadzily do wytworzenia sie w psychice wielu ludzi dwoch niezaleznych obszarow – jednym rzadzi racjonalnosc i zmysl krytyczny, drugi jest domena wbijanych do glowy od wczesnego dziecinstwa niczym nie podbudowanych przekonan. Wiekszosc duchownych nie lubi pytan i watpliwosci, ale to wlasnie moze z czasem podwazyc ich autorytet. Czlowiek wspolczesny powoli otwiera sie na rozne poglady filozoficzne, rozne hipotezy naukowe i wkrotce nie mozna bedzie wciskac mu dowolnych „prawd objawionych”. Jak predko nastapi to u nas, trudno przewidywac.
    Jest jakas grupa ksiezy i wierzacych gotowych na podjecie dialogu z ateistami na zasadach moralnej rownosci. Nie jest to jednak jakas znaczaca czesc naszego Kosciola, ktory agnostykow i ateistow widzi jako osobowosci ulomne, o ile nie z natury swej grzeszne. Taki Kosciol chce teraz przejac wladze polityczna w Polsce. Ostrzezenie red.Kowalczyka jest bardzo na czasie.
    Wroce do jezyka, ktorym przemawia dzis Kosciol, nie tylko u nas. Jest on metna mieszanina dogmatow z pojeciami
    zaczerpnietymi z nauki. Zdarzylo mi sie wysluchac kiedys kazania, w ktorym ksiadz probowal posluzyc sie logika dla „udowodnienia” dogmatu o niepokalanym poczeciu.

  23. .

    —tluk pięściowy—

    Wielki myslant parowy pierwszej generacyji,
    i jego pieciolampowa superheterodna brain
    z Uniwersytetu Kardynala Stefana Wyszynskiego
    w Warszawie, stolicy zielonej wyspy,
    z profesorska pensja fundowana przez PL taxpayers

    Czuje nominacje na Nobla z teologii,
    Niech bedzie blogoslawiony Św. Duch
    Wirusa Maozajki Tytoniowej !

    viruses of the world unite!

    ..)

  24. Dobrze wypunktowane ale ja nie tracę czasu na czytanie tego bełkotu. Szkoda pieniędzy które Państwo wydaje na utrzymanie tych hochsztaplerów.

  25. Antenka super 😀
    Sexy-kropidełko dla wikarych
    http://www.dewocjonalia.eu/userdata/gfx/34293ec974dd88277d0829fef4115f78.jpg
    Pozłacane i higieniczne.

  26. http://www.mpg.de/712418/zoom.jpeg
    Hmm… ciekawe czy ludzie też mają duszę.

    http://www2.unine.ch/files/content/users/merciers2/files/6-Bonobo%20calins_Emilie%20Genty.jpg
    – jak dobrze, że jesteś, bardzo się stęsknić za tobą.

  27. Tak, uwielbiam przytaczanie takich argumentów jak „zwierzę nie rozumie”. Niemowlak też nie rozumie, nie umie mówić, czy też osoby chore psychicznie. Ale z tego powodu nie pozbawiamy ich praw, a wręcz przeciwnie, roztacza się nad nimi szczególną opiekę. Czas, żeby to samo zaczęło dotyczyć zwierząt. Polowania księży to już jest grube przegięcie. A powinni nakłaniać do ograniczania zjadania mięsa i niezadawania bezsensownego cierpienia zwierzętom. I o ile mój pogląd może nie wszystkim „leżeć”, bo uciszanie sumienia tekstami „zwierzęta stworzył Bóg, a człowiek ma prawo je zjadać” jest po prostu wygodne. Ale czas, żeby przestać właśnie traktować człowieka jako centrum wszystkiego, bo nie jest.

  28. @Żorż Ponimirski, z godz. 9:31
    Hmm… ciekawe czy ludzie też mają duszę.

    Rzadko. Częściej:

    Uwodzą melodią
    tak doskonałą,
    że ciągłość duszy
    w obłoku saṃsāry
    rozpada się w pył
    bytów ulotnych.
    Pył duszy wiruje
    Uwodzicielsko –
    jak to u ludzi.

  29. Żorż Ponimirski
    27 sierpnia o godz. 0:04

    Ksiądz by się nie zastanowił. Nawet by nie przeczytał.
    Profesor powinien i przeczytać i się zastanowić.
    Jednak jak się zastanowi, to musi mu wyjść to co jest tezą pierwotną: bozia każdego kocha, a szczególnie wtedy, gdy wali w kochane swoje dzieci głazami z nieba. Następnie przysyła swoje dziecię niebiańskie o hiszpańskim imieniu Hesus, by drogą wymiany, za rozmazane przez siebie na skałach dzieci ziemiańskie zostało przez nie zdekapitowane.
    Wychodzi z tego coś bardzo szczęśliwego: odkupienie.
    I wszyscy wyznawcy są zadowoleni.

    Także wcześniej podawałem namiar na książkę Rogera Foutsa: „Nasi krewni” Poza niesamowitą sprawą szympańską, pokazuje ona uprzedzenia człowieka wobec naszych krewnych i przedmiotowe ich traktowanie . Nie są od tego wolni nawet naukowcy. Kultura wyższości wyprowadzona z religii, oraz antropocentryzm zakłócają podejście naukowe.
    Jednak nauka ma to do siebie, że jest wolna, dlatego jest nauką, a nie „nauką religii”. Przełom w wiedzy i postrzeganiu już nastąpił.

    „Ksiądz profesor” jest potrójnie zniewolony:
    Jako ksiądz musi, oraz mu nie wolno.
    Jako „profesor”: nie wolno mu czytać, a tym bardziej myśleć. Jest to bowiem „wodzenie na pokuszenie”.
    Jako profesor, jak już przeczyta, nie może pomyśleć. A jak coś pomyśli musi mu się to zgodzić z księdzem w środku niego.
    W kwestii „profesorowatości” w księdzu znaczy to tyle, że w ogóle nie ma potrzeby ani podstawy, ani wolności, by się sprawami naukowymi zajmować. Nic też nie trzeba ani nie wolno, badać.
    Jest teza pierwotna i z nią się wszystko musi zgodzić.
    Możliwe są tylko dwa zastosowania księdza „profesora”, za pomocą jednej zasady:
    1. okłamywać maluczkich, że „profesor” to sprawa niesłychanie poważna, naukowa i godna, a katolicyzm to nauka i bozia została udowodniona.
    2. w celach kłamliwych szukać panicznie pozorów argumentacji naukowej, by za parawanem profesorowatości dawać odpór nauce.
    Odpór ten opiera się na kłamstwie, więc ksiądz profesor może tylko jedno: z nauką nieustannie przegrywać.

    Widać to w sprawie szympansów: „ksiądz profesor” niczego o tym nie wie, nic nie czytał, nie ma żadnej poważnej refleksji. Powtarza to co ma wdrukowane. Każdy może sobie to przeczytać wydrukowane: w niebieskiej książeczce pt Biblia – bozia stworzył wieprza i świat ma być człowiekowi poddany.
    I to jest cała zawartość „księdza profesora”

  30. anumlik
    27 sierpnia o godz. 9:48

    „ciągłość duszy
    w obłoku saṃsāry
    rozpada się w pył
    bytów ulotnych.”

    Tak robią ludzie niechlujni i niedbali o duszę.
    Ludzie dbali, przezorni i praktyczni trzymają dusze w rybich pęcherzach albo baranich kiszkach.
    Nic nie ulatuje, ani się rozpada.
    W przypadku braku pęcherza lub kiszki, bardzo dobrze sprawdza się kiszenie.
    Tylko dzięki temu ludzkość przetrwała trudne czasy i doczekała Jezuska.
    Następnie technika poszła naprzód i dziś duszę można trzymać w bidonie, albo zamrozić w azocie.

  31. kruk
    27 sierpnia o godz. 1:04

    „Jest jakas grupa ksiezy i wierzacych gotowych na podjecie dialogu z ateistami na zasadach moralnej rownosci.”

    Nie ma ani takiej „grupy wiernych”, ani takich księży.
    Jest to błąd w założeniu. Istotą religii jest przekonanie o jej i jej wyznawców moralnej wyższości. Biblia wraz z Jezuskiem mówią jasno: kto we mnie nie wierzy,niech zgnije w piekle.
    Nasz Święty Ojciec Święty Wadowicki, wraz ze swoim panzerkardinalem ogłosili jasno w „Dominus Jesus”: tylko katolicyzm rzymski zawiera pełną, jedyną, zbawczą Prawdę. Reszta to moralne podróby i jawne bałwochwalstwo.
    Ci „wierzący” nie wiedzą w co wierzą. Przypomnę: 20% polskich katolików nie wierzy w Boga, a 60% polskich katolików nie wierzy w zmartwychwstanie.
    Którzy to są ci „wierzący”?

  32. A ja wolę „Rzeczpospolitą” rzetelnie przedstawiającą wyniki naukowych badań nad zachowaniem szympansów komentowane przez osobę duchowną, niż „Rzeczpospolitą” prezentującą jedyny słuszny naukowy/ateistyczny/katolicki/niepotrzebne skreślić punkt widzenia. Gdyby nie „bezsensowne” komentarze „klechy” na temat „sensownego” artykułu red. Kościelniaka, nie mielibyśmy teraz tej dyskusji. Jeśli kogoś nie interesują takie klesze dywagacje, niech sięgnie po Zoopsychology Today czy jakieś inne branżowe pismo o zachowaniach godowych małp bonobo, Rzepa jest dziennikiem wydawanym w, o zgrozo, nominalnie katolickim kraju, większość jej czytelników ma jakiś związek z tym wyznaniem, więc klesza obecność na łamach tego pisma zawsze będzie miała miejsce.

  33. @anumlik
    Ja swoją trzymam przywiązaną do kaloryfera. 😉

    @Tanaka, no właśnie pisałem, że nawet po przeczytaniu nie zmieni frontu, taka specyfika sukienkowego, ale gdyby spędził czas z bonobo, a przede wszystkim wybitnie ludzkimi osobnikami Kanzim i Panbanishą, być może by się zastanowił, ale i tak by pewnie frontu nie zmienił, bo wiadomo o co chodzi. Za dużo tych by, ale nie dziwota, bo wiadomo z kim mamy do czynienia, ksiądz to stworzenie boże.
    https://www.google.pl/search?q=Kanzi+i+Panbanisha&biw=1070&bih=417&source=lnms&sa=X&ved=0CAUQ_AUoAGoVChMI5ue02-fIxwIVCX4aCh15hQEY&dpr=1.5

  34. @Tanaka
    Ale ci dbali, przezorni i praktyczni co to trzymają dusze w rybich pęcherzach albo baranich kiszkach – nie uwodzą melodią tak doskonałą, że ciągłość animulki blandulki rozpada się w pył. To artyści, oczajdusze, byty kapryśne i złośliwe gnomy; życie noszą w strzępach wspomnień poupychanych w pudła, a czasem – jak w zalinkowanym przez Żorża obrazku – są oni myśliciele, którzy – kontemplując świętą górę Fuji – zmieniają się w stateczne żaby, jak ten Żorżowy orangutańczyk.

    Techniką w bidonie i w azocie drzemiącą poleciał. Istny Tanaka.

  35. Żorż Ponimirski
    27 sierpnia o godz. 10:18

    nie jest roztropnie trzymać duszę przywiazaną do kaloryfera. wywołuje to prądy błądzące, przez co kaloryfer rdzewieje.
    Jednak kiszka.

    anumlik
    27 sierpnia o godz. 10:23
    Jest to bardzo piękne. Myśliciele błądzący muszą jednak co raz sięgnąć do słoja z kiszonką. Są więc zależni od przezornych.
    Lepiej się myśli i lepiej błądzi.
    Ja sobie co rok siadam i patrzę na górę Fuji. Tak sobie patrząc widzę na pobliskim targu górę rybich pęcherzy. Miejscowi są bardzo praktyczni. Od patrzenia nadyma się pęcherz.

  36. @Tanaka
    W sumie to masz rację, bo zauważyłem zmiany na żeberkach. Chyba ją zawekuję i postawie w piwnicy.

  37. Wybierz swojego duchowego przywódcę.
    1.
    http://e5.pudelek.pl/198620edf58b7737ff800adc585e81cf4277c247
    2.
    http://cutepicturesite.com/wp-content/uploads/2012/01/Cute_Picture_421.jpg
    Czy dla Ciebie czytelniku wybór jest oczywisty. 😉

  38. … albo jednego z tych dwóch, ewentualnie obu, do towarzystwa (gdyby jeszcze było możliwe)
    https://www.youtube.com/watch?v=y9YWZfh0YSo

  39. Ma pies duże ,czy nie ,gó ,, to go obchodzi.Profesor niech się pochyli swoim mózgiem ,procentem różniącym się od szympansa ,nad innym problemem.Otóż ja ateista wierzę w nicość po śmierci,i obawiam się ,że profesor dozna tego samego.Ale,zakładając ,żę człowiek chce żyć jak Bóg wiecznie ,czyż nie jest blużniercą, bo porównuje się do Boga.?Tak czy inaczej ja nie uznając duszy ,nie grzeszę śmiertelnie i gdyby okazało się że Bóg jest to czekają mnie hurysy i chory anielskie w niebie.A co do rozpoznania rzeczywistości ,jesteśmy na etapie dżdżownic kupulujacych w księżycową noc w tabace.

  40. Oczywiście o psa dusze chodzi.

  41. Mój pies ma duszę, jestem o tym przekonany. Każdy psiarz jest o tym przekonany 🙂
    A Polityce grozi klerykalizacja, tak samo jak NIE.

  42. @Tobermory
    No przecia część żelazka.

  43. Jest też część konstrukcyjna schodów zwana duszą. Wolna przestrzeń pomiędzy dwoma biegami.

  44. Jest też hebr. ‏נֶפֶש‎ /nefesz/, łac. anima, stgr. ψυχή /psyche/. Cała reszta to religijne gnioty.

  45. Które z tych synonimów odpowiadają katolickiemu pojęciu DUSZY?

    duch, duszyczka, ego, istność, jaźń, jestestwo, natura, psyche, psychika, serce, świadomość, umysł, umysłowość, wewnętrzne ja, wnętrze…

    Siły życiowe, pierwiastek życia, byt przygodny, psyche+pneuma, aktywna samoświadomość człowieka lub jego zdolność komunikacyjna? A może siedlisko woli i uczuć człowieka?

    Zwierzęta też to mają. Wszystkie lub ich większość. Choć niekoniecznie komunikują to człowiekowi w sposób dla niego zrozumiały.
    Ale człowiek się uczy rozumieć swego kota, psa, konia, świnię, kurę, krowę, pszczołę… Próbuje rozszyfrować sygnały wielorybów, delfinów, bonobo… Ciężko mu idzie, ale nie traćmy nadziei.

    Chciałbym raz zapytać polującego księdza, co czuje patrząc w pełne łez oczy postrzelonej przez siebie sarny…

  46. Do katolika pasuje duszyczka, bo jest duchowo maluczki.
    Mi podoba się ta konfiguracja- psyche+pneuma.

  47. @Żorż
    dziękuję za podpowiedzi 😉
    Moją duszę trzymam krótko, bo ma skłonność do szwendania się po bezdrożach. Chociaż wolę, gdy się szlaja, niż gdy siada mi na ramieniu albo kołacze bez powodu 🙄

  48. Wiem na pewno, że żelazko ma duszę, ale co do zwierząt zdania są podzielone.

  49. Żorż Ponimirski
    27 sierpnia o godz. 13:13

    Bardzo dobrze na duszę księdza działa wódka z colą: procenty i bąbelki napełniają ciało księdza duszą i podnoszą jej ciśnienie.
    Następnie ksiądz ulata.

    Rzecz jest bardzo poważna: większość księży cierpi na samotność, ma poważne depresje i wskutek tego popełnia czyny skrajne: idiocieje z zawziętego wyboru, co jest formą samobójstwa, hazarduje, defrauduje, zachlewa się, ćpa, korzysta z burdeli i pań objazdowych, używa pań parafialnych robiąc im regularnie dzieci, które regularnie porzucają, posuwa kolegów księży lub chłopców z parku, gwałci dzieci, przepełnia dyski kompów twardą pornografią zoofilską, pedofilską, pedalską, a czasem nawet klasyczną.

    Wszystko przez te problemy z duszą, których mieć im nie wolno, bo dusze mają oficjalnie zgodne z watykańską normą: wielkie, prawdziwe, czyszczone regularnie i pobłogosławione.

  50. @Tanaka, z godz. 10:39
    Myśliciele błądzący muszą jednak co raz sięgnąć do słoja z kiszonką.
    Sięgają. Czasem wyciągną taką oto duszyczkę:

    Skoro trwa ponad morza wrzawą, piany pasmem.
    Albo przez szparę igły swobodnie przenika,
    Podobnie, jak nakrywa wierzchołki najwyższe
    Tumanem jasnym;

    Skoro jak chłopiec młody, jak dziewczyna śpiewa.
    Lśni z dala albo z bliska, gdy wyrazy kreślę,
    Świeca lub gwiazda w mroczne zaplątana drzewa,
    Nienaumyślnie;

    Skoro płynie od ciebie do mnie, tak niczyja,
    Na wietrze, niewidzialna, gniazdo lotne ściele,
    Bez drgnienia jej szukajmy w tę noc, przyjaciele,
    Skoro szmer najdrobniejszy, póki trwa, zabija
    .

    (Jules Supervielle, „Dusza”)

    A czasem taką:

    Czemu grasz, chłopcze? Przez ogrody szły
    jak gdyby kroki, szepczące rozkazy.
    Czemu grasz, chłopcze? Patrz, już twoja dusza
    się zaplątała w syryngi piszczałki.
    Czemu ją wabisz? Dźwięk jest jak więzienie,
    w którym ją smutek nieodparcie zmoże;
    życie twoje jest silne, lecz pieśni silniejsze,
    ku twej tęsknocie rzewnie wychylone. –
    Daj jej milczenie, by dusza spokojnie
    powrócić mogła w zmienne fale życia
    i aby rosła, mądrze i radośnie,
    nim ją zniewoli twa czuła muzyka.
    Patrz, jak już słabiej uderza skrzydłami:
    tak, marzycielu, lot jej zmarnotrawisz,
    że wątłe pióra, zszargane pieśniami,
    nie dźwigną duszy nad mymi murami,
    gdy ją przywołam, by przyjaciół bawić
    .
    (R.M.Rilke, „Muzyka”)

    A jeszcze innym razem taką:

    „Z ręki Boga wychodzi oto zwykła dusza”
    Na równiny ziemi, gdzie odmiany światła i zgiełku,
    W jasność i ciemność, chłód i żar, w wilgoć i suszę;
    Rusza między nogi stolików i krzeseł,
    Podnosi się i pada, chciwa igraszek i pieszczot,
    Śmiało rzuca się naprzód i nagle strwożona
    Chroni się za wspartą na kolanie dłonią,
    Znów doznaje spokoju i odczuwa radość
    Z choinki co jaśnieje świateł aromatem,
    Z wiatru i blasku słońca i morza;
    Rozważa słoneczne wzory na posadzce
    I jelenie co wokół srebrnej tacy skaczą:
    Myli rzeczywiste i zmyślone,
    Wierzy w karty, w królowe i królów,
    W wyroki wróżek, nianiek opowieści.
    Ciężkie brzemię, co dzień cięższe,
    Dzień po dniu rani i dręczy;
    Tydzień po tygodniu mocniej rani i udręcza
    Imperatywem tego czym „złuda i realność”,
    Ułudne i prawdziwe, pragnienie i rygor.
    Ból istnienia i snów narkotyki
    Skręcają duszyczkę na ławce wykusza
    Gdzie Encyclopaedia Britannica.
    Z ręki czasu wychodzi oto zwykła dusza,
    Samolubna, lękliwa, ułomna, bez siły,
    Niezdolna do ataku, ani do odwrotu,
    Strwożona żarem jawy, nie ufa dobroci,
    Krwi natręctwu zaprzecza,
    Cień własnego cienia, widmo we własnym mroku,
    Zostawia bezładne kartki w gabinetu pyle;
    Po raz pierwszy w ciszy – po wiatyku – żyje.

    Módl się za Guierrieza, chciwego szybkości i potęgi,
    Za Boudina, rozdartego w strzępy,
    Za tego, który zrobił fortunę wielką,
    Za tego, który znalazł własną drogę.
    Za Floreta, co wśród cisów przez psy rozszarpany,
    Módl się za nas dziś i w godzinę naszych narodzin
    .
    (T.S. Eliot, „Animula”)

    Życzę Ci, aby od tej lektury Twój pęcherz nadął się równie łagodnie jak nasze ego. To też rodzaj duszy?

  51. Adwokat dręczy sakiewkę, lekarz ciało, a teolog – duszę.

    (Cyrano de Bergerac)

  52. „Kiedy szacunek jest odpowiedni i na czym miałby polegać szacunek wobec Słońca i pałeczek cholery?”
    Wobec cholery na nielekceważeniu jej. Wobec Słońca właściwie też.

    Ciekawe swoją drogą, czy szanowny ksiądz wie, że człowiek też jest zwierzęciem, wobec czego wypisuje bzdury.

    „Nie ma dowodów na to, że myślą racjonalnie ” obserwując ludzi, mam często to samo zdanie

  53. Na problem „ksiedza profesora” mozna spojzec jeszcze w taki sposob, ze jak pisze @Tanaka, jak juz jest ksiadz, to jest KSIADZ, a cala reszta to sa zwyczajne maski, pod ktorymi mniej, czy bardziej udanie, ukrywa to, ze jest jak kazdy inny ksiadz, z calym tym „dobrodziejstwem ksiezowskiego, glowowego inwentarza„.

    Nakladanie maski profesorowskiej, myli maluczkich, ktorzy nie sa w stanie dostrzec, ze to jest tylko maska. Podwujnie struchlali maluczcy, klada „uszy po sobie” i z pokora poddaja sie autorytetowi profesora, calkowicie pograzajac sie w uwierzeniu, bo sa dodatkowo przytlaczni autorytetem ksiezowskim. A skryty za tymi dwoma autorytetami manipulant, tym latwiej wmawia maluczkim swoje manipulacyjne opowiastki.

    Niestety, mamy tu do czynienia z dalekosieznymi skutkami wywyzszenia spolecznego profesorow, ktorego dokonal Fryderyk Wielki, ustawiajac tak wysoko i z takimi przywilejami Korpus Profesorski.

    Warto przy okazji zwrocic uwage na to, ze do czasow Fryderyka, jesli juz jakis ksiadz byl tytulowany profesorem, to byl to wykladowca z Akademii Teologicznej. Po reformie Fryderycjanskiej potrwalo jeszcze jakies sto kilkadziesiat lat, nim w swiadomosci spolecznej zafunkcjonowal szacunek dla ludzi z tytulem profesorskim. Dopiero wtedy kosciol, ktory wczesniej nie odczuwal najmniejszej potrzeby posiadania tytulatury naukowej, zorientowal sie, ze wraz z rosnaca rola i osiagnieciami naukowymi, a zwlaszcza z uwagi na nabierajacej tempa rewolucji naukowo technicznej, trzeba cos z tym zrobic. I znalazl rozwiazanie w postaci imitowania sekularnego swiata nauki, w swoich wlasnych Akademiach Teologicznych, gdzie stworzyl erzatze, w postaci miksow nauk „cywilnych” z teologia i w ten prosty sposob swiat ujzal „ksiezy profesorow” fizykow, matematykow, astrofizykow, biologow, ktorzy legitymujac sie stosowna tytulatura zasadzaja maluczkim „prawdy naukawe” skwaszone teologicznie.

    Taka wlasnie produkcje zaserwowala publicznosci „Rzepa”. Zaserwowala bezmyslnie, bezrefleksyjnie, ale za to jak najbardziej zgodnie i „po linii”, ktora za chwilke moze stac sie obowiazkowa.

  54. Pleć pleciugo, byle długo — chciałoby się powiedzieć po przeczytaniu krótkiego fragmentu produkcji p. Kowalczyka, który nie dość, że jak zwykle udaje mądrzejszego od radia, to ma się widać za takiego giganta, iż miliard buddystów, dla których dusza – także zwierząt – stanowi meritum istnienia, to dla niego betka. Co tam zresztą buddyści – sam Platon przy nim to małe bobo. Winszuję własnej samooceny, p. Kowalczyk!

    Pogratulować Wikipedii, jako źródła tak błyskotliwego intelektu – wszystko wyjaśnia.

    PS I proszę nie opowiadać publiczności o „judeochrześcijaństwie”, bo takowe nie istnieje, a zestawienie tych dwóch wyrazów jest oksymoronem; nawet zwykł korekta edytora tekstu w okienku ( a więc żaden wypas) o tym wie i podkreśla na czerwono, a p. Kowalczyk nie wie.

  55. Janusz Z
    27 sierpnia o godz. 18:49

    To jest widoczne: chciałoby Ci się coś powiedzieć, no i nie utrzymałeś – powiedziałeś. Wyszło plecenie.
    Przed pleceniem byle czego chronić może, w pewnej mierze, czytanie tekstu autora.
    Gdybyś był przeczytał – może – mniej byś naplótł.

  56. Eh, ten biedny nieszczęśliwiec szuka i tu zaczepienia? 🙁
    Nie jestem ciekaw, co dla niego stanowi meritum istnienia, bo demonstruje to już tu i ówdzie, a frustracja mu i tak oczy zalewa 🙄

  57. Sfrustrowany Janusz wdepnął w ateisty
    Zarzucając pannie Wiki oksymoron czysty.
    Budda wraz Platonem tną judeokorzeń;
    Chyba kastrat Janusz korzeń wrazi w zboże.

  58. Bardzo dobry felieton.
    I bardzo dobre Frage .
    Czym tez ta legendarna dusza jest ?
    Jest , czy tez jej nie ma ?

    Kosciolowcy KKL-anu , beda twierdzic do
    upadlego , ze dusza jest przypozadkowana
    li tylko gatunkowi ludzkiemu .
    A nimi to dlaczegoz ?
    Po pierwsza jesli dusza w ogole istnieje ,
    to czemoz jest ona przypisana tylko jednemu
    gatunkowi ssakow ?
    Bo tak sobie zyczy KKK – lan ?
    Bo to po jego linii ?

    A co powie KK -lan na inteligencje ( i dusze
    delfinow) , ktore z wlasnej inicjatywy uratowaly tysiace istnien ludzkich ?
    Co ten , najbardziej zaklamany na swiecie
    odlam (rzekomej wiary) , powie na inteligencje
    krowy , konia , szpaka , sroki ?

    KKK – lan , jest gotowy uznac rozum i inteligencje tylko wtedy , gdy dany gatunek daje szczodrze na tace .
    Wszystko inne to bezmyslne bydlatka , dla
    KKK – lanu , absolutnie bezistotne .
    Pozbawione duszy szmalczykowej , dajacej parcie , i tym samym pieniadze na tace .

    Przeca wszystko inne to ” swolocz” bezduszna !

    Pozdrowionka.

  59. Palant przyciąga palantów.
    To prawo (naturalne?) widoczne jest zwłaszcza w blogosferze.

  60. ***Skoro małpy mogą coś celowo robić (czyli planują działanie i przewidują efekty swoich czynności), to może i mają duszę? Przerażające! ***

    Oczywiście .
    Mają duszę, myślą po katolicku i wierzą w matkę boską , krolową Polski 🙂

  61. supertramp
    28 sierpnia o godz. 0:46

    Palant przyciąga palantów.
    To prawo (naturalne?) widoczne jest zwłaszcza w blogosferze.
    /////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

    Odkrywcze, ale nie zaskakuje,
    Naświetl mi nieco jako naturalny palant, do którego palanta ci najbliżej?
    Może nie odczuwasz do nikogo sympatii, a chcesz tu koniecznie palanta odnaleźć.
    Na marginesie; palant ma tyle synonimów, że powinieneś się natychmiast wyspowiadać w konfesjonale jakiegoś palanta.

  62. @Janusz Z.

    Doucz się. Od kiedy to w buddyzmie funkcjonuje takie pojęcie, jak dusza? Przebrnąłeś przez licencjat chociaż?

  63. Tia, coś mi się zdaje, że naszemu Józkowi wyperswadowano, że lepiej dla kościoła będzie, jak sam sobie bubu zrobi.

  64. Warto zacytować informację z Twittera, bo dobrze oddaje istotę poczucia sprawiedliwości u katolika — Bóg wziął sprawiedliwość w swoje ręce i teraz powinien dać byłemu arcybiskupowi wieczny odpoczynek:

    „Piotr Studnicki @piotrstudnicki
    Dziś o 5 rano zmarł abp #Wesołowski. Bóg sprawiedliwy i miłosierny wziął sprawę w swoje ręce. Wieczny odpoczynek racz Mu dać, Panie…
    09:14 – 28 sie 2015 · Miazzina, Piemonte, Italia”

  65. Warto zaznaczyć, że Piotr Studnicki jest księdzem.

  66. W lipcu otwarto i natychmiast bezterminowo odroczono proces przeciwko arcybiskupowi. Odroczono z powodu choroby i hospitalizacji oskarżonego, gdyż Watykan stanowczo zdementował pogłoski, jakoby Wesołowski opuścił szpital.
    Dziś znaleziono go martwego w… jego mieszkaniu.

  67. Na kanwie komentarza Pana Jacka:
    @ Jacek Kowalczyk
    28 sierpnia o godz. 10:13

    Ach, jak to „odejście do Domu Pana” w dobry czas się zdarzyło ! Nie będzie procesu, nie będzie wyciągania faktów, nie będzie dalszego wglądu w brudy i nędzę katolicyzmu, nie będzie poszerzania panoramy katolickich zbrodni – czyli Pana Boga („kto atakuje Kościół – atakuje samego Pana Boga” !)
    Nasz człowiek w Watykanie zachował się bardzo rozsądnie, wygodnie i zgodnie z Wolą Bożą. W momencie scenicznie właściwym – hyc ze sceny !
    Tzw. „komuna” wiedziała, na kim należy się najlepiej wzorować: co raz, to ktoś wygodnie dla kolegów przenosił się za kulisy.

  68. Ponieważ dyskusje na blogu są zwykle wielowątkowe, dorzucam dodatkowy, którego nie powinno się przegapić. „Duży Format” opublikował wstrząsający reportaż o molestowaniu seksualnym w środowisku polskich Świadków Jehowy (cały tekst tutaj). Tylko jeden cytat (tekst jest długi i wielowątkowy):

    „Wszyscy byliśmy uzależnieni od Jehowy. Takie świadkowskie poczucie bycia wybranym. Byłem na dnie, ale i tak czułem się lepszy od światusów. Przecież znałem prawdę i głosiłem ją. Nie mogliśmy więc zniżać się do poziomu świata, ujawniać zbrodni. To poczucie wybraństwa powoduje, że racjonalizacja, wyparcie, myślenie magiczne i inne mechanizmy obronne są jeszcze mocniejsze.

    W grupie były osoby wykorzystywane seksualnie, erotomani i homoseksualiści, którzy próbowali leczyć swoją orientację. Jedynym prowadzącym i rekrutującym do grupy był Piotr. Wiele osób miało poczucie winy. Ich oprawcą był przecież świadek Jehowy. Wiedzieliśmy, że nie możemy szkalować imienia Jehowy przez wynoszenie tych historii poza zbór. Wtedy ten knebel mi pasował. Większość w grupie była wykorzystywana seksualnie. Żadna z tych spraw nie została zgłoszona. Ale wiem, że gdy Piotr dowiadywał się o gwałtach na nieletnich, zawiadamiał policję, składał zeznania. Naraził się w ten sposób braciom zarządzającym w Nadarzynie”.

    Ciekawe, czy @ dezerter potrafi się odnieść do tego materiału bez cytatu z Biblii?

  69. Panie Jacku, takich historii o ŚJ jest naprawdę sporo. Problem w tym, że każde sekciarskie grupy zaczadzonych religijnie (i często politycznie), mają w zanadrzu ten sam tekścik na swoją obronę: media kłamią; konkurencyjne media chcą zdyskredytować przeciwników; panuje medialna nagonka etc… Ci ludzie są niereformowalni… Kiedy ostatnio poprosiłem dezertera, by udowodnił nierzetelność mediów w sprawie australijskich pedofilów wśród Świadków jehowy oraz wieloletniego ukrywania tych przypadków przez ludzi z tego wyznania, to nasz zdezerterowany bohater nabrał skutecznie wody w usta. Jego umysł jest zatruty i zniewolony, jak naszych katabasów i katolibanu.

  70. Równie ciekawe jest, czy w Biblii znajdzie się pasujący cytat na uzasadnienie molestowania seksualnego, zwłaszcza wobec tej samej płci? Jakiś szczególny wyjątek?

    ŚJ w Kamiennej Górze stanowczo odcięli się od rodziny zabójcy, zaprzeczając jakoby należała do ich sekty.

  71. Jacek Kowalczyk 28 sierpnia o godz. 10:13

    Umarl bywszy abepe Wesolowski, a ja mam tylko jedno pytanko zwiazane z tym eventem.

    Czy i on bedzie swietej pamieci?

    I komentarz mam!

    Uwazam, ze jak najbardziej powinien byc swietej pamieci!
    Bo nie wolno zapomniec ani tego co popelnil, ani tym bardziej nie wolno zapomniec postepowania kosciola katolickiego, ani nie wolno pozwolic kosciolowi katolickiemu, na pozostawienie ofiar samym sobie, bez wyrownania finansowego szkod i krzywd, ktore wyrzadzil.

  72. Jewish Telegraphic Agency (JTA) 10 stycznia 2007 roku podjęła na nowo, wstrzymane na 10 lat przez bardzo wpływowe lobby rabiniczne badania nad seksualnymi zachowaniami rabinów w USA. Od czasu publikacji pierwotnego dochodzenia (10 lat wcześniej – przyp. anumlik) skandal masowej pedofilii wstrząsnął Kościołem Katolickim, podczas gdy społeczność żydowską uderzyły głośne przypadki nieprzyzwoitości seksualnej rabinów i in. osób duchowej władz – czytamy w agencyjnym materiale. JTA rozpatrzyła i opublikowała szeroki zakres uczynków – od aktów kryminalnych (gwałt i pedofilia), po zachowanie eksploatacyjne, ale niekoniecznie kryminalne, jak: nękanie seksualne, zdrada i in. formy „uwodzicielskiego” czy przymuszającego zachowania. Trzeba podkreślić w tym momencie, że opór przed ujawnianiem przestępczych zachowań rabinów oraz całego rabinicznego otoczenia był (i pozostał do dziś) ogromny. „Społeczna szkodliwość” to najczęściej pojawiający się argument. Vivian Skolnick, psycholożka z Chicago, nazywa to zjawisko „plagą milczenia”. Ofiary boją się świadczyć przeciwko autorytetom. Zwolennicy tajności twierdzą, że nie można kalać nieskalanego jeszcze imienia oskarżonego. Rabinka Rosalind Gold, przewodnicząca komitetu etyki Centralnej Konferencji Rabinów Amerykańskich ruchu reformowanego, tak to zjawisko określiła: Niełatwo jest złożyć skargę etyczną. Jest to przerażające. Grożą konsekwencje w zborze i ludzie nie są głupi. Mimo lęków i obaw, lista amerykańskich rabinów pedofili jest coraz dłuższa. Od czasu, gdy JTA zajęła się tą sprawą, udowodniono ponad osiemdziesięciu rabinom, kantorom, kontrolerom rytualnych tkanin, dyrektorom szkół i nauczycielom w tychże, gwałty na dzieciach oraz dokonywanie „innych czynności seksualnych”. Dziś liczba ta jest znacznie większa.

    Rację ma Rafał KOCHAN. Każda grupy zaczadzonych religijnie, lokalnych społeczności (obojętnie – w parafiach rzymsko-katolickich, zborach jehowickich, gminach żydowskich czy w jesziwach, medresach i seminariach duchownych) ma – jak pisze KOCHAN – w zanadrzu ten sam tekścik na swoją obronę: media kłamią; konkurencyjne media chcą zdyskredytować przeciwników; panuje medialna nagonka etc…

  73. Jacek Kowalczyk
    28 sierpnia o godz. 11:31

    Ciekawe, czy @ dezerter potrafi się odnieść do tego materiału bez cytatu z Biblii?

    Gdybym mial wnioskowac na podstawie wczesniejszych zachowan, to TAK, bedzie umial sie odniesc i przemilczy. Choc z drugiej strony, to milczenie bedzie tez „cytatem” z Biblii, ktora milczy o tylu sprawach, ze kazde milczenie, mozna smialo uznac, za cytat z Biblii„.

  74. @dezerter ,23:01

    O Kriszna !
    Patrzaj pan ! Wyhyneles z czelusci wiary jehowej , wtedy gdy jest mowa o rzeczach
    nie namacalnych .
    Wygodnie . Bardzo wygodnie – nie namacalne,
    nie dajace sie zamknac w butelke – tos ty pierwszy od gebowania .

    A ja bodaj dwa tygodnie temu zadalem ci
    „namacalne ” pytanie i do dzisiaj nie doczekalem sie odpowiedzi .
    Wyglada na to , ze nie tylko jestes dezerterem
    z normalnego zycia , ale rowniez dezerterem
    od konkretnych odpowiedzi .
    Wiec powtorze pytanie raz jeszcze :

    Czy wy sw. jehowy dajecie na tace , czy tez z niej bierzecie ?

    Zeby ci zycie nieco urozmaicic , zadam pytanie dodatkowe :

    Dlaczego ten twoj wszechmocny jahwe nie
    stworzyl czlowieka wczesniej , skoro moze
    ponoc wszystko i zawsze ? Zaspal ?
    Chodzi mi konkretnie o dinozaury wszelakiej
    masci i gatunku , ktore przed ssakami miliony
    lat rzadzily nasza matuszka Ziemia ?
    Twoj jahwe stworzyl te kreatury ?
    Jesli tak to po co ?
    Czy tez stworzyl dinozaury jakichsny inny
    jahwe , konkurent twojego jahwe ?

    Bede wdzieczny za klarowne odpowiedzi w
    obu przypadkach .
    Priorytet ma odpowiedz na temat „dawania –
    brania ” na/z tacy .

    Jesli zas nie odpowiesz , to jestes dla mnie zwyklym dupkiem z czapeczka „jahwe” na
    czerepie rubasznym .
    Zwyklym dezerterem od rzetelnosci i konkretu
    zycia .

    Pozdrowionka .

  75. @Tobermory, z godz. 12:07
    Równie ciekawe jest, czy w Biblii znajdzie się pasujący cytat na uzasadnienie molestowania seksualnego, zwłaszcza wobec tej samej płci?
    W Biblii bezpośrednio – nie. W Talmudzie – owszem. Taki na przykład rabin Joseph powiedział: „Chodźcie i słuchajcie! Dziewczynę w wieku 3 lat i 1 dzień można zdobyć do małżeństwa przez spółkowanie, i jeśli brat jej zmarłego męża żyje z nią, staje się jego”.(Sanh. 55b)
    „Dziewczyna w wieku 3 lat i 1 dzień może być poślubiona przez wspólne pożycie”. (Yeb. 57b) „Dziewczyna w wieku 3 lat i 1 dzień może zostać nabyta do małżeństwa przez współżycie, i jeśli brat jej zmarłego męża żyje z nią, staje się jego”. (Sanh. 69a, 69b, Yeb. 60b). Inny rabin – Symeon ben Yohai stwierdził: „neofitce, która jest w wieku poniżej 3 lat i 1 dzień wolno poślubić kapłana, gdyż jest powiedziane, że wszystkie kobiety dzieci, które nie poznały mężczyzny przez leżenie z nim, utrzymują się przy życiu, i Fineasz (który był kapłanem, jak mówi przypis) na pewno był z nimi”. (Yeb. 60b). Możemy się z Talmudu także dowiedzieć o bezkarnym współżyciu w chłopcami, czyli o molestowaniu osób tej samej płci, o co zapytałeś, @Tobermory. Ponieważ chłopcy nie są dojrzali pod względem seksualnym, molestowanie ich nie stwarza implikacji moralnych. Chłopiec nie jest bowiem „człowiekiem” w sensie dorosłości, zatem zarówno on jak i jego „uwodziciel” stoją poza mojżeszowym zakazem homoseksualności. Tora mówi: „Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!” (Kapł. 18:22) Z chłopcem zaś to „nie jest obrzydliwość”, przecież to nie mężczyzna.

  76. @lonefather , 12:29

    Najwyrazniej bratku nie umiesz przeliczac .
    Pamietasz taka maxyme :

    „Mowa jest srebrem ,
    milczenie – zlotem .”

    Jasnym jest ze zloto jest drozsze od srebra .
    Tedy nasz @dezerciu woli wiecej , od mniej .
    Czy to tak trudno pojac ?

    Pozdrowionka.

  77. W sprawie australijskich ŚJotów gwałcących dzieci, którą niedawno tu przywołałem, @dezerter zaczął ściemniać i kombinować, co wyłapała @Ewa-Joanna.
    Ja się nawet do tych kombinacji nie odniosłem, brak mi było ochoty na powrót do tych obrzydliwości i chorego, zdegenerowanego bezmózgowia wyznawców i wyznawcy wśród sobie podobnych.

    Jest jasne, pewne i dowodzone na wiele sposobów, że wyznawcy w ogóle mają skłonności, z powodu wyznawania. Samo przez się daje to pozaświadomą zgodę, która jest, zależnie od okoliczności i stopnia potrzeb dewiacyjnych, odpowiednio racjonalizowana. Standardowy sposób: „Bóg tak chce”, „Biblia tak mówi”, rozwija się następnie na tyle sposobów szczegółowych, ilu degeneratów.
    Sposoby szczegółowe mieszczą się jednak w kilku podstawowych kanonach.
    Jeden z kanonów religijnych bandziorów jest taki: Kościół (dowolny) zawsze jest święty i bezgrzeszny, co najwyżej konkretni ludzie grzeszą.
    W ten sposób produkt paczący, degenerujący, mający w sobie zło, chowany jest za parawanem. Winny jest co najwyżej miecz, nie ręka, nie głowa – zwłaszcza nie ona.
    Nie System, nie Tradycja, nie środowisko obmierzłej kultury religijnej, ale jakiś jeden dureń, frajer, złapany za rękę gnojek. Jeden gnojek, o którym degeneraci religijni powiedzą, że „to o niczym nie świadczy”, albo, że to „fałszywy wyznawca”.

    Zajmowanie się tymi degeneracjami, skrzywieniami, łgarstwami i zbrodniami religii i jej wyznawców, tymi cholernymi „uwzniośleniami”, „przemodleniami”, „ubóstwieniami”, całą tą ściekową „moralnością katolicką” jest obrzydliwością samą w sobie. Jednak konieczną, jeśli cokolwiek ma się poprawić, a ludzka podmiotowość i wolność, a więc człowieczość w człowieku się poszerzać.

  78. @anumlik

    Dziękuję. Dziewice poniżej 3 lat miały zatem szansę na uratowanie się w razie jakiejś międzyplemiennej wojny.
    Ślub przez „wspólne pożycie” lub „spółkowanie” z panienką lat 3 plus 1 dzień nie przewidywał jakiejś zgody, przynajmniej ze strony rodziców panienki?
    Ten jeden dzień po urodzinach, to pewnie aby dziecku nie popsuć imprezy urodzinowej 🙄

  79. cytat z komentarza po śmierci Wesołowskiego autorka efka.marchefka

    [„Natomiast niedawno na antenie tv, emerytowany już biskup Pieronek pytany o to co kościół -W OBLICZU TEGO PEDOFILSKIEGO SKANDALU – może zrobić dla ofiar pedofilskich łapanek, Pieronek odpowiedział, że ” NIC nie możemy zrobić, jedynie możemy się pomodlić za ofiary, ale …. SZCZEGÓLNIE ZA SPRAWCÓW, bo to oni potrzebują największego wsparcia duchowego a grzech jest przecież rzeczą ludzką”.]

    bez komentarza

  80. Ktos pamieta poprzedni temat?

    I dyskusje o migracji ludzi dotknietych wojna?

    I to co pisalismy o „gotowosci” polskiego spoleczenstwa na przyjecie emigrantow?

    I to co pisana w polskiej prasie?

    I to co wszelkiej masci politycy wypowiadaja?

    Czy to co pisala prasa, podawaly radia, czy telewizje wszelakie, choc ciut ciut przygotowywuje polskie spoleczenstwo na przyjecie migrantow?

    W/g mnie! Wrecz na odwrot, to wszystko to sa przygotowania do nieprzyjecia!

    DO przyjecia dodatkowej liczby uchodzcow spoleczenstwo przygotowywuje sie tak, jak to robia Anglicy. A jedena z akcji przygotowywujacych mozna obejzec na tym filmiku, gdzie w niewielkim miasteczku w hrabstwie Surrey, na przedmiesciach Londynu zaaranzowano sytuacje jak ze strefy objetej wojna, tylko bez smierci, bez ruin, bez obstrzalu, ale reakcje ludzi bezcenne. Tak sie wlasnie edukuje spoleczenstwo:

    https://uk.screen.yahoo.com/factual/us-uk-were-under-siege-090514687.html

    Przykro to mowic, ale mamy sie czego uczyc. Tym bardziej, ze z tym problemem juz mamy do czynienia i jesli chcemy chocby zminimalizowac skutki potencjalnych konfliktow z migrantami, to zwyczajnie musimy nie tracac czasu, przygotowywac sie i edukowc spoleczenstwo. Jesli tego nie zrobimy, to Polska stanie sie wylegarnia terroryzmu.

  81. @ Jacek Kowalczyk
    28 sierpnia o godz. 11:31

    „Ciekawe, czy @ dezerter potrafi się odnieść do tego materiału bez cytatu z Biblii? ”

    Ja to biorę za taką figurę retoryczną: „ciekawe, czy…”
    Mówiąc za siebie, nic ciekawego w tym już nie widzę. Moja realna ciekawość została przez rzeczonego dawno zaspokojona, po kilku pierwszych jego wpisach, moich sprawdzających do niego, jego odpowiedziach i kilku podobnych ruchach innych komentatorów.

    Jak widzę, wiele innych tu osób ma podobnie.

    Teraz już żadnej ciekawości nie posiadam, bowiem jestem w pełni w tym zaspokojony i posiadam pełne rozeznanie co do zawartości umysłu wierzącego @dezertera. Obficie się zawartością tegoż dzielił i poniekąd chwalił.

    Poza tym, że wrzucał ciągle jakieś cytaciki z Biblii z uwagami „co naprawdę to znaczy”, dorzucał inne cytaciki, z ichniej encyklopedii jehowickiej, czy czegoś podobnego, gdzie jest napisane „co jest naprawdę” i jak „naprawdę należy rozumieć” to i tamto.

    wiemy doskonale, że każda solidniejsza religia i jej denominacja, ma dokładnie tak samo. Jehowici tego nie wymyślili. Wzorowali się na katolikach i reszcie. Każde z tych wyznań wie lepiej od każdego pozostałego, co jest „naprawdę”.

    Śmieszy mnie to, na zmianę z poczuciem zdumienia nad lichością umysłów wyznawców, którzy mają się za „wyznawców oświeconych”, „nowoczesnych”, otwartych”, „rozumiejących”, „dzieci Soboru Watykańskiego II”, „aggornamentowych”, którzy wygłaszają mowy, lub piszą to, co mówi jasno” „nic nie pojąłem”, „siedzę w tym badziewiu dalej, ale bardzo miło się oszukuję”.

    Całkiem świeżo, tu obok, miły pan Jarosław, na swoim blogu, zbrzydzony mową biskupów oświadcza, że będzie „bronił Ewangelii” – przed biskupami.
    Ja się go pytam – Ewangelii – czyli czego konkretnie?
    Odpowiedzi nie mam i nie dostanę. To taka figura retoryczna „bronię Ewangelii” – w domyśle – „tej prawdziwej”, niespaczonej przez biskupa Józia czy Stasia. Ten co „broni”od razu bardzo dobrze się czuje – jest obrońcą swojej świętości.
    każdy obrońca tak ma, a każdy to zaraz święty. Święty oszust.
    Widzimy ja to działa, bo działało tak zawsze i zawsze będzie, a tu mamy przykład dzisiejszy, więc świeży i akuratny do badania in situ: „Kościół katolicki jest dziś w Polsce prześladowany” !.
    I już jest 37,5 miliona prześladowanych i obrońców „prawdziwej wiary”, przeciw 426 prześladującym ateistom, bo tylu się bodaj zdeklarowało w ostatnim spisie powszechnym.

  82. cynamonie

    Znam maksyme, ale ona nie ma zastosowania do @dezertera.

    Pozdrowionka

  83. @Tanaka , 12:55

    Masz w pelni racje piszac ze babranie sie w tej syfiarskiej masie kk , religionow i durnowiercow zwiazane jest ze smrodliwym
    upapraniem sie w kloake ciemnogrodu .
    Tyle tylko ze CO NAM pozostaje , walczacym
    z ta PLAGA ?
    Isekty i inne robactwo mozna zwalczyc „Azotoxem” .
    Nie ma natomiast zadnego preparatu , ktory
    by zwalczyl ciemnote religijna , fanatyzm .

    Tedy pozostaje nam „praca od podstaw” ,
    uswiadamiac , uswiadamiac i jeszcze raz uswiadamiac !

    Przypomina mi sie tu smutna historia z mojej podstawowki . Na lekcji w.-f. -u jedna z dziewczyn 8 klasy poczula potworne bole brzucha . Po ok 1 godzinie (juz w szpitalu)
    zostala matka .
    Po 4 miesiacach od porodu , popelnila samobojstwo .
    Nie dala rady wymaganiom wiary i napietnowaniu jej przez tzw. katolikow .
    Dla niej to bylo pieklo na ziemi .

    Chetnie z niego zrezygnowala .

    Pozdrowionka.

  84. anumlik
    28 sierpnia o godz. 12:40

    W Biblii, bezpośrednio – tak !
    Popełniasz błąd podstawowy, szukając szczególiku igiełki na gałązce pewnego drzewa, nie widząc lasu.

    Biblia mówi tak jasno, że bardziej bodaj nie można:
    Bozia sobie zrobił „naród wybrany” przeciw innym narodom.
    Bozia sobie wymyślił, żeby jego „naród” rżnął inne narody. Bozia żąda ofiary i dymiących trzewi wrogów. Bozia jest ukontentowana, przeszczęśliwa i nagradzająca swój „naród”, „naród wybrany”, „lud boży” i „plemiona Izraela” za zbrodnie wykonane na jego zlecenie.
    Bozia osobiście rypie głazami z nieba w ludzi, rozkwasza ich na miazgę, ich flaki fruwają i lepią się do skał, a krew spływa strumieniami w doliny, z czego powstało Morskie Oko Opaczności.
    Każda najmniejsza sprawa „Narodu wybranego”i czynności codziennych musi, dla ważności i prawidłowości, być skwitowana zarżnięciem zwierzęcia: od gołąbka poczynając, przez kozę, po wołu i wołów stado. im więcej, tym dla bozi słuszniej i bardziej bogobojnie.
    Krew-krew-krew i codzienne rżnięcie.
    Na koniec piękny finał: krew Syna Bożego na krzyżu.

    Taka krwista i pełna mordu religia musi zawierać w sobie przemoc codzienną, uświęconą, jednych przeciw drugim. Uzasadnienie formalne, lub dorozumiane, że jedne istoty są lepsze a inne gorsze i tych gorszych można używać wedle ochoty i religijnego uzasadnienia jest istotą takiej religii i nie może tego w niej nie być.
    Więc jest, działa, ma się ciągle dobrze. Gwałcenie i zbrodnie na słabszych, dzieciach, dziewczynkach, kobietach, psychicznie chorych, chorych, biednych, obcoplemiennych, w ogóle nie takich, żeby oddali zaraz siekierą, lub z kałacha, co często uspokaja skutecznie gwałcących są koniecznością religii. Koniecznością skrzywienia.

  85. Tanaka

    To nie chodzi o grzebanie sie w „brudach molestowania”. Bo samo molestowanie jest skutkiem.

    Chodzi o to, zeby sie grzebac w przycznie, bo tylko naprawiajac zlo, ktore zostalo wyrzadzone u podstawy, mozna jesli nie kompletnie wyeliminowac skutki, to je bardzo ograniczyc.

    Zlo jest w tym, co zostalo zrobione z ludzka seksualnoscia. Religijne „zawlaszczenie” zarzadzania seksualnoscia, spowodowalo i powoduje wypaczone zachowania. Dla kazdego, kto bez „podniecania sie” przeczytal „Zycie seksualne dzikich” Malinowskiego, jest oczywiste, ze uwolnienie zachowan seksualnych, od wszelkich „regul moralnych” i innych religianckich regulacji, redukuje do zera wypaczenia. Ale o tym pisalem juz wyzej i szkoda, ze nikt nie zareagowal. Widac za wczesnie, lub „za daleko” od powszechnego zrozumienia, ze poza obopulna zgoda i niekrzywdzeniem, nic wiecej nie powinno ograniczac zachowan seksualnych. A cokolwiek poza tymi dwoma podstawowymi regulami dolozymy, to dolozymy „zrodlo napiec” i zwiekszone ryzyko molestowan.

  86. Oto co rypnął Terlikowski w sprawie Naszego Człowieka w Watykanie:

    „Terlikowski: Bóg osądzi Wesołowskiego. My módlmy się za Kościół i ofiary
    Skomentuj 27
    Terlikowski: Bóg osądzi Wesołowskiego. My módlmy się za Kościół i ofiary
    Były arcybiskup Józef Wesołowski nie żyje. Wydalony ze stanu duchownego były nuncjusz apostolski na Dominikanie stoi już na sądzie Bożym. I niech Bóg go teraz osądzi!

    Warto pamiętać, choć oczywiście zbrodnia pedofilii, które dopuścił się były arcybiskup Wesołowski jest straszliwa, że sąd Boży jest nie tylko sprawiedliwy, ale także miłosierny. I jest to nadzieja nie tylko dla zmarłego arcybiskupa, ale także dla każdego z nas. Pocieszanie się, że nie mamy takich grzechów na sumieniu jak on, i że to ma nas czynić lepszymi nic nie znaczy. Każdy z nas jest grzesznikiem i każdy potrzebuje miłosierdzia. W dniu śmierci będzie go zaś potrzebował szczególnie mocno.

    Sąd nad człowiekiem trzeba zaś, szczególnie teraz, pozostawić już Bogu. On bez wątpienia rozezna wszystko i osądzi sprawiedliwie i miłosiernie. A my zamiast ekscytować się rozmiarem zbrodni, zamiast szukać usprawiedliwienia własnych czynów w grzechach innych lepiej się pomódlmy. Za ofiary byłego arcybiskupa, które z pewnością potrzebują nie tyle pomsty, ile pomocy, opieki, pokazania Bożej Miłości i na koniec przebaczenia. Za Kościół, który został głęboko zraniony nie tylko czynami arcybiskupa i tym, że tak długo mogły one trwać, ale także ranami zadanymi ofiarom. I wreszcie za samego byłego nuncjusza. To ostatnie jest niewątpliwie trudne, ale każdemu należy się modlitwa i zawierzenie Bogu.

    Tomasz P. Terlikowski
    28.08.2015, 11:03”

  87. Oto co ma do powiedzenia „Gość Niedzielny”:
    „Józef Wesołowski nie żyje

    dodane 2015-08-28 09:50

    fk

    Były arcybiskup, wydalony ze stanu duchownego za pedofilię, zmarł z przyczyn naturalnych.
    Józef Wesołowski nie żyje

    Józef Wolny /Foto Gość Józef Wesołowski jako nuncjusz na Dominikanie

    Aktualizacja: Józef Wesołowski, były arcybiskup i nuncjusz apostolski na Dominikanie, nie żyje. Jak podało Biuro Informacji i Dokumentacji Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej, były duchowny został znaleziony martwy w czwartek rano w swoim mieszkaniu w Watykanie. Ze wstępnych ustaleń wynika, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych.

    Józef Wesołowski został wydalony ze stanu duchownego w związku z czynami pedofilskimi, jakich się dopuszczał. Był oskarżony o szereg przestępstw, popełnionych w czasie jego pobytu w Republice Dominikańskiej (lata 2008-2013), a także podczas pobytu w Rzymie po odwołaniu z funkcji nuncjusza do chwili aresztowania 22 września 2014 r. (w tym drugim przypadku został oskarżony o posiadanie pornografii dziecięcej).

    Karne wydalenie Józefa Wesołowskiego ze stanu duchownego orzekł 27 czerwca 2014 r. trybunał pierwszej instancji przy Kongregacji Nauki Wiary. Od tej decyzji Wesołowski złożył apelację.

    W lipcu w Watykanie rozpoczął się jego proces karny, lecz został zawieszony z powodu złego stanu zdrowia oskarżonego.

    I tyle.

  88. Czy klerykalizacja ma powiązanie z białymi myszkami? Chyba wtedy, kiedy klerycy za często zaglądają do kieliszka.

  89. A wracajac do „ksiundza profesura”, to wypowiem sie cytujac kilka obrazkow:

    https://www.facebook.com/NSelection/photos/a.167448091243.130795.51821321243/10152277779066244/?type=1&theater

    https://www.facebook.com/NSelection/photos/a.167448091243.130795.51821321243/10152028478721244/?type=1&theater

    https://www.facebook.com/NSelection/photos/a.167448091243.130795.51821321243/10152296632721244/?type=1&theater

    Tlumaczc nie ma potrzeby. A skomentowac to by mozna, jedynie dyskutujac, czy w wypadku „ksiundza profesura” poziom roznicy ego, to jest te 30, czy 60, czy 90%.

    I czy mozna by przyjac, ta roznica jest jednoczesnie miara glupoty, hipokryzji i cynizmu?

  90. „Powstał na tym synodzie jeden z biskupów, który powiedział, że kobiety nie można nazywać homo. Lecz, przekonany przez biskupów, uspokoił się jednak. Święta księga Starego Testamentu uczy bowiem, że kiedy na początku Bóg stworzył człowieka, powiedział: (Rdz 5,2), to znaczy człowiek ziemski. A więc oboje nazwał człowiekiem (homo), zarówno niewiastę, jak męża. Lecz i Pan Jezus Chrystus dlatego jest nazywany Synem Człowieczym, że jest synem Dziewicy, a więc niewiasty. Kiedy bowiem gotował się do przemiany wody w wino, powiedział: (J 2,4) itd. Podano i liczne inne przekonujące świadectwa, tak że sprawa ustała” (Historia Francorum 8,20 — PL 71,462).

    Krótko mówiąc, wśród paruset tysięcy stron literatury starochrześcijańskiej ktoś znalazł tę jedną stronicę z Historii Franków. A na tej jednej stronicy jest mowa nie tyle o ścieraniu się poglądów, co o wątpliwościach jednego człowieka, który „uspokoił się jednak”, gdyż gremium zareagowało jednoznacznym zdziwieniem. Na dodatek problem dotyczył czegoś zupełnie innego, niż twierdzi się w owej mistyfikacji, która Pana tak zaniepokoiła. Całą zaś sprawę uczestnicy synodu uznali za tak błahą, że nie zaszczycili jej nawet wspomnieniem w aktach synodalnych
    http://mateusz.pl/ksiazki/js-sd/Js-sd_62.htm
    ==============

    Bajać to my, ale nie nas……

    Czym więc usprawiedliwić poślednią rolę kobiety w społeczeństwie przez dobre XVIII wieków?

  91. Tanaka

    Ani Terlikowski, ani Gosc Niedzielny nie napisli niczego nowego. NApisali dokladnie to czego sie mozna bylo spodziewac.

    Jedyne co sie, zapewne przez pospiech i niedopatrzenie, wymknelo Terikowskiemu, to wzmianka o tym, zeby sie modlic o „wybaczenie ofiarom!

    I tu sie nalezy zapytac nadpapierza o to, co do korwy nedzy chce on wybaczyc ofiarom Wesolowskiego?

    Ze nie milczaly pokornie?
    Ze nie „wybaczyly” swemy przesladowcy?

    Tak sie tylko retorycznie pytam, bo odpowiedz przeciez znam.

  92. Teresa Benedykta podkreślała, że dusza kobiety mocniej żyje i jest obecna we wszystkich częściach ciała i wewnętrznie zostaje bardziej zaangażowana w to, co się z nim dzieje. W tym objawia się przeznaczenie kobiety do macierzyństwa. Naturalna skłonność kobiecej duszy do bycia podporą nie wyczerpuje się jedynie w relacji do małżonka, lecz rozciąga się na wszystkie osoby będące w jej zasięgu. Dlatego dusza kobiety winna być szeroka, czyli otwarta na wszystkich, cicha – by burzą nie ugasić delikatnego płomyka, gorąca – by nie dopuścić zmarznięcia delikatnych pączków, jasna, by się szkodniki w ciemnych kątach nie zalęgły, zamknięta w sobie – by włamania z zewnątrz nie zagroziły wewnętrznemu życiu, wolna od siebie – by obce życie miało w niej miejsce, władająca sobą i ciałem – by cała jej osobowość była gotowa do służby drugiemu. W takim idealnym kształcie została uformowana dusza pierwszej kobiety i w ten sposób według Świętej winniśmy przedstawiać duszę Maryi. Natomiast, gdy naturalne skłonności kobiety nie zostaną właściwie ukierunkowane jej życie pozostaje zwykła ciekawością, dążeniem, by poznać ludzi i ich relacje, nierzadko z tendencją do ingerowania w sprawy innych.
    http://www.communiocrucis.pl/index.php/duszy
    ===============

    Przerażający dla mnie obraz duszy kobiecej…..
    Niewolnik jaki czy co?

  93. cynamon29
    28 sierpnia o godz. 13:35

    cynamonku,

    Mylisz sie co do zwalczania robactwa „Azotoxem”.
    DDT i jego stosowanie zostalo zakazane jakies 40 lat temu.

    Pozdrowionka

  94. lonefather
    28 sierpnia o godz. 14:28

    Jak znam religiantów, to „ofiary potrzebujące przebaczenia” to takie ofiary, co muszą gwałcicielowi wybaczyć. jak nie wybaczą, to nie tylko będą się z tym słusznie męczyć do końca życia, ale po śmierci dostaną za to dodatkową karę.
    Religiant więc twierdzi i o to się modli, żeby ofiary przebaczyły zbrodniarzowi.
    Oczywiście – działa to w dwie strony we łbach spaczonych: za ofiary się trzeba modlić, by ofiarom bozia wybaczył, że „lgnęły” i „podstawiały się” do gwałcenia. One są głównymi winnymi gwałtów wykonywanych przez kler. więc módlmy się o zmiłowanie bozi, żeby im wybaczył. No i ludzie ewentualnie może też wybaczą, choć właściwie nie ma do tego podstawy – dzieci wszak lgną i się gwałcenia dopraszają. Więc jak im wybaczymy, to tylko dlatego, że „Bóg wszystkich kocha”.
    Co znaczy, że w trakcie gwałcenia, Bóg kocha gwałciciela. No i kocha dziecko gwałcone. Kocha po równo i na okrągło.
    Jest to bardzo miłe. Hosanna na wysokościach!
    Bóg jest miłosierny dla zgwałconych. Każe im rodzić dzieci, jak przypominał stanowczo na całym świecie nasz ulubieniec – Lolek narciarski, smarowany kremówkami.

    Jest interesujący przypadek w sprawie „wybaczania”. dobrze ilustruje to co powyżej:
    Papiszon Franciszek przeprosił waldensów, za to, że Kościół kat ich wyrżnął. Niestety – trochę tych waldensów zostało, wyrzynanie nie było stuprocentowo skuteczne. Gdyby Kościół kat wyrżnął staranniej, nie byłoby potrzeby przepraszać – zabrakłoby osób do przepraszania.
    Na przeprosiny Franciszka, no i na to, że chce od waldensów przebaczenia, waldensi odrzekli, że nie wybaczają.
    Zaraz się zrobiła straszna afera międzynarodowa. Jak to – nie wybaczają ???
    „Jednak w szeregach włoskiego episkopatu już pojawiły się głosy niezadowolenia i rozczarowania z powodu reakcji waldensów. – Nie jest ewangeliczną postawą odrzucenie przeprosin Franciszka – ocenił biskup miasta Carpi Francesco Cavina. ”

    No nie można nie wybaczać katolickim zbrodniarzom !
    Kto nie wybaczy, ten dostanie w ryj !
    Wniosek jest oczywisty: następnym razem trzeba dopilnować, żeby wyrżnąć wszystkich, co do nogi ! I pozacierać starannie ślady.
    Jak mówią papieże: „nikt nie jest doskonały”.

  95. @Tanaka, z godz. 13:41
    Mój post z godz. 12:40 był wyłącznie odpowiedzią na pytanie @Tobermory’ego z godz. 12:07 – czy w Biblii znajdzie się pasujący cytat na uzasadnienie molestowania seksualnego, zwłaszcza wobec tej samej płci? Inne kwestie, takie jak „igiełkowe szczególiki na gałązce jednego (jakiego? Talmud to nie drzewo Biblii, a huba, narośl, rak) drzewa”, które jakoby zasłaniają mi las, jakim według Ciebie jest Biblia, w ogóle nie były w mojej odpowiedzi poruszane. Ani Bozia jako taka, ani głazy rzucane ręką Bozi na inne ludy, ani – jak malowniczo opisujesz – rozkwaszone na miazgę osobniki, których flaki fruwają i lepią się do skał, a krew spływa strumieniami w doliny, z czego powstało Morskie Oko Opaczności. (Tak na marginesie – popadasz w grafomanię). O okrucieństwach Bozi, zawartych w świętych księgach – od ksiąg wedyjskich, poprzez Stary Testament, po Koran – mógłbym równie malowniczo poopowiadać, ale „we właściwym temacie”.

    Masz oczywiście rację. Gwałcenie i zbrodnie na słabszych, dzieciach, dziewczynkach, kobietach, psychicznie chorych, chorych, biednych, obcoplemiennych, w ogóle nie takich, żeby oddali zaraz siekierą, lub z kałacha, co często uspokaja skutecznie gwałcących są koniecznością Czy – jak piszesz religii? Polemizowałbym. Na pewno są koniecznością skrzywienia. Skrzywienia zaś dotykają i ateistów.

  96. Tanaka
    28 sierpnia o godz. 14:56

    Bo WYBACZENIE jest mozliwe wylacznie wtedy, gdy zbrodniarz zostanie ukarany, a kara wykonana, a skutki zbrodni zostana zrekompensowane.

    I dopiero wtedy gdy ukarany zbrodzien, po zapalceniu odszkodowan i odbyciu kary, przeprosi i szczerze bedzie win swoich zalowal, to dopiero wtedy jest mozliwe wybaczenie.

    A tu mamy zbrodnie, zbrodniarzy, winy jasne i oczywiste, ale nie ma ani kary, ani pokuty, ani rekompensaty, ani „zalowania za winy”, jest tylko przepraszanie i bezczelne oczekiwanie na wybaczenie, bez ukarania i bez rekompensaty.

    Absolutnie katolicka bezczelnosc, zarowno w stosunku do Waldensow, jak i ofiar pedofila abepe Wesolowskiego, ajk i wszystkich innych ofiar . Oni, bo przeciez czlowiek jest grzeszny, moga gwalcic, rabowac i mordowac, bez ponoszenia kary za swoje wyczyny, a ofiary po uslyszeniu „przepraszam” maja wybaczac.

    A ja tak jak Waldensi, mowie, ze nie wolno nam zapomniec i Wesolowski puki kosciol nie zrekompensuje krzywd przez niego wyrzadzonych, musi pozostac „swietej pamieci”, to znaczy N IE WOLNO ANI ZAPOMNIEC, ANI WYBACZYC, czego nadpapa terlik chcialby najbardziej. A tu NIE WOLNO, bo jak sie zapomni, to sie beda probowali bez kary i rekompensaty, ze zbrodni popelnionych wyslizgac.

    Jak Waldensom zrekompensowac po tylu wiekach, to nie mam pojecia, ale dominikanskim ofiarom mozna.

  97. anumlik
    28 sierpnia o godz. 15:27

    O, zaraz byś chciał grafomanię. Skąd dokąd sięga i na czym polega, można popolemizować.
    Dosłowność wyczynów bozi jest dosłowna, Oko zaś nad całością czuwa. Obfitość tego co sika – jeziorna.
    W sprawie lasu, wyłączna szczególność pewnie była. Nie zmienia to istoty tego, że Biblia dosłownie wręcz poucza, że można i należy. W czym się to danego dnia objawi, jest w rękach biskupa oraz prawidłowego wyznawcy.
    I tu można popolemizować, jak to z uprawnieniem do poniżania i używania jest. W religiach objawienia – jest to wbudowane w fundament.
    Nikt nie ma gwarantowanej odporności na skrzywienia i nie ma powodu do oczywistości przekonywać. Niewyznawca nie ma jednak uzasadnienia i najwyższego uświęcenia w skrzywieniu i krzywdzeniu. Zostaje z gołym tyłkiem. To zasadnicza różnica.

  98. Panowie sobie o Biblii i religiantach pogadujecie, a praktyczna praktyka jest taka, jak w artykule z GW:

    ‚http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,18633067,kumple-zamowili-mi-prostytutke-co-robic-nastolatki-pytaja.html#TRNajCzytSST

    Z ‚apostrofem.

    Rzecz nei w tym, czy bozia walnal, czy pieprznal, tylko w tym, ze w powolaniu sie na bozie wszelkie religianctwo miesza, zwlaszcza mlodym ludziom w glowach. A nawet jesli nie miesza, to niedopuszcza do ich poprawnego umeblowania. Wystarczy poczytac, zeby zlapac sie za glowe i zobaczyc ile potencjalnego nieszczescia, traum, a moze i zboczen juz daje sie dostrzec w tym z czym mlodzierz dzwoni do Telefonu Zaufania.

  99. lonefather
    28 sierpnia o godz. 17:21

    Konstrukcja jest prosta i logiczna jak budowa cepa…..

    BÓG zapłać, niech ci BÓG wynagrodzi……..
    Nie interesuje ich, czy Bóg istnieje, czy pokrzywdzeni nie wierzą przypadkiem w innego.
    Oni wystawiają weksel do realizacji.
    A że bez pokrycia?
    Dzięki temu, mogą zachować REALNE pieniądze w zamian za hipotetyczne niebiańskie rozkosze i zadośćuczynienia.

    Jak dotąd, mechanizm działał bez pudła.
    Tyle że przestaje, w zlaicyzowanym i merkantylnym świecie.
    I trzeba płacić wdowim groszem za ziemskie uciechy katabasów.
    Co niespecjalnie im się podoba.

  100. lonefather
    28 sierpnia o godz. 17:21

    Na obłudne „przeprosiny” jakie z siebie wydziela jakiś papież, albo jego biskup, jest oczywista odpowiedź: róbcie zgodnie z procedurą, którą sami żeście wymodzili.
    Zaczyna się ona od samych szczerości i autentyczności:
    1. szczery i głęboki rachunek sumienia, nie ukrywający niczego.
    2. głęboki,szczery i autentyczny żal za grzechy.
    3. silne i szczere postanowienie poprawy.
    4. szczere, nie pomijające niczego wyznanie win.
    5. przeprosiny i zadośćuczynienie. w wersji katolickiej: bozi i bliźniemu.
    Bozią nie ma się co przejmować. Zadośćuczynią czy nie – olejmy to. Ważne, czy zadośćuczynią bliźniemu.
    Te katolickie nieprawości i zbrodnie robili katolicy z papieżami na czele jak najbardziej publicznie i wobec ofiar w sposób mnogi oraz zbiorowy. To wymaga równie publicznego wykonania procedury.

    Oczywiście – nigdy i nigdzie nie została wykonana. Ani jeden punkt. Nawet pierwszy.
    Jak należy oszukiwać i kłamać w tej sprawie pokazał Święty Ojciec Święty Wadowicki: ja mówię – pardon, a wy mi zaraz tu wybaczajcie. I feeryczne zachwyty katolików: ale niezwykłe wyznanie, jakie bohaterstwo i miłosierdzie, jaka święta chrześcijańska postawa ! Klękajcie narody i zaraz na komendę wybaczajcie temu co tak święcie chce wybaczenia !

    Oszustwo w procedurze jest też oszustwem w człowieku, w jego psychologii. Wybaczenie jest wyłącznie własnowolną i autonomiczną decyzją, która ma sens osobowościowy wtedy, gdy i jeśli się do niej samemu dojdzie, przepracuje wewnętrznie i poweźmie wniosek co do tego, czy chce się, czy można, czy się odczuwa dobro płynące z wybaczenia. wniosek może być taki, że nie ma powodu do wybaczenia, nie ma w tym istotnego dobra, nie można tego przepracować, czy zaakceptować.
    A konieczną podstawą do wybaczania powinna być postawa tego, komu mielibyśmy wybaczyć. Wybaczyć wobec postawy cynicznej, fałszywej, bezczelnej to zrobić coś złego. Sobie i temu komuś: siebie oszukamy, tego kogoś także. Jest to korupcja. Jest to fatalny sygnał pod adresem sprawcy. Oznacza to bowiem, że dobrze jest czynić źle. I tak przebaczą. I nagrodzą. Można dalej jak dotąd. Trzeba nawet. Dostaje się zielone światło. Zło można uprawiać dalej.

    Wszystko to religijnie rzecz biorąc nie ma żadnego znaczenia. Znaczenie ma skutek psychologiczny i osobowościowy. Indywidualny, ale i zbiorowościowy. Dlatego wybaczanie bez głębokiego przeżycia przez obie strony, a każdą inaczej, jest przeciwludzkie. Jest szkodą, jaką sprawia sobie wybaczający.

    I z tym właśnie mamy do czynienia: oszukańcze „przeprosiny”papieży, i nieświadome istoty tego co się dzieje „przeprosiny” ofiar.
    Ale transakcja biznesowa zostaje przez to zawarta: Kościół kat się wyprał i odtąd będzie głosić, że jest czysty, a ktokolwiek powie inaczej, tego sam nazwie oszustem. Ma na to papiery.
    Zaś druga strona – ofiara – zostaje z niczym; co najwyżej ze złudzeniami.
    Za chwilę więc zdarzy się to samo, co się nieustannie zdarzało. Będą nowe ofiary Kościoła kat, albo też te same co dotąd. W takim systemie kościelnego oszustwa nie ma od tego ucieczki.

  101. Tanaka
    28 sierpnia o godz. 18:55

    „Wybaczenie” ze strony ofiar, rzecz jasna.
    To takie frondowe: ofiara ma przepraszać !

  102. Panie Jacku ,
    my mozemy sobie braci wprzegac w rozne
    azymuty .
    Ale jest jeden , b.wazny problem .

    MY myslimy bezboznie , bez zawiary w cos ponad nas . My pojmujemy swiat materialistycznie , nie duchowo , nie mistycznie . , tylko realnie , materialistycznie .

    Coz z naszej dyskusji , moze wyniesc zapiekly
    katolik ?
    Coz tzw. wierzacy moze wyniesc z TEJ dyskusji ?

    Jedyne co moze wyniesc z tej dyskusji „mocno wierzacy ” , to jest watpliwosc .
    Watpliwosc w to , w co on od lat tenze gleboko wierzacy , wierzyl .
    Wrecz i wobec zawierzyl .

    Komus ?

    Pozdrowionka .

  103. @Tanaka, z godz. 18:14
    Skąd dokąd sięga i na czym polega, można popolemizować.
    Można. Nie zamierzam, choć wydawałoby się, że poczucie estetyki „w pisanym” i wyczucie słowa bardziej nas łączy niż dzieli. A co do reszty. Zgadzam się, że niewyznawca zostaje z gołym tyłkiem, choć i wyznawcy swoje sempiterny na ciosy bykowca wystawiają, bo to im aureoli męczenników przydaje. Ot, siła tego co się nazywa wiarą w raj z hurysami albo w raj z ciepełkiem bijącym z bezpośredniej obecności Bozi.

  104. „Ciekawe, czy @ dezerter potrafi się odnieść do tego materiału bez cytatu z Biblii?”

    Spróbuję.

    1. Molestowanie dzieci to problem, który dotyczy całego społeczeństwa i jest czymś z czym również ŚJ muszą się zmagać. Jednak nasza społeczność od dawna podejmuje stanowcze działania przeciwko osobom, które zagrażają młodym, aby ich chronić. Oto dwie wyraźne deklaracje opublikowane przez ŚJ w przeszłości:

    „Jeżeli się zdarzy, że członek zboru naruszy prawo, ZBÓR NIE BĘDZIE MU POMAGAŁ w uniknięciu zasłużonej kary. Kto dopuszcza się kradzieży, oszustw podatkowych, gwałtu, defraudacji, zażywania narkotyków lub w inny sposób występuje przeciw prawowitej władzy, tego także ze strony zboru czeka surowe skarcenie”(Strażnica 01.11.1990).

    „W zależności od praw obowiązujących w zamieszkiwanym kraju osoba będąca ŚJ, która napastowała seksualnie dzieci, może zostać skazana na pobyt w więzieniu lub ponieść inne sankcje nałożone przez państwo. ZBÓR NIE BĘDZIE JEJ PRZED TYM BRONIŁ” (Strażnica 01.01.1997).

    Praca Królewskiej Komisji w Australii, jest bardzo korzystna a jej członkowie niewątpliwie kierują się szczerymi pobudkami. Próbuje ona też ustalić, czy starsi australijskich zborów, którzy badali przypadki molestowania , zniechęcali ofiary oraz ich rodziny do zgłaszania tych przestępstw władzom świeckim. Jeśli ustalenia komisji to potwierdzą, winni powinni ponieść konsekwencje. Gdyby takie przypadki rzeczywiście miały miejsce, byłoby to sprzeczne z ogólnie przyjętą w zborach zasadą, w myśl której pomyślność ofiary i jej bliskich ma pierwszorzędne znaczenie.

    2. Kilka dni temu, „Gazeta Wyborcza” napisała, że Samuel N. – zabójca z Kamiennej Góry – jest Świadkiem Jehowy. Po dwóch dniach – po reakcji naszego rzecznika – usunęła tą niesprawdzoną informację. Przykład ten dobrze ilustruje, do czego może się posunąć redakcja, żeby ratować się przed bankructwem („Polityka” już po oświadczeniu rzecznika ŚJ, powtórzyła tą bzdurę).

    Z artykułu zamieszonego w DF wynika, że praktyka nie zgłaszania władzom przypadków pedofilii w Polsce jest czymś powszechnym. Musi więc być wiele ofiar. Jeżeli się to potwierdzi to zapewne czeka naszą wspólnotę lawina pozwów sądowych i surowych wyroków. Staram się być Świadkiem Jehowy od 26 lat. Nie znam ani jednego przypadku molestowania seksualnego w moim niemałym mieście. Oczywiście mogły się one zdarzyć, ale nie wyobrażam sobie żeby mężczyźni będący głowami rodzin i mający nieletnie dzieci, w trakcie badania przypadków takich ohydnych przestępstw, mogli zniechęcać ofiary do szukania sprawiedliwości. Czekam więc spokojnie na rozwój wydarzeń.

  105. @dezerter

    A Arcybiskup Wesolowski, nie popelnil przestepstwa pedofilii, bo zostal wydalony ze stanu kaplanskiego.

    Dokladnie tyle samo warte sa Twoje deklaracje. To ze Ty sobie „nie wyobrazasz”, nie jest zadnym dowodem na to, ze „starsi” nie ukrywali i nie wplywali na ofiary. Ale jak sobie chcesz, to mozesz dalej „ze spokojem” oczekiwac. Tylko na zapas zadaj sobie pytanko: „A co poczne jesli sie okaze, ze „starsi” jednak wywierali presje na ofiary, by nie zglszaly przestepstw?”

    Co poczniesz biedaku, jesli ci „nie wywierajcy presji” starsi zostana skazani?

  106. @ anmulik

    Niby ateista, a z radosnej produkcji widać, że w podświadomości Częstochowa tkwi, jak amen w pacierzu. Dostosuję twórczość do twojego poziomu (o, to dobre słowo – poziomu):

    Trafiła w anmulika januszowa pika
    Więc teraz anmulik Januszowi fika
    Lecz Janusz nie takich zjadał na śniadanie
    Spuści mu zaraz spodnie i da nie tęgie lanie

    @ Rafał KOCHAN

    A powiedz no tu Państwu ciamciaku, co to takiego reinkarnacja?

    Co do arcybiskupa Wesołowskiego, to nikt mu winy nie udowodnił. Zamordowała go sfora ujadających dziennikarzy, także Polityki – Hitler też nie zabijał własnymi rękami. Może był pedofilem, a może nie był, tego się już nie dowiemy, mord został dokonany, a krew jego na ich ręce.

    PS A Pleciuga swoje. Najpierw Wikimiki, te Twitter – to jest dopiero upgrade źródeł, wow!

  107. Jeszcze jeden troll sie przypaletal…

    Olac Januszka. Nie karmic trolla! Nie karmic trolla! Nie karmic trolla!

  108. Buhahahahaaaaa…..

    Malo nie padlem!

    Wysluchalem przed chwilka TVN i usluszalem jak Prezydent Duda, bez najmniejszego wstydu pochwalil sie, doslownie, reporterowi, ze Kanclerz Merkel, jest „…bardzo zainteresowana jego opiniami i poprosila go, by pozostawal z Nia w stalym kontakcie telefnicznym…

    Wiecie co?
    Dotychczas sadzilem, ze mamy malutkiego czlowieczka za Prezydenta. Po tym jak on relacjonuje co uslyszal od Angeli Merkel i sie na dodatek tym chwali, to czy chce, czy nie chce, musze zmienic zdanie. Prosze Pan i Panow, niestety mamy za Prezydenta idiote, ktory nawet nie rozumie, ze zostal „spuszczony po drucie i to doslownie, a nie w przenosni.

    Smutne to jest bardzo.

  109. A do powyzszego, wypada dodac jedno pytanko.

    A co na to Jaroslaw Kaczynski?
    Czy Duda realizuje co mu wskazano?
    A moze zostal Duda „wypuszczony”, zeby sie poobijal, dostal „po lbie”, a potem grzecznie i potulnie wypelnial co mu JK kaze?

    Mozliwosci jest sporo, ciekawe co w koncu sie okaze prawda?

  110. @lonefather
    I wcale nie przestał być człowiekiem niezłomnym. Oraz człowiekiem wiary. Przecież – jak to publicznie zapodał ojciec doradcy Angeli Merkel – to Pan Bóg wskazał na naszego syna. Nasz syn miał obowiązek przyjąć to wskazanie Opatrzności.

  111. No to całkiem sprytnie mu się umarło dokładnie w odpowiedniej chwili, żeby procesu nie było i winy tez. A jak nie ma winy to i odpowiedzialności nie będzie… Watykan zaoszczędzi.
    Ja myślę, ze go otruli.

  112. cynamon29
    28 sierpnia o godz. 12:29

    „Czy wy sw. jehowy dajecie na tace , czy tez z niej bierzecie”. |
    „Chodzi mi konkretnie o dinozaury wszelakiej
    masci i gatunku”

    1. Prowadzona przez nas działalność ewangelizacyjna jest finansowana z dobrowolnych datków. Nie pobieramy opłat za chrzty, śluby, pogrzeby ani inne posługi religijne. Każdy, kto chce złożyć datek, może go wrzucić do specjalnej skrzynki. Takie skrzynki znajdują się w Salach Królestwa w miejscach nierzucających się w oczy. W celu obniżenia kosztów literaturę biblijną drukują niepłatni ochotnicy, będący Świadkami Jehowy. Żeby zarobić na utrzymanie, wykonujemy normalną pracę świecką.

    2. Biblia nie zawiera w swej treści bezpośredniej odpowiedzi na te pytania. Według sprawozdania zamieszczonego w Księdze Rodzaju zwierzęta zostały stworzone w ciągu piątego i szóstego okresu stwarzania, które też bywają określane mianem „dni”. Jeżeli wyrażenie hebrajskie tłumaczone na „wielkie potwory morskie” obejmuje dinozaury, które w dużej mierze żyły na podmokłych, bagnistych terenach, oznaczałoby to, że były stworzone w piątym „dniu”. Nie wiem, czy utrzymały się aż do czasu, gdy został stworzony człowiek (co nastąpiło pod koniec szóstego „dnia”). Zapewne wyginęły najpóźniej w czasie potopu za dni Noego.

  113. @anumlik

    Ja tez znam „osli upor”, a co gorsze bez trudu sobie umiem wyobrazic, jego fatalne skutki. W TVNie „madra” dziennikarka skomentowala spotkanie z Prezydentem Gauckiem i Kanclerz Merkel, ze „obie strony mialy okazje sie poznac”.

    Tak wiec Niemcy juz wiedza, ze maja do czynienia z „deciakiem, burakiem”, bez klasy, bez poziomu, bez doswiadczenia, bez wyczucia i niestety z idiota, ktorego od powaznych spraw, bedzie najlepiej trzymac jak najdalej. Co nie bedzie takie trudne, bo wystarczy mu pomachac przed oczyma jakimis swiecidelkami i zrobi to do czego sie go nakloni, co przy skali „perspektywy finansowej” nie bedzie takie trudne.

  114. E-J

    QUI BONO?

    Mysle, ze tak, ze mozliwe calkiem, ale mogl tez wystarczyc sam stress. W kazdym razie jesli zjzysz na FAKTY TVN, to zobaczysz rzecznika epidiaskopu. Co mowi nie ma znczenia, za to usmieszek jaki ma na koncu, jest bezcenny, mowi wszystko o tym jak bardzo polski epidiaskop odetchnal z ulga na wiesc o zejsciu abepe Wesolowskiego.

  115. Takie ścierwa są odporne na stress.

  116. oj tak, ksiądz profesor = oksymoron. bo jak ksiądz to w okowach religii i katechizmu trzyma w ryzach wiedzę i piękno poznania dla jedynej prawdziwej prawdy widzialnej przez korekcyjne okulary wiary i SŁOWA, a jak profesor to zwycięża nauka i kończy jak Obirek czy Ojciec Andrew Kiernan w słynnym zakazanym filmie „Stygmaty”, …tertium non datur

  117. @Janusz Z…

    Katolicki ignorancie, w twojej zakutej główce nie jesteś w stanie nawet zrozumieć tego fenomenu, jakim jest reinkarnacja? I czym jest ona w buddyzmie, a raczej jej specyficzne postrzeganie w tym filozoficzno-religijnym kręgu kulturowym? Mam ci podać literaturę, czy skorzystasz w Wikipedii?

  118. @ Rafał KOCHAN

    Żydowski matole, a opisz no tu uprzejmie Państwu fenomen, jakim jest reinkarnacja, wykaż swoją rację argumentami ad rem, zamiast posługiwać się bezsilnymi inwektywami, tak charakterystycznymi dla pospolitego chamstwa, błyśnij intelektem. Co, nie ma czym, nieprawdaż? Nie musisz się z tym kryć, żadna tajemnica.

  119. @Janusz Z.

    Ogol sobie pewną cześć ciała i do przedszkola imbecylu! Jesteś ignorantem i to nie jest żadna inwektywa, tylko stwierdzenie faktu. Najpierw to ty udowodnij, co ma wspólnego reinkarnacja z duszą i buddyzmem wspólnego.

  120. @Cynamon
    „@Tanaka , 12:55
    Masz w pelni racje piszac ze babranie sie w tej syfiarskiej masie kk , religionow i durnowiercow zwiazane jest ze smrodliwym
    upapraniem sie w kloake ciemnogrodu .
    Tyle tylko ze CO NAM pozostaje , walczacym
    z ta PLAGA ?
    Isekty i inne robactwo mozna zwalczyc “Azotoxem” .
    Nie ma natomiast zadnego preparatu , ktory
    by zwalczyl ciemnote religijna , fanatyzm .
    Tedy pozostaje nam “praca od podstaw” ,
    uswiadamiac , uswiadamiac i jeszcze raz uswiadamiac !”
    Mocne slowa, i boze chron ( moze tez byc i Boze) od…..
    Jak bym traktowala powaznie takie wpisy to moglabym poczuc sie nieswojo, ze duza czesc moich bliskich, przyjaciol to insekty. Jednak traktuje to jak wypowiedz czlowieka chorego z nienawisci…. do swiata.
    Moje pytanie jednak brzmi, na czym polega walka z ta PLAGA osob piszacych na tym forum. Komentarze, ktore czyta zapewne nie wiecej niz kilkadziesiat osob przekonuja przekonanych, innych zrazaja. Wiec zapewne istnieje jakas inna dzialalnosc na rzecz oswiecenia insektow, wprowadzenia zmian prawnych – pozaforumowa. Ciekawa jestem jak to wyglada.
    Osobiscie nie jestem dzialaczka, ale mam kilka swoich dzialek, w ktore sie angazuje podpisujac petycje, wspierajac malutkimi sumkami, a nawet chodzac na protesty. Raz na sto inicjatywy oddolne skutkuja doprowadzajac do uchwalenia jakiejs ustawy, czy w formie casusow sadowych, czesto pozwalaja zachowac korzystny uklad przy ktorym zaczynal ktos majstrowac. Albo chociaz zwracaja uwage na problem.

  121. Wynik sekcji zwłok Arcybiskupa Wesolowskiego chyba dla nikogo nie jest zaskoczeniem.
    „Uroczystości” pogrzebowe odbędą się w Watykanie.

    Czy odprawi je Franciszek?
    Czy jesli sam Papiez bedzie je odprawial, to co uslyszymy?

    Najgorsze jest to, że jest po sprawie, ze nie zapadnie wyrok, ze nie bedzie chocby symbolicznego sadu nad kosciolem katolickim i nad ukrywaniem zbrodni pedofilstwa.

    Umarł Arcybiskup Wesolowski jako oskarżony, a nie skazany i niczego się już nie dowiemy, a współwinni mogą żyć spokojnie. Alleluja.

  122. Dyskusja nad „ksiedzem profesorem” zamarla i jest to absolutnie naturalne, bo ile o przekrecie i oczywistej dla ludzi myslacych glupocie rzeczonego, mozna dyskutowac. Za to mozna podyskutowac o szczurze i „duszy”…

    Wrazliwych, uprasza sie o przewiniecie i nie czytanie, bo dalej przywolam przyklad pewnego okrutnego eksperymentu, potrzebnego do rozwazan nad „dusza szczura”.

    O samym eksperymencie przeczytalem w jakiejs ksiazce i wlasnie szczury byly zwierzetami, na ktorych przeprowadzono badanie z zakresu psychologii. Przedmiotem badania byl wplyw nadzieji na wytrzymalosc i zdolnosc do mobilizacji nadzwyczajnego wysilku. W pierwszej fazie eksperymentu do beczki z woda wrzucono trzy szczury wybrane losowo. Poziom wody w beczce uniemozliwial im dosiegniecie brzegu i uratowanie sie. Wszystkie trzy szczury utonely w czasie od trzech do czterech godzin. W drugiej fazie podobnie wybrano losowo trzy szczury, ale w odroznieniu od fazy pierwszej wrzucano je pojedynczo do beczki z woda, bez mozliwosci wydostania sie. I podobnie jak w fazie pierwszej szczury zaczynaly tonac w czasie od 3 do 4 godzin od wrzucenia. W odroznieniu od fazy pierwszej, w momencie gdy szczur zaczynal tonac podawano mu drabinke, po ktorej mogl wyjsc z beczki i sie uratowac. „Uratowanym” szczurom pozwolono odpoczac. A po odpoczynku ponownie wrzucano do tej samej beczki i mierzono czas do momentu, gdy zaczynaly tonac. Tym razem ten czas, do momentu toniecia, to bylo od 7 do niemal 12 godzin, od momentu wrzucenia. Pojedyncze doswiadczenie z „uratowaniem” w ostatnim momencie, spowodowalo 3 do 4 razy wydluzenie czasu, jaki szczury utrzymywaly sie na powierzchni.

    Powyzszy eksperyment oczywiscie nie ma nic wspolnego z dusza, ani szczurza, ani z ludzka. Pokazuje za to cos o tym jak dziala psychika, chocby takiego @dezertera, ktory, jak te szczury z doswiadczenia, ma „wiedze” i wskutek tego ma nadzieje, a to powoduje, ze zamiast juz dawno temu „utonac” na ateistycznym blogu, wciaz sie utrzymuje na powierzchni i sieje swoimi cytacikami z pisma…

    Ta wlasciwosc mozna zreszta znalezc w wielu innych przypadkach, gdy sie dziwujemy, ze ktos cos, wbrew wszelkim oklolicznosciom … I tymi slowami zycze udanego weekendu Wszystkim.

  123. Ten januszek z. juz kiedys probowal u D.Passente .
    Zystal wypluty przez blogerow i wybanowany
    przez gosodarza .
    Od tamtej pory krazy po wszelakich mozliwych blogach ze swoim antysemickim
    „poslaniem” .
    Teraz juz mu sie te trzy cale , szare komorki
    tak zlasowaly , ze bredzi rowniez na inne
    tematy .

    No coz , ja tylko zalece : nie karmic trolla !
    Nie karmic trolla ! Nie karmic trolla ! …

    Pozdrowionka.

  124. Znany powszechnie, a więc mało znany bozia, absolwent studiów licencjackich na kierunku inżynieria dusz ludzkich – co go czyni naukowym kolegą ks. dr hab. Dariusza Oko, w sprawie źwierzątek i ich bytów wewnętrznych ma interesujące podejście:

    1. ponieważ pierwsi ludzie byli niegrzeczni, bozia decyduje, że ludzi potopi, oraz wszystkie źwierzątka.
    Źwierzątka więc są podmiotem moralnym, skoro bozia obarcza ich moralną odpowiedzialnością za niegrzeczność ludzi.
    Jako podmiot moralny mają duszę, jak człowiek, albo nawet coś znacznie lepszego. Musi tak być: dusza bardziej zaawansowana od niedorobionej ludzkiej, jest tak doskonała, że może słusznie ponosić karę za kogo innego, nic o przestępstwie tego innego nawet nie wiedząc, ani nie mogąc nic zmienić w razie powzięcia wiadomości o niegrzeczności ludzi.
    ks. prof. Moralny Witold Kawecki nie zna się więc na bozi i jej sprawach moralnych z sobą, ludźmi i źwierzątkami.

    1A. Nie po to jest punkt 1, żeby nie było punktu 2.

    2. Bozia wyniszcza wszystkie źwierzątka ziemi, poza źwierzątkami słodkowodnymi, co jest dosyć zaskakujące. One akurat w czasie potopu czują się dobrze – zupełnie jak ryba w wodzie. Nawet brzydka szczeżuja i normalnie nieelegancka pijawka jeziorna czują się jak ryba w wodzie potopowej.
    Może to wskazywać, że źwierzątka te mają lichsze dusze niże te mające dusze najlepsze i przez to ponoszące karę śmierci za niegrzecznych wobec bozi ludzi. Lub może to wskazywać, że mają dusze jeszcze lepsze od najlepszych, i przez to są miłe bozi „w sposób szczególny” – jak mówi arcybiskup Hoser Henryk co wieczór.
    Znaczy to wtedy, że ks. prof. Moralny Witold Kawecki znajduje się w stanie takim, jak miły bozi Noe: upity na rozumie. Co stanowczo podkreśla Doda Rabczewska. Ona zresztą idzie dalej, w prawidłowym kierunku: pewnie pali jakieś zioła.

    Z drugiej jednak strony bozia nie uzasadnia niczym, że źwierzątka słodkowodne są cośkolwiek lepsze od reszty źwierzątek. Mówi przecież jasno, że załatwi po równo wszystkie na cacy. Czyli na amen. W pacierzu.

    Wychodzi więc na to, że o mających dusze źwierzątkach wód słodkich:
    a. jezior
    b. rzek
    c. potoków podhalańskich
    d. stawów
    e. sadzawek i wodotrysków
    f. rowów melioracyjnych
    g. akwariów
    bozia po prostu zapomniał.
    Postanowił zgładzić wszystkie źwierzątka, ale zapomniał co właściwie stworzył. Luka w pamięci. Palił może jakieś zioło.

    3. Przecząc sam sobie, co u bozi jest normatywne, zdecydował bozia ocalić po parze każdego z gatunku źwierząt. Ale do Arki rolnika Noego nie wziął źwierzątek pływających, przez co te słonowodne, co wody słodkiej deszczowej nie znoszą, poginęły. Więc nie został żaden z gatunków.
    Wziął po parze, ale nie wziął po parze, tylko po siedem par – „źwierzątek czystych”, i po siedem par źwierzątek fruwających, ale tylko będących ptakami. Znaczy – czegoś nie lubił nietoperzy. Tych wziął tylko po parze.
    Ale jednak nie wziął po siedem par, tylko po parze, chociaż mówił najpierw, że po parze, a potem, że po siedem par, to w końcu wyszło, że po parze.
    Palił jeszcze więcej ziół i popijał winem.
    Ogólnie to chodziło mu o to, żeby po parze zostało się po potopie. Żeby potem były jakieś źwierzątka. Co ich miało wcale nie być.

    A Noe, jak to chłop wsiowy:nic się nie odzywał, tylko był „miły bozi” – i dlatego miał nie być utopiony,tylko zająć się Arką i źwierzątkami po parze, czyli po siedem par, czyli po parze, czyli bez źwierzątek morskich wcale.
    No i stał Noe na rampie i robił selekcję:które źwierzątka do baraku, a które do gazu – pardon – do utopienia, co się nazywa „łoterbordink”. I obecnie nie jest to popierane przez prawo międzynarodowe. Ale stosowane.
    To identycznie jak z bozią: ludziom nie wolno być niegrzecznymi, ale bozia może wszystko. I robi co może:pierwsze ludobójstwo w dziejach. Oraz źwierzobójstwo.
    A skoro sobie o Nołem gadamy: Nołe z bozią nic a nic nie gadał. tylko bozia z nim. jak bozia oznajmił Nołemu, że potopi wszystkich jego krewnych, łącznie z ciociami, wujami i ich potomstem, sąsiadami, kolegami z podwórka, Ulą z IVA, Kryśką callypygos, czyli posiadającą bardzo ładną sempiternę -nic a nic nie mówił, tylko robił jak bozia każe. Ani słówkiem: no wiesz, bozia, ja cie rozumie, fakt – Ździcha też nie lubiem, ale żeby zara tylu miłych ludzi wytopić, to mi się wcale już nie podoba.
    Jest to bardzo ładna kwestia moralna. Akuratna dla ks. prof. Moralnego Witolda Kaweckiego.

    4. Idźmy dalej -jest coraz fajniej:leje równo 40 dni. Ale wody przybywa przez 150 dni. Ale przez 40.
    Krótko mówiąc: bez wódki nie razbieriosz co tam było z tym laniem i potopowaniem.
    Na koniec Arka osiadła na mieliźnie. Nołe, głupi jak but z trzeciej nogi, nie wie, czy woda opada, czy nie opada. Nałopkoło Arki opadła i widać, że wody nie widać. Ale Nołe już tak ma: puszcza ptaszka, żeby sprawdzić., czy wody nie widać.
    No i ptaszek, zaraz po tym przynosi Nołemu w dzióbku świeżą gałązkę oliwną.
    Teraz zagadka dla ks. prof. Moralnego Witolda Kaweckiego: był potóp, czy nie był i się to Nołemu przyśniło ? Bo jak był, to jakim cudem boskiej bozi zara się świeża gałązka z liskami znalazła – znaczy nie utopiona?
    Moralnie lepiej by było, żeby to się Nołemu było śniło, po wódzie, winie i ziołach. Bo inaczej bozia osobiście zaplanował i przeprowadził pierwsze ludobójstwo w dziejach.
    Okoliczność szczególnie obciążająca: i planował, i koordynował i wykonywał. Za to można dostać dużą odsiadkę, oraz „odejść do domu Pana” przed procesem, co jest bardzo praktyczne – jak wykonał to arcybiskup Wesołowski.
    W niektórych krajach można dostać za to czapę.Znaczy – wyrok śmierci: szubienica – znamy z Norymbergi.
    U bozi byłoby to mało estetyczne, ale miałoby zaletę: Naród Wybrany, chociaż wtedy jeszcze niewybrany, miał od bozi taki prikaz: powieszonego zdejmiesz ze sznura przed nocą. Ten widok się bozi nie podoba. No i wiadomo: gorący klimat,muchy – ogólnie jednak estetyka rządzi oraz higieniczność.

    5. No więc, jak już Nołe z Arką szczęśliwie zlądowali, zaraz Nołe przyszykował swojej bozi wiwat: ołtarz całopalny, ze źwierzątek, co je przechował – po parze. Jak się źwierzątka grillowały – bozia poczuł miły zapach grilla w nosie i się bardzo ucieszył.

    Święty reporter nie odnotował co na to źwierzątka: one w jednej parze ocalały z pogromu za nie swoje winy, a teraz idą pod nóź i na grilla, żeby się bozia mógł miło smrodem ich palonych ciał nasycić.

    Interesujaca kwestia moralna dla ks. prof. Moralnego Witolda Kaweckiego.

    Bozia już więc zapomniał, że miało po parze źwierzątek się ostać. Zapomniał, ale nie zapomniał, bo para może była, a może siedem, ale jednak tylko para. Co święty reporter ciągle nam powtarza.

    6. Jak się już źwierzątkja dopaliły, bozia powiedział tak do Nołego: stary, ja sobie jaja robiłem, bo przecież wiem, że ludzie źli są z natury, którą sam przecież stworzyłem. więc jasne jest dla mnie jak żarówka ekologiczna LED 4,4 Watt, świecąca w moje lewe oko z prawej strony, że musieli być nie grzeczni i nie ich to wina. Więc ich potopiłem, bo mi się nudziło. Sam wiesz jak to jest: wyć się z nudów chce.
    Ale teraz zawieram z tobą, mój miły Nołe, przymierze:już więcej ludzi nie będę mordował.
    Co znaczy:będę kontynuował jak zawsze.

    7. teraz się bozia zwrócił do źwierzatek: z wami, wy durne kleszcze, muchy, wirusy cholerne, pieprzone bakterie, wy szczury obleśne i wredne – też zawieram przymierze:
    „Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię”
    Mówiąc to, na boku szepnał Nołemu: „Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie. Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm”

    8. Tak więc, bozia zawarł przymierze ze źwierzątkami. Co znaczy, że źwierzątka mają pewną duszę, co się zgadza z początkiem tej Świętej Prawdy. Dusza źwierzątek jest lepsza niź ludzka, co zostało wykazane.
    Następnie bozia z Nołem i jego potomkami przystąpili do podrzynania gardeł źwierzątkom oraz do ich grillowania.

    Interesujaca kwestia moralna dla ks. prof. Moralnego Witolda Kaweckiego.

    9. Oto Słowo Boże. Szczęść Boże.

  125. Duszę ma każdy, kto jest zdolny do myślenia, czyli każdy posiadacz mózgu. W mózgu, który sam w sobie jest kłębowiskiem połączeń nerwowych, powstaje uczucie, współczucie, odczucie i poczucie. Te wszystkie czucia, zwane dalej emocjami, składają się na duszę. Osobą z kolei jest każdy, kto jest w stanie wywołać w sobie emocje na myśl/widok innej osoby, ale też przedmiotu – wywołać emocje, zatem pomyśleć, skonstatować coś więcej niż instynkty i podstawowe potrzeby. Meganaukowa i od czapy definicja duszy i osoby według moi. Podoba się?

  126. Panie Jacku !
    Panski sukces blogowy , stety , napedza roznych , wierzacyc durniow do szpiclowania i donoszenia o naszych rozmowach na innych
    blogach .
    Na „en passant” pana Daniela Passenta objawil sie taki balwochwalczy szpicel , niejaki @LA , ktory nie tylko wytropil Panski blog , ale i moje wypowiedzi tutaj .
    Z jednej strony ogromny sukces dla nas obojga z tytulu popularnosci , z drugiej zas ,
    przy rynsztokowych ocenach @LA i jego
    „mniemanologii stosowanej” , jestesmy diablu
    zaprzedani .

    Teraz , wybaczy Pan , zapytam diabla :

    – Diabel ! Za ile nas kupiles ?!

    Pozdrowionka.

  127. @zyta , 13:32

    Nie bardzo wiem co Cie tak przerazilo Zyto w
    moich stwierdzeniach .
    Przeciez od kiedy wymyslono tzw. religie ,
    mamy do czynienia z PLAGA oglupiania
    umyslow ludzkich przez grupy , grupki szamanow .
    Znaczy to , ze male lub wieksze grupy cwaniakow , wampirow umyslu w imie tzw.
    wiary w jakiegos panbozka , jahwe czy tez
    allahinskiego , steroja umyslami ludzi slabych
    w celu osiagniecia wlasnych korzysci , zarowno spolecznych jak i finansowych .

    Czy to Cie nie napawa odraza , ohyda w
    kontekscie tego globalnego oszustwa ?
    Cz tez chcesz mi powiedziec , ze ja nie mam prawa do takiej oceny ?

    Nie uciekam od slowa PLAGA , bo kto wie
    jak daleko bylaby ludzkosc w swoim rozwoju ,
    gdyby nie hamulec religia zwany .
    Ty mozesz miec inne przemyslenia .

    Wszak myslec nikt nikomu nie broni .

    Pozdrowionka.

  128. @Martana
    29 sierpnia o godz. 18:58

    Masz prymitywne wyobrażenie duszy. Ale nie odbieram ci prawa wierzenia w taką duszę, jaką sobie wymyśliłeś / wymyśliłaś. Szkoda, że nie napisałeś/-aś jeszcze, że dusza jest nieśmiertelna, to mielibyśmy komplet durnot na dzisiaj.

  129. @Tanaka

    ad. pkt. 6. „… bo przecież wiem, że ludzie źli są z natury, którą sam przecież stworzyłem… „.

    „umsknelo” sie Tobie, ze bozia „stworzyl” czlowiekowatych, na swoj obraz i podobienstwo swoje co oznacza w konsekwencji, ze bozia najbardziej nienawidzi siebie samego w swoim dziele…

    Hmmm… Zastanawiajace, prawda?

    Bozia stworzyl! I Bozia nienawidzi i niszczy sladowosc, siebie samego w swoim dziele…

    Shizio! Po prostu Shizio w calej rozciaglosci … !!!

  130. @lonefather , 21:59

    Wychodzi na to ze , kazdy panbozek to diabel
    wcielony .
    No wiec ja , na wszelki wypadek , nigdy nie
    zjem wieczerzy , w karczmie „Rzymem” zwanej .
    Lepiej ufaszac !
    Toc diabel nie spi – „…by za niego spal mogl ktos …” !

    Pozdrowionka.
    P.S. a suchary mam w plecaku .
    Jakby co …

  131. To, co człowiek robi człowiekowi, nie pozostawia żadnych wątpliwości, że ludzkość należy poddać eksterminacji – oznajmił Pstrąg. – Obrabianie ad nauseam tego, co dorośli wyprawiają z dziećmi, byłoby, jeśli można się tak wyrazić, pozłacaniem złota.
    Azot łkał, mówiąc o swojej przymusowej służbie u strażników i lekarzy w nazistowskich obozach zagłady podczas drugiej wojny światowej. Potas opowiadał jeżące włos na głównie historie o hiszpańskiej inkwizycji, wapń – o rzymskich igrzyskach, tlen zaś o niewolnictwie afrykańskich Murzynów.
    Sód stwierdził, że wystarczy. Snuć dalej te opowieści to jak wozić piach na Saharę. Postawił wniosek, by pierwiastki używane do doświadczeń medycznych wiązały się przy każdej sposobności w coraz mocniejsze antybiotyki. Te z kolei będą powodować powstawanie nowych bakterii i wirusów, odpornych na przeciwciała.
    W krótkim czasie – przewidywał sód – każda choroba, w tym opryszczka i świąd krocza, stanie się nie tylko nieuleczalna, ale i śmiertelna.
    – Wszyscy ludzie umrą – podsumował sód – i, jak na początku wszechświata, pierwiastki będą wolne od grzechu.
    Żelazo i magnes poparły wniosek sodu. Fosfor wezwał do głosowania. Wniosek przeszedł przez aklamację
    .
    (Kurt Vonnegut, „Trzęsienie czasu”)

    I po co do tego mieszać Bozię, duszę i szczura? Pójdę dalej niż Vonnegut. To nie pierwiastki mają być wolne od grzechu, od grzechu mają być wolne elektrony, protony, neutrony, fala de Broglie’a, powabne kwarki oraz kot Schrödingera. Hau.

  132. lonefather
    29 sierpnia o godz. 20:59

    Lonefatherku, nie „umskło” mi się, tylko się nie chciałem na tym skupiać, skoro jasno wyłożyłem, że bozia wziął i wykonał wzorowe ludobójstwo ze źwierzobójstwem, a naturę, więc i jasia z małgosią, adasia z ewusią oraz karolka z niunią – jako wytwór własny, k’sobie stworzył.

    A w ogóle temat wpisu to była dusza źwierzątek. To mi się całkiem podoba: bozia zawiera przymierze ze źwierzątkami, więc mają one kwalifikacje moralne, intelektualne oraz zbawcze, by być partnerem bozi w przymierzu.
    Tak więc ksiądz profesor, brzydko kłamie katolicko, wciskając kit, że źwierzątko bezduszne jest.
    Biblia to jest taka produkcja, że po przeczytaniu kilku pierwszych zdań, osoba ludzka, wolna, rozumna i moralna musi dostać womitacji: niemoralność, cynizm, zamordyzm, nielitościwość, cynizm, zawziętość, egotyzm, bezczelność, kłamliwość, ludobójczość, zwierzobójczość, morderczość przedśniadaniowa, śniadaniowa, lunchowa, obiednia, podwieczorkowa, fajfoklokowa i pomycioząbkowa jest czymś tak podstawowym, esencjolannym, definicyjnym w bozi, że nie da się nie womitować czytając i myśląc sobie o takim cudzie miłującym do góry nogami.

  133. Martana
    29 sierpnia o godz. 18:58

    Meganaukowa definicja będzie, jak dodasz, że duszę ma każdy zdolny do duszenia, mający duszności, duszący się ze śmiechu, duszący się dymem cygar Don Rodrigo, oraz mający suchoty.
    Ksiądz profesor Moralny na pewno bardzo ładnie to opisze w rozprawce naukowej w Centrum Myśli Duszącej Się Ze Śmiechu im.Świętego Ojca Świętego Jana Pawła II Narciarskiego.

  134. Tanaka , 21:34

    Z tego co ja widze , to ten nasz panbozek
    dzialal w mocnym pospiechu .
    Jakby kto go scigal .
    Albo on sam siebie .

    Napaprolil przy tym co niemozliwoscia jest ,
    w spokoju i bez pospiechu , napartolic sie nie da .
    Bo wez umieralnosc na raka niemowlat , dzieci . Wez umieralnosc kobiet przy porodzie (zwlaszcza III Swiat) gdy owa kobieta niesie na swiat przyszlego chwalce panbozka .
    Podejzewam ze przez te eony jego istnienia ,
    przez rutyne , wdalo mu sie cos w rodzaju
    Alzheimera .
    Pomylil swiaty , pomylil ludzi , przeliczyl sie sam z soba .

    Tak to jest , jak sie dziala w pojedynke .
    Palma odbija , a obok nie ma nikogo , kto by to zauwazyl .

    Pozdrowionka.

  135. anumlik
    29 sierpnia o godz. 21:26

    Ja, choc kocham koty, to jednoczesnie, stanowczo i zdecydowanie protestuje i wnioskuje, coby „kota Schrödingera” spod jurysdykcji WYLACZYC!!!

    Motywacja jest oczywista, wiec daruje jej powtarzanie.

    Duren jest po prostu durniem i choc jak sie mu „przygodzi”, to sie „reklamuje” jako „ksiundz”, co dla mnie nie zmienia faktow oczywistych, ze zanim zostal „ksiundzem”, to jak byl, tak i pozostal durniem.

    Wlasciwosc „kota Schrödingera”, w wypadku „kosciolkowych religiantow” jest oczywista i polega na tym, ze na poziomie realnym wciskaja ciemnote opakowana w jezyk nauki, jednoczesnie „zeniac” wtyczki do metafizyki. Dokladnie tak, ze jak trzebato „eidzisz obecnoac”, a jak zaczniesz badac, to stwierdzasz obecnosc gzie indziej.

  136. cynamon29
    29 sierpnia o godz. 22:02

    No nie, wcale się nie spieszył. Miał eony czasu na przemyślenie staranne swojej koncepcji i jej przetestowanie. Mógł dobrze, rozporządzał wszystkimi możliwościami.
    Gdyby jego zasadą było zrobić dobrze, to by zrobił.
    Jego zasadą było zrobić niedobrze. I tak zrobił.

    Produkt niedobry pozwala na zrzucanie winy na niego za jego niedoskonałości, które sam producent założył i wykonał w produkcie.

    Człowiek jest zrobiony na bozi podobieństwo i obraz.
    Co znaczy, że jest cwany i żydzi, jak powiedziała niedawno Bożena Dykiel. Dlatego produkcje przyziemne są takie jak boskie:jak tylko minie gwarancja, psują się. Mają to w konstrukcji.

  137. @Tanaka , 22:42

    Konkludujac z Twich i moich mysli , oraz mysli wielu innych – panbozek jest (i byl) pelen
    wad .
    No to moze mu ulatwimy ?
    Ponos Droga Mleczna , czyli nasza Galaktyka
    i nasz System Sloneczny sa jednymi z najstarszych .
    Byc moze bylismi „szkolka” dla panbozka , w
    dziedzinie tworzenia swiatow ?!
    I kto wie czy po takim doswiadczeniu jak
    ” Ziemia ‚ (udolnym raczej ) , nie poprawil swych metod i nie stworzyl innych , lepszych
    Swiatow ?

    Ponoc trening czyni mistrza .

    Nie sadzisz mistrzu ?

    Pozdrowionka.

  138. Na Zakhariasa Perretta pierwszy raz natknąłem się przeglądając grawerowane w miedzi ryciny Aegidiusa Sadelera, słynnego ilustratora i edytora żyjącego w Antwerpii w latach 1570-1629, w książce „Theatrum morum” , wydanej w Pradze w roku 1608. Tekst był adaptacją napisanych w języku niemieckim fraszek i bajek Ezopa, zamieszczonych w „Warachtige fabulen”, w 1578 roku. W skład „Theatrum morum” weszły – oprócz rycin Aegidiusa Sadelera, te modyfikacje bajek Ezopa które wygrawerowane zostały przez Zachariasa Perreta- Heynsa, w Paryżu, w 1608 roku.
    Jacques Ribou, w książce „Oeuvre posthume”, wydaniej w Paryżu w 1724 roku, zamieścił przypowieść Wisznu Sarmy, hinduskiego brahmina, który w historii o dwóch szakalach opisał to wszystko, co ma się wydarzyć aż do końca świata. Sarma w opowieści o indyku, który zgniata papugę, zaszyfrował pojawienie się Zakhariasa Perretta, jako alter ego szakala Kalilagi, będącego wcieleniem bogini Kali. Zacharius, zwany Zakiem, ma uratować świat przed Arymanem. W opowieści pojawia się postać japońskiego pirata imieniem Tanaka. Oto uwspółcześniona wersja tego wątku.
    Anumlik.

    W bardo
    W pokoju pachniało duszą szczura, ale szczura nigdzie nie było. Im bardziej Tanaka zaglądał w głąb pokojowych czeluści, tym bardziej nie było tam szczura. Eee – machnął ręką – świat na jednym szczurze się nie kończy. Butelka zakwitła dnem. Umarłem – pomyślał, gdy kątem oka dostrzegła Świątecznego Świstaka. Przemykał pod ścianą, trzymając w pysku szczura. Szczur wołał: – Do bardo! Do bardo!.

    Tanaka, niepomny bólu głowy, smyrgnął za Świątecznym Świstakiem, który nikł już w dziurze w rogu pokoju. Dziury nigdy tam nie było – pomyślał wślizgując się za świstakiem. Ze świstem przeleciał długą rurą, przypominającą wodną zjeżdżalnię w Terma Bani w Białce Tatrzańskiej. To tam widziałam pierwszy raz świątecznego świstaka z duszą szczura – przypomniał sobie. – Ale dlaczego jestem taki mały? Czy ja jestem jakaś cholerna Alicja?

    Auu! – krzyknął lądując na kamiennej podłodze u stóp wielgachnej stworzycy o krwawych ślepiach. – Jestem, kurna, w bardo!

    Do Kali, Najgwiaździwszej, Najjaśniejszej, Najmiłosierniejszej i Najokrutniejszej Bogini Wszechświata.

    Majestacie Niebieski, Okrutny i Miłosierny, zalazłem za tym wywłokiem Tanaką aż na przedmieścia Paryża. Jego ciotunia (dość sprawna fizycznie bestyjka, ale intelektualne zero-ziobro) coś tam mruczała pod nosem o carskim majestacie podlanym sosem Dżugaszwillego, Trockiego i Guevary (Che – Najokrutniejsza). Rozstał się z nią, konspiracyjnie rozglądając się na boki, ale mnie nie dostrzegł, szybko bowiem przedzierzgnąłem się w rozpływający się w uśmiech kota z Cheshire. Tanaka śpiewając (fałszywie, o Najjaśniejsza) sprośną piosnkę („Złocone majtki spadły z Marianny, nie bójcie się wdowy, nie bójcie się panny, jej kuciapka dzisiaj ma chęć, na cooooraz więcej rżnięć”), pognał na ulicę Galande w Dzielnicy Łacińskiej, gdzie bojówkarze Fayolle’a przygotowywali barykadę. Właśnie Tanaka przywdziewa Czapeczkę Frygijską, a w rękę bierze czerwony sztandar. Resztę informacji, o Najświętsza Kali, prześlę bozonem Higgsa za chwilę.
    Twój, o Najmiłosierniejsza, na zawsze –
    Świstak

    Świstak schował kilka bozonów Higgsa do mieszka na tytoń i spokojnie, przebrany za bojowca, w czapeczce czerwonoarmiejca, podszedł do stojącego na barykadzie Tanaki. Druga część jego jestestwa, pchana wiatrem tachionów, przenikała granice wszechświatów pod postacią Świątecznego Świstaka.
    – Salve, Najjaśniejsza – zagaił patrząc przez nogi na własny ogon. – Nie możemy na to pozwolić.
    – Na co, Świstunku? – spytała Kali. – A poza tym, dlaczego witasz mnie jak jakiegoś Cezara. Czyżbym nie zasługiwała na coś bardziej wyszukanego?
    Świstakowi zadrżało.
    – Wybacz, o Najświętsze Majestactwo. Ja…
    – Wiem. Nie chciałeś mnie obrazić. Choć jestem też zwana Największe Miłosierdzie, to, kurna, nie pozwolę się lekceważyć.
    Świstak skulił się w kłębek.
    – Nie bój Kali. – Kali potrząsnęła trupimi czaszkami na szyi. – Jestem bardziej miłosierna niż Jahwe i ten jego synalek. Ten wywłoka, jak go nazwałeś w bozonowej przesyłce, zaraz tu będzie. W końcu wszyscy jeszcze jesteście w bardo… Ooo, tylko 46 dni zostało.
    Pierwsze jestestwo świstaka trąciło nogą podstawę barykady. Poleciały w dół krzesła, wyrwane z bruku kamienie, tramwaj. Spojrzał w górę. Wiatr wydymał spódnicę Tanaki odsłaniają krytą złotogłowiem kuciapkę.
    – Za czym kolejka ta… tfu…, za co walczymy i przeciw czemu protestujemy? – spytał.
    – Przenikamy tajemnicę zdarzeń przyszłych i przyszłe kształty i zamiary czasu – usłyszał.
    -Yyyy. Ale dlaczego na barykadzie?
    – A dlaczego nie. Czasy zmieniają się wyłącznie pod wpływem barykad…

    – Przecież cały czas jesteś w bardo, Tanako, kochanku-(ż) ty mój.
    Ogromne cycki Kali falowały z wdziękiem skacowanego wieloryba. – Jako Miss Not a Luck też. I jako złodziej oprogramowania z Fejs Boga, które podrzuciłeś w kasach fiskalnych na terenie Krakowa. Masz czekać na swojego szczura zestalony, a nie rozdwojujący się (kurna! czy ten polski musi być taki trudny?!) na jakieś półrewolucjonistki-półtanaki.
    Tanaka dostrzegł w czerwonych oczach bogini cień.
    – Kota Schrödingera uwięziłaś w ślepiach! Przecież on…
    – To mój paradoks, a nie jakiegoś tam wiedeńskiego chłystka. Erwinek wdarł się podstępnie do moich tajnych mikstur kwantyczych i mojego kota zapakował w pudło. Ja decyduję czy kot jest żywy czy umarły. Bo u mnie, Tanaczko, wszystko jest jednako żywe i jednako umarłe. Dobra, scalmy tego wywłokę…
    Kali wzięła z parapetu młotek i przywaliła nim w głowę Tanaki. „Bang” rozległo się w eterze. Będąc młodą lekarką Kali wzięła do jednej z osiemnastu rąk (dzisiaj miała ich tylko osiemnaście) igłę z nawleczoną nań catgutową nicią i zaczęła na okrętkę przyszywać obie połówki Tanaki. Oderżnęła zwisający koniec wielgachnym mieczem „Ciach” a inną ręką walnęła Tanakę w delikatne płatki policzków „Plask Plask”.
    – Gotowe. Kopertę z podziękowaniem połóż na parapecie. Aha…
    Tchnęła w Tanakę duszę szczura…
    – I uważaj, gdy będziesz przechodził przez gumno.

  139. anumlik

    A „zenienie” Tanaki z „dusza szczura”… hmmm … glupie i niesmaczne. Poleciales Panie kolego niemozebnie!

  140. @lonefather
    Problem z Tobą, Panie Kolego jest taki, że godzinę po północy zaczynasz tracić poczucie humoru. W poście, w którym pożeniłeś gumno z Wielkim Zderzaczem Hadronów, wykazałeś się dużym poczuciem humoru (chapeau bas!), ale za chwilę wylazł z Ciebie Blogowy Urzędnik Poprawności Politycznej. Najpierw zerknij na tytuł felietonu Jacka Kowalczyka, a potem rezonuj. Odsyłam do źródełka, czyli do Jacquesa Ribou i jego Pośmiertnego dzieła, czyli „Oeuvre posthume”, hy,hy. Coś mi się wydaje, że deprecjonując szczura (najinteligentniejszego stworzenia w bardo) wpisałeś się w ten rodzaj narracji, którą zaprezentowała ostatnio Małgorzata Musierowicz, co ślicznie wypunktowała w swoim felietonie Joanna Krakowska:
    http://www.dwutygodnik.com/artykul/6080-konformy-list-do-malgorzaty-musierowicz.html

  141. anumlik

    U mnie jest wiecznie -1, o czym zapominasz wiecznie.

    Gumno, „gumnu” nie rowne, bo wiekszosc zdecydowana jest kanciasta, a to jedno okragle doskonale.

    O „duszy szczura”, to wypowiedzialem sie cytujac pewien eksperyment, wiec z narracja Pani Musierewicz wypraszam laczenie. Tym bardziej wypraszam, ze Tanaka, choc szczury sa bardzo inteligentne, to jednak inteligentniejszy.

    Chyba ze poeta wyluszczy dokladniej co mial na mysli, to zawsze moge zmienic zdanie.

  142. @anumliku

    Ja „Urzednikiem blogowej Poprawnosci”?

    To nie ja, to Ty tracisz poczucie humoru, albo na „piechty” gonisz Pegaza swego.

  143. @lonefatherku,
    inteligencji naszego blogowego Tanaki nie tylko nie zaprzeczam – wręcz przeciwnie uważam go za obdarzonego wyjątkową inteligencją, czemu niejednokrotnie dawałem wyraz; satyra – jak widzę – nie dla żandarmów politycznej poprawności (zmieniam epitet, jeśli razi cię termin „urzędnik”). A co do inteligencji jako takiej. Ci, którzy ją posiedli (to musi co dar) zasługują także na to, aby być obiektem satyrycznych opowiastek. Po tej krótkiej wymianie postów dłuuugo będę się zastanawiał, zanim lonefathera uczynię bohaterem jakiegoś satyrycznego tekstu, co oczywiście może też bardzo źle świadczyć o mojej małoduszności, ale co mi tam.

  144. @anumliczku

    Ja odporny jestem na oba sposoby objawiania zainteresowania moja osoba. Co powinno Tobie ulatwic zastanawianie sie.

  145. @anumlik

    Jedynie nie odporny jestem na prawdy zaklamywanie, czy wypaczanie, czy przeinaczanie. O czym osobno, by nie bylo z niczym innym wiazane, zawiadamiam.

  146. Problem w tym @anumliku, ze ja trzeci raz czytam satyrotekst i nijak, w swej tepocie, nie jestem w stanie polaczyc tego co wiem o Tanace, z tym co wiem o „duszy szczura”. Czemu dalem wyraz w swojej pierwszej reakcji, po pierwszym czytaniu, a poglebilem pytaniem o to „co poeta mial na mysli”, z deklaracja gotowosci do zmiany patrzenia.

    Zamiast z moim „widzeniem” dyskutowac, racz mnie oswiecic i przybliz swoje widznie „tchniecia duszy szczura w Tanake”. Szybciej wtedy wybrniemy z zamieszania w jakim sie znalezlismy.

  147. Ach ten pospiech… 🙂

    CERN, jako „gumno” i srodowisko naturalne kota Sroedingera zarazem, jest naturalna konsekwencja przywolania Bozona Higgsa. „Szczur” i dusza z tematu wpisu Jacka Kowalczyka, otwiera dzikie pola do mysli galopu, gdy juz orke konieczna nad profesurem teologicznym odwalilismy. Satyrotekst jaki popelniles jest swietny i pobudzajacy do myslenia, tyle, ze sie „wywalilem” na tej „szczurzej duszy”, co ja w Tanake wrazic raczyles.

    Milego dnia anumliku.

  148. Problem w tym, @lonefatherku, że Ty wymagasz od autora, aby powiedział co autor ma na myśli. Myśl. Połącz tytuł z tytułem felietoniku Gospodarza, a jak i to nie pomoże… Trudno. Poza tym nie zauważyłem zamieszania, „w jakim się znaleźliśmy”.

  149. I znow pospiech zgubny … 🙂

    Bo zaniedbalem dolaczyc do mysli powyzszych „tla”, jakim nie jest niewatpliwa szczurza inteligencja, ale spoleczne i kulturowe postrzeganie szczura. I wlasnie to „tlo”, a dokladniej to opinia powszechna o szczurze wywoluje moje zgorszenie, gdy jest „dusza szczura” laczona z osoba Tanaki.

  150. Mysle, @anumliku, mysle i mysle, ze w tej chwili nic wiecej nie wymysle. Wiec sie pakuje i zabieram sie z Jasiem nad morze. Jedziemy do Norwich poogladac foki wylegujace sie na plazach i nie bojace sie ludzi. A Ty pogrzeb w swoich wewnetrznych zasobach i znajdz, o co prosze, wyjasnienie tego „tchniecia”, bo mi ono spokoju nie daje. Co byc moze samo w sobie jest wyjasnieniem, ale nie wyjasnia tego, skad sie u Ciebie wzielo.

  151. PS
    Dla ułatwienia. Japoński pirat Tanaka, to jeden z bohaterów internetowej gry komputerowej „Metin 2”, Tak go charakteryzują autorzy-animatorzy: Pirat Tanaka… znany jest ze swojej próżności i niebywałej miłości do złotych monet. Od wieków zajmował się lewymi handlami artefaktów i relikwii, znany też był jako jeden z najlepszych szpiegów… mimo że jego twarz była znana we wszystkich królestwach, zawsze potrafił zdobyć informacje których potrzebował. Jednak tym razem Pirat przesadził… wykradł bowiem najświętszy Zwój Smoczego Boga. Najgorszym z faktów jest to, że zrobił to za złoto największego wroga wszystkich królestw – Wielkiego Rozpruwacza. Z tym dniem Kapitanowie Królestw Shinsoo, Chunjo oraz Jinno wysłali list gończy za złoczyńcą. Tym którzy odnajdą Tanake, zostanie przydzielona nagroda w postaci Podarunku. Moją nagrodą, którą obdarzyła pirata Tanakę bogini Kali, była dusza szczura. W bardo wszystko bowiem jest możliwe.

    Pozdrówka

  152. PS 2
    Abyś się zbytni nie gorszył, Loneczku, to uświadamiam jak komu na miedzy, że Kali dopiero na zakończenie tchła w Tanakę duszę szczura, a nie odebrała mu tej duszyczki, aby tchnąć w jakiegoś obrzydliwca. Bo i po co pirat lazł na Świątecznym Świstakiem aż do bardo?

  153. Panowie znawcy duszy szczura w Tanace.

    Ja tam nie mam nic naprzeciwko – jak zgrabnie mówią po polskiemu rodacy:może być i dusza szczura. Jednak mam skromne wymaganie metrażowe: dusza nie ma być zadżumiona.
    Przyznam, że mam swoje typy: lubię dusze wydry, łosia, słonia, tygrysa, małp naszych kuzynowych in gremio, wielorybów i płetwali w ogólności, owieczki Dolly, zimorodka, żyrafy, żółwia zielonego, kreta, wiewiórki oraz różnych takich.
    Nieco mniej mam przyjemności z obcowania z duszami kleszczy, pcheł, much, komarów, prątków, gronkowców, bakcyli oraz kuzynostwa.
    Ale, że dziecię boże jestem, kochać trzeba.

    Jednak najbardziej kocham duszę mojej pięknej lassie.
    Patrzę na jej duszę pożądliwie, ale bezgrzesznie. Jezusek miłościwie zapowiedział wieczne piekło tylko dla panów patrzących pożądliwie na kobiety produkcji ludzkiej. Ewentualnie – odwrotnie.
    My zaś tu nie podpadamy pod Jezuska. Co nam daje z piękną lassie szansę na zdrowy psychicznie, długi i szczęśliwy związek.
    Takich mało, więc ceńmy to co rzadkie jest i dobre. Oraz przykładem dla dzieci.
    Dzieci z sobą mieć nie możemy, co nas nieco martwi. Ale idzie nowe: ustawa o uzgodnieniu płci bardzo nam się przyda. Oraz dżender. I adopcja.
    Widoki na szczęście dusz są więc pomyślne.

  154. U bogini Durgi (Karni-Mata) to idzie tak: Najpierw zostajesz szczurem, potem bardem.
    „http://en.blog.hotelnights.com/wp-content/uploads/2013/05/karni-mata-mice-temple-2.jpg

  155. @Tanaka
    Odetchnąłem z ulgą po nocnych wzmożeniach Lona z
    Albiona. Nie każdemu – na szczęście – szczur kojarzy się ze złem, a Hindusom to nawet ze szczęściem się kojarzy, co słusznie zauważył @Tobermory i co widać na zapodanym przez niego obrazku. Nie chciałem wplatać w moją opowiastkę wątku bogini Durgi – sama Kali wystarczy. Karni-Mata, hinduska ascetka, jako wcielenie Durgi to temat na osobną opowieść. Być może z udziałem tego wywłoki Tanaki (mam na myśli wyłącznie pirata z gry). A tak na marginesie. Zarówno Pańczatantra, najstarszy wedyjski zbiór baśni, jak i Oeuvre posthume – w innej konwencji utrzymany zbiorek, na który się we wstępie powołałem – to literatura. Podobnie jak najstarsze części Tory napisane przez Jahwistę (Jahwistkę – ?), to też literatura. Świetna skądinąd.

    Pozdrawiam w oczekiwaniu na chiński Rok Szczura (w 2016 roku się zaczyna). Szczur to pierwszy znak w chińskim zodiaku, przez co odznacza się wyjątkowymi przymiotami i inteligencją.

  156. anumlik
    30 sierpnia o godz. 16:11

    Z branży szczurów – nieposiadający jestem. Mój dobry kolega, ze szczurami mieszka pasjami, z czym się połowicznie zgadza jego żona.
    Druga połowiczność jest taka, że pasjami mieszkają też z kotami.
    W ciasnym domku wszyscy dają radę.
    Na parapecie mieszczą się też inni lokatorzy: srające gołębie.
    Słowem: kwitnie miłość chrześcijańska i wzajemne głębokie zrozumienie.
    Co, jak wiemy, w katolickiej Polsce rzadkie jest i zdumiewające.

    Co do Pańczatantry to się mniej wypowiem, bom już jakiś czas do niej nie zaglądał. Miałem gdzieś egzemplarz, ale mi się zawieruszył. nabyłem onegdaj, drogą kupna,niedrogo,od kolegi-studenta, który palił wtedy jakieś zioło. Wtedy zaglądałem, popijając jakieś wino.

    Co do niebieskiej książeczki naszego kochanego Świętego Ojca Świętego, dam kilka zdań.
    Ale zanim, to o Świetym itd, Kajakarskim: otóż nasz ten milusiński, zadedykował swoją książeczkę niebieską, zatytułowaną zabawnie „Pismo Święte”, „młodzieży akademickiej”. Dedykacja ta pochodzi z roku bodaj 1986, a więc czasu, kiedy Święty był osobą krzepką bardzo i rzepną, na ciele i na umyśle. Smarował narty kremówką wadowicką i wiuuuu…., z gór w doliny. Tak śmigle, że jego ochroniarze dogonić nie dawali rady.
    Tenże Śmigły, zdrów jak Rydz, uważał, że „młodzież akademicka” jest prawidłowym adresatem książeczki.
    Ja mam tak, że akademickość to dla mnie pewien kanon rozumu, pewien poziom znajomości rzeczy, struktura badania, zgoda na krytykę i zadawanie pytań, sposób dyskutowania, oraz konieczna wolność myślenia.
    Ogólnie się wtedy z przedmówcą szanujemy i podajemy sobie rąsię.
    Ładnie się w tym zgadzamy z różnymi encyklopediami, które rzecz „akademickości” definiują. Oraz z kochanym panem rektorem-profesorem.
    Ale nie tym od wybuchowych parówek, tylko tym drugim.

    Z naszym milusińskim Świętym Ojcem Świętym, mamy więc już kłopot od samej dedykacji niebieskiej książeczki. Od tego robi się ona zielona, a następnie czerwona, co jest procesem prawidłowym, co się kończy tym, że zakwita tysiąc kwiatów przez naszym kochanym kremówkowym Mao.
    Jakby tego było mało – dlatego te akademickie skutki.
    W postaci księdza profesora dr hab. Dariusza Oko, księdza prof de Berrier z bruzdami dotykowymi, księdza dr Tadeusza Rydzyka, którego dysertacja doktorska była na nadzwyczajną miarę profesora zwyczajnego co najmniej, jak zgodnie stwierdziła komisja egzaminująca , pod postacią samych księży profesorów i pani podającej kawę oraz wodę święconą.
    Oraz pozostałych biskupów i kanoników regularnych, z których co jeden to zaraz doktor.
    Oprócz tego, że doktor, to zaraz i Doktor Kościoła. Jak arcybiskup Hoser Henryk – i Doktor i medyk. I badacz naukowy Maryji Fruwającej i Przerażającej.
    Gdy się takich Mianowao.
    Hodowao, promowao i miłowao.

    Ale ponieważ komary rypią, przejdźmy do środka. Niebieskiej, czyli Czerwonej Książeczki Świętego Ojca Świętego itd. Ltd.

    Owóż mówisz, że książeczka ta jest literaturą. Jakby tak, albo i nie.
    No jest, i się w tym zgodzę z różnymi zawodowymi profesorami od literatury. Ale i nie jest, bo widzenie tego jako literatury, osłabia, albo się sprzeciwia Świętości Świętego.
    Badanie jako literatury, pozostaje w oderwaniu, a więc umniejszeniu, a więc i odarciu książeczki z Jej Świętości. Ona jest Głosem Boga.
    Jest to zawsze chrome, gdy się na to patrzy jak na literaturę. Więcej wtedy liter tylko, niż Słowa.
    Słowacki ma tu z badaczami mniejszą przeprawę, bo Słowa można badać, i i to co „autor chciał powiedzieć” i swobodnie prawie kwestionować to nam Minister Słowa, szkoła, książka i pani od polskiego tłumaczą, „co autor miał na myśli”.
    W zasadzie – do czasu Boya-Żeleńskiego, który odbrązowił Mickiewicza, który dalej – z brązu. Ale już plastikowego. Bo brąz prawdziwy złomiarze zaraz kradną.
    No i od Gombrowicza, u którego Słowacki zachwyca, ale nie zachwyca, przez co można dostać gębą w gębę, albo walnąć kogo z gęby.

    Tymczasem z literaturowatością Biblii jest odwrotnie: ubrązowiona, także przy udziale badaczy profesorskich.
    „Nie można pojąć Pisma bez bez Perspektywy Zbawczej” jak mawiają wszystkie Lolki Watykanu i biskupy ichnie.
    Całość zaś jest literaturowo strasznie licha. Jako bajka całkiem dobra, ale słaba. Sam lepsze dzieciom opowiadałem. Przez co dzieci lubią mnie bardziej niż niebieską książeczkę.
    Ilość zlepień, zglejeń, niekonsekwencji, luk, pustych przebiegów Słowa, niemożliwości, wewnętrznych sprzeczności i sobie zaprzeczeń, zapożyczeń i bezczelnych kradzieży od innych bajek, bez dania racji, zgód z prawa autorskiego i płacenia tantiem, naiwności, bezczelności,lichych i zwietrzałych bajdurzeń, przerażających uroszczeń, żądań, opisów triumfujących zbrodni zadowolonego z siebie Boga, wzór do wszelkich przerażeń, spaczeń i zachęta do zbrodni – przekracza wszelkie miary i wylewa się poza miarę literatury.
    Chciałeś kiczu? Masz kitsch w stężeniu katolickim: 95%.

    Oczywista: mnóstwo tam miejsca dla badaczy kultury, historii, języków Wschodu, obyczajów, historii osadnictwa, urbanizacji, socjologów, psychologów, psychiatrów, badaczy technik wojennych, geografów archeologów, klimatologów, historii religii, też dla badaczy czystej literatury oraz poezyji, choć oni wszyscy razem i z osobna muszą być obciążeni ciężarem Świętego Słowa.
    Jasne: można tam znaleźć tu i ówdzie wcale interesujące kawałki i kawalątka znośnej, a chwilami i może niezłej literatury. Rodzynki w zakalcu.
    No tak: „Biblia podstawą kultury i tożsamości Europy” – tak gadają. A co jest podstawą, a co tożsamością, którą, ile czego w czym, to już inna sprawa.
    Jak co poczytam o tym, albo posłucham, a mówią badacze badający – i mówią coś na serio, to ciągle widzę, że mimo naukowej staranności, nieustannie niemal dryfują, by poza literaturą, historią, socjologią, badaniem techniki wojennej, klimatu, konstrukcji okrętowych, widzieć w tym „perspektywę zbawczą”.
    Co tu więc jest literaturą, a co nabożeństwem – dodatkiem, uświęceniem, dodaniem milczących założeń i warstw, nadymaniem przeciętnego lub lichego do roli Jedynego Takiego, Cudnego i Zbawczego – czyli przekłamanego, jest tak niejasne, że może niemożliwe do pełnego odplewienia.

    Za lepsze mam zwyklejsze literaturowyrobnictwo. Choćby „Lalkę” Prusa. Pojemność ogromna, obszerność nieograniczona, górna i krytyczna, celna i dowcipna,smutna i unosząca. I bez „perspektywy zbawczej”. Może się podobać, lub nie, więcej albo mniej, ale nie jest to Słowo Boga, Objawienie, Pełne i Jedyne, Wieczne i Prawdziwe. Oraz katolickie.

  157. 🙂
    GROK
    a moze te stronice
    groknation.com
    Mayim Bialik (daleka kuzynka klasyka poezji hebrajskiej Nachuma Bialika)

    (jest co czytac i bardzo interesujace)

    PS
    w ub poniedzialek byl u nas Sztokholmie Stephen Hawking, spotkanie z okazji Hawking Radiation Conference (24-29.08 „Quantum Black Holes” na ktorej Hawking przedstawil mala poprawke do swej teorii, jakoby przedmioty ktore sa pochlaniane przez
    czarna dziure nie pozostawialy po sobie zadnych informacji. Informacje te paradoks: wedlug ogolnej teorii wzglednosci czarne dziury posiadaja tylko trzy wlasciwosci: masse,
    rotacje i ladunek elektryczny. Wedlug Hawkinga informacje pozostaja sa gromadzone
    w czasoprzestrzeni w zdarzeniach horyzontalnych. Wszystko, co zostaje pochloniete przez czarna dziure pozostawia po sobie 4.wymiarowy slad (odbicie) w czasoprzestrzeni (jeden z sposobow widzenia przestrzeni, w ktorej czas jest czwartym wymiarem) dokola czarnej dziury. Informacja pozstaje nawet w przypadku, kiedy czarna dziura zanika.
    Tyle wyjasnil mi jeden z moich znajomych, astrofizyk z grupy Arecibo Science (Puerto Rico, chyba maja nawiekszy radio teleskop (diameter jakies 300m), ktory byl na tym spotkaniu – niegdys absolwent astronomii na UMK.
    Bardzo ciekawe ale zbyt trudne, by „uwierzyc”

  158. @ozzy , 9:31

    Ciekawie piszesz o tej nowej teorii Hawkinga.
    Rzeczywiscie to logiczne ze COS nie moze ot
    tak bez sladu zniknac .
    Przeciez kazdy przedmiot , to materia ktora sklada sie z okreslonej ilosci atomow .
    Te atomy musza byc gdzies „zapisane” .
    Nawet wtedy gdy jest to czarna dziura .
    Ciekawe , bardzo ciekawe .

    A propos , pare tygodni temu pisalem o radioteleskopie ktory buduja Chinczycy .
    Ma miec srednice 500 m (czasza) , czyli ze
    przebije Arecibo .
    No chyba ze obecny kryzys gospodarczy Chin
    wstrzyma prace przy nim .
    Byloby szkoda , bo liczylem na odkrycie szczurzej cywilizacji , no i szczurzej duszy ,
    tak przy okazji .

    Pozdrowionka.

  159. @Cynamon

    to nie tyle „nowa”, co uzupelnienie – mysl do 40.letniego paradoksu o czarnej dziurze. jak mowil Hawking: jesli siedzisz w tej czarnej dziurze, nie poddawaj sie, bowiem jest wyjscie.
    W przyszlym tygodniu wychodzi ciekawa ksiazka prof Bengta Gustafssona z Krolewskiej Akademii Nauk, takie kompendium historii o czarnej dziurze.

    http://okc.albanova.se/
    (centrum im Oskara Kleina – fizyka czastek+kosmologia)

  160. zyta2003
    29 sierpnia o godz. 13:32

    …walka instytucjonalna z plagą, np taka:
    http://swieckaszkola.liberte.pl
    …walka nieinstytucjonalna z plagą, robić swoje, myśleć swoje, czuć swoje, pisać swoje:
    …jestem niezłym owocem takich działań, Wasze forumowe wymiany, filipiki i opinie, działają jak Sokratejska akuszerka, zachęcają do konstruktywnego wątpienia i własnego myślenia, często obnażają ciemnogród i otumanienie, punktują nielogiczności, hipokryzję i co tu dużo mówić kłamstwa kleru, ale nie tylko, dostaje się wszelkiej maści ciemniakom i fanatykom… i bardzo dobrze, mam ponadto wewnętrzne przekonanie graniczące z pewnością, że jest więcej milczących czytelników tego; co tu kryć, chyba najczęściej komentowanego bloga w okolicy… i za to dzięki… pozdrawiam

  161. @lonefatherkowi:
    https://www.facebook.com/vidanaturalnet/videos/1013792775306660/
    Nie wiem czy mają duszę, ale inteligencji mają niewątpliwie wiele.

  162. 2015.08.31

    W poranek poniedzialkowy
    CARL SAGAN, „A Glorious Dawn”
    https://www.youtube.com/watch?v=zSgiXGELjbc
    i juz lepiej sie czujesz, nie potrzebujesz duszy

  163. Prawdziwkowo- katolickie polactwo wysypało się z nor i zainfekowało przestrzeń. Czas najwyższy na deratyzacje.

  164. Sorry wszystkich, to nie tutaj miało być wrzucone.

  165. @sol3zna co do akcji swiecka szkola, to wlasnie na tym blogu zwrocilam na nia uwage, chociaz mieszkam za granica. @lonefather odpowiedzial, ze wlasnie podpisal, a dwoch innych panow napisalo, ze nie bawi sie w takie rozne podpisy.
    Tysiace komentarzy na blogu umieszcza nawet nie 40 osob i szybko ewoluuja one w dowolna strone. Co oczywiscie nie uwazam za zle, skoro ta grupa ludzi sie lubi, ma podobny potencjal intelektualny, dobrze sie bawi, – ale to jednak nie jest znaczacy zasieg.
    Poza tym tylko sie cieszyc, z ewolucji Twoich pogladow. Moje tez ewoluowaly w wyniku czytywania tego forum. Tzn. „od zawsze” jestem ateistka, uwazam kazda religie za zlo, doskonale zdaje sobie sprawe z obrzydliwej roli polskiego kk, ale nie mam ochoty, intelektu aby studiowac swiete ksiegi, wole patrzec w gwiazdziste niebo i cieszyc sie tym czym moge sie cieszyc. Moja postawa ewoluowala inaczej. Teraz sie obawiam, ze gdy nastanie taki dzien i wladze przejma ateisci nastapi powtorka z podobnych okresow z przeszlosci. Zemsta, nienawisc jest cecha wszystkich ludzi, zwlaszcza w tlumie. Nie lubie pryncypialnosci, niezalezne z ktorej strony barykady ona wystepuje, a takze ciaglych wyzwisk.

  166. @zyta2003 , 16:50

    Piszesz:
    „…wole patrzec w gwiazdziste niebo …”

    Ja tez zyto , ja tez .
    I to zdecydowanie .
    Tylko jest takie male , drobne pytanie :
    kto zapewni nam ten spokoj , niezbedny do patrzenia w wygwiezdzone niebo ?
    Jesli nie my sami ?
    Twoje obawy o zemste ateistow na fantykach
    religijnych , wrzuce miedzy annaly .
    Dlaczego ?
    Ano dlatego , ze ateisci to z reguly ludzie
    wyksztalceni , intelektualisci , wrecz pacyfisci
    z natury .
    Poza tym przejecie wladzy przez ateistow ,
    uwazam za utopie , Science -Fiction .

    Niestety , i dla mnie , i dla Ciebie , a i dla wielu , wielu innych sytuacja gdy rozum wygra z religiami, jest oddalona o cale lata swietlne , od dzis dnia liczac .

    Pozostaje nam blog red. J.Kowalczyka , aby
    poczuc sie TU w swoim gronie .
    Choc … tez nie wszystkim to pasuje .

    Szerzej ?
    A po co ? Przeciez sama widzisz …

    Pozdrowionka.

  167. Swego czasu Wolski przedstawił koncepcję alternatywnych cywilizacji na Ziemi.
    „Laboratorium nr 8” sie kłania……

    Czy mrówki i termity też mają duszę?
    Wierzą w boga?
    Mają koncepcje filozoficzne?
    Ewolucja daje nieskończone możliwości.
    Któż wie co Starzec liczący już eony wymyślił dla uprzyjemnienia sobie bytu?

  168. zyta2003
    31 sierpnia o godz. 16:50

    Zyto, ale gdzie i kiedy ci ateiści mieliby dojść do władzy, by była „powtórka z przeszłości”?
    Masz na myśli USA? Za pół roku, lub za 4?
    Jak by taka perspektywa była, to można by mieć pewne obawy.

    Chin ani Nowej Zelandii pewnie nie masz tu na myśli, więc? Może słoneczną Polonię?
    „Teraz się obawiasz” – więc groźba musi być realna i rychło się może ziścić. Kiedy – we wrześniu w czasie wyborów? Czy może dopiero za 4 lata?
    Skąd ta realność groźby się bierze, skoro już się obawiasz, mieszkając w USA?

  169. zyta2003
    31 sierpnia o godz. 16:50
    II

    Ateiści już rządzą.
    W wielu krajach Europy. Wierzących, „kierujących się nauką Kościoła” i te sprawy to tam często znaczna mniejszość. A prawie 100% większość dlatego, że prawa stanowione nie są podporządkowane prawom moralnym Watykanu czy innej centrali religijnej. I organy publiczne oraz sądy nie kierują się w orzekaniu moralnością religijną.

    Natomiast ci religijnie moralni często mają coś przeciw innym religijnie moralnym. co jakiś czas jedni drugich tłuką, a to w Niemczech, a to w Anglii, a to we Francji, Austrii i gdzieś jeszcze.
    Religijnie niemoralna policja zaś tłucze z grubsza wszystkich tłukących się, by się nie tłukli, tylko szanowali prawo stanowione i cywilne.

    Polska policja jest dosyć mocno religijna, ma swoich kapelanów i regularnie pielgrzymkuje na jasnociemną górę. do obrazu „Madonny”.
    Następnie, bardzo wzruszona spotkaniem z Matką Boską wraca na komisariaty, wyciąga pały i tłucze. wyciąga też długie lufy, waląc w ludzi gumowymi kulami, co raz po raz kończy się niezdrowo – wybitymi oczami.

    Może uda Ci się wyjaśnić, na czym ma polegać to, że do władzy dojdą ateiści i zacznie się powtórka z katolicyzmu?

    Na to warto zwrócić uwagę: zaczęłaby się powtórka z katolicyzmu, której to powtórki się tak obawiasz.
    Katolicyzm jest w tej branży nie do przecenienia: od Konstantyna Wielkiego w IV w.n.e. zaraz zajął się tłuczeniem.

  170. Tanaka

    „Katolicyzm jest w tej branży nie do przecenienia: od Konstantyna Wielkiego w IV w.n.e. zaraz zajął się tłuczeniem.”

    To byla koniecznosc dziejowa. Wynikala z zasady: TEN ci w TAMTA ale jeszcze szklo

  171. Budujaca wiadomosc z dziedziny demokracji:

    „W podwarszawskim okregu bedzie ciekawie. Do senatu kandyduje Roman Giertych (niezalezny). A PO nie wystawila kontrkandydata.”

    Romek odnawia ruch BBWN?

    Bezpartyjny Blok Wspolpracy z Niepelnosprawnymi to jest to.

  172. A tluczone szklo jest tu

    https://www.youtube.com/watch?v=kYn0pmU5ZJE

    ‚Trzeba tak zrobic zeby wygrac wyscig. Podstawic noge? Zauwaza i ci wleja. Trzeba droge [wyscigu] posypac tluczonym szklem”

    Noo! Katolicyzm tlucze szklo

  173. Martana (29 sierpnia o godz. 18:58)

    „Duszę ma każdy, kto jest zdolny do myślenia, czyli każdy posiadacz mózgu… Meganaukowa i od czapy definicja duszy i osoby według moi. Podoba się?”

    Nie wydziwiaj, Martana. Byli lepsi przed Toba wydziwiacze

  174. Czytam :

    „Prezydent podpisal (oprocz okolo 20 innych ustaw) ustawe o ustroju rolnym. Od roku 2016 praktycznie tylko rolnik bedzie mogl kupowac ziemie rolna. A od 1 maja 2016 przestana obowiazywac zezwolenia na nabywanie gruntow rolnych przez obywateli Unii.”

    I ja to tez czytam bo muszem. Choc wszyscy wiedzo, ze to jest nieudolna proba przywiazania polskiego chlopa do ziemi. Jak mozna, w dzisiejszym swiecie WOLNOSCI EKONOMICZNEJ czlowieka WOLNEGO, narzucac takie bzdury ludziom? Przeciez rynek pn. Global Village Europe wyrzuci takie bzdury do kosza historii. Ludzie!

    Jak ktos czegos nie pojmuje, to dobrze

  175. @Orteq
    Noo! Katolicyzm tlucze szklo
    Nie „Katolicyzm”, a Katolewicyzm Ludowy (KLL), taka odmiana NSDAP.

  176. Wracając na moment do naszego, polsko-watykańskiego zboczusia – pedofila, dowiedziałem się właśnie, że Józek został pochowany w sutannie i z biskupim pierścieniem na na śmierdzącym palcu. Doprawdy, Watykan dba o swoich przydupasów, a tępym katolikom i innym wątpiącym robi klasycznego wała z wiadomością: „My i tak mamy wasze prawo i zasady społecznego życia w du…ie!”

  177. Rafał KOCHAN
    1 września o godz. 10:34

    Nasz człowiek w Watykanie został pochowany nie tylko jako ksiądz, ale jako arcybiskup.
    Jak poinformowały odpowiednie święte służby tzw. Świętego Miasta, nasz człowiek w Watykanie, wesołek Wesołowski, który spędzał wesoło czas ze swoimi milusińskimi, nie otrzymał odpowiedzi na swój powtórny wniosek o niewydalanie ze stanu kapłańskiego. Decyzja o wydaleniu postała ponoć powzięta, ale nie przekazana naszemu wesołkowi.
    Jak informują nas uprzejmie odpowiednie służby itd., nieprzekazanie wniosku zainteresowanemu wesołkowi oznacza, że sprawa się nie zmaterializowała, więc nie nabrała mocy.
    Nie przekazano, żeby, jak uprzejmie poinformowano publiczność światową, – „nie pogarszać sytuacji”.
    Przez „niepogarszanie” osoby o umysłach anielskich, a więc pozbawionych myśli własnych, rozumieją niepogarszanie sytuacji naszego wesołego człowieka w Watykanie.
    Osoby posiadające rozum rozumieją komunikat bardzo dobrze: „nie pogarszamy sytuacji Watykanu.”
    Im mniej zostanie ujawnione, tym lepiej. Jak zawsze.
    To się w Watykanie nazywa „zero tolerancji” dla kościelnych zbójów.

    Skutkiem tego co i owszem, Wesołowski „odszedł do Domu Pana” w stanie niepogorszonym – jako arcybiskup, z pierścieniem, na paluszku, który wykonał kawał wesołej roboty.
    Spotka się tam z naszym drugim pierwszym człowiekiem w Watykanie – Lolkiem wadowickim. Oraz licznymi grupami dzieci starannie obsłużonych przez wesołka.
    Dołączy do nich inny wybitny sługa Kościoła – ojciec Wirgiliusz Marcial Maciel, którego nasz Lolek bardzo kochał. Razem z Duchem Świętym.

    Będą sobie bardzo miło spędzać czas.

  178. @Tanaka & spólka, a jednak się myliliśmy, Bóg istnieje, czego dowodzi nauka.
    http://www.fronda.pl/a/naukowe-dowody-na-istnienie-boga,43928.html

  179. To jest właśnie bardzo czytelny dowód na to, jakie są priorytety w stolicy apostolskiej. Czym jest etos powiernika boskiego…. Ale i tak najbardziej będzie mnie frapować w tym wszystkim konstrukcja intelektualna katolików, którzy przechodzą obok takich ewidentnych fauli dokonywanych na ich godności, poczuciu uczciwości… Zapewne w takich sytuacjach mają oklepaną sentencję w zanadrzu: „Ja nie wierzę w biskupów/księży. Ja wierzę w boga i po to chodzę do kościoła”. Właściwie w tym miejscu zaczynają i kończą wszelkie zagadki wiernych, którzy pozwalają sobie pluć na twarz.

  180. Żorż Ponimirski
    1 września o godz. 11:04

    Nareszcie ! A więc – alleluja i do przodu !
    Jak czytam w miejscu fachowym, czyli we „Frondzie” – dowód naukowy na bozię polega na tym, że pewien pan, naukowiec, „u schyłku życia” stwierdził: wierzę !
    I ja w to wierzę, że u schyłku życia powiedział „wierzę”.

    Ja też mam dowód naukowy. Został on przestawiony przez dr nauk, który zrobił doktorat w wieku lat 31, a więc stał się młodym, prężnym naukowcem. Nie to co stojący nad grobem „brytyjski naukowiec”. Nasz doktor nauk został naukowcem nie tylko jako młody i prężny, żądny naukowej wiedzy człowiek, ale jest Polakiem. A więc dwakroć lepszy niż najlepszy naukowiec brytyjski. A że tamten stał nad grobem, to nasz nawet czterokrotnie bardziej naukowy jest.
    Ten nasz wybitny naukowiec to abp dr Józef Michalik. Stwierdził naukowo pewnie i autorytatywnie, że dzieci „lgną do starszego”.
    Jest to naukowy dowód na konieczna pedofilię wśród kolegów dr Michalika.

    Jak mówiłem wcześniej – co biskup, to zaraz naukowiec.
    Najwybitniejszy – to dr omc hab. Karol Wojtyła.
    On to udowodnił bozię od samego rana. Jeszcze przed śniadaniem.

  181. Zgon i uroczystosci pogrzebowe abepe Wesolowskiego ujawnily istnienie przecudnej wrecz zasady, ktora sila rzeczy musi sie kojarzyc z perpetuum mobile. Nie da sie „wyrzucic ze stanu kaplanskiego”, bo swiecenia kaplanskie sa nieusuwalne!

    Czy mnie pamiec zawodzi, czy sobie cos wymyslilem, ze Wesolowskiego „ukarano” przez „usuniecie ze stanu kaplanskiego”?

    Czyli, wychodzi na to, ze „ukarano” go kara, ktorej nie ma. Trzeba przyznac, ze jest to bardzo dowcipne posuniecie. Kler swiadomy nieusuwalnosci swiecen kaplanskich musial miec niezly ubaw sluchajac, czy czytajac o tym, ze abepe Wesolowski „zostal uakrany”, wiedzac, ze nie zostal.

    Mamy kolejny, czysty wrecz dziewiczo, w swojej laboratoryjnej czystosci, dowod na to, ze ta diabelska instytucja, doslownie we wszystkim, poza mamona, jest oparta wylacznie na klamstwach, co ukaranie Wesolowskiego, przez nieukaranie, dowodzi z naukowa wrecz precyzja. Bo dzieki niej widzimy, slyszymy i WIEMY, dzieki czemu „wierzenie” zastepuje wiedza.

  182. Rafał KOCHAN
    1 września o godz. 11:13

    Konstrukcja intelektualna katolikow jest bardzo prosta i mozliwa jest jedynie w/g jednego z trzech modeli:

    Stan idealny – intelekt zostaje calkowicie wyeliminowany i zastapiony wiara
    Stan doskonaly – intelekt zostaje odseparowany od obszaru wierzenia
    Stan dopuszczalny – intelekt co prawda miesza sie do wiary, ale „produkty” tego mieszania sie, zostaja stlumione i nie wywieraja wplywu na samo wierzenie

    Wszelkie inne stany istenienia intelektu sa juz niekatolickie, ale sa jednoczesnie katolickie, bo mial miejsce chrzest. Tanaka juz to wielokrotnie naswietlal, wiec nie widze potrzeby powtarzania. No moze poza tym, ze chodzi o pieniadze, co samo w sobie dowodzi 100% katolickosci.

  183. @anumlik

    anumliku, jesli chciales mnie przekonac, czy upewnic co do inteligencji szczurow, to zupelnie niepotrzebnie, bo jestem pewien szczurzej inteligencji i nie musze byc co do nije upewniany.

    Zarowno fizyczne zdolnosci, jak roniez inteligencja ujawniana ciekawoscia pozwala szczurom tak latwo sie adaptowac. A ciu wiecej na filmiku:

    https://www.youtube.com/watch?v=0t2VPBF6Kp4

  184. @lonefather
    Ani mi by mi w głowie było upewniać katolickiego księdza o prawdziwości słów każdego z czterech ewangelistów. Podobnie ani mi w głowie upewnianie absolwenta Akademii Rolniczej o zootechnicznej specjalności że szczury posiadają wyjątkową jak na zwierzęta inteligencję. Chodziło mi raczej o ukazanie, że szczury mogą być przez niektórych lubiane, przytulane i hołubione. Gdybym Ci – w rewanżu – zapodał filmik o babrających się w gównach kanalarzach z rodziny sapiens sapiens, to pewnie byś poczuł coś na kształt obrzydzenia do tych ludzi. Ot, taka nasza wrażliwość uperfumowana.

  185. PS
    Ty jeszcze do Jasia mówisz „aciu”?

  186. anumliku

    Mowie: Jasiu, lub Jan i nigdy inaczej nie mowilem.

    Najwyrazniej masz wielka gietkosc w wyginaniu tematu rozmowy. Tak sie zlozylo, ze gdy zwrocilem uwage na „kanalarski” aspekt szczurzej opinii, ktory mi nie pasowal do laczenia z Tanaka, to zareagowales skupieniem uwagi na aspekcie intelektualnym, a gdy ja skupiam sie na inteligencji szczurzej, uciekasz w „kanalarskosc”. Zupelnie jak robi to szrodingerowy biskup, ktory wmawia, ze jest obywatelem, ale gdy sie go lapie za „obywateska rasie”, to znika w „biskupiej namaszczonosci swietoscia”. Mozna tak „dyskutowac”, ale skutki sa dokladnie identyczne, jak w dyskusji z byle religiantem wyslizganym z rozumu, czyli nie dochodzi sie do spojnej konkluzji. Szkoda na takie cos czasu pomiedzy inteligentnymi ludzmi.

    Pozdrowionka

  187. p.s.
    A filmik o kanalarzach mozesz aplikowac smialo, tylko ze kanalarze nie babrza sie w gownach, a w systemie ich odprowadzania. W gownach barza sie gowniarze, na co sama nazwa wskazuje.

  188. @anumlik , 15:15

    Anumliku , sie zdziwisz , ale szczury przypominaja mi moja mlodosc :

    Jako mlody czlowiek , zaraz po uczelni zalapalem sie na etat „plastyka” w jednym z
    „domow kultury” na Pomorzu Zachodnim .
    Bylem odpowiedzialny za szate graficzno/
    plastyczna tejze instytucji .
    Duzo by opowiadac , ale wrocmy do szczurow.
    Moja pracownia nie miescila sie na poddaszu,
    jak przystalo na prawdziwych artystow , ale …
    w przyziemiu starego kasyna oficerskiego
    (oczywiscie „poniemieckiego”) .
    Byla to przestronna , ok. 150 m kw. sala
    z dosc dobrym swiatlem dziennym (8 okien) .
    Jadnym z moich narzedzi pracy byl dluuugi
    stol ( 160 × 500 cm) .
    Ktoregos dnia rankiem , gdy przyszedlem do pracy , gwizdzac jak zwykle pod nosem ,
    otworzylem pracownie i … oniemialem!
    Na moim stole siedzial szczur !
    Ale jaki !
    Musial to byc nestor rodu , bo byl siwiutki jak
    ja teraz , a jego gabaryty mozna by porownac do sredniej wielkosci psa (dwa jamniki razem wziete) !
    Na moj widok z lekka obrocil pyszczek w moim kierunku , weszac .
    Nie powiem zebym czul sie swojsko w tej sytuacji (czytalem wczesniej , ze szczury w
    poczuciu zagrozenia , potrafia atakowac czlowieka) .
    Nestor zachowal spokoj , ja tez .
    W miedzyczasie zauwazylem ze poczestowal sie moimi kanapkami z poprzedniego dnia i
    gdy chcialem mu dac swieza kanapke , powoli obwachal ja , spojzal mi prosto w oczy i z
    powolna gracja zeskoczyl ze stolu , znikajac „gdzies” .
    Przez caly dzien go nie widzialem .
    Wychodzac , zostawilem dwie kanapki na stole .
    Nazajutrz , rano historia sie powtorzyla …

    I tak Nestor towarzyszl mi w pracowni przez
    dobre pol roku . Reagowal na swoje imie „Nestor” , kiedy go wolalem .
    Reagowal , to znaczy „pojawial sie z nikad” ,
    gdy gwizdalem melodie „Smoke on the Water”
    Deep Purple , ale nigdy nie dal sie dotknac .
    Nasz zdrowy dystans to bylo 0,5 m max .
    Ale potrafil siedziec godzine i dwie w swym koncku na stole i obserwowac moje machania pedzlem .
    Nie tolerowal wizyt obcych .
    Nawet jak moja dziewczyna przychodzila do pracowni , Nestor znikal .

    Ta nasza znajomosc z Nestorem i moimi kanapkami trwala pol roku .
    Pewnego dnia nie przyszedl .
    Nie pomoglo nawolywanie , nie pomoglo
    moje gwizdanie „S.o.t.Water” .

    Nestor odszedl na zawsze .

    Pozdrowionka.

  189. Zaniemowiliscie ?
    Czy tez jaka awaria ?

    Pozdrowionka.

  190. @cynamon
    Piękna opowiastka. Obawiam się, ze gdyby zaaplikowac ją Lonowi z Albiona jako kurację na jego rodentofobię, nazwie Cię (i mię) nestorianinem. A przeca Twój Nestor wcale nie łączył Twojej boskiej i ludzkiej natury w wymiarze funkcjonalnym jeno w czysto ontologicznym, czemu dawał wyraz reagując na Smoke on the Water.
    https://www.youtube.com/watch?v=zUwEIt9ez7M

  191. Anumlik ,

    zostawmy ocene innym .
    Dla mnie to nie piekna opowiastka , tylko
    fragment zycia .
    Fragment kontaktu inteligencj ludzkiej z
    inteligencja tzw . ” braci nizszych” .
    Bo ze ja posiadaja , nie ulega to mojej watpliwosci .

    Smiem nawet twierdzic ze sa madrzejsi od NAS , bo oni biora Swiat jakim jest , a MY
    musimy za wszelka cene go poprawiac .
    Poprawiac , znaczy systematycznie niszczyc
    i spierdaczac .

    Ale czlowiek , to brzmi du…durnie !

    Pozdrowionka.

  192. @lonefather
    Najwyrazniej masz wielka gietkosc w wyginaniu tematu rozmowy
    Mam.
    Do namaszczonej świętości Schrödingerowego biskupa bardzo mi daleko. Do jakiejkolwiek zresztą. A kanalarze babrzą się także w gównach, gdy system ich odprowadzania (gówien nie kanalarzy) nawali. Ale żeby nazywać ich od razu gówniarzami.

  193. anumliku, sie martwie o Ciebie bardzo, bo „widzisz” we mnie cos co nazywasz rodentofobia, a czego nie mam. Powiem wprost jedyna fobia, ktorej nie nie zdolalem sie pozbyc, jest glupotofobia. A rodentofobii nigdy nie mialem, choc zawsze towarzyszyly mi koty. I koty zazwyczaj wystarczly. Raz tylko koty musial zastapic zaprzyjazniony foksterier. Mialem miesieczna praktyke w wychowalni cielat. Ilosc szczurow byla tak wielka, a same szczury tak wypasione na tym co tam bylo, ze koty nie dawaly im rady. Wtedy zaprosilem na tydzien kolego, ktorego ojciec mysliwy, mial hodowle foksterierow. Przyjechal z szescioma pieskami, ktore mialy „wakacje zycia”, a ja mialem cieletnik wolny od rodentow.

    Z jednym Nestorem idzie, jesli nie zaprzyjaznic sie, to przynajmniej ustalic tolerancje wzajemna nie przekraczajaca odleglosci okolo 0,5 metra. Z paroma tysiacami potomstwa Nestora na raz, nie ma szans na ustalenie jakiejkolwiek granicy tolerancji, poza ta uzyskana dzieki wspolpracy zgodnej szesciu „foksow”, ktore zreszta zostaly specjalnie do tego celu wychodowane. Bywaja wredne, bywaja zlosliwe, maja swoje „humory”, ale sa idealne w zakresie ustalania zasad wspolzycia i ilosci rodentow na jakims obszarze.

    Pozdrowka

    ps. A Duda prezydent dzisiaj sie anie nei przywitak, ani nie pozegnal z Pania Premier choc byl od niej w odleglosci, tak na oko nie wiekszej niz dwa metry. To sie nazywa wierny poddany swojego Pana, ktory nie narazi mu sie calujac reke najwiekszego wroga. A ludzie wydziwiaja, ze Duda cham, ze Duda burak… A on jest tylko grzecznym i poslusznym sluga swojego Pana.

  194. p.s.
    anumliku, wspomniane „foksy” zaprzyjaznily sie z cielakami blyskawicznie i praktycznie to zabranie ich z cieletnika „po wakacjach” to byl dopiero wyczyn, ktory pamietam po dzis dzien. Bo one odmowily wspolpracy i praktycznie zastrajkowaly i chcialy w tym cieletniku pozostac, choc ilosc rodentow zostala sprowadzona praktycznie w okolice zera.

  195. @lonefather

    Lone , a co powiesz na tekie nazewnictwo :

    „Zlotolicy Dudus – Maryja Zawsze Dziewica ,
    Bella Presidentio a la Pollaco ” .

    O DUrnossci DUdusia nic nie trzeba wspominac .
    Wystarczy ze wsze obce narody , same sie z nia zapoznaja .

    Ale tytul ?
    No powiedz ze piekny i nadobny !
    Taki prawdziwie polski , polskich Prawdziwych Polakow !

    Pozdrowionka.

  196. @ozzy

    Greatefull Dead ?

    I po co rosnac ?
    Uczyc sie ?
    Kariere robic ?
    Dom budowac ?

    Lepiej przy porodzie … bang !!!
    I po zawodach .

    Pozdrowionka.

  197. Doktor stwierdzil zatwardzenie .
    Czopki podac ?!

  198. @Cynamonie

    Grateful Dead =Jerry Garcia, 9 sierpnia byla 20 rocznica jego smierci, mial 53 lata
    Once, Dead was God; now God is dead (jak pisano wowczas)

  199. O.k.!

    TEZA : Szczur jest madrzejszy niz czlowiek .

    OBRONA TEZY : Wrzucic czlowieka do kanalizacji to albo utonie , albo udusi sie gazami , albo umrze z glodu .
    Szczur , wcale nie : ON ucieknie od trujacych
    gazow , nie utonie bo umie swietnie plywac ,
    z tego co „plawi sie” w kanalizacji , potrafi wyszukac zarcie dla siebie (gowno pomija) .
    Czlowiek musi miec „date przydatnosci do spozycia” na produkcie spozywczym , szczur nie .
    Pierdulnie bomba atomowa : szczur nie musi szukac schronienia : od stuleci zyje w „schronach”.
    Czlowiek nie ma szans , a jak juz ma to musi
    schronow szukac .
    Czlowiek przezyje tylko wtedy gdy ma zapasy czystej wody i czystej zywnosci (utopia) .
    Szczur przezyje wszedzie gdzie jest bialko ,
    jakakolwiek forma bialka i rosa .

    Kto jeszcze chce dyskutowac o wyzszosci szczura nad czlowiekiem ?
    Zapisy do 10.maja b.r.
    Wstep wolny .
    Wyklad i dyskusja : kanalizacja ogolnopolska
    Wejscie : kazdy dekiel kanalizacji .

    Uprasza sie o nie palenie !
    Grozi wybuchem !!!

    Pozdrowionka.

  200. cynamon29 (16:48, 22:40)

    „Anumliku , sie zdziwisz , ale szczury przypominaja mi moja mlodosc: Jako mlody czlowiek , zaraz po uczelni zalapalem sie na etat “plastyka” w jednym z “domow kultury” na Pomorzu Zachodnim . Bylem odpowiedzialny za szate graficzno/ plastyczna tejze instytucji . Duzo by opowiadac , ale wrocmy do szczurow…TEZA : Szczur jest madrzejszy niz czlowiek… Kto jeszcze chce dyskutowac o wyzszosci szczura nad czlowiekiem ?”

    Jest taki jeden co dyskutowal temat wyzszosci szczura nad czlowiekiem

    http://www.businessinsider.com/putin-and-the-story-of-the-rat-2015-1

    „In a book of interviews published when he first became Russia’s president, Vladimir Putin told a story of his early scares: a rat he had cornered had nowhere to go and jumped out at him. Having pushed himself into a corner, Mr Putin is now playing out his childhood nightmare.”
    [W książce wywiadów publikowanych kiedy po raz pierwszy został prezydentem Rosji, Władimir Putin opowiedział historię jego wczesnych przerażen: szczur, ktorego [mlody] Putin miał zapedznego w kat tak, ze ten nie miał dokąd uciec, skoczył na Putina. Sam bedac aktualnie zapedzonym w kąt, Putin teraz zabawia się koszmarem swojego dzieciństwa.]

    Z tym szczurem tos sie wcelowal, Ancymonku. Nie ta sama skala przerazen co u Putina ale zawszec.

    Bo szczur jest zawsze szczur. A czlowiek? Tylko czasem czlowiek szczurem sie staje.

    Normalnie, najczesciej czlowiek to czlowiek. Noo, chyba ze tym czlowiekiem jest ktos taki jak WWP. Wtedy i on potrafi byc szczurem. I skoczyc czlowiekowi w twarz.

    Nawiasem: co jest? Czyzby Putin przestal byc szczurem ostatnio? Bo jakos dosyc cicho o nim na CBC..

  201. E-J

    Ja rozumiem waznosc przestepstw child sexual abuse. Rowniez tych dokonywanych przez Zydow. Czy te przestepstwa jednak sie maja w jakis sposob do WIELU milionow uciekinierow z terenow walk objetych konfliktem izraelsko-arabskim?

    Tak tylko pytam

  202. „Ilosc uciekinierow z terenow objetych WOJNAMI przekroczyla 60 milionow ludzi”.

    Czy ktos zdaje sobie z tego sprawe, ze takiego fenomenu – 60 milionow – ludzkosc tego swiata nie doswiadczyla dotychpor?

    Forget the Global Warming.. David Suzuki! You are out to lunch

  203. Zapraszam do dyskusji na temat mojego zydowskiego pochodzenia. Fascynujacy to temat jest. Przeze mnie niniejszym wyczerpany

  204. cynamonie

    Owszem ladne, ale nie uwzglednia faktow.
    Duda nie jest kreacja „alla Polacca”,
    on jest kreacja „alla Jaroslaw Kaczinsky.

    Co widac, slychac i czuc.

    Pozdrowionka

  205. @porteq , 23:25

    Ajs ty przewrotnym Ortesiu !
    Jak ja o integracji szczurczego spoleczenstwa pisze , to zauwazasz .
    Jak sam o szczurospoleczenstwie piszesz ,
    to mrum , mrum . Lepiej cicho nad ta trumna .

    Jedno jest pewne i tu nie bede sie z toba spierac , ani z nikim innym – to musicie przyjac jako aksjomat – szczury sa spolecznoscia lepiej zorganizowana niz ludzie .
    To niby z pozoru „spolecznosc dzika” , ale jak
    sie dokladniej przyjzec , to spolecznosc bardzo zdyscyplinowana , pelna porzadku i zasad .
    Juz Albert Camus w swojej „Dzumie” podziwial szczury za ich zmysl organizacyjny.
    Ale nie tylko on .
    Newton byl „zakochany ” w szczurzej inteligencji .
    Podobnie jak i Dostojewski czy Musorgski .

    @porteq , co ci powiem , to ci powiem …
    ale ci powiem …
    niech zyja szczury !!!
    I daj se czego na ta okazje , jako i ja sobie
    daje !

    Pozdrowionka.

  206. Orteq
    1 września o godz. 23:53

    Czyzby @Ortesiu Twoje zydowskie pochodzenie, traktowal jak jakas osobista zasluge?

    A co ma do rzeczy Twoje pochodzenie, ze sie bezposrednio tak zapytam?

    Ty nie jestes ani „ksiundz profesor” od Moralnej Teologii, ani biskup, ani szczurem tez nie jestes. W tych okolicznosciach, uwazam za nieprzyzwoite „wymachiwanie” na forum swoim pochodzeniem, tym bardziej, ze jest ono nie na temat.

    Pozdrowionka

  207. Wiecie. Tak bylo.

    Wjezdzam ci ja na plaze Harry’ego, minding my own business. I co ja widzem?

    A widzem ci ja czapela Harry’ego na tej plazy. Oraz Babciusiem ja widzem. Bo ja Babciusiem widzem we dnie w nocy przy pomocy.

    Czapela widzem ja trochem z opoznieniem. Ale tez go widzem. I co siem dzieje? A nie za wiele. Czapel Harry dokonuje swoich polowow naszo-plazowych, O lososie-mlodki mu siem rozchodzi. Harry je zjada na sniadanie. Babciusia swoich podrywow sniadaniowych z Harrym mnie nie ujawnia.

    Czapel Harry jest czapel Harry, you know. Chyba siem stane zazdrosny o czapela Harry’ego. Babciusia nic nie wie na ten temat. Jezyka, bidula, nie zna. Ot co

  208. cynamonie

    Wszystkie, ale to wszystkie zwierzeta zyjace, lub zmuszone do zycia w bliskosci czlowieka wykazuja sie ni e mniejsza od szczurow inteligencja. Nie zaprzeczam, a potwierdzam szczurza inteligencje. Dawno temu, gdy bylem w USA w Nowym Meksyku, moj amerykanski przyjaciel chcial mi zrobic przyjemnosc i zaserwowac grilowanego grzechotnika. Piec razy jezdzilismy na pustynie, zeby sobie tego „grilla” upolowac. I niestety piec dni poszukiwan po kilka godzin skonczylo sie fiaskiem. Nie bylo grzechotnikow. Za to pokazal mi jak szczuray zabezpieczaja swoje nory autentycznymi zasiekami z kolczastych galezi splecionych w gesty, najezony kolcami korek, ktorym blokuja wejscia do swoich nor. I te kolczaste zabezpieczenia widzialem nie w jednym miejscu, ale w wielu miejscach na poludniowym zachodzie USA, bo i w Texsasie i w Arizonie i Nevadzie. Grzechotnika jadlem, w restauracji w Texasie smakuje jak kurczak, ale smaczniejszy.

  209. A na „dobranoc” pozwole sobie wyrazic uznanie dla wielkich zdolnosci dyplomtycznych Watykanczykow…

    Tak, tak!

    Popatrzcie sobie sami i pomyslcie nad tym jak powinno wygladac staranne i dalekowzroczne planowanie posuniec.

    W niedziele odbyly sie uroczystosci pogrzebowe pedofila abp Wesolowskiego, z szokujaca informacja, ze zostal pochowany w sutannie (pewnie zlotej abepowskiej) i pierscieniem biskupim na palcu. Szok i dwa dni dyskusji, ze wykluczony z kaplanstwa pozostal biskupem. A teraz sensacja, kazdy jeden ksiadz jest juz wladny udzielac rozgrzeszenia za aborcje….

    I czy siwat nie jest cudny? Juz nikt nie psioczy na Wesolowskiego, wszyscy sie zachwycaja laskawoscia papieska. „Miod/malina”…

    Tak sie robi polityke, a nie jak ten neptek Duda, ktory jest takim kundlem, ze nie stac go na przywitanie sie z kobieta.

  210. Kropka nad i

    Czapel Harry zawladnal moim zyciem. I to tylko takom wiadomosc chcialem przekazac (nie)zainteresowanemu gronu ew. Czytelnikow mych. Otherwise, you are as free as a bird. Don’t read nothing o any stupidity, you hear?

    Za makaronizmy my izwiniajems, if you will

  211. Dowiedzialem sie przed chwila:

    pomarl moj brat cioteczny Mikolaj. Mial lat 72. Rak trzustki.

    Wiec mowie do Babciusi: Kola umarl. A Babciusia na to: to wez se pepsi.

    Go figure. Co nie oznacza, ze cala moja trojka rodzenstwa nie bedzie plakala jutro na pogrzebie Koli. Cmentarz bendzie niekatolicki. Choc who knows: zona Koli byla katoliczka.. Nie sadze zeby praktykujaca za bardzo ona byla.

    Nie bedom plakali wszyscy za bardzo na pogrzebie jako ze Kola byl ubekiem. Tym od paszportow wydawanych w miescie powiatowym. Nawet lapowki jakies potrafil on z tego powodu brac.. Podobno potrafil. Ja swoj wyjazdowy paszport otrzymalem w miescie W-wa. Bez lapowki. Rok byl 1972. Go figure

    Niezbadane som uroki komuszego zycia za komuny

  212. @Orteq
    1 września o godz. 23:41
    Uprzejmie nie powiem, żeś durnyś.
    Roztrząsane tu było pedofilstwo katolickie, ujeżdżany był dezerter za pedofilstwo ŚJ, dołożyłam rabina, żeby było sprawiedliwie. Nie ma letko.

  213. E-J (2:34)

    Ja tylko dolozylem WAZNOSC spraw: pedofilstwo, zydowskie czy jakiekolwiek inne, i uciekinierstwo z terenenow objetych WOJNAMI. I jak te tragedie porownac ze soba.

    60 milionow ludzi bedacych BIEZENCAMI to murowany zadatek na SWIATOWY KONFLIKT. Od Tego ucieczki zbyt latwej nie ma. Tyle

  214. I tylko tyle.

    Pedofilstwo, jako takie, wojen SWIATOWYCH raczej nie powodowalo w historii ludzkiosci.

    Natomiast MASOWE biezenstwo [„a person who has been forced to leave their country in order to escape war, persecution, or natural disaster. Tens of thousands of refugees fled their homes”], powodowalo te wojny. I dalej powodowac bendzie.

    Masowe UCIEKINIERSTWO w swiecie zmierza do PUNKTU KRYTYCZNEGO. Jesli ktos tego nie widzi, to kiep.

    Panie Jacku! Prosimy blagalnie o stosunek w danej sprawie. Nie musi to byc intercourse

  215. Szczegolnie nie musi to byc intercourse analny, panie Jacku

  216. „Ksiądz etyk: Prawdziwe pytanie jednak brzmi: czy zwierzęta w ogóle są w stanie rozumieć wolność tak jak człowiek?”

  217. lonefather
    2 września o godz. 0:31

    ksiądz doktor Tadeo Rydzyk całą mądrość watykańską objaśnia w minimalistycznej i eleganckiej formule naukowej: „alleluja i do przodu!”

    Cokolwiek było mało elegenckie u biskupa, jest niebyłe. O tym nie rozmawiamy, prujemy do przodu, ku nowej elegancji, która okaże się starą nieelegancją. Potraktujemy ją identycznie – jako nieważną i niebyłą. I dalej do przodu !
    Sprawy załatwia się krótko i konkretnie. Nauczył nas Lolek: ja tu mówię, że się przeprasza, a wy mi zaraz klękajcie i wybaczajcie, bez ociągania !

  218. Orteq
    1 września o godz. 23:53

    Ale o co chodzi z tą dyskusją o Twoim żydowskim pochodzeniu, bo jestem niezorientowany?
    Czy trzeba przyjść w smokingu, lakierkach i w muszce?
    Siadamy i sprawę badamy i określamy zawartość żydostwa w Ortequ, czy jak?

  219. Ewa-Joanna
    2 września o godz. 2:34

    Rabini to mili ludzie. Są czuli do dzieciątek bożych.
    Zdezerterowany to też miłe boże dziecię. Na temat pedofilących ŚJotów wyraża się bardzo skromnie, spuszczając przy tym oczęta.

  220. Co on taki strachliwy, ten ministrant.
    https://www.youtube.com/watch?v=U3ABqPrzQJc

  221. Minę miał trochę nietęgą, ten niezłomny mąż stanu.
    Ja niczego się nie boję
    Ale Kopacz nie dostoję 🙁

  222. Nie wiem czy już się z tym spotkaliście, dzisiaj nadziałem się na takie patetyczne cudeńko: niszczenie podstaw godnościowych prezydentury.

  223. Chyba pora objąć muchy zakazem obsrywania portretu najjaśniejszego pana 😎

  224. Człowiek zwykły składa się z krwi i kości.
    Polak składa się z godności.

    Rzecz jasna – nie każdy.
    Tylko Prawdziwy Polak.

  225. @Tanaka , 15:50

    Podales niekompletny „sklad” Prawdziwego
    Polaka .
    Prawdziwy Polak sklada sie z godnosci ,
    jojczenia na wszystko i nienawisci do wszystko co nie polskie .
    Prawdzwie polskie – jak bigos czy flaczki , na
    ten przyklad .

    Pozdrowionka.

  226. cynamon29
    2 września o godz. 17:04

    Ależ podałem, jak jest.
    Godność Polaka zawiera w sobie jojczenie, wścieklicę na wszystko, na wszystkich i o wszystko, wieczne fochy, pretensje, jęki i zawodzenia, wyrzuty żółci i wypróżnienia, wygrażanie i pomstowanie, podejrzenia i nabzdyczenia, brak świeżego oddechu, niedogoloną gębę, wdeptane w podłogę bambosze i nieuczesany rozum.
    Jest wszystko. w pakiecie.

  227. Ej no, a co z krzyżem. To jeden z najważniejszych parametrów we współczynniku prawdziwkowatości.

  228. Loj ! @Tanaczko , tom ci ja gapa !
    Wziolllem i przegapilllem !
    Ale , ale …
    niedogolona gebe wylaczylbym czasowo ze
    spisu , bo 3 dniowy zarost jest w modzie .
    Rowniez „nieuczesany rozum” bo go mieli
    i Witkacy , i Strzeminski , Kafka i Bruno Schultz i to by im uwlaczylo .
    A tak to sie wszystko zgadza .

    Pozdrowionka.
    P.S. Stanislaw Jerz Lec tez mial „Mysli
    nieuczesane” , ale zeby byl kuzynem jarkacza
    – to baaardzo watpie .

  229. @Tanace, z wyrazami, etc:

    Fundament godności? Krew bohatera,
    Co wzrusza cię zawsze, gdy wieje zły wiatr.
    Fundament godności włości rozpościera
    Po ziemi piastowskiej – od morza do Tatr.

    Fundament godności? Śpiew skowronka,
    Gdy przed ganek wyjdziesz porankiem.
    Fundament godności? – do Maryi Koronka
    Odmawiana w kapliczce za gankiem.

    Godność wnet twe przyrodzenie
    Chyłkiem sprowadzi na ziemię,
    Gdy – nie bacząc na wzniosłości –
    Wygódka tyłek ugości.

  230. Wdepnalem dzis ponownie , wiedzony narkotycznym popedem sexualnym do ksiazek , do mojej ulubionej ksiegarni na Eppendorfie .
    Juz nie pamietam czy o tym Wam mowilem ,
    ale jest to ksiegarnia z 200 letnia tradycja .
    Regaly w stylu secesyjnym , fotele i stoliki tyz.
    Przypomina Empiki z peerelu .
    Tu mozna usiasc i w ciszy , z kawka (bez Kafki , bo ON mimo zaklec nie przychodzi) ,
    poczytac i pokontemplowac slowo pisane .

    Ta ksiegarnia ma dziwna wlasciwosc rujnowania mojego portfela . Srednio zostawiam tu miesiecznie 50 – 60 € , tytulem
    „naglej milosci do danej ksiazki/ksiazek” .
    Prawda ze zboczenie ?

    No i dzis , po raz nie wiadomo ktory „napadly
    mnie” dwie ksiazki !
    Ale jak !
    Se sobie siedze i czytam FAZ , saczac kawke
    (bez Kafki) , a tu nagle podchodzi do mnie Doris (teraz juz wiem : wciskaczka ksiazek w
    rece klientow) i informuje mnie ze nadeszly nowe wydania .
    No to biore liste (uach ! mozna oniemiec !
    Ponad 300 pozycji !) w me rece i czytam .
    I wylapuje thriller skandynawski , autorki mi dotad nieznanej Camilli Läckberg „Die Engelmacherin” , oraz cos co pasuje do profilu
    tego bloga „Die Bibel nach Biff” Christophera
    Moore .
    Ta ostatnia miala premiere w 2002 roku w
    N.Y.pod tytulem : „Lamb: The Gospel According to Biff , Christ’s Chilhood Pal”.

    I nie powiem ze nie jestem JEJ ciekaw jak
    Indianin nowej Squaw !
    Poniewaz , podtytul brzmi :
    ” Dzikie lata mlodosci Jezusa , opowiedziane
    przez jego najlepszego przyjaciela”.

    Ano , poczytamy i zobaczymy .

    Pozdrowionka.
    P.S. zaplacilem za obie .
    28, – €

  231. @e.j

    zapomnialas o przykladzie pedofila-ateisty (skoro mowisz o rabinie) a ostatecznie moze byc Czukcza i jego love affair z mloda pingwinka.

  232. @ozzy , 19:12

    Masz w pelni racje .
    Ja bym potencjalnego pedofila w sutannie
    „przesial przez egzamin” nie z pingwinem ,
    bo to zwierzatko spolegliwe , tylko z bialym niedzwiedziem .
    Jak taki sukienniczy pederasta „zaliczy” biala niedzwiedzice , zachowujac przy tym z zycie ,
    to dalbym mu honorowe prawo do bzykania innych sukiennikow .
    Nigdy dzieci !
    Taki medal na kutasa ( papiakami przybijany).
    Wyzyl by sie taki na „plemiennowspolnych” ,
    z orderem na kutasie ,to mialy by dzieci spokoj .

    Pozdrowionka.

  233. Żorż Ponimirski
    2 września o godz. 17:15

    to się rozumie samo przez się: tłuczenie krzyżem jak lagą jest koniecznym składnikiem godności Polaka.
    Nie podałem w spisie, bo samo przez się i bo lista nie miałaby końca przez Sztokholmem Cynamona, owijając się po drodze na rurze Nord Stream.

  234. cynamon29
    2 września o godz. 17:42

    Łojezusicku, nieuczesane myśli tych panów są tak nieuczesane, że w niczym niepodobne do nieuczesaności godnych Polaków.
    3 dniowy zarost w Polsce występuje, rzadziej wśród godnych Polaków, częściej u niegodnych, bo lemingowatych. ci lemingowaci mało się modlą, a więcej nęcą zarostem panienki oraz przestrzegają dżender.
    Ci godni Polacy noszą brody konkretniejsze, oraz mają konkretne braki w uzębieniu., Przeciętny godny 45-latek nie ma 17 zębów.

    Cynamonie, że też ja Ci muszę takie rudymentalia przypominać; no zaraz mi się robią od tego myśli nieuczesane.

  235. anumlik
    2 września o godz. 18:02

    Porozmawiam z panem Falskim, To powinno się znaleźć w najbliższym wydaniu Elementarza.
    Wyprodukowałeś wierszyk akuratny, ale zapomniałeś o bozonie Higgsa, co musi w III akcie obowiązkowo wypalić.
    W zwiazku z tym proponuję uzupełnienie:

    Godność wnet twe przyrodzenie
    Chyłkiem sprowadzi na ziemię,
    Gdy – nie bacząc na wzniosłości –
    Wygódka tyłek ugości.

    Tyłek wystrzeli harmatnio
    Gdy zjadło się dostatnio
    Bozon Higgsa Gromowładny
    A więc wierszyk- bardzo ładny.

  236. wiadomość dla @pombocka i @lonefatherka, na okoliczność węży gryzących i brzydko się zachowujących.
    W mieście znacznym, Łodzi, mężczyznę ukąsiła…kobra.
    Mężczyzna jest w ciężkim stanie. działo się to na jednym z łódzkich osiedli.
    Znając łódzkie osiedla można przypuszczać, że chodzi o Gwiżdż Janinę, ps. „kobra”.
    Jednak policja ostrzega, że może chodzić o węża, bez pseudonimu.

    Pombocek powinien odczuć ulgę, bo się – niepotrzebnie – obawia żmij. Dobrze, że @lonefatherek uspokoił pombocka w sprawie węża w okręcie.

  237. @Tanaka, z godz. 19:49
    Zainspirowałeś mnie do małej poprawki w zapodanym przez Cię zakończeniu:

    Tyłek wystrzeli harmatnio,
    Bowiem zjadło się dostatnio
    Gromowładny bozon Higgsa,
    Z przyrośniętego sufiksa
    .

  238. anumlik
    2 września o godz. 20:29

    Lekkom się zgumniał,
    czyli może zdumniał.

    Sufix to przyrostek, jesteśmy więc w branży mleczarskiej. Zaś wystrzelenie harmatnie odbywa się niesufiksowym sposobem.
    Ale dobra, to zbyt inżynierskie. Ustalamy: jest to poetica bosonii.

  239. Czas na retusze historyczne – portret niezanego Polaka z wasami
    (wedlug starych wzorcow z demoludow)

    Spotkalem dzis kolege, z wizyta w Szwecji, emigrant 68, obywatel USA, czasowo w RP –
    i powiada tak: Trzeba spier—-c z Kraju!

    PS skonczonym chamstwem prez.RP Dudy bylo pominiecie w mowie Lecha Walesy. Jakby nie istnial. Prosze przeczytac list z-cy szefa GW Jaroslawa Kurskiego do prez.RP – zamieszcza dzisiejsza GW

  240. @Tanaka, z godz. 20:35
    Słusznie prawisz. I ładnie nazwałeś: poetica bosonii. Parę bozonów Higgsa zawsze warto mieć w mieszku na tytoń.

  241. @Tanaka
    Aha. Wystrzelenie harmatniuteńkie to sam środek sufiksa.

  242. @Tanaka
    I może być tak:
    Tyłek wystrzeli harmatniuteńko,
    Bowiem zjadło się dostatniuteńko
    Gromowładny bozon Higgsa,
    Z przerośniętego sufiksa
    .

  243. Tanaka (10:45)

    ” Ale o co chodzi z tą dyskusją o Twoim żydowskim pochodzeniu, bo jestem niezorientowany? Czy trzeba przyjść w smokingu, lakierkach i w muszce?
    Siadamy i sprawę badamy i określamy zawartość żydostwa w Ortequ, czy jak?”

    Stroj , jakikolwiek, jest mile widziany.

    Zapodalem wczesniej, ze temat zydowskosci niejakiego Orteqa zostal przez mnie wyczerpany. Chodzilo o to, ze jesli jest podnoszony temat pedofilstwa posrod, miedzy innymi, Zydow, to dlaczego nie podniesc tematu zydowstwa takiego, miedzy innymi, Orteqa, na ten przyklad? Jest bowiem pewne prawdopodobienstwo, ze i Orteq, ochrzczony na podobienstwo Zyda-pierwszego chrzescijanina, cos w w sobie moze posiadac z zydowstwa. Ot, powiedzmy, tyle samo procent ile pedofile stanowia wsrod roznych spoleczentw. W tym wsrod tych zydowskich.

    Jak dojade, za kilka godzin, z powrotem na plaze, to z marszu sprobuje odwrocic Harry’ego ogonem. Akurat posiadam taka chrapke – oskome, znaczy – na odwracanie, czego sie da. A szczegolnie jesli sie czegos odwrocic nie da

  244. a jak jest z poziomem pedofilstwa wsrod ateistow….?

    PS Cynamon nie zrozumial przypowiastki o Czukczy

    To tyle.

  245. @ozzy 21:58

    O.K. Ty spotkales kolege , ktory Ci mowi ” to
    i owo” .
    W pelni go rozumiem , bo moi sasiedzi Niemcy mowia mi to samo !
    To sa ludzie nie zasobni finansowo , ale gdyby byli , dawno juz opusciliby Deutschland .
    Oni wychodza z zalozenia ze „historia lubi sie powtarzac ” .
    Oczywiscie nie wierza w nowe NSDAP !
    Tu odcinaja sie od niemieckiej tozsamosci , wstydza sie tych minionych czasow , ale maja
    strach przed faszystowska Rosja Putina .
    Dlarego ich rozumiem , i rozumiem siebie .
    Nikt na swiecie nie pragnie „przejscia przez dane terytorium” ruskich soldatow !
    To juz przerobilismy zarowno w Polsce , jak i w Niemczech .

    Chucie i chuciom podobne zachowania . Dzka rzadza pozadania , ruchow frykcyjnych , prawa zwyciezcow .
    Kto te prawa zagwarantowal ?

    Czlowiek nie jest glupi z urodzenia ,
    czlowiek glupieje w wyniku obrobki .

    Miejmy nadzieje , ze nas ten proces ominie .
    duzym lukiem .

    Pozdrowionka.

  246. @ozzy ze Schwedenlandu :

    Zrozumialem Geschichte o Czukczy .
    Over !

    To tyle w kwesti meldunku zwrotnego :
    Wikl syty , wilk syty !
    Powrot do bazy , Zolta Droga !

    Over ?!

    Pozdrowionka.

  247. szanowny @Cynamonie

    rozumiem, lepiej nie moglbys mi wyjasnic. tak trzymac!

    Z powazaniem

  248. @ozzy
    2 września o godz. 22:02
    Z poziomem pedofilstwa wśród ateistów nie ma problemu – nikt ich nie chroni, złapani zostają osądzeni.

  249. E.- J. , 23:00

    Masz w pelni racje .
    Ale ile Ci to stwierdzenie czasu zajelo ?
    Rok ? Dwa ? A moze 5 lat ?

    Moze powolne pojmowanie tematu , zdan zlozonych i tresci bloga , to dla Ciebie zbyt
    trudny dylemat ?
    Powiedz slowko , a na pewno pomozemy !

    Pozdrowionka .

  250. cynamon29
    2 września o godz. 17:04
    Prawdzwie polskie – jak bigos czy flaczki
    …………………………………………………………………………………
    No ,a kołduny po litewsku?

  251. @@cynamon i zezem
    I chołodziec litewski milczkiem żwawo jedzony (z godnościom osobistom – wieszcz musi co zapomniał napisać), i barszcz ukraiński – prawdziwie polski, i pierogi ruskie – ani jednego w Rosji nie uświadczysz.

  252. wklejam tekst T.Ulanowskiego z Gazety Wyborczej pt. „Jak wyglądałyby świat bez ludzi”; chciałabym żeby był przeczytany, stąd to podanie jak na talerzu
    „Człowiek to niebezpieczny superdrapieżnik – piszą naukowcy w „Science”. Co nas wyróżnia na tle innych mięsożerców?
    „Yes, we can!” („Tak, możemy!”) – krzyczał podczas swojej kampanii wyborczej w 2008 r. kandydat na prezydenta USA Barack Obama. A jeśli możemy, to zrobimy. Ten wspaniały slogan nabiera jednak dość ponurej barwy, jeśli spojrzymy na niego z punktu widzenia biologii człowieka.
    Hodowcy owiec z Bieszczad, którzy narzekają, że wilki napadają na ich stada, mówią czasem, że jeszcze by te „bestie” zrozumieli, gdyby złapały sobie po owieczce na głowę i poszły w las. Ale nie, wilki, jak już wpadną w bezbronne stado (bo taniej jest wyciągnąć rękę do państwa po odszkodowanie, niż chronić swoje zwierzęta za pomocą psich i elektrycznych pastuchów), to zabijają, ile wlezie. Taki instynkt łowiecki. Zwykle jedzenia jest mało, więc kiedy nadarza się okazja, to yes, we can!
    Ale my jesteśmy przecież tacy sami (a nawet gorsi, ale o tym niżej). Ewolucja przystosowała nasze organizmy do gromadzenia zapasów tłuszczu, bo przez miliony lat historii człowiekowatych pożywienia zwykle brakowało. Kiedy dzięki potędze ludzkiego umysłu w ciągu ostatniego stulecia przeszliśmy z gospodarki niedoboru do gospodarki nadmiaru, tzw. cywilizowany świat nagle zapełnił się ludźmi z nadwagą, a nawet otyłymi.
    Nasze drapieżne „możemy, więc robimy” widać jednak nie tylko w baryłkowatych kształtach nowoczesnego Homo sapiens, ale także w tym, jak traktujemy Ziemię, czyniąc ją sobie poddaną. Mimo pozorów ogłady ciągle mamy umysł rabusia, który nie potrafi się opanować. Ewolucja biologiczna naszego gatunku nie nadąża za zmianami kulturowymi. W efekcie drapieżny człowiek dysponuje wysoko rozwiniętymi narzędziami, którymi może siać bezprecedensowe zniszczenia.
    Coś jeszcze nas jednak wśród innych drapieżników wyróżnia. W tygodniku „Science” to „coś” opisują naukowcy z Uniwersytetu Wiktorii w Kanadzie.
    Przejadamy kapitał
    Uczeni przeanalizowali zachowania ponad dwóch tysięcy drapieżników żyjących w prawie wszystkich oceanach i na prawie wszystkich kontynentach – z wyjątkiem Antarktydy i otaczających ją wód Oceanu Południowego. Na tej podstawie doszli do wniosku, że człowiek to superdrapieżnik, którego wśród innych mięsożerców wyróżniają dwie cechy.
    Po pierwsze, polujemy głównie na zwierzęta dorosłe, te najmocniejsze i najlepiej przystosowane do środowiska. Np. eksploatujemy ławice dojrzałych ryb 14 razy mocniej niż drapieżniki typowo morskie. Najgorzej wygląda sytuacja w Oceanie Atlantyckim, bo to tam przemysłowe połowy trwają najdłużej. Być może dlatego zresztą karleje bałtycki dorsz. Nasza polityka połowowa wyklucza ryby małe, które nie zawsze są młode – i dzięki nam to one przekazują potem swoje geny następnym pokoleniom.
    Po drugie, naszym łupem padają też inne duże drapieżniki – niedźwiedzie, wilki czy lwy. Jak wyliczyli naukowcy, zabijamy je dziewięć razy częściej, niż one same zabijają się nawzajem. Co gorsza, polujemy na nie nie tylko dla mięsa, ale też dla trofeów czy dlatego, że traktujemy je jako niebezpieczną konkurencję.
    Wilk czy lew zwykle szukają ofiar najsłabszych. To często zwierzęta chore, a jeszcze częściej młode. – Normalnie więc drapieżniki zagospodarowują „odsetki” od kapitału – mówi prof. Thomas Reimchen, jeden ze współautorów pracy. – Człowiek za to przejada „kapitał”, którym są osobniki dorosłe.
    W efekcie zaczyna brakować zwierząt zdolnych do spłodzenia i urodzenia kolejnych pokoleń. Ostatecznie gatunek wymiera.
    Szczególniepesymistycznie wygląda przyszłość lwów . Pół wieku temu żyło ich w Afryce 450 tys. Dzisiaj – 20 tys., z czego ledwie jednak czwarta to dorosłe samce, które są głównym celem łowców trofeów i kłusowników.
    W historii naszego gatunku zapewne nie jest to zresztą sprawa nowa. Wyginięcie wielkiej fauny Ameryki Północnej (m.in. koni) kilkanaście tysięcy lat temu wiąże się właśnie z przybyciem na ten kontynent zaawansowanych łowców, którymi byli pierwsi Amerykanie. Dzieła zniszczenia dopełnili nowi Amerykanie, którzy walcząc o ziemię z pierwszymi, postanowili zmasakrować populację bizonów – ostatnich wielkich ssaków na kontynencie.
    Ucieczka w góry
    „Bez ludzi prawie cały świat wyglądałby dziś jak Serengeti” – piszą w miesięczniku „Diversity and Distributions” naukowcy z Uniwersytetu w Aarhus w Danii. Gdyby nie my, uważają duńscy badacze, populacja wielkich ssaków zamieszkujących Europę nie ograniczałaby się do wilków, łosi, jeleni czy niedźwiedzi, ale żyłyby tu także słonie czy nosorożce.
    Zdaniem uczonych Afryka, w której występuje największe zróżnicowanie wielkich ssaków, jest dla nich ostatnim schronieniem. Zapierająca dech w piersiach liczba dzikich zwierząt biegających po parku narodowym Serengeti, rezerwacie Masai Mara w Kenii czy po innych afrykańskich obszarach chronionych to nie skutek wyjątkowego klimatu i środowiska Afryki, ale tego, że człowiek nie zdążył tych zwierząt jeszcze wybić. Ludzka cywilizacja przemysłowa rozwijała się bowiem najpierw w Europie, Ameryce i Azji, a dopiero niedawno dotarła do Afryki.
    Podobnym refugium są dla wielkich ssaków góry. – To, że ostatnie europejskie niedźwiedzie żyją właśnie w nich, wynika z faktu, że zostały wybite na nizinnych terenach gęsto zamieszkanych przez ludzi – mówi główny autor pracy dr Soeren Faurby.
    Tam, gdzie ludzi jest dużo, dla innych gatunków dużych zwierząt – poza tymi hodowlanymi – miejsca nie ma. – W większości regionów Ziemi występuje niezwykły deficyt ssaków innych niż ludzie – mówi współautor publikacji prof. Jens-Christian Svenning. Na mapie stworzonej przez naukowców widać, że na Ziemi bez gatunku Homo sapiens w wielkie ssaki najbardziej obfitowałaby Ameryka.
    – Dzięki wydajnej technologii zabijania, specyficznej wizji rozwoju gospodarczego i zarządzaniu zasobami, które uwzględnia tylko krótkoterminowe zyski, człowiek stał się superdrapieżnikiem – podsumowuje główny autor publikacji w „Science” prof. Chris Darimont. – Nasz wpływ na Ziemię jest dziś równie ekstremalny jak nasze zachowanie.
    Zdaniem uczonych jedynym rozwiązaniem problemu jest zrównoważona eksploatacja ziemskich zasobów. Musimy się samoograniczyć. Tylko czy będziemy umieli?”
    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75400,18698660,jak-wygladalby-swiat-bez-ludzi.html#ixzz3kec4IkkD
    Jak to w gazetach bywa, publikacja jest popularno- naukowa, zapewne wśród czytelników znajdą się prawdziwi naukowcy i to i owo zawetują. Ale niekwestionowaną prawdą jest że obdarzony duszą człowiek lubi zabijać, takie zwierzęta na przykład, takie niepotrzebne i nieunikalne na przykład w Australii. Muszę przypomnieć że jakiś czas temu żaden z uduchowionych blogowiczów nie sprzeciwił się ludzkiemu rozbestwieniu.

  253. Jak moderować, to hurtem Panie Jacku
    https://www.yahoo.com/health/ukraine-outbreak-brings-polio-back-1248305468203062.html?soc_src=mail&soc_trk=ma
    Całkiem niedawno podałam link o opanowaniu tej nieuleczalnej choroby w Afryce, a tu mamy za miedzą; piszę mamy, bo w Polsce sa beztroscy rodzice nie szczepiący dzieci i na dodatek poczytuja to sobie jako zasługę.

  254. Dziwnymi drogami wędrują potrawy., szczególnie te smaczne.
    Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie kiedy na pewnym chińskim przyjęciu podano kołduny i to nawet tak charakterystycznie zawijane jak się to w mojej rodzinie przynajmniej od 4 pokoleń robi! To podobno tradycyjna potrawa chińskich dworów. Różniły się tylko tym, że zamiast majeranku był dodany czosnek.

  255. Cynamonie,
    Ja wiem, że jesteś szybszy niż myśl, ale nie wymagaj, żeby każdy najpierw pisał a potem myślał. Proponuję nieczytanie moich wpisów.

  256. @Ewa-Joanna

    „Deep” depp, zauważony i zbesztany za chamstwo przez „samego” Passenta, musi się na kimś odreagować, bo inaczej go rozniesie 🙁
    A że lotny on inaczej, to i powiewy finezji ściekowe ma nieco.

    W polskiej kuchni naprawdę polskie są może leniwe 😎 żurek i ogórkowa. Chociaż kluski wszelakie (haluszki, gnocchi, knedliki etc.) są popularne w wielu kuchniach wschodu i południa.

    Polak za to może być dumny z wiekopomnych odkryć, które poeta uwiecznił w strofach
    Czesi dali światu Smetanę i Husa
    A Polacy jeno… skrzywienie phallusa

    Francja miała proces słynnego Dreyfusa,
    A my mamy tylko… skrzywienie phallusa

    Idzie droga żołnierz, kurtka na nim kusa,
    Nie zasłania nawet…. skrzywienia phallusa!

  257. UKSW to również UKSWord.

    A także Uniwersytet Którego SWstydzę.

    To tam można dostać doktorat z demonologii ?

  258. @Tobermory
    Nawet i żurek fałszywy, przynajmniej u mnie, bo tutejsza mąka nie kisi się a gnije. To musiałam w kółko oblecieć i fałszywkę opracować. 🙂

  259. @Ewa-Joanna

    Bo porządny polski żurek dają tylko czysto polskie bakterie heterofermentacyjne, a u Ciebie pewnie pałętają się jakieś homo- albo mąka dżenderowa jest 🙄

  260. Zapytałem dziecko sąsiada:
    – Jak sądzisz, czy szczur ma duszę?
    – Oczywiście. A jak ma na imię?
    – Kto?
    – No, jak to – kto? Czyszczur 🙄

  261. @Ewa – Joanna , 10:53

    No co ja zrobie ze mam slabosc do obojga
    Twych imion na raz !
    Wymion kobiecych – tez !
    Dwie z moich niegdysiejszych dziewczyn , mialy takie imiona .
    Ach , lezka sie … kreci !
    (gorzej jak przedszkolak , z nowo nabytymi
    owsikami !) .

    A jak mi czasami wpadnie w ucho/oko „Kool
    & the Gang” z „Joanna” , to rycze jak bobr !
    To ciekawe zjawisko , bo w przypadku „Nie
    placz Ewka” Perfektu , nie rycze w ogole .

    Widocznie mam tzw . podzielnosc ryczenia .

    E.-J. , albo po prostu Ewka .
    Ty nie wiesz co stracilas !
    Jak putinowskie wojska przyjda na Zach. Europe , z zapasami chuci i beda gwalcic ,
    to sie nie zalapiesz , bos „zaoceaniczna” !
    „Delegatow” tam do Ciebie nie wysla .
    Zbyt wysokie koszty logistyczne na jeden
    bzyk .
    No i kangurzyce sa za predkie .

    Tedy gwalty pozostana w Europie , jako
    przyczynek do mieszania ras .

    I jeno madre szczury beda sie przygladac ,
    lapkami przebierajac z uciechy …

    Pozdrowionka.

  262. @Tobermory , 14:16

    Dobre ! Bardzo dobre !

    To mi przypomina nauke mego syna , jeszcze w Polsce .
    Mial chyba 4 latka , a do slowa pisanego rwal
    sie jak dzis malolaty do gier komputerowych .
    Papa (czyli ja) zdobyl gdzies stary elementarz
    (z Ala i Ola , oraz innymi stworzonkami) .
    Elementarz byl bogato ilustrowany (przeciez
    pamietacie) i papa wyszukal obraze z pszczola .
    Literki ponizej obrazka byly rozpisane w sylaby .
    Moj Oliver mial przeczytac : „psz – czo – la” .
    Oczywiscie , przeczytal poprawnie z 10 razy ,
    ale na moje pytanie co on widzi na obrazku ,
    padala odpowiedz : „osa” !

    Noo , pare dni walczylismy , az Oli stwierdzil
    ze „osa” to mama „pszczoly” .

    I tak juz zostalo .

    Pozdrowionka.

  263. Cz wiecie ze ( aby Was wyrwac z dzemania na
    dzem session) J.P.II uznal 482 osoby za swiete ?
    To rekord w dziejach Watykanu !

    Kuswa ! Moze ja jestem juz swietym (jak
    Roger Moore) , a nic o tym nie wiem ?!

    O Kriszna , oswiec mnie !

    Pozdrowionka.

  264. Pierdziele!
    Wiecej nie pisze !

    Spiacy rycerze z Giewontu !
    Swistaki !
    Lemury !

    Pozdrowionka.

  265. @cynamon29, z godz. 18:50
    Nie cynamoń. Musi co temat szczurzej duszy wyczerpalim, a nowy jeszcze się nie zrodził.

  266. @anumlik , 19:26

    Acha ! I tu sie mylisz anumliku !

    Dyskusja dopiero sie rozpoczela !
    Powiedz mi , ale tak calkiem szczerze (szczurzo ?) ile jest szczura w czlowieku , a ile
    czlowieka w szczurze ?!
    Wszak wiemy ze szczury byly przed nam na tym swiecie , ale pozniejsze , wspole zycie/
    pozycie w konglomeracjach , wymagalo kompromisow z obu stron .
    Faktem jest ze fizycznie , szczur jest duzo mniejszy od czlowieka .
    Faktem jest rowniez , ze szczur wiedzac o tym, schodzi czlowiekowi z drogi .

    Schodzi czlowiekowi z drogi fizycznie .
    Ale czy psychicznie rowniez ?

    Tu wydaje mi sie , kwestia moze byc sporna ,
    a postawy szcurow ktore znam z autopsji , o
    tym swiadcza .
    Bo czyz nie jest to czasem tak , ze szczur
    spotykajac przypadkowego czlowieka , mysli
    sobie : „badz madrzejszy i ustap , niech sie
    ten dwunog cieszy !” i … znika .
    Jestem ciekaw Twojego zdania , bo juz Maja
    czy Inkowie , darzyli szczura wielkim szacunkiem .
    Starozytny Egipt rowniez .
    Mysle ze nie bez powodu .

    Pozdrowionka.

  267. @cynamon
    Przeca ja temu szczuru poświęciłem całą powiastkę. I temu świstaku też. Może on, ten szczur (szur, szur) po atomowym armagedonie (albo anumliku – to to samo) zajmie nasze miejsce na szczycie drabiny, póki jednak co dziewiątej symfonii nie stworzy, ani Mistrza i Małgorzaty, ani nawet Kto ty jesteś? Szczurek mały. Ot, zwykły szczur. Jakby powiedziała nasza noblistka: istny człowiek.

    Pozdrówka

  268. @cynamon
    PS
    Papuga Alex (wychowanka i uczennica przez trzydzieści lat Irene Pepperberg) tuż przed przedwczesną śmiercią (papugi Żako żyją pięćdziesiąt lat), nie wykazując żadnych oznak choroby, zapodała po angielsku swojej opiekunce-przyjaciółce: You be good. See you tomorrow. I love you. Czy Alex miała (i ma) duszę? Nie wchodzę w zawiłości warunkowania instrumentalnego. Pytam.

  269. @anumlik , 20:37

    Przyznaje : sam na blogu nie jestem o kazdej
    godzinie . Wpadam z doskoku i wtedy tu dyskutuje .
    Sa jednak tacy , ktorzy skamlali przez ostatnie
    dni o nowy felieton Gospodarza .
    Pan Jacek stanal na wysokosci zadania ,
    skonstruowal i opublikowal nowy felieton ,
    a krzykacze , jak na zawolanie usneli .

    Ja wiem anumliku ze nie zawsze jest chcica i wena , ale jesli ktos , glosem wrecz zbiorowym domaga sie nowego materialu do
    dyskusji , a pozniej po opublikowaniu tegoz materialu , kladzie uszy po sobie , a reszte ciala na hamaku – to jak to ocenic ?

    J.Kowalczyk zrobil swoje : napisal felieton .
    Zapewne ciekaw na reakcje .
    Nie musial .
    My tez nie musimy go komentowac .

    Tyle ze podstawowa uczciwosc nakazuje ,
    nawet jak to sie komus nie podoba , na te
    pytania odpowiedziec .

    Blog to nie sypialnia .
    Wyspac mozna sie gdzie indziej .

    Pozdrowionka .

  270. Panie @cynamonie kolejny, jak Pan słusznie zauważył nie zawsze jest właściwy czas i nie ma się co zżymać, Pańską aktywność i niecierpliwość tłumaczę niedostatkiem kontaktów z innymi, żywymi ludzmi ale to nie przywara bowiem większość tu obecnych cierpi na brak stałych odbiorców tego, co mamy do powiedzenia. Niekoniecznie na temat, najczęściej nie na temat.
    Sądzę, że jedynie Pan Jacek Kowalczyk wie ile osób odwiedza ten blog, może nawet prowadzi statystykę z podziałem na piszących i czytających. Może lepiej byłoby tego nie publikować z uwagi na dobre samopoczucie blogowiczów w tym i Pańskie, ale obraz „prawdziwego ateisty” wyglądający spoza wpisów jest w większości pośledni. Powiem szczerze: bardzo zawiodłam sie na koleżankach i kolegach w kwestii australiskich kotów, oczywiście nie chodzi o gatunek zwierzęcia a o postawę ogółu ludzi wobec innych odmian życia na ziemi.
    O 8:53 wkleiłam tu stosowny tekst na ten własnie temat. Prosze sobie przeczytać.

  271. i znowu musze Gospodarza pofatygować, ale wiadomość jest optymistyczna
    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/gazeta-wyborcza-seminaria-duchowne-pustoszeja-z-roku-na-rok/x51dkk

  272. @żabka konająca

    Przydałaby się definicja „prawdziwego ateisty”, której twoim zdaniem nie odpowiadają tutejsi bywalcy. Może jest jeszcze szansa na poprawę pośledniego obrazu, jaki tu się wyłania i niejeden byłby wdzięczny za odpowiednie wskazówki.
    Nie bardzo też się domyślam, czego oczekiwałaś od koleżanek i kolegów w kwestii australijskich kotów? Wyrazów potępienia wobec władz, kotów czy rzadkich zwierzątek, które prowokująco przed tymi kotami się przechadzają?
    A może gotowości do adopcji?
    Co powiesz na temat akcji sprowadzania bezpańskich psów z Rumunii do Niemiec, leczenia ich i szczepienia, a następnie sprzedawania ludziom o dobrych serduszkach (duszach)?
    Tu można przebierać i wybierać
    http://www.pfotenfreunde-rumaenien.de/?page_id=556

    Mój samotny szwagier sprawił sobie takiego i obaj są szczęśliwi.

    To jedna z ofert, a organizacji ratujących pieski hiszpańskie, włoskie, węgierskie jest dużo więcej.

  273. @cynamon29
    Emeriten Gang udziela się na sąsiednich blogach, nawet panbocek wszedł w relacje z kato- prawakami.

    A przy okazji, czy dziewczynki Balthusa to dla Was pedofilia, bo jak dla mnie to na 15 lat wyglądają.
    😉

  274. Baltuś (tak go zwano w dzieciństwie) najchętniej malował i rysował 13-latki, jego zdaniem zupełnie nieerotyczne, pokazujące „boskie aspekty” człowieka i jego anielskie rysy, które on, Balthazar Kłossowski de Rola postanowił uwiecznić.
    Kontrowersje wzbudzał i wzbudza dotąd, ale pedofilii nikt mu nie zarzucił, a panienki pozowały bez oporów.
    Co kto odczuwa oglądając te obrazki, to inna sprawa. Dość indywidualna, moim zdaniem 😉

  275. „…Choćby zasada podróży. Gdy piłkarze są w drodze na mecz lub trening, autobus z nimi na pokładzie absolutnie nie może się cofnąć. Jeśli pojedzie za daleko, minie miejsce parkowania, trudno. Zawodnicy muszą wyjść z pojazdu i sami wrócić do punktu docelowego. Wrzucenie wstecznego? To byłby fatalny omen”

    Zagraniczne media piszą o polskich egzorcystach (jest ich już 130) wypędzaniu złego ducha itp.
    http://www.welt.de/vermischtes/kurioses/article145542251/Warum-in-Polen-der-Exorzismus-so-boomt.html

    – Uprawiałeś jogę?
    – Wymawiałeś imiona innych bogów?
    – Obchodziłeś Halloween?
    – Oglądałeś „Star Wars” albo „Indianę Jonesa”?
    – Słuchasz Lennona albo Boba Marleya?
    Już jedna odpowiedź potwierdzająca oznacza zagrożenie opętaniem 😎

  276. @zabka konajaca , 7:23

    A czemuz to zabko konajaca mianujesz mnie
    „panem cynamonem” ?
    Przeca lata cale bylismy per Ty .

    Ale do rzeczy : ja nikomu nie odmawiam prawa milczenia , mnie tylko burzy brak logiki.
    Przy ponad 3 300 komentarzy , wyjacy wyjcy
    domagaja sie od Gospodarza nowego wpisu , jako bazy wyjsciowej do dalszej dyskusji , bo
    inaczej „ani rusz” .
    J.K. spelnia to zyczenie .
    I co ?
    Krzykacze milcza jak cegla !

    W moim osobistym odczuciu , blogi nie sa od
    tego , aby na nich milczec .
    To wspoczesne , elektroniczne „Agory ” od
    wymiany mysli , pogladow .

    Teraz wyobraz sobie @zabko , londynski
    Hydepark bez mowcow !
    Nawet najbardziej porabanych mowcow !

    Hydepark zemze smiercia naturalna .
    To samo blog , obojetnie jaki zemrze , bez
    dyskutantow na nim !

    I tylko o to , albo az o to mi chodzilo .

    Pozdrowionka.

  277. żabka konająca
    4 września o godz. 7:50
    mysle, ye seminaria sa puste takze i dlatego, ze roczniki maturalne byly nieliczne.W latach 79-88 rodzilo sie wiele dzieci, stad i naplyw do wsyelkich uczelni byl duzy. A teraz…coz, nasze dzieci sie nie staraly, stad i mniej mlodego narybku; wszyskie uczelnie walcza o absolwentow, nawet z cienko zdana matura.
    ………………………………………………..
    Nie mam teraz polskich czcionek, bo jestem poza domem…. i bardo mi tych ogonkow i kreseczek brakuje

  278. Jak na razie nie wygląda na to, aby pomógł zakaz włączania biegu wstecznego w autokarze reprezentacji, zaklinowanym w tunelu stadionowym. Kiepski kierowca, pechowy autokar, demony?
    Do przerwy 2:0
    Może potrzebny egzorcysta?
    Albo paru dobrych uchodźców z Kosowa?

  279. Polecam ten film na polskie ekrany kin

    Wkrotce na ekranach „Spotlight” rez. Tom McCarthy o pedofilii w Kosciele katolickim (kk) w diecezji bostonskiej. Film jest pokazywany na festiwalu filmowym w Wenecji.
    Na poczatku 2009 opublikowal The Boston Globe serie artukulow na temat ukrywanych i uciszanych przypadkach pedofilli w kk. Zostala wowczas powolana specjalna grupa dziennikarzy, ktora wystepowala pod nazwa „Spotlight” (stad tytul filmu). Rezyser filmu
    Tom McCarthy (ur 1966, New Jersey) pochodzil z rodziny katolickiej, mial wielu krewnych w Bostonie i znal dobrze problematyke pedofilii w kk.
    W Bostonie ofiarami byli najczesciej chlopcy pochodzenia irlandzkiego z ubogich dzielnic miasta, najczesciej z rozbitych rodzin. Oni to padali ofiara wizyt ksiezy katolickich, ktorzy pelnili role „opiekunow”.
    To byl zupelnie nowy wymiar zla a jednoczesnie istnialo przeswiadczenie, ze sam kk nie robi nic w tej sprawie a jednoczesnie probuje tuszowac przypadki pedofilii.
    Wedlug grupy „Spotlight” ci wszyscy sprawcy tragedii winni byli stanac przed wymiarem sprawiedliwosci i poniesc kare ze te zlo.
    Film Toma McCarthy´ego jest daleki od typowej produkcji hollywodzkiej – romantycznej zuranalistyki. Bardzo rzeczowo i bez niepotrzebnej egzaltacji pokazuje zmudna prace dziennikarzy bostonskich. W rolach glownych wystepuja m.in. Rachel McAdams, Mark Rufullo i Michael Keaton. Glownego redaktora gra Martina Barona gra Liev Schreiber (X Man, Wolverine).
    Podobnie jak dziennikarze z Bostonu tak i rezyser filmu „Spotlight” opowiada „bez przymiotnikow” i unika manipulacji odbiorcami. Wiekszosc czesc filmu dzieje sie w roznych biurach i urzedach. Przypomina nieco film ” Wszyscy ludzie prezydenta” z 1972 z niezpomnianym tandemem Dustin Hoffman & Robert Redford (Watergate). Rezyser jednak uwaza, ze wiekszy wplyw na niego wywarl serial „The Wire” Davida Simona, ktory byl przez wiele lat dziennikarzem Baltimore Sun. W „The Wire” wystepowal takze sam Tom McCarthy.
    Dzieki tej grupie dziennikarzy, kiedy wiele redakcji redukuje sie i zamyka, wychodza na jaw afery, przestepstwa w srodowiskach hermetycznych do ktorych jest trudno dotrzec. Instytucje skorumpowane i ukrywajace sie pod przykrywka kk nie powinny byc poza zasiegiem prawa. Film nie jest atakiem frontalnym na kk a jedynie ukazuje ciezkie przestepstwa pedofilii w tym srodowisku. To chyba zaczyna rozumiec papiez Franciszek, jak mowi Tom McCarthy i dodaje, ze pokazy tego filmu w srodowiskach katolickich spotkaly sie z pozytywnym przyjeciem. Odpowiedzialnosc rowniez spoczywa na systemie prawnym, ktory w wielu przypadkach sprzyjal ukrywaniu pedofilii. Wielu wiedzialo ale panowalo milczenie. Dzieki tym srodowiskom dziennikarskim zbrodnie pedofilli w kk zaczely wychodzic na swiatlo dzienne.

    PS niegdys zwiedzalem w Szwajcarii piekna wille Balthusa Klossowskiego de Rola
    w Grand Chalet de Rossinière – a i w Modern Tate/London tez maja jego prace.

  280. Czy polegöowps

  281. Głupota ludzka nie zna granic…
    ‚http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,138764,18704509,sad-wydal-wyrok-musze-zagazowac-pszczoly-przeszkadzaly-letnikom.html?lokale=local#BoxNewsLink
    A głupota połączona z pieniactwem to już rozpacz.

  282. – Przez jego pszczoły musiałam wyciąć wszystkie drzewa owocowe!
    – Przylatują na białą koniczynę, którą mam w ogrodzie

    Nooo, to są argumenty 😎
    Sąd zrozumiał i się przychylił.
    A jakieś oszołomy protestują 🙄

  283. A przy okazji, czy dziewczynki Balthusa to dla Was pedofilia, bo jak dla mnie to na 15 lat wyglądają.
    No niezupełnie.
    „http://www.galeriedada.com/balthasar-balthus-the-guitar-lesson-00002170.html
    Dla mnie to facet był pedofil.

  284. Tobermory, rzeczywiście oczekiwałam potępienia australiskich decydentów, zresztą uzasadniłam to we wpisie. Nie będę się powtarzać.
    O tym że można inaczej piszesz sam, ponieważ nie znam j. niemieckiego skorzystałam z tłumaczenia może niedoskonałego, ale zrozumialego w opisach psiej niedoli. Okay że masz taką rodzine.
    To co piszę o „ateistach prawdziwych” jest wyłącznie moją opinią; ci „prawdziwi” nie różnią się niczym od najprawdziwszych wierzacych w zatrzeciwieniu, poniżaniu dyskutantów i wypaczonej samoocenie. Od czasu do czasu wertują pisma święte żeby dodać powagi swoim wypowiedziom. Tymczasem w sprawach oczywistych, wymagających współczucia i zrozumienia zazwyczaj milczą, lub wykazują bezduszność. To wszystko.

  285. Szanowny Panie Cynamonie Dwudziesty Dziewiąty! oczywiście znamy się jek większość na blogach Polityki, do tego stopnia że jesteśmy przewidywalni. I jeśli byłby Pan chętny ograniczyć siłę wyrazu swoich wypowiedzi, nie myślę o emocjach bo te są cenne, to wszystko między nami będzie w porządku. Tym bardziej że obydwoje lubimy muzykę, a co Pan powie na to:
    „https://www.youtube.com/watch?v=pV2pyWoTXs4
    Po raz pierwszy próbuję z cudzysłowiem, w Polsce środek nocy a większość blogowiczów w tym nasz Gospodarz, przeszła w fazę NREM która przygotowuje mózg do marzeń sennych. „….w tej fazie mózg wyłącza większość funkcji bądź zmniejsza ich nasilenie, oddech staje się regularny i rzadszy, spada ciśnienie tętnicze, ustają ruchy gałek ocznych, napięcie mięśni zanika, spada temperatura ciała. Do krwi uwalniany jest hormon wzrostu, a więc przyspieszone jest również gojenie się ran. Organizm regeneruje się……”

  286. @żabka konająca

    Rozumiem, że od ateisty oczekujesz nie tylko bezbożnictwa czyli czynnego wyłączenia problemu bogów i religii z dążeń intelektualnych i działań praktycznych, ale i zaawansowanej postawy humanistycznej, wrażliwości i wysokiej kultury osobistej.
    Oczekujesz nie tylko umysłów analitycznych, krytycznie myślących o świecie i otaczającej nas rzeczywistości, ale i empatii, miłosierdzia, życzliwości i ogólnie dobrego charakteru.
    Ach, pięknie by było… 🙂
    A tu rzeczywistość skrzeczy, intelekty i postawy etyczne rozczarowują, ideały sięgają bruku, a spod cienkiej powłoczki ogłady i kultury wyłażą brzydkie emocje i dają popis a to wulgarności, a to agresji, a to niedostatków edukacyjnych, a to wszystkiego naraz 🙁
    Istne panoptikum ludzkie.
    Tyle że bez zrzucenia odpowiedzialności na Wszechmogącego 🙁

  287. Ja mam jedno pytanie do żabki konającej – A co ty konkretnego robisz, w ramach tego współczucia poza wywyższaniem się na blogach?

  288. Tobermory, a ty to nie w fazie?, np. marzeń sennych. Precyzyjnie to ująłeś, zawsze mi brakuje tej zdolności w przekazywaniu myśli. Ale ja mówcą jestem.

  289. @Konstancja, staram się zachować optymizm. Jeśli nawet ilośc urodzonych w 2005r spadła o mniej więcej połowę w porównaniu z rokiem 1986 (porównuję lata rozkwitu i upadku zainteresowania stanem kapłańskim) i odpowiednio ilośc kandydatów w 2014r. zmniejszyła się również o 1/2 w stosunku do 2005r., to zawsze pozostaje na pocieszenie fakt że na świat przychodzi więcej chłopców niż dziewczynek.
    Pozdrawiam.

  290. @Ewa-Joanna też już nie śpi i zadaje pytania. A ja nie znajduję odpowiedzi, „…czy żyłam tak jak chciałam, czy byłam tym kim mogłam być…”
    Szanowna Ewo-Joanno! daj spokój, na tym blogu pisze tak niewiele kobiet, a przemoc mężczyzn, szczególnie w sferze intelektualnej jest tak oczywista, że nie warto się rozpraszać. Have a good day!

  291. Ewa-Joanna. 3 września o godz. 13:44
    ================
    .
    >>>Nawet i żurek fałszywy, przynajmniej u mnie, bo tutejsza mąka nie kisi się a gnije. To musiałam w kółko oblecieć i fałszywkę opracować. >>>
    .
    Ja robiiłem zakwas z oatmeal z Colesa. Wychodził bardzo dobrze ( wedle opinii profesjonalnych Polek ), nawet bez kromuchy sourdough.
    A z sourdough każda mąka się zakisi.
    Pozdr.
    P.S. jaką fałszywkę…?

  292. ( cd. Ewa-Joanna… )
    =============
    .
    >>> …dołożyłam rabina, żeby było sprawiedliwie. >>>
    .
    Żeby było sprawiedliwie, to się muszę upomnieć. O tych jeszewach w Melbourne, to ja wspomniałem już miesiąc temu. Też dla równowagi…
    Ale nie było tzw. życzliwego zainteresowania…
    Kurka wodna! Nikt na mnie nie zwraca uwagi…
    🙁

  293. georges53
    5 września o godz. 7:19
    Kurka wodna! Nikt na mnie nie zwraca uwagi…
    /////////////////////////////////////////////////////////////////

    Nie bój żaby, zaraz się ozzy odezwie.

  294. @georges53
    zamiast zakwasu daję butter milk od Colesia. Ulubiona zupa mojej rodziny, a dla mnie to taka emergency soup, jak trzeba szybko i nie wiadomo co zrobić jak mnie leniwiec dopada. 🙂
    Sorki, pewnie nie załapałam się na twoje sensacje z Melbourne, za to doczytałam na ABC.
    A york mniejszy doskonale podsumował. 🙂

  295. @Ewa-Joanna
    ===================
    .
    Żurek z maślanki…? Lekkomyślna ryzykantka z Pani 🙂
    Pozdr.
    .
    P.S. szybki i fajny emergency soup znalazłem tutaj: ( successfully roadtested )
    ‚http://www.anulaskitchen.com/2012/08/baked-beans-and-sausage-soup.html

  296. żabka konająca
    4 września o godz. 7:50

    Żabko, jako zastanawiający się, zastanawiam się, ile tu dobrych wiadomości, ale – wprost przeciwnie.
    Ilość kandydatów – spada. Jakby dobrze.
    Ale- jak zostało to niżej dostrzeżone – spada, bo w ogóle spada. Bo Polacy tak bardzo kochają matkoboskoczęstochosko, że z mnożeniem się czekają na interwencję Ducha Świętego. A ten interweniuje wyłącznie na kartach niebieskiej książeczki, zwanej złośliwie Biblią. Więc – ogólnie spada.
    Jednocześnie wydatki na Fundusz Kościelny – rosną.A miały spadać, a właściwie – zniknąć całkiem, co zapowiadał niejaki Michał Boni. Jak zapowiadał, że załatwi, że spadną, to wzrosły. Tak to jest w kontakcie z Kościołem kat.
    Z kolei jak spada ilość kleryków ogólnie, to wzrasta zawartość homoseksualistów w absolwentach seminariów szczególnie. Na zawartość pedała w księdzu zwraca uwagę ksiądz Isakiewicz-Zaleski. Prof. Baniak też zwraca uwagę i wychodzą mu kilkudziesięcioprocentowe liczby.
    W innych krajach też zwracają. W USA to pedałów w księdzu jest co najmniej 40%, ale to nadmiernie ostrożne szacunki.
    Wzrasta też zawartość pedofila w księdzu.

    Jak popatrzeć z boku, to jest to jednak mało korzystne. Bo ksiądz ma być jakiś taki, no, ten tego, ładny i śliczny i święty i w ogóle. I ma to być śliczność niekonsumpcyjna. A konsumowana jest nieładnie. Co wyjaśnił ks. dr Dariusz Oko: metodą tłoka w rurze wydechowej.

    Jest też sprawa gęstości innego rodzaju: jak spada ilość księdza, to czy gigantyczny majątek Kościoła kat się w każdym księdzu odpowiednio zwiększa,czy bardziej się zwiększa w biskupie, a mniej w wikarym?
    Obserwacja objawowa silnie sugeruje, że bardziej się zwiększa w biskupie. On ma coraz większą objętość. Rośnie w nim ciśnienie i popuszcza, strasznie dużo gadając na tematy wszelkie, ale zwłaszcza te seksualne.

    W sumie więc nie jest to całkiem jasne, czy to dobrze, że spada zawartość księdza w parafinie. Pardon -w parafianinie.

  297. Ewa-Joanna
    5 września o godz. 9:20

    Jak Cię leniwiec dopada, jak on dopada w Ameryce Południowej?
    W Polsce to tylko w ZOO dopada, a i to rzadko, jako że mało leniwców w ZOO jest. Może nawet żadnego. Polak więc w ojczyźnie niedopadnięty przez leniwca jest, co widać na ulicach: sami zdrowi.

    Bo do niedawna, to Polak bywał dopadany przez:
    a. tasiemca.
    b. glisty.
    c. bezbożne myśli.

    Dwa pierwsze dopadania w zasadzie się skończyły. Jak kogoś dopada, to głównie panie, które sobie łykają jaja glist, lub tasiemca, dla zwiększenia urody, czyli szczupłości figury.
    Natomiast możliwe, że przybywa bezbożnych myśli. Co jeszcze lepiej działa na urodę. I pań i panów.

  298. W czasie wakacji nie rozstawałem się z Boyem-Żeleńskim. Oddając hołd temu wielkiemu człowiekowi zabrałem się za przepisywanie najbardziej jeszcze dziś aktualnych obserwacji dotyczących Kościoła. Będę je po kawałku wrzucał na blog ateisty, żeby myśli tego pisarza choć na chwilę ożyły w efemerydzie blogowej. Niestety wydaje mi się, że poza fanami Boya takimi jak Józef Hen czy na blogu Tanaka i paru specjalistami, niewielu ludzi zagląda do felietonów Boya.
    Rozprawiając się z „naszymi okupantami” Boy zajmował jeszcze stanowisko poprawiacza Kościoła. Podobnie jak w swoim czasie Kuroń, Modzelewski, Bauman czy Kołakowski, którzy głosili hasło „socjalizm – tak, wypaczenia – nie”, by wreszcie zrozumieć ,że te wypaczenia są immanentnymi, nieusuwalnymi cechami realnego socjalizmu, podobnie Boy jak ci młodzi poprawiacze socjalizmu, wychowany w katolicyzmie, punktował „wypaczenia” Kościoła, licząc na to, że obnażanie tych „wypaczeń” sprawi jakąś sanację Kościoła. Dzisiaj nie mamy złudzeń; nie ma ich Jacek Kowalczyk, Tanaka, Jerzy Pieczul, lonefather i wielu innych. Tej instytucji nie tylko nie da się naprawić, ale nawet nie ma sensu myśleć o tym, gdyż rozziew jaki nastąpił między nauką, wiedzą a opowieściami kościelnymi jest już tak ogromny, że trzeba by być pewnego rodzaju schizofrenikiem, aby mentalnie pogodzić tak sprzeczne światy. 5-letni wnuk mojej przyjaciółki wprowadził w konfuzje księdza pytając go; „co było wcześniej, Bóg czy dinozaury ?” Ksiądz ponoć rozdziawił japę i w końcu roześmiał się serdecznie z naiwności malucha. Oczywiście, że Bóg ! A może jednak dinozaury?
    Ale zostawiając na boku kwestie bycia lub niebycia Boga. Religia to nie tylko, jak pisał Marks „opium dla ludu”, taka pocieszycielka ludu w niedoli. Jest ona przede wszystkim generatorem zła. W każdym człowieku zło i dobro są w różnych proporcjach wymieszane. Często to zło w niewielkiej ilości jest w człowieku utajone, jak te geny recesywne. Taki człowiek jest po prostu dobry. Teraz wystarczy żeby jakiś szaman zaczął owo zło w człowieku delikatnie rozdmuchiwać, podsycać, dodawać odpowiedniego paliwa i nagle ten dobry człowiek staje się zaciekłym fanatykiem, nienawidzącym każdego inaczej myślącego, postępującego, mającego inny kolor skóry, inną seksualną preferencję, mówiącego innym językiem. Wszystkie religie i parareligie(nazizm i stalinowski komunizm to były takie parareligie) w ten sposób oddziaływuja na przeciętnego, bezkrytycznego,niesamodzielnego człowieka. Jakby z takiego dobrego, poczciwego człowieka wylazł wilkołak. Coś takiego stało się z kulturalnym niemieckim narodem w którym tlejące się zło potrafił umiejętnie rozpalić Hitler. Tak papieże rozpalali nienawiść do niepokornym waldensów, katarów i albigensów. Tak się dzieje w Polsce teraz, kiedy Rydzyk na spółkę z Kaczyńskim wydobywają z dobrych ludzi to utajone zło. Z bólem spostrzegam ten proces u moich bliskich, w rodzinie. Dalej bywają serdeczni w stosunku do mnie, no bo ja jestem ich (choć mocno zagubiona czarna owca), a zieją nienawiścią do tych, których jako wrogów wskazuje Rydzyk i Kaczyński, a więc do Komorowskiego, Kopacz i wszystkich tych, którzy mają pieniądze, więc „skądś je wzięli”, a nie okazali uległości dwom szamanom, ani proboszczom i biskupom. Ta nienawiść prawie równa jest nienawiści jaką rozdmuchał nazizm wśród Niemców przeciwko Żydom.
    Panie Jacku, mam dla Pana propozycje nie do odrzucenia, ewentualnie do odrzucenia. Czy nie uważa Pan,, że dobrze by było wykorzystać bardzo interesujące myśli, których autorem jest Pan, Tanaka,Pieczul i inni. Zredagować to porządnie i wydać w formie książki. Przecież szkoda, żeby to wszystko wraz z blogiem przepadło. Jeżeli drukuje się „faszystę” Platona, pasterskie bajędy zwane pismem świętym, albo powieści Grocholi, to dlaczego Pana Blog Ateisty nie miałby przenieść się na bardziej trwały, papierowy nośnik. Bo sam Pan widzi, że Boy troche zapomniany, ale zawsze go można ożywić, jakiś „fanatyk’ mojego pokroju, będzie mógł za kilkadziesiąt lat myśli Blogu Ateisty przepisać z książki na jakiś inny nieznany nam dzisiaj nośnik informacji.

  299. ROZMYŚLANIA PRZED POPIELCEM

    …Nie można powiedzieć, aby przeżycia religijne w Polsce naprawdę zajmowały wiele miejsca, ale tyle spraw przemyca się pod firmą religii, tyle osób czy stronnictw żeruje na niej, że wszystko, co jej tyczy, nabiera wagi. Nieraz zastanawiałem się więc, czemu poziom wszystkiego niemal, co wywiesza u nas godło religii, jest tak przerażająco niski, czemu każde klerykalne pisemko zieje ciemnotą, perfidią i nienawiścią. Nie mnie jednego to uderzało.. Niedawno temu wybitny krytyk, sztandarowy katolik, ubolewał nad tym w swoim artykule, przeciwstawiając naszym stosunkom szerokie i kulturalne nastawienie, jakie ma do spraw społecznych i literackich wierzący obóz katolicki we Francji. Skutek tych rozważań był nieoczekiwany; inny, jeszcze katolicciejszy literat, uzurpujący sobie funkcję rewizora, rzucił się na owego krytyka, zadenuncjował go, przyprawił o utratę skromnej posady, obrzucił go tyloma zniewagami i insynuacjami, że wynikiem był pojedynek na pistolety. I kiedym się zastanawiał nad tymi smętnymi stosunkami, pomyślałem, że kto wie, czy przyczyny tego nie trzeba szukać w szkole, tylko w cokolwiek innym sensie, niż się to zazwyczaj czyni.
    Kiedy się mówi o szkole „religijnej”, i obrońcy jej, i przeciwnicy zwykle ujmują rzecz tak: szkoła religijna to wzmożenie ducha religijnego w społeczeństwie, szkoła bez nauki religii to dla religii szkoda. Traktuje się to jako pewnik. Tymczasem łatwo być może, iż rzecz ma się wręcz przeciwnie i że religia nie ma silniejszego wroga niż właśnie nauczanie jej w szkole.

    Ma tego świadomość sam Górski, gdy pisze:
    „Trzeba wyznać, że nauka religii, tak jak jest dzisiaj postawiona w szkole, nie daje młodzieży wiele korzyści. Ani nie budzi duszy religijnej, ani nie rozwija jej skrzydeł. Ponadto wprowadza do umysłu element intelektualnej sprzeczności , w ten sposób zasiewa ziarna, z których wyrasta zwątpienie, matka niewiary.”
    . Formuła ta jest zbyt oględna. Kiedy Górski pisze, że nauka religii „daje niewiele korzyści”, można by raczej powiedzieć, że z punktu czysto religijnego nauka ta wyrządza nieobliczalne szkody. Również nasuwa wątpliwości owo zastrzeżenie: ‚tak jak dzisiaj jest postawiona”… Czy tylko dzisiaj ? Czy może być, czy będzie kiedy lepiej postawiona ? Bo że za moich czasów – niezupełnie dzisiejszych – nie była postawiona inaczej, to fakt. I o tym właśnie chciałem kilka słów pomówić. Takie autentyczne świadectwa więcej mogą przyczynić się do rozjaśnienia sprawy niż gołosłowne dyskusje.
    Sądzę, że można by ująć rzecz tak: Wszystko , co jest w nas z uczuć religijnych, ma swoje źródło gdzie indziej; wszystko co daje szkoła, jest powolnym i systematycznym tych uczuć niszczeniem. Nie będę mówił o pierwszym dziecinnym zetknięciu się bodaj z dziesięciorgiem przykazań i o naiwnych pytaniach małych bębnów, co znaczy „nie cudzołóż” i „pożądać żony bliźniego swego” Prawdziwy konflikt zaczyna się w gimnazjum. Mówię wedle tego , na co patrzałem. Do każdej lekcji odnoszą się uczniowie rozmaicie, zależnie od przedmiotu i osobistych zamiłowań, ale do jednej lekcji odnoszą się jednomyślnie, to znaczy z jednomyślną niechęcią: do nauki religii. Na myśl o niej młode szczęki rozdziawiają się rozpaczliwym ziewanie. I ani rusz nie chcą jej uznać za naukę. Tautologie katechizmu w rodzaju: „Dlaczego Bóg jest wszechmogący ?” – „Bo wszystko może, sprzeciwiają się pojęciom o nauce nawet u malców, jak również zawiłe wywody na temat, że Bóg, choćby chciał, nie mógłby być doskonalszym, niż jest,etc. Od tego się zaczyna, po czym każdy rok szkolny ma swój przysmaczek. Płaskie streszczenie historii Starego Testamentu, jeszcze potworniej płaskie ujęcie Nowego, który, zadawany, wydawany, podpowiadany i klasyfikowany, jest czymś doprawdy urągającym cudowi Ewangelii. Potem historia Kościoła, przy której ironiczną zabawą uczniów jest konfrontowanie jej z równocześnie wykładaną historia powszechną. Niby to naiwne, z głupia frant zgłaszają się uczniowie z podręcznikiem historii Kościoła do nauczyciela historii i proszą o wyjaśnienie nastręczających się sprzeczności i wątpliwości. Ach te „wątpliwości” ! Dla jednego są one psotą, dla innych tragicznym przeżyciem. Zaczynają one oblegać od początku, od owego klasycznego: „Jak Bóg może być wszechwiedzący i wiedzieć, że człowiek grzeszy, i skazać go na piekło, i zarazem być najmiłościwszym”,etc. Któż przez to nie przeszedł i kogóż zdołała w tym uspokoić oschła dialektyka prefekta ! Ale najsilniejszym elementem destrukcyjnym jest dogmatyka, wykładana starszym już chłopcom. Legiony młodzieży zeznają jednomyślnie, że nauka dogmatyki była dla nich przełomem, ruiną ich wiary. Nie wiem jak jest dziś, ale trudno sobie wyobrazić coś bardziej niezdarnego niż podręcznik, z którego uczono nas dogmatyki. Podawać te rzeczy chłopcom w wieku, gdy młody mózg kosztuje pierwszych rozkoszy i pierwszych tryumfów ścisłego myślenia, w wieku, gdy zmysł krytyczny najbardziej jest wyostrzony, to doprawdy szaleństwo! Genialny Pascal mógł porzucić naukę i powiedzieć sobie: „Trzeba się ogłupić”, ale uczniowie piątej klasy nie wolno się ogłupiać..Nauka dogmatyki daje zresztą pretekst do groźnej zabawy. Ulubioną rozrywką uczniów staje się przypieranie księdza do muru za pomocą swoich „wątpliwości”.Mieliśmy w porze dogmatyki wyjątkowo tępego katechetę, mimo że doktora teologii; ten lubił rozwiązywać zwycięsko wszelkie wątpliwości i zachęcał wręcz , aby z nimi występować „Głupi jest twój Darwin: wsadźże kurę do chlewka i trzymaj ją sto lat, zobaczysz, czy się z niej zrobi prosię” – tak opowiadał ów doktor teologii. Na tym poziomie wszystko.

  300. c.d.
    I jest tutaj coś więcej, coś, co może jest najważniejsze. Czy może być coś niebezpieczniejszego niż to stałe zetknięcie młodzieży z księdzem na platformie niechęci i nudy, w atmosferze przymusu, trzeźwości i prozy, niż to wydanie go go na pastwę uczniakom bez pomocy najsilniejszych atutów religii, jej tajemnicy, powagi i poezji. Cóż za próba !I o ileż trudniejszy jest tutaj dobór ludzi niż przy jakichkolwiek innych funkcjach kapłańskich ! Ksiądz odprawiający mszę, skoro raz włoży ornat, może być, jaki chce, jest wówczas kapłanem spełniającym najwyższą tajemnicę; toż samo ksiądz dysponujący umierającego; ksiądz słuchający spowiedzi, choć nie orzeł, ma za sobą wzruszenie konfesjonału, rola jego jest raczej bierna. Ale wystawić pierwszego lepszego księdza na łup obserwacji, na ogień chytrych dysput pięćdziesięciu mniej lub więcej sprytnych, złośliwych, a przede wszystkim znudzonych chłopaków i kazać mu być ambasadorem religii odartej ze swych splendorów, wyrwanej z uroczystych mroków kościoła, podawanej w formie racjonalistycznej i pseudościsłej nauki ! Nie ma trudniejszego doboru ludzi niż tutaj, a nie ma pono czegoś bardziej przeciętnego niż przeciętny katecheta. O ile nie gorzej..Biorę mój przykład. Chodziłem do gimnazjum, które uchodziło za wzorowe; mieliśmy w niższych klasach katechetę, który po kilkunastu latach „pracy pedagogicznej” otruł się pewnego dnia z obawy przed skandalem…W wyższych klasach mieliśmy księdza, tępego prostaka, bez wychowania, bez inteligencji, bez powagi, na którego uczniowie patrzyli z lekceważeniem i z którego czynili sobie po prostu zabawkę, judząc go i przywodząc do absurdów swymi chytrymi dysputami. Bezlitosna zabawa z tego sługi religii była jedynym urozmaiceniem owych morderczych lekcji – i cała klasa, bez różnicy, brała w tym udział. Oto dwa typy, pod których przewodnictwem duchowym przebyłem całą prawie szkołę.

    Ale zostańmy przy przeciętnych typach; ileż tu trudności! Skoro katecheta będzie łagodny, pobłażliwy, natychmiast chłopaki zaczynaj czytać pod ławką, uczyć się lekcyj na następne godziny, handlować markami, nawet rznąć w karty. Jeżeli będzie surowy, przedmiot jego będzie znienawidzony. To samo zdarza się przy innych przedmiotach, powie ktoś. Nie, to zupełnie co innego; przy łacinie lub matematyce chodzi ostatecznie o to, aby się ich uczyć, a co sobie uczeń o nich myśli, jaki jest jego uczuciowy stosunek ucznia do przedmiotu, o to nauczyciel mniej się troszczy – gdy przeciwnie, ostatecznym celem nauki religii jest właśnie ten stosunek uczuciowy.
    I to jeszcze nie wszystko. Ten sam nauczyciel religii, który stawia stopnie, rozdaje kary i dyskredytuje się w oczach uczniów dysputami, w które go wciągają, w niedzielę wkłada ornat i odprawia mszę, mszę obowiązkową, na której obecność jet kontrolowana, nieobecność karana. Ba, miałem katechetę, który sam, czy to obracając się „do ludu”, czy nawet w lustrach ołtarza umiał kontrolować zachowanie uczniów w czasie mszy i wciągał je do stopni! Czy można obrać skuteczniejsze środki, aby mszę odrzeć z wszelkiej tajemnicy i zrobić z niej katorgę więzienną ?
    Nie mówię o „egzortach” = tu już pióro omdlewa; wszelki opis byłby za słaby…
    Tak więc proces niszczenia w dziecku religii przez jej nauczanie można oznaczyć niemal ze ścisłością. Bolesny proces. Ileż nocy przepłakanych, ileż godzin przeleżanych krzyżem, w których malec opędza się daremnie zwątpieniu ! Aż w końcu wszystko odpada. Zapewne, że z niejednego odpadłaby wiara dziecięca i tak, ale nie ulega wątpliwości, że nawet wówczas stosunek do spraw religii pozostałby nieskończenie lepszy, szlachetniejszy, niż bywa dzisiaj. Szkolna nauka religii nie tylko odbiera religię, ale obrzydza ją. Płatek po płatku oskubują ją do cna z jej godności. I trwa to osiem lat! Komu nie da rady Stary Testament, temu poradzi dogmatyka, kogo nie wykończy dogmatyka, z tym się upora straszliwa „etyka”, a dopełnia dzieła spowiedź gimnazjalna, odprawiana hurtem, w atmosferze niechęci, buntu, cynizmu, demoralizacji.. Ekspediują ją wypożyczeni księża byle jak, nie mając często możności zdać sobie sprawy z wieku chłopca. Pamiętam, jak mnie, dziesięcioletniego malca, niewinnego jak zeszłoroczna Malicka, przypierał ksiądz natarczywymi pytaniami, „czy nie było jakich nieskromnych dotknięć”, przy czym zupełnie nie wiedziałem, o co mu chodzi. Zaintrygowany, zwierzyłem się koledze i… dowiedziałem się Potem chłopczyna dowiaduje się ze zgrozą, że są tacy, którzy się spowiadają za kolegów za parę groszy lub za tutkę cukierków, oddając fałszywą kartkę, bo cała treść gimnazjalnej spowiedzi to oddanie owej wymaganej przez władze szkolne „kartki”. Zrazu patrzy się ze zgrozą na świętokradcę, bojąc się mu rękę podać, potem malcy oswajają się z istnieniem tego procederu. Chłopcy pożyczają sobie wzajemnie karteluszków z grzechami, wskazują sobie księży, którzy spowiadają łatwo i szybko, uczą si,e podrzucać kartkę księdzu, który niedowidzi. Przymus spowiedzi to masowa produkcja świętokradztwa, bluźnierstwa. Jaką wytwarza atmosfera, świadczy fakt, który zdarzył się za mojej pamięci w wyższej od mojej klasie: fakt wyplucia hostii! Nie można było dojść, kto się tego dopuścił, podejrzenie padło na notorycznego „ateistę”. Którego wypędzono ze szkoły, tymczasem popełnił to zupełnie inny chłopiec, którego nazwisko kilku znało, ale przez honor szkolny milczeli, on zaś nie przyznał się, znosząc by ukarano niewinnego. Znałem później sprawcę tego czynu: był – nie zmieniwszy zresztą zbytnio zasad – redaktorem klerykalnego pisma…
    Zatem, co zdolniejsze, inteligentniejsze, odpada od wiary. Zapewne, niektórzy wracają do niej po latach. Ale nie dzięki szkole, raczej mimo szkoły….Nie zna tych wstrząsów większość tych, których w ogóle te kwestie ani ziębią, ani grzeją i którzy przez rutynę przestrzegają czysto formalnych wymagań religii, sprowadzonych zresztą do minimum. Pozostają przy religii chłopcy raczej tępi lub niezupełnie normalni, często w osobliwy sposób kojarzący dewocję ze zwyrodnieniem moralnym. Później w szeregach obrońców religii grasują półświadomi lub świadomi spekulanci, często zresztą skombinowani z poprzednią odmianą. Tych jest legion w naszej publicystyce klerykalnej lub półklerykalnej i stąd jej okropny poziom. Klerykalne nasze pisemka umieją tylko wciąż opowiadać o masonach i o tym, że Wolter wypił swój nocnik przed śmiercią. Opowieść tę słyszałem od katechety w szkole i znów wyczytałem ją kilka dni temu!
    I myślę, czy w tym braku poważnego stosunku do religii, w tym frymaczeniu nią, w tym doprawdy obskurnym poziomie intelektualnym, który jest hańbą katolicyzmu u nas, nie tkwi opłakany wpływ szkoły w tej mierze. Być może, iż przy laicyzacji szkoły religia zachowałaby swoją tajemnicę, swoją poufność, swoją wstydliwość, swoje dostojeństwo. To pewne, że religii nie dała szkoła nikomu, odebrała ją niejednemu. Przyczynia się może do podtrzymania statystyki urzędowych katolików, do podtrzymania oficjalnej obłudy. Jeżeli o to idzie, to inna sprawa. Ale jeżeli chodzi o istotną treść, w takim razie sądzę, że trzeba by zacząć rozważać kwestię pod innym niż dotychczas kątem..Zamiast łączyć naukę religii w szkole z samą religią, raczej trzeba by stwierdzić, że pierwsza jest negacją drugiej i jej zniszczeniem.

  301. @Lewy

    Spostrzezenie, ze „Cos – TAK, wypaczenia – NIE”, daje sie zastosowac do wszystkiego, co tworza ludzie.

    Wezmy takiego mlodzika koscielnego, co to najpierw do mszy sluzy, daje sobie nabic do glowy wszystkie dobre, co tu ukrywac mysli i zalecenia, jak chocby to o „milowaniu nieprzyjaciol” i jak to mlody idealistyczny decyduje sie pojsc do seminarium. Styka sie z „zywa materia kkat” i mowi sobie po cichu, oni sa „wypaczeni, ale ja bede inny”. Konczy seminarium, zostaje wyswiecony, bo zdolal „zamknac ” oczy i uszy na to co juz poznal. Idzie jak ten ks Lemanski i nadal sie czai u ukrywa i w koncu dostaje parafie i jak Lemanski zaczyna to swoje dobro czynic, a nie tylko o nim gledzic. I wtedy dopada go taki Hoser i staje przed wyborem, czy sie ugiac, czy postawic?

    Jak wiemy 99,99% sie ugina, czyli wypacza

    Identyczne procesy wypaczania sie mozna wskazac we wszystkim. W Cesarstwie Rzymskim, w Komunizmie, w kapitalizmie, w PO, wszedzie. Tak wiec proces wypaczania nie jest zwiazany z niczym innym jak tylko i wylacznie w ludzka natura.

    Tak juz mamy, my czlowiekowate, ze choc miewamy calkiem fajne pomysly, jak lepiej urzadzic nasze zycie, to jednoczesnie sami, wskutek wlasnej natury, nad ktora nie umiemy zapanowac, wypaczamy te fajne rzeczy, sprawy, czy idee, na ktore wpadlismy.

    ps. A co do „uwieczniania” bloga, to nie bardzo umiem sobie to wyobrazic, ze wzgledu na spojnosc z rzeczywistoscia. Widzisz my piszemy tu, najczesciej reagujac na biezaca sytuacje i to jakie nastroje ona w nas wywoluje. Mysli na blogu umieszczane sa fajne i zrozumiale, w okreslonych konkretnych sytuacjach. Oderwane od nich beda dla niezorientowanego czytelnika zwyklym belkotem niezrozumialym. Z kolei „odcedzenie” co wartosciowszych kawalkow, tez by wymagalo ich zredagowania pod katem spojnosci. Osobnym dzialem jest tez tworczosc poetycka, jaka czasami blogowiczow napada i tu trafiaja sie perly prawdziwe, jak i gnioty niemozebne. Byc moze zapis bloga moglby posluzyc komus do eseju o tym jak grono nie calkiem gupich ludzi, glownie w wieku okolo emerytalnym, sobie radosnie dsykutuje, dajac sobie i innym radosc z tego, ze dosc podobnie myslimy na gruncie ateizmu, jednoczesnie rozniac sie w detalach, co wybitnie wzbogaca obrazek.

    Pozdrowka.

  302. Super brawka sie naleza kosciolkowi katolickiemu!

    A naleza sie jak psu micha, chocby za ta ostatnia lekcje jakiej nam udziela w tym, jak powiedziec co robic, ale tak powiedziec, zeby malo kto, a najlepiej nikt, tego nie zrobil.

    Lekcja wyglada tak:
    Headteatcher Franio: W kwesti uchodzcow „Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie”
    Classteacher Polak: W kwesti uchodzcow „Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie”
    Head of Practice Hoser: W kwesti uchodzcow „Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie” … I na tym nie konczy, tylko duch proroczy w niego wstepuje i obwieszcza : „jeżeli dzietność Europejczyków będzie taka słaba”, Stary Kontynent stanie się muzułmański.

    Tak sie wlasnie to robi, zeby uzyskac efekt odwrotny, niz ot co sie niby mowi.

    Nie wiem jak Wy, ale ja jestem bardzo wdzieczny calemu kkat, za ta jakze cenna lekcje.

  303. @Tanaka
    5 września o godz. 11:47
    A on mnie dopada, ten leniwiec i na kontynenty nie patrza! I co ja na to poradzę?

  304. @georges53
    5 września o godz. 11:34
    Żadna tam ryzykantka, po prostu resourceful jestem.
    Moge ci dac przepis, sam spróbuj. 🙂
    A puszek nie lubie… i fasoli szczególnie. Kiedyś w dzieciństwie nażarłam się surowej fasoli bo pomyliłam z orzeszkami ziemnymi.Od tej pory unikam obu.

  305. A tymczasem w Czorsztynie…

    Zostal po cichu pochowany pedofil, arcyBiskup Józef Wesołowski. Cisza zamiast kazania…

    No bo co tu jeszcze mozna powiedziec jak wszystko jasne!

    Nie dosc ze „wykluczenie” z kasty kaplanskiej moze sie i odbylo, ale tytulu i splendoru mu nie odebralo. Jeszcze raz koscielne katolickiekie gadanie okazalo sie mamieniem i oszukiwaniem naiwniakow.

  306. Pamietacie „wiewiora” z Epoki Lodowcowej?

    No to musze powiedziec, ze to jest nie wymysl, tylko rzeczywistosc. te male stworzonka sa nadzwyczaj pracowite, co mozna zobaczyc na ponizszym filmiku, ktory nie jest rysunkowy. „Wiewior” sie napracowal, a tu przyszly ludzie i pozbawily go zapasow …

    ‚https://www.youtube.com/watch?t=54&v=cZkAP-CQlhA

    Z ‚apostrofem

  307. Lewy

    Parę razy, Lewku, się przymierzałem zwłaszcza do Twojego pomysłu wydania zbiorku p.t., powiedzmy: „Ateiści o religii, o Kościele, Biblii. Zebrał Jacek Kowalczyk”, ale mam niedobry dzień, bo się poprztykałem ze znajomym z Niemiec, ponadto mam rowerowy kłopot, więc na razie tylko o tym chciałbym dwa słowa z rowerowym kombatantem.
    Przedwczoraj pojechałem rowerem z Koszalina do Słupska do brata w zakładzie opiekuńczo-leczniczym. Jechałem bocznymi drogami, więc wyszło 85 km, a główną szosą Szczecin – Gdańsk jest 67 km. Wyjechałem przed 12 w południe. Po drodze pstrykłem z 80 fotek, więc u brata się zameldowałem przed 19-tą. Tym sposobem przegapiłem pociąg powrotny do Koszalina o 19.25. i musiałem spać u przyjaciela, bo już domu w Słupsku nie mam. Takie to tam było spanie. Uważam tylko własne wyrko lub spanie w terenie jako wolny jeleń. I teraz mi o to chodzi, czy masz jakąś wiedzę o silniczkach rowerowych, byś ewentualnie coś doradził. Nie cierpię silniczków, mimo żem mechanik statkowy ze szkół. Cierpiałem, ale już nie cierpię. Tylko że silniczek bardzo by mi pomógł wypełniać rolę ostatniego rodzinnego opiekuna mamy i brata, bo jednak w okresie rowerowym, który u mnie trwa cały rok, jeśli śniegu nie ma, tych 25-ciu km/godz nie wyciągnę. Średnio mi wychodzi na rowerze z kołami 28 jakieś 11 – 12 km/godz. Bez fotek byłoby trochę więcej, ale mi rower sam staje, jak coś ciekawego zobaczy. A 130 – 140 km dziennie – tam i z powrotem – nie ta pora, nie ten czas. Autobusem lub pociągiem – jeszcze gorzej, bo z trudem przejdę z laską 50 m, a do mamy mam od dworca 1500 metrów, autobusów i taksówek brak. Raz przekuśtykałem, potem cały następny dzień zdychałem na wyrku. Tak więc rower z silniczkiem byłby świetnym wyjściem. Wiesz coś o tym cudzie przedwojennej techniki?

  308. pombocek
    5 września o godz. 20:37
    Jerzy, oczywiście takie silniczki istnieją. Popytam gdzie trzeba i jakby dało się łatwo załatwić, to Ci załatwię. W Polsce znów będę na wszystkich Świętych to spróbuję Ci takie cudo dstarczyć.

  309. Lewy
    5 września o godz. 21:00

    Lewusku, wzruszasz mnie i dziękuję za odrazową gotowość, ale mnie raczej chodzi o praktyczną wiedzę o ich eksploatacji, bo się zorientowałem w internecie, że jest tego w Polsce sporo, choć sama Polska chyba ich nie produkuje. Po prostu pasjonaci wyspecjalizowali się w sprowadzaniu rowerów z silnikami i samych silników z rowerowej potęgi – Holandii. Fakt, że ja w tych gaźnikowych jestem noga, boć trudno, żeby tysiąctonowy zestaw na Odrze gaźnikowy pyrkot napędzał. Na przedmiocie „Silniki spalinowe” przelecieliśmy gaźnikowe lotem błyskawicy i zapomnieliśmy. A że od samochodów i motocykli odżegnywałem się jak święcona woda od szatana, jestem w gaźnikowości nieskażony praktyką teoretyk. Skontaktowałem się już telefonicznie z dwoma sprzedawcami, ale wciąż się nie mogę zdecydować. Z jednej strony kusi prędkość, dzięki której obskoczyłbym trasę Koszalin – Miastko (ew. Słupsk) – Koszalin w jeden dzień latem, z drugiej – o wiele większa możliwość awarii i bieda z naprawami, bo sam nie ze wszystkim dałbym radę, a najbliższy serwis może w Gdańsku lub w Szczecinie. Tak więc dziękuję, Szanowny Lewy, ale poczekamy chyba do wiosny. Natomiast wiadomości o tym sprzęcie chętnie zbieram.

  310. pombocku

    Wiem, ze sie nie pogniewasz, ze nie proszony sie z pomoca wyrywam. A moze by tak zamiast spalinowego elektryczny silniczek zastosowac?

    Wybor silniczkow jest wielki od 250W do 1000W, dla kol przednich i dla tylnych, z bateriami od 7 do 20 Ah, silniki najnowszej generacji bezszczotkowe, dla kol od kol od 20″ do 28″ (cali), wszystkie zestawy sa wyposazane w kontroler pozwalajacy miedzy innymi na ustawienie stalej predkosci podrozy. Oznacza to, ze jesli ustawisz predkosc na 10 km/h, a bedziesz krecil pedalami, to wszystko co „dodasz” zaoszczedzi prad z baterii, jesli bedziesz „krecil” ponizej 10.

    Do tego mozna jeszcze dolozyc panel z baterii slonecznej i w jasny dzien „jezdzic na sloneczku”.

    Jesli Cie to ciekawi, to dawaj znac, a wglebie sie w tematyke i zobacze co sie uda i jak zalatwic.

    ps. O dislach do rowerow nie slyszalem. Ale mialem jako dzieciak taki maly (50cc) „pyrkaczek” nakladany na przednie kolko. Byl jednocylindrowy dwusuwowy i brzmial niemal jak miniaturowa Syrenka i okropnie smierdzial bo niemal nie mial rury wydechowej. Robil wiecej chalasu, niz dawal sily pociagowej i szyciej jezdzielm bez niego niz z nim, wiec poszedl w odstawke i zaginal w nieznany sposob.

  311. @pombocek

    Elektryczne silniki 48V 1000W pozwalaja na jazde z szybkoscia powyzej 50km/h…. Co jest chyba sporo, co nie?

  312. @pombocek

    Wszystkie rowery na ponizszej stronce maja baterie umocowana na ramie, a silniczki w przedniej piascie. Nie moge powiedziec na 100%, ale z wygladu zewnetrznego, sa to sliniki od 250 do 500W. A wasiciele maja ladowarke sloneczna do baterii.

    ‚http://www.solarbike.com.au/

    Z ‚apostrofem

    Mi sie zdaje, ze ja gdzies kiedys widzialem rower z umocowanym panelem batrii slonecznej i jak znajde do podesle.

  313. lonefather

    Uojezuniuomamuniunajśmiglejsza, lonku, pewnie że elektryka to cudo! Tylko że to cudo waży najmniej 25 kilo, a ostatni najekonomiczniejszy rower elektryczny, jaki spotkałem w sklepie, jedzie na jednym ładowaniu niby 80 km, w co nie wierzę, bo do tej pory były takie, co jechały na jednym 40 km. A panele to drugie cudo i pierwsze słyszę.

  314. lonefather

    Dziękuję, lonku, za fantastyczną rowerową galerię. Miałem kłopot ze znalezieniem silnika, ale się kapnąłem, że chyba w piaście. Wszystkiego nie oglądnąłem, bo nie ma po co – zatrzymałem się ze strachu w miejscu, w którym zobaczyłem „80 km/godz”. Jeśli to miał być rower, to to już nie rower. Mnie wystarczy 25, bo ponaddźwiękowych prędkości się bojam. Cuda są na tym Zachodzie. Nie mogę się doczekać, jak mi powiesz, ile te cuda jadą na jednym ładowaniu. Jak dla mnie, musiałyby jechać ze 140, a takich cudów chyba nie ma. No i jeszcze ważna rzecz: jeśli podana jest liczba kilometrów, jakie rower może przejechać na jednym ładowaniu, to czy są to kilometry, które pokonuje sam silnik, czy też jest on tylko wspomaganiem dla pedałujących nóżek.

  315. pombocku

    Masz bardzo nieaktualne informacje, bo najmniejszy zestaw, czyli silnik 250/500/750W z bateria LI wazy raptem 1500 do 1650gram. Nieco ciezsze sa te do 1000W z bateriami 20 Ah, bo waza 2,5 kg dodatkowej wagi do roweru. A nowoczesne panele sloneczne nie sa ciezkie. Jak znajde to podesle linka i sam zobaczysz.

  316. lonefather

    Rower z silniczkiem przydałby mi się wyłącznie do odwiedzin brata i mamy, na wszystkie inne niespieszne okazje wolę pedały. Ewentualnie z żaglem i energetycznym paliwem dla załogi.

  317. pombocek
    5 września o godz. 23:06

    No to taki silniczek 500W bedzie jak dla Ciebie idealny jesli chodzi o szybkosc. Co prawda te 250W i 38V tez osiagaja ponad 20 km/h, ale uwazam, ze lepiej jest miec zapas mocy, a nie uzywac go w calosci, tylko na 2/3 i jezdzic 25 na godzine.

    Jak widzisz silniczki sa takie male, ze sie na pierwszy rzut oka trudno zorientowac, ze ta „ciut wieksza” piasta to jest wlasnie silniczek, a i bateria wyglada jak taki nieco wiekszy bidon, czy termos. W sumie calosc calkiem elegancko sie prezentuje, a jak sie doda abterie sloneczna, to pomykasz za dnia, na tym co „bozie” slonko ludziom daje i nie musisz sie klopotac o stacje paliw. A jak sie robi ciemno, czy slonce nie daje dosc energii, to przeciez zawsze masz pedaly i mozesz/musisz sobie miesnie pocwiczyc.

  318. lonefather
    5 września o godz. 23:08

    Uojenyjeny, lonku, umieram z wrażenia. 1,5 – 2,5 kg! Toż ja napojów więcej wożę. Kurde, jednak z tamtej strony Odry to dopiero postęp! Poza tym cena tego, co mówiłem, że 80 km jedzie na jednym ładowaniu – ok. 3 zł. Tanieją, bo zaczęło się z elektrycznymi rowerami od ponad 6 tysięcy. lonku, mnie amperogodziny nic nie mówią, bo już jestem alztego, mówi natomiast liczba kilometrów, jakie można przejechać na jednym ładowaniu.

  319. pombocek
    5 września o godz. 23:14

    pombocku,
    Te silniczki maja 3 tryby pracy:
    – tylko pedaly
    – pedaly i silniczek
    – tylko silniczek

    Jak ustawisz tryb pracy, tak bedziesz mial. Na tanej zailnkowanej stronie czytalem, ze ten starszy gosc na poczatku nie wierzyl, ale potwierdza ze sie sprawdzilo, co reklamowali nt. tego silniczka. Male, nie rzucajace sie w oczy, mi sie one bardzo podobaja.

  320. pombocek
    5 września o godz. 23:20

    Hmmm, ciezko powiedziec, ale tak na oko, to bedzie chyba wypadkowa wagi calosci, predkosci z jaka sie jedzie, wzniesien, czyli roznic terenu, stopnia naladowania baterii, stanu opony i jej napompowania. Jak widzisz sporo czynnikow gra role, ale teoretycznie na plaskim, z 20Ah bateria w pelni naladowana, przy szybkosci 2/3 maksymalnej (25km/h) to zasieg bez ladowania, powinien byc w przedziale od 130 do 160 kilometrow, na 100% przy jechaniu czesci trasy w „trybie mieszanym”, czyli z wlasnym pedalowaniem.

  321. Ja bym najpierw sprawdził przepisy.
    Czy nie jest tak, że rower z napędem elektrycznym o mocy wyższej niż 250 W i prędkości max powyżej 25 km/h nie jest traktowany jak skuter i musi być zarejestrowany?

  322. lonefather

    lonku, ja cie piernicze! Nie że ja Ciebie piernicze, lecz ja cie piernicze z wrażenia. Pieprzę wszystkie współczesności, prócz rowerowo-elektrycznej. To fantastyczna lukstorpeda na dłuższy dystans i krótki czas. Od dziś choruję na elektrykę. Wprawdzie elektryk ze mnie jak z koziej trąby bomba, ale przecież odkurzacz naprawię, żelazko, lampek nocnych z brzozy narobiłem od cholery i rozdałem, więc może i z takim rowerem poradzę. W dodatku, jak mówisz, silniki bezszczotkowe, to chyba mniejsza możliwość awarii. Oj, lonku, chyba już nie zasnę.

    Aha, Tobermory. Pewności nie mam, ale możesz mieć rację z limitem mocy. Limit prędkości to raczej nie, skoro przy rowerowych i motorowerowych silnikach spalinowych nie ma mowy o limicie prędkości, a tylko o limicie pojemności silnika (do 49 ccm).

  323. lonefather

    Kurde, a w dodatku przy takiej lekkości całej instalacji swobodnie sobie można bez silnika pedałować i na blog, na przykład, cóś smarować, a nie jak ten muł nosem się podpierać.

  324. pombocek i Tobermory

    Przy tych silniczkach, co je rekomenduje podaja, ze maja certyfikaty na USA, Kanade, EU, Australie i NZ, co oznacza, ze spelniaja normy. A jesli o szybkosc sie rozchodzi, to problem nie jest w mocy silnika, tylko w zastosowanym kontrolerze szybkosci. NAwet jesli zastosujesz mocniejszy silniczek z kontrolerem do nizszej szybkosci jazdy, to nie „lapiesz sie” na klase mopedow i mozesz smialo smigac.

  325. Pardą, limit pojemności motorowerów to chyba 50 cm sześć.

  326. Probowalem sie rozeznac w przepisach …,ale na polskich stronach nie ma podanego jasno, jakie sa granice klasyfikowania, bo w jednym miejscu jest mowa o mocy, w innym o szybkosci maksymalnej. Nie jestem specjalista od przepisow, ale z fizyki tyle pamietam, ze przy tej samej mocy silnika, osiagana szybkosc zalezy od masy. Gdyby tym sie kierowac, to dla osiagniecia identycznej szybkosci, potrzeba niemal dwukrotnie mocniejszego silnika dla kogos kto wazy 100 kg, niz 50 kg. Ale to teoria, bo i tak decydujacy glos bedzie mial zapis w ustawie. Jesli ograniczeniem mocniejszym jest szybkosc, to w tym momencie, nawet gdy ma sie mocniejszy silnik, bedzie „kontroler szybkosci”, ktory z automatu nie dopusci do wyzszej szybkosci, niz ta ktora jest na nim ustawiona, co powinno rozwiazac problem.

  327. Prawo o ruchu drogowym (od 20 maja 2011)

    „rower – pojazd o szerokości nieprzekraczającej 0,9 m poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem; rower może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h.”

    Oznacza to, że za rower będą uważane także rowery elektryczne, które spełniają następujące cztery warunki:

    – pomocniczy napęd elektryczny musi być uruchamiany naciskiem na pedały,
    – napięcie zasilania nie może przekraczać 48 V,
    – znamionowa moc ciągła silnika nie może przekraczać 250 W,
    moc wyjściowa ma zmniejszać się stopniowo aż do zera przy prędkości 25 km/h

  328. Jechać takim rowerem można oczywiście szybciej niż 25 km/h, ale bez wspomagania silnikiem.

  329. Jestesmy jako narod, jako calosc, glupcami. Po prostu glupcami. Co pisze z najwieksza przykroscia.

    Wielokrotnie dawalem wyraz przekonaniu, ze z powodu ksenofobiii, ze z powodu propagandy niecheci, jaka rozsiewa kosciol katolicki. Bo w slowa Franka, czy innych sukienkowych klamcow, zwyczajnie nie wierze, czemu dalem wyraz wyzej. Bo z powodu klaustrofobii umyslowej, zascianka polakokatolickiego, obawialem sie rozpoczecia hodowli terrorystow. Tak pisalem i co wiecej nadal mam obawe, ze tak sie moze stac …, ale choc tak myslalem, to myslac i przyjmujac do swiadomosci nowe fakty, zmienilem zdanie.

    Uwazam, ze jak najszybciej powinnismy jako Panstwo, nie jako narod, ale jako Panstwo, przyjac 20, a moze 30 tysiecy uchodzcow.

    Bo mozemy ich przyjac dobrowolnie, albo bedziemy musieli przyjac pod przymusem.

    Wole przyjmowac dobrowolnie.

    I najlepiej jak najszybciej!

    To najszybciej wynika z tego, ze teraz jest szansa na syryjczykow, czy afganczykow, ludzi mlodych, energicznych, bystrych, zaradnych, czesto z niezlym wyksztalceniem i mlodych z rodzinami…

    Jesli bedziemy zwlekac, ci najzaradniejsi, czyli ci co docieraja pierwsi, znajda mijesce w niemczech i Niemcy na nich skorzystaja, a do nas trafia gorzej wyksztalceni, mniej zaradni, czy cwaniacy z Nigerii.

    Wiec jak sami z siebie wezmiemy te 20, czy 30 tysiecy, to potem bedziemy mogli odmowic. Mysle, ze obecne, najwyrazniej wyborami podyktowane zwlekanie,moze mas kosztowac bardzo duzo. Mysle, ze lepiej teraz wziac tych co sa najpewniej najlepsi i tym sie bronic przed przyjmowaniem tych troche gorszych. Mysle, ze lepiej byloby sie pospieszyc.

    I dodatkowo dodam, ze jesli Prezydent Andrzej Duda, nie zwola w najblizszym tygodniu Rady Gabinetowej, to bedzie go mozna oskarzyc, o swiadome dzialania na szkode Polski w imie partyjnego interesu PiS. Bo mamy sytuacje kryzysowa, cokolwiek by o tym Prezydent Duda i PiS nie gledzili.

  330. No coz, pombocku, wyglada na to, ze to co zapodalem, to jednak nie przystaje dokladnie do definicji roweru w Prawie o Ruchu Drogowym. Ale moze byc, ze jakies odstepstwa moga byc zaakceptowane i nie ma co z gory, bez zbadania konkretnego rozwiazania, zalamywac sie. Z pobieznej lektury rozumiem, ze sa mozliwe dwie roznice. Pierwsza to system uruchamiania przez naciskanie pedalow, czyli wylacznie funkcja wspomagajaca silnika elektrycznego, a druga to ten wymog „by moc spadala do zera” przy osiaganiu szybkosci 25 km/h, bo te systemy, ktore zaproponowalem, maja tylko ograniczenie do 25 km/h i nie ma to polaczenia z wysilkiem wlasnym jadacego.

    Z powyzszego wynika, ze albo musialbys rejestrowac moped, albo ryzykowac partyzantke, jeslibys sie zdecydowal na to co podpowiedzialem. I nie musisz mi mowic, co o tym myslisz, bo mysle dokladnie to samo, co i Ty.

  331. Ach!

    Zeby nie bylo, ze jestem naiwny, to dodam, ze jestem calkowicie pewien, ze Prezydent Duda, nie zwola Rady Gabinetowej, w celu ustalenia dzialan, wobec kryzysu zwiazanego z naplywem uchodzcow. Jestem przekoanany, ze nawet jesli zwola, to nie dlatego, ze trzeba uzgodnic dzialania wobec tego kryzysu, bo on jest wymarzonym polem do rozgrywki wyborczej. A takiej okazji Jaroslaw Kaczynski nie zmarnuje na jakies tam wspolne „dobro Polski i Polakow”, bo liczy sie wylacznie dobro Jaroslawa Kaczynskiego.

  332. Pombockowi moge tylko doradzic zebys zwrocil sie do swojego lekarza , czy ten aby
    nie jest w stanie wystawic recepty na taki
    elektro – rower .
    Przyczyny wielorakie : starczy uwiad miesni ,
    arterioskleroza , urazy powypadkowe w przeszlosci .
    Ja dostalem taki na „Verstöpfung. Arterienverlauuf , Koronarre Herzkrankheit ,
    etc. , etc.”
    Koszt : 2 800 € .
    Placi Krankenkasse .
    (Rowniez ubezpieczenie ).

    Najwazniejsze w tym wszystkim , to dobry , zaufany lekarz .
    Z durniami @pombocku , nawet nie probuj !!!

    Pozdrowionka.

  333. lonefather

    Dziękuję, lonek, za chwile uniesienia i radości jakbym znalazł nieznanego grzyba i rozpoznał. Polatałem po naszym internecie i znalazłem jeden typ, którym niby można przejechać 140 km, ale według przepisów za mocny, a i w te kilometry nie za bardzo wierzę. U nas są inne kilometry niż w Europie. Wszystko jest inne, również prawo, które zabrania jechać rowerem z silnikiem elektrycznym więcej niż 25 km./godz, a pedałami suń sobie choćby sto. Motorowery i skutery do pojemności 50 cm, na prowadzenie których nie trzeba prawa jazdy, też potrafią pruć legalnie 60 km/godz.
    Znalazłem też rower z panelami: 7,5 tys. euro. Poczekam, aż będą aku wielkości pudełka zapałek, wystarczające na 20 godzin nieprzerwanej jazdy, a taki rower będzie kosztował 2 tys. zł. Tyle że wtedy będę miał dwieście lat i do kogo pojadę?
    Wracam więc do dumania o spalinówkach. Chcę jak najtaniej, bo tylko na wymienione okazje. Poza tą wyjątkową potrzebą jestem nieodmiennie zachwycony możliwością poruszania się na pedałach na dowolne paliwo. Jeżdżę więc na chałwę, na colę, na energetyki, na czekoladę, na jabłkowy kompot. Ach – i na smażone placki z razowej mąki pszennej lub żytniej, z twarogu, jabłek, jajek, maślanki plus gotowana gryczana kasza. To paliwo robi z rowerzysty prawie perpetuum mobile: trzy lata temu po zatankowaniu trzech placków jechałem do kumpla 122 kilometry i jeszcze bym dalej jechał, gdyby on mnie nie zatrzymał.
    Dziękuję więc, lonku. Cośmy pożyli, tośmy pożyli.
    I Tobie dziękuję, cynamonie, za dobre chęci. Faktycznie chytry pomysł jak na polską pierdzistołkową nieuleczalność.

  334. lonefather (5 września o godz. 15:04)

    „A tymczasem w Czorsztynie… Zostal po cichu pochowany pedofil, arcyBiskup Józef Wesołowski. Cisza zamiast kazania… No bo co tu jeszcze mozna powiedziec jak wszystko jasne! Nie dosc ze “wykluczenie” z kasty kaplanskiej moze sie i odbylo, ale tytulu i splendoru mu nie odebralo. Jeszcze raz koscielne katolickiekie gadanie okazalo sie mamieniem i oszukiwaniem naiwniakow.”

    Rzecz w tym, loniu, ze umarlakow nie daje sie, SKUTECZNIE, karac.

    Bieze sie to stad, ze posrod kar wielu krajow swiata wciaz figuruje KARA SMIERCI. A jak mozna skazac na kare smierci umarlaka? No jak?

    Posmiertnie mozna wciaz jeszcze ULASKAWIAC. Tez z wielkim trudem ale mozna. Tym trudem zwiazanym z PRAKTYCZNA wcielalnoscia takiego ulaskawienia. Ale niech tam bedzie.

    Natomiast jakies tam ‚karanie’, pn. odbieranie tytulu czy innego splendoru, to takie cudy niewidy jakies. Co umarlaka Wesolowskiego dotknie, namacalnie, jakies odbieranie mu, posmiertne, tytulow? Czy innych splendorow? No co go dotknie? Przeciez on on zimny trup. Jesli nie kosciotrup, za kilka zim i lat.

    Komuchy praktykowaly ferwowanie jakichsis posmiertnych wyrokow. Pozniej podobno zaprzestalych, z tego co wiadomo.

    Lexie! Cys ty zyw? Jak jest z karaniem umarlakow w prawodawstwie polskim? Powiedz.

  335. Powodem dla ktorego coraz wiecej krajow znosi kare smierci jest nie jakis tam durny humanitaryzm. Czy inne pierdoly. Tym prawdziwym powodem odchodzenia od stosowania kary smierci jest niemozliwosc wcielenia tej kary w odniesieniu do przestepcow wczesniej zszednietych z padola ziemskiego. Czy ktos probowal skazac na kare smierci Hitlera? O Stalinie nie ma co wspominac. Podczas gdy ich podsadnych, mordercow operujacych z nadania tych dwoch tyranow, do dzisiaj jeszcze probuje sie skazywac na najwyzszy wymiar kary.. Go figure

    Ot i cala to prawda naszych, homosapiensow, osiagniec prawodawczych. Od kilku tysiecy lat odnoszonych na prawo, lewo oraz na wprost. Lex moze to wszystko powyjasniac. Tez na te same trzy kierunki wskazujac palcem wskazujacym. Palec pinky tez sie kwalifikuje do tego wskazywania

  336. pombocek
    6 września o godz. 4:53

    Za latwo sie lamiesz pombocku. Jest tak jak napisal Lewy, ze trzeba poszukac, zeby znalezc. Jesli podajesz mi ceny z Polski, to faktycznie sporo by kosztowalo. Ja nie chcialem wczoraj, po nocy mieszac, ale gdy szukalem informacji, to i tak wciskaly mi sie wszechobecne i nachalne oferty. Ceny sa rozne i oczywiscie najdrozsze sa oferty kompletnych systemow skladajacych sie z zasilacza, osprzetu sterujacego, akumulatora i silnika. Te, ktore mi sie w oczy rzucily zaczynaly sie w okolicach £260.00, do okolo £340.00, ale tylko jedna strone otworzylem, wiec nie ma pewnosci, czy nie da sie znalezc taniszych ofert. Jednoczesnie ze trzy razy „znioslo” mnie na Ebuy’a, a tam od razu widac, ze jesli kupowac oddzielnie skladniki systemu, to mozna zejsc w okolice okolo £140 – £160 za wszystko, co w praktyce moze byc sporo ponizej 1000 PLN.

    Wiec powtorze. Nie panikuj, nie zalamuj sie, tylko pomysl. A jesli sie zdecydujesz, to pamietaj, ze masz przyjaciol na calym swiecie rozsianych i gotowych do pomocy. Moze zacznij od spotkania sie z kims, kto zna nie tylko przepisy, ale zna sie tez na tej calej elektryce i skonsultuj z nim co i jak bedzie traktowane. Bo choc @Tobermory znalazl przepis, to jeszcze nie wszystko i liczyc sie bedzie interpretacja, gdzie jest „pies pogrzebany”. Jesli sie sie zdecydujesz nie zalamywac, tylko dzialac i zbadac, to podesle Tobie specyfikacje techniczna, zeby ten ekspert mogl sie konkretnie wypowiedziec. Tak wiec przemysl i daj znac.

  337. Orteq
    6 września o godz. 6:29

    Rzecz w tym, loniu, ze umarlakow nie daje sie, SKUTECZNIE, karac.

    I tu sie z Toba Ortesiu nie zgadzam, choc na poziomie ogolnym sie zgadzam.

    Dwoistosc bierze sie z tego, ze faktycznie „umarlaka nie da sie ukarac”, ale OSADZIC to juz nie tylko mozna, ale wrecz trzeba.

    Powyzej byla pierwsze dwoistosc, a teraz bedzie druga dwoistosc problemu.

    Otoz jak mawia moja ciotka, pogrzeby nie sa „dla umarlego”, tylko dla zywych. Wiec jesli niby ukarany wykluczeniem ze stanu kaplanskiego, okazuje sie nie wykluczonym, czyli de fakto „nie ukaranym”, co potwierdza pochowek w szatach biskupich i z pierscieniem biskupim na palcu, to jest to informacja dla zywych.

    Masz racje z tym „umarlakiem”, ale jej nie masz jednoczesnie, bo rzecz nie w umaralku, tylko w tym jaki przekaz plynie do zywych.

  338. Abepe Gadecki to mi chyba w myslach czyta, bo gdyby kazda polska parafia przyjela tylko 2 uchodzcow, to mozemy smialo zaprszac 30 tysiecy….

    ‚http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,18716977,abp-gadecki-kazda-parafia-powinna-przygotowac-miejsce-dla-przesladowanych.html#MTstream

    Z ‚apostrofem

  339. lonek,

    Tez moglbym, na poziomie ogolnym, sie zgodzic z toba, tylko po co?

    Rzecz w tym, ze my tu rozprawiamy nie o jakims tam wyimaginowanym ‚osadzaniu’ kogos na jakies infantylne – he he – przewinienia. My tu twardo mowimy o SADOWYM sadzeniu przestepcow takich jak pedofil (nie)sp. abp Wesolowski. Bo tylko na podstawie wyroku sadowego mozna, w cywilizowanym kraju demokratycznym takim jak Polsza, wydac WYROK i zastosowac KARE za popelnioine przestepstwo KRYMINALNE. A jak tu zastosowac jakakolwiek kare w odniesieniu do przestepcy, ktory zmienil, bezpowrotnie, adres na nieosiagalny? No jak?

    Tu masz kawalek mambojumbo nt. tzw. „wyroku” II instancji w Kongregacji Nauki Wiary watykanskiego KaKa

    „Wydalony ze stanu duchownego w 2014 w związku z zarzutami o pedofilię, od tej decyzji złożył odwołanie. Po śmierci Józefa Wesołowskiego Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej poinformowało, że Kongregacja Nauki Wiary odrzuciła odwołanie Wesołowskiego od decyzji laicyzacji z 27 czerwca 2014 r. Uzasadnieniem utajnienia decyzji było „niepogarszanie sytuacji” byłego hierarchy. Jako że wyrok II instancji w Kongregacji Nauki Wiary w sprawie jego odwołania od wydalenia ze stanu kapłańskiego nie był ogłoszony publicznie, tym samym nie uprawomocnił się. Tak więc Józef Wesołowski do ostatnich chwil swego życia pozostał duchownym, w związku z czym pochowany został w stroju duchownym”

    I, na koniec, powtorzmy pytanie Gospodarza

    czy szczur ma dusze? O jakim szczurze mowa, nie wspominajmy. Choc uroczystosci pogrzebowe juz minely

  340. loneku,

    W temacie przez ciebie podniesionym doniesiono mi:

    ‚Na czolowy temat wyrosla sprawa uchodzcow, bo zrobila sie bliska. Na Wegrzech bowiem sytuacja wymyka sie spod kontroli, a i w Czechach juz sa problemy. Dzis spotkali sie w tej sprawie szefowie rzadow panstw Grupy Wyszehradzkiej. Ustalili, ze chca lepszej kontroli granic, a nie chca narzuconych przez UE limitow przyjmowania uchodzcow. Premier Kopacz powiedziala, ze nie odwracamy sie od solidarnosci, ale nie stac nas na przyjmowanie imigrantow ekonomicznych. Wiec trzeba przyjmowac tylko takich, co naprawde uciekaja przed wojna albo przesladowaniami.”

    Biedna pani premiera 1m Kopac(z) nie orientuje sie, najwyrazniej, ze w odniesieniu do cywilnych UCIEKINIEROW z tererenow objetych dzialaniami wojennymi – o uciekinierach z Syrii my tu rozprawiamy – uczciwi ludzie nie pytaja: a czys ty aby nie ekonomiczny immigrant?

    Rzecz w tym, ze jesli chodzi o tzw. biezenstwo, czyli o ucieczki z terenow objetych wojna, statystyki z tym fenomenem zwiazane wykazuja niezbicie, ze ludzie uciekajacy glownie ze strachu przed smierc niosacymi kulami, po wojnie wracaja do domow. Pytanie takich ludzi o ich intencje ekonomiczno-emigranckie jest po prostu, no, chamstwem.

    ‚Bruksela tymczasem chce rozdzielic pomiedzy kraje Unii jeszcze 120 tys. imigrantow. Jezeli podzial bylby wedlug zaproponowanych przez KE regul, to musielibysmy przyjac jeszcze dodatkowe 8 tys. Na razie Bruksela chce zebysmy przyjeli 4 tys. osob, rzad godzi sie na 2200.’

    Czy taki rzad powiniem byc przywrocony do wladzy w pazdziernikowych wyborach?

  341. Dla odmiany, podoba mi sie to, ze o przyjmowanie uchodzcow apeluje kosciol katolicki. Podobny apel podpisali zalozyciele pierwszej „S”.

  342. Ortesiu

    Bo problem w tym, ze my sie odnosimy do TU I TERAZ, a une sa w dwuch fazach jednoczesnie, jak te „koty Sroedingera” i jak im pasi byc „obywatel” to sa obywatelem, a jak nie pasi, to sa „swiete meze” ubiskupione. I zwroc uwage na drobiazg, ze tak zawsze zwyobracaja calosc, ze nadal moga gadac, ze zaden nie zostal skazany za pedofile, znaczy sie, ze jak nie zostal skazany, to nie mozna mowic, ze byl winien. Bo gdyby byl winny, to przeciez bylby skazany.

    Co nie?

    I z tego wynika niezbicie, ze maselko jest maslane, bo zostalo zrobione z maselka.

    **************
    .
    .

    I dlatego wlasnie, trzeba osadzic i skazac NA PAMIETANIE, tak zeby zadne kkat machinacje nie zaciemnily pamieci, ze byl przestepca pospolitym, ukrywanym i ochranianym przez kosciol katolicki.

  343. Ortesiu

    Pani Premiera Kopacz, powinna przejac inicjatywe i natychmiast oglosci, ze sie zgadza z abepe Gadeckim w calej rozciaglosci i zglasz natychmiast do Brukseli, ze Polska przyjmie nie te 4, czy 8 tysiecy jak mowila Kanclerz Merkel, ale pelne 30 tysiecy, czyli po 2 uciekinierow na parafie.

    Papatrz ile korzysci w takim posunieciu:

    Zgodnei z kosciolem.
    Zgodnie z potrzebami.
    Nikt nam nic nie narzuca, bo sami zdecydowalismy
    PiS ma buzie zakneneblowana, bo musialby sie kosciolowi postawic.
    I mozna rozpoczac procedure Inpeachmentu w stosunku do Dudy Prezydenta, bo jest kryzys, a un Rady Gabientowej nie zwoluje.

    Ale tak nei bedzie, bo Premierowa Kopacz, jest „lekarka ze Skarzyska”, a nie Dama Stanu. A szkoda, bo mogloby byc tak pieknie.

  344. loniu,

    Jesli ty mowisz o osadzaniu i skazywaniu, przez SAD RP II – a nie przez I czy II instancje w Kongregacji Nauki Wiary KaKa – to mialbys racje gdyby nie jedno ale:

    TO SE NE STANE.

    Abp Wesolowski umarlak jest. A za jego zycia sadzily go, zgodnie z Konkordatem, „sady” watykanskie. Sady RP II nie mialy do tego, podobno, prawa

  345. lonefather
    6 września o godz. 13:49

    Mnie żaden lis Gądecki w myślach nie czyta. Szkoda – bo by przeczytał: „Panie Gądecki, daj pan przykład, jako Franek dał – weź pan do swego pałacu cztery rodziny. Bo takie uszlachetnianie się cudzym kosztem wstrętne jest i ku.ewsko biskupie”.

  346. lonefather
    6 września o godz. 11:49

    „Za latwo sie lamiesz pombocku”.

    Cóż to znaczy „za łatwo”? Nie startuję w zawodach niełamania się. Poza tym to nie łamanie się, lonku, lecz mentalność rowerzysty wiecznie zachwyconego możliwością poruszania się po świecie o własnych siłach. Mówiłem Ci, że silnik to tylko na dwie specjalne okazje. Ale kiedy wchodzę w materię, widzę razem z nabyciem nowego sprzętu nowe operacje, nowe komplikacje, a mnie to na ge potrzebne. Zwykłe moje trzy rowery stoją w stałej gotowości, a z silnikowymi – a to paliwo, a to ładowanie, a to uszczelka siadła, a to smarowanie, a to .ranie po ścianie. Dziękuję, lonku, za serce i dobre chęci – dopedałuję do drewnianej koszulki o własnych siłach. Ewentualnie podumam o skuterku, żeby z żoną ze trzy razy dalej na grzyby śmigać i po powrocie zdążyć się obrobić przed kolejnym rankiem. Najwięcej – suszymy.

  347. pombocku,
    Mi tez nie czyta, ten Gadecki, w myslach, a napisalem, ze „jakby czytal”. Ale wiem, ze to kolejna sciema biskupia, i tylko napisalem o tym, zeby wykazac jak mozna ot politycznie wykorzystac, tylko trzeba miec do tego „cojones”, a nie gacie pelne ze strachu.

    Gdyby Gdecki umial w myslach moich czytac, to juz by przestal byc biskupem, a zajal sie czyms pozytecznym spolecznie, a nie „dobrem kosciola” i spychologia.

  348. pombocku

    Nic nie wiem o sciganiu sie w zawodach na „nie lamanie sie”, nigdy o takich nie slyszalem. Pytales, nie pytany odpowiedzialem, a ze mi sie spodobal ten „elektryczny” silniczek w piascie, bo taki dyskretny i niewielki, to go zapodalem. Masz wyczucie z tym „chodzeniem” kolo takiego sprzetu, bo zeby akumulator dlugo zluzyl musi byc regularnie rozladowywany do zera i ponownie do pelnosci ladowany. Wiec, gdy tylko dwa razy na rok bylby wlaczany to pewnie szkoda zachodu. Niemniej, ja wiem, z ei Ty wiesz, ze czas potrafi niejedno zmienic, wiecgdyby i tu sie cos zmienilo, to nie wachaj sie ani chwili i w dowolnym momencie dawaj znac. I ttylko tyle, ze nawet jak teraz masz takie zdanie, a za pol roku bedziesz zmuszony je zmienic, to dzialaj zgodnie ze zmiana, a tym co bylo teraz sie nie przejmuj. OK?

  349. Ortesiu

    Sa rozniste sady, watykanskie, boskie, ludzkie, czy historyczne. Jest tez „sad opinii publicznej” i ten akurat tworze ja, Ty i wszyscy inni. I mozemy osadzac drania jak cholera i co wiecej juz go na lamach bloga nieraz osadzilismy, nie pozostawiajac na nim przyslowiowej suchej nitki. Mozliwe, ze warto byloby siegnac rok wstecz i odswierzyc tamto osadzenie.

    A to, ze on umarlak jest, to akurat jak dla mnie, nie ma znaczenia, w jego wypadku zwyczaj nie mowienia zle o umarlakach, jest z natury rzeczy uchylony.

  350. lonefather
    6 września o godz. 15:59

    lonek, zainspirowany Twoimi rowerowymi rewelacjami polatałem po internecie. Nowe elektryczne lukstorpedy są nawet po kilkanaście tysięcy, a nawet po 30 tysięcy. To już dla jakichś bałwochwalców. Ale są i takie przechodzone holenderskie po tysiąc parę złotych. Nie wiedziałem nawet, że u nas też jest spory rynek tego sprzętu. Skusiła mnie najpierw cichość elektryki, ale jak pomyślałem, że zasięg benzyniaków zależy tylko od tego, ile paliwa do kieszeni wezmę, to mi elektryka przeszła. A możliwość awarii, kichanie, prychanie…ebaut to pies, wolę pedałowanie.

  351. „Pero , perooo , bilans musi wyjsc na zero …”
    Spiewal swego czasu nieodzalowany Jan
    Kacmarek .
    No i by sie zgadzalo :
    – Europa stracila miliony ludzi w wyniku I WS .
    – Europa stracila miliony ludzi w wyniku II WS .

    Wiec wszechmozny panbozek postanowil w
    swej szczodrosci i madrosci jedynej , uzupelnic te braki .
    A ze troche to trwalo ?

    No coz , panbozek ma czasu do oporu .

    Pozdrowionka.

  352. Errata :
    ” … nieodzalowany Jan Kaczmarek „.
    Przepraszam.

  353. @ Lewy, @ Boy

    Lewy, znając Boya, za każdym razem cieszę się czytając.
    Dałeś tu smakowitości boyowskie, które są genialne, ale i w tym smutne, że – co widzimy nad wyraz jasno – prorocze na sposób fatalistyczny: katolicka ciemnota i bezmózgowie wtedy (80-90-100-150-Powstanie Styczniowe-300-zabory-600-Bitwa pod Grunwaldem-700-Bitwa pod Płowcami – 1050-chrzest Mieszka I) i dziś są właściwie te same i takie same.

    Boy operuje pięknym językiem i myślą, co można czytać w nieskończoność dla nich samych. Poznawczo zaś zdefiniował niemal wszystko co należy. Ale właśnie – niemal. Pozostał jeden szczegół, który rządzi wszystkim. To on decyduje o tym, że mogą się przez Polskę przewalić potopy, zabory, pogromy, powstania, dwie wojny światowe i kilka rewolucji – i nic właściwie się w katolickich łbach nie zmieni.Ten fundamentalny szczegół to łgarstwo i gwałt na osobie, które są podstawą tego dewastacyjnego wyznania.

    Jest tu coś bardzo ciekawego: nasz ulubiony specjalista od smarowania kajaka kremówką wadowicką, albo nart kajakiem, czy jakoś tak, dorastał w tym samym w zasadzie miejscu (Kraków, gdzie zaczynał Boy), i czasie (Lolek urodził się w 1920-tym).
    Boy opisuje rzeczywistość w której zanurzony był Lolek: dzidziuś i nastolatek krakowski, pobierający lekcje katechezy, tej samej katechezy, którą tak celnie wynicowuje Boy.
    I co? Ano to, że ta katecheza zrobiła z Lolka producenta pracy doktorskiej i habilitacyjnej, przez co stał się wybitnym naukowcem. Ale najpierw katolicyzm wyprodukował w Lolku porażenie umysłowe, metodą opisaną przez Boya. Porażony został aniołkiem, następnie sakramentalnym członkiem kleru, zaraz potem Wybitnym Naukowcem, oczywiście słusznym, bo katolickim, żeby mu się jego habilitacja i biskupstwo zgodziło z gwałtem chrztu i tychże lekcji katechezy. Tak się ta esencja katechezy w Lolku zagęściła, że przekroczyła 100% zawartości bozi w Lolku, a nawet śmiało doszła do 500%, co dotąd udawało się tylko Czechowiczowi, który także był naukowcem: badał % zawartości cukru w cukrze.

    Jest to nigdy nie opowiedziana przez Lolka, ani przez miliony jego wyznawców historia: jak się zostaje w tych warunkach Świętym Ojcem Świętym.

    Czytałem niedawno książkę napisaną przez żołnierza Wehrmachtu, J. Heydeckera, pt. „Moja wojna”. Heydecker był niemieckim antynazistą, pochwyconym przez system i zmuszonym do służenia w armii. Pisze on o tym, że przymus służenia w armii jest niczym innym jak gwałtem zadawanym przez państwo jednostce.
    Gwałt ten jest zadawany młodym ludziom, choć formalnie dorosłym, ale psychicznie jeszcze młodziankom.
    Taka paralela mi się pojawiła przy czytaniu tych fragmentów Boya: niemowlęta są gwałcone chrztem, a następnie nieustanną propagandą religijnych fantazmatów i skrzywień, że przestają cokolwiek z siebie pojmować. Wyznają morderczego bozię i nazywają go bozią kochającą wszystkie swoje dzieci na sposób nieskończony.
    Popieprzenie wszelkich pojęć i odwrócenie ich znaczeń jest konieczne, by katolik był katolikiem, a wyznawca wyznawcą.

    Bardzo to wszystko, na sposób katolicko naukowy, demonstrował kolega Boya – Lolek.

  354. @@ Lewy, pombocek

    O ile wcześniej mniej mnie przekonywał pomysł który zgłosiłeś, Lewusku, by w jakiejś formie opublikować wyciśnięte do powszechniej pożywnej treści produkcje na blogu pana Jacka, to teraz spod kołnierza wyrasta mi jakiś pęd akceptacji.
    Jako widzący, i mający zwidy, widzę atrakcje takiego pomysłu.
    Natomiast czynności ku temu konieczne to jeszcze inna inszość.
    Ja bym widział to coś na sposób nieco zbliżony do „dialogów na cztery nogi”.

  355. pombocek
    6 września o godz. 16:20

    Rowerowałem ze 2 lata temu z grupą rowerzystów, wśród których byli elektrycy rowerowi. Zasuwali na rowerkach mocno podobnych do składaków, z niedużymi kółkami i ramą w pałąk. Motorek był bodaj w tylnej piaście, a bateria chyba pod siodełkem. Na płaskim mogli sobie pedałować, czym ładowali baterię, a pod górkę całkiem nieźle ich ciągnęło. Z górki to sam wiesz – ładuje jak huragan.
    Na 60-cio kilkometrowej trasie czułem jazdę w nogach, a elektrycy (zresztą rzadko rowerujący więc mało ćwiczeni) twierdzili, że prawie wcale jazdy nie czują.
    Były to rowery wypożyczone z firmy, która je wprowadzała na polski rynek. Cena ponoć miała być „przystępna”, ale co to znaczy – nie wiem. Nie znam też marki tych maszynek, ani rowerzystów, wiec nie bardzo mam Ci jak podać namiary. Ale coś takiego jest , więc powinno być do namierzenia.

  356. lonefather
    6 września o godz. 16:04

    „Nie sądźcie, żebyście nie byli sądzeni” to jest coś nieustannie przywoływanego, gdy trzeba osądzić jakiegoś katolika, a biskupa zwłaszcza.
    Natomiast gdy katolik osądza niekatolika, to zasada nie ma zastosowania.
    Faryzejstwo z zastosowaniem tej lichej zasady jest codzienne. Codziennie każdy osądza coś lub kogoś po wiele razy. Ale „nie sądźcie” więc osądzający katolik łże, że nie osądza, żeby mu się zgadzało i miał bardzo ładnie wykrochmalone sumienie.

  357. @Tanaka , 18:29

    „… ladnie wykrochmalone sumienie …”

    Dla mnie bomba !
    Tylko kto dzis jeszcze pamieta krochmal ?!

    Wszelkie posciele sa nie gniotace .
    Pranie , suszenie i … fertig !

    Krochmal …

    Pozdrowionka.

  358. @Tanaka przyznaję rację, tzn. obydwoje z @Konstacją właściwie oderaliście treść artykułu, czyli czytaliście ze ze zrozumieniem.
    Zastanowiło mnie tylko jedno w twoim wczorajszym wpisie: znak równości pomiędzy homoseksualistami a księżmi, w tym twoja niechęc do tych pierwszych także. Użyłeś słowa „peadał”, które ma wydzwięk negatywny, byc może powodem byl pospiech w pisaniu. Tak staram się to tłumaczyć, a dla wszystkich mniej tolerancyjnych kolejna lekcja dla zrozumienia:
    „…When I was born they poisoned my mind
    They told me to fight but I’m not that kind
    They say I was meek but I did not mind
    It’s case of the weak leading the blind…”
    O rodzaju słabości:
    „https://www.youtube.com/watch?v=zizrDyJ2uuE
    możesz słuchaC z zamniętymi oczami, jeśli razi.
    z uwielbieniem, żabka itd

  359. Tanaka
    6 września o godz. 17:56

    Dziękuję, Tanako. Już wszystko wiem, jeśli nie liczyć tego, że nic nie wiem. Prócz tego, oczywiście, co wiem. A wiem, że gdybym wolał, żeby lekko, od dawna jeździłbym blaszakiem. Jeszcze zastanawiam się nad hulajnogą, żeby półtora kilometra od dworca PKS przejechać, bo roweru, nawet żoninego na kółkach 20, autobus nie weźmie. W każdym razie tyle transformacja w miasteczkowej Polsce przyniosła, że mam do Miastka tylko jeden autobus na dzień (zaczęła się szkoła, to będą dwa), a w Miastku – jedną taksówkę, której nie ma.

    Pomysł wydania zbiorku ateistycznych gaworzeń mi się podoba. Trochę mało drugiego, że tak powiem, brzegu rzeki. Jak się rozpęta z dezerterem, wygląda, że jest tego od metra, ale on z tymi cytatami jest nudny, więc mógłby być tylko małą ciekawostką i świadectwem, że był. Ciekawostką większą natomiast, uważam, mogłyby być potyczki między ateistami, w których brylowała dwójka ateistycznych hunwejbinów…
    No tak, ja się rozpędzam, a kto by to miał robić?

  360. @georges53, nie bój żaby. 29 lipca br. był dla ciebie dobrym dniem dla wyrażenia emocji, mnie osobiście zabrakło czasu żeby pochwalić, teraz jest okazja; może nie za formę a za przesłanie zawarte w tekstach pisanych pomiedzy 13:53 a 15:42. Według mojej oceny były to jedne z bardziej wartościowych wpisów wśród tysięcy innych. Bo ja czytam wszystko, z wyjątkiem treści:
    – o gotowaniu, jedzeniu
    – o żeglowniu, pedałowaniu, wspinaniu się, zjeżdzaniu itp.
    – o wszelakigo rodzaju dolegliwościach fizyczynych blogowiczów
    – o znajomościach z celebrytami
    – o namiocikach, żagielkach i motorkach
    – o wzajemnych adorowaniu się
    Ponadto przewijam: analizę pism świetych, teksty zaczynające się od maniery „łojezusicku”itp., wpisy kolegi który nie jest bezinteresowny oraz tzw.” ateistyczne gaworzenia” …
    Co ja tu właściwie robię?

  361. żabka konająca
    6 września o godz. 19:15

    Żabko, jak czytam, to ze zrozumieniem, albo wcale. No, chyba, żebym bez zrozumienia. Bywa tak, że jakieś dziecię boże pozbawione głowy da głos kwaśny , a ja wtedy bez zrozumienia do takiego głosu podchodzę.

    Nic a nic mi się nie omskło, gdy napisałem „pedał”. Mówię jak jest: pedał to pedał, czyli zbok, ciota i pederasta. Oraz kilka jeszcze wyrazów.
    Odnoszę się po prostu z szacunkiem i w duchu prawdy do tego, co ma w głowie prawidłowy wyznawca. Czasy są teraz ciężkie i wyznawca musi czasem, strasznie się męcząc i z okropnym wewnętrznym obrzydzeniem powiedzieć przy ludziach: „homoseksualista”, albo nawet „gej”. Ale w głowie ma to co zawsze: ciota, pedał, zbok – i cała reszta Tradycji. Wyznawca przecież słyszał, co bozia w Biblii robi z ciotami i pedałami. To go zobowiązuje do głoszenia prawdy.
    Tymczasem lewactwo i kultura śmierci upiera się podle, żeby mówić „gej”.
    Pozostając w Prawdzie, należy przypominać, należy mówić Prawdę, a więc przypominać, co ma w głowie prawidłowy wyznawca. Ma pedała.

    Ja zaś jestem zwolennikiem dżenderu. Dla mnie, jako niewyznawcy, Anna Grodzka jest tym, za kogo się uważa, a więc kobietą. Dla prawidłowej katoliczki o nazwie Pawłowicz Krystyna dr hab., Anna Grodzka to facet z gębą boksera.
    Ja się nurzam w cywilizacji śmierci, Pawłowicz Krystyna dr hab. jest gorącą wyznawczynią Cywilizacji Miłości.
    Cywilizacja Miłości, za pomocą Watykanu swego, ogłosiła właśnie, że transseksualiści nie nadają się na rodziców chrzestnych, bo „głęboko sprzeciwiają się Prawdzie Bożej o własnej tożsamości”.
    Cywilizacja ta ustala, że Anna Grodzka to ryj boksera.

    Dlatego trzeba głośno, w duchu Prawdy nazywać to, co siedzi we łbie prawidłowego wyznawcy Cywilizacji Miłości. Tak-tak, nie-nie.
    Sami się tego domagają.

  362. @zabka konajaca , 19:49

    „Co ja tu wlasciwie robie ?”

    Oj , @zabko !
    Po prostu konasz .

    Pozdrowionka.
    P.S. mam nadzieje ze nie do konca .
    By Cie tu brakowalo , tak ze konaj powoli .
    Prosze !

  363. @Tanaka, @Lewy
    Dla równowagi kilka słów rówieśnika Boy’a, Stanisława Brzozowskiego mianowicie. Z „Legendy Młodej Polski”:

    Katolicyzm jest dziwną budową.
    Kto nie usiłował wżyć się weń, nie zna jego tajemnic, jego czarów. Przeciętny Polak-katolik mało lub wcale nic nie wie o tym, jak głębokim umie być katolicyzm, gdy się w nim szuka głębokości. Pierwszym pozorem, rzucającym się w oczy, jest subordynacja, brak krążenia krwi i ducha, – martwota. Posłuszeństwo hierarchiczne, podporządkowanie laików duchowieństwu, są to najbardziej uderzające rysy kościelnej budowy. Ale w granicach tego posłuszeństwa kościół posiada swoje kaplice dla samotników, krypty dla myślicieli, baszty dla rycerzy: to, co orle, i to, co podziemne w ludzkiej duszy, znajduje tu schronienie. Istnieją całe systematy głębokich filozoficznych, artystycznych koncepcji świata, które uzasadniają to posłuszeństwo kościołowi, ale jednocześnie pozostawiają myśli indywidualnej bezgraniczny niemal przestwór dla spekulatywnych dociekań, intensywnej kultury ducha.
    Nigdzie chyba na całym świecie stosunki pomiędzy katolicyzmem, jako religią ludową, a katolicyzmem jako głęboką dyscypliną moralną, obejmującą całe życie człowieka, pomiędzy katolicyzmem maluczkich i katolicyzmem doktorów, nie ułożyły się w sposób tak straszliwie demoralizujący, jak u nas. Nie wątpię, że pośród naszego duchowieństwa mogą istnieć jednostki o wybitnej wiedzy teologicznej, to pewna, że w życiu umysłowym oświeconych laików katolicyzm nie odgrywa niemal żadnej roli
    .

    I nic się od 1909 roku nie zmieniło, mimo że zmieniło się niemal wszystko.

  364. Tanaka
    6 września o godz. 17:42
    Mam w zapasie jeszcze trochę Boya, ale nie chcę go całego od razu wywalać. Zresztą wydaje mi się, że i tak mało kto oprócz Ciebie to przeczyta, gdyż jak na blog są to zbyt długie teksty. Ale ja niezrażony i zachęcony przez Ciebie będę tak dalej czynił.
    A propos perwersyjnego boga, który najpierw stwarza „niedoskonałego” człowieka, a potem go za tę niedoskonałość karze, o czym pisze Boy, to przyszło mi coś do głowy.
    Jerzy Pieczul nabijał się kiedyś z wszechmocnego Boga, który poszukuje przestraszonego Adama po spożyciu jabłka. Ten wszechwiedzący pyta: „Adamie, gdzie jesteś ?”
    Jerzy sobie drwi, że wszechwiedzący nie wie gdzie jest Adam. Otóż Jerzy źle interpretuje to zapytanie wszechmocnego, on nie pyta, bo nie wie, on jest po prostu sadystą, który udaje, że nie wie, a Adam z Ewą trzęsą sie ze strachu. W wielu filmach horrorach wykorzystuje się ten pomysł (np. w Blue Velvet) kiedy to morderca psychopata powoli krąży po domu i pyta: Suzie, gdzie jesteś ? Wiem Suzie, gdzie jesteś, zaraz cię Suzie znajdę. A Suzie kryje sie w jakiejś szafie trzęsąc sie ze strachu.
    Można więc powiedzieć, że autorzy starego testamentu byli prekursorami w pisaniu scenariuszy do horrorów.

  365. pombocek
    6 września o godz. 19:15

    Powiem coś bardzo brzydkiego w sprawie Twoich problemów rowerowo-autobusowych. Właściwie – powtórzę, co było świeżo w Polityce: Holandia ma 35 tysięcy kilometrów ścieżek rowerowych. Rowerem wjedziesz do pracy, filharmonii, urzędu skarbowego i do kościoła, oraz wyjedziesz spod wody.
    O transporcie publicznym nawet nie wspomnę, bo i tak już Cię pewnie rozsierdziłem.

    W sprawie wydawnictwa: nie jestem całkiem pewien, czy są tu braki „drugiego brzegu”. Poza zdezerterowanym, który jest co prawda męczący, ale i bardzo w tym zabawny, co pozwala na wyłapanie klinicznego kontrastu, było i bywa tu sporo speców od „drugiego brzegu.”
    Jego niekonieczność jest też dlatego, że nurt przy jednym z brzegów potrafi się toczyć bardzo wartko, przewrotnie i szeroko. Same „dywagacje na kanwie” też potrafią być nośne. Dodajmy do tego ogólną szajbę, wymieszajmy z powagą, dogłębność badania skonfrontujmy z dowcipem, oficjalny język „przemodlenia” zderzmy z sarkazmem i rzeczywistością, która sama z siebie jest wobec przemodleń i uwzniośleń złośliwa i mamy może gotowy pomysł wydawniczy.
    Jego konieczną częścią powinny być też Twoje znakomite teksty przypowiastkowe. Znacznie lepsze od produkcji ewangelisty anonimowego, składającego się z kilkuset podwykonawców anonimowych do kwadratu , których cuzamen święty sobór nazwał „św. Janem”, albo „św. Markiem” i pozostałymi dwoma.

    W sprawie technikaliów i koniecznej menedżerki, jesteśmy przed etapem „zero”. Etap 1, jak wiadomo wygląda tak, że każdy ma dobre pomysły ,a następnie „ktoś powinien coś z tym zrobić”.
    Pan Jacek się na razie w sprawie nie odzywa, ale już się może orientować, że palce wskazują na niego.

    Etap na którym jesteśmy jest serowarski, a więc bardzo przyjemny: etap dojrzewania.

  366. Jeszcze jedna godzinka i bedziemy wiedzieli. Albo nie. Cisza jest ogromnie przygnebiajaca

  367. Tanaka

    Masz rację nieborację. Okropnie przyjemna rzecz, kiedy w dojrzałych baśkach sery dojrzewają.

  368. Tanaka

    Ale jak się przypomni, że do przeglądnięcia byłyby dwa niedawne maratony z ponad pięcioma tysiącami wpisów…

  369. Lonefather. 6 września o godz. 15:59
    =================
    .
    >>>… bo zeby akumulator dlugo zluzyl musi byc regularnie rozladowywany do zera i ponownie do pelnosci ladowany. >>>
    .
    Wtrącam się tylko w kwestii formalnej…
    To już dawno nie jest prawdą.
    Dawno, dawno…
    Pozdr.

  370. anumlik
    6 września o godz. 20:27

    Dajesz ciekawy cytat, ale przy Boyu on blady. Tym niemniej, cytowania warty. W sumie też nie bardzo widzę, aby był „dla równowagi”, bo chyli się w stronę Boya, tyle, że nieco niewyraźnie.
    A z treścią to bym się zaraz posprzeczał: martwota jest nie pozorna, ale realna. te „baszty dla rycerzy” i „krypty dla myślicieli” tchną ciągle tym samym: stęchlizną i pustką.
    Nie inaczej, gdy produkt na wierzchu ma formę jak widać. Ci „myśliciele” i ci „rycerze” kondensują się do biskupa i do papieża. Z wiadomymi objawami.
    Jeśli miałby być katolicyzm „głęboką dyscypliną moralną, obejmującą całe życie człowieka” – nic to samo z siebie nie znaczy. Ma być jezuskowy i ma być biblijny, a przede wszystkim ma być „Prawdziwy”. A ta prawdziwość to oksymoron. Zaś „głęboką dyscyplinę moralną” może mieć dowolnego koloru UFOk i wyznawca Powtora Spaghetti, albo Gwiżdż Janina.
    „pośród naszego duchowieństwa mogą istnieć jednostki o wybitnej wiedzy teologicznej” – nie mogą. Produkcja teologów jest produkcją wsobną i sobie dobrze robiącą. Zaś wiedza teologiczna sama w sobie także jest niczym. Albo się zgadza z jezuskiem i bozią rypiącą głazami z nieba w ludzi, albo „sprzeciwia się Bogu”.
    Bardzo zaawansowane rozważania teologiczne o tym, ile diabłów zmieści się na końcu szpilki, albo kiedy dusza wstępuje w kobietę są istotą teologii, czyli istotą niczego.

    Wszystko to razem ma się nijak do „katolicyzmu ludowego”, który jest prawdziwy, bo masowy i rządzący.

    „I nic się od 1909 roku nie zmieniło, mimo że zmieniło się niemal wszystko.”
    Otóż to właśnie, otóż to. Ale zupełnie nie: nie od 1909, ale od dnia w którym urodził się Jezusek, albo się nie urodził. A nieco dokładniej, od dnia imprezy integracyjnej pt. „Adam i Ewa”. A jeszcze nieco ściślej – od dnia, gdy Potwór Spaghetti wymyślił bozię.
    Czyli stosujemy równania różniczkowe, czyli dochodzimy do ks. prof.Michała Hellera i jego bozi, która jest nim samym, która jest brodą matematyki i pierdyknięciem bozonu Logosu.

    Zaś kolega Heller, siedzi w krypcie. I myśli.Co znaczy – Kościół kat jest orli. I ma wielką kulturę myśli. Że myśli.

  371. żabka konająca. 6 września o godz. 19:49
    =================
    .
    >>>@georges53, nie bój żaby. 29 lipca br. był dla ciebie dobrym dniem dla wyrażenia emocji, mnie osobiście zabrakło czasu żeby pochwalić, teraz jest okazja; może nie za formę a za przesłanie zawarte w tekstach pisanych pomiedzy 13:53 a 15:42. Według mojej oceny były to jedne z bardziej wartościowych wpisów wśród tysięcy innych. >>>
    .
    No, to mam(y) zagwozdkę…
    Ciekawość we mnie wezbrała, czym się tak zasłużyłem dla potomości.
    Wpisałem 29 lipca i 13:53 do okienka i … nic się nie znalazło!
    Czym więc zwróciłem Pani uwagę?
    ( rzadko mi się zdarza napisać coś sensownego, więc, jeśli już coś mi się trafiło, to chciałbym wiedzieć…)
    Chyba że… Wygląda na to że zebrałem pochwałę za cudze zasługi (!?)…
    Pozdr. 🙂

  372. Lewy
    6 września o godz. 20:32

    Jak się niebieską książeczkę, zwaną żartobliwie Biblią potraktuje na serio, to Jerzy ma rację:bozia jest niezorientowany, szuka Ewy i Adasia, nawołuje, odgarnia listki, przeskakuje rączo strumyczki, oraz rypią go komary malaryczne, od czego są potem poważne skutki w zachowaniu bozi w następnych odcinkach.

    Możliwa jest wersja pośrednia: commedia dell’arte , albo też burleska: bozia udaje, że szuka, a Adaś i Ewa na goło latają po scenie. Publika ma ubaw po pachy i rzuca groszem oraz resztkami z obiadu.

    Jak się z drugiej strony rzecz potraktuje poważnie, to rację masz Ty: bozia to cyniczny łobuz, rodem z horroru. Ten opis ścigania Suzi jest nadzwyczaj trafny.
    „Łobuz” to wyrażenie bardzo przyjacielskie i nadzwyczaj łagodne.

    Czytając Twoją wersję z horrorem,myśl zaczęła mi krążyć, wokół czegoś, czego zrazu nie mogłem zidentyfikować. Ale przyszpiliłem: horror na slodko, Javier Bardem, jako bozia, pod postacią „padre Lorenzo” w filmie „Duchy Goi”. Ta słodkość brata Lorenzo, ta przyjacielskość, to przemodlenie i uwznioślenie, ta lepkość, przymilność, milutkość i łagodność kryjące pod maską potwora.
    To właśnie.

    Gdzie nie spojrzysz – horror. Od początku do końca.
    Wieża Babel: książeczka mówi jasno – ludzie ją zbudowali wysoko, żeby była z daleka widoczna, by się nie pogubili na pustkowiu. Mieli więc na widoku to, by nikt nie przepadł i nie zginął. To bozię niemożebnie rozjuszyło, bo uznał to za straszną bezczelność: po to człowiek jest, żeby ginął, jak ma bozia taki „Plan Boży”. Tak bardzo się rozjuszył, że ludziom dotąd się porozumiewającym, pomieszał języki, przez co za cholerę nie mogą się dogadać, ze skutkiem do dziś – śmiertelnym. I wszyscy, co przez brak wieży zginęli na pustkowiu – to ofiary bozi.

    Człowiek coś czasem kapuje, więc skapował tyle, że z tym bozią się nie da. Zaczął budować latarnie morskie. Było to bluźniercze, ale ocalało życie. A to się sprzeciwia bozi.
    Człowiek musi nieustannie poprawiać to, co bozia spierniczył. fakt – poprawianie nie zawsze jest udolne. I za poprawianie bozi, czyli ocalanie ludzkiego życia, jest karany,o czym przypomina srogo każdy biskup. Oraz teolog i doktor Kościoła,co przypomniał w cytacie @anumlik. Po to kościelny mędrzec ma kryptę, by w niej siedział.
    Ocalanie życia jest dla człowieka podstawową wartością, dla bozi – obrzydlistwem, za co wtrąca bluźnierców do piekła.

    Ten kościelny mędrzec z krypty i ten z wieży, i ten ludowy oraz teolog wraz ze swoim papieżem, to są bardzo ciekawe przypadki psychiatryczne oraz kryminalistyczne.

  373. Tanaka
    6 września o godz. 17:48

    Natomiast czynności ku temu konieczne to jeszcze inna inszość.

    Ktos, najpewniej Pan Jacek, musi podjac decyzje, ze da sie cos sensownego wycisnac z tego blogowego miszmaszu.

    Potem musi byc okreslone „co ma byc wycisniete, czyli jaki ma byc sens i przekaz tego, co zostanie odcedzone i swiatu ukazane.

    Powyzsze wyobrazam sobie pod postacia paru, tematycznie ukierunkowanych rozdzialow, na przyklad: „Rozdzial 4. Blogowe trolle i jak je zwalczalismy”, albo „Rozdzial 7. Bez bloggera (Pana Jacka) blog tez zyje, czyli 3251 postow.” i inne powazniejsze i powazniej reagowane tematy.

    Wybor postow i tu pojawiaja sie pierwsze powazne „schody” pod postacia tego, kto ma dokonac wyboru, czyli poswiecic wiele, wiele godzin pracy na czytanie i wybranie sensowne, sensownych postow, ktore zobrazuja mysl jaka maja przekazac. O samej mysli nie wspominajac, bo ta akurat mozemy na „biezaco” przedyskutowac… i chocby „jako-tako” uzgodnic, pomijajac, bez lekcewazenia, tak zwane „zdania odrebne”.

    Po przebrnieciu przez powyzsze, efekt powyzszego bedzie musial byc zredagowany, pod katem publikacyjnym i innymi koniecznymi katami.

    Kto sie podejmie redakcji?
    Czy za „frico”, czy za kase?
    A moze kolektywny „redaktoriat” zainteresowanych blogowiczow?

    W kazdym badz razie, gdy juz zostanie osiagniaty stan zredagowania, pojawia sie problem praw autorskich…

    To jest osiagniecie stanu niemal „gotowosci” publikacyjnej i w tym miejscu sila rzeczy stykamy sie z rzeczywistoscia skrzeczaca o „prawach autorskich”, co nie jest trudne do przebrniecia, bo wystarczy ze autorzy zrzekna sie swoich praw autorskich na rzecz …, i tu sie pojawia problem, czyli na czyja rzecz autorzy wybranych do publikacji postow mieliby sie zrzec swoich autorskich praw?

    Ja na przyklad bez problemu zrzekne sie „praw autorskich” na rzecz Pana JAcka Kowalczyka, jesli On wezmie na siebie ten ciezar. O innych mozliwosciach nie wspominam, bo uwazam je za przedwczesne.

    Zalozmy, ze do tego momentu udalo sie nam przebrnac przez wszystkie wieksze i mniejsze problemy, a to stawia nas w obliczu wydania tego osiagniecia ze sfery blogosfery.

    Kto ma byc wydawca?

    Szukamy?
    Czy decydujemy sie wydac wlasnym sumptem?

    Ma ktos z blogowiczow kontakty?

    Jesli na powyzsze pytanie nie bedzie odpowiedzi pozytywnej, to mozemy pomyslec o wydaniu na wlasny koszt. Czyli zgodzenie sie co do wysokosci nakladu i wlasnego w nim udzialu. Moze byc to ustalone metoda KOSZT/(dzielony/liczbe cytowanych blogowiczow), albo KOSZT/(proporcjonalny przelicznik indywidualnych cytowan). Czyli w pierwszym wypadku, chocby „lonefather” byl tylko raz zacytowany, na przykladowe 1500 cytatow, przy 32 cytowanych autorach, to oplacilbym 1/32 kosztow wydania. Ale gdyby „lonefather” byl zacytowany 175 razy, przy 1500 cytowaniach, to oplacilbym 175/1500 kosztow publikacji. Jasne? MAm nadzieje, ze prosciej tego sie nie da wytlumaczyc.

    Malym problemem bedzi fiasko rynkowe, bo koszty pojda w straty i przedsiewziecie zwyczajnie zbankrutuje. Problem sie pojawi w sytuacji, gdy bedzie sukces wydawniczy i pojawia sie zyski, od ktorych trzeba bedzie zaplacic podatek. W tym wypadku lepiej bedzie, jesli wydawca bedzie ktos inny niz osoba prywatna. NAjlepiej byloby zawczasu przygotowac sie na ta okolicznsc i polaczyc wydawce z beneficjentem ewntualnych zyskow z publikacji. Czyli z gory zdecydowac sie kto ma otrzymac zyski (jesli beda) z tej ateistycznej publikacji. NA mysl przychodzi mi Fundacja Janiny Ochojskiej, lub inna podobna humanitarna dzialanosc charytatywna.

    Wydaje mi sie, ze wiekszosc problemow uwzglednilem i zapodalem mozliwe rozwiazania. Prosze tego nie traktowac jako pewnik, a tylko i wylacznie za wskazowke co i jak moze byc zrealizowane.

    Osobiscie jestem ZA, bo jestem ciekawy, czy zdolamy to zrealizowac, czy utkniemy tylko na etapie pomyslu.

    Osobiscie mam tylko jedno, jedyne zastrzezenie. Jesli mialoby sie udac, to moje posty przed skierowniem „do druku”, musza zostac skorektowane pod katem ortografii. Innych zastrzezen nie mam.

  374. pombocek
    6 września o godz. 21:08

    Mam taki plan: robić własne sery. Plan mam od czasu, jak zżarłem ser domowy wyrobu pewnej gospodyni, zapity krystalicznym samogonem pioruńskiej mocy.
    W tej sytuacji plan może mieć drugą część: produkcję pioruńskiego.

  375. Tanaka
    6 września o godz. 20:48

    W metaforycznosci „serowarskiej”, znow jako pastuch dyplomowany sie wypowiem, to jestemy nie na etapie serwatki, ale wstepnego wpuszczenia podpuszczki…

    Czy zadziala, to nie wiem, ale jak poczytasz co wyzej przywolalem, to sam zobaczysz, ze dopiero zaczelismy i nie wiadomo, czy wogle z miejsca ruszymy.

  376. Tanaka
    6 września o godz. 22:02

    Czesc „druga” proponowalbym pominac, bo jak na niej sie skupimy, to ryzykujemy nie rozpoczeciem czesci pierwszej.

  377. lonefather
    6 września o godz. 21:59

    Lonefatherku, piszesz obszernie, a ja już dziś mogę nie zdążyć.Więc „natenczas” taka wrzutka:
    pewnie nikt tego dotąd nie zrobił, a rzecz może być także przez to, siebie warta – figle, żarty, obśmiewunki pośród dyskusji bardzo poważnych i ze sporą, przechodzącą miejscami w stany alpinistyczne, znajomością rzeczy.
    Niewyznawca, ateista obświewający się jak norka i bawiący się jak prosię pośród krajobrazu skrzywień i draństw religii i jej prawidłowych wyznawców. Zapis życia, żywotności, sensowności i tego, co w życiu prawdziwe, żyjące, wartościowe i etyczne, wobec bęcwalstwa, zgrywy, fantazmatów, bełkotów, łgarstw i spazmów nienawiści wyznawców prawidłowych.
    byłaby to rzecz rewolucyjna i trudna do zniesienia. wymagająca desperackiej zapewne odwagi.
    Ale może wersja bardziej krotochwilna, znośnie kompromisowa, byłaby tym,czego zegar czasu się dopomina?

  378. lonefather
    6 września o godz. 22:07

    Właśnie: ser i ser zapity, tworzą rzeczy porządek. Więc najpierw część pierwsza. Ale masz rację – druga widziana „w oderwaniu od Prawdy Bożej o człowieku”, może uziemić część pierwszą.
    Dlatego – nie odrywamy.

  379. Tanaka
    6 września o godz. 22:11

    W samo czółko. O to mi zawsze chodziło. Nawet nie o to, żeby ośmieszyć, ale żeby się pośmiać, co jest trudniejsze. Tylko czy akurat takiego materiału znalazłoby się w sam raz na tomik.

  380. @Tanaka, cieszę się że się zgadzamy a już myślałam że pod wiadomą książeczkę na etapie zerowym piszesz. Więc bez urazy.
    Z drugiej jednak strony wizja wydawnictwa może zdyscyplinować blogowiczów, bo a nuż wydrukują „myśli ludzi oraz psa” i wszystko będzie jak na dłoni widoczne, i to co się kiedyś napisało wstyd przyniesie?

  381. lonefather (16:04)

    „A to, ze on umarlak jest, to akurat jak dla mnie, nie ma znaczenia, w jego wypadku zwyczaj nie mowienia zle o umarlakach, jest z natury rzeczy uchylony.”

    No to se mow do sciany. I jako tego z kolei zwyczaju ani zamierzam uchylac.

    Mowienie do sciany jest ogromnie produktywne. Shirley Valentine pogadala, w ramach frustracji malzenskich, do sciany w Albionie

    ‚http://www.imdb.com/title/tt0098319/

    i zobacz czym za to zostala nagrodzona. W Grecji zreszta

    ‚https://www.youtube.com/watch?v=OQZZAPp1HhU

  382. @georges53, cyfry pomylilam jak zawsze; blog „Islam zabija młodyc, 29 lipca godz. 15:33 i pózniej. Rozumiem, że napisałeś o poczuciu krzywdy która deprawuje człowieka.

  383. Czytam dyskusję powyżej. Szanowni moi! wy tak poważnie?, pomniki za życia, laury itd. A moje uwielbienie dla @Tanaki to wam za mało?

  384. Lewy
    6 września o godz. 20:32

    „Można więc powiedzieć, że autorzy starego testamentu byli prekursorami w pisaniu scenariuszy do horrorów”.

    Odkąd w XVI wieku p.n.e. zaczęto spisywać Pisma, dostępna też była pomoc w ich zrozumieniu. Na przykład Mojżesz, pierwszy wódz narodu izraelskiego, „począł objaśniać” to, co napisano. Wykwalifikowani nauczyciele Pism byli do dyspozycji również jakieś dziesięć stuleci później. W roku 455 p.n.e. duża grupa Żydów—w tym wiele dzieci—zebrała się na placu w Jerozolimie. Nauczyciele „czytali na głos” święte Pisma. Ale na tym nie poprzestali. „Na bieżąco podawali, jak rozumieć to, co czytano”.

    Pięć stuleci później w podobną działalność edukacyjną zaangażowany był Jezus z Nazaretu. W gruncie rzeczy wśród ludzi znany był przede wszystkim jako nauczyciel. Nauczał zarówno wielkie tłumy, jak i pojedyncze osoby. Gdy pewnego razu wygłosił słynne Kazanie na Górze, „tłumy były niezmiernie zdumione jego sposobem nauczania”. Wiosną 33 roku n.e. w drodze do wioski leżącej w pobliżu Jerozolimy Jezus rozmawiał z dwoma swoimi uczniami i „w pełni objaśniał im Pisma”

    Naśladowcy Jezusa również byli nauczycielami. Któregoś razu pewien etiopski urzędnik czytał fragment Pism. Uczeń Filip podszedł do niego i zapytał: „Czy istotnie rozumiesz, co czytasz?”. Etiopczyk odpowiedział: „Jakżebym mógł, jeśli mi ktoś nie udzieli wskazówek?”. Wtedy Filip objaśnił mu znaczenie tego fragmentu.

    Wzorując się na nauczycielach Pism z przeszłości, obecnie Świadkowie Jehowy biorą udział w biblijnej działalności edukacyjnej w 239 krajach. Każdego tygodnia pomagają zrozumieć Biblię milionom osób. Taka pomoc nic nie kosztuje i można z niej korzystać we własnym domu lub innym dogodnym miejscu. Niektórzy studiują telefonicznie albo za pośrednictwem komputera czy urządzenia przenośnego. Naprawdę warto skorzystać z takiej pomocy. Dzięki niej można się przekonać, że Biblia nie jest zbyt trudna do zrozumienia.

  385. Lewy
    6 września o godz. 20:32

    pisz,pisz, chetnie przeczytam….
    nie znam tych tekstow

  386. @@@Panowie Gorące Głowy,
    wartością naszych pogaduch (tak je określam) jest kontekst. Którego za żadne skarby wiadomego pociągu z wrocławskim złotem nie da się przetworzyć w książkę. Chcecie to wierzcie, ale jako wieloletni wydawca i redaktor tzw. druków zwartych, daję Wam słowo harcerza, że się nie da. Wybrane fragmenty z dyskusji (teologicznych, filozoficznych, kwatyczno-bozonistycznych oraz wszelkich innych – mniej lub bardziej krotochwilnych) same w sobie będą nudne. Kontekst zaś, czyli to coś co zaiskrzyło w chwili przestaje być kontekstem, a staje się przypisem. A przypisy albo się pomija, albo weryfikuje. I ulotność umyka. I rzecz najważniejsza. Gospodarzem całości jest Jacek Kowalczyk. On może swoje felietoniki – jak zechce – wydać drukiem, a teksty komentatorów ułożyć pod felietonikami wedle własnego zamysłu i gustu. My – występujący pod nickami – jesteśmy tylko tłem. Mniej lub bardziej „intelektualnym”. Sądzę, że mniej. Choć musi co sympatycznym. Proponuję więc, aby Szanowny Areopag Geriatrycznych Wzduchulców do obejścia grządek sławy, skupił się na „tu i teraz”. Znaczy na komentowaniu blogowej (a jeśli się uda rzeczywistej) rzeczywistości. Hau!

  387. dezerter
    6 września o godz. 23:06

    Nigdy nie przyszło Ci do głowy, że doskonały Jahwe musiał być intelektualnym i językowym kalectwem, skoro człowiekowate mrówki muszą go tłumaczyć? A z drugiej strony – że te mrówki to rozbuchana pycha, skoro się porywają nieproszone na tłumaczenie słów Doskonałości?

  388. anumlik
    6 września o godz. 23:28

    Właśnie się zastanawiałem wstępnie i nie to, że Ci przyznaję rację, ale trudności już widzę. Choćby to, co słusznie zauważyłeś – że „trwaj, chwilo” już przepadło. Ale że mam skłonność do fabularyzowania, przyszły mi do głowy dialogi na cztery nogi albo więcej. Czyli wykorzystanie blogowej materii dla czegoś w rodzaju filozoficznych dialogów w ogrodzie, dajmy na to, Epikura.

  389. @pombocek
    Ja na to jak na lato. Ale co na to Epikur?

  390. Cisza wyborcza nad referendum o niczym wciaz musi chyba trwac. No bo nikt nie mowi o niczym. Choc mija juz druga godzina od zakonczenia glosowania.

    Szczegolnie zadziwiajace jest to, iz nikt nie wspomina wymogu przy referendum ogolnokrajowym:

    zeby referendum ogólnokrajowe bylo wiążącym, frekwencja musi byc powyżej 50%.

    Jeśli frekwencja jest niższa niz 50%, wynik referendum ma charakter jedynie opiniodawczy.

    Kukiz, czolowy proponent tego durnego referendum, juz oglosil, ze bedzie ono ogromnym sukcesem jesli frekwencja wyniesie 10%. Ja sie pytam: a jakim sukcesem ono natenczas bedzie? Jedyny „sukces” jaki ja widze zalzawionymi oczyma to fakt wywalenia w bloto ponad 100 mln dutkow.

    Nieoficjalnie juz wiadomo, ze frekwencja nawet sie nie zblizyla za bardzo do wymaganych 50%. Zgodnie zapewne z tym, ze frekwencja senatorow przy glosowaniu nad ustanowieniem dzisiejszego referendum tez byla przerazajaco niska. Dali przyklad nam senatorowie jak glosowac mamy

  391. anumlik
    6 września o godz. 23:49

    Przed chwilą go pytałem. Powiedział:
    – Ne.

  392. anumlik
    6 września o godz. 23:49

    Nie śmiem akurat Tobie tłumaczyć, bo wiesz wszystko.

  393. Dobranoc i Maryja Zawsze Dziewica na noc.

  394. @pombocek, z godz. 23:53
    Po czesku powiedział, czy po francusku?

  395. Z Twittera

    „Tomasz Lis ‎@lis_tomasz :
    Takiej ciszy wyborczej jeszcze nie było. Największa cisza była w lokalach wyborczych referendum.”

    Jakby @lis.tomasz jeszcze byl dopowiedzial DLACZEGO az TAKA cisza wyborcza panowala w lokalach wyborczych, to bym go jeszcze odrobine POwazal. A tak to nie moge sie niczym szczegolnym tu POPiSac. W tym (nie)POwazaniu @lisa.tomasza

  396. Stanisław Karczewski ‎@StKarczewski, blogowicz, znalazl wyjasnienie dzisiejszego fenomenu polskiego:

    „Dzisiejsze #referendum to smutne święto demokracji. Polacy na kilometr wyczuwają fałsz i obłudę, dlatego zostali w domach.”

    POtrzebne, na gwalt, jest wyjasnienie DLACZEGO Polacy na kilometr wyczuwają fałsz i obłudę w przypadku tego referendum. Blogowicze tego akurat bloga powinni byc szczegolnie dobrze przygotowani do przedstawienia takowego wyjasnienia

  397. Uscislijmy:

    Wladze RP II – dodajmy: wladze w 100% POPiSowe – wywalaja w bloto 100 mln dutkow a blogowicze pewnego bloga buzia w ciup na to. Ki diabel, ja siem pytam?

    Rozchodzi sie zapewne o to, ze szybko nadchodzace wybory parlamentarne niczego nie zmienia. POPiS pozostanie przy wladzy. Wiec o czym moze tu byc mowa?

    Mondrzy som blogowicze tego tutaj bloga. Oj mondrzy

  398. dezerter (23:06)

    „W roku 455 p.n.e. duża grupa Żydów—w tym wiele dzieci—zebrała się na placu w Jerozolimie. Nauczyciele czytali na głos święte Pisma. Ale na tym nie oprzestali. Na bieżąco podawali, jak rozumieć to, co czytano. Pięć stuleci później w podobną działalność edukacyjną zaangażowany był Jezus z Nazaretu.”

    I co z tego wyniklo, na dzien dzisiejszy, wszyscy wiemy. Malaria, syf i abp Wesolowski. To tak w skrocie tylko. Czy bylo o co, tak naprawde, kruszyc kopie?

  399. pombocek (23:37)

    „Ale że mam skłonność do fabularyzowania, przyszły mi do głowy dialogi na cztery nogi albo więcej. Czyli wykorzystanie blogowej materii dla czegoś w rodzaju filozoficznych dialogów w ogrodzie, dajmy na to, Epikura.”

    Wole fortepian na cztery nogi. Bo na cztery rece to juz bylo.

  400. żabka konająca (19:49)

    „Bo ja czytam wszystko, z wyjątkiem treści:
    – o gotowaniu, jedzeniu
    – o żeglowniu, pedałowaniu, wspinaniu się, zjeżdzaniu itp.
    – o wszelakigo rodzaju dolegliwościach fizyczynych blogowiczów
    – o znajomościach z celebrytami
    – o namiocikach, żagielkach i motorkach
    – o wzajemnych adorowaniu się. Ponadto przewijam: analizę pism świetych, teksty zaczynające się od maniery “łojezusicku”itp., wpisy kolegi który nie jest bezinteresowny oraz tzw.” ateistyczne gaworzenia” … Co ja tu właściwie robię?”

    Dobre pytanie, żabuniu konająca. I nie do do skonania bendaca.

    Zeby wyroznic pozostalych blogowiczow, tym twoim przewijaniem, proponuje dobawke:

    „przewijam wszystkich innych ktorych najsampierw czytam”

    Wtedy bendziemy mieli pelna game przewijanych. Ok?

  401. pombocek
    6 września o godz. 23:29

    „Nigdy nie przyszło Ci do głowy, że doskonały Jahwe musiał być intelektualnym i językowym kalectwem, skoro człowiekowate mrówki muszą go tłumaczyć?”

    Biblia mówi otwarcie, że istotnym warunkiem zrozumienia jej treści jest pokora i gotowość do przyjmowania pouczeń. Niejednemu trudno przyjąć nowe poglądy od kogoś, kto nie dorównuje mu pod względem wykształcenia czy też inteligencji. Warto przy tej okazji przypomnieć, że apostołowie Jezusa byli „ludźmi niewykształconymi i prostymi”.

    Dlaczego Bóg wybrał takie osoby ? Paweł tak to wyjaśnił: „Widzicie bowiem, bracia, jak was powołał, że powołano niewielu mądrych na sposób cielesny, niewielu mocnych, niewielu szlachetnie urodzonych; lecz Bóg wybrał to, co głupie u świata, by zawstydzić mędrców”.

    Jeśli zatem treść Biblii albo sposób jej przedstawiania przez kogoś mniej znaczącego, wystawia na próbę naszą pokorę oraz gotowość do uczenia się, to może warto wtedy pamiętać, że jest on po prostu narzędziem, za pośrednictwem którego uczy nas sam Bóg. On zapewne wie co robi.

  402. anumlik
    6 września o godz. 23:28

    Przyklaskuje!
    Bo to by sie zgadzalo, z tym com napisal do @cynamona, w pierwszym odruchu, po przeczytaniu jego niesmialej prosby o drukowanie …
    Jedynym sposobem, by to czy owo, znalazlo sie wydrukowane, jest zacytowanie w czyjejs pracy magisterskiej o geriatrycznych zapiskach z bloga Jacka Kowalczyka.

    A jak ktos bardzo pragnie swoje pisanine w druku ogladnac, to zawsze se moze wydrukowac i sie napawac!

    Drozke zapodalem, bo moze cos by sie dalo „wycisnac”, ale jak wyzej pisalem, trzeba miec pomysl, co sie chce pokazac i jeszcze wazniejsze to komu i po co chce sie to pokazac, czyli pomysl trzeba by miec.

    Jak ktos ma, to niech zapodaje. Podyskutowac tez zawsze mozna.

    Powtorze, jesli ktos „sypnie” pomyslem to sie podlacze i bede pomagal a nie przeszkadzal.

    Wyzej zapodalem sciezke dojscia, zawsze mozna ja zastosowac z roznymi modyfikacjami.

  403. dezerter
    7 września o godz. 1:00

    A ty dezerter to ani pokorny, ani gotowy by sie nauczyc, ze cie tu nie chca i zwyczajnie przeszkadzasz. Jaki z ciebie, za przeproszeniem Swiadek Jehowy, jesli z jednej reki przytaczasz cytacik, a z drugiej demonstrujesz, ze masz slowa Jahwe w tak zwanym powazaniu, czyli w dupie?

  404. Tanaka
    6 września o godz. 22:15

    Dlatego – nie odrywamy.

    Ale w alkoholizm wpedzac mnie nie bedziesz?

    Ja tam przy serku pozostane. Znecac sie nie bede i nie zdradze nazwy, ogranicze sie do konstatacji, ze smaczny.

    Od samogonu to ja mam przyjaciela, ktory monopol potrafi w kompleksy wpedzic. A na co dzien, to jestem jednak na monopol skazany do robienia nalewek.

  405. No i patrzajcie ludzie i siem dziwujcie!

    za pośrednictwem którego uczy nas sam Bóg. On zapewne wie co robi.

    Napisal powyzsze @dezerter i sie nie ukrywal, ze w boga jako i my ateisci nie wierzy!

    Widzicie sami, ze tym jednym slowkiem zapewne, zdradza sie dezerter, ze nie wierzy, bo gdyby wierzyl PRAWDZIWIE, to by sie @dezerter ani chwili nie wachal i tylko by potwierdzil, ze BOZIA , czyli JAHWE, WIE CO CZYNI!!!!, a nie ze tylko zapewne.

    Wiedzialem!
    Wiedzialem, @dezerter, ze kiedys wyjdzie na jaw prawda o tym, dlaczego ciagnie Cie na ateistyczny blog! Ze sie ujawnisz, chocby przypdkiem, jak teraz sie to stalo, ze i Ty @dezerter, to jestes po prostu ATEISTA i dlatego sie tu udzielasz!

    Wiec jak ja to zobaczylem i jak kolezenstwo poinformowalem, to i Ty @dezerter nie musisz sie juz dluzej ukrywac i mozesz calkiem smalo pisac jak kazdy inny ateista tu pisuje.

  406. @anumlik

    anumliku, jak TY mozesz tylu ludziom, tak brutalnie odbierac nadzieje?

    Ale, choc jestem w zasadzie zgodny z Twoja opinia, to dopuszczam mozliwosc, ze ktos wpadnie na genialny pomysl, ze jakos to mozna spozytkowac wydawniczo. Bo juz nie takie cuda swiat widywal, wiec kto wie …

  407. @ zabko konajaca, tez przewijam komentarze wg twojej listy, ale egzystencjonalnego pytania: „co ja tu robie” nie zadaje sobie. Nawet w stosunku do caloksztaltu, czyli zycia.
    Dzis przewinelam wpisy z kilku dni szukajac komentarzy na temat: „kogo i dlaczego Polska nie powinna przyjac”. Taka masochistyczna zabawa, ale niewiele tu znalazlam.

  408. zyta2003 (4:28)

    „Dzis przewinelam wpisy z kilku dni szukajac komentarzy na temat:
    ‚kogo i dlaczego Polska nie powinna przyjac’. Taka masochistyczna zabawa, ale niewiele tu znalazlam. ”

    Ja tam cos znalazlem na temat na tym blogu

    „Orteq, 6 września o godz. 14:34 – loneku, w temacie przez ciebie podniesionym doniesiono mi: ‘Na czolowy temat wyrosla sprawa uchodzcow, bo zrobila sie bliska. Na Wegrzech bowiem sytuacja wymyka sie spod kontroli, a i w Czechach juz sa problemy. Dzis spotkali sie w tej sprawie szefowie rzadow panstw Grupy Wyszehradzkiej. Ustalili, ze chca lepszej kontroli granic, a nie chca narzuconych przez UE limitow przyjmowania uchodzcow. Premier Kopacz powiedziala, ze nie odwracamy sie od solidarnosci, ale nie stac nas na przyjmowanie imigrantow ekonomicznych. Wiec trzeba przyjmowac tylko takich, co naprawde uciekaja przed wojna albo przesladowaniami.’

    owo wyszehradztwo tak zostalo skomentowane:

    ‚Biedna pani premiera 1m Kopac(z) nie orientuje sie, najwyrazniej, ze w odniesieniu do cywilnych UCIEKINIEROW z tererenow objetych dzialaniami wojennymi – o uciekinierach z Syrii my tu rozprawiamy – uczciwi ludzie nie pytaja: a czys ty aby nie ekonomiczny immigrant? Rzecz w tym, ze jesli chodzi o tzw. biezenstwo, czyli o ucieczki z terenow objetych wojna, statystyki z tym fenomenem zwiazane wykazuja niezbicie, ze ludzie uciekajacy glownie ze strachu przed smierc niosacymi kulami, po wojnie wracaja do domow. Pytanie takich ludzi o ich intencje ekonomiczno-emigranckie jest po prostu, no, chamstwem. ‘Bruksela tymczasem chce rozdzielic pomiedzy kraje Unii jeszcze 120 tys. imigrantow. Jezeli podzial bylby wedlug zaproponowanych przez KE regul, to musielibysmy przyjac jeszcze dodatkowe 8 tys. Na razie Bruksela chce zebysmy przyjeli 4 tys. osob, rzad godzi sie na 2200.’ ”

    I pytanie, NA CZASIE, tez zostalo postawione:

    ‚Czy taki rzad powiniem byc obdarzony przywilejejem przedluzenia wladzy na trzecia kadencje w pazdziernikowych wyborach parlamentarnych’? ”

    Na ostateczny koniec, niejaki Orteq (6 września o godz. 14:37) tak jeszcze sie wyzwierzyl:

    ‚Dla odmiany, podoba mi sie to, ze o przyjmowanie uchodzcow apeluje kosciol katolicki. Podobny apel podpisali zalozyciele pierwszej “S”.’ ”

    Jesli szanowna pani zyta2003 ma sporo do dodania, czy odjecia, w danym tOmacie, to uprzejmie sie Ja uprasza o uczynienie tego niniejszym. Oraz dzieki sie sklada za toto. Tez niniejszym

  409. Uwypuklijmy to co wazne:

    „Biedna pani premiera 1m Kopac(z) nie orientuje sie, najwyrazniej, ze w odniesieniu do cywilnych UCIEKINIEROW z tererenow objetych dzialaniami wojennymi – o uciekinierach z Syrii my tu rozprawiamy – uczciwi ludzie nie pytaja: a czys ty aby nie ekonomiczny immigrant?”

    I nazwijmy to po imieniu:

    „Rzecz w tym, ze jesli chodzi o tzw. biezenstwo, czyli o ucieczki z terenow objetych wojna, statystyki z tym fenomenem zwiazane wykazuja niezbicie, ze ludzie uciekajacy glownie ze strachu przed smierc niosacymi kulami, po wojnie wracaja do domow. Pytanie takich ludzi o ich intencje ekonomiczno-emigranckie jest po prostu, no, chamstwem.”

    Pani premiera 1m Kopac(z) to chamka. Z tegoz to powodu ona nie ma najmniejszego prawa wygrania pazdziernikowych wyborow parlamentarnych w europejskim, podobno, kraju pn. Polsza

  410. Nazwa kraju ‚Polsza’ wynika, w danym przypadku, z nalecialosci pochodzenia maloruskiego. Bo to wlasnie na Malorusi – istnial kiedys taki twor geograficzno-polityczny, z Polska zwiazany w jakis tam sposob – zaczeto, kiedys, zadawac pytania z gatunku: biezeniec on? Czy tylko immigrant ekonomiczny?

    Cala sprawa byla jednym wielkim nieporozumieniem. Bo zarowno termin ‚biezeniec’ (1914 rok) jak i ’emigrant ekonomiczny’ to byly wymysly XX-tego wieku. Rozciaganie tych wymyslow na wiek XXI to (nie)znaczna przesada.

    Tak methinks

  411. Zacytujmy jeszcze raz:

    ‘Pani premiera 1m Kopac(z) to chamka.’ A tu ilustracja:

    ‚https://www.youtube.com/watch?v=RJM6shbRpeQ

    Idzie chamka. Przy pomocy innej komuszyny. I komentarz internauty:

    „Haha, dopiero zobaczyłem Kopacz. Spoko, ja też na trzeźwo nie wsiadam do samolotu”

    W porownaniu do Kopac(z), Gierek – ponad 40 lat temu – to byl PAN

  412. @Orteq
    7 września o godz. 0:27
    Ot, czepiasz się. To jest blog do dowalania kk i dezerterowi a nie do politykowania. Idź do Passenta, tam się politycznie na tematy uchodźców naparzają.

  413. Idz do Passenta to tak latwo powiedzic, E-J

  414. Drodzy przyjaciele. Rozmarzyliście się.Poczuliście sie współautorami książki pt. Blog ateisty i już wyobrażacie sobie, że wasze nicki zostaną umieszczone w stopce redakcyjne, albo, że przynajmniej Jacek Kowalczyk we wstępie podziękuje wam za współpracę, bez której to współpracy „ta książka nigdy nie mogłaby się ukazać”. Ze napisze: „Dziękuje panu Lewemu za merytoryczny wkład w powstawaniu tego dzieła” By zakończyć podziękowaniem żonie, której cierpliwość i wyrozumiałość pozwoliły doprowadzić realizacje do końca tej książki.
    A może liczycie na tantiemy ? Ech dobrze by było.
    Pan Jacek milczy w tej sprawie jak grób. Albo jeszcze nie przeczytał mojej propozycji, albo uważa ją za niepoważną, lub nierealną. No bo faktycznie jak się dobrać do tak heterogenicznego materiału, jak z tego blogowego bunca wycisnąć ser ?
    Poza tym łatwo jest rzucić pomysł, a niech go inni łapią. Ja bym sugerował aby go złapał anumlik, jako profesjonalny poeta, literat i doświadczony wydawca.

  415. ‚Drodzy przyjaciele’, Lewusku, o tej godzinie nic sobie nie wyobrazaja nt. swojej waznosci na blogu ateistycznym. Ci ‚drodzy przyjaciele’ na tym blogu tak samo glowkuja jak na innych blogach. Czyli: co by tu jeszcze bzdurniejszego pomiescic?

    Kto wymyslil blogi? Czy inne Twitery lub Facebooki? Geniusze to musialy byc. Choc z tego co dzisiaj wiadomo, byly to tylko miliarderowie. W innych niz Twitery czy Facebooki tylko dutkach liczone liczone.

    Bo jeszcze zaistnialy stwory internetowe takie jak Snapchat. A pod te moje dziecka, niektore, sie podlaczyly.

    Nie licze na melony. Bom ja tylko rodzic. A nie jakis tam INVESTOR

  416. anumlik
    6 września o godz. 23:57

    Bardzo blisko byłeś, anumliku – po grecku.

  417. anumlik

    Ale dupa ze mnie! Owszem, po grecku, ale „ne” to „tak”.

  418. @Lewy
    Poza tym łatwo jest rzucić pomysł, a niech go inni łapią. Ja bym sugerował aby go złapał anumlik, jako profesjonalny poeta, literat i doświadczony wydawca.
    Gdyby Tomasz Mann pisał dziś „Czarodziejską Górę”, to może słynne rozmowy Settembriniego z Naphtą przypominałyby nieco dialogi Tanaki z dezerterem, ale na pewno nie stałyby się mniej nudne. Jako „profesjonalny i doświadczony”…ble, ble…, z pogaduch na tym forum wyniosłem jedno – kilkanaście anumlików, które po dalszej obróbce pewnie zdecyduję się opublikować gdzieś tam. Czego i reszcie geriatrycznych wzduchulców do wchodzenia na grządki sławy życzę.

  419. @pombocek, z godz. 10:00 i 10:01
    Aż taki bystrzak to ja nie jestem.

  420. Lewy
    7 września o godz. 8:26

    … jak się dobrać do tak heterogenicznego materiału, jak z tego blogowego bunca wycisnąć ser ?

    Otoz Lewusku, bunc to jest bialy ser z owczego mleka. Moze byc konsumowany jak kazdy inny bialy ser, moze tez zostac przerobiony na bryndze, lub na oscypki.

    Jak Ty, Lewusku wyobrazasz sobie „wyciskania sera z sera”?

    A co do publikowania czegokolwiek, to jestem zwyczajnie sceptyczny. Jedyne co jest tak naprawde ciekawe, to sam blog, a dokladniej to zebranie sie grupki stalych blogowiczow, ktorzy sobie urzadzili cos na ksztalt agory i zdominowali blog do tego stopnia, ze niemal sie nie pojawiaja inne posty.

    Jak sie zaczyna nowy temat , to pojawi sie 5, czy 7 wypowiedzi kogos spoza wspomnianego grona, a potem blog sie juz kreci niemal wylacznie wokolo kilkunastu nickow. I do wyjatkow nalezy pojawienie sie posta napisanego przez kogos „nowego”.

    Tak wiec z jednej strony nakrecamy „zycie blogowe”, a drugiej moze powinnismy sie zastanwic, czy go nie dlawimy jednoczesnie? Ale czy to jest material na jakakolwiek publikacje to ja watpie?

    Ty rzuciles pomysl, ale tylko pomysl, bez tresci, czyli bez pomyslu na to, co mialoby sie wewnatrz tej publikacji znalezc. Moze pora najwyzsza, zebys swoja propozycje wypelnil trescia, czyli pomyslem co mialoby sie znalezc i w jakim celu mialoby to zostac wydane.

  421. Niech będzie pochwalon Jezusicek malusieńki w żłobku i ten dojrzały na krzyżu też niech będzie pochwalon w oczekiwaniu na jego paruzyjną edycje.

    @anumlik
    Ale co na to Epikur?
    W bilansie dnia suma przyjemności musi być większa od sumy cierpienia.

    @Tanaka & Lewy
    Wrzucajcie Boya, ja to czytam. 😉

  422. Dawno, dawno temu sens życia był zapisany na niebie, a gwiazdy stanowiły kropki nad „i” i na końcu zdania. Człowiek spojrzał w nocne niebo i od razu wiedział 😎
    Z biegiem wieków jednak tekst się rozsnuł i stał nieczytelny, i dziś wiadomo tylko, że był bardzo długi i zawierał wiele „i”.
    Od wieków trwają jednak usilne próby jego odtworzenia m.in. na tym blogu, co widać po długości niektórych komentarzy 😉
    Jeśli niektórym autorom nie wystarcza zapisanie ich wiekopomnych przemyśleń w cyberprzestrzeni, to zawsze mogą uruchomić drukarkę i uwiecznić je w postaci malutkich kropel środka barwiącego wystrzelonych w kierunku elementu zadrukowywanego, oprawić w safian albo złotogłów i umieścić w bezpiecznym sejfie.
    Szyfr do sejfu notarialnie przekazać potomnym.

    Miny spadkobierców?

    Mogą już ćwiczyć przy odkopywaniu „złotego pociągu” 😀

  423. PS
    Sery twarde powstają przez wyciskanie wody z serów miękkich.
    Resztę załatwiają bakterie.

  424. Ewa-Joanna
    5 września o godz. 1:39
    Dla mnie to facet był pedofil.
    Nie wiem czy był, ale dojrzewające dziewczęta, to jak dla mnie dalekie od pedofilii. Co nie zmienia faktu, że to nieetyczne jest, jak emeryt dobiera się do takiej młódki. 😉
    ‘http://www.newyorker.com/wp-content/uploads/2013/10/131007_r24070-1045.jpg
    Jest dużo ciekawych fotografii inspirowanych obrazami Balthusa.

  425. Blog sie zapiro przed tematem referendum dupum?

    ‚http://www.fakt.pl/polityka/jow-ow-nie-bedzie-nawet-po-referendum-,artykuly,545593.html

    „Nawet jeśli podczas referendum Polacy opowiedzą się za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych (tzw. JOW-y), wcale nie jest pewne, że one przejdą. O wszystkim i tak zdecydują posłowie. A koszt takiego referendum to ok. 100 mln zł!”

    100 melonow dutkow wyrzuconych w bloto. A blogowicze ateistyczni co na to? A nic. Tez ladnie

  426. PS

    I to sie by zgadzalo z tym „wyciskaniem wody”, ale co to ma wspolnego z „wyciskaniem sera” zaproponowanym powyzej?

    Czy chodzi o to, zeby ser wycisnac z wody?

    Widzialem jak sie wyciska wode z bunca. Robi sie to tak, ze sie wiesza na drazku worek z buncem i woda z niego wycieka, gdy przestanie, to ciasno zwiazany worek jest kladziny na pochylej desce i przyciskany druga deska, ktora dodatkowo obciaza sie sporym kamieniem, by wyciskanie przyspieszyc.

    Wycisniety z wody bunc jest juz gotowy do konsumpcji. Mozna jescze odczekac kilka dni, zeby skwasnial i wtedy mamy bunc kwasny, ktory tez jest konsumpcyjny. Oba maja swoich zwolennikow, a ja jestem zwolennikiem obu. Dokladnie tak samo jak jestem zwolennikiem bryndzy i oscypkow. To co pozostaje po wycisnieciu z bunca nazywa sie zentyca. Swiezo wycisnieta zentyca mi nie smakuje, za to kwasna zentyca, jest fantastyczna, zwlaszcza na zimno w upalny letni dzien. Do konca zycia nie zapomne jej smaku. Ostatni raz, przed wygnaniem gorali z Tatr, pilem taka w bacowce na Przystupie Mietusim z ciemnobrazowego od starosci, drewnianego kubka wystruganego z jednego kawalka drewna.. I to „se ne wrati”, a doswiadczenia dzieciom sie nie zdola przekazac, bo jak przekazac to polaczenie smaku, chlodu i tego jak to sie laczylo z mieszanka zapachow, na ktora skladalo sie tak wiele skladnikow, ze nie sposob tego przekazac. Bylo, minelo, zsotalo zniszczone, bo te bieszczadzkie bacowki, to juz nie jest to samo, choc dosc podobne.

  427. PS

    Ta zentyce, wtedy tam, na Przystupie Mietusim, to Baca dawal za darmoche.

  428. Orteq
    7 września o godz. 11:02

    Ortesiu, ze sie Tobie chce wywnetrzac nt. oczywistych oczywistosci…

    Ja sie nie wywnetrzam, bo kulturalny zestaw slow to za malo, zeby oddac moje uwazanie w temacie. A poza tym to wielokrotnie dawalem wyraz temu co mysle o calej, doslownie CALEJ klasie politykierskiej i nic sie w tym moim uwazaniu nie zmienilo.

  429. Co ja najbardziej uwielbiam na tym tutaj, ateistycznym blogu? Sprobuje odpowiedziec na to przeklamane – „uwielbiam” – pytanie.

    Otoz co ja LUBIE na blogu pana Kowalczyka to to, ze ludzie – zalozmy ze mamy do czynienia z ludzmi – nie napadywujom na siebie tak paskudnie jak na innych blogach.
    Co ja natomiast UIELBIAM na blogu pana Kowalczyka to to, ze nikt nie czyni z tego jakiejs przeogromnej cnoty.

    Ups. Chyba zem popelnil te akurat fapa. Izwiniajus ja ogromnie z tego powodu

  430. Co jakiś czas przypomina o swoim istnieniu kołtuństwo, który musi wejść na blog, by zawiadomić świat, że ma blog w dupie jako całość lubo część. Jest nawet kołtunka, która precyzyjnie wylicza, co ma w dupie – okropnie to ciekawa rzecz dla gastrologów.
    Blog jest taki, jakim go chciałby widzieć gospodarz, ale i taki, jakim go zrobią uczestnicy. Z czasem dorabia się cech wyróżniających. Składają się na te cechy ci, którzy poza krzywą gębą wnoszą jakieś treści, a nie kołtuństwo, które co rusz demonstruje obrzydzenie (coś mają wspólnego obcokrajowce) jak ta czyścioszka za wodą, gęsi za wodą, kaczki za wodą. Obecność nie jest obowiązkowa, więc kiedy ktoś wchodzi tysięczny raz tyłem z zatkanym nosem jak do klopa za stodołą, by głosić, że nie chce wchodzić, bo brud, bo smród i wiatry, to jest to, powiedziałbym z trudem delikatnie (bo wolałbym po marynarsku), żywiołowe rozumienie samego siebie, swojego człowieczeństwa, czyli zero rozumienia. Taki wchodzi po schodach i równocześnie schodzi, jest za i przeciw, a jego największa chluba to on sam – bo nigdy przy ludziach ani nawet w klopie nie powiedział: „kurwa”.

  431. lonefather (11:18)

    „ze sie Tobie chce wywnetrzac nt. oczywistych oczywistosci… Ja sie nie wywnetrzam, bo kulturalny zestaw slow to za malo, zeby oddac moje uwazanie w temacie. A poza tym to wielokrotnie dawalem wyraz temu co mysle o calej, doslownie CALEJ klasie politykierskiej i nic sie w tym moim uwazaniu nie zmienilo.”

    Ja ciebie rozumiem doskonale. Bom ja tez emigrant. Czyli mnie to fuk ze przyglupy krajowe wydajo 100 melonow dutkow na referendum dupum, nic w zamian nie otrzymujac. Co mnie wciaz co nieco porusza to fakt, iz KRAJOWI uczestnicy tych bzdurnych wydarzen pseudo demokratycznych wciaz mysla, ze oni uczestnicza w czyms wartosciowym

  432. Ortequ

    Napisal tak: „Czyli mnie to fuk ze przyglupy krajowe wydajo 100 melonow dutkow na referendum dupum, nic w zamian nie otrzymujac.

    Jak to nic?

    Przeciez i oni i my dostalismy calkiem dokladna informacje, warta zaplacenia 100 milionow, ze ci co to zorganizowali sa wlasnie, nieodpowiedzialnymi glupcami. Ta wiedza byla dla patrzacych przenikliwiej wiadoma wczesniej, teraz jest juz powszechnie dostepna. I wlasnie z uwagi na ta powszechna dostepnosc tej wiedzy, uwazam, ze 100 baniek duzych, to wciaz nie jest wygorowana cena.

  433. loniu

    Rzecz jest w tym, iz KRAJOWI uczestnicy tych bzdurnych wydarzen pseudo demokratyczno-referendalnych wciaz mysla, ze oni uczestnicza w czyms wartosciowym. A tego im odebrac sie nie da.

    Polskie referendum dupum 2015 to byl gniot nad gnioty. Jedyne co mozna o nim wniesc w historie demokracji to: ZAPOMNIJ

  434. W tej chwili uczestniczę przez okno w sztormie, bo od 70 lat za Boga nie umiem uczestniczyć w polityce, czyli w tym, co robi Kasia, żeby popchnąć Jasia. Ale kto lubi, nie przeszkadzam. Jest Nord-Nord-West do Norda 6 – 7 w porywach 8, co znaczy, że cała plaża jest zalana. Bo jak tylko coś z czystej północy – a fala właśnie z północy – południowy Bałtyk się podnosi, fala jest dostojna, długa, daleko wchodzi na brzeg. Właśnie po północnej dziesiątce nazbieraliśmy kiedyś w Gąskach ze 30 kilo bursztynu. Bo północ głęboko orze dno. A polskiej polityki w ciągu tego tysiąclecia nikt i nic nie przeorze. Właśnie wpadłem w pierdzistołkowy korowód z powodu złodziejstwa Tuska, który kradnąc dla ratowania budżetu zasiłek ponad 100 tysiącom rodzinnych opiekunów (a słyszę, że było ich 200 tys.; Trybunał Konstytucyjny uznał bezprawność odebrania zasiłku, ale nie nazwał tego „kradzieżą”, a Tusk dostał nagrodę w postaci 5 razy lepiej płatnej synekury w Brukseli). Pośrednim efektem kradzieży była śmierć mojego sfrustrowanego brata, a teraz ja, ofiara urzędowego niedbalstwa, mam duży życiowy kłopot przez to niedbalstwo, ale nie urząd, czyli państwo, które spieprzyło sprawę, będzie ją odkręcać, tylko ja mam prawo odwołać się do sądu i za 15 lat, kiedy na wszystko będę gwizdał w grobie, doczekam się rozstrzygnięcia. Całujta wójta. Żebym ja, starszy siekierkowy, pociągowy koń od kloców, rybol i operator łopaty, z papierowymi pindami się tarmosił! Kupię pistolet.

  435. Nie jest znany w Tatrach „Przystup” Miętusi, znany jest Przysłop.
    Natomiast u wylotu Doliny Małej Łąki, w Kirach koło Kościeliska, a także w samej Dolinie Kościeliskiej wypasane i dojone są owce, i jak komuś pasuje baca, któremu do ogolenia i porannej higieny wystarcza pół musztardówki wody, to może sobie nabyć bundzu i oscypków prosto od owcy (z krową, bo 40 proc. mleka krowiego dopuszczają przepisy UE)
    „https://lh3.googleusercontent.com/-OMVOe796H2M/TNmnQNEh1MI/AAAAAAAAE7Q/5zEyHWf-L_I/s720-Ic42/DSCN9630.JPG
    Dla zaprzyjaźnionych znajdzie się i czysto owczy.
    „https://lh3.googleusercontent.com/-Jq7K6A0h_zk/TNmqLUd1gkI/AAAAAAAAHjI/mdwl4yybSug/s912-Ic42/DSCN9983.JPG

  436. Cóż to jest 100 milionów złotych?
    Niecałe 3 zł na głowę obywatela, marnych 23,8 mln euro.
    Co za to kupisz?
    Roczne utrzymanie dla 3 tysięcy rodzin?
    Albo 9 tysięcy uchodźców?
    Mniej wstydu w świecie?
    Trochę makijażu na wredną gębę polskiego ksenofoba, skąpca, rasisty?
    Mleko już się rozlało. Sera nie będzie.
    Będzie smród i zaduch.

  437. anumlik
    6 września o godz. 23:28

    Wartością jest kontekst. Z tym byłaby trudność, jak piszesz. Ale czerpać można na wiele sposobów, bo czerpie się po katolicku: z obfitości.
    Ale i z kontekstu coś mogłoby zostać. Przerobione, ale z tego ducha. Redakcja na tym polega: przerabiać materiał wsadowy.

  438. pombocek
    7 września o godz. 11:36

    Jest to dowód na to, że małpiszon, jako bardziej przytomny, dawno prześcignął człowieka w rozwoju.

  439. W Częstochowie druh Boruch utworzył sobie drużynę harcerek na własne potrzeby.
    „Bardzo szybko zdobył zaufanie, sympatię i szacunek, nie tylko harcerek ale też ich rodziców – za pasję i zaangażowanie w organizowaniu wolnego czasu swej drużynie. Nie ukrywał też swej religijności. Szczególną uwagę poświęcał dziewczętom, które wkraczały w wiek dojrzewania. Z poświęceniem organizował biwaki i wyjazdy w atrakcyjne miejsca. Jego przełożeni dowiadywali się o tym po fakcie, bo Marcin K. takich wyjazdów nie zgłaszał kierownictwu hufca. To co najwyżej groziło mu placem za samowole, czasami dostawał nagany.”

    Cały tekst: „http://czestochowa.gazeta.pl/czestochowa/1,89625,18722004,instruktor-zhp-w-czestochowie-oskarzony-o-gwalty-na-nieletnich.html#ixzz3l3AhgAIn

  440. @E-J osmiele sie zauwazyc, ze ograniczenia tematyczne tego forum, dot. wylacznie osob spoza kolka przyjaciol. Slepy to namaca. Ale Ty chyba zartowalas.
    @Orteq, w wiadomym temacie kilkakrotnie wypowiadalam sie gdzie indziej. Moje zapatrywania w tej sprawie sa zblizone do Twoich. A tu jak na Titanicu, statek tonie, a bohaterska orkiestra dalej gra nad pieknym modrym Dunajem. I slusznie, ktos musi zostac na posterunku do konca, skoro obecnie nawety kapitanowie schodza ze statku jako pierwsi. A tak zatoniemy cytujac frazy z zywota czlowieka poczciwego.
    Pochwale sie jednak, ze sluzby FranciszkaI czytuja moje wpisy na innych forach Polityki. Bowiem juz od kilku tygodni proponowalam, azeby kazda polska parafia, a wlasciwie plebania (ponad 16tys.) przyjela jedna rodzine uchodzcow. I to nie byl absurd w stylu: przekierowac barki z uchodzcami do USA, tylko powazny pomysl. „I pacz” ( zamierzone) – posluchal sie.

  441. Papież usłyszał wołanie @zyty, usłyszeli też polscy biskupi 😉
    Teraz ci drudzy zastanawiają się, czy usłyszał je również polski rząd, aby w zamian za parafialną deklarację pomocy posłał im odpowiednie sumy na realizację tych zamiarów. Biskupi już je miłosiernie zagospodarują.
    Najlepiej jeszcze przed przybyciem uchodźców.

  442. To nie Przysłup tylko Przysłop, zauważył bystry Tobermory. Jego specjalnością jest wyławianie każdego literowego błędu, każdego pominięcia, no bo co do meritum,to raczej mało ma do powiedzenia, chyba, że te skarby kryje dla siebie. Poza tym jest to osoba niepewna, zakompleksiona, więc kiedy wrzuca jakiś żart, dowcip to na wszelki wypadek dodaje roześmianego emotika, żeby ewentualni czytelnicy wiedzieli na pewno, że to jest żart, a nie cóś poważnego. No i jako osoba zakompleksiona, lubi napadać, bo wtedy na chwilę czuje swoją wyższość.
    Jeden z jego powyższych komentarzy został tak obs-rany (za przeproszeniem), że aż mi się w oczach zrobiło żółto

  443. Kolejny kawałek Boya

    ROZMYŚLANIA WIELKOPOSTNE

    Ofensywa klerykalizmu (niewiele mającego wspólnego z religią) na wszystkie dziedziny naszego życia staje się tak gwałtowna, że danie jej odporu stanowi w obecnej chwili jedną z najważniejszych pozycji w kształtowaniu naszej przyszłości. Nasze klerykalne pisma dają nam przedsmak obskurantyzmu z najgorszych czasów dawnej Polski, jak gdyby dla zilustrowania, dokąd nas chcą prowadzić. Toteż, gdy jeden z moich polemistów pisze mi, z powodu Rozmyślań przed Popielcem , że „słuszną byłoby rzeczą po środzie popielcowej posypać sobie głowę popiołem i ze słowami memento mori wziąć się do prawdziwych rozmyślań wielkopostnych”, doprawdy gotów jestem usłuchać wezwania, mimo że Bóg mi świadkiem, uciech karnawału nie nadużywałem, a nawet zgoła nie użyłem. Usłucham tedy – z jedną tylko poprawką: nie ze słowami memento mori, ale memento vivere.
    …Odwiedził mnie pewien ziemianin, zdecydowany antypatyk „Kuriera Porannego”, którego bierze do rąk tylko w niedzielę, przez stara przyjaźń dla mnie. Przyszedł tedy i rzekł mi w skrócie w te słowa:
    „Czytałem twój felieton o religii w szkole; godzę się z tobą najzupełniej. Ale to co poruszyłeś, to jedynie cząstka drobna, i może nie najważniejsza. Gdybyś się przejechał po naszych wsiach! Jeżeli szkolna nauka religii odstręcza dziecko od wiary, cóż dopiero powiedzieć o wpływie przeciętnej plebanii na lud! Jeżeli chłop trzyma się religii, to raczej pomimo księdza niż przez księdza; trzyma się jej przez tradycję, obrzędy etc. Poziom duchowy i etyczny księży, sprzeczność między tym , co głoszą z ambony(gdybyś ty słyszał te kazania!), a tym,co mówi ich życie, jest tak rażąca, że ślepego musi uderzyć. Ksiądz, licho zresztą uposażony, troszczy się głównie o okładanie haraczem swych owieczek, a przede wszystkim i nade wszystko jest po prostu przedsiębiorcą pogrzebowym w swojej parafii, znajdując w w tym smutnym akcie największą sposobność do ciągnięcia korzyści. O skutkach celibatu lepiej nie mówić…Co do mnie, jak mnie tu widzisz, musiałem się pozbyć z parafii, w drodze interwencji u biskupa, już trzech księży zupełnie niemożliwych, ale kiedy z podobną sprawą przyszedłem po raz czwarty, biskup zniecierpliwił się i rzekł: „Pan widzi tylko swoją parafię i zdaje się panu, że pan wszystko osiągnął, kiedy się pan pozbył złego księdza. Ja wiem, że on jest nieodpowiedni, ale co ja z nim zrobię? Mogę go tylko przenieść gdzie indziej. Otóż z szerszego punktu widzenia, czy on będzie tu, czy gdzie indziej, to zupełnie wszystko jedno, a tylko się robi zamęt. Dawajcie nam do seminariów lepszy materiał, to będziecie mieli lepszych księży.” Tak rzekł ksiądz biskup.
    Nie wchodzę w to, czy sąd mego ziemianina, człowieka raczej spokojnego i zrównoważonego, odczuwającego żywo potrzebę religii u ludu, wypadł zbyt czarno. Może źle trafiał, może zbyt uogólniał swoje doświadczenia – nie wiem. Mnie uderzyło co innego; mianowicie dwie okoliczności, nad którymi się człowiek nie dość zastanawia, jak nad wszystkim, do czego przywykł. Mianowicie owe słowa biskupa: „Ja wiem, że on jest nieodpowiedni, ale co ja z nim zrobię…” Dużo rzeczy tłumaczą te słowa. Bo jeżeli weźmiemy inne zawody, jakże starannie(stosunkowo) przesiewa się je przez sito. Urzędnik, wojskowy, kasjer – czy inny pracownik świecki – skoro się okaże nieodpowiedni lub niegodny położonego w nim zaufania, wówczas może być usunięty, niech próbuje szczęścia w innym rzemiośle. Jedynie w tym zawodzie, wymagającym najwyższej miary ludzkiej, sposób ten nie istnieje. Kto jest księdzem, jest nim na zawsze, a skoro nim jest, trzeba go zatrudnić. Jaskrawy przykład tego cytowałem w Dziewicach konsystorskich , jak księdza notorycznie najgorszego prowadzenia po apostazji i przelotnej skrusze mianowano katechetą w szkole żeńskiej i jedynie sprzeciw władzy świeckiej – sprzeciw ze względów moralnych – udaremnił nominację. Coś trzeba było z nim zrobić! Czyli że nie ma innego sposobu, tylko przesuwanie tam i z powrotem tego materiału, jaki jest.
    A jaki jest? Widocznie nietęgi, skoro biskup zirytowany woła: „Dawajcie nam lepszy!” W istocie, aby sobie zdać sprawę z tego „materiału”, wystarczy sięgnąć do własnych wspomnień. Ze szkolnej ławki zna się tych, którzy później, obleczeni w sukienkę duchowną, staną się nietykalni.. Jest to niewątpliwie materiał bardzo pośledni, zarówno pod względem intelektualnym, jak charakteru; mniej zdolni synowie wieśniaków znęceni łatwym chlebem lub wiejskim „ambitem”, często zniewoleni biedą. I oto taki kilkunastoletni chłopiec robi wybór, czyni postanowienie, które rozstrzyga o jego życiu, postanowienie jakże poważne co do następstw, nieodwołalne! Inni mogą w dalszych studiach rozpatrzyć w sobie, w swojej naturze, skłonnościach i zdolnościach – on nie. Bo przypuśćmy, że taki chłopiec w seminarium straci owo często aż nazbyt wątpliwe „powołanie”, które go tam zawiodło. Nie ma dla niego powrotu, gdzież pójdzie, gdzie się obróci ? Tym bardziej po święceniach. Z powołaniem czy nie, będzie do końca nosił swój stygmat kapłański, będzie się szamotał, męczył, aż w końcu zacznie widzieć w tym zawodzie interes taki dobry jak inny.
    Jeżeli się weźmie pod uwagę te dwie okoliczności, lichotę materiału i niemożność pozbycia się go, ulepszenia, oczyszczenia, nie byłoby nic dziwnego, gdyby ze wszystkich zawodów kler nasz najwięcej pozostawia do życzenia i gdyby się okazało, że stoi bodaj najniżej pod względem etycznym, przynajmniej w stosunku do wymagań, jakie mamy prawo mu stawiać.
    Nie byłoby nic dziwnego, to pewna. Raczej dziwić by się należało, gdyby było inaczej. Wystarczy na to jedna rzecz, o której też się mówi i nie myśli, tak bardzo się z nią ludzie oswoili, a która gdy się nad nią zastanowić, przejmuje grozą: celibat. Nie dla sposobu, w jaki ten czy ów ksiądz go dochowuje, ale dla konsekwencji, jakie on pociąga, dla sytuacji, w jakie wciąga kapłana, dla wpływu, jaki ma na kształtowanie charakteru.

  444. Ależ ten kopista z Lyonu się wysila 🙁
    Niech się cieszy, że nie nie chce mi się zwracać uwagi na jego ortografię (gdy nie kopiuje cudzych tekstów, ten korepetytor za dychę)
    Lepiej niech sobie sprawi dobre okulary.
    L. pisał o Przystupie Mietusim
    PRZYSTUPIE

  445. sorry, jedno „nie” było za dużo.
    Naprawdę mi się nie chce.

  446. I znów Tobermory zauważył że to żaden Przystup. No i co z takim upierdliwcem robić. No chyba, że sie w jego stylu odgryzę i napiszę, że nie pisze się dwa razy „nie”. He, he, to go przyłapałem.
    A co ci się Tobermory naprawdę nie chce

  447. Jeszcze jedno, Tobermorciu. Przepisując Boya wcale sie nie wysilam, bo przepisywanie tekstów tego wielkiego człowieka sprawia mi przyjemność i dzielenie się tą przyjemnością z innymi. Ty nie musisz Boya czytać, bo przecież sam piszesz lepiej.
    Ps.
    To ostatnie zadanie to był oczywiście żart. Wyjaśniam ci to bez emotików.

  448. Boy c.d.

    Bo jak właściwie ma się ta sprawa ? Kiedy wystawiono w Krakowie Klątwę Wyspiańskiego, te same koła duchowne, które przez kilkanaście lat nie dopuszczały tego utworu na scenę, widząc, że walka jest przegrana, wzięły Klątwę niejako pod swój patronat, powitały ją uroczystym artykułem. W artykule tym uderzał jeden komentarz: klerykalne pismo objaśniało mianowicie, że mylne jest mniemanie świeckiej publiczności, iż każdy ksiądz składa śluby czystości; ślub czystości składa zakonnik, ale nie świecki ksiądz. Jeżeli popełnia grzech nieczystości, grzeszy – jak każdy inny, może trochę więcej – ale nie łamie ślubów; olbrzymia różnica ! Bardzo subtelne i pocieszające rozróżnienie, ale społeczeństwo obchodzi w tej sprawie co innego – nie stopień grzechu księdza, ale strona społeczna tego grzechu. Czy może kto wiedzieć, ile tragicznych konfliktów on wydaje, w jakie wprowadza kolizje ? Przypadek dał mi w ręce- jako że mimo woli stałem się czymś w rodzaju znachora chorób społecznych i ludzi zgłaszają się do mnie z najdziwniejszymi rzeczami – otóż przypadek dał mi w ręce akta jednej takiej okropnej sprawy. Młoda kobieta przyszła w tych dniach do mnie i opowiedziawszy mi swoje dzieje, dała mi opis swojej skargi, zaadresowanej do najwyższej władzy kościelnej. Oto jej historia w krótkości, wedle tej skargi:
    Osiemnastoletnia dziewczyna funkcjonuje „w bieli” w pewnym kościele. Wikary owego kościoła obserwuje ją bacznie. Pewnego razu wzywa ją pod jakimś pozorem do swojego pokoju. Powiada jej, że ją kocha za to, że jest uczciwa i dobra dziewczyna, po czym namawia ją, aby mu się oddała. Dziewczyna wskazuje wizerunek Chrystusa, zasłaniając się grzechem. Ksiądz zapewnia ją, że grzechu mieć nie będzie, pada na kolana, przysięga na rany Chrystusa, na prochy ojców, na honor, że jeśli mu będzie powolna, będzie się nią opiekował całe życie. Dziewczyna, która „wierzyła kapłanom jak świętym”, zniewolona, ulega. Stosunek trwa..Naraz dziewczyna dowiaduje się, że wikarego przenoszą właśni właśnie w chwili, gdy ona uczuła się matką. Idzie do księdza; ten odpowiada, że przenoszą go za karę i że nie chce o niej słyszeć. Nakłania ją, aby poszła do akuszerki spędzić płód. Dziewczyna wzdraga się z obawy przed grzechem i przed niebezpieczeństwem. Wówczas ksiądz powiada, że jej kupi dwie pastylki sublimatu, aby się otruła, ale na ulicy, nie w jego mieszkaniu. Wreszcie ucieka przed nią. Dziewczyna jedzie za nim, wśród tego roni. Udaje się do kurii biskupiej ze skargą; przyrzekają jej porozumieć się z księdzem i uzyskać dla niej pomoc, sprawa się wlecze. Znów jedzie do księdza. Ksiądz wzywa policji, z tym, że przyjechała obca kobieta i chce go zabić. Aresztują ją, po zeznaniach wypuszczają. I ciągnie się ta sprawa długo; ksiądz ściąga dziewczynę do mieszkania drugiego księdza, wymuszają z niej za pomocą obietnic, że się zrzeka pretensji. Świadek jest jeden, dorabiają podpis drugiego; gdy podpisała, wyrzucają ją za drzwi, idzie do kurii, kuria nie chce już z nią gadać – wszak podpisała . Znów jedzie do parafii nękać księdza; ten w szale dławi ją, woła kościelnego, krzyczy, że trzeba zawołać łobuzów, aby ją utopili; okręcają jej głowę, biją ją, ona leci na policję, gdzie lekarz stwierdza ślady paznokci na jej szyi etc.
    Istne Dzieje grzechu !W jakąż otchłań występków pociągnął biednego księdza pierwszy błąd, występków, z których świętokradztwo jest najlżejszym…A teraz przypuśćmy nawet, że część tego wszystkiego nie byłaby prawdą, że byłaby przesadą, zmyśleniem tej dziewczyny: czyż mniej tragiczne jest położenie księdza, który za chwilę słabości wciąż musi drżeć przed szantażem, przed skandalem ? Ileż takich spraw może się spiętrzyć w ciągu jednego życia ! Pięknych scen widownią staje się plebania !Oto co kosztuje celibat. Czy rozwiązuje się tak, czy inaczej, dobrodusznie czy tragicznie, sądzę, że niebezpiecznie byłoby wglądać w poufne perypetie przeciętnego kapłana. Nie sam pierwotny grzech jest tu groźny, ale to, co pociąga, to, co może uczynić z człowieka, do czego może doprowadzić księdza, może nie gorszego od innych, ot, przeciętnego człowieka, ofiarę systemu. To już nie jest sprawa wewnętrzna Kościoła. Sam celibat wystarczyłby, aby z armii kleru uczynić w społeczeństwie niebezpieczne siedlisko demoralizacji, zawsze zresztą kryte przez władze duchowne. Bo i co mogą zrobić ? Przenieść księdza z jednej parafii do drugiej, jak odpowiedział biskup memu ziemianinowi.
    A teraz zważmy w świetle tych „dwóch pastylek sublimatu” sposób, w jaki sfery duchowne odniosły się do poruszonego przeze mnie tematu Piekła kobiet . Kiedy opierając się na opiniach najpoważniejszych członków społeczeństwa, prawodawców, poruszyłem doniosłą kwestię społeczną, nie było zniewagi, jakiej by mi oszczędzili, oni, którzy najmniej mają prawa mówić o tym. Bo jeżeli dla kogo problem ten istnieje, to dla ofiar celibatu.
    Gdybyż to wystarczało grzmieć i wydawać przez Katolicką Agencję Prasową okólniki, w których zohydza się się uczciwego pisarza za to, że porusza rzeczy bolesne, zapewne, ale które są faktem i którym nikt nie ośmiela się przeczyć ! Tak samo jak wszystkie zniewagi, jakimi mnie obrzucono po Dziewicach konsystorskich, nie zmieniły faktu, że handel katolickimi rozwodami pod firmą unieważnień jest siedliskiem świętokradztwa i korupcji, tak samo poruszone przeze mnie bolączki nie przestaną istnieć, choćby się odpowiedziało nowymi obelgami..
    Jednym z najpospolitszych sposobów, używanym od niepamiętnych czasów, jest wmówienie w publiczność, że nie to jest niemoralne, co niemoralne stosunki stwarza, ale że niemoralnym jest ten, który je ujawnia i wskazuje, A drugi sposób to utożsamianie sprawy księżej ze sprawą Boga, kleru z religią. Ale to zużyty sposób. Wyspiański był jednym z naszych najbardziej religijnych pisarzy; otóż dwa razy występuje w jego utworach ksiądz: raz jako lichwiarz wiejski – do spółki z Żydem – drugi raz jako źródło zgorszenia publicznego, biedna i ciemna ofiara celibatu .
    Macie oto, moi ojcowie, rozmyślania wielkopostne. Widzicie, że macie dużo, bardzo dużo do roboty. Dużo pracy nad sobą, pracy nad tym, aby pogodzić swój ustrój z potrzebami dzisiejszego świata, z pojęciami świeckiej bodaj uczciwości. Zanim z tym nie dojdziecie do porządku, za wcześnie może wyciągać ręce po władzę w odrodzonej Polsce. Zacznijcie naprawę Rzeczypospolitej od siebie; starajcie się pełnić godnie waszą rolę duszpasterzy – to już dość piękne i trudne zadanie.

  449. Lewy
    7 września o godz. 15:54

    Rzuciłem parę słów o tych, co włażą na blog, by nim dostojnie gardzić: Co ja tu robię?”. Patrzeć: gudit, griemit, kaniec Kijewa – harcownicy wpadli oburzać się publicznie, jak można o dupie, skoro musi być o słupie, bo jak nie będzie, to „Titanic” fajtnie. Nie wejdzie taki kapo spokojnie, nie powie, co ma do powiedzenia – jeśli poza krzywą gębą w ogóle coś ma – tylko obowiązkowo musi z fest ambitnym wstępem, że w takie szemrane graniaste kółko wpadł. Może i sam taka menda bywam, ale sam z siebie, a ci, co tylko patrzą, na czym by kogo przycupić, to raczej specjalny gatunek zesłany przez Boga. Bo niemożliwe, by sami się zesłali.

    A w tekście Boy najbardziej mię przyciągły „lichota materiału i niemożność pozbycia się go, ulepszenia, oczyszczenia”. Jasne, że pan biskup powiedział to dla odwrócenia uwagi od niego samego, czym właśnie uwagę przyciąga. Całkiem jak bogowe zesłańce na ateistyczny blog.

  450. pombocek
    7 września o godz. 17:38
    Są na świecie różne m*dy, albo m**dy(w zależność od tego czy piszemy przez „ę” czy „en”) Niektóre nawet wykształcone, oczytane, a jakże. Taki to nigdy nie napisz gura, chmóra, albo hój.Bo une są w ortografii obszczelane .

  451. @Lewy
    Jasne, że nie jest wysiłkiem skopiować mądrego autora, rób to dalej na zdrowie, czytając przy okazji.
    Wysilasz się, aby mi dokuczyć, a ja ci życzliwie radzę, spraw sobie lepsze okulary, to może zauważysz, że mało dowcipne jest wytykanie błędu komuś, kto kwadrans wcześniej ten błąd zauważył i sam skorygował.

  452. Tobermory
    7 września o godz. 17:55
    Tobermorciu, ależ ja twoją korekcje zauważyłem, ale chciałem być jak ty upierdliwy, a ponieważ nie potrafię być w tej dziedzinie takim mistrzem jak ty, więc wyszło mi trochę po amatorsku, ale fajnie, co nie ?

  453. @Lewy ,17:48

    Wybatrz rze siem wtroncem :

    A taki „wykrztalzony m*nda” hetnie obzuci innyh dysgutandow stekiem wyzfisk .
    To ich domena .
    Zam to ottrzulem na wlasnym skayu .

    Pozdrowionka.

  454. Frekwencja referendum dupum: 7,8%. A wymagano procentow sztuk 50

    Skad ten Kukiz wiedzial jakie g.wno zaczynal? No skad on to wiedzial?

  455. Najciekawsza rzecz w tej obsuwie referendalnej jest dla mnie taka, iz obwiniac za taka obsuwe mozna wszystkie partie/niepartie. Oraz wszystkich przyglupow tym partiom/niepartiom przewodzacym.

    Komoruski byl tym, ktory refdup wcielil w zycie. Czy wszyscy w koncu zrozumieli dlaczego takiego przyglupa wygnano, na koniec, z Palacu?

    UwazamRze jedyna korzyscia z tej Polskiej Kompromitacji 2015 bylo wygnanie Komoruskiego z Palacu

  456. A teraz pytanie za 5 PLN:

    co Ateisci Polscy na to?

  457. Lewy

    Kiedyś sprawa z Boyem wyglądała u mnie tak, że bardzo lubiłem jego jasne, klarowne pisanie i może ze trzy książki przeczytałem. Teraz przez Ciebie zdałem sobie sprawę z pewnej jego cechy: przedstawia temat tak jasno, obrazowo i wyczerpująco, że w mojej tępej głowie nie rodzą się pytania, problemy – on załatwia za mnie wszystko. Więc człowiek miło spędza czas jak przy czytaniu baśni. I zapomina. Dopiero później przy różnych okazjach: Skąd ja to wiem, miła ma, miła ma, miła moja?!
    – No jak to skąd – od Boya.

  458. @ozzy ,
    Gdzie chopie jestes ?

    Wczoraj obejzalem na n24 film dokumentalny.
    Nie byloby nic nadzwyczajnego , bo film jak to
    film .
    Ale ten byl szczegolny .
    Traktowal bowiem o radioteleskopie Kepler
    wystrzelonym w 2013 roku w kosmos .
    I tez nie byloby w tym fakcie nic nadzwyczajnego , gdyby nie fakt ze Kepler
    w ciagu pierwszego tygodnia obserwacji
    wykryl 5 , 4 miliarda gwiazd , niewidocznych z Ziemi !
    W ciagu pierwszych 6 tygodni odkryl 5 planet
    blizniaczo podobnych Ziemi , a juz po 3 miesiacach odkryl ich 700 !
    Znaczy to tyle ze w ciagu 3 miesiecy jego funkcjonowania , Kepler odkryl 700 Swiatow
    blizniaczych naszej matuszce Ziemi !
    Ile ich odkryl do dzis dnia , tego w filmie nie podano .

    I teraz nasuwa sie pytanie : jak panbozek byl
    w stanie stworzyc tysiace swiatow , w ciagu
    tych „7 dni biblijnych” .
    Bo obok Swiatow musial tez stworzyc miliony ukladow slonecznych , gwiazdy neutrino , biale i czerwone karly , etc. , etc. …

    No i czlowieka (co brzmi ponoc dumnie) .

    A jakos mordom i wojnom na Ziemi nie jest
    przeciwny .
    Sadysta jakis , czy mnie wlasny nos myli ?

    Pozdrowionka.

  459. Motto:

    Jesli nie ma czego sie chce
    to sie chce tego co sie ma.

    Przez 123 lata nie mielismy tak ogromnie chcianej panstwowosci i Imperia rosly w sile a ludzie zyli, noo, prawie ze dostatniej. Kiedy natomiast Dziadek przywiozl nam, na Kasztance, panstwowosc calkowicie zapomniana przez piec pokolen, wtedy dopiero zaczelo sie dziac. Powstanie „Mein Kampf” czy Przewrotu Majowego to byl maly pikus. A byly to byly oczywiste zapowiedzi kataklizmow swiatowych: WW I i WW II.

    Czego zapowiedzia jest refdup 2015? Ja jeszcze nie znaju. Ale napewno ono jest zapowiedzia czegos. W to watpic nikt myslacy nie moze.

    A napewno nie moze w to watpic panbozek. Ten, ktory bzdurom naziemskim nie jest w ogole przeciwny. Posiadajac w swojej pieczy – czy to stad wyszlo nazwisko Pieczul? – 700 swiatow blizniaczo podobnych naszej matuszcze Ziemi

  460. No to Jerzy ciąg dalszy Boya

    II

    Cytowałem kiedyś anegdotę o sędziwym gramatyku Antonim Małeckim, który gdy mu gbur na ulicy uczynił brzydką propozycję, odruchowo poprawił jego wadliwą wymowę by dać: : końcowemu „-pę” brakowało ogonka ! To jest nawyk profesjonalny. Tak i ja. Ilekroć otrzymam list z obelgami, mimo woli łapię się na tym, że interesuje mnie przede wszystkim poprawność metafor, lapidarność lub niedołęstwo stylu, poziom intelektualny.
    Nie znaczy to abym dostawał same listy z obelgami, przeciwnie, moja codzienna poczta przedstawia oryginalny charakter. Masę podziękowań od kobiet, od nauczycielstwa, od karciarzy, od romanistów…Ale i wymyślań jest sporo. Otóż jednego dnia w gromadce listów spotkały się dwa, stanowiące tak wymowny kontrast, że muszę je tu przytoczyć. Motto można by dać: „Styl to człowiek”
    Jeden podpisany imieniem i nazwiskiem:

    Wielce Szanowny Panie ! Pozwoli Pan mocno i szczerze uścisnąć dłoń Pańską za śmiałe wystąpienie przeciwko gwałtownemu atakowi kleru na wszystkie dziedziny naszego życia społecznego. Tylko Pan (komplementy, które opuszczam)… będzie mógł ten atak wytrzymać i niech Pan wierzy, że my, przeciętna inteligencja, staniemy murem i będziemy bronić Pana jako naszego duchowego wodza.. Nigdy jeszcze kler katolicki tak buńczucznie nie podnosił głowy jak w obecnych czasach. Tylko Pan (komplementy)…może wytłumaczyć naszemu zacofanemu społeczeństwu o małomieszczańskim poziomie, że walka z klerem nie jest walką z religią. To, co Pan pisze o poszczególnych księżach, to tylko znikoma część tego, co w rzeczywistości dzieje się w wiejskich parafiach, a zwłaszcza na kresach zachodnich. My rozumiemy społeczne znaczenie Pańskich felietonów i jeszcze raz składamy Panu nasze gorące podziękowanie. Tylko niech Pan nie cofa się, za Panem stoją setki tysięcy. W imieniu zwolenników Pana

    N.N., katolik

    Drugi list bezimienny (cytuję w skróceniu)

    ,…czyni Pan na wszystkich wrażenie nierogatego zwierzęcia czworonożnego, które lubi się tarzać w błocie….Powinien Pan od razu śmiało i otwarcie przyznać się, że jest Pan ateistą i komunistą (któremu prawdopodobnie płaca za tę krecią robotę komunizowania Polaków), że jest Pan chamem i grubianinem, rozpustnikiem, który nie cofa się przed niczym…
    Niech Pan nie wygłupia się w dalszym ciągu, bo i tak wszyscy uważają Pana za wariata. Lepiej dać spokój tym artykułom…. budzą wstręt i obrzydzenie do człowieka, który umie używać tylko wyrazów ordynarnych (bo inne w słowniku jego nie istnieją, który demoralizuje Polaków w chwili, gdy najbardziej jest im potrzebny hart ducha i czystość duszy.
    Nie jest Pan Polakiem !!! Jest Pan najemnikiem Rosji, płatnym za swoją zgubną i niszczącą działalność na terenie Polski.
    Bądź dalej chamem, ateistą, ale nie ucz tego innych: jesteś głupi ( jak osioł !), ale nie przelewaj swej głupoty w umysły innych ludzi…”

    Uderzyła mnie w tych dwóch listach różnica stylu. W ogóle niepokoi mnie, że ilekroć odbieram list od takiego samozwańczego obrońcy wiary i tradycji, poziom jego jest taki, że zgroza przejmuje, co by było, gdyby owe czcigodne hasła miały zwyciężyć w tym specyficznym ujęciu. Czy cała Polska zaczęłaby pisać w ten sposób ? I przyszło mi na myśl, że nieszczególne musi być wychowanie, które wydaje takie owoce.
    Powie ktoś, że wychowawcy nie odpowiadają za takich uczniów. Owszem. Bo oto sięgnijmy do źródła. Ja nie same listy dostaję, ale co dzień także porcję drukowanego słowa. Otóż ilekroć dostanę wycinek z klerykalnego pisemka, odnajduję ten sam właśnie styl. Chcecie próbki ?
    „Jeżeli Boya rzeczywiście nachodzą takie wątpliwości, to szkoda, ze nie wejdzie głębiej sam w siebie, gdyż po rozważnym zastanowieniu się musiałby on dojść do wniosku, że on jest największą świnią między poetami i największym poeta między świniami…
    Jego tragedią było, że nigdy nie był w twardych rekach, ale ciągle ciaćkany i chuchany. Rasowy koń arabski ma dopiero wówczas pełną wartość, jeżeli jest ujeżdżony. Koń nieujeżdżony nie przedstawia żadnej wartości. Pozostawiony sam sobie, wałęsa się, gdzie mu się podoba, i robi szkodę, do pożytecznej pracy nie da się użyć, a jedynym realnym z niego pożytkiem jest nawóz. Tak samo jest z Boyem.”
    W tym tonie „polemizują” stale nasze klerykalne organy. A zważcie, że to jest jeszcze próbka bardzo łagodna, porównanie z rasowym koniem arabskim jest stosunkowo dość pochlebne, zwykle jest mowa o „zboczeńcu”, którego czeka koniec w szpitalu, i w tym podobne zbożne chrześcijańskie życzenia.. Otóż jeżeli sami ci, którzy narzucają się nam na wychowawców , piszą w ten sposób, czegóż spodziewać się po ich wychowankach ?
    Skoro już jesteśmy przy dokumentach, mam pokusę przytoczyć jeszcze jeden, będący żywą ilustracją moich poprzednich felietonów. Niedole nauczyciela szkoły powszechnej, który pragnie niecić w uczniach zapał do nauki:

    „Przynosi się do klasy np. Winawera, wycina się z prasy codziennej i pism naukowych wiadomości przyrodnicze, zachwyca się nieobliczalnymi możliwościami ludzkimi…Roznosi się wiadomość, że nauczyciel niby to w Boga wierzy, ale potem to powiada, że ludzie niedługo na księżyc polecą albo i na słońce. Dowiaduje się o tym ksiądz i wzywa takiego nauczyciela publicznie do spowiedzi. Przed kilku laty starał się jeden ksiądz wytłumaczyć, że w Gimnazjum Lelewela stał się cud…bo ktoś tam nie zginął, mimo iż w sali wybuchł granat (słynne wypadki podczas egzaminów maturalnych). Nie uwierzyłem w cud, twierdząc, że nie zginęło również 50 innych ludzi znajdujących się w tej sali w tym czasie. „I pan chciał religii uczyć ! – usłyszałem na to (Bo w naszych szkołach często nauczyciel uczy religii) – „Taki człowiek !” Do końca roku ksiądz nie podawał mi reki i nie wchodził do kancelarii, gdy ja tam byłem. A ileż to razy z takich rzeczy wynikają plotki, interwencje, a nierzadko wędrówka na kraj – co najmniej powiat. I jakże tu żyć ? Czy zachować przymierze z „Bogiem” i pleść głupstwa, i baczyć, by promyk światełka nie dotarł do głów moich adeptów ? Gdzież sumienie, gdzież uczciwość ?
    (…) Nam, nauczycielom szkół powszechnych, za wyznanie albo nawet za „podsłuchanie naszych poglądów grożą rugi, a za niezbyt odległych grabskich rządów niejednokrotnie i utrata chleba.
    Nie od rzeczy też będzie, jeżeli wspomnę o niejakim odprężeniu chwilowym pod tym względem. Toteż ze strachem, z prawdziwym strachem przyjęliśmy wiadomość, że oto rzucono się na naszego zwierzchnika, na naszego ministra. A my, którzy mamy często zatargi ze swymi władzami, i radzi jesteśmy, jeżeli nieludzki zwierzchnik ustępuje, tym razem krzyczymy gwałtu i jak najkategoryczniej protestujemy na naszych zjazdach, zebraniach przeciwko napaściom na osobę ministra oświaty, na niezależność szkół, na chęć przewodzenia nami przez ciemny i zacofany kler…Toteż zrozumie szanowny Pan, dlaczego tak wiele oczekujemy od Pana, wierzymy bowiem, że jeżeli Pan się zabierze do tej kwestii, „załatwi” ją Pan pomyślnie, jak tyle innych, i oczyści życie szkolne z głupoty i demoralizacji…”

    Mój Boże ! Oczyścić życie z głupoty i demoralizacji !.. Tylko tyle ! Stanowczo za wiele sobie po moich wątłych siłach o obiecują. I gdybyż tylko o duchowe rzeczy chodziło ! Są i inne sprawy, grubo fizyczniejsze, a o tym doprawdy nie wiadomo, jak pisać.
    Kiedy swojego czasu pozwoliłem sobie na kilka niewinnych żartów na temat pewnej kwestii, rozległ się w pismach klerykalnych jednogłośny chór: „Boy zboczeniec ! Do sanatorium ! Apostoł homoseksualizmu” etc ! Nie pamiętam czegoś tak humorystycznego, jak to rozwścieczenie zakutych głów, niezdolnych zrozumieć żartu, gry intelektualnej, rewizjonistycznego paradoksu. Sumienie mam pod względem „normalności” tak czyste, tak dalece nie grzeszyłem w tym kierunku nawet myślą, nie tylko uczynkiem, że bawiłem się serdecznie tą kampanią, nawet wtedy, kiedy podburzone paniusie w Bydgoszczy starały się przeszkodzić odczytowi, który tam wygłosiłem, o cnotliwej pisarce sprzed lat trzystu, pani de La Fayette. Kampania ta miała natomiast ten skutek, że zwróciła moją uwagę na ów przelotnie muśnięty temat – zacząłem dostrzegać dziwne rzeczy ! Dwuznaczne moje wspomnienie z czasów szkolnych obudziło wspomnienie innych osób, zupełnie analogiczne w tej mierze. Ale czy potrzeba aż wspomnień ! Lada dzień rozpocznie się w jednym z miast w Poznańskiem olbrzymi proces przeciw prefektowi, oskarżonemu o deprawację młodych chłopców; proces ten – o ile go nie zdołają zatuszować- ujawni zdumiewające wprost swoim naiwnym cynizmem szczegóły, których niepodobna prawie tu przytoczyć, ale którymi ostatecznie na żądanie mogę służyć…
    Fakty,fakty, dziś, wczoraj ! Z powodu kampanii, podjętej świeżo przeciw dygnitarzowi państwowemu, jedno z pism ogłasza znowuż relację pewnego procesu z roku 1914, w którym obrońca stwierdził na podstawie skarg całej miejscowości, że „duchowny pasterz tej miejscowości w najwstrętniejszy sposób demoralizuje i rujnuje zdrowie całego szeregu chłopców” gdzie o naszym klerze mówi w tych słowach:

    „Ta kasta to zwarta silna grupa, zespolona jedna myślą, by pod żadnym pozorem nie pozwolić na obniżenie swego autorytetu.”

    I gdzie czytamy w końcu w mowie obrońcy:

    „Panowie, za tą zasłoną, którą celibat kryje, dzieją się niejednokrotnie wprost niepojęte dla normalnego człowieka rzeczy. I tylko podczas procesów sadowych uchyla się rąbek tej zasłony. W danym wypadku dowiedzieliśmy się, powtarzam, więcej niż zdrowy niezwyrodniały człowiek pojąć może..”

    Czymże są wobec takiej enuncjacji moje niewinne „rozważania wielkopostne” na temat celibatu.
    Ale co to pomoże stwierdzić fakty, choćby co dzień. Znów mnie nazwą zboczeńcem, bezbożnikiem, i tyle. Wciąż to samo: nie ten gorszyciel, kto czyni zgorszenie, ale ten, który przeciw niemu protestuje…
    Ja rozumiem, że trzeba „osłaniać autorytet” i że najwygodniejszą drogą jest gromić, lżyć, wyklinać tego, który by pragnął oczyszczenia atmosfery. Ale doprawdy, czy to jest moment, aby w taki sposób, czyż nie jest się ponad wszelkim ludzkim i boskim prawem ? gdy nasz kler tyle pozostawia do życzenia obyczajowo i intelektualnie, w chwili gdy tyle ma konfliktów z ustawami państwowymi, z pojęciami nowoczesnego świata, z ludzką etyką wreszcie, czy to jest moment, aby ten sam kler silił się narzucać swoją supremację w dziedzinie oświaty ? Nie ma często księdza tam, gdzie trzeba poświecenia, miłości bliźniego, cnót ewangelicznych, ale chce gwałtem być dyktatorem w sferze, która absolutnie przekracza jego kompetencję ! Toż szkoła ma głowy rozjaśniać, nie zaciemniać, ma dawać rzetelne podstawy życia, a nie obłudną formalistykę 1
    To jest bardzo osobliwy świat i ma swoje zupełnie odrębne prawidła. Pewien znajomy malarz, który pracował przy restauracji wiejskiego kościoła i mieszkał jakiś czas na plebanii,opowiadał mi taką odpustową scenę, której był świadkiem. Czterej księża grali w karty i zasiedzieli się przy kartach i kieliszku poza dozwoloną (ze względu na jutrzejszą mszę św.) godzinę, po czym całkiem naiwnie jeden klęknął kolejno przed drugim i wyspowiadał mu się z tego grzechu. I w kilka minut wszyscy byli w porządku. Mając pod ręką taki sposób, czyż nie jest się ponad wszelkim ludzkim i boskim prawem ?
    Zapewne, wielka to moc władza odpuszczania grzechów…Właśnie jedno s pism cytuje list pasterski arcybiskupa salzburskiego O czci kapłanów. Czytamy tam o potędze kapłana, wyższej nad królów i cesarzy: „co wiąże i rozwiązuje, to posiada znaczenie także w niebie”. „Gdzież, najmilsi, nawet w niebie jest potęga podobna ?…” Tej mocy nie mają ani aniołowie, ani archanioły, ani nawet Maria, Królowa Niebios – ma ją tylko jeden kapłan:

    „A gdy ze zdumieniem słucham pytania świętego Dionizego, zali można jeszcze nazywać człowiekiem tego, którego Bóg wybrał spośród ludzi, a nad zastępy wzniósł tak wysoko, którego Bóg tak ściśle ze sobą zespolił dając mu władzę nawet nad Sobą, o najmilsi, czyliż dziwić się będziemy, gdy roczniki Kościoła świętego nam opowiadają, że wszyscy, którzy na kapłana spoglądali oczyma wiary, tak wysoką cześć mu oddawali ?

    Tak mówi list pasterski. W istocie jest to wielka i podniosła tajemnica wiary.. Ale nieporozumieniem byłoby rozciągnąć ją na całe życie księdza i na wszelką jego działalność.
    Z chwilą gdy kapłan zdejmuje ornat lub stułę, często zostaje ciemny, prosty i ułomny człowiek , który dla bardzo świeckich pobudek „poszedł na księdza”, który w seminarium nie bardzo się oświecił, a czasem zdemoralizował i który aż nazbyt wiele daje przyczyn do krytyki i ostrożności, zwłaszcza w dziedzinie oświaty. W żadnym zaś razie nie może być jej kontrolerem, on który często sam kontroli potrzebuje..
    A co czynić, pyta w dalszym ciągu swego listu arcybiskup, jeśli kapłan jest niegodny swego świętego posłannictwa ? „Modlić się – odpowiada – za takiego nad wyraz nieszczęsnego kapłana, a godności kapłańskiej nawet w takim wypadku cześć okazywać.”
    Godność kapłańską czcimy, modlić się za was możemy, ale – rządzić wam Polską nie damy. To sobie wyperswadujcie.

  461. Do ciebie godom, ancymonku

  462. cynamon29
    7 września o godz. 18:15
    Wzracam ci uwagę, że twuj styl i ortografia świadczą o twoim nieóctwie i braku kóltóry. Powinienś trohę nad sobom popracowć i podłuczyć sie

  463. @Lewy , 20:10

    Z pokorom i uniszeniem pszysnaje Ci racje !
    Jezdze dziz bniorem sie za lelementasz !

    Postrofionka .

  464. @Orteq , 19:51

    No i co z tego ze „godas” Portequ do mnie.
    Godac to my mozemy sobie do oporu , ale
    kto powstrzyma glupote ludzka wzgledem
    wiar wszelakich .
    Ja czy Ty mozemy miec „pewien podejzliwy poglad” wzgledem panbozka .
    Ale sa miliardy oglupionych , ktorzy potwierdza jego istnienie ot tak , ad hoc !

    Logika myslenia wylaczona , pogon za Wielkim Ochroniarzem wlaczona na bieg
    najwyzszy .
    I jakiez to wygodne – leb koledze obcial , sam
    i wlasnorecznie , ale to „panbozek tak chcial” !

    Ach , co tu gadac ?
    Lepiej dac se czego .

    Pozdrowionka.

  465. Lewy
    7 września o godz. 19:51

    Dziękuję, Lewy. Boy jest na tym blogu o wiele bardziej na miejscu niż Dudy i referenda na pudy. Właściwie dla mnie kawałek mógłby być co dzień. Czytam i myślę, że czytam coś dzisiejszego, np. niejakiego pana Jacka Kowalczyka. Te rzeczy Boya, które kiedyś czytałem, były dla mnie właściwie nie do komentowania. Czytam i to jest właściwe korzystanie z danego czasu. Choć już mało czytam – i oko kaprawe, i resztki zapału bardziej na świat niż w siebie skierowane.
    Jedna ciekawostka z samego początku. Boy przytacza anegdotę, jak profesor Małecki odruchowo poprawił gbura, że ma mówić: „dupę”, nie „dupe”. Nie mogę się wypowiadać o wymowie preferowanej przez językoznawców w tamtym czasie, bo nie wiem. Więc tylko nieśmiało przypuszczam, że jest to anegdota sztucznie ubarwiona. W jak najbardziej godziwym i szlachetnym celu, ale sztucznie. Nie chce mi się bowiem wierzyć, by autor bardzo popularnej w XIX w. „Gramatyki języka polskiego” tak niepoprawnie poprawiał żula. Oczywiście, z dzisiejszego punktu widzenia niepoprawnie, bo „ę” w wygłosie to w dzisiejszej, nawet eleganckiej, mowie obowiązkowo „e”, „ę” jest pretensjonalne. Tylko Makłowicz, jak kuchenna pomoc we francuskiej knajpie, popisuje się po francusku: „Mówię”, z „ę” z pieruńsko zakręconym ogonkiem. Ale mówię: pewności nie mam, a nie chce mi się latać po historiach języka, by sprawdzić, czy tak się wtedy w językoznawczych gabinetach mówiło.

  466. @Ortesiu

    Zadalem sobie bardzo trudne zadanie p.t.
    „Przeplyw alkoholu przez ludzkosc” i otrzymalem prosta odpowiedz : DUZA .
    Potluklem sie po roznych krolach , premierach , prezydentach i wyszlo mi ze byli „przodownikami pracy ” alkoholicznej .

    No to im bylo wesolo ! Schnaps tu , schnaps
    tam ! Coniaczek , likierek i mniod pitny tyz !

    Czyli analizujac sprawe : rzadzili na pijanym widzie !

    No to powiedz mi @Portequ , czy tradycji nie
    staje sie zadosc i ONI rzadza nadal po pijaku ?!

    Mam nieodparte , wewnetrzne przeczucie ze
    tak !

    Pozdrowionka.

  467. Smieszny Tobermory, ma racje, ze sie pomylilem nazywajac Przyslup, Przystupem.

    I ma radoche Tobermory, bo nie raz, a dwa moze wskazac jak to sie Lonefather szpetnie myli mylac nazwe. Moze se pouzywac i tyle jego, co z pomylki wytykania sie bierze. Maly i biedny jest Toberomory, skoro tak niewiele mu do szczescia potrzeba.

    No to niech sie cieszy. Nie odbiore mu tej radochy, bo sie pomylilem. Ale jakos sie niezbyt tym przejmuje. Ciekawe dlaczego?

  468. @Lewy

    Pelen podziwu dla Twojego „zaparcia” na
    Boya -Zelenskiego , ktorego jak i Ty podziwiam , pragne Ci przypomniec Melhiora
    Wankowicza .
    Ten tez nie oszczedzal durnoty .
    Nie bede sie tu rozpisywal o Wankowiczu ,
    bo bylem i jestem jego „konsumentem ” , a nie
    analizatorem .
    Nie mniej jednak , Wankowicz potrafil w sposob genialny i kabaretowy jednoczesnie ,
    zanalizowac ten „polski kabarecik ” lat tamtejszych .

    Szkoda ze nie ma ON nastepcy w dzisiejszych
    czasach .

    Pozdrowionka.

  469. pombocek
    7 września o godz. 21:05
    Jerzy, nie wiem jak to było z tą przedwojenną wymową. Boy sobie to „ę” profesora Małeckiego wziął za pretekst, by potem pisać o stylu katolickich troglodytów.Ale przed wojną ludzie rzeczywście mówili trochę inaczej i przestrzegali tego „ę’. To słychać jak się ogląda przedwojenne filmy, Oni dla nas mówią bardzo pretensjonalnie, nawet Dymsza tak mówił, nie mówiąc o śpiewającej Ordonce.

  470. Ancymonie,

    Ty sie nie podniecaj za bardzo chlejstwem rzondzoncych nami oraz naszymi duszami. Chodzi o to, ze ich na to stac. Podczas gdy niektorych z nas, niekoniecznie.

    Pewien bezdomny, slabo trzezwy nieborak tak tlumaczyl przyczyne swojego mizernego statusu spolecznego:

    – Proborszcz chlal. Wiec jakze ja moglem paradowac po trzezwemu na msze?

  471. @lonefather ,21:37

    Witaj w klubie !
    Ta krwiozercza mrowka istnieje tylko po to by
    wbic zadlo , szpile kazdemu kto sie z lekka
    potknie .
    On czai sie w swoich ciemnych zaulkach , nie
    po to aby cos nowego wniesc do dyskusji (no
    bo niby jak ? z bezmozgowia ?) tylko by kogos z nas uzadlic , sponiewierac .
    Takie bydelko , urodzone po to by innym czynic krzywdee .
    Krzywda i bol , to jest TO „cos” , na co on oczekuje z wywalonym jezorem .

    Taki wilkolak intelektualny .
    Inntelektualny ?
    O , przepraszam – PRYMITYW !

    Pozdrowionka.

  472. cynamon29 (21:40)

    „@Lewy Pelen podziwu dla Twojego “zaparcia” na Boya -Zelenskiego , ktorego jak i Ty podziwiam, pragne Ci przypomniec Melhiora Wankowicza. Ten tez nie oszczedzal durnoty.”

    Zaparcie na Boya lyonczyka Lewuska zaiste godne podziwu jest. Chodzi o to, ze Boy-Zelenski splamil sie, niedlugo przed meczenska smiercia z rak Einsatzkommando Galizien, ochocza wspolpraca z sowieckilmi okupantami Lwowa w latach 1939-41. On pisal, bardzo ochoczo, w „Czerwonym Sztandarze”. Oraz dobrowolnie uczestniczył w sowieckich imprezach propagandowych. Masz ty pojecie?

    Twoje zaparcie na ‚Melhiora’ jest natomiast nudne. Wankowicz bowiem zaslynal nie tyle ze wspolpracy z komuchami, co z dopraszania sie u nich przesladowan wlasnej osoby. On bowiem chodzil do komuszego wiezienia, ze szczoteczka do zebow i z kapciami, dopominajac sie wsadzenia go do pierdla.

    A w ogole to rzeczywiscie obaj byli jajcarzami jakich malo

  473. Lewy
    7 września o godz. 15:59

    Czytam i szukam: w którym zdaniu Boya można znaleźć coś, co się zdezaktualizowało. Albo chociaż w połowie. Która ze spraw się wyczerpała, przeszła do historii? Nic nie mogę znaleźć.
    Ale nie, może jednak coś uda mi się wydusić: „ksiądz licho uposażony”?
    Ale i to wydaje mi się ciągle trafne. Część kleru szeregowego dochody podstawowe ma może jakoś „liche” i nie całkiem pewne – jeśli skupione na sprawach „posługi”. Ale druga część myśli Boya zaraz dopowiada: karmią się pogrzebami i podobnymi okolicznościami, a wreszcie swój fach widzą jak każdy inny biznes. Od tego zaraz powiększają się horyzonty dochodowych „dzieł”. W sukurs idzie im też państwo, niemal wcale nie biorące od nich podatków, a dające nieskończenie wiele, stale i w poczuciu wstydu, że daje za mało, i bez poczucia własnego cynizmu oraz działalności rabunkowej na swoich obywatelach, że daje tak dużo, na takie rzeczy i bez właściwych pokwitowań.

    Jak świetnie Boy to odmalował, i jak brzemienna to rzecz:
    „Gdybyś się przejechał po naszych wsiach! Jeżeli szkolna nauka religii odstręcza dziecko od wiary, cóż dopiero powiedzieć o wpływie przeciętnej plebanii na lud! Jeżeli chłop trzyma się religii, to raczej pomimo księdza niż przez księdza; trzyma się jej przez tradycję, obrzędy etc. Poziom duchowy i etyczny księży, sprzeczność między tym , co głoszą z ambony(gdybyś ty słyszał te kazania!), a tym,co mówi ich życie, jest tak rażąca, że ślepego musi uderzyć.”
    Ta nędza religii i nędza umysłowa i moralna jej zawodowych i szantażujących głosicieli, nazwana właściwie lat temu jakieś 80-90, jest przecież nędzą i bagnem poprzedniego „tysiąca lat „tkwienia w „wartościach chrześcijańskich”, które są „fundamentem Europy i jej tożsamością.”
    A przecież dziś jest dokładnie tak samo. I dalej będzie tak samo. Jedyne co się zmieniło, to sztafaż techniczny: telewizor, film z DVD, msza przez radio, komp z netem, w którym rządzi TV Trwam i przemodlenia jasnociemnogórskie i słitfocie z pielgrzymki.

    Lewy, chwała Ci za te wyimki z Boya. Mógłbym sięgnąć nad głowę, po Boya z papieru – i sięgnę, posmakować go znowu, ale może w innych sprawach, natomiast tu, na blogu, czytam go po raz kolejny, z niemalejącą, niewyczerpywalną przyjemnością.

    Jak doskoczę znowu, skomentuję.

  474. Orteq
    7 września o godz. 22:19
    Niestety straszny z ciebie cymbał, Ortesiu, ty wiesz, że Boy współpracował z Sowietami.Ja tez wiem, ale to rozumiem, a ty robisz sobie z tego żarciki. A może poczciwy Ortesiu, Boy przewidzial, że następne 40 lat to będzie dominacja Sowietów nad nami i że zbuduja nam Pałac Kultury. Tak sobie żartuję w twoim stylu.
    A nie przyszło ci do głowy, że jesteś malutkim człowieczkiem, w porównaniu z Boyem i pewnie też pisałbyś do Czerwonego Sztandaru, ale bez tej klasy, ale z autentycznym zapałem.

  475. @Orteq

    Chyba kazdy chcial przezyc ?
    Masz cos przeciwko checi przezycia ?

    A o Wankowiczu to juz raczysz pierdaczyc .
    I to wrednie .

    Pozdrowionka .

  476. cynamon29
    7 września o godz. 20:30
    „Jezdze dziz bniorem sie za lelementasz !”

    jesli nie masz, to elementarz Falskiego( nowsze wydanie z ilustracjami Janusza Grabianskiego) kosztuje 59,99zl. Wlasnie kupilam dla wnuczki, ktora w sobote zaczela nauke w I klasie(w Niemczech).

    straszna kasa za reprint.

  477. @konstancja , 23:02

    W Polsce bywam rzadko .
    Tzn .raz na 2 mce ,3 mce.
    „Elementarza” nie mam potrzeby kupowac .
    Nie mam wnukow .

    Pozdrowionka.

  478. Tobermory
    7 września o godz. 14:07
    biskupi juz ciesza sie na nowych chrzescijan z Syrii, – przerobia ich na katolicyzm, bo od pewnego czasu ubywa chetnych do dawania na tace, poustki widac na mszach.
    Jedne(bo to najczesciej kobiety sa) powymieraly, a nowi i nowe nie nadchodza.
    I oto nadeszli! uchodzcy co prawda, z innej krainy, gdzie nie matka boska jasnieczestochowska panuje, ale co tam!!! Grunt, zeby zapelnic swiatynie.
    Grunt, zeby kasa byla, bo i panstwo PIS grosza pewnie dolozy.
    I tak dokladaja- tu 3 zlote na glowe, tam 4 zl na wycieczki do Hiszpanii, owdzie jeszcze kilka groszy za wycieczki PAD do Nowego Tomysla czy do Sopotu,a my patrzymy, dlaczego nam w ciaz z portfela kasa ucieka.
    Kazdy z nas mialby wiele pomyslow , jak te 100 baniek zagospodarowac, chcoby na wspomniane zasilki dla opiekunow osob niepelnosprawnych, dla rodzicow takich dzieci…
    a tak? wszystko poszlow bloto i tylko memy mozemy sobie poogladac, ale smieszne to nie jest

  479. cynamon 29
    tylko napomknelam o takiej mozliwosci.
    Nie musisz dla wnukow, spraw sobie przyjemnosc.

    ……………………
    i tu przeczytam cala liste ksiezek, ktore za te kase mozna kupic.
    Mozna kupic sobie, a mozna komus sprawic radosc.
    Nie wiem, czy chcialam podzielic sie ta radoscia

  480. @kostancjo ,
    wielkie dzieki za Twoja troske o moje czytelnictwo .
    Srednio rocznie kupuje ok 60 -80 ksiazek ,
    reszte wypozyczam z biblioteki (podbnie jak
    filmy , kocerty na DVD czy CD ) za 5 , € rocznie
    skladki czlonkowskiej .
    Wystarczy oddac w terminie , inaczej kara
    finansowa – 50 , Centow za miesiac opuznienia .

    Tak ze @konstancjo , mimo twych szczerych checi , jestem jakos zorganizowany i szczerze Ci dziekuje za wirtualne ” podanie reki ” !

    Jak bede mial w przyszlosci trudnosci ze zdobyciem ” polskiego slowa drukowanego” ,
    na 100% zwroce sie do Ciebie .

    Pod warunkiem ze zezwolisz .

    Pozdrowionka.

  481. ancymonek (22:55)

    „A o Wankowiczu to juz raczysz pierdaczyc . I to wrednie .”

    Jakie pierdaczysz? Jakie wrednie? Masz, poczytaj. W samym zrodle to podali w ub. roku

    „Tymczasem po Warszawie chodziły plotki jakoby 72-letni pisarz ze szczoteczką do zębów i ciepłymi gaciami w teczce parokrotnie już szturmował wrota więzienia na Rakowieckiej, skąd go odsyłano do domu.”

    ‚http://wpolityce.pl/historia/216694-50-lat-temu-komunisci-aresztowali-melchiora-wankowicza

  482. Lewy (22:45)

    „Niestety straszny z ciebie cymbał… A nie przyszło ci do głowy, że jesteś malutkim człowieczkiem, w porównaniu z Boyem i pewnie też pisałbyś do Czerwonego Sztandaru, ale bez tej klasy, ale z autentycznym zapałem.”

    Pelna zgoda ze wszystkim. I z moim cymbalstwem i z moim pisaniem u komuchow.

    Niniejszym wykladam inke na przyzbe:

    ja naprawde pisalem u komuchow i mi za to placono zupelnie niezle. Pracodawca sie nazywal RSW Prasa, lata byly 1970-72. W porownaniu z Boyem, napewno tez bylem malutkim czlowieczkiem.

    Jakzes ty to wszystko wykoncypowal, Lewusku? Pytia z ciebie istna byc musi. Zauwaz iz dopilnowalem, zeby po ‚t’ nie zagubic ‚i’

  483. @Orteq

    ” Tymczasem po Warszawie krazyly plotki …”

    I to ma byc twoje wiarygodne zrodlo ?!
    Ty wiesz jakie plotki po dzis dzien kraza po Warszawie ?

    As to sie wyglupiles , bracholu !

    Pozdrowionka.

  484. No dobrze, Ancymonku. Tu masz pewniejsze zrodlo

    „Pisarz został prawomocnie skazany na trzy lata więzienia, co w ramach amnestii skrócono do półtora roku. Zgłosił się nawet do więzienia, by odbyć karę, ale władze zawiesiły wykonanie wyroku.”

    ‚http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-5-pazdziernika-1964-r-aresztowano-melchiora-wankowicza-wybit,nId,1530536#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=other

    W procesie rehabilitacyjnym w 1990 roku Wańkowicz został oczyszczony z wszelkich zarzutów. Posmiertnie, oczywiscie. Takie niby kadzidlo umarlemu

  485. Nawiazujac raz jeszcze do Lewuskowej proby naublizania mnie pod 22:45:

    „jesteś malutkim człowieczkiem, w porównaniu z Boyem i pewnie też pisałbyś do Czerwonego Sztandaru, ale bez tej klasy, ale z autentycznym zapałem.”

    Chce przypomniec, ze Boy-Zelenski pisal w sowieckim Czerwonym Sztandarze* lwowskim nie tylko z klasa ale rowniez i z autentycznym zapalem. Juz 19 listopada 1939 roku wital na lamach, w raz z innymi pisarzami polskimi, przyłączenie Zachodniej Ukrainy do Ukrainy Radzieckiej.

    To tak tytulem przypomnienia znanych faktow historycznych. Nic to nie ma wspolnego z odgryzaniem sie za probe naublizania mnie przez Lewego.
    __________________________________________

    *) Czerwony Sztandar, Gazeta Codzienna Zarządu Politycznego Frontu Ukraińskiego, wydawana w języku polskim we Lwowie po agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 przez okupacyjne władze sowieckie od 5 października 1939 do agresji III Rzeszy na ZSRR 22 czerwca 1941 i zakończenia sowieckiej okupacji Lwowa.

  486. @Lewy
    Popieram Twój pomysł na wydawnictwo blogowe,mogłaby to wstępnie zredagować któraś z prokuratur okręgowych lub djecezjalnych,ale to zależy od żabki konającej.
    Za cytaty z Mistrza zdradzam Ci,że w Złotym Pociągu są dzieła sztuki z myśli pisanej i malowanej przez A.H.
    Pozdrowaśki

  487. Czy ateizm to to samo co eskejpizm?

    Pytam bo tylko na tym ateistycznym blogu udaje sie nie poruszac tematu uciekinierow. Wszedzie indziej uciekinierzy dominuja tematyke wypowiedzi.

    Chcesz sumienie czyste? Rob za ateiste

  488. Lewy

    Wiesz, ile jest IPN-owskiej purchawki w zwykłej purchawce? Wystarczy popatrzeć na Ortega. Anonima zresztą. Który nie ma nic wspólnego z odgryzaniem się i tylko tytułem przypomnienia przypomina znane historyczne fakty, o które nikt nie pyta. Ot tak sobie bez powodu przypomina, żeby nie zapomnieć. Bo ma pamięć, a inni nie mają, więc trzeba im przypomnieć, bo zapomną. Ale on nie jest IPN-owskim próchnem – to tylko pozór (w ogóle można powiedzieć, że gdzie jak gdzie, ale na publicznym placu wszystko jest pozór). To zakompleksiony dzieciak z ostatniej ławki, który chce być w pierwszej, więc jak coś wie, od razu paluszki w górę – nieważne, czy przypiął, czy przyłatał, ważne, że coś wie – i wtedy wszyscy wiedzą, że on wie, i wstyd im, że sami gówno wiedzą. A on ich dobija skromnie, że wszyscy świetnie wiedzą, a on im tylko przypomina. I wtedy wszyscy są dobici. Ten typ nazywa się „Powiedział, co wiedział”. Ma parcie, by powiedzieć – nieważne, czy na temat, czy w bok, czy w ogóle kulą w płot. I to jest to, co tę purchawkę łączy z IPN-em.

    Miałem kumpla, który za każdym razem, gdy rzecz zaszła o Szwejku (a często zachodziła) przypominał wszystkim, żeby nie zapomnieli, że Haszek był ludowym komisarzem w ZSRR. No to nie zapomniałem. Ale na ..uj mi to – do dziś, panie, nie pamiętam.

  489. anonim Orteg

    Orteg, ty zakompleksiona purchawko, zamiast, jak stara pani Grudniowa, wypominać bez końca z oślej ławki, że na tym blogu nie mówi się o tym, o czym byś życzył, by się mówiło, MÓW o tym, nikt nie broni. Tyle że ty jesteś po to, by przysrywać, przypominać, a nie MÓWIĆ.

  490. I ja ciebie tez, Pieczulu, tez pozdrawiam. Bo ty pewne rzeczy wciaz masz w swojej pieczy, jak sie domyslam.

    Dzieki za przypomnienie wszem i wobec, zem ja wciaz anonim jest. Niektorzy mysla, ze ja te anonimowosc swoja juz dawno temu stracilem bezpowrotnie. Go figure

    Natomiast chwalenie sie odkryciem przylbicy – co ty, jak mi sie wydaje, czynisz – nie nalezy do najprzedniejszej koszernosci. Tak mi sie wydaje

  491. A tak w ogole, Pieczulu, to takie zapytanie ci zadam:

    czy ty nie masz blizszej niz ja rodziny do przypier..lania sie? Kiedys juz cie o to pytalem. Ale calkowicie zapomnialem, czys odpowiedzial czy nie. Jakzes odpowiedzial, nie jest za bardzo istotne

  492. Dopowiem reszte prawdy nieobjawionej na tym blogu dotychpor

    Chwalenie sie odkryta tozsamoscia na blogach jest, na dzien dzisiejszy, pewnym wynaturzeniem, jak sie wydaje. Blogowa, standardowa praktyka wciaz jest: uzyj nicka. Bo tylko nicka od ciebie oczekuja gospodarze blogowi.

    Ujawnianie pelnych nazwisk, imion i, co za tym idzie, adresow oraz rozmiarow adidasow, jest w ogole do niczego nikomu niepotrzebna OSTENTACYJNOSCIA. Jesli nie publicznym rozneglizowywaniem sie wrecz.

    „Oszczedz blizniego.” To jest zasada mojego starszego brata. Onze to, po przekroczeniu ‚pewnego’ wieku, zapowiedzial zonie swej – owszem, jego zona nie posiada ksztaltow Babciusi – taka etykiete plazowa: oszczedzaj innych plazowiczow. Oni nie oczekuja widokow, ktore ty zaprezentujesz rozebrawszy sie.

  493. „Nie znam nikogo, kto był wierzący i wrócił stamtąd ateistą, ale znam takich, co polecieli w kosmos jako niewierzący, a wrócili z wiarą” – powiedział generał Mirosław Hermaszewski.

    http://niewiarygodne.pl/kat,1031985,page,2,title,Ludzie-doswiadczaja-tam-prawdziwej-obecnosci-Boga,wid,16162011,wiadomosc.html

  494. Orteq
    Zacytuję ciebie: „czy ty nie masz blizszej niz ja rodziny do przypier..lania sie?” Więc czemu się przypier.dalasz ?
    Jerzy ci napisał,że rzucasz sobie ot tak wiedzą nabytą, żeby się popisać, że ją nabyłeś. Bez kontekstu historycznego, tej tragedii narodowej, kiedy Polska wpadła w łapy dwóch gangsterów i kiedy jeden z tych gangsterów okazywał się takim milusim, pozwolił np. na wydawanie gazet, nie głosil rasistowskich haseł, że Zydzi i Polacy to podludzie, których albo trzeba zamienić w niewolników albo zgładzić. Oczywiście ten gangster też pokazał swoje kły (aresztowanie Wata,Broniewskiego, masowe zsyłki) ale stojąc wobec dylematu dżuma czy cholera, Boy wybrał mniejszą chorobę(nie wiem czy to dżuma czy cholera) i przyszłość pokazała, że jednak sowiecki gangster dał nam żyć, pozwolił w ramach półniezależności jakoś funkcjonować, kształcić się, rozmnażać się, tworzyć ciekawą kulturę. Boya zamordował ten drugi gangster.
    Masz jeszcze jedną okazję wyżyć się,popisać się wiedzą posiadaną. Jeden z najwybitniejszych matematyków XX wieku, topolog Stefan Banach WSPÓŁPRACOWAŁ z Sowietami. Tak, tak, nie tak jak ty,który w tamtych czasach, gdybyś żył to byś z pewnością przeciwstawił się Czerwonym,a on kolaborował ! A to za przeproszeniem…nawet nie chcę użyć adekwatnego epitetu.
    Zazdroszczę ci tej moralnej nieugiętości. Jest to bardzo pzytywna cecha charakteru.

  495. A tu okragle ksztalty Babciusi

    ‚http://www.plotek.pl/plotek/56,78649,12749805,okragle-ksztalty,,7.html

    „To są kobiece okrągłe kształty… Co z tego że z gry ale w rzeczywistości one też mają taki wyglądać a nie jak kaszaloty.”

    Biodra. Licza sie biodra. Reszta to irunda

  496. @Orteq
    A może w „Pudelku” byś posprzedawał swoje rewelacje, które każdy, średnio rozgarnięty licealista zna. Pasowałyby do kaszalocich kształtów Simpson Baby.

  497. Orteg

    Orteg, ty nie pie..ol, tylko mów o uchodźcach. Jak nie zaczniesz mówić, to się poskarżę panu Jackowi, że najpierw mówisz, że nikt nie mówi, a potem sam nie mówisz.

    I nie zasłaniaj się anonimami jak rudy kot ogonem. Tylko nazwałem fakt: „anonim Orteg” i więcej on mnie nie obchodzi. Równie dobrze mogłem powiedzieć: „Orteg bez portek” (bo o plaży gadasz, przeciwko czemu nic nie mam) czy „Orteg samosiejka” (sam po nocy ze sobą samym gada). Albo nic nie mówić.

  498. Mowa była i – mam nadzieję Lewy, że będzie – o ogromnej polskiej postaci, a ta IPN-owska menda, miast natychmiast przerwać, kiedy jej cynamon rzucił słuszne słowo, nie przerwała, lecz róg trzymała i dalej grała o jakimś Sztandarze czy o fujarze, nie pamiętam. Daj jeszcze, Orteg, numer butów naczelnego i kolor sznurowadeł, bo nie wytrzymam z ciekawości.

  499. Boy wiecznie żywy!

  500. Ortesiu

    Ty o Wankowiczu piszesz, zupelnie jak @dezerter, cytacikami z tych co o nim pisali. Jakis czas temu, gdy Wankowicz byl na „tapecie”, wspomnialem swoje osobiste z nim spotkanie sie i jego osobiste wspomnienie, o tym zglaszaniu sie do wiezienia. Wspomnialem Wankowicza i jego „wiezienne” perypetie, na okolicznosc tego, jak skaplikowana sprawa jest „sprawiedliwosc” i jej wymierzanie. Ale wrocmy do Wankowicza, o ktorym bzdury raczysz pisac, przyginajac i przycinajac, do swoich o Boyu teoryjek. W obu wypadkach, dotyczy to zarowno „teoryjek” jak i „przycinania przyginania”, neladnie robisz i glupio i slusznie po „lbie”, blogowo obrywasz.

    Go figure i pomysl, z jakiego powodu miarke przebrales.

  501. Lewy
    8 września o godz. 8:21

    Moralna nieugiętość to bardzo śliczna cecha. Człowiek moralnie nieugięty się nie gnie. Dookoła wszyscy moralnie się gną, padają, a nieugięty nic; trwa w pozycji, w kształcie i na posterunku.
    Moralnie nieugięty jest osobnikiem hartowanym. Struktura kryształu wzorowa.
    Jest w tej nieugiętości pewna subtelność: ta wzorowa struktura moralnej nieugiętości nieugiętego moralnie ma się znajdować w ugiętym moralnie. Nieugięty moralnie dokonuje teleportacji, o czym ludzkość ciągle marzy i ciągle jej się zdaje, że jeszcze tego nie umie. Umie! To bardzo łatwe, i dowód tego daje moralnie nieugięty: teleportuje swoją nieugiętość do ugiętego, po czym rozlicza ugiętego wobec własnej teleportowanej nieugiętości w ugiętym.

    Sam do siebie zasady nie stosuje. Jeśli zastosuje, co jest skrajnie rzadkie, staje się krystalicznie żeliwny: tak nieugięty, że bardzo kruchy.

    Ponieważ lubię się czasem – oraz regularnie – wzruszyć, to szukając tegoż zaraz sobie oglądam jakiegoś biskupa, albo Prawdziwego Polaka. Są tak pięknie niewzruszeni i moralnie nieugięci i tak im to dobrze na cudzy koszt wychodzi, że zaraz jestem od tego bardzo wzruszony i za doznane łaski idę podziękować Bogu.

  502. Boy protoplastą emotikonki.
    Autor uczuł potrzebę wzbogacenia pisowni polskiej nowym znakiem,który pozwala sobie nazwać terminem perskie oko. Znak ten pisarski, którego brak dawał się dotychczas dotkliwie uczuć, zwłaszcza w poezji lirycznej, powinien stać się wkrótce równie niezbędnym, jak dwukropek, myślnik, wykrzyknik itd.

    Tekst ten, autorstwa Tadeusza Boya-Żeleńskiego, znajduje się na końcu jego wiersza Piosenka wzruszająca. Sam znak został umieszczony na końcu pierwszej i ostatniej zwrotki.
    ‚http://adamklimowski.pl/pierwsza-polska-emotikonka.html

  503. cynamon29
    7 września o godz. 23:47
    oczywiscie, nie odmowie pomocy.
    Chcialam napisac tylko, ye na pewno przedstawilbys mi liste ksiazek, ktore warte bylyby tych pieniedzy.
    A tak naprawde…ciesze sie, ze masz tyle miejsca do przechowywania ksiazek ( zupelnie bez ironii)
    To nie byl w zaden sposob atak osobisty, tylko komentarz do Twoich slow, ze wracasz do elementarza; mam wrazenie, ze opacznie mnie zrozumiales.
    Ale moze skonczmy na tym, dobrze?

  504. Lewy
    8 września o godz. 8:21

    Slusznie piszesz, ale nieustrzegles sie malutkiego bledu. Blad ten polega na tym, ze Boy zadnej cholery nie wybieral. Sama, ze tak powiem przylazla i sie Boyowi i calej reszcie narzucila. Wiec jak tu wogle mozna mowic o wyborze? Zadnego wyboru nie bylo!

    Co do Stefana Banacha i jego wspolpracy, to sprawa jest jeszcze prostsza. Nie mial zadnego wyboru. Mogl tylko wspolpracowac, zeby samemu przezyc i bronic dziela swojego zycia, czyli Lwowskiej Szkoly Matematycznej. W tym temacie polecem swietnie napisana ksiazke „Genialni”. Autorem jej jest Mariusz Urbanek, a wydalo ja Wydawnictwo ISKRY. Polecam, bo nie tylko mozna sie duzo dowiedziec, ale jest rowniez swietnie i lekko napisana, tak ze czyta sie jak powiesc przygodowa.

    Orteq sie niemozebnie zapedzil w miejsca, o ktorych nie ma bladego pojecia, a my mamy dzieki temu okazje przekonac sie czy jest bardziej „nieugiety” na gruncie swojej prawdy, czy tez zdola sie sklonic w strone rzetelnosci, poswiecajac w ofierze swoja prawde. Taki test zupelnie nie plazowy, sam sobie zgotowal nieswiadomie.

    Pozdrowka

  505. Skoro dadaizm jest stanem umysłu, to Boy jest dadaistą. My tu wszyscy jesteśmy dadaistami.
    Ciągła wojna z przeżytkami wczorajszych pojęć, wczorajszych potrzeb, wczorajszych obyczajów, to najważniejsze pozycje walki o szczęście ludzkości. W tej walce pisarze zawsze szli na czele; oni są przyrodzonym instrumentem wyczuwania jutra, wyczuwania okrucieństwa czy komizmu konfliktów między upartym i tępym Wczoraj a domagającym się życia Dziś. I można powiedzieć, że najpiękniejszym tytułem pisarza jest jego nieporozumienie z porządkiem społecznym. Mnie osobiście, jeżeli zdarza się mieć kiedy wyrzut sumienia, to że zanadto bywam z nim pogodzony…
    A jakiej broni wolno używać pisarzowi w tej walce? Takiej, jaką mu jego temperament, jego rodzaj talentu wskazuje. Kiedyś półżartem złożyłem moje credo, odpowiadając na jakiś atak hipokryzji: „Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby, pośród walących się bałwanów, zostało to, co naprawdę jest szanowne, oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich”.

  506. @Tanaka, z godz. 11:02
    Jestem człowiekiem niezłomnym – powiedział tuż po zaprzysiężeniu prezydent (już) Duda. Ale niezłomność (nieugiętość, znaczy) połączył z wiarą – (Jestem) człowiekiem wiary – dodał. Bo bez wiary nieugiętości musi co brak. I to wszystko tłumaczy. Osobnik hartowany hartuje się w wierze. Nawet tak małej jak to ziarenko gorczycy. I góry przenosi. Tylko po cholerę przenosić góry? Nie lepiej je obejść?

  507. lonefather
    8 września o godz. 11:57
    Masz rację, popełniłem błąd.Chociaż gdybym szedł w zaparte, to mógłbym powiedzieć, że Boy miał wybór; mógł np. powiedzieć, że nie przepada za Stalinem i już by więcej nie musiał dokonywać wyborów.
    Książkę Urbanka przeczytałem, świetna, pasjonująca. Posunął mi ją mój syn, który jak Banach jest topologiem. Pracę doktorską napisał na temat węzłów. Jego ciotki chwalą się, że mają bratanka specjaliste od sznurówek

  508. Niezłomny kryształowy kryształ w pełnej okazałości.
    ‚http://e5.pudelek.pl/24eb816a3ab334cf3a2bc8ff606b7855a0aa7a4f.jpg

  509. Żorż Ponimirski
    Fajnie, że to wrzuciłeś. Gdyby znalazło się jeszcze paru, to byśmy całego Boya przerzucili na blog.
    Za chwilę wrzucę kolejny fragment.

  510. Lewy, ostatnimi czasy mam Boya wciąż na podorędziu.

  511. Boy cd.

    Prawie niepostrzeżenie przeszła sprawa niezmiernej wagi dla naszej przyszłości. Mówię o kasacji wyroku w sprawie ks.Jastrzębskiego. Rzecz charakterystyczna przy tego rodzaju sprawach. Proces przygotowany starannie, celowo, wszczęty z wielkim rozgłosem – rzeczoznawcy, świadkowie, tłumy publiczności, dzienniki wypisują całe szpalty. Zapada wyrok skazujący starego księdza ewangelickiego na więzienie za danie ślubu (do czego jego wyznanie w zupełności go uprawniało) eks-księdzu katolickiemu, zresztą figurze spod ciemnej gwiazdy. W apelacji wyrok zatwierdzono. Znów sensacja, znów okrzyki tryumfu całego kleru. Ale nim doszło do najwyższej instancji, sprawa się zużyła, zapomniano o niej po trosze i oto świeże ledwie kilkadziesiąt wierszy drobnego druku doniosło, że…Sąd Najwyższy wyroki obu instancji uchylił uznając w zupełności niewinność oskarżonego, a bezpodstawność skargi. A wszakże dopiero ten wyrok stał się prawomocny i przekreślił tamte poprzednie. Błąd sądowy zyskał tryumfalny rozgłos, naprawienie błędu odbyło się po cichu.
    A tymczasem ten petitowy wyrok – wraz z jego obszernym umotywowaniem – jest dla naszego życia państwowego wcale nieobojętny. . Inicjatorom procesu chodziło o to, aby z naszych sądów zrobić policję dla strzeżenia przepisów kanonicznych jednego wyznania, z podeptaniem zasad innych wyznań, rzekomo równouprawnionych. Dwie instancje dały się powolnie użyć do tych celów – najwyższa – założyła weto. Stwierdzono w wyroku, że celibat nie jest żadnym zobowiązaniem wobec państwa, że jest po prostu kanonicznym przepisem, i to wprowadzonym dość późno, bo dopiero dziewięćset lat temu, nie obowiązującym nawet w całym Kościele katolickim. Państwo nie ma żadnego powodu wkraczać w jego obronie, tak jak policja nie ma obowiązku pilnować, czy ktoś je w piątek bułkę z szynką, czy też – dla umartwienia – z kawiorem.
    Skoro zatem postawiono kwestię celibatu na właściwym miejscu, tym samym można o niej mówić. Spyta ktoś: po co, wszak to jest wewnętrzna sprawa Kościoła. Niezupełnie. Obchodzi ta rzecz i społeczeństwo, i to ze wszystkich punktów widzenia. Nie przeczę, że to jest kwestia trudna i drażliwa, ale tym bardziej zasługuje, aby ją przedyskutować. Wiem, że to jest gruby nietakt, pogwałcenie form towarzyskich, co gorsza, czuję, że się tym po prostu ośmieszam, ale co mi tam, poświęcę się.
    Trzeba tedy zacząć od początku, nie lękając się zarzutu naiwności. Przede wszystkim więc, co znaczy celibat kleru ? Nikt nie wierzy, aby on był równoznaczny z pojęciem czystości. To by znaczyło tyle, co wierzyć w bociany, czego Kościół nie nakazuje. Celibat znaczy po prostu bezżeństwo; znaczy, że istnieje cała klasa ludzi młodych lub w sile wieku, postawionych poza nawiasem życia społecznego we wszystkim, co dotyczy najelementarniejszego instynktu i jednego z najsilniejszych ludzkich dążeń.
    Nie ulega wątpliwości, że z punktu widzenia organizacji celibat przedstawia – dla Kościoła – znaczne korzyści. Główne argumenty za celibatem to żołnierska karność, oddanie tylko Kościołowi; armia gotowa na skinienie, nie mająca innych węzłów, innej rodziny.
    Drugi argument, wysuwany niekiedy, to tajemnica spowiedzi. Słusznie czy nie – uważają, że stan małżeński księdza narażałby na szwank tę tajemnicę i że małżonka znalazłaby sposoby poznania sekretu co najmniej swoich przyjaciółek. To jest argument z rzędu mniej poważnych.
    Trzeci dotyczy osoby domniemanych żon. O ile samych księży można ująć w rygor, przynajmniej zewnętrzny, o tyle – dziś zwłaszcza, w epoce wyzwolenia kobiet – dość trudno byłoby narzucić ich żonom takie lub inne obyczaje, jeszcze trudniej utrzymać je w karności małżeńskiej. Nie byłoby właściwe, zapewne, gdyby się słyszało na balu – lub, o zgrozo, w dancingu ! Takie rozmowy: „Kto jest ta pani, która ma takie ładne plecy i tak dużo pokazuje ?” – „To kanonikowa X.” – „A ta,która tak wymownie tańczy bluesa z tym młodym bubkiem ?” – „A, to separowana prałatowa Y.”
    Zapewne, to są argumenty. Powaga sukienki samotnego człowieka, nie znającego nic prócz swej religii, ma swoje piękno i swój prestige. Ale godzi się zważyć, ile to kosztuje. Ściśle biorąc, dla kapłana istnieją tylko dwie drogi: być świętym albo drabem. A świętość jest trudna i też nie jest bez niebezpieczeństw.
    Bo jeżeli uznamy pokątne miłostki za stan niemoralny i często pchający w sytuacje bardziej jeszcze niemoralne, dziwne nam się wydaje, że ten właśnie, który ma być stróżem moralności u innych, skazany jest przez całe życie na sytuacje nieprawidłowe. Inni mogą być mniej lub więcej niemoralni, on – musi. Dla innych to jest sprawa prywatna, dla niego publiczna.
    U ludzi świeckich miłość, choćby nie poświęcana może mieć wdzięk, poezję, może być połączona z dobrą wiarą, złe skutki jej mogą być naprawione. Co rok wiosna splata ręce, łączy usta iluż par; niejedną parę po chwili upojenia czeka rozczarowanie, niejedna kobieta gorzko opłaci swoje zapomnienie, ale była w tym bodaj złuda szczęścia, bodaj chwila szczerości. Inaczej zupełnie u księdza. On nie spotyka się z płcią odmienną w miejscu przeznaczonym na zabawę, na tańce, na widowisko, nie może zalecać się do kobiety na przechadzce w wieczór letni. Zetknięcie jego z kobietą jest prawie wyłącznie połączone z jego funkcjami kapłańskimi, stąd każdy błąd nieuchronnie prawie łączy się u kapłana ze świętokradztwem. Słowa jego muszą być zawsze obłudne, on nie może mieć nawet złudzeń uczciwości; oświadczyny muszą zawsze być szeptane w owym języku namaszczonym a cynicznym, który tak genialnie Molier oddał w wyznaniach Tartufe’a. A gdy grzech trwa, gdy się powtarza, musi zniszczyć nieodwołalnie albo wiarę, albo spokój duszy.. Taki nieszczęśnik nie ma już w swoim wnętrzu nic do stracenia. Nie może naprawić błędu, nie może naprawić krzywdy, jaką wyrządza. Jeśli jest uwodzicielem, musi być twardy i bezwzględny wobec następstw błędu. W najlepszym razie czyhają na niego zawodowe wyzyskiwaczki, które zdając sobie sprawę z jego położenia, kuszą go, a potem szantażują przywodząc go do rozpaczy groźbami i wymaganiami. Pełno takich oblega konfesjonały. Czarno i ponuro jest w duszy tego, który ma nieść ludziom spokój i ukojenie.
    Jeżeli każdego człowieka zmysły mogą wciągnąć w przepaść, o ileż bardziej kapłana. Rzadko, stosunkowo bardzo rzadko, sprawy te, starannie i solidarnie skrywane, wychodzą na jaw; ale czyż mniej przez to istnieją ? Najlepsze instynkty człowieka, wrodzone potrzeby czułości, kochania, drążą sobie jakże niebezpieczne drogi ! W zetknięciu z młodzieżą nieraz wciągają księdza w grzech przeciw naturze. Płyną te uczucia często z najidealniejszych pobudek, a kończą się na ławach sądowych.. To znów do rozpaczy przywiedziony ksiądz nie znajduje nic prócz…pastylek sublimatu dla swojej kochanki, jak w cytowanej niedawno przeze mnie skardze dziewczyny do kurii biskupiej. Świeżo czytamy znowuż inny wypadek w dziennikach. Dziewczyna przynosi księdzu dziecko, aby się nim zajął – widocznie ma prawo do tego. On odmawia, dziewczyna podrzuca dziecko na plebanii. „Wyrodną matkę – czytamy – osadzono w areszcie. A „wyrodny ojciec”? Ten wstąpi w niedzielę na ambonę i będzie grzmiał i karcił zepsucie . Ale wszak na wsi wszystko jest publiczne, toteż starzy kiwają głowami, młodzi się śmieją…
    Gdybyż bodaj grzech był łatwy ! Ale mimo wszystko jest on dla kapłana utrudniony. Stąd myśl wciąż jest przegrzana zmysłowością, która tak łatwo czai się w zapachu kadzideł. A czy może być obojętny ten stan u człowieka, który spowiada młode dziewczęta lub który jest prefektem w szkole ?
    Ale przyjmijmy nawet drugą ewentualność, że kapłan jest człowiekiem świętym, że jest męczennikiem swego powołania. Czyż możemy przyjąć, że nie powoduje to poważnych następstw psychicznych ? I czyż taki kapłan, heroicznie, siłą woli wydarty z jednej z najistotniejszych spraw życia, może być w tych sprawach sędzią i doradcą ?
    Ale te wypadki są, przypuszczam, rzadkie. Większość kapłanów to ludzie i mężczyźni jak inni. I doprawdy wciąż trzeba podziwiać tę umowę towarzyską, która pozwala im zabierać głos w najdrażliwszych kwestiach w ten sposób, jakby sami byli o sto mil ponad nimi. Niedawno w domu pewnego adwokata w Warszawie zainicjowali księża debatę na temat „piekła kobiet”. Oczywiście w sensie uświęconej obłudy. Ale czy sami powiedzieli, jak oni sobie radzą ? Sadzę, że to byłoby najciekawsze.
    Ktoś, kto zna dobrze stosunki, mówił mi z całą pewnością, że istnieją księża rzymskokatoliccy żonaci. Oczywiście potajemnie. Jeden ksiądz daje drugiemu ślub. Grzeszy oczywiście. Wyspowiada się z tego innemu księdzu (a może nawet temu właśnie, któremu dał ślub ?), dostanie pokutę, tajemnica spowiedzi obowiązuje, a ślub tymczasem jest. Nie biorę za te relację odpowiedzialności, choć rzecz wydaje mi się możliwa i zupełnie logiczna. Wszak „Nie cudzołóż” – to przykazanie Boga, a „Nie żeń się” to tylko przepis kanoniczny, więc ludzki; czyż szczerze wierzący ksiądz może się wahać w wyborze ?
    Oczywiście trudno dowiedzieć się, jak jest naprawdę, bo świat to bardzo zamknięty, szczerość jest tutaj rzadka. Z jednym wyjątkiem. Bo oto jeden z najrozkoszniejszych paradoksów obyczajowych ! Ksiądz, któremu nie wolno iść do teatru, może jeździć do uzdrowisk i mieszkać w pensjonatach zaludnionych przez młode, nudzące się i rozigrane kobiety. Ksiądz, któremu nie wolno iść do Teatru Narodowego na Claudela lub Chestertona, może spędzać upalny lipiec i sierpień w takim haremie…Nie twierdzę, aby stąd wynikało coś zdrożnego, ale to fakt, że nawiązuje się tam zabawna poufałość między księżmi a kobietami. Wspólność sukienki. I kobiety, i księża skazani są poniekąd na obłudę, stąd księża czują się swobodniejsi, szczersi, łatwo zwierzają się młodym kobietom. A że znów kobiety mają zaufanie do…Boya, powtarzają te zwierzenia mnie. Ileż ja takich rozmówek słyszałem, powtórzonych na ciepło ! Najrozmaitsze. Niektóre rozczulające naiwnością, inne cyniczne, odpychające.
    Typy, typki…Jeden ksiądz (dość znaczna figura kościelna), zgorzkniały, bajroniczny. Kobieta go zawiodła. Kochał ją (opowiada) bez pamięci, gotów był dla niej rzucić sukienkę kapłańską; koledzy jego ze zgrozą (powiada) patrzyli na obłęd, który go pochłonął. Topił w nią pieniądze, wyciskał je skąd mógł. I naraz, gdy sakiewka się wyczerpała, ta kobieta, która go łudziła miłością, porzuciła go; chodziło jej tylko o pieniądze ! I mówił ów ksiądz to wszystko jak najnaturalniejsze rzeczy w świecie, jak najbardziej świecki człowiek, ani na sekundę względy stanu nie przyszły mu na myśl. I siadywał z ową ledwie znajomą damą, która przyjmowała jego zwierzenia na deptaku, i mścił się na swych kolegach; na widok każdego księdza miał w zanadrzu anegdotę: „Widzi pani tego draba, on tu przyjechał za tą a za ta, ma ją u siebie co noc” etc.
    „Czemuż ksiądz tego wszystkiego nie rzuci ?” – spytała w końcu owa dama, znudzona jego skargami. „Rzucić? Teraz? – zaśmiał się gorzko gdy jestem już blisko kariery, dla której przemęczyłem się tyle lat !”
    Inny, znowuż odmienny typ, dobroduszny, zażywne, chłop na schwał wyrwany ze swej parafii i nie wiedzący, co począć w tym uzdrowisku z…nadmiarem swego zdrowia…Skarżył się owej pani, że nie może sypiać w pensjonacie; nocny ruch panujący rzekomo w sąsiedztwie, ciągłe „wędrówki narodów”, doprowadzają go do rozpaczy ! Nic zabawniejszego niż ta odwrócona spowiedź, w której dama – niczym przy konfesjonale – dawała księdzu zbawienne rady: „Niech ksiądz czymś się zajmie, niech ksiądz więcej używa ruchu” etc. A księżulo tylko wzdychał !
    To są wesołe strony sprawy. Ale bywają i smutne, i te to – „piekło kobiet”. Nic bardziej ponurego – powtarzam – niż sprawy miłosne księdza. Sytuacja, którą Wyspiański wziął za punkt wyjścia dla swej tragedii, jest jeszcze najniewinniejsza, najuczciwsza, a i tam ma tytuł Klątwa ! Cóż dopiero rzec o innych ! Ale te toną najczęściej w mroku, ledwie z rzadka wypływają przed sądy, bo strzeże ich – solidarność.
    Znów spyta ktoś, po co ja poruszam tę sprawę. Cóż ten Boy ma pretensje reformować Kościół ! Czemu nie ? Czasem Bóg mizernego człowieka czyni narzędziem wielkich rzeczy. Tu nie chodzi zresztą o żadne dogmaty. To jest po prostu przepis kościelny. Wprowadzono go w jedenastym wieku, od tego czasu niejedno się zmieniło; co było dobre wtedy, może nie być dobre dziś. Kiedy to ustanawiano, nie miało głosu społeczeństwo, nie pytano go o zdanie, tak samo jak Karol Wielki nie prosił swych pastuchów o zatwierdzenie budżetu ani o kredyt defensywny.
    Mnie w tym wszystkim przeraża najbardziej jedno. Kto wie, czy nie z tego celibatu, z tego zatamowania najtkliwszych wzruszeń serca, świętych praw ojcostwa, uczuć rodzinnych – wynika ta wrogość kleru do wszelkiego życia. Bo że ta wrogość istnieje, to fakt. Można być pewnym, że każde dążenie ludzi do tego, aby życie uczynić znośniejszym, milszym, aby trochę poprawić warunki bytu na ziemi, napotka zawsze najgwałtowniejszy sprzeciw kleru. Zdawałoby się, że ci ludzie w duchu – i może bezwiednie – wciąż mówią: „Męczcie się, jak my się męczymy; duście się, jak my się dusimy.” Tym tłumaczą się te fanatyczne wycieczki kleru przeciw wszystkiemu, co trąci najniewinniejszą bodaj radością czy swobodą, te śmieszne krucjaty przeciw.. znakowi świata pracy – krótkim sukniom czy krótkim włosom, to szukanie we wszystkim pokus szatana, zrozumiałe u ludzi w istocie wciąż nękanych pokusami, wciąż obleganych wizją grzechu. Byłem raz w Łomży , gdzie miałem odczyt o literaturze francuskiej, a tego samego dnia po południu odbywały się regaty wioślarskie, przy czym wioślarki oczywiście występowały z nagimi ramionami; nazajutrz ksiądz wygłosił kazanie, w którym oba te fakty – mój odczyt i regaty objął wspólną klątwą. Śmiano się trochę, i tyle. Ale nie zawsze na śmiechu się kończy. W Łomżysię śmiano, w Kaczanówce niedawno przyszło do strzałów. Bo nigdy nie wiadomo, w jakim kierunku obróci się ta siła nienawiści i z jaką mocą wybuchnie. I gdzie granica między stanem normalnym a nienormalnym, tam gdzie anormalność życia jest nakazem, a normalność zbrodnią.
    Tak więc sprawa celibatu nie jest tylko sprawą wewnętrzną Kościoła. Wobec roli, jaką grają u nas księża, nie może być rzeczą obojętną to gniazdo nieodzownej obyczajowej obłudy. Im większy kontrast między nimi a nowoczesnym życiem, które dąży do rzetelności, do naturalności, tym gwałtowniejsza ich walka, aby to życie, które im się z rąk wymyka,powstrzymać w biegu, aby narzucić swoją supremację, aby stworzyć stan rzeczy, w którym nikt by nie miał prawa żądać od sługi bożego z niczego rachunku. Stąd i metody walki zaciekłe, brzydkie, które sprawiają, że słowo „klerykalny” stało się synonimem szpetoty, synonimem złej wiary. Ale jakkolwiek by wypadł czyjś pogląd w tej mierze, sądzę, iż byłaby pora zrobić jakiś bilans, zdać sobie sprawę, ile społeczeństwo kosztuje fikcja celibatu i fikcja owej czystości kapłańskiej. Ostatecznie jesteśmy dziś – pod każdym względem – w zaraniu nowego życia. Rewidujemy wszystko, wszystko musimy tworzyć na nowo. Nie widzę powodu, czemu by się społeczeństwo nie miało wypowiedzieć w tej sprawie.

  512. anumlik
    8 września o godz. 12:08

    Aaaaa, widać nie znasz się na Niezłomnych, Nieugiętych i Zanurzonych Głęboko w Wierze: jakby mieli górę obejść, to by doznali poniżenia.
    Rozumiesz: góra – dolina. Dolina – żleb – gołoborze – rumosz – poniżenie – tłuczenie kamieni na drodze.
    To nie dla Tytanów: Niezłomności,Nieugiętości i Prawdziwej, Głębokiej Wiary.

    Niezłomność Niezłomnych jest demonstrowana codziennie. Niezłomny był Kaziu. Kaziu Marcinkiewicz: najpierw Niezłomny katolik poczęty, następnie niezłomnie porodzony. Z tatusia kierownika kin gorzowskich, członka PZPR i Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, co się bardzo spodoba @orteqowi.
    Następnie – chrystoformizacja: od ministranta do ministra i Prezesa rady Ministrów. Współzałożyciel ZChN-u, członek Akcji Wyborczej Solidarność.

    Opowiadał się za ochroną wartości chrześcijańskich w życiu politycznym i społecznym. Jako wiceminister edukacji sprzeciwiał się wprowadzeniu wychowania seksualnego do programów nauczania.

    Był członkiem redakcji katolickiego pisma „Aspekty”.
    W 2001 opublikował książkę „Pracowitość i uczciwość w polityce”.

    Od lat 90. związany ze środowiskami katolickimi. W latach 1995–1998 był członkiem Diecezjalnej Rady Duszpasterskiej.
    Pełnił też funkcję prezesa Towarzystwa Szkoły Katolickich.
    Działał w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Katolickich oraz Stowarzyszeniu Rodzin Katolickich.
    Za wypowiedzi pod adresem osób homoseksualnych był krytykowany w 2005 i 2006 przez Amnesty International oraz Human Rights Watch.

    Regularnie prowadził płatne szkolenia po klasztorach i katolickich ośrodkach przemodleń konferencyjnych pt. potrzeba moralności w rodzinie i życiu polityka.

    Tak był w tym niezłomny, że jeszcze w trakcie cyklu świętych wykładów odstawił swoją zużytą starą żonę z czwórką dzieci i zajął się pukaniem panienek. Co mu przeszło w pukanie niejakiej Izabeli, w Londynie i gzie indziej, o czym pukana za pomocą jasnociemnogórskich wierszyków p.t. publiczność światową informowała.

    Jest to dowód wielkiej niezłomności wiary: stara żona z cellulitem beczy i się obsmarkuje, ale niezłomny niezłomnie nie zważa i żonę usmarkaną utylizuje w antraktach pukania panienek bezślubnych. Co niezłomne, jako że ślub sakramentalny posiadał z usmarkaną i rozbeczaną właścicielką cellulitu oraz rozstępów katolicko oddziecięcych, grubych kolan, płaskostopia i ogólnej złomności.

    Pukanie panienek przedrozstępowych jest dowodem niezłomności wiary. Kaziu nie wierzy w cellilut, rozstępy, grube nogi i smarki.

  513. @Tanaka, z godz. 12:45
    A teraz – jak donosi prasa dzisiejsza – ciągany po sądach przez grafomankę-prawie-celebrytkę Isabell, Piękny Kaziu wylądował w szpitalu, gdzie mu (ponoć) serducho operowali. Ot, i mamy niezłomność na by passach.

  514. Akcja Boy.

    Rozerwalna nierozerwalność
    Jak było do przewidzenia, zaatakował mnie Polak-Katolik z powodu mojego artykułu pt. Biedne prababki, poruszającego sprawę techniki unieważniania małżeństw. Ale dziwnie to miękki atak jak na tak doniosłą sprawę! Polak-Katolik pisze:

    P. Boy-mędrzec w „Kurierze Porannym” uprawia zawodową propagandę rozwodów. Operując anegdotami, stara się wmówić w czytelników, że Kościół katolicki, aczkolwiek nie uznaje rozwodów, to jednakże toleruje je pod firmą unieważnienia małżeństw pod byle pozorem. Wystarczyć może czasem list do przyjaciółki, świadczący, że narzeczona nie kochała swego przyszłego męża. Dziać się mają również i nadużycia, przekupstwa i krzywoprzysięstwa świadków.
    Jak się w istocie zapatruje Kościół na sprawę rozwodów, pana Boya nic nie obchodzi; woli przytaczać anegdoty z mętnego źródła… A pisze się to wszystko jedynie w celu skompromitowania nieprzejednanego stanowiska Kościoła w sprawie rozwodów i małżeństw cywilnych, i pouczenia wątpiących, że rozwody to rzekoma konieczność życiowa i sprawiedliwość społeczno-moralna…
    P. Boy-mędrzec i jemu podobni mędrcy Syjonu i spod znaków masońskich chcą Polskę przerobić na swoją modłę, a podstawę moralności ludzkiej zwalczają bronią niewybredną: plotką i oszczerstwem.

    Polak-Katolik się myli. Bardzo mnie obchodzi, jak się Kościół na sprawę rozwodów zapatruje. I właśnie dlatego uderza mnie, jak daleko codzienna praktyka od tych zapatrywań odbiega. A co do „nieprzejednanego stanowiska”, to pozwolę sobie dodać małe uzupełnienie praktyczne, mianowicie: nieprzejednanego dla biedaków.
    Polaku-Katoliku! i ja jestem Polak i Katolik. Mówmy jak swój do swego, przymrużywszy lewe oko: kogo wy chcecie tumanić? Co to znaczy: „anegdoty z mętnego źródła”? Czy my jesteśmy ślepi? Czy nie widzimy, co się dzieje naokoło? Czy każdy z nas nie ma tuzina znajomych rozwiedzionych? Czy nie wiemy, jak i po czemu? Czy o tych rzeczach głośno się nie mówi? Czy nie znamy np. z imienia i nazwiska ojca czworga dorosłych dzieci, który otrzymał unieważnienie małżeństwa, i czy nie wiemy ściśle, ile to kosztowało? Czy nie dyskutuje się techniki rozwodów, procederu fałszywych świadków etc.? Ale co tu gadać! skoro Polaka-Katolika tak rażą moje „plotki”, niechże posłucha, jak o tych rzeczach mówi się potocznie w organie augurów, w piśmie, na którego szpaltach raz po raz cywilni kaznodzieje grzmią o nierozerwalności małżeństwa. Oto jeden z czytelników przysyła mi wycinek z „Kuriera Warszawskiego” z dn. 12.XI.1926, który zachował na wieczną pamiątkę. Pisze „Kurier Warszawski”, donosząc o zaręczynach słynnego Marconiego:

    Na przeszkodzie małżeństwu stoi na razie fakt, że Marconi nie ma dotychczas rozwodu z pierwszą żoną. Jak wiadomo, rozwód we Włoszech (!) nie istnieje, przeto Marconi zwrócił się do Watykanu o unieważnienie małżeństwa. Prawdopodobnie wobec wysokich wpływów narzeczonej (ojciec jej należy do gwardii papieskiej) prośba zostanie uwzględniona. Ślub zapowiadają na wiosnę.

    Oto z jakiego tonu gadają augurowie, skoro zapomną usiąść na trójnogu. I to jest ton właściwy; tak się o tych rzeczach na co dzień mówi i tak się one dzieją. Można powiedzieć wręcz: każde małżeństwo może być unieważnione; z czego szatan, który jest piekielny logik, mógłby wyciągnąć wniosek, że wszystkie są nieważne… Każde małżeństwo może być unieważnione; pozytywny warunek jest tylko jeden: cenzus majątkowy, bo oczywiście nie każdy ma szczęście być córką papieskiego gwardzisty. Choć i w Warszawie znają siostrzenicę rektora rzymskiego kolegium, która odwrotną pocztą otrzymała unieważnienie małżeństwa.
    A jak się to dzieje w codziennej praktyce, czyż ja mam opowiadać Polakowi-Katolikowi? Raczej od niego mógłbym się wiele dowiedzieć… Zatem, skoro ktoś ma odpowiednie środki finansowe (z biedakiem w ogóle się nie gada), oddają go w ręce specjalistów; ci badają jego wypadek, z której strony rzecz zahaczyć. Drogi są najrozmaitsze; są nawet okresy, w których pewne środki modniejsze są od innych. Niedawno pewna hrabina otrzymała unieważnienie małżeństwa, ponieważ miała wspomnieć jakiejś przyjaciółce, że nie chciałaby mieć dzieci. Którejż młodej kobiecie, dziś, w epoce szczupłych talii, nie zdarzy się wspomnieć czegoś podobnego? — chodzi tylko o świadków, a na szczęście „nie brak świadków na tym świecie”, jak już zauważył Fredro, zwłaszcza jeśli grozi im w najgorszym razie lekka pokuta kościelna. W innym znowuż wypadku, inna droga okaże się lepszą. Znam — jak wspomniałem — wypadek świadectwa lekarskiego niezdolności do „skonsumowania” małżeństwa, wystawionego ślicznej pani po to, aby natychmiast zawarła drugie małżeństwo, które skonsumowała niczym kanapkę z kawiorem. Znam unieważnienie małżeństwa z powodu takiejże niezdolności „skonsumowania”, udzielone… matce dwojga dzieci z tymże właśnie małżonkiem. Polaku-Katoliku! ja jestem, a przynajmniej byłem, lekarzem; i w tym charakterze wiem niejedno: lekarze mówią dość szczerze między sobą. Ale wystarczy po prostu widzieć i słyszeć, co się naokoło dzieje. Byłem świadkiem w miejscu kąpielowym, jak przy bridżu ksiądz, i nie byle jaki, dowiedziawszy się, że jego świeżo poznana partnerka zamierza się rozwodzić, ofiarował jej swoją pomoc i umówił z nią konferencję celem wtajemniczenia jej w najlepsze sposoby. Wszystko bardzo na wesoło, w tonie rozgrywki bridżowej.
    Wszystko to idzie jak z płatka; ma — jak powtarzam — tylko jedną ujemną stronę: jest diablo drogie. I stąd wynika paradoks, który, sądzę, jest specjalnością naszego kraju. Niech Polak-Katolik sporządzi sobie listę współpracowników naszych pism bogobojnych, klerykalnych, prawicowych, czy jak je nazywają: niech się przekona, śród tych, którzy najdzielniej szermują zawodowym piórem w obronie katolicyzmu i nierozerwalności małżeństwa, ilu jest ewangelików; zmienili wiarę dla celów rozwodowych.
    Chcesz, Polaku-Katoliku, „anegdotek”? Opowiem ci jeszcze jedną: mam ją wprost od kobiety, która ją nader boleśnie przeżyła. Obyczaje, ReligiaMłodą osobę, pragnącą rozwodu, zwrócono do konsystorskiego adwokata, znanego i szanowanego prawnika. Ten oznajmił jej, że trzeba się będzie udać do zaufanego lekarza, który, za pomocą niewielkiej operacji, stworzy jej sztuczne dziewictwo, które znów świadkowie stwierdzą i przed konsystorzem zaprzysięgną. Kiedy młoda kobieta, zawstydzona i zgorszona, wahała się, konsystorski adwokat powiedział jej, że trzeba się decydować i że lepszy taki sposób, niż gubić duszę przejściem na protestantyzm. Klientka podziękowała i… przeszła na protestantyzm.
    Cóż rozpusta obłudy! Konsystorz posyła do adwokata, adwokat do lekarza, lekarz sprowadza świadków, którzy świadczą przed konsystorzem. Dosłownie circulus vitiosus, bardzo vitiosus…
    Nie, Polaku-Katoliku! na nic się nie zda nazywać oszczerstwami faktów, o których wróble na dachach świergocą. Gdyby ci, którzy wiedzą, zechcieli mówić, włosy by wam na głowie powstały. Nie, nie mogą najpoważniejsze i coraz częstsze sprawy w życiu opierać się wyłącznie na fałszu i świętokradztwie. Kto broni tego stanu rzeczy, kto śmie go nazwać — jak Polak-Katolik — „podstawą moralności ludzkiej” — ten jest wrogiem religii.
    Kościół katolicki jest wielki i potężny, ja jestem tylko skromny mędrzec. Ale powiem oto rzecz godną uwagi: Jedno z największych przesileń, jakie Kościół od czasu swego istnienia przeżył, wynikło z handlu odpustami; otóż czeka niechybnie Kościół jeszcze jedno ciężkie przejście, mianowicie z powodu handlu rozwodami. Bo wszelki handel ma to do siebie, że podlega nieubłaganym prawom wolnej konkurencji handlowej.
    W końcu ostatnie wyjaśnienie: nie jestem masonem. Była chwila, że miałem ochotę nim zostać; tak mnie szarpano z prawa i z lewa, że myślałem sobie, iż trzeba do kogoś należeć, gdzieś głowę skłonić. Ale ani rusz nie mogłem trafić do miejsca, gdzie się wstępuje na masona. Dowiedziałem się o tym dopiero niedawno w Paryżu, skąd wróciłem uzbrojony w poważne rekomendacje francuskiej loży: i nasze masony nie chciały mnie za swego! Nie jestem dla nich dość poważny; u masonów, jak w Bracie marnotrawnym Wilde’a, też trzeba mieć na imię Ernest… To zatem, co mówię, mówię jedynie z własnej potrzeby: chciałbym, aby w stosunkach ludzkich, w odrodzonej Polsce, było trochę mniej nierówności, trochę mniej ucisku, trochę mniej kłamstwa i obłudy. Czyżby te ideały były Polakowi-Katolikowi tak nienawistne?

  515. Tanaka
    8 września o godz. 12:45
    Na obronę sympatycznego Kazia muszę powiedzieć, że nigdy nie chodził na czworaka po Madrycie i wychodząc z domu zawsze ma porządnie zapięty rozporek. Nie używa brzydkich słów, zawsze zwraca się kulturalnie do pukanych panienek, co nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem tych panienek (Bardzo brzydko potraktowała go owa Izabelle). Zawsze ma wyczyszczone buty i zęby. Przypomina odrobinkę Jeremiego Przybore, takiego skarlałego, z lekkim zezem i głosem nieco seplenącym. No i najważniejsze ; nie ma korzystnego zdania o Jarosłwie Kaczyńskim, uważa, że to jest niedobry poltyk. I dlatego od czasu do czau jako były premier jest zapraszany przez Monikę Olejnik (ciekawe czy też zamerza ją puknąć), gdzie wyraża swoje myśli na temat polityki, gdyż jako były premier zna się na tym.

  516. anumlik
    8 września o godz. 12:57

    Niezłomność i nieugiętość by-passów polega na tym, jak mi wyjaśnił kolega-posiadacz czegoś takiego, że wcześniej aorta była krucha i złomna. No więc teraz jest znowu – chwilowo – by-pass-niezłomna.
    Do chwili, kiedy by-pass stanie się złomny.

    Piękny Kaziutek od tego musiał stracić na urodzie i pokazały mu się rozstępy oraz wyszły z niego smarki, czego nie lubią przedrozstępowe panienki.
    Przedcelebrycka Izka zrobiła więc tak, jak Kaziutek zrobił swojej poprzemysłowej żonie sakramentalnej: spuściła do klozetu.
    Tak działa niezłomność.

    Niezłomnych ci kupa cała, ot tacy kolejni co się rzucają: Dorn Ludwik, Gosiewski imion bodaj dwojga i cała reszta.

  517. Tu baza! Tu baza! mag! jak mnie słyszysz! Odbiór!

  518. “Nie znam nikogo, kto był wierzący i wrócił stamtąd ateistą, ale znam takich, co polecieli w kosmos jako niewierzący, a wrócili z wiarą” – powiedział generał Mirosław Hermaszewski.

    ‚http://niewiarygodne.pl/kat,1031985,page,2,title,Ludzie-doswiadczaja-tam-prawdziwej-obecnosci-Boga,wid,16162011,wiadomosc.html

  519. Akcja Boy

    Staśko z Diderotem, czyli flaki z olejem

    Nareszcie wyruszyły klerykalne pisma i pisemka z polemiką. Pokazało każde, co umie: jakie pismo, taka i polemika. Więc krakowski „Głos Narodu” wysmażył artykulik pt. Jędrek-mędrek zielono-balonikowy:

    …Jeden tylko ze współczesnych polskich pisarzy został przez część prasy nazwany mędrcem (skarży się „Głos Narodu”). Nie Rostworowski, który… nie Berent, który… nie Staff, który… ale właśnie, on, Boy, tłumacz francuskich Diderotów…
    I za co! (lamentuje dalej „Głos Narodu”). Boy-Żeleński nie ma warunków do tej swojej nowej roli… To, co napisał dotąd oryginalnego, było wodą; nic dziwnego, że „tomy Boya” urosły do cyfry setki… Ani więc głęboki, ani poważny pisarz; i taki człowiek został nazwany „Mędrcem”. Drugi Staśko, tylko Staśko obznajmiony z Diderotem w oryginale.

    Tak biada „Głos Narodu”. A ja też mam ochotę pobiadać, mianowicie nad strasznym poziomem tej „polemiki”. Czy to pisane przez matołków czy dla matołków? Dlaczego w naszych klerykalnych pisemkach stale mówią o rzeczach literackich analfabeci? Ten „Boy, nazwany przez część prasy mędrcem”! Tych sto tomów (!) mojej oryginalnej wody; ten Staśko z Diderotem w oryginale! Oto poziom, do jakiego świętoszki sprowadziłyby naszą publicystykę, gdybyśmy im pozwolili rządzić się w Polsce jak na swoim folwarku.
    A poziom argumentów! Polak-Katolik odpowiada na moje uwagi tryumfalną statystyką rozwodów, stwierdzając, że u protestantów jest ich więcej, niż u katolików. Zważywszy, że w kościele katolickim rozwód nie istnieje, a u protestantów istnieje, zestawienie to jest czymś w tym rodzaju, co gdyby ktoś przeprowadził statystykę porównawczą bigamii u nas a w dawnej Turcji i tryumfował, że u nas była rzadsza. Nie mówiąc o tym, że większość owych rozwodów protestanckich — niemal wszystkie — to są właśnie rozwody katolików, zmuszonych do zmiany religii.
    Ale czego żądać od Polaka-Katolika, kiedy sam ksiądz Kozubski w cyrkularzu Katolickiej Agencji Prasowej nie lepszymi walczy argumentami… Uregulowanie prawa małżeńskiego w duchu europejskim grozi, jego zdaniem, „ruiną społeczeństwa”… Ksiądz Kozubski jest profesorem uniwersytetu, a mówi do nas jak do dzieci. Księże profesorze, ja też byłem przez 24 godzin profesorem uniwersytetu; nie zlęknę się. „Ne zdurisz aptekara szajdewasserom”, powiada stare ukraińskie przysłowie. Ruina społeczeństwa! W takim razie społeczeństwa Anglii, Niemiec, Szwajcarii, etc., etc., musiałyby dawno być ruiną. Tymczasem prosperują wcale dobrze, a nawet, o dziwo, cnoty rodzinne stoją tam dość wysoko. Lepiej nie tykajmy tych kwestii, bo jaki mason gotów by szepnąć, że podczas tych paru wieków, przez które kraje protestanckie rosły w potęgę i rozwijały się na wszystkich polach, kraje najprawowierniej katolickie jak Polska, Hiszpania, doszły do ostatecznego upadku. To drażliwy temat, księże profesorze…
    No a Poznańskie, wasze ukochane Poznańskie? Czy i to jest „ruina społeczeństwa”?
    Z argumentami zatem jest słabo. Nic dziwnego. Sfery duchowne nie przywykły do argumentów; przywykły działać w ciemnościach i po cichu; przywykły u nas do tego, że im nikt nie patrzy na ręce i nie przyciska ich do muru. Cześć i milczenie!
    Ale, kiedy się przerwało to milczenie, nie da się już ust zamknąć. Listy, rewelacje jakie otrzymuję, to jeden krzyk ludzkiej niedoli, na której żerują ci, którzy z urzędu swojego powinni goić rany ludzkości. Oto na przykład ustęp z listu, podpisanego imieniem i nazwiskiem; pisze go kobieta, która, jako młodziutka dziewczyna, wyszedłszy za człowieka niegodnego jej uczuć, postanowiła się z nim rozejść. Znów ten klasyczny konsystorski proceder:

    Nie chcąc zmieniać religii, zwróciłam się do adwokata konsystorza katolickiego (tu nazwisko znanego adwokata), który oświadczył mi, że choć podane przeze mnie przyczyny są „wyjątkowe”, jednak na tych zasadach unieważnienia w kościele katolickim nie uzyskam. Jeżeli więc chcę pozostać wierną wierze „ojców moich”, to muszę ukryć dziecko, przekupić lekarza i udać dziewicę, a ręczy za skutek!

    Młoda kobieta wychodzi od adwokata — tak samo jak tamta wprzódy cytowana przeze mnie — oburzona, zmienia religię i przeprowadza rozwód. Z czasem wychodzi powtórnie za mąż. Drugi mąż, korzystając z jej niedoświadczenia i nie dość chronionej prawem pozycji, wyzuwa ją z majątku, przeprowadza w sekrecie w konsystorzu katolickim unieważnienie małżeństwa (przy czym konsystorz nie zawiadomił jej ani o sprawie, ani o wyroku), po czym żeni się z inną, ograbiwszy tamtą ze wszystkiego, nawet z mieszkania. I nie ma wobec niej żadnych obowiązków: małżeństwo jego jest, wedle Kościoła, niebyłe.

    Na skargę moją, skierowaną do Konsystorza Katolickiego, odpowiedziano osobie z mojej rodziny, że unieważniono małżeństwo na podstawie bulli papieskiej Ne temere, upoważniającej do rozwiązywania związków mieszanych, których ślub nie był powtórzony w kościele katolickim.
    A nie zawiadomiono mnie za karę, żem religię zmieniła.

    Czyta się to jak bajkę! To są istne dziwy, aby w praworządnym kraju można było kogoś oszukać i ograbić na podstawie — bulli papieskiej! Obecnie żona ta zaskarżyła męża o oszustwo przy zawieraniu małżeństwa (410 art. K. K.) i o bigamię (412 art. K. K.). Ładne historie. Oto, jaki chaos prawny stwarza istnienie tego państwa w państwie, w zakresie spraw, które są wszak nie tylko sakramentem, ale i kontraktem. I ksiądz Kozubski twierdzi, że uregulowanie tych dzikich stosunków byłoby „ruiną społeczeństwa”! Świetny żart, księże profesorze.
    Drugi wypadek, o którym donoszą mi w liście:

    Przed 30 laty, młody 18-letni chłopiec ożenił się z namowy rodziny z 20-letnią dziewczyną; niebawem rozstał się z nią, wyjechał i nie było go lat trzydzieści. Po trzydziestu latach przysłał do Warszawy swoją nieślubną żonę, aby wraz z tamtą ślubną nie-żoną wspólnymi siłami doszły do unieważnienia małżeństwa i uregulowania życia czworga ludzi. Ponieważ ci ludzie są biedni, ograniczyli się na serdecznych prośbach podanych na piśmie do Kurii Diecezjalnej. Prośby zostały bez odpowiedzi, a małżonka ślubna została wezwana przez miejscowego duszpasterza i otrzymała polecenie pod groźbą prześladowania kościelnego, to jest odmowy pociech i sakramentów w trakcie życia oraz przy skonaniu, aby zaraz porzuciła człowieka, z którym żyje i który usynowił dziecko urodzone z tego związku.
    Kobieta była religijna, skutek oczekiwany: atak trucia się, choroba do dziś.
    Proboszcz oprócz tego napisał list do władzy człowieka żyjącego na wiarę, że ponieważ pożycie takie daje zły przykład innym, prosi o wyrzucenie tego człowieka z posady…

    Przypadkowo, ponieważ władza szczególnie ceniła i szanowała tego człowieka, denuncjacja pozostała bez skutku.
    Zestawmy ten wypadek, w którym Kościół istotnie jest „nieprzejednany” — i więcej niż nieprzejednany — z doskonałym „przejednaniem” codziennych praktyk konsystorskich, a dojdziemy do smutnych wniosków…
    Mam jeszcze i inne fakty, z nader wiarogodnego[13], niemal urzędowego źródła, ale te już doprawdy zbyt brzydkie są, aby je tu przytoczyć.
    Na zakończenie coś weselszego. „Głos Narodu” przejął się bardzo moją groźbą. „Boy (wykrzykuje) — jako założyciel nowego kościółka, nowej sekty! Diabeł ubrał się w ornat”.
    Szkoda, że jeszcze nie dodał, że do mszy mi służą Staśko z Diderotem… Oj, głuptasy, głuptasy, jakże łatwo jest na waszym tle wydać się „mędrcem”…

  520. dezerter
    8 września o godz. 13:40

    Heh, nic tylko wyrazy współczucia z mojej strony dla tych odmienionych.

  521. Żorż Ponimirski
    8 września o godz. 13:00

    Ponieważ Lewy mówi, że fajnie, że wrzuciłeś Boya, to ja mówię, że Lewy mówi fajnie, że fajnie, że wrzuciłeś, bo ja uważam, że fajnie, że wrzuciłeś.

    Ja na razie nie wrzucę. A więc wrzucę, bo jak nie zachwyca, skoro zachwyca?
    Z tomu „Brązownicy i inne szkice o Mickiewiczu” (co Wam z Lewym zostawia dość miejsca na Boyowe teksty o księżach, Kościele kat i innych zjawiskach atmosferycznych):

    „Kiedym objeżdżał Francję z odczytami, pewien inteligentny Francuz powiedział mi: „Jaki pan szczęśliwy, że pan poznawał naszych wielkich pisarzy na własną rękę i w dojrzalszym wieku!”
    Zamyśliłem się nad tymi słowami.Istotnie szereg rzeczy spiskuje przeciw bezpośredniości naszego odczuwania. W tej liczbie s z k o ł a zajmuje może naczelne miejsce.”

    „Dysonanse stad wynikłe są może u nas jaskrawsze niż gdziekolwiek, ze względu na przewagę poezji w naszej literaturze. Poezja i szkoła, natchnienie i obowiązek, liryzm i klasyfikacja ! Można by powiedzieć, że szkoła zbiera z grzędy literatury bukiet najwonniejszych kwiatów i skrapia je asafetydą nudy i przymusu.”
    [Asafetyda – żywiczna materia roślinna o nieprzyjemnym zapachu]

    „Iluż dziesiątków lat nieraz potrzeba, aby odzyskać wrażliwość na utwór poetycki, który się kuło na pamięć, który się słyszało setki razy mechanicznie recytowany, przy którego „rozbiorze” ziewało się w letnie południe!”

    „Takie utwory jak Farys, Reduta Ordona, Oda do młodości, zostały pożarte przez molocha szkoły. Gdybyż ten upajający Farys był Artura Rimbaud, gdybyż się go czytało pod ławką!”

    ” A Sonety krymskie! Pewien pedagog eksplikował piękność sonetu Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu… tym, że s u c h e przegradzane jest m o k r y m, i przeprowadził tę ideę z nieubłaganą ścisłością.”

    ” A porywy miłosne Gustawa sylabizowane pod okiem profesora! Taki ekshibicjonizm liryczny ma w sobie coś, co obraża wstydliwość dziecka, poezja traci swój delikatny puch. Poetów winno by się czytać ukradkiem. Szkoła powinna by karać za ich czytanie.”

    „To wszystko zaznacza się silniej w naszej szkole niż gdzie indziej. Co dopiero mówić o innych naciskach wynikłych ze służby społecznej, z roli jaką poezja i literatura odegrała w naszym życiu narodowym. Uświęcone konwencje, pietyzm, względy moralne, wychowawcze…. Bo u nas szkoła nie kończy się w szkole. Klątwa dydaktyzmu ciąży nad wszystkim, okrawa życie.”

    „Na nikim tak to nie zaważyło jak na Mickiewiczu.”
    „Pisma jego stały się Pismem świętym.”

    „…w wiedzy naszej o Adamie, oprócz cenzury wynikłej z jego przebóstwienia…, weszła w grę jeszcze cenzura faktyczna, tycząca samych źródeł i dokumentów.”

    Ja zaś, czytając tak celne myśli Boya o brązowieniu do nieznośności i niepojęcia Mickiewicza, i naszej literatury w ogóle, widzę tą samą zasadę wbijaną w łby dzieciakom katechetycznym: co wbite, to zwymitowane.
    Tu się jednak zasady rozchodzą: szkoła, karząc za czytanie poezji, mogłaby uzyskać szczerą pasję czytania u uczniów.
    Jednak, gdyby Kościół kat karał za czytanie bajek o jezusku, nie osiągnąłby tego efektu co szkoła karając za podobne poezye, ale nieświęte. efekt zawsze jest tu wprost: za karanie – nie ma czytania tego, co czytane być skądinąd powinno. Kościół kat starannie ćwiczył tą metodę karania.
    Osiągnął tylko jedno: owszem, czytanie, ale kacerzy, apostatów, ateistów, ludzi wolnych, mądrych i prześmiewczych. Tych albigensów, waldensów, katarów, bogomiłów, beginki, arian, Koperników, Husytów, anabaptystów,różnowierców, oraz masonów, komuchów, naukowców i dżenderystów.
    Co zmierza w jedną tylko stronę. I nie jest to strona Lolka kremówkowego.

  522. dezerter
    8 września o godz. 13:40

    Faktycznie – jest to niewiarygodne.

  523. Tanaka
    8 września o godz. 14:20
    Na blogu jest przez to fajniej. (I tu strzelam Boyowe perskie oko)
    Przy okazji, właśnie przeglądam „podręcznik” do katechezy dla piątoklasistów. Współczuje dzieciom, które przez obłudę/wiarę swoich rodziców muszą wałkować bzdury o bozi, Jezusicku i kajakarsko- narciarsko- kremówkowym Lolku

  524. Akcja Boy.

    Dziewice konsystorskie.

    Dochodzę do końca moich rozważań. Rozumiano je przeważnie dość opacznie. Imputowano mi zaciekłą walkę o rozwody. Omyłka. Nie o rozwody walczę, ani o „wolną miłość”, jak to dudki chcą wmówić innym dudkom, ale o coś innego, o coś więcej. W trakcie tych utarczek, nasunął mi się pod pióro termin, który już stał się niemal obiegowy: „konsystorskie dziewice”. I stopniowo te „konsystorskie dziewice” urastały mi w symbol złych sił, zatruwających nasze życie. „Konsystorskie dziewice” — to symbol fałszu, obłudy, które zaczynają panoszyć się dokoła coraz zuchwalej.
    Rola duchowieństwa była zawsze w Polsce olbrzymia. Niepodobna mi w tych szczupłych ramach pokusić się o rozważenie, w jakim stopniu kler, który, uporawszy się z „heretykami”, położył w dawnej Polsce rękę na wszystkim, przyczynił się do pogrążenia narodu w owej straszliwej ciemnocie, w jakiej tkwiliśmy przez cały wiek siedemnasty i trzy czwarte osiemnastego, wówczas gdy inne narody spełniały największą pracę myśli. To pewna, że, jeżeli Polska z tej ciemnoty spróbowała się wydźwignąć, jeśli, częściowo bodaj — niestety za późno — to się jej udało, zawdzięczała to przede wszystkim owym do dziś jakże znienawidzonym w pewnych sferach „Diderotom”, Wolterom i Monteskiuszom, których wpływ wyraził się w pięknym dziele Konstytucji Trzeciego Maja. Ale już było za późno: Polska upadła. I wówczas, dzięki warunkom, w jakich naród się znalazł, zaczął się ów proces, który trudno określić lepiej, niż słowami najszlachetniejszej i głęboko wierzącej pisarki, Narcyzy Żmichowskiej:
    …między grozą schizmy rosyjskiej a protestantyzmu niemieckiego, duchowieństwo katolickie znalazło grunt wybornie przygotowany pod siejbę swych życzeń i zamiarów; — wszystko, co polskie, przedzierzgnęli na katolickie, wszystko, co katolickie, udali za szczeropolskie, i tak dziś tymi dwuznacznikami zręcznie szermierzą, że odrobili już prawie wszystko, co od początku XVIII w. w sumieniu ogólnym ludzkości uczeni i bohaterowie, rozumni i poczciwi, kosztem krwi, życia i ciężkiej pracy, wypracowali na koniec…
    Kamień grobowy odwalono, Polska zaczęła żyć własnym życiem. Natychmiast kler wyciągnął rękę po nią, niby po swoje prawe dziedzictwo. Umocniony w potędze przez naszą ordynację wyborczą, świadom swego wpływu na masę włościańską i na kobiety, oparł się przede wszystkim na tych czynnikach. Kwestia cywilnego ustawodawstwa małżeńskiego jest, z tej perspektywy, punktem bardzo drażliwym, bo odbiera klerowi supremację w najbardziej powszechnej i życiowej sprawie. Nie tyle o dogmat tu chodzi, nie tyle o niebo („z Niebem zawsze poradzić jakoś sobie można”… powiada Molier) — ile o ziemię. Ta walka o władzę tłumaczy „podwójną buchalterię” konsystorzy wobec tłumu a wobec uprzywilejowanych: tłum trzymać siłą, a możnych tego świata ustępliwością. Stąd pobłażliwość dla jednych, nieprzejednanie dla drugich; stąd armia konsystorskich adwokatów, która się stała zorganizowaną instytucją fałszu i świętokradztwa. Stąd wynalazek nad wynalazki: „konsystorskie dziewice”.
    Ale metody te oddziaływują pośrednio na całe nasze życie. Będę mówił o tym, co znam najbliżej. Klerykalizm pokumał się z nacjonalizmem; oba obozy potrzebowały „ostrych piór”; poszukały ich, gdzie mogły. Toteż, kiedy przeniosłem się kilka lat temu do Warszawy, z uśmiechem patrzałem, jak wszystkich największych wygów i cyników, jakich znałem, skupiono w „Okopach świętej Trójcy”, w rzędzie obrońców wiary i cnót staropolskich. Ale kiedy przyjrzałem się bliżej, rychło przestało mi to być zabawne, a stało się obmierzłe: widziałem zastraszające znieprawienie charakterów.
    Wspomniałem już o zjawisku, które nie istnieje chyba w żadnym innym kraju; to, że znaczna część szermierzy katolicyzmu w naszych dziennikach, to ewangelicy! Nie przerywając pracy w klerykalnym piśmie, zmienia się wiarę dla celów małżeńskich i, przeprowadziwszy własny rozwód, pyskuje się dalej o nierozerwalności małżeństwa! I nikomu tam nawet na myśl nie przyjdzie pytać, jakiego kto wyznania: katolik z zawodu — to wystarczy. Czy potrzeba lepszego dowodu na to, że tu nie o dogmaty chodzi ani nie o wiarę; że inny tu jest cel, który — jak wiadomo — uświęca środki… Dochodzi do bardzo zabawnych paradoksów: jeden z naszych najtęższych kondotierów katolicyzmu (oczywiście ewangelik) został przez Towarzystwo imienia Piotra Skargi uroczyście potępiony za swą działalność pisarską, co nie przeszkadza klerykalnym pismom gloryfikować go na wszystkich polach jako „swojego człowieka”, jako obrońcę wiary i ołtarza, pogromcę heretyków i masonów.
    Ale zauważmy, iż w naszym młodym państwie jedni i ci sami pełnią rozmaite funkcje: publicystów, polityków, nawet doktorów Kościoła, a równocześnie literatów, krytyków… Czego spodziewać się po takich ludziach? Gdy ktoś szalbierzy w rzeczach religii, czegoż żądać od niego w sprawach literatury? I tu przede wszystkim trzeba szukać przyczyn zatrucia naszego życia literackiego. Można by humorystyczne pismo wydawać, zapełniając je enuncjacjami tych samych pisarzy o tych samych sprawach na przestrzeni lat kilku. Parę dni temu ubawiłem literacką Warszawę, cytując stary felieton tzw. Ojca Miłaszewskiego, w którym wysławia Boya za to, że „iskrzącym się dowcipem wypala bigoterię zarówno patriotyczną jak pseudoreligijną”…
    W trakcie tych moich rozważań, jeden z czytelników przesłał mi dla zabawy numer pisemka „Odrodzenie” z r. 1906, z artykulikiem pt. Przestańcie, bo się źle bawicie. Ach, co za rzeczy tam czytamy:
    …Istotnym wrogiem pokoju, zarzewiem waśni domowych i podnietą Kainowych zbrodni okazują się nie niewiara, lecz fanatyzm religijny; nie świecka nauka… przewrotowe idee współczesne, lecz średniowieczna ciemnota i zabobon, wstecznictwo starannie pielęgnowane przez Kościół katolicki w jego własnym interesie… Adoracja dla najświętszego Sakramentu i Matki Boskiej nieustającej pomocy, handel szkaplerzami i obrazkami świętymi, posty i dobrowolne umartwienia, częste komunie… Ile to cudownych obrazów i miejsc przez Matkę Boską nawiedzanych istnieje w naszym kraju…
    …Naiwna, szczera, gorąca wiara ciemnego i w ciemnocie utrzymanego ludu, póty była duchowieństwu na rękę, póki lud odciągała od wieców politycznych a gromadziła w kościele; póki hamowała pragnienie dobrobytu, a zapełniała kościelne skarbony…
    …Nie, nie, nie! Niechaj się księża między sobą suspendują, wyklinają, niech zanoszą do Watykanu skargi, repliki, protesty, kontrprotesty, niech apelują do papieża, gubią się w teologicznych zawiłościach i subtelnościach — lecz niech się nie ważą posługiwać ludem jako narzędziem swoich waśni”…

    W tym — i jeszcze jaskrawszym — tonie paręset wierszy. A wiecie kto to pisał? Podpisano pełnym imieniem i nazwiskiem: pani Iza Moszczeńska. Izia, Iziula, Ziuta, dziś zatrudniona w lewentalowskim handelku dewocjonaliami markietanka armii świętoszków. A przecież kiedy pani Iza Moszczeńska pisała te słowa, nie była już dzieckiem… Ewolucja? — Zapewne…
    Mniejsza o panią Izię. Ale są ludzie, do których mam żal, kiedy widzę, co się z nich zrobiło w tej służbie. I drugi mam jeszcze żal, to jest o obniżanie poziomu umysłowego w Polsce. W „kąciku polemicznym” tych felietonów miałem sposobność cytować to i owo, i pokazać, że, gdyby zostawić „rząd dusz” pewnym sferom, rychło doprowadziłyby nas do ciemnoty iście z czasów saskich. I kiedy się widzi to absolutne liczenie na bezkrytyczność, powiedzmy na… głupotę czytelnika; kiedy się widzi złą wiarę argumentów, zaparcie się elementarnej rzetelności i logiki, doprawdy ogarnia smutek i zniechęcenie.
    Wszystko to, powtarzam, wytwarza zatrutą atmosferę. Przez swoją politykę rozwodową doprowadził Kościół do tego, że zmiana wiary jest niczym, obojętną formalnością. W kraju, gdzie wiara odgrywa rzekomo taką rolę, gdzie tyle się o niej gada, tylu ludzi wodzi nią na pasku, taki stan to rzecz groźna. Wytwarza to wrażenie jakiegoś powszechnego szalbierstwa. „Prawo nie może zmuszać obywatela do kłamstwa”, pisze w dyskusji o ustawodawstwie małżeńskim prof. Wł. L. Jaworski, gorliwy katolik. Widzimy znamienne symptomy: jeden z dostojników państwa, sam katolik, dał syna ochrzcić w kościele ewangelickim, iżby ten syn mógł przejść przez życie jako uczciwy człowiek i korzystać z pełni praw obywatelskich. I takich jest wielu, coraz więcej… Ludzie przechodzą na prawosławie, na mahometanizm! Niechby wreszcie przechodzili; ale rzecz w tym, że wszystko razem, to jest wielka szkoła fałszu dla całego społeczeństwa. I trzeba w końcu spytać: dla kogo ta cała olbrzymia komedia?
    Zrozumiałe jest tedy, że walka o uzdrowienie ustawodawstwa małżeńskiego staje się wyrazem walki o ogólniejsze cele. O czystość atmosfery, o wyrugowanie fałszu z naszego młodego życia; o to, by nas nie straszyła na każdym kroku upiorna twarz Świętoszka. To jego oblicze, które wyziera z ciemnych pism klerykalnych — a nawet niektórych świeckich — jest tak nieapetyczne, że dreszcz przechodzi na myśl, że on miałby rządzić Polską.
    A wreszcie, jest to walka o praworządność. Ciągłe kolizje między sądami arcybiskupimi a sądami państwowymi, walki, w których kler chce narzucić sądom państwowym swoją supremację i swoją nietykalność; codzienne ograbianie wdów i sierot na zasadzie starych bulli papieskich, to są rzeczy nie do utrzymania. Nie żyjemy dziś w czasach Bolesława Śmiałego, ale też przez prostą delikatność episkopat nie powinien by nadużywać okoliczności, że prezydent Mościcki nie nosi miecza przy boku. Szanujemy duchowieństwo; ale z chwilą kiedy ono występuje jawnie przeciw naszym ustawom, przeciw naszemu wymiarowi prawa, wówczas staje się czynnikiem przeciwpaństwowym, staje się szkodnikiem. Szanujemy kanony religii, dopóki pokrywają się z ludzką uczciwością; z chwilą gdy stają się jej zaprzeczeniem, gdy stają się źródłem demoralizacji, gdy utrwalają pojęcie nierówności ludzi wobec prawa, wobec Sakramentu, gdy stają się ustępliwym służką wobec bogaczy, nieubłaganym katem dla maluczkich, wówczas jesteśmy pewni, że ktoś źle te kanony interpretuje, że ich piastunowie i tłumacze zeszli na bezdroża.
    „Musimy dbać o to, aby Kościół nie przeciwdziałał kulturze społecznej i obyczajowej, by nie cofał ludu wstecz, w epokę barbarzyństwa, by go nie gubił i nie zatracał; a jeśli tego przeprowadzić nie zdołamy, musimy celowo i świadomie zdążać do osłabiania i neutralizowania wpływów Kościoła”… To nie ja mówię: to mówi… pani Iza Moszczeńska w dalszym ciągu cytowanego artykułu. I tym cytatem kończę: czy można było skończyć efektowniej?
    Warszawa, luty 1929

  525. dezerter
    8 września o godz. 13:40

    „Ludzie doświadczają tam prawdziwej obecności Boga”.

    To nie Twoje słowa, lecz tytuł. Ale widzę, że Ty, który na każdą życiową duperelę masz cytat z Pisma lub bezpośredni komentarz Boga, z którym masz gorącą linię, jeszcze nie doszedłeś, że wyrazy „prawda”, „prawdziwy”, „naprawdę” to agitacyjne ozdobniki, puste w środku jak choinkowe bombki. Podpowiadam Ci więc sposób przekonania się, czy wyraz „prawdziwy” jest pustą bombką, czy coś znaczy: wyrzuć go i zobacz, co się w treści zmieni. Na przykład:

    „Ludzie doświadczają tam obecności Boga”.

    Na koniec zapytaj:
    – Jaki więc głupi wuj wstawił wyraz „prawdziwy” i po co?

    A już całkiem na koniec zapytaj, co w takim razie ten wyraz w tym konkretnym zdaniu znaczy.

    Salam alejkum i szczęść Boże.

  526. Jak to Fredro powiedzial?

    Ze „swiadkow ci u nas dostatek„. I „paczac” na blog, okazuje sie, ze sie zgadza co do joty! Nie tylko pelno jednego swiadka, ale znajduje sie jeszcze sporo swiadkow przyswiadczajacych swiadkowi. Co w sumie potwierdza prawdziwosc fredrowego statementu. Ja juz nie musze niczego poswiadczac, czego sie bede wiernie „czymal”.

  527. dezerter
    8 września o godz. 13:40
    Pewnie Hermaszewskiemu zdjęli na chwilę kask i mózg mu się niedotlenił.

  528. Z ostatniej chwili:

    Prof. Monika Platek bedzie kandydowac do Senatu RP z „listy podwarszawskiej”, z poparcem Zjednoczonej Lewicy…

    Zeby stanowic konkurencje dla Romana Giertycha!

    O zesz! Niech to diabli! Cholera! Az trzy bledy w jednym!

    1) Start by stanowic konkurencje dla RG – co jest negatywem, zamiast pozytywuby o cos walczyc
    2) Pani prof. Monika Platek nie moze sie rownac popularnoscia z Romanem Giertychem, o mozliwosciach finansowych nie wspominajac, co powoduje, ze jej szanse wyborcze nie sa najwyzsze, delikatnie mowiac.
    3) Obie kandydatury, to znaczy mec Giertycha i prof. Platek, za kandydaturami skierowanymi przeciw PiSowi. Kandydujac „podziela” miedzy siebie glosy wyborcow, co zwieksza szanse kandydata PiS na zwyciestwo.

    Trzy bledy w jednym posunieciu! Kiedy sie, do cholery, ci ludzie naucza „robic polityke”?

  529. Nawet wsrod polskich katolikow, najwazniejsze w sprawie rozwodowej jest azeby odbyl sie sprawnie i zgodnie z oczekiwaniami strony. Wiadomo, kazda strona ma inne oczekiwania. Natomiast problem uniewaznien malzenstw wg obrzadku katolickiego interesuje bardzo niewielka grupe wsrod tych co wczesniej byli u oltarza. Coraz wiecej mlodych zaden rodzaj rozwodu, uniewaznienia nie dotyczy, bo nie interesuje ich instytucja formalnego malzenstwa. Nie zauwazyliscie tego panowie? Natomiast jak widac jest to palacy temat dla ateistow. Znaczy sie co chcecie nowego udowodnic?

  530. zyta2003
    8 września o godz. 15:54

    Nie przesadzaj kochanieńka, każdy swobodnie myślący zauważa to, co płodzi demokracja w kwestii związków, albo to, czego nie płodzi, bo do dzisiaj nie mamy związków partnerskich, pomimo tego, że uwolniła się taka potrzeba wśród ludzi. Młodzi nie chcą się koligacić na starą modłę, wystarczy im podpisanie świstka, ale zaścianek boi się o rodzinę tradycyjną, która siłą rzeczy się rozpływa pod naporem nowych potrzeb społecznych.
    Palącym tematem jest dzisiaj na blogu Boy.

  531. zyta2003
    8 września o godz. 15:54
    Jak zwykle górnie, chmurnie i dostojnie wkraczasz w siermiężne progi bloga i pytasz wyniośle, co chcecie nowego udowodnić.
    Fakt, że dzisiaj młodzi coraz częściej mają kościół tam, gdzie pan majster ma dupę. Więc nic nie udowodniamy, tylko wracając do kościoła z czasów Boya delektujemy się ówczesnym krętactwem tej korporacji, tymi dziewicami konsystorskimi. Ale mechanizmy , którymi posługuje się wciąż kościół są takie same, czyli obłuda i pieniądze.
    Ale jak cię to nudzi, to przepraszamy szanowną panią.

  532. @konstancja

    Konstancjo , jeszcze a propos ksiazek .
    Z tej kwoty kupowanych i czytanych ksiazek
    ok. 10% pozostaje u mnie na stale , reszta po
    przeczytaniu laduje w zaprzyjaznionym antykwariacie za pol ceny .
    Niektore gnioty „po mozolnej probie czytania”
    oddaje z powrotem nienaruszone do ksiegarni
    jako reklamacje .
    Tak ze zbyt wiele miejsca na ksiazki nie potrzebuje .

    Ale dziekuje za Twoja troske .

    Pozdrowionka.

  533. lonefather
    8 września o godz. 15:46

    Lonefatherku; siądź i siadłszy – pomyśl.

    Błędem może być to, że się startuje „przeciw”, a nie „za”
    Nie jest błędem, że ktoś ma „mniej”, wobec tego, że inny ma „więcej”. Może to być niedogodność w działaniu, ale nie jest błędem.

    Kandydatury może podzielą między sobą głosy pozapisowe, a może nie. Trudno a priori uznać to za błąd. Inaczej nawet – niewystawianie, żeby „nie podzielić” jest logicznie wątpliwe – nie widać jasnych przesłanek, żeby Monika Płatek miała odbierać głosy akurat G., bo to zupełnie różne branże. Niewystawianie jest oddaniem pola G. czyli jednej nędzy, oraz PIS-owi, czyli drugiej nędzy.Nie jest pewne, która nędza nędzniejsza.
    Pewne jest to, że prof. Płatek jest co najmniej kryształem w społeczeństwie ludzi chcących być wolnymi i chcących być obywatelami.

  534. zyta2003
    8 września o godz. 15:54

    Troszkę się zdziwiłem, że dajesz głos tak niecelny i tak lichy, a przy tym nadęty fałszywą ironią.
    Najwyraźniej nie kapujesz, o czym mowa: wpadasz pośpiesznie, nie chce Ci się wniknąć w tok dyskusji, ale chce Ci się wydzielić ironiczne pytanie, które jest skierowane w pustkę, skąd wziął się Twój wpis.

    Taka niechlujność i brak poszanowania dla cudzej dyskusji oraz lekceważący ton, złączone z brakiem myśli własnej, są nieuprzejmością i nieelegancją, co nazywam nieproporcjonalnie elegancko wobec Twojej produkcji.

    Ponieważ się zdziwiłem troszkę, to będę miał na uwadze sprawę dalszych zdziwień. Przy dalszych Twoich tego rodzaju produkcjach – przestanę. Znajdziesz się tam, gdzie zdezerterowany.

  535. Tanaka
    8 września o godz. 18:49

    Przepraszam, Tanako, trochę głupio się solidaryzować w ataku na jednego, zwłaszcza na madamę, ale w tym wypadku skaleczony palec sam mi na klawisze skiknął. Może zamorska dystancja, bycie poza krajem i tęsknota dają różnym kaktusowcom i ciotkom-klotkom impuls do bycia w każdym wpisie sędziami, prokuratorami, cenzorami, a co najmniej przedszkolaneczkami wystawiającymi cenzurki – i na tym koniec bogatego ich repertuaru. Nie przyjdzie takiej do głowy, że najlogiczniej byłoby, zamiast brzęczeć za uszami jak tu jest gówniano, po prostu nie zachodzić bądź założyć coś swojego i tam brzęczeć o tym, jak tu jest źle. Albo i w ogóle wszędzie. Siedzi taka lub leży na kanapie i ma za złe. Ta nowa wygoda, że może wystukiwać „za złe” jednym palcem, a nawet dla ubogacenia treści bąki puszczać.

  536. Tanaka

    Siadlszy pomyslalem, o czym myslalem, gdy pisalem.

    Wyszlo mi, ze w nowym Senacie po pazdziernikowych wyborach, nie nalezy oczekiwac „galerii krysztakow”, a wrecz na odwrot, nalezy oczekiwac. Tak wiec szkoda mi jest krysztalu Profesor Moniki Platek, na to co tam bedzie. A bedzie „walka buldogow pod dywanem” uskuteczniona przez PO i PiS, dlatego ze tego sie spodziewam, to nie widze w tym co sie tam bedzie dziac, miejsca dla Pani Profesor. Za to jak najbardziej widze tam miejsce dla mecenasa G.

    Wystawienie Pani Profesor, znakomicie swiadczy, ale uwazam za przedwczesne, a wskutek przedwczesnosci, za szkodliwe, zarowno dla niej samej, jak i dla Zjednoczonej Lewicy.

    Ale moje zastrzezenia, sa tylko moje, juz decyzja zapadla, co z tego wyjdzie zobaczymy i bedziemy mieli okazje skonfrontowac nasze dzisiejsze uwazania, z tym co sie okaze w praktyce.

  537. pombocek
    8 września o godz. 15:07

    Nieprzygotowany do roli, a realny hydraulik dusz ludzkich, zdezerterowany, nie odróżnia między sobą dwóch stanów, w których zanurzony galwanicznie jest każdy wyznawca: wiary w coś i wiary w wiarę w coś.
    Dla wyznawcy, realnie mało ważna jest wiara w coś. Rządzi w nim wiara w wiarę w coś. Ważne jest przede wszystkim wiara w to, że się wierzy w coś i wiara w to, że inni wierzą, że wierzą w coś.
    Wytwarza to miłe samopoczucie.
    Natomiast niemiłe byłoby zgłębianie wiary w coś, bo te „cosie”, to same idiotyzmy: Jezusek narodził się z wieczniedziewicy, sprokurowany przez Ducha Świętego, bo był „uprzednio przewidziany” przez tatusia swego bezpośredniego, jednak nie zmajstrowanego, bo majsterunkiem zajął się Duch Święty, który jest – no, ten-tego-ten-tchnieniem cygarowego dymu – marki Pedro Gomez, z płucek tatusia jezuskowego . Urodził się Jezusek natychmiastowo, jak poucza Kościół święty kat, z prędkością matematyczną, nawet nie kosmiczną, oczywiście bezboleśnie i higienicznie, ale „drogą naturalną” – żadne tam cesarskie cięcie. Maryja musiała być przecież nieustannie „Niepokalaną”. Niestety bowiem, ludzie zwykli, a nie będący zaraz swoimi tatusiami marki Pedro Gomez, mają tak, że rodzą i rodzą się całkiem pokalani, usmarkani, umazani, rozwrzeszczani i ogólnie ani-ani.

    Jest w tym popieprzeniu wiary w coś z wiarą w wiarę w coś, rzecz ciekawa: ludzie zawzięcie bronią swojego prawa do wyznawania religii, natomiast niemal wcale nie interesują się definiowaniem i uzasadnianiem swoich rzekomych poglądów religijnych.

    Instancją weryfikującą jest tu ilość wysiłku, samozaparcia, wyrzeczeń – oraz korzyści merkantylnych, z prowadzenia wojen religijnych, budowy kościołów, i zgarniania korzyści przez kler i ich przedsiębiorstwa.

    Łatwo to porównać z ilością obiektywnych prawd lub dobrze zdefiniowanych i zweryfikowanych poglądów, wytworzonych dzięki wysiłkowi tego pierwszego.
    Przewaga pierwszego nad drugim jest miażdżąca.

    Ludzi znacznie mniej obchodzi kwestionowanie twierdzeń religijnych, bo to tylko kwestionowanie prawdziwości twierdzenia.
    natomiast kwestionowanie wiary w wiarę, wyznawca uzna za kwestionowanie niego samego. Nazwanie starego Kananejczyka snującego plany seksualne wobec dziewięcioletniej dziewczynki lubieżnym pedofilem, będzie na ogół uznane za wyrażenie swojej opinii. Powiedz to samo o Mahomecie, a zostaniesz zabity.

    Wyznawanie religii polega na tym, by wierzyć w słuszność własnych poglądów, a nie w to, by mieć słuszne poglądy.

    Produkcja wiary w wiarę w coś – w przypadku zdezerterowanego – w bozię, za pomocą latania w kosmos, to odjazd umysłowy na pełną skalę. Ale dla niego nie ma to znaczenia, i wszelkie próby zweryfikowania słuszności tej wiary w wiarę, nie mają szans powodzenia.
    Wynika to z koniecznej obecności skrzywienia w wyznawcy.

    Swoją drogą, te kosmiczne fantazmaty zdezerterowanego poniekąd mnie ubawiły. Gagarin ponoć stwierdził, że w kosmosie nie ma żadnego bozi. Hermaszewski ponoć stwierdził coś odwrotnego. Wiara za pomocą głosowania. 1:1? – do przerwy?

    Tymczasem biskupi stanowczo twierdzą, że wiary nie ustala się za pomocą głosowania.

  538. pombocek
    8 września o godz. 19:10

    Głupio byłoby się solidaryzować może wtedy, gdyby był to solidaryzowanie się dla niego samego, a nie dlatego, że się współdzieli pogląd. A skoro zachodzi to drugie, nie mam poczucia, że solidaryzowanie miałoby być głupie.
    Inaczej nawet, choć to niemiłe dla producenta lichości: ci, co współdzielą przekonanie, powinni dawać głos, z czego bierze się jego siła, która przyszpila i należnie zawstydza lichotnika. A jeśli nie zawstydza, to robi jak Chińczycy: nakrywa czapką.

    Ja mam nawet pewną zgodę na dawanie głosów pokracznych, lichych, nieuważnych, może z przepracowania, może z niedokładnego czytania głosów cudzych.
    Ale nie mam ochoty na zgodę na głosy żadne, puste, purchawowate. Wykpiwanie czegoś/kogoś broni się, uzasadnia i ma silną wartość, gdy się samemu daje głos jasny, treściwy i silnie się wewnętrzną strukturą broniący.

  539. lonefather
    8 września o godz. 19:16

    Lonku; ja nie mam pewności, czy przedwczesny. Senat, czy jakiekolwiek inne ciało publiczne, bez choćby kilku postaci tego rodzaju, jaką jest Monika Płatek, byłby niczym więcej jak zbiornikiem syfu.
    Monika Płatek wie, że będą ją starali się zawzięcie mazać.
    Próby mazania przez ludzi obsyfionych to jedno, a własna wewnętrzna świetlistość to drugie. Takich postaci trzeba jak tlenu wśród czadu.

    Ja tzw. Senat rozpoznaję niemal tylko po tym, że jest tam jeszcze Włodzimierz Cimoszewicz i Kazimierz Kutz. Bu, zdaje się, wkrótce tam ubędzie.Kto więc będzie – 100% syfiarzy?

  540. Tanaka
    8 września o godz. 19:27
    Jesteś strasznie złośliwy skurczybyk, jak czytam Twoje komentarze, cały czas chce mi się śmiać. Ta wiara w wiarę, świetne, to taka psychologiczna hipostaza, można by jeszcze dodawać piętra np. wola wiary w wiarę, albo wola woli wiary w wiarę, albo wiara woli w wolę wiary w wiarę.
    Natomiast z tym Gagarinem to nie wiem. Powiedział on w prawdzie, że żadnego boga nie zauważył, ale może kazało mu tak powiedzieć Biuro Polityczne KPZR, a on tego boga jak Hermaszewski zauważył, ale nie mógł o tym powiedzieć, bo by go z pracy wywalili. Zresztą śmierć Gagarina niewyjaśniona pozwala snuć różne domysły na ten temat, więc snujmy.
    Ale zawsze jest wyjście. Od kiedy astronomowie zauważyli, ze nasza trójwymiarowa przestrzeń jest zagięta, wyciągnęli z tego wniosek, że jest jakiś czwarty wymiar, w którym ta trzywymiarowa się zgina, ergo bóg sie ukrywa w tym czwartym wymiarze i ani Gagarin ani Hermaszewski nie mogli go zobaczyć, chyba że bóg postanowil na chwile wyskoczyc z czwartego wymiaru i wskoczyć w trójwymiarową przestrzeń. Przecież robił to już nie raz choćby jako gorejący krzak. Ale dlaczego miałby to uczynić w kosmosie. Przecież najczęściej pojawia się w naszej przestrzeni na Ziemi, a to jakiejś św. Teresie, św.Anzelmowi( dlatego są to święci, że im sie objawia) Bywa, że nawet nieświęci, prości ludzie spostrzegają go w szybie, kałuży, na rozstajach. Ale nie jest to takie pewne, dopóki specjalne komisja naukowa nie uzna tego objawienia jako fakt nie do obalenia. Wtedy, żebyś nie wiem jak się sprężał, takiego faktu nie obalisz.

  541. Tanaka
    Jeszcze jest Borowski

  542. Tanaka
    8 września o godz. 19:27

    Tanako, cóż dodać albo skomentować, jak jest zgoda. Może bym tylko nie na Twoim, broń Boże, lecz na swoim miejscu napisał tak:

    „Ludzie zawzięcie bronią swego prawa do wyznawania religii, kompletnie nie interesując się religią”.

  543. Lewy
    8 września o godz. 20:09

    Jak jest Borowski, to też dobrze. więc 3:97 w senacie. Dam nawet hurtowo jeszcze z 5 osób po stronie niesyfiastej, choć nie znam, ale „trzeba wierzyć w człowieka, koleś” jak mawiał Zbyszek Cybulski w „Pingwinie” robiąc komuś straszne świństwo.
    Będzie więc razem 8:92.
    Jest to szczytowo optymistyczne: zawartość kloaczna się nieco rozcieńcza i powstają widoki na przyszłość.

    Z tym złośliwym skurczybykiem, to ja bym nawet może potwierdził. To chyba wyróżnienie, a ja w ogóle działam z chęci zysku, co jest w sądzie okolicznością obciążającą.
    I już bym się pewnie przyznał, ale mam pewien miejscowy kłopot. Otóż jestem posiadaczem pewnej Pięknej. Albo ona jest posiadaczem mnie, bo to nie jest jasne. A ona działa jak kanarek w kopalni: wyczuwa skurczybyctwo na kilometr, zaraz się od tego skrzywi i spluwa. Oraz mówi brzydkie wyrazy, przeważnie po kilka razy.
    Więc się u niej upewniam, jak jest z moim skurczybyctwem i złośliwością. A ona ani się nie krzywi, ani nie spluwa.

    I teraz mam dylemat: potwierdzić, żem złośliwy skurczybyk, choć słabo się to uzasadnia – lecz z chęci zysku rzecz jasna. Czy też zaprzeczyć wbrew niedobrej skłonności, ale zgodnie z faktem, że rzecz od dość długiego czasu przebiega bez spluwania i brzydkich wyrazów po kilka razy.

    Co do Gagarina – to nie wiemy co powiedział, ale wiemy-niewiemy że wierzymy, że coś powiedział, albo nie powiedział. Słowem – mamy następną religię.
    Mnie to cieszy, bo nie ma to, jak religia nr 998.348.659.909.751, 6(6). One są jak króliki Lejzorka Rojsztwańca: mnożą się nieustanie i to jest ich główna zaleta. dzięki czemu wyznawca jest prawie jak ateista. Ateista nie wierzy w zaledwie jedną z miliardów religii więcej niż wyznawca. To zupełny drobiazg.

  544. pombocek
    8 września o godz. 20:46

    Jak to co dodać: zaraz coś świętego !
    Zgoda-zgoda, wtedy Pan Bóg rąsię poda.”

    Jest sprawdzona technologia zgody: rąsia-klapa-goździk-buzia.
    W ten sposób powstaje biskup.

  545. Tanaka
    8 września o godz. 19:44

    Rzekłeś. Może zgodne wypowiedzi kilku skłonią obiekt do przygryzienia czasem języka, a może nie skłonią. Raczej nie skłonią i trza z tym żyć. No bo popatrz, jak było z kaktus-sprężyn-dezer-fali-czami. Ale nie umiem sobie niektórych rzeczy racjonalnie tłumaczyć. Nawet kiedy ktoś jest zwykły kleszcz czy świnia i dostanie po nosie, wczuwam się w jego przykrość, poczucie krzywdy – również kiedy dla zachowania twarzy reaguje dziarsko. Niewiele jest otwartych ludzi zachowujących się prostolinijnie. A przede wszystkim jest się niewolnikiem siebie, a mowa pisana na gorąco słabo sprzyja rozumieniu.

  546. cynamon29
    8 września o godz. 17:15

    myslalam, ze tylko mnie zdarza sie kupic „cegle”>; pocieszajace, ze i innym sie zdarza.
    ale ciekawam, jak dokonujesz swoich wyborow: polecenia znajomych, recenzje w prasie, sama postac autora( bo dobrze odebrales poprzednie jego pozycje), intrygujacy tytul?

  547. Nowy numer „Polityki” ma gębę Dudy. Jezuniuuu, Dudy w Polsce na pudy, przez to znienawidziłem tę gębę. Nie wiem, kto w nim zobaczył Maliniaka – przecież to czysty Mussolini.

  548. mecenas G, a szczegolnie jego zona specjalizuje sie w rozwodach (uniewaznieniach) slubow koscielnych.

    Najczestszym powodem uniewaznienioa slubu konkordatowego jest….niedojrzalosc jednego z malzonkow lub …brak zdolnosci do zawarcia takowego.
    Ja to widzialam gdzies napisane, ale cytuje z pamieci

    Byc moze wespol w zespol uniewazni malzenstwo niejednego senatora, a moze nawet posla….bedzie nizsza stawka

  549. @Lewy

    Ach , pisze do Ciebie jako „ateista alternatywny” lub jako „bio – ateista” .
    Nie mysl Ty sobie ze ja nie zre miecha :
    kazdy steack (Rib-Eye) medium czy Rumpsteack (krwisty) to dla mnie uczta dla podniebienia !
    Mowie alternatywny bo Buddyzm dla mnie ma glebokie znaczenie .
    Owszem wyznawcy maja oni swoje zasady ziemskie , jako glebocy analitycy tej filozofii (nigdy religii) .
    Ale ja traktuje filozofie buddyzmu jako rzecz
    wazna , a nie jak pojedyncze odlamy tej filozofii ktore juz oscyluja w kierunku religii .
    Dlatego uwazam ze , jako czlowiek dajacy dobro drugiemu czlowiekowi , fizyczne czy
    psychiczne , daje „oseke masla” , ktora do mnie wroci gdy bede tego potrzebowal .

    To postepowanie nie jest „interesowne” , ale
    podyktowane zwyklym , ludzkim humanitaryzmem , dla mnie tak normalnym
    jak oddech , woda , zycie jako takie .

    Wiem ze jestem w mniejszosci , w stosunku
    do tych ktorzy „lokciami , kolanami i zebami”
    toruja sobie droge w zycie .
    Ale jedno co mnie cieszy , to fakt w stosunku do tych wyzej wymienionych , ze jestem otoczony gronem zyczliwych przyjaciol .
    Ludzi ktorzy mysla podobnie jak ja .
    Mysle @Lewy , ze i Ty nalezysz do tego grona.

    Tak to rozpoznaje .

    Pozdrowionka.

  550. pombocek
    8 września o godz. 21:09
    i juz zadziera twarz do gory, jak robil to Mussolini, potem nasz Lech W.( chyba mu wzrostu brakuje, lub szyje spowija jednodniowy zarost), gdy zobaczylam okladne najnowszej Polityki, pomyslalam , ze to chyba nos zadarty z powodu zarozumialstwa, pychy,poczucia wyzszosci, inne (niepotrzebne skreslic).
    Do Maliniaka upodobnial sie przed wyborami i krotko po, ale przed zaprzysiezeniem.
    Teraz juz Prezydent cala geba.

  551. Lewy (8:21)
    „Tak, tak, nie tak jak ty,który w tamtych czasach, gdybyś żył to byś z pewnością przeciwstawił się Czerwonym, a on kolaborował ! A to za przeproszeniem…nawet nie chcę użyć adekwatnego epitetu. Zazdroszczę ci tej moralnej nieugiętości. Jest to bardzo pzytywna cecha charakteru..”
    lonefather (11:57)
    „Orteq sie niemozebnie zapedzil w miejsca, o ktorych nie ma bladego pojecia, a my mamy dzieki temu okazje przekonac sie czy jest bardziej “nieugiety” na gruncie swojej prawdy, czy tez zdola sie sklonic w strone rzetelnosci, poswiecajac w ofierze swoja prawde. Taki test zupelnie nie plazowy, sam sobie zgotowal nieswiadomie.”

    Noo, dzieki wam za te wnikliwa wiwisekcje* na nicku Orteq. Ten nick tego poczebowal nie mniej niż Dorota Kania dżu.

    Na widok twojego dla mnie komplementu, Lewusku, zaplonilem sie na rożowo. Na czerwono nie zaplonilem sie gdyz to by nie pasowalo do mej wciaz nieprzemijajacej pasji przeciwstawiania sie Czerwonym.

    Nie przeciwstawiam sie tylko faktowi istnienia Palacu Kultury. Calej czerwonej reszcie sie przeciwstawiam calym swoim jestestwem. To stad zapewne dorobilem sie blogowego najwyzszego komplemantu: Orteq = Ruski Zyd
    __________________________________________________
    *) Wiwisekcja: zabieg operacyjny wykonywany na żywym zwierzęciu w celach badawczych.

  552. konstancja
    8 września o godz. 21:12
    Sympatyczna Konstancjo. Nie chce być drastyczny a nawet wulgarny, ale powodem do rozwodu może być prosta hydraulika, że orzeczonemu oskarżonemu odpowiednia ilość płynu nie wpłynęła w odpowiedni organ. Ciekawe jakie mogły by być oskarżenia vice versa i na czym polega niedojrzalość tej vice versa, z której mogliby korzystać niektórzy senatorowie.
    Konstancjo, bardzo Cię lubię, więc te pytania rzucam o tak sobie i nie pogniewaj się przypadkiem.
    Serdecznie pozdarawiam

  553. Orteq
    8 września o godz. 21:52
    A pewnie, że jesteś ruski Żyd i już się z tego nie wykręcisz nawet jakbyś się zasłanial swoją aryjską babciusią

  554. Babciusia siem pisze z duzego Be

    Zas wracajac raz jeszcze, ale tylko na chwile, do Boya Zelenskiego

    Byl on tak dobrze zamarkowana postacia posrod polskich lewicujacych intelektualistow II RP, ze tylko ignoranci, oraz inni naiwni, nie potrafili przewidziec jaki los by go czekal jakby wpadl w lapy Gestapo.

    Boy ani ignorantem ani naiwniakiek zadnym nie byl. Na dodatek, on posiadal jeszcze bratanka w Paryzu. Wladyslawa Zelenskiego. To ten bratanek naklonil stryja do wyjazdu do Lwowa po 17 wrzesnia 1939 roku. Czego pozniej podobno zalowal.

  555. Lewy (22:08)

    Ja sie nie zaslaniam aryjskoscia Babciusi. Jesli ja czymkolwiek sie zaslaniam to jej biodrami. A to spora roznica jest. Szerokie biodra to nie zadna tam oznaka aryjskosci. Jest o oznaka Tego Co Potrzeba Do Rozmnazania (TCPDR)

    PS. Tajemnica POLiszynela jest, ze giermance wtargnely do Polski 1-go wrzesnia nie w ramach ich zamiarow pn. Drag Nach Osten. Oni napadli na Polske w ramach ich potrzeb zwiazanych z TCPDR. Chodzilo o szerokie biodra zwiazane z rozmnazaniem sie. Aryjskosc schodzila natenczas na drugi plan

  556. Babciusia nie jest Polka z pochodzenia. Ale biodra posiada czysto polskie

    Wyjasnienie

    ‚http://www.papilot.pl/z-zycia-gwiazd/28245/5/GWIAZDY-z-najwiekszymi-posladkami-Zdjecia-w-bikini-wymiary-bioder.html

    Och, ta Babciusia. Zeby ona tylko wiedziala co ja o Niej wypisuje to by sie wziela i zmaterializowala na tym tutaj, ateistycznym przeciez, blogu. A Ona ani zadna ateistka ani biodrowka. Ona tylko posiada to co sie liczy w STOSUNKACH miedzygenderowych

  557. Kamyczek do kaluzy .
    I oby kregi rozeszly sie symetrycznie .
    Bez tsunami !

    Tadeusz Boy – Żeleński

    SŁÓWKA

    ” Gdy coś mnie nadto wzruszy
    Lub serce mi podrażni,
    Chowam się po uszy
    Do swojej wyobraźni.

    Tam o każdziutkiej porze
    Schronienie mam zaciszne,
    Gdzie myśl wyprawiać może
    Przeróżne rzeczy śmiszne.

    Miast czerpać próżną chwałę
    W tym, że jak z książki gada,
    W głupiutkie słówka małe –
    Calutka się rozpada.

    Te słówka mi uciechy
    Sprawiają nieraz mnóstwo,
    Lubię ich puste śmiechy
    I ducha ich ubóstwo.

    Jak błazenkowie mali
    Słówko się z słówkiem cacka,
    To jęzor mu wywali,
    To szczypnie je znienacka.

    Jedno przez drugie hasa
    Wydając kwik wesoły
    Niby dzieciaków masa,
    Gdy wyrwie się ze szkoły.

    Jednemu w tej pogoni
    Pąsem nabiegną lice,
    Gdy żywszy ruch odsłoni
    Młodziutkich płci różnice;

    Inne, troszeczkę z boku,
    Przystanie gdzieś nieśmiele
    I stoi z mgiełką w oku
    Jak zadumane cielę;

    Te dwa, w pustocie nowej,
    Objęły się przyjemnie
    I same w rym gotowy
    Splatają się beze mnie;

    Ja patrzę na niewinne
    Figielki miłych dziatek
    I wolę niźli inne
    Ten maly wlasny swiatek ”

    I ja niewatpliwie , nie ukrywajac TEZ !

    Pozdrowionka.

  558. Lewy
    8 września o godz. 22:03
    pisalam o statystycznych przyczynach uniewaznienia takiego slubu, zostawiajac innym pole do popisu (domyslu). Przeciez kazdy z nas domysla sie, ze chodzi glownie o kase, a nie o jakies ideolo.Ze to pic na wode i fotomontaz
    Kiedys mowiono, ze za pieniadze lud sie modli, za pieniadze ksiadz sie podli…
    i tylko taka konstatacja, ze odpowiednia ilosc szeleszczacych banknotow zrobi z ciebie dziewice lub meski jej odpowiednik.

  559. Oto link (ponizej) do okladki najnowszego numeru Polityki, z sliczna fcia Prezydenta Dudy. Duda jak to Duda i bym sie i Was nie meczyl, gdyby nie to co do mnie dotarlo.

    Dostalem od znajomego kilka informacji mniej czy wiecej zwiazanych z Duda, a wsrod nich byla i taka wiedza przekazana przez jakas babcie, wnuczkowi: „NIGDY NIE UFAJ CZLOWIEKOWI Z „DUPA” NA BRODZIE”!!!!

    Dlatego zebyscie sami, bez poszukiwan mogli sie upewnic, link zamieszczam:

    ‚http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1632479,1,mariusz-janicki-poleca-najnowszy-numer-polityki.read

    Z ‚apostrofem