„Islam zabija młodych”

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?„Islam zabija młodych” — to tytuł krótkiego tekstu obok zdjęcia na czołówce dzisiejszej „Rzeczpospolitej”. Informacja dotyczy zamachu w Turcji, przeprowadzonego przez islamską samobójczynię na zgromadzenie tureckich Młodych Socjalistów, wybierających się z pomocą do Kobane, kurdyjskiego miasta leżącego w Syrii, które swego czasu po ciężkich walkach nie uległo atakom Państwa Islamskiego. Jednak nie o koszmarze tego barbarzyństwa i tragedii młodych ludzi (w tym samej samobójczyni, o której z pewnością nie da się powiedzieć, że była w pełni władz umysłowych) chcę pisać, lecz o tytule, jaki wybrała redakcja pisma. Bo to pismo bardzo jednoznacznie opowiadające się — głosem naczelnego i komentatorów — po stronie tzw. wartości chrześcijańskich w wersji polsko-katolickiej.

Być może autor tytuły chciał (to najbardziej pozytywna wersja interpretacji, jaka przychodzi mi do głowy) w ten sposób wypowiedzieć myśl, że religia islamska prowadzi do zabijania młodych ludzi, i to także tych, którzy stają się samobójcami w imię Allaha; że zabija ich nie tylko dosłownie, ale i przenośnie — odbiera im chęć życia tu i teraz. Myślę jednak, że zawarte w tym tytule uproszczenie (a więc i fałsz) wynika nie tylko z tego, że było mało miejsca na stronie i nie zmieściło się bardziej adekwatne słowo „islamiści”, lecz ze świadomej decyzji powiedzenia PRAWDY, tj. naszej, katolickiej prawdy (jak wiadomo najprawdziwszej).

Nie, to nie islam zabija. Zabijają ludzie w konkretnym własnym interesie, przykrywając to taką czy inną ideologią uzasadnianą religijnie lub nie. To jest ten sam chwyt, który stosuje się wobec ateizmu, twierdząc, że największe zbrodnie XX w. to sprawka ateistów. (To dyskusja po wielokroć już przerobiona, więc wątku nie rozwijam). O co się czepiam? O to, że „Rzeczpospolita” nigdy nie pozwoliłaby sobie na napisanie „Katolicyzm zabija…”, „Chrześcijaństwo zabija…”, a nawet „Religia zabija…”, choć zapewne znalazłyby się konteksty dające taką możliwość (i pojawienie się takiego tytułu nadal uważałbym za nadużycie). Trzeba wielkiej zdolności samooszukiwania się, żeby tak jak szef „Gościa Niedzielnego” ks. Gancarczyk napisać, iż islam „od chrześcijaństwa różni się między innymi tym, że muzułmanin dla zdobycia świata potrafi zabić, zaś chrześcijanin potrafi dać się zabić”. Równie wzruszające jak zakłamane.

Ktoś powie — to tylko tytuł notki, trzeba machnąć ręką, ale mnie się wydaje, że to nie takie proste. Zważywszy, że nawet czytelnicy poważnych gazet, czytają głównie tytuły i podpisy pod zdjęciami, nie jest obojętne, jaki ślad pozostaje w głowie odbiorcy, kiedy przeleci ileś tam uproszczonych — albo wprost prostackich — tytułów. Zwłaszcza dziś, gdy większość ludzi, którzy spokojnie żyją sobie ze swoją prywatną wersją dominującej w danej społeczności religii, zaczyna być wciągana w orbitę sporów fanatyków, chcących narzucić innym jedynie słuszny sposób funkcjonowania w świecie, by zaspokoić swoją potrzebę dominacji i władzy, ukrytą pod religijnym przebraniem. To wciąganie objawia się u nas we wszystkich nagłaśnianych przez Kościół sporach dotyczących kwestii światopoglądowych i związanych z nimi rozwiązań prawnych, które sankcjonuje państwo (związki partnerskie, in vitro, aborcja…).

Potrzeba sporej dozy chrześcijańskiej niepokory, czyli w gruncie rzeczy buty i samozachwytu, żeby dać taki tytuł na czołówce gazety. To nie jest kwestia odwagi głoszenia poglądów, to wyraz krucjatowego sposobu myślenia. Tego sposobu myślenia, którego rewersem jest stosunek naszego społeczeństwa do przyjmowania imigrantów. Ale to już odrębny temat.