Co wolno księdzu

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Młyny kościelne mielą wolno, ale za to nieskutecznie. Właśnie po sześciu latach wypluły ze swych potężnych żaren dokument pod niebanalnym tytułem: „Wytyczne dotyczące wstępnego dochodzenia kanonicznego w przypadku oskarżeń duchownych o czyny przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą niepełnoletnią poniżej osiemnastego roku życia”. Niby od razu wiadomo, o co chodzi. Ale czy na pewno? Jak uprzejmie donosi Katolicka Agencja Informacyjna (tu za pośrednictwem wyborcza.pl):

Pierwsze przepisy związane z ochroną najmłodszych Konferencja Episkopatu Polski przyjęła w czerwcu 2009 roku. Dwa lata później watykańska Kongregacja Nauki Wiary rozesłała do biskupów na całym świecie polecenie, by opracować wytyczne szczegółowe.

I biskupi błyskawicznie je przygotowali (jak ten czas leci!), a dokument mają zamiar opublikować już jesienią tego roku. KAI jednak była tak uprzejma, że już dzisiaj opisała najważniejsze punkty „Wytycznych”. Kto chce, niech się zapozna z całym tekstem, mnie zaintrygowały dwie, trzy sprawy.

Po pierwsze:

Biskupi w wytycznych piszą także o tym, że odpowiedzialność za przestępstwo, zarówno karną, jak i cywilną, ponosi osoba fizyczna. A zatem nie kuria czy parafia. Kościół stoi na stanowisku, że to właśnie ksiądz powinien płacić ewentualne odszkodowanie ofierze.

Sprytne. Chociaż to jedynie pobożne życzenia „Wytycznych”, a nie obowiązujące prawo, skądinąd też niezbyt klarowne w tym względzie (co pokazała sprawa Mariusza K.). Sędziowie nie muszą się przecież kierować kościelnymi sugestiami, ale… To na przykład właśnie w tym wymiarze (wiem, nie najważniejszym, ale jakoś jednak symbolicznym) zmiana władzy na jeszcze bardziej posłuszną Kościołowi może wpływać na ewentualne sądowe rozstrzygnięcia w kwestii dochodzenia indywidualnych odszkodowań przez ofiary seksualnych drapieżników w sutannach.

Po drugie:

Prowadzący dochodzenie [przedstawiciel Kościoła] ma obowiązek powiedzieć ofierze, że może złożyć doniesienie do prokuratury. A także poinformować ją, że postępowanie kanoniczne ma tylko i wyłącznie charakter wewnątrzkościelny.

Natomiast

Jeżeli ofiara wcześniej zgłosiła się do prokuratury, kuria nie rozpoczyna procesu kanonicznego. Robi to dopiero wtedy, gdy śledczy zakończą swoją pracę.

Na oko wydaje się to logiczne (Kościół wstrzymuje się z procesem, aż do oficjalnego rozstrzygnięcia sprawy przez organy ścigania), ale zarazem jest zupełnie niezrozumiałe. Dlaczego Kościół może prowadzić swoje dochodzenie bez zawiadamiania prokuratury (czyli traktuje poważnie dane oskarżenie), ale nie chce prowadzić takiego dochodzenia, jeśli sprawą zajmuje się już prokuratura? Dlaczego przy okazji ignoruje obowiązujące w Polsce prawo (art. 304.
§ 1. Kodeksu Postępowania Karnego. Każdy dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub Policję) i dopuszcza w „Wytycznych” możliwość niezawiadamiania prokuratury? Przecież wewnątrzkościelne postępowanie i tak ma prowadzić do „jednoznacznych reakcji o charakterze dyscyplinarnym wobec osób, którym udowodniono popełnienie takich czynów”, a sprawcy przestępstw mają być pociągnięci do odpowiedzialności „niezależnie od pełnionej funkcji czy urzędu”. W jaki sposób dochodzenie prokuratorskie miałoby przeszkadzać Kościołowi w wydawaniu własnych wyroków dyscyplinarnych dla funkcjonariusza Kościoła, który nadużył zaufania instytucji i wiernych tejże?
Jakieś to wszystko mętnawe, tak jak to zdanie zacytowane przez KAI z „Wytycznych”:

Jeżeli jednak ujawnione fakty dotyczyłyby niedalekiej przeszłości i wydawałyby się prawdopodobne, lecz obecnie nie ma bezpośredniego zagrożenia, przełożony rozstrzyga, czy duchownego należy zawiesić, czy odsunąć od pracy z dziećmi i młodzieżą do czasu wyjaśnienia sprawy.

Po trzecie:

Księdzu nie wolno również nabywać, przechowywać i upowszechniać treści pornograficznych z udziałem niepełnoletnich poniżej 14. roku życia.

Jak to? A treści pornograficzne z udziałem niepełnoletnich powyżej 14. roku życia są już OK? (Ciekawe zresztą, jak i kto miałby oceniać, czy granica wieku została zachowana?) A porno z udziałem pełnoletnich? Nie ma zastrzeżeń? Można upowszechniać i przechowywać? Czyżby episkopat nie widział tu żadnego zagrożenia dla duchowości kapłanów? Czy może tego zakazują już inne wytyczne? Ale jakoś nie słychać o ekskomunice księży za korzystanie z pornografii. (Ani też za życie w półjawnych konkubinatach).

Czepiam się? Jasne, to moje ulubione zajęcie.

Kościół znalazł się w pułapce, którą sam na siebie zastawił. Przez lata nie potrafił, nie chciał i nie miał zamiaru rozwiązać problemu nadużyć seksualnych ze strony księży, a teraz gdy próbuje jakoś się do tego oficjalnie ustosunkować, pisze wytyczne, które go ośmieszają. Jak to? — to w Kościele katolickim kierującym się naturalnym prawem bożym i Dekalogiem w ogóle trzeba pisać księżom, czego im nie wolno?!  Oni tego nie wiedzą? Przechodzą przez seminaria nieświadomi, że realizacja „nieuporządkowanego” popędu seksualnego w jakiejkolwiek formie jest grzechem? Kto odpowiada za produkcję takich ułomnych kapłanów? Gdzież Duch Święty, niezbędny przecież przy wyświęcaniu na księdza? Czyżby był równie ślepy jak seminaryjni nauczyciele i głuchy jak biskupi?

„Wytyczne” episkopatu mają zdaje się i w tej dziedzinie coś naprawić, będzie ostrzejsza selekcja przy naborze do seminariów, badania psychologiczne itd. Ale nie łudźmy się, nie tu tkwi problem. Ta instytucja zbudowana jest na podstawowym fałszu — że wystarczy wierzyć w Boga i chcieć mu służyć, by zapanować nad popędem seksualnym w jego ściśle zindywidualizowanej formie. Sama idea celibatu skazuje Kościół katolicki na napływ ludzi w ten czy inny sposób seksualnie sfrustrowanych lub nieprzystosowanych do zwykłego życia w społeczeństwie. I tu są wyjątki, ale to tylko wyjątki właśnie. Nigdy nie starczy ich na obsadzenie wszystkich parafii i kościelnych funkcji.