Cienki mainstream

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Mainstream? Jaki mainstream? Prorządowe media? A gdzież one? (I gdzie rząd?). Teraz mainstreamem jest narracja wprost pisowska lub pisowska w stylu. Wieloletnia praca tzw. niepokornych i niezależnych* przynosi efekty (nie bez walnej pomocy rządu PO-PSL). To oni narzucili język, którym mówi się i pisze dziś o rzeczywistości. Chcąc, nie chcąc, powielamy go, nawet próbując z nimi polemizować.

W zaiste efektowny i efektywny sposób rozbudowali to, co sami nazwali przemysłem pogardy, i rozwinęli produkty tego przemysłu na wielką skalę, wprowadzając do publicznego uzusu słowa i określenia wcześniej nieakceptowalne poza sferą prywatnych wypowiedzi. Ci ludzie tak wrażliwi na krzywdę Lecha Kaczyńskiego bez najmniejszych zahamowań rozjeżdżają obecnego prezydenta, na razie całkowicie nie przejmując się tym, że w ten sposób przygotowują już front walki z każdym następnym prezydentem.

A hejt jest łatwy. Zwłaszcza w internecie. Jest łatwy zarówno w wersji świadomie zaplanowanego ataku, jak i zwykłego upustu złych emocji (widać to czasem nawet na tym blogu, gdzie przy na ogół dość zrównoważonej wymianie zdań, nagle następują erupcje złości i agresywne najazdy personalne, choć czasem wystarczyłoby pewnie policzyć do dziesięciu, zanim zacznie się pisać replikę).

Hejt jest banalnie łatwy, a obronić się przed nim jest skrajnie trudno. Kłamstwo jest szybkie, obnażenie kłamstwa powolne. Rani się błyskawicznie, kuruje długo. A nastroje społeczne (które jak łaska pańska na pstrym koniu jeżdżą) gwałtownie się odwróciły i szybko rozlały — więc teraz huzia na Józia! Czyli Bronka (każdemu tak wolno mówić o prezydencie, choć nikt nie mówi o Jędrku).

Teraz cokolwiek prezydent zrobi lub nie zrobi — zaraz czytamy, że źle, głupio, nie na czasie. (A przypomnijcie sobie prezydenta Lecha Wałęsę i jego sposób mówienia). Eksperci kręcą nosami, każdy na co innego, ale jakoś nie wyjaśniają, co trzeba zrobić, bo przecież tego nikt nie wie i w ogóle nie o to chodzi. Nieważne, jak jest, ważne, jak jest widziane. Nagle panem Dudą już nie warto się zajmować. Bo tu działa czar: zmiana wszystko zmieni — co za beznadziejna naiwność! Popatrzcie tylko na Obamę i jego zmianę.

Teraz ten coraz cieńszym strumieniem płynący mainstream tak broni prezydenta Bronka, że aż mu kapcie spadają. Oczekują cudu. Żądają cudu. Nowego Bronisława Komorowskiego. Nie, nie pojawi się. Jest, jaki jest. Przewidywalny. To z pewnością nie mój idol, ale ma za sobą jakąś biografię, jakąś historię, znacznie bardziej wiarygodną niż Andrzej Duda (sprawa SKOK przemilczana). Jeszcze raz przypomnę Wałęsę, wówczas (z zapleczem braci Kaczyńskich) też nie był bohaterem mojej bajki, ale nie miałem wątpliwości, czy głosować na niego, czy Stana Tymińskiego (zmiana!). To odległa, ale nie całkiem bezsensowna paralela. Zwłaszcza że o ile nie było jasne (i wciąż nie jest), kto stał za Tymińskim, o tyle jest jasne, kto stoi za panem Dudą.

Można nie iść na wybory, można oddać głos nieważny, można też popatrzeć do przodu i zobaczyć Wielką Zmianę: ministrów Macierewicza, Błaszczaka, Brudzińskiego, Pawłowicz, Chazana, Pospieszalskiego… może i Jacek Kurski jakimś podsekretarzem zostanie, a i dla ks. Oko coś się znajdzie. No, chyba że premier Kaczyński będzie wolał rząd fachowców. Ale nie liczyłbym zbytnio na to.

 

* Ale nie od finansowania przez SKOK. Ciekawe skądinąd, jak będzie wyglądała prasa niepokorna, gdy do władzy dojdzie tak wyczekiwana przez nią ekipa. Niewykluczone, że upadnie (przynajmniej niektóre pisma czy TV Republika), bo straci rację bytu, a przy okazji i swych głównych twórców, którzy zapewne przejdą do bardziej odpowiedzialnej pracy, np. w mediach publicznych, które dopiero wtedy staną się w pełni i naprawdę prorządowe (mieliśmy już próbkę dziennikarskiej niezależności w wykonaniu np. braci Karnowskich, kiedy u władzy był PiS; to dopiero były popisy lizusostwa!).