Mama nie zapisała

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Podoba mi się kolejna akcja fundacji Wolność od Religii: w Lubelskiem pojawiły się billboardy przypominające o prawie rodziców, by ich dzieci nie były zmuszane do chodzenia na lekcje religii i udziału w podejmowanych przez szkołę aktywnościach o charakterze religijnym (msze na inaugurację roku szkolnego itp.). Akcja „Równość w szkole” przypomina w internecie, kto i do czego ma prawo i jakie są obowiązki/powinności szkoły. W publicznej odsłonie natomiast funkcjonują billboardy z napisami: Nie chcę, ale muszę; Etyka uczy myśleć i (w cudzysłowach) „W naszej szkole nie ma dzieci niewierzących”

Oczywiście wiem, że rzecz dotyczy stosunkowo niewielkiej grupy dzieci, ale kwestia jest ważna właśnie dlatego, że ta grupa (w tym dzieci innowierców, których przybywa w szkołach wraz z imigrującymi do nas, głównie ze Wschodu, rodzicami) jest nieliczna, więc i słaba. Wydaje się zaś, że uświadomienie (i przypominanie) zwłaszcza rodzicom niewierzącym, którzy dla tzw. świętego spokoju posyłają swoje dzieci na religię, przysługujących im praw może im pomóc w bardziej spójnym wychowywaniu.

Uważam bowiem, że szczególnie szkodliwe dla kształtowania dziecka, przygotowywania go do dorosłego życia jest swoiste rozdwojenie jaźni (lub po prostu zwykła hipokryzja), jakie fundują swoim dzieciom ludzie całkowicie obojętni religijnie i niechodzący do kościoła, a równocześnie każący im uczyć się religijności na lekcjach (o których średnim poziomie nie będę tu pisał). Kto jak kto, ale właśnie dzieci znakomicie wychwytują tego typu schizofreniczną (w potocznym sensie) sytuację.

Tacy niekonsekwentni w swej postawie rodzice stawiają przed dzieckiem nierozwiązywalny dylemat: komu wierzyć? A nawet ważniejszy: komu ufać? Rodzicom, którzy każą im w dobrej wierze robić coś, co sami ignorują i postponują, czy szkolnemu katechecie, który uczy ich czegoś, co w idealnej wersji czyni rodziców antywzorem postępowania?

Dzieci to wszystko doskonale wyczuwają i przeżywają przy tym naprawdę poważne dramaty, jeśli nie znajdują w rodzicach oparcia. Doskonale streszcza to sformułowanie znanej mi 7-letniej dziewczynki (niezapisanej na religię, lecz etykę), która nieraz już upewniała się u mamy: „Mamo, ale my nie wierzymy w Boga, prawda?”. To „my” jest tu kluczowe. Zależność od rodziców i ich postawy świetnie też wychwycił i wyraził 5-letni brat tej dziewczynki, gdy zapytany o religię w przedszkolu, odpowiedział: „Mama nie zapisała mnie na Boga”. Ta mama wybrała życie w prawdzie. Co później wybiorą same dzieci, to zupełnie inna sprawa.