Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

2.04.2015
czwartek

Wciąż nienawrócony

2 kwietnia 2015, czwartek,

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Raczej nie liczyłem na to, że ktoś uwierzy w moje nawrócenie, a jednak zdaje się parę osób, choć przez moment, pomyślało: no wreszcie, nasz ci on! Nic z tego, to tylko primaaprilisowy żarcik. Żart, który zresztą sprowokował erupcję złości niektórych prawowiernych, co przy okazji świetnie obnażyło ich sposób widzenia świata i stosunek do bliźniego. To ciekawe, ile brudu może się wylać z ust tych ludzi ponoć miłujących Boga i jego stworzenie. Zaiste, dają świadectwo swoimi słowy.

Zwracam przy okazji uwagę, że nie mogę się nawrócić, a to z tego jednego powodu, że aby gdzieś wrócić, trzeba tam najpierw choćby krótko być. „Nawrócenie” to bardzo sprytne polskie słowo, jedno z tych pozornie jedynie opisujących zjawisko, ale w istocie ma ono w sobie wszytą pozytywną emocję, pozytywną konotację, jednoznaczne wskazanie docelowego miejsca, w które nawrócony wrócił — to oczywiście Kościół katolicki. Po polsku raczej nie powiemy „nawrócił się na islam”, to wyraźnie zgrzyta, gwałci uzus tego słowa. Nie można też „nawrócić się na ateizm”. To słowo jest jakby zastrzeżone dla kontekstu katolickiego.

I nie ma w tym nic nienormalnego, tak jest z wieloma słowami, które z racji swej historii w ramach konkretnej kultury dobrze opisują jedno zjawisko, nie nadając się zarazem do opisu zjawisk pokrewnych. Często są to słowa nieobojętne moralnie, mają wartościujący charakter właśnie ze względu na ciągnącą się za nim przeszłość. Historia języka polskiego ściśle wiąże się z historią Kościoła, język polski ma ją w sobie i dobrze jest o tym pamiętać, bo czasami mówimy więcej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, wywołujemy u odbiorcy mentalną reakcję niezgodną z naszą intencją. Takim, szczególnie obciążonym konotacjami w języku polskim, wyrazem jest np. słowo Żyd. I w tym wypadku to konsekwencja kościelnej (choć nie tylko!) obróbki znaczeń.

I tak zacząłem od żartu, a dotarłem do refleksji nad tym, jak to, co możemy i chcemy powiedzieć o świecie, zależy od języka, jakim mówimy. To jest także problem związany z Pismem i jego tłumaczeniami.

Nie dość, że to, co dziś jest zwartym drukiem, powstawało przez setki lat, podlegając przy tym ciągłej przeróbce, nie dość, że nie dysponujemy dziś żadnym oryginałem nawet jednej z ksiąg Nowego Testamentu, nie dość, że mamy czasem setki wersji zapisu tych samych fragmentów, nie dość, że z badań porównawczych jednoznacznie wynika, że najświętsze ze świętych pism były bezczelnie poprawiane lub zmieniane przez skrybów (albo po prostu nieuważnie przepisywane), nie dość, że dziesiątki i setki lat po powstaniu tych tekstów grono ludzi arbitralnie uznało jedne z nich za kanoniczne (i natchnione), a inne za apokryficzne (czyli nienatchnione), choć nawet te natchnione wzajemnie sobie przeczą co do opisywanych zdarzeń, a zwłaszcza ich interpretacji — to jeszcze mamy to wszystko zapośredniczone przez tłumaczenia na nasz język, który dorzuca swoje własne znaczenia, konotacje, emocje i wartościowanie, od czego w żaden sposób nie da się uciec. Nie można stworzyć tłumaczenia perfekcyjnego, bo to po prostu niemożliwe — Włosi mówią traduttore traditore — tłumacz to zdrajca. Również dlatego, że czas płynie nieubłaganie, zmieniając sensy słów, zdań, opowieści. Dowodzi tego nasz @dezerter (pozdrawiam! na uroczystości SJ się nie wybieram), przywołujący co i rusz tłumaczenia tłumaczeń i negujący jakieś inne tłumaczenia.

Zatem, nie, wszelkie wątpliwości nie znikły w okamgnieniu. Jeśli kiedyś poczuję, że nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, będę wiedział, że straciłem kontakt z rzeczywistością. Oby mnie to nie spotkało.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1 589

Dodaj komentarz »
  1. O to to, Gospodarzu. Nagryzmolil Pan:

    „To jest także problem związany z Pismem i jego tłumaczeniami. Nie dość, że to, co dziś jest zwartym drukiem, powstawało przez setki lat…”

    Jedna z najbardziej znanych humorystycznych anegdot o genezie celibatu mówi, że pewien mnich przepisując PISMO najzwyczajniej w świecie pomylił się i „zjadł” literkę „r” i przecinek ze zdania „będziesz żył w celi, bracie”. W ten sposób powstało nowe prawo „będziesz żył w celibacie”.

  2. Ateisci obcojezyczni tez sie doszukali zjedzonej literki ‚r’

    „They Missed The R
    A young monk arrives at the monastery. He is assigned to helping the other monks in copying the old canons and laws of the church by hand. He notices, however, that all of the monks are copying from copies, not from the original manuscript. So, the new monk goes to the head abbot to question this. He pointed out that if someone made even a small error in the first copy,it would never be picked up! In fact, that error would be continued in all of the subsequent copies. The head monk, says, ‚We have been copying from the copies for centuries, but you make a good point, my son.’ He goes down into the dark caves underneath the monastery Where the original manuscripts are held as archives in a locked vault that hasn’t been opened for hundreds of years. Hours go by and nobody sees the old abbot. So, the young monk gets worried and goes down to look for him. He finds him banging his head against the wall and wailing, „We missed theR! We missed the R! We missed the R!” His forehead is all bloody and bruised and he is crying uncontrollably. The young monk asks the old abbot, ‚What’s wrong, father?’ With A choking voice, the old abbot replies,

    ‚The word was… CELEBRATE’ „

  3. Newtona też nikt nie czyta w oryginale, może poza historykami, praw Keplera było cztery a nie trzy, itp., itd.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pan Jacek

    Panie Jacku, tak się ostatnie ponad pół roku kręcę w pobliżu spraw ostatecznych – poza tym od urodzenia wiem, że umrę – że patrzę na nie z nadzieją, jak na wyzwolenie, nawet na wesoło. Z tej racji muszę Pana tuż po aprilusie ciut zasmucić. Powiada Pan, że oby nie spotkał Pana brak wątpliwości. Niestety, spotka, jako że gość bez wątpliwości nazywa się „nieboszczyk”. Chyba że przez terminowanie w wierze zasmakował Pan w wieczności i nie wszystek wrócił Pan do ateizmu…

  6. Plywak doplywajac do sciany baseny wykonuje tak zwana „nawrotke”, ktore to slowo jest bez watpienia pochodna od „nawrocenia sie”. Rolnik orzacy pole, gdy dojedzie do jego skraju nie „zawraca”, tylko wlasnie „nawraca”. Gdyby tylko zawrocil, to musialby orac dokladnie to co przed chwila juz zaoral, po „nawrocie” jedzie obok i orze nowy fragment pola. Mam rowniez wrazenie, ze podobnie jest w zeglarstwie, ale 100% pewnosci nie mam.

    Tak wiec Panie Jacku, choc faktycznie slowo „nawrocic” jest jakby zawlaszczone religijnie, to jednak tu i uwdzie wciaz funkcjonuje, poza koscielna terminologia, mam wrazenie.

    Mozna tez skupic uwage na tym, ze koscielna wersja i znaczenie laczy sie ze slowem „NA”, a nie slowem „DO”, lub „OD”.

    Patrzac na wczorajszy zarcik zwracam uwage, ze z krotkiej „wycieczki” w strone wiary, NAWROCIL Pan z powrotem w strone ateizmu. Co pozwole sobie skwitowac, ze jak najbardziej, Pan NAWROCIL…

  7. Orteq
    2 kwietnia o godz. 0:37

    O tak! Jak najbardziej byly powody do zalu wielkiego, jako ze CELEBRATE to nic innego jak czcic i dopieszczac i jeszcze pare pokrewnych, jest czego zalowac po latach celibatu.

    A poniewaz, pare wpisow temu pojawilo sie Sredniowiecze, za sprawa dyskusji o Magna Carta, to wspomne, ze w sredniowiecznej Anglii do polowy osmego wieku klasztory meskie i zenskie byly budowane po obu stronach wspolnego kosciola, gdzie mnisi spotykali sie z mniszkami na wspolnych modlitwach.

    I jeszcze jedno „ogloszenie”:
    @anumlik
    Pod umowionym postem (tym o „tescie wiary”) dodalem relacje z wystawy poswieconej 800 rocznicy podpisania MAgna CArta, tak jak sie umowilismy.

  8. Panie Jacku, jako informatyk toczący od dawna przegraną walkę z językiem polskim daleki jestem od ortograficznego faszyzmu, więc proszę wybaczyć, ale w przedostatnim zdaniu przedostatniego akapitu przydarzyło się „dla tego”… Na swoje usprawiedliwienie mam jeszcze to, że ewidentnie doczytałem Pana tekst do tamtego miejsca (co najmniej!), czego nie możemy niestety być pewni w przypadku innych komentujących 😉

  9. lonefather (1:03)

    „O tak! Jak najbardziej byly powody do zalu wielkiego, jako ze CELEBRATE to nic innego jak czcic i dopieszczac i jeszcze pare pokrewnych, jest czego zalowac po latach celibatu.”

    Z tego co mozna sie domyslic, katabasy nigdy niczego nie zaluja. A juz napewno nie zaluja sobie jesli o smieszne sprawy chodzi. Celibat to tylko koncept. Nigdy nie wcielony w zycie.

    Celibat bowiem przeczy nakazaniu, wydanemu podczas wyganiania pierwszej pary z Raju: idzcie i rozmnazajcie sie

  10. Inne, wczesniejsze Nakazanie Z Gory bylo takie:

    „I Pan Bóg powiedział do Pierwszej Kobiety:
    – On będzie nad tobą panował.”

    To stad sie wzielo obowiazkowe, w etat wpisane, bzykanko pomiedzy szefem i sekretarka. W katolickim kraju nie do wyrugowania.

  11. W to ostanie Nakazanie Z Gory – „On będzie nad tobą panował” – wierzy, zdaje sie, Pombocek Jerzy. Jeslim w bledzie, odszczekam

  12. Zabrałem się na codzienny przegląd prasy internetowej i co widzę? A tu skandal, bo ponoć na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu odegrano Marsz Gwardii Ludowej. W tle wywiad radiowy z naszym troglodytą ministerialnym, Schetyną, który mówi o papieżu – Polaku z taką egzaltacją, że rzygać się chce. Zresztą chyba wszystkie polskie portale zajmują się medialnymi panegirykami ku rozpaczy ze śmierci Wojtyły 10 lat temu. Co za nędza… Prawdziwy teatr absurdu…

  13. Orteg

    Piszę w busie. Wpisz w wyszukiwarkę: „jerzy pieczul – rzekł pan”, to może poszczekasz. Tekst jest dłuższy, ale na portal był za długi, więc skrócili.

  14. Wspomnienia
    W Gazecie Wyborczej panegiryk pana Michnika.
    O J P II.
    Czegóż to tam nie mamy same mniam mniam słodkości.
    Ja się nawet nie mam zamiaru z Michnikiem spierać
    – ja bym się tylko zapytał :
    komu zawdzięczamy na biskupich stolcach takie osobowości KK jak:
    -Rydzyk
    -Paetz
    – twórca Legionu Chrystusa – aż wstyd wymawiać nazwisko
    -Hoser
    Wesołowski
    Dziwisz
    i jeszcze wielu , wielu purpuratów.
    Po kim to obecny Franciszek musi sprzątać i wymiatać śmieci spod dywanu.
    Więc może zamiast apoteozy zwykła prawda.
    ukłony

  15. „Nie dość, że to, co dziś jest zwartym drukiem, powstawało przez setki lat, podlegając przy tym ciągłej przeróbce, nie dość, że nie dysponujemy dziś żadnym oryginałem nawet jednej z ksiąg Nowego Testamentu, nie dość, że mamy czasem setki wersji zapisu tych samych fragmentów, nie dość, że z badań porównawczych jednoznacznie wynika, że najświętsze ze świętych pism były bezczelnie poprawiane lub zmieniane przez skrybów …”

    Sir Frederic Kenyon, słynny archeolog i dyrektor Muzeum Brytyjskiego, napisał: „Mózgowi i ręce człowieka nie udało się jak dotąd stworzyć bezbłędnej kopii obszerniejszego dzieła. (…) Zawsze wkradały się jakieś pomyłki”.

    A jednak, badania porównawcze tysięcy starych manuskryptów dowiodły, że tekst Pisma Świętego, który przetrwał do naszych czasów, jest godny zaufania. Wspomniany na wstępie znawca tematu oświadczył: „Ogólnie rzecz biorąc, wszystkie te odkrycia i badania jeszcze dobitniej potwierdzają autentyczność Pisma Świętego i umacniają nas w przekonaniu, że w naszych rękach jest w zasadzie nienaruszone, prawdziwe Słowo Boże” (The Story of the Bible, 1937, s. 144).

    O NT F.Kenyon powiedział: „Różnica czasu między powstaniem oryginałów a sporządzeniem najstarszych zachowanych do dziś tekstów jest tak niewielka, że w gruncie rzeczy można ją pominąć — i tym samym upada ostatnia podstawa do powątpiewania, czy Pismo Święte rzeczywiście przetrwało do naszych czasów tak, jak zostało spisane. Zarówno autentyczność, jak i ogólną wierność ksiąg Nowego Testamentu można uważać za ostatecznie dowiedzione” (The Bible and Archæology, 1940, ss. 288, 289).

    Również dostępne rękopisy ST sporządzono niezwykle starannie. Uczony W. H. Green tak się wyraził o tekście Pism Hebrajskich: „Śmiało można powiedzieć, że żadne inne starożytne dzieło nie zostało przekazane z taką dokładnością” ( J. P. Free, Archaeology and Bible History, 1964, s. 5).

    Profesor Kurt Aland tak się wypowiedział na temat dziejów tekstu NT oraz wyników współczesnych badań: „Przeszło 40-letnie doświadczenie i rezultaty analizy testowej (…) 1200 miejsc w rękopisach upoważniają do następującego stwierdzenia: Tekst Nowego Testamentu został świetnie przekazany, lepiej niż jakikolwiek starożytny zabytek piśmienniczy; prawdopodobieństwo znalezienia manuskryptów, które by zasadniczo zmieniły jego treść, jest zerowe” (Das Neue Testament — zuverlässig überliefert, Stuttgart 1986, ss. 27, 28).

    Chyba jednak nie jest tak źle Szanowny Panie Redaktorze. Pozdrawiam.

  16. Radiowa Dwójka – do pewnego czasu religijnie neutralna – też szaleje na punkcie rocznicy śmierci JPII. Jej dzisiejsze wiadomości o godz. 8 zdominowane były jego tematyką, jak też poranny przegląd prasy w części politycznej. A od poniedziałku każdego dnia, przed dwunastą raczy nas kwadransem z papieżem.
    Za to dzisiaj wieczorem, o 20. w tejże Dwójce transmisja Pasji według św. Jana, pod dyrekcją Rene Jacobsa, niestety z chórem kameralnym, a siłę obu Pasji daje, moim skromnym zdaniem rozbudowany chór. Jak słyszę „Herr, Herr, Herr, unser Herrscher….”
    to czuję na plecach ateistyczny dreszcz.
    Alleluja.

  17. @ Maciej2
    Dzięki, poprawiłem. Pozdrawiam

  18. dezerter
    2 kwietnia o godz. 9:21

    Nie jest ani źle, ani dobrze – jest głupio. Tak głupio, że głupiej być nie może. Oto najmocniejszym dowodem nieistnienia Boga Jahwe jest to, że nieistnieje. Po prostu go nie ma – nikt przez tysiące lat nie widział, nie słyszał. Zamiast niego są hieroglify o jego istnieniu. Ale on przecież w każdej sekundzie wczorajszości, dzisiejszości i jutra istnieje, JEST. Więc na cholerę bzdurne hieroglify, zamiast „Dzień dobry, ludzie, oto ja wasz Bóg. Jestem z wami po wsze czasy. Nie musicie we mnie wierzyć – od dziś będziecie mnie widzieć, słyszeć, więc wszystkie religie i głupie pismo zwane „Biblią” niech diabli wyniosą na śmietnik”.

    A otumanione, durne skryby ślepią dniami, nocami nad papierzyskami, Boga szukają. Rozumiecie z tego coś, dezerter? W papierze szukają Boga – w każdym apostrofie, przecinku, ogonku. Katastrofa w apostrofach.

  19. @dezerter
    Nie podejmuję próby zmiany Pańskiej wiary, to raczej niemożliwe z zewnątrz. Niemniej powoływanie się na tak stare badania jest słabe. Proponuję nowszą lekturę: „Nowy Testament. Historyczne wprowadzenie do literatury wczesnochrześcijańskiej” Barta D. Ehrmana. Można ją kupić np. u wydawcy. Droga, ale warto.

  20. @lonefather, z godz. 1:03
    Odpowiedziałem pod Twoim postem zamieszczonym pod tekstem „o teście wiary”.
    Pzdr

  21. Maciej2
    2 kwietnia o godz. 1:25

    Walkę z językiem, czy o język? Czy też „z – o”?
    Faktem jest, że ten polski język co to nie gęsi, staje się w przyspieszonym tempie gęsi właśnie.

  22. mopus11
    2 kwietnia o godz. 9:58

    Papież Wojtyła, znany szerzej jako „Święty Ojciec Święty”, nieustannie „zawierzał Polskę i cały świat Maryji” Z Polski zaś – czego był pewien – „wyjdzie iskra przemiany świata i nawrócenia”.
    Moment zaiskrzenia w przyspieszającym tempie się oddala. Im bardziej papieżowi iskrzyło, tym bardziej nie w Polsce, w której iskrzących katolików już prawie nie ma. Co zarówno badania organoleptyczne, jak i statystyczno-naukowe, potwierdzają.
    Zaś iskrzenie między polskimi katolikami polega na tym, że iskrząco siebie nie znoszą, co im przechodzi w szczerą, katolicką, nienawiść. Żadne europejskie społeczeństwo tak jak polskie, nie ma do siebie takiej szczerej, zanurzonej w chrzcielnicy po czubki włosów, wewnętrznej niechęci.

  23. @dezerter
    W ślad za Gospodarzem polecam Richarda Elliota Friedmana, „Księgę ukrytą w Biblii”. Friedman, amerykański hebraista i biblista złożył w jedną całość najstarsze księgi Starego Testamentu, przypisywane „jahwiście”. Dokonał tłumaczenia z oryginału i opatrzył starannymi przypisami. Całość czyta się jak powieść sensacyjną.

  24. @Tanaka
    2 kwietnia o godz. 10:44
    Cytując klasyka: „to widać, to słychać, to czuć.”

  25. @ pombocek

    Zobaczyć Boga w Jego Majestacie znaczy umrzeć [Wj 19, 20-21]. Nie życz sobie, aby Bóg ci się objawił, nie przeżyłbyś tego. Różnica między Nim a nami jest nieskończenie wielka, a ty byś chciał, żeby Bóg był twoim kolegą, któremu powiedziałbyś: cześć, jak się masz stary. Tak nigdy nie będzie. Pierwszym zadaniem człowieka wobec Boga jest oddawanie Mu czci i wyrażanie wobec Niego wdzięczności, za wszystko, a dopiero potem prośba o różne potrzebne dary.

  26. Ktoś tu tęskniło za chwilowo zdezerterowanym.
    Jak pan Jacek zauważył, słowa nie po to są by oddawały, ale by manipulowały. Najbardziej te religianckie.

    Dezerterujący nieustannie siedzi, choć miał zdezerterować. I klepie słowa, z których składa lipne treści.

    „Badania dowiodły”, że tekst Pisma Św. „jest godny zaufania”.
    Badania, owszem, dowiodły, że mówienie o „godności zaufania” jest lipne.
    „Godność zaufania” może być przyjmowana na wiarę, wtedy badania nie są konieczne, albo ba podstawie ustalenia oryginału, by porównać go z badanymi kopiami i ustalić, czy różnice są na tyle drobne, że kopie można uznać za „godne zaufania”.
    Jeśli jednak jest oryginał, do celów religii używa się oryginału, nie kopii. Kopie mogłyby służyć w celach naukowych, do badania tego, jak kopiści kombinowali ze swoimi wersjami „oryginału”.
    „Godność zaufania” do tego co jest w Biblii jest „godnością” dla jednych, ale nie dla drugich. Jedni i drudzy nieustannie się o to kłócili, przy pomocy noży, armat, tortur i palenia całych krajów, z ludźmi, trzodą, miastami, wsiami i plonami, a wszystko w celu „godności” tekstu i niegodności tych, co nie mają do niego zaufania.
    Bóg to wszystko oczywiście przewidział i na to pozwolił. Wysłał „swojego syna”, „uprzednio przewidzianego”, by został zabity za grzechy ludzi. Jezus zaś, ponosząc ofiarę, o której nie mógł wcześniej nic wiedzieć, ponieważ był „w pełni człowiekiem”, a ten nic o przysżłości nie wie, może jedynie spekulować, poniósł ją nadaremno.
    Bóg bowiem nie zadbał o to, by była jedna, oficjalna, nie podlegająca przekłamaniom, niezgubiona, oryginalna wersja Nowego Testamentu, zrozumiała, „nie budząca wątpliwości”.
    Z powodu „braku zaufania” zaczęli się ludzie natychmiast kłócić, przeklinać i wyrzynać. Przy czym ci, co twierdzili, że znają Pismo, które „budzi zaufanie” uznali się za przez to lepszych od tych co „nie mieli zaufania” do kolejnych i chaotycznych kopii.
    Za sprawą samego Boga, który w pełni władz umysłowych swojej brodatej głowy wysłał własnego syna na bezsensowną i bezskuteczną „ofiarę za grzechy ludzi”, którzy od tej ofiary natychmiast zaczęli jeszcze więcej i jeszcze gorzej grzeszyć.
    Tak skutecznie, że mamy ponad 41 tysięcy „godnych zaufania” chrześcijaństw, a każde wie na pewno, że ich chrześcijaństwo to jest to „jedynie prawdziwe”, czyli „jedyne godne zaufania”.

    Ten co nawiał z rozumu, prawi dalej:
    „O NT F.Kenyon powiedział: „Różnica czasu między powstaniem oryginałów a sporządzeniem najstarszych zachowanych do dziś tekstów jest tak niewielka, że w gruncie rzeczy można ją pominąć — i tym samym upada ostatnia podstawa do powątpiewania, czy Pismo Święte rzeczywiście przetrwało do naszych czasów tak, jak zostało spisane”

    W ramach manipulacji słowami, uciekinier powinien był napisać, nie „O NT F.Kenyon”, ale „OMC Kenyon” – O Mało Co by Kenyo rzekł prawdę, gdyby nie kłamał. „Różnica czasu” nic nie ma do pewności, że kopia jest w pełni zgodna z oryginałem.

    Kenyon więc zna oryginał! Gdzie on jest ? U papieża w Rzymie, w Konstanynopolu, Genewie, Pradze, Londynie, Salt Lake City czy gdzieś indziej? A może wszędzie jednocześnie? Multilokacja – co w chrześcijaństwie jest możliwe? Ale czemu w każdym z tych miejsc multilokowany oryginał jest inny? Znowu błędy?!

    Gdyby jednak, hipotetycznie, dzisiejsze kopie były „w pełni zgodne z oryginałem” – to jeszcze gorzej dla oryginału, tak pełnego mętności, sprzeczności, luk i przestawiającego Boga jako mrocznego tyrana-krwiopijcę.

    Religijni mają tylko jedno rozwiązanie: muszą nieustannie kłamać. Przedstawiać sobie Boga nie takiego jak go pokazuje „oryginał”, bo takiego nie da się wyznawać i naśladować szczerze nie stając się samemu draniem, ale należy nieustannie kłamać co do niego i siebie. Każdy kłamie na swój sposób prywatny, w ramach tego co kłamie w sposób zorganizowany jego religia.
    W celu uśmierzenia poczucia własnego zakłamania, a więc w celu odcięcia się od swojego osobowego wnętrza,każdy się powołuje na to, że jego kopia „budzi zaufanie”. I że jest „tożsama z oryginałem” .
    Dlatego nie było, nie ma i nie będzie żadnej zgodności między mnogością „kopii będących w istocie oryginałami”, ponieważ religianci pozbawili by się możności usprawiedliwiania własnego łgarstwa. Jest ono podstawą ich bytu, tego więc nie zrobią.
    I tak się świat krwawo zajmuje od ponad 2 tysięcy lat „oryginałem”. Co dotyczy też innych religii podobnie opartych na „Piśmie”.

    Jezus, gdyby był istniał, powinien mieć pretensje do swojego „Ojca”, że go wysłał na śmierć po próżnicy, a dokładniej – cynicznie. Wiedział co z tego wyniknie, a wysłał. Bóg-ojciec zaś, gdyby był choć trochę moralny i niezakłamany, wstydziłby się własnego czynu i w oddaliłby się sprawować pokutę za własne grzechy. Przed sobą samym, oczywiście. Sam sobie miałby zdecydować o odpuszczeniu grzechów, wyznaczeniu pokuty i „zadośćuczynieniu Panu Bogu i bliźniemu”.
    Zadośćuczynić sobie – byłoby to sprzeczne z zasadą Boga, więc nie może sobie grzechów odpuścić, a zadośćuczynić może tylko Bogu siebie samego. Czyli Bogu nad sobą.
    Jest więc „budząca zaufanie” odpowiedź – kto stworzył Boga? Bóg!

    Ponieważ ks. Michał Heller dowodzi, że Bóg to właściwie matematyka, można się z nim zgodzić: Boga stworzył Bóg, a tego Boga Bóg nad nim. I tak w matematyczną nieskończoność.

  27. @ Jacek Kowalczyk

    Niezależnie od tego jak to „dogmatycznie” brzmi, wyszliśmy od Boga, istniejemy dzięki Niemu i do Niego mamy powrócić. Ta droga jest absolutnie naturalna. Ale my często nie chcemy o tym wiedzieć, albo nie jesteśmy do tego przekonani. Słowo „nawracanie się” jest właściwe. Mamy powracać do Boga, bo od Niego wyszliśmy. Chodzi o powrót, o zawrócenie z drogi, która od Boga oddala. Poza Bogiem nie ma życia, jest przeraźliwie zimno i ciemno, jest duchowa nicość. Wszystko, co prawdziwie istnieje, dzięki Bogu istnieje. Wszelkie dobro jest Jego dziełem. Nam pozostaje to zrozumieć i przyjąć.

  28. waldi
    2 kwietnia o godz. 11:23

    „Pierwszym zadaniem człowieka wobec Boga jest oddawanie Mu czci i wyrażanie wobec Niego wdzięczności, za wszystko, a dopiero potem prośba o różne potrzebne dary.”

    Chyba cię panbuk opuścił. Ty go prosisz o potrzebne dary? A poprosiłeś go już o rozum?

  29. A od kogo wyszli ludzie przed pojawieniem się boga Jahwe?

  30. @ Tanaka

    Twój podstawowy błąd polega na tym, że Bogu a człowiekowi przypisujesz zło, winę, grzech. To fundamentalna nieprawda. To nie Bóg się zmienił, to człowiek się zmienił, popełnił zło, którego nie powinien był uczynić. „Bądźcie doskonali jak Ojciec Wasz niebieski jest”. Powrót do Boga nie jest jednak możliwy bez pomocy Boga. Dlatego Bóg ku pomocy człowiekowi posłał swego Syna, Jezusa Chrystusa, który jest Bogiem i człowiekiem, a nie tylko człowiekiem. Jezus doskonale wiedział, co Go czeka i po co przyszedł na ziemię. To wszystko jest napisane w Starym i Nowym Testamencie. Bierz i czytaj (tolle, lege). Jeśli jednak uznasz, że wszystko to „zmanipulowane”, to sam sobie nogę podstawiasz, sam odcinasz się od Prawdy. Oczywiście, możesz to robić dopóki żyjesz. W momencie śmierci wszystko się wyjaśnia i wtedy człowiek wie czy wybrał dobrze czy źle. Wtedy jest pewność, ale niestety jest już za późno na korektę.
    Racja, nie da się badać najstarszych tekstów Pisma Świętego, by się przekonać czy aby na pewno są one prawdziwe. To droga donikąd. Przyjmuje się prawdziwość Pisma ze względu na autorytet Boga, w co trzeba oczywiście uwierzyć. A wiara zawsze niesie z sobą ryzyko. Ale nasze życie zawsze opiera się na jakichś ryzykach. Mimo to podejmujemy je, bo bez tego nie da się żyć. Wierzymy różnym ludziom, że nas nie okłamują, a przecież niekiedy zdarza się, że przykro się rozczarowujemy. Czy Bóg może nas okłamać? Nie. Nie ma w tym żadnego interesu. My nic nie możemy dodać do Jego Boskości, Bogu niczego nie brakuje. Ten, kto nie ma potrzeby wzbogacania siebie naszym kosztem, nie oszukuje. Człowiek oszukuje człowieka, bo chce kosztem drugiego coś dla siebie zyskać. Tutaj to nie wchodzi w grę.
    Piszesz: „Jezus, gdyby był istniał, powinien mieć pretensje do swojego “Ojca”, że go wysłał na śmierć po próżnicy, a dokładniej – cynicznie”.
    Otóż, nie „po próżnicy”. By człowiek mógł zamieszkać z Bogiem, musi się do Niego upodobnić w doskonałości i świętości czyli musi się podnieść na bez porównania wyższy poziom egzystencji niż tu na ziemi. Na królewskie przyjęcie żebraków w łachmanach nie przyjmują, wyrzucają ich. Warto dobrze przemyśleć ten fragment Ewangelii [Mt 22, 10-13]. To jeden z niesłychanie ważnych fragmentów. Dziś nawet w Kościele katolickim zapomina się o nim. Człowiek źle przygotowany (podle ubrany) do wspólnego przebywania z Bogiem nie wejdzie, po prostu. Pan Bóg wie doskonale, że sami się nie ubierzemy w piękne ubrania, bo ich nie mamy, dlatego posłał swego Syna, aby pomógł je nam nabyć. Zatem w żadnym wypadku nie jest to „cynizm” Boga, lecz Jego ogromna miłość do nas. Nie byłoby tej miłości gdyby nas zostawił samym sobie i zachowywał się tak, jak „bogowie” Epikura (ci losem ludzkim się nie przejmowali, aby nie zakłócać sobie własnego szczęścia). Wtedy z pewnością by nas nie kochał. Naprawdę warto to wszystko przemyśleć, choćby na własny użytek.

  31. @Tanaka
    W Twoim pytaniu do mnie zawiera się odpowiedź: chodziło o walkę by pisać zrozumiale i poprawnie.

    Lubię czytać ten blog także dlatego, że jego autor oraz wielu komentujących posiadło tę sztukę.

  32. @waldi, z godz. 11:23
    Nie życz sobie, aby Bóg ci się objawił, nie przeżyłbyś tego. Różnica między Nim a nami jest nieskończenie wielka, a ty byś chciał, żeby Bóg był twoim kolegą, któremu powiedziałbyś: cześć, jak się masz stary. Tak nigdy nie będzie. Pierwszym zadaniem człowieka wobec Boga jest oddawanie Mu czci i wyrażanie wobec Niego wdzięczności, za wszystko, a dopiero potem prośba o różne potrzebne dary.
    Zejdź na ziemię. Najstarsze części Starego Testamentu, których autorstwo przypisywane jest „jahwiście”, pokazują Boga, jako bóstwo o bardzo skomplikowanej naturze – by tak rzec. Poleciłem @dezerterowi „Księgę ukrytą w Biblii”, Richarda Elliotta Friedmana. Polecam i Tobie jako lekturę obowiązkową. Oto fragment z Friedmanowej lektury:
    Autora Jahwistę nazwano „pierwszym teologiem Biblii”, ale to określenie posługuje się mianem „teologa” w sposób w najwyższym stopniu metaforyczny. Być może autor ten przedstawia nam jakąś teologię, nie robi tego jednak systematycznie, ale raczej snując opowieść o stosunkach między Bogiem a ludźmi. Opowieść ta zajmuje się uczynkami Boga, ale tylko tymi, które dotyczą ludzi. Zajmuje się słowami Boga, ale – poza kilkoma wyjątkami – tylko tymi, które Bóg wypowiada pod adresem ludzi. Opowieść ta nie mówi nic na temat natury Boga. Nie mówi, czym jest Bóg ani gdzie się znajduje. Tak jak inni autorzy Biblii hebrajskiej, Jahwista nie przedstawia nam, nie definiuje, nie identyfikuje ani nie umiejscawia bóstwa.
    Otrzymujemy natomiast opis osobowości lub charakteru Boga. Opowiadanie, które bez ogródek opisuje charakter Boga, znajduje się w rozdziale 34 Księgi Wyjścia. Mamy tam scenę przedstawiającą najwyższe ludzkie doświadczenie Boga i w scenie tej Bóg jest opisany jako rozdarty między sprawiedliwością a łaską. Bóg oznajmia, że z jednej strony nie usprawiedliwia winnego, ale dochodzi win ojców na dzieciach i dzieciach ich dzieci do trzeciego i czwartego pokolenia. Jednocześnie jednak mówi, że jest „miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu, obfitujący w życzliwość i wierność, zachowujący życzliwość dla tysięcy, odpuszczający zbrodnię, występek i grzech”. Ta koncepcja Boga rozdartego między sprawiedliwością a łaską przenika cały utwór. Nie jest to „gniewny Bóg Starego Testamentu”, którego ludzie często (i błędnie) sobie wyobrażają. To raczej Bóg, który może wpaść w gniew, ale nie może zagniewanym pozostać.
    A zatem: Bóg widzi, że wielka jest niegodziwość ludzi, żałuje, że ich stworzył, i postanawia, że zetrze człowieka, którego stworzył, z oblicza ziemi. Nie czyni tego jednak. Jeden człowiek, Noe, zostaje ocalony wraz z rodziną i w ten sposób gatunek ludzki zostaje zachowany, choć Bóg wie, że ma on wrodzoną skłonność do czynienia zła (Rdz 6, 5; 8, 21).
    Kiedy wywiadowcy Mojżesza przynoszą częściowo negatywną relację na temat Ziemi Obiecanej, ludzie się boją i chcą wrócić do Egiptu. Bóg oznajmia, że ich zgładzi, Mojżesza zaś uczyni ojcem innego narodu. Mojżesz przytacza wtedy słowa Boga, który wcześniej powiedział o sobie, że jest „nieskory do gniewu, obfitujący w życzliwość, odpuszczający zbrodnię i występek” (Lb 14, 18). I Bóg wybacza.
    I tak wciąż na nowo. Bohaterowie cierpią za swoje przewinienia, ale w końcu odnoszą sukces. Lud Izraela cierpi z powodu naruszeń przymierza, które zawarł z Bogiem, ale wychodzi cało z kolejnych kryzysów. Nie jest moim zamiarem lekceważenie gwałtów zadanych z rozkazu Boga. o których opowiada nam ten autor, szczególnie w sześciu rozdziałach Księgi Jozuego zawierających opis walk między Izraelitami i Kananejczykami (6-8; 10-12). Wojna, przemoc i cierpienie rzeczywiście były częścią tego świata i autor nie pomija ich w tej opowieści. Nie przedstawia nam on jednak jednolitego obrazu zagniewanego, surowego Boga, tak jak wyobrażali go sobie niektórzy inni autorzy. Raczej przeciwnie, rozbudowując oba aspekty boskiego charakteru – gniewny i miłujący, sprawiedliwy i łaskawy, karzący i wybaczający – pierwszy prozaik zaproponował teologię, która była inspiracją dla wszystkich dzieł biblijnych dodanych później do tej opowieści.
    Nasz autor przedstawia różne sposoby, w jakie bóstwo działa w tym świecie. W niektórych przypadkach boska obecność manifestuje się za pośrednictwem cudów, aniołów i bezpośrednich wypowiedzi Boga pod adresem ludzi. W innych przypadkach boska działalność ma miejsce za kulisami. Tak więc Bóg przechadza się po ogrodzie Edenu, rozmawia z ludźmi, osobiście sporządza dla nich pierwsze odzienie, osobiście zamyka arkę i objawia się Abrahamowi. Abraham, Sara, Hagar i Lot spotykają aniołów. Jednak już w historiach Jakuba i Józefa palec Boży przejawia się w sposób bardziej subtelny. Łańcuch kar za oszustwa sugeruje czytelnikowi, że coś tu jest na rzeczy, nie osiąga tego jednak za pomocą cudów i objawień. Boskie działanie manifestuje się znów w opowiadaniach o rozstąpieniu się Morza Czerwonego i rzeki Jordan oraz innych cudach z Księgi Jozuego. W opowiadaniach o Dawidzie znów przenosi się za kulisy, kiedy pozornie światowe waśnie wewnątrz rodziny królewskiej kończą się wypełnieniem proroctwa. Podobnie boska przepowiednia dla Rebeki dotycząca Jakuba i Ezawa, którzy znajdują się jeszcze w jej łonie, oraz przepowiednia anioła dla matki nienarodzonego jeszcze Samsona mają wpływ na losy ich przyszłych potomków. W utworze tym Bóg czasami się objawia, a czasami jest ukryty. Czasami jest sprawiedliwy, a czasami łaskawy. Można by pomyśleć, że te różnice wynikają z faktu, że dzieło to miało wielu autorów. Ale tak nie jest. Różne aspekty Boga pojawiają się w tekstach, które łączy wspólne słownictwo i tematy, tekstach, które nawiązują do siebie nawzajem. Złożony charakter bóstwa, z którym mamy tu do czynienia, nie jest wynikiem kompilacji tekstów dwóch czy trzech autorów. Wynika on raczej z bogatej koncepcji Boga jednego autora
    .

    Według Friedmana tym autorem mógł być ktoś żyjący w królestwie Judy, najprawdopodobniej pod koniec IX w. p.n.e. Należał do klasy wykształconej i miał dostęp do materiałów pisanych. Był pisarzem, a nie zbieraczem ustnych opowieści. Co ciekawe, Friedman nie wyklucza, że autorem mogła być kobieta.

  33. @ anumlik

    „Zejdź na ziemię. Najstarsze części Starego Testamentu, których autorstwo przypisywane jest “jahwiście”, pokazują Boga, jako bóstwo o bardzo skomplikowanej naturze.”

    Twoje cytaty z Friedmana w niczym nie kolidują z tym, co napisałem. Nie miałem też zamiaru wskazywać na wszystkie „opisy” Boga, jakie znajdują się w Starym Testamencie. Jedyne iunctim między nami to to, że Pierwsi Ludzie w Raju mogli bezpośrednio widzieć Boga, ale, zważ, to było PRZED grzechem pierworodnym. W niebie także będzie możliwe widzenie Boga „twarzą w twarz”, ale to już będzie po zrzuceniu z siebie „łachmanów” grzechu. Człowiek obciążony grzechem nie potrafiłby znieść Boskiego widoku. O tym zresztą mówi Księga Wyjścia.

  34. @waldi
    jaka temperatura jest w niebie?
    Skoro „Poza Bogiem nie ma życia, jest przeraźliwie zimno i ciemno”, to bozia i niebo są w naszym układzie słonecznym?
    Jak blisko Słońca?
    Kapitan Stormfield miał w niebie wielkie kłopoty z dopchaniem się przed oblicze Najwyższego… 🙄
    Pozwolę sobie przypomnieć już tu kiedyś cytowany fragment:

    „Z listu Szatana do kolegów – Gabriela i Michała
    (za skrytykowanie dzieła stworzenia Szatan został zesłany na Ziemię)

    „To jest dziwne, niezwykłe i interesujące miejsce. Nic tutaj nie przypomina tego, co jest u nas. Wszyscy ludzie są obłąkani, inne zwierzęta też są obłąkane, Ziemia jest obłąkana, sama Natura jest obłąkana. Człowiek to istota ogromnie ciekawa. W swych najwyższych wzlotach jest czymś w rodzaju anioła bardzo niskiej rangi, w swych najgorszych upadkach – czymś niewyrażalnym i niewyobrażalnym. A przecież otwarcie, zupełnie szczerze, nazywa siebie najszlachetniejszym dziełem Boga. Naprawdę. I nie jest to wcale jakiś jego nowy pomysł, mówi to sobie przez wszystkie wieki i wierzy w to. (…)
    Co więcej, jeśli wolno mi jeszcze bardziej was zadziwić – on sobie wyobraża, że jest ulubieńcem Stwórcy.
    Wierzy, że Stwórca jest z niego dumny, wierzy nawet w to, że Stwórca go kocha, że także go strzeże i ratuje od kłopotów.
    Modli się do Niego i wyobraża sobie, że On go słucha. Czyż to nie zabawne?…
    Modli się codziennie o pomoc, łaskę, ochronę i czyni to z pełną nadzieją i zaufaniem, jakkolwiek żadna jego modlitwa nie została jeszcze nigdy wysłuchana. Mimo to nie zniechęca go ten codzienny afront, ta codzienna klęska – modli się wciąż tak samo…
    Muszę was jeszcze bardziej zadziwić: on sądzi, że kiedyś pójdzie do nieba!
    Ma płatnych nauczycieli, którzy mu to mówią. Mówią mu także, że istnieje piekło, w którym goreje wieczysty płomień…”

    Polecam „Listy z Ziemi”.
    Czytana w dzieciństwie „Wizyta kapitana Stormfielda w niebie” miała na mnie znacznie większy wpływ niż wszystkie katechezy razem wzięte 😉

  35. @ Tobermory

    „jaka temperatura jest w niebie?
    Skoro “Poza Bogiem nie ma życia, jest przeraźliwie zimno i ciemno”, to bozia i niebo są w naszym układzie słonecznym?”

    Nie wiem jaka jest temperatura w niebie? I z podręczników fizyki raczej się o tym nie dowiesz. To metafora. Nasz język codzienny, którym się posługujemy, jest językiem ujmującym zjawiska świata zmysłowego. Kłopot polega na tym, że nie mamy odpowiednio rozwiniętego języka opisującego rzeczywistości pozazmysłowe, stąd musimy się posiłkować metaforami. Kiedyś Hannah Arendt w „Myśleniu” klarownie to przedstawiała. Dziś na skutek gwałtownego upadku nauk humanistycznych ludzie (ponoć wykształceni, he he) o tym nie wiedzą no i zadają takie nieco „dziwaczne” pytanie jak twoje powyższe.

  36. @waldi
    a co z ciała zmartwychwstaniem? Będzie też pozazmysłowe?

  37. Waldi. klecha udzielający się na blogu ateisty, nie potrafi sobie wyobrazić sytuacji, w której jakiś ateista „nauczałby” wierzących o przewadze ateizmu w trakcie kazania waldiego w kościele; a to właśnie – tyle że w odwrotną stronę robią z uporem maniaków waldi ze swym „wrogiem” dezerterem.
    Tak na marginesie – niby ten sam bóg, opisany w tej samej księdze, a jakoś nie mogą się dogadać. Każdy z nich forsuje swego – który z nich jest lepszy i prawdziwszy?
    Czcze gadanie.

  38. Mario Liverani w swojej pracy „Nie tylko biblia. Historia Starożytnego Izraela”, rok wydania 2014, w rozdziale Odnalezienie Prawa pisze:
    „Jeżeli tekst biblijny jest wymijający w kwestii politycznych aspektów panowania Jozjasza (w Judzie 640-609), w zamian kładzie nacisk na kwestię religijną. Powiada się zatem (2 Krl 22,8-10), że w osiemnastym roku panowania Jozjasza (622) najwyższy kapłan Chilkiasz powierzył sekretarzowi królewskiemu Szafanowi, ten zaś przekazał Jozjaszowi, manuskrypt, odnaleziony w świątyni jerozolimskiej, a zawierający Prawo. Podczas lektury Jozjasz popadł w desperację, konstatując, od jak dawna Prawo nie było stosowane, co z jednej strony tłumaczyło, dlaczego, przy tylu okazjach nie dawało się odczuć boskiego wsparcia, a z drugiej – czyniło pilną sprawą wierne i uważne wdrożenie Prawa. Stawką było zapobieżenie nieszczęściom, które w przeciwnym razie były nie do uniknięcia.
    Zastanawia sposób znalezienia manuskryptu – wybieg w postaci odnalezienia „dawnego” manuskryptu, służący nadaniu wynikającego z tradycji autorytetu temu, co musiało być być innowacyjną reformą. Istotne jest jednak przede wszystkim spostrzeżenie, jak ta reforma zbiegła się z zanikiem imperialnej władzy Asyrii. W rzeczywistości Jozjasz wyczuł okazję do formalnego zastąpienia zależności i wierności panu ziemskiemu – władcy Asyrii – zależnością i wiernością panu boskiemu – Jahwe.”
    W dalszej części autor wysuwa przypuszczenie, że autorem Prawa „odnalezionego” był Szafan.
    W rozdziale 5. Jeden bóg w jednej świątyni Liverani pisze: „najważniejszym zadaniem króla (Jozjasza) było zaprowadzenie w kraju kultu wyłącznie jednego boga, a także tylko jednego miejsca kultu. Posłużyło temu zarówno wywyższenie świątyni jerozolimskiej, jak i likwidacja innych miejsc kultu.
    Największą wagę przykłada się jednak do zniszczenia niejahwistycznych miejsc kultu (2 Krl 23,4-14) – cieszących się złą sławą bamot – na całym terytorium Judy („od Geby do Beer-Szeby”) i w samej Jerozolimie. Dzięki temu dowiadujemy się, że w świątyni jerozolimskiej, oficjalnie poświęconej Jahwe, znajdowały się sprzęty kultowe Baala i Aszery (czyli starych bóstw agrarnych), Słońca i Księżyca oraz innych bóstw astralnych (być może niedawno zaszczepionych z Asyrii), był też warsztat, w którym kobiety tkały płótna dla Aszery, a przy wejściu stały konie i wóz Słońca.
    Jak skończyła się idea Jozjasza? M. Liverani pisze: „W 609 r. na wybrzeże palestyńskie wkroczyła armia egipska prowadzona przez faraona Necho, kierująca się przeciw Babilończykom. Jozjasz próbował zatrzymać wyprawę w Megido, jego wojsko zostało jednak rozbite, a sam król ranny – na skutek czego zmarł. Narracja biblijna jest w tym przypadku krótka i dwuznaczna (nie bez różnic w 2 Krl 23,29 i 2 Krn 35,20-24), pewne jest jednak, że Jozjasz starał się przeciwstawić militarnie faraonowi. Taka decyzja była zresztą całkowicie zgodna z jego wizją ideologiczną. Wyłączna wierność Jahwe pozwalała na przeciwstawienie się Necho – mimo dysproporcji sił w polu. Jahwe wszak jasno powiedział, być może właśnie w księdze „odkrytej” w świątyni: „Gdy wyruszysz na wojnę przeciwko swoim nieprzyjaciołom i zobaczysz, że koni, wozów wojennych i wojska jest u nich więcej niż u ciebie, to nie bój się ich, gdyż jest z tobą Pan (Jahwe) Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej” (Pwt 20,1) Ufny w boski nakaz, „Jozjasz nie bał się” usiłując zagrodzić drogę egipskiemu wojsku – o wiele liczniejszemu i lepiej przygotowanemu. Wyszedł jednak na tym jak najgorzej.
    W międzyczasie kapłani Jahwe, którzy funkcjonowali w otoczeniu władzy spowodowali wyrżnięcie kapłanów konkurencyjnych, działających wśród prostego ludu. Zwyciężyli zgodnie z zasadą, ten kto ma władzę ten ma rację.
    Historycy są zgodni, Stary Testament jest kreacją literacką, tworzoną na potrzeby teologiczne, ideologiczne, narodowe.
    Opowiastki o patriarchach, potopie, ucieczki z Egiptu, zdobywaniu ziemi obiecanej do literacka fikcja. Mojżesz jest postacią fikcyjną.
    A kilka wieków później w Galilei narodził się prorok obwołany synem tego, którego kapłani, kilka wieków wcześniej w trosce o władzę i kasę kazali wyrżnąć konkurencję.
    I się porobiło.

  39. waldi
    2 kwietnia o godz. 12:13

    Jezus niczego nie wiedział o tym, co go spotka. Inaczej nie byłby „w pełni człowiekiem”, a zwykłym udawaczem. „jako człowiek” miał w pełni doświadczać ludzkiego życia, ale nie doświadczał. Podobno w pełni doświadczał „ukrzyżowania: – bo był człowiekiem.
    Człowiek nie posiada władzy znania swojej przyszłości, kto ją zna nie jest człowiekiem.

    Katolik, w miłości swojej do ludzi, nie zaczyna, nie kończy i w ogóle nie stosuje wyrażenia „twój podstawowy błąd polega…” Grzebanie się w cudzych rzekomych błędów jest jednak specjalnością prawidłowego katolika. Katolik tak ma, że jak poczuje swoją „prawdę” i cudzy błąd – to zamorduje. Dowody na to są znacznie lepsze i obfitsze niż biblijne bajania.

    Bóg, który jest mordercą, do mordu nakłania, mord wynagradza, mord osobiście, własnymi rękami popełnia, a z największą radością na tych całkiem bezbronnych, których sam nazywa „dziećmi bożymi” nie ma żadnego autorytetu.

    Im kto szczerzej wierzy w takiego Boga, tym bardziej jest zakłamany i tym silniejsze ma inklinacje do łotrostwa takiego jak Bóg. Na jego wezwanie – morduje.

    Reszta tego co piszesz to taki sam bełkot. Kliniczny obraz zaparcia się własnego ja na rzecz fałszywego bożka Biblii. Gdybyś nie był tak skłamany widziałbyś jak bredzisz, a nawet może byś się tego zawstydził.

  40. @waldi
    a więc w niebie nie będzie przeraźliwie zimno i ciemno, nie będzie też potwornie gorąco (to w piekle), będzie w sam raz. OK.
    Tylko kiedy?
    Natychmiast po śmierci?
    Czy po Sądzie Ostatecznym?
    Jeżeli dopiero po Sądzie, to gdzie przebywają dusze już zmarłych przed nami miliardów ludzi?

  41. waldi i dezrter,
    Ja raczej proste pytanie zadam; wasi bogowie – bo jest między nimi jakaś różnica – marzą, by wszyscy ludzie na ziemi ich czcili i w nich wierzyli – czyż nie?
    Dlaczego więc, będąc wszechmocnymi muszą wyręczać się wami i wam powierzyli „syzyfową pracę” werbowania wyznawców?
    Przecież wasi bogowie musieli od zawsze wiedzieć, że jest to zadanie niewykonalne – czemu, pstryknięciem palców, nie uczynili wszystkich ludzi sobie poddanymi?
    Ileż horroru dałoby się wtedy uniknąć!
    PS. Dobry religiant ma na wszystko odpowiedź – zobaczymy, kto na to miano zasługuje.
    Choć z drugiej strony wiadomo, że pewne pytania są w/g rzeczonych niestosowne i pozostają bez odpowiedzi.
    No bo jak można pytać – szczególnie bardziej „uczonego” religianta – czy wierzy w niepokalane poczęcie, zmartwychwstanie, czy inne cuda niewidy na poziomie ludów pradawnych. Zamiast odpowiedzi się obruszają – bo jak tu przyznać się do mentalności dziecka. Łatwiej się obrazić.

  42. Dodam, że moje pytanie skąd wyszli ludzie przed pojawieniem się Jahwe, tak właśnie zostało potraktowane – za niestosowne.

  43. @waldi
    Piszesz w poście do mnie – Człowiek obciążony grzechem nie potrafiłby znieść Boskiego widoku. A w poście do @Tobermory’ego (z godz. 13:48) – Nie wiem jaka jest temperatura w niebie? I z podręczników fizyki raczej się o tym nie dowiesz. To metafora. No właśnie. Metafora. Jak ta: Kto, gdybym krzyczał, usłyszałby mnie wśród zastępów anielskich? / i gdyby nawet któryś anioł nagle przygarnął mnie do serca, umarłbym, / porażony jego potężniejszym istnieniem (R.M.Rilke, pierwsza z „Elegii duinejskich”). Gdybym poszedł jeszcze dalej niż Friedman i w miejsce znanych z Tory imion postaci – od Abrahama poczynając a na Salomonie kończąc – wstawił imiona z książki telefonicznej (jak leci), a Genesis umieścił jako prolog, otrzymalibyśmy niezłą literacko fantasy. Jahwista (albo Jahwistka) stworzył (a) dzieło literackie – pierwszą w dziejach powieść sensacyjno-przygodową. Intrygi, wiarołomstwa, zdrady, seksualne wybryki z kazirodztwem i homoseksualizmem włącznie, zbrodnie, ludobójstwo i czyny bohaterskie są tej powieści tkanką ja konstruującą. I postać Jahwe, który i karze i nagradza – jak dobry władca. A jednocześnie wykłóca się z Abrahamem jak kramarz w żydowskim sklepiku o dusze sprawiedliwych w Sodomie. I takiego widoku nie zniósłby człowiek? @waldi – zejdź na ziemię.

  44. @anumlik
    Na dodatek kary bywają dziwne: najbardziej upiekło się temu, który wszystko sp…
    https://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=3oH0ReL3Cew#t=495

    (waldi napisze, że prawdziwą karą było „przeklęcie” węża przez Boga, ale po kiego Bóg opowiadał o czołganiu na brzuchu – żeby wyrobić wierszówkę?)

  45. @ Tanaka

    „Katolik, w miłości swojej do ludzi, nie zaczyna, nie kończy i w ogóle nie stosuje wyrażenia “twój podstawowy błąd polega…””

    Miłość chrześcijańska nie polega na niezwracaniu uwagi na logiczne, filozoficzne, naukowe błędy drugiego. Zupełnie błędne rozumienie miłości. Miłość abstrahująca od prawdy jest idiotyzmem.
    Nie zapieram się własnego ja. Przeciwnie, z racji moich studiów naukowych i filozoficznych wiem więcej o sobie i o Bogu niż przeciętny ateista. Oczywiście, nie musisz tego przyjmować. Zresztą, to twoja sprawa. Osobiście jednak zachęcam do większego namysłu nad rzeczami, które bez namysłu odrzucasz.

  46. @ anumlik

    Zachęcam do dalszych studiów nad Pismem Świętym, sam Friedman nie wystarczy.

  47. „Miłość chrześcijańska nie polega na niezwracaniu uwagi na logiczne, filozoficzne, naukowe błędy drugiego”
    Doszukiwanie się logiki i nauki w wierze chrześcijańskiej to jest niezłe wyzwanie, ale wytykanie błędów logicznych u racjonalistów przez wierzących w bajki, to dopiero komedia 😆

  48. @waldi
    z utęsknieniem czekam na odpowiedź, co z tym niebem?
    Jest puste?

  49. Pan to masz beztroski luksus p. Kowalczyk, pozazdrościć – istne intelektualne dolce vita, jak mówią Włosi. Żadna myśl nie zmąci twego ateistycznego dogmatyzmu, masz pan w temacie wiary pełną jasność i nic, ani nikt nie jest jej w stanie zakłócić. Furda Ci Einstein z jego „Pan Bóg nie gra w kości”, furda chrześcijaństwo na pięciu kontynentach, furda Platon z jego nieśmiertelną duszą oraz jedynym, jedynym Bogiem, furda cywilizacja Egiptu (i wcale nie tego wygibasa Echnatona) , furda indyjskie Vedy oraz Bhagavita sprzed milionów lat, tak p. Kowalczyk, nie sprzed 5000 lat, a sprzed milionów lat. Bo Ty jesteś p. Kowalczyk mądrzejszy od radia, swoje wiesz i nikt Ci nie powie, że białe to białe, a czarne – czarne.

    Ty nie trudzisz umysłu poszukiwaniem sensu, Tobie wystarczy cel, czyli grób – „docelowy cel wszystkich celów”. Dla Ciebie podstawowym problemem nie jest dociekanie „kim jestem? co tutaj robię? (i jak daleko do centrum?), ale nazwanie żyda – żydem, czyli dokładnie tym, kim żyd jest, bo kimże miałby żyd być, jak nie żydem? No panie Kowalczyk!

    Co do nawrócenia – wcale nie jest polskim słowem, tylko uniwersalnym, znanym w całej Europie oraz wszystkim cywilizacjom od zarania dziejów, nawet tej antycywilizacji. Nawrócenie to hiszpańskie „conversión”, angielskie „conversion”, francuskie „conversion”, niemieckie Konvertierung, rosyjskie Преобразование, perskie „تبدیل”, chińskie „转换”, hinduskie ” रूपांतरण” , no i hebrajskie „המרה”, a żargonowe ” באַניצער ” – na cokolwiek się tam nawracają.

    Zatem nawrócenie to nie jest domena znienawidzonego przez twój ateistyczny kościół polskiego katolicyzmu, tylko ogólnoludzki potencjał, droga, którą każdy może wybrać, jeśli zechce, gdy rozumie, dokąd prowadzą go wszystkie inne. Jednak z twego kościoła to droga trudna i daleka – z ciemności, w której widać jedynie cienie rzeczywistości długo pod górkę, po kamieniach, jak górnik z kopalni wprost w rażące światło. Trzeba do tego siły oraz odwagi, gdyż powrotu nie ma, albowiem nawet jak człowiek chce powrócić, żeby podzielić się z przyjaciółmi dobrą nowiną, to nieuchronnie wezmą go tam na dole za wariata, a nec Hercules, contra plures. Ludzie z twojego kościoła, kiedy już zawstydzą się swym irracjonalnym nonsensem i ruszają w drogę, z reguły zatrzymują się w połowie, ewoluują w nieco bezpieczniejszy intelektualnie, kunktatorski agnostycyzm i tam dokonują żywota.

  50. @Janusz Z
    nie nadużywaj imienia Einsteina nadaremno.

  51. @ Tobermory

    „a co z ciała zmartwychwstaniem? Będzie też pozazmysłowe?”

    Tego nie napisałem. Na Sąd Ostateczny mamy powstać z duszą i ciałem. Jak to będzie wyglądało? Zobaczymy.
    Bezpośrednio po śmierci następuje sąd szczegółowy, po którym dusza poznaje gdzie jej miejsce. Dusza (duch) nie jest tworem przestrzennym, nie jest rozciągła, nie zajmuje więc miejsca. Nasze ziemskie ograniczenia przestrzenne do niej się nie stosują.

  52. Jacek Kowalczyk
    2 kwietnia o godz. 10:24

    „Niemniej powoływanie się na tak stare badania jest słabe. Proponuję nowszą lekturę”.

    Co zawiera ta nowsza lektura, że powoływanie się na „stare” badania jest „słabe” ?

  53. @ dezerter
    Proszę przeczytać.

  54. @ Janusz Z
    „Bhagavita sprzed milionów lat, tak p. Kowalczyk, nie sprzed 5000 lat, a sprzed milionów lat”.
    To mi wystarczy, żeby nie podejmować jakiejkolwiek polemiki z Panem, że o Pańskim stylu wypowiedzi nie wspomnę. Daje Pan świadectwo o sobie w całej rozciągłości.

  55. „Konvertierung” to termin informatyczny.
    Konversion = zmiana wyznania, konwersja
    Nawrócenie (na chrześcijanizm) po niemiecku to Bekehrung (persönliche, freiwillige Entscheidung zum Glauben an Jesus von Nazareth als Messias und Gott als seinen göttlichen Vater)

    Miliony lat, powiadasz?
    Już przed Neandertalczykiem byli mądrzy Hindusi?

  56. OK, sąd szczegółowy, wyznaczenie celi i czekanie na rewizję procesu czyli Sąd Ostateczny.
    Oj, dłuży się już niektórym.
    Zwłaszcza Hindusom sprzed milionów lat 🙄

  57. @waldi

    Z wezem to mi sie najbardziej spodobalo „chinskie rozwiazanie”, ktore kiedys bodajze @Tobermorry zapodal.

    Otoz, gdyby chrzescijanstwo narodzilo sie w Chinach, albo gdyby starozytni Judajczycy byli milosnikami kuchni chinskiej. To Adam z Ewka by sie sekundy nad jablkiem nie zastanawiali, tylko na obiad ugotowaliby weza i go zamiast jablka zjedli, no moze uzyli by jablka do doprawienia weza, na przyklad wstawili by to wezowi do paszczy, tak jak u nas wstawia sie jablko prosiakowi pieczonemu. I to rozwiazanie, mi sie najbardziej podoba, tym bardziej, ze lubie „chinszczyzne”.

    Bajki ostatnio jakby mniej lubie, ale to z powodu pewnego ich nadmiaru w moim zyciu. A juz dyskutowanie „prawd” w bajkach zawartych, to strata czasu. Jedyny poziom dyskutowania o bajkach, to czy sa madre, czy glupie, czy cos wnosza, czy nie, czy czegos ucza, czy nie, ewentualnie jeszcze mozna sie pospierac, czy sa ladne, czy nie.

  58. waldi
    2 kwietnia o godz. 15:16

    Usta katolika od tego są, by mogły powiedzieć dowolną bzdurę. „Nie zapieram się”. Być wyznawcą krwawego tyrana, który osobiście morduje i się tym chwali, po czym mówi: kocham ludzi – na tym polega niezapieranie się siebie. Jako niezaparty, w pełnej zgodności z sobą, wyznajesz kult tyrana i admirujesz jego krwawość.
    Adolf H. był bardzo zadowolony z takich niezapartych.

  59. waldi
    2 kwietnia o godz. 15:30
    @ Tobermory
    “a co z ciała zmartwychwstaniem? Będzie też pozazmysłowe?”
    Tego nie napisałem. Na Sąd Ostateczny mamy powstać z duszą i ciałem. Jak to będzie wyglądało? Zobaczymy.

    =====================================================

    Ja ateista tez „zobacze”?

  60. waldi
    2 kwietnia o godz. 12:13

    „W momencie śmierci wszystko się wyjaśnia i wtedy człowiek wie czy wybrał dobrze czy źle”.
    „Bezpośrednio po śmierci następuje sąd szczegółowy, po którym dusza poznaje gdzie jej miejsce”.

    W całej Biblii ani razu nie pojawiają się określenia „nieśmiertelny” czy „wieczny” w zestawieniu ze słowem „dusza”. Przeciwnie , Pismo Święte wyraźnie mówi , że dusza umiera , to znaczy że jest śmiertelna.

    Życzliwie radzę unikać kompromitacji i nie wygłaszać poglądów, których nie można uzasadnić z pomocą Biblii. Zachęcam także do wnikliwej analizy tekstu, jeszcze przed umieszczaniem wpisów. Na początek polecam Ezechiela 18:4 (przypis w BT) oraz Kaznodziei (Koheleta) 9:5,10 i 3:19,20.

  61. Jacek Kowalczyk
    2 kwietnia o godz. 15:35

    Panie Jacku. To, że jest |Pan sprzed milionów lat, to drobiazg. Ale jak pan to robi, że jest „mądrzejszy od radia”?
    Się pytam, bo też próbuję, a nie wiem, czy to już się stało. 🙂

  62. @Janusz Z

    Ocena ogolna – BELKOT z nadzieniem z wiekszych i mniejszych klamstewek, okraszony na dodatek niestrawna breja niezrozumienia i nieuctwa.

    Wystawiasz swoim tekstem fantastyczna, wrecz idealna laurke polskim katolikom, z pewnymi wyjatkami, bo i znam osobiscie kilkoro nieglupich, i z czytania tez paru znam i wszyscy oni pod ziemie by sie zapadli nim przyznali Tobie racje. Niemniej dobrze jest, jesli ktos od czasu do czasu przypomni, z jaka bezdenna glupota ma sie do czynienia, gdy jest to typowy polski katolik.

  63. Jacek Kowalczyk
    2 kwietnia o godz. 15:32

    „Proszę przeczytać”.

    Nie kupuję kota w worku. A poza tym gdy słyszę, że ktoś zarabia na propagowaniu (bądź krytyce) Biblii, nachodzą mnie wątpliwości co do intencji autora. Jeżeli ktoś posiada dowody na to, że miliony ludzi zostało wprowadzonych w błąd przez pisarzy (przepisywaczy) tekstu Pisma, to dlaczego nie rozgłosi tego na cały świat, z pobudek altruistycznych ?

    Pierwsi chrześcijanie nie byli „handlarzami Słowa Bożego” (2 Koryntian 2:17). Moim zdaniem także obecnie, taka postawa pozwala rozpoznać uczniów Jezusa . Jezus powiedział: „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”(Mateusza 10:8).

  64. Panie Kowalczyk szanowny, otóż sprzed milionów lat, ale żeby o tym wiedzieć, to trzeba czytać coś ponad świerszczyki, „racjonalistę” oraz popularne agitki o big-bangu, eksplodującym z niczego, czy neodarwinistyczne absurdy. Miliony lat panie Kowalczyk upłynęły od objawienia Bhagavad-gity, bowiem – jak powszechnie wiadomo, choć nie wszystkim – około 120 400 000 lat temu Bóg przekazał Gitę Vivasvanowi, bogu słońca. Natomiast – jak pan pewnie słyszałeś – Manu przekazał naukę Bhagavad-gity swemu synowi i uczniowi Maharajowi Iksvaku, będącemu królem ziemskiej planety 2005000 lat temu.

    No i jak Ci teraz p. Kowalczyk? Łyso, nieprawdaż?

    lonefather

    Swoją ocenę zachowaj dla siebie.

  65. @ dezerter
    To nie jest kot w worku, tylko podręcznik akademicki wykorzystywany na wydziałach religioznawczych, a poświęcony pismom wczesnochrześcijańskim autorstwa badacza uznawanego za wybitnego znawcę tematu zarówno przez wierzących, jak i niewierzących historyków Kościoła i religii. Zabawne jest, gdy namawia Pan innych, by z otwartym sercem i szczerym umysłem studiowali Pismo (najlepiej we wskazanym przez Pana tłumaczeniu), ale sam woli nie zaglądać do tekstów zajmujących się historią tego Pisma za pomocą dostępnych współcześnie metod badawczych. Zapewne szkoda Pańskiego wysiłku na mnie i vice versa. Gorzej, że nie da Pan sobie rady także z @Waldim ani on z Panem — i to jest prawdziwy problem jedynie prawdziwej wiary, bo wciąż nie wiadomo, która to.

  66. @waldi, z godz. 15:22
    Zachęcam do dalszych studiów nad Pismem Świętym, sam Friedman nie wystarczy
    Dziękuję za zachętę. Oba „Testamenty” należą do podstawowego kanonu moich lektur. Obok „Koranu” i „Hymnów Rigwedy” (same „Wedy” są tak nudne jak żydowska Halacha), Czasem sięgam do islamskich hadisów, a niemal codziennie do Masnawi i Manawi Dżalal ad-Din ar-Rumiego. Studiować Tory nie zamierzam, nie jestem talmudystą i nie chcę, aby pilpule uszami zaczęły mi wyłazić. Fragmenty ewangelii czytuję wieczorami, w zależności od nastroju wybieram albo Janową, albo Mateuszową. Marek na wieczór jest zbyt dydaktyczny i pompatyczny – nic tylko cuda i uczynki Nazarejczyka, a Łukasz, jako „ukochany lekarz” Pawła i jego wierny uczeń – zbyt ideologiczny. No i … oprócz Friedmana, do studiowania sporo jeszcze autorów pozostało. Świeckich, kościelnych (z niektórymi papieżami – także współczesnymi – włącznie), a także żydowskich. Ot, takiego choćby Majmonidesa czasem sobie do poduszki poczytuję.

  67. @ dezerter

    „W całej Biblii ani razu nie pojawiają się określenia „nieśmiertelny” czy „wieczny” w zestawieniu ze słowem „dusza”. Przeciwnie , Pismo Święte wyraźnie mówi , że dusza umiera , to znaczy że jest śmiertelna.”

    W I Liście do Koryntian czytamy: „Podobnie rzecz ma się ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne […] zasiewa się ciało zmysłowe – powstaje ciało duchowe.” [1 Kor. 15, 42-44]. Jeśli coś jest niezniszczalne, to jest nieśmiertelne, wieczne. Dusza jest ciałem duchowym a więc nieśmiertelna. Nie należy oczekiwać, że w Piśmie spotkamy dokładnie te same wyrażenia jak w podręczniku teologii, która siłą rzeczy czerpie pojęcia także z metafizyki. Pismo należy czytać nie wyłączając dedukującego rozumu. Całkowicie dosłowne odczytywanie Biblii (biblicyzm) jest źródłem pozornych trudności, których faktycznie w niej nie ma.

  68. @ Janusz Z
    Łyso mi jak cholera!
    Przynajmniej jest jasne, że mamy do czynienia nie z katolikiem czy chrześcijaninem, ale z wyznawcą jeszcze innej prawdziwej wiary. No i pięknie.
    A lekarstwa Pan dziś wziął?

  69. @ lonefather

    „Ja ateista tez “zobacze”?”

    Też. Z tego, że się subiektywnie w coś nie wierzy, nie wynika, że to coś obiektywnie nie istnieje.

  70. @Jacek Kowalczyk
    Rany boskie, Janusz Z. jest wysłannikiem z planety Nibiru. Zaraz Josephem Antonem Schneiderfrankenem, czyli Bô Yin Râ będzie leciał. Opuszczać ten blog pora. W popłochu.

  71. Są mieszkańcy Wysp Brytyjskich, którzy fantazje Tolkiena biorą za prawdę historyczną o swoich przodkach; nie powinno dziwić, że są tacy, którzy wierzą, że Hindusi są na ziemi od milionów lat.
    Powinno dziwić, że wśród chrześcijan, których wiara wywodzi się z bajań żydowskich – kim w końcu był Jezus – Polakiem? panuje taki antysemityzm, którego głosicielem jest np. religiant „pradawny” Janusz Z.
    Czego on się naczytał?

  72. @ anumlik

    No podziwiam, podziwiam rozległość studiów i to całkiem na serio. Mam pytanie: czy te studia zbliżają cię do jakichś duchowych i religijnych inwariantów czy też są to szerokie studia bardziej o charakterze religioznawczym.

  73. Zaskoczę Cię p. Kowalczyk, uważam się za dość marnego, ale jednak chrześcijanina, tyle że chrześcijaństwo liczy sobie zaledwie 2000 lat, od czasu przekazania nam nauki przez Chrystusa, a świat istnieje znacznie, znacznie dłużej, tak jak i sam Bóg.

    Nie chciałem Cie zawstydzać p. Kowalczyk, daj spokój, już nie musi Ci być łyso, wystarczy – teraz uszy do góry! Ale troska za troskę – a Pan, swoje lekarstwa dziś wziąłeś?

  74. waldi
    2 kwietnia o godz. 16:54

    „Z tego, że się subiektywnie w coś nie wierzy, nie wynika, że to coś obiektywnie nie istnieje”.

    Aż się prosi adekwatna reakcja:
    Z tego, że się w coś wierzy, nie wynika, że to coś obiektywnie istnieje.

  75. waldi
    2 kwietnia o godz. 16:49

    „Dusza jest ciałem duchowym a więc nieśmiertelna”.

    Widzę, że nie przeczytałeś polecanych wersetów. Napiszę więc raz jeszcze. Przeczytaj zanim napiszesz.

    Jeśli chodzi o cytowany werset z 1 Koryntian to apostoł Paweł pisze tam o zmartwychwstaniu do życia w niebie. Nie chodzi jednak o duszę bo ta jest śmiertelna, ale o ciało duchowe, które otrzymują wybrani od Boga i ono zapewnia nieśmiertelność (1 Piotra 1:3,4).

  76. @ Janusz Z
    Jasne, ja bez lekarstw się nie ruszam, rozszyfrował mnie Pan całkowicie. Tylko niech już Pan mnie oszczędzi (po chrześcijańsku albo hindusku) — i nie objawia kolejnych prawd o swoim interesującym świecie, bo tego nawet na lekach się nie da zaakceptować.

  77. @ pombocek

    Oczywiście, to działa w obie strony. Nie wszystkie wierzenia mają realne odpowiedniki, podobnie jak nie wszystkie akty niewiary dają pewność, że negowane przedmioty nie istnieją. Pewny siebie ateizm jest nie do utrzymania, podobnie jak skrajny sceptycyzm (Pirron, Sextus Empiryk itd.).

  78. @waldi
    Nie jestem inwariantny. Zmieniałem i przekonania i tzw. światopogląd. Jak już – także na blogu Jacka Kowalczyka – pisałem, wiem, że: świat istnieje od zawsze (nie rozumiem owego „zawsze”), albo, że powstał sam z siebie z osobliwości kwantowej zwanej punktem, czyli „czymś” co posiada masę mniejszą od stałej Plancka (ale nie wiem jak to jest możliwe), albo został stworzony (ale przez kogo bądź przez co – nie mam pojęcia). Wyposażony w taką wiedzę, muszę powiedzieć – wierzę. W co? I tu zaczyna się problem. Jako umysł racjonalny (w Arystotelesowym rozumieniu racjonalności) muszę też powiedzieć – wiem, że nic nie wiem. No i jakoś się bujamy (ja i moje wątpliwości) z dnia na dzień. Czasem postrzegam jakąś nadprzyrodzoną moc i – być może – bożą interwencję, a czasem wyłącznie „chwilowe porozumienie atomów”. Z tej też postawy wypływa moje tzw. religioznawstwo. To znaczy – religioznawstwo od kiedy zadałem sobie (i klesze, który mnie za durne pytania sprał) pytanie skąd wziął się Bóg. Znaczy – kto go stworzył? Inny Bóg? A tego innego jeszcze inny? W „Hymnach Rigwedy” (w 121 i w 129) wedyjscy mędrcy to samo pytanie zadali trzy i pół tysiąca lat temu. Ale da się z tymi pytaniami żyć. Byle by innym na głowę nie włazić z okrzykiem: Odkryłem prawdę. Jest moja i jest mojsiejsza od twojej. O, w mordę!

  79. @ dezerter

    [Ez 18, 4] – „umrze” w sensie duchowym – zostanie potępiona. Mowa o potępieniu.
    [Koh 9, 5] – zmarli zapłaty już nie mają, bo „pamięć o nich idzie w zapomnienie” I „nigdy już więcej nie będą miały udziału w tym wszystkim, co dzieje się POD słońcem”. A więc w naszym doczesnym świecie, nie u Boga. Mowa nie o śmiertelności duszy, lecz o ludzkiej niepamięci po zmarłym.
    No właśnie to jest biblicyzm. Wyrwane z kontekstu wyrażenia mogą wprowadzać w błąd i niekiedy wprowadzają. Stąd uważnej lekturze Pisma musi towarzyszyć całościowe rozumienie Objawienia.

  80. @ anumlik

    Całkiem zdrowe podejście. Sam ludzki rozum więcej z siebie nie wyciśnie. Nasze moce intelektualne są skończone. Naturalne jest, że zakres poznawczy wiary (jakiejkolwiek) jest większy niż ludzkiego rozumu. Chodzi tylko o wybranie najlepszej wiary, w czym może pomóc przyjęcie przesłania wiedzy spoza siebie od źródła wiarygodnego, w którego wiarygodność trzeba jednak wierzyć, ale do pewnego skończonego stopnia da się go nawet racjonalnie weryfikować.
    Augustyńskie credo ut intelligam nie jest głupie.

  81. OK, niech i tak będzie, nie jestem Ci wrogiem Gospodarzu. Spokojnych i Radosnych Świąt życzę, a także zrozumienia, co właściwie świętujemy.

  82. anumlik
    2 kwietnia o godz. 16:57

    Się nie boj i nie uciekaj. Jest przecież coraz bardziej wesoło. Prima Aprilis był zabawny, jest jeszcze lepiej.

    „jak powszechnie wiadomo, choć nie wszystkim – około 120 400 000 lat temu Bóg przekazał Gitę Vivasvanowi, bogu słońca”
    Mnie się to podoba: „powszechnie wiadomo, choć nie wszystkim”

    I ta ogólna precyzja: „około 120 milionów czterysta tysięcy lat temu”. Daje pacjent liczbę dokładną, co do roku, a mówi, że około. A mógłby zostać z tym około, przy samych milionach, tysięcy ani pojedyńczych lat się nie czepiając. Ale nie, dokładny jest. Dokładny ogólnie. Łaskawca.
    Takie: około 120 milionów lat temu, albo i jeszcze gładziej: ponad sto milionów lat temu. Kto to w końcu z ludzi pojmie, jak byli wtedy dopiero żabami i nawet im się nie śniło, że za „około” 50 milionów lat zaczną się przemieniać w praszczury, a po następnych 60-ciu w małpy.
    A do człowieka to ho-ho, kolejne miliony.

    Dlatego jeden Bóg przekazał „Gitę” drugiemu: Bóg – Bogu Słońca. Tak się wymienili. Nie wiadomo jednak, co Bóg Słońca przekazał Bogu w zamian za „Gitę”. Może chociaż uścisk prawicy Boskiej. Tak by wypadało.

    Dalej też jest wesoło:
    „Natomiast – jak pan pewnie słyszałeś – Manu przekazał naukę Bhagavad-gity swemu synowi i uczniowi Maharajowi Iksvaku, będącemu królem ziemskiej planety 2005000 lat temu.”
    Jak miał, kurde, Jacek Kowalczyk słyszeć, skoro nie słyszał? „Powszechnie wiadomo, choć nie wszystkim” ! Jacek Kowalczyk jasno to od razu dał do zrozumienia, że nie słyszał tego, co „powszechnie wiadomo”. A pacjent – swoje.

    Pacjent dalej jest ściśle dokładny: dwa miliony i pięć tysięcy lat temu, dostała się Bhagavat-Gita w ręce króla ziemskiego.
    Też mógł napisać, że „około”, Ale nie, te dokładne 5 tysięcy lat są tu decydujące. Szczególarz taki, jak komisarz Przygoda z „Va banku”.

    Te wszystkie bogi są strasznie powolne i strasznie znudzone. 118 milionów 395 tysięcy lat nic nie robili z Gitą, Bóg Słońca pewnie cały czas trzymał ją tak jak dostał – w rękach, i dopiero 2 miliony 5 tysięcy lat temu zdecydował się zrobić ruch: przekazać ją ziemskiemu królowi.

    Dowcip o refleksie szachisty już nieaktualny. Teraz szachista przy takim Bogu Słońce ma przyspieszenie jak rakieta „Iskander”

    Na blogu widać, że wiosna idzie: religianci masowo opuszczają zakłady zamknięte, cztery kąty w których dusili swoje dzieci, żony i psy psychiatrycznością obsesji, wstają z grobów i swobodnie pląsają po polach, bez majtek i głów. Donośnie przy tym rechocząc.
    Jak żaby.

  83. Blogowym misjonarzom proponuję potraktować wyznawaną religię jak własny organ płciowy. Dopóki obcujecie z nią sam na sam, cała przyjemność jest po waszej stronie. Kiedy wystawiacie na widok publiczny, liczcie się z tym, że nie każdemu się spodoba. A gdy spróbujecie uszczęśliwiać nią na siłę drugiego człowieka, bądźcie pewni, że mu to nie przypadnie do gustu.

    Być „mądrzejszym od radia” to interesujący komplement 😉
    Choć od Radia Maryja, to chyba co drugi… 🙄

  84. @waldi
    Powiedzenie credo ut intelligam nie jest głupie, zgoda. Jeno – sorry że belferzę – ono nie od Augustyna pochodzi, a od Anzelma z Canterbury. Anzelm polemizując z ortodoksyjną filozofią chrześcijańską Augustyna, w Proslogionie stworzył dowód ontologiczny na istnienie Boga, stąd też pochodzi słynne „wierzę, aby rozumieć”. Inaczej i mniej „bon motowo” brzmiące jest Anzelmowe Fides Quaerens Intellectum („Wiara poszukująca zrozumienia”).

  85. waldi

    „Pewny siebie ateizm jest nie do utrzymania, podobnie jak skrajny sceptycyzm”.

    Nie chciałbym Cię urażać, bo mam uznanie dla Twojej równowagi. Ale cóż by się takiego miało stać z moim 55-letnim ateizmem i ze mną, że się mamy nieuchronnie rozstać? Chciałeś może powiedzieć, że ateizm to worek kartofli, którego za długo w rękach nie potrzymasz? Giordano Bruno, Vanino Vanini, Jan Hus, Kazimierz Łyszczyński, ksiądz Meslier, prof. Andrzej Nowicki, prof. Kotarbiński, Aleksander Małachowski, prof. Religa nie utrzymali ateizmu? Odfrunął w nieznanym kierunku?

  86. Po co ci religianci piszą to wszystko; przecież wystarczyłoby:
    Wierzę w Boga! Wierzę! Wierzę! Wierzę! Wierzę!
    To dowodzi, że Bóg istnieje!

  87. waldi

    „Augustyńskie credo ut intelligam nie jest głupie”.

    Augustyńskie „dubito ergo sum” jest jeszcze niegłupsze.

  88. Janusz Z
    2 kwietnia o godz. 15:26

    „Einstein z jego „Pan Bóg nie gra w kości”,

    Szanowny Panie Janusz Z

    W czasach towarzysza Wieslawa uczeszczalem na religie. W przedsionku kosciola byla gazetka scienna z cytatami slawnych osob popierajacymi istnienie Boga. Byl tam tez ten sam cytat Einsteina na ktory Pan sie powoluje. Dzisiaj wiem ze bylo to naduzycie i dezinformacja ze strony kosciola katolickiego. Einstein nie byl katolikiem i nie byl osoba wierzaca a cytat pochodzi z naukowej polemiki i nie jest wyznaniem wiary przez Einsteina.

    Slawomirski

  89. @pombocek, z godz. 18:25
    Jeszcze jeden Augustiańczyk. „Dubito ergo sum” od Augustyna rzeczywiście pochodzi, ale „credo ut intelligam” od Anzelma z Canterbury, o czym zresztą pisałem do @waldiego o godz. 17:58.

  90. sugadaddy
    2 kwietnia o godz. 18:24

    Ono to właśnie robią. Tylko na bardzo skomplikowane sposoby.
    Tak bardzo wierzą, że nie wiedzą w co wierzą, aż nie wierzą. Stąd te wielopiętrowe elukubracje.
    Im więcej pięter, tym więcej potu bełkotu, tym więcej Zasługi Przed Panem, tym więcej sami do siebie gadają, że wyższy gmach to więcej wiary i większe w niezaparciu zaparcie.

  91. anumlik
    2 kwietnia o godz. 17:24

    Szanowny Panie anumlik

    “czymś” co posiada masę mniejszą od stałej Plancka

    Cos sie Panu pomieszalo. Stala Plancka does not directly involve any physical measurement.

    Slawomirski

  92. anumlik
    2 kwietnia o godz. 18:49

    Dzień dobry. Jak mówię o Augustynie, to myślę tylko o Augustynie – taki już jestem koński okularnik. Do widzenia, ślepa Gienia, kup se trąbkę do myślenia. Jadę.

  93. @Sławomirski
    Stała Plancka jest stałą fizyczną, więc bezpośrednio nie pociąga za sobą konieczności dokonywania pomiaru fizycznego (prosiłbym, aby Pan zrezygnował z angielszczyzny, bo źle użyty anglicyzm zaciemnia zrozumienie). Czas Plancka jest najmniejszą jednostką czasu mającą jakikolwiek fizyczny sens. Zarówno czas Plancka, jak długość Plancka i masa Plancka są stałymi fizycznymi i mają wartość 5,0 razy 10 do minus piątej potęgi. Jeśli napisałem o „czymś” co posiada masę mniejszą od stałej Plancka, to wszedłem z premedytacją w metaforę, co wynikało z kontekstu, a prowadziło do uświadomienia absurdu. Poza stałą Plancka może istnieć tylko osobliwość, albo Porządek Wszechrzeczy, zwany przez wielu religiantów Bogiem. Znaczy coś co możemy tylko brać na wiarę. Podobnie jak na wiarę możemy brać twierdzenie, że coś może poruszać się z szybkością większą niż prędkość rozchodzenia się fali elektromagnetycznej w próżni, czyli 299 792 458 metrów na sekundę. To też jest stała fizyczna.

  94. @pombocek, z godz. 19:04

    Niech ci trąbka towarzyszy;
    Pierdząc niech rozgania myszy.
    Twa natura augustiańska
    Niech prowadzi cię do Gdańska.

  95. waldi
    2 kwietnia o godz. 16:54
    @ lonefather
    “Ja ateista tez “zobacze”?”
    Też. Z tego, że się subiektywnie w coś nie wierzy, nie wynika, że to coś obiektywnie nie istnieje.

    =========================================================

    No to teraz juz mi tylko brak do kompletu inormacji, co takiego w/g @waldi ja ateista zobacze?

    Z wyjasnieniem, skad @waldi ma informacje o tym co zobaczymy, skoro to sie ma dopiero zdarzyc?

    Bo o ile dobrze rozumiem, co @waldi napisal, to sie jeszcze nie zdarzylo, wiec wyjasnienie „skad @waldi”, to wie, jest zywotnie niezbedne. Bez tego wyjasnienia, jakiekolwiek wyjasnienia, niczego nie wyjasnia. Wyjasnienie, ze ktos, gdzies, kiedys, to juz wyjasnil, z pewnoscia niczego nie wyjasnia. A nie wyjasniajac, zotaje arbitralnie odrzucone, jako niewiarygodne.

  96. waldi
    “Pewny siebie ateizm jest nie do utrzymania, podobnie jak skrajny sceptycyzm”.

    Alez jest do utrzymania. Powiem wiecej, jest nieustannie podtrzymywany i umacniany, przez skrajny sceptycyzm, jaki budza we mnie wszelkie rewelacje religijnej prowiniencji.

    Tytulem rozjasnienia @waldi, o co sie rozchodzi, dopowiem, ze ateizm i sceptycyzm, sa dwiema stronami tego samego medalu, lub monety jesli @waldi woli.

  97. Sceptycyzm i wiara też, @lonefatherku. Jak pióro (gęsie) i pieczęć królewska w jednym ręku tego samego Jana bez Ziemi. A’propos. Zajrzałeś już na sześć blogów Gospodarza nazad? Do mojej odpowiedzi na Twój post, o czym Cię poinformowałem o godz. 10:32.

  98. @ lonefather

    „ateizm i sceptycyzm, sa dwiema stronami tego samego medalu, lub monety jesli @waldi woli.”

    No nie całkiem. Ateista twierdzi (jest przekonany), że Boga nie ma. Twierdzi, że wie, iż tak jest. Sceptyk w ogóle powstrzymuje się od wydania sądu. Nie twierdzi na „tak” ani na „nie”. I to we wszystkich kwestiach dotyczących istnienia czegoś. No ale właśnie dlatego nie jest w stanie nikogo przekonać, że jego stanowisko filozoficzne (sceptycyzm skrajny) jest prawdziwe bądź fałszywe. Zatem stanowisko sceptyka jest poznawczo bezwartościowe (podcina gałąź, na której siedzi). Ateizm nie jest skrajnym sceptycyzmem, ale jego optymizm poznawczy nie jest dobrze uzasadniony, jeśli twierdzi, że na pewno jest tak, jak twierdzi, czyli że Boga nie ma. Jeśli natomiast twierdzi, iż wydaje się mu, że nie ma, choć nie wie tego na pewno (zostawia sobie poznawczą furtkę), to jest w lepszej sytuacji, gdyż jest otwarty na dalsze poznanie, które teraz jest jeszcze dla niego tajemnicą.

  99. anumlik
    2 kwietnia o godz. 20:33

    JAsne, ze zajzalem i pisze odpowiedz. Mam od wczoraj gosci, przez co i mniej na blogu, ale wiem, ze zrozumiesz i poczekasz ile bedzie potrzeba.

    Fakt, wiara i sceptycyzm sa nie do utrzymania, chyba ze posiadacz wiary wylacza ja spod dzialania sceptycyzmu, ale zdaje sie, ze to sie fachowo nazywa rozdwojenie jazni. Klopot w tym, ze powyzszy stan jest objawem ciezkiego schorzenia umyslowego. Ale o tym zjawisku juz wczesniej wielkorotnie pisalismy na tym i innych blogach. Ze „doznac laski wiary”, to nic innego jak rozstac sie z czescia wlasnych zdolnosci umyslowych, wskutek czego i reszta potencjanych mozliwosci doznaje uszczrbku. W sumie smutne, ale jak widac od czasu, do czasu posiadacze w/w rozdwojenia, lub jesli wolisz uposledzenia, sami tu przychodza i mamy okazje sie nieco pobawic.

    Wiem, nei musisz mi tego przypominac, ze wysmiewanie sie z uposledzonych jest nieladne, nieeleganckie, bezduszne. Wiem to bez przypominania i tego na co dzien nie robie. Ale ani Jacek Kowalczyk ich nie zapraszal, ani nikt inny, o ile mi wiadomo. Sami przyszli… i jak tylu innych przed nimi, wczesniej, pozniej zrozumieja, ze traca czas i sobie pojda. Ale wiesz, ze „puki zycia, puty nadzieji”, wiec moze pod wplywam naszej pisaniny, ktos z nich sie otrzasnie i zmadrzeje. Ze nei ma szans? No tak, zgadza sie, ze sa minimalne, ale zawsze warto probowac pomoc blizniemu. Wiec pomagam jak umiem.

  100. @ anumlik

    Odnośnie do Augustyna, dokładniej można go zacytować następująco: „Si non potes intelligere, crede, ut intelligas; praecedit fides, sequitur intellectus” (Sermo 118, 1).

    Lub nieco inny cytat, choć wyrażający to samo: „Ergo noli quaerere intelligere ut credas, sed crede ut intelligas” (In Joan. ewang. 29, 6).

    Z tego wynika owo „credo ut intelligam”, które podałem wcześniej.

  101. anumlik
    2 kwietnia o godz. 20:33

    No dobra, nie jestem skrajnym sceptykiem, poza:

    Tu powinienem wypisac dlugasna liste tego, co do czego jestem skrajnie sceptyczny, ale ogranicze sie i wymienie tylko:

    – zbiorowa „madrosc”

    Wszyscy co do jednego ludzie moga sobie wierzyc w boga (dowolnego), ja i tak w niego nie uwierze, bo wszystkie z licznych dowodow traktuje sceptycznie. Choc byc moze to nie jest sceptycyzm.

  102. Zachęcam do lektury niewielkiej książeczki: „Przeinaczanie Jezusa. Kto i dlaczego zmieniał Biblię” Bart D. Ehrmana. A dla bardziej wkurwionych tegoż autora „Nowy Testament”.

  103. Stawianie pytania w stylu: „Czy Bóg jest, czy go nie ma” jest bez sensu. Pytanie powinno brzmieć: „Czy wierzę…”

  104. jaris
    2 kwietnia o godz. 21:31

    Pytanie powinno brzmieć: „Czy wierzę…”

    Naprawde?

  105. @ pombocek

    Nie zmuszam cię do niczego. Odróżniam jedynie „ateizm pewny siebie” (zamknięty na możliwość jego zakwestionowania w jakichś okolicznościach życiowych), od „ateizmu otwartego”, który zdaje się być pozbawiony owej wady. Tyle.
    Giordano Bruno był panteistą, Jan Hus chrześcijaninem, choć nieortodoksyjnym, Meslier zbuntowanym księdzem nie mogącym ścierpieć obłudy, prof. Kotarbiński był ateistą, choć nie marksistą, prof. Religa zajmował się chirurgią serca, Małachowski był politykiem, a prof. Nowicki filozofem-ateistą. Co przez to chcę powiedzieć? To, że ci, którzy faktycznie byli ateistami, z bardzo różnych powodów nimi byli, które trudno byłoby wpakować do jednego worka. Ludzie z różnych powodów uważają siebie za ateistów, niekoniecznie filozoficznych.

  106. lonefather
    2 kwietnia o godz. 21:37
    Tak. Wyobrażenie boga siedzi w mózgu. I tyle.

  107. Markowi dopisano (dopisali kopiści?) 18 wersów, co zmieniło sens jego ewangelicznego przekazu

  108. Szanowni Panstwo

    Swiat w ktorym zyje nie jest normalny bo

    skonal na krzyzu a nastepnie ozyl

    urodzila go dziewica prawdopodobnie metoda in vitro

    twierdzi ze jest synem boga

    i dlatego jutro mam dzien wolny od pracy.

    Slawomirski

  109. jaris (22:01)

    Ci kopisci. Oni nie jedno zmienili. Zaczeli od przekretu z celibatem

  110. jaris
    2 kwietnia o godz. 21:48

    A jesli siedzi w mozgu: NIE MA BOGA! … to co?

  111. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Czy swietowac z barankiem czy z kroliczkiem?

    Slawomirski

  112. Panie Slawomirski!
    Co do in vitro Maryi, to pewnie się Pan nie myli, bo z czymże mógł do Niej przybyć ów archanioł. A jeżeli było to nasienie Boga, tzn. że on jest materialny.
    Pozdrawiam, J

  113. A propos pisanek

    Pytanie do uczonych w Pismie Swiety.
    Co swiety tekst mowi na temat pisanek. Ktory kolor jest milszy Bogu.

    Slawomirski

  114. lonefather
    2 kwietnia o godz. 22:23
    „A jesli siedzi w mozgu: NIE MA BOGA! … to co?”
    No to nie ma.

  115. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Czy wypada jesc jajecznice na Wielkanoc.

    Slawomirski

  116. Pytanie przedwielkanocne

    Co jest gorsze dla zdrowia jajko czy majonez?

  117. Czy ktos jeszcze pije jajka?

  118. „Co swiety tekst mowi na temat pisanek. Ktory kolor jest milszy Bogu.”
    Panie Slawomirski! Panu Bogu jest ów kolor prawdopodobnie obojętny, toż pisanki są wymysłem pogańskim.

  119. jaris
    2 kwietnia o godz. 22:24

    Szanowny Panie jaris

    To nie byl zaden aniol ale zwykly kosmita. Zrobil in vitro a medrcy kosciola katolickiego do tej pory nie moga sie polapac o co w tym wszystkim chodzi.

  120. jaris
    2 kwietnia o godz. 22:37

    To dlaczego chrzescijanie je swieca. Ta religia nie ma sensu.

  121. jaris (22:27)

    ” “A jesli siedzi w mozgu: NIE MA BOGA! … to co?” No to nie ma.”

    Tak jest. Wiara w to ze On jest, niczym sie sie nie rozni od wiary w to, ze Go nie ma.
    Wiara zawsze pozostaje wiara. W woodoo, w gusla, w pombocka.

    No, moze tylko nie w Slawomirskiego. Jakis standard trzeba w koncu miec

  122. Żadna religia nie ma sensu, ale bywają zabawne. Zaś święcenie jajek prawdopodobnie chroni je od zjełczenia. Czyli zbuka.

  123. Krolik czy zajac jest symbolem swiat wielkanocnych?

  124. @Orteq
    2 kwietnia o godz. 22:43
    A dlaczego wiara w cokolwiek ma być standardem?

  125. @Slawomirski
    2 kwietnia o godz. 22:54
    „Krolik czy zajac jest symbolem swiat wielkanocnych?”
    Stawiam na DNA.

  126. Orteq
    2 kwietnia o godz. 22:43

    Szanowny Panie Orteq

    Wiara jest stanem samooszukiwania dlatego banki wlanczajac w to watykanski jej nie uzywaja. Prywatnie moze Pan wierzyc w cokolwiek ale w relacjach z otoczeniem nie jest to wskazane. Dlatego niewiara jest lepsza.

    Slawomirski

  127. Niewiara Panie Slawomirski, ma tę przewagę nad wiarą, że nie trzeba jej udowadniać.

  128. jaris
    2 kwietnia o godz. 22:56

    Kroliki zostaly zawleczone do Polski i Niemiec przez rzymskie legiony. Zajac to prawdziwy Polak z dziada pradziada.

  129. jaris
    2 kwietnia o godz. 23:09

    Niewiara to corka rozsadku.

  130. waldi
    2 kwietnia o godz. 17:30

    Prosiłem o przeczytanie całego tekstu a nie pojedynczych słów. Czy to świadome działanie ?

    Z Ezechiela 18:4, po uwzględnieniu przypisu, dowiadujemy się, że „dusza – czyli osoba – , która grzeszy, ta umrze” czyli przestanie istnieć. Biblia uczy, że, człowiek „jest duszą” a nie, że „ma duszę”. Gdy umiera człowiek, umiera też dusza, którą on jest. To zasadnicza różnica. Podobna jak między „być osłem” a „mieć osła”; „być lekarzem” a „mieć lekarza”. (Porównaj 1 Koryntian 15:45 BT).
    W całej Biblii, nie ma ani jednego słowa o „duszach”, które żyłyby po śmierci ciała. To element filozofii greckiej a nie nauka biblijna.

    W Koheleta 9:5,10 czytamy, że „zmarli niczego zgoła nie wiedzą”. W innym przekładzie oddano to tak: „umarli nie są świadomi niczego”.

    W Koheleta 3:19,20 napisano: „Los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt; los ich jest jeden: jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego i oddech życia ten sam. W niczym więc człowiek nie przewyższa zwierząt. Bo wszystko jest marnością. Wszystko idzie na jedno miejsce: Powstało wszystko z prochu i wszystko do prochu znów wraca”.
    „Przekonanie , że po rozkładzie ciała dusza kontynuuje swój byt , jest w większym stopniu kwestią spekulacji filozoficznych lub teologicznych niż zwykłej wiary, toteż nie jest wyraźnie sformułowane w żadnym miejscu Pisma Świętego” napisano w The Jewish Encyclopedia , 1910, t.6, s.564.

    Jeszcze raz zachęcam do uważnej analizy Pisma a nie katechizmu. Chętnie pomogę.

  131. Jaka pewność, że Kohelet miał rację?

  132. @ dezerter

    Twoje interpretacje są błędne. Odpowiedziałem już dlaczego.

  133. Slawomirski (23:11)

    „Niewiara to corka rozsadku.”

    Dobrze, dobrze. Podobuje mi sie. Czy wnuka/wnuczke rozsadku juz zesmy tez rozpoznali? Jesli jeszcze nie, to proponuje kandydature Michnika. Adama, znaczy

  134. @dezerter
    2 kwietnia o godz. 23:11
    „Jeszcze raz zachęcam do uważnej analizy Pisma a nie katechizmu”.
    Z katechizmem mam dość zabawne doświadczenie. W sklepiku przykościelnym pani ekspedientka ucieszyła się, gdy nabyłem egzemplarz katechizmu, ostatni egzemplarz jaki miała na stanie. Z ciekawości zapytałem o pozostałe. Otóż jeden (w twardej okładce) kupił ksiądz, drugi członek jakiegoś zgromadzenia przykościelnego, a trzeci egzemplarz ja. Tylu było chętnych w 70 tys. mieście, jak mniemam w większości katolików (sklepik z ową literaturą zbankrutował). Zabawne, że w pewnej knajpie podpici wyznawcy przechwalali się znajomością owego katechizmu. Żaden jednak nie potrafił wymienić 7 grzechów głównych, ilości sakramentów, ze o innych celebracjach liturgicznych nie wspomnę. Spór zaostrzył się kiedy poszło o ewangelistów. Żaden z owych „głęboko wierzących” (czym ową głębokość się mierzy nie wiadomo) miał sprzeczne zeznania (kwestii wyróżnienia synoptycznych już nie podejmowałem). I pewnie zostaną zbawieni mimo niewiedzy w co wierzyli.

  135. @Orteq

    Wiara w niewiare … zabawne!

  136. @singleparent (23:47)

    A coz jest zabawnego w wierze w niewiare? Obie wiary istnieje pomiedzy uszami osobnikow nazywanych homo sapiens

  137. Były kiedyś takie eksperymenty z ustalaniem ciężaru duszy. W doświadczeniu amerykańskim waga ważąca z dokładnością do 5 g wykazała pośmiertny ubytek w wysokości 21 gramów. 15 psów kończących życie na tej samej wadze nie wykazało żadnych różnic.
    W eksperymencie haskim kilku pacjentów w momencie śmierci klinicznej traciło po 69,5 g.
    Eksperymenty z myszami stwierdzały ubytek wagi (duszy?) w przypadku śmierci myszy w naczyniu otwartym, natomiast w szczelnym cylindrze dusza nie ulatywała i ciężar się nie zmieniał.
    Religianci, pamiętajcie,
    na Sądzie Ostatecznym zostaną zważone dusze wasze (tradycja przejęta od starych Egipcjan) i te zbyt lekkie trafią do piekła 😎 Michał Archanioł będzie obsługiwał wagę.
    Wizję można zobaczyć na obrazie Memlinga w Gdańsku.
    Ezechiel 36, 26
    „I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała.”

  138. Ważono też dusze faraonów.

  139. Komentarze ateistów przypominają rozważania kibiców piłki nożnej po zakończeniu meczu w którym nie brali udziału, a także nie mieli żadnego wpływu na jego przebieg.

  140. woytek

    Jest roznica: mecz nie jest zakonczony

  141. Orteq

    A maselko jest maslane, bo jest z masla zrobione… co nie?

    Identycznie mysle o niewierze, w polaczeniu z wiara w niewiare, albo jak sobie spasujesz. Mnie to smieszy i jestem pewien, ze mam do tego prawo.

  142. woytek
    3 kwietnia o godz. 1:33

    Ladne porownanie, ale nietrafne.

    Ja jako ateista, nie „komentuje meczu”, ja komentuje okzryki, nawolywania, apele i wszystko to co produkuja i wydalaja z siebie na zewnatrz, tak, ze dociera do moich uszu, gracze, co przychodza tu na ateistyczny blog sprawozdawac i dawac ulge swoim emocjom jakie w nich gra na tym meczu wywoluje…

    Wlasnie to co z siebie wydalaja komentuje. I zwaz sobie, z enei chodze do nich na ich boisko komentowac, tylko komentuje u siebie na ateistycznym boisku, gdzie sie ci napalency udzielaja nieproszenie.

  143. A ja tylko mowilem, ze mecz pomiedzy wierzacymi i niewierzacymi nie jest zakonczony. I nigdy nie bedzie zakonczony

  144. Orteq
    3 kwietnia o godz. 2:26
    A ja tylko mowilem, ze mecz pomiedzy wierzacymi i niewierzacymi nie jest zakonczony. I nigdy nie bedzie zakonczony

    Szanowny Panie Orteq

    Ateisci pokonali teistow. Sedzia odgwizdal koniec meczu przed Pana urodzeniem i dlatego jest pan zdezorientowany.

    Slawomirski

  145. Dlaczego na swieta wielkanocne jemy szynke skoro Chrystus byl zydem?

  146. On przestal byc Zydem wlasnie daltego. O te szynke poszlo

  147. Bóg do siebie:
    – Muszę sie jeszcze wiele od tych Żydów nauczyć.

    Rabin do rzeźnika, pokazujac palcem:
    – Proszę 20 dkg tej ryby.
    Sprzedawca:
    – Przepraszam ale pan pokazuje na szynke.
    Rabin:
    – A czy ja chcę wiedzieć jak się ta ryba nazywa?

  148. Pociagnijmy za te brode

    Ksiądz i rabin jadą razem pociągiem w jednym i tym samym przedziale. Ksiądz wyciąga kanapki z szynką, częstuje również rabina. Rabin sie kryguje:
    – Nam religia zabrania jeść wieprzowiny. No ale dobrze, odrobinke moge sprobowac.
    – O to to – mowi ksiadz. – Szynka taka dobra jest.
    Podróż dobiega końca. Rabin żegna księdza:
    – Szynka byla znakomita. Proszę pozdrowić małżonkę.
    – Dziekuje ale nas, księży, obowiązuje celibat. Nie mam żony.
    – No to prosze pozdrowic gospodynie. Nawet odrobinka panskiej gospodyni taka dobra jest.

  149. No to sie usmialam.
    A swoja droga ciekawe jak ewoluowaly te „tradycyjne” posilki i inne obowiazkowe jajka i baranki. Jutro zaczyna sie Passover, na ktory tez sie sprzata na blysk a jajko, chrzan, buraczki i inne sa tak samo na ich stole. Oni beda swiecic 8 dni, a harujacy Amerykanin na Wielkanoc nie ma ani dnia wolnego. Amazon w Polsce uwazal, ze poniedzialek to dzien roboczy, jak u nich, a przynajmniej, ze jest to wolne do wyboru. I cwani i naiwni.
    A wlasciwie dlaczego nieobchodzacy swiat korzystaja z wolnego? To swieto panstwowe, czy religijne?

  150. No dobrze, Zyto, jeszcze za brode raz szarpnijmy

    Niespodzianka w sklepie miesnym

    była w kolorze różowawo-krwistym, spoczywała dumnie pomiędzy baleronem a szynką jak za Gierka i chwaliła się wypisaną na tekturce ceną być może przystępną. Wypadłem z nadwiślańskiego obiegu cenowego, więc cena nie zrobiła na mnie najmniejszego wrażenia. Duże wrażenie zrobiła jednak nazwa Niespodzianki – na tekturce czytelnym pismem czyjaś ręka wypisała starannie: Szynka po żydowsku.

  151. Orteq
    3 kwietnia o godz. 7:58

    Bo w Polsce, zapewne z powodu niedomiaru zydow, wszelkie judaica robia furore. Doskonale pamietam, jak jakies 14, czy 16 lat temu na polce w dziale miesnym supermarketu, zobaczylem „Szynke Kosherna” – to bylo dopiero mistrzostwo swiata!

    Nawet o rybe nie trzeba sie pytac, bo okragla „pieczec” z hebrajskimi, lub udajacymi hebrajskie literkami zdawala sie sugerowac stepel rabinacki.

  152. waldi
    2 kwietnia o godz. 21:39

    Z chrześcijańską obłudną przykrością mówię, że kręcisz jak rasowy Świadek Jehowy. Na Twoje „Pewny siebie ateizm jest nie do utrzymania” wymieniam paru, którzy utrzymali swój ateizm do u.ranej śmierci (panteistę Bruno rzeczywiście wymieniłem z rozpędu, mając na myśli jego pewność siebie w przedmiocie poznania). Czy jest coś takiego jak ateizm lub chrześcijaństwo bez ich nosiciela? Nie istnieje idealny wzorzec ateizmu, wedle którego można mierzyć indywidualne ateizmy, i nie istnieje idealny wzorzec chrześcijaństwa (nawet sam Jezus pałę zalewał i w ogóle nie był idealny, a jego domniemany Ojciec niebieski to jedna wielka obrzydliwość, a nie ideał). Rozróżnianie ateistów ze względu na charakter ich ateizmu, źródło jego powstania itp. – co właśnie robisz – jest rozmową nie na zadany temat. Twoja postawa „Pewny siebie ateizm jest nie do utrzymania” pokazuje Twoją jeszcze większa pewność siebie, więc tym bardziej jest nie do utrzymania – że tak powiem po niemojemu. Bo nieważne, co je moje, ważne to je, co je Twoje.

  153. A o szyneczce, chrzaniku i wielkanocy, to znam taki wierszyk. Podobno stary.

    Ukroim szyneczki
    Posmarujem chrzanem
    Jakzes dobrze zrobil
    Zes zmartwychwstal Panie.

    Wierszyk jest zdecydowanie ateistyczny i tylko sie skubany podszywa i udaje cos innego, znam go od taty ateisty, wiec ma pochodzenie, ze tak powiem atestowane.

  154. Jacek Kowalczyk
    2 kwietnia o godz. 16:47

    „Zabawne jest, gdy namawia Pan innych, by z otwartym sercem i szczerym umysłem studiowali Pismo, ale sam woli nie zaglądać do tekstów zajmujących się historią tego Pisma za pomocą dostępnych współcześnie metod badawczych”.

    Na temat autora polecanej przez Pana pozycji Wikipedia podaje:
    „W swoich książkach często wspomina swój młodzieńczy chrześcijański fundamentalizm, który wykształcił w nim wiarę w to, że słowa Biblii są natchnione przez Boga i chronione przez niego od jakichkolwiek błędów. Jego późniejsze studia ostatecznie przekonały go, że słowa Biblii są pełne sprzeczności i błędów wynikłych z procesu ręcznego kopiowania tekstów w pierwszych wiekach n.e. Przez 15 lat uważał siebie za liberalnego chrześcijanina, później po zmaganiach z problemem filozoficznym zła i cierpienia stał się agnostykiem”.

    1. Chociaż nie jestem profesorem religioznawstwa, to jednak potrafię wnikliwie studiować Biblię. Dość łatwo doszedłem więc do przekonania, że chociaż jest ona zbiorem pism sporządzanych przez około 40 mężczyzn, na przestrzeni wielu setek lat, to Objawienie w niej zawarte jest zharmonizowane i całkowicie zgodne. Żadne „błędy wynikłe z procesu ręcznego kopiowania”, nie są w stanie zachwiać moją pewnością, że pod względem oddziaływania na osobowość i zachowanie człowieka, nauka głoszona przez Jezusa i Jego uczniów, nie ma i nie będzie mieć sobie równej.

    Do wspaniałych „owoców”, które powinni „wydawać” naśladowcy Jezusa, zaliczono w Biblii: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Oczywiście wszystkie religie powinny wydawać takie pokojowe owoce. Ale czy to robią? A może osoby niewierzące są znane z takich zachowań ? Nie trudno znaleźć odpowiedź na to pytanie.

    Żadne opowieści profesorów akademickich, niczego nowego w tym temacie nie wniosą, a jak widać na przykładzie Pana Ehrama, mogą przyczynić się jedynie do utraty wiary.

    2. W przeciwieństwie do Pana Ehrama, nie zmagam się z problemem filozoficznym zła i cierpienia. Dzięki studium Biblii, wiem z jakich powodów Bóg toleruje zło i dlaczego trwa to tak długo. Dzięki Bogu wiem także, ze koniec zła jest bliski. To przykre, gdy ktoś studiując wnikliwe tekst Biblii, traci wiarę w jej Autora. Być może ktoś taki, nie prosił Go o pomoc w zrozumieniu .Jeżeli dzisiaj zarabia na propagowaniu agnostycyzmu, to moim zdaniem ma podobny problem jak ci, którzy zarabiają na „szerzeniu wiary”. Jakie są tego owoce, widać gołym okiem.

    Pozdrawiam.

  155. Az „usiadlem” z wrazenia, gdy przeczytalem:

    „Do wspaniałych „owoców”, które powinni „wydawać” naśladowcy Jezusa, zaliczono w Biblii: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Oczywiście wszystkie religie powinny wydawać takie pokojowe owoce. Ale czy to robią? A może osoby niewierzące są znane z takich zachowań ? Nie trudno znaleźć odpowiedź na to pytanie.”

    „gracz!, ktory wydalil z siebie powyzsze, udziela sie aktywnie nad wyraz, na ateistycznym blogu Jacka Kowalczyka, ktory z ateistyczna miloscia dla niemal kazdego uposledzenia, z radoscia otwartosci na inne poglady, cierpliwoscia wrecz benedyktynska, uprzejmoscia najwyzszej proby, altruistyczna dobrocia, wiernoscia swoim przekonaniom nie budzaca watpliwosci, lagodnoscia wrecz doskonala, opanowaniem wrecz przykladowym, toleruje nieproszonego natreta… natreta slepego i tak opanowanego swoja szajba, ze niedostrzega, ze te wszystkie cechy jakie w/g niego powinni miec ludzie religijni, znajduje wlasnie u ATEISTY Pana Jacka Kowalczyka.

    Jednoczesnie nie ma w nim ani cienia zdolnosci do zobaczenia jak malo z tego wszystkiego jest w nim samym, czym potwierdza moje ateistyczne przekonanie, ze „intensywna religijnosc” rodzi glownie zatrute owoce.

  156. waldi

    Śmiertelnie chory, mądry ksiądz Jan Kaczkowski, szef puckiego hospicjum, mówi o sobie: „Próbuję być głęboko wierzącym katolikiem”.

    Nie mówi, że jest pewnym siebie katolikiem. I kpem byłby ten, kto by tak mówił. Natomiast ateista, którego ateizm wziął się nie z wtłaczania w dziecięcą główkę baśni o królu Lulu, lecz z niedoświadczania nadprzyrodzoności i precyzyjnej (lub choćby tylko zdroworozsądkowej) analizy tzw. śniętych…prrr!…”świętych” pism podpartej niepowierzchowną wiedzą o człowieku, jest w swoim ateizmie matematykiem. Kiedy mu wychodzi, że zero razy jeden jest zero, a zero razy 1500 też jest zero, nie może tego nie być pewien. Jest więc pewien, że „święte” pisma wymyślił i napisał człowiek. I że człowiek wymyślił króla Lula, a nie na odwrót. Mówienie o ateizmie jak o ideologii, a nawet jak o religii, jest autorstwa religiantów. Jest prostym odbiciem piłeczki z myślowej nieporadności. „Skoro mówisz, że ja tylko wierzę, że jest Bóg, to ty tak samo tylko wierzysz, że go nie ma”. To słowa proste i chwytliwe, więc się przyjęły w stadionowym świecie. Ale słowa puste, wypowiadane przez tych, którzy nigdy nie przejdą – ogrom ich nie jest w stanie: za mała główka – drogi intelektualnego ateisty. Wśród takich ateistów jest wielu byłych chrześcijan, więc można rzec, że znają oni dwie strony medalu z autopsji. Ateistów, którzy z własnego wyboru, bez zewnętrznych przymusów (na przykład śmiertelna choroba) przeszli żmudną intelektualną drogę od ateizmu do religijności, można policzyć na palcach jednej ręki bezrękiego.

    Więc kiedy mówisz krytycznie, że „Pewny siebie ateizm jest nie do utrzymania”, mówisz jak ślepy o kolorach, inaczej mówiąc: nie masz zielonego pojęcia, o czym mówisz. Podobnie jak Tobie podobni, którzy napisali furę książek, wpatrując się w nieistniejący punkt na własnym czole, który od tego wpatrywania się urósł do rozmiarów kosmosu.

  157. Kiedy ateista słyszy głosy w swojej głowie – Tworki;
    kiedy religiant doświadcza tego samego – rozmawia z Bogiem;
    Rażąca dysproporcja w traktowaniu obu.
    PS. Kościół wręcz propaguje popadanie w obłęd, kiedy przejeżdżam obok widzę baner:”Czy dzisiaj już rozmawiałeś z Bogiem?”
    Aż korci żeby dopisać: Nie, bo biorę leki.

  158. @ dezerter
    Jak już pisałem, nie spodziewam się zmienić Pańskiej wiary. Jednakowoż chciałbym zwrócić uwagę, że wypadałoby (skoro wciąż odwołuje się Pan do „wnikliwości”) po przeczytaniu notki z Wiki poprawnie przepisać choćby nazwisko autora, którego — nie czytając jego książek — tak łatwo pan dyskredytuje, imputując mu działanie z pobudek merkantylnych. Czyżby Pan pracował za darmo, a żywiony był przez Najwyższego jako te ptaszki, co nie sieją ani nie orzą?
    Najzabawniejsze w tej wymianie zdań jest to, że zarówno Pan, jak i @ Waldi (ksiądz, jak można z dużym prawdopodobieństwem domniemywać) uważacie, że ateiści nie powinni być tacy pewni swego, bo gdzieś zawsze są granice pewności (co dla ateisty jest oczywiste), zarazem jednak obaj piszecie „wiem, jaki jest Bóg”, „wiem, z jakich powodów Bóg toleruje zło” — a wiecie to na podstawie lektury dzieł literackich sprzed wieków.
    Siadając do komputera, by szerzyć swą wiarę, kwestionujecie (w rozmaity sposób) wszystko to, co doprowadziło, że w ogóle możecie usiąść do komputera. Przecież gdyby ludzie ściśle i zawsze stosowali się do Jezusowych postulatów (czy raczej jemu przypisywanych), nie mogłoby być mowy o rozwoju jakiejkolwiek nauki. Rzecz jasna, można uważać, że to wszystko, co wypracowali ludzie, jest warte funta kłaków, ale wtedy tym bardziej funta kłaków jest warte to wasze przekonywanie do Ojca Niebieskiego.

  159. Z opisów naszych religiantów, wyłania się obraz katolika doskonałego; walczy on z zabijaniem, niemalże plemników nie wspominając o zapłodnionym jajeczku.
    Ale, jednocześnie, domaga się wprowadzenia kary śmierci – większość Polaków – a to przecież nie mogą być ci bezbożni ateiści. Woli poświęcić matkę, dla i tak nie mającego szans na przeżycie płodu.
    Jednocześnie różne organizacje, walczą o zaprzestanie stosowania kary śmierci na Białorusi, ale ani słowa o USA.
    A może taka Amnesty International, powinna więcej uwagi poświęcić własnym piewcom rzeczonej kary i próbować ich oświecić?
    Jak oni godzą jezusowe przesłanie samej dobroci z pradawną chęcią zemsty?
    Powinno być cechą każdego wierzącego:„miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” – pisał jeden z nich.
    Zapomniał dodać: oko za oko, ząb za ząb. Bo to chyba jest ich prawdziwa natura.
    Tak postępował ich Bóg „miłosierny”.

  160. lonefather
    3 kwietnia o godz. 9:29

    To zdecydowanie katolicki wierszyk. Po to jest Jezus, żeby można było sobie siąść do góry żarcia w Wigilię i drugiej góry – w Wielkanoc.
    Do niczego innego katolikowi pospolitemu nie jest potrzebny.

    Biskupom jest potrzebny w tym samym celu, także po to, by sobie pod Jezusa strzelić lufę z whisky lub Courvoisier’a, oraz Jezuskiem okładać Polaków w celu wymuszeń zbójeckich.

    Uroczyste, dziesięciornicowe artykuły we wszelkich mediach dokładnie to potwierdzają.
    Z myśli Wojtyły pozostał papież-łupież i kremówki. Z jego fizjognomii – pomniki przyprawiający o wytrzeszcz oczu, ból zębów i ciężkie migreny.

  161. „Wynika z nich, że w 2014 roku Polacy zadzwonili na ten trzycyfrowy numer łącznie 21,3 mln razy, z czego prawie połowa zgłoszeń – 10,3 mln (48 proc. całości) było zgłoszeniami fałszywymi, wynikającymi m.in. ze złośliwych intencji.”
    I to:”

  162. Cd.
    I to: „Jak rozkłada nogi, to niech stoi w kolejce”

    Ależ wredni ci ateiści!

  163. Wczorajsze programy wspominające JP II przyprawiały o mdłości. A już sam siebie przeskoczył P. Kraśko, który czuł się zaszczycony rozmową z… sekretarzem kardynała Ratzingera. Żadnego z tych programów nie obejrzałem do końca.

  164. dezerter
    3 kwietnia o godz. 9:49
    Żadne „błędy wynikłe z procesu ręcznego kopiowania”, nie są w stanie zachwiać moją pewnością, że pod względem oddziaływania na osobowość i zachowanie człowieka, nauka głoszona przez Jezusa i Jego uczniów, nie ma i nie będzie mieć sobie równej.
    ………………………………………………………………………………………
    Szczęściarz z pana w kontekście tego co wyraża zdanie cytowane przez @pombocek : “Próbuję być głęboko wierzącym katolikiem”..
    I pytanie: jakby to było , gdyby pan urodził się np. w Pakistanie lub Chinach, co z ową „pewnością”?

  165. Prowincjusz
    3 kwietnia o godz. 14:42
    Wspomniany redaktor to przykład żywej wazeliny.

  166. Chrzanię religie i ateizm – jadę sprawdzać Bałtyk. Falka akuratna, wiatr koło piątki (widzę z okna). Zobaczymy, czy coś się da zrobić. Wejść to wejdę na bank po jakich czterech próbach, jak stopy się rozgrzeją, ale czy dam radę się zanurzyć i ciut popływać – oto jest pytanie. Była ogromna przerwa – ponad 7 miesięcy – a że wszystko płynie, a ja, zamiast młodnieć, się starzeję, to mogę, kurde, odpuścić. Wstyd na samą myśl. No uobacymy. Jadymy na ta ryba. Franek, wio!

  167. @ pombocek

    Gdybyś czytał uważnie, zauważyłbyś, że dokonałem stosownych rozróżnień odnośnie do ateizmu. No ale jak widać twój umysł tego nie odnotował. Jeśli ktoś twierdzi, że na pewno nie ma Boga, to musi podać niezbity dowód na to, że tak jest. Otóż muszę ci powiedzieć, że w historii filozofii nikomu się to nie udało (nawet osławionemu Marksowi i jego kumplowi Engelsowi). Można w Boga z jakichś powodów nie wierzyć (najczęściej osobistych), ale trzeba, szanowni „ateiści”, odróżniać ateizm od osobistej niewiary!! Niewiara nie musi być ateizmem zamkniętym , właśnie pewnym siebie, może się wyrażać w agnostycyzmie, umiarkowanym sceptycyzmie, panteizmie itd. Poza ateizmem zamkniętym, ideologicznym, zatwardziałym, istnieje jeszcze ateizm poszukujący (na razie sądzę, że nie ma Boga, ale na przyszłość niczego nie przesądzam, szukam prawdy). Ponadto ateistą może być zwykły, banalny konsumpcjonista – interesują mnie tylko sprawy doczesne (kupa pieniędzy, multum przyjemności, kariera i w ogóle wszystko, co się kręci wokół jego „ja”, o Bogu nigdy nie myśli, bo i po co), może być filozof, w którego systemie myślowym nie mieści się Bóg (np. Bertrand Russell, skądinąd bardzo spokojny człowiek), może być naukowiec (biolog, który za wartościowe uważa tylko wyniki nauk szczegółowe, wszystkim innym gardzi), ateistą wreszcie może być ten (najcięższy przypadek), który nienawidzi chrześcijan, nauki, którą żyją, ich duchownych, Kościoła. W cichości serca wie, że Bóg istnieje, ale serdecznie Go nienawidzi itd. najchętniej wymazałby to imię z kultury, starł z powierzchni ziemi itd. Taki osobisty wróg Pana Boga. Jak widać tych ateizmów jest wiele. Także tu na tym forum są ludzie o bardzo różnych motywacjach ateistycznych. Nie ma się co zacietrzewiać i innych od religiantów wyzywać, lecz po prostu przyjrzeć się swojemu „ateizmowi”, co to tak naprawdę jest, czego niezmiennie życzę.

  168. W/g Waldiego, jeśli ktoś twierdzi, ze nie ma krasnoludków to musi to udowodnić.
    A może Waldi udowodni, że Bóg jest?

  169. @ Jacek Kowalczyk

    „Siadając do komputera, by szerzyć swą wiarę, kwestionujecie (w rozmaity sposób) wszystko to, co doprowadziło, że w ogóle możecie usiąść do komputera. Przecież gdyby ludzie ściśle i zawsze stosowali się do Jezusowych postulatów (czy raczej jemu przypisywanych), nie mogłoby być mowy o rozwoju jakiejkolwiek nauki”.

    No to tu już się Pan straszliwą ignorancją. Mam nadzieję, że to takie chwilowe otumanienie spowodowanie zmienną kwietniową pogodą. Gdzie Pan takiej mądrości nabył, że wiara katolicka jest przeciwko nauce? To na WUML-u tak wykładali? Ja rozumiem w zamierzchłych komunistycznych czasach taką „wiedzę” w szkołach serwowali, ale teraz po tylu latach, z takim dostępem do informacji jak obecnie, taki sąd wygłaszać? No zawiódł mnie Pan na całej linii. Gdzie Pan znajdzie w Ewangelii jakiekolwiek zdanie, że Pan Jezus był przeciwko nauce? Już nie mówiąc o tym, że mógłbym przytoczyć szereg nazwisk wybitnych uczonych i zarazem dobrych chrześcijan, no ale myślałem to są rzeczy powszechnie znane i głupio byłoby przerzucać się tak banalnymi treściami. Jak widać jest inaczej. Zdumiewające.

    Ps. Nie jestem księdzem i nie studiowałem też na WUML-u.

  170. Waldi, nie rozumiem po co Tobie to szufladkowanie ateistów. Ateista to człowiek który nie wierzy w Boga. Wiara jest łaską daną przez Boga więc można by powiedzieć, że ateista jest ateistą z wyboru Boga a nie swojego, to chyba logiczne.
    Zaraz powiesz, że o łaskę wiary trzeba się modlić ale przecież będąc ateistą nie będę się modlić o coś co nie jest mnie potrzebne do Boga w którego nie wierzę.
    Reasumując, najprawdopodobniej jestem potępiony na wieki przez wszechmiłosiernego Boga, no chyba że Wy wierzący zamiast ateistom ubliżać zaczniecie się za ateistów modlić. Z pewnością będzie to przez Boga milej widziane niż to co robicie na tym forum.
    Uszanowanie

  171. @waldi
    skoro Pan Jezus tak sprzyjał nauce, to dlaczego Giordano Bruno skończył na stosie, Kopernik prawie do śmierci czekał z opublikowaniem swego dzieła, a Galileusz zgodził się trzymać język za zębami, aby nie postradać żywota?
    A rozwój medycyny? Hamowany przez stulecia zakazami obdukcji i studiowania anatomii na zwłokach ludzkich…
    Teraz, gdy tłustym biskupom wysiadają przepite wątroby, cicho się zrobiło w kwestii potępienia transplantacji, a jak księża będą mogli się żenić, to także in vitro przestanie być podszeptem szatana 😉

  172. @ Waldi
    „No to tu już się Pan straszliwą ignorancją. Mam nadzieję, że to takie chwilowe otumanienie spowodowanie zmienną kwietniową pogodą. Gdzie Pan takiej mądrości nabył, że wiara katolicka jest przeciwko nauce?”

    A gdzie ja napisałem, że wiara katolicka jest przeciw nauce? Dzisiaj już nie może sobie na to pozwolić. Napisałem, że postulaty Jezusa ściśle i pilnie przestrzegane uniemożliwiłyby zajęcie się nauką, choćby dlatego, że wymaga ona odrzucenia dogmatów. To imponujące, że są naukowcy, którym prywatne przekonania nie przeszkadzają w uprawianiu dobrej nauki. Ale kłopot polega nawet na tym, co znaczą poszczególne wezwania Jezusa, które dziś, poza jego kontekstem historycznym, są czasem trudno zrozumiałe, a co dopiero wykonalne. To, co Pan uprawia, to czytanie tego, co się chce przeczytać, żeby nadal czuć się w prawie do uznawania samego siebie za słusznego katolika. Choć od Jezusa do dzisiejszego katolicyzmu droga daleka, a i wyłaniający się z poszczególnych ewangelii jego obraz wielce niejednoznaczny. Niech Pan zostanie ze swym Bogiem, ja pozostanę bez niego bez lęku.

  173. @ Tobermory

    „skoro Pan Jezus tak sprzyjał nauce, to dlaczego Giordano Bruno skończył na stosie”.

    Takie pisanie, to typowy „groch z kapustą”. Trzeba odróżniać naukę Pana Jezusa od zła popełnianego w ciągu wieków niektórych ludzi Kościoła. Spalenie Bruna na stosie to zbrodnia, która idzie na konto Kościoła katolickiego. Żadne słowa Pana Jezusa nie uzasadniały (bo takich nie ma) wyroku śmierci dla Giordana Bruna. To zło konkretnych, głupich grzesznych przedstawicieli ówczesnego Rzymu. Kopernik wysłał skróconą wersję swego dzieła papieżowi Pawłowi III, za co otrzymał podziękowanie i ani jednego słowa nagany. Kopernika natomiast zganił nie kto inny jak Marcin Luter. Dopóki żył kard. Bellarmin Galileusz bronił się skutecznie. Po śmierci proces przejęli znacznie głupsi od niego, którym wydawało się, że bez filozofii Arystotelesa nie da się bronić chrześcijaństwa, no i zmusili Galileusza do wyparcia się poglądów. Znów grzech mało rozgarniętych, ograniczonych ludzi. Ich zachowanie nie miało nic wspólnego z nauką ewangeliczną.
    Współcześnie nie ma problemu jest ratowaniem zdrowia i życia ludzkiego. Jest natomiast problem w stosunku do takich działań, które są przeciw godności, zdrowiu i życiu ludzkiemu. Ale takie stanowisko, niezależnie od wiary, jest naturalne i bliskie każdemu człowiekowi, także wielu niewierzącym.

  174. Czyli w historii chrześcijaństwa Jezus był jedynym sprawiedliwym; reszta to durnie i zbrodniarze – ciekawa teza.

  175. Czyli jak zwykle wszystkiemu winien nierozgarnięty personel, tu – naziemny.
    A wezwanie „Boże, widzisz to i nie grzmisz?!” nadal aktualne i nadal niewysłuchane 🙁
    Zbrodnia dokonana na Giordano Bruno czekała równo 400 lat na potępienie, a Galileusz prawie 360 na przeprosiny i formalną rehabilitację (po 13-letnim rozważaniu jego „przypadku”).

  176. @sztubak

    Dla waldiego takie stawianie sprawy jest wygodne. Oczywiście, rozróżnienie między ateizmem i agnostycyzmem ma sens, choć tkwi w tym pewna pułapka, która może być nadużywana w dyskusji. Te określenia są mocno akademickie, wąsko-definicyjne i bardzo syntetyczne. W takim ujęciu, pomiędzy postawą teizmu i ateizmu zachodzi pewnego rodzaju symetria, ale funkcjonuje ona wyłącznie w ramach stworzonego układu, modelu. Weźmy dwa zdania:
    1) Bóg na pewno istnieje
    2) Bóg na pewno nie istnieje
    Te zdania są sprzeczne, a ich „suma” wyczerpuje wszystkie możliwe „stany” układu. Czyli – zamknęliśmy cały świat w dwóch zdaniach? Otóż nie, bo potencjał układu do opisu świata jest żaden, zaczyna się i kończy w granicach definicji. Równie „dobrze” świat opiszą takie zdania:
    1) Wojtek na pewno siedzi na krześle
    2) Wojtek na pewno nie siedzi na krześle

    To, co rzeczywiście istotne, ujawnia się przy poszerzaniu „modelu”, a precyzyjniej mówiąc, jego składnika teistycznego (składnika ateistycznego nie sposób poszerzać, czyli analizować nieistniejące). Pojawiają się zatem podstawowe dogmaty (np. boska omnipotencja, pozaczasowość, nieskończona dobroć). Każdy z tych dogmatów ma swój ciężar i swoje konsekwencje, każdy może być oceniany i dyskutowany osobno, każdy tez mógłby też przyjąć inny kształt. Po wspomnianej na wstępie symetrii nie ma już śladu, ale przecież to zaledwie początek rozwoju myśli teologicznej. Jej konsekwencje sięgają nawet kwestii w rodzaju, czy wolno używać prezerwatyw albo czy należy nosić brodę.

  177. Szanowni ateiści podyskutowaliśmy trochę na różne tematy, czasem ostrzej czasem łagodniej. Wymiana myśli nigdy nie jest zła, nawet jeśli towarzyszy jej nieco emocji. Ale pora odpocząć. Zbliżają się Święta, niech każdemu będą one miłe wedle jego miary.
    Życzę wiele ciepła i przyjaznej atmosfery w gronie najbliższych, obfitości dla ducha i ciała, także bardziej znośnej pogody i pierwszych oznak wiosny.
    Pozdrowienia również dla Pana Sugadaddy.

  178. Valdi nie popuskaj!

    Kibice z nad Pacyfiku

    PS. Pamiec o tablicy rejestracyjnej „VALDI” wciaz zywa. Bumper sticker „You can bet your dupa I’m Polish” chyba komu innemu zostal przypisany

  179. Chyba to jednak byla „WALDI” tablica

  180. Betoniarka zna się na Jezusie. Jezus ic nie powiedział, że ma coś przeciw nauce, znaczy, nauka może być.

    Jak na 33 lata życia, Jezus w ogóle był małomówny, choć skądinąd podobno bardzo był wygadany i starszyźnie powiatowej nie dał sobie w kaszę dmuchać.

    Jezus nic nie mówił biskupom, żeby nie chlali tyle wódki, znaczy – słusznie, że chleją: Panie biskup – chlejesz pan? Chleję!

    Jezus nic nie mówił, że ma coś przeciw topieniu Murzynów w morzu. Znaczy – można topić.

    Jezus w ogóle, ani słowem nie mówił, żeby nie lubić książeczki Mein Kampf, ani jego autora, austriackiego katolika. Znaczy – należy popierać.

    Ze spraw lokalnych: nic Jezus nie powiedział, żeby nie głosować na Kaczyńskiego. A katolicy – cholera – coś nie bardzo.

    Natomiast ciągle, nieustannie, stanowczo, mówił Jezus, żeby myć zęby po każdym posiłku. Niestety, mówił to w ewangelii wg Roberta Portusia. Została ona jednak odrzucona jako apokryf. Przez to wszystko przeciętny Polak w wieku 45 lat nie ma 16 zębów.

    Jezus nic nie mówił, żeby dyskutować z waldim. Czemu więc dyskutujecie?

  181. Panowie i Panie,
    Jezus nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem, przypomnijcie sobie, nie przyszedem zmieniać prawa a tylko je uzupenić, powiedział.
    Jezus był żydowskim nieuznanym przez Żydów prorokiem a więc bluźniercą za co go spotkała zgodna z ich prawem kara, śmierć.
    Twórcą chrześcijaństwa jest Paweł.
    Protoplastą Jezusa był Ozyrys, też zmartwychpowstał.

  182. @Maciej2, z godz. 17:48
    Prezerwatywy wolno używać, ale zakładanie jej na brodę i niewygodne i irracjonalne. A cały Twój wywód sprowadzić można do takiego oto anumlika:

    Dobrze, że matka natura zrobiła ze mnie kocura,
    powiedział czarny kot zagnawszy mysz pod płot.
    Na to Porządek Wszechrzeczy: I myszy są w mej pieczy;
    Gdy lezą do sera, w pudło chowam kota Schrödingera.

  183. Ani wierzący ani ateiści nie mają do moich przemyśleń stosunku, więc ja Was też …….

  184. „Kopernika natomiast zganił nie kto inny jak Marcin Luter”
    A za co zganił, to już nie łaska powiedzieć?
    Jest okazja dołożyć protestantom, to się korzysta 😉

  185. @Tobermory, z godz. 19:14
    Nie sądzę, aby @waldi „chciał dołożyć” protestantom. Sami se dołożyli. Luter, gdy usłyszał usłyszał o teorii Kopernika powiedział: Ludzie słuchają improwizowanego astrologa, który za wszelką cenę chce udowodnić, że to nie niebo się kręci, lecz ziemia. Aby wystawić na pokaz inteligencję, wystarczy coś wymyślić i podać to jako pewnik. Ów Kopernik, w swojej głupocie, chce zburzyć wszystkie zasady astronomii. W Piśmie Świętym czytamy bowiem, że Jozue nakazał zatrzymać się Słońcu, a nie Ziemi. A Melanchton, współpracownik Lutra, też dołożył swoje trzy grosze: Niektórzy sądzą, że to znakomite wypracować rzecz tak absurdalną, jak ów sarmacki astronom, który porusza Ziemię i zatrzymuje Słońce. Zaiste, mądrzy władcy powinniby powściągnąć utalentowaną lekkomyślność. Na szczęście mądrzy władcy zajęci byli czymś innym w tym czasie – mianowicie walką z reformacją, czyli z Lutrem, Melanchtonem i wieloma innym protestantami. Na szczęście dla Kopernika, oczywiście.

  186. @Tanaka

    Znaczy sie tata mnie oszukal, ze ateistyczny?
    No sam popatrz, ja w tym wierszydle widze kpine, dobrze zamaskowana kpine. Ze niby o okazje do pojedzenia sobie chodzi?

    No to co powiesz na to, ze religianci twierdsza, ze zmartwychwstanie to dowod na „boska laske” i obietnica zbawienia zarazem. Ale dopuszczam, ze ja ateista nie rozumiem nic a nic, z tego wszystkiego i naiwnie mysle, ze jest jak glosza …

    Ale … zaraz, zaraz! Jesliby tak bylo, to ateisci byliby lepszymi glosicielami niz religijni?

  187. I slusznie @sztubak! Slusznie! Odstosunkuj sie! Ino szybko i skutecznie. Bez odbioru.

  188. @anumlik

    Przez piekło definicji przejdziem dzięki ambicji
    Od teologa do Boga – za krótka droga!

  189. waldi
    3 kwietnia o godz. 15:31

    Choroba, nie wyszło z kąpielą. Połaziłem tylko po kolana w wodzie, pochlapałem się i wyskoczyłem na brzeg jak z katapulty. Starość, psia jego mać, i lenistwo.

    No więc, waldi, skoro startujesz z idiotyczną mantrą „Jeśli ktoś twierdzi, że na pewno nie ma Boga, to musi podać niezbity dowód na to, że tak jest”, to rozmowa się kończy. Poza tym „musi” to na Rusi. Możesz być nawet wielkim erudytą, ale zademonstrowałeś umiejętność myślenia na poziomie przedszkolaka. Proście, a będzie wam dane, więc proś Jezusa, byś zaczął życie i nauki od nowa na innej planecie, to może z czasem sam się będziesz z siebie śmiał, że oczekujesz udowodnienia nieistnienia. W dodatku nieistnienia przedmiotu cudzych urojeń. Skąd wiem, że urojenia? Z takiej samej obserwacji, z jakiej wie psychiatra. Wierzyłbyś mu, gdyby chodziło o Twego brata, czy wolałbyś iść do księdza po diagnozę? A zresztą ebaut to pies – pokażę Ci, jak wygląda dowód nieistnienia.

    – Dzień dobry. Są sesetki?
    – Słucham?
    – Są sesetki?
    – Co to takiego?
    – Sesetki. Są?
    – Pierwsze słyszę.
    – Są sesetki?
    Sprzedawca poszedł do kierownika.
    – Panie kierowniku, jakiś wariat pyta o sesetki, a ja w ogóle nie wiem, co to jest.
    Kierownik wyszedł na sklep.
    – Dzień dobry – mówi do klienta.
    – Dzień dobry. Są sesetki?
    – Nie ma.
    – Do widzenia.
    Żegnaj, waldi, będzie mi Ciebie brakowało.

  190. zezem
    3 kwietnia o godz. 14:51

    „Szczęściarz z pana w kontekście tego co wyraża zdanie cytowane przez @pombocek : “Próbuję być głęboko wierzącym katolikiem”..
    I pytanie: jakby to było , gdyby pan urodził się np. w Pakistanie lub Chinach, co z ową “pewnością”?

    Właśnie wróciłem z obchodów Wieczerzy Pańskiej i spojrzałem jak moi bracia i siostry radzą sobie w Pakistanie i w Chinach. Nie mają lekko, ale dają radę. Także tam odbyły się uroczystości Pamiątki. Można sprawdzić na jw.org.

    Zgodnie ze słowami Jezusa „dobra nowina jest głoszona na świadectwo wszystkim narodom” (Mateusza 24:14).

  191. Wielkanocnym sesetkom dedykuje

    ‚http://wielkanoc.dowcipy.pl/images/9553_wielkanoc_zajaczek_kapec.jpg

  192. Nie tylko Waldiego bedzie nam brakowalo w te Wielkanoc

    ‚http://wielkanoc.dowcipy.pl/images/9554_wielkanoc_zajaczek_pies.jpg

  193. Jaka jest różnica między punktem G a pubem?
    – Sporo facetów wie jak znaleźć. A potem wracaja do zon

  194. VIAGRA LIGHT:
    – nie najlepsza na zmartwychwstawanie ale bardzo ładnie układa w spodniach.

  195. Jacek Kowalczyk
    3 kwietnia o godz. 10:56

    Wartości podane w Biblii doskonale odpowiadają potrzebom człowieka — są niejako szyte na miarę.
    ▪ Miłość. W pewnym poradniku napisano: „Jeśli nauczysz się kochać, szczęście na pewno zapuka do twoich drzwi” . Nie da się zaprzeczyć, że wszyscy potrzebujemy miłości. Bez niej nie możemy być naprawdę szczęśliwi.

    Co mówi Biblia: „Przyodziejcie się w miłość, gdyż ona jest doskonałą więzią jedności” Pisarz biblijny, który zanotował te słowa, podkreślił również: ‛Gdybym nie miał miłości, byłbym niczym’ .
    Taka miłość kieruje się zasadami. Pobudza nas do bezinteresownego udzielania pomocy obcym będącym w potrzebie. W Liście 1 do Koryntian 13:4-7 czytamy: „Miłość jest wielkodusznie cierpliwa i życzliwa. Miłość nie jest zazdrosna, nie przechwala się, nie nadyma się, nie zachowuje się nieprzyzwoicie, nie szuka własnych korzyści, nie daje się rozdrażnić. Nie prowadzi rachunku krzywdy. Nie raduje się z nieprawości, ale się współraduje z prawdą. Wszystko znosi, (…) wszystko przetrzymuje”. Jeśli w rodzinach brakuje tego rodzaju miłości, cierpią na tym wszyscy, a zwłaszcza dzieci.

    Szczególnie podstępnym wrogiem miłości jest materializm — przeświadczenie, że najbardziej liczy się wysoki standard życia i przyjemności. Jednak badania raz po raz wykazują, że po zaspokojeniu zadziwiająco skromnych potrzeb dalsze podnoszenie stopy życiowej nie zwiększa poczucia szczęścia. Materialiści nieraz tak naprawdę ograbiają się ze szczęścia. Nie bez racji w Biblii powiedziano: „Kto miłuje srebro, nie nasyci się srebrem, a kto miłuje bogactwo — dochodem. To także marność”. Biblia zachęca też: „Prowadźcie życie wolne od umiłowania pieniędzy” .

    ▪ Życzliwość i szczodrość. „Czy nie byłoby wspaniale, gdyby dało się po prostu wejść do sklepu i kupić trwałe szczęście? Pomysł ten nie jest tak utopijny, jak mogłoby się początkowo wydawać — pod warunkiem że kupujemy z myślą o innych” — podano w artykule opublikowanym przez ośrodek badawczy Uniwersytetu Kalifornijskiego, zajmujący się analizowaniem poczucia szczęścia. Wniosek? Dawanie przynosi więcej szczęścia niż branie.

    Co mówi Biblia: „Więcej szczęścia wynika z dawania niż z otrzymywania”.

    Często najlepszą formą dawania, i zarazem przynoszącą najwięcej zadowolenia, jest danie czegoś z siebie — poświęcenie swojego czasu i energii. Pisarz Charles Warner zauważył: „Jedną z najpiękniejszych nagród, jakie otrzymujemy w (…) życiu, jest to, że gdy szczerze staramy się pomagać innym, zawsze pomagamy też sobie”.

    ▪ Uczciwość. Wartość ta ma zasadnicze znaczenie dla każdego cywilizowanego społeczeństwa. Konsekwencją braku uczciwości jest strach, nieufność i degrengolada moralna.

    Co mówi Biblia: Zapytano w niej: „Kto będzie gościem w (…) namiocie [Boga]?”. Odpowiedź brzmi: „Ten, kto postępuje nienagannie (…) oraz mówi prawdę w swoim sercu” . Na prawdziwą uczciwość, podobnie jak na pozostałe omawiane tu wartości, nie mają wpływu warunki zewnętrzne ani doraźne korzyści. To nieodłączna część osobowości człowieka.

    Jeżeli Pan EHRMAN zarabia na utrzymanie propagując poglądy, które w mniejszym bądź większym stopniu, dyskredytują praktyczną wartość książki zawierającej mnóstwo takich pouczających wskazówek, niezbędnych do prowadzenia szczęśliwego życia oraz umacniania więzi międzyludzkich, to w mojej ocenie można mieć wątpliwości, czy jego działalność powinno się nazywać „pracą”.

    Nigdzie nie pisałem, „że ateiści nie powinni być tacy pewni swego, bo gdzieś zawsze są granice pewności” Ani też, że „wszystko, co wypracowali ludzie, jest warte funta kłaków”. Przeciwnie, bardzo sobie cenię ofiarną pracę wielu naukowców, dzięki której życie jest obecnie znacznie przyjemniejsze.

  196. @anumlik
    to jest „handgreifliche Geschichtslüge”!
    Słowa przypisywane Lutrowi (jakoby wygłosił je w trakcie jakiejś biesiady w 1539 roku) opublikowano dopiero dziesiątki lat później. Nie ma żadnych dowodów, że to jego słowa. W całym obszernym dorobku reformatora są to jedyne napomknienia (z twojego cytatu) odnoszące się do Kopernika i układu heliocentrycznego. Dziwnie skromne.
    Niemiecki fizyk i historyk nauki Andreas Kleinert dowiódł, że dopiero w XIX wieku Luter został przez dwóch katolickich historyków zrobiony antykopernikaninem – w czasie Kulturkampfu między cesarstwem a kościołem katolickim.
    Wygląda raczej, że Luter zupełnie się nowym modelem świata nie zajmował.

  197. @ dezerter
    Pięknie i cudnie, ale z tego, co Pan napisał, wynika wprost, że można być dobrym i szczęśliwym człowiekiem, nie mając nic wspólnego z Bogiem. Jednym się udaje, drugim nie.
    Bart Ehrman niczego nie propaguje, tylko przedstawia historię powstania pism wczesnochrześcijańskich, a to bardzo ciekawa historia. Warta lektury.

  198. Melanchthon z kolei zajmował się dziełem Kopernika ze względu na swoje zainteresowania astrologiczne. Jego dzieło „Initia doctrinae physicae distata in Academia Vuitebergensi” używanym przez studentów jako podręcznik fizyki (co najmniej 18 nakładów) do dziś wzbudza dyskusje, albowiem rozdział o astronomii i Koperniku jedni odczytują jako pozbawiony zrozumienia i represyjny, inni – pełen znawstwa i najwyższego szacunku. Nie czytałem, nie wiem.
    Ale żeby Melanchton nazywał Kopernika „sarmackim astronomem” wobec wątpliwej polskości jego pochodzenia (niemieckojęzyczne mieszczaństwo w hanzeatyckim Toruniu) to naprawdę niesposób uwierzyć 🙄

  199. W dniu dzisiejszym nie przystaje zartowac z Jezusa. Wiec spowazniejmy

    Zatrąb, jeśli kochasz Jezusa…

    Oto fragment listu od Babci:
    Któregoś dnia poszłam do miejscowej księgarni katolickiej i ujrzałam naklejkę na zderzak z napisem:
    ” ZATRĄB, JEŚLI KOCHASZ JEZUSA”.
    Akurat byłam w szczególnym nastroju, ponieważ właśnie wróciłam ze wstrząsającego występu chóru, po którym odbyły się gromkie, wspólne modlitwy. Więc kupiłam naklejkę i założyłam na zderzak.
    Jak dobrze, że to zrobiłam!!! Co za podniosłe doświadczenie nastąpiło później! Zatrzymałam się na czerwonych światłach na zatłoczonym skrzyżowaniu i pogrążyłam się w myślach o Bogu i o tym, jaki jest dobry… Nie zauważyłam, że światła się zmieniły.
    Jak to dobrze, że ktoś również kocha Jezusa, bo gdyby nie zatrąbił, nie zauważyłabym… a tak odkryłam, że MNÓSTWO ludzi kocha Jezusa!
    Więc gdy tam siedziałam, gość za mną zaczął trąbić jak oszalały. lnni tez zaczeli trabic. Potem ten pierwszy za mna otworzył okno i krzyknął:
    – Na miłość boską! Naprzód! Naprzód! Jezu Chryste, naprzód!
    Jakimże oddanym chwalcą Jezusa był ten człowiek!

  200. dezerter
    3 kwietnia o godz. 22:17

    „Miłość jest wielkodusznie cierpliwa i życzliwa. Miłość nie jest zazdrosna, nie przechwala się, nie nadyma się, nie zachowuje się nieprzyzwoicie, nie szuka własnych korzyści, nie daje się rozdrażnić. Nie prowadzi rachunku krzywdy. Nie raduje się z nieprawości, ale się współraduje z prawdą. Wszystko znosi, (…) wszystko przetrzymuje”.

    Klasyczna hipostaza. Oto istnieje jednorodny byt zwany „miłością”. Ma cechy żywego, idealnego człowieka: „nie przechwala się, nie nadyma się, nie zachowuje się nieprzyzwoicie”. Obywatele mają go małpować lub jechać na Filipiny i się ze wstydu ukrzyżować, potem znów zapracowywać na nowy wstyd, i znów, i znów…

    Ten sam mędrzec, który uroił sobie istnienie wzorca miłości z Sevres, powiada: „To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. Oto dlaczego kobieta winna mieć na głowie znak poddania (…)”.

    Wypichcona przez Pawła charakterystyka idealnej miłości w sam raz się nadaje na zakres obowiązków niewolnicy.

  201. Rzecz, której od dziecka nie rozumiałem. Jest u wszystkich czterech ewangelistów, więc wziąłem pierwszy lepszy wariant, czyli z Mateusza.

    „A gdy jedli, rzekł: ‚Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi’. Bardzo tym zasmuceni zaczęli pytać jeden przez drugiego: ‚Chyba nie ja, Panie?’. On zaś odpowiedział: ‚Ten, który ze mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi’ (…). Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł: ‚Czy nie ja, Rabbi?’. Odpowiedział mu: ‚Tak jest, ty”.

    I dalej siedzą, piją, jedzą, ręce w misie zanurzają jakby się nic nie stało. Banalna życiowa sytuacja, prawda? Zwłaszcza pytanie Judasza ‚Czy nie ja, Rabbi?’, kiedy już dawno obgadał sprawę z arcykapłanami.

    Cóż, można to tłumaczyć tylko tak: ewnagelijny mędrzec chciał pokazać boską wszechwiedzę Jezusa (tego samego wszechwiedzącego, który pytał, kiedy kobieta dotknęła z tyłu jego szaty: „Kto mnie dotknął?”). No i cały Jezus, i wszystko, co robił, miało się stać po to, by się wypełniło Pismo. By dowieść, że prorocy mieli rację, przewidzieli. Oni byli najważniejsi. No właśnie. Wszyscy, łącznie z Jezusem, którzy o tym wypełnianiu się Pisma pletli, potknęli się o własny język. Bo przy okazji wyszło, że i Jezus, i domniemany Bóg Ojciec to tylko marionetki wymyślone wyłącznie po to, by nasmarowane przez proroków Pismo się wytego…wypełniło.

    Świetnie to znamy z codzienności. Nikt wprawdzie nie powiedział: „Każdy będzie prorokiem we własnym domu i nie tylko”, ale ślepy widzi, że tak jest. To nie „kurwa” jest najpowszechniejszym słowem – ono jest tylko przecinkiem – ale „Mówiłem!” lub „A nie mówiłem?!”.

  202. Dyskusja taka, jak na Wielki Tydzien przystalo.
    Chol…, dlaczego dla mnie jest to „subject closed” i nie musze ciagle sie utwierdzac w swoim swiatopogladzie, ani nawracac na ateizm innych , ani chwalic sie nim, czy walczyc z tymi co mysla inaczej, ani wotewer….
    A to „ciekawostka” z nieocenionej stacji AlJazeera – na Wielki Piatek. W Chinach zyje omal 70 mln chrzescijan, tym sposobem stanowia 7-ma najliczniejsza populacje na swiecie. W Chinach jest najwieksza na swiecie drukarnia biblii ( drukowanej w 90 jezykach), na eksport, bo w Chinach nie moze byc oficjalnie sprzedawana. Przesladowanie chrzescijan przez ateistyczne, a nie konfucjanskie wladze chinskie jest ogromne. Rocznie ok. 3 tys. chrzescijan trafia do wiezienia, jednak i tak stale wzrasta ich ilosc.

  203. Tak se mysle, ze chyba jako chrzescijanie ci Chinczycy to nie 7-ma populacja, a 17-ta. Ich prezes mowil, ze nad soba maja jedyna wladze w postaci boga, wiec chyba to nie katolicy, albo katolicy reformowani.

  204. To sa skanseny i nie polskie?

    ‚http://www.theguardian.com/news/gallery/2015/apr/03/photo-highlights-of-the-day#img-11

    U nasz by tego w Wielki Piatek nie robili. Ani w Wielka Sobote nawet. W zadnym skansenie. Co to to nie

  205. zyta2003 (5:37)

    „se mysle”

    Alternatywa na se mysle jest seczego. Dac seczego. Przy Wielkanocnej Niedzieli, w sam raz. Przy sniadaniu rozcienczyc. Pozniej, jak juz Zmartwychwstaly da.

    Seczego czasem pomaga na myslenie, czasem na co innego. Powodzenia zycze

  206. Co do Wielkiego Piątku to masz racje Orteq, usiłowałam dziś dodzwonić się do dalszej rodziny i znajomych w Polsce. Po południu ichniejszego czasu i wczesnym wieczorem. NIKOGO NIE MA W DOMU. NIKT NIE ODBIERA TEl.KOMÓRKOWEGO. W końcu wyjaśniło się (koleżanka): – bo przecież jest droga krzyżowa do godz. 24, ja wyszłam wcześniej, bo mama chora.
    Teraz już nie wiem czy pod presją chińskiej aktywności ateiści w kraju się nie nawrócą, a sam blog nie trafi do więzienia. Leniuchowania w nadchodzący weekend życzę.

  207. pombocek
    4 kwietnia o godz. 3:18

    „Ten sam mędrzec powiada: “To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny”.

    W Biblii czytamy: „Głową kobiety jest mężczyzna” (1 Koryntian 11:3). Zasadę zwierzchnictwa ustanowił sam Bóg.

    Warto zauważyć, że apostoł Paweł po udzieleniu powyższej rady, zaleca mężom (w kolejnym liście), by tak kochali swe towarzyszki życia, jak Jezus umiłował zbór, a on przecież oddał za niego nawet życie. Dalej powiada Paweł, że mężczyźni mający żony powinni je kochać jak siebie samych, to znaczy żywić je i pielęgnować, jak to czynią z własnymi ciałami. Nie ulega wątpliwości, że gdy mąż darzy żonę taką życzliwą troską, wtedy podleganie jego zwierzchnictwu stanowi dla niej przyjemność. Gdy mąż jest delikatny, wyrozumiały, troskliwy i niesamolubny, żonie znacznie łatwiej jest uznawać w małżeństwie zasadę zwierzchnictwa. (Efez. 5:25-33).

    Także Piotr udzielił rad żonatym chrześcijanom: „Wy, mężowie, podobnie mieszkajcie z nimi [swymi żonami] stosownie do wiedzy, darząc je szacunkiem jako naczynie słabsze, żeńskie” (1 Piotra 3:7). Kto szanuje drugą osobę, ten ma dla niej wielkie uznanie. I przy podejmowaniu decyzji, uwzględnia jej opinie, potrzeby i pragnienia. Właśnie w taki sposób ma postępować chrześcijański mąż.
    Napisawszy o darzeniu żon szacunkiem, Piotr dodał przestrogę: „Aby wasze modlitwy nie napotykały przeszkód”. Słowa te podkreślają, jak wielkie znaczenie ma dla Boga postawa męża wobec żony — gdyby nie okazywał jej szacunku, jego modlitwy ‛napotykałyby przeszkody’. Rzecz jasna, żony otaczane przez mężów szacunkiem zazwyczaj chętniej z nimi współpracują.

  208. dezerter
    3 kwietnia o godz. 21:26
    Nie zrozumieliśmy się. Może inaczej: gdyby pan urodził się i był wychowany w rodzinie niechrześcijańskiej np. wyznawców Buddy lub
    szintoizmu i to jeszcze może gdzieś ” z dala od zgiełku” czyli na dalekiej prowincji.. Czy znalazłby pan swoją „ścieżkę” do Chrystusa lub wiedział coś o Biblii?

  209. pombocek
    4 kwietnia o godz. 4:41

    Jest Pascha 31 roku. Jezus przebywa w Jerozolimie. Właśnie uzdrowił człowieka chorującego od 38 lat. Ale ponieważ dokonał tego w sabat, Żydzi zaczynają go prześladować. Zarzucają mu też bluźnierstwo i usiłują go zgładzić za nazywanie Boga swoim Ojcem . Jezus broni się, podając trzy niepodważalne argumenty, które każdego szczerego Żyda przekonałyby o jego prawdziwej tożsamości.

    1. Najpierw Jezus powołuje się na świadectwo swego poprzednika, Jana Chrzciciela: „Wyście wysłali ludzi do Jana, a on dał świadectwo prawdzie. Człowiek ten był lampą płonącą i świecącą, a wy przez krótki czas chcieliście wielce się radować w jego świetle” (Jana 5:33, 35).
    Jan Chrzciciel był „lampą płonącą i świecącą” w tym sensie, że zanim został niesłusznie uwięziony przez Heroda, spełnił powierzone mu przez Boga zadanie — przygotował drogę Mesjaszowi. Jan powiedział: „Po to przyszedłem chrzcić w wodzie, aby on [Mesjasz] został ujawniony Izraelowi. (…) Ujrzałem, jak duch zstępował z nieba niczym gołąb i na nim pozostał. I ja go nie znałem, ale właśnie ten, który mnie posłał, żebym chrzcił w wodzie, rzekł do mnie: ‚Nad kim zobaczysz ducha zstępującego i pozostającego na nim, ten chrzci w duchu świętym’. I ja to widziałem, i złożyłem świadectwo, że ten jest Synem Bożym” (Jana 1:26-37). Jan jednoznacznie zidentyfikował Jezusa jako — obiecanego Mesjasza. To świadectwo było tak wyraźne, że jakieś osiem miesięcy po śmierci Jana wielu Żydów przyznawało: „Cokolwiek Jan rzekł o tym człowieku, wszystko było prawdą” (Jana 10:41, 42).

    2.Następnie Jezus przytacza drugi argument, by potwierdzić, że jest Mesjaszem. Wskazuje na swoje wspaniałe czyny jako dowód poparcia Bożego: „Mam świadectwo większe niż Janowe, bo już same dzieła, które mój Ojciec wyznaczył mi do wykonania, właśnie te dzieła, które czynię, świadczą o mnie, że wysłał mnie Ojciec” (Jana 5:36). Nawet przeciwnicy Jezusa nie mogli obalić tego dowodu, na który składały się liczne cuda. Po jakimś czasie niektórzy zastanawiają się: „Co mamy uczynić, skoro ten człowiek dokonuje wielu znaków?” (Jana 11:47). Ale są też osoby, które reagują pozytywnie. Pytają: „Gdy Chrystus przybędzie, czyż uczyni więcej znaków, niż ten uczynił?” (Jana 7:31).

    3.W końcu Jezus wskazuje na niepodważalny dowód: „Pisma (…) właśnie one świadczą o mnie”. Dodaje też: „Gdybyście wierzyli Mojżeszowi, wierzylibyście mnie, bo on pisał o mnie” (Jana 5:39, 46). Oczywiście Mojżesz był tylko jednym z wielu, którzy wspominali o Chrystusie. Spisali oni setki proroctw i szczegółowych rodowodów ułatwiających rozpoznanie Mesjasza . A co z Prawem Mojżeszowym? „Prawo stało się naszym wychowawcą prowadzącym do Chrystusa” — wyjaśnił apostoł Paweł (Galatów 3:24).

    Czy te wszystkie dowody — jednoznaczne wypowiedzi Jana, potężne dzieła Jezusa oraz bogate świadectwo natchnionych Pism zasługują na wiarę? Łatwo to dostrzegali ci, którzy naprawdę kochali Boga i Jego Słowo. Ale wśród Izraelitów taką miłość przejawiali tylko nieliczni. Jezus powiedział swym przeciwnikom: „Dobrze wiem, że nie macie w sobie miłości do Boga”. Zamiast ‛szukać chwały, która jest od jedynego Boga’, ludzie ci ‛przyjmowali chwałę jeden od drugiego’. Nic dziwnego, że nie zgadzali się z Jezusem.(Jana 5:42-44).

  210. zezem
    4 kwietnia o godz. 10:09

    SA THAN HTUN AUNG. Były mnich buddyjski i żołnierz.
    ♦ Wychowałem się w buddyjskiej rodzinie i przez jakiś czas byłem mnichem. Nie wierzyłem w osobowego Boga Stwórcę. Pewnego razu mój przyjaciel należący do religii chrześcijańskiej zaprosił mnie do swojego kościoła, gdzie usłyszałem, że wszyscy ludzie mają Ojca w niebie. Zapragnąłem poznać tego niebiańskiego Ojca i się do Niego przybliżyć.
    Gdy opuściłem klasztor, wstąpiłem do wojska . Z czasem awansowałem do rangi kapitana, co zapewniało mi wysoką pozycję, wpływy oraz dobre warunki finansowe. Jednak w gruncie rzeczy duchowo głodowałem.
    W 1982 roku poślubiłem Htu Aung. Jej starsza siostra, byla Świadkiem Jehowy. (…) Po jakimś czasie zacząłem chodzić na zebrania Świadków Jehowy razem z moją żoną i dziećmi i zgodziłem się na studium Biblii.
    W miarę zdobywania wiedzy biblijnej coraz bardziej pragnąłem służyć Bogu. W 1991 roku wystąpiłem o zwolnienie z wojska . Po dwóch latach w końcu mnie zwolniono. Tego samego roku wraz z Htu Aung przyjęliśmy chrzest.
    Aby utrzymać rodzinę, zająłem się sprzedażą artykułów spożywczych na bazarze. Krewni i znajomi twierdzili, że chyba oszalałem, porzucając obiecującą karierę wojskową dla jakiejś podrzędnej pracy.
    Niektórzy moi koledzy z wojska dosłużyli się wysokiej rangi i dorobili sporego majątku. Ja jednak znalazłem „niezrównane bogactwo” — błogosławieństwa wynikające z poznania niebiańskiego Ojca i służenia Mu.

    SHINJI SATO, dawniej kapłan sintoistyczny.
    Dorastałem w niewielkim miasteczku w prefekturze Fukuoka. Rodzice byli nad wyraz religijni i szybko zaczęli mi wpajać szacunek dla sintoistycznych bogów. Po szkole średniej zacząłem się kształcić na nauczyciela religii. Od czasu do czasu widywałem kapłana sintoistycznego, który każdą wolną chwilę poświęcał na czytanie jakiejś książki w czarnej oprawie. Kiedyś zapytał mnie: „Czy wiesz, co to za książka?”. Już wcześniej dostrzegłem okładkę, więc odparłem: „To Biblia”. Wtedy powiedział: „Każdy, kto chce być kapłanem w sintoizmie, powinien ją przeczytać”.
    Od razu poszedłem kupić Biblię. Postawiłem ją na półce w widocznym miejscu i bardzo o nią dbałem. Ale miałem tyle zajęć w szkole, że nie znalazłem czasu, by ją przeczytać. Po skończeniu nauki rozpocząłem służbę kapłana w pewnej świątyni. Spełniło się moje marzenie z dzieciństwa.
    Z czasem jednak, sintoizm coraz mocniej mnie rozczarowywał. Chociaż dalej wykonywałem swoje obowiązki w świątyni, zacząłem badać inne religie. Wyglądało jednak na to, że żadna nie oferuje nic lepszego. Im więcej ich poznawałem, tym bardziej czułem się zniechęcony. Doszedłem do wniosku, że religia prawdziwa nie istnieje.
    W roku 1988 spotkałem pewnego buddystę, który zachęcał mnie do czytania Biblii. Przypomniałem sobie wtedy tamtego kapłana sintoistycznego, który przed laty mówił mi to samo. Tym razem usłuchałem rady i sięgnąłem po Biblię. Jej lektura pochłonęła mnie bez reszty — niekiedy czytałem do białego rana.
    W trakcie lektury Biblii nasuwało mi się mnóstwo pytań. W tym czasie byłem już żonaty. Moją żonę odwiedzali kiedyś Świadkowie Jehowy, stąd wiedziałem, że dobrze znają tę Księgę. Postanowiłem ich poszukać. Udało mi się odnaleźć jedną kobietę i od razu zasypałem ją pytaniami. Na każde odpowiadała, posługując się Biblią, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Postarała się też, żeby ktoś ze Świadków zaczął ją ze mną studiować. Dzięki studium coraz lepiej poznawałem Boga i coraz bardziej Go kochałem.. Od dzieciństwa szukałem Boga i teraz wreszcie Go znalazłem!

  211. zezem
    4 kwietnia o godz. 10:09

    Otóż właśnie. Trzy czwarte ludzkości nigdy o bogu wszystkich ludzi i stworzycielu świata jednym w trzech nie słyszało, czyli wszechobecny i wszechmocny nie wszędzie trafił, bo nie wiedział, gdzie. Ale jedynego sensownego wniosku – że w takim razie był to jeden z nieprzeliczonych bożków plemiennych, zaś awans na boga wszystkich ludzi to późniejszy pomysł jego twórców (apetyt rośnie w miarę jedzenia), nie potrafią. No i nie potrafią wyciągnąć jedynego sensownego wniosku z tego, że skoro bogów w dziejach ludzkości były tysiące, to wszyscy oni są wielcy i mocni jak na dupie kleszcz. Z tym że kleszcz JEST – jego ślepy, jak nie zobaczy, to poczuje, a bogowie to wyłącznie puściuteńkie słowa o nich.

  212. dezerter
    4 kwietnia o godz. 10:00

    Tylko zacząłem czytać i mam dość. Smęcisz jak zacięta płyta, tyle że coraz obficiej. Rozmowa na cytaty sraty-taty i na linki to specjalność tych, co nie za wiele mają od siebie do powiedzenia. Już Ci Tanaka wytknął, że rozmówca chce rozmawiać z żywym człowiekiem, konfrontować swoje z jego poglądami, a nie wysłuchiwać deklamacji. Piękna pogoda, lecę na grzyby – jedne takie przy ścieżce rowerowej Łazy-Unieście potrafią w kwietniu wyskoczyć. Bywaj zdrów razem ze swoim Bogiem. A on jak tam – nie choruje? Bo wszystko o nim wiesz.

  213. Nasz jehowita, daje świadectwo, że wskazówki Lutra wziął sobie głęboko do serca:
    – „Rozum jest najgorszym wrogiem twojej wiary; w sprawach duchowych nigdy nie przychodzi z pomocą, zwykle jeno zwalcza Słowo Boże i każe wątpić we wszystko, czym emanuje Bóg.”
    – „Każdy, kto chce być chrześcijaninem, powinien wyłupić oczy własnemu rozumowi.”
    – „Rozum powinien być zniszczony u wszystkich chrześcijan.”

    To ostatnie jest z powodzeniem realizowane przez tzw. pasterzy.

  214. dezerter
    4 kwietnia o godz. 10:58
    To Biblia”. Wtedy powiedział: „Każdy, kto chce być kapłanem w sintoizmie, powinien ją przeczytać”.
    Od razu poszedłem kupić Biblię.
    …………………………………………………………………………………………….
    Czyli kapłani w.w. religii (sintoizm) po przeczytaniu Biblii stają się niejako lepsi (od kogo,w jakim sensie?)lub może nawet chrześcijanami lub świadkami Jehowy (?). Jeżeli tak , to proszę podać jakieś dane dające się zweryfikowć.
    Albo jeszcze inaczej: co daje lektura Biblii kapłanowi religii shinto?

  215. “Ten sam mędrzec powiada: “To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny”.

    He he. Wszyscy znajomi mężczyźni powstali z kobiety. Ale oczywiście w Biblii jest wszystko na odwrót. Jedna wielka ściema.
    Wesołych świąt wszystkim 🙂

  216. Marit
    4 kwietnia o godz. 12:21

    „He he. Wszyscy znajomi mężczyźni powstali z kobiety. Ale oczywiście w Biblii jest wszystko na odwrót. Jedna wielka ściema”.

    Nie ma ściemy:
    (…) Ani kobieta nie jest bez mężczyzny, ani mężczyzna bez kobiety [oboje są od siebie zależni]. Bo jak kobieta jest z mężczyzny, tak też mężczyzna jest poprzez kobietę”.(1 Koryntian 11:11,12).

  217. zezem
    4 kwietnia o godz. 12:18

    „Czyli kapłani w.w. religii (sintoizm) po przeczytaniu Biblii stają się niejako lepsi
    Albo jeszcze inaczej: co daje lektura Biblii kapłanowi religii shinto”?

    Typowy Japończyk mający rodzinę jest bez reszty pochłonięty swą pracą i poświęca jej długie godziny. Ale wielu ojców, po poznaniu Biblii, zmieniło swój stosunek do najbliższych.

    Wspomniany Shinji Sato opowiada: „Przedtem zaniedbywałem domowników, przez co czuli się samotni i opuszczeni. Gdy zgodnie z biblijnymi radami dla mężów zacząłem poświęcać rodzinie uwagę, bardzo zbliżyliśmy się do siebie. Z czasem żona również została ŚJ. Teraz razem z synem, córką i zięciem wspólnie służymy prawdziwemu Bogu.

  218. As usual, the lie seems to travel better than the truth
    @anumlik
    polecam do poczytania w wolnej chwili
    „https://buythetruth.wordpress.com/2011/05/25/copernicus-and-the-lutherans/

  219. „(…) że wskazówki Lutra wziął sobie głęboko do serca”.

    Niektóre wskazówki M.Lutra, były głupie.
    Np.w 1543 roku pisał o europejskich Żydach: „Zatruwają studnie, mordują, porywają dzieci (…) Są to jadowite, mściwe, podstępne węże, zabójcy, nasienie diabła, które kąsa i wyrządza krzywdę”.

    Do czego nawoływał tak zwanych chrześcijan? „Podpalajcie ich synagogi i szkoły (…) Także ich domy trzeba zburzyć i zrównać z ziemią”.

  220. @Tobermory
    W wolnej chwili poczytam. Dzięki za linka i za „wyprostowanie Luterowo-Kopernikowej ścieżki”. Co do samego Lutra, to mógłbym sporo złych zdań o nim powiedzieć. Jak zresztą o większości reformatorów. Najbardziej sobie z tego towarzystwa cenię Melanchthona, choć na „adiaforach” poległ na własne życzenie.

  221. @Tobermory

    Bo to jest tak jak to ladnie napisal Terry Pratchet, ze nim prawda zalozy buty, klamstwo juz dwa razy obiegnie Ziemie dookola…

  222. Marit
    4 kwietnia o godz. 12:21

    Nie Ty jedna ten prosty biologiczny fakt zauwazylas, ze mamy do czynienia z zapisanym w mitologii zydowskiej dowodem na to jak sie odbywala walka z matriarchatem i kultem Wielkiej Matki Bogini.

    Tobie tez wesolosci zycze, co sie przekada na to, zeby byly do niej powody.

  223. pombocek
    4 kwietnia o godz. 11:47

    „A on jak tam – nie choruje? Bo wszystko o nim wiesz”.

    „Ojciec mój działa (…)” (Jana 5:17).

  224. Hmmm …, a moge poprosic znajacych o podpowiedz?

    Zostalem zaproszony na poniedzialkowe sniadanie do domu katolickiego i zostalem jednoczesnie uprzedzony, ze bedzie ot swiateczne sniadanie w obrzadku katolickim. Nie bede ukrywac, ze znaiemowilem i zapomnialem sie zapytac, czy w rycie Tyrenckim, czy posoborowym… Nie wspominajac juz o drobiazgu, ze w ani jednym, ani w drugim, to ja nie wiem czego sie spodziewac poza jajkami i szynka z chrzanem.

    Ale co pza tym? Czego mam sie spodziewac? Na co przygotowac?

    Poradzcie, podpowiedzcie jesli kotos wie…

    Pytam, no bo po co by mnie uprzedzali, ze bedzie w „obrzadku katolickim”?

  225. Nie ma lepszego środka na rzyganie, niż namolne bajania religianta.
    /Dlatego omijam szerokim łukiem, szczególnie po dobrym jedzonku./

  226. @anumlik
    nie chodziło mi o obronę Lutra jako takiego, można mu zarzucić niejedno, ale przypisywanie mu słów o Koperniku wobec niepoświęcania tematowi heliocentryzmu więcej miejsca w swoich pismach, budzi głębokie wątpliwości.

    @dezerter
    biblia to zlepek przekazów plemiennych, często ohydnych w treści, opisujących i uzasadniających masakry i ludobójstwa w najdrobniejszych szczegółach, mających na celu siać strach przed wszechmogącym.
    Przez setki lat snuto i przekazywano dalej opowieści, przeredagowywane pod zapotrzebowania władców i kapłanów. W końcu spisane i kopiowane przez piśmiennych różnego stopnia.
    Na długo przed Abrahamem i Mojżeszem powstało zapotrzebowanie na odpowiedzi na coraz częstsze pytania myślącego homo sapiens. Kluczem do jego wiedzy miały być kolejne historyjki pełne urojeń, pisane przez skrybów o różnym stopniu nawiedzenia i fantazji w zależności od rodzaju i ilości konsumowanych halucynogenów i oparów „krzewu gorejącego”.
    Biblia jest jak statystyka.
    Przy jej pomocy możesz udowodnić i obalić wszystko 😉

  227. @lonefather
    może będziesz się musiał dzielić święconym jajkiem i składać życzenia?
    A na początek dostaniesz wiadro wody na głowę? 😉
    Na wszelki wypadek weź ubranie na zmianę.

  228. Powiada dezerter (który reaguje na to, na co mu najłatwiej reagować, to, na co trudniej – przemilcza):

    „Nie ma ściemy:
    (…) Ani kobieta nie jest bez mężczyzny, ani mężczyzna bez kobiety [oboje są od siebie zależni]. Bo jak kobieta jest z mężczyzny, tak też mężczyzna jest poprzez kobietę”.(1 Koryntian 11:11,12)”.

    Z całą premedytacją pominąłem wcześniej ten kawałek, licząc, że dezerter natychmiast z nim przyskoczy. No i przyskoczył bez rozpędu. Religianci-głosiciele mają wspólną cechę: nie kwestionują biblijnych sprzeczności, nielogiczności, idiotyzmów, lecz je, stając na uszach, ze wszystkich sił tłumaczą, jakby to rzeczywiście były doskonałe słowa Doskonałości, nie martwiąc się o to, że w ten sposób tworzą kolejne, piętrowe idiotyzmy. Wzór takiej manipulatorskiej mowy dał Jezus w przekomarzance z diabłem.

    Diabeł:
    – Rzuć się w dół, jest przecież napisane, że aniołowie cię na rękach nosić będą.
    Jezus:
    – Ale jest także napisane, że nie będziesz wystawiał na próbę Boga swego.

    Nie mam w głowie wyraźniejszego przykładu przekomarzanki polegającej na przerzucaniu się tym, co jest napisane, ale chciałem powiedzieć, że religiant kontrując, nie kwestionuje cytatu przedmówcy – bo by kwestionował wypowiedź Boga – lecz daje inną wypowiedź tegoż Boga, choć ta bywa sprzeczna z inną wypowiedzią tego samego Boga. Chodzi o to, że Bóg (czy inny święty gadacz) plecie głupstwa lub przeczy sam sobie – całkiem jak Wałęsa – ale religiant tego przecież nie przyzna.

    Tak właśnie zareagował dezerter, przytaczając na zacytowane przeze mnie słowa Pawła, inne słowa tegoż Pawła. Ale czy przez to wcześniejsze słowa Pawła – „mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. Oto dlaczego kobieta winna mieć na głowie znak poddania” – zostały odwołane? Czy słowa samego Boga do Ewy o Adamie – „On będzie na tobą panował” – też zostały odwołane?

    Boże bełkoty to uciecha dla mnie w chwilach nieuciechy. Zacytuję taki bełkot, jak dojadę do chaty.

    Dojechałem i kończę.
    „Jehowa, Bóg miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu (…) przebacza przewinienie i występek, i grzech, lecz bynajmniej nie pozwoli ujść bezkarnie – sprowadzi karę za przewinienie ojców na synów i wnuków, na trzecie pokolenie i na czwarte pokolenie”.

    Tak wygląda miłosierny i łaskawy, że aż na czwartym pokoleniu się odgrywa. No a że ten dziki furiat jest „nieskory do gniewu”? Ludzie, uciekajta!

  229. @Jacek Kowalczyk i blogowicze

    Panie Jacku,
    Staram sie tego co teraz robie nie robic, ale bywaja okolicznosci, ktore nakazuja postapic wlasciwie. Uwazam, ze postapie wlasciwie, udostepniajac czytelnikom bloga list otwarty, ktory Adam Michnik i Jaroslaw Mikolajewski napisali do Papieza Franciszka. Robie to, bo wiem, ze nie kazdy zaglada na Wyborcza.pl

    Mam nadzieje, ze Pan rozumie powody, ktorymi sie kieruje.

    +++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

    OJCZE ŚWIĘTY,

    piszemy do Ciebie w sprawie Kościoła w Polsce.

    Jesteśmy dziennikarzami „Gazety Wyborczej” – niezależnego dziennika, który powstał w 1989 roku, razem z demokratyczną Polską. Jeden z nas jest redaktorem naczelnym, drugi publicystą. Czujemy się chrześcijanami, choć jeden jest nieochrzczony, drugi niepraktykujący. Nie umielibyśmy powiedzieć o sobie, że jesteśmy niewierzący. Każdy z nas po swojemu szuka Boga i po swojemu się modli, obaj mamy wielki szacunek dla historycznej roli Kościoła katolickiego w naszym kraju.

    Piszemy, bo niepokoją nas niektóre postawy i wypowiedzi duchownych, krzywdzące dla ludzi, wpływające negatywnie na życie społeczne w Polsce. Kiedy wypowiadamy się o Kościele, często słyszymy pytanie: „Dlaczego niekatolicy zabierają głos w sprawach, które ich nie dotyczą?”. Odpowiadamy: stan Kościoła wpływa na oblicze całego polskiego społeczeństwa. Od jego nauczania i stylu w wielkim stopniu zależy to, jak Polacy rozmawiają ze sobą, jaką aurę tworzą dla prywatnego i publicznego życia. Przejmujemy się stanem Kościoła, bo przejmujemy się ludzkością, w tym Polską.

    Myślimy o nim jak o uczniu, a nawet rycerzu Franciszka

    Bezpośrednią przyczyną naszego listu jest troska o los księdza Wojciecha Lemańskiego – wspaniałego kapłana, o którym myślimy jako o uczniu, a nawet rycerzu Papieża Franciszka. Uczniem czyni go skromność, prostota, miłosierdzie, poszukiwanie prawdy. Rycerzem jest przez odwagę i radykalizm, z jakimi stawia czoło problemom, które Kościół w Polsce podejmuje raczej niechętnie. Ten kapłan, który ma dzisiaj 55 lat, dwa lata temu został przez swojego biskupa przeniesiony na emeryturę, a w zeszłym roku suspendowany.

    Trzykrotnie staraliśmy się o wywiad z Tobą. Dwukrotnie otrzymaliśmy odmowę, raz pozostaliśmy bez odpowiedzi. Postanowiliśmy więc napisać list. Bardzo wiele osób w Polsce pisze do Ciebie, Ojcze Święty, w tej samej sprawie, bez odpowiedzi. Nie wiemy, czy te prośby docierają do Ciebie. Korzystając z uprzejmości zaprzyjaźnionej „La Repubbliki”, która zamieściła zapis niezwykłej wymiany myśli pomiędzy Tobą a Eugenio Scalfarim, chcemy, by informacja o ks. Lemańskim dotarła do Ciebie na pewno. Dopiero teraz, dzięki tej publikacji, zyskamy pewność, że brak Twojej reakcji wynika z decyzji i przekonania, nie z braku wiedzy. Piszemy jednak z nadzieją, że przywrócisz dobrego, miłosiernego kapłana do służby, dając tym samym polskiemu duchowieństwu i polskim katolikom znak, jaki jest wzór służby duszpasterskiej, jaki język dialogu ery Papieża Franciszka.

    Ks. Lemański nie szukał rozgłosu. Był proboszczem w niewielkiej Jasienicy niedaleko Warszawy. Wielu z nas dowiedziało się o jego istnieniu w 2013 roku, kiedy pierwsza Polka urodzona dzięki in vitro, Agnieszka Ziółkowska, zapowiedziała apostazję. Jako przyczynę swojej decyzji podała dyskryminującą postawę Kościoła wobec osób, które dzięki tej metodzie przyszły na świat. Powołała się m.in. na słowa kapłana, członka Zespołu ds. Bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski: „Są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą już, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych”. W dramatycznym apelu o pozostanie we wspólnocie proboszcz Jasienicy napisał do Agnieszki Ziółkowskiej: „Ma Pani w Kościele swoje miejsce i niech się Pani nie pozwoli z tego miejsca wypchnąć”. W Polsce taka walka kapłana o wiernych to bohaterstwo i wyjątek.

    To wtedy nazwisko ks. Lemańskiego stało się sławne, choć niektórzy pamiętali, jak już w 2011 roku jeden z biskupów publicznie dyskredytował krytyczną wobec Kościoła autorkę dlatego że jej ojciec był „marksistą”, a proboszcz Jasienicy nazwał jego słowa „niegodnymi nie tylko biskupa, ale też chrześcijanina”. To musiało zrobić wrażenie na polskim Episkopacie, nieprzyzwyczajonym do tego, by szeregowy ksiądz wytykał biskupowi brak szacunku dla innych.

    Cóż jeszcze złego robił ks. Wojciech?

    Kolejnym problemem dla hierarchicznego Kościoła w Polsce okazało się zaangażowanie ks. Lemańskiego w dialog chrześcijańsko-żydowski. Ks. Lemański, członek Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, prowadził w swojej parafii żarliwą działalność informacyjną i formacyjną dotyczącą współistnienia chrześcijan i „braci starszych”. Jeździł z parafianami do miejsc pamięci o Holocauście na terenach polskich, ubolewając, że wyjątkowo rzadko spotyka tam biskupów i innych kapłanów.

    Na tym tle w 2010 roku doszło do rozmowy ks. Lemańskiego z ordynariuszem, o której kapłan opowiedział publicznie dopiero trzy lata później. „Do spotkania – mówił dziennikarce Radia TOK FM Annie Wacławik-Orpik – doszło z inicjatywy arcybiskupa Henryka Hosera. Pojechałem do kurii, by się z nim zobaczyć. Rozmawialiśmy o problemach w miejscowym dekanacie. Mówiąc o tych nieprawidłowościach, arcybiskup wyraźnie schodził na problematykę szczególnie mi bliską – mojego zaangażowania w dialog chrześcijańsko-żydowski. Padały słowa, które nie miały nic wspólnego z moją działalnością duszpasterską (…). Były natomiast opiniami na temat Żydów w ogóle, na temat potrzeby albo raczej braku potrzeby kontaktu z Żydami, dialogu z Żydami. (…) Nasze spotkanie zaczynało być coraz bardziej emocjonujące, bo ksiądz arcybiskup właśnie na to kładł nacisk. Zaczął wracać do swoich spotkań ze wspólnotą żydowską, do sugestii, że to nie jest środowisko, z którym warto mieć kontakty, że to środowisko mało wiarygodne – tak to nazwijmy. W pewnym momencie arcybiskup dość emocjonalnie zapytał, czy jestem obrzezany. Mnie zatkało. Zareagowałem wtedy inaczej niż teraz. Po prostu spytałem: ‚Ale o co ksiądz arcybiskup pyta? Jak można?’. A z tamtej strony było spokojne, wyważone, z premedytacją ponownie zadane to samo pytanie: ‚Niech ksiądz powie, nie ma w tym nic nienormalnego. Niech ksiądz powie, czy ksiądz jest obrzezany, czy ksiądz należy do tego narodu'”.

    Cóż jeszcze złego robił ks. Wojciech? Rzeczy, których księża w Polsce na ogół się wystrzegają. Na przykład nie brał pieniędzy za pogrzeb od biednych. Chodził do chorych, żeby im udzielać pociechy. Wytykał bierność biskupów wobec przypadków pedofilii w Kościele.

    Wiedziałeś o tym, Ojcze Święty?

    W 2013 roku abp Hoser odwołał ks. Lemańskiego z parafii w Jasienicy, uzasadniając to w następujący sposób: „Brak szacunku i posłuszeństwa biskupowi diecezjalnemu oraz nauczaniu biskupów w Polsce w kwestiach bioetycznych sprawiają, że dalsza posługa proboszczowska pod władzą biskupa diecezjalnego staje się niemożliwa. Publicznie głoszone poglądy nie spełniają wymogów prawa i przynoszą poważną szkodę i zamieszanie we wspólnocie Kościoła”.

    Wskutek tej decyzji i późniejszej suspensy kapłan, który znosił bariery między katolikami i niewierzącymi, Żydami a chrześcijanami, mieszka dziś we wsi pod Warszawą, u starego ojca, i pisze bezskutecznie kolejne rekursy do Stolicy Apostolskiej. (No właśnie – teraz powinien napisać kolejny, ale Stolica Apostolska żąda za to od księdza, który od miesięcy nie pobiera żadnego wynagrodzenia, kaucji równej trzem minimalnym polskim pensjom. Wiedziałeś o tym, Ojcze Święty?). Jest osamotniony, bo tylko nieliczni duchowni szukają towarzystwa współbrata skazanego na izolację. Jeszcze przed suspensą ks. Lemański nie został dopuszczony do odprawiania mszy żałobnej za duszę dziewczyny, choć był jej spowiednikiem i właśnie o jego obecność przy ołtarzu prosiła matka zmarłej. W ramach akcji pacyfikacyjnej wobec parafii wzburzonej odsunięciem proboszcza biskup nakazał zamknięcie kościoła w Jasienicy, dlatego – to tylko jedna z oczywistych konsekwencji – ciało zmarłej parafianki było wożone na mszę świętą do miejscowości oddalonej o kilka kilometrów i z powrotem, na jasienicki cmentarz. Wspólnota parafialna jest rozbita, z kościoła w Jasienicy zniknęły symbole dialogu chrześcijan z Żydami.

    Ks. Lemański jest odporny na straszną chorobę: konformizm i lizusostwo

    Trudno nam rozstrzygać o tym, kto w tym sporze ma rację z punktu widzenia prawa kościelnego, choć mamy wrażenie, że zamiast mówić o nieposłuszeństwie ks. Lemańskiego wobec nauczania w kwestiach bioetycznych, biskupi powinni usłyszeć w jego słowach wołanie o szacunek dla ludzi urodzonych dzięki metodzie in vitro. Zamiast go karać, powinni być mu wdzięczni za świętą niezgodę na język pogardy.

    Ks. Lemański jest odporny na straszną chorobę, nieobcą również polskiemu duchowieństwu: konformizm i lizusostwo. Znamy księży, którzy mówili: „Musisz się ukorzyć, przemilczeć. Biskup za dwa lata przejdzie na emeryturę”. Ale on nie chce. Chyba miałeś, Ojcze Święty, to szczęście w życiu, by spotkać upartych nonkonformistów. Jeśli tak, to wiesz, że są to ludzie trudni, lecz piękni. Piękni, bo trudni. Ich mowa jest „Tak, tak; nie, nie”. Zło nazywają złem, dobro dobrem. Taki jest właśnie ks. Wojciech.

    Nie naszym zadaniem jest dochodzić prawdy co do przebiegu spotkania, podczas którego z ust arcybiskupa – czego on sam nie potwierdza – miało paść gorszące pytanie o obrzezanie. Wierzymy ks. Lemańskiemu, bo jest człowiekiem prawdomównym do bólu i wiemy, że polskich duchownych stać na wypowiedzi co najmniej niedelikatne. Niedawnym przykładem fragment wykładu znanego księdza naukowca: „Lekarze stosują takie porównanie inżynierskie, że seks gejowski to jest tak, jakby tłok silnika zamiast w cylindrze silnika poruszał się w rurze wydechowej. To jest medycznie i technicznie katastrofa. Bo i samochód nie pojedzie, i rura się rozwali. I stąd biorą się choroby i problemy. Bo zakończenie przewodu pokarmowego nie do tego służy”. Przykładem ostatnim kampania Polskiego Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin. Na ulicach pojawiły się wielkie billboardy, na których pod obrazkiem dłoni męskiej i dłoni damskiej związanych wężem krzyczy hasło „Konkubinat to grzech”. A poniżej przykazanie: „Nie cudzołóż”. Jesteśmy przekonani, że kapłani, którzy pragną promować związki sakramentalne w duchu papieża Franciszka, pozostawiliby na billboardzie same splecione dłonie, bez węża, a ich hasłem byłoby „Małżeństwo jest piękne”. Tak pewnie zrobiłby ks. Wojciech Lemański. On wie tak samo jak Ty, że ludziom, którzy borykają się z tym jedynym życiem na ziemi, niepotrzebne są nowe powody do zawstydzenia.

    Nie wierzymy, że pozostawisz swojego rycerza w kłopocie

    Nie chcemy, Ojcze Święty, zmieniać nauczania Kościoła. Z radością przyjęliśmy zmianę jego języka, która nastąpiła w chwili Twojego wyboru. I zmianę akcentów: od potępienia do miłosierdzia, od wykluczenia do zrozumienia dla człowieczeństwa, które w natchnionej intuicji zobaczyłeś jako „szpital polowy”, w którym przede wszystkim trzeba leczyć rany. Dzięki Tobie i ks. Wojciechowi mamy wolę szukać wspólnej drogi z Kościołem. Kościół w Polsce bardzo nam utrudnia tę sprawę – jak wiesz, dla ludzi nieobojętnych na wiarę jest to sprawa życia lub śmierci.

    Masz w Polsce bardzo wielu sprzymierzeńców swojej rewolucji wśród wiernych poszukujących i obojętnych na wiarę. Mniej wśród duchownych i w Episkopacie. Szkoda marnować powołanie księdza, który najbardziej przejął się Twoim przesłaniem, a nawet czekał na nie z tęsknotą swojego sumienia, już na nie gotowy, o czym świadczy chronologia wydarzeń.

    Jesteśmy pewni, że przeczytasz ten list, bo słyszymy, że interesujesz się światem. Chyba wiemy, z jakimi uczuciami go przyjmiesz. Nie wierzymy, że pozostawisz swojego rycerza w kłopocie. Jesteśmy ciekawi, jak chcesz wcielać w życie swoją humanistyczną wizję boskiego świata, jak chcesz wprowadzać swój język i styl w kościołach lokalnych. Bardzo chcemy Ciebie o to zapytać.

    Z wielkanocnymi życzeniami

    Adam Michnik i Jarosław Mikołajewski

    Warszawa, marzec 2015

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,17707183,Michnik_i_Mikolajewski_do_Franciszka___Ojcze_Swiety_.html#ixzz3WLN5cU4i

  230. dezerter
    4 kwietnia o godz. 13:39

    Powiada dezerter:

    „Niektóre wskazówki M.Lutra, były głupie.
    Np.w 1543 roku pisał o europejskich Żydach: „Zatruwają studnie, mordują, porywają dzieci (…) Są to jadowite, mściwe, podstępne węże, zabójcy, nasienie diabła, które kąsa i wyrządza krzywdę”.
    Do czego nawoływał tak zwanych chrześcijan? „Podpalajcie ich synagogi i szkoły (…) Także ich domy trzeba zburzyć i zrównać z ziemią”.

    Jasne. Tylko że identycznie nakazywał robić Izraelitom Jahwe. Ale o tym dezerter nawet się nie zająknie. Pewnie dlatego się nazywa „dezerter”.

  231. @Tobermory

    ubranie – OK mam
    dzielenie sie – OK umiem

  232. Ksiądz Lemański staje się męczennikiem ateistów – możliwe tylko u nas.

  233. sugadaddy
    4 kwietnia o godz. 15:12

    Nie przesadzaj. Jakim meczennikiem?

    W/g mnie, dzieki temu listowi powstaje szansa, ze sie czegos wiecej dowiemy… I dlatego, go wkopiowalem, bo widze, ze po raz pierwszy, odkad pamietam, pojawia sie realna szansa dowiedzenia sie czegos konkretnego, w miejsce domniemywan, mniej czy wiecej prawdopodobnych.

  234. pombocek
    4 kwietnia o godz. 14:41

    „Tak właśnie zareagował dezerter, przytaczając na zacytowane przeze mnie słowa Pawła, inne słowa tegoż Pawła.(…) Tak wygląda miłosierny i łaskawy, że aż na czwartym pokoleniu się odgrywa”

    1. W przywołanym fragmencie, Paweł pisze na temat pozycji wyznaczonej przez Boga mężczyźnie i kobiecie: „Chcę, byście wiedzieli, że głową każdego mężczyzny jest Chrystus, a głową kobiety jest mężczyzna, a głową Chrystusa jest Bóg”. Aby to uwypuklić, dodał: „Albowiem mężczyzna (…) jest obrazem i chwałą Boga; kobieta zaś jest chwałą mężczyzny”. (1 Koryntian 11:3,7)
    Podleganie czyjemuś zwierzchnictwu samo w sobie nie jest poniżające. Sprawowanie zwierzchnictwa służy zachowaniu porządku. Jezus podlega zwierzchnictwu Boga i jest to dla niego źródłem wielkiej satysfakcji. Mężczyzna – w przeciwieństwie do kobiety – został stworzony z cechami, dzięki którym potrafi się należycie wywiązywać z roli głowy rodziny.

    2. Rodzaju 3:16: „Do niewiasty [Bóg] powiedział: ‚(…) swoje pożądanie będziesz kierować ku swemu mężowi, on zaś będzie nad tobą panował’”. To oświadczenie, złożone już po grzechu Adama i Ewy, nie wskazywało, co mężczyźni powinni robić, tylko jak według przewidywań Boga będą postępować, ponieważ nieodłącznym składnikiem życia ludzkiego miało być samolubstwo. Biblia wielokrotnie informuje o bardzo przykrych sytuacjach, do których później doszło z powodu takiej samolubnej dominacji mężczyzn. Nie mówi jednak, że Bóg pochwalał takie postępowanie lub że jest to przykład godny naśladowania.

    3. U stóp góry Synaj, Bóg zawarł z Izraelitami przymierze Prawa, Po wysłuchaniu warunków tego przymierza, publicznie oświadczyli: „Wszystko, co rzekł Jehowa, jesteśmy gotowi czynić” (Wyjścia 19:5-8). Niebawem jednak Izraelici zaczęli tak rażąco łamać prawo Jehowy, że Jego imię stało się przedmiotem drwin wśród okolicznych narodów. Po kilku stuleciach postanowił więc ukarać swój lud i pozwolił Babilończykom uprowadzić go do niewoli. Biblia wskazuje, iż zbiorowa wina Izraelitów była tak wielka, że ich występki wpłynęły na trzy, cztery lub nawet więcej pokoleń . Przykład ten pokazuje, że dzieci lub dalsze pokolenia mogą odczuć przykre konsekwencje grzesznego postępowania przodków. I to właśnie miał na myśli Bóg, gdy wypowiadał słowa z Wyjścia 20:5,6.

  235. „I to właśnie miał na myśli Bóg, gdy wypowiadał słowa z Wyjścia 20:5,6.”
    Musi mieć bezpośrednie połączenie telefoniczny, albo nawet telepatyczne.

  236. Ksiądz Lemański, to taki sam klecha jak każdy inny; tyle że zadarł z wierchuszką naiwniak.

  237. lonefather,
    Zapomniałem wpisać o 16:22.

  238. Biblia poniża kobiety, przypisuje im podrzędną rolę, wmawia, że są istotami powołanymi do tego, by nad nimi panowano itp. Widać to we wpisach dezertera, zresztą to powszechnie znane fakty, ale niektóre wyznania lubują się w przypominaniu ich i traktowaniu dosłownie.

    Już tylko to dla mnie jest powodem, by całe to „słowo boże” odrzucić jako przestarzałe, niedorzeczne i wymierzone przeciwko mnie osobiście, moim córkom i innym kobietom. Panowie, bawcie się sami.

  239. @lonefather..

    Chyba każdy wie o tym, nawet autorzy tego listu, że ten epistolograficzny apel jest jałowy. Niby co on ma wyjaśnić? Myślisz, że papież nie jest świadomy tego, jaki jest KK w Polsce? Doskonale wie o tym i, mało tego, w skrytości ducha chciałby, by we wszystkich państwach na świecie była tak powiązana władza świecka z kościelną. I ty oczekujesz, że nagle papa Fransiszek rozzłości się i będzie wprowadzał porządki w Polskim kościele?

  240. Marit
    4 kwietnia o godz. 17:50

    „Biblia poniża kobiety …

    Oj tam… To stereotyp. Pisałem o tym o godz.10.00

  241. To nie moje. Znalazlem w sieci, ale wrzucam tu, bo to jakby w pigulce przemyslenia Jacka Kowalczyka, Pieczula,Tanaki, sugaddady.
    A na pewno nie Waldiego, dezertera czy prymitywa Janusza Z

    *.. Bóg wszechmogący, który potrzebuje ziemskich zbytków, pieniędzy w formie ofiary? Stworzył niebo, ziemię, gwiazdy, planety i wszystko co żyje tylko z kasą mu nie wychodzi. Bóg, który potrzebuje rzeszy adwokatów na ziemi? Orędowników swojej sprawy, obrońców swojego punktu widzenia? Taki wszechmogący!? Kocha nas bezgranicznie i wszystko nam wybacza. Wysłał syna, żeby odkupił nasze winy ale stworzył nam piekło, żebyśmy się w nim smażyli przez wieki. To ma być kochający ojciec?

  242. pombocek
    4 kwietnia o godz. 14:49

    „Jasne. Tylko że identycznie nakazywał robić Izraelitom Jahwe.”.

    1. Ta opinia Marcina Lutra, zdaniem pewnego profesora politologii i socjologii, znawcy tamtej epoki, była wierutnym kłamstwem. Profesor napisał: „Żydom przypisywano wszystko, co opaczne, toteż odruchową reakcją było obarczanie ich winą za każdą klęskę naturalną bądź zło społeczne”.

    2. Natomiast opinia Jahwe na temat Kananejczyków, była uzasadniona. Nawet obecnie, relacja o ich postępowaniu, budzi w człowieku wstręt. Oto przykład:
    „Nie wolno ci tak czynić (…) , gdyż one czyniły swoim bogom wszystko, co obrzydliwe (…), bo nawet swoich synów i córki palą w ogniu dla swych bogów” (Powtórzonego Prawa 12:31)

  243. Lewy
    4 kwietnia o godz. 18:55

    „To nie moje. Znalazlem w sieci …”
    *.. Bóg wszechmogący, (…) wysłał syna, żeby odkupił nasze winy ale stworzył nam piekło, żebyśmy się w nim smażyli przez wieki”.

    Ktoś dołożył do pieca …

    Skąd to piekło ? Bo raczej nie z Biblii. Chyba z katechizmu.

  244. dezerter
    4 kwietnia o godz. 19:16

    Wiesz co, dezerter? Idź Ty w buraki ze swoim krętactwem. Niczego tu, prócz kpin, nie osiągniesz, ale trwasz na śmiesznym posterunku, mnożąc bzdety. Oto jeden z nich:

    „2. Natomiast opinia Jahwe na temat Kananejczyków, była uzasadniona. Nawet obecnie, relacja o ich postępowaniu, budzi w człowieku wstręt. Oto przykład:
    „Nie wolno ci tak czynić (…) , gdyż one czyniły swoim bogom wszystko, co obrzydliwe (…), bo nawet swoich synów i córki palą w ogniu dla swych bogów”.

    A co zarządza miłosierny i przebaczający Jahwe?

    „Jeśli mężczyzna weźmie sobie kobietę oraz jej matkę, jest to rozpasanie. Należy go wraz z nimi spalić w ogniu, żeby rozpasanie nie pozostawało wśród was”.

    Sądzisz, że dla palonych żywcem robi różnicę, z jakiego powodu są paleni? No i czy Świadkowie Jehowy przestrzegają kategorycznych nakazów bezwarunkowego uśmiercania za pracę w sabat, za cudzołóstwo, za miłość z kozą, mężczyzny z mężczyzną, za spożywanie krwi i wiele innych? I czy składacie umiłowanemu Bogu to, co on najbardziej umiłował: palone zwierzaki? Bo jak nie, to przestań pouczać, bierz dupę w troki i idź sam się uczyć. Może za jakich 49 lat, jak już się nauczysz – co nie jest pewne – nie wypowiesz już idiotyzmu „I to właśnie miał na myśli Bóg”.

  245. lonefather
    4 kwietnia o godz. 14:46

    A.Michnik do papieża: „Nie chcemy, Ojcze Święty, …”

    Jezus powiedział do Boga: „(…) przychodzę do ciebie.Ojcze Święty …” (Jana 17:11)
    Jezus do uczniów: „I nikogo na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem. Bo jeden jest wasz Ojciec, w niebie” (Mateusza 23:9).

  246. @sugadaddy

    Owszem Lemanski jest ksiedzem, ale mam wrazenie, ze mu raczej nie bardzo po drodze z wiekszoscia klechow.

    Jego spor „z wierchuszka” ma znaczenie takie, ze ujawnia wstecznosc hierarchii. Jak na razie zwycieza wstecznosc, co ma takie znaczenie, ze mocniej odstrecza od kosciola, niz przyciaga.

    @Rafal Kochan i @sugadaddy

    Mamy wrazenie/nia, za papa Franciszek cos chcialby zmienic w kosciele. Daje sygnaly, ktore rodza te wrazenia, albo je sugeruja. Pewnosci co do rzeczywistych zamiarow i stopnia determinacji nie mamy.

    Wlasnie dlatego uwazam, ze list Panow M do Franciszka, a dokladniej jego reakcja, lub jej brak, dadza nam cos konkretnego, w miejsce domnieman.

    p.s. A to, ze jest tak napisany, to pryszcz, tym sie najmniej przejmuje. Mysle, ze jak na list otwarty, wydrukowany w „La Republica”, napisany do glowy kosciola katolickiego, ma wlasciwa forme. Sadze co wiecej, ze ten list wywola szersza reakcje, bo dotyka problemow nie tylko polskich.

  247. lonefather,
    To co piszesz o F1, potwierdza tylko, że jest on najcwańszy z wszystkich papieży.

  248. pombocek
    4 kwietnia o godz. 20:27

    „Sądzisz, że dla palonych żywcem robi różnicę, z jakiego powodu są paleni?”

    Przepisy dotyczące spraw sądowniczych, zawarte w Prawie Mojżeszowym chroniły czystość narodu i służyły pomyślności poszczególnych Izraelitów. Chociaż za cudzołóstwo oraz za kazirodztwo karano śmiercią oboje winowajców, to jednak najwyższy wymiar kary wymierzano tylko temu, kto łamał Prawo rozmyślnie, lekceważył je i nie okazywał skruchy (Liczb 15:30, 31).

    W wypadku niektórych wykroczeń winni mieli być ukamienowani, a ich ciała wydane na pastwę ognia. Nigdy nie wrzucano żywych ludzi do ognia. Oto przykład:
    „Potem Jozue rzekł: „Czemuż sprowadziliście na nas klątwę? Dzisiaj Jehowa sprowadzi klątwę na ciebie”. Wówczas cały Izrael zaczął rzucać w nich kamieniami, po czym spalili ich ogniem. Tak więc ukamienowali ich kamieniami”.(Jozuego 7:25).

    Kiedy królowie judzcy Achaz i Manasses uprawiali bałwochwalczy kult, obejmujący składanie w ogniu ofiar ludzkich dla Baala, takie ich praktyki napawały odrazą Boga. Dlatego oświadczył, iż ‛nie nakazał tej obrzydliwości i nie zrodziło się to w jego sercu’ (Jer 7:31; 32:35).

  249. @sugadaddy, z godz. 21:10
    To co piszesz o F1, potwierdza tylko, że jest on najcwańszy z wszystkich papieży.
    Jezuita! I to by było na tyle.

  250. Kamień, proszę @dezertera, używany do kamienowania, nie zawsze – od pierwszego uderzenia pobożnego Żyda – trafia kamienowanego litościwie w głowę zabijając nieszczęśnika, albo go ogłuszając. Najczęściej uszkadza kości, narządy wewnętrzne, albo ogłusza chwilowo, a męka trwa. Wywołuje ból. Podobny do bólu spowodowanego ogniem, z tym, że ten „ogniowy” trwa około minuty, gdyż organizm palonego dłużej nie wytrzymuje i „odcina” świadomość. Usprawiedliwianie „gaszenia ognia benzyną”, że tak to metaforycznie ujmę, stawia @dezertera w pozycji niegodnej Świadka Jehowy. Czy aby w koszalińskim zborze o tym wiedzą? Ę?

  251. @@ anumlik sugadaddy

    I wlasnie dlatego jstem ciekawy…

  252. Marit
    4 kwietnia o godz. 17:50

    Szanowna Pani Marit

    Zapomina Pani o polskich komunistach ktorych mizoginizm mial niebiblijne pochodzenie. Ile kobiet bylo w otoczeniu Jaruzelskiego czy Gomulki. Pytanie dlaczego pozostawiam pani do odpowiedzi. Podpowiem. Powodem nie byla biblia.

    Slawomirski

  253. Szanowny Panie Lewy

    Co Pan na to?

    ” Czujemy się chrześcijanami, choć jeden jest nieochrzczony, drugi niepraktykujący. Nie umielibyśmy powiedzieć o sobie, że jesteśmy niewierzący. Każdy z nas po swojemu szuka Boga i po swojemu się modli,”

    Slawomirski

  254. anumlik
    4 kwietnia o godz. 22:23

    Zwłoki wrzucano do ognia tylko w nielicznych przypadkach. (Kapłańska 20:2 ; Powtórzonego Prawa 17:6,7; 21:21-23).

  255. Nie pisałem o zwłokach!!!, proszę @dezertera. Pisałem o żywych ludziach i ich śmierci poprzez rozbijanie im czerepów za pomocą kamieni, na co święta księga (żydów, chrześcijan i – z pewnymi wyjątkami – członków brooklyńskiej sekty) daje przyzwolenie. Czy @dezerter, jako Świadek Jehowy, uchylający się od wojska i przemocy, też te fragmenty Starego Testamentu akceptuje? O to pytałem w poście z godziny 22:23. I o to, czy w koszalińskim zborze o tym wiedzą?

  256. dezerter

    Kolejny raz odpowiadasz, pajacu, na to, na co ci wygodnie odpowiadać. Zapytałem, czy Świadkowie Jehowy karzą śmiercią i czy palą zwierzaki w ofierze. Skoro jesteście tacy skrupulatni w przestrzeganiu każdego przecinka zbioru baśni zwanym „Biblią”, przypomnę, że domniemany Jahwe do dziś niczego nie odwołał. Ani Jezus, który nakazywał nie zawracać gitary tym, którzy cię nie chcą.

  257. Trwa dyskusja o zwlokach, ze „zwlokami” jednego umyslu, pod postacia zombie zaczytanego w hebrajskiej mitologii.

    Choc z kazda minuta zblizaja sie swieta mniemanego zmartwychwstania, to na „zmartwychwstanie” tego zombie umyslu, nie licze… Beznadzieja!

  258. Marit napisała: „Biblia poniża kobiety”. Nie wzięła tego z powietrza – sam Jahwe powiedział do pierwszej kobiety o jej chłopie: „On będzie nad tobą panował”. Na co robokop dezerter: „Oj tam”. Co w przekładzie na język rybaków i łopaciarzy znaczy: „Pie.dolisz, stary”. Ten dezenter nie tylko wie, co myśli Bóg, ale i wie, co powinien lub nie powinien myśleć. Parafrazując słowa Archimedesa: Świadkowie Jehowy znaleźli punkt w niebiosach, skąd kierują światem.

  259. Jako ateista od 3 pokoleń i ojciec dwojga dzieci ateistów z ulgą przeczytałem rozwiązanie żartu Gospodarza, że nie opuścił 8% mniejszości polskich ateistów w 38 milionowym narodzie. Gratuluję!

  260. Nawrocony na April Fools Day

    https://www.youtube.com/watch?v=P2SsIYEbCio

    P.S.

    „Jako ateista od 3 pokoleń i ojciec dwojga dzieci ateistów”

    Smiech to zdrowie’

    Slawomirski

  261. Oczywiście Jahwe niczego do pierwszej kobiety o jej chłopie nie powiedział, bo nie nie ma żadnego Jahwe, nie było – ewolucyjnie patrząc – pierwszej kobiety ani, tym bardziej, JEJ chłopa. „On będzie nad tobą panował” to porządek społeczny starych plemion hebrajskich i nie tylko ich. To cholerstwo zostało do dziś.Kiedyś może to nie było cholerstwo, ale teraz – na pewno. Wyobraża ktoś sobie jak mama czwórki dzieci chrapie na kanapie z gazetą na brzuchu, pilotem w jednej łapie, dogasającym niedopałkiem w drugiej, a chłop przy garach za….dala?

    To jedno

    Drugie to pan biskup Gądecki. Też niby chłop, specjalność: pasożyt. „Nawiązując do słów teologa powiedział, że „przyszłość jeszcze nas przeegzaminuje” z poglądów społecznych na temat in vitro. – W rozdygotanej emocjonalnie atmosferze, jaką wokół tego problemu stworzono, pominięto milczeniem argumenty poważnych przeciwników tej metody – dodał”.

    Zachodzę w głowę, czy kościelne pany z rozdwojonym językiem celowo, na użytek najgłupszych owieczek, używają wykluczających się wzajem argumentów, czy też sami nie widzą tego wykluczania się. Jeśli twierdzą, że in vitro to nie po bożemu, to jest to czysta postawa ideistyczna, której ateista może nie akceptować, ale spokojnie przyjmować jako światopoglądową inność. Kiedy jednak do wystarczającego światopoglądowo i moralnie uzasadnienia, że in vitro jest nie po bożemu, sukienkowi
    dodają zagrożenia praktyczne dyskwalifikujące użyteczność metody, to automatycznie skreślają argumenty najwyższe, na które się najpierw powołują. Tak samo jak nie można służyć dwóm panom: Mamonie i Bogu, nie da się w sprawie in vitro jednym końcem gęby służyć Bogu, drugim – mówić o niepraktyczności, zagrożeniach itp. i być w zgodzie z Bogiem. Albo się kieruję wartościami danymi od Boga, niezmiennymi jak on sam, albo materialną korzyścią i praktycznością. Pogodzić tych postaw się nie da. Tymczasem ci z rozdwojonym językiem stawiają sprawę mniej więcej tak: „Powiedziane jest: nie kradnij” i dodają: „Bo i tak cię złapią”.

  262. Dla jasności: powoływanie się na praktyczne skutki automatycznie dyskwalifikuje wcześniejszą motywację moralną i światopoglądową. Albo jestem bezwarunkowo wierny zasadom danym przez Boga, albo kombinuję, co mi się opłaca, co się nie opłaca. „Albo, albo” – alternatywa jest stanowcza jak Zawisza. Artur.

  263. Tak jak interpretują biblię, zawsze wydłubują rodzynki, nigdy nie mówią o zakalcu, tak samo widzą tylko piękno i dobroć stworzone przez wielkiego projektanta doskonałe w swej formie.
    Patrz jakie piękne kwiatki, ptaszki i zwierzątka stwórca dał nam, byśmy mogli oczy swe nasycić!
    A to, że te ptaszki – stwórca wyposażył w zabójcze instynkty – jakoś nie zaprząta ich myśli.
    Siedzi taki ptaszek w gniazdku i kombinuje jak tu wypchnąć z niego swego braciszka, czy siostrzyczkę, by móc więcej żreć.
    Po kiego diabła projektant stworzył rekinicę – i to z dwoma macicami – gdzie ten silniejszy, pożera swego braciszka będąc jeszcze prawie embrionem?
    A te wszystkie bakterie, wirusy i inne parazyty, których jedyną rolą jest przysparzanie wszystkim żywym organizmom cierpień?
    A te owady, które składają jaja w oczach ssaków, w tym dzieci, by larwy mogły wyżreć im te oczy?
    To nie wielki projektant? Może szatan dywersant?
    I tak można by ciągnąc tę listę potworności, ale ktoś, kto wyłupił oczy swemu rozumowi, widzi kwiatki i kolorowe ptaszki i dziękuje swemu stwórcy za doznania estetyczne jakich doświadcza.

    PS. Że nie wspomnę tu o tych wszystkich zarazach, które wybijały całe populacje i co do których nie ma wątpliwości, że zsyłane były przez bozię – w ramach kary za grzechy – która to teoria ma się dobrze nawet dzisiaj; to że kłóci się z bożym miłosierdziem to tzw. „mały pikuś”.

  264. Panie Jacku, nie dziwię się że jeszcze nawrócenie nie nastąpiło. Bo niby do kogo miałoby się skierować? Przecież to, że boga nie ma świadczy bardzo prosty, ale zazwyczaj niedoceniany argument, a mianowicie ten, że tych „bogów” na całym świecie jest bez liku. Gdyby istniał bóg, to przecież każdy człowiek na świecie, w każdym zakątku tego łez padołu, wierzyłby w to samo. A tak nie jest przecież…. Tam, gdzie człowiek kilkanaście tysięcy lat temu doszedł w swej wielkiej tułaczce za pożywieniem i znośnym otoczeniem, tam wykreował swojego boga na własne podobieństwo i pragmatyczne konieczności. Ilu ludzi, tylu bogów… Trzeba być inwalidą umysłowym, by dawać sobie wciskać kit jakoby jakiś bóg ujawnił się pod postacią ognia; że kogoś natchnął w pisaniu bajeczek dla dorosłych…
    Ciekawe czy ci inwalidzi umysłowi, jak dezerter, waldi i kilku innych też mówiłoby o nawróceniu, gdyby nagle Pan stał się buddystą czy innym hinduistą?

  265. pombocek
    5 kwietnia o godz. 0:44

    „Zapytałem, czy ŚJ karzą śmiercią i czy palą zwierzaki w ofierze. Skoro jesteście tacy skrupulatni w przestrzeganiu każdego przecinka zbioru baśni zwanym “Biblią”, przypomnę, że domniemany Jahwe do dziś niczego nie odwołał”

    Przymierze Prawa, które zawierało wspomniane przepisy, zostało zawarte między Bogiem a Izraelitami. Bóg dał swoje prawa tylko temu narodowi. (Powtórzonego Prawa 5:1-3 ; Psalm 147:19, 20). W jakim celu ? Paweł odpowiada: „Prawo stało się zatem wychowawcą prowadzącym nas do Chrystusa” (Galatów 3:19-24). A zatem, Prawo było specjalnie dane dla ochrony narodu izraelskiego i kierowania nim, aby jego członkowie byli gotowi uznać Chrystusa, gdyby przyszedł. Liczne ofiary wymagane przez Prawo przypominały Izraelitom, że są grzesznikami potrzebującymi Zbawiciela.

    Tym obiecanym Zbawicielem był Jezus. Co się zatem stało z Prawem, gdy Chrystus przyszedł i złożył w ofierze swe doskonałe życie ? Zostało usunięte. „Nie podlegamy już wychowawcy”, napisał apostoł (Galatów 3:25). Usunięcie Prawa przyniosło ulgę Izraelitom. Prawo uzmysławiało im, że są grzesznikami, ponieważ nikt z nich nie potrafił go doskonale przestrzegać. „Chrystus przez kupno uwolnił nas od przekleństwa Prawa”, powiedział Paweł (Galatów 3:10-14). Dlatego też Biblia mówi: „Chrystus jest końcem Prawa” (Rzymian 10:4; 6:14).

    Przymierze Prawa stało się w pewnym sensie „przedawnione” już wtedy, gdy Bóg oznajmił przez proroka Jeremiasza, że ustanowi nowe przymierze (Jeremiasza 31:31-34; Hebrajczyków 8:13). Kiedy w 33 r. n.e. Chrystus umarł na palu męki, przymierze Prawa zostało unieważnione (Kolosan 2:14) i zastąpione nowym przymierzem (Dzieje 2:1-4; Hebrajczyków 7:12; 9:15).

  266. A o przymierzu noachickim @dezerter słyszał? Może nawet czytał w Biblii? Przypomnę:
    Tak rzekł Bóg do Noego i do jego synów: Oto Ja zawieram przymierze z wami i z waszym potomstwem, które po was będzie; z wszelką istotą żywą, która jest z wami: z ptactwem, ze zwierzętami domowymi i polnymi, jakie są przy was, ze wszystkimi, które wyszły z arki, z wszelkim zwierzęciem na ziemi. Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię. Po czym Bóg dodał: A to jest znak przymierza, które ja zawieram z wami i każdą istotą żywą, jaka jest z wami, na wieczne czasy: Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią. A gdy rozciągnę obłoki nad ziemią i gdy ukaże się ten łuk na obłokach, wtedy wspomnę na moje przymierze, które zawarłem z wami i z wszelką istotą żywą, z każdym człowiekiem; i nie będzie już nigdy wód potopu na zniszczenie żadnego jestestwa. (Rdz 9,8-15)

  267. sugadaddy
    5 kwietnia o godz. 10:07

    Tym właśnie się nie różnią Świadkowie Jehowy od reszty chrześcijan. Już wspominałem, że w ich wydawnictwach fotki ludzi to jeden wielki lukrowany piernik, uśmiech, szczęście trzymanie się za ręce i furt czytanie Biblii. U nich nawet lew leży koło gazeli i ani mrugnie szczęśliwy trawożerca.

  268. dezerter
    5 kwietnia o godz. 10:26

    Pieprzysz jak Świadek Jehowy.

    Jezus: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim”.

    Świadkowie Jehowy zaś za swoje krętactwo idą żywcem do piekła, które jest częścią składową niebieskiego królestwa. Wasze mniemanie, że nie ma piekła, was nie uratuje, bo nie samym mniemaniem żyć będziesz.
    Szerokiej drogi dezerter, będzie mi ciebie brakowało.

  269. anumlik
    5 kwietnia o godz. 10:41

    No właśnie. Jakże wzruszająco potwierdziło to przymierze słynne tsunami, które takiemu szatanowi Urbanowi tylko stopy polizało. Bóg jest dobry i słowny.

  270. Szerokiej … Bo mi nie bedzie …

  271. • pombocek
    5 kwietnia o godz. 10:45

    „U nich nawet lew leży koło gazeli i ani mrugnie szczęśliwy trawożerna”.
    “Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków…”

    1. Jezus powiedział: „Nie myślcie, że przyszedłem zniweczyć Prawo lub Proroków. Nie przyszedłem zniweczyć, lecz spełnić” (Mateusza 5:17). Co znaczy słowo „spełnić”? Budowniczy wywiązuje się z umowy dotyczącej wzniesienia jakiegoś obiektu nie poprzez podarcie kontraktu, lecz przez postawienie budynku. Gdy ku zadowoleniu klienta ukończy prace, umowa zostaje spełniona i na budowniczym nie ciążą już dalsze zobowiązania. Podobnie Jezus nie zniweczył, nie podarł Prawa, ale je spełnił, doskonale się go trzymając. Kiedy „umowa” Prawa Mojżeszowego została wypełniona, przestała obowiązywać.

    2. Co Biblia mówi o przyszłości ludu Bożego ?

    „I pobudują domy, i będą w nich mieszkać; zasadzą winnice i będą spożywać ich owoce. Nie będą budować, aby ktoś inny mieszkał; nie będą sadzić, aby ktoś inny jadł. Bo dni mego ludu będą jak dni drzewa; i moi wybrani będą w pełni korzystać z dzieła swoich rąk. Nie będą się mozolić na darmo ani rodzić na niepokój, gdyż są potomstwem złożonym z błogosławionych przez Jehowę, a wraz z nimi ich potomkowie. I będzie tak, że zanim zawołają, ja odpowiem; kiedy jeszcze będą mówić, ja wysłucham. Wilk i jagnię będą się paść razem, a lew będzie jadł słomę tak jak byk, pokarmem zaś węża będzie proch. Nie będą wyrządzać szkody ani rujnować na całej mojej świętej górze” — powiedział Jehowa”.(Izajasza 65:21-25).

    „I wilk pobędzie trochę z barankiem, a lampart będzie leżał z koźlęciem, jak również cielę i młody grzywiasty lew, i wypasione zwierzę — wszystkie razem; i będzie je prowadził mały chłopiec. Krowa i niedźwiedzica będą się paść; ich młode będą leżeć razem. I nawet lew będzie jadł słomę tak jak byk. I dziecię ssące będzie się bawić nad jamą kobry, a dziecko odstawione od piersi położy rękę na szczelinie świetlnej jadowitego węża. Nie będą wyrządzać szkody ani przywodzić do zguby na całej mojej świętej górze; gdyż ziemia będzie napełniona poznaniem Jehowy, tak jak wody pokrywają morze” (Izajasza 11:6-9).

  272. pombocek: „Tym właśnie się nie różnią Świadkowie Jehowy od reszty chrześcijan. Już wspominałem, że w ich wydawnictwach fotki ludzi to jeden wielki lukrowany piernik, uśmiech, szczęście trzymanie się za ręce i furt czytanie Biblii. U nich nawet lew leży koło gazeli i ani mrugnie szczęśliwy trawożerca.”

    Te obrazki SJ przypominają wizje szczęśliwości z Korei Północnej, tylko tam pośrodku stoi jakiś dowolny Kim i uśmiecha się do dzieci.

  273. Zgadało się o słodkościach, więc jeszcze raz coś powiem. Nie chce mi się nowych pisać, więc nowość jest tylko ta, że dedykuję to dezerterowi. Nie masz Ty, dezerter, na drugie „Iwonka”?

    DO CZEGO PROWADZI MYŚLENIE

    Zdarzyło się to tego dnia, kiedy szef ministrantów Rysio roztrzaskał o mur plebanii na pilne polecenie proboszcza cztery szczeniaki jego suki z przyczyn demograficznych.
    Katecheta opowiadał, jak to przyroda chwali Stwórcę i wyraża wdzięczność: słońce – tym, że świeci, ptaszki – śpiewaniem, muszki – brzęczeniem, kwiatki – zapachem i kolorami. Człowiek wyraża wdzięczność słowami. Oto przyszło do Pana dziesięciu trędowatych, prosząc, by ich uzdrowił. I stało się, jak prosili. A gdy odeszli uzdrowieni, jeden wrócił, by podziękować.
    – Czy wiecie, dlaczego wrócił? – zapytał katecheta.
    – Taaak – Bo chciał podziękooować.
    – A za co chciał podziękować?
    – Bo go uzdrooowił.
    – Tak, chciał podziękować Panu za to, że go uzdrowił. A wy jak dziękujecie Panu?
    Dzieci złożyły rączki i zaczęły chórem dziękować. Tylko jedno patrzyło w podłogę.
    – A ty, Mikołaju, nie dziękujesz?
    Mikołaj wstał i dalej patrzył w podłogę.
    – Czemu nic nie mówisz – nie jadłeś śniadania? – zagadywał wesoło katecheta.
    – On nigdy nie ma śniadania – powiedziała pogardliwie Iwonka.
    – Może się odchudza, bo coś marnie wygląda? Albo jest ascetą? Wiecie, dzieci, kto to asceta?
    – Nie je! Nie pije! Nie chodzi do kina! Nie pali!
    – Konia nie wali – mruknęło jakieś smutne chłopię.
    – A on właśnie pali! – wrzasnęła Iwonka.
    – No to wszystko jasne – nie może się doczekać przerwy, dlatego taki zły.
    – Po co chcieli, żeby ich uzdrawiać? – powiedział Mikołaj. – Jak cała przyroda dziękuje, to oni też powinni przyjść, podziękować, że są trędowaci, i wszystko.
    Buchnął śmiech. Iwonce aż oczy wyszły na wierzch z uciechy. Katecheta postał jak słup, po czym też się zaczął śmiać.
    – My się tu martwimy, że człowiek ma jakieś kłopoty, a ten, patrzcie, dowcipy sobie wymyśla.
    – Głupi wariat – powiedziała Iwonka.
    – Myślenie, Mikołaju, to bardzo pożyteczne zajęcie, ale ścieżki poznania są kręte, pełne niespodzianek i niebezpieczeństw. Jeszcze jesteś za mały, by kroczyć tą drogą samodzielnie. Sam widzisz, biedaku, do czego prowadzi takie myślenie. – Katecheta położył rękę na głowie Iwonki. – Poważni ludzie śmieją się z ciebie.
    Iwonka wyprostowała się i, jak wielka dama, pokazała Mikołajowi język.

    Pruję się moczyć w Bałtyku. Cześć!

  274. pombocek
    5 kwietnia o godz. 1:35

    Przyznajmy jednak, że krętaczpajac dezerter znalazł się pod wpływem nowoczesności. Sam o tym nie wie, on w ogóle mało co wie, ale jest wyznawcą dżenderu. Zamiast tradycji – że mąż wyciera żoną podłogę, co słuszne jest i sprawiedliwe, już się przestawił na kobietę dżenderową, co jej mąż ma nie wycierać, a może nawet ona nim wytrze beton po zerwanej podłodze, która w piecu się przydała przy siódemce pobłogosławionych pijackim beknięciem dzieci bożych.
    Hołduje też relatywizmowi, czego biskupi strasznie nie lubią. Pajacokrętacz dezerter nie biskup co prawda, ale za to więcej niż sam Bóg; ober-Bóg, zna przecież jego myśli, więcej – wie co Bóg ma uważać, a co nie.
    W ramach relatywizmu zaczął się zgadzać z tym że nie należy kobiet mylić ze szmatami, co jest wynalazkiem „kultury śmierci”, jak się ładnie podwładni pajacodezertera wyrażają. Jednak przed tym strasznym wynalazkiem, kobieta szmatą była. I z tym by się chętnie krętaczodezertet zgodził. Identycznie jak dziś zgodziłby się zamieść kobietą podwórko w kraju religianckich islamistów.
    Europejska kultura śmierci wydobyła kobietę ze śmieci. Bibliowierny oszust już się z tym zgodził, choć kulturę śmierci by ukamienował. Prawidłowy jehowita i katolik wraz ze swoim islamistą na tym polegają: oszukiwać ile wlezie, zawsze mówiąc, że to czysta, jedyna i pełna prawda.

  275. Tanaka
    5 kwietnia o godz. 15:57

    „Przyznajmy jednak, że krętaczpajac dezerter …”

    Czy te „uprzejmości” są skutkiem spożycia zbyt wielu jajek, czy raczej owocem wiadomego światopoglądu ?

  276. pombocek
    5 kwietnia o godz. 13:42

    „Głupi wariat” – toż to esencjonalna śliczność.
    Proces myślenia u księdza – to musi być śliczność jeszcze większa.
    W sprawie demograficznego roztrzaskania o parafialny mur szczeniąt, głupi wariaci w czarnych sukienkach uważają, że uważają, że niejaki Franciszek dobry był do ptaszków, co znaczy, że Kościół kat też kocha zwierzątka. We własnych żołądkach.
    Franciszek jednak nie kochał zwierzątek dla nich samych, jako istot autonomicznych, a jedynie dlatego, że są wytworem Boga, świadczącym o jego wielkości. Nie jest to więc żadne „kochanie”, a manipulowanie, w którym podmiot jest przedmiotem. Ptaszek krzywy, ułomny, brzydki, chory źle świadczyłby o swoim boskim stwórcy. Dlatego w takiej sytuacji natychmiast śliczny stwórca ślicznego porzuca swoje stworzenie i oskarża je o to, że same jest winne swojemu skrzywieniu, chorobie i brzydocie.
    Wiara w bozię jest ciągle grą w to samo: „co złego to nie ja”.
    Wyznawcy takiego bozi nigdy nie wyjdą z piaskownicy, nie przestaną być zasmarkanymi gówniarzami. Gówniarz taki dobrze się nauczył od swojej bozi. Przyłapany na wybijaniu szyb wrzeszczy: to nie ja, to on! Ten „on” to żyd, cygan, murzyn, obcoplemieniec, sąsiad, mason, komuch, ateista, dżenderysta i każdy, kto nie podoba się wyznawcy.
    Jehowita nie podoba się prawidłowemu katolikowi. I słusznie, bo jehowita wyznaje tego samego bozię.
    Rzymska jeszcze zasada mówi: chcącemu nie dzieje się krzywda. Tak jest: wyznawcom nie dzieje się żadna krzywda gdy się w imię tej samej bozi wzajemnie nienawidzą i mordują.
    Ale, że są oszustami, płaczą, że im się krzywda dzieje.

  277. dezerter
    5 kwietnia o godz. 16:12
    Są owocem poznania tego, co tu demonstruje prawidłowy jehowicki oszust.

  278. Tanaka
    5 kwietnia o godz. 16:18

    „Są owocem poznania tego, co tu demonstruje prawidłowy jehowicki oszust”.

    „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego …”

  279. @dezerter…

    Dlaczego jesteś oszustem? Bo wszyscy religianci niosący rzekomo kaganek oświaty posługują się kłamstwem oraz pychą. Kłamstwem, bo przedstawiacie (nawet w swoich śmiesznych pisemkach agitacyjnych) fikcyjny świat totalnej szczęśliwości, którego nigdy nie było i nigdy nie będzie. Posługujecie się socjotechnicznymi manipulacjami, kreujecie fantasmagorie oraz obietnice lepszego życia. Sięgacie w tym wszystkim do prymitywnych pokładów ludzkiej wrażliwości i duchowości; karmicie się ludzkim strachem przed śmiercią oraz groźbą, że człowiek może i zazwyczaj odczuwa, skądinąd zdrową i właściwą autorefleksję niespełnienia.
    A pycha, bo uważacie się za lepszych od innych ludzi, którzy w waszym zidiociałym wyobrażeniu nie dostąpili łaski poznania słowa bożego.
    Jesteście chorymi na umyśle manipulatorami, którzy są w moim przekonaniu chwastami tego świata, współodpowiedzialnymi za ten cały światowy bałagan oraz bezwład intelektualno-metafizyczny ludzi.

  280. Nie rozumiem, dlaczego nie są publikowane moje komentarze.

  281. To oczywiscie bez znaczenia, ale z duma informuje, ze jestem wciaz „na indeksie, czy innehj czarnej liscie” u Redaktora Polityki, Pana Adama Szostkiewicza… Posty od „lonefather”, bez moderacji nie przechodza.

  282. KOCHAN nie rozumie a lonefather jest dumny.
    Gdzie jest wychowawczyni tego przedszkola?
    Prosze sie zajac dziecmi bo zaraz bada plakac.

  283. Dziś w nocy uprzytomniłem sobie, że w wielkiej rodzinie wnuków, prawnuków i praprawnuków mojej babci ze strony mamy oraz wśród znajomych jest parę osób, które w efekcie rodzinnych dramatów uciekły do nieistniejącego Boga. W nim – czyli w sobie samych, jako że potrzeba jest matką wynalazków – znalazły azyl i pocieszenie. Gdyby wymyślony Bóg tylko taką rolę spełniał, cudne życie byłoby na chrześcijańskiej ziemi. Ale jak gdzieś jest interes, szybko się znajdą tacy, co go zwęszą. Największy pasożyt i wyzyskiwacz w cywilizowanym czasie świata – Kościół – został zbudowany na tak mocnej doczesnej opoce, że żadna siła w przewidywalnym czasie go nie ruszy. Więc panu Lemańskiemu i milionom przetrąconych został tylko Bóg. A wystąpienie panów Michnika i Majewskiego można traktować najwyżej jako test – z przewidzianym wynikiem – Franciszka. Wielce humanitarną rolę starożytnych urojeń zwanych „bogami” akceptuję z pochyloną głową. Kiedy czytam, słyszę wołający do Boga głos poddanego ciężkiej próbie człowieka – a mówię o konkretach, których doświadczyłem, nie o wyobrażeniach z sufitu – jego tęskne słowa o miłowaniu tego, którego nie pojmuje, nie zna i nie pozna, odchodzi mi ochota od żartowania z ludzkiej naiwności. Bóg jest wydumany, ciężar w człowieku – nie. Byłbym barbarzyńcą, gdybym z takich ludzi kpił choćby w duchu.

    Dlatego kpię nie tyle z nieszczęsnego chłopaczka i młodzieńca Jezusa, ile z ewangelistów, którzy przerobili – dziś można powiedzieć, że na amerykański strój – jego poniżane w rodzinie i w rodzinnych stronach życie na pełnometrażowy, sensacyjny towar.

    Nie przekonują mnie tezy o schizofrenii Jezusa – traktuję je jako łatwe, bezwysiłkowe
    ubranie człowieka w gotowy stereotyp. To, co w jego życiu było potem, czyli w czasie ewangelijnym, interesuje mnie zwłaszcza dlatego, że są tam mimowolne znaki mówiące o tym, co było przedtem. Ot choćby jego słowa o tym, że syn człowieczy głowy nie ma gdzie złożyć, choć był o rzut beretem od rodzinnego Nazaretu. Krzywdzony w dzieciństwie przez ojczyma i najbliższych mówi, już jako dorosły, z uczuciem o krzywdzie najmniejszych – ot tak, z powietrza?

    Jezus nie budował żadnej religii. Sam będąc skrzywdzonym i poniżonym wskazywał innym skrzywdzonym i poniżonym drogę nadziei, drogę życia.

    No i, rzecz jasna, nie zmartwychwstał. Jezus to jedno wielkie oszustwo i mistyfikacja, ale nie jego – ich.

  284. żabka konająca (4 kwietnia o godz. 7:35)

    „Co do Wielkiego Piątku to masz racje … bo przecież jest droga krzyżowa do godz. 24… blog nie trafi do więzienia. Leniuchowania w nadchodzący weekend życzę.”

    Z ogromna przyjemnoscia odwzajemniam zyczenia. Leniuchowanie zaliczylismy. Czego wszystkim innym swietujacym Sw. Dyngusa zycze.

    Ale z ta racja w Wielki Piatek to ja sam sie pogubilem. Bo swieto Wielkiego Piatku ma jedno przeslanie: celebrowac smierc.

    Wracam ci ja z wielkanocnego wypadu na nasza plaze a tu buch! wiadomosc w swiatecznych nekrologach: nie zyje dr. B. Doktor medycyny ale rowniez Ph.D. Researcher medyczny w dziedzinie raka i nie tylko raka. Zmarl na raka. Walnelo to mnie mocno. A bylo tak.

    Ponad 13 lat temu odkryto u mnie raka zoladka. Stadium czwarte. Zoladek mi wycieto, stworzono zastepczy pouch w zabiegu zwanym Roux-en-Y gastric bypass procedure. Do dzisiaj sobie pozwalam na seczego. Kontrolowanego scisle, ofkors, seczego. Ale do dzisiaj sepozwalam. Co zapewne widac slychac i domyslic sie idzie na blogu.

    Piec lat pozniej nasz dobry znajomy doktor-naukowiec, z innej miejscowosci, zostal trafiony dokladnie tym samym. Stomach cancer. Rak zoladka. Wiec i jemu zaaplikowano Roux-en-Y. Czyli wyciecie calego zoladka, podciagniecie lelita cienkiego w miejsce zoladka, kreujac tzw. pouch w miejsce zaladka. I odstawienie dwunastnicy na pobocze. A o slepej kiszce to nawet zapomniano. Wiec mielismy wspolny temat: jak dlugo my przezyjemy te nienaturalne przeobrazenia operacyjne naszych organizmow ? Jemu latwiej szlo z odpowiedzia na to pytanie. Sam bowiem niektore z tych odpowiedzi pomyslal. To byla jego dziedzina. Nie moja. On skonczyl owo przezywanie, po siedmiu latach choroby, przed Wielkanoca. Na Jego pogrzeb jedziemy za kilka dni. A ja wciaz przy komputerze trwam od lat ponad trzynastu.

    Kiedy i mnie dopadna konsekwencje mojego raka zoladka, blog sie dowie nie tyle z nekrologu o Ortequ co z braku pierdol wypisywanych na blogach POLITYKI przez takowego. Tez dobrze

  285. pombocek
    6 kwietnia o godz. 7:25

    100/100

    Gdyby dzis, „pstryk” i zniknac ten i inne koscioly, to jutro zabrakloby miejsc w szpitalach psychiatrycznych, o psychiatrach i psychologach nie wspominajac.

    A czy istnial Jezus, czy nie istnial, to i tak z zyczliwoscia do ludzi, a meznie i twardo, przeciw otumanieniu…

    Czego sobie, Tobie i innym racjonalnym, od swieta i na co dzien, zycze.

  286. Napisałem: „Jezus to jedno wielkie oszustwo i mistyfikacja, ale nie jego – ich”. Miałem na myśli Jezusa wykombinowanego przez ewangelistów.

  287. Slawomirski..

    Ciebie już wyrzucano z kilku przedszkoli. I ciągle jesteś tępy… Nawet z PRLu ciebie usunięto lub pozwolono na czmychnięcie… Kto by tam za nieużytecznymi śmieciami płakał?

  288. pombocek
    6 kwietnia o godz. 7:25

    „No i, rzecz jasna, nie zmartwychwstał. Jezus to jedno wielkie oszustwo i mistyfikacja, ale nie jego – ich”.

    Spróbujmy zatem sprawdzić wiarygodność uczniów, którzy rozpropagowali opowieść o zmartwychwstaniu na całym świecie. Może ci ludzie byli kłamcami, a cała sprawa wielką mistyfikacją ?

    Nie sposób nie wspomnieć, że apostołowie byli później okrutnie prześladowani a wielu z nich zamordowano. Czy ludzie poświeciliby własne życie w imię wymyślonego przez siebie kłamstwa ? Czy znasz kogoś, kto bez wahania oddałby swoje życie za coś, o czym doskonale wie, że opiera się na fałszu ?

    Przecież któryś z uczniów lub innych uczestników spisku w obliczu tortur lub śmierci prędzej czy później przyznałby się, że cała ta historia została wymyślona. To by zaś zmusiło pierwszych chrześcijan do odniesienia się do takiego twierdzenia. Pozostałyby na pewno jakieś źródła pisane, zarówno chrześcijańskie, jak i pogańskie. Tymczasem my nic o czymś takim nie wiemy. Wszyscy uczniowie umierając, byli święcie przekonani, że Jezus naprawdę powstał z martwych.

    Najwybitniejszy niemiecki znawca NT w XX w. Rudolf Bultmann (który sam uważał, że zmartwychwstanie to mit) napisał, „że w całej tej historii pewna jest tylko jedna rzecz: apostołowie naprawdę w nią wierzyli. Co do tego nie ma wątpliwości”.

    Warto też wziąć pod uwagę pobudki tych, którzy uwierzyli w cud wskrzeszenia Jezusa. W odróżnieniu od wielu innych ludzi, którzy znosili ucisk i nawet zginęli za swoje przekonania religijne czy polityczne, chrześcijanie nie odnosili ze swych cierpień najmniejszych korzyści materialnych ani politycznych. Nie zdobywali przez to władzy, bogactw czy pozycji. Przeciwnie, często wszystko to tracili. Głosili o zmartwychwstaniu Jezusa, lecz nie stosowali żadnych środków przemocy ani do szerzenia swych poglądów, ani do swojej obrony. A z ich utrwalonych wypowiedzi wynika, że byli ludźmi rozsądnymi, nie fanatykami. Powodowani miłością, chcieli pomagać bliźnim.

    Ważnym dowodem jest też fenomen, jakim było i jest chrześcijaństwo. Gdyby Jezus umarł i został pochowany jak każdy inny człowiek, upłynęłoby wiele lat, być może nawet stuleci, zanim legenda o jego zmartwychwstaniu zaczęłaby oddziaływać na ludzi. Tak to bowiem jest z mitami, że potrzebują czasu. Tymczasem w tym wypadku od razu po śmierci Jezusa jego uczniowie głosili Dobrą Nowinę i oddawali za nią życie. A chrześcijaństwo rozprzestrzeniało się w błyskawicznym tempie. Zmartwychwstanie nie tylko odmieniło ludzkość w sensie duchowym czy metafizycznym. Ono miało również skutki czysto materialne. Całkowicie odmieniło bieg historii.

    Czy spisek kilku nawiedzonych uczniów czy też powstała po latach mglista legenda mogłaby na dłuższą metę zrobić tyle zamieszania ? Wydaje się, że gdyby zmartwychwstanie nie zdarzyło się naprawdę, w ogóle nie byłoby chrystianizmu — i zapewne w ogóle byśmy nie usłyszeli o kimś takim jak Jezus.

  289. Ani mi w głowie przekonywać wierzących – nie szlajam się po obcych światopoglądowo blogach. Reaguję tylko na Twoje znacznie starsze od ŚJ psychologiczne głupstwo wymyślone jako argument za zmartwychwstaniem: przekonanie apostołów, za które nawet oddawali życie. Oddawanie życia za wiarę, przekonania to mocna rzecz, ale nie taka znowu nowość. Cóż innego robią ideowi żołnierze z obu stron frontu lub islamskie dzieci, jeśli nie oddają na pęczki życia za przekonania. A przede wszystkim oddawanie życia nie jest żadnym dowodem realnego istnienia przedmiotu wiary lub prawdziwości czegokolwiek. To dowód w sam raz dla babć i konsekrowanych dziewic. Dowód z prawdomówności apostołów jest bezdennie głupi, ponieważ ta prawdomówność jest tylko hipotezą, a użycie hipotezy jako dowodu prawdziwości to świrowatość podwójnie zakręcona. Można wielkodusznie założyć, że apostołowie i ewnageliści mówili prawdę (jak pomyślę o prawdomówności na przykład sensata Mateusza, gęba mi się robi od ucha do ucha), tylko, przepraszam, prawdę o czym – o tym, co faktycznie było, czy o ich przekonaniach, że tak było? Prawda o przekonaniach co do faktów nie jest równoznaczna z prawdą o faktach. Moja mama umrze z przekonaniem, że duch z ulicy jej przyniósł okulary, a gdzieś półtora miesiąca temu nieznana dusza dała 20 zł.

    Tak więc, dezerterze, z taką argumentacją to pod kościół. Jest poważniejsza, ale przeczy zmartwychwstaniu, więc jej religianci nieprzymuszeni nie podnoszą: że żaden z uczniów przy pierwszym spotkaniu nie poznał domniemanego zmartwychwstańca. Ale nie zamierzam wydyskutowywać ani nieistnienia, ani istnienia pombocka, zmartwychwstania i zająca z lisią kitą. Niech żyje wolność i swoboda! I dziewczyna młoda!

  290. dezerter

    Przepraszam, powyższe było do Ciebie.

  291. Napisał dezerter:
    „Warto też wziąć pod uwagę pobudki tych, którzy uwierzyli w cud wskrzeszenia Jezusa. Głosili o zmartwychwstaniu Jezusa, lecz nie stosowali żadnych środków przemocy ani do szerzenia swych poglądów, ani do swojej obrony. A z ich utrwalonych wypowiedzi wynika, że byli ludźmi rozsądnymi, nie fanatykami. Powodowani miłością, chcieli pomagać bliźnim”.

    Napisał pombocek:
    „Oddawanie życia za wiarę, przekonania to mocna rzecz, ale nie taka znowu nowość. Cóż innego robią ideowi żołnierze z obu stron frontu lub islamskie dzieci, jeśli nie oddają na pęczki życia za przekonania”.

    Czy wystarczy porównać te opinie, czy trzeba jeszcze komentować ?

  292. dezerter

    Widać już nie pajmiosz, że przekonania jako dowód prawdy to Himalaje umysłowego odlotu. Cześć Twej niezłomnej pamięci

  293. @pombocek
    List do Koryntian jest najstarszym zapisem mówiącym o Jezusie z Nazaretu. Powstał w Efezie w 57 roku, a więc w 24 lata po śmierci Nazarejczyka. Jest to taki sam okres, jak obecne 24 lata po 1991 roku, który jest w pamięci większości żyjących. List Pawłowy, zawiera w streszczeniu to wszystko, co napisane zostało w trzech ewangeliach synoptycznych i czwartej – Janowej, które powstały wiele lat po Liście do Koryntian. Oto najważniejszy dla tego wątku fragment: Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży (1Kor, 15, 3-9).

  294. pombocek
    6 kwietnia o godz. 13:30

    Biblia uczy:
    „Prostak wierzy każdemu słyszanemu słowu; człowiek roztropny rozumie, że potrzebny jest dowód” (Przysłów 14:15, The New English Bible).

    Uczniowie Jezusa – będący Żydami – dobrze znali tę zasadę. Dlatego pobudzeni przez Boga, zadbali o to, żeby powstały rzetelne sprawozdania z życia i służby ich Mistrza.

    Np. Łukasz napisał we wstępie Ewangelii:
    „Ponieważ wielu podjęło się zestawić opis faktów, którym wśród nas w pełni dano wiarę,  tak jak je nam przekazali ci, co od początku byli naocznymi świadkami i sługami tej wieści, postanowiłem i ja, który od samego początku wszystko dokładnie prześledziłem, spisać to w logicznym porządku dla ciebie, najdostojniejszy Teofilu,  żebyś całkowicie poznał, jak pewne jest to, czego cię ustnie uczono” (Łukasza 1:1-4).

    Jaki wypływa z tego wniosek ?
    Czy głosiciele Dobrej Nowiny zachęcali swoich słuchaczy, żeby ci uwierzyli w zmartwychwstanie Jezusa dlatego, że byli o nim przekonani uczniowie Jezusa ? Nie. Zachęcali do zbadania istniejących dowodów (Dzieje 17:1-4, 10-12; 2 Tymoteusza 3:14-17).

    Przekonanie czyli wiara pierwszych chrześcijan, oparte było na niezbitych dowodach – np. relacjach naocznych świadków oraz świadectwie Pism – a ich wnikliwa analiza, w połączeniu z altruistyczną i ofiarną postawą uczniów, dawała pewność, że głoszą oni prawdę. Taka głęboka wiara, była też źródłem siły, niezbędnej do znoszenia okrutnych prześladowań.

  295. anumlik

    Aleś zajechał! Temat zmartwychwstania jest dla mnie zakończony sto lat temu, a może i pięćset. Nie ma żadnych bogów, nie ma nadprzyrodzoności, więc nie ma i zmartwychwstań. Rzecz już mnie nudzi, więc niech mówi za mnie czort wie który raz na blogach ja z przeszłości. Przepraszam wszystkich, którzy to czytali.

    „ZMARTWYCHWSTANIE”

    Nie ma w szkole przedmiotu „myślenie” i nie ma takich jak w Helladzie akademii, w których uczniowie chodzą z mistrzami po ogrodzie, myślą. Współczesny kandydat na człowieka uczy się myślenia przypadkiem: od taty, jak się kłóci z mamą, na lekcji geografii, od rówieśników w bramie. Mama z tatą też uczyli się przypadkiem, i babcia z dziadkiem, i dziadków dziadki.
    Podchodzi do mnie na przystani babcia.
    – Świeża ta flądra? – mówi.
    – Przecież żywa.
    – Widzę – ale czy świeża?
    Z przypadkowych nauk są sędziowie i pierdzistołkowie, pismaczkowie i profesorowie, policjanci i złodzieje – wszyscy.
    – Co za barany trąbią, żeby uczyć dzieci seksu! – mówi pan młynarz. – Nikt dotąd nie uczył, a jesteśmy. Ciebie ktoś uczył?
    – Nie, dlatego nic nie umiem.
    – To co ze swoją robisz?
    – Oglądam telewizję.
    Pani młynarzowa wie, że jest niedobrze, bo ludzie są niedobre. Jak będą dobre, to będzie dobrze – wystarczy chcieć. A, skurkowane, nie chcą.
    Raz rzekłem: „Przypisywanie marksizmu ateistom to chwyt propagandowy prawicowych demagogów”. Na to boży ptaszeczek: „Tak jakby nie było lewicowych demagogów!”. Nie robiłem demagogowego spisu, więc myśl ptaszeczka w przekładzie na nadrzeczne budownictwo wygląda tak: ja: „Na prawym brzegu rzeki stoi dom”; on: „Tak jakby nie było lewego brzegu!”.
    Najbardziej myślicielscy byli w moim życiu księża. Mówili na przykład: „O zmartwychwstaniu wiemy od apostołów. Apostołowie byli prawdomówni, dlatego zmartwychwstanie jest prawdą”. Jezu, jakie to było logiczne! Gotując nas na nową drogę życia, mówili pod koniec siódmej klasy:
    – Będą wam wciskać, że człowiek powstał z małpy. Wtedy pytajcie, czemu dziś z małp nie powstaje.
    Pytałem jak najęty, nim odkryłem dwie logiki: świecką i świętą.
    Pozdrowił nas w ogrodzie Święty z okazji święta zmartwychwstania. Psychiatra na to:
    – Wypraszam sobie, tu z martwych się nie wstaje.
    – Jezus powstał.
    – To nieśmiertelni umierają?
    – Zacytuję profesora historii: „Nie znam w historii ludzkości żadnego faktu, który byłby poparty mocniejszymi i pełniejszymi dowodami niż ten wielki znak, jaki dał nam Bóg, iż Chrystus umarł i powstał z martwych”.
    – A ja zacytuję siebie: jaki profesor – taka historia. Skoro nie zna pewniejszego faktu, wychodzi, że Chrystus na bank zmartwychwstał, ale czy taki żył – pewności nie ma.
    – Bredzisz, kolego.
    – Nic z tego – mówię – to się nazywa „logika”. Świętym jest, rzecz jasna, zbędna.
    – Jako psychiatra – potwierdzam. Nieomylny stworzył światło, potem – źródła światła, i świętym to nie przeszkadza. U sensata Mateusza tuż po śmierci Jezusa ziemia zadrżała, skały popękały, „Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po jego zmartwychwstaniu, weszli do miasta świętego i ukazali się wielu”. Jan – jedyny z uczniów naoczny świadek śmierci Jezusa (gdzie resztę w takiej chwili poniosło?) – o tych sensacjach nawet się nie zająknął. Ziemia się pod nim trzęsła i pękała, a on nie zauważył? Rozwodzi się o pojedyńczym zmartwychwstaniu, a masowe przegapił? Inna rzecz, że historia mówi o takim głupstwie, jak spalenie żywcem przez Kościół jednego Husa, a o mnogim zmartwychwstaniu, które przebiłoby wszystkie niezwykłości w dziejach ludzkości razem wzięte – nic.
    – Sensat chciał śmierć udramatycznić – mówię. – Nie będzie jego Bóg umierał jak ogrodnik.
    – Hitchcock by tego nie wymyślił. Święci powstali w grobach tuż po śmierci Jezusa, ale wyszli z nich i poszli do miasta dopiero „po jego zmartwychwstaniu”. Co robili trzy dni – stali jak słupy i czekali?
    – Historyków nie obchodzi. Wszedłem do toalety w piątek rano i wyszedłszy z domu w poniedziałek, ukazałem się w pracy. Najważniejsze, że się ukazałem.
    – Najmocniejszy dowód dał Jan, mówiąc o sobie w trzeciej osobie: „A wiemy, że jego świadectwo jest prawdziwe”. Popatrzmy.
    Wyprzedził Piotra w biegu do grobu. Dobiegł pierwszy i…nie wszedł. To po co gnał? Nadszedł Piotr, wszedł do grobu, „ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu”. Jan mówi, co szczegółowo widzi Piotr, więc musiał to najpierw sam zobaczyć. Kiedy – skoro twierdzi, że wszedł do grobu po nim i dopiero wtedy „ujrzał i uwierzył”?
    – Pisał wiele lat później – mówi Święty. – Włożył w Piotrową głowę to, co sam zobaczył. Co za różnica, że zobaczył po nim, skoro zobaczył to samo.
    – A po co wkładać w cudzą głowę? Nikt cudzymi oczami nie patrzy, więc mówienie, co inny widzi, słyszy, myśli – to nie dokument, ale beletrystyka.
    – Z nieczystą myślą – mówię.
    – Otóż to. Jan nie przez skromność się chowa za kolegę, choć go wyprzedził w biegu.
    – Był młodszy, to wyprzedził – mówi Święty.
    – I relacjonując po kilkudziesięciu latach niesamowitą sytuację, ze szczegółami pamięta głupią chustę – że nie razem z płótnami, że oddzielnie, że zwinięta.
    – Mówił, co widział
    – Albo: co chciał, żeby inni widzieli. Skąd wie, że chusta była „na Jego głowie”, skoro pisze, że grzebali ciało Józef i Nikodem, i nie wspomina, by przy tym był ktoś jeszcze? Noc jest najlepsza dla złodziei i oszustów, więc nie przypadkiem powstanie z martwych odbyło się po cichu w nocy, a nie trzeciego dnia przy świadkach. Gdyby zabity Jezus wyszedł z grobu w obecności wrogów i sprzymierzeńców w biały dzień – to byłoby dopiero świadectwo! Ale nie wyszedł, bo cud polegał na wyniesieniu ciała i pochowaniu w innym miejscu. Może leży do dziś. Parę rzeczy wskazuje na to, że Jan był wykonawcą. Przy wynoszeniu ciała w nocy coś można przeoczyć, dlatego wyprzedził Piotra, żeby sprawdzić. Po co nam wtyka szczegół, że nie wszedł pierwszy? Nie po to, by ukryć, że właśnie wszedł, zrobił porządek z chustą, która spadła przy wynoszeniu? Porządne zwinięcie miało sugerować, że nie spadła, że zmartwychwstały Jezus sam zdjął, ładnie złożył. Grzebalne płótna też zdjął i poszedł nago? Dokąd – do hotelu? Równie logicznie jest z kamieniem: u Jana jest odsunięty od grobu. Bóg, który przekroczył granicę życia tam i z powrotem, przenikał przez zamknięte drzwi, przez kamień przeniknąć nie potrafił? Bo żeby wejść do grobu i wynieść ciało, trzeba było kamień odsunąć – to jasne. Krótko mówiąc: pan Jan wykonał mistyfikację zwaną „zmartwychwstaniem”. Nie był za mądry, więc w pisanej po wielu latach opowiastce tak starał się swoją rolę ukryć, że niechcąco odkrył.
    – To tylko twoje słowa – mówi Święty.
    – Postaram się o zdjęcia. W drobinie ciała jest cały genotyp, w szczegółach zachowań – cała osobowość. Uczciwy Jan popełnił oszustwo dla idei – dlatego niezdarnie miesza kłamstwo z prawdą i łatwo go zdradzają słowa.
    – Za słaby w tym jestem. Ale Jezus również uzdrawiał.
    – Ocenił to Paweł: „Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara”.
    – Gdzie tu o uzdrowieniach?
    – No właśnie. Uzdrawiać, lepiej lub gorzej, każdy może, więc od uzdrawiaczy w dziejach aż się roi. Lepiej zapytaj, czemu gór Jezus nie przenosił, nie stawiał świątyń w trzy dni i nie kierował samochodem zamiast osiołkiem.
    – Ojej – mówię – w tamtym czasie przy samochodzie splajtowałyby wszystkie religie!
    – I tak splajtowały, bo kasa przecie jest numer jeden na świecie, nie religia. Wstyd mówić o oczywistościach, drodzy parafianie: drugą bijącą w oczy okolicznością wykluczającą zmartwychwstanie jest nierozpoznanie zmartwychwstańca przez uczniów.
    – Niektórzy nie rozpoznali, niektórzy rozpoznali – mówi Święty.
    – W ewangelii Jana nawet przy trzecim spotkaniu nie poznał nikt prócz Jana. Wobec tak zgodnego świadectwa, wyrok wszystkich sądowych instancji byłby jeden: to nie był Jezus. Jeśli przyjąć najmniej korzystny dla zapamiętania postaci wariant, że działalność Jezusa trwała sześć tygodni, to i tak było dość czasu, by się nauczyć poznawać człowieka nawet z daleka. Pierwszaczek, który po tygodniu w szkole nie rozpoznawałby swojej pani, byłby uznany za upośledzonego na umyśle.
    – Więc kto to był?
    – Jak dotąd, się nie przedstawił.
    – Za to chętnie przedstawiał rany jako dowód – mówię.
    – Zdarzało ci się przekonywać kolegów z pracy, że ty to ty i pokazywać na dowód kurzajkę? Przekonywanie przez gościa uczniów, że jest dobrze im znanym Jezusem, to zachowanie tak absurdalne, że się nie zdarza nawet u czubków.
    – Ale się zdarzyło. Stąd piękne komunistyczne hasło „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.
    – Czyli: błogosławieni łatwowierni. Do dziś ten infantylizm śpiewają w modłach jako mądrość. Tomasz uwierzył dopiero wtedy, jak włożył paluch w rany. A jakież to w ranach są dowody tożsamości? Nie rozpoznał po tym, po czym się poznaje człowieka – po wyglądzie, zachowaniu, głosie? To samo z Magdaleną: ujrzała gościa, ale myślała, że – ogrodnik. Dwóch uczniów szło z nim sporo kilometrów, gadali i też, patrzcie, nie poznali!
    – Co dzień spotykam nieznajomych, których nie poznaję – mówię.
    – Łukasz wyjaśnia naukowo, że oczy mieli „niejako na uwięzi”. Trzeba mocniejszych dowodów, że to nie był Jezus?
    – Siedmiu nad jeziorem też nie poznało. Dopiero im Jan powiedział: „To jest Pan”.
    – Wykonawca oszustwa wmawiał uczniom, że widzą Jezusa. I nam wmawia: „Żaden z uczniów nie odważył się zadać mu pytania ‚Kto ty jesteś?’, bo wiedzieli, że to jest Pan”. Nie odważyli się zadać – czyli chcieli zadać, mieli wątpliwości; „wiedzieli ” – czyli nie mieli wątpliwości. Mieli i nie mieli. Gość o nieczystym sumieniu ożenił prawdę z kłamstwem najgłupiej jak można. Spotkałem w mieście moją żonę, ale nie odważyłem się zapytać „Kto ty jesteś?”, bo wiedziałem, że to moja żona. Niech Wasza świątobliwość pozdrowi profesora historii.
    – Zmarł wiek temu.
    – Kiedyś wstanie. Na razie smućmy się, panowie i panie, bo oto sławny nieboszczyk, miast ożyć w glorii, w jakiej się narodził – z pastuszkami, aniołami, kometą i królami – wyjść z grobu w samo południe na oczach przyjaciół i wrogów, żyć z nami niemetaforycznie ku pożytkowi wszystkich, dokąd nie pieprznie w ziemię coś z Betlejem, mignął garstce rybaczków przed oczami, coś bąknął, zjadł i przepadł. Co za palące sprawy miał w wieczności – dzieci płakały, pociąg odchodził?
    – Zaiste – mówię – beztreściową migawką było zmartwychwstałe życie.
    – A ileż mógł grać Jezusa podstawiony człowiek? Udawanie straconego za religijne oszustwo to jeszcze większe oszustwo – szybko by go ukrzyżowali – dlatego publiczne występy, spotkanie z rodziną, znajomymi nie wchodziły w rachubę. Mistyfikacja była szyta dla paru zaufanych prostaczków, by ją zanieśli światu.
    – Zda mi się – mówię – że bracia chrześcijanie znienawidzili Żydów – naocznych świadków – nie za to, że zabili, lecz za to, że jako naród się nie dali nabrać.
    – Oczywiście. Nienaoczni widzą więcej niż naoczni, przez to się wściekają więcej.
    – Ale przegapili matkę. Po śmierci syna zamieszkała u Jana – pożarła się ze świętym mężem? – który, wedle jego własnej relacji, spotykał się ze zmartwychwstańcem aż trzy razy. Nie doniósł udręczonej matce? Na skrzydłach by przyleciała.
    – I by nie było chrześcijaństwa. Nie dałoby się wmówić matce: „To jest Pan”.

  296. anumlik
    6 kwietnia o godz. 14:03

    Pombocek trafnie to skomentował: aleś zajechał.
    Co miałoby wynikać z tego co zapodajesz?

  297. @pombocek
    Nie lubię jak się mnie traktuje jak idiotę. Z tekstem „aleś zajechał” startuj do @dezertera i jemu sprzedawaj opowiastki, w których poddajesz pombockowej egzegezie to, co możemy wyczytać u Mateusza czy u Jana. Nazywając tego pierwszego sensatem, a drugiego mistyfikatorem.
    @Tanaka zapytuje (chowając się z „zajechaniem” za @pombockiem) – Co miałoby wynikać z tego co zapodajesz?/i>. Odpowiadam. Nic więcej poza sekwencją powstania najważniejszego wątku wszystkich ewangelii. Mianowicie tego, który mówi o zmartwychwstaniu. Fragment z Pawłowego „Listu do Koryntian” napisany został najwcześniej. Nie ma w nim żadnych sensacji, na które zwrócić chce uwagę @pombocek, ani żadnych nieścisłości. Nic, poza – ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Nic w tym fragmencie nie znajdziesz, ani Ty, ani @pombocek, o chustach, płótnach, ani o poznaniu od pierwszego wejrzenia, ani o zamieszkaniu Marii u Jana. To wszystko możemy przeczytać w ewangeliach, które powstały w późniejszych latach niż list Pawła do Koryntian. Przypomnę:
    List do Koryntian powstał w 57 roku.
    Ewangelia Marka powstała ok. 68 – 73 roku lub ok. 65 – 70 roku.
    Ewangelia Mateusza powstała ok. 70 – 100 roku lub ok. 80 – 85 roku. Niektórzy konserwatywni badacze utrzymują, że powstała przed rokiem 70., szczególnie ci, którzy nie uważają Ewangelii Marka za pierwszą.
    Ewangelia Łukasza powstała ok. 80 – 100 roku, większość badaczy podaje rok 85 lub ok. 80 – 85.
    Ewangelia Jana powstała ok. 90-100 rok lub ok. 90-110 roku. Przeważa pogląd, że Ewangelia ta była pisana etapami, więc nie ma konkretnej daty opracowania całości.

    Z tej sekwencji „powstań” wynika jedno. Już w 24 lata po śmierci Nazarejczyka w środowisku pierwszych chrześcijan panował pogląd, że z tym zmartwychwstaniem to było coś na rzeczy. „List do Koryntian” nie jest świadectwem zmartwychwstania, ale jest świadectwem (najwcześniejszym), tego że coś na rzeczy było. Reszta jest oparta na wierze. Jak wszystko, czego misie nie mogą swoim rozumkiem pojąć. Z misiem @anumlikiem na czele.

  298. anumlik,
    Kulty cargo powstały stosunkowo niedawno; na jednej z wysp, po bodajże 30 latach, nikt nie wiedział kim był na prawdę jego założyciel. Znano tylko jego imię i nazwisko.
    Ale co tam kult cargo – w Polsce trudno dzisiaj ustalić, kto, co i dlaczego robił po roku 1989; a mamy czasy radia, gazet i TV.
    „Pamięć świadków” jest zawodna co zostało udowodnione bez wątpliwości – i to pamięć tycząca zdarzeń bieżących nie wspominając o tej sprzed lat.

    Co do spisujących dzieje w książce zwanej Biblią, to ja myślę, że niektórzy z nich zasługują na miano pisarzy parających się Si – Fi.
    Przykładem opis budowy tzw. Wieży Babel na którą chcieli ówcześni się wdrapać jak po drabinie i dopaść Wszechmocnego, który widocznie im za coś podpadł.
    To czyste Si – Fi.
    Ale jest jeszcze coś; to że lud ówczesny mógł kupować takie bajki jest prawdopodobne i dzisiaj są tacy co to kupią – tylko przy okazji okazało się, że sam wszechmocny to kupił, przestraszył się i ludziom pomieszał języki, a wieżę rozwalił.
    Niedźwiedzią przysługę wyświadczyli mu skrybowie, gdyż zakwestionowali jego wszechmoc i wszechwiedzę. Wszak powinien był wiedzieć, że schodów do jego królestwa zbudować się nie da. Po co się ciskał?
    PS. To moje, być może nieścisłe, przypomnienie tej historii – tak ją zapamiętałem i opisałem.
    Nie siedzę w tym jak Ty anumliku.

  299. anumlik
    6 kwietnia o godz. 16:39

    „To wszystko możemy przeczytać w ewangeliach, które powstały w późniejszych latach niż list Pawła do Koryntian”.

    Opinia ta wydaje się dość jednostronna. Więc wzbogacę ją o ważne szczegóły.

    Wikipedia na temat Ewangelii wg Mateusza podaje m.in.:
    Zwykle datuje się ją po roku 70, choć nie brak biblistów opowiadających się za wcześniejszym datowaniem. Tradycja wczesnochrześcijańska przypisuje autorstwo księgi, jednemu z dwunastu apostołów,

    Tradycyjne stanowisko zostało podważone w XIX wieku, uznano, że Mateusz nie jest jednym z dwunastu i nie jest naocznym świadkiem. Uważa się dziś, że autor najprawdopodobniej był Żydem, gdyż kładzie wielki nacisk na posłuszeństwo wobec Prawa, często odwołuje się do
    Starego Testamentu, zna zwyczaje żydowskie.

    Nie brak jednak prób broniących tradycyjnego stanowiska. Szereg danych wskazuje na to, że autor był poborcą podatków, apostołem i naocznym świadkiem. Dzisiaj ten pogląd jest mniej rozpowszechniony. Według przeważającej opinii współczesnych biblistów autor pisząc swoją Ewangelię korzystał prawdopodobnie z Ewangelii Marka.

    Tyle Wikipedia. A teraz dzieło Wnikliwe poznawanie Pism:
    „Na końcu wielu rękopisów Ewangelii wg Mateusza (wszystkie z okresu po X w. n.e.) znajdują się dopiski informujące, że powstała ona mniej więcej w ósmym roku po wstąpieniu Chrystusa do nieba (ok. 41 n.e.). Zgadza się to z wnioskami wynikającymi bezpośrednio z jej treści. Okoliczność, że nie ma w niej żadnej wzmianki o spełnieniu się proroctwa Jezusa dotyczącego zburzenia Jerozolimy, wskazuje na okres przed r. 70” .

    Najstarsza wzmianka o tym, że Mateusz pierwotnie spisał swą Ewangelię po hebrajsku, pochodzi z II w. n.e. Jej autorem jest Papiasz z Hierapolis. Wypowiedź tę cytuje Euzebiusz z Cezarei: „Mateusz spisał słowa Pańskie w języku hebrajskim” (Historia kościelna, tłum. A. Lisiecki, III, 3916). Euzebiusz powołuje się też na Orygenesa, który na początku III stulecia w swym komentarzu do czterech Ewangelii nadmienił, iż „pierwszą z nich pisał ongi celnik, a potem apostoł Jezusa Chrystusa, Mateusz, (…) w języku hebrajskim” (Historia kościelna, VI, 253-6). Hieronim (uczony żyjący na przełomie IV i V w.) oświadczył w 3 rozdz. dzieła O znakomitych mężach (tłum. W. Szołdrski, Warszawa 1970, s. 30), że Mateusz „w Judei dla Żydów, którzy uwierzyli, napisał Ewangelię Chrystusa hebrajskimi literami i słowami (…) Tekst hebrajski do dziś się przechowuje w bibliotece w Cezarei, którą męczennik Pamfilios z wielką starannością utworzył”.

    Jak widać opinie są podzielone. Niektóre źródła podają, że Ewangelia wg Mateusza powstała zaledwie osiem lat po śmierci Jezusa, czyli około 41 roku n.e. Zdaniem wielu uczonych mogło to być nieco później, ale powszechnie przyjmuje się, że wszystkie księgi NT skompletowano w I wieku. Dlaczego jest to istotne ?

    Żyli wtedy jeszcze naoczni świadkowie działalności, śmierci oraz zmartwychwstania Jezusa, którzy mogli potwierdzić prawdziwość relacji ewangelicznych. Bez trudu mogliby obnażyć wszelkie nieścisłości. Biblista Frederick Bruce napisał: „Jedną z mocnych stron pierwotnego nauczania apostolskiego była możliwość bezpośredniego odwoływania się do wiedzy słuchaczy; apostołowie mówili nie tylko: ‛My jesteśmy świadkami tych rzeczy’, ale też: ‛Jak i wy sami to wiecie’ (Dzieje 2:22)”.

    Pozdrawiam.

  300. @sugadaddy
    Kult cargo powstał w ściśle określonych warunkach. Na wyspie Fidżi oraz wyspach sąsiednich najpierw pojawili się biali kolonizatorzy w swych pływających i latających maszynach. Maszyny przywoziły dobra o jakich tubylcom się nie śniło. Gdy „biali bogowie” zniknęli, tubylcy zaczęli budować (z drzewa) wcale zmyślne repliki samolotów i statków na pozostawionych pasach startowych oraz nabrzeżach. Aby ściągnąć z powrotem nowych bogów. Co może mieć wspólnego kult cargo z religią powstałą po śmierci Nazarejczyka – ja nie znaju.

    O tym, że Biblia przypomina literaturę s-f pisałem przy okazji omówienia „Księgi ukrytej w Biblii”, Friedmana. Księga jahwisty to powieść. I nieźle się ją czyta. Nowy Testament zaś to próba dania świadectwa życia, śmierci i zmartwychwstania Jezusa z Nazaretu. Jadni wierzą, inni nie. To, że pamięć świadków jest zawodna pokazuje jeden z najlepszych filmów jakie nakręcił Akira Kurosawa, mianowicie „Rashōmon”. Czterech uczestników tego samego zdarzenia, a każdy zapamiętuje je inaczej.

  301. anumlik
    6 kwietnia o godz. 16:39

    Się tak nie gorączkuj.
    Co do „chowania się”, to odbyliśmy sobie niedawno dyskusję, w której chowałeś się aż miło. Tym mniej masz powodów by coś tam coś tam.

    Dalej nie wiem, co miałoby wynikać z przywołania Pawła i jego Listu do Koryntian. Jeśli to co ogólnie sugerujesz – „że coś było na rzeczy”, to to coś to jest tyle co nic.
    Paweł nie był uczniem Jezusa. Był faryzeuszem, z gatunku tych, których jako wzór obmierzły przedstawiał wielokrotnie Jezus. jakiś czas po rzekomym zmartwychwstaniu Jezusa, Pawłowi się odmieniło i zaczął z zawziętą, neoficką gorliwością głosić Jezusa.
    Takie skrajności nie są rzadkie, cechują osoby o niestabilnej psychice,mówiąc łagodnie, po9datnych na manipulacje, lub je tworzące a poleganie ich rzetelności jest naiwnością, że także łagodnie to nazwę.

    Ewangeliści nie wiadomo czy są ewangelistami, bo „według tradycji przypisuje się autorstwo ewangelii…” temu albo owemu. Nie byli to jego uczniowie, a ci, co bawili się w głuchy telefon. Ewangelie zaś powstały w celach propagandowych. Pisma służące wywołaniu określonych efektów u ich czytelników, a częściej słuchaczy, mają w gatunku to, by używać środków stylistycznych wywołujących zakładane stany fantazmatyczne.
    Ustalenie ewangelii synoptycznych zajęło kilkaset lat. I tyle samo zajęło odrzucenie takich ewangelii, które uznano za apokryficzne. Dłubały przy tym procesie solidne tłumy ustalaczy, co ma być, jak i dlaczego te a nie inne. Każdy z dłubaczy szukał tego, co pasuje do tezy, nie było wśród nich nikogo bezstronnego, którego jedynym celem byłoby ustalenie JAK było.

    Ewangeliści, co to odpisywali od Pawła, lub z innego, nieustalonego źródła, zwanego „Q”, a co miałoby zaświadczać, że „coś było na rzeczy”, to – znowu, łagodnie rzecz ujmując – duża naiwność w ocenie.

    Jasne jest, że efektem takiego procesu nie będzie to co spójne, klarowne, czyste, jednoznaczne. Będzie mętnie, niespójnie, sprzecznie, niezgodnie z faktami historycznymi (znanymi zupełnie skądinąd, np. sposobami wymierzania kary śmierci przez Rzymian). Zgodność z faktami historycznymi jest mało ważna w takim gatunku literackim. Ważne jest „objawienie” i siła perswazyjna, a nie żadna realność zdarzeń. Ewangelie to gatunek performatywny: to co powiedziane (napisane), samo przez się tworzy tzw. „prawdę”.
    Jak pombocek mówi, że „zajechałeś”, to zajechałeś. Performance tworzy prawdę, ma ją pombocek. A Twoje krzywienie się na to jest bezsensowne. Krzywieniem się na prawdę jej nie zmienisz, ale ośmieszysz się wobec prawdy. Kto na drugiego mówi „gópi wariat” posiada prawdę performatywną.

    Ale skoro mówisz, że coś na rzeczy było. Coś było. Taki np. Pitagoras – całkiem jak Jezus – też zmartwychwstał. Ozyrys – wzorowo się zmartwychwstał. Zwiastowanie? Cudowne poczęcie? Wieczniedziewiczość nie kłócąca się z „porodzeniem”, uzdrawianie, przywracanie wzroku, wszelkie inne cuda-niewidy? Kompilacja „tego co było na rzeczy” w Egipcie, Sumerze, Babilonie, Grecji, Rzymie i stu innych regionach, skąd pochodziły mity, eposy, legendy, podania, klechdy, bajania sabałowe i katechetyczne. Nie wyłączając także Indii.

    konkretnie, że „było coś na rzeczy” sam sprawdziłem. Przyglądałem się jak to działa: wśród ludności katolickiej „rozeszła się wieść” (jak wśród ewangelistów – identiko!), że pewne źródełko jest święte i jego woda uzdrawia. Ludzie schodzili się i zjeżdżali autami pełnymi butelek i baniek na świętą wodę życia. Pili zamiast się leczyć na nowotwory. Pili i dostawali sraczki. Źródełko było bowiem zakażone od nieodległego dołu na gnojówkę. Ilu ludzi zmarło wskutek zawierzenia, że „było coś na rzeczy” nie sprawdzałem. Mających sraczkę widziałem. okiem i nosem widziałem. W aurze świętości pili uroczyście i się posrywali. W sraczce „było coś na rzeczy”. Takie koszty świętości. Chyba warte ceny.

    „Było coś na rzeczy” w tym, że mnóstwo ludzi widziało w szybie portret Lecha Kaczyńskiego. W centrum Warszawy. O Jezusach w kałuży nie warto wspominać, to standard tego co „było na rzeczy”.

    Moje stanowisko jest takie, że Bóg Ojciec słabo kochał Syna Swego Jedynego. Wysłał Go na śmierć, o czym Jezus nie mógł nic wiedzieć, jako, że był w pełni człowiekiem, a ten nie wie nic o swojej przysżłości. Nie zadbał więc, żeby z tego żywota i tej śmierci i z tego zmartwychwstania powstał jakiś porządny zapis, jasny,pełny, bez niedomówień, ewidentnych przekłamań, przemilczeń, niezgody z faktami. Nie zadbał nawet o to, by osobiści uczniowie rzekomego Jezusa zadbali, by starannie, w pełni i rzetelnie spisano żywot Jezusa.
    A o najważniejszym etapie życia Jezusa, gdy z dzieciaczka zaczął dorastać, gdy kształtowały się w nim poglądy, postawy, a przede wszystkim jego gigantycznie, niebotycznie i niemożebnie wybitna osobowość i ludzka niepowtarzalność, czego skutkiem są finalne czyny i słowa – synoptyczne ewangelie nie piszą NIC. Grubo ponad połowa życia Jezusa – nie istnieje w ewangeliach. Nic nie znaczy dla ewangelistów (co samo w sobie wybitnie nieprawdopodobne, albo wprost przeciwnie – wybitnie charakterystyczne dla bajdurzeń oderwanych od rzeczywistości), nic nie znaczy dla Kościoła, dla wyznawców tego, o którym niemal, lub dosłownie NIC nie wiedzą, a jedynie fantazjują, nic nie znaczy dla samego Boga Ojca.

    Od pustawego i mikrego stwierdzenia, że „coś jest na rzeczy” do samej rzeczy droga jest bardzo daleka.

  302. sugadaddy
    6 kwietnia o godz. 17:28

    Historia z wieżą Babel ilustruje małość, zawistność i mściwość Boga.
    Było tak (według niebieskiej książeczki, polecanej przed snem przez Lolka Wojtyłę zwłaszcza „młodzieży akademickiej”):
    „11
    1 Mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa. 2 A gdy wędrowali ze wschodu, napotkali równinę w kraju Szinear i tam zamieszkali.
    3 I mówili jeden do drugiego: «Chodźcie, wyrabiajmy cegłę i wypalmy ją w ogniu». A gdy już mieli cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, 4 rzekli: «Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi».
    5 A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, 6 i rzekł: «Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. 7 Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego!»
    8 W ten sposób Pan rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi, i tak nie dokończyli budowy tego miasta. 9 Dlatego to nazwano je Babel, tam bowiem Pan pomieszał mowę mieszkańców całej ziemi2. Stamtąd też Pan rozproszył ich po całej powierzchni ziemi. ”

    Źle jest w oczach Boga, że ludzie całej ziemi „mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa”.
    Gdyby dalej mieli – nie byłoby problemu ze zrozumieniem na czym polega „Objawienie”. A już wyznawcy Jezusa rozumieliby się bez słów. Przez co nie mordowaliby się w imię tego jak rozumieć ewangelie ( i resztę Biblii). Nawet @dezerter manipulant nie manipulowałby słowami.
    Byłoby wtedy jasne: wszyscy ludzie doskonale i identycznie rozumieją Biblię. A ci co jej – czyli Bogu – się sprzeciwiają, nie mają usprawiedliwienia w tym, że „źle rozumieją”, czy „źle interpretują”. Byłoby jasne: kto kręci, że nie rozumie – ryp go głazem z nieba – i sprawa załatwiona. Byłby Bóg kryty, że obrywają tylko ci co im się należy. Bo to złe ludzie som. A nie tacy, co może jednak dobrze chcom, ale rady nie dajom, bo mają „pomieszane języki”, jak zarządził Dobry Bóg.

    Dzięki budowie wieży, ludzie nie „rozproszyli by się po całej ziemi”
    Dobrze jest się nie pogubić, bo przez to łatwo zginąć, zwłaszcza na pustyni, lub na morzu. Dlatego ludzie budują latarnie morskie, maszty czy wieże w górach i wszelkie inne znaki orientacyjne.
    Boga to jednak strasznie wkurzyło.
    Ale dziś chyba nie wkurza, a biskupi wścieklicy nie dostają, że prawo wręcz nakazuje budowę latarni, znaków nawigacyjnych, topograficznych i wszelkich innych. Oraz sieci GSM, stacji łączności satelitarnej, wraz z całą resztą.
    Jak coś człowiek dobrze, dla zdrowia i życia obmyśli – zaraz się Bóg na ludzi wkurza i o śmierć ich przyprawia.

  303. „Przyglądałem się jak to działa: wśród ludności katolickiej “rozeszła się wieść” (jak wśród ewangelistów – identiko!), że pewne źródełko jest święte i jego woda uzdrawia. Ludzie schodzili się i zjeżdżali autami pełnymi butelek i baniek na świętą wodę życia”.

    20 wieków czekaliśmy. Ale się doczekaliśmy. Już wiemy jak to było „wśród ewangelistów”. Teraz jeszcze tylko chwila i ludność katolicka ruszy w świat – nie bacząc na okrutne prześladowania – i zacznie głosić Dobrą Nowinę o „świętym źródełku”. Czekamy.

    Sporo ludzi wierzy w to, w co chce wierzyć, nawet wbrew przekonującym faktom. Ich prawo.

  304. anumlik,
    Ty na pewno czytasz ze zrozumieniem?
    To Ci wyłożę; kult cargo, ma tyle wspólnego z religią Nazarejczyka, że pokazuje jak rodzą się religie.
    Ale nie o to chodziło; chodziło o to, jak ludzie przechowują w pamięci, ważne skądinąd, dla nich fakty i wydarzenia.
    Ci od cargo, nie potrafili po kilkudziesięciu latach nic powiedzieć o swoim przywódcy; ci od Jezusa wszystko o nim wiedzieli – myślę, że raczej wymyślili mu ten życiorys.
    Bogiem a prawdą, brak faktów historycznych, że rzeczony w ogóle istniał.

  305. Nigdy nie byłem erudytą i wcale się tym nie chlubię, tylko mówię. Rozumiem, że religia w erudy…tfu!…erudycja w sprawach religii służy zagadaniu rozmówcy i onieśmieleniu: no bo jak on tyle wie i mówi, to musi być prawda. Tyle że religijni kaznodzieje, prezentując domniemane dowody prawdziwości, nie wspominają, że nie zaczynali raczkować w wierze od szukania dowodów i dopiero znalazłszy – uwierzyli. Wierzą bez dowodzenia od urodzenia. Przedstawiają zaś domniemane dowody jako apologeci religii, a nie obiektywni, nietendencyjni poszukiwacze prawdy. Nie zaczynali jak Sokrates – że nic o danej materii nie wiedzą. Ich kaznodziejstwo służy obrabianiu innowierców i bezwierców. Dezerter wybrał sobie pole działania najgłupiej jak można: stwardniałych ze starości ateistów i tłucze, co ten powiedział, co tamten, za jakiego króla, o której godzinie i ile lat miała babcia Szwejka. Tymczasem zawartość i wartość chrześcijaństwa dla gościa z otwartymi oczami jest wystarczająco widoczna w samej Biblii bez względu na wersje, konwersje, wicewersje i mnogość chrześcijańskich sekt.

    Bardzo trafnie pokazuje sugadaddy: „w Polsce trudno dzisiaj ustalić, kto, co i dlaczego robił po roku 1989; a mamy czasy radia, gazet i TV”. Dodam, że żyje ładnych parę milionów pamiętających stan umysłów i gospodarki tuż przed stanem wojennym. Okropnie im daleko do zgody w pamiętaniu.

    A Tanaka, w odróżnieniu od Beni Krzyka mówi sporo, ale tak smacznie, że też chce się, żeby on jeszcze coś powiedział.

  306. @Tanaka
    Po co zaraz ta długa epistoła? Zamiast przeczytać uważnie walisz argumentami rzeczywiście z gatunku performance. Napisałem, że coś na rzeczy było dla nich. Dla pierwszych chrześcijan. A i dla późniejszych, po dziś dzień też. Że nie wyraziłem tego expressis verbis? Nie wydawało mi się, że muszę Ci, jak tej… no… na miedzy, taką oczywistość zapodawać. Pierwsza wzmianka o zmartwychwstaniu , ta Pawła, z listu do Koryntian, nie jest żadnym fałszerstwem, a jego osobistym przekonaniem. Wiarą, znaczy się. Czy mającą oparcie w zbiorowej halucynacji? Nie wiem. Ty też nie wiesz. Nie wiesz także czy wiedział kto to był Ozyrys. Objawienie, jakiego doznał na drodze do Damaszku, było jego osobistym objawianiem. O czym zresztą w tych kilku zdaniach w „Liście do Koryntian” zapodaje. Piszesz – jakiś czas po rzekomym zmartwychwstaniu Jezusa, Pawłowi się odmieniło i zaczął z zawziętą, neoficką gorliwością głosić Jezusa. Pawłowi się nie odmieniło. On przeżył indywidualne „dotknięcie”. Czego? Tylko on to wie. W „Dziejach apostolskich” możemy jeno wyczytać – Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” Powiedział: „Kto jesteś, Panie?” A On: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić”. Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Sam Paweł do tego objawienia wraca w „Liście do Koryntian” jednym zdaniem: W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Kropka. Być może jest to świadectwem niestabilnej psychiki. Być może Twoja jest tak stabilna, że może służyć jako wzorzec stabilności z Sèvres. Wcale tego nie wykluczam. Ale też nie mogę wykluczyć, że dla niego, dla rzeszy jego uczniów – i tych mu współczesnych i tych nam współczesnych – coś było i jest na rzeczy. Tak to bowiem jest z indywidualnymi objawieniami. Podobnie zresztą – pojadę kolejnym bezczelnym performancem – jak z fluktuacjami kwantowymi, które z osobliwości potrafią się rozróść do bezgranic wszechświata. Wierzysz albo nie? Wierzysz, @Tanako, w te fluktuacje, stałe Plancka, bozony Higgsa, czy nie? A może są to indywidualne objawienie niestabilnej psychiki fizyków kwantowych i innych kosmogońców?

  307. Swiadectwo zmartwychwstania

    “List do Koryntian” nie jest świadectwem zmartwychwstania, ale jest świadectwem (najwcześniejszym), tego że coś na rzeczy było. Reszta jest oparta na wierze.

    Jest tyle samo warte co swiadectwo ukonczenia szkoly podstawowej imienia Marcelego Nowotki z piatka z jezyka rosyjskiego.

    Slawomirski

  308. Dlaczego @Sławomirski nie lubi Marcelego Nowotki? Przecież mógłby @Sławomirski obrać na patrona szkoły podstawowej Jana Pawła II, a piątkę mógłby @Sławomirski zaserwować z religii, zamiast z rosyjskiego. Miałby ten zabieg erystyczny taka samą wartość.

  309. anumlik

    Piszesz: „Napisałem, że coś na rzeczy było DLA NICH” – U Ciebie „dla nich” jest pogrubione, a ja nie umiem tego robić.
    Wcześniej tego „dla nich” nie było:
    „“List do Koryntian” nie jest świadectwem zmartwychwstania, ale jest świadectwem (najwcześniejszym), tego że coś na rzeczy było”.

    Podobne przypadki z moją żoną idą w tysiące. Nigdy nie wysłuchała do końca mojego krótkiego komunikatu o komunikacji – że komunikat nadawany i komunikat odbierany to dwa różne komunikaty. Nie doda jednego wyrazu i stoję w miejscu jak słup telegraficzny bez drutów. Dla niej treść jej własnego komunikatu jest tak zrozumiała, że właściwie dziwi się , że po co ona mówi – powinienem rozumieć bez słów. Identycznie jest z gadką smarkaczy-komputerowych programowców i smarkaczy w ogóle..

  310. @pombocek
    Pogrubia się łatwo. Przed pogrubieniem otwierasz nawias ostry „”. Aby zamknąć pogrubienie, otwierasz nawias ostry „”. Całość bez spacji. Czyli po tym, bez spacji .

  311. Oczywiście, wszędzie są pieprzone gnomy komputerowe. Pomiędzy nawiasami ostrymi wstawiasz – na początku „b”, a na końcu „/b” .

  312. Tanaka
    6 kwietnia o godz. 19:01

    „Historia z wieżą Babel ilustruje małość, zawistność i mściwość Boga’.

    Szanowny Pan się powtarza. Więc ja też sobie pozwolę.

    „I Bóg błogosławił Noego i jego synów, mówiąc do nich: „Bądźcie płodni i stańcie się liczni oraz napełnijcie ziemię” (Rodzaju 9:1).

    Jak wynika z Księgi Rodzaju 11:2-4, po potopie niektórzy ludzie wspólnie powzięli pewien zamiar sprzeczny z wolą Bożą, objawioną Noemu i jego synom. Zamiast się rozproszyć i ‛napełniać ziemię’, postanowili stworzyć społeczeństwo scentralizowane, obierając za siedzibę równinę Szinear w Mezopotamii. Ponieważ uczestnicy tego przedsięwzięcia zjednoczyli się w dziele sprzecznym z zamierzeniem Boga, Jahwe pomieszał im język i „rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi” (Rdz 11:9).

  313. dezerter
    6 kwietnia o godz. 20:49

    Niczego na tym blogu prócz kpin z siebie nie osiągasz, ale uparcie, wbrew poleceniu Jezusa, prochu z butów nie strząsasz. Jak masz cokolwiek osiągać, skoro każesz do starych ateistycznych repów jak dziecko, które wierzy w moc swego słowa. A przy tym bredzisz.

    „I Bóg błogosławił Noego i jego synów, mówiąc do nich: „Bądźcie płodni i stańcie się liczni oraz napełnijcie ziemię” (Rodzaju 9:1).

    A Ty na to: „Zamiast się rozproszyć i ‛napełniać ziemię’, postanowili stworzyć społeczeństwo scentralizowane”.

    Kpisz czy o drogę pytasz? Jeszcze Ci mało tego napełniania?!
    Jestem na grzybach, a starszy gość spod nóg mi kradnie.
    – Co pan och.jał, panie?! – mówię grzecznie.
    – Ja w tych miejscach czterdzieści lat zbieram – powiada.
    Aaa, jak 40, to własność przez zasiedzenie, jasne. A Ty pieprzysz o nienapełnieniu.

    Na wszelki wypadek może Ci przypomnę, że dla wiecznego Boga 100 000 lat w te czy we w te nie robi różnicy.

  314. pombocek
    6 kwietnia o godz. 19:28

    „Tyle że religijni kaznodzieje, prezentując domniemane dowody prawdziwości, nie wspominają, że nie zaczynali raczkować w wierze od szukania dowodów i dopiero znalazłszy – uwierzyli”.

    Wspominałem o tym wielokrotnie.

  315. dezerter
    Nie pamiętam, byś wspominał, a nie zapisuję Twoich wiekopomnych słów. Poza tym mówiłem w liczbie mnogiej. A jeszcze bardziej poza tym: temat lekcji to oczywista niewiarygodność religijnych apologetów w ich reakcjach na jakąkolwiek krytykę religii. Zwyczajem demagogów musisz coś powiedzieć, żeby Twoje było na wierzchu, więc mówisz byle co. Allahu akbar.

  316. @ anumlik.
    Dla nich??
    Co to takiego te nichy? Mówiłeś o tamtych nichach, czy dzisiejszych nichach, wtedy było „coś na rzeczy” czy teraz też jest „coś na rzeczy”? To samo, czy nie? Coś się wyjaśniło w sprawie faktów, czy dzisiejsze nichy to te same co Pawłowe?

  317. pombocek
    6 kwietnia o godz. 21:56

    „temat lekcji to oczywista niewiarygodność religijnych apologetów …”

    Dla jasności wyjaśniam: nie jestem apologetą. Mam niewiele wspólnego z tym, z czego znani są apologeci.

    Rzetelne źródła podają, że początkowo apologeci, kierując swoje teksty głównie do pogan i władz rzymskich, wyjaśniali im chrześcijańskie wierzenia, często powołując się na Biblię. Przede wszystkim zaś stawiali czoła przeciwnikom, odpierali ich oskarżenia i ukazywali chrześcijan w dobrym świetle. Bardzo im zależało na przekonaniu władz rzymskich, że chrześcijanie nie są wrogami cesarza ani cesarstwa.

    Kiedy jednak filozof Celsus szyderczo przedstawił chrześcijan jako „gręplarzy, szewców, foluszników, ludzi nieokrzesanych i prostych” , apologeci postanowili zmienić taktykę i wykorzystać dla pozyskania opinii publicznej odrzucaną dotąd mądrość świata. Tym samym, przestali sprzeciwiać się filozofii, a zaczęli czynić z nauki „chrześcijańskiej” filozofię wyższego rzędu niż pogańska.

    Jak pokazała przyszłość, był to zły wybór. Ta nowa taktyka doprowadziła do przemieszania poglądów chrześcijańskich z pogańskimi.

    Większość duchownych i teologów dzisiejszych kościołów wyraźnie podąża tą samą drogą. Choć powinni bronić prawdziwego chrystianizmu za pomocą Biblii, często pomniejszają jej znaczenie, a posiłkują się filozofią tego świata, aby przypodobać się opinii publicznej i elitom. Koncentrują się na zjednywaniu sobie zwolenników — są nauczycielami, którzy robią wszystko, by ‛łechtać uszy’ słuchaczy (2 Tymoteusza 4:3).

  318. krętacz zdezerterowany znowu nadaje cytaty. Jako Bóg Ojciec we własnym sosie objawił słowo objawione którego znacznie zna lepiej niż bozia z niebieskiej książeczki: Ludzie majom być rozproszone – w siatce geometrycznej o boku 3456387 łokci prawnukaprawujabciJózi Zdzicha na każdym przecięciu linii siatki ma być ludź sztuk jedna. Każde inne rozproszenie będzie scentralizowaniem. A za to – w łeb. Bo łuk na razie na chmurę odłożyłem na obłok (Rdz9,13), ale jak zobacze, że kombinujecie, to jak za łuk chwyce, cienciwem napnem, jak szczałom wypuszczem, to renkanogamuzknaścianie !
    Tradycyjnie, a wiecie, ludziska pyskate, że ze mnom żartuf nie ma i basta ! Wszystko jest napisane, jak ludziuf na miazgem roskfaszałem!

    Buk się bardzo swoją mową wzruszył. Tak bardzo, że nie tylko z ludziem zawarł przymierze, ale i „z wszelkim zwierzęciem na ziemi”.
    Mój chomik czuje, że zawarł przymierze z bozią. Tak go nosi!
    No i jak ze wszystkimi źwięrzętami, to ze wszystkimi. Bozia zawarł przymierze z zarodźcem ruchliwym, czego dowodem jest to, że zarodziec ma szlachetną, bo łacińską nazwę (Plasmodium vivax), przez co znają go dobrze w Watykanie.
    Zarodziec ruchliwy wywołuje malarię. Wykańcza co roku co najmniej 750 tysięcy ludzi., Na ament w pacierzu, czyli na sposób zbawczy. Z tego najwięcej dzieci, które Bozia bardzo kocha, ale żeby się prawidłowo rozproszyły, wykańcza je za pomocą zarodźca, z którym Bozia osobiście zawarł przymierze na wykańczanie dzieci i ludzi znacznie doroślejszych.

    Aha, bo czasem narzekamy: człowiek zwykły, ale też łaciński (homo sapiens) co roku wykańcza, też na ament, czyli na sposób zbawczy, znacznie mniej innych ludziów, niż zarodziec ruchliwy, mimo, że sam też jest ruchliwy. Średnio jakieś 450 tysięcy, tak ciut więcej niż połowę tego, co wykańcza zarodziec.
    Znaczy, człowiek dla człowieka bardziej ludzki, choć nieludzki, niż zarodziec, któren ma przymierze z Bozią na wykańczanie człowieka.
    Telewizja czeka na reportaże z żołądka biskupa Głodzia: jak przebiega przymierze Bozi z wieprzem oraz śledziem pod wódeczkę.
    Jak przebiega przymierze Bozi z gołąbkami, przepiórkami, jagniątkami, owieczkami, wołami wiemy – dawały gardło na „ofiarę”. Na tym polega przymierze Bozi ze zwierzątkami, co duszy wszak nie mają i głupie są jak but z głowy dezertera.

  319. @Tanaka
    Nich to nich. Tamci, obecni – wsio ryba. Tamci wierzyli za pośrednictwem Pawki z Tarsa, obecni też za pomocą Pawki, plus cztery ewangelisty. Taka tradycja. Ugruntowana całą literaturą – kanoniczną i apokryficzną – powstałą na gruncie tego wydarzenia, które akurat kończymy w Polsce świętować inną tradycją – pogańskiego lanego poniedziałku. Wierzyli, wierzą i musi co wierzyć będą długo. Inni w te fluktuacje kwantowe, co to rozciągają się we wszechświaty też wierzą. Nawet matematyczne dowody na to mają. What do you read, my lord? – Words, words, words.

    I to by było na tyle.

  320. dezerter

    Twoja apologia nadprzyrodzoności idzie w gwizdek jako odgrywana ze starej płyty i nudna jak solony śledź z dżemem. Do nieusłyszenia.

  321. Tanaka
    6 kwietnia o godz. 22:58

    „krętacz zdezerterowany znowu nadaje cytaty”.

    „(…) bo z obfitości serca mówią jego usta”.(Łukasza 6:45).

  322. anumlik (20:21)

    Nie . Pogrubianie jest

  323. Nie [„b”pogrubiac”/b”>]. Pogrubianie jest >bkrzykliwe/b<

  324. Gnom komputerowy?

  325. @dezerter

    Twoja obfitość serca może i jest, ale rozumu – pustkowie.
    A tak w ogóle, to u was wszyscy są tak skrzywdzeni przez los, jak ty?

  326. Bo z obfitości serca mówią jego usta.
    Czknął, setę walnął pod śledzia i zawył:
    A głowa jak pusta, tak pusta!

  327. dezerter
    6 kwietnia o godz. 23:12

    Obfitosc, ktora tu serwujesz, jest obfitoscia rozwolnienia, a nie „serca”…

    Mama z tata, mnie w dziecinstwie nauczyli, ze to sie zalatwia w miejscu ustronnym, a nie publicznie.

  328. …Śmy z @KOCHANEM tym samym tropem podążyli…

  329. Tanaka

    But w głowie de dał się nabrać na to, że Biblia jest księgą o wszystkim i ma na wszystko odpowiedzi. Stąd na kij takim własne słowa, skoro są gotowe. Nie wiedzą tylko, że w ten sposób nieużywany rozum odjeżdża szybciej niż pendolino z Pacanowa do Szczecina. Tu dawno temu – cześć jego pamięci – od jechał.

  330. @Orteq, z 23:31
    Gnom jak się patrzy. Pomiędzy dwoma nawiasami ostrymi (inaczej pomiędzy znakiem mniejszości a większości) wstawiasz na początku pogrubienia, bez spacji, literkę „b”, to samo robisz na końcu pogrubienia, też bez spacji, z tym, że pomiędzy dwoma nawiasami ostrymi wstawiasz „ukośnik” i literkę „b” – wszystko bez spacji. Ufff.

  331. No to jeszcze raz apiat’ abarotno, anumliku Ufff

    Nie . Pogrubianie jest <bkrzykliwe/b<

  332. anumlik
    6 kwietnia o godz. 19:45

    Szanowny Panie anumlik

    Czlowiek chce byc wolny od opresji politycznej i religijnej. Akurat tak sie sklada ze Pan i panscy rodacy wpadli z deszczu pod rynne. Urban i Passent nadal leja wode a przebieraniec posypuje wam glowy popiolem. Nie wiem czy kiedykolwiek sie zorientujecie jak groteskowa jest wasza klasa polityczna i dlaczego Czesi sie z was smieja.

    Slawomirski

  333. No no, Slawomirski. Czajesz ludziom czadu

    ==============================
    Anumliku,

    No to gnom zem for sure. A moze to moj computer taki gnomowaty jest?

    Nastepny raz apiat’ abarotno w krugawuju again, anumliku Ufffnosci

    Nie . Pogrubianie jest

  334. Nie . Pogrubianie jest

    Nie . Pogrubianie jest

  335. Me give up

  336. Chcialem powiedziec, megivesup. Tak methinks.

    ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

    Slawomirski (0:46)

    „Czesi sie z was smieja”

    Mowisz zapewne o tym, ze Czesi sie smieja z Polakow w taki oto sposob:

    „„Poznałam cię na koncercie Ewy Farny, nie byłeś ładny, dałeś mi krówkę, piliśmy żubrówkę (…) Nie mogę zapomnieć pocałunku przy zachodzie, potem zniknąłeś” (…) Szukaaam, szukaam cię Miłoszu z Warszawy. Chce być twoją dziwka. W piwnicy pić z tobą piwka. Niezły z ciebie frajer, masz drogi Armaniego gajer. (…) Umyje ci twoje nogi, będę jeść pierogi. Będziemy słuchać Maryli Rodowicz i na jej koncerty chodzić”

    http://natemat.pl/79509,szukam-cie-miloszu-czesi-trolluja-polakow-czy-tworza-nowy-hit-sieci

    „Jedni się śmieją, drudzy nie dowierzają, a jeszcze inni zwracają uwagę, że „szukam”, które słyszymy, wcale nie znaczy tego, co wszystkim się może wydawać. Tak – to wulgaryzm.”

    Ee tam, zaraz wulgaryzm. šukat znaczy pieprzyć. Owszem, znaczy ze pieprzyc tylko kogoś. Bo po czesku hledat oznacza po polsku szukać. Ale czy czeskie šukat zawsze musi oznaczac polskie pier..lic? Szczegolnie szukac tego Milosza od piwka z Warszawy?

    Chyba ze sie rozchodzi o gre slow na imionach. Milosz z Warszawy i Milosz Zeman. Prezydent Czech. Ten pro-putinowiec nieszczesny. Ale nawet wtedy pozostaja watpliwosci. Pier..lic w poscieli czy olewac gnojka?

    Jednym slowem, Slawomirski, something cos sie komus pojebalos. Ale ja to wszystko šukam!

  337. Chcialem powiedziec, megivesup. Tak methinks.

    ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

    Slawomirski (0:46)

    „Czesi sie z was smieja”

    Mowisz zapewne o tym, ze Czesi sie smieja z Polakow w taki oto sposob:

    „„Poznałam cię na koncercie Ewy Farny, nie byłeś ładny, dałeś mi krówkę, piliśmy żubrówkę (…) Nie mogę zapomnieć pocałunku przy zachodzie, potem zniknąłeś” (…) Szukaaam, szukaam cię Miłoszu z Warszawy. Chce być twoją dziwka. W piwnicy pić z tobą piwka. Niezły z ciebie frajer, masz drogi Armaniego gajer. (…) Umyje ci twoje nogi, będę jeść pierogi. Będziemy słuchać Maryli Rodowicz i na jej koncerty chodzić”

    ‚http://natemat.pl/79509,szukam-cie-miloszu-czesi-trolluja-polakow-czy-tworza-nowy-hit-sieci

    „Jedni się śmieją, drudzy nie dowierzają, a jeszcze inni zwracają uwagę, że „szukam”, które słyszymy, wcale nie znaczy tego, co wszystkim się może wydawać. Tak – to wulgaryzm.”

    Ee tam, zaraz wulgaryzm. šukat znaczy pieprzyć. Owszem, znaczy ze pieprzyc tylko kogoś. Bo po czesku hledat oznacza po polsku szukać. Ale czy czeskie šukat zawsze musi oznaczac polskie pier..lic? Szczegolnie szukac tego Milosza od piwka z Warszawy?

    Chyba ze sie rozchodzi o gre slow na imionach. Milosz z Warszawy i Milosz Zeman. Prezydent Czech. Ten pro-putinowiec nieszczesny. Ale nawet wtedy pozostaja watpliwosci. Pier..lic w poscieli czy olewac gnojka?

    Jednym slowem, Slawomirski, something cos sie komus pojebalos. Ale ja to wszystko šukam!

  338. A ‚Something pojebałos’ pochodzi stad

    http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=69938

    Lysiak, znaczy, to jest. Jemu wszystko zawsze sie pojebałos. Nie tylko something

  339. Czy ona, ta Czeszka, Nicky Tučková – Szukam cię Miłoszu! – to ona
    sie nasmiewa z Polakow?

    https://www.google.ca/#q=https:%2F%2Fwww.youtube.com%2Fwatch%3Ffeature%3Dplayer_embedded%26v%3DB_kMMYQISeg

    A z czego ten wesolek, z kolegami sie nasmiewa? Tez z Polakow?

    https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=v9MTGNaEXGM.
    Czesi to jest smieszny narod. No bo oni tak smiesznie mowia!

  340. anumlik , RAFAŁ KOCHAN , lonefather
    6 kwietnia o godz. 23:36

    Nie o moją „obfitość serca” chodziło. Ja nie rzucam bezpodstawnych oskarżeń. Nie nazywam nikogo oszustem, tylko dlatego, że się z nim nie zgadzam. Znam lepszy sposób na wykazanie komuś, że się myli.
    A Panowie go nie znają ?

  341. dezerter…

    To nie jest kwestia zgadza się lub niezgadzania. Tu chodzi o ewidentne manipulowanie przez ciebie zapisami biblijnymi. To, że w świadomy sposób manipulujesz stawia cię w roli oszusta.
    Poza tym, z tego co przed chwilą napisałeś wynika, że swoją obecność na tym blogu traktujesz w kategoriach „wykazywania komuś, że się myli”. Leczysz swoje kompleksy i fobie – jesteś oszustem, który ma jakieś defekty psychiczne. Proponuję swoje ciągotki do manipulowania ludźmi uskuteczniać na bazie tych przygłupich jeleni z twojej sekty. Oni na pewno będą cmokać z zachwytu nad twoim zgrabnym oszustwem.

  342. pombocek
    6 kwietnia o godz. 23:45

    But z głowy jest w stanie rozpaczy. Usiłuje ją panicznie zagłuszać. Niechcąco, jak to but, wyjawił na czym proces polega. Oto nasz ostatni „dialog”:
    Ja: “krętacz zdezerterowany znowu nadaje cytaty”.
    But z głowy: “(…) bo z obfitości serca mówią jego usta”.(Łukasza 6:45).

    But wziął kolejny cytacik, ale tym razem znamienny, bo dający klucz do własnej zrozpaczonej zawartości.
    Wyciachał sobie cytacik z obszerniejszej części ewangelii, która wyjaśnia pochodzenie rozpaczy. Nie tylko buta, ale i pozostałych wyznawców.
    Brzmi to tak:
    „43 Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc. 44 Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. 45 Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. BO Z OBFITOŚCI SERCA MÓWIĄ JEGO USTA”
    Najciekawsze, bo dokŁadnie wyjaśniające są następne zdania ewangelii:
    „46 Czemu to wzywacie Mnie: „Panie, Panie!”, a nie czynicie tego, co mówię? 47 Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. 48 Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, potok wezbrany uderzył w ten dom, ale nie zdołał go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany. 49 Lecz ten, kto słucha, a nie wypełnia, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] potok uderzył w niego, od razu runął, a upadek jego był wielki”.

    But z głowy bardzo chce budować na skale, jak Jezus nakazuje. Bardzo się boi budować dom bez fundamentu. Strasznie lęka się powodzi; czytał w przerażeniu i potopie, jako karze za grzechy dla tych co nie słuchają Boga.
    Właśnie, ciut wyżej, przerażony but z głowy rypnął kolejny raz zastraszającym wyjaśnieniem, dlaczego Bóg się zemścił na ludziach, którzy budowali wieżę Babel: bo się nieprawidłowo rozproszyli po ziemi, za bardzo się „scentralizowali”. Co się Bogu nie podobało, więc ich przykładnie ukarał.
    But z głowy żyje w nieustannym lęku, że nieprawidłowo zrozumie słowa Jezusa, że coś uroni, przekręci, że skusi go szatańska bezczelność uzurpacyjnej interpretacji. Dlatego też panicznie trzyma się cytatów. Rypie nimi dookoła w rozpaczy, jak zrozpaczony żołnierz rypie ostatnią serią z automatu na oślep, do tłumu wrogów osaczającego go ze wszystkich stron. Bez celowania, bo pocisków i tak nie starczy, i tak nie zdąży się do strzału złożyć.
    Wali jak w komiksie: „ratatararatarararatatat” !!!!

    W tej rozpaczliwej sytuacji postawił go osobiście Jezus, ale przede wszystkim sam Bóg Ojciec Jezusa. To on wymyślił człowieka, oraz Jezusa, własnego syna, „który był przewidziany” „od samego początku”, cokolwiek nim było: ulepienie Adama, ulepienie małpiszona, ulepienie ryby dwudysznej, pierwszej komórki w praoceanie, zrobienie supełka pierwszych aminokwasów, stworzenie najpierw światła, a potem jego źródła, odpalenie Big Bangu, czy poprzedniego Big Bangu, albo wymyślenie samego siebie za pomocą niemyślenia.

    Jezus mógł, z pewnością był, niezorientowany, jako że „był w pełni człowiekiem”, który to człowiek nie ma wiedzy o przyszłości. Mógł więc nie dbać o to, by dokładnie zapisano co, jak, w jakiej sprawie mówił, a o jakich milczał. Nie przyszło mu do głowy, żeby posadzić apostołów, wraz z zaprzysięgłymi skrybami, w piękny nadjeziorny wieczór i im zapowiedzieć: tera ja bede mówił,a wy to dokładnie zapisujcie! Ja to potem sprawdzę, zrobię korektę i adiustację, wy to przepiszecie w stu egzemplarzach, znowu was sprawdzę, dam podpis i odcisk genetyczny, a wy to rozniesiecie na wszystkie strony świata, do każdego „rozproszonego ludzia”. Żeby dokładnie wiedział, co i jak mówię, do cholery!

    Zauważ, że miał Jezus dodatkową trudność: wcześniej jego osobisty Ojciec, Bóg znaczy, pomieszał ludziom języki. Co więcej, nakazał im się rozproszyć, zamiast „centralizować”, z czego wzięła się wieża Babel.
    Jak ludzie mieszkają w kupie, łatwiej się dogadują i łatwiej im przychodzi wspólnym językiem się porozumiewać.
    A tu nie – Bóg ojciec kazał się rozproszyć, wleźć w każdą dziurę, dół, w jaskinię, w każde krzaki i mroczną puszczę, na każdą bezludną wyspę się wgramolić. No to ci w jednej jaskimi gadali po swojemu, a ci w zupełnie innej, zupełnie inaczej gadali.
    I co miał, niezorientowany w tym bałaganie wywołanym przez Ojca Jezus robić? Gadał raz tak, raz inaczej, ktoś coś słyszał, a inny ktoś nie słyszał, ale się wstydził że nie, więc dokombinował, że coś jednak słyszał, ale nie mogło się to zgadzać z tym co słyszał. A ten co słyszał, przysypiał od ciągłego łażenia po pustyni, bo zwyczajnie zmęczony był i spieczony słońcem. Więc słyszał-niesłyszał, widział-niewidział, a Jezus sam już nie pamiętał o czym, kiedy, w jakiej sprawie gadał, albo chciał gadać, ale w końcu nie gadał, bo musiał ze swoją drużyną zwiewać przed faryzeuszami, nieprawidłowymi plemionami czekającymi na swoją porcję głazów z nieba rzucanych przez jezusowego Ojca, musiał zwiewać przed wężami, zbójami, maruderami.
    A jak już coś powiedział, to nie zawsze wiedział, czy dobrze powiedział. Dookoła miał samych prostaczków, nikt nie mógł jego mowy krytycznie ocenić: stary, dobrze gadasz!, albo: chłopie, ale chrzanisz!
    Ciągłe pytanie się Ojca w Niebiesiech, czy dobrze i słusznie powiedział, byłoby przecież krępujące i poniżające dla Syna. wyszedłby przed swoją drużyną i ludnością galilejską na chłopa bez jaj.
    A bał się takiego despektu bardzo, dlatego też, żeby nie posądzano go, że jest maminsynkiem, musiał się przy ludziach w ostrych słowach do Maryjiwieczniedziewicy zwracać!

    Bóg-Ojciec narozrabiał, syn Jezus został w to wciągnięty i w dodatku ukrzyżowany za nieswoje przewinienia. A sąsiedzi, za to, że byli świadkami i za to że ich ułomnymi Ojciec stworzył, oberwali po równo, jak leci.
    To się bardzo często zdarza, w rodzinach katolockopolskich, jak i dżenderowych na zgniłym moralnie zachodzie.
    Każdy to zna, z abepe Józefem Michalikiem na czele, chowanym w zimnym domu, pozbawionym czułego i serdecznego ojca, przez zimną jak piec niegrzany od stu lat matkę, wiecznie zajętą swoimi problemami i niezajętą małym Józiem, którego na dodatek na podwórku lali.
    Od tego zimna Józio bardzo tęsknił do ciepła. Ciepła Miłości Bożej.
    Co się bardzo często zdarza, dlatego tyle jest wycieczek do Egiptu.
    I proszę, udało mu się od tego wielkiego starania – został Józio zawodowym głosicielem Miłości Bożej. Czuje, że Bóg Ojciec, co nie kochał Syna Swego Jedynego, Jezusa – pokochał Józia.
    Przez to Józio wie znacznie lepiej niż Jezus, co ma na myśli Bóg i o co mu chodzi w każdej dnia godzinie. I śmiało to ludziom oznajmia, a następnie ich z tego rozlicza.
    Kto się nie słucha, ten dostanie w ryj. Jak kiedyś sam dostawał od kumpli z podwórka.

    Ciężko, ciężko być wierzącym. Każda myśl i każda bezmyślność obarczone są lękiem. Żyć się tak nie da. Lęk musi być przetworzony, wysublimowany w „Miłość Bożą”.
    Nic nie ma darmo. Tymczasem Jezus mówi: „darmo dostaliście, darmo dawajcie”. Tym darmowym, Bożym obiadkiem, jest konieczne zakłamanie każdego wyznawcy.

    But z głowy demonstruje to klinicznie, a wreszcie i sam to, całkiem niechcąco, czyli darmo – wyjaśnia.

  343. Na pewno słyszeliście o książce napisanej przez poprzedniego papę: Dzieciństwo Jezusa.
    Książka jest szeroko polecana jako „podręcznik” – takim to sposobem „wiedza” o Jezusie jest co raz powszechniejsza i pełniejsza. Naukowcy się spierają, a papa wie wszystko. Jakby przy tym był.
    Papieże też bywają bajkopisarzami.

  344. sugadaddy
    7 kwietnia o godz. 12:05

    Papież przy tym był, bo napisał przecież o własnym dzieciństwie. Tylko siebie nazwał Jezuskiem. Patrz nieco wyżej, o tym jak to Józio Michalik dorastał.

  345. Tanaka,

    Piszesz, że „D” demonstruje to klinicznie. Przyznam szczerze, że szkoda mi trochę tego człowieka; choć werbalizowanie swojej gonitwy myśli jest bezsprzecznie dla odbiorcy irytujące, to nie jest to jego wina.
    Winni są ci, którzy nie spowodują poddania się leczeniu delikwenta, co mogłoby złagodzić objawy. Trudno się spodziewać, że sam podejmie taką decyzję.
    Dotyczy to zresztą nie tylko jego jednego z udzielających się na blogach.
    Obsesje, czy inne natręctwa, też można podleczyć.
    Oczywiście nie można wykluczyć, że „D” pozostaje przy zdrowych zmysłach, a jego działalność jest wyrachowana i służy osiągnięciu jakiegoś celu; może zbiera plusy dodatnie u bozi?

  346. sugadaddy
    7 kwietnia o godz. 12:41

    Ja również patrzę ze smutkiem na demonstracje skrzywionej osobowości. To zupełnie oczywiste. Tym bardziej, jeśli się rozumie proces powstawania skrzywienia i jego źródła.
    Ile w tym winy osobistej delikwenta, to odrębna rzecz. Co do ogólnej zasady można by rzec, że taka, jaką prawo człowiekowi dorosłemu przypisuje odpowiedzialność za własne czyny: od 18 lat w górę odpowiadasz za to co robisz.
    Jest też inne prawo, potoczne: jesteś kowalem własnego losu.
    Obie zasady są ułomne i obie po części głupie. Zawsze należy to indywidualizować.
    Na ile sam sobie jest rzeczony winien, tu nie warto się nawet podejmować próby dowodzenia. Nie w tym zresztą rzecz.
    Z reguły silnie działającej wynika, że zwykle religianci są ofiarami ich poprzedników, najczęściej najbliższych, rodzinnych. Oraz kręgu parafialnego: proboszcza, katechety co całą szkołę uczył bycia religiantem, stawiał stopnie, spowiadał, był wzorem osobowym („pięknie grał na gitarze hymny do Maryji”), kusił pochwałą, dyscyplinował karą i jeszcze na kolędę przychodził, przez co mamusia-religiantka się czuła jak w niebie, że synusia ksiądz katecheta tak ładnie chwalił.
    Mnóstwo jest ludzi silnie wpływowych: raz są tacy, a później dokładnie i zajadle odwrotni. Dawny zakamieniały partyjniak zamienia się w zawziętego religianta. A przedtem ten partyjniak był zaciętym katolem.

    Jest to świetnie opisane w literaturze psychologicznej i psychiatrycznej, oraz literaturze pięknej, i w filmie. Znakomicie zademonstrował ten typ Javier Bardem w świetnym obrazie Milosza Formana „Duchy Goi”. Najpierw potworny – dosłownie – katol, klecha, lubujący się w gwałceniu dzieci i szantażowaniu ich rodzin wydłubanym z dalekiej przeszłości pochodzeniem żydowskim (ze strony ojca porwanej przez klechę dziewczynki), potem tchórz godzący się podpisać pod wpływem zagrożenia torturami, że jest pomiotem małpy i szatana, następnie podobnie zawzięty i okrutny „ojciec rewolucji” sprowadzonej wraz z Napoleonem do Hiszpanii.
    Przy tej historii nie bez powodu przywołano kwestię żydowską. W średniowiecznej Hiszpanii, arcykatolickiej, zaczęto używać obraźliwego pojęcia ‚marranes’, na określenie tych, którzy mieli żydowskich przodków i usiłowali się „ukryć” jako „przechrzty”; co zresztą też jest obraźliwym określeniem, samo w sobie.
    Katolik, powinien wiedzieć, kto jest „prawdziwy”, a kto jest ‚marran’, czyli cichy zdrajca.
    Pierwszym zaś, Jezusowym, człowiekiem z rozszczepieniem osobowości, jest tzw. „święty” Paweł, rzeczywisty twórca chrystianizmu. Najpierw wzorowy faryzeusz i prześladowca chrześcijan, potem wzorowy chrześcijanin, co wskazał na żydów, jako zabójców Chrystusa i ich ściganie i mordowanie uzasadnił i uwznioślił, a Kościół kat. uczynił częścią tzw „Pisma Świętego”.

  347. Rafał KOCHAN
    7 kwietnia o godz. 8:48

    „Tu chodzi o ewidentne manipulowanie przez ciebie zapisami biblijnymi. To, że w świadomy sposób manipulujesz stawia cię w roli oszusta”.

    To poważny zarzut. Potrafisz go udowodnić ?

    Rozumiem, że moje odpowiedzi na zarzuty dotycząc Biblii, nie podobają się ich autorom i wywołują u nich coraz większą frustrację. Łatwo ją dostrzec, w kolejnych wpisach, wypełnionych „uprzejmościami” a pozbawionych treści.

    Oczywiście nie spodziewałem się innej reakcji.
    W tym kraju, wciąż tak wiele osób krytykuje coś, na czym się kompletnie nie zna (Biblię). To takie polskie. A wystarczyłoby, skorzystać z okazji, i milczeć.

  348. Senior Kawalerzy,
    Macie niewatpliwie racje w swoich jakze slusznych spostrzezeniach i analizach. Jednoczesnie wasza madrosc prowadzi na manowce zaawansowania. Podczas gdy problem daje sie sprowadzic do metafory gastrycznej…

    Mamy do czynienia z ofiara dolegliwosci umyslowej, ktora powoduje niekontrolowane „popuszczanie” cytatologiczne z mitologii zydowskiej. Proces ten zadziwiajaco przypomina objawy zatrucia pokarmowego, ktore owocuje rozwolnieniem. Rozwolnienie zalatwia sie na osobnosci, a leczy podajac wegiel aktywowany.

    „Rozwolnienie” cytatologiczne jakiego ofiarami jestesmy, stawia nas w sytuacji niezrecznej, bo wszelkie nawolywania, zeby przestal w miejscu publicznym wypinac dupe i nie uszczesliwial nas na sile produktami swojego „rozwolnienia”, nie skutkuja inaczej jak wzmozeniem. To pozwala zidentyfikowac kuracje…

    Jako, ze nie ma wsrod nas specjalisty od schorzen umyslowych, nie ma szans na skuteczne uleczenie przyczyn schorzenia. Pozostaje nam lecznie objawow.

    Nie jest mi latwo to napisac, ale niestety znow musimy uzbroic sie w cierpliwosc i sile woli i nie zwracac uwagi na defekacje biblijna, ktora zarzuca nas ofiara umyslowej dezynterii…

    Obrazowo mowiac, nalezy stworzyc stan prozni doskonalej, w ktorej ofiara „umyslowego rozwolnienia”, pozostanie calkowicie samotna, jesli by nie liczyc ekskrementow, ktorych wytwarzaniem sie zajmuje. Pozostawmy chorego z produktami jego schorzenia.

  349. Dezerter..

    Już kilkakrotnie ja osobiście ci zwracałem uwage, że twoje interpretacje zapisów biblijnych są mocno naciągane. Trzy razy tyle manipulacji wytknęli ci inni uczestnicy tego bloga.
    Rozmowa z tobą na ten temat można porównać do dysputy z idiotą, który na stół mówi krzesło, trzymając się „prawdy objawionej” jakoby na stole też mozna siedzieć, dlatego jest krzesłem.
    Co do milczenia – masz rację – zamilcz, tym bardziej, że blog ten nie jest miejscem do prowadzenia agitek sekciarsko-religijnych. Prowadź swoją akcję promocyjną pod kościołami – może tam moherowi inwalidzi uwierzą w twoją „wiedzę” na temat słowa bożego.

  350. Rafał KOCHAN
    7 kwietnia o godz. 14:41

    „Już kilkakrotnie ja osobiście ci zwracałem uwage, że twoje interpretacje zapisów biblijnych są mocno naciągane. Trzy razy tyle manipulacji wytknęli ci inni uczestnicy tego bloga”.

    Wielokrotnie – chyba dość taktownie – dawałem do zrozumienia niektórym uczestnikom tego bloga, że zanim zaczną krytykować Biblię, powinni się z nią wnikliwie zapoznać. Jeżeli ktoś twierdzi, że tutaj wytknął mi jakąkolwiek manipulację, to nie wie o czym mówi, albo stracił kontakt z rzeczywistością. Nie zamierzam więcej domagać się dowodów takiej manipulacji.

    Wiem, że nie ma tutaj nikogo, kto zna Biblię chociaż w stopniu podstawowym. Właśnie dlatego, kolejne zarzuty kierowane pod jej adresem, są coraz bardziej pozbawione sensu. Ale żeby to sobie uświadomić, trzeba pozbyć się uprzedzeń.
    Wydaje się, że dla wielu jest to zbyt trudne.

  351. Eh, dezerter 🙁
    Wyrazy współczucia, że rzucono cię na tak trudny odcinek, jakim jest Blog Ateisty, na którym podobno „nie ma nikogo, kto zna Biblię chociaż w stopniu podstawowym”.
    Ta orka na ugorze przyniesie ci najwyżej rupturę, odciski na mózgu i punkty u twojego (ziemskiego) szefa, żadnej większej gratyfikacji nie oczekuj. Chyba że na 1. kwietnia 2016 😉

  352. Nie wiem jakie „normy” musi wyrobic szeregowy domokrazca SJ, o ile maja jakies normy. Niemniej znajac nieca amerykanski pragmatyzm w prowadzeniu biznesu, mozna bez ryzyka pomylki zalozyc, ze maja do wykonana normy, z ktorych sa rozliczani, albo musza skladac sprawozdania. Nasz dreczyciel, ktoremu wciaz dajemy do zrozumienia, ze go tu nie chcemy, najwyrazniej idzie na latwizne i nie ruszajac sie tylkiem z fotela wyrabia codzienna norme „udzielajac sie na blogu” u Jacka Kowalczyka.

    Na zalinkowanej fotce jest oczywiscie dowcip na ten temat, ale kto wie, czy jak w kazdym dowcipie i w nim nie ma „ziarna biblijnej prawdy”…

    By oszczedzic p.t. czytelnikom mitregi tlumaczenia a googletranslator: Na zdjeciu jest przedstawione Centrum Treningowe Swiadkow Jehowy.

    https://www.facebook.com/IchSchmeissMichWeg/photos/a.646704502007756.1073741871.538199046191636/960389707305899/?type=1&theater

  353. @dezerter..

    Ochłoń religiancie. Nikt tu nie krytykował Biblii, tylko tych, którzy nią manipulują. Stwierdzenie faktu, że w Biblii jest szereg sprzeczności, nie jest niczym nowym i nie mija się to z prawdą.
    A teraz, jak już ochłonąłeś, czyń swoją powinność i zamiast cieszenia się z życia, idź i nawijaj makaron na uszy swoim braciom oraz siostrom sekciarskim.

  354. Za dlugo się tym chamem dezerterem zajmujemy. To chamidło ma widać swoje zwyczajne, pospolite chamstwo za wartość najwyższą. Wlazi na zupelnie obce ideowo podwórko i wyglasza durnoty, których nikt nie chce słuchać. Ale on tego, że go nie chcą słuchać, nie rozumie. A oni nie tylko nie chcą słuchać,

    ale go wykpiwają i wprost mówią, ze nie życzą sobie jego pustych kazań. A ta
    menda, miast, jak dobrze wychowany i ambitny czlowiek, przeprosić, że pomylił adres i pójść w siną dal, nie tylko dalej siedzi i bredzi, ale jeszcze ma pretensje, że go, jak mówi, „uprzejmościami” traktują. A czym cię, becwale, mają traktować, skoro nie rozumiesz, że twoje patologiczne natręctwo jest obrzydliwsze
    od wszystkich razem wziętych jobów i inwektyw świata. Jesteś cham i oszust, bo wmawiasz innym nieznajomość Biblii, podczas gdy sam znasz tylko jedną z ponad 40 tysięcy jej religianckich interpretacji, i udajesz, że ciebie nie dotyczą o wiele mądrzejsze niż ty i wszyscy ŚJ do kupy słowa gówniarza Jezusa o odchodzeniu z miejsc, gdzie was nie chcą, chamie i oszuście.

  355. Señores

    Bóg pomieszał ludziom języki, za czasów wieży Babel, ale oto uchował się taki, co ma język niezmieszany, niewstrząśnięty, a przez to bezwstydny, bezczelny, chamski, oszukańczy.
    Chamstwem zachowania i religianckim porażeniem mózgu usiłuje reklamować Boga. Albo Bogu to pasuje, więc jest jednego rodzaju z durniem, albo nie pasuje, więc palant źle Bogu służy, za co dozna należnego mu poniżenia w piekle.
    Dla dobra durnia, należy durniowi dawać wyraźny sygnał: jesteś palant. Może się tak zdarzyć (są takie legendy), że tuż przed piekielną czeluścią, palant wyhamuje i się opamięta. Zostanie wtedy zbawiony. A my, w przeciwieństwie do religiantów, cieszymy się ze szczęścia innych.

    Powiedzieć durniowi: palancie ! to znaczy się za niego pomodlić.

  356. dezerterc

    Kiedy przedstawiciele wielomilionowej głupoty o idiotycznej nazwie Świadkowie Jehowy (czego, specjaliści od jednej baśni, jesteście świadkami?) pukają do drzwi i slyszą „nie” – odchodą. Na blogu sprawa jest psychologicznie identyczna, ale tu widać chamidło w calej krasie z jego obludą. Nie natręctwo jest wg takiego mędrka chamstwem, lecz jego wyrzucanie.

  357. UwazamZe przesadnie ofensywny jezyk w stosunku do SJ nie lezy w dobrym tonie. Oprocz tego jest to zwyczajna nagonka na jedyny, tak naprawde, odmienny glos na tym blogu.

    Szanujcie przeciwnikow swoich. Inaczej, czeka nas dobrodziejstwo najnieznosniejsze z nieznosnych: TWA

  358. Na temat nawrócenia się Szawła ciekawą teorię zaprezentował neurobiolog prof. Vetulani. Otóż Szaweł mógł być epileptykiem. To co go trzasnęło, łącznie z doznaną wówczas wizją, w drodze do Damaszku, jako żywo przypomina jedną z form ataku tej choroby.

  359. Bracia i siostry w Chrystusie.
    Zapodaję celem rozładowania napiętej atmosfery.
    Ostatnia wieczerza. Jezus troszkę wstawiony, wstaje i oznajmia.
    – Panowie! Ktoś mnie dzisiaj zdradzi.
    Zapada niezręczna cisza, uczniowie patrzą na siebie, nikt nic nie mówi.
    Powtarzam – ktoś mnie dzisiaj zdradzi!
    Na to Judasz nachyla się do siedzącego obok i mówi.
    – On jak wypije to się zawsze do mnie przy…….la.

  360. mopus11
    7 kwietnia o godz. 20:55

    To być mogło, choć to chyba luźne rozważania profesora. Paweł miał mnóstwo problemów z własną psychiką i zdrowiem niekoniecznie związane z epilepsją. U innych badaczy wyczytałem, że cierpiał na chorobę weneryczną i czuł do siebie odrazę.
    Jakkolwiek było z chorobami, rzuty między skrajnościami: najpierw prześladowanie chrześcijan, a za chwilę prześladowanie prześladowców, w dodatkowo unurzane w sosie bredzenia o „miłości bożej”, dezawuuje jego osobowościową wiarygodność.

  361. lonefather,

    Dobre to zdjęcie!
    Po treningu w takim miejscu, nie dziwota, że się poniektórym we łbach miesza.

  362. Orteg

    Szanowna Pani Dulska, popierdzielily się Pani, tak samo jak jehowcu, przyczyny ze skutkami. A poza tym może Pani zdradzić, skąd się u doroslych samców bierze bezczelny matczyny zwyczaj recenzowania tonu dorosłych?

  363. Jerzyku, pofolguj. Moze odstaw juz seczego?

    Belkot mozna, z trudem, tolerowac. Napastliwy belkot natomiast jest juz o wiele trudniej znosic. Nawet kiedy wiemy, ze z przeholowania uzywek ta napastliwosc wynika.

    Przynajmniej zrob sobie przerwe w uzywaniu. Blogowicze odetchna. Twoja watroba tez.

  364. Orteg

    Dobre tony wsadź se w dzwony. Co rusz tu się budzi jakaś przedszkolanka i do dobrych tonów zaprasza. A na koniec pierdyknie (z obowiązkowym idiotyzmem „tak naprawdę”), że. ..ten…że jedyny odmienny głos. A przepraszam – w czym jest to, co waścią pierdykło, żeby pierdyknąć – w jedyności glosu czy w odmienności? I czy te ości to jakieś wartości, czy tylko tak dla oka?

  365. Orteg

    Nie używam używek ani nie chowam sie za bezosobowe formy. Jesli z trudem znosisz ton nie do ciebie kierowany – odwróć głowę, zatkaj uszy, wyłącz mowę.

  366. Orteg

    Jako i ja wlaśnie wylączam.

  367. Opierd*lil ‚dezertera’ Jerzy Pieczul (z Tanaka)
    jak swiety Michal diabla; i to z moca taka,
    ze ‚diabel’ ogon podwinal i do piekla zwial,
    by jeszcze mocniej straszyc ateistow na schwal.

  368. Szanowni Panstwo

    Jest tle ladnych bajek do omawiania ale oni jak bohaterowie pracy socjalistycznej wybrali sobie palestynska kolekcje bajek. Podobno Polacy nie gesi i tak dalej a ci gegaja i gegaja na jeden temat bez konca. Nikt nie wspomni o Wandzie co Niemca nie chciala czy podwawelskim smoku. Niemcy tyle ladnych bajek napisali a kraj ten Polsce blizszy niz Palestyna. Nic z tego tyko palestynskie bajki sa dyskutowane na blogu. Jak moze czlowiek w miare inteligientny tak przynudzac. Nie moze bo normalny czlowiek tak sie nie zachowuje chyba ze wychowal sie na indoktrynacji Passenta i Urbana i jest poprzestawiany wewnetrznie. Tutaj jest potrzebna jakas terapia szokowa bo dyskutanci tak odlecieli od rzeczywistosci ze sa na stacjonarnej orbicie nad Palestyna.

    Slawomirski

  369. Slawomirski

    „Jak moze czlowiek w miarę inteligentny tak przynudzac. Nie moze bo normalny czlowiek tak sie nie zachowuje chyba ze wychowal sie na przynudzaniu o Passencie i Urbanie i jest poprzestawiany wewnętrznie”.

  370. Sławomirski – menda przychodzi tu, bo nie ma już gdzie, wszędzie dostał kopa, i manifestuje swoje post-uniwersyteckie wychowanie. Sławomirski – wstydu oszczędź i zajmij się wnukami (jeśli je masz)- może one cię chociaż posłuchają.

  371. Orteq,

    Miałbyś rację z tym dezerterem, gdyby on miał coś do powiedzenia od siebie – on ma zamiast mózgu, wmontowaną dyskietkę z wersetami biblii.
    Jeśli ktoś chce to może sobie poczytać – a jego wpychanie wszystkim tych tekstów na siłę, jest zwykłym nachalnym indoktrynowaniem, wbrew woli (nie)zainteresowanych.

  372. Orteq
    7 kwietnia o godz. 20:42

    Ton jest na tym blogu całkiem niezły, lepszy niż na innych.
    O ewentualnym zbanowaniu umysłowego dezertera decyduje gospodarz.
    Każdy z komentatorów może zaś wyrazić swoje zdanie o rzeczonym, czy kimkolwiek innym. Co się regularnie zdarza.

    Rzeczony nie jest osobą zainteresowaną dyskusją, dociekaniem, krytyczną analizą, mierzeniem się z faktami i zjawiskami. Zderza się z tymi, którzy są nawykli do myślenia, wolni, lub prawie wolni w sądzeniu, krytyczni wobec „jedynej prawdy”, bo zwykle mający duże doświadczenie w kontakcie z taką „prawdą”, o co w katolickim kraju nietrudno, oraz znajomość skutków działania tej „prawdy” na rozum człowieka i jego zachowanie, które nie ogranicz się do niego samego, ale ma działanie zakaźne wobec innych, a najsilniej wobec bezsilnych. W tym dzieci, choć i niedzieci są często bezsilni, gdy nie mają władzy swobodnego sądzenia.

    Rzeczony ma innych za nic, nie chce ani rzetelnie rozważyć tego co mówią, ani sam nie ma nic do zaoferowania poza tłuczeniem w innych wydłubanymi z Biblii cytacikami. Jest to bezczelne, chamskie wobec innych i tak to – po bardzo uprzejmie długim etapie dojrzewania do takiej ekspresji – należy nazwać.
    Bozia, w samej Biblii oczekuje, żeby mówić jak jest: tak-tak, nie-nie.
    Ten co ma za wzór bozię, zachowuje się jak bozia – obrzydliwie.

    Nie jest mi rzeczony rodzynkiem odmiennego poglądu na tym blogu, ale kozim bobkiem wyjętym z tyłka inwentarza świętego Józefa, dżenderowego tatusia Jezusa.
    Nie wnosi daru rozumu, bym na tym cokolwiek w dyskusji skorzystał, wnosi nadmiar lawiranctwa, krętaczego natręctwa, braku wstydu i pomiarkowania w posmarkiwaniu oraz standardowej bezczelności religianta.
    Nadmiar tego jest dookoła, co szkodzi blogom, łatwo się poddającym bredzeniu, łgarstwom i zjawiskom szamboidalnym.
    Nie widzę powodu, by nie nazwać tego tak, jak należy.
    Widzę powody, by blog pana Jacka miał się choć nieco lepiej niż inne.

  373. A propos Ostatniej Wieczerzy, moja ulubiona scena
    https://www.youtube.com/watch?v=aYAH2wll9fc

    Jezus przychodzi na umówioną kolację w Wieczerniku, a tam już biesiada w najlepsze. Na widok obfitości jadła i napitków Jezus bierze Piotra na stronę i pyta, skąd u ubogich apostołów pieniądze na takie zbytki?
    – Aaa… tego… Judasz coś tam sprzedał… 🙄

  374. A tak w ogóle to szkoda, że Nowy Testament składa się jedynie z 4 ewangelii. Jak wiemy, praktycznie każdy apostoł (łącznie z Judaszem) spisał swoje wspomnienia. Ponoć istnieją nawet zapiski Marii Magdaleny. Bardzo często te materiały burzą to wszystko, co uznał kościół za wykładnię jego wiary. Już samo to, że władze kościoła odrzuciły tzw. apokryfy, czyli nienatchnione księgi religijne, stawia pod olbrzymim znakiem zapytania „boską ingerencję” w napisanie tejże Biblii.

  375. „Jak wiemy, praktycznie każdy apostoł (łącznie z Judaszem) spisał swoje wspomnienia”…
    Maria Magdalenia wydała nawet pamiętniki oraz bogato ilustrowaną książkę kucharską 😎
    Były też zdjęcia, ale się nie zachowały 🙁

  376. Rafał KOCHAN
    8 kwietnia o godz. 12:58

    Bozia tak ma, że przy pisaniu co rusz musi Duchem Świętym nadymać staro i nowotestamentowych skrybów.
    Raz – gdy im się w głowach roiło.
    Dwa, gdy rojenia spisywali
    Trzy, żeby nie pogubili tego, co spisali
    Cztery, kiedy do roboty konkursowej wzięli się biskupi z synodami swemi: co uwalić, co przepuścić do finału.
    Pięć, w Grande finale – kto wziął główne nagrody synoptyczne
    Sześć, gdy trzeba było posklejać, połatać ewangelistów w kupę.
    Siedem, gdy się Paweł wziął do roboty i swoje Listy zaczął dorzucać
    Osiem, gdy Dzieje apostolskie i pozostałe listopisarstwo.
    Dziewięć – to jeszcze redakcyjna robota.
    Duch Święty ciągle musiał czuwać.
    Robota poważna, dokładna i odpowiedzialna. Ale przecież z gatunku: „wsio normalno”.
    Jeszcze parę elementów cyklu technologicznego produkcji, do koniecznego nadzoru Ducha by się znalazło.

  377. Der Paulus schrieb an Irokesen:
    Euch schreib ich nicht.
    Lernt erst mal lesen 😎

  378. Tanaka…

    Dlatego ta WIARA jest tak istotna… Szary ludek MUSI zawierzyć kościołowi, jeśli nie chce być wykluczony ze zbawienia, że fundament jego religii, czyli Biblia powstała z inspiracji i pod natchnieniem boga.
    Myślę, że zwyczajowo ten szary ludek intuicyjnie wyczuwa tutaj totalną ściemę, ale co ma nieborak zrobić? Skoro już 2000 lat ten cyrk się toczy, to musi być coś na rzeczy…. Zresztą, kto by się tam przejmował tymi klechdami żydowskimi, liczy się racja stanu; poczucie tożsamości państwowej; naród i jego kultura, która, jako żywo, była zawsze wypadkową tego, co działo się na zewnątrz. Cóż takiemu szaremu ludkowi zostało? Skoro jego kultura jest taka średnio polska, bo ciągle tworzona jest w wyniku fascynacji, jeśli nie Rosją, to Niemcami, a teraz USA, to przynajmniej zostaje ta religia…. Nie trzeba zbytnio się starać być dobrym katolikiem, ale na pogrzeb wśród swoich zawsze wystarczy…
    Taka oto wiara tu dominuje… Chciałoby się napisać: jaki naród, taka wiara…

  379. anumlik,
    Stawiam dolary przeciwko orzechom, że religiant (naukowiec?) Idzi Panic z całego serca popierałby datowanie całunu, gdyby pomiar oscylował w granicach zgodnych z jego oczekiwaniami.
    Nauka jest chętnie akceptowana przez religiantów, jeśli potwierdza ich domniemania.

    PS. Pewna pani naukowiec, bodajże z Białegostoku, znalazła krew Jezusa w opłatku komunijnym, który zapleśniał na podłodze kościoła.
    I w „nauce” zdarzają się cuda.

  380. @sugadaddy
    Ja na te „cuda” w nauce mam następujący czterowiersz.

    Boskiego Bozona kochanka
    Bzykała w gęstości Plancka
    Rozkosznie szepcząc do taty:
    Tworzymy nowe wszechświaty.

    Czyż to nie mogłoby zastąpić Genesis?

    A na marginesie całunu. Podobne zdanie do „religianta” Idzi Panica mają i inni naukowcy. Także ateiści. Ot, zagadka.

  381. „Na twarzy człowieka z płótna, pomimo ogromnego cierpienia, nie widać złości. – Dla mnie to jest najbardziej szokujące – wyznaje badacz.”
    Bo wszyscy inni ukrzyżowani byli wkurwieni, że nie wiem 😎 – dodaje polski uczony po głębszym… zastanowieniu.
    „Badania genetyczne potwierdzają, że krew ma 2000 lat.”
    Jak się ustala genetycznie wiek krwi?
    I co te 2000 lat potwierdzają?
    Datę urodzenia ukrzyżowanego?
    Datę ukrzyżowania?
    Na płótnie, które ma max. 800 lat?
    A co z grupą tej krwi?

    Była jeszcze chusta Weroniki…

  382. A propos cudownej hostii z Sokółki:
    Prof. Sobaniec-Łotowska badała opisała wyniki badań następująco: „Pobrany z korporału fragment materiału badaliśmy histologicznie, (…) z użyciem mikroskopu optycznego, czyli świetlnego, i ultrasonograficznie, (…) z użyciem mikroskopu elektronowego transmisyjnego (…), obserwowaliśmy zjawisko wzajemnego przenikania się struktury komunikantu z włóknami mięśnia serca. Tkanka, która pojawiła się na Hostii, była z nią w sposób bardzo ścisły, nierozerwalny złączona, co jest ważnym dowodem, że nie mogło tu być jakiejkolwiek ludzkiej ingerencji. (…) cytoplazma fragmentów włókien mięśniowych, wtopionych w podłoże mogące odpowiadać strukturze Hostii, w barwieniu hematoksyliną Mayera i eozyną barwiła się na rożowo, ogniskowo dość intensywnie. Natomiast jadra komórkowe, położone głównie centralnie (…) na granatowo. Otóż centralne położenie jąder komórkowych wskazuje, że jest to mięsień serca ludzkiego…”

  383. anumlik
    8 kwietnia o godz. 13:52

    Mamy nawet o jedną ewangelie więcej, niż sądzi Tobermorry: ewangelię Idziego Panica.

  384. Tobermory
    8 kwietnia o godz. 14:39

    Spokojnie. Ten od całunu to był fachowy szczególarz. Można sobie z płótna odczytać napis wytłoczony w monecie, tak się wszystko ładnie odbiło.

    Tylko po co te mecyje. Dałby całunista napis: Jezus, syn Jana Pawła II i byłoby jasne.

  385. Chlopaki, a nie macie jakiegos lepszego tematu?

    W gledzeniu prof Idziego Panica jest wiecej niz jedna bzdura. N.p. cytuje Wlochow , ze niby bylo jakies energetyczne „musniecie” co na 40 mikronow zadzialalo…

    Ale w jaki sposob to „musniecie”, wymuskalo z monety w oczodole napis na monecie, to juz sie nie dowiadujemy. Wot jeszcze jedna „boska tajemnica”.

    I tylko, przepraszam za wywolywanie zlego ducha, dezentera tu brak, ze stosownym cytacikiem, coby wszystko objasnil przez zaciemnie. Bo przeciez od zawsze wiadomo, ze jak sie dobrze sciemni, to byle co jasnieje jak gwiazda przejasna.

    Ma, niestety, racje @Tanaka, ze juz tylko napisu brak, ze stosownym „R” w koleczku i numerem patentu.

  386. Polskiemu całuniście zaufam bez zastrzeżeń, gdy genetycznie wykaże nie tylko wiek krwi na całunie, ale i ojcowską część DNA – markery gołębie 😎

  387. @Tanaka, z godz. 14:54
    „Religiant” Panic informuje jeno o badaniach jakie były prowadzone przez naukowców z całego świata, przy użyciu najlepszej dostępnej im aparatury. O tym, że całun powstał – a to 800 lat temu, a to 1200 lat nazat – wypisano dziesiątki artykułów. Także i takich, że 500 lat temu Leonardo da Vinci za pomocą camera obscura utrwalił na płótnie z epoki (miał swoje dojścia ten Leonardo) negatyw swojej twarzy, bo twarz postaci z całunu, po wyświetleniu całości jako pozytywu, to wypisz wymaluj Leonardo. Żaden artefakt historyczny nie był poddany tak skrupulatnym badaniom przez naukowców różnych dyscyplin naukowych, z różnych krajów i o różnych światopoglądach. Co zaś do „leptona Piłata”, które to monety umieszczono na oczach zmarłego i owiniętego w całun mężczyzny. Odczytano, bo współczesna aparatura to potrafi, że pochodzą z czasów Jezusa z Nazaretu. Obrzęd kładzenia na oczach skorupek albo monet, ma swój zapis z Talmudzie: „Każdy człowiek ma za życia zawiść w oczach. Wzrokiem zazdrości i pożąda. Nic, nawet po śmierci, nie jest w stanie uspokoić oczu. Trzeba zatem, by zmarły wyzbył się doczesnych pragnień, a tylko wtedy kończą się nasze pragnienia, gdy się oczy zakryje. I zakryto dwoma „leptonami Piłata”. Czy zakryto oczy Nazarejczka? Tego – sądzę – nie dowiemy się raczej nigdy. Czy należy sobie robić z tego akurat „jaja”. Ja bym nie robił, choć żem prześmiewca. Ale to jest akurat kwestia wrażliwości, a nie „religianctwa” bądź ateizmu czy sceptycyzmu „naukowego”.

  388. anumlik,
    Odłóż na bok na chwilę swoją beznamiętność i napisz co TY o tym całunie sądzisz?

  389. „Żaden artefakt historyczny nie był poddany tak skrupulatnym badaniom przez naukowców różnych dyscyplin naukowych, z różnych krajów i o różnych światopoglądach.”
    Dass ich nicht lache 🙄
    Chyba żaden artefakt nie był (i nie jest) tak zazdrośnie strzeżony i do żadnego nie utrudnia się tak dostępu solidnym naukowcom, jak do tego całunu. Zwłaszcza od czasu, gdy badania metodą radiokarbonu w niezależnych instytutach (ETH Zurich, Arizona, Oxford) wyceniły średni wiek płótna na 691 (plusminus 31) lat.

  390. @sugadaddy
    Że jest tajemnicą. Szczególnie w tej części, która mówi, że postać z całunu przedstawiona jest jako negatyw czegoś, co na pewno nie jest obrazem namalowanym farbami na płótnie. A ponieważ tajemnice są tajemnicze, stawiam ją (tę tajemnicę) na równi z tymi o fluktuacjach kwantowych, osobliwościach i boskich bozonach Higgsa. Za mało mam wiedzy, aby wierzyć w coś co jest tajemnicą.

  391. Jeszcze jedna fotografia z tamtych czasów:
    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/72/Volto-Santo_01.jpg/220px-Volto-Santo_01.jpg
    Całun z Manoppello.
    Zakonnica badająca „naukowo” tę tzw. chustę Weroniki, badała też całun turyński i jest przekonana, że to zdjęcia tej samej osoby 😎
    W czasach średniowiecznych, gdy powstawały słynne katedry, istniało ogromne zapotrzebowanie na relikwie i inne „konkretne” dowody istnienia Boga i świętych, nie tylko dla celów stricte religijnych, ale i medycznych. Pod każdym ołtarzem musiały się znajdować atrakcyjne kawałki świętych ściągające tłumy pątników szukających wyzwolenia z grzechów lub choroby. A jak było zapotrzebowanie na relikwie i artefakty – była też podaż. Niejeden święty złożony z powrotem w jedną całość miałby 60 zębów, 5 rąk i 3,5 nogi, a z drzazg Świętego Krzyża wyszedłby mały zagajnik 😉
    Fakt, że dzisiejsi uczeni nie mają pojęcia, jak powstały wspomniane obrazy na całunach (ten z Monteppello jest z bisioru) nie znaczy, że nie są to wytwory ludzkich artystów.
    Nad powstaniem fresków w jaskiniach (np. Lascaux) też się bardzo długo głowiono 😉 Albo jak powstały piramidy czy posągi moai na Wyspie Wielkanocnej…
    A ile trwało odczytanie hieroglifów 🙄

  392. W sprawie Panica – fotografica Jezusica

    O tyle się zgodzę, w kwestii wrażliwości, że konieczna jest wrażliwość na rzetelność naukową i adekwatna treść wypowiedzi.
    Idzi Panic jest profesorem. Czyli nadmagistrem. Od magistra oczekuje się – w zasadzie – że umie w sposób zdyscyplinowany, strukturalny i krytyczny, myśleć.
    Panic jest historykiem. Znajduje się, zawodowo rzecz ujmując, dosyć daleko od badań wykorzystujących lasery, mikroskopy elektronowe, zaawansowaną fotografię i całą resztę techniki i metod badawczych używanych w sprawie całunu.
    Jest w stanie to przywoływać jedynie w tonie publicystycznym, jednak status profesorski powinien mu nakazać ostrożność wypowiedzi w sprawach nauk zdecydowanie odległych od jego własnej.
    Tymczasem mówi bezkrytycznie i z optymizmem katechety.
    W tonie sensacyjnym sprawozdaje ilość ton i skrzyń sprzętu pomiarowego 0 na którym się nie zna, że Europa może tylko pomarzyć o takim sprzęcie, że przybyli badacze samolotem (to przełomowa informacja być musi), że reprezentowali „dokładnie” 13 dyscyplin naukowych (może to źle – powinno być 33?, albo tylko 9?), że prowadzili badania (uwaga, uwaga) ponad 100 godzin!
    Znowu zapytam – może za mało godzin? Jak na 13 dyscyplin, to na jedną wypadnie niecałe 10 godzin badań, brzmi to to mało poważnie, czyż nie? A jak z każdej dyscypliny było po kilku naukowców, to co – po godzince pracowali?
    A może za dużo tych godzin było? Zmęczyli się, zwłaszcza, że po locie samolotem mogli odczuwać jet lag, i coś ważnego przeoczyli?
    Dalej zgłasza Panic wątpliwość: skąd taka rozbieżność. Jego zdaniem powodem jest technologia. To znowu zapytam, skąd historykowi oceniać problemy technologii wydobyte z tych kilkudziesięciu skrzyń z super aparaturą, tak super, że europejczycy tylko gały mogli wytrzeszczać, jakby zobaczyli spodki latające?
    Idzi wie, bo słyszał, że człowiek wyemanował, za pomocą krótkotrwałego muśnięcia energii. wie też, że innego wyjaśnienia nie ma.
    Bardzo mi się podoba taki historyk. Na egzaminie dałbym mu dwóję. Za magistra, bo za profesora dałbym mu nieodpłatne roboty na cele publiczne.

    I tak coraz bardziej Idzi wychodzi z siebie, a wchodzi w rolę kaznodziei.

    Wychodzi mu na koniec tyle, co podałeś: zdjęcie Jezusa. Coś mającego dowodową pewność 99,9(9)%. Zabrakło tylko jednego i byłby spokój z męką problemów mnogości monet na oczach, włókienek, pyłków z Bliskiego Wschodu, ręcznego malowania, datowania węglem aktywnym: dowodu osobistego Jezusa, syyy-naaa Maaary-jiii, wraz ze współczesnymi danymi biometrycznymi, który powinien być się znegatywować-pozytywnie w całunie jeszcze dokładniej niż łacińskie inskrypcje na małej monecie leżącej na oczodołach.
    Wielki Projektant bardzo starannie dobrał szczegóły Jezusa Całuńskiego do tego, co najpierw w Biblii o Jezusie i jego czasach przeczytał.

    Prof Idzi Panic ustalił, że adekwatną ewangelię napisał Jan, apostoł. Tymczasem nie tylko nie ma co do tego pewności, ale jest niemal czysta niepewność, czyli to, że nie ten ci on.

    W ramach tej staranności zaciekawiły mnie informacje, że „jest to człowiek bardzo przystojny” i że ma „mniej więcej 180 cm wzrostu”
    Ciekawe jest, jak prof. historii Idzi Panic ustalił przystojność Jezusa.
    Ciekawe też jest, że w tamtych czasach, w tamtym rejonie świata mężczyźni mieli zwykle nie więcej niż 160 cm wzrostu.
    Nie utkwiło mi w pamięci, że Jezus był o głowę wyższy od innych. Byłoby to sensacyjne i samo z siebie sugerowało boskie górowanie nad banalnymi śmiertelnikami. Ewangelie jednak wydają się milczeć i o wzroście i o przystojności Jezusa.
    Nie milczy jednak cała ikonografia: Jezus jest postawnym, smukłym, sprężystej budowy lekkoatletą – prawdopodobnie skoczkiem o tyczce, lub wzwyż, blondynem o błękitnych oczach, subtelnych dłoniach i czarującym uśmiechu (podobny do Jacka Wszoły, a subtelność rączek jak z siostry Faustyny).
    Profesor katechizuje dalej:
    „Mniej więcej 180 cm wzrostu, o bardzo spokojnej twarzy. I co ciekawe, mimo tego makabrycznego cierpienia, które ma zadano, na twarzy człowieka z całunu nie ma złości. Dla mnie to jest najbardziej szokujące”

    Tak jest ! To jest ciekawe !
    Ale nie ma nic bliższego Panic o tej ciekawości do powiedzenia.
    Dla mnie też jest szokujące. Że profesor mówi jak katecheta i agitator religijny.

    Jednak czegoś mi brakuje. Czy mógłby Panic odnaleźć fotograficzny negatyw-pozytyw Jezusa w sytuacji radośniejszej? Że jak chrześcijaństwo jest religią miłości, a chrześcijanie co rusz atakują miłością i miłością szturmują, to mogliby dać fotografię Jezusa, jak leży sobie nad jeziorem Genezaret i nieśpiesznie pogaduje z apostołami, jak sobie podpiekają rybki z jeziora, grillują, popijają galicjanką; jak Jezus opala się w promieniach zachodzącego słońca, bawi się z dzieciakami w oazie, struga sobie semicką okarynkę, by zagrać ładną kolendę; jak przygarnia dosię baranki,a wilki kładą mu się u stóp i nad głową fruwa mu motylek..

    Bo tak, to tylko marne produkcje pacykarzy, malujące Jezuska w święte obrazki, masowo wtykane dzieciakom małym i dużym z okazji kolęd i pobożnego nawiedzenia Jasnej Góry.
    Byłyby reprodukcje autentyków, zamiast landrynkowej zgrywy.

    Religia Objawienia, z całych sił chce udowodnienia, w którym Idzi Panic usiłuje pomóc, jak może.

  393. anumlik

    Jaja sobie robie z gledolenia. Sceptycznie sie pytam o „odczytanie” napisow na monetach, bo:

    – Jedy barwnik, to ponoc wylacznie krew ludzka
    – obraz jest, lub raczej podobno jest „nadpaleniem”
    – to „wypalenie/nadpalenie ma byc efektem „musniecia” wyemitowana enregia
    – „wypalenie” napisow z monet byloby dowodem, ze i one emitowaly energie…

    Czy znasz @anumlik jakis rodzaj energii, ktory powodowalby efekt „wypalenia”, inny niz energia cieplna?

    Bo ja nie.

    Pytam sie o ta „inna” energie, bo w wypadku termicznej, monety na powiekach zadzialalyby jak ekrany, w sytuacji, gdy mielismy do czynienia z „musnieciem” i mielibysmy okragle plamy, a nie obrazy monet z wyraznymi napisami. Albo nalezy popatrzec na to inaczej, to znaczy, ze wszystko co znajdowalo sie wewnatrz calunu, w rownym stopniu emitowalo ta sama energie, niezaleznie od tego, czy bylo substancja organiczna, czy nieorganiczna.

    Az sie sobie dziwie, ze sie dalem „wkrecic” w analizowanie …

    Ale OK pociagne jeszcze kawalek.

    Gdybym mial odtworzyc, to sadze, ze mam pomysl jak to zrobic, zeby wygladalo jak na calunie turynskim, nawet z rzeczonymi monetkami odbitymi.

  394. Dodam jeszcze (do Tobermory powyżej), że całunów było więcej niż jeden – skąd pewność, że ostał się ten właściwy?
    Ten pojawił się w, bodajże, 14 -stym wieku – co się z nim działo przez te wszystkie lata?
    Jak ówcześni mogli go przechować w stanie nienaruszonym, a musiał przechodzić z rąk, do rąk i to ludzi którzy nie mieli bladego pojęcia jak się z nim obchodzić?
    Jak wyżej pisał Tobermory, w tamtych czasach funkcjonowały niemalże fabryczki przeróżnych relikwii, toteż wiara w jakieś gwoździe mające pochodzić z krzyża Jezusa zakrawa na zbytnią łatwowierność.
    Coś mi chodzi po głowie, że skazańców wtedy raczej przywiązywano do czegoś przypominającego krzyż, niż przybijano ich gwoździami. Ale tu mogę się mylić.
    PS. Dlaczego kościelni niezbyt entuzjastycznie podchodzą do dokładnego zbadania wieku całunu? To jest tajemnica.

  395. Tanaka
    8 kwietnia o godz. 17:17

    25… tyle dyscyplin powinno sie zaangazowac, jako ze 25 jest w biblii znaczaca liczba. To jest wiek w jakim bozia poinformowala Mojzesza, ze Lewici sa przeznaczeni do sluzby bozi, jest to rowniez liczba uzyta do obliczen wymiarow swiatyni jerozolimskiej, jak twierdzi prorok Ezechiel. Ponadto swiety Augustyn wyjasnia, ze 25 jest kwadratem liczby 5, a przeciez tyloma bochenkami chleba Jezus wykarmil 5 tysiecy ludzi, jesli nieliczyc dwuch ryb. Nie wsominajac juz o takich drobiazgach jak 5 ksiag prawa, oprucz wspomnianych bochenkow chleba, wiec 25 to jest nic innego jak „prawo do kwadratu”, co ponad wszelka watpliwosc stwierdzil sw Augustyn, co czyni ja „liczba nie tylko znaczaca, ale wrecz liczba swieta”.

    Tak wiec @Tanaka, nie 33 dyscypliny, ani zadna inna ich liczba, a wylacznie 25 dyscyplin naukowych jest potrzebne do wyjasnienia tajemnicy calunu.

  396. Dla mnie, całun i chusta św. Weroniki z jednej fabryczki pochodzą.
    Są prawie identyczne.

  397. @Señores Caballeros
    Tobermory o godz. 13:02 napisał żartobliwie:
    Maria Magdalenia wydała nawet pamiętniki oraz bogato ilustrowaną książkę kucharską 😎
    Były też zdjęcia, ale się nie zachowały
    🙁
    Odpowiedziałem w równie żartobliwej formie (z emotką, a jakże) – Jedno się zachowało 😉 – podając linka do najświeższej enuncjacji na temat Całunu Turyńskiego jako zdjęcia fotograficznego. I – jak zwykle – bies jakiś (to też tajemnica?!) skierował dyskusję na temat nieautentyczności całunu jako obrazu Nazarejczyka (Kościół Katolicki też na temat autentyczności bądź nie się nie wypowiada) oraz na temat religianta Panica. Jakby miała jego religijność jakiekolwiek znaczenie co do (faktu raczej niż domniemania) tego, że odbicie na całunie ma charakter negatywu fotograficznego, a nie malunku na płótnie. Gdybym wkleił informację z Wiki (akurat w tej obszernej informacji możemy zapoznać się z argumentami „za” liczącą sobie 2 tys. lat historią całunu, jak i z argumentami przeciw tej historii przemawiającymi) to pewnie nie wywołałoby w Panach takiej furii w piętnowaniu religianctwa, ze szczególnym uwzględnieniem religianctwa prof. Panica. Dla mnie, o czym pisałem w poście do @sugadaddy, obraz na całunie jest tajemnicą. Szczególnie w tej części, która mówi, że postać z całunu przedstawiona jest jako negatyw czegoś, co na pewno nie jest obrazem namalowanym farbami na płótnie. Z tajemnic można się nabijać – zgoda. Ale po cholerę z interpretatorów tych tajemnic? A gdyby się okazało, że postać z całunu to nie człowiek, a Nibirak? Z planety Nibiru, znaczy się, się wywodzący. Też byście @Señores Caballeros, w chichry popadli? A może by Was zatchnęło z wrażenia?

  398. ¡Estimado Señor anumlik!

    Nabijać się z interpretatorów trzeba zwłaszcza wtedy, gdy produkują fantazje, zgrywy lub łgarstwa podpierając się statusem naukowym.
    Gdyby o całunie w tym tonie mówił nieświęty Idzi, byłoby codziennie: chłop gada jak uważa.
    Gdyby Idzi opowiadał na dobranoc wnuczkowi, też by uszło.
    Gdy profesor Idzi Panic gada jak nieuważa naukowy rudyment, nabijanie dzieje się samo.

  399. lonefather
    8 kwietnia o godz. 17:39

    Jak grałem w piłę w kosza w szkole, miałem koszulkę z nr 5. Musi od tego byłem najlepszym strzelcem. Bo 5 się kwadratowało do liczby biblijnej, co przy czystej wrzutce do kosza się tłumaczyło: Bóg z nami.
    Jak czasem grałem bez numeru, zawsze odczuwałem spadek formy !

    Masz więc i dowód ze mnie.
    Wniosek: bóg istnieje!

  400. Pomieszanie języków
    Zaczęło się od wieży Babel no i skutkach .
    Fakty jednak potrafią być złośliwe .
    Gdy do Australii przybyli biali i zobaczyli coś co skakało na tylnych nogach pytali tubylców CO TO TAKIEGO
    A tubylcy // nierozgarnięci ludzie , nie znający angielskiego//
    mowili kangaro – co w ich języku znaczyło NIE ROZUMIEM – NIE WIEM O CO PYTASZ .
    No ale do dziś w każdym prawie języku kangur kangurem jest i basta.
    Może i tam przy tej wieży podobnie było.
    ukłony

  401. Taka sobie kabała dla @Tanaki:

    Tanaka z elementem akashy
    I Marsa z kosza wystraszy.
    Wrzut za trzy z pentagonem
    Nakrywa boskim ogonem,
    Po czym – zdwajając sefir
    Woła: Idzi to religiancki świr!

  402. Dwie kabały we drzwiach stały i tak sobie szwargotały:

    Tanaka uwielbia Akashkę
    Tak jak mleczną kaszkę
    Przez co nieźle widzi
    W czym niedowidzi
    Nieświęty Idzi
    Panic
    Co mu na nic
    Profesura
    swa

  403. anumlik
    8 kwietnia o godz. 20:28

    W kwestii poezyjno-redakcyjnej.
    Mnie by skusiła taka celność poprawna:
    „Po czym – zdwajając sefirę –
    Woła: Idzi jest religianckim świrem!”
    Ale się zgodzę, że przez formalną niepoprawność wzmaga się aura salamandryczna, którą bardzo lubię.

  404. zezowaty
    8 kwietnia o godz. 20:22

    Takie qui pro quo się ciągle zdarza.

    Siedziałem kiedyś przy stole.
    Naprzeciwko ładna koleżanka. Obok niej – mamusia i tatuś.
    Chcąc dać wyraz uczuciom ku koleżance, pogłaskałem ją po udzie.
    Okazało się, że pogłaskałem mamusię.
    Mamusia była zadowolona.
    Tatuś nie bardzo.
    Musiałem się ewakuować.

  405. Kto chce, może sobie poczytać:
    http://www.mcri.org/v/64/the-shroud-of-turin
    Solidne badanie całunu turyńskiego nie wykazało śladów krwi, za to ochrę (tlenek żelaza, hematyt) i cynober (siarczek rtęci) – barwniki używane i popularne w XIV wieku, okresie, przed którym nikt o całunie nie słyszał, a także okresie, na który datowana jest tkanina całunu. Wykazały także temperę kolagenową – typowe spoiwo barwników w tym okresie.
    Tempera to najczęstsza i najtrwalsza, obok woskowej, technika, w której spoiwo barwników jest organiczne.
    Do dziś maluje się nią ikony używając jako emulgatora żółtka jaja kurzego.

  406. @Tanaka
    Nieświęty Idzi
    Panic
    Co mu na nic
    Profesura
    swa

    … śpiewająca
    tra la la
    jak ta
    Tanaka

    A co do aury salmandrycznej. Też ją lubię gdy jestem w Olsztynie:

    Salamandra – Aura
    Al. Piłsudskiego 16
    Olsztyn
    lokalizacja: II piętro

  407. anumlik
    8 kwietnia o godz. 21:06

    Będąc młodą lekarką
    w Olsztynie
    skorzystam
    Będzie to dobra
    przystań

  408. Tobermory
    8 kwietnia o godz. 21:03

    Jezusicku ! Antychrysty to napisały?
    A profesor historyk nieświęty Idzi tego nie dowidzi Panic?
    Chocia 30 lat badał Całun i księgę o nim mądrą inaczej napisał?
    Cuda się w Polsce dzieją, a baba z babą spać będzie i koza z kozą.

    Jest co czytać, dzięki za namiar.

  409. @Tobermory, z godz. 21:03
    Te solidne badania, o których piszesz, pochodzą z lat 1997 – 1990, a opublikowane zostały w „Accounts of Chemical Research”, Vol. 23, 1990 r., s. 77-83. W grudniu 2011 roku włoscy naukowcy z Narodowej Agencji Nowych Technik i Energii oraz Zrównoważonego Rozwoju Gospodarczego (wł. ENEA, Ente per le Nuove Tecnologie, l’Energia e l’Ambiente) po pięcioletnich badaniach stwierdzili, że głębokość barwienia wynosi około 200 nanometrów, co odpowiada grubości ściany komórkowej pojedynczego włókna materiału. (Scientists say Turin Shroud is supernatural w. „The Independent”, 20. 12. 2011 rok). Techniki sprzed XXI wieku nie pozwalają na barwienie na tak małą głębokość. Według Włochów taki efekt można osiągnąć tylko za pomocą lasera z zakresu ultrafioletowego o mocy 34 miliardów watów. (Raport ENEA z podsumowaniem wyników badań z lat 2005-2010) Podczas badań stwierdzono brak obrazu pod plamami krwi co oznacza, że ślady krwi zostały nałożone na płótno przed otrzymaniem obrazu. Jednakże i w stosunku do tej pracy pojawiły się głosy krytyczne (Cosmic Log News – „Was Holy Shroud created in a flash? Italian researchers resurrect claim”). Marion i Courage skomentowali to zdaniem: Nie ma żadnej wątpliwości, że ślady odciśnięć pochodzą z mniej lub bardziej bliskiego kontaktu tkaniny z autentycznymi krwawiącymi zwłokami człowieka zawiniętego w całun. (Andrè Marion, Anne-Laure Courage, „Całun Turyński Nowe Odkrycia Nauki”, Znak, Kraków 2000, str. 145.)

    Nie sądzę, aby przerzucanie się artykułami i cytatami z artykułów coś wniosło do naszej dyskusji. Całun Turyński jest tajemnicą. Tak uważam, i – póki co – zdania nie zmieniam.

    Pozdrówka

  410. @anumlik
    ale tu dziś wesoło 😆
    Techniki sprzed XXI wieku nie pozwalają na barwienie na tak małą głębokość (200 nm) ale krwawiące zwłoki nie nasączają tkaniny na wylot?
    Byli już tacy uczeni, którzy twierdzili, że w starożytnym Egipcie nie było techniki pozwalającej na budowę piramid, nie wspominając o transporcie bloków kamiennych do tego celu 😉

  411. Ty po prostu najwyraźniej lubisz tajemnice 😉

  412. Tanaka (12:24)

    „O ewentualnym zbanowaniu umysłowego dezertera decyduje gospodarz.”

    A kto tu nawoluje do zbanowania dezertera?

    Jesli zas chodzi o dyskusje nt. tzw. Calunu Turynskiego to chce przypomniec, ze to ona zapewnie odstrasza, w danym momencie, dezertera od tego blogu.

    ŚJ nie czczą relikwii, nie uznają tzw. ‚Całunu Turyńskiego’ itp.

  413. Hmmm…. tajemnica!
    No prawie jak zaczatek religii. To od kiedy zaczniesz bic poklony?

  414. @Tobermory
    Ty po prostu najwyraźniej lubisz tajemnice.
    Tak. Te, które za cholerę nie dają odpowiedzi na pytanie skąd na płótnie wziął się obraz odbity w technice 3D, by tak współcześnie rzec. Co do malunków i plam krwi – nie kwestionuję ich istnienia. Podobnie jak nikt rozsądny ich nie kwestionuje. Ale nie można utrwalenia „fotograficznego”, w negatywie, tak że wyświetla się pozytyw i to wyłącznie w pewnej odległości, „przykrywać” argumentami o krwi i jeszcze do tego włączać niemożność (lub możność) transportu kamiennych bloków na piramidę Cheopsa. To są dwie zupełnie różne rzeczywistości tzw. tajemnic.

  415. Orteq
    8 kwietnia o godz. 22:09

    Gastrologia nie ma watpliwosci, ze po rozwolnieniu, naturalna reakcja jest zaparcie. I nie szukajmy zbyt wyszukanych tlumaczen.

  416. @@ seniores Tobermory i anumlik

    Polewali woda piasek. To akurat wyjasniono juz ponad wszelka watpliwosc, ze niewielka ilosc wody wylewana na pisaek przed plozami san do transportu kamieni wystarcza do skutecznego zwiekszenia poslizgu. Zreszta o ile sie nie myle ot nawet znaleziono stosowna plaskorzezbe, obrazujaca technike transportowa.

  417. anumlik,

    Jeśli coś jest arcyabsurdalne, to kościelni zwą to TAJEMNICĄ.
    Tak się rzecz ma np. z Trójcą Świętą i innymi cudami na kiju; mało tego, zabraniają wiernym nawet o tych rzeczach myśleć, bo to mogłoby sprowadzić ich na manowce (wiary).
    A tak na marginesie, to cały ten czysto pogański majdan z relikwiami, może co najwyżej wywołać uśmiech politowania. Toż to czary – mary w najczystszej postaci.
    PS. Fiolka z krwią wiadomego Polaka, uratowała jakiegoś rajdowca od pewnej śmierci. Jeśli dobrze pamiętam.

  418. @Tobermory
    Aha, jeszcze jedno. Podczas badań stwierdzono brak obrazu pod plamami krwi co oznacza, że ślady krwi zostały nałożone na płótno przed otrzymaniem obrazu – możemy wyczytać w raporcie ENEA. Znaczy to, że najpierw na płótnie odbiły się ślady krwi, a później, w wyniku – cholera wie czego – na tych miejscach, które z krwią nie miały styczności, utrwalił się obraz w 3D. Czy ta logika jest wynikiem jakiegoś religianctwa? Taka sekwencja „utrwaleń” na płótnie jest prawdopodobna.

    @lonefather
    Jeśli popadasz w manię bicia pokłonów, proszę bardzo, nie krępuj się.

  419. Świat w ogóle tajemniczy jest.

    egipskie piramidy nie mogły być zbudowane przez człowieka, posągi z Wyspy Wielkanocnej też, warowne miasta Inków, Machu Picchu miało tak ściśle dopasowane kamienie, że człowiek by nie mógł, na płaskowyżu Nazca znaleziono wielkie rysunki też nieczłowieczej roboty, znaleziona kryształowa czaszka była obrobiona z precyzją niedostępną do dziś człowiekowi, pod wodami w różnych morzach znaleziono miasta kat skonstruowane, że żaden nurek nie miałby dziś na to szans, a miejsca te nie było zalane przez morze, samoloty i statki znikały w Trójkącie Bermudzkim, a koło Suwałk samochody same jadą pod górkę.

    Przynajmniej ten ostatni przypadek dało się rozwiązać. Tylko dlatego, że toi daleko od Częstochowy.

    Udało się też wyjaśnić, jak działa jamniczek stukawka-pukawka. Co wymagało bardzo dużo wysiłku.

    Aha, nie udało się dotąd ustalić jacy kosmici porwali – i na ogół oddali – jakieś 15% procent Amerykanów, którzy przyznają, że zostali przez kosmitów co najmniej raz porwani.
    Poważni naukowcy twierdzą, że kosmitów produkowały tajne laboratoria w ZSRR na wyspach Morza Aralskiego, w porozumieniu z CIA, które to morze zostało zniknięte, by zatrzeć ślady.
    Zaś poważni badacze Pisma twierdzą, że koniec świata nastąpił już 316 razy.

  420. sugadaddy
    8 kwietnia o godz. 22:26

    Religianci mówią, że im kto bardziej cierpi, tym bardziej został przez Boga wybrany, co jest Wielką Tajemnicą.

    Orteq
    8 kwietnia o godz. 22:09

    Ktoś chyba kiedyś o zbanowanie zakwilił. Ale było to krótkie i drobne.
    Myślisz, że jak będziemy dalej o całunie, to nas uchroni przed najściem rzeczonego? Trochę się jeszcze da pociągnąć, ale niedługo.
    Trzeba znaleźć inny temat egzorcyzmujący uciekiniera z rozumu.

  421. lonefather (22:15)

    „Gastrologia nie ma watpliwosci, ze po rozwolnieniu, naturalna reakcja jest zaparcie. I nie szukajmy zbyt wyszukanych tlumaczen.”

    Ty naprawde nie wiesz? Jakie tam wyszukanie tlumaczen? Nic nie trzeba tlumaczyc. Ani wyszukiwac. Rozwolnienie jest rozwolnienie

    http://www.zerohedge.com/article/there-will-be-growth-spring

    Po zimie przychodzi wiosna. To wyjasnia wszystko

    PS. „Polewali woda piasek. To akurat wyjasniono juz ponad wszelka watpliwosc, ze niewielka ilosc wody wylewana na piasek przed plozami san do transportu kamieni wystarcza do skutecznego zwiekszenia poslizgu. Zreszta o ile sie nie myle to nawet znaleziono stosowna plaskorzezbe, obrazujaca technike transportowa.”

    Noo. Albo niee

  422. @anumlik
    dołóż jeszcze „fotografię” z Oviedo i zgodność DNA wszystkich tych artefaktów.
    „as with the Shroud of Turin the study of the Oviedo Cloth is obviously characterized by pseudo-science and possibly worse. The problems are symptomatic of the bias that can occur when analyses of a controversial object are conducted not by independent experts, chosen solely for their expertise, but instead by committed self-selected partisans who begin with the desired answer and work backward to the evidence. As a result, science has once again been perverted in the interest of zealotry”
    (Joe Nickell – historyk sztuki, znany sceptyk i badacz paranormalnych fenomenów)

  423. @Tobermory, z godz. 23:04
    Jeśli chcesz przerzucać się argumentami dotyczącymi „domorosłych partyzantów”, czy jak ich tam nazwał Joe Nickell, to rewanżuję się zdaniem Brunona Fabianiego. W 2012 roku profesor Bruno Fabbiani z Politechniki Turyńskiej (uczeń Dennisa Gabora, fizyka o specjalizacji optyka, laureata Nagrody Nobla, za opracowanie metody otrzymywania obrazów trójwymiarowych, zwanych hologramami), który jako – również – specjalista od holografii, badał postać z całunu od 1998 roku, powiedział:
    W swojej karierze naukowej zetknąłem się tylko z dwoma przedmiotami, które nie są wytłumaczalne naukowo: Całunem Turyńskim i obrazem utrwalonym w źrenicy Matki Boskiej z Guadalupe. To dwa wizerunki, o których po dokonaniu serii badań można z całą pewnością powiedzieć, że nie zostały uczynione ludzką ręką. (za: Grzegorz Górny, „Świadkowie tajemnicy”. Rosikon press, Warszawa, 2012)

  424. PS
    Czy do @Señores Caballeros dotrze wreszcie, że badania nad całunem prowadzone były nie tylko przez nawiedzonych religiantów i domorosłych partyzantów, a przez naukowców z renomowanych uczelni i ośrodków badawczych, specjalistów w swoich dziedzinach. Jeśli nie dotrze – trudno. Nie mam w „tym temacie” nic więcej do powiedzenia. Adiós Amigos.

  425. Tobermory
    8 kwietnia o godz. 23:04

    Otoz to!

    „… possibly worse!!!”

    To mi najbardziej pasi do sytuacji.

  426. anumlik

    Wiem dlaczego sklonnosc „poklonna” mi przypisywac raczysz, w sytuacji, gdy to Ty sam zauroczenie „tajemnica” deklarujesz. Niemniej ufam, ze zdolasz zrozumiec, ze nie odczuwam najmniejszej fascynacji „tajemnica”, a jedynie naukowe zainteresowanie. Za „daleko” i za mocno reagowac, jest cecha ludzka, ale mnie w swoje „tajemnicze” zauroczenia nie mieszaj.

  427. anumlik
    8 kwietnia o godz. 23:32

    Z liczby mnogiej musze sie wyodrebnic, by zaznaczyc, ze nie musialo do mnie docierac…

    Mam do wyboru, jak zreszta kazdy, trzy mozliwosci.

    1) Ingerencja nadprzyrodzona
    2) Bledy, lub niemoznosci dowodzenia naukowego
    3) Niedostatki „technologiczne”

    Pozostaje z trzecia mozliwoscia…

    Calun jest dzielem ludzkim. Niezaleznie, w ktorym momencie jego powstawania, zadzialaly albo „sily natury”, albo sztuki (czytaj umiejetnosci).

    Opcja nr 1) – nie biore jej pod uwage

    Opcja nr 2) – postepowanie, czyli restrykce koscielne sa, lub najprawdopodobniej sa powodem porazek w rozwiazaniu zagadki Calunu Turynskiego.

  428. Rafał KOCHAN
    8 kwietnia o godz. 6:33
    Sławomirski – menda

    Nie zabijaj chłopcze luby.
    Menda też stworzenie boże,
    że inaczej żyć nie może,
    i że czasem w jajo utnie,
    nie gubże jej tak okrutnie”.

  429. Señores ! jestem pod wrażeniem, rozkwitacie na blogu niczym mój ogród wiosną,(pomijam w tym zachwycie wpisy rzygającego furiata). Jednak tajemnica całunu czy chusty z odległej przeszłości nijak się mają do współczesnego misterium oczyszczania zła w sobie i koło siebie:
    ” … jeśli przez trzy noce jajko wygląda normalnie i nie ma żadnych macek ani powróseł wychodzących z jego żółtka, to zaprzestajemy czyszczenia, bo nie mamy nic złego ani w sobie, ani koło siebie. Jeśli natomiast widzimy wijącą się girlandę z białka i różne nitki wychodzące z jajka, powtarzamy zabieg siedem razy.”
    http://magia.onet.pl/artykuly/wokol-magii,624/oczyszczanie-jajem-metoda-szeptuchy,65476.html
    Teraz zastanawiam się któremu z blogowiczów mogę zaufać w tej a także innych sprawach będących przedmiotem zażartych dyskusji.

  430. Christos woskries i szcziez.

    Umiłowani w Christosie Panu Urbanu, oto drukowana ciekawostka za szpitala w mesjańskim państwie:

    „Wojewódzki Szpital Specjalistyczny imienia…w…
    DUSZPASTERSTWO CHORYCH
    Zaświadczam że …ten/ta…przebywający w szpitalu przyjął Sakramenty święte:
    Sakrament chorych

    Miasto, data (podpis nieczytelny)
    …………………………..
    Kapelan szpitalny

    Zachodzę w głowę, jaką to zaświadczenie ma moc i gdzie. Czy może być na przykład zamiast karty pływackiej przy wypożyczaniu kajaka? Ktoś wie? Proszę o pilną podpowiedź, a nawet bardzo pilną.

  431. Uau, dopiero zauważyłem, slepota:
    zaświadczenie nie ma pieczątki! Czy więc na biurze przepustek do Edenu będzie ważne?

  432. Okazuje się, że zaświadczenie o sakramencie to pryszcz podług tego, co mi sąsiad przed chwilą powiedział. Prosił znajomą pracownicę Warty, gdzie ubezpieczał samochód, o jakąś tanią taryfę. Poradziła mu przynieść zaświadczenie od proboszcza. Chyba o to chodziło, że jest prawowiernym chrześcijaninem i należy do parafii – no bo o co jeszcze? Sąsiad jest katolikiem, ale do kościoła nie chodzi, więc proboszcz mu pokazał, gdzie się zgina dziób pingwina i zaświadczenia nie dostał. Ale miał syna w wojsku, więc wystawił zaświadczenie jego kumpel kapelan. W środku Europy w XXi wieku!

  433. lonefather
    9 kwietnia o godz. 0:48

    Mówiąc o całunie, mówimy o tym jak sobie człowiek wymyślił bogów.

    W czasach „słusznie minionych”, ewentualnie „niesłusznie minionych”, niemal wszystko było „tajemnicą”, lub czymś „nadprzyrodzonym”. Dzisiaj do głowy by nam nie przyszło, że ktokolwiek mógł kiedykolwiek uważać to czy tamto za coś nadprzyrodzonego.

    Taki drobny i nietypowy przykład, który mi się od dawna podoba, bo ilustruje ludzkie wyobrażenia: ‚lucifers’.
    Dziś już słowo chyba w ogóle nie używane. Zastąpione przez standardowe ‚match’. A jakiś czas temu, nie tak znowu dawny, siarkowy łepek zapałki nazywany był od Lucyfera, bo każda sprawa z ogniem była piekielnego pochodzenia.
    Ale może słyszałeś, że w UK jeszcze ktoś tej nazwy używa?

    Ludzie żyli zanurzeni po czubki głów w „tajemnicach”, z których prawie każda miała boskie pochodzenie. Chyba byśmy byli zszokowali, gdyby zrobić listę rzeczy, całkiem banalnych, które miały dowodzić i pochodzić od stwórcy.
    Nietoperz był wysłannikiem szatana i wplątywał się we włosy, kusząc do grzechu. W dzieciństwie wiele razy to słyszałem, powtarzane przez „bardzo poważne osoby”. Mit był tak powszechny i silny, że, przetworzony, zrobił światową karierę jako bat-man.

    W sprawach „tajemnic” mających wprost, albo w sposób zawoalowany dowodzić istnienia stwórcy (Kościół oficjalnie nie twierdzi, że całun przedstawia wizerunek Jezusa, ale na zasadzie „więcej inteligencji” pozwala, by takie dorozumienie się szerzyło), ruch jest jednostronny: od boskiej tajemnicy do jej rozbioru i ustalenia, że nie ma w tym nic nadprzyrodzonego.
    Niektóre wyjaśnienia zajmują więcej czasu niż inne, co jest ciekawym wyzwaniem dla naukowców. ‚they love not knowing’ – i to mi się w nauce tak podoba. Nie wiedzieć czegoś i móc to wyjaśnić, meandrując i popełniając po drodze wiele błędów, dając się zwodzić pozornym wyjaśnieniom, a wreszcie rozwiązując ową „tajemnicę” – która nią jest tylko z powodu skromności naszych umysłów i ich zakłócenia wiarą – to jedna z najfantastyczniejszych rzeczy jakie człowiek może robić.
    Przedłożyć rozwiązanie innym, dla swobodnej dyskusji i krytyki, jest równie cenną składową tej fantastyczności. Jeśli to się utrzyma i nie da się tego zanegować, sami przez to poniekąd stajemy się bogami.
    Wznosimy się ponad nasze dotychczasowe ograniczenia i dokonujemy rzeczywistych odkryć mających coś w pewnym sensie mistycznego.

    Inni w tym czasie przeżywają swoje mistyczne uniesienia widząc fiolkę z krwią Świętego Ojca Świętego Jana Pawła II, „relikwię III stopnia” w postaci papieskiego długopisu, czy okadzając się na procesji czerwcowej.

    Badaniem całunu turyńskiego, rzecz jasna, można się fascynować. I nazywać to „tajemnicą”. Nie ma jednak żadnego powodu by sądzić, że całun sprzeciwia się zasadzie, że co nie zostało wyjaśnione, wyjaśnione będzie. W zakresie materii i zjawisk.
    Bo wyjaśnienie „sensu życia” to inna sfera.
    Chociaż i to wyjaśniono. Zrobili to Monty Pythons.

    Stawiasz na opcję nr 3, ja bym utrzymał też nr 2.
    Opcja nr 1, z tych i innych powodów, o których dyskutujemy, odpada.

  434. @ pombocek

    Co i raz, coś smakowitego, z talerza ludu polskiego katolickiego, podrzucasz.
    Nie ma pojęcia, gdzie należy takim zaświadczeniem oficjalnie zaświadczać. Ale mam domysł taki, że nieoficjalnie zaświadczenie jest niezwykłej wagi.

    To zaświadczenie dla siebie samego. Raduje duszę w Panu. Mam, aha, się wyspowiadałem, jestem prawidłowo zgodny z regulaminem zbawiania. Podpadam pod kurs do nieba pierwszą klasą.

    Jak już się dla siebie zaświadczenie z satysfakcją posiadło, można pokombinować. Sprawdzić, czy sąsiad posiada podobne.Jak nie posiada, znaczy, że my górą.
    Zawsze wiedziałem, że ja jestem górą, a ten sąsiad to taki niby prawidłowy, ale coś krzywy katolik! Coś czułem, serce mi cały czas mówiło ! Bo jakby nie był krzywy, to zaświadczenie by miał !

    Sądzisz, że Warta daje zniżkę na zaświadczenie o prawidłowej wierze?
    Byłoby to ciekawe: prawidłowy katolik bezpieczniej jeździ niż ateista i luter z muzulmaninem razem wzięci.
    Może chodzi o to, by ubezpieczenie zrobić „na ksiedza”?

  435. @Tanaka..

    W wojsku bylo tak (nie wiem, jak jest teraz) za czasów Głodzia – Flaszeczki, że każdy kandydat do awansu na stopień generała musiał mieć tzw. „obiegówkę”, na której różne służby, wojskowe i cywilne, różni przełożeni tego żołnierza wystawiali swoje opinie na temat jego działalności służbowej. Jednym z takich „opiniujących” był Głódź-Flaszeczka… Jak wieść gminna niosła, jeśli dany kandydat na generała nie miał zasług w krzewieniu religii katolickiej w danym garnizonie, nie miał co liczyć na pozytywną opinię wystawioną od Głodzia – Flaszeczki, a tym samym musiał obejść się ze smakiem i kwestia awansu była dla niego zamknięta.

  436. Tanaka

    Wychodzi, że za wiarę, a właściwie za bywanie w kościele, przyjmowanie księdza po kolkędzie i, najogólniej mówiąc, łożenie na kościół Warta daje 10% zniżki. Wierzący – zawsze ubezpieczony.

    Roboty mam po uszy: sprzedaję mieszkanie mamy. Żeby sprzedać, muszę wymeldować mamę i brata. Ale żeby potem się o cokolwiek dla nich starać – np. o umieszczenia w publicznych domach opieki, bo są w niepublicznych (o wiele taniej), muszą mieć zameldowanie. Gdzie, jak nie ma chałupy? I po co, skoro do końca życia są skazani na domy opieki. Polacy czwórkami będą szli do raju, bo piekło przerobili w kraju.

  437. pombocek
    9 kwietnia o godz. 9:59

    Miałem, niedawno, bardzo podobną sytuację. szczęśliwie, nie było konieczności „wmeldowania” na powrót – w pustkę.

    „Domy opieki” mają zwykle bardzo ładne nazwy. Za nazwami ukryte są technologie.
    Nie chcę się wtryniać, nieproszony, z tzw. dobrymi radami, więc tylko mały sygnał: jeśli nie musisz sprzedawać mieszkania natychmiast, zwykle dobry skutek finansowy daje jego ogarnięcie i przyzwoite zaprezentowanie. większość ofert to więcej bałaganu niż czegoś co zainteresuje kupującego.

    Masz po stokroć rację, że Polska to bezpaństwo. Państwo rzeczywiste jest przecież w niebie, po co tu ma być państwem?
    Jest to jedna z obrzydliwszych rzeczy, jaką nam zapewnia Kościół kat.
    Jego cynizm nie ma granic. Żyje z biednych, głównie z kobiet, które rozdeptuje na kościelnej posadzce, a gdy biednemu najbiedniej w chwili teminalnej, nie ma dla niego nic z tego co mu już ukradł. Nakazuje mu mękę w pełnym, hardkorowym zestawie, co nazywa błogosławieństem „naturalnej śmierci” i obrazkiem blondwłosego i błękitnookiego Jezusa wzrostu 1,80 metra. Co nazywa „niebem”.

  438. Rafał KOCHAN
    9 kwietnia o godz. 9:34

    Tak, kojarzę.
    To się nazywa „honor żołnierza”: udać się po pieczątkę do biskupa.

  439. @@lonefather, Tanaka
    Też jestem za opcją nr 3 i 2, ale bez założenia – lub niemożności dowodzenia naukowego. To od razu skazuje potencjalnego rozwiązywacza tajemnic na myślenie o porażce. @Tobermory dość trafnie mnie podsumował zdaniem – Ty po prostu najwyraźniej lubisz tajemnice. Jednak w przypadku @anumlika nie o same tajemnice dla tajemnic się rozbieguje – te znajduję w literaturze s. f. i w innych fantasy – a o te, które dotąd nie zostały rozwikłane w sposób naukowy. Większość – jak kryształowe czaszki, których „wysyp” nastąpił w drugiej połowie XX wieku, a początek „wysypu” w wieku XIX – były sprytną falsyfikacją. Niektóre – jak geoglify z płaskowyżu Nasca – nie znajdują jednoznacznego potwierdzenia: bieżniami do biegania one były czy kalendarzami religijno-astronomicznymi służącymi do ustalania pór siewu i zbiorów w określonych momentach pojawiania się konstelacji gwiazd. Niczego w nich jednak „nadprzyrodzonego” nie znajduję. Koncepcja przesuwania ślizgiem wielkich bloków skalnych po polewanych przed blokami piaskach pustyni „rozwiązała” dylemat transportowania tych wielkich bloków. Ich ustawianie „w piramidę” za pomocą usypywanych „pod kątem” platform transportowych, to pikuś. Inżynierowie egipscy, jak choćby Hemon, twórca piramidy Cheopsa, byli mistrzami w swoim fachu. Niektóre jednak z „tajemnic” – jak dotąd – prowadziły (i prowadzą) badaczy na manowce tłumaczenia „nadprzyrodzonym”. Znaczy – na niemożność dowodzenia naukowego – jak zapodał w opcji dwa @onefather, a powtórzył za nim @Tanaka. Jeśli tak, @Señores Caballeros, to czemu nie dopuścić opcji pierwszej: ingerencja nadprzyrodzona. Bez religijnej otoczki. Ot, przy założeniu, że wszystkie te niewytłumaczalne zjawiska, twory megalityczne i artefakty, powstały przy użyciu technik kosmitów – choćby z planety Nibiru pochodzących. Nazarejczyk jako Nibirak – czemu nie? Pokazał nam hotelarz Däniken jak zwyciężać mamy.
    Niemożności dowodzenia naukowego?! Toż to krok do popadnięcia w religianctwo, hy, hy.

    Pozdrawiam w słoneczne warszawskie przedpołudnie.

  440. Polaków bez zaświadczenia nie wpuszczą nawet do polskiego czyśćca 😉
    Musi być papier, podkładka, pieczątka, kartka od spowiedzi…

    @anumlik
    proponuję malutki eksperyment.
    Połóż się płasko na podłodze i spróbuj swobodnie przykryć dłońmi genitalia mając ramiona ugięte w łokciach, łokcie odstawione od ciała. Udało ci się ładnie zakryć klejnoty?
    To teraz porównaj z tym obrazkiem:
    http://i.telegraph.co.uk/multimedia/archive/02521/turin-shroud_2521848b.jpg
    I powiedz, dlaczego „negatyw” frontu postaci jest o 5 cm krótszy od tyłu, w „obrazie 3D” nie ma uszu ani projekcji boków postaci?

    Ewangelia Jana:
    „39 Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy19, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. 40 Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania”.

    Na całunie nie ma śladów po tych wonnościach, są ślady „krwi” bez śladów sodu, potasu, chlorków.
    Są jakoby pyłki roślin kwitnących w Palestynie w marcu i kwietniu, ale są to w większości pyłki roślin owadopylnych (pszczółka siadła na całunie?) nie ma za to najważniejszego pyłku z tamtych okolic – pyłku kwitnących drzew oliwnych 🙄

    W XIV wieku, kiedy pojawiły się pierwsze wzmianki o całunie, pojawiła się też w Europie czarna śmierć.
    Kościoły i katedry gromadziły na potęgę relikwie, aby przyciągnąć pielgrzymów i finanse, tak jak to do dziś robią Lourdes, Fatima, Medjugorje itp.
    Średniowieczne fabryki relikwi pracowały pełną parą, Stambuł uchodził za znakomite źródło zaopatrzenia. Po klasztorach pokazywano 26-40 podobnych całunów, roiło się też od fiolek ze łzami Chrystusa, kawałków gąbki z octem, włóczni, którą przebito bok (który?), ba, nawet napletków Jezusa było kilka, a ostatni zaginął nie tak dawno…

  441. PS
    Bardziej niż tajemnice interesują mnie takie doniesienia:
    http://news.yahoo.com/obama-calls-end-conversion-therapies-lgbt-youth-002124903.html
    Ciekaw jestem reakcji naszych wesołych religiantów z „Frondy”.

  442. Hmmm… the page you’re looking for isn’t here.

  443. Heh… czy te słowa trafiają do twego serca.
    http://www.fronda.pl/a/zyjesz-tym-swiatem-to-zle-jestes-blisko-zaglady-posluchaj-kazania-o-daniela,49716.html
    Słuchajcie nawiedzonego. Jeśli jego słowa do kogoś trafiły, proponuje mu wizytę u dobrego psychoterapeuty.

  444. Tobermory (11:08)

    „napletków Jezusa było kilka”

    Bylo ich wiecej niz kilka

    „Kościół katolicki w różnych okresach eksponował w świątyniach całego świata 18 różnych Jezusowych napletków. Zagadnienie cudownego rozmnożenia napletka stało się palące do tego stopnia, iż w XVII wieku teolog Leo Allatius, grekokatolik na żołdzie watykańskim, wypracował teorię głoszącą, iż święty napletek wraz ze swym prawowitym właścicielem wstąpił na niebiosa, gdzie stworzył pierścień Saturna.”

    http://wolnemedia.net/wierzenia/wszystkie-napletki-pana-jezusa/

  445. „Do napletka Jezusa pielgrzymował nawet papież. Żyjąca na przełomie XVII i XVIII wieku pewna zakonnica z Wiednia Agnes Blannbekin miała objawienie. Ojciec Pez, benedyktyn tak opisuje jej przeżycia: ,,Zawsze na święto obrzezania serdecznie i z głębi serca opłakiwała utratę krwi, na która zgodził się Chrystus już tak wcześnie i u progu dzieciństwa” i zgubiona skórkę z penisa Pana. I pewnego razu podczas takiego święta tuż przed komunią, gdy zastanawiała się gdzie się ów napletek podział, poczuła na języku kawałek skórki, pełen ogromnej słodyczy. Połknęła go. Napletek jednak pojawił się znowu. Jeszcze raz go połknęła. I tak ‘zabawa’ trwała podobno ze 100 razy. (Seksualizm w życiu Kościoła, K. Deschner)”

  446. anumlik
    9 kwietnia o godz. 11:02

    Nie korygowałem w p. 2 lonefatherka, by się nie rozpisywać, ale jak widzę, powinienem dodać zastrzeżenie, skoro to podnosisz: niemożność (obecną, na podstawie dotąd zrobionych ustaleń) wyjaśnienia (rozwiązania) naukowego.
    Zastrzeżenie wcześniej wydało mi się nieobowiązkowe, bo w nauce, z mocy samej zasady naukowej, to co „nierozwiązywalne” znaczy: dziś nierozwiązywalne. A nie: nigdy nierozwiązywalne.
    Naukowiec, który twierdzi, że „nigdy” jest ideologiem. Nie zna też, lub lekceważy, historię nauki, która mówi jasno: to co było kiedyś nierozwiązywalne, zostało rozwiązane. Z pewnymi wyjątkami i zgodnie z zasadą, że codziennie pojawiają się nowe kwestie do rozwiązania, więc w momencie pojawienia się, są nierozwiązane.

  447. @Tobermory
    Męczący (dobrze wychowany @anumlik nie powie „upierdliwy”) jesteś. Ale odpowiadam po kolei. „Klejnotów” nie udało mi się zakryć. Trudno ten typ tak ma. A dlaczego negatyw postaci z całunu jest z przodu krótszy niż z tyłu? Bih me, nie wiem. Zapytaj fotografa. Uszy postaci musi co wystawały poza płótna. Boki też. Może postać była uszata, jak nie przymierzając Urban. Też się zastanawiałem (nie raz) po co Nazarejczykowi takie ilości myrry i aloesu (nie pierwszy raz wonności się w ewangeliach pojawiają – sam se znajdź gdzie jeszcze). Jeśli przyjąć, że mógł to być Nibirak, a nie Terranin, to może ten aloes i myrrę – przed wyparowaniem neutrin – zeżarł. W końcu sporo kalorii stracił przez kilka dni – od pojmania do śmierci na krzyżu.
    Aha. Link przez Ciebie zapodany otworzył mi się na artykule Turin Shroud may have been created by earthquake from time of Jesus, a tam wyczytałem – oprócz innych znanych mi argumentów – że włoski zespół badający całun mógł uwierzyć, że potężne trzęsienie ziemi, wielkości 8,2 w skali Richtera, byłby na tyle silny, aby zwolnić cząstki neutronowe z kruszonej skały, a te spowodowałyby utrwalenie obrazu na płótnie całunu. W końcu – jak pisze Mateusz – Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha. A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Mogła to być pierwsza fala trzęsienia ziemi, po niej mogły przyjść kolejne wstrząsy, już po złożeniu do grobu, a te spowodować „fotograficzny obraz” na płótnie. Po czym – jak przyjmują ortodoksyjni Żydzi po dziś dzień – uczniowie mogli ciało wykraść, a płótna zostawić. Wszystko, łącznie z pozaziemskim (czytaj – kosmicznym) pochodzeniem Jezusa, jest możliwe. Uff. Wystarczy. Nie męcz mnie więcej niefalsyfikowanymi rewelacjami. Zacząłeś dowcipnie – książką kucharską Marii Magdaleny oraz brakiem zdjęć – a ja, durak, pociągnąłem „dowcipny” wątek. I rozpętalim naukowy panel. Chwatit!

  448. @Orteq, 😆
    „jeden z krakersów miał na sobie wizerunek Jego Świątobliwości Ojca Świętego, wyglądającego młodziej i radośniej niż ten, jakiego widzieliśmy w ostatnich dniach. Drugi krakers był laicki. Poranne słońce świeciło przez moje kuchenne okno, oświetlając ten święty wizerunek. Zaszlochałam”

    A Panic się dziwuje, że Jezus na całunie spokojny czegóś 🙄

  449. @anumlik
    komu chwatit, temu chwatit 🙄
    Nie trza było zaczynać o tajemnicach 😆

  450. …a uszy miał ogromne, muskularne…
    Całun ma ponad metr szerokości.

  451. Tobermory
    9 kwietnia o godz. 11:08

    Interesujące: czy żydowskim sposobem grzebania” było złożenie rąk na genitaliach? Rzecz ciekawa.
    Roboczo, postawiłbym na to, że ręce na genitaliach kładą sobie żywi. Dla ochrony, lub z lęku. Takie obrazki widzimy na każdym meczu piłkarskim i w naturalnych, nieświadomych odruchach.
    Postać martwa, ma ręce złożone na genitaliach. Bardzo ciekawe.
    Obwiązanie Jezusa, razem ze stoma funtami mirry i aloesu, musiało także zostać wyświetlone w negatywie-pozytywie. A jest, skoro nie ma?
    Sto funtów tych kosztowych wonności, to więcej niż mógłby sobie pozwolić faraon egipski. Skąd się tyle tego wzięło w grobie Jezusa? Jacyś bogatsi od faraona wyznawcy dostarczyli? Kto, jak – to musiała być sensacja na ówczesną skalę światową. Są jakieś zapisy historyczne, dowody, że tak wybitna rzecz się stała?

    Co do innych „relikwii”, to ktoś obliczył, że „relikwii krzyża” było tyle, że udałoby się zapełnić 3 wagony kolejowe, 4-ro osiowe. Każdy o ładowności kilkudziesięciu ton.
    Krótko mówiąc – las krzyży.

  452. @Tanaka, z godz. 12:05
    Przeca nie wiesz co jedzą Nibiraki 😆

  453. Tanaka
    9 kwietnia o godz. 8:40

    Prosze, oto definicje 3 znaczen jakie mialo, lub nadal ma „Lucyfer”:

    Lucifer (ˈluːsɪfə)
    1. (Theology) the leader of the rebellion of the angels: usually identified with Satan

    2. (Celestial Objects) the planet Venus when it rises as the morning star
    [Old English, from Latin Lūcifer, light-bearer, from lūx light + ferre to bear]

    3. a friction match: originally a trade name for a match manufactured in England in the 19th century
    Collins English Dictionary – Complete and Unabridged © HarperCollins Publishers 1991, 1994, 1998, 2000, 2003

    A teraz dokladne wyjasnienie dlaczego zapalki fosforowe mialy nazwe „lucifer”. Przy okazji, to ja z dziecinstwa pamietam, ze i w Polsce takie tez robiono pod nazwa „sztormowe”…

    Generalnie zarowno nasze sztormowe, jak i „lucifery”, byly zapalkami z „glowka” ze zwiazkow fosforu i mozna je bylo zapalic pocierajac o dowolna powierzchnie, w odroznieniu od „safety matches”, ktore sa na bazie siarki zrobione i zapalaja sie wylacznie potarte o specjalna powierzchnie z boku pudelka.

    Originally a brand name for matches made by Samuel Jones from 1830, soon used generically for self-igniting matches of any brand. From lucifer (“bringer of light”)

    lucifer (plural lucifers)

    (UK, archaic) A self-igniting match, ie. one which could be lit by striking on any surface (as opposed to safety matches which only light against the material on the side of the box).

    Poniewaz na blogu kwitnie poezja, to i wierszyk o „luciferach” dolacze.

    1915, George Asaf, song Pack up your Troubles

    While you’ve a lucifer to light your fag,
    Smile, boys, that’s the style.

    Co do funkcjonowania opcji „zapalczanej” we wspolczesnym jezyku, to ja sie osobiscie nie spotkalem, ale zapuscilem wici i moze odezwie sie ktos z moch znajomych anglikow i cos mi podpowie. Jesli bedzie ciekawe i warte powtorzenia, to sie podziele.

    Ponadtto poszukalem i znalazlem kilka innych, z ktorych najbardziej mi sie podoba to:

    „243 Reviews of Lucifers Pizza „Sometimes when you have a shitty day, for instance, when you find out that someone poured motor oil in your car’s hideaway …”

    Po zapoznaniu sie z tematem, doszedlem do wniosku, ze nazwa „lucifer” znikla z codziennego jezyka, jako synonim zapalek, wraz z wycofaniem z produkcji i z handlu fosforowych zapalek samozapalajacych sie. Jesli moi przyjaciele potwierdza, to nie bede juz glowy zawracal. Zrobie to tylko jesli dowiem sie czegos zaprzeczajacego w/w domyslowi.

  454. anumlik
    Dlaczego uważasz, że opinia prof. Fabbiani, ucznia laureata Nobla w dziedzinie fizyki (optyki) ma być wiążąca, gdy chodzi o „pozaziemskie” pochodzenie Całunu Turyńskiego, nie ręką człowieka „utkanego”?
    Pojawi się zapewne inny badacz noblista i odkryje, dzięki nowym narzędziom/technikom poznawczym, że pozorna „tajemnica” ma jak najbardziej naukowe czyli racjonalne wytłumaczenie.
    Cuda, panie dzieju, dzieją się i mnożą się od zarania ludzkości, a od pewnego momentu ewolucji, już homo sapiens stopniowo je wyjaśnia, obłaskawia, czyli – krótko mówiąc – dementuje.
    Ot, co!
    „Załkało mi w kominie”, zafurczało, nastraszyło onegdaj na działce, a raczej w kominku. Ki diabeł? – pomyślałam, a to ptak był.

  455. @Tanaka
    no, przecież mówiłem, że zagajnik 😉
    Ręce na genitaliach Jezusa umieścił artysta malujący całun, bo był świadomy, że wzrok oglądających relikwię ciekawskich, choćby najbardziej pobożnych pątników będzie się skupiał na tym wstydliwym miejscu i zapewne nieswojo mu było malować takie porno.
    Metoda pocierania płótna farbą nie pozostawia śladów pędzla, których brak uznają niektórzy „uczeni” za dowód na prawdziwość całunu.
    Technika nanoszenia farby przez pocieranie tkaniny napiętej na przykład na płaskorzeźbie pozwala na bardzo cieniutkie barwienie powierzchni włókien.
    W przeciwieństwie do nasączania jej wyciekami z martwego ciała…

    Najsilniejsze trzęsienie ziemi w Palestynie miało miejsce w 363 roku w Galilei. Jego siłę ocenia się na 7 w 12-stopniowej skali MSK.
    Epicentrum w okolicy ryftu między Morzem Martwym a zatoką Akaba.

    Włosi zawsze mieli bogatą fantazję, a swoich sejsmologów chcieliby wsadzać do więzienia za mało dokładne przepowiednie trzęsień ziemi 😉

  456. @mag
    Dlaczego uważasz, że opinia prof. Fabbiani, ucznia laureata Nobla w dziedzinie fizyki (optyki) ma być wiążąca, gdy chodzi o „pozaziemskie” pochodzenie Całunu Turyńskiego, nie ręką człowieka „utkanego”?
    A gdzie ja napisałem, że uważam, że opinia prof. Fabbiani jest (czy ma być) wiążąca. Przytoczyłem tę opinię, aby zaprzeczyć sugestii zapodanego przez @Tobermory, z wczoraj, z godz. 23:04, Joe Nickella, że całun badali domorośli naukowcy, religijni partyzanci, a nie specjaliści w danych dziedzinach. Opinia prof. Fabbiani przeczy tej sugestii. A sama opinia też niczego nie przesądza. Powiedział To dwa wizerunki, o których po dokonaniu serii badań można z całą pewnością powiedzieć, że nie zostały uczynione ludzką ręką. Nie ma tam słowa o „pozaziemskim” pochodzeniu obrazu. Być może te neutrina z trzęsienia ziemi pochodzące, są wyjaśnieniem. Choć @Tobermory też to kwestionuje twierdząc, że tak silne trzęsienie ziemi wyimaginowali Włosi, co to swoich sejsmologów chcieliby wsadzać do więzienia za mało dokładne przepowiednie trzęsień ziemi – jak napisał dopiero co.

    Też czekam na badacza, który bezdyskusyjnie objaśni powstanie obrazu 3D na całunie. Podobnie jak czekam na innego, który połączy mechanikę kwantową z ogólną teorią względności w jedną teorię wszystkiego.

  457. Tobermory
    9 kwietnia o godz. 12:36

    A nawet Puszcza Białowieszczańska !
    Wycieki z ciała, jako niespec, ale głową pracujący, oceniłbym na grubsze niż te podane nanokomórkowej grubości. Tkanina się nasącza krwią, osoczem i wydzielinami, zwykle tak, że odłączyć od ciała trudno.
    A propos – jak Jezusa oddzielono od całunu, jeśli jego cielesne płyny do niego przeniknęły? albo – dlaczego nie przeniknęły głębiej niż na te komórkowe głębokości? Czy po równo, jedna strona ciała musiała dociskać tkaninę, druga odwrotnie, działała siła grawitacji, krew i osocze musiały spływać w dół, nie pod górę, co z kolei musiało dać widoczne różnice w obrazie, tymczasem wygląda on bardzo symetrycznie.
    Natomiast pocieranie o pigment, lub kontakt z aerozolem farby, mógłby pewnie dać tak cienką warstwę.

    „Naukowców całuńskich” i ich publicystów zawsze należy sprawdzać.

  458. Mag(us) (12:25)

    Wrocielas? Stensknionym ja za tobom byl.

    Sztokholm, rozumiem, wciaz tam jest gdzie powinien byc. A co z tym drugim miastem? Tez uniwersyteckim? O Uppsali godom.

    Chodzilo o przeslanie pozdrowien dla Uppsali. W rewanzu, ja ciebie pozdrawiam

  459. Lucyfery
    http://gnosticwarrior.com/wp-content/uploads/2014/09/Lucifers-Matches.jpg
    można zobaczyć w westernach. Kowboje zapalają je pocierając o podeszwę 😉
    Pierwsze zapałki nosiły nazwę „Congreves” na cześć brytyjskiego wynalazcy rakiet latających na odległość 9 000 stóp.
    Twórca (John Walker, 1827) pierwszych zapałek nie opatentował wynalazku, który słynął głównie z nieprzyjemnego zapachu po zapaleniu. Jeden z handlarzy nazwał je „Lucifers”, być może także ze względu na piekielny odór 😉
    Walker zanurzył końcówki drewienek w mieszaninie siarczanu antymonu, chlorku potasu, gumy i skrobi.
    Kolejny wynalazca użył białego fosforu, który był trujący i powodował tzw. phossy jaw – nekrozę szczęki, głównie u robotników w fabrykach tych zapałek (do początku XX w.)
    Dopiero jeden Szwed wynalazł bezpieczne zapałki umieszczając czerwony fosfor na pudełeczku z szorstką powierzchnią, a resztę składników na główce zapałki.

  460. @Tanaka

    „lucifer” jako synonim zapalek, czy ogolnie zapalania zniknal z codziennego jezyka angielskiego w latach ’50, wraz z zniknieciem z rynku zapalek fosforowych.

    Obecnie choc coraz rzadziej wystepuje juz tylko w cockney.

  461. @anumlik
    Joe Nickell miał na myśli sposób dobierania naukowców do tych słynnych zespołów badaczy. Na 40 uczestników TURP – 39 było głęboko wierzących i jeden agnostyk.

  462. @Tanaka

    Wyzej napisalem konkluzje i z pospiechu zaniedbalem powtorzyc cos ladnego co uslyszalem. Bob, z ktorym jestem zaprzyjazniony, pan w wieku 85 lat odpowiedzial mi tak: „Moj ojciec nigdy nie powiedzial matches, tylko lucifers, ale on byl „cockney””. Jego znajomi poslugujacy sie wciaz cockney w zyciu codziennym, nadal uzywaja slowa lucifer na okreslenie zapalek, lub zapalania, czasem nawet swiatla elektrycznego. Stad informacja, ze w cockney nadal lucifer jest w uzyciu, nie tylko jako imie szatanskie. Wspolnie z zona nie mieli watpliwosci, ze lucifer, jako synonim zapalek, zniknal z angielskiego jezyka codziennego w latach piecdziesiatych. Co mam nadzieje w sposob kompletny odpowiada na Twoje zapytanie.

  463. Orteq(usiu)
    W Uppsali tym razem nie byłam, bo raptem kilka dni, ze świętami włącznie, wyłącznie w Sztokholmie.
    Ale pokłoniłam się (zwrócona twarzą ku południu) uniwerystetu i miastu, w którym byłam 2 lata temu, dokładnie je zwiedzając i chłonąc atmosferę starego kampusu.
    Dyć pisałam o tym, do ciebie zresztą.
    Tak czy owak cieszę się, że żyję w Polsce, a nie uległam niegdyś namowom siostry, by zostać w Szwecji ( choćby w stanie wojennym, gdy się tam po raz kolejny znalazłam).
    Swoje przeszłam, jak to w peerelu, zwłaszcza tym późnym, który się ostro sypał, ale dziś żyje mi się nie gorzej niż jej, a jestem u siebie i nie mam za czym/kim tęsknić.

  464. Senores dyskutanci,

    Opcja 2).
    Mialem na mysli wszelkie ograniczenia jakie na dotychczasowe badania Calunu Turynskiego. Zarowno ograniczenia jakie tkwia w glowach badajacych, ograniczenia jakie naklada to, ze sa wierzacymi. Oraz ograniczenia czysto fizyczne, jakie na badania naklada kosciol katolicki.

    Zarowno pierwsze jak i drugie powoduja, ze nie mam najmniejszego zaufania do opublikowanych dotychczas wynikow badan.

    Dlatego „obstawiam” opcje 3), nie wykluczajac 2).

  465. Pani Marenin, zgodnie z tytulem w Gazeta.pl „przegrala” proces, gdy otworzymy i poczytamy, to dowiemy sie, ze nie „prezegrala”, bo jej pozew zostal oddalony.

    Oddalenie przewidywalismy, wiec nie ma zaskoczenia. Zdziwienie tylko budzi niefrasobliwosc redoktorow Gazety w nadawaniu tytulow.

    Jest oczywiscie rowniez przegrany. To my narod, polskie spoleczenstwo, jestesmy przegranymi. Jak widac sa „rowniejsi” wobec prawa, co nie jest zdrowe zarowno dla prawa, jak i dla nas, spoleczenstwa.

  466. lonefather
    9 kwietnia o godz. 13:27

    Jestem po kilkakroć rad z odpowiedzi. Dzięki !

    Do lucyferków mam stosunek szczególnie sentymentalny i gorący. Choć może nie aż tak gorący, jak temperatura palącego się fosforu.
    Kiedy się zaczynałem uczyć angielskiego, jako brzdąc, trafiłem na wierszyk w którym występowały te znakomite lucifers. Był w dodatku rysunek przedstawiający całe pudełko, z fachową naklejką filumenistyczną.
    Nie pamiętam grafiki, ale było tak albo coś z morzem (lucifers for mariners?) albo z kopalnią (lucifers for miners?).
    Wierszyk znalazłem w „Mozaice angielskiej” Było coś takiego, z wydaniem dla dzieci i dla dorosłych. Może pamiętasz?

    Lubię używać w obcych językach słów rzadko stosowanych, barwnych, dobrze rysujących myśl i nadających im nutę humoru, stąd też moje ciepłe uczucia dla lucifers.

    A poza tym, interesujące jest to, jak się sprawy religijne, infernalne (sic!) odbijają w kulturze i mowie.

  467. Uwazaj @mag, zaraz sie nastrosza. Napisalam wczoraj krytycznie o wartosci przedmiotu tej akademickiej dyskusji na blogu, podsunelam nawet nowy, rownowazny temat. I nic, teraz z kolei czytam o boskich rekach na boskich genitaliach. Panowie!, moze tym razem pojsc innym tropem zaproponowanym przez @anumlika 9 kwietnia o godz. 11:14, to blizsze zycia i ludzkich problemow.

  468. Tanaka,

    Old Scratch coś Ci mówi? Są jeszcze: Old Gooseberry i Old Nick do kompletu.
    (to uzupełnienie do Lucyferka.)

  469. żabka konająca
    Żabencjo, oczywiście, że akademicka dyskusja na temat Całunu i innych cudów mniemanych jest wyłącznie akademicka, ale panowie to wprost pasjami uwielbiają. To z nich przecież wywodzą się wszelkiej maści kapłani i teologowie.
    Kobiety, nawet te bardzo „metafizyczne” – uduchowione i zarazem uczone, nigdy nie odrywają się zanadto od ziemi. Zresztą nie bardzo by mogły, bo są do posług fizycznych stworzone (sprzątanie, gotowanie, pranie itp. nie mówiąc o rodzeniu) i tak przez kościół traktowane. jeśli „fikają”, to wiadomo – zatrute dżenderem.
    Chyba że weźmiemy pod uwagę jaki nawiedzone święte Tereski, co to mają wizje i omamy i bywają „wynoszone na ołtarze”, ale już, oczywiście, po śmierci.

  470. Panie się domagają, to ja podrzucę następny temat: ile diabłów mieści się na łebku szpilki?

  471. mag
    9 kwietnia o godz. 13:48

    Mag, jak Ty nie masz za czym/kim tęsknić, to ja Ciebie też tego. I przesyłam Całusa Turyńskiego. A to dlatego, że wiosna, cudna pogoda i widziałem dwie ropuszki jedną na drugiej. Okropnie to głupio wygląda, żeby kogoś całymi dniami i nocami tak na grzbiecie targać. A szykowanie obmieszkałej chałupy do opuszczenia na zawsze to niech to cholera.

  472. żabka konająca
    9 kwietnia o godz. 15:43

    Matkomojamiła-cóżemcizrobiła !

    Żabko, do czego namawiasz osobników pci męskiej niedżenderowej?
    Anumlik się wziął i spytał pod zadanym linkiem, co o tym myślą religianci z Frondy.
    Religianci wspomniani chwilowo wybyli.

    Jako menczyzna światowy i elegancki, wstrzymując odruch obrzydzenia frondową cynaderką, wzięłem i wszedłem we Frondę, by pod nieobecność rzeczonych jakieś sprawozdanie dla pań naszych miłych – było.
    Co jest czynnością poświęcającą i uświęcającą.

    Co ja tam widzę?

    Terlikowa: Ksiądz Kieniewicz i ignorancja feministek
    [znowu] Terlikowa: Nie ma zgody na żarty z sumienia
    Beata Gosiewska: Propaganda w radzieckim stylu
    Matka kpt Protasiuka: winien jest gen. Błasik
    Żona Błasika: Błasik jest niewinien.
    Żyjesz tym światem?To źle. Posłuchaj kazania o. Daniela
    Czy ja też zostanę stygmatykiem?
    Ks. Oko: Rodzina na celowniku ideologii gender
    Dwupłciowy szatan kusił Jezusa, tak i z nami!
    Zobacz co demon zrobił tej pięknej dziewczynie
    Nowenna do Miłosierdzia Bożego. Odmów ją a zobaczysz zwycięstwo Dobra nad Złem!
    (Na co jest natychmiastowy dowód): Modlitwa pomogła -Smoleń wraca do zdrowia.
    (Dlaczego nie pomogła w Smoleńsku – tam leciało takie duże grono świętych mężów i niewiast, pod kierownictwem duchowym ze trzech biskupów? )
    Na co jest wyjaśnienie jak się patrzy:
    Hoser Henryk: Tylko Chrystus może nam ukazać głęboki sens katastrofy smoleńskiej.

    Jak wlazłem, tak i wyszedłem. Potrzebuję kwarantanny, odnowy biologicznej i moralnej.
    Inaczej mogą osłabnąć moje kwalifikacje uwielbianego. 🙂

  473. @Tobermory, z godz. 13:25
    Joe Nickell miał na myśli sposób dobierania naukowców do tych słynnych zespołów badaczy. Na 40 uczestników TURP – 39 było głęboko wierzących i jeden agnostyk.
    Dla mnie Joe Nickell może sobie pisać co chce, byleby prawdę. W pracach Shroud of Turin Research Project, (czyli STURP, a nie TURP), brały udział 32 osoby, nie 40. Niektóre były „głęboko wierzące” przed rozpoczęciem badań, niektóre stały się wierzące po zakończeniu badań będąc przedtem ateistami, jak Barrie Schwarz , fotograf żydowskiego pochodzenia, który przystąpił w 1978 roku jako sceptyk do projektu STURP, a w wyniku własnych badań uwierzył i się nawrócił, a jeszcze inne swój stosunek do chrześcijaństwa określały i określają jako ambiwalentny. Pewnie i agnostycy by się wśród nich trafili. Oto pełna lista uczestników badań:

    Joseph S. Accetta , Lockheed Corporation (Turin researcher in 1978).
    Allan Adler , Western Connecticut State University .
    Steven Baumgart , U.S. Air Force Weapons Laboratories (Turin researcher in 1978).
    Ernest H. Brooks II , Brooks Institute of Photography (Turin researcher in 1978).
    Robert Bucklin , Harris County,Texas, Medical Examiner’s Office (Turin researcher in 1978).
    Donald Devan , Oceanographic Services Inc. (à Turin en 1978).
    Robert Dinegar , Los Alamos National Scientific Laboratories (Turin researcher in 1978).
    Rudolph J. Dichtl , University of Colorado (Turin researcher in 1978).
    Thomas F. D’Muhala , Nuclear Technology Corporation (Turin researcher in 1978).
    Jim Drusik , Los Angeles County Museum .
    Mark Evans , Brooks Institute of Photography (Turin researcher in 1978).
    Joseph Gambescia , St. Agnes Medical Center .
    John D. German , U.S. Air Force Weapons Laboratories (Turin researcher in 1978).
    Roger & Marty Gilbert , Oriel Corporation (Turin researcher in 1978).
    Thomas Haverty , Rocky Mountain Thermograph (Turin researcher in 1978).
    John Heller , New England Institute .
    John P. Jackson , U.S. Air Force Academy (Turin researcher in 1978).
    Donald & Joan Janney , Los Alamos National Scientific Laboratories (Turin researcher in 1978).
    Eric J. Jumper , U.S. Air Force Academy (Turin researcher in 1978).
    J. Ronald London , Los Alamos National Scientific Laboratories (Turin researcher in 1978).
    Jean Lorre , Jet Propulsion Laboratory (Turin researcher in 1978).
    Donald J. Lynn , Jet Propulsion Laboratory (Turin researcher in 1978).
    Vernon D. Miller , Brooks Institute of Photography (Turin researcher in 1978).
    Roger A. Morris , Los Alamos National Scientific Laboratories (Turin researcher in 1978).
    Robert W. Mottern , Sandia Laboratories (Turin researcher in 1978).
    Samuel Pellicori , Santa Barbara Research Center (Turin researcher in 1978).
    Ray Rogers , Los Alamos National Scientific Laboratories (Turin researcher in 1978).
    Larry Schwalbe , Los Alamos National Scientific Laboratories .
    Barrie M. Schwortz , Barrie Schwortz Studios (Turin researcher in 1978).
    Diane Soran , Los Alamos National Scientific Laboratories .
    Kenneth E. Stevenson , IBM (Turin researcher in 1978).

    I to już koniec mojego „wymądrzania się” na temat całunu, projektu STURP oraz wyników badań z 2011 roku włoskich naukowców z ENEA, Ente per le Nuove Tecnologie, l’Energia e l’Ambiente. Jak się coś nowego ukaże, chętnie skomentuję.

    Pozdrówka

  474. mag
    9 kwietnia o godz. 16:09

    Jako ślicznie na łono powróconej,
    mam tu dla Cię paczkę powitalną
    tematycznie aktualną:

    Parafianka jedna
    Miała –tego z drewna
    Na kościelnej podłodze
    Myślała: se dogodzę

    Nici z planu były
    Proboszcz nie był miły
    Podłogę kazał szorować
    Wniosek:
    Lepiej się z tym schować

  475. @żabka konająca
    dalipan, nie zauważyłem, zwłaszcza że nie wczoraj to było, a dziś o 6 rano 🙄
    W sprawie oczyszczania jajkiem proponuję poważnie potraktować jedynie komentarz:
    „najlepiej oczyszcza jajecznica z sześciu jaj” 😎

    Wszystkie ptasie jaja mają „wijące się girlandy” – skrętki (chalazy) z zagęszczonego białka utrzymujące żółtko w centrum jaja.

  476. @anumlik
    sorry za zgubienie S w STURP. Sądzisz, że nie wiem, co ten skrót oznacza?
    Po latach wyczerpujących badań (1978-1981) zespół ten wydał następujące podsumowanie:
    https://www.shroud.com/78conclu.htm

    Mistery i juszszsz 😎

    Było to oczywiście przed badaniem radiokarbonem, genetycznym ustalaniem wieku oraz grupy krwi (AB) i innymi rewelacjami profesora Panica oraz włoskich fantazmatów (ENEA)

  477. Tanaka
    Też dziś weszłam na Frondę i doznałam wyjątkowego zawrotu głowy. Całkiem jak u Hiczkoka (nie jestem w stanie napisać poprawnie nazwiska miszcza, więc spolszczyłam na maxa). Może dlatego, że będąc wyjechaną, nie zaglądałam przez tydzień i zapomniałam, ileż to bredni można wyprodukować w ciągu doby, nie mówiąc o dłuższym czasokresie.
    Skąd biorą się TACY ludzie porąbani, poczynając od klechów dyżurnych a na publicystkach świeckich kończąc, w stylu matki Polki i zarazem sztandarowej intelektualistki frondowej, Terlikowskiej?
    Jakim szalejem się karmią, w jakich akwenach obmywają swoje niepokalane dusze i poglądy zgodne z prawem bożym.
    Nie ma we mnie dla nich tolerancji i wcale się tego nie wstydzę, bo oni we mnie bezlitośnie widzą człeka upadłego, a na pewno nie bliźniego swego, którego miłować winni. Mało, że nie miłują, ale nawet wprost przeciwnie.

  478. @@mag, Tanaka

    Parafianka jedna
    Śniła o „tym” z drewna
    Lecz „tę” miała z ciała
    I się nie rypała

  479. Tanaka z g.17:25
    W podzięce za paczkę powitalną odpowiadam:
    Parafianką to ja byłam
    ale się, kurde, zmyłam
    i nie wezmą mnie
    katabasy pod obcasy.
    Już nigdy mój boże
    do posługi się nie wdrożę
    kiedy ranne wstają zorze
    albo spływa na ziem zmrok itd.
    Ale mi się nie chce (c.d.)
    Już widzę, jak anumlik zgrzyta zębami na na widok tak kretyńskiego wierszyka, ale ja nie artist, ja wolny człowiek. Wolny od przesądów, jak należy trzymać rym, rytm itd.

  480. Jak, @magusiu, anumlik może zgrzytać zębami, skoro te go rozbolały po przeczytaniu Twojej wiosennej dytyramby. Jak se zażyję szałwii, to se zazgrzytam.

  481. @ mag

    I ja tamci byłem
    Zanim się nie zmyłem
    Biskupem OMC zostałem
    Ale rączo zwiałem

    Miałem być papieżem
    W co nie bardzo wierzę

    Ale wiara nie od tego
    Byś myślał kolego
    Że ma z prawdą
    Coś wspólnego

    „Katabasy pod obcasy” przypomniały mi Tomka Sawyera: karaluchy pod poduchy.
    Jest tu ścisła wspólnota: katabasa z karaluchem

  482. anumlik
    9 kwietnia o godz. 17:44

    Że drzazgi ???

    Jest to cześć polskiej tragedii narodowej.
    Która musi, dla zdrowia, być poddana sublimacji w postać terapeutyczną.
    Ułani wojują, radź tu sobie sama.
    A jak wojowali, Przybora z Zosieńką opisał. Ale bardziej prywatnie.
    W wersji terapeutyczno-bojowo-narodowej, idzie to tak:

    1.
    Krakowiaczek jeden
    miał koników siedem,
    pojechał na wojnę,
    został mu się jeden.

    2.
    Siedem lat wojował,
    szabli nie wyjmował,
    szabla zardzewiała,
    wojny nie widziała.

    3.
    Krakowianka jedna
    miała chłopca z drewna,
    a buciki z wosku,
    wszystko po krakowsku.

    4.
    Krakowiaczek ci ja,
    krakowskiej natury,
    kto mi wejdzie w drogę,
    ja na niego z góry.

    5.
    Krakowiaczek ci ja,
    któż nie przyzna tego,
    siedemdziesiąt kółek,
    u pasika mego.

    6.
    Krakowiaczek ci ja,
    z czerwona czapeczką,
    szyta kierezyja,
    bucik z podkóweczką.

    7.
    Gra mi wciąż muzyka,
    a kółka trzepocą,
    jak małe księżyce
    w blasku się migocą.

  483. mag
    9 kwietnia o godz. 17:42

    Skąd się biorą?

    Z miłości Bożej !
    Co Fronda – to zaraz człowieka miłuje.
    Nie czujesz?
    Co biskup to Wątroba pełna miłości.
    Nie widzisz?
    Co Oko to miłością gorejące
    jak oko Saurona
    Nie widzisz?
    Co Głódź
    to miłości stos
    Nie pali?
    I ten nos
    fioletu miłości Bożej
    Pełen
    Hosera
    Buchający miłością
    jak Deca
    Dydyczem podpalająca
    Cholera
    Jak to przeżyjesz, to się pozbieraj
    i w nogi !

  484. Dwaj znakomici uczeni,
    w Gizeh czy też w Chartumie,
    nałogowo spod ziemi
    wydobywali mumie.
    Jeden mumię wykopał
    i krzyknął: – Cha, cha, cha!
    Oto jest mumia chłopa,
    czyli mumia fellacha!
    Drugi mumię otrzepał,
    spojrzał przez okulary:
    – To mumia Amenhotepa,
    pomyliłeś się, stary!
    I rzucili robotę,
    i zaczęli się kopsać
    krzycząc: – To Amenhotep!
    – Nie, poznaję Cheopsa!
    Żarli się niesłychanie,
    już było z nimi krucho,
    a wtem mumia, jak wstanie,
    jak ci nie wyrżnie w ucho!
    I każdemu na głowie
    nabija dużą śliwkę…
    Spojrzeli staruszkowie:
    – Ona ma rogatywkę!
    To nie żadna pokraka
    w staroegipskim stylu,
    to mumia krakowiaka
    tu nad brzegami Nilu.
    Zaczęli ją odwijać,
    już widna głowa, szyja,
    o, już zaczyna cijać:
    – Hej krakowiaczek ci ja!
    – Leżymy tu i czekamy,
    bośmy dumni i szumni,
    co prawda serc już nie mamy,
    lecz na cóż serce mumii…?
    A jakżeż tam w ojczyźnie,
    czekają na nas do dzisiaj?
    Wtem, jak się nie obliźnie,
    o rany, ale cizia!
    Brzuch wciągnął, dopiął pasa,
    już znika za nią w bluszczach.
    Hej, starsza nasza rasa
    niż się przypuszcza!

  485. Tobermory
    9 kwietnia o godz. 19:33
    No masz, nie Amenhotep, ale mój ulubiony Tadeusz Chyła, przy pomocy Waligóry.
    Mam gdzieś jeszcze jego starą płytę.

    W Warszawie wiosennie?
    Nad Prosną też:

    W cieniu drzew – liściastych
    Ptasząt śpiew – pierzastych
    A dzisiaj jest trzynasty
    Czy to rdest, nie… narcyz
    A ten ptak, co leci?
    Chyba szpak, do dzieci
    No a rak, rak – skorupiak
    ta natura jest niegłupia

    Wiesz… miałem sen nad ranem
    Jaki? Ten z baranem? Tak
    No to znam, nie, nie znasz
    Patrz, no tam na pejzaż
    Rzeka, las, nad lasem chmura
    Oj, przemądra natura, natura jest

    Jak dobrze jest wiosną podumać nad Prosną
    Lub snuć myśli w kółko nad inną rzeczułką
    Nad jakąkolwiek rzeczułką

    Kocha chłop swe pole
    Będzie snop w stodole
    A i Piast był kmieciem
    Mniejszych miast dwie trzecie
    No to co?, co no to
    No po co to z tą kwotą?
    Że tych miast dwie trzecie? No
    Bardzo dobrze jest, gdy wie się

    Ach, piękny dzień, mój Boże
    A żeń-szeń? No to korzeń
    Tak jak chrzan? podobny
    Patrz ten pan zdjął spodnie… ha ha ha
    W strumień wlazł i brodzi po dnie
    Oj, swobodnie, swobodnie nasz żyje lud

    Jak dobrze jest wiosną podumać nad Prosną
    Lub snuć myśli w kółko nad inną rzeczułką
    Nad jakąkolwiek rzeczułką

    Wiesz… mam myśl, no to pysznie
    Chciałbyś dzis? nie, dziś nie
    Patrzę na gołębie, niebo ma tę głębię
    Zając – kic przez zboże
    Życia nic nie zmoże
    Wiosną z krajem więź rozczula
    Oj, matula, matula z ojczyzny jest

    Jak dobrze jest wiosną podumać nad Prosną
    Lub snuć myśli w kółko nad inną rzeczułką
    Nad jakąkolwiek rzeczułką

  486. @ anumlik

    Natomiast na całej połaci wiosna działa tak:

    Kto sprawił, że ptaszek zaśpiewał?
    To wiosna ,to wiosna
    Że krzewy zakwitły i drzewa?
    To wiosna to wiosna
    Kto tyle uczynił zieleni?
    To wiosna to wiosna.
    Po ławkach rozrzucił tych leni?
    To wiosna

    Kto smutki roztapia i śniegi?
    Kto sypie fiołki i piegi?
    Kto wiatrem tak psoci sukienkom
    I każe się wstydzić panienkom?

    Kto puścił gołąbka w zaloty?
    To wiosna , to wiosna
    Kto tyle uczucia wlał w koty?
    To wiosna to wiosna
    Kto pieśń dał słowikom miłosną?
    To wiosna to wiosna.
    I ludzkie westchnienia zaroślom?
    To wiosna
    Wiosna
    Wiosna
    Wiosna

  487. A propos Włochów, to bardzo lubię ich praktyczne podejście do wiary, którego sam byłem świadkiem w czasie trwającej 473 dni erupcji Etny na Sycylii. Lawa płynąca nieustannie od grudnia 1991 do marca 1993 zapełniła najpierw pustą dolinę Valle dei Bovi, ale kiedy zaczęła się zbliżać do zamieszkałych terenów, wzbudziła objawy paniki u mieszkańców miasta Zafferana Etnea. Wszelkie próby powstrzymania potoku lawy włącznie z betonową zaporą długości ponad 200 m i wysokości 21 m, zrzucaniem betonowych płyt z helikoptera itp. nie dawały rezultatów, a rozpalona masa zbliżała się nieuchronnie do stacji benzynowej… Mieszkańcy miasta udali się po pomoc do Madonny della Provvidenza, odbywali z nią procesje w pobliżu płynącej lawy, w końcu postawili obraz Madonny na przeciw czoła zbliżającej się magmy. Trwało rok, obraz odsuwano w miarę postępującego pochodu, aż w końcu… zadziałało! Lawa się zatrzymała, stacja paliw nie wybuchła, a wdzięczni mieszkańcy Zafferany ustawili piękny marmurowy posąg z tablicą: tu bozia zatrzymała grożące nam nieszczęście 😎
    „http://www.mrietze.com/images/etna11_1/Ae110105.jpg
    Najważniejsze to nie tracić ufności w moc bozi i wszystkich świętych 😉

  488. No to polecimy Boy’em:

    Litania ku czci P.T.Matrony Krakowskiej

    O ty, polskiej ziemi chwało,
    Ty, postaci wpółmonarsza,
    Ty, czcigodna, nazbyt mało
    Opiewana, „damo starsza”;

    Ty, co z głębin swej kanapy
    Wychylając kibić tłustą,
    Brzydkie swe nadstawiasz łapy
    Przerażonym naszym ustom;

    Ty, co z dostojeństwem w twarzy
    Dźwigasz swe potworne kłęby,
    O których lustmörder marzy,
    Szczerząc zakrwawione zęby;

    Ty, uroczysta klempo,
    W twojej wiecznej sukni bordo,
    Z twoją beznadziejnie tępą
    – Powiedzmy otwarcie – mordą;

    Ty, orędowniczko dzielna
    Uciśnionej polskiej nacji,
    Arcykapłanko naczelna
    Naszej starobabokracji;

    Ty, co w „Piątki” lub „Soboty”
    Polskich dusz sprawujesz rządy,
    Starodawne wskrzeszasz cnoty,
    A druzgocesz „nowe prądy”;

    Co na fiksach i na rautach,
    I na dobroczynnej sesji
    Pytlujesz o pruskich gwałtach,
    O „modernie” i „secesji”;

    Ty, co wszelkich zadań bytu
    W mig rozcinasz każdy problem,
    Gdy człek myśli, jakim by tu
    Zamknąć babie gębę skoblem;

    Ty strącona z Łysej Góry
    W salonu fałszywy „ampir”,
    Gdzie nas bierzesz na tortury
    I krew nudą ssiesz jak wampir;

    Ty, co głupoty powagą
    Najmądrzejszych wodzisz za łby;
    Ty! którą po śniegu nago
    Człowiek bez litości gnałby;

    Ty, elokwencji patoko,
    Coś jest wiecznych sporów źródłem,
    Czy cię nazwać starą kwoką,
    Czy też raczej starem pudłem;

    Ty, co gorzko winisz męża
    O prozaizm i codzienność,
    Gdy twa energia zwycięża
    Nazbyt rzadko jego senność;

    I ty, której czujność tępi
    Młodych wzruszeń powab czysty,
    A co w Tomaszu à Kempi
    Dawnych gachów chowasz listy;

    Ty, co zdarłszy z siebie płótna,
    Oglądasz się w lustrze całą
    I wzdychasz, ropucho smutna:
    „On tak lubił moje ciało…”

    Ty, obrazie wiedźmy starej,
    Wydarty ze sztychów Goyi –
    Powiedz mi: przez jakie czary
    Jęczymy w niewoli twojej?

    Z jakim czartowskim blekotem
    Omamienie na nas padło,
    Że czynimy czci przedmiotem
    Szpetność, głupotę i sadło?

    Przez jakie dziwne kuriozum
    Tłuszcz bierzemy za charakter,
    Puste gadulstwo za rozum,
    A za obraz cnót klimakter??

    Za co stwór podeszły wiekiem
    Co kobietą być już przestał,
    A nigdy nie był człowiekiem
    ,
    Windujemy na piedestał???!

    Próżne gniewy, próżne męstwo,
    Nie nadeszła chwila jeszcze –
    Nazbyt silnie czarnoksięstwo
    Ściska nas w potworne kleszcze;

    Coraz ciaśniej, coraz duszniej,
    Coraz bardziej smutni, słabi
    W takt kręcimy się posłuszni,
    Jak nam zagra chochoł babi;

    I tylko w tęsknocie żyjem,
    Czy nie wstanie jaki Wandal,
    Co przepędzi babę kijem
    I zakończy raz ten skandal!…

  489. @Tanaka

    Odwzajemniam się na parapecie:

    Wiosna posadziła tyłek
    Na kleparskim rynku.
    Strząsnął się Tanace pyłek
    Świeżego jaśminku
    Prosto w majty wiosny.
    Zapatrzony dziś w pół traszki,
    Czeka – ciut radosny –
    Choćby na pół flaszki,
    Choćby i od wiosny.

  490. @ anumlik

    Boyem nacierasz?
    Znasz mój czuły punkt.
    Ale się odwinę
    i wyciągnę szpunt:

    Na kleparskim rynku
    Uwaliła ciało
    Była to matrona
    A miasto zadrżało

    By upudrzyć sytuację
    I zademonstrować grację
    Obsypała się jaśminem
    – Zapachniało gminem

  491. @ anumlik

    wiosna ma też lepsze strony:

    Tanaka otwarł kufę
    I strzelił se lufę
    Niecienkiego wina
    By mu nie zrzedła
    Mina

    Wyrwał spod matrony
    Koncert na wawelskie dzwony
    Nuty ocalały
    Pod potwornym ciałem

    Skoczył śmiało ku wiośnie
    By się czuć radośniej
    Ujął ją za kibić
    Dla grzeczności niby

    Myśl mu falowała
    Gdy czuł giętkość ciała
    Szabla niedrewniana
    Stała naszykowana

    U wiosny jaśminowej
    Także słaba głowa
    Na bok się oddalili
    i szczęśliwie pożyli

  492. @Tanaka
    Zawsze co post Boy, to post Boy:

    Z gminem się matrona z rana zadać chciała,
    Z gracją swe ineksprymable z dużej dupy zdziała.
    Gmin, gdy ujrzał te łakotki, pędził na wyprzódki;
    Nie do damy gmin się udał, pędził do wygódki.
    Szlochem, swą matrona wielkim, dupencję oblała;
    Nie chciał gmin matrony ciała – napiła się wódki.

  493. A @Tobermory pewnie za Madonną Zatrzymującą Lawę się skrywa. Ahoj, Tobermory! Zapraszamy do wierszyków.

  494. Ledwie oddaliłam się na stronę, a tu koledzy poooszlii w poezyje, małmazyje, suflety, minarety, sorbety słowne, gęsto klasykami się podpierając i miny strojąc ucieszne.

    Gdzież mi się z Wami równać, anumliku i Tanako!
    Choć myśli nasze zdają się biegnąć jakby jednako.
    Tą refleksją raczej średnio pocieszona
    zamiast pegaza, dosiadam perszerona
    ahoj!

  495. Pegazem poleciałaś, @Maguś; śnieżno – zresztą – piórym
    Ujawniając, że zacnym – gdy chcesz – grzebiesz wiersz pazurem.

  496. Mag(us)

    Ahoj. Zawolanie marynarskie.

    „Ahoj, dokąd płyniecie?”
    A hoj wam do tego!”

    Mogloby to byc i kowbojskie zawolanie gdyby nie ten perszeron..

    „Perszerony – są to konie pociągowe używane głównie w rolnictwie. Do Polski sprowadzane były od roku 1855 do I wojny światowej, głównie w okolice Radomia i Lubina. Hodowane były w ZSRR”

    ‚http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/c/c1/Percheron_3_stehend_rechts.jpg/250px-Percheron_3_stehend_rechts.jpg

  497. anumlik
    9 kwietnia o godz. 17:23

    Co Cie opetalo?

    Z dezenterem, zes sie umyslowo pomienial? Ze samymi cytatami sadzisz? I listy uczestnikow publikujesz? ????

    Mna wstrzasnelo, jaksobie w „gore” przewinolem i zobaczylem ta „liste obecnosci laureatow Nagrody Nobla”, zastosowana do badan plotna turynskiego.

    Tak mnie ruszylo, z ew oniemieniu, nie mam pojecia bladego, co powiedziec. Bo wstrzas, ze @anumlik, ucieka sie do takiej intelektualnej cienizny, jest za wielki, zeby cos powiedziec.

  498. @anumlik

    kurde! olewasz nas i gospodarza bloga… Nie wysilasz sie i w cienizne uciekasz. Ladnie to wyglada. Mozliwe, ze i „madrze” moze wygladac dl akogoos, ale Ci co Ciebie czytaja ze zrozumieniam, rozumieja, ze z jakiegos pwodu ich zwyczajnie olales…

    Lubie Cie, cenie sobie pisanie z Toba, wiec mam prawo wymagac. Co niniejszym czynie, nie tylko w swoim, ale rowniez w imieniu reszty sensownych blogowiczow.

  499. Orteq
    9 kwietnia o godz. 23:10

    A mnie sie nieustannie podoba: „… dierzi linu …. !!!”

    JAkie pada po kolejnych jezykowych ustaleniach….

  500. @lonefather
    To taka trochę lista „uczonych” – ekspertów smoleńskiej komisji Macierewicza 😉
    Nie sprawdzałem wszystkich, ale taki np.
    – Jim Drusik (James Druzik) – B.S (bachelor of science) chemii czyli mniej niż magister, fachowiec od zanieczyszczeń z powietrza na dziełach sztuki w powiatowym muzeum.
    @anumlik
    pełna lista uczestników badań w 1978 roku zawiera 52 nazwiska. A są i dalsze listy z późniejszych lat.
    „http://www.shroud.it/COMMIS-2.PDF

  501. Szczęść Boże kaszubski
    Słówko o łączeniu ognia z wodą w polskim sejmie.

    Projektu PiS, który zakazuje stosowania in vitro i przewiduje kary za stosowanie tej metody,

    „bronił wiceprzewodniczący komisji zdrowia Czesław Hoc (PiS), który podkreślał, że ma on na celu ochronę godności ludzkiej, życia i „integralności genetycznej” człowieka. Przekonywał przy tym, że naprotechnologia (metoda diagnozowania i leczenia niepłodności polegająca na prowadzeniu dokładnych obserwacji kobiecego organizmu i tworzeniu na tej podstawie indywidualnych wytycznych dla każdej pary) jest skuteczniejsza, bezpieczna i tańsza od in vitro”.

    Takie łączenie w jednej gębie ognia z wodą jest w wystąpieniach publicznych powszechne, zwłaszcza po prawicy Pana, jako że tam jest monopol na godność. Nasi bracia mniejsi mają ponoć od swego Pana zdolność rozróżniania dobra i zła zwaną „moralnością”. Moralność jest wartością najwyższą (tylko ślepa wiara w nadprzyrodzenie jest od niej wyższa). Kiedy więc ktoś mówi o „ochronie godności ludzkiej, życia”, to on mówi moralnie i pięknie. Ale kiedy natychmiast drugim półgębkiem dodaje, że poza tym in vitro jest mniej skuteczne, to nie rozumie, że teraz mówi jak cep z widłami znad kupy gnoju. On mówi mniej więcej tak: Jestem moralny i mam godność, bo to mi się opłaca (gdyby się nie opłacało to by nie miał godności?). Stracił kontakt z moralnością objawioną, która jest wartością samą w sobie, niemieszalną z żadnymi innymi wartościami. Kto kalkuluje: „Jestem moralny, bo za to pójdę do nieba”, ma już zaklepane miejsce w piekle, bo traktuje Wszechwiedzącego, który zna ludzkie myśli, zanim się pojawią, jak głupiego Jasia.

  502. singleparent (2:26)

    „A mnie sie nieustannie podoba: “… dierzi linu …. !!!” JAkie pada po kolejnych jezykowych ustaleniach….”

    I dunno. Something chyba sie znowu komus polebalos. Moze tylko jezykowo pojebalos, moze wiecej niz jezylowo pojebalos.

    Bardzo sobie cenie slowo pojebalos. Co niniejszym wyjasniam tym, ktorzy jeszcze nie zauwazyli, ze ja bardzo lsobie cenie slowo pojebalos. Z Lysiaka ono zerzniete jest, to slowo pojebalos.

    ‚Dierzy linu’ mi siem ladnie wpisywuje w something pojebalos Lysiaka. Sam nie wiem dlaczego tak ladnie sie wpisywuje. Zaloze sie, ze pombocek napewno wie dlaczego.

    Pozdrawiam ja ciebie pombocku. Lonefatherka zreszta tez ja pozdrawiam. A co mi tam

  503. @lonefather
    Już Ci raz @Gospodarz grzecznie napomniał, że czasem „o szklaneczkę” za dużo sobie pozwalasz. Uprzejmie Ci o tym przypominam.

  504. Orteg

    Pozdrawiać nie pozdrawiam, bo mnie wkur
    pozdrawianie, ale serdecz dzięk. A ja Cię też, znaczy – dzień dobry. Wyjeżdżam na chwilkę z mamy chaty (jeszcze, ale już końcówka) do swojego.Żal dupe ściska.

  505. @Tobermory, z godz. 2:52
    Te listy, te nazwiska. Obojętnym fruwem mi powiewają. Napisałem już, że nie mam nic więcej „w tym temacie” do dodania i niech tak zostanie. Znaczy, każdy przy swoim zdaniu.

  506. @ anumlik

    „z dużej dupy działa”?
    Aha. To:
    na paradnym polu stanąwszy
    na wiwat salwą zagrzmiała !

  507. mag
    9 kwietnia o godz. 22:28

    Onegdajśmy sobie limerykami pogadywali.
    I dobre to było.

  508. sugadaddy
    9 kwietnia o godz. 16:06

    Old Scratch – chyba mi coś mówi. Ale byłem wtedy pacholęciem, więc dziś tylko jakaś wątła mgiełka pamięci.
    Ale dzięki za podpowiedź, pogrzebię bliżej w sprawie, może sobie bliżej przypomnę.
    Nadwiślańskie luciferki bardzo lubiłem, pod postacią sztormówek. Nieraz się przydały pod namiotem, w wietrzną i deszczową pogodę, albo na łódce.
    Miałem też kiedyś, kurde, sporą kolekcję naklejek z pudełek od zapałek, z różnych krajów. Było dużo francuskich, np z reklamami paryskich kabaretów. Gdzieś, kurna, przepadło. Szkoda.

  509. You can bet your ass I am Polish dupa

    ‚http://www.plotki.net/wp-content/uploads/2007/11/dupa_2.jpg

  510. pombocek
    10 kwietnia o godz. 6:03

    Szczęść.
    Boże ustecki. Bezbotoksowy.
    U Bozi wszystko wyłącznie naturalne. Od naturalnego poczęcia.

    PISomoralni są bardzo oralni. Znaczy – w moralności wymowni. Są to Indianie polscy. Zażywający stadnie wody ognistej akcyzowo czystej.
    Pieprzą o naturalności i czystości, a używają „naprotechnologii”, która technologią będąc, nie jest naturalna.
    Zgrabniej by skłamali, gdyby to nazwali, powiedzmy, „naproprzemodleniem w celu porodzenia”.
    Cała ta technologia napro to po prostu kalendarzyk małżeński.
    do użytku w zupełni innych sytuacjach niż in vitro.

    Masz słuszną rację.
    Ta moralna woda ognista w PISogębach to „obrzydliwość w oczach Pana”, słusznie potępieniem w piekle karana.
    Gadanie, że in vitro jest mniej skuteczne, to korupcja moralna. Jeśli in vitro jest niemoralne, to argumentowanie (rzekomo) mniejszą skutecznością wprowadza niemoralność: procenty do Prawdy Objawionej.
    Tu jest tylko jeden podział:moralny. Naprotechnologia to bozia, in vitro to szatan. Żadnego wódczanego procentowania.

  511. @anumlik
    ja po prostu nie lubię, jak się komuś zarzuca kłamstwo:
    „Dla mnie Joe Nickell może sobie pisać co chce, byleby prawdę. W pracach Shroud of Turin Research Project, (czyli STURP, a nie TURP), brały udział 32 osoby, nie 40”.
    Jak nie masz racji, to ci te nazwiska „fruwem powiewają”, a jak ci się zdaje, że masz, to przytaczasz „pełną listę” 😉
    Nie musisz już nic dodawać.
    „Mystery” przyciąga ludzi przed telewizory, ale naprawdę zaspokoić ciekawości nie jest w stanie, bo nie o zaspokojenie żądzy wiedzy tam idzie. Prawda rozczarowuje, odziera ze złudzeń, jest prozaiczna i trzeźwa…
    Ciekaw byłbym, przy ilu wezgłowiach tej nocy stała szklanka z jajkiem w wodzie? 😉

  512. @Tobermory
    No comment. Ja nie @dezerter 😎

  513. @Tanaka, z godz. 8:13
    Aby nam się dobrze działo. A że działo to armata, aby nam się armatało. Toast, który żeśmy z kumplami często spełniali. W Twoim bon bocie zabrakło mojego „z”. Z dużej dupy zdziała. Zdjęła, jakbyś nie kumał. Wtedy –
    Z dużej dupy z działa
    na paradnym polu stanąwszy
    na wiwat salwą zagrzmiała
    !
    – byłoby całkiem, całkiem.

  514. Tanaka (10-04-g. 8:16)
    No to silwuple: limeryk smutno-gorzki
    Wstała dama z rana
    nie całkiem wyspana
    Słucha, patrzy, czyta
    Polska mgłą spowita
    smoleńską gęstą jak śmietana.

  515. @@mag, Tanak
    Też silwuplne limerykiem w aproposie:

    W tajny wibrator Anodiny
    Zamontowany u rodziny
    Lechutka
    Jebła tutka
    Szkód wiele czyniąc wśród brzeziny

  516. Zjadło mi „a” u @Tanaki. Sorki.

  517. anumlik
    10 kwietnia o godz. 9:21

    Ależ nie!
    Z dużej dupy działa !
    ….zagrzmiała !
    dlatego tu „z” nie pasuje, stąd moje przewrotne pytanie

  518. mag
    10 kwietnia o godz. 9:24

    Mersi buku

    Jak od pisosłuchania
    zaczyna pewna dama
    w dodatku od rana
    to nie może być
    wyspana

  519. Wibrujący cios Anodiny
    W wypadku przyczyny
    W polską szkołę latania
    Kawał z baby drania

  520. @Tanaka

    Przywrócił pytanie pytą na ścianie;
    Zalśniło! Miło z tą mogiłą było.
    Ale co się z działem stanie? Wstanie?
    Ee, gdybanie. Wstanie choćby siłą.

  521. Orteq
    10 kwietnia o godz. 7:04

    Pozdrawiam.
    Wiosnianie, bo tu wiosna juz pelna geba i oczekiwana temperatura w poludnie ma byc ponad 21 stopni.

    „dierzi linu” jest wyjete z dowcipu jezykowego, z rosyjskim marynarzem w roli glownej. Dialog toczy sie pomiedzy statkiem i nabrzezem. Rosyjski matros upewnie sie co do znajomosci kolejnych jezykow. Czlowiek z nabrzeza potwierdza: YES, JA, i.t.d. Na co matros nawoluje coraz bardziej zniecierpliwiony: „DIERZI LINU!”, coby statek zacumowac.

  522. @anumlik

    W innych okolicznosciach przyznalbym Ci racje. Dzis niestety nie moge, bo od zera nie da sie odjac niczego. Co do reszty, to zarzut ekscesywnego spozywania, jest taka sama ucieczka od tematu, jak inne tricki, ktore stosujesz, gdy prosza Ciebie o podparcie dowodami twierdzen gloszonych, ktore budza u czytelnikow watpliwosci.

  523. Dowcip jest stary i z dłuuugą brodą, prawie jak u Orteqa 😉
    Tym bardziej nie powinno się go zarzynać.
    Radziecki statek podpływa do afrykańskiego portu. Marynarz rzuca linę cumowniczą na brzeg krzycząc do Murzyna stojącego na nabrzeżu:
    – Dierżi linu!
    Murzyn nie rozumie.
    Rosjanin znów rzuca linę, krzycząc: „Dierżi linu!”. Murzyn stoi bez ruchu.
    Rosjanin pyta:
    – Gawarisz pa ruski?
    Cisza.
    – Parlez vous francais?
    Cisza.
    – Sprechen Sie Deutsch?
    Cisza.
    – Do you speak English?
    – Yes, I do!
    – Nu tak dierżi linu!!!

    Bawi to tylko dla Polaków z bardzo rudymentarną znajomością języka rosyjskiego, bo „lina” w tym języku nie występuje, poza imieniem Lina.
    Lina cumownicza to „kanat” lub „tros”.

  524. errata
    Bawi to tylko Polaków…

  525. Tobermory
    10 kwietnia o godz. 12:32

    Podobny humor jest w filmie „Deja vu”.
    A film niezły.

  526. Widziałem ten film (ten amerykański z Denzelem Washingtonem?), ale humoru jakoś nie kojarzę.

  527. @lonefather
    Problem w tym – czego ani Ty ani @Tobermory nie chcecie dostrzec – że u mnie też niektóre dowody budzą wątpliwości, a niektóre mogę tylko przyjąć do wiadomości. Podstawową bowiem jest dla mnie sprawa utrwalenia na płótnie wizerunku (z przodu i z tyłu) mężczyzny w technice nieznanej przed 1948 rokiem, czyli wtedy kiedy to Dennis Gabor próbując udoskonalić mikroskop elektronowy, otrzymał pierwsze hologramy – jeszcze niedoskonałe – za co w konsekwencji otrzymał Nagrodą Nobla w 1971 roku. Fakt (nie domniemanie) utrwalenia w technice 3D wizerunku mężczyzny na całunie zauważył uczeń Gabora, prof. Bruno Fabbiani z Politechniki Turyńskiej. Powiedział on – co zacytowałem w jednym z postów – że: W swojej karierze naukowej zetknąłem się tylko z dwoma przedmiotami, które nie są wytłumaczalne naukowo: Całunem Turyńskim i obrazem utrwalonym w źrenicy Matki Boskiej z Guadalupe. To dwa wizerunki, o których po dokonaniu serii badań można z całą pewnością powiedzieć, że nie zostały uczynione ludzką ręką. I tyle w tym temacie. Przerzucanie się listami uczestników w różnych etapach prac nad całunem (co z lubością i – przyznaję – bez sensu uskutecznialiśmy z @Tobermorym, w końcu styczność podczas wszystkich prac nad całunem miała dobra setka ludzi – biskupów, kardynałów, sióstr zakonnych, cieciów, licencjatów, magistrów, doktorów i profesorów) stało się konsekwencją – musi co – niezrozumienia się w tej właśnie jednej kwestii. Wyjaśnienia Wysokiej Komisji inne niż – „nie znamy dziś przyczyny powstania na płótnie całunu negatywu obrazu holograficznego, który po obróbce komputerowej (czyli technice nieznanej ani 2 tys. lat temu, ani 800 lat temu)” jest jedynym, które przyjmuję. Ja – anumlik. A każdy może sobie, na swój własny użytek, konstruować inne hipotezy. Neurin uwolnionych podczas trzęsienia ziemi w czasach złożenia do grobu Nazarejczyka, albo delikatnego pocierania farbkami płótna rozpiętego na reliefie. Najlepiej – aby brzmiało to bardziej wiarygodnie – przez Leonarda da Vinci. Ale to, cholera, 500 lat, nie 800 czy 2000. O tym wszystkim zresztą pisałem w rozlicznych postach, czego nie byłeś łaskaw zauważyć, widząc jeno listę (jedną z list) nazwisk uczestników badań. Co do zaś ekscesywnego spożywania. Cóż. Skomentuję to fraszeczką (nie – flaszeczką, broń boże) popełnioną w języku naszych przyjaciół:

    Ty w stakańczyku uwidił balszowo worabiaja,
    Ja nie wypił ni kapli, Ty Maskowskij dwa litra.

    I to by było na tyle. A teraz – błagam. Ani słowa o całunie więcej. Plizzzz 😉

  528. „Murzyn” znal jezyki, matros rosyjski (wersja polska) tez „znal”, lacznie z rosyjskim znal… Z siebie sie smiejemy, choc pewnie sluszniej byloby powiedziec, ze sie smielismy, bo akurat w kwestii jezykowej sie zmienia podobno.

  529. Ignoranci kojarzą tylko Leonardo (jego szkice w barwach całunu) i może jeszcze Michała Anioła, reszta świata malarskiego, w którym roiło się także od genialnych fałszerzy – mystery 😎

  530. Bez całunu?
    Wreszcie wiosna !

  531. Zawsze wiedziałem, że natchniony Włoch widzi więcej niż by wskazywały ogólnie widoczne fakty 😉
    Jak w dwóch płaskich (2D) fotografiach tyłu i przodu stojącej postaci (włosy jak u stojącego mężczyzny, niespłaszczone pośladki) bez boków i uszu można widzieć obraz trójwymiarowy? A Włoch potrafi 😆
    Jeszcze trochę, a hologram Jezusa zejdzie z płótna i przemówi:
    Zaprawdę powiadam wam, źrenica mojej matki z Guadelupy to jest dopiero kino 😎

  532. @Tobermory
    Zaprawdę powiadam wam, źrenica mojej matki z Guadelupy to jest dopiero kino
    Nie zaczynaj 😆 Dobrze?!!!

  533. @Tobermory

    Mysle podobnie jak Ty, ale choc mnie zlosci, to spelnie prosbe @anumlik i reszte swojego uwazania zachowam na inna okazje. A ona wczesniej, czy pozniej sie pojawi i bedzie sie pojawiala, az do momentu, w ktorym „tajemnice” calunu zostana racjonalnie wyjasnione. Bo cala historia rozwoju nauki mowi, ze jesli tylko dac nauce szanse, to wylacznie kwestia czasu jest znalezienie odpowiedzi…

    A znalezc mozna:
    – czas powstania
    – miejsce tez mozna zlokalizowac
    – technike, czy techniki wykonania

    Niemal na pewno nie poznamy autora/ow, ale zadumamy sie nad jego/ich kunsztem, tak jak podziwiamy umiejetnosci, wiedze i kunszt Archimedesa, ktory jest jedynym mozliwym tworca „komptera astronomicznego” z Antiquery.

  534. @Tanaka
    On się zaczyna, psze pana. Ten Tobermory. Gwadelupą się przezywa on. Ten Tobermory, psze pana. Sam słyszałem.

  535. anumlik
    10 kwietnia o godz. 13:07

    Wloska sklonnosc do przesady jest raczej znana. Wiec z powolywaniem sie na rzeczone twierdzenie prof Fabianiego jest co najmniej nieostroznoscia.

    Historia jest zawsze i wszedzie taka sama. Stykamy sie z czyms, czego nie umiemy wyjasnic, czy zrozumiec, to wykrzykujemy: „to nei zostalo uczynione ludzka reka!” . I po klopocie. Temat odfajkowany! Bo brak wiedzy, czy umiejetnosci, czy zdolnosci zrozumienia, zastaje zaklajstrowany przypisaniem bozi sprawstwa.

    A potem mija czas, przychodzi kolejny niewierny Tomasz, wyposazony w lepsze narzedzia, glebsza wiedze, mocniejszy umysl, lepsza zdolnosc kojarzenia i wyjasnia o co chodzi … I sie publice oczy otwieraja ze zdumienia, ze to nie bozia, tylko fizyka, chemia, czy co tam jeszcze.

    A, gdy juz sie dluzej nie da zaprzeczac faktom, to zeby choc ciut ciut bozi sie zostalo, to tacy fabiani beda wymyslac teorie o „boskim planie”, „boskim zamysle” i „bozi kreacjoniscie”.

    Ech, anumlik, chyba nie wszystko masz przemyslane jak nalezy…

  536. @lonefather, z godz. 14:25
    No weź i przestań. Jak rzep psiego ogona uczepiłeś się całunu. Nigdzie nie pisałem o boskich planach, boskiej ingerencji czy – nie daj boże – kreacjonizmie. Już dawno wyartykułowałem to co Ty teraz odkrywczo wyśpiewujesz. Czekam na lepsze narzędzia, lepszą technikę i mocniejszy umysł. Póki co nie mam powodów nie wierzyć prof. Fabianiemu. Wierzyć – nie wołać Eureka!. Nie eureknę, bo nie mam wiedzy, a fantazja (nawet moja) nie wystarczy.

    Trzy słowa na temat „komputera astronomicznego” z Antiquery. W czasie gdy żył Archimedes, czyli w 250 roku p.n.e. mechanizm z Antiquery liczył sobie co najmniej 300 lat. Dr Derek de Solla Price reprezentujący Cambridge University oraz Instytut Zaawansowanych Badań z Princeton określił powstanie komputera z Antiquery na rok 586 p.n.e. Napisy na obudowie „komputera” pochodzą z okresu 150-100 p.n.e., co wskazuje, że z mechanizmu korzystał genialny grecki astronom – Hipparchos z Nikei.

  537. anumlik

    Ani slowa o calunie nie padlo, wiec po co wywlekasz cos czego nie bylo?

    Jedynie o wloskiej przesadzie prof Fabaniego sie wypowiedzialem i wskazalem co sie pozniej dzieje.

    Polecam dokument BBC o komputerze z Antiquery. Znajdziesz go bez klopotu na „tubie”. Argumenty w nim przywolane wskazuja jednak na Archimedesa. Ale nie mozna wykluczyc, ze i Hipparchos mial jakis wspoludzial, od srony astronomicznej. Problem w tym, ze Hipparchos mial wiedze astronomiczna, ale nie mial odpowiednich umiejetnosci mechanicznych, ktore bez cienia watpliwosci posiadal Archimedes, do skonstruowania tego „astronomicznego komputera”.

    Bo sama wiedza astronomiczna to za malo, jeszcze byly potrzebne matematyczne i mechaniczne umiejetnosci Archimedesa, zeby nie tylko dokonac obliczen, ale jeszcze wykonac dzialajace urzadzenie. I warto o tym drobiazgu nie zapominac, bo „zapomniawszy”, czy pominawszy, latwo popasc w bledy…

  538. Profesorowi Fabbianiemu do sztambucha:
    Najpierw jeden laureat Nobla, fachowiec od karotenu, enzymów i witamin orzeka:
    „przeanalizowane włókna nie zawierają barwników roślinnych, zwierzęcych ani mineralnych”
    A inne fachury o niewiadomych specjalnościach nie odnajdują „śladów pędzla, ani świadectw, by tkanina została zagruntowana”
    A także stwierdzają w namalowanych źrenicach Matki Bożej zjawisko potrójnego odbicia właściwe jedynie źrenicom organizmów żywych, a krzywizna wizerunków postaci w obu oczach (przy 2500-krotnym powiększeniu dostrzeżono ich 12) odpowiada krzywiźnie rogówki.

    Potem za obraz zabiera się konserwator zabytków i znajduje „obraz namalowany ręką ludzką z użyciem standardowych materiałów i techniki charakterystycznej dla okresu, w którym powstał”, a drugi konserwator przeprowadza badanie, w czasie którego wskazuje na istnienie trzech obrazów nałożonych na siebie. Ostatni z nich miał pochodzić z 1895 roku, a inny mieć niewyraźną datę i podpis. Zostały wtedy także ukazane retusze maskujące ubytki farby oraz ślady pędzla.
    Zaś w kwestii źrenicy „przy zastosowaniu dużych powiększeń obraz rozpada się na mnóstwo bezładnych punktów, które można interpretować wedle uznania, a przy odrobinie wyobraźni można w źrenicach la Virgen dopatrzyć się 30 postaci”
    Tak jak Jezusa na blaszanym kominie, papieża na toście itd.

  539. Moze nie napisalem tego dostatecznie wyraznie, wiec specjalnie w osobnym poscie napisze.

    Do skonstruowania „komputera” z Antiquery potrzebna byla wiedza astronomiczna, umiejetnosci matematyczne, by przelozyc zjawiska astronomiczne na kola zebate i ich obracanie sie, oraz wiedza o obrobce matali i mechanice.

    Najpewniej jedynym czlowiekiem zyjacym w okresie powstania „komputera” z Antiquery, ktory posiadal te wszystkie umiejetnosci byl Archimedes z Syrakuz.

    Co raczej wyczerpuje temat autorstwa.

    Gdyby byl ktos inny, rownie utalentowany jak Archimedes, to bysmy o nim wiedzieli. No chyba, ze uwielbiamy „tajemnice” i kochamy sie w niepewnosciach, no to dla radosci obcowania z tajemniczoscia, mozemy zalozych, ze zyl sbie w starozytnosci czlowiek rownego Archimedesowi talentu matematycznego, wiedzy i zdolnosciom do mechaniki i tak zamozny, ze nie musial swoich umiejetnosci spieniezac, wskutek czego nic o nim nie wiemy, chocby pod postacia jakichs niejasnych legend.

    Powyzej jest opcja dla kochajacych „tajemnice”. Ja tam pozostaje przy najprostszym wyjasnieniu, ktore jakos tak sie sklada, na ogol bywa tez jedynym prawdziwym, ze najprawdopodobniej to Archimedes jest tworca „komputera” z Antiquery.

  540. Otarlismy sie o to:
    http://www.aol.com/article/2015/04/10/1-dead-homes-destroyed-in-tiny-illinois-town-after-tornado/21163402/
    Zagrozenie bylo na wyciagniecie reki, z tym ze w decydujacej chwili tornado wybralo droge na wchod. Przy okazji, zdjecia stron w ktorych ostatnio mieszkam, przy okazji wytlumaczenie dla @Tobermory dlaczego raz jest dzisiaj, a raz wczoraj.
    @Tanaka, wiesz ze cie uwielbiam tym bardziej ze czytam tez inne blogi i znajduje to: ” …w przypadku choćby Tanaki, którego największą wadą jest to, że odbiera innym szansę napisania czegoś rozsądnego…” I ja sie z tym zgadzam, nie musisz katowac sie Fronda, proponowalam jedynie zmiane tematu na inny, bowiem w mojej ocenie calun ktoremu poswieciliscie tyle cennego czasu i energii ma taki sam ciezar absurdu jak oczyszajace wlasciwosci jajka w szklance wody. Pozdrawiam wszystkich jako cudownie ocalona.

  541. Jakie tam cudownie 🙄
    Niezbadane są wyroki opatrzności, ot co 😎 😉
    Żabko,
    sądzisz, że jajko w szklance jest bardziej pasjonujące niż stare poplamione szmaty?
    Pewnie masz rację, zwłaszcza w porze śniadaniowej 😉

  542. Nie takie tornada ze szwagrem robilim, po wyjściu z „Krymskiego Oddziału Stowarzyszenia Uczonych Polskich” w Symferopolu. Ach, gdzież te lata?

  543. Mieszkańcy tego Fairdale Ill, musieli sporo nagrzeszyć.

  544. Señores, @lonefather y @Tobermory
    Dalszą dysputę na temat całunów i boskich źrenic u gwadelupich madonn prowadźcie sobie sami.

    @lonefatherowi przypomnę jeno, że mechanizm z Antiquery jest o jakieś trzysta lat starszy niż Archimedes. Pisałem, aleś to zignorował. Dr Derek de Solla Price, z uniwersytetów Cambridge i Princeton, rok jego powstania określa na 586 p.n.e. gdy Archimedesa jeszcze nie było na świecie. Sam Archimedes z Syrakuz korzystał najprawdopodobniej z tego ustrojstwa, ale w okrojonej o kilkanaście elementów postaci. Musi co „był za krótki” do całości. Czy sam „okroił”? Cholera wie. Też był genialnym inżynierem. Mechanizm z Antiquery można nazwać cudem techniki bez obawy, że się uprawia religianctwo, a powaga uniwersytetów w Cambridge i Princeton stawia jego naukowców w pozycji ciut wyższej niż naukowca z Politechniki w Turynie. Zgodzisz się, @lonefatherku?

  545. @anumlik,
    dziękuję za łaskawe zezwolenie 😀

  546. @ Tobermory, z godz. 17:22
    dziękuję za łaskawe zezwolenie
    Psze bardzo. Ale ja z pytaniem. Może nie całkiem w stylu oczyszczania jajem metodą szptuchy, ale z równie ważnym.

    Pewien skąpy a niezbyt pobożny Żyd z Wasiliszek, w powiecie lidzkim, guberni wileńskiej, tuż przed śmiercią postanowił zakopać garniec pełen złotych monet, aby nie dostały się w ręce jego złośliwej żony i równie jak on paskudnych dzieci. Akurat był szabat. Konający Żyd zwlókł się z łoża i dopełzł (tak był konający) do ogródka, gdzie pod starą gruszą zakopał garniec, mrucząc: Przez sąd aniołów i osąd świętych, wyklinam, przeklinam i wypowiadam anatemę przeciwko każdemu, kto dotknie tego gara. Wypowiadam tę anatemę, którą Jozue przeklął Jerycho, przekleństwo, którym Elizeusz przeklął dzieci, oraz wszystkie przekleństwa zapisane w księdze Prawa. Niech będzie przeklęty w dzień i niech będzie przeklęty w nocy; przeklęty, gdy się kładzie i gdy wstaje, gdy wchodzi i wychodzi z domu. Niech Pan nie przebaczy mu nigdy i niech go nie uzna! Niech gniew i oburzenie Pana płonie odtąd przeciwko temu człowiekowi, niech obciąży go Pan wszystkimi przekleństwami zapisanymi w księdze Prawa i niech wymaże jego imię pod niebiosami. Tylko ta ręka, która ten garniec zakopała, może go odkopać. Po czym, ów Żyd złośliwy i – jak widać – bardzo grzeszny, dowlókł się do łoża i oddał duszę Bogu. Jak widzisz, @Tobermory, przekleństwo było mocne. Aliści najstarsza córka zmarłego podpatrzyła ojca i podsłuchała jego słowa. Długo się nie zastanawiając zwlekła ciało z łoża i zaciągnęła pod gruszę. Grzebiąc ręką rodziciela wygrzebała garnek, mrucząc; Ta ręka co zakopała, teraz odkopuje. Dotknęła ją klątwa czy nie dotknęła, jak myślisz @Tobermory?

  547. żabka konająca
    10 kwietnia o godz. 16:16
    Żabko konająca-uwielbiająca. A toś mi cytat wyciągnęła ! Muszę odprasować koszulę, włożyć lakierki i najlepszy sztafaż honorowy.
    W sprawie tornado – oglądając, przypomniałem sobie któryś z numerów National Geographica, sprzed dobrych 20 lat, w którym były świetne foty i dokładnie rozrysowana trasa tornado przez jakieś miasteczko, pokazująca jak ryło w ziemi i domy mieliło na kaszę. Byłem pod wrażeniem.
    Jestem i teraz, że Cię ominęło.
    Tylko te domy z dykty wyglądają na takie, że należy uważać, żeby się nie oprzeć. Nie mieszkasz czasem w jakimś porządnym Malborku?
    A co do Frondy, jest tam śmiesznie, ale czasem śmiech mi przygasa, jak sobie poczytam, że te brednie wypisują często młodzi dziennikarze. Jeszcze młodzi, a już tak zakamieniali.
    ja się tu do senores caballeros przycałuniłem, ale oni dali, fakt, niezwykle solidny koncert . Pofiglowałem trochę na obrzeżu.

  548. anumlik
    10 kwietnia o godz. 16:50
    Ja słyszałem, z pierwszej i wiarygodnej ręki, o Odesskim Stowarzyszeniu Polskich Inżynierów Budownictwa Wodnego.
    Czy posiadasz szczegóły Symferopolskie?

  549. @anumlik
    Jak działa klątwa?
    Ewentualne sumienie (autosugestia) córki mogłoby doznać wyrzutów (za podglądanie i podsłuchiwanie), ale niby dlaczego, skoro ojciec nie żyje, swojej woli wobec potomstwa nie wyraził i gdyby nie podsłuch, to garnek mogłby zostać odkryty niechcący.
    Córka raczej odczuje pewną satysfakcję z wykiwania starego skąpca, co jej poprawi humor i cerę 🙂
    Bozia też, bo od kiedy to miałby się Pan podporządkować woli starego Żyda? A żydowska bozia mściwa jest i wredna 😉
    Jako racjonalista zaś w żadne klątwy nie wierzę.

  550. @Tanaka, z godz. 20:37
    Czy posiadasz szczegóły Symferopolskie?

    W dość encyklopedycznej formie Ci je przedstawiam.

    Oddział Krymskie Stowarzyszenie Uczonych Polskich na Ukrainie został zarejestrowany 2 kwietnia 2003 roku. Jest oddziałem ogólnoukraińskiej organizacji „Stowarzyszenie Uczonych Polskich na Ukrainie” w Kijowie. Prezesem oddziału jest (właściwie był, a nie wiem co się z nim dzieje, mimo licznych prób nawiązania z nim kontaktu) dr Aleksander Gadomski – docent Katedry Językoznawstwa. Pod jego redakcją, od 2004 roku, ukazywały się Krymsko-Polskie Zeszyty Naukowe, międzynarodowe czasopismo naukowe. Miały one na celu upowszechnianie i popularyzowanie dorobku naukowo-badawczego pracowników nauki z Polski, Ukrainy, Rosji i innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Zeszyty publikowane były przez Wydawnictwo Universum w Symferopolu. Co ciekawe (i pewnie interesujące Ciebie), w zeszytach – oprócz zagadnień historycznych, kulturoznawstwa, literaturoznawstwa i językoznawstwa – dość obszernie prowadzony był dział teolingwistyki, czyli specyfiki języka religijnego i komunikacji religijnej.

  551. @Tobermory, z godz. 20:59
    Jako racjonalista zaś w żadne klątwy nie wierzę.
    I tak trzymaj. Zechcą – same znajdą. Żydowska bozia mściwa jest i wredna.

  552. Wspaniale się złożyło z tym jajkiem w szklance; kurki mi się niosą jak opętane (tfu, tfu), a ja wyczerpałem wszystkie sposoby przyrządzania jaj – na śmierć zapomniałem o sposobie z Wiednia. Jutro czeka mnie prawdziwa degustacja.

  553. anumlik
    10 kwietnia o godz. 21:23
    Żesz, ciekawe.
    Czy Ci uczeni „polscy na Ukrainie” to Polacy z Polski tam bywający, wykładający, czy ukraińscy Polacy co się zebrali w stowarzyszenie? Kto to finansuje?
    Ten dr Gadomski z katedry – jakiej uczelni?

  554. Jeżeli te dane są aktualne, to dr Gadomski jest profesorem nadzwyczajnym w Instytucie Filologii Polskiej w Akademii Jana Długosza w Częstochowie.

  555. @Tanaka, z godz. 22:2
    Wykładowcy to Polacy, Rosjanie i Ukraińcy. Finansowani byli dotąd przez rząd Ukrainy. Sam Gadomski jest Ukraińcem. Docentem w Katedrze Filologii Ukraińskiej na Wydziale Historyczno Filologicznym Krymskiego Uniwersytetu Inżynieryjno Pedagogicznego w Symferopolu, dotychczas Ukraina. Uczelnia była dotąd finansowana przez rząd Ukrainy, jak jest dziś – nie znaju. Oto Autoreferat w języku polskim, który stanowił część dokumentów potrzebnych do uzyskania tytułu docenta habilitowanego Uniwersytetu Warszawskiego.
    ‚http://www.polon.uw.edu.pl/documents/9763960/10751220/gadomski_autoreferat.pdf

    Dr Gadomski habilitował się 11 marca 2014 roku na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego z „cyklu prac tematycznych”, pod nazwą – Teolingwistyka słowiańska – problemy, metody, dzieje, zakres, stan i perspektywy badań. Smaczna tematyka.

  556. @Tobermory
    Raczej visiting professor. Prowadził cykl wykładów. Podobnie jak i w innych uczelniach. Znajdziesz dokładne jego CV w linku, który zapodałem @Tanace.

  557. anumlik
    Ech, ta Ukraina, która i nam nieraz ością staje w gardle. Po jasną cholerę produkował się tam ostatnio prezydent Komorowski.
    Kto go podpuścił na tę wizytę, której … „plonem” okazało, jakoś tak en passent uznanie UPA i banderowców przez aktualny rząd ukraiński za patriotyczną, bohaterska formację. Hi, hi, zaśmiała się historia!
    Z naszego punktu widzenia, rzecz jasna.
    Wracając ze Sztokholmu dopiero co, miałam w samolocie za współpasażerki dwie Ukrainki. Fajne dziewczyny (jedna lekarka, druga muzykolożka). Miały się w Warszawie przesiąść na autobus do Tarnopola i Stanisławowa, czyli jechały na zapadną Ukrainę, ale do polskich korzeni się nie poczuwały.
    Gadałyśmy mało-wiele, miałam jednak odczucie, że ta ichnia zapadna Ukraina jest ich ojczyzną, ale wschodnia jakby niekoniecznie.
    W każdym razie, by emigrować na bardziej zapadny zapad jeszcze nie były zdecydowane.

  558. anumliczku,
    ani mysle ulatwiac Ci zycia, a wrecz odwrotnie….

    Sam sie zmagam z wiekiem i tym co przynosi, wiec wiem jak malo kto, jak bardzo trening codzienny jest potrzebny.

    Dlatego z uwagi na powyzsze, ani mysle ulatwiac Ci zycia, a dokladniej, to mysle o Twoim zyciu i codziennym koniecznym treningu umyslowym. Dlatego wspomnianego uprzednio dokumentu BBC sam se poszukaj na TUBIE… Co jak mysle, nie przysporzy Tobie najmniejszych problemow.

    Co do reszty…

    Hmmm…. Nielatwo to pomyslec, jeszcze trudniej powiedziec, a napisac … to czysty stresss…

    Ale, ze Cie lubie i czesto gesto podziwiam, to mowie sobie trudno i bez zgrywy, czy obludy napisze, ze smieszny jestes w swoim uciekaniu od przyznania, ze sie pomyliles, czy byles w bledzie… Po prostu smieszny…

    Tobie, anumliczku, moze sie zdawac, ze sie sprytnie wylgales, ale ja i reszta myslacych, widzimy i czytamy, ze sie kolejny raz wylozyles…

    I zamiast jak mezczyzna przyznac, ze nie miales racji, zaczynasz sie wylgiwac i wykrecac kota ogonem, albo przemilczac niewygodnosci. Twoja sprawa, nie moj biznes…

    Pisze, zeby sprawy staly JASNO i nie bylo nieporozumien, czy przeinaczen.

    anumliczku,
    Nie jest dla mnie problemem, ze sie pomyliles. Problemem jest wylgiwanie sie na wszelkie sposoby, byleby nie przyznac sie do pomylki. To jest problemem.

    Archimedes!

    Albo wskaz z imienia i nazwiska goscia zdolnego ze wzgledu na posiadana wiedze astronomiczna, zdolnosci matematyczne i umiejetnosci mechaniczne, na skonstruowanie omawianego mechanizmu.

    Jak nei masz goscia. Jak nei masz nazwiska. To do q….wy nedzy zamilcz i nie podwazaj wskazania na Archimedesa, jako jedynego mozliwego tworcy.

    ps. jak obejzysz wspomniany dokument BBC, to znajdziesz tez wyjasnenie odwolania sie do Hipparchos z Nikei. Ale kontekst poznaj nie ode mnie, ale z wspomnianego juz dokumentu BBC.

    pss. anumliczku, moglbym mnozyc i powtarzac, ale nie ma to w moim mniemaniu wiekszego sensu. Albo sie „otrzasniesz” tu i teraz, albo nigdy. Wybor jest jak zawsze po Twojej stronie…

    psss. albo pozostan „soba”, a ja i reszta bedziemy wiedzieli, do ktorego momentu traktowac Ciebie powaznie, a od jakiego przymykac oko na Twoje fanaberie przeczace zdrowemu rozsadkowi, o rozumie juz nawet nei wspominajac. (z wylaczeniem poezji)

  559. mag
    11 kwietnia o godz. 0:16

    Wiesz co @mag. Ja mialem w pierszej klasie liceum problem z rosyjskim i musialem miec korepetycje. Nauczycielem jezyka rosyjskiego byl ukrainiec, nazwiskiem Szczuka. Mozliwe, ze „ndst”, byly po to, zeby byly korepetycje. Jak wspomne, to moze z polowa korepetycji, to byla rzeczowa nauka rosyjskiego. Pozostala polowa, uczyla mnie rosyjskiego poprzez „nasiakanie” poematami Tarasa Szawczenki. Pan Szczuka byl niewolnikiem Szewczenki i po pijaku przez dwie godziny korepetycji, recytowal mi z pamieci, z wprawa wieksza niz zawodowy aktor Szewczenke. Z korepetycji i „nauki rosyjskiego” nic nie pamietam. Z recytacji, a dokladniej mojej wlasnej fascynacji recytacjami, pamietam wszystko…

    Glupio mi o tym pisac, tak jak kazdemu byloby pisac, ze ulegl magii i „lecial” w myslach i wyobrazeniach za pijacka recytacja. Ale prawda jest taka, ze lecialem i przezywalem i doswiadczalem. Mialem 15 lat i tkwia tamte przezycia do dzis w moich wspomnieniach. Tkwia i wplywaja na patrzenie i ocenianie. Taka jest magia Szewczenki sluchanego godzinami w wieku nastoletnim.

    ….

    Mozemy i pewnie jakos tam mamy prawo do patrzenia podejzliwie na Ukraine, na Bandere, na nacjonalizm ukrainski. Mamy…

    Ale musimy tez widziec i zrozumiec, ze w odroznieniu od naszej, oni sa na etapie o jakies 400 lat wczesniejszym i dopiero zmagaja sie z okreslaniem siebie jako samodzielnego narodu z wlasna tozsamoscia i z budowaniem wlasnej panstwowosci.

    Dziadek jeden moj „za zaslugi” dostal nadanie na Wolyniu. Pojechal, odebral, zorientowal sie co jest grane i wrocil, skad przyjechal. Byl madrym czlowiekiem i rozumial o co sie rozchodzi.

    Wybor jest jak zawsze miedzy rozumem, a mitami.

    Ja jestem za rozumem.

  560. lonefather
    Też jestem za rozumem.
    Poleciłabym ci do czytania najnowszy „Niezbędnik inteligenta”wydawany przez Politykę raz na jakiś czas. Tenże jest poświęcony polskim Kresom (wschodnim, rzecz jasna). Bardzo rzeczowe i wolne od uprzedzeń, a także niejako walczące z mitami spojrzenie na Kresy, które jeszcze w okresie międzywojennym stanowiły jedną trzecią (albo i ciut więcej) ówczesnej Polski. Trudno to lekceważyć lub wypierać ze świadomości zbiorowej.
    No, ale gdzie ty to bidaku kupisz na obczyźnie?
    Zapomniałam przez chwilę, w jakich czasach żyjemy i właśnie pukłam się w głowę. Przecież jest coś takiego jak internet, służący też do zakupów różnych dziwnych rzeczy.
    Ale ludzie niekoniecznie lubią trzymać koty w domu, czego za cholerę pewnie nigdy nie zrozumiem, czyli utrwalają w nich jednak pewne nawyki

  561. @anumlik
    no, pisałem, że nie wiem, czy aktualne, bo AJD zamieszcza taką informację
    „http://www.ifp.ajd.czest.pl/483,dr-hab—prof–nadzw–AJD-Aleksander-Gadomski
    Mówisz, że są 10 lat do tyłu z aktualizacją?

  562. Dziwne 😯
    Na stronie, która się nie otwiera jest informacja
    „Instytut » Pracownicy » dr hab., prof. nadzw. AJD Aleksander Gadomski „

  563. @Tobermory, z godz. 5:06
    W linku, który podałem @Tanace w poście z godziny 23:39 jest na 22 stronach całe naukowe CV Aleksandra Gadomskiego. Docenta, dra habilitowanego UW od 11 marca 2014 roku, a także visiting professora kilku uczelni w Polsce i w Serbii.

  564. @lonefather, z godz. 0:28
    Zwisa mi i powiewa Twoja chęć nieułatwiania mi życia. Sam będę decydował co mam czytać i oglądać w wolnych od innych zajęć chwilach. Na temat greckiego artefaktu z dna Morza Egejskiego wypowiedziałem się jasno. Uważam, że jest starszy od Archimedesa, który na pewno nie był jego twórcą, ale który najprawdopodobniej używał mechanizmu z Antiquery. Być może go próbował go udoskonalić. Faktem jest, że artefakt z dna Egeo Pelagos wykonany został z wyjątkową precyzją z brązu o niskiej zawartości miedzi oraz 4.1% cyny bez śladów ołowiu. Greckie i rzymskie stopy z czasów Archimedesa cechuje duża zawartość ołowiu, zaś jego brak charakteryzował brąz z wcześniejszych epok. Tak twierdzi prof. Earle R. Caley z Ohio State University, który przeprowadził stosowne badania metalurgiczne. Jak można wyczytać w artykule autorstwa Josepha Roberta Jochmansa „Starożytny komputer z Antiquery starszy niż przypuszczano” (portal infra.org.pl) Na jednym z kawałków tarcz, które wykorzystywano do korelacji greckiego kalendarza z rokiem słonecznym, Price znalazł wskazówkę odnośnie daty ustawienia mechanizmu. Określił ją na rok 586 p.n.e., zatem urządzenie wykorzystywano już 500 lat przed tym, jak zatonęło u wybrzeży Antiquery. Jego obudowa mogła w rzeczywistości być znacznie młodsza, zaś Grecy mogli zaadaptować przedmiot i uaktualnić go do własnych potrzeb. Choć pojęli naturę jego działania, mogli nie mieć nic wspólnego z jego zbudowaniem. Elementy egipskich zasad konstrukcji kalendarza oraz charakterystyczne 60-stopniowe ząbki charakterystyczne dla Babilonii wskazują, że mechanizm mógł być dziełem znacznie starszych cywilizacji. Do naszych czasów nie zachowały się jednak podobne okazy. Ojczyzna mechanizmu z Antiquery pozostaje zatem nieznana. To wyklucza jednak Archimedesa jako twórcę artefaktu. Ale możesz uważać, że jest inaczej. Podobnie jak uważasz, że Magna Charta Libertatum powstała bez wpływów prawodawstwa rzymskiego na królewskich prawników Jana bez Ziemi. Wolno Ci. Żyjemy obaj w wolnych krajach.

  565. Kontynuując temat całunu to jestem zadowolonaze przyszłam na świat nieco pózniej niż szacowna krakowska matrona. Raptem trzy pokolenia, a mogło być tak:
    – brak praw wyborczych
    -prawne zobligowanie do posłuszeństwa mężowi
    -niemożność rozporządzania własnym majątkiem bez zgody męża
    -brak możliwości decydowania w sprawach opieki nad dziećmi, a w przypadku gdyby dzieci były nieślubne nie dziedziczyłyby po ojcu, ani nie mogłyby nosić jego nazwiska
    -wyegzekwowanie alimentów od mężczyzny było niewykonalne
    -pracując, otrzymywałabym dwukrotnie niższe zarobki niż mężczyzni
    -o karierze politycznej nie marzę do dziś, ale w czasach o których piszę należałoby o tym zapomnieć
    Zresztą o czym ja tu piszę!, jaka praca, jaka kariera. Rodzice pochodzili ze wsi i na dodatek byli biedni, do szkół by nie wysłali. Oto co by mnie czekało 100 lat wczesniej:
    – „Kobieta wiejska pracuje zbyt ciężko (…) Praca ta rozpoczyna się od wyjścia ze szkoły (4 klasy – przyp. mój), a kończy się śmiercią. Przerywana jest częstymi okresami ciąży, w czasie której ochrona macierzyństwa praktycznie nie istnieje. Pewna mała część kobiet dobrze rozwija się fizycznie, większość szybko słabnie i marnieje. Często też spotyka się kobiety wiejskie trzydziestoletnie o wyglądzie staruszki. Prawie każda kobieta ma zniszczone uzębienie, wskutek braku starań o stan zębów i czyszczenia ich, opadnięcie żołądka i jelit wskutek braku higieny ciąży i okresów popołogowych, przewklekłe cierpienia narządu trawienia”
    I jak tu się nie cieszyć, tym bardziej że w jednym ze stanów USA obowiązywało prawo (a może jeszcze obowiązuje) ustanawiajace męża jako decydenta w sprawie posiadania przez żonę sztucznej szczęki.

  566. @Tanaka, zdejmij te czarne lakierki bo się zle kojarzą. Chyba, że jesteś przez cały czas w pogotowiu, ale byłaby to niepowetowana strata.

  567. @anumlik
    toż przeczytałem to CV.
    Mnie intryguje bardziej ta informacja z częstochowskiej uczelni.
    Na ile jest aktualna?

  568. Na ile aktualna, zapytujesz Tobermory? Ona jest NIEaktualna jakies dziesiec lat, srednio biorac

    ” Aleksander Gadomski: 2003-2004 – adiunkt – Instytut Filologii Obcych Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie (Częstochowa, Polska)”

    Z Gadomskiego dzisiaj taki adiunkt profesor na czestochowskiej uczelni jest jak ze mnie luminarz POLITYKI. Bom ani nim nigdy nie byl ani nie jestem.

    Aleksander Gadomski to jakis dosyc duzy przekret musi byc. Wcale nie polski

  569. @Tobermory
    Nie bardzo rozumiem Twojej rozterki. Wpisujesz w wujka Gugla adres, który się otwiera na informacji – Instytut » Pracownicy » dr hab., prof. nadzw. AJD Aleksander Gadomski – strony Instytutu Filologii Polskiej Wydziału Filologiczno-Historycznego Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. Klikasz na zakładkę „Pracownicy” i otwiera się strona z nazwiskami 24 pracowników naukowych uczelni, w porządku alfabetycznym. Jako szósty „stoi” Aleksander Gadomski. Znaczy – pracownik. Klikasz na kolejną zakładkę „Rada Instytutu” i pod numerem 9 widzisz – Dr hab., prof. AJD Aleksander Gadomski. Znaczy nie tylko pracownik, ale ktoś dla uczelni znaczący.

  570. Co Wy koledzy z tym prof. Gadomskim z Częstochowy, o którym chyba mało kto słyszał? Cóż to za wybitna postać i na jaką okoliczność, że poświęcacie jej uwagę?

  571. anumlik
    11 kwietnia o godz. 7:49

    „powiewanie” i „zwisanie” sa w Twojej i tylko Twojej gestii. Mozesz sobie „dyndac” ze wszystkich i ze wszystkiego i wymachiwac manifestami wszelakimi w sposob absolutnie dowolny. Twoje prawo. Identycznie, masz prawo do poprzestania na jedym pogladzie, czy jednej opinii i odrzucania jaichkolwiek innych opinii, bo juz swoja sobie wyrobiles. Potwierdzam, ze wiem, ze masz takie prawo.

    Odnosnie mechanizmu z Antiquery zadam Tobie jedno jeszcze pytanie, nim odpuszcze sobie dalsze proby dyskutowania.

    Czy znasz termin „skalowanie” i czy wiesz do czego toto sluzy w odniesieniu do instrumentow naukowych? Jesli wiesz, to czemu nie zadasz sobie pytania najprostszego pod sloncem. Czy instrument naukowy skonstruowany do obliczen i przewidywania zjawisk astronomicznych bedzie dzialal wylacznie „do przodu”, czy tez, zeby byl w pelni naukowy, musi rowniez pokazywac zjawiska astronomiczne „wstecz”?

    Odwolanie sie do skalowania, niezbednego do regulacji instrumentu, jako dowodu na jego „starszy” wiek, jest typowym bledem popelnianym przez humanistow.

    Moi goscie dzis wyjezdzaja, wiec bede mogl spokojnie kontynuowac dyskusje o Magna Carta.

  572. @mag, z godz. 11:12
    Nie z Częstochowy Ci on jest, ten dr Gadomski a z Symferopola, gdzie dobrych parę latek temu @anumlik zapił ze szwagrem w siedzibie Krymskiego Oddziału Stowarzyszenia Uczonych Polskich, któremu to oddziałowi przewodził był wówczas rzeczony Aleksander Gadomski. Zbereźnik i szaławiła @anumlik zrobił wówczas ze szwagrem (też niezły numer) takie tornado, przy którym to z Fairdale, co to o mało nie zmiotło @żabki konającej, było pikusiem. @Tanaka zapytał o owo Stowarzyszenie, o którym nie słyszał, choć słyszał o podobnym – odeskim – i … poszły konie po betonie. I do życiorysu (już) profesora nadzwyczajnego dolazły. Sam se odświeżyłem pewne fakty i daty, a ponieważ z profesorem kontakt się urwał po aneksji Krymu przez Putina, będę musi co musiał poprzez częstochowską Filologię Polską popytać, gdzie się ukrył dawny kompan od spełniania toastów ukraińskim bimbrem. I co z Katedrą Filologii Ukraińskiej na Wydziale Historyczno Filologicznym Krymskiego Uniwersytetu Inżynieryjno Pedagogicznego w Symferopolu stało się pod panowaniem Putina.

  573. @mag

    A czy majac i oplacajac abonament nie mam przypadkiem dostepu nie tylko do arechiwum Polityki, ale rowniez do „Niezbednika Inteligenta”? Bo mi sie widzi, ze mam, skoro moge otworzyc i czytac… Chyba, ze mam tylko dostep do niepelnych wersji.

  574. @lonefather, z godz. 11:41
    Termin „skalowanie” obił mi się o uszy, zacny człowieku. Mimo żem humanista też biorę uwagę możliwość ustawienia mechanizmu z Antiquery na jakiejś dacie wstecz. Czemu akurat na roku 586 p.n.e – nie wiem. Ty też nie wiesz. Drugi jednak argument – mianowicie użycie brązu o innej niż w czasach Archimedesa „proporcjonalności” metali w stopie, stawia pod znakiem zapytania powstanie artefaktu z dna Morza Egejskiego w latach 287-212 p.n.e., czyli w latach gdy żył Archimedes. Obudową zaś drewnianą, artefakt został obłożony jeszcze później. Mianowicie w latach 150-100 p.n.e. To wszystko świadczy o jednym. Na przestrzeni stuleci, komputer z Antiquery poddawany był modyfikacjom i naprawom, mimo to aż do zatonięcia 50-metrowego statku greckiego (?) na którym się znalazł, pełnił swoją rolę. Też zresztą nie wiadomo do czego artefakt służył. Do obliczania czasu igrzysk olimpijskich na wiele lat do przodu? Do ustawiania odległości gwiazd i gwiazdozbiorów podczas podróży statkiem? Chronometrem ci on był, czy ozdobą na kominku? Każda odpowiedź jest możliwa.

    Moi goscie dzis wyjezdzaja, wiec bede mogl spokojnie kontynuowac dyskusje o Magna Carta.
    Nie powiem, że z niecierpliwością, ale czekam.

  575. anumlik
    Wsio poniała z tym Symferopolem i profesorem odnalezionym w Częstochowie
    Swoja drogą fajne są różne nieoczekiwane spotkania niosące jakieś przygody lub ich zapowiedź.
    Wracajac ze Sztokholmu dwa dni temu dogadałam się w samolocie bardzo sympatycznie z Gruzinem, który studiuje na lubelskim KUL filozofię, że ja go zaproszę na zwiedzenie Warszawy, której nie miał okazji bliżej poznać, a on mnie do Gruzji, którego to pięknego kraju bardzo jestem ciekawa.

  576. @lonefather
    Niezbędnik inteligenta kupuje się osobno, niezależnie od abonamentu na e-Polityke czy kupna wersji papierowej.
    Ale książka, bo to książka, jest zawsze dostępna poprzez internet.
    Wejdź na http://www.sklep.polityka.pl.
    „Kresy”, które liczą 178 stron kosztują ws klepie internetowym 24.99 PLN.

  577. mag
    Moja odpowiedź w sprawie Niezbędnika inteligenta „czeka na moderację”.
    Uczulam ciebie i zapytowywuję pana Jacka – dlaczego?

  578. @anumlik
    chcesz mnie wpędzić w paranoję?
    „Nie bardzo rozumiem Twojej rozterki” 🙄
    W CV wspomina Gadomski pracę w AJD jako epizod sprzed 10-12 lat, AJD ma go w spisie pracowników, Ty piszesz „Raczej visiting professor. Prowadził cykl wykładów” i odsyłasz do CV…
    No i nie dajesz rady nawiązać z nim kontaktu…
    Latający Holender? 😉

  579. @mag
    od jakiegoś czasu stosujemy tu podawanie linka z otwartym cudzysłowem, w ten sposób nie fatygujemy pana Jacka i unikamy automatycznego odesłania do moderacji.
    I nikt się niepotrzebnie nie irytuje.
    Taki linki należy najechać myszką, a ona zapyta „otworzyć?”

  580. lonefather
    Jeszcze raz.
    Niezbędnik inteligenta nie wchodzi w skład abonamentu na e-Politykę. Kupuje się go osobno W sklepie internetowym kosztuje 24.99 PLN.
    www. sklep.polityka. pl

  581. Polski katolicyzm:
    O. Kłoczowski: Jezu, ufam tobie… bo nie ufam nikomu
    Tylko w tym katolickim kraju pierwsze, co widzisz, to nieprzyjazna morda drugiego człowieka, który by ci widły wbił w plecy, jak tylko się odwrócisz.

    „http://sklep.polityka.pl/catalog/partlist.aspx?CategoryID=172&mode=7&page=0

  582. @Tobermory
    chcesz mnie wpędzić w paranoję?
    Sam się wpędzam. A wszystko z powodu „popijawy” sprzed 12 lat. Musi co będę musiał zatelefonować do kilku prowincjonalnych i jednej szacownej placówki naukowej, aby się dowiedzieć, gdzie Latający Holender się zapodział. Szczególnie w okresie, gdy Krym przez Putnina zaanektowany został. Ale dziś sobota, jutro niedziela, najwcześniej więc w poniedziałek telefony odbierać zaczną. Może Gadomski nie w Polsce, a na Ukrainie, albo w Serbii się zadekował w jakimś monastyrze 🙄

  583. On jest teraz profesor zagraniczny (był 2 lata temu)
    „doc. dr Aleksander Gadomski (Krymski Inżynieryjno-Pedagogiczny Uniwersytet)
    14-27.11.2013, profesor zagraniczny – wygłosił cykl wykładów nt. Aktualne zagadnienia teolingwistyki słowiańskiej, Etniczna prasa Krymu: historia i współczesność, Wybrane aspekty wielokulturowości Krymu.”
    – najświeższy ślad na AJD

  584. Podażdat’ nada. Patom pasmotrim i uwidim 😯

  585. Гадомский Александр Казимирович, Гадомская Галина Петровна
    доцент кафедры украинского языкознания РВУЗ „Крымский инженерно-педагогический университет”
    теолингвистика, теолингвистические исследования, Хрестоматия
    Brak zweryfikowanego adresu e-mail

  586. Ja w kwestii formalnej. Jeśli pan Gadomski jest doc. dr to jest bardzo stareńki, bo od dawna nie zatrudnia się kogoś na etat docenta – znikł z ustawy pan docent, został tyko dobitkom, szczególnie „marcowym”, ale ci albo nie żyją, albo są na zasłużonej emeryturze. Jeśli doc. dr zdobył stopień dr hab. (czego nikt nie oczekuje od staruszka), wtedy choćby za zasługi zostałby prof. nadzw. w danej uczelni, co ma miejsce z panem Gadomskim, jeśli jego kolega, dr Google nie kłamie.

  587. Kim, do k…y nędzy, jest ten Gadomski?????????????????

  588. sugadaddy
    Gadomski jest facetem, który kiedyś pił wódeczkę z anumlikiem bodaj w Symferopolu i oby panom było bardzo wesoło. A teraz ten Gadomski, który bynajmniej nie jest Ukraińcem ani Rosjaninem, pracuje jako profesor w jakiejś uczelni częstochowskiej, o ile – co sugeruje Antonius – nie jest na zasłużonej emeryturze.
    Po twoim emocjonalnym pytaniu wnioskuję, że mamy suspens w temacie.

  589. Gdzie jest mister Gadomski? Wszyscy szukamy Gadomskiego!

  590. anumlik
    11 kwietnia o godz. 12:10

    „… Ty też nie wiesz. Drugi jednak argument – mianowicie użycie brązu o innej niż w czasach Archimedesa “proporcjonalności” metali w stopie, stawia pod znakiem zapytania powstanie artefaktu z dna Morza Egejskiego w latach 287-212 p.n.e., czyli w latach gdy żył Archimedes. …”

    Sklad % brazu jest najmniejszym z problemow do wytlumaczenia. Postaw sie na momencik na miejscu Archimedesa. Masz „miekki”, ze wzgledu na zawartosc olowiu, wspolczesny braz, ale masz w domu jeden, czy dwa posazki odlane z brazu nie zawierajacego olowiu… Tak wiec masz w domu „twardy” nie zawierajacy olowiu braz i masz skonstruowac urzadzenie mechaniczne, maksymalnie odporne na scieranie. Masz jakikolwiek problem z przetopieniem i przerobieniem na blache posazka, czy czegokolwiek innego?

    Ja bym nie mial….

    Czy powyzsze wyjasnia jak mogl sie znalezc starszy o kilkaset lat braz, w urzadzeniu zbudowanym przez Archimedesa.

    W pamietnikach Cicerona zachowal sie fragment, z opisem jego wizyty w domu wnuka generala Marcusa Claudiusa Marcellus’a, zdobywcy Syrakuz. General jako „lup wojenny” zabral ze zdobytych Syrakuz 2 przedmioty. Jednym z nich bylo skonstruowane przez Archimedesa Planetarium obrazujace ruch planet , ktore Cicero ogladal i opisal okolo 100 lat po zdobyciu Syrakuz.

    Z pamietnikow Cicerona wiemy na pewno, ze Archimedes konstruowal takie „zabawki”.

    Niemniej dla mnie wazniejsza przeslanka wskazujaca na Archimedesa sa jego potwierdzone umiejetnosci astronoma, matematyka, mechanika i wynalazcy praktycznego zarazem, oraz posiadana przez niego wiedza naukowa. Po prostu w tamtym okresie starozytnosci nie bylo drugiego czlowieka, ktory dysponowalby porownywalna wiedza i umiejetnosciami.

    Ja nie slyszalem, ani nie czytalem o nikim kto dorownywalby Archimedesowi.

    Jesli nie bylo innego mozliwego tworcy, to musial to byc Archimedes.

    Inna zupelnie sprawa jest to, czy to konkretne urzadzenie skonstruowal wlasnorecznie Archimedes. Nie ma na to zadnych dowodow, ale nie ma rowniez dowodow na autorstwo kogos innego. Jest oczywiscie tez taka mozliwosc, ze „komputer z Antikytery” wykonal ktos inny, kopiujac urzadzenie skonstruowane przez Archimedesa.

    ‚https://www.youtube.com/watch?v=nZXjUqLMgxM

  591. @mag

    Sklepik Polityki … dzieki.

  592. Дфефоэся Рщдутвук Пфвщьылш кщишж рфишдшефсоэ

    😆
    Teraz niech ktoś zgadnie, co napisałem powyżej.
    Czysta enigma 😎

    Latający Holender Gadomski jest być może staruszkiem, który habilitował się w ubiegłym roku 🙄
    Jeden anumlik wie.
    Przynajmniej z wyglądu mógłby wiek ocenić, albo po głosie i możliwościach „wypitki” 😉

    A jak nam jeszcze dojdzie całun po Archimedesie… 🙄

  593. Tobermory
    Kurde, znam bukwy, ale to coś napisał, to gorzej niż enigma.
    Ja nie szyfrantka, niczewo nie ponimaju.

  594. A co z Chustą Weroniki?
    Podrzucam temat, co by odejść od Całunów.

  595. „Дфефоэся Рщдутвук Пфвщьылш кщишж рфишдшефсоэ”

    …czyli chrząszcz brzmi w trzcinie, słynny scenariusz pisany cyrylicą…
    Nb, czy Państwo Ateiści spozycjonowali się już wobec Istnienia bądź Nieistnienia?
    Inaczej – trudno znaleźć podmiot Bloga…:)

    (PS na poważnie – dyskusja paradna, by nie rzec: wiarygodna).
    Pozdrowienia dla wszystkich

  596. @mag
    jak poczytasz wcześniejsze komentarze, to zauważysz wspomnienie o chuście Weroniki (całun z Manoppello) jako jednej z zachowanych „fotografii” 😉 O bisiorze każdy sobie może poczytać.

    „Scenariusz pisany cyrylicą” wyszedł mi niechcący.
    Zapomniałem przełączyć klawiaturę z rosyjskiej na polską i pisałem jak zwykle 😉
    Pierwsze trzy słowa, to „Latający Holender Gadomski”, a dalej… nie pamiętam 😉

  597. A propos „spozycjonowania” to ja istnieję 😎

  598. gekko
    Dyskusja, mniemam, jest OK i jak na ten blog przystało, czasem odjazdowa.
    A Państwo ateiści spozycjonowani. Wie się, who is who.

  599. @Gekko, rzecz jasna, z dużej litery.

  600. Szukajcie, a znajdziecie!
    @anumlik
    extra dla ciebie
    „http://gadomsky.crimea.edu/
    „Staruszek” Gadomski – rocznik 1963 😉

  601. Tobermory
    A może jest dwóch Gadomskich, bo ten, co go wynalazłeś to cuś za młody się wydaje?
    Anumlik musi określić, ile z grubsza lat mógł mieć gościu 12 roków wstecz.

  602. Sądzę, że jest jeden i to jest ten. A wtedy miał ok 40 lat.
    Anumlik też nie Metuzalem, choć jednak trochę starszy, jak przypuszczam 😉

  603. Tobermory
    11 kwietnia o godz. 17:23

    „A jak nam jeszcze dojdzie całun po Archimedesie…”
    ———————————————————-
    Widzę straszniej: A jak nam jeszcze dojdzie całus toruński?

  604. @lonefather, z godz. 17:04
    Pytasz – Masz jakikolwiek problem z przetopieniem i przerobieniem na blachę posążka, czy czegokolwiek innego?
    Dziś pytanie, dziś odpowiedź. Nie mam. To jest rozsądne wytłumaczenie dla odpowiedzi na pytanie: skąd wziąć materiał na uzupełnienie wyłamanego ubytku. Albo na stworzenie identycznego artefaktu z materiału twardszego niż ten, którym dysponowały manufaktury odlewnicze starożytnej Grecji. Czyli na kopię, czy – szlachetniej ująwszy – na twórcze odwzorowanie starszego oryginału.

    Z pamietnikow Cicerona wiemy na pewno, że Archimedes konstruował takie „zabawki”.
    Trudno temu zaprzeczyć. „Takie” jednak nie oznaczają – tą jedną.

    Po prostu w tamtym okresie starozytnosci nie bylo drugiego człowieka, który dysponowałby porównywalną wiedzą i umiejętnościami. Ja nie słyszałem, ani nie czytałem o nikim kto dorównywałby Archimedesowi. Jesli nie było innego możliwego twórcy, to musiał to być Archimedes.
    Nie bierzesz, O Szlachetny, pod uwagę tego, że we wcześniejszym okresie mogli zaistnieć tacy ludzie. W Egipcie, w Mezopotamii, w Chinach wreszcie. Matematyczne zapisy w systemie dziesiętnym znane były już w epoce Shang, pomiędzy szesnastym a jedenastym wiekiem przed naszą erą. W tym też okresie zaczęto konstruować mapy astronomiczne. Nieco później, ale przed Archimedesem, żyjący w czwartym wieku przed naszą erą Shi Shen wyznaczył pozycje 121 gwiazd i odnotował obserwacje plam na Słońcu. Współczesny mu Gan De jest autorem pierwszej zachowanej obserwacji Jowisza, wyznaczył też okresy orbitalne planet. Obaj przyczynili się to budowy zegara słonecznego typu armilarnego czyli mechanicznej sfery armilarnej. Mechanicznej, o Szlachetny. Cóż to jest głupie kilkaset lat (może kilkadziesiąt), aby astrolabium przekształcić w komputer z Antiquery? Ę?

  605. pombocek
    Czy wiesz może, jak wygląda całus toruński?
    Bardzom ciekawa.

  606. anumlik
    11 kwietnia o godz. 19:03

    A dodatkowo, o szlachetny, wspomniany Shi Shen, poza wyznaczeniem pozycji 121 gwiazd napisal pierwszy sklownik Chinsko/Grecki, zeby przeksztalcacze sfery armiralnej w „komputer z Antiquery” nie mieli problemow z opisem greckim.

    Toz to raptem tylko kilkaset lat roznicy i te pare tysiecy kilometrow, ale co to dla Chinczyka?

  607. mag
    11 kwietnia o godz. 19:08

    W poblizu katedry i koniecznie „z jezyczkiem”… , ale dostepny jedynie dla prawowiernych i pozostajacych w zwiazkach sakramentalnych.

  608. @ Tobermory, z godz. 18:30
    Sądzę, że jest jeden i to jest ten. A wtedy miał ok 40 lat.
    Anumlik też nie Metuzalem, choć jednak trochę starszy, jak przypuszczam

    Dobrze przypuszczasz. O równą dekadę, Znaczy się o dziesięć lat i jeden miesiąc. Wieku zresztą (fakt słusznego ale nie matuzalemowego) nigdy nie ukrywałem. Pamiętam zresztą, że ten jeden miesiąc (bez dwóch dni) był powodem kilku toastów. Potem za cholerę niczego więcej nie pamiętam. Twarz profesora też jakaś taka „mniej ostra” wydawała mi się wówczas.

  609. @lonefather, z godz. 19:11
    Shi Shen, poza wyznaczeniem pozycji 121 gwiazd napisal pierwszy sklownik Chinsko/Grecki, zeby przeksztalcacze sfery armiralnej w „komputer z Antiquery” nie mieli problemow z opisem greckim.
    O tym nie słyszałem. Mógłbyś ciut przybliżyć tę rewelację.

  610. Całus toruński ma posmak (starego?) piernika 😉