Pułapka

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Tkwimy w pułapce. Może nie wszyscy, ale ja na pewno: kolejne publiczne wystąpienia hierarchów Kościoła mogłyby być źródłem następnych moich wpisów, ale wydaje się to coraz bardziej pozbawione sensu. Chyba że za wartość samą w sobie uznamy zwracanie uwagi na pojawiające się w obiegu publicznym opinie, które jawnie kwestionują realia, manipulują faktami czy też mogą nakłaniać do zachowań społecznie szkodliwych. (O tym, co jest, a co nie jest społecznie szkodliwe, także można dyskutować, lecz gdy szczuje się jednych członków społeczeństwa przeciw drugim, trudno to raczej uznać za działanie prospołeczne i pozytywne).

Tylko że w takim razie dlaczego miałbym ograniczać się do krytyki wystąpień wspomnianych hierarchów? W końcu nie mniej bzdurne i społecznie szkodliwe bywają wypowiedzi polityków, rozmaitych ekspertów, którzy zbyt często nie wahają się wychodzić poza obszar własnej dziedziny, a wreszcie i dziennikarzy, zwłaszcza — niestety — telewizyjnych.

Jednak wyłapywanie głupot polityków czy nadużyć ekspertów od wszystkiego wydaje mi się zajęciem jałowym. Dlatego tak rzadko sięgam po przykłady z tego świata (choć czasem trudno się powstrzymać). Oddzielnym problemem jest świat mediów. Tu każda pliszka swój ogonek chwali, a jednak uważam, że mamy do czynienia z poważną dewaluacją zawodu dziennikarza i związanej z tym zawodem odpowiedzialności społecznej. Horrendalnym przykładem jest seria materiałów wyprodukowanych ostatnio przez tygodnik „Wprost”, które udają dziennikarstwo śledcze w sprawie mobbingu i molestowania, jakiego miał się dopuścić as TVN Kamil Durczok.

(Nie odnoszę się tu do materialnej prawdy w sprawie Durczoka, bo jej nie znam; nie mam natomiast wątpliwości, że tam, gdzie jest zależność służbowa, nie może być mowy o seksualnej równości stron bez względu na płeć szefa i podwładnego).

Nic nie pomogą tyrady szefa „Wprost”, że on kulom się nie kłania i nie boi się świętych krów. Wysuwając oskarżenia, które mogą zniszczyć człowieka, musisz mieć twarde dowody jego winy albo milcz. Przypadków lekceważenia tej zasady mieliśmy już w III RP dostatecznie wiele, by udawać, że się nie wie, o co chodzi. To także czarne karty mediów.

Mniej, lecz również horrendalne jest powielanie schematu napuszczania na siebie zaproszonych do programu gości. Tu „zasługi” Moniki Olejnik są niebagatelne, zwłaszcza że zaprasza ludzi, o których wie, co powiedzą i jak będą argumentować, ale nie przygotowuje sobie (lub nie umie wykorzystać) arsenału kontrargumentów. Wobec elokwentnych, ale paplących bez sensu, bywa zupełnie bezradna. To przykre, bo teksty, które pisze, dowodzą, że nie jest ani źle poinformowana, ani nierozumna. A jednak w telewizji wypada to dramatycznie. Liczą się tylko emocje. Gość, który próbuje spokojnie przedstawić jakieś racje zamiast emocji, staje na z góry przegranej pozycji.

To, co napisałem powyżej, jest oczywiste i poniekąd banalne — i na tym polega tytułowa pułapka. Ile razy można odnosić się do tych wszystkich gadających głów? Ile razy można śmiać się z fundamentalnego pytania wciąż zadawanego przez telewizyjnych dziennikarzy: „Co pan czuje?” albo „Co pani czuła?”. Ile razy można ubolewać nad układem treści i rozkładem ważności informacji w głównych wydaniach programów informacyjnych TVN czy TVP (Polsat bardzo rzadko oglądam, ale nie podejrzewam, by było dużo lepiej)? Przygotowywanie i pisanie informacji do wiadomości to z pewnością trudna sztuka, ale może czas, by się jej nauczyć?

OK. Wiem, POLITYKA też umie coś sknocić, zdarza się to najlepszym, mnie chodzi jednak o proporcje. A te w świecie telewizyjnym wydają mi się szczególnie zachwiane — na niekorzyść klarowności, wagi, powagi, zrozumiałości i instruktywności.

Trochę to wszystko brzmi jak jeremiada starszawego pana. Ale ja nie twierdzę, że kiedyś po prostu było lepiej; raczej się dziwię, że wciąż jest tak, delikatnie mówiąc, słabo. Zarazem coś w tym „kiedyś” jest na rzeczy: wystarczy rano posłuchać wiadomości czytanych w Dwójce Polskiego Radia, a potem porównać je z wiadomościami (a przede wszystkim sposobem ich podania i zredagowania) w TOK FM, Radiu Zet czy RMF FM. Wieje grozą. Ale ile można o tym pisać?

Queen Mary Apocalypse, London XIV w. Za pośrednictwem http://discardingimages.tumblr.com/

Queen Mary Apocalypse, London XIV w. Za pośrednictwem http://discardingimages.tumblr.com/