Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

14.02.2015
sobota

Wpis bardzo nietypowy. Test wiary

14 lutego 2015, sobota,

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Tego typu pomysły na ogół nie wypalają, ale mimo wszystko spróbuję. Moja propozycja tym razem polega na tym, byście Państwo zamiast czytać moje wydumki, obejrzeli film o Romanie Fristerze, zmarłym niemal tydzień temu dziennikarzu Polityki. Ostrzegam: to bardzo szczególny dokument, słowa typu „wstrząsający, poruszający” nie oddają tego, co przeżywa widz mający elementarną ludzką wrażliwość i odrobinę wyobraźni oraz znajomości historii. TVP udostępniła ten film poprzez stronę Polityki TUTAJ albo TU. To tylko pół godziny. Choć to takie pół godziny, które zostaje w nas na zawsze. Do tych, którzy obejrzeli, mam tylko jedno pytanie: jak można nadal wierzyć w Boga?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1 235

Dodaj komentarz »
  1. A jeżeli Boga nie ma – bo Redaktor obstaje przy swoim wariancie światopoglądowym – to na czyje konto idą te zbrodnie?
    Że zapytam.

  2. sugadaddy
    (Jeszcze w ramach „remanentów” spod poprzedniego wpisu Gospodarza).
    Jesteś upierdliwy, arogancki i masz chyba wredny charakter.
    Prawda to czy fałsz? A może moja fantazja?
    Bardzo mi się nie podobało potraktowanie mnie i Neli ( ściśle – naszych opowieści dziwnej treści) przez twoje „mędrca i szkiełka oko”.
    Co ty wiesz o Bogu lub jego braku oraz tegoż konsekwencjach? – że strawestuje Lindę.
    Więcej pokory i szacunku wobec bliźnich!
    A sklerozy nie mam i nawet jeśli konfabuluje to fajnie.
    Znaczy że jeszcze żyję i ubarwiam sobie egzystencję, która chwilami bywa nudna.

  3. @Aaron ..
    Polecam książkę S. Stewart-Wiliamsa: Darwin, Bóg I sens życia.
    Nieco „przegadana”, ale godna przeczytania.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Fragment książki Karen Amstrong.O Bogu w religiach monoteistycznych , czyli…Wspomina Elie Wiesel laureat Nagrody Nobla. Człowiek dla którego Bóg , Talmud przed przybyciem do obozu były wszystkim. A po pobycie…

    „Pewnego dnia gestapowcy powiesili chłopca. Nawet esesmani poczuli się nieswojo na myśl o powieszeniu dziecka na oczach tysięcy ludzi. Dziecko, które jak wspomina Wiesel miało twarz „anioła o smutnych oczach’, było milczące, sinoblade i wstępowało na szubienice niemal ze spokojem. Jeden z więźniów stojących za Wieselem spytał:
    -„Gdzie jest Bóg? Gdzie On jest?
    Dziecko umierało pół godziny, a więźniowie musieli patrzeć mu w twarz. Po chwili ten sam mężczyzna zapytał znowu:
    -„Gdzie jest Bóg?”
    A Wiesel usłyszał w sobie głos który odrzekł:
    -„Gdzie jest? Tu – wisi na szubienicy.”

  6. I jeszcze jeden fragment pochodzi z tej samej książki zatytułowanej „Historia Boga”.
    Z rozdziału zatytułowanego „Śmierć Boga?”.

    „Podobno pewnego dnia grupa Żydów w Oświęcimiu wytoczyła Bogu proces. Oskarżali go o okrucieństwo i zdradę. Jak Hiob, nie znaleźli pociechy w normalnych wyjaśnieniach problemu zła i cierpienia pośród otaczającego ich plugastwa. Nie znaleźli dla Boga usprawiedliwienia, żadnych okoliczności łagodzących, uznali go więc za winnego i przypuszczalnie zasługującego na śmierć. Rabin ogłosił wyrok. Po czym uniósł wzrok i oznajmił, że rozprawa dobiegła końca – nadeszła pora wieczornej modlitwy.”

  7. Aaron Sprezyner.
    14 lutego o godz. 17:37
    A jeżeli Boga nie ma – bo Redaktor obstaje przy swoim wariancie światopoglądowym – to na czyje konto idą te zbrodnie?
    Że zapytam.

    Aaron. Te zbrodnie obciazaja rowniez Twoje osobiste konto. Bo soba i swoimi pogladami otwierasz doge do ich popelniania, a kaplani Twojej wiry daja zbrodniarzom rozgrzeszenie. Wlasnie dlatego jestes wspolwinny.

  8. Popatrzcie sami…
    Nie chcialem, a musialem odpowiedziec … Ale faszystom i innym katokretaczom odpor trzeba dawac u zarania, nim sie chwast rozpleni.

  9. Jeden z więźniów stojących za Wieselem spytał:
    -„Gdzie jest Bóg? Gdzie On jest?
    Dziecko umierało pół godziny, a więźniowie musieli patrzeć mu w twarz. Po chwili ten sam mężczyzna zapytał znowu:
    -„Gdzie jest Bóg?”
    A Wiesel usłyszał w sobie głos który odrzekł:
    -„Gdzie jest? Tu – wisi na szubienicy.”

    Ten, kto zacytowal powyzszy fragment w oczywistej intencji udowadniania, ze bog istnieje, wykazal sie kompletnym brakiem zrozumienia przekazu jaki niesie zacytowany przez niego fragment. Nie ma boga panie aaron. Po prostu nie ma. Gdyby byl, to powieszony chlopiec by zmartchwychwstal. Nie zrobil tego co oznacza, ze umarl i wiecej juz go nie ma.

    Powieszony martwy niezywy nieistneijacy.

  10. lonefather
    14 lutego o godz. 18:38

    Dobrze powiedziałeś.

  11. Panie Jacku, nim obejrze, napisze co mysle w tej chwili, o tym jak mozna …

    Mozna po tym wierzyc. Jest to mozliwe wskutek prostego zabiegu psychomanipulacyjnego polegajacego na tym, ze krzyk protestu w swojej glowie, ucisza sie mantra: To Bog wystawia mnie i moja wiare na probe … Testuje sile mojej wiary w Niego! Wielokrotnie slyszana mantra i jeszcze wiecej razy powtarzana odnosi skutek i ofiara mantry nadal wierzy …

    Ciekawe, czy zmienie zdanie?

  12. Nikt nie jest z nas bez winy, i ja również – szczególnie jako przedstawiciel rodzaju ludzkiego – poczuwam się w jakimś stopniu do winy, aczkolwiek wytykanie mojej osoby – konkretnie może świadczyć o zbyt wysublimowanym ego co niektórych dyskutantów.
    Przypomnę jednak – mam nadzieję ,że uważnie odsłuchałem wstrząsających wspomnień Pana Romana Fristera – że slowo Bóg nie pada ani razu w ich trakcie, a jeżeli kogoś szukać i nazywać winnym (ewentualnie współwinnym) to niestety mam swoich faworytów ( niekoniecznie użył bym w tym przypadku liczby pojedynczej) i chciałbym pogratulować dobrego samopoczucia osobom które twierdzą ,że ich to nie dotyczy.

  13. Tanaka
    14 lutego o godz. 18:52

    Wiem.
    Zawsze z najwyzsza przyjemnoscia mowie i pisze prawde.

  14. Gubisz się w zeznaniach lonefatherze, a niestety jest to przypadłością tych którzy…

    Oczywiście w miejsce trzech kropek mam ochotę coś wstawić,ale chwilowo…

  15. Straszne

  16. Słuchając okrutnych wspomnień Pana Romana i przebijającego z nich zupełnie nieuprawnionego optymizmu nasuwa się pytanie Dlaczego w ten sposób podchodził do tych strasznych zdarzeń?

    Gdzie szukać przyczyn takiej a nie innej postawy, obozowego credo?
    Nie wiem czy najbardziej uprawnionym,ale na pewno dosyć sensownym wytłumaczeniem , natchnieniem mogłyby być trzy słowa których genealogia jest raczej wiadoma, chociaż przypuszczenie ,że do tej właśnie ich genezy się odwołuje Roman Frister jest raczej, a nawet na pewno-ryzykowne.
    A jakie to słowa?

    Wiara, Nadzieja, Miłość

    Wiara że będę żył.
    Nadzieja… że dojdę do następnego słupa.
    Miłość… do okropnego świata.

  17. Ten sprężynowy gówniarz popisuje się cudzym poezjowaniem z oczywistą nawet dla ślepego motywacją (łamię nie do złamania zasadę niewypowiadania się o cudzych myślach), że ciut cudzej nobliwości na gówniarka-smarka spadnie. Tyle że prezentowana nobliwość to akurat nie nobliwość, ale boże zidiocenie. Cytowałem kiedyś za panem Szostako…op!…Szostkiewiczem, który cytował pana księdza Tischnera odpowiedź na pytanie, gdzie był Bóg, kiedy ludzie cierpieli w Oświęcimiu, na Kołymie:
    „- Cierpiał razem z nimi”.
    Do czego to doszło!
    Stworzenie cierpi, stworzyciel cierpi, odkupiciel cierpi, wszyscy cierpią. to na ..uj to wszystko było?

  18. Mówię: „Na ..uj to wszystko było”, jako że stworzyciel mógł stworzyć drugi raj na ziarnku gorczycy – mądrzejszy. Albo na ziarnku grochu – jeszcze mądrzejszy, bez grzechu, bez głupich, bezcelowych cierpień. Ale czemuś, skurkowany, nie stworzył. Wyobraźni wszechwiedzącemu zabrakło?

  19. Pytanie retoryczno ironiczne. Jak w ogóle można wierzyć w boga?

  20. pombocek
    14 lutego o godz. 19:21
    To taka zabawa: w berka. Znaczy – w Berka. Czyli w „żydka”: kto oberwie piłką, ten trafiony. czyli cierpiący.
    Tak to sobie bozia obmyślił. A w teg bskiej grze, człowiek nie ma wyjścia, tylko zapier…, żeby nie zostać trafionym. A jak już zostanie, ma zapier…, żeby w kogoś innego trafić. Niech on zapier… !
    To się nazywa „Objawienie”, albo „plan boży”

  21. Obejrzałem film.
    I mam dwie odpowiedzi na pytanie pana Jacka:
    1. Nie można wierzyć.
    Pod warunkiem, że posiada się krytyczny rozum, wrażliwość, zintegrowaną, wolną i dojrzałą osobowość.
    2. Można wierzyć.
    wtedy, kiedy odrzuca się kontakt z przeżyciem człowieka pokazanym w filmie i rzeczywistość, na rzecz wyparcia i zablokowania w sobie kształtowania tego, co w p. 1.
    Wtedy cyniczne, lub skrajnie chore brednie o tym, jak to bozia wisi na szubienicy stają się normą i obowiązkiem.
    Jesteśmy z lonefatherem w pełni zgodni.

  22. Obejzalem.

    Opinii jaka sie podzielilem przed, nie zmieniam. Taka jak podalem, czy podobnie sformulowana mantra, samowmowienie sobie, ze to bog wystawia na probe moja wiare w niego, jest sposobem na to, zeby poradzic sobie ze wstrzasem i moze nieco mniej spokojnie, ale nadal wierzyc.

  23. Tanaka
    14 lutego o godz. 19:34

    Nic, tylko cierpienie – Bóg cierpi, my cierpimy, ani jednego uśmiechu. Zeusie, spuść bombę na tę trąbę i czym prędzej wracaj z boginiami i bożkami, bo się zacierpimy, zanudzimy na śmierć z tym durnowatym dzikusem Jahwe..

  24. Tematyka powodowana wspomnieniem Pana Roman Fristera oczywiście może budzić różne wnioski i skojarzenia, może inspirować do ciekawych przemyśleń, ale z tego co dostrzegam po pierwszych głosach dyskutantów pojemność ateistycznych mózgów i rodzaj uzwojenia raczej nie uległa widocznym przeobrażeniom dlatego dalszy mój udział w dyskusji która mogła zaowocować naprawdę czymś wartościowym ( a przynajmniej początkowo miałem taką nadzieję) uważam za bezcelowy i już mnie nie ma.

  25. Dopisze … do listy Tanaki trzecia mozliwosc …

    1. Nie można wierzyć.
    Pod warunkiem, że posiada się krytyczny rozum, wrażliwość, zintegrowaną, wolną i dojrzałą osobowość.
    2. Można wierzyć.
    wtedy, kiedy odrzuca się kontakt z przeżyciem człowieka pokazanym w filmie i rzeczywistość, na rzecz wyparcia i zablokowania w sobie kształtowania tego, co w p. 1.
    Wtedy cyniczne, lub skrajnie chore brednie o tym, jak to bozia wisi na szubienicy stają się normą i obowiązkiem.
    3. Trzeba wierzyc.
    Po to bozia pozwala na to, zeby nauczyc ludzi dobra, przeprowadzajac ich przez pieklo na ziemi. Dlatego wlasnie tzreba w niego wierzyc… (takie tlumaczenie uslyszalem kiedys z ust pewnego ksiedza)

    Tylko zacytowalem. Z w/w pogladami nie mam nic wspolnego, a przytoczylem w ramach odpowiadania na pytanie „Jak mozna nadal wierzyc?”

  26. Jak się okazuje to można; i to w boga miłosiernego, sprawiedliwego i boga samo dobro.

  27. Mag,
    Czyli potwierdzasz to co napisałem, a jednocześnie uważasz mnie za wrednego aroganta? Ciekawe.

  28. Jacek Kowalczyk

    „Do tych, którzy obejrzeli, mam tylko jedno pytanie: jak można nadal wierzyć w Boga”?

    Holocaust podkopał wiarę wielu ludzi. Zarówno Żydzi, jak i nie-Żydzi pytają: Jeżeli istnieje Bóg, to dlaczego do tego dopuścił?

    W „Wykładni zasad judaizmu konserwatywnego”, wydanej przez konserwatywną wspólnotę żydowską w USA, napisano: „Istnienie zła było zawsze najpoważniejszą przeszkodą dla wiary. Za życia naszego pokolenia, wobec ogromu okropności Oświęcimia i Hirosimy, kwestia ta nabrała nowych, zatrważających wymiarów. Pytanie, dlaczego sprawiedliwy i potężny Bóg dopuścił do unicestwienia tylu niewinnych ludzi, porusza sumienie osób religijnych i przerasta naszą zdolność pojmowania”.

    Dlaczego więc Bóg toleruje zło?

    Częściowej odpowiedzi udziela wspomniana publikacja żydowska: „Stwarzając ludzi z wolną wolą, Bóg z konieczności ograniczył swe przyszłe pole działania. Gdyby człowiek postawiony między dobrem a złem nie miał faktycznej możliwości powzięcia błędnej decyzji, całe pojęcie swobody wyboru nie miałoby sensu. Chociaż nasze decyzje mogą nam przysporzyć zgryzot, to jednak obdarzenie rodzaju ludzkiego wolną wolą można uznać za wyraz miłości Bożej, pozwala nam to bowiem zachowywać prawość i rozwijać się duchowo”.

    Taki pogląd jest zgodny z tym, co mówi ST. Ludzkość od samego początku miała swobodę wyboru: Adam i Ewa skorzystali z niej wypowiadając posłuszeństwo Bogu , a Kain — popełniając morderstwo na swym bracie Ablu. Również starożytnym Izraelitom Bóg dał możność dokonania wyboru: „Patrz, przedkładam ci dziś życie i dobro oraz śmierć i zło (…) a ty obieraj życie, żebyś pozostał przy życiu, ty i twoje potomstwo”.

    Jednakże w żydowskim punkcie widzenia pominięto istotny czynnik. To samo stworzenie, które niegdyś podniosło bunt przeciwko Bogu, a później zadało cierpienia wiernemu Hiobowi, w dalszym ciągu działa. Deprawuje umysły ludzkie swoimi myślami, których rezultatem stały się między innymi obozy koncentracyjne, tortury i masowe morderstwa. Księga Hioba wyraźnie utożsamia tę postać ze zbuntowanym aniołem— Szatanem, czyli Przeciwnikiem .

    Cały świat wciąż podlega wpływowi Szatana i korzysta z jego ofert, wskutek czego szerzy się przemoc oraz lekceważący stosunek do życia i wartości moralnych. Zamysłom Szatana służą ideologie polityczne, rozłamy religijne, pogoń za przyjemnościami, ubóstwianie ludzi itd.

    Dlaczego Bóg tak długo na to pozwala ?

    Z powodu ważnych kwestii moralnych, jakie wyłoniły się po buncie w Edenie, u zarania dziejów ludzkości. Ich rozstrzygnięcie wymagało czasu. Obecnie dobiega on końca. W bliskiej przyszłości zajdą ogromne zmiany, które przyniosą znękanej ludzkości, upragnioną ulgę.

    Przyszłość, którą Bóg przewidział dla ziemi i jej mieszkańców, zatrze w naszej pamięci bolesne obrazy minionych przeżyć: „Nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą”, mówi Pismo.
    Kiedy Bóg rozciągnie swą władzę nad całą ziemią, ludzie zapomną o wszelkich cierpieniach, jakich doznali. Wszystkie koszmarne wspomnienia zbledną wówczas pod natłokiem radosnych przeżyć, bo Biblia obiecuje, że Bóg, „otrze wszelką łzę z ich oczu, i nie będzie już śmierci, nie będzie też żałoby ani krzyku, ani bólu. Rzeczy dawniejsze przeminęły”(Apokalipsa 21:4).

    Czy jest jednak jakaś nadzieja dla milionów ludzi, którzy zginęli podczas Holocaustu ?

    Prawie 2000 lat temu nadzieję taką przedłożył Jezus z Nazaretu, mówiąc: „Nie dziwcie się temu, ponieważ nadchodzi godzina, gdy wszyscy, którzy są w grobowcach pamięci, usłyszą jego głos i wyjdą”. Wyrażenie „grobowce pamięci” wskazuje, że przebywający w nich będą zachowani w pamięci Bożej do czasu, gdy zostaną wskrzeszeni do ponownego życia na ziemi.

    Trafna jest w tym wypadku uwaga z „Wykładni zasad”, cytowanej na wstępie: „Wizja olam haba [przyszłego świata] wzbudza w nas nadzieję, że nie zostaniemy na zawsze w grobie, nie pójdziemy w zapomnienie”.
    Jakie to ma znaczenie dla milionów Żydów, Słowian i innych ofiar Holocaustu? Otóż Bóg pamięta o nich i wskrzesi ich z martwych.

  29. Bozia wisi na szubienicy, na krzyżu, umiera w komorze gazowej, żywcem w piecu, zasuwa przy wyrębie tajgi i umiera z głodu, zdycha z przepicia, z przedawkowania narkotyków, rozpieprza się na drzewie w samochodzie, umiera z uczniami w Biesłanie, z ofiarami tsunami, z pobitą śmiertelnie żoną moczymordy i z ofiarą gówniarzy za to, że nie dała smarkom papierosa, wylatuje na minie na Ukrainie i przekręca się na zawał przed polskim szpitalem. Może sobie, skurkowana, pozwolić – nieśmiertelna jest.

  30. sugadaddy
    No bo jesteś „wredny arogant”. Nic na to nie poradzę.
    A co gorsza, pozbawiony poczucia humoru. Zwłaszcza na swój temat.

  31. pombocek
    14 lutego o godz. 20:17
    Nie, no właśnie jest śmiertelna !
    Co to znaczy, że umiera na szubienicy, w komorze gazowej, w Biesłanie, w tsunami? Tak przez chwilkę sobie poumiera,a potem schodzi z szafotu i strzepuje pyłek z portek? Byłoby to oszustwo, nie żadne umieranie, byłaby to drwina z człowieka, czyste z niego szyderstwo.
    Szydzić bozia nie może, bo człowieka „kocha”, bez tego „kochania” Wszechświat by w ogóle nie zaistniał, ponieważ zaistniał WYŁĄCZNIE z jednego powodu: by w dniu szóstym zrobił sobie bozia człowieka, na swój obraz i podobieństwo i go „umiłował”.
    Tak więc bozia umiera na serio i całkiem. Jest umarta, nieżywa, zdekapitowana, trup. Na własne życzenie. Jest wszechmocna, może więc być umarta, czyż nie?
    Ale nie może być umarta, bo jest „wieczna”. Jest więc wiecznie umarta.
    Ale jest „nieśmiertelna”, więc bozia jest nieumarta.Na szafocie umiera na niby, dla zgrywy.
    A wszystko to miłość.
    W to wierzą wyznawcy bozi.

  32. pombocek g.20:17
    O matko, jak ty coś napiszesz, to mi ciary latają po plecach!

  33. mag
    14 lutego o godz. 20:29
    Ale to fajnie, jak te ciary…
    Ludzie za takie sensacje słono płacą.

  34. Tanaka
    14 lutego o godz. 20:27

    Wyznawcy nie tylko wyznają, czyli wierzą – oni też bozię KICHAJĄ…tfu!, świnia…KOCHAJĄ. Jakże to polskie, jakże to nasze, mojego dziadka stare „choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję”.

  35. Ale sie dalem podpuscic. Jak dziecko…

    Przeciez to jest tylko retoryczne zapytanie. Jest to odprysk od pytania zasadniczego, ktore tu postawil :

    Żorż Ponimirski
    14 lutego o godz. 19:32
    Pytanie retoryczno ironiczne. Jak w ogóle można wierzyć w boga?

    Szacunek, Zorz.
    (ze tez sie od razu nie skapowalem)

  36. pombocek
    14 lutego o godz. 20:17

    Smakowite!
    FAjnie Cie widziec w formie.

  37. Moim zdaniem, na pytanie postawione przez Gospodarza odpowiedź może być tylko jedna. Podobny skutek przyniesie pytanie o powody posiadania dzieci – czy znajdzie się choć jeden, który by nie był egoistyczny? I nie prowadził do potęgowania cierpienia?

    Problem w tym, że uświadomienie tego faktu nic nie zmienia, jeśli chodzi o dostępne opcje: w najbardziej realnym, biologicznym wymiarze, życie wierzących i niewierzących wygląda tak samo; wybór jest żaden. Sprowadza się do tego, jakiego rodzaju rozmyślaniami będziemy sobie umilać nasze czołganie się przez życie.

    Więc rzecz nie w tym, aby wierzącemu klarować, że jest głupi, czy odwrotnie. Zasadniczy problem sprowadza się chyba do tego, że w silnie zideologizowanych krajach, takich jak Polska, słowna wata oraz zaklęcia (podobne do serwowanych tu przez Aarona) stają się narzędziem władzy i dominacji. Religia mniej jest balsamem dla duszy, a bardziej samoistnym źródłem niedoli.

  38. pombocek
    14 lutego o godz. 20:46
    To wyznanie to czysty debilizm.
    Ale,
    malutkie dzieci, gdy to wyznają, mają takie ufne oczka, ładnie złożone rączki i szczerość serduszek. Samo w sobie jest to piękne i wzrusza.
    Kiedy jednak pomyślę, że jest to już droga paczenia tych ufnych dzieciątek, że klechy zadają im, bezbronnym, bo nie mającym środków rozpoznania i sprzeciwu, niewinnym – gwałt , to mam ciary na plecach i wścieklicę na drabów niszczących to co w nas niewinne i piękne.

    Oni tak robią, bo sami zostali tak zgwałceni. Zło się złem odciska.
    To się nazywa „miłość”. W religijnym wydaniu.

  39. Tanaka

    Z tym, że bozia jest śmiertelna i nieśmiertelna, jasne, że się zgadzamy. Nie umiem zachęcać, więc tylko mówię: O ile ktoś chce zdobyć pewność względem samego siebie – czy wierzący jest, czy niewierzący (jak z koziej tego trąba, czyli sprężyna, która mówiła, że była ateistą; uo Boze, chroń nas, świnty Boze, uod spręzynowych ateistów!), najlepiej pokonać w sobie wstręt i choć przez rok poczytać do poduszki Pismo Święte. Jak się taki ni pies, ni wydra przekona na własne oczy, że ta sama bozia mówi: „Nie kradnij”, a w innym miejscu każe kraść, mówi: „Nie zabijaj”, a sama zabija i nakazuje zabijać, mówi, że jest cierpliwa i wybaczająca, ale nie ma bardziej mściwego dzikusa od Jahwe, jest niewidzialna, a chyba z jakimś upodobaniem mówi o widzialnym kindybale osła i z niewiadomych powodów brzydzi się chłopów ze zmiażdżonymi jądrami (czy to był jakiś popularny sport z dwiema cegłówkami, czyli Izrael miał masowo pomiażdżone jądra, że bozia już nie mogła patrzeć i zrobiła z tego obrazoburstwo?). No więc, jak se taki niezdecydowany, czy w bozię wierzy, czy w cóś, poczyta, się porozkoszuje, to może się zdecyduje.

  40. Mag,
    A to mi ćwieka zadałaś; nie wiedziałem, że pisząc duby smalone, żartujesz akurat ze mnie! Teraz już będę wiedział i podciągnę się w poczuciu humoru „na mój temat”.

  41. Jerzy

    My mamy jakieś straszne wymagania wobec wierzących – żeby czytali. A jak czytają, żeby rozumieli, a jak rozumieją, żeby się zastanowili. A jak się zastanawiają, żeby krytycznie. A jak krytycznie, żeby z tego wyciągali wnioski. A jak wyciągają, żeby wzdrażali.
    Ja nie mogie ! Straszne, i niemożliwe wymagania.
    Dlatego nie wdrażają, nie wyciągają, nie krytycznie, nie zastanawiają, nie rozumieją, i nie czytają.
    Czytający katolik, byłoby to dziwo. czytający krytycznie – to już kandydat na niekatolika i wręcz na ateistę.
    Dlatego czytanie niebieskiej książeczki było zakazane katolikom. Pod ostrymi karami. Protestów praktycznie nie było.
    To działa tak jak zawsze, czyli przyjemnie: „poczytaj mi mamo”.
    No to ktoś czyta, co nieco, i opowiada o co się ma rozchodzić, a nie to co jest. Nieczytający kontent jest, że mu ktoś powie co i jak, bo czytać nie musi, a opowieści są bajeczne i słodziutkie, i piękniutkie.

  42. Tanaka
    14 lutego o godz. 20:27

    Mi się zdaje, że święty Karol Wojtyła święty też mógł, jak Bóg po umieraniu, powstawać z kolan po całowaniu ziemi czy betonu i gdzieś, gdzie nikt nie widział, wracać z boskości do zwykłości i otrzepywać usta, a nawet pluć tą ziemią świętą.

  43. pombocek
    14 lutego o godz. 21:30
    Święty Ojciec Święty Jan Paweł II umierał naprawdę, czyli tylko troszkę. Jak ziemię całował, to tak tylko na niby. Bo jakby naprawdę, to miałby buzię ziemią powalaną. Czego nikt nie stwierdził. I byłby to dowód na dwie rzeczy: na istnienie bozi, oraz świętość Świętego Ojca Świętego Jana Pawła II.
    Ale może o co innego chodziło: spomiędzy płyt betonu dżdżownice wybierał? Byłby jak krtek, a to już mi się podoba.
    Krteček je hrdinou animovaného filmu, jehož příběhy baví děti již mnoho let. Moc toho nenamluví, přesto tato rozesmátá postavička a její příběhy dokázala oslovit spoustu dětí po celém světě.

    W ten sposób dałbym się przekonać do Wojtyły-krteka.

  44. Filmu nie obejrzałem – z przyczyn technicznych.
    Jako b młody człoweik czytałem „Wspomniena Rudolfa Hoessa, komendanta obozu oświęcimskiego” – są tam też wstrząsające opisy tego się działo w Auschwitz. Innym dokumentem jest słynny „Shoah”,m.in. relacja fryzjera…
    Jednak nie tylko w trakcie II wojny światowej działy się rzeczy potworne. Pytanie zadane przez p. Redaktora pozostawiam (sobie) bez odpowiedzi.

  45. Tanaka
    14 lutego o godz. 21:27

    Ja Cię, oczywiście, akceptuję nawet bez słów w sprawie Pisma i powszechnych skutków jego nieczytania, ale niejaki dezenter i tak może z przekąsem, że do czytania i rozumienia Pisma potrzebny jest przewodnik. Nie pierwszy lepszy, ale – z jego sekty. Może nie zauważa, że słowo doskonałego literaty-Boga, skierowane do wszystkich bez wyjątku dusz, jeśli potrzebuje tłumacza, nie jest chyba takie doskonałe. Chyba że za wzór doskonałego słowa i synonim jego boskości przyjmiemy wypociny jego sprężystości, w których nigdy nie wiadomo, o co biega, skąd, dokąd i którędy. Wtedy faktycznie słowo Boga byłoby doskonałe w swej nieprzeniknioności. A to, że przed Bogiem musiałaby być sprężynka, by Bóg ją mógł małpować Bóg, to nieprawda. Bóg może wszystko: na przykład przez całą wieczność wstecz uwielbiał zapach skwierczącego na ogniu baranka, dopiero potem stworzył baranka, ogień, zapach.

  46. A śmiechu, popatrz, nie stworzył. I chyba już nie stworzy. Obejdziemy się bez jego stworzenia.

  47. Wszystkie nasze dzienne sprawy przyjm w ofierze, Boże prawy (czasem nie jest bezczelnością mówienie o Bogu: „prawy”? Przecież przywoływanie prawości jest równocześnie przypominaniemm że jest też nieprawość. W obecności twórcy moralności takie przypomnienie?!), a gdy będziem zasypiali, niech Cię nawet chrap nasz chwali. Szczęść Boże kaszubski ludziom dobrej i złej woli.

  48. sugadaddy
    Za cholerę nie rozumiem , czegoś ty się mnie uczepił, jak ten rzep niegdyś przysłowiowy.
    Wydawało mi się, że nadajemy raczej na podobnych falach ( z tego co pamiętam) i nagle okazuje się, że jakaś ze mnie dziwna osoba, co to nic, tylko wypisuje „duby smalone”.

  49. Tanaka
    14 lutego o godz. 21:54

    Krtek?
    Kupuje w „ciemno” … az mi sie buzia smieje i zaraz na tubie znajde dla synka …

  50. mag Serduszko, napisałem Ci dwa słowa, a potem się rozkreciłem. Jakie rozkreciłem – rozkręciłem! Kobranocka, mag.

  51. pombocek
    14 lutego o godz. 22:25

    To tylko rymy czestochowskie, o nich jestem pewien slyszales, wiec gdyby tam lecialo np tak: Wszystkie nasze dzienne zlewy, przyjm w ofierze Boze … to tu musialoby w/g czestochowy nastapic „lewy” … No po prostu czestochowska poetyka tak ma… I mialbys zamiast „prawego”, „lewego” Boga. Po prawdzie ja nie widze roznicy zadnej, ale dopuszczam mozliwosc, ze wtedy mielibysmy problem z tym co ot sa te „dzienne zlewy”. Np. byliby uczeni w pismie, dla ktorych to bylaby codzienna danina potu, bo przeciez sie mowi, ze ktos „byl caly zlany potem”, ale pole do popisu w tlumaczeniach byloby ogromne i niejeden doktorat na KUL zostalby napisany celem objasnienia „zlewow.

  52. My tu gadu gadu, a Vikersund Peter Prevc polecial na cwierc kilometra … Link zadziala wymaga tylko „dosuniecia” ostatniej literki „l” … do reszty

    https://uk.eurosport.yahoo.com/blogs/world-of-sport/amazing–ski-jumper-peter-prevc-flies-world-record-250m-172351359.html

  53. My tu gadu gadu, a Vikersund Peter Prevc polecial na cwierc kilometra … Link zadziala wymaga tylko “dosuniecia” pierwszej literki “h” … do reszty

    https://uk.eurosport.yahoo.com/blogs/world-of-sport/amazing–ski-jumper-peter-prevc-flies-world-record-250m-172351359.html

  54. ups musicie dosunac i pierwsza i ostatnia literki … z pospiechu sam nie dosunalem „l”, bo post z „l” dosowanym czeka na moderacje … przepraszam

  55. Do tych, którzy obejrzeli, mam tylko jedno pytanie: jak można nadal wierzyć w Boga? – pyta gospodarz bloga, Jacek Kowalczyk. Obejrzałem uważnie. Takich relacji słyszałem wiele. Równie wstrząsających i równie poruszających. Miałem okazję, jako kilkunastoletni chłopiec, uczestniczyć w rocznicowym przyjęciu, jakie z okazji wyzwolenia obozu w Auschwitz, wydało stowarzyszenie byłych oświęcimiaków. Większą dawkę horroru mogli przeżywać jedynie uratowani z zagłady. Od tego czasu też zadaję sobie pytanie – gdzie był Bóg. Jak i większość blogowiczów po obejrzeniu filmu o Romanie Fristerze. Jak także większość Żydów, którzy – mimo tego pytania – co roku odmawiają Kadisz w rocznicę wyzwolenia Konzentrationslager Auschwitz. Większość z nich to ateiści. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeden mały (maleńki) epizod z filmu. Mówi w 26 minucie filmu Rman Frister swoim wibrującym emocjami głosem: Przed aresztowaniem ukrywaliśmy się u chłopa, który się nazywał Kruczek. Osiem miesięcy tam byliśmy. Rodzice płacili mu tylko tyle, aby kupował dla nas pożywienie, poza tym ani grosza nie chciał od nas przyjąć. (…) Po obozie, tak jak pojechałem do rodziny Kolonko, żeby im pomóc, także pojechałem do Kruczka, na wieś. Ja mówię, Kruczek, w tej teczce są dla pana pieniądze. Odpowiedział. Paniczu, mój rachunek nie był ani z rodzicami panicza, ani z paniczem. Mój rachunek jest (tu Frister wskazuje palcem w górę). I nie przyjął ani grosza. Ani razu w filmie nie pada pytanie o Boga. Poza tym wymownie w górę skierowanym palcem. Z całym szacunkiem do Pana, Redaktorze, nie rozumiem tego pańskiego ostatniego pytania. Ono w ogóle nie powinno paść.

    Jutro, 15 lutego, mija sto piąta rocznica urodzin się Ireny Sendler, która uratowała od zagłady ok. 2500 żydowskich dzieci. Czy ona pytała kogokolwiek o istnienie bądź nie Boga, gdy legalizowała „na aryjskość” żydowskie dzieci, a ich tożsamość polecała karteczkom, które w zakopanych w przydomowym ogródku słoikach przetrwały wojnę, aby uratowane dzieci mogły dowiedzieć się stąd są i kim naprawdę są. Czy zadawał pytanie o istnienie bądź nie istnienie Boga inny polski bohater – Henryk Sławik, który w czasie wojny był organizatorem pomocy polskim uchodźcom (w tym Żydom), którzy znaleźli się na Węgrzech. Pomagał także ratować żydowskie dzieci, dla których wraz z dr Józsefem Antallem oraz razem ze Zdzisławem Antoniewiczem, ks. prałatem dr Miklósem Beresztóczym, biskupem w Vác – ks. dr. Árpádem Hanauerem, a przede wszystkim prymasem Jusztiniánem kardynałem Serédi, pomógł utworzyć sierociniec w miejscowości Vác pod Budapesztem. Sierociniec oficjalnie nosił nazwę Dom Sierot Polskich Oficerów. Szacuje się, że Henryk Sławik uratował życie prawie 30 000 polskim uchodźcom, wśród których było ok. 5000 Żydów. Czy oni wszyscy w ogóle zaprzątali sobie głowę pytaniami o istnienie Boga? Tak sobie myślę, ze czasem pokazywali w górę palcem myśląc mój rachunek jest tu. A może pokazywali sobie w myślach palcem swoje serce. Mój rachunek jest tu.

  56. 🙂 dzieki…

  57. Mam dzienne i nocne zlewy bez doktoratu, bo ostatnio robię w pampersach.

  58. „niejaki dezenter i tak może z przekąsem, że do czytania i rozumienia Pisma potrzebny jest przewodnik”

    „Całe Pismo jest natchnione przez Boga i pożyteczne do nauczania, do wykrywania błędów, do poprawy” (2 Tymoteusza 3:16).

    Czego uczy Pismo, na temat zrozumienia jego treści ?

    „Jednakże anioł rzekł do Filipa, mówiąc: „Wstań i idź na południe ku drodze biegnącej w dół z Jerozolimy do Gazy”. I ten, wstawszy, poszedł, a oto Etiopczyk, — dostojnik królowej etiopskiej — który był ustanowiony nad całym jej skarbem. Udał się on do Jerozolimy, aby oddawać cześć Bogu, ale już wracał i siedząc na swym rydwanie, na głos czytał proroka Izajasza. Duch zatem rzekł do Filipa: „Podejdź i przyłącz się do tego rydwanu”. Biegnąc obok, Filip usłyszał, jak on na głos czyta proroka Izajasza, i powiedział: „Czy istotnie rozumiesz, co czytasz?” On rzekł: „JAKŻEBYM MÓGŁ, JEŚLI MI KTOŚ NIE UDZIELI WSKAZÓWEK” ? (Dzieje 8:26-31).

  59. lonefather
    14 lutego o godz. 22:41

    Ty masz całkiem rację.
    Wierzący, jak się modli, to gada co bądź.
    Przypomniałeś mi, że w odpowiednim czasie, znaczy okołokomunijnym, wymienialiśmy się z dzieciakami swoimi wersjami tego, co w kościele słyszeliśmy chóralnie powtarzane i każdy słyszaną wersję powtarzał:
    „…módl się za nami grzecznymi”, „…nie budź nas na pokuszenie”
    „…ale nas paw ode złego”, „…nie wódź nas na ogłuszenie”
    Najgorzej mieli chyba ci, co słyszeli coś takiego „.., z anielskimi chu….!”
    Były to niewątpliwie Straszne Kuszenia Szatana.
    Na podwórkach zaś królowało zawołanie: „siki świętej Weroniki”

  60. pombocek
    14 lutego o godz. 21:57

    Widzisz – działa pięknie – już się jeden z rzeczonych powyżej odezwał. I wszystko znowu pięknie objaśnił.
    Widać jak działa przykazanie „wzywania [nie]nadaremno”.
    Uśmiałem się jak norka (wersja współdzielona z lonefatherkiem), oraz jak prosię (wersja współdzielona z Zyziem Kałużyńskim.

  61. anumlik
    14 lutego o godz. 22:55

    Ingerujesz publicznie w osobowość, nastrój i zamiar pana Jacka. Powiedział, co CHCIAŁ powiedzieć jako ateista. Miał Ciebie pytać, czy można? Jeśli powiadasz, że nie rozumiesz pytania, i zaraz stwierdzasz, że ono nie powinno paść, to są to wykluczające się wzajem zdania. Ale najważniejsze, że sugerowanie, czego być nie powinno, to dość typowe zachowanie odruchowe doświadczonych pan przedszkolanek i nauczycielek.
    Recenzentów ci na tym blogu dostatek, a nawet naddatek. Ja też Cię zrecenzowałem, ale kto, panie, zaczyna – tego wina.

  62. anumlik
    14 lutego o godz. 22:55

    Irena Sendler porusza mnie przy każdym wspomnieniu.
    Ludzi o których wiemy, że czegoś takiego dokonali, jest znaczna mniejszość. O większości nie wiemy.
    Zupełnie tak samo, jak o ludziach czyniących zło. O większości też nie wiemy.
    Nie bardzo rozumiem, dlaczego nie powinno paść pytanie ze strony pana Jacka.

  63. anumlik
    Niedawno przeczytałam biografię legendarnej Ireny Sendlerowej autorstwa Anny Mieszkowskiej. Niestety, napisaną w konwencji hagiograficznej, nawet nie na klęczkach, ale „leżąc krzyżem”. Szkoda. Bo przecież to wspaniała postać, z krwi i kości, mająca także swoje życie prywatne, przed wojną, podczas okupacji i wiele lat po wojnie. Nawet już w III RP.
    To o niej Spielberg czy Polański powinien nakręcić film.

  64. anumlik
    14 lutego o godz. 22:55

    Pytanie padlo i odpowiedzi na nie, nie tylko ja udzielilem. NA odpowiedz Aarona Sprezynera wciaz czekamy … Choc obawiam sie, ze za odpowiedz bedziemy musieli uznac milczenie…

    Sadze, ze „palec wskazujacy w gore” jest nie uznaniem wplywu boskiego, tylko wspomnieniem tego co uznal, ze nalezy wyjasnic, Kruczek. I tu powiem jedno, ze niezaleznie od zrodla, z ktorego bierze poczatek czyjas moralnosc, liczy sie tojakim jestes czlowiekiem. NAlezy docenic, ze bedac katolikiem, Kruczek zachowal sie moralnie, ale prosze mi wybaczyc, zachowanie moralne jednostki, nie jest zadnym dowodem na istnienie boga. Jest wylacznie dowodem na to, ze ten konkretny czlowiek zachowal sie moralnie i zadnym dowodem na cokolwiek innego nie jest.

    W przywolanym przez Ciebie fragmencie nie „palec w gore” jest najciekawszy. NAjciekawsze jest ciut pozniej, gdy Pan Roman Frister opowiada o tym jak zapytal sie o zgloszenie Pana Kruczka (nalezy sie z duzej litery) do Medalu „Sprawiedliwy Wsrod Narodow Swiata”, a zamiast zgody dostal prosbe o niezglaszanie … I tu sie dopiero wlos na glowie jerzy, bo to nic innego jak „poklosie” w calej krasie. Gdzie strach przed sasiadami zabija w czlowieku dume z tego, ze jest czlowiekiem.

    NAd tym pomysl anumlik i inni, co sie dzieje w duszy czlowieka sprawiedliwego, ze zamiast czerpac dume, ukrywa sie i ukrywa to co zrobil. Dla mnie to jest wiekszym horrorem niz oswiecimskie przejscia…

  65. mag
    14 lutego o godz. 23:23

    Racje masz! Problem w tym, ze nie byla „niemieckim oficerem” i nie bylo, ze tak powiem sluzbowego, czy lojalnosciowego napiecia, ktore Spindlera wykreowalo na ciekawszego filmowo bohatera

  66. pombocek
    „Jezu jak się cieszę” – to śpiewała jakaś kapela jeszcze w latach 80. albo 90.
    że się odezwałeś i jesteś w formie!

  67. mag
    14 lutego o godz. 23:23
    Też uważam, że o Irenie Sendler powinien powstać film. Obawiam się zarazem, że nie powstanie, pomijając produkcje dokumentalne i paradokumentalne, co rzecz jasna, też ważne. Ona i jej działania były mało spektakularne, nic w stylu „zabili go i uciekł”, co masowy widz dobrze trawi. Sama zresztą tak swoje wysiłki oceniała.
    Polański już chyba spełnił wewnętrzną potrzebę rozliczenia się z wojną tworząc „Pianistę”, nie spodziewałbym się, że wziąłby na warsztat kolejne dzieło podobnego rodzaju.
    Z kolei Spielberg wydaje mi się za mało żywy a za bardzo jałowy i w istocie nie czujący głębi życia jak Polański. Jego produkcje są czymś z oddali, z wykoncypowania i nauczenia się, niż tego, co artyści nazywają „bebechami”.

  68. mag
    14 lutego o godz. 23:30

    mag czarne Słoneczko o północy, psia jego mać, z Tobom nieśmiało idem spać. Jeśli nie zawadzam. Ja tylko z brzeżku.

  69. Tak to sobie bozia obmyślił. A w teg bskiej grze, człowiek nie ma wyjścia, tylko zapier…, żeby nie zostać trafionym. A jak już zostanie, ma zapier…, żeby w kogoś innego trafić. Niech on zapier… !
    To się nazywa “Objawienie”, albo “plan boży”
    *_*
    Nic, tylko cierpienie – Bóg cierpi, my cierpimy, ani jednego uśmiechu. Zeusie, spuść bombę na tę trąbę i czym prędzej wracaj z boginiami i bożkami, bo się zacierpimy, zanudzimy na śmierć z tym durnowatym dzikusem Jahwe.
    ^_*
    Bozia wisi na szubienicy, na krzyżu, umiera w komorze gazowej, żywcem w piecu, zasuwa przy wyrębie tajgi i umiera z głodu, zdycha z przepicia, z przedawkowania narkotyków, rozpieprza się na drzewie w samochodzie, umiera z uczniami w Biesłanie, z ofiarami tsunami, z pobitą śmiertelnie żoną moczymordy i z ofiarą gówniarzy za to, że nie dała smarkom papierosa, wylatuje na minie na Ukrainie i przekręca się na zawał przed polskim szpitalem. Może sobie, skurkowana, pozwolić – nieśmiertelna jest.
    +_^
    Tak więc bozia umiera na serio i całkiem. Jest umarta, nieżywa, zdekapitowana, trup. Na własne życzenie. Jest wszechmocna, może więc być umarta, czyż nie?
    Ale nie może być umarta, bo jest “wieczna”. Jest więc wiecznie umarta.
    Ale jest “nieśmiertelna”, więc bozia jest nieumarta.Na szafocie umiera na niby, dla zgrywy.
    *_&
    Mi się zdaje, że święty Karol Wojtyła święty też mógł, jak Bóg po umieraniu, powstawać z kolan po całowaniu ziemi czy betonu i gdzieś, gdzie nikt nie widział, wracać z boskości do zwykłości i otrzepywać usta, a nawet pluć tą ziemią świętą.
    „_”
    Święty Ojciec Święty Jan Paweł II umierał naprawdę, czyli tylko troszkę. Jak ziemię całował, to tak tylko na niby. Bo jakby naprawdę, to miałby buzię ziemią powalaną. Czego nikt nie stwierdził. I byłby to dowód na dwie rzeczy: na istnienie bozi, oraz świętość Świętego Ojca Świętego Jana Pawła II.
    Ale może o co innego chodziło: spomiędzy płyt betonu dżdżownice wybierał? Byłby jak krtek, a to już mi się podoba.
    `~’
    Wszystkie nasze dzienne zlewy, przyjm w ofierze Boze … to tu musialoby w/g czestochowy nastapic “lewy” … No po prostu czestochowska poetyka tak ma… I mialbys zamiast “prawego”, “lewego” Boga.
    ?????????????????????????????????????????????????????????
    A ja, głupia pomyślałam przez chwilę, że właśnie tu będzie można porozmawiać z kulturalnymi ludźmi…

    Dobranoc panom.

  70. pombocek
    14 lutego o godz. 22:56

    Jurku usmialem sie jak norka w polaczeniu ze swinia (patrz Tanaka), choc wiem i mam w pamieci, to jednak sie usmialem, bo widze Ciebie i widze, ze sie podniosles i jestes Soba w calej pelni. I to mnie cieszy bardziej niz smiech z tego co napisales. Tak tzrymac ….

  71. lonefather
    14 lutego o godz. 23:23
    Tak jest.
    Wcześniej było też o tym, jak Frister został ocalony i trafił do partyzantów. Kidy odszedł na bok, by w strumieniu obmyć ranę, wszyscy pozostali, którzy z nim uciekli, zostali przez partyzantów rozstrzelani. A zaraz po tym, było jak mały Frister chciał się schować w oborze. A w niej znalazła go gospodyni. Zapowiedziała mu, żeby się wynosił skąd przyszedł, bo jak się jej mąż obudzi, zaraz go odstawi do gestapo.
    I Frister poszedł skąd uciekł – do obozu.
    Chyba nie sposób sobie wyobrazić jak to jest, kiedy nie ma już żadnej drogi ucieczki. I wraca się do piekła, z którego dopiero się wyrwał. Doznając wyrzutu jakichś nie do nazwania uczuć, że żyje, że jest poza zasięgiem machiny zabijania.
    Marek Edelman, pytany o Boga powtarzał: dajcie spokój. jego nie ma.

  72. NELA
    14 lutego o godz. 23:39

    Rozmawiasz z kulturalnymi ludzmi. To po pierwsze.

    To, ze mamy poglady, jakie mamy, to powinno byc oczywiste dla Ciebie, od momentu, gdy otworzylas ateistyczny blog Jacka Kowalczyka. To po drugie.

    To, ze swobodnie swoje poglady wyrazamy, jest zaleta, bo kazdy, no niemal kazdy podejmie kulturalna dyskusje z pogladami odmiennymi. To po trzecie.

    Mozliwosc poznania pogladow odmennnych, to nie „koniec swiata”, ale poczatek i szansa na wzbogacenie, lub utrwalenie wlasnych pogladow. To po czwarte.

    Jesli Twoja decyzja o ucieczce jest niewzruszona, to ja chce powiedziec: Zegnaj, ciesze sie, ze moglem Ciebie spotkac i poznac troche z Twoich pogladow i zapatrywan…

    Ale mam nadzieje, ze otrzasnisz sie z szoku i pozostaniesz. Mam…

  73. „A jeżeli Boga nie ma – bo Redaktor obstaje przy swoim wariancie światopoglądowym – to na czyje konto idą te zbrodnie?”
    A jak jest, to na czyje?
    Tego wszechmogącego sadysty, co znajduje upodobanie w cierpieniu kreatury, którą sam stworzył?

    Jezus wędrujący ze swoimi uczniami napotyka umierającego w przydrożnym pyle człowieka.
    – Ratuj go – błaga Piotr.
    Jezus pochyla się, patrzy głęboko w oczy umierającego, nakłada na niego ręce i mówi:
    – Wstań i idź. Powiadam ci, wstań i idź!
    Umierający podnosi się i idzie.
    3 tygodnie później, znowu w tej samej okolicy, Jezus i apostołowie chcą się dowiedzieć, jak się miewa uzdrowiony. Krewni prowadzą ich do chaty, gdzie leżą… jego zwłoki.
    Jezus pochyla się nad nimi, potrząsa smutno głową i mówi:
    – Więc jednak to był nowotwór!

  74. pombocek
    Kurde, mam co najmniej dubeltowe łóżko, ale – w razie co – bardzo porządnego persa na podłodze w sypialni, znaczy się dywan.

  75. anumlik
    14 lutego o godz. 22:55

    Byłoby może wyraźniej, gdybym napisał, że ingerujesz w pamparampa nastrój pana Jacka, proponując do jego tekstu Twój nastrój.

  76. mag
    kochana, mogę nawet na podłodze, na parapecie, nawet u klamki mogę wisieć.

  77. Uważam, że nasz Redaktor zastosował tani zabieg retoryczny, zadając to pytanie. Żniwo śmierci w każdej postaci towarzyszy nam od początku i nie przekona nikogo do niewiary. Przecież do tego trzeba świadomie dojrzeć. Zresztą w imię takiej czy innej wiary nie takie zbrodnie popełniano.
    Można podejmować próby udowodnienia, ale jak udowodnić komuś, że nie ma czegoś w co uwierzył bez żadnych dowodów. Poza tym jest to uwarunkowane psychologicznie, bo jemu się z tą wiarą lepiej i prościej żyje. No weź powiedz takiemu Kaziukowi, że boga nie ma, to cię wyśmieje, powie żeś zwariował. Zostawmy wiarę prostym ludziom, nie rozwalajmy ich prostej i wątłej konstrukcji świata, bo wzbudzamy w nich agresję, która się budzi jako mechanizm obronny. Trzeba tylko punktować tych pieprzonych katolickich apologetów, którzy wciąż próbują być głosem opinii publicznej.

    Na koniec pozwolę sobie na małą ironię. Czasami myślę, że za wcześnie się urodziłem. Mam mentalność i świadomość, która ogarnie na masową skalę puszki mózgowe w dalekiej przyszłości. 😉

  78. lonefather, z godz. 23:23
    Ależ ja nie pytałem o istnienie bądź nieistnienie Boga, ani nawet „gdzie był Bóg”, o co pytają do dziś pobożni rabini. Ja zwróciłem jeno uwagę na niestosowność pytania – jak można nadal wierzyć w Boga?. No, można. Ale i – no, nie można. I w czym choć trochę posunęliśmy się w naszych rozważaniach. To z kolei, co Ty uważasz za najciekawsze, dla mnie najciekawsze nie jest. Obok ratujących Żydów, jak Kruczek, żyli i żyją szmalcownicy i kolaboranci. W tej samej wsi. To też zostało opisane i jest – z dużymi oporami, prawda – przyjmowane do wiadomości. Ten palec w górę wcale nie musiał oznaczać Boga. Mógł oznaczać los, przeznaczenie, fatum, siłę wyższą kładącą na szalę nasze dobre i złe uczynki. Chyba jednak Kruczek (Pan Kruczek – zgoda) miał na myśli Boga, tego z katechizmu, w końcu nie był filozofem, a człowiekiem wychowanym przez rodzimą polską odmianę katolicyzmu. No mi najważniejsze. Nie zwróciłeś uwagi (albo nie chciałeś) na moje ostatnie zdanie. Pokazywali sobie w myślach palcem swoje serce. Mój rachunek jest tu. Bo tak naprawdę to on jest właśnie tam. W sercu. Boga bym w ogóle do tego nie mieszał. Sam zresztą piszesz – zachowanie moralne jednostki, nie jest zadnym dowodem na istnienie boga. Jest wylacznie dowodem na to, ze ten konkretny czlowiek zachowal sie moralnie i zadnym dowodem na cokolwiek innego nie jest. Przeca mnie wyłącznie o to chodzi.

  79. PS
    Przez niedopatrzenie ostanie fragmenty „poleciałem” boldem. Sorry.

  80. @ NELA

    Przywołujesz cytaty, więc przywołam cytat. Z siebie samego, świeżo od Adama Szostkiewicza. Wpisów nie przenoszę, robię to specjalnie dla Ciebie. Mam nadzieję, że pan Jacek to zdzierży:

    „Bp Dec w liście do prezydenta Komorowskiego demonstruje pustkę we własnej głowie jak i pustkę religii katolickiej.
    Bp Dec należy bowiem do ścisłego grona kleru, który zna pełne tzw. objawienie, przechowuje je, dba, by nie zostało niczym zakłócone, oraz by było nieustannie realizowane.
    To samo co Dec, ma w głowach znakomita reszta nie tylko episkopatu, ale i szeregowego kleru Kościoła kat. Bp Dec mówi „głosem Kościoła”.
    Żąda więc tego, żeby nie wykonywać konwencji mającej za zadanie uświadamiać prawa i zdrowe zasady życia w rodzinie, edukować i zapobiegać przemocy, poniżeniu, niszczeniu godności zwłaszcza najsłabszych: dzieci i kobiet. Co dobrze służy wspólnemu życiu.
    Dec żąda unicestwienia całości bo za zbrodnicze uważa to, że to będzie „dżender”, czyli wytwór ideologicznych produkcji kleru. Jakaś straszna zamiana ról, wyrzekanie się swojej płci, oszukiwanie się nawzajem w rodzinie co do tożsamości i wszelkie podobne potworności.
    Z wrzasków kleru wynika, że „dżender” miałby coś takiego, że przed śniadaniem mężczyzna stawałby się kobietą, do południa byłby kastratem, przed obiadem transwestytą, a do podwieczorku siadałby jako owca chętna by się parzyć z kobietą, która właśnie zamieniła się w samca uwielbiającego owieczki.

    Biskupi bardzo uroczyście i głośno udowadniają, że ich religia to pustka. Gadają na okrągło o „miłości” a nie mają pojęcia co to takiego. Bredzą o „planie bożym wobec każdego człowieka” a niczego na ten temat nie wiedzą. Kłócą się z własnymi dogmatami, łgają na potęgę, pieprzy im się to co powiedzieli wczoraj z tym, co mówią dziś.
    „Plan boży” polega wyłącznie na tym, co bóg zdecyduje, a nie na tym, co gada kler. Jeśli „planem bożym” jest to, że w ciele kobiety jest męska osoba, bądź odwrotnie, bądź jakkolwiek inaczej, to jest to święte i należy z czcią się do tego odnosić, a jedyną „prawdą kościoła” może być to, że ze wszystkich sił wspiera w zamiarach takie osoby. Są one święte.

    Śmieszne i zarazem ponure jest to, że Dec powołuje się na wyższość Boga nad ludzkimi działaniami, a jednocześnie swojemu bogu nie dowierza. Powołuje się na „dowody” rzekomej strasznej szkodliwości „dżenderu” w postaci jakichś opinii anonimowych kręgów naukowców.

    Łgarstwa kleru są zasadą ich życia. Nieustannie gadają o wierze, co to nie potrzebuje dowodów, i nieustannie usiłują takich dowodów szukać. U ludzi, jakichś swoich „naukowców” . Ci ich naukowcy są słuszni, a inni są niesłuszni. Więc dostarczają „dowodów” na „prawdę bożą”, w przeciwieństwie do niesłusznych naukowców, którzy dowodzą tylko „cywilizacji śmierci”.
    Całkiem niedawno Kościół kat prowadził kampanię łgarstw na temat in vitro. Cała wielka komisja bioetyczna episkopatu „dowodziła”, że dzieci z in vitro mają „bruzdy dotykowe na czole”, na co podobno są „dowody naukowe”. Kiedy naukowcy zaczęli weryfikować te oświadczenia, natychmiast się okazało, jak załgani są biskupi. Manipulowani danymi, jedne ukrywali, inne eksponowali, brali wycinkowe, a nie reprezentatywne próbki, które im pasowały do ideologicznych łgarstw.

    Wszystko co kler robi, robi w imię „miłości bożej”, którą wzorowo, bo inaczej być nie może, demonstruje.

    W sprawie „bożej, tradycyjnej rodziny małżonków heteroseksualnych” miał Kościół kat. 2000 lat, żeby dowieść własnych racji, prawdy i działania ich twierdzeń i żądań. Okazuje się, jak bardzo nędznie się w tym sprawuje, jak bardzo przeczy sam sobie.
    Nieudolnego wychowawcę, łgarza i przestępcę wywala się za drzwi i wsadza do kryminały, a nie dopuszcza dalej do „wychowywania” i do tego jeszcze za pieniądza wychowywanych.
    Miał Kościół kat 2000 lat, by nie było poniżania kobiet, dzieci ale tak samo i mężczyzn, oraz wszystkich „dżenderów” będących tak samo jak ci pierwsi „stworzeniami bożymi”, uświęconymi w swych rolach przez „plan boży” jaki im bóg wyznaczył.
    I przez te 2000 lat nie było żadnej szkody, żadnej zbrodni, której by Kościół kat, w warunkach dwutysiącletniej recydywy, nie popełnił.
    Religijni łgarze i bandziory od zarania zajmowały się eksploatacją kobiet i gwałceniem dzieci. A kiedy wreszcie, w ostatnich dopiero latach, świecki, niereligijny i areligijny świat „kultury śmierci”, zaczął, z nieśmiałością, ujawniać nieskończoną ilość zbrodni religii, kler, ze swoimi biskupimi centralami w regionie i centralą wprost reprezentującą boga – Watykan, robili wszystko, żeby zbrodni nie wyjawić, uciec od konsekwencji i łgać, łgać, łgać. Wszystko w „świętej sprawie”.
    Biskup Dec wyłazi ze swoim bezczelnym listem do prezydenta państwa polskiego, kontynuując kłamstwo, oszustwo i bezczelność religii. Oni to nazywają „miłością”, „szacunkiem” , „bożą prawdą”.
    Rozjazd kleru z rzeczywistością, ż życiem człowieka i jego problemami jest niesamowity. Nigdy nie było inaczej. Ale to całkowicie zrozumiałe i nieuniknione. Chore umysły, pełne bajań, bredni, łgarstw, nieuprawnionych niczym innym jak chorobą uzurpacji nie, mogą inaczej, bo ich rzeczywistość jest chora, z zasady.”

    I tyle Ci w sprawie mojej kulturalności, jej braku, powagi i niepowagi powiem.
    Przed snem.
    Bez wytłuszczania druku.

    Czasem sobie też żartujemy.

  81. Tanaka
    14 lutego o godz. 23:44

    … smutno mi, ze Ty piszesz „rozstrzelani”, zamiast uczciwie i wprost napisac ZAMORDOWANI … Ci bandyci ich zwyczajnie i po prostu zamordowali. Rozstrzeliwuje sie winnych jakiegos przestepstwa, na przyklad dezercji, czy zdrady. A ci ludzie byli winni tylko tego, ze uciekli z obozu koncentracyjnego. Mysl, mysl i wczuwaj sie i nie myl istoty rzeczy nadajac sfalszowane nazwy … Prosze…

  82. mag
    14 lutego o godz. 23:50

    Łóżko nietrzeszczące jest?

    Jerzy
    Ja Cię proszę, Ty nie wiś !

  83. @pombocek, z 14 lutego o godz. 23:18
    Daj se siano, Chłopie, z pogadankami dla przedszkolaków. Polubiłem Cię i jako pambocka i jako Jerzego Pieczula. I niech tak zostanie.

  84. lonefather

    lonefaherku, może NELA liczyła na jakieś recytacje, rurki z kremem salonowe, że ktoś „Chwalmy Pana na harfie, chwalmy Pana na cytrze” pobrzdąka…

  85. Przyjaciele,
    przeleciała cała epoka, której – być może – jesteśmy ostatnimi świadkami, nawet jeśli byliśmy tylko dziećmi lub jeszcze nas nie było na świecie albo nasi rodzice, krewni, znajomi przekazali nam bezpośrednio swoje doświadczenia, ale przekazali.
    Kurcze, coraz częściej zastanawiam się, co zrobić z tym „dziedzictwem”.
    Wywalić na śmietnik TE listy, pocztówki, dokumenty już bez znaczenia, spalić?
    Mam problem. Zwłaszcza gdy sobie pomyślę, że mój syn będzie musiał zająć się zbiorami choćby moich listów, np. od kochanków, które skrzętnie przechowuję jako próżna niewiasta.

  86. anumlik
    14 lutego o godz. 23:55

    Dobrze jest sobie powyjasniac i sie rozumiec.

    JA wielkrotnie popelnialem podobny do Twojego blad, czyli pisania jak ja cos widze i rozumiem i wielkrotnie spotykalem sie z wymagajacym wyjasnien niezrozumieniem. W koncu jakos nauczylem si ebardziej zwazac na to, jak moze zostac odczytane co pisze, niz swobodnie dawac upust swojemu pisaniu.

    Nie zawiodlem sie i z radoscia przeczytalem objasnienie, ktore pozwolilo mi dobrze zrozumiec Twoje mysli, ktore wczesniej wywolaly moja konsternacje. Dziekuje za dobre i bezwzglednie potrzebne wyjasnienie.

  87. lonefather
    14 lutego o godz. 23:59
    Masz całkowitą rację. W głowie mam to samo co Ty, natomiast czasem, żeby w tekście nie powtarzać ciągle sformułowań najcięższych, choć – tak – właściwie oddających rzeczywistość.
    Tu może nie musimy sobie o tym przypominać, choć może jednak trzeba mimo wszystko, ale w obiegu szerszym należy w takich sprawach rzecz nazywać dokładnie i precyzyjnie tak, jaką jest.
    Na to mamy dosyć ograniczony język. Dzieje się to dlatego, że usiłujemy się odcinać i nie widzieć rzeczy złych, potwornych. Na mordercę mówimy „zwierzę”. Co jest oszustwem – zwierzęta są w porównaniu do ludzi anielskie. I zabijają, poza skrajnymi przypadkami, nie dla przyjemności czy planu, ale z konieczności przeżycia.
    Ja często o klechach mówię: draby. Też nieprecyzyjnie, choć mi się to podoba.

  88. Nie chce mi się czytać elukubracji typu, „dlaczego bóg dopuszcza zło”? Chce mi się ziewać od takiego filozofowania! Równie dobrze można by rozważać długo i uczenie zasadność na przykład czerwieni wiśni, albo zimna śniegu.
    Zło to pojęcie względne. Moralność i cierpienie ludzkie to tylko wąski fragment rzeczywistości.
    Świat to ruch, którego źródłem jest ścierania się sprzeczności, itd. itp. Albo inaczej, świat to nieustanna walka wszystkiego ze wszystkim. Wszelkie cierpienie wynika z konstrukcji rzeczywistości, w której żyjemy, i od tego nie ma i być nie może ucieczki.
    Owszem możemy moralizować na użytek ludzki, ale przecież człowiek to tylko zwierze – jedno z wielu. Natomiast bóg nie jest żadnym twórcą świata, ani sprawcą ludzkiego losu. On jest tylko skutkiem, wynikiem i konsekwencją egzystencjonalnych lęków człowieka
    Niektórzy doskonale radzą sobie bez boga, ale inni niestety potrzebują w życiu protezy i nazywają ją Bogiem. A najgorsze jest jednak to, że oni stanowią na świecie większość i żadna nauka ani postęp tego nie zmienią, bo owa „duchowość” to potrzeba antropologiczna. To jest po prostu cecha zwierzęca nadana ludziom przez ewolucją. Być może dlatego – wbrew wszelkim pozorom – wierzący to na ogół drania – w każdym razie moim zdaniem.

  89. mag
    15 lutego o godz. 0:07

    Wywołujesz ważny temat.
    Sam mam odruchy badacza i archeologa, a pojemność domu mam nieco mniejszą od Wszechświata.
    Z powodu świeżej konieczności, czuję się rozciągnięty między skrajnościami: niszczyć – skrzętnie przechować.
    Ale przechowanie jest mało efektywne. Należałoby katalogować, robić glossy, wiązać tematy, osoby,miejsca, inaczej będzie to dla osób postronnych niemal nie do odczytania.
    Znamy to wszyscy: jakieś stare zdjęcia, i nikt nie wie, kto na nich jest.
    Dramat. Nie mam dobrego pomysłu, jadę zygzakiem. Skanuję, fotografuję, ale to też nie jest rozwiązanie.Ma pewną zaletę: zajmuje to mniej miejsca.

  90. Tanaka
    Nie ustaję w podziwie dla twojej działalności misyjnej a rebours, czyli odstręczającej od kk w szczególności polskiego, ale i w ogóle.
    Myślę jednak , że w swoim zapale przesadziłeś, tłumacząc niejakiej Neli z miasta Wrocławia, osobie z tego co wiem, o zapatrywaniach mocno liberalnych, a na pewno nie „kościółkowych”, o co biega w robieniu owieczkom wody z mózgu.

  91. lonefather

    „W koncu jakos nauczylem si ebardziej zwazac na to, jak moze zostac odczytane co pisze, niz swobodnie dawac upust swojemu pisaniu”.

    Za te słowa masz kawałek chałwy.

  92. mag
    15 lutego o godz. 0:07

    Korepondencje do biblioteki… JAk sie da, lub inna instytucja zainteresana gromadzeniem informacji. Zdjecia – zrob selekcje, opisz i wydrukuj i zrob album. Album tudniej wyrzucic… A korespondencja nabiera wagi, jesli masz kopie swoich listow … (ja nie mam)

    Choc mam porzadek w swojej emailowej korespondencji, to wiem, ze nikomu,doslownie nikomu nie bedzie sie chcialo w tym grzebac i czytac. Dzieci bwaly zainteresowane tym co pisze w czasach, gdy pisalem, teraz maja swoje sprawy i problemy i najzwyczajniej maja w zadku moje … 🙂 Ale to dobrze, ze moje sprawy i moje wzruszenia odejda wraz ze mna… nawet nei musze ich samodzielnie niszczyc. Moja sprawy koncza sie wraz z ostanimi moimi dzialaniami. Potem zostaj wspomnienia, moje, bo to ja wspominam. Odejde i koniec. I ot jest dobre, Jak przemyslisz sprawe, to sama dojdziesz do tego, ze tak jest slusznie i dobrze.

    Wyjatek od tego oczywiscie jest. Wyjatkiem sa ludzi, ktorzy odcisneli pietno na sobie wspolczesnych, lub potomnych. W ich wypadku dobrodziejstwo zapomnienia nie wchodzi w gre. Ich najbardziej intymne doswiadczenia i rola tych doswiadczen w decyzjach i postepkach sa wlasnoscia spolecznosci, w ktorej zyli i na ktora wplywali.

  93. Jerzy Pieczul
    15 lutego o godz. 0:22

    Ale trafiles z ta chalwa. Jedyna slabosc moja, jesli nei liczyc kobiet, wina i spiewu … 🙂

  94. Fakt, że trafiają się na tym blogu zdziwienia, zaskoczenia, pretensje, a nawet szyderstwa, że nagminnie się tu tłucze o Kościele, o Bogu. Prawda, że to kuriozum taka gadka wśród ateistów? NELA nawet podsuwa, że owszem, można o Kościele, ale po co o Bogu? Czemu gadacie o tym, co was kręci, a nie o tym, co ja bym sobie życzyła? Słowem, bardzo powszechna w internecie mantra: „Czemu o tym, a nie o tamtym?”.

  95. Znienawidziłem ruskie imperium, ale chałwą obżerałem się u nich, ile sił – gatunków mieli milion.

  96. lonefather
    14 lutego o godz. 23:49
    Po prostu nie odpowiada mi taka forma wypowiedzi. Można sobie kpić, jak Andrzej Waligórski, czy Poniedzielski, nie wspominając o Starszych Panach dwóch, a można jak Kiepski Fredek, albo Kuba Wojewódzki, czy Jerzy Urban.
    Ja formę, w którą opakowuje się treść bardzo cenię i mogę treść przyjąć. Jeśli forma elegancka.
    Chyba trafiłam pod zły adres. Pomyłki się zdarzają.

  97. A pro pos @mag, @Tanaka, @ja

    Pnie Jacku, czy moglby Pan zbadac mozliwosc przyjecia na stan inwentarza „Polityki” spuscizny inwentarza jej wiernych czytelnikow i blogowiczow, w postaci cyfrowej oczywiscie i z debetem do dowolnego wykorzystania?

    JAk nikt tego nei przyjmie, to ulegnie to zagladzie i zniknieciu …

    Miejsca na serwerach pamieci sa coraz tansze. Wiec np. ja, podobnie jak to jest na cmentarzach „za grob”, chetnie olpace z gory 100, czy 250 lat przechowywania zinwenteryzowanej spuscizny mojej, za rozsadna cene… Moze tak byc, ze sie komus moze do czegos przydac, choc mnie juz od dawna nie bedzie …

    Prosze to sprawdzic. bo biznes moze byc obopulny (najlepszy interes)…

  98. NELA
    15 lutego o godz. 0:47

    Ja nie jestem w stanie ocenic. Akceptuje Twoja ocene…

    Dzieki za bycie i ciekawe pisanie.

    Pozdrawiam
    lonefather

  99. Żorż Ponimirski
    14 lutego o godz. 23:55

    Koles! Nie Ty jeden tak masz. Takich jak Ty, to sie tu sporo pojawia. To, ze kilku/a pisze na blogu, to jedno, a pojawianie sie, to co innego… Jest nas wiecej i kazdy moze o sobie powiedziec identycznie to samo…

    Jestesmy zapowiedziami tego co przyjdzie… Urodzilismy sie przedwczesnie …

    Ale fajnie to wyglada i brzmi… Ale wspomnij essenczykow, gdyby zadzialali odpowiednio, to znaczy nie zamkneli sie w klasztorze, to dzis mielibysmy do czynienia z Essenczykami, a nie Chrzescijanami…

    Tak wiem, ze robisz co mozesz. Ja tez, Tanaka tez, Jerzy Pieczul tez i mag tez … robimy co mozemy. I kazdy z nas jest „rozszarpany” pomiedzy biezaczka aarona, a mysleniem o tym co dalej …

    I nie pytaj sie mnie co proponuje. Gdybym mial propozycje, to bym ja zglosil. Ale nie wiem, zwyczajnie nie wiem co z tym robic. A pisze wprost, bo moze moje pisanie cos w Tobie wywola i Ty wpadniesz na pomysl …

  100. NELA
    15 lutego o godz. 0:47

    Jeszcze jedno…

    Forma to pryszcz. Tak naprawde znaczenie ma tresc…

  101. Można też wyjść po angielsku, elegancko, cicho, bez przy..ywania. Lub wychodzić jak NELA – z przewagą formy nad treścią, z jasno wyrażonym poczuciem lepszości, z furkotaniem spodnicą.

  102. Tanaka
    15 lutego o godz. 0:10

    DZIEKUJE

    Ze mnie uspokoiles co do swojego postrzegania…
    Klamca – niech bedzie KLAMCA, a nie „oceniajacym inaczej”
    Zlodziej – niech bedzie ZLODZIEJEM, a nie „wlascicielem inaczej”
    Morderca – niech bedzie MORDERCA…

  103. lonefather
    Może ja mam jakiegoś zajoba, ale uwierz mi – boli mnie, gdy widzę, że np. „uciekają” mi tzw. amatorskie zdjęcia z rodzinnych albumów z początku XX wieku. Trzeba by je poddać „rewitalizacji”, a to sporo kosztuje. Podobnie jest z książkami, choć te starzeją się wolniej. Już kilka poddałam zabiegom stosownym i zapłaciłam niemało.
    Jasne, że zawsze można coś tam oddać do muzeum jakiegoś tam, ale jeśli ma się pasję zbieracza, a przy okazji „tropiciela” genealogicznego, to masz, bracie, przechlapane.

  104. Jerzy Pieczul
    15 lutego o godz. 1:14

    Jurek … wez se na wstrzymanie. NELA i tak jest nieczestym przypadkiem na blogu Kowalczyka… Wacha sie co widac… Jakos czuje, ze lepiej dla niej jest odejsc, ale jednoczesnie chce pozostac. Wciaz sie wacha, a Ty jej „ulatwiasz” decyzja, zamiast utrudnic … Ech!

  105. lonefather
    15 lutego o godz. 1:24

    W polskich rozstaniach jest parę charakterystycznych elementów. Odchodzący MUSI powiedzieć (ew. nabluzgać) co o pozostającym/pozostających myśli – nie potrafi po prostu spaść bez słów, które świadczą o wynoszeniu się nad innych i bywają zaprzeczeniem demonstrowanej wcześniej elegancji-Francji. Sam nie jestem bez grzechu, dlatego śmiało mówię.

    Niech tylko mówiący zacznie mówić z wyraźnym przeżywaniem tego, co mówi – emocjonalnie – opada go sfora salonowców, wrażliwych pięknoduchów, moralnych piękności: – Co się tak denerwujesz! Spokojnie!
    Czyli kulturalny człowiek ma być bez emocji. A przecież homo jest tyleż racjonalny, co emocjonalny. Więc wtedy jest grzeczny, kiedy sobie przeczy? Kiedy nie jest sobą? A czemu emocje to niegrzeczność? I co jest niegrzecznością? Czy czujne wytykanie drugiemu śladowych choćby emocji nie jest wobec niego afrontem, skoro wytkający widzi najpierw formę, czniając treść? Nie tylko jest afrontem, ale i ujawnia drugą stronę sprawiedliwego medalu: wytykająca strona niewiele ma do powiedzenia, więc się dowartościowuje tanim kosztem, reagując na to, co jest najbardziej na widoku – na formę. I tu się kończy gadka, która się nawet nie zaczęła. Jasne, że o formie też można pogadać, ale nie z papierowym człowiekiem, który prócz wytknięcia tego, co mu się nie podoba, nie ma o niej nic do powiedzenia. Z mającym do powiedzenia można nie tylko o zasadności użycia wyrazu „bęcwał” snuć opowieść, ale i o głupim sufiksie „acz” pogadać ze cztery godziny albo sześć.

    Tyle że jak o mnie chodzi, to z człowiekiem, który najpierw obficie cytuje swój wstręt do tego, jak brzydko mówią inni o innych, a potem ustawia po jednej stronie mocy pana Waligórskiego, po drugiej – Ferdka i Urbana, czyli dokonuje takiej samej klasyfikacji, jaką przed chwilą innym wytykał, wolę się na ulicy nie spotykać.

  106. @Jerzy Pieczul

    „Znienawidziłem ruskie imperium, ale chałwą obżerałem się u nich, ile sił – gatunków mieli milion.”

    Ot co!!! Tylko słonecznikowa, i z puszki!!! Nie to co te greckie, tureckie czy inne walące chemią na kilometr. U mnie ta skłonność tak wielka pozostała, że regularnie przez wiele lat kupowałem przez internet taką słonecznikową chałwę. Ostatnio sprzedają ją u mnie na bazarach Ukraińcy, więc mam regularne dostawy bez pośrednictwa poczty.

  107. Pan Jacek Kowalczyk
    Oświadczam, że nie odrobiłam zadania domowego i nie zrobię tego, moge nawet „iść do kozy” na cały czas komentowania nowego wpisu.
    @hortensja napisała: Straszne. I ja jej wierzę.
    Nie chcę i nie będe oglądać rzeczy strasznych które pozostają w pamięci i powracają, nawet jak się zamnknie oczy. Tak było ostatnio kiedy przejrzałam zdjęcia nagrodzone w konkursie World Press Photo 2015, których treścią była w wiekszości przemoc, bieda i ludzkie okrucieństwo. Nie mogły być inne, bo taka rzeczywistość nas otacza.
    Teraz ja zadam Panu pytanie słowami Poety:

    Czy będziemy tworzyli piękno

    czy przypomnę sobie
    jak się pisze poezje
    to nie nasza wina
    że zamiast pięknych
    dobrych i radosnych
    rodzimy potwory
    ……
    potwory
    bez ust bez światła
    bez wiary bez honoru
    twarze zalane łzami i wódką
    ślady po obroży
    ślady po kiju…

    Ps. ja już kiedyś cytowałam ten fragment wiersza T. Różewicza na blogach, jest jednym z moich ulubionych w twórczosci poety.

  108. @Nela, daj spokój i zostań. Po prostu nie czytaj niektórych, a swoimi przemyśleniami zawsze możesz się podzielić.

  109. Do przedłożonej przez pana Jacka materii odnieść się nie mogę, bo film jest dla mnie prawie niedostępny. „Prawie” robi różnicę. Mam mobilny internet, a filmowe bajty lecą jak oszalałe, poza tym operator, u którego jestem, nałogowo je kradnie. Więc półgodzinny film niby jest i dla mnie, ale do końca bym nie dojechał i musiałbym kupić nowe doładowanie. Nie narzekam na brak kasy, bo jej nie mam. Odniosę się więc do pytania „Jak można nadal wierzyć w Boga?”, choć nie mam pewności, czy to pytanie, czy znane wykrzyknienie „Jak można!”, znaczące, że w tej sytuacji wiara w Boga jest wykluczona.

    Zgodnie z nauczaniem katabasów wszystko, co robi Bóg ma cel i sens, więc nie tylko to, co dla człowieka korzystne. Wygonił przecież pierwszych rodziców z raju, obiecując trudy, znoje, boje-moje i ból. Bogu można nie wierzyć, ale dezenterowi nawet nie wypada (Nawiasem mówiąc, miał się z chamem Pieczulem nie zadawać, bo już strząsnął pył, ale chyba wpadł już w nałóg zadawania się). Mnie zdumiewa od dawna, skąd katabasy wytrzasnęły rodzinność jako podstawową i najlepszą organizację w małpio-ludzkich społecznościach. W Polsce nawet zrodziło się coś tak wzruszającego jak prorodzinna polityka (w tej prorodzinności jest tak dużo pośredników – MOPR-y, MOPS-y, specjalne działy urzędów miejskich, wydziały w sądach, Czerwony Krzyż, Caritas, miłościwie panujący Kościół i czort wie, co jeszcze – że one, zgodnie z zasadą Petera, same z sobą nie mogą poradzić, a jeszcze by się miały rodzinami zajmować). Moje pytanie: skoro dobry Bóg wygonił Adama i Ewę na nędzę, ból, harówkę i poniewierkę, to jakim zrozumiałym i logicznym prawem dał im za karę to, co najlepsze: rodzinę? Chyba że najlepszość jest dla zmyłki, a rodzina to faktycznie najgorsze, co można sobie wymyślić

  110. Żabka konająca
    Bardzo jesteś, żabko, egzaltowana, ale widać taka twoja uroda.
    Różewicz to mistrz mojej młodości, ale właśnie dlatego, że była to poezja „ściśniętego gardła”.

  111. W kontekście filmu , tematyki „powodowanej jego treścią i pełnym traumy pytaniem Redaktora „jak można nadal wierzyć w Boga?” przytoczę tytuł znanej ( mam nadzieję,że nie jest to zbyt optymistyczna konstatacja znając moce intelektualne wolnomyślicieli grójeckich) książki Zygmunta Bauman „Nowoczesność i Zagłada”
    I żeby nie zaogniać sytuacji jeszcze bardziej nie będę proponował lektury książki bo uzwojenia mózgowe do końca się przepalą zacytuję tylko jedno zdanie,ze słowa wstępnego:

    „Bauman próbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego do straszliwych zbrodni doszło w nowoczesnym społeczeństwie, w zaawansowanym, stadium jego cywilizacyjnego rozwoju i szczytowej fazie rozkwitu kultury”

    To tyle ode mnie.
    Na razie.

  112. A zdanie Redaktora
    „Do tych, którzy obejrzeli, mam tylko jedno pytanie: jak można nadal wierzyć w Boga?
    powinno moim zdaniem przybrać takie oto brzmienie
    „Czy człowiek musi być aż tak cyniczny,aby ten ogrom zła – którego jest przecież wyłącznym sprawcą – zrzucać na barki Boga?”

  113. „Moje pytanie: skoro dobry Bóg wygonił Adama i Ewę na nędzę, ból, harówkę i poniewierkę, to jakim zrozumiałym i logicznym prawem dał im za karę to, co najlepsze: rodzinę?”

    Bóg utworzył pierwszą rodzinę przed usunięciem jej z Edenu. Dlatego apostoł Paweł napisał: „ Dlatego też zginam kolana przed Ojcem,  któremu zawdzięcza swe miano każda rodzina”(Efezjan 3:14).

  114. Sprężyna, nie powinieneś być na Frondzie albo innych stronkach, z których treściami będziesz się mógł identyfikować. Przecież tutaj tylko dysonans poznawczy Cię czeka. O silnej dyfuzji semantycznej nie wspominając.

    Bez odbioru. Dyabeł.

  115. Zacytuję wierzącym w krasnoludkim mądrym inaczej gościom tego blogu samego siebie: „Doskonały szewc uszył gówniane buty i zwalił winę na buty”

  116. dezerter
    15 lutego o godz. 10:15

    Jedyny raz wprost gadam: pokaż dokładnie, w którym miejscu stoi, że Adam i Ewa w raju to rodzina. Oczywiście, nic od tego pokazania nie zależy – paplanina ogólnowojskowa i tyle.

  117. Silnie wzmożonym pytaniami o Boga, który pozwolił na takie zło, pozwolę sobie przytoczyć krótką rozmowę, jaka miała miejsce w książce Stanisława Grzesiuka, „Pięć lat kacetu”:
    Gdy kiedyś w złości kląłem na cały świat i jego okolice – Szubert nie wytrzymał i pyta mnie:
    – Stasiek, jak ty się Boga nie boisz?
    – Ty wierzysz w to, że jest Bóg? To powiedz mi, gdzie on jest? Tu go nie ma na pewno. Przecież tu nawet ptak nie przyleci, bo nie ma po co.
    – Bóg jest wszędzie – odpowiedział Szubert.
    – Tak? No to jeśli nawet tu jest, to nie w takich ciuchach jak my, deszcz mu na łeb nie leci i nikt go kołkiem po grzbiecie nie bije. Jeśli jest Bóg, to niech we mnie w tej chwili piorun strzeli – bo sam na druty nie pójdę
    .

    Przypominam, że i Grzesiuk i Szubert byli „muzłmanami” w tym samym Konzentrationslager Auschwitz, co i bohater filmu, który nam polecił do obejrzenia Gospodarz.

    Aaron Spręzyner poleca nam Zygmunta Baumana. Nie w kontekście wiary bądź nie w Boga, który jest – ponoć – miłością, a – jak pisze – w kontekście pytania dlaczego do straszliwych zbrodni doszło w nowoczesnym społeczeństwie, w zaawansowanym, stadium jego cywilizacyjnego rozwoju i szczytowej fazie rozkwitu kultury? Ja „polecę” niższymi loty. Pytaniem o zło i dobro. Posłużę się cytatem z Hannah Arendt (w tłumaczeniu innego blogmistrza, Adama Szostkiewicza): …uważam obecnie, iż zło nigdy nie jest „radykalne”, a tylko skrajne i że nie posiada ono żadnej głębi ani żadnego demonicznego wymiaru. Może wypełnić i spustoszyć cały świat, bo rozprzestrzenia się jak grzyb porastający powierzchnię. „Urąga myśli” , jak napisałam, gdyż myśl próbuje dotrzeć na pewną głębokość, sięgnąć do korzeni, w momencie zaś, gdy zajmie się złem, jałowieje, bo dotyka nicości. Na tym polega banalność zła. Jedynie dobro posiada głębię i może być radykalne (Hannah Arendt, „Pisma żydowskie”, Warszawa, 2012). Ale… Zarówno dobro jak i zło od człowieka pochodzi.

  118. A jeżeli chodzi o „bajki” i ich wpływ – szczególnie w kontekście okrucieństw drugiej wojny światowej – to…
    Oczywiście będę korzystał z pomocy. Wiadomo czyjej.
    Mój „ratunek” pochodzi z wiersza „Z nią” z Tomu „Kroniki”.
    Fragment stanowi pisany prozą opis ostatniego epizodu z życia matki poety zamieszczony w tym wierszu właśnie:

    „W roku 1945 podczas wielkich przesiedleń przy końcu drugiej wojny światowej, moja rodzina opuściła Litwę i znalazła się w okolicach Gdańska, gdzie zakwaterowano ją w domu należącym do niemieckiej rodziny. W domu została tylko jedna stara Niemka, która właśnie zachorowała na tyfus i nie miała nikogo kto by się nią zajął. Moja matka, wbrew perswazjom, pielęgnowała ją , zaraziła się tyfusem i umarła.”

    Koniec wojny… Gdańsk…stara Niemka…moja matka…pielęgnowała… umarła…

    Przypomnę,że Matka poety była – podobnie jak Miłosz – katoliczką.

    …Jak można nadal wierzyć w Boga… pyta Redaktor Kowalczyk

  119. To pytanie powinien zadać Pan Redaktor milionom Żydów, którzy przezyli podobne dzieje w czasie wojny. To wciąż bardzo religijny naród i chyba zupenie inaczej widzi związek miedzy Bogiem i Holocaustem. Wystarczy wziąć do ręki Stary Testament i przeczytać Ksiegę Hioba.

  120. anumlik
    15 lutego o godz. 11:05

    Abstrakcyjnych ogólników „zło”, „dobro” nie używam, z wyjątkiem kiedy się trzeba skrócić w wywodzie, natomiast Grzesiuka – moje budujące odkrycie dzięki żonie w latach 70-ych, kiedy zdychałem – mam za przebojowego również wobec siebie – rzadkość! – gościa który miał odwagę przeskoczyć m.in. religijny stereotyp. O wiele mądrzejsze i owocniejsze byłoby studiowanie na lekcjach religii i w Kościele książek Grzesiuka niż obu Testamentów razem wziętych.

  121. @anumlik

    Zawsze zastanawiała mnie popularność niezwykla tego stwierdzenia Hannah Arendt o „banalności zła”. Przecież to jawny fałsz i nieprawda, podobnie jak twierdzenie o rzekomej głębi dobra. Już nie będę się wdawać w dywagacje o tym, ze miedzy dobrem i złem granica jest często trudna do wytyczenia…

  122. A tak w ogóle – zarówno Pan Redaktor, jak i większość blogowiczów, to najwyraźniej bardzo wierzący ludzie, skoro wszelkie kataklizmy swiatowe przypisują mitycznemu Bogu zamiast ludziom – rzeczywistym sprawcom wszystkich nieszczęść:))

  123. „Zdolność do osiągania najwyższego dobra osiągana jest tylko za cenę bycia zdolnym do skrajnego zła”

    Zdanie wyłuskane z „Filozofii wieczystej” Huxleya.

  124. anumlik

    Rzecz jasna, mówiąc o owocności studiowania książek Grzesiuka, miałem na myśli wpływ jego na morale studiujących. Bo wpływ nauczania religii na morale religijnych społeczeństw jest zerowy.

  125. @Kalina
    Niestety tylko Ty zdołałaś dojść do takich wniosków.
    Całe to towarzystwo – niekoniecznie wchodzące w bliższy kontakt z logicznym myśleniem – ma problemy z dotarciem do podstawowych prawd.

    Racjonaliści…?
    No i znów tak kolki…ze śmiechu…

  126. pombocek pisze:

    „… Bo wpływ nauczania religii na morale religijnych społeczeństw jest zerowy”

    No proszę racjonalista i jeszcze do tego empiryk.

  127. @Aaron Spręzyner

    Wydaje mi się, ze to nie tyle brak racjonalności u naszych rozmówców, co kompletny daltonizm na to Coś, co niewidzialne, co nasz Gospodarz przeczuwa, ale koniecznie chce znaleźć potwierdzenie u blogowiczów, ze to Cos nie istnieje:)))

  128. Aaron Sprezyner.
    15 lutego o godz. 11:51

    Oto, szanowny gówniarzu, bliższy kontakt z logicznym myśleniem: Skoro jakoby 95% polskich obywateli jest katolikami, mogę z 95-procentowym prawdopodobieństwem uznać, że rower mojej żonie gwizdnął katolik. Tobie, szanowny smarku, też radziłbym twierdzenia w rodzaju

    „Całe to towarzystwo – niekoniecznie wchodzące w bliższy kontakt z logicznym myśleniem – ma problemy z dotarciem do podstawowych prawd”

    podpierać przykładami i uzasadniać, bo uprawiasz pustosłowny, charakterystycznie sprężynowy bełkot.

  129. Jerzy Pieczul
    15 lutego o godz. 6:47

    Moze wkurzac takie zachowanie. Tu sie zgadzam. Ale patrzac na od strony pluralizmu, to wole zdecydowanie miec do dyskusji Tygodnik Powszechny, bo wtedy mniej miejsca pozostaje na Straznice, Fronde, czy inne Radio Maryja…

    Powyzsze bierze sie ze swiadomosci, ze glos w dyskusji, inny niz ateistyczny, pobudza do myslenia i czyni dyskusje ciekawsza. A „obracanie” tematu tylko z jednego punktu widzenia, prowadzi szybko do jego uwiadu i „smierci”. Fakt, ze Neli ze wzgledu na nadwrazliwosc i delikatnosc, nie wlacza sie do miejscami ostrej dyskusji, nie powinien nas zrazac, bo lepsza Neli, niz dezerter, czy aaron, ktory jest skarbnica cytatow i cytacikow, a wlasnej, jego wlasnej opinii wprost wyrazonej, nie znajdziesz.

  130. „Czyż za darmo Hiob czci Boga? Czyż Ty nie ogrodziłeś zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk pobłogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży.
    Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył». Rzekł Pan do szatana: «Oto cały majątek jego w twej mocy. Tylko na niego samego nie wyciągaj ręki”

    Chciałby ktoś z Was tu wierzących być jednym z dziesięciorga dzieci Hioba, które zostaną potraktowane przedmiotowo (zawali Wam się dom i wszyscy zginiecie) tylko po to, by przetestować wiarę Waszego ojca?

    Kiedy miałem 12 lat, a mój ojciec leżał po ciężkim wypadku w szpitalu, babcia nakłaniała wszystkich do modlitwy o jego wyzdrowienie.
    Ja się nie modliłem, a znając historię Hioba starałem się nawet nie myśleć o tacie w tym kontekście, bo co to będzie, jeśli bozia zechce mnie przetestować i ojca specjalnie uśmierci?
    Uśmierciła mimo to.
    Może testowała babcię?

  131. Obejrzałem. W trakcie projekcji przypominałem sobie wielokrotnie wypowiadane opinie Polaków – katolików o holokauście: Hitler jaki był taki był, ale jedno co zrobił, to porządek z Żydami, szkoda tylko, że nie do końca. Wspomniana przez bohatera rodzina Kruczków, prośba tych państwa o zachowaniu w tajemnicy ich pomocy w ratowaniu jego rodziny, w obawie przed lokalnym ostracyzmem, a może czymś jeszcze gorszym, spaleniem domostwa np., jest mocnym przykładem na moralne zwyrodnienie tamtejszej społeczności. Odzwierciedla to postawę zdecydowanej większości Polaków wobec zagłady Żydów. Nawet matka bohaterskiego tokarza Kolonki (dobrze zapamiętałem?) zachowała się podle wobec człowieka, który przyszedł podziękować i zrewanżować się za uratowanie mu życia. Na ile usprawiedliwianie się wojną, bezprawiem tamtych czasów czy innymi okropnościami wywołanymi okupacją może być argumentem dla kolaboracji z okupantem? Ja nie wiem. Wstrząsający jest fragment o bandytach eufemistycznie nazwanych partyzantami mordujących żydowskich uciekinierów z obozu Albo o chłopce każącej chłopakowi wracać tam skąd przyszedł, czyli do obozu zagłady. Co też uczynił. Czy może być gorsze świadectwo dla postaw tych ludzi? W jednym z wywiadów, udzielonym przez jednego z ocalałych na pytanie dziennikarza, zagranicznego bodajże dlaczego polscy Żydzi nie stawiali jakiegoś oporu, nie próbowali ratować się choćby ucieczką, pytany odpowiedział: A dokąd mieliśmy uciekać? Kto miał nam udzielić pomocy? Wokół nas był wroga ściana”
    @Pombocek przypomniał odpowiedź ks. prof. Tischnera na pytanie gdzie był Bóg w czasie masowej zagłady. Odpowiedź ks. profesora „Bóg był razem z więźniami i cierpiał razem z nimi” jest na poziomie kazań wiejskiego proboszcza. A skąd profesor wiedział, że jego bóg nie był po stronie oprawców? Czerpiąc boską satysfakcję z niewyobrażalnych ludzkich cierpień będących skutkiem zeżarcia zakazanego owocu. W każdym razie z odpowiedzi katolickiego filozofa przebija bezradność wobec ogromu zła, czynionego ludziom przez ludzi, tych ostatnich wychowanych w kulturze chrześcijańskiej. Nie ważne, czy w komunistycznych gułagach, czy w niemieckich KL. Dlaczego ksiądz profesor nie skapitulował, nie powiedział, że nie wie, nikt nie miałby do niego pretensji. No, ale jak ksiądz, w dodatku obdarzony tytułem profesorskim może powiedzieć: „nie wiem?” To wykluczone.

  132. Szanowni Kalino i Sprężyno Aaronie!
    Chyba istotnie żyjemy w rzeczywistościach równoległych, które jakoś ze sobą nie korespondują.
    Nie potrafię rozstrzygnąć, po czyjej stronie leży wina, bo jestem – jak pisał wspaniały poeta średniowieczny Sęp-Szarzyński – tylko „wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie” (końcówki żeńskie można sobie wstawić).

  133. Sprężyna od sprężarki

    „No proszę racjonalista i jeszcze do tego empiryk”.

    To słowne cudo w rodzaju „Koń, a do tego – czworonóg”.

  134. Morale Polaków deklarujących w większości katolicyzm jest oczywiście sporym problemem,ale teza że rower Twojej małżonki ma się w jakiś sensowny sposób potwierdzać lub zaprzeczać istnieniu Boga kusi do snucia innych uogólnień.
    Tym razem dotyczących grona ateistów.

  135. @ Kalina
    W którym miejscu mojej pisaniny dostrzegła Pani, że przypisuję wszelkie kataklizmy mitycznemu Bogu? Dla mnie jest oczywiste, że zło, jakie znamy z życia społecznego, to zło od ludzi (oraz dobro od ludzi). A zło, jakie znamy z natury, to zło wynikające z natury natury.
    Skoro jednak wszystko „robią ludzie”, a Pani — zdaje się — jest wierząca, sądząc z innych wpisów, to w takim razie, co „robi” Pani Bóg, w którego Pani wierzy? Ratuje cudownie jedną osobę z trzęsienia ziemi? Cudownie — za wstawiennictwem świętych — uzdrawia jedną zakonnicę? Zapewni cudowne przekreślenie wszystkich ludzkich cierpień w niebie? Ale dopóki żyją na ziemi, to tak ich umiłuje, że aż strach?
    Moje pytanie do wierzących było takie: jak sobie z tym dajecie radę? Na razie otrzymuję odpowiedzi typu: co złego to nie On, bo nas obdarzył wolną wolą, która wiąże mu niebiańskie ręce. (O argumentacji niejakiego Aarona przemilczę, bo zarzuca innym brak logiki, gdy sam z logiką jest na bakier). Ale co ma wolna wola do eboli? Czy Bóg stworzyciel nie zauważył, co mu się stworzyło na boku?
    Niestety, właśnie dlatego że nie ma bogów, musimy sobie dawać radę sami, widząc i wiedząc, jak łatwo możemy stracić i zniszczyć wszystko to, co sami zbudowaliśmy.

  136. Pombocek pisze
    To słowne cudo w rodzaju “Koń, a do tego – czworonóg.

    Racjonalizm – filozoficzne podejście w epistemologii zakładające możliwość dotarcia do prawdy z użyciem samego rozumu z pominięciem doświadczenia

    Empiryzm stoi w ostrej sprzeczności z racjonalizmem filozoficznym, który głosi, iż źródłem poznania są właśnie idee, zaś bodźce zmysłowe mają znaczenie drugorzędne.

  137. Mam prośbę do Redaktora.

    Pisze Redaktor:
    O argumentacji niejakiego Aarona przemilczę, bo zarzuca innym brak logiki, gdy sam z logiką jest na bakier).

    Czy mógłby Redaktor rzucić jakiś przykład?
    Żeby znów nie wyszło jak z tym słynnym rosyjskim hokeistą Szestowem?

  138. Przykazanie: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” wskazuje na istnienie wielu bogów. Zapis ten pochodzi przecież od starotestamentowego żydowskiego Boga i gdyby nie miało być innych bogów byłby bez sensu, a bóg żydowski musiał być racjonalny. Może więc jednak był potężniejszy bóg od żydowskiego i stał po stronie hitlerowców i innych oprawców. Nie znamy imienia boga żydowskiego, żydzi także go nie znają, posługują się więc określeniem Haszem (imię). Znane są jednak imiona tego boga potężniejszego: Głupota, chciwość, zawiść…

  139. Nie wiem ,czy mało wnikliwie oglądałem film z Panem Romanem Fristerem, ale odnoszę wrażenia,że tam o przypadkach eboli raczej bohater filmu nic nie wspominał,że o przypadkach cudownych uzdrowień nie wspomnę.

    Ale to może nieznajomość zawiłości ateistycznej logiki spowodowała że nic takiego nie dostrzegłem.
    Wszakżem zabobonny.

  140. A może Redaktor coś od siebie w sprawie komentarza Pieczula w kwestii rzekomej tożsamości empiryzmu i racjonalizmu.

  141. @ Aaron
    „Czy mógłby Redaktor rzucić jakiś przykład?”

    Nie chce mi się!
    Cała Pańska obecność na blogu sprowadza się do dwóch rzeczy:
    – cytowania cudzych myśli, co ma jakoby coś wyjaśniać w kwestii tego, co Pan sam myśli, choć zwykle całe Pańskie myślenie sprowadza się do tych trzech kropek zawieszających zdania, które mają niby ku czemuś prowadzić, sugerować jakąś głębię;

    – sugerowania, że pozostali uczestnicy są tak głupi i ograniczeni intelektualnie, że nie pozwala to Panu — niezwykle oczytanemu i mądremu inaczej — nawiązać prawdziwej dysputy, więc poprzestaje Pan na przykład na insynuacjach albo sprowadza wszystko do jakichś definicji, które odnoszą się do abstrakcji słownikowych, a nie przedmiotu rozmowy.
    Jest Pan klasycznym trollem, udającym zainteresowanie tematem, ale tak naprawdę niemal zawsze wekslującym problem na boczny tor, na którym siedzi Pan w salonce z książkami, zadowolony, że może się publicznie pochwalić ostatnią swoją lekturą.
    Przykład braku logiki jeden: co ma postawa matki Miłosza (problem etyczny) do istnienia Boga (problem ontologiczny)? Czy jakiekolwiek przesłanki etyczne mogą prowadzić do wniosków ontologicznych? Czy z faktu, że potrafimy być dobrzy, wynika, że istnieje Dobro?
    Może Pan nie odpowiadać, a już na pewno może Pan nie odpowiadać powołując się na Platona. Naprawdę dziś już nie wypada.

  142. @ Aaron
    Pan nie jest zabobonny. Pan jest ograniczony. Czego dowodzi właśnie ta Pańska wypowiedź.

  143. Hans Kung mówi. w odniesieniu do Auschwitz, tak:
    „Z punktu widzenia postawy wiary można powiedzieć tylko jedno – jeśli Bóg istnieje, to był również w Auschwitz !
    Jednocześnie jednak człowiek wierzący musi przyznać, że nie ma odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób Bóg mógł być w Auschwitz, godząc się na Auschwitz.
    Ani Biblia hebrajska ani Nowy Testament nie tłumaczą nam, w jaki sposób dobry, sprawiedliwy, wszechmocny Bóg – z tych wszystkich atrybutów nie można zrezygnować, jeśli ma to być jeszcze Bóg – w jaki sposób Bóg dozwolił, by na tym Jego świecie wydarzyło się tak NIEZMIERZONE ZŁO? Jak Bóg mógł się „przypatrywać” temu, że mogło dojść do Auschwitz? Jak mógł On „przyglądać się” kiedy puszczano gaz, a piece płonęły?

    Pocieszanie się, że Bóg tylko „zezwala” , aby to się stało, nie rozwiązywało kiedyś takiej „zagadki” i nie rozwiązuje dziś.
    Chcemy tego czy nie, musimy się zgodzić, że ani takie zbyt pośpieszne negacje, ani spekulatywne potwierdzenia nie rozwiązują problemu.
    Być może dzięki temu uczymy się rozumieć kontrargumenty takich myślicieli jak: Epikur, Bayle, Feuerbach czy Nietsche, skierowane przeciwko takiej teodycei nie tyle jako bluźnierstwo, ale jako drwina z z człowieka, szczególnie zaś z zarozumialstwa teologów.
    O wiele bardziej wskazana wydaje mi się w tym tak nadzwyczaj trudnym miejscu, przy tym tak skomplikowanym pytaniu, TEOLOGIA MILCZENIA.
    Tak, ateiści i sceptycy mają rację: żaden z wielkich umysłów ludzkości – ani Augustyn, Tomasz, Kalwin, Leibniz czy Hegel – nie podołali temu odwiecznemu problemowi.
    „O niepowodzeniu wszelkich filozoficznych usiłowań teodycei” . Pisze to Immanuel Kant w 1791 roku.

    * * *

    Hans Kung proponuje coś dziwacznego: teologię milczenia. Teologię ucieczki, poddania się. Należy milczeć w sprawie teodycei. To ma być teologiczna odpowiedź.
    Ja to oceniam jako rozpaczliwą niemożność teologii i religii, zaświadczającą o ich całkowitej porażce. Nie może być inaczej, gdy człowiek sobie wymyśla boga i usiłuje sobie nim napełnić życie. Napełnianie życia pustką nie może się powieść.
    Podoba mi się jednak w postawie Kunga to, że nie ucieka od zmierzenia się z pytaniem, że usiłuje szukać, dochodząc do kresu. W pewien sposób podaje się, ale i zostawia sobie jakiś cień – nadziei ?, że może – jakoś – kiedyś, da się z tego wybrnąć?
    Można to ocenić jako pewną chytrość, ale doceniam uczciwą stronę postawy wobec problemu.
    Widać też, jak myślenie Kunga różni się od zapyziałego myślenia wybitnych sił polskiej teologii – choćby Tischnera: Bóg cierpiał w Auschwitz – i sprawa załatwiona.
    Strasznie się musi teolog namęczyć, by nic nie umieć powiedzieć.Spekulacje posunięte do granic, a wszystko w oderwaniu od tego, co rozumu, wiedza,nauka nam od dawna mówią: jesteśmy tacy sami jak szympansy, żaby, szkarłupnie i meteoryty. mamy tylko bardziej pomarszczoną korę mózgową.

  144. Aaron Sprezyner.
    15 lutego o godz. 12:17

    Dużo nauki przed tobą, dzieciaku, skoro wyraźnie oddzielasz racjonalny ogląd świata od empirii – dlatego szkoda słów.

    Oto moje słowo:
    „Skoro jakoby 95% polskich obywateli jest katolikami, mogę z 95-procentowym prawdopodobieństwem uznać, że rower mojej żonie gwizdnął katolik”.

    A oto twoja reakcja na nie, smarkaty oszuście i luzaku (zarazem jeden z wielu przykładów twojego bycia na bakier – co tam zresztą „na bakier”, do logiki masz, chłopaku, lata świetlne – z logiką):

    „teza że rower Twojej małżonki ma się w jakiś sensowny sposób potwierdzać lub zaprzeczać istnieniu Boga kusi do snucia innych uogólnień”.

    To już nie dziecinada – uciekłeś z przedszkola dla paranoików.

  145. Tak jakby nie było blogów literackich, antyklerykalnych, chrześcijańskich, o wychowaniu dzieci, a i dla jehowitów też można coś znaleźć.
    Jakiś magnes ma w sobie red. Kowalczyk, że różni „odmieńcy” zamiast wyżywać się wśród swoich, przychodzą tu by być – na własne życzenie – wyśmiewani, a nawet poniżani. Jakiś psychiczny masochizm nimi kieruje?
    Muszą czerpać z tego jakąś przyjemność; trudno uwierzyć, że jest aż tyle osób, które bez zaproszenia będą się pchać komuś do domu, wbrew wyraźnym sugestiom, że są nie mile widziane.
    PS. Żeby chociaż miały te osoby coś interesującego do powiedzenia; niestety jest to przeważnie zwykły bełkot podszyty misjonarstwem.
    Z drugiej strony trzeba pamiętać, gdzie i od kogo pobierają oni nauki.
    Co ma np. wyrażać i co udowadniać stwierdzenie cyt: „Przypomnę,że Matka poety była – podobnie jak Miłosz – katoliczką.”?
    Co „intelektualista” miał na myśli? Może ktoś wie?

  146. Redaktor Kowalczyk – człowiek nieograniczony. Przeciwieństwo ograniczonego.

    Czy pytanie dotyczące bytu nieweryfikowalnego empirycznie jakim jest Bóg padające przy okazji filmu Z Romanem Fristerem gdzie postawy etyczne są w sposób dosyć klarowny ukazane uzasadnia stawianie pytań z dziedziny ontologii?

  147. Obejrzałem, wstrząsające, jak setki, tysiące tego rodzaju historii opowiedziane przez tych, którzy przeżyli.
    Gdzie był Bóg? Dlaczego nic nie zrobił? Może jednak siedzi gdzieś cichutko i coś knuje, skoro III Rzeszy nie ma od dawna na mapie, a jej ofiary, czyli Izrael i Europa Środkowa, mają się nie najgorzej? Może Naród Wybrany rzeczywiście jest wybrany, skoro przetrwał Holocaust i dwa krwawe powstania przeciwko Rzymianom, a po dwóch milleniach życia w rozproszeniu jest silniejszy, niż kiedykolwiek?
    Na pytanie, „jak można wierzyć w Boga po obejrzeniu tego filmu” odpowiem, że ludzie odpowiedzialni za to piekło na ziemi z Bogiem, a nawet z jakakolwiek religią mieli niewiele wspólnego. III Rzesza była tworem ateistycznym, opartym o dwa naukowe filary, które w pierwszej połowie XX wieku były traktowane z taką samą powagą, jak dziś biotechnologia lub fizyka kwantowa. Chodzi oczywiście o eugenikę i darwinizm społeczny. Ideolodzy nazistowscy zbudowali na tej bazie całą ideologię „uzasadniającą” eliminację Żydów i zniewolenie „ras niższych”. W służbę ideologii zaprzęgnięto całą wyśmienicie działającą machinę naukową i przemysłową, która dała światu Zyklon B, pociski V2, poszerzenie wiedzy z dziedziny medycyny lotniczej, epidemiologii i bakteriologii, okupione życiem tysięcy „podludzkich królików doświadczalnych”. Wszystko w służbie postępu, podbite naukowymi uzasadnieniami, Boga w tym nie znajdziecie ani szczypty. Hitler otwarcie gardził chrześcijaństwem, z szacunkiem wyrażał się jedynie o mahometanach, szanując ich nie za wartości duchowe, ale za „wojowniczość”.
    Mimo wszystko wierzę w naukę i postęp, choć te idee w połączeniu z instytucjonalnym ateizmem zupełnie się skompromitowały w XX wieku.

  148. @ Aaron
    I znowu Pan przekręca. We wpisie zadałem pytanie: jak można nadal wierzyć w Boga? (pytanie etyczne) A nie: czy jest Bóg? (ontologiczne).
    Tak właśnie wyglądają Pańskie problemy z czytaniem i logiką.

  149. PS2.
    Komentarz o godz. 13:08 zamieściłem przed przeczytaniem komentarza gospodarza z 12:55, stad moje odniesienie się do tego samego fragmentu wpisu tego na „A”.
    Zbieg okoliczności.

  150. lukasso o hitleryzmie: „Wszystko w służbie postępu, podbite naukowymi uzasadnieniami, Boga w tym nie znajdziecie ani szczypty”.

    Chyba że poszukacie w Watykanie, na klamrach żołnierskich pasów i porozmawiacie osobiście z Hitlerem. Ale rozmowy z takimi gośćmi jak lukasso to nieuchronna przewalanka: obowiązko pojawi się konkwista, krzyżowcy, inkwizycja, albigensi, katarowie, Noc św. Bartłomieja i cała kupa dobrych uczynków chrześcijaństwa. Mówili Ruscy w 60-tych latach: „- Fantomas – w kotoryj raz?!”.

  151. III Rzeszy nie ma na mapie, PRL nie ma na mapie, ZSRR nie ma na mapie…
    Na jakiej mapie?
    Nazistowscy mordercy w większości żyli sobie jeszcze długo, szczęśliwie i dostatnio, a uratowani z obozów na wpół nieżywi ludzie czekali miesiącami (często w tych samych obozach np. Dachau) na prawo wyjazdu do krajów – zwycięzców wojny np. USA, Wielkiej Brytanii lub woleli zostać w Niemczech.
    Tak, w Niemczech.
    Tak przerażała ich wizja powrotu do byłych sąsiadów w Europie Środkowej.

  152. Redaktor Kowalczyk

    Nie żebym chciał narzucać komuś swoją interpretację,ale z tego co wiem dla wielu osób właśnie wiara jest wystarczającym instrumentariom poznawczym definiującym obecność Boga w ich życiu, a ten rodzaj kontaktu próbuje Pan ex catedra weryfikować.
    Dla jednych II zasada termodynamiki, dla innych wiara…

    „…jak można nadal…”

    Takie sobie. Nawet uwzględniając fakt,że jesteśmy na ateistycznym blogu.

  153. @ Aaron
    Jest Pan mistrzem. Uników. Byle się wykręcić, byle nie odpowiedzieć, byle zamącić.
    I na tym poprzestanę.

  154. Dla mnie głównym dowodem istnienia Boga jest radość, jaką czuję, kiedy pomyślę,ze Bóg jest.

    Rene Le Senne.

    Znów cytat…ale w porównaniu z pół godzinnym filmem …który też jest rodzajem zapożyczenia…

  155. Jacek Kowalczyk pisze:

    @ Aaron
    „Jest Pan mistrzem…”

    Mam nadzieję,że na potrzeby bieżących polemik będę mógł ten cytat przytaczać.

  156. Trudno uwierzyć że Bóg rządzi światem, szatan na pewno.

  157. Jak nie widziałeś diabła, spójrz na własne „ja”.

    Dzelal – uddin Rumi napisał.

  158. Pisze Pan Redaktor Kowalczyk:

    „@ Aaron
    I znowu Pan przekręca. We wpisie zadałem pytanie: jak można nadal wierzyć w Boga? (pytanie etyczne) A nie: czy jest Bóg? (ontologiczne).
    Tak właśnie wyglądają Pańskie problemy z czytaniem i logiką.”

    Pytanie bez sensu, jakim jest pytanie „jak można wierzyć w Boga”, określa Pan jako „pytanie etyczne”. Cały czas myślałam, ze podobne pytanie można zadac z punktu widzenia racjonalności i empirii, a tu okazuje się, ze również z „etycznego”:))) Jest to tak szokujące i nonsensowne, że az ośmielę się poprosić o bliższe dane: odkad to wiara w cokolwiek może być etyczna lub nieetyczna?:))))

  159. @ Kalina
    „Jest to tak szokujące i nonsensowne, że az ośmielę się poprosić o bliższe dane: odkad to wiara w cokolwiek może być etyczna lub nieetyczna?”

    Wiara, jeśli ma to cokolwiek znaczyć dla wierzącego, dyktuje jakąś postawę etyczną. Postawy etyczne z definicji podlegają ocenie etycznej. Jeśli np. Pani wiara dyktuje nienawiść do Żydów lub homoseksualistów (bo jedni „zabili Chrystusa”, a drudzy są obrzydliwi i zasługują na kamienowanie), to zajmuje Pani jakąś postawę etyczną wobec członków tych grup ze względu na ich przynależność do grupy, a nie ze względu na ich osobiste zachowanie. To jest — np. z mojego punktu widzenia, mojej „wiary” — etycznie niedopuszczalne.
    Co w tym nonsensownego?
    Jak można (zachowując się etycznie) wierzyć w Boga, który stworzył tak nieetyczny świat?

  160. @Pan Redaktor Kowalczyk

    Pyta Pan, jak sobie dajemy rade ze swiadomościa, ze niby dobry Pan Bóg nie przeciwdziałał rozstrzelaniu kilkunastu tysięcy polskich oficerow przez NKWD, hekatombie polskiej inteligencji w czasie II wojny oraz po wojnie przez hitlerowców, NKW-dzistow, UB-ecje i „prawnikow” wysługujących się agenturalnej władzy, a także tsunami w rozmaitych rejonach swiata, trzęsieniom ziemi, Holocaustowi i innym strasznym przypadkom. Otóż spiesze donieść, ze nie mamy z tym najmniejszego problemu. O Bogu wiemy niewiele, więcej się domyślamy i nie mamy najmniejszej pewności, ze On interesuje się naszym losem. Raczej jest zainteresowany, jakich wyborów moralnych dokonujemy wobec siebie nawzajem. Przed laty był wyświetlany na polskich ekranach film p.t. „Czysta formalność” z Romanem Polanskim w roli Pana Boga. Jego Pan Bóg okazał łaskę literatowi, który napisał dobrą książkę. Jak Pan myśli, co dobry Bóg zrobi, gdy przeczyta Pana teksty w „Polityce”?

  161. lukasso
    15 lutego o godz. 13:14
    Rozmijasz się z rzeczywistością. KAŻDY Niemiec, w tym każdy odpowiedzialny za „piekło na ziemi” ma sprawę bezpośredniej odpowiedzialności wobec swojego boga. Zakładając że ten bóg istnieje.
    Hitler – identycznie. A był katolikiem. Tak jak 30% morderców z SS, einsatztruppen, gestapo, Wehrmachtu i pozostałych służb mordu. Oraz zwykłych obywateli poczuwających się do potrzeby wyznawania i służenia III Reszy i ciągnących z tego liczne profity. Pozostałych 65% drani to byli inni chrześcijanie, głównie protestanci. Drobna reszta – 5% to pozostali wyznawcy różnych religii, w tym żydzi, oraz śladowa ilość ateistów.
    Hitler nie „gardził otwarcie chrześcijaństwem”, tylko czasem i mało otwarcie. Na zasadach chrześcijaństwa budował III Rzeszę oraz nazizm, głęboko i bardzo owocnie współpracował z Watykanem oraz innymi katolickimi wodzami: Mussollinim, Franco, Pavelicem. Bardzo sobie cenił chrześcijańską organizację społeczeństwa, jego hierarchiczność, dominację kleru i mitów religii, ścisłe podporządowanie mas wybrańcom, karność i bezdyskusyjne wykonywanie poleceń oraz pranie mózgów, które wyznawcom urządzali. Hitler to kopiował.

  162. @ Kalina
    Czyli: nic nie wiemy, ale ciągle się o Nim wypowiadamy, a nawet działamy, powołując się na to, czego jakoby od nas wymaga, choć o tym nic nie wiemy.
    „O Bogu wiemy niewiele, więcej się domyślamy i nie mamy najmniejszej pewności, ze On interesuje się naszym losem. Raczej jest zainteresowany, jakich wyborów moralnych dokonujemy wobec siebie nawzajem”.
    To chyba wewnętrzna sprzeczność? Jak ktoś może nie interesować się czyimś losem, ale zarazem interesować się wyborami moralnymi, które o tym losie decydują?
    Proszę uważniej formułować myśli. W takim stylu rzeczywiście nie dziwię się, że nie ma Pani „z tym najmniejszego problemu”.

  163. Kalina

    Tak proste, że trzeba aż złej woli i złośliwości, żeby nie dotarło. Jak można wierzyć w Boga, który może wszystko, patrzył na gehennę i palcem nie kiwnął. A ty jak ten chory sprezynowiec dłub w pojeciach, może jakiego boga wydlubiesz. Lub choćby jego przenajswiętszy paznokieć.

  164. @Pan Redaktor Kowalczyk

    „Jak można (zachowując się etycznie) wierzyć w Boga, który stworzył tak nieetyczny świat?”

    Po pierwsze – nie uważam swiata za przedmiot oceny moralnej. Świat jest, jaki jest, nie jest ani moralny, ani niemoralny, moralne mogą być jedynie podmioty obdarzone wolna wola, czyli ludzie. Po drugie – wierzymy w Cos, co w naszym przekonaniu po prostu istnieje. To Cos nie musi być ani ladne, ani brzydkie, ani dobre, ani złe. Wierzę np., ze nie należy wkladac palca do elektrycznego gniazdka, mimo ze, a może właśnie dlatego może mnie porazić prąd.

  165. @Pan Redaktor Kowalczyk

    Słuszne uwagi co do moich deklaracji w sprawie „poznania” Pana Boga. Rzeczywiscie ja osobiście Go nie znam, choć czasem mam wrazenie, ze nie jest mi nieżyczliwy:)) A wracając do naszego tematu: od dziesiatkow lat filozofowie pracują nad teodyceą, czyli próbują wytlumaczyc, dlaczego Bóg pozwala na Zło. Otóż moja teodycea jest prosta: Bóg powołał do zycia materialny kosmos, jednak „rzady” w nim powierzył istotom rozumnym, jakimi sa ludzie. Dał im tez wskazówki co do tego, co jest dobre, a co złe. Co ludzie robia z ta wiedzą, widać, słychać i czuc.

  166. mulman
    15 lutego o godz. 12:34

    „Może więc jednak był potężniejszy bóg od żydowskiego i stał po stronie hitlerowców i innych oprawców. Nie znamy imienia boga żydowskiego, żydzi także go nie znają”.

    1. Jeśli weźmie się do rąk Biblię, i przeczyta np. 2 Koryntian 4:3-4 , to można się w ten sposób dowiedzieć, jaki „bóg stał po stronie hitlerowców i innych oprawców”. (Jego imię można znaleźć np.w Apokalipsie 12:9).

    2. Natomiast w Księdze Izajasza 42:8, jedyny żywy i prawdziwy Bóg, przedstawia się z imienia. W przekładzie NŚ, słowa te są oddane tak: „Jam jest Jehowa. To jest moje imię”.

    Imię to w oryginalnych pismach hebrajskich (ST), występuje ok.7000 razy, w postaci tetragramu JHWH.

  167. @ Kalina
    „Świat jest, jaki jest, nie jest ani moralny, ani niemoralny, moralne mogą być jedynie podmioty obdarzone wolna wola, czyli ludzie”.
    Pozostawiając na boku filozoficznie trudne i naukowo kłopotliwe pojęcie wolnej woli.
    Nie da się sensownie mówić o świecie bez człowieka, bo to my mówimy. Da się natomiast mówić o świecie bez Boga.
    Jeśli Pani wierzy w Coś, co „nie musi być ani ladne, ani brzydkie, ani dobre, ani złe” i taka wiara Panią zaspokaja, to jest Pani szczęściarą. Ale raczej nie jest Pani ani katolikiem, ani chrześcijanką, ani tym bardziej muzułmanką. Tak też można żyć, dopóki nie krzywdzi się innych.

  168. Kalina
    15 lutego o godz. 14:45
    Jakież śliczne podsumowanie ucieczki: „widać, słychać i czuć”
    to się zgadza: widać, słychać i czuć, że sobie nie radzisz.

  169. A jeżeli chodzi o to z czym się zmagamy w naszej codzienności to dosyć ciekawa interpretacja zawarta jest w „mojej” ( czyli Huxleya) „Filozofii wieczystej” której treść była raczej ekumeniczna ( islam, buddyzm zen, hinduizm, chrześcijaństwo – niekoniecznie konfesyjne).
    Otóż na naszą rzeczywistość, na złe i dobre jej przejawy (również na ebolę) mają wpływ trojakie przyczyny.
    Huxley twierdzi, że w naszym życiu jesteśmy organicznie powiązani trojako:
    – z Bogiem
    – z Naturą
    – naszymi bliźnimi
    Gdyby każda istota ludzka w sposób właściwy utrzymywała relacje z każdą z tych „sfer” to jedynym cierpieniem którego doświadczalibyśmy byłby ból związany z faktem Stworzenia. Ból jest immanentną składową Stworzenia. Jedynie Bóg jako byt idealny nie jest poddany cierpieniu.
    A z czym mamy doczynienie jeżeli te relacje są nie takie jakie być powinny.
    a takie:
    na poziomie społecznym – wojny, wyzysk, rewolucje, nieład
    na poziomie przyrody – trwonienie i wyczerpywanie niepowtarzalnych zasobów naturalnych, choroby
    degeneracyjne
    na poziomie moralnym -ślepota na boską rzeczywistość i całkowita nieznajomość racji oraz celu ludzkiego istnienia.

    Niestety byt jako jeden wieki organizm powoduje, że sprawiedliwy i niewinny również musi cierpieć , chociaż wydawać by się to mogło okrutne.

    „Tak jak byłoby nadzwyczajne gdyby niewinne nerki i sprawiedliwe serce nie cierpiały z powodu obżarstwa i przeciążonego żołądka, narzuconych organom przez wolę żarłoka, tak społeczeństwo obecne, ale również i jego potomkowie będzie musiało wziąć na siebie grzechy żyjących i działających ( niektórych ) tu i teraz.”

    To tyle w sprawie zła. Z wyraźną pomocą Huxleya.

  170. „Jak Pan myśli, co dobry Bóg zrobi, gdy przeczyta Pana teksty w “Polityce”?”.

    Kolejne dziecko zwiało z przedszkola paranoików. Przecież tych dwoje sprężynowców plus dezenterzyna sami się proszą, by wezwać pogotowie. Już nie chodzi tylko o idiotyczność pytania ateisty o Boga, jakby ten Bóg w jego głowie istniał, ale przede wszystkim o idiotyczność pytania o ZAMIARY domniemanego, którego wyroki są niezbadane. „Jak Pan myśli” powiada sprężynowa filozofka z Kaczych Łap. Jak myślisz, co nieistniejący zrobi z idiotyzmami produkowanymi tu hurtowo przez szurniętych istniejących?

  171. @Kalina

    Druga zasada termodynamiki.

    Jeżeli przyjmiesz, to właśnie – oczywiście aprioryczne -założenie Twoich polemistów do wszelkiej pomyślanej przez nich rzeczywistości to zrozumiesz skąd u nich taki, a nie inny stosunek do kwestii wiary i oczywiście Boga.

    Wiem ,że może być trudno,ale nie róbmy Im przykrości.

  172. pombocek
    15 lutego o godz. 10:37

    „pokaż dokładnie, w którym miejscu stoi, że Adam i Ewa w raju to rodzina.”

    Pierwsze zaślubiny, opisano w Rodzaju 2:22-24. Autentyczność tej relacji potwierdził Jezus. Jego wypowiedź można znaleźć w Mateusza 19:4-6.

  173. Jak zwykle nieco nie na temat,ale liczę na wyrozumiałość.

    Za identyfikację autora wiersza tym razem nie przewidziałem żadnej nagrody.

    Pytasz mnie jak modlić się do kogoś kogo nie ma
    tyle wiem, że modlitwa buduje most z aksamitu
    po którym idziemy podlatując jak na trampolinie
    nad krajobrazy koloru dojrzałego złota
    przemienione magicznym zatrzymaniem słońca
    ten most prowadzi na brzeg odwrócenia
    gdzie wszystko już na opak
    i słowo jest odsłania sens przeczuwany ledwo

    Zauważ mówię my, każdy z osobna
    czuje tam litość dla innych uwikłanych w ciało
    i wierzę, gdyby nawet nie było drugiego brzegu
    na most nad ziemią weszliby tak samo .

  174. Wiersz zatytułowany ‚O modlitwie”.

  175. Problem nie w tym, ze aaron jest „nielogiczny”, tylko w tym, ze swiadomie i z premedytacja buduje nielogiczne, lub logicznie sprzeczne przedstawienia.

    Jak chce potrafi byc logiczny, az do bolu dupy logiczny.

    Dlaczego, w takim razie stosuje te metody, logicznych sprzecznosci, lub niedopowiedzen, zawoalowanych mniej, czy bardziej niedopowiedzen, cytatow i cytacikow, swiadomych przekrecen sensu, ignorowania pytan wprost zadanych i innych trickow?

    Zanim odpowiem co sam o tym mysle, przyjzyjmy sie znanym faktom…

    1) ze aaron (z hebrajskiego – wywyzszony) jest trollem, to oczywista oczywistosc
    2) ze jest dobrze wyksztalcony, tez widac
    3) ze jest oczytany, nikt nie ma watpliwosci

    Ale, choc zabiera glos (pisze posty) w dyskusjach blogowych, to nie dyskutuje NIGDY w przedmiocie aktualnego wpisu… Na tym „pierwszym planie”, najwyzszy stopien bliskosci do tematu nie wykracza poza mniej, lub wiecej udanie dobrany cytacik.

    Jedyne polemiki jakie podejmuje, sa polemikami z postami blogowiczow skierowanymi wprost do niego, albo komentujacymi jego „dokonania”. Tylko i wylacznie w tym, nazwijmy to „drugim planie”, wywyzszony sie odzywa i kieruje swoje wypowiedzi wprost do kogos, albo metoda z „pierwszego planu” weksluje temat przekierowaniem w inna strone…

    Przylapany na nielogicznosci, albo przeklamywaniu, albo przeinaczaniu, nabiera wody w usta i ignoruje dalsza wymiane zdan, lub taktycznie zmienia temat.

    Troll moznaby powiedziec, ale to za malo…

    W/g mnie wywyzszony sprezynowiec to cos wiecej niz zwykly nasz troll powszedni. To jest swiadomy i dzialajacy z premedytacja i determinacja sabotazysta, ktory konsekwentnie realizuje dwa cele. Pierwszym jest uniemozliwianie dyskusji na tematy zwiazane z wiara, lub z kosciolem katolickim. Drugim uniemozliwianie, lub utrudnianie upowszechniania sie wiedzy o zle czynionym przez kosciol katolicki i jego funkcjonariuszy.

    Trudno powiedziec na pewno, ale dostrzegam zbyt wiele podobienstw do niejakiego Michala Krolikowskiego, kiedys v-ministra Sprawiedliwosci, najpewniej czlonka oslawionego Opus Dei i jego metod dyskutowania i przedstawiania spraw i problemow.

    NIE! Nie twierdze, ze wywyzszony, to Michal Krolikowski, twierdze wylacznie, ze dostrzegam podobienstwa co do metod dyskusji i sposobow na jej prowadzenie. W archiwum Radia Zet, jak sie glebiej pogrzebie, mozna wciaz odszukac i psluchac wywiadu Moniki Olejnik z Michalem Krolikowskim. Watpiacych w moje spostrzezenie co do podobienstw stylu prowadzenia dyskusji odsylam do uwaznego odsluchania tego wywiadu. JAk trzeba to wiecej niz raz. A zobaczycie, ze metoda nieodpowiadania wprost, unikania odpowiedzi, przekierowywania, czy przeinaczania, jesli nie identyczna, to jest zadziwiajaco podobna. Jedna szkola, to juz z pewnoscia.

    Dlatego uwazam, ze wywyzszony sprezyner nie jest zwyklym codziennym trollem, ale jest sabotazysta, naslanym przez kogos, albo samodzielnym, ktory sam z siebie robi co robi.

    Watpiacym w moja diagnoze przypomne, ze nim ostatecznie osiadl w avatarze „aarona sprezynera” testowal kilka innych postaci, Zorzete Tyraspolska, Rosynanta, Osiolka… Byc moze byly i inne, ale umknely mojej uwadze.

    Testy „bojowe” w/w avatarow mialy miejsce okolo roku temu i po paru tygodniach prob, wybral ostatecznie postac Aarona Sprezynera.

    Sam Aaron mu nie wystarczyl. Bycie „wywyzszonym” okazalo sie za malo wiec dodal sobie Sprezynera …

    @Jerzy dzieki za przypomnienie Stanislawa Grzesiuka. Dzieki temu przypomnieniu skojarzylem o co chodzi z tym Sprezynerem. Otoz jako mlody chlopak odwiedzilem Grzesiuka w domu. Przyprowadzil mnie tam „koles z podworka”. Grzesiuk, choc juz literat, byl i pozostal chlopakiem z ferajny. I takie wlasnie towarzystwo zastalem u niego. Byl tam taki jeden, ktoremu do imienia dostawiano „sprezynowiec”. Dostawiano z uwagi na oczywiste sklonnosci do zalatwiania sporow za pomoca noza sprezynowego.

    Tak wiec mam prawo sadzic, ze prawidlowe odczytanie nicka Aaron Sprezyner, wyglada tak: Wywyzszony (w domysle przez boga) Nie stroniacy od zalatwiania spraw ciosem ukrytego w kieszeni, czy rekawie sprezynowca.

    Ciekawa postac. Prawda?

    Co z nim zrobic?

    Dwie metody na niego widze.
    Pierwsza mozliwosc, ze gospodarz zbanuje aarona. Ale wtedy wroci pod inna postacia i uplynie czas nim rozpoznamy go w nowym wcieleniu.
    Druga metoda jest pokojowe, cierpliwe ignorowanie i doczekanie czasu, ze sie mu znudzi…

    Ale to nie moze byc normalne ignorowanie. Tylko totalna kwarantanna. Nie tylko do niego nie piszemy, nie tylko o nim nie piszemy, ale nie piszemy tez o niczym co on wstawi na bloga… TOTALNY IGNOR I PELNA KWARANTANNA

  176. dezenter

    Nie wożę ze sobą Starej Baśni, w Nowej rzeczywiście sobie przypomniałem słowa Jezusa. Niczego to, rzecz jasna, nie zmienia. Wylecieli z raju, żeby im było źle i wzięli za karę swój najlepszy dar: swoją rodzinność. To Kościół katolicki nazywa rodzinę „bożą”, więc najlepszą z możliwych podstawową organizacją partyj…tfu!…komórką społeczną. Nie da się logicznie pogodzić wywalenia z raju na nędzę i poniewierkę i równoczesnej skrupulatnej troski o dobro wywalonych. Ale godzenie lub niegodzenie starożytnych bzdur to nie mój kłopot.

  177. @dezerter
    „Imię to w oryginalnych pismach hebrajskich (ST), występuje ok.7000 razy, w postaci tetragramu JHWH.”

    JHWH to cztery litery, a nie imię. Żydzi zatracili umiejętność prawidłowego odczytania tego imienia, bo nie wolno im było tego robić. Określenia Jehowa czy Jahwe pochodzi od wokalizacji tetragramu do Haszem (imię) czy Adonaj (pan).

  178. Do IGNORA dla aarona, nalezy dolaczyc „KAlina”, bo ten avatar jest swoistym alter ego aarona. To nei jest samodzielna postac, tylko pomocnicza w stosunku do glownego rozgrywajacego, jakim bez cienia watpliwosci jest sprezynowiec.

    Metode gry na dwa avatary przetestowal nasz sabotazysta cwiczac sie na postaciach rosynanta i osiolka, lub nieco pozniej „dzialajac w duecie” z postacia Zorzety …

  179. @ lonefather
    Nie posuwałbym się tak daleko w teoriach spiskowych :).

  180. lonefather
    15 lutego o godz. 15:44

    Dla mnie postać rzeczonego nie jest ciekawa. Jest tylko jedna rzecz, która jest ciekawa sama przez się, a nie przez postać rzeczonego: jak można, mając po temu wiele możliwości, i wkładając w sprawę wiele wysiłku, tak wszystko spieprzyć, rozlać, rozmazać, utopić w mazi, brei, zabagnić, unicestwić.
    Ciekawe jest to jako stały rys człowieka: dobrze usiłuje zacząć, marnie kończy, nadyma się zapałem, by się wypalić, unosi się honorem, by zrobić w gacie, mieć dobre intencje, by nimi wybrukować piekło.
    Zaraz tu wlezie jeden z trolli i wyjaśni, że Jahwe ty wszystko przewidział: to bajęda o wieży Babel.
    Rzeczony to Babel. A dokładniej – bubel.

  181. lonefather
    15 lutego o godz. 15:44

    lonefatherku, na pewno konsekwentne ignorowanie narcyza jako sposób na jego zamilknięcie byłby skuteczny (sprężynowiec nie reaguje na tych, co go nie zauważają lub szybko przestaje reagować na tych, co przestają go zauważać. Narcyzowi gadanie do ściany się po prostu nie opłaca – musi być w centrum uwagi. Czyż jednak nie mieliśmy Twojego hasła NIE KARMIĆ TROLLI? Ślad po nim zaginął, a my karmimy. Ciągle wchodzimy do tej samej rzeki. Ja bym banował na wieczność zgodnie z oczywistą przecież praktyką, że spotykam się wyłącznie z tymi, z którymi się chcę spotykać, a nie z pięknoduchami, z panienkami z konwiktu, ze smarkami, z wierzącymi w krasnoludki, żeby na sztywnych nogach ze zjeżoną sierścią pleść z nimi o krasnoludkach itd. Ale ja to ja.

  182. Kalina
    15 lutego o godz. 14:45

    „Bóg powołał do zycia materialny kosmos, jednak “rzady” w nim powierzył istotom rozumnym, jakimi sa ludzie. Dał im tez wskazówki co do tego, co jest dobre, a co złe. Co ludzie robia z ta wiedzą, widać, słychać i czuc”.

    Wnikliwa analiza Biblii, pozwala ustalić, że Bóg nie „powierzył rządów istotom rozumnym”.

    Ludzie nie zostali stworzeni tak, by żyć niezależnie od Boga. Ich szczęście i pomyślność zależy od przestrzegania Jego sprawiedliwych praw. Chcąc żyć, ludzie muszą się podporządkować prawom fizycznym ustanowionym przez Boga, a chcąc tworzyć zgodną społeczność, muszą się stosować do Jego praw moralnych.

    Bóg dobrze wiedział, że rodzina ludzka nie może należycie funkcjonować z pominięciem Jego władzy. Usiłując się od niej uniezależnić, człowiek utworzył rozmaite systemy polityczne, gospodarcze i religijne. Powstałe różnice wywołują nieustanne konflikty, prowadzące do przemocy, wojen i śmierci. Jak zapowiadała Biblia: „Człowiek panuje nad człowiekiem ku jego szkodzie”.

  183. Tanaka
    15 lutego o godz. 16:03

    To mentalność niedopieszczonego lub odwrotnie – bardzo rozpieszczonego dzieciaka. Może jedynaka bez ojca, czyli produkt mamy, którą rządził jak chciał. Jego zabawy to nieskoordynowane baraszkowanie bachora na oczach dorosłych. Wszystkie oczy na sprężynkę. Nie chce już mi się mówić o jego infantylnych zapowiedziach, jakby zaraz nie Aaron miał wystąpić, lecz królowa angielska. A niech on idzie w buraki i tam się pasie, a Kalina oj jedyna trencz niech za nim nosi.

  184. @Jacek Kowalczyk

    To sie nie posuwajmy.

    Mi wystarczy, ze zalozymy na niego kwarantanne totalna. Niewidzenie go i jego „produkcji” …

    Przy moejej opinii pozostane. Nie powstala „przed chwila”, ale ksztaltowala sie od dawna. W powyzszym omowieniu pominalem analize aktywnosci w polaczeniu z tematami panskich wpisow blogowych. Ta analiza pokazuje wyraznie, ze tematy bardziej neutralne, czy obojetne sa przez wywyzszonego pomijane. Uaktywnia sie wylacznie w tematach takich jak dzisiejszy…

    „Brak logiki”,ktory wywolal panska reakcje, nie jest sprawe defektu umyslowego, jest w/g mnie metoda … O czym wyzej obszerniej i dokladniej napisalem.

    Ale opierajac sie wylacznie na analizach dostepnego materialu, mozna dochodzic do roznych wnioskow, wiec nie trace z oczu mozliwosci popelnienia pomylki. Moze byc tak, ze sie myle, ze aaron jest zwyczajnym, troche szurnietym gosciem z jakas swoja idee fix i sobie tylko ulge daje i spuszcza „pare z czajnika”, zeby nie rozsadzilo go od srodka napiecie. Mozliwe …

    Niemniej tak jak ja uwzgledniam mozliwosc pomylki, to jednoczesnie ta sama mozliwosc pomylki dziala w druga strone. Dlatego niezaleznie od tego jak jest naprawde, metoda TOTALNEJ KWARANTANNY wydaje sie mi najwlasciwszym sposobem postepowania.

  185. Tanaka
    15 lutego o godz. 16:03

    To byla retoryka, ktora z moja ocena kryjacego sie za avatarem sabotazysty nie ma nic wspolnego…

  186. mulman
    15 lutego o godz. 15:52

    „JHWH to cztery litery, a nie imię”.

    To prawda, że nie wiadomo dziś dokładnie, jak w starożytnym języku hebrajskim wymawiano imię własne Boga. Imię to jednak zachowało się w postaci czterech spółgłosek, zwanych tetragramem, który Wielka Encyklopedia PWN definiuje jako „4 hebrajskie litery JHWH, oznaczające starotestamentowe imię Boga Izraela”.

    Dzisiejsza wymowa imion biblijnych najprawdopodobniej bardzo odbiega od oryginału hebrajskiego — i mało kto zgłasza tu jakieś zastrzeżenia. Po prostu imiona te przyjęły się w naszym języku i łatwo je zidentyfikować. To samo można powiedzieć o imieniu Boga.

    Podczas pobytu na ziemi Jezus oznajmiał imię Boże i polecił swym uczniom modlić się, by zostało ono uświęcone (Mateusza 6:9; Jana 17:6). Pierwsi chrześcijanie nazywani byli ludem dla imienia Bożego. Głosili innym o tym imieniu i zachęcali do wzywania go (Dzieje 2:21; 15:14; Rzymian 10:13-15). Tak więc bez względu to, jakim językiem mówimy, Bóg oczekuje, że będziemy używać tego imienia, wtedy, gdy oddajemy Mu cześć.

  187. pombocek
    15 lutego o godz. 16:07

    NArcyz… oczywiscie, ze tak, jak najbardziej tak! To nie ja, czy Ty go „wywyzszyslismy”, sam sie „wywyzszyl”, co w 100% potwierdza slusznosc przydomka „narcyz”, ktorym go obdarowales.

    Odebrac mu „lusterko” (totalna kwarantanna), a mozliwe, ze uschnie, jak za przeproszeniem, narcyz bez wody.

    („przeproszeniem”, bo nie jestem bezmyslnym okrutnikiem co zasusza roslinki)

  188. Sprężyna jest przede wszystkim irracjonalny, a poza tym, to byt nieweryfikowalny empirycznie. Podobnie zresztą jak porno krasnoludki, które grupowo zajęły się libido sierotki Marysi, a wszystko na oczach boga Ojca, zresztą wszechmogącego.

    Dyabeł.

  189. Dowodów obecności Boga nie znajduję, szatana – mnóstwo.

  190. Przestańcie się intelektualnie onanizować I odpowiedzcie prosto na pytanie gospodarza, trole.

  191. Rzeczywiście moja obecność na blogu wprowadza aż taką niezborność ruchów i tak daleko idące skojarzenia jakie są udziałem lonefathera?

    Zdaje sobie sprawę, że treści i forma moich wpisów może wzbudzać popłoch u ateisty, ale sugestie kierowane w stronę Redaktora aby wypierd… mnie na zbity pysk mają się nijak do deklarowanego wolnomyślicielstwa.

    Zresztą sam sobie od czasu do czasu stawiam pytanie autorstwa niejakiego Hamleta:

    „Bytka abo ne bytka – to je zapytka”

    Oczywiście chodzi o moją bytność na blogu.

    Na dzisiaj mogę jednak zakomunikować swoim licznym fanom ( pośrednio oczywiście komunikat tez ślę w kierunku moich polemistów) że cały czas możecie na mnie liczyć. Abdykacji chwilowo nie rozważam.

  192. Jak można nadal wierzyć w Boga? No, można. Ale i – no, nie można. I w czym choć trochę posunęliśmy się w naszych rozważaniach – napisałem do @lonefathera wczoraj o godz. godz. 23:55. Setki ludzi zadawało, zadaje i będzie zadawać sobie to pytanie. Jedni będą wierzyć w Boga w dalszym ciągu, pomimo nieszczęść, jakie spotkało ich i ich najbliższych oraz których byli świadkami. Inni od Boga odejdą zadając jednocześnie – jak Jacek Kowalczyk w poście do Kaliny – pytanie co „robi” Pani Bóg, w którego Pani wierzy? Ratuje cudownie jedną osobę z trzęsienia ziemi? Cudownie – za wstawiennictwem świętych – uzdrawia jedną zakonnicę? Zapewni cudowne przekreślenie wszystkich ludzkich cierpień w niebie? Ale dopóki żyją na ziemi, to tak ich umiłuje, że aż strach? Panie Redaktorze, od takich pytań puchną regały z książkami w bibliotekach. Na takie pytania racjonalnej odpowiedzi bowiem nie ma. Powtarza Pan, Redaktorze, jak mantrę pytanie, które zadał Pan w samym felietonie: jak sobie z tym dajecie radę? dziwiąc się, że racjonalnie nie odpowiadają. Bo co mają odpowiedzieć? Przecież wiedzą, że – przynajmniej w ich świętej księdze Bóg poraził ogniem Sodomę, zesłał potop, wymordował pierworodnych Egipcjan, wyrżnął Filistynów, poddał cierpieniu Hioba tylko po to, aby udowodnić szatanowi, że Hiob się boga nie wyrzeknie. Powiedział przecież – Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą – co złagodził w zdaniu następnym – a czyniący miłosierdzie tysiącom tych, którzy mię miłują i strzegą przykazań moich. To wszystko ci wierzący wiedzą, wiedzą także o holokauście, o Wandei, o Kołymie, o Anatolii, o Rwandzie. I zadają sobie to same pytanie, co Pan zadał nam, komentatorom Jego felietonów – jak można nadal wierzyć w Boga? . Powtórzę to, co napisałem do @lonefathera – No, można. Ale i – no, nie można.

    @Kalina zastanawia się nad popularnością twierdzenia Hannah Arendt o „banalności zła”. Przecież to jawny fałsz i nieprawda – pisze – podobnie jak twierdzenie o rzekomej głębi dobra. Już nie będę się wdawać w dywagacje o tym, ze miedzy dobrem i złem granica jest często trudna do wytyczenia.

    A ja spróbuję. W filmie o Romanie Fristerze właśnie ta granica jest ukazana najmocniej. Scena, w której bohater poddaje bolesnej wiwisekcji własną duszę opowiadając jak ukradł czapkę współwięźniowi wiedząc, że za brak czapki na porannym apelu grozi śmierć, jest – według mnie – swoistym zwornikiem, gdzie moralność „muzułmana” poddana jest surowej ocenie. Fristera ten czyn – skazanie współwięźnia na śmierć – zdaje się boleć najmocniej. Cała reszta jest dla tej sceny tłem. Sprzedaż rodzinnego domu po wojnie, nie jest wynagrodzeniem za dobro jakiego doznał od dwóch ludzi, a ekspiację i próbą zadośćuczynienia za zło, które sam popełnił. Nie ważne, że ratując własne życie. Bowiem mówienie o „ratowaniu własnego życia” jest także usprawiedliwieniem własnego upadku. Ciężarem, garbem na duszy, czymś niegodnym człowieka. Daleki jestem od potępiania Fristera. Daleki jestem od potępiania kogokolwiek, kto w obozowych okolicznościach ratował swoje życie kosztem innych. Ale takie właśnie czyny są egzemplifikacją „banalności zła”. Nie posiadają one żadnej głębi ani żadnego demonicznego wymiaru – mówiąc słowami Arendt. Dość lapidarnie rozstrzygnął ten moralny dylemat wspomniany przeze mnie w innym poście Stanisław Grzesiuk. Niejeden z więźniów-bandytów cieszył się na wolności szacunkiem i poważaniem jako dobry, kulturalny człowiek, i gdyby nie dostał się do obozu byłby takim przez całe życie. Ci, co nie byli w obozie – niech powstrzymują się od wydawania swego sądu o ludziach i wypadkach, bo sądem swym skrzywdzić mogą tych ludzi. (Stanisław Grzesiuk, „Pięć lat kacetu”). I kilka słów o „rzekomej głębi dobra”. Obok Ireny Sendler, której 105 rocznica urodzin dziś mija, wspomniałem też Henryka Sławika, bowiem jego konspiracyjna działalność na Węgrzech uratowała od pewnej śmierci co najmniej 5 tysięcy polskich Żydów, w tym kilkaset żydowskich dzieci, umieszczonych „na aryjskich papierach” jako dzieci polskich oficerów w sierocińcu w Vác pod Budapesztem. Legalizowali ten sierociniec księża. Ks. prałat dr Miklós Beresztóczy, biskup w Vác, ks. dr. Árpád Hanauer oraz prymas Węgier kardynał Jusztinián Serédi. Gdy mieszkańcy Vác zaczęli podejrzliwie przyglądać się niezbyt aryjskim dzieciom i sierociniec został zagrożony dekonspiracją przez donos (węgierscy chłopi niczym się nie różnili od chłopów polskich i tak samo donosili władzom, gdy ktoś ukrywał Żydów), na inspekcję do sierocińca przyjechał nuncjusz papieski na Węgrzech, arcybiskup Rota. Pobłogosławił sierociniec i uczestnicząc (wraz z mieszkańcami Vác) w jasełkach wystawianych przez żydowskie dzieci uprawdopodobnił „katolickość” mieszkańców sierocińca. Warto sobie w tym momencie uświadomić, że gdy zbliżała się chwila rozpoczęcia ludobójstwa w Rwandzie, nuncjusz apostolski Giuseppe Bertello, wyjechał zostawiając owieczki same.

    Skoro jesteśmy przy Rwandzie. Świadectwo „głębi dobra”, wcale nie rzekomej, jak ją chce widzieć @Kalina.

    Przykładem heroicznej postawy i wierności chrześcijańskim wartościom była siostra Felicitas Niyitegeka. Z pochodzenia Hutu, dała schronienie i uratowała tysiące prześladowanych, pomagając im uciec do Zairu zaraz po tym jak wybuchło ludobójstwo. Mimo nacisków i próśb o wycofanie się ze swojej działalności odmówiła. 21 kwietnia razem z innymi zakonnicami i Tutsi, których chroniła, została zabrana na oficjalną egzekucję. Jeden z wojskowych rozpoznał ją (jej brat był wysoko postawionym żołnierzem), pozwolił opuścić miejsce egzekucji i uciec. Odmówiła. Po zakatowaniu na jej oczach trzydziestu osób, ofertę ucieczki ponowiono. Odmówiła także tym razem. Zabita strzałem w tył głowy spoczęła w masowym grobie wraz z pozostałymi ofiarami.

    (Aleksandra Spychalska, „Kościół katolicki wobec ludobójstwa rwandyjskiego”)

  193. Jeden, no tylko jeden … Pozwalam sobie umiescic stosowny cytat z Bertranda Russela…

    Sam umialbym to powiedziec, ale z ust Bertranda …

    Jedna kulturalna osoba to zbyt mało, aby podnieść poziom imprezy chamów, natomiast jeden cham zepsuje każdą kulturalną imprezę.
    Bertrand Russell

  194. anumlik
    15 lutego o godz. 17:02

    Swiadkow nalezy likwidowac, zeby nie mogli dac swiadectwa jak bylo, co, kto, kumu uczynil …

    Mozna tez miec usprawiedliwienie, ze sie „nie opuscilo” owiecek, tylko sie bylo wezwanym do Watykanu na kurs jezyka Wloskiego …

    Mozna i nie mozna. Kwestia indywidualnej wrazliwosci, w starciu z rozumem i przyzwoitoscia osobista.

    … ciekawie napisales i teraz i wczoraj „po nocy”.

  195. @anumlik

    Zło nie jest „banalne”. Zło jest Złem, i to głębokim. Nie mowie w tej chwili o tym pełnym rozpaczy postępku w postaci kradzieży czapki współwięźniowi. Nie ta kradzież była złem, ale uprzednie decyzje, które były Złem Najwyzszym, i które spowodowały łańcuch postepkow złych, ale przecież nie banalnych, ale pełnych rozpaczy wobec ich konieczności. To Dobro jest „banalne”. Banalne, ponieważ jest normą. Bo normą jest odrzucenie Zła.

  196. @dezerter

    Niestety, ale „wnikliwa analiza Biblii” nie prowadzi nas do wniosku, ze ludzie nie mogą zyc bez Boga. Alez mogą, co możemy stwierdzić empirycznie. Istotnie, Bóg wyposażył ludzi w wiedze, co dobre, co złe, i jak powinni zyc. A nawet poslał pewnego syna ciesli o imieniu Jezus, aby jeszcze raz przywołał ludzi do porządku i przypomniał im, jak maja zyc. Nie oznacza to bynajmniej, ze ingeruje w sensie fizycznym w dzieje ludzkie. Ludzie sa obdarzeni wolna wole i czynia tak, jak im się podoba. Niekoniecznie, jak się podoba Bogu.

  197. nie mam pojecia kim jest aaron jednak zapewniam iz ja nim ( nia..) nie jestem. To po raz. Po dwa – wywody aarona trafiaja do mnie akurat. Po trzy – za slynnym Fisherem az chce sie powiedziec – Bog jest i macie na to moje slowo honoru.

  198. @Pan Redaktor Kowalczyk

    „Jeśli Pani wierzy w Coś, co “nie musi być ani ladne, ani brzydkie, ani dobre, ani złe” i taka wiara Panią zaspokaja, to jest Pani szczęściarą. Ale raczej nie jest Pani ani katolikiem, ani chrześcijanką, ani tym bardziej muzułmanką. Tak też można żyć, dopóki nie krzywdzi się innych.”

    No i wreszcie się zgadzamy!!!!:)))

  199. Jeszcze raz @Pan Redaktor Kowalczyk

    Polecam lekturę Wielkiego Agnostyka, jakim był prof. Leszek Kolakowski. Niedawno wyszedł jego pośmiertny „Jezus ośmieszony”

  200. Lonefather, jak interesuje Cię Bertrand Russell, to polecam Logikomiks, o ile lubisz tzw. powieści graficzne.
    http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/logicomix/1
    Jest świetny.

  201. @anumlik, przeczytałam dwa razy twój ostatni wpis i według mojej oceny jest najbardziej rzeczową i obiektywną odpowiedzią na pytanie postawione przez Redaktora. Też się zastanawiałam czy tego rodzaju dyskusja ma sens, czy w jakiś sposób zmienia jazń wierzących i daje im powód do zwątpienia. Stoję na stanowisku że wybór pomiędzy ateizmem a wiarą w boga nie zależy już od zupełanie dorosłych dzieci a ich rodziców, którzy zadecydowali wcześniej o wychowaniu „w wierze”. Nawet jeśli sami w tym nie uczestniczyli, tu myślę o naszych dwóch koleżankach blogowych; takie zachowanie uważam za nieuczciwe wobec dzieci. Tylko skąd rodzice ateiści w kraju takim jak Polska – tym bardziej w czasie przemian dziejowych, kiedy zagubiony lud wraca do wartości sprawdzonych przez wieki – rozwiązaniem mogłaby ogólnie pojęta wiedza o świecie i informacja o innych systemach moralności. Niechby taki blog.
    I konieczna jest likwidacja nauczania religii w przdszkolach i szkolach gdzie dzieci uczą sie jedynie tylko bać „Pana Boga” i jego ucieleśnionych przedstawicieli w klasie.
    Pozdrawiam, życzę sobie i innym więcej takich głębokich refleksji.

  202. Kalina
    15 lutego o godz. 14:30
    Raczej jest zainteresowany, jakich wyborów moralnych dokonujemy wobec siebie nawzajem.
    ………………………………………………………………………..
    Zainteresowany… To cechy ludzkie niż boskie. Wyglądałoby na to ,że jesteśmy przedmiotem eksperymentu…

  203. Tanaka
    15 lutego o godz. 14:35

    Hitler i jego czołowi naziści niespecjalnie przejmowali się jakąkolwiek religią i motywowaną religijnie moralnością. Traktowali ją całkowicie instrumentalnie. Deklarowane chrześcijaństwo, kapelani w Waffen SS i wzniosłe hasła o obronie europejskich wartości nie przeszkadzały im w mordowaniu wiernych i duchownych tych samych wyznań, co oni, lecz należących do podrzędnych ras i narodów. Dlatego też wskazywanie na rzekomo chrześcijańskie fundamenty III Rzeszy uważam za mało przekonywujące. Ideologia napędzająca III Rzesze nie miała silnych religijnych podstaw.
    To prawda, że każdy posiada osobistą odpowiedzialność wobec Boga, szczególnie w momencie śmierci. Przy twoim zagorzałym ateizmie uznasz zapewne moje stanowisko za jakiś mechanizm obronny wynikający z potrzeby sprawiedliwości 🙂
    Dodam jeszcze, że tysiące tych, co przeżyli Holocaust, straciło wiarę w Boga, jednak wątpię, aby zyskali przez to spokój ducha i odzyskali wiarę w ludzi.

  204. @Kalina, z godz. 17:29
    Fajnie, tylko dlaczego Pani krzyczy? Znaczy – każde Pani słowo odbija się echem o rozpacz jakąś. Dla niektórych, na przykład dla antynatalistów, same narodziny są złem najwyższym. Nie prosilim się – mówią na świat pełen przemocy, krzyku, dysharmonii i okrucieństw wszelkich jakie funduje nam natura. Dla innych, manichejców abo i innych dualistów, samo stworzenie człowieka jest złem. Wypierdek demiurga – mówią. Pomiot szatana – dopowiadają. Czy to to w ogóle jest zdolne do czegoś szlachetnego? Jeno my perfecti jesteśmy zdolni do dobra – głoszą i … umierają odmawiając ciału pożywienia. Jeszcze inni – jak Pani – chrzczą Złem Najwyższym nazistów, komunistów, jewrejów i muslimów. Po równo. A przecież, Pani Kalino, to Zło Najwyższe nie od natury, szatana, demiurga, komucha czy nazisty pochodzi, a od nas samych. To jest indywidualne zło. Banalne. Któremu możemy (każdy – Pani i ja) poddać się w najmniej spodziewanej chwili. Usprawiedliwianie zła (każdego banalnego złego uczynku) istnieniem jakiegoś Zła Najwyższego jest – wybaczy Pani – przejawem infantylizmu okultystycznego.

    Dobro nie jest „banalne”. Dobro nie jest normą. Dobro jest immanentnie ludzką cechą, która nie przez każdego jest w jego egoizmie wykorzystywana. Banalne to jest wrzucanie monety do skarbonki przy kościele „na biednych” oraz opieka nad starymi rodzicami. Głębi dobra upatrywałbym natomiast w takich czynach jak ten opisany przez Aleksandrę Spychalską, w takich jak pójście z dziećmi „do gazu” przez Janusza Korczaka, czy oddanie siebie za bliźniego przez Maksymiliana Kolbego. Oraz w tych będących udziałem Ireny Sendler, Henryka Sławika czy innych „sprawiedliwych wśród narodów świata”. Także Pana Kruczka, chłopa, który osiem miesięcy trzymał u siebie rodzinę Romana Fristera.

    Pozdrówka

  205. Ponieważ Gospodarz blogu nie odpowiedział na pytanie czy „should I stay or should I go now” sama podejmuję decyzję.
    @mag, już sobie raz przyrzekłam, po nieprzyjemnej wymianie zdań z @Nelą sprzed kilku miesięcy, że nie będe oceniać charakteru, ani zachowań innych blogowiczów. Było mi wtedy przykro, za siebie i za @Nelę, czyli tzw. pyrrusowe zwycięstwo nikomu nie służy. Ale @Nela ma dobry charakter, pogodziłyśmy się i żałuję, właśnie z powodu tych cnót charakteru, że odeszła z blogu. Nie dla wrażliwych on jest, czyli jak określiłaś „strasznie egzaltowanych”
    A teraz proszę, pooglądaj to:
    http://wyborcza.pl/5,140981,17394783,World_Press_Photo_2015__Oto_najlepsze_zdjecia_2014.html#TRwknd
    I jeśli póżniej będziesz mogła z właściwą sobie troską porzadkować listy miłosne od wielbicieli, nie mając przed oczyma dziewczynki z Australii w niedzielnej sukience, czy wyrazu przerażenia w oczach zwierzęcia, to gratuluję: ukończyłas tzw. szkołę życia celująco i nawet nie musisz troszczyć się o swoje zbiory – będziesz żyła długo i szczęśliwie. A o to przecież chodzi
    @Żorż Ponimirski, nie jeden zresztą. Myśle, że przyszliśmy na świata we właściwym czasie, brak konfortu psychicznego powinien być bodzcem do działania. Choćby pisząc.

  206. @Tanaka przynajmniej w Ameryce mozna obejrzec m.in nastepujace pozycje filmowe dot. Ireny Sendlerowej:
    „The Courageus Heart of Irene Sendler” 2009 film fabularny director, czyli rezyser John Kent Harrison. Obecnie oczywiscie w jakiejs filmotece np. Netflix
    „In the name of Their Mothers” 2011 poltoragodzinny dokument Mary Skinner, nagrodzony na festiwalu UK Jewish Festiwal i przynajmniej dwukrotnie wyswietlany na kanale PBS w Ameryce, ktory jest najpowazniejszym kanalem publicznym.
    Byl tez jakis projekt dokumentalny, dot. tego tematu, uczniow szkoly sredniej z jakiegos poludniowego stanu. Dosyc naglosniony – skoro o nim pamietam.
    @Lonefather, nie wybrzydzaj na Spielberga, ze akurat jego film stal sie glosny i ze wybral mundurowego Niemca, a nie nasza rodaczke. Moze nas nie bardzo lubi? Ale tez historia fabryki byla bardziej filmowa. „Pianista” tez nie bylby taki glosny gdyby nie nazwisko rezysera.
    Dokumentu o Romanie Fisterze ogladnac nie moge, bo mi sie w mojej strefie nie otwiera.
    Na ciagle stawiane pytanie o Boga, w kontekscie okrutnosci tego swiata, odpowiadaja glownie ci, ktorzy malo doswiadczyli. Jak zwykle wtrace: nie zapominajmy, ze swiat jest „nieludzki” nie tylko na ta okolicznosc.
    Wsrod doswiadczonych w zydowskim holokauscie znamienita wiekszosc stanowili zydzi ortodoksyjni, ktorzy wlasciwie nie mieli zadnych szans na przezycie. I ich niedobitki, a teraz juz znaczaca ilosc nie stracily wiary. Podobnie jak ich bracia z tego okresu w Palestynie i Ameryce.
    Zadawanie im takiego pytania : „dlaczego nie stracili?” uwazalabym za niestosowne.
    Zydzi, nazwijmy ich nowoczesni, zasymilowani, ktorych „szczesliwie” wywieziono na Sybir, czy do Kazachstanu, zalapali sie na kilka statkow do Ameryki, albo po prostu „cudem” przechowali sie na okupacyjnych terenach naogol juz pochodzili z rodzin, gdzie zydostwo bylo scalajaca tradycja, a nie wiara. Tak sie sklada, ze znalam i znam prywatnie przynajmniej kilkadziesiat takich osob. Historia omal kazdego nadawalaby sie na podobny film dokumentalny. I zbior takich zapisow slownych, czy filmowych jest ciagle poszerzany.
    Ci, ktorych do dzisiaj znam w Ameryce mimo podeszlego wieku udzielaja sie jako wolontariusze w stosownych organizacjach, muzeach. Im tez nie zadawalam pytania o Boga w kontekscie holokaustu. Jedna osoba, z ktorej przyjazni jestem dumna ( na pewno juz sie tu chwalilam) ma swoje przedmioty osobiste, dokumenty jako eksponaty w nowojorskim muzeum holokaustu, a o jej rodzinie wyszla w Polsce ksiazka dokumentalna. Jak wspominamy w rozmowie o religii ( niekoniecznie na okolicznosc holokaustu), to ona macha reka. Jej syn umiescil kiedys na FS: „dzieki Bogu istnieje na tym swiecie”, na to ona mu odpisala: „To nie Bogu zawdzieczasz, ale Kozickiej”. Kozicka (oczywiscie inne nazwisko) przechowala ja w czasie wojny po wyprowadzeniu z getta.
    Natomiast moja juz dawno zmarla ciotka stracila meza, ktory padl w marszu z Oswiecimia w styczniu 45r, a potem dalsze jej zycie bylo tak okrutne, m.in. smierc dwudziestolatka itd. , ze „wygralaby” z najbardziej sfrustrowanymi na tym forum. Nigdy nie stracila wiary. I to byla jej sprawa.

  207. Boga bym do tego nie mieszała. „Ludzie ludziom…” i tak dalej.

  208. @anumlik

    Oj tam…zaraz krzyczę…Przecie cały czas mowie, ze i Zło, i Dobro jest ludzkiej proweniencji. Tyle ze tak się sklada, ze wszystko lepiej funkcjonuje, kiedy swiadczymy dobro. I dlatego twierdze, ze dobro jest banalne i jest normą. Kiedy dopuszczamy się zła – robi się wokół nas niefajnie i nie jest to bynajmniej banał.

  209. @zezem

    Tu już wkraczamy na grząski grunt egzegezy:)) Może to i Jego eksperyment. Tak przynajmniej twierdził mój ojciec, który zastanawiał się, czy gdzies w oddalonej galaktyce nie dokonuje się eksperyment podobny do naszego. I ze tam może też pojawiła się osoba równoległa do osoby Jezusa z Nazaretu i z podobna misja:)) Ale chyba nie o to chodzilo Panu Redaktorowi:))

  210. zyta2003
    15 lutego o godz. 18:31

    Przeciez nie „wybrzydzam” na Spielberga. zwyczajnie skonstatowalem fakty, ktore i Ty przywolalas.

  211. Kalina
    15 lutego o godz. 18:44
    …w oddalonej galaktyce…
    ……………………………………………………………….
    Co prawda niedotyczy to prowadzonych tu blogowych rozważań ,jednak powtórzę co kiedyś tu wspomniałem. Przed kilku laty był interesujący artykuł w „Der Spiegel” co sądzą astrofizycy na temat istnienia/nieistnienia Boga/Stwórcy czy jak kto woli tzw. Siły Sprawczej.

  212. @zezem

    Ciekawe, co sadzą astrofizycy ze „Spiegla”. Czy też śladem Einsteina podejrzewają istnienie jakiejś Sily Sprawczej…

  213. @Jacek Kowalczyk

    O tym co sie dzieje na panskim blogu porozmawialem z dwoma znanymi mi specjalistami od internetu. Ich wspolna, identyczna porada brzmi nastepujaco.

    Olac, ale na wszelki wypadek zbadac powiazania.

    Zbadac nie zgodnosci adresow IP, ale polozenie geograficzne. Bo sama roznica IP to za malo, bo bez problemow mozna miec kilka roznych IP w jednej lokalizacji.

    Moga wystarczyc zwykle sieciowe lokalizatory i panowie z dzialu IT Polityki nie beda mieli najmniejszego problemu ze zbadaniem tego. Ale jesli bedzie sie okazywalo, ze lokalizacja jest pod adresem „Mountain View” w Kaliforni, wtedy Polityka powinna wystapic do Googla z oficjalna prosba o udostepnienie konkretnych lokalizacji dla adresow IP Aarona, Zorzety Tyraspolskiej, ROsenanta, Osiolka, Kaliny i ostatnio objawionego kenzo_bojownik (ostatniego na wszelki wypadek).

    Google musi stosowne dane udostepnic publicznemu medium jakim jest Polityka, a argumentem jest spamowanie strony majace wrogi charakter, a zmierzajacego do zaklucenia normalnego jej funkcjonowania.

    Zbadanie zgodnosci geograficznej pozwoli szybko ustalic fakt, czy pisze jedna, czy wiecej osob.

    To z kolei bedzie podstawa do wykluczenia moich domyslow, albo je posrednio potwierdzi. Gdyby sie okazalo, ze pisze jedna osoba, bedzie mial Pan w reku dowod, ze Pana blog jest obiektem swoistego, starannie zaplanowanego, ataku ideologicznego. Co z kolei pociagnie za soba koniecznosc nie tylko podjecia krokow przeciwdzialajacych, ale rowniez, byc moze stosownych krokow prawnych. W UK, gdzie mieszkam, tego typu dzialania sa prawnie zabronione, a sam czyn zostal poltora miesiaca temu uznany za przestepstwo (crime) i jest zagrozony kara do 5 lat wiezienia.

    Albo ja zostane uspokojony, ze wszystko co wyzej napisalem, jest wylacznie produktem moich urojen i nadmiaru wyobrazni. I chyba najbardziej bym sobie zyczyl tego ostatniego.

  214. lukasso
    15 lutego o godz. 18:04

    Mówisz o klerze: deklarowane wartości niespecjalnie mu przeszkadzały popełniać wszelkie zbrodnie. Nie przeszkadzały prowadzić wojny i mordować kler innej religii wraz z wiernymi tejże. Nie przejmował się jakimiś normami moralnymi, bo łamał je z zasady. Naczelną zasadą była jego własna korzyść.
    95% Niemców wybierających Hitlera, popierających go, służących mu, czerpiących korzyści z Hitlera u władzy, czerpiących korzyści z wojny grabieży, mordowania, to byli chrześcijanie.
    Mieli obowiązek przed swoim Bogiem rozliczać się ze swego działania. Nie przed śmiercią, ale każdego dnia, każdej minuty i sekundy. Kiedy z radosną furią wołali Heil Hitler, kiedy gromili Żydów, grabili, kradli, kiedy wrzucali puszki z cyklonem B do komór gazowych, kiedy pociągali za spust i zakładali pętlę na szyję.
    To byli niemal wyłącznie szczerzy wyznawcy Boga. Wychowani w wielowiekowej, szczerze i wybitnie chrześcijańskiej kulturze oraz tradycji.

    To są fakty i ich się należy trzymać.
    Na koniec dajesz utwór fantazyjny: „tysiące tych, co przeżyli Holocaust, straciło wiarę w Boga, jednak wątpię, aby zyskali przez to spokój ducha i odzyskali wiarę w ludzi.”
    Ci co stracili wiarę w Boga, stracili ją na podstawie nieusuwalnej rzeczywistości, w której Bóg był nieobecny. Jak kogoś nie ma, to jest nieobecny. jak się przeżyje Holocaust, zwłaszcza gdy Niemcy-chrześcijanie zamordowali całe rodziny, rody, pokolenia i zostaje tylko jeden, trudno, by ten ocaleniec miał spokój ducha.
    Czyżbyś chciał mu zaordynować lekarstwo w postaci wiary w bozię?

  215. A propos wspomnianej „Kozickiej’, ktora uratowala wraz z mezem ( tramwajarzem, socjalistycznym przedwojennym dzialaczem) zycie mojej amerykanskiej znajomej. Wkrotce po wojnie ojciec uratowanej, ktory tez sie uratowal ‚cudem”rozpoczal starania o sprowadzenie tej rodziny do Ameryki. No i bardzo szybko nie bylo juz kogo sprowadzac, maz zmarl na gruzlice, jedyna corka na dyfteryt, a ona sam juz nigdy sie nie podniosla do checi zycia. Niezbadane sa….. No nie?

  216. Mi też, podobnie jak @anumlikowi, postawione przez Redaktora pytanie od początku się nie podobało, czemu dałem już wyraz. Nie chodzi tylko o brak możliwości dania konstruktywnej odpowiedzi.

    Jeśli skierować to pytanie do osoby wierzącej, trudno by potraktowała je inaczej, niż wezwanie do wytłumaczenia się ze swojego światopoglądu. Mało to eleganckie, a do tego jałowe i nieskuteczne, bo jak może przebiegać publiczna dyskusja, w której argumentacja kierowana jest na sensowność/logiczność czyjejś wiary?

    A dla nas, ateistów, przecież nie wiara jest problemem, ale to jak przekłada się ona na życie społeczeństwa. Czy stanowi wartość dodaną, czy narzędzie dominacji. Piszę to będąc pod dużym wrażeniem ostatniego artykułu red. Żakowskiego (tego o „rogalach”). Jeśli gdzieś opłaca się dyskutować i bronić stanowiska, to w sprawach systemowych, naszego prawa, ustroju. A nie stawiając @Kalinę do tablicy, żeby się tłumaczyła, dlaczego wierzy.

  217. Oczywiście również zwróciłem na merytoryczny i podpartymi sensownymi cytatami tekst anumlika. Być może coś dorzucę od siebie, ale najpierw chciałbym odnieść się do jednej kwestii.
    Wiem ,że domaganie się pijarowskich zabiegów kierowanych pod adresem pana Boga na ateistycznym blogu – szczególnie od jego prowadzącego – to dosyć ryzykowne założenie metodologiczne ,ale są jednak granice dobrego smaku.
    Uwagę tę kieruję pod adresem Redaktora Kowalczyka.
    Zwracałem już na to uwagę w inauguracyjnym wpisie przy okazji nowego tekstu. Teraz nieco rozszerzę zakres swoich zastrzeżeń.
    Najpierw pytanie.
    Czy uprawnione jest stawianie zarzutów osobie którą widziało się ( na przykład) 25 lat wcześniej pałaszującą krwistego befsztyka o „zabójstwa” wszystkich udomowionych parzystokopytnych dokonywanych w tej akurat chwili na potrzeby wszystkich zakładów mięsnych w Polsce. Przy dodatkoweo posiadanbej wiedzy, że ten pałaszujący jest od 20 lat wegetarianinem.
    Krócej.
    Czy uprawnionym jest po symbolicznym „rozlepianiu ” klepsydr obwieszczającym śmierć Boga przez niejakiego Nietzschego oskarżaniem o wszelkie zło tego swiata Boga.
    Tym którzy mają jakiekolwiek pojecie czym był wiek XIX i jakimi zapisał się zmianami w świadomości wówczas żyjących i potrafią się zdobyć na minimum obiektywizmu przy wystawianiu cenzurek, armaty wytaczane wobec religii są po prostu żałosne
    Wystarczy przywołać szok jaki wywołała teoria Darwina i można właściwie nic więcej nie pisać.
    Niestety to właśnie wiek XIX – wiek nauki, wiek postępu – stanowił inspirację wszystkich draństw ideologicznych których owoce zbieraliśmy w XX wieku.
    – komunizm
    -nacjonalizm
    -rasizm
    -faszyzm
    -prymitywny kapitalizm

    To Darwin oświadczył, że dzieje świata, życie planety Ziemia sprowadza się do bezlitosnej walki o byt.
    Proces zwany doborem naturalnym decyduje o tym kto przeżywa ,a kto musi opuścić ten najpiękniejszy ze światów.
    I twórcy tych nowych patentów wzięli sobie do serca tezy Darwina. Szczególnie dwóch z nich.

    Faszyzm w swojej niemieckiej odmianie uznał, że on bliżej określi kim są zwycięzcy. Co więcej, uznał ,że w ramach wolontariatu przyśpieszy i tak nieuchronne procesy i wskaże kim są ci którzy nie są godni noszenia miana homo sapiens.

    Ci drudzy z kolei stwierdzili, ze oni wezmą sobie do serca los tych przegranych i w efekcie kilkadziesiąt milionów osób doświadczyło dobrodziejstw kolejnego dziejowego eksperymentu.

    Na szczęście oba patenty odeszły w niebyt i mimo, ze nie bardzo ujawniają się ich zwolennicy to okazuje się że znajdują się tacy którzy ich winy…, czyli winny jest oczywiście Bóg.

    Bo kim może być główny i jedyny winowajca na ateistycznym blogu?.

  218. zyta2003
    15 lutego o godz. 18:31

    Tak, całkiem sporo słyszałem o uznaniu, jakim Irena Sendler cieszy się w Ameryce. Słuchałem kiedyś o tym długiej audycji. Było też o sztuce teatralnej napisanej przez Amerykanów o Irenie Sendler.

    W pewnej mierze, może dużej, jak jest, że ci co najwięcej gadają o Bogu w ogóle, w tym wobec teodycei, najmniej z problemem mają do czynienia. Są to teologowie. Oraz niedojrzałe wyrostki, co na jedno wychodzi.
    Ci, co realnie i głęboko tego doświadczyli, rzadko są gadatliwi. Ja nie uważam pytanie ich o Boga za rzecz niestosowną. Przeciwnie – to najbardziej stosowne. To rodzaj relacji świadka, zamiast spekulanta. Ich ogląd jest niezwykle cenny. Trudno ich milczenie traktować inaczej, niż co najmniej ich wewnętrzny, głęboki problem z istnieniem Boga, albo niewypowiedzianą niezgodę na niego. Gdyby,mimo doświadczeń życia, głęboko, niewzruszenie w niego wierzyliby, mieliby wszelkie powody głosić „dobrą nowinę” (pomimo pewnych „przykrych wydarzeń”) z wielką radością w sercach, śpiewem na ustach i tańcem dziękczynnym. Krzyczeliby i skandowali w szczęściu: ‚w oświę-cimiu-bóg-był-z-nami !!! „przy-wieszaniu-bóg-był-z-nami”!!!.
    Trudno o większy idiotyzm. Nawet ci „wierzący pomimo” mają trudności by aż tak się zakłamywać.
    Jak słyszę o tych co dalej „wierzą”, zawsze mam ochotę zapytać: w co wierzą. Kiedy mam okazję – pytam. Zawsze jest to rozczarowujące i smutne.
    Zrozumiałe jest jednak to, że jak się straci wszystko, to można chcieć ocalić choć wiarę. Ona spełnia użyteczną rolę – „pociesza”. Wiara, zdaje się, nie po to jest, żeby pocieszać. Wiara nie powinna mieć użyteczności, bo wtedy staje się przedmiotem i ofiarą ludzkich żądań. Wiara powinna być zupełnie autonomiczna. Nie dla pociechy, nie dla wygody, nie dla sławy, nie dla zysku, nie dla dobrego humoru. I tak samo – nie dla lęku, nie dla bojaźni, nie dla trwogi.
    Taka wiara nie ma jednak prawie żadnych wyznawców. Każdy usiłuje z niej zrobić interes. Dlatego należy pytać: w co wierzysz, kiedy mówisz, że wierzysz?

  219. @lonefather, jak dla mnie to przesadzasz w swoim zapale sledzenia czy ktos nie wypisuje np z Doliny Krzemowej. Do pieciu lat wiezienia dla Aarona? Znaczy sie za co? Za co zostali skazani angielscy uzytkownicy, nie podales konkretnie?
    Co do reszty tekstu ponizej, bron boze nie uogolniam. Duzo osob pisze jak dla mnie madrze, kulturalnie, a zlosliwosci podane w stosowny sposob dodaja tylko barwy.
    Ja tez rozmawialam z bliska mi osoba o forum, tzn. pokazalam jej niektore miesiste zwroty i akapity z tego i tak nad wyraz kulturalnego forum. Zapytala – lubisz to? A ja na to, a jakie mam wyjscie skoro lubie pisac, nie kazdy moze mnie obrazic, a tu i tak pelna kulturka w porownaniu z innym inteligenckimi forami tego inteligenckiego czasopisma. Jak czuje przesyt, to se na jakis czas odpuszczam bez wczesniejszych oswiadczen. Na to powiedziala: wyobrazasz sobie, zeby dziadek, ( bo to rodzinna legenda inteligenckosci, starych manier, a zarazem surowego i zlosliwego charakteru), zeby tak pisal? Ano nie wyobrazam sobie, ale czasy sie zmieniaja.
    Autorka podobno popularnych ksiazek kryminalnych w Polsce dala felieton w Polityce o tym jak z panienki o pieknym slownictwie ( matka i babcia ja wychowywaly) przeszla z cala przyjemnosci na knajacki jezyk. Widocznie taki mamy klimat, a ja nie we wszystkim musze nadazac.

  220. Dajcie spokój z tym na „A”.
    Przecież to kliniczny wariat. Jeśli ktoś rzeczywistość sam sobie wytwarza w głowie, a oczywistych faktów nie zauważa, to to jest normalne?
    On pisze o swoich wypocinach jako o arcydziełach, a wydaje mu się, że to piszą inni.
    On napawa się komplementowaniem samego siebie i znowuż roi mu się, że to inni prawią mu komplementy.
    On w końcu wierzy, ze większość tu piszących to jego fani – łaskawie raczy zauważyć, ze są też jacyś jego polemiści, ale to nie warta uwagi grupka, która zazdrości mu jego wspaniałości.
    Powinien chłopina leczyć się z tego narcyzmu, bo im dalej tym gorzej.
    PS. Jego własne przemyślenia to obrona klechów pedofilów i przekonanie, ze kościół ma 2000 lat, więc nie może się mylić. Trochę to cienko. Stąd wzięła się ta mania używania cytatów.
    Zauważcie, że do niego nic nie dociera; można na nim ostatniego psa powiesić, a jego ego, nic tylko rośnie – najgorsza kalumnia jest przez niego odbierana jako najsłodszy komplement. Tak ma wariat.
    PS2. Wariat, bywa też skrajnie infantylny; człowiek normalny nie przechwala się czego to on nie ma – wie że nikogo to najzwyczajniej nie obchodzi – wariat wierzy, że wszyscy chcą wszystko o nim wiedzieć; on jest tak skupiony na sobie, że właściwie to produkuje się tu „ni w pięć, ni w w dziesięć” – tylko i wyłącznie dla samozaspokojenia. On wprost uwielbia swoje produkty – on stawia się w rzędzie z najlepszymi pisząc po zacytowaniu kogoś: „a teraz to moje”, czyli nie gorsze od cytowanego mistrza. Żałosna kreatura.

  221. sugadaddy
    15 lutego o godz. 20:27
    ten na „A” tak ma: aaaaby coś powiedzieć..!

  222. zyta2003
    15 lutego o godz. 20:06

    Nie mam najmniejszej przyjemnosci w sledzeniu kogokolwiek. I nie o to chodzi w mojej propozycji, choc to jest moim wnioskiem. Sensem, ktory mialem nadzieje, powinien byc czytelny, to stwierdzenie czy to co napisalem w poscie (15 lutego o godz. 15:44) jest majaczeniem, czy ma poparcie w weryfikowalnych faktach.

    Na poczatku stycznia 2015 Parlament Angielski uznal, ze stale, majace znamiona nekania zasmiecanie spamem publicznych forow zostaje zakwalifikowane jako „crime”. Czy ktokolwiek zostal juz w UK skazany za to przestepstwo nie wiem.

    Twoj post i to co piszesz, zmusza mnie do przerwania „kwarantanny” jaka sam na Aarona zaproponowalem. Robie to z ciezkim sercem, ale wazniejsze wydaje mi sie odpowiedzenie Tobie. I przyokazji wszyskim innym, majacym podobne do Twoich watpliwosci.

    Otoz, choc nie jest to latwo dostrzegalne, to rzeczony nie uczestniczy w blogowych dyskusjach. Nie ma ani jednej jego wypowiedzi na aktualnie dyskutowane wpisy Jacka Kowalczyka.

    Podkreslam – ANI JEDNEJ!

    Jest za to mnostwo jego postow. O wszystkim, tylko nie na temat. Mozesz sobie przegladnac forum i jesli znajdziesz odpowiedz udzielona przez Aarona na pytanie zadane przez Jacka Kowalczyka, to odszczekam co napisalem.

    Nie zaprzecze, ze czytam co pisze. Czesto pisze ciekawie (dla mnie). I pisze kulturalnie, bez wyzwisk, czy wycieczek „ad personam”. Niemniej jedynymi tematami, ktore wywoluja jego pojawienie sie na blogu Kowalczyka sa tematy z zakresu: 1) zwiazane z wiara, lub z kosciolem katolickim, 2) upowszechniania wiedzy o zle czynionym przez kosciol katolicki i jego funkcjonariuszy…

    Tym co mnie „uderzylo”, bylo spostrzezenie, ze choc intensywnie, bardzo intensywnie sie udziela, to NIGDY, nie wypowiada sie w tych tematach.

    Uczestniczy, umieszcza mnostwo postow, a zaden w temacie.

    Zabieranie glosu w dyskusji, ale nie wypowiadanie sie w temacie dyskusji, tylko „tuz obok”, lub calkowicie nie na temat, to jest po prostu sabotaz.

    W swoich postach powyzej omowilem to, wiec szkoda powtarzac. Jedyna odpowiedzia, ktora takie zachowanie tlumaczy, jest konstatacja, ze jest to robione z pobudek ideologicznych. To jest bardzo sprytnie przeprowadzany atak ideologiczny,

    O tym, ze nie jest to po prostu zwyczajny trolling, swiadczy to, ze gdy wpis Jacka Kowalczyka jest neutralny i nie dotyka, chocby posrednio w/w zagadnien, to nie znajdziesz Aarona na blogu, chocby w ilosciach „na lekarstwo”. Daltego wlasnie twierdze, ze nie jest to zwykly trolling, tylko znacznie powazniejszy atak ideologiczny. A to wedlug mnie wymaga reakcji i podjecia obrony.

    We wczesniejszych postach i teraz pisze co mysle o tym, ale dopuszczam mozliwosc, ze kierowany niechecia, uleglem zludzeniom i za wiele sobie wyobrazilem. TAk zdaje sobie sprawe z takiej mozliwosci. Dlatego wlasnie po konsultacjach z zaprzyjaznionymi specami od internetu zaproponowalem co zaproponowalem, wlasnie w celu wyjasnienia tego, czy to jest tylko moje zludzenie, czy cos powazniejszego.

  223. sugadaddy
    15 lutego o godz. 20:27

    „PS. Jego własne przemyślenia to obrona klechów pedofilów i przekonanie, ze kościół ma 2000 lat, więc nie może się mylić. Trochę to cienko. Stąd wzięła się ta mania używania cytatów.
    Zauważcie, że do niego nic nie dociera; można na nim ostatniego psa powiesić, a jego ego, nic tylko rośnie – najgorsza kalumnia jest przez niego odbierana jako najsłodszy komplement. Tak ma wariat.”

    ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

    Niestety to nie wariat. To co nazywasz „jego rosnacym ego”, to radosc z sukcesy, ktorym dla niego jest przekierowanie dyskusji na cokolwiek innego byleby nie na temat wpisu Kowalczyka. Sukcesem jest skuteczne sabotowane dyskusji na forum.

  224. Kalina
    15 lutego o godz. 17:35

    „Niestety, ale “wnikliwa analiza Biblii” nie prowadzi nas do wniosku, ze ludzie nie mogą zyc bez Boga. Alez mogą”

    Nie napisałem, że „nie mogą żyć bez Boga”, ale że Bóg nie “powierzył rządów istotom rozumnym”.

    Zachęcam do uważnego czytania.

  225. Jeśli Ten @dezerterowy Bóg istnieje,to nie wierzy w ludzi-jest Ateistą.

  226. lonefather

    lonefatherku, oby się wszystkie Twoje słowa zamieniły w orzechy tureckie z Alei Leszczynowej za Milelenkiem i w zapach z kwitnącej Alei Lipowej w Mielenku, ale na mój łopaciarski rozum sprężynka to rozbrykany i rozkapryszony bachor. Malutki narcyzik, który w dzieciństwie spadł na główkę z łóżeczka. Jak my z nim skończymy, on automatycznie skończy z nami i pójdzie uszczęśliwiać inne blogi.

  227. lonefather
    15 lutego o godz. 21:13
    To jest bardzo sprytnie przeprowadzany atak ideologiczny…
    …tego typu dzialania sa prawnie zabronione, a sam czyn zostal poltora miesiaca temu uznany za przestepstwo (crime) i jest zagrozony kara do 5 lat wiezienia.
    ……………………………………………………………………….
    To ten „corner” w Hyde Park już nie istnieje?

  228. Nic nowego,czyli jak zwykle obok.
    Można sprawdzić.
    W „Trudnej wolności” autorstwa Emmanuela Levinasa ( francuski Żyd) znalazłem parę ciekawych fragmentów zupełnie przypadkowo odnoszących się do quizu Redaktora.
    „Jak nadal można wierzyć w Boga?”
    Temat przewodni oczywiście inspirowany …
    A ja posiłkując się Levinasem zacytuję fragment będący tekstem z programu (1955 rok)radiowego rozgłośni izraelskiej przedstawionym jako dokument spisany w ostatnich godzinach Powstania w Getcie Warszawskim. Levinas w każdym bądź razie nie kwestionuje jego autentyczności.
    Oto ten tekst.
    „Być Żydem to znaczy… wiecznie płynąć pod prąd zbrukanego i zbrodniczego nurtu…Jestem szczęśliwy ,że należę do najbardziej nieszczęśliwego spośród wszystkich narodów ziemi, do narodu, którego najwznioślejsze i najpiękniejsze wartości w dziedzinie prawa i moralności uosabia Tora”
    Bliskość tego męskiego Boga trzeba zdobyć w krańcowo ciężkiej próbie. Poprzez moją przynależność do narodu żydowskiego, który cierpi , daleki Bóg staje się moim Bogiem (ten fragment jest wplecionym komentarzem samego Levinasa)
    „Teraz wiem,że prawdziwie jesteś moim Bogiem, gdyż nie mógłbyś być Bogiem tych, których czyny są najstraszliwszym przejawem czynnej nieobecności Boga.”

    Zdaję sobie sprawę ,że frazy tego fragmentu mogą budzić zdziwienie – przynajmniej w kontekście języka używanego do opisu teorii mechaniki kwantów – ale dostrzegam jeden plus tego głosu.
    Co prawda za moim pośrednictwem, ale nie ulega wątpliwości, że respondentami testu są również przedstawiciele innych religii monoteistycznych,czyli powoli uzyskuje on rangę międzynarodowego przedsięwzięcia.

  229. @@ lonefather, Jerzy, sugadaddy
    Status „wariata” jest ogólny i nie wyjaśnia na czym to polega. Co do zasady – lubię to wiedzieć. W przypadku pustogłowego, mającego jedyną zawartość puszko mózgowej w postaci sprężyny, każdy zna odpowiedź, nawet jeśli się w szczegółach nieco różnią.
    Trzymajmy się po prostu i konsekwentnie zasady: z rzeczonym osobnikiem nie dyskutujemy. Nie wnosi ona żadnej wartości i realnie się nie odbywa. Jej jałowy i pusty poznawczo pozór zamula, zaśmieca i obniża jakość bloga.
    Myślę, że tą propozycję mogę także skierować do pana Jacka

  230. Tanaka
    15 lutego o godz. 19:31

    Mogę zapodać utwór jeszcze bardziej fantazyjny: „tysiące tych, którzy przeżyli Holocaust, wierzy, że swoje ocalenie zawdzięcza Bogu”. Nieważne, czy on istnieje, czy nie, oni w to wierzyli lub dalej w to wierzą, a „nieusuwalna rzeczywistość, w której Bóg był nieobecny” nie zabiła w nich tej wiary.
    Znam już dość dobrze twoje zdanie na temat kleru i wszelkich religii w ogóle, ale w obarczaniu chrześcijaństwa odpowiedzialnością za ideologię nazistowską przeszedłeś samego siebie. Zaślepienie, czy już jawna hucpa? Naziści byli takimi samymi chrześcijanami jak i ty- zapewne was ochrzczono, lecz kwestie wiary, X Przykazań i tego, czy i jaki bóg na was patrzy są dla was zupełnie obojętne, więc sorry, teorie o chrześcijańskich korzeniach nazistowskich Niemiec nie trzymają się kupy. Z tak zwanej zachodniej kultury chrześcijańskiej Hitler wybrał sobie to, co pasowało mu do jego socjotechniki, czyli pracowitość i posłuszeństwo. To za mało, aby korzeni Holocaustu doszukiwać się w chrześcijaństwie. Gdyby tak było, to nie swastyka byłaby symbolem zbrodni, a krzyż.

    lonefather
    15 lutego o godz. 21:13

    To nie ty decydujesz, kto jest trollem, a kto nim nie jest, tylko gospodarz tego wątku. Aaron chyba naprawdę nastąpił ci na odcisk, skoro przedstawiasz go niemal jak katolskiego cyberterrorystę 🙂 Jeśli jest trollem, to połykasz jego przynętę razem ze spławikiem i wędką.

  231. @Tanaka

    Masz racje co do zasady. Chcialbym moc napisac „i tego sie trzymajmy”, ale widzisz sam na wlasne oczy, czytajac co napisalem, ze w tym temacie przekroczylem Rubikon…

    Zwyczajnie po ludzku potrzebny mi jest feedback, ktory, moze zawroci mnie z blednej sciezki, albo potwierdzi, ze w jakiejs mierze prawidlowo oceniam sytuacje.

    Nic dramatycznego, zwykle sprawdzenie, jak w pokerze.

  232. lukasso
    15 lutego o godz. 22:16

    dziecię jezusowe, nie dajesz rady nawet czytać ze zrozumieniem.
    Korzenie Holocaustu są w chrześcijaństwie, chrześcijanie mają prześladowanie żydów w herbie, urządzali żydom holokausty i pogromy od setek lat.
    Hitler sobie wybrał co mu pasowało, tak samo ja wybierał kler.
    Krzyż, dzieciątko jezusowe, JEST nie tylko symbolem, ale realnością holocaustów chrześcijanie przez stulecia urządzali niezliczonym ludom.
    Hitler, dziecię narodzone, był katolikiem, i choćbyś obsiusiał pomnik w Świebodzinie, tego nie zmienisz. Jak i tego, że prawie wszyscy naziści również byli, a niektórzy są do dziś, chrześcijanami.

  233. lukasso
    15 lutego o godz. 22:16

    „Z tak zwanej zachodniej kultury chrześcijańskiej Hitler wybrał sobie to, co pasowało mu do jego socjotechniki, czyli pracowitość i posłuszeństwo. To za mało, aby korzeni Holocaustu doszukiwać się w chrześcijaństwie”.

    „Panie, dlaczego milczałeś?”

    Słowa te wypowiedział Benedykt XVI w trakcie wizyty w Polsce. Dnia 28 maja 2006 roku odwiedził były obóz koncentracyjny Auschwitz, gdzie naziści zamordowali setki tysięcy Żydów i innych ludzi. „Ile pytań nasuwa się w tym miejscu!” — rzekł papież. „Ciągle powraca jedno: Gdzie był Bóg w tamtych dniach? Dlaczego milczał? Jak mógł pozwolić na tak wielkie zniszczenie, na ten tryumf zła? (…) Powinniśmy wytrwale, pokornie, ale i natarczywie wołać do Boga: Przebudź się! Nie zapominaj o człowieku, którego stworzyłeś!”

    Przemówienie Benedykta XVI spotkało się z żywym oddźwiękiem. Niektórzy doszli do wniosku, że papież celowo przemilczał pewne ważne kwestie, takie jak antysemityzm, związany z potwornościami Auschwitz. Według innych jego słowa pomniejszyły znaczenie prośby Jana Pawła II o wybaczenie grzechów Kościoła. Katolicki dziennikarz Filippo Gentiloni zauważył: „Jest jednak logiczne, że wielu komentatorów, usłyszawszy trudne pytanie, gdzie był Bóg — na które nie ma odpowiedzi — wolało zadać łatwiejsze: Gdzie był Pius XII?” Chcieli wiedzieć, dlaczego papież Pius XII milczał podczas holocaustu.

    Gdzie doszukiwać się antysemityzmu, jeśli nie w chrześcijaństwie ?

  234. lukasso
    15 lutego o godz. 22:16

    Olewka. Spadaj … jestes nikim, czyli zwyklym trolem, zasmiecajacym swiat hejtem.

  235. lonefather
    15 lutego o godz. 22:27

    Mam dużo uznania dla Twojej analizy zawartości umysłu rzeczonego. Jak wiesz, ja czynię podobne analizy, zagłębiając się w stan umysłowości kleru. Rozumiem więc cel Twojej pracy i wysiłek poznawczy.
    Zauważ jednak pewną różnicę: zajmujesz się – w tym przypadku – pojedyńczym osobnikiem, realnym smarkiem, jak go nazywa, wielce trafnie, Jerzy. Ja się trzymam od odpowiadania smarkowi z daleka. Moje badanie stanu umysłu kleru trzyma się tematu bloga i ma walor pożytku publicznego. Nadaje się też do szerokiej dyskusji. Gdybyśmy zaczęli szeroko dyskutować zawartość smarka, myłby królem bloga, do czego aż piszczy i na wszelkie sposoby usiłuje nas do tego skłonić.
    Więc w ramach feedbasku, pamiętajmy: olewać konsekwentnie smarka.

  236. @ Tanaka & lonefather
    Co do feedbacku w sprawie rzeczonego geniusza — wypowiedziałem się jasno i jednoznacznie (15.02.2015 o 12.55 i 13:41). Generalnie – nie karmić.

  237. dezerter
    15 lutego o godz. 22:40

    Papież Benedykt XVI najwidoczniej jest głupkowaty, chociaż mówią o nim, że tęgi intelektualista. Zadawał w Auschwitz dziwaczne pytania Bogu: Gdzie wtedy byłeś, dlaczego nie milczałeś? Dlaczego spałeś?
    Pytania są dziwaczne co najmniej z dwóch powodów, a każdy z papieża robi małego Benka.
    1. papieże wszystko wiedzą o Bogu, codziennie gadają o tym co robi Bóg, czego sobie życzy, a czego nie.
    2. papież nie zna odpowiedzi, a zna ją jego lokalny, nadwiślański, w dodatku podhalański podwładny: ks.Tischner. Papież był wtedy na miejscu, w Auschwitz.
    Ks. Tischner wykazuje, że papież jest niezorientowany co do Boga. Papież pyta, czemu Bóg milczał, a Tischner przecież wyjaśnia, że Bóg razem z ludźmi wrzeszczał, kiedy mu wstrzykiwano w serce fenol, darł się w niebogłosy, gdy go truto ziklonem B.
    Tischner słyszał, a papież nie słyszał?
    To który z nich w końcu słyszał, o co chodzi Bogu?

    Podstawy antysemityzmu wyłożył bardzo zgrabnie św. Paweł-Szaweł. Co jest zamieszczone w ładnej, niebieskiej książeczce pt.Pismo Święte. Od tamtej pory chrześcijanie się tego trzymali.

  238. @ Jacek Kowalczyk
    15 lutego o godz. 23:03
    To się zgadza. Jednak chyba wszyscyśmy nie bez winy: rączkę swędzi, żeby co rusz banana podrzucić 🙂

  239. @ Tanaka
    Co fakt, to racja :).

  240. Tanaka
    15 lutego o godz. 23:04

    „Podstawy antysemityzmu wyłożył bardzo zgrabnie św. Paweł-Szaweł. Co jest zamieszczone w ładnej, niebieskiej książeczce pt.Pismo Święte. Od tamtej pory chrześcijanie się tego trzymali”.

    Poproszę o szczegóły.

  241. dezerter
    15 lutego o godz. 23:21
    Nie wiem czemu pytasz. znasz wszelkie szczegóły.
    Znawca szczegółów nie pyta, wie.

  242. Tanaka
    15 lutego o godz. 23:48

    „Nie wiem czemu pytasz. znasz wszelkie szczegóły.
    Znawca szczegółów nie pyta, wie”.

    W tych szczegółach, które znam, nie ma nic na ten temat.

  243. @Jacek Kowalczyk

    Ja cierpliwy jestem, poczekam. Karmic nie bede…

    No nie! (sam dalem sobie po lapach i nie napisze co mi do glowy przyszlo…)

  244. dezerter
    16 lutego o godz. 0:01

    To teraz przypatrz sie reszcie szczegolow…

  245. dezerter
    16 lutego o godz. 0:01

    A jesli nadal nic nie zobaczysz, to udaj sie do najblizszego okulisty!

  246. mopus11
    15 lutego o godz. 12:13

    Szanowny Panie mopus11

    Kilka dni bylem zajety dogladaniem kaktusow i innymi mniej waznymi sprawami. Slusznie zwraca pan uwage redaktorowi Kowalczykowi na sowieckie gulagi. Z moich obserwacji wynika ze bog sie nie interesuje wiezniami starajacymi sie przetrwac w obozie zaglady. Bog sie interesuje tymi ktorych stac finansowo na wspieranie domow modlitw do niego. Ci w obozch sa dla boga bezwartosciowi bo nic z nich nie mozna uzyskac. Oni tam umieraja i bog ma ich w nosie. Co innego z tymi dobrze sytuowanymi dajcymi pienide na swiatynie. Do nich sie bog usmiecha i otwiera bramy raju.

    Za dzien lub dwa postaram sie napisac kilka zdan o synie komunisty.

    Slawomirski

  247. Własnie słucham wywiadu z Leszkiem Millerem w radiowej trójce i ogarnia mnie szaleńczy śmiech pomieszany z żenadą. Ten niereformowalny komuch kompletnie stracił kontakt z rzeczywistością. Mam nadzieję, że ta jego śmieszna „ogórkowa” i partia przepadną na najbliższych wyborach.

  248. Dezerter, bez wątpienia chrześcijaństwo ma w sobie wątki antysemickie. Tanace ten fakt pozwala wprowadzić znak równości pomiędzy chrześcijaństwem i nazizmem, między klerem a nazistami.
    Jakbym słyszał kawał o policjancie, akwarium i logicznym myśleniu.
    Polecałbym Tanace protokoły przesłuchań Eichmanna i Franka, aby mógł zapoznać się ze swoistą nazistowską interpretacją biblijną, z chrześcijaństwem nie mającą niczego wspólnego, ale wiem, że tego typu argumenty tylko podbudują jego przekonanie, iż swastyka to chrześcijański krzyż z powykręcaną połową ramion. Może na koniec okaże się, że pierwszym nazistą był Jezus?
    Życie w europejskiej społeczności, opartej o dziedzictwo chrześcijańskie, którym niektórzy z was tak gardzą, musi być dla was dość trudne.
    Jeszcze w kwestii karmienia religijnych trolli: myślałem, że ten blog jest poniekąd skierowany do nich. Jakby nie było, dzisiejszy odcinek nosi tytuł: „Test wiary”, a nie „Test niewiary”. Dla świętego spokoju można ich nie karmić, a nawet zbanować. Wprowadzić takie ostateczne rozwiązanie kwestii trollingu. Tyle że wtedy ten blog zamieni się w chór wujów poklepujących się nawzajem po plecach. Czyli stanie się jednym słowem nudny.

  249. żabka konająca
    15 lutego o godz. 18:26
    [i]A o to przecież chodzi @Żorż Ponimirski, nie jeden zresztą. Myśle, że przyszliśmy na świata we właściwym czasie, brak konfortu psychicznego powinien być bodzcem do działania. Choćby pisząc.[/i]

    Żabciu, nie wiem do końca, o co Ci chodziło. Z tym czasem to była ironia. W każdym razie uważam, że żyjemy w najlepszych czasach dla człowieka i rozumu jako takiego. Komfort psychiczny to raczej miewam zakłócany, ale sprawami doczesnymi, a może lepiej jak napiszę powszednimi. Sprawy ducha mają się dobrze właśnie dzięki temu, że mam jasno określone jego możliwości. Dyskomfort psychiczny sfery ducha jest nieodłącznym elementem wiary, bo co taki duch może począć, jak ma do dyspozycji obszar wielkości puszki mózgowej.

    Zresztą to arcy ciekawy problem przestrzenny jest z naszym umysłem, wyłączając katolików ma się rozumieć. Niby znajduje się w przestrzeni sferycznej, zamkniętej, a do dyspozycji ma przestrzeń otwartą. Otwarty wszechświat, otwarty umysł, otwarte społeczeństwo, jak to wszystko jest ze sobą powiązane. Geometria umysłu to ciekawa sprawa. Przeszliśmy drogę od niekomunikowalnej symulacji jednego osobnika do geometrii nieprzemiennej, zrywając po drodze halucynatoryczną relacje z przyrodą.

  250. Do ateistów i wszelkiej maści wolnomyślicieli.
    Nie zbliżać się. Tekst od napięciem. Może kopnąć!!!

    Rzuciłem okiem na późnowieczorną i wczesnie nocną wymianę poglądów przedstawicieli jedynie słusznej linii światopoglądowej i nie da się ukryć, że skrzy u Kowalczyka, I to nieźle skrzy
    Nie wiem, czy trafnie zinterpretowałem wywody uczonych w ateistycznych almanachach, ale prawdopodobnie moje podwyższone ego jest tego całego zamieszania przyczyną.
    I tutaj usłyszą panowie ( i panie jeżeli ze słuchem wszystko w porządku) moje głośne i stanowcze NIE!.
    Nie zgadzam się w całej rozciągłości z treścią komunikatów dotycząca mojej osoby.
    Wnioski to oczywiście moja autonomiczna i suwerenna decyzja.
    Dlaczego się nie zgadzam?
    To Redaktor Kowalczyk ( nie chce przecież mówić ,ze pisał to w jakimś ateistycznym zwidzie) zadał jasno sformułowane pytanie:

    Jak można nadal wierzyć w Boga?

    Oczywiście mogę przyjąć na potrzeby rozważań założenie, że pytanie tak sformułowane było kierowane w stronę szeroko pojętego ludu ,ale Redaktor w trakcie polemiki z Kaliną dookreślił to pytanie i użył sformułowania:

    „Moje pytanie do wierzących było takie: jak sobie z tym dajecie radę?”

    Mogę oczywiście przyjąć kolejne robocze założenie, że Redaktor kierował je w stronę niereformowalnego katolika Tanaki, ewentualnie jego licznych kompanionów, ale tak się jakoś złożyło, że ja również uważam się za osobę wierzącą.
    I jeżeli Redaktor Kowalczyk kieruje swoje pytanie w moim kierunku ( a nie miałem żadnych sensownych dowodów ,że jest inaczej) to uznałem, że swoją obecnością wyjdę naprzeciw publicznie głoszonemu zapotrzebowaniu Redaktora Kowalczyka.
    Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Redaktora miałem jednakowoż nadzieję,że Redaktor jako osoba racjonalna jest świadoma że naraża siebie i swoich kompanionów na możliwość( a nawet konieczność ) zapoznania się z tym co mają do powiedzenia przedstawiciele przywoływanej sporej części polskiego społeczeństwa.

    Oczywiście mogłem( mogliśmy) przyjąć założenie, że zadając pytanie w stronę osób wierzących liczył Redaktor ,że odpowiedź zostanie udzielona na tzw „ucho”, ale jako osoby dosyć poważnie traktujący słowo pisane nie doszliśmy do akurat wniosków.

    I stąd moja ( nasza ) mącąca okres krotochwili i błogostanu obecność na blogu redaktora Kowalczyka

    Sugestia.

    Na przyszłość proszę w sposób jasny i nie budzący żadnych wątpliwości określać grupę do której kieruje Pan swój blogowe Urbi et Orbi .

    Odłączam prąd. Można czytać.

  251. Już raz cytowałem – bodaj na blogu prof. Hartmana – fragment wiersza T. Różewicza „Lament”. Tu go powtórzę.

    „Przez sześć lat
    buchał z nozdrza opar krwi
    Nie wierzę w przemianę wody w wino
    nie wierzę w grzechów odpuszczenie
    nie wierzę w ciała zmartwychwstanie.”

    Wiersz ten napisał Różewicz w 1946 r.

  252. Sprężyna to przypadek kliniczny.

  253. @Slawomirski
    16 lutego o godz. 6:32
    Nawiązując do wątku gułagów. Szerokiej rzeszy czytelników znane jest nazwisko Sołżenicyna. Ale chciałbym zwrócić uwagę na wydaną parę lat temu w Polsce książkę Warłama Szałamowa „Opowiadania kołymskie”, opartą na jego własnych doświadczeniach. Głęboko w moją pamięć zapadł jej fragment mówiący (cytuję z pamięci) „o idących prosto z transportu zastępach filologów klasycznych, ekonomistów, nauczycieli etc”, którym ze względu na głodowe wyżywienie, niską temperaturę, brak wprawy do pracy fizycznej, w dodatku ciężkiej i wyczerpującej najsilniejsze nawet organizmy nie było dane żyć dłużej niż średnio dwa tygodnie.

  254. Spręzyna to kryptogej, który przebiera się w damskie fatałaszki. Katolicki błazen sukienkowy…

  255. @ Rafał Kochan
    Panie Rafale! Co Pan ma do gejów? Czy został Pan jakoś osobiście przez nich — jako grupę — dotknięty?
    Ten powracający u Pana wątek brzmi dziwnie na tle innych Pańskich wypowiedzi.

  256. Każde odezwanie się do lub o może uruchomić sprężynę lub głównego recenzenta blogu kaktusowca, lub znawcę myśli nieistniejacego Boga dezentera. No a w podświadomości każdego z nas może się błąkać coś, oczywiście, niezidentyfikowanego, ale bliskiego „Dzięki Ci, Panie, że nie jestem jak te dupki”.

  257. Jeszcze raz powtarzam – poczułem się wywołany pytaniem adresowanym w moim również kierunku przez Redaktora Kowalczyka i stąd moja obecność w licznym gronie dyskutantów.
    Wiem ,że tradycja polska nie jest zbytnio hołubionym wycinkiem polskiej kultury i rzeczywistości wśród wolnomyślicieli,ale moim zdaniem niektóre jej składniki powinny być znane i interpretowane jako coś pozytywnego…
    że wspomnę znane i nie budzące przecież żadnych kontrowersji…

    „Gość w dom, Bóg w dom”.

    Mam nawet swoją nowatorską propozycję,a aby uległa ona materializacji nieodzowny jest bardzo prosty zabieg:
    Miejsce „domu” zajmuje „blog”.
    odnoszę wrażenie, ze blog ateistyczny byłby godną i symboliczną aktualizacją trącącego nieco anachronizmem słynnego powiedzenia.

  258. Proste pytanie gospodarza uruchomiło lawinę komentarzy. Spowodowało dyskusje.
    1. Co wolno komentatorowi. Co jest wolnością słowa, co trollingiem, co spamem, a co propagandą. Zawsze pisałem zeby nie karmić troli, czyli piszących nie na temat. Sprowadza to dyskusję na manowce. Bardzo łatwo to ich wyeliminować – NIE KARMIĆ.
    2. Pytanie: Czy żydożercy, faszyści, szowiniści itp. publikując swoje agresywne komentarze nie powinni być traktowani jako szerzący nienawiść i odpowiednio karani. Bycie ww na prywatny użytek jest dozwolone (bez możliwości zrzeszania).
    3. Następne pytanie. Czy podawanie linku do YT lub artykułu powinno być tolerowane, wszak to nie jest komentarz. A jeżeli to jest link propagujący IS?

    Na temat: jestem ateistą z wyboru, a nie z niewiedzy lub lenistwa. Bóg nie istnieje, niezależnie jak głośno jego akwizytorzy wołają. Film jest tego milionowym potwierdzeniem.

  259. @Prownicjusz

    Nieuchronną konsekwencją wiersza który przytoczyłeś jest wiersz – pytanie:

    Tadeusz Różewicz
    Unde malum?

    Skąd się bierze zło?
    jak to skąd
    z człowieka
    zawsze z człowieka
    i tylko z człowieka

    człowiek jest wypadkiem
    przy pracy
    natury
    jest
    błędem

    jeśli rodzaj ludzki
    wyczesze się
    własnoręcznie
    z fauny i flory

    ziemia odzyska
    swój blask i urok

    natura swą czystość
    i nie-winność

    żadne stworzenie poza
    człowiekiem
    nie posługuje się słowem
    które może być narzędziem
    zbrodni

    słowem które kłamie
    kaleczy zaraża

    zło nie bierze się z braku
    ani z nicości

    zło bierze się z człowieka
    i tylko z człowieka

    jesteśmy w myśli jak
    powiada Kant
    a tym samym odtąd w bycie
    inni niż czysta natura

  260. Czytałem kiedyś o tzw. religijnym genie, który jakoby jest rodzajem boskiego odcisku palca świadczącym o geniuszu stwórcy. Gen ten niezbędny jest do nawiązania kontaktu stworzenia z jego stwórcą. Jednakowoż nie wszystkie osobniki rodzaju ludzkiego zdają się ten gen posiadać. Tak jak nie wszyscy są muzykalni, mają zdolności artystyczne, matematyczne czy wyobraźnię przestrzenną lub są np. daltonistami.

    Osobiście uważam się za osobę religijnie niemuzykalną.

    Spoglądając racjonalnie na ów rzekomy gen można się zastanawiać nad jego rolą w ewolucji tzn. czy religijność daje ewolucyjne korzyści czy jest raczej przeszkadzającą i hamującą igraszką natury.

    Religie dają specyficzne odpowiedzi na pytanie o sens – życia, egzystencji, działania.
    Ludzki mózg wydaje się być tak skonstruowany, że niemal obsesyjnie poszukuje wszędzie i zawsze spójności, harmonii, logiki i powiązań, i jeśli ich nie znajduje, to tworzy sam wizje i projekcje, a nawet zmyśla świadomy tworzonej fikcji.
    A motywy bywają różne: czasem pociecha dla strapionych, ale najczęściej – władza i panowanie nad ciemnym ludem. Od zawsze.

  261. Jacek Kowalczyk
    16 lutego o godz. 10:45

    Panie Jacku.
    Nie wiem, co Rafał odpowie w sprawie „kryptogejów”, ja powiem za siebie, jak odbieram jego wpis.
    W wersji skróconej tak: „kto się przezywa, ten sam się tak nazywa”.
    Przezywającymi są ci, których strasznie męczy i oburza, że po świecie chodzą geje. A przecież nie wolno im istnieć, ponieważ bozia stworzył wyłącznie „biologicznie heteroseksualną kobietę i biologicznie heteroseksualnego mężczyznę”. Którym wolno żyć wyłącznie na dwa sposoby: „w sakramentalnym związku małżeńskim”. lub w „świętej czystości”. Inne rozwiązania są nieakceptowalne.

    W lekkim rozwinięciu, tak: ci przezywający są tacy jak przezwiska i obelgi, których używają: pedał, zbok i podobne. Homoseksualista w tym zestawieniu brzmi niemal neutralnie, a „gej” to już nadmiar łaskawości.
    Wiadomo, że wśród tych przezywających, czyli w wiodącej mierze wśród kleru, większość, bo ok. 60% to homoseksualiści, z tego co najmniej połowa to czynni homoseksualiści.
    Zgodnie z tym odrzucającym i piętnującym obrzydzeniem jakim oni nazywają homoseksualistów, powinno się o nich mówić klechy-pedały. Byłoby to adekwatne do ich zachowania.
    Nieczęsto jednak słychać takie epitety. Powodów jest kilka. Jednym z nich jest większa tolerancja i większy stopień zdrowia psychicznego wśród ludzi niebędących członkami kleru. Niespecjalnie ich to interesuje, kim są księża.

    Na identycznej zasadzie działa kompulsywne nazywanie przez członków kleru edukacji dzieci „pornoseksualizacją” . Oni pornoseksualizują na potęgę. Jest to prawdziwa pornoseksualizacja, nie wydumana. Papież Franciszek przyznał, przymuszony przez świat niereligijny, że 2% księży to pedofile. Jeden na pięśdziesięciu.
    Coś przyznał, ale zarazem oszukał.
    Wiele źródeł badawczych wskazuje, że procent ten wynosi ok. 6.
    W kryminologii znane jest pojęcie „ciemnej liczby” przestępstw, czyli tych starannie ukrywanych, często przez przerażone i zastraszone ofiary, których aparat ścigania nie rejestruje. O nich się w potocznym obiegu nie wie i nie mówi.
    Gwałty, w tym gwałty na dzieciach są w czołówce zbrodni, w których „ciemna liczba” jest największa. Jest ona kilku, kilkunastokrotne większa od liczby „jasnej”, czyli przestępstw ujawnionych.
    Jeśli więc Franciszek przyznał się do 2%, to wiedza o „ciemnej liczbie” informuje nas, że tych procentów jest co nie mniej niż kilkanaście.

    W każdym przypadku są to dane szokujące. Pryncypialnie kanoniczna reakcja na takie fakty powinna być taka, że klechów-pedofilów zakłuwa się widłami.
    Tak działało to w wiekach minionych, gdy prawidłowi wierzący zabijali dowolnego rodzaju kacerzy, lub tylko znienawidzonych przez siebie „pedałów”, „zboków”, „sodomitów”, zgodnie z tym, co wedle nich zarządza niebieska książeczka pt. „Pismo Święte”, czyli sama bozia.
    Dzięki ludziom niemotywowanym religijnie, mamy dziś nieco lepszy pod tym względem świat, ale tylko w niektórych miejscach.

    Jak działają religie widzimy dziś w codziennym przekazie – kamienowanie, „honorowe” zabójstwa, obrzezanie dziewczynek, są na porządki dziennym. Także w Europie, choć wolelibyśmy o tym nie myśleć.

    Do kleru dołączają niemal z reguły ci, co mają poważne skrzywienia osobowościowe, nabyte na ogół w dzieciństwie. Skrzywienia te są wzmacniane i utwierdzane w trakcie procesu formatowania umysłu i ciała w seminariach, zakonach i służbie kościelnej. To wzmocnienie skrzywień owocuje nadzwyczajną ilością zachowań dewiacyjnych, zboczonych, kryminalnych i zbrodniczych (jak pedofilia) wśród kleru. W otwartych społeczeństwach taka intensywność się nie zdarza.
    To ugruntowywanie skrzywień nazywa się w języku kościelnej psychomanipulacji „formowaniem” i uchodzi za stan święty.

    Kler, który wszędzie widzi zagrożenia, sam jest ich źródłem.
    Ci ludzie są często bardzo nieszczęśliwi. Dlatego też często się alkoholizują i na inne sposoby szukają możliwości utrzymywania własnych umysłów w stanie porażenia, co przynosi im tylko złudną ulgę.

    Tak rozumiem źródło i powód użycia przez Rafała określenia „kryptogej”.

  262. Tobermory

    Nie wszczynam polemiki, wpadłem tylko na słówko.

    Religie są na pewno wczesnym, ale raczej nie pierwszym wytworem kultury. Kultura w dziejach homo to młodziutkie dziewczę, nawet osesek, tak więc mowy nie ma o jej dziedziczeniu w genach. Więc i żadnego religijnego genu nie ma i być nie może. A za dwa tysiące lat będę się śmiać, że było coś tak bzdurnego jak religie. Czego i Tobie życzę.

  263. Uwaga tekst pod napięciem. Może nieźle telepnąć!

    I nieco luźna dygresja.
    Otóż Redaktor udostępnił wstrząsający film którego bohater w swojej opowieści przedstawił to czego doświadczył w czasach II wojny światowej.
    I jak zwykle w poczuciu niezależności i obiektywizmu rzucił Redaktor od niechcenia zasadnicze pytanie.
    Ale pytanie kierowane było (zdaniem Redaktora) w stronę osób wierzących.
    Ich zadaniem było odpowiedzieć Nam czyli Redaktorowi i jego poplecznikom:
    Jak mogą w obliczu zła wyrządzonego w tamtych czasach mieć coś wspólnego… Jak mając przed oczami…itd.

    Oczywiście Redaktor zadając pytanie słusznie zakłada,że jakieś odpowiedzi padną. Mniej lub bardziej sensowne ,ale jednak padną. Będą się więc motać w zeznaniach, kluczyć , mataczyć,tłumaczyć swego Boga.
    Na ławie oskarżonych oczywiście zasiądą katole.
    …a w roli Katonów , jedynych niewinnych wystąpią:
    Tanaka
    Jerzy Pieczul zwący się czasami…
    lonefather
    z doskoku głos zabierze nawet Redaktor
    i inni mniej lub bardziej kojarzeni z grojeckim powiatem osobnicy

    …a oni będą się pocić, kwękać,sapać…

    Niestety (cytując klasyka) nie z nami te numery Redaktorze, my też potrafimy kąsać.I stąd między innymi taka, a nie inna poetyka moich wpisów.

    Żartowałem. Korki wykręciłem 2 godziny temu. Można było czytać.

  264. Panie Jacku, gdzieżbym miał coś mieć do homo! Tanaka poniekąd dotknął już ten problem… Może i nie powinienem tak często wypominać Sprężynówce jego skrywaną orientację seksualną, ale ze wszystkiego, co do tej pory on/ona napisał/-a, to właśnie jego zagubienie na tym tle najbardziej mną wstrząsnęło.

  265. Rafał Kochan
    A propos seksu, no i w ogóle spraw łóżkowych, obejrzałam wczoraj na Polsacie po raz enty „Seksmisję” Machulskiego.
    No, po prostu cudo klasyki!
    A Sprężyner to mi jakoś pasuje z jego mroczną chyba seksualnością do poetyki filmów Almodovara.
    Co ty na to?

  266. Jerzy Pieczul
    16 lutego o godz. 11:46

    Teoretycznie gen mógłby być. Nawet pomimo tego, że religie są bardzo świeżym wynalazkiem człowieka.
    Ewolucja działa bowiem tak, że jeśli działanie jakiegoś genu daje przewagę życiową i środowiskową, to może się on rozprzestrzenić.
    Jednak jego rozprzestrzenienie się na całą ludzkość, w ciągu maksymalnie kilku tysięcy lat jest na granicy niemożliwości.
    „Gen religii” nie istnieje, to skrót myślowy, lub świadoma manipulacja. Można mówić jedynie o większych skłonnościach psychicznych niektórych osobników do wyjaśniania swoich zachowań religią.
    Geny nie zmierzają do samounicestwienia, przeciwnie, do nieustannego mnożenia się. Jako rzekomi posiadacze takiego genu, kapłani chrześcijańscy unicestwialiby go w sobie, nie płodząc potomstwa. Jest to sprzeczne z ewolucją. Nie można więc w ogóle mówić o „genie” w takiej sytuacji.

  267. @mag
    A czy nie sądzisz,że wojenna epopeja „Czetyre tankisty i sobaka” dałaby asumpt do o wiele dalej idących skojarzeń?

  268. Tanaka, sprawa jest prosta z perspektywy filogenezy i ewolucji w ogóle.
    Mózg nie służył do myślenia tylko zwiększenia szans na przeżycie. Prosta odpowiedz na pytanie dlaczego mamy skłonność do irracjonalnego myślenia jest taka: mózgi tak działają, nie są doskonałe.
    Próba znalezienia związków przyczynowych jest trudna a błąd może kosztować życie; lepiej popełniać częste błędy, wierzyć w istnienie fałszywych związków przyczynowych, niż przeoczyć jeden prawdziwy, który może kosztować życie.
    Modele ewolucyjne pokazują, że silne korelacje są zwykle prawidłowo spostrzegane, bardzo słabe są zwykle pomijane, ale słabe i średnie są interpretowane często niewłaściwie – dmuchamy na zimne (Foster, Kokko, 2009). Lepiej założyć, że każdy podejrzany dźwięk to skradający się drapieżnik, niż dać się zaskoczyć.
    Zabobonne zachowania są często ubocznym skutkiem tego mechanizmu.

    Sprężyna jest ubocznym skutkiem ewolucji.

  269. Dlaczego „maksymalnie kilku tysięcy lat”?
    Wierzenia religijne (w jakimś sensie) wiązane z siłą wyższą towarzyszą ludzkości pewnie od samego początku. Od czasu gdy człowiek spojrzał w gwiazdy, przeżył burzę z piorunami, zaobserwował regularne wylewy Nilu, zaćmienie słońca czy księżyca i zadał pytanie „dlaczego?”, zaraz znalazł się drugi, aby mu powiedzieć – jak złożysz w porę ofiarę, będziesz bił pokłony lub słuchał, co mi mój Mzimu dla ciebie przekazuje, będzie wszystko OK i grom cię nie trafi przy najbliższej okazji.
    A tego, co się z moich słów naśmiewa i twierdzi, że i bez ofiary Nil znowu wyleje, ukamienujemy na spółkę, aby na nas gniewu bóstwa nie ściągał…
    To tak jak ze skłonnością do tycia.
    Ludzkość przetrwała dzięki zdolności do gromadzenia zapasów tłuszczu na czasy niedostatku, a osobniki z przemianą materii zamieniającą każdy zapas energii w ciepło i pozostający szczupli, uchowali się tylko dzięki szczęśliwemu przypadkowi lub dokarmiani przez litościwą społeczność. Przekazali tę cechę dalej, ale jak nielicznie, to widać dzisiaj, w dobie nadmiaru jedzenia.

  270. Tobermory
    16 lutego o godz. 12:35

    „Uczucia religijne” i „gen religii” są związane z religią. Religia ma zdefiniowaną zawartość. Nie ma „uczuć religijnych” przed religią. Natomiast mogą być różne lęki, nadzieje, fantazje, zaklęcia w zróżnicowanym, niedookreślonym kształcie, formie, zakresie, obszarze występowania. Nie da się tego zasadnie nazwać religią.
    Zorganizowane religie działają od niedawna. Jest to rząd kilku tysięcy lat, nie więcej.
    Ciekawie piszesz: co to znaczy „od początku ludzkości”? Czy chodzi o Adama i Ewę? A kiedy oni żyli? religie chrześcijańskie twierdzą, że 5 tys lat temu, co można podobno dokładnie obliczyć. Niektóre religie chrześcijańskie znają nawet dokładną datę stworzenia świata. Chyba to był 15 październik.
    Aha, bo czasem sobie żartujemy: Adam i Ea nie istnieli. Istnieje wyłącznie ewolucja, działająca tak, że wyklucza Adama z Ewą. O żeberku Adama nie ma co mówić, to to się nadaje wyłącznie na blog kulinarny, który jest po sąsiedzku. Ewentualnie na blog psychiatryczny. Mamy coś podobnego: blog lekarski.
    Ale może religianci przeprowadzą jakąś dowcipną konstrukcję „początków”. Oni są zdolni do wszystkiego.

  271. Żorżu !
    Pragnę ci w krótkich żołnierskich słowach zakomunikować,że moim – i nie tylko moim – zdaniem jesteś raczej mało wyszukanym aksjologicznie akcydensem rodzaju ludzkiego którego substancja jest w całości zawarta we mnie, Aaronie Sprężynerze, jak również mojej serdecznej koleżance Hortensji Ramiączko.
    Że o Żorżecie nie wspomnę.

  272. @Tanaka
    za kogo Ty mnie uważasz?
    Początek ludzkości sytuuję na co najmniej 100 000 lat temu 😉
    Te lęki, nadzieje, fantazje zostały w końcu skanalizowane w zorganizowane religie, a „organizacja” datuje się od czasu, kiedy pierwszy cwaniak oświadczył, że jest kapłanem, szamanem czy kim tam jeszcze i wie, czego od ludzi chce bóstwo, z którym on, szaman, jest w bezpośrednim kontakcie.

  273. @mag..

    Szczerze powiedziawszy, Almodovara szanuję, ale nie do końca lubię jego filmy. W każdym razie wiem o czym piszesz i rzeczywiście mógłby Aaronu pasować w tego typu estetyce… Oczami wyobraźni widzę Aarona zapinającego pas do swoich pończoch, recytując przy tym swego Miłosza – pierwszą i jedyną miłość swego życia…

    Wracając do przedmiotowego pytania- CZY MOŻNA NADAL WIERZYĆ W BOGA? Przewrotnie odpowiem – ano można, bo ci, którzy wiodą nudne życie, w którym nie potrafią się odnaleźć; których przytłacza postęp technologiczny; którzy nigdy nie pokochali drugiego człowieka i nigdy nie byli kochani, to co im pozostało? Nadzieja… Nadzieja, że ich marny żywot ma jakiś sens i ktoś im ten sens spreparował…

    Na jednej z płyt PINK FLOYD jest utwór „Dogs”, którego ostanie słowa brzmią w następujący sposób:

    „Kto urodził się w domu pełnym bólu
    Kto został nauczony, by nie pluć na wentylator
    Komu człowiek mówił, co trzeba robić
    Kogo złamała wyszkolona ekipa
    Kogo tresowali obrożą i łańcuchem
    Kogo klepali po ramieniu
    Kto uciekał od towarzystwa
    Kto był tylko obcym w swym domu
    Kto wypadł z gry przy samym jej końcu
    Kogo znaleźli martwego przy telefonie
    Kto został ściągnięty na dół przez kamień”

    Sławomirski, Aaronu oraz inne oszołomy – czytajcie i dokonajcie autorefleksji…

  274. Mój ulubiony fragment, który traktuje o nas, ale nie o Tobie Sprężyna.
    Oczywiście w grę wchodzi jedynie wersja gdańska.

    1 A Duch jawnie mówi, iż w ostateczne czasy odstaną niektórzy od wiary, słuchając duchów zwodzących i nauk dyjabelskich,
    1 Tymoteusza 4:1 (PBG)

  275. A tu inne fragmenty, takie ogólnoludzkie, uniwersalne wartości się tu przewijają.

    3 Albowiem jeźli kto mniema, żeby czem był, nie będąc niczem, takiego zawodzi własny umysł jego. 4 Ale każdy niechaj własnego swego uczynku doświadcza, a tedy sam w sobie chwałę mieć będzie, a nie w drugim. 5 Albowiem każdy swoje własne brzemię poniesie.
    Galatów 6:3 (PBG)

    25 Jeźli duchem żyjemy, duchem też postępujmy. 26 Nie bądźmy chciwi próżnej chwały, jedni drugich wyzywając, jedni drugim zajrząc.
    Galatów 5:25 (PBG)

  276. @Tanaka
    wygnanie z raju na pewno było jesienią, chyba że jabłoń była papierówką, to wtedy już w sierpniu 😎

  277. Tanaka
    16 lutego o godz. 12:49

    Religie chrześcijańskie nie twierdzą, że świat stworzono 5 tys. lat temu. Tak twierdzą ortodoksyjni kreacjoniści.
    Jak na razie najdowcipniejsze koncepcje początków podają kosmolodzy kwantowi, z których wielu określa siebie mianem ateistów.
    Dlaczegóż „fantazje, nadzieje, tęsknoty” i inne elementy duchowości nie miałyby być religią w odcieniu indywidualnym? Ludzie to społeczne istoty, te o zbliżonej duchowości będą się grupować razem, powstanie zorganizowanej religii było nieuchronne, zapewne znacznie wcześniej, niż kilka tysięcy lat temu.
    Umyka mi trochę ta dyskusja, od testu wiary przeszliśmy do genu wiary poprzez spekulacje co do orientacji seksualnej jednego z forumowiczów.

  278. Tobermory / Tanaka..

    Nieśmiało chcialbym przypomnieć, że to nie Ewa była pierwszą kobietą Adama, tylko – LILITH. Skądinąd ciekawa postać… Szkoda, że chrzescijańska Biblia została okroiona niewygodne dla tej sekty fragmenty Talmudu.

  279. Szanowny Panie Redaktorze, Szanowne Panie i Panowie.
    Dyskusja ateistów z wierzącymi ma tyle samo sensu co zawracanie kijem Wisły.
    Mogę zrozumieć wierzących którzy zapewne usiłują nawrócić niewiernych i przez to ustrzec ich od ognia piekielnego natomiast intencje Pana Redaktora i innych ateistów są dla mnie zupełnie nie do pojęcia. Jeżeli Boga nie ma to o czym tu dyskutować?
    Jeżeli nie ma pieniędzy to możemy porozmawiać co zrobić aby były, przydadzą się zarówno wierzącym jak i nie, co do Boga to wierzący mają go wystarczająco a ateistom nie jest potrzebny. Czysta strata energii wysoce wykształconych i inteligentnych ludzi, energi która mogłaby być użyta do bardziej pragmatycznych celów.
    Po co Panu ten „test wiary”? Wierzących nie odwiedzie od wiary a ateistów testować nie trzeba.
    Będę wdzięczny za uświadomiene celowości Pana tekstów .
    Uszanowanie.
    Sztubak

  280. Sztubak, ateiści dla wiernych mogą pełnić rolę kaganka oświaty. W drugą stronę działa to inaczej i z oświatą nie ma nic wspólnego.

  281. A wracając od istoty sporu który sprowadza się do…:
    … dlaczego pytanie jest kierowane w moją (naszą ) jako katolika ( katolików) stronę…

    Dlaczego problem który uzewnętrznił się w skrajnej postaci w XX wieku ma być oglądany tylko okiem chrześcijanina i jego Boga? Oczywiście oglądany w poczuciu dojmującej winy tych ostatnich.
    Owszem ta perspektywa musi być uwzględniona – przez tych chcą nazwać problem i znaleźć jego źródła – ale moim zdaniem teologia nie jest jedynym poletkiem które musi wytężyć wzrok. Niestety to już nie te czasy kiedy w klasztornych celach i czytelniach dociekano skąd i dlaczego zło.

    Tym bardziej fakt rzucania w stronę Boga i jego wyznawców pytania budzi zdziwienie, że pada z ust publicznie zdeklarowanego ateisty, którego trudno w takich razach posądzać o obiektywizm.
    Jest parę dziedzin bardziej weryfikowalnej nauki do której Redaktor mógłby się akurat odwołać w razie jakichkolwiek wątpliwości ale zupełnie spontanicznie padło na chrześcijaństwo.
    A czemu nie zapytać socjologii, historii kultury, psychologii, psychologii społecznej, nauk politycznych? Udac się w dziedzinę historiozofii, etyki.
    Jest tego sztuk parę ( nie wymieniłem zresztą wszystkich) ale oczywiście całkowicie przypadkowo padło…
    …bo tylko Bóg jest odpowiedzialny za wszelkie zło tego świata…
    …zdaniem ateistów…

  282. Sztubak,
    Branie wszystkiego dosłownie, świadczy o zawężonych horyzontach myślowych.

  283. Jak religia uszczęśliwia wiernych:
    http://www.racjonalista.pl/kk.php/t,8417
    Ku przestrodze gadającej biblii.

  284. Błąd figuralnego myślenia to podstawowa cecha katolickich umysłów.

  285. @ Tobermory
    „Ludzkość” to pojęcie wieloznaczne, trudno więc dokładnie lokalizować jej początek w czasie. Łatwiej to zrobić w odniesieniu do naszych najbliższych genetycznych przodków, gatunku homo sapiens, czy neandertalczyków.
    Jeśli mnie pamięć nie myli, homo sapiens jako gatunek został określony jako mający 80 tys lat.
    Można przyjąć, że „religia” powstałą wtedy, kiedy „pierwszy cwaniak okrzyknął się kapłanem”. Tyle, że to dowcip. A realnie nie wiadomo kiedy pojawił się ten „pierwszy cwaniak” i co on właściwie wyznawał.
    „Pierwszy cwaniak” jest też wtedy, kiedy trzech się spotyka „w imię pańskie”, a jeden mówi do drugiego: te, skocz po piwo.
    Wygnanie z raju mogło być jesienią, ze względu na jabłeczność, o ile raj znajduje się w Częstochowie.
    Nie jest jednak pewne, kiedy się zaczął Adam. Wiadomo tyle, że musiał się i znudzuć i zmęczyć robotą, zanim pojawiła się Ewa, znaczy – robotnica, jabłeczność wraz ze żmiją, no i wygnanie.

  286. lukasso
    16 lutego o godz. 13:21
    „Religie w odcieniu indywidualnym”
    Każdy ma własną religię.
    To pomyślna wiadomość dla Polaków:mają 38 milionów religii. Oczywiście – każda prawdziwa.

  287. Rafał KOCHAN
    16 lutego o godz. 13:25
    Przypominasz nieśmiało, a czy Lilith też była nieśmiała? Bo mało o niej wspominają.
    Jak dla mnie, może mieć na imię Lilith, chociaż Ewa brzmi dźwięczniej i zgrabniej. No i nie wiem, czy Lilith miała taką ładną kibić jak Ewa.
    Ale może być też Alma. Albo Kasia. Albo Zosia.
    Kochamy wszystkie kobiety.

  288. Zorżu!

    „Jest cechą głupoty dostrzegać błędy innych”

    ,ale żeby

    „Błąd… był …cechą…”

    to tylko absolwenci Oxfordu mogą twierdzić – po merytorycznych uzgodnieniach z …Olgierdem z „Czterech pancernych”.

  289. Sprężyna, błędny rycerz Pana jego jedynego, który się począł z in vitro.

  290. @Tanaka…

    Prawdopodobnie nie była nieśmiała…. i raczej nie pasowało to watykańskim hierarchom kościelnym… A jest to fundamentalna sprawa w pojmowaniu źródła zła na świecie… Zawsze była to Ewa – kobieta z żebra Adamowego, coś wtórnego i niedoskonałego, żeby nie powiedzieć – plugawego w gatunku ludzkim. A tu proszę. nie wszystkie informacje święta książeczka zawiera… ciekawe dlaczego brodaty bóg pozwala, by tak profanowano jego dzieła?

  291. W sumie zabawnie sie to toczy …

    Ateisci udzielaja odpowiedzi na pytanie, jak mozna po tym wszystkim wierzyc w boga, a wierzacy robia co moga, zeby nie udzielic odpowiedzi na to proste pytanie.

  292. @Tanaka
    widzę, że nie jesteś na bieżąco ze współczesnymi badaniami na temat historii religii i rozwoju religijnych poglądów i praktyk ludzkości.
    Od jakiegoś już czasu panuje konsens, że archeologicznie udowodniony obyczaj dokonywania pochówków oraz (późniejszego) dodawania zmarłym różnych przedmiotów jest wyrazem wczesnych zachowań religijnych, a najstarsze znaleziska są datowane na 120 tys. lat i dotyczą zarówno neandertalczyków jak i homo sapiens.
    H. sapiens rozwija od późnego środkowego paleolitu i początkowego mezolitu bardziej kompleksowe formy w postaci małych dzieł sztuki, malarstwa jaskiniowego, później – zaawansowanych grobowców, a na początku neolitu – na Bliskim Wschodzie – budowli interpretowanych dziś jako świątynie (Göbekli Tepe)
    Od ok. 40 tys. lat – wraz z występowaniem rzeźb, malunków i rysunków, a także instrumentów muzycznych – informacje i przejawy są coraz wyraźniejsze, choć, rzecz jasna, jakim religijnym konceptom i treściom te artefakty należy przypisać – nie jest jasne.

  293. Potwierdzam, już neandertalczycy posypywali ciała zmarłych ochrą.

  294. I własnie o to chodzi. Jak człowiek mógł być „człowiekiem”, skoro spółkował nawet z neandertalczykiem? Gdzież jego bóg mógł wówczas być? Czy dezerter albo Aaronu mógliby coś nam o tym powiedzieć?

  295. Pewnie Sprężyna ma neandertalskie wały nadoczodołowe.

  296. Tobermory
    16 lutego o godz. 14:45
    Jednak się czuję spokojny o moją „bieżącość”. Zwłaszcza po Twoich wyjaśnieniach.
    najpierw piszesz o konsensie, że 120 tys lat temu były „wczesne zachowania religijne”, a konkludujesz tym, że od 40 tys lat występują rzeźby,malunki itd, ale „jakim religijnym konceptom i treściom te artefakty należy przypisać – nie jest jasne.”
    Co więc jest jasne?

    „Wczesne zachowania religijne” to nie „religie”, ale zachowania, którym przypisuje się jakiś rodzaj związku z „religijnością”.
    Różne gatunki zwierząt, m.in słonie i delfiny urządzają pochówki i organizują cmentarze. One też wykazują „wczesne zachowania religijne”, wedle takiego skrótowego podejścia.
    Temat bardzo obszerny, a z określaniem jak bardzo stare są „religie” należy być ostrożnym. To co można stwierdzić dosyć jednoznacznie na temat historii religii to okres kilku tysięcy lat. Odleglejsze czasy są coraz bardziej niepewne.

  297. lonefather
    16 lutego o godz. 14:40

    Tak jest ! Zdaje się, że blog pana Jacka jest najzabawniejszy spośród wszystkich w Polityce. 🙂

  298. Panowie, od szamanizmu pierwotnego do wielkich, monoteistycznych religii jest strasznie daleka droga, a pierwsi szamani mogli się pojawić dopiero u Kromaniończyków, czyli wczesny homo sapiens sapiens.

  299. @ Rafał
    Dlaczego brodaty pozwala?
    Wyjaśniłem to wyżej obywatelowi dezerterowi. Odpowiedzi udzielił sam Benedykt XVI w Auschwitz:
    „Gdzie wtedy byłeś, dlaczego nie milczałeś? Dlaczego spałeś?”
    Bóg śpi, a wróg czuwa: religianci produkują z jego Pisma fałszywki.
    Dlatego mamy 41 tysięcy denominacji chrześcijańskich. A każda jedyna prawdziwa.

  300. Od biegania nago po sawannie do mieszkania w wieżowcu też jest strasznie daleka droga, a wcześni architekci mogli się pojawić… no, kiedy? 😉
    A tymczasem mrówki, termity, pszczółki, osy, bobry też miewają „zachowania architektoniczne” 😀

  301. Wątpię, aby Benedykt pytał „dlaczego NIE milczałeś” 🙄

  302. Jacy architekci, tacy od równań matematycznych, czy od postawienia prowizorycznego obozowiska.
    Ale nie mają umysłów zdolnych wymyślić boga.

  303. Tobermory
    16 lutego o godz. 15:15
    Wolisz dyskusję o architekturze? Czemu nie.

  304. @Tanaka,
    wolę, abyś odpowiedział na mój komentarz z 15:16 😉

  305. … nie wytykałbym, gdybyś (bezrefleksyjnie?) nie powtarzał.

  306. Żeby wyjść jednak – mimo wewnętrznych oporów – na przeciw wyzwaniu rzuconemu przez Redaktora Kowalczyka i określić to w jaki sposób osoby wierzące mogą tłumaczyć zło obecne w najpiękniejszych ze światów przytoczę fragment który ponad wszelką wątpliwość zada kłam wszelkim insynuacjom, jakoby w tej kwestii nie było sensownych rozwiązań.
    Co prawda problem zła poddali teologicznej interpretacji nasi starsi bracia w wierze tzn. wyznawcy judaizmu, ale ten fakt niech świadczy, że zarzut trzymania się zbyt rygorystycznie jedynej słusznej linii ( jak ma to miejsce w przypadku grójeckich ateistów) przez członków Kościoła katolickiego jest niczym nie uzasadnionym nadużyciem.
    A oto ten fragment .Autorstwa niejakiego rabbiego .Meira. Pochodzi on z II wieku n.e.

    „Kiedy uczyłem się u rabbiego Akiwy, zwykłem dolewać witriolu do atramentu, a on nic nie mówił. Kiedy jednak przyszedłem do rabbiego Ismaela, ten zapytał mnie:
    -„Mój synu, czym się zajmujesz?”
    Odpowiedziałem:
    -„Przepisuje Torę”
    Wtedy rzekł do mnie:
    „Bądź ostrożny mój synu, podczas tej pracy, gdyż jest to praca Boża; jeżeli opuścisz choćby jedną literę albo napiszesz jedną za dużo, zniszczysz cały świat…”

    Co prawda powyższy cytat musi świadczyć o wyjątkowym poczuciu ekumenizmu u osoby go przywołującej, ale Ci którzy mnie znają wiedzą ,że interpretując w tym właśnie duchu tę odpowiedź jest całkiem uprawnione uznać ją za wiążącą w kontekście pytania zadanego przez Redaktora.

    Dodam tylko od siebie, ze konkretnie chodziło o błąd interpunkcyjny.
    Zamiast znaku zapytania umieszczony został wykrzyknik.

    Zadowoleni grójeccy ateiści?

    Tym samym swoją bytność związaną z odpowiedzią na pytanie– w poczuciu wywiązania z powierzonego mi zadania – uważam za zakończoną.

    A teraz do roboty gamonie. Wy się tłumaczcie.

  307. Bóg przyłożył rękę do jednego stworzenia, stworzył Sprężynę.

  308. @@Tanaka i Tobermory

    Wklejam te fragmenty przemówienia Benedykta XVI, które 28 maja 2006 roku wygłosił w w Auschwitz-Birkenau, gdzie papież mówi o „milczeniu Boga”:

    Mówić w tym miejscu kaźni i niezliczonych zbrodni przeciwko Bogu i człowiekowi, nie mających sobie równych w historii, jest rzeczą prawie niemożliwą – a szczególnie trudną i przygnębiającą dla chrześcijanina, dla papieża, który pochodzi z Niemiec. W miejscu takim jak to, brakuje słów, a w przerażającej ciszy serce woła do Boga: Panie, dlaczego milczałeś? Dlaczego na to przyzwoliłeś?
    (…)
    Ileż pytań nasuwa się w tym miejscu! Ciągle powraca jedno: Gdzie był Bóg w tamtych dniach? Dlaczego milczał? Jak mógł pozwolić na tak wielkie zniszczenie, na ten tryumf zła? Przychodzą na myśl słowa Psalmu 44, zawierające skargę cierpiącego Izraela: „…starłeś nas na proch w miejscu szakali i okryłeś nas mrokiem. Lecz to z Twego powodu ciągle nas mordują, mają nas za owce na rzeź przeznaczone. Ocknij się! Dlaczego śpisz, Panie? Przebudź się! Nie odrzucaj na zawsze! Dlaczego ukrywasz Twoje oblicze, zapominasz o nędzy i ucisku naszym? Albowiem dusza nasza pogrążyła się w prochu, a ciało przywarło do ziemi. Powstań, przyjdź nam na pomoc i wyzwól nas przez swą łaskawość!” (Ps 44,20, 23-27).
    (…)
    ostatecznie powinniśmy wytrwale, pokornie, ale i natarczywie wołać do Boga: Przebudź się! Nie zapominaj o człowieku, którego stworzyłeś!
    (…)
    Skoro ten naród
    (Izrael – przyp. anumlik) przez sam fakt swojego istnienia stanowi świadectwo Boga, który przemówił do człowieka i wziął go pod swoją opiekę, to trzeba było, aby Bóg umarł, a cała władza spoczęła w rękach ludzi – w rękach tych, którzy uważali się za mocnych i chcieli zawładnąć światem. Wyniszczając Izrael, chcieli w rzeczywistości wyrwać korzenie wiary chrześcijańskiej i zastąpić ją przez siebie stworzoną wiarą w panowanie człowieka – człowieka mocnego

    Przypominam nieśmiało @Tanace, że o „spaniu Boga” mówi nie papież expressis verbis, a słowa Psalmu 44.

  309. Dopóki nie wrócę zostawiam was z The Ornette Coleman Double Quartet https://www.youtube.com/watch?v=xbZIiom9rDA

  310. Wierzenia to jedno. Ja na przyklad wierze, ze sobie poradze … i sobie radze. Skoro dziala i mam nieustajacy ciag twardych dowodow, ze dziala, i to od niemal 60 lat dziala. Na dodatek dziala bez wytchnienia, bez chwili przerwy dziala, a nie kaprysnie, od przypadku do przypadku. To czy polaczenie, nieustannie udowadnianej prawdy mojej wiary, z poznana i nieustannie doswiadczana sila mojego wierzenia, jest dowodem na moja boskosc? Czyzbym byl bogiem?

    Pytam, bo przeciez i jest wiara i sa namacalne dowody, ze slusznie wierze. Jest to bardzo prawdziwa i gleboka wiara. Jest na pewno prawdziwa, bo sie nieustannie sprawdza, ta maja wiara, w codziennym dzialaniu. Dlatego w konfrontacji z innymi wierzeniami, jedynym logicznym wnioskiem, byloby stwierdzenie, ze jestem BOGIEM.

    Nie jestem, wiec nie traccie czasu na przywolywanie mnie do porzadku, czy oskarzanie o obrazoburstwo, czy inne naruszenie uczuc. Napisalem powyzsze wylacznie po to, zeby pokazac naiwnosc i bzdurnosc podobnych rozumowan.

    Religia to system obrzadkow, ktorymi tworcy religii obudowywuja wierzenia.

    Jak to kiedys fajnie opisal Mark Twain, religie sie zaczely, gdy pierwszy cwaniak spotkal pierwszego naiwniaka …

    Kasta, klasa, sitwa, szajka, mafia, banda cwaniakow, ktorzy wcisneli sie pomiedzy ludzi i ich wierzenia, tak dlugo obrabiala wierzenia i umysly naiwniakow, az w koncu stworzyla religie. Religie, czyli zorganizowane systemy oglupiania, a nastepnie eksploatowania oglupionych.

    Poniewaz sa to twory ludzkie, kierowane przez ludzi, sa po ludzku niedoskonale i czasami trafaja do nich nie „cwaniacy”, tylko „naiwniacy” gleboko wierzacy. Tak gleboko i tak prawdziwie, ze az podziw bierze dla tej sily, z jaka tkwia w swojej uludzie. Wydawac by sie moglo, ze tacy beda stanowic zagrozenie, dla zorganizowanego systemu wyzysku, ale cwaniacy nauczyli sie „wbudowywac” takich w system i na dodatek nauczyli sie wystawiac takich autentycznie wierzacych, na widok publiczny i nimi udowadniac „slusznosc i prawdziwosc” religii. Chyba najlepszym, bo powszechnie znanym, przypadkiem jest sw Franciszek i jego banda obdartusow…

    Majstersztyk „public relations” mozna powiedziec …

    Mniej wiecej do polowy dziewietnastego wieku, kiedy zmiany technologiczne powoli zaczely przyspieszac, zorganizowane religie calkiem dobrze sobie radzily z przystosowywaniem sie do zmian spolecznych. W dwudziestym wieku, zaczelo sie wydawac, ze coraz bardziej rozpedzone i szybciej zachodzace zmiany technologiczne i podazajace za nimi, podobnie szybko zachodzace zmiany spoleczne, wytworza proznie, ktorej religie, nie nadazajac za zmianami, nie zdolaja zapelnic.

    Podobna „proznie” wytwarza nauka, ale ze wzgledu na elitarnosc, dysonans pomiedzy jej osiagnieciami, a tym co glosza religie, nie ma rownie duzego spolecznego odzdzialywania, jak ten powodowany zmianami technologicznymi. Winne jest nienadazanie edukacji za zmianami. Slynne i wielkrotnie gwalcone niezrozumieniem, drugie prawo termodynamiki, jest najlepszym tego przykladem. Kazdy kto otrzymal w PRL srednie wyksztalcenie wie, ze nie zdalby do III klasy nie znajac Drugiego Prawa. Moze teraz niewiele pamietac, ale wtedy musial je znac i umiec wytlumaczyc o co chodzi. Dzis, legitymujacy sie profesorskimi tytulami, bez zmruzenia oka i najmniejszego wstydu, pwoluja sie na Druga Zasade Termodynamiki jako na dowod istnienia „boskiego fizyka”… Co samo w sobie jest oksymoronem, ale i tak to glosza… Ignoranci …

    „Proznia” wytwarzajaca sie pomiedzy napedzanymi zmianami technologicznymi, zmianami spolecznymi, nie „wessala” religii, a wrecz na odwrot, wyglada na to, ze pozwala sie religiom „odbic od dna”. Wytlumaczeniem moze byc rosnace niezrozumienie tego, jak to wszystko dziala, ze tak cudownie dziala. Coraz wiecej ludzi, coraz mniej rozumie z tego jak otaczajace ich „cuda techniki” dzialaja. Wlasnie to wydaje sie sprzyjac, nie tylko sukcesom roznej masci „chiromantow”, horoskopow, wrozek i innych magikow, ale rowniez religiom, ktore wyczuwajac tredy, zaczely organizowac wlasne spektakle „magii”, z nieslawnym spektaklem magii na Stadionie Narodowym, z afrykanskim szamanemuzdrowicielem na czele…

    Robia co moga, ale uciekanie sie do tanich sztuczek i spektakli magii, zdaje sie raczej swiadczyc o tym, ze „gonia w pietke” i lokalne sukcesy nie swiadcza o dawnej sile, tylko dowodza slabosci. Ta slaboscia jest ewidentny brak pomyslu na to jak sie dostosowac do zmian jakie zachodza. Bo w/g mnie, zadnym pomyslem nie jest droga „afrykanska”, ani tym bardziej nie jest pomyslem „dokrecanie srobki” i zawracanie do sredniowiecza.

  311. Żorż Ponimirski

    „Lepiej założyć, że każdy podejrzany dźwięk to skradający się drapieżnik, niż dać się zaskoczyć”.

    Otóż to. Stąd kiedy chcę się upewnić, czy jeszcze działają atawizmy, smarkam głośno. Automatycznie pół ulicy się ogląda. Pół, bo druga połowa ma pod wiatr i nie słyszy. Ale rozum też wyprodukował coś, co już jest niemal atawizmem: gapienie się jak krowa – na przejeżdżających, przechodzących. A nie daj bóg Stokrotka, żebyś miał coś zwyczajnego na bagażniku – na przykład kij od szczotki. Będą odprowadzać wzrokiem ten kij aż za horyzont. Nawet idący w przeciwną stronę potrafią się zatrzymać i odwracać jak latarnia morska za takim dziwolągiem.

  312. A kiedy rowerowałem z kołem ratunkowym niczym Wodno-Rowerowe Pogotowie Ratunkowe, dwa województwa krów się oglądały.

  313. lonefather

    lonefatherku, jak połączyć bekspejsem, skoro na opublikowane nie wprowadzisz kursora? Chyba że czegoś, jako komputerowa zielona małpa nie wiem.

  314. pombocek
    Przywołałeś we mnie skojarzenie, pisząc o oglądaniu (się) za kimś lub za czymś jako odruchu atawistycznym ciekawości (?). Ech, jesteś, jak widać, mym natchnieniem!
    Ot takie obrazek z natury mi się przypomniał. Jeszcze niedawno stosunkowo oglądany.
    Otóż w oknach mieszkań miast i miasteczek można było przyuważyć kobiety starsze i młodsze, które – oparłszy łokcie na poduszce położonej na parapecie – gapiły się na ulicę. Mimo szyb „niebieskich od telewizorów”, jak śpiewała onegdaj Ostrowska (taka piosenkarka).
    Coś te kobiety musiało frapować! Prawdziwe życie?

  315. pombocek
    16 lutego o godz. 17:44

    Juz mnie Jacek Kowalczyk „ulepszyl” i kliknac wystarczy

  316. anumlik
    16 lutego o godz. 16:25

    Benedykt się wyraża expressis verbis. I to jak! Mówi własnymi słowami, powołując się też na Ps 44. I jest tak byk o śpiącym Bogu.

    Ale dobrze, że nieśmiało przypomniałeś. Bo ze spaniem to wersja jakoś dla Boga korzystniejsza: zdrzemnął się w nieodpowiednim momencie. Przymuliło go, miał za długi dyżur. Kawa się skończyła. Każdemu się zdarza.
    Natomiast Benedykt wykrzykuje jasno: Panie, dlaczego milczałeś? Dlaczego na to przyzwoliłeś?
    Bóg nieśpiący, wiedzący co się dzieje – i niereagujący – to szczyt boskiego ludobójczego horroru !
    Ale Benedykt sobie pokrzyczał, a na koniec i tak musiał zrobić to co zawsze każdy klecha: bardzo się Bogiem zachwycić. Tak nakazuje sam Ps 44: „i odkup nas przez wzgląd na TWĄ DOBROĆ! „

  317. Tobermory
    16 lutego o godz. 15:16
    To już właśnie powyżej wyjaśniliśmy z pomocą anumlika. „nie” wpisałem chyba z rozpędu.
    „Panie, dlaczego milczałeś? Dlaczego na to przyzwoliłeś?”

  318. Tanaka
    16 lutego o godz. 17:46

    Bo Bóg jest, kurwa, dobry! Zrozumiano?! (to do ludu, łudu-budu)/

  319. lonefather
    16 lutego o godz. 17:45

    Nic z tego. Klikałem, klikałem i furt po angielsku. Autor chyba języków się nie uczył.

  320. pombocek
    16 lutego o godz. 17:51

    O, to fajny jest też bozia w Psalmie 54:

    „…zetrzyj ich [wrogów moich] w imię Twej wierności!
    Ochotnym sercem złożę Ci ofiarę,
    będę wysławiał Imię Twoje, Jahwe,
    bo pełne jest dobroci.
    Ono wyzwoliło mnie z wszelkiego ucisku,
    a oko me napawa się widokiem [upadku] moich wrogów.”

    Cudaśne, prawda?
    Dlatego kochamy bozię !

  321. @Tobermory
    16 lutego o godz. 13:14
    Wiem, że @dezerter czuwa i wcześniej czy później zwróciłby uwagę, że w stosownym wersecie Księgi Rodzaju nie ma nic co by wskazywało na rodzaj (nomen omen) drzewa, a co za tym idzie na rodzaj zakazanego owocu. Jabłoń i jabłko w ogólnej świadomości utrwaliły się za sprawą głównie malarskich dzieł.
    Pozdrawiam

  322. mag
    16 lutego o godz. 17:44

    Przez moment mi sie zdawalo, ze wraz z telewizorami sie skonczylo, w przeszlosc odeszlo, ale chyba nie calkiem, bo jeszcze calkiem niedawno, namacalny dowod do mnie dotarl.

    To „w okna gapienie sie”, ma jakos pomijany aspekt spoleczny. Bo poza doskwieraniem, niosl ze soba element spoiwa spolecznego. Antyspoleczne zachowania byly zauwazane i komentowane. A to przywolywalo niesfornikow do porzadku…

    Londyn jest ponoc najbardziej naszpikowanym kamerami miastem na swiecie. Pare lat temu czytalem w jakiejs gazecie, ze przecietny londynczyk jest codziennie rejestrowany cos ponad 260 razy, a od tego czasu uczyniono znaczne postepy…

    W/g starej metody wpadales w pole obserwacji, kilka, moze kilkanascie razy dziennie, a reakcja byla natychmiastowa, co czesto dzialalo, ze tak powiem prewencyjnie… Zpobiegalo eskalacji zachowan …

    Obecnie, czestotliwosc zwiekszyla sie wielokrotnie, ale znikl element „prewencji”, nie ma plotkujacej starej baby. Za to pojawil sie element karalnosci, bo zapisy sa rejestrowane i ajko dowody trafiaja do sadu …

    Co bylo/jest lepsze spolecznie? Prewencja, czy skutecznosc karania, mozna sie spierac.

  323. Siała baba mag i wiedziała, jak

    Siedzenia w oknie może faktycznie jest mniej (smród z blaszaków odstrasza? Wątpię). Ale wystawania przed blokami przy klatkach schodowych jest od metra – jako wstydliwy, włączam wtedy dopalacz, bo mam moje niskopodwoziówki oblepione pociętymi kamizelkami z odblaskami i różne pojemniki własnej roboty na mapym na picie, na aparaty, więc jest na co się gapić, nim zniknę za horyzontem.

  324. lonefather
    16 lutego o godz. 18:04

    Lepsze jest mądre prawo. Prawo, które każe stać na środku pustyni, bo jest czerwone światło, choć od miesiąca nie przejechał żaden pojazdm jest prawem głupim. Ale polscy posłowie są nie po to, by się głupimi prawami zajmować.

  325. mag
    16 lutego o godz. 17:44

    Ale nei tylko kamery CCTV maja strzec bezpieczenstwa. Wspolczesna, oficjalnie i nowoczesnie zorganizowana „baba na poduszce” tez …

    I w dodatku nie tylko zorganizowana z innymi „babami na poduszce” i plotami po niedizelnej mszy, ale zorganizowana i pod czula i troskliwa opieka policji…

    Nowoczesna, angielska, „baba na poduszce” ma nawet swoja oficjalna strone internetowa …

    http://www.ourwatch.org.uk/

  326. pombocek
    16 lutego o godz. 18:06

    Fakt, ale to jest/byla cena, ze zarowno zle jak i inne bylo rejestrowane i obgadywane. Pewnie rachunek jest nierowny, ale sam wiesz, ze jak czlowiek chce, to mu zadna „baba na poduszce” nie bedzie przeszkoda …

  327. Radujcie się, bo jako stary rybak mówię Wam (do damów i dam): bydzie ciepli i słunecko.

  328. pombocek
    16 lutego o godz. 17:54
    lonefather
    16 lutego o godz. 17:45
    Nic z tego. Klikałem, klikałem i furt po angielsku. Autor chyba języków się nie uczył.

    —————————————————————-

    Ups. Przepraszam, zapomnialem … Nie tlumaczylem, bo Ty przeciez powinienes to znac… No wiec ON mowi do niej, no tej w ciazy, ze ludzie by ja ukamieniowali, wiec powiedizal im, ze to Bog….
    A komentarz jest tez oczywisty, ze to byl „Najlepszy z pomyslow.”…

  329. Pieczyński w „Tak jest” powiedział prosto z mostu jak jest. Zelnik- wybaczcie grubiaństwo- stara frajerzyna.

  330. lonefather
    16 lutego o godz. 18:21

    O babie na poduszce i jej społecznych zaletach ciekawie prawisz.mam podobne widzenie sprawy baby.
    Jest jeszcze kilka innych interesujących aspektów baby w oknie.
    Jest taka teoria, że baba wykłada na parapet, umościwszy pierwej na poduszce (pardą) cyce. Żeby kręgosłup odciążyć.
    Inna wieść gminna jest taka, że baba w tej pozycji pilnuje miejscowej moralności, sama zaś ma w tej mierze pewną promocję: ona się gapi na podwórze beznamiętnym wzrokiem, a gość-w-dom ją od tyłu chędoży. Możliwe, że także beznamiętnie. byłby to rytuał wioskowy. taka opłata dla stróża moralności. Myto parapetowe. czyli życie wioskowe, które swoje potrzeby ma.

  331. pombocek & lonefather
    Po waszych uwagach doszłam jednak do wniosku, że kobieta w oknie z łokciami na poduszce jest OK jako ikona/arka przymierza między nowymi a dawnymi czasy. Ciekawa świata, bystra obserwatorka raczej empatyczna (nie ma powodów, by mniemać inaczej), chyba odporna na indokrytację płynącą zwłaszcza z TV, skoro potrafi się od jej przekazów oderwać i tkwić w oknie!
    Niech żyje kobieta z poduszką w oknie!

  332. Tobie, @Tanaka, to tylko chędożenie od tyłu z widokiem na ulicę w głowie. A na fortepianie to nie łaska.

    Na fanpejdżu, na fanpejdżu
    Bzykał w twardym ją niuejdżu.
    Omdlała tak gdzieś nad ranem
    Pod grającym fortepianem
    Szepcząc słowa mu kochane.

    A fanpejż lśni,
    Fortepian szczerzy kły,
    Jej serce drży,
    Wychodzisz ty.

    Na fejsbuku, na fejsbuku
    Brzydkie zrobił jej – a kuku.
    Kukło dziewięć jej miesięcy
    Ni mniej ani też ni więcej
    Już nie kocha najgoręcej.

    A fanpejż lśni,
    Fortepian szczerzy kły,
    Jej serce drży,
    Wychodzisz ty.

    Zwinął facio się z profila
    Z fejsa dał wielkiego dyla.
    A dziewczyna w fortepianie
    Tuli dziecię swe. Kochanie,
    Bacha dam ci na śniadanie.

    A fanpejż lśni,
    Fortepian szczerzy kły,
    Jej serce drży,
    Wychodzisz ty.

    Baczcie ukochane dzieci,
    By nie bzykać się gdzieś w sieci.
    Bowiem flaszowe ciasteczko
    Profil zmieni twój córeczko
    W kłopotliwie dzieciąteczko.

    A fanpejż lśni,
    Fortepian szczerzy kły,
    Jej serce drży,
    Wychodzisz ty.

  333. Tanaka
    16 lutego o godz. 18:32

    Zacząłem czytać i od razu chciałem od tyłu…tfu!…chciałem o tym gościu z tyłu stojącym, bo się napraszał, ale doczytałem do końca i już nie muszę – zaspokojony jezdem.

  334. @Mopus,
    jak tylko kliknąłem „enter”, to już wiedziałem, że jakiś biblijny sadownik się zamelduje i pouczy 😉
    Z jabłkami Hesperyd sprawa też nie całkiem klarowna, a jabłko niezgody mogło być pigwą 🙄
    A wczoraj słyszałem, że gdyby Adam i Ewa byli Chińczykami, to do dziś żylibyśmy w raju. Bo oni na posiłek preferowaliby raczej węża.

  335. mag
    16 lutego o godz. 18:44

    Precz pierzyny, poduszki – niech żyje kobieta!

  336. Tanaka

    Podpowiedziałbym słówko może mniej twarde od „chędożyć” (choć całkiem miękkiego, ładnego chyba nie ma – pewnie nie było kiedy wymyślić, tak się wszyscy spieszyli): pietuszyć.

  337. pombocek
    16 lutego o godz. 19:04

    Zdaje się, że jest. Zapodał je Gajos, w filmie Big Bang: „torbić się”. Torbić – i szlus !
    Ale pietuszyć – świetne !

  338. Ech ta polszczyzna…
    U Kochanowskiego w trenie bodaj 7 albo 8 jest napisane „nieszczęsne ochędóstwo, żałosne (?) ubiory mojej najmilszej cory (czyli Urszulki)” itd.
    A przecież chędożyć to również „ciupciać”.
    No i bądź tu mądry i wykszałcony.

  339. Tobermory
    16 lutego o godz. 18:55

    Weza! Zdecydowanie jestem za wezem! Taki pieczony, albo grilowany, toz to raj w gebie! Jadlem wiec wiem!

    (nie obrazajac wielkiego filozofa)

  340. Tanaka
    16 lutego o godz. 19:12

    Od tej „torby” od razu mi wskoczyło „barbić” (od lalki).

  341. mag
    16 lutego o godz. 19:13

    Dawno nei bylem na GW, bo mnie razi design obecny, ale moze nadal mozna zadac pytanie prof Bralczykowi?

    Sam bym sie chetnie dowiedzial jak z soba pogodzic, ochedostwo z chedozeniem?

    Co wiecej mam nieodparte przekonanie, ze i profesor bedzie mial przyjemnosc z odpowiedzenia.

  342. No tak …
    Weze grilowane… barbienie, lub pietuszenie o chedozeniu nie zapominajac …
    Wieczor sie zbliza…

    Oto nieomylny dowod, tryumfu zycia nad smiercia.

  343. A „ciupciać” Wam się nie podoba? Albo „łonacyć” – słówko-wytrych, które i „chędożenie” zastąpi, gdy trzeba.

  344. “łonacyć” – nie znalem
    zwyobracac – mi sie przypomnialo

  345. @pambocek
    Do „torby” to „borba” bardziej pasuje. Jak w dziecięcej wyliczance: ene due like fake torba borba ósme smake. Ale może być i „borbić”. Albo „likefaczyć”. Takie wieloznaczne powiedzonko by wyszło. Zalifekaczyłem dziś panienkę.

  346. Mi się jeszcze podoba „bzykać” albo „pukać”.

  347. @Jacek Kowalczyk

    Frywolnie sie jakos porobilo na blogu, co bylo do przewidzenia, jako naturalne remedium na traume obcowania, chocby wirualnego ze smiercia …

    Psuje kolezankom i kolegom zabawe, ale uzmyslowilem sobie, ze jest bardzo proste wytlumaczenie, czyli odpowiedz na panskie pytanie.

    Ze strachu…

    Po prostu, ze strachu pozostaja wierzacymi…

    Moga byc rozne strachy. Ale chyba najpowszechniejszym bedzie strach przed odpowiedzialnoscia za siebie i swoje zycie. Wola dziecmi zaleznymi pozostawac, niz swiadomie wziac i ponosci odpowiedzialnosc za siebie, swoje zycie i swoje uczynki…

  348. Wielce chędoga dziś moja nieboga;
    Ja ją chędorze, a ona w pokorze.

  349. mmm… „bzykac”?
    on?
    ona?
    oboje?

  350. @lonefather

    O bzykaniu napisałem o 18:50. Można bzyknąć, można dać się bzyknąć bez względu na dżender, można się bzykać – wielodżenderowo.

  351. anumlik
    16 lutego o godz. 19:34

    Aleś mi, bratku, z tym „łonacyć” wskoczył. Ze dwa lata temu korekciłem przy książce pana kapitana żeglugi śródlądowej Władysława Stypczyńskiego i sam pierwszy raz się zetknąłem z onym słówkiem w ciut innej postaci: „unaczyć”. Właśnie uniwersalne słówko do wszystkiego przydatne. Ale, niestety, nie mając ani przewodnika, ani środowiska, nie potrafiłem sobie go przyswoić tak, bym mógł se poużywać. Wiem tylko, że gdzieś dzwonią…
    Znaczenie, które przywołałeś, pewnie zapamiętam. Dla wiedzy, bo praktyka jakoś sama z siebie z niewiadomych powodów przestała praktykować.

  352. W „Nie” jedna pinda, której nie cierpię, używa wstrętnego dla mnie słówka „zapiąć”.

  353. lonefather
    16 lutego o godz. 19:45

    „Wola dziecmi zaleznymi pozostawac”.
    To, że z tresowania w dzieciństwie wierzą, więc z nawyku i później strachu – wiemy, ale że napisałeś: „WOLĄ dziećmi zależnymi pozostawać”, to jest wiadomość – bo się na co dzień o tym nie pamięta. Moje gratulacje!

  354. Ochędóstwo – dawniej kosmetyki i ozdoby (wstążki, koronki), środki do pielęgnacji i upiększania
    Chędogi – zadbany, schludny, porządny
    Ochędożyć – zadbać, upiększyć, uporządkować
    Chędożyć….

    Pietuszeniem (pietuch = kogut) nie ma się co chwalić, bo nie dosyć, że rusycyzm, to i o jakości aktu (a zwłaszcza długości jego trwania) nie świadczy najlepiej 😉

  355. Kujawiak Kujawiakowi krzywdę dziś wyrządził
    Nie dosyć, że mu żonę oporządził
    To jeszcze, świnia, napaskudził w sieni
    Bodajby go diabli wzieni.

    Że mu żonę oporządził
    Trudna sprawa, los tak zrządził
    Ale że mu nasr.. w sieni
    Bodajby go diabli wzieni!

  356. Grójec i okolice bawią się!

    Redaktor zadał pokutę katolom,a wolnomyśliciele uwolnieni przez swojego guru od jakiekolwiek poczucia przyzwoitości przy okazji tematu poruszanego na blogu dokazują.
    Jakiś Oświęcim, jakiś Roman Frister

    Nie ma to jak dobre samopoczucie.

    Żenujące i smutne.

  357. Do tych, którzy obejrzeli, mam tylko jedno pytanie: jak można nadal wierzyć w Boga?
    ****
    Niestety nie mam dostepu do tego filmu, w Stanach. Moze za kilka dni pojawi sie na Youtube…

    Na postawione pytanie sprobuje jednak odpowiedziec. Przynajmniej czesciowo. Otoz moj starszy brat przeszedl przez Dachau, Mauthausen, i jego podoboz GusenII. Jeszcze 20 lat po wojnie budzil sie czasem z krzykiem i zlany zimnym potem – horror i terror nie skonczyly sie dla niego w 1945r.

    Jak on mogl nadal wierzyc w Boga – nie wiem. Po prostu nadal wierzyl.

  358. Tobermory

    Jak widzisz, pietuszenie trwa tu tyle samo, co chędożenie. Więc może jeszcze jeden rusycyzm (Rusycyzm to jakieś zło? Ruskie chłopy są jak dobre pietuchy – chude, kobity – naabarot. Poza tym, gdybyś miał tyle do obrobienia, co pietuch, też byś pół godziny nad jedną nie sterczał): matrosić. I żart: „Pomatrosił i brosił”.

  359. A poza tym, jedna Towarzyszko i niektórzy Towarzysze, od dziś, jak któreś z Was zobaczy/usłyszy słowo „Oświęcim”, majtki…flaga do połowy masztu, baczność i – smucić się! To rozkaz.

  360. No toście sobie chłopy poświntuszyli sympatycznie, tradycyjnie Bozię poobrażali, choć ja akurat wolę zwrot – pana bożyczka, jak to na tym blogu w zwyczaju, i chwatit.
    Jak zwykle, daleko odeszli od ad remu.
    A temat brzmi – test wiary.
    I tak sobie pomyślałam, kiedy mi ona uciekła, jakoś przez palce przeleciała?
    Chodził u nas w bloczku kilka dni temu ksiądz po kolędzie. Mało kto mu drzwi otworzył.
    Znak czasu?

  361. anumlik
    16 lutego o godz. 19:34
    Albo “łonacyć” – słówko-wytrych.
    ……………………………………………………………..
    Znam osobę (sympatyczną), która chętnie używa tego słowa, określając różne czynności.

  362. Redaktor Kowalczyk

    Dopisuje samopoczucie pańskim podopiecznym.
    Czy Panu również?

    Nie musi Pan odpowiadać.

  363. Poznałem trochę frantów-religiantów dowartościowujących się publicznie wytykaniem innym nieżałobnych zachowań w sytuacjach, kiedy ich zdaniem zachowania powinny być żałobne, a miny – cierpiętnicze i grobowe. Oczywistym celem frantów jest PUBLICZNE WYTYKANIE, czyli ich faryzejski interes, bo gdyby o samą żałobność chodziło, to jej odfajkowywanie zawsze jest możliwe w prywatnej izdebce za zamkniętymi drzwiami, bez świadków.

  364. Widzisz panie Kowalczyk, co masz tu za towarzystwo? Podobne było w getcie, śmiało się i bawiło z kurwami po knajpach, mijając na schodach ludzkie szkielety zagłodzone na śmierć.

  365. mag
    16 lutego o godz. 21:20
    A temat brzmi – test wiary.
    ****
    No wlasnie, jak zwykle najwiecej nie na temat.
    Cztery wpisy powyzej, wspomnialem o swoim bracie na ktorego wiare nie mialy wiekszego wplywu jego obozowe doswadczenia.

    Ale rozumiem, ze „test wiary” przygotowany byl dla nas wszystkich, z wylaczeniem ateistow. 🙂 I jesli o mnie chodzi to film nie ma najmniejszego znaczenia bo jak bylem ateista tak nim pozostane. Z drugiej strony nie zrobi on wiekszego wrazenia i na wierzacym, ktory bedzie wierzyl w Boga, po obejrzeniu filmu. Bo nie zaden film czy jakiekolwiek inne racjonalne przeslanki, lecz jego osobista potrzeba wiary, ze szczegolnym uwzglednieniem wiary w jego osobiste zycie wieczne w niebie, zdecydowaly o tym, ze jest wierzacy. I nie ma takiego filmu ktory moze to zmienic. Czyli i po obejrzeniu filmu mozna nadal wierzyc w Boga. Jak? Po prostu.

  366. O proszę, zaczynają się schodzic jakieś świętojebliwości: Sprężyna i jakiś Januszek. I tak, jak za dobrej komuny lub faszyzmu, będą teraz pisać, kiedy należy zachować powagę, a kiedy można się śmiać. Panowie świętojebliwi – nalegam na wyjście stąd tylnymi drzwiami; ewentualnie zahaczenie o wasze rydzykowo-frondowko-terlikowskie poczucie smaku moralnego i tam w podskokach udanie się, by krzewić tam jedynie słuszne, czyli katolicko-buraczano-cebulowe miazmaty.

  367. Ten Janusz Z. (wpis z g. 21:40) to jednak wyraźnie niezrównoważony psychicznie facet.

  368. Słów-wytrychów trochę by się w polskim uzbierało. Na przykład przed wojną sierżant uczył składania, rozkładania karabinu i strzelania, używając wyłącznie pochodnych od „p……lić”.
    Ale to tylko żart. A życie: Miałem kierownika, który wydawał polecenia na przykład tak: „Jak tego, to ten, nie?”. My: „Jasne”.

  369. anumlik
    16 lutego o godz. 18:50

    Na fortepianie – łaska, jeśli damę dobrze głaskać.
    Póki co, takie coś:

    Młynarzowa w oknie siędzie
    Jako kwoka na przygrzędzie
    Na parapet korpus kładzie
    Równowagę trzymiąc w zadzie

    Oko ma na wszystko wokół
    Wszyscy wiedzą: ma protokół
    Rządzi we wsi – to jest jasne
    Wszystko ma za swoje własne

    Młynarz bowiem ją ustawił
    Chociaż sam się kiepsko sprawia
    Wciąż w robocie, wciąż przy młynie
    A tu czas powoli płynie

    Mierniczego raz zoczyła
    I już płynie chwilka miła
    Dwa półsłówka, mały krzyk
    No i proszę, jaki byk

    On tuż za nią, ona z przodu
    Na jej twarzy sfinksa pozór
    On chędoży, puka, bzyka
    Czas przyjemnie im umyka

    Tak odkryli prawo nowe
    Fizyki kwantowej:
    Czas nierówno ludziom płynie
    To zależy kto z kim i gdzie

  370. krzyś 52
    Wcale nie jest fajnie utracić wiarę. Wiem to po sobie. Uwierz mi.
    Z jednej strony czujesz zapierającą dech ulgę, z drugiej jednak ciężar odpowiedzialności za swoje życie. Żaden „pan bożyczek” nie pomyśli za ciebie, ani anioł stóż nie przeprowadzi przez kładkę nad przepaścią, jak na tym obrazku – lanszafcie znanym mi, a może i tobie z dzieciństwa.
    Nie wiem, czy wytłumaczyłam ci ISTOTĘ mojej wiary – niewiary, ale się starałam.
    Pozdro

  371. mag
    16 lutego o godz. 21:55

    Nie widzisz, że smarkacz prosto z getta się przybłąkał? Bo skąd by wiedział, że ludzkie szkielety zagłodzone na śmierć łaziły po knajpach?

  372. można wierzyć. Skoro pomimo tych wydarzeń bohater dokumentu nie utracił swojego człowieczeństwa, można wierzyć, że Bóg istnieje.

  373. observer
    15 lutego o godz. 16:36

    „Dowodów obecności Boga nie znajduję, szatana – mnóstwo”.

    W naszym materialistycznym XXI wieku wiara w istnienie osoby duchowej, jaką jest Szatan, nie jest popularna. Ale czy popularność jakiegoś poglądu była kiedykolwiek niezawodnym wykładnikiem prawdy ? Jeżeli coś jest niepopularne, to wcale nie znaczy, że zasługuje na lekceważenie.

    Jezus z Nazaretu, który przybył z dziedziny niewidzialnej, mógł się autorytatywnie wypowiedzieć o istniejącym tam życiu. Wyraźnie mówił o Szatanie jako o złej osobie duchowej. Jedynie wtedy, gdy się bierze pod uwagę istnienie tego duchowego przeciwnika, można zrozumieć, jak mogło dojść do wytworzenia się na ziemi takich fatalnych stosunków.

  374. @Tanaka, z godz. 22:02
    Ostatnie dwa wersy – cudo.
    Czas nierówno ludziom płynie
    To zależy kto z kim i gdzie

    Rym betka. Ale ten akcentowy zestrój. Chapeau bas!

  375. @pombocek
    przeciw rusycyzmom nic nie mam, a „matrosić” brzmi jakoś sympatycznie 😉 Do pietuszenia jednak czuję pewną abominację, wygląda na akt niechlujny, bez troski o przyjemność partnerki 🙄
    A kura dbająca o reputację powiada: „Trzy okrążenia, żeby nie pomyślał, ze jestem łatwa”

  376. @Tanaka
    Odwzajemniam się inną frywolnością (wydłubaną na schodach, którymi chadza @Jnausz Z Z Getta)

    Usiadł święty Backup cichcem na ramocie.
    Nie mogąc jej upilnować, pilnować jął ciocię,
    Z pilnowania coś dobrego przywarło do cioci;
    Święty Backup na fanpejdżu cioteczkę wygrzmocił.
    Śpiewa ciocia głosem słodkim – w fejdżu – antyfonę:
    Grzmoć mnie świętym swym orężem, zastąpię ci żonę.

  377. Towarzystwo mieszane …

    Troche myslacych, ciut bezmyslnych, z domieszka tych co tylko mysla, ze mysla …

  378. krzys52
    16 lutego o godz. 21:45

    „Bo nie zaden film czy jakiekolwiek inne racjonalne przeslanki, lecz jego osobista potrzeba wiary, ze szczegolnym uwzglednieniem wiary w jego osobiste zycie wieczne w niebie, zdecydowaly o tym, ze jest wierzacy”.

    Pragnę uprzejmie wspomnieć, że jak uczy Biblia, prawdziwa wiara to nie łatwowierność, czyli gotowość uwierzenia w coś bez przekonujących dowodów lub tylko dlatego, że chce się w to wierzyć.

    Prawdziwa wiara wymaga gruntownej, rzetelnej wiedzy, zapoznania się z dowodami oraz doceniania w głębi serca tego, na co one wskazują. Dlatego Biblia mówi, że ‛wierzy się sercem’, chociaż prawdziwa wiara bez dokładnej wiedzy jest niemożliwa. (Rzymian 10:17).

  379. Tanaka
    16 lutego o godz. 22:02

    Tanako, żeby Cię gęś! Nadepnąłeś mi na życiorys z tą swietną panią młynarzową. Wybacz, ale nie mogłem wytrzymać. Nie z powodu: konkurencja, lecz z powodu: uzupełnienie. Może już mówiłem, więc (jak mawiał ojciec) powiem jeszcze raz.

    Tylko w niedzielę

    Jako czarny charakter robiłem na czarno w rejonie starego młyna. Przy okazji skakałem po truciznę dla pana młynarza-emeryta.
    – Skocz, Jurek, po fajki.
    To było na „dzień dobry”. Za moje serce do smoły podarował mi niepotrzebny rój pszczół w kartonie i stary ul do remontu. Roiły się tego roku jak ludzie: im gorsza pogoda, tym więcej matek. Musiałem się szybko zwijać, żeby nie narobiły głupot w pudle, bo patrzę, że zaczynają pracować, i to w niedzielę.
    Napaliłem się na nowy zawód. Siedzę w ogrodzie pana młynarza, rżnę piłką, tłukę młotkiem. Przylatuje pani młynarzowa – a u mnie wióry lecą.
    – Jurku – mówi – dziś jest niedziela.
    Jak słyszę „Jurku”, zaraz bym strzelał z wiatrówki.
    – Dzień dobry – mówię – mnie się podoba każdy dzień.
    – Ale święty dzień trzeba święcić.
    – Proszę uprzejmie, nie zabraniam.
    Zakręciła się, zafurczała spódnicą, przyniosła nowe ramki. Guzik by przyniosła, gdyby wiedziała, że ul jest dla mnie, a nie dla nich. Nie miałem zamiaru baby oświecać, bo ciekawiło mnie, co będzie dalej.
    – Proszę – mówi – pełno nowych ramek. Po co ten dureń każe w niedzielę przerabiać stare. Będzie miał ciężki grzech.
    Nawet nie spojrzę – rżnę, pukam. Siada koło mnie, papla o niestworzonych wartościach, wierci się – pchły gryzą albo chce sikać. Ja – nic.
    – Ile potrzebujesz?
    – Siedem.
    – Tu jest dwadzieścia – rzucaj robotę.
    – Dostałem rozkaz od pana młynarza. Młodszy stopniem nie będzie zmieniać rozkazów starszych.
    – Ja ci nie rozkazuję, tylko – mówię: nie wolno pracować w niedzielę.
    – To po co pani taszczyła ramki? Też praca.
    – Jaka tam praca.
    – Taszczyć – można, pukać młotkiem – nie lzia? Gdzie kończy się dureń, zaczyna – idiota? Ale się pani nie martw – od jutra tak ciężki grzech jak praca przez całych sześć dni znów będzie cnotą.
    – Nie stukaj tak głośno, człowieku! Co ludzie powiedzą!
    Młyn jest bardziej przy mieście niż przy wiosce – wciąż się ktoś kręci jak przy skansenie, bo pani młynarzowa na okrągło handluje tanim barszczem dla wygłodzonej biedoty. Nie powiem, że tak się nazywa bimber, bo będę spalony ze wstydu.
    – Mów pani od razu, że chodzi o ludzi, a nie zasłaniaj się pani wartościami.
    – O wszystko chodzi, bezbożniku. Nie wiesz, co to jest siódmy dzień?
    – Tego mnie nie potrzeba uczyć – jest między szóstym a ósmym.
    Składa ręce jak do modlitwy.
    – Jurku, bardzo cię proszę.
    – Wybieram przyszłość: idę do piekła razem z pszczółkami. Widzi pani, jak zasuwają?
    Zrezygnowała z molestowania. Może ze względu na lata, bo ma pod osiemdzie­siąt.
    – Ja tego starego zabiję – mówi. – A za ciebie, szatanie, się pomodlę.
    Jest bystra – wie, że rozmawiała ze ślepym narzędziem.
    Poleciała na swoje klomby, narwała kwiatów. Myślałem, że z okazji świętego dnia tym właśnie będzie zabijać, ale za chwilę tuman kurzu pokazał, że pędzi w kierunku sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej. Ten tuman jest siedem razy w tygodniu.
    Nie wiem, czy coś tam załatwiła, w każdym razie stała się przedziwna rzecz: chcę przeflancować pszczoły z pudła do ula, a tu ani żywej duszy, tylko – niedokończony plaster. Pracujący rój nie ma tego zwyczaju, żeby ulatniać się w pół słowa jako całość.
    – Cholera – mówię – myślałem, że już będzie sam miód.
    Szukam w ogrodzie, po lesie, przetrząsnąłem nawet kawałek miasta – ani śladu. Co było robić – wracam do domu na suchy chleb. Naraz słyszę znajomy głos:
    – Uszy do góry, Jurku! Szatańskie pszczoły pracują tylko w święte dni. Przylecą w następną niedzielę i dokończą.
    Rozglądam się. Albo śnię, albo pszczoły rzuciły się na mózg: od sanktuarium w stronę młyna pruje pani młynarzowa na miotle.

  380. anumlik
    16 lutego o godz. 22:18

    Ostatniemu rymowi trochę brakuje brzmienia. Ale na nic lepszego od ręki nie wpadłem, a nie chciałem przerabiać całej strofy. Bo na niezłą puentę. Chichrałem się pisząc. 🙂

  381. dezerter
    16 lutego o godz. 22:29

    To powiadasz, ze „prawdziwa wiara” w Krasnoludki wymaga zapoznania sie z dowodami na ich istnienie? Czyli bez zapoznania sie z nimi nie jest to wiara prawdziwa? Interesujace.

    Przyznam z zainteresowales mnie tymi dowodami. Bo z wielka przyjemnoscia poznalbym choc ze dwa.

  382. pombocek
    16 lutego o godz. 22:33

    CUDNE! Zeby nie rzec genialne …

  383. Tobermory
    16 lutego o godz. 22:20

    Nie mogę Ci wysłać fotki, którą zatytułowałem „Romeo i Julia”, bo jej tu nie mam. Przedstawia kurkę i kogutka stojących naprzeciw siebie, przedzielonych drucianym płotem i NIC NIE MÓWIĄCYCH. Tak ze dwie minuty. Zanim ostrożnie dojechałem, zsiadłem, pstryknąłem i odjechałem, właśnie tyle pi razy drzwi czasu minęło. A Ty powiadasz o niechlujnych pietuszych aktach.

  384. mag
    16 lutego o godz. 22:05

    Wyglada na to, ze masz jeszcze jedno doswiadczenie, ktore jest mi zupelnie obce. Nie wiem co to znaczy utracic wiare, jak sie to przezywa, co sie czuje. W dziecinstwie odbieralem te religijne dyrdymaly tak jak inne bajki, tyle, ze znacznie bardziej nudne. Nigdy nie traktowalem tego na serio. A gdy podroslem to juz zupelnie swiadomie nie wierzylem w te dziwactwa.

  385. @@ anumlik, Jerzy
    Panowie prą do przodu, bardzo świetnie. Jerzy, co rusz produkujesz dzieła przepyszne. Ostatni, który tak potrafił, mieszkał na Litwie. Tfu, w Moskwie. Produkował rakiety jak kiełbaski.

    Tym razem wyprodukowałem małą jałowcową:

    Ateista tak już ma
    Z świętych robi ta-ta-ta
    Po czym lekko już nie-bożę
    Rozważa ilość chędożeń

    Lojalista tak go widzi
    Bardzo go to w trzewiach brzydzi
    Wrzeszczy ciągle: tra-ta-ta
    Lojalista tak już ma

  386. Tobermory
    16 lutego o godz. 22:20

    Taka kura to dama 🙂

  387. krzys52
    16 lutego o godz. 22:43

    „Przyznam z zainteresowales mnie tymi dowodami. Bo z wielka przyjemnoscia poznalbym choc ze dwa”.

    Wokół nas jest mnóstwo dowodów istnienia Stwórcy.

    Jakie to dowody ? Za odpowiedź niech posłużą nam słowa apostoła Pawła. O Bogu napisał on: „Jego niewidzialne przymioty — jego wiekuista moc i Boskość — są wyraźnie widoczne już od stworzenia świata, gdyż dostrzega się je dzięki temu, co zostało uczynione, tak iż oni są bez wymówki” (Rzymian 1:20).

    Jak wynika z tej wypowiedzi, o Stwórcy wymownie świadczą Jego dzieła. Greckie słowo przetłumaczone na „świat” nie odnosi się w tym kontekście do planety Ziemi, lecz do ludzkości. A zatem apostoł wskazuje, że ludzie od samego momentu stworzenia mogą w dziełach Stwórcy dostrzegać Jego przymioty. Wystarczy tylko się rozejrzeć. Przymioty Boga nie są ukryte, lecz „wyraźnie widoczne”. Dzieła stwórcze jednoznacznie wyjawiają nie tylko to, że Stwórca istnieje, ale też że wyróżnia się wspaniałymi cechami.

    Czy oznaki inteligentnego zaprojektowania tak łatwo dostrzegalne w przyrodzie nie są świadectwem mądrości Boga? Czy rozgwieżdżone niebo lub rozhukane fale morskie nie świadczą o Jego mocy? Albo czy różnorodność żywności sprawiającej rozkosz naszym podniebieniom bądź piękno wschodów i zachodów słońca nie mówią o Jego miłości do ludzi?

    Świadectwo to jest tak dobitne, że ci, którzy go nie dostrzegają i w rezultacie odrzucają wiarę w Boga, „są bez wymówki”. Jako stworzenia rozumne, naprawdę jesteśmy w stanie je dostrzec.

    Z księgi natury rzeczywiście można się sporo dowiedzieć o Stwórcy.

    Ale istnieje też inna księga — księga, która zawiera o Nim znacznie więcej informacji. Chodzi o Biblię. Wnikliwa analiza Biblii, pozwala nabrać głębokiego przekonania nie tylko o istnieniu Stwórcy, ale także o tym, ze żywo interesuje się On naszą pomyślnością.

  388. @Tanaka, z godz. 22:37
    Ty się nie chichraj pisząc. Ty po napisaniu odczekaj chwilkę. Ponieważ jesteś „równy krotochwilant” wybaczysz koledze w rymowankach, że Ci zaproponował ciut „ulepszoną” wersję Młynarzowej :

    Młynarzowa w oknie siędzie
    Jako kwoka na przygrzędzie.
    Na parapet korpus kładzie
    Równowagę trzymiąc w zadzie.

    Oko ma na wszystko wokół;
    Wszyscy wiedzą – ma protokół,
    Rządzi we wsi – to jest jasne,
    Wszystko ma za swoje własne.

    Młynarz bowiem ją ustawia;
    Sam się kiepsko z babą sprawia:
    Wciąż w robocie, wciąż przy młynie.
    Czas powoli w młynie płynie.

    Mierniczego raz zoczyła
    I już płynie chwilka miła.
    Dwa półsłówka, mały krzyk
    No i proszę, jaki byk.

    On tuż za nią, ona z przodu
    Na jej twarzy sfinks u wzwodu.
    On chędoży, puka, bzyka;
    Czas przyjemnie im umyka.

    Tak odkryli prawo nowe,
    Prawo fizyki kwantowej:
    Czas nierówno ludziom płynie;
    Zależy kto z kim we młynie.

  389. Tobermory
    16 lutego o godz. 22:20

    Kurde, zapomniałem o najważniejszym: jurka…tfu!…kurka i kogutek byli wpatrzeni w siebie.

  390. lonefather
    16 lutego o godz. 19:45

    masz rację, to remedium

    Tobermory
    16 lutego o godz. 20:37

    Czy to by się dało zaśpiewać na melodię kujawiaka?
    byłby z tego Oskar. Kolberg.
    Ludowe przyśpiewki są bardzo bogate w takie treści. Ale mało znane, bo wygładzone.

  391. „Dzieła stwórcze jednoznacznie wyjawiają nie tylko to, że Stwórca istnieje, ale też że wyróżnia się wspaniałymi cechami.”
    Dezerter,
    otwórz szeroko oczy i przyjrzyj się pięknu eboli, cholery, boreliozy, HIV-a czy innej biegunki krwotocznej. Jak się już pozachwycasz, to zwróć uwagę na rzadkie choroby genetyczne i pomyśl, jak się stwórca napracował wymyślając takich co najmniej 6 tysięcy.
    Inteligentnie zaprojektowane tsunami i inne rozhukane fale morskie zawdzięczasz inteligentnie zaprojektowanym trzęsieniom ziemi, wiatrom, prądom morskim etc.
    Piękno wschodów i zachodów słońca znakomicie potęgują inteligentnie zaprojektowane wybuchy wulkanów, burze piaskowe na Saharze… i tak dalej, i tak dalej…
    A cały ten sztafaż tylko po to, abyś stał z rozdziawioną gębą i chwalił Pana. Alleluja!

  392. Czy ktoś może mi litościwie wyjaśnić, czemu Benedykt się czepiał? Myślałem, że od strony teologiczno/ontologicznej Bóg jest kryty.

    No, w ten deseń, że dobro jest stanem, w którym rzeczy są zgodne z wolą Boga, zło zaś zaprzeczeniem w.w. z czego wynika, że nie wiadomo czym jest ani jedno, ani drugie (bo jak nam malutkim mądrować się na temat Jego woli, i tak dalej). Czyli, że boża „dobroć” jest niewrażliwa na żadne okoliczności i niewzruszenie obowiązuje zarówno w Auschwitz, jaki i w rzeźni.

    Całkiem serio pytam: jeśli „wejść w buty B16” – o co mu chodziło?

  393. @Tanaka
    to by się nie tylko dało, ale mus zaśpiewać, i koniecznie na melodię kujawiaka. Pisałem nucąc 😎

  394. anumlik
    16 lutego o godz. 23:05
    Fajne, ujęte w ramę.
    Może jeszcze coś wymyślę w sprawie samej puenty. ta fizyka kwantowa i rozciągliwość czasu u różnych osób podoba mi się.
    Dzięki za kapelusz !

  395. anumlik
    16 lutego o godz. 23:05

    Fajnie to zrobiłeś. Końcówka może lepiej pasuje do sytuacji, mnie jednak bardzo się podoba Tanakowe
    „Czas nierówno ludziom płynie
    To zależy kto z kim i gdzie”.

    Z akcentem na „i”, rzecz jasna.

  396. Tobermory
    16 lutego o godz. 23:28
    Kurcze, kujawiaka tylko mgliście kojarzę.ale pogrzebię, to odświeżę.

    Maciej2
    16 lutego o godz. 23:28
    Nie bardzo wiem, o co B XVI-mu chodziło. Jakoś, może po ludzku, się próbował zmierzyć z tym, z czym nie da się zmierzyć za pomocą religijnego gadania. Wyszło tak,że zakwestionował bozię, po czym się z nią szybko zgodził.
    Lojaliści tak mają. że się zgadzają.

  397. Maciej2
    16 lutego o godz. 23:28

    Sądzę, że im wszystkim – więc i Benkowi, i Tej Ziemi, i Frankowi, i mądremu po bożemu Tischnerowi – chodzi o piękne mówienie. Rozumiane być NIE MUSI.

  398. A każde pięknie mówione pięknym głosem mówienie jest piękne.

  399. @Tanaka
    najlepiej do tej klasycznej melodii
    Druga (moja) zwrotka to refren „Kujawiak, kujawiaczek, oberek, obereczek”

  400. @Tanaka
    Sorry, refren jest na melodię „oberek, obereczek, mazurek, mazureczek…”
    Nie chcę kłopotać Gospodarza, więc na szybko podam linka do melodii „mojego” kujawiaka
    htt-ps://www.youtube.com/watch?v=7g5OhiRKPKY
    Wyrzuć tylko myślnik z „htt-ps”

  401. Na dobranoc, Drodzy Krotochwilcy, zadedykuję Wam dość dawno napisaną frywolitkę, która wpisuje się w nastrój Pana Januszowych schodów.

    Na kurhanku oręż smutna
    Woja woła, woj do Kutna
    Chwacko bieży.
    Pod kurhankiem Zosia leży.

    Rzęzi Zosia spod kurhanka:
    Ni dziecięcia tu, ni wianka,
    Oręż nie lśni, a uwiera;
    Musi nosił go woj sknera.

    Woj, nie bacząc na maniery,
    Szturchnął Zosię szturchem szczerym.
    Zosi kwik echem się wznosi
    Poza kurhan. Już po Zosi.

    Patriotów zgniła rzesza
    Zosię obłudnie pociesza:
    Nie bój woja! On z polotem
    Szturch ci zadał, szczerozłotem.

    Przesłanie:
    Frywolny Mojżesz, po trzech dzbanach wina,
    Krył Zosię na kurhanie. Oręż lśnił.
    [Kurtyna]

  402. Tobermory
    16 lutego o godz. 23:25

    ‚Jak się już pozachwycasz, to zwróć uwagę na rzadkie choroby genetyczne i pomyśl, jak się stwórca napracował”.

    Pierwsi ludzie mieli od chwili stworzenia doskonałe ciała i umysły, a zatem nie mieli żadnych wad. Dopóki trzymali się wytycznych, które otrzymali od Boga, dopóty mogli się cieszyć życiem trwałym, pomyślnym i szczęśliwym.

    To zaś, co ich spotkało, gdy się odcięli od kierownictwa Stwórcy, można przyrównać do następstw wyciągnięcia z kontaktu wtyczki wentylatora. Dopóki jest podłączony do źródła prądu, działa. Po odłączeniu stopniowo zwalnia obroty, aż w końcu zamiera w bezruchu. Tak się właśnie stało, gdy Adam i Ewa odcięli się od swego Stwórcy, od „źródła życia”. Ponieważ świadomie wybrali niezależność od Boga, On dał im w pełni odczuć znaczenie tego wyboru, pozostawiając ich własnemu losowi.

    Potwierdziła się na nich zasada biblijna: „Jeśli Go [Boga] zostawicie, zostawi was”. Pozbawieni zasilającej energii od Stwórcy zaczęli stopniowo ulegać zwyrodnieniu pod względem umysłowym i cielesnym.

  403. Pozytek (to z pszczelarstwa) z religianta…

    Wydawac by sie moglo, ze z religianta nie ma zadnego pozytku. Ale to tylko wydawanie sie…, bo z pojawiania sie religianta, z opiniami jego, mozna jednak odniesc pozytek.

    Za dowod, niech posluzy ponizsze …

    WSpolnie przezlismy traume. Traume wyznan jakie dal nam Roman Frister. Wraz z nim weszlismy w swiat wszechogarniajacego umierania. Swiat, gdzie nie tylko ludzie umierali, ale nim oni sami umarli, umieraly najwazniejsze ludzkie wartosci. Milosc, szczunek czlowieka do czlowieka, przyzwoitosc, moralnosc, uczciwosc umieraly wraz z ludzmi. Umieraly by jednostki, ktore zdolaly sie uwolnic od wartosci – przezyly…

    Wiem, ze nie wszyscy, maja podobna do mojej wrazliwosc i zdolnosc zagladania za tak zwane kulisy, dlatego wyraznie i wprost pisze o tym, co bylo dla mnie najwazniejszym przezyciem, jakie wyznania Fristera, na mnie wywarly. On tez, choc o tym sam powiedzial, to widac bylo, ze choc powiedzial, to nie dokonczyl, bo musialby powiedziec, ze warunkiem przezycia, bylo przestac byc czlowiekiem wyznajacym i stosujacym sie do cywilizowanych regul czlowieczenstwa …

    To byla moja trauma. Czytajac piszacych wiem, ze kazdy przezyl wlasna swoja traume…

    Jakiekolwiek byly, z czymkolwiek sie wiazaly, te indywidualne traumy, to wszystkie byly zwiazane ze smeircia.

    JAk sie popatrzy na byle tabloid, to tylko dwa tematy tabloid zajmuja. Smierc i ciupcianie. Dwa nierozlaczne aspekty zycia. Powstawanie i koniec … Co pomiedzy, jest malo wazne…

    Juz w momencie czytania wpisu aktualnego, wiedzialem, ze po „obcowaniu” ze smiercia, musi, MUSI nastapic odreagowanie w postaci tematyki seksualnej …

    Wybaczcie, ze na moment wroce wspomnieniem do obozow smierci. Nie jestem calkowicie pewien, ale wydaje mi sie, ze w podreczniku do Historii III klasy LO, w temacie II Wojna Swiatowa, przy omawianiu tematu Obozy Zaglady, byla jako ilustracja, umieszczona fotografia, ktora tkwi uparcie przed moimi oczyma. Dol, na jego skraju zwykly budowlany spychacz, a przed jego lemieszem, spietrzone ludzkie ciala … Ciala mezczyzn… I wsrod niezywych, nagi mezczyzna, z kompletnie wychudzonym cialem i ogromnym, na tle wychudzonego na szkielet ciala, penisem w pelnej erekcji… Smierc i gotowosc do prokreacji …

    Pamietam, ze ta fotografie ogladalem moze dwa, moze trzy razy, potem juz przerzucalem strony podrecznika, byle jej nei ogladac wiecej…

    I nie ogladalem, ale choc nie ogladalem, to i tak nadal tkwi przed moimi oczyma, tak silny byl wstrzas jakiego doswaidczylem!

    Mysle sobie czasem, ze to wlasnie temu wstrzasowi zawdzieczam zrozumienie ludzkiej natury u jej najglebszych podstaw. Zrozumienie tego, ze jak sie pominie oddychanie i odzywianie, to tylko dwa aspekty zycia maja znaczenie, rozmnazanie i umieranie. One dzialaja doslownie na kazdego.

    Wiec nie dziwi, ze zerujace na ludzkiej naturze religijne mafie, tak kurczowo uczepily sie tych dwuch tematow. Z znanymi rezulatatami w postaci wyciskania z otumanionych religijnie, pieniedzy … na bazie „grzeszenia”, rodzenia sie, chrzczenia, zeniena sie i pogrzebow …

    A gdzie religianci spytacie sie? Chwila moment, wroce do nich, a na razie „dajtie napisat slawa, szto dawno lezat w kapilkie”, jak spiewal Mistrz Bulat…

    Bliskosc, nieuchronnosc umierania i sama smierc, wyzwalaja w nas ludziach, wzmozona potrzebe rozmnazania sie i przekazania zycia . Nic na to nie poradzimy, bo to jest niewyzbywalny imperatyw naszego istnienia. Tak po prostu mamy, my ludzie…

    Olac „test z wiary”! To byl w koncu tak naprawde, najbardziej test z naszego bycia ludzmi…

    W mojej ocenie, Ci co zareagowali i „poswintuszyli”, trzeba docenic, ze nadzwyczaj delikatnie poswintuszyli, zdali egzamin z czlowieczenstwa!

    Mozemy sobie nawzajem, lub kazdy sam sobie, pogratulowac! JESTESMY LUDZMI!

    Jestesmy zyjacymi, wspolodczuwajacymi … jestesmy w pelni LUDZMI!

    I teraz moge juz powrocic do pozytku z religiantow.

    Gdyby nie on i ich „produkcja”, w postaci zalosnych enuncjacji, byloby ciezko, jesli wrecz niemozliwe do uswiadomienia sobie, ze to my ateisci, reprezentujemy zycie i CYWILIZACJE ZYCIA, a religianci i manipulujacy nimi religijni macherzy, stoja po stronie smierci! Reprezentuja nic innego, jak CYWILIZACJE SMIERCI…

    I TAKI MAMY NIESPODZIEWANY POZYTEK Z RELIGIANTOW!

  404. @Tanaka, pombocek

    Pomyślałem jeszcze o PR, ale może niesprawiedliwie. Co by nie gadać, ja wybieram wytłumaczenie, które nie wymaga dopychania rzeczywistości kolanem, żeby wpasować ją do pięknego modelu.

  405. anumlik
    16 lutego o godz. 23:05

    Tanaka
    16 lutego o godz. 23:29

    Do ostaniej linijki dodalbym „To”

    „To zalezy, kto z kim w mlynie.”

    Dodalbym, ale nie nalegam, nie wciskam na sile …

  406. A o „drobiazgu”, ze religianci, test z czlowieczenstwa sromotnie oblali, to chyba juz wspominam z nadmiaru dokladnosci i skrupulatnosci, by wyniki egzaminu „z bycia czlowiekiem”, byly dla kazdego czytenika bloga, oczywiste i zrozumiale.

  407. lonefather

    Dziękuję za przenikliwe podsumowanie. Bóg wszechświetny z religiami, bogami, krasnalami i religiantami. I z ich cytatami. Toptatopta (to w języku tyktekanu: dobranocka uot pombocka).

  408. Jerzy Pieczul
    17 lutego o godz. 0:59

    Jerzy, rozumny moj przyjacielu,
    To nie podsumowanie. To jest w mojej intencji otwarcie …

    Mam nadzieje, ze to co napisalem otworzy nowy temat do wszechstronnej dyskusji.

    Ale dziekjuje, mocno i cieplo dziekuje za Twoje uznanie.

    Toptatopta Przyjacielu

  409. Szanowny Panie mopus11

    Obiecalem panu historie z trojkata bermudzkiego. W odroznieniu od wszystkiego co pan tutaj czyta jest to historia prawdziwa.

    Syn komunisty

    Poznalismy sie w pierwszej klasie szkoly podstawowej. Gdy mielismy lat dziesiec moj serdeczny kolega zmasturbowal psa Atomka poczym obmyl rece woda z kranu i dokonczyl jesc kaszke ktora zstawil rano na kuchennym stole spieszac sie do szkoly. Mieszkal vis a vis MPO i to tam byl ten sklepik gdzie kupowal papierosy marki Mazur na sztuki. Jego ojciec byl lektorem KW PZPR i pochodzil z Gornego Slaska. Byl milym zatroskanym o syna ojcem. Kolega mial brata starszego o pietnscie lat. Brat pojechal na wycieczke do Hiszpanii i juz nie wrocil. Osiedlil sie w USA. Kolega go odwiedzil i opowiadal o lisciach salaty ktore mialy miazsz o kapielach w Atlantyku, Pacyfiku i Zatoce Meksykanskiej i ze jak sie patrzy przez okno samolotu to Ziemia jest troche zaokraglona. Trudno bylo po tym lektorowi PZPR robic kariere. Niemniej zamienil poniemieckie mieszkanie w trojkacie bermudzkim na nowy peerelowski blok w okolicach Legnickiej. Kolega lubial nauki scisle. Zostal fizykiem teoretykiem. Poznal piekna klezanke ze Slaska Opolskiego. Wyjechali z malym synkiem Benjaminem do Niemiec tuz przed ogloszeniem stanu wojennego. Z poczatku zycie sie im ukladalo. Potem lupus ktory byl jego przypadloscia uaktywnil sie. Nie chcial byc obciazeniem dla zony i dziecka. Zmarl w samotnosci na monachijskim dworcu. Rodzice jego tez zmarli jak komunisci nic po sobie nie zostawiajac. Pozostal syn Benjamin o uzdolnieniach humanistycznych ktorego nazwisko pojawia sie czasmi na plakatach w Monachium.

    Slawomirski

  410. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Cenzurowanie wpisow potepiajacych fizyczne osoby propagujace komunizm na ziemiach polskich w czsach sowieckiej okupacji jest nieetyczne.

    Slawomirski

  411. No proszę, jak się, dzień dobry, kaktusowy recenzent nieetycznie zabezpieczył przed przewidywaną nieetyczną cenzurą – własnym chamstwem.

  412. W dodatku nic, becwał, jak zwykle, wcześniej nie powiedział. Kompletnie nic.

  413. @ lonefather

    To bardzo ciekawe, co znalazłem w Twoim dłuższym wpisie. Kiedy się człowiek zetknie z TAKĄ opowieścią z cudzej biografii, jak w tym przypadku – Romana Fristera, to zwykle otwierają się i inne okienka z migawkami ze zdarzeń nawiązujących do opowieści.
    Nie pamiętam podręcznika do historii obejmującego II wojnę, nie wiem, czy było tak takie zdjęcie. Ale pamiętam coś podobnego – duży album zdjęć z czasów wojny. Istny horror. Pogłębiony tym, że to były tylko zdjęcia. Beznamiętna rejestracja niemożliwego. A rzeczywistego.

    Ponieważ w naszą dyskusję wciągnąłem Benedykta XVI, postanowiłem dopełnić temat, bo jego postać, tu w zasadzie bardziej jako symbol niż konkretna osoba, jest świetną ilustracją do odpowiedzi: czy można wierzyć (po czymś takim o czym mówi Frister, po Auschwitz i podobnych zdarzeniach).
    Benedykt w Auschwitz wzywa Boga i krzyku pyta, gdzie był, dlaczego go tu – w Auschwitz – nie było, dlaczego milczał, jak mógł to tolerować.
    Powtarza kilka razy, jak wiele pytań to miejsce i te wydarzenia rodzą. Powtarza wezwania do Boga, powtarza pytania: gdzie był, dlaczego go tu, wtedy, nie było. Przywołuje Psalm 44 i pyta Benedykt – dlaczego Bóg spał? Dlaczego skrył swoją twarz i nie patrzył na cierpienia ludzi?

    I gdzieś do tego momentu jego, papieskiej, wypowiedzi, w Auschwitz czuje się, że mówi jak człowiek. Brzmi to jakoś po ludzku, wyczuwa się w jego wołaniu coś autentycznego.
    I nagle następuje załamanie. Wkrada się fałszywy ton, czuje się moment przełomowy: człowiek Joseph Ratzinger znika, zapada się, zapiera się własnego człowieczeństwa; zostaje ono zduszone i wychodzi na wierzch kapłan religii, ba, kapłan najwyższy, świętość zaraz po Jezusie. I odzywa się w te słowa: nie możemy wejrzeć w Boskie plany, byłoby rzeczą złą ustanawiać się jako sędzia Boga i historii. Nie bronilibyśmy wtedy człowieka, ale przyczyniali się do jego upadku ! Musimy dalej wołać do Boga: przebudź się, nie zapominaj o człowieku, dziele Twojego Stworzenia !
    Kończy przywołaniem psalmu 23: Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego !
    Zaś wcześniej przez Benedykta przywołany psalm 44, święty psalm, zawierający ten Boski Plan zawiera takie składniki Planu:
    ” Ty sam swym własnym ramieniem
    inne ludy wypędziłeś,
    wytraciłeś narody,
    Bo nie mieczem to swym podbili ziemię,
    to nie ich własne ramię przyniosło im zwycięstwo,
    lecz Twoja prawica, Twoje ramię
    umiłowałeś ich bowiem sobie.
    To Ty wybawiasz nas od naszych ciemięzców,
    okrywasz hańbą tych, którzy nas nienawidzą.
    i odkup nas przez wzgląd na Twą dobroć! ”

    Zaś korespondujący z psalmem 44 psalm 54 objaśnia taki Plan Boży:
    ” zetrzyj ich w imię Twej wierności!
    Ochotnym sercem złożę Ci ofiarę,
    będę wysławiał Imię Twoje, Jahwe,
    bo pełne jest dobroci.
    Ono wyzwoliło mnie z wszelkiego ucisku,
    a oko me napawa się widokiem [upadku] moich wrogów.”

    Tu załamał się człowiek, Joseph Ratzinger, wyrzekł się własnego człowieczeństwa na rzecz bezwzględnego podporządkowania się krwiożerczemu potworowi: cieszmy się z takiego Boga, wychwalajmy go pod niebiosa, Pan jest moim pasterzem, nie brak mi [w Auschwitz] niczego !
    Ten wielki intelektualista, jak o nim jego towarzysze w religii mówią, który poprawiał Wojtyłę w sprawach teologicznych i pilnował źrenicy wiary, musi także własny intelekt porzucić, by krzyk niezgody zamienić w krzyk radości:chwalmy Pana w Auschwitz !
    Jego wielki i przenikliwy intelekt przegapił decydujące rozróżnienie:Boga śpiącego, nieczuwającego, więc niewiedzącego co się w Auschwitz dzieje,od Boga, który jest świadomy i czuwający, ale nieobecny, który nie przejmuje się losem ludzi: widzi, ale milczy,nie podejmuje żadnego działania. Który neguje człowieka jako podmiot własnego stworzenia i porzuca i zapiera się go. A przecież – co jest jądrem wiary – Bóg człowieka „umiłował” !
    Mamy tu dramat człowieka, Józefa Ratzingera, który zapiera się siebie, by wybrać rolę papieża. To dramat na poziomie psychologii głębi: człowiek, który unicestwia sam siebie, by służyć oszustwu.
    Benedykt pojechał do Auschwitz, by dać aktorski popis oszustwa.
    Przed wyjazdem i po wyjeździe wszystko jest jak zawsze: chwalmy Pana !
    W trakcie, tam na miejscu, odstawił oszukańcze przedstawienie dla ocalałych, dla ludzi, których jako kapłan ma obowiązek oszukać i wciągnąć do służby swojemu Bogu. Więc wykonał zawołania, teatralnie wykrzyczał pytania, żeby się za chwilę ze swoim Panem zgodzić !

    Masz rację: ateiści to życie. Religianci – to śmierć, jeszcze za życia. Muszą zanegować siebie, wyrzec się własnego człowieczeństwa.

  414. @ Jerzy Pieczul
    Masz rację: kaktusiarz nic nie powiedział, co miałoby jakąkolwiek treść. Co da głos – to nic nie powie. To jego organiczna cecha.
    Ja za to dodam, do mojego wcześniejszego wpisu na temat Twojej przypowiastki, że cholernie lubię jej (i ich, bo raczysz nas nimi raz po raz) rodzynkową zawartość.
    Np takie:
    Jako czarny charakter robiłem na czarno w rejonie starego młyna.

    Przylatuje pani młynarzowa – a u mnie wióry lecą.

    Jak słyszę “Jurku”, zaraz bym strzelał z wiatrówki.

    Za moje serce do smoły podarował mi niepotrzebny rój pszczół w kartonie

    Napaliłem się na nowy zawód

    Siada koło mnie, papla o niestworzonych wartościach, wierci się – pchły gryzą albo chce sikać.

    Gdzie kończy się dureń, zaczyna – idiota?

    na okrągło handluje tanim barszczem dla wygłodzonej biedoty. Nie powiem, że tak się nazywa bimber, bo będę spalony ze wstydu.

    – Wybieram przyszłość: idę do piekła razem z pszczółkami.

    pędzi w kierunku sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej.

    Pracujący rój nie ma tego zwyczaju, żeby ulatniać się w pół słowa jako całość.

    Rodzynek królewski to chyba ten:
    Jak słyszę “Jurku”, zaraz bym strzelał z wiatrówki.

    Całość świetna, że się powtórzę. Dzięki „za całokształt”.

  415. @Tanaka / Jerzy Pieczul..

    Myślę, że kaktusowiec wiele napisał. Wczytajcie się w jego wrocławską historię. Przebija z niej oto następujący morał:
    1. Sukces można było osiągnąć tylko na emigracji;
    2. Ci, którzy wyjeżdżali zagranicę i latali samolotem, mogli się dowiedzieć organoleptycznie, że Ziemia jest okrągła, a nie płaska;
    3. Ci, którzy zostali w PRLu, to pomarli bez żadnych osiągnięć w życiu.

    Tako rzecze nasza krynica mądrości i ostoja moralna… znaczy się jełop…

  416. @ Sławomirski
    Jak się Panu coś nie podoba, to proszę zmienić miejsce umieszczania swojego nędznego szczucia. Miałem — zbyt długo — nadzieję, że jest Pan zdolny do autokontroli. Będę wycinał wszystkie Pańskie posty powtarzające w kółko te prostackie oskarżenia. Znudził mnie Pan ponad wszelką miarę.

  417. Tanaka

    Dziękuję, Tanako, i na tym na razie kończę.

  418. Rafał Kochan

    Jesteśmy chyba krajem rekordzistów w dziedzinie grzebania się w przeszłości, czyli w niczym, i mówienia o niczym. Mój były przyjaciel z jednego pokoju w internacie po 45 latach okazał się mówiącym wyłącznie o Wołyniu, barbarzyńskich komunistach, SB, Sowietach (trzepnęło wszystkich bogoojczyźnianych patriotów w jednym momencie – czyli papugomałpy – z tą „sowieckością, choć dwa pokolenia były wychowane na zwykłej, neutralnej „radzieckości”, czyli tylko nazywającej kraj i jego sprawy, np. ogromną kulturę), zdrajcach, Żydach, Matce Boskiej i Radiu Maryja.

    Historia uczy? Możliwe. Jeśli popatrzeć na to, czego się nachapali sekretarze (znajomy leśniczy pokazał mi dość skromny jak na dzisiejsze standardy domek bliźniak budowany przez byłego sekretarza wojewódzkiego d/s rolnych do spółki ze szwagrem i na przykład na Hofmana i w ogóle na stan posiadania plujących na onych sekretarzy tzw. solidarnościowców, to historia faktycznie jest nauczycielką, a oni – zdolnymi uczniami.

  419. @Tanaka, z godz. 8:45
    Przywołałeś słowa psalmu 44 ze Starego Testamentu, które doskonale korespondują ze słowami sury 8 Koranu. Ale… Zarówno słowa psalmisty, jak i proroka – usprawiedliwiających grabiestwo (w końcu sura 8 nosi nazwę „Łupy” – wojenne) – są słowami człowieka, obciążającego swym bestialstwem nie siebie a Boga; prawdziwego czy wyimaginowanego – nie ważne.

    Wyjątek (który przytoczyłeś) z psalmu 44:
    Bo nie mieczem to swym podbili ziemię,
    to nie ich własne ramię przyniosło im zwycięstwo,
    lecz Twoja prawica, Twoje ramię
    umiłowałeś ich bowiem sobie
    .

    Oraz aja 17 z sury 8 Koranu:
    To nie wy ich zabijaliście, lecz Bóg ich zabijał. To nie ty rzuciłeś, kiedy rzuciłeś, lecz to Bóg rzucił; aby doświadczyć wiernych doświadczeniem pięknym, pochodzącym od Niego. Zaprawdę, Bóg jest słyszącym, wszechwiedzącym! (tłumaczenie Jerzy Bielawski)

    W tłumaczeniu (z 1858 roku) Jana Murzy Tarak Buczackiego, słowa te brzmią dosadniej:
    Nie wy ich pozabijaliście, oni padli od miecza Wszechmocnego. Nie ty [Muhammadzie], uderzyłeś na nich. Na temat „doświadczenia wiernych doświadczeniem pięknym” – obaj tłumacze mają zdanie podobnie.

    Cóż innego, w obliczu takich słów może powiedzieć człowiek, Joseph Ratzinger? On – jak to napisałeś – znika, zapada się, zapiera się własnego człowieczeństwa; zostaje ono zduszone i wychodzi na wierzch kapłan religii, ba, kapłan najwyższy, świętość zaraz po Jezusie. Masz rację – mamy tu dramat człowieka, Józefa Ratzingera, który zapiera się siebie, by wybrać rolę papieża. Masz też rację, że jest to dramat na poziomie psychologii głębi: człowiek, który unicestwia sam siebie, by służyć oszustwu.

    Ratzinger złożył swój papieski urząd. Być może także dlatego, by nie „służyć oszustwu” – jak napisałeś. Być może z powodu choroby, jaką jest starości (umysł ma sprawny). Dla mnie to nie istotne. Ajatollahowie i imamowie żadnych rozterek „na poziomie psychologii głębi” nie mają. Nie wy ich zabijacie, Bóg ich zabija – mówią studentom w madrasach Arabii Saudyjskiej i – opasując ich semteksem – wysyłają, aby wysadzali się w autobusach pełnych niewiernych. Albo każą im ucinać głowy żołnierzy na przepustce, na ulicach Londynu.

    Pozdrawiam w piękny, słoneczny poranek

  420. Tanaka

    Rozumiesz przecież, że kończę, bo się wstydzę, nie?

  421. @anumlik…

    Bo tak jest wygodnie. Człowiek wówczas może czuć się usprawiedliwiony. Wprawdzie czyni zło, ale jest ono przecież dokonywane z inspiracji boga lub szatana. Typowe zjawisko psychologiczne wypierania z siebie niewygodnych doświadczeń, popełnionych czynów. A to z kolei oznacza, jaką funkcję spełniała religia w życiu człowieka od zarania jego dziejów. Religia jest sztucznym artefaktem, który ma dbać o komfort psychiczny człowieka, który nie radzi sobie ze swoją obecnością na świecie.

  422. Dlatego tak fascynuje mnie duchowość ludzi sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy lat. Chciałbym kiedyś poznać stan umysłu, lęku i tej ujmującej woli przetrwania, kiedy w chłodzie, głodzie i niepewności jutra spoglądał w nocy na niebo i zastanawiał się czym są te migoczące punkty. Co czuł, gdy umierały jego dzieci, jego ukochane osoby… Czy chciał je ratować? Co wyrażały wówczas jego łzy? Czy winił za to te gwiazdy czy dzikie zwierzęta, które rozszarpywały jego rodzinę i współplemieńców?

  423. Unde malum
    Czesław Miłosz

    „Skąd się bierze zło?
    jak to skąd
    z człowieka
    zawsze z człowieka
    i tylko z człowieka”

    Tadeusz Różewicz

    Niestety panie Tadeuszu
    dobra natura i zły człowiek
    to romantyczny wynalazek
    gdyby tak było
    można by wytrzymać
    ukazuje pan w ten sposób głębię
    swego optymizmu

    wystarczy pozwolić człowiekowi
    wytruć swój rodzaj
    a nastąpią niewinne wschody słońca
    nad florą i fauną wyzwoloną

    na pofabrycznych pustkowiach
    wyrosną dębowe lasy
    krew rozszarpanego przez wilki jelenia
    nie będzie przez nikogo widziana
    jastrząb będzie spadać na zająca
    bez swiadków
    zniknie ze świata zło
    kiedy zniknie świadomość

    rzeczywiście panie Tadeuszu
    zło (i dobro) bierze się z człowieka

    A Bóg nie ma nic do tego.

    To ostatnie zdanie mojego autorstwa.
    Znaczy to tylko tyle, że lubię polską poezję, bo Ci co dwaj to znani polscy poeci.

    Nic poza tym.

  424. Matko moja, jak tu miło i swojsko!
    Na en passencie to w wciąż drwa rąbią i wióry lecą.
    Co mnie kusi, że tam, oczywiście, zaglądam i obrywam co jakiś czas?
    Musi taki u mnie temperament.

  425. Rafał Kochan

    Tak jest, Rafale. Wyewoluoanie sapiensa przez jakiś przypadek (przypadki nietypowych dla gatunku zachowań pojedyńczych osobników pewnie każdy zna; pamiętam sukę terriera, która po pierwszym wyprowadzeniu szczeniaków na podwórko strofowała łapą najbardziej aktywnego szczeniaczka, który nas chciał gryźć) to nieszczęscie dla życia na planecie ziemia.

  426. @mag..

    Daj sobie spokoj z tym enpassentem. Tam zawsze była trzoda, rzeźnia i kamieni kupa. Po co tracić czas na to dziadostwo? U Pana Jacka jest jeszcze normalnie.

  427. anumlik
    17 lutego o godz. 9:45

    Sura, którą cytujesz, jest szokująco zbieżna z psalmem 44 i 54. Szokujące jest też to, że to takie normalne, takie święte, tak codziennie używane i powtarzane przez stulecia przez miliony ruchliwych usteczek i żarliwie zapieczonych umysłów, wzywane na pomoc by zabijać i mieć z tego korzyści.
    W moim przekonaniu Ratzinger w żadnej mierze, nawet najdrobniejszej, nie złożył urzędu, by nie służyć oszustwu. Jest to niemożliwe psychologicznie. Gdyby miał złożyć urząd dlatego, musiałby najpierw wpaść w otchłań wewnętrznego kryzysu, który jest nieusuwalnym skutkiem pojęcia, jak tragicznie dogłębnie się mylił służąc nieistniejącemu i wychwalając go słowami najwyższymi: miłości, uświęcenia, czci i prawdy. Musiałby zanegować całe swoje długie życie, całą swoją dotychczasową zakłamaną tożsamość. To byłaby tragedia, która bardzo często przechodzi w ciężką chorobę i śmierć.Zwłaszcza u kresu życia. Bo może łatwiej to znieść i ozdrowieć, gdy ma się lat trzydzieści.
    Tymczasem u Benedykta żadnego śladu tak rozległego kryzysu nie widać. Ma teraz dużo wolnego czasu i pisze sobie kolejne produkcje na oszukańcze tematy. Rozważa subtelności „bożej miłości” i „sprawczości ducha miłości w Jezusie Chrystusie”.
    Dla niego nie ma już odwrotu.

    Psychologia głębi mówi też to, że członek kleru katolickiego jest urzędnikiem. On nie posiada własnego autorytetu. Jako człowiek jest nikim. Wszystkim jest jako wyświęcony kapłan. Jego autorytet pochodzi z nadania – od biskupa, z otoczenia towarzyszy w kapłaństwie, z ołtarza, ze stuły,sutanny, ciasteczka nazywanego „ciałem Chrystusa” i kielicha.
    To go diametralnie różni od szamana.
    Z szamana się śmiejemy, bardzo niesłusznie.
    Szaman posiada własny, wewnętrzny, osobowy autorytet.
    Pozdrawiam

  428. pombocek
    17 lutego o godz. 9:47
    Jerzy, ja Cię proszę – Ty się nie wstydź !
    A jak już musisz, to w pod kocem.
    Piszesz tak, że to stanowi wartość publiczną. A to przeważa nad osobistym zawstydzeniem.

  429. Aaron S.
    Zostaw tego biednego Miłosza w spokoju. Bo on ma już chyba czkawkę w swoim „życiu po życiu” od tego twojego nim szarpania-cytowania na okrągło.

  430. Panie Jurku, wlaśnie oto chodzi, człowiek nigdy nie czuł się dobrze na Ziemi. Nigdy nie był tu szczęśliwy… Zawsze czuł, że tutaj nie pasuje… Zawsze czuł się zagubiony, nawet wtedy, gdy udało sie mu stworzyć otoczenie, które dawało mu szanse w konfrontacji z siłami natury. Religia mu służy tylko do ukojenia tego bólu istnienia…

    A co do zwierząt, szczególnie psów, to z żoną jesteśmy wniebowzięci. Mamy od 8 miesięcy suczkę, na którą możemy się patrzeć godzinami, nawet jak śpi. Jest tak kochana, że brak słów…. Kilka dni temu odniosłem kontuzję stopy, w wyniku której nie moge póki co sprawnie się poruszać. Zwykle gdy wychodzę z Sonia na spacer, to ona strasznie ciągnie po schodach, by jak najszybciej wyjść z bloku. A teraz, już pierwszego dnia po mojej kontuzji cierpliwie schodzi ze mną przy nodze, choć wiem, że chce sie jej siku… I wcale jej w tym celu nie szkoliłem! Jak tu nie kochać zwierząt?

  431. Rafał KOCHAN
    17 lutego o godz. 10:12

    W tamtych czasach, człowiek, czy praczłowiek, czuł własną słabość zapewne tak silnie, tak mało rozumiejąc z tego co się wokół niego działo, że poniekąd musiał,dla otuchy, sobie jakieś wiary wyprodukować, które z czasem zamienił w religie.
    To był moment wielkiego kryzysu: budziła się w nim świadomość, zanikało bezpieczniejsze życie bez pełnej świadomości, jak u większości zwierząt. Szukał więc czegoś, co ten bolesny kryzys wyciszy. I tak doszedł do dnia dzisiejszego, ze swoimi religiami.
    Dziś religia staje się atawistycznym obciążeniem. Echem dawnych lęków.
    Wtedy pomagała przetrać, dziś coraz bardziej utrudnia własny, ludzki, rozwój. Od pewnego momentu, który już minął, religia zaczęła się sprzeciwiać temu, wobec czego kiedyś bywała użyteczna. Nadrzędnym działaniem, ewolucyjnym, jest rozwój umysłu. Implikuje to dobór środków temu służących. Religia staje się środkiem szkodliwym. Należy ją przenieść do historii.

  432. @Tanaka..

    Tak jest. Obawiam się tylko, że człowiek nie jest w stanie pozbyć się religii. Zamieni ją tylko… Tak, jak to zrobił 2000 lat temu, porzucając pogaństwo na rzecz religii monoteistycznych.

  433. „To go diametralnie różni od szamana.
    Z szamana się śmiejemy, bardzo niesłusznie.
    Szaman posiada własny, wewnętrzny, osobowy autorytet.”

    Jedynym Szamanem w religii katolickiej jakiego znam, był Nazarejczyk, ale to był /jest szaman globalny, a więc mityczny. Cała ta ideologia ekspansji jaką było głoszenie słowa bożego, wymagała nośnika przekazu, stąd Jezus/Szaman. Mało tego, idea ekspansji wymaga jednego Mesjasza, który słowem, czynem, gestem, najlepiej przemówi do drugiego człowieka, bo na człowieka najlepiej działa człowiek Na potwierdzenie tej tezy wystarczy sięgnąć do modelu postaci szamana, którego niezbędniki biograficzne są identyczne jak Jezusa, czy jego poprzedników, którzy mieli ten sam życiorys, oparty na tym właśnie modelu.
    1. Nadnaturalne, tajemnicze, lub w inny sposób szczególne pochodzenie.
    2. Symptomatyczne narodziny
    3. Zagrożenie dzieciństwa
    4. Bardzo uciążliwa inicjacja.
    5. Magiczne wędrówki
    6. Walki magiczne
    7. Osąd i prześladowania
    8. Gwałtowna i tajemnicza śmierć
    9. Reinkarnacja, zmartwychwstanie lub/i wniebowstąpienie

  434. Tanaka
    17 lutego o godz. 10:36

    Tak, Tanako, należy ją przenieść… To byłby dopiero rakietowy postęp, gdyby na „należy” była natychmiast odpowiedź: „Rozkaz! Już się robi”, a my mielibyśmy nie byle jaką przyjemność z przeżywania w jednym życiu tylu pięknych przemian…O pardon – ta ostatnia była piękn? O ja cię pier…

  435. @ @ Rafał, Jerzy
    To wiemy:przenieść się nie da, jednym aktem. Znowu – będzie to proces bardzo długi i dość niepewny. Po części dlatego, że nie znikają wszystkie powody wytwarzania religii w przeszłości. Lęki się zmieniają, ale nie nikną całkiem. Interesy też nie znikają.
    Mówiąc o przeniesieniu religii do historii, w istocie mówimy o tym, że człowiek jako gatunek, stanie się dostatecznie zaawansowany w rozwoju ewolucyjnym, a indywidualnie – stanie się człowiekiem. Którego brakującego ogniwa łączącego ze światem „zwierząt” szukamy, a sami nim jesteśmy.

  436. Rafał KOCHAN
    17 lutego o godz. 10:35

    Niczego żywego przy sobie, nie licząc żony, nie cierpię – nawet dzików, koziołków, lisów, a zwłaszcza szlachetnych jeleni, kiwając w lesie, nie głaskałem, ale przecież mam oczy. Jak jestem w swojej chacie, obserwuję dwa psy, jak się zapierają i nie chcą wchodzić do bloku po spacerze. Cholera, żeby to geny się kiedyś tak zaparły i nie poszły w stronę homo. Parę jednak, z których potem mag, Rafał, Tanaka, lonefather, anumlik, mogłoby jednak pójść.

  437. Tanaka
    17 lutego o godz. 10:58

    BRAKUJĄCE OGNIWO

    Robiliśmy w środku upałów od czwartej rano z małymi wyjątkami. Koło dziewiątej brzydło wszystko naraz – reguły i wyjątki.
    – Zostanę piosenkarką – mówię – i śpiewam wyłącznie niżej zera w cieniu.
    – Marzenie o nieróbstwie towarzyszy człowiekowi od samego raju – mówi Profesor. – Stoliczku, nakryj się, kije-samobije, inne wygody.
    – Mogą być i wygody – aby płacili po ludzku.
    – Wszystko, co ludzkie – jest po ludzku.
    – Fakt. Dawali jednej pani pięć baniek za siedem sekund starej śpiewki w reklamie. Powiedziała, że nie jest sprzątaczka, zażyczyła pięćdziesiąt. Nie chwaląc się – półtora roku mojej harówki. Mówię „pani”, ale przecież – człowiek. Potem śpiewała z okazji powodzi, że trzeba pomóc miłości.
    – Wiesz, ile dają za aborcję?
    U niego – jak w teleokienku: Obrodziła kapusta. W katastrofie zginęło trzysta osób. Życzymy miłego łykendu.
    – Kto? – mówię – Komu? Co?
    – Pytam, czy wiesz, ile się siedzi za usunięcie niepotrzebnej ciąży.
    – Tyle, co nic: dwa lata.
    – Uchwalili, że zygota to człowiek, a kara za ukartowane zabójstwo – jak dla brata. Ale nie słyszałem, żeby kogoś wsadzili.
    – Ty byś wsadzał?
    – Aż by się kurzyło. Durne lex, sed lex. Z tą różnicą, że bym dawał szubienicę. O ile człowiek – koniec żartów. Chyba że trochę człowiek.
    – Stwórca nie przewidział takiej istoty.
    – A coś w ogóle przewidział? Już pierwsi anieli wymknęli się spod kurateli. Na początek mamy słowo – ciało stanie się przez klonowanie.
    – Jakie ciało?
    – Trochę małpa, trochę człowiek – słynne brakujące ogniwo. Podrośnie – niczego nie będzie brakować: wręczymy mu łopaty, walniemy się pod świerkiem, skończą się kłopoty.
    Rozmarzyliśmy się jak dzieci.
    Dopiero na fajrant, kiedyśmy się gramolili z błota z łapami niżej kolan, jeden drugiego nie poznając, pokazało się, że Stwórca jednak przewidział. Kontrewolucja z ewolucją wodzą się za łby o jakieś kopalne małpoludy, a tuż pod bokiem żywa prawda dołki kopie: trochę człowiek, czyli brakujące ogniwo, to przecież my.

  438. @pombocek
    16 lutego o godz. 22:33
    Opowiastka o pracy w dzień święty, pszczółkach i latającej na miotle młynarzowej kapitalna. A młynarzówny nie było w pobliżu, że się zapytam?
    Z jednym ale…
    Kiedy przeniosłem się z bloku „na posesję”, którejś niedzieli chwyciłem za dopiero co kupioną kosiarkę i zaatakowałem nią trawnik. Po którymś tam z rzędu nawrocie podszedł do płota sąsiad: – panie Witoldzie, rzekł, niech pan nie kosi w niedzielę.
    – a czemuż to, panie Tadeuszu?: – zapytałem.
    – bo w niedzielę się nie pracuje, w niedzielę się odpoczywa.
    – w ten sposób właśnie odpoczywam, zresztą zaraz kończę odpowiedziałem. Wciskam guzik kosiarki a tu guzik, awaria.
    – Panie Tadku krzyczę, wyszło na Pana, maszyna się zepsuła.
    – A widzi Pan, to znak z nieba, odpowiada Pan Tadeusz.
    Minęło parę lat, uporządkowałem ogród, trawy w teraz niedużo, po godzinie koszenia już po robocie. Pana Tadeusza już nie ma, jest nowy sąsiad kiedyś Pan teraz Jurek (nomen omen), spotykamy się czasem, wspólnie spacerując z naszymi psami.
    U mnie z wiekiem przyszło zapotrzebowanie na ciszę – teraz cisza to towar deficytowy w najwyższym stopniu. Letnią porą, w niedzielne leniwe dni siadam w ogrodowym fotelu z lekturą i ciesząc się na śpiew ptaków i brzęczenie pszczół, z obawą spoglądam na trawnik mojego sąsiada, czy on, aby nie zaplanował niedzieli z kosiarką spalinową. Niczym ja, przed kilkunastoma laty. Z tym, że ja miałem i mam do tej pory kosiarkę elektryczną, cichszą od spalinowej i nie emitującej spalin.

  439. @Tanaka.

    Jestem pewien, że ten długi proces już się zaczął. Kluczem radykalnych przemian w świecie religii będą kolejne odkrycia w genetyce oraz eksploracji kosmosu. Scjentologia, prace Daenikena, i całą ta koncepcja starożytnych kosmitów wyznacza pewne kierunki, w których brodaty bóg będzie zastąpiony kimś innym.

  440. mopus11
    17 lutego o godz. 11:14

    Mama od dwóch dni coś cicha, więc i ja – o ciszy. Jak miałem leśną działkę 13 arów – w tym siedem do koszenia między porzeczkami, dopiero wchodziły żyłkowe kosiarki. Ale ja po bożemu, cichuteńko – kosą. W tamtym roku żona, która z prochu ziemi powstała (ja też, ale prawie całe życie – w mieście), nie wytrzymała przed śmiercią i kupiła działkę. Więc ja – spec po męskiej linii – kupiłem kosę piątkę. Wyrychtowałem, wyklepałem, skosiłem kawałek i…rzuciłem w diabły. Są sprytne maszyny, a ja będę kosą machał?! Dość! Ogłaszam postęp – kupuję kosiarkę. A poza tym działka mnie obchodzi tylko ze względu na to, że żonę obchodzi – jestem włóczykij, rowerzysta i okrętowiec na kajaku, który mam przysposobić do wyjechania na środek Bałtyku. Ale o ogródkach jako sposobie życia lubię pomyśleć. Powiedziałbym nawet, że domek z ogródkiem i małym warsztatem to mój wydumany ideał człowieczego życia (mało bym w nim siedział, ale dobrze mieć), tyle że spóźniony – już mnie na to nie stać. Ale cieszę się Twoim cieszeniem, mopusku, Gdybyś jeszcze napomknął, w jakiej dzielnicy przebywasz, to bym se bardziej obrazowo Twoim cieszeniem cieszył.

  441. Wspomniałem w którymś ze swoich wpisów o istnieniu paru dziedzin wiedzy, nauki którym być może byłoby bliżej do sensownego wytłumaczenia pochodzenia, istoty,”materializacji” zła. Pisząc „bliżej” mam oczywiście na myśli tylko i wyłącznie wyjście na przeciw wysokim wymaganiom poznawczym jak również etycznym, estetycznym blogowym materialistom ( niekoniecznie dialektycznym).
    Dlaczego nie poprosić socjologii. Na przykład.
    Pierwszy z brzegu oczywiście to dobry znajomy, czyli Zygmunt Bauman…
    i jego ” Nowoczesność i Zagłada”.
    Książka ktora – oględnie mówiąc – przysporzyła jej autorowi trochę …kasy, czyli zyskała uznanie na świecie
    I żeby nie rozwijać dalej klębka przytoczę tylko i wyłącznie tytuły pierwszego rozdziału książki.
    A oto one:
    -Zagłada jako test nowoczesności
    -Znaczenie procesu cywilizacyjnego
    -Społeczne tworzenie obojętności cywilizacyjnej
    -Społeczne tworzenie „ślepoty moralnej”
    -Moralne skutki procesu cywilizacyjnego

    Oczywiście zdaję sobie sprawę,że przebrnięcie przez treść całości może stanowić zbyt wielkie wyzwanie intelektualne dla co niektórych,ale przytaczając tylko te tytuły rozdziałów mam nadzieję,że uzmysłowiłem jak podchodzić do problemu „zła” może …ateista, Żyd, Zygmunt Bauman.

  442. @Slawomirski
    17 lutego o godz. 6:02
    Ech żyzni, żyzni, żyzni – kakaja ty parchata. Że zacytuję klasyka.

  443. Rozumiem Sprężyna, że zakończyłeś na spisie treści. Nie dziwię się.

  444. Rafał KOCHAN
    17 lutego o godz. 10:12

    „Dlatego tak fascynuje mnie duchowość ludzi sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy lat. Chciałbym kiedyś poznać stan umysłu…”

    Dwa lata temu British Museum zorganizowalo wystawe pt. „Ice Age, born of modern mind”.

    84 obiekty sztuki prehistorycznej wykopane na stanowiskach archeologicznych, z obszaru od Gibraltaru, po Malte na Syberii. Najstarsze mniej wiecej 45 000, najmlodsze okolo 11 000 lat. Czyli dokladnie z okresu, o ktory pytasz. Na co dzien, te bezcenne dziela sztuki prehistorycznej znajduja sie w 27 roznych muzeach…

    Ogladalem ta wystawe z moim, wtedy dwuletnim synkiem. Podnosilem go do gablot, umieszczonych na wysokosci oczu przecietnego czlowieka, bo sa te rzezby, w wiekszosci, bardzo male, od okolo 3cm do kilkunastu centymetrow. Przewaza kosc sloniowa, ale jest tez troche rzezb wykonanych z kamienia (ryty), czy muszli…

    Niemal nie ma rzezb realistycznych. Przewazaja przedstawienia o roznym stopniu zaawansowania symbolicznego. Czlowiek z kocia glowa, czy bezglowa postac kobiety przedstawionej z profilu w postaci odpowiednio zlozonych trzech trojkatow…

    Moj, nieco ponad dwuletni synek, mlody czlowiek wspolczesny, o slowniku skladajacym sie z kilkudziesieciu slow nie mial najmniejszych problemow z rozoznaniem i nazwaniem: „kotek”, „slon”, „konik”, „ryba”, „pani” …

    To ostatnie to bylo na temat tego symbolicznego przedstawienia z 3 trojkatow … To, ze w „kolezankach” „Wenus z Willendorf” rozpoznawal kobiety, to norma, ale ze w tym tak bardzo zaawansowanym w swojej symbolice przedstawieniu tez rozpoznal kobiete, to zdumalo mnie najbardziej. Dokladnie, to bylem w szoku spowodowanym zaskoczeniem.

    Wroc RAfale mysla, do tytulu wystawy. Narodziny wspolczesnej umyslowosci …

    Oni, ci nasi odlegli przodkowie byli identyczni z nami. Ich umysly byly w 100% identyczne i „oprogrmowanie” ich, tez bylo identyczne z naszym, o czym swiadczy bezbledne rozpoznanie jakiego dokonal dwulatek. JA w kazdym razie wierze opinii „dwuletniego eksperta”, ze byli identyczni. Mowili innym jezykiem, czy jezykami. Innymi slowami nazywali rzeczy, zwierzeta, miejsca i zjawiska, ale „obrobka” i przetwarzanie informacji byly identyczne…

    A co do glodowania, to bylbym bardzo, ale to bardzo ostrozny. Po pierwsze epoka lodowcowa, to byl niezwykle bogaty w zywnosc swiat, a oni umieli w nim zyc. Umieli zebrac i upolowac. W dodatku umieli gromadzic nadwyzki. Wlasnie te dziela sztuki daja swiadectwo temu, ze nie cale 100% populacji zbieralo, czy polowalo, ze mieli czas na rozmawianie, wymiane mysli, tworzenie idei … Pomysl sam – wyrafinowany w swojej symbolice obiekt (na wystawie byly 3 takie przedstawienia, z dwuch stanowisk) jest dowodem wlasnie na to, ze nie tylko jeden artysta, ale szerokie grono odbiorcow, identyfikowalo i rozumialo ta symbolike. Ta sztuka jest nastepstwem idei i pomyslow wypracowanych wczesniej.

    Co to byly za wyobrazenia, jakie byly ich tresci, jakie sensy niestety nie da sie odczytac, ale jest sporo roznej wagi dociekan i domnieman i sporo popularnej literatury. Milych lektur i ciekawych przemyslen.

  445. Co jeszcze jest godne odnotowania w sprawie „gdzie jest bóg, skoro tyle niegodziwości na tym świecie”?
    Ano to, że jakby nie patrzeć nasi pogańscy praprzodkowie ten kontakt z bogiem/bogami mieli na co dzień. Stale wyczuwali jego/ich obecność, która przejawiała się w postaci zwierząt, drzew, ewentualnie Słońca, księżyca i gwiazdozbioru Oriona. Chciałoby się powiedzieć, że ich bóg był w zasięgi wzroku…
    Religie monoteistyczne zmieniły nieco tę perspektywę. Bóg już był poza wzrokiem i jako takim poznaniem. Kontakt z jego obecnością był mocno ograniczony. Był gdzieś w niebie, ale na pewno nie w zasięgu widoczności Słońca, Księżyca czy wspomnianego Oriona… Niewątpliwie oddalił się od ludzi… dosłownie i w przenośni… A teraz? teraz się okazuje, że boga nie ma w naszej galaktyce… Ba! W milionach galaktyk już go nie ma, bo przecież bóg był przed wielkim wybuchem… Czyli gdzie? Poza tym całym układem… czyli oddalił się od człowieka nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie, zgodnie zresztą z einsteinowską koncepcją.
    Jak widać, bóg z czasem oddala się od człowieka… Im dalej sięgną nasze (ludzkie) oczy w kosmosie, tym dalej od nas będzie ten bóg funkcjonował. Tak jakby uciekał od człowieka…

  446. Jeśli chodzi o tematy pradziejowe człowieka, to polecam ciekawe pozycje, które w zeszłym kwartale miałem przyjemność czytać.
    Robin Dunbar „Nowa historia ewolucji człowieka” i Frans de Waal „Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych”.

  447. Rafał KOCHAN
    17 lutego o godz. 10:12

    I drobiazg jeszcze, musieli byc racjonalni jak cholera…

    Gdyby rozszarpanie przez zwierzeta laczyli z gwiazdkami na niebie, to ani mnie, ani Ciebie, ani nikogo by nie bylo, bo by ich wszystkich …

  448. Czy człowiek jest w stanie pozbyć się religii?
    Na razie redukuje jej elementy. Powoli, powoli, a z wiary, orientacji i rytuału pozostaje mu tylko ten ostatni.
    Sądząc po stanie życia społecznego, moralności i etyki w Polsce, to ten proces posunął się już bardzo daleko.
    Z kazania w kościele dociera, że ksiądz mówił długo i ładnie, ale o czym?
    Koronkę na rękawie miał naderwaną, stuła wisiała nierówno, ministrant się potknął o brzeg dywanu, a Kowalska ma kolejny nowy płaszcz, zdzira jedna 🙄
    Ale chrzciny, ślub, pogrzeb potrzebują ceremonii i godnej oprawy, obyczaje są utarte, siła tradycji słabnie bardzo powoli…

    Tysiące lat minęły od czasu, kiedy paleolitycznym astronomom niebo objawiło porządek świata. Patrzeli na cyklicznie pojawiające się gwiazdozbiory, obserwowali zmiany pór roku i kombinowali – jakaś moc steruje tym wszystkim, a wszystko, co dobre albo groźne pochodzi z nieba: ciepły deszcz wiosenny, zimowa zamieć, gromy i pioruny… Istnieje ścisłe powiązanie między tym, co dzieje się na niebie, a tym, co dzieje się na ziemi. W cykl odwiecznego powrotu wpisany jest także cykl życia i śmierci. To, co się rodzi – umiera, a to, co umiera – rodzi się na nowo. Dzięki mocy nieba ustawicznie odradza się czas, świat i życie.

    Większość religii umieszcza swoich bogów w niebie…
    Lot Gagarina dał trochę do myślenia, a mrzonki o niebiańskiej mocy zapewniającej światu stabilność i porządek słabną nieco po traumie wojen światowych i innych katastrof, ale czym zapełnić pustkę po nich?
    Von Daenikenem? 😯
    Tym głupawym hochsztaplerem i koniunkturalistą z lat 70-ych?
    Zajady pękają 🙄
    Już nawet ciemny lud tego nie kupuje 😉

  449. Rafał KOCHAN
    17 lutego o godz. 11:56

    Bóstwo/bóg/siła sprawcza/nadprzyrodzona pod postacią potężnego drzewa, góry, wodospadu, gwiazdy,mimo że prosta, a może właśnie dlatego, jest jakoś człowiekowi bliska. JEST, można dotknąć, poczuć ciepło kamienia, energię wody, obserwować życiodajność drzewa mnożącego się w nowe drzewa, dającego schronienie, pożywienie, będącego czym praktycznym.
    Takie bóstwo jest w stanie dialogować z naszym podświadomym, współdzielonym z przyrodą JA.
    Tymczasem bóg religii, zwłaszcza monoteistycznych, został tak skomplikowany, odcięty od przyrody, wręcz jej zaprzeczający, tak wyspekulowany, że nie mający NIC wspólnego z człowiekiem. Zanurzanie się w mętność takiego boga musi być związane z odcinaniem się od siebie.
    Dlatego, co raz po raz z Jerzym powtarzamy, absolutnie trafna jest bezmyślna mantra: „Boże, choć cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję”.
    Najlepszy z wyznawców jest ten, co ABSOLUTNIE NIE POJMUJE , więc ABSOLUTNIE MIŁUJE.

  450. Rafał KOCHAN
    17 lutego o godz. 11:56

    Tylko dla porządku, Rafale. Kiedy mówimy o sprawie “gdzie jest bóg, skoro tyle niegodziwości na tym świecie?”, nie podkładajmy się religiantom, jakgdybyśmy mówili o jakoś upostaciowanym Bogu, a nie o pełnym sprzeczności pomyśle lub pomysłach bardzo starożytnych przodków. Bo religianci chętnie dołączają się do gadki, jakby byli równi wśród równych. Takiego!

  451. Żorżu

    Proponujesz „Bonobo i ateista” de Waala
    Czy chcesz przez to powiedzieć po przeczytaniu ,że autor dostrzega zasadnicze podobieństwa między budową na przykład płatów czołowych Jerzego Pieczula i statycznego bonobo?

    Ryzykowna teza autora,aczkolwiek skłaniająca do głębszych przemyśleń i być może całkowicie przewartościowująca ateistyczny paradygmat dotyczący jakości wolnomyślicielskiego ego.

  452. @Tanaka
    … nie znikają wszystkie powody wytwarzania religii w przeszłości. Lęki się zmieniają, ale nie nikną całkiem. Interesy też nie znikają – piszesz. I sporo w tym racji, tylko my (także uczestnicy naszej dyskusji) jakby zapominamy, że religie, idee, filozofie i doktryny prędzej czy później zamieniają w ideologie ich szamani. Także ci obleczeni w tweedowe marynarki, palący w fajkach firmy Maurizio aromatyczny Samuel Gawith Plug Cob, w przerwach pomiędzy wykładami kognitywistyki na University of Cambridge. Taka nasza natura, sorry.

  453. Panowie, na litość boską, ale nie kierujcie już więcej do wierzących komunikatów typu: gdzie jest bóg, skoro tyle tego i tamtego. To jest tak zwany błędny dylemat. Zakładacie z góry, że są dwa wyjścia. Bóg jest dobry, to zniszczy zło, a tymczasem nie niszczy, bo go nie ma. Gówno prawda, wierzący może powiedzieć, że zrobi to w odpowiednim czasie.
    Fakty są takie: boga nie ma, a więc rozmawiajcie o nim, ale w kategoriach metakosmologicznych, a jak wolicie antropologicznych. Uważam, że przepychanie się z prostakami o istnienie/nieistnienie jest małostkowe.

  454. @Tobermory…

    Nie jestem apologetą poglądów Daenikena, ale należy mu oddać, że mimo wszystko stworzył alternatywną interpretację losów człowieka, która stała się pożywką dla całej fali badaczy tzw. starożytnych kosmitów oraz scjentologów. Dlatego jego dorobek okazał się tak istotny w popkulturze, istotnie przekładając się również na pewne naukowe czy paranaukowe dociekania, głównie w zakresie obecności wysokorozwiniętych cywilizacji we wszechświecie.

    @lonefather..

    Kwestia głodu wśród naszych praprzodków jest na obecnym poziomie naszej wiedzy dość spekulatywną sprawą. W moim przekonaniu wieczna tułaczka ludzi i szukanie optymalnych dla siebie warunków do życia wynikały między innymi właśnie z tego, że człowiek miał ciągły problem z dostępem do wody i żywności, nie wspominając o uciążliwych warunkach klimatycznych.

  455. Sprężyna, nic ryzykownego we wnioskach autora nie dostrzegłem. Tu powinieneś zastanowić się nad jakością swojego umysłu.

  456. Tanaka
    17 lutego o godz. 12:13

    A przy tym, mimo niepojmowania, wyznawcy trajkoczą o swoim krasnoludzie tyle i z taką pewnością, jakby wiedzieli o nim wszystko, a nawet sami nim byli. Przy tym mówią do niewyznawców jak zwycięzcy, z wysoka, spod samiuśkich Tater, jakby od zawsze mieli zagwarantowane miejsce wśród niebiańskiej elity. Niewyznawcy mają powody i dowody do mówienia z wysoka, jak człek wiedzący, że dwa plus dwa jest cztery, ma weryfikowalne powody do mienia za durnia tego, kto nie wie. Wyznawcy w toku życiowego dziania się zapominają z czasem na dobre, że ich wiara jest tylko WIARĄ, a nie wiedzą, domniemaniem, a nie pewnością, przypuszczeniem, a nie realnym doświadczeniem.

  457. Tobermory
    17 lutego o godz. 12:12

    Religie wymierają. Żadna się temu nie sprzeciwi. Powstają ciągle nowe.
    Wyznawcy niemal nigdy nie wiedzą, w co wierzą. Wiedza się kłóci z wiarą, więc się nie dowiedzą. Wierzą w COŚ.
    Raz w to, żeby bóg zatłukł sąsiada, bo wierzy w COŚ innego (co np. wymownie przedstawiają psalmy 44 i 54 oraz sura 8 podana przez anumlika), raz w ładne kazanie na temat nieistotny, raz w lgnięcie dziecka do księdza, raz w św.Mikołaja, raz w Maryję fruwającą nad Polską i przerażającą Armię Czerwoną, raz w Jezusa w kałuży czy rumiane usteczka proboszcza.
    Podobno też wierzy, że ciasteczko, które rozgryza, to PRAWDZIWE CIAŁO JEZUSA CHRYSTUSA.

  458. Daeniken to po pierwsze plagiator, po drugie – fantasta snujący teorie dla przygłupów, lekceważący metody naukowe i chroniący się przed krytyką twierdzeniem, że „on tylko pyta” w swoich hipotezach.
    A po trzecie – pełen pogardy i lekceważenia dla starożytnych kultur, które bez pomocy kosmitów w życiu nie zbudowałyby piramidy ani nie zrobiły rysunku na pustyni.
    To jest przykładanie własnej miary do wiedzy i umiejętności innych ludów.
    Współczesny człowiek, taki przeciętny miastowy zjadacz chleba, pozbawiony wszelkich technicznych udogodnień i gadżetów, rzucony gdzieś na biebrzańskie bagna czy choćby w środek Borów Tucholskich będzie bezradny jak małe dziecko. Jeśli nie był harcerzem albo uczestnikiem kursu survivalowego, nie umie znaleźć Gwiazdy Polarnej i ustalić kierunków świata, nie złapie ryby gołymi rękami, ani nie wykrzesze ognia…
    Jak go gajowy nie znajdzie w porę, to marny jego los 😉

  459. pombocek
    17 lutego o godz. 12:44
    Tak jest.
    Właśnie tu analizujemy Benedykta w Auschwitz. Jako Naczelny, wie wszystko. A zadaje pytania, że nie wie: Boże, dlaczego nic nie robiłeś w dymiącym mordem Auschwitz? Po czym zaraz znowu wie: Boże jesteś miłością !
    Zawsze mnie fascynował ten moment graniczny u księdza: jak gadam z nim o wódce – gada jak człowiek, Jak zagadam o bozię – gada jak zombie.

  460. Tanaka

    Przypomniałeś mi gadkę z proboszczem z wioski Śmiechów koło Gąsek. Rybaczyłem wtedy, a ksiądz przyjechał po ryby. Z dobrego serca dałem mu za frajer parę dorszy, a on mi postawił piwo. Siedzieliśmy przy stoliku i gawędzili.
    – Co ksiądz powie – mówię – na ten widoczny nawet dla ślepego regres człowieczeństwa? Jest jakiś ratunek?
    – Owszem – na kolejnych parę lat: trzecia wojna światowa.

    Mam prawo myśleć, że wśród księży trafiają się rasowi ateiści?

  461. @Tanaka
    Benedykt w Auschwitz powtarzał (w pięknych słowach) typową mantrę, którą słyszę na każdym pogrzebie (także protestanckim, a może nawet zwłaszcza) poprzedzonym szczególnie dramatycznym lub tragicznym przypadkiem – śmierć dziecka czy innej niewinnej ofiary albo całej grupy niewinnych ofiar – gdy kapłan intuicyjnie wyczuwa (i pewnie sam podziela) u obecnych (rodziny, bliskich) uczucie szczególnej niesprawiedliwości i niezgody na tę tragedię. Pyta wtedy – gdzie byłeś…
    I formułuje słowa niezgody i protestu.
    A potem: de profundis…
    I lud wychodzi pocieszony.

  462. @Tobermory..

    Jeśli Jezus istniał w ogóle, to musiał być hochsztaplerem. A zobacz, jak to namieszało we łbach wielu ludzi i jak sprofilowało rozwój cywilizacyjny. W tym wszystkim nie jest ważne, czy ktoś jest mądry czy głupi, ważne, czy wypełnia jakąś pustkę. W mojej ocenie hipotezy Daenikena wypełniły taką pustkę i to jego hochsztaplerstwo w pewnym zakresie przyczyniło się do laicyzacji kultury, szczególnie zachodnioeuropejskiej.

  463. Hmm… Laicyzacja zachodnioeuropejskiej kultury dzięki Daenikenowi? 😯 Na poziomie telewidzów RTL?
    C’mon, co ty zażywasz, Kochan? 😆

  464. A na jakim poziomie ma sie ta laicyzacja odbywać? Uczestników warsztatów filozoficznych w Cambridge?

  465. Według von Daenikena, ludzkość została stworzona przez kosmitów (materiał genetyczny Pansperma z kosmosu) ale oni sami też przecież zostali przez kogoś stworzeni – powiada zdeklarowany wierzący katolik 😎

  466. Ludziom trza zabełtać błękit w głowie, a będą jaśni i gotowi 😎

  467. Co Ty poza tym rozumiesz przez „laicyzację” kultury, szczególnie zachodnioeuropejskiej? I dlaczego dopiero w latach siedemdziesiątych.
    Jaka była ona przedtem?

  468. Rafał KOCHAN
    17 lutego o godz. 13:28

    Brawo, Rafał! Tobermory fruwa na takich wysokościach, że może mieć trudności z dostrzeżeniem, że laicyzacja to laicyzacja, co tu ma do rzeczy poziom.

  469. Słowem, inteligenckie, czyli bzdetne jak, nie przymierzając, religie, dzielenie włosa na osiemnaścioro.

  470. Pombocek, nie podniecaj się tak 😉
    Laicyzacja w Europie zaczęła się w okresie Oświecenia, spotęgowała w czasie Rewolucji Francuskiej, a potem pod wpływem socjalizmu.
    Tyle że nie w naszym grajdołku.
    W żadnym europejskim kraju Kościół nie ma już takiego wpływu jak w Polsce. Może Polacy czytają za mało o paleoastronautyce?

  471. To ja nieśmiało wtrącę, nieśmiało, bo señor kawalerzy mnie póki co słabo dopuszczają do swojej dysputy, że preludium do laicyzacji naszej kultury stanowiło szeroko rozumiane Oświecenie. Jego zwieńczeniem była konfrontacja Biblii z rozumem, która miała miejsce w XIX wieku, ale jeszcze do wszystkich nie dotarło, że bóg jest niepotrzebny w gruncie rzeczy, że społeczności opierają się już na innych wartościach, których celem jest cementowanie grup ludzkich. W związku z tym laicyzacja się nie kończy, a wręcz zaczyna, ponieważ pozostaje kwestia uświadomienia, zmiany mentalności.

    Oj bezbronne owieczki, córy i synowie boga Ojca wszechmogącego. Hermes już dawno stracił znaczenie, a ostatniego psychopompa powiesili wam na krzyżu, boście splamieni grzechem pierworodnym. W związku z tym katolicy z góry jesteście przegrani na drodze do lepszego jutra. 😉

  472. Sabat trolli.

  473. Dzięki, Żorż 🙂

    Apropos czytania, to zapomniałem, że 17 milionów (umiejących czytać) Polaków nie miało w ubiegłym roku ani jednej książki w ręku 🙁

  474. Tobermory
    17 lutego o godz. 13:56

    Masz chyba typowego ogólnowojskowego pierdolca na tle mojego podniecania się. Ale dziękuję za matczyną troskę.

  475. Żorż Ponimirski
    17 lutego o godz. 13:58

    Żadni religianci nie są jakoś wyróżniająco przegrani, bo w codzienności niczym się nie różnią od niereligiantów – może tylko tym, że wszystkiego złego i dobrego robią statystycznie więcej, bo jest ich więcej. Jeśli pominąć garstkę krzykliwych, dla reszty religia jest kwiatkiem przy kożuchu i złotymi sznurowadłami przy juchtowych rozklapanych butach

  476. @@ Żorż Ponimirski, Tobermory

    Z tym Oświeceniem to prawie prawda, ale nie do końca.
    Było to jeszcze przed chrześcijaństwem, ale za czasów religii, co były, ale już ich nie ma. Terencjusz sformułował znamienne stanowisko:
    „Homo sum; humani nihil a me alienum puto”
    W ten sposób zorientował człowieka nie na bogów, ale na własne życie.
    Po wielu wiekach, po epoce średniowiecznej, twórcy Odrodzenia powołali się na słowa Terencjusza i wołali za nim:
    „Homo sum; humani nihil a me alienum puto”
    W czasie nieźle już rozwiniętego Odrodzenia, zwłaszcza we Włoszech, a i w Polsce, niejaki Nicolavs Copernicus, przestawił jeszcze silniej myślenie i rozum na to, co miało dopiero nadejść: na Oświecenie.
    Pomiędzy Odrodzeniem, Kopernikiem a Oświeceniem działo się coraz więcej, bo i lekarze, i artysci-anatomowie, Galileusz, Gutenberg i – uwaga – Marcin Luter! Który przybił swoje tezy przeciw papiestwu spisane na pergaminie. Dostępne dla umiejących czytać. I to protestantyzm kazał ludziom czytać. By nie zdawać się na to, co gada papież z biskupami, ale samodzielnie studiować Pismo.
    Nie miał co prawda Luter na myśli usamodzielnienia się czytających OD RELIGII, ale taki był niezamierzony efekt tego, że ludzie nauczyli się samodzielnie czytać.A jak czytać to i liczyć, a jak jedno i drugie – to i trochę myśleć. I tak to się zamieniło w Oświecenie. I idzie dalej.

  477. Tanaka
    17 lutego o godz. 12:52

    „Wyznawcy niemal nigdy nie wiedzą, w co wierzą. Wiedza się kłóci z wiarą, więc się nie dowiedzą”.

    Jezus, będąc synem cieśli, był bardzo dobrze obeznany z Pismami. W Łukasza 4:16 napisano o Nim: „I przybył do Nazaretu, gdzie się wychowywał; ZGODNIE ZAŚ ZE SWYM ZWYCZAJEM, wszedł w dzień sabatu do synagogi i stanął, żeby czytać”.

    Czy był to odosobniony przypadek ?

    Po śmierci Łazarza, Jezus powiedział do jego siostry, Marty: „Twój brat wstanie”. Marta powiedziała do niego: „WIEM, że wstanie podczas zmartwychwstania w dniu ostatnim”. Dlaczego ta niewiasta wierzyła w przyszłe zmartwychwstanie ? Dlatego, że chciała w to wierzyć ? Bynajmniej. Tak jak inni Żydzi, dzięki regularnym wizytom w synagodze – gdzie czytano i objaśniano Pisma- wiedziała w co wierzy i dlaczego (Jana 11:23-24).

    Paweł i Sylas, ok.50 r. n.e., głosili w Berei w synagodze tamtejszym Żydom. Berejczycy chętnie przyjęli usłyszane orędzie i pilnie SPRAWDZALI w Pismach wszystko, czego się dowiadywali. Z jakim rezultatem ? „Wielu z nich uwierzyło”(Dzieje 17:10-12).

    Apostoł Paweł zachęcał swojego młodego przyjaciela Tymoteusza, słowami: „Ty jednak trwaj w tym, czego się nauczyłeś i w co PO PRZEKONANIU SIĘ uwierzyłeś („czego pewny jesteś” BW), wiedząc, od jakich osób się tego nauczyłeś i że od najwcześniejszego dzieciństwa znasz święte pisma, które mogą cię uczynić mądrym” (2 Tymoteusza 3:14-15).

    Także w czasach nowożytnych, prawdziwa wiara „rodzi się z tego, co się słyszy”, czyli z wiedzy (Rzymian 10:17).

  478. Zgadzam się z Tobą Pombocek, ale z drugiej strony warto aby nie byli tego świadomi. 😉

  479. Tanaka, masz rację, że można się początków doszukiwać wieki wcześniej, ale Oświecenie stanowi cezurę bardziej wyrazistą dla pospołu.

  480. Żorż Ponimirski
    17 lutego o godz. 13:58

    Taa… laicyzacja zaczęła się w okresie Oświecenia. W trakcie tego pożytecznego procesu spadło trochę księżych i świeckich głów, lecz nic to, jest rewolucja, są ofiary.
    Nadszedł wiek XIX, Darwin wymyślił staw pełen protoplazmy, a Marks wysunął teorię religii jako opium dla ludu. Bóg stał się przeżytkiem, religia przekrętem, a nauka nowym bogiem, mówiącym, że Boga nie ma. A jeśli Boga nie ma, nie ma też zaśniedziałej chrześcijańskiej moralności. Można wszystko, lub przynajmniej dużo więcej, szczególnie gdy nauka „uzasadnia” i „umoralnia” podjęte kroki.
    Tak więc dwa ożywcze trendy- gwałtowny rozwój nauki i odrzucenie religijnej moralności- przyczyniły się do II WŚ, której skutki możemy oglądać na filmie zaprezentowanym przez autora tego bloga.
    Zanim zada się pytanie „jak można wierzyć w Boga” po obejrzeniu tego dokumentu, należy dokładnie wiedzieć, o co się pyta.

  481. lukasso, wspaniała i fantasmagoryczna geneza II wojny światowej. Te wszystkie krwawe klimaty, o których piszesz, działy się siłą rzeczy. To na masową skalę upust frustracji jaka się zebrała na przestrzeni wieków. Mało tego, są tacy, którzy nadal muszą popuszczać sprężyny.

  482. @lukasso

    A jak sądzisz do jakiego zwartego systemu wartości odwołują się nasi polemiści?
    No przecież jakoś ten świat trzeba urządzić?

  483. Tanaka

    Kiedy jakiś religiant powiada: „prawdziwa wiara”, nie wie, rzecz jasna, że przymiotnik „prawdziwy” to narzędzie agitacyjne, nie komunikacyjne. Bo co komunikuje w Biedronkowej nazwie „prawdziwe mleko”, w „prawdziwy lekarz”, „prawdziwy ksiądz”, „prawdziwy Polak”, „prawdziwy katolik”, „prawdziwy chrześcijanin”? Zero, nic. Trzeba dopiero długiej opowieści, by słuchacz zrozumiał, co komunikator miał na myśli żonglując „prawdziwością”. A kiedy agitator na Twoje „Wyznawcy niemal nigdy nie wiedzą, w co wierzą.” odpowiada paroma przykładami z Nowej Baśni, a nie, powiedzmy, dwoma milionami przykładów z polskiego quasi religijnego życia, to rozmowa się nie zaczyna, lecz się kończy. Ale on swoje wyterkotał i będzie zbawiony.

  484. To szubrawiec, nie dość, że sprężynuje, to i pyskuje.

  485. Moim zdaniem na istnieje dużo ryzyko powtórki z historii.
    I mam swoich „faworytów” którzy mogą wejść zarówno w buty Hitlera jak i w te których chadzali rodacy pana Romana Fristera i on sam osobiście.

  486. Redaktor oczywiście słusznie spogląda w przeszłość i tam szuka nauki – nawet poszukuje winnych -a le moim skromnym zdanie czas w końcu na odpowiednie wnioski. Konstruktywne wnioski.
    Odwoływanie się do moralności bonobo -jak sugeruje jeden z dyskutantów – jest wyraźnym pójściem na łatwiznę pańskich sympatyków światopoglądowych.

  487. lukasso
    17 lutego o godz. 14:30

    „Zanim zada się pytanie “jak można wierzyć w Boga” po obejrzeniu tego dokumentu, należy dokładnie wiedzieć, o co się pyta”.

    Mądre słowa.

    Jednym z ważnych czynników sprzyjającym powstaniu faszyzmu była koncepcja ewolucji i doboru naturalnego autorstwa Karola Darwina. W dziele The Columbia History of the World czytamy o „odrodzeniu się darwinizmu społecznego w ideologiach faszystowskich, głoszonych zarówno przez Mussoliniego, jak i Hitlera”.

    Encyclopedia of the Third Reich zgadza się z tą oceną, wyjaśniając, że darwinizm społeczny był „ideologią kryjącą się za hitlerowską polityką ludobójstwa”. Zgodnie z naukami ewolucji darwinowskiej „ideolodzy niemieccy twierdzili, iż współczesne państwo nie powinno marnować energii na opiekowanie się słabymi, lecz raczej odrzucić jednostki mniej wartościowe, a popierać element silny i zdrowy”. Dowodzili, że wojna jest normalnym zjawiskiem w walce o przeżycie najlepiej przystosowanych oraz że „silni odnoszą zwycięstwo, a słabych należy eliminować”.

  488. @ Jerzy
    Śmiałem się infernalnie, słuchając rozmowy Krzysztofa Pieczyńskiego z Jerzym Zelnikiem i red Morozowskim. Głównie o Kościele i bozi.
    Znakomite. W wydaniu Pieczyńskiego. Zielne, czyli zasuszone, w wydaniu Zelnika. Morozowski niezorientowany.
    link:
    http://www.tvn24.pl/tak-jest,39,m/celem-kosciola-jest-wladza,515856.html

  489. Zrozumiesz naczelne, zrozumiesz lepiej siebie. Pamiętaj, że mamy wspólnych przodków.
    Cholera, a miałem jedynie hejtować jego hejty.

  490. Oczywiście mógłbym coś zupełnie w ramach wolontariatu podrzucić jeżeli – jak to się mówi wśród społeczności ateistycznych elektryków – prąd chwilowo odcięło, ale obawiam się ,że moja pomoc i tak zostanie zdyskredytowana.
    A nie chce się narzucać.

  491. Żorż Ponimirski
    17 lutego o godz. 14:38

    Wybacz, to nie tyle z mojej strony pouczenie, ile prosta konkluzja wywołana idiotyzmami osobnika „lukasso”, który, jak paru tu znanych religiantów, wlazł może po to, by się gadaniem umocnić w słabej wierze, bo przecież nie po to, by przerobić ateistów na świętą marmoladę. Gadki z takimi historiozofami to najjałowsza jałowizna, jako że na jego „Tak więc dwa ożywcze trendy- gwałtowny rozwój nauki i odrzucenie religijnej moralności- przyczyniły się do II WŚ” można z automatu palnąć: „Jeden jedyny ożywczy trend – katolicyzm – przyczynił się do nieprzeliczonych mordów konkwisty i przymusowego krzyżowania świata. A wojny – też, psia jego mać, nie w imię szatana, ale w imię boże. Słowem, szkoda każdego słowa.

  492. dezerter

    Czyli na temat związku Darwina i Hitlera nie tylko ja mówię przy okazji tematu Oświęcimia,ale moi adwersarze są zupełnie innego zdania.

    Zresztą i sam Redaktor omija jakoś ten wątek w swoich arcyciekawych tematach wrzucanych na blogu.
    Tyn bardziej,że Darwin był ponoć chrześcijaninem.

  493. pombocek
    17 lutego o godz. 14:49

    „A kiedy odpowiada paroma przykładami z Nowej Baśni, a nie, powiedzmy, dwoma milionami przykładów z polskiego quasi religijnego życia, to rozmowa się nie zaczyna, lecz się kończy”.

    Nie wspominam o „dwóch milionach przykładów z polskiego quasi religijnego życia”, ponieważ według Biblii, mamy tutaj do czynienia, nie z wiarą ale z łatwowiernością (wierzę w to czy tamto, bo ksiądz tak powiedział).

  494. Pombocek, poprawiam się z czystą, epikurejską przyjemnością.

    Całe zło tego świata zaklęte jest w jednym znaku językowym/doktrynie KATOLICYZM.

  495. „Stłucz Pan termometr, nie będziesz miał Pan gorączki” – to a propos Darwina, rzecz jasna.

    Może piosenka nas pogodzi, ja w każdym razie bardzo ją lubię, mimo, żem ateista 🙂
    https://www.youtube.com/watch?v=9XVndBGx5JE

  496. @pombocek
    17 lutego o godz. 11:40
    Pędzę, drogi Jerzy cichy, spokojny i niewadzący nikomu żywot (tak egoistycznie o sobie myślę, a co sądzą o mnie moi sąsiedzi cholera ich wie) na Stabłowicach. Osiedle poniemieckie, położone w zakolu rzeki Bystrzycy. Wrocław, ulica Ciechocińska nr 11. Podgląd w Google Earth.
    Wszystkich z blogu, bez względu na światopogląd, gdyby ich noga stanęła kiedyś w „alte deutsche Stadt” serdecznie zapraszam.

  497. A jeżeli chodzi o pytanie które raczył skierować Redaktor w moim ( naszym – osób wierzących kierunku) jak możemy wierzyć w Boga po czymś takim czego doświadczył Pan Roman Frister w czasach II wojny światowej odpowiadam Panu Redaktorowi i czytającym ,że mogę.

    Czego Redaktorowi i innym czytającym życzę.

  498. Heh… nie może, a musi. Jakaś niewidzialna siła sprężynuje w jego umyśle.

  499. dezerter
    17 lutego o godz. 15:10

    Ty nie mnie odpowiadaj, bo z tobą nie gadam. Czytaj uważnie, co napisał Tanaka i odpowiadaj na temat, religiancie. On nie pisał o jakichś może nieistniejacych nigdy dupkach z Nowej Baśni, lecz o religijnym tłumie żywych ludzi. Typowe krętactwo skamieniałych błaznów ŚJ.

  500. „Bonobo i ateista” de Waal
    Chyba sobie jednak kupię.

    Myślę,że będzie ciekawe skonfrontować swoje zdanie na temat ateistów (oczywiście kształtowane w trakcie polemiki z nimi na blogu Redaktora Kowalczyka) z tym do powiedzenia na ich temat pan de Waal.
    A swoją drogą to ciekawe czym kierował się umieszczając na pierwszym miejscu w tytule Szanownych bonobo,a w drugiej kolejności dopiero Szanownych ateistów.

    Może się dowiem jak przeczytam.

    O wnioskach płynących z lektury oczywiście niezwłocznie poinformuje.

  501. @Tanaka
    Wyznawcy niemal nigdy nie wiedzą, w co wierzą. Wiedza się kłóci z wiarą, więc się nie dowiedzą – powiada @Tanaka, szaman idei rozumu postrzeganego jako archiwum wiedzy. Zapomina jednak, że rozum musi (no MUSI, choćby nie wiem co) rozróżnić pomiędzy „wiem”, „rozumiem” i „wierzę”. Wiem tedy, że: albo świat istnieje wiecznie, albo – stworzył się sam z siebie, albo został stworzony przez Boga. Tylko te trzy możliwości rozum dopuszcza. Jednak, świadomy homo sapiens, nie rozumiem mechanizmu, wedle którego świat powstał. Pozostaje tedy wiara. Wierzę zatem, że świat istnieje wiecznie, ale co to takiego ta wieczność nie jestem w stanie swoim rozumem ogarnąć. Wierzę też, że świat stworzył się sam. No może nie z siebie, bo to raczej konstrukcja bardziej poetycka niż naukowa, ale jestem w stanie uwierzyć, że (to tylko jedna z hipotez) fluktuacje kwantowe są chwilowymi zmianami ilości energii w pewnym punkcie przestrzeni. Punkcie rozumianym jako osobliwość, z jakiej, jak niektórzy fizycy kwantowi sądzą, powstał nasz wszechświat w chwili Wielkiego Wybuchu. Możliwość istnienia kwantowych fluktuacji jest konsekwencją zasady nieoznaczoności Heisenberga*). Zgodnie z energetyczną wersją zależności opisanej przez Heisenberga, na krótką chwilę, zbliżoną do czasu Plancka, zasada zachowania energii może zostać załamana i może powstać wirtualna para cząstka-antycząstka. Mariaż wirtualnych cząstek nie prowadzi w większej skali do złamania zasady zachowania energii, bo cząstki te natychmiast znikają, jednak w chwili (pojawia się czas) Wielkiego Wybuchu – wedle hipotezy inflacji – pierwotnie mały obszar przestrzeni (pojawia się przestrzeń) został gwałtownie rozciągnięty (pojawia się czasoprzestrzeń) do rozmiarów obserwowanego kosmosu. Doprowadziło to w naszym do zamrożenia w strukturze przestrzeni nieznacznych kwantowych fluktuacji, które rozciągnęły się do rozmiarów naszego wszechświata. Pytań dla rozumu, przy tej hipotezie, rodzi się tak wiele, że nie sposób na nie odpowiedzieć. Podstawowym jest pytanie o to „co było przedtem”. Przed fluktuacjami kwantowymi i – co jeszcze ważniejsze – przed „nic”. Boć przecie osobliwość zwana punktem istniała (?!) w „nic”. Dysonans poznawczy rozumu coraz bardziej dystansuje moje myślenie o początkach wszechświata w kierunku wiary w trzecią możliwość. Wszechświat został stworzony przez Boga. Ale jak? Tu też rozumek za krótki. A i teorii mnogo. Każda religia ma własną teorię na ten temat. Najczęściej zapisaną w świętych, powstałych z natchnienia, księgach. Oprócz „jak?” rysuje się dla rozumków poszukujących inne pytanie. Skąd się wziął Bóg? Istniał zawsze – odpowiedzą kapłani stojący na straży religii. A co to za zwierzę to „zawsze”? Co było przed „zawsze”? spyta rozumek niepokorny. Ten sam rodzaj pytania co – co było przed „nic”? Bez sensu te pytania, szamanie @Tanako. Rodzą dysonans poznawczy. I w co tu wierzyć? WIERZYĆ – słyszysz mnie?
    ——————————————————
    *) Grupa naukowców z Uniwersytetu w Toronto opublikowała pracę, która wykazuje, że Zasada Nieoznaczoności Heisenberga może zostać obalona doświadczalnie. Fizycy z Toronto pokazali, że można zmierzyć właściwości cząsteczek dokładniej, niż podejrzewał Heisenberg, porównując wyniki słabych i silnych pomiarów. Podaję linka do artykułu:
    http://arxiv.org/pdf/1208.0034.pdf

  502. Katolicy, brak wam kręgosłupa moralnego, heh.

  503. Żorż Ponimirski
    17 lutego o godz. 15:19

    Zauważyłeś, że ten sprężynowy smark i bełkot powiedział o swojej „POLEMICE” z tutejszymi ateistami? Własne pieprzenie kotka nie wiadomo o czym nazywa „polemiką”. Można by poprosić o przypomnienie choćby pięciu jego tez ze wskazaniem, gdzie padły. Ale…przepraszam, że o to smarkactwo w ogóle zahaczyłem.

  504. A teraz oddam się lekturze swojego niedawnego zakupu,czyli…”Sekrety manichejskich trucizn. Miłosz wobec zła” autorstwa Tischnera,ale nie znanego i lubianego – szczególnie przez Tanakę – Józefa,a jego bratanka Łukasza.

    Proszę nie przeszkadzać.

  505. Anumlik, filozoficznie powstało z nicości, ale fizycy już mówią z niczego. W czym się rozszerza wszechświat? W nicości. 😉
    W mechanice kwantowej jest coś takiego jak próżnia fałszywa, ale odsyłam do literatury przedmiotu.

  506. mopus11
    17 lutego o godz. 15:14

    mopusku, to już taka przykra starość, że długo musiałem kojarzyć: Stabłowice…Staabłowice…Aż się puknąłem: Toż to przy Osobowicach! Śluza Rędzin, Niedaleko Leśnica, którą chyba kiedyś na piechotą zaliczyłem, jak żem chadzał dla samego chadzania. Ale faktycznie w szczegółach Stabłowic nie pamiętam. W tym rejonie to chyba muszą być zielone?

  507. pombocek
    17 lutego o godz. 15:33
    Pieprzenie kotka za pomocą młotka. Albo inaczej. Sprężyna robi tyle hałasu co dwa kościotrupy pieprzące się na blaszanym dachu. Wiele hałasu, a szczytowania i tak nie było.

  508. anumlik
    17 lutego o godz. 15:28

    Dla fizyków kwantowych zbyt poważnie zaangażowanych w antyteizm osobliwość początkowa to pewien problem. Lepiej i bezpieczniej zaproponować teorie mówiące o tym, że wszechświat nigdy się nie zaczął. Ludziom nie będą przychodziły do głowy głupie myśli, że skoro wszechświat miał początek, to równie dobrze mógł mieć Przyczynę.
    Polecam popularnonaukowe filmy z serii „tajemnice wszechświata”, gdzie narratorem jest Morgan Freeman, próbujący przekonać widzów swoim miodowym głosem do M-Teorii, wszechświatów oscylujących i tym podobnych. Przekombinowane to na maksa. A mówią, że Bóg odwalający robotę w 6 dni to beczka śmiechu.

  509. @tobermory..

    Wszystko się zgadza. Zauważ, że te wszystkie zjawiska sekularyzacyjno-laicyzacyjne z przeszłości miały charakter światopoglądowo-ustrojowy. Nie było jednak podejmowanej kwestii alternatywy dla istniejącego boga. Budził się społeczny indywidualizm oraz widoczne było zmęczenie kościołem, ale w tym wszystkim narzucony judeochrzescijański bóg nadal istniał. Chciano jedynie ograniczyć rolę kościoła. „Jedynie” ma tu nie do końca adekwatne znaczenie, bo wiadomo, że były to bardzo ważne wydarzenia. Problem w tym, że kultura jako taka była ciągle zaprzęgnięta w jedynie słuszne wyobrażenie kosmologiczne. Właśnie dopiero powojenne rewolucje obyczajowe stworzyły solidne podstawy laicyzacji kulturowej, która została wchłonięta dzięki popkulturze nie tylko przez elity klasowe, ale niemalże całe pospólstwo. UFO, Daenikowskie hipotezy rozwoju ludzkości, paleoastronautyka – to wszystko wypełniło pustkę kulturową i utwierdziło laicyzacyjne procesy w wielu krajach.

    Nigdzie nie napisałem wczesniej, że Daeniken i jego hipotezy były jedynym i najważniejszym żródłem laicyzacji. Jego koncepcje i to, co napisałem powyżej w pewnym zakresie mają oczywisty wpływ na erozję religijną w naszej kulturze. Możemy się śmiać z ufologów i daenikowskich paleoastronautyków, ale fakty sa takie, że ciemny lud to kupuje… A w przypadku scjentologii, nie tylko ciemny…

  510. @Żorż Ponimirski
    W mechanice kwantowej jest coś takiego jak próżnia fałszywa, ale odsyłam do literatury przedmiotu.
    Też o tym wiem. Ale ja nie pytałem (i nie pytam) o „czy”, tylko o „jak”. Napisałem na początku postu. Wiem, ale nie rozumiem mechanizmu, więc pozostaje mi wiara. Stary Sokrates się kłania – Wiem, że nic nie wiem. Dwa i pół tysiąca lat temu to (podobno) powiedział, a bon mocik aktualny i dziś. O teorii inflacji wspomniałem i wiem, że zgodnie z nią nasz wszechświat kiedyś był w stanie próżni fałszywej o jeszcze wyższej energii, jednak rozpadł się, co poskutkowało ogromną ekspansją oraz nadaniem masy cząstkom elementarnym – a to można nawet w Wiki wyczytać.

  511. Jak się zaczynają kwantowe flik…fluk…flektu…fluktuacje przy okazji wymyślonych przez prostych ludzi dla prostych ludzi prostych bogów, pruję na godzinowy urlop, bo matce znów się zaczęły jej pieprzone, szlag by trafił, demencyjne fluktuacje.

  512. @Żorż Ponimirski
    Jeszcze trzy słowa. Nie użyłem (i nie używam – chyba że w wierszykach) słowa „nicość”, używam słowa „nic”. Niby nic, a różnica wielka.

    Pozdrówka

  513. Anumlik, ale w teorie mechaniki kwantowej nie trza wierzyć, bo to najbardziej potwierdzona doświadczalnie teoria w dziejach. Wiem, że to wszystko jest mocno abstrakcyjne, ale taki nasz umysł, że nie pojmuje skali subatomowej i jej praw. Są trzy kosmologie: klasyczna, kwantowa i inflacyjna i ta ostatnia ma nam odpowiedzieć na pytanie jak kwanty łączą się grawitacją. Póki co siedzę sobie w tej demokracji, zużywam prąd i czekam na teorię unifikacji. 😉

  514. @mopus11
    17 lutego o godz. 15:14

    Obejrzałem! Piękna Twoja wioska, dużo zieleni. Raczej znałem „die alte Stadt Breslau” w okolicy Jahrhunderthalle na początku lat 40-tych i potem od lat 60-tych.

  515. Zawijam się do domu psa wyprowadzić, zostawiam was z Monk’em.
    Thelonious Monk Quartet in Poland April 1966
    https://www.youtube.com/watch?v=CxmOzYnXeBY

  516. @Żorż Ponimirski
    Są trzy kosmologie: klasyczna, kwantowa i inflacyjna i ta ostatnia ma nam odpowiedzieć na pytanie jak kwanty łączą się grawitacją. Póki co siedzę sobie w tej demokracji, zużywam prąd i czekam na teorię unifikacji.
    Ja też. Ale póki nie nadejdzie pozostaję na łasce wiary. Także w kosmologię wedle hipotezy inflacji. I wierzą, że w końcu ktoś tę Grand Unification Theory opracuje i objaśni.

    Pozdrówka

  517. @pombocek
    17 lutego o godz. 15:40
    Bingo, za rzeką Bystrzycą w kierunku zachodnim jest osiedle Leśnica, z przepięknym zamkiem i równie pięknym parkiem, odrestaurowanym w latach 90. Ale zieleni wokół coraz mniej, bo deweloperzy szaleją stawiając betonowe maszkary. Charakter osiedla zatraca się z wolna. Tam gdzie niedawno spacerowały sarny i dziki teraz stoją bloki TBS. Ale wokół mnie zielono, bo miejsce stanowi swoistą enklawę. Ogrody przylegają do wału (za przeproszeniem) przeciwpowodziowego, za nim jest starorzecze Bystrzycy. Za Niemców stanowiło odnogę rzeki – pływały w niej ryby, woda była w miarę czysta, a oni – Niemcy – kajakowali, w niektórych domach zachowały się jeszcze długo kajaki wykonane z dykty i brezentu. Woda z odnogi zasilała elektrownię, podgląd w sieci – stopień wodny Stabłowice – teraz zostały po niej wspomnienia, chociaż budynek się zachował. Za starorzeczem jest las łęgowy, za nim rzeka Bystrzyca, za rzeką ten sam las. Pełno w nim saren, dziki buchtują, są i borsuki. W rzece bobry, idąc skrajem lasu, nad jej brzegiem ma się wrażenie, że jest się fabryce ołówków. A deweloperzy budują w stylu „chałupa na chałupie” i zachęcają do kupna domów na „Zielonych Stabłowicach” A one coraz mniej zielone, a coraz więcej betonowe i zakorkowane przede wszystkim.
    ‚Pamiętajcie o ogrodach” prosił poeta, ale kto tam słucha dziś poetów.

  518. @Antonius
    17 lutego o godz. 16:30
    Dziękuję
    Pozdrawiam

  519. mopus11
    17 lutego o godz. 17:03

    Aż tak stabłowicko w Koszalinie jeszcze nie mam, bo jeśli coś tu kamiennego rośnie, to głównie osiedla prywatnych domków na obrzeżach miasta. Skąd oni mają kasę, nie mam pojęcia. Chyba że kredyty. W samym mieście budowlanego rozmachu raczej niet. Ale wystarczy zrobić pół kroku w dowolnym kierunku i jest rozmach przyrody – i lasy, i wody. Samo miasto – też zielone. Żal będzie zdychać, ale co poradzisz. Na razie jednak ma się na wiosnę.

  520. mopus11
    Nie znam raczej twoich stron czyli twojej tzw. małej ojczyzny, którą zachwalasz, ale uważam, że „piękna nasza Polska cała”.
    Serio! Mamy góry, wyżyny, równiny, lasy, jeziora, rzeki, a nawet morze. Rozmaite krajobrazy, a nawet wachnięcia klimatyczne. Dlatego nie rozumiem np. zachwytów nad Skandynawią, która może i jest urodziwa, ale monotonna. Zwłaszcza jak się jedzie kilometrami przez taką choćby Szwecję. Mgli mnie już, gdy tam bywam w miarę często z powodów rodzinnych, od tych identycznych widoczków: las, woda,
    skałki, skałki, woda, las i rozrzucone na horyzoncie, nie za gęsto,
    wiśniowe kub żółte domki domki w jednolitym stylu, czasem jakieś miasto. Nuda!
    A dzielę się tymi mało odkrywczymi uwagami, by równie mało odkrywczo stwierdzić: „cudze chwalicie, swego nie znacie”.
    P.S. Oczywiście, chciałabym, podobnie jak ty, by ludzie „pamiętali o ogrodach”, ale nie jest aż tak źle. Wielu pamięta, ale media nagłaśniają złe przykłady, a nie dobre wzory dbałości o przyrodę, sensownych rewitalizacji itp.

  521. mopus11,
    Ty uważaj z tym zapraszaniem; niech Ci się jeden z tutejszych misjonarzy na łeb zwali – co wtedy?
    Ja mieszkam na jeszcze większym odludziu; 150 m do Odry, 20 m do lasu, za płotem nieużytki upstrzone brzózkami i wierzbami – psy mają gdzie się wyszaleć.
    Myślę, ze dzieli nas jakieś 20 km.

  522. @mag
    Wybacz, ale wypowiadasz się o Szwecji jak gość o Polsce po przejechaniu od Świecka przez Poznań do Łodzi.
    Szwecja jest przepięknym krajem z urozmaiconym krajobrazem (góry, tundra, wielkie jeziora, fantastyczne wybrzeże szkierowe) i pięknymi miastami.
    Norwegia, Finlandia… Trzeba poznać, a potem wypowiadać się autorytatywnie, jakie to nudne kraje 😉

  523. Tobermory,
    No co Ty? Toż nasza pszenno – buraczana kraina najpiękniejsza na świecie!
    A tak na marginesie – jakiej skali piękna, należałoby użyć do opisania, choćby Czech, czy Chorwacji?

  524. Tobermory
    17 lutego o godz. 18:18

    Chyba w 1996 siedziałem kilka miesięcy zimy-wiosny w naszych Rowach. Przy dobrej pogodzie docierał do nas szwedzki program po polsku. Pokazywali fantastyczne miejsca w fiordach, szkierach do wzięcia przez obywateli Szwecji, z pomocą państwa, pod warunkiem nietworzenia ani małej, ani większej produkcji, a tylko uprawiania rybołówstwa, małego ogrodnictwa, rolnictwa. Chodziłem przez parę dni nieprzytomny od tych widoków i żałowałem, że tyrałem na studiach przy węglu, koksie, żeby fundować koleżankom i kolegom końską kiełbasę z hali targowej przy Nankiera i chlać krupnik, piwo, zamiast się uczyć szwedzkiego i fińskiego.

  525. Tobermory
    Pozwól, że ja mam inne obserwacje ze Szwecji, a zjeździłam ten kraj w ciągu ostatnich 30 lat w różnych kierunkach niejednokrotnie. I nie rozumiem twoich durnych złośliwości na poziomie tego, że ja niby z Pcimia dolnego albo Świecka tam dojechałam i się wymądrzam.
    Jasne , że podoba mi Stockholm, zwłaszcza – poza Gamlastan – jego półocna część, np. Skarholmen i ogromniaste, przepiękne jezioro Melanet, Uppsala, Norkopping (też wspaniałe jeziora wokół, ach, jakie tam ryby łowilismy z moim lubym!) czy Geteborg.
    Jeśli błędnie spolszczam nazwy, to sorry, nie chce mi się sprawdzać. Ale nie obraziłabym się, gdyby ktoś w podobnej sytuacji”przekręcał”polskie.
    Żałuję tylko, że nie dotarłam na daleką północ Szwecji, np. do Kiruny. Co ja na to poradzę, że po prostu bardziej podobają mi krajobrazy, miasta, „sioła”, architektura, zabytki i przyroda w Europie środkowo-wschodniej, zachodniej i południowej?

  526. Pombocku,
    zawsze się można pocieszyć, że komarów tam bywa od groma, a jak się wczesnym latem za daleko zapędzić na północ, to spać nie ma kiedy, bo słońce furt całą noc świeci, i to tygodniami 🙄

  527. @mag
    zanim się uniesiesz słusznym oburzeniem, może spróbuj czytać ze zrozumieniem.
    Zagraniczny gość po przejechaniu autostradą od Świecka do Łodzi też powie, jaki to nudny kraj, ta Polska.
    Widzisz, ja poznałem dobrze zarówno Norwegię aż do granicy z Rosją, jak i pozostałe kraje półwyspu, a szczególnie Laponię, trasę Narvik-Kiruna-Lulea, Park Narodowy Abisko itd. Najpiękniejsze zaś było to, że nigdzie nie musiałem się obawiać, że mój namiot zostanie okradziony pod moją nieobecność, a z (otwartego) samochodu nie znikną cenne przedmioty albo i cały samochód.
    Ale i katolików tam ze świecą szukać 😉

  528. Polska, krajobrazowo jest nienudna, jako że sercem umajona, krwią zbryzgana i rozumem mało napoczęta.
    Jak się już krwią przestanie na krajobraz chlustać i rozumem zacznie Polskę napoczynać, to się trochę kłopot robi.
    Pominę nieco nudę połowy polskiego krajobrazu, co płaski i nijaki jest.
    Ważniejsze jest to, że Polska nie ma gospodarza.
    Gospodarz śmieci na ulicę nie rzuca, podwórko ma pozamiatane, kurwami co trzecie słowo nie wali, w autobusie przy ludziach nie drze do komórki ryja. Do sąsiada zagada, chętnie mu pomoże, na jego widok nie spluwa. O sprawy publiczne się troszczy, głos swój wyraża. Z innymi umie się dogadać, by robić rzeczy wspólnie. Dom buduje wedle sztuki i dobrego obyczaju. Jak autem jedzie to ma dość siły, żeby palcem kierunkowskaz wcisnąć. Pieszych i rowerzystów poważa. Przed ruszeniem autem w Polskę pyska nie zalewa.
    Po Polskę różni od krajów miłych i nudnych.

  529. mopus11
    17 lutego o godz. 15:14
    Okolice ulicy Cieszkowskiego też ciekawe. Taki spokojny pępek miasta.

  530. Tanaka
    17 lutego o godz. 19:06
    Dobre!

  531. Dla wierzących, a szczególnie @dezertera, mam dowód na istnienie boga, wystarczy nakliknąć na mój nick.
    Bóg mieszka (chwilowo) w Abisko.

  532. Tanaka
    17 lutego o godz. 19:06
    Swego czasu odbyłem podróż m.in. Bla vagen docierając do Mo-i-Rana, gdzie zafascynowany obserwowałem tamtejsze zakłady przemysłowe (m.in. huty bądź odlewnie) umiejscowione w skalistych wzgórzach.
    Skandynawia jest fascynująca z uwagi na swą surową przyrodę i momentami „cztery pory roku” na przestrzeni niewielu kilometrów (Norwegia).

  533. Błąd w adresie! Wpis z 19.29 miać być do @Tobemory.

  534. zezem
    17 lutego o godz. 19:29

    Ludzie różne rzeczy lubiejom.
    Ja, na ten przykład, nie znoszę polskiego syfu: zachodzę do gospodarza na podwórko, a tam porozwalane stare opony, resztki od traktora w każdym kącie.Na środku dogorywa przyczepa od Ursusa, zębami bo góry leży w przejściu brona. Z szamba cuchnie jak diabłu z pyska. Walają się jakieś blachy, kawałki gruzu, żużel, krzywa betoniarka.
    Polski krajobraz schlastany jest niemiłosiernie chaotyczną zabudową. Nie wiadomo, gdzie urbanizacja, a gdzie przyroda. Tam gdzie oko jeszcze widzi otwarty krajobraz, już wszystko na działki podzielone, pod zabudowę.
    Mieszka sobie człowiek w ciszy i ułudzie, a pewnego dnia – ryp – i dom na środku łąki stoi. W kolorze ścian różowym, a pokryciu granatowym. Podejdziesz bliżej – tablica: skup starych akumulatorów.
    Nawet jak ludzie domy koło siebie budują, to każdy wali inne okna niż sąsiad, dach w innym kolorze, materiale i spadku, ściany na różne kolory wymalowane, a różów, pomarańczy i denaturowanych fioletów nie brakuje.
    Nie będzie Niemiec swoim porządkiem pluł nam w twarz. Ni byle Szwed dzieci nam tumanił.
    Architektura przemysłowa to jeszcze inny temat. Mnie zresztą ciekawi.

  535. Tobermory

    Uomamuniu! Jeszcze takiego boga na żywo widziałem: i cud, i strach.

  536. NIE widziałem, oczywista.

  537. Tobermory
    Co do ostatniego zdania twojej riposty pełna zgoda!
    Brak katolików w Skandynawii ( a w każdym razie ich znikoma tam reprezenracja) zdecydowanie służy tamtejszym społeczeństwom.

  538. @anumlik

    Piszesz o trzech podstawowych możliwościach, z których żadnej nie da się potwierdzić, więc pozostaje wybrać sobie którąś do wierzenia – i masz, moim zdaniem, rację. Mam tylko dwa zastrzeżenia.
    1) Można też nie wierzyć w żadną z tych opcji, przyjmując całkiem MZ racjonalne założenie, że nasz poziom ignorancji jest zbyt duży, aby sensownie zasadzać się na tego rodzaju wnioski. Bo trzy warianty są całkiem jak trzy wymiary.
    2) Zaprezentowane przez Ciebie pole rozważań jest dosyć akademickie, w tym sensie, że w rzeczywistości wariant, iż świat został stworzony, ciągnie za sobą długi ogon dogmatów, nakazów, praw i zaleceń, które też można jedynie przyjąć na wiarę. Zwłaszcza te „cudowne” albo niedorzeczne. Zmartwychwstanie i magia, niepokalane poczęcie podczas wyjazdu męża, obowiązek noszenia brody, konieczność powolnego wykrwawiania zwierząt, prezerwatywy be, Owsiak be, Rydzyk ok 🙂 Zatem, w praktyce, mamy całe mnóstwo dodatkowych rzeczy do wierzenia.

    Dlatego zawsze się buntuję, gdy ktoś stawia znak równości między wiarą w Boga, a wiarą w którąś z opcji przeciwnych lub w żadną. Nie żebym sugerował, że Ty to robisz, po prostu staram się uzupełnić wątek.

  539. Tanaka g. 19:44 (wcześniej też)
    Uwielbiam taką klasykę narzekactwa.
    Ach, te niechlujne, niegospodarne Polaczki w porównaniu z takimi Niemcami, Norwegami czy Szwedami.
    Niedobrze mi się robi od tych stereotypów! Żebym jeszcze nie podróżowała na „dzień dzisiejszy” po Europie (Francji, Niemczech, Belgii, Włoszech czy Grecji i po Polsce, rzecz jasna), nie jakąś tam salonką czy „lymuzyną” lub Pendolino, tylko swoja kilkuletnią corsą , to gotowa bym uwierzyć w to, że takie z nas wyjątkowe nieudaczniki i barbarzyńcy.

  540. @mag
    a co do pierwszego?
    Że ja niby pod Twoim adresem dostarczam ” durnych złośliwości na poziomie tego, że ja niby z Pcimia dolnego albo Świecka tam dojechałam i się wymądrzam”?
    Nie, nie musisz przepraszać 😎

    @Tanaka
    jak się jedzie np. szosą z Czarnego Dunajca przez Chochołów do Zakopanego, czy jakąkolwiek drogą dojazdową do tej „perły” Podhala, to aż człowieka skręca z żałości, że Polska jest obszarem wolnym od trzęsień ziemi i te potworki archtektoniczne stać będą , no może nie po wiek wieków, ale stanowczo za długo. W takim krajobrazie 🙄
    Dotyczy to też innych okolic, a wszędzie niehonornym jest zatrudnić architekta i zapytać urbanisty o opinię, skoro samemu się wie, co piękne 😎
    Masz rację, nie ma gospodarza 🙁 A sąsiad to wróg.

  541. @Tanaka
    Z szamba cuchnie jak diabłu z pyska…
    Nie tylko z szamba,ale i latem z ulicznych włazów kanałowych. Ogólnie rzecz ujmując wiele bezhołowia i „sobiepaństwa” typu: ” a co mi tu k… ktoś będzie mówił”. Idę piękną plażą,a tu przy wyjściu,ale jescze w piachu psia kupa. Itd, itd.. Jadą rodacy do takich Niemiec i mówią jak tam zadbane , jak tam ładnie. Na dworcu w Wiedniu z wagonu wali się na peron rodak zalany w trupa… Pijani licealiści na promie z Korsyki ryczą „Polska,Polska” rozpościerając polską flagę, aby ktoś z pasażerów nie miał wątpliwości co do kraju pochodzenia młodzieniaszków.

  542. @Maciej2, z godz. 19:54
    Dlatego zawsze się buntuję, gdy ktoś stawia znak równości między wiarą w Boga, a wiarą w którąś z opcji przeciwnych lub w żadną.
    Ja też, dlatego nie równakuję. Poakademickowałem, by tak zneologizować, w wyraźnym kierunku. Mianowicie w kierunku @Tanaki, który jawi mi się jako szaman idei rozumu postrzeganego jako archiwum wiedzy, co mu w poście z godz. 15:28 napisałem wprost.
    Nie żebym sugerował, że Ty to robisz.
    Nie robię. Słowo uczciwego emeryta.
    po prostu staram się uzupełnić wątek.
    Za co Ci bardzo dziękuję.

    Pozdrówka

  543. @sugadaddy
    17 lutego o godz. 17:57
    Niech zgadnę Brzeg Dolny? Latem często tam roweruję, zbudowali niedawno most ze ścieżką rowerową, nie trzeba się już przeprawiać promem, albo nielegalnie mostem kolejowym, czy mostem obok elektrowni Wały. Też nielegalnie.
    Kiedyś BD był przystankiem w rowerowych eskapadach do Lubiąża, Wołowa. Obecnie już punktem docelowym.
    Pozdrawiam

  544. Tobermory
    Jeśli chcesz obejrzeć największe szkaradzieństwo architektoniczne w Polsce, to zapraszam do Warszawy. Okolice ronda im. Radosława niedaleko galerii Arkadia (pogranicze centrum i Żoliborza). Jest to gargamel wielopoziomowy, ciągle się rozrastający (kolejne wieżyczki, daszki spadziste i wykusze). Mieści się tam knajpa o wdzięcznej nazwie „Czarny kot”, gdzie można urządzić chrzest , wesele lub stypę. Nieopodal rozciąga się zresztą cmentarz powązkowski. Wiech z Himilsbachem , Mrożkiem i Głowackim by czegoś takiego nie wymyślili.

  545. @Dezertera się nie boję, na moim osiedlu mieszkają SJ, sympatyczni i życzliwi ludzie, tylko furt czekają na Armagedon, w którym oni zostaną zbawieni, zaś mnie niedowiarka trafi jaśnisty szlag.
    Pozdrawiam

  546. @pombocek
    17 lutego o godz. 18:37
    Kiełbasa końska z Hali była przepyszna, emanowała zapachem czosnku. W fabryce, w której wespół w zespół budowałem socjalizm, dopóki nie wydała się jej proweniencja zawsze miałem chętnych do konsumpcji. Tym bardziej, że produkcja wymagała tam używania spirytusu. Ludzki brygadzista pod fajrant otwierał metalową beczkę, z której każdego roboczego dnia, a wówczas, w słodkich latach 60. w soboty chodziło się do arbajtu, czerpał dzielnej załodze sporej objętości metalowy kubek.
    Proletariusze byli członkami brygady pracy socjalistycznej, więc przydział im się należał, bez dwóch zdań.
    Wymóg był tylko jeden, wypić i przejść przez bramę w pozycji pionowej.
    Etanol był skażony butanolem, nie było to ponoć szkodliwe, ale zajeżdżało kombinatem chemicznym. Czy było to prawdą nie wiem, bo wówczas ja 18. letnie niewinne pacholę byłem abstynentem.
    Takie reminiscencje kiełbasiane, bez jadu.

  547. @mag
    17 lutego o godz. 17:32
    Pełna zgoda. Zwiedziłem trochę świata, z racji moich zainteresowań: wszystkie (bez mała) europejskie góry, trekking w Himalajach, mur chiński, nurkowania w różnych ciepłych morzach, ale od 20. lat mniej więcej urlopy w Polsce only.
    Chyba, że weekendowy wypad do Pragi czy Berlina.
    Pozdrawiam

  548. mopus11
    17 lutego o godz. 20:53

    A sprzedawana była, od głównego wejścia patrząc, na dole, w końcu hali po lewej stronie. Tam też, na dole, widziałem na jednym ze straganów jedyny raz w życiu jabłka z odręcznie wypisaną kartką z ceną i informacją: „Jabka, bardzo dobre”. Chyba to był dla mnie jeden z pierwszych bodźców do uczenia się o względności rzeczy – co dla kogo dobre.

  549. @mag
    obejrzałem online pod hasłem „Makabryła”.
    Śliczności, zaiste. Takich cudeniek widuję sporo, ale chyba tylko w Polsce. Nawet cygańskie gargamele-pagody w Rumunii mają więcej stylu i harmonii niż te potworki 🙄

  550. mopus11

    Piszesz „Hala” dużą literą. Chyba masz rację. To pewnie była nazwa własna, bo przecież innej hali targowej wtedy nie było. Podobnie jak drugiej Hali Ludowej.

  551. A ja pamiętam jeszcze wejście do Hali, a przed nim babę ze słojem pijawek, pokrzykującą: Piafki, świeże piafki!

  552. mopus11
    17 lutego o godz. 20:31

    „@Dezertera się nie boję, na moim osiedlu mieszkają SJ, sympatyczni i życzliwi ludzie, tylko furt czekają na Armagedon, w którym oni zostaną zbawieni, zaś mnie niedowiarka trafi jaśnisty szlag”.

    „wolą [Boga] jest, by ludzie wszelkiego pokroju zostali wybawieni i doszli do dokładnego poznania prawdy”(1 Tymoteusza 2:4).

    Pozdrawiam.

  553. Tobermory
    17 lutego o godz. 21:17

    Zgadza się! Do dziś pamiętam jej skrzeczący trochę głos. No i jeszcze ten słynny dziad w w grubej kapocie z kapturem nawet w środku lipca.

  554. Redaktor Kowalczyk

    Z tego co wiem test jest teraz jedną z podstawowych metod badawczych określających stan wiedzy, morale,zapatrywania światopoglądowe …itd.
    Jest pytanie i kilka wariantów odpowiedzi wśród których z reguły tylko jedna jest prawidłowa i tę właśnie odpowiedź akceptuje komisja ,organ opiniujący,delegaci z innych ogniw terenowych itd.
    Wiem, że prawidłowe odpowiedzi i wyniki końcowe będą dopiero znane po spełnieniu wszystkich wymaganych procedur,ale ,czy jest możliwość (załóżmy,że po znajomości) zapoznania się z prawidłową odpowiedzią już teraz, nie czekając aż wszyscy objęci testem oddadzą swoje prace.

    Niby ciekawość to pierwszy stopień do piekła,ale mam w piekielnych czeluściach swoich ludzi i myślę, że jakoś i tam sobie powinienem poradzić.

  555. mag
    17 lutego o godz. 20:09

    Chodzę i jeżdżę po różnych polskich podwórkach w tej i tamtej stronie kraju i mówię, co widzę.
    Narzekactwo? Oczywiście ! Polscy urbaniści, planiści, architekci nie mogą się doprosić o to, by Polską rządziły bardziej cywilizowane przepisy planistyczno-architektoniczne. Polskie gminy mają interes w tym, by zabudowywać co się da i to bez żadnego porządku i bez kontroli. Co chłop to chce parcelować ziemię na działki i sprzedawać jak leci na domy, letniska, osiedla. Gminy mają interes nie w porządku, ale jego braku. Na każdym domu da się zarobić na różne sposoby,legalne i nielegalne.
    Dlatego mamy szajs urbanizacyjny i Polska jest znanym poza jej granicami szwarccharakterem.
    Czego byśmy nie rzekli o narzekactwie, kraje które wymieniasz, mają dużo bardziej spójne zasady urbanizacji,kontrolę nad procesem,spójność i logikę. A jeśli gdzieś u nich się znajdzie bałagan, to nie wynika on z zasady.
    Jeżdżę po różnych krajach i bardzo często zaglądam ludziom w podwórka. Tam jest najciekawiej, bo nie na pokaz dla turystów. I tam można najlepiej poznać miejscowych. I stwierdzam, że nie tu, a tam jest generalnie lepiej. W tych Niemczech, w tej Holandii, Francji, Szwecji, Danii, Finlandii, Austrii, Szwajcarii.

  556. Tobermory
    17 lutego o godz. 20:14
    Zakopane to tragedia wzorowa. Uczą o tym chyba studentów architektury. Omijam je szerokim łukiem., Nie lubię wymiotować w samochodzie. Poczekam, aż trzęsienie ziemi wyrówna. Wybieram lepsze miejsca.

  557. Tobermory
    17 lutego o godz. 19:23

    „Dla wierzących, a szczególnie @dezertera, mam dowód na istnienie boga”

    Piękne dzięki, ale to chyba bardziej dla niewierzących ?

  558. dezerter
    17 lutego o godz. 22:13

    To dowód na istnienie jedynego boga we wszechświecie: natury.

  559. pombocek
    17 lutego o godz. 22:29

    „To dowód na istnienie jedynego boga we wszechświecie: natury”.

    Jezus z Nazaretu, „jedynym prawdziwym Bogiem”, nazwał Swojego niebiańskiego Ojca. Jestem pewny, że mówił prawdę.

  560. dezerter
    17 lutego o godz. 22:38

    Pewnie, że pewność to najpewniejszy dowód prawdziwości. Jestem pewny, że słońce się kręci wokół ziemi, a w Australii chodzą do góry nogami.

  561. pombocek
    17 lutego o godz. 22:47

    „Pewnie, że pewność to najpewniejszy dowód prawdziwości. Jestem pewny, że słońce się kręci wokół ziemi, a w Australii chodzą do góry nogami”.

    Przekonały mnie dowody.

  562. A wczoraj w „Metro” gazeta rozdawana bezplatnie ciekawostka. Krowka Harriet urodzila jaloweczke imieniem Petal. Niby nic takiego, ale jednak

    Otuz na farmie Pinewood Nurseries w Buckinghamshiere, gdzie sie to dzieje nie maja byka…

    Pracownicy farmy sa wstrzasnieci, bo jest to pierwszy od ponad 2000 lat (dwuch tysiecy) zarejestrowany przypadek dzieworodztwa.

    Jak dotychczas, zaden z angielskich kosciolow chrzescijanskich, nie wypowiedzial sie w tej sprawie.

    Od siebie dodam, ze mam pewne powazne podejzenia, ale na razie zachowam je dla siebie… W kazdym razie, ani mysle oddawac poklonow „zlotemu cielcowi” ani innemu Apisowi. Usnmaze sobie za to soczystego, krwistego steka i poczekam na wypowiedz jakiegos fachowaca od dziewiczych poczec…

  563. @dezerter..

    „Jestem pewny, że mówił prawdę.”

    To gdzie tutaj jest wiara? Człowieku, skoro jestes pewny, to twoja wiara musi być niskich lotów. Tak właśnie wygląda umysł sekciarski – przepuszczony przez demagogiczną wyżymaczkę religijnej kloaki. Żałość…

  564. Rafał KOCHAN
    18 lutego o godz. 4:05

    „To gdzie tutaj jest wiara? Człowieku, skoro jestes pewny, to twoja wiara musi być niskich lotów”.

    Niepotrzebne są te epitety. Definicję wiary można znaleźć w Hebrajczyków 11:1: „Wiara to nacechowane pewnością oczekiwanie rzeczy spodziewanych, oczywisty przejaw rzeczy realnych, choć nie widzianych” (NŚ).

    A zatem wiara według Biblii jest „pewnością”, jak oddano te słowa w Biblii warszawskiej.

  565. Skoro powiedziano u Hebrajczykow, to musi być pewność. Furda nauka, furda weryfikacja, furda powtarzalność wyników – wystarczy, że POWIEDZIANO. Stara i Nowa Baśni jako jedyne wiarygodne źródło wiedzy. Wiara to jedyne, co pewne w niepewnym świecie. Który miał stworzyć ten, co jest najbardziej niepewny ze wszystkiego, co niepewne – Bóg. O którego się wykłóca ponad 40 tys. chrześcijańskich sekt. A jedna pewniejsza od drugiej. A druga – jeszcze pewniejsza.

  566. @dezerter…

    Wszelkie słowniki są jednoznaczne czym jest „wiara”:
    „Wiara – nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia, w warunkach braku wystarczającej wiedzy. Owo subiektywne prawdopodobieństwo nigdy nie osiąga wartości 100%, gdyż wtedy wiara staje się wiedzą. ”

    Pragnę ci przypomniec, że obowiązuje nas słownik języka polskiego, a nie jakies biblijne dyrdymały Hebrajczyków. No, chyba że jestes Hebrajczykiem, nie Polakiem, wówczas czas na zmianę obywatelstwa i miejsca zamieszkania.

  567. Nawet te zakichane biblie są niepewne: a biblia taka, a biblia sraka, a biblia owaka. Jakież znaczenie mają niuanse tłumaczeń, skoro domniemane słowo domniemanej Doskonałości tłumaczą dziesiątki tłumaczy, każdy na swój strój, a interpretują setki tysięcy interpretarorów – też zależnie od tego, którą nogą który wstał, ile wcześniej wypił i z której strony wiater: cy uod Zymu, cy uod Krymu. Cy uod
    Tater.

  568. Pewność wiary polega na tym, że jehowici to podli bluźniercy. dezerter bluźni bogu, czego pewność posiadają te właściwe kościoły chrześcijańskie wraz ze swoimi biskupami i watykanami.
    I ta pewność, i ta słuszność była bardzo zgrabnie zamieniana w czyn zmniejszania pogłowia bluźnierców jehowickich.
    Trochę to dziwne, że dezerterowi się to podoba, ale posiada przecież wolną wolę.

  569. Jerzy Pieczul
    18 lutego o godz. 8:17

    „Skoro powiedziano u Hebrajczykow, to musi być pewność. wystarczy, że POWIEDZIANO”.

    Pismo mówi nie tylko o tym, czym jest wiara, ale też jak się ona uzewnętrznia w życiu człowieka. Wiara o której mówi Biblia, to nie tylko słowa. To przede wszystkim czyny. W 2 Koryntian 4:13 napisano: „A ponieważ mamy takiego samego ducha wiary, jak ten, o którym napisano: „Uwierzyłem, dlatego mówiłem”, my też wierzymy i dlatego mówimy”.

    Nominalni chrześcijanie, nie są przekonani, że nauka głoszona przez ich kościół, jest prawdziwa. Dlatego nie dzielą się, z pobudek altruistycznych, tą nauką z innymi ludźmi. Taką pewność, zdobywa się dzięki wnikliwemu studium Biblii. W wyniku takiego studium, rodzi się wiara (pewność), która pobudza człowieka do rozmawiania o niej z innymi. Do dzielenia się z drugimi, nabywaną wiedzą.

    Odwaga i przekonanie potrzebne do publicznego głoszenia, stanowią same w sobie, pośredni dowód na to, że poznane informacje to nie tylko słowa, ale niezbite fakty.

  570. Rafał KOCHAN
    18 lutego o godz. 8:44

    „Pragnę ci przypomniec, że obowiązuje nas słownik języka polskiego, a nie jakies biblijne dyrdymały Hebrajczyków”.

    Nas ? Proszę mówić za Siebie.
    Dla mnie, ostatecznym autorytetem w kwestii wiary, jest Biblia.

  571. No proszę, to katolików już nie tylko prawo nie obowiązuje, ale również leksykon.
    Jesteśmy my, Polacy wolnego ducha i są oni, zniewoleni katolicy, halucynatorycznie związani z kościołem.
    BOŻE CHROŃ POLSKĘ PRZED KATOLIKAMI!

  572. Tanaka
    18 lutego o godz. 9:26

    „Pewność wiary polega na tym, że jehowici to podli bluźniercy. dezerter bluźni bogu, czego pewność posiadają te właściwe kościoły chrześcijańskie wraz ze swoimi biskupami i Watykanami”.

    „Wtedy arcykapłan rozdarł swe szaty wierzchnie, mówiąc: „Zbluźnił! Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Oto teraz usłyszeliście bluźnierstwo. Jakie jest wasze zdanie?” Odrzekli: „Zasługuje na śmierć”. Wtedy pluli mu w twarz i bili go pięściami. Inni go policzkowali” (Mateusza 26:65-67).

    Bluźnię ? Czemu nie ? W takim towarzystwie …

    Pozdrawiam.

  573. „Biblia, to nie tylko słowa. To przede wszystkim czyny” – powiada dezenter.

    Biblia to WYŁĄCZNIE SŁOWA. Kiedy słowa mówią o czynach, to nie są to czyny, lecz wyłącznie słowa o czynach (patrz: przemówienia kandydatów na prezydentów.

  574. @dezerter..

    Od kiedy to Biblia jest wyrocznią w kwestii semantyki?
    Jeśli dla ciebie normy językowe, które ustanawia się dzięki stosownym słownikom nie stanowią punktu odniesienia, tylko pierdoły wygadywane przez oczadziałych proroków sprzed kilku tysięcy lat w jakiejś beletrystycznej pozycji literackiej, to o czym my tu mówimy? Co tty tu robisz w ogóle? Macie na pewno swoje sekciarskie fora dyskusyjne i tam przecież możecie się wspólnie brandzlować nad potrzebą zmiany znaczeń WIEDZA i WIARA.

  575. dezerter pomylił towarzystwo. blog ateistów wziął za blog arcykapłanów religii Jahwe. I udowodnił prawdziwość wiary, która likwiduje świadków jehowy: „Zasługuje na śmierć”. Wtedy pluli mu w twarz i bili go pięściami. Inni go policzkowali”
    Karp głosujący za wigilią.

  576. Jerzy Pieczul
    18 lutego o godz. 9:47

    “Biblia, to nie tylko słowa. To przede wszystkim czyny” – powiada dezenter”.
    Napisałem: „Wiara o której mówi Biblia, to nie tylko słowa. To przede wszystkim czyny”. Zachęcam do uważnego czytania. Oto przykład wiary, opartej na wiedzy biblijnej:

    W „GW” z 22.04.2010 r.(Duży Format) , opublikowano rozmowę przeprowadzoną przez Marka Wąsa z prof. Joanną Pensonową. W latach 1941-1945, była ona więźniem obozu Ravensbruck. Po wojnie wybitnym lekarzem. Wreszcie tłumaczem i osobistym lekarzem L.Wałęsy. Fragment wywiadu dotyczący współwięźniarek , będących Świadkami Jehowy :

    – „Były to głównie starsze kobiety, które nie zgadzały się na wojnę , odmawiały jakiejkolwiek pracy na rzecz armii. (…) To była jedyna kategoria więźniarek , które były w Ravensbruck dobrowolnie.”
    – „Mogły odzyskać wolność , wystarczyło zmienić poglądy na wojnę ?”
    – „Tak , ale z tego , co wiem , żadna tego nie zrobiła”.

  577. Sadysta na wezwanie masochisty:
    – Bij mnie pięściami, policzkuj i pluj mi w twarz!
    – A właśnie, że nie 😎

    Panowie, dajcie spokój dezerterowi. On to lubi.

  578. W którymś z państw nawiedzonych przez Gulliwera gadacze nie gadali słowami, lecz desygnatami słów. Więc nosili ze sobą worki z desygnatami. Gdyby Biblia była takim workiem, a nie księgą ze słowami, których znaczenia co do najostatniejszego przecinka są umowne, nikt nie musiałby wierzyć w Boga, bo siedziałby sobie w worku jak ten dżin w butelce i w razie potrzeby można by za uszy wyciągać. Nie ma jednak worka z żywymi królika…bogami. Bogowie są tylko w słowach, które brzękną i przepadną. A drzewa dalej rosną.

  579. dezerter

    Zachęcam CIEBIE do uważnego czytania własnych słów, nim coś mi wytkniesz.

  580. Zdaję sobie sprawę,że Ja i dezerter mamy prawo czuć się trochę dezawuowani z naszymi poglądami, szczególnie kiedy w czasach Oświecenia człowiek uznał ,że sobie bez Boga poradzi i na przykład wynik działania arytmetycznego:
    2+2 =4
    podał z dokładnością 5 miejsc po przecinku,ale ja z trudem bo z trudem jakoś składam ten swój świat sobie do kupy i raczej nie narzekam.
    Co więcej z optymizmem patrzę w przyszłość,czego najlepszym dowodem moja obecność na blogu obok tytanów ateistycznego intelektu i świadomość ,że mogą mi po prostu nakukać.

  581. Rafał KOCHAN
    18 lutego o godz. 9:50

    „Jeśli dla ciebie normy językowe, które ustanawia się dzięki stosownym słownikom nie stanowią punktu odniesienia, tylko pierdoły wygadywane przez oczadziałych proroków sprzed kilku tysięcy lat w jakiejś beletrystycznej pozycji literackiej, to o czym my tu mówimy”?

    1. Czy ksiądz katolicki, może być autorytetem, w kwestii pożycia małżeńskiego i wychowania dzieci ?
    2. Czy niewierzący może być autorytetem w sprawie wiary ?
    3. Czy powinien oceniać Biblię ktoś, kto ma na jej temat, skromną wiedzę ?

  582. A swoją drogą ciekawe kiedy Redaktor poda prawidłową odpowiedź testu sprawdzającego.
    I po prawdzie nie pytam się tak zupełnie bezinteresownie, bo po cichu liczę na główną wygraną . Mam nadzieję że Redaktor zabezpieczył odpowiednich fundatorów głównej nagrody…a gdyby jeszcze jakaś kumulacja…coś od siebie…
    …żyć nie umierać…

  583. dezerter

    Bo ty, chlopczyku, zwyczajem ŚJ, okropnie lubisz się skupiać na pierdułkach, zwłaszcza na niedokładnie przytoczonych pierdułkach. Jeśli twoja wiara nie jest równoznaczna z Biblią (skąd masz wiarę – z komórki od Boga?), to ze mną w usciślania PUSTYCH słów się nie pobawisz.

  584. @dezerter

    1. Może. Tak jak psycholog nie musi być narkomanem lub alkoholikiem, by pomagać innym ludziom uzależnionym i być dla nich autorytetem.
    2. Może. Tak, jak wierzący może być autorytetem i zabierać głos w sprawie dowodów naukowych potwierdzających lub przeczących istnienia boga.
    3. Nie. Uważasz, że podejmujący tu rozmowę z tobą na temat Biblii mają na jej temat skromną wiedze? czy ty posiadasz wystarczającą wiedzę? Jeśli tak, to na jakiej podstawie wartościujesz poziom wiedzy na temat Biblii u siebie i u innych ludzi?

  585. Sprężyna jest z Tłuszcza, a Dezerter wczoraj dzwonił u mnie domofonem i chciał pogadać o Biblii, ale go spławiłem.

  586. Jeden z wielu wniosków który nasuwa się z tonu wypowiedzi kierowanych pod adresem dezertera przez Panów pomboceku, Tanakę i innych jest chyba niezbyt chwalebne uczucie niedosytu, niespełnienia,żeby nie powiedzieć zazdrości, czy nawet bólu.
    Bo dlaczego – dezerter ,czy ja – raczej tak bez kompleksów, na luzie ,ale z szacunkiem wypowiadamy się o Bogu, Jehowie,a Rafał Kochan , czy Jerzy Pieczul, że o Panu Tanace nie wspomnę z jakąś zadrą, zaciśniętymi zębami itd.
    A dlaczego?
    Bo nie mogą znieść spotkania „twarzą w twarz” z Najwyższym.
    Spotkanie z nim byłoby , a może jest męką i męczarnią.
    Oni nie mogą pojąć czym jest, czym może być Bóg.
    Niejaki Arystoteles (poganin) ładnie ten stan ducha określił:
    „… im bardziej rzeczy Boże są same w sobie jasne i zrozumiałe, tym bardziej dla są dla duszy ciemne i niezrozumiale.
    Podobne jak światło, im silniejsze, tym więcej oślepia wzrok sowy, lub jak słonce, które zaćmiewa władzę wzroku u tego, kto się weń wpatruje, ponieważ siła jego jest większa niż wytrzymałość wzroku.

    I nie mogą , nie jest im dane – im czyli mieszkańcom powiatu grójeckiego -a my z dezerterem próbujemy … ja podaję okulary przeciwsłoneczne, dezerter to nawet maskę spawalniczą i nic.
    Nic nie pomaga.
    I stąd chyba ten przejmujący ból.

  587. Dyskutowac literature typu „mity i bajania starozytnych hebrajczykow”, lub o literaturze bajecznej i mitologicznej, to szkoda mi czasu.

    Za to podrzuce, chetnym dyskutantom, co na ten temat powiedzial juz dawno temu George Bernard Shaw:

    „Nigdy, zaden czlowiek nie wierzyl w to, ze Biblia znaczy to co jest w niej zapisane.
    Za to wszyscy wypowiadajacy sie, sa pewni, ze mowi to co oni mysla.”

    Zycze dalszego owocnego wymieniania sie opiniami…

  588. dezerter
    18 lutego o godz. 10:20

    Czy położnik musi być kobietą wieloródką, by znać się na porodach, a wenerolog musi sam przejść syfa, by umieć leczyć na syfa?
    To są maglowe standardy, co pleciesz. Wiedzę o Biblii może zdobyć każdy. Ty mówisz z punktu widzenia apologety, co dla każdego racjonalisty automatycznie oznacza ZAANGAŻOWANY bełkot. Znajomość szczegolików Biblii nie jest równoznaczna z wiedzą o jej rzeczywistej zawartości faktograficznej i myślowej.

  589. Nieskromne powiem,ale my z dezerterem też chyba się do czegoś przydajemy.
    Do czego?
    Ano blog Kowalczyka chyba po raz pierwszy zostawia z tyłu samego „Passenta”.
    Wpisy na obu blogach zostały „wstukane’ mniej więcej w tym samym czasie, a Passenta jeszcze zza zakrętu nie widać.
    Mam nadzieję ,że Redakcja odnotuje ten fakt i uwzględni przy podziale kwartalnej premii dla swoich pracowników.
    A szczególnie Pana Redaktora.

    Wiem,że trochę kadzę, ale to tak na wszelki wypadek.
    Gdybym poszedł kiedyś za bardzo po bandzie i Kowalczyk chciał mi wręczyć czerwoną kartkę to wtedy wspomnę o swoich zasługach…i dezertera.

  590. Rafał KOCHAN
    18 lutego o godz. 10:32

    Trochę nadmucham dezertera
    1. ksiądz katolicki JEST autorytetem w sprawach pożycia małżeńskiego, wychowania dzieci. KAŻDY ksiądz JEST. Absolutną tego podstawą jest Objawienie zawarte w Biblii. Na Objawienie odpowiada Kościół katolicki nauką społeczno-rodzinną, która jest identyczna z Objawieniem. Nauka ta głosi znawstwo kapłanów w dziedzinie seksu, moralności małżeńskiej, wychowania dzieci i wszystkiego innego o czym nauka kościoła mówi.
    Jest absolutna spójność pomiędzy Objawieniem a autorytetem księdza w tych sprawach.
    2. „sprawa wiary” nic nie znaczy. Albo znaczy cokolwiek.
    W zakresie taki, jakim można obiektywnie badać „sprawy” niewierzący JEST autorytetem, gdy umie badać. W „sprawach” nie dających się badać, wierzący NIE JEST autorytetem. Może natomiast gadać dowolne rzeczy, jak każdy człowiek niespełna rozumu. MOŻE mówić wyłącznie o własnej wierze i jej doświadczaniu. Co także MOŻE być identycznie bezrozumnym gadaniem. NIE MOŻE niczego pewnego powiedzieć o cudzej wierze. NIE JEST wierzący autorytetem w sprawie cudzej wiary.
    3. ktoś kto ma na temat Biblii skromną wiedzę NIE MOŻE jej oceniać w rozumieniu moralnym, co znaczy NIE POWINIEN.
    MOŻE oceniać Biblię ten, co ma do niej stosunek obiektywny. KAŻDY wyznawca Biblii ma do niej stosunek subiektywny. Znaczy to, że ma na jej temat „skromną wiedzę”. KAŻDY wyznawca Biblii dokonuje na niej manipulacji i oszustw. biorąc jedno, a odrzucając drugie. dlatego jest 41 tysięcy wyznań chrześcijańskich. KAŻDE uważa się za jedynie prawdziwe i jedyne NAPRAWDĘ oparte na Biblii. KAŻDE kłamie. Lub kłamie 40.999 wyznań a jedno mówi prawdę. Gdyby którekolwiek z nich rzeczywiście miało „pełną wiedzę” o Biblii, byłoby JEDNO, „PRAWDZIWE” chrześcijaństwo.
    Oznaczałoby to, że jest to wiedza obiektywna. Wiedza obiektywna wyklucza wiedzę religijną. Uzyskanie PRAWDZIWEJ WIEDZY na temat Biblii równa się likwidacji wiary.
    Jehowici mają 1/41.000 szansę na to, że są tym „prawdziwym” chrześcijaństwem. Jeśli wygrają ten los, przestaną być wierzącymi. Przestaną być wyznawcami Jehowy.

  591. lonefather

    lonefatherku, w gadkach nie tyle przecież chodzi o Biblię, ile o przyciągające uwagę niektórych cuda, jakie ze Słowem Bożym zadufani w sobie i pewni wyróżniających ich wyroków Boga tzw. wierni wyprawiają. Można przecież powiedzieć: „Do dupy ze wszystkimi bibliami” i zajmować się czym innym. A doświadczony ateista nie ma przecież wierzącego za równego partnera, z którym na podstawie Biblii się targuje, czy jest Bóg. Odbywa się tu festiwal podśmiechujków.

  592. @Aaronu..

    Miałem nie odnosic sie juz do twoich słów, ale skoro idziesz ramię w ramię z dezerterem, to prosto i po żołniersku odpowiem: tak, „nie mogę znieść spotkania “twarzą w twarz” z Najwyższym. Spotkanie z nim byłoby , a może jest męką i męczarnią.”. A nawet więcej, splunę mu w twarz, jeśli się okaże, że taki twór istnieje. Czy przekonuje cię teraz moje „niepojmowanie” boga? A teraz nałóż beret z antenką, gumofilce i zajmij się gnojem w swoim obejściu.

  593. pombocek
    18 lutego o godz. 11:25

    Jurek, „za rownego partnera”?
    A konkretnie to z czym „rownego”?
    Z jakim poziomem „rownego”?
    A moze „rownego” kolesia?

    Mozna te potencjalne „rownosci” mnozyc, ale po co, przeciez i Ty i ja, obaj wiemy, ze jedyny zwiazek jaki oni maja z „rownoscia”, polega na tym, ze maja nie „rowno” „pod sufitem”, albo wrecz na odwrot, ze posiadaja calkowita, wrecz doskonala „rownie” pod kopula… I to by bylo na tyle w temacie „rownosci”.

    Ide sie zajac ciekawszymi sprawami, czyli z synkiem pojezdzic na hulajnogach w parku … Bo sie slonce piekne zrobilo i mamy +10 na termometrze…

  594. Drogi Rafale Kochanie
    Czyli, nigdy nie mów nigdy.
    To a propos polemik z moja skromną osobą.

    A twoje słowa o Bogu, nie świadczą o Nim, świadczą jedynie o Tobie.

    A propos ewentualnej wymiany zdań między nami , to z pewną przykrością muszę przyznać,że ja również nie dostrzegam większych szans na sensowny i konstruktywny dialog.

    Ale o okularach przeciwsłonecznych – swoją drogą – nie zapominaj.

  595. @Aaronu..

    A jeśli ci napiszę, ze moje slowa świadczą o bogu? To chcesz sie licytowac?

    Poza tym, mam nadzieję, że sie domyślasz, gdzie mam twoje zdanie na temat moich słów i mojej osoby?

    Jeśli zgadzamy się, że nie ma sensu konstruktywny dialog między nami, to bądź tak miły i zaprzestań wymienianie mojego nazwiska w swoich wypowiedziach.

    Pamiętaj o pampersach i berecie… z antenką oczywiście.

  596. Jestem rozsądnym i otwartym na nowatorskie myśli umysłem, a może inaczej, moje JA wokół którego jestem scentralizowany takie jest. Szanuje i akceptuje różnice między ludźmi, ale zapiekłymi katolikami gardzę, mierzi mnie katolicki implant miast tzw. kręgosłupa moralnego.

  597. A teraz chwila krotochwilnych zabaw autorstwa Andrzeja Bursy, czyli:

    Z zabaw i gier dziecięcych

    „Gdy ci się wszystko znudzi
    spraw sobie aniołka i staruszka
    gra się tak:
    podstawiasz staruszkowi nogę że wyrżnie mordą o bruk
    aniołek spuszcza główkę
    dasz staruszkowi 5 groszy
    aniołek podnosi główkę
    stłuczesz staruszkowi kamieniem okulary
    aniołek spuszcza główkę
    ustąpisz staruszkowi miejsca w tramwaju
    aniołek podnosi główkę
    wylejesz staruszkowi na głowę nocnik
    aniołek spuszcza główkę
    powiesz staruszkowi „szczęść Boże”
    aniołek podnosi główkę
    i tak dalej
    potem idź spać
    przyśni ci się aniołek albo diabełek
    jak aniołek wygrałeś
    jak diabełek przegrałeś
    jak ci się nic nie przyśni
    r e m i s”

    Na problem aniołka i diabełka i konsekwencji – bardziej odległych w czasie – z nimi znajomości spogląda również mój (ale chyba i za moim pośrednictwem również Wasz) wspólny znajomy, czyli Miłosz Czesław, który twierdzi że:
    (cytat z „Ziemi z Ulro”)

    Kiedy mój anioł stróż odnosi zwycięstwo, ziemia wydaje mi się tak piękna, ze żyję w ekstazie i o nic się nie martwię, bo otoczony jestem opieką, zdrowie moje dobre, czuje w sobie prąd wielkiego rytmu, w snach ukazują magicznie barwne krajobrazy, nie myślę o śmierci, bo czy ona nastąpi za miesiąc ,czy za pięć lat, spełni tylko to, co zasądził dla mnie Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba ,nie Bóg filozofów

    Miłosz nie zapomniał też o perspektywach tych z Grójca i okolic i tak:

    Kiedy zwycięża diabeł, z obrzydzeniem patrzę na kwitnące drzewa, które co wiosna mechanicznie powtarzają to co im nakazało prawo naturalnej selekcji gatunków, morze kojarzy mi się z pobojowiskiem monstrualnych skorupiaków gdzieś sprzed miliarda lat, przypadkowości i bezsens mego jednostkowego istnienia przygnębiają mnie, jestem wyłączony rytmu świata, który pędzi zostawiając mnie, szczątek, na boku, no i straszno, bo życie przeżyłem, nie dostanę innego , a śmierć tuż.

  598. Podchodzi Sprężyna do kasy w Maku i mówi- proszę mi sprzedać to, na co wyglądam, że chciałbym zjeść- i dostał happy meal’a.

  599. Ale ładnie ujął Pan Czesław moją metafizyczną perspektywę,co nie znaczy ,że ogląd bytu wolnomyślicieli nie uwzględnia – przynajmniej cząstkowo – teorii mechaniki kwantów.

    Na przykład „bezsens” , „przypadkowość”.

  600. Siegam pamiecia do Pisma Swietego i chocbym nie wiem jak sie wysilal, to slowa „kwant” w nim nie ma! W zadnym z 3 roznych wydan kwanta, choc na lekarstwo … A jak twierdza znafcy, czego w pismie nie ma, tego nie ma …

    Czyzby wymadrzajac sie o kwantach grzeszyli? Jak mozna sie wymadrzac o czyms czego nie ma? Nie ma, przynajmniej w/g wspomnianago zrodla pelnej i jedynej pelnej wiedzy o swiecie …

    Sami sobie zaprzeczaja, czyli posrednio potwierdzaja co jest warte te ich kompedium wiedzy o swiecie.

  601. A propos teorii mechnaniki kwantów. bo do tego akurat „piłem”

    z blogu Makowskiego

    niejaki:

    Żorż Ponimirski
    10 lutego o godz. 16:14 26525

    „… Poza tym, jeśli chodzi o boga Ojca katolików, stworzyciela nieba i ziemi, to przecież teoria mechaniki kwantowej doświadczalnie udowadnia, że nie ma stwórcy. Zresztą cała ta antropiczna kosmologia, która się kręci wokół człowieka wynika z uwarunkowań psychologicznych. Bóg jest tematem z dziedziny metakosmologii i tego się trzymajmy. BOGA NIE MA! JEST CZŁOWIEK!”

    Do tej akurat treści się odnosiłem.
    A teorii Mechaniki kwantów istotnie nie ma w Piśmie Świętym.
    Dezerter może poświadczyć.

  602. Inaczej
    Teoria mechaniki kwantowej mówi o:

    probabilistycznej natury samego Wszechświata.

    czyli:

    „bezsens” , „przypadkowość” Milosza stanowią odwołanie do tzw.( pisze tak zwanej bo istnieje duże ryzyko,że za parę lat ktoś – być może będzie to Polak – otrzyma Nagrodę Nobla za jej obalenie) teorii mechaniki kwantów.

  603. Zdanie powyżej powinno brzmieć:

    „probabilistycznej naturze samego Wszechświata”

    Nie „natury”.

  604. Nie wydaję mi się Sprężyna, ale walcz dalej z teorią burzącą Twój świat mitów. Wiem, że lepiej się wtedy czujesz, implant katolicki tak nie ciąży.

    No żesz, a miałem tylko hejtować jego hejty.

  605. Zalosne … Ani jednego slowa od siebie. Ani jednego…

    Nic tylko cytaty, cytaty, cytaciki i powolywanie sie, lub odwolywanie sie do kogos innego, do opinii, lub zdania wygloszonego przez tego, czy owego, lub rownie zalosne przywolywanie innych, by poswiadczyli.

    I z czym niby mam dyskutowac? Wole sie mierzyc z oryginalem, a nie „lusterkiem”…

  606. lonefather
    18 lutego o godz. 14:42

    Pacjenci pobliskiego zakładu psychiatrycznego zalatują zobaczyć, czy mamy dla nich karmę.

  607. @lonefather…

    Jakie tam „lusterko”… raczej krzywe zwierciadło… ewentualnie gówniany duplikat.

  608. Lonefather, tak mają zniewolone umysły, że potrzebują autorytetów, stąd ta cytatologia u Sprężyny z Tłuszcza i Dezertera od Księgi.

  609. Żorż Ponimirski
    18 lutego o godz. 14:55
    Kto nie posiada myśli własnej, jest zdany na cudzą. Nie umie jednak cudzych między sobą odróżnić, więc podpiera się byle jaką.
    Podpierając się byle jaką, pogarsza jeszcze stan własnego umysłu.
    Jest to proces degeneracyjny. działa tak jak działa przyroda: larwa pasożyta lęgnie się w ciele ofiary, po czym zjada ją od środka. na żywca.

  610. Proszę, coś od siebie.

    Trzecia zasada kiszki stolcowej. Mojego autorstwa.
    Premierowa publikacja.

    „Próby opisania istoty i sensu bytu przez świat nauki – czynione ku chwale wolno myślących mieszkańców planety Ziemia – przejawiające się prężeniem i napinaniem muskułów są odwrotnie proporcjonalne do weryfikowalnych empirycznie efektów tego napinania i wprost proporcjonalnie do akustycznych efektów potwierdzających prawidłowość funkcjonowania kiszki stolcowej.”

    Jakby co, to zgłosiłem już treść zasady w odpowiednim urzędzie i publikowanie jej treści i powoływanie się na nią grozi poważnymi konsekwencjami prawnymi.

    Moje odkrycie zostało zgłoszone jako prawo Aarona Sprężynera.

  611. Sprężyna, silna fala perystaltyczna zalała Ci puszkę mózgową.

  612. @ Żorż
    Karmi Pan trolla. Odradzam.

  613. Fragment listu Józefa Czapskiego do Czesława Milosza 4 III 1983.

    A właściwie jego postscriptum , bo całość zawiera sporo …cytatów.

    „PS. do Ciebie i o Tobie, nie dziw się,że w takim liście karmie Cię cytatami, gdzie znajduje odpowiedź, której sam bym powiedzieć nie potrafił. Tak teraz cytatami żyję i one mnie karmią.

    Kim był Józef Czapski?

    Nie znającym odpowiedzi sugeruje wstukać w Wikipedii nazwisko a tam…

  614. Niestety też cytat.
    Ale z kogo!!!

    Jacek Kowalczyk
    15 lutego o godz. 13:41

    @ Aaron
    Jest Pan mistrzem…

  615. No dobra opuszczam lokal.
    Dzisiaj nie przewiduję swojej obecności na blogu.

    PS Mam nadzieję ,że mimo mojej absencji licznik postów dalej będzie szybował…
    Orły do boju !!!

  616. Jacek Kowalczyk
    18 lutego o godz. 15:17
    Drogi redaktorze, proszę zwrócić uwagę na fakt, że ma Pan u siebie małpkę, która nas wszystkich przeuroczo bawi. Taka blogowo- sprężynowa osobliwość przyrody.

  617. Tanaka
    18 lutego o godz. 14:50

    Juz sie przestraszylem, ze nieuprawnienie „karmie” nieszczesnikow… ale czy sie „karmi” piszac, ze „KARMY NIET”?

    A poza tym, to chce sie zyc! Krew zywo krazy, po paru kilometrach na hulajnodze przehulanych i az sie by czlowiek zamachnal … i cos pozytecznego uczynil!

    A nie egoistycznie, tylko soba samym zajmowal.

    Tak mnie naszlo, bo jestem na swiezo po czytaniu o „polskiej zawisci”, tu w Polityce:

    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1608969,1,zazdrosc-niechec-wrogosc-polskie-wady-narodowe.read

  618. Maciej2
    18 lutego o godz. 15:40

    Przezajebiste. 😉 Starego zatkało, nie wie co młodemu powiedzieć.

  619. Wystarczy trochę pokręcić korbką 😉

  620. Żorż Ponimirski
    18 lutego o godz. 15:49

    Nie mam bezwarunkowej alergii na słowa, ale wolałbym aż takich słów z języka smarków, jak to, którego użyłeś w reakcji na propozycję Macieja, tu nie spotykać. Małpowanie źle wychowanych smarków to ciut niżej poziomu tego blogu.

  621. Korekty:
    Mój wpis tyczący tego na „A” 15-02, godz. 20:27, uzupełniam:
    Jako że, mamy do czynienia z narodzonym na nowo chrześcijaninem, należy wiedzieć, że przez niego przemawia Jezus; on codziennie z nim konferuje i ustala harmonogram i treści – jego Jezusa – przekazu. Jezus mu to powiedział, jak śpiewał kiedyś Phil Collins.
    ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
    Z drugiego wpisu z 16-02, godz.13:56, usuwam: ku przestrodze gadającej biblii.
    Dla niego już nie ma ratunku, toteż nie ma co go przed czymkolwiek ostrzegać; mógłby w tym artykule posłużyć jako przykład kogoś, komu totalnie odwaliło.
    ===================================================
    PT komentatorzy – słuchajcie gospodarza i nie karmcie! Sami widzicie, że jedno zaadresowanie rzeczonego, wywołuje u niego blogodiarrhea’e!

  622. Z całym szacunkiem Pombocek, ale nie widzę w tym znaku językowym nic złego. Wyraził trafnie moją reakcję na tą zabawną grafikę.

    Za PWN.
    prze- 2. «przedrostek intensyfikujący znaczenie przymiotników, np. przecudny, przemiły, przenajświętszy, przezajebisty»
    zajebisty- 1. posp. «bardzo intensywny»
    2. posp. «robiący duże wrażenie»

    W każdym razie postaram się nie być grubiański językowo. 😉

  623. orż Ponimirski
    18 lutego o godz. 10:37

    „Dezerter wczoraj dzwonił u mnie domofonem i chciał pogadać o Biblii, ale go spławiłem”.

    Rozmowa o Bogu jeszcze nikogo nie zgorszyła. A czasami, można się czegoś ciekawego dowiedzieć, jeśli jesteśmy gotowi wciąż się uczyć.

  624. Coś dla wytrawnych miłośników.
    01 – Steps (Unit Stuctures, 1966) – Cecil Taylor
    https://www.youtube.com/watch?v=_woT6Mgp64c

  625. Żorż Ponimirski

    Dla starszych jest to i pozostanie do drewnianej koszulki słowem bardzo grubym, bo jego bardzo gruba podstawa slowotwórcza nie została odwołana i pozostaje w służbie czynnej smarkatych chamów bez żenady zasmradzających cudze powietrze. Niektórzy autorzy słowników podkładają się gówniarzerii. Mój znajomy z akademika Jan Miodek – na pewno nie.

  626. sugadaddy
    18 lutego o godz. 16:28

    „Dla niego już nie ma ratunku, toteż nie ma co go przed czymkolwiek ostrzegać; mógłby w tym artykule posłużyć jako przykład kogoś, komu totalnie odwaliło”.

    Czy Szanowny Pan, ma coś budującego do powiedzenia ?

  627. Żorż Ponimirski
    18 lutego o godz. 16:37

    Odprezenie przez swintuszenie, przerabialismy przedwczoraj … Jeli sie nie „zalapales”, sprawdzac „listy obecnych” nei chce mi sie, to mozesz zalowac, ze Cie nie bylo …

    Rusycyzm „jebat”, ktory jest jadrem dyskutowanego przymiotnika, jest ordynarnym okresleniem aktu seksualnego i nie tyle jego rosyjska prowiniencja mi nie lezy, ile ordynarnosc.

  628. Rozmowa o bogu nikomu jeszcze nie zaszkodziła.
    Jeśli czarownica utonie, znaczy, mówiła prawdę o bogu. Pójdzie do nieba.
    Jeśli czarownica wypłynie – znaczy, nie mówiła prawdy o bogu. Pójdzie na stos.
    Oto wielka tajemnica wiary.

  629. Ale, zeby nie bylo, ze jestem „swiety”, uzupelnie powyzsze. Nie jestem i z luboscia, podkreslam, ze z LUBOSCIA, wypisuje, czy wygaduje rozne ordynarnosci, wszedzie tam, gdzie one sa na miejscu. Dla przykladu ze slowem „jebat” w roli niemal glownej jest jedna z najlepszych czstuszek jakie znam:

    Na gorie rostiat bieriozka
    Wietka k’wietkie klonitsia
    Parien diewoczku jebiot
    Chocziet poznakomitsia.

    I tu slowo „jebat” jest calkowicie uzasadnione, jest slusznie na swoim,sobie przynaleznym miejscu. A do recenzowania, czy przekazywania zachwytu wywolanego obrazkiem, z pewnoscia znajdziesz bardziej stosowne slowa.

  630. Tanaka
    18 lutego o godz. 17:06
    Rozmowa o bogu nikomu jeszcze nie zaszkodziła.

    Jestes tego pewien?
    Bo mi sie widzi, ze racjonalnemu jak ja, to faktycznie nie zaszkodzi. mi jest obojetne i nie wywoluje emocji. Ale wyobraz sobie biedaczyne, z juz niezbyt stabilnym stanem umyslu spowodowanym koniecznoscia uwierzenia. Jak taki zacznie o bozi, to mu grozi, ze sie zwoje zaczna grzac, a jak chlodzenie nawali, to porazenie gotowe, a u slabszego zdrowia osobnikow moze, Bog jeden wie, co spowodowac…

  631. dezerter
    18 lutego o godz. 16:59

    Też bywam „Szanowny Pan” i mam coś budującego do powiedzenia. Chyba szanowny dezerter niedowidzi, niedosłyszy. Pieczul nie przestał cię odrzucać, a ty niby otrzepałeś po kontakcie z nim pył, ale, jak widać, znów się zapyliłeś. Nie widzisz też, że prawie wszyscy cię tu odrzucają, więc czemu nie słuchasz Jezusa w sprawie odejścia i otrzepania pyłu po wszystkich, którzy cię nie chcą? Ano temu, że i próżnym gadułą, jak my wszyscy jesteś, no i zaprogramowali cię współsekciarze na zawodowego gadacza – czyli jesteś zwyczajny trajkot, nie rozmówca: pouczsz, nie rozmawiasz. Możliwe, że nawet kiedy cię pochowają, ziemia się będzie ruszać, bo język twój będzie latał jak łopata. Niewykluczone, że jak spotkasz Jezusa, dowie się od ciebie, że bardzo słabo zna Nową Baśń zwaną też Nowym Testamentem.

  632. Widzę, mili koledzy, że z „aktu wiary” znowu Was troszkę zniosło na świntuszenie i zabawy słowne. Zawsze uważałam, że żywy, soczysty język jest dla ludzi. Zależy tylko, co i jak się mówi i w jakim towarzystwie.
    To może i ja się włączę, ale z przekazem w stylu retro, co ma też swój wdzięk.
    Mój wujek-dziadek, ongiś rotmistrz WP, znał mnóstwo tzw. żurawiejek. Zapamiętałam np. taką, – Hej dziewczyny w górę kiecki, jedzie ułan Jazłowiecki.
    I jeszcze dziadkową anegdotę.
    Pan domu woła ze zgrozą do żony
    – duszko, rany boskie! Staś na guwernantce leży!

  633. Matko, powinno być „testu”, a nie „aktu wiary”.

  634. Tanaka

    „Rozmowa o bogu nikomu jeszcze nie zaszkodziła”.

    Z kolei mój ojciec powtarzał za życia taką mądrość: „Kościół do złego nie namawia”. Nie wiem jak teraz, 20 lat po udanej śmierci.

  635. Tanaka

    Inna rzecz, że tego, do czego Kościół namawia, ojciec raczej nie słyszał, bo ostatni raz go widziałem przed kościołem w 1953 po chrzcie mojego brata. A zmarł w 1994.

  636. mag
    18 lutego o godz. 17:45

    Mag, zamiast świntuszenia, posłałem Ci wiosny tchnienie. Bazie to zwykłość, ale przecież luty. Ciepło jeszcze potrzyma, więc za parę dni lepiej się rozwiną. Ale już i tak nienapasione ludzie łamią gałęzie. Cholera, gdziekolwiek człek postawi stopę, już – ślady małp. Okropnie lubią upiększać chaty kosztem oszpecenia przyrody.

  637. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Nadal twierdze ze cenzurowanie wpisow potepiajacych fizyczne osoby propagujace komunizm na ziemiach polskich w czasach sowieckiej okupacji jest nieetyczne. To ze Panu brakuje odwgi aby skonfrontowac sie z totalitarna przeszloscia kraju nie powinno byc powodem do aktywnego kneblowania ust w tej sprawie innym osobom. Czy wyobraza Pan sobie obecne Niemcy bez krytyki nazizmu?

    Slawomirski

    Slawomirski

  638. – Panie Pieczul, wyobraża pan sobie blog pana Jacka Kowalczyka bez cenzorów-obsesjonatów?
    – Nawet marzę, jak patrzę na wiecznie krzywą gębę, która jest chyba skutkiem spożywania kaktusów z kolcami.

  639. I szanowny kaktusowiec wyskoczył jak filip z konopi. Bezbłędny jest ten jajcarz… Internet jest to jednak swoisty magnes dla chorych psychicznie wykolejeńców.

  640. Tanaka
    18 lutego o godz. 17:06

    Wiesz co? A moze sie zgodzisz, zeby ciut ciut przerobic i zobaczyc co z tego wyjdzie?

    Rozmowa na bLogu nikomu jeszcze nie zaszkodziła…

    Zgodzisz sie?

  641. lonefather
    18 lutego o godz. 17:19
    Toż przecie tako rzecze koszałek nasz trollująco-jehowicący. Ja dałem ilustrację tego, jak to bardzo ładnie działa. Tak ładnie, że bez kałacha nie podchodź, jeśli rozmowę o bogu chcesz przeżyć.

  642. lonefather
    18 lutego o godz. 17:12

    Jezusicku – piękne !
    Masz tych czastuszek więcej?

  643. pombocek
    Widziałam „twoje” bazie. Dzięki!
    A ludzie – wiadomo, małpy. Ale, oczywiście nie wszystkie.
    P.S. Chyba jednak przestanę bronić Sławo i jego prawa do „wolności słowa”.
    Pisze on do Gospodarza: „To że panu brakuje odwagi, by skonfrontować się z totalitarną przeszłością kraju”… i dalej dyrdymały w klasycznym stylu kaktusowca. O dziwo, tym razem nie wspomniał o Urbanie, Passencie i nieboszczyku, tylko pisał ogólnikowo o „osobach propagujących komunizm w czasach sowieckiej okupacji”.
    To ja już naprawdę wolę przynudzanie dezertera wokół Biblii czy Sprężyny o Miłoszu.

  644. Kamyczek do ogródka oburzonego @pambocka:
    – Malcziki, poczemu nie tancujutie? – pyta kierowniczka zabawy.
    – My nie dansiory, my jebcy i odpowiadają malcziki
    .
    I to by było na tyle w temacie świntuszenia.

    A drugi kamyczek do ogródka @mag. Zachwyconej, gdy z testu wiary blog przechodzi gładko w test frywolności:
    Wyostrzona dzida zdybała dziś Dzidzię,
    Ta, kiecę zadarłszy, woła: Niebo widzę!

    I to by było na tyle w temacie „tchnienia wiosny”.

  645. No więc jadę polną drogą i nadziwić się nie mogę:

    Kak ja jechał w gorod Wilnius
    Cziort kartoszeczku warił
    Kotiełok na uj powiesił
    Czierez zopu dym walił.

  646. @mag…

    Bo trzeba mieć tupet i pokłady niewyobrażalnego chamstwa, by publicznie strofować, pouczać oraz dawać „moralne klapsy” gospodarzowi bloga. A wszystko to bez jakiegokolwiek związku z dominującym tu tematem. Trzeba mieć konkretnie zryty beret… no ale cóż, może tak mają ci, co to nabyli „wychowanie postakademickie”?

  647. pombocek
    18 lutego o godz. 17:29
    Jezus słabo się zna na własnym Świętym Piśmie.
    Raz, że nie pisał wcale,tylko czaem coś skrobnął na piasku,
    dwa, że nic do pisania nie dyktował,
    trzy, że na napisanie o nim bajek nie czekał, tylko przeszedł przez ścianę świecąc jarzeniówką,
    cztery, że jego bardzo późni wyznawcy 370 lat się spierali, która bajka lepsza, wzięli cztery, resztę kazali zniszczyć jako bajki zbujane do kwadratu, pięć, że bajki tak pomieszane i pobełtane, że i Jezus sam by siebie w tych bajędach nie poznał,
    sześć, że gdyby Jezus ze swoim Duchem Świętym chcieli, żeby ludzie prości i analfabetyczni mieli dobrze pojąć i „wypełniać” co Jezus powiedział, to by bardziej prosto i zrozumiale nakazał Jezus napisać.

    Siedem i czterdzieści jeden tysięcy – że co najmniej tyle wyszło z tego chrześcijaństw. A do tego każdy wyznawca ma w głowie swoje własne chrześcijaństwo. Razem miliard sto milionów chrześcijaństw na świecie. Nie licząc innych światów, o których Jezus nie wiedział.
    Ale może już wie, i właśnie obsługuje kolejne.

    * * *
    Ja kiedyś miałem taką scenę: stoję w małej wioseczce, pod Sudetami, i przyglądam się staremu kościółkowi, poniemieckiemu i dosyć mało zadbanemu.Wieża była otoczona płotem, bo dachówki spadały. Na ścianie napis:uwaga – spadające anioły !
    Wyjąłem aparat i przymierzam się tę cudną okoliczność przyrody sfocić.
    Podchodzi do mnie miejscowy, jednozębny mędrzec, z rowem i kosą przytroczoną do ramy, oraz małym psiakiem-kajtkiem merdającym wesoło. Mędrzec powódczany stanął przede mną, odczekał z należnym szacunkiem, aż sfocę, dał właściwą chwilę dla godności własnych słów i tako do mnie rzekł: Bo, panie, Kościół do dobrego namawia, nie do złego !
    Poczekał aż to wybrzmi w przestrzeni się godnie rozmieści, popatrzył na mnie, w niebo, i powoli się z poskrzypującym rowerem oddalił.

  648. Z kaktusow to mi sie najbardziej podobalo, ze w czasach, gdy najwieksze kwiaciarnie warszawskie nalezaly do jakiegos panstwowego przedsiewziecia, do kwiaciarni, w przejsciu podziemnym kolo Dworca Centralnego, od czasu do czasu przywozono tace zastawione malutkimi kaktusikami. Kazdy byl w swojej malutenkiej doniczce i kiedys szukajac prezentu pochylilem sie nad taka taca …

    Patrzylem i patrzylem, jakto sie mowi, jak sroka w gnat i wyjsc ze zdumienia nie moglem, bo pomiedzy roznych ksztaltow „barylkowcami” staly sobie niewinnie trzy kaktusiki mescalinowe … Nie byly wielkosci konsumpcyjnej, ale nie zawachalem sie ani sekundy … Poczekac mozna … Nie bylem codziennym bywalcem, ale na podobne okazje trafilem jeszcze ze dwa razy i uzupelnialem kolekcje. Potem, to chyba sie ktos zorientowal i te tace z roznorodnymi okazami kaktusow znikly ze sprzedarzy.

    Tak mi sie przypomnialo jak Jurek napisal o gebie wykrzywionej. Bo slowo daje, ze nic tak geby nie wykrzywi jak zucie kaktusa mescalinowego, nawet kolce nie sa potrzebne do wykrzywienia. A z powyzszego prosze nie wyciagac pochopnych wnioskow, co do moich nalogow, bo mescal jako psychodelic nie uzaleznia.

  649. Damy, damy, nie wiertitie zadom
    Eto nie propiellier, wam goworiat
    Eto nie propiellier i nie wientiliator
    A amortizator, wam goworiat.

    Damy, nie smorkajtie w zanawieski
    Eto nie priliczno, wam goworiat
    Eto nie priliczno, nie gigiieniczno
    I nie simpaticzno, wam goworiat

  650. Tanaka
    18 lutego o godz. 18:38

    A prosze … tym razem cos z klasyki ideologicznej:

    U Marusi w zopie
    Palamalas klizma
    Brodiat po Evropie
    Priznak komunizma.

  651. mag
    18 lutego o godz. 17:45
    Ech, gdzie te guwernantki, ci ułani z szablami i ich konie rącze…
    Teraz SUV-y, Dody i spalin smrody.
    Ułan zabrzmiał mi Zosieńką Jerzego Przybory.

    W lesie przy strumyku
    Zosia rwie jagody
    Na siwym koniku
    jedzie ułan młody

    Hej, dziewczyno, rzuć jagódki
    Wszak ułana żywot krótki
    Już za lasem wre potyczka
    Rumianego użycz liczka

    Zosia oczy skryła
    skromnie pod rzęsami
    sukienkę splamiła
    sobie jagódkami

    A choć krzyczy mama sroga
    Nie żałuje nic nieboga
    Bo z ułana za dwa dzionki
    Jeno krzyżyk i skowronki

    W lesie przy strumyku
    Zosia szuka jeżyn
    Na gniadym koniku
    drugi ułan bieży

    ułan młody i dorodny
    i miłości Zosi godny
    Chwyci Zosię wpół i przegnie
    I pokocha, i polegnie

    Jak woda w strumyku
    Tak Zosi czas leci
    Na wronym koniku
    pędzi ułan trzeci

    Ułan pięknie Zosię prosi
    strasznie żal ułana Zosi
    A nad nimi chmurka sina
    I czerwona jarzębina

    Zbiera Zosia grzybki
    Zebrała z pół kwarty
    Na bułanku chybkim
    pędzi ułan czwarty

    A gdy już skończone boje
    wodzi Zosia dziecię swoje
    Na kurchanek w polu świeży
    gdzie tatusiów szwadron leży

  652. lonefather
    18 lutego o godz. 19:00

    :-0 :-0 :-0

  653. Tanaka
    18 lutego o godz. 18:38

    Mam wiecej, ale mam tez watpliwosci. Bo wiesz, obawiam sie, ze trzezwe towarzystwo moze byc zszokowane za daleko idaca swoboda… Co innego o drugiej nad ranem, wiekszosc spi, a niespiacy trawia juz wszystko … 😉

  654. Pamiętaci, co mówiliśmy za Gomułki o krokach?
    „Krok do przodu, dwa do tyłu, skłon na wschód”.

    Eto szkoła Saliamona Pliary
    Szkoła bal’nych tancew, wam goworiat
    Dwie szagi na liewo, dwie szagi na prawo
    Szag wpieriod i dwie szagi nazad.

  655. Jerzy, pardą, rowerem, nie „rowem”, rzecz jasna.
    Ale jasne jest też i to, że , jednozębny mędrzec, po wygłoszeni Tajemnicy Wiary, w rowie zlec musiał. Z kosą przy ramie.Roweru.

  656. pombocek,
    Nie zatrzymasz ewolucji języka; „zajebiście” weszło na trwałe do polskiego i używają tego słowa, wszyscy współcześni.
    Za naszych czasów, było: po byku, po zbóju, w dechę, ale i po cehauju.
    Współcześni pewno nie wiedzieliby o co chodzi.

  657. lonefather
    18 lutego o godz. 19:07
    A to napisz o drugiej nad ranem ! 🙂

  658. Tanaka
    18 lutego o godz. 19:03

    To od taty dostalem, a on w Moskwie wyfasowal, gdy na poczatku lat szesciedziesiatych odbyl tam czesc studiow doktoranckich … Ja tylko zpamietalem.

  659. sugadaddy
    18 lutego o godz. 19:09
    Własnie, było przez ceha
    I komu to przeszkadzało?

  660. Kusisz mnie Tanaka, kusisz, do zlego ciagniesz …

    JA o drugiej napisze, a potem o drugiej w poludnie dnia nastepnego, jak to bedzie wygladac? Jak, za przeproszeniem ostatni pokot po trzydniowym weselu? Mam sie na tzrezwo zeszlajac? Ale pomysle, pomysle … moze cos lagodniejszego znajde …

  661. mag
    18 lutego o godz. 18:44

    No właśnie, mag. My tu sobie czastuszki nucim, tancujem, z ułanami wojujem, a ten rewanżysta nic, tylko się „konfrontuje z totalitarną przeszłością kraju”. Baaardzo ciężka waga,

  662. OK bylo o kwantach, a to sie z kosmosem wiaze, to prosze:

    Ja w kolchozie rodilas
    Kosmonawtu oddalas
    Ech TY! Ach TY!
    Wsie my kosmonawty.

  663. pombocek
    18 lutego o godz. 19:17

    Sie konfrontuje, bo sie wyzwolic nie zdolal… Tam gdzie mieszka, nikt go nie rozumie, nikt go nie slucha, nikt go nie pocieszy, ani nie da mu w morde, za przynudzanie wieczne.

  664. sugadaddy
    18 lutego o godz. 19:09

    Nie chromol, kochanieńki. Gdzie weszło, tam weszło. Skąd sobie wytrzasnałeś prawo wypowiadania się za WSZYSTKICH? Część tego, co nazywamy „wulgaryzmami”, znana jest od wieków, a mimo to wulgaryzmami być nie przestaje i nie w każdych okolicznościach przyrody da się użyć. Identycznie jest z tym smarkatym sromotnikiem na „z”.

  665. lonefather
    18 lutego o godz. 19:21

    Gratulacje: popełniłeś 666 wpis
    Ateizmem bucha !

  666. @@lonefather, Tanaka

    To też czastuszki:

    Pierestrojka, pierestrojka
    S uma zszedsza paranojka,
    Po wierchu uniwermag
    A diestwitielno – bardak.

    Nietu żyra, nietu jajec,
    Bijot nas Afgan, Kitajec,
    Lytwa z Łotwoj idut won,
    Na huj nam takoj zakon?

    W Kazachstanie u posiołku
    Jobał miedwied konsomułku.
    – Jebi! – kryczyt wieś narod,
    – Nas wsiech toże włast jebiot!

    (Andrzej Waligórski)

  667. pombocek
    18 lutego o godz. 19:17
    wsie wmiestie pajut, a on -szut !

    anumlik
    18 lutego o godz. 19:30
    Dobre !

  668. lonefather
    18 lutego o godz. 19:16
    Ale Kościół do złego nie namawia, tylko do dobrego !

  669. Dziwuchy i chupaki, stancujem sirtaki (w Polsce nazwali to „zorbą”)

  670. @Tanaka
    Zainspirowany Waligórskim (gdzież ach gdzież ten co poloneza wodził?) też popełniłem czastuszkę:

    Jed’iet pojezd szyny gnuts’a,
    pod mostom sołdat jebuts’a.
    Kak uwidieł on Kitajca,
    Uwiadszije u niewo jajca.

  671. Время сдвинули на час,
    Суета на глобусе.
    Раньше х** стоял в постели,
    А теперь – в автобусе.