Kto zdradził Jana Pawła II?

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Muszę pochwalić arcybiskupa Henryka Hosera, choć zapewne mało go to obejdzie, w końcu — jak to kiedyś uprzejmie sformułował kardynał Glemp — ja i mnie podobni należą do klasy szczekąjących piesków, które nie zdołają zatrzymać karawany Kościoła. I rzeczywiście, nie łudzę się, że moja pisanina w jakikolwiek sposób wpłynie na kształt życia Kościoła katolickiego w Polsce. Czy skoro chcę chwalić, to znaczy, że zgadzam się z hierarchą? Niekoniecznie. Niemniej wywiad, jakiego abp. Hoser udzielił Katolickiej Agencji Informacyjnej, skłonił mnie do odniesienia się do wyrażonych przez niego poglądów i konstatacji.

Wywiad jest obszerny, zatem i mój wpis nie będzie krótki. Muszę przyznać, że np. omówienie w Wyborczej.pl nie całkiem dokładnie oddaje nastrój tej rozmowy i zawarte tam idee. Siłą rzeczy ja też nie odniosę się do wszystkich wątków. Głównym tematem wywiadu jest rodzina we współczesnym świecie i stosunek KK do niej po ostatnim synodzie i przed kolejnym spotkaniem biskupów w tej kwestii.

Zacznijmy od konstatacji, które wydają się względnie uprawnione i nie odbiegają daleko od rzeczywistego obrazu rodziny w nowoczesnych społeczeństwach:

rozpad rodzin, rodziny patchworkowe, niewielki procent trwałych, nierozerwalnych małżeństw.

W Polsce

są stałe tendencje destabilizacji życia rodzinnego. Polska pod tym względem jest przesunięta w fazie w stosunku do Zachodu, różnica wynosi 20–30 lat, ale wpływy kultury liberalnej stają się u nas coraz bardziej akceptowane nawet w tradycyjnych środowiskach. Potwierdza to kolęda, czyli wizyty duszpasterskie w domach; nie ma wątpliwości, że narasta zjawisko kohabitacji młodych. To zjawisko jest dość szerokie, ponieważ spotyka się ze zgodą rodziców i dziadków.(…)

Starsze pokolenie nie zakłada już imperatywu wierności, nawet przy zawieraniu małżeństwa sakramentalnego, gdyż zanika świadomość czy znajomość, czym jest sakrament małżeństwa. Mówi się „ślub w Kościele” i wiadomo, że to ładnie wygląda, jest piękna oprawa, muzyka, wzruszenie, rodzice się cieszą. Ale jak nam nie wyjdzie, to się rozstaniemy, z góry tak zakładamy. Nie ma też sprzeciwu starszego pokolenia, które też nieraz żyło według wartości dalekich od chrześcijaństwa, choć rodziców łączył sakrament.chrześcijaństwa, choć rodziców łączył sakrament. (…)

W Polsce rozpada się około 30 proc. małżeństw i tendencja jest wzrostowa. Do tej nowej sytuacji ogromnie przyczyniła się emigracja. Odkryłem to jeszcze w latach 90., gdy spowiadałem w pewnej miejscowości, w której mieściły się obozy dla polskich uchodźców. W co drugiej spowiedzi była mowa o zdradzie małżeńskiej, bo współmałżonek został w Polsce. Te skutki istnieją i choć proces destabilizacji małżeństw postępuje powoli, jest on bardzo wyraźny. Mamy tu mechanizm błędnego koła życia rodzinnego – dzieci, na oczach których rozpada się małżeństwo rodziców, mają osłabioną zdolność do stworzenia stałej, stabilnej rodziny, gdyż nie miały osobowego wzorca. A dla dziecka rozwód rodziców to najstraszniejsze trzęsienie ziemi, o czym nie chce się już pamiętać.

Biskup kreśli obraz ponury i, przyznajmy, nie całkiem fałszywy. Widzi — i to za to m.in. go chwalę — że polskie społeczeństwo, formalnie katolickie, w praktyce jest obojętne na napomnienia Kościoła, bezkrytyczne i leniwe, daje się wodzić za nos mediom:

Na licznych portalach internetowych i w tabloidach odbiorcy tumanieni są życiem gwiazd, w którym jest wiele patologii. Aktor lub polityk, którzy porzucili żony z kilkorgiem dzieci, kreowani są na bohaterów. Cały czas społeczeństwo epatowane jest negatywnymi bohaterami, stawianymi na piedestale. Ludzie to widzą, chłoną, są całkowicie bezkrytyczni wobec przekazu medialnego.

Co gorsza, i to jest chyba najważniejsze przesłanie wywiadu, w takim właśnie świecie rozpadających się międzyludzkich więzi ludzie Kościoła nie tylko nie stoją na wysokości zadania, lecz mówiąc słowami arcybiskupa, zdradzili najwyższy polski autorytet kościelny, czyli Jana Pawła II, a ściślej zdradzili jego przesłanie, bo nie znają i nie potrafią przekazać innym tego, czego nauczał:

Jan Paweł II był wyrazem, głosem autentycznego Kościoła, ale praktyka duszpasterska zdradziła Jana Pawła II. To jest teza, pod którą się podpisuję, gdyż 40 lat mojego kapłaństwa poświęciłem małżeństwu i rodzinie i w tym czasie wypromowałem hasło „ewangelizacji intymności małżeńskiej”. W Polsce jest i było lepiej pod tym względem. (…) Duszpasterska praktyka zdradziła również papieża Jana Pawła II, ponieważ nie poszła za jego głosem, nie zapoznała się nawet z jego nauczaniem. Wszyscy mówią, że jest ono za trudne, nawet duszpasterze i częściej świeccy mówią, że dokumenty Kościoła są za trudne, że „my ich nie rozumiemy”.

Za przyznanie tego także należą się arcybiskupowi słowa pochwały. Dobrze, że dostrzega nie tylko te zewnętrzne siły, które próbuje demaskować (media, politycy, genderyzm — zostawiam ten wątek na boku, bo odciągnąłby mnie od meritum), ale widzi też ułomność Kościoła.Tylko dlaczego poddając krytyce współczesnych duszpasterzy, całkowicie ignoruje nagle historię KK, czyli trudny do zakwestionowania fakt, że nauczanie KK, mimo kilkunastu wieków wysiłków, przyniosło właśnie tak dramatyczne następstwa? Dlaczego to właśnie w katolickiej Hiszpanii, katolickich Włoszech i (kiedyś) Francji społeczeństwa tak oddaliły się od kościelnych ścieżek?

Podskórnie obecnym przekonaniem biskupa jest wizja pięknej przeszłości, w której ludzie się kochali, tworzyli szczęśliwe wielodzietne rodziny, bo uwielbiali mieć dużo dzieci, byli sobie wierni aż do śmierci (co przez wieki w praktyce oznaczało często kilka–kilkanaście, a bardzo rzadko kilkadziesiąt lat). To niestety niezwykle naiwny (i nieprawdziwy) obraz życia społecznego w odniesieniu do historii Europy. Do tego wszystkiego dochodzi wyraźne u biskupa przeświadczenie, że „oni” (politycy, media, genderyści, marketingowcy i inne diabły) to robią specjalnie, żeby zniszczyć rodzinę, żeby zdezintegrować społeczeństwo:

Ma powstać społeczeństwo niezależnych osobników. Społeczeństwo zarazem aseksualne i panseksualne. (…) W obronie małżeństwa i rodziny wychodzi na ulice milion osób, ale władza nie reaguje na protesty i dalej realizuje swój plan wprowadzenia jednopłciowych „małżeństw”.

To już obsesja. Czyżby biskup naprawdę wierzył, że można przekonać heteroseksualnych ludzi do zawierania homoseksualnych związków, bo państwo na to pozwala? Jeśli tak, to jest bardzo niemądry, jeśli nie — to posługuje się manipulacją. To drugie wydaje się bardziej prawdopodobne, Jak wynika bowiem z rozmowy, to oczytany człowiek o sporej wiedzy, który zarazem bez cienia zażenowania stosuje językowe chwyty pod publiczkę, takie jak:

nasze społeczeństwo jest społeczeństwem postaborcyjnym. Jest w nim ogromna trauma, zakodowana w pamięci somatycznej setek tysięcy osób, kobiet i mężczyzn.

albo

O krzywdzie słabych się nie mówi, gdyż nastała epoka darwinizmu społecznego.

Nie ma żadnej epoki darwinizmu społecznego (i nigdy nie było), a o krzywdzie słabych mówi się nieustannie, tylko że nie językiem Kościoła. Pamięć somatyczna i syndrom poaborcyjny to są pojęcia co najmniej mętne.

Wróćmy jednak na chwilę do duszpasterzy i ich zdrady. Bo przecież pozytywnym przesłaniem biskupa, jego propozycją wyjścia z impasu, jest idea, by powrócić do myśli JPII:

Wszystkie wskazania, zapisane przez papieża w rewelacyjnej adhortacji „Familiaris Consortio” nie były realizowane. Papież sformułował w nich m.in. cztery zadania rodziny. Proszę poprosić konfratrów, żeby je wymienili. Duszpasterze nie wymienią, bo nie czytali albo nie pamiętają, a wierni, żeby coś zrealizować, muszą wiedzieć konkretnie, co.

Zajrzałem więc do tej rewelacyjnej adhortacji. Przytoczę kilka cytatów (wcale nie najmniej zrozumiałych), bo to jedyny sposób, żebyśmy wszyscy wiedzieli, co proponował JPII. Dokument jest spory (prawie 60 stron), ale szybko można chwycić, dlaczego biskup mówi o braku zrozumienia wśród pasterzy (i warto się wysilić, by doczytać do końca).

Te cztery zadania rodziny to

Tworzenie wspólnoty osób
W służbie życiu
Uczestnictwo w rozwoju społeczeństwa
Uczestnictwo w życiu i misji Kościoła

Ze wstępu:

W zamyśle Boga Stworzyciela i Odkupiciela rodzina odkrywa nie tylko swoją „tożsamość”, to czym „jest”, ale również swoje „posłannictwo”, to, co może i powinna „czynić”. Zadania, które z powołania Bożego ma wypełniać w historii, wypływają z samej jej istoty i ukazują jej dynamiczny i egzystencjalny rozwój. Każda rodzina odkrywa i znajduje w sobie samej nie dające się stłumić wezwanie, które jednocześnie określa jej godność i odpowiedzialność: rodzino, „stań się” tym, czym „jesteś”!

O miłości małżeńskiej:

Miłość pomiędzy mężczyzną i kobietą w małżeństwie i, w formie pochodnej i rozszerzonej, miłość pomiędzy członkami tej samej rodziny — pomiędzy rodzicami i dziećmi, pomiędzy braćmi i siostrami, pomiędzy krewnymi i domownikami — jest ożywiana i podtrzymywana przez wewnętrzny, nieustający dynamizm, prowadzący rodzinę do coraz głębszej i mocniejszej komunii, która jest fundamentem i zasadą wspólnoty małżeńskiej i rodzinnej.

O nierozerwalności małżeństwa:

Podstawowym obowiązkiem Kościoła jest potwierdzanie z mocą — jak to uczynili Ojcowie Synodu — nauki o nierozerwalności małżeństwa. Tym, którzy w naszych czasach uważają za trudne lub niemożliwe wiązanie się z jedną osobą na całe życie, i tym, którzy mają poglądy wypaczone przez kulturę odrzucającą nierozerwalność małżeństwa i wręcz ośmieszającą zobowiązanie małżonków do wierności, należy na nowo przypomnieć radosne orędzie o bezwzględnie wiążącej mocy owej miłości małżeńskiej, która w Jezusie Chrystusie znajduje swój fundament i swoją siłę.

I tak to płynie akapit za akapitem, strona za stroną. Moja teza jest taka: tego nie można w gruncie rzeczy zrozumieć, bo to jest semantycznie puste, całkowicie zaklopsowane we wciąż powtarzających się pojęciach, które odwołują się jedne do drugich, zamiast odwoływać się do jakiegoś realnego świata. Upraszczam? Na pewno. Ale widać gołym okiem, że jeśli ktoś wierzy, że mówiąc takim językiem do narzeczonych do czegokolwiek ich przekonana, cokolwiek im wyjaśni, to jest chyba niespełna władz umysłowych.

Tak, biskup Hoser ma rację, gdzieś ucieka nam wszystkim poczucie sensu, gdzieś umyka odpowiedzialność za drugą osobę, mnożą się społeczne lęki, słabnie przekonanie, że w ogóle warto ryzykować wiązanie się z drugim człowiekiem zobowiązaniem silniejszym niż życie razem na próbę. Wszyscy to wokół siebie widzimy. Wierzę nawet, że opisywane przez arcybiskupa mikrospołeczności, które w ramach wspólnot kościelnych wspierają się grupowo, dają swym uczestnikom autentyczne wsparcie, zapewniają poczucie sensu. (Choć czasem, i to wiadomo, wyradzają się w sekciarskie grupki wzajemnie kontrolujących się wybrańców).

Problemem Kościoła jest to, że jego język już nie opisuje świata, w którym żyją wierni. Chodzą do kościoła, bo tak wypada, daje im to pewne poczucie wspólnoty (tak bardzo człowiekowi potrzebne), podtrzymuje nadzieję, że nie wszystek umrę itd. Ale to nie znaczy, że zmienią swój styl życia poza kościołem. I tu nie chodzi o dostosowywanie się Kościoła do nowych czasów, tu chodzi o dostrzeganie świata, jakim jest. Biskup Hoser go widzi, ale z oczywistych względów nie może wyrwać się ze słownika, którym musi się posługiwać. Dlatego na koniec wywiadu zapewnia:

Liczę na skuteczność Słowa Bożego. Wszystkie moje homilie są kerygamtyczne, nic lepszego nie można dać wiernym. Tylko Słowo Boże jest stwórcze, ludzkie ma efekt, ale ograniczony.

Naprawdę nic lepszego nie można dać wiernym? Słowo Boże w wersji głoszonej przez KK w ciągu wieków (a wersje też się zmieniały) jak dotąd nie dowiodło swej skuteczności, czego dowodem jest właśnie ten odpychający świat opisywany przez arcybiskupa. Słowo Boże nie mogło być skuteczne, ponieważ zawsze było i pozostanie tylko słowem ludzkim. Kto ma oczy ku patrzeniu, widzi to aż nadto wyraźnie. Kto lubi się oszukiwać, niech się dalej oszukuje.

Muszę chyba jeszcze odpowiedzieć na postawione w tytule pytanie, kto zdradził Jana Pawła II? Otóż, Jan Paweł II zdradził się sam. Ale to już oddzielny temat.