Ktoś musi być prezydentem

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Sorry, taki mamy ustrój — ktoś musi być prezydentem. Ale czy w związku z tym może to być ktokolwiek? Sądząc po wysuwanych przez partie kandydatach, wygląda na to, że tak właśnie uważają. Ktokolwiek, byle nie Bronisław Komorowski. Do urzędującego prezydenta można mieć sporo zastrzeżeń i ja je mam, w tym np. z racji światopoglądowych. Choć, przyznaję, że udaje mu się w sumie nie szkodzić, co w naszych warunkach polityczno-państwowych już zalicza się do pozytywów. Ale ja nie o prezydencie Komorowskim chciałem, tylko o kontrkandydatach, a właściwie jednym z nich.

Nie, nie będę pisał o dr Magdalenie Ogórek. Może tylko tyle: ta kandydatura to rozpaczliwa klęska SLD. Przykre jest widzieć, jak pani doktor nauka humanistycznych nie dostrzega swojej śmieszności w roli, której zagrania się podjęła. Źle to świadczy o jej wiedzy o polityce, jeszcze gorzej o samowiedzy. A jak ją prezentują ci, którzy ją popierają, też pokazuje specyfikę tej kandydatury (zaznaczenia nie moje):

Dr Ogórek na prezydenta

Dr Ogórek na prezydenta

Sensacją dnia jest jednak kandydatura, którą zdecydował się wysunąć PSL. Analizowanie politycznego znaczenia tego pomysłu, przeforsowanego przez szefa partii p. Piechocińskiego, pozostawię mądrzejszym (np. TU). Mnie bardziej interesuje, co i jak mówi Adam Jarubas (obecnie marszałek województwa świętokrzyskiego i lokalny szef PSL) w pierwszym większym wywiadzie, jakiego udzielił PAP.

Parę cytatów charakterystycznego stylu, który można by nazwać: „trochę tak, a trochę i nie tak”, cytatów, zza których wyłania się dość typowa sylwetka polskiego polityka:

Bardzo szanuję Bronisława Komorowskiego, ale chcę być bardziej aktywny. Nie mówię jednak, że prezydent nie jest, ale zawsze można być bardziej aktywnym.

 

Będę się wypowiadał [o dr Ogórek] z szacunkiem. Mam szacunek do wszystkich ludzi. Nie miałem okazji jej poznać osobiście. Doceniam, i w jakiś sposób zazdroszczę, efektu rozpoznawalności na starcie kampanii.

 

Mam 40 lat, ale w PSL-u jestem 22 lata. W czasie Rady Naczelnej podziękowałem takim liderom jak Waldemar Pawlak czy Jarosław Kalinowski, że mogłem się od nich uczyć.

 

Jestem umiarkowanym konserwatystą. Mam na myśli umiłowanie wartości, tradycji, przekonanie o znaczeniu społecznej nauki Kościoła w programach politycznych.

 

Nie jestem entuzjastą [związków partnerskich], który się od razu zapala do projektu. Chociaż chcę bardzo podkreślić, że jestem tolerancyjny.

Tolerancyjny nieentuzjasta związków partnerskich, lecz zarazem miłujący wartości oraz tradycję człowiek, który ma szacunek dla wszystkich ludzi (naprawdę wszyscy ludzie zasługują na szacunek?) i dostrzega, że społeczna nauka Kościoła ma znaczenie w programach politycznych (no pewnie). Po prostu kandydat idealny.

Mówi wprawdzie:

Pełnię funkcję marszałka i czuję się z tym dobrze.

Ale chętnie by to ciepnął w kąt, skoro zaraz dodaje:

Mam więcej do zyskania niż do stracenia.

Wejście do walki o fotel prezydenta uzasadnia psychologicznie:

To mierzenie się z własną słabością i element sprawdzenia samego siebie.

Brzmi jak z podręcznika „Jak zostać szczęśliwym i bogatym w trzech krokach”, ale właściwie co p. Jarubas chce sprawdzić? Czy umie występować w telewizji? Czy umie przelicytować obietnicami pozostałych kandydatów? O jakiej słabości tu mowa? Czyżby województwo świętokrzyskie nie było przykładem wzorowego zarządzania i nieprzeciętnego sukcesu, więc najwyższy czas porzucić to stanowisko i sprawdzić się na wyższym?

Oczywiście, to nie o to chodzi, to tylko takie ryczałtowe odpowiedzi na pytania, taka gra medialna w zobaczcie, jaki jestem elokwentny. A przecież istota jest inna: interes Polski. To znaczy nie całkiem Polski, a właściwie nie całej Polski, konkretnie, jej części, a jeszcze dokładniej interes PSL, a już zupełnie dokładnie interesy i interesiki tej najbardziej biznesowej z naszych partii. Pan kandydat ujawnił bowiem sposób myślenia, jaki stał za decyzją wystawienia kandydata przeciw kandydatowi rządowego koalicjanta:

Musimy wyważyć interes PSL-u i interes Polski. Wartości dla nas, ludowców, zawsze były ważne. Bronisław Komorowski w przypadku naszego poparcia też mógłby nie uzyskać 50 proc. w pierwszej turze. Wtedy też byłaby dla nas trudna sytuacja. Pułapek jest wiele. Jesienią są wybory parlamentarne. PSL, myśląc o nich, powinno uczestniczyć w debacie. Upraszczając – myśląc o kimś, moglibyśmy sobie odstrzelić kolano. Każde środowisko, zwłaszcza o tak pięknej historii, powinno mieć aspiracje i możliwość do tego, by wystawić własnego kandydata. Skorzystaliśmy z niej i nawet słaby wynik – choć wierzę, że będzie dobry – niesie w sobie mniejsze ryzyko niż niewystawienie kandydata.

W skrócie: jak trzeba wyważyć interes PSL i interes Polski, szalka PSL jest cięższa. I dlatego Adam Jarubas rusza do boju. Ktoś musi.

PS

Dla jasności: pomysł Zielonych z Anną Grodzką także uważam za przejaw politycznego zdziecinnienia. O Andrzeju Dudzie nie piszę, bo to oddzielny temat. O Palikocie i Korwin-Mikkem nie chce mi się nawet wspominać. Reszta to już prawdziwe kurioza.