Jaka jest twoja irracjonalność?

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Czytanie, co mają do powiedzenia nasi politycy, to prawdziwa frajda. Czasem trzeba to z nich umiejętnie wyciągnąć w rozmowie, a czasem tylko pozwolić, by napisali artykuł. Polityk jest w o tyle fatalnej sytuacji, że nie może sobie pozwolić na dłuższe milczenie, bo przestanie istnieć. Wielu sięgało i sięga po rozmaitych doradców, by się dowiedzieć, co powinni, a czego nie powinni ze swoich myśli ujawnić; inni są tak pewni swego, że żadnych podpowiadaczy nie chcą. Jedni i drudzy zaliczają solidne wpadki, taki to ryzykowny zawód.

Na przykład Janusz Korwin-Mikke na zaproszenie redakcji „Rzeczpospolitej” (nr z czwartku 15 stycznia) wypowiedział się pisemnie w kwestii, jak Europejczycy, a Polacy zwłaszcza powinni, zareagować po paryskiej tragedii. Jego główna teza brzmi: wartości unijne są dokładną odwrotnością wartości europejskich. Następnie podaje przykłady (z których przytoczę tylko parę, bo wydawca ma zamiar ścigać, jeśli ktoś za wiele zacytuje z zastrzeżonych tekstów, a ten został tak oznaczony):

W Europie obowiązuje zasada: „Kto nie pracuje, niech też i nie je”; w Unii system zasiłków zapewnia każdemu nie tylko jedzenie, ale i „minimum socjalne”. (…)
W Europie w chłopcach rozwija się naturalną agresję; w Unii agresję u chłopców się tępi.
W Europie rządzą mężczyźni; w Unii panuje (na szczęście tylko teoretycznie…) „równouprawnienie”.
W Europie panuje religia (katolicka, protestancka, prawosławna, żydowska, nawet islam — ale religia); Unia jest programowo i agresywnie ateistyczna.
W Europie homoseksualizm to zboczenie (tolerowane, wydrwiwane albo i karane); w Unii to normalny, a nawet preferowany rodzaj życia „seksualnego”.

I tak dalej. Przypominam — to były i przyszły kandydat na głowę państwa. Zmyślenia, wydumane wyobrażenia i zwykłe kłamstwa w jednym. Rozbieranie na części tych bzdur zajęłoby zbyt wiele czasu i miejsca, każdy może to sobie zrobić na własny użytek. Pamiętacie kandydata na prezydenta Krzysztofa Kononowicza (tego od „nie będzie niczego”)? Korwin-Mikke już dawno zamienił się w Kononowicza, tylko popierający go ludzie wstydzą się przyznać, że też to zauważyli. Czy jest wśród nich chociaż jedna osoba, która chciałaby żyć w państwie, w którym obowiązywałyby postulowane przez niego zasady i prawa? Jeśli tak, to chyba tylko dlatego, że brakuje jej elementarnej wyobraźni i społecznej empatii.

Zwolennicy Korwin-Mikkego podkreślają bezwzględną logikę, z jaką jakoby rozwija swoje poglądy, ale to złudzenie. Jego powierzchowna racjonalność skrywa pokłady błędnych, często prostackich przekonań o świecie i człowieku, pomieszanie wybiórczo i użytkowo traktowanej wiary w transcendencję z najbardziej karykaturalną wersją darwinizmu społecznego. Pisze (podkreślenia moje):

Proszę zauważyć, że dla unijnego federasty to, iż ateiści nie są agresywni, to pochwała ateizmu. Dla Europejczyka, wierzącego przecież w darwinizm, jest to wskazanie powodu, dla którego państwa ateistyczne muszą przegrać z państwami, których poddani gotowi są za wiarę umierać! (…) Ateiści w nic nie wierzą, więc niczego im się — poza wyśmiewaniem innych — robić nie chce. Bo i po co?

Dezynwoltura językowego harcownika połączona z wyraźną przyjemnością z obnażania własnej bezmyślności. Naprawdę da się takiego człowieka traktować poważnie, w ogóle rozważać choć przez minutę głosowanie na niego na jakiekolwiek publiczne stanowisko?

Ale to nie wszystko na dziś. Jest jeszcze inny racjonalista — Janusz Palikot. Ten z kolei udzielił poważnego w założeniu wywiadu „Dużemu Formatowi”, dodatkowi do „GW” (też numer z 15 stycznia). Postanowił być odważny i szczery, przyznał się do błędów, jakie popełnił ze swoją partią i wobec kolegów z tej partii (mówi: „złamałem swoim ludziom kręgosłup”). Nigdy nie byłem wielkim fanem Janusza Palikota i jego marketingu politycznego, za bardzo to wszystko na pokaz, za dużo zmian frontów, więc z lekkim zdziwieniem czytam, że on wciąż wierzy w wielki powrót:

w wyborach prezydenckich w 2015 roku się odbiję, a w wyborach parlamentarnych weźmiemy 7–8 procent i wejdę do władzy wykonawczej.

Skąd ta wiara? Skąd ta pewność siebie (poza tym, że niezbędna, jeśli polityk chce cokolwiek osiągnąć)? I tu Janusz Palikot mnie zaskoczył (podkreślenia moje):

Może fatalnie to będzie odebrane, ale mam kontakt z przywódcą hinduizmu Ravi Shankarem. Zadzwoniłem do niego, przez Skype’a, do Bangalore. Mówię, że mi nie wychodzi, że gigantyczne pieniądze włożyłem, że jest projekt, dobre nazwiska i nie wychodzi. A on mówi: we wrześniu w Polsce zajdzie zmiana… Niech pan tak nie patrzy, mam na to świadków. Poza tym jestem człowiekiem na wskroś racjonalnym. (…) Jego prognozy spełniły się w 2010, 2011 roku, więc miałem do niego zaufanie. (…) Nie wiem, skąd to wie, mówi, że odczytuje energię. (…) siedzimy [z Shankarem] na Okęciu, a on: jest niedobrze wokół ciebie, ale zaczniesz iść do góry w nowej konstrukcji politycznej. Rób tylko to, w co wierzysz!

No, czyż to nie piękne? Nasz na wskroś racjonalny polityk wierzy hinduiście (bo chyba nie w hinduistę?) odczytującemu energię i ufa jego przepowiedniom (choć racjonalniej byłoby założyć, że jeśli ktoś zgadł dwa razy z rzędu, to za trzecim razem może już się pomylić, zwłaszcza gdy nie wiemy, czy ten sam ktoś nie obstawił innej opcji zdarzenia u kogoś innego). Palikot, wykształcony filozof i skuteczny biznesmen, kupuje (i bierze za dobrą monetę) głębokie przesłanie z dowolnego poradnika szczęśliwego życia: Rób tylko to, w co wierzysz!

A ja się wyzłośliwiałem nad p. Elżbietą Bieńkowską, że wierzy w znaki Zodiaku…

Lubimy (musimy?) się oszukiwać, że nasza własna racjonalność jest prawdziwie racjonalna. Zarazem z dużą łatwością wychwytujemy u innych wszelkie oznaki ulegania nieracjonalności. Trudno więc nie zadać sobie pytania: a jaka jest moja irracjonalność?Zgrabny dialog między i (liczbą urojoną) a pi

Drodzy Czytelnicy!

Od teraz obok komentarzy będą pojawiały się łapki — zwrócone kciukiem w dół lub w górę. Pozwoli to Państwu oceniać komentarze innych Czytelników — doceniać szczególnie wartościowe albo zwracać uwagę na te niemerytoryczne i obraźliwe (czyli łamiące regulamin naszego serwisu). Te drugie będą sukcesywnie ukrywane (a więc widoczne dopiero po ich rozwinięciu). Każdy komentarz można ocenić tylko raz. Pozwala to uczestniczyć pośrednio w dyskusji także tym zalogowanym czytelnikom, którzy nie chcą pisać własnych komentarzy, ale chcą się jakoś odnieść do treści dyskusji.

Oczywiście, nie zmienia to przyjętych przeze mnie zasad wypowiadania się na moim blogu.