Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

15.01.2015
czwartek

Jaka jest twoja irracjonalność?

15 stycznia 2015, czwartek,

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Czytanie, co mają do powiedzenia nasi politycy, to prawdziwa frajda. Czasem trzeba to z nich umiejętnie wyciągnąć w rozmowie, a czasem tylko pozwolić, by napisali artykuł. Polityk jest w o tyle fatalnej sytuacji, że nie może sobie pozwolić na dłuższe milczenie, bo przestanie istnieć. Wielu sięgało i sięga po rozmaitych doradców, by się dowiedzieć, co powinni, a czego nie powinni ze swoich myśli ujawnić; inni są tak pewni swego, że żadnych podpowiadaczy nie chcą. Jedni i drudzy zaliczają solidne wpadki, taki to ryzykowny zawód.

Na przykład Janusz Korwin-Mikke na zaproszenie redakcji „Rzeczpospolitej” (nr z czwartku 15 stycznia) wypowiedział się pisemnie w kwestii, jak Europejczycy, a Polacy zwłaszcza powinni, zareagować po paryskiej tragedii. Jego główna teza brzmi: wartości unijne są dokładną odwrotnością wartości europejskich. Następnie podaje przykłady (z których przytoczę tylko parę, bo wydawca ma zamiar ścigać, jeśli ktoś za wiele zacytuje z zastrzeżonych tekstów, a ten został tak oznaczony):

W Europie obowiązuje zasada: „Kto nie pracuje, niech też i nie je”; w Unii system zasiłków zapewnia każdemu nie tylko jedzenie, ale i „minimum socjalne”. (…)
W Europie w chłopcach rozwija się naturalną agresję; w Unii agresję u chłopców się tępi.
W Europie rządzą mężczyźni; w Unii panuje (na szczęście tylko teoretycznie…) „równouprawnienie”.
W Europie panuje religia (katolicka, protestancka, prawosławna, żydowska, nawet islam — ale religia); Unia jest programowo i agresywnie ateistyczna.
W Europie homoseksualizm to zboczenie (tolerowane, wydrwiwane albo i karane); w Unii to normalny, a nawet preferowany rodzaj życia „seksualnego”.

I tak dalej. Przypominam — to były i przyszły kandydat na głowę państwa. Zmyślenia, wydumane wyobrażenia i zwykłe kłamstwa w jednym. Rozbieranie na części tych bzdur zajęłoby zbyt wiele czasu i miejsca, każdy może to sobie zrobić na własny użytek. Pamiętacie kandydata na prezydenta Krzysztofa Kononowicza (tego od „nie będzie niczego”)? Korwin-Mikke już dawno zamienił się w Kononowicza, tylko popierający go ludzie wstydzą się przyznać, że też to zauważyli. Czy jest wśród nich chociaż jedna osoba, która chciałaby żyć w państwie, w którym obowiązywałyby postulowane przez niego zasady i prawa? Jeśli tak, to chyba tylko dlatego, że brakuje jej elementarnej wyobraźni i społecznej empatii.

Zwolennicy Korwin-Mikkego podkreślają bezwzględną logikę, z jaką jakoby rozwija swoje poglądy, ale to złudzenie. Jego powierzchowna racjonalność skrywa pokłady błędnych, często prostackich przekonań o świecie i człowieku, pomieszanie wybiórczo i użytkowo traktowanej wiary w transcendencję z najbardziej karykaturalną wersją darwinizmu społecznego. Pisze (podkreślenia moje):

Proszę zauważyć, że dla unijnego federasty to, iż ateiści nie są agresywni, to pochwała ateizmu. Dla Europejczyka, wierzącego przecież w darwinizm, jest to wskazanie powodu, dla którego państwa ateistyczne muszą przegrać z państwami, których poddani gotowi są za wiarę umierać! (…) Ateiści w nic nie wierzą, więc niczego im się — poza wyśmiewaniem innych — robić nie chce. Bo i po co?

Dezynwoltura językowego harcownika połączona z wyraźną przyjemnością z obnażania własnej bezmyślności. Naprawdę da się takiego człowieka traktować poważnie, w ogóle rozważać choć przez minutę głosowanie na niego na jakiekolwiek publiczne stanowisko?

Ale to nie wszystko na dziś. Jest jeszcze inny racjonalista — Janusz Palikot. Ten z kolei udzielił poważnego w założeniu wywiadu „Dużemu Formatowi”, dodatkowi do „GW” (też numer z 15 stycznia). Postanowił być odważny i szczery, przyznał się do błędów, jakie popełnił ze swoją partią i wobec kolegów z tej partii (mówi: „złamałem swoim ludziom kręgosłup”). Nigdy nie byłem wielkim fanem Janusza Palikota i jego marketingu politycznego, za bardzo to wszystko na pokaz, za dużo zmian frontów, więc z lekkim zdziwieniem czytam, że on wciąż wierzy w wielki powrót:

w wyborach prezydenckich w 2015 roku się odbiję, a w wyborach parlamentarnych weźmiemy 7–8 procent i wejdę do władzy wykonawczej.

Skąd ta wiara? Skąd ta pewność siebie (poza tym, że niezbędna, jeśli polityk chce cokolwiek osiągnąć)? I tu Janusz Palikot mnie zaskoczył (podkreślenia moje):

Może fatalnie to będzie odebrane, ale mam kontakt z przywódcą hinduizmu Ravi Shankarem. Zadzwoniłem do niego, przez Skype’a, do Bangalore. Mówię, że mi nie wychodzi, że gigantyczne pieniądze włożyłem, że jest projekt, dobre nazwiska i nie wychodzi. A on mówi: we wrześniu w Polsce zajdzie zmiana… Niech pan tak nie patrzy, mam na to świadków. Poza tym jestem człowiekiem na wskroś racjonalnym. (…) Jego prognozy spełniły się w 2010, 2011 roku, więc miałem do niego zaufanie. (…) Nie wiem, skąd to wie, mówi, że odczytuje energię. (…) siedzimy [z Shankarem] na Okęciu, a on: jest niedobrze wokół ciebie, ale zaczniesz iść do góry w nowej konstrukcji politycznej. Rób tylko to, w co wierzysz!

No, czyż to nie piękne? Nasz na wskroś racjonalny polityk wierzy hinduiście (bo chyba nie w hinduistę?) odczytującemu energię i ufa jego przepowiedniom (choć racjonalniej byłoby założyć, że jeśli ktoś zgadł dwa razy z rzędu, to za trzecim razem może już się pomylić, zwłaszcza gdy nie wiemy, czy ten sam ktoś nie obstawił innej opcji zdarzenia u kogoś innego). Palikot, wykształcony filozof i skuteczny biznesmen, kupuje (i bierze za dobrą monetę) głębokie przesłanie z dowolnego poradnika szczęśliwego życia: Rób tylko to, w co wierzysz!

A ja się wyzłośliwiałem nad p. Elżbietą Bieńkowską, że wierzy w znaki Zodiaku…

Lubimy (musimy?) się oszukiwać, że nasza własna racjonalność jest prawdziwie racjonalna. Zarazem z dużą łatwością wychwytujemy u innych wszelkie oznaki ulegania nieracjonalności. Trudno więc nie zadać sobie pytania: a jaka jest moja irracjonalność?Zgrabny dialog między i (liczbą urojoną) a pi

Drodzy Czytelnicy!

Od teraz obok komentarzy będą pojawiały się łapki — zwrócone kciukiem w dół lub w górę. Pozwoli to Państwu oceniać komentarze innych Czytelników — doceniać szczególnie wartościowe albo zwracać uwagę na te niemerytoryczne i obraźliwe (czyli łamiące regulamin naszego serwisu). Te drugie będą sukcesywnie ukrywane (a więc widoczne dopiero po ich rozwinięciu). Każdy komentarz można ocenić tylko raz. Pozwala to uczestniczyć pośrednio w dyskusji także tym zalogowanym czytelnikom, którzy nie chcą pisać własnych komentarzy, ale chcą się jakoś odnieść do treści dyskusji.

Oczywiście, nie zmienia to przyjętych przeze mnie zasad wypowiadania się na moim blogu.

 

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 301

Dodaj komentarz »
  1. Hi, hi. Panie Redaktorze Kowalczyk, nawet Pan nie wie ilu „racjonalistów” przechodzi na drugą stronę ulicy gdy im czarny kot drogę przebiegnie.

  2. anumlik
    15 stycznia o godz. 23:49 414267

    Nie wiem, skąd wiesz, ilu „racjonalistów” – i czy to racjonaliści – przechodzi na drugą stronę ulicy, wiem natomiast, co spotkało czarnego kota, który mi przebiegł drogę: wpadł pod samochód.

  3. @Jerzy Pieczul
    Jeśli nie pod Twój to Ego te absolvo. Kota, znaczy „absolvo”. Jeśli pod Twój, to Vos ardebit in inferno.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. anumlik
    16 stycznia o godz. 0:39 414273

    Od urodzenia jeżdżę wyłącznie rowerem. Przynoszę kotom pecha, dlatego na mój widok przechodzą na drugą stronę. A z irracjonalnych rzeczy jeszcze takie coś: kleszcz napił się mojej krwi i zdechł.

  6. anumlik
    16 stycznia o godz. 0:39 414273

    Cholera, zapomniałem o najważniejszym: koty wiedząc, że im przynoszę pecha, przechodzą na mój widok na drugą stronę i właśnie po drodze wpadają pod samochód.

  7. anumlik

    Tak więc, anumliku, jeśli ktoś ma się smażyć w piekle, to chyba koty, bo po co w zakazane zabobony wierzą.

  8. Pieczul
    czyżbyś się zamienił rolami z wiadomym popierdywaczem ????

  9. JKM to hucpiarz, przygłup który jest groźny dla otoczenia. Myślę że psychiatra znalazłby odpowiednią jednostkę chorobową – odpowiadającą jego zachowaniu. Można punkt po punkcie obalać jego tezy ale to próżne, z idiotą się nie dyskutuje.
    Palikot też jest oportunistycznym palantem.
    Boże coś Polskę… dlaczego produkujesz takie patogeny?

  10. @mag 15 stycznia o godz. 12:55
    Odpowiedz na problem z poprzedniego blogu, nie mam zbyt wiele czasu, prawdę mówiąc zupełnie mi go brakuje, więc krótko: ten jest ofiarą kto się na to godzi. Wiem o tym, ale nie oznacza że sama nie popełniam błędów, głównie ze zle pojętego uczucia, np. miłosci do dzieci.
    Na marginesie, jak podoba ci się utwór polecony przez @ R.Kochana , ja słucham na okrągło
    Temat bieżący przemyślę w czasie weekendu.

  11. zezowaty

    Hi,hi.Przepraszam, że przed mymi wpisami brakło ostrzeźeń „Uwaga: żart!”. Lub „hi,hi” dla jasności. Hi, hi.

  12. Racjonalność oraz irracjonalność są potrzebne naszemu życiu. Żadna z nich bardziej lub mniej… Irracjonalność jest piękna. Czymże byłoby nasze życie, gdybyśmy nie mieli tych wszystkich śmiałków wspinających się na szczyty gór? Gdybyśmy nasze życie postrzegali jedynie w kategoriach ściśle zaplanowanych działań oraz automatycznych, wyćwiczonych odruchów? Gdyby sztukę tworzyć jedynie zgodnie z obowiązującymi zasadami, bez wyzwalania w sobie irracjonalnych, spontanicznych pokładów skrywanych tęsknot, marzeń, oczekiwań względem świata i ludzi? Pielęgnujmy zatem nasze irracjonalne namiętności….

  13. @observer:
    W przypadku obu panów to chyba bardziej złożone (JKM „dziadzio, schlebiający egoizmowi polityczych wnuków”, Palikot owszem, oportunista, który wykonał zbyt wiele wolt), ale istota problemu jest inna — prawie każdy ma jakiś swój antyracjonalizm. Mam przypominać Ewę Kopacz zachwalającą swobody palaczy i publicznie głoszącą antyszczepionkowe mity spiskowe? Jak poszkrobać, to każdemu się coś znajdzie.

  14. pp. Bieńkowska i Palikot są zobowiązani zabiegać o poparcie wyborców. Znakomita część wyborców wierzy w przepowiadanie przyszłości i znaki zodiaku.
    Zwracanie się do wyborców (aby ich zjednać) językiem, który rozumieją i odwoływanie się do znanych im emocji jest jak najbardziej racjonalne.

  15. @Art63

    Skoro zdecydowaną większość społeczeństwa stanowią bezmózgie patafiany, czy to racjonalne, by politycy ukrywali swój prawdziwy intelekt i dostosowywali go do tej większości?

  16. Do Palikota, pasuje doskonale opis rzekomego dentysty, jakiego użył Choromański w jednej ze swoich powieści: niby z nim wszystko w porządku, tylko ta wata w ramionach coś nie tak wszyta.
    Ta palikotowa wata nie raz dawała o sobie znać – na koniec całkiem wylazła.
    PS. Doskonałej prozy Choromańskiego nikt nie drukuje – niezrozumiała dla współczesnych? Czy może pokazująca Polaków bez retuszu? To bywa niewygodne.

  17. Na pytanie, jaka jest nasza/moja irracjonalność, zasadnicza odpowiedź jest prosta: taka, na jaką pozwalają geny. Ponieważ geny działają tak, by osobnik je noszący przekazywał je dalej, więc dopóki są przekazywane odpowiednio intensywnym strumieniem, irracjonalność się z tym nie kłóci.
    Mogą więc poszczególne osobniki wierzyć, że dla zdrowia należy umieścić się w rozpalonym piecu na 3 pacierze. Taka irracjonalność nie szkodzi genom, dopóki nie zagrozi puli. Może być nawet korzystna, bo eliminuje osobniki nadmiernie irracjonalne, a za mało rozsądne, czyli racjonalne.

    Pan Jacek podaje przykłady nieracjonalności polityków. Ja widzę krzyczący tytuł: dziś wyrok na znachora tragicznie zmarłej półrocznej Madzi. Mamy rok 2015, czyli 1860-ty. Bolesław Prus właśnie odnotował, że znachorka uznała, iż małą Rozalkę należy włożyć do rozpalonego pieca, żeby „wypociła chorobę”. W roku 2015 mamy też: „Osiem dni histerii wokół tabletki „dzień po”. Bruksela swoje, MZ swoje, farmaceuci o sumieniach, a kobiety w kropce „.
    Poziom irracjonalności w roku 2015 może być nawet wyższy niż w roku 15678 p.n.e. Co prawda mamy dziś stosunkowo racjonalną medycynę, ale ona ratuje życie, więc pozwala na przenoszenie się genów osobników skrajnie nieracjonalnych. Wskutek poszerzania się przestrzeni racjonalności, poszerza się też miejsce na nieracjonalność.
    Dlatego też na blogu jest dużo miejsca dla trolli i osobników stale bredzących, że Ziemia powstała 5 tysięcy lat temu, a niebieska książeczka myli się wyznawcom pięciomilienijnej Ziemi z czerwoną książeczką i z jej zieloną odmianą.

  18. Shankar z Palikotem siedzieli na lotnisku Okęcie. Shankar badał energię i stwierdził, że Palikot musi ją zmienić. Po czym przesiedli się dalej od kaloryfera.

  19. Czyli Palikot dołączył do elitarnego klubu „światłego” biskupa Hosera; jeden ma Bashoborę, a drugi szankra – tfu! Shankara!

  20. Niegdys spedzilem duzo czasu nad Marksem.Dlugo bylem zauroczony tym materializmem historycznym, ta logika, racjonalizmem, ktory bezwzglednie wskazuje jedynie sluszna droge jaka mial byc komunizm.
    *Kapital* czytalem z zachwwytem.Ale potem, kiedy Marks, a zwlaszcza jego mniej inteligentny przyjaciel, Engels, zaczeli racjonalnie prorokowac,ze rewolucja komunistyczna musi sie udac, bo z samej definicji rewolucji wynika, ze jest udana.Engels retorycznie pytal robotnikow w Westfali:Towarzysze, czy widzieliscie w przeszlosci taka rewolucje , co by sie miala nie udac ? Wiec nasza tez musi sie udac.!*
    Oczywiscie wszystkie nieudane rewolucje przestaly wg Engelsa miec prawo do nazywania sie rewolucjami.
    I taka sentencja mi sie przypomina,autorem jej jest Chesterton:* Szalencem nie jest czlowiek, ktory postradal rozum. Szalencem jest ten, ktory posluguje sie wylacznie rozumem.*
    I jeszcze jedna sentencja w stylu brytyjskiego humoru;
    Kapitalizm jest to taki system polityczny, gdzie jeden czlowiek wyzyskuje drugiego czlowieka. A w komunizmie jest odwrotnie.

  21. @ Lewy
    16 stycznia o godz. 11:10
    Miałem kiedyś fachowego wykładowcę, bo doktora od tych spraw, który twierdził, że owszem, Kapitał przeczytał, ale była to mordercza robota, i na tym poprzestał. Ponieważ dzieło zmogłeś i jeszcze byłeś nim zauroczony, to się chyba skuszę na całość, bo kiedyś fragmenty czytałem.
    Chyba to jest tak, w konwencji tego dowcipu: Biblia wyzyskuje Marksa, a w komunizmie – odwrotnie. Z tym, że to raczej humor z Radia Erewań, niż BBC.

  22. @Rafał KOCHAN,

    Czy politycy mają przemawiać do wyborców ich językiem podgrzewając do max emocje? Oczywiście, robią to od tysięcy lat z dobrym skutkiem. Polityka to gra emocji, zachowanie polityków jest jak najbardziej racjonalne.

    Nieracjonalne jest raczej branie na poważnie mowy wiecowej. Mówiąc w wywiadzie o horoskopach nawiązuje się więź z tysiącami ludzi. Wymądrzających się, zbyt zawiłych lub nudnych nikt nie wybiera.

    Dal przykładu, polska lewica wydaje się nie rozumieć tej prostej zasady: po przejechaniu się po niezwykle popularnym w Polsce KK, obrażaniu konserwatywnej obyczajowości i wylewaniu wyborcom na głowy wiader pomyj o ich antysemityźmie, zacofaniu i co tam jeszcze, lewica dziwi się, że ludzie nie chcą na nią głosować:) Czy to jest racjonalne?:)

  23. Tanaka
    16 stycznia o godz. 11:28
    *Kapital*to na prawde pasjonujaca lektura. Kiedy go czytalem, Marks wydal mi sie geniuszem. Dopiero pozniej odkrylem, ze najwazniejsze tezy przejal od Smitha i Ricardo. Ale i tak uwazam, ze jest to znaczace dzielo i godne przeczytanai.
    W ogole,gdy w polskich szkolach zamiast pisma swietego serwowano *Kapital* albo dziela Darwina, to Polska tak by sie zmienila, ze blog ateisty przestalby miec racje bytu. Ci normalni Polacy zastanawialiby sie nad nami: Czemu oni wywazaja z taka pasja otwarte drzwi ?

  24. Lewy
    16 stycznia o godz. 11:52
    Człowiek myślący, czytający, ciekawy i dociekliwy, pełen pasji, autentyczny, głęboki- ech, marzenie..! Byłaby wtedy Polska „Chrystusem narodów”. A teraz jest tym czym ten dowcip, który przywołujesz: „czyli odwrotnie”.

  25. Irracjonalność w anno domini 2015 jest porażająca, podobnie jak rok temu i w następnym też się pewnie utrzyma na tym samym poziomie.
    Szamaństwo, szeptuństwo, znachorstwo, wqróżbiarstwo może kwitnąć w telewizorze, czy na Stadionie Narodowym w Warszawie, więc co się dziwić, że dziecko się głodzi na śmierć dla zdrowia, tak jak niegdyś wsadzało do pieca, żeby choroba wyszła (casus Anielki z XIX wieku).
    Co i rusz Matka Boska ukazuje się komuś na jakimś drzewie albo na szybie, albo figura Chrystusa roni krwawe łzy. Buteleczki z wodą święconą, najlepiej z Lourdes albo innego miejsca kultu NMP, dobrze mieć w domu pod ręka, na wszelki wypadek.
    Nie ma na to żadnej rady. Ludzie uwielbiają się samooszukiwać, cofać do dziecięcej wiary w krasnoludy, smoki i uzdrowicielskie dobre wróżki.
    A religia z jej „gadżetami” otwiera nieograniczone pole do popisu.
    Ja mam swój sposób na złe moce. Czarnego kota, zawsze „na stanie”, który jest naturalnym odgromnikiem. Obecny nosi wdzięczne i adekwatne imię Otello.

  26. Ja wierzę, że szeroko pojęta lewica odbije się od dna. Ktoś mógłby mi napisać, że jest to wiara zupełnie irracjonalna.

  27. @lukasso
    Ja natomiast trace te wiare, bo jezeli najnowsza kandydatka „szeroko pojetej lewicy” ma tak silnie pro KK poglady to przepraszam jaka jest alternatywa dla PO PIS?
    Cala ta kandydatura i „odkrycie” zbyt przypomina „odkrycie” prof. Glinskiego jako kandydata na premiera.
    Poki wiec co mamy kolejny kabaret pilityczny i nie bardzo rozumiem jak on ma sluzyc Twojej wierze w odbicie lewicy. Chociaz owszem – lewicy odbilo ale nie od dna.

  28. @Art63.

    Na lewice ludzie nie głosują z powodu „wylewania wyborcom na głowy wiader pomyj o ich antysemityźmie, zacofaniu i co tam jeszcze”, tylko powodu jej braku wiarygodności politycznej; przestarzałych idei oraz zakłamanych polityków.

    Poza tym, nikt tu nie mówi o wymądrzaniu sie, zawiłościach etc.

    Tak czy inaczej, z racji tego, że nie przeszkadza ci populizm polityków, dobitnie świadczy to o tym, że mentalność Polaków przynalezy raczej do afrykańsko-azjatyckiej obszaru kulturowego. Pozostańmy zatem przy tym, ze tobie nie przeszkadza obnizanie tych standardów polityków do twojego niskiego poziomu. Mi jednak to przeszkadza i nie godzę się na takie standardy.

  29. JKM i JP wyżynami swojej inteligencji miażdżą Rów Mariański IQ (- 12 km) swoich wespół „polityków” i adwersarzy w totalnych ślinotokach. Panowie = kontynujcie !
    tępiciel miernot afiszowych

  30. lukasso
    16 stycznia o godz. 13:05
    Ponieważ w tej sprawie jestem poniekąd wierzący, jest to zarazem element mojej nieracjonalności.

    ppp
    16 stycznia o godz. 14:36
    Jak stracisz wiarę, staniesz się bardzo racjonalny. A w tej sprawie „trzeba wierzyć w człowieka, koleś” – jak mawiał pewien wybitny aktor ubrany na czarno.
    Wiarę w człowieka „kandydatka szeroko pojętej lewicy” – czyli lewicy katolickiej, osłabia.

  31. Przecież te brednie nie nadają się, by to cytować

  32. Znalem kiedys czlowieka mocno racjonalnego, ktory w zadne gusla, czarne koty, czy wrozki nie wierzyl – w ogole byl niewierzacy. Swego czasu jego zona kupila ( czy tez dostala w prezencie) figurke slonia, z traba w skierowana ku dolowi.
    Po kilku dniach slon zniknal, w tajemniczych okolicznosciach. A po kilku latach znajomy przyznal sie do wyrzucenia figurki na smieci. Gdyz slon z traba do dolu przynosi pecha.
    Najwyrazniej na trabie w dol konczy sie racjonalnosc a zaczynaja emocje.

  33. No to o jaka irracjonalnosc chodzi? Wiare w zjawiska nadprzyrodzone, gusla, astrologow i czarnego kota, czy w irracjonalne postepowanie w zupelnie realnym swiecie?
    Jak mozna porownywac „gaffe” pracowitej, kompetentnej, uczciwej pani minister, bo jakies dwie dyrdymalki w czasopismie galowym powiedziala z dobrze przemyslanymi bajkami Palikota. Ten ostatni okazal sie nie tylko blaznem i bufonem ale niebezpiecznym hochschtaplerem, ktory tym razem z pomazania hinduskiego guru dalej bedzie sie udzielal na niwie politycznej.
    W zyciu realnym bez czarnego kota i wrozb tez postepujemy irracjonalnie.
    Kilka lat temu wydana zostala w Ameryce ksiazka, ktora mozna znalezc pod polskim tytulem ” Co z tym Kansas?”. Problem ujety w formie satyrycznej dot. nie tylko tego stanu , ale i wielu innych. Dlaczego stan, niegdys znany ze swego radykalizmu obecnie glosuje na konserwatystow przeciwko swoim ekonomicznym i politycznym interesom, dlaczego zaczal wierzyc w kreacjonizm i wiele innych wstecznych pradow. Robia to biali, bez ubezpieczenia zdrowotnego, z dziecmi bez szans na dobra edukacje, lub zastrzelonymi przez przypadkowa bron, wierzacy ze wszystkiemu jest winien Bialy Dom, zapominajac o niebezpiecznych grach slynnego 1% posiadaczy pieniedzy.
    A polski przypadek z Tyminskim?
    Nieracjonalne postepowanie w realnym swiecie jest powszechne. Tak bylo, jest i bedzie. Ja nie wypieram sie, ze niejednokrotnie postepuje irracjonalnie, nawet zdajac sobie z tego sprawe.

  34. Wydaje mi się, że główna przyczyna nieracjonalności tkwi w złożoności świata. Nawet wysoka inteligencja, wytrwałość, żelazna konsekwencja w działaniu, nie dają gwarancji kontroli nad własnym życiem, realizacji planów. Często nie da się przewidzieć skutków własnych działań, ani też dojść prawdziwych przyczyn wydarzeń (nie mówiąc o ich przewidywaniu).

    Ponieważ, z naszego punktu widzenia, wszystko co nas spotyka jest mniej lub bardziej przypadkowe – szukamy formuły, która zamknie chaotyczność świata w bezpieczne ramy, tak abyśmy mogli usunąć ją ze swojej świadomości. I stąd, moim zdaniem, biorą się decyzje podejmowane na podstawie wróżenia z fusów, domniemanych sygnałów od Anioła Stróża, czy też niezachwiana wiara w tzw. „proste recepty” własnego autorstwa, stanowiące rzekomo rozwiązanie najtrudniejszych problemów.

    Z tym, że aby otrzymać pana w typie JMK, sama irracjonalność nie wystarczy, potrzeba jeszcze wielgachna megalomania 🙂

  35. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Dla mnie oraz sporego grona innych Polakow racjonalnym bylo opuszczenie PRL. Nikt z nas nie chcial byc zamknietym do konca zycia w obozie socjalistycznym genarala Jaruzelskiego. Bram tego obozu strzegli ludzie tacy jak Passent i Urban. Teraz ci dawni straznicy stali sie mentorami. Irracjonalnosci tej sytuacji chyba nie musze panu tlumaczyc. A to ze politycy klamia to kazdy wie i dlatego my ludzie z tradycja demokratyczna zmieniamy ich w czasie wyborow. Tego zycze panu i panskim rodakom i nie dajcie sie oszukac jak podczas wyborow lokalnych.

    Slawomirski

  36. Bez przesady, Passent odźwiernym PRL nie był

  37. Pięknie żyć w czasie przyspieszenia ewolucji szarych komórek homo sapiens.Narzędziem tego przyspieszenia jest rozwój techniki ,czyli przepływu informacji.100 Lat wstecz ,wszelkie brednie i i genialne pomysły ,docierały do ludzi z opóżnieniem i po drodze większość z nich zanikała.Dziś mózg każdego z nas ,zmuszony do przetwarzania setek informacji na godzińę ,musi twórczo się rozwijać aby nie doszło do ogólnego szaleństwa i paranoi.Ten szum informacyjny i globalna wioska ,tworzy człowieka nowego typu.A do tego przyczyniają się mózgi Palikota I Korwina.

  38. Irracjonalnie zachowują się ludzie niekoniecznie wierzący we wróżby, horoskopy, czarne koty itd. a np. w zamach smoleński, w geniusz, uczciwość i patriotyzm JarosławaPolskęzbawa, boskie dzieło w postaci
    Radia Maryja, czy ludzie pokroju Sławomirskiego, którzy całymi latami pielęgnują w sobie jakąś fobię ( u Sławo, jak wiadomo, to obsesja /natręctwo związana z Passentem, Urbanem, generał J.już odpadł, bo umarł). Mało tego, że tym wciąż żyją, to zatruwają życie innym swoim mantrycznym ględzeniem.
    Ciekawa jestem, czy on też tak truje w rodzinnym gronie (małżonka to chyba święta osoba) i swoim gościom w domu, o ile utrzymuje jakieś kontakty z Polonia, bo tubylcom raczej głowy nie zawraca.

  39. Ciekawym novum jest system oceniania komentarzy, tylko dlaczego Gospodarz posługuje się „gimbusiarskim” określeniem łapka? Człowiek przecież nie posiada łap, ani tym bardziej łapek. Posiada za to kciuki, które może w starym rzymskim geście unieść w górę lub w dół. Poprawnie i po polsku powinno zatem być kciuk (a nie łapka) w górę, tym bardziej że ikona wyraźnie pokazuje, że o kciuk właśnie chodzi.
    Co do dwu przykładów irracjonalnizmu, to irracjonalne zachowanie zaprezentował tu jedynie Palikot. JKM to przypadek zdecydowanie kliniczny. Ogrom nonsensów, jakie ten człowiek wygaduje kwalifikuje go do oddziału psychiatrycznego, a nie na salony polityczne.

  40. Polska istnieje tylko dzięki irracjonalności. Gdyby nie ta irracjonalność, Polska by padła, szczezła, zawaliła się, znikła, przepadła w otchłani i pomroce dziejów.
    Narracja rządząca jest taka, że na wierzchu, oficjalnie, honorowo, partiotycznie, zbawczo i prawdziwie działają namaszczeni, odżywieni, docenieni irracjonaliści. Oni kroczą, zdobią, przemawiają, kropią, gromią i potepiają. Oni wznoszą modły, przybywają i przebywają, dają się prosić, ubłagiwać i uwznioślać. Oni organizują powstania, a co jedno to krwawo przegrane. Oni widzą siebie ogromnymi. Narodowe Siły Zbrojne, przy niewielkiej pomocy Armii Krajowej wygrały II wojnę światową w której głównym wrogiem była Armia Czerwona. Oni podpalają stos pod PRL-em i każdym racjonalnych człowiekiem.

    Żeby byli ci na wierzchu, ci namaszczeni i błogosławieni, muszą być i ci pod spodem. Robią w podziemiu, w brudnej kotłowni, palą, czyszczą retorty, odwalają żużel. Zbudowali drogi, fabryki, mosty, porty, statki, samoloty, kopalnie, uniwersytety, które to wytwory wymagają silnej racjonalności i nie znoszą blagi.
    Oni bezpiecznie latają, a ci namaszczeni irracjonalnością, wywołują katastrofy smoleńskie i wszelkie inne, włącznie z politycznymi, co ich irracjonalność podnosi do zasady najwyższej i zbawczej.

    Ktoś musi być racjonalny, by irracjonalni mieli co rozwalać. A po rozwaleniu – przemadlać.

  41. Tanaka
    Piszesz – Polska to jedna wielka irracjonalność. No, jednak niezupełnie.
    Wciąż przeplatał się wątek romantyczny z pozytywistycznym, choć ten pierwszy – niestety – zbyt często dominował (genialnym zapisem tej naszej dwoistości jest „Lalka” Prusa).
    Takim modelowym, bardziej współczesnym przykładem, owej dwoistości jest, moim zdaniem, dwudziestolecie międzywojenne. Z jednej strony Gdynia, fantastycznie funkcjonująca PKP, CEKOP czyli zbudowanie Centralnego Okręgu Przemysłowego, prawo wyborcze dla kobiet już w 1918 (byliśmy w awangardzie Europy), równe prawa dla mniejszości narodowych ( w praktyce było jak było, ale dopiero w latach 30.), z drugiej zaś – tromtadracja, apetyty wręcz mocarstwowe, samooszukiwanie się na zasadzie – „nie oddamy nawet guzika” itd. i na koniec totalna klęska wrześniowa.
    Jak to przenieść na dzisiejsze czasy? Kurcze, nie podejmuję się, nie czuję jeszcze dystansu.

  42. mag
    17 stycznia o godz. 12:31
    Rety, przecież piszę o tej dwoistości !

  43. Tanaka
    No i dobrze! Ja tylko doprecyzowałam na przykładach, niejako wykładając kawę na ławę.

  44. A dziś rocznica tzw ,wyzwolenia Warszawy.W telewizorze ani słowa o tej okrągłej rocznicy.Bo dziś ruskie są fe.A nasza racjonalność polega na tym ,że wyzwoliciel uznany jest za zaborcę.Takie Lechowe plusy minusowe.

  45. Ja Kaczynskiego nie uwazam za irracjonalnego.On racjonalnie kalkulowal i dalej kalkuluje, bo marzy mu sie absolutna wladza. Rozwiazanie Sejmu wcale nie bylo irracjonalne. Zezarl przystawki, ale stracil wiekszosc parlamentarna, wiec doprowadzil do nowych wyborow, bo w swym nie do konca wykalkulowanym cynizmie, nie przewidzial, ze racjonalnie myslacy Polacy nie zaglosuja na tego führerka. Potem racjonalnie pchal brata do Smolenska, zeby ten mogl nalapac punktow u patriotycznych prawiczkow.
    Nieracjonalni sa natomiast ci wszyscy, ktorzy nie widza podlosci tego czlowieczka, jego cynicznego racjonalizmu. Te 20% , ktore glosuje na niego. Nie mam tu na mysli *dworu* Jarka, tych Brudzinskich, Blaszczakow, Kuchcinskich, bo oni tez dzialaja racjonalnie i cynicznie.

  46. g-ww
    Nie bardzo było co „wyzwalać. Same ruiny i wielkie cmentarzysko. Niemców już nie było.
    Przypominam, że Rosjanie doszli do Warszawy i stali na Pradze już w na przełomie lipca i sierpnia 1944. Wierzysz w to, że Wisła była nie do sforsowania dla Armii Czerwonej? Komuś, poza Niemcami, zależało na tym, żeby miasto zostało zabite. Dosłownie.

  47. Mag ,zgoda nie byłó co wyzwalać ,a wywołanie powstania było racjonalne ,czy nie?Ja popieram pogląd Andersa m,oże dlatego ,ż e ojciec u niego karmił niedżwiedzia Wojtka.

  48. Klasyczna nieracjonalność:

    http://kobieta.onet.pl/moda/zorza-polarna-uformowala-ksztalt-jezusa-zdjecia-obiegly-siec/rxwx3

    Przy czym nie jest to Jezus z Rio, ale Jezus Świebodziński. Ten pierwszy czuje się obrażony.

  49. @Tanaka
    Słowa przypisywane Tadeuszowi Konwickiemu: z polskiego kryzysu są dwa wyjścia: normalne i cudowne; normalne polega na tym, że Matka Boska jak zwykle zrobi cud i nas uratuje, a cudowne – że weźmiemy się uczciwie do roboty.

    I weź tu bądź racjonalny! 😉

  50. Lewy
    No nie żartuj. Kaczor jest racjonalistą, ale tylko w tym sensie, że robi wszystko, by jednak nie mieć władzy. On od 2007 tylko udaje, że ją chce odzyskać. Myślisz, że tak z durnoty co i rusz strzela sobie w stopę, albo inną część ciała? I słupki lecą wtedy w dół?
    Kiedyś Tym napisał w Polityce, że JK broni Polaków przed samym sobą i coś jest na rzeczy.
    Przecież on jak ten cysorz, choć niekoronowany „ma klawe życie”, swój dwór, swój BOR, swoje zastępy maszerujące w miesięcznice Krakowskim (stopniowo jednak topnieją ), zero odpowiedzialności za cokolwiek, nieograniczone do pole do głoszenia wszelakich bredni, bo mamy wolność słowa i demokrację, której zresztą jego zdaniem nie ma.
    To jest fantastyczna fucha do końca życia dla człowieka, który niczego nie umie, nigdy (poza krótkim okresem gdy był zatrudniony w białostockiej filii UW) nie pracował, tylko był działaczem i prezesem. Ma dwie lewe ręce do wszystkiego, poza manipulowaniem ludźmi. Jedyna rzecz, jaką opanował perfekcyjnie.

  51. Lewy
    17 stycznia o godz. 13:12
    Kaczyński jest cyniczny i stara się być racjonalny. Ale cynizm mu to utrudnia, przez co robi mnóstwo błędów. Racjonalność, rozpaczliwa, była w tym – co podajesz – że wielu ludzi głosowało na PO i kogokolwiek , byle nie na Kaczyńskiego. Jako rozpaczliwa, racjonalność była marginalna.

  52. mag
    17 stycznia o godz. 13:13

    Fakt, niespecjalnie było co wyzwalać w Warszawie w styczniu ’45.
    Ale co do pytania o wiarę, już jesteśmy na polu nieracjonalności. Nie Armia Czerwona rozwalała Warszawę, a zupełnie kto inny. Nie miała też Armia Czerwona obowiązku bronienia Warszawy przed tymi co ją rozwalali. Sforsowanie Wisły to nie zabawa, wszystkie forsowania rzek tego rozmiaru co Wisła, których brzegi były bronione, przebiegały bardzo krwawo. A Armia Czerwona, dochodząc do Wisły latem ’44, miała świeżo za sobą kilkumiesięczną operację „Bagration”, która była największą operacją lądową w dziejach II Wojny. Ogrom działań czysto wojskowych, uzyskane powodzenie, gigantyzm działać logistycznych, ekonomicznych, produkcyjnych, saperskich, infrastrukturalnych, szkoleniowych, uzupełniających i wszelkich innych był takiej miary, że wykonanie natychmiastowego ataku przez Wisłę, byłoby zarówno czystą nieracjonalnością jak i czystym szaleństwem.

  53. g-ww
    Jasne, że powstanie warszawskie było bez sensu. I generał Anders miał rację, i mój tata kapitan, który wojnę spędził w oflagu. Mam to przerobione, co nie zmienia mojej oceny w sprawie „wyzwolenia” Warszawy.
    Największym walorem Filmu Komasy (paszport Polityki) „Miasto 44” jest właśnie ukazanie absurdalności tego zrywu, który przyniósł i miastu, i jego mieszkańcom totalną zagładę. W tym sensie jest to film uniwersalny, moim zdaniem, a nie historyczny, martyrologiczny, czy jakiś tam. Mówiąc krótko i jakby spłaszczając temat – mierz siły na zamiary, nie szarżuj, bo to źle się kończy.

  54. Maciej2
    17 stycznia o godz. 13:37
    Świetne ! To się zgadza z tym o czym wyżej napisałem.
    Jest w tym racjonalność a rebours: zrobimy piękną, a najczęściej niepiękną, katastrofę, a Matka Boska, jak zawsze, posprząta.
    Co ją zrównuje z kobietami szorującymi kościelne podłogi.

  55. mag
    17 stycznia o godz. 13:43
    Wycofuje sie czesciowo, bo masz racje? Wiec moze jest racjonalny inaczej w tej chwili, ale kiedy wysylal brata na zlamanie karku, to jednak bardzo chcial, zeby ten nieudacznik jeszcze drugie 5 lat pilnowal zyrandoli i podkladal nogi Tuskowi. Fajnie by bylo moc atakowac rzad z dwoch stron, z Belwederu i z law opozycji. Wymarzona sytuacja.

  56. gramin
    17 stycznia o godz. 10:46

    Zawadzileś o moją materię – o język – więc wyskakuję na chwilę ze spraw zup, prania, pampersów itp. i rzekę.

    Zwyczajem purystów reagujesz rygorystycznie na to, co mówione na luzie, a „łapki” dla niejednego mogą być sympatyczniejsze niż „kciuki”. Nie ma znaczenia, skąd jest „kciuk” – język bywa konstruowany logicznie, ale i nielogicznie, metaforycznie i niemetaforycznie, a używany bywa ze śmiertelną powagą i bez powagi. Więc bywa śmiesznie, kiedy ktoś kryteria języka dosłownie śmiertelnie poważnego (gladiatorzy ginęli) stosuje wobec języka używanego przy hop-hop szklance piwa.

    Inna rzecz, że moim zdaniem łapki wprowadzają nastrój rywalizacji z wyborów miss gęś.

  57. @Tanaka – otóż to. Są na świecie miejsca, gdzie rozum ma się lepiej i są takie, gdzie gorzej. My cierpimy niestety na nadmiar filozofów i „specjalistów od śpiewu i mas”.

  58. Maciej2
    17 stycznia o godz. 15:38
    Tak, Przy czym stan wyjściowy jest taki, że każdy jest podobnie jak sąsiad głupi. Na rozum trzeba zapracować. Pozostanie w stanie pierwotnej szczęśliwości nierozumności jest tanie i bezwysiłkowe. Ma jednak jedną zaletę: jest to stan w pełni naturalny, a więc boski.I tego się Polska trzyma. Kurczowo.
    Każda przyjemność też ma cenę:kto dostaje skurczy,ten pada. a w wodzie – tonie. Z pewnością dlatego, z czystej przezorności, bozia nie obdarzyła Polaków ani solidnym kawałkiem morza, ani jezior. W przeciwieństwie do takich Anglików, Duńczyków, Holendrów, Francuzów, Norwegów i innych, którzy próbują rozum rozwinąć.

  59. mag
    17 stycznia o godz. 13:57

    Wybacz, mag dobre, piękne serce i mądra głowo, chyba chciałaś powiedzieć o mierzeniu zamiarów na siły. Przed powstaniem właśnie były zamiary, ale sił nie pomierzono trzeźwo. Inna rzecz, że teraz pomyślałem, że niezależnie od tego, co pomyślał poeta, mierzenie sił na zamiary można utożsamiać z mierzeniem zamiarów na siły. Masz najpierw zamiary, to teraz pomierz siły i zobaczysz, czy warto. Masz najpierw siły, to przeleć różne zamiary i oceń, czy warto.

  60. Godna pochwały zgodność poglądów na blogu. Już miałam odpisać @Maciejowi2 że zgadzam się z jego racjonalnym poglądem na temat, już chciałam przedyskutowac z @mag jej irracjonalny żal do ruskich że nie wzięli udziału w powstaniu przeciwko nim samym wymierzonym, ale szanowny @Tanaka mnie ubiegł. Piszę szanowny, bo wstydzi się być uwielbianym a fakt że ktoś myśli podobnie przyprawia go zakłopotanie, więc dla komfortu psychicznego kolegi niech tak już zostanie.
    Na temat: dodałabym emocje zarówno te dobre i złe jako główny powód naszych nieracjonalnych zachowań, zazwyczaj każdy z nas najchętniej widziałby siebie roztropnym, gotowym na każde wezwanie losu. Ale namiętności mamy zakodowane w mózgu, a w zależności od konstrukcji psychicznej człowieka są silniejsze od rozumu. Najkorzystniej wychodzą na tym psychopaci.

  61. A co do magii i przeznaczenia:
    „…Bylismy tam. Ocaliliśmy to. Wykorzystalismy. Myślę o tym, że ziemia przebyła całą tę długa drogę od początku swego istnienia, a słońce przebyło tę drogę od początku czasu, na ten jeden dzień, minutę, sekundę spośród wszystkich innych dni, minut i sekund, i nie ma nikogo by to wykorzystać, dwojga ludzi, którzy by nareszcie znalezli się razem, po wszystkich trudach i czekaniu, a teraz nareszcie są razem i poddali się rozpaczy przez to długie oczekiwanie, biegną nawet wzdłuż wybrzeża, już niedaleko, gdzie wreszcie będą sami i razem, i nikt w świecie nie będzie o tym wiedział, ani o to nie dbał, ani się wtrącał, tak jakby cały świat przestał istnieć oprócz nich, tak że świat który nawet jeszcze nie został pomyślany, może się teraz zacząć…”
    Autor! Autor!

  62. Wracając na ziemię, oto wiadomość nr 1 na którą trafiam na portalu Yahoo
    https://www.yahoo.com/parenting/boy-who-claimed-he-went-to-heaven-recants-108278459057.html
    Bez komentarza.

  63. A jednak komentarz:”najlepiej sprzedająca się książka”, znaczy że jest zapotrzebowanie .

  64. żabka konająca
    17 stycznia o godz. 18:24

    Żabko przenaj – tuś mnie potraktowała surowo tym „szanownym” Tanaką. Zrobiło się to poważne, niemal uroczyste, na czym cierpi moja męska skłonność ku kobietom. Ja się nie wstydzę bycia uwielbianym, bo bo to pięknie działa w obie strony, jeno higienicznie się tak zastrzegam, żeby w samouwielbienie nie popaść w ciągu 5 minut. Dłużej i tak nie wytrzymuję i popadam, co bardzo męczy blogowych trolli. Ale ma to też właściwości trollotępiące. W sumie – da się żyć. 🙂

  65. pombocek
    Z tymi siłami i zamiarami jasne, że masz rację, ale wiadomo, o co mi szło.
    Powstanie było zbrodnią, to znaczy decyzja o jego wybuchu. Notabene jednym głosem przesądzona przez niejako „Montera” (jak on się zwał w realu niekonspiracyjnym, w tej chwili nie pomnę).
    Istnieje taka legenda, że młodzi tak się rwali do walki, że nic by ich nie powstrzymało. Sama zresztą słyszałam takie teksty od byłych powstańców (mój jeden wujek zginął, ciotka przeżyła i właśnie tak swój udział w pw tłumaczyła).
    żabka konająca
    Ja nie mam „irracjonalnego żalu” do chłopców z Armii Czerwonej, że nie pomogli powstańcom, bo nie mieli rozkazu i z punktu widzenia Stalina była to słuszna polityka. Jeśli mi żal, to Polaków, tzw. kościuszkowców znad Oki , którzy doszli do Wisły i … szlus. Próbowali zdobywać przyczółek czerniakowski (gen. Berling się wychylił, za co potem oberwał od wielkiego sojusznika), ale wsparcia nie mieli. Musiało się im serce krajać, gdy patrzyli z brzegu Pragi na apokalipsę stolicy.

  66. Na tym przyczółku czerniakowskim mój wuj-zwiadowca idący od Sielc został pozostawiony bez wsparcia i dostał się do niemieckiej niewoli, z której (w okolicach Hamburga) wyzwolili go Amerykanie.

  67. mag
    17 stycznia o godz. 19:40

    W sprawie argumentu, że „tak się chłopcy rwali, że nic by ich nie zatrzymało”, wypowiedział się, m.in. bodaj prof. Kieżun, wtedy – powstaniec. Ale tych głosów było znacznie więcej. Ich ton jest taki: wojsko co nie słucha rozkazu, ale się rwie przeciw niemu, to nie wojsko, a banda. Tak więc to całkiem lipny argument, jeśli AK się chce traktować poważnie.
    Polskich żołnierzy na wschodnim brzegu musiało z pewnością serce boleć, gdy widzieli dobijanie Warszawy. Ich akcja też ich kosztowała mnóstwo krwi. I nie mogła losów Powstania odwrócić. Jak wiadomo, Powstanie było przegrane w momencie wybuchu, a realnie, wojskowo, po kilku dniach było nie do wygrania, czyli przegrane w istniejących realiach. Niestety.

  68. Szanowny Panie Tanaka

    Czesc moich lwowskich profesorow tesknila do Austro-Wegier. Ofiara krwi taka jak Powstanie Warszawskie byla potrzebna do utrzymania mitu Polski niepodleglej. Na tej tradycji wyrosla III Rzeczpospolita wbrew staraniom Passenta, Urbana i im podobnych.
    Warszawa stala sie symbolem polskosci pomimo tego ze miasto fizycznie przestalo istniec. Powstanie i Solidarnosc powinny byc mitami zlozycielskimi obecnej Polski.
    Zycze Polakom powodzenia w realizowaniu marzen o polskosci.

    Slawomirski

  69. Szanowny jołopie, o polskości to ty se możesz marzyć, siedząc gołą dupą na amerykańskim kaktusie. Ja – a mam prawo mówić wyłącznie o sobie – o żadnej polskości nie marzę, tak jak nie marzę o swojej skórze, swoich dwóch zębach czy paznokciach. Mogę też dodać słówko o mojej 94-letniej matce. Otóż od dwóch lat w stanie demencji będąc, bredzi o wszystkim ze swojego byłego życia bardzo mocnej katoliczki czynu, prócz dwóch rzeczy: ani razu nie powiedziała „ksiądz” i „Polska” („polskość”, „polski” itd.). Że „księdza” machinalnie nie używa, to się dziwię (może te pasożyty nie byłe w jej życiu aż takie ważne). Ale jeśli abstrakcja zwana „polskością” do niczego jej nie była potrzebna w życiu, to nic dziwnego, że nie ma jej na końcu języka w drodze do nieżycia. Cóż człowiek w grobie ze swą polskością zrobi?

  70. Facet który trzasnął łbem w słup wysokiego napięcia twierdzi, że dobrze jest wyrżnąć 200 tysięcy ludzi, milion wpędzić w ciężką traumę i rozwalić miasto na proch, by sobie z tego zrobić mit niepodległy.
    Pytanie się zarżniętych i ich bliskich o zgodę na taką transakcję byłoby w tej sytuacji chamstwem.

  71. Szanowny Panie Jacku,
    Wielką, niewielką, ale na pewno tajemnicą są dla mnie te łapki góra-dół.
    Informują:
    „Oddajesz głos plus na ten komentarz”
    „Oddałeś głos na ten komentarz”
    To nic innego jak użycie cud-techniki do informowania mnie, że jem zupę, potem – że ją właśnie zjadłem lub że wstaję z krzesła, po chwili – że właśnie wstałem. Słowem, komentatorzy dowiadują się, że mówią prozą. Co i dla kogo z tej wiedzy wynika – choćby mnie Pan zabił, nie pojmu. Chyba że Pan z utajnionych przed szeroką publicznością wiadomości robi sobie gulasz.

  72. @ Jerzy Pieczul
    To tylko funkcja forum, mająca na celu porządkowanie dyskusji. Jeśli jakaś wypowiedź spotyka się z wieloma reakcjami negatywnymi, jest zwijana (choć nie usuwana, o usuwaniu sam decyduję i, jak wiadomo, robię to rzadko). Kto chce jednak przeczytać, może to zrobić. Nie ma obowiązku korzystania z tej funkcji. Dla mnie nie ma to żadnego istotnego znaczenia.
    Pozdrawiam
    jk

  73. Widzisz @Mag, mój pierwszy mąż kiedy jeszcze przed laty dyskutowaliśmy o powstaniu warszawskim trzymając się twardo swoich wersji wydarzeń i opinii, zawsze kończył dyskusję przygniatającym argumentem : „bo ty nic nie wiesz”. I to była prawda, za czasów PRL ocena historyczna była jednoznaczna, a szerszą wiedzę na temat można było nabyć jedynie w tzw. drugim obiegu, gdzie półprawda i rzeczywistość, pobożne życzenia, osobiste osądy i niedomówienia mieszały się w jednym kotle tworząc mit. Tym mitem karmi się jeszcze wielu, na tym blogu również, ale czasy się zmieniły. Jest bardzo wiele publikacji na temat powstania warszawskiego, poważnych analiz popartych wiedzą historyczną (powstanie było jedną z największych tragedii naszego narodu) i teraz kiedy nie ma tajemnic, a możliwości które daje nam internet są nieocenione – można to przeczytać. A nawet trzeba.

  74. Wielce szanowny kolego @Tanaka!, pisząc to czuję się bardzo niepozorna; wytłumacz mi jak to jest w relacjach międzyludzkich (w tym na blogach), że kiedy przesyłamy innym, słowa uznania od razu się jeżą wietrząc podstęp. Natomiast obelgi, ośmieszanie i obmowa są na porządku dziennym, wręcz pożądane bowiem rozpalają namiętności i dyskusja wre.
    Ale teraz masz swoje 5 minut uwielbiany @Tanako, pochwałę za wpis pod artykułem w sprawie środków wczesnoporonnych. To moja słodka zemsta, a ty cierp sobie.

  75. żabka konająca
    Jak wiadomo, na mity nie ma rady. Będą sobie krążyć i oddziaływać na ludzi do końca świata i dzień dłużej. Za pamięci jeszcze żyjących i kolejnych pokoleń.
    Moim i nie tylko moim zdaniem Muzeum Powstania Warszawskiego (nie wiem czy je odwiedziłaś, będąc w kraju) jest do pewnego stopnia „fałszywką”. Właśnie apoteozą masakrycznej klęski.

  76. Oczywiście, nikt nie zwrócił uwagi na fenomenalna prozę W.Faulknera, a rzecz była o przeznaczeniu i takim pojmowaniu własnego losu: po to Ziemia przebyła tę całą długą drogę…

  77. żabko konająca
    Skąd wiesz, że nikt nie zwrócił uwagi na „fenomenalną prozę” Faulknera? I dlaczego akurat miałabym ja, czy ktokolwiek inny paść na twarz przed jego pisarstwem?
    Mam „swoich” pisarzy, poetów i prozaików, różnojęzycznych, w tym polskich, których uważam za swoich mistrzów, mentorów itp.
    ale nigdy nie sugerowałam komuś, by podzielał moje wybory jako słuszne.

  78. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Sam Harris na swoim blogu jak zawsze zmusza do myslenia tym razem na temat artificial general intelligence (AGI).

    „We seem to be in the process of building a God. Now would be a good time to wonder whether it will (or even can) be a good one.”

    Podobne zastrzezenia wyrazil ostatnio Stephen Hawking.

    Jaka ma byc nasza racjonalnosc w tej sprawie?

    Slawomirski

  79. Jacek Kowalczyk
    17 stycznia o godz. 23:19

    Dziękuję za wyjaśnienie, Panie Jacku. Teraz rozumiem. Sam robię mnóstwo rzeczy, które nie mają dla mnie istotnego znaczenia, na przykład daję mamie proszki nasenne, po których trajkocze 18 godzin bez przecinków i nie daje sobie i nam spać. Dopiero kiedy sobie przypomniałem, że najlepszy dla mężczyzny jest ruch, i zaczęliśmy z bratem wyprowadzać mamę na godzinną stumetrowkę przed snem, śpi po tym jak zabita 8 godzin, a my wreszcie też.

    Tak praktycznie wpadłem na to, żeby rzeczy, które nie mają dla mnie istotnego znaczenia, po prostu nie robić, i odstawiłem proszki.

    Dobranocka i dzień dobry

  80. Zle to odbierasz @mag. Ja się dzielę a nie sugeruję. Podrzuć coś w zamian, tak jak jeden z blogowiczów inne wykonanie utworu, za co mu jestem wdzięczna; czy czyta te słowa @Rafał Kochan?
    A tak ogólnie, to dzielimy się opiniami, doświadczeniami, wiedzą a nawet nastrojem w jakim jesteśmy pisząc, więc czemu nie przyjemnością.

  81. @żabka konająca. Oczywiście podczytuje ten blog (i tylko ten) z tej całej Polityki. Cieszę się także, że moja rekomendacja przypadła ci do gustu.

    Wracając na chwile do wątku o powstaniu warszawskim. Apologeci tegoż wymieniają argument „za”, jakoby zdarzenie to miało decydujący wpływ na zachowanie suwerenności państwowej… a przynajmniej na jej niegasnący duch w narodzie.
    Jest to dla mnie wielce wątpliwe. Po pierwsze dlatego, że została w tym powstaniu wyrżnięta niemalże cała elita intelektualna młodego i nie tylko młodego pokolenia. A dwa – klęska tego powstania nie miała żadnego znaczenia dla podtrzymania patriotycznych zrywów niepodległościowych, co potwierdzają takie kraje, jak Czechy, Węgry, Rumunia czy Bułgaria. Czy te kraje w czasie II wojny światowej irracjonalnie startowały z motyką na Słońce na okupanta? Nie… I bez większych problemów odzyskały niepodległość mniej więcej w tym samym czasie, co Polska, bez większych strat…. Ani kościół, ani religia, ani wywijanie szabelką nie były potrzebne, by zachować swoją suwerenność państwową. Dlaczego miałoby być inaczej w Polsce? Mielibyśmy teraz piekną stolicę i dużo większy dorobek kulturowy, dzieki tym w głupi sposób poległym Warszawiakom (i nie tylko nim).

  82. Tanaka
    17 stycznia o godz. 20:29
    Podzielam Twoje, Mag i Zabki zdanie na temat Powstania Warszawskiego.
    Byla to bezsensowna, zbrodnicza inicjatywa niejakiego Montera.Ale o tym wiemy po fakcie. Czy ci panowie wtedy mogli to wiedziec ? Byli naiwni;liczyli na to, ze Stalin ruszy swoje oddzialy na zachod, a oni przyjma go jako gospodarze w Warszawie.Liczyli rowniez na to ze zachodni alianci , wzruszeni polskim czynem zaczna dywanowymi nalotami masakrowac atakujacych Warszawe Niemcow.
    Nowak-Jezioranski, ktory jako kurier kolejny raz przybyl do Kraju w przeddzien wybuchu Powstania , ostrzegal Okulickiego, ze Zachod w zadnym przypadku nie pomoze. Dowodctwo AK zastanawialo sie ale przewazyla opinia, ze napiecie w Warszawie bylo juz tak potezne, ze nienawisc do Niemcow, ktorzy otwarcie zabijali ludzi, wywozili, upokarzali byla tak ogromna wsrod warszawskiej mlodziezy, ze dowodcy obawiali sie, ze nastapi samozaplon i bez rozkazu dojedzie do wybuchu.
    Decyzje o wybuchu powstania mozemy nazywac; glupota, bledem, zbrodnia i jakos tak jeszcze. Jestesmy madrzejsi, bo to co dla tamtych decydentow bylo nieznana przyszloscia, dla nas jest znana przeszloscia.
    Wydaje sie, ze korzyscia oplacona krwia 200 tysiecy ludzi bylo to, ze pomni tego krwawego doswiadczenia Polacy pozniej stali sie bardziej rozsadni, ze w 1956 roku nie rwali sie do walki z poteznym Zw. Radzieckim, tak jak to uczynili Wegrzy. Ze nauczyli sie kompromisu, co bylo widoczne w porozumieniach sierpniowych.
    Niestety szkola kompromisu, ktora do perfekcji opanowala Platforma(napisalem o tym u Passenta)przybrala formy zdegenerowana. Ale to juz inny temat.

  83. @Zabko
    W moim kanonie najwybitniejszych dziel literatury swiatowej obok Babla,Prousta, Joyce’a, Kafki, Brunona Szulca, znajduje sie Faulkner a jego *Wscieklosc i Wrzask* to arcydzielo wszechczasow.
    Wiec jesli nikt nie zwrocil uwagi na Faulknera, to nie znaczy, ze nikt go nie ceni.

  84. Dzień dobry Państwu. Włączając się do dyskusji o PW., polecam opracowanie Piotra Zychowica „Obłęd 44”. Już sam tytuł sugeruje jego stosunek do autorów PW. Zychowicz jest historykiem mocno kontrowersyjnym, ostatnio ukazała się jego książka pt. „Opcja niemiecka”, nie czytałem, znam ją tylk oz recenzji, stąd nie będę się na jej temat wypowiadał. Wracając do PW. Tematem głównym kwartalnika historycznego „Karta” nr 80/2014, jest właśnie PW. Najbardziej porażają dane o uzbrojeniu, i wyszkoleniu powstańców, cytuję:
    „Pierwszego sierpnia 1944, w biały dzień około 20 tysięcy powstańców, w wieku przeważnie 20 lat, z których zaledwie nie więcej jak 3 500 posiadało jakąkolwiek broń palną – 7 ckm, 60 lkm, 1 000 kb, 20 kbppanc, 300 pm-ów, 1 700 pistoletów, 25 tysięcy granatów i 15 piatów (nie wiem co to jest – dopisek mój) – uderzyło na świetnie uzbrojony garnizon niemiecki. Niemcy mogli liczyc na wsparcie lotnictwa, artylerii ciężkiej i broni pancernej, znajdującej się na obrzeżach stolicy. Tymczasem posiadana przez powstańców tak zwana broń boczna, a więc pistolety, zupełnie nie nadawały się do walki o starannie przygotowane i uformowane pozycje niemieckie”
    Mój oddział, uzbrojony w 3 kb, 7 pistoletów i 40 granatów, nacierał bezskutecznie na Sejm. Kiedy szykowaliśmy się do walki, zastępca dowódcy naszego zgrupowania kpt. Teofil Budzanowski pocieszał nas, że ma….scyzoryk.”
    A jak uzasadniał decyzję o rozpoczęcia Powstania, płk Kazimierz Iranek-Osmecki, cytuję: „Dobrze, jeśli Rosjanie nie przyjdą, wówczas damy światu dowód ich perfidii, pokażemy ich wszystkich takich, jakimi w rzeczywistości są – czerwonymi faszystami. Wilno, Lwów i wszystkie zamordowane miasta nie otworzyły oczu Zachodowi, ale nasza ofiara tym razem będzie tak wielka, że nie będą już mogli zatykać sobie uszu, że nie będą mogli nie widzieć, nie rozumieć i będą w końcu zmuszeni do zmiany tej nieludzkiej polityki, która skazuje połowę Europy na nową niewolę”
    Infantylność wypowiedzi pana pułkownika, jej nieodpowiedzialność, pogarda dla ludzkiego życia: dzieci, cywilów (nasza ofiara otworzy oczy Zachodowi) jest porażająca. Historyk prof. Witold Kula pisał, że zginąć na wojnie potrafi każdy głupi. A czym nazwać wysłanie do walki kompletnie niewyszkolonych, słabo uzbrojonych dzieciaków i wszelkich konsekwencji płynących zeń?
    PS. Monter to pseudonim gen Antoniego Chruściela.
    Pozdrawiam

  85. żabka konająca
    No to dogawarylis!
    Rosyjski jeszcze chyba pamiętasz ze szkoły.

  86. mopus11
    Jeśli jeszcze nie wdziałeś filmu Komasy (ostatnio „paszport” Polityki jako jedna z licznych nagród i nominacji) „Miasto 44”, to koniecznie obejrzyj. Koresponduje z „Obłędem 44”.

  87. żabka konająca
    17 stycznia o godz. 23:38

    Czytam i cierpię na sposób bardzo przyjemny. Jestem tą przyjemnością zaskoczony, bo nie podejrzewałem się o skłonności masochistyczne. 🙂

    Nie wiem, czy pochwała często wywołuje rezerwę, pochwał na blogu niełatwo się doczekać, znacznie łatwiej obelg. Pochwała bywa cenna, co oznacza, że aby cenność utrzymać, dobrze jest odnosić się do niej z uznaniem i nie zakłócać byle czym.
    Zawsze z powątpiewaniem w autentyzm zwrotu odnosiłem się do osób nieustannie obdarzających się słodkościami: kochanieńka, misiaczku, dziubdziusiu… Za często i za słodko, z czego wynikają mdłości.
    Sam staram się używać odpowiednich zwrotów jak najczęściej w ramach nienadmiernej częstości. Wtedy moc zawarta w zwrocie działa najlepiej.

    Obelgi na blogach niejednemu uzasadniają życie. Życie wegetatywne staje się aktywnym, gdy się drugiemu naurąga lub zostanie obluzganym.

    Nich skonam, żabko, ale jesteś przenajżabszejsza, czyli cud-żabką. 🙂

  88. @Lewy
    18 stycznia o godz. 8:02
    @@ żabka, mag, rafał mopus
    I z tym się po części zgodzę: ogląd rzeczywistości dowódców Powstania miał swoje ograniczenia. Tyle, że każdy je ma. Nie wszystko widział polski Londyn, Londyn Churchilla, każdy. Poza tym jedna rzecz o widzieć, druga – rozumieć.

    We wszystkich dyskusjach na temat Powstania, w końcu trafia się na węzłową sprzeczność: z jednej strony widzenie Armii Czerwonej, za którą stał Stalin, za wroga, dla niektórych gorszego od Hitlera, a z drugiej strony – oczekiwanie, że zbawi Powstanie.
    Oglądałem mnóstwo filmów dokumentalnych na temat Powstania – polskich, brytyjskich, amerykańskich, francuskich, rosyjskich, niemieckich; czytałem sporo solidnych przekrojowych ksiąg, mnóstwo artykułów, słuchałem mnóstwa wywiadów z powstańcami, brat mojej babci był powstańcem i zginął. Niemal wszędzie pojawia się ten nieszczęsny wątek ujawniający sprzeczność: wywołaliśmy powstanie sądząc że załatwimy łatwo Niemców i odegnamy Armię Czerwoną od Warszawy, a kiedy giniemy od tych Niemców co ich chcieliśmy wykończyć, zwracamy się do Armii Czerwonej z niemym lub wykrzyczanym apelem: ratuj !

    Kilkanaście dni przed wybuchem Powstania doszło do spotkania chyba trzech niemieckich oficerów z dwoma z AK (chyba z wywiadu). Niemcy uprzedzili, że wiedzą o przygotowaniach do powstania i sugerują najpoważniejsze zastanowienie się, czy Polacy na pewno chcą jej wywołać. Sytuacja strategiczna była bowiem taka, że nie będzie to opłacalne ani dla Niemców, ani dla Polaków. Polscy oficerowie przekazali informacje zwierzchnikom, nic z tego nie wynikło. Były też inne informacje wywiadowcze. Wiedziano, że na Pragę docierają dopiero pierwsze i niewielkie oddziały ACz, a za nimi są ogromne luki, a Niemcy ciągle walczą. Było mnóstwo innych informacji wywiadu, chyba żadne nie zachęcały do decyzji o wybuchu powstania.
    Liczenie na zrzutu z powietrza, to było szaleństwo myślenia życzeniowego. Bombowce musiały lecieć ok. 1500 km przez terytorium zajęte przez Niemców, bez należytej osłony myśliwskiej, by zrzucać niewielkie zasobniki w skrajnie niepewne miejsca.
    Cokolwiek byśmy mówili o tym, że „młodzież rwała się do walki”, to musimy zadać pytanie o to, z czym się rwała? Ano z niczym, co Mopus przypomina. Jakieś 10-12% powstanców miało jakąkolwiek broń palną. Mało kto z powstańców miał poważniejsze wyszkolenie wojskowe, a prawie nikt nie miał pojęcia jak skutecznie walczyć w mieście.Uczyli się tego na żywca, za cenę życia. Te 1700 pistoletów które mieli, a była to zbieranina broni polskiej, niemieckiej, rosyjskiej, niemieckiej, francuskiej, o różnych kalibrach czyli problemach z amunicją, to broń do walki na bardzo krótkim dystansie – w zasadzie na 15-30 metrów, rzadko kiedy więcej. Ma małą moc obajalącą i niewielką wydajność. Można nim walczyć we wnętrzu niewielkiego budynku, ale i tu zupełnie ustępuje standardowej automatycznej broni niemieckiej. Pytanie o to, czym walczyć z niemieckimi działami, haubicami miotającymi ciężkie granaty burzące, z wyrzutniami rakiet, z nalotami bombowymi w ogóle traci racjonalne podłoże.
    Poważniejsze starcie zbrojne zawsze wymaga skutecznego zaopatrzenia, zasobów i sprawnej logistyki. I te czynniki często są decydujące. O jakich zasobach, odnawianiu ich i zwiększaniu, o odnawianiu sił i środków do walki można było mówić w praktycznie zamkniętym mieście? Co najwyżej w śladowo znikomych wobec potrzeb.
    Nie chcę już mnożyć wątków, to nie na blog pana Jacka, choć temat akurat o irracjonalności, więc podsumuję.
    O tym wszystkim dowódcy powstania wiedzieli i mieli obowiązek to uwzględnić w decyzjach.
    Czesi zrobili w Pradze znacznie skromniejsze powstanie. Za tzw. „komuny”, mimo że była ona u nich znacznie poważniejsza, jakoś nie stracili ani tożsamości, ani ochoty na niezależność. Nie musieli dać się zabić ani w 200 tysiącach,ani choćby w przybliżeniu. Nie zniszczyli Prahy, która jest wybitnie pięknym miastem.
    Gadanie, że trzeba zabić 200 tysięcy, albo miliony, żeby z tych ciał produkować mit, jest dla mnie ciężko chore i zwyczajnie cyniczne, a w określonych warunkach – zbrodnicze. Polski wybitny szacunek dla „życia poczętego” połączony z wybitnym brakiem szacunku dla życia urodzonego jest koleją chorą mieszanką i polską specjalnością.

  89. mag
    18 stycznia o godz. 10:52
    Dziękuję. Nie widziałem filmu, mam alergię na wszystkie akcje gloryfikujące PW, do tej pory sądziłem, że ten film także wpisuje się w podobną narrację, ale myliłem się jak widać. Przy najbliższej sposobności obejrzę.
    Pozdrawiam

  90. @Tanaka, godz. 13:4
    „Gadanie, że trzeba zabić 200 tysięcy, albo miliony, żeby z tych ciał produkować mit, jest dla mnie ciężko chore i zwyczajnie cyniczne, a w określonych warunkach – zbrodnicze. Polski wybitny szacunek dla “życia poczętego” połączony z wybitnym brakiem szacunku dla życia urodzonego jest koleją chorą mieszanką i polską specjalnością.”
    Tak. Zastanawiam się co się dzieje z umysłowością Polaków?
    A pytanie to nurtuje mnie nie tylko przy okazji dyskusji o celowości PW. Zna ktoś odpowiedź? „Blowing in the Wind” – śpiewał Bob Dylan.

  91. Tanaka, mopus11
    „Poszli nasi w bój bez broni”. Tak się zaczyna piosenka-marsz Włodzimierza Wolskiego, uczestnika powstania styczniowego, autora libretta do „Halki” Moniuszki.Bezsensowne , krwawe powstania to przecież nasza specialite a la maison.
    Mam tylko nadzieję, że warszawskie było ostatnie. Od tamtego czasu zaczęliśmy być ostrożniejsi, mierzyć zamiar wedle sił. Dlatego w Warszawie nie było Budapesztu w 1956, a po doświadczeniach 1970 na Wybrzeżu władza ludowa też przystopowała z używaniem siły. W 1981 gen. Jaruzelski „wziął sprawy w swoje ręce” (to był prawdziwy majstersztyk, gdy chodzi o taką operację jak stan wojenny, ze stosunkowo niewielką liczbą ofiar i w miarę łagodnymi represjami), co dziś co najmniej 50% dorosłej populacji rozumie, docenia i wybacza.

  92. mag
    18 stycznia o godz. 15:04
    mag, jesteś nieoceniona, co Jerzy za każdym razem w zachwycie powtarza, ja chyba co drugi raz – wyciągnęłaś znakomicie celny cytat z literatury już głęboko schowanej w archiwach PAN, bo nie jestem nawet pewien, czy każdy uniwerek coś takiego posiada. A cytat i zawołanie tak boleśnie aktualne było 80 lat później, czyli w ’44 i do dziś powinno brzmieć jak memento.

    Nieracjonalnie, może z odrobiną jakoś rozwijającej się racjonalności wierzmy, że Polacy czegoś się uczą na własnych błędach, strasznie boleśnie i kosztownie. Ale może być w tym jądro trafnej obserwacji, że w czasie powojennym, może przyciśnięci ogromem błędów i strat ponad wszelką miarę, czegoś powoli się uczymy i historia zarówno PRL-u, zwłaszcza od Gierka, jak i ostatniego 25 lecia może to potwierdzać.

    Każda z ofiar życia stanu wojennego jest ofiarą nieodwracalną, a równocześnie Generał dokonał absolutnego majstersztyku, by ryzyko ich poniesienia zredukować do zera, co niemal dokładnie zostało wykonane. Zasługa w tym i Generała i wykonawców i zwykłych Polaków, bo każda ze stron, gdyby zachowała się nieodpowiedzialnie, wywołałaby katastrofę na nieodrabialną skalę. Stan wojenny był w swojej istocie milczącym porozumieniem stron. Pod względem wojskowym, czyli też organizacyjnym operacja jest wzorem, na którym uczą się wszystkie poważne armie i władze państwowe świata.

    mopus11
    18 stycznia o godz. 13:22
    Po części odpowiedziałem powyżej. To co się dzieje teraz jest trochę pod wpływem europeizującego się światełka jezusowego.

  93. @mag
    18 stycznia o godz. 15:04
    Pisał wieszcz: (cytuję z pamięci) „Ja z synowcem na czele – i jakoś to będzie….” A do naszej powstańczej anormalki dodałbym jeszcze tekst autorstwa RSD „Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój, Za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew! Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,….”
    Ech!

  94. mopus11
    18 stycznia o godz. 16:08
    Kiedy się takie wierszyki czy piosneczki śpiewało w czasie wojny, może to dodawało jakiejś otuchy i czegoś jeszcze, choć zarazem strasznie to było samooszukańcze. Ale jak się na to spojrzy z pewnej perspektywy, to zgroza bierze, jakie to szaleństwo.

  95. mopus11
    Skoro już przywołałeś piosenkę z powstania warszawskiego o „daninie krwi”, jak wiemy, daremnej, to ja natychmiast miałam skojarzenie, coś, czego nie zapomnę, póki żyję.
    Otóż będąc na Monte Cassino, w ramach objazdowej wycieczki po Włoszech, snułam się po ogromnym cmentarzu (nota bene był koniec czerwca i na zboczach kwitły czerwone maki!) naszych żołnierzy tam poległych z gula w gardle i z trudem powstrzymywanym płaczem.
    To przeważnie były chłopaki z Kresów, którym udało się wydostać z „nieludzkiej ziemi” dzięki Andersowi, bo byli deportowani przez Sowietów na Syberię czy do Kazachstanu wraz z rodzinami, z wileńczyzny, Lwowa, Stanisławowa, Tarnopola itd. Na większości nagrobkach były nazwy kresowych miejscowości. Przecież te chłopaki JUŻ musiały chyba wiedzieć, że mają przechlapane, bo walki o Monte Cassino toczyły się PO konferencji jałtańskiej. Nawet gdyby przeżyli, nie mieliby dokąd wracać. Najwyżej „repatriować” się, jak ci, co pozostali do końca na Kresach, do Polski w nowych granicach.
    Myślę , że bardzo surowa ocena Andersa kolegów generałów w Warszawie, którzy wydali rozkaz o powstaniu, brała się również stąd, że masakra jego żołnierzy pod Monte Cassino też była daremna. Już było po ptakach, czyli ustaleniu powojennego porządku w Europie.

  96. mag
    18 stycznia o godz. 17:05
    Już było po ptakach…
    ……………………………………………………………………………….
    ,bo tak ogólnie w historii naszej , tej nowszej i starszej, często było po ptakach. A przyszłość pokaże czy „po herbacie” nie powtórzy się.
    Mam nawet tytuł (prawie jak u Szwejka) do książki: „Irracjonalność,a działania polskiej polityki”.

  97. mag
    18 stycznia o godz. 17:05

    Wywołujesz ciekawą i bardzo ważną kwestię: czy żołnierze pod Monte Cassino wiedzieli, że ich walka nie ma już znaczenia dla kształtu Polski.
    Nie pamiętam w tej chwili tego szczegółu, może ktoś wie. W każdym razie jest to sytuacja dramatyczna: jeśli żołnierz został poinformowany, to po co się ma bić i ginąć ? Tym bardziej trzeba żyć. Jeśli nie jest, został oszukany, ginie za coś co nie istnieje,a dowódca go okłamał, wydając go na śmierć. Za co powinien zostać zapewne rozstrzelany.
    Jak więc było?
    Cała bitwa pod MC była pełna kolosalnych błędów ze strony aliantów, Polacy chcąc czy nie chcąc, stali się częścią tego bezsensu rozlewu krwi.

  98. Tanaka
    Sprawdziłam fakty i daty. Konferencja Wielkiej Trójki (Churchill, Roesevelt, Stalin) odbyła się w dniach 28 listopada – 1 grudnia 1943 w Teheranie. Wtedy zapadły m.in. decyzje co do granic w powojennej Europie. Polska miała na wschodzie dostosować się do tzw. linii Curzona, czyli utracić całe Kresy wschodnie od Wilna i Lidy po Lwów, Stanisławów, Zaleszczyki etc.
    Trudno mi uwierzyć, że dowództwo polskich sił zbrojnych na Zachodzie w maju następnego roku, gdy toczyły się ciężkie walki o Monte Cassino, nie wiedziało o tym, że już jesteśmy wydymani przez aliantów. Chyba, że… durnym, romantycznym Polakom nie mogło pomieścić się w głowie, że Zachód nas oleje i że robiliśmy za przysłowiowego Murzyna.

  99. @mag, tak, tak pamiętam ze szkoły. I jeszcze w tym przedmiocie pamiętam wiele innych rzeczy, a to że musielismy się uczyć Puszkina na pamięć, jeśli już nawet nie przeczytać to obejrzeć filmy na podstawie powieści L.Tołstoja, znajomość dzieł F.Dostojewskiego była mile widziana, przymusowo poznawaliśmy twórczosć S.Jesjenina, wraz z fragmentami życiorysu i tragicznym wątkiem związku z Isadorą Dunkan, czytano nam w oryginale listy W.Majakowskiego do Lili Brik, lektura pt.”Los człowieka” była obowiązkowa, tak jak słuchanie B.Okudżawy. I innych piosenek też kazano nam się uczyć.
    Oto jedna z nich, a to w związku z kolejną rocznicą wyzwolenia Warszawy
    https://www.youtube.com/watch?v=v0MxBe7wSLE,
    ciekawe czy przejdzie, bo to we wrażym języku jest

  100. Zakończenie pieśni jakoś nie przystaje do terazniejszości

  101. @Tanaka, 12:19
    I’m smiling pretty, czyli usmiecham się ślicznie do ciebie (teraz). I daruj ten obcy język, bo wbrew temu bo pisał kiedyś Jerzy P. taki zwrot mimowolnie przychodzi do głowy. „Będziecie kiedyś myśleć po angielsku” – straszył nas nauczyciel afroamerykanin, a my zlepek próżnych ras i narodowości, patrzyliśmy na niego z niedowierzaniem i słusznie bo ja
    do takiej perfekcji nie doszłam. Ale od czasu do czasu (którego ciągle brakuje), coś tam mi się skojarzy. Od dziś korzystam z łapek.

  102. @ żabka konająca
    „ciekawe czy przejdzie, bo to we wrażym języku jest”
    Rozumiem, że to wyrafinowany dowcip?

  103. Pan Jacek Kowalczyk: a takie już mam poczucie humoru, od małego

  104. Piękna piosenka i piękny filmik. Ale skąd ci przyszedł do głowy „wraży język”. Aż redaktor Kowalczyk się zdziwił.
    Nie wiem, jak dawno wyjechałaś z Polski i czy tu bywasz, masz jednak jakieś dziwne wyobrażenia o ziomalach. Że nic innego nie robią, tylko uparcie nie lubią ruskich… pierogów.

  105. @mag
    18 stycznia o godz. 17:05
    Też mnie powieźli na Monte Casino, w roku 1995, jeśli dobrze pamiętam. Zaszedłem na dziedziniec klasztoru, a tam snuli się jacyś smętni zakonnicy o surowych obliczach.
    Skąd oni? – zapytałem.
    Z Niemiec, głównie – odpowiedział cicerone.
    Ot, takie małe koło historii. A cmentarz duży.

  106. Oczywiście mój wpis z g.20:21 był skierowany do żabki konającej.

  107. żabka konająca
    18 stycznia o godz. 19:48
    I ślicznie i w dodatku pretty. Aż czuję 🙂
    Dla mnie może być po anglijskij jazyk. Ale że to forum polskie, pana Jacka i polskiej firmy medialnej, no i żeby było pro publlico, niech rządzi polszczyzna, która bywa dla niejednego Polaka chińszczyzną, ale co tam.

  108. mopus11
    Tak zwany przyjaciel domu, jeszcze moich rodziców, rocznik 1923, prof. folozofii, już nieżyjący, nota bene lwowianin, pozostawił arcyciekawe (czytałam fragmenty) pamiętniki, jeszcze nieopublikowane, gdzie opisuje m.in. wielką bitwę o Monte Cassino, w której brał udział.
    To była prawdziwa masakra. W powietrzu wręcz fruwały ludzkie szczątki, nie dało się nadążyć z grzebaniem trupów.
    A że dziś w klasztorze są niemieccy zakonnicy? Mnie już nic nie dziwi.

  109. mag
    18 stycznia o godz. 20:48
    No masz, cała jesteś obstawiona stosowną literaturą, włącznie z prywatnymi pamiętnikami,a tu i masakrycznymi. Nie to, że dla ich masakryczności, ale aż bym poczytał.
    Jak bitwa trwa w górzystym terenie, ludzi aż gęsto, a pociski walą jeden za drugim, musi być masakra. Grawitacja robi swoje: płyną strumienie i toczą się głowy. Ale tu stawiam kropkę. Która jest życiem.

  110. Moj ojciec przeszedl caly szlak bojowy Armii Andersa, akurat dostal sie do niej nie z Syberii, tylko po zaliczeniu roznych obozow internowanych w krajach europejskich. Zaliczyl nie tylko Tobruk, czy rzeczywiscie wazna bitwe pod El Alamajn, no i oczywiscie Monte Cassino. Wrocil do Polski z Anglii, nie dmuchajac w fanfary patriotyczne, w randze kapitana artylerii z licznymim oznaczeniami, a takze wysokiego specjalisty od radiotelegrafii, znal jezyki. Po trudnym poczatkowym okresie mial potem w Polsce dobre zycie zawodowe, bo byl specjalista i zdolnym czlowiekiem. Bardzo niewiele opowiadal o wojnie, po prostu nie lubil bic piany na zaden temat. Nie interesowalo go kombatanctwo, odcinanie kuponow juz w lepszej rzeczywistosci, co nie znaczy, ze wszyscy tak powinni miec, przeciez wtedy nie byloby historii. Mysle, ze zastanawianie sie tutaj, czy zolnierze wiedzieli, ze juz przegrano Polske rozsmieszyloby go. Jak maly Kazio wyobraza sobie bitwe.
    Nawiasem mowiac jesli chodzi o Mt Cassino, to powiedzial ironicznie, a moze tak uwazal naprawde, ze po prostu Polacy byli najszybsi we wspinaniu sie i pierwsi zatkneli flage na ruinach klasztoru – polska.
    No to oczekuje opluwania, ze szargam swietosciami.

  111. zyta2003
    No co ty! Masz wszystkich ludzi tutaj pisujących za kretynów?
    Szapoba dla ciebie, a zwłaszcza twojego taty!

  112. Sądzę, że zarowno dla żołnierzy Andersa jak i dla kosciuszkowców kształt polityczny Polski po zakończeniu wojny nie był aż nadto istotny. Liczyło się pokonanie hitlerowców i jak najszybsze zakończenie wojny. Czy zabarwienie polityczne wolnego kraju mogło mieć wówczas znaczenie? Pewnie rozmawiano o tym; pewnie dostrzegano zagrożenia bycia w strefie wpływów ZSRR, ale nikt nie mógł wiedziec wówczas, jaki może byc zakres zniewolenia…

  113. zyta2003
    18 stycznia o godz. 22:26
    Ponieważ na razie nikt tu Cię nie szarga, ani nie opluwa, to ja poszargam, tylko odwrotnie (żebyś nie była rozczarowana nieposzarganiem) 🙂
    Uwaga:
    To niesłychane, niemożliwe i nieprawdziwe ! Matko Święta i Jezusie Nazarejski – jak to tak ??? – Twój tata do Polski komuszej przyjechał z Anglii, od Andersa i go nie rozstrzelali na dzień dobry, ani na dobranoc, paznokci nie wyrywali, na nodze od stołka tygodniami nie kazali siedzieć,nerek nie odbili ??? I jeszcze miał dobre życie zawodowe w PRL-u???
    Jak nic, musiał być ruskim agentem!

    Czyli, jak wspomniała wyżej mag – szapoba dla Twojego Taty.

  114. Tanaka
    18 stycznia o godz. 23:35

    Szanowny Panie Tanaka

    Wylewanie przez pana krokodylich lez za PRL jest tak samo antypolskie jak chwalenie rusyfikacji w szkolach Ludowej Ojczyzny. Wasza na blogu krytyka irracjonalnego Powstania Warszawskiego z historycznej perspektywy nie oddaje dylematu osob decydujacych o jego wybuchu. Powstanie moglo zakonczyc sie militarnym sukcesem a los Polski potoczyc innaczej. Ta alternatywa jednak z powodu indoktrynacji doznanej w PRL nie istnieje dla was. Przekonani w swojej arogancji o absolutnej wiedzy w tej materii nie widzicie jakimi naprawde jestescie ignorantami. Nie widzicie ze historia kogokolwiek i czegokolwiek jest nielogiczna a tlumaczenie jej sobie po fakcie to zart ze zdrowego rozsadku.

    Slawomirski

  115. Ocena Powstania Warszawskiego przez Stalina

    „Stalin would later dismiss the rebellion as the act of ”a gang of criminals.”

    Czyz nie jest ta ocena podobna do opinii wyrazonych na blogu?

    Dlaczego?

    Slawomirski

  116. @mag, zdziwienie Pana Redaktora mogę sobie tłumaczyć troską o poziom blogu i bardzo poważnym traktowaniem swoich obowiązków. Twoje zdziwienie jest dziwne, toż wystarczy byle jaką gazetę otworzyć*
    *parafraza piosenki którą jako kobieta musisz znać: …wystarczy moją szafę otworzyć, sto ciuchów, a każdy jak łach…, tak to mniej więcej brzmiało

  117. @Sławomirski, to nie chwalenie rusyfikacji, to uznanie dla nauczycieli za przekazanie wiedzy ponadczasowej, niezależnej od trendów politycznych. Co ciekawie, z twórczością K.Dickensa, a właściwie z „Klubem Pickwicka” z którego pochodzi mój nick, również zapoznałam się w szkole, tym razem na lekcjach j.angielskiego.
    Cóż, każde z nas ma swoją Kartaginę i raczej nie wchodzmy sobie w drogę.

  118. Jacek Kowalczyk,
    przyznam, ze zdopingowal mnie Pan do zastanowienia sie nad wlasna irracjonalnoscia. Bo skoro taki racjonalny – zdawac by sie moglo – Palikot korzysta z przepowiedni jakiegos hinduskiego Maga, a moja ulubiona minister chadza do wrozek, to moze i ja mam cos za kolnierzem, czego nie jestem swiadom. Po dokonaniu introspekcji doszedlem do wniosku, ze zdecydowanie daleko mi od Palikota, czy Bienkowskiej, a nawet bliskiej mi osoby, tej ktorej slon z traba w dol mial przynosic pecha. Do tego palenie rzucilem kilkanascie lat temu wiec – nie liczac kielicha, od czasu do czasu – trzymam sie w dosc racjonalnych ryzach. I tu chcialbym zastrzec, ze do perfekcji to ja zdecydowanie dazyl nie bede, gdyz obawiam sie, ze najmniej irracjonalnym bylbym w charakterze robota.

  119. Jako że mój sposób na ratowanie górnictwa nie znalazł aprobaty na blogu specjalistycznym-u Pana red.Dziadula,uważam że temat irracjonalności jest dobrym miejscem aby zainteresować szerszą publikę odkryciem przeze mnie racjonalności w górniczym bałaganie,tym bardziej że racjonalnym jest w mojej koncepcji zasada nieprzerwanego wydobycia,co pozornie wydaję się irracjonalne.
    Proponuję eleganckie,wyrafinowane i bezpieczne rozwiązanie problemów krajowego górnictwa.
    BonCarbon-dla każdego,od dziecka niepoczętego wynagradzając począwszy,a na emerycie
    kończąc.
    Elegancja-bon w formie 1 Akcji(tylko imienne)o nominale 1tony i wartości rynkowej węgla w dniu
    zakupu akcji plus oprocentowanie 5% rocznie(karencja 10 lat).
    Każdy podatnik będący osobą fizyczną ma obowiązek nabyć 1 BonCarbon(minimum 1szt.)jeśli z
    rocznego zeznania podatkowego wyniknie zwrot nadpłaconego podatku w wysokości dwukrotności
    wartości Bonu.Podatnik nie posiadający wymaganej zdolności do nabycia bonu deklaruje pisemnie
    chęć nabycia akcji w ciągu 5 lat od powstania ustawowego obowiązku,tzw.BonCarbonGO!
    POdatnik który uchylał się w wymaganym ustawowo czasie od zakupu bonów otrzymuje
    status”plusa klimatycznego”i nie ma prawa przez kolejne 5 lat nabyć bonów na wolnym
    rynku.Akcje z puli plusa klimatycznego po ustawowym okresie są bonami na okaziciela i dostępne
    dla każdego(z pewnymi wyjątkami)
    Bony nie podlegają zajęciom!Sądowym,komorniczym,bankowym,itp.
    Są lokatą kapitału,bonami edukacyjnymi,voucherami którymi można sfinansować leczenie,jak
    również spłacać nimi zobowiązania i długi.
    Wyrafinowanie i bezpieczeństwo:opcja BonCarbonGreen.
    TO opcja dla tych,dla których bezpieczeństwo energetyczne Polski jest priorytetem,a tą realną
    beztroskę może zapewnić tylko obywatelom opcja 1+1.
    1 BonCarbon plus jedna tona w naturze,również dla każdego kto choć dysponuje choćby
    przykuchenną wnęką,piwnicą,chlewikiem,altanką lub choćby posiada własną dziurę w ziemi.
    TO oczywiście tylko zarys totalnej rewolucji w zarządzaniu strategicznymi zasobami wycinka tortu
    Matki Ziemi którym gospodarujemy,a więc jakieś uwagi i postulaty mile widziane.
    P.S.
    W mojej reformie kwestia przywilejów górniczych mogłaby w zasadzie pozostać na obecnym
    poziomie,pod warunkiem wyłączenia górników i ch rodzin z prawa do nabywania bonów
    ustawowych jak i po karencji(na wolnym rynku)
    Korzystając z gościnności Pana red.Kowalczyka informuję że w mej reformie jest również istotny element bezpieczeństwa narodowego pozwalający zaspokoić roszczenia majątkowe obcych państw(np.Watykanu)

  120. Dowodem na to, że Polacy są irracjonalni jest to, że przyszłość kwitują: jakoś to będzie – przeszłość stanowi dla nich za to, niewyczerpane źródło jej rozpamiętywania.
    Ot choćby tutaj.
    PS. Ostatni przykład „reorganizacji” naszych kopalń to potwierdza; to co było nadal będzie, a w przyszłości, sakramentalne „jakoś to będzie”, musi wystarczyć za wszystko.

  121. @Polalkholic
    19 stycznia o godz. 6:29
    Dobre. Się uśmiałem. Mimo że dzisiaj we Wrocku pochmurno, ponuro i smętnie, a na moim ogrodowym termometrze zaledwie 2 gradusy na plus. BonCarbon niczym dawny Baltonbon czy Pewexbon przywrócił mi optymizm, wiarę w ludzi i lepsze jutro oraz nadał sens mojemu życiu w III RP.
    Niech żyje nam górniczy stan:)

  122. Całkowicie irracjonalna, a nawet odlotowa była wczorajsza autoprezentacja Magdaleny Ogórek jako kandydatki na urząd prezydenta.
    Dziewczyna przeczytała z kartki jakieś slogany i puste obietnice, które w ogóle nie leżą w prezydenckich kompetencjach, nie trzymające się kupy i logicznie sprzeczne, że np. cieszy się z „uratowania” nierentownych kopalni, a z drugiej strony chce obniżyć podatki. Najbardziej podobał mi się pomysł Gwardii Narodowej, złożonej m.in. z myśliwych. Prezydent Komorowski chyba popłakał się ze śmiechu.
    A na koniec czytanego spiczu pani Magdalena wzięła i uciekła, pozostawiając dziennikarzy (była to wszak konferencja prasowa) w osłupieniu.

  123. @Zyta2003
    być może twój ojciec znał mojego innego wuja – z armii Andersa, który też walczył pod Monte Cassino, gdzie wyleciał na minie i potem przeleżał rok w brytyjskim szpitalu. Angielscy lekarze na tyle połatali mu uszkodzony kręgosłup, że mógł znowu chodzić i pracować, ale z Anglii nie wrócił, tylko ożenił się z majętną Angielką i został tam do końca życia. Rodzina nie miała mu za złe, bo taki wujek za granicą był o wiele cenniejszy niż w kraju 😉
    Z jego opowieści, gdy przybył raz z wizytą, najbardziej zapamiętałem żal o brak zgody brytyjskiego generała na udział Polaków w paradzie zwycięstwa w Rzymie.
    W klasztorze i na cmentarzach (jest kilka, nie tylko ten polski na wzgórzu) byłem dwa razy, w miasteczku nocuję czasem w drodze na południe. Lubię wodę z tamtejszego źródła Warrona (Terme varroniane)

  124. @mag.

    No właśnie, jak myślisz, kto będzie głosował na panią Ogórek? I kto poniesie konsekwencje polityczne / partyjne za wystawienie tej kandydatki do wyborów prezydenckich?

  125. Rafał Kochan
    Pewnie ktoś na nią zagłosuje, jak to u nas, przez przekorę, na złość mamie, a nawet dla jaj, bo przynajmniej ładna laska, a nie jakiś obleśny grubas jak Kalisz. Ale to naprawdę już łabędzi śpiew nie tylko Millera, lecz całej formacji.
    Łaknę lewicy jaka kania dżdżu. Tylko skąd ją wziąć?!

  126. Załóż lewicową partię @mag z własnym programem wyborczym. My wszyscy cię poprzemy.

  127. żabka konająca
    Chyba żartujesz. Za stara jestem na takie numery. Wystarczą liderzy dziadki – Kaczor, czy Miller, że o matuzalemie JKM nie wspomnę.
    Moje pokolenie z lepszym czy gorszym skutkiem, ale wywalczyło to, że każdy może sobie dziś założyć partię i realizować swój program. Niech młodzi pokażą co potrafią.

  128. @mag pisze:
    ” Za stara jestem na takie numery”

    I tu tkwi całe clou całego zaskakującego posunięcia Millera Leszka.
    Jest ( w tym miejscu obowiązkowo powinien być użyty czas przeszły) czas wchodzenia na barykady postępu i modernizacji…
    … i czas ( tutaj możemy użyć czasy teraźniejszego) kiedy szczytne hasła chowamy między kartki kościelnych śpiewników, czy innych mniej lub bardziej nasyconych religijnymi treściami wydawnictw.

    Po prostu przywódca lewicowej partii zrozumiał gdzie tkwią światopoglądowe priorytety jego mniej lub bardziej zdeklarowanych sympatyków i publiczną osobą uczynił Panią Magdalenę Ogórek z jej dosyć ciekawymi poglądami na Polskę i świat.

  129. @Aaronu..

    A cóż takiego wyjątkowo ciekawego madame Ogórek powiedziała na temat Polski i świata?

  130. Rafal Kochan
    Wystarczyło, by madame Ogórek dała się poznać jako ktoś w rodzaju katoliczki feministki (że to oksymoron, to nie szkodzi), by Aaronu był gotów ją zaakceptować, chociaż jest „twarzą” zdecydowanie urodziwą, ale jednak SLD (córcię posyła zresztą do katolickiego przedszkola). No i okrutnie mnie rozczarowała swoja inteligencją, wiedzą i „wizją” Polski.
    Może na historii kościoła i herezjach w jego łonie się zna, ale to trochę jakby mal a propos, gdy chodzi o kwalifikacje na głowę państwa. Wyobraź sobie Madzię Ogórek jako zwierzchnika sił zbrojnych. No chyba, że zwierzchnika myśliwych z Gwardii Narodowej.

  131. Drogi Rafale Kochanie!

    Ty , wnikliwy analityk politycznych zdarzeń( może i następca samego Tanaki) naprawdę nie dostrzegasz świeżego oddechu (niezłe!) tchnącego z powabnych ust Pani Magdaleny?

    I żeby nie przedłużać ( chwilowo, niestety mam inne zajęcia) na koniec zapodam zgrabny bon mot który moim zdaniem – śledząc dotychczasowe medialne wypowiedzi kandydatki lewicy – winien stać się hasłem zbliżającej się prezydenckiej kampanii:

    „Troszcz się o ciało, dusza i tak zostanie nieśmiertelna”.

  132. Czy nalezycie do 1% ?

    http://www.bbc.com/news/business-30887264

    Slawomirski

  133. Aaronu
    Wybacz, przykro mi to pisać, ale pieprzysz bez sensu.

  134. @mag
    Może i pieprzę, ale za swoje…

  135. Aaronu
    Jasne. „Każdemu wolno kochać”. Tym bardziej „za swoje”.

  136. mag
    19 stycznia o godz. 17:49

    O, przepraszam, że pardon. Ale Kościół kat „zrobił dla kobiet więcej niż ktokolwiek na świecie!”.
    Oświadczył to był dosyć świeżo jakiś Głóć.Albo Michalik. Albo Nycz.
    Zresztą oni codziennie tak oświadczają. A jako świadczają, to znaczy, że czynią.
    Znaczy, żadnego oksymoronu tu nie ma.
    Największe feministki to przecież Sobecka Anna i Pawłowicz Krystyna.

  137. @Aaronu…

    Tu nie chodzi oto, co ja „wnikliwy analityk politycznych zdarzeń” dostrzegam w słowach „Ogórkowej”, ale co ty w nich widzisz. Zatem, nie wywijaj się i skoro puszczasz w eter zerojedynkowy śmiałe tezy, to bądź tak miły i odpowiedz na pytanie.

  138. Drogi Rafale Kochanie!

    Czy Ty naprawdę musisz wczytywać się w te moje ploty, głupoty które od czasu do czasu wypisuje.
    Mam swoje przemyślenia – mniej lub bardziej autorskie – na różne tematy i nieraz na zasadzie dosyć luźnych dygresji wypisuje je u Kowalczyka.
    A jeżeli chodzi o Panią Ogórek to raczej nie bardzo mnie ona interesuje, a jej wypowiedzi i poczynania tym bardziej.
    Jak Redaktor podrzuci temat budzący mniej spersonalizowane skojarzenia wtedy może bardziej rzetelnie wywiąże się z roli trolla w której mnie co niektórzy obsadzają.

    Na razie czytam „Filozofię wieczystą” Huxleya i oczywiście Miłosza „Widzenia…”

    A poza tym byłem kilka dni hospitalizowany z powodu kurzajek (nie,nie na mózgu) i muszę kilka dni poświęcić na ponowną aklimatyzację wśród wielkich… Przepraszam…zdrowych tego świata.

  139. @Aaronu..

    Ale wypisujesz tu swoje ploty na forum publicznym, chyba nie po to, by sam ze sobą rozmawiać? Więc wskaż „ciekawe” wypowiedzi „Ogórkowej” – jestem szalenie ciekaw, co tak cie uraczyło intelektualnie.

  140. Tanaka
    Fajnie, że Głódź, ten od danieli, póki co „uciekł grabarzowi spod łopaty”, jak powiada ludowe porzekadło, bo nikomu śmierci nie życzę.Nawet gustownie „schudł, zczerniał i dziwnie wyszlachetniał”, ale lepiej, by niczego nie oświadczał. Zwłaszcza na temat kobiet.

  141. I już na koniec mam pytanie do Redaktora Kowalczyka ,czy głosy oddawane przez siebie na własne komentarze będą uwzględniane w blogowych rankingach?

  142. żabka konająca
    19 stycznia o godz. 2:03

    Szanowna Pani żabka konająca

    Moja nauczycielka jezyka rosyjskiego w liceum to byla profesjonalna rusyfikatorka. Pasjonatka Zwiazku Radzieckiego zmusila cala klase do wstapienia do TPPR. Pod koniec liceum wszyscy plynnie mowilismy po sowiecku.

    Slawomirski

  143. Sławomirski
    Co ty pieprzysz?! Nie wiem, kiedy i gdzie chodziłeś do szkoły, ale nie przypominam sobie, by cale klasy za PRL, a też się wtedy edukowałam, były zapisywane do TPPR-u. Podobnie nie chodziłam na pochody pierwszomajowe, i nigdy z tego powodu włos mi z głowy nie spadł. Może dlatego, że ostentacyjnie robiłam za enfante terrible. A ty widocznie byleś awsze cykorem, który zresztą zwiał z kraju przez lub w stanie wojennym.
    Uczyam się języka rosyjskiego z przyjemnościa, bo to po prostu bardzo piękny język i ważny. Warto czytać i rozumieć np. Puszkina, Mandelsztama czy Cwietajewą w oryginale. Zachwycać się Okudżawą czy Wysoockim. Poza tym posługują tym językiem miliony ludzi i nie jest to język „sowiecki” (trzeba być chyba kretynem, żeby takie brednie pisać).
    Oczywiście, że „obligatoryjność” nauczania tego języka w szkole za Polski Ludowej wywoływała pewien opór. Jestem w stanie to zrozumieć, ale w sumie współczułam moim koleżkom i koleżankom z roku na studiach, gdy na filologii polskiej obowiązywał jednak lektorat z rosyjskiego jako języka słowiańskiego i po iluś tam latach nauki (od podstawówki) oni ledwo dukali po rosyjsku.

  144. mag
    19 stycznia o godz. 21:54

    Przyklad na jezyk sowiecki:

    Pamjatnik komu?
    Leninu.

    Prosze nie zaprzeczac faktom. Cala moja klasa zostala zmuszona do wstapienia do TPPR.
    Nu moze was nauczyciel nie byl czempionom rusyfikacji. Ot zagwostka…

    Slawomirski

  145. mag
    19 stycznia o godz. 21:54

    Rusyfikatorka zarządziła, żeby wstąpił, to wstąpił. Bardzo był w tym pilny. Osiągnął wybitne rezultaty: przegonił tych co się uczyli rosyjskiego opanował biegle język sowiecki.
    To jest rypnięty pacan, który tu włazi, żeby przedstawiać na to dowody.

  146. Tanaka
    Fakt. Z idiotą nie da się dyskutować, a ja mam ciągle
    jakieś złudzenia.
    Niech se hoduje te swoje kaktusy, leży pod palmą (?) i pływa w oceanie alko przydomowym basenie.

  147. Tanaka
    Takie miłe wspomnienie mojej „rusyfikatorki” z liceum chciałam
    jeszcze przywołać”. Była to Rosjanka, która wyszła za mąż za Polaka. Nazywała się Elwira Watałowa i napisała wspólnie z Woroszylskim fascynującą biografię Jesienina. A potem jeszcze jeszcze parę innych książek, już sama.
    Do dziś znajomi Rosjanie chwalą mnie, że mam charosze udarenije. To właśnie jej zawdzięczam.

  148. @mag / Tanaka

    Przecież ten Sławomirski bredzi jak potłuczony. Ani ja w latach 80., ani moi rodzice w latach 60. nie mieli żadnego obowiązku wstępowania do jakiegoś TPPR czy nawet ZSMP. Słusznie zauważyliście, że był to typowy konformistyczny wypierdek. Biedaczyna – kazali-zrobił. I to coś poucza tutaj innych… Ręce opadają…

  149. @mopus11
    Obywatel uśmiechnięty wydaje więcej:)
    Dlatego uważam że mój plan odniósł znaczący sukces.
    Pozdrawiam

  150. mag
    19 stycznia o godz. 22:45
    Moje licealne rusycystki to były Polki, świetnie znające język, kulturę i ludzi. Jedna z nich miała bardzo dobry głos, śpiewała co prawda amatorsko, ale było to bardzo bliskie głosowi operowemu. I raz po raz raczyła nas rosyjskimi pieśniami, niemal jak Biczewska. Na zmianę z różnymi popularnymi przebojami tamtych czasów, w tym piosenkami z filmów. I tak jak często licealiści, zwłaszcza chłopaki, niespecjalnie są chętni do śpiewania, tu z nią wszyscy chętnie to robili.

    Rafał KOCHAN
    19 stycznia o godz. 22:50
    To znana przypadłość: są tacy, co im mniej mają zasług, tym bardziej się na afisz pchają i domagają medali. Rypnięty się wzorowo nauczył języka „sowieckiego”, więc domaga się za to medali. Poniekąd ma rację – inni pozostali tylko przy rosyjskim. Jest na to właściwa nagroda: medal z liścia.

  151. mopus11
    18 stycznia o godz. 20:28
    Z Niemiec, głównie – odpowiedział cicerone.
    Ot, takie małe koło historii. A cmentarz duży.
    ………………………………………………………………………………………..
    Skoro o kołach historii… Niedaleko cmentarza na Monte Cassino jest inny, niemiecki., jeszcze większy niż ten obok klasztoru. Pojechałem i tam. Pierwsza zauważona przeze mnie mogiła nosiła tabliczkę z polskim brzemieniem imienia i nazwiska. Prawdopodobnie Slązak lub jakiś syn polskich emigrantów w Niemczech. W Armii Andersa też walczyli Slązacy…

  152. Tanaka
    19 stycznia o godz. 22:16

    Pisze wyraznie ze cala klasa zostala zmuszona do wstapienia do TPPR a nie tylko ja.
    Jak myslisz milosniku PRL ilu Polakow bylo zarejestrowanych w TPPR…

    Slawomirski

  153. Slawomirski
    19 stycznia o godz. 21:23
    plynnie mowilismy po sowiecku.
    ……………………………………………………………………………………………..
    po „sowiecku” to od rosyjskiego „sowietowat'” czyli radzić. Język „radziecki” nie był wykładany w szkołach.

  154. Szanowny Panie Rafał KOCHAN

    Ani ja w latach 80., ani moi rodzice w latach 60. nie mieli żadnego obowiązku wstępowania do jakiegoś TPPR czy nawet ZSMP.

    ” TPPR liczyło ok. 3 miliony członków, głównie poprzez masowe zapisywanie uczniów i pracowników przedsiębiorstw i instytucji państwowych. ”

    Inne klasy mojego liceum tez zostaly zapisane do TPPR przez pania Rozen.

    Slawomirski

  155. Jestem raczej wyrozumiała dla ludzkich słabości, dziwacznych poglądów
    i przeciwna wszelkiej cenzurze także w necie (chyba że lecą paskudne wulgaryzmy), ale muszę przyznać, że szanowny Sławomirski „wcoorwia mnie niebywale”, jak mawiał obrazowo pewien mój przyjaciel, gdy miał dość jakiegoś bęcwała lub bęcwałki.
    Zastanawiam się, jak taki patologiczny przypadek może funkcjonować w Australii, czy Kanadzie, bo nie pamiętam, gdzie mieszka cykor i mega konformista Sławo, co uciekł z kraju w 1981, a teraz wciąż na niego pluje.
    Myślę, że jako kameleon pospolity nie opowiada o swojej peerelowskiej przeszłości różnym sąsiadom i znajomym niepolskim z pochodzenia, a wyżywa się antykomunistyczne i „patriotycznie” tylko na blogu anioła ateistycznego, red. Kowalczyka, bo z innych został pogoniony.

  156. zezem
    19 stycznia o godz. 23:29

    Szanowny Panie zezem

    Pozwolilem sobie na qui pro quo.

    Slawomirski

  157. mag
    19 stycznia o godz. 23:56

    Szanowan Pani mag

    Wulgarnosc to nie jest argument w dyskusji.

    Slawomirski

  158. Sławomirski
    Dyskusja z tobą? Nie żartuj, szanowny. O Passencie i Urbanie oraz przymusowej przynależności do TPPR?
    Dobranoc, hodowco kaktusów, pchły na noc, karaluchy do poduchy, a szczypawy do zabawy!

  159. Sławomirski, „nakaz” przystąpienia do TPPR wyglądał tak samo jak „obowiązek” należenia do PZPR. Komu zależało na karierze zawodowej lub uskutecznianiu własnego serwilizmu wobec nadgorliwych nauczycieli, to w podskokach, mając miękki kark, ulegał zbiorowej głupawce. Kiedy twierdzisz, że Polacy byli „zmuszani” do zapisywania się do TPPR, to przytocz chociaż jakiś prawny dokument z tamtych czasów, w którym władza wymuszała od swoich obywateli takiego zachowania.
    Podpowiem ci, ze takiego rozporządzenia nie znajdziesz. Dlaczego? Bo gdyby takie rozporządzenie było realne, to idea „władzy ludu” ległaby w gruzach.
    Najciekawszy jednak wniosek dotyczy twojej postawy w tamtych czasach. Byłeś gnidą i nie zdziwiłbym się, gdybyś należał do PZPR i swoją pozycję w tej organizacji wykorzystał do emigracji…
    A ty tu śmiesz wchodzić i pouczać innych Polaków. Mało tego, przypisujesz najcięższe grzechy (np. zdradę stanu) pewnym politykom czy dziennikarzom z poprzedniego systemu.
    Czy ty zdajesz sobie sprawę, jakim jesteś zakłamanym i fałszywym osobnikiem?

  160. Wracając do tematu, „urzekła” mnie następująca wypowiedź „Ogórkowej”:
    „Moja córka, która przejęta, z oczkami mocno rozszerzonymi i z wypiekami oglądała ze mną konklawe, powiedziała tak: „mój Boże, jaka to jest fantastyczna funkcja, ja też bym bardzo chciała zostać papieżem mamo!”. To nie jest proste, rzeczywiście trzeba umieć dziewczynce wytłumaczyć, dlaczego ten Kościół nie może kobiety uczynić kapłanką . Bądźmy obiektywni i sprawiedliwi w tej dyskusji. Chrystus dokonał rewolucji. W tamtej rzeczywistości, w tamtym porządku postawił na równi kobietę i mężczyznę. Zrobił to w czasach, gdy kobieta nic nie znaczyła, podważona w swej godności dużo wcześniej przez m.in. Arystotelesa i Epikteta. I w tej oto spuściźnie arystotelesowskiej nagle zjawił się ktoś, kto mężczyznę i kobietę postawił na równi. W grupach wspólnotowych pierwszych chrześcijan kobieta i mężczyzna byli traktowani tak samo”.

    Tak się zastanawiam, czy ta pani wie co mówi, czy mówi to, co wie? I jakże potrafi manipulować? Niewygodne fakty przemilcza, a forsuje to, co jej pasuje. Nie ulga dla mnie wątpliwości, że Miller nie panuje już nad swoją partią, wyznaczając tę dziewoję na urząd prezydencki. Wnioski są dwa: albo Miller zaczął myśleć główką zamiast głową; albo Miller jest piątą kolumną watykańskiej hołoty.

  161. Rafał KOCHAN
    20 stycznia o godz. 8:19

    Pani Ogóek nie wie co mówi. Ale przecież nie wie całe przedsiębiorstwo pt Kościół.
    Pani Ogórek pewnie miała na myśli to, że z 12 apostołów, 6 to były panie. św. Jan i św.Mateusz byli kobietami.
    Jezus pozostawał na utrzymaniu kobiet, w dodatku zamożnych. W dodatku był z nimi w zażyłych osobistych stosunkach.
    Jezus zaś swoją matkę, pardon, Matkę Bożą Maryję, potraktował per noga.
    Rola kobiet była taka jak zwykle:służyć, płakać, łzy ocierać.
    Owszem, są i nowości. Nowości te, nawet jeśli wyciśnie się niebieską książeczkę od ostatniej kropli, są bez znaczenia dla dwutysiącletniej historii, w której Kościół kat. wzorowo miał kobiety za podczłowieka.

  162. @zezem
    19 stycznia o godz. 23:19

    mopus11
    ***Niedaleko cmentarza na Monte Cassino jest inny, niemiecki., jeszcze większy niż ten obok klasztoru. Pojechałem i tam. Pierwsza zauważona przeze mnie mogiła nosiła tabliczkę z polskim brzemieniem imienia i nazwiska. Prawdopodobnie Slązak lub jakiś syn polskich emigrantów w Niemczech. W Armii Andersa też walczyli Slązacy…***

    Oj, byli! Znam takich, co przeżyli i wrócili do Polski. Niemiecki cmentarz mnie nie interesował, tylko polski. Grupa turystów była wprawdzie niemiecko-polska, ale z przewagą Polaków. Szokowały tylko daty urodzin poległych sama młodzież.Miałem inny problem. Nie pamiętam dokładnej daty naszego pobytu we Włoszech, ale raczej tak jak pisała @mag – w czerwcu. Szukaliśmy wszyscy tych maków na górze i na dole – ani jednego kwiatka!!! Uznałem wtedy, że poeta miał fałszywe informacje. Poszukam u gugla, kiedy (i jak długo) kwitną maki i z dokumentów turystycznych, kiedy zwiedzaliśmy Monte Cassino.

    Drugi problem, który zauważyłem, czytając komentarze od ostatniego w górę to opieprzanie Sławomirskiego za przymusowe należenie do TPPR. Nie powiem w 100 %, czy to był przymus prawny, czy polityczno-ekonomiczny, ale w moim Liceum TPD naprawdę z urzędu wręczono wszystkim legitymacje TPPR i jakoś nikt nie protestował, bo „żydokomuna” młodzieżowa, która brutalnie rządziła szkołą i wysyłała niewygodnych nauczycieli do więzienia, miała siłę perswazji. Ja miałem u nich przechlapane, nawet mnie nie zachęcali do wstąpienia do ZMP.
    Pewnie większość blogowiczów to „smarkacze”, bo piszą o obligatoryjnym uczeniu się języka sowieckiego. Mnie to nie dotyczyło, tylko młodsze klasy. Do dziś żałuje, że nie uczyłem się w szkole tego języka, bo w pracy posługiwałem się przeważnie rosyjskimi tłumaczeniami ważnych dzieł naukowych, które można było nabyć za bezcen. To się skończyło, gdy ZSRR przystąpił do grona tych, którzy płacili autorom za pracę. Rozumiem to co czytam (z fizyki i matematyki), ale nie znam gramatyki i nie mam „udarienia”, co nie pozwala mi na dobre opowiadanie znakomitych dowcipów rosyjskich, a już zrozumienie papieża i jego syna w „Szerszeniu” przekracza moje możliwości. Jest na YouTubie ten film, ale tylko w wersji oryginalnej.

  163. Maki w Italii kwitną od końca kwietnia do połowy lipca.
    Najlepiej oglądać je w Toskanii albo na Sycylii.
    Na Monte Cassino byłem wiosną (kwiecień), kwitły akacje, maków wyglądałem bezskutecznie…
    Samo wzgórze od zachodniej strony wygląda dość pustynnie i dziko, ślady różnego żelastwa i resztek betonowych bunkrów, niskie chaszcze, trochę ziół…

  164. mag
    19 stycznia o godz. 22:45
    Pochwalę się. Mam rzeczoną książkę. O Jesieninie, autorstwa Watałowej i Woroszylskiego. Znakomicie napisana, czytałem ją z zapartym tchem. Mimo świadomości o ograniczeniach spowodowanych ówczesną cenzurą. Wydał ją PIW w serii „Ludzie żywi” Nie wiem ile było wydań, mam pierwsze, z roku 1973. Jej obwoluta jest już nieco sfatygowana, ale pozostałości ząb czasu nie naruszył. Zaś w roku 1975 to samo wydawnictwo wyprodukowało wybór poezji Jesienina, w wyborze Ziemowita Fedeckiego, w dwóch językach: polskim i rosyjskim. W twardej oprawie z przepiękną obwolutą (foliowaną), w kolorze ultramaryny, która, myślę że dzięki tej folii zachowała swoją pierwotną jakość.
    A jak w Polsce uczono wówczas w szkołach rosyjskiego? To zależało od szkoły. W jednych obowiązek nauki tego języka traktowano mało poważnie, niczym dopust boży, w innych wymagano porządnej nauki, tak jak każdego innego. Moja koleżanka chodząca do jednego z wrocławskich LO czytała w oryginale „E. Oniegina” Puszkina.
    Przytoczę mój edukacyjny epizod związany z nauką pięknego języka Puszkina. Na początku lat 60. ubiegłego wieku studiowałem w przyzakładowej zasadniczej szkole zawodowej, dla pracujących. W pobliżu była jednostka Północnej Grupy Wojsk Radzieckich. Dyrektor przyzakładowej Alma Mater podjął straceńczą, jak się potem okazało próbę zaangażowania żony jednego z oficerów sojuszniczej nam wówczas armii, w charakterze lektorki. „My tu wsio wokrug achraniajem” – nieostrożnie przy piwie zdradził mi jeden z nich internacjonalistyczną tajemnicę wojskową. Nie zadałem retorycznego pytania przed kim to ochrona, bo wiedział o tym każdy głupi, zwłaszcza tu, we Wrocławiu, dla większości było jasne, że przed Germańcem.
    No i pewnego ranka kobyłka u płotu. Zjawiła się w naszej klasie młoda, śliczna blondynka. A uczniowie-robotnicy do cna zajęci w swoich kółkach zainteresowań nie zwrócili uwagi na jej entree. Jeden pokazywał przystawkę elektryczną do gitary, drugi wzbudzał zachwyt chłopaków (u dziewczyn jakby mniej) swoją fryzurą a la Ringo, inny prezentował kupione we wrocławskiej Hali Targowej buty „bitelsówki” wydając nań całe swoje miesięczne wynagrodzenie. W drugiej klasie było to mniej więcej 400 zł, przypomnę tylko, że darmowych stażów wówczas nie było. W trzeciej klasie owej ZSZ chodząc przez trzy dni na tzw. warsztaty, na których zajmowałem się produkcją metalowych wiórów dostawałem około 900 zł. Ale do rzeczy. Jedynie dziewczyny, kandydatki na specjalistki w obróbce skrawaniem siedzące w pierwszych ławkach wstały i oglądając się na nas dawały nam rozpaczliwe znaki, strojąc przy tym pociszne grymasy. Kiedy gwar ucichł krasawica-rusycystka swoim pięknym, melodyjnym, zniewalającym głosem oznajmiła:
    – zdrastwujtie rebiata i dodała jeszcze coś, ale co, to tego już nie zapamiętałem.
    – zdrastwujtie – odezwało się parę głosów, głównie dziewczęcych
    – Daj stara zadziagać to pogadamy! – rozległ się nagle okrzyk, gdzieś z tylnych ławek zakończony chóralnym śmiechem wydobytym z gardeł młodych proletariuszy.
    Spłonione dziewczę ze łzami w oczach rzuciło się do drzwi. Jej piękne nogi nigdy już nie przekroczyły progów tej szkoły.
    A rosyjskiego bezproblemowo „uczył” nas jakiś polski repatriant z Białorusi.

  165. Właśnie dowiadujemy się, się, że Watykan odrzucił kolejne odwołanie ks. Lemańskiego w sprawie nałożonej na niego suspensy.
    Oj naiwny, naiwny. Myślał, że wygra z czarną mafia. Opowieści o „dobrym carze (papie Franku) i złych bojarach” można między bajki włożyć.
    A tymczasem abep Wesołowski, sprośny wieprz pedofilski „cierpi na depresję”, biedaczek i nie może ani przebywać choćby w domowym areszcie, ani być postawionym wreszcie przed sądem. Ba, on jeszcze ma czelność odwoływać się od decyzji o usunięciu go ze stanu kapłańskiego, na skutek twardych dowodów jego przestępstw. Widocznie ma podstawy wierzyć w silne lobby homo i pedofilskie w Watykanie, które jakoś go, wybroni np. ze względu na zły stan zdrowia.

  166. mopus11 (20-01- g.12:10
    Ech, poruszyłeś we mnie „struny wspomnień”, mówiąc grafomańsko. Przypomniały mi się takie klimaty z filmu Piwowarskiego „Yesterday”, czy „Marcowe migdały” (buty „bitelsówki” moich kolegów, pierwsza fala minispódniczek i prywatki przy pocztówkach dźwiękowych).
    A nasze trudne polsko-rosyjskie relacje? Moja „przyszywana” synowa urodziła się i mieszkała w Legnicy (jej rodzice, moi rówieśnicy, też już byli byli urodzeni na tzw. Ziemiach Odzyskanych jako dzieci repatriantów zza Buga. Legnica to była taka „Mała Moskwa”. Nie widziałam filmu, ale oglądałam w TV przejmujący, dramatyczny kilkuodcinkowy serial na jego kanwie.

  167. Dobiegają nas jeszcze ciekawsze informacje z watykańskiej stolicy apostolskiej. Otóż papa – Franciszek oznajmił, że dobrze katolicy nie muszą być jak króliki i mieć dużo dzieci. Zaapelował o rozsądek w tej materii. 😉

  168. Rafał KOCHAN
    20 stycznia o godz. 12:37
    Papież uzasadnił to tak: chyba nie chcesz osierocić dzieci ?!
    Bardzo ładnie.
    Jednak przez 2000 lat papieże mowili coś dokładnie odwrotnego.
    teraz komunikat jest taki: ludzie ! – nic się nie stało ! Przedtem to tylko tak sobie żartowaliśmy.

  169. Jestem ciekaw, jak Franciszek pojmuje rozsądek w tej materii? Czyżby za tym „rozsądkiem” czaiło się zielone światło dla prezerwatyw i pigułki „po”?

  170. Rafał Kochan
    Jakie pigułki czy prezerwatywy? Kalendarzyk małżeński i codzienne mierzenie temperatury. Tak jak to robi madame Terlikowska i ma czwórkę (albo piątkę) potomstwa, a nie np. osiemnastkę. Jej chłop i tak jest przecież dumny z „bycia królikiem” rozmnażającym się ponad normę określona przez papieża, więc skarcił papę Franciszka, jak zwykle zresztą.

  171. mag
    20 stycznia o godz. 13:08
    Tak jest – Terlikowski opierniczy papieża, więc ten się schowa. Ruletka watykańska dalej rządzi. Co zresztą jest szalonym postępem i świetlistością katolickiej moralności.
    Rodzić trzeba bezdyskusyjnie. Nadmiar urodzonego odda się na eksperymenty medyczne.

  172. MR. HARRY BLACKITT: Look at them, bloody Catholics, filling the bloody world up with bloody people they can’t afford to bloody feed.

    MRS. BLACKITT: What are we dear?

    MR. BLACKITT: Protestant, and fiercely proud of it.

    MRS. BLACKITT: Hmm. Well, why do they have so many children?

    MR. BLACKITT: Because… every time they have sexual intercourse, they have to have a baby.

    MRS. BLACKITT: But it’s the same with us, Harry.

    MR. BLACKITT: What do you mean?

    MRS. BLACKITT: Well, I mean, we’ve got two children, and we’ve had sexual intercourse twice.

    MR. BLACKITT: That’s not the point. We could have it any time we wanted.

    MRS. BLACKITT: Really?

    MR. BLACKITT: Oh, yes, and, what’s more, because we don’t believe in all that Papist claptrap, we can take precautions.

    MRS. BLACKITT: What, you mean… lock the door?

    MR. BLACKITT: No, no. I mean, because we are members of the Protestant Reformed Church, which successfully challenged the autocratic power of the Papacy in the mid- sixteenth century, we can wear little rubber devices to prevent issue.

    MRS. BLACKITT: What d’you mean?

    MR. BLACKITT: I could, if I wanted, have sexual intercourse with you,…

    MRS. BLACKITT: Oh, yes, Harry.

    MR. BLACKITT: …and, by wearing a rubber sheath over my old feller, I could insure… that, when I came off, you would not be impregnated.

    MRS. BLACKITT: Ooh!

    MR. BLACKITT: That’s what being a Protestant’s all about. That’s why it’s the church for me. That’s why it’s the church for anyone who respects the individual and the individual’s right to decide for him or herself. When Martin Luther nailed his protest up to the church door in fifteen- seventeen, he may not have realised the full significance of what he was doing, but four hundred years later, thanks to him, my dear, I can wear whatever I want on my John Thomas,… [sniff] …and, Protestantism doesn’t stop at the simple condom! Oh, no! I can wear French Ticklers if I want.

    MRS. BLACKITT: You what?

    MR. BLACKITT: French Ticklers. Black Mambas. Crocodile Ribs. Sheaths that are designed not only to protect, but also to enhance the stimulation of sexual congress.

    MRS. BLACKITT: Have you got one?

    MR. BLACKITT: Have I got one? Uh, well, no, but I can go down the road any time I want and walk into Harry’s and hold my head up high and say in a loud, steady voice, ‚Harry, I want you to sell me a condom. In fact, today, I think I’ll have a French Tickler, for I am a Protestant.’

    MRS. BLACKITT: Well, why don’t you?

    MR. BLACKITT: But they– Well, they cannot, ’cause their church never made the great leap out of the Middle Ages and the domination of alien episcopal supremacy.

  173. Co do „złotych myśli” papy, to przytoczę myśl prof. Kotarbińskiego:

    „Kiedy człowiek kończy siedemdziesiąt lat, może mówić głupstwa, kiedy kończy osiemdziesiąt, może zabierać głos na każdy temat. Może. Nie musi. ”

    Papież ma, chyba, 79 lat, toteż jest uprawniony do plecenia bzdur. A nawet wyprzedza swój wiek, bo zabiera głos na każdy temat.
    Jest przy tym inteligentnym manipulantem, co przysparza mu wielbicieli.

  174. @Tobermory
    20 stycznia o godz. 11:31

    Serdeczne dzięki!!!
    Byliśmy na Monte Cassino prawdopodobnie w drugiej połowie czerwca, a maków ni ch…., a mag je widziała. Świnie te maki, schowały się przede mną. Szukałem je też na polach przed górą, gdzie robiliśmy piknik i „toże” niczewo!

  175. Antonius
    Jej Bohu, widziałam maki na Monte Cassino, ale to było w pierwszej połowie lipca. Sprawdziłam daty na zdjęciach.

  176. Drogi Rafale Kochanie!

    Rzeczywiście warte odnotowania są słowa Ojca Świętego w kwestii procesów demograficznych współczesnego świata.Tym bardziej,że są to słowa dosyć odważne i nowatorskie w kontekście dotychczasowych wypowiedzi Franciszka, jak również jego poprzedników.
    Spróbuję własnymi słowami uzasadnić te dosyć znamienny fakt.

    Nie trzeba nikomu przypominać o roli Polski, Polaków w historii ostatnich kilkudziesięciu lat.Wiadomo papież Jan Paweł II,ale również liczna gromada Jego rodaków w Watykanie. Do tej pory również są tam zresztą obecni.
    Nie trzeba nikomu również przypominać, jakie formacje polityczne sprawowały rządy w czasach kiedy polski papież…
    Na początku oczywiście partia na P była symbolem politycznym Polski. Później krótki okres panowania partii z pnia solidarnościowego. Ale najbardziej w okresie wolnej Polski zapisał się w pamięci osobistości Państwa Kościelnego na pewno SLD.To za jego rządów ratyfikowano przecież tak ważny dokument jakim był konkordat. Czyli partia polskiej lewicy pomimo dzisiejszej nieciekawej sytuacji darzona jest sporym sentymentem w Rzymie…i okolicach.
    Tym bardziej kiedy osoba Pani Ogórek w ostatnich swoich wystąpieniach doceniła rolę i wkład KK wniesiony w budowę sensownego, współczesnego świata.
    Papież Franciszek zdał sobie sprawę ile wysiłku i samozaparcia musi znieść Pani Ogórek i polska lewica publicznie głosząc swoje nowatorskie światopoglądowe tezy i postanowił,że swoimi poglądami w temacie w prokreacji też wyjdzie nieco przed szereg i zbliży stanowiska z jednej strony SLD i z drugiej strony Kościelnego Państwa
    A że zdaje sobie sprawę Ojciec Święty,że możliwości demograficzne członków i sympatyków polskiej lewicy z wiadomych względów (kalendarz) są dalekie od optymalnych to ryzyko wkroczenia na kolejną barykadę swiatopoglądowo- obyczajową jest prawie żadne.

  177. Rafał KOCHAN
    20 stycznia o godz. 8:19

    „ Bądźmy obiektywni i sprawiedliwi w tej dyskusji. Chrystus dokonał rewolucji. (…) W grupach wspólnotowych pierwszych chrześcijan kobieta i mężczyzna byli traktowani tak samo”.

    Pani Ogórek powiedziała prawdę.

    Oczywiście KK traktował kobietę inaczej. Nie miało to jednak nic wspólnego z nauczaniem Jezusa z Nazaretu, ale nawiązywało do tradycji rabinicznej, w której ograbiano kobietę z godności.

    W dziele The International Standard Bible Encyclopedia wyjaśniono: „Kobiety nie jadały z mężczyznami, którzy przyszli w gości, a mężczyznom zalecano, by nie rozmawiali z niewiastami. (…) Wyjątkowo skandaliczne było prowadzenie rozmowy z kobietą w miejscu publicznym”.

    Żydowska Miszna, czyli zbiór nauk rabinicznych, radziła: „Nie rozmawiaj zbyt wiele z niewiastami. (…) Kto dużo rozmawia z kobietami, ściąga na siebie zło, zaniedbuje badanie Prawa i w końcu trafi do Gehenny” (Awot 1:5).

  178. @Aaronu…

    Sugerujesz, że namiestnik boga w Rzymie zna „Ogórkową” oraz jej przemówienia? Muszę przyznać, że masz ciekawe poczucie humoru.

  179. @dezerter..

    Zatem, poza czczym gadaniem, co takiego Jezus uczynił wywrotowego w kwestii roli kobiet w życiu społecznym wśród swojej społeczności?

  180. Antonius
    20 stycznia o godz. 10:41
    W „tamtych” czasach też zwrócono się do mnie i to niejednokrotnie, z pytaniem czy nie wstąpiłbym do „organizacji” (brzmienie dosłowne). Patrzyłem wtedy na proponującego z b. poważną twarzą mówiąc ,że to jest b.ważna propozycja dla mnie , że muszę do niej odpowiedzialnie podejść , więc proszę się o czas aby się odpowiednio przygotować. Chwytało. Mijał tydzień, dwa i… dawano mi już spokój…
    Co do znajomości jezyka , tutaj rosyjskiego. Język sąsiadów, zwłaszcza tych silniejszych , warto znać…

  181. Aaron Sprezyner.
    20 stycznia o godz. 14:39

    „Rzeczywiście warte odnotowania są słowa Ojca Świętego w kwestii procesów demograficznych współczesnego świata”.

    Pragnę uprzejmie przypomnieć Szanownemu Panu, że używanie w stosunku do człowieka tytułu religijnego „Ojciec Święty”, według Jezusa z Nazaretu jest niedopuszczalne. (Mateusza 23:9 porównaj z Jana 17:11). Jedyną istotą zasługującą na takie miano jest Bóg.

  182. Rafał KOCHAN
    20 stycznia o godz. 15:11

    Pozwolił niewieścię umyć jego brudne nogi, rozmawiał z Samarytanką u studni jak z człowiekiem i potraktował własną matkę jak natręta, więcej zasług nie pamiętam – ale to chyba nie wywrotowość, co?

  183. Rafał KOCHAN
    20 stycznia o godz. 15:11

    „Zatem, co takiego Jezus uczynił wywrotowego w kwestii roli kobiet w życiu społecznym wśród swojej społeczności”?

    Jezus z Nazaretu był nauczycielem religii.
    Jego nauki oraz czyny, niezbicie dowodzą głębokiej troski o dobro kobiet. . Pozostawił chrześcijańskim mężczyznom wspaniały wzór do naśladowania.

  184. @dezerter
    W sprawie „Ojca Świętego”.

    Powiedzmy ,że to moja taka licentia poetica.
    Przecież nie będę w każdym zdaniu pisał papież. Nawet zmieniając wielkość pierwszej litery może stawać się to monotonne.
    Stąd i „Ojciec Święty”.

  185. Drogi Rafale Kochani!

    Piszesz w moim kierunku:
    „Sugerujesz,że…”

    Ja nic nie sugeruje, ja wiem!

  186. Rafał KOCHAN
    20 stycznia o godz. 15:11

    Pytasz jednego z trzech dziwolągów bez ambicji, co się uczepiły tego blogu mimo ich grzecznego wypraszania: ” Zatem, poza czczym gadaniem, co takiego (…)?”.

    Dziwoląg odpowiada: „Jego nauki oraz czyny, niezbicie dowodzą głębokiej troski o dobro kobiet (…). Na pytanie o coś innego niż czcze gadanie, odpowiada czczym gadaniem.

  187. @pombocek…
    20 stycznia o godz. 17:01

    Własnie ten cytat rozbawił mnie do łez 🙂 „Jego nauki oraz CZYNY…”… Ale ciężko wymienić mu te czyny… Ale zauważ co jest w ostatnim zdaniu: „Pozostawił chrześcijańskim mężczyznom wspaniały wzór do naśladowania.”… Jak to rozumieć? Czyżby to, że faceci nie powinni wchodzić w żadne relacje z kobietami i płodzić dzieci? Nie, to nie może być prawda!!!! A moze jednak tworzyć homoseksualne kluby wzajemnej adoracji, w których religia jest tylko przykrywką do wszelkich homoseksualnych orgii seksualnych? Nawiasem mówiąc, jestem ciekaw czy tych dwunastu apostołów przez tyle lat wzbraniali się przed seksem z kobietami? No bo że Jezus Chytrus, półbóg-półczłowiek nie współżyłby z śmiertelniczkami, to jest jasne, ale prości apostołowie?

  188. @Aaronu..

    A skąd ty wiesz? Gaworzysz z Franciszkiem przed snem?

  189. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Goscie panskiego blogu z pwenymi wyjatkami wydaja sie miec problem ze zrozumieniem roli TPPR w rusyfikacji Polakow.
    Zastanawiam sie czy nie jest warto zajac sie wyjasnieniem funkcji TPPR w redakcji Polityki towarzysza Rakowskiego. Co pozytywnego moze wyniknac ze zbadania przeszlosci i czy warto otwierac stare blizny? Na to pytanie musi pan sam sobie odpowiedziec unikajac irracjonalnego chowania glowy w piasek.

    Slawomirski

  190. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Dewoci i dewotki ubarwiaja panski blog. Nie przeszkadza mi to. Co mi przeszkadza to fakt ze wiekszosc osob z nimi na powaznie polemizuje. W ten sposob rodzi sie groch z kapusta ktory po nabiciu w gruba kiszke staje sie daniem podstawowym osob tu wpadajacych. Ci co maja apetyt na ateizm musza go zaspakajac gdzie indziej.

    Slawomirski

  191. Sławomirski
    Znowu bredzisz bez sensu na temat TPPR . Nawet jeśli ktoś do tego stowarzyszenia należał, miał w tyle jakieś indoktrynacje, nikt ich zresztą nie prowadził. A tym bardziej na serio. Pamiętam, jak śmialiśmy się z naszego sąsiada, który chwalił się, że dzięki wycieczkom tzw. pociągami przyjaźni zwiedził Leningrad i był na Krymie. Zresztą uważał, stary kokiinkturalista, że robi Ruskich w bambuko, bo to były bardzo tanie wycieczki, ale nie sprawiły że pokochał Związek Radziecki.

  192. @Kochan
    „jestem ciekaw czy tych dwunastu apostołów przez tyle lat wzbraniali się przed seksem z kobietami”
    Przez ile lat?
    Jezus rozpoczął działalność publiczną w wieku 30 lat, trzy lata później został ukrzyżowany, Judasz się powiesił, reszta apostołów rozeszła się po świecie… Większość zginęła śmiercią męczeńską, ale najmłodszy i najbardziej umiłowany uczeń – Jan Ewangelista żył ponoć do roku 104 n.e. i zmarł śmiercią naturalną na Patmos. O potomstwie apostolskim też nic nie wiadomo…
    Faceci preferowali męskie towarzystwo, ale w memuarach (ewangeliach) wspominają towarzyszki podróży – Marię Magdalenę, Joannę i Zuzannę…

  193. Właśnie krew jaśnista mnie zalała, bo przeczytałam neewsa, że za utracone w PRL tereny na poznańskiej Malcie sąd przyznał parafii św. Jana Jerozolimskiego za Murami 77 mln PLN odszkodowania. Zapłaci wojewoda.
    A oddajcie czarnej mafii całą Polskę. Niech się udławią na amen!

  194. @mag

    Dura lex, sed lex.

  195. Aaronu
    Nieprawda! Kościelna Komisja majątkowa została ustanowiona ponad obowiązującym prawem i jest niezgodna z konstytucją. Nie można się odwołać od jej postanowień, choć przekręt goni przekręt.
    Zgodzili się na to nasi durni politycy, podpisując konkordat (przyklepał go ostatecznie „lewicowiec”, a nawet postkomuch, prezydent Kwaśniewski) choć zapisane w nim ustalenia są jednostronnie korzystne dla kk i faktycznie niwelują rozdział Kościoła od Państwa. Zapis konstytucyjny o świeckim charakterze Państwa jest martwą literą.

  196. mag
    Nie będę rozwijał wątku, bo nie znam szczegółów sprawy,ale przywoływanie świeckiego charakteru państwa w przypadku kiedy bulwersujący problem dotyczy prawa własności ( konkretnie jakichś gruntówdo czegoś tam jest takie sobie merytorycznie.
    Litera prawa równo powinna traktować KK, związek zawodowy kominiarzy,czy osławioną PUPA-ę,. W tym wypadku wypadło na KK.
    Dla ciebie mag – niestety,a dla mnie jest to raczej …

  197. @mag

    Ale swoja drogą to jesteś trochę kłamczuszek wywołując przy tej okazji Bogu ducha winną Komisję majątkową.

    Na dowód dwa zdania z Gazety.pl

    „Po upadku PRL sprawą zajęła się Komisja Majątkowa. Nie uzgodniła jednak orzeczenia i postępowanie zamknęła. W 2005 r. parafia poszła do sądu.”

    Nieładnie.

  198. Tanaka.
    Jest pan wręcz niestrawny w swym irracjonalnym antykatolicyźmie aż zachodzi podejrzenie, że jest już gdzieś to opisane podręcznikach wspołczesnej psychiatrii. Dodajmy do tego marksistowską irracjonalną interpretację historii, np. Powstania Warszawskiego.
    „Spotkanie” oficerów AK z cyt.:”chyba z wywiadu” z niemieckimi przed wybuchem powstania. Tyle się pan naczytał i ogladał i „chyba”.
    „Chyba”, że odbyło się ono w „Café pod Minoga” u pana Aniołka a Maniuś Kitajec z ferajna podawał do stołu i polewał okupacyjna „hare” czyli bimber.
    Kilka cytatów, irracjonalnych:
    „Armia Czerwona, dochodząc do Wisły latem ’44, miała świeżo za sobą kilkumiesięczną operację “Bagration …”
    Ta ofensywa rozpoczęła się 22 czerwca 1944 a Wisłę Sowieci przekroczyli juz pod koniec lipca 1944, czyli w miesiąc a nie m-ce.
    Cyt.: „Oglądałem mnóstwo filmów dokumentalnych na temat Powstania – polskich, brytyjskich, amerykańskich, francuskich, rosyjskich, niemieckich; czytałem sporo solidnych przekrojowych ksiąg, mnóstwo artykułów, słuchałem mnóstwa wywiadów …” Jakich, jakich … Tytuły proszę szczególnie te brytyjskie, amerykańskie, francuskie, niemieckie. Rosyjskie mnie nie interesują wystarczy, że takich jak pan poczytam.
    Cyt.: „Mało kto z powstańców miał poważniejsze wyszkolenie wojskowe, a prawie nikt nie miał pojęcia jak skutecznie walczyć w mieście …”
    Jak wytłumaczyć 63 dni walk w których osobowe straty Niemców to odpowiednik 2-3 dywizji nie licząc sprzętu ?
    Mam w rodzinie jeszcze żyjącego powstańca „bez poważniejszego wyszkolenia” i „pojęcia jak skutecznie walczyć w mieście”.
    Panie Tanaka aż do momentu podpisania kapitulacji AK i wszystkich innych formacji powstańczych, w tym i komunistycznych, ani Wehrmacht ani tym bardziej SS nie uznawało AK jako regularnych jednostek wojskowych podległych jedynemu legalnemu rządowi RzP jakim byl londyński. Uznanie praw kombatanckich wszystkich (ciekaw jestem czy komunistów byłoby stać na taki gest) oddziałów powstańczych był głównym warunkiem kapitulacji jaki postawił gen. Bór-Komorowski niemieckiemu dowództwu.

    Myśle, że spotkanie oficerów „chyba” jednak odbyło się w „Café pod Minogą”.

    I na koniec perełka autorstwa p.Tanaki która bije wszystkich na głowe łącznie z mopusem, oczywiście, że irracjonalna, cyt.:
    „Narodowe Siły Zbrojne, przy niewielkiej pomocy Armii Krajowej wygrały II wojnę światową w której głównym wrogiem była Armia Czerwona. Oni podpalają stos pod PRL-em i każdym racjonalnych człowiekiem.”
    Podpala stos pod PRL-em …. !!!
    Panie Tanaka w jęz. rosyjskim cytat ten, jak się domyślam, wygląda “racjonalniej”.
    Cdn za pozwoleniem p. Kowalczyka.

    Sławomirski.
    Pański wpis 19 stycznia o godz. 0:55. Ma pan rację.

  199. Aaron S.
    Jeśli już bronisz Kościelnej Komisji Majątkowej, to się jej przyjrzyj dokładniej, zanim zarzucisz mi kłamstwa. W tym właśnie rzecz, że się „samorozwiązała”, sprawy niby zamknęła, a został po niej smród czyli sporo ewidentnych przekrętów, nieruchomości odzyskanych za grosze, a potem sprzedawanych po wielokrotnie wyższych cenach przez parafie czy zgromadzenia zakonne.
    Nie ustaje więc włóczenie się po po sądach i wyszarpywanie od władz samorządzowych kolejnych odszkodowań przez nienasycony kk.
    To temat rzeka. Wystarczy wyguglać czyli „ponurkować” w necie.

  200. Pamiętacie NIE KARMIĘ TROLLI?
    Guzia pamiętacie. Fakt, że mag apelowała, choć niczego nie obiecywała.

  201. Tobermory
    20 stycznia o godz. 18:01

    Był w XVIII wieku ksiądz-ateista, który wyliczył, że Jezus kaznodieił cztery czy sześć tygodni, dokładnie nie pamiętam. Tygodnie ładniej by współgrały z niepoznawaniem Jezusa przez uczniów po wymyślonym zmartwychwstaniu.

  202. Tobermory
    20 stycznia o godz. 18:01

    „Jezus rozpoczął działalność publiczną w wieku 30 lat, trzy lata później został ukrzyżowany, Judasz się powiesił, reszta apostołów rozeszła się po świecie…”

    1. Wzór, który pozostawił Jezus chrześcijańskim mężczyznom, dotyczył oczywiście troszczenia się o dobro kobiet. Jego czyny opisane są w czterech Ewangeliach.
    2. Piotr został przedstawiony w Biblii, jako człowiek żonaty (Marka 1:29-31). W późniejszych latach żona towarzyszyła mu (przynajmniej czasami) w wyprawach misjonarskich, podobnie jak to robiły żony innych apostołów (1Koryntian 9:5).

  203. @mag

    Do Komisji Majątkowej w ustawowym terminie wpłynęło 3063 wniosków o wszczęcie postępowania regulacyjnego z czego:

    zespoły orzekające komisji zatwierdziły 1486 ugód przywracających lub przekazujących własność kościelnym osobom prawnym,

    wydano 990 orzeczeń przywracających lub przekazujących własność kościelnym osobom prawnym,

    666 postępowań zakończono odrzuceniem lub oddaleniem wniosku, bądź też umorzeniem postępowania przed Komisją Majątkową,

    w 136 postępowaniach zespoły orzekające nie uzgodniły orzeczenia w sprawie.

    pozostało 216 wniosków co do których nie zakończono postępowania regulacyjnego ze względu na zakończenie prac komisji

    Wniosek.Mój.

    Na 3063 wniosków w 990 przypadkach orzeczeniem komisji przywrócono własność kościelnym osobom prawnym co stanowi 32,321254% wszystkich spraw rozpatrywanych przez Komisję Majątkową.

  204. Jezus złożył swe człowiecze życie w ofierze za ludzkość. Nie mógł więc po zmartwychwstaniu odzyskać poprzedniego ciała, gdyż w ten sposób odebrałby ofiarę złożoną Bogu za rodzaj ludzki. Uczniowie poznawali Go po charakterystycznych gestach, czynach i wypowiedziach.

  205. Powyższe dane są wynikiem ( jak sugerowałaś) „nurkowania” po necie.
    Konkretnie po Wikipedii.

  206. Aaronu
    Najchętniej to bym puściła klechów z torbami, by zaznali ewangelicznego ubóstwa, wzorem apostołów Jezusa, choć w jednej setnej, a nie paśli brzuchy, molestowali seksualnie maluczkich, budowali ogromne pustoszejące Świątynie OpaCZnosci na własną, a nie boską chwałę i wielgachne plebanie, a nie dozwalała na jakieś „odzyski” wycyganione onegdaj od różnych zamożnych dewotów i dewotek, którzy chcieli sobie „kupić szczęście wieczne”. Często kosztem swoich rodzinnych spadkobierców. Zdarza się to nawet współcześnie. Wujek mojego znajomego, który opiekował się solennie staruszkiem do jego śmierci, zapisał piękne mieszkanie w Warszawie ze stylowymi meblami i cennymi obrazami „swojemu” proboszczowi. Podobnie postąpiła mamuśka mojej przyjaciółki. W grę wchodziły znaczne kwoty przekazane na kościół i prawie nowy samochód.
    P.S. Nie mam ochoty spierać się z tobą o Kościelną Komisję Majątkową, skoro uważasz że wszystko było i jest jest arte legis. Może mnie ktoś wyręczy.
    .

  207. @maciekplacek
    „Jak wytłumaczyć 63 dni walk w których osobowe straty Niemców to odpowiednik 2-3 dywizji nie licząc sprzętu ?”
    Powstanie, obiektywnie rzecz biorąc trwało kilkanaście godzin, reszta czasu to było dogorywanie.
    Cytuję za przywołaną przeze mnie w poprzednim moim poście Kartą. „Podczas PW Niemcy zabili 200 tysięcy Polaków i zamienili miasto w kupę gruzów. Dokonali tego kosztem 1 570 zabitych wojskowych (w tym 7 oficerów) oraz
    8 374 rannych (w tym 242 oficerów). Straty niemieckie wynosiły w sumie 9 940 zabitych i rannych – na każdego zabitego Niemca przypadło 130 zabitych Polaków. Podczas walk powstańczych zginęło również około 18 tysięcy żołnierzy, około 6 tysięcy zostało rannych, a 17 tysięcy dostało się do niewoli niemieckiej.”
    Jeszcze Ci mało piewco szafarzy ludzkiej krwi?

  208. Jerzy Pieczul
    20 stycznia o godz. 20:26

    „Pamiętacie NIE KARMIĘ TROLLI?
    Guzia pamiętacie.”

    A właśnie,że pamiętamy Panie Jurku.

  209. Rafał Kochan

    Tylko zdążyłem przypomnieć NIE KARMIĘ TROLLI, a tu masz, babo, placiek:

    „dezerter20 stycznia o godz. 21:06Jezus złożył swe człowiecze życie w ofierze za ludzkość. Nie mógł więc po zmartwychwstaniu odzyskać poprzedniego ciała, gdyż w ten sposób odebrałby ofiarę złożoną Bogu za rodzaj ludzki. Uczniowie poznawali Go po charakterystycznych gestach, czynach i wypowiedziach”.

    Taki bęcwał do końca swych bęcwalskich nie zaskoczy, że popełnia największy z możliwych grzechów: ingerencję w Słowo Boże! Wprowadza bez najmniejszych podstaw w ewangeliach własną logikę i własnej roboty kłamstwa. Gdzie to tak można wyczytać, że domniemany zmartwychwstaniec nie mógł odzyskać własnego ciała? Gdzie jest powiedziane, dlaczego nie mógł odzyskać? Gdzie też jest powiedziane po czym uczniowie poznawali domniemanego zmartwychwstańca? Bo wyczytałem w ewangeliach tylko tyle, że go nie poznali – NIC WIĘCEJ. Chyba że ślepy jestem.

  210. maciekplacek
    20 stycznia o godz. 19:37

    Szanowny Panie maciekplacek

    Komu zalezy na niszczeniu mitow Powstania Warszawskiego i Cudu nad Wisla?

    Pewnej grupie Polakow zwiazanej ze wschodnim sasiadem.

    Slawomirski

  211. Tobermory
    20 stycznia o godz. 22:56

    Oczywiście! „Aniołek fijołek” nawet bardzo do poprawiacza ewangelii i suflera Boga Jahwe pasuje.

  212. Drobną poprawka: domniemany Tomasz poznał domniemanego

  213. Cholera jasna, znów uciekło.

    Drobna poprawka: domniemany Tomasz poznał domniemanego zmartwychwstańca po domniemanych ranach. Pytałem w tekście sprzed paru lat: „A jakież to w ranach są dowody tożsamości?
    Oczywiście, dla apologety dowodem może być nawet brak dowodu.

  214. Dobry patolog, który raz widział jakąś ranę (Tomasz był świadkiem ukrzyżowania i zadania ciosu włócznią) pozna ją ją nawet w zmienionym dla niepoznaki ciele 😎

  215. maciekplacek
    20 stycznia o godz. 19:37
    Bardzo się cieszę, że uznajesz mnie za niestrawnego.
    Z uprzejmości odpowiadam krótko: piszesz licho, główny składnik to bełkot.
    W tym stanie rzeczy nie pogadamy.

  216. Tobermory
    20 stycznia o godz. 23:47

    Ze wszystkich sił nie znalazłem żartu, więc masz minus. Ale do wójta nie pójdziemy. Jedynym świadkiem śmierci był Jan.

  217. Tanaka
    20 stycznia o godz. 23:52

    Tanako, Tanako, opowiem Ci, jak się dorobiłem, pisdobnie jak Ty, plaćkowatej opinii.
    Wracałem z biblioteki z książkami Desmonda Morrisa i wstąpiłem do sklepu. Zrobiłem zakupy i sznuruję do chaty. W pół drogi sobie przypomniałem, że zapomniałem na ladzie książki. Wróciłem biegiem.
    – Ładne z pana ziółko – powiedziala kasjerka.
    – To naukowe książki – mówię.
    – Niech się pan nie tłumaczy, wszystko jasne.
    – Co jasne?
    – „Życie seksualne małp” – powiedział uśmiechnięty starszy pan, oddając mi książkę. – Jak to się można co do człowieka mylić.

    Gdybym się tłumaczył, potwierdziłbym tylko swoje zboczenie. Wyszedłem bez potwierdzenia. W drzwiach usłyszałem zgodne
    – He, he!

  218. Speaking to reporters last week, the pontiff implied that it was not unreasonable for those who cause great offence to face a violent reaction, despite this contravening Catholic teaching.

    On freedom of speech, Pope Francis said anyone insulting his mother could „expect a punch”
    „It is true that you must not react violently, but… if [somebody] says a curse word against my mother, he can expect a punch, it’s normal,” he said. „You can’t provoke, you can’t insult the faith of others, you can’t make fun of faith… in freedom of expression there are limits.”

    A Vatican spokesman qualified this, saying the remarks were not „intended to be interpreted as justification for the violence and terror that took place in Paris last week.”

  219. Rafał Kochan

    Chyba Ty, Rafale, i może krzys52, (ja też) wypowiadaliście opinię, że wjeżdżanie na polski blog z dłuższym obcojęzycznym tekstem jest smarkatą próżnością i nierozumieniem elementarnych zasad przyzwoitości. Dodam, że jest prostackim testowaniem uczestników. Nic tego nie usprawiedlwia, jako że blog nie jest sympozjum naukowców, dla których jezyki obce są dodatkowym narzędziem pracy, więc ich znajomość jest konieczna. Wtykanie obcojęzycznych tekstów na blogi, których uczestnicy są nieznani i niepoznawalni, to zachowanie w stylu mojego kierownika, pretensjonalnego smarka, który jednego razu wyskoczył do robotników z niemetaforyczną łaciną. Odsyłałbym takich dupków do Jana Miodka lub jeszcze wyżej – do Witolda Doroszewskiego, ale w pewnym wieku gówniarstwo jest nieusuwalne. Mówi się na to: ten typ tak ma.

  220. W dodatku ten typ, co tak ma, po nic innego nie wpada, niż tylko po to, by pouczać z wyżyn swoich skamieniałych obsesji i wciąż żywej głupoty. Między innymi poucza o dobrych obyczajach.

  221. @Jerzy Pieczul..

    Jasna sprawa. Sławomirski ma taki tupet, że nie tylko poucza innych blogowiczów, ale przecież dyktuje Gospodarzowi tego bloga, jak ma go prowadzić. Czyż nie jest to zachowanie godne chama?

  222. Jerzy Pieczul
    21 stycznia o godz. 1:37
    Plackowatemu pozwólmy pozostać z własną niestrawnością.
    Wrzucasz mi mały figlik scenki rodzajowej, przez co przypomniałem sobie podobną scenę z seriali „Wojna domowa”, w której ojciec – grany przez Kazimierza Rudzkiego, zdjęty wstydem pomieszanym w potrzebą zaopatrzenia się w fachową lekturę dla syna, która by mu odpowiednio objaśniła, jak to jest z chłopcami i dziewczętami w pewnym wieku, udaje się do księgarni.
    Jeśli scenę pamiętasz, znasz jej smakowitość aktorską i każdą inną, oraz tutejszą adekwatność. Jeśli nie, w wolnej chwili obejrzyj, całość łatwo znajdziesz na YT.

  223. Wiele lat temu, siedzialem we Francji przy stole, gdzie biesiadowali przy winku sami Polacy. Byl wsrod nas taki jeden, ktory byl juz we Francji kilka lat, liznal troche jezyka francuskiego i co rusz wrzucal do swoich enuncjacji kawalki fraz francuskich.Tak to zmeczylo towarzystwo, ze w koncu ktos powiedzial:Jeszcze sie chlopie nie nauczyles polskiego, a juz udaje, ze znasz francuski.*
    Dopiero wtedy ten gadatliwy Polak -poliglota zamilkl.

  224. Jerzy Pieczul
    20 stycznia o godz. 22:28
    „1. Gdzie to tak można wyczytać, że domniemany zmartwychwstaniec nie mógł odzyskać własnego ciała? 2. Gdzie jest powiedziane, dlaczego nie mógł odzyskać? 3. Gdzie też jest powiedziane po czym uczniowie poznawali domniemanego zmartwychwstańca? Bo wyczytałem w ewangeliach tylko tyle, że go nie poznali – NIC WIĘCEJ. Chyba że ślepy jestem”.

    1. Jezus złożył swe człowiecze życie w ofierze jako okup za ludzkość.
    Pisarz Listu do Hebrajczyków odniósł do niego Psalm 40, gdzie Mesjasz posłany przez Boga oznajmia: „Ofiary i daru ofiarnego nie chciałeś, lecz przygotowałeś mi ciało” (Hebrajczyków 10:5). Sam Jezus powiedział: „Chlebem zaś, który ja dam, jest moje ciało za życie świata” (Jana 6:51).
    Jak długo ta ofiara miała być ważna? Apostoł Paweł odpowiada: „Zostaliśmy uświęceni przez ofiarowanie ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze” (Hebrajczyków 10:10).
    Chrystus nie mógł więc po zmartwychwstaniu odzyskać poprzedniego ciała, gdyż oddał je za ludzkość.
    Gdyby ktoś zapłacił dług za przyjaciela, a zaraz potem odebrał te pieniądze, to rzecz jasna dług by pozostał.

    2. Nie mógł także odzyskać ciała fizycznego, ponieważ nie miał już mieszkać na ziemi (Jana 14:2,3). Jego „domem” są niebiosa, gdzie przebywa jego Ojciec, który nie jest bytem materialnym, lecz duchowym . Dlatego został wskrzeszony jako istota duchowa (1 Piotra 3:18).

    3. Przez 40 dni po zmartwychwstaniu Jezus ukazywał się swym uczniom w różnych materialnych ciałach, podobnie jak w starożytności pokazywali się ludziom aniołowie. Tak samo jak oni mógł w dowolnej chwili materializować i dematerializować ludzkie ciało, by dostarczyć namacalnego dowodu, że został wskrzeszony

    Po zmartwychwstaniu nie zawsze ukazywał się w tym samym ciele fizycznym ( chciał być może utrwalić w umysłach uczniów przekonanie, że jest duchem) i dlatego nawet jego bliscy przyjaciele nie od razu go rozpoznawali . Niemniej dzięki temu, że wielokrotnie ukazywał się im w zmaterializowanych ciałach i przy takich okazjach mówił i zachowywał się tak, iż mogli go utożsamiać z Jezusem, którego znali, umacniał ich wiarę w rzeczywiste wskrzeszenie go z martwych.

    Kilkakrotnie został rozpoznany nie po wyglądzie, ale po słowach i zachowaniu (Mateusza 28:16-18; Łukasza 24:15, 16, 30, 31, 36-45). Pewnego razu dopiero cud, którego dokonał, uświadomił uczniom, z kim mają do czynienia (Jana 21:1, 4-7, 12).
    Oto jeden przykład:
    „A gdy się z nimi ułożył do posiłku, wziął chleb, pobłogosławił go, połamał i zaczął im podawać. Wtedy otworzyły się im oczy i rozpoznali go, on zaś im zniknął. I rzekli jeden do drugiego: „Czyż nasze serca nie płonęły, gdy w drodze do nas mówił i w pełni objaśniał nam Pisma?” I w tejże godzinie wstali i wrócili do Jerozolimy, i znaleźli zgromadzonych jedenastu oraz tych, którzy z nimi byli, mówiących: „Pan istotnie został wskrzeszony i ukazał się Szymonowi!” I sami opowiedzieli o tym, co się wydarzyło w drodze, i jak dał się im poznać przez łamanie chleba”(Łukasza 24:30-35).

  225. @mag
    20 stycznia o godz. 14:27

    Miła mag!
    „Dyc” Ci wierzę! Ale Ty możesz mi także uwierzyć, że cała nasza grupa (za zwyczaj było 8 osób, co roku w innym kraju) usilnie szukało tych maków, bo nawet ci Niemcy, o których wspomniałem, pochodzili z Opolszczyzny i mówili lepiej po polsku niż po niemiecku, bo byli młodzi (produkcja powojenna, więc szkoła tylko polska). Dla mnie niezapomniane są „kurvy” po 180 stopni (7 lub 8 tzw. „tornante”), aby podjechać do klasztoru i smutny fakt, że w ciągu kilku dni tyle młodych Polaków zginęło dla idiotycznego celu, a wystarczyło od razu bombardować klasztor. Sami Amerykanie tak wojowali – najpierw obrabianie przedpola pociskami, do wybicia ostatniej żywej myszy, a potem czołgami przejechać trupy. Polskiej krwi nie żałowali, stąd te czerwone maki, których nie widziałem.

  226. jerzy Pieczul
    za minusa dziękuję, znaczy czytasz, co piszę.
    Szkoda tylko, że zamiast doszukiwać się dowcipu nie dostrzegłeś, że odpowiadam na Twoje pytanie:
    „jakież to w ranach są dowody tożsamości?”
    Może ja oglądam za dużo kryminałów, a Ty za mało? 😉
    Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę

  227. dezerter (21-01-g.9:57)
    Litości! Nieprzekonanych nie przekonasz, więc nie nudź i wierz sobie, w co chcesz.
    Możesz traktować ewangeliczne opowieści dziwnej treści jako niezbite dowody. Wolna wola , twoje „czucie”, a nie „mędrca szkiełko i oko”.

  228. mag
    21 stycznia o godz. 10:40

    „Litości! Nieprzekonanych nie przekonasz”

    Jak łatwo zauważyć, po prostu odpowiadam na zadawane pytania. Jestem zbyt małą myszką, żeby kogoś przekonać. Dzielę się tylko wiedzą.

    Pozdrawiam.

  229. Rafał Kochan

    Widziałeś, Rafale, kiedy taki kosmicznie tępy upór? Niczego tu nie osiąga prócz kpin i nie osiągnie, ale nie zada sobie pytania: „To po co tu włażę?” i się nie trzyma pilnie słów tego samego nauczyciela, na którego w ewangelijnych i wymyślonych przez siebie lub swoich współindoktrynerów treściach się w najmniejszych szczególikach powołuje:

    „Przez 40 dni po zmartwychwstaniu Jezus ukazywał się swym uczniom w różnych materialnych ciałach, podobnie jak w starożytności pokazywali się ludziom aniołowie”.

    Opowiada, jakby był przy tym pokazywaniu się. I z dzikim uporem czyni wbrew nauczaniu swego nauczyciela, który mówi jasno, wyraźnie, bez cienia wielointerpretacyjnych możliwości: „Gdyby was gdzie nie chciano przyjąć i nie chciano słuchać słów waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych”.

    A ten zaprzaniec swoje. Świadkowe jołopy to nie chrześcijanie, lecz tacy sami sekciarscy poganie jak hoserowo-terlikowscy katolicy.

  230. Tobermory
    21 stycznia o godz. 10:25

    Wybacz, nie rozumiałem i nie rozumiem, na czym polega dowcip mówienia o obecności Tomasza przy śmierci Jezusa, skoro go przy tym nie było. Ale w Nowym Testamencie nie ma nic o tym, że jestem kumaty w dowcipach.

  231. Antonius
    Masz rację, „curvy” na Monte Cassino są straszne. Przy zjeżdżaniu autokaru w dół zamykałam chwilami oczy, choć strachliwa nie jestem.
    A propos „curvów” skojarzyło mi się, jak w latach 80., wracając od siostry ze Sztokcholmu, przywoziłam torby reklamówki, najchętniej z wizerunkiem łba w koronie któregoś ze szwedzkich królów i wybijającym się napisem Kungescurva gatan, reklamujące jakąś firmę przy ulicy Królewski Zakręt. Gdy paradowałam z taką „siatą” po ulicy w Warszawie, niektórzy się za mną oglądali z uśmiechem.

  232. Tobermory
    21 stycznia o godz. 10:25

    Nie ma się czym chwalić, mówię dla prawdy: tele-morele nie oglądam ponad 20 lat.

  233. mag
    21 stycznia o godz. 10:59

    Cześć, mag, śniegowe słoneczko. A propos „curvów”. Mój 76-letni święty kumpel, jogowy szpagatowiec i lotosowiec, wstawia czasem bez żadnej irytacji przekleństewko „kurwów siedem!”. Lecę po japki i jajki.

  234. pombocek
    A pytałeś go dlaczego akurat siedem (tych kurwów)? Czy to ma związek jakiś z numerologia? Bo wielu uważa np. ja irracjonalnie, rzecz jasna, że siódemka jest szczęśliwą liczbą.
    Pozdrówka
    Śniegu ani na lekarstwo, ani słoneczka.

  235. Poznałem kiedyś człowieka.
    Był to major Wojska Polskiego.
    Zajmował się szkoleniem poborowych.
    Szkolenie polegało na tym, że rekruci siadali na długich twardych ławach, a major szkolił.
    Szczegółowo, polegało tona tym, że major się najpierw przedstawił, następnie z dumą oznajmił, że szkoli rekrutów już okrągłe 25 lat, codziennie 6 grup po 2 plutony.
    Po czym major WP wygłaszał mowę szkoleniową.
    Jego mowa trwała dokładnie 30 min. i 07 sek.
    Każda jego mowa zawierała identyczne słowa, w identycznych zdaniach, w identycznej kolejności. Wypowiadana w identycznym tonie i z identyczną miną oraz identycznymi gestami.
    Rozbieżności w czasie poszczególnych półgodzinnych mów nigdy nie były większe niż 12 sekund.
    Major był precyzyjnym i poukładanym człowiekiem.

    Dezerter ma stopień majora Wojska Polskiego.

  236. Jerzy Pieczul, jest jednak coś krzepiacego w tym, że schodzi się tu taki element, jak Sprężynka, maciek – placek czy Dezerter. Widać, że na swoich branżowych nie mogą liczyć na rzeczową dyskusję. Łakną właśnie dyskusji, która tutaj ma miejsce, a nie monologów czołobitnych apologetów „boskiej nicości nieodwracalnej”. Myślę, że jest to (nie wiem czy świadomie) okazywanie pewnego rodzaju szacunku Gospodarzowi tego blogu oraz nam – jako wyrozumiałym i otwartym adwersarzom. Ot co!

  237. Rafał KOCHAN
    21 stycznia o godz. 11:39
    Rafał, myślę, że kieruje Tobą dziki optymizm co do rzeczonych. Optymizm ten kłóci się z tym, jak się rzeczeni w swoich elukubracjach dokładnie przedstawiają.
    Nie łakną dyskusji, a pozorów. Powtarza się to notorycznie i inaczej być nie może.
    Nie jest to okazywaniem szacunku rozmówcy ani Gospodarzowi, ale coś przeciwnego. Kieruje nimi nieutulony lęk o zasadność, trafność i autentyczność tego co mówią. Brak im autonomiczności w ocenie siebie. Wchodzą tu, bu szukać nadziei na potwierdzenie swoich umysłowych wytworów. Są więc wierzący. A od innych oczekują wykonania zadania, które ich usatysfakcjonuje, czyli ukoi lęki. Jest to stosunek przedmiotowy i manipulacyjny. Trudno więc mówić o szacunku, bo to się kłóci z jego istotą.

  238. Rafał Kochan

    Z przykrością, Rafale, nie zgadzam się z Tobą co do tego, że przenajświętsza trójca (ten trzeci to też ideistyczny kaktus ze zwichniętym czubkiem) wchodzi pogadać, zaś zgadzam się z Tanaką – bo identycznie myślę – że wchodzą sobie spuścić lub choćby upuścić. To monologowanie, nie gadanie. Blog pana Jacka jest dla nich atrakcyjniejszym pretekstem od jakiejś frondy-mondy czy niezależnej, bo jest przed kim wyłożyć swą lepszość. Jak wykładać lepszość przed równowiercami i wytykać błądzenie? Na tym bym zakończył przemówienie.

  239. Tanaka
    A ja myślę jeszcze inaczej. Rzeczeni tu wchodzą, bo mają silne poczucie misji, co jest nieodłączne w przypadku fundamentalistycznych katolików i sekt wyrosłych na gruncie chrześcijaństwa (Adwentystów Dnia Siódmego, czy Jehowitów). Znalazłam kiedyś, jako mala dziewczynka, na strychu w domu cioci-babci jakieś przedwojenne jakby klasery, w których dzieci gromadziły „sreberka” po czekoladkach (już dokładnie nie pamiętam szczegółów) na „wykup” małych Murzynków w Afryce, czyli uczynienie ich katolikami (inna sprawa, że te misje niosły jakąś cywilizację. Niefajnie zakończyło się moje korzystanie z pianina u sąsiadki, gdzie ćwiczyłam, zanim rodzice nie kupili okazyjnie tegoż instrumentu. Namolnie wciskała mi pisemka Adwentystów, choć mama prosiła ją, by dala z tym spokój.

  240. mag

    Mag, wybacz, nie pytałem kumpla – a ostatnio spotykamy się raz na 10 lat – czemu kurwów siedem. Tylko się więc domyślam, że może jak w bajce o szewczyku czy krawczyku, który zabił siedem much za jednym zamachem i poszedł zdobywać świat z hasłem „Siedem za jednym zamachem” i wszyscy się go bali, bo nie tłumaczył, czego lub kogo było siedem. Mój kumpel jest mniej tajemniczy, bo mówi jasno, czego siedem. Więc może też u niego kiedyś było siedem za jednym zamachem.

  241. @Tanaka / pombocek..

    Przyznam, że trochę przewrotnie i z przymrużeniem oka to napisałem. Inna sprawa, że staram się jakoś zrozumieć ich motywację. Ja nigdy nie wszedłem na forum Frondy lub innych portali / stron prawicowo-katolickich, więc taka postawa jest dla mnie bardzo tajemnicza…

    Przypadek Sławomirskiego chyba ciut różni się od pozostałych. Mamy tu jakąś jednostkę chorobową raczej, polegająca na poważnej dysfunkcjonalności emocjonalnej.

  242. Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami…
    Siedem – liczba mistyczna, symbol całości, dopełnienia, siedem planet, siedem dni tygodnia, siedem sumeryjskich sfer świata, siedmiu archaniołów, najwyższa (pitagorejska) podstawowa liczba całkowita, siedem imion Isztar, siedem wzgórz Rzymu etc.etc. To czemu i nie siedem kurwów? 😉

  243. Tobermory
    21 stycznia o godz. 13:20

    Ale nie za jednym zamachem w szaroburym świecie. Uchyl kapelusza przed mistrzem jako i ja uchylam.

  244. @ mag
    21 stycznia o godz. 12:46
    Misji – oczywiście. Ale ona z tego samego bierze się źródła.
    Każdy z rzeczonych misjonarzy zupełnie inaczej, każdy na tej samej podstawie.
    @ Rafał KOCHAN
    21 stycznia o godz. 12:49
    Odpowiem Ci jak na spowiedzi: zdarzyło mi się to kilkanaście razy…
    proszę ojca krasnoludka niezbyt starannie o wybaczenie, a ciebie krasnoludku duchowny o wyznaczenie mi wesołej niepokuty.

    Jako osoba która stara się upewnić co i jak, rozeznałem się co do stanu umysłów użytkowników Frondy i opinię mam staranie wyrobioną i klarowną. Mam, nieco mniej pewną opinię, ale opartą na solidnych przesłankach, że udziela się tam sporo ładnych dziewcząt, które w swym życiu starają się naśladować Maryję. Idzie im to zwykle dosyć dobrze, jest więc możliwe, że doznają wstąpienia do domu ojca krasnoludka. Z duszą, ciałem, sukienką i aparatem dentystycznym.

  245. Tobermory
    Właśnie chciałam zacząć od: za „siedmioma lasami, za siedmioma górami” itd., ale mnie uprzedziłeś.
    Dodam jeszcze „Siedmiu wspaniałych” (western) i… o kurcze, ile było krasnoludków na usługach Sierotki Marysi, czy aby siedmiu? No i siedem cudów świata plus ósmy, wedle gustu, dopisywany.

  246. …i siedem grzechów głównych 😉

  247. @mag 19 stycznia o godz. 15:02, spózniona odpowiedz na wpis sprzed dwóch, ale w nagrodę kliknęłam na łapkę skierowana ku górze. Ciekawe czy się pokaże.
    Odpowiedz: słusznie zauważyłaś, że to pokolenie przysłużyło się do przemian dziejowych i jest z tego powodu dumne. I jak przypuszczam czuje się również odpowiedzialne za stan rzeczy. Na pytanie, kto ten bajzel teraz posprząta – nie odpowiem, do głowy przychodzi mi jedynie nieateistyczny zwrot: po owocach ich poznacie…

  248. Mag. Polonistko – nie przynoś wstydu uczniom. „Sztokholm (szw. Stockholm [stɔkːɔlm]) – największe miasto, stolica Szwecji.” czasem aż zęby bolą …

  249. Tanace, mopusowi, a muzom …
    Co by było gdyby powstanie w W-wie nie wybuchło a mieszkańcy cierpliwie czekali na „wyzwolenie” przez Sowietów ?
    Hitler przyznaczył W-wę podobnie jak Königsberg, Danzig, Breslau i dziesiątki innych miast na tzw. twierdze. Co by z Festung Warschau zostało po „wyzwoleniu” ?
    Tyle co po Königsberg, Danzig, Breslau, itd. Los ludności cywilnej byłby podobny do tego co spotkało Niemców w Königsberg, Danzig, Breslau, z ta różnicą, że w W-wie ludnośc była, oczywiscie polska, więc Niemcy jak się nie patyczkowali z własnymi ludźmi można się domysleć co czekało Warszawiaków. Napewno nie byliby ewakuowani, byliby zakładnikami.
    Co zrobili Alianci we Francji jak zaskoczyło ich powstanie w Paryżu ?
    Natychmiast zmienili plany taktyczne by pomóc miastu. Gen Leclerc wbrew rozkazom zrobił zwrot i najkrótszą drogą ze swoją dywizją pognał do Paryża.
    Co Stalin mógł zrobić mając „wyczerpane” dywizje ?
    Mógł zdominować niebo nad W-wą, zniszczyć niemieckie baterie artylerii, mógł niszczyć niemiecki transport, mógł wiele i zrobił wiele by Powstanie upadło. Mało tego, dał Berlingowi „zezwolenie” na inwazje kajakową, bez lotnictwa, artylerii. Kolejne morderstwo. W-wa była węzłem komunikacyjnym, transportowym w samym centrum frontu. Los Warszawy był przesądzony od momentu wprowadzenia w życie „Fall Weiß”. Warszawa we wrzesniu 39r. opierając się Niemcom straciła ponad 100 tyś. zabitych, rannych, zaginionych i niemal połowa miasta w gruzach. Czy prez. Starzyński był „zbrodniarzem” jak domowa bolszewia określa dowództwo AK ?
    Podpalaczem PRL-u, jak twierdzi Tanaka ?
    Jeżeli tak, zmienmy definicje co to jest Panstwo.

    mopusowi a muzom
    Co się dzieje z kotem jak pilnuje tylko jednej dziury ? Zdycha z głodu.
    Podobnie jest domorosłymi „historykami”.
    Fragmenty raportów Wehrmachtu i SS z Warszawy. Zródło: Bundesarchiv Koblenz-Germany.
    Gen. Stahel in his report on Warsaw Uprising stated that in the first 36 hr. of fighting 500+ German soldiers were lost.
    9th Army report to AG Centre, 9 Aug 44: Our losses in Warsaw are very high
    von dem Bach report to AG Centre, 29 Aug 44: Losses: 91 officers, 3770 soldiers. Daily losses: 150-200 soldiers.
    W 1948 r. von dem Bach będąc w szpitalu zeznawał przed śledczymi z Norymbergi i to tam podał straty niemieckie: 10 tyś. zabitych, 7 tys zaginionych.
    Statystyki niemieckie nie podają strat brygady Kamińskiego (sowieckiego degenerata) która została wybita niemal do nogi, resztki rozgonione a sam Kamiński dostał w czape od SS. Tylko brygada Dirlewangera straciła 2.700 zabitych i była trzykrotnie podczas Powstania uzupelniana. Zródła: „Hitler’s Bandit Hunters:The SS and the Nazi Occupation of Europe” autor Philip W. Blood oraz Bundesarchiv Koblenz-Germany.
    Cdn. Przykłady bełkotu-cytaty.

  250. Nie zamierzałem podchodzić do tematu powstania po raz n-ty, ale tekst który wyszperałem jest naprawdę niezły, żeby nie powiedzieć dobry. Autor jest ( a może już był) mieszkańcem Montrealu. Naprawdę warto rzucić okiem.

    http://www.powstanie.pl/?ktory=20&class=text

    A oto fragment z końcowej części tekstu.

    Gloryfikowanie osób bezpośrednio winnych masakry, to aprobowanie nieodpowiedzialności, to szkodliwe dla przyszłych pokoleń utrwalanie jako pozytywnych wzorców ludzi, którzy doprowadzili do tragedii.. Według mnie, aby nie zafałszowywać historii, trumny z prochami przywódców Powstania, winnych tej hekatomby ofiar, nie powinny spoczywać na Kwaterze Powstańców, obok grobów ich młodocianych żołnierzy, których bez broni i bez sensu wysłali na pewną śmierć.

  251. @Lecher…

    Ale żeś się chłopie wykazał. A wiesz purysto językowy, że po kropce zaczynamy zdanie od wielkiej litery?

  252. Coś dla @R.K. który jest obecny: piękne dwa głosy razem. Obraz kiczowaty więc lepiej słuchać z zamknietymi oczami.

  253. Drogi Rafale Kochanie!

    Piszesz m.in:
    „…jest jednak coś krzepiącego w tym, że schodzi się tu taki element, jak Sprężynka..”

    Po pierwsze Kochenieńki nie Spręzynka,ale Aaron Spręzyner,a po drugie jeżeli sądzisz,że dyskusja z Wami ( czyli PUPA-ą)w jakiś sposób mnie dowartościowuje, czy nobilituje to naprawdę średnio kombinujesz. Nie bardzo mam ochotę silić się na wywody potwierdzające swoją opinię na Wasz temat,ale naprawdę to co wy tu wypisujecie przerabiałem na sobie jeszcze kilka lat temu i te wszystkie mniej lub bardziej wyszukane banały po prostu mnie już nużą. A jeszcze ten niezbyt wysokich lotów antyklerykalizm i średnio skrywane sympatie i antypatie polityczne, to nawet dla mnie – osobę podchodzącą raczej z dystansem do wielu rzeczy – trącą miernej klasy kabaretem.

    A dlaczego w takim razie pisze?
    Raczej nie mam żadnych misyjnych przesłań, a jeżeli już – to mam nadzieję, że Ci czytający (ale nie piszący) jeżeli rzucą okiem na moje teksty mają trochę satysfakcji,że wśród tych dla których religia i Bóg coś znaczą jest ktoś taki jak Ja. Nieprzypadkowo oczywiście piszę Ja z dużej litery.
    I dlaczego tutaj pisze?
    Polityka jest tygodnikiem społeczno-politycznym który towarzyszy mi w życiu od bardzo, bardzo dawna i jak na razie nie zamierzam
    zmieniać barw klubowych.A jeżeli już, to kiedy na starość zdziecinnieje ( mam nadzieję,ze to tak szybko nie nastąpi) to raczej przerzucę się na „Pimpka” ( ponoć bardzo popularny wśród przedszkolaków) ,aniżeli inne mniej lub bardziej sformatowane tytuły.

  254. A swoją drogą ciekawe jakie tytuły prasowe czytał Sławomirski w czasie swojej bytności między Odrą a Bugiem?

  255. Fragment tekstu którego link zamieściłem o 17:09

    „Dlaczego o tym piszę ? Na moich oczach w pierwszej godzinie Powstania zginął cały batalion “Jeleń”. Czuje się ciągle dłużnikiem tych Chłopców, którzy porwali się do walki o Niepodległą Polską, a więc też o Polskę dla mnie. Nie wiedzieli, że los Polski już dawno został przesądzony, że ich ofiara jest nadaremna. Oni nie mają nawet swoich grobów, ale gdyby mogli powstać z trumien, to by zawołali głosem pełnym goryczy: KTO I PO CO NAS RZUCIŁ NA TEN OFIARNY STOS ? Czynię to za Nich i próbuje na to odpowiedzieć.

    Ta bolesna sprawa odzywa się we mnie, gdy widzę w telewizji uroczystości sprowadzenia urny z prochami Bora-Komorowskiego, czy odsłonięcia pomnika Okulickiego. Nie rozumiem, dlaczego społeczeństwo do tej pory nie oceniło tych ludzi. Czy robi się to dla rodzin poległych, które wolę wierzyć, że ich bliscy polegli za Wielka Sprawę niż, że zginęli w niepotrzebnej już bitwie ? Czy te uroczystości są nam niezbędne do odzyskania tożsamości narodowej? Napoleon zrobił jednak coś dla Francji (do dziś obowiązuje Kodeks Napoleona), ale postrzegany jest tam jako awanturnik i nie uświadczysz we Francji ani placu ani ulicy jego imienia.”

  256. maciekplacek
    21 stycznia o godz. 16:53

    Cyt: „Hitler przyznaczył W-wę podobnie jak Königsberg, Danzig, Breslau i dziesiątki innych miast na tzw. twierdze. Co by z Festung Warschau zostało po “wyzwoleniu” ?”

    Königsberg, Danzig, Breslau to były miasta pruskie/niemieckie i tak też Stalin je traktował. Zrównywanie z nimi Warszawy niedobrze świadczy o zrównującym. Co do „dziesiątek innych” polskich miast zamienionych przez Hitlera w twierdze i bronionych w wielkich, krwawych i długotrwałych bitwach, to z pewnością nam tutaj dużo poopowiadasz.
    Net jest cierpliwy, IPN będzie wniebowzięty za przedstawienie tych wielkich krwawych bojów o festung Łódź, festung Kielce, festung Radom, festung Rzeszów, FESTUNG KRAKÓW, festung Katowice, festung Toruń i całą resztę tych festungów w Polsce.
    Cyt „Napewno nie byliby ewakuowani, byliby zakładnikami”. dawaj, pisz, jak to było z tymi festungami i ich zakładnikami.

    Cyt: „Co Stalin mógł zrobić mając “wyczerpane” dywizje ?”
    W operacji Bagration dywizje się nie zmęczyły. Troszkę się tylko znudziły.
    Żukow tak meldował w tej sprawie Stalinowi: towarzyszu Stalin, armie biegają po polach i zrywają kwiatki.

    Cyt: „Czy prez. Starzyński był “zbrodniarzem” jak domowa bolszewia określa dowództwo AK ?” „Domowa bolszewia” w postaci gen. Andersa też zrywała kwiatki.
    Cyt: „Jeżeli tak, zmienmy definicje co to jest Panstwo. ”
    Oczywiście !

    Reszta tych farfocli umysłowych niech pozostanie w stanie nienaruszonym.

  257. Lecherku
    Nie rozśmieszaj mnie. Przeszkadza ci „spalszczanie”, nawet jeśli się w nim zdarzy tzw. literówka. Czy piszesz Paris, Italia albo Milano?
    Ja nawet zamiast chapeau bas lubię żartobliwie napisać fonetycznie szapoba, gdy chcę się komuś pokłonić z uznaniem. Ale na pewno nie tobie za przypomnienie, że Sztokholm/Sztokcholm (Stockholm) to stolica Szwecji.

  258. @Żabka konająca.

    Dziękuję ze specjalną dla mnie dedykację. Niestety, ale gustuję raczej w innej muzyce. Tzw. muzyka popowa radykalnie odbiega od mojego pokręconego poczucia smaku. Co oczywiście nie oznacza, że uzurpuję sobie prawo do jej publicznego wartościowania.

    @Aaaronu Sprężynko…

    Od kiedy to takim loginowym purystą jesteś? Jakos nie przeszkadzało ci, gdy przekrecałeś moje nazwisko na „Kochanieńki”. Masz już jeden grzech do wyspowiadania się na nieszporach – pamiętaj o tym!!! Drugim jest twoja żałosna buta. Z tego też martsz się wyspowiadać!!!

  259. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Wczoraj wkleilem na blogu kilka zdan z BBC na temat papieza. Nie mialem czasu na zdanie komentarza. Przepraszam. Uwazam ze warto znac przeciwnika dlatego poznanie co mysli o wolnosci slowa Franciszek moze byc warte zachodu nawet dla panskich polskich czytelnikow.

    Slawomirski

  260. mag
    21 stycznia o godz. 19:15

    Mag, człowiek po prostu nie wie, że obowiązującą formę nazw geograficznych ustala ciało (kiedyś się nazywało Komitet lub Komisja, dokładnie nie pamiętam) d/s standaryzacji nazw geograficznych świata. Wyważanie otwartych drzwi to specjalność ludzi ambitnych bez poczucia humoru i dystansu. No i bez przedmiotowej wiedzy. Purysta to przede wszystkim zacietrzewiony językowy ignorant. Dawno temu napisałem do Ryszarda Badowskiego, że niepotrzebnie zjechał telewidza, który mu wytknął wymowę „spisbergen”, informując, że od dawna jest ustalona nazwa Szpicbergen (i tak wymawiamy), więc nie ma co udziwniać. Pan Badowski wpadł w ambicję i poruszył niebo i ziemię, by dowieść słuszności swej postawy (nie dowiódł, ale uparcie mówił: „spisbergen”, nie rozumiejąc, że lepiej byśmy w ojczystym języku nazwy mówili jednakowo, a nie popisywali się znajomością oryginalnej formy), która sprowadzała się do tego, że nazwy geograficzne trzeba pisać i wymawiać jak w kraju ich pochodzenia. Dobrze by było, ale nie będzie – w żadnym jęzku świata nie wymówią i nie zapiszą na przykład Szczebrzeszyna. Pan Badowski uparł się przy Spisbergenie, ale przegapił czeską Pragę, która nie jest żadną Pragą, Monachium, które nie jest Monachium, Neapol, który nie jest Neapolem, Waszyngton – Waszyngtonem, Nowy Jork – Nowym Jorkiem itd. Przy ustalaniu formalnie obowiązujących nazw geograficznych są dwie dane na starcie: forma macierzysta nazwy i tradycja jej pisania i wymawiania w obcym kraju. Oczywiście, że spolszczamy, a czasem musimy nawet spolszczać wiele obcych nazw – nie ma na to rady, a puryści walczą z wiatrakami. Rosjanie musieli przysposobić do swojego systemu fonetycznego i ortograficznego nazwę „Wałęsa” na przykład, a my wcale nie musieliśmy przerabiać hiszpańskiego „don Kichote”, aleśmy przerobili na francuski strój i kto nam co zrobi. Puryzm to nieuleczalna przypadłość. Podobnie jak kaktusizm, sprężynowość i dezerteryzm. Niech będzie pochwalony bóg Rongo.

  261. Aaron Sprezyner.
    21 stycznia o godz. 18:50
    i nie uświadczysz we Francji ani placu ani ulicy jego imienia.”
    ………………………………………………………………………………………
    Hotel Napoleon Bonaparte
    3 Place Pascal Paoli
    20220 L’Île-Rousse
    France

  262. Ech, zwyczajnie chodzi o ten „-cholm” w Sztokholmie.
    Ta ulubiona „literówka” Mag jest zwyczajnie żenująca 🙁
    A „spisbergen” pisze się również po polsku Spitsbergen.

  263. @Aaron Sprężyner
    Jako dodatek uzupełniający.
    http://www.beyond.fr/sites/rtnapol.html

  264. @zezem

    Jak będę za tydzień na „zlocie” głównych udziałowców Societe Generale to sprawdzę ,czy masz rację?

  265. Tobermory
    21 stycznia o godz. 20:35

    Nim palniesz z głowy, jak nazwę geograficzna pisze się po polsku, zerknij na przykład do Wielkiej Encyklopedii Powszechnej – to o wiele bardziej kompetentne źródło niż Twoja głowa.

  266. Aaron Sprezyner.
    21 stycznia o godz. 20:42
    Lepiej sprawdzić na miejscu. Albo w ogóle nie chwalić się niewiedzą.

  267. I jeszcze o powstaniu.
    Od razu zaznaczam, że to co napiszę nie jest wynikiem własnych powstańczych doświadczeń, ale efektem lektury książki wyróżnionej Nagrodą Historyczną (nagradzała oczywiście Polityka),bodajże za 2010 rok.

    Książka jest pamiętnikiem Zbigniewa Blichewicza ps.”Szczerba”pisanym kilka lat po wojnie. Tytuł: „Powstańczy tryptyk. Dni Krwi i chwały, czy obłędu i nonsensu”.
    Nic od siebie – same cytaty.

    „Zbigniew Blichewicz „Szczerba – dowódca kompanii a potem batalionu „Bończa”. Kawaler Orderu Virtutti Militari, legendarna postać Starówki, gdzie dokonuje cudów odwagi. Po powstaniu w niewoli niemieckiej, nie wraca do Polski”

    Fragment posłowia autorstwa samego „Szczerby”.
    „Na marne poszła krew i tyle młodych istnień, żołnierzy o sercu rozpalonym gniewem i rozkazem, a rozstających się zżyciem w wierze ,że śmiercią swą utwierdzą grunt pod wolność i Wielkość swej Ojczyzny. Na marne poszło wszystko. I krew i łzy i tyle śmierci i wiary i męki…
    …I dlatego wydaje mi się, że bez porównania więcej zła wyrządzili anglosascy mężowie stanu niż Hitler i Stalin razem wzięci.”

    „Następnie Italia,… Potem Ameryka – Kalifornia. Wręcz niewolnicza praca, upokorzenie , gorycz… ”

    Fragmenty ze wstępu.
    „…Po powrocie ze Stanów oboje z żoną otrzymali propozycje przeniesienia do Niemiec, do Monachium i podjęcia tam pracy w Radiu Wolna Europa…
    …Blichewicz jako przedwojenny aktor prowadził w RWE wywiady, recytował i czytał nowele a jego zona również udzielała się na falach radia…
    …Przeszłość jednak dała znać o sobie. Maria Blichewicz popełniła samobójstwo 1 września 1959 roku skacząc z piątego piętra…
    …Zbigniew nie mogąc znieść tej starty miesiąc później zażył opakowanie środków nasennych, które popił whisky…

    Kilka zdań z samego tekstu
    „Czymże jest człowiek? Igraszką w rękach losu.
    Nie człowiek stwarza los, lecz los stwarza człowieka.
    Powstanie sztucznych legend nie potrzebuje. Z takimi się rozprawiam – nawet o samym sobie.
    Rozmaitych upiększaczy wydarzeń jest wielu. nie zamierzam powiększać ich grona.”

    I jedno zdanie z pożegnalnego listu

    „Próbowałem żyć nie potrafię. wszystkim którzy mi choć trochę okazali serca- dziękuję”

    I na koniec przypis autorki opracowania.

    „Blichewicza pochowano w Monachium tak jak sobie życzył , czyli we wspólnej mogile z żoną. Grób ich został zlikwidowany w latach 80 -tych.(Informacja z Ksiąg Cmentarnych Nordfriendhof w Monachium).

    Czyli był człowiek, powstaniec…

  268. @pombocek
    mam znajomego, który tam pracuje

  269. Encyklopedia PWN:

    Spitsbergen

    Spitsbergen , do 1969 Spitsbergen Zachodni,
    największa wyspa norweska w archipelagu Svalbard, na O. Arktycznym;
    pow. 39,0 tys. km2; ok. 3 tys. mieszk.; górzysta (wysokość do 1717 m, G. Newtona); znacznie rozczłonkowany, wybrzeża gł. fiordowe, szczególnie od zachodniej i północnej strony (zat.: Isfjorden, dł. 88 km, Wijdefjorden, dł. 104 km); liczne lodowce, na obrzeżach fieldowe, w części centralnej — dolinne; łączna powierzchnia zlodowacona ok. 19 tys. km2; parki nar.: Południowego Spitsbergenu (5,3 tys. km2), Północno-Zachodniego Spitsbergenu (3,6 tys. km2); złoża rud uranu, ograniczona eksploatacja węgla kam.; rybołówstwo; turystyka; gł. osiedle i port — Longyearbyen. Odkryty 1596 przez W. Barentsa; 1934 pierwsza pol. wyprawa wykonała na Ziemi Torella, w południowej części S., podstawowe prace triangulacyjne, w trakcie których nadano nazwy wielu obiektom, m.in. G. Piłsudskiego (wys. 1033 m), szczyt Kopernikus (wys. 1055 m), oraz sporządzono pierwszą mapę geol. północno-zachodniej części Ziemi Torella; stacje badawcze, m.in. stała pol. stacja nauk. Hornsund.

    W tej stacji pracuje kilkoro moich znajomych, jeden bywa tam co roku.

  270. Tobermory
    21 stycznia o godz. 20:53

    I co z tego? Czytaj uważnie, co pisze w słownikach lub encyklopediach. Jeśli pisze „Spitsbergen” i „Szpicbergen”, przytaczaj obie formy, a nie tylko tę, którą masz za narzędzie wybrzydzania. Mówimy o formie nazwy w języku polskim, a nie w oryginale, który jest może holenderski – nie wiem dokładnie. Wzmianką o koledze tylko się ośmieszyłeś jak dziecko. Mieszkałem w jednym akademiku z Miodkiem – i co by z tego miało wynikać?

  271. @zezem

    Nikt nie jest ideałem. Nawet sam Aaron Sprężyner.

    A problemy z Napoljonem miał autor linkowanego tekstu,a ja po prostu zapomniałem w natłoku zajęć o adiustacji tekstu.

    Uwagi oczywiście uwzględnie.

  272. A to, że ten kolega mówi „Szpicbergen”, ale pisze zawsze Spitsbergen.
    I tyle.

  273. @pombócek
    jesteś pełen agresji, masz przestarzałe książki i niepotrzebnie się unosisz, na dodatek starając jeszcze jakoś zdeprecjonować adwersarza.
    Szkoda. Czasem lubię czytać, co piszesz, zwłaszcza opowiastki z życia…

  274. Tobermory
    21 stycznia o godz. 20:57

    Bredzisz, ambitny dzieciaku, nie na temat, kompletnie nie rozumiesz problemu, skoro odkrywasz Amerykę cytując oryginalną nazwę Szpicbergenu. Tu jest mowa o jej funkcjonowaniu w języku polskim. Wypchaj się informacjami o sto kilometrów od tematu.

  275. @ pombocek
    Skąd te emocje w tak błahej sprawie? Najpierw tłumaczy Pan, że są różne formy zapisu nazw, w tym te tradycyjne (które, zresztą, czasem wychodzą z użycia), a potem kruszy kopie o szczegóły i deprecjonuje adwersarza, gdy ten wskazuje na tę różnorodność właśnie. Może warto wyluzować?
    Pozdrawiam
    jk

  276. Aaron Sprezyner.
    21 stycznia o godz. 21:04
    Przyjmuję z uznaniem ostatni wpis.

  277. Jest dobrze!

    Członkowie PUPA-y naparzają się aż miło.

  278. Tobermory
    Dziwię się, że kogo jak kogo ( bo uważam cię za rozsądnego faceta), ale akurat ciebie niezdrowo pobudziła końcówka „cholm”. Niedopuszczalna twoim zdaniem. Zaiste zbrodnia to niesłychana z mojej strony, której warto poświęcać tyle uwagi. Tak samo jak pisowni czy wymowie Spitsbergen. Już sama się pogubiłam jak powinno być OK.
    Jakoś nigdy nie przychodzi mi do do głowy, by wytykać komuś błędy gramatyczne, czy nawet ortograficzne, zwłaszcza gdy są to emigranci, nie mówiąc o literówkach. Ważne CO ci ludzie mają do powiedzenia.
    Poniżej pasa jest np. wypominanie Komorowskiemu (dyslektykowi) „bulu” przez różnych kretynów, którzy szalenie dowcipnie nazywają go „Komoruskim chrabią”.

  279. @ Aaron Sprężner
    Rozumiem, że wierzy Pan w nieistniejącego Boga, bo tak jest słuszniej i bezpieczniej. Gorzej, że uwierzył Pan w istnienie jakiejś PUPA, tyle że najpierw sam Pan ją stworzył we własnej wyobraźni. Czy z Pańskim Bogiem nie było podobnie?

  280. @mag
    nie Twoja literówka mnie „pobudziła”, bo tak często ją powtarzasz, że przywykłem, a zgodny napad na lechera, który się wkurzył, bo uważa Cię za polonistkę. I tyle.
    Ja bym się po prostu zawstydził i przeprosił za taki blamaż, a nie atakował purysty, bo takie niskie i poślednie próby zachowania twarzy pogrążają broniącego się jeszcze bardziej.

  281. @Jacek Kowalczyk

    Jeżeli chodzi PUPA-ę jest to rzeczywiście mój patent ( cały czas zresztą pracuję nad jego modernizacją),a jeżeli chodzi o „Pańskiego” ( czyli mojego) Boga tutaj tego nie dostrzegam żadnej paraleli metodologicznej.

  282. @Rafał K., jeśli gustujesz w jednym stajesz się koneserem, gdy lubisz wielu jesteś szczęściarzem. Nawet nie proponuję ci słuchania „50 CENT”
    Pozdrawiam

  283. A swoja drogą ciekawe jak brzmi wołacz ” O Szpicbergen” w języku chińskim?

    Może Redaktor wie, bo Redaktor w ogóle wie bardzo dużo mądrych rzeczy?

  284. Redaktor Kowalczyk i Aron Sprezyner rozmawiaja sobie o bogu a papiez Franciszek tymczasem intensywnie pracuje nad ograniczeniem wolnosci slowa.

    Slawomirski

  285. @ Aaron Sprężyner
    Tanie zagranie. Więcej finezji proponuję.

  286. @Rafał K., a.. zapomniałam, ten pop to nie do końca klasyczny, w utworze znajdujemy też wątki:
    https://www.youtube.com/watch?v=8xEJKZTgIjs

  287. @Redaktor Kowlaczyk

    „Tanie zagranie”.

    No dobrze.
    A swoją drogą mógłby jednak Redaktor podrzucić jakiś cennik dla uniknięcia nieporozumień w przyszłości.

    Pod moim adresem.

  288. Jacek Kowalczyk
    21 stycznia o godz. 21:16

    Jacek Kowalczyk
    21 stycznia o godz. 21:16

    Panie Jacku, człowiek bez emocji nazywa się „nieboszczyk”. Tymczasem jest zdumiewająca praktyka wytykania emocjonalności, która jest nieodłącznym elementem osobowości. Rozumiem i akceptuję wytykanie emocjonalnych zachowań wtedy, kiedy przykrywają one częściowo lub całkowicie przedmiot gadki lub ostro naruszają obyczaje, ale kiedy nie przykrywają i nie są bluzgami? Uwagi o emocjach uważam za standardową, pustą mantrę. Czasem śmieszną. W epoce Boney M. sąsiad łomotał tą muzyką na cały blok. Kiedyś nie wytrzymałem, poleciałem na górę do chama z życzeniami.
    – Co się pan tak denerwuje? – powiedział z miłym uśmiechem.
    No własnie – co ja się, dupek, denerwuję. A o czym, winowat, mówiliśmy? Bo gadka o emocjach z niewiadomych dla mnie powodów przykrywa i kończy zwykle gadkę o meritum.

  289. A swoja drogą uważam ,że tytułową irracjonalność ( aktualny wpis) mógł Redaktor mniej upolitycznić, bo wkraczanie ze swoimi (Aarona) może i śmiesznymi czasami poglądami na ten teren budzi we mnie bardzo mieszane uczucia.
    Więcej uniwersalizmu przy powstawaniu tekstów.
    I jak najmniej polityki.

    Takie moje sugestie.

  290. Tobermory
    Okej. Niech ci będzie na dobranoc. Moja culpa z „tą koncówką”. Zadowolony?

  291. pombocek
    21 stycznia o godz. 21:58
    Jerzy, jako niewierzący, w to nie uwierzę żebyś nie wiedział z jakich powodów gadka o emocjach przykrywa gadkę o meritum. A reakcja sąsiada – poniekąd bezcenna. Toż Boney M rządził Polską ze 3 lata.

  292. @mag..

    Nie przejmuj się. Kiedys w wojsku było tak, że generałowie nawet chodzili po pododdziale i sprawdzali, czy szeregowi mieli pod łóżkami porządek, tzn. czy nie było „kotów”. Kiedys ktoś odważny sie zapytał czy nie jest to aby profanacja stopnia wojskowego… w odpowiedzi usłyszał, ze nie, bo jesli takie generał nie zna sie na niczym innym, to przynajmniej może porządki posprawdzać i błysnąć na kompanii, wkładając palce do kontaktu i odnajdując tam kurz.
    Jeślki będziemy teraz sobie wytykac każde błędy, literówki, to mam takie pytanie, czemu ma to służyć? Zaszpanowaniem bystrością rodem wody z klozetu? Wątpliwą wiedzą z językoznawstwa? Ujawnieniem własnych kompleksów? No to w drogę!
    A ja posłucham sobie teraz Jimiego Hendriksa, i niech mi tylko jakiś bęcwał wytknie, że popełniłem błąd w pisowni tego nazwiska!

  293. @ Czytelnicy
    Niestety, znów coś napisałem.
    jk

  294. Tanaka
    21 stycznia o godz. 22:25

    Powiem Ci, Tanaka, że jestem z łaski bogini Amaterasu muzykalny – w chórkach pośpiewywałem. Ale chamskie, wszechobecne muzykowe łomoty obrzydziły mi czterdzieści parę lat temu wszelką muzykę i nie słucham, i żyję, i nie narzekam. Raz tylko na sto lat włączam w nocy w słuchawkach Ateny lub Saloniki i słucham greckiej muzyki. Najpełniej dla mnie mówiącej o smutku istnienia.

  295. Jerzy Pieczul
    21 stycznia o godz. 22:47

    Mówisz o Atenach, o Salonikach i smutku istnienia, a mnie się na to wyświetlają takie obrazy:
    Irene Papas, aktorka i pieśniarka, bo chyba nie piosenkarką należałoby ją nazwać. Jej postać, twarz, oczy, przejmująca prostota,moc, duma i coś smutnego.
    Georges Moustaki, który łączył w sobie Grecję, Egipt i Francję, a może i Hiszpanię i coś jeszcze: refleksja smutku, łagodnej radości i głębokiego rozumienia życia. A ta łagodność, może dzięki jej samej, docierająca do głębi istnienia z radością o sile egzystencjalnej.Może przez swoją prawdę, autentyzm, nienachalność.
    Dalida – podobnie jak Moustaki, postać łącząca wiele kultur. Ciągle, kiedy jej słucham i na nią patrzę,przechodzą mnie dreszcze. Zakończyła życie łykając 140 tabletek. Chciała, by ją znaleziono piękną.
    Kubanki, Nikaraguanki, Kolumbijki, Brazylijki – wszystkie tańczące, wszystkie ruszające się w rytm prostego i żywego rytmu. Proporcje figury, wiek i inne sprawy nie mają znaczenia. Wszystkie kiedy ruszają biodrami, kiedy tańczą solo, w ulicznym tłumie, lub tylko rytmicznie przestępują z nogi na nogę przy gotowaniu obiadu – są piękne, młode, uśmiechnięte i wieczne.
    Afrykańskie brzmienia głębokich perkusji – poruszają naszą pierwotną biologiczność, napełniają energią życia, przenikają przez ściany, zespajają nas ze światem, który nosimy w głowach, z naszymi przodkami, którzy w nas żyją i z naszymi następcami, w których my będziemy żywi.

  296. Tanaka
    21 stycznia o godz. 23:22

    Tak, Tanako, pięknie powiedziałeś.

    Kiedy w mojej biednej rodzinie pojawiło się radio „Stolica”, które ojciec wygrał w „Szczęśliwą falę”, uwielbiałem słuchanie świata w niezrozumiałych językach. Z tego zostało mi słuchanie właśnie Greków, których rozumiem tyle, co pół kota napłakało. I o to chodzi. W melodii języka jest duchowe piękno człowieka, nie w trywialnej treści. Treść przesłania to, co najpiękniejsze: odczuwanie, a nie rozumienie. Cóż mi z rozumienia. Czy słuchając skowronka, rozumiem? Nie, słucham. Czy patrząc o świcie piętnaście kilometrów od brzegu na czerwone chmury, rozumiem? Tak – dmuchnie, trzeba szybciej ciągnąć siatki i wiać. Ale gęsią skórkę mam od przenikającego mnie do szpiku kości piękna – do niczego mi tu nie potrzebne rozumienie. Podobnie, kiedy słyszę w środku nocy stęsknionych Greków dzwoniących z całego świata do swej Hellady, do radia Afina, a za chwilę – pieśni, od których włosy stają dęba, wieczność jest na wyciągnięcie ręki, pełnia świata i ani milimetra pustego miejsca w duszy.