Ryszard Czarnecki – gość niewart zapraszania

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Wada wymowy nie dyskwalifikuje polityka, ważne jest przecież, co mówi, nawet jeśli czasem trudno to zrozumieć. (Inna sprawa, że tembr głosu może słuchaczowi czy widzowi znacznie utrudniać skupienie się na treści wypowiedzi, czego ofiarą pada np. posłanka SLD Joanna Senyszyn). Kiedy jednak mamy do czynienia z tekstem podpisanym przez konkretną osobę, problem w zasadzie znika. Albo raczej objawia się zupełnie nowy problem: to, co w tekście wygłaszanym na gorąco może ujść na sucho — jako przejęzyczenie, niezapanowanie nad emocjami czy inna naturalna niedoskonałość — w tekście pisanym nabiera innej mocy: verba volant, scripta manent (choć przy dzisiejszej technologii także i verba manent, i to dlatego politycy muszą ostrożniej dobierać słowa także w wystąpieniach na gorąco, a może zwłaszcza wtedy — patrz pani Bieńkowska i jej osławione sorry, ale…).

Ryszard Czarnecki jest obecnie prominentnym politykiem PiS i europosłem, a nawet jednym z (trzynastu) wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego, z czego ma prawo być dumny. A właściwie nie, moim zdaniem, nie ma prawa być z tego dumny. Dlaczego? Ponieważ swoją europejską pozycję polityczną ośmiesza i dezawuuje jako felietonista „Gazety Polskiej”. Stały nagłówek felietonu brzmi: „Widziane z Brukseli”, co potwierdza, że autor przyjmuje perspektywę ze stołka polityka (bo chyba nie podróżnika?). Czy politykom należy zakazać pisania felietonów? Absolutnie nie! Ale pisanie takich, jakie zwykle pisze Ryszard Czarnecki, już politykowi nie przystoi. Poczytajmy:

Polskość to przeznaczenie. Lecz także wybór. Musimy – bo chcemy być dumni z naszych dziejów. Wbrew łobuzom z tytułami profesorów czy na stanowiskach redaktorów, którzy i w PRL, i w III RP przedstawiali i przedstawiają czarną wizję historii RP. Zohydzają naszą przeszłość, opluwają heroizm naszych bohaterów, czynią z nas szowinistów, antysemitów, nieudaczników. Czemu? Bo nie chcą naszej przyszłości, naszej wspólnoty, są z innej bajki, gdy my jesteśmy z rycerskiego eposu.

(„GP” nr 46, 12 listopada 2014 r.)

I muszę ze smutkiem i niejako z zazdrością przyznać, że na Ukrainie jest progres, postęp, od całkowitych fałszerstw [wyborczych] do normalności. Szkoda, że u nas całkiem na odwrót…

(„GP” nr 50, 10 grudnia 2014 r.)

Instytuty naukowe i wyższe uczelnie, nie mając inklinacji do bycia główną częścią Salonu, przy siedzibach akademickich senatów urządziły tajne nie tyle pralnie — ile odwszalnie. Tam, po cichu, ani mru-mru, bez świateł jupiterów likwiduje się, ukryte głęboko w szwach rektorskich i dziekańskich tóg (od: toga…) dawne gnidy donosicielstwa.

(„GP” nr 51, 17 grudnia 2014 r.)

Każdy ma prawo pisać słabo czy głupio, ale pisać teksty z insynuacjami, pisać podle, podjudzać, oskarżać bez konkretów jakichś nieokreślonych „ich” — to zupełnie co innego. To szczucie i świadome kłamanie. W wykonaniu polityka szczególnie obrzydliwe. Ryszard Czarnecki oczywiście dostosowuje się do stylu pozostałych publicystów „GP”, ale wie doskonale, że i tak ich nie dogoni, oni bowiem żadnych zahamowań mieć nie muszą i nie mają, więc mimo wszystko trochę się mityguje. Ale nie można być w ciąży trochę.

Ryszard Czarnecki jest częstym gościem TVN z klucza wytrycha: tego z lewej, tego z prawej. A mnie się wydaje, że zanim zada mu się pytanie na jakiś bieżący temat, należałoby go najpierw spytać, co miał na myśli np. w powyższych cytatach: którzy profesorowie i redaktorzy są antypolskimi łobuzami i jak to uzasadnia? na czym polega zbliżanie się w Polsce do całkowitego fałszowania wyborów, z przykładami jakiegoś fałszerstwa (a nie pomyłek i indolencji, których nie brakowało, niestety nigdy); które instytucje naukowe urządziły na swych zapleczach tajne pralnie i odwszalnie, jak europoseł był to łaskaw ładnie nazwać?

Tu nie obowiązuje żadna ochronna licentia poetica, za którą europoseł miałby prawo się chować. Jeśli nie umie/nie chce odpowiedzieć, co miał na myśli, co takiego ukrywa, czego lub kogo się boi, że pisze w tak zawoalowany sposób, to może znaczy, że po prostu kłamie? Skoro dziennikarze TVN, TVP i radia wierzą, że ma coś do powiedzenia, to może niech najpierw odpowie na te pytania? Ten pan z niejednego partyjnego pieca już chleb jadał i wie, czym się zajmuje i za co bierze pieniądze. Nie ma co go oszczędzać.

A na koniec coś rozrywkowego z najnowszej „GP” (wersja elektroniczna). Pod nagłówkiem felietonu pisanego przez naczelnego Tomasza Sakiewicza pojawił się następujący tekst:

Gazeta Polska, 7.01.2015 r.

Gazeta Polska, 7.01.2015 r.

Nawet „GP” musi czasem przyznać się do kłamstwa i nieuczciwości. Może Ryszard Czarnecki też dałby radę?