Komisarz Bieńkowska u wróżki

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Nie jest to żadna afera, ale i nie całkiem jest to błahostka. Była wicepremier, obecnie unijna komisarz Elżbieta Bieńkowska dała się namówić na wywiad „Vivie!”. Dziennikarka czekała na tę rozmowę rok, ale przy całej dobrej woli, której jej nie odmawiam, nie przysłużyła się pani komisarz. Zamiast ocieplenia jej wizerunku, ośmieszyła ją, co w dobie internetu i Twittera rozchodzi się szybko. Rechot sieci wywołały słowa pani komisarz o tym, że poszła kiedyś do wróżki numerolożki, a ta postawiła jej horoskop, który „podbudował” ją w trudnym dla niej czasie. 

Psychologicznie jest to zrozumiałe; szczerość czy zdolność publicznego przyznania się do jakiejś słabości też nie świadczą o pani Bieńkowskiej źle. Skoro już w ogóle przystała na ten typ rozmowy (czy powinna, to odrębna sprawa), rąbka swej prywatności uchylić musiała. A jednak… parę poważniejszych kwestii się w tej sytuacji wyłoniło i myślę, że warto je rozważyć.

1. Od polityka tej rangi oczekujemy więcej niż od jakiejś celebrytki, która jest znana z tego, że jest znana. (Podobnie, więcej kontroli nad własnym wizerunkiem oczekujemy od pani premier, która dopiero co wystawiła się na słuszną krytykę za swój wywiad w tym samym popularnym plotkarskim dwutygodniku, opatrzony podrasowanym photoshopem portretem i co gorsza obudowany reklamą ubrania, w jakim premier wystąpiła w sesji fotograficznej). Od polityka oczekujemy więcej racjonalności, więcej samoświadomości, więcej autokontroli.

Dojrzała, rozumna i wykształcona osoba nie może traktować serio horoskopów, numerologii, wróżb z ręki. Niestety, p. Bieńkowska zdaje się podchodzić do tych spraw całkiem bez dystansu i całkiem poważnie: o sobie mówi, że jest Wodnikiem, o mężu, że jest Baranem (co podobno każe mu stawiać na swoim w sporach rodzinnych). W relacji ze spotkania z wróżką przebija dramatyczna wręcz naiwność:

Powiedziała, że wszystko w moim życiu dzieje się w sposób bardzo naturalny dzięki mojej dobrej pracy. Ta pani nic o mnie nie wiedziała, a wszystko się zgadzało, nawet daty.

Przyjemnie jest słyszeć o sobie miłe rzeczy, każdemu to czasem potrzebne. Ale potem trzeba otrzeźwieć. Choćby już przy autoryzacji wywiadu (bo z pewnością był autoryzowany). Wtedy wypadało dostrzec absurdalność i niebezpieczeństwo upublicznienia obrazu, w którym dziennikarka (!) zwraca się do rozmówczyni z taką oto przemową:

Proszę mi podać lewą rękę. Ma Pani bardzo długą linię życia, która się łączy z linia szczęścia, nie widzę u Pani wzgórka Merkurego, co znaczy, że nie tkwi Pani autoagresja, nie stawia Pani sobie wymagań, do których za wszelką cenę będzie dążyć, co w końcu stałoby się Pani zgubą…

To zadziwiające, że kobieta obracająca miliardami euro i mająca podejmować ważne decyzje polityczno-biznesowe w skali Europy, zamiast wyrwać pani dziennikarce rękę i kazać jej się puknąć w czoło jej własnym wzgórkiem Merkurego, odpowiada (i pozostawia to wszystko w wywiadzie):

O, dziękuję, bardzo lubię wróżby i horoskopy, poprawiają mi humor.

 

Humor z pewnością… Trudniej będzie z poprawieniem wizerunku już przecież solidnie nadszarpniętego beztroskimi słowami „Sorry, taki mamy klimat”. Pani Bieńkowska, okazuje się, ma problem z wyobraźnią. Dobrze, że w pracy potrafi być, jak się mówi, bezpośrednia, ostra, odważna, bezpardonowa. Szkoda, że tych umiejętności nie stosuje wobec samej siebie. Wolałbym, aby nie pocieszała się tym, że w latach 80. XX w. Ronald Reagan konsultował wszystkie ważne decyzje ze znaną wówczas w USA jasnowidzką.

2 Prawdę mówiąc, dziennikarka wróżąca z ręki osobie, z którą robi wywiad, poruszyła mnie nie mniej niż żałosna naiwność pani komisarz. To naprawdę kuriozalne. Redakcja, nawet „Vivy!”, powinna to dostrzec. Czy redaktorzy proszą panią dziennikarkę o prywatne wróżby? Czy nie boją się, że padną ofiarami własnej autoagresji, gdy odkryje u nich wzgórek Merkurego? I to właśnie taka redakcja kształtuje obraz ważnych osób w państwie. Sorry, takie mamy państwo. Czy może raczej — sorry tacy ci państwo są.

3 Oczywiście, znajdą się czytelnicy, którzy zadadzą pytanie bardziej podstawowe: czym w istocie różni się wiara we wróżby i znaki Zodiaku od wiary w katolickiego (i w ogóle jakiegokolwiek) Boga?

Pół odpowiedzi jest taka: niech sobie polityk wierzy w co chce, ale niech spróbuje o tym zapomnieć, gdy przychodzi do ustalania prawa i podejmowania decyzji dotyczących całego społeczeństwa.

Na pociechę ozdoba jakoś mi się kojarząca z tematem:

Muḥammad ibn Maḥmūd Ṭūsī, Turkey XVI w. Za pośrednictwem http://discardingimages.tumblr.com/

Muḥammad ibn Maḥmūd Ṭūsī, Turkey XVI w. Za pośrednictwem http://discardingimages.tumblr.com/