Z nowym rokiem nowym krokiem

Tyle wiemy dziś, a czego dowiemy się jutro?Trochę się już zapętliliśmy na naszym blogowym forum. Ale ponieważ w bardzo ograniczonym stopniu wierzę w skuteczność jakichkolwiek apeli do kogokolwiek o cokolwiek, nie zamierzam o nic do Szanownych Czytelników apelować. Jeśli komuś coś leży na wątrobie czy sercu, niech idzie do lekarza. Jeśli komuś coś leży na wątrobie czy sercu w sensie metaforycznym i sprawia mu przyjemność lub ulgę dzielenie się tym czymś z innymi na tym blogu — proszę bardzo, zapraszam. Lepiej pisać, niż rzucać kamieniami. 

Aczkolwiek nie trzeba geniusza, by dostrzec, że w kwestii nakłaniania do zmiany stanowiska światopoglądowego żadna ze stron (i to więcej niż dwóch stron) wielkich sukcesów nie odnosi. Osobiście, zresztą, nigdy nie planowałem, by w moich „Listach ateisty” stać się kaznodzieją, to byłoby wewnętrznie sprzeczne i trochę śmieszne. Żyję jednak w kraju, w którym podstawowe wymiary kultury mierzone są chrześcijańskimi narzędziami zapisanymi w języku i historii, do tego jeszcze w dość specjalnej polskiej wersji katolickiej; żyję w społeczeństwie, które w bardzo znacznej większości deklaruje przywiązanie do katolicyzmu, wydaje mi się zatem dość ważne, by prezentować odmienny sposób widzenia świata, choćby tylko po to, by było jasne, że istnieje.

Dlatego na swój sposób interesujący jest dla mnie (choć całkiem nieprzekonujący) głos uczestników forum deklarujących bardzo różne religijne postawy (w tym wyrafinowany znawca Biblii jako słowa objawionego, który nigdy nie uzasadnił, dlaczego akurat to słowo objawione wybrał spośród tylu innych objawień na świecie; czy próbujący być złośliwym konwertyta z ateizmu na coś w rodzaju wątpiącego tradycjonalizmu teistycznego). Trochę to czasem wypada jak dialog ślepego z głuchym, ale przy okazji pokazuje nam wszystkim, jak trudno znaleźć wspólny język, choć niby wszyscy mówimy po polsku i żyjemy — w zasadzie — w tym samym świecie.

A może właśnie nie. Nie żyjemy w tym samym świecie. Bo granice i sposób postrzegania świata przez każdego z nas wyznacza także język, jakim się posługujemy. Co jedni widzą od razu, innym trzeba odsłonić. Światopogląd to przecież dokładnie to, co widzimy, ale i to, czego nie widzimy (a czasem nie chcemy dostrzec). Dlatego też za ważne i pożyteczne uważam nawet te blogowe — bywa bardzo ostre, a nawet nieprzyjemne dla uczestników — wymiany poglądów, sposobów widzenia, rozumienia słów. Jak inaczej moglibyśmy mówić o budowaniu jakiejkolwiek wspólnoty realnych ludzi? A jeśli nie chcemy budować wspólnoty, to jakie mamy prawo do krytykowania realiów, w których żyjemy? A przecież wszyscy krytykujemy je na potęgę (i słusznie, bo jest za co).

Cezura nowego roku to zwykle dobra okazja, by coś zmienić, choć teraz już wiemy (zawsze chyba wiedzieliśmy, po prostu lubimy się oszukiwać), że wytrwać w postanowieniach noworocznych jest strasznie trudno. Zatem postanowiłem nieco zmienić formułę blogowych wpisów. Jako że o fundamentach światopoglądowych już było sporo, a w kwestii istnienia/nieistnienia Boga spór stał się już całkiem jałowy, będę teraz zwracał uwagę na bardziej konkretne przejawy rozmaitych wcieleń rozmaitych światopoglądów, próbując to wszystko umieścić w obecnym na tym blogu, ale rzadko wykorzystywanym wątku pod nagłówkiem „Teraz już wiemy”.

Ponieważ jednak i ten wątek zbudowany jest na pewnych spisanych przesłankach, dla ułatwienia przytoczę je jeszcze raz w całości:

————————

„Dzisiaj już wiadomo”, „dziś wiemy już”, „teraz już wiemy” – to często powracająca w obiegu publicznym fraza. Now we know. Zwykle występuje w tekstach popularyzujących osiągnięcia nauki i odnoszących się do zdarzeń historycznych, ale nie tylko. Ta fraza zarazem zasłania, jak i odsłania pewien sposób widzenia świata. Kryje w sobie wiele znaczeń i nawet każdy jej człon można rozmaicie interpretować.

Przecież to „dzisiaj, teraz” może być zarazem bardzo szerokie („w czasach nam współczesnych”, „w okresie różnym od tego, wobec którego mówiący jakoś się dystansuje”), jak i bardzo dosłowne („dzisiaj” liczone w dniach, przeciwstawione bardzo nieodległemu „wczoraj”). To fraza opisująca zmianę, skok z jednego świata (wczorajszego, a więc w podtekście na ogół „gorszego”, bo wiedzącego mniej) do świata drugiego, trochę innego (ale czy lepszego?). „Wczoraj jeszcze nie, a dziś już tak”. „Wczoraj w żadnym wypadku, ale dziś owszem”.

Z kolei to chełpliwe „już” zdradza dumę („wreszcie wiem/y”), ale zarazem obnaża bezradność mówiącego: „wczoraj” dopiero co było przecież jakimś „dziś”, a to jego „dziś” nieuchronnie stanie się jakimś „wczoraj” – czyli fraza, która ma w pierwszym rzędzie mówić o zdobytej nareszcie mądrości, równocześnie tę zdobycz kwestionuje, podkreśla jej nieuchronną tymczasowość. Skoro już dziś tyle wiemy, to czego dowiemy się jutro?

Ten w założeniu uspokajająco-pocieszający, optymistyczny i samozachwalający mówiącego zwrot („w końcu się dowiedzieliśmy, a przecież tyle czasu na to czekaliśmy”, „oni nie wiedzieli, ale my to wiemy”, „kiedyś należałem do tych, którzy nie mieli pojęcia, a teraz znalazłem się w gronie wtajemniczonych”) niesie w sobie bardzo gorzkie ziarno zwątpienia: prawdopodobnie, a nawet prawie na pewno, jutro okaże się, że to, co zdawało nam się takie właśnie, jednak jest i było całkiem inne.

Rozważanie znaczeń pozornie prostego „wiemy” można sobie w tej sytuacji darować – zajmowało się tym dziesiątki filozofów, a i tak na koniec nie wiemy, co wiemy, bo jutro, kiedy przyjdzie nowe dzisiaj, znowu będziemy wiedzieli już coś innego.

———————–

Jest to zatem wątek bardziej sceptyczny, ale i bardziej doraźny. Co z tego wyjdzie? Teraz jeszcze nie wiem, jestem sceptyczny także w tej kwestii.