Życzę pobłażliwości

Myś* - to taka niedokończona myśl. Staram się zachować poziom politycznej debaty cechującej nasze mediaNiech mi będzie wybaczone. Trochę się opuściłem. Ale to jedynie dowód na to, że nie jestem kompulsywnym blogerem. Nie mam potrzeby pisania dla samego pisania. Cóż robić… Więcej, niech mi będzie wybaczone po raz wtóry, bo w tym wpisie sięgam po cudze myśli. Czynię to jednak nie z lenistwa umysłowego, lecz dlatego, że bliska mi filozoficznie postawa została pięknie wyrażona przez autora, który również w działaniu potrafił dowieść, że nie są to słowa puste. Mam na myśli „Kodeks człowieka pobłażliwego” spisany przez Stefana Kisielewskiego.

Zanim jednak zaproponuję lekturę, drobne okołoświąteczne wyznanie. Proszono mnie, bym napisał, jak ateiści obchodzą święta. Odmówiłem. O ile zgadzam się z tezą, że wszyscy w Polsce obchodzą święta (chociaż niektórzy z daleka), o tyle cała opowieść o tym, jak robią to akurat ateiści, sprowadza się do jednego słowa: różnie. I przy tym pozostanę. Jeśli ktoś z szanownych Czytelników ma ochotę na refleksje w tej kwestii, nie powstrzymuję, jednak przed szukaniem jakichś uogólnień raczej bym przestrzegał — to droga na manowce.

Druga uwaga dotyczy tego, że nawet tak klarownie napisany tekst (którego obszerne fragmenty przytaczam na prawach cytatu, licząc na pobłażliwość spadkobierców) musi się stać polem rozważań, wywołać wątpliwości. Zwłaszcza że choć o tym nie wspomina, ma jednak chrześcijański podkład. Każdy przeczyta go jednak trochę inaczej, bo to, co rozumiemy przez poszczególne kluczowe słowa, jak je interpretujemy, zależy od naszej osobistej, całkowicie indywidualnej i niepowtarzalnej biografii emocjonalno-intelektualnej. Dobrze by było zatem, formułując opinię lub odnosząc się do tego tekstu, takie czy inne zastrzeżenie wygłosić — to ułatwi wzajemną pobłażliwość.

Życzę miłej i wnikliwej lektury!
Z własnymi myślami (albo tylko myś*ami) wrócę znienacka.

1

Człowiek pobłażliwy dobrze się czuje wśród rozmaitości zjawisk, form, koncepcji i poglądów. Człowiek pobłażliwy nigdy nie przyłoży ręki do akcji mającej na celu redukcję mnogości zjawisk, redukcję taką bowiem będzie uważał za akt sprzeczny z pobłażliwością.

2

Człowiek pobłażliwy stara się zrozumieć wszystko i wszystkich, zrozumienie jest bowiem koniecznym warunkiem pobłażliwości. Pobłażanie bez zrozumienia byłoby jedynie formą obojętności i lenistwa duchowego.

3

Człowiek pobłażliwy, wierząc w jedną prawdę, potrafi dostrzec elementy, okruchy tej prawdy w najrozmaitszych, najbardziej na pozór sprzecznych z nią poglądach. (…) Tak więc, szanując wszystkie poglądy, człowiek pobłażliwy bynajmniej nie sprzeniewierza się jedynej prawdzie, lecz przeciwnie – oddaje jej hołd.

4

Człowiek pobłażliwy musi w swej pobłażliwości zrobić jeden wyjątek: nie wolno mu pobłażać samemu sobie. Pobłażliwość bowiem osiągnąć można jedynie, zwalczywszy takie właściwości swojej natury, jak: nadmierną miłość własną, zaborczość, egotyzm, egoizm, skłonność do pychy i wywyższania się ponad innych, skłonność do przyznawania swojej osobie większych i w ogóle odmiennych praw niż innym osobom.

5

Człowiek pobłażliwy nie pobłaża sobie, lecz musi pobłażać innym, choć często widzi, że oni są nadmiernie pobłażliwi dla siebie samych. (…)

7

Człowiek pobłażliwy po powaleniu przeciwnika natychmiast pomaga mu wstać. O ile przeciwnik jest dość silny, aby z kolei powalić jego, człowiek pobłażliwy, uznając swój błąd, nie powinien jednak dziwić się, gniewać ani żałować, że tak postąpił, błąd bowiem, jakim jest całkowite zniszczenie wroga, byłby błędem po stokroć większym i groźniejszym, niż błąd wynikły z przedwczesnego podania wrogowi ręki.

8

Człowiek pobłażliwy winien być czasem pobłażliwy i dla siebie samego, jeśli mimo dołożenia wszelkich wysiłków popełnia błąd. (…) Człowiek pobłażliwy musi być człowiekiem skromnym, tylko w tym wypadku bowiem pobłażliwość nie wyda się ludziom upokarzającą jałmużną, co byłoby znowu formą wywyższania się ponad nich.

9

Człowiek pobłażliwy może uważać wiele poglądów ludzkich za niesłuszne, a wiele czynów ludzkich za złe i ma wtedy obowiązek walczyć z nimi, człowiek pobłażliwy nie jest bowiem sceptykiem bez poglądów. Człowiek pobłażliwy nie powinien jednak marzyć o tym, aby takie niesłuszne czy złe rzeczy znikały z powierzchni ziemi i nigdy nie istniały. Człowiek pobłażliwy wie bowiem, że każdy błędny pogląd czy zły uczynek, będąc przeinaczeniem czy zaprzeczeniem prawdy, od niej jednak zależy, bo jego negatywne do niej ustosunkowanie jest również formą zależności, a więc – potwierdza jej istnienie; bez prawdy nie byłoby nieprawdy. (…) Człowiek pobłażliwy wie, że bezkompromisowo walcząc o prawdę, musi być w swoim sercu pobłażliwy dla ludzkiej nieprawdy. Człowiek może być ludzkim pogromcą i poskromicielem – nigdy ludzkim sędzią.

10

Człowiek pobłażliwy nie może ubierać swej pobłażliwości w formę ostentacyjną, domagać się za nią wdzięczności, uznania lub hołdów. (…) Pobłażliwość jest bowiem ważna jako postawa wewnętrzna – jako higiena duszy.