Islamiści patrzą na Polskę

Myś* - to taka niedokończona myśl. Staram się zachować poziom politycznej debaty cechującej nasze mediaDziałający na terenie Niemiec salafici oświadczyli, że przygotowują się do szerzenia swej wiary wśród Polaków. Salafici reprezentują ruch muzułmański skrajnie nieprzyjazny wobec wszystkich innych religii (nie mówiąc już o ateizmie), wliczając w to rozmaite odmiany samego islamu. Uważają je za skażone, w przeciwieństwie do ich własnej doktryny, odwołującej się jakoby do źródłowej, czystej myśli i tradycji Koranu. W swoim prozelityzmie nie cofają się przed użyciem wszelkich rodzajów przemocy i gwałtu, czego nie muszę tu opisywać, bo media pełne są doniesień na ten temat.

Tak jak wszyscy fundamentaliści salafici głoszą, że są wyłącznymi dysponentami prawdy, a ściślej mówiąc Prawdy, co niejako wymusza na nich bezwzględność wobec wszystkich niewiernych (czy źle wiernych). A gdy mowa o Prawdzie, to — z racji wieloznaczności tego pojęcia — oświadczanie, że się ją posiada, jest twierdzeniem z gruntu nieweryfikowalnym, a więc w pewnym sensie, przynajmniej dla mnie, bezwartościowym. Za to takie przekonanie, że dysponuje się ową ostateczną Prawdą, daje niesamowitą siłę działania, bez oglądania się na skutki. Można dzięki temu wiele zbudować, ale znacznie więcej można zniszczyć.

Tu konieczna dygresja: nie wypowiadam się nigdy w imieniu wszystkich ateistów (choć może to tak czasem językowo brzmieć), lecz co najwyżej jako ateista (choć, jak już nie raz wspominałem, nie jest to bynajmniej najważniejsza dla mnie identyfikacja). Nie uważam siebie zatem za posiadacza Prawdy przez duże P. I nie sądzę, by ktokolwiek z ludzi mógł poznać i posiąść to, co zwykle pod tym słowem się rozumie. Moim zdaniem nie da się posiadać hipostazy, co więcej, nie wierzę w istnienie jednej (czy to platońskiej, czy to jakiejś innej idealistycznej) Prawdy. To, podobnie jak Piękno, Dobro czy Miłość, stworzone przez człowieka pojęcia, a nie byty. Mogą być pożyteczne i poręczne, zachęcać i porywać do wspaniałych czynów, zwykle jednak stają się jedynie użyteczną zasłoną czyjegoś interesu.

Ale wróćmy do głównego wątku. Czy salafici rzeczywiście mogą pozyskać dla swej wiary Polaków? Tak jak pozyskują np. mieszkańców Niemiec i Wlk. Brytanii (w tym rodowitych Niemców i Brytyjczyków)?

Znane są przypadki konwersji na islam wśród Polaków, a także Polek, zauroczonych niezwykłą opiekuńczością, jaką potrafi się w fazie zalotów wykazać muzułmanin szukający żony. Opisywaliśmy w POLITYCE losy Polek, które zdecydowały się na ślub z muzułmaninem i konwersję — na ogół nie są to historie budujące, ale trzeba przecież pamiętać o błędzie próby. Łatwiej oczywiście trafić na historie ponure, łatwiej dotrzeć do ludzi pokrzywdzonych niż do tych, którym wiedzie się dobrze i żyją względnie szczęśliwie. Tu wyznanie ma chyba słabą moc różnicującą. Przemoc domowa niejedno ma (religijne i niereligijne) imię.

Nie w tym więc rzecz. Mowa o pozyskaniu wyznawców gotowych na sygnał duchowego przywódcy wziąć udział w zbrojnym dżihadzie. Ruszyć na prawdziwą wojnę, zgodzić się zostać samobójczym terrorystą itp. Czy Polacy są impregnowani na indoktrynację, skoro daje ona całkiem niezłe efekty w tak bogatych państwach jak te wyżej wymienione? Czy wystarczy nasz powszechny letni katolicyzm albo przypadkowy praktyczny ateizm, będący pochodną obojętności na jakąkolwiek transcendencję?

Dzisiejsze manifestacje młodzieżowego patriotyzmu (z nieuchronnym komponentem nacjonalistycznym i katolickim) na ulicach polskich miast są sygnałem, że także u nas młodym ludziom czegoś istotnego brakuje w codziennym życiu, że ono samo ich nie kręci, są rozczarowani, że życie to tylko tyle. W przeciwieństwie do wielu starszych pokoleń Polaków nie mają za sobą takich silnych, formatujących i emocjonalnie niezapomnianych przeżyć pokoleniowych, jakimi były w najnowszej historii Polski lata 1956, 1968–70, 1976, 1980, a nawet i 1989. Ani przystąpienie do NATO, ani wejście do Unii takim wydarzeniem pokoleniowym nie były.

Myślę zresztą, że nie tylko młodzieży brakuje w dzisiejszej Polsce tego tajemniczego „czegoś”, co uwzniośliłoby jej szarą codzienność, dało poczucie, choćby tylko na krótko, że takie czy inne działanie ma sens, ma treść, ma wagę.

Salafici to właśnie oferują — idź i nawracaj niewiernych, idź i zabijaj w imię Allaha tych, którzy nawrócić się nie chcą, w tym znajdziesz wszystko, czego ci dziś brakuje. W sumie (przy zachowaniu proporcji) nasi krajowi narodowcy chcą oferować to samo, tyle tylko, że emisariusze Państwa Islamskiego mają mocniejsze karty: dają prawdziwą wojnę, prawdziwe zabijanie, prawdziwe poczucie bezgranicznej mocy i równie bezgranicznej bezkarności mimo wejścia na drogę przestępstwa. To marzenie o prawdziwym życiu, zamiast wirtualnych strzelanek, prawdziwym gwałcie, zamiast oglądania porno może być potężną siłą niwelującą wątpliwości, skrupuły, a nawet strach przed utratą samego życia.

Tak więc nie bądźmy tacy pewni swego. W naszym społeczeństwie też są obszary, które umiejętnie zasiane, mogą przynieść straszliwe plony.