Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

30.10.2014
czwartek

Słabość ateizmu. Refleksja na zaduszki

30 października 2014, czwartek,

Myś* - to taka niedokończona myśl. Staram się zachować poziom politycznej debaty cechującej nasze mediaPrzyznaję to bez zbędnych zastrzeżeń. Słabością ateizmu jako postawy światopoglądowej jest brak nadziei na wyjaśnienie skandalu śmierci. Naszej własnej, a zwłaszcza naszych bliskich (chyba nawet bardziej). Wszelka wiara w życie po śmierci, w dowolnej formule wyznaniowej, tę nadzieję daje, często wręcz zapewnia wierzącemu poczucie (a nawet bardzo głębokie przekonanie), że wie, dlaczego i/lub dla kogo umiera. Ateista może żywić równie głębokie przekonanie, a właściwie po prostu wiedzieć, że śmiertelność wszelkich organizmów jest podstawowym faktem rzeczywistości, a jednak nie zdoła ani sobie, ani komukolwiek wyjaśnić nieusuwalnego doznania absurdalności tego faktu.

Rzeczywiście, żadna wiedza o świecie nie wymaże ludzkiej skłonności do zadawania sobie i innym pytań, na które każda odpowiedź jest nieostateczna. Dowodzi tego cała znana nam historia cywilizacji. Ale gdy właśnie tę ludzką cechę już poznamy i rozpoznamy, nic nie stoi na przeszkodzie, by się tym na zmianę cieszyć i martwić. Cieszyć, gdy znajdujemy własne odpowiedzi (inspirowane lub nie cudzymi ideami), martwić, że te nasze indywidualne rozwiązania niespecjalnie mogą być innym pomocne. To paradoks życia każdego autorefleksyjnego przedstawiciela naszego gatunku: nie zostaniesz człowiekiem poza ludzką społecznością, ale z kwestią śmierci musisz sobie dać radę sam.

Jeśli wystarcza ci wyposażenie oferowane przez społeczną tradycję (tę, w której cię wychowano) — jesteś szczęściarzem (albo nie chcesz zadawać sobie pytań, które mogłyby cię wyprowadzić poza tę tradycję). Jeśli zaś tradycja ci nie wystarcza, musisz znaleźć własną ścieżkę, ale nie łudząc się przy tym, że możesz całkowicie odciąć się od tej własnej tradycji (czyli języka, obyczaju, szerzej — rodzimej kultury).

Dlatego np. straszenie skutkami zabawy w Halloween w polskich realiach jest o tyle pozbawione sensu, że to zabawa całkowicie sztucznie przeniesiona na nasz grunt (biznes, podobnie jak walentynki), nie stoi za nią żadna kulturowa przeszłość, żadne istotne i czytelne dla nas znaczenia i symbole (w przeciwieństwie do świąt, chodzenia z turoniem czy do śmigusa-dyngusa, choć i tu sensy cokolwiek się już zagubiły).

Dla refleksyjnego ateisty humanisty życie, właśnie z powodu swej jednorazowej dziwności, jest zobowiązaniem i wyzwaniem, a śmierć — wyzwoleniem, zwolnieniem z obowiązku. Ile zdoła zrobić dla innych i dla siebie, tyle wytworzy sensu. Jak długo go będą pamiętać, tak długo jego życie będzie miało wartość (pamięć o złych ludziach — jako ludziach złych właśnie — także ma społeczną wartość). To dotyczy każdego z nas.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 274

Dodaj komentarz »
  1. Każdy ziemniak musi przegnić, aby dać nowe ziemniaki, z których mąkę ziemniaczaną można zrobić, a następnie buddyń. To, co bulka, musi przestać bulkać, aby mogło być spożyte.

    Aby skonsumować buddyń, trzeba go najpierw zgładzić. Aby krupy żadne nie powstały. To odwieczne prawo natury.

    Buddyń spożywaj, nie daj się uwikłać w żadne makkarony.

  2. Wyjaśnienie skandalu śmierci znajdujemy w drugiej zasadzie termodynamiki. Dużo poważniejszą zagwozdkę sprawia cud życia.

  3. „Wszechmocny Pan zniszczy śmierć na wieki i zetrze łzę z każdego oblicza, i usunie hańbę swego ludu na całej ziemi, gdyż Pan powiedział”(Izajasza 25:8)

    „A jako ostatni wróg zniszczona będzie śmierć”(1 Koryntian 15:26)

    „I otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie, ani smutku ani krzyku, ani mozołu już nie będzie”(Objawienie 21:4)

    „Bóg nie jest człowiekiem, aby nie dotrzymał słowa”(Liczb 23:19).

    Pozdrawiam.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. qazik
    23.38

    „Dużo poważniejszą zagwozdkę sprawia cud życia”

    Bardzo trafna refleksja !

    Około 3000 lat temu, pewien poeta miał podobne odczucia. Napisał: „Wysławiam cię za to, że cudownie mnie stworzyłeś. Cudowne są dzieła twoje”(Psalm 139:14).

    Pozdrawiam.

  6. @ qazik, z godz. 23:38
    Dużo poważniejszą zagwozdkę sprawia cud życia
    Równie wielką przekleństwo życia. Zajrzyj do antynalistów.

  7. „antynatalistów” – sorry.

  8. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Dziwi mnie panskie poruszanie sie po terytorium niegazowanej wody beskidzkiej. Zasciankowe opisywanie swiata dowodzi braku zrozumienia zmian zachodzacych w Polsce. Zapewniam pana ze po dekadach cywilizacyjnej opresji zafundowanej miedzy innymi przez Urbana i Passenta Polacy chca i rozumieja tradycje Walentynek, Halloween i wielu innych etnicznych swiat. Dla tych postepowych Polakow swiat sie skurczyl. Izolacjonizm propagowany przez pana nie jest godny humanisty. My ludzie otwarci mieszkamy w globalnej wiosce a pan nadal zamkniety w czworakach. Co w dniu dzisiejszym ze smutkiem panu wypominam.

    Slawomirski

  9. Ponieważ śmierć jest nieunikniona, niewiara w życie pozagrobowe zwalnia od wyrabiania sobie na nie zasług i pozwala cieszyć się tym co mamy tu i teraz – życiem!

  10. Na tablicy korkowej w kuchni mam przypiety cytacik: Nasze zycie mozna tez ujac jako niepotrzebny epizod zaklocajacy blogi spokoj nicosci – Arthur Schopenhauer. Brzmi to i kabotynsko i prawdziwie. Swiat jest wielce denerwujacy, ale i interesujacy, wiec przykro bedzie zabierac sie, ale o tym juz nie bede wiedziec.
    A co do samego Halloweenu, to chyba musialabym mieszkac w Polsce, zeby doszukiwac sie jakiejs glebi satanistycznej w tym slowie na H….., a takze wplywow obcych kultur.
    W Ameryce w 95% jest to swieto malych dzieci, ktore przebrane chodza po ulicach, osiedlach z haslem: trick or treat – zbierajac cukierki i inne slodkosci. Dorosly element to czasami parady,- jak w NY- przebierancow w dzielnicy artystowskiej. Nie powiem, duzo wtedy dragqueen, czy innego wyuzdanstwa, ale to jest wielce poznym wieczorem i dzieci juz spia, wiec nie trzeba sie martwic o ich chrzescijanskie morale.
    Jak se poczytalam to dowiedzialam sie, ze do Ameryki ten obyczaj z czasow chrzescijanskiego sredniowiecza przywiezli Irlandczycy, Anglicy i Szkoci. To byla wigilia Zaduszek i miala na celu humorem i dziwactwem stawiac czolo nieuchronnemu – czyli smierci. Teraz dotarlo to do Polski z konsumpcyjnej Ameryki – moze i obce kulturowo, tyle, ze nie wiem dlaczego. Ze nie potrafimy tego nieuchronnego traktowac na wiekszym luzie, a dzieciom dac mozliwosc zabawy?
    PS: wlasciwie tez powinnam byc przeciwna tym wyglupom, bo jutro czeka mnie harowka. W zastepstwie musze po szkole isc szlifowac bruki z dwoma najmlodszymi wnukami, z ktorych jeden bedzie przebrany za rycerza, a drugi za oczywiscie spidermena. Tak juz beda ubrani w szkole. Chlopaczki beda wchodzic do sklepow, dzwonic do domow z wiadomym haslem, a ja pilnowac, zeby sie nie pogubili w tlumie podobnych jak oni.
    I co to komu przeszkadza?

  11. Fragment z „Pieska przydrożnego” znanego polskiego kynologa z Litwy rodem:

    Jej herezja.

    „Spostrzegłam – powiedziała – że nie myślę o zbawieniu, i że te dwa bieguny, Nieba i Piekła, są u mnie inne: albo po śmierci nic, co jest dobrze, albo kara za zło we mnie.”

  12. .

    —-I, PAGAN—-

    Poganom like me
    smierc jawi sie jak cos
    calkowicie naturalnego

    zadnych lękow o nieuchronnosci
    terminacji tego etapu zycia nie
    posiadam, recycling C, H, O, P,
    S, czy paru innych elemenow
    jest zycia sine qua non wymogiem

    Tak wiec wszystkie niezbedne
    do mojej konstrukcji pierwiastki
    nieprzerwanym strumieniem
    przeze mnie przeplywaja

    Jestem jedynie dla nich
    przystankiem, zaleznie
    od elementu, dluzszym lub
    krotszym

    ,,zyly” one w czyms/kims innym
    zanim staly sie na krotko mną,
    czesc mnie ,,zyc” bedzie
    w kims innym gdy mnie
    opuszcza czy po mojej smierci

    Bylo by tragedia niezwykla,
    gdyby ludzie czy inne ,,zywe”
    zylo zyciem wiecznym, take
    zycie sensu biologicznego
    ani zadnego innego nie posiada

    Zycie ma sens wtedy i tylko
    wtedy gdy konczy sie smiercia

    Happy Halloween pagans

    ..)

  13. @ Sławomirski
    Jest Pan (wciąż żywym) przykładem, że ateizm nie chroni przed ciemniactwem.
    Izolacjonizm? Postępowi Polacy? Cywilizacyjna opresja? Plecie Pan trzy po trzy, jak zwykle zresztą. Jest Pan człowiekiem tak otwartym, że wszelka refleksja przelatuje przez Pana bez zatrzymywania się.

  14. Życie jest zbyt poważną rzeczą, żeby je brać na serio 🙂

  15. Jedne systemy religijne traktują życie jako swoistą karę, inne – jako nagrodę. Podobnie jest ze śmiercią. Katolicy to spolaryzowanie traktują dosłownie – narodziny to radość, a śmierć – to smutek.
    Zakutym łbom, jak ten od Aarona Spręzynera, trudno sobie wyobrazić, że w dzień zmarłych można mieć poczucie humoru, a tym samym wymykać się tym zmurszałym zasadom obyczajowym rodem ze stęchłej kanciapy sukienkowego zboczeńca z pobliskiej parafii.
    Bardzo lubię książki Olgi Tokarczuk, szczególnie „Prawiek i inne czasy”, w których temat śmierci jest bardzo mądrze i przejmujący przedstawiany. Każdy zakuty łeb moherowy powinien, zamiast seriali telewizyjnych oraz lektur typu „Pan Domu”, przeczytać kilka książek Tokarczuk. Może wówczas temat śmierci stałby się oswojony a kościół, czyli tzw, burdel na kółkach nie miałby monopolu na prawdę o smutku przemijania….

  16. @ Jac.
    W wersji Stanisława Jerzego Leca:
    Życie jest zbyt ciężkie, by doń przykładać wagę.

  17. W odpowiedzi na wpis Dezertera pozwolę sobie umieścić „kontr-cytaty”, które raczej nie pozostawiają złudzeń, co do kontynuuacji życia po smierci.

    „Ponieważ żyjący wiedzą, że umrą, a zmarli niczego zgoła nie wiedzą, zapłaty też więcej żadnej nie mają, bo pamięć o nich idzie w zapomnienie. Tak samo ich miłość, jak również ich nienawiść, jak też ich zazdrość – już dawno zanikły, i już nigdy więcej udziału nie mają żadnego we wszystkim, cokolwiek się dzieje pod słońcem” Koh. 9:5-6 BT.

    „Los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt; los ich jest jeden: jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego, i oddech życia ten sam. W niczym więc człowiek nie przewyższa zwierząt, bo wszystko jest marnością“  Koh. 3:19 BT.

    „Wiedzą bowiem żywi, że muszą umrzeć, lecz umarli nic nie wiedzą i już nie ma dla nich żadnej zapłaty, gdyż ich imię idzie w zapomnienie… Używaj życia… bo w krainie umarłych, do której idziesz, nie ma ani działania, ani zamysłów, ani poznania, ani mądrości” – Kazn. Sal. 9,5.9.10. 

    Co zaś się tyczy Halloween – choć przeciwko wygłupom nic nie mam -to najzwyczajniej mnie to drażni, ale nie dlatego, że nie jest ponury, jak nasze święta zmarłych, lecz z tych z samych powodów, co walentynki czy inne obyczaje przeflancowane do nas, jak również różne „restauranty”, „shopy”, „selfie” i inne takie tam. To wszystko jest przejawem polskiego kompleksu niższości, słabości polskiej kultury. Nadal jesteśmy „papugą narodów”, nie potrafimy stworzyć nic własnego, a to co mamy, to według nas jest obciachowe, toteż naśladujemy innych, tych lepszych z Zachodu. Trochę to przykre.

  18. Myślę, panie Jacku, że osłabia pan znaczenie Halloween’u. A faktycznie chodzi o sprawę zasadniczą – sens i śmierć.
    Zgoda – aspekt komercyjny silnie zakłóca to co w tym ważne, zamieniając Halloween w biznes dziejący się w tle. Nie jest to dobre, ale tak jest. Zresztą tak się dzieje bodaj ze wszystkim: symbole, rytuały, kulturowe konteksty zamieniają się we własne antytezy.
    Halloween ma wiele wspólnego z bajkami, baśniami, mitami. Bajki zaś mają potężny ładunek znaczeń podświadomych. Przenoszą ukryte znaczenia, symbole uczą, oswajają z rzeczami ważnymi i fundamentalnymi, pomagają dojrzewać osobowościowo, pokazują w perspektywie jak ludzie próbują sobie radzić z wyzwaniami, a rola rodziców opowiadających dzieciom bajki jest nie do przecenienia.
    Halloween jest więc pomocą, a nie szkodą. Za szkodę ma go kler i religianci. Ci jednak są odcięci od siebie, odcięci od tego, co w ludziach głębokie i podświadome. Jest rzeczą znaną, że chrześcijaństwo zaprzeczyło temu co w człowieku głębokie, usiłując wszystko przenieść do poziomu świadomego. W tym leży istota konfliktu chrześcijaństwa z człowiekiem. Chrześcijaństwo jest więc wieczną niemożnością dojrzałego ukształtowania się jako człowiek. Gdyby chrześcijaństwo było baśnią o rzeczach pięknych, ważnych, trudnych i bolesnych dającą każdemu zaczyn znaczeń, wartości i sensów w oparciu o które każdy sam i w ramach własnej wolności kształtowałby siebie z każdorazowo innym skutkiem niż sąsiedni mu człowiek, byłoby niezwykle cenne. Ale chrześcijaństwo zaczyna zaprzeczać sobie wymyślając konkret religii, obowiązkowych dogmatów, hierarchii, kapłanów, instytucji, pustych rytuałów i celebracji, wymagań, żądań, szantażów, straszenia i potępień – zwykle brutalnych i bezwzględnych, sprzecznych z wolnością w człowieku i zasadą jego autonomicznej prawdziwości. A nad tym wszystkim – władzy i pieniądza.
    Chrześcijaństwo więc, zresztą tak jak i inne religie jest tym co samo potępia w Halloween – komercją i zawłaszczeniem tego, co w człowieku musi był głębokie i pierwotne i nie może być poddane żadnej konkretnej formie ani przymusowi. Wtedy ginie i zamienia się w zombie – jak każdy prawidłowy członek kleru.

  19. dezerter,
    Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. Okazuje się bowiem, że byliśmy fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie zmartwychwstaną, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa (1 Kor 15, 13-15)

    Samoświadomość własnych słabości to podstawa dialogu!

  20. Akt wiary zawsze wiąże się z ryzykiem, a więc wymaga odwagi i wcześniejszego podjęcia decyzji.
    O tym też chyba – implicite – mówił Pascal namawiając do podjęcia zakładu.
    Akt wiary to czyn w pełnym tego słowa znaczeniu.
    Ryzykuje się tylko blamażem przed samym sobą.
    Wtedy pomaga humor 🙂

  21. Akceptacja śmierci jako biologicznej konsekwencji życia z całym jego wachlarzem możliwości (dobre i złe geny, choroby, przypadki, wypadki, zamachy, samobójstwa) uwalnia od chwil zwątpienia i koszmarów rozważań nad pytaniem „dlaczego?” dręczących niejednego wierzącego w obliczu nieszczęścia.
    Ateista nie pyta, dlaczego Bóg zdecydował, że akurat teraz umrze jego jedyne dziecko, gdzie był Anioł Stróż i dlaczego nie pomogły modlitwy i msze w intencji.
    Dlaczego bozia ustrzegła JPII przed śmiercią od kuli, ale nie przed parkinsonem?
    Dlaczego niejeden łajdak dożywa w dobrym zdrowiu późnej starości, a uczciwego altruistę trafia szlag przed czterdziestką?
    Można się pocieszać, że po śmierci czeka ich odpowiednio – kara i nagroda, ale co, jeśli łajdak nawróci się w porę?
    Wszakże Panu Bogu milszy jeden nawrócony grzesznik niźli setka wierzących od kołyski 🙄

  22. Są 4 skandale wszechświata-czas, śmierć ,zachłanność ludzka i partie polityczne.To ten cholerny czas naraża nas na smierć .To ta cholernie niedokończona ewolucja ,nie zlikwidowała zachłannosci ludzi i to ta cholerna głupota ,każe ludziom tkwić w politycznym piekle niemocy spowodowanej przez partie polityczne.A cudownie być ateistą,bez strachu przed pieklłem ,diabłami i innymi przypadłościami wiary w coś co nie istnieje ,czyli nicości .I ta nicość łączy wierzących i ateistów ,tylko ci pierwsi nie chcą się do tego przyznać.Bunt przeciwko śmierci jest jak najbardziej słuszny u tych ludzi ,którzy mają samoświadomość ,a ona doprowadza do wiary w Sartra i beznadziei życia.Bo 1,5 kg żywej materii ,która pozwala zrozumieć otaczający świat ,musi być zniszczona ,jest nie tylko skandalem ale i bezsensem.

  23. Z tą wredną śmiercią to bym tak nie przesadzała. Ona jest straszna tylko kiedy się patrzy i myśli przeszłością.
    Co będzie jeśli może już za 20 lat uda się stworzyć sztuczną inteligencję? A wymówka, że to nie ludzka też może nie pomóc bo kolejnym etapem będzie przenoszenie ludzkiego intelektu do maszyny. Możliwe dwojako: Zastępowanie kolejnych składników albo użycier gotowej maszyny. I wtedy można zawsze będzie wymienić zużytą nogę (bo serca może nie być) na nową albo na kółka w razie potrzeby.
    Jak bardzo się wtedy zmieni postrzeganie wieczności czy śmierci zwanej stopniem zasilania, aż trudno sobie wyobrazić. I jestem pewna, że co młodsi tych czasów dożyją. Wtedy wartość dzisiejszej wdyskusji nie przekroczy wartości zużytego prądu. Czy więc warto zajmować się zeszłorocznym śniegiem? Bo wygląda, że całe życie rzekomych ateistów obraca się wokół religii i szukania cytatów w biblii. A moje nie.
    Acha! Jeśli ktoś myśli, że to głupoty to przypomnę Amerykanów, którzy nie mieli szansy dożyć owych czasów i kazali się zamrozić. A będzie ich więcej. Oni nie spekulują, oni wiedzą już dzisiaj i patrzą w przyszłość. Proszę spojrzeć na tę całą dyskutancję z ich perspektywy.

  24. Śmieć nie jest skandalem. To błędnie postawiona teza.
    Nic nie istnieje wiecznie. Jest to najpowszechniejsze doświadczenie każdego.
    Nasi bliscy kuzyni w świecie zwierząt, nie uważają zapewne śmierci za skandal. Można sądzić, że ani żółw, ani ryba, ani krzew róży nie uważają śmierci za skandal.
    Skandalem jest co innego: że gdzieś pomiędzy naczelnymi wykształciła się silniej kora mózgowa, co przyniosło skutek w postaci człowieka. To rozwinięta świadomość jest skandalem. Oraz to, jak jest używana.
    Konieczność ewolucji wskazuje na to, że przychodzi taki moment, kiedy powstaje skandal rozwiniętej kory mózgowej. Cała ścieżka ewolucji prowadzi życie do takiego skandalu. Nie mocą celu, ale logiki.
    Z tego powodu można tezę wzmocnić twierdząc, że życie w ogóle jest skandalem. Ewolucja jest skandalem.
    Wypływa z tego kilka wniosków.
    Człowiek zostaje przymusowo postawiony w sytuacji skandalicznej. Jeśli więc uznajemy prawo człowieka do godności, oraz prawa człowieka jako zasadę, konieczne jest przyznanie człowiekowi pełnego prawa do rezygnacji z przymusu życia w sytuacji dla niego skandalicznej.
    Sprzeciwia się temu chrześcijaństwo i inne religie monoteizmu. Twierdzą przy tym, że robią tak ze względu na godność człowieka.
    Ze skandalem rozwiniętej kory mózgowej większość ludzi walczy, instynktownie, odmawiając rozwijania w sobie zdolności rozumu. Wolą żyć jak najprościej, by nie rozważać rzeczy skandalicznych. Skupiają się na tu i teraz, odrzucając szerszą perspektywę.
    Takich ludzi jest większość, ok 80-85% całej ludzkości.
    Unikanie życia w przymusie skandalu ma też postać odurzania się alkoholem, narkotykami, narcyzmem, hedonizmem, życia w kieracie pracy, ideologii, albo innych motywów kompulsywnie odcinających człowieka od niego samego i jego otoczenia; zakłamywania się sloganami, odżegnywania się od empatii wobec ludzi i życia innych istot.

  25. Kościół nienawidzi Halloween’u, tak jak wszystkiego co przysparza ludziom radości i zabawy. Kościół najchętniej widziałby wszystkich jako wiecznych cierpiętników, drżących przed karą za grzechy.
    Tak jak to widział nawiedzony zakonnik niemiecki pod koniec wieków średnich:
    „Ucz się posłusznym być prochu. Ucz się korzyć, ziemio i glino, i uniżać się pod stopy wszystkich. Ucz się łamać wolę twoją i podać się na wszelką uległość. Powstań przeciwko sobie i nie dopuszczaj, ażeby duma w tobie żyć miała; lecz uczyń się tak uległym i małym, ażeby wszyscy po tobie chodzić i jak błoto na rozdrożu deptać cię mogli.”
    Taki powinien być chrześcijanin – podobnie jak kobiety, których rolę i miejsce określili dokładnie różni nawiedzeni idioci, zwani w chrześcijaństwie świętymi.
    Zero radości – wieczna pokuta i dźwiganie swego krzyża; oczywiście zgoła inne życie pędzili i pędzą wybrańcy Boga, czyli kapłani.
    PS. Ciekawe kiedy dezerter powie coś od siebie, zamiast grać w biblijnego pomidora; chwalił się, że własne poglądy posiada, ale to chyba zwykła „ściema”.

  26. Poruszył autor temat, który wykracza poza ateizm. Ateista nie zajmuje się paradoksem śmierci i nieistnienia, bo jest to kwestia naukowo nieweryfikowalna, służąca najwyżej jako temat ateistycznych żartów wobec wierzących w Boga, życie pozagrobowe i inne gusła. Ateista jest tak boleśnie świadomy cudowności swojego niepowtarzalnego, jednorazowego Istnienia, że chłonie rzeczywistość wszystkimi swoimi zmysłami i ciężko pracuje, by móc być zapamiętanym przez przyszłe pokolenia, bo tyleż warte jest jego jednorazowe, niepowtarzalne Istnienie, ile inni o nim będą opowiadać. Śmierć to naturalna konsekwencja życia i nie należy o niej myśleć w kategoriach paradoksu. Już ona sama o nas pomyśli bez naszej pomocy.
    Śmierć jako wyzwolenie, zwolnienie z obowiązku? Takie podejście nie ma żadnego sensu. Wyzwolenie to emocje, uczucie ulgi, tymczasem po śmierci nie poczujemy niczego, o ile moi bracia w niewierze mają rację.
    Dlatego też ateizm nigdy mnie nie interesował. Nadaje on człowiekowi bardzo niska rangę jakiegoś „bytu biologicznego”, którego egzystencja nie ma żadnego znaczenia. Kogoś/czegoś, kto jednakowoż lubi wmawiać sobie pełnię samoświadomości i zrozumienia otaczającego go świata, gdy umysł wciąż sprawny, stawy jeszcze nie trzeszczą, a hemoroidy nie dolegają. A im bliżej do trumienki, tym więcej lęku przed tym „wyzwoleniem od życia”. Gdzieś w tym lęku czai się bóg, lub Bóg, oczywiście zgodny z kręgiem kulturowym, w którym się wychowałeś. I choć Wierzę, niestety nie potrafię powiedzieć, czy ta wiara nie jest niczym więcej jak poddaniem się powyższemu lekowi.

  27. Tanaka .Masz rację, śmieć nie jest skandalem.A ja obserwując swego przyjaciela o 4 łapach ,mam nieodparte przekonanie ,że on też ma świadomość swego istnienia.I jest bardziej inteligentniejszy od oprawców ,traktujących zwierzęta jako rzeczy ,bo nie mają duszy.Czas muchy różni się od czasu człowieka.I problem czasu jest rownięż istotny.Dobrze byłoby żyć na Jowiszu i jego latach ,bo wtedy to życie znudziłoby się i lłatwiej umierać.Tak czy inaczej ,szczęśliwi są ci,ktoózy o śmierci nie myślą na co dzień i wystarczy im jeden dzień w roku aby o niej dowiedzieć się na cmentarzu ,i to nie w dzień zmarłych a w święto ,katolickie ,bo i tu najważniejszy głos ma religja i jej przesądy ,które wcale nie pomagają pozytywnie myśleć o odejściu w nicość.

  28. @lukasso.

    „Nadaje on człowiekowi bardzo niska rangę jakiegoś “bytu biologicznego”, którego egzystencja nie ma żadnego znaczenia. ”

    Bo nie ma. Wszystko, co człowiek stworzył jest kruche i marne – łącznie z całym tą waszą biblią i świętymi. Wystarczy jakaś zabłąkana asteroida o 100 metrach średnicy, by tę Ziemię szlag trafił. I co wtedy ma znaczenie?

    „A im bliżej do trumienki, tym więcej lęku przed tym “wyzwoleniem od życia”. Gdzieś w tym lęku czai się bóg, lub Bóg, oczywiście zgodny z kręgiem kulturowym, w którym się wychowałeś. I choć Wierzę, niestety nie potrafię powiedzieć, czy ta wiara nie jest niczym więcej jak poddaniem się powyższemu lekowi.”

    Pisz za siebie. To, że ty truchlejesz ze strachu przed starością i śmiercią, to nie oznacza, że inni ludzie mają tego typu obawy i coniedzielnymi wizytami w kościele i opłacaniu sukienkowych złodziei chcą opłacić swoje życie wieczne w bliżej nieokreślonej czasoprzestrzeni.

  29. g-ww
    31 października o godz. 13:27

    Jakiś czas temu była dyskusja o tym, jak bliscy są człowiek i jego kuzyni w świecie zwierząt, oraz życie jako takie. Sporo o tym mówiłem.
    Czworonogi rozumiane jako psy, może i koty, są bliżsi człowiekowi, niż sądzi.
    Z religiami jest taki problem, że im bliżej kresu, tym bardziej musi się religiant w ich dogmatach zanurzyć, ostatecznie rezygnując z siebie. Im bliżej kresu – tym większe napięcie sprzeczności.

  30. Rafał KOCHAN
    31 października o godz. 13:38

    Zaczynam rozumiec. Ateizm, wyzwalajac od dylematow religijno- moralnych, pomaga stworzyc zludzenie braku leku przed smiercia, jako zjawiskiem naturalnym.
    Kazdy ucieka przed tym przykrym fatum. Jedni oplacajac sukienkowych zlodziei, inni czczac intelekt, szczegolnie swoj wlasny.

  31. Wiara ze strachu przed nieznanym to chyba główny motyw większości wierzących.
    Jeśli nieczucie niczego nie jest ulgą w terminalnym cierpieniu lub choćby w bólu egzystencjalnym, to co jest ulgą?
    Wyobrażenie życia wiecznego jako pociechy i odszkodowania za bylejakość życia doczesnego? A jak ma ono wyglądać?
    Jedynie wyobrażenie nirwany, nicości, nieogarnionego spokoju dla „ducha”, a dalszego obiegu materii dla ciała jest dla wielu pojmowalne i bardzo pocieszające.
    A większość ludzi nie boi się śmierci tj. bycia martwym, lecz umierania. Bycie pozbawionym świadomości jest całkiem przyjemne i ludzie to lubią, inaczej baliby się zasnąć 😉

  32. @lukasso. Jakie złudzenie? O czym ty bredzisz? Jeśli ja schodzę swojej do ciemnej piwnicy i nie odczuwam strachu, bo ją znam i się z nią oswoiłem, to stworzyłem sobie coś takiego, jak „złudzenie braku lęku przed ciemnością”? A jeśli nawet, to co jest lepsze? Ułatwianie sobie życia poprzez redukowanie atawistycznych odruchów, czy może dawanie sobą pomiatać pierwotnymi lękami?

  33. .

    —-ZDYCHANIE—-

    jeden aspekt finalnosci
    zycia przeraza mine, jest
    to brak kontroli nad procesem
    odchodzenia

    Ingerencja szamana/chazana
    w decyzje podlaczenie/odlaczenia
    life support system w sytuacjach
    terminalnych

    W PL, kraju gdzie living will
    nic nie znaczy bo statusu
    prawnego nie posiada
    umieranie bywa zdychaniem

    coup de grâce historycznie
    formy rozne mialo, od
    zepchniecia ze skaly
    u Majow czy Spartan
    do farmakologii dzis

    Vikingowie rozwiazali
    to pragmatycznie, w PL
    kraju gdzie prawo stanowia
    bapcie klozetowe po
    nieszporach zdycha sie
    po katolicku…

    ~

  34. jobrave
    11.20

    „pozwolę sobie umieścić „kontr-cytaty”, które nie pozostawiają złudzeń, co do kontynuacji życia po śmierci”.

    Bardzo ważna prawda zawarta jest w tych fragmentach Biblii.
    Człowiek w chwili śmierci zapada w stan zupełnej nieświadomości, przypominający głęboki sen. Nic nie czuje, o niczym nie wie, nie cierpi. Śmierć jest przeciwieństwem życia. Człowiek przestaje istnieć, tak jak nie istniał, zanim się urodził.

    Wersety które ja przytoczyłem, mówią jednak o czymś innym: o przyszłym odrodzeniu ludzkości pod panowaniem Królestwa Bożego. Ludzkość powróci wtedy do stanu, w jakim stworzeni zostali pierwsi ludzie. Choroby, starość i śmierć przejdą wtedy do historii.
    Tego uczy Biblia.

    Pozdrawiam.

  35. sugadaddy
    13.12

    „ciekawe kiedy dezerter powie coś od siebie,(…) chwalił się, że własne poglądy posiada”.

    Jeżeli ktoś jest przekonany o tym, że Boży pogląd na życie i otaczające nas zjawiska, jest zdecydowanie bardziej praktyczny od ludzkich przemyśleń, to oczywiście znajdzie to wyraz w jego wypowiedziach oraz zachowaniu. Tak właśnie jest i w moim przypadku.

    Uważam, że gdyby ludzkość w większej mierze korzystała ze skarbnicy mądrości jaką w moim przekonaniu jest Biblia, życie na naszej planecie byłoby na pewno przyjemniejsze. Oczywiście szanuje też odmienne opinie.
    Pozdrawiam.

  36. Bez przesady z tym pitagorejskim wyzwoleniem od życia

  37. qazik
    11.45

    „Samoświadomość własnych słabości to podstawa dialogu”!

    Wersety które przytoczyłeś z Biblii, stanowią mały fragment wypowiedzi apostoła Pawła, w której zajmuje się on obroną chrześcijańskiej nauki o zmartwychwstaniu.
    Uważna analiza jego dobitnych argumentów, zawartych w 1 Koryntian 15:1-26, wykazuje ponad wszelką wątpliwość, że nadzieja zmartwychwstania jest pewna i mocna.

    Jeśli próbujemy zrozumieć czego naprawdę uczy Biblia w dowolnym temacie, i rozpatrujemy to zagadnienie z pomocą wyrwanego z kontekstu fragmentu, to możemy dojść do absurdalnych wniosków.

    Np. gdyby przeczytać wypowiedź z Psalmu 14:1 w oderwaniu od kontekstu, to można by dojść do wniosku, że Biblia uczy, że Bóg nie istnieje.(Por.Psalm 10:4).

    Pozdrawiam.

  38. Wydaje mi się, że lęk przed śmiercią (większy lub mniejszy) niekoniecznie zależy od wyznawanego światopoglądu.
    Zarówno ateiści, jak agnostycy czy osoby wierzące w konkretnego boga boją się zwyczajnie rozstania z tym, co znane i oswojone, czyli z życiem, a zwłaszcza rozstania bolesnego, związanego z cierpieniem.
    Jak powiedział jakiś klasyk – doświadczenie nas uczy, że umiera ktoś inny.
    A z tego autentycznego lęku „w godzinie śmierci naszej” nie mamy sprawozdań. Chyba ze ktoś wierzy w opowieści „życie po życiu”.
    Pozostaję zawsze skromnie w pamięci słów naszego średniowiecznego poety, Mikołaja Sępa- Szarzyńskiego na temat człowieczej kondycji:
    „Wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie”.
    Czyli, mówiąc trywialnie – wyżej d… i tak nie podskoczysz.

  39. Nie ma to jak pryncypialne podejście do rzeczy.
    Redaktor Kowalczyk próbuje delikatnie zasugerować, że ateizm to dopiero na etapie prac badawczych, jakieś deski kreślarskie, próbne loty itd ,a Tanaka -jak to na prawdziwego człowieka idei przystało – mówi, że kierunek jest jednak słuszny, a jakby coś stanęło na drodze” to przyjdzie walec i wyrówna”..
    Oczywiście operatorem walca będzie nie kto inny jak @Rafał Kochan, znany z tego, że jak siądzie za kółkiem(nawet sprzętu drogowego) to cała naprzód i gaz do dechy. Żadnych oporów ,czy przeciwwskazań.

    Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

  40. @Aaron. Tak się składa, że guzik ci do tego, co ja ze swoim życiem będę robił. Jak będę chciał z żoną, by usunęła ciążę, to będzie ona usunięta – jak nie w zgniłej Polsce, to w Czechach. Jak będę chciał dokonać zapłodnienia in vitro, to zrobimy to, jak nie w Polsce, w Niemczech. Jak będę chciał dokonać eutanazji – to zrobię to, jak nie w tej Polsce, to w Holandii. Czy ktoś mi tego zabroni? Np. Ty?

  41. dezerter,
    Św. Paweł w kilku miejscach przynajmniej dopuszcza myśl, że może nie mieć racji. Co najmniej jeszcze jeden fragment jego listu wyraża podobną myśl, ale coś nie mogę go znaleźć (Nowy Testament czytałem z 30 lat temu). Za to Pawła cenię. Najciekawsze fragmenty Biblii, najbardziej poruszające i chyba najbardziej autentyczne to te chwile, gdy święci schodzą z piedestału boskości i głośno wyrażają swoje wątpliwości. Panie mój, czemuś mnie opuścił. Nie znam tego człowieka.
    Zachowując proporcje – gospodarz tego blogu z pewnością także dopuszcza myśl, że może nie mieć racji. To jest bardzo dobry punkt wyjścia do dialogu.

  42. A już te głosy aprobaty nad Halloween to zupełna kaszanka i zacierki na mleku.
    Rozumiem, że można na myśl o Kościele katolickim dostawać łupieżu albo wysypki na plecach, ale leczyć dolegliwość dorobkiem kultury amerykańskiej…To przecież jakby to usłyszał Francuz, Niemiec, czy jakiś Skandynaw…Nie, nie będę opisywał w szczegółach ich reakcji, ale może przy następnej okazji jak mi kolka minie.

  43. Aaronie S.
    Tera JA będę mówić (na okoliczność wszelkich twoich wpisów):
    idź, jak ta Ofelia, do klasztoru!
    Bo nie da się z tobą „dialogować”.
    Nikomu się nie udaje. Na twoim miejscu wyciągnęłabym wnioski.
    I błagam, nie wyskocz znowu z jakimś cytatem z Miłosza kompletnie mal a propos.
    Bez odpowiedzi, z łaski swojej.

  44. Wiersz bez tytułu. Krótki. Autor Czesław Miłosz.

    „Materializm, owszem
    Pod warunkiem, że będzie dostatecznie dialektyczny,
    To znaczy potrafi żonglować sercem i głową,
    duszą i ciałem, życiem i śmiercią,
    Że nie będzie unikać pytania o rzeczy ostateczne,
    I uzna za równie ważne argumenty wierzących i niewierzących.”

    Jeden z ostatnich wierszy Miłosza.

  45. qazik
    21.34

    „Święty Paweł w kilku miejscach przynajmniej dopuszcza myśl, że może nie mieć racji. Co najmniej jeszcze jeden fragment jego listu wyraża podobną myśl, ale coś nie mogę go znaleźć”.

    Oj trudno będzie znaleźć taki fragment, w którym Paweł dopuszcza myśl, że nie ma racji.
    Ale serdecznie zachęcam do poszukiwań. Kto szuka ten znajduje. Niekoniecznie jednak to, czego szukał.

    Pozdrawiam.

  46. @Aaron.
    To fajnie, że odwołujesz sie ciągle do Miłosza, który: wielokrotnie wyrażał swoje antypolskie obsesje, w latach trzydziestych: gloryfikował komunizm i ZSRR (nie z pobudek ideologicznych ale z nienawiści do Polski). Czuł się Litwinem i litewskim nacjonalistą, gardził Polską i Polakami.
    Po II wojnie światowej Miłosz krytykował II RP. Gardził patriotyzmem młodzieży polskiej, Polskim Państwem Podziemnym, Armią Krajową, zbrojną walką z okupantem, rządem emigracyjnym. W swoim wierszu „Campo di Fiori” głosił przekonania o obojętności i zadowoleniu Polaków z eksterminacji Żydów w getcie. W okupowanej przez komunistów Polsce Miłosz skorzystał ze swoich kontaktów z komunistami i został dyplomatą władz stalinowskich w USA.
    Po porzuceniu komuniazmu Miłosz na emigracji odmówił współpracy z Radiem Wolna Europa. Ponoć Miłosz posunął się nawet do propozycji przyłączenia PRL do ZSRR.

    Według Miłosza przedrozbiorowa Polska była krajem prymitywnym i zanarchizowanym. Przepełnionym klerykalną paranoją. Krajem tchórzy którzy nie odnosili żadnych zwycięstw. Jedyną pozytywną siła w przedrozbiorowej Polsce była dla Milosza masoneria.

    Miłosz wielokrotnie również wyrażał swoją pogardę dla katolicyzmu. Katolicyzm uznawał za prymitywny zabobon, fundament szkodliwego polskiego patriotyzmu i destruktywnych walk narodowowyzwoleńczych. Miłosz obwiniał katolicyzm za ucisk klasowy. W swej twórczości Milosz deklarował odrazę do katolicyzmu, bluźnił Matce Boskiej, popierał żądania homoseksualistów.

    W sumie bardzo dobrze, ze promujesz Miłosza. Oby tak dalej!!!

  47. qazik

    Dwa przykłady:

    „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus, który dał samego siebie na odpowiedni okup za wszystkich – świadectwo o tym ma być dawane w stosownych czasach. Ze względu na owo świadectwo ja zostałem ustanowiony głosicielem i apostołem- mówię prawdę, nie kłamię – nauczycielem narodów w sprawie wiary i PRAWDY”(2 Tymoteusza 2:5-7).
    „Piszę ci to, choć mam nadzieję, iż wkrótce do ciebie przyjdę, ale gdybym się opóźniał – żebyś wiedział, jak powinieneś postępować w domu Bożym, który jest zborem Boga żywego, filarem i podporą PRAWDY”(2 Tymoteusza 3:14,15).

    Czy tak mówi ktoś, kto dopuszcza myśl, że nie ma racji ?

    Pozdrawiam.

  48. dezerter
    31 października o godz. 19:04

    „Uważam, że gdyby ludzkość w większej mierze korzystała ze skarbnicy mądrości jaką w moim przekonaniu jest Biblia…”

    Biblia jest groteskowym odbiciem swiata w krzywym zwierciadle nadajacym sie do straszenia dzieci na Halloween.

    Slawomirski

  49. dezerter
    31 października o godz. 18:48

    Szanowny Panie dezerter

    Prosze sie modlic za mnie grzesznika Slawomirskiego i nie zawracac glowy panu redaktorowi. Kazdy moment swojego zycia prosze poswiecic modlitwie i rozmyslaniu o Bogu.

    Slawomirski

  50. Jacek Kowalczyk
    31 października o godz. 10:06

    Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Zachecalem pana do korekty bzdur umieszczonych pod tytulem Słabość ateizmu. Refleksja na zaduszki. Pan woli innaczej. Zycze samozadowolenia.

    Slawomirski

  51. Tanaka
    31 października o godz. 13:01

    Nic nie istnieje wiecznie. Jest to najpowszechniejsze doświadczenie każdego.

    Szanowny Panie Tanaka

    Opisane doswiadczenie dotyczy czasoprzestrzeni od Biga Bang. Nie mozna wykluczyc innych poprzedzajacych materialnych formacji ktorych obecnosc moze zaprzeczac panskiemu twierdzeniu.

    P.S.
    Gratuluje dobrego wpisu.

    Slawomirski

  52. Słusznie pisze @Vera, że „całe życie rzekomych ateistów obraca się wokół religii i szukania cytatów w biblii”.
    Wciąż się przytrafia niektórym teozofom ” dowartościowywanie” owego rzekomego ateizmu poprzez różne formy antypodowania: ateizm to coś wrogiego teizmowi; ateizm to religia bez boga; ateizm to system filozoficzny, który się przeciwstawia, zwalcza, niweczy coś tam, coś tam…
    Miałbym prawo czuć się predystynowanym do wysokich odznaczeń. Tymczasem mam poczucie, że ktoś mnie kroi na idiotę, sugerując zaszczyty, które mi po cholerę.
    Nie jestem entuzjastą porządkowania pojęć – bo to najczęściej bałaganiarstwo pomnaża. Jeślibym jednak miał się poważyć na jakieś umiejscowienie ateizmu w ideosferze – to optowałbym za taką ci oto definicją: ateizm to pojawiający się w badaniach socjologicznych podzbiór respondentów przecząco odpowiadających na pytania o wiarę w byty nadprzyrodzone. A właściwie, to poprawka: ateiści nie tworzą żadnego ateizmu. Nie ma takiej zbiorowości – przynajmniej ideowo zintegrowanej. Są tylko ateiści, nie ma ateizmu. Nic ich nie łączy; nie tylko nie wybiorą ateistycznego papieża, ale (daj Boże) nie stworzą żadnego antykościoła czy antyreligii. Oni są jak łysi, którzy ubiegając się niegdyś o paszport w rubryce kolor włosów – wpisywali: nie dotyczy.
    Tylko tyle. Aż tyle!
    I choć wielce szanuję Gospodarza i większość jego blogonadiożnych gości, pozwolę sobie na bezczelne, ale chyba – wobec tego, co powyżej wykoncypowałem – usprawiedliwione wezwanie do… pewnego okiełznania swoich antykościelnych i antyklerykalnych zapędów. Robi się to niekiedy kłopotliwe, że żywimy się najczęściej głupotą sukienkowych.
    W moim regionie najwyższy szczyt to Biskupia Kopa. Przez sztubaków zwana podobnie jak niegdyś gra karciana, rymująca się do biskupa. Sam się na nią nie raz spindrałem, nie tylko za młodu. Całkiem fajna górecka… Ale żebym miał z tego powodu domagać się odznaczeń czy dodatków do renty… Może inną razą.
    Ale jeśli miałbym wskazać jakiś kierunek bardziej twórczego przekierowania naszych tu poszukiwań – stanąłbym w obliczu samozaprzeczenia. Boć łączy nas niewiara w bogów, czyli nicość jakowaś jakby. A jak z nicości wyszperać coś-ci?

  53. bib
    Nicość to chyba – w odróżnieniu od czarnej – biała dziura.
    No bo jej nie widać. Czyli cóś takiego jak niezamalowane płótno bez ram.
    Ale czy z tego coś da się wyszperać, nie wiem. Może ty masz pomysł?

  54. bib wszedł w skórę vps-a.

  55. @mag

    Z tymi kolorystycznymi wersjami dziur, nicości i nie wiem czego tam jeszcze, to bym jednak radził uważać.
    Otóż według niektórych chrześcijańskich mistyków , Bóg jako całkowite zaprzeczenie empirycznie doświadczanego , ale i pomyślanego bytu jest właśnie Nicością.
    Niestety mistyczne dociekania to domena wieków średnich i kto wie, może XXI wiek obróci w niwecz zalatujące ewidentnym skansenem teologiczne spekulacje.
    A moim zdaniem szkoda, bo jest to ( a właściwie była) jednak zupełnie inna bajka, aniżeli świat zimnych i zupełnie martwych współczesnych instrumentów poznawczych.

  56. mag
    31 października o godz. 20:13
    Chyba ze ktoś wierzy w opowieści “życie po życiu”.
    Te opowieści są bardzo dobrze udokumentowane , i jest tylko spór skąd się takie wrażenia biorą. Na jednym z blogów polityki blogowiczka Marit napisała, że miała takie przeżycie i mimo to pozostała ateistka , bo jak napisała „na takie sztuczki to się nie nabierze.” To, że jej oświadczenie jest nielogiczne, to już inna sprawa.
    Fenomen świadomości istnienia osobowego jest do tej pory nie wytłumaczony przez żadnego racjonalistę.
    Są owszem logiczne tłumaczenia tego faktu , ale one są z poza obszarów religii i przywódcy religijni ich nie lubią, bowiem one biły by w ich korzyści jako przywódców duchowych.
    Tak jak pisałem większość ateistów to przeciwnicy teistów (często ludzie zrażeni przez przywódców religijnych do wiary) i rzadkością są ci którzy na prawdę wierzą że Boga nie ma.
    Tka jak pisałem najbardziej racjonalna postawą jest agnostycyzm (jak nie wiem to nie mówię , i fakty mogą mnie dopiero przekonać , a ich brak)

  57. Aaron S.
    Nie da się ukryć, że zwróciłeś uwagę na niesłychany, niepojęty i właściwie nieweryfikowalny aspekt mistyczny w ludzkich doświadczeniach. Jasne, że to była domena wieków średnich, zwłaszcza wczesnego średniowiecza.
    Polecam ci książkę Marie-Madelaine Davy „Symbolika romańska” (Oficyna Wydawnicza Volemen). Mam to „przerobione” jako współredaktorka tej publikacji.

  58. Opublikuje teraz pewien tekst (mojego zresztą autorstwa sprzed paru lat)gdzie pod innym nickiem ( nie, nie Aaron) zawarłem to co jest :

    – po pierwsze związane z dzisiejszym dniem
    – po drugie z tematem podrzuconym przez Redaktora
    – po trzecie z moim wczorajszym uczestnictwem w uroczystościach pogrzebowych.

    Od razu uprzedzam, że pisałem to z ewidentnie ateistycznej perspektywy, bo tak wówczas postrzegałem świat i moje w nim zajmowane miejsce.

    „A teraz będzie nieco poważniej
    Wymądrzamy się jako ateiści ,jako agnostycy, ale niestety to oni mają nad nami przewagę. Oni wierzą w nieśmiertelną duszę, zmartwychwstające ciało i inne bajki z mchu i paproci. A My -bezbożnicy nie mamy nic .Zero. Nul.
    Ostatnio pomagałem znajomej pisać pracę w ktorej delikatnie zasygnalizowany był ten właśnie wątek. Niestety wątek niezbyt ciekawy .Opieka duchowa nad umierającym wierzącym i niewierzącym. Nie będę przytaczał całej treści ,ale zacytuję z niej mały fragmencik który być może jest jakimś drogowskazem wskazującym właściwy kierunek poszukiwań.

    A oto ten fragment, a właściwie cytat z „Doktora Zywago”

    „Tak jak w przypadku osób wierzących, tak i w przypadku ateistów, czy
    agnostyków podstawową formą duchowej opieki jest rozmowa. Rozmowa umierającej z bliską, wzbudzającą zaufanie osobą. W słynnej powieści Borysa Pasternaka „Doktor Żywago” jest fragment (dialog Jury z Anną) który zawiera taką właśnie rozmowę. Ale jest to również wizja ateistycznej nieśmiertelności.
    W krajach anglosaskich ten fragment odczytywany jest czasami podczas humanistycznych, czyli świeckich pogrzebów:

    „Obawiasz się, czy powstaniesz z martwych, ale przecież już
    powstałaś – powstałaś z martwych w chwili swoich narodzin, i nawet
    tego nie zauważyłaś…Jakkolwiek daleko wstecz sięgniesz pamięcią,
    zawsze w jakichś zewnętrznych aktywnych manifestacjach twojego „ja”
    przejawia się twoja tożsamość – w pracy twoich rąk, twojej
    rodzinie, w innych ludziach…Oto czym jesteś. To właśnie wdychała i
    tym żyła twoja świadomość. Tym cieszyła się całe życie. Twoja
    nieśmiertelność, twoje życie w innych. A teraz co? Zawsze byłaś w
    innych i pozostaniesz w innych. I czy to ma dla ciebie znaczenie, że
    później nazywa się to pamięcią o tobie? To zawsze będzie część
    ciebie – prawdziwa ty, która odchodzi w przyszłość i staje się jej
    częścią.”

    A poza tym polecam książkę „Przemijanie w kulturach” której są ładne fragmenty dotyczące życia i śmierci bezbożników.”

  59. maciek.g
    Można wierzyć, albo nie w „życie po życiu”, bo dotykamy sfery szalenie delikatnej i empirycznie nieweryfikowalnej (nie znajduję innego określenia, więc może zbyt często go używam).
    Myślę że są ludzie obdarzeni, w większym stopniu niż inni, wrażliwością na „sygnały” jakby z innego wymiaru, które nie wszyscy odbierają.
    Opowiadała mi kiedyś pewna Polka, opiekunka w domu przewlekle chorych w Sztokcholmie, nota bene prosta dziewczyna, bez żadnych zadęć do filozofowania i metafizyki, że miała takie dziwne przypadki, których nie potrafiła sobie wytłumaczyć. Na przykład, czuwała nad pewnym bardzo starym pensjonariuszem, który był już na granicy życia i śmierci. Zdrzemnęła sie i w pewnej chwili obudziła ją czyjaś „obecność”. Widziała nie tylko kontury kobiecej postaci, ale i rysy twarzy. Postać zniknęła. Jakie było zdumienie mojej rozmówczyni i ciary na plecach, gdy po śmierci tego staruszka trafiła na jego rodzinny album ze zdjęciami. Na kilku fotografiach rozpoznała tę kobietę, która była mamą jej podopiecznego.
    Niezłe co? Ja też miałam raz w życiu takie „spotkanie trzeciego stopnia”, niedługo po śmierci mojego męża.
    Zdarzyło się raz. „Poprosiłam”w myślach, by więcej tego nie robił, bo to bardzo boli. „Posluchał”.
    Dlatego zawsze deklarowałam się jako agnostyczka, a nie ateistka.
    Zresztą zgadzam się z bibem, że ryzykowne są takie etykietki i próby definiowania czegoś, co wciąż umyka.
    I ty mi przypominają się Skaldowie z ich „życie to forma istnienia białka”…

  60. maciek.g
    Ostatni akapit powinien brzmieć: I tu przypominają mi się…

  61. To ja też trochę „pofilozofuję”.
    Każdy średnio inteligentny mieszkaniec ziemi, powinien sobie zdawać sprawę z ogromu, a właściwie nieskończoności kosmosu. Wystarczy wieczorem spojrzeć w niebo.
    Ziemię można porównać do jednego ziarenka piasku jaki znajduje się na całej jej powierzchni – tyle znaczy ona w kosmosie.
    Załóżmy, że jest jakiś „stwórca” tego całego kosmicznego bałaganu, który sobie eksperymentuje – takie ma hobby. Na ziemię rzucił trochę białka, na inną planetę węgla, a jeszcze gdzie indziej coś innego – o czym my na ziemi nie mamy pojęcia. I patrzy co z tego „wyrośnie”.
    Patrzy w skali makro – ma do oglądania rzeczy nie dające się policzyć.
    Jakim megalomanem i niedowiarkiem, trzeba być, by wierzyć, że stwórca całego kosmosu nie potrafił stworzyć sobie na ziemi takich ludzi – a czemu nie zwierząt i roślin, które to organizmy czciły by go bezgranicznie, bo podobno bardzo mu na tym zależy?
    Jaki można wierzyć, że stwórcy całego, nieskończonego kosmosu szczególnie zależy na tym, by jedni byli obrzezani, inni nie brali do ust krwi, a jeszcze inni nie żarli w piątek kiełbasy?
    Szczególnie sobie musiał upodobać ziemię i niektórych jej mieszkańców – trochę ich nie równo traktując, bo niektórym miał obiecać całkiem „bezbożny” żywot w zaświatach. Dla jednych czyściec, piekło i niebo, a dla innych wino panienki i śpiew – a jeszcze inni będą mieli „królestwo boże” tu, na ziemi. Czyli dla każdego coś miłego!
    IMHO, trzeba być zwykłym matołem, aby coś takiego brać na serio; nie wspominając o robieniu ze stwórcy kosmosu jakiegoś niedorozwiniętego – stetryczałego? – dziadka; wszak chrześcijanin i nie tylko, wierzy, że to jego jedyny i prawdziwy Bóg jest stwórcą wszystkiego, nieprawdaż?
    Gdyby on wiedział co też ci ludzie o nim wygadują, dawno by walnął w nas jakąś asteroidą.
    Przyjemnego „grobbingu”.

  62. bib

    ”A właściwie, to poprawka: ateiści nie tworzą żadnego ateizmu. Nie ma takiej zbiorowości – przynajmniej ideowo zintegrowanej. Są tylko ateiści, nie ma ateizmu. Nic ich nie łączy; nie tylko nie wybiorą ateistycznego papieża, ale (daj Boże) nie stworzą żadnego antykościoła czy antyreligii. ”

    I to jest w tym takie właśnie piekne i inspirujące! czy twój zakuty łeb jest w stanie sobie to wyobrazić?

  63. Jeśli osoby takie jak Mag, plotą duby smalone o jakichś duchach, to co dopiero sądzić o ludzie bożym, co to wszędzie dookoła widzi matki boskie – szczególnie na kominach, czy innych drzewach!
    Średniowiecze wiecznie żywe – a przynajmniej w głowach Polaków.

  64. sugadaddy
    Nie plotę bynajmniej żadnych dub smalonych.
    Są, mój drogi, rzeczy o jakich nie „śniło się filozofom”.
    Nie są to jednak matki boskie na drzewie lub Lech Kaczyński na szybie, albo płaczące figury świętych, czyli ludowe opowieści dziwnej treści będące wynikiem zbiorowej histerii/sugestii, jakiej mogą ulegać ludzie o mentalności moherskiej, z grubsza biorąc.
    Mowa o dziwnych, trudnych do racjonalnego wytłumaczenia, jednostkowych, często bardzo osobistych „doświadczeniach”, jakie bywają udziałem ludzi absolutnie niereligijnych, pragmatycznych i mega sceptycznych.
    Pamiętam, że kiedyś przyznała się do takiego jednorazowego zresztą „doświadczenia” ateistka marit, przyznałam się również ja.
    Nie wyciągam z tego daleko idących wniosków. Po prostu myślę, że „wiem, że nic nie wiem”. Choć na pewno od czasów klasyka, który to stwierdził, wiemy nieporównanie więcej.
    A z mistyków średniowiecznych nie się co śmiać.To była jazda! Nie gorsza niż wtajemniczenia lewitujących buddystów.
    Radzę poczytać coś na temat.
    Naturalnie że jednocześnie średniowiecze to ciemnota, zabobon, powszechna bieda obok rozpasanego bogactwa, zarazy, czyli „morowe powietrze” i inne paskudztwa.
    Ale człowiek rozsądny, wykształcony nie miesza różnych porządków i nie operuje lekko schematycznymi uogólnieniami.

  65. Wlasnie jade na cmentarz, bo w NY mam pochowanego meza. Spotkamy sie tam wszyscy, wczesniej dwa kwiaty wkopane, krzewy i trawe przycina obsluga cmentarna, znicze najmniejsze z mozliwych z importu z Polski w polskich sklepach – czyli wysokosci jakies cwierc metra i niewiele mniejszej szerokosci. To dla mnie nie tylko dzien wspomnien i zalu, ale i spokoju, ze tu pochowalam meza i z nim tu zostane ( juz jako spopielona w tym grobie). W ziemi!!
    Jak pamietam te parady cmentarne w Polsce niewiele majace wspolnego z szacunkiem, a glownie z pokazaniem sie, to prosze jednak nie wydziwiac na Halloween, ktory jest bezinteresowny, nienapuszony, a i komercja to nie wiem jaka w tym jest. Te cukierki i czekoladki do rozdania, czy te stroje za marne grosze przechodzace z dziecka na dziecko, albo pozyczane?
    O, jaki mielismy wczoraj utarg slodyczowy, poza tym niesmialy pieciolatek nauczyl sie podobnie jak inne dzieci „wrzeszczec” od progu, nawet w bankach, „trick or treat”, a potem po licznych przepytywaniach sam mowil ; podziekowalem, podziekowalem i usmiechalem sie. Sztucznie – dla wyjasnienia zdegustowanym.

  66. @Kochanieńki (14,26) a gdzież ja ci u licha pochlipuję z żalu nad losem ateistów; mój zakuty łeb nie tylko jest w stanie sobie wyobrazić to co twój, ale wcześniej to właśnie wyraziłem. Będę na przyszłość starał się wyrażać jaśniej…

  67. Mag,
    Z przykrością, ale wpisuję Cię na listę osób z którymi nie podejmuję dyskusji; to Tobie radziłbym coś o tym poczytać, a wtedy dowiesz się, że te figle, o jakich się filozofom nie śniło, płata nam nasz najmniej zbadany organ czyli mózg.
    Niedawno Jacek Kowalczyk, wspominał tego neurochirurga – szarlatan, czy coś mu się stało z głową? co to był w zaświatach. I to są, zapewne, te udokumentowane przypadki o których ktoś tu wspominał.
    Jak ktoś chce to będzie wierzył nawet w jakiegoś boga, a co dopiero w takie tanie sensacje.
    Co do agnostyków, to są to niewierzący tchórze, którzy chcą złagodzić ewentualny ostracyzm jakiemu są poddawani ateiści.
    PS. Oczywiście można by wzorem niektórych goszczących tu chłopskich filozofów udowadniać, że nie ma na tym świecie nic pewnego, więc każdy, w każdej sprawie powinien być w jakimś stopniu agnostykiem – ale będą to raczej jałowe dywagacje, nie wnoszące nic nowego do znaczenia słów ateista i agnostyk. Każdy kto ma rozum, wie, że słynne: „wiem, że nic nie wiem” ma głęboki sens.

  68. Ech, do licha! Ja nie mogę się zalogować, bo hasła zapomniałam, a tutaj roztrząsają moje osobiste doświadczenia…
    Maciek, ja napisałam, że nie nabiorę się na takie sztuczki? Zresztą może tak, potraktuj to jako żart. Po prostu nie rozumiem tego doświadczenia, ale zdaje się robiono eksperymenty z tym „wychodzeniem z siebie”, umieszczając pod sufitem w szpitalach jakieś znaczki, i ludzie doświadczający wrażenia opuszczenia ciała nie odczytali ich… Wydaje mi się, że niedotleniony mózg produkuje jakieś wizje i tyle. Ale oczywiście wrażenie jest.

    PS. Wreszcie się zalogowałam jakoś. Czego TO ciągle ode mnie chce? Komentuję z tego samego komputera i numeru ajpi, a TO chce znów, żebym się logowała. Zauważyliście, że Pieczul zniknął? Pewnie też to ma.
    Pozdrawiam z okazji Dziadów.

  69. Łomatko!
    Tylko nie wpisuj mnie na żadną listę, bo cię będę straszyć po nocach za karę.
    Dzielę się, w najlepszej wierze, swoimi myślami nieuczesanymi.
    Do diabła, chyba mi wolno mieć rozmaite wątpliwości w te i we wte.
    Pozdrawiam z okazji Dziadów, podobnie jak marit

  70. @bib. Wiec co dokładnie wynika z tego, co wczesniej wyraziłeś i jest to oczywista oczywistosć?

    „usprawiedliwione wezwanie do… pewnego okiełznania swoich antykościelnych i antyklerykalnych zapędów. Robi się to niekiedy kłopotliwe, że żywimy się najczęściej głupotą sukienkowych.”

    A co, żal tyłek ściska, że jest miejsce, gdzie piętnuje się zachłanność oraz głupotę panoszących się wszędzie katabasów? Żal, że ktoś opisuje ich chamski tupet?
    Jeśli żal, to zmień blog. Nikt ci nie każe czytać tych „antyklerykalnych zapędów”.

  71. @sugadaddy @Rafał Kochan

    W sprawie ewentualnych uwag do projektu i samej realizacji to informuję, że Pan Bóg przyjmuje w trakcie trwania ostatniej edycji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, czyli „na końcu świata i o jeden dzień dłużej” i wówczas być może odniesie się do Twoich spostrzeżeń.
    To do @sugadaddego.

    A tak ogólniej.

    To niestety mam dla Was niezbyt budującą informację.
    To takie luźne dygresje na temat religii i ateizmu. Waszego ateizmu, bo uważam was za typowych reprezentantów tzw. Ateizmu grójeckiego.
    I tak musicie sobie uzmysłowić to, ze jeżeli coś na przestrzeni świadomego istnienia człowieka stanowiło jego istotę to była i jest to sfera sacrum. Różniąca sie w pewnych kwestiach, ale jej istota jest niewzruszona. Świat Boga, Absolutu, Jahwe, Allaha jest tym który wyznacza człowiekowi cel, środki prowadzące do celu i któremu człowiek jest wierny od tysiącleci.
    Religia stanowi – jakby to górnolotnie nie zabrzmiało – istotę człowieczeństwa.
    A ateizm, materializm ( jak zwał tak zwał) to przypadkowa zmienna, jakiś mało istotny akcydens który pałęta się przy człowieku i zawraca mu głowę od jakiegoś czasu. Z miernym zresztą skutkiem na terenie Polski i takimi samymi perspektywami na przyszłość
    Wzajemne relacje religii i ateizmu obrazowo ilustruje rower, a właściwie jego istota.
    Istota roweru jest bowiem kierownica która decyduje ,gdzie , w jakim kierunku jedzie rowerzysta. I to jest religia.
    A ateizm?
    Ateizm to chyba pompka do roweru. Nie ważne, czy jest, czy jej nie ma .Jeżeli nie ma to pożyczy się od sąsiada, a jeżeli nie ma jej sąsiad to pompujemy metodą usta -usta, albo korzystamy ze sprężarki. Czyli pompka to tyle co nic, najważniejsza jest kierownica.

    I jak widzę faceta z pompką na mieście to wiem, że jest to jeden z grójeckich ateistów, czyli nawet może sam sugadaddy, albo nie daj Boże Rafał Kochan.

  72. marit
    Z tego co wiem, Pieczul ma kłopoty rodzinne, a nie to że olewa „tutejszych”, bo on pierwszy do bitki, a wypitki -nie z każdym, na blogach.
    Pozdro
    P.S. Pojawiaj się częściej, bo ja już nie daję rady samojedna prawie (jako „białogłowa”)

  73. @Aaronu. Szkoda, że nie zacząłeś od pogaństwa w tej wyliczance tradycji sacrum w dziejach człowieka. Odbieram to, jako złą twoją wolę lub imbecylizm wtórny. Zauważ jaka jest tendencja, która wynika z rozwoju ludzkości: najpierw ludzie wierzyli w wielu bogów; potem w jednego, a teraz nie ma potrzeby wiary nawet w jednego. Polska, Iran, Sudan, Egipt i pare jeszcze innych zacofanych cywilizacyjnie państw zatrzymało się na XIX wieku. Ale hello, mamy wiek już XXI! Zobacz, jakie są tendencje w krajach Europy Zachodniej. Czy tym krajom potrzebny przestarzały katechizm oraz głupio-mądrzy kaznodzieje, by ich mieszkańcy czuli się szczęśliwi? Nie sądzę. Ale jest taka Polska – istny skansen sacrum w środku Europy – kraj dziwolągów o jakże znamiennej nazwie – POLSCY KATOLICY. Zwracam szczególną uwagę pierwszy człon tego określenia…. śmieszny, nieprawdaż?

  74. @Rafał Kochan

    Jeżeli za przyczynę postępu cywilizacyjnego uważasz coraz mniejszy wpływ religii instytucjonalnej na terenie Europy Zachodniej to masz prawo tak sądzić.
    Przy czym muszę wnieść istotne zastrzeżenie wnieść.
    Jeżeli uważasz za progres cywilizacyjny:
    – postęp w zużyciu nawozów azotowych na ha użytków rolnych i tym samym zwiększenie wydajności z hektara przeliczeniowego
    – wzrost PKB o 12,1653673% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego,
    – ilość placówek handlowych, w tym handlu wielkopowierzchniowego na 1km kwadratowy
    – ilość papieru toaletowego zużytego na jedną jednostkę przeliczeniową,

    to ja przyjmuje do wiadomości ten punkt widzenia..

    Ja jednaj byłbym bardziej sceptyczny i poczekałbym na to jakie efekty przyniesie tak pomyślany postęp w dłuższej perspektywie czasowej.
    Może nie takiej jak wpływ religii ,czyli parę tysiącleci, ale na przykład 100-150 lat.
    Znam efekty wpływu religii na takie dziedziny jak architekturę, muzykę, sztukę, naukę ,czy na moralność ludzkości,ale skutek czasów gdzie religia jest spychana do roli kulturowej ciekawostki może być naprawdę żałosny. Każdy kto przynajmniej przez chwilę w miarę obiektywnie spojrzy to czym raczy nasz współczesność musi mieć wątpliwości.
    Ja na szczęście tego już nie doczekam, ale nie znaczy , że mam następnym pokoleniom życzyć aby spełniły się moje przypuszczenia.

  75. Hallo Mag
    Nie zawsze daję radę i nie zawsze temat wciągnie. Miałam kontrolę w pracy (tzw. ewaluację, tfu tfu przez lewe ramię, tego co to wymyślił bym opluła). Omijały mnie jednak te „owulatorki”, bom chroniona przez potężne siły pogańskich bóstw. Ostatnio spotkałam jedną na schodach i bałam się trochę, że przyniesie mi to pecha. Ale odpukałam i nic się nie stało.

    Ze śmiechem opowiadałam o tym katechetce, która jest fajna i lubię ją. A ona na to, że odpukiwać nie zaszkodzi i np. jej mama była długi czas pod działaniem jakichś uroków, a objawiało się to tak, że ciągle chorowała. Dopiero modlitwy sióstr zakonnych pomogły i odczyniły te uroki. Kobitka jest młoda, koło 30-tki, i zdumiewają mnie takie wierzenia, które jakby nie licują z byciem katechetką… Ale taki jest polski katolicyzm i szczerze mówiąc ja to nawet w nim cenię… Tzn. cenię w nim to, co zostało z dawnych polskich wierzeń. Moim zdaniem to najcenniejsze, co przechował.
    Pozdrawiam raz jeszcze 🙂

  76. Marit
    1 listopada o godz. 17:49
    Kupuję i traktuje jako żart. Wcale się nie dziwię, że nie rozumiesz tego, bo ani powtórzyć tego nie można ani logicznie, na bazie naszej dotychczasowej wiedzy naukowej wytłumaczyć. Te tłumaczenia, że niedotleniony mózg produkuje jakieś wizje są całkiem nielogiczne i nie dają odpowiedzi na wiele pytań , miedzy innymi na to dlaczego delikwent widział to czego wiedzieć nie powinien z przyczyn czysto fizycznych (umieszczenia swego ciała , zasłony itp).
    ale jak widzisz są blogowicze autorytatywnie wiedzący, że to bzdury (no cóż zawsze tacy byli i będą)
    Kłopoty z nowym systemem ma wielu blogowiczów , szczególnie ci co kiedyś mieli jakieś konta. Często jednak wynika to z nierozumienia jak ten system działa, ale niestety też z wielu błędów jakie zrobiono. Myślę że powoli jakoś wszystko się dotrze , Panowie usuną błędy w systemie i będzie lepiej niż było.

  77. mag
    1 listopada o godz. 16:55
    takich blogowiczów jak sugadaddy nie sadze byś przekonała. Wielu ludzi miała w życiu dziwne doświadczenia wymykające się racjonalnym wyjaśnieniom i tych nie ma potrzeby przekonywać. Ja też miałem i nawet kiedyś pisałem o tym na blogu. Nie jestem zawziętym racjonalistą i wiem jak mało jeszcze wiemy. Jeszcze niedawno kogoś kto twierdziłby, że możną rozmawiać z osobą odległą o tysiące kilometrów uznano by za wariata , a obecnie?

  78. sugadaddy
    1 listopada o godz. 14:20

    Dzisiaj dajesz dłuższy wpis, co nietypowe. Zwykle piszesz krótko i w sposób cięty wobec religiantów.
    To co nazwałeś żartobliwie „filozofowaniem” to są bardzo podstawowe kwestie, który każdy adept żłobka powinien rozważyć, jeszcze zanim pójdzie do przedszkola. Ale prawie każdy – nie rozważa.
    Powody są zasadniczo dwa:
    zanim trafi do przedszkola, jego umysł zostanie sparaliżowany przez księdza i jego religię.
    Oraz taki, że umysł ma zbyt leniwy, zbyt wątły i zbyt bojaźliwy.

    Takie ćwiczenie w odwróceniu perspektywy – nie człowiek patrzący na bozię, ale z pozycji bozi spojrzenie za wszechświat, którego Ziemia jest ziarenkiem, a człowiek molekułą ziarenka, jest bardzo pouczające. I bardzo proste. Ale – rzadko stosowane, z powyższych powodów. Nawet prostota i praktyczna dostępność takiej metody jest wykorzystywana przez niewielu. Co widać bo nadmiarze bełkotu na blogu.

    Bozia to w ogóle fajny zawodnik. Wymyślił sobie człowieka, dla własnej chwały, ale nie poinformował go o tym, żeby mył ręce. Przez zarazki na niemytych rękach, od zarania ludzkiego [współczesnego] gatunku, czyli około 150 tysięcy lat, ludzie, zwłaszcza dzieci, marli jak muchy. Ze standardowej 10-12 dzieci rodzonych (w bólach, a jakże) dzieci, 7 – 10 umierało z powodu zakażeń i brudu. WYŁĄCZNIE Z TEGO POWODU ludzie umierali. Za te miliardy bezsensownych śmierci, zmarnowanej wartości, która nie ma ceny, za zmarnowanie wartości, nad które nie ma nic cenniejszego, odpowiada tylko i wyłącznie bozia. Niezależnie bowiem od niepoinformowaniu o koniecznej higienie, bozia wyprodukował bakcyle, zarazki, mikroby bardziej zjadliwe i śmiertelne,niż setki najtajniejszych wojskowych laboratoriów.
    Powiedzmy jednak, że bakcyle bozia wyprodukował w ramach „bioróżnorodności”, żeby się różne zwierzątka i roślinki nie nudziły i miały rozrywkę w postaci wszelkiego rodzaju chorób.
    Z niepoinformowania w sprawie higieny nic bozi nie tłumaczy. Miliardy musiały umrzeć, zwykle w cierpieniu, by wreszcie, raptem kilkadziesiąt, albo i mniej lat temu, powszechne (w miarę) stało się dbanie o higienę. Przez co o wiele mniej życia umiera.
    Nie chce mi się wydłużać wątku o dalsze analizy. Samo to dyskwalifikuje bozię, jako coś całkowicie niemożliwego, lub całkowicie zdegenerowanego pychą i cynizmem.
    Co do ludzi, tych, co zawzięcie chcą trzymać się swoich religianckich skrzywień i rojeń, chcą się bawić w puste wyliczanki co tam bozia w biblii powiedział czy zrobił i jaka to świętość nad świętości – mam za idiotów, tępaków, bądź ludzi skrzywionych osobowościowo przez skażenie cynizmem, bezradnością i zniewolonych, a więc nieżyjących życiem autentycznym.
    Tych, co pomijają to, o czym wyżej piszę, a i to, co Ty piszesz, mam za cyników. Przejście do porządki dziennego nad czymś takim jest czystym cynizmem. Dlatego większość prawidłowo wierzących to ludzie szerzący zło.

  79. A poza tym @tanaka wszyscy zdrowi?

    Mówienie o monoteistycznym Bogu, że na całym świecie bród, smród i ubóstwo to jego sprawka w kontekście „fijoła” jakiego mieli religijni Żydzi na punkcie kąpieli rytualnych może o jednym tylko świadczyć…

    Pozwolisz @Tanaka ,że chwilowo nie będę upubliczniał diagnozy.

    A może podzielisz się jak wśród ateistów kultywowany był kontakt z wodą, że o środkach higieny osobistej nie wspomnę.

  80. I jeszcze jedno.
    Nie wiem jak postrzegasz wpływ religii na świat,jak definiujeszz postęp i jakich miar używasz do określenia tempa rozwoju, ale przyjmuje na potrzeby polemiki z grójeckimi ateistami,że XIX wiek stanowi cezurę określającą spadek dotychczasowych wpływów religii i katolickiego Kościoła.
    I proszę ( a posiadasz chyba taką wiedzę) wyobraź sobie kondycję kulturowo-cywilizacyjną ówczesnego świata poddanego „tyranii” kościelnego państwa i tej części świata gdzie ten wpływ był żaden albo znikomy
    Porównaj sobie te 2 światy . Poziom nauki, sztuki, kulturę dnia codziennego,wykształcenie społeczeństw, potęgę militarną.

    Porównaj, pomyśl i wyciągnij odpowiednie wnioski.
    To naprawdę nie boli.
    A jakby co do zostaw robotę do rana,

  81. @Aaronu. To, że bez religii da się żyć, bez konfliktów z prawem i w zgodzie ze sobą oraz najbliższymi, świadczy przykład mojej osoby i paru innych, których znam. Znam też takich, którzy w ogóle nie chodzili na lekcje religii i też radzą sobie całkiem nieźle. Gadanie, że bez religii ludzkość czeka armagedon jest idiotycznym powtarzaniem durnowatych katechizmów oraz nawijki sukienkowych zboczeńców regularnie stosowanej wobec ciemnego ludu.
    Nikt religii nie spycha „do roli kulturowej ciekawostki” – ona sama to robi, stojąc w rozkroku pomiędzy tym, co wymusza na niej postęp kulturowy, a tym, co musi być do oślepnięcia powtarzane, by kłamstwo nabrało rangę prawdy – inaczej tę całą religię już dawno szlag by trafił.
    Poza tym, jak myślisz, z czego wynika exodus młodych ludzi z tej Polski? Ano w dużej mierze właśnie stąd, że w tej Polsce twoi ziomale w sukienkach trzymają się kurczowo sterowaniem życiem ciemnych ludzi, w imię nagród po śmierci… Bo co ta religia może oferować człowiekowi za jego życia? Puste obietnice i rachunki za usługi kościelne bez wystawiania faktur lub chociażby paragonów.

  82. Tanaka
    21.27
    „Bozia to w ogóle fajny zawodnik. Wymyślił sobie człowieka, dla własnej chwały, ale nie poinformował go o tym, żeby mył ręce”

    Chociaż Prawo Mojżeszowe służyło głównie duchowemu pożytkowi Izraelitów i pozwalało im zachować odrębność od narodów pogańskich, analiza jego przepisów dotyczących odżywiania się i higieny wyjawia, że zapobiegało również szerzeniu się wielu chorób, m.in. chorób zakaźnych przebiegających z silną gorączką.

    1) Izraelici na co dzień nie jadali dużo mięsa, ale gdy jakaś rodzina chciała zabić zwierzę domowe, przyprowadzała je do sanktuarium. Mięso spożywano po tym, jak kapłan ofiarował część zwierzęcia na ołtarzu i wziął swoją porcję. Niektóre ofiary współuczestnictwa zjadano tego samego dnia. Inne można było zjeść na drugi dzień, ale potem resztę mięsa należało spalić. Przepisy te były szczególnie przydatne z uwagi na gorący klimat Palestyny. Chroniły Izraelitów przed zatruciami pokarmowymi wywoływanymi przez toksyny o działaniu gorączkotwórczym, które powstają podczas gwałtownego namnażania się groźnych mikroorganizmów w źle przechowywanym mięsie.

    2) Zapadaniu na różne choroby przebiegające z gorączką może sprzyjać spożywanie mięsa pewnych stworzeń, których Izraelitom nie wolno było jeść, np. świni, zająca, zwierząt i ptaków padlinożernych, gryzoni oraz niektórych zwierząt wodnych (Kpł 11:1-31).
    3) Przepisy sanitarne zabezpieczały naczynia używane do przygotowywania posiłków oraz zapasy wody pitnej przed zakażeniem zarazkami wywołującymi dur brzuszny i podobne choroby (Kpł 11:32-38).
    4) Każdy, kto dotknął padłego zwierzęcia lub zjadł trochę jego mięsa, musiał się oczyścić; zapobiegało to rozprzestrzenianiu się drobnoustrojów odpowiedzialnych za pewne choroby objawiające się gorączką (Kpł 11:39, 40).
    5) Nakaz przysypywania ziemią odchodów oraz krwi chronił przed takimi chorobami, jak np. zapalenie wątroby (Kpł 17:13; Pwt 23:12, 13).
    6) Prawa moralne praktycznie eliminowały wszelkie choroby przenoszone drogą płciową, które mogą zaatakować każdy narząd i często przebiegają z gorączką (Kpł 18:20, 22, 23).
    7) Przepisy dotyczące kwarantanny zapobiegały szerzeniu się chorób zakaźnych (Kpł 13; Lb 19:11, 12, 16; 31:19).

    Pozdrawiam.

  83. Śpiewanie w chórze anielskim nie bardzo mi odpowiada. Czy nie ma jakiejś religii obiecujacej raj z zimnym piwem lub „all inclusive”?

  84. Widzę @Kochanie, że lubisz seks na ostro. Szkoda że nie pojawia się już na tym blogu inna krwawa Mary pod nickiem @Krzysia – bylibyście dobraną parą. Na pożegnanie opowiem ci stary śląski wic. Rankiem w PKS-ie jedna kobitka do drugiej: – Gerda, czymu żeś se golf oblekła w taki gorąc? – No bo obejrzyj sie co mi tem mój chop na szyi porobił (odparła pokazując malinki). – No to się nie wstydej, niech ludzie wią jak un cie kocho… Na co Gerda: – Ino un mi to robi kombinerkoma…

  85. Aaron i dezerter – wiecie kto w niebie wstaje najwcześniej?
    „Pedały” – bo kto rano wstaje, temu pan buk daje……

    to tyle co do słowa pisanego i mondrości ludowych

  86. sugadaddy – mag to taka pańcia. Wiesz – Dzieci w Brukseli……..nooo – sam wiesz….LOL

  87. Drogi Sir Jarku

    A propos jakości Twojego dowcipu to od razu przypominają się słowa lokaja Smierdiakowa z powieści” Braci Karamazow”, a powiedział ów pracownik najemny mniej więcej tak:
    „To w Boga wierzyć powiadam , jest w naszych czasach niepostępowo”.

    I na kanwie tych słów dochodzę do trzech – wcale wzajemnie się niewykluczających – wniosków.

    Wniosek pierwszy. Jesteś fanem twórczości prozatorskiej Fiodora Dostojewskiego.
    Wniosek drugi. Jesteś z miasta. Jak na mój węch, przynajmniej powiatowego
    Wniosek trzeci. Dotyczący wykonywanej profesji. Tego chwilowo nie będę wyjawiał, aczkolwiek swoje typy mam.

  88. sugadaddy
    Sir Jarek, to taki pańcio, co w Londynie chyba przebywa co najmniej często.
    Nooo, sam wiesz… Łoł

  89. @bib.
    2 listopada o godz. 7:22

    I jaki morał z tego kiepskiego żartu? Będziesz teraz utyskiwał i zasłaniał się kolejnymi, hanysowymi żarcikami, pochodzącymi z menelstwa śląskich pijaczków?

  90. hahahahahahah – a to ci kij w mrowisko……..szanowna pańcio – LOL a nie łoł……..
    Aaron – chcesz powiedzieć, że mądrości ludowe są be??? jakieś oświadczenia buka, że nie daje rano masz?

  91. mag – tak często jak Twoje dzieci w Brukseli?

  92. @Pan Kowalczyk,

    Szanowny panie Kowalczyk, mocno mnie Pan zaskoczył odpowiedzią Panu S.
    Wydawać by się mogło, że tego rodzaju komentarze nie wymagają odpowiedzi, szkoda czasu i atłasu, nie o to jednak chodzi.

    Pisze Pan:

    „Jest Pan (wciąż żywym) przykładem, że ateizm nie chroni przed ciemniactwem.”

    Najwyrażniej uważał Pan, że ateizm jest / był taką ochroną, zupełnie tak samo jak pogląd wyrażany przez część wierzących, że jedynie wierzący może być człowiekiem moralnym.

    Co do życia i śmierci najwięksi filozofowie nic nie wskórali i Panu się też nie uda.
    Lepiej pisać o życiu.

    Uszanowanie.

  93. Sir Jarek
    Bezinteresowne i durne złośliwości (bo com ci uczyniła?), czyli odruchowe „czepiactwo” to przejaw/wyraz raczej małości ducha i rozumku niż cnót polemisty na blogu służącym wymianie opinii.
    Bez odpowiedzi.

  94. maciek.g, nie posiada żadnej wiedzy o tzw. chorobach psychicznych, jakie nękają ludzkość od zarania dziejów. Wszystkie objawienia, czy inne doznania wymykające się racjonalnym uzasadnieniom, są tychże chorób wynikiem.
    Mogą to być poważne i uciążliwe dolegliwości, lub tylko takie jakimi charakteryzują się różni „cudotwórcy” święcie wierzący w swe nadprzyrodzone moce – np. różdżkarze, czy inni szamani.
    Ludzie kiedyś, a i dzisiaj jest sporo takich, wierzyli w proroctwa własnych snów – czy sny się na prawdę sprawdzają? Czy maciek.g chodzi do wróżbity?
    Wystarczy krótkotrwały brak dopływu tlenu do mózgu i mamy głęboko upośledzone dziecko, twierdzenie, że jakieś dusze ludzkie, gdzieś tam wędrują w zaświatach – czyli gdzie? – jest atawizmem odziedziczonym po przodkach, którzy, którzy na różne sposoby próbowali „przedłużyć” sobie życie na ziemi.
    Zresztą bazują na tym nadal wszystkie religie, bredząc coś o życiu po życiu.
    Wynika to z niechęci do pogodzenia się z tym, że, jak wszystko na tym świecie, człowiek po prostu przestanie istnieć. A żyć może, co najwyżej, w czyichś wspomnieniach. Też do czasu.
    Cały ten cyrk, jaki ma miejsce na cmentarzach, to właśnie potwierdza; nieistniejące już często trupy, ciągle traktuje się jak żywych i potrzebujących tych wszystkich zachodów, jakim poddaje się ich groby.
    A tak na marginesie; po kiego diabła trupy mają zmartwychwstać, skoro ich dusze są ciągle żywe i sądzone przez najwyższą instancję na bieżąco?

  95. mag – w sumie masz rację. Wybacz.

  96. Myslałem że tylko dziecko może wymyślac takie dyrdymały jak przykładowo tekst „Bozia to w ogóle fajny zawodnik. Wymyślił sobie człowieka, dla własnej chwały …” , a okazuje się że i dorosłym się to przydarza gdy zapdzają sie w chęciach dokopania religii.
    Faktem jest że lata błędnego myślenia o sprawach wiary, religii. błędny, nieprawdziwy obraz Boga może doprowadzić do odrzucenia wiary lub ignorancji religijnej. To plus zdziecinniałe rozumienie Boga, powodują, że religia staje się dla wielu ludzi śmieszna.
    Niestety ci co mieli wiarę wyjaśniać zajęli się przede wszystkim wzmacnianiem swego oddziaływania na ludzi dla korzyści stricte materialnych, a czasem i z pychy władzy. Odrzucają oni wszystko co mogło by ich wpływy na ludzi osłabić i przy obecnym dostępie do informacji zaczyna to być widoczne i powoduje szybkie odchodzenie od wyjaśniających , a często i od wiary.
    Z tego powodu widać szczególne na tym blogu jak durnie wypowiadają się o Bogu przeciwnicy religii i kościoła (głównie katolickiego)

  97. zyta2003
    31 października o godz. 3:54

    A ja mam na tablicy korkowej cytacik, a dokładniej to wycinek z gazety: „Thanks COD it’s FRYDAY” i się wiernie stosuję, zastepując czasami jeden, czy drugi składnik „kuzynami”….

    Pisze gospodarz, że Walentynki i Hallowen przyszły do nas komercyjnie, więc powtórzę przewrotnie myśl pewną …

    A czy przypadkiem, kościół katolicki też nie pojawił się u nas komercyjnie?

    Od ponad tysiąca lat kręsą u nas swoje lody, a ponieważ najlepsze są w czasach słabości państwa, to robią co mogą, by państwo nie rosło w siłę. O co zresztą najłatwiej, gdy w obywatelu, jest jak najmniej obywatela.

    A co do boga, to pozwolę sobie na cytatcik z Sztucznych Fiołków:

    https://www.facebook.com/SztuczneFiolki/photos/a.483789074973669.115138.483774998308410/869960129689893/?type=1&theater

    Więc przy okazji Dziadów, ktore mi się najbardziej podobają, z możliwych do wyboru opcji, to wypada żałować, że daliśmy sobie odebrać tą ostatnią pogańską tradycję i zastąpić sztuczną kościelną zadusznością.

  98. sugadaddy
    2 listopada o godz. 12:01
    napisał
    „maciek.g, nie posiada żadnej wiedzy o tzw. chorobach psychicznych, jakie nękają ludzkość od zarania dziejów”
    I zastanawiam się na jakiej podstawie wyciągnął taki wniosek?
    Co ma wspólnego uszkodzenie mózgu z powodu braku tlenu do tego? Przecież to nie powoduje choroby psychicznej? Co ma to wspólnego z wiara o wędrówce dusz? To co piszesz dalej nie wyjaśnia skąd wyciągnąłeś ten wniosek.
    Ten cyrk na cmentarzach to po prostu polska tradycja mająca korzenie w pogańskich dziadach , w innych krajach jest inaczej
    http://sciaga.pl/tekst/29450-30-swieto_zmarlych_w_roznych_religiach_i_krajach

  99. Sir Jarek
    Wybaczam.

  100. „To nasz pogląd decyduje, jak przeżywamy rzeczywistość, która zgodnie z buddyjskim poglądem jest pozbawiona immanentnej esencji i nic jej nie wiadomo o naszych pomysłach na jej naturę. Jak mówi wschodnie przysłowie: Jeśli jesteś na boso, zamiast pokrywać świat skórą, załóż buty…” – KP za AP

  101. Chyba muszę coś wyjaśnić; jak łatwo zauważyć, moje wpisy polegają raczej na pewnego rodzaju wyśmiewaniu wiary w różne gusła w tym także Boga.
    Oprócz kilku „inteligentnych inaczej” nikt z uczestników tego bloga nie podejmowałby dyskusji, mającej rozstrzygnąć, czy np. kamień to organizm żywy, czy też martwy. Byłoby to, na pewno, bezcelowe.
    Tak samo bezcelowe jest spieranie się, czy bóg istnieje, czy też nie.
    Chociaż z moich wpisów można wywnioskować, że w żadne byty pozaziemskie, czy inne cuda niewidy nie wierzę, to przekonywanie kogokolwiek do tego uważam za absurd.
    W tej materii pozostaję ignostykiem, gdyż spraw tych, w żaden sposób nie da się udowodnić co potwierdzają wysiłki czynione przez różnych religiantów dowodzące jakoby Bóg był bytem udowodnionym. (Głównym argumentem przez nich stosowanym, jest żądanie udowodnienia, że go nie ma – sprytne)
    Co do wiary w „wędrujące dusze” maćka. g , to proponuję, aby wyjaśnił skąd posiada wiedzę na ten temat. Czyżby jego dusza gdzieś powędrowała? I niech od razu napisze co mu zapisał lekarz, żeby powróciła – to może się przydać innym doświadczającym tego fenomenu. A to, że tzw. tradycja to często gęsto zwykły cyrk, niech świadczy słynny taniec z obrazami, który gdzieś tam się ciągle kultywuje. I nie jest żadnym argumentem twierdzenie, że coś cyrkiem nie jest, bo jest tradycją. Komuś szwankuje logika.
    PS. Dodam jeszcze, że tzw. „born again christians” twierdzą, że właśnie nawiązali osobiste relacje z Jezusem; czyli mówiąc po ludzku, wiodą z nim długie rozmowy, co zdarza się osobom popadającym w jakiś obłęd. Inni też gadają niekoniecznie z Jezusem – tyle że wszystko to odbywa się w ich mózgach i nikt jeszcze nie słyszał głosu ich rozmówcy. To się da leczyć. Podobnie jak religianctwo.

  102. Nasz świat

    Loteria cyfr
    i dobór genów
    szantaż silniejszych
    i lęk słabych
    tworzą nasz świat
    który tworzymy
    i z którym ciągle przegrywamy

  103. Rafał Kochan
    31 października o godz. 17:14

    Na ile zredukował pan swoje atawistyczne odruchy i oswoił pan śmierć, okaże się dopiero wtedy, gdy stanie z nią pan twarzą w twarz. Kwestia nieistnienia to coś innego, niż ciemny pokój.

  104. sugadaddy
    2 listopada o godz. 15:22

    Ilość „gadających z Jezusem” zawsze była obfita. Miło jest bowiem powoływać się na takie koleżeństwo. Kłopot z tym, że gadający, nie mają dowodu, że gadali z Jezusem. Mógł to być św.Maurycy, św. Bonifacy, albo sandał św. Jakuba.
    W sumie więc dzieje się to co zawsze z religiantami – chorują na pychę. Mimo, że nieustannie przed nią przestrzegają.

  105. sugadaddy
    12.01

    „A tak na marginesie; po kiego diabła trupy mają zmartwychwstać, skoro ich dusze są ciągle żywe i sądzone przez najwyższą instancję na bieżąco” ?

    Bardzo ciekawe pytanie.

    A tak na marginesie; gdzie czytałeś, że człowiek posiada „nieśmiertelną duszę” ?

    Pozdrawiam.

  106. Wśród „gadających z Jezusem” przeważały chyba zakonnice, które uznały Go za swego Oblubieńca.
    Jeśli się nie mylę, to np. św. Tereska i inne panie, łącznie chyba z „naszą” siostrą Faustyną. Coś tam czytałam i pamiętam, że uderzył mnie nieskrywany nawet, a raczej mimowolnie ujawniany erotyzm, jaki emanował z ich wynurzeń natchnionych.
    Zresztą zachowania, czy spisane wypowiedzi rozmaitych osób, nie tylko kobiet, uznanych potem za święte, bardzo często zdradzają objawy zaburzeń psychicznych, niekoniecznie akurat na tle seksualnym.
    Pewnie wyważam otwarte drzwi, ale tak mi jakoś przyszło do głowy.

  107. @dezerter
    A tak na poważnie: co to dusza ?!

  108. sugadaddy
    2 listopada o godz. 15:22
    A skąd to wymysliłeś cytuję „Co do wiary w “wędrujące dusze” maćka. g , to proponuję, aby wyjaśnił skąd posiada wiedzę na ten temat. ”
    bo ja sobie nie przypominam bym coś na ten temat pisał?
    Podaj link to takiej mej wypowiedzi

  109. Gadacie nie na temat poruszony przez autora, ale ciekawie i sympatycznie, więc się przyłączę.
    Kwestie osobistych objawień to temat z pogranicza mistyki, psychiatrii i magii, skomplikowany i raczej przeze mnie odrzucany, jako całkowicie niejednoznaczny, właśnie poprzez swój indywidualny charakter. Narzucanie tych wizji oraz ich interpretacji innym jako prawd objawionych, o ile nie jest objawem zaburzeń psychicznych, rzeczywiście jest pychą pierwszej wody i tu wyjątkowo zgodzę się z naczelnym antyklerykałem tego forum Tanaką.
    Jak zwrócił(a) (?) uwagę mag, część tych wizji ma niewątpliwie erotyczny charakter, dotyczy to szczególnie „dziewic konsekrowanych”, które duchowo zaślubiają Jezusa, co w przypadku osobowości histerycznej może przeobrazić się w coś o bardziej cielesnym charakterze. Takiemu o. Pio, najbardziej moim zdaniem odpustowej wersji świętego, ukazywały się demony pod postacią nagich kobiet. Żeby było bardziej skomplikowanie- ukazywał mu się również Szatan pod postacią Matki Boskiej.
    A z drugiej strony mamy skromną, w połowie niepiśmienną kobiecinę Faustynę Kowalską, popełniającą wyśmienitą literaturę mistyczną, badaną przez lekarzy psychiatrów i wedle ówczesnej wiedzy medycznej- całkowicie zdrową psychicznie.

  110. publicyst
    2 listopada o godz. 18:50
    Pytanie co prawda do dezertera, ale się wetnę masz wyjaśnienie w sztuce Jana Drdy Igraszki z Diabłem.

  111. publicyst
    18.50
    „A tak na poważnie: co to dusza ?!”

    „DUSZA” W BIBLII

    Biblia została spisana głównie po hebrajsku i grecku. Wspominając o duszy, pisarze biblijni posługiwali się hebrajskim słowem néfesz lub greckim psyché. Te dwa wyrazy występują w Biblii ponad 800 razy. W Przekładzie Nowego Świata konsekwentnie są tłumaczone na „duszę”. Po przeanalizowaniu ich kontekstu widać wyraźnie, że w Piśmie Świętym zasadniczo odnoszą się 1) do człowieka, 2) do zwierzęcia i 3) do życia człowieka lub zwierzęcia. Przyjrzyjmy się tym trzem znaczeniom w różnych wersetach.

    Człowiek. „Za dni Noego (…) niewiele osób, to jest osiem dusz, zostało bezpiecznie przeprowadzonych przez wodę” (1 Piotra 3:20). Słowo „dusze” oznacza w tym miejscu ludzi — Noego i jego żonę oraz trzech ich synów z żonami. Podobnie jest w Księdze Wyjścia 16:16, gdzie we wskazówkach co do zbierania manny powiedziano Izraelitom: „Nazbierajcie trochę (…) według liczby dusz, które każdy z was ma w swoim namiocie”. A zatem ilość zbieranej manny zależała od liczby osób w rodzinie. Inne przykłady użycia wyrazów „dusza” lub „dusze” w odniesieniu do człowieka bądź grupy ludzi można znaleźć chociażby w Księdze Rodzaju 46:18, Jozuego 11:11, Dziejach Apostolskich 27:37 i w Liście do Rzymian 13:1.

    Zwierzę. W biblijnej relacji o stwarzaniu czytamy: „Przemówił Bóg: ‚Niech się zaroją wody rojem dusz żyjących i niech stworzenia latające latają nad ziemią po obliczu przestworza niebios’. I przemówił Bóg: ‚Niech ziemia wyda żyjące dusze według ich rodzajów, zwierzę domowe i inne poruszające się zwierzę oraz dzikie zwierzę ziemi według jego rodzaju’. I tak się stało” (Rodzaju 1:20, 24). We fragmencie tym ryby, jak też zwierzęta domowe i dzikie zostały określone takim samym słowem: „dusze”. Rozmaite zwierzęta, w tym również ptaki, nazwano duszami także w Księdze Rodzaju 9:10, Kapłańskiej 11:46 oraz Liczb 31:28.

    Życie. „Dusza” czasami oznacza czyjeś życie. Bóg rzekł do Mojżesza: „Pomarli wszyscy mężowie, którzy nastawali na twoją duszę” (Wyjścia 4:19). Na co czyhali wrogowie Mojżesza? Na jego życie. A gdy wcześniej Rachela rodziła Beniamina, „jej dusza uchodziła (ona bowiem umarła)” (Rodzaju 35:16-19). Rachela straciła wtedy życie. Warto też zwrócić uwagę na wypowiedź Jezusa: „Ja jestem wspaniałym pasterzem; wspaniały pasterz daje swą duszę za owce” (Jana 10:11). Wiadomo, że Jezus oddał za ludzkość swoje życie. W wersetach tych więc słowo „dusza” jednoznacznie odnosi się do czyjegoś życia. Więcej takich przykładów znajdziemy w Księdze 1 Królów 17:17-23, w Ewangelii według Mateusza 10:39 i Jana 15:13, a także w Dziejach Apostolskich 20:10.

    W całej tej Księdze ani razu nie pojawiają się określenia „nieśmiertelny” czy „wieczny” w zestawieniu ze słowem „dusza”. Przeciwnie, Pismo Święte wyraźnie mówi, że dusza umiera, to znaczy jest śmiertelna (Ezechiela 18:4, 20). Dlatego martwą osobę nieraz nazywa po prostu „zmarłą duszą” (Kapłańska 21:11).

    Pozdrawiam.

  112. publicyst
    2 listopada o godz. 18:50
    A poważniej to zainteresuj się filozofijką hinduska bo tam jasno rozdziela się stronę fizyczną materialna i i niematerialną

  113. Rafał Kochan
    ” … najpierw ludzie wierzyli w wielu bogów; potem w jednego ….”.

    Historycznie najpierw był animizm i od tego czasu można mówić o sztuce (jaskinie Lascaux, Altamira) i religii (pochówki sakralne w tzw. kulturze magdaleńskiej). Przedtem rodzaj ludzki raczej należał do świata zwierzęcego albo był na pograniczu. Później dopiero nastąpiła era politeizmu (wielobóstwo – nota bene do dziś w Indiach) i celtyckie Halloween to właśnie ten etap rozowoju religii. Dopiero następnie pojawił się monotezim. „Progresistom” i ateistom zafascynowanym Halloween przypominam, że w stosunku do monoteizmu (chrześcijaństwo, judaizm, islam) jest to regres a nie progres. Chcecie się nazywać regresiści?
    🙂

    ” …. a teraz nie ma potrzeby wiary nawet w jednego [Boga] … Polska (…) i pare jeszcze innych zacofanych cywilizacyjnie państw zatrzymało się na XIX wieku. Ale hello, mamy wiek już XXI”!

    W XIX wieku fundamentalni pozytywiści (wśród nich było wielu ateistów) także mawialii: hello, mamy XIX wiek, wiek węgla i pary. Nietzsche ogłosił nawet śmierc Boga – po czym sam oszalał i umarł.

    Nie ulega wątpliwośći, że w XXIV wieku jakiś przyszły „kochan” powie: hello (coś-tam-coś-tam) mamy XXIV wiek.
    🙂

  114. Redaktor pisze:
    „Ateista może żywić równie głębokie przekonanie, a właściwie po prostu wiedzieć, że śmiertelność wszelkich organizmów jest podstawowym faktem rzeczywistości, a jednak nie zdoła ani sobie, ani komukolwiek wyjaśnić nieusuwalnego doznania absurdalności tego faktu.”

    czyli nic tylko się „pochlastać”.
    Pochlastać się musi sugadaddy, tanaka, rafał kochan, lonefather.

    Ja oczywiście na pełnym luzie, bez jakiegokolwiek dyskomfortu przejdę kiedyś na drugą stronę tęczy, a wy panowie…

    Ale pomogę wam nieco w bólu. Musimy przecież sobie pomagać.
    Gratis. Na koszt firmy.

    Otóż wyobraźcie sobie Tanako, Rafale Kochanie, sugadaddy i inni, że nie ma śmierci. Każde nawet najmniejsze życie jest wieczne. Mijają setki tysiące lat i nic się nie dzieje. Żadnych pogrzebów , żadnych styp itd. Pełna nuuuuda Jakie są tego konsekwencje? Ano takie, że siedzi sobie na drzewie Tanaka ( tak było na początku zdaniem waszego guru,Anglika z pochodzenia). Siedzi i myśli. Dużo myśli. W między czasie je banana .Jednego , drugiego…Skończyły się. Odpoczywa. później znów myśli…Skąd wziąć banany? Tanace banany pożycza Rafał Kochan siedzący w tym samym zagajniku, ale na innym drzewie. Jedzą obaj. Skończyły się banany u obu. W potrzebie ratuje ich sugadaddy. I tak dalej. I tak dalej.Jedzą.Ależ ile można jeść banany. W końcu żygają, jedzą, żygają , jedzą i nic się ciekawego nie dzieje. Kompletne nic.
    Co to za życie, kiedy nawet umrzeć nie można. Myśli tak Tanaka

    A teraz z innej parafii. To już w ramach pomocy. Zabobonny pomaga ateistom. Ciekawe, czy podziękują

    Otóż śmierć jest potrzebna. Bez śmierci siedziałby człowiek na drzewie i nawet Chińczycy nie nadążyliby z produkcją bananów.
    Warunkiem ewolucji ( a dzięki niej człowiek zsuwał się kolejno z gałązki na gałązkę aż postawił nogę na ziemi) jest śmierć. To kolejna wymiana pokoleń (wymiana i postęp dokonywany dzięki pozytywnym mutatcjom w DNA) spowodowała,że Tanaka, Rafał Kochan, lonefather zamiast siedzieć na drzewie jak ich starsi bracia z bananami w zębach siedzą przed komputerem i …
    I pomyślcie panowie wymienieni już kilkakrotnie z imienia i nazwiska, że dzięki waszej śmierci w wyniku ewolucyjnego postępu w końcu, w Polsce rządzić będą…a…a…

    A g… prawda, tak nigdy się nie stanie. Ateiści nigdy nie dojdą do władzy w Polsce.

  115. dezerter
    2 listopada o godz. 19:11
    W Twojej wyliczance mającej dokumentować śmiertelność duszy pominąłeś „Martwe dusze” Gogola.

  116. mag

    ” … uderzył mnie nieskrywany nawet, a raczej mimowolnie ujawniany erotyzm, jaki emanował z ich wynurzeń natchnionych”.

    Św. Teresa z Ávili to sprawa dość znana. Kościół do takich przeżyć mistycznych podchodził z pewnym dystansem.

    O tych sprawach pisał już Leszek Kołakowski przed pół wiekiem („Świadomość religijna i więź kościelna”. PWN Warszawa 1965). Kołakowski był jednak człowiekiem rozsądnym i nie wnioskował z tego, że Boga nie ma.

  117. mopus11
    20.23

    „W Twojej wyliczance mającej dokumentować śmiertelność duszy pominąłeś “Martwe dusze” Gogola.”

    Dzięki za uzupełnienie.

    Skupiłem się oczywiście na Biblii. Ze źródeł poza biblijnych warto przypomnieć popularne terminy: angielski – „S.O.S.” (Save our Souls – ratujcie nasze dusze); i polskie: „nie ma tu żywej duszy” (gdy nie zastaliśmy nikogo w domu) oraz „jedz ile dusza zapragnie” (do kogoś głodnego).

    Pozdrawiam.

  118. Aaron Sprezyner

    Ateista mógłby walczyć ze strachem przed śmiercią poprzez analogie do czasu zanim został poczęty. Przecież wtedy nie istniał. Czy to go to bolało, było niewygodne, powodowało skowyt duszy? Ano nie. Ale z dziwnych powodów słaba to pociecha dla ateisty, więc musi on naprawdę sporo się napracować, żeby nieustanie głuszyć ten strach przed śmiercią. Codziennie, w każdej minucie musi coś w tej sprawie zrobić.
    Choćby się upić. 🙂

  119. Aaron
    20.20

    „A g… prawda, tak nigdy się nie stanie. Ateiści nigdy nie dojdą do władzy w Polsce.”

    A kto aktualnie sprawuje władzę w Polsce wg. Ciebie ? Wierzący ?
    Naprawdę uważasz, że wystarczy zawiesić krzyż w parlamencie, żeby stać się wierzącym ?

    A co Ciebie przekonuje, że Polacy w większości są „wierzący”? Ich deklaracje słowne ? Przecież nie jesteś ślepy, prawda ?

    Pozdrawiam.

  120. Mauro Rossi

    A czy ja sugerowałam na przykładzie św. Teresy, że Boga nie ma?
    Jeśli już, to tylko niezmiennie poddaję w wątpliwość „instytucję” wyświęcania błogosławionych i świętych. No bo cóż my, zwykli śmiertelnicy, możemy wiedzieć, kto tak naprawdę zasługuje na tzw. aureolę.
    Myślę, że chyba każdy z nas spotkał w życiu kogoś, kto być może na nią zapracował całym swoim życiem, bo autentycznie służył innym, był fantastycznym, empatycznym człowiekiem a jednocześnie obojętnym religijnie lub wręcz ateistą.

  121. mag
    2 listopada o godz. 21:22
    100% trafne.
    Nic dziwnego, że ci święci ogłaszani przez “instytucję” jakoś nie porywają młodych.

  122. Trudniej być ateistą niż wierzyć w boga. To nic odkrywczego i jakiś polski biskup nawet namawiał do wiary w swojego Boga argumentując, że to upraszcza życie. Ateista nie ma gotowych recept na to, co jest dobre a co złe, skąd się bierze życie i dlaczego znika – i poza tymi podstawowymi kwestiami nie ma gotowych recept na mnóstwo innych. Taki stan byłby bardzo fajny, ale, niestety, ateista ma takie samo albo i większe niż wierzący poczucie obowiązku bycia przyzwoitym człowiekiem.
    Ja jakoś nie potrafię pójść na łatwiznę, mimo szczerych chęci pozostaję przy niewierze. Mam więcej wątpliwości, mniej wytrychów i prostych odpowiedzi na trudne pytania – ale czuję, że to jest uczciwe, przez co jestem bliżej marzenia o byciu porządnym człowiekiem.

  123. @maciek.g

    Nie żeby się czepiać, ale proszę o pomoc.

    A gdybym ja chciał zostać świętym „porywającym młodzież” to jakim wymaganiom – Twoim zdaniem – powinienem sprostać?
    Czym miałbym się wykazać, żeby polska młodzież śpiewała na mój temat przejmujące religijne songi.

  124. Szanowni religijni i ateisci

    Wasze spory czasmi prowadzone jezykiem nienawisci sa nieracjonalne. Zamiast pracowac nad tym co was laczy a 20% Amerykanow uwaza siebie za osoby uduchowine ale nie wierzace w boga wy obrzucacie siebie nawzajem inwektywami. Wszystkich was i mnie razem z wami laczy zycie duchowe. To ze jestem pozbawiny wiary w boga nie czyni mnie innym czlowiekiem od was wierzacych Jezusa czy Mahometa. Szanujcie mnie jesli chcecie byc szanowani. Zabierzcie swoje uduchowienie do domu tak jak ja to robie ze swoim zycien duchowym. Szanujmy sie nawzajem bo laczy nas wiecej niz dzieli. Pamietajcie lekcje totalitaryzmu tutaj uklon w strone Passenta i Urbana gdy komunizm stal sie nowa religia, wojny protestanckokatolickie, nawracanie na jedyna sluszna wiare proroka Mahometa.

    Peace

    Slawomirski

  125. Tera bede mówil ja czyli Aaron Sprezyner
    2 listopada o godz. 22:20
    Młodzi szukają ideałów , ale dla nich nie jest to ktoś modlący się całymi godzinami i mający pecha, że go za te publiczne wyznawanie wiary pobito czy zabito. Niestety w kościele świętym najłatwiej zostać gdy jest się męczennikiem za wiarę, natomiast ktoś działający dla ludzi i narażający siebie i i swój dostatek na szwank i zawsze mimo problemów pogodny i gotowy by pomagać tym co jej potrzebują świętym nie zostanie , a w odczuciu społecznym on bardziej na to miano zasługuje. Zwykle tak jest, że tacy ludzie unikają poklasku i nie robią wokół siebie szumu. Gdyby jednak media takiego dostrzegły i pokazały to miały on spore szanse na to co nazwałem „porwaniem młodych”

  126. @sugadaddy
    „A tak na marginesie; po kiego diabła trupy mają zmartwychwstać, skoro ich dusze są ciągle żywe i sądzone przez najwyższą instancję na bieżąco?”

    Sprawa ma podłoże historyczne.
    Z cytatów przytoczonych przez dezertera, jak i cytatów z Koheleta dość jasno wynika, że żydzi po prostu nie mieli koncepcji nieśmiertelnej duszy. Dla ludzi piszących Biblię człowiek to wyłącznie ciało, w którym nośnikiem życia jest krew, a nie nieśmiertelna dusza (z tego też powodu Świadkowie Jehowy tak panicznie boją się transfuzji). Dlatego koniec świata połączony ze zmartwychwstaniem ciał był im potrzebny do nadania jakiejś sensowności ludzkiej egzystencji.
    Koncepcja nieśmiertelnej duszy do chrześcijaństwa trafiła z myśli greckiej. Oto nagle w człowieku pojawił się jakiś nieśmiertelny i niematerialny element, który po śmierci ciała idzie do raju i „obcuje” z bogiem. Tyle tylko, że wraz z pojawieniem się owej nowej koncepcji bytu ludzkiego, nie zrezygnowano ze starej „materialistycznej” koncepcji biblijnej. W efekcie powstał zupełnie pozbawiony sensu i jakiejkolwiek logiki potworek w postaci chrześcijańskiej wiary zarówno w nieśmiertelną duszę (która już od razu po śmierci ciała może cieszyć się bogiem), jak i wiary w zmartwychwstanie ciał (które dostąpią zaszczytu „obcowania” z bogiem dopiero po końcu świata).

    Takich zupełnie bezsensownych i nielogicznych sposobów połączenia ze sobą różnych tradycji jest w chrześcijaństwie mnóstwo.
    Wystarczy chociażby uważnie przeczytać początek Ks. Rodzaju, aby zobaczyć, że Ewę w raju wcale nie kusił szatan, lecz waż. Nie zły duch, lecz najzwyklejszy na świecie pełzający gad. Wszystko z tego powodu, że bóg Starego Testamentu jest niezłym „sukinkotem” i wcale nie potrzebuje złego alter-ego, aby jakoś wyjaśnić zło istniejące na świecie. Bóg łagodnieje dopiero w późniejszych partiach Biblii i wówczas już musiał się na jej kartach pojawić także i szatan, jako jego zły odpowiednik.

  127. @Autor
    „Słabością ateizmu jako postawy światopoglądowej jest brak nadziei na wyjaśnienie skandalu śmierci.”
    Ależ śmierć wcale nie jest skandalem. Co więcej, jak już wcześniej ktoś to zauważył, jej wyjaśnienie jest banalnie proste na gruncie fizyki.
    Tak więc dość dużym nadużyciem jest mówienie, że ateizm jako postawa światopoglądowa posiada w tym aspekcie jakąkolwiek słabość.

  128. gramin
    3 listopada o godz. 1:15

    Dziekuje za sluszna krytyke autora i za interesujacy wpis.

    Slawomirski

  129. W dzienniku wieczornym uslyszalam, ze w diecezji nowojorskiej do konca sierpnia zostanie zamknietych 31 kosciolow. Z ponad stu parafii zostanie 55,
    Trend jest widoczny tez w ilosci zamykanych od kilku lat szkol katolickich. Potezne niegdys katolickie szkolnictwo kurczy sie ogromnie. To akurat nie do konca jest spowodowane odchodzeniem od krk, bo w tych szkolach niekoniecznie ucza sie katolickie dzieci, ale glownie tym, ze obecnie rozczarowuja one swoim dosyc scholastycznym systemem nauczania, a w miare przyzwoita szkola publiczna nie pozwoli zniknac w ogolnej masie zdolnemu dziecku i nie wszystkie sa fatalne.
    Zamykanie katolickich kosciolow oznacza jedynie, ze ludzie odchodza od religi katol. i naogol przechodzaca do innej. Moze jest pewna grupa, ktora calkowicie stracila wiare, nie wiem.

  130. zyta2003
    3 listopada o godz. 5:45

    Szanowna Pani zyta2003

    Nie sadze aby ludzie chcieli wpadac z deszczu pod rynne. Zycie bez religii jest bardziej zblizone do natury czlowieka i prawdopodobnie dlatego ludzie wybieraja ten wariant a nie kolejne zestawy bajek oferowane przez innych przebierancow. Duchowosc nas wszystkich moze byc dzisiaj zaspakajana bez potrzeby uciekania sie do tanich religijnych oszustw zaklucajacych logiczny sens naszego ziemskiego istnienia.

    Slawomirski

  131. gramin
    1.08

    1.”Dla ludzi piszących Biblię człowiek to wyłącznie ciało, w którym nośnikiem życia jest krew”

    2.”Koncepcja nieśmiertelnej duszy do chrześcijaństwa trafiła z myśli greckiej”.

    Pełna zgoda.

    3.”Wystarczy chociażby uważnie przeczytać początek Ks. Rodzaju, aby zobaczyć, że Ewę w raju wcale nie kusił szatan, lecz wąż”.

    Czy rzeczywiście tak potoczyły się wypadki w Edenie? Jezus nazwał Szatana „kłamcą i ojcem kłamstwa” (Jana 8:44). „Ojciec kłamstwa” to ktoś, kto pierwszy skłamał. A wiemy, że pierwsze kłamstwo wypowiedział wąż w Edenie. Zakwestionował on ostrzeżenie Boże, iż zjedzenie zakazanego owocu pociągnie za sobą śmierć. Rzekł do Ewy: „Z całą pewnością nie umrzecie” (Rodzaju 3:4). Bez wątpienia Jezus wiedział, kto tak naprawdę zwiódł Ewę. Kwestię tę ostatecznie rozstrzyga Objawienie dane Janowi — Jezus otwarcie utożsamił w nim „pradawnego węża” z Szatanem (Objawienie 1:1; 12:9).

    Pozdrawiam.

  132. gramin
    1.15

    „Ależ śmierć wcale nie jest skandalem”.

    Rozmyślanie o własnej śmierci jest i zawsze będzie nieprzyjemne. Dlaczego? Ponieważ odczuwamy wszczepione nam przez Boga głębokie pragnienie bezkresnego życia. W Księdze Kaznodziei 3:11 według Biblii warszawskiej czytamy o Stwórcy: „Nawet wieczność włożył w ich serca”. Dlatego też nieuchronność śmierci wzbudza w ludziach uczucie ciągłego duchowego rozdarcia.
    Tak czy inaczej, śmierć jest czymś strasznym, a lęk przed nią to zjawisko powszechne. Nic zatem dziwnego, że przeraża ona większość ludzi.
    Biblia nie potępia rozmyślania o śmierci. W Księdze Kaznodziei 7:2 czytamy nawet: „Lepiej iść do domu żałoby, niż iść do domu biesiadnego, gdyż taki jest kres wszystkich ludzi”. Zetknięcie się ze śmiercią pozwala na chwilę oderwać się od codziennych zajęć i trosk i pobudza do refleksji nad krótkością naszych dni. Dzięki temu możemy się nauczyć, jak ich nie marnotrawić i jak prowadzić bardziej owocne i celowe życie.

    Człowiek nie potrafi zrozumieć ani natury życia, ani istoty śmierci, gdyż przekracza to jego zdolność pojmowania. Jedynym godnym zaufania autorytetem w tych sprawach jest nasz Stwórca. U Niego „jest źródło życia” i do Niego „należą drogi wyjścia ze śmierci” (Psalm 36:9; 68:20).

    Jak dobrze, że Biblia wskazuje, iż śmierć nie musi być końcem wszystkiego.

    Pozdrawiam.

  133. Śmierć przeraża każdego człowieka. Ludziom religijnym strach uśmierza nadzieja zmartwychwstania. To ponadlogiczne odwołanie się do świata, którego nie da się zweryfikować, też wielu stawiającym sobie pytania „uwiera”. A więc nie jest im tak łatwo jak Pan Redaktor pisze. Usiłują to zagłuszyć argumentami o „słabości wiary” itd Ludzie poszukujący odpowiedzi zawsze cierpią na swój sposób. Myślę, że każdy z nas tak naprawdę bierze pod uwagę dwa wyjścia tzn że świat nadprzyrodzony istnieje i … nie istnieje. Robi to nawet Jego Eminencja Papież czy Dalaj-Lama. Wszyscy jesteśmy „ukrytymi” albo też i „praktykującymi” agnostykami. Bo po prostu śmierć nas przerasta.
    Dezerterze<szanowny
    Pana cytaty z poezji pasterskiej nie dają odpowiedzi. Wręcz odwrotnie – usiłują jedynie zagłuszyć. To tak jakby Neandertalczykowi dać do ręki laptopa, albo na problem Eboli w Afryce znaleźć rozwiązanie… posłania im bomby atomowej. Rzeczywiście "wielki jest wszechmocy" i "nieogarniony"… no i w tym jest właśnie jego problem 🙂 Pozdrawiam

  134. @etanim@gmx.de
    3 listopada o godz. 8:24

    „Śmierć przeraża każdego człowieka.”
    ====================

    Gówno prawda. Mnie nie przeraża. Niby dlaczego ma przerażać, skoro żyję tak, jakbym jutro już miał nie żyć? Skoro zaakceptowałem śmierć w swoim życiu? Skoro jej się nie boję, bo niby co mam do stracenia?
    Nie wyobrażam sobie życia wiecznego. Śmierć nadaje sens życiu. Religijne bajeczki o zmartwychwstaniu, sądzeniu i życiu wiecznym tzw. duszy są zwyczajnymi, populistycznymi bredniami, którymi faszeruje się tępych ludzi od tysięcy lat. Nie rozumiem, jak można bać się własnej śmierci (pomijam aspekt bólu i cierpienia fizycznego) i tego, że życie człowieka zaczyna oraz kończy tutaj, na Ziemi. Na wymioty mnie zbiera na samą myśl, że niby za dobre sprawowanie będę żył wiecznie, gdzieś tam, przy bogu. Jak można dawać się karmić się tego typu bzdurami??? Tępy człowiek religijny lubi obietnice; lubi być niewolnikiem, laleczką w rękach jakichś mistycznych bytów….

  135. Słuchałam wczoraj „Babilonu” na TVN24. Chyba jedynego programu publicystycznego, jaki mogę słuchać i oglądać bez narażania się na wkur..enie.
    Dyskutują między sobą wyłącznie kobiety o różnych poglądach, ale faceci powinni od nich uczyć się umiejętności dialogu.
    Między innymi mowa była właśnie o życiu po życiu.
    Zadziwiła mnie Barbara Labuda, bardzo mądra przecież i racjonalna pani, która twierdzi, że wierzy w reinkarnację.
    Kurcze, też bym chciała, bo jednak to brzmi optymistycznie.
    Jeśli można mówić o jakiejś wierze w tej akurat materii, to mi przemawia do wyobraźni antyczna maksyma – non omnis moriar.

  136. @mag.

    „Jeśli można mówić o jakiejś wierze w tej akurat materii, to mi przemawia do wyobraźni antyczna maksyma – non omnis moriar.”
    ===================================

    Zależy, jak tę maksymę rozumieć. W kontekście sztuki czy w kontekście nauki?
    W każdym razie jest to mądra maksyma – nie ulega wątpliwości.
    Tak czy inaczej, nie każdy musi płodzić dzieci, by pozostać „nieśmiertelnym” biorąc pod uwagę rozwój ludzkości.

  137. Drogi Rafale Kochanie.

    Pragnę nieśmiało zauważyć, że żyjemy w wolnym i demokratycznym kraju o który wielu z nas walczyło. Ja może z mniejszym zaangażowaniem brałem udział w tym zrywie niepodległościowym , ale jak sobie przypominam dzisiaj w tamtych pamiętnych czasach miałem bzika na punkcie zbierania grzybów.
    Tym samym każdy z nas oddający się metafizycznym refleksjom nie jest już narażony na ryzyko perfidnej indoktrynacji ze strony jedynie słusznej ideologii
    W tym miejscu chciałbym wyrazić nadzieję, że nie jest Twoim zamiarem -z chwilą kiedy ateiści dojdą do władzy – wystąpić z propozycją wydania dekretu zakazującego wiary w życie wieczne.
    Moim zdaniem byłoby to bardzo nierozsądne i znając przekorę polskiego społeczeństwa mogłoby przynieść wręcz odwrotne skutki.

  138. @Aaronu.

    Guzik mnie obchodzi czy ateiści dojdą do władzy, a także to, jakie podejmą oni decyzje w sprawie tych ludzi, którzy przypalani gorącym żelazem, nie wyrzekną się swojej religii.
    Póki co mainstream polityczny w Polsce jest pszenno-buraczany, czyli taki, w którym dominuje pro-religijna prostytucja.
    Niechaj zachowane będą podstawowe prawa jednostki do decydowania o swoim życiu i zdrowiu, a wówczas nikt nie piśnie nic złego na temat twoich sukienkowych zboczeńców.

  139. etanim@gmx.de, pisze, ze smierć przeraża każdego; chyba większość tak, ale samobójcy ją jednak wybierają – życie przeraża ich bardziej.
    Jest też coraz więcej osób poddających się eutanazji.
    Czasy się zmieniają, ludzie wybierają „wolność” od bólu i cierpienia; to religia każe cierpieć w imię jakiegoś boga, który to podobno bardzo lubi.
    Mam nadzieję, że eutanazja, wbrew religiantom, stanie się powszechna wszędzie.
    Wychodzi na to, ze jesteśmy bardziej ludzcy wobec chorego psa, któremu oszczędzimy cierpień dając go „uśpić”, a bez zahamowań patrzymy jak nasi bliscy cierpią męki. Ot, taki paradoks.
    PS. U nas to jeszcze daleka droga, wpierw trzeba zacząć uśmierzać ból cierpiącym, co w/g niektórych też jest niezgodne z wolą bożą.

  140. ateizm nie może być słaby, albo w coś wierzysz albo nie i tyle w temacie 🙂

  141. Rafał KOCHAN@
    Co innego strach, a co innego akceptacja. Oczywiście, że śmierć (w końcu) akceptujemy, bo nie mamy innego wyjścia. Strach jednak moim zdaniem zawsze pozostanie. Strach przed nieznanym, albo nicością. Wydaje mi się (oczywiście bardzo subiektywnie), że tylko ludzie głupi nie boją się śmierci, bo może nie żyją w pełni. To chyba trochę odwaga na pokaz, gdzieś tam w szczerości z samym sobą jakiś strach pozostaje. I nie ma co się oszukiwać.
    sugadaddy@
    Można bać się i śmierci i życia zarazem. Samobójca czy wybierający eutanazję wybiera dla siebie „lepsze” wyjście. Czy to ból fizyczny, czy jakiś egzystencjalny ból istnienia może mieć taką siłę, by przełamać strach przed śmiercią. I w pełni to szanuję. Życie jest tylko naszą i wyłącznie naszą własnością.
    Jako agnostyk pozostawiam tą sprawę nierozstrzygniętą w moim życiu. Nie ufam ani religiom, ani ateizmowi w tym względzie. Są rzeczy, które nas po prostu przerastają. Warto zająć się czymś, co daje nam szczęście tu i teraz. Pozdrawiam was drodzy moi.

  142. @etanim@gmx.de
    3 listopada o godz. 12:42

    Żadna odwaga na pokaz. Jeśli ma się przekonanie, że nadchodzi taki dzień, kiedy światło gaśnie i żegnamy się bezpowrotnie z tym światem, to czego się tu bać? Religiant będzie sie bał czyśćca, bo będzie czekał na osądzenie przez brodatego boga. A ateista czego się ma bać? Że zgodnie z jego wolą robaki go po miesiącu zjedzą? Mnie nie przeraża nicość i samotność człowieka we wszechświecie, ale fascynuje! Myślę, że ludzie nie doceniają tego faktu, jacy są oni wyjątkowi, zarówno w kontekście gatunku, jak i jednostki, a także jak cenne i unikalne jest ich życie. Tę unikalność nadaje właśnie śmierć.
    Zatem nie wmawiaj mi, że ktoś tu się oszukuje.

  143. Rafał Kochan
    Najbardziej podoba mi się w maksymie, która w tłumaczeniu z łaciny na polski brzmi – „nie wszystek umrę” jest jej uniwersalizm i że tak powiem, podejście demokratyczne do kondycji ludzkiej, nie znające żadnych przedziałów i podziałów.
    Ktoś zostawia po sobie tylko zacnych potomków (oby zacnych), bo nie wyróżniał się szczególnymi talentami, ale kto wie, co jeszcze się z „tych” akurat genów wyłoni w przyszłości?
    Po kimś innym pozostaje mniej lub bardziej wybitny dorobek w jakiejś dziedzinie.
    I o to chyba chodzi! Viva la muerte!

  144. Ciekawe. Chcialem skomentowac artykul Macieja Zieby z Rzeczpospolitej na temat Leszka Kolakowskiego. Kiedy juz przepisalem kilka cytatow, nagle znikl moj tekst i pojawil l sie napis: Przepraszamy ale tego artykulu nie mozna komentowac!!!
    Wiecjak kto ciekawy to radze zajrzec do Rzepy 25-26 pazdizernik

  145. wiec tak oglednie napisze, ze kiedy Szawel marksista stal sie Pawlem chrzescijaninem, opuszczajac teren nauki wszedl na ziemie mistyczna, gdzie nie da sie ani niczego udowodnic ani sfalsyfikowac, bo * zeby wiare krzewic, potrzebna jest wiara, nie zas intelektualne zapewnienie o spolecznej uzytecznosci wiary* Slowem aby krzewic wiare trzeba miec wiare, Co moze odnosic sie do kazdej wiary w krasnoludki, smoki, strzygi i inne poludnice.
    Co sie z tym czlowiekiem stalo ? A byl to dla mnie wzor precyzyjnego wyslawiania sie, blyskotliwosci mysli.

  146. Jeszcze jeden cytat, moze czujna cenzura nie zauwazy ?
    *calkowita sekularyzacja oznaczalaby po prostu totalitaryzm. Dostepu do do sacrum, do Transcendencji nie zapewniaja nam jednak filozofowie czy uczeni, ale kaplanie( o ile oni zyja w wierze)
    Cos w tym jest; dostepu do krasnoludkow nie zapewniaja nam niewierzacy w krasnoludki kaplanie, a ze uczeni, to samo przez sie sie rozumie.

  147. Skoro tak partiami wchodzi to jeszcze jeden cytat
    *nieobecnosc Jezusa zapowiada smierc cywilizacji, ktorej spadkobiercami wciaz jestesmy* – napisal niegdysiejszy marksista, dialektyczny materialista Szawel przemieniony w Pawla.

  148. Lewy
    3 listopada o godz. 14:19
    Do krzewienia wiary nie jest konieczne jej posiadanie.

    Co do cenzora – pewnie pisałeś długo, więc system odrzucił taki wpis. Przed kliknięciem „opublikuj” skopiuj tekst, a jeśli pojawi się komunikat: nie można komentować, cofnij się z powrotem do okienka wpisu, wklej tekst i znowu kliknij „opublikuj”. Sprawdziłem, przechodzi.

  149. Tanaka
    3 listopada o godz. 14:36
    Dzieki. Ale rzecz polega na tym, ze ten napis pojawil sie, kiedy ja jeszcze pisalem. Ale nie wazne, kilka cytatow wystarczy. A pan Ojciec Zieba ma ucieche, ze takiego tuza intelektualnego Kosciol schwytal w swe sieci. Dzieki temu Kolakowski nie bedzie opluwany, tak jak to Kosciol robil z Wolterem, o ktorym pisano takie *sprawdzone*wiadomosci, ze przed smiercia jadl kał, bo mu diabel podsuwal jako czekolade.

  150. …”że wie, dlaczego i/lub dla kogo umiera”… Gdy umiera dziecko, to dla kogo umiera? Nie ma wyjaśnienia, bo nie może dla kogoś umrzeć, jest to strata straszna i to niewypowiedziana. Czy jestem wierzący jeżeli nie widzę się w życiu po śmierci? Siebie nie widzę, ale najbliższych tak. Czy to ma w ogóle jakikolwiek sens?
    pozdrawiam

  151. etanim@gmx.de
    3 listopada o godz. 8:24

    Dezerterze<szanowny
    "Pana cytaty z poezji pasterskiej nie dają odpowiedzi. Wręcz odwrotnie – usiłują jedynie zagłuszyć".

    A szanowny Pan dobrze zna tę "poezję pasterską", że z takim przekonaniem się o niej wypowiada ?

    Pozdrawiam.

  152. gramin
    Dzięki za świetny wpis (nie pomyślałam wcześniej o tych sprzecznościach, jest to dla mnie pewne odkrycie).

    A co do maritum
    Śmierci nie ma co się bać. Jak można bać się nieistnienia?
    Jeśli czegoś się boję, to umierania, bo w naszym katolickim kraju nie ma litości dla umierających.

  153. dezerter
    3 listopada o godz. 6:38

    A wiemy, że pierwsze kłamstwo wypowiedział wąż w Edenie. Zakwestionował on ostrzeżenie Boże, iż zjedzenie zakazanego owocu pociągnie za sobą śmierć.

    Szanowny Panie dezerter

    Panskie wpisny sa powtarzaniem bajek zaslyszanych w dziecinstwie. Zalecalem niemarnowanie czasu na blogu ateistycznym i modlenie sie za moja dusze ale pan wybiera grzeszny styl zycia i kuma sie z ateistami na blogu redaktora Kowalczyka. Czy naprawde chce pan stracic swoje zludzenia?

    Slawomirski

  154. I w końcu odbędzie się losowanie głównej nagrody w ogłoszonym przeze mnie kilka tygodni konkursie .

    Konkurs zawierał pytanie:
    „Co kryje się pod pojęciem ateizm grójecki?”
    Nagrodą jest:
    sponsorowana przeze mnie podroż do Częstochowy. Jako gwóźdź specjalny programu oczywiście przewidziana jest wizyta w jasnogórskim klasztorze spotkanie z przełożonym klasztoru,
    albo
    możliwość obejrzenia kolejnego spotkania ligowego piłkarzy miejscowego Rakowa Częstochowa.

    Oczywiście na początku podaję prawidłową odpowiedź.
    A brzmi ona tak:

    Leży sobie… (w tym miejscu wpisujemy swój ateistyczny nick) w jabłoniowym sadzie pod drzewem ( odmiana drzewa nie ma w tym momencie większego znaczenia) dajmy na to @Tanaka.
    Leży i mysli. Myśli i marzy o dorodnym jabłku. Czerwonym , pachnącym jabłuszku. Nie tylko myśli, ale również mamrocze pod nosem:
    – Panie Boże spraw aby to piękne, czerwone jabłuszko spadło tuż koło mnie.
    Modli się @Tanaka ,modli i nic. Jablko jak wisiało na drzewie tak wisi.
    Panie Boże ,a może jednak. Jabłko ani drgnie.
    I nagle obok przechodzi znany Anglik – Izaak Newton. idzie i słyszy błagania @Tanaki.
    W końcu podchodzi do drzewa i trzęsie jedną gałęzią.
    Trzęsie Newton Izaak i spada piękne pachnące, czerwone…
    …i nagle @Tanaka doznaje olśnienia i zdenerwowany mówi kategorycznym głosem:
    Teraz wiem, że nie ma Boga to tylko fakt, że „między dowolną parą ciał posiadających masy pojawia się siła przyciągająca, która działa na linii łączącej ich środki mas, a jej wartość rośnie z iloczynem ich mas i maleje z kwadratem odległości.”.

    I tak to dzięki jabłku został @tanaka ateistą.
    Przypominam, że największym zagłębiem sadowniczym w Polsce są okolice Grójca i stąd dla upamiętnia tego wiekopomnego wydarzenia z udziałem @tanaki termin -Ateizm grójecki.

    Niestety wśród wielu odpowiedzi nie znaleziono żadnej , dlatego też główna nagroda zostaje u organizatora konkursu, czyli u mnie.

  155. Sz.Panie Redaktorze,
    problem „postawiony” przez Pana ma jakość problemów blogowych prof.Hartmana. Dla mnie jako ateisty śmierć jest naturalną koleją rzeczy – BIOLOGICZNĄ. Jak ktoś chce niech doszukuje się sensu/bezsensu w śmierci/życiu od tego się ma wolność. Ale w realiach RPjakiśtamnumer mnie zadziwia kilka sprawa:
    – o „początku” życia wypowiada się autorytatywnie p. Zoll, profesor prawa prowiniencji krakowskiej a jako taki to wierny wyznawca KK. Gdyby panu profesorowi się chciało choć trochę zapoznać z biologią to musiałby przyznać, że „początek” to nie jest proces „zero-jedynkowy”!!
    – ponieważ ruszyłem sprawę WIARY – bo to WIARA a nie wiedza sprawiła, że p. Zoll tak a nie inaczej traktuje sprawę początku to wypadałoby zapytać p. Zolla: a kiedy jest koniec życia? A tu odpowiedzi udzielają nam pp. Terlikowski, FRONDa i jakiśtam dominikanin (lekarz!!!). Bo brak reakcji pnia mózgowego dla tych panów nie jest dowodem śmierci!!! (jak by ktoś zapytał o co chodzi to chodzi o kasę według zasady „kasa, misiu, kasa”. Obawiam się, że prof.Religa miałby dzisiaj mnóstwo problemów z uzyskaniem zgody na pobranie/przeszczepy serca bo…..klauzula sumienia. A tu anegdota z wywiadu O.Innocentego Bocheńskiego w TP ale przed JPII. Oglądając zdjęcie z jakiejś konferencji episkopatu polskiego stwierdził: ALE SIĘ CHŁOPSTWO POZUBIERAŁO.
    – ALE jeszcze poważaniejszą sprawa jest następująca: stosowne zapisy „o życiu” mają konstytucja RPjakiśtamnumer i Szwajcarii. Ale w Szwajcarii z zapisu „każdy ma prawo do życia” wyciągnięto wniosek: KAŻDY MA PRAWO DO ŚMIERCI a więc decydowania o swojej ŚMIERCI. Jakie jest podejście w RPjakiśtamnumer, wiadomo. Mnie nurtuje: dlaczego w jednym miejscu Europy są tak diametralne podejścia. Dla informacji: katolicy stanowią większość obywateli Szwajcarii.
    I to by było na tyle.
    PS. Jako Ślązak (mnie „nie ma” dla Polaków) i ateista (tym bardziej mnie „nie ma” dla Polaków) sprawa zwisa kalafiorem. Niech się Polacy martwią.

  156. mag
    3 listopada o godz. 10:13

    Szanowna Pani mag

    Nie ma niczego zlego w wierze w reinkarnacje. Moja znajoma Hinduska wierzy w reinkarnacje. Zly jest monopol na duchowosc czlowieka czego doswiadcza pani w katolickiej Polsce. Nie wszystkie kobiety musza myslec tak samo jak pani. Swoja droga skad u pani ten niezdrowy feminizm…

    Slawomirski

  157. @Tera bede
    Ales chlopie namotal z tym jablkiem i Newtonem. Taka wysilinona ironia to zawsze cos na poczatek. Pewnie niezle sie usmiales, ze tak dowcipnie opisales geneze ateizmu Tanaki.A jak jeszcze dorzuciles Grojec i sady podwarszawskich badylarzy, to nic tylko kupa smiechu.
    Ech Aaronku kochany, mam taka rade, jak opowiadasz smieszne rzeczy, to zrob tak zeby inni sie smiali, a ty nie. Bo prawdziwy komik nigdy sie nie smieja np. Chaplin, a ty zarykujesz sie jak taki jednoosobowy sitcom.

  158. Ten na „A” robi wszystko, żeby ktoś, broń panie boże, nie zapomniał jaki z niego idiota; ale właściwie nie ma co się dziwić – gdyby idiota zdawał sobie sprawę ze stanu swego umysłu, przestałby nim być.
    PS. I ta duma bijąca z jego wpisów, duma z bycia ciemniakiem – połączenie zaiste piekielne – ciemniak i do tego dureń, pogratulować dobrego samopoczucia.

  159. Slawomirski
    3 listopada o godz. 16:56

    „Pańskie wpisy są powtarzaniem bajek zasłyszanych w dzieciństwie”.

    Szanowny Panie Slawomirski !

    W przeciwieństwie do Pana, już od kilku dziesięcioleci staram się wnikliwie analizować treść tych „bajek”, wciąż sprawdzam też, czy naprawdę mają solidne podstawy.

    Rok po roku dowodów przybywa, a to z kolei umacnia moją wiarę i pogłębia moje przekonanie, że faktycznie zawierają one prawdę.

    Pozdrawiam.

  160. @Lewy
    A propos jednoosobowego sitcomu

    „Nie zawsze ilość widzów w kinie świadczy o randze filmowego dzieła.”
    Moje.

  161. @Tera bede
    Lol, to prawie jak Woody Allen. Moze sypnalbys jeszcze jakims takim paradoksem, zeby sam Bernard Shaw ci pozazdroscil?

  162. @Aaronku.

    Jesteś dużym już chłopczykiem i powinieneś wiedzieć, że do sztuki, nawet (szczególnie) tak plugawej, jak ta o charakterze masowym, potrzebny jest odbiorca. Dlatego rozważ czy aby na pewno warto coś tu chrzanić trzy-po-trzy, wiedząc, że nikt tego nie czyta?

  163. Co do smierci, to przypomnialmi sie taki dosc wstrzasajacy fragment z ksiazki(kurcze zapomnialem nazwiska autora). Otoz byl on w Oswiecimiu i w stanie agonalnym wieziono go na stosie sztywnych trupow do krematorium. Patrzal jak powoli oddalaja sie baraki i w tym momencie przyszla mu do glowy taka bolesna mysl:Jaka szkoda opuszczac na zawsze taki piekny oboz koncentracyjny. Ktos zauwazyl, ze zyje i sciagnieto go z wozka.
    I na tym polega istota smierci; jest to smutek opuszczenia miejsca, do ktorego przywiazalismy sie i polubili. Moze to byc palac, wspaniala rodzina, przyjaciele, jakies projekty i nagle trzeba to opuscic, nawet *piekny oboz koncentracyjny*.

  164. dezerter
    3 listopada o godz. 18:10

    Szanowny Panie dezerter

    Ja pana nie wylecze z religijnej psychozy. Zal mi ludzi takich jak pan.

    Slawomirski

  165. Lewy
    3 listopada o godz. 18:28

    Szanowny Panie Lewy

    Zalozenie ze do konca zycia jestesmy sprawni psychicznie jest bledne. Wielu z nas odejdzie stopniowo w wyniku postepujacej demencji. Istota smierci jest utrata kontaktu z otoczeniem a nie smutek opuszczania.

    Slawomirski

  166. @sugadaddy

    Czyżby nowy konkurs na blogu Kowalczyka?

    „Ten na “A” robi wszystko, żeby ktoś, broń panie boże, nie zapomniał jaki z niego idiota”

    Mam swojego faworyta.

  167. Slawomirski
    3 listopada o godz. 18:32

    Szanowny Panie dezerter

    „Ja pana nie wylecze z religijnej psychozy. Żal mi ludzi takich jak pan”.

    To chyba nie ja potrzebuję współczucia.

    Jestem szczęśliwym człowiekiem. Czy nie tego właśnie szukamy w życiu ? A to, że mam inne priorytety niż Pan, to chyba nic złego ?

    Pozdrawiam.

  168. Sławo
    Sorry, ale co ty pieprzysz o jakimś moim „niezdrowym feminizmie”?
    Albo, że jakoby mam za złe wierzącym w reinkarnację?!
    Wciąż mnie zdumiewa, jak przedziwne wnioski potrafią wysnuwać niektórzy na podstawie czyichś wpisów na blogach.

  169. I teraz już na poważnie.
    Wbrew opiniom malkontentów taka właśnie tonacja przeważa w moich licznych postach.
    I skoro jesteśmy przy idiotach…
    Wspominałem swego czasu o dyliżansie który zaopatruje moją biblioteczkę.
    I właśnie chyba będę zmuszony „napocząć” tytuł z ostatniej dostawy.

    „Św. Idiota”. Autor Cezary Wodziński.

    A tytułowy Idiota?

    I przy okazji fragment z recenzji …Jarosława Makowskiego opublikowany na stronie jednego z internetowych sklepów:

    „Umieranie dla świata

    Już sam staroruski termin rzuca pewne światło. Otóż ,,jurod” czy ,,jurodiwyj” oznacza źródłowo coś nienaturalnego czy zniekształconego, ściśle – ,,poroniony płód”. To archaiczne, potoczne znaczenie prześwituje przez sakralny sens, jaki przypisany został terminowi ,,jurodiwyj” w wyniku przekładu greckiego słowa ,,salos” z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian: ,,My, głupi dla Chrystusa”. Jurodiwy więc to ,,szaleniec” czy ,,głupek”, ale w ,,imię Chrystusa”.

    To ,,głupiec Chrystusowy”, który z rozmysłem przyjmuje pozę ,,głupoty”, maskę ,,szaleństwa” czy ,,obłąkania”, aby ukrywać pod nią inną mądrość. Jurodiwy więc udaje, oszukuje! Ale, co intrygujące, czyni to z taką wprawą i przebiegłością, że niepodobna odróżnić go od zwykłego głupca. Ba, świat – jak przekonuje Wodziński – tak właśnie jurodiwego traktuje, obrzucając zwykle obelgami i kamieniami. Zdarza się jednak czasami, że owa maska znika. I nie tyle zmienia się jurodiwy, ile świat i człowiek odmieniają się w jego obecności. Ogarnia ich osobliwy dreszcz, niepokój i drżenie; oto bowiem święte nadchodzi czy – jak to w przypadku jurodiwego bywa – napastuje świat. Cóż to oznacza?”

  170. Sceptyczny
    2 listopada o godz. 22:19

    „Trudniej być ateistą niż wierzyć w boga. To nic odkrywczego i jakiś polski biskup nawet namawiał do wiary w swojego Boga argumentując, że to upraszcza życie”

    Jeżeli ktoś używa przykładu biskupa katolickiego jako osoby „wierzącej w Boga”, to moim skromnym zdaniem, powinien wyjaśnić, w jakiego „boga” wierzy biskup.
    Jeśli jest nim „mamona”, to rzeczywiście upraszcza ona życie.

    Pozdrawiam.

  171. dezerter
    3 listopada o godz. 19:11

    „To chyba nie ja potrzebuję współczucia. ”

    Tutaj i nie tylko pan sie myli. Wspolczucie jest jak najbardziej sluszna reakcja wrazliwego czlowieka na pozbawione zdrowego rozsadku zyciowe poczynania osob wierzacych w bogow, reinkarnacje czy ozywiona martwa nature. Wszystkie te wierzenia sa bezpodstawne a ich tlumaczenie mistycyzmem i przebieranie w forme zorganizowanej religii przeczy zaobserwowanemu otoczeniu. Dlatego to panu nalezy sie wspolczucie i prosze o jego przyjecie.

    Slawomirski

  172. mag
    3 listopada o godz. 19:12
    Sławo
    Sorry, ale co ty pieprzysz

    Ach ten pani jezyk…

    Slawomirski

  173. A tu po „staremu”… czuj duch, w zaduszny czas …

  174. Sławo
    Mój język jest prosty: tak tak, nie nie.
    Nie lubię facetów hipokryów

  175. Dziwny wpis. Śmierć to śmierć. Koniec życia. Kwestie wiary nie mają nic do rzeczy. Jakże daleko zaszliśmy od małp po istoty myślące i zastanawiające się co dalej po śmierci – ano nic. Ciekawe.

    Żadna słabość ateizmu.

  176. Dezerter@
    Co to znaczy „znać” Biblię?
    Czy to znaczy wiedzieć, ile ma ksiąg w przeróżnych kanonach, które są wynikiem sporów religijnych owładniętych walką o władzę? Czy to znaczy cytować z pamięci parę słów w archaicznej koine typu: „Logos”, „Kyrios”, czy „dikaiosyne” i błyszczeć na religijnych nasiadówach? Czy to znaczy – mówić, że się nią żyje na co dzień, bo zaspokaja się własny egoizm paroma datkami na biednych i spalaniem na stosie potępienia niewdzięcznych grzeszników?
    Dlatego pozwól, że zostanie dla mnie poezją pasterską obok takich dzieł ludzkiej literatury religijnej jak Bhagawad Gita, Al-Qur’ān, Tipitaka, Awesta, Adi Granth… I można dalej wyliczać.
    Mały cytacik z Upaniszad (dużo, dużo starsze od Twojej „Byblos” nawiasem mówiąc):
    „To, co nieprzemijające, o Gargi,
    Jest niewidzialne a widzące, niesłyszalne a słyszące,
    Nie pomyślane a myślące, nie uświadomione a będące świadomym.”
    Świetne, prawda. Tak trochę jak Izajasz albo Ezechiel. Tylko imię trochę „niekoszerne”. Pozdrawiam również

  177. Bardzo mądry i potrzebny tekst Gospodarza.

  178. etanim@gmx.de
    4 listopada o godz. 9:47

    „Mały cytacik z Upaniszad (dużo, dużo starsze od Twojej “Byblos” nawiasem mówiąc)”

    Najstarszymi tekstami hinduizmu są Wedy — zbiór modlitw i hymnów. Należą do nich Rygweda, Samaweda, Jadżurweda oraz Atharwaweda. Pow stawały w ciągu kilku stuleci, a ukończono je ok. roku 900 p.n.e.

    Upaniszady (dosłownie: „przesiadywanie u boku nauczyciela”), znane również jako wedanta, powstały mniej więcej w latach 600-300 p.n.e.

    Niekoniecznie starsze niż Biblia. Ale nie jest najważniejsze.

    Pozdrawiam.

  179. etanim@gmx.de
    4 listopada o godz. 9:47

    W ostatnim zdaniu powinno być: „nie to jest najważniejsze”.

    Istotne jest moim zdaniem co innego.

    Wielki mędrzec hinduski Mahatma Gandhi powiedział pewnego razu brytyjskiemu wicekrólowi Indii: „Gdyby nasze kraje spotkały się na gruncie nauk, które Chrystus wyłożył w Kazaniu na Górze, zostałyby rozwiązane problemy nie tylko naszych krajów, ale całego świata”.

    Nie znam podobnej wypowiedzi, kogoś znanego, na temat treści ksiąg, które przytoczył Pan w swoim komentarzu.

    To tylko „prawie” podobne księgi.

    Pozdrawiam.

  180. etanim@gmx.de
    4 listopada o godz. 9:47

    chyba nie dostaniesz odp. na swoje pytanie „co to znaczy”znać” biblię” od @dezerter
    wręcz przeciwnie 🙂

  181. Niekoniecznie starsze niż Biblia?
    A kiedyż to ona powstała? Jako kanon dopiero pod koniec I w.n.e, a formować się zaczęła ca 700 lat wcześniej.

  182. Maja
    4 listopada o godz. 10:29
    Bardzo mądry i potrzebny tekst Gospodarza.

    Szanowna Pani Maja

    Redaktor Kowalczyk pisze absurdy o absurdalnosci smierci. Prosze zaznajomic sie ze strzalka czasu po angielsku time’s arrow. Juz kilka osob zwrocilo mu na to uwage.

    Slawomirski

  183. mag
    4 listopada o godz. 1:33
    Sławo
    Mój język jest prosty

    To prosze nad nim pracowac

    .„Chodzi mi o to, aby język giętki
    Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
    A czasem był jak piorun jasny, prędki,
    A czasem smutny jako pieśń stepowa,
    A czasem jako skarga nimfy miętki,
    A czasem piękny jak aniołów mowa…
    Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.
    Strofa być winna taktem, nie wędzidłem”.

    – Juliusz Słowacki

  184. Sławo
    No i po cholerę się wymądrzasz?!
    „Natenczas Wojski” itd., że polecę – dla odmiany – Mickiewiczem . Co ty myślisz, że poezyji i miszczów nie znam?
    Może lepiej niż ty, więc mi tu nie szpanuj.
    I popracuj nie tyle nad językiem polskim (co mi zalecasz) którym posługujesz się w miarę poprawnie, co nad treścią swoich przekazów, w sensie merytorycznym głównie.
    A są one takie sobie, mówiąc eufemistycznie. Ani mądre, ani oryginalne. Ot, ble, ble, ble pana „na emigracji”, któremu coś się wydaje i który ma za złe, na ogół, ziomalom w kraju.
    Chyba najlepiej, Sławo, udają ci się kaktusy.

  185. @mag. Spokojnie. Przecież widzisz, że Sławomirskiego jasny szlag trafia, gdy Gospodarz olewa jego zaczepki. Zaczepia więc innych. Zlej go sikiem prostym.

  186. Rafał Kochan
    Dzięki za radę, ale ja mam zlać Sławo sikiem prostym, skoro nie posiadam siusiaka.
    Może masz jakiś patent dla kobitek? Chętnie skorzystam.
    Pozdro

  187. Nie żeby konkurencję robić.

    Wiersz. Autor znany. Pisany u schyłku życia(2OO3). Wzrok nie najlepszy jak to w takim wieku bywa. Słuch jak powyżej, albo jeszcze gorzej. A sam wiersz uwzględniwszy powyższe problemy „da się czytać” .A może coś więcej.

    Czesław Miłosz – „Co mnie”

    Co mnie albo i komu tam jeszcze do tego

    Że będą dalej wschody i zachody słońca,
    śnieg na górach, krokusy,
    i ludzkość ze swoimi kotami i psami?

    Co nam do tego,
    że w wielkim trzęsieniu ziemi część północnej Kalifornii
    zapadnie się w morze,

    Że rozważana będzie legalność małżeństw z komputerami,

    Że powstanie cybernetyczne cesarstwo planetarne,

    Że w roku 3000 uroczyście będzie celebrowane w Rzymie
    wstępowanie w czwarte millenium chrześcijaństwa?

    Co nam do tego – jeżeli w naszej krainie milknie zgiełk świata

    I wchodzimy w Inne, poza czas i przestrzeń.

    Na próżno w obrzędzie Dziadów kuszą nas darem jadła i napoju.

    Nie odzywamy się, bo brak języka, żeby porozumieć się z żywymi.

    I więdną bezużyteczne kwiaty, złożone kiedy byliśmy już daleko.

  188. @Tera ja będę… itd.
    Zlituj się chłopie! Nie obrzydzaj mi Miłosza ciągłym cytowaniem i powoływaniem się na niego nawet mal a propos.
    Wielkim poetą był, ale to nie powód byś sobie nim gębę wycierał tak, jak prezes Kaczor- patriota genetyczny – ojczyzną. (co „na jego wargach” niezmiennie).
    Chwatit, jak mawiają nasi bracia Słowianie ze wschodu!

  189. Tobermory
    4 listopada o godz. 17:21

    „A kiedyż to ona powstała? Jako kanon dopiero pod koniec I w.n.e, a formować się zaczęła ca 700 lat wcześniej”.

    Od 1513 roku p.n.e. do 98 r. n.e.

    Rozpoczął Mojżesz a zakończył apostoł Jan.

    Pozdrawiam.

  190. @mag
    No dobrze.
    Ale czy nie mogłabyś mi na wszelki podrzucić autora, ewentualnie kilku strof jakiejś poezji. Na przykład poezji ( albo poetyckiej prozy) zaangażowanej w jedynej słusznej sprawie.
    A jedyna słuszna sprawa na ateistycznym blogu wiadomo z czym się może kojarzyć.
    Od razu jednak zaznaczam, że Maria Konopnicka nie wzbudza moich pozytywnych emocji i prosiłbym o jakieś inne nazwisko.

  191. Modlitwa do redaktora Kowalczyka

    Doswiadczeni urologicznym dialogiem Kochana i mag osmielamy sie proscic. Panie nasz, gospodarzu i redaktorze uzyj talentu swego i przerwij nasze meczarnie albowiem zycie nasze zasluguje na wiecej. Oddajemy sie pod twoja opieke w imie piora atramentu i kartki papieru na wieki wiekow.

    Spocznij

    Slawomirski

  192. @ dezerter
    A skąd Pan ma takie ścisłe dane i daty?
    Czy sugeruje Pan, że wszystkie ewangelie powstały w I w. n.e.? To z punktu widzenia biblistyki niemożliwa do udowodnienia teza. Że nie wspomnę o problemie autorstwa konkretnych osób.

  193. @Aaronu.
    Wyręcze Mag. Czyżbyś wątpił, że w sztuce literackiej, brak jest ateistycznych akcentów?
    Prosze bardzo, pierwsze lepsze z brzegu:

    Wisława Szymborska „Nagrobek”

    Tu leży staroświecka jak przecinek
    autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek
    raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
    nie należał do żadnej z literackich grup.
    Ale też nic lepszego nie ma na mogile
    oprócz tej rymowanki, łopianu i sowy.
    Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy
    i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę.

    Wisława Szymborska „Metafizyka”

    Było, minęło.
    Było, więc minęło.
    W nieodwracalnej zawsze kolejności,
    bo taka jest reguła tej przegranej gry.
    Wniosek banalny, nie wart już pisania,
    gdyby nie fakt bezsporny,
    fakt na wieki wieków,
    na cały kosmos, jaki jest i będzie,
    że coś naprawdę było,
    póki nie minęło,
    nawet to,
    że dziś jadłeś kluski ze skwarkami.

    Z prozy: Milan Kundera „Nieznośna lekkość bytu”
    Simon Beckett ‚Czekajac na Godota”

    Filozofia: J-P Sartre „Byt i nicość”

  194. A poza tym coś mi się wydaje, że po ostatniej lekturze chyba mój cały misternie budowany świat legł w gruzy.
    Po kolei.
    Przeglądam „Socjologię religii”. I ciekawe spostrzeżenie na początek.
    Kupowałem książkę w czasach kiedy np. @Tanaka i @Rafał Kochan byli moimi najlepszymi kumplami. Teraz też tak jest, ale Oni z tego co wiem Oni na pewno nie poszli by już ze mną na piwo.
    Kupiłem i czytałem. Nie wszystko. Opuszczałem autorów którzy w przypisach widnieli jako autorzy jednoznacznie katoliccy. Nie maiłem ochoty zapoznawać się z ich naukowym dorobkiem. Pozostali (uczelnie świeckie, w większości zagraniczne) owszem. Wiedziałem czym jest religia, ale chciałem spojrzeć na religię okiem kogoś mądrzejszego. Spojrzałem. Rewelacji nie było, ale teksty kilku autorów były niezłe.

    I ostatnimi czasy pomyślałem , a jakby na te same teksty spojrzeć z mojej dzisiejszej perspektywy. Wiadomo jakiej. Przeczytałem je ponownie .Nie wszystkie. Nie opuszczałem jednak tym razem autorów jednoznacznie katolickich.
    Odbiór jednak zupełnie inny. Te zdania które kiedyś ( oczywiście nie wszystkie) działały na korzyść poprzedniej mojej postawy, dzisiaj czytałem jako suchą, beznamiętną treść, a czasami lały wprost miód na moje zabobonne serce. Oczywiscie nie zawsze tak bylo, ale fragmenty kiedy poprzednie wrażenie pozostało tłumaczyłem sobie po prostu
    „Nikt nie jest ideałem”

    A teraz ten fragment który postawił wszystko na głowie.
    Jeden z tekstów niejakiego Carriera pod tytułem (nie ważne) zawierał podrozdział zatytułowany:
    „Instytucjonalne przyczyny nawróceń religijnych”.
    Jak sam tytuł wskazuje kto wie, może niektórzy…
    Ale wracam do meritum.
    Autor dla zobrazowania tytułowego problemu posługuje się przykładem Anglika.
    Anglik (dziennikarz z zawodu) oświadcza autorowi, ze zbliżył się do anglikańskiego Kościoła wraz z podświadomą niechęcią do KK który jednak.. przyciągał go niektórymi aspektami. Twierdził, że ta „miłość” do Rzymu szczególnie miała miejsce kiedy pisał artykuły wrogie w stosunku do Kościoła, chociaż sam KK był mu raczej obojętny
    Czyli, nawrócony na anglikanizm czuł podświadomie potrzebę bronienia się przed Kościołem który mu raczej „wisiał”
    I w kilku słowach o zjawisku dysfunkcji Mertona

    Otóż dana instytucja dajmy na to KK jest czasem obecna w psychice indyferenta i przeciwnika. I psychika takiego wroga czasami płata figle i działa zupełnie na przekór
    A Jung ( nie mylić z bohaterem radzieckiej powieści dla dzieci) powiedział wprost:
    Radykalizm wobec KK służy często jako rekompensata wątpliwości lub utajonej niepewności.

    I tym samym Ci którzy jeszcze dzisiaj stoją po jednej stronie barykady – zdaniem Junga i Mertona -mogą jutro przyjmować bojową pozycję stojąc po drugiej stronie.

  195. @Aaronu.

    MOGĘ „przyjmować bojową pozycję stojąc po drugiej stronie”, tak samo jak i ty. Czyżby twoją wiarę zastępowała gdybologia katolicka?
    Tak szczerze, o co ci chodzi?

  196. @Rafał Kochan

    No dobrze 2:1

    Ale z tym Kunderą to trochę chwyt poniżej pasa, bo wszyscy Czesi to ateiści.
    No może z wyjątkiem Halika , ich Prymasa.
    Ponoć jak odprawia msze, to sam robi za ministranta.

  197. @Rafał Kochan

    Chodzi mi o to, że zdaniem tych Panów (Jung i Merton) wrogość wobec instytucjonalnej religii może oznaczać, że …

    Nie wiem , czy w moim przypadku zafunkcjonował ten mechanizm, ale wiem , że siadanie okrakiem na barykadzie to nie moja optyka. I zeskoczyłem tu, gdzie jestem obecnie.

  198. @Aaronu.

    Tego typu dywagacje jest niczym innym, jak tylko biciem piany. Równie dobrze mógłbym sie odwołać do pewnych naukowców (np. Freud), którzy twierdzą, że uległość człowieka wobec religii wynika z jego nerwicy natręctw. No i co?

  199. Zapomniałem dodać, że pisząc o czasie tworzenia kanonu Biblii, miałem na myśli Stary Testament.
    @dezerter
    swego czasu miałem okazję odbyć wiele rozmów z misjonarzami – amerykańskimi mormonami, a także rodzimymi badaczami Pisma św. (chyba też się zaliczasz).
    Mormoni jak to mormoni, 18-20-latki rzucone na głęboką wodę, z dala od rodziny i ojczyzny, po krótkiej dyskusji dawali się łatwo uwieść domowej zupie i kawałkowi świeżego ciasta. Rozmowy kończyły się na ogół partyjką chińczyka z moimi dziećmi.
    Ze Świadkami Jehowy było trudniej, ale kiedy prosiłem o pasujący cytat o dinozaurach, zaczynali się dziwnie spieszyć i umawiać na następny raz.
    Nigdy ci sami nie przyszli drugi raz. W końcu im się chyba wyczerpały zasoby ludzkie i przestali mnie nachodzić, chociaż podejmowałem bardzo przyjaźnie.
    A Ty masz może coś o dinozaurach?

  200. Tobermory
    4 listopada o godz. 21:32
    Naszej celebrytce Dodzie temat biblijnych dinozaurów odbił się bolesną czkawką, skutkiem kilkutysięcznej grzywny zaaplikowanej jej przez polski światły sąd.

  201. @mopus11. Bolesną? Przecież ona za kilka tysięcy to nie wstaje z łóżka, by wyjść na otwarcie byle jakiej knajpy lub być twarzą after party dla słodkich, nastoletnich idiotek i pryszczatych licealistów z Pcimia Dolnego.

  202. @Rafał Kochan

    Polecę trochę Lecem.

    A nie sądzisz, ze jak dwie osoby łączy jeden pogląd, czy jedna myśl to na jedną głowę przypada tylko połowa tejże myśli. I każdy uczestnik takiego dialogu może uchodzić za pół…ka.
    Tak więc lepiej pomimo wrażenia , że ubijamy pianę to każdy niech trzyma się swoich racji.
    Przynajmniej wynik dzielenia będzie liczbą całkowitą.

  203. Jacek Kowalczyk
    4 listopada o godz. 20:03

    A skąd Pan ma takie ścisłe dane i daty?
    Czy sugeruje Pan, że wszystkie ewangelie powstały w I w. n.e. ?

    Ewangelia wg Mateusza to relacja o życiu Jezusa. Od najdawniejszych czasów uważana za pierwszą powstałą Ewangelię.

    Kiedy spisana. Na końcu wielu rękopisów Ewangelii według Mateusza (wszystkie z okresu po X w. n.e.) znajdują się dopiski informujące, że powstała ona mniej więcej w ósmym roku po wstąpieniu Chrystusa do nieba (ok. 41 n.e.). Zgadza się to z wnioskami wynikającymi bezpośrednio z jej treści. Okoliczność, że nie ma w niej żadnej wzmianki o spełnieniu się proroctwa Jezusa dotyczącego zburzenia Jerozolimy, wskazuje na okres przed r. 70 (5:35; 24:16). A wyrażenie „po dziś dzień” (27:8; 28:15) świadczy, iż od rozważanych wydarzeń do chwili ich spisania upłynęło już nieco czasu.

    Spisana najpierw po hebrajsku. Najstarsza wzmianka o tym, że Mateusz pierwotnie spisał swą Ewangelię po hebrajsku, pochodzi z II w. n.e. Jej autorem jest Papiasz z Hierapolis. Wypowiedź tę cytuje Euzebiusz z Cezarei: „Mateusz spisał słowa Pańskie w języku hebrajskim” (Historia kościelna, tłum. A. Lisiecki, III, 3916). Euzebiusz powołuje się też na Orygenesa, który na początku III stulecia w swym komentarzu do czterech Ewangelii nadmienił, iż „pierwszą z nich pisał ongi celnik, a potem apostoł Jezusa Chrystusa, Mateusz, (…) w języku hebrajskim” (Historia kościelna, VI, 253-6). Hieronim (uczony żyjący na przełomie IV i V w.) oświadczył w 3 rozdz. dzieła O znakomitych mężach (tłum. W. Szołdrski, Warszawa 1970, s. 30), że Mateusz „w Judei dla Żydów, którzy uwierzyli, napisał Ewangelię Chrystusa hebrajskimi literami i słowami (…) Tekst hebrajski do dziś się przechowuje w bibliotece w Cezarei, którą męczennik Pamfilios z wielką starannością utworzył”.

    Pozdrawiam.

  204. @ dezerter
    Przepraszam Pana, ale to są kompletne bzdury.
    Proszę sięgnąć po poważniejsze źródła historyków religii chrześcijańskiej. ŻADNA z ewangelii nie została napisana przez autora, pod którego imieniem występuje. Za najwcześniejszą uważa się na ogół Marka (choć tu spór trwa). Współczesne analizy plasują jej powstanie w końcu I w. n.e., pozostałe ewangelie to raczej druga połowa II w.
    O Mojżeszu jako autorze nawet nie wspomnę, a już data 1513 r. wydaje się równie dokładna, jak wyliczona kiedyś data powstania świata. Mogę — choć z trudem — zrozumieć, że Biblia jest dla Pana przewodnikiem filozoficznym, ale traktowanie jej jak źródła informacji wydaje się co najmniej niepoważne.

  205. Jacek Kowalczyk
    4 listopada o godz. 22:11

    „Przepraszam Pana, ale to są kompletne bzdury”.

    Jeśli to są „bzdury”, to krytyczne uwagi należy raczej kierować do autorów wymienionych źródeł historycznych. Ja tylko do nich nawiązałem.

    Myślę, że szczery poszukiwacz prawdy powinien po prostu zweryfikować rzetelność tych opinii, ze wszystkich dostępnych źródeł.

    Pozdrawiam.

  206. @ dezerter
    „Myślę, że szczery poszukiwacz prawdy powinien po prostu zweryfikować rzetelność tych opinii, ze wszystkich dostępnych źródeł”.

    I przy tym pozostańmy.

  207. Chociaż moimi jedynymi sąsiadami z którymi graniczę płotem są „pasterze owiec”(dezerter wie o czym mówię) to właściwie nigdy nie próbowali zapędzić mnie do swego stada; raz ona, zaproponowała, że jeśli chcemy to możemy wziąć udział w ich modłach, ale na moje: a mieszanie krwi będzie? zamilkła i nigdy więcej nie próbowała, a raz on chciał mi wcisnąć – dobrze mi zresztą znany CD obrazujący same piękne rzeczy (motylki, kwiatki itp.jakie stworzył ICH Bóg) zadałem pytanie, czy są tam też te wszystkie wirusy, bakterie i inne parazyty, co to dzieciom nad Gangesem wyżerają oczy – jeśli tak to biorę – jeśli nie to dziękuję i przeszła mu ochota na misjonarzenie. Czasami jacyś obcy dzwonią do mych wrót, ale tych pytam o którym bogu chcą ze mną rozmawiać, co wystarcza by odmaszerowali skonsternowani.
    Jehowi chociaż nazywają rzeczy po imieniu – są pasterze i jest stado owiec i baranów, którym mącą w głowach. Poziom tego mącenia raczej żenujący.
    Jako człowiek średnio inteligentny potrafię znaleźć z moimi, o bardzo prostych umysłach, jakiś wspólny język. Żyjemy sobie obok siebie, świadcząc sobie drobne przysługi jak karmienie psów pod nieobecność pasterzy, bo to ich ciągle nosi po jakichś zgromadzeniach. On czasami węgla mi do pieca nasypie, albo powiesi, lub ściągnie budkę dla sikorki, czy innej pleszki.
    Najgorsze jest to, że oni nie chcą wychylić nosów poza swoje księgi – widocznie im z tym dobrze. Horyzonty mają raczej ograniczone. Nie ma o czym gadać.

  208. Co do świętych pism, to owszem w latach 30-tych, 40-tych XXwieku, archeolodzy znajdowali, a raczej im się zdawało, potwierdzenie zapisów biblii w swoich pracach wykopaliskowych. Po bliższym przyjrzeniu się tym dowodom, okazało się, że są one raczej nieweryfikowalnymi pobożnymi życzeniami.
    Tyle o naukowych potwierdzeniach „faktów” biblijnych.

  209. Rafał Kochan
    Nie mam siły na ping-ponga z aaronem nawiedzonym, więc dziękuję ci za występowanie również w mim imieniu.
    Masz moje błogosławieństwo (oczywiście świeckie) „w temacie”.
    Pozdro

  210. @sugadaddy
    paradoksem byłoby połączenie szerokich horyzontów i dosłownego brania tekstów Pisma 😀
    O tych wirusach, bakteriach i amebach też próbowałem…
    Ale faktem jest, że dbają o swoich współwyznawców (i nie tylko) w razie potrzeby, no i odmawiają udziału w wojnach, co wysoko cenię.

  211. sugadaddy
    4 listopada o godz. 22:38

    Chociaż moimi jedynymi sąsiadami z którymi graniczę płotem są “pasterze owiec”(dezerter wie o czym mówię) to właściwie nigdy nie próbowali zapędzić mnie do swego stada; raz ona, zaproponowała, że jeśli chcemy to możemy wziąć udział w ich modłach, ale na moje: a mieszanie krwi będzie? zamilkła i nigdy więcej nie próbowała”.

    Ja też bym zamilkł, słysząc tak głęboką myśl.

  212. Tobermory
    4 listopada o godz. 21:32

    „A Ty masz może coś o dinozaurach”?

    ● Kiedy Bóg stworzył dinozaury oraz kiedy one wymarły?

    Biblia nie zawiera w swej treści bezpośredniej odpowiedzi na te pytania. Według sprawozdania zamieszczonego w Księdze Rodzaju zwierzęta zostały stworzone w ciągu piątego i szóstego okresu stwarzania, które też bywają określane mianem „dni”. Jeżeli wyrażenie hebrajskie tłumaczone na „wielkie potwory morskie” (po hebrajsku: tanninim’) obejmuje dinozaury, które w dużej mierze żyły na podmokłych, bagnistych terenach, oznaczałoby to, że były stworzone w piątym „dniu” (Rodz. 1:21). Nie wiadomo, czy utrzymały się aż do czasu, gdy został stworzony człowiek (co nastąpiło pod koniec szóstego „dnia”).

  213. Tobermory
    22.51

    Poprzedni adres błędny . Przepraszam.
    http://tygodnik2003-2007.onet.pl/1555,1166344,0,dzial.html

    Pozdrawiam.

  214. Ide sobie dzisiaj z rana Manhattanem a tam jacys demonstranci – przebierancy. Podchodze, to demonstracja amerykanskich buddystow o orientacji tybetanskiej stosownie ubranych i odchudzonych. Etnicznych prawie wcale. „Wolnosc dla religii”, „Wolnosc dla kogos tam” , jakies spiewki – w porzadku. Za moment orientuje sie, ze to jest przeciw Dalaj Lamie, ukochanej maskotce Zachodu. Aktywisci zza plotu i sprzed plotu rozdaja ulotki. Przejrzalam. Na jednych Dalaj Lama to najwiekszy tyran swiata, a na drugich jego swietobliwosc. Co mam wybrac? Czytam wiecej. Otoz te ulotki z tyranem informuja, ze ow czlowiek pokoju, spokoju, lagodnego usmiechu tepi od lat w sposob okrutny jakis odlam religijny tybetanskich gorali. Wypedzani sa ze swoich klasztorow, dalajlamowcy drecza tych ludzi, bojkotujac, nie sprzedajac im srodkow potrzebnych do zycia…. No i oczywiscie pada fundamelntalne zawsze pytanie, a gdzie sie podziewaja pieniadze, ktore szerokim strumieniem plyna z Zachodu ( naiwnego) na walke o wolny Tybet i wolny buddyzm – Dalaj Lamy.
    Na innych ulotkach oskarzaja sie, demaskuja kolejni kandydaci na reinkarnacje, czy poszukiwacze przyszlego Lamy. Wszak ten juz jest dobrze starszym panem, wiodacym swietne zycie celebryty na Zachodzie. Nie ma to jak kolejna religia pokoju. Przeciez nie ma krolowej, prezydenta, papieza ,ktory nie jest zaszczycony spotkaniem z nim. On plecie co tamci chca uslyszec i za nic ma swoj udreczony, zyjacy w straszliwej nedzy narod. Niestety, to Chiny wyzwola tych ludzi z zycia ponizej godnosci, kiedy ich „papiez” bywa wylacznie na zachodnich salonach i z daleka pociaga niegodnie za sznurki.

  215. zyta2003
    5 listopada o godz. 1:49

    ” to Chiny wyzwola tych ludzi z zycia ponizej godnosci”

    I dostarcza im swiezo pobrane od wiezniow nerki,watroby,pluca i serca bo honorowi dawcy odeszli w przeszlosc wraz z Dalaj Lama.

    Slawomirski

  216. zyta2003
    Czasem to ci zazdroszczę życia w „ty Hameryce”.
    Nie dlatego, że ono jakieś szczególnie „jedwabne” w porównaniu z tutejszym, niby już podrasowanym dzięki przynależności Polski do UE od 10 już lat i wcześniejszemu pogonieniu „komuchów”.
    Zazdroszczę różnorodności, otwartości społeczeństwa, które niejako , na zasadzie absorpcji, „wchłania” bardzo różnych ludzi i daje im szansę życia po swojemu, a niekoniecznie życia wyłącznie „z prądem”.

  217. W sprawie dinozaurów raczej polecam film Spielberga, aniżeli wnikliwą analizę – pod katem faktograficznym- treści Biblii.
    Pismo Święte nie jest od tego.
    A teraz do czego może służyć lektura Starego i Nowego Testamentu.
    Od czasu do czasu…I tak dalej…
    Tym razem zahaczyłem o książkę będąca próbą przywrócenia współczesnemu czytelnikowi osoby Tadeusza Nowaka.
    Nowak swego czasu naprawdę był kimś.
    Jego „A jak królem, a jak katem będziesz” – nie tylko na mnie zrobiła kiedyś duże wrażenie.
    Zresztą nabywane w antykwariatach od czasu do czasu inne jego pozycje (z bibliotek publicznych raczej wycofywany)potwierdzały tylko moją pozytywna opinię z lektury „A jak Krolem…”
    Ta obecnie czytana stanowi zbiór licznych jego publicznych wypowiedzi, tekstów rozsianych po literackiej, i nie tylko prasie, wywiadów itd.
    I fragment ktory przytoczę poświęcony jest…nie, nie Czesławowi Miłoszowi, ale znanej chyba wielu osobom poetce Halinie Poświatowskiej. Autorce której poezja wśród młodzieży – swego czasu- zyskiwała sporo grono wielbicieli.
    A sama Poświatowska…Niestety wrodzona wada serca… przedwczesna śmierć…
    Nowak wspomina swoje ostatnie z nią spotkanie .Na kilka dni przed decydującą operacją.

    A oto dwa krótkie fragmenty.

    Nie pomyślałem o tym, żegnając się z Haliną na parę dni przed operacją. Wyszedłem od Niej ze szpitala, niosąc w wewnętrznej pamięci Jej wyciągniętą na pożegnanie rękę. Jej szczupłą już, przeczuwającą twarz. O tym, że Jej twarz przeczuwała, wiem dopiero teraz. Przypominam sobie leżącą u niej na łóżku Biblię. Znając Halinę domyślałem się, ze czytała Ją tak, jak się czyta sagę rodu, długą opowieść o plemieniu nieustannie poszukującym, pełnym niepokoju, ale umiejącym kochać, bić się do ostatniej kropli krwi. Sądzę, że czytając Biblię, zapomniała o swoim kruchym sercu, o stojącej przy oknie butli z tlenem, przedłużającym się oczekiwaniu na operację…

    I jeszcze jeden fragment:

    „Nikt przecież ze współczesnych poetów polskich nie umiał, nie potrafił tak pewnie, tak żarliwie pisać o rodzącym się uczuciu, o uczuciu ogarniającym do ostatniej drobiny dziewczęcą istotę. Jak można myśleć o pożegnaniu z księżniczką – chodzącym od zamku do zamku, śpiewającym z każdej wieżyczki nieustającą „Pieśń nad Pieśniami”.

  218. @mag

    A ja z kolei zawsze kiedy jestem na grobie swojej babci szczególnie jej dziękuję za jedną rzecz.
    Otóż swego czasu dziadek, babci (Świeć Panie nad Jej duszą) mąż wymyślił, że sprzeda wszystko ( kłopotu wielkiego by ponoć nie było, bo majątek był raczej skromny)i wyjedzie do Ameryki.
    Na szczęście Babcia ponoć wybiła z głowy( nie wiem czym) dziadkowi jego idiotyczną zachciankę.
    „Na szczęście” to dlatego, że być dzisiaj mieszkańcem kraju największego naszego strategicznego przyjaciela to dla mnie jedna wielka kaszanka i zacierki na mleku,.
    Piszę o „kaszance” nieprzypadkowo, bo na samą myśl o amerykańskich placówkach zbiorowego żywienia robi mi się…brrr.
    Ale nie tylko jak myślę o tym robi mi się …brr

  219. @Aaronu. Skoro Biblia nie jest od dinozaurów, to dlaczego ma być od wielkich powodzi / potopów? Nie raz i nie dwa słyszałem, jak sukienkowi abnegaci moralni powoływali się na to, że pozycja ta jest wiarygodnym dziełem w zakresie faktografii dotyczącej historii świata.

    I co z tego, ze Poświatowska łączyła się w bólu z Biblią? Pewnie przed śmiercią Jaruzelski też topił swe smutki we łzach wylanymi nad niedolą pierwszego komunisty – Jezusa Chytrusa, zaczytując się w klechdach nowotestamentowych.

    Zamiast podawać tu kiczowate wyciskacze łez z życia polskich poetów, powołuj się lepiej na coś bardziej frapującego, jeśli chodzi o wpływ Biblii na sztukę.

    Obejrzyj sobie film „Nocny Portier” i delektuj się urokiem pomysłowo zaaplikowanych w nim motywów biblijnych. To jest ciekawy temat do rozważań, a nie jakaś tam tandeta rodem z brazylijskiego serialu, którą tu starasz się wszystkim przedstawiać dla obrony swojej ślepy wiary w wyleniałą postać religii.

  220. @Drogi Rafale Kochanie!

    Ale właściwie w imię czego tak usilnie deprecjonujesz sferę sacrum?
    Swego czasu przywołałeś osobę Zygmunta Freuda.
    Freud jest autorem wielu nowatorskich projektów z dziedziny psychiatrii i pisze coś o jakichś kompleksach.
    I powiem to. Przy ludziach.
    A może ty w czasach pacholęcych myślałeś, marzyłeś o księżowskiej sutannie i jakiś nieszczęśliwy traf(chwilowo nie będę rozwijał tego wątku) sprawił,że…
    Oczywiście chciałbym się mylić ( nieszczęście innych jest również moim nieszczęściem),ale moim zdaniem wiele wskazuje na to, że tak właśnie mogło się zdarzyć.

  221. dezerter@
    Ponawiam pytanie:
    „Co to znaczy znać Biblię?”

  222. @Aaronu..

    Zamiast trzykropkowych insynuacji, pisz jak na faceta przystało – jasno i komunikatywnie.
    Chyba, ze chcesz abym przyjął twoją retorykę i zaczął insynuowac twój pobyt w seminarium i czynności, jakim zostałeś tam poddany: https://www.facebook.com/video.php?v=1566273726938575&pnref=story

    Ponadto, z tego, co piszesz, chyba nie do końca wiesz, co oznacza sfera sacrum.

  223. Pan Redaktor Pisze:
    „Słabością ateizmu jako postawy światopoglądowej jest brak nadziei na wyjaśnienie skandalu śmierci.”

    Szanowny panie Redaktorze,
    smierc nie jest zadnym skandalem tylko cena jaka wszystkie zywe organizmy
    placa za zdolnosc rozmnazania sie.
    Dzis niektorzy naiwni zdaja sie wierzyc, za jak sie przestana rozmnazac, to beda zyc wiecznie. Niestety nic z tego. Tutaj obowiazuje zasada jak w handlu z „Gazpromem”
    bierzesz towar czy nie, zaplacic musisz.
    A przeciez tylko duren jest gotow placic za nic.

  224. etanim@gmx.de
    5 listopada o godz. 10:00

    Ponawiam pytanie:
    “Co to znaczy znać Biblię?”

    Odpowiadam:

    1.Dokładnie poznać i zgodnie z intencją autora zrozumieć jej treść.
    2.Żyć zgodnie są tą wiedzą.
    3.Przyjąć Boży sposób myślenia jako swój i w zgodzie z nim podejmować decyzje życiowe.

    Pozdrawiam.

  225. @dezerter
    „Jeżeli wyrażenie hebrajskie tłumaczone na „wielkie potwory morskie” (po hebrajsku: tanninim’) obejmuje dinozaury, które w dużej mierze żyły na podmokłych, bagnistych terenach, oznaczałoby to, że były stworzone w piątym „dniu” (Rodz. 1:21). Nie wiadomo, czy utrzymały się aż do czasu, gdy został stworzony człowiek…”
    A dlaczegóż to się „nie utrzymały”?
    Nie były dobre?
    „tak stworzył Bóg wielkie potwory morskie i wszelkiego rodzaju pływające istoty żywe, którymi zaroiły się wody, oraz wszelkie ptactwo skrzydlate różnego rodzaju. Bóg widząc, że były dobre, 22 pobłogosławił je tymi słowami: «Bądźcie płodne i mnóżcie się, abyście zapełniały wody morskie, a ptactwo niechaj się rozmnaża na ziemi».

    To może i dla archeopteryksa znajdzie się miejsce w Biblii, i dla trylobita, i dla wielkiego permskiego wymierania?
    Dlaczego tylko jeden Potop?
    Bozia trenowała, próbowała, a jak nie wychodziło albo żarło za dużo, to trach – asteroidą albo wulkanem, albo zmianą bieguna?

  226. Levar
    5 listopada o godz. 10:12
    Lewarku to twoje porownanie rozmnazania sie z Gazpromem to majstersztyk mysli, troszke belkotliwej, ale niech tam. Mysl, mysl, a moze wpadnie ci za pare tygodni kolejna taka enigma typu: tylko duren jest gotow placic za nic, bo jak nie zaplaci ceny za zdolnosc rozmnazania, to naiwnie mysli ze bedzie wieczny (a moze wietrzny , wiesz od wiatru ?) A czy ty , jako nie-duren – zaplaciles za cene rozmnazania ? Czy rozmnozyles sie ?

  227. @dezerter
    Co do punktu trzeciego
    3.Przyjąć Boży sposób myślenia jako swój i w zgodzie z nim podejmować decyzje życiowe

    Ja to bym sobie spusil jakas bombe wodorowa na jakas wspolczesna Sodome i Gomore, co chyba jest w zgodzie z bozym mysleniem i takaz decyzje zyciowa chetnie bym podjal.

  228. @dezerter.
    1. „intencja autora” – Każde dzieło literackie (a takim jest bez wątpienia Biblia) posiada wielopoziomową strukturę komunikacji wewnątrztekstową i zewnątrztekstową. Odbiorca takiego dzieło nie jest w stanie zgłębić „intencji autora”, nawet, jeśli tenże autor wprost oświadczyłby, o co mu chodziło. Bierze się to stąd, że każdy komunikat składa się z kodu (języka), a ten z kolei z konkretnych znaków (słów), które mogą i mają w rzeczywistości własny świat znaczeń (semantyka), bardzo często wymykający się definitywnemu opisowi rzeczy. To dlatego wartościowe dzieła literackie mają tak rozległe możliwości interpretacyjne. Innymi słowy – chęć zrozumienia dzieła literackiego „zgodnie z intencją autora” jest fałszywym założeniem. Powinno się rozumieć treść dzieła zgodnie z tym, co zostało w nim zapisane, biorąc pod uwagę wciąż żywy język oraz nowe konteksty kulturowe, a nie dążyć do, z góry skazane na porażkę, zrozumienie „intencji twórcy”.;

    2. „Życie zgodnie z tą wiedzą” jest tkwieniem w fałszu, ponieważ każdy język ma nieograniczone możliwości interpretacyjne i podlega takiej samej ewolucji, jak kultura. Dlatego inaczej Biblię rozumiano 100 lat temu, inaczej 100 lat temu, teraz inaczej to się robi, a za 200 lat będą kolejne jej interpretacje, i tak w nieskończoność.

    3. „Przyjąć Bozy sposób” – skrajna nieodpowiedzialność i głupota. Człowiek nie jest w stanie ogarnąć bożego umysłu, nawet jeśli przyjmiemy, że biblia jest jego słowem. Nie wspominając o tym, że to moralnie jest nie do przyjęcia. Człowiek taki z góry zabezpiecza całe swoje życie od tego, co zinterpretuje ze słów zapisanych w biblii. Boi sie odpowiedzialności za własne czyny – zawsze moze wszak miec wytłumaczenie, że tak chciał jego bóg i całe zło zrzucać może na niego lub ludzi, którzy niby nie postępują z jego wytycznymi, dając sie otumaniać Szatanowi. Tacy ludzie nie maja własnej duszy, są zautomatyzowanymi robotami, które mają postępoac zgodnie z jakimiś instrukcjami. Gdzie tu jest miejsce na szczęście bycia człowiekiem? Kreowania życia zgodnie z własną wolą? Tacy ludzie są śmierdzącymi leniami i niewolnikami. Żałość.

  229. Aaaronie S.
    Znaczy się, ty w Polsce mieszkasz i lubisz kaszankę?
    To całkiem jak ja.
    Mogłam wyjechać stąd na dobre i nie wrócić wiele razy, ale jakoś tak mam, że wracałam.
    Jestem nieuleczalnie nostalgiczna w temacie ojczyzny i choć sporo jeździłam i jeżdżę po świecie, to tylko tu jest tzw. moje miejsce na ziemi.
    Łomatko, wzruszyłam się! Sorry.

  230. Drogi Rafale Kochanie!

    Muszę wyjść na przeciw twoim językoznawczym teoriom, i powiedzieć jednak, że intencją autorów biblijnych tekstów nie było to, aby w czasach kiedy o robotę trudno(czyli początek XXI wieku),dawać zajęcie licznym specom od różnych – może i momentami sensownych – lingwistycznych pomysłów, ale ich zamysł jako nieodrodnych synów żydowskiej diaspory był zupełnie inny.
    Powiedzmy w dużym skrócie, że mniej przyziemny był to cel.

  231. @Aaronu. A skąd ty wiesz, jakie były intencje autorów biblijnych? Piłeś z nimi wino mszalne i raczyłeś się kaszanką z wielbłąda? Twój duch integrował się z duchem świetym? Jakim prawem uzurpujesz sobie prawo do wyrazania przekonań na temat rzekomych intencji jakichś autorów sprzed 2 (i wcześniej) tysięcy lat? czy aby na pewno jest z tobą wszystko w porządku?

  232. dezerter
    5 listopada o godz. 11:10

    Mam prośbę o deklarację z Twojej strony: czy jesteś prostaczkiem bożym biorącym wszystko naiwnie, ciężkim durniem czy może cynikiem?
    Deklaracja ułatwia czytanie, a czasem też trawienie.

    Co do punktów:
    1.Dokładnie poznać i zgodnie z intencją autora zrozumieć jej treść.
    Ad 1A: Nie da się dokładnie poznać Biblii. 2436 denominacji chrześcijańskich oraz kilkadziesiąt odmian judaizmu to potwierdza. Każda po swojemu i każda uważa, że poznała to co niepoznawalne.
    B: intencja autora jest niepoznawalna. wyjaśnienie j.w.

    Od zarania wyznawcy autora Biblii nie tylko się kłócą nieustannie, ale i wyrzynają. Sam Kkat twierdzi, że „coraz lepiej rozumie Objawienie”. Robi tak od 2000 lat i ciągle jest „coraz lepiej…” i cały czas – źle. Rozumienie wczorajsze jest gorsze od dzisiejszego, a dzisiejsze jest gorsze od jutrzejszego. Każdy dzień „rozumienia” skutkuje obrzydliwymi, idiotycznymi i haniebnymi czynami tych co „rozumieją”.
    Każde „rozumienie i poznanie intencji autora” jest wyłącznie własną interpretacją osoby usiłującej „zrozumieć”.

    2.Żyć zgodnie są tą wiedzą.
    Ad 2: żyć można, jednak wyłącznie z własnym przekonaniem będącym treścią interpretacji, a nie tego co „powiedział” autor. Nie da się żyć zgodnie „z wiedzą”. Nie istnieje jedna, pełna, nieinterpretowalna wiedza w sprawie Biblii. Natomiast każdy kościół ustala na własny użytek zakres tej „prawdy”, „pełni” „nieunterpretowalności”. Inaczej robią to katolicy rzymscy, inaczej starokatoilicy, inaczej katolicy polscy, inaczej grekokatolicy, ortodoksi, zielonoświątkowcy, luteranie reformowani raz, dwa razy, trzy i cztery razy, kalwini, ewangelicy, mormoni czy świadkowie jehowy.
    Jeszcze inaczej to traktują żydzi. Oni są pierwszym ludem Biblii.

    3.Przyjąć Boży sposób myślenia jako swój i w zgodzie z nim podejmować decyzje życiowe.
    Ad 3: Nie da się przyjąć „bożego sposobu myślenia. Z powodów j,w, oraz takiego, że nikt nie poznał sposobu jego myślenia. Człowiek jest nieskończenie niższy od swojego autora, nie zachodzi żadna relacja poznawania „w górę”. Twierdzić, że się „zna sposób myślenia boga to bluźnierstwo w sensie religijnym, psychoza w sensie wiedzy oraz bezgraniczna pycha w rozumieniu relacji międzyludzkich.
    Nie da się „żyć zgodnie z bożym sposobem myślenia” z powodów j,w 1 – 3. Można żyć zgodnie z własnym wyobrażeniem o tym co się wyobraziło w sprawie Biblii.
    W każdym przypadku jest to życie potencjalnie zgodne, ale zawsze z fałszywymi przesłankami.

  233. Może aby zrozumieć Biblię, trzeba napruć się tymi samymi ziołami, co jej autorzy?

  234. Tobermory
    Też bym chciała wiedzieć , JAKIE to były zioła!
    Może wreszcie odnalazłabym tzw. sens życia i łatwiej pogodziła się z nieuchronnością śmierc. Nie uważasz?

  235. @Tanaka

    Nie jest mi zbyt bliski sposób podejścia do tekstów Pisma Świętego i ich interpretacji jaki reprezentuje @dezerter, dlatego w pewnych punktach zgadzam się (o, zgrozo!)z @Tanaką, ale żeby nie było tak dobrze do kilku spraw polemicznie nawiąże.
    Pisze @ Tanaka:
    „Od zarania wyznawcy autora Biblii nie tylko się kłócą nieustannie, ale i wyrzynają. ”
    @Tanaka pisze a ja się pytam:
    Jeżeli przyjąć ,że panowanie Boga zakończyło się wraz ze scjentystyczno – przyrodniczą rebelią ktora miała miejsce w XIX wieku to jaki jest „urobek” homo sapiens odwołującego się do swoich racjonalizatorskich patentów.
    Na przykład komunizm?
    Na przykład rasizm ( Gobineau)?
    Na przykład nacjonalizm?
    Na przykład faszyzm?
    Na przykład neoliberalizm?
    I tutaj z pewnym wahaniami, ale jednak…na przykład demokracja?

    To nie nikt inny jak Hitler Adolf doszedł do władzy w ramach demokratycznej procedury?
    To nie nikt inny jak nasi demokratyczni sojusznicy za oceanem przez pół XIX wieku traktowali czarnoskórych obywateli swojego państwa jak bydło. W ramach s zapisów swojej demokratycznej konstytucji
    To nie nikt inny jak ci sami demokratyczni przywódcy obywatele Wolnego Świata ( to ich ulubiony zwrot) traktują mieszkańców globu jak bydło na prerii, a sami przybrali pozę sprawiedliwych kowbojów i tym samym gotują raj na ziemi takim krajom jak (Wietnam, Irak, Afganistan,czy krajom Ameryki Łacińskiej popierając u władzy swoich przydupasów.

    To tyle w sprawie wyrzynania przez zwolenników Biblii.

    A mnogość mniej lub bardziej instytucjonalnych interpretatorów Pisma św?
    Otóż pragnę zauważyć, że panująca ostatnio demokratyczna oferta ma również wiele emanacji.
    I tak: USA, Francja, Rosja, Skandynawskie kraje, Izrael, Wenezuela, Turcja.
    To wszystko są kraje gdzie konstytucja państwa jest głównym i jedynym drogowskazem kierującym tym razem ku rajowi tu – na ziemi.
    I wbrew pozorom to ateiści i inni bezbożnicy są bardziej wytęsknieni bram raju (bo ich raj ma być tutaj),a zabobonnych perspektywa to świetlne lata i chcą z taką perspektywą żyć.
    Bo droga na skróty to nie jest metoda którą akceptują.

  236. @ Aaron etc.
    „I wbrew pozorom to ateiści i inni bezbożnicy są bardziej wytęsknieni bram raju (bo ich raj ma być tutaj),a zabobonnych perspektywa to świetlne lata i chcą z taką perspektywą żyć. Bo droga na skróty to nie jest metoda którą akceptują”.

    To już lepiej niech Pan cytuje Miłosza, zamiast zajmować się sugerowaniem, na co z wytęsknieniem oczekują wyobrażeni przez Pana ateiści (chyba czerpie Pan z doświadczenia w swoim poprzednim „wcieleniu”).

  237. @Aaronu.
    A cóż przyniosła twoja „cywilizowana” religia miłości?
    1. Wyprawy krzyżowe;
    2. Święta inkwizycja;
    3. Wyrzynanie w pień (czyli nawracanie na wiarę we właściwego boga) pogańskich autochtonów;
    4. Dawanie cichego (a często nawet głośnego) przyzwolenia na znęcanie się nad dziećmi; traktowanie kobiet przedmiotowo i pozbawianie ich należnych praw;
    5. Podpisywanie konkordatów z nazistowsko-rasistowskimi rządami poszczególnych państw (Niemcy, Włochy, Austria), a tym samym społeczne legitymizowanie tych szkodliwych systemów politycznych.

  238. Jacek Kowalczyk

    Niestety jestem w kropce. Być może sugestia abym podrzucił Milosza jest sensowna ( nawet możliwa do zrealizowania), ale jeżeli mam być narażony na komentarze @mag oskarżające mnie o wycieranie obie pyska osobą Czesławasa Miloszasa to już nie wiem co mam robić.

    A z tym rajem…

    Niczego nie odwołuje.

    Niedawno pisalem pare słow o kolejnej lekturze. „Religia dla ateistów”.
    Autor Alain de Botton. Do sprawdzenia w pierwszej lepszej księgarni internotowej.
    Cytuję. Strona 163.

    „W obecnym momencie historii niewierzący są bez porównania większymi optymistami od ludzi religijnych. – co zakrawa na ironię, biorąc pod uwagę, z jakim upodobaniem ci pierwsi szydzą z rzekomej naiwności i latwowierności tych drugich.
    To niewierzący gnani dojmującą tęsknotą za doskonałością, wyobrażają sobie, że wystraczy jeszcze tylko kilka lat wzrostu gospodarczego i rozwoju medycyny, by zbudować ziemski raj.
    Nie zdajac sobie sprawy z zawartej w tym sprzeczności, potrafią jednym tchem odrzucić wiarę w anioły i wyrazić głębokie przekonanie,że Męedzynarodowy Fundusz Walutowy, medyczne laboratoria, Dolina Krzemowa i demokracja zdolają wspólnymi silami ukeczyć wszystkie bolączki luidzkosci.”

  239. @ Aaronu
    “I wbrew pozorom to ateiści i inni bezbożnicy są bardziej wytęsknieni bram raju (bo ich raj ma być tutaj),a zabobonnych perspektywa to świetlne lata i chcą z taką perspektywą żyć. Bo droga na skróty to nie jest metoda którą akceptują”.

    Widzisz, jaki ty jesteś niekonsekwentny. Uważasz, że tacy jak ty religianci nie szukają szczęścia w życiu doczesnym, tylko mają nadzieję na dostąpienie raju po śmierci? Czyli co, twój bóg nie chce (zabronił), aby człowiek był szczęśliwy tutaj, na Ziemi?

    Jak sie ma do tego miłość? Byłeś kiedyś zakochany?

  240. Zresztą w kwietniu Polityka zamieściła wywiad z autorem tejże książki.

    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1525829,1,ateista-o-bogu—rozmowa-z-filozofem-alainem-de-bottonem.read

  241. I na specjalne życzenie Redaktora chwila z poezja Czesława Milosza.

    Chciałem dedykacje podkreślić wężykiem żeby @mag widziała, ale jakoś wężyk nie wyszedł i będzie bez wężyka.

    Wysłuchaj Czesław Miłosz

    Wysłuchaj mnie Panie, bo jestem grzesznikiem, a to znaczy, że nie mam nic
    prócz modlitwy.

    Uchroń mnie od dnia oschłości i niemocy.

    Kiedy ani lot jaskółki, ani piwonie, żonkile i irysy na rynku kwiatowym nie będą
    dla mnie znakiem Twojej chwały.

    Kiedy otoczą mnie szydercy, a ja przeciw ich argumentom nie potrafię
    przypomnieć sobie żadnego Twego cudu.

    Kiedy wydam się sobie oszustem i szalbierzem, ponieważ biorę udział
    w religijnych obrzędach.

    Kiedy Ciebie oskarżę o ustanowienie powszechnego prawa śmierci.

    Kiedy już gotów będę pokłonić się przed nicością i życie na ziemi nazwać
    diabelskim wodewilem.

  242. @Tera bede mówil ja czyli Aaron Sprezyner
    5 listopada o godz. 13:54

    Bo taka jest prawda. Człowiek, przynajmniej w wymiarze materialnym w konfrontacji z niszczycielską naturą, jest coraz bardziej szczęśliwy. Coraz dłużej żyje; jest w stanie skutecznie walczyć z coraz większą ilością chorób; posiada coraz lepsze warunki do zaspakajania własnych potrzeb cielesnych oraz intelektualnych. Właśnie na tym to polega, że dzieki rozwojowi cywilizacyjnemu człowiek czuje się coraz bardziej szcześliwy i jest to fakt niezaprzeczalny, co z jakichś powodów nie podoba się religiantom, zarówno tym w sukienkach, jak i tym, co mają nasrane we łbach.

    Oczywiście wiadomo skąd pochodzi to niezadowolenie religijnego betonu.

    Temu religijnemu betonowi bardziej pasuje, gdy człowiek jest nieszcześliwy; gdy jest biedny; gdy ma ograniczony dostęp do informacji; gdy jest z kimś skłócony i prowadzi ciągłe konfrontacje z otoczeniem. Takim motłochem jest lepiej sterować. Wszak człowiek, wobec cierpienia i braku perspektyw na zaspakajanie własnych potrzeb, jest bardziej podatny na religijne klechdy domowe; obietnice szczesliwego życia po śmierci oraz wyzwolenia z tego zaklętego siedliska zła, jakim niby jest życie na Ziemi.

  243. @ Aaron
    To, że odbyła się taka rozmowa, nie przesądza, czy autor książki mówi do rzeczy.
    Moim zdaniem to klasyczne wmawianie dziecka w brzuch. Oczywiście, wciąż są ludzie żarliwie wierzący w utopię wiecznej i powszechnej szczęśliwości tu na Ziemi, ale to tylko kolejna ludzka mrzonka. Nie sądzę, by ateiści byli szczególnie skłonni do kultywowania takich utopii.

  244. W odróżnieniu od Pana ja tę książkę czytalem od deski do deski. Wywiad czytałem po raz pierwszy. Tezy sygnalizowane w wywiadzie są szerzej rozwinięte na stronach książki.
    Rzeczywiście może wywoływać – w kontekście poetyki dyżurnych ateistów na pańskim blogu – pewien dyskomfort poznawczy delikatność Jego ateizmu i nadmierna poufałość ze światem religii, ale potrafię sobie jednak wyobrazić ateizm i ateistów którym ten punkt widzenia autora może przypaść do gustu.

  245. No dobrze, na razie kończę bytność na blogu, bo jeszcze wyjdzie że tu na etacie siedzę.
    Zapytam Żorżety może ma chwile wolnego i jakby co, to może wpadnie.

  246. Rafał KOCHAN
    5 listopada o godz. 11:59

    1. Biblia nie jest tylko dziełem literackim.

    Kluczem do jej zrozumienia jest duch Boży, Jego czynna siła, która oddziałując na umysł i serce człowieka pomaga mu wniknąć w intencję Autora tej Księgi.

    Pisarze ksiąg biblijnych pisali dzięki temu duchowi i pod jego wpływem.

    „Ale wspomożyciel, duch święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, ten was nauczy wszystkiego i przywiedzie wam na pamięć wszystko, co ja wam powiedziałem”(Jana 14:26).

    Zrozumienie tych tekstów jest także możliwe tylko dzięki pomocy tego ducha.

    „ A my nie otrzymaliśmy ducha świata, lecz ducha, który jest od Boga, abyśmy znali to, co zostało nam życzliwie dane przez Boga”(1 Koryntian 2:12).

    2. Bóg udziela Swego ducha osobom, które przejawiają określone nastawienie. Wymaga od nich: pokory , szczerości i umiłowania prawdy. Osoby, którym Bóg udziela zrozumienia Swojego Słowa , dzielą się tym darem z innymi.

    „ A ponieważ mamy takiego samego ducha wiary, jak ten, o którym napisano: „Uwierzyłem, dlatego mówiłem”, my też wierzymy i dlatego mówimy”(2 Koryntian 4:13).

    To pozwala rozpoznać w nich tych, którzy naprawdę są niewolnikami Boga. Bycie niewolnikiem Boga czyni człowieka prawdziwie wolnym. W przeciwnym razie jest on niewolnikiem własnych słabości. Żeby jednak zrozumieć tą myśl, znów potrzebne jest wsparcie ducha.

    „ Ale człowiek fizyczny nie przyjmuje spraw ducha Bożego, bo są dla niego głupstwem; i nie może ich poznać, ponieważ osądza się je duchowo”(1 Koryntian 2:14).

    Pozdrawiam serdecznie.

  247. Aleś namotał, fizyczno-duchowy niewolniku 😉
    A ja nadal nie wiem, dlaczego dinozaury nie były dobre 🙁

  248. Rządziły na Ziemi przez 135 milionów lat, a potem trach, kabumm… I nie ma 🙁
    Zjadły coś z niewłaściwego drzewa?

  249. Rafał KOCHAN
    5 listopada o godz. 14:14
    „Temu religijnemu betonowi bardziej pasuje, gdy człowiek jest nieszcześliwy; gdy jest biedny; gdy ma ograniczony dostęp do informacji; gdy jest z kimś skłócony i prowadzi ciągłe konfrontacje z otoczeniem.”
    Hm,
    jesli dobrze szanownego Pana zrozumialem, to akcja razkulaczania i zaglodzenie
    na smierc milionow ludzi w Zwiazku Sowieckim bylo dzielem „religijnego betonu”?
    To z pewnoscia tez „religijny beton” wyganial w Chinach i w Kambodzy inteligencje do pracy na wsi.
    A ten tluscioch o twarzy imbecyla, ktory rzadzi w Korei Polnocnej, to tez pewnie
    jakis religijny fanatyk?
    A przez dziesieciolecia trwania PRL-u to z pewnoscia fanatyczni katolicy zaklocali
    radio „Wolna Europa” aby utrodnic ludziom dostep do informacji?
    Pewnie oni tez glosili teorie o „zaostrzaniu sie walki klasowej”?
    No prosze, jak to warto czytac blogi „POLITYKI”. Mozna sie dowiedziec rzeczy,
    o ktorych sie filozofom nie snilo.

  250. @dezerter.,

    Sorry, ale tego typu bajdurzenie jest bezproduktywne. Być może tępe sztuki łapią się na to, gdy zaczepiasz ich w domu lub na ulicy, wciskając tej marnej jakości kit. Kto wie, może amerykańskie pastuchy bydła chwytały te bajeczki 50 lat temu, ale teraz mamy troche inne czasy. Prawda jest taka, że jeśli zalezy wam na przygarnięciu tępych, rozkojarzonych katolików (czy też innych z braci chrześcijańskiej), to musicie zastosowac bardziej wyrafinowane i pomysłowe metody socjotechniczne.

  251. @Levar. Nalegam o czytanie ze zrozumieniem. Czy z mojego komentarza wywnioskowałeś, że za komunizmem stoi twoj zdegenerowany system religijny? Jeśli tak, to wskaż to miejsce.

  252. Rafał Kochan
    5 listopada o godz. 17:08
    nie pilem z toba brudzia, smnierdzacy lewacki gnojku.

  253. @Levar

    No właśnie, odezwał się katolicki cham z zasranym orłem na tyłku.

  254. Rafał Kochan
    5 listopada o godz. 17:45
    No widzisz jak sie pan Levar uniosl i jak Ci Rafale dosolil .Lewarek to taki wiejski przyglup, ktory od czasu do czasu wrzuca swoj belkot na blog. Ktos tego durnia nauczyl poslugiwac sie klawiatura. Dopiero co wyzej zrecenzowalem wypowiedz tego przyglupa, ktoremu Gazprom kojarzy sie z rozmnazaniem.
    No ale zeby do Levara zwracac sie per pan, to tego jeszcze nie bylo ! No, no !

  255. Szanowni Panowie Levar i Kochan

    Podziwiam panstwa wysoki poziom testosteronu. A teraz skoro wszyscy o tym wiedza prosze o inna retoryke.

    Slawomirski

  256. Levar
    5 listopada o godz. 16:52

    Szanowny Panie Lewy

    Od Pana oczekiwalem wiecej. Komu jest potrzebne wymyslanie innym od durni.

    Slawomirski

  257. Miłujcie nieprzyjacioły wasze, czyńcie dobrze tym, którzy was mają w nienawiści.

  258. @Lewy.
    W sumie ten cały LEVAR miał rację. On przecież zwrócił się do mnie per „Pan”, i to z dużej litery. Powinienem z grzeczności pozostać przy tej oficjalnej formie. No cóż, myslałem, że sobie jaja robi… nie robił… Miał prawo zwrócić mi na to uwagę….Cała reszta jego wypowiedzi jest jednak nie do obrony… Nie tak powinien zachowywać się konserwatysta i miłośnik tradycyjnych wartości. Jak ci „śmierdzący lewacy” mają zejść na „prawą” ścieżkę, skoro jej apologeci tkwią w szambie katolicko-patriotycznych kompleksów?

  259. Slawomirski
    5 listopada o godz. 18:14
    Slawo, ja juz tak jak mowi Pismo:niech ich mowa bedzie prosta, jak tak, tak a nie, nie. I dlaczego mam nazywac durnia inaczej skoro slowo duren najlepiej oddaje znaczenie durnia,

  260. Skazana na smierc z powodu raka Brittany Maynard wyznaczyla date swojej smierci i tego dnie (1 listopada) odeszla w niebyt
    Watykan zabral glos, twierdzac, ze bylo to naganne. Klechom sie wydaje, ze wszyscy maja sie przejmowac tym co oni sobie mysla. trzeba jednak powiedziec, ze staraja sie chlopaki moderowac swoj jezyk, bo jeszcze niedawno nazwalibyu to smiertelnym grzechem i skazali Britta na pieklo,
    A przeciez chodzi o prosta rzecz : Żal dupinę ściska xiądzom jak widzą owieczki myślące po swojemu a nie po ichniemu.
    Wymyka się z rączek panowanie nad ludźmi a co za tym idzie , mniej kasy dla pasibrzuchów.

  261. @Lewy. Problem w tym, że sukienkowe pasibrzuchy to jedno, ludzie pokroju Aarona i levera to drugie. Swiat zachodni wydaje się coraz bardziej pogrążać w konflikcie światopoglądowym. Niestety, ale z jednej strony w cywilizowanej Europie religie monoteistyczne są w odwrocie, ale z drugiej – światopogląd lewicujący przeżywa kryzys kosztem reaktywujących się coraz prężniej idei prawicowym. Europa powoli zbliża sie do jakiegoś punktu zwrotnego…

  262. Tobermory
    5 listopada o godz. 16:22

    „Aleś namotał, fizyczno-duchowy niewolniku”

    Aby zrozumieć przesłanie zawarte w Biblii, potrzebujemy pomocy kogoś, kto ma ducha Bożego. Jak rozpoznać taką osobę ? Już o tym pisałem. Dodam jeszcze to:

    „ Natomiast owocem ducha jest miłość, radość, pokój, wielkoduszna cierpliwość, życzliwość, dobroć, wiara, łagodność, panowanie nad sobą”(Galatów 5:22,23).

    Pozdrawiam.

  263. Najgorsze co może się człowiekowi przytrafić, to spotkanie oko w oko z misjonarzem w stylu dezertera – makabra!
    Modelowy przykład religianta; na wszystko ma gotową odpowiedź – dzień stworzenia może, jak trzeba, trwać milion lat. Jakiś nie gramotny ten ich bóg, skoro tak długo się męczył.

  264. Tobermory
    4 listopada o godz. 22:51

    Ale faktem jest, że (…) odmawiają udziału w wojnach, co wysoko cenię.

    1. Chrześcijanie z I wieku dzięki wsparciu ducha Bożego rozumieli nauki głoszone przez Jezusa i apostołów.
    Paweł zachęcał: ”Zło dobrem zwyciężaj”. Jezus powiedział: „ Miłujcie waszych nieprzyjaciół”.
    Jakie fakty to potwierdzają ?

    „Ze starannego przeglądu wszystkich dostępnych informacji wynika, że do czasów Marka Aureliusza [cesarz rzymski od 161 do 180 n.e.] żaden chrześcijanin nie został żołnierzem; żaden też żołnierz, gdy stał się chrześcijaninem, nie pozostawał w służbie wojskowej” (E. W. Barnes, The Rise of Christianity, Londyn 1947, s. 333).

    2. Biblia zapowiedziała, że w naszych czasach dojdzie do odrodzenia wiary, którą przejawiali pierwsi chrześcijanie. Miało się to ujawnić w dość oryginalny sposób. Izajasz napisał o tym odrodzeniu:

    „ I stanie się pod koniec dni, że (…) przekują swe miecze na lemiesze, a swe włócznie na noże ogrodnicze. Naród nie podniesie miecza przeciw narodowi ani się już nie będą uczyć wojowania”.

    Kto jest znany obecnie z takiej neutralnej postawy ?

    Pozdrawiam.

  265. @dezerter
    „Kto jest znany obecnie z takiej neutralnej postawy ?”

    Pacyfiści?
    Amisze?

  266. Lewy
    5 listopada o godz. 18:42

    Szanowny Panie Lewy

    Odrobina tolerancji dla czlowieka myslacego innaczej nic panu nie ujmie.

    Slawomirski

  267. Lewy
    5 listopada o godz. 19:17

    Watykan plecie bzdury. My dysponujemy naszymi cialami i mozemy odbierac im zycie gdy sa ku temu okolicznosci.

    Slawomirski

  268. Polecam ten wywiad: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,139945,16431588,Bartlomiej_Dobroczynski__Pamietaj_o_ciemnej_stronie.html

    Moze nie do końca zbieżny z tematem zapodanym przez Gospodarza, ale gdzieś tam ocierający się mimo wszystko o kwestie, które są tu często poruszane.

  269. Tutaj:
    http://www.piotrandryszczak.pl/ewolucja.html
    można poczytać o ponadprzeciętnej ekwilibrystyce intelektualnej, uprawianej przez pasterzy.

  270. @ Czytelnicy
    Nowy wpis, nowa jazda.
    Pozdrawiam
    JK

  271. Dezerter@
    Nie mam więcej pytań. Moimi przedmówcy już obnażyli słabości tych trzech Pańskich punktów.
    PS. Dlaczego nie przyznaje się Pan, że jest Świadkiem Jehowy. Przecież świadczy o tym przekład Biblii, którego Pan używa. Czy jest się czego wstydzić?

  272. Niebywałe, wydawało sie, że prof. Zoll to otwarty umysł, a tu wychodzi polski zaścianek, smutne…

  273. A jak jeszcze dodamy do tego przesłanie jakie wynika z teorii względności Einsteina, to… wg tej teorii wszystko zależy od układu odniesienia i tak np „istnieje taki układ odniesienia, w którym bitwa pod Waterloo i bitwa pod Stalingradem toczą się w tym samym czasie. Jest to empirycznie niesprawdzalne, ale jest.