Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

21.10.2014
wtorek

Joke religion, czyli w co wierzy resort cyfryzacji

21 października 2014, wtorek,

Myś* - to taka niedokończona myśl. Staram się zachować poziom politycznej debaty cechującej nasze mediaPastafarianie ubóstwiają makaron. To zdanie jest bezwzględnie prawdziwe i nie sposób je zakwestionować, ponieważ jest tautologiczne. Chrześcijanie ubóstwiają Chrystusa — to zdanie paralelne i również niekwestionowalne. A jednak Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji znów odmówiło wpisania Kościoła Latającego Potwora Spaghetti (KLPS) do rejestru Kościołów i związków wyznaniowych. Wprawdzie w powyższych zdaniach można podejrzewać pojawienie się zupełnie różnych znaczeń słowa „ubóstwiać”, niemniej od razu widać, z jak trudnym problemem borykali się urzędnicy i prawnicy odpowiedzialni za rejestrowanie związków wyznaniowych, kiedy o rejestrację wystąpili pastafarianie.

Decyzję o umorzeniu w całości postępowania o wpis KLPS do rejestru MAiC uzasadnia aż na 21 stronach wielokrotnie zapętlonego prawniczego pisma. Jego lektura może być swoistą karą dla wnioskodawców, choć zarazem dawać im sporo satysfakcji. Zostali bowiem potraktowani z całą powagą urzędu, i słusznie. (Zdaje się zresztą, że nie mają zamiaru spocząć na laurach).

Pismo podpisał z upoważnienia sekretarz stanu Stanisław Huskowski, ale oczywiście za decyzję odpowiada nowy minister, czyli Andrzej Halicki (poprzednią odmowną decyzję wydał Michał Boni). Istota argumentacji ministra sprowadza się do tego, że wnioskodawcy nie zdołali przekonać ministra, iż CELEM ich działania jest powołanie związku wyznaniowego.

Decyzja_1

 

Czyli wprawdzie spełniają wszystkie wymogi formalne, ale nie umieją przekonać, że czynności związane z ich kultem są odpowiednio kultowe. Resort odwołał się do stanowiska NSA w innej sprawie, które mówiło, że „za obrzęd religijny należy uważać zespół czynności i praktyk mających znaczenie symboliczne, uświęconych tradycją, towarzyszących uroczystości religijnej, dający wyraz czci (kultu) wobec sacrum”. „Zatem — wyjaśnia pismo — za wspólnotę religijną nie można uznać organizacji, która choć deklaruje charakter religijny, nie ma obrzędów polegających na oddawaniu czci sacrum”.

A więc wszystko rozbija się o to, czym jest sacrum, no i, rzecz jasna, „uświęcenie tradycją”.

Dalej w uzasadnieniu czytamy także (swoją drogą, ortografia całego tego pisma pozostawia sporo do życzenia):

Decyzja_2

Urzędnicy akceptują parodię, to miło z ich strony. Tylko że, niestety, nie są w stanie uzasadnić (no bo jak?), dlaczego te odwołania czy nawiązania do chrześcijaństwa są antyreligią, a czerpanie pełnymi garściami przez chrześcijaństwo z przedchrześcijańskich religii w żadnym wypadku parodią (ani antyreligią) nie jest. Dlaczego jedzenie makaronu nie może być symboliczne w taki sposób, w jaki jest symboliczne spożywanie ciała Chrystusa pod postacią opłatka? A, no jasne — makaron nie jest uświęcony tradycją, a sacrum katolickie jest bardziej sacrumowe niż jakiekolwiek inne i już.

Akcja Kościoła Latającego Potwora Spaghetti uświadamia boleśnie, że sfera wiary jest nieweryfikowalna, niemierzalna, a z punktu widzenia władzy państwowej bardzo niewygodna jako przestrzeń całkowicie uznaniowa. Fajnie by było, gdyby ministerstwo mogło ogłosić walkę na bogów — niechby oni sami pokazali, który jest najbardziej prawdziwy. Ale do niczego takiego nie dojdzie. I tak urzędnicy stanęli przed nierozwiązywalnym dylematem: czy kompromitować się nie rejestrując pastafarian, czy kompromitować się rejestrując ich?

Moim zdaniem, rozsądniejsze i uczciwe byłoby ich zarejestrowanie. Choćby z racji nieuchronnej mętności pojęć, do jakich odwołują się religie wszelkiego typu. Po krótkiej burzy medialnej sprawa poszłaby w zapomnienie. I zapewne bardzo nieliczni członkowie Kościoła chcieliby korzystać z uprawnień, jakie daje formalna rejestracja. A jeszcze mniej oddawałoby się z zapamiętaniem kultowi w inny sposób niż jedząc spaghetti. Dziwacznych Kościołów jest zarejestrowanych w Polsce bez liku i nikomu to specjalnie nie przeszkadza. Gorzej, że jeden jest szczególnie uprzywilejowany, co doskonale pokazuje awanturka wokół KLPS.

Prawdziwy dowcip udał się dziennikarzowi relacjonującemu sprawę w gazeta.pl: „Deklarowanie wiary w Latającego Potwora Spaghetti jest popularne szczególnie wśród ateistów”. Gdyby to była prawda, resort cyfryzacji natychmiast powinien zarejestrować KLPS — pozbyłby się przynajmniej części ateistów, którzy w ten oto prosty sposób staliby się poczciwymi i uczciwymi wierzącymi (tyle że inaczej). 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 71

Dodaj komentarz »
  1. Nareszcie na blogu coś dla ateistów, czyli – „Deklarowanie wiary w Latającego Potwora Spaghetti…”, zacytowane p/Gospodarza za Wyborczą.
    No, taką mamy medialną rzeczywistość intelektualną, sorry.

    Ja, trzymając się światopoglądu niesplątanego teizmem (ani jego zaprzeczeniami), wyjaśniam uprzejmie profanom, jakie paradygmata warunkują bezwarunkowe odruchy urzędników, obrażonych w swych uczuciach, żądaniem rejestracji spagetti.

    Otóż, drodzy pastafarianie, przetarg na całość publicznego rynku zamówień usług kacykarskich, wygrał już jakiś czas temu kto inny.
    Zdecydowało masowe poparcie dla jedynego dostępnego zwycięzcy kryterium – ceny (uwzględniającego rabat kacykodawców dla komisji przetargowej, w postaci zachówku i cudownego rozmnożenia stołka).
    Długość ani jakość tradycji spożycia desygnatu uwielbienia nie była, też tradycyjnie, brana pod uwagę. Podobnie – kwestia smaku.
    Reszta i ew. protesta, będą już tylko nawijaniem makaronu na uszy, demokratycznie ustanowionej prawem naturalnym, radzie starszych plemienia. Oczywiście daremnie.
    Więc komu to szkodzi, skoro wszystkim się to podoba, współobywatele?

    PS Niewierzącym proponuję założyć się o wynik nachodzących wyborów – jak zwykle potwierdzą mandat tej samej komisji przetargowej.

  2. Może to nie jest sprawa dla Ministerstwa Cyfryzacji, a bardziej dla Urzędu Ochrony Konsumentów i Konkurencji? Antymonopolowego?

  3. To jeden z bardzo rzadkich przypadków, kiedy nie do końca zgadzam się p. redaktorem. Kiedy prokurator, bodajże z Białegostoku uznał swastykę za hinduski znak szczęścia, to rozległ się krzyk, że dla Polaków znaczy to co innego niż dla Hindusów i jest to tak oczywiste, ze nie wymaga nawet dowodzenia. Tutaj zasada jest podobna – pseudoreligia, wymyślona dla zgrywy i natrząsania się z chrześcijaństwa. Jest to oczywiste a fakty powszechnie znane nie wymagają dowodzenia. W przypadku prokuratora orzekł źle, w przypadku MAiC na tej samej zasadzie decyzja jest dobra. Szkoda jedynie, że jako urząd nie mogli po prostu głośno i gremialnie wyśmiać wnioskodawców.
    Ubóstwianie makaronu mnie nie przekonuje. Moja dziewczyna ubóstwia kolor niebieski, ale nie czyni z niego Bóstwa.
    P.S
    Dla mnie osobiście makaron na zdjęciu najbardziej przypomina Yog Sothoth, ale mimo podobieństwa nie oczekuję powrotu Wielkich Przedwiecznych z R’lyeh

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Kolejny wpis z cyklu: kura i kaczka to przecież to samo. Jacek Kowalczyk pisze, William Szekspir pisał więc to jest to samo. Dziecko maluje dżemem po drzwiach lodówki, Picasso robił to samo tylko farbami na płótnie – przecież to jedno i to samo, jedno i drugie – sztuka, pasuje napisać jakąś petycje do muzeum narodowego. Szkoda tylko, że jak się zarzuca ateizmowi wiarę w bałwochwalstwo nauki to już nie jest to samo, to są tylko przekonania, a wierzący przekonań religijnych nie posiadają, posiadają wiarę a to jest ogromna różnica. Takim oto sposobem w szeregu za gospodarzem kręcimy się w koło na tej karuzeli nonsensów.

  6. @vps: „wiara w bałwochwalstwo” – tworzenie zawiłych i absurdalnych terminów to zabawa dla teologów. Jest Pan teologiem?

  7. @sławek.m.

    Widzisz, z wiarą i systemem religijnym jest tak, że jest wolna amerykanka. Czy zapoznałeś się z dogmatami Kościoła Latającego Potwora Spaghetti, jego wykładnią i założeniami religijnymi? Dlaczego zakładasz, że ludzie z tego kościoła nie mogą oddawać czci pogańskopodobnym bóstwom? Dlaczego wykluczasz posiadania przez nich rytuałów, jakiejś wspólnoty, która koncentruje się wokół poczucia świętości – chęci zbliżenia się do sacrum, poczucia lęku, czci czy dystansu wobec niego?
    Uważasz, że poganie, którzy wierzyli w święte kamienie, zwierzęta oraz drzewa dysponowali/dysponują niższym poziomem duchowości od chrześcijan/islamistów/buddystów?

  8. Próbowałem już poruszyć ten temat ale nigdy ‚nie weszło’, może tym razem się uda.
    Ja przez wiele, wiele lat straszliwie bałem sie Boga, piekła i czarnego psa, którym straszono nas dawno temu na lekcjach religii w salce przy kościele. Udało mi się z tego wyjść, ale do dziś pamietam ten potworny lęk i koszmarne sny:(
    Lubię spaghetti, ale piwa już nie, a oni piwo też podobno ubóstwiają:)

    Gorąco polecam:

    The Health Effects of Leaving Religion
    http://www.theatlantic.com/health/archive/2014/09/the-health-effects-of-leaving-religion/379651/

    RELIGIOUS TRAUMA SYNDROME (3 artykuły)
    http://www.babcp.com/Review/RTS-Its-Time-to-Recognize-it.aspx

  9. Panie Jacku
    „Prawdziwy dowcip udał się dziennikarzowi relacjonującemu sprawę w gazeta.pl: „Deklarowanie wiary w Latającego Potwora Spaghetti jest popularne szczególnie wśród ateistów”. Gdyby to była prawda, resort cyfryzacji natychmiast powinien zarejestrować KLPS — pozbyłby się przynajmniej części ateistów, którzy w ten oto prosty sposób staliby się poczciwymi i uczciwymi wierzącymi (tyle że inaczej)”
    tak 🙂 także na to zwróciłem uwagę.
    Ateiści a wierzą 😀

  10. Zbliżają się wybory samorządowe, więc między nami, obywatelami warto sobie pewne prawdy naturalne objawić, bo nie do wszystkich w plemieniu nadwiślańskim dociera wola większości i demokracja (a co dopiero dopłaty unijne).

    Natrząsanie się z chrześcijaństwa powinno być karane, a co dopiero bezczelne żądania rejestracji tegoż natrząsu!
    Każdy wie, że makaron, czy inne bogi i ateizmy to bluźnierstwo – dziwne, że nie ma prawa nakazującego pisanie ateistycznych listów atramentem, tak po chrześcijańsku, sympatycznym.
    Humanizm, Panowie, humanizm i cywilizacja.
    Więcej sera!
    Szanuj wadze.
    Uff.

  11. @Tobermory
    22 października o godz. 5:18

    Nie. To sprawa dla Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej.
    Dawnych wspomnień czar… 😉

  12. Rafał KOCHAN
    22 października o godz. 9:32

    a czy na pewno to poganie?
    Na ile stosowanie tego słowa” poganie” jest poprawne?

    patrzę na wyjaśnienie pogaństwa w wikipedii plus jestem uczulony na używanie katolickich określeń typu msza/komunia „święta” i zastanawiam się na ile to jest OK mówienie o poganach.

  13. @Skaner.

    Ja nie powiedziałem, że Kościół Latającego Potwora Spaghetti to religia pogańska. Wspomniałem o pogaństwie, jako pewnym systemie religijnym jedynie, który powinien mieć takie same prawa, jak te mainstreamowe religie.

  14. Pan Jacek pisze: „Fajnie by było, gdyby ministerstwo mogło ogłosić walkę na bogów — niechby oni sami pokazali, który jest najbardziej prawdziwy”

    Ależ tak właśnie jest ! Ministerstwo walki nie ogłosiło co prawda, ale walkę prowadzi. jest narzędziem boga i machając mieczem dowodzi, który bóg jest prawdziwy. Właśnie obcięło głowę bogu makaronowemu.
    Nihil novi.
    Nie należy tylko mylić pozorów. Urzędnik ministerialny jest urzędnikiem religii. Jedne religie wspiera, z drugimi walczy. I to jest właśnie tautologia, ukryta za zmianą nazwy.
    Zdanie mylące jest takie: urzędnik państwowy nie jest urzędnikiem religii.
    Oznacza ono jednak to: urzędnik państwa jest urzędnikiem religii [urzędnik państwa = urzędnik religii].
    W wyniku otrzymujemy: urzędnik religii jest urzędnikiem religii.
    Oraz drugie:
    urzędnik państwa jest urzędnikiem państwa [urzędnik religii = urzędnik państwa].

    Oba znaczenia tego twierdzenia potwierdza rzeczywistość: biskup zachowuje się jak minister, kardynał jak premier, episkopat jak Sejm.
    W odwrotną stronę identycznie, tylko następuje degradacja: premier zachowuje się jak kleryk.

    W wywodzie urzędnika warto zwrócić uwagę na oszustwo, którego się dopuszcza. Własnym fantazmatom nadaje rangę obiektywnej rzeczywistości. Czyli zachowuje się właśnie jak kleryk.
    Zaczyna od tego: „można domniemywać…”
    Konkluduje tym: „w rzeczywistości mamy tu…”
    I tak własne błądzenia umysłowe zamienia w niewzruszalną rzeczywistość.
    W języku religii zwaną „prawdą wiary”.
    Każde zdanie urzędnika, zacytowane we wpisie pana Jacka, jest podważalne, bełkotliwe, zdradzające powzięty z góry cel.
    „Organ rejestrowy podziela opinię autorów ekspertyzy”
    Organ rejestrowy nie ma władzy podzielania, lub nie. Podziela/ nie podziela znaczy tyle co „osądza”.
    Dlatego zwrócił się do ekspertów, bo nie posiada kompetencji. Więc nie „podziela zdania”, ale się na nie zdaje. Eksperci orzekli, organ rejestrowy albo się pod tym podpisuje bez „przychylania”, albo odrzuca, także bez „przychylania”.

    „Kościół Latającego Potwora Spagetti” to „joke religion” – pisze urzędnik państwa czyli religii. Wystarczy użyć pożyczonej nazwy, lub stworzyć ją samemu, by odrzucić rejestrację wnioskodawców.
    Urzędnik mógłby użyć podobnej nazwy: „fun religion” – religia zabawy.
    Albo : „joy religion” – religia radości.
    Tu jednak miałby rosnący kłopot. Katolicyzm wszak wedle jego wyznawców jest religią radości: „radujmy się w panu”, „hosanna”, „dobra nowina” – i te sprawy.
    Nie może więc urzędnik państwa zrównać spaghetti z opłatkiem. Musiałby zarejestrować. A jego celem jest odrzucić. Nadał więc wnioskodawcom metkę „joke religion” – religia dowcipu.
    Należy stwierdzić – nic urzędnikowi do religii dowcipu, zabawy, radości, smutku, strapienia, nosa na kwintę, stawania na głowie, sprzątania po sobie, przebierania się za motyla, mycia zębów 20 x dziennie, wycierania nosa w papier ścierny itd itp. Ich obrzędy, ich przeżycia, ich wola. Chcącemu nie dzieje się krzywda.
    Pisze dalej urzędnik: „parodia religii istniejących…”
    Parodią religii istniejących (za Jezusa) jest chrześcijaństwo. Jest też parodią rzeczywistości, parodią uczuć ludzi innych religii współczesnych i uczuć wyższych ludzi niereligijnych.
    Wreszcie – przeżycia religijne, obrzędy i tradycja może sobie zawierać parodię. Religie z zasady są parodią. Parodią rozumu, parodią rzeczywistości, parodią wiedzy, faktów, parodią „dyskusji”, parodią znaczeń.

  15. Panie Jacku
    jeżeli lubię schabowego z kapustą, to mam zaraz tworzyć Kościół Schabowego z Kapustą?

  16. @ jsn111
    Obowiązku nie ma.

  17. Urzędnicze określenie Pastafarianizmu mianem parodii religijnej głęboko rani moje uczucia (religijne). Czy mogę pozwać urząd, skoro obraził mnie określając moje wierzenia mianem parodii?

  18. @jsn111
    22 października o godz. 10:44
    =======================

    Jeśli ci na tym zależy, znajdziesz odpowiednią ilość podobnych do ciebie idiotów, którzy podzielą twoje oczekiwania w sprawie nowo powstałej wiary i spełnisz warunki formalne (urzędnicze) – to dlaczego nie?

  19. Jeżeli nie jest to łamanie Konstytucji ,to co?Zapewnia ona Wolność ,po upadku komuny a tym samym w co wierzyć ,w co nie wierzyć ,i nie wierzyć w cos czego nie widać.A makaron to i owszem ,i można go spożyć, co czynią wszyscy sportowcy.A p.Loren udanie go reklamowała na chwałę swego kraju.Walka z makaronem przypomina walkę z wiernymi w Koloseum.

  20. Poczytajcie sobie jakie „religie” urząd rejestrował, gdyż spełniały wymogi formalne;
    wtedy jeszcze urzędnicy kierowali się obowiązującym prawem, a nie wolą biskupa.
    A raczej nie tyle jego wolą, a włazidupstwem polegającym na uprzedzaniu jego życzeń.

  21. no zwartość cukru w cukrze i prl-owska urzędnicza paranoja wiecznie żywa!!!

  22. @ zainteresowani czytelnicy
    Wykorzystując słuszną sugestie @ sugadaddy, podaję linki:
    Spis z 2013 r. TUTAJ
    Uporządkowany opis z Wikipedii TUTAJ

    Jeden cytat na zachętę (z Wikipedii):
    Zakon Braci Zjednoczenia Energetycznego (ok. 100 wiernych ok. 2011 r.)
    Wielki Brat Zakonu: Robert Mikołajek

    Związek wyznaniowy działający na terenie Polski, tylko w województwie małopolskim[6]. Prowadzi działalność badawczo-edukacyjną w zakresie tworzenia zindywidualizowanych technik dążenia do wiedzy oraz zajmuje się konstruowaniem indywidualnego oprzyrządowania filozoficznego dla osób zajmujących się poszukiwaniem wiedzy. W początkowej fazie Doktryna i Dogmat Zakonu wypracowane zostały w oparciu o nauki mistrzów zawarte w buddyzmie, hinduizmie, jodze i sztuce zen, a w późniejszym czasie przemodelowane zostały w oparciu o mistykę chrześcijańską i jej liczne nurty.

  23. Wikipedia:
    ” Polska ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z 1989 definiuje związek wyznaniowy jako wspólnotę religijną, zakładaną w celu wyznawania i szerzenia wiary religijnej, posiadającą własny ustrój, doktrynę i obrzędy kultowe[1]. ”

    „Wspólnota religijna – stowarzyszenie osób połączonych jednakowymi przekonaniami religijnymi, wspólnym sprawowaniem kultu, wspólnym dążeniem do określonego celu religijnego i zbliżonym stylem życia. Wspólnota religijna może mieć charakter formalny, nieformalny, terytorialny, personalny. Wspólnotami religijnymi potocznie nazywa się również religie, wyznania, denominacje religijne, związki wyznaniowe i Kościoły.”

    Jeśli pastafarianie będą wspólnie sprawować kult, dążyć do określonego celu religijnego (tutaj chyba mają ogromny problem) i okazywać zbliżony styl życia to niech im światło świeci i się rejestrują. Niech sobie wymyślą jakiś kult, np picie piwa w piątek, jakiś cel religijny, np tytuł idioty roku, niech sobie określą jakieś style zachowań aby i tu nie było problemu. Po roku czasu do tej organizacji wkracza Policja Skarbowa (bo na tak bezczelne wyłudzanie to nikt sobie nie pozwoli) i po pastafarianach 🙂

  24. De mysteriam tremendosum, czyli nauka o fascynujących lękach urzędniczych.

    Zainteresowani behawioralną analizą urzędowej pragmatyki warunkującej wykluczenie poczucia humoru, a więc i inteligencji, z domeny definiującej pojęcie wiary (a przez to religii), mogą zapoznać się z wykładnią naukową bezbożności makaronu.
    Przepis sporządził pewien lokalny urząd, robiący w temacie (dziś: zadaniu) „nauka”, labelujący się bolesnym intelektualnie logo „UJ!”.

    W świetle uczonych cytologów (dziś: adeptów nauki doskonalenia w cytowaniu), spagetti religii i wiary wzbudzać nie może, gdyż fascynacja nim nie wiąże się z lękiem .

    Całość tej ekspertyzy kulinarnej będącej przepisem na władzę – tu:
    http://www.klps.pl/pliki/ekspertyza.pdf

    Niewątpliwe publikacja przysporzy urzędowi mnogości cytowań, wspierając jego aspiracje dołączenia do pierwszego tysiąca w rankingu start-upów generujących cytowania (d. „uniwersytetów”).
    I jak tu wierzyć, że nie ma się czego lękać?

  25. Jacek Kowalczyk
    22 października o godz. 12:11

    Na liście jest:

    Zachodni Zakon Sufi (576 wiernych w 2002 r.)[6]

    Organizacja związana z ruchem New Age, otwarta dla wszystkich ludzi bez względu na rasę czy wyznanie.

    Bardzo dobrze. nieważna konkretne wyznanie. Jest to kościół dla każdego wyznania, na jakie kto ma ochotę. Religią jest całkowita dowolność wyznania.
    Zostało to zarejestrowane przez ministerstwo.

  26. @ vps
    22 października o godz. 13:09

    Znasz to z autopsji, nie?

  27. vps
    22 października o godz. 13:09

    Coś rozumiesz z religii? To nie religie się wzięły z definicji Wiki-miki czy ministerstw, lecz definicje – z religii. Tyle że żadna definicja nie jest i być nie może obowiązującym wzorcem – nazywa tylko rzeczywistość, na którą nie ma najmniejszego wpływu.

  28. enesde
    22 października o godz. 10:56
    Niestety nie mozesz, FSM nie zostalo oficjanie przyjete do Panteonu, Pastafariana nie przysluguja wiec te same prawa co wyznawca zinstytualizowyanych urojen. Ateistom rowniez nie, jezeli Cie to jakos pocieszy 😉

  29. zinstytucjonalizowanych urojen

  30. Dziękuję za link do listy związków wyznaniowych. Nie bardzo rozumiem, dlaczego porażka Pastafarian została potraktowana przez autora z tak śmiertelną powagą. Akcja miała charakter zgrywy, jak i cały ruch wielbicieli boskiego makaronu. Wolne żarty- kabaret miałby zostać zarejestrowany jako związek wyznaniowy? Przecież Kościół Potwora Spaghetti przebija nawet Zakon Braci Zjednoczenia Energetycznego (poz. 115 na liście)

  31. @jerzy pieczul
    aha czyli najpierw była kura, potem ją nazwano kurą a dziś i kaczka jest kurą bo to tylko definicja 🙂
    Jeśli chcesz sobie poszerzyć definicję to sobie poszerz, ale kto ciebie będzie słuchał i dlaczego powinien?

    Wyżej @sławek.m podał doskonały przykład na wykazanie nonsensu myślowego w jakim upaciana jest tu większość wpisów, łącznie z głównym gospodarza. Zmierz się z tym argumentem! (swoją drogą zaczynam rozumieć skąd się biorą „adwokaci” uznający swastykę wymalowaną na murze za buddyjski znak pokoju. Kupa na chodniku jest tak podobna do batona, że może być i czasem z czekolady więc może by zaliczyć do produktu spożywczego a nie odpadu?. Problem jest określany jako nieumiejętność czytania ze zrozumieniem, litery się zlewają i potem wszystko jest tym samym)

  32. lukasso
    22 października o godz. 14:00
    Tak zostala potraktowana – jako zgrywa, w zamysle pewnie tez i byla, gdyby jednak kosciol zostal zarejestrowany, mielibysmy precedens, mogloby to doprowadzic do dyskusji o bytach niewidzialnych jako takich, dlaczego jedne uznajemy a innych nie, oraz kto o tym decyduje. Porazka Pastafarian jest dowodem na monopol zinstytucjonalizowanych zwiazkow wyznaniowych. Gdyby faktycznie obowiazywala wolnosc religijna, nie byloby problemu z zarejestrowaniem Kosciola Latajacego Potwora Spagetti. To jednak oznaczaloby takze uznanie przez instytucje panstwowa rownosci pomiedzy FSM a innymi, uznanymi bogami.

  33. @vps.

    Święte słowa.
    „Kupa na chodniku jest tak podobna do batona, że może być i czasem z czekolady więc może by zaliczyć do produktu spożywczego a nie odpadu”. Trawestując tę wyszukaną paralelę, należałoby to rozumieć tak: Kupa – to religia rzymskokatolicka a baton – to transcendencja.
    Dobrze, że pojawia się tu czasami pod różnymi nickami pożyteczny idiota i strażnik światopoglądu konserwatywnego. Musi ktoś w końcu dbać o ciągi komunikacyjne, co by normalni obywatele czasem nie wdepnęli w gó.wno. Czyńcie swoją powinność szambonurku puryzmu religijno-aksjologicznego.

  34. innymi, urojonymi bogami.
    mialo byc

  35. vps
    22 października o godz. 14:16

    Słynny kurzo-kaczy małorolny logiku, usłyszałeś ode mnie tylko tyle, że definicje religii są mniej lub bardziej udatnymi ich opisami, a nie wzorcami do obowiązkowego małpowania. Reszta Twojej wypowiedzi jest gdakaniokwakaniem.

  36. Dobry pan Halicki:
    http://natemat.pl/121249,panstwo-da-ksiezom-podwyzki-minister-halicki-zdecydowal-23-mln-zlotych-wiecej-na-fundusz-koscielny
    Precedens został ustanowiony przez byłego ministra kultury sakralnej.

  37. @jerzy pieczul
    Wykręcasz się. Nic w prawodawstwie (a mowa o rejestracji związku wyznaniowego) nie jest mniej lub bardziej udanym opisem. Tak to sobie może być na podwórku lub pod sklepem wiejskim. Aby coś rejestrować to definicja musi być trafna i precyzyjna. Jeśli definicja jest nieudana, to się uzasadnia dlaczego i tworzy nową. Wolnoć Tomku to tylko w swoim domku.

    @Rafał Kochan
    KK to kupa, transcendencja to baton? Hmm, udało ci się, coś w tym jest i mógłbym się zgodzić, ale co powiedzieć o tych którzy osiągnęli transcendencje dzięki KK? A co zrobić z tymi, którzy transcendencją nie są zainteresowani? Może jest tak, że sięgasz po kupę a smakuje jak baton, może na tym polega transcendencja i może dla każdego z nas kupa to stan wyjściowy? A ty na jakim jesteś etapie, kupy czy batona? Na żadnym? 🙂

  38. @sugadaddy
    22 października o godz. 15:01

    Zawsze postrzegałem Halickiego w kategoriach politycznego szelmostwa oraz degrengolady moralnej. Zbytnio mnie tym nie zdziwił ten watykański sprzedawczyk, że między innymi z moich podatków smaruje wazeliną tyłki swoich katolicki wyborców.

  39. Cyt. z zalinkowanego atrykulu
    „W 2015 roku państwo przeznaczy na Fundusz Kościelny 118 mln 230 tys. zł”
    jezeli kwota nie jest drastycznie zanizona i jest to naprawde wszystko co k.k. od podatnikow dostaje, to nie jest tragicznie, podatnikow niemieckich kosztuja odszkodowania dla k.k. i r.k. okolo 485 mln. euro rocznie.
    Ta sume wyplaca panstwo (nie ma to nic wspolnego z opodatkowaniem wiernych) – sa to koszty sekularyzacji z przed dwustu lat, oraz konsekwencja podpisania w 1933 przez owczesnego kanclerza Niemiec (nie napisze nazwiska, nie dam rady z wielkiej litery)konkodoratu, ktory obowiazuje do dzisiaj. Moze zapytac sie przedstawicieli k.k. ile sobie zycza za niemieszanie sie do zycia spolecznego, moze oplacaloby sie nawet doplacic w zamian za „swiety spokoj”

  40. advocatus diaboli
    22 października o godz. 16:18
    Przedstawicielom Kkat w żadnym razie nie należy zadawać pytania „ile sobie życzą za niemieszanie się do życia społecznego”.
    Samo postawienie kwestii w ten sposób ma odcień naiwności oraz podporządkowania. To jest pytanie o ich decyzję. Oni nie mają tu nic do decydowania.
    W dodatku – po pierwsze – na takie pytanie święcie się oburzą; po drugie – nie odpowiedzą, ponieważ bez nieustannego mieszania się w sprawy społeczeństwa nie mógłby Kkat w ogóle funkcjonować.
    Można co prawda zadać pytanie o to, ile sobie ktoś życzy za nieoddychanie, jednak nie otrzyma realistycznej odpowiedzi.
    I jeszcze: Kkat żyje z oszustwa finansowego. Dostaje od państwa i od ludzi określone sumy, ale nie prowadzi księgowości zgodnie ze standardami przepisów rachunkowych, audytów zewnętrznych, przejrzystości i dostępności.
    Pytany o pieniądze zawsze mówi, że dostaje bardzo mało i za mało, a bardzo wiele wydaje – wyłącznie w zbożnych celach. W domyśle, wydaje więcej niż dostaje. Produkuje więc pieniądz z niczego. W to akurat należy wierzyć. I 35 milionów Polaków to robi.
    Gdyby Kkat był uczciwy wobec tych których pieniędzy pozbawia, każda parafia publikowałaby sprawozdania finansowe. Proboszcz informowałby regularnie ile pieniędzy dostał z tzw ofiary mszalnej, ile z wypominek, chrztów, pogrzebów, ślubów, kropienia policyjnych samochodów i stacji benzynowych itd itp. Oraz ile na jakie potrzeby przeznaczył, kto ustalał na co one pójdą i w jakiej kolejności.
    W teorii powinny się tym zajmować tzw rady parafialne. Czyli cialo kolegialne, reprezentujące wstanie zaufania wiernych danej parafii.
    Jeśli lubisz pusty śmiech, możesz poszukać w parafiach czy takie dane publikują.

  41. Choćby dla tzw drake, kibicuję Postafarianom. A dlaczego nie?
    W Kailifronii jest (podobno) ponad 1800 różnych kościłów. Obywatelom tego stanu powodzi ssię całkiem dobrze, I z własnego doświadczenia wiem, że jest tam całkiem miło I przyjemnie.
    Nie rzozzumiem, dlaczego zabrania się czegoś podobnego rodakom? Głupotą? Ciemnota?
    Tolerancja, na ogół, jest zjawiskiem bardzo pozytywnym. Głupota – raczej nigdy.

  42. Cóż to za religia? Czymżesz jest pastafarianizm wobec Buddynizmu Czekkoladowego?

    Prawda jest taka, że na początku był Wielki Ziemniak, który zrobił buu i się rozpadł. Powstała wtedy forma – Wielki Beret oraz treść – Mąka Ziemniaczana. Później na cześć Wielkiego Ziemniaka Wayland K. utkał na prastarym kowadle Siedem Beretów z antenką (beretycy twierdzą, że każdy beret miał dwie antenki – jedna wydająca dźwięk „ping”, druga dźwięk „pong”, co odnosi się do koncepcji Wielkiego Tenisa – ping-pong jest trójwymiarową reprezentacją yin-yang, a piłeczka do tenisa ziemnego pod odpowiednim kątem uwidacznia dwie ryby zjadające swoje ogony – Bladego Łososia i Ciemnego Halibuta, bowiem wiadomo, że to Mistrz Zakonu Czarnego Królika wysłał Sony’ego Chibę na poszukiwanie Bladego Łososia).

    Gdy z Czarnego Beretu wypłynął czarci pudding, a z brązowego Buddyń Czekkoladowy […], zaś z Bladego Beretu wypłynął Kisiel – chcący być zarazem treścią oraz formą – przez co się zbrylił, na buddynistów spłynęło Proroctwo, w którym mowa jest, że gdy Siedmiu (pomyłka, Czterech!) Jeźdźców Beretów, którymi są Prochy, Tytoń, Alkohol i Goła Baba, pojawi się w Dniu Sądu Przedostatecznego (co możliwe będzie, gdy Siedem Beretów z antenką – według beretyków z dwiema antenkami – znajdzie się w Kieszeni Bez Dna, co jednak nie nastąpi przed Dniem Sądu Przedostatecznego, albowiem Kieszeń Bez Dna ukryta została w piwnicy Zygmunta W.) wówczas Mnichów ze Świątyni Czarnego Królika (który zabija bez mrugnięcia okiem i wcale nie dlatego, że nie ma powiek) ocalić może (szczególnie przed Czwartym Jeźdźcem) jedynie Śnięty Balonik z Antenką.

  43. Jako ateista proponuję założyć kościół czcicieli słońc (ewolucja) z Darwinem jako prorokiem 🙂
    Ale była by zabawa z obrazą uczuć religijnych – wniosek za wnioskiem – może by zniknęli z mediów 🙂

  44. @bubekró
    Prawdziwie po przeczytaniu postu Twego doznałem Objawienia!
    Przemówił do mnie Śnięty Berecik (nie Balonik! – co byłoby odstępstwem potępienia godnym) z Antenką!
    Niestety, Objawienia nie jestem w stanie wyartykułować, bo „mię się piwo skończyło”.

  45. „Fajnie by było, gdyby ministerstwo mogło ogłosić walkę na bogów — niechby oni sami pokazali, który jest najbardziej prawdziwy.”
    Przecież bogowie już ostatecznie skapitulowali!
    Mniej więcej wtedy, gdy na świątyniach bogów różnych, a gromowładnych w szczególności, zainstalowano piorunochrony.

  46. Amerykański neurochirurg ogłosił, że Niebo istnieje.
    http://facet.wp.pl/apage,2,kat,70996,wid,16978516,wiadomosc.html

    Bilety miesięczne będą ważne. Emeryci mają wstęp za darmo. Młodzież akademicka płaci pół ceny.
    Wielka Paczka Powitalna zawierająca zestaw garnków za 8.000 zł będzie promocyjnie sprzedawana dla wstępujących po raz pierwszy w mega-ulgowej cenie 4999,99 zł.

  47. @ Tanaka
    Zainteresowanym tym neurochirurgiem oszustem polecam (niestety, po angielsku) krytyczną analizę TUTAJ

    Pisałem o tym dwa lata temu TUTAJ. Wtedy nie wiedziałem, że gość został pozbawiony prawa do wykonywania zawodu po sprawach sądowych, które przegrał. A z czegoś żyć trzeba…

  48. Sobie pocztytałem…

    Różne myśli do głowy przychodziły. Naprawdę różne, różniste… Ci, którym klaszczę, wiedzą, że w myślach im przyklasnąłem i wybaczą, że peanów pochwalnych nie wypisuję …

    No więc z tych różnych myśli jakie mi się w głowie przewinęły, jedna pozostała i wyląda tak:

    Zapomniał wół, jak cielęciem był …

    Załóżmy, no tylko załóżmy, że nawet jeśli u zarania, był to wygłup i parodia, to jednak w Polsce i na świecie paru ludzi włożyło sporo pracy i wysiłku, żeby powołać do życia ten cały KLPS. Co więcej już w paru krajach jest on zarejestrowaną oficjalnie religią, na identycznych prawach jak pozostałe religie i związki wyznaniowe…

    Co z tego wynika?

    Jeśli inicjatorzy odpuszczą, to się rozejdzie po kościach i nic nie będzie. Ale jeśli nie odpuszczą, to odmowa rejestracji, może byc uznana i interpretowana, jako prześladowania religijne. Nie ma znaczenia, czy to są, czy nie są prześladowania, chodzi mi o to, że to może być tak przedstawiane…

    Nic, co wiadomo z licznych znanych przykładów, samo chrześcijaństwo jest najlepszym przykladem, na to, że nic, naprawdę nic tak nie wzmacnia marginalnych ruchów religijnych jak właśnie prześladowania…

    To dlatego, przyszła mi do głowy, ta myśl z wołem i cielęciem w rolach głównych. Zapomnieli chrześcijanie, a już najbardziej polscy katolicy, niewątpliwie upojeni, niewątpliwym sukcesem, jakie były ich własne początki i o tym, co ich tak naprawdę wzmocniło w rzeszę wyznawców…

    Mam nieodparte wrażenie, że rejestracja byłaby „załatwiła” pastafarianizm samym faktem sukcesu. A tak, nawet coś co się zaczęło jako wygłup i zabawawa, rozbiło się o „urzędniczo/katolicką rafę”.

    Jeśli wkurzyli się i zawzięli, to mogą się wyżej odwoływać, organizować zwolenników, zorganizować jakąś demonstracje protestacyjną, najlepiej w dogodnym terminie 11 Listopada i tak się postarać, żeby się na przykład „natknąć” na narodowców … Wtedy będą i męczennicy za wiarę. Jeśli organizatorzy zadaliby sobie troszkę trudu i prześledzili uważnie historię chrześcijaństwa i twórczo podeszli do adaptacji do współczesności, to sukces, że tak powiem, mają w kieszeni …

    Nic tak dobrze nie działa, jak połączenie prześladowań religijnych i męczennicy …

  49. advocatus diaboli
    22 października o godz. 16:18
    cóż powiedzieć, Tanaka to ładnie skomentował, ja dodam pasożyty i tyle.

  50. Jacek Kowalczyk
    22 października o godz. 21:43
    Tak, już parę razy wcześniej trafiłem na materiały o tym zawodniku.
    Musi mieć problem w sobie, skoro ogłasza, że niebo istnieje, na podstawie tak żałosnych że aż zabawnych i niczego nie wykazujących twierdzeń.
    Poniekąd mnie wprawia w lekką melancholię to, że stronnicy nieba łapią się zarówno brzytwy jak i łapią się brzydko, żeby osobom niereligijnym to niebo wciskać.
    Chciałoby się czasem trafić na jakieś solidniejsze przesłanki i poważniejszych stronników, którzy szanują cudzy rozum i siebie samych.
    Ci wciskacze, bardziej niż innych, usiłują zwieść siebie samych. Wielu te marne twierdzenia wystarczają, w końcu by się oszukać, wystarczy pretekst. Część jednak podświadomie nie czuje się dość skutecznie oszukana. Więc męczą siebie i innych znojną niemożnością dowiedzenia niczego ponad własną znojność.

  51. No to bedzie kolejna instancja, a na koniec Strassburg. Zajmie to kilka lat, co naprawde jest bez znaczenia. Ciekawe co tam wysmaza, nie bylabym taka pewna pamietajac ich orzeczenie w sprawie krzyza w klasie w jakiejs wloskiej szkole publicznej.

  52. @jerzy.n19

    Ech, chyba żem się kisielu nałykał. Oczywiście objawienie spłynęło nie w Świątyni Zakonu Czarnego Królika, a w Świątyni Bulka-Coś, gdzie cały czas trwają medytacje, które być może kiedyś dadzą odpowiedź na pytanie „Co bulka”?

    Budyń i Beret
    Beret i Budyń
    To dwie strony tego samego medalu

  53. Ciekaw jestem, kiedy ktoś z dyskutantów zauważy podrzucony przez Gospodarza we wpisie temat.
    Jest nim wyznanie i religia urzędników, demonstrowana czynem, a nie kwestia autentyczności postaw pastafarian czy też istnienia nieba.
    Tymczasem, jak zwykle w naszym społeczeństwie, każda dyskusja o słoniu sprowadza się do składania emocji wotywnych (albo przeciwnych) kościołowi katolickiemu.
    Jak dowodzą dyskusje Polaków, ateizm w naszym kraju polega na składaniu w ofierze kościołowi własnych emocji, co też słusznie urzędnicy interpretują jako powszechność religijności, stanowiącą nadrzędną wykładnię obowiązującego prawa.
    Stąd basta dla pasty.
    A teraz ustalmy, jaka ilość diabłów na szpilce jest już śmieszna, a jaka jeszcze straszna.

  54. Tanaka
    22 października o godz. 17:16
    Tanaka, to byla ironia, przepraszam

  55. zyta2003
    22 października o godz. 23:12

    No to popatrzymy sobie. Jeśli sami będą się odwoływać, to znaczy, że jakoś wierzą i wiara ich napędza i mże być różnie. Jeśli już teraz zatrudnią dobrych prawników, żeby im odwołanie napisali, to znaczy, że mają dobre rozpoznanie rzeczywistości. Jeśli tak jest, to odwołanie w kraju przegrają, a w Strasburgu, to najpewniej wydadzą nakaz zarejestrowania …

    No i powinni krzyczeć, nagłaśniać, protestować i robić z siebie uciśnionych męczenników, jak najwięcej szumu robić, tak żeby kkat jak najbardziej przeciw sobie rozjuszyć i żeby tak jak z genderem, każdy proboszcz, w każdym kościele, co niedziela, nawoływał przeciw makaronowemu potworowi.

    Maja szansę…

  56. Skaner
    22 października o godz. 22:27
    Oczywiscie, ze tak.

  57. zyta2003
    22 października o godz. 23:12

    @Jacek Kowalczyk i inni zwrócili uwagę na „katolickie sumienie” przeciętnego urzędnika i „eksperta” i to też może KLPS dopomóc w robieniu szumu i nagłaśniać, nagłaśniać, nagłaśniać …

    Sporo ludzi, ze zwykłej przekory wobec kościoła może się nimi zainteresować. Jak stworzą jakąś fajną oprawę, to mogą coś zdziałać.

  58. Jeszcze drobiazg…
    Gdybym był na miejscu szefa, wspomnianego dziennikarza, to bym się bardzo, bardzo poważnie zastanowił nad przydatnością …

    Bo ten dziennikarz, najwyraźniej nie rozumie co oznacza słowo „ateista”, a w dodatku jest leniem patentowanym, któremu nie chce się sprawdzić, co znaczy bycie ateistą.

  59. Łatwo było polskim urzędnikom podjąć negatywną decyzję w sprawie Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Bo choć w nazwie jest potworem, to jednak wyraźnie nie przewiduje kar dla swoich wrogów, jak czyni to judaistyczny Jahwe, czy muzułmański Allach. Wyraźnie rzeczeni urzędnicy nie bali się kary boskiej za swój czyn, wymagający odpowiedniego i przykładnego ukarania. Mogę podejrzewać, że prędzej lub później jakiś sponiewierany biurokratycznie bóg lub bożek spuści na nich dotkliwe plagi – niekoniecznie egipskie. Choć kto to wie?

  60. Na miejscu katolików bym się poważnie zastanowił.
    Jakiś urzędnik dostaje właśnie prawo oceniania, czy jakaś religia jest prawdziwa, czy jest parodią i czy wyznawcy wyznają ją szczerze i uczciwie, cy też koniunkturalnie albo dla jaj. Dziś taki urzędnik oceni pastafarianizm, i pastafarian jutro zmieni się sytuacja polityczna i zabierze się za ocenianie katolicyzmu i katolików.
    I jeszcze to katolikom wyjdzie bokiem.

  61. Mógłby mnie ktoś pouczyć, jak usunąć z polityki.pl swoje konto na wieki wieków amen? Bo tu jak u króla zwierząt.
    Za stary był, by polować, wiec zapraszał zwierzaki do siebie. Szły jak w dym. Aż przyszedł lis. Stanął przed wejściem.
    – Właź – mówi lew – co tak stoisz.
    – Chyba nie skorzystam. Widzę ślady wchodzących, nie widzę wychodzących.

  62. j.erzy p.ieczul,
    Kiedyś użyłem słowa „sukinsyn” a powinienem skur…yn, mój komentarz został usunięty. Od tej pory w polityce pod artykułami nie komentuję; zażądałem usunięcia mojego konta – nie usunęli. Przekonałem się o tym teraz.

  63. Miałem coś napisać mądrego „postukać” inspirowany jak zwykle wagą kolejnego tematu ateistycznej blogonoweli, ale uznałem że temat nijaki ,a i pogoda za oknem „jakaś taka” a więc niesprzyjająca głębszej refleksji.
    Ale jakby co proszę na mnie liczyć przy następnej okazji.

    PS.Przy okazji pytanie.
    Czy w związku z ostatnimi dosyć spektakularnymi występami prof. Hartmana idącymi na konto ateistycznej braci nie bardziej sensowna będzie zmiana nazwy z ateistycznego na blog materialistyczny.
    Zdaje sobie sprawę, że materializm może być różnie kojarzony, ale rumienić się z powodu reformatorskich zapędów byłego kandydata do Europarlamentu to jednak średnia przyjemność.

  64. @ cmos
    23 października o godz. 12:03
    „Jakiś urzędnik dostaje właśnie prawo oceniania, czy jakaś religia jest prawdziwa…”

    I o to właśnie chodzi, że żaden urzędnik takiego prawa NIE DOSTAŁ.
    Sami je sobie uzurpują prawem kaduka.
    To nie ocena religii tej czy siej powinna być przedmiotem troski i interwencji obywatelskiej (tak jak nie jest nią przedmiot decyzji administracyjnej), ale rażące naruszanie prawa i przekraczanie zakresu uprawnień przez urzędników.
    I ta powszechna praktyka, bezkarnej uzurpacji, wyznacza nasz poziom cywilizacyjny. tj. wspólnoty plemiennej.
    Nasz – obywateli i wyborców, nie urzędników.
    Warto zauważyć, nie tylko tuż przed wyborami, aby potem nie kompromitować się, zgoła nieelitarnie, apelami do waadzy, jak parafianin do biskupa.
    Pozdrawiam wiernych wierze w istnienie lub nieistnienie czegokolwiek.

  65. @Tera bede mówil ja czyli Aaron Sprezyner
    23 października o godz. 16:27

    A kto się rumieni?

  66. Już po wpisaniu komentarza do @cmos, zapoznałem się z wywiadem z pełnomocnikiem prawnym KLPS (tu:http://preview.tinyurl.com/kxaesd5).
    W pełni potwierdza moje obserwacje (patrz mój wpis do cmos).
    Zainteresowanym istotą rzeczy, serdecznie polecam, jeśli jeszcze nie rozumieją o co chodzi.
    A tym, wolącym wiarę lub niewiarę od rozumu, życzę dużo uciech emocjonalnych w dyskusji modo dotychczasowe wpisy.
    Pozdrawiam.

  67. Dla zainteresowanych już było, a tera dla analityków antropologii, o źródłach „joke law” w wykonaniu urzędów plemiennych.
    Ilustracja jak na zamówienie.

    Ojciec Rydzyk w Sejmie do KRRiT: Dogadajmy się! A za chwilę: Mnie jako katolika prawo nie obowiązuje…

    „- Prawo? Hitler też prawo ustanawiał – powiedział o. Rydzyk i atmosfera zgęstniała. Zaczęła się krótka przepychanka słowna, podczas której redemptorysta stwierdził wprost: – Mnie, jako katolika, prawo nie obowiązuje.”

    Cały tekst: http://preview.tinyurl.com/pawysbf

    Szkoda dyskusji ateistycznych, jeśli nie idą za nimi działania obywatelskie. Inaczej, za rok wszyscy będziemy blogować apelując o ułaskawienie od kary za makaronizmy. ;(

  68. Ojciec Rydzyk stwierdził publicznie, ze prawo go nie obowiązuje. Zapamiętajmy tę datę. Zapamiętajmy te słowa.

    http://wyborcza.pl/1,75478,16852994,Ojciec_Rydzyk_w_Sejmie_do_KRRiT__Dogadajmy_sie__A.html

  69. @ Czytelnicy
    Nowy wpis czeka.

  70. Co robi normalny człowiek jak nie ma nic do powiedzenia? Milczy;
    co robi ten na „A” w takiej sytuacji? Pisze, ze nie ma o czym pisać.

  71. Gekko
    23 października o godz. 16:55

    Dziękuję za ten link do wywiadu. Faktycznie, pasuje do Twojego poprzedniego komentarza.
    Kościół Wyznawców Słońca tak, KLPS nie. A to dobre.

  72. A czy, do licha, istnieje jakaś „religion” która nie jest „joke”? Ludzie XXI wieku, europejczycy, którzy podbijają kosmos jednocześnie traktując jako kompas moralny pseudo-literacką bazgraninę bliskowschodnich pastuchów epoki brązu. Współcześni Europejczycy, z praktycznie nieograniczonym dostępem do wiedzy, wierzą że syn aramejskiego cieśli z samego zadupia ówczesnego świata umarł 2 tysiąclecia temu aby zbawić ludzkość… itp itd. To jest „joke”!