Joke religion, czyli w co wierzy resort cyfryzacji

Myś* - to taka niedokończona myśl. Staram się zachować poziom politycznej debaty cechującej nasze mediaPastafarianie ubóstwiają makaron. To zdanie jest bezwzględnie prawdziwe i nie sposób je zakwestionować, ponieważ jest tautologiczne. Chrześcijanie ubóstwiają Chrystusa — to zdanie paralelne i również niekwestionowalne. A jednak Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji znów odmówiło wpisania Kościoła Latającego Potwora Spaghetti (KLPS) do rejestru Kościołów i związków wyznaniowych. Wprawdzie w powyższych zdaniach można podejrzewać pojawienie się zupełnie różnych znaczeń słowa „ubóstwiać”, niemniej od razu widać, z jak trudnym problemem borykali się urzędnicy i prawnicy odpowiedzialni za rejestrowanie związków wyznaniowych, kiedy o rejestrację wystąpili pastafarianie.

Decyzję o umorzeniu w całości postępowania o wpis KLPS do rejestru MAiC uzasadnia aż na 21 stronach wielokrotnie zapętlonego prawniczego pisma. Jego lektura może być swoistą karą dla wnioskodawców, choć zarazem dawać im sporo satysfakcji. Zostali bowiem potraktowani z całą powagą urzędu, i słusznie. (Zdaje się zresztą, że nie mają zamiaru spocząć na laurach).

Pismo podpisał z upoważnienia sekretarz stanu Stanisław Huskowski, ale oczywiście za decyzję odpowiada nowy minister, czyli Andrzej Halicki (poprzednią odmowną decyzję wydał Michał Boni). Istota argumentacji ministra sprowadza się do tego, że wnioskodawcy nie zdołali przekonać ministra, iż CELEM ich działania jest powołanie związku wyznaniowego.

Decyzja_1

 

Czyli wprawdzie spełniają wszystkie wymogi formalne, ale nie umieją przekonać, że czynności związane z ich kultem są odpowiednio kultowe. Resort odwołał się do stanowiska NSA w innej sprawie, które mówiło, że „za obrzęd religijny należy uważać zespół czynności i praktyk mających znaczenie symboliczne, uświęconych tradycją, towarzyszących uroczystości religijnej, dający wyraz czci (kultu) wobec sacrum”. „Zatem — wyjaśnia pismo — za wspólnotę religijną nie można uznać organizacji, która choć deklaruje charakter religijny, nie ma obrzędów polegających na oddawaniu czci sacrum”.

A więc wszystko rozbija się o to, czym jest sacrum, no i, rzecz jasna, „uświęcenie tradycją”.

Dalej w uzasadnieniu czytamy także (swoją drogą, ortografia całego tego pisma pozostawia sporo do życzenia):

Decyzja_2

Urzędnicy akceptują parodię, to miło z ich strony. Tylko że, niestety, nie są w stanie uzasadnić (no bo jak?), dlaczego te odwołania czy nawiązania do chrześcijaństwa są antyreligią, a czerpanie pełnymi garściami przez chrześcijaństwo z przedchrześcijańskich religii w żadnym wypadku parodią (ani antyreligią) nie jest. Dlaczego jedzenie makaronu nie może być symboliczne w taki sposób, w jaki jest symboliczne spożywanie ciała Chrystusa pod postacią opłatka? A, no jasne — makaron nie jest uświęcony tradycją, a sacrum katolickie jest bardziej sacrumowe niż jakiekolwiek inne i już.

Akcja Kościoła Latającego Potwora Spaghetti uświadamia boleśnie, że sfera wiary jest nieweryfikowalna, niemierzalna, a z punktu widzenia władzy państwowej bardzo niewygodna jako przestrzeń całkowicie uznaniowa. Fajnie by było, gdyby ministerstwo mogło ogłosić walkę na bogów — niechby oni sami pokazali, który jest najbardziej prawdziwy. Ale do niczego takiego nie dojdzie. I tak urzędnicy stanęli przed nierozwiązywalnym dylematem: czy kompromitować się nie rejestrując pastafarian, czy kompromitować się rejestrując ich?

Moim zdaniem, rozsądniejsze i uczciwe byłoby ich zarejestrowanie. Choćby z racji nieuchronnej mętności pojęć, do jakich odwołują się religie wszelkiego typu. Po krótkiej burzy medialnej sprawa poszłaby w zapomnienie. I zapewne bardzo nieliczni członkowie Kościoła chcieliby korzystać z uprawnień, jakie daje formalna rejestracja. A jeszcze mniej oddawałoby się z zapamiętaniem kultowi w inny sposób niż jedząc spaghetti. Dziwacznych Kościołów jest zarejestrowanych w Polsce bez liku i nikomu to specjalnie nie przeszkadza. Gorzej, że jeden jest szczególnie uprzywilejowany, co doskonale pokazuje awanturka wokół KLPS.

Prawdziwy dowcip udał się dziennikarzowi relacjonującemu sprawę w gazeta.pl: „Deklarowanie wiary w Latającego Potwora Spaghetti jest popularne szczególnie wśród ateistów”. Gdyby to była prawda, resort cyfryzacji natychmiast powinien zarejestrować KLPS — pozbyłby się przynajmniej części ateistów, którzy w ten oto prosty sposób staliby się poczciwymi i uczciwymi wierzącymi (tyle że inaczej).