Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

30.09.2014
wtorek

Dobre wiadomości i złe

30 września 2014, wtorek,

Myś* - to taka niedokończona myśl. Staram się zachować poziom politycznej debaty cechującej nasze mediaW świecie mediów zła wiadomość to dobra wiadomość (dla mediów). To banał. Dobre wiadomości słabo się sprzedają, bo odbiorcom nie chce się ich czytać, poznawać, oglądać. Czyli „winne” są obie strony tego układu i nie jest całkiem oczywiste, która bardziej. Oskarżanie mediów o sprzedawanie negatywnego obrazu świata jest hipokryzją. Wystarczy spojrzeć krytycznie na własne wybory, zweryfikować uczciwie, które tytuły i jakie tematy przyciągają naszą uwagę, ile czasu spędzamy przy zapoznawaniu się z wiadomościami o ludzkich dramatach i tragediach, o rozmaitych nieszczęściach, wypadkach, przestępstwach, a ile poświęcamy na bardziej pozytywne informacje.

To może być zresztą ciekawe doświadczenie, jako że na ogół pielęgnujemy (a właściwie robimy to nieustannie) wyidealizowany obraz samych siebie. Nasza tzw. podświadomość wykonuje olbrzymią pracę, bylebyśmy mogli dobrze myśleć o samych sobie (znacznie mniej dbając o rozpoznawanie tego, co dobre, u innych). To jeden z najsilniejszych mechanizmów psychologicznych, jakim podlegamy. Co znaczy mniej więcej tyle, że musimy podjąć wysiłek, by w tej kwestii nie lecieć wyłącznie na autopilocie. A na ogół lecimy.

Ale… nie o tym chciałem. Chciałem bowiem zwrócić uwagę na inny (choć powiązany z tamtym) mechanizm psychologiczny dotyczący tego, jak postrzegamy dobre i złe wiadomości odnoszące się do nas samych. Ten mechanizm także służy zachowaniu dobrego samopoczucia (czy raczej pewnej stabilności), ale niekontrolowany może przynosić negatywne skutki. Kiedy zrobimy np. badania i wyniki będą złe albo lekarz postawi nam nieprzyjemną diagnozę, będziemy dążyli do zweryfikowania tych wiadomości — pójdziemy do innego lekarza, powtórzymy badanie w innym laboratorium itp. Ale komu przyjdzie do głowy weryfikować pozytywne wyniki i kłócić się z lekarzem, gdy powie nam, że nic poważnego nam nie grozi? (Hipochondrycy nie są wcale wyjątkiem, tylko działają jakby na odwyrtkę: wiedzą, że są chorzy, więc to zakwestionowanie ich choroby jest „złą”, wymagającą weryfikacji wiadomością). Dobre dla nas wiadomości przyjmujemy jako oczywiste, złe jako podejrzane. Uwielbiamy się oszukiwać.

Innymi słowy — w trochę szerszej formule — jeśli jesteśmy o czymś „głęboko przekonani”, każde potwierdzenie naszego przekonania kupimy z łatwością, ale coś, co zdaje się przeczyć naszemu przekonaniu, będziemy oglądać na wszystkie strony, byle znaleźć usprawiedliwienie dla zachowania stanu stabilności owego przekonania.

Dlatego metoda naukowa jest tak potężnym narzędziem, zwłaszcza w swojej idealnej wersji. W praktyce naukę robią naukowcy, którzy podlegają takim samym mechanizmom psychologicznym jak my wszyscy (tyle że mamy prawo wymagać od nich znacznie dalej posuniętej samokontroli). Jednak to właśnie naukowa metoda poznawania świata, bazując na nieustannej konfrontacji indywidualnych przekonań podpartych doświadczeniami, dostarcza nam wiedzy, jak działa świat. Wbudowany w naukową metodę mechanizm z definicji zakłada możliwość zmiany najgłębszych nawet „przekonań”.

Taka sama zmiana paradygmatu myślenia może się dokonywać w naszym indywidualnym obrazie świata, ale do tego potrzebny jest albo pewien typ autorefleksji, albo jakiś rodzaj osobistego przeżycia, doznania, które nagle dokonuje w nas przestawienia przełącznika, całkowitej zmiany optyki. Stąd tak trudno komuś wierzącemu przyjąć punkt widzenia niewierzącego i vice versa. A takie „przełączenia” dokonują się przecież w obie strony.

A właściwie dlaczego ja o tym piszę? Po części dlatego, że dostrzegam pewną beznadziejność i jałowość części toczących się na tym blogu potyczek (że nie wspomnę o jałowości powtarzania tej samej frazy bez względu na kontekst tematyczny) — mnie to już cokolwiek nuży, a i Państwa nie bawi aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać.

Blog z założenia nie miał być (i nie jest) narzędziem laicyzacji kogokolwiek, chodzi mi raczej o przedstawianie punktu widzenia, który w obecnym dyskursie publicznym jest spychany na margines (cokolwiek by mówili prawicowi dziennikarze o tzw. medialnym mainstreamie, jest on daleki od świeckości). Chodzi mi także o stworzenie miejsca, w którym ludzie mogą uzgadniać między sobą wspólną przestrzeń życia, mimo czasem zasadniczej (a czasem nieusuwalnej) różnicy zdań. Bo najgorsze by było, gdybyśmy zamiast walczyć na opinie, walczyli na noże. Na razie wciąż mamy jeszcze wybór. Kłopot w tym, że ta walka na opinie to nie powinna być walka autopilotów. Co mam na myśli?

Może i prof. Hartman nie zdołał przewidzieć burzy, którą wywołał swym wpisem o kazirodztwie, może nie dość jasno przedstawił swój pogląd, może i gdzieś się zagalopował, ale praktycznie wszystkie reakcje, jakie pojawiły się w przestrzeni publicznej, to właśnie reakcje autopilotów. Prawdopodobnie tylko tak to się może odbywać. Poważna refleksja jest po prostu za trudna.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 90

Dodaj komentarz »
  1. Po prostu p. Hartman przyjął jako dobrą wiadomość, gdy ktoś mu wmówił, że jest on (p. Hartman) inteligentny i nadaje się na publicystę oraz autorytet. I nadal tkwi (p. Hartman rzecz jasna) w samooszukiwaniu się.
    Dodam, że powyższy komentarz jest wyłącznie wysunięciem logicznych wniosków z tekstu p. Kowalczyka.
    POzdro.

  2. Dlaczego zakladac, ze kazda wysunieta teza niezgodna z moim „glebokim przekonaniem” moze byc przeze mnie analizowana tylko poprzez gleboko zakorzenione psychologiczne mechanizmy obronne, majace utwierdzic mnie w moich opiniach? Z zalozenia blednych, skoro autor przywoluje na pomoc psychologie. „Uwielbiamy sie oszukiwac” itd.
    To nie jest dobre wyjscie do dyskusji.
    Wygodniej uznac takich jak ja za psychicznie chorych, a wiare w Boga sprowadzic do jakiejs formy patologicznego samooszukiwania sie, gdy juz mowa o autopilotach.
    Nauka popelnila juz tyle bledow, ze do stawiania metody naukowej na piedestale radzilbym podchodzic bardziej ostroznie.
    Co do pana Hartmana- wyrzucenie z szeregu TR to najlepsze, co moglo mu sie przytrafic. Byc moze to przemyslana strategia, aby dac noge z malo powaznego (i powazanego) ugrupowania w slad za 12 bylymi kolegami.

  3. Od intelektualisty należy oczekiwać więcej: i my mamy do tego prawo, i oni taki obowiązek. Z tonu wpisu pana Hartmanna (zanim został usunięty), nie wynikał zamiar rozpoczęcia dyskusji nad nowym oglądem obyczajowego i kulturowego tabu. Wpis zawierał oceny zabarwione, sugerujące, jakiego rodzaju ogląd owego tabu autor skłonny będzie uznać za wystarczająco dobrze świadczące o otwartości, o braku nieracjonalnych przesądów itd. Problemów widzę kilka, z tego dwa rudymentarne. Czas, kiedy wszystkie drobne różnice, wcześniej kwitowane uśmiechem politowania lub w ogóle niezauważane, a obecnie urastające do rozmiarów barykad, na których sadowią się zradykalizowani do granic śmieszności, ale wciąż śmiertelnie poważni rodacy wierni i niewierni, jest czasem jak najgorszym dla podejmowania przez stronę racjonalistyczną dyskusji nad problemem trudnym nawet dla badaczy cesarstwa rzymskiego, mitów arturiańskich, greckich i skandynawskich, a nawet starego testamentu. Zresztą bez choćby wzmianki o kontekstach historycznych, próba podniesienia tego tematu pod pretekstem głosowania w parlamencie niemieckim, jest zwykłą rozróbą, a nie początkiem rozmowy. Która, i to problem drugi z podstawowych, powinien pan nauczyciel rozpocząć na seminarium studenckim na przykład, bo to jest miejsce, w którym można sensownie przetestować, skontekstować i rozwinąć problem tak, aby nie stając się apologią, stał się przedmiotem sensownej dyskusji. Z tej burzy dla wolności myślenia wiele nie wyniknie, za to wyniknie dla środowiska wolnomyślicielskiego. Daleka jestem od niedoceniania kwalifikacji intelektualnych czytelników Polityki. Za to pan Hartmann stanowczo za krótko myślał.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „…ale praktycznie wszystkie reakcje…”

    Generalizacja to też ciekawy mechanizm.

  6. @lukasso

    Odnośnie autopilota, wpis Gospodarza dotyczy, jak sądzę, w równym stopniu jego światopoglądowych sojuszników. Niepotrzebnie bierzesz go tylko do siebie. Trudno mi pochylić się nad argumentami, które są sprzeczne z utrwalonym poglądem, a jeśli dodatkowo wygłasza je osoba, której nie cierpię… szkoda gadać 🙁

    Natomiast dziwi mnie robienie nauce zarzutu z tego, że popełnia błędy. Pomyłki i błędy są immanentną częścią składową tego, czym nauka jest; metoda naukowa powstała dlatego, że błędy się popełnia – inaczej nie byłaby potrzebna.

    Przez taki pryzmat można też spojrzeć na religię. Dla mnie religia, w swej teologicznej kosmogonii, jest całkiem jak nauka: przekaz religijny stanowi przecież pewien model świata, pewien pogląd na to, czym świat jest. Chyba się zgodzisz? Różnica w stosunku do metody naukowej polega na tym, że ów model obejmuje założenie o własnej prawdziwości (objawionej) i wyklucza jakiekolwiek próby weryfikacji.

  7. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Powazna refleksja na temat tak zwanego kazirodztwa i profesora Hartmana jest mozliwa ale potrzeba do tego osob powaznie tym tematem zainteresowanych. Takich osob jest brak. Nie tylko u pana na dzikim wschodzie ale rowniez u mnie na Dzikim Zachodzie. Byc moze Hartman ma cos do powiedzenia w tej sprawie i byc moze warto jest go wysluchac. Niestety Polityka wymazala ten temat z dyskusji. Sytuacja zrobila sie dziwna. Polityka nie wstydzi sie swojego komunistycznego rodowodu ale wstydzi sie tematu kazirodztwa. To juz jest niezla hipokryzja w wykonaniu spadkobiercow I sekretarza KC PZPR. Jest to dulszczyzna w postkomunistycznym sosie ktora swietnie pasuje do katolickiego pogrzebu Jaruzelskiego. Teraz kazdy Polak moze zobaczyc kim i czym sami jestescie. A jestescie banda oportunistow ktorzy sprzedali laickie panstwo Watykanowi. Do tej pory pamietam jak Passent zalecal internautom zdejmowanie czapki gdy ci przechodza obok swiatyni katolickiej. Ktos na blogu Hartmana dopytywal sie o kapelana w Polityce.To co sie stalo z Hartmanem jest zamachem na wolnosc slowa.
    Wracajac do tematu poruszonego przez Hartmana to po pewnym zastanowieniu stwierdzam ze tak dlugo jak nie ma przymusu ekonomicznego czy spolecznego ludzie powinni miec prawo do wyboru osoby z ktora chca spedzic zycie nawet gdy jest to brat czy siostra. Nie jest w interesie panstwa trzymanie policjantow w kazdym pokoju sypialnym przy kazdym rozkladanym luzku czy przy kazdym materacu nadmuchiwanym. Dajmy ludziom wolnosc od zabobonu a tym ktorych ciekawi aspekt genetyczny zaoferujmy fachowa porade genetyka. Jestem za tym abysmy mieli wiecjej wolnosci bo to znaczy wiecej rownosci dla nas wszystkich. Religijnie motywowane ograniczenia nie moga byc akceptowane w laickim kraju. Mysle ze warto przeprosic Hartmana i z powrotem umiescic jego felieton na jego blogu.

    Slawomirski

  8. „Taka sama zmiana paradygmatu myślenia może się dokonywać w naszym indywidualnym obrazie świata, ale do tego potrzebny jest albo pewien typ autorefleksji, albo jakiś rodzaj osobistego przeżycia, doznania, które nagle dokonuje w nas przestawienia przełącznika, całkowitej zmiany optyki.”

    No to rozpocznijmy narodowa dyskusje o kazirodztwie, zoofilii, matkofili, ojcofilii.
    Ewa Drzyzga (TVN) znajdzie na pewno chetnych do udzialu w swoim programie, gdzie zainteresowani beda mogli przedstawic swoje doswiadczenia i wlasny punkt widzenia.
    Zrobimy glosowanie przy pomocy SMS co Polacy na to.
    Zapewniam Pana, ze bardzo duza czesc opinii publicznej podejdzie do tego ze zrozumieniem, a nawt z entuzjazmem.
    Tylko po co to? Zeby obalic kolejne tabu za cene babrania sie w g…

  9. Panie Jacku, mam trochę inną teorię na temat „popularności” tzw. złych wiadomości. A mianowicie metafizyczne zło, które czai się za wszelkim cierpieniem człowieka jest na co dzień przeceniane i wyolbrzymiane w mediach. Tak naprawdę, większość ludzi nie styka się z tym złem na co dzień, dlatego każda wiadomosć o trzesieniu ziemi, gwałtach czy innych niecnych praktykach biskupów lub innych V.I.P. wywołuje takie zaciekawienie. Tak, zaciekawienie: „jak ów zło powstało i jakie były tego konsekwencje?”. Natomiast dla ludzi, którzy żyją w permanentnym cierpieniu, to „zle” informacje ze świata są traktowane jak praktyka terapeutyczna, polegająca na odczulaniu poczucia niesprawiedliwości, na zasadzie: „no tak, nie tylko ja mam takiego pecha – inni ludzie chyba mają gorzej”.
    Reasumując, tzw. złe wiadomości są potrzebne dla ludzi – bez względu na ich status społeczny, stopień szczęśliwości oraz inteligencję emocjonalną.
    Ja raczej rzadko sprawdzam ile było ofiar w katastrofach, kto kogo zgwałcił… Częściej podgladam zabawne filmiki z udziałem zwierząt lub dzieci.

    Co do Hartmana. Ma Pan rację. Poważna refleksja w Polsce jest trudna. Warto się zastanowić z czego to wynika? Zresztą, o jakich my tu refleksjach marzymy, skoro większosć ludzi w Polsce nie chce nawet podejmować tego tematu!
    Z całej tej sprawy nasuwają się dwa wnioski:
    1. Casus Hartmana obnażył po raz kolejne karygodną obłudę i zaściankowość polskiego społeczeństwa, a w tym mediów, niestety – w szczególności Pańskiej gazety;
    2. Cyniczne ratowanie swojej partii – trupa przez Palikota potwierdziło, jaką kanalią jest ten polityk. Szkoda nawet tępić klawiatury na tego śmiesznego polityka.

  10. strach, k…., otworzyć lodówkę, żeby nie wyskoczył Rafał Kochan ze swoimi poważnymi refleksjami o Polsce, Polityce i Palikocie…

  11. @małyjanio. Za to wyskakuje głupi jasio. A jakie ty masz przemyślenia? Czy tylko lodówki otwierasz?

  12. @Rafał Kochan
    „… Częściej podgladam zabawne filmiki z udziałem zwierząt lub dzieci.”

    To nie sa te filmy, ktore wyobraznia narzuca po przeczytaniu wstepniaka na tym blogu.

  13. @Witold. No cóż, głodnemu chleb na myśli.

  14. RK godz. 8:08
    Tak.
    Pozdrawiam

  15. „Może i prof. Hartman nie zdołał przewidzieć burzy, którą wywołał swym wpisem o kazirodztwie, może nie dość jasno przedstawił swój pogląd, może i gdzieś się zagalopował,”

    – gdy do przeczytanego zanim skasowano tekstu profesora ma się wątpliwości, jest się nazywanym „tłuszczą”, głupawą i bezfleksyjną grupą; no bo jak można mieć wątpliwości, gdy profesor seks związek rodzeństwa nazywa „wyższym jakościowo związkiem niż ludzi niezwiązanych rodzinnie”.
    Pomijając szkodliwość seksualnego wykorzystania syn/córki przez rodzica, to teraz taki ktoś weźmie profesorski argument, że to „lepsza miłość”.

  16. @Anna. Kobieto (?), Hartman zwrócił uwagę na potrzebę dyskusji o kazirodztwie. Nikt tu nie mówi o wykorzystywaniu dzieci przez rodziców, bo przecież kazirodztwo nie dotyczy li tylko bezpośrednio spowinowaconych członków rodziny. A to, że ktoś cos pomyśli niewłaściwie, i pobudzi jego chorą wyobraźnię, czy to ma zwalniać ludzi od myślenia i dyskusji? Równie dobrze można powiedzieć, że skoro księża wykorzystują dzieci i wymiar sprawiedliwości nie jest w stanie karac sukienkowych, będzie to zachęcało potencjalnych zboków do pedofilii. Prawda, ze absurdalne?

  17. @? : „o prostu p. Hartman przyjął jako dobrą wiadomość, gdy ktoś mu wmówił, że jest on (p. Hartman) inteligentny i nadaje się na publicystę oraz autorytet. I nadal tkwi (p. Hartman rzecz jasna) w samooszukiwaniu się.
    Dodam, że powyższy komentarz jest wyłącznie wysunięciem logicznych wniosków z tekstu p. Kowalczyka.”

    Ciekawe, ja podobny wnisoek wyciagnalem z tekstow p. Hartmana.

  18. Panie Jacku
    Świetny wpis. Esencja rzeczy. Czyta się z przyjemnością. Dziękuję i gratuluję. Nie bardzo jest z czym polemizować. Ale może coś uzupełnię.

  19. @Rafale, (mężczyzno?) – no zwrócił pan profesor uwagę, że nalezy podjąć dyskusję, mając samemu bardzo określone widzenie związków kazirodczych:

    „”Co więcej, jest pewien argument na rzecz tolerowania kazirodztwa. Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?”

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,16721990,Prof__Hartman_chce_dyskusji_o_zwiazkach_kazirodczych_.html#ixzz3EsozJbiA„.
    Czy jest wobec tak „cudnego” i „wyższego” związku zwykły związek kobiety i mężczyzny? No niczym prawie.

  20. Anna
    1 października o godz. 11:19
    „Niczym prawie”, powiadasz?
    A wiesz, że może masz rację? Do spółki z Hartmanem.
    Jak się tak rozejrzeć dookoła, ile jest udanych związków niekazirodczych, ilu facetów uśmiecha się do swoich kobiet 5, 10, 20 lat po ślubie, lub nieślubie, ile kobiet robi to samo, wieje zgrozą.
    Hartman więc zwraca uwagę na to, że – być może – jest tak, że związek wywołany szczególnym pokrewieństwem psychicznym, daje podstawę do specyficznej jakości związku. Może lepszej niż u pozostałych.
    Rzecz do rozważenia i do zbadania. Problem w tym, że nawet zachęta do rozważenia, wywołuje wścieklicę. A o zbadaniu nie ma co nawet wspominać.

  21. ” jest tak, że związek wywołany szczególnym pokrewieństwem psychicznym, daje podstawę do specyficznej jakości związku. Może lepszej niż u pozostałych.”
    – cóż zawsze możesz mieć syna i córkę i wypróbować, przekazując swoim dzieciom rady, jakie to cudne.

  22. Oto dobre wiadomości: mamy już dwóch ludzi w Watykanie !
    Jeden znany , drugi – nowy. Obaj fachowcy. Pierwszy – głosiciel, drugi – gwałciciel. Pierwszy – myliciel, drugi – czyniciel. System pierwszego daje skutki w drugim.
    Wesoła nowina !
    Oto złe wiadomości: media o tym milczą. Gawiedź chce czytać, chce słyszeć,a tu nic ! Końce w wodę. Obaj z Polski, obaj to krew z krwi, kość z kości, słowiańskie, polskie plemię. Tyle tematów, tyle możliwości do pokazania, dyskutowania, pytania, dociekania: czemu, jak, skąd, dlaczego. I nic, cisza. Ani na poważnie, ani jajecznie.

  23. @Rafał Kochan
    OK Żartowałem.
    Wiem, że na myśli miałeś „Reksia” oraz „Bolka i Lolka”
    Brońmy ich przed Hartmannem.

  24. @Witold. Pudło. Brońmy ich przed tobą. A poza tym, nie o takie filmy mi chodziło. Nie zatrybiłeś …

  25. Pan redaktor w swoim skądinąd świetnym wpisie (trudno byłoby coś ująć, a i dodać nie bardzo jest co) pisze na koniec:”Może i profesor Hartman nie zdołał przewidzieć burzy, jaka wywołał swym tekstem o kazirodztwie” bo zareagowały głownie „autopiloty”.
    Hipoteza pana Jacka się obroniła, można by powiedzieć, ale nie w tym rzecz.
    Prof. Hartman po raz kolejny dowiódł, że jest człowiekiem mało przewidującym, obmyślającym przynajmniej dwa ruchy do przodu, co go dyskwalifikuje jako polityka, którym chciałby zostać.
    Postawił na złego konia, bo jego guru nie tylko zrzucił go z grzbietu, ale i poniekąd ośmieszył (choć Palikot przede wszystkim sam się do szczętu skompromitował), ujawniając tym samym ogrom naiwności profesora, który uwierzył w Palikota i mu zawierzył, a wielu go przestrzegało, także na jego macierzystym blogu, by się to TR nie pchał.
    Już zaledwie po roku plus minus siedzenia Palikotowców w Sejmie było widać, że wtedy jeszcze Ruch Palikota to humbuk, hałaśliwa wydmuszka.
    Cenię Grodzką, Biedronia, Nowicką, Rozenka, ale w jakims sensie Palikot ich zmarnował i został mu się ino sznur, nawet jeśli jeszcze nie wszyscy go opuścili.

  26. Po pierwsze – WIELKIE DZIEKI, Panie Jacku, za nowy wpis, bo dyskusja o „panu Jedraszwskim” i jego „mundrosciach” na temat ateistow, sensowna dyskusja, wyczerpala sie w okolicach 530 postu. Potem juz byla „wolnoamerykanka” na bazie luznych tematow …
    Po drugie – dzieki za poruszone tematy. Bo widze co najmniej trzy rozne zagadnienia, co moze nam, blogowiczom dac okazje do ciekawej wymiany pogladow.
    Po trzecie – teraz, na szybko, jedno dopowiedzenie. Mianowicie, jest to zasmucajace, ze humanisci z wyksztalcenia, maja gigantyczne luki w wyksztalceniu i wiedzy z zakresu behawiorystyki …
    Czyzby, sama nazwa „bio/fiz” powodowala, ze sie umysl humanisty zamyka na poznanie? Zadziwiajace, zwlaszcza w swietle najbardziej humanistycznego manifestu, ze „jestem czlowiekiem i nic co ludzkie, nie jest mi obce”. Ten manifest moze byc nie tylko zacheta do poszerzenia wiedzy, moze byc rowniez swietnym punktem wyjscia do dyskusji, chocby o problemie kazirodztwa i propozycji dyskusji tematu rzuconej przez prof Hartmana.

    Ateraz wracam do tego, co nauka o zachowaniu mowi glownym temacie …

    Jestesmy potomkami dlugiej linii przodkow, ktorzy przezyli i zdolali przekazac swoje geny potomstwu. Przezyli, nasi przodkowie, okres zycia nadrzewnego, potem kilka milionow lat na afrykanskich sawannach, wielka wedrowke i opanowanie pozostalych kontynentow, powstanie i rozwoj cywilizacji. Na kazdym z tych etapow grozily im rozne niebezpieczenstwa i przezyli tylko ci, ktrzy ciut lepiej obserwowali, ciut bardziej mieli wytezona uwage i spostrzegawczosc i to oni, te cechy przekazywali swojemu potomstwu. Cechy sie utrwalaly i wzmacnialy. My wspolczesni jestesmy dziedzicami tych cech i umiejetnosci. Mamy wbudowany mechanizm zwracania uwagi na mozliwe niebezpieczenstwo, ktore i nam moze zagrazac. To jest automat, ze wieksza wage ma dla nas to co zle i grozne, niz to co dobre i niegrozne. To dlatego jako pierwsze przegladamy i zwracamy wieksza uwage na zle wiadomosci, niz te, ktore sa dobre, lub neutralne. Kilka dni temu jako pierwsza „otworzylem” i przeczytalem wiadomosc o wybuchu wulkanu w Japonii z informacja o ofiarach. Niby ten Japonski wulkan daleko i pewnie mi bezposrednio nie zgraza, ale automatyczna reakcja byl zapoznanie sie z ta wiadomoscia, a nie dywagacjami na temat skladu rzadu Pani Kopacz…

    Bo tak wlasnie dziala ten wbudowany w podswiadomosc mechanizm obronny, ze w jego ocenie, wybuch wulkanu jest wiekszym potencjalnym zagrozeniem, niz to kogo Pani Kopacz zatrudnila w swoim rzadzie i dlaczego. Dopiero na dalszym etapie przetwarzania informacji wychodzi, ze japonski wulkan nie stanowi zagrozenia bezposredniego, za to sklad rzadu i to co zrobi, bedzie mialo wplyw na przyszloroczne wybory i skutki tego beda juz mialy bezposredni wplyw na moje zycie, w postaci wynikow tych wyborow. Ta konkluzja jest wynikiem procesu intelektualnego, a nie instynktownej reakcji…

    Tak wiec, zwracanie uwagi na „zle” wiadomosci, jest u swoich podstaw automatyczna reakcja, wyksztalcona i utrwalona w procesie ewolucji. A to, ze media na tym zeruja, to normalka, zwiazana z inna, rowniez ewolucyjnie wyksztalcona cecha, a mianowicie chciwoscia, czesto ukrywana obludnie pod innymi nazwami.

    Przy tym wszystkim warto jeszcze, tak mi sie zdaje, zwracac czasem uwage na drobiazg jakim jest cywilizacja i w pocie czola wypracowywane zasady i sposoby panowania nad instynktami. Ale to jest juz zupelnie inna historia, jako mowil Rudyuard Kipling.

  27. @Slawomirski
    Brawo! Dobry ciekawy tekst i ujecie tematu. Przeczytalem z zainteresowaniem i chyba po raz pierwszy odnalazlem bliskie mi motywy. Nie chce zbaczac na kazirodztwo, bo tematem wpisu Pana Jacka Kowalczyka sa „wiadomosci dobre i wiadomosci zle”, dlatego nei podejme z Panem dyskusji. Co mam nadzieje Pan Zrozumie.

  28. Wpis Gospodarza znakomity.

    Zaintrygował mnie też wpis Slawomirskiego, 1 października o godz. 3:00, który porusza bardzo ważne kwestie (choćby oddania całego pola dyskusji ideologicznej tzw. Watykanowi przez tzw. lewicę).

    Co do kazirodztwa. Oczywiście nie powinniśmy go mylić z pedofilią (a większość przypadków kazirodztwa ściśle z pedofilią się łączy). Jeśli jednak okazałoby się, że moja siostra sypia z moim bratem (obije w wieku 50+), to by mnie to na pewno zdziwiło, ale chyba nie bardziej, niż informacja, że brat sypia z kolegą lub siostra z koleżanką. Moja mama pewnie dostałaby apopleksji (w każdym z wymienionych tu przypadków), brat/siostra straciliby mnóstwo znajomych, nie wiem, co ja bym sobie pomyślał, ale z całą pewnością nie życzyłbym sobie, by w ten bigos właziło ze swoimi buciorami państwo.

    Pytanie – jak poważny jest to problem w skali społecznej, czy warto podważać tabu w interesie, powiedzmy, 100 osób, jeśli jednocześnie daję się do reki argumenty przeciwnikom liberalizacji innych aspektów życia społecznego (choćby w sprawie aborcji, eutanazji, związków partnerskich) dotyczących znacznego odsetka społeczeństwa.

  29. @Slawomirski
    1 października o godz. 3:00
    „A jestescie banda oportunistow ktorzy sprzedali laickie panstwo Watykanowi. ”

    Oj Slawomirski Z tym to sie zgadzam Cenzura komunistyczna tez odrzucilaby taki tekst Hartmana Kiedys calowali tylek 1-szemu sekretarzowi a teraz episkopatowi. Wiadomo bylo ze sie ludzie =ludnosc wiejska-sie oburzy. Wiekszosc inteligencji zginela w czasie II Wojny (rozstrzeliwanie profesorow+Powstanie Warszawskie+wiekszosc Armi Krajowej zostala poza Polska komunistyczna) Na ich i Zydow miejsce weszli wiesniacy.
    Nawiasem mowiac to w Polsce jest tez tak, ze w Polsce Zydowi wolno mniej. A professor Hartman jest Polakiem o zydowskich korzeniach. Wiesniacy sa bardzo anty-zydowscy. Nie pisze antysemiccy bo oni nawet nie wiedza co to jest.

  30. Uwazam, ze w kraju, gdzie kwestie oczywiste ( dla tych, dla ktorych oczywiste) jak antykoncepcja, in vitro i mnostwo innych (sami wiecie najlepiej) wzbudzaja ciagle tak wielkie emocje wychodzenie z tematem do publicznej debaty jakim jest kazirodztwo jest niepolityczne i po prostu glupie. Teraz juz kazdy ksiadz na ambonie moze dodac, ze ateisci sa za tym. To tak jak z demokracja, niby teoretycznie dobrze, ze wszystko wolno, ale w rzeczywistosc dobrze byloby zeby nie szkodzila ludzkosci, a w tym przypadku wolnosc slowa nie szkodzila ” unowoczesnieniu” Polakow.
    Kazirodztwo to nie tylko zagrozenie urodzenia dziecka z wadami genetycznymi, bo w dzisiejszej dobie istnieja badania prenatalne likwidujace do minimum ryzyko. Przywykniemy w przyszlosci do tego zjawiska? Alez oczywiscie moze tak sie zdarzyc, ogromna ilosc dzieci na calym swiecie nie wie, ze istnieje swiat, w ktorym n ie ma wojen i przywykly do tego. Prosze nie porownywac w tym miejscu zwiazkow homoseksualnych, bo to zupelnie co inngo.
    Mialam kilkoro rodzenstwa, czy mam sobie wyobrazac rozne lamiglowki jakie wyniknelyby z uwolnienia tego tabu, wlaczajac w to rodzicow i ciagle z potrzebami erotycznymi dziadkow. O nie, wy nie znacie takich przypadkow, juz kiedys jeden z glownych dyskutantow tego forum wysmial mnie za moje osobiste obsesje. To moze jesli nie byloby tego tabu Fritz i inni nie byliby potworami tylko milymi sasiadami? To ma dot. tylko rodzenstwa, ale literatura przeciez rozszerza problem? To jak to usankcjonujemy prawnie?
    Zachowanie Palikota zenujace, szkoda, ze okazal sie takim niewypalem, chociaz rozumiem ze „niepolityczne” wystapienie prof. H. moglo go zdenerwowac.
    Panie Redaktorze, dziekuje za nowy wpis, bo przedluzajaca sie dyskusja przypomina po czasie towarzystwo przy stole, ktore w malym gronie bawi sie coraz lepiej. Ale co sie czepiam, chyba z zazdrosci, przeciez halasu nie ma, a pan nie musi sprzatac po gosciach. Chociaz moze kolejne otwarcie bloga to wlasnie to sprzatanie?
    Ciesze sie, ze przypomnial Pan, ze …” blog z zalozenia nie mial byc narzedziem laicyzacji kogolwiek…”, ale ze chodzi o przedstwawienie innego, punktu widzenia.
    No i dzieki za przypomnienie, ze „naogol pielegnujemy wyidealizowany obraz samego siebie”.

  31. @Zyta2003, Swoim wpisem ośmieszyłaś siebie, swoich rodziców oraz nauczycieli… Nie godzi się w taki sposób celebrować swojej ignorancji. Zamiast pisać o czyjejś głupocie, zwróć uwage na swoja.

  32. Za to, Rafale, Ty jesteś przekonany, ze jesteś z tych mądrych, inteligentnych i niegłupich. Och, to przekonanie o własnej wyjątkowości. Ty miałeś rodziców z super genami przekazanymi, tylko dobrych nauczycieli, ba, po co oni, Ty sam jesteś najmądrzejszym chłopem.

  33. lonefather
    1 października o godz. 13:59
    Tak jest!
    Tylko trzeba uważać, żeby się za bardzo nie zgadzać i nie chwalić wzajemnie wśród okrzyków glorii, bo wyprodukujemy kółko różańcowe.
    Pan Jacek, wrzucając wpis godny żywego pochwalenia, wpuścił nas w pułapkę.
    Weź i coś napisz, żebyśmy się tu wzorowo posprzeczali.
    Dasz radę?

  34. @Anna. Kobieto, a kto tu zaczął o głupocie innych? Ja czy Zyta? Dlatego zamilcz, jeśli masz tutaj bezproduktywne utyskiwania mnożyć.

  35. „Dobre wiadomości słabo się sprzedają, bo odbiorcom nie chce się ich czytać, poznawać, oglądać”
    Po tym zdaniu nie chce mi się dalej czytać. Wprawdzie robię to tylko po to, aby wiedzieć jakiego koloru i konsystencji gó…nkiem pluje dzisiaj która strona (z identycznych powodów czytam wpolityce, niezależną, nasz dziennik itp.) ale muszę przyznać, że te „przeciwne” media aż tak wprost nie obrażają czytelnika.

    Różnica między wami jest taka, że żadne z w/w nie opublikowałoby mojego wpisu (wielokrotne próby) a na blogach „Polityka.pl” cenzura jest dużo mniejsza.

  36. „Ale komu przyjdzie do głowy weryfikować pozytywne wyniki i kłócić się z lekarzem, gdy powie nam, że nic poważnego nam nie grozi?”
    Banialuki do kwadratu. Proponuję z domu wychodzić przez okno po parapecie budynku do rynny. Bo schody mogą się zarwać a winda urwać. Rynna solidniejsza, poniemiecka.

  37. „Dlatego metoda naukowa jest tak potężnym narzędziem, zwłaszcza w swojej idealnej wersji.”
    Czy to jest wstęp do obrony Hartmana? Czytajmy dalej?

  38. „Może i prof. Hartman nie zdołał przewidzieć burzy, którą wywołał swym wpisem o kazirodztwie, może nie dość jasno przedstawił swój pogląd, może i gdzieś się zagalopował, ale praktycznie wszystkie reakcje, jakie pojawiły się w przestrzeni publicznej, to właśnie reakcje autopilotów. Prawdopodobnie tylko tak to się może odbywać. Poważna refleksja jest po prostu za trudna.”
    Bingo!

    Jest pan przewidywalny do bUlu.

    Oraz po raz kolejny potwierdza pan moje przekonanie o tym, że kadra okołopolitycznych, agorowych czy jak tam was zwać publicystów niczym nie różni się od „drugiej” strony. Ogłupiacie do spółki widownię tymi bezsensownymi etykietkami „lewicowości” i „prawicowości” a w gruncie rzeczy jesteście ulepieni z tej samej gliny. Przekonani, że biskupstwo, furda biskupstwo, arcybiskupstwo, kardynalstwo i papiestwo należy się wam jak psu kość. Każdy „lewicowiec” nie robi nic tylko udawadnia jaka to tłuszcza jest durna a on mądry. A w szczególności mądrzejszy od tych aktualnie prawem kaduka będących tymi kościelnymi oficjelami. Bo nasze kadry o tyle lepsze! Szostkiewicz nie robi niczego innego. Hartman, pan. Cała masa wam podobnych.

    Wychodzą na pudło i w głos. Czy ty, głupi ludu, nie widzisz o ile MY tych ICH przewyższamy?!
    A głupi lud ciągle nie chce zobaczyć.

    Wasze kadry, najpierw cała ta żydokomuna a potem, jakeście się między sobą pokąsali, nie pierwszy i nie ostatni raz zresztą (patrz obecne pierepałki w palikociarni i SLD), te różne puławskie, natolińskie, gomułkowskie, gierkowskie, grunwaldzkie czy jaruzelskie sanhedryny miały pół wieku na udowadnianie ludowi jacy to jesteście mundrzejsi od tych debilnych i oszukańczych klechów.

    I co? I ludziska woleli klechów. Teraz jedyne co wam zostało, to plucie na głupotę instynktów i nałogów szarego tłumu. Wasze mózgi nie potrafią inaczej zanalizować klęski waszych krystalicznych ideałów i krystalicznych tych ideałów personifikacji.

    A może znowu winne są wypaczenia?

    W takim razie kiedy i kto będzie wystarczająco dobry aby te wasze idee, o tyle lepsze, raz a dobrze w życie wprowadzić? I nie dostać kilku czy kilkudziesięciu milionów trupów w rezultacie kolejnego eksperymentu ulepszania natury szarego tłumu?

  39. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Osobom przejetym eugenika po felietonie pana Hartmana na temat kazirodztwa pragne przypomniec ze tasiemiec ma sex z samym soba i liczne potomstwo.

    Slawomirski

  40. Tanaka
    1 października o godz. 16:59
    Tanaka, Ty prowoku paskudny i kłótliwy … Mi się nie chce dziś sprzeczać z kimkolwiek, zwłaszcza, że Sławo popełnił wpis, sympatycznie korespondujący z moimi przemyśleniami, co nastraja mnie wręcz ugodowo … Ale dla Ciebie i tylko dla Ciebie …, może zdołam…

    Kompletnie i absolutnie NIE ZGADZAM SIĘ z Panem Jackiem, że istnieje jakikolwiek, naukowo mierzalny związek, pomiedzy samouwielbieniem i związanym z nim psychologicznym mechanizmem samowybielania się, a preferowaniem „złych” wiadomości … I tu, stuknąłem się w łepetynę, bo jest! Jest ten związek i polega on na tym, że jeśli ktoś jest gorszy, niż ja, to znaczy, że ja jestem „lepszy”, choćby tylko od tego, ewidentnie gorszego … Nie przyszło mi to na myśl od razu, bo nie doświadczam braku świadomości własnej wartości. Mam całkiem nieźle wykształconą samoświadomość i po prostu znam własną wartość i nie muszę sztucznie podbudowywać się, pomniejszając, czy poniżając innych. Już prędzej, muszę sam siebie pilnować, żeby się nie wywyższać i tym samym czynić innych „mniejszymi”. Znając własną wartość, nie zawracam sobie głowy nieistotnymi informacjami, nie mającymi dla mnie najmniejszego znaczenia, w rozumieniu, ustalania własnej pozycji, schlebianiu własnemu ego. Mam wadę dysleksji, tą o której parę dni temu pisał red Żakowski i w „gorsze dni” potrafię „gówno” napisać przez „rz”…, ale o tym wiem, od tak dawna, że szyderstwa „wiedzących” kiedy „u”, a kiedy „ó”, kiedy „ch”, a kiedy „h”, a nie umiejących sklecić z sensem wypowiedzi dłuższej niż 3 (trzy) zdania, olewam i się nie przejmuję. Ja mam za to sporą wiedzę z różnych dziedzin i nei tylko ją mam, ale posiadam umiejętność kompilowania i wyciągania syntetycznych wniosków. A, o umiejętności ich spójnego prezentowania, nie będę wspominał.

    Rozpisałem się, byc może niepotrzebnie, o sobie, ale zrobiłem to, by usprawiedliwić sie i pokazać mechanizm popełniania błędu…

    Gdy się czegoś samemu nie doświadcza, to z automatu, nie uwzględnia się tego, czego się nie zna. Padłem „ofiarą” tego automatyzmu. Wyszedłem z błędu niemal natychmiast, co zawdzięczam wytrenowaniu w naukowym, logicznym myśleniu. Dlatego, odszczekuję, co napisałem wyżej o niezgadzaniu się z red Kowalczykiem. I zwrócę uwagę pt. czytelników, że umiejętność przyznawania się do błędów, nie jest cechą ludzi o niskim poczuciu własnej wartości.

    W poprzednim poście, skończyłem, pisząc o roli cywilizacji w „zarządzaniu dobrymi i złymi wiadomościami”… Tak, tak, Panie i Panowie! To jest sprawa bycia cywilizowanym, żeby umieć odróżniać i decydować, co i jak prezentować. I tu konsternacja w „starszym pokoleniu”, bo przecież telewizja polska, do czasów Gierka i nastania w TVP2 Mariusza Waltera, była, pominąwszy sprawozdania z plenów, czy zjazdów, KC PZPR, całkiem cywilizowana. Przybora z Wasowskim, Pegaz, Wielka Gra, żeby tylko wspomnieć, to były „monteveresty” cywilizacji, w porównaniu z Familiadą, Tańcami Gwiazd, czy wielkimi bratami i podobnym intelektualnym gównem. To, że Tv za komuny, było emanacją kultury i cywilizacji, nie jest dowodem, że sam ustrój był cywilizowany. To jest tylko dowodem na to, że intelektualnie prymitywne, komunistyczne władze, nie były w stanie długo zrozumieć, roli jaką w ogłupianiu „ludu” może spełniać telewizja i „oddali” ją intelektualnym elitom. Elitom, które były mentalnie i moralnie cywilizowane i na dodatek nie były zniewolone koniecznością wypracowywania zysku, by zaspokoić właścicieli… „To se ne vrati” – jak mówią bracia Czesi. Poza emisją archiwów już nigdy nie zobaczymy i posłuchamy produkcji na miarę Starszych Panów. Ale wracajmy do TV. Pierwszym, który to władzom w pełni uświadomił był Mariusz Walter i mam niekłamaną nadzieję, że to i rolę jaką odegrał, nie „zginie w niepamięci dziejów”, tylko zostanie mu uczciwie zapamiętane… I nie wzrusza mnie, że Mariusz Walter nie żyje, bo co zrobił, to zrobił i ma „zasługę” rozpoczęcia dewastacji cywilizacyjnej roli jaką, w czasach „głębokiej komuny” pełniła TVP. Ale, nie tylko cywilizacyjną rolę w tamtych czasach pełniła TVP. Zgodnie z propagandą partii, pomijała „złe wiadomości”. Pełniła więc rolę, jak i media drukowane, całkowicie odwrotną, od tego co mamy obecnie. Mieliśmy same sukcesy i „ludziom żyło się lepiej i dostatniej”. Jak trafiał sie jakis tajfun, wulkan, czy inna powódź, to było gdzieś daleko, w jakiejś Japonii, czy Indiach, nie u nas. U nas było dobrze i ciągle lepiej i lepiej … Same „dobre” wiadomości… Aż komuna upadła i wynormalnieliśmy. Wahadło, wychyliło się w drugą stronę. Świat przestał być dobry i „ciągle lepszy”, a stał się Światem otwartym. Pojawiły się katastrofy, zbrodnie i afery i właściciele i dziennikarze nagle zorientowali się, że nic się tak dobrze nie sprzedaje, jak katastrofy, zbrodnie i inne nieszczęścia, a wraz z nimi nieodłączne reklamy, na których zarabia się jeszcze lepiej… I zaszedł ewolucyjny proces eskalacji udziały „złych” wiadomości i ich przewagi nad neutralnymi, czy dobrymi. Dokładnie taki sam proces, jak z wykształceniem się, zwracania uwagi na niebezpieczeństwo, co warunkuje przeżycie. Publikujesz więcej „złych” wiadomości, nasz słuchaczy, oglądaczy, czytelników, to sprzedajesz więcej reklam i przeżywasz, a konkurencja ginie …

    A co z tym wszystkim ma wspólnego cywilizacja? Ano nie ma nic wspólnego. A własciwiej byłoby powiedzieć, że szkoda, że nie ma. Bo gdyby miała, to nieunikniona konieczność podawania „złych” wiadomości, mogłaby być łagodzona kontekstem, lub apelami o pomoc, analizą przyczyn, czy wnioskami zapobiegawczymi, mającymi zabezpieczać na przyszłość, lub innymi sposobami takiego przedstawiania, żeby nie stawiać odbiorcy w sytuacji w jakiej się obecnie znajduje, kiedy naturalne ludzkie obawy są wzmacniane przekazem medialnym.

    Co nam to mówi o nas samych? En mass, pogrążamy się w odmętach najbardziej prymitywnych automatyzmów, niezdolni, wskutek braków w wykształceniu i niemożności intelektualnych, zapanować nad najbardziej podstawowymi reakcjami …

    Czy można wskazać winnych? Owszem, tak. Ja widzę jako głównego winnego – koś-ciół kat-oli-cki. Bo to on, dla własnych celów, wyłącza dzieciom zdolność krytycznego myślenia i zastępuje ją wiarą. Tak wytresowane umysły ulegają łatwiej manipulacyjnej sile przekazu medialnego, identycznie łatwo, jak ulegają bezkrytycznie, bredniom wygadywanym z ambon.

    I jako drugiego współwinnego wskazuję państwo polskie, ktore popełniło fatalny błąd dopuszczając religię do szkół. Ale to już jest „zupełnie inne opowieść” jak mawiał Rudyuard Kipling…

  41. @Tanaka

    Uległem Twojej prowokacji intelektualnej – taka słabość, że przyjaciołom się nie odmawia … A ja, jestem pod tym względem staroświecki, to znaczy, że nie FB kształtuje mój stosunek do innych i nigdy nie nazwę „przyjacielem” kogoś poznanego pół godziny temu na blogu, tym czy innym … Intelektualnie jesteśmy przyjaciółmi i Ty wiesz to równie dobrze jak ja i Jerzy Pieczul, który jest naszym wspólnym przyjacielem, w intelekcie …

    Spełniłem Twoją prośbę, bo przyjaciołom sie nie odmawia i tylko gnębi mnie wątpliwość, czy nie mogliśmy z tym poczekać do 186 postu, na przykład … Czy nie za wcześnie???

    Bo jakoś trudno, brać na siebie odpowiedzialność za wykierowanie blogowej dyskusji w inne rejony, niż właściciel bloga miał na myśli publikując swój wpis…

    Teraz Twoja działka, Tanaka. Pokaż, że to, o czym napisałem, rozszerza i wzbogaca, a nie zamyka, czy spłyca… temat.

  42. Ludzie mają się bać. Tylko bojącym można ograniczać prawa, wydłużać czas pracy, nie dawać stałych umów, sprzedawać ubezpieczenia, wmawiać, że podsłuchiwani i inwigilowani są dla własnego dobra.
    Umysły nie muszą być wstępnie tresowane przez kościół, media wystarczą. Widać to znakomicie także po obywatelach krajów niekato-lickich.
    Jakie zbitki pojęciowe mają ludzie w głowach?
    Powiedz swoim sąsiadom, że jedziesz do Polski albo wręcz do Rosji 🙄 Okradną, znikniesz w czarnej dziurze Syberii… Wiesz, ten Ostblock 🙄
    Uganda? Idi Amin. Nieważne, że już dawno nie rządzi i nie żyje.
    Sycylia, Neapol? Nie boisz się mafii?

    Natura obdarzyła nas nie tylko czujnym wzrokiem i słuchem, ale i wrażliwym językiem. I co ciekawe – do wykrywania smaku słodyczy wystarczy nam jeden rodzaj receptora, do goryczy – wielokrotnie więcej.
    Również progi wrażliwości na słodki, kwaśny i gorzki różnią się kolosalnie. Słodycz cukru wyczujemy od 4 g/l, chininę już w koncentracji 0,0003 g/l, kwas solny – 0,02 g/l.
    Wszystko to w naszym interesie.

    PS.
    Lonefather, ładnie sobie podkadziłeś 😉 Tak trzymać.

  43. Zacytuję Redaktora:

    „…Dlatego metoda naukowa jest tak potężnym narzędziem, zwłaszcza w swojej idealnej wersji…”.

    Z tego co zdążyłem dostrzec to @Tanaka podsumował tekst wiele znaczącym chrząknięciem. @mag oczywiście wręczyła redaktorowi uroczą laurkę. @Rafał Kochan jak to Rafał.

    A ja jak to @Aaron Sprężyner ,czyli koryfeusz wiadomej pieśni i przedstawiciel bezczelnie zawłaszczającego publiczną przestrzeń reliktu zaryzykuje jeszcze raz…może ostatni/
    Będzie trochę z grubej rury,ale jak twierdzi moja aktualna życiowa partnerka Żorżeta Tyraspolska A ron tak właśnie ostatnio preferuje.
    Po prawdzie to nie ja tym razem jestem sprężyną, ale swoje piętno, a zresztą…
    Rzecz dzieje się na salonach Hotelu Savoy. Rok 1930. Oczywiśie po Chrystusie.
    Cała londyńska śmietana a poza tym jako rodzynki Herbert George Wells, Bernard Shaw i On, czyli Albert Einstein. Bo Einstein jest gwiazdą wieczoru.
    Żarcie niezłe, nie żadne tam jajka ma bekonie. I gorzała. I piją. I wznoszą toasty.
    I teraz fragment toastu wznoszonego przez znanego i lubianego angielskiego dramaturga Bernarda Shawa.Toast na cześć Alberta Einsteina.
    Początek, bo sam toast świadczy, że pić musieli nieźle:

    ” Napoleon i inni wielcy mężowie byli twórcami imperiów, ale tych ośmiu ludzi, których za chwilę wymienię, to twórcy wszechświata, o rękach niesplamionych krwią bliźnich. Jeśli cofnę się aż o dwadzieścia pięć stuleci, to ilu ich doliczę się w tym okresie? Mogę ich policzyć na palcach dwóch rąk.
    Pitagoras, Ptolemeusz, Kepler, Kopernik, Arystoteles, Galileusz, Newton i Einstein – wciąż jeszcze dwóch brakuje do dziesięciu.
    Także i wśród tej ósemki musze przeprowadzić podział. Nazwałem ich twórcami wszechświata, ale niektórzy go naprawiali. Newton stworzył wszechświat, który przetrwał 300 lat. Oczekujecie pewnie ode mnie, bym stwierdził ,że wszechświat Einsteina nigdy nie zniknie, ale ja nie wiem jak długo on potrwa.
    Owi wielcy ludzie byli twórcami jednej ze stron ludzkości – gdyż on ma ich dwie. Jedną stronę zwiemy religią, a drugą nauką. Religia ma zawsze rację. Religia chroni nas przed wielkim problemem, wobec którego wszyscy stajemy Nauka zawsze się myli: to najwymyślniejsza ze sztuczek człowieka. Nauka nie potrafi rozwiązać żadnego problemu bez tworzenia kolejnych dziesięciu.”

  44. @Aaronku Sprężynko, a kiedy piszesz o nieomylnej „religii”, to co masz konkretnego na myśli? Czyżby też pogaństwo, które chrześcijanie żelazem i ogniem wytępiło, bo ponoć dzikusy nie wierzyli w tego własciwego boga? Chcę ci tylko zwrócic uwagę, że pogańśtwo panowało na Ziemii kilkanaście tysięcy lat; te monoteistyczne religie, z chrzescijaństwem na czele – jakies 2000 lat. Jestes pewny, że za jakis czas moda na monoteistyczną religię też szlag trafi? Bo ja nie, jestem pewny, że przeżytek wiary w postaci religii monoteistycznych zostanie zastapiony inną bzdurą, szybciej niż ci sie wydaje.

  45. Panie R. Kochan, akurat Pani Zyta ma sporo racji, bo dostrzega kontekst, na który niektórzy z was, z Hartmanem na czele, są ślepi.
    Z drugiej strony trudno zgodzić się też na narrację wg pana Zza Kałuży, który obnażył swoją miałkość i brak kultury, chociaż napisał jedno trafne zdanie.
    Ale zostawmy na boku nieszczęsnego prof. H.
    Dysputa zeszłą na rolę środków przekazu i „kreowanie świata” przez wyżej wymienione.
    Opinia pan Lonefathera jest częściowo słuszna, ale zasadniczo tylko w odniesieniu do „mass mediów” w realnym znaczeniu tego słowa. I serwisów informacyjnych w tychże mediach. No, jeszcze tabloidów w wersji papierowej i krzemowej.
    Ale wejdźcie do najbliższego salonu prasowego – zobaczycie sporo gazet/czasopism nie ociekających krwią, spermą, ołowiem. Rzekłbym nawet, że jest ich większość.
    Włączcie tv nawet nie z pakietem na 600 lecz kilkadziesiąt kanałów – spokojnie wypełnicie dzień bez skandali, newsów o wojnach, aferach i ogólnym ludożerstwie.
    Więc ten problem zależy od punktu widzenia.
    Jeżeli się mylę, napiszcie to. Odpowiem jutro.

  46. @?. Wiec uświadom mnie oraz innych. O jakii kontekst Zycie chodziło?

  47. lonefather, Tanaka
    W celu wywołania konstruktywnej kłótni, której Wam brakuje, oświadczam, że nie zgadzam się z Wami, a dokładnie z każdym z osobna.
    Z lonefatherem, bo
    mataczy wypowiedziami pana Jacka naszego kochanego po to tylko, by dojść do aktu samouwielbienia (moja samoświadomość czyni mnie bardziej lepszym niż gorszym) a potem przewrotnie się kaja (odszczekuję niezgadzanie się z red. Kowalczykiem), by w finale poszczycić się,że posiada zdolność przyznawania się do błędów.
    Ot, przewrotny jest i niestabilny emocjonalne całkiem jak premier Ewa Kopacz.
    Z Tanaką nie zgadzam się zasadniczo, choć jeszcze nie wiem dlaczego, bo on jeszcze wyraźnie nie ujawnił z kim/czym się nie zgadza.
    Ale jestem gotowa.
    A zasadniczo się nie zgadzam dlatego, bo on zawsze jakąś dziurę znajdzie w tej zdrowej tkance narodu, której nie uważa (że jest zdrowa), a nawet ją deprecjonuje.
    On już wie, co ja mam na myśli, ale nie chcę tego głośno powiedzieć, tym bardziej, że on nic nie powiedział. Choć mógł.
    No i kto nam zarzuci, ze lecimy „pilotem”?
    Każdy wie swoje i nie popuści.

  48. Szanowny lonefather.
    Proces socjalizacji człowieka opiera się na wdrukowywaniu młodym ludziom pewnych matryc zachowań i poglądów, charakterystycznych dla danej społeczności i regionu życia, a także systemu politycznego. I ogólnie rzecz biorąc, jest to mechanizm wystarczający do stworzenia przeciętnego, posłusznego obywatela. Kilka procent każdej społeczności wymyka się jednak tym działaniom, a w każdym razie skuteczność działań socjalizujących jest wyraźnie mniej skuteczna – z różnych powodów (nie miejsce tutaj na szczegółowe rozważania). I wtedy mamy do czynienia z ludźmi potocznie określanymi jako nieprzystosowani społecznie itp.itd. To są na ogół bohaterowie obecnych newsów oraz kreatorzy różnych działań mających spory wpływ na nasze życie, czy to polityczne, czy też ekonomiczne i obyczajowe.
    Nie trzeba było zmieniać ustroju w państwie, aby od czasu do czasu usłyszeć o przypadkach ojco-dziadków czy brato-wujko-ojców. Przypadki rodzinnego obcowania seksualnego rodziców z dziećmi oraz rodzeństwa ze sobą trafiały się w społeczeństwie jak ono jest stare i nigdy nie zanikły. Co najwyżej o problemach związków kazirodczych w pewnych okresach mniej mówiono i pisano. W przemilczaniu problemu pomagała cenzura (bynajmniej nie wynalazek władz komunistycznych). Oraz paradoksalnie – określona ilość miejsca w mediach drukowanych oraz słowno-wizualnych (TV). O tym, że informacja ma swoją wagę, znaczenie i cenę wiedziano w PRL-u bardzo dobrze. Dlatego tak ceniono sobie dostęp do codziennych biuletynów PAP z różnymi informacjami z kraju i ze świata. Z nich to naczelni redaktorzy wybierali kilka informacji (dbając o tzw. moralność socjalistyczną – cokolwiek to oznacza), które zapełniały dostępne miejsce newsów ze świata i okolicy. Paradoksalnie, na czas upadku komuny przypada błyskawiczny rozwój nowych technologii informatycznych na świecie oraz spadek cen na te produkty, którego efektem jest niesamowity wprost dostęp do informacji z całego świata oraz najbliższego otoczenia, trudne do zablokowania przez oficjalne struktury państwa (każdego, bez względu na ustrój). Jesteśmy wprost zalani masą informacji, której większość ludzi nie jest w stanie zwyczajnie przetrawić. W efekcie każda opinia ludzka może być zarówno słuszna jak i zarazem błędna, bo nie mamy bezpośredniego wpływu na rozumienie i przyswajanie przez jednostki tego strumienia faktów i komentarzy. To widać choćby po komentarzach towarzyszących informacjom mediów publicznych, czy też opiniom blogerów. Masowości wypowiedzi, towarzyszy również spadek ich wartości i poziomu wypowiedzi, wynikający po części z poczucia bezkarności związanej z anonimowością większości uczestników (vide – poprzedni materiał gospodarza). Niestety, to koszt jaki ponosimy za możliwość prawie nieskrępowanej wypowiedzi publicznej. A szkoda.
    Łaskawy lonefather. Nie bardzo mogę zgodzić się z twoim stwierdzeniem o nieświadomości władz komunistycznych co do wartości telewizji jako medium społecznego. To były ówcześnie środki stosunkowo kosztowne w zakresie techniki. Przy relatywnej taniości pracy dziennikarzy i osób obsługi. Jeżeli dodamy do tego ideologiczne uzasadnienia stworzenia człowieka wszechstronnie wykształconego i świadomego swej roli w społeczeństwie, to uzyskamy odpowiedź na pytanie skąd wzięło tyle treści o najwyższym poziomie kultury i osób ze świata kultury w ówczesnych mediach. Towarzysze odpowiedzialni za poziom kultury w mediach, mieli pełne rozeznanie w ówczesnych trendach światowych i sytuacji za granicą (oficjalna wymiana, wywiad itp.). Przy dostępnych środkach finansowych stać ich było na utrzymanie pewnego poziomu, którego obecnie trudno szukać w medialnej papce dostępnej na setkach kanałów telewizji, radia czy stron internetowych. Takie życie. Wydaje się, że dzisiejszy wolny lud polski zagubił się w tej globalnej wiosce wielu autorytetów, opinii i zdarzeń przekraczających ich możliwości percepcji. Stąd paradoksalny wzrost roli najdawniejszego autorytetu intelektualnego jakim był miejscowy ksiądz proboszcz.

  49. W ostatniej chwili:
    A o taki, że lepszego prezentu niż dywagacje H., katoprawactwo na dzień dzisiejszy dostać nie mogło. Sami żeście się podłożyli, oni tylko czekają na takie „oświecone dyskusje na poziomie”, a „superfakty” – bo tabloidy w Bolandzie są prawackie ex definitione – już im to „uświadomią”. Wielu obywateli zrozumie tylko, że „lewaki chcą żeby brat mógł ze siostrą, a synuś z mamusią”. Wspaniale pomogliście odwrócić uwagę od zboczonych klechów i Ziemkiewicza lubiącego gwałcić pijane laski. Mam to wyłożyć jeszcze prościej, błędny rycerzu postępu?
    Good Night & Good Luck.

  50. @?. Zatem, demaskatorze postępowców i czuły wynajdywaczu ukrytych kontekstów. To nie był żaden kontekst, o czym raczyłeś napisać, tylko wprost zapisane spostrzeżenie Zyty. Chyba wiemy, czym charakteryzuje sie kontekst wypowiedzi? A opinia ta jest fałszywa, bo oznacza tylko tyle, że nie warto podejmowac i prowokować opinii publicznej do debat na mniej lub bardziej ważkie tematy, co by nie uszło na sucho przewinienia sukienkowych zboczeńców i innym katolickim pederastom. Jest to nonsens na resorach, bo ja mam w tyłku tabloidy i to, co pomysli „katoprawactwo”. Jestem przekonany, że bardzo dobrze sie stało, iżwyszła ta szopka z kazirodztwem, bo widać jak na dłoni, co sobą reprezentuje polski ciemnogród, zarówno ten ze swiata mediow, jak i ten akademicki, nie wspominajac o zwykłych ludziach, bo oni zawsze będą śmierdzieć katolicką retoryką oraz zasciankowym smrodem kiszonej kapusty oraz cebulą. Chociażby z tego powodu było warto podjąć ten temat, by obnażyć tę swiatopoglądową zgnizliznę poprawnie politycznych srodowisk medialnych i akademickich.

  51. @?
    Pytajniku, wyraziłeś się jasno w prostych żołnierskich słowach.
    Przecież wiadomo, ze ludzie nie czytają albo po łebkach i możesz im wcisnąć dowolny kit.
    Wystarczy że w „sensacyjnym” tytule jakiś pismak zajawi – „Hartman chce legalizacji kazirodztwa”. I już nikt tego nie odkręci.
    Same profesory z UJota to przyklepały w w swojej mądrości i godności profesorskiej.
    Och, ten Krakówek kołtuński i niezmiennie klerykalny, jak by się nic nie zmieniło od czasów Boya i „Zielonego balonika” oraz Zapolskiej. Trochę taki, jak sen wariata o Polsce.
    Nie dziwota że Dziwisz (nomen omen) pochował na Wawelu
    „poległego” prezydenta tysiąclecia.

  52. I znowu cytat.Ale zanim cytat chwila refleksji.
    Mało kto odważyłby się powiedzieć, że historia polskiej literatury pięknej to historia pełna nazwisk bezbozników.
    Bezbożników , czyli ateistów. Ewentualnie agnostyków.
    Jest nieco innowierców , Rej najlepszym przykładem, ale z ateistami to raczej głucho. Być może XXI wiek sypnie nieco w tej materii.
    I można by dalej w tym duchu, ale okazuje się że wbrew pesymistycznej tezie Redaktora o marginalizacji świeckiej oferty intelektualnej coś drgnęło.
    Drgnęło to mało powiedziane.
    Dobrze poinformowani próbują porównywać to odkrycie ze słynną teorią o Wielkiego Wybuchu która właściwie w niebyt usunęła Boga.
    Niezwłocznie wyjaśniam o co chodzi.
    Otóż Prof. Hartman…ten sam prof. Hartman po raz kolejnyzaprasza do dyskusji.
    Tematem ożywionej debaty ma być najstarszy zachowany zabytek polskiej mowy, czyli słynne:

    Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj.

    Według Pana Profesora nie ulega wątpliwości, że autorem tego zdania jest ateista. Co więcej prof. Hartman wręcz twierdzi,że właśnie ten fakt powodował,że niejaka „Bogurodzica” jest znana poliszynelowi, a słynny ateistyczny rzemieślnik mielący kaszę gryczaną zupełnie został usunięty z polskiej narodowej pamięci.
    Profesor Hartman wraz z ateistycznymi lingwistami uważa wręcz, że gdyby Ten co proponował ,że pobruszy uzyskał przysługującą mu sławę to historia Polski toczyłaby się zupełnie innymi koleinami.

    Z niecierpliwością czekamy na efekty dyskusji w środowisku ateistycznych koryfeuszy nauki.

  53. Aaron Spręzyner
    1 października o godz. 22:14

    „Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj”.

    Mówisz, Aaronie, że to słynne. Otóż nie bardzo – z tej racji, że jest to uwspółcześniona przeróbka. Słynny jest oryginał: „Daj, az pobruszą, a ty pożiwaj”. Choć też mogłem coś małego spieprzyć.

  54. Tobermory
    1 października o godz. 21:01

    Kochany, ja niczego nie musze sobie „podkadzac”, bo co mam, to mam i tylko „glupie ludzie” tego, co mam, nie widza … I na dodatek jestem odporny na cudze podkadzania. A zwlaszcza na te podszyte falszem. Ty mi nie podkadzasz, wiec Cie zwyczajnie cenie, nawet jesli o pewnych sprawach myslisz inaczej niz ja.

    Dla mnie, intelektualnie, jest wazniejsza mysl, kontrujaca moje poglady, niz poklask… Bo daje mi szanse na zobaczenie problemu z innego niz moj punktu widzenia, a tym samym, na wzbogacenie mojego rozumienia.

  55. mag
    1 października o godz. 21:56

    Uwielbiam Krakow, choc niewyobrazalnie drazni mnie smieszno/straszne dziewietnastowieczne, krakowskie koltunstwo, tak w pelni, wrecz wiwisekcyjnie opisane przez Gabriele Zapolska. I mysle sobie, ze gdyby bylo zycie po zyciu, to Gabrysia umarlaby powtornie, z powodu zasmiania sie na smierc, czytajac chocby redaktora Szostkiewicza, ktory jak na krakowskiego, klerykalno/intelektualnego prawiczka przystalo usiluje byc jednoczesnie wierzacy i wolnomyslacy. Nie w sensie powolnosci formulowania mysli, ale w sensie „wolnosci myslenia”…

    Ki diabel, mozna sie zapytac, ale jakby nie roztrzasac, to na koncu i tak otrzymamy krakowskiego koltuna, ktory z jednej strony, pomaga diablu machac ogonem, a z drugiej, kleka i pochyla glowe przed Dziwiszem i zegna sie ilekroc przechodzi pod „papieskim” oknem…

    Mnie to zwyczajnie smieszy, ale jednoczesnie napawa przerazeniem, ze tak wogle mozna. Ale jak widac mozna i zeby ta mozliwosc ogarnac rozumem, to trzeba sie naprawde solidnie wysilic. A jak sie juz wysilimy, to ku swojemu zaskoczeniu, na koncu rozumowanie i tak odkrywamy, ze niczego nie odkrylismy, bo Gabrysia Zapolska, dwiescie lat temu (bez mala), juz to zdefiniowala. Bo wystarczy w miejsce Zbyszka, wstawic chocby red Szostkiewicza i odniesc do niego, nieco przeredagowane slowa Pani Dulskiej, zeby wiedziec, ze mimo uplywu czasu, tak niewiele sie zmienilo…

    Niski poklon, do samej ziemi, w uznaniu i w szacunku, dla intelektualnej przenikliwosci Pani Gabrieli Zapolskiej i jej niewatpliwej zdolnosci obserwacyjnej i zdolnosci do wyciagania wnioskow i na koniec, dla jej zdolnosci opisania wszystkiego, w arcydziele pt. „Moralnosc Pani Dulskiej”. Czapki z glow, Panowie! I niski dyg, drogie Panie!

    Droga @Mag,
    dzieki, ze dalas mi mozliwosc napisania powyzszego… 😉

  56. mag
    1 października o godz. 21:30

    Popelnilas intelektualne naduzycie, orzypisujac mi „mataczenie wypowiedziami, kochanego Pana JAcka”…

    Juz i tak mam „moralniaka”, ze za wysoko poprzeczke podnioslem, wiec prosze nie wkladaj mi na „garba” tego co nie jest moje …

    Ani jednym slowem, nie zmienialem, czy wypaczalem, slowa wpisu Pana Jacka Kowalczyka. Ja jedynie dyskutowalem sam ze soba i ze swoim pogladem, na temat tych slow. Jesli moje wewnetrzne zmagania, pozowlilas sobie extrapolowac na slowa Pana Jacka Kowalczyka, to sama sobie jestes winna popelnienia bledu inteletualnego. Jedyne zo co moge Ciebie przprosic, jest tylko i wylacznie to, ze sprowokowany intelektualnie przez TAnake, za wysoko podnislem poprzeczke i przecietni bywalcy bloga, „przechodza pod nia”, nie zauwazajc jej istnienia….

    PRZEPRASZAM @Mag

  57. @ Jan Kochan, twoja opinia o mnie jest nieadekwatna do tego co napisalam, zwlaszcza, ze poza moja glupota nie masz innych argumentow. Juz nie pamietam, ale moze to ty wydrwiles mnie, ze skoro mnie ktos obmacywal, to nie musze sie tutaj wywnetrzac. I teraz taka ostra reakcja na moj post.
    No wlasnie, ateisci nie odbiegaja od normy. Potrafia byc rownie niesympatyczni i nie umiejacy dyskutowac jak teisci. Ale to dobra wiadomosc, wszyscy jestesmy jednakowi.

  58. @lonefather, mag. Krakowskie koltunstwo niekoniecznie jest wyssane z mlekiem matki. Jedna z moich siostr urodzona w „uczciwym” duzym miescie na Dolnym Slasku (nie Wroclaw), skonczyla szkole srednia wsrod wielonarodowosciowej spolecznosci z przewaga Zydow, a nastepnie skonczyla studia we Wroclawiu, dorosle zycie spedza w Krakowie wraz z mezem, ktory Krakow znal jedynie z bajki o smoku wawelskim. No i stala sie tak okropna krakowska mieszczka, ze coraz mniej mamy wspolnego. Lacznie z tym, ze bedac wczesniej zupelnie obojetna religijnie stala sie wierzaca, a glownie celebrujaca, koneksje towarzyskie staly sie dla niej bardzo wazne, a nawet jej corka ostatnio wyszla za maz „za bardzo dobre krakowskie nazwisko”. No, nie bede ja wiecej obgadywac. To nie Ocean poluzowal nasza bliskosc, ale te krakowsko-mieszczanskie maniery, ktorych nie trawie, a przeciez nie bede sie o to klocic.
    PS. sama urodzilam sie w Krakowie, ale udalo mi sie dorosnac gdzie indziej, podobnie ma moja ukochana bratanica urodzona w Krakowie. Mieszka we Wroclawiu i kocha to miasto, a atmosfere Krakowa uwaza za lekko stechla.
    .

  59. Tobermory

    Mowa o zdaniu napisanym po polsku, nie z łacińska. Zdanie w Wiki, które zacytował Aaron -„Daj, ać ja po­bru­szę, a ty po­czy­waj” – też nie jest zdaniem ówczesnopolskim. Ja je pamiętam nie pamiętam skąd – może z podręcznika języka starocerkiewnosłowiańskiego, ale że jestem w delegacji, więc nie sprawdzę. W każdym razie jeśli moja zapamiętana forma też jest – tym razem postarzającą – przeróbką, walnę się chętnie w pierś i przeproszę Aarona do dziesiątego pokolenia. Na razie jednak nie mogę się oderwać od kucharzenia, prania i pampersowania.

  60. zyta2003
    2 października o godz. 4:01

    Szanowna Pani zyta2003

    Znam troche Wroclaw i pamietam ze koscielni tez mieli swoje pochody pierwszomajowe a lud wierzacy w bajke o dziewicy co urodzila syna boga wywieszal z okien dywany. To orientalne zachowanie nie mialo dla mnie sensu w tym zniszczonym poniemieckim miescie. Albo to pisanie kreda znakow na drzwiach prowadzacych do prywatnych mieszkan wroclawian dzielace ich na swoich i obcych. Religijnym odbija szajba bez wzgledu czy mieszkaja w Krakowie czy we Wroclawiu. Problemem jest kontrolowanie tej religijnej szajby a z tym nawet redakcja Polityki ma problemy. Parafrazujac powiedzenie to redaktor Kowalczyk d..a gdy religijnych w Polityce kupa. Lezy wiec ten Hartman rozszarpany przez psy mysliwskie Watykanu. A glupi rodacy mowia miedzy soba dobrze mu tak bo byl zlym Zydem i z kosciolem chcial walczyc. I beda tak mowic w Warszawie, Krakowie i we Wroclawiu straszni mieszczanie dawni wloscianie dzieci wybitnych dzialaczy PZPR.

    Slawomirski

  61. „Wykryto duplikat komentarza: wygląda na to, że już to powiedziano!”.

    Przykro mi, Panie Jacku, ale dość już mam takich i tym podobnych (np. kapcie-srapcie) kretyństw. Żegnam.

  62. @Zyta2003.
    „Juz nie pamietam, ale moze to ty wydrwiles mnie, ze skoro mnie ktos obmacywal, to nie musze sie tutaj wywnetrzac. I teraz taka ostra reakcja na moj post.”
    ==================================

    Skoro nie pamietasz, to nie przypisuj mi niepewnych słów. Nie mam z nimi nic wspólnego – poszukaj winnego gdzie indziej..
    To nie była ostra reakcja. Zwyczajna. Ale skoro każdą krytykę odbierasz jako ostry atak, to niech ci będzie.

  63. Oj do licha, nie każdy Krakus jest takim fanatykiem, jak to opisuje Lonefather czy Zyta. Ja w każdym razie, przechodząc koło tak zwanego papieskiego okna, nie widziałam tych żegnających się , a przed Dziwiszem, to nawet gdyby mi płacili, nie padłabym na kolana. Ale przyznaję sporo takich może być.

  64. lonefather
    Przecież ten mój post do ciebie i Tanaki był jednym wielkim żartem-prowokacją zgodnie z jego propozycją tanaki, by się pokłócić, co byśmy za bardzo sobie z dziubków nie wyjadali, zbyt często zgadzając się ze sobą.
    No to troszkę mi się udało, przynajmniej zamieszać, skoro piszesz o moim „nadużyciu intelektualnym, a na koniec jeszcze przepraszasz za jakąś „wysoką poprzeczkę” . Hi, hi…

  65. lonefather
    1 października o godz. 19:40

    Walnąłeś takim tekstem, że czuję, jak mi się nogi rozjeżdżają, mimo, że nie stoję na lodzie. I teraz mam dylemat, czy się złapać za tekst pana Jacka, czy Twój. W tej sytuacji pomeandruję.

    Fakt, sam prowokowałem. Poprzeczkę podciągnąłeś jak należy. Przez co niektórzy w o ogóle jej nie zauważą, jak wiemy.
    Odnotowuję, że jesteś w dobrej formie, bo „gówna” nie napisałeś przez „rz”, jak Ci się podobno zdarza, ale fachowo, przez „o z kreską”. Co mnie trochę rozczuliło.

    W dyskusjach o postawie człowieka wobec siebie samego, oraz innych, w sprawach rozwoju osobowego, w odniesieniu do religii i ich kościołów, używam nieraz pojęć: wolność, autonomia, autentyzm osobowościowy, głębia osobowa. Do tego nawiązujesz pisząc o ocenie siebie samego, podatności na złe czy dobre wiadomości, łasości na pochlebstwa, czy świadomości wartości tego co się ma w sobie.
    Mówimy więc o zaawansowanych stadiach rozwoju człowieka, które, co do zasady, powinny być obowiązkiem każdego i zarazem dobrym celem. Tylko – skąd te wymagania? Dlaczego coś takiego ma być celem, czy obowiązkiem?
    Z punktu widzenia ewolucji – nie. Ewolucja nie ma celu, nie ma punktu dojścia. Ma tylko jedną zasadę: trwać, przekazywać geny dalej. Pytanie więc, czy ma znaczenie ewolucyjne to, że ktoś się wspiął wyżej, doskonaląc jako osoba. Przyjmę hipotezę roboczą, że tak jest. Doskonaląc siebie, doskonalimy swój mózg. Doskonalszy mózg okazuje się dokładnie tym, co jest wynikiem dotychczasowego procesu, odkąd „zeszliśmy z drzew”. Ciekawe jest to, czy wszystko co w umyśle doskonalimy, jest przydatne ewolucyjnie. Np przeświadczenia moralne. Z wielu powodów wygląda, że tak jest.
    Mówiąc o umyśle, niemal z automatu sądzimy, że chodzi o intelekt. Taki jeden troll, który wpada raz po raz na tego bloga i sąsiednie, usiłuje być złośliwie dowcipny w swoim mniemaniu przypisując polemistom IQ=795, albo 825, gdy zdezawuują brednie, którymi zaśmieca bloga.
    Istotą inteligencji jest to, że służy ona do manipulacji. Innymi, lub sobą. O tym drugim niemal z reguły się nie myśli, ale robi. Nawet częściej, niż to pierwsze. Intelekt służy nam też do modelowania. Tworzymy modele rzeczywistości, by je badać, rozważać, wyciągać wnioski i sprawdzać jak działają. Co ma także wielkie znaczenie ewolucyjne. Czym nawiązuję do wypowiedzi pana Jacka o wartości i sensie nauki.
    Wydawałoby się, że wielką wartość ma religia. Sama tak twierdzi. Ona oferuje zestaw przeświadczeń moralnych, zestaw pojęć, wartości, cnót. W dodatku najcenniejszych ze wszystkich możliwych, bo każda a nich prawdziwa i najdoskonalsza.
    Problem z tym jest taki, że religia jest zbiorem zamkniętym. Kłóci się więc z rozwojem osobowościowym. Bardzo mnie bawi stanowcze oświadczenie papieży: drugiego objawienia nie będzie. Wszystko się dokonało! Następny przystanek – sąd ostateczny ! Czyli mamy tylko to co w Biblii. Plus jakieś drobiazgi, w rodzaju objawienia fatimskiego. Reszta to tzw. tradycja kościoła. Na którą składa się m.in. 8450 składów wagonowych wypełnionych po dach makulaturą. Jaka szkoda drzew, które ścięto, by to wszytko napisać.
    dla mnie jest to zabawne i zasmucające. Zabawne jest to, że ktokolwiek mając zdrowy rozum, a więc nieuprzedzony, sądzący swobodnie i dojrzale, może twierdzić, że Biblia zawiera pełne objawienie. Przecież to katalog baśni i rojeń, z których wiele jest mrocznych i zbrodniczych, część śmiesznych, z zaledwie drobny procent niezłych, mądrych i pożytecznych. Te mądrości jednak nie są lepszej miary niż to co ma w sobie wielu ludzi, bez konieczności wbijania sobie tego do głowy z książeczki. „Moje królestwo nie jest z tego świata” – mówi fajny facet.Tylko co ludziom do tego?
    Po czym, kiedy się ludzie biorą za badanie, gdzie się to królestwo mieści, okazuje się, że nie bliżej niż poza horyzontem Big Bangu, albo może w bozonie Higgsa. A najpierw miało być nad głowami, na chmurze o nazwie cumulonimbus sanctus God’s Air Force One.
    Chętnie bym z tym facetem powymieniał maile, albo pogadał przy winie, ale nie jestem pewien, czy moglibyśmy się trwale przyjaźnić. Ponieważ facet bywał bardzo męczący, wyczyniał nagminnie kuglarskie sztuczki mamiąc nimi ludzi. Pewnie miał dobre intencje, chciał ludziom znojne życie nieco rozjaśnić i uczynić ich dla siebie wzajemnie znośniejszymi, co ma znaczenie praktyczne. Ale ponieważ uzasadniał to bardzo nieznośnymi rzeczami, jak choćby grzech pierworodny, miałbym kłopot z takim przyjacielem.
    Tymczasem nauka jest tym, co zgadza się z potrzebą ludzkiego rozwoju, Nie zamyka, a otwiera. Nie wtrąca się w to, co nie jest jej dziedziną. A ustala to, dzięki czemu się doskonalimy.
    Nauka nie mówi, jaka moralność jest prawidłowa. mówi, jak się moralność rozwija i zmienia. Oraz pokazuje jak obszerny jest katalog różnych moralności człowieka. Nauka daje nam możliwość poznania wszystkiego tego, na co mamy ochotę. Być może w pewnych sprawach okaże się, że nauka nie znajdzie na coś odpowiedzi. Ale i to jest satysfakcjonujące, że dowiedzieliśmy się, że odpowiedź nie jest możliwa. Dowiedzieliśmy się tego, dzięki przygodzie z nauką. Inna rzecz, że codziennie okazuje się, że to czego nie wiedzieliśmy i sądziliśmy, że się nie dowiemy, poznajemy.

    Wrócę do poczucia wartości wewnętrznej. Ono jest ściśle związane z poziomem rozwoju i poziomem autonomiczności. Ten kto jest autonomiczny wewnętrznie, nie musi się dopraszać czyjegoś pochlebstwa, żeby sądzić, że jest mądry, wartościowy, ciekawy. on to wie. Krytycy czynią temu zarzut: to jest pycha! Nic podobnego. Jeśli ktoś ma w sobie pychę, to nie jest na dojrzały wewnętrznie, nie jest autonomiczny. Argument jest chybiony, a krytyk ujawnia, że nie rozumie ani pojęcia ani stanu, brodząc w uprzedzeniach, nierozumieniach i złości emocjonalnej. Nasz świat się rozjaśnia i poszerza.
    Z religią jest odwrotnie. Im więcej nauka poszerza nasz świat, tym więcej zwija świat religii. Przez co religia usiłuje się bronić, komplikując do śmieszności swoje bajania, teologicznie spekulacje, uprzedniości, co odrywa religię od tego, co jest jej ukrytą i konieczną zasadą: kontaktu ze zdolnościami akceptacyjnymi psychiki. Jeśli psychika nie jest w stanie czegoś przyjąć, bo to tak złożone, mętne, w niczym nie nawiązujące do tego, co człowiek doświadcza i czym żyje, religia wyparowuje jako wiara. Zostaje co najwyżej skorupa – rytuał, leniwe przyzwyczajenie do powtarzalnych zdarzeń, co zapewnia psychiczny spokój. Poszukiwanie, rozwój, weryfikacja to przygoda, ale i pobudzenie oraz niepokój tego, co się odkryje. Tymczasem religia to spokój i martwota. Człowiek się w to wdrożył od kołyski, więc to go koi.

    Niestety, Starszych Panów już nie zobaczymy. Chociaż – nigdy nie mówi nigdy. Słabość nadziei jest w tym,że Starsi Panowie, Tele-Echo, Telewizja Dziewcząt i Chłopców, Niewidzialna Ręka, Wielka Gra, Piórkiem i Węglem, Rozmowy Nocą, a nawet Eureka, Sonda, Zwierzyniec i Telewizja Edukacyjna kłócą się z istotą dzisiejszej telewizji żyjącej komercją. Oficjalnie TVP ma realizować „misję”. Tylko co to takiego ta misja i jak ją realizować, nikt nie daje wiążącej odpowiedzi od 25 lat. Wydawało by się to dziwne, że nie można na takie pytanie tak długo dać odpowiedzi. Nic w tym dziwnego, odpowiedź nie ma w ogóle paść. No to jej nie ma. Gdyby padła, telewizja musiałaby być inna. Nie patrzeć na zysk, a na jakość. A przecież z telewizji nie żyją ci co tworzą jakość, ale zarabiają kasę.
    Nie wiem, czy Mariusz Walter zrobił telewizji jakąś krzywdę. Znam go o tyle, że tworzył Studio 2, co miało Polakom uprzyjemnić życie i pokazać, że sroce spod ogona nie wypadli, co miało wtedy sporo sensu. Jak to, że polski inżynier nie gorszy od zachodniego. Co było – generalnie – prawdą. A nawet może i lepszy. Tyle, że w kraju niezłych inżynierów nie dało się rozwiązać problemu braku sznurka do snopowiązałek. Ten nieistniejący sznurek okazał się prawdziwym sznurem, co tak tamtej Polsce nogi zapętlił, że się wzięła i wywaliła.

  66. mag
    2 października o godz. 8:25
    łomatkoprzenajświństwo !
    ale się porobiło…

  67. @ lonefather
    Religia bierze się z traumy. Niemal zawsze z traumy domowej;Tatuś bije mamusię, bije dzieci, znęca się psychicznie nad rodziną.mamusia płacze, cierpi dla dobra dzieci. synek to widzi, sam cierpi i postanawia, że mamusi pomoże, w swojej głowie. Zostanie księdzem, mamusię uświęci, zrobi z niej matkę boską, przywróci gwałconej dziewictwo, będzie chodził do niej z pielgrzymkami, będzie śpiewał, całował, poczuje się jak w dziecinnym łóżeczku, albo w łonie mamusi.
    Albo: mamusia była zimną, bez uczyć i życia rybą. Martwota uczuciowa, dziecko psychicznie odrzucone i cierpiące. więc idzie dziecko na księdza lub zakonnicę, by mamusię ożywić, uświęcić, ocieplić. Wyprodukować to, czego nie było w dzieciństwie. Zapełnić bolącą psychikę nigdy nie opoiadanymi bajkami, oddać się w ramiona matki boskiej, która w realnym życiu nigdy nie przytulała. Poczuć miłość matki, która nie kochała. Znaleźć wreszcie uznanie tatusia, który nigdy uznania nie objawiał. Objawienia, przytulenia, uświęcenia, wywyższenia, uśpiewnienia, przemodlenia, ukochania, pogłaskania, obdarzania ciasteczkami nigdy niejedzonymi i kolorowymi obrazkami i książeczkami . Pewność nie zaznanej wcześniej nagrody za posłuszne czyny. ugrzecznienie, odizolowanie od niepokoju za pomocą odpłciowującego stroju, odrealniającej czapeczki, okadzenia, obdzwonienia, eunuchowatego uśpiewnienia.
    cała reszta to obudowa i racjonalne uzasadnianie nieracjonalnego. Istotą jest kojenie psychiki, a racjonalnym uzasadnieniem – teologiczne konstrukty. Konstrukty są nieprawdziwe, bo ukrywają prawdziwe przyczyny.Dlatego są tak mętne, niespójne, sprzeczne i boleśnie śmieszne. Przez co zbolałe dziecko nakłada na siebie kolejną traumę – zakłamania. I z niego już nie wyjdzie, bo zakłamanie zagłusza traumę pierwotną.
    W religii jest człowiek uwięziony, nauka i własny autentyzm go uwalniają.

  68. Tak, tak, tak, Panie Kochan(ku), twoja jest najmojsza racja. Warto było.
    A jakie są skutki prowokowania, obnażania i zarazem olewania „ciemnego luda” od cebuli i kapusty (masz jakiś uraz na tle tych warzyw? fakt, są ciężkostrawne)? Taki, że TR ostatecznie sam się wyRuchał, PIS wraz z Korwinsynami będą za rok rządzić (inna sprawa, że pod względem postawy klerykalnej i antyobywatelskiej PełO ukochane przez POlitykę niczym od nich się nie różni), a budowę świeckiego państwa będziecie mogli odłożyć o kolejne 10 lat. Możecie być z siebie dumni razem z p. Hartmanem.Takie są skutki działań filozofów (czytaj: wodolejców i totalnych ignorantów w każdej dziedzinie) i warszafkowej kawiorowej lewizny z Kretyki Politycznej albo „postempowych” hipsterów ze Starbunia (patrz wczorajszy GazWyb). Cześć i czołem, kluski z rosołem. Nie ma sensu tego ciągnąć. Jedne Panie Mag i Zyta chwytają o co biega, za co im się nisko kłaniam.

  69. @? I ty PYTAJNIKU obwiniasz za to wszystko Hartmana? Że TR poszedł w odstawkę? Że Hartman olewa i prowokuje ciemnotę? Niby czym, chęcią podjęcia dyskusji na temat tabu? Człowieku, przestań bredzić. To właśnie tacy, jak ty, strachliwi i wycofani w wyrażaniu swoich opinii, utwierdzają cały motłoch oraz elity społeczne w tym, że o pewnych sprawach nie rozmawia się głośno, publicznie. Niedługo napiszesz, że nie warto podejmowac tematu bezkarności sukienkowych pedofilów oraz lobby homoseksualnego w ich środowisku, bo to obraża motłoch kat-oli-cki, niepotrzebnie prowokuje, a i przy okazji ignoruje, wszak ciemnemu ludowi potzrebny jest chleb i praca, a nie jakies etyczne dywagacja nad namaszczonymi przez boga zboczeńcami i przestępcami z Watykanu. To chciałbys realizowac w swojej zafajdanej ojczyźnie?

  70. Panie Kochan(ku), gdybyś używał rozumu i czytał do końca, zauważyłbyś, że właśnie o te sprawy mi chodzi. A wy swoją radosną tępotą (akurat przed chwilą Hartman nieudacznie tłumaczył się ze swojej mundrości w tefałenie) mocno zaszkodziliście fali dyskusji o zboczonych klechach i prawakach właśnie. Ale widzę, że nie jesteś w stanie pojąć, jakimi opiniami, memami, stereotypami kieruje się gros obywateli; że tego typu działanie to podchody od d… strony, na wzór komuchów, do których też „lud nie dorósł” i musieli go edukować, tyle że podówczas za pomocą NKWD i UB. A poza tym tak, wyobraź sobie – to elementarne, drogi Watsonie: przedstawicielom Homo sapiens en masse, pod każdą szerokością i w każdej epoce, zgodnie z zasadami Darwina i piramidą Maslowa, potrzebna jest nasampierw micha, potem igrzyska, a dysputy na wysokich diapazonach wcale lub marginesowo. Wy myślicie odwrotnie i dlatego ogólnie pojęta lewica, z którą się identyfikuję, ma w RP tak znikome poparcie (bo przecież LSD to d…y nie lewacy!), które zagospodarowuje osobowo PIS, PSL a nawet faszyści. Nad czym boleję. Dżisas, ile czasu tracę na wykład o oczywistościach. I kto tu bredzi, skoro nie ja? Do wieczora, chociaż już mnie to słabi.

  71. PYTAJNIKU, skoro mowa o tępocie, zadeklarowany komuchu, to nikt żadnej dyskusji nie zaszkodził. Jeśli tak, to jak to zmierzyłeś? Bo przez 2 dni tematem nr 1 w mediach jest kazirodztwo Hartmana?
    Poza tym, komuszy szerloku, „dysputy na wysokich diapazonach” nie wykluczają „michy”. Komuszy szeroloku, a kto dzisiaj w Polsce nie ma zapewnionych podstawowych potrzeb fizjologicznych? Ludzie umierają gdzieś z głodu? Jeśli tak, to podaj przykłady, bo ja nie słyszałem o takich zdarzeniach.

  72. Rafał Kochan (i @?)
    Rany boskie, zawsze uważałam cię za przytomnego gościa, a tu taki pasztet! Dajesz się wyprowadzić z równowagi.
    Dlaczego nazywasz pytajnika „komuszym szerlokiem”?
    Wiem, że chcesz go tym określeniem obrazić, ale jako żywo nie rozumiem tej figury stylistycznej.
    Nie popisał się i pytajnik pisząc o twojej tępocie, oj, nie popisał!
    Zamiast wyjaśnić sobie o co chodzi, a podejrzewam, że źle albo niedokładnie zrozumieliście się nawzajem, warczycie jak brytany.
    Nie uchodzi to ludziom inteligentnym, a przecież w sumie idzie wam o to samo, by ciemnota i kołtuństwo ustąpiły oświeceniu.
    Moim skromnym zdaniem pytajnik nie ma jednak racji, że oświecanie trzeba odłożyć na potem, bo najpierw musi być micha.
    Polski kołtun michę ma. Chyba z czubem, skoro tyle żarcia się po śmietnikach marnuje. Ma też brykę (coraz trudniej zaparkować samochód) i wiele innych rzeczy, które jeszcze 25 lat temu dla wielu pozostawały w sferze marzeń.
    Że kołtun się gorszy, obraża, donosi do prokuratury co i rusz, bo to mu się nie podoba, a tamto rani jego uczucia religijne i godzi w wartości chrześcijańskie? Trudno.
    Jak mu się będzie ustępować, byle nie drażnić, nie prowokować, to on jeszcze urośnie i w swoim kołtuństwie tylko się umocni (ho, ho, moje na wierzchu, to widać, że JA mam rację)
    Sam z siebie nie dojrzeje, nie pokona w sobie kołtuna, choćby miał oprócz wieeelkiej michy, wielgachną rezydencję, 5 samochodów, 2 jachty i codziennie igrzyska.
    Pozdrawiam obu panów.

  73. @mag
    Skoro ja ma byc dla niego Watsonem, to chyba oczywiste, ze jest on „szerlokiem”. A dlaczego komuszy? Bo sam uważa się za protagonistę lewicy… Myslę, że co wieczór popija „dyktę” i z rozrzewnieniem wspomina stare dobre czasy komuny w Polsce…

  74. Rafał Kochan
    Co ty możesz wiedzieć o drugim człowieku, drogi Watsonie, że sparafrazuję Lindę.
    Ja też tęsknię za jakąś nowoczesną lewicą czy socjaldemokracją porządną, przecież nie tą z peerelu, ani millerową.
    „Denaturki” (czy to „dykta”?) jednak nie popijam, gustuję w winie i ginie, i za tzw. komuną nie tęsknię.
    Nie zamierzam być adwokatem Szerloka, ale on zadaje dość istotne pytanie – dlaczego Polacy nie glosują na lewicę, choć mają po kokardę PO-PIS?
    I próbuje na to odpowiedzieć. Tylko tyle.
    Sama miałabym kłopot z odpowiedzią. Bo argument, że ta niby lewica, zarówno postkomusza, jak już chyba padnięta Palikotowa jest gówniana, to trochę za mało powiedziane, za płytko wymyślone.

  75. @mag. Od ładnych kilku, od kiedy idea Unii Europejskiej zaczęła sie sypać, spadła popularność lewicującego światopogladu, nie tylko w Polsce, ale i w większości krajów europejskich. To jest pierwszy powód. Drugi – to jednak jest to sławetne polskie piekiełko i permanentne obrzydzanie wszelkich idei lewicujących przez ugrupowania prawicowe, których było i jest co niemiara w polskiej scenie politycznej. Ich ciągłe porównywanie do poprzedniej epoki, żydokomuny, cywilizacji śmierci oraz innych paranoidanych tworów spowodowało, że bezmyślnego motłochu bardziej kręci tradycja, polski mesjanizm i ciągła potrzeba identyfikacji suwerenności kulturowej… No i po trzecie – klasa polityczna, ta z lewa jest demagogiczna… Brak charyzmatycznych przywódców, brak ich konsekwencji w polityce i brak szczerości oraz przekonania, w tym co robią – to wszystko powoduje, ze ludzie nie mają do nich zaufania… A młodzi ludzie, którzy z reguły są bardziej lewaccy niż ich rodzice – wyjeżdzaja z Polski i mają to wszystko w tyłku, albo bojkotują (i słusznie) tę całą szopke gierek politycznych – nie stanowią twardego, stale poszerzajacego się elektoratu, co świadczy o bezideowości partii lewackich w Polsce.

  76. Rafał Kochan
    Wychodzi na to, że masz całkowitą rację w punkcie pierwszym.
    Wystarczy popatrzeć na Francję, gdzie lewicowy prezydent zbiera bęcki, Francuzy czule wspominają Sarkoziego, a córka Leppena wprowadza prawicę hard na parlamentarne salony.
    To u nas i tak trzeba się chyba cieszyć, że nie mamy jeszcze Orbana i Budapesztu, swojskiego Zawiszy i tego na B. młodego narodowca.
    Reszta wydaje mi się jeszcze bardziej porąbana niż ty przedstawiasz.
    Lewica umoczyła się na samym początku transformacji. Powstała
    na zgliszczach PZPR, nie odnalazła ani wyrazu ani przesłania na nowe czasy. Po pierwsze i bardzo ważne – dała doopy Kościołowi, kalkulując, że w ten sposób kupi sobie przynajmniej neutralność kk, jeśli nie wdzięczność.
    Tymczasem kk nie poczuł i nie poczuwa się do wdzięczności wobec żadnej opcji politycznej w Polsce, ale oczywiście popiera tzw. prawicę im bardziej skrajną, tym lepiej, bo taka na pewno ręki na kk nie podniesie, a z lewakami nie wiadomo.
    Kościół nie tylko odzyskał majątki „zagrabione”, ale uzyskał niezachwianą, bardzo wysoką pozycję w kraju jakoby neutralnym światopoglądowo (wedle Konstytucji), który łoży z budżetu na jego utrzymanie, lekcje religii od przedszkola po maturę (praktycznie niemal obligatoryjne) i chce mieć głos decydujący w sprawach wagi państwowej (społecznych i politycznych), bo nawet szantażuje ekskomunikami posłów, którzy nie przedkładają prawa bożego nad świeckie (np. w sprawach aborcji czy in vitro).
    Nikt nie ma odwagi, nie ma żadnego Gajowego, co by tupnął i pogonił czarne towarzystwo z lasu.
    Lewica? Do dziś nie może się podnieść z upadku od czasu afery Rewina do tego stopnia, ze kościany dziadek Miller musiał ją ratować po niemądrym i bezbarwnym Napieralskim. I ciuła niezmiennie te swoje 12% w porywach.
    A Palikot? Grzał bez składu i ładu aż przegrzał (100 pomysłów na minutę, 100 projektów ustaw na kolanie i 100 happeningów niekoniecznie sensownych).
    Dlatego myślę sobie, że jest trochę tak jak z piosenkami. Gdy ludzie mają słuchać nie wiadomo jeszcze czego, to wolą wybrać stare znane hiciory.

  77. A gospodarka francuska jest jak Sarkozy. Już nie rośnie 🙁

    Le Pen to nie francuski Lepper, a Rywin nie Rewiński 😉

  78. Anna
    1 października o godz. 10:24

    Fragment wypowiedzi J.Hartmana, ktory przytaczasz za Wyborcza, zostal wyrwany z kontekstu – w Wyborczej tak sie robi, to u nich norma.

    A oto najistotniejsza czesc owego kontekstu:

    „No dobrze, ale zejdźmy na ziemię. Jeśli nawet przyjąć argument mówiący, że kazirodztwo zagraża poczęciem dziecka z wadami genetycznymi (jest to zresztą argument niewygodny, bo ściśle eugeniczny), to w dobie skutecznej antykoncepcji czas postawić sobie pytanie, co właściwie może dziś służyć za usprawiedliwienie zakazu kazirodztwa?

    Wszystko, co mamy na podorędziu, jest natury religijnej i obyczajowej. Ale to, że obyczaje wszędzie tego zakazywały, to wiemy aż nadto dobrze i wiemy też, jakie było praktyczne źródło tych zakazów.

    W wolnym społeczeństwie nie wymagamy już od nikogo, aby w życiu prywatnym praktykował takie czy inne obyczaje, a od tego czy owego się powstrzymywał. Zgorszenie możliwe jest tylko co najwyżej publicznie. Argumenty obyczajowe mogą mieć siłę perswazyjną, lecz nie nadają się na uzasadnienie zakazów. A co z argumentem mówiącym o naruszaniu „naturalnego porządku rzeczy”?

    Cóż, „naturalny porządek rzeczy” to w najlepszym razie pojęcie zaczerpnięte z pewnej doktryny metafizyczno-religijnej. Byłoby nieuczciwe i nieracjonalne, gdyby stanowiono restrykcyjne prawo w oparciu o zabytkowe doktryny o czysto spekulatywnym charakterze. Wprawdzie dawniej tak czyniono (czego pamiątką jest mi.in. zakaz kazirodztwa), lecz to znowu żaden argument. Złe obyczaje i tradycje w stanowieniu prawa trzeba zwalczać, a nie pielęgnować.

    A może trzeba na rzecz spojrzeć z punktu widzenia zdrowego rozsądku. Bo co to by było, gdyby tak bracia z siostrami, matki z synami itd.? Cóż, przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że ok. 10 proc. braci i sióstr ma wspólne doświadczenia seksualne. Wysokie są też odsetki epizodów seksualnych pomiędzy dwoma braćmi, dwiema siostrami. Kuzyni wchodzą w relacje seksualne jeszcze częściej. Nie widać jakoś wielkich nieszczęść, które by z tego miały wynikać.

    Legalizacja takich stosunków mogłaby doprowadzić do zwiększenia liczby par kazirodczych, ale trudno zakładać, aby miało to jakiś dewastujący wpływ na życie ludzi, którzy na takie związki by się skusili, jakkolwiek dla innych członków rodziny świadomość o istnieniu takiej relacji w rodzinie może być trudna.

    Co więcej, jest pewien argument na rzecz tolerowania kazirodztwa. Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?

    Czy powinniśmy zamykać drogę do takiego szczęsnego fenomenu, nawet jeśli statystycznie (w co wierzę!) związki kazirodcze są bardziej psychicznie obciążające, a nawet złe i toksyczne niż związki normalne? Swoją drogą, jeśli najczęściej są toksyczne, to raczej dlatego, że są zakazane, a nie odwrotnie.

    Nie mówię, że jestem za legalizacją związków kazirodczych. Twierdzę tylko, że warto rozpocząć dyskusję na ten temat.”

    http://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:DCBpNhtIxQkJ:hartman.blog.polityka.pl/2014/09/28/upadek-kazirodczego-tabu/+&cd=5&hl=pl&ct=clnk&gl=pl

    Pragne zwrocic twoja uwage na stwierdzenie, ze „Co więcej, jest pewien argument na rzecz tolerowania kazirodztwa”. Gdyz powyzsze wcale nie musi byc opinia Hartmana. Po prostu objasnia on, ze funkcjonuje taki argument – w srodowisku etykow, Wsrod profesjonalistow zajmujacych sie tym problemem, w literaturze, w sztuce… Jan hartman jedynie informuje laikow o istnieniu tego argumentu, gdyz on istnieje, kropka.

    Jesli jednak wolalabys zyc sobie w blogiej niewiedzy to… po jaka cholera przychodzisz na ten blog!?

  79. @ J.Kowalczyk

    Może i prof. Hartman nie zdołał przewidzieć burzy, którą wywołał swym wpisem o kazirodztwie, może nie dość jasno przedstawił swój pogląd, może i gdzieś się zagalopował, ale praktycznie wszystkie reakcje, jakie pojawiły się w przestrzeni publicznej, to właśnie reakcje autopilotów. Prawdopodobnie tylko tak to się może odbywać. Poważna refleksja jest po prostu za trudna.
    ****
    Tego akurat nie bylbym taki pewien, gdyz – w trakcie zapoznawania sie z trescia z oryginalnego, najpierw, artykulu – zupelnie nie posiadalem opinii na temat problematyki zwiazanej z kazirodztwem. Te ktore mialem w glowie blo jak najbardziejobiegowymi opiniami, a wiec moj „autopilot”, gdyby byl, zaprowadzilby mnie na kurs wszystkich niechetnych Hartmanowi, gdyz zbulwersowanych jego rozwazaniami. Tymczasem ja akurat rozumiem i popieram J.Hartmana.

    Byc moze z powodu „autopilota” do ktorego sie przyznaje, a mianowicie do mocno zakorzenionych pogladow dotyczacych wolnosci wypowiedzi, nieobecnosci cenzury, swobody publikacji, prawa do posiadania i gloszenia pogladow, prawa do publicznej dyskusji. Pogladow najwyrazniej obcych takiemu Uniwersytetowi Jagiellonskiemu, na przyklad – niemniej moich wlasnych.

  80. @Tanaka, 02.10. godz. 9,33
    „Ten nieistniejący sznurek okazał się prawdziwym sznurem, co tak tamtej Polsce nogi zapętlił, że się wzięła i wywaliła.”
    Cha, cha, znakomita puenta.

  81. Z Pana Kochana żaden jasnowidz. Wieku nie ukrywam: w 1989 ukończyłem 17 lat. Faktycznie, mam sentyment do peerelu jak cholera 😀 😛 😀 😛 Radzę pić melisę 😛
    Odpowiedzi na pytanie czemu „tak nam dobrze, że dobrze nam tak” już nie szukam. Wiem tylko, że jesteśmy w czarnej d…. O, to pasuje: i Hartman d…, kiedy Dulskich kupa. A ponieważ Hartman i Dulski mają po jednym głosie w wyborach, a populacja Dulskich przeważa populację Hartmanów i Kochanów w rozrachunku – no to sami sobie odpowiedzcie, jak to będzie.
    A propos: Wołk-Łaniewska z NIE w czasach, kiedy jeszcze nie była zaburzona pod pokrywką (Nowy Robotnik, Trybuna Robotnicza, kto pamięta?), pisała o dylemacie: niestety, my lewacy, musimy szukać targetu u tych, co biją żony, leżą na pysku przed proboszczami, plują na chodniki, piją browar z Biedronki, wierzą w spisek żydowski, brzydzą się homikami i takie tam. Bo gdy powąchają lepszego życia, to łatwiej im ciemnota wywieje i nie będą podatni na propę rydzyków i kaczorów. Otwarte pozostawiam pytanie, czy to target się nie sprawdził, czy lewacy olewając go, stracili szansę równą 1980.
    Pani Mag, do ziemi się kłaniam.

  82. @ ?
    2 października o godz. 10:09

    We wpisie do ktorego niniejszym bezposrednio sie odnosze, a takze w kilku innych stawiasz teze, ze gdyby nie ci wszyscy ktorzy sa w opozycji do moherstwa, koltunerii, zlodziejskiego kosciolka, oraz ustawicznie prowokuja wymienionych, to do tej pory Polacy mieliby panstwo swieckie, wraz ze wszystkimi jego upragnionymi nastepstwami.

    Zupelnie jakbyn Atalie czytal, ktory specjalizowal sie w stawianiu rzeczy tak na glowie, ze juz bardziej nie mozna, a nastepnie spodziewal sie, ze to ktos kupi. Ale nie przejmuj sie – jestem tolerancyjny. A w szcegolnosci dla 17-latkow.

  83. I co wam z tego prowokowania wychodzi, hę? Ch… i d… i kamieni kupa.
    Jedynymi, co jako tako przeorali systemowo i systematycznie, organiczną pracą, świadomość (w kierunku antyklerykalnym) dającej się zliczyć populacji obywateli, są publicyści Faktów i Mitów – pisma znienawidzonego przez POlitykę i Wybiórczą, a więc podstawowe źródła wiedzy kawiorowej lewizny i antyklerykałów ze Starbunia. Jakoś nie słyszałem protestów, gdy rzeczone pismo chciano wyrzucić z dystrybucji, albo pod byle pretekstem podawano do sądu. Wspieraliście ich? Stawiam zakład, że nie.
    Poza tym panie Krzyś, naucz się pan liczyć. Na początek 4 podstawowe działania.

  84. ?
    2 października o godz. 22:40

    Wspieraliście ich? Stawiam zakład, że nie.
    Poza tym panie Krzyś, naucz się pan liczyć. Na początek 4 podstawowe działania.
    ****
    Przegrales!

    Po co ja mam liczyc skoro sam ujawniles, ze masz 17 lat.

  85. @?
    I tuś mi podpadł, niestety , Pytajniku!
    Ciut się znam na tej kurewskiej profesji, jaką jest dziennikarstwo, bo w niej robiłam i to długo. Jeśli więc uważasz, że Fakty i Mity piórami/klawiszami swoich publicystów prezentują wysoki poziom merytoryczny i wszelki inny w przeciwieństwie do GW i TVN, to ci powiem, że mylisz się dramatycznie (staram się być subtelna i oględna, bo mam do ciebie słabość).
    Można mieć tzw. słuszną rację, ale jak się ją sprzedaje nieumiejętnie, to tak jakby racji nie było.
    Ot, i cała filozofia.

  86. Widzę, że p. Krzyś nie umie też czytać. Dżisas.
    I wy chcecie iść na wojnę z klerem? A czy Hartman zaprotestował kiedykolwiek w jakikolwiek sposób przeciw powołaniu/istnieniu wydziału teologii na UJ? A ktokolwiek z antyklerykalnych „uczonawych” na swojej Alma Mater? Jakaś głodówka, pikieta, przykucie się do drzwi, marsz gwiaździsty, rzucenie umową o pracę, bo ja wiem co? NIC. Jeżeli się mylę, dajcie dowody, bo w gębie każdy mocny.

  87. Pani Mag droga – ja się na dziennikarstwie nie znam. Ja tylko się dowiaduję, ile nakładu danego tytułu się sprzedaje.
    I wychodzi mi, że ohydne FiM sprzedają się dobrze i faktycznie są jedynym antyklerykalnym medium z prawdziwego zdarzenia, które do kogoś dociera – bo Urban to tak, w rzeczy samej nigdy poważnie nie traktował tematu, a Bez Dogmatu i Forum Myśli Wolnej to czytuje się w Starbuniu i nigdzie poza tym… czyli nigdzie. GazWyb ani tvn (skąd to Pani wzięła?) nigdy antyklerykalne nie były i nie są. Tak prawda. Pozdrawiam. Dobranoc.
    PS. Z góry odpowiedź dla p. Krzysia: pan potrafi policzyć ile to 17+25?

  88. @@ Rafał Kochan., mag
    w sprawie lewicy i kościoła:
    lewica się bardzo skaziła mezaliansem z kościołem. To na niej fatalnie ciąży. wydaje mi się, że to zło, które się stało, miało miejsce w okolicy stanu wojennego. Generał, Rakowski i inni, chcąc pokazać że są mili i nie zjadają ludzi na śniadanie, otworzyli drzwi do władzy i do spiżarni, których absolutnie nie należało otwierać. Ale prawdopodobnie ludzie Generała inaczej nie mogli. Albo – co jeszcze prawdopodobniejsze – sądzili że inaczej nie mogą. I potem poszło. jak ruszy lawina, to choćby się nogę w drzwi wstawiło, nie pomoże. A klechy mamiły, głaskały, ładnym słówkiem obdzielały,a ludzie Generała zachowywali się jak te fornalskie dzieciaki przed wojną pod kościołem: zobaczyli monstrancję – i padali plackiem. Pleban tanio rządził ich głowami. A przecież większość tych partyjnych to chłopy z urodzenia. W stresie dzieciństwo im się odezwało. A znieczuleni miłymi pogawędkami, dali się wywieść w pole. I [podpisał Rakowski listę przywilejów,powstała tzw. komisja wspólna rząd-episkopat – i jazda z „odzyskiwaniem”, które polegało głównie na grabieniu. I zaraz Mazowiecki, Samsonowicz, religia w szkole.No i Ojciec Święty, który się miło uśmiechnął kiedy trzeba, a maślaki się od tego roztopiły.
    Urban wiedział, że klechy żyją z robienia wrażenia. Oni mniej realnie mogą, ale wrażenie robią doskonałe.Z tego żyją od zawsze. To bardzo tanie. Niestety, nie Urban podejmował decyzje.
    Lewica, skażona tym fatalnym związkiem, ciągle nie może odzyskać przytomności. Było kilku ciekawych liderów, w czasie, kiedy Cimoszewicz startował na prezydenta. Ale się rozeszli, skłócili, poszli w interesy,w emerytury, a jeden z ciekawszych zginął pod Smoleńskiem.

  89. Tanaka
    Niestety, Cimoszka definitywnie się wymiksował z czynnej polityki, czego odżałować nie mogę.
    A w katastrofie zginęło kilka prawdziwych gwiazd z lewicy – choćby Szmajdziński, Płużyński, Izabela Jaruga-Nowacka.
    No i też trochę żałuję tego, no kurcze, właśnie mu się skończyła fucha europosła, którego wybitnie durny Napieralski nie wiem jakim cudem, bo na pewno nie intelektu ani charyzmy wyautował.

  90. mag
    3 października o godz. 0:15
    Może masz na myśli Józefa Piniora? on skończył eoroposłowanie, ale nie był z SLD, tylko szeroko rozumianej lewicowej głowy.
    Miałem właśnie na myśli Jerzego Szmajdzińskiego, on miał być kandydatem lewicy na prezydenta. Człowiek o umiejętnościach łączenia, z dużym dorobkiem i doświadczeniem, a przy bym bardzo sympatyczny.
    Oczywiście też Izabela Jaruga-Nowacka. Cieszę się, że jej córka zdecydowała się działać w przestrzeni publicznej.Jest jasnym punktem.
    No i inni, którzy przez koszmarną niekompetencję i banalną głupotę innych, zginęli w tej katastrofie.