Temat drastyczny — turyści w piekle kobiet

Myś* - to taka niedokończona myśl. Staram się zachować poziom politycznej debaty cechującej nasze media.Apele wydają mi się mało skuteczną techniką zmiany społecznych zachowań. Trudno ich czasem uniknąć, ale odnoszę wrażenie, że apel, by się w coś zaangażować, wywołuje zwykle odwrotny skutek. Jakby ludzie mówili sobie: nikt mi nie będzie dyktował, co mam robić. Zatem powstrzymam się od apelowania w tej konkretnej kwestii. A rzecz dotyczy horroru przeżywanego przez setki tysięcy kobiet w krajach muzułmańskich, gdzie istnieje koszmarny zwyczaj pozbawiania ich łechtaczek.

Wiadomo, że ta ohydna „tradycja” nie ma żadnego uzasadnienia w normach religijnych, choć pod tą właśnie przykrywką funkcjonuje. To jeszcze jeden sposób podporządkowania kobiet mężczyznom, podległości szczególnie wyraźnej i bezwzględnie egzekwowanej zwłaszcza w świecie muzułmańskim. Napisano o tym już wiele tekstów, były również filmy dokumentalne, niemniej tekst Piotra Ibrahima Kalwasa „Piekło kobiet” w „Dużym Formacie”, dodatku „Gazety Wyborczej” z ubiegłego tygodnia, musi poruszać, bo odkrywa skalę tego obrzydliwego procederu w państwie, do którego Polacy szczególnie chętnie jeżdżą na wakacje (tanio i ciepło).

Gorzej, wiadomo wiele o kobiecej seksturystyce — znudzone i zaniedbane przez facetów Polki, podobnie jak Niemki czy Rosjanki, korzystają z usług seksualnych przystojnych i szarmanckich miejscowych łowców łatwych okazji. Są zachwycone ich delikatnością, sprawnością, bezgranicznym (jak chcą wierzyć) oddaniem, choćby miało to trwać tylko paręnaście dni. Nie oceniam tego w kategoriach moralnych. To nie moja sprawa, co ludzie robią na wakacjach z własnym ciałem i swoimi pieniędzmi.

Jednak — pewnie zupełnie bezpodstawnie i naiwnie — myślę, że gdyby wszystkie te turystki wiedziały, co ze „swoimi” kobietami robią ich czarujący kochankowie, kiedy występują w roli mężów i ojców (a często już nimi są i właśnie w ten sposób zarabiają na utrzymanie rodziny), mniej chętnie korzystałyby z ich „usług”. Kobieca solidarność, która w tej sytuacji wydaje się naturalna i bardzo na miejscu, nabrałaby zupełnie nowego znaczenia.

Zostawmy wszakże marginalne w sumie zjawisko seksturystyki. Ważniejsze byłoby uświadomienie sobie przez wszystkich tych, którzy jadą tam odpoczywać, jakim koszmarnym w gruncie rzeczy krajem jest Egipt. Czy możliwe, żebyśmy jako turyści jednak brali pod uwagę taką wiedzę, wybierając kierunek wyjazdu?