Nieszczęśliwi patrioci

Myś* - to taka niedokończona myśl. Staram się zachować poziom politycznej debaty cechującej nasze mediaMamy w sobie — myślę o Polakach — to tajemnicze coś, co wyraźnie nie pozwala nam być szczęśliwymi ludźmi. Nie od święta, ale tak na co dzień. Coś, co nie pozwala nam widzieć pozytywów, za to znakomicie ułatwia dostrzeżenie każdej skazy, ułomności, niedoróbki, słabości. Nie wierzę w byty typu charakter narodowy, a jednak nie sposób się oprzeć wrażeniu, że jeśli ludzi mówiących po polsku i mieszkających w Polsce coś naprawdę łączy, to właśnie ta skłonność do narzekania, jak nam ciężko i źle, jacy ludzie wokół są głupi i nieuczciwi, jak wszystko zmierza ku rozpadowi i ogólnej katastrofie.

 

Licytacje na wyliczanki, co w Polsce jest źle urządzone, rzadko, jeśli kiedykolwiek, konfrontowane są z listami rzeczy, które ogólnie się udały i pozwalają nam żyć o niebo bardziej komfortowo niż 20–30 lat temu (nie wspominając już o okresach naprawdę trudnych, wojnie itd.). Nie sposób ucieszyć się z tego, że jakoś tam jesteśmy doceniani przez wiele europejskich społeczeństw, bo zaraz poleci litania wyrzekań. Nie wolno być zadowolonym z nowych dróg, bo przecież tylu jeszcze w ogóle nie wybudowano…

To bezdyskusyjna prawda, że mnóstwo rzeczy w Polsce mogłoby działać lepiej, być mądrzej urządzone, ale o ile wskazywanie winnych idzie nam nadzwyczaj łatwo, o tyle niechętnie widzimy nasz własny udział w zgrzytliwym działaniu całego tego państwowego mechanizmu. O nieuczciwości polityków mówi się szczególnie chętnie, ale próba podładowania karty komunikacyjnej na lewo — to już tylko spryt. Każdy z nas natychmiast potrafiłby przytoczyć dziesiątki przykładów takiej zwykłej, codziennej, niby-niewinnej nieuczciwości z bogatym zasobem usprawiedliwień, które niczego tak naprawdę nie usprawiedliwiają.

To zresztą bardzo silny i istotny mechanizm psychologiczny, któremu podlegamy wszyscy bez wyjątku. Polega on na tym, że natychmiast potrafimy doszukać się negatywnych intencji i skłonności w cudzym zachowaniu, a nawet przypisać danej osoby jakieś konkretne cechy charakteru, podczas gdy takie samo nasze własne zachowanie umiemy doskonale uzasadnić, a przede wszystkim usprawiedliwić, powołując się na obiektywne, zewnętrzne wobec nas warunki, które miały wymóc na nas takie właśnie zachowanie. Jesteśmy bardzo subiektywni wobec innych, tworząc sobie zarazem wyobrażenie obiektywnego postrzegania samych siebie. Nadzwyczaj obfitego materiału dowodowego na stałe działanie tego mechanizmu dostarcza także i niniejszy blog, co warto sobie czasem uświadomić, gdy spieszymy z przypisywaniem komuś konkretnych cech na podstawie dość wątłych przesłanek.

W budowaniu tego obrazu wiecznie nieszczęśliwych Polaków, żyjących w strasznym, nieszczęśliwym kraju, wielką rolę odgrywają, rzecz jasna, media, których niejako naturalnym żywiołem jest wszelkie zło, afery, zaniechania, wpadki i wypadki, nieszczęścia i fatalne zbiegi okoliczności. (Całkowicie oddzielnym wątkiem jest świat kreowany przez prasę tabloidową i tabloidyzujące się telewizje). Już napisanie tekstu o pozytywnym wydźwięku, o tym, że coś komuś się udało — to nie lada wyzwanie i nieraz widziałem skwaszone miny redaktorów, pytających: Ale kto to będzie chciał czytać? W tym sensie równie oczywista wina leży po stronie odbiorców, czyli nas wszystkich. Kogo obchodzi cudze szczęście? Jak to ujął Lew Tołstoj: wszystkie szczęśliwe rodziny są takie same, za to jakaż jest różnorodność rodzinnego nieszczęścia!

Ale i na tym — ogólnoludzkim — tle Polacy i polskie media, zwłaszcza te na wszelkie sposoby odmieniające słowa patriotyzm, naród i ojczyzna, chyba się wyróżniają. A może to jednak tylko błąd perspektywy? Jak i co piszą o sobie, swoich politykach i swoich państwach inne społeczeństwa współczesnej Europy? Czy pławią się w samozadowoleniu, czy tak jak my lubują się w samobiczowaniu?