Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

23.07.2014
środa

Mam to gdzieś

23 lipca 2014, środa,

Myś* - to taka niedokończona myśl. Staram się zachować poziom politycznej debaty cechującej nasze mediaMoże to i prostacki chwyt erystyczny, ale dałem taki tytuł świadom, że kto go przeczyta, przynajmniej przez chwilę nie będzie miał wszystkiego gdzieś i da się sprowokować do zaspokojenia naturalnej ciekawości, co konkretnie autor ma gdzieś (i ewentualnie, gdzie) i czy to jest to samo, co gdzieś ma on sam. A chodzi o obojętność pod różnymi postaciami.

Poprzedni wpis zakończyłem dość tajemniczo:

uważam, że główne i najistotniejsze podziały społeczne biegną nie między tzw. ateistami i tzw. katolikami (czy, szerzej, wierzącymi), lecz między tymi, którym jest ogólnie wszystko jedno, a tymi, którym na czymś zależy.

Paru dyskutantów odniosło się to tego wątku, a p. Jerzy Pieczul poświęcił mu nawet więcej refleksji, zwracając nie bez racji uwagę, że trudno mówić o podziałach tam, gdzie nie ma żadnych relacji:

Przecież społecznie bierni to zawsze była, jest i będzie masa, aktywni – garstka. Jakież więc mogą być podziały między ludźmi bez poglądów, a ludźmi z poglądami? Jakie mogą być podziały między ludźmi potrzebującymi względnego dostatku i spokoju, a ludźmi rozbudzonymi poznawczo, z jeżem w tyłku. Na moje oko nie ma między nimi żadnych relacji, więc cóż mówić o podziałach.

Rzeczywiście, nie da się skonfrontować z kimś obojętnym na przedmiot konfrontacji. Ale idealna obojętność raczej nie istnieje. Więcej, myślę, że ktoś manifestacyjnie obojętny to sprzeczność sama w sobie. Obojętność też jest jakąś postawą i zakłada elementarną autorefleksję, nawet jeśli bardzo prostą, niezwerbalizowaną. Myślę także, że każdy z nas ma swoje sfery obojętności, obszary całkowitego désintéressement, tematykę, o której nie ma zamiaru się wypowiadać, aktywność, której nie podejmie. To zdrowe, konieczne, normalne.

Mnie jednak chodziło o coś innego — o problem wielowymiarowej obojętności w życiu społecznym, która skutkuje jak najbardziej realnymi międzyludzkimi relacjami, podziałami, konfrontacjami. Oprócz zjawiska tzw. znieczulicy społecznej, są i inne przejawy obojętności. Paradoksalnie reprezentowanej przez tych nieobojętnych. Bo obojętność może być, że tak powiem, obojętna agresywnie. Np. wtedy gdy grono aktywistów, którym w jakiejś konkretnej sprawie zdecydowanie nie jest wszystko jedno, żąda od innych i wymusza na nich angażowanie się w daną sprawę w dokładnie taki sposób, jaki oni uznali za jedynie słuszny. Przyznaję, tak jak mam problem, gdy widzę machających krucyfiksami rozemocjonowanych obrońców życia poczętego; mam problem, gdy widzę narodowców palących samochody, atakujących squaty i wyrywających drzewka w Dniu Niepodległości, tak też mam problem, widząc manifestację LGBT epatującą stereotypowymi obrazami własnej społeczności. We wszystkich wypadkach wybieram nieuczestniczenie (obojętność?), ale w obu sytuacjach dostrzegam też postawę prawdziwej obojętności właśnie. Obojętności na cudzą wrażliwość, cudzą obecność w przestrzeni publicznej, hołdowanie fetyszowi własnej wolności z równoczesnym ignorowaniem wolności innego człowieka.

W ten sposób wykonałem pewną woltę, pokazując, że ci, którym „zależy” mogą zarazem być tymi, którym właściwie jest wszystko jedno (jakie skutki przyniesie ich działanie). Chodzi bowiem o to, w imię czego — jakiego systemu wartości — na czymś nam zależy lub wobec czegoś jesteśmy obojętni. O ten zespół wartości (bo niekoniecznie zaraz spójny system) powinniśmy się więc spierać. Nie wezmą w tym sporze udziału ci, którym ogólnie jest wszystko jedno, ale my jednak musimy ich wziąć pod uwagę, bo żyją obok nas, z nami, a czasem i w nas.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 151

Dodaj komentarz »
  1. Przyznam, ze jakos nie widze plaszczyzny na ktorej moglbym (w dyskusji) wykazywac, iz nie jestem obojetny na zespol wartosci Terlikowskiego czy Michalika. Fakt, ze nie widze mozliwosci dyskusji z wymienionymi nie swiadczy jednak o tym, ze jestem obojetny w stosunku do wartosci ktore oni glosza. Nic podobnego. Ja je po prostu odrzucam – co podkreslam w swoich monologach. I bynajmniej nie dlatego, ze ich nie znam lecz, ze wrecz przeciwnie – znam je bardzo dobrze.

    Podobnie widzi to pan, sadze – takze uprawiajacy monologowanie. Bo w tej zabawie chodzi o to by przekonywac innych do wlasnych racji – ktore takze wyklada sie na stol. Wymienieni wykladaja swoje, i my czynimy podobnie. Nasze wzajemne argumenty jedynie pozornie mijaja sie z adresatami, jako ze to nie do Terlikowskiego sie zwracamy (a on nie do nas) lecz do tych obserwatorow (sluchaczy) ktorych przekonac moga nasze racje, a nie Terlikowskiego.

    I tu takze nie jest mi obojetne jakie glupoty on bedzie glosil. Bo im wieksze – tym lepiej.

  2. Nie można angażować się we wszystko.
    Czy facet zajmujący się fizyką kwantową powinien jeszcze roztrząsać aspekty prawne zapłodnienia In-vitro?
    To nie znaczy „mam to gdzieś”.

  3. Zgadzam się z Panem, niestety obojętność na to, że ktoś może mieć zupełnie inne poglądy jest wszechobecna. Mam wrażenie, że niektórzy postrzegają bliźnich jako pozbawione mózgu istoty, które same nie mogą myśleć i dokonywac wyborów. Widoczna w wielu środowiskach koniecznośc przekonania do własnych racji, a właściwie manifestacja, że wszystko co inne jest złe jest co najmniej irytująca…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Do Jacka Kowalczyka mam pytanie:
    Jaki ma pan problem z paradą LGBT i dlaczego zestawia pan to środowisko z takimi jak machającymi krucyfiksami rozemocjonowanymi obrońcami życia poczętego lub z narodowcami palącymi samochody, atakującymi squaty i wyrywającymi drzewka w Dniu Niepodległości…?
    Przecież stosując takie zestawienia ubliża pan LGBT, którzy domagają się tylko należnych im praw, identycznych jakie posiadają pozostali obywatele i obywatelki Polski. LGBT płacą takie same podatki jak wszyscy pozostali i w przeciwieństwie do prawie wszystkich pozostałych nie zaglądają nikomu do łóżek i nikomu nie robią krzywdy, nie demolują otoczenia i nie niszczą przyrody tak jak narodowcy lub uczestnicy bozocielnych guseł i pielgrzymek.

  6. Proszę autora o podanie przykładów „epatującej stereotypowymi obrazami własnej społeczności” LGBT.

  7. Szanowni Panstwo

    Wyglada na to ze redaktor Kowalczyk zaplatal sie we wlasne slowa i lezy u stop LGBT blagajac o przebaczenie.

    Slawomirski

  8. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Kreska Mazowieckiego zatrzymala Polske w drodze do etycznego zachowania jej obywateli. Efektem tego jest afera tasmowa i „mam to gdzies” stosunek Polakow do spraw zycia spolecznego. Jak etyki moga uczyc Urban z Passentem?

    Slawomirski

  9. Slawomirski
    23 lipca o godz. 20:58

    Wydaje ci sie, ze cos wiesz, wiedzac niewiele.

    „mam problem, widząc manifestację LGBT epatującą stereotypowymi obrazami własnej społeczności.”

    Co zupelnie mnie nie zaskakuje, gdyz sam spotkalem mnostwo osob ktorych wlasnie taki sposob komunikowania sie mocno razil. Ktorzy – nie bedac homofobami – uwazali, ze homoseksualisci powinni zaprezentowac sie inaczej jak poprzez utrwalanie przekonania, ze sa „amoralni, wyuzdani, rozpustni, itd, itp”.
    Jakies 25 lat temu ogladalem parade wychodzacych z szafy gejow, w LA. Poprzebierani byli w piora, zwiewne szatki, a czesc z nich do siedzen przyczepione miala sztuczne nagie posladki, a z przodu – takze niby gole – wielkie cyce. Wielu nioslo potezne gumowe penisy, badz przynajmniej nadmuchane kondomy. Pomimo zaskoczenia forma specjalnie mnie to wszystko nie ruszylo. Od razu widac bylo, ze zdecydowali sie na oddzialywanie poprzez szok. A jakos musieli przeciez zaznaczyc swa obecnosc w spoleczenstwie. Niemniej, tym samym, w oczach wielu widzow, utrwalali najgorsze a dosc powszechne wyobrazenia o sobie samych. A juz najbardziej u tych z malymi dziecmi – czym zaskoczony nie bylem. W opinii wielu moich znajomych tymi paradami homoseksualisci skutecznie podcinali galaz na ktorej siedzieli.

    Zmierzam do tego, ze nie wszystko i kazdemu musi sie podobac. Czesto mamy do czynienia z gustem, smakiem, czy delikatnoscia, kiedy to bez wzgledu na slusznosc racji (czyli tresci przedsiewziecia) komus jednoczesnie moze nie odpowiadac jego forma. Bo to samo wolalby widziec nieco inaczej.

    Nie wydaje mi sie wiec by p. Kowalczyk musial z czegokolwiek sie tlumaczyc, tylko dlatego, iz komus wydaje sie, ze jak ktos nie jest homofobem to jego obowiazkiem jest kochac gejow w kazdym calu, i byc wobec nich bezgranicznie bezkrytycznym.

  10. @Krzysia:
    „Przecież stosując takie zestawienia ubliża pan LGBT, którzy domagają się tylko należnych im praw, identycznych jakie posiadają pozostali obywatele i obywatelki Polski. LGBT płacą takie same podatki jak wszyscy pozostali i w przeciwieństwie do prawie wszystkich pozostałych nie zaglądają nikomu do łóżek i nikomu nie robią krzywdy, nie demolują otoczenia i nie niszczą przyrody tak jak narodowcy lub uczestnicy bozocielnych guseł i pielgrzymek.”

    To zestawienie nie ubliża LGBT, tylko naziolom i uczestnikom gusełek 😉 Realia są takie, że środowiska homoseksualne (w szczególności gejowskie) stanowią dla społeczeństwa większe zagrożenie (zdrowotne), niż kilku głupich hailujących łysoli. Nie bez powodu, na całym świecie, osoby homoseksualne nie mogą być dawcami krwi, a skinheadzi i wyznawcy gusełek mogą 😉

  11. krzys52
    23 lipca o godz. 21:42

    Szanowny Panie krzys52

    Bledem redaktora Kowalczyka jest pouczanie LGBT osob ze on by to zrobil lepiej niz oni sami. Nie bede sie z panem spieral w tej sprawie ale moim zdaniem to zle wyglada gdy syty chce opisac glodnemu uczucie glodu i przekonac go ze jego opis jest lepszy do tego co ma do powiedzenia na ten temat glodny.

    Slawomirski

  12. Slawomirski
    23 lipca o godz. 22:21

    Tu nie chodzi o pryncypia lecz o estetyke. Co oznacza, ze rozni ludzie moga miec rozne odczucia estetyczne, pomimo zgodnosci w pryncypiach, a nikomu nie mozna udowodnic, ze nie ma racji.
    Moim zdaniem geje postapili poprawnie stawiajac na szok (to byl ten racjonalny plan gry) co nie zmienia jednak nic co do roznorodnosci i rownoprawnosci estetycznych odczuc tych obserwatorow ich parad, ktorzy przyjaznie nastawieni sa do homoseksualistow i ich praw.

  13. @Jacek Kowalczyk
    Boleje Pan nad faktem, że tylu ludzi jest biernych wobec rosnącej fali nacisków ze strony wojujących katolików. Ja też. Chciałabym jakoś zademonstrować swoją niezgodę – nie wiem, może jakiś transparent, gdzieś stanąć. Muszę więc wykroić czas ze swojego grafika, zorganizować opiekę nad dzieckiem, wymalować transparent, dojechać na miejsce, wrócić. W sumie – z kilka godzin aktywności w imię wspólnego dobra, no i parę złotych.

    Już prawie, prawie się za to zabrałam, gdy nagle przypomniałam sobie:

    – pracę w prasie polonijnej, która była w zasadzie działalnością charytatywną. Chciałyśmy ( z przyjaciółką) pomóc rodakom, którzy nie potrafili się odnaleźć za granicą. Tłumaczyłyśmy, jak i gdzie załatwić formalności, jakie prawa nam przysługują, np. jak załatwić sobie ubezpieczenie medyczne, zamieszczałyśmy tłumaczenia formularzy. Nie uwierzy Pan – za friko. Efekt? Pretensje, że za mało robimy, bo powinnyśmy jeszcze, na przykład, załatwiać pracę rodakom, co to gadają tylko w ojczystym, choć są na miejscu od kilku lat. Nie ośmieliłam się policzyć, ile straciłyśmy czasu i własnych pieniędzy.
    Ale Polka się nie nauczyła.

    – petycja w sprawie pomocy nocnej i świątecznej w gminie – napisałam petycję, obeszłam miasto i zebrałam podpisy, udałam się z tym do władz, władze wsparły i wysłały do NFZ. Efekt – jasne, róbcie se pomoc, znajdźcie lokal, lekarza, spełnijcie warunki. Pytam o pomoc władze – rozłożone ręce, gmina nie jest podmiotem gospodarczym, pytam opiekę społeczną – nie mieści się to w zakresie ich działań, pytam mieszkańców o pomoc. Kiwanie głowami: – acha, czyli co? Nie udało CI się?
    Ale Polka się nie nauczyła.

    – Jest fajny lokal pod działalność gospodarczą. Za drogi dla jednego najemcy, a ściśle lokalnego rękodzielnika. Wpadłam na pomysł: zorganizujmy się w grupę. Zróbmy zrzutkę, podzielmy powierzchnię. Koszty będą śmiesznie niskie i mamy możliwość zorganizowania klimatycznego, atrakcyjnego dla ludzi miejsca. Miejscowi artyści przyszli, obejrzeli, pocmokali, jak bosko, umówiliśmy się na spotkanie w konkretnym dniu, gdy już się zastanowią. Na spotkanie nie przyszedł nikt, lokal przepadł.
    Czy Polka się nauczyła?
    😉

    Za długo by opowiadać
    Naprawdę nigdy więcej, chyba, że będzie to dotyczyć dzieci i niepełnosprawnych. Wystarczy.

  14. @ Bez żartów

    „(…)Realia są takie, że środowiska homoseksualne (w szczególności gejowskie) stanowią dla społeczeństwa większe zagrożenie (zdrowotne), niż kilku głupich hailujących łysoli(…)”

    No i wyszedł Ci megażart. Diablo czarny humor.

  15. Do „krzys52”:
    Okazałeś się jednak homofobem, a szkoda, bo myślałam, że jesteś prawdziwym ateistą.
    Zwyciężyła u ciebie zaszczepiona przez kk nienawiść do LGBT, a opowiastki o odczuciach estetycznych, wrażliwości, smaku i szkodzeniu samym sobie są tylko parawanem, za którym chowasz swoją homofobię.
    Podejrzewam, że dla gejów i lesbijek seks hetero może być conajmniej dziwny, ale Oni nigdy tego nie krytykują, nie napadają, nie biją, nie mordują, nie zieją do hetero nienawiścią… po prostu uważają, że jaki się ktoś urodził – taki ma prawo żyć i was akceptują.
    Wy natomiast „zdrowi” panowie i panie heteroseksualni tolerujecie ich conajwyżej…
    Wypchajcie się z tą swoją tolerancją.
    LGBT należą się identyczne jak Wam prawa.

  16. @Jiba:
    „No i wyszedł Ci megażart. Diablo czarny humor.”

    Raczej stwierdzenie medycznych faktów. Choroby zabijają więcej ludzi niż ludzie. Zgadnij kto jest częścią współczesnej „awangardy” roznoszącą po świecie nowe choroby oraz oporne na leczenie mutacje chorób które do niedawna uważano za wyleczalne? Zgadnij kto rozniósł po świecie AIDS, żółtaczkę, gronkowca złocistego, oporną na leczenie gruźlicę, oporne na leczenie zapalenie opon mózgowych, etc? Zgadnij w jakich klubach namnażają się i roznoszą po reszcie społeczeństwa nowe odmian grypy przywiezione z egzotycznych regionów świata? Czy naprawdę muszę przypominać, że sama grypa hiszpanka zabiła więcej ludzi niż faszyzm i komunizm razem wzięte?

  17. Do “Bez żartów”:
    Pozwól, że ja ci odpowiem na twoje pytanie kto roznosi najgorsze choroby…
    – heteroseksualni i kler.
    Głównym winowajcą rozprzestrzenienia się AIDS na świecie jest ludobójca JP2 (zakaz używania prezerwatyw).

  18. @Krzysia:
    „Głównym winowajcą rozprzestrzenienia się AIDS na świecie jest ludobójca JP2 (zakaz używania prezerwatyw).”

    Jasne, bo geje słyną z tego że się walą po katolicku… Zabawne, że osoby wypominające zakaz używania prezerwatyw, nigdy nie wspominają o towarzyszącym mu nakazie monogamii i dochowania wierności. No ale nie oczekuje obiektywności od osoby, która dla uzasadnienia swoich przekonań jest skłonna lekceważyć dostępną literaturę medyczną, a także badania i zalecenia samych organizacji… LGBT.

  19. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Taki jeden co smutno pisze na panskim blogu rozbawil mnie. Przyczepil sie do hiszpanki w sposob monogamiczny w mysl zasady dochowania wiernosci. Ten specjalista od chorob zakaznych sam nie widzi ze zostal zarazony przez swoich katolickich kolegow i kolezanki ciezka choroba umyslowa co zwie sie w potocznym jezyku glupota.

    P.S.
    Litwinienko na lozu smierci oskarzyl Putina. Zastanawiam sie gdzie maja ten fakt osoby cywilizowane. Na przyklad Holendrzy…

    Slawomirski

  20. @Slawomirski:

    Misiu, jestem nieochrzczonym ateistą, więc mnie od katoli nie wyzywaj. „Zabawny” jesteś wyłącznie ty, bo w większości swoich wypowiedzi na tym forum, w przewidywalny sposób, używasz zagrywki retorycznej współczesnego lewactwa: nie mam argumentów, to przynajmniej nazwę rozmówcę katolem, głupcem, ***fobem, ***zistą, ***gonem, polaczkiem, itp. Jak będziesz miał jakieś realne argumenty, chętnie podyskutuję, ale nie robię sobie zbyt wielkiej nadziei, bo współczesnej, jak i starej, lewicy nigdy nie interesowały fakty i cyferki, bo cóż one znaczą w starciu z waszym przekonaniem słuszności!

  21. ty – nieżartowniś – co to jest to współczesne lewactwo?

  22. Hłe, hłe, hłe…
    Następni w kolejce po LGBT domagają się swoich praw http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,16365879,Holenderscy_pedofile_chca_isc_do_Trybunalu_Praw_Czlowieka_.html#BoxWiadTxt
    Właściwie dlaczego by nie? Przecież jest demokracja 😀
    Tylko ciekawe dokąd nas to zaprowadzi?

  23. @Bez żartów. Gdybyś oczekiwał merytorycznej rozmowy, nie dokonywałbyś podziału na „lewactwo” i… no właśnie… co? Bo do tej pory stosujesz obraźliwą retorykę w stosunku do jakiegoś środowiska, które, jak sądzę, jest na bakier z tym, co „prawactwo” i szambo tradycyjno-konserwatywne forsuje tu i ówdzie.
    Nie ma nic do rzeczy, że jestes „nieochrzczonym ateistą” – nieświadome uczestniczenie w błazenadzie kościelnych guseł nie czyni z ludzi automatycznych wyznawców religijnego gówna. Niby jesteś ateistą?? To skąd ten dystans do „lewactwa” i durnowata wiara w „nakaz monogamii i dochowania wierności”? Prezerwatywy niby zaprzeczają tej durnowatej zasadzie pochodzącej z watykańskiej kloaki?

  24. @le_mon

    W kolejce przed LGBT byli: cały ruch młodzieżowy zwiazany z tzw. rewolucją seksualną na przełomie lat 60. i 70.; środowiska awangardowej bohemy artystycznej z początku XX wieku; fala przemian obyczajowych z drugiej połowy XIX wieku; inicjatorzy rewolucji francuskiej no i jezus chytrus z cała ta sekta chrzescijańską….
    A niby do czego ma do czegoś doprowadzić? Skoro jest taki niegodziwiuec i przestępca polski o nazwisku Chazan, to dlaczego w jego przypadku nie ubolewasz nad przyszłością gatunku ludzkiego?

  25. @Rafał Kochan
    A czy ja napisałem chociaż słowo na temat Chazana??? Czy napisałem cokolwiek o przyszłości gatunku??? No i wcale nie pytałem kto był przed LGBT. Ani trochę mnie to nie interesuje.
    Śmieję się tylko z tego, że w imię poprawności politycznej pewnych rzeczy nie można nazywać po imieniu, bo ktoś poczuje się „prześladowany”.
    A że pan nie zrozumiał, to już nie mój problem.

  26. Krzysia
    24 lipca o godz. 0:28

    Nadwrazliwa jestes Krzysia jakbys byla lesbijka (wiem co mowie bo spotkalem kilka takich nadwrazliwych). Czy Ci cos na glowke padlo, czy jak? Od jakichs 30 lat popieram dazenia gejow do tych (prawie) wszystkich praw o ktore oni walcza. Napisalem prawie, gdyz kilkanascie lat temu mialem watpliwosci co do prawa do adopcji dzieci. Mialem przez lat z gora piec, ale mi przeszlo. Jaki homofob ze mnie, zatem – smiechu warte.

    Nie mam zamiaru tlumaczyc sie, przed Toba, ze nie jestem wielbladem. Chce jedynie by dotarlo do Ciebie, ze nie wszystkim liberalom jak ja przypadl do gustu wystroj i smak tych parad. Spotkalem takich ktorzy wrecz zalamywali rece, nad – ich zdaniem – strzelaniem sobie w kolana przez gejow. Bedac przyjaznymi ich sprawie raptem doznawali szoku na widok parady i niemal rwali sobie wlosy z glow, gdyz dla nich to byly akty samobojcze.

    Sprobuj zrozumiec innych ludzi i ich prawo do postrzegania swiata po swojemu. Domyslam sie, ze bardzo bys chciala by wszyscy kochali gejow – sciskali sie z nimi i obcalowywali, ale jak na razie ludzie nie rwa sie do tego, tak samo jak do demonstrowania milosci w stosunku do pielegniarek, wiesniakow, czy… kobiet. Tym ostatnim takze nie rzucam sie na szyje, jak leci, ale to wcale nie znaczy, ze powinnas okrzyknac mnie mizoginem. Bo to takze byloby „drobna” przesada. 🙂

  27. @le mon. Jegomościu, zrozumiałem cię wystarczająco dobrze. Nie musiałeś nic pisać na temat Chazana – to ja napisałem, by zwrócić ci uwagę na „demokrację” w Polsce… Do czego ona poprowadzi nasz naród? Nie czaisz analogii…. nie pisałes nic o przyszłości gatunku ludzkiego? To skąd ta troska w słowach z godz. 7:33: „Tylko ciekawe dokąd nas to zaprowadzi?”
    Czy była tu mowa o poprawnosci politycznej, przesladowaniach i szczerości? Tak samo, jak ty możesz mówić o homoseksualistach – „pedały”, tak samo ci moga manifestować właśnie sprzeciw wobec takich, jak ty, co to chcą chcą nazywać sprawy po imieniu.

  28. @krzyś52. Twoje poczucie estetyki jest warte funta kłaków. Jeśli nie rozumiesz konwencji manifestacji – performance’u, to nie zabieraj głosu w sprawie estetyki. Co, kogo obchodzi to, że nie podoba sie komuś ubiór gejów na paradach czy manifestacjach? Mi nie podoba sie ubiór moherowców spod koscioła, którzy paradują w pielgrzymkach czy procesjach. I co ma z tego wynikać? Jeśli ktoś jest przeciwny pewnym ideom, to sposób ubierania nie będzie stanowił tutaj przeszkody w wyrażaniu dezaprobaty wobec danych środowisk. Mi nie przeszkadzają sztuczne fallusy i przyczepione cycki, pstrokacizna gejowsko-lesbijskich ubiorów. To jak oni mają manifestować swoje poglądy? W garniturach i spódnicach z bluzkami bez dekoltów przy muzyce Chopina? Razi cie ich zachowanie i ubiór? To nie oglaaj ich… Razi cie ich wyuzdanie? A nie razi cie wyuzdanie heteroseksualnej młodzieży spod klubów i jednostek, która obmacuje sie i całuje w bezwstydny sposób przy innych ludziach? Namawiasz do podjęcia próby zrozumienia innych ludzi? A czy ty ich rozumiesz i ich potrzeby wyrazane właśnie w czasie manifestacji, które nie są obowiązkowe do ich podglądania?

  29. le_mon
    24 lipca o godz. 8:12

    Śmieję się tylko z tego, że w imię poprawności politycznej pewnych rzeczy nie można nazywać po imieniu, bo ktoś poczuje się “prześladowany”.
    ****
    A smiej sie do woli, gdyz masz blade pojecie na temat w ktorym zabierasz glos. Zatem jesli o poprawnosc polityczna, w tej materii, chodzi to najpierw bylem ja a poprawnosc pozniej. Gdy ja mialem juz prawie wszystko przemyslane i poukladane to jakis czas po tym zaczeto mowic o poprawnosci, ktora niejako przychodzila z gory. Tyle, ze w moim przypadku istotnie przyszla z gory, gdyz z mojej glowy.
    Po prostu jesli dana mniejszosc uwaza, ze jest pokrzywdzona i naleza sie jej konkretne prawa (np. do oficjalnego zaistnienia w spoleczenstwie) to ja nadstawiam ucham, gdyz wiem, ze cos w tym musi byc. Wiem, ze za obudzona swiadomoscia przebija sie przez zycie akcja, przy czym wiem tez, ze grupy rownouprawnione nie maja najmniejszych szans na wywalczenie sobie lepszych praw (chyba ze sa pasozytujacym katolickim klerem) Wiem ze szanse maja wylacznie ofiary dyskryminujacych tradycji. Bo walcza o swoje zycie. Inni, za wyjatkiem tej zlodziejskiej bandy, nie znajda w sobie az tyle determinacji.

  30. Rafał Kochan
    24 lipca o godz. 8:36

    A dla mnie caly ty funta klakow nie jest wart, gdyz w dalszym ciagu jestes dla mnie GwLS.

  31. @krzys52. Nie znam sie na twoich obłakanych skrótach. I guzik mnie obchodzi, co miałeś na myśli, stosując jakieś „GwLS”. Ja też mogę tuzin takich skrótów zastosować pod adresem twojej osoby, nie będę jednak zniżał sie do twojego poziomu piaskownicy. Twoja cała odpowiedź dobitnie ukazuje, jakim jestes infantylnym człekiem. Ogol se jajka i wróć do [rzedszkola.

  32. Bez żartów
    24 lipca o godz. 0:36

    Nie załamuj się. Na szczęście najgorsza choroba ludzkości, mianowicie głupota, nie jest zaraźliwa. Gdyby tak było, nie dożylibyśmy epidemii AIDS, gruźlicy, zapalenia opon, grypy hiszpanki, dżumy i cholery. Możliwe, że nawet nie wyszlibyśmy na stały ląd.

  33. „Krzysia
    24 lipca o godz. 0:28
    Do “krzys52″:
    Okazałeś się jednak homofobem, a szkoda, bo myślałam, że jesteś prawdziwym ateistą.”

    Cudo zdanko!!!! I jak tu być obojętnym? :))))

  34. Coz, to, ze nie biore udzialu ani w Marszu Niepodleglosci, ani w jego Blokadzie, nie oznacza braku zaangazowania. Moje poglady po prostu nie zgadzaja sie z opiniami organizatorow tychze. Nie wszystko musi byc w kolorze albo czarnym, albo bialym.

  35. Widzi Pan panie Kowalczyk ;mówił Pan ,że nie ma dowodu na istnienie Boga i co?

    Nie tylko jest Bóg ale Matka Boska Kazńska.

    Ale bat na łobuzów ukręcać będą raczej Serbowie ,oni znają sie na tej robocie .Oj będzie bolało.
    Są już pod Kijowem.

    No ! może wezmą sobie do pomocy Chńczyków też nie sa najgorsi.

  36. Boy c.d

    Zaledwie przebrzmiało echo gromów, rzuconych przez dziewięciu biskupów na Komisję Kodyfikacyjną z powodu pewnych paragrafów kodeksu karnego, a oto znowu dwudziestu pięciu biskupów ciska w nowym liście anatemę na tęż Komisję za jej projekt ustawy małżeńskiej. I w jakich słowach !
    „Zamierzone prawo jest sprzeczne z prawem bożym. Zamierzone prawo jest posiewem bolszewizmu u nas w rodzinie. Zamierzone prawo grozi ojczyźnie śmiertelną zarazą duchową i ostateczną klęską. Obcy zaleje ziemie nasze 1 – co nie daj Boże.’
    Tymi słowami kwalifikuje list biskupi rezultat kilkuletniej pracy ludzi o najlepszej woli,którzy czynili, co mogli, aby w projekcie swoim pogodzić pojęcie ludzkich praw i uczciwości z poszanowaniem dla przywilejów religii.
    „My, biskupi – czytamy dalej w liście – zerani w Częstochowie modliliśmy się przed cudownym ołtarzem Matki Bożej, prosząc Ją o pomoc, aby to zło zagrażające ojczyźnie naszej zostało usunięte. Do modlitwy, i to ustawicznej, wzywamy was wszystkich, kapłani i wierni Kościoła Świętego…aby za wstawiennictwem Najświętszej Marii Panny świętość i nierozerwalność Sakramentu małżeństwa zachowany został. Matko, Królowo korony naszej, błogosław Twojej krainie, błogosław Twoim dzieciom. Amen.”
    Mój Boże! Kiedy to czytam, znowuż nasuwa mi się przypowieść z la dawnych.. Byl swego czasu w Galicji słynny ksiądz Stojałowski, działacz ludowy, głęboki znawca psychologii naszego chłopa, niezwyciężony gracz na wiecach. Otóż w rozstrzygających momentach, kiedy nastrój zebrania był wątpliwy, miał on niezawodny sposób. Stawiając wniosek, poddawał go pod głosowane tak: „Dzieci, kto jest za wnioskiem, ten klęknie tu ze mną i zaśpiewa Serdeczna Matko.” I klękał. Któryż chłop, widząc, że ksiądz klęka aby zaintonować Serdeczna Matko, nie klęknie i nie zaśpiewa chórem ? Odśpiewawszy, ten wyga nad wygami wstawał z klęczek, rozglądał się po sali i mówił: „Zatem wniosek przeszedł.”
    Podobnie tutaj. Cóż zrobi prof. Lutostański, twórca nowej ustawy małżeńskiej ? Ot, wygłosi jakiś odczyt w towarzystwie prawniczym, i tyle. Nie włoży infuły ani Rappaport nie wyjdzie przed nim w komeżce i z dzwonkiem. Nierówna walka.
    Ale znam ludzi, którzy czytli ten list biskupi nie bez uczucia pewnej grozy. To ci, którzy albo sami, albo ich krewni i bliscy znajomi brali katolicki rozwód, czyli tzw. unieważnienie małżeństwa; ci którzy dokładnie poznali kulisy i kosztorysy n i e r o z e r w a l n o ś c i. Ci mogli słusznie podziwia, że biskupi się nie boją, aby, w chwili gdy wymawiają te zaklęcia, piorun z nieba nie spadł i nie spalił konsystorzów, w których, w tej samej chwili może, pracuje – i jakimi sposobami! – armia fachowców nad „rozłączeniem tego, co Bóg złączył”. I cały patos dostojnego orędzia nie zmieni tego, co mówią fakty: o n i e r o z e r w a l n oś c i małżeństwa nie może tu być mowy, może chodzić jedynie o monopol w jego rozrywaniu oraz ograniczenie tego przywileju na ludzi bogatych.
    I dlatego owe uroczyste modły o to, aby jednym i wyłącznym sposobem rozstrzygania jednej z najważniejszych spraw życiowych pozostało nadal w Polsce świętokradztwo i symonia, robią niesamowite wrażenie..

  37. @ Bez żartów – zdziwiłbyś się, ilu homików jest wśród skinów/nazioli i katolstwa. I to jest groźniejsze, bo ci się maskują.

  38. Krzyś52 vs. R. Kochan – 3 : 0 w logice i argumentacji.

  39. Czy Krzysia, Krzyś52 nie mogli zostać u Hartmana. Czemu ich tu przywlekło. Gdzie Pieczul,Tanaka,lonefather, z którymi można pogadać bez narażania się na inwektywy.
    Ubolewam

  40. Bez żartów, obawia się o swoje zdrowie; zamierza spółkować z gejami?
    Znam jednego antysemitę – od czego by nie zaczął, zawsze skończy na Żydach.
    Z homofobami jest podobnie.
    Sławomirski oskarżenie przez Litwinienkę Putina, bierze za pewnik; kto bierze za pewnik oskarżanie Urbana, Passenta i narodu rosyjskiego, przez Sławomirskiego?
    A na marsze niepodległości, czy inne parady gejowskie nie ma obowiązku chodzenia, czy ich oglądania.
    Tak zresztą jak jest ze wszystkim: książkami, filmami, sztukami teatralnymi, czy wystawami czyichś dzieł.
    Wywieszanie na ulicach obrzydliwych bannerów z rozszarpanymi kawałkami mięsa – powinno być zabronione; w kościołach mogą sobie wywieszać autentyczne kawały mięsa – jak ktoś lubuje się w makabrze, może sobie oglądać do woli, razem ze swoją progeniturą.
    Człowiek podobno dostał od jakiegoś boga wolną wolę – zamiast wnosić pretensje powinien jej używać.

  41. @Krzysia

    Wg mnie bardzo dobrze, że p. Kowalczyk zestawia parady LGBT z paradami narodowców czy wojujących katolików. Każdy rodzaj publicznej manifestacji jakiegoś skrajnego poglądu (niezależnie, czy mówimy o poglądach nacjonalistycznych, czy społecznie liberalnych) jest w pewnym sensie narzucaniem tego poglądu bliżej nieokreślonej rzeszy ludzi. A umówmy się, że w kraju takim, jak nasz, poglądy wspierające LGBT wciąż należą do pewnego rodzaju niszy. Z drugiej strony, p. Kowalczyk mówi bardzo wyraźnie o tych manifach, które pokazują stereotypowy wizerunek LGBT, ten kojarzony z Pride Parade z Berlina. Jak to ktoś kiedyś powiedział, „ciężko jest nie zaglądać komuś do łóżka, jeżeli wychodzi on z nim na ulicę” 😉

    Ja akurat bardzo doceniam, że Autor nie poszedł w swoim rozumowaniu jedynie w krytykę skrajnej religii i prawicy, ale pokazał też drugą stronę medalu. Wiem, że to zestawienie jest bardzo kontrastujące, ale chapeau bas za dostrzeżenie prawa do wolności poglądów wszystkich stron naszej małej polskiej społecznej wojenki!

  42. Mam gdzieś, mienie gdzieś …

  43. Dzieci tak mają, że jak nie jest dokładnie tak jak chcą, to zabierają zabawki i idą do domu…

    Palikot machał gumowym kutasem – nie zagłosuję na Palikota…
    Ateista stawia w Gody choinkę – to nie jest ateistą i nie chce mieć z nim nic wspólnego…
    Nie wygrał kandydat, na którego głosowałem – to się obrażam i nie ide więcej na wybory …
    Popieram związki partnerskie pomiędzy ludźmi – to jestem pederastą
    i.t.d. i.t.p …

    Ktoś nie lubi łysych, to bezmyslnie skreśla wszystkich, ktoś inny nie lubi koloru czarnego, czerwonego, żółtego … , a ja nie cierpię rasistów!

    Dziecinada i odmóżdżenie.

    Zamiast rozejrzeć się i poszukać tego co naprawdę jest ważne, np. przegłosować w sejmie ustawę o związkach partnerskich, to zdziecinniali szukają „dziur w całym” żeby tylko nie zagłosować razem z „łysym” za tym samym, na czym i mi zalezy …

    I tak drugorzędne sprawy powodują, że myślący podobnie ludzie nie umieją osiągnąć wspólnie tego co twierdzą, że im zależy, że chcą zmienić …

    Wystarczy poczytac wyżej i widac jak na dłoni, że 1% różnicy już wystarczy, żeby z kims wspólnie czegoś ważnego nie zrobić.

    Jak dzieci! Zabawki zabieram i spadam … Bo mam gdzieś!

    A ja pisuję, bo nie mam!

  44. fajnie tu -.znow wszyscy sie obrazaja \\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\ 😉

  45. terraustralis 24 lipca o godz. 13:40

    fajnie tu -.znow wszyscy sie obrazaja \\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\ 😉

    =======================================

    Ja sie nie obrażam. Piszę … o tym, że jest niefajnie. Tu tez …

  46. te kreski przez to ze zawadzilem rekawem o klawiature

  47. Pan Redaktor pisze:
    „Mam to gdzieś”

    Szanowny Panie,
    jestem gleboko przekonany, ze „to” ma szanownego Pana
    dokladnie w tym samym miejscu.

  48. lonefather
    24 lipca o godz. 14:04
    Ja sie nie obrażam. Piszę … o tym, że jest niefajnie. Tu tez …

    nie mialem na mysli „obrazanie sie samemu” lecz obrazanie kogos 🙂 Ale mniejsza o to. Panuje tu duza napastliwosc. Wiadomo, ze jak ktos wyglosi jakis poglad to wiadomo, ze musi go bronic w zaparte. \\\\\\nikt nie chce byc osmieszony Chyba, ze go sie porazi paralizatorem po genitaliach. \wtedy moze by sie wycofal ze swoich pogladow?

  49. @lonefather.

    Po pierwsze, zdecyduj się w ktorej osobie piszesz, bo brak konsekwencji i schizofreniczna natura zakłóca jakąkolwiek płaszczyznę do rozmowy.

    „Palikot machał gumowym kutasem – nie zagłosuję na Palikota…”
    ======================================

    Jeśli chodzi o mnie, to nie głosowałem na Palikota, ponieważ nie jest to wiarygodny polityk. Nie dlatego, że uprawiał happening polityczny (to akurat uważam za ciekawy sposób na prowadzenie polityki), tylko dlatego że wierzy bardziej swoim zapijaczonym kolesiom z partii niz funkcjonariuszom policji. Nie wspominając o seksistowskich wstawkach i niekonsekwencji w stosunku do wydalanych ze swojej partii posłanek…

    „Ateista stawia w Gody choinkę – to nie jest ateistą i nie chce mieć z nim nic wspólnego…”
    ================================================

    Nie chce mieć nic wspólnego z zakłamanymi typami bez kręgosłupa moralnego. I nie jest tu ważne to, czy ktoś jest ateistą czy religiantem. Natomiast podpieranie sie i tłumaczenie ze swojego dwulicowego postępowania dobrem dzieci indoktrynowanych szkodliwymi kulturowo pomrukami katolickiej błazenady światecznej, uważam za skrajny przypadek nieodpowiedzialności obywatelskiej.

    „Nie wygrał kandydat, na którego głosowałem – to się obrażam i nie ide więcej na wybory …”
    =======================

    Nie wiem jak ty, ale ja nigdy nie byłem na żadnych wyborach/referendach, zatem insynuacje dotyczące obrażania sie na kogokolwiek uważam za pomówienie.

    „Zamiast rozejrzeć się i poszukać tego co naprawdę jest ważne, np. przegłosować w sejmie ustawę o związkach partnerskich, to zdziecinniali szukają “dziur w całym” żeby tylko nie zagłosować razem z “łysym” za tym samym, na czym i mi zalezy …”
    =================================================

    Niech zatem taki Palikot, który przygotował taką ustawę udowodni, że mu zależy na zmianie jakości prowadzenia polityki i sprawowania rządów. Pytanie brzmi, co oferuje Palikot przed lub po uchwaleniu przedmiotowej ustawy?

    „I tak drugorzędne sprawy powodują, że myślący podobnie ludzie nie umieją osiągnąć wspólnie tego co twierdzą, że im zależy, że chcą zmienić …”
    ===================================================

    Mi nie zależy na poklepywaniu się po tyłku w imię zachowania integralności środowiska ludzi myślących podobnie. Nie chce mieć nic wspólnego z ludźmi, nawet takimi, których poglądy są zbieżne z moimi, którzy alergicznie traktują każdą krytykę. Wolę już zadawać się i prowadzić dysputy z kimś, kto reprezentuje inny od mojego światopogląd, ale jest otwarty na argumenty i krytyke.

  50. Obrażają ludzie, ktorym brak argumentów logicznych.

    Obrona w „zaparte” swiadczy o brakach w inteligencji. Inteligentny człowiek, w obliczu argumentów, faktów, zmienia opinię, a nie z uporem broni starej.

    TAkie proste sprawy, że aż wstyd je dopowiadać …

  51. sugadaddy
    24 lipca o godz. 12:00

    Bez żartów, obawia się o swoje zdrowie; zamierza spółkować z gejami?
    Znam jednego antysemitę – od czego by nie zaczął, zawsze skończy na Żydach.

    sugadaddy
    ja znam odwrotnie
    Znam jednego antysemite co twierdzi, ze nim nie jest ale od czego by nie zaczął, zawsze skończy na Żydach.

  52. No i napisał do mnie jeden z udzialających sie …

    Czytam i inni czytają i mam nadzieję, że widzą dokładnie to, o czym napisałem.

    To jest swoją droga zdumiewające, że mając tyle wspólnego, nie mamy szansy, żeby coś wspólnie zdziałać i zrealizować to co byśmy chcieli.

    Kościólek będzie sobie trwał w najlepsze. Sami się pozagryzamy.

    (pisze o tym, bo „nie mam gdzieś”)

  53. lonefather
    24 lipca o godz. 15:42

    Obrażają ludzie, ktorym brak argumentów logicznych.

    To moge zaakceptowac.

    Obrona w “zaparte” swiadczy o brakach w inteligencji. Inteligentny człowiek, w obliczu argumentów, faktów, zmienia opinię, a nie z uporem broni starej.

    TAkie proste sprawy, że aż wstyd je dopowiadać …”

    to drugie nie. Jak ktos zaczyna mowic na dany temat to raczej wyraza swoja ugruntowana opinie. I jak na niego silnie nacierasz (OBLICZE ARGUMENTOW,FAKTIW) to jezeli jest slabej natury to podwija pod siebie ogon.
    Jezeli jest mocnej natury to daje Ci wycisk. 🙂 a jak nie moze \cie dosiegnac to jest pyskowka/ Jezeli bylby zdruzgotany w obliczu (OBLICZE ARGUMENTOW,FAKTIW) toby nie komentowal. LOGICZNE AZ DECH ZAPIERA

  54. Lewy
    24 lipca o godz. 11:06

    A juz mialem pochwalic cie, Lewy, ze tak ladnie przepisujesz Boya, gdyz w koncu znalazles sobie zajecie, ktore nie jest li tylko personalnymi wycieczkami, gdyz nic innego nie potrafisz. A tu prosze – potrafisz tez przepisywac. Czy nie mogles juz pozostac wylacznie przy tym?

  55. CZY czcze gadanie ma po polsku podwojne znaczenie? =gadanie niepotrzebne/gadanie bez uprzedniego posilku?

    Moe by zorganizowac cos w rodzaju grupy Bader-Meinhoff? terorystyczne wysadzanie kosciolow (te bardziej zabytkowe zostawic)

    grupy bojowkowe kastrujace ksiezy-pedofilow itd 🙂

  56. @ terraustralis 24.07.2014 o 16:22

    Proszę zapanować nad emocjami i okiełznać wyobraźnię. To nie są śmieszne pomysły. Jestem przeciwnikiem przemocy. Również w formie inwektyw.

    Panowie i Panie!
    Z przykrością dostrzegam, że dyskusja znów zamienia się w niewybredną pyskówkę. Stać was na więcej, co niejednokrotnie już udowodniliście swymi wpisami.
    Pozdrawiam
    JK

  57. mozna wiecej;
    zastraszanie chodzacych do kosciola.
    zrywanie krzyzy z publicznych budynkow
    publikowanie na internecine ksiezy I ich kochanek……….
    komfiskowanie bogactw ksiezy I biskupow I kupowanie za to taniego wina bezdomnym

  58. @Kowalczyk
    przepraszam, juz nie bede

  59. much
    24 lipca o godz. 12:11

    A umówmy się, że w kraju takim, jak nasz, poglądy wspierające LGBT wciąż należą do pewnego rodzaju niszy.
    ****
    O to wlasnie chodzi, przy czym teraz budza sie przerozni politopoprawni hunwejbini deklarujacy jedynie sluszne podejscie do gejow i ich problemow.

    Trzynascie lat temu, gdy stawalem po stronie gejow, na forach GW, czy wczesniej na Wirtualnej Polsce, i jeszcze wczesniej, i zbieralem wszelkie mozliwe gowno od homofobow, to Krzysia z jajka na jajko sobie jeszcze skakala, a Kochan byl jednym z tych co mnie atakowali. Teraz sa tacy pro- ze juz lepszych byc nie moze. Z tym tylko, ze wierze wylacznie w uczciwosc postawy Krzysi – nie Kochana, ktory dla mnie jest przebierancem. Pomimo tego, ze to juz ktorys raz jak Krzysia wystawila mnie Kochanowi do strzalu (czy ona rzeczywiscie jest ateistka? 🙂

    Jesli zas chodzi o Pride Parades to powyzej opisywalem wlasne obserwacje, poczynione przy okazji wczesniejszych parad (zwlaszcza w L.A.). Na mnie stroj i wystroj nie zrobily i nie robia najmniejszego wrazenia. Maja sprawe do zalatwienia wiec ich popieram gdy o pryncypium idzie, a w duperele nie wdaje sie – nie jestem malostkowy. Tak te sprawe zalatwiaja jak uznaja za stosowne. Faktem jednak jest, ze wielu znanym mi ludziom (oraz obcym a wypowiadajacym sie w mediach) nie podobala sie impreza nie podobala sie od strony formy – nawet gdy popierali tresci, jako takie. I nie widze powodu by – w imie poprawnosci – udawac, ze nic podobnego nie mialo miejsca. Szczegolnie, ze – jak sam zauwazasz – poglady wspierajace poglady LGBT naleza do niszowych. Nie zwyklem zamawiac rzeczywistosci.

  60. Bardzo dobry tekst.

  61. Do „Rafał Kochan”:
    Bardzo Ci dziękuję za Twoje opinie i podpisuję się pod nimi.

  62. „krzys52”
    24 lipca o godz. 16:20 napisałes:
    cyt: „Lewy
    24 lipca o godz. 11:06
    A juz mialem pochwalic cie, Lewy, ze tak ladnie przepisujesz Boya, gdyz w koncu znalazles sobie zajecie, ktore nie jest li tylko personalnymi wycieczkami, gdyz nic innego nie potrafisz. A tu prosze – potrafisz tez przepisywac. Czy nie mogles juz pozostac wylacznie przy tym?”

    Podpisuję się pod tą opinią i każdą Twoją, w której krytykujesz kościół, religie i wszystko z tym związane. Upewniam Cię, że jestem ateistką i to taką, która WIE, że żadnego boga nie było i nie ma, a nie tak jak niektórzy „ateiści”, którzy tylko nie wierzą.
    Mimo, że „Lewy” mnie nie lubi, bardzo mu dziękuję za cytowanie wspaniałego Boya, bo tym udowadnia, że kk był zawsze zły, podły, złodziejski, oszukańczy i pasożytniczy, że pełno w nim hipokrytów trzymających prymitywnych ludzi pod kontrolą.
    ps:
    Brawo „sugadaddy”! Pod Twoimi opiniami też się podpisuję.

  63. Panie Gospodarzu

    Nie jestem pewien, czy czysto pojąłem myśl, którą chciał Pan w tekście wyrazić. Albowiem, głównie finalna, część tekstu wydała mi się niezbyt – no właśnie – przejrzysta.
    Natomiast najplastyczniejsze wyrażenie, jakie Pan zawarł, wymyślił Jerzy Pieczul – o jeżu w tyłku. I to mi się wydaje motywem przewodnim.
    Ale, jak sądzę, z grubsza łapię, co chciał Pan wyrazić. W tym duchu sam coś powiem.

    Ludzie w ogóle rzadko posiadają poglądy. Wynika to z natury rzeczy, czyli ze stanu ewolucji i stanu ewolucji kulturowej człowieka. Posiadanie poglądów nie jest konieczne.
    Konieczne jest coś innego: rozróżnienie posiadania poglądów własnych, osobiście głęboko przemyślanych, poddanych osądowi swobodnego i krytycznego rozumu od posiadania poglądów cudzych, potocznych, a przyjmowanych biernie, bezmyślnie, pod wpływem ich powszechności lub przymuszenia do uznania za swoje.

    Nie będąc fizykiem-kosmologiem, nie mogę wprost mieć w tej sprawie poglądu ściśle własnego, bo nie mogę osobiście zweryfikować obliczeń matematycznych ani siedzieć ocenić fachowo tego, co na monitorach komputerów znaczą dane wyłapane przez radioteleskopy. Muszę – wprost – ufać, że nie kłamią. ale jednocześnie mogę – mając jeża w tyłku – badać, analizować, weryfikować, setki innych dziedzin powiązanych z fizyką i dopracowywać się krytycznie sprawdzając stopień pewności, czy jest tak jak mówią mi astrofizycy. W rezultacie mogę stwierdzić, że mam przekonanie graniczące z pewnością, że jest jak mówią.
    Jest to pogląd będący rezultatem ciężkiej pracy i uczciwego badania rozumem.
    „Bij Żyda”, „wszyscy tak robią”, „jak się kobiety nie bije, to jej wątroba gnije”, ‚Ruski”, „cud się stał”, „mężczyźni to dranie”, „kobiety to dziwki” „Kościół jest w Polsce prześladowany” itd – to przykłady poglądów nieautentycznych. Są to raczej schematyczne objawy, arefleksyjne reakcje będące rezultatem wdrukowywania w umysł przymusu takiej manifestacji, lub manifestacją stanów emocjonalnych, za pomocą tego, co w objawie nazywa się „poglądem” właśnie.
    Między poglądem a „poglądem” kryje się zasadnicza różnica związana z działalnością umysłu. W pierwszym przypadku umysł jest czynny i głęboko weryfikujący, w drugim, umysł jest bierny, a rządzą głównie emocje.
    Jeśli ktoś demonstruje, często nie oznacza to posiadania poglądu, ale konieczność wyrzucenia z siebie emocji, lub odwrotnie – ich ukojenia. Milionowe manifestacje nazistowskie w wielkiej mierze były nie wyrażaniem poglądów, a „poglądów” („bij żyda” i podobne), czyli manifestacjami emocji, bardzo często kojeniem lęku i syceniem lękliwej potrzeby przynależności do grupy, najlepiej silnej, zwartej i zwyciężającej. Psychologia dawno temu to ustaliła. I tak samo dzieje się z demonstracjami krzyża, współcześnie, w Warszawie i gdzie indziej – to nie tyle i w ogóle wręcz nie poglądy, a emocje. I prawdopodobnie niemal wyłącznie złe emocje, bo wykluczające, a nie autentycznie zapraszające, czy po prostu manifestujące swoją autentyczność, radość posiadania głębi człowieczej prawdziwości w sobie.

    Aby było w imię czego – jakiego systemu wartości cokolwiek demonstrować, potrzebne są te wartości. Ale wartości biorą się albo z głębokiej i autentycznej oraz krytycznej refleksji, albo z tego, co wyżej opisałem. Jedno z drugim jest powszechnie mylone, z korzyścią i interesem dla tego co nie jest wartością. W ten sposób można dokonać oszustwa i zamiany – emocje, zwykle złe, stają się wartościami, a wartości autentyczne są penalizowane jako „antywartości”. W ten sposób odrażająca moralnie postać Chazana-katolika posiada „sumienie”, a ci co posiadają sumienie, oparte na głębokim humaniźmie, współczuciu, przepracowaniu przez wolny umysł, są piętnowani jako ci co go automatycznie nie posiadają.
    Ci którym naprawdę zależy są mniej aktywni urzędowo, więc pozornie zależy im mniej. Swoje wartości traktują jako bardziej osobiste i mniej się z nimi narzucają, by nie czynić z nich własności urzędowej. Ci, co mają wartości urzędowe, robią manifestację podpisów na Jasnociemnej Górze.

    Dobrą ilustrację do niniejszego wpisu Pana Jacka dał Lewy, przywołując Boya-Żeleńskiego. To jest obrazek tego, komu na czym zależy.

  64. Lewy

    Najpierw przeczytałem Twój tęskny apel, skierowany do trójcy, w której mnie umieszczasz, że Ci brak naszego głosu. A następnie przeczytałem wyimek z Boya, który zamieściłeś. Kolejny, trafny, pięknej urody literackiej, umysłowej, społecznej, obywatelskiej. Jako nieuleczalny admirator Boya – kolejne wielkie za to dzięki. Mimo, że mam Boya we własnej bibliotece. W każdym miejscu czyta się go z przyjemnością intelektualną i – rzekłbym – człowieczą.

    No więc jestem, daję głos. Czekam na Twój.

  65. Tanaka
    24 lipca o godz. 18:13

    „(…)Aby było w imię czego – jakiego systemu wartości cokolwiek demonstrować, potrzebne są te wartości. Ale wartości biorą się albo z głębokiej i autentycznej oraz krytycznej refleksji, albo z tego, co wyżej opisałem. Jedno z drugim jest powszechnie mylone, z korzyścią i interesem dla tego co nie jest wartością (…)”

    Jeśli mogę słów parę wtrącić.
    Myślę, że brak porozumienia między ludźmi z przeciwstawnych obozów bierze się z braku zaufania, czy aby przeciwnik dobrze rozumie, czym jest konkretna wartość.
    A ja uważam, że wszyscy dobrze rozumieją, a jeśli nie rozumieją to czują, co to jest miłość, mądrość, dobro, współczucie etc
    Przecież to jasne, prawda? Nawet, gdy ma się trzy komórki w mózgu lub żyje w enklawie w dorzeczu Amazonki.
    Antywartości również nie są obce żadnemu człowiekowi. Każdy może się zgubić, nie zauważyć, dać ponieść się emocjom i zachować jak debil.

    Boimy się siebie nawzajem i sądzimy, że tylko my wiemy – czy to katolik czy ateista, lewo czy prawoskrętny – nie różnimy się miedzy sobą zupełnie pod tymi względami.

  66. @Jiba
    „A ja uważam, że wszyscy dobrze rozumieją, a jeśli nie rozumieją to czują, co to jest miłość”..
    ======================================================

    Mam wątpliwości czy wszyscy dobrze rozumieją lub czują czym jest miłość i czy w ogóle ona istnieje. Związki homoseksualne świadczą o tym, że środowiska religiantów, odurzeni w miłości do maryi i jej syna, jakby zapominali, albo nie chcieli pamiętać o czymś takim, jak miłość. Według nich miłości nie ma w związkach homo – tam jest tylko ordynarny seks. A to z kolei świadczy o ich ubogiej i prymitywnej konstrukcji emocjonalnej, w której miłość jest pozbawiana cech uwznioślających człowieka. Dla nich miłość istnieje tylko na płaszczyźnie produkcji kolejnych dzieci, pragmatycznym trwaniu w związku, dzięki któremu mogą być kultywowane zmurszałe wartości religianckie, patriotyczne i szlag wie jakie jeszcze – pod warunkiem, by były akceptowane przez watykańską hołotę. Reasumując – homoseksualizm obnaża fałszywą obyczajowość ludzi, którzy tak lubią obnosić się swoją wiarą, a którzy niewiele tak naprawdę rozumieją i są w stanie odczuwać czym jest miłość – fundament bodajże każdej religii, szczególnie chrześcijańskiej.

  67. Tanaka
    24 lipca o godz. 18:13

    Szanowny Panie Tanaka

    Gratuluje kolejnego udanego wpisu. Posiadanie pogladow gleboko przemyslanych przez czlowieka czy nawet wiara w te wlasne poglady nie zwalnia go od krytycznego myslenia i rewizji wiary w te poglady. Wiara w siebie jest tylko momentem w zyciu czekajacym na korekcje. Carpe diem.

    Slawomirski

  68. Krzys52
    Przyznaję ci rację,że jak się w danej chwili nie ma nic do powiedzenia, to lepiej milczeć. Ponieważ uznałem, że Boy lepiej mowi na temat tego co mi się w głowie tli, więc oddaję głos mądrzejszemu.
    Jak już wspominałem, na tym blogu oprócz Gospodarza piszą bardzo ciekaiwe Pieczul,Tanaka i lonefather. Kiedy ktoś mnie zaciekawi pisząc lepiej niż ja bym to ujął, to ja nie wpadam w zazdrość, cieszę się, żę dowiedziałem się czegos od innych. Natomiast twoje komentarze niczego nowego nie wnoszą poza banalnymi twierdzeniami, że kościół jest zły, okraszonymi agresywną retoryką i przesyconymi nieuzasadniona pewnością siebie.
    Z tego powodu wielu „filozofią”
    opuściło blog Hartmana,g dzie ty akolita Hartmana hasałeś z Krzysia obrzucając inwektywami wszystkich, którzy nie zgadzali się z twoją „filozofią”, buńczucznie klasyfikując, kto jest prawdziwym ateistą a kto przebierańcem.
    Dlatego z ubolewaniem stwierdziłem twoja obecnośc na blogu ateisty, gdzie dotychczas wymiana myśli przebiegała dość wartko ale spokojnie.
    Za chwilę wrzucę kolejnego Boya. Fragment ten znakomicie pokrywa się z tym, co pisał Tanaka na temat mechanizmów wypaczania psychiki księży. Zwróć uwagę, że Boy wysłuchuje niesczęsnego księdza, a nie tak jak ty albo Krzysia nie nawymyślał u od łajdackich klechów

  69. Boy c.d.

    SPOWIEDŹ KSIĘDZA

    Pewnego dnia zjawił się u mnie mężczyzna w średnim wieku, raczej młody. Spytał z pewnym zakłopotaniem, czy byłbym skłonny przyjąć księdza, który pragnął ze mną pomówić. Zdziwiony nieco, zgodziłem się. O umówionej godzinie zjawił się ten sam mężczyzna – w sutannie.
    Wprowadziłem go do gabinetu. Był tak wzruszony, że długo ni mógł mówić.
    Czytałem pańskie artykuły – rzekł wreszcie i przychodzę panu powiedzieć, j a k j e s t n a p r a w d ę. Dla mnie to już obojętne, ja już z niczego nie skorzystam, ale możee się to kiedy komu na co przyda. Przychodzę do pana…tak jak się przychodzi do rzetelnego rejenta, aby złożyć testament.
    Słuchałem w milczeniu, jak najmniej przerywając. Mówił gorączkowo, bezładnie, nie przestając palić jednego papierosa po drugim.
    Czytujemy pańskie artykuły. U tych księży, których znam, działalność pańska budzi szacunek. Pan jest jedyny, który ma odwagę poruszać sprawy. I nieraz, czytając to co pan pisze o nas, rozkładaliśmy z moim kolegą, księdzem, ręce z podziwu: „Skąd u tego człowieka – mówiliśmy – ta intuicja ? Jakby patrzał, jakby wiedział !”
    Czuję potrzebę pomówienia z panem, powiedzenia panu wszystkiego. Ja już jestem poza życiem: choćby się i co zmieniło, ja już z tego nie skorzystam. Ani nie zrzucę tej sukni, ani…przepadło. Ale chciałbym się przyczynić…do uzdrowienia…
    Pan pisał o celibacie. Nie miał pan racji. Tu nie chodzi o celibat, tego się nie zmieni ani Kościół tu nie ustąp. Tu są dwie różne kwestie: tragedia jednostki i szkoda społeczna…Ten biskup, którego pan cytował, mówi: „Dajcie nam lepszy materiał.” Tu nie materiał winien , tylko system; przy tym systemie najlepszy materiał zepsują.
    Wstępuje się do seminarium – często bardzo młodo – najczęściej pod wpływem matki. To ambicja matek: syn księdzem. Rzucić seminarium..to się nie zdarza. Być wydalonym – to cała tragedia. Odstąpić od święceń – to też się prawie nie zdarza. Zresztą taki chłopak, pod uciskiem atmosfery, nie zdaje sobie sprawy sam z siebie. Zabiedzony, niedojedzony, anemiczny…Sądzę, że w seminarium przeważnie zachowują czystość – może trochę onanii..Co innego mają w głowie. Kwestia poczyna się dopiero później, skoro chłopak jako wikary odkarmi się, rozkwitnie..Zaczyna formowanie charakteru. Stosunek do świata – kobiety…Celibat! Et, sama mechaniczna sprawa nie przedstawia zbytnich trudności. Korzystanie w tym celu ze spowiedzi zdarza się rzadko; to bardzo niebezpieczne. Zresztą rzadko zachodzi potrzeba namowy, raczej taki młody księżyk oblegany jest pod wszystkimi pozorami przez kobiety – pracują z wikarym w komitetach dobroczynnych, różne preteksty, ciągłe interesy, inicjatywę najczęściej biorą one na siebie. Związki stalsze dla wikarego są niemożliwe. Proboszcz – owszem: gospodyni, kuzynki..Ale tragedia celibatu jest w czym innym. Ciężar samotności, to łamie. Nic nie załatwi porządnie, nic nie srawi, książki nie kupi,mebla; wciąż pytanie komu ja to zostawię ? Ale największa tragedia, to kiedy się zakocha. Znałem takiego, który posiwiał z męki.i nie może się nawet zdradzić. Jeden opowiadał mi, że dziewczyna, którą kochał tajemnie, przyszła do niego z chłopcem dać na zapowiedzi. Co się w nim działo! Pod różnymi pozorami utrudniał, odwlekał i ostatecznie zapowiedzi nie przyjął…
    Tak…Samotność. To łamie.. I ta niemożność porozumienia się , szczerego słowa.. Kiedy księża mówią ze sobą we dwóch, mówią tak jak ja z panem; ale kiedy jest ich trzech, żaden nie powie już nic, wówczas przewagę bierze organizacja! Nikt nie może mieć o tym pojęcia. Gdyby to nawet nie była religia, ale świecka instytucja, taka organizacja byłaby potęgą.!
    Gdyby nie pozwalać chłopcom wstępować tak młodo ! Każdy biskup zabiega o małe seminarium; biorą chłopców trzynastoletnich, potem już bardzo trudno zmienić; przy tym w tej atmosferze rośnie, nie widzi nic poza nią. Dopiero później jako wikary, pojmuje, co zrobił…. …Bywa, że mu zbrzydnie sutanna, że mu to się wydaje śmieszne czuć się meżczyzną, a być babą; wstydzi się swojej sukni. Albo czuje szalona potrzebę wyładowania energii, sił..
    Są tacy, którzy się akomodują, jedzą,piją, grają w karty…
    Praca społeczna ? Zdarza się. I co jest charakterystyczne: zwykle ci księża , którzy pracują społecznie, którzy mają zaufanie chłopów, to są właśnie ci, którzy są dość swobodni pod względem obyczajowym, pełni ludzie. Jeśli wieś księdz lubi, to mu to przebacza.
    Tak proszę pana, ksiądz odprawia mszę, wykonywa gesty, zawsze te same, ale kto tam wie, co się w nim dzieje..Ludzie się modlą..Pani Boy, czy to nie okropne, że często właśnie ten, który jest przy ołtarzu, nie modli się, ale przeklina…
    Ofiary systemu! Panie, na zniesienie celibatu Koścół nigdy się nie zgodzi i kto wie, czy to byłoby lepie. Jeden jest tylko postulat: to, aby ten, który straci powołanie, mógł wystąpić.
    Alboż nie może ? – spytałem
    Faktycznie nie. We Wloszech np. konkordat nie pozwala mu zająć żadnego stanowiska.
    U nas nie wiadomo, jak jest właściwie, bo nasz konkordat ma tajne punkty..Panie, wyrzec się sutanny to duża rezygnacja: do księdza wszystko się uśmiecha, wszędzie sadzają go na pierwszym miejscu, jest figurą; a tak staje się zwykłym szarym człowiekiem..
    A inne trudności ! Unas nie istnieje dyskrecja urzędowa; wiadomości, że taki człowiek jest byłym księdzem, pójdzie za nim wszędzie, zewsząd go wyśmieją….

    Pożegnal mnie i wyszedł, zostawiając mnie pod silnym wrażeniem tej wizyty

  70. Jiba
    24 lipca o godz. 20:37

    Swoim wpisem dotykasz bardzo ciekawego i zasadniczego zarazem, tematu: jedności i jednakowości odczuwania przez ludzi miłości, współczucia, czy podobnych stanów naszego umysłu.
    Mądrość i dobro odzieliłbym od tego; to są stany innego rodzaju, choć równie ważne jak te pierwsze.

    Z tą miłością dotykamy tematu tak złożonego i niepodatnego na skrótowe dywagacje, że mogę tylko co nieco zasygnalizować.

    W pierwszej chwili chciało by się zgodzić, że ludzie na całym świecie podobnie, rozumieją i traktują miłość. To się wydaje powszechne,pierwotne i podstawowe, a więc wspólne.
    Jednak po chwili pojawiają się wątpliwości. Używamy pojęcia miłość na różne okoliczności. Np. w nieustającym użyciu w miliardowych powtórzeniach jest pojęcie „miłości do Boga”, albo – co nie to samo – „miłości Bożej”. Człowiek miłuje Boga, Bóg miłuje człowieka, mężczyzna miłuje oblubienicę swoją, a oblubienica – męża swego.
    I tym podobne pierdoły.
    Pardon, musiałem w tym miejscu od razu zrobić komentarz. Inaczej się nie da. Komentarz wyraża mój stosunek do sprawy: miłość do Boga to nie miłość. Istnieje całkowita rozbieżność, wręcz sprzeczość pomiędzy miłością jaką jest w stanie w sobie zawrzeć człowiek, mający swoją wewnętrzną konstytucję psychofizyczną, zdolność do pojmowania, odbierania, po prostu swój wewnętrzny horyzont zdarzeń, a rojeniami o „miłości do Boga”.
    Tego drugiego stanu nie można nazywać miłością. To stan zupełnie inny. Są to rojenia, fantazmaty, bajania, stany malignalne, odurzenia, wyrzuty pragnień – nawet uczciwych – by miłować, zaklinania, pospolite bredzenia lub udawania, ale nie miłość.
    „Boże, choć Cię nie pojmuję,jednak nad wszystko miłuję”. Tak się modlą miliardy dziecięcych usteczek i starczych jęzorów.
    Byłaby to miłość do Boga ponad graniczną dla człowieka miłość do drugiego człowieka. Szczyt ponad szczytem tego, co człowiek może w swoim horyzoncie doznać i pomieścić. To niemożliwe, więc nieprawdziwe. Kłamliwe. Miłość, wyższa i doskonalsza od miłość możliwej do człowieka – do niepojmowalnego?
    Trzeba być właśnie niezdolnym do pojmowania miłości, by coś takiego twierdzić i tak bredzić.
    Albo -miłość Boga do człowieka – absurd w postaci czystej.
    Pomijam tu zupełnie kwestię istnieia/nieistnienia Boga. To nie ma nic do rzeczy; a właściwie ma tylko o tyle, że stwierdziwszy, że on nie istnieje, temat miłości do/od niego także nie istnieje.
    Istnieją jednak ludzkie rojenia nazwane „miłością”, związane z „Bogiem”.

    Pewien bardzo znany dominikanin, Jacek Krzysztofowicz (?), po 25 latach niezwykle owocnego nauczania o miłości „Bożej”, co zyskało mu wielką popularność, wyznał publicznie swoim wiernym i słuchaczom, że kiedy wznosił oczy i myśli w miłości ku Bogu, odczuwał tylko pustkę . Musiał poznać kobietę by poznać co to takiego miłość. PO czym odszedł z zakonu i z Kościoła. Zniknął, zanurzył się w prawdziwym życiu z prawdziwym człowiekiem.
    Przez 25 lat oszukiwał sam siebie i innych ludzi. Użył sto tysięcy razy słowa miłość, za każdym razem będąc pewien, co to takiego, i za każdym razem fałszywie.

    Więc – co to jest miłość?
    Jak to pojmujemy, rozumiemy, doświadczamy, co ludzi w tym łączy?
    Zgoda, jest coś w tej mierze wspólnego ludziom. Można dokonywać wiwisekcji, próbować analizować, klasyfikować. I jest to czynione stale. COŚ jest. Ale istota tego ciągle umyka. Bo jeśli jest – jest zbyt indywidualna. Osadzona na czymś powszechniejszym, ale osiągająca wyłącznie osobiste, nieprzekazywalne szczyty.

    Żeby w ogóle jakoś mniej więcej zbornie o miłości dyskutować, należałoby wcześniej oddzielić to co nią nie jest, mimo takiej samej nazwy – jak wyżej pokazałem.

  71. Jiba
    Napisałas: A ja uważam, że wszyscy dobrze rozumieją, a jeśli nie rozumieją to czują, co to jest miłość, mądrość, dobro, współczucie etc
    Chyba, miła Jibo , nie wszyscy. Nie będę się demagogicznie powoływać na Stalina czy Hitlera, ale myślę, że sporo ludzi rozumie czy czuje tylko miłośc do siebie samych, ich mądrością jest spryt, dobrem korzyśc wlasna, a o współczuciu lepiej nie mówić. Pare przykłdów brzegu: Kaczyński, Czarnecki,Ziobro,Kurski,Błaszczak,Hofman,Brudziński..
    Uf można by tak kontynuować bo kanalii jest mnóstwo na swiecie.
    Pozdrawiam cię serdecznie, dobra, uczciwa dziewczyno, jeszcze nie zarażona pesymizmem.

  72. Lewy
    24 lipca o godz. 22:34

    Lewy, za te cytaty z Boya, mówię Ci: już jesteś zbawiony!

    Pamiętam ten tekst. To coś, co należy dobrze pamiętać i dobrze rozumieć. Oddaje istotę problemu klechy. Pokazuje, jak ciężka, bo osobowościowo zaburzona i pełna zniewolenia to droga. Jak wymusza bycie fałszywym, bycie gwałcicielem własnego ja i gwałcicielem cudzych umysłów. Jak to skutkuje dewiacjami w zagęszczeniu nieporównanie wyższym, niż w mniej opresyjnych środowiskach.
    Dlatego też gadanie durniów, że wśród księży nie jest więcej pedofilów, homoseksualistów, alkoholików i innych dewiantów niż wśród ludzi w ogóle, jest albo ordynarnym kłamaniem, albo skrajną, bezrozumną do granic, głupotą.
    Czytam co Boy napisał 80 i więcej la temu, a każde zdanie brzmi tak, jakby zostało napisane dziś. Może poza, w części ostatnim, że poza Kościołem nie ma miejsca dla ex-księdza. Dziś, po trochu, to miejsce się poszerza. Chwała Odynowi !
    To co Boy mówił, doskonale potwierdziła psychologia głębi.
    Cofanie się w dyskusji wstecz, jakbyśmy tego wszystkiego jeszcze nie wiedzieli, jest fałszywe i jest stratą czasu. Wyłącznie źle świadczy o tych, co próbują negować to co jest wiadome.
    Tymczasem nawet część prowadzących blogi w „Polityce” funkcjonuje w ciągłym przekonaniu, że Ziemia jest płaska. I radośnie dają temu wyraz.

  73. Rafał Kochan
    24 lipca o godz. 21:28

    Naprawdę wszyscy rozumieją i czują, czym jest miłość, dobro itd. Natomiast nie wszyscy mieli tyle szczęścia, by pozwolono im dojść do własnych wniosków nie wspominając nawet o krytyce dogmatów.
    Pewnie obruszysz się – Jak to? Kazdy może zrobić użytek z własnego mózgu .
    Oczywiście – może. O ile umie i nie boi się.
    Trudno uwierzyć w to w czasach, gdy internet brzęczy w powietrzu jak stado os, ale ciągle żyje pokolenie, któremu ojciec wbił pięścią do głowy bezwzględne posłuszeństwo księdzu i tradycji.
    Które po wojnie skończyło cztery klasy i niesłychanie awansowało, bo poszło do fabryki do miasta.
    Które przez sto lat tkwiło przy jednej maszynie i nigdy nie opuściło ojcowego obejścia.
    Słuchasz języka i wiesz, że to relikt.
    Patrzysz w oczy i widzisz wystawę w muzeum regionalnym.
    Jedyne, co można w takiej sytuacji zrobić, to odpuścić sobie przepychanki na racje i sięgnąć głębiej, do odczuć pierwotnych, do wartości w formie krystalicznej. Zanim zaczęliśmy je analizować.

  74. Szanowny redaktorze Polityki

    http://www.theglobeandmail.com/globe-debate/if-putin-isnt-punished-europe-risks-a-wider-war/article19736987/

    Dlatego tego nie mozna miec gdzies.

    Slawomirski

  75. @Jiba.
    „Naprawdę wszyscy rozumieją i czują, czym jest miłość, dobro itd. Natomiast nie wszyscy mieli tyle szczęścia, by pozwolono im dojść do własnych wniosków nie wspominając nawet o krytyce dogmatów.”
    =======================================================

    Nie będę się upierał, że „wszyscy” coś rozumieją lub czują. Czy można w ogóle miłość rozumieć? Albo ją czuć? Czy miłość to kwestia rozumu i odpowiedniego poziomu inteligencji emocjonalnej? Jak już tu ktoś napisał, problemem jest już samo określenie czym jest miłość. Skoro każdy człowiek rozumie ją inaczej, to może miłość jest jedynie niepojętą ideą? Jedno jest pewne – miłość wymaga transgresji człowieka i to nie jej (miłości) brak, przemijalność lub kruchość dominuje na świecie, tylko ułomność człowieka.

  76. Lewy
    24 lipca o godz. 22:33
    No i znow personalny atak na mnie, a poza tym przepisywanie Boya.Czy nie prosilem abys przy przepisywaniu pozostal. Osobnicy tacy jak ty zawsze napawali mnie obrzydem. Nie tylko dlatego, ze dzieki wam, ateistom kulturalnym, ma Polska jak ma. Glownie z powodu twojego krazenia po forach w celu przypieprzania sie o forme wyrazu. Esteta psiakrew.

    Na innych forach, jeszcze kilka lat temu, bo wczesniej to juz zupelna kicha, tacy jak ty strofowali i pouczali takich jak ja za uzywanie okreslen typu katabas lub klecha – bo rozmawiac nalezalo na poziomie. Jak w „Polityce” co najmniej. Banda ateistow-glupkow, jednym slowem. Metodycznie rozbijajaca srodowisko ateistyczne.
    Ty sam zwracales mi uwage z powodu „zlodziejskiego kosciolka”, bo to nie bylo zbyt ladnie.
    Teraz wydaje ci sie, ze jestes wspolnikiem Kowalczyka, bo jestes tak kulturalny, ze – kto jak kto, ale – ty zdecydowanie pasujesz do tego forum bardziej niz ja. Choc jestes tylko zalosna przybleda.

    Zajmij sie jakims tematem, albo poprzepisuj jeszcze cos, w miejsce ciaglego prowokowania mnie do awantur. No i smieszny jestes z tym tworzeniem sobie wlasnej elity, ktorej staniesz sie czlonkiem, oczywiscie – jako organ zalozycielski.

  77. krzys52
    25 lipca o godz. 8:10
    No i znowu awanturujesz się, a nie odnosisz się do meritum. Napisałem ci, że nie masz nic do powiedzenia oprócz tego, że wrzeszczysz , wyklinasz i klasyfikujesz jako ateistów lub przefarbowanych lisów tych wszystkich, którzy nie chcą stosować takich samych wrzasków. Stosujesz ataki personalne od dawna, no ale kiedy dotyka to ciebie, to buźka ciup i święte oburzenie, że ktoś śmiał dotknąć taką szacowną osobę .
    jak ty.
    Masz typowy kompleks parweniusza, bo kiedy pisze ci się, że rozmowa może być merytoryczna bez wrzasku, ty na to, że ja tworzę jakąś elitę i wywyższam się. No cóż , nie podoba mi się twoja i Krzysi(To Ch.j z wami i..) metoda bezmyślnego plucia na wszystkie strony. Jeśli uważasz, że elitanym jest niepodobanie się, że ktoś pluje, n to ja faktycznie należę do elity.
    Twoje protekcjonalne „zajmij się czymś, zamiast prowokowania mnie” przyjmuję z pokorą. Ale ja mogę zajmować się tym na co mam ochotę,a nie tym co ty i rozkażesz.
    Przykro mi, że już miałeś mnie pochwalić, za Boya, ale już teraz na twoją pochwałę nie zasługuję. Czzy ty nie widzisz jaki jesteś komiczny z tym rozdawaniem laurek, potępianiem, łaskawym udzielaniem pochwał.?
    Ale dobrze, pisz sobie , nie będę cię komentował będę cię przewijał i w ten sposób jakas koegzystencja między elitarnym Kordianem, a prostolinijnym chamem będzie możliwa.

  78. Boy c.d

    Najwięcej listów otrzymuję z najbardziej okupowanych dzielnic: z Pomorza, z Poznańskiego, ze Śląska. … Kto nie czytał takich listów, ten nie może mieć pojęcia o prawdziwym nastroju ludności w stosunku do naszych „okupantów”. Ach, jak tam ludzie zaciskają oięści, jak zgrzytają zębami, a równocześnie jak panicznie się boją! Po prostu utraty chleba, represji, zemsty. Ucisk – w małych zwłaszcza środowiskach – jest straszliwy. Tam nie można być nawet neutralnym, trzeba być karnym szeregowcem w kadrach świętoszkostwa, patrzyć bez mrugnięcia okiem na ogłupianie, łupiestwo, cynizm tyjący kosztem skrajnej nędzy, na zu składkichwałą brutalność czarnych wielkorządców. „Specjalnie tu na Śląsku – pisze mi jeden z przygodnych korespondentów – sprawa mieszania się kleru do wszystkiego ma odrębny i niespotykany gdzie indziej charakter. Ta tłusta, czerwona łapa, wyciągnięta z czarnej sutanny, gnębi najmniejszy przejaw myśli…”
    Od dziecka każdy musi być wpisany do bractwa. Najpierw – do Stowarzyszenia Dzieciątka Jezus, wyciskającego z dzieci – jak dzisiaj bezrobotnych przeważnie nędzarzy znaczne kwoty na Murzynka” w Afryce. Starsi – do Stowarzyszenia Mlodzieży. Oczywiście składki. Dziewczęta po dziesięć tworzą „różę”. Jedenasta już szuka towarzyszek do nowej „róży”. Każda „róża” musi przynajmniej raz do roku dać na mszę za członkinie. Prócz tego inne związki młodzieży, Straż Honorowa, tercjarze, sztandary, kwesty, pielgrzymki, nie kończące się nigdy „odnowienia kościoła”. Składki, składki. Starsi – to przeróżne Bractwa Mężów i Żon Katolickich, Czcicieli Oblicza Pana Jezusa. Najstarsze baby – to Arcybractwo Matek. I znów składki, składki, aż do ostatniego tchi.
    Ale największy terror połączony jest z obrzędem k o l ę d y. Cóż za uroczystość, cóż za aparat, i w rezultacie do jakiego celu ! Ksiądz obchodzi domy w asyście kościelnych, organistów, zelatorów. Drzwi domów muszą być na oścież otwarte. Na stole ma bć krzyż o jarzące się świece; obok – pisma kościelne i religijne, na podłodze klęcznik lub poduszka. Gdyyb ktoś w tym czasie – nie daj Boże – musiał wyjechać, ma zostawić pieniądze dla księdza u gospodarza. Tymi i innymi sposobami, tam gdzie komornik nie znajdzie już nic, poborcy w sutannie wyciskają jeszcze z największej biedoty miliony.
    …Same „gorzkie żale” – „drogi krzyżowe dla dzieci”- „drogi krzyżowe dla dorosłych. Płać, płać ! I co za sposoby wymuszania pod grozą mąk piekielnych, hańby doczesnej, noi – o czym się nie wspomina, ale co wszscy dobrze wiedzą – pod groźbą utraty pracy i bytu, z piętnem bezbożnika. Każdy z parafian musi oddać kartkę odbytej spowiedzi: „bez tej kartki -czego Boże nie daj – pogrzeb bez krzyża, bez kapłana, bez miejsca poświęconego, pod płotem…
    Ale nie tylko za brak kartki ze spowiedzi grożą takie rygory. To samo za uchylenie się od kolędy, owej osławionej kolędy, która jest po prostu zorganizowanym szantażem „W dzeń, gdy kapłan chodzi po kolędzie, prosimy, żeby wszystkie rodziny pozostały w domu..bo jeśli nie…to w każdym razie ogłaszamy, że w razie pogrzebu- cco Pan Bóg nie da – do tej rodziny kapłan po zwłoki nie ójdzie, gdzie mu przy kolędzie wstępu wzbroniono..
    ..Niech każde dziecko ze Stowarzyszenia Dzieciątka Jezus przyniesie skladkę za styczeń do kancelarii i niech każde zdobędzie nowych członków dla naszego stowarzyszenia. Jest jeszcze ziele dzieci w Piekarach, które nie należą, a mogąnależeć od urodzenia(!), aż do 16 roku życia przynajmniej. Dzieci, które jeszcze nie mająnowej listy składkowej, niech przyjdą po nią do kancelarii.
    „Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej. Druh kasjer prosi, żeby druhowie zapłacili na składkach zaległości za stary rok i za I kwartał nowego roku.”
    Dalej: „Nikt nie ma prawa siedzieć w ławce(kościelnej) jeżeli należytość za miejsce nie zapłacił; przy rewizji kościelnej taki może się narazić, że go się z ławki wyprosi..”
    Bilans, jaki mi jeden z przygodnych korespondetów z sum wyciskanych tymi drogami mi przesyła jest przrażający. Kontrast bogactwa kleru z nędzą podatnków – również. A życie duchowe, umysłowe w tej atmosferze fałszu, ucisku, ciemnoty, szpiegostwa, denuncjacji ? Ci którzy nie są doszczetnie ogłupieni, dławią się po prostu od wściekłości i nienawiści.Obawiam się, że żaden Moskal ani Prusak nie budził takiej reakcji wewnętrznego buntu jak ta o k u p a c j a, głębiej wdzierająca się w dusze, w życie prywatne i w kieszenie niż jakakolwiek inna. Toteż ślepota i sobkostwo naszych okupantów są wprost groźne: od iskry, która by padła na te prochy, mógłby spłonąć cały kraj !

  79. @Tanaka
    24 lipca o godz. 22:43

    Zgadzam się z Tobą w zupełności.
    Mówiąc, że miłość jest pojęciem dobrze znanym większości ludzi miałam na myśli np. uczucia miedzy rodzicami i dziećmi. Zaryzykuję twierdzenie, że pod każdą szerokością geograficzną są bardzo podobne.

    Pojęcie miłości do Boga to zupełnie inna sprawa.
    Dla mnie absurdalna, ale spróbuj poprosić kogokolwiek, kto twierdzi, że miłuje Boga, o wyjaśnienia. Spróbuj tylko zadać pytanie w sprawie, która budzi Twoje wątpliwości. Olaboga, afera, że śmiem bluźnić!

    A ja nie wiem, czy bluźnię. Staram się tylko zrozumieć i, co ciekawe, nie mam z kim porozmawiać, bo najgorszy jest nie tyle strach przed urojeniem, że Bóg pokarze, ale… brak kompetencji.
    Ludzie wierzą w coś/kogoś i nigdy nie przeczytali źródła, które objaśnia istotę ich bóstwa.
    Kogo mam więc zapytać? Proboszcza? 🙂

    @Lewy – odezwę się jeszcze, pewnie dopiero wieczorem. również pozdrawiam Cię bardzo serdecznie 🙂

  80. Czciciele oblicza Jezusa – to mówi wszystko o tych ludziach.
    Fijoł kompletny.

  81. sugadaddy 25 lipca o godz. 13:01

    Czciciele oblicza Jezusa – to mówi wszystko o tych ludziach.
    Fijoł kompletny.
    ==========================================

    Może i fijoł kompletny, ale za to jaka kasa ….

  82. Tanaka
    Twoje wpisy sa super. Mam duza przyjemnosc z ich czytania. Dzieki za mozliwosc ich czytania.

  83. terraustralis 24 lipca o godz. 16:01
    do:
    lonefather z 24 lipca o godz. 15:42

    Obrażają ludzie, ktorym brak argumentów logicznych.

    To moge zaakceptowac.



    Jezeli jest mocnej natury to daje Ci wycisk. 🙂 a jak nie moze \cie dosiegnac to jest pyskowka/ Jezeli bylby zdruzgotany w obliczu (OBLICZE ARGUMENTOW,FAKTIW) toby nie komentowal. LOGICZNE AZ DECH ZAPIERA
    =========================================

    I znów się mi przytrafiło, że wypowiedziałem sie nie dość dokładnie, co zrodziło niezrozumienie. Moja wina…

    Terraustralis,
    Nie miałem na myśli SIŁY argumentacji, tylko po prostu siłę argumentów.

    Przepraszam za wprowadzenie w stan zamieszania.
    ———————————————————————————

    A przykład na to, jak to działa podam taki…

    Jako nastolatek uczęszczałem do klasy mat/fiz jednego z liceów. W czwartej klasie miałem nieźle opanowaną matematykę i pokusiłem się, żeby zrozumieć teorię względności. Miałem o tyle łatwiej, ż emiałem sąsiada profesora fizyki z PAN. Okazało sie, że choc zakres matematyki powinien byc wystarczający, to jednak okazało się to za mało, na zrozumienie, zrozumienie w pełni, teorii względności. Powiedzmy, że wtedy zdołałem ogarnąć jakieś 70-75% zrozumienia. I zrzumieć, że albo musze poświęcić dużo więcej czasu na fizyką, żeby opanować swobodne rozumienie brakujących 20-25%, albo zadowolić sie tym co osiągnąłem i zająć się czymś co mnie dużo bardziej interesowało. I czym ostatecznie się zająłem.

    Niemniej sporo z tego co opanowałem pozostało, w tym zrozumienie, dlaczego obiekt materialny nie moze zostać rozpędzony do szybkości przewyższającej prędkość poruszania sie światła.

    W rezultacie, choć lubiłem i nadal lubię fantastykę, to nigdy nie stałem się fanem Star Trek. Z preostego powodu, że bardziej mnie śmieszyły rozkazy typu: „Prosze włączyć WARP” (system napedu pozwalający poruszać się z szybkościami nadświetlnymi, wymyślony na potrzeby serialu), niż bawiły intrygi i przygody.

    I tak już miałem, aż do zeszłego roku, kiedy to w jednym z internetowych periodyków naukowych ukazał się artykuł o tym, że jednak poruszanie się w kosmosie z prędkością większą od światła może być możliwe …

    Pierwszą reakcją było niedowierzanie i myśl, ż ekotś sobie „robi jaja”, ale nie, po przeczytaniu zrozumiałem, że teoria względności wcale nie została podważona, tylko, że pewien bardzo bystry i niekonwencjonalnie myślący facet wpadł na pomysł obejścia…

    Istota pomysłu polega na tym, że statek kosmiczny otacza „bańka” pola magnetycznego. Sama bańka pola magnetycznego ze swoim wnętrzem, niezależnie od tego co się w nim mieści, jest z punktu widzenia fizyki nadal polem magnetycznycm, a ono nie jest tworem materialnym i jako twór niematerialny może być przemieszczane z prędkościami przewyższającymi szybkość światła …

    NASA zdecydowała się zbadać eksperymentalnie samą zasadę tego „obejścia”, i wyasygnowała kilkadziesiąt milionów dolarów na ekperyment badający, czy przejście wiązki światła przez bańke z pola magnetycznego zmieni jej szybkość. Jeśliby się okazało, ż etak. To podróżowanie po kosmosie szybciej niżświatła będzie możliwe nie tylko w filmach sf …

    Tak więc siła argumentów, co prawda jeszcze nie zmieniła mojego poglądu wypracowanego lata temu w czasie studiowania teorii względności, ale już otworzyła „furtkę gotowości” na zmianę…

    Zwykła, prosta siła argumentów powinna otwierac droge do zmieniania poglądów, a SIŁA argumentacji – nigdy.

  84. Tanaka
    Pod Twoim wplywem zaczalem szukac co to jest transgresja w psychologii I miedzy innymi znalazlem to: Jako przykład działania trans­gresyjnego można potraktować zerwanie zakazanego owocu przez Adama i Ewę, co stało się źródłem cierpienia, ale pozwoliło im zarazem lepiej zrozumieć naturę dobra i zła. :)))))

  85. Tanaka I Jiba
    przeczytawszy Wasze ciekawe analizy czym jest milosc I dobro to chcialbym podac jako ciekawostke, ze w Australii bardziej funkcjonuje termin DECENCY ( proste tlumaczenie tego jako PRZYZWOITOSC czy PRAWOSC nie oddaje calkowitego sensu tego terminu}
    Pozdrawiam

  86. terraustralis
    25 lipca o godz. 15:52
    Tanaka
    Pod Twoim wplywem zaczalem szukac co to jest transgresja w psychologii I miedzy innymi znalazlem to: Jako przykład działania trans­gresyjnego można potraktować zerwanie zakazanego owocu przez Adama i Ewę, co stało się źródłem cierpienia, ale pozwoliło im zarazem lepiej zrozumieć naturę dobra i zła. :)))))

    kuku namuniu

    Slawomirski

  87. No dobrze Slawomirski..dam ci wieksza pozywke:

    W takim ukladzie TRANSGRESJA moze byc morderstwo. 🙁
    jak kogos zamorduje to da mi to odczuc jak odrazajacym czynem jest odebranie komus zycia. Ja bede mial doswiadczenie i wzbogace sie moralnie…ale ten ktos juz nie bedzie zyl,,,,,, ??????
    nawiasem mowiac Slawomirscy to rodzina pianistow/muzykow w Australii

  88. Apropo zabijania

    Kiedys Ajahn Bramavamso powiedzial, ze wina za zabicie zalezy od tego jak bardzo to boli zabojce. Zabijesz muche lub komara – boli malo.
    zabijesz mysz – boli bardziej. zabijesz psa – boli o wiele bardziej, zabijesz czlowieka – boli bardzo.

  89. sugadaddy
    25 lipca o godz. 13:01

    Czciciele oblicza Jezusa – to mówi wszystko o tych ludziach.
    Fijoł kompletny.”””

    Dlaczego sugaddy?
    obiekt nie jest wazny. postaw krzeslo na srodku pokoju i zacznij je wielbic a bedziesz mial efeky PLACEBO

    TYLKO BEZ OSOBISTYCH WYCIECZEK ZE POLACY ZAGRANICA SA DEBILNI po prostu mysla inaczej – dostosowuja sie do tla. Nikt nie chce sie wyrozniac (bo jest bity w szkole)

  90. Lewy
    25 lipca o godz. 11:09

    kiedy, dawno już, czytałem po raz pierwszy ten fragment z Boya, który przytaczasz, uderzyło mnie to, jak Boy wspiera moje myślenie, jak daleko idąca zgodność między nami jest.
    Moja refleksja, jedna z wielu na temat roli Kościoła, była taka: Hitler czy Stalin mogli zabić ciało. ale człowiek dysponował jeszcze dla siebie przestrzenią na dnie „duszy”, taką ostatnią linią obrony przed zewnętrznym terrorem. Tymczasem religia ze swoim Kościołem wdziera się od razu, wprost na samo dno duszy. Nie ma już żadnej następnej rubieży obronnej.
    Przeciw tym pierwszym można zorganizować powstanie, mieć poczucie, że wewnątrz jest się wolnym, nawet jeśli przyjdzie zginąć. Ten ostatni – Kościół ze swoją religią siedzi na dnie psychiki ludzkiej, więc nawet nie powstanie żadna myśl, żaden odruch, by się bronić. Zwycięzca- okupant-siedzi w głowie i ją posiada jako swoją. ciało jest tylko wierzgającym bezmyślnie odwłokiem. Człowiek nie jest człowiekiem. Jest zombie.
    Dlatego Kościół jest autentycznym, największym i najbardziej dewastującym z okupantów. Co Boy na żywych obrazach z życia Polaka pokazał.

    Jiba
    25 lipca o godz. 11:57

    Uczucia między rodzicami i dziećmi. Z pewnością, to miłość. Jako model teoretyczny. Bo w rzeczywistości znowu jest duży kłopot – ludzie różnie i dziwnie sobie to wyobrażają. Do niedawna model miłości dominujący w kulturze chrześcijańskiej był taki, że dzieci się bije. Z miłości i z miłością. Dla ich dobra, które jest zdefiniowane w miłującej dziecko głowie tatusia czy mamusi.
    Jest to miłość Boża. Tak,ponieważ w pełni zgodna z tym co mówi Kościół, od zawsze.
    Dopiero potworny, bluźnierczy, żydowski wynalazek psychologii zaczął to zmieniać. Dopiero potworne, bluźniercze, bo ateistyczne,masońskie i żydowskie prawa człowieka zaczęły to zmieniać.
    Ale wcale jeszcze nie zmieniły całkiem i skutecznie. Kościół pilnuje, jak może, swego. Już nie tak otwarcie, ale bardziej cicho i ciągle w dużym stopniu skutecznie.
    „Ojciec mnie lał i dlatego wyszedłem na ludzi” – słychać dumnie z różnych politycznych środowisk bliskich Kkat-owi.
    Miłość rodziców do dzieci nie przeszkadzała im wysyłać dziecko do ciężkiej pracy w wieku 5 lat. Ani sprzedawać, ani oddawać córki na prostytutki.
    Zresztą pojęcie „miłości do dziecka” jest wynalazkiem młodym, podobnie jak pojęcie dziecka. Nie tak dawno dziecko nie istniało. Istniał „mały dorosły”. dzieci były własnością,podobnie jak żona – męża i pana. On zarządzał – oni wykonywali.
    Nie jest żadną miłością to, że mąż w nieskończoność zapładnia swoją żonę, a ona rodzi piętnaścioro dzieci.Z czego dwanaścioro umiera zanim dorośnie. To nie miłość, to znojna produkcja. Zakończona śmiercią matki. z wyczerpania organizmu, z chorób, z udręki.
    Ale zgodna z „miłością Bożą”.
    Boy i o tym pisał. Nie on jeden o tym.

    terraustralis
    25 lipca o godz. 15:16

    Tu mi zbrakło konceptu, jak odpowiedzieć. Więc zrobię sztuczkę:
    🙂

  91. Lewy
    25 lipca o godz. 8:44

    Na blogu Hartmana zachowywales sie jak typowa koscielna menda, wiec ci sie od mend oberwalo. Ja nie wiem kto jest kto i oceniac moge jedynie po tym co mowi. A ty wbijales pomiedzy nas kliny, w bardzo osglizgly sposob, nawiasem mowiac, i usilowales napuscic mnie na Krzysie, oraz napuszczales innych na mnie. Tylko, ze Krzysia zdecydowanie byla po „naszej” stronie, podczas gdy o tobie nie mozna bylo tego powiedziec. Popierales najgorszych i zadeklarowanych religiantow przeciwko Krzysi i mnie – jak najgorszy ateistyczny smiec.

    Takze teraz kontynuujesz swa podjazdowa robote, chociaz ani razu nie zaczepilem ciebie na tym forum – kazda pyskowke inicjujesz ty. Liczac na to, ze ci nawrzucam a nasz gospodarz wyrzuci mnie za to na zbity pysk, ze swego bloga. Bardzo swiniowaty ateista z ciebie, Lewy. Zupelnie jakbys do seminarium duchownego uczeszczal.

    Trzymaj sie wiec z daleka ode mnie. Przepisz jeszcze kogos, bo Boy to fantastyczne odkrycie, jak na 21 wiek, i aktualne panstwo wyznaniowe. Popodlizuj Tanake (on najwyrazniej to lubi) i zajmij sie soba – nie mna.

  92. A juz bylo tak ladnie. 🙂

    Dear Tanaka
    ta transgresja nie daje mi spokoju (czy ja musze kogos zamordowac aby ulec trasgresji na wlasnym przykladzie?}

  93. @Tanaka
    25 lipca o godz. 16:48

    Często bywam niewolnikiem skojarzeń. Myślę, że to choroba pokrewna nerwicy natręctw. Z wielu mądrych myśli załapałem tylko tę o ataku na ciało lub/i na duszę.
    Od razu przypomniałem sobie słowa zakonnicy, na którą napadła grupa zbójów w lesie:
    „Ciało ,moje weźcie, ale duszę zostawcie”!
    Faktycznie! Duszę zostawili.

  94. Boy c.d

    …katolicyzm w Polsce jest zaledwie w jakich 20% religią, a w 80% przemysłem, znakomicie zorganizowanym przedsięwzięciem finansowym. Aparat działa z drapieżną precyzją, ale zarazem z poczuciem, że wszystko to wspiera się na ciemnocie i na zastraszaniu i że wystarczyłoby trochę światła i powietrza, aby podciąć ten przemysł, uprawiany w mroku i zaduchu. Katolicyzm nasz jest niemal obojętny na punkcie dogmatu – może np. Towiański, który przeczył bóstwu Chrystusa, być in odore sanctitatis(w oparach świetości) u naszych katolickich pisarzy. Jest obojętny na wszystko, co nie ma bezpośredniego związku z taksami i op aparatu finansowego, uderza w najczulszy punkt „katolicyzmu”. Dlatego wydobywać na światło szalbierzy i świętokradzki przemysł „unieważnień”, oświetlić dzisiejsze praktyki rozwodowe, oświadczyć się po stronie uczciwości i prawa, znaczy – w ich języku – „godzić w istotne zasady moralności chrześcijańskiej !

  95. „Lewy” 25 lipca o godz. 8:44 napisał pod adresem „krzys52” kolejną krytyczną opinię.
    Pomyliłeś się „Lewy”. Ta ktrytyka to samokrytyka. Pasuje jak ulał właśnie do Ciebie
    np: „Stosujesz ataki personalne od dawna, no ale kiedy dotyka to ciebie, to buźka ciup i święte oburzenie, że ktoś śmiał dotknąć taką szacowną osobę .
    jak ty.”
    Napisałeś także między innymi:
    ” …ja mogę zajmować się tym na co mam ochotę,a nie tym co ty i rozkażesz.”
    Zgoda. My również mamy prawo pisać to, co uważamy za stosowne, a nie stosować się do twoich wytycznych.
    I jeszcze jedno: Przepisując Boya-Zeleńskiego pisz uważniej, bo popełniasz sporo błędów. Proszę również o podawanie dokładnego źródła cytowanego tekstu np: – „fragment książki pt. ” Nasi okupanci ”
    ps.
    Do „krzys52” podpisuję się pod Twoją odpowiedzią do „Lewy”.

  96. Boy c.d.

    Dziełko o.Pirożyńskiego(jego osobista cenzura literatury – ciekawe, ale tak długie, że już nie mam sił, aby przepisywać – Lewy) przywodzi mi jedno wspomnienie. Podczas wojny miałem przez jakiś czas powierzony jeden z oddziałów fortecznego szpitala Nr 7 w Krakowie, pomieszczony w gmachu Akademii Sztuk Pięknych. Otóż jednego dnia zaraportowano mi, że ksiądz, który z urzędu odwiedzał chorych, przyniósł pod habitem młotek i poodbijał wstydliwe części wszystkim gipsowym posągom znajdującym się w sieni i korytarzach. Nie darował nawet boginiom i ich nadobnym wzgóreczkom ! Wojna szalała, sale pełne były rannych, ludzkość przechodziła gehenne, ale księżulo interesował się tylko tym jednym…
    Ten ksiądz ze swym młotkiem wydaje mi się symbolem; odzwierciedla psychikę całej kasty. Ci detektywi niemoralności sami nie zdają sobie sprawę, do jakiego stopnia przeżarci są niezdrowym erotyzmem. Czy przeciętny ksiądz strzeże celibatu czy nie, sprawa płci jest dla niego nieustającą obsesją, zboczeniem, chorobą. Przesłania mu cały świat. I to jest zupełnie naturalne; nie może być inaczej. Pamiętamy okres powojenny: ziemia kurzyła się od krwi, przed Europą otwierały się całe kompleksy nowych zagadnień gospodarczych i moralnych, a księża nasi umieli tylko grzmieć z ambon przeciw krótkim włosom, krótkim sukniom, przeciw gołym ramionom pierwszych wioślarek. Najwyższe dla nich zadanie to nie dopuścić, aby jakaś para się całowała – bodaj w książce – poza tym wszystko jedt dla nich „moralnie obojętne”. Życie przepływa koło nich jak ccoś obcego, niezrozumiałego, nienawistnego; widzą tylko genitalia, bodaj na gipsowym posągu. Chorzy ludzie.!
    Otóż wobec tego, że ci ludzie są oficjalnymi piastunami m o r a l n o ś c i, że najzazdrośniej strzegą swego monopolu w tym zakresie, nie jest bez znaczenia fakt, że nędza, wojna, szpiegostwo, oszustwo, spekulacje, wyzysk i wszystkie niedole ludzi – to są dla nich rzeczy „moralnie obojętne”. Czzyż tym wyznaniem nie stawiają się poza spoleczeństwem, w którym – i z którego – żyją ?
    Tak , ta idiotyczna i przez to pozornie niewinna książeczka spełnia doniosłe zadanie: dokumentuje poziom etyczny i umsłowy naszego kleru. Powina stać się sygnałem alarmowym.

    (Od Lewego – Kto zainteresowany , odsyłam do rozdziału „Moralnie obojętne” w „Naszych okupantach”

  97. @Lewy z @Tanaką walczą o pierwszeństwo w podziwie dla Boya… Dałbym głowę, że oni tu nie stali, a w każdym razie nie pamiętam, żeby sobie zaklepali kolejkę przede mną. Ale w takim towarzystwie mogę stanąć na końcu, a nawet czoła uchylić za przywołanie Boya, za „radość posiadania głębi człowieczej prawdziwości w sobie”; takoż za @Pieczulowego „ jeża w tyłku”. Ichnie przemyślenia ubogacę wspomnieniami… z domu dziadka.
    Był analfabetą, małorolnym Małopolaninem, dorabiającym jako cieśla toporkowy, więc bodaj najniższy w hierarchii ciesielskiej; ale jednak eksportowy, bo za robotą chadzał na Ukrainę aż po Żytomierz i Charków. W jego chałupie – którą pamiętam z wakacyjnych cudownych pobytów – wszelkich przedmiotów, łącznie z meblami, nie wspominając o gadżetach czy innych durnostójkach, było tyle w sumie, że nawet jako przedszkolak dałbym radę porachować. Babcia odumarła mnie jeszcze w beciku, ale zapewne gdyby żyła, niewiele by tu zmieniła. Kilka garnków, z czego połowa do karmienia świń, sierp, kosa, widły, żarna, maśnica, koziołek do prasowania sera, koryto, sztućce to drzewianne łyżki jedynie… (nota bene dane mi było zaznać jedzenia obiadu w sześcioro z jednej wspólnej miski). Z postępu technicznego: jedynie sieczkarnia na korbę. Z metafizyki – jedynie zegar… Zaś w izbie, prócz akcesoriów sypialnych, była figurka przenajświętszej oraz wiszący na ścianie przodek telewizora… Taka przeszklona gablota z pokrętłami z boku; się przekręciło – się miało inny na płótnie malowany obrazek, adekwatny treściowo do świąt kościelnych.
    Dam głowę, że ojciec i dziadek mojego dziadka dysponowali dokładnie takim samym inwentarzem, bo kiedyś czasy nie były tak okrutne dla tradycji i dziedziczenia duchowości.
    I się zapytywam: czy w takich uwarunkowaniach środowiskowych, materialnych dało się szastać czasem i zwojami mózgowymi na rozważania o kreacjonizmie bądź ewolucjonizmie? Podejrzewam – przy całym szacunku dla dziadka, którego witałem całując w rękę – że szarych komórek używał być może przy ociosywaniu kłody, natomiast w kwestiach ponadbytowych zdawał się na pień mózgu. Co miał się napinać na jakieś dylematy moralne, skoro pokolenia całe wypraktykowały, że trza tak żyć, jak sąsiedzi, nie kombinować, nie dziwaczyć. Taką postawę można chyba nawet nazwać: no, …racjonalną .
    Drugi jednak dziadek – choć pomieszkiwał góra dwa kilometry dalej w tej samej wsi, na podobnym areale i w zbliżonym enturażu materialnym – przeczytał całego Kraszewskiego i pewnie miał tego jeża w tyłku, bo spędził kilka lat w Ameryce jako koszykarz ( nie tam, żeby zaraz w NBA – z wikliny wyplatał po prostu…). Nasiąkł też był jakowymiś modernistycznymi miazmatami, bo proboszcz z ambony go wyklinał za prenumerowanie jakiegoś pisma amerykańskiego dla polonusów; jak się później okazało urzędnik pocztowy, zanim doręczył prasę dziadkowi, niósł ją na plebanię.
    Więc jak mam to wszystko sklamrować? Że byt kształtuje… nie, strach dokończyć.! To już wolę napisać, że wszystko bez tych Hamerykanów!
    Ale może i tak, że warto chyba szukać relacji między funkcjami pnia mózgu a funkcjami szarych komórek, zwłaszcza płatów czołowych. Zdaje mi się, że tajemnicą sukcesu kościołów jest olanie intelektu i nakierowanie się na pień mózgu, na ruchy, gesty i automatyzmy. Ciężkie więc życie racjonalistów! Było i będzie.

  98. Boy c.d.
    Rozpoczęta mobilizacja prór przeciw czarnej okupacji to jest rzecz pocieszająca. Dać pierwszy odpór tej nawale, dopomóc do zorganizowania jakiejś samoobrony – to jest rola pisarzy, przede wszystkim ich. Bo powiedzmy sobie: każdy rząd w Polsce chce czy nie chce, będzie się uginał pod naciskiem kleru, dopóki ciemnota lub biernośc ogółu będzie czyniła ten kler realną czy fikcyjną potęgą. Dopóki w Polsce będzie można wykryzkjiwać wzniośle: „Bóg i religia”, tam gdzie w gruncie chodzi o władze i o pieniądze- dopóty kasta wyodrębnionych z życia dzikusów będzie regulatorem najdonioślejszych spraw społecznych, z jego największą szkodą.
    Są bakterie, które zabija się światłem.

    Na tym skończyłem streszczanie i przepisywanie tekstów Boya. Robiłem to szybko, bo chciałem to skończyć przed kolejnym wyjazdem, dlatego narobiłem sporo błędów literowych. Ale bardzo chciałbym zainspirować jak najwięcej blogowiczów do sięgnięcia po książki Boya(Nie tylko te o religii i kościele) więc poelnione błędy chyba nie staną na przeszkodzie.

    Tanaka, nie odpowiadałem Ci, bo byłem pochłonięty wystukiwaniem tekstów Boya. Sam Ci pisałem o zbieżności między Twoimi i Boya koncepcjami odnośnie przyczyn demoralizacji kleru, dewiacji psychicznych. Jak byśmy dorzucili psychoanalizę Chrystusa przeprowadzona przez Jerzego Pieczula, to mamy kompletny obraz tego co nazywa się chrześcijaństwem. Może wasze przemyślenia stanowią jakiś przełom w dziedzinie religioznawstwa. Wprawdzie blog to ne jest poważny uniwersytet, ale skoro w takim zadupiu jak Królewiec Kant napisał „Krytykę Czystego Rozumu”, to dlaczego blog Kowalczyka nie mógłby stać się kolebką nowej przełomowej myśli religioznawczej

  99. bib
    25 lipca o godz. 19:21
    Fajny tekst, bibie, tyle ciepła, humoru i inteligencji. Jako samozwańczy krytyk literacki powiem, że piszesz na poziomie mistrza Antoniusa i mistrza Pieczula, albo jak powiadał Benia Krzyk, piszesz smacznie.

  100. Krzysia
    25 lipca o godz. 19:15

    Tak to juz jest, ze teraz sporo jest takich odkrywcow Boya, na przyklad, wpadajacych w zachwyt. I wierz mi – bedzie ich jeszcze wiecej. Polska, co by o tej biednej wyznaniowej Polsce nie powiedziec, liberalnieje jednak, otwiera sie na swiat i wiedze – po trochu otrzasa sie z tej katolickiej zgnilizny. Za lat kilka pojawia sie ateityczni intelektualisci jeszcze bardziej bojowi i napisza ksiazki. Uwypuklona w nich zostanie, i podkreslona, doniosla rola jaka oni sami odegrali w obalaniu klerykalizmu. Okaze sie wiec, ze to glownie dzieki nim ta zlodziejska czarna banda posadzona zostala tam gdzie jej miejsce, a narod istotnie zmadrzal.
    Ciekawe tylko gdzie byli przepisywacze Boya jakies dziesiec lat temu(?) I ilu z nich klepalo wtedy zlote mysli „Ojca Swietego” i „Najwiekszego z Polakow – Papieza Polaka”, zarazem?

    Mnie osobiscie cieszy, gdy ktos przypomina o Boyu. Z przyjemnoscia i sam go sobie przypominam. Niemniej przytaczanie go napawa mnie smutkiem, jednoczesnie. Bo to sto lat uplynelo a wspolczesnego Boya jakos nie widac. Boya ktory zabralby sie do aktualnego wspolczesnego kosciolka, pommo tego, ze oryginalne teksty samego Boya od biedy mozna odniesc i do wspoczesnego kleru oraz wspolczesnych parafian. Problem jednakze w tym, co wiem z doswiadczen, ze parafianie i nie tylko, mimo wszystko, postrzegaja Boya jako historie. Jako kogos kto pisal na temat tamtego kleru, i tamtego zlodziejskiego kosciolka, podczas gdy tego powyzsze nie dotyczy – ten jest zupelnie inny.

  101. @Lewy
    Ależ ja tylko przyczynkuję, rezonuję w dobrym towarzystwie…

  102. terraustralis
    25 lipca o godz. 16:18

    kuku na muniu

  103. Lewy
    25 lipca o godz. 19:46

    Lewy, zaczynam się męcząco powtarzać, ale zrobiłeś rzecz nieocenioną. Jest to zbawienne, bo spotkanie się z myślą Boya, to właśnie jak zbawienie, a o tyle lepsze od katolickiego, że prawdziwe, zapewniające stałe towarzystwo najlepszych postaci jakie ludzkość wydała.
    Blog może być poważnym uniwersytetem, „nie widzę przeciwwskazań” – jak ktoś w jakimś polskim filmie powiedział. Zachwaszczanie przez umysły miałkie lub żadne jest obciążające, ale nie uniemożliwiające poważną wymianę myśli.

    bib
    25 lipca o godz. 19:21
    Twój dziadek mógł być rówieśnikiem Boya; w jego życiu Boy się niewątpliwi przeglądał.
    Twój drugi dziadek, ten od Kraszewskiego – też świetnie ilustruje to, jaką potęgą w rozświetlaniu katolickiego mroku jest najprostsza oświata i rozgarnięcie co do świata. Tak zagrażająca klerowi, że musiał go proboszcz kazać śledzić i z ambony wyklinać.
    Dałeś świetną ilustrację scenografii życia z tamtych czasów. szczególnie ujęło mnie trafnością to: ” Z metafizyki – jedynie zegar…”
    oczywiście, rozum i religia to sprzeczność. Jak się zrobi takie dodawanie: rozum+wolność+swoboda sądzenia+autentyzm i podmiotowość ludzkiej głębi, to wynik jest przeciwstawny religii do potęgi „n”.

  104. Panie Jacku, wczesniej przyznalem, ze oczywiscie ma ma pan prawo do wlasnych odczuc obserwujac takie czy inne parady i marsze, ktorych aktyw „żąda od innych i wymusza na nich angażowanie się w daną sprawę w dokładnie taki sposób, jaki oni uznali za jedynie słuszny.” Wtedy ma pan problem.
    Czyli zupelnie inaczej niz ja, ktory nie wyobrazam sobie by organizatorzy tego typu zideologizowanych imprez potrafili zorganizowac jedna, ktora polaczylaby chocby polowe istniejacych pogladow na sposob demonstrowania na rzecz nacjonalizmu, obrony zygot, czy praw LGBT. Organizatorzy wybieraja optymalny ich zdaniem ksztalt wlasnej demonstracji, czyli taki ktory zapewnilby im maksymalizacje osiaganych celow. W koncu na imprezy te skrzykiwani sa ludzie o (z grubsza) identycznych pogladach, wiec przynajmniej oni nie maja z tym najmniejszych problemow.

    Jesli ja mam problem to wylacznie z debilami z dwoch pierwszych, z wymienionych, grup gdyz ich uczestnicy daza do poodbierania szeregu praw innym ludziom. Trzecia grupa, LGBT, slusznie domaga sie praw dla siebie. Jak juz zaznaczylem wczesniej, nie mam nic przeciwko ich formie wyrazu, gdyz zdaje sobie sprawe, ze oni musza oswoic wszyskich ze swoja obecnoscia w spoleczenstwie, czyli ciagle o sobie przypominac. Najlepiej stosujac metode szokowa, gdyz jest najskuteczniejsza, w tym przypadku. Mniejsza o estetyczna wrazliwosc obserwatorow, przy czym wiadomo, ze jakas cene placi sie za wszystko.

    Nie bedac zaangazowanym bezposrednio popieram wiec ich dazenia kiedy tylko moge, gdyz sa to dazenia jak najbardziej uzasadnione. Tak wiec siedzac w domu takze jestem zaangazowany, nie mowiac juz o tym, ze nie jestem obojetny, w stosunku do ich walki.

    Zupelnie inaczej maja sie sprawy z narodowcami, czy z bigotami, pragnacymi wziac wszystkich za mordy i poustawiac po swojemu. Tutaj nawet nie moge sobie pozwolic na obojetnosc, gdyz te grupy nalezy gnoic, bez wzgledu na to czy organizuja demonstracje, czy tez nie organizuja. Zdaje sobie przy tym sprawe, ze oni maja identyczny poglad na nas i nasze dazenia, tyle, ze na to nie poradzi sie nic – tak dlugo jak oni istnieja.

  105. terraustralis
    25 lipca o godz. 15:52

    Transgresja to przekraczanie granic, ale i przepoczwarzanie się w byt już inny. Przykład z Ewą i jabłkiem jest na rzeczy, od tamtej pory nie było powrotu do starego porządku, otworzyły się nowe horyzonty. Ale jest w tym pewna wątpliwość. Mianowicie taka, jak człowiek z owego wielkiego zdarzenia przekroczenia progu skorzystał. Biblia traktuje człowieka marnie, jako po prostu wielkiego grzesznika i głupca. Tymczasem był to symboliczny początek czegoś zgoła innego, przeciwnego woli biblijnego skryby jego szefa: narodzin człowieka i początek jego drogi ku górze.

    Antonius
    25 lipca o godz. 17:39

    W takim razie to dowcipna nerwica!
    Ale mówiąc poważnie, klasztory żeńskie były bardzo długo synonimem domów rozpusty. Mnóstwo klasztorów miało na swoim terenie to samo, co teraz odkrywają Irlandczycy: stosy małych dziecięcych szkielecików zakopane wokół szamba.

  106. Tanaka
    25 lipca o godz. 16:48

    Można rozbić doświadczenia ludzkości na 6 miliardów przypadków. Albo i więcej, zależy jak daleko sięgniemy w przeszłość.
    Zdaję sobie sprawę z tego, że człowiek ciągnie za sobą brzemię mniej lub bardziej mądrych przodków – zależy od szczęścia – psycholi, tumanów, ludzi rozgarniętych i tych, mimo rozgarnięcia, wyjątkowo okrutnych. I kopiuje ich zachowania wbrew sobie, gotując dziecku koszmar, którego sam doświadczył. Dlaczego? Ocean możliwości.

    Zauważ, że wynalazkiem ostatnich czasów w naszym kręgu kulturowym jest świadomość macierzyństwa. Do bardzo niedawna był to przede wszystkim obowiązek, a jeśli kobieta nie potrafiła się z niego wywiązać, mąż miał prawo wymienić małżonkę na sprawniejszy model.
    Totalną nowalijką jest świadomość ojcostwa.
    To nie takie proste więc określić w kilku zdaniach, czym jest miłość rodzicielska.

    Ale zauważam pewną prawidłowość, która dzieje się tu i teraz.
    Gdy pytam o najgorszy koszmar, jaki może przytrafić się człowiekowi, znajomi odpowiadają, moim zdaniem, zachowawczo. Mówią rak, bankructwo, śmierć małżonka – a tak naprawdę widać, że to coś, co są w stanie ogarnąć umysłem, że jakoś to będzie. Gdy mówię za nich, że strata dziecka, ogarnia ich groza, lęk pierwotny, każą mi się zamknąć, by nie przywołać najgorszego, Złego.
    I to jest – dla mnie – świadectwo miłości, która po prostu trzyma człowieka za twarz jak rybę na haczyku. Nic nie można.

    Ide wreszcie spać
    dobranoc

  107. Szanowny Panie Jacku, przy sobocie po robocie zróbmy se słitfocie. Pełna zgoda co do tego, że „idealna obojętność raczej nie istnieje”. Z paru powodów nie istnieje: Polak zna się na wszystkim – pokazał choćby zespół Macierewicza – więc obojętny być nie może. Z drugiej strony taka jego narodowa uroda, że jak posłuchać przy piwie, to właśnie jest doskonale obojętny, bo mu wszystko „wisi”, „powiewa”, „o kant”, a nawet „koło wuja lata”. Ale obok tego nic nie wisi, nic nie lata, bo wtykanie nosa we wszystko, kłócenie się, przys.ywanie, przykrochmalanie się, trollowanie i głośne umieranie ze zgrozy jak Polska długa i szeroka, że ktoś napisał „bul” – to narodowa specjalność. A jednak wisi i lata z życiowych przyczyn, bo skutki nieobojętności bywają straszne – ksiądz może na przykład wymienić w kazaniu po nazwisku. Krótko mówiąc, wielomilionowa społeczność obcych sobie ludzi jest antyrewolucyjna – co dobitnie pokazały losy „Solidarności”. Tylko we wrzątku kąpani robiliby co tydzień rewolucje.

    Pogoda jest w sam raz do smażenia jajecznicy wprost na dłoni, ale widzę w kamerce on-line, że w Mielnie na plaży ręki nie ma gdzie wsadzić. Więc ludzie niby są nawzajem sobie obcy, a wydają spore pieniądze, żeby się podusić na jednej patelni w sosie własnym i się ocierać brzuch o brzuch, bok o bok, dupa o dupę. Nie mogę zrozumieć tego ocierania się, choć sam ponad pół wieku temu się ocierałem. Fakt, że nie aż tak – na dzikiej, jak to się mówiło plaży, ze trzydzieści metrów od najbliższego grajdołka. Teraz o tej porze takiej dzikiej od Świnoujścia do Fromborka nie uświadczy.

    Dziękuję, Lewy za Boya. Nawet alzheimerem będąc, nie zapomniałem, kto to taki, ale oj dawno temu czytywałem. Wykorzystałem jeden Twój fragment dla pogorszenia stosunków międzyludzkich. Chciałem polepszyć, ale rzeknij do bojowego katola nie po katolsku, to usłyszysz (cytuję z mejla): „wspierałeś i nadal wspierasz komuchów, którzy powalili kraj pokotem a naród walkowerem rzucili na kolana” albo: „OSZOŁOM!!! skażony do szpiku kości doktryną komunistyczną….poniekąd zaszczepioną mu we wczesnej młodości przez wysłanych do polskich szkół prosowieckich, żydowskich agitatorów”.
    Młodszy o 15 lat osobnik lepiej ode mnie wie, co mi we wczesnej młodości zaszczepiono (nawiasem mówiąc, pamiętam tylko ospę). Ale kiedy katol zrodzony z automatu nazywa ateistę zrodzonego z poznania „oszołomem”, coś w tym musi być.
    Chrystusowa Al Kaida ma za bydlę każdego, kto nie z nimi, i nauczyli się na takich mówić „ubek”, „komuch”, „czerwony”. Identycznie jak kiedyś na MO – „gestapo”, a teraz tak samo – na policję. Taki święty nam dziś dzień nastał, że jak się przedstawisz: „ateista”, możesz zarobić kuflem w łeb jako czerwona gwardia. Zdrowia-szczęścia, Towarzysze, wracam do starczych obowiązków.

    Poniżej – o strasznych skutkach nieobojętności.

    „CZY MNIE jESZCZE PAMIĘTASZ?”

    Mówi się o sądach takie rzeczy, że powtarzać wstyd. Może dlatego, że co rusz się słyszy: „Z wyrokiem sądu się nie dyskutuje”. To musieli wymyślić sędziowie – bo przecież nie lud. Lud nie jest aż tak tępy, żeby tworzyć sentencje, co mu zamykają gębę. Słynny wyrok Salomona ludzie podziwiają i komentują trzy tysiące lat. Czy on jest legendą czy historią – wyraża tęsknotę za sprawiedliwością. A co wyraża zaklęcie stawiające sędziów nad ludzi – pospolitą głupotę w niepospolitym zawodzie, zadarty nos?

    Psychiatra jest sądzony parę razy na rok z powodu niewyparzony język. W państwie prawa dawno miałby Order Uśmiechu, ale Polska – nie państwo: jak okiem sięgnąć – kościoły i gdzieniegdzie – domki. Zaprosił mnie na rozprawę.

    Sędzia przyszła w rozpiętej todze, pod spodem – coś z mini lub koszula nocna, nie przyuważyłem. Wylegitymowała psychiatrę, mówi:
    – Proszę mówić.
    – Co mam mówić?
    – No jak to co? Co pan ma do powiedzenia o sprawie.
    – O jakiej sprawie?
    – Nie wie pan, o co pan oskarża?
    – Ja oskarżam?! Dostałem wezwanie, to jestem, ale w jakiej sprawie – nie wiem.
    – Ja oskarżam – mówi jakieś stworzenie.
    – To co pani robi na ławie oskarżonych?
    – Wysoki sąd mi kazał siąść.
    – Ja?! Czemu pani nie powiedziała, że to pani skarży?
    – Bo sąd nie pytał.
    – Proszę się nie przekomarzać! Proszę mówić.
    Cisza.
    – Proszę mówić!
    – Kto? – mówią jak jeden mąż stworzenie i psychiatra.
    – Przecież nie ja.
    – Przepraszam, pani sędzio – mówi psychiatra – w mojej praktyce w polskich sądach było już parę wypadków, że sędzia, jako pierwszemu, udzielał głosu oskarżonemu.
    – A ja panu głosu nie udzielam. Niech pani mówi.
    Dowiedzieliśmy się, że psychiatra, niezależnym radnym będąc, nazwał smarkatą reporterkę „pindą”. Nim sędzia udzieliła głosu przestępcy, zapytała pindę, czy świadek-obwiniony ma być zaprzysiężony.
    – Nie wiem, co to znaczy – mówi stworzenie.
    – A co ma znaczyć – zaprzysiężony albo nie.
    – Nie wiem, jaka różnica.
    – Taka, że świadek będzie zaprzysiężony lub niezaprzysiężony.
    – Nie znam konsekwencji jednego ani drugiego – więc na jakiej podstawie mam decydować?
    Wnerwiła się sędzia.
    – Proszę zaprotokołować: bez zaprzysiężenia.
    – Słusznie – mówi psychiatra. – I tak bym nie przysięgał. Zgodnie z konstytucją, nikt nie może być zmuszany do uczestnictwa w religijnych obrzędach.
    – Zaprzysięganie świadka nie jest religijnym obrzędem.
    – Oczywiście, że jest. Sama pani pokazała, że jest tyle samo warte. W racjonalnie rządzonym państwie żyje się wedłu przepisów, a nie patetycznych liturgii. Zna pani może konstytucję?
    – Wypraszam sobie. Proszę mówić: „Wysoki sądzie”.
    – Pani jest sędzią, nie sądem. Nikt nie mówi do pracownika fabryki: „Wysoka fabryko”, więc i ja nie będę pani ośmieszał.
    – Bo wezwę ochronę!
    Psychiatra się uśmiechnął. Jeszcze się sprawa dobrze nie zaczęła, a on już dostał za uśmiech tyle grzywny, ile fabryka dała. I dalej się uśmiechał.
    – Przyznaje się pan, że nazwał pan tę panią „pindą”?
    – Oczywiście. Język po to jest, żeby nazywać. „Pinda” to spokojniejsza nazwa damskiego organu lub właścicielki. Mówimy „złota rączka” na całego fachowca, „pinda” – na całą krowę. Z niewiadomych powodów „rączka” jest komplementem, „pinda” – inwektywą. Obrażanie się, czyli zamiłowanie do przeżywania urojonych krzywd, to sposób bycia. Oznacza emocjonalną niedojrzałość. Nie zauważyłem, żeby niedojrzałymi emocjami rządził dojrzały rozum. Dojrzały rozum powiada: „Kiedy mówią o mnie prawdę – nie mam się o co obrażać, kiedy mówią nieprawdę – tym bardziej nie mam o co”. „Pinda” to ani prawda, ani nieprawda – ot takie byle co.
    – Jest zwyczajowo obraźliwym słowem.
    – Możliwe. Do niedawna mówiło się zwyczajowo, że ludzie w Australii chodzą do dołu głową, a ci się śmiali. Zwyczajowe obrażanie się z powodu drgnienia powietrza zwanego „słowem” i poważne traktowanie tego przez sąd świadczą o tym, że świat już nie ma nic mądrego do roboty.

    Sędzia pozwoliła psychiatrze na kazanie tylko dlatego, że go znała jako biegłego. Ale i tak mu przysoliła dużą grzywnę za obrazę sądu, małą – za obrazę pismackiego smarka, i nakaz przeproszenia na łamach. Główna myśl psychiatrowej – tfu! – homilii, że obrażają się tylko durnie, poszła w krzaki.

    Przeprosił na łamach, a jakże: „Przepraszam panią N., że PINDĄ ją nazwałem”.
    Tak czytające miasto ją zapamiętało.

  108. Przeczytalam dyskusje i nasunely mi sie rozne mysli
    @ Kochan, osobiscie razi moja estetyke, zarowno sztuczny fallus na paradzie gejowskiej, jak i omal kopulujaca publicznie para heteroseksualna. Moherowa beretka jest mi estetycznie obojetna. A swoja droga, kiedy mieszkalam w Polsce omal wszystkie kobitki niezaleznie od wieku nosily z powodu zimna moherowe beretki. W beretce bylo mi fatalnie, wiec nosilam chuste jak ruska babuszka. Co sie teraz nosi praktycznego na mroz, zeby byc poprawnym politycznie?
    Dla wyjasnienia dodam, ze jestem za calkowitym zrownaniem prawnym homoseksualistow obojga plci bo bez tego, tez prawnie, sa obyw. gorszej kategorii, co ujawnia sie w waznych chwilach zyciowych, nigdy nie mialam watpliwosci co do ich prawa do adopcji dzieci, uwazajac nawet, ze nietrafione adopcje zdarzaja sie czesciej u hetero. Ich zrownanie jako obywateli przynioslo ozywienie gospodarki, przynajmniej w niektorych stanach Ameryki. Te nowe sluby i wesela, podroze poslubne, kupowanie nieruchomosci, zwiekszone wplywy podatkowe, bo placa wiecej niz jako single, konsultacje terapeutyczne i… pierwsze rozwody i podzialy majatku. Wot, zycie.
    @Lonefather, jesli stawianie choinki w domu, w charakterze podobnym jak wystawianie dynii, duchow, serduszek ma swiadczyc o sprzeniewierzeniu sie ateizmowi – to nie rozsmieszajcie mnie. Cala Daleka Azja jest udekorowana juz na poczatku grudnia w dekoracje choinkowe itd. No tak, nie wiadomo, czy sa ateistami wystawiacze. W NY stawiaja choinke w domu nie tylko niereligijni Zydzi, ale tez wyznawcy innych kultow religijnych. Bo to taki fun i jest pod czym skladac kupowane przez wiele dni prezenty. Wiem, ze brzydzicie sie komercjalizmem, ja tez, ale to napedza gospodarke, niestety.
    @Jiba, Twoje zle doswiadczenia z praca u podstaw na rzecz spolecznosci jest naogol norma. Dlatego zawsze podziwiam tych, ktorzy sie nie zrazaja i robia cos dalej. Dobrze juz, jesli korzystajacy z dobrych uczynkow nie szkaluja, ale oczekiwanie uczucia wdziecznosci nie ma sensu. Cos dobrego robi sie tylko z poczucia solidarnosci z ludzmi. Zapewne my tez czasami nie jestesmy tak wdzieczni, jak by ktos tego oczekiwal.
    Nie kazdy wie, co to milosc – chociazby do dzieci, o ktorej piszesz. Przeczytalam dziesiatki ksiazek azjatyckich i nieazjatyckich autorow o tamtym swiecie, w ktorych zawsze jest bardzo wazny watek relacji rodzicow z dziecmi. Nie ma on wiele wspolnego z „zachodnim” pojmowaniem milosci, gdzie zreszta ten wynalazek zaczal kielkowac bardzo niedawno i obecnie na Zachodzie w wielu wypadkach na sie wynaturza. Tamtejsze relacje, to obowiazek, a takze okrucienstwo utwalone przez setki lat.
    Ja powtarzam za @Kochanem, ze milosc jest niepojeta idea. Nie wierze w umilowanie ludzkosci, a chociazby sasiada, ale takze uczucia do najblizszych naogol sa czyms uwarunkowane. Tak do konca bezinteresownie to chyba mozna kochac male dzieci i skrzywdzonych przez los. Milosc do bogow, jest mi zupelnie obca tematycznie. Dla mnie to nie transcendencja, tylko Himalaje glupoty.
    @Tanaka, masz racje, ale jakie praktycznie dla rozwoju spolecznego ma znaczenie, czy obywatele maja poglady, czy „poglady”. Nie rozroznia sie ich ani na demonstracji, ani w podpisach petycji, czy na wyborach. Zreszta poglady bez cudzyslowia tez uksztaltowaly sie na podstawie jakiejs uzyskanej wiedzy.
    PS. KK uczy jak byc prawidlowym chrzescijaninem. Coraz bardziej obawiam sie pouczania co to znaczy byc dobrym ateistom, co zauwazam na tym forum. Dobrze, ze nie budze specjalnego zainteresowania, to moze nie uslysze na jakie „foruma” mam sie przeniesc, zeby nie brukac czystej mysli ideologicznej. Jestem taka jaka jestem, w tym tez w czesci niewiary w cokolwiek, i wara innym od tego. Amen.

  109. @Tanaka
    25 lipca o godz. 22:42
    To zerwanie zakazanego jablka z drzewa poznania dobrego
    i zla to wedlug mnie symboliczny poczatek cywilizacji.
    Z innej beczki. 🙂 Wedlug buddyzmu wszystko jest iluzja. Ma to bardzo proste przelozenie – tak naprawde kolory nie istnieja. Jak wiemy ze szkoly, sa rozszczepieniem bialego swiatla. Czlowiek widzi kolory bo pozwalaja mu na to jego specyficzne oczy ale pies widzi juz tylko pewne kolory, natomiast australijskie papugi widza nadfiolet co pozwala im na rozroznianie poszczegolnych osobnikow. Dla nas w stadzie papug wszystkie sa takie same ale one rozrozniaja partnera/partnerke dzieki widzeniu w nadfiolecie.
    Wiec jezeli wszystko jest iluzja to nie warto sie niczym przejmowac.
    Inna zasada buddyzmu jest pojecie pustki. To logiczne. Jezeli wszystko jest iluzja to nic nie istnieje. A jezeli nic nie istnieje to pustka jest wtedy oczywista.
    Na poczatku to moze przerazac ale z czasem daje poczucie spokoju.
    Jezeli wszystko jest iluzja to wtedy zaden osobowy byt nie istnieje, Nie istnieje ja, nie istniejesz Ty.
    Kazda religia ma w sobie jakas wartosc. Po okrutnym Bogu starego testamentu przyszlo zapotrzebowanie na Boga milosci. Glowna zasada chrzescijanstwa miala byc milosc blizniego. Jezeli ta milosc stalaby sie bezgraniczna to wtedy znika osobowy byt bo sie rozplywa w tej milosci wiec zmartwychwstanie nie ma w tym sensu.
    Tym bardziej, ze jezeli ktos w staro-testamentowym Izraelu popelnil jakies przestepstwo to kara byl areszt domowy. Wtedy danemu osobnikowi zamurowywano drzwi a zywnosc wrzucano mu przez dach. Jak juz odsiedzial swoje to wtedy wynoszono go przez dach i to nazywalo sie zmartwychwstaniem czyli odrodzeniem moralnym. 🙂
    Ciekawe, ze jak przestalem wierzyc w domniemanego Jezusa to przestalem bac sie smierci a powinno byc odwrotnie. 🙂
    A tak nawiasem mowiac to domniemany Jezus raczej nie byl chrzescijaninem bo przeciez chodzil do owczesnej synagogi I byl obrzezany. Jak to powiedziec w Polsce to ludzie sie bardzo obruszaja. Wogole ci wszyscy domniemani swieci to sami Zydzi. Domniemana Matka Boska to czysta Zydowka. Powinienem pisac zydowka z malej litery bo wtedy oznacza to wyznanie a nie narodowosc ale wiekszosc ludzi pisze zawszez z duzej aby przypadkiem kogos nie obrazic.
    Wogole jest duzo sprzecznosci. Jezeli jakis katolik umiera to na cmentarzu powinna byc uczta I duza wesolosc bo przeciez delikwent idzie do Nieba. Wiec dlaczego ludzie placza. Jezeli placza to znaczy ze nie wierza, ze zmarly idzie do Nieba???????
    Wogole to wiekszosc katolikow nie wie, ze glownym tworca chrzescianstwa byl Szawel (Pawel) z Tarsu. A glownym powodem dla jakiego zaczal nagle propagowac chrzescijanstwo bylo to, ze jadac przez pustynie dostal porazenia slonecznego I dlatego teraz Wy wszyscy musicie cierpiec. :))))

  110. zyta2003
    26 lipca o godz. 16:50
    ==========================

    Nikomu nie odmawiam prawa do swoich preferencji estetycznych. Tobie nie podobają sie sztuczne fallusy, a mi mohery z antenkami. Tylko co ma wynikać z tego, że różnimy się w poczuciu estetyki? Chyba tylko to, że należy tolerować odmienne preferencje, przy zachowaniu prawa do braku akceptacji. Są to jednak tak oczywiste sprawy, że szkoda nafty. Lepiej podyskutować o tym, co powoduje, że ludzie nie potrafią być tolerancyjni? Dla wielu z tzw. „konserwy” tolerancja jest produktem ubocznym lewactwa, czyli kultury śmierci i niechybnie prowadzi do degrengolady cywilizacji opartej na chrześcijańskich wartościach religijnych. A to z kolei nasuwa pytanie, dlaczego spora część ludzi ulega temu katastroficznemu odmóżdżaniu?

  111. Jerzy Pieczul
    26 lipca o godz. 16:40

    Pisze

    „Chrystusowa Al Kaida ma za bydlę każdego, kto nie z nimi, i nauczyli się na takich mówić “ubek”, “komuch”, “czerwony”. Identycznie jak kiedyś na MO – “gestapo”,

    a wie niewiele i zabiera glos. Ja bylem w Gdansku w 1971 roku i pamietam napisy na murach MO=SS. Pamietam jak z pogarda gdanszczannie nazywali budynek KW PZPR Reichstag. Pamietam wszechobecna niechec do komunistycznej swoloczy ktora teraz w wolnej Polsce zamazuje prawde o tamtych tragicznych czasch.

    Slawomirski

  112. terraustralis
    26 lipca o godz. 17:06

    Szanowny Panie terraustralis

    Ten sam tok rozumowania dowodzi nielogicznosci zabijania przeciwnika w wojnach religijnych. Dlaczego nienawidzac kogos wysylamy go do raju gdzie bedzie mu bardzo dobrze pod opieka boga. Ale jak oczekiwac logicznego myslenia od osob bez naukowego wyksztalcenia…

    Slawomirski

  113. zyta2003
    26 lipca o godz. 16:50

    Szanowna Pani zyta2003

    Tez staje w obronie choinki w domu ateisty. Wiecej ateista ma prawo posiadac symbole religijne w swoim domu bo jest wolnym czlowiekiem. Nie wiem czy to dociera do osob wychowanych w totalitaryzmie.

    Slawomirski

  114. Slawomirski
    26 lipca o godz. 18:43

    Szanowny ćwierćamerykański smarku, widzę, że nie odróżniasz drobniutkiej uwagi od naukowej monografii, więc wyjaśniam, że moja drobniutka uwaga nie była monografią o 1971 roku w Gdańsku, więc twój smarkaty przytyk „niewiele wie” jest wystarczającym dowodem na to, że wpadłeś wyłącznie po to, by się pochwalić, że wtedy żyłeś. Nie wiem, czy gratulować, czy współczuć. Ale przy okazji opowiedziałeś wzruszająco, jak wiele i ciekawie wiesz – że mianowicie na murach pisało: MO=SS. U nas w Słupsku pisało jeszcze wiecej, ale co się jak sztubak Sławomirski ni z gruszki, ni z pietruszki bedę chwalił – że widziałem?

  115. Jerzy Pieczul
    26 lipca o godz. 20:00

    „moja drobniutka uwaga nie była monografią o 1971 roku w Gdańsku,”

    Jerzy Pieczul nawet nie wie ze masakra miala miejsce w grudniu 1970 roku.

    Slawomirski

  116. @Sławomirski.

    Jesteś typowym przykładem osobnika z przetrąconym „skrzydłem wolności”. Masz zryty beret…. myślisz, że jak przebywasz na obczyźnie, to jesteś wolny i wiesz wiecej na temat wolności od ludzia stałe mieszkających w Polsce. Trzeba mieć naprawdę tupet, by takie farmazony wciskać. U was w kaktusiarni wszyscy są takimi tłukami, że łykają twoje popaprane bajdurzenia na temat snu o wolności?

  117. Sciaga dla czerpiacych informacje tylko z Polityki

    http://niezlomni.com/?p=3674

  118. Szanowni i Umiłowani (wyłączając ćwierćpolaka i ćwierćamerykańca Sławomirskiego), może ktoś ma bogatsze od moich obserwacje i przemyślenia na temat Polaków-emigrantów – chętnie bym posłuchał. Temat jest w temacie lekcji, boć chodzi o bierność i aktywność. Otóż moich siedmioro czy ośmioro zagranicznych kumpli Polaków plus jedna kumpelka jest strasznie aktywnych. Dzieci i wnuki im urosły, nie ma co robić, to siedzą przy kompie i uczą matołów w Polsce, jak żyć. Wiedzą wszystko, więc siedzę jak mysz pod miotłą i słucham kazań. Pech chciał, że wśród nich jest tylko jeden ateista. Ten nie jest kaznodzieją ni mentorem jak jeden tu bęcwał, nie uczy, nie poucza – opowiada jak sam żyje (jest czego słuchać, bo jeździ w Niemczech na barkach – w tym od paru lat na własnej – już 30 lat), wspomina Polskę, gadamy o naszej szkole, ciekawie jest – może wyskoczę rowerem do Niemiec przewieźć się z nim po Renie na barce. Ale reszta to rycerze Zawsze Dziewicy, Chrystusa Króla i czort wie, czego jeszcze. Ich stała mantra to komunizm, komuniści i ich potomstwo: zawłaszczyli Polskę, rozkradli, walczą z Kościołem tak, że mało co z niego i z Polski zostało. Nie od kogo innego jak od nich się dowiaduję, że komuna i ubecja nie tylko są wciąż żywe, ale i pączkują, tak że Polska jest na bank komunistyczna. „Powstańcie, których dręczy głód!” powiedział jeden niby żartem. Jego nie dręczy, bo jak na swój wiek, ma bardzo dużo lat, z tego całe zawodowe życie – kapitan żeglugi wielkiej czynny do dziś. Nie wiedziałem jak odpowiedzieć, bo wiele rzeczy mnie dręczy, ale nie głód. Żyję skromnie za 1200 zł emerytury, ale dość bogato i nie potrzebuję więcej – do grobu niczego nie wezmę. Więc chciałbym zapytać właśnie szanownych miłośników blogu pana Jacka z całego świata, ateistów, nie zaczadzonych religiantów: co z tymi Polakami na obczyźnie? Jest jakiś wspólny mianownik? Na przykład pewna wyższość i protekcjonalny stosunek do ubogiej, głupiej, wciąż komunistycznej (którą nigdy nie była) Polski. Czy po prostu różnie jest. Bo może krzywdzę polonię, domyślając się na podstawie moich kontaktów jakiegoś u nich pierdolca.

  119. Jerzy Pieczul 26 lipca o godz. 16:40

    Zgodnie z wyrokiem sądu przeprosił skubany…

  120. Slawomirski
    26 lipca o godz. 20:13

    Szanowny ćwierćpolaku, ćwierćamerykaninie i smarku, czytaj uważnie swoje własne wypociny: „Ja bylem w Gdansku w 1971 roku”. Odniosłem się do twoich słów, a nie do historii. A nim z lekkością nosorożca trzepniesz, że 70-latek nie wie, kiedy była maskra, walnij się ze czterdzieści razy młotkiem w czub.

  121. terraustralis
    26 lipca o godz. 17:06
    Gratulacje. Ucieszyłeś starego dziada wiadomością, ze chrześcijaństwo się wzięło z porażenia słońcem.

  122. Jerzy Pieczul 26 lipca o godz. 21:00

    W starych, jakże dobrych czasach, czasami zwanych „słusznie minionymi”, w co zresztą coraz bardziej powątpiewam, a dlaczego to napiszę byc może kiedyś, wracałem z USA do ojczyzny. Z godzinę po wystartowaniu z lotniska im Kennedyego, stuardesa obwieściła, że będą podawać kolację i będzie można też zakupić alkochol. JAkoś się tak stało, że siedziałem sobie w jednym z ostatnich rzędów siedzeń, bo wtedy można było w ostatnich rzędach palić. Ze 2 siedzenia ode mnie, na lewo, siedział facet, tak na oko koło 40 i na kolacje zamówił 0,7 Smirnoffa, 2l CocaColi i paluszki, spojżał na mnie, więc i ja zamówiłem to samo. Zsiedliśmy się bliżej i po jakimś czasie gadanina z ekranu, już nam wcale nie przeszkadzała. W okolicach Islandii udało nam się pokonać opory stuardessy i powtórzyć zamówienie. Więc napęd do dalszej, coraz bardziej nieskrępowanej rozmowy mieliśmy słuszny. O żonach, dzieciach, studiach, pracy, bywaniu tu i tam, sobie gawędziliśmy. C zas mijał, Smirnoffa ubywało, szczerość i coraz cieplejesze uczucia nas zaczynały łączyć. Góralskiego pochodzenia, cieszący się zasłużonym sukcesem życiowym, chikagowski biznessman z branży stalowej w pewnym momencie wpadł na genialny pomysł, że ja porzuce ślubną i ściągnę do niego do Chikago, w biznesie stalowym go wspomogę, bo on choć od 20 lat w USA, to ledwo co po amerykańsku gada, on wszystko co trzeba pozałatwia … A będzie łatwiej jak jego starszą córkę za żonę pojmę. Fajnie sie facetem piło, puki na ten rozwodowo/ślubny bizness nie wpadł… Nic, dosłownie nic nie było w stanie go odwieść. Jakoś się tam troche krępowałem, ale w końcu, gdy już wypiliśmy po ostatniej szklaneczce, ochydnie ciepłego Smirnoffa, wyznałem mu, ż ejestem ateistą. Spodziewałem się, że jego góralska religijność zareaguje na to i w gębe choć na koniec zaliczę, a tu nic, nic z tego. TAk sobie myślę, że to te 20 lat w USA i sukces w biznesie stalowym, dokonały jakiejś zmiany w jego katolickim oprogramowaniu, bo już w hali przylotów, jeszcze raz podszedł do mnie i nie krępując się obecnością ślubnej, powiedział, że to, że jestem ateista to nie problem, bo on zna pewnego księdza …

    Jerzy. Nie sądzę, że da się coś sensownego powiedzieć o polonii „en mass”, można powyciągać kwiatuszki, jak ten wyżej …

  123. Goly i wesoly Jerzy Pieczul pisze

    ” Żyję skromnie za 1200 zł emerytury, ale dość bogato i nie potrzebuję więcej – do grobu niczego nie wezmę.”

    zyj tak dalej

    Slawomirski

  124. Ja na chwilkę:

    @zyta2003
    „(…)Dobrze juz, jesli korzystajacy z dobrych uczynkow nie szkaluja, ale oczekiwanie uczucia wdziecznosci nie ma sensu.(…)”

    Alez mnie kompletnie nie o uczucie wdzięczności chodzi. Marzę o uwiciu się pod czaszką przeciętnego obywatela świadomości, że razem na rzecz wspólnoty, do której przecież należymy, możemy dużo.
    Po prostu – biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia wiem, że zarzynanie się dla idei w samotności nie przynosi efektu. Wcale nie jest powiedziane, że jeśli nie spotkam ludzi, którzy myślą podobnie, czegoś nie zmalujemy.
    pozdrowienia!

  125. Slawomirski
    26 lipca o godz. 21:32
    Dziękuję, że mi pozwalasz, podwaranska bambaryła ty. Nic nie powiesz, gówniarzu, o swoich durnych insynuacjach? Zamiast zwykłego „przepraszam”, szperasz, do czego by się w zastępstwie przykrochmalić. Twoje trollowe czepiactwo to mimowolna opowieść o gównianym dzieciństwie – od dawna jałowa, bo wszystko już opowiedziałeś w trzech, czterech pierwszych wpisach. Od dawna nie ma już Sławomirskiego. Ten, co jest, to zombi, alter ego.

  126. Jerzy Pieczul 26 lipca o godz. 21:45

    Jerzy. Jakby to powiedzieć i nie przeklinać? No dobra! Refren, a co mi tam! Całość Ci dedykuję. A na idiotę szkoda czasów, zdrowia … Szkoda, bo idiota, nie to, że nie może. Idiota, nie chce zrozumieć…

    http://www.youtube.com/watch?v=rrM7IC_rKp4

  127. lonefather
    26 lipca o godz. 21:30

    Dziękuję za oba kwiatki, lonefatherze. Ten góral zaprezentował właściwie krajowy standard, boć tu ateiści nie żyją z wierzącymi jak pies z kotem – zwyczajnie żyją. Tak z moich krajowych doświadczeń wynika. W pobliżu mnie jest wioska, gdzie mieszka Świadek Jehowy i nikt go w negatywnie nie wyróżnia, nie prześladuje – tyle że mówią „jehowa”, ale niemal każdy z jakiegoś powodu inny miewa nazwę. Kiedyś nawet odbyło się na jego łące ichnie większe spotkanie z chrztem nowicjuszy w pobliskiej rzeczce i nikt ich nie obrzucał kamieniami ani słowami, nawet niespecjalnie ludzie się gapili, a ja tylko rzuciłem po indiańsku jednym okiem, rowerem akurat przejeżdżając. No ale może na tzw. Ziemiach Odzyskanych jest większa tolerancja niż w rdzennej Polsce w związku z tym, że w początkach po wojnie nikt tu nie był u siebie, wszyscy skądś napłynęli. A mentorski stosunek moich zagranicznych Polaków do mnie i do spraw kraju tłumaczę sobie tym, że bardziej żyją Polską zapamiętaną i wyimaginowaną niż realną, bardziej pojęciami niż zmysłową codziennością (znajomi co rusz się podpierają „Byłem, widziałem, nie musisz mi mówić”, choć wpadają do Polski na dwa tygodnie raz na parę lat). Być też może, że dzięki internetowi na ich rozumienie spraw kraju wpływają agresywne wystąpienia topornych burków zwanych „biskupami”, papieża Terlikowskiego, Rydzyka i im podobnych nienawistników.
    Internet dał możliwość upuszczania złego powietrza wszystkim napompowanym emocjami – i cholerycznym religiantom, i cholerycznym ateistom – zaś wiara i ateizm to tylko przypadkowe w ich życiu preteksty, zawory bezpieczeństwa – żeby się przed czasem nie rozlecieli na kawałki z nadciśnienia. Łatwo sobie wyobrażam Terlikowskiego na miejscu znanej tu parki bojowych separatystów-ateistów, a ich – na miejscu Terlikowskiego, niech im wszystkim ziemia lekką będzie.

  128. Pieczul,
    Nie sądz innych w/g siebie;
    Mógłbym napisać: Mam sąsiada jehowitę, który co niedzielę łazi po domach i usiłuje przerobić okolicznych wieśniaków na swoje. Jeszce nie widziałem go pobitego przez złych nietolerancyjnych ludzi. Czy to znaczy, ze Polacy to tolerancyjny, miłujący bliźnich lud?
    Poczekaj, aż jakiś klecha zacznie nawoływać do bicia jehowitów, a przekonasz się, że Polacy nie są tacy pokojowi.
    Już kiedyś przepędzili różnych innowierców – choćby tych co to guzików i dziurek nie uznają tylko haftki.
    Co do jehowitów to jest ich jeszcze kilku opodal – nikt ich jawnie nie stygmatyzuje, ale wiem co o nich myślą i jakie brednie wygadują na ich temat.
    „Pedałów” też nikt nie rusza? A tych co inaczej wyglądają?
    PS. Piszesz:” Ten góral zaprezentował właściwie krajowy standard, boć tu ateiści nie żyją z wierzącymi jak pies z kotem – zwyczajnie żyją.”
    Jacy ateiści? Ilu jest w Polsce ateistów, którzy z tym się obnoszą?
    A Ty jako ateista, żyjesz zwyczajnie z religiantami tutaj na blogu?
    Zapomniałeś, że tzw. wierzący (bo w co oni wierzą to licho wie) mają Cię za podgatunek człowieka? To jest to „zwyczajne życie?
    Capek napisał książkę : Zwyczajne Życie – które takie zwyczajne wcale nie było.

  129. sugadaddy
    27 lipca o godz. 11:31

    Dziękuję, za jakże odkrywcze pouczenie „Nie sądź innych w/g siebie”.
    Nie bardzo wiem, co chcesz powiedzieć i w jakim celu, więc i reagować na całą treść nie będę. Zwłaszcza jeśli nie odróżniasz wierzących i ateistów, że tak powiem, bojowych, publicznych od ogromnej szarej masy nieobnoszącej się ani z wiarą, ani z niewiarą. A to że cywilizacja jest na ciele ludzkiego gatunku cieniutką błonką, którą może zdmuchnąć byle mucha, klecha, Macierewicz, Putin jest takim samym odkryciem Ameryki, jak „Nie sądź innych w/g siebie”. Gadanie na blogach jest tylko wygadaniem się między podobnie myślącymi, jest, można powiedzieć, ćwiczeniem intelektualnym – niczym wiecej.

  130. sugadaddy
    Jeszcze drobiazg. Występowanie subiektywizmu w procesie obiektywnego poznania to elementarz wiedzy o poznaniu. Kto zdaje sobie z tego sprawę, stara się swoje poznanie pod tym względem kontrolować. Twoja uwaga – “Nie sądź innych w/g siebie” – pod moim adresem jest sztubacka i do sztubaka, czyli walnąłeś daleko poza tarczę, a takie dyscyplinujące rozmówcę uwagi to poziom magla i Sławomirskiego. Daj przykłady realnych wojenek religijnych w Polsce, w codziennym życiu, a nie w mediach, między wierzącymi a ateistami (bo fizyczne realia miałem na myśli, a nie cudze, siedzące w głowach poglądy, których znać mogę góra kilkadziesiąt), wtedy można rzeczowo gadać. A jestem gotów nie tylko gadać, ale i słuchać, kiedy ktoś mądrze gada i wie, co mówi, a nie bierze z sufitu i sobie brzęczy.

  131. Pieczul,
    Po jaką cholerę przychodzisz tu się wywnętrzać, skoro uważasz, że wszystko jest w porządku i ludzie sobie zwyczajnie żyją?
    Nikt im niczego nie narzuca, katolicy popijają piwo razem z ateistami i nikt nie zamierza niczego w tej sielance zmieniać; aha, rozumiem – wpadasz tu poćwiczyć swój intelekt.
    Byłem w grubym błędzie, bo myślałem że jednak o coś Ci chodzi.
    PS. Chyba jednak woda sodowa w łeb Ci trochę uderzyła – wydaje Ci się że wiesz już wszystko.

  132. sugadaddy
    27 lipca o godz. 14:25

    No to mówmy po imieniu. Smarkaty durniu, skoro nie odróżniasz 38 milionów nie udzielających się w internecie od nie wiem, jakiej liczby aktywnych, ale strzelmy, że 50 tysięcy, i że właśnie tych 50 tysięcy się między sobą prztyka, stwarzając wrażenie, że cała Polska się religijno-ateistycznie prztyka, to daj se siana i spokojnie żuj, a ja skoczę w morzu się wykąpać i po powrocie, jako nowy człowiek, nie będę już z brzdącami brzęczał.

  133. Pieczul,
    Jesteś zwykłym palantem z przerośniętym ego – ciekawe co też to spowodowało?
    Odgrywasz tu jakiegoś Himilsbacha II dla ubogich i myślisz, że wszyscy Cię podziwiają? Podziwiać to Cię mogą, co najwyżej, tacy, co to dla nich najciekawszym okresem w ich życiu była służba wojskowa.
    Dla Ciebie najwidoczniej godne podziwu było kopanie rowów – a może się do niczego innego nie nadawałeś?
    To, że potrafisz zgrabnie drzeć łacha z treści biblijnych nie czyni Cię najmędrszym z mędrców; Twoje dziwne poglądy, które tu czasami prezentujesz, mogą jedynie świadczyć, że zbudowałeś sobie jakiś własny świat wartości, które niekoniecznie muszą być podzielane przez innych.
    Twoje epatowanie własnym życiem na publicznym forum, może świadczyć, że za wszelką cenę szukasz akceptacji – czyli jesteś zwykłym kompleksiarzem, który wierzy, że bezsensowne pedałowanie na rowerze, zdobędzie mu uznanie publiczności. Typowy Polak – zakompleksiały, niespełniony narcyz.
    A teraz możesz wrócić do swoich zajęć, które tu na blogu polegają na budowie z Lonefather’em frontu przeciwko zdeklarowanym ateistom.
    I jeszcze jedno – zasrany jełopie – ja też mogę ci posłać parę bluzgów – liczysz, ze jesteś jedyny kogo na to stać?

  134. Jerzy Pieczul
    27 lipca o godz. 14:41
    „38 milionów nie udzielających się w internecie od nie wiem, jakiej liczby aktywnych, ale strzelmy, że 50 tysięcy, i że właśnie tych 50 tysięcy się między sobą prztyka”

    Panie Jurku, tego typu statystyka jest ułomna. Trzeba uświadomić sobie, że spokojne i tolerancyjne zachowanie tzw. większości wobec mniejszości bywa często pozorne. Ludzie generalnie się pilnują… Dochodzi do tego jeszcze poczucie obciachu, wstydu, gdy ktoś w pojedynkę wyzywa ludzi od „pedałów”, „żydów” etc. Ale wystarczy anonimowość internetowa, by niezrównoważeni psychicznie dewianci mogli dać upust swym frustracjom. Nie wspominając o dzialaniu w grupie w realu czy innych sprzyjających okolicznościach życiowych (wojna, konflikt domowy, etc.), gdy nabuzowana złymi namiętnościami hołota w czasie pokoju, teraz, właśnie w czasie tzw. przyzwolenia, może i zwykle występuje taki społeczny automatyzm – dokonać wobec „innych” najbardziej ohydnych czynów. Myślę, że społeczność wiejska i malolmiasteczkowa jest szczególnie podatna na uleganie schizom społecznym i najmniej odporna na sprzeciwienie się wobec presji otoczenia, choć życie na co dzień w czasie pokoju mogło wydawać sie zupełnie inne.

  135. Rafał Kochan
    27 lipca o godz. 17:04

    Rafale, z morza wyszla nie Wenus, lecz nieznany, młodziuteńki – raptem 70 wiosen – bóg. Wprawdzie to i owo mu zwisa, ale nie wszystko, a na pewno nie język, więc proszę uważnie czytać jego wiekopomne słowa. Mówiąc o spokojnym współżyciu ludowych mas i coraz większej garstki ateistów (która powiększa się ewolucyjnie, a nie w drodze jakiejś bolszewickiej akcji), nie robię wiwisekcji psychiki człowiekowatej małpy, w której z całą pewnością roi się od atawizmów i nabytych stereotypów na usługach kapuścianych głów. Stwierdzam tylko zauważalne gołym okiem fakty: nie ma w życiu codziennym w Polsce wojny między katolikami i ateistami. Owszem, wywoływane są przez głodnych sławy religianckich raptusów publiczne, medialne i pozamedialne utarczki, ale to są zdarzenia zaplanowane i sterowane przez nielicznych, nie są głosem oddolnym, głosem wściekłego od środka ludu, jak było w 1980 roku z „Solidarnością”. Świetnie pamiętasz, że ten 10-milionowy głos zgasł szybciej niż się był narodził. Po prostu chcę widzieć rzeczywistość w rzeczywistych, nie nadmuchanych emocjami wymiarach. Gdy ktoś wiarygodnie obali moje widzenie intensywnego włóczykija i obserwatora, czyli nie z sufitu wzięte, wykazując czarno na białym, że jest gorzej, niż ja widzę, chętnie przyznam, że jednak gówno widziałem i gówno wiem. Ale to musi być dowód, a nie pustawa paplanina z użyciem ogólników.

  136. Do „sugadaddy”:
    Zgadzam się z Twoją oceną J.Pieczula i podpisuję się pod Twoimi opiniami.
    Ten człowiek nienawidzi ateistów zwanych przez kler „wojującymi”. On sam może i jest ateistą, ale tak zwanym tolerancyjnym. Uważa, że nie należy walczyć z ogłupianiem religijnym i z klechami, że trzeba być tolerancyjnym. Dzięki takim właśnie jak J.Pieczul ateistom pedofilski, homofobiczny, antysemicki, seksistowski i pasożytniczy kościół w Polsce ma się bardzo dobrze i „doi” społeczeństwo ile się da.

  137. Rafał Kochan
    27 lipca o godz. 17:04

    Wybacz, Rafale, jezykowemu pasjonatowi – jeszcze językowy drobiazg. Piszesz: „spokojne i tolerancyjne zachowanie tzw. większości wobec mniejszości bywa często pozorne”.
    „Często” to manieryzm, automatyzm (który chciałbym nazwać agitacyjnym, ale „automatyzm” i „agitacja” raczej się gryzą), nieweryfikowany i nieweryfikowalny dodatek. Kiedy widzę coś takiego, pytam: „Jak często?”.

  138. Rafał Kochan
    27 lipca o godz. 17:04

    Cholera, mnożą się drobiazgi i nie ma końca. Rafale, kiedy zasiedzę się przy kompie, ulegam złudzeniu, że idiotyczny znak „Polsko walcz” na murach, na chodnikach jest świadectwem toczącej się domowej wojny. Kiedy siadam na rower i pruję przez miasta i wioski, nie widzę wojny nawet przez lornetkę. A jeśli jakiejś wojny jednak doświadczam, to jest to wojna drogowa. Staram się nie brać w niej udziału i jeżdżę bardzo poprawnie. Poza tym jestem obwieszony kamizelkami (robione własnoręcznie bagażniki mam nimi dodatkow oklejone, a świateł mam zawsze po dwa komplety) jak choinka – widać mnie z kilometra. A mimo to na 100-kilometrowej, powiedzmy, bardziej uczęszczanej trasie przeżywam dziesiątki stresów przez zmotoryzowane chamidła.

  139. Uo mamunmiuuu! Tego jeszcze nie grali. Przed chwilą wyrzuciłem organiczne śmieci do zbiorczego dla całego bloku pojemnika i zejrzałem leżące na wierzchu: „Pismo Święte Nowego Testamentu”, „Cztery ewangelie”, „teologia nowego testamentu” (pisownia oryginalna). Wziąłem dio chaty, bo moje główne źródło ugruntowujące mój ateizm przed spodziewaną za dwie sekundy śmiercią już się rozlatuje. A te znalezione książeczki – jakby prosto z drukarni, choć lata wydania: 1978, 1981, 1984, i wyglądają na nieotwierane. Ani mi w głowie uogólniać, po prostu ciekawostka.

  140. Panie Jurku, no tak, żadnej wojny nie ma. Ale czy uważasz, że to jest normalne, jak prowadzi się dyskurs społeczny na tematy ideologiczne?
    Ty podałeś przykład sympatycznego świadka jehowy z twojej wioski, który cudownie jest tolerowany przez lokalną społeczność. To ja w kontrze zapodam ci inny przykład. Nie dalej jak dwa tygodnie temu… albo 3, w mojej miejscowośći, jak co roku odbywał się w weekend poważny zlot świadków jehowy. Akurat, przypadkiem wychodziłem z basenu miejskiego, kiedy ci ludzie wylegli przed budynek, pewnie na jakąś przerwę.. były tam dzieci, osoby starsze… wszyscy grzeczni, ładnie ubrani i w ogóle panowała atmosfera jak z ich broszerek agitacyjnych… Aż tu nagle przejeżdza BMW i wychylił sie z okna (prawie nie wypadł) jakiś zajob bez karku, w środku jakieś dziewczyny i inni jego rówieśnicy, nie omieszkał wrzasnąć na całe gardło: „Jeb….. ne KOCIARSTWO!!!- jeb….ane!!! kociarstwo!!!”. Była godzina 12.00, piękna pogoda, dzieci, ich rodzice oraz ponad stutysięczne miasto na zachodzie Polski…
    Wiem, wszedzie są debile, ale tak samo można powiedzieć w twoim przypadku – że wszedzie są porządni, tolerancyjni ludzie… Jeden z nas może na podstawie własnego przykładu widzieć pozytywne zjawiska w kraju, a inny – negatywne…. Wojny nie ma…. ale mentalność ludzi jest kreowana… mniej lub bardziej w świadomy sposób…. i ta choroba jest przekazywana z pokolenia na pokolenie… nawet, jeśli ludzie na głos nie mówią, że wkurza go „żyd” lub „pedał”…. ale mówią to przy kielichu i choince, często przy dzieciach w wigilijny wieczór….co by dobra nowina nowotestamentowa wspólgrała z polskim cebularstwem.

  141. Rafał Kochan
    27 lipca o godz. 21:10

    Rafale, nie bawmy się w słowne śnieżki. Przykre są antysemickie, antyinnowiercze, antyaborcyjne i wszelkie antycywilizacyjne incydenty, ale znaj propocją, mocium panie, w uogólnieniach. Z tego, że mi napity gówniarz w towarzystwie dwóch napitych kuimpli niespodziewanie i awanturniczo strącił na dworcu czapkę (za co natychmiast dostał gazem prosto w ślip – nie będzie się przecież dziadek bił publicznie z wnuczkiem – jego kumple wezwali karetkę, a ja – policję), nie wyciągnę wniosku, że w Polsce smarki strącają na dworcach dziadkom czapki. No i nie wojujmy na gołoslowne ogólniki, mimo że jest dość oczywista chęć uogólniania przykrych doświadczeń – o wiele większa niż przyjemnych.

  142. Podróżując rzuciłem w hotelu okiem na bloga. No i co skonstatowałem; szanowny Jerzy Pieczul, ty to i tak masz szczęście, ze Cie sugaddady nie potraktował sztechetą tylko nazwał Cie zasranym jołopem, bo mnie nazwał kiedyś,że się tak wyrażę, ch..jem(Aż mi przez gardlo nie chce to brzydkie słowo przejść). Poparła go specjalistka od tego męskiego instrumentu, Krzysia, która wyrównała z Tobą zestarzałe rachunki i nazwała Cie obraźliwie pedofilskim ateistą
    Oj nie lekko z tymi Terlikowskimi, którzy nie wierzą w Pan Boga. Jakby uwierzyli to też by ch.jami rzucali

  143. Lewy
    27 lipca o godz. 22:57

    Szanowny Lewy, ja Ciebie jeszcze raz podziękowywam za Boya, choć przez upały mózg mam tak rozrzedzony jak, nie przymierzając, Droga Mleczna, czyli właściwie w głowie mgłę mam. Czuję się tym zaszczycony. Znaczy nie mgłą – Boyem. Że czytałem i nawet rozumiałem. I gdyby nie ten nienapasiony ruski kolonializm, dałoby się z naszymi problemami żyć do śmierci. A tak to może krócej.

  144. Lewy
    27 lipca o godz. 22:57

    Zapomniałem dodać, że nie czytałem ostatniego wpisu smarka subagabydaby, czy jakoś tak, bo wybrałem wolność OD. Niech mu ziemia lekką będzie.

  145. Rozmowy rodakow

    Jerzy Pieczul
    27 lipca o godz. 14:41
    sugadaddy
    27 lipca o godz. 14:25
    No to mówmy po imieniu. Smarkaty durniu

    sugadaddy
    27 lipca o godz. 15:09
    Pieczul,
    Jesteś zwykłym palantem z przerośniętym ego

    Szanowny Panie Jerzy Pieczul i sugadaddy

    Prosze was o szacunek dla samych siebie i tych co was czytaja. Nie musimy zyc na smietniku jezyka polskiego pomimo tego ze polityczne elity go uzywaja. Szczegolnie teraz gdy agresja w Europie przybiera na sile. Prosze, dziekuje, przepraszam.

    Slawomirski

  146. Przydałby sie Pana występ na żywo.
    Ostatnio występy dziennikarzy bardzo zyskały na jakości.

  147. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Dzisiaj ja i starszy syn ogladalismy film The Unbeliveres. Jest to film dokumentalny zlozony z urywkow wystapien Dawkinsa i Krausa w Australii, Ameryce i Anglii. Czesc filmu pokazuje co dzieje sie poza scena. Pokazani sa entuzjasci oraz religijni oponenci. Drobne urywki wypowiedzi kilku celebrytow popieraja ateistyczne przeslanie tego filmu. Osoby znajace tworczosc Dawkinsa i Krausa malo skorzystaja z ogladniecia tej produkcji natomiast osoby nieznajace tych dzentelmenow powinny ten film ogladnac. Ciekawym dla Polakow powinien byc fakt ze wolnosc sumienia nie jest podarowana obywatelom panstw zachodnich ale ze trzeba o nia sie upominac bo religia nie rezygnuje ze swoich ekspansywnych aspiracji.

    Slawomirski

  148. Lewy

    Pozwolisz, że w podzięce za Boya dam Ci na drogę kawałek Czesia Kuriaty? To poemat i słuchowisko „A kochanie od wieczności nie jest krótsze”. Już dawałem, ale nie pamiętam, w jakiej liczbie słów. Dawałbym każdemu, bo wciąż na nowo tak odbieram, że może mocniej niż było nadawane. Chwalę się, ale fakt, że za każdym razem jestem i on, i ona, dwa w jednym. Ta poezja może żyć bez słów, ale powołały ją do życia przecież słowa. Powołał ją do życia człowiek. Bez którego nie ma znaczeń.

    Narrator
    Dlaczego w spełnionej miłości nie ma marzenia
    które uczucie zdolne wciąż od nowa odmieniać?
    I miłość bez niewoli ginie nim się od nowa stanie
    jak szczęście które znika gdy nie ma granic?

    On
    Twoja nagość
    tak samo bezgrzeszna
    w sennych zjawach
    Jak kiedyś na jawie
    I moja zazdrość we śnie
    jeszcze boleśniejsza

    Teraz w sennych fabułach
    jestem zazdrosny
    o twoją przeszłość
    Nawet ze mną

    Narrator
    Jakże wcześnie
    wykonali wyrok
    na swoją miłość

    Żyć nie można
    tylko bez
    wyroku śmierci

    Teraz oddaleni
    a wciąż blisko siebie
    Jak dwie równoległe
    które bez nadziei spotkania?

    On
    W tym śnie idziesz naga w wielkim ogrodzie
    Liście z drzew okrywają nagość i bezgłośnie
    Jak puch odchodzą – i ja uciekam jak złodziej –
    W każdej kropli rosy pragnieniem rośniesz

    Na nic domysły dróg do twoich kształtów zawiłych –
    W tym śnie jesteś zjawą choć uda rzeźbią powietrze
    Dlaczego istnienie ciebie we mnie przeczuciem winy
    Oto obraz kłamie że miłości motyla piorun nie zetrze

    Narrator
    Nieważne kto z nich
    odtąd silniejszy
    Tak samo drży liść osiki
    jak i dębu
    Po przejściu huraganu

    Nie pamiętali
    Ścinając drzewo –
    Jak mówią Indianie –
    Trzeba poczekać
    aż dusza z niego uleci

    Ona
    Wzniecaliśmy bunty Czemu w nas wspólnych miejsc tak mało!
    I jak rzeźbiarz z bryły wycinaliśmy codziennie miejsca
    obce
    zbliżając siebie do ideału niszcząc uczuć dysproporcje…
    Dzisiaj już niewiele wspólnego w nas zostało!

    Narrator
    Wciąż zadawali sobie ból nawzajem

    chcieli w miłości dorównać ideałom…
    A kiedy jedność między nimi się stała
    Krzyknęli czemu w nas różnic tak mało?!

    On
    Gdy znaleźliśmy się w miłości na bezdrożach
    we mgle bezkresnej w chaosie bez granic –
    Wśród mielizn i raf niczym na wzburzonym morzu –
    Nadaliśmy do siebie kodem świetlnym
    Nie odpowiadamy już za nic!

    Odtąd dla mnie i dla ciebie czas skamieniał
    w słowo które nikt z nas nie odmienia

    Ona
    Czy nie zabraknie nam życia
    na naszą przyszłość
    mnie bez ciebie
    ciebie beze mnie?

    Narrator
    Nareszcie zrozumieli!
    Już wiedzą, dlaczego po arabsku
    „zakochany” i „szalony”
    znaczy to samo!

    Ona
    Tego co przeżyliśmy
    w szczęściu i miłości niepojętej
    w nienawiści Dążąc do spełnienia
    Nikt nam nie odbierze
    Do końca dni naszych
    Nawet po śmierci

    On
    To było trzy tysiące nocy
    i ani jednego dnia obojętności

    Narrator
    Chcieli zrównać w sobie najpełniej miłość i życie
    Ona była jak żona Lota która w nieznane znika…
    Czy jednak on może nie spojrzeć gdzie Eurydyka
    Gdy obok kobiety niepodobnej do niej w niczym

    Czy mogą za sobą już nigdy nie oglądać się wstecz
    Gdy żyli tak mocno – a to na ziemi ważna rzecz
    Odtąd milczą Ich wielkość będzie dziś i pojutrze
    Bo kochanie od wieczności wcale nie jest krótsze.

  149. Slawomirski
    28 lipca o godz. 0:15

    A Ty, Szanowny Bęcwale i Nauczaczu sawuarwiwru, może swoje „Prosze, dziekuje, przepraszam” wykonaj w stosunku do Jaruzelskiego, Urbana i Passenta, nim innych zaczniesz pouczać.

  150. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Why Don’t I Criticize Israel?

    http://www.samharris.org/

    Polecam 15 minut z madrym czlowiekiem.

    Slawomirski

  151. Alw nuda stad zieje……………… 🙁