WPROST trudno uwierzyć

Wejście do redakcji „Wprost” przedstawicieli prokuratury i ABW to kolejna kompromitacja funkcjonariuszy państwa. Nie dlatego, że nie powinni podejmować czynności wynikających z ich obowiązków, tylko dlatego, że nie potrafią zrobić tego kompetentnie i równie kompetentnie zareagować na postawę redaktora naczelnego pisma, który jasno przedstawił swoje stanowisko — że wyda materiały (co może doprowadzić do ujawnienia źródła informacji) tylko, gdy otrzyma właściwe postanowienie sądu. Czyżby prokuratura i ABW nie znały przepisów prawa?

Funkcjonariusze ABW, którzy wiedzą o obecności przedstawicieli licznych mediów przybyłych do redakcji, a mimo to ryzykują próbę siłowego odebrania komputera naczelnemu, powinni natychmiast zmienić pracę i to nie tylko dlatego, że nie zdołali wyrwać laptopa z rąk dziennikarza, który nie ma siły Pudzianowskiego, lecz przede wszystkim dlatego, że nie rozumieją, iż działają przeciw państwu, które powinni bronić przed przestępcami w kołnierzykach dowolnego koloru. A sami zachowują się, jakby stali ponad prawem. Ludzie pozbawieni elementarnej wyobraźni w kwestii następstwa swoich czynów nie mogą być agentami chroniącymi czyjekolwiek bezpieczeństwo, a co dopiero bezpieczeństwo państwa. Wszystko to odbywa się w dniu, kiedy zatrzymano już człowieka podejrzanego o udział w realizacji podsłuchów (chyba że to też hucpa).

Premier Tusk sugerował, że ludzie, którzy podsłuchiwali i dostarczyli nagrania mediom (nie ma tu mowy o żadnym dziennikarskim śledztwie) chcieli przeprowadzić zamach stanu. Być może. Może chcieli zarobić, może chcieli tylko się zemścić (wątek byłych BOR-owców). Myślę jednak, że premier Tusk znalazł się w sytuacji, w której zamach stanu organizują mu ludzie mający za zadanie chronić jego samego. Okazuje się, że przestrzeganie prawa to wyzwanie ponad siły nie tylko dla polityków, lekarzy, prokuratorów, ale i agentów ABW.