Bartek zwycięzca?

Premier locuta, ale causa zdecydowanie nie finita. Bartłomiej Sienkiewicz w pewnym sensie odniósł zwycięstwo nad opozycją — udało mu się postawić własny rząd i jego premiera w sytuacji, o której opozycja zawsze marzyła, ale nigdy nie zdołała tego osiągnąć. Zwłaszcza PiS. Mają teraz używanie, choć równocześnie zapewne dają na mszę dziękczynną, że żadne z ich prywatnych rozmów nie zostały na razie ujawnione; zwłaszcza te z okresu rządów prezesa byłyby ciekawe. Ale teraz to nie oni są w opałach. Teraz oni są w natarciu.

Premier nie chce, by niewiadomego pochodzenia podsłuchy układały mu rząd. Tu ma rację. Rzeczywiście — w przeciwieństwie do quasi-kryminalnej rozmowy Sławomira „Zegarmistrza” Nowaka — panowie nie złamali formalnie prawa, dyskutowali swobodnym (zbyt swobodnym) językiem przy wódce o sprawach państwa, niewybrednie wypowiadali się o kolegach i instytucjach. To może  być oburzające, ale nie musi być karalne.

Niemniej jednak uważam, że nie warto aż tak bronić p. Sienkiewicza. Ta sprawa odebrała mu wiarygodność, a minister spraw wewnętrznych bez wiarygodności to ktoś wręcz niebezpieczny. Skoro, jak się mówi, tajemniczy ktoś od dłuższego czasu proponował różnym redakcjom podsłuchowe materiały, to albo był to ktoś ze służb (bardzo źle), albo służby to zlekceważyły (jeszcze gorzej). W obu wersjach (a może ich być więcej) świadczy to o dramatycznie słabej pozycji najważniejszego (i bliskiego premierowi) ministra. Myślę, że tylko spektakularna akcja ujęcia mistrza nasłuchu mogłaby dać ministrowi szansę na odzyskanie twarzy. Putin i Łukaszenka daliby pewnie radę znaleźć winnego… (taki żarcik).

Zapewne premier postawił już kreskę na Sienkiewiczu (parę razy pokazał, że potrafi rozstawać się ze swoim ministrami bez żalu i szybko w znacznie mniej poważnych sytuacjach), ale ma problem: kto na to miejsce? W tej chwili to bardzo gorący stołek. Chętnych pewnie nie ma. Może premier powinien przeprosić się ze Grzegorzem Schetyną? (drugi żarcik). Na więcej żarcików brak mi sił.