Kardynał Dziwisz pozwala na wszystko

Zapamiętanie w obronie „Deklaracji wiary” osiągnęło nowy, zupełnie już absurdalny wymiar. Jak podaje gazeta.pl: do klauzuli sumienia odniósł się też dziś metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz. Powiedział, że „popiera prawa człowieka do sumienia” i że „wolność sumienia wyprzedza prawo stanowione”. — Jest nam po prostu bardzo przykro, że się rozpoczęła ta zupełnie niepotrzebna walka, niepotrzebne wzburzenie w społeczeństwie polskim — dodał.

Przykro mi, że kardynałowi jest przykro, bo mnie zawsze jest przykro, gdy komuś jest przykro… Ale jest coś ważniejszego od odczuwania przykrości. Kardynał Dziwisz najwyraźniej nie rozumie, jakie są konsekwencje tego, co mówi. Zapewne potem usłyszymy, że to zdanie wyrwane z kontekstu, że trzeba rozumieć ducha wypowiedzi i nie czepiać się słówek. Jednak sprawa nie jest taka prosta. Kardynał Dziwisz (i nie tylko on) jest przekonany, że gdy mówi „sumienie”, to może to tylko znaczyć sumienie odzwierciedlające chrześcijański (a zwłaszcza rzymskokatolicki) system wartości. Albo masz takie („właściwe”) sumienie, albo po prostu nie masz sumienia. Tertium non datur.

A przecież przeciętnie inteligentny i wykształcony człowiek wie, że „sumienie” to po prostu nazwa psychologicznego mechanizmu autoregulacji i samooceny. Coś bez czego nie można mówić o człowieczeństwie człowieka, coś rodzące się w drodze kształtowania się człowieka z jego konkretnym wyposażeniem genetycznym w jego indywidualnym i zawsze niepowtarzalnym środowisku (różnym nawet dla bliźniaków jednojajowych). Ten mechanizm samoregulacji może nawet ulec dramatycznym zmianom, np. w wyniku uszkodzeń pewnych fragmentów mózgu (słynny przypadek Phinneasa Gage’a). To wszystko mniej więcej wiadomo, więc nie rozwijam wątku.

Sumienie zatem ma każdy i każdy z nas — bez względu na to, co robi — w istocie na ogół postępuje zgodnie ze swoim sumieniem (czemu sprzyjają  znakomicie rozbudowane mechanizmy autoafirmacji i autousprawiedliwień). Czasem doznajemy konfliktu sumienia, wyrzutów sumienia, ale przecież jest to możliwe tylko dlatego, że mamy sumienie. Seryjni mordercy także mają sumienie i działają w doskonałej z nim komitywie — i właśnie dlatego słowa kardynała Dziwisza są tak bezdennie głupie i groźne zarazem.

Społeczeństwa (dziś zorganizowane w państwa) wypracowywały przez tysiąclecia formuły i reguły grupowego współżycia właśnie po to, by normą regulującą nie było jedynie czyjekolwiek indywidualne sumienie (z jego ułomnościami, wynikającymi np. niewłaściwego rozwoju jakichś części mózgu). Powiedzieć dziś, że „wolność sumienia wyprzedza prawo stanowione”, to zakwestionować ludzką cywilizację, także tę jej część, w której budowie uczestniczył Kościół katolicki. To myśl horrendalna, obnażająca całkowite zaślepienie wysokiego funkcjonariusza Kościoła, który bezmyślnie powtarza słowa, absolutnie nie dbając o ich sens i konsekwencje. Moje sumienie może i pozwoliłoby mi nazwać kardynała odpowiednimi epitetami, ale prawo stanowione, które szanuję, zabrania mi publicznego naruszania cudzych dóbr osobistych. Zatem, w sumie w zgodzie ze swoim sumieniem, powstrzymam się.

Kard. Stanisław Dziwisz. Fot. Piotr Tumidajski / Forum