Kuriozum na Jasnej Górze

Aż trudno uwierzyć, że wykształceni ludzie mogą z przekonaniem podpisać taką deklarację, jaką podpisało ok. 3 tys. lekarzy i studentów medycyny. Deklaracja, wykuta w dwóch kamiennych tablicach, oraz zwój z podpisami pozostawiono na Jasna Górze w ramach pielgrzymki zdrowia. Jest to wotum dziękczynne za kanonizację Jana Pawła II. Pomysłodawczynią była Wanda Półtawska, lekarz, wieloletnia przyjaciółka Karola Wojtyły. Podkreślam, szokuje mnie nie akt wyznania wiary w tej formie, szokuje mnie treść tego wyznania.

Zanim się jednak odniosę do treści, najpierw przytoczę ten dokument w całości (zachowując podaną tutaj formę):

DEKLARACJA WIARY

Lekarzy katolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej

Nam – lekarzom – powierzono strzec życie ludzkie od jego początku…

1. WIERZĘ w jednego Boga, Pana Wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz swój.

2. UZNAJĘ, iż ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne: – ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca, – moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga. Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę.

3. PRZYJMUJĘ prawdę, iż płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej. Jest nobilitacją, przywilejem, bo człowiek został wyposażony w narządy, dzięki którym ludzie przez rodzicielstwo stają się „współpracownikami Boga Samego w dziele stworzenia” — powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim.

4. STWIERDZAM, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła i ma on prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem.

5. UZNAJĘ pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim – aktualną potrzebę przeciwstawiania się narzuconym antyhumanitarnym ideologiom współczesnej cywilizacji, — potrzebę stałego pogłębiania nie tylko wiedzy zawodowej, ale także wiedzy o antropologii chrześcijańskiej i teologii ciała.

6. UWAŻAM, że — nie narzucając nikomu swoich poglądów, przekonań — lekarze katoliccy mają prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem.

W jaki sposób człowiek uzgadnia we własnym umyśle jawnie sprzeczne idee? Jak akceptuje poglądy, którym zaprzecza jego własne codzienne doświadczenie? Jak może być lekarzem ktoś, kto jednocześnie ubóstwia naturę („ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca” — głosi deklaracja) i zarazem całym swym działaniem walczy z jej naturalnością — przecież wszelkie choroby są z samej swej istoty naturalne?

Jak można powoływać się na nadrzędność prawa Bożego nad ludzkim, skoro owo prawo Boże (Dekalog) sformułowane zostało właśnie przez ludzi i to w czasach, gdy ludzkie ułomności i przypadłości oraz choroby uznawane były za następstwo boskiej woli, której wszak nie wolno się sprzeciwiać? Zaburzenia psychiczne uznawano zaś za skutek działalności Złego, czyli tego, który jednak sprzeciwił się Wszechmocnemu (a ten na to przystał, pozwalając człowiekowi cierpieć do woli)?

Nawet gdyby chcieć się powołać na Dekalog, to jego ósme (w obecnym zapisie) przykazanie brzmi: „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. A w częstochowskiej deklaracji są sformułowania jawnie sprzeczne ze znaną każdemu lekarzowi prawdą o organizmie człowieka:

PRZYJMUJĘ prawdę, iż płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej.

Czyżby sygnatariusze nie wiedzieli nic o rodzeniu się ludzi obojnaków, o skomplikowanych relacjach między płcią fizyczną a psychiczną (do czego jeszcze dochodzą problemy z kulturową tożsamością płciową)? Przecież w skali świata rodzą się (rodziły i będą się rodzić) miliony takich ludzi. A jeśli człowiek NIE „został wyposażony w narządy” albo „został wyposażony w narządy” nieprawidłowo funkcjonujące (przez Boga ma się rozumieć) — to nie całkiem jest człowiekiem? Nie należy mu pomagać, bo Bóg go takim stworzył?!

Czy można zrównywać w jednym zdaniu antykoncepcję z eutanazją, aborcję ze sztucznym zapłodnieniem? To przykład etyki tak kuriozalnej, tak niepojętej i tak antyludzkiej, że daje się ją wytłumaczyć jedynie owym „STWIERDZAM, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła”. A po czym poznaje się, że ktoś jest oświecony Duchem Świętym, a nie po prostu postępuje według swego widzimisię? Kościół rozdaje jakieś dyplomy albo certyfikaty oświecenia, czy może wystarczy osobiste oświadczenie, że jest się właśnie w stanie oświecenia i w związku z tym nie pomoże się kobiecie, której aborcja może uratować życie? Pogratulować takiego sumienia!

Jest zresztą swoistą bezczelnością używanie frazy „nauka Kościoła”, podczas gdy mówią tylko i wyłącznie o nauczaniu, a konkretnie indoktrynowaniu.

W ostatnim punkcie deklaracji sygnatariusze domagają się szacunku dla swoich poglądów. W takiej wersji, jaką przygotowali, odmawiam.