Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

14.05.2014
środa

Wielkie marzenie Łukasza Kluski

14 maja 2014, środa,

Kto to Łukasz Kluska? To syn Romana Kluski, znanego przedsiębiorcy*. Łukasz Kluska startuje z listy Ruchu Narodowego do Parlamentu Europejskiego, więc „Gazeta Wyborcza” poświęciła mu tekst, prezentujący jego osobę i poglądy. Czy słusznie zrobiła? Choć czasem mam wątpliwości**, czy nagłaśnianie pewnego typu poglądów nie ma skutków odwrotnych niż zamierzone przez nagłaśniającego, to w sumie wiem, że zamykanie oczu na realia nie zmieni realiów. Że ostatecznie lepiej uczestniczyć w dramacie poznania niż w tragedii niewiedzy. Wróćmy wszakże do Łukasza Kluski, radykalnego radykała, jak głosi tytuł przywołanego tekstu.

Do zorientowania się, jakie poglądy ma Łukasz Kluska, wystarczy tych kilka cytatów:

O naszych politycznych wyborach powinien decydować rozum, największy naturalny dar od Boga, a nie emocje.

o ekumenizmie, czyli „duchowym nowotworze”:

Biskupi, którzy go popierają, albo zupełnie zwariowali i stracili rozum, albo stracili wiarę.

Niestety, jego pontyfikat [Jana Pawła II] przesiąknięty był ekumenizmem. To była katastrofa dla Kościoła.

Skoro Bóg objawił tylko jedną prawdziwą religię — rzymskokatolicką — to lekceważy Boga ten, kto fałszywe religie uważa za dobre lub wykazuje wobec nich szacunek.

Ruch Narodowy:

to jedyna formacja polityczna stawiająca zdecydowanie na obronę zasad cywilizacji łacińskiej, obronę rodziny, prawa naturalnego, endeckie rozumienie patriotyzmu oraz sprzeciw wobec tendencji kosmopolitycznych.

I wreszcie kluczowy dla mnie cytat:

Przekonania nie mają żadnego znaczenia. Ważna jest tylko prawda. Jestem nie tylko przeciwko aborcji, eutanazji czy in vitro. Z kodeksu cywilnego należy wykreślić prawo do rozwodu, wprowadzić cenzurę obyczajową i zakaz publicznego propagowania ateizmu. (…) Kary nie mogłyby być zbyt srogie, by nie wywoływać niepokojów społecznych. Raczej grzywna niż więzienie.

Ludzki pan. Jak w tym dowcipie o Dzierżyńskim, który pogłaskał niesforne dziecko, a przecież mógł zastrzelić. Łukasz Kluska, okazuje się, jest dysponentem prawdy (pewnie tej przez duże p). To znaczy bardzo by chciał nim być. I móc wyegzekwować tę prawdę przynajmniej w Polsce, może dopiero później w całej Europie, a może i świecie… wszechświecie nawet. I po to zapewne kandyduje do nienawistnej mu instytucji.

W istocie nie sposób polemizować z takimi poglądami. (Wczoraj przypadkowo słuchałem wywiadu z przedstawicielką Ruchu Narodowego w Trójce także wybierającą się do europarlamentu, by zniszczyć „eurokołchoz” i zaprowadzić Europę Ojczyzn. Dziennikarz nie dał rady przebić się przez pancerz wyświechtanych fraz o narodzie i jego historycznych prawach). Nie sposób polemizować i nie zamierzam. Chciałem natomiast zwrócić uwagę na pewną szczególną cechę tego typu myślenia.

To wspólna cecha wszelkich utopii, od skrajnie lewicowych do skrajnie prawicowych, tych tylko opisanych, jak i tych, które próbowano wdrożyć w życie. Idea „zbudujmy nowy świat na gruzach starego”, „zacznijmy wszystko od początku, wedle nowych reguł, a kto nie chce zacząć z nami, musi odejść (i to nie w przenośni)”. Wydaje się, że po doświadczeniach rewolucji francuskiej, rosyjskiej, maoistowskiej, komunizmu i faszyzmu pod różnymi postaciami i na różnych szerokościach geograficznych, nie można już uczciwie wierzyć w ideę „nowego początku”, ideę „ostatecznego uporządkowania reguł społecznego życia”.

Wydaje się, że dojrzały człowiek, z wyższym wykształceniem (Kluska ukończył KUL) nie może mieć tak prymitywnej wizji życia społecznego. A tu okazuje się, że może i jeszcze na dodatek równocześnie głosi liberalizm gospodarczy („Jestem za podatkiem liniowym, za kasacją koncesji i licencji, za cięciami w aparacie biurokratycznym” — czyli niech sobie kto chce produkuje np. wódkę albo będzie lekarzem, byleby nie głosił publicznie, że Boga nie ma, bo za to będzie groziła grzywna). Skądinąd ciekawe, czy nasi narodowcy (w tym sam Łukasz Kluska) dostrzegają swoje mentalne pokrewieństwo z leninowskim i stalinowskim komunizmem i jego metodami działania (bo pokrewieństwem z faszyzmem czasem się nawet szczycą)?

Żeby nie zakończyć całkiem ponuro, zacytuję wspaniały wiersz Cypriana Kamila Norwida, którego uważam za największego polskiego poetę XIX wieku, i którego uwielbiam, w czym w najmniejszym stopniu nie przeszkadza mi jego katolicyzm (ani to, że był alkoholikiem). To on notabene jako pierwszy pokazał mi, jak głęboka i wspaniała może być katolicka — czy po prostu religijna — duchowość. Ten wiersz kpi właśnie z tej utopijnej wiary, że wystarczy jeszcze tylko ta jedna walka, a potem już zawsze będziemy szczęśliwi i że w imię tego przekonania można nawet zabijać. Nie, mówi Norwid, nie tu, nie na tej ziemi.

ŚWIĘTY-POKÓJ
*
Jeszcze tylko kilka ciężkich chmur
Nie-porozpychanych nozdrzem konia;
Jeszcze tylko kilka stromych gór,
A potem już słońce i harmonia!…
— Jeszcze tylko z hełmu kilka piór
W wiatru odrzuconych próżnię;
Jeszcze, tylko jeden pękły grot,
Błyskawica jedna — jeden grzmot —
A potem — już nie!…
*
Tak samo i w życiu: czasów wir
Jezdnego na hipogryfie ima;
Gruby mu rozrywać każe. kir,
Trumny przeskakiwać, których nie ma.
— Za czarnością trumien świta mir,
Wynagradzający słusznie;
I wciąż tylko jeden jeszcze trud,
Wysilenie jedno — jeden cud —
A potem — już nie!…

* Jego kwitnąca firma komputerowa zniknęła z rynku w efekcie — do dziś nie w pełni wyjaśnionej — interwencji organów podatkowych państwa (historia ta stała się kanwą filmu „Układ”). Niestety, nasze państwo i jego urzędnicy (z każdej strony sceny politycznej) mają na swym koncie straszne postępki i równie oburzające zaniechania (drugie „niestety” jest takie, że czyni to nas zupełnie przeciętnym krajem w dzisiejszym świecie, choć przecież nie trzeba nawet metafory „Gry o tron”, by wiedzieć, że nigdy nie było lepiej, bywało raczej gorzej). Obecnie Roman Kluska jest producentem luksusowych owczych serów.

** Jednak nie mam wątpliwości, że ciągłe udostępnianie wizji postaciom, których poglądy zdążyliśmy już doskonale poznać, niczemu poza nabijaniem oglądalności/słuchalności nie służy (tu wyróżniającym się negatywnym przykładem jest program Moniki Olejnik). W tej kwestii media mają dużo na sumieniu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 131

Dodaj komentarz »
  1. „To on notabene jako pierwszy pokazał mi, jak głęboka i wspaniała może być katolicka — czy po prostu religijna — duchowość.”
    On to oczywiście nie Kluska , ale Cyprian Kamil Norwid.
    I za to zdanie lubię Redaktora, aczkolwiek nie znaczy to , że nie mogę Redaktora darzyć jeszcze cieplejszym uczuciem.

    A już poważniej.
    Niestety przypadek tego indywiduum( mam na myśli młodego Zacierkę) pokazuje, że na wiele spraw Kościół nie ma wpływu , chociaż w końcowym efekcie idzie to na jego właśnie konto.
    Niekoniecznie zresztą bankowe.

  2. Łukasz Kluska przekazuje sobą bardzo pomyślne wiadomości dla Polski. Polski organizm odbędzie leczenie przez zwymiotowanie.
    Tak działa ewolucja. Z nią jeszcze nikt nie wygrał.

  3. Redaktorze a może jednak wypadałoby wyciągnąć jakieś konkretne wnioski przy okazji zamieszczonego powyżej tekstu.

    Czy na przykład cytat z pańskiego tekstu :

    …”To wspólna cecha wszelkich utopii, od skrajnie lewicowych do skrajnie prawicowych, tych tylko opisanych, jak i tych, które próbowano wdrożyć w życie. Idea „zbudujmy nowy świat na gruzach starego”, „zacznijmy wszystko od początku, wedle nowych reguł, a kto nie chce zacząć z nami, musi odejść (i to nie w przenośni)”…

    będący chyba próbą pewnej generalizacji problemu nie prosi się o jakieś konkretne, może na początek mało skoordynowane wnioski.
    Że może nie w przyszłość ale za siebie, w przeszłość należy rzucić okiem.Tam poszukać jakich sensownych treści, tam znaleźć i odkurzyć parę wartości, niemodnych tez wyrzuconych na śmietnik.

    Zdaję sobie sprawę, ze czasy do których się odwołuję miały wiadomego hegemona, ale sytuacja robi się naprawdę podbramkowa i tylko odwołanie się do – winnego w bardzo wielu przypadkach strasznych rzeczy – dorobku katolickiego kościoła może przywrócić jakąś nadzieję, bo to czym raczy nas obecny świat ze swoją kulturową propozycją to kaszanka i zacierki na mleku…żeby nie powiedzieć Kluska.

    I dobrze byłoby żeby nie klan Klusków ,ale ludzie którym naprawdę leży na sercu dobro przyszłych pokoleń odwoływał się do duchowej spuścizny KK.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jestem świeżo po lekturze ciekawej książkowej propozycji.
    Tytuł ” O Bogu i człowieku. Rozmowy”
    Rozmowy, a właściwie dłuższe wypowiedzi dwóch dosyć dobrze znanych osób. Z jednej strony Stanisław Obirek, z drugiej Zygmunt Bauman.
    Teoretycznie obaj mogliby sobie poużywać.
    Obirek zrzucił kościelny „mundurek” – prawdopodobnie nie bez winy były wiadome struktury.
    O Baumanie można bardzo dużo powiedzieć, ale nie to, że był ministrantem ,czy w pielgrzymkach do Częstochowy brał udział.
    Czyli obaj raczej mięty czuć nie powinni do Boga (Obirek szczególnie ostatnimi czasy) a jednak tezy które padają w trakcie rozmów (będących dłuższymi , chyba pisanymi drogą elektroniczną wypowiedziami).
    Bóg rozumiany niekoniecznie tradycyjnie,o życiu wiecznym raczej nie pada żadne zdanie. Sporo wypowiedzi w duchu ekumenizmu którego przeciwległym biegunem jest …anatemizm. Absolut w katolickiej wersji u Baumana wywołuje dosyć ciekawe refleksje sprowadzające się do ponadczasowego zawołania „Jak trwoga to do Boga”.
    I kilka cytatów

    „Jeśli bóg umrze, to nie prędzej niż wraz z ludzkością. A opieram swe oczekiwanie na nieśmiertelności ludzkiego zauroczenia jedynością wiary.” Z.Bauman

    Drugi:

    Jak świat światem ludzie biedzili się nad tym, jak z kruchej rudy ulotnych poczynań wytopić szlachetny kruszec wieczności.
    Ten odwieczny wysiłek jedni zwą „kulturą”, inni znów zaś bardziej zawile
    transcendencją – ale to na jedno wychodzi. Kultura zajmowała się produkowaniem drabin, po których jej wychowankowie wspinać się mogli ponad przypadły im w udziale los istot śmiertelnych. Wszystkie znane nam dotąd były warsztatami alchemików, w jakich przemijanie przeobrażano w życie wieczne.
    Takiej kultury jak nasza, rynkowo-konsumpcyjna, kultury apoteozującej płynność i przemijanie i lekce ważacej sobie wszystko to , co do natychmiastowego spożycia się nadaje , jeszcze nie było” Z. Bauman

    I jeszcze cytat odwołujący się do poprzedniego tematu „Redaktorowego” wpisu, a więc preferowanej formy dialogu:
    „Prawdziwie człowieczy dialog różni się od zwykłej pogawędki, czy nawet od debaty tym, ze przenika go przyjemność, jaką sprawia nam inna osoba, i to o czym się ona wypowiada.”
    Tak ponoć napisał pionier niemieckiego Oświecenia G. E. Lessing.
    To też u ” Obirka i Baumana” zastałem.

  6. Aaron Spręzyner
    14 maja o godz. 17:00
    Ja Ciebie, Aaron, dzieńdobruję i moje uszanowanie. A przy okazji: jak mówisz podchmurnie o dorobku katolickiego Kościoła, to byłbyś uprzejmy nie mówić, lecz POKAZAĆ? Będę Ci wdzięczny do us…ten, no…śmierci. Ja Ci może pokażę coś z mórz: fragmencik rozmowy moich znajomych na mojej skorupce w środku nocy.

    „- Żeby powstał nowy człowiek, trzeba wyplenić starego do ostatniej kosteczki. Łącznie z sobą.
    – Nie mówię aż o takim ideale.
    – Nowe można tylko od zera.
    – To z czego i kto, jak zero?
    – Otóż to. Na tym figlu się przewiozły wszystkie utopie. Nie da się stworzyć całkiem nowego, bo są zaszłości, czyli niewyczerpane źródło awantur i sporów. Chrześcijańska utopia się chwali dwoma tysiącami lat plus parę tysięcy – a w obu Testamentach takie same paskudztwa jak dziś. To czym się chwalić? Na przykład Józef, praojciec nepotyzmu – dziś: prorodzinna polityka – wyżarł się przy faraonie i obdzielał swoich krewnych nieswoim zbożem za frajer”.

  7. Aaron Spręzyner
    14 maja o godz. 17:57
    Aaron, nie bardzo rozumiem, co miałoby wynikać choćby z najprzyjemniejszych rozmów o Bogu – że jest? Czemu się podpierasz przyjemnymi rozmowami? Może się umacniasz w wierze, bo bez tych rozmów byłaby słabsza? Niczego Ci nie imputuję – pytam.

    No i to: „Jeśli bóg umrze, to nie prędzej niż wraz z ludzkością. A opieram swe oczekiwanie na nieśmiertelności ludzkiego zauroczenia jedynością wiary.” Z.Bauman”.

    Na czym polega jedyność wiary, skoro bogów były tysiące?

  8. No cóż, Kluska – junior to ciekawy przypadek psychologiczny, człowiek, który poczuł misję stworzenia królestwa bożego na Ziemi. Tylko mądra terapia psychologiczna jest w stanie cokolwiek zmienić w jego sposobie postrzegania świata. Na szczęście nie żyje w XV – XVI wieku, bo byłby niezłym kandydatem na polskiego Savonarolę. Nie daj Boże, taki facet u władzy, w imię realizacji swojego misyjnego projektu gotów poświęcić dowolną ilość istnień ludzkich. Ot, byłyby to kolejne ofiary na ołtarzu budowy religijnej utopii. Ma rację Pan Redaktor, gdy mówi, że jego postawa jest charakterystyczna dla każdej utopii od lewa do prawa. A że swojego projektu nie spełni, będzie do końca życia sfrustrowanym „świętym” skazanym na trwanie w świecie „owładniętym przez szatana”. Na razie może spełniać swoje religijne potrzeby w sekcie ks. Natanka.

  9. No cóż, niektórym pada na mózgi – jak temu Klusce; kto im te mózgi tak sprawnie pierze?
    PS.Aaron notorycznie myli blog ateisty z blogiem jakiegoś fundamentalisty; i te niekończące się „mądrości” typu:”O Baumanie można bardzo dużo powiedzieć, ale nie to, że był ministrantem ,czy w pielgrzymkach do Częstochowy brał udział”.
    Jakież to „odkrywcze i błyskotliwe”!
    Jakiż ten Aaron oczytany! (zapomniał jeszcze dodać, ze chrześcijaństwo istnieje 2000 lat.)

  10. @Jerzy Pieczul

    Rozumiem uczucie idiosynkrazji do KK powodowane niecnymi uczynkami z przeszłości monumentalnej instytucji, ale chciałbym w tym miejscu zadać podstawowe pytanie które w tym miejscu musi paść:
    „Jeżeli wszystko co złe w historii,a i współczesność nie daje wiarygodnych objawów świadczących ,że idzie ku lepszemu to ( zadaje to pytanie w imieniu Kościoła) gdzie zwrócić głowę, na kim zawiesić wzrok, w którym momencie podłączyć odpowiednie uzwojenie aby w końcu dobro zawitało w progi polskich światyń?
    Prościej.
    Na kim się wzorować?
    …politycy?
    …świat mediów?
    …ludzie biznesu?
    …Jakaś grupa zawodowa? może funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości,lekarze, górnicy, kolejarze, zbieracze runa leśnego,surowców wtórnych?
    …jakaś grupa wiekowa… emeryci,studenci,absolwenci przedszkoli?
    …może terytorialnie podejść do problemu? mieszkańcy Małopolski, Kurpii i Podlasia, Jury Krakowsko- Częstochowskiej?
    Gdzie szukać wzorca na którym polski katolicki mógłby z czystym sumieniem zakrzyknąć:
    „Bingo!!! Mamy! Ci stanowią naszą grupę odniesienia ,i tym będziemy spijać z ust ich życiowe credo. poparte codzienną empirią.To jest nasze aksjologiczne Sevres. Od dzisiaj wszyscy mogą nam nadmuchać”

    Nawet piszący na ateistycznym blogu

  11. @sugadaddy

    Przy okazji ostatniego konkursu Eurowizjii i i osoby laureatki chciałbym zadać Ci jako znanemu teoretykowi dżenderyzmu następujące pytanie:

    „W świetle ostatnich badań ” genderowych” używanie jakich rekwizytów zaleciłbyś pieśniarce z Austrii? Czy wyroby firmy Gilette byłyby wystarczające dla miary jej talentu, czy może nieodzowny byłby zakup elektrycznej golarki firmy Phillips?

    Co mówi gender w tej kwestii?

  12. Panie redaktorze o ile sobie przypominam bronił pan jak Częstochowy niejakiego księdza Lemańskiego jakiż to on biedny jest prześladowany przez tego złego Hosera. A jak się pan odniesie do artykułu z onetu w którym wyrazili opinię o Lemańskim ludzie którzy z nim współpracowali. Z niego wynika, że ten pan niczym się nie różnił od takiego Ziobry lub Maciarewicza ale cóż trzeba było uderzyć w kościół katolicki za to, że popiera ten obrzydliwy PIS Lemański wywołał awanturę to się go poparło nieprawdaż.

    PS mam nadzieję, że pańskie cenzurowanie odnosi się takze do osobników odwołujących się w nickach do nazistowskiej ideologii.

    http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/modlitwa-za-jasienice/tkc5w

  13. Aaron Spręzyner
    14 maja o godz. 19:13
    Aaronie, moglibyśmy razem pracować, mieszkać płot w płot, podchodzić do płota, żeby strzelić po jednym na „dzień dobry” (broń Boże nie w pysk – po kielonku), chodzić razem na grzyby, a nawet się przyjaźnić, ale co mnie ma obchodzić dobro Twojego Kościoła (podobnie jak Ciebie – dobro mojej bezbożności). A Ty jeszcze tak szczegółowo się rozkręcasz, że pytasz na ateistycznym blogu, do czego Twój Kościół ma się podłączyć, żeby było dobro. Ty, Aaron, chyba coś chlapnąłeś i trafiłeś nie w te drzwi. A jak jeszcze powiadasz czysto po polskiemu, czyli bez upoważnienia: „zadaje to pytanie w imieniu Kościoła”, to jestem pewny, że chlapnąłeś. Jak nie czegoś ze spirytualiów, to chociaż blekotu.
    Wybacz, że nie pozdrawiam, bo niepozdrawiający jestem. Chyba że Cię ucieszy coś takiego: Szczęść boże Rongo i bogini Amaterasu.

  14. Jerzy Pieczul
    Witaj drogi Jerzy. Nie bylo mnie ponad dwa tygodnie, bo wloczylem sie po Wloszech. Napatrzylem sie na arcydziela wloskiego renesansu, gdzie oczywiscie dominowala matka boska. I wciaz chodzila mi Twoja wspaniala psychoanaliza dziecinstwa Chrystusa. Patrzac na to dzieciatko, na tych trzech krolow, pasterzy, krowki wyciogajace swoje pyski w strone zlobka, nie moglem sie nadziwic: Jak to moze byc, ze na bazie takiego bastarda stworzono tak skomplikowana historie. Bo to ze zainteresowany opowiadal takie brewerie o ojcu w niebie, to daje sie jakos psychologicznie zrozumiec. Ale to ze przez taki kawal czasu ludzie wyksztalceni lykaja te bajke o niepokalanym poczeciu, zmartwychwstaniu, to rzeczywiscie zagadka trudna do wyjasnienia.
    Spakudziles mi, Jerzy, moj pobyt we Florencji, bo gdyby nie Twoja dla mnie absolutnie wiarygodna interpretacja, to mimo ze i przed Toba bylem ateista, to jakos inaczej patrzylbym na te wszystkie madonny z dzieciatkami i tego poczciwego Jozefa.

  15. @ Saurom
    1. Proszę wskazać cytat z mojej wypowiedzi w kwestii ks. Lemańskiego.
    2. Nie przewiduję komentowania wskazanych mi artykułów.
    3. Nie ma obowiązku czytania cenzurowanych blogów.
    Pozdrawiam
    JK

  16. Mija sto lat od wybuchu pierwszej wojny światowej. Nie bardzo pamiętamy, że była ona niezwykle okrutna. A jeszcze mniej pamiętamy o tym, że jej wybuch został przyjęty wprost entuzjastycznie przez niemal całą Europę.
    Ówczesnym ludziom znudziła się ówczesna „ciepła woda w kranie”. Zapragnęli czegoś większego, heroicznego, nowego i doskonałego. I dostali.
    Kolejna wojna była praktycznie konsekwencją i dokończeniem poprzedniej.
    Europejczycy przerażeni tym, co zrobili, zbudowali nową jakość – Wspólną Europę. Pełną wad i niedoskonałości, ale gwarantującą stabilność, bezpieczeństwo, pokój.
    Pokoleniu, które nie przeżyło grozy żadnej wojny, nie zna paraliżującego strachu przed nią, niedoskonałość III RP, niedoskonałość Unii Europejskiej nie wystarcza.
    Oni chcą ideału, utopii. Mają wielkie marzenia. Nikt im nie powiedział czym się takie marzenia kończą.

  17. Maja
    14 maja o godz. 19:57
    Maju, sama prawda, zeby tylko wszyscy to zrozumieli ?!

  18. @Aaronie, coraz bardziej przypominasz mi Swiadkow Jehowy, czy pierwszych chrzescijan. Mili ludzie, dopoki nie zaczna w swoim natchnieniu przynudzac
    Trudno dla zycia znalezc uniwersalny „Sevres”. Jesli komus go brakuje – niech se szuka, inni nie musza i wybieraja z barwnosci tego swiata co lubia. Z co najmniej jednakowym skutkiem i pozytkiem.
    Natomiast co do Kluski Jr., musze zrewidowac moje zapatrywania, ze jakim prawem zagladac komus w zyciorys rodzicow. Z calych rozleglych perypetii seniora najbardziej zapamietalam jego fundamentalna wiare, co te kilkanascie lat temu nie bylo jeszcze tak powszechne jak w dzisiejszej Polsce.

  19. Saurom
    14 maja o godz. 19:36
    Zacząłem czytać polecony przez Ciebie panu Jackowi tekst. Po przeczytaniu gdzieś jednej ósmej wysiadłem. Młodociany autor przedstawia niby obiektywnie, że w sprawie księdza Lemańskiego parafianie się różnią. Jest to odkrycie na miarę wieku autora. W sprawie smoleńskiej Polacy też się różnią. Może wiesz, jak odpowiadają na pytanie, czy był to spisek, czy katastrofa? W poleconym przez Ciebie tekście (w tych fragmentach, które przeczytałem) da się wyczuć założoną tezę, natomiast nie zauważyłem orientacyjnego podziału parafian, ilu jest przeciw księdzu, ilu za. Bo można napisać kobylasty tekst z obfitymi wypowiedziami piętnastu przeciwnych i nie pisnąć ani słowa, że sprzymierzeńców jest tysiąc. Nie wiem, czy tak jest. Mówię tylko, że takiej buchalterii nie zauważyłem.

  20. @Jerzy Pieczul

    Niestety nie trafiłeś z tym moim rzekomym chlapnięciem, aczkolwiek coś na rzeczy jest.
    Wyjąłem z domowej biblioteczki jedną z licznych pozycji, która czeka na bliższą znajomość.
    Bułhakow. „Zapiski na mankietach”.
    Książka stanowi zbiór opowiadań, dłuższych i krótszych form literackich.
    Rzuciłem okiem na spis treści. Może coś już czytałem? Niestety. Zwrócił moją uwagę jednak jeden tytuł. „Jezioro samogonu”, a, że i długość tekstu nie była zbyt rzucająca na kolana…
    Niezłe. Moskwa. Lata dwudzieste. Okres Wielkiej Nocy. Wielkie Święto to i wielkie rosyjskie smakowanie trunków.
    I dochodzę do meritum W miarę postępu Świąt następują braki również ożywczego napoju. Rosjanin nie gapa. Od czego są pobliskie bimbrownie. I w pewnym momencie dostrzegłem u siebie pewien poznawczy dysonans. Rosjanin biegnie na metę po … ćwiartkę .Trochę dziwne mając w pamięci możliwości naszych wschodnich słowiańskich braci.
    Ale od czego tłumacz. Andrzej Drawicz.
    W przypisach wyjaśnia:

    Ćwiartka – ćwierć wiadra. Około 2,5 litra.
    Takie to i moje chlapniecie.

  21. Szczęść Boże !! Szanowny Redaktorze.

    (test na wysokość progu)

  22. Lewy
    14 maja o godz. 19:41
    Z przyjemnością Cię, Lewy, przywitowywuję. Nie raz myślałem, gdzie przepadłeś jako nieodżałowana ozdoba bloga, choć ja od czasu do czasu też przepadam. Właśnie znów mi przepadanie się szykuje.
    A co do tego, że coś Ci spaskudziłem, to kombinuję znów spaskudzić. Okropnie mnie ciekawi, co w zachowaniach ewangelijnego Jezusa, jakie obrazki, słowa, słowem – szczególiki, są potwierdzeniem mojej własnej tezy – nie chlubię się nią, tylko mówię, jak jest; bo może już mówiłem, że celowo się nie rozczytywałem w analitycznej literaturze na temat Biblii, by nie ulegać wpływom – o jego nieszczęsnym, pełnym upokorzeń z braku ojca dzieciństwie, które najambitniej jak można odreagował, znajdując ojca w niebie.

  23. Aaron Spręzyner
    14 maja o godz. 20:19
    Aaron, jak Ty, bratku, Bułhakowa, to ja Ciebie jeszcze raz dzień dobry, ukłony dla żony i niech będzie pochwalony. Bułhakow, rzecz jasna. Zaraz Ci coś specjalnie na temat i dla Ciebie.

  24. Saurom
    14 maja o godz. 19:36

    Nie wiadomo co wynika z tego artykułu poza jednym: że dziennikarz napisał dużo, ale słabo. spekulacje, rzeczy wydumane, niezweryfikowane i rozdęte tak, by robić wielkie i mylne wrażenie z niewielkiej treści.
    To jest tekst, który się nadaje dla studentów dziennikarstwa jako wzór roboty marnej i nie kwalifikującej autora jako dobrego dziennikarza. Natomiast na sensata nadaje się znacznie lepiej.
    Myślę, że mógłbyś oprócz polecenia linka, zrobić porządną analizę tekstu. Mogłoby wyjść, że linka polecać nie warto i uwagi nim na blogu nie ma co zaprzątać.

  25. Maja
    14 maja o godz. 19:57

    Ależ dzisiejsi Polacy są najświęciej przekonani, że przeżyli najprawdziwszą i najkrwawszą wojnę: wojnę polsko-jaruzelską. W czasie tej wojny płynęła ciepła woda z kranów, domy były dogrzane, praca była dla wszystkich, więc wielu nie chciało w takiej pracy pracować.

  26. Lewy
    14 maja o godz. 19:41

    A gdyby Jerzy nie spaskudził – to jakbyś patrzył ?

  27. @lewy

    „Napatrzyłem się na arcydzieła włoskiego renesansu”.

    Pomimo wszystko to jednak katolicki wówczas w tamtych stronach rozdawał karty. Nie to co dzisiaj.

    I pytanie.
    Po czasach kiedy KK był „u władzy”( duchowej ) parę rzeczy zostało dla potomnych .
    Co my żyjący w XX i XXI wieku – kiedy Kościół to już tylko skansen – zostawimy żyjącym ( miejmy nadzieję ) w XXV wieku.
    Co będzie znakiem firmowym naszych czasów?
    Parę rzeczy się nasuwa na myśl.
    Galerie…nie,nie z malarstwem włoskich mistrzów pędzla,ale galerie…
    Wieże…nie wspaniałych katedr,ale idiotyczne jakieś wieże przekaźnikowe,maszty telewizyjne…
    Muzyka…nie Bach,Heandel ze swoim alleluja, ale laureaci wspaniałych festiwali nie zawsze jednak wzorowo ogoleni…

    Już wyobrażam sobie te niezliczone turystyczne wycieczki za 5 stuleci podziwiające zdobycze naszych czasów.

  28. Aaron Spręzyner
    14 maja o godz. 20:19

    Aaronku, nie pamiętam, czy poniższe kiedyś wtykłem (najnaturalniejsza demencja), ale choćby i tak, to z ewentualnym przeproszeniem szanownej publiczności, dedykuję specjalnie dla Ciebie w związku z uroczystym odkurzeniem Bułhakowa poniższe.

    W MATCE-PRZYRODZIE

    nie ma nic wstrętniejszego jak czysty stół – właśnie kelnerka sprzątnęła.
    – Aba! – mówi dziadek Chaim.
    – A kto to taki? – mówi Aba.
    – Jak dziewczyna przyniosła trzysta gram w tej ogromnej karafce, ja nie wiedziałem, gdzie się chować ze wstydu. Kto to słyszał, żeby zamawiać powietrze!
    – Mówiłeś: „po kielichu”.
    – Miałem od razu krzyczeć: „wiadro!”? Inteligentny człowiek sam powinien wiedzieć – ale gdzie ty takiego znajdziesz? Poszła w las prasłowiańska kultura przez jednego Żyda, a niech on i Kitajec.
    – Wypadło wam – mówi przechodni gość.
    Kładzie na stół portfel i odchodzi. Dziadek Chaim przysuwa do siebie, zagląda.
    – Fiuuu! – mówi.
    – Z jakiej ty racji, Chaim, mówisz na mój portfel: „fiu”? Oddawaj, muszę iść, póki widno.
    – A skąd ja wiem, czy twój?
    – Tam są pieniądze. Chyba nie trzeba pokazywać palcem, komu w tym towarzystwie wypadły.
    – Tu się nie pokazuje, tylko się dla porządku grzecznie pyta. W tym towarzystwie każdy wie, że ty nosa nie wysuniesz z domu bez grosza.
    – Ja nawet do klopa nie idę bez pieniędzy.
    – I co tam z nimi robisz?
    – Posiedzę, policzę – zawsze dobrze wiedzieć.
    – Solidny gość. Ale, jak żyję, nie pamiętam, żeby coś tobie wypadło – zawsze trzeba wyciągać.
    – Widać musiałem, zamiast do kieszeni, wsadzić w nogawkę.
    – Znaczy, ty dziś za widna do domu nie trafisz.
    – Ludzie trafiają i po ciemku. Kończ żarty, Chaim – oddawaj.
    – Już kończymy. Albo się mylę, albo tu wyraźnie pisze: ty jesteś Tania, mieszkasz w Kijowie jako młoda mężatka.
    – Tak pisze? Ajaj, co ja narobiłem! Mogłem chapnąć pierwszy, teraz – przepadło. Ale dobry Bóg kazał się dzielić. Oszczędzaj nerwy – mów, co tam jest, albo najlepiej – kładź na stół.
    – Tak jest, rozłożę harmonię na stole, naród wyciągnie pistolet – i po dzieleniu. Wstajemy jakby nigdy nic, zwiewamy pomaleńku. Aha, kup flaszkę – sprawa jest poważna.
    Poszliśmy do parku. Za chwilę przygalopował Aba.
    – Na wszelki wypadek wziąłem dwie.
    – Zuch. A zagrycha?
    – Nie jestem głodny. Licz!
    – Najpierw coś weź na uspokojenie – mówiłem, że sprawa jest poważna.
    Wypiliśmy, powąchaliśmy chleb.
    – Wyciągaj – mówi Aba. – Dzielimy po równo, potem potrącę za wódkę.
    – Żył sobie szanowany biznesmen – mówi dziadek Chaim. – Stawiał po równo, potem całe życie potrącał. Jego tylko raz potrąciła ciężarówka i, biedak, przestał żyć.
    Kładzie portfel na ławce. Aba się rzucił, wyciągnął jakieś dokumenty.
    – A gdzie – mówi – forsa?!
    – Nie wyrażając się – gdzie indziej.
    – Schowałeś, zarazo!
    – Czy ja wyglądam, Aba, na starą babę? Gówno tam było.
    – Nie wierzę.
    – Bóg świadkiem. Mało – wołaj milicję.
    Aba splunął, pociągnął z gwinta.
    – Znów – mówi – się dałem nabrać, stary kiep. Tyle pieniędzy zmarnowane!
    Dziadek Chaim odbiera mu butelkę.
    – Pluj na to – mówi – wymiary nie mają granic. Czy ty zgubisz, czy znajdziesz, wyzdrowiejesz, czy fajtniesz – wsio rawno, nic w  matce-przyrodzie się nie marnuje. Zdrówko!

  29. Tanaka
    14 maja o godz. 20:47
    No wiesz, jakos bardziej poblazliwie, jakos tak, ze jest to ckliwa bajeczka. A Jerzy mi uzmyslowil, ze pod ta tkliwoscia kryje sie dramat odrzuconego dziecka, ktory to dramat zostal nastepnie bezkrytycznie przyjety przez ubogich duchem i ubogich umyslowo tak zwanych apostolow i to potoczylo sie kula sniegowa i lawina. Wiec kiedy patrzylem na te lagodna, szczesliwa Marie i na te dzieciatko w glorii, myslalem o tym nieszczesnym malym Jezusiku, ktory pewnie byl jakos kochany przez matke, ale pewnie w skrytosci, a jednoczesnie odrzucony przez rodzine, wies itp. Widzialem ten rozziew miedzy przedstawieniem na obrazie a rzeczywistoscia odgrzebana przez Jerzego.

  30. @Saurom, 14 maja, 19:36. Tekst w Onecie czytałeś wybiórczo. Autor, acz bardzo nieudolnie, starał się przedstawić racje obu stron. Niestety wyszło mu, jak słusznie zauważył @Tanaka o godz 20:29, słabo. Ty na dokładkę zakodowałeś tylko głosy przeciwników ks. Lemańskiego. No i, co najważniejsze, tekst wyraźnie zamazuje różnice ilościowe jednej i drugiej strony.
    A już, pomijając treść pseudoreportażu z Onetu, warto zwrócić uwagę na „oczywistą oczywistość”: KK nie znosi różnorodności myśli, co zresztą nie dziwi, bo taka jest istota każdej scentralizowanej, a tym samym niedemokratycznej struktury. Zdaje się, że ks. Lemanski nie potrafi przyjąć tego do wiadomości. Dziwne, bo ma za sobą czas seminaryjnej indoktrynacji i później ileś tam lat praktyki kapłańskiej. Miał więc dość czasu, by prawdę o istocie posłuszeństwa obowiązującej w KK zrozumieć i przyjąć do wiadomości. Powinien wiedzieć, że ma jedną alternatywę: posłuszeństwo lub rozstanie się z kapłanstwem. Tertium non datur. Dla ludzi samodzielnie myślących nie ma miejsca w Kościele. Hoser, podobnie jak kaźdy biskup, ma wiele narzędzi, aby spacyfikować i Lemańskiego, i jasienickich parafian. I dlatego każdy, kto ma oczy i rozum, widzi, jak ta akcja pacyfikacyjna przebiega.

  31. O k…. Co się stało z tą krainą? Jeśli takie „mądrości” wygłasza ktoś mało rozgarnięty umysłowo, słabo wykształcony, bez kapitału kulturowego wyniesionego z domu, tudzież narażony na urazy głowy (jak pewien kandydat na europosła), to jeszcze mogę to zrozumieć, ale syn Kluski? A takich jak on – wykształconych, z tzw. dobrych domów, jest coraz więcej…

    Nie chodzi mi o poglądy jako takie. Jeśli ktoś mi mówi np., że trzeba zakazać antykoncepcji, bo planecie grozi wyludnienie, albo że Polska powinna być państwem katolickim, bo inaczej zawładną nami islamscy terroryści, to ja się z nim nie zgadzam, ale widzę, że w jego wypowiedziach jest jakaś logika, mogę z nim rozmawiać, polemizować. Z przedstawionymi powyżej poglądami młodego K. polemizować się nie da. To czysta paranoja.

    Parę lat temu takie „rozumowanie” było kojarzone wyłącznie z Radiem Maryja i mówiono, że gdy starsze, rzekomo ogłupione przez komunę pokolenie wymrze, problem sam się rozwiąże. Tymczasem on się nasila. Co się dzieje? Może coś jest w powietrzu albo w wodzie?

  32. Nawijanie makaronu na uszy albo raczej monitory. Kluska junior powinien od dziś codziennie dawać na msze za zdrowie Michnika, bo dzięki niemu poglądy juniora poznał wielki świat. Co do Kluski seniora, to wyjaśnienie owego „niejasnego upadku jego firmy” znajdzie każdy, kto sprawdzi jakie firmy importujące hardware weszły w niszę rynkową po zbyt konkurencyjnym (czytaj: dobrym, a tanim) Optimusie. Tylko tyle i aż tyle.
    Co do Autora, to przeoczenie we wpisach straszliwego rezultatu domowych egzorcyzmów w wykonaniu pewnych pobożnych kielczan, uważam za ubolewania godne zaniedbanie.

  33. Czy poglądy jeszcze jednego waryata (ew. cwanego „waryata”) zasługują na konsylium, jeśli nie są częścią terapii?

  34. Proszę się nie zamartwiać. Narodowcy do władzy nie dojdą.W notowaniach mają chyba
    0 % tylko o 2% mniej niż ”walczący z krzyżem” .

    ”Wydaje się, że po doświadczeniach rewolucji francuskiej, rosyjskiej, maoistowskiej, komunizmu i faszyzmu pod różnymi postaciami ”
    Nie udało sie Panu wymienić tu żadnej rewolucji, na czele której, stałby betonowy katol
    czy nawet letni chrześcijanin.
    A taka rewolucja raz w Europie była, całkiem niedawno ,w Portugalii i przewodził jej własnie beton katolicki -Antoni Salazar.
    Przejął władzę po latach rządów lewusów i masonów, którzy doprowadzili kraj do kompletnej ruiny i nędzy obywateli.
    W 1926 r popierany przez armię ogłosił Dyktaturę Narodową .Zarządzono zamknięcie i rozwiązanie obu izb parlamentu,rozwiązanie partii politycznych,niewielkie ograniczenia w wolnosci prasy i wolnosci zgromadzeń.
    Dokonoano to bez jednej smiertelnej ofiary,bez aresztowań i deportacji.
    W ciagu jednego roku ,Salazar zrównoważył budżet,przywrócił wymienialnośc eskuda,PARYTET ZŁOTA,spłacił w 80% zadłużenia kraju.
    Nie tylko uchronił naród Portugalski przed uczestnictwem w II wojnie światowej ale tak prowadził poltykę ,że Portugalia na wojnie się wzbogaciła.
    Oddał władzę w 1968r ze względu na stan zdrowia pozostawiajac Portugalczyków w dobrobycie i zostawiając w skarbcu 1000 (tysiąc) TON złota.
    Dyktaturę Narodową zakończyła rewolucja goździków czyli szurniętych lewusów (Barroso),
    którzy pierwszą rzecza jaką zrobili to wprowadzili zapis w konstytucjii o budowaniu socjalizmu.
    Duch Salazara straszy w skarbcu do dziś, bo tak ułożył procedury wydawania złota ,
    że dzielnym lewusom udało sie do tej pory puścić w kanał jedynie ok 200 -300 ton.
    Podejrzewam, że Salazar jest znienawidzony przez lewicę nie tylko dlatego ,że był katolikiem ale również dlatego ,że nie można dobrać się do złota.Próbowała to nawet komisja europejska pod pretekstem kryzysu w Portugalii.
    Może dlatego sznowny Barroso jest tam trzymany.

    Polska niestety nie miała tyle szczęścia i rządzonaprzez lewicowo-komunistycznych
    złodziei, pijusów ,zdrajców i ciemniaków płaciła za to krwią i nędzą obywateli.

    ”yli niech sobie kto chce produkuje np. wódkę ”

    Odwagi Panie redaktorze!!! ”Nie święci garnki lepią”
    Może ten Kluska ,tory nauczył sie produkcji luksusowych serów lepiej czuje bluesa i jest w stanie sobie wyobrazić ,że bez pozwolenia urzednika mozna robić i wódkę.

    ”daje się, że dojrzały człowiek, z wyższym wykształceniem (Kluska ukończył KUL) nie może mieć tak prymitywnej wizji życia społecznego”
    To bardzo ryzykowne stwierdzenie.

    Nie moge znaleźć zapisu rozmowy red.Paradowskiej z komisarz(chyba profesor) Hibner aby podać link.
    Ciarki idą po plecach ze strachu przed takim prymitywizmem.
    Jakas gadka -szmatka ,okragłe banały,mowomowa brukselska,lekceważenie własnego kraju i wyborcy.
    ”to co dobre dla unii jest dobre dla Polski a to co zle dla unii to złe dla Polski.
    Zmian klimatu juz nikt nie kwestionuje,wystarczy spojrzeć za okno.
    Chdzi o to aby przekonać kraje bogatsze że wysiłek państw w redukcji co2 musi być równy.
    Potrzebjemy nowego traktatu aby stworzyć unię bankową.(złoto portugalskie nie daje spokoju?)
    Pytanie red.—cojest teraz najważniejsze ?
    odpowiedź —dla unii czy dla Polski ?”’

  35. Lewy
    14 maja o godz. 21:15

    Mnie to jakoś nie przeszkadza. Lubię te słodkie, pucate Jezusiki, podoba mi się ta nierzeczywista Maryja, blond-barbie w błękicie, te baranki, janiołki. Nie podobają mi się tylko apostołowie, z brudnymi piętami, sękatymi rękami i dzikimi brodami. Ale kiedy stają się tacy rozanieleni, uduchowieni, rączki im się wydelikacają i oczka unabożniają, to znowu ich lubię. Kojarzę to z dzieciństwem, z landrynkami, dropsami, oranżadą, watą z cukru, kapiszonami i innymi cudami.
    Patrząc na te Jezuski i Maryje, zwykle widzimy w nich siebie z dzieciństwa i bardzo się nad sobą wzruszamy. Powzruszajmy się też losem odrzuconego Jezuska i Jezuska przymuszonego do brutalnych standardów społecznych wioski dzikich, bo wyrzynających dookolne plemiona Semitów. Dziś też większość z nas przeżywa los Jezuska, przez udręczające wychowanie w standardach hipokryzji, obłudy, przymusów, fobii i wiary w te waty i gumy do żucia.
    Możemy więc bez straty się z Jezuskiem poprzyjaźnić.

  36. @Izka:
    Szczęść Boże, panie Korwin….
    I pomyśleć, że taki Jehoszua nic nie mówił o parytecie złota, wolnym rynku, zabronił wchodzić w politykę, itepe, natomiast nakazał miłować najgorszych wrogów, dzielić się chlebem i płaszczem, a dla tych co używali wyrazów przeciw bliźnim, miał sąd i piekło.
    Ale czy katolstwo będzie słuchać jakiegoś tam Żydowina? Oni wolą go tylko martwego jako dodatek do dwóch desek na ścianie, w swoich bożnicach lub na rozstaju dróg. Masturbują się tymi figurkami i są usprawiedliwieni ze wszystkiego.

  37. izka561
    14 maja o godz. 23:21

    Umiłowana w panu Urbanu…fuj!…w Chrystusie Panu. Trzy razy czytałem Twój tekst, by dociec, co autor chciał przez to powiedzieć, i, psia mać, nie dociekłem. Więc może tylko drobiażdżek. Powiadasz do pana Jacka:
    „Nie udało sie Panu wymienić tu żadnej rewolucji, na czele której, stałby betonowy katol czy nawet letni chrześcijanin”.

    No pewnie. Bo z jakiej racji na czele tych w wielkim stopniu antyklerykalnych (poza niejednoznacznym faszyzmem) rewolucji miałby stać „betonowy katol czy nawet letni chrześcijanin”? Nie czujesz, że powiedziałaś coś w rodzaju: „Nie udało się Panu wymienić tu żadnej krzyżowej wojny, na czele której stałby ateista czy nawet letni agnostyk”?
    Poza tym z tym „na czele” wyskoczyłaś jak filip z konopi. Pan Jacek powiedział:
    „Wydaje się, że po doświadczeniach rewolucji francuskiej, rosyjskiej, maoistowskiej, komunizmu i faszyzmu pod różnymi postaciami i na różnych szerokościach geograficznych, nie można już uczciwie wierzyć w ideę „nowego początku”, ideę „ostatecznego uporządkowania reguł społecznego życia”.
    To słowa o wyczerpaniu się pobudzającej roli jakichkolwiek utopii. Skoro podpowiadasz (z dumą?), że chrześcijaństwo wymienionych utopijnych zrywów nie inspirowało i im nie przewodziło, to może i ja Ci podpowiem, że największą w dziejach utopią, poprzedzającą wszystkie wymienione, okrutnie kiedyś krwawą i najmniej z nich wszystkich skuteczną (jako doktryna zaprowadzająca nowy moralny porządek) jest chrześcijaństwo.

  38. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Pochowek Lecha Kaczynskiego byl kontrowersyjny. Aby uniknac podobnej sytuacji wypada sie zastanowic jak bedzie wygladal pochowek Wojciecha Jaruzelskiego. Moja propozycja jest aby uzyskac zezwolenie od Rosjan na pochowanie go z honorem pod murem kremlowskim.

    Slawomirski

  39. Tanaka
    14 maja o godz. 23:27

    Szanowny Panie Tanaka

    To jest bardzo trafny opis Jezuska. Ja tez zostalem zgwalcony pierwsza komunia. Po wyspowiadaniu sie z grzechow dziecinstwa ksiadz kazal mi odmowic zdrowaske i ojca co w niebie. Po wyjsciu z kosciola bylem w euforii wierzac w czystosc swojej duszy. Pamietam to uczucie uniesienia do dnia dzisiejszego. Ale w klamstwie nie da sie zyc. Dlatego dzieci powinny byc chronione przed religijna indoktrynacja. Slusznie robi pan krytykujac cyrkowy bo oderwany od doktryny katolicyzm Polakow. Dla mnie religijnosc jest synonimem glupoty w duchowym aspekcie zycia. Pisze tych kilka zdan aby wesprzec pana wysilek w wysmiewaniu narodowych wad. Musze tez panu przyznac ze wybryk historii sprawil ze to PRL(Jaruzelskiego, Urbana i Passenta) byl bardziej laicki niz obecna IIIRP.

    Slawomirski

  40. Slawomirski
    15 maja o godz. 2:19
    Szanowny Panie Mylący Adresy Sławomirski, może sam się Pan przespaceruj do Putina względem pogrzebu in spe nieboszczyka Jaruzelskiego, miast podsuwać to panu Jackowi jak chłopcu na posyłki.

    No i powiadasz Pan: „Ale w klamstwie nie da sie zyc”.
    Jak się nie da, jak da się – sam Pan jesteś żywy przykład, mówiąc, że w kłamstwie nie da się żyć, choć żyją w nim miliardy od tysięcy lat. Chyba że to zombi.

  41. Panie Redaktorze,
    wpis @Sławomirskiego (1:46) uważam za nie do zaakceptowania „pro domo sua”.
    Nie podzielam opinii Blogowiczów stających w obronie rozsiewającego jad maniaka.

  42. Ze zdjęć wnioskuje (niestety nigdzie nie mogę znaleźć jego biografii – w Google wyskakują tylko jego endeckie produkcje), że pan Łukasz Kluska to człowiek młody. Młodość ma to do siebie, że jest radykalna i bezkompromisowa, wierzy też mocno w jedne, „jedynie słuszne” poglądy i idee. Czym człowiek jest starszy tym bardziej się przekonuje, że rzeczywistość nie jest czarno-biała, a wyznawane wcześniej przekonania nie zawsze są słuszne. W każdym razie chętnie bym zobaczył poglądy tego pana za jakieś 20-30 lat, kiedy będzie miał już trochę więcej lat na karku.

  43. Przy okazji, czy ten pan popełnił pracę magisterską pod znamiennym tytułem?
    Łukasz Kluska, „Kara śmierci jako fundament ładu społecznego”, Lublin 2004.
    Źródło: http://www.kul.pl/ks-prof-dr-hab-antoni-kosc-prof-zw,art_1308.html

  44. Maja
    Zgadzam się z Tobą, Maju głównie z tego powodu, że niekończąca się mantra o trójcy jest skrajnie ogólnikowym (inna rzecz, że ten obsesyjny chlapacz nie odróżnia ogolników od konkretów), bez dowodów, szkalowaniem żywych nieobecnych. To, co on tu wyprawia, nadaje się do sądu, gdzie przegrałby z hukiem wszystkie trzy sprawy. Tolerowanie go na blogu to nie wolność słowa, lecz – przepraszam, Panie Jacku – nadtolerancja. Żadna wolność nie jest wartością absolutną. Można go oczywiście nie czytać, ale przecież jego szkalowanie w annałach polityki.pl – pozostanie na wieki wieków amen.

  45. @ Jerzy Pieczul
    Zwracam uwagę Panu i wszystkim innym, że wdawanie się w polemikę z konkretnymi wypowiedziami w pewien sposób blokuje ich usuwanie. Nie przewiduję 24-godzinnego monitorowania wpisów, a zarazem — jak dotąd — nie stosuję mechanicznego wykluczania postów wysyłanych z konkretnych adresów. Zakładam — zapewne naiwnie — że każdemu należy dać szansę. P. Sławomirski wciąż nie chce z niej korzystać.
    Pozdrawiam, licząc, że nadal będzie mnie Pan (jak i paru innych uczestników forum) krytycznie wspierał w wysiłku propagowania rozsądku i życiowego realizmu.
    JK

  46. A może przypadek@ Sławomirskiego – nawiązując do jego ostatnich wynurzeń – to określany przez psychiatrów i psychologów klasyczny objaw syndromu. Objawia się ów syndrom emocjonalną niestabilnością, stanami napięcia, silnymi uczuciami depresyjno lękowymi.
    Ciężko problem zdiagnozować na odległość, ale swego czasu @Sławomirski wspominał o różnego rodzaju natręctwach sennych w postaci półek sklepowych , a na nich na przemian ocet , musztarda,ocet , musztarda,ocet , musztarda…i jedna półka z ciemnymi okularami, takimi jakie nosił swego czasu generał. I w tle tych majaków sennych upojna muzyka z kołobrzeskiego amfiteatru.
    Jak dla mnie – zupełnego laika w tych sprawach – tego typu objawy u naszego Kolegi to klasyczny przykład syndromu stanu wojennego a następstw tego typu diagnozy naprawdę nie można bagatelizować.

    Jakby co, to jestem z Panem w tych ciężkich chwilach. I uprzedzam, może być jeszcze gorzej.

  47. @baka, godz. 9:30. Nie zawsze jest tak, że z wiekiem nabiera się tzw. mądrości życiowej. Poszukaj publikacji takich wiekowych ludzi jak profesorowie Bender, ks. Bartnik, czy Wolniewicz, a przekonasz się jak są zapiekli w swoich radykalnych katolickich poglądach. I jeszcze jedno, pewnie wskazana przez Ciebie praca magisterską Łukasza Kluski z 2004 r. jest rzeczywiście autorstwa bohatera ostatniego wpisu red. Kowalczyka. Oryginalny jest tytuł, bo zawiera tezę przesądzającą o tym, że kara śmierci jest „fundamentem ładu społecznego”. Ciekawe, czy autor wykorzystał w swoich rozważaniach społeczno – wychowawczą rolę kary śmierci w III Rzeszy Niemieckiej i ZSRR. I czy docenił ” wkład” w budowę ładu społecznego nowoczesnych społeczeństw znanych powszechnie „humanistów” jak Hitler i Stalin.

  48. @Prowincjusz – no tak zdarzają się i tacy, którzy są zamknięci na wszelkie doświadczenie. Co do pracy mgr – żeby coś wnioskować, trzeba byłoby ją przeczytać (o ile w ogóle jest dostępna). Niemniej tytuł jest mocno prowokacyjny.

  49. Święta prawda, dziennikarze mają bardzo, bardzo dużo na sumieniu. Robią za darmo kampanię Korwinowi-Mikkemu, bo pokazanie nawiedzonego idioty wydaje im się ciekawsze niż wywiad z poważnym i fachowym politykiem lub ekspertem. Dobry wynik Korwina będzie wyłączną zasługą dziennikarzy. Oni może nawet by chcieli, żeby Korwin pełnił jakieś funkcje bo wtedy śmiesznym programom i paranoicznemu biciu piany nie byłoby końca. Pani Olejnik czy pan Lis na pewno wolą zrobić dynamiczne show z tokującym paranoikiem niże rzeczową dyskusję z poważnym człowiekiem. Korwin-Mikke, Oko, Pawłowicz czy Palikot to dla dziennikarzy samograje i kury znoszące złote jaja.

  50. Jacek Kowalczyk
    15 maja o godz. 10:40

    Szanowny Panie Jacku, znalazłem przyczynę awarii laptopa (przewód) i metodą „kopiuj (kup nowy), wklej (podłącz)” ją usunąłem. Z radości jadę opić zwycięstwo wodą z Bałtyku.
    Co do kaktusowego osobnika dowiedziałem się od Pana czegoś, czego dotąd nie uwzględniałem – że polemika z nim utrudnia Panu ewentualną reakcję. No i złamałem własne postanowienie, żeby jegomościa nie podlewać, nie odżywiać. Nigdy więcej (?). Tak mi dopomóż oj kapryśna bogini Imap Nuliaka.

  51. Aaron Spręzyner
    15 maja o godz. 10:46

    Aaronie, za te zdania – „@Sławomirski wspominał o różnego rodzaju natręctwach sennych w postaci półek sklepowych , a na nich na przemian ocet , musztarda,ocet , musztarda,ocet , musztarda…i jedna półka z ciemnymi okularami, takimi jakie nosił swego czasu generał. I w tle tych majaków sennych upojna muzyka z kołobrzeskiego amfiteatru.” – zwłaszcza za półkę z ciemnymi okularami, biję Ci brawo na stojąco. Chlapnę za Twoje zdrowie ze dwa łyki słonej wody.

  52. @ Prowincjusz
    Hombre, jeżeli tobie chodzi o tego prof. Wolniewicza (łysego z krzaczastymi brwiami, udzielającego się w Radyju etc.) – to akurat gość ma w życiorysie przepiękną kartę… marksisty-leninisty, m.in. jako współautor podręcznika „Propedeutyka filozofii” sprzed 50 lat, gdzie wysławiał pod niebo myśl Włodzimierza Ilijcza Uljanowa.

  53. @? O tego mi chodzi. Dzięki za ciekawą wiadomość o jego przeszłości marksistowsko – leninowskiej. Pozostało mu z tego czasu myślenie według spiskowej teorii dziejów, bo jak go kiedyś czytałem, czy słyszałem, wszędzie wietrzy masońsko – żydowskie spiski gdzieś tam sterowane z Brukseli. No, a taki Bender, w partii miłościwie nam panującej wprawdzie nie był, ale chętnie z nią kolaborował. Podobnie niejaki Robert Nowak, dziś znany radiomaryjny publicysta.

  54. @? P. S. do Bogusława Wolniewicz. Przeczytałem o nim w Wikipedii. Parę ciekawostek. Magisterium pisał o Leninie. Przerwał pracę naukową w 1953 r., bo nie godził się na brak wolności w badaniach naukowych, w 1956 r. wstąpił do PZPR ( do kiedy w niej był , nie wiadomo). I, uwaga, jest ateistą!

  55. Kluske Romana od dawna partie prawicowe usiłuja wykorzystać w swym PR, ale on wciąż odmawia , natomiast jego syn od dawna zaangażowany w skrajnym ugrupowaniu link
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Organizacje_monarchistyczne_w_III_RP
    Jak widać chętnie korzysta z pomocy redaktorów.
    To ugrupowanie jest bliskie tzw Polityce realnej która boecnie ma niesłychanie duże poparcie i ma szansę wejść do sejmu.

  56. Aaron Spręzyner
    15 maja o godz. 10:46

    Dla mnie to jest syndrom idioty, który gdyby nie Jaruzelski może nigdy by się nie narodził albo hitlerowcy albo tak gloryfikowani przez niego banderowcy zabiliby tatusia lub mamusię.

  57. ?
    15 maja o godz. 0:04

    O!!! Widzę ,że mój wpis dotknął Cię do ”żywego” można powiedzieć jak rozpalone żelazo.
    Jakieś słowa wziąłeś ”do siebie”. Jakie to moga być słowa? Może te?

    ”Polska niestety nie miała tyle szczęścia i rządzona przez lewicowo-komunistycznych
    złodziei, pijusów ,zdrajców i ciemniaków płaciła za to krwią i nędzą obywateli”

    Jeśli to te słowa to postaram się używać ich nieco rzadziej.

    Pogardzasz też parytetem złota,wolnym rynkiem i podobnymi wynalazkami prawicy.
    Przydałoby się wprowadzenie aparthaidu w gospodarce, abyscie nie mogli korzystać z darów ”chleba i płaszcza” ,a poznali radość płacenia śmietaną i jajkami,o ile oczywiscie udałby się Wam wyhodować kurę jako ,że powiedzenie ”dwie lewe ręce” ma swoje uzasdnienie w rzeczywistosci.

    Kolejny raz radzę Ci nie czytaj książek o UFO

  58. Jerzy Pieczul
    15 maja o godz. 1:17

    Myśę ,że nia masz racji.
    Redaktor raczej nie myślał o tych rewolucjach tak wąsko jako wyłacznie o narzędziu do wytłuczenia katolików.
    Dlatego wymienił rewolucję maoistowską, która akurat katolikow nie miała pod ręką.
    Zresztą Pan Kowalczyk na pewno wie ,że składową tej rewolucji była rewolucja kulturalna w ramach, której palono biblioteki.Np biblioteka konfucjanska w Pekinie ze względu na duże zbiory płonęla 6 (sześć) tygodni.
    Nawet taki tępy katol jak ja ,przeczuwa ,że to nic dobrego ,a wykształcony ateista WIE,że z tego żaden dobry początek ,a nawet koniec się nie wydarzy ,tym bardziej ,że wytłuczono jednocześnie tych co umieli posługiwac się pędzelkiem.

    Gdyby jednak wtedy spalono razem z książkami chociaż kilkuset katolików ,to dziś można byłoby powiedzieć ,że była to rewolucja antyklerykalna ,a cel uswięca środki.
    Niestety ,ptasie móżdżki nie pomyślały.

    Wyznawca tegoż maoizmu,Barroso ,uchodzący za wielkiego inteligenta,żeby nie powiedziec intelektualistę ,próbuje Europejczyków przerobić na niewolników w ramach nowej rewolucji ,a jego zakompleksieni wyznawcy nie mają odwagi powiedzieć ,że to zwykły dupek.

    Co do wojen krzyżowych to za bardzo się na nich nie znam ale biorąc pod uwagę tę ostatnią po Wiedniem, z Sobieskim w roli głównej, to raczej powinieneś w podzięce zmówić codziennie zdrowaśkę.
    Dzięki tej wyprawie krzyżowej nie dygasz z dywanikiem do modłów pod pachą ,od których można uciec tylko do podziemia.
    Ale nie wszystko stracone .Tobie nie ,ale Twoim dzieciom, a na pewno wnukom Maurowie na pewno dobiorą się do skóry.

  59. Prowincjusz
    15 maja o godz. 10:51

    ”Oryginalny jest tytuł, bo zawiera tezę przesądzającą o tym, że kara śmierci
    jest „fundamentem ładu społecznego”. ”

    Kilka lat temu rządom krajów demokratycznych Europy ,a najbardziej Polski bardzo na sercu leżał brak demokracji na Białorusi.
    Przyjmowano tu różnych przywódców opozycji ,wyśmiewano Łukaszenkę- tyrana,wzywano Go do ustąpienia itd.itd
    Robiono zamęt jak zwykle ,gdy chce się wywołać zamieszki i ferment przeciwko władzy.
    Wtedy zdarzył się zamach w metrze w Mińsku.
    Szybko aresztowano zamachowców ,osądzono i szybko wykonano wyrok śmierci.
    I jak za dotknięciem czarodziejskiej rózżdżki , zainteresowanie Bałorusią i niedostatkiem demokracji ustało.
    Wyobrażam sobie,że ciężko było zwerbować bojowników.
    To jest właśnie ten przypadek kiedy kara śmierci
    stała się „fundamentem ładu społecznego”. ”
    Gdyby Łukszenka nie był wystarczajaco stanowczy to dziś miałby taki rozpierdu….ę
    u siebie jak na Ukrainie

  60. Do Redaktora !

    Z wywiadu z Kluską można domyśleć sie ,że bliżej Mu do lefebrystów niż do Rzymu.

    Ale nawet lefebryści niechętni ekumenizmowi , z ekskomuniką nałożoną przez JPII są absolutnie przeciwni wpychaniu do gardła, swojej jednie prawdziwej wiary tym ,którzy
    tego sobie nie życzą.

  61. izka561
    15 maja o godz. 23:03
    Przepraszam, swoim zwyczajem mówisz tak, że nie wiadomo, co chcesz powiedzieć i o czym mają świadczyć mnożone przez Ciebie szczegóły. A moja myśl była prosta: chrześcijaństwo jako kodeks moralny jest listą pobożnych życzeń (czyli największą w dziejach utopią) – niczym więcej. Bardziej obrazowo wyrażam to od lat pytaniem: „Co największa religia świata zmieniła w człowieku na lepsze odkąd Kain zabił a mama skradła?”. I odpowiadam: „Nic, skoro z 95-procentowym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć w Polsce, że pompkę z roweru gwizdnął mi katolik”.
    Niech Cię kołysze do snu morska bogini Imap Nuliaka.

  62. @Izka
    Skończoną naiwnością z twojej strony jest domniemanie, ze dotknąć mnie mogą słowa osoby tak prymitywnej i zakłamanej jak ty. Pominę więc pytanie, co ci przyszło do głowy z tym ufo (ni z gruchy ni z pietruchy) i dlaczego w połowie wpisu zaczynasz do mnie zwracać się w liczbie mnogiej (coś widocznie musiało ci zaszkodzić, może kolacja?). Tak w ogóle bowiem to odpowiedzieć powinnaś Jehoszui, co do którego podobno wierzysz, że panuje w niebiesiech i którego swymi wpisami obrażasz – a nie komuś tak niewiele znaczącemu jak „?”. Bóg z tobą.

  63. Maja
    15 maja o godz. 8:44

    Szanowna Pani Maja

    Uwazam ze okreslenie „rozsiewajacy jad maniak” jest rozlewaniem witriolu wbrew zasadzie „pro domo sua”.

    Slawomirski

  64. @izka561. Gratuluję peanu na cześć Łukaszenki. Teraz oczekuję pochwał Putina, bo przecież jest przykładnym konserwatystą prawosławnym. Z nieżyjących warto sławić Pinocheta, Franco i jeszcze paru zasłużonych dla utrwalania chrześcijańskich wartości. A że przy okazji byli krwawymi dyktatorami… Nic to, była to służba Bogu. Jakoś nie dostrzegłaś w moim poście dwóch nazwisk osób, które ochoczo wydawały rozkazy zabijania. Myślę o Hitlerze i Stalinie. Wprawdzie nie pasują Ci one do dogmatycznej obrony wszystkiego, co pachnie Kościołem Katolickim. Przypomnę jednak, że obaj ci wielbiciele zabijania ludzi w imię swoich ideologii nie gardzili możnymi tego świata nawet, gdy byli katolikami, czy w ogóle chrześcijanami. Hitler podpisał konkordat z Watykanem, a Stalin na czas wojny przeprosił się z prawosławiem. Wybacz, że przypominam fakty znane przyzwoitemu uczniowi gimnazjum. Czynię to z nadzięją, że zaburzę Ci sielankowy obraz historii KK. Choć pewnie się zawiodę.

  65. izka
    Na wieki wieków.

    Nie rozumiem, co sugerujesz swoim wpisem o Białorusi. Że zamachowcy z mińskiego metra byli podstawionymi przez Zachód ludźmi? Gdyby tak było, to propaganda Łukaszenki nie omieszkałaby o tym trąbić.
    A może sugerujesz coś innego? Ale co? Czy mogłabyś wyrażać się jaśniej albo wcale?

    Codziennie od kilku lat czytam niezależne strony białoruskie. O zamachu w metrze przeczytałam wszystko, cokolwiek napisano po białorusku, łącznie z książką. Sprawców złapano szybko i sprawnie, równie szybko i sprawnie ich osądzono i wykonano wyrok, zupełnie nie zważając na wnioski adwokatów. Jeden z oskarżonych (chyba faktycznie winny) powtarzał tylko, że chciał zdestabilizować sytuację w kraju (co w zasadzie niczego nie wyjaśnia). Drugi zaprzeczał, że jest winny, ale jego wyjaśnień nie chciano słuchać. Chyba był po prostu niczego nie świadomym pomocnikiem sprawcy. Obaj zostali zabici strzałem w tył głowy, a rodziny nie dostały nawet ciał czy nagrobków. Wyrok wykonano tak szybko, że nasuwa się podejrzenie, iż chciano zapobiec pojawianiu się nowych wersji i uniemożliwić rozszerzenie dochodzenia. To przykład na to, jak autorytarne państwo działa szybko, sprawnie i nie słucha głupot adwokatów.Może ktoś był niesłusznie skazany, może później by coś wyjaśnił, ale nas to nie interesuje, to są konieczne koszty, jeden człowiek w te czy wew te się nie liczy, będą następni. To chciałaś powiedzieć?

    Bóg zapłać.

  66. Poczytałem sobie na „dzień dobry” ewangelię sensata Mateusza i zachodzę w głowę, po co domniemany zmartwychwstaniec (czyli do dziś nieznany z imienia podstawiony człowiek, który odgrywał Jezusa) ukazał się niewiastom Marii Magdalenie i Marii, polecił, by powiedziały uczniom, że idzie do Galilei (czyli w stronę rodzinnego Nazaretu, gdzie jednak nie wstąpił do rodziny na herbatę) i tam uczniowie będą mogli się z nim zobaczyć. Nic się nie dzieje bez przyczyny – nawet podrapanie się w czubek nosa – więc po co wędrował tak daleko i jakie mógł mieć plany dopiero co z krzyża zdjęty? I czemu, skoro potrafił zmartwychwstać, poszedł piechotą, a nie pojechał syrenką? Lub siłą wiary nie przyciągnął Galiei pod Jerozolimę? Po co w ogóle chodził, skoro mógł siedzieć i mówić, mówić, mówić? Po co się ulotnił do nieba, skoro tu byłby przydatniejszy? Wiele szczegółowych pytań można zadać pod adresem tego, który ponoć wszystko może. A ja mogę tylko przypuszczać. Więc to robię: Udający Jezusa chciał się szybko oddalić od miejsca, gdzie skazano Jezusa, i gdzie spotkanie z uczniami byłoby niebezpieczne, bo żywy udający zmarłego niechybnie skończyłby jako martwy zmarły. W rodzinnych stronach Jezusa nie musiał się, oczywiście, martwić, że go ktoś rozpozna. Ale to jeszcze nie wyjaśnia, po co szedł właśnie do Galilei. Tego nie wiem i pewnie się nie dowiem. Wiem natomiast, że

    „Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie im Jezus polecił. A gdy go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili”.

    A u Marka:

    „W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego”.

    Sporo jest w ewangeliach tego wątpienia najwierniejszych słuchaczy i zarazem uczniów, a równocześnie absurdalnego ich przekonywania przez domniemanego zmartwychwstańca, że jest Jezusem. Pewnie m.in. dlatego kiedyś święta księga była zakazana. Dokąd się Kościół nie połapał, że mało kto ją czyta, a do bycia wiernym wystarczą skrzyżowane patyki, „W imię Ojca i Syna” i wszystko, co się świeci.

  67. Prowincjusz
    16 maja o godz. 6:19

    Trudno dyskutować z kimś kto myśli ,że ”Jakoś nie dostrzegłaś w moim poście dwóch nazwisk osób, które ochoczo wydawały rozkazy zabijania. Myślę o Hitlerze i Stalinie”
    obaj ci zbrodniarze wydawali wyroki kary smierci.
    Każda ich decyzja w tej kwestii była po prostu zbrodnią.Tylko sąd może wydać wyrok śmierci.
    Nie popieram Łukaszenki —szczerze mówiąc zbyt mało wiem o Nim i kraju którym rządzi aby zajmować jakiekolwiek stanowisko.

  68. @? i @Prowincjusz
    Wolniewicza znałem jeszcze jako docenta, gdyż uczęszczałem na seminarium, które prowadził na UW. Był to wówczas zagorzały zwolennik linii partyjnej. Kiedyś spóźnił się, czekaliśmy na niego dość długo. Wreszcie zjawił się i z solenną mina zawiadomił nas , że w Kraju odbywają się bardzo ważne rzeczy, bo właśnie odbywa się któreś tam plenum PZPR i on nam radził, żebyśmy się wsłuchali w to co tam jest omawiane. Już wtedy był łysy, miał wytrzeszcz oczów zza grubych okularów.
    Jego zwrot w stronę Rydzyka jest pozornie niezrozumiały, ale tak na prawdę daje się zrozumieć; to człowiek, który zawsze optował za twardym zamordyzmem. Jest wrogiem odmieńców, „zboczeńców”, liberałow, ludzie nie uznających żadnego guru.

  69. Marit
    16 maja o godz. 13:43

    ”Codziennie od kilku lat czytam niezależne strony białoruskie” -doradzam sprawdzenie od kogo są niezależne.

    ” O zamachu w metrze przeczytałam wszystko, cokolwiek napisano po białorusku, łącznie z książką”
    A były tam opinie tych, którzy zginęli w metrze ?
    Ciekawe jak to jest, jeśli człowiek czytając gazetę np.w metrze ginie w pół sekundy –ma swiadomosc umierania czy nie ,czy jak umiera 5 sekund i jechał razem ze swoim dzieckiem , ma czas na zamartwianie się o nie czy już nie itd.itd

    Ktos kto zamordował 15 osób ,a setki zrobił kalekami niezależnie od motywów zasługuje na karę śmierci.
    Ten przypadek pokazuje ,że wykonanie wyroku miało niezwykle ozdrowieńczy wpływ na przyszłych ochotników destabilizacji za pomocą odbierania życia przypadkowym ludziom.

  70. ”ochotników destabilizacji za pomocą odbierania życia przypadkowym ludziom.”

    Ma być: na przyszłych AMATORÓW destabilizacji za pomocą odbierania życia przypadkowym ludziom

  71. Jerzy Pieczul
    16 maja o godz. 14:08

    Jerzy. Masz taką szczególną właściwość, że przywołujesz rzeczy wesołe i rozczulające, w sposób barwny i smakowity, przez co robi się jaśniej nawet w marną pogodę.

    Jeden z moich ulubionych cytatów z Pisma, przedstawia Bozię tak:
    „A Pan… zadał im [mieszkańcom Gibeonu] wielką klęskę…Gdy w czasie ucieczki przed Izraelem byli na zboczu pod Bet-Choron, PAN ZRZUCAŁ NA NICH Z NIEBA OGROMNE KAMIENIE, aż do Azeki, tak,że wyginęli.”
    Ks.Jozuego 10/10

    Jeśli się jest człowiekiem osobowościowo zdrowym i autentycznym, znaczy wolnym, można to czytać z rozbawieniem, smutkiem, zaciekawieniem badawczym, słowem – na różne sposoby poza jednym: na serio traktując Boga, jego Pismo i jego religię.

    Niestety, ludzie wierzący traktują to na serio. Serio mają Boga za absolutne dobro i serio wierzą w Objawienie, w Zbawienie i różne figle wyczyniane przez Jezusa. Są więc na serio bardzo skrzywieni, a przez to bardzo niebezpieczni. Dla siebie, a jeszcze więcej – dla tych maluczkich, którzy są zależni od ich skrzywienia.
    Swoje skrzywienia i paranoje mają za moralność. Sądzą, że jest ona niezmienna, jedyna i wieczna. Nienormalność mają za normalność.

    Ludobójstwo na ich oczach, popełniane przez ich umiłowanego Bozię na całym narodzie Gibeonu mają za rzecz wzorową i godną. Ponieważ mają swoją Bozię za ideał. Bozia się szczyci mordem wykonanym własnymi rękami i każe się za to wielbić. Co wierni skwapliwie robią.

    Jest jednak w ludzkiej konstytucji aparat genetyczny, który chroni organizm przed jawną sprzecznością. Uświadamiana sprzeczność, w sprawach zasadniczej wagi, utrudnia życie, co osłabia witalność organizmu i obniża jego szanse ewolucyjne. Powszechnie i potocznie nazywamy to instynktem, lub przeczuciem.
    Wierzący z Bozię rz po raz słyszą głos instynktu, który ich ostrzega przed chorobą w którą popadli. Ostrzega ich przed czytaniem Pisma i zauważaniem sprzeczności, infantylizmów, fantazmatów, rojeń, nienawiści i zbrodni. A najbardziej ostrzega ich przed najgorszym: myśleniem (samodzielnym) i wyciąganiem wniosków.

    Zaduszają więc w sobie nie tylko myślenie, nie tylko własną podmiotowość, ale i moralność. Odmawiają sobie czytania, wolnego myślenia i pójścia w ślad za myślą, za wolnościa i własną godnością. Ponieważ takiego stanu nie da się znieść świadomie bez udręki, konieczne im jest zagłuszenie. Robi się to wódką, na skalę indywidualną, a zakłamaniem na skalę zarówno indywidualną jak i zbiorową. Owocem tego zakłamania jest moralność socjalistyczna, czyli rzymskokatolicka.
    Moralni katolicy twierdzą, że to jedyna moralność, i że bez niej nie da się żyć. Mają rację w tym drugim: wytrzebiwszy z siebie siebie samego nie mogą żyć bez rusztowania religii.
    Jest to smutne, jest to degeneracyjne, ale zarazem powszechne.
    W sytuacji smutnej, z podobnych powodów ewolucyjnych, należy się ciągle pocieszać. Dlatego też katolicy mają dużo infantylnie wesołych piosenek. Ich festiwale oglądaliśmy ciągle podczas celebryckich zlotów gwiaździstych z udziałem świętego mistrza.

    Tak więc pierwszym powodem zakazy czytania Pisma przez wiernych był lęk samych zakazujących. Pokazał to bardzo wyraziście Umberto Ecco w „Imieniu Roży.”

    Katolicyzm jest w istocie nieustanną, paniczną ucieczką przed lękiem. Dlatego tak kompulsywnie jest przedstawiany jako swoja odwrotność: nieustanna radość. Radość Objawienia, radość Zwiastowania, radość nauczania, radość zbawienia i radość wiecznej męki w niebie podczas wsłuchiwania się w fałszywie brzmiące śpiewy chórów.

    Ostatnio mieliśmy wesoły z punku widzenia refleksji nad fałszywością religii, a tragiczny z punktu widzenia normalnego człowieka wypadek: w Afganistanie zeszła lawina błota i skał i zalała całą wieś z ok. dwoma tysiącami ludzi i pewnie podobną ilością zwierząt. Prawie wszyscy z ludzi to byli skrajni biedacy. Takich biedaków, jak wiemy, bronił Jezus i bronią jego biskupi.
    Nie widziano na miejscu zdarzenia ani Jezusa ani biskupów. Nawet w mediach nasi dzielni biskupi, siedząc w biskupich fotelach i popijając Black Label nie odnieśli się do sprawy. Natomiast nadobficie komentują duże dekolty, krótkie spódniczki, dżender i wyśpiewują głośne peany do matki Boskiej co latała nad Armią Czerwoną i ich przerażała swoim wyglądem.

  72. izka
    Nie, opinii martwych tam nie zamieszczono. Nie popisuj się.

    Zwracam ci tylko uwagę, o wszechmądra, że niejednego moglibyśmy sie jeszcze dowiedzieć, gdyby sprawców pośpiesznie nie zabito po wyroku sądowym. Bardzo możliwe, że główny sprawca miał mocodawców, o których się już niczego nie dowiemy.

    „Nie popieram Łukaszenki —szczerze mówiąc zbyt mało wiem o Nim i kraju którym rządzi aby zajmować jakiekolwiek stanowisko.”
    No właśnie.

    Szczęść boże.

  73. izka
    Zmuszasz mnie, kobieto, do myślenia.

    To było jakiś czas temu, ale przypomniałam sobie coś niecoś w kwestii ofiar. Był jeden ojciec, starszy człowiek, którego córka zginęła w tym zamachu. Jako oskarżyciel posiłkowy prosił o uwzględnienie wniosków adwokatów, o bardziej szczegółowe i dogłębne śledztwo, bo podobnie jak wielu Białorusinom wydawało mu się podejrzane, że dwóch przypadkowych i nieszkodliwych do tej pory pacanów zrobiło taki zamach. Szukał sprężyny, podejrzewał, że są jacyś mocodawcy. Tego ojca zamknięto w psychuszce i trzymano go tam „na leczeniu” jakiś czas, do zakończenia procesu. Po prostu nic nie mogło przeszkadzać w szybkim przeprowadzeniu procesu i zlikwidowaniu sprawców.

    Proces, zwłaszcza zakończony karą śmierci, powinien być szczegółowy i rozwiewać wszystkie wątpliwości, a nie je pozostawiać.

    Na wieki wieków.

  74. @izka561. Niestety, jak słabej gimnazjalistce, muszę przypomnieć, że w państwach Hitlera i Stalina kara śmierci obowiązywała w prawie karnym. I, pomijając masowe ludobójstwo obu despotów, sądy niemieckie i radzieckie, orzekały wyroki śmierci jak najbardziej. Ponieważ nigdy w całości nie ogarniasz pisanych do Ciebie postów, wydaje mi się, że trafnie zaliczę Cię do tych „strasznych mieszczan” ze znanego wiersza Tuwima „Mieszkańcy”. Tylko jedną zwrotkę Ci zadedykuję:
    I znowu mówią, że Ford…że kino…
    Że Bóg…że Rosja…radio, sport,wojna…
    Warstwami rośnie brednia potworna,
    I w dżungli zdarzeń widmami płyną.

  75. @Lewy. Zdaje się, że pan Wolniewicz był „docentem marcowym”. A poza tym – chyba trafnie oceniasz jego psyche. No bo jak to, ateista brata się z Rydzykiem? W Wikipedii piszą o nim, jeśli dobrze pamiętam, „katolicki ateista”. To ci dopiero!

  76. Marit
    ”Bardzo możliwe, że główny sprawca miał mocodawców, o których się już niczego nie dowiemy”
    To prawie pewne.Trudno sobie wyobrazić ,żeby mali chłopcy sami skonstruowali bombę w kraju gdzie dyktatura trzyma wszystkich za twarz,inwigiliuje swoich obywateli,opozycję trzyma w tiurmie,podsłuchuje telefony i pilnie strzeże materiałow wybuchowych.
    Ale są pewne wskazówki .
    Nie uśmierca się swoich cyngli bo trudno będzie przekonać do siebie kolejnych.
    Wszystkie te go…no warte organizacje broniące praw człowieka podniosły straszny jazgot ,że proces jest niesprawiedliwy, a sprawcy nieznani.
    (w przypadku ponad 100 osób zastrzelonch na majdanie te same gó….no warte organizacje praw człowieka trzymają mordę w kuble razem z Arszenikiem przyjmowanym na światowych salonach)
    Naprawianie Białorusi ustało jak nożem uciął.

  77. Tanaka
    16 maja o godz. 17:39

    Nie mówisz na wesoło, ale mówisz niezmiennie przenikliwie. Dziękuję.
    Oczywiście, rozumiemy się bez słów, że realne chrześcijaństwo ze słów powstało i słowami żyje. Ci, którzy powtarzają z patosem za szurniętym Janem: „Na początku było Słowo”, nie potrafią dopowiedzieć: „I tylko słowo”. Religia to wyłącznie słowa. Te słowa są wydumaną, optymistyczną odpowiedzią na rzeczywiste pytania, biedy i lęki. Ale z czasem pojawili się ciut odważniejsi, którzy odrzucili starożytny prymityw zwany „Bogiem” i wypatrują jakiejś siły sprawczej świata. Nie mogą się odczepić od myśli, że ktoś lub coś musiało ten świat zrobić. Nie mogłem jednego takiego kolegę spotkanego po 45 latach choćby zainteresować myślą, że to z istnienia pierwotnych duszków w umysłach, czyli wyłącznie z oswojonych słów wyewoluowała w umysłach bardziej analitycznych idea jednej siły sprawczej wszechświata. Słowa i tylko słowa o znanych tylko ze słów bogach, były jedyną przyczyną powstania takich nowych myśli jak uniwersalny Bóg chrześcijański, po nim – jakiś inteligentny projekt, a nie zmysłowa obserwacja świata i wszechświata. Z patrzenia na niebo gwiaździste nic boskiego nie wynika.

  78. Prowincjusz
    16 maja o godz. 19:0

    ”Niestety, jak słabej gimnazjalistce, muszę przypomnieć, że w państwach Hitlera i Stalina kara śmierci obowiązywała w prawie karnym”

    Po to są kodeksy karne aby można na ich postawie orzekać i wymierzac różne kary np.karę smierci.
    W tamtym czasie większość krajów na świecie miała karę śmierci w swoich kodeksach
    W Niemczech dzięki temu było możliwe powieszenie zbrodniarzy hitlerowskich po procesie norymberskim.W Polsce też.
    Inną kwestią jest brak niezawisłych sądów ,tak jak w brunatnym i czerwonym socjaliźmie Hitlera i Stalina, w którym to, często ”sędziowie” po krótkich kursach kroju i szycia ale i może ci dobrze wykształceni wykorzystywali kodeks karny do utrzymywania ustroju.

    Dziś w kodeksach takich krajów jak USA czy Indie też jest zapisana kara śmierci.

  79. Szanowny redaktorze Polityki

    Watykan atakuje. Ostatnio arcybiskup Toronto skrytykowal lidera kanadyjskich liberalow. Poszlo o nowa zasade ktora wymusza na liberalnych parlamentarzystach przestrzegania prawa kobiet do decydowania o swoim ciele. Arcybiskup uwaza ze to dyskryminacja liberalow ktorzy opiekuja sie bezbronnymi plodami. Arogancja Watykanu nie zna granic.

    Slawomirski

  80. Tanaka
    16 maja o godz. 17:39

    Szanowny Panie Tanaka

    Gratuluje wpisu.

    Slawomirski

  81. izka561
    16 maja o godz. 19:51
    Z całą niewrogością wobec Twojej odmienności i tylko dlatego, że to zjawisko dość częste. Może się nie pogniewasz, biorąc poprawkę na to, że jestem ciut pieprzniętym językowcem, chociaż mówię wyłącznie o faktach. Powiadasz:

    „trzymają mordę w kuble”.

    Izko, „Trzymać mordę w kubeł” jest frazeologizmem, więc skamieniałą przenośnią, konstrukcją, w której nie można dowolnie zmieniać elementów składowych, bo tylko w tej jednej postaci jest zachowane znaczenie przenośne. Twoja zniekształcona konstrukcja znaczy, że dosłownie, bez przenośni trzymają mordę w kuble. A przecież chciałaś powiedzieć, że się nie wychylają, siedzą cicho.

  82. Jerzy Pieczul, Tanaka
    Czytam Was zawsze nie tylko ochotnie, ale i z podziwem dla znajomości świętych ksiąg.
    Doskonale więc wiecie, ileż to pułapek intelektualnych czyha na maluczkich w Starym i Nowym Testamencie i że lepiej przed ich czytaniem strzec owieczki boże, co by się nie znarowiły (nie tylko konie się narowią?!).
    KK od stuleci podaje wyselekcjonowaną i spreparowaną strawę, a na niej wyrastają w głowach maluczkich przedziwne wykwity myślenia.
    Spotkałam się ostatnio z takim wykwitem na moim ulubionym portalu Fronda:
    „Jeśli Bóg obdarza mnie różą, która ma większe kolce, to znaczy że on mnie bardzo kocha, ponieważ dla mnie cierpienie jest darem. Obdarowujemy zazwyczaj tych, których kochamy”.
    To masochistyczne wyznanie posługujące się jakąś pokrętną logiką jest przerażające i prowadzi do absurdalnych zgoła wniosków.
    Szczęśliwe, a w każdym razie udane życie oznacza tyle, że Bóg nas nie miłuje? Im lepiej się nam powodzi, nie chorujemy, nic nas nie boli, tym bardziej bóg się od nas oddala, a miłość jego słabnie?
    Jeżeli zaś my kogoś kochamy, to najlepiej okazać mu uczucie, zadając ból?
    Znajduję tylko jedno wytłumaczenie, skoro nie da się cierpienia jako takiego usprawiedliwić. Trzeba mu nadać sens, uwznioślając je jako element Planu Bożego. A ten jak wiadomo jest niezbadany.
    Cudowne wytłumaczenie, które ma taką wartość jak pigułka reformacka dobra na wszystko.
    A ja Was bardzo lubię (Marit też), życząc ludzkiego nie kościelnego „ubogacenia” i za nic w świecie nie chcę, byście cierpieli ani za swoje, ani za cudze grzechy.
    P.S. Natomiast jak ktoś chce i lubi cierpieć, to proszę bardzo.

  83. Jerzy Pieczul
    16 maja o godz. 20:50

    Dlatego nie ma cudzysłowu.
    Może powinno być trzymają mordy w kuble pełnym gów…a ,.
    Wtedy jest to dalsze od skamieniałej przenośni i bardziej znośne dla ”językowców”

  84. izka561
    16 maja o godz. 21:11
    Niestety Izunio, straszny z ciebie prymityw. Tak sobie z tym g..wno subtelnie zazartowalas

  85. izka561
    16 maja o godz. 21:11

    Izko, żadnych frazeologizmów, przysłów, aforyzmów nie ma potrzeby ujmować w cudzysłów. Cudzysłów jest okropnie nadużywany. Już prof. Doroszewski to wytykał. Zamiast powiedzieć wprost, że nie wiedziałaś, udajesz, ze zrobiłaś celowo. Wstyd, Szanowna Pani Chrześcijanko.

  86. mag
    16 maja o godz. 21:01

    Droga i Szanowna mag, tak mnie wzruszyłaś tym cytatem z Frondy, że mało się jabłkiem nie udławiłem. Ślepy widzi, że myślenie onym religiantom szkodzi – nawet kiedy jest atrapą myślenia.

  87. mag
    16 maja o godz. 21:01
    Droga mag, w ogóle nie uprawiam życzeń, ale raz se życznę. Życzę, by się dobry Bóg odtentegował od pięknej, mądrej kobiety, która i bez jego łaski jest dobra. On tylko judził, jątrzył i upajał się zapachem palonych zwierząt, a mag uśmiecha się i godzi. A jak napiernicza, to raczej w bęben niż w cudzy łeb.

  88. mag
    Cholera, przegapiłem podsumowanie, a chciałem powiedzieć: mag jest bardziej boska od Boga.

  89. mag, Jerzy Pieczul

    Rodzice bijący swe dzieci zawsze twierdzą z przekonaniem, że robią to z wielkiej ku nim miłości. Bardzo często wspierają się przy tym nakazami Księgi, religii i proboszcza, wreszcie powszechną praktyką sąsiedzką.
    Właściwych cytatów udowadniających słuszność bicia i surowego karania dzieci przez rodziców, a zwłaszcza ojców, jako właścicieli rodzin, czyli inwentarza żywego, jest w Biblii nadmiar.

    Zacznijmy od reguły kardynalnej: „czcij ojca swego i matkę swoją”.
    Nie ma reguły odwrotnej: „czcij dziecko swoje i okazuj mu szacunek”.

    Sprawy szczegółowe wyglądają tak:
    „Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki (…) ojciec i matka (…) powiedzą starszym miasta: “Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny (…)”. Wtedy mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze.”
    (Księga Powtórzonego Prawa, 21:18-21)

    Powyższe było i jest podstawą morderczej czarnej pedagogiki, uprawianej od zarania religii Księgi, a więc i katolicyzmu, do czasów współczesnych, wręcz do dziś. Powody dla których czarna pedagogika stopniowo traci siłę, pochodzą spoza religii, ze świata ludzi normalnych, co katolicyzm nazywa „kulturą śmierci”.

    Istota czarnej pedagogiki opiera się na następującej zasadzie:
    „Nieposłuszeństwo syna znaczy tyle, co wypowiedzenie wam wojny. On chce wam wyrwać władzę, z wy winniście odpowiedzieć na przemoc przemocą, by potwierdzić wasz autorytet, bez którego nie ma mowy o żadnym wychowaniu. Chłosta zaś, jaką mu wymierzycie niech nie będzie jedynie czczą igraszką, ale niech go przekona, że to wy jesteście panem.” [J.G.Kruger]

    Cytat z Krugera jest idealnie zgodny z cytatem z Biblii. To jego kopia. Mordercze zasady Biblii są morderczymi zasadami czarnej pedagogiki.

    Cyt [ za mag, z Frondy]:
    „Jeśli Bóg obdarza mnie różą, która ma większe kolce, to znaczy że on mnie bardzo kocha, ponieważ dla mnie cierpienie jest darem. Obdarowujemy zazwyczaj tych, których kochamy”.

    Tak mówi człowiek, który był maltretowany w dzieciństwie, ale nie lęka się do tego przyznać. Musi więc lęk w sobie stłumić, wyprzeć się cierpień zaznanych w rodzinie i zamienia cierpienia na coś szczytnego, wzniosłego i świętego. Im więcej cierpię, tym bardziej staję się widocznym dla wszystkich znakiem, że jestem osobą wybraną przez Boga, uświęconą, a więc wzorową.

    Uświęca to i utrzymuje przemoc domową. Ofiara przemocy publicznie ją uświęcająca skazuje na podobne cierpienia następne pokolenia. Które też będą mówić o pięknej róży z wielkimi kolcami.

    Z takich rodzin pochodzi gros księży. To oni – ofiary przemocy – skonstruowali SYSTEM PRZEMOCY, który przemoc sankcjonuje, uświęca, czyni ją Bogiem i z tej przemocy żyje.
    Księża ci mówią potem o dzieciach co „lgną” i „kuszą i wciągają w to dorosłego” oraz „mają potrzeby do zaspokojenia” i „że to ich własny wybór.”

    To jest PRZEMYSŁ POGARDY.

    Pogarda, zagubienie, skrzywdzenie, żeby to wszystko jakoś znieść i nie zwariować, nie popełnić samobójstwa, muszą doznać przekształcenia: co było złe musi być nazwane dobrym.
    I odwrotnie: co jest dobre, musi być często nazwane złem.

    Religia jest wyrazem lęku. Żeby go zagłuszyć, nazywa się ją radością. Lęk jest radością.
    I Jezus i jego matka i Józef byli osobami niekochanymi.
    Maryja miała zwiastowanie, a nie normalną bliskość małżeńską. I zamiast realnego mężczyzny wybrała mrugające światełko.
    [mrugająca latarka jest przyrządem diagnostycznym w psychiatrii].
    Józef miał nieswoje dziecko, a Maryja zamiast być mu czułą i chutną żoną w uwielbieniu i przemodleniu roiła o Duchu Świętym, któren jej dziecko sprokurował.

    Jezus zaś miał rozdwojenie jaźni: czyj on ci jest. Ziemski czy nieziemski,swój czy obcy. Razem czy osobno.
    W dodatku był częścią Trójcy, co czyniło trudność do sześcianu.

    Był to ówczesny dżender, ale Jezus nie mógł o tym mówić.Musiał to wypierać, więc roił o Niebiańskim Ojcu i niebiańskiej miłości, zamiast miłości ziemskiej, żywej, jedynej prawdziwej i jedynej w pełni satysfakcjonującej.
    W dodatku dosyć fajnej.

    Apostołowie, jeden w drugiego, mieli nadmiar przemocy a niedostatek rzeczy miłych i miłosnych. Człowiekowi nieszczęśliwemu w grupie raźniej, problemy dzieli z innymi.I wszyscy się ze sobą zgadzają, co dodaje otuchy i poczucia złudnej racji. Racja staje się misją.

    Osobom skrzywdzonym w dzieciństwie, skrzywionym i wykoślawionym przez rodziców i – co dużo rzadsze – innych ludzi – najbardziej brakuje czystej, zdrowej miłości. Nie zaznawszy jej, a zaznawszy czegoś przeciwnego, ciągle do niej tęsknią,ciągle ją przyzywają, bezgranicznie o niej marzą.I nie mogą się jej doczekać, nie zaznają zaspokojenia w miłości, bowiem dostają tylko czcze słowa, a nie substancjalną miłość człowieka. Im więcej jej pożądają, tym bardziej czują jej ułudę i nierealność.
    To miraż i fatamorgana. Zbliżasz się, a ona się oddala.

    Tak też wygląda Biblia. Chcesz czegoś sensownego, a ona się sypie i wyłażą z niej fantasmagorie i ciernie. Co fascynuje osoby rozmiłowane w kolcach, ale nie ludzi zdrowych.

    Kościół głosi rzeczy w zasadzie miłe. Tzn miłą zasadę główną:miłości.
    Z niej wywodzi się cała reszta rzeczy miłych.
    Tymczasem Kościół wcale nie jest miły.
    Wiecznie łaknie tej miłości i wiecznie się jej sprzeciwia. Wiecznie mu się zdaje, że się wznosi, tymczasem obserwator stojący z boku widzi, że spada.
    Dzieje się tak, ponieważ wyznaje nieistniejące, a robi tak właśnie z lęku.

    Lęki proste dawno już zostały rozwiane: człowiek bał się pioruna, ale już się nie boi. Rozumie zjawisko i ma na nie rozwiązanie.

    Natomiast pozostaje lęk główny: związany z cierpieniem zadanym przez najbliższych i głód miłości prawdziwej.
    Jest to lęk niezaspokajalny w w Kościele i w religii, bo odpowiedź jest fałszywa. Spragniony zawsze pozostanie spragnionym.
    Ma nadzieję, że jeśli nie tu, to po śmierci jego pragnienie wreszcie dozna zaspokojenia.

    W ten sposób człowiek spragniony odcina się od jedynej rzeczy jaką mógłby dysponować, by pragnienie zaspokoić: siebie.
    Sprzeciwia się rzeczywistemu, niepowtarzalnemu sobie, by łaknąć tego, co poza nim nie istnieje.

    Bóg wyróżnia człowieka dając mu różę z większymi kolcami niż innym.
    Jeszcze bardziej Bóg wyróżnił człowieka w Auschwitz, dając mu naprawdę solidne kolce. Można rzec, w rozmiarze XXXL.

    Kilka dni temu Bóg wręczył solidną różę z kolcami mieszkańcom biednej wioski w Afganistanie.Po czym zalał całą wioskę lawiną błota i skał. Zginęło ok. 2000 ludzi.

    To są przypadki banalne, przez swą nieustanną powtarzalność.
    Bóg posiada dużą hodowlę róż.

    RELIGIA JEST DRAMATEM CZŁOWIEKA.

  90. Pardon.
    Napisałem: „nie lęka”
    Ma być „lęka”.
    Oczywista oczywistość.

  91. Jerzy Pieczul
    16 maja o godz. 22:01

    Mag jest bardziej boska, to niewątpliwe.

    A co do rzeczy miej boskich, a partykularnych: nazywajmy rzeczy adekwatnie. Jesteś tego wielkim zwolennikiem, co bardzo cenię, bo to mądre i rzadkie. A tu masz – w sprawie Frondy mówisz o atrapie myślenia.
    Nie w tym nie było żadnej atrapy. To są czyste emocje. Emocje prawdziwe zamienione w emocje skłamane. Złe i wyparte, przeflancowane w skłamane, ale dobre. Co wyżej starałem się wyjaśnić.

  92. Tanaka
    16 maja o godz. 23:05

    Drogi Tanako, udajmy przez chwilę, że się kłócimy, żeby nie było za słodko.

    To, co zacytowała mag, jest atrapą myślenia, ponieważ ma postać logicznego lub choćby pozornie logicznego wywodu – DLA ODBIORCY. Ty zerknąłeś w kapustę nadawcy. Jasne, że cała religia bierze się z emocji, a cytowane słowa są podlizywaniem się Bogu.
    Nie wyrzucajmy tak łatwo myślenia z uboższych w to myślenie głów, bo nie mamy niczego w zastępstwie: nie mamy odrębnych nazw na różne rodzaje myślenia, jak dawni Eskimosi mieli wiele nazw śniegu, czy pustynni nomadzi – nazw wielbłądów. Każdy mózgowy wysiłek jest myśleniem, tyle że myślenie myśleniu – nierówne. Jest na przykład manieryczny odruch rozpoczynania wypowiedzi i częstego wtrącania „Ja myślę…”. Pewnie, że myśli. Ale „Ja myślę, że przydałoby się trochę pieprzu”, „Ja myślę, w jaki sposób zabić drozda”, „Ja myślę, jakimi poręcznymi nazwami można by odróżnić nieskomplikowane myślenie egzystencjalne od wysoko wyspecjalizowanego myślenia analitycznego” – to bardzo różne poziomy myślenia. Niestety, nie mamy dla nich słownikowych nazw, a opisowe definicje utrudniają komunikację. Być może, kiedy świadomość istnienia różnych poziomów myślenia stanie się nie tylko powszechna, ale i zaakceptowana – jak różna waga osobników i różny wzrost – nazwy same się znajdą.

  93. Szanowny Panie Tanaka

    Troche pan pofantazjowal z tym szukaniem przez czlowieka milosci. Robia to wierzacy w boga. Robia to tez niepoprawni optymisci. Ale czy reszta z nas zajeta jest poszukiwaniem absolutu? Bardzo watpie. Przeciez to jest psychczno/psychiatryczny roller coaster.
    P.S.
    Gratuluje wpisu.

    Slawomirski

  94. Szanowny redaktorze Polityki

    Szacowne czasopismo Fakt zainteresowalo sie Wojciechem Jaruzelskim:

    „Wiemy, że był reanimowany. Lekarze podłączyli go do płucoserca i badają przepływy w jego mózgu. Prawdopodobnie stracił już słuch i mowę. Nie sposób jednak przewidzieć, czy fakt podłączenia generała do specjalnych urządzeń, realizujących krążenie pozaustrojowe, poprawi jego stan.”

    Chodzi mi po glowie ten mur kremlowski.

    Slawomirski

  95. Nie wiem, czy tak można, ale Twardowski też kiedyś nie wierzył ,ale na Księżycu ostatecznie wylądował.I dlatego ja też wierzę ,że to ma jednak sens.
    Od czasu do czasu odwołuje się w formie krótkich impresji, popartych krótkimi cytatami do swoich lektur.
    Ostatnio składałem do kupy literki przy lekturze ,oczywiście Miłosza i jego rosyjskich reminiscencji. „Rosja” to zbiór esejów, tekstów wydanych pośmiertnie, a będących efektem zainteresowania rosyjską kulturą polskiego noblisty.
    Oczywiście jak Rosja to przede wszystkim Dostojewski. Miłosz przybliżał zresztą jego twórczość amerykańskim studentom. I przy tej okazji parę włosów na głowie mu ubyło.
    I żeby długo nie przeciągać zacytuję jedno ( tylko jedno), ale jakże wymowne zdanie z eseju o Dostojewskim i Mickiewiczu. Zdanie pada przy okazji tej części która odwołuje się do „Braci Karamazow” , dzieła które według wielu najbardziej oddaje sens filozoficzno-kulturowych poglądów Dostojewskiego.
    A oto ono. Krotki, niewinne, ale dla wielu…

    „Niesympatyczny, ale genialny młodzieniec Iwan Karamazow nie jest tam żadnym ateistą, to dla niego za prymitywne”

    O matko boska! Czyli Ci wszyscy ateiści na blogu to ludzie o małym rozumku. To taka metafizyczna piaskownica. Wiaderko, łopatka i duzo piasku. bardzo duzo piasku.

    I już na koniec krótki fragment z „pieska przydrożnego” ( niestety ,ale pieski lubią piaskownice i od czasu ,do czasu…

    „ Odwrotnie

    W Polsce są wszelkie dane na odwrócenie: kiedyś była sceptyczna, mocno pozytywistyczna inteligencja i pobożny lud zapełniający kościoły. W niedalekiej nawet przyszłości może być inaczej: chrześcijaństwo, zmagające się z powszechną niewiarą, okaże się za trudne dla ogółu i większość swoich wiernych zachowa jedynie wśród najwyżej wykształconych”

  96. Jerzy Pieczul
    16 maja o godz. 23:58

    Rzecz właśnie w tej „atrapie”. Określenie „atrapa” jest połączone z „myśleniem”. Tworzy to mylącą zbitkę słowną. Mówisz o procesie mając na myśli jego nieprawdziwość w rozumieniu braku myśli jako rzeczy autonomicznej – więc mówisz – „atrapa”, ale słuchacz słyszy – „myślenie”. I myśli, że myśli.
    I tak sobie można gadać, gada dwoje, gada, stado, gada naród wszelki. I myślą, że myślą.
    Dopóki tak jest, dopóty gadamy wkoło Macieju.
    Tymczasem inni sprawdzają istotę bozonu. Bo wiedzą o czym mówią i potrafią nadać pojęciom znaczenia. Ci inni są daleko z przodu. Ci pierwsi tkwią w miejscu. Rozchodzi nam się wymiar w którym daje się treściwie dyskutować i wyprowadzać z tego wnioski od wymiaru mocno skażonego bezkształtnością.
    Nieraz dzieje się to w tym samym człowieku, co silniejsze w nim wywołuje pomieszanie.

    Rzez jasna racja w tym, że brak terminu czystego, a stosowanie za każdym razem opisu wyjaśniającego jest niefunkcjonalne. Nie wiemy ile jest rodzajów śniegu.
    Znamionuje to też to, że mając tak od zarania, nie wiemy w istocie o czym mówimy, nie wiemy, że nie myślimy, a ewaporujemy z siebie emocje. Ponieważ w tym przypadku silnie je skrywamy, zaprzeczając, że istnieją, robimy wszystko by je zamaskować. Maskujemy je więc słowem: myślenie.
    Stąd używanie zbitki atrapa-myślenie z jednej strony ułatwia, z drugiej – utrudnia. Kusi, ale myli.
    Może lepszym rozwiązaniem byłoby nie tyle szukanie lepszego terminu, choć warto to sprawdzić, ale konstruowanie wypowiedzi w inny sposób, by rzecz czytelniej wyłożyć.

    Problemów w tej branży mamy znacznie więcej. Nasza cywilizacja ciągle broni się zaciekle przed dopuszczeniem nowych pojęć i terminów, bo jest przesiąknięta religią, także i dziś.
    Człowiek nie kierujący się w życiu zasadą bozi jest nazywany a-teistą. Rozwińmy to i mamy: atrapą-teisty.
    Mimo, że idzie własną drogą, równoległą, ciągle jest ustawiony – w kulturze, w myśleniu, lub niemyśleniu, w pozycji relacji wobec teisty.
    W kodzie emocjonalnym ateista jest po prostu gorszym teistą.
    Co wielu a-teistów bezmyślnie podkreśla mówiąc: „nie zaznałem łaski wiary”.

  97. Aaron Spręzyner
    17 maja o godz. 8:12

    „…i większość swoich wiernych zachowa jedynie wśród najwyżej wykształconych”
    Brzmi to pozornie zgrabnie, a realnie nietrafnie.
    Jeśli ci wykształceni oznaczają tych rozumnych i autonomicznych ludzi, to nic z tego nie będzie. Będzie odwrotność odwrotności, czyli tak jak teraz.
    Mamy tu kolejne pole mylenia pojęć: wykształcony, czyli lepiej rozumiejący istotę Jezuska.
    Chrześcijaństwo jako wynik zaawansowanego myślenia.
    Katolicyzm szczytem szczytów: kto większym mistrzem wykształcenia, ten prawdziwszym katolikiem. Wreszcie na czubku zostaje jeden mistrz. Inaczej się nie da. Tylko kto? Było niedawno dwóch: Wojtyła i Ratzinger. Który prawdziwszy? I dlaczego ten drugie też miał pretensje?

    A wracając ze szczytów: czy proboszcz jest katolicki, skoro jest kiepsko wyedukowany?

    Religia to nie szachy. I tego kler też nie pojmuje. Dlatego usiłuje z religii czynić proces świadomy. A jest to proces ściśle podświadomy. Dlatego ciągle ponosi klęski. Wie wszystko, a nie umie niczego. Zna się na miłości jak nikt we Wszechświecie, a nędzne tego skutki widzimy na każdym kroku.

  98. @Tanaka: „Kościół głosi rzeczy w zasadzie miłe. Tzn miłą zasadę główną:miłości.
    Z niej wywodzi się cała reszta rzeczy miłych.
    Tymczasem Kościół wcale nie jest miły.
    Wiecznie łaknie tej miłości i wiecznie się jej sprzeciwia. Wiecznie mu się zdaje, że się wznosi, tymczasem obserwator stojący z boku widzi, że spada.
    Dzieje się tak, ponieważ wyznaje nieistniejące, a robi tak właśnie z lęku.
    Lęki proste dawno już zostały rozwiane: człowiek bał się pioruna, ale już się nie boi. Rozumie zjawisko i ma na nie rozwiązanie.
    Natomiast pozostaje lęk główny: związany z cierpieniem zadanym przez najbliższych i głód miłości prawdziwej.
    Jest to lęk niezaspokajalny w w Kościele i w religii, bo odpowiedź jest fałszywa. Spragniony zawsze pozostanie spragnionym.
    Ma nadzieję, że jeśli nie tu, to po śmierci jego pragnienie wreszcie dozna zaspokojenia.”

    Bóg ci zapłać @Tanako za ten wpis uświadamiający braterskość lęku i miłości… Zawsze myślałem, że zasadą główną, opoką religii jest lęk przed gniewem bożym. Ty proponujesz wersję soft: lęk przed brakiem miłości; przed tym, że nawet ten Jeden, który mógłby mnie kochać w ogóle nie istnieje, albo może mnie nie zrozumieć, nie zauważyć. To chyba bardzo uniwersalne. Nawet Violetta kiedyś śpiewała, że „nie ma miłości bez zazdrości”, a zazdrość to przecież lęk o możliwą stratę. Coś tu jest ze szklanki do połowy pełnej/pustej. Może jednak to jest tak, że wszelkie nasze emocje są tak z przeciwności przemieszane, że nigdy nie wiemy na pewno: czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie…

  99. mag
    Dzięki, dziewczyno 🙂

  100. „Niesympatyczny, ale genialny młodzieniec Iwan Karamazow nie jest tam żadnym ateistą, to dla niego za prymitywne” cytuje @Aaron i się przestrasza jakby.
    Chyba niepotrzebnie. Raz, że prymitywizm może być często mądry i pożyteczny nad wyraz. Dwa, że dzisiaj wydaje nam się, iż naturalnie pierwotnym był teizm, ateizm zaś przypatoczył się jako reakcja nań. Nie wiem, nie wgłębiałem się w to pierwszeństwo, ale wydaje mi się, że było na odwrót, że wymyślenie boga było etapem poźniejszym w uczłowieczaniu małpy; jakąś, za przeproszeniem, inteligencką chorobą…
    Ateizm jest tak prosty i jasny, że nie wymaga specjalnego oświecania się, może nawet mu to szkodzi. Można oczywiście zgłębiać święte inkunabuły, by szukać w nich źródeł kłamstwa, by się utwierdzać w swoim ateizmie – ale proces ateizacji swojego myślenia wcale nie wymaga tego znoju. Dużo lepiej studiować fizykę, kosmologię, rachunek różniczkowy czy inne mądre księgi nieobjawione. Ale „na dzień dzisiejszy” – jak mówią wyszczekani politycy – nie mamy już szans na ów naturalny, przyrodzony ateizm, bo ta rzeka już spłynęła i nawet pastorałem jej nie nawróci. Jesteśmy skazani na postteizm czy antyteizm – co niekoniecznie musi nas stawiać na pozycji wtórnej. Może na powtórnie wyzwolonej?

  101. Tanaka
    17 maja o godz. 8:13
    A niech Cię chudy bocian, Tanako! Żeby tak od samego rana zadawać zadania, zamiast śmigać w świat. Ja wprawdzie od czwartej nie śpię, bo pstrykałem czerwień słońca, która jest bardzo krótko – ze 20 minut – ale co dla kogo „rano”. Dla niektórych południe to jeszcze noc.
    Oczywiście ani mi w głowie się kurczowo przy „atrapie myślenia” trzymać, bo ewentualny spór o to to bicie piany, zwłaszcza kiedy się zgodzimy, że blog to jednak nie gabinet językoznawcy, filozofa, neurologa – mimo Twoich i moich dążności do precyzji słowa.

    Uważam, że poszedłeś o jeden most za daleko, mówiąc:

    „Człowiek nie kierujący się w życiu zasadą bozi jest nazywany a-teistą. Rozwińmy to i mamy: atrapą-teisty.
    Mimo, że idzie własną drogą, równoległą, ciągle jest ustawiony – w kulturze, w myśleniu, lub niemyśleniu, w pozycji relacji wobec teisty.
    W kodzie emocjonalnym ateista jest po prostu gorszym teistą.
    Co wielu a-teistów bezmyślnie podkreśla mówiąc: „nie zaznałem łaski wiary”.

    Trudno, by świecie opanowanym w ogromnym stopniu przez religie, ateista, który z religii się wyzwolił, był wolny od odniesień do religii, bogów. Miałem tylko jednego kolegę w technikum, który otwarcie mówił, że jest z rodziny ateistą. Wtedy nie w głowie mi były jakieś odniesienia, potem nie widzieliśmy się, a teraz zmarł. Więc nie wiem, jaki jest wewnętrzny świat ateisty, którego umysł nigdy nie był i nie jest obciążony religią. Natomiast nie bardzo się godzę – lub jej nie rozumiem – na Twoją nie wprost nazwaną, ale choćby po sąsiedzku występującą analogię między parami „myślenie – atrapa myślenia”, „a-teista – atrapa-teisty”. Człowiek odrzucający ideę istnienia bogów miałby być atrapą wierzącego w ich istnienie?! Jeśli się bawisz słowami, do cudów można dojść, ale patrzmy pierw na to, co słowa nazywają, czyli na wewnętrzne światy tych ludzi. Już zresztą mówiłem: jakieś odniesienia są oczywiste i nieuchronne, ale na czym polegałaby i jak miałaby się realnie wyrażać atrapowatość mówiącego: „Nie ma bogów” w stosunku do mówiącego: „Jest Bóg”, nie mam pojęcia. Liczę, że mnie oświecisz. Mówię, rzecz jasna, o postawach mocnych, zdecydowanych, przemyślanych.

    Źródła religijnych wiar są wystarczającymi dowodami, że bogowie są wymysłem ludzi, więc przedmiotem przeciwstawienia ateista – teista jest coś nieistniejącego, urojenie, iluzja. Kiedy jednak mówisz:

    „Określenie „atrapa” jest połączone z „myśleniem”. Tworzy to mylącą zbitkę słowną. Mówisz o procesie mając na myśli jego nieprawdziwość w rozumieniu braku myśli jako rzeczy autonomicznej”

    to z przeciwstawną parą ateista-teista nie widzę tu niczego wspólnego, choćby z tej racji, że „atrapa myślenia” JEST MYŚLENIEM, jest czymś realnie istniejącym, tyle że niewyrobionym, powierzchownym, pospolitym , nieodkrywczym, nietwórczym. Być może wszystkie rodzaje myślenia są fizjologicznie tym samym, różnią się tylko poziomem zaawansowania tej umiejętności. Nie wiem, czy neurologia coś już o tym wie i czy w ogóle jest to jej akurat temat poznawczy.

    Myślenie proste to niewielki zasób pojęć, przywoływanie zapamiętanych zachowań, obrazów, słownych stereotypów, nieporadne wykonywanie pięciu mózgowych operacji składających się na myślenie: analizowania, syntezowania, porównywania, uogólniania, abstrahowania. Krótko mówiąc: bardziej używanie zapamiętanego niż tworzenie nowego. A jednak, uważam, jest to MYŚLENIE. Taki mózgowiec jest przez poziom swego rozwoju ograniczony, ale w tych granicach może być bardzo biegły. Jak moi ziomkowie z Wileńszczyzny: znali raptem ze 40 gatunków grzybów, za to znali świetnie – nie było ani jednego zatrucia sromotnikiem.

    Umiejętność myślenia jest pochodną poziomu egzystencji: dawni Eskimosi nie mieli pojęcia „atrapa”, za to mieli kilkadziesiąt nazw śniegu, bo było im to potrzebne do przeżycia. Zaawansowany homo sapiens w pewnym sensie oderwał myślenie od egzystencji i bardzo wyprzedził peleton. Mój towarzysz broni – czyli łopaty, nazywany przez nas „Profesorem”, podsumował krótko:

    „Rozszerzanie się wszechświata wyglada tak: z przodu samotnie pędzi żywa myśl, z tyłu się wlecze kupą stereotyp. Odległość między nimi wciąż się zwiększa”.

    Nie umiem powiedzieć: cieszyć się mam z tego, czy martwić. Czy tylko przyjąć do wiadomości.

  102. bib
    17 maja o godz. 11:22

    Szanowny bibie, Twój trop myślenia jest prosty i jedynie słuszny. Dodam, że łatwo ustalić, co było pierwsze: teizm czy ateizm. Wierzący przede wszystkim nie mówią i nie akceptują religii w ogóle, lecz wyłącznie swoją religię. Religia chrześcijańska powstała nie z postrzegalnego zmysłami objawienia się Boga, lecz ze słów – chrześcijaństwo (i wszystkie inne religie) to wyłącznie słowa o Bogu. Takie słowa mogły powstać dopiero wtedy, kiedy się oderwały od rzeczy, czyli na wysokim poziomie rozwoju języka – nie mógł przecież nasz przodek wymyślić bogów, operując dźwiękami „aaa”, „uuu”, „yyy”. Kto nie wierzy, niech pogada o bogach z niemowlakiem.

  103. Oczywiście błędem jest wrzucanie ateistów do jednego worka, tak jak grubym nadużyciem jest traktowanie jedną miarką wierzących w Boga.
    I tu i tam są centra,skrzydła mniej lub bardziej liberalne i oczywiście wśród ateistów i bogobojnych nie brak różnego rodzaju słuchaczy ii adoratorów , czy to Radia Maryja, czy innego Radia Erewań.
    Niestety, i to mnie martwi,że największy rezonans w publicznej dyskusji zyskują glosy tych ostatnich.
    Nie ludzie których symbolem był np.Tischner – z jednej strony,czy Wleński (Jan),ale z jednej strony anatemiści z toruńskiej obłasti, czy po przeciwnej stronie barykady przyczajone forpoczty biłgorajskiego suwerena są najbardziej obecni w mediach, Internecie których tabloidyzacja staje się coraz bardziej widoczna, a co niektórzy coraz bardziej uważają to za normalny stan rzeczy.
    I w takim oglądzie świata (gdzie sensacja odpowiednio podrasowana jest głównym ,a właściwie jedynym możliwym sposobem opisu, te dwa światy coraz bardziej się rozchodzą, coraz bardziej ucieka coś co powinno przyświecać obu narracjom,czyli np. definiowanie dobra i określanie sposobów jego realizacji w codziennej praktyce społecznej.
    Mój główny zarzut wobec ateistów sprowadza się do tego, że nie dostrzegam w ich opisie świata niczego pozytywnego, konstruktywnego co mogłoby zastąpić anachroniczny ( ich zdaniem)system wartości kultywowany przez KK.
    Rozp… tak, ale coś sensownego na miejscu zgliszczy nie widać.

    I jeżeli mam wybierać między anachronicznym Oratorium Wielkanocnym Bacha ,a twórczością ostatniej laureatki festiwalu Eurowizji i jej wysublimowaną osobowością to mój wybór może być tylko jeden.

  104. Wleński to oczywiście Jan Woleński filozof , logik rodem z Krakowa

  105. Aaron spręzyner
    No to Miłosz wykrakał. I nie dziwota. Wszak to wieszcz namaszczony na dodatek Noblem. Uwielbiam go nawet nie za poezję, ale właśnie za przenikliwy umysł, trafność diagnozowania świata współczesnego widoczne zwłaszcza w jego eseistyce.
    Piszę to a propos cytowanego przez ciebie wyimka z „Pieska przydrożnego”.
    Doczekaliśmy się właśnie rzutu na taśmę inteligencji (sama się rzuciła, a przynajmniej jej znaczący odłam), która przestała być pozytywistyczna i sceptyczna, za to opowiada się mocno za wartościami chrześcijańskimi w kontrze do samodegrengolującej się (?!) Europy.
    Pewna pani profesór z UJ uważa nawet, a wtóruje jej we wspólnie wypichconym liście – adresie wiernopoddańczym do Putina jeszcze 29 osób, że zbawcą Polski i Europy może być tylko On, który przez powrót do chrześcijańskich korzeni uchroni Słowian przed Szatanem (sic!).
    Czy to jakieś odrodzenie idei pansłowiańskiej, ale ta kojarzy mi się albo z mistycyzmem towiańszczyzny i Mickiewicza, albo z neopogaństwem.
    Tak czy owak – nie wiem jak szanowni blogowicze – ale ja mam nieodparte wrażenie, że po 25 latach od transformacji wylądowałam w jakimś gombrowiczowsko-mrożkowskim wariatkowie.

  106. Aaron Spręzyner
    17 maja o godz. 12:56

    Muszę dziś, mimo pięknej pogody, siedzieć w chacie, więc od czasu do czasu otwieram laptop.
    Powiadasz, Aaronie:
    „Mój główny zarzut wobec ateistów sprowadza się do tego, że nie dostrzegam w ich opisie świata niczego pozytywnego, konstruktywnego co mogłoby zastąpić anachroniczny ( ich zdaniem)system wartości kultywowany przez KK”.
    Czyś Ty się muchomorów czerwonych (niezabójcze halucynogeny) z samego rana najadł? Oczekujesz, że ateiści czymś zastąpią religię reprezentowaną przez Krk?! Czym – ateistyczną religią?! Wartości, które Krk traktuje jak swoje, nie są wartościami Krk, lecz istniejącymi na długo przed chrześcijaństwem wartościami całej ludzkości. Wszyscy jesteśmy dziećmi tej planety i żyjemy podobnie, niezależnie od tego, czy kto wierzy, czy nie wierzy. Czego oczekujesz – że ateiści wprowadzą chodzenie na rękach? Jako ateista stwierdzam tylko, że nie ma żadnych bogów – nic z tego szczególnego nie wynika dla mojego codziennego życia w Europie w porównaniu z życiem wierzących. Gdybym żył u muslimów, coś by jednak wynikało. A tu bez bogów żylibyśmy podobnie jak żyjemy, tyle że nie oszukiwani i nie okradani przez Kościół, może więc przez to mądrzejsi i bogatsi – jak o wiele bardziej zlaicyzowane społeczności Zachodu.

  107. Aaron Spręzyner
    17 maja o godz. 12:56

    Jeszcze drobiazg, Aaronie. Ziemia się kręci, bo nie ma nic innego do roboty. Życie nie ma celu – jest i tyle. Wierzący Aaron, zindoktrynowany wymyśloną celowością, widocznie oczekuje od ateistów również jakiejś uniwersalnej celowości. Niedoczekanie.

  108. mag
    17 maja o godz. 13:25

    Cześć, mag, szacunek i dzień dobry.
    Świetnie Cię rozumiem, bo wylądowałem tam samo, gdzie Ty, choć nie mam zwyczaju porównywania życia do literackich tworów. Nazywam to pieprzone życie „bezpaństwem”. Ale cieszę się, że przyroda nie została ukościelniona, powietrze jest za darmo, słonko – też, i że nie muszę pierdzistołków pytać, czy mogę się przejechać do Mielna. No i że mag ze wstrętem odrzuciła smoczek.

  109. @Jerzy Pieczul

    „A tu bez bogów żylibyśmy podobnie jak żyjemy, tyle że nie oszukiwani i nie okradani przez Kościół, może więc przez to mądrzejsi i bogatsi – jak o wiele bardziej zlaicyzowane społeczności Zachodu.”

    Ładne. Takiego czegoś to po rosyjskiej ćwiartce bym nie wymyślił.
    Przypominam, że rosyjska ćwiartka to ( zdaniem Bułhakowa) ćwierć wiadra,czyli 2,5l.

    Mądrzejsi, bogatsi…rozmarzyłem się. Żeby jeszcze młodsi.
    Ale jeszcze tak dla precyzji Ci bogatsi z Zachodu to (jak we Francji),najbogatsze 10% społeczeństwa dysponujące 62% narodowego majątku,czy może najbiedniejsza połowa która ma aż…4%?

    A może Ojczyzna @Sławomirskiego? Największe mocarstwo, moralna ostoja ludzkości.
    Najbogatsze 10% która oblizuje się bo załapało się na 72% tortu (miejmy nadzieję, że jest tam @Slawo),czy może najbiedniejsza połówka która wyliże talerzyk z 2% zawartością smakołyku.
    Kim są ci bogaci, bo mądrego z kaktusami za Oceanem to jednego znam?

    To tyle a propos bogactwa i mądrości Zachodu.
    Zdaniem @Jerzego Pieczula

  110. bib
    Wyjąłeś mi z głowy! To co myślę, a do czego trochę głupio się przyznawać. Tak przynajmniej zrozumiałam twoją konkluzję, że w gruncie rzeczy ateizm jest prosty i jasny.
    Otóż nie odczuwałam przemożnej potrzeby nieustannego utwierdzania się w swoich wątpliwościach, podejrzeniach, niechęci do „prawd objawionych”, zwłaszcza gdy uświadomiłam sobie jeszcze jako młoda osoba poszukująca, że tylko kwestia przypadku urodzenia się w takiej a nie innej tradycji kulturowej decyduje, czy zostajesz chrześcijaninem (katolikiem, prawosławnym lub ewangelikiem) czy zaliczasz się, nawet wbrew własnej woli, do wyznawców innej religii, bo przecież w każdej kulturze decydują o tym rodzice lub opiekunowie.
    Po co więc studiować Stary i Nowy Testament, porównywać choćby z Koranem, wychwytywać nielogiczności, podobieństwa, wgłębiać się w mistyczne wizje oraz ich interpretacje, poczynając od starożytności i ojców pustyni.
    Oczywiście, z ciekawości to i owo czytałam, przemyśliwałam itp. ale nie oczekiwałam fajerwerków, czyli iluminacji.
    Na straży rozumu zawsze trwał mój wrodzony i niezłomny sceptycyzm. Przyznaję, że jak chyba każdemu zdarzały się jakieś „metafizyczne” bez mała doznania, ale nietrudno było je wytłumaczyć np. wyjątkowym splotem okoliczności czy klimatem, nastrojem itp.

  111. @mag
    Chciałbym nieśmiało zauważyć,że Milosz Czesław doświadczył uroków:
    -nacjonalizmu w przedwojennej wersji w Polsce
    -faszystowskiej próby uratowania cywilizowanego świata
    -empirycznie doświadczył dobrodziejstw nauk Marksa i Lenina
    – zlizywał coca-colę i inne zamorskie specjały (m.in. w San Francisco).

    I efektem tych wszystkich egzystencjalnych przeżyć napisał „Pieska przydrożnego”.

    A w nim wiersz:

    Yokimura

    Kiedyś w telewizji oglądałem cmentarz dzieci nienarodzonych, z małymi grobkami, na których kobiety japońskie zapalają znicze i składają kwiaty. Utożsamiłem się przez chwilę z jedną z pośród nich, pochylająca się, żeby położyć wiązkę chryzantem.

    -Mój synu, byłeś poczęty w miłości, tyle tylko będę
    wiedzieć o tobie.

    Mógłbyś usłyszeć ode mnie o grozie życia na ziemi,
    Której ci zaoszczędziłam.

    O tym, jak nawiedza nas nieszczęście, a my
    Nie możemy pojąć, dlaczego nas, osobnych,
    Spotyka to samo co innych.

    Może zaznałbyś tego, co ja, i zaciskając zęby
    znosiłbyś latami swój los, bo tak trzeba.

    Cierpiąc, myślałabym, mój synu, że może
    Odziedziczyłeś po mnie przeklętą wytrzymałość
    I zdolność do urojeń.

    Wtedy czułam ulgę, mówiąc sobie, że ty
    Przynajmniej jesteś bezpieczny.

    W niebycie jak w kołysce albo w kokonie
    Z jedwabnego puchu.

    Kim byłbyś? Co dzień drżałabym, próbując
    odgadnąć, co w tobie zwycięży: zapowiedź wielkości
    czy przegranej, a jest tak, że jedno małe ziarnko
    przechyla szalę.

    Wdzięczność i uznanie ludzi albo samotne cztery
    Ściany obolałego człowieka

    Nie, ty na pewno byłbyś dzielny i potężny, jak ci
    Których poczyna prawdziwa miłość.

    Powzięłam decyzję i wiem, że tak być miało, a winą.
    Za to nie obarczałem nikogo.

    Kiedy smakuję brzoskwinie, kiedy patrzę
    Na wschodzący księżyc, kiedy radują mnie młode
    Lasy cedrowe na górach doznaję wszystkiego
    Zamiast ciebie, w twoim imieniu

  112. Aaron Spręzyner
    17 maja o godz. 13:53

    Aaron, rozmazujesz białą kaszę po czystym stole i zaczynasz własne wątki. Jakbyś nie rozumiał, że wszystkie wartości są względne. Dla Polaków, nie wiem odkąd – może gdzieś od Reformacji – Zachód jest bogatszy. Moja żona odczuła to na własnej skórze, a ja nie, bo mam za grubą. Ale z jej doświadczenia wiem, co mówię. Moje doświadczenia są na wschód od nas, więc też wiem, co mówię. Mamy zachodnich sąsiadów całkiem blisko: Niemcy, Dania Szwecja. Czy Ty, Aaron, chcesz powiedzieć może (ja nie mówię: na pewno, ja mówię: może) to, co ja nie chcę słyszeć, bo uważam, że Ty gówno wiesz? Ja byłem, Aaron, ciężkoroboczy robotnik łopaciarski i rybol na morzu. Robola nie obchodzi, ile zarabia jego zarządca, robola obchodzi, ile zarabia robol. Jak on zarabia tyle, że da się żyć, to takiego robola nic więcej nie obchodzi. A Ty wyjeżdżasz z jakimiś procentami za górami, za lasami i ge Cię obchodzi, że francuski, dajmy na to, bezrobotnik żyje dwa razy lepiej z zasiłku niż polski robol zasuwający po 12 godzin, jako i ja zasuwałem. I nic nie mówisz o tym, ze taka Dania to prawie najbardziej zadowolone z życia ludzie świata.
    A po pierwsze, Aaron, to Ty jesteś wzorcowy skręcacz z tematu lekcji.

  113. Aaron spręzyner
    Jakoś nie chwytam, co właściwie chciałeś mi przekazać w ramach odpowiedzi na mój post.
    Zacytowałeś fajny wiersz Miłosza i przypomniałeś jego doświadczenia jeszcze z Polski międzywojennej – OK. Ale co z tego?

  114. @Jerzy Pieczul

    Jeżeli twierdzisz ,że zbaczam z kursu, to może Masz i rację, ale ja po prostu twierdzę, że na świecie jest coś nie tak. Przywołuję od czasu do czasu Milosza, bo ja na przykład za granicą to tyko makroregionu byłem, a On w swoim pogmatwanym życiu doświadczył wszystkiego ,czym uszczęśliwiał nas XX wiek ,a i okazuje się ,że XXI również mało uczy sie na błędach. Trzeba być naprawdę absolwentem studiów wieczorowych w rumuńskiej stolicy, aby nie dostrzegać, że efekty demokracji coraz bardziej skłaniają do sądu, że bez jakiejś głębszej refleksji to czeka nas jedna wielka ostródzka noc kabaretowa z akcentami szekspirowskich tragedii.
    I żeby jeszcze było śmiesznej to zebrani widzowie w przerwie na zmianę dekoracji brać będą udział w referendum ustalającym priorytety na nadchodzący sezon. Takie ostródzkie skrzyżowanie 10 przykazań z amerykańską deklaracją niepodległości i regulaminem działalności Ogrodków Działkowych.

    I oto mi chodzi, że gdzieś, kiedyś, kiedy jeszcze telefonów komórkowych nie było, i żeby porozumieć się z drugim człowiekiem na wielbłąda wsiadano , ustalono parę zasad, określono jakieś wartości, zapisano tabu i świat był bardziej sensowny( nie znaczy, że idealny) niż to co widzimy obecnie za oknem.
    I pytanie najważniejsze: Ku czemu to prowadzi?

    Mam nadzieję, że ktoś znowu mnie nie określi świadkiem Jehowy, albo innym pierwszym chrześcijaninem.

  115. @mag

    Mówisz i masz.

    Milosz doświadczył wszystkich rozwiązań ustrojowych, politycznych, ekonomicznych, kulturowych itd. jakim uraczył nas XX wiek.
    Czyli:
    Nacjonalizm – przedwojenna Polska ,ale nie tylko
    Komunizm, socjalizm – Polska powojenna
    Demokracja parlamentarna w swoim weberowskim typie idealnym ,czyli pobyt w USA u @Sławomirskiego
    Faszyzm – wiadomo II wojna
    Kościoły amerykańskie protestanckie – toże USA

    I po długim wahaniu uznał, że katolicyzm ( niekoniecznie w jego polskiej wersji) jest jedynym punktem odniesienia na którego istocie można pomyśleć sensowny świat.

    Pomyśleć!!!

    Prawdopodobnie staniesz w obronie demokracji, ale proszę Cię …jestem po obiedzie.

  116. Aaron Spręzyner
    17 maja o godz. 15:04

    Aaronie, Aaronie, Aaronie, spisz?
    Odniosłem się do tego Twojego fragmentu:
    „Mój główny zarzut wobec ateistów sprowadza się do tego, że nie dostrzegam w ich opisie świata niczego pozytywnego, konstruktywnego co mogłoby zastąpić anachroniczny ( ich zdaniem)system wartości kultywowany przez KK”.

    Jasne, że i mnie się zdarza zboczyć z tematu, ale mam sobie za złe. Świat się psuje z udziałem religiantów i ateistów, z tym że pierwszych jest grubo więcej. Więc co takiego dobrego wniosły religie?

  117. Aaronie, normalnie marudzisz.
    Miłosz doszedł do wniosku, że potrzebuje katolicyzmu. No i co z tego. Bardzo mądrzy ludzie/autorytety dochodzą czasem do rozmaitych wniosków, np. że potrzebują maoizmu, buddyzmu, islamu, putleryzmu. Czy to musi być dla pozostałych jakaś wskazówka? Nie musi i już, każdy ma swoją drogę.
    Miłosz jest świetny, wiersz o nienarodzonych japońskich dzieciach jest świetny, ale nie musimy go słuchać, gdy mówi, że jego drogą jest katolicyzm. To jego droga.

    Jesteś doprawdy odkrywcą pisząc, że na świecie coś jest nie tak…
    A w ogóle ten brak zasad… Kiedyś były i ludzie jechali na wielbłądach, żeby się spotkać. To były czasy! Wszystko wtedy było jak należy i ludzie mieli zasady. A teraz są telefony i jest coś nie tak… 😉 Jak się wydaje, z twoim myśleniem.

  118. Aaron spręzyner z g.15:15
    Nie widzę ani powodu, ani przesłanek, by wmawiać Miłoszowi (co robisz) głęboką wiarę katolicką, nawet jeśli się do niej zbliżył u schyłku życia, bo zawsze był przede wszystkim człowiekiem wątpiącym i poszukującym, więc chyba najbliższe prawdzie byłoby określenie go agnostykiem katolickim. Z tym bowiem wyznaniem był związany kulturowo i obyczajowo ze względu na pochodzenie, tradycje itp. Nie bez kozery jednak kk i świeccy”prawdziwi katolicy” oburzali się na jego pochówek na Skałce.
    Katolicyzm nigdy nie został uznany przez Miłosza za JEDYNY punkt odniesienia. Niby gdzie znajdujesz jednoznaczne tego świadectwo, a zresztą po co ci to? Albo mnie? Co chcesz mi w te sposób udowodnić?
    Każdy idzie własną drogą, nawet jeśli drepcze za jakimiś drogowskazami.
    P.S. Co ma z tym wspólnego „obrona demokracji”, jakiej niby miałabym się podjąć, a tym bardziej z twoim… obiadem (że jesteś po)?
    Znowu widać nie nadążam za tokiem i bogactwem twoich gotujących się pod czerepem myśli.

  119. Wyjechałeś @Aaronie z tymi wartościami chrześcijańskimi, chyba po to, żeby zakończyć całkiem sensownie zapowiadającą się i wolną od inwektyw rozmowę…
    W poprzednim wpisie wysnułeś też refleksję, że po dawnych chrześcijanach zostały przynajmniej strzeliste wieże katedr, a po nas dzisiejszych zostaną najwyżej wieże przekaźnikowe. Wszystko niby prawda – przekaźnikowe są na pewno brzydsze. Dorobek bezbożników w sferze sztuki jest nie do porównania z dorobkiem twórców uduchowionych wartościami, które adorujesz błędnie jako chrześcijańskie. Ale można też spojrzeć na te wieże w innej wierze: piękne są nieco inaczej. Przez to, że zapewniają bliźnim łączność telefoniczną i telewizyjną oraz internetową.
    Czyżbyś nie widział w tym piękna?
    Pewnie, że mogą być używane w złej sprawie, podobnie jak wieże katedr też rzucają cień, o czym łaskawie zmilczę, żeby nie pisać łopatą.
    Piszesz że ateiści nie proponują niczego nowego w miejsce twoich wartości? Jedyną wartością jaką stworzył człowiek (choć pewnie i zwierzęta się pod nią podpisują) jest zasada: nie rób drugiemu co tobie niemiłe. Można ją egzemplifikować na niezabijanie, niecudzołożenie, niepożądanie żony bliźniego – będzie to jednak tylko zaświadczanie o niezborności językowej dyktującego Mojżeszowi dekalog. Czyżbyś znał jakiegoś ateistę, który by kwestionował tę zasadę wobec bliźniego? Wedle mnie różnica w moralności między bożnikami a bezbożnikami polega głównie na mniejszym zakłamaniu tych drugich. No, nie biorę tu pod uwagę liturgii i innych behawiórów, których chyba i ty nie uważasz za wartość zasadniczą dla moralności…

  120. @Jerzy Pieczul
    Pytasz:
    „Więc co takiego dobrego wniosły religie?”

    Pytanie skierowane w moim kierunku, ale powstaje nieuchronna trudność. Prawdopodobnie oczekujesz w miarę rozsądnej odpowiedzi, popartej sporą dozą gruntownych studiów i takiej samej empirii. I w tym momencie dostrzegam problem.
    Nie wiem, czy moje zdanie dotyczące tej kwestii, Cię usatysfakcjonuje. Być może za bardziej rozsądny uznałbyś głos mojej serdecznej koleżanki Żorżety Tyraspolskiej. Prawdopodobnie ciekawe byłoby co ma do powiedzenia mieszkaniec Iranu i w czym różni się z mieszkańcem Pragi.
    Interesujące jest co myśleli o Bogu Ci którzy przeżyli epidemię czarnej śmierci w połowie XIV wieku , a co powiedzieliby Ci którym się to nie udało.
    Zagadką jest zdanie naszych przodków którzy dzielili się ostatnim orzesz…jakim dużym bananem na prehistoryczym baobabie.
    Ciekawe co myślał Giordano Bruno, a co św. Augustyn?
    Ale najbardziej frapujące jest co będą myśleli nasi następcy kiedy…

    Ostatnio zacząłem czytać „Bardzo smutną historię miłosną”. Rzecz dzieję się w świecie gdzie o wszystkim melduje się na Facebooku, gdzie nikt nie czyta książek a jej j bohaterem jest facet który jako ostatni na świecie jeszcze je czyta.

    Ciekawe jakie będą jego refleksje na temat sensu religii.

    Dla urozmaicenia i dla zmiany nastroju jedno zdanie znanego kpiarza Jerzego Pilcha z jego Dziennika.

    „Rozpacz, ból i łzy są gwarancją istnienia Boga.”

    A więc może i one nadają sens religii.

  121. Aaron Spręzyner
    17 maja o godz. 8:12

    Szanowny Panie Aaron Spręzyner

    Tylko aspekt duchowosci jest kwestionowany przez ateistow. Wszystkie pozostale osiagniecia intelektualne czlowieka nie sa kwestionowane. Dlatego sa wsrod nas glupi ateisci(Jaruzelski,Urban i Passent) i madre osoby wierzace. Jest tez odwrotnie. W sferze zycia duchowego ateisci sa madrzy a wierzacy to biedne wystraszone zwierzatka.

    Slawomirski

  122. Droga Pani Mag i reszta towarzystwa wzajemnej ateizacji:
    Gdybyście wylądowali w jednej z popegeerowskich wiosek czy dzielnic nędzy, jakich w Polszcze można na kopy liczyć, uwolniłoby was to od zadawania sobie mąk tak wysokimi diapazonami filozofii, mrożkizmu-gombrowiczyzmu czy psychoanalizy. Dylemat byłby jeden jedyny: co jutro do gara włożyć. Polecam.

  123. Aaron Spręzyner
    17 maja o godz. 16:54

    Aaronie, właściwie rolą religii w życiu społeczeństw się nie zajmowałem, więc pytanie, które zadałem, a które Ty cytujesz, nie jest z moich głównych pytań. Czas, jaki poświęcałem religii, był zajęty szukaniem dowodów ich fałszywości. Bogowie i wszystko, co człowiek nazywa „nadprzyrodzonym” to wymysły – to jest mój temat, którym się zajmuję raz częściej, raz rzadziej przez ponad 50 lat. I będę się zajmował do uch…chachanej śmierci. Między włóczykijowaniem, pływaniem i grzybobraniami.

  124. ?
    17 maja o godz. 17:38
    Jedno drugiemu nie przeszkadza. Znam sytuację w PGR-ach peerelowską i obecną, dokumentuję to fotkami, bo bardzo dużo roweruję, samemu mi się w dawnych czasach zdarzało w PGR-ch pracować, a ogóle większość zawodowego czasu przepracowałem jako operator łopaty i rybak kutrowy, potem łodziowy na morzu. No i pochodzę z biednej rodziny robotniczej. Czy z tego miałoby wynikać, że wstyd mi zajmować się filozofowaniem, bo gdzieś ludzie żyją w biedzie, w nędzy, ciężko pracują i nawet umierają z głodu?

  125. Nie, nie wstyd, panie Pieczul. Ale taki kontrapunkt uwolniłby pana od cierpienia za milijony nieszczęśliwie wierzących w bogów. Pan ich nie zbawisz ateistycznie, nie bądź pan taki mesyjasz. A życiorysu gratuluję – szczerze – bo nic tak jak praca u podstaw bytu nie pozwala dojrzeć właściwych proporcji tego, o czym warto myśleć, a o czym nie. Udowadnianie fałszywości/prawdziwości czegoś, co jest ex definitione nieudowadnialne, to syzyfowe prace i mission impossible w jednym. Pozdrawiam.
    PS. A rower dobra rzecz:
    http://www.youtube.com/watch?v=wl30jTA2oY0

  126. ?
    17 maja o godz. 22:48
    Skąd wytrzasnąłeś moje mesjaństwo? Czyżbyś nie wiedział, że przypisujesz mi coś, co się uroiło w Twojej głowie, nie w mojej? Czyli imputujesz, co jest chyba najpowszechniejszym w internecie wykroczeniem obyczajowym. To, że się wypowiadam publicznie o religii wynika z moich zainteresowań i analizowania Biblii, a nie z poczucia posłannictwa. Po prostu człek jest zwierzęciem społecznym i dzieli się efektami swoich działań. Jak sobie wyobrażasz ateistyczne zbawianie wierzących na ateistycznym blogu? Kiedy natomiast piszesz: „Udowadnianie fałszywości/prawdziwości czegoś, co jest ex definitione nieudowadnialne, to syzyfowe prace i mission impossible w jednym”, to przede wszystkim dalej imputujesz i przypisujesz mi udowadnianie fałszywości/prawdziwości, bo nie rozumiesz, że w moim wypadku są to lata analizowania najpierw DLA SIEBIE – wtedy rzeczywiście udowadniam sobie, co może być prawdą, co fałszem, ale potem ewentualnie nadaję temu literacką formę, która jest ilustracją, opisem moich analiz, moich dochodzeń do prawdy, a nie zamierzonym przekonywaniem kogokolwiek. Ewentualne przedkładam to czytelnikowi – kto chce, niech czyta, przymusu nie ma. Za stary jestem, by nie wiedzieć, że nic bardziej jałowego niż przekonywanie kogokolwiek o fałszywości jego poglądów. Dzielę się swoimi poglądami jednak trochę skromniej niż np. JPII, który przecież istnienia Boga nie udowodnił, choć ten dopiero swoimi encyklikami i kazaniami przekonywał i udowadniał! Tak więc chętnie poczekam, aż wytrzaśniesz jakąś definicję nieudowadnialności. A może nie rozumiesz sformułowania „udowadnialne ex definitione”?

    No i na koniec najśmieszniejsze: bądź łaskaw przytoczyć mi definicję nieudowadnialności przedmiotowej materii, bo pierwszy raz o takiej słyszę. Jest dość stara teza o tym, że nie da się udowodnić ani istnienia Boga, ani nieistnienia, ale to tylko życzeniowa teza, nie definicja, no i ogólnikowa pożywka dla małorolnych, bowiem analityk woli operować konkretami, a nie popularnymi hasłami czy powiedzeniami

  127. ?
    17 maja o godz. 22:48
    Przepraszam, trochę mi się końcówka pochrzaniła.

  128. ?

    Jeszcze drobiazg. Z braku analitycznego doświadczenia nie zauważyłeś, ze analizuję i komentuję biblijne FAKTY, a nie przywidzenia, więc Twoje orzeczenie o syzyfowości moich wysiłków miałoby ewentualnie wartość, gdyby było również podparte faktami i rzeczowymi argumentami, a tak to tylko lanie po ścianie, puszczanie mydlanych baniek.

  129. A propos literackich i nie tylko literackich peregrynacji. Można oddać się ( jak czyni to @Jerzy Pieczul) wnikliwej analizie Pisma Świętego ( zaiste przekorne to przedsięwzięcie jak na bezbożnika) ,ale można w ramach relaksu i odprężenia pochylić się nad przywoływanym przeze mnie od czasu do czasu Dostojewskim. Oczywiście nad jego twórczością. Na przykład nad „Braćmi Karamazow”. To taka moja propozycja na wiosenne wieczory. Musimy sobie przecież pomagać.
    Czyż nie jest to skarbnica wnikliwych przemyśleń i zdań których autorzy zapisują się złotymi zgłoskami w historii ludzkości?
    Na przykład Smierdiakow. Paweł Smierdiakow.
    Czyż jego słynne zdanie:

    „To w Boga, powiadam, wierzyć w naszych czasach jest niepostępowe”

    nie jest tego najlepszym dowodem?

    I kiedy to mówił? W 2 poł. XIX wieku .Czy o wadze mojego sądu, nie znaczy to, że na początku XXI wieku ani na jotę nie straciło to słynne zdanie swojej wizjonerskiej mocy.

  130. Widzę, że nie zasłużyłem na zaszczyt publikacji odpowiedzi. Więc skrócę:
    Sorry, panie Pieczul, ma pan absolutną rację. Nie mam co czepiać się kogoś, kto pisze sobie a muzom. Sorry again, przecież muzy to też wymysł.