Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

13.05.2014
wtorek

Pro domo sua, czyli wyższe progi

13 maja 2014, wtorek,

Autotematyzm powraca, bo chciałbym dokonać niemożliwego — doprowadzić do tego, by ten blog był jednak miejscem wymiany opinii (niechby i bardzo skrajnych, lecz wyrażonych w cywilizowany sposób), a nie kolejnym forum dla frustratów i nienawistników posługujących się inwektywami i kłamstwami. Sieć oferuje im niezmierzone i (zbyt) łatwo dostępne przestrzenie, nie widzę więc powodu, by zaśmiecali również ten konkretny jej kawałek, za który — poniekąd — odpowiadam.

Na ogół nie wymaga wielkiego wysiłku intelektualnego dostrzeżenie, który z komentatorów chce coś uściślić, zreinterpretować, podrzucić dodatkowy wątek lub zbić jedne argumenty innymi, a który ma na celu głównie wpuszczanie smrodu obelg i przekłamań, nawet nie próbując zrozumieć cudzego wpisu, od razu przechodzi do personalnych ataków, insynuacji i zarzutów. Kto chce się czegoś dowiedzieć od innych, wnosząc własną wiedzę i doświadczenie, a kto jest propagandzistą albo po prostu zwykłym sieciowym trollem, z którym wszelka polemika z góry skazana jest na klęskę, bo on czerpie satysfakcję tylko i wyłącznie z tego, że ktoś go zauważył. Ponawiam więc apel: nie żywić trolli! Nawet jeśli się przebiją na forum. Zarazem ponawiam apel do trolli (także tych, którym się zdaje, że wypełniają jakąś misję dziejową, powtarzając w nieskończoność jakieś jedno myślątko): zejdźcie z tego forum, poszukajcie sobie lepszych miejsc, skoro o tym i tak macie tak niskie mniemanie.

Rozumiem wszystkich tych odbiorców, którzy w takim otoczeniu nie chcą zabierać głosu. Zgadzam się z tymi, którzy językową naparzankę i obrzucanie się błotem odbierają jako coś beznadziejnie nudnego. Liczę zatem, że (kolejne) zaostrzenie zasad obecności na tym blogu zachęci ich do wzięcia udziału w rozmowie o tym, w jakim świecie żyjemy, a w jakim chcielibyśmy żyć.

Moim zdaniem wolność słowa sięga tak daleko, jak sięga odpowiedzialność za nie. Nie sposób mówić o jakiejkolwiek odpowiedzialności za słowa głoszone zza anonimowych nicków. Ale jestem przekonany, że jednak da się uczciwie i kulturalnie (to takie staroświeckie pojęcie) rozmawiać z zachowaniem pewnej części prywatności — tej zasady współżycia w sieci nie mam zamiaru kwestionować. W zamian oczekuję właśnie wzmożonej samokontroli — językowej (nie chodzi tu o formalną poprawność) i myślowej.

Innymi słowy, podwyższam próg dostępu. Będę wycinał posty, który uznam za niespełniające moich wymogów, nawet jeśli przez jakiś czas załapią się na publikację. Dla niektórych zatem mogą być to za wysokie progi. Trudno, czasami zrywamy znajomości także z ludźmi, z którymi — zdawało się — żyliśmy w przyjaźni.

PS

Uderz w stół, odezwą się nożyce. Pierwszym oburzonym na powyższy wpis okazał się axiom1, który oczywiście zarzucił mi „kult jednostki dyktatora gospodarza bloga” i że „jednomyślność jest tu wymagana”, czyli potwierdził, że nie zrozumiał tekstu. To klasyczny przykład trolla, który udaje chęć rozmawiania, stawiając dramatyczne pytanie: „Ile jeszcze lat jest potrzebne dla zrozumienia prostych koncepcji demokracji i wolności słowa?” tylko po to, by wciągnąć w jałową przepychankę. Wszystko anonimowo. Sorry, to nie robi już na mnie wrażenia. Dlatego axiom1 został wycięty i to samo będzie z kolejnymi obrońcami wolności plucia w cudzym domu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 37

Dodaj komentarz »
  1. Najwyższa pora panie Redaktorze, najwyższa pora.

  2. Gospodarzu szanowny. Pora na taką kolejną deklarację była już najwyższa. Pana poprzedni tekst obfitował w kolejną wysoką falę komentarzy nie tylko trolli (co jest słowem prawie miłym), ale jednoznacznych kłamców i oszustów, którzy po prostu łamią prawo, nie tylko dobry obyczaj. Jest wśród nich taki, który z lubością wpisuje w cudzysłowiu rzekome cytaty innych odwracając ich znaczenie na przeciwne. Pan wie o kim mowa, świeżo się Pan nad nim pochylił.
    Liczę na konsekwencję w zapowiadanych działaniach.

    Z dwóch apeli , tylko pierwszy może być skuteczny: nie żywić trolla; o ile kulturalni (tak jest, to staroświeckie, już) komentatorzy będą konsekwentni. Natomiast apel do trolli nie ma szans powodzenia – troll nie uważa się za trolla, a za misjonarza. Jest w swoich oczach uświęcony, a wiemy jakie to rodzi skutki. Troll może też być osobą narcystyczną lub działającą kompulsywnie. Oba te przypadki wymagają działania psychologa lub psychiatry.

    Tak więc pozostaje szansa na skuteczny apel o niekarmienie trolli, oraz Pana aktywne działania mitygujące. Dzięki czemu takie pojęcia jak uczciwość, kultura, zacność (sic!) odzyskają nieco blasku.
    Pozdrawiam

  3. Pod poprzednim komentarzem chciałam już zamieścić prośbę o nowy wpis, gdyż ostatnio najgorzej rzeczy się mają, gdy napisze się coś o Ukrainie. Pojawia się wtedy rozmaita nawałocz, nie wiadomo skąd wychodzą wielbiciele putinizmu i zamordyzmu, którzy jednakowoż chętnie korzystają z wolności słowa, jak najbardziej! Pojawia się we mnie czasem podejrzenie, że są oni opłacani przez Kreml (Płatni Zdrajcy, Pachołki Rosji?), ale wiem przecież, że pożyteczni idioci istnieją i robią dużo dla idei. Pozdrawiam.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pan Kowalczyk
    W takim razie oczekuję od Pana wyrzucenia natychmiast wpisu Marit. Mam dość wulgarnych wyzwisk od pachołków Moskwy i płatnych zdrajców. Ani to mądre ani to dyskusja. Tylko zwykłe…

  6. @Vera
    Rozumiem, że Marit sama powstrzyma się w kolejnych wpisach nawet od tego typu sugestii. Jak dotychczas to nie Marit przewodzi w językowych napaściach.

  7. Pan Kowalczyk
    Wyjaśnienie przyjęte. Mam nadzieję, że i Marit je przyjmie.
    Pozdrowienia i z poważaniem

  8. Mam mieszane uczucia z tym wszystkim. Oczywiście każdy chciałby w spokojny, wyważony i kulturalny sposób prowadzić dyskusję, ale czy to jest możliwe? Czy taka emocjonalna powściągliwość służy w efekcie dyskusji? Ja jednak chyba wolę włoski model rozmów – czyli karczemna wymiana zdań, ale potem, po tym swoistym katharsis, mimo wszystko, bez wzajemnych niechęci i uprzedzeń, życie w zgodzie… Nie wiem czy w naszej szerokości geograficznej to jest optymalne rozwiązanie, ale mi ono najbardziej pasuje.

  9. Nie śledziłem dyskusji tematycznie snującej się wokół osoby rosyjskiego męża stanu, ale jak dla mnie Redaktor najpierw robi niezłą podpuchę i poświęca swój tekst znanemu rosyjskiemu ateiście Władimirowi Władimirowiczowi Putinowi którego cień cienia powoduje niezdrowe emocje wśród niektórych Polaków, a później udaje innego prawosławnego,czyli Greka , twierdząc, że dyskutanci niekoniecznie fason trzymają.
    Redaktorze trzeba się zdecydować, albo trzyma się redaktor linii programowej i potwierdza swoją tematyczną tożsamość,albo musi się liczyć się z konsekwencjami swoich decyzji.

    PS. Swoją drogą chyba dobrze,że odpuściłem sobie poprzedni temat, bo znając swoją opinię dotyczącą polityki Putina ( również polityki zagranicznej) prawdopodobnie trafiłbym na indeks.

    Tym razem ateistyczny.

  10. Pani Vero
    Uderz w stół, a nożyce się odezwą? No czy ja Panią szanowną nazywam Płatnym Zdrajcą, Pachołkiem Rosji??? Aż się roześmiałam. Napisałam tylko o moim wrażeniu, zresztą to był cytat (kiedyś Moczulski tak nazwał polskich postkomunistów), zaraz się z tego wycofałam, bo wyraziłam też pogląd, że wielbiciele Rosji mogą wielbić ją szczerze. A Pani szanowna to zaraz bierze do siebie… W którym miejscu Panią najszanowniejszą obraziłam?
    Hi hi, dobre. Ma Pani dosyć. Wygląda na to, że już któryś raz jadę tymi płatnymi zdrajcami i obrażam osobiście Panią Verę. Tableau!

    Panie Gospodarzu, nie zazdroszczę tego zadania – rozsądzać, który z dwóch wściekłych kogutów (ewentualnie kur) jest bardziej chamski i powinien wylecieć z ringu…

  11. Jak to na blogach bywa.
    Ja się nie szwendam po cudzych stronicach i właściwie korzystam tylko z paru blogów w Polityce.
    Czasem zmęczony chłamem zalewającym tematykę mam chęć rzucić
    to w diabły i zamknąć bloga razem z jego Gospodarzem//nie dotyczy to p Kowalczyka // który pozwala sobie na zbyt wiele. Niech sam siedzi na grządce która sobie wyhodował i pozwala na chamstwo i ordynarność.
    Określenie granic dopuszczalnych uważam za mądre – rzecz w tym jak to będzie działać w praktyce.
    Jednak jak gdzieś tu chyba napisałem nie mam zamiaru tolerować jako sąsiada jakiejś ”joopsy czy kogoś podobnego”
    ukłony

  12. Pan Kowalczyk
    No i jak widać Pani Marit nic nie zrozumiała.
    Te obraźliwe ironiczne sformułowania. Insynuacje, że.. „Ja nie o Pani tylko świętym Jani”.
    Czyli Pana złamanie reguł już przy pierwszym podejściu nic nie dało. To po co takie reguły?
    Bez obrazy, ale szkoda mi czasu. Wolę Sławomirskiego.

  13. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Zycze panu powodzenia. Po okresach destabilizacji przychodzi stabilizacja a potem ponownie destabilizacja. Panskie marzenie o stabilizacji na blogu jest moim zdaniem do zrealizowania. Nic tak nie jednoczy jak wspolny wrog a tym wrogiem jest glupota. Dzisiaj zegnam kwitnace saguaro. Jutro przywita mnie snieg Gor Skalistych. Skresle kilka zdan przy sposobnosci.

    Slawomirski

  14. I tak źle i tak niedobrze!
    Z pewną ulgą powitałam apel (ponowny zresztą) szanownego Gospodarza o wzajemny szacunek i powściągliwość w słowach. Tymczasem nawet to może być przedmiotem nieporozumień skutkujących wzajemną agresją.
    Panie Vera i Marit, wciągając w to redaktora, już zdążyły się zapienić bez sensu.
    Kobiety, opamiętajcie się, przecież akurat nie Wy robiłyście tutaj za trolle (trollice?) a zachowujecie się (sorry, ale zwłaszcza Vera) jak by to Was dotyczyło.

  15. Mam nadzieję, że się to Panu uda, choć będzie wymagało trochę pracy.
    Życzę powodzenia, ale i rozsądku w wycince… 🙂

  16. Nareszcie – będzie można podyskutować, bez ciągłego przewijania 🙂
    Zapisuję się.

  17. Przyznaję, że zaostrzenie wymagań od blogowiczów
    bardzo mi odpowiada.
    Nasze polskie sprawy wciąż są gorące i wzbudzają emocje publiczności.
    Kiedyś używaliśmy słowa – wytrycha GEOPOLITYKA,
    którym można było wytłumaczyć nasze narodowe -fobie
    (w stosunku do sąsiadów większych) i -filie (do tych mniejszych).

    Przestałem go używać, gdy je usłyszałem w Seulu,
    od wiekowego koreańskiego lekarza.
    Zobacz, opowiadał, jaki inny kraj na świecie ma trzech wielkich
    i agresywnych sąsiadów – Rosję, Chiny i Japonię
    i jednego mniejszego, ale nieobliczalnego – Koreę Północną.

    Znam taki kraj, w Europie.

  18. mag
    Już się opamiętałam 🙂

  19. Moderacja jak to się obecnie nazywa (kiedyś mówiono cenzura) to nie łatwe zadanie i bardzo łatwo można jak to mówią „wylać dziecko z kąpielą” . Przykładem może tu być blog P. Szostkiewicza na którym praktycznie przestali pisać ciekawi blogowicze mimo, że autor jest czynny i co rusz podrzuca jakieś tematy. Niestety informację „to jest mój blog i mogę tu robić co mnie się podoba” poparł działaniami cenzorskimi, nie przepuszcza niczego, co nie jest po myśli autora blogu. Rezultat nie ma sensu tam pisać. I blog upada.
    Mam nadzieję że takiego błędu P. Kowalczyk nie zrobi.
    Jest faktem, że wystarczy kilku nawiedzonych i mających dużo wolnego czasu by skutecznie zamulili blog i zniechęcili tam do pisania.
    Znów przykład blog ekonomiczny Tomasza Kasprowicza. Bardzo ciekawe temat i warte dyskusji i niestety dwóch znających się na wszystkim i wszystkich pouczających i oczywiście wyzywających i przypinających łatki i etykiety. Tam akurat usuńcie tych blogowiczów zdecydowanie naprawiło by blog (bo oni oprócz jazgotu i oczerniania innych piszących nic konstruktywnego nie wnoszą )
    Tu faktycznie namnożyło się sporo blogowiczów nie dość że piszących bez sensu to jeszcze starających się obrażać swych adwersarzy. Nawet gdy jest się anonimowym to nerwy czasem ponoszą i pojawiają się niegroźne pyskówki. Trzeba jednak te wpisy odróżnić od notorycznego i celowego dokuczania wybranym blogowiczom i starania się pokazania ich w złym świetle. Tu pojawiło się drobne spięcie między paniami (Marit i Vera) wynikło jak ja oceniam z niezrozumienia tekstu napisanego przez Marit. Takie utarczki będą się zdarzać i nie powinny mieć one żadnego wpływu na ocenę przez moderatora.
    Obie panie często piszą ciekawie i mają własne stanowiska (akurat mocno nie zgadzające się i stąd te konflikty)
    Faktycznie axiom1 którego autor bloga zbanował to nawiedzony człowiek faktycznie psujący blog i dyskusję. Z tą decyzją pełna zgoda.

  20. Szanowny Panie,

    i tak niech Pan trzyma; axiom1 zostal tez wyciety u p.Agnieszki Zagner. Rowniez panowie Szostkiewicz i Bendyk sa w sprawie powyzszej bardzo odpowiedzialni.

    Dziekuje

  21. A ja zacytuje fraze p.Very z poprzedniego watku; „No cóż, wślizgiwanie między pośladki amerykańskich senatorów rzuciło się Panu na mózg. Straszny widok bo są tak tłuste, że wycisnęły resztki rozumku.”
    Ile wyobrazni, kobiecego wdzieku, talentu literackiego. Nie mowiac o stronie merytorycznej.
    Btw, posladki amerykanskich senatorow nie sa tluste.

  22. No właśnie, mamy rozmawiać, a nie indyczyć się i naparzać. Ale rzecz nie tylko w stylu, chodzi też o treść. Jeśli ktoś maniakalnie powtarza pewne frazy, w których wymienia „trójcę” nielubianych przez siebie ludzi, a przy okazji en bloc ocenia Polaków jako naród, który nie dorósł do demokracji (amerykańskiej oczywiście), to co robić? Najlepiej olać. Niestety niektórzy Blogowicze usiłują wdać się z tym maniakiem w merytoryczną dyskusję. Oczywiście są na straconej pozycji, bo zapominają, że dyskutują z człowiekiem owładniętym tak silnymi emocjami, że jego rozum w tym czasie jest całkowicie uśpiony. Dodam, że pan ów formalnie jest super grzeczny, ze swoim „szanowny panie/pani” wygląda na dżentelmena. A przecież tak nie jest. Powtarzam: omijać takich „dyskutantów” szerokim łukiem!

  23. Prowincjusz
    Ale blogowicz S. (o którym tu niewątpliwie piszesz) jest naszym blogowym zjawiskiem i my go bronimy…
    Nie wiem jak Państwo, ale mnie on się nie znudził 😉

    zyta
    Baaardzo ładny cytat znalazłaś 🙂

  24. @Prowincjusz. Pytanie tylko, czy milczenie wobec takiego osobnika, jak Sławomirski, utwierdzałoby i nakręcałoby go w wyrażaniu swoich chorych teorii czy raczej zniechęcałoby?

  25. ozzy
    13 maja o godz. 21:04
    Blog P. Bendyka to nie jest dobry przykład , bowiem osobiście sprawdziłem, że po wymianie zdań z autorem moje posty przestały tam się pojawiać i czekają w nieskończoność na moderację.(Nie obrażałem lecz jedynie wykazywałem na przykładach, że to napisał autor nie zgada się z logika i informacją na temat Ukrainy , nie mylić z propagandą w polskiej prasie). Oczywiście uniemożliwia to jakąkolwiek dyskusję blogową.
    Obecnie zrobiłem wpis nie o Ukrainie i wszedł , ale już odpowiedź do tego blogowicza Andrzej Lewandowski wisi w moderacji tak zresztą jak i odpowiedź do Ciebie na tekst „Wyborczy cyrk poskromiony bronia”
    Wiszą już drugi dzień a więc chyba nie wejdą.

  26. @Marit, @Rafał Kochan.
    Nie wiem, kto ma rację – ja, czy Wy. Sobie jednak powiedziałem i będę konsekwentny: nie będę z nim dyskutował, szkoda czasu. A poza tym, czego się od niego mogę sensownego dowiedzieć ? Pozdrawiam.

  27. @Prowincjusz. Prawda jest taka, że każdy z nas jest zacietrzewiony w swoich poglądach. Jeszcze tu nie spotkałem się (choć pewnie zdarzają się takie incydentalne przypadki) z czymś takim, że w wyniku dyskusji ktoś publicznie przyznał, że zweryfikował swoje zdanie dzięki argumentacji adwersarza. Nie bójmy się tego powiedzieć – taki Sławo czy axiom1 irytowali nas nie z tego powodu, że mają takie a nie inne poglądy, ale dlatego, że z uporem maniaka powtarzali ciągle to samo. Obcesowe zwroty na granicy wulgarności były, są i bedą częścią blogowych dyskusji.

  28. Nie oczekujmy zatem, że taki axiom1, Sławomirski czy inni będą tutaj przyznawać się do tego, że byli w błędzie, że to właśnie nasze słowa zmieniły ich stosunek i optykę postrzegania na pewne problemy. Najważniejsze jest to, co pozostawiają w naszych głowach te wszystkie waśnie, kłótnie i inne podgrzewane rozmowy. Ważne, by w tym wszystkim formułować jakieś argumenty, byśmy poznali czyjeś motywacje w formułowaniu takich a nie innych poglądów, bo wbrew pozorom, mimo wszystko to nas do siebie zbliża, pomimo, że jesteśmy z innych bajek. Bo nawet jeśli nasza duma tak nas rozpiera, by pozostać nieugiętym w przyznaniu się, że oponent miał rację, gdy już emocje ucichną, gdy w spokoju przeanalizujemy czyjeś argumenty, najważniejsze jest to, jak nasz światopogląd ewoluuje, jednocześnie – rozumiejąc motywy poglądów drugiego człowieka – stajemy się bardziej tolerancyjni. A oto przecież nam wszystkim chodzi.

  29. Sam nie wiem; kłótnie i przepychanki, czy tworzenie się towarzystw wzajemnej adoracji i spijanie sobie z dzióbków słodkości, mogą być na równi irytujące.
    Osobiście mam awersję do durnoty, która często objawia się wypisywaniem elaboratów o niczym, ale w przekonaniu piszącego są one całą mądrością świata, łaskawie udostępnioną innym.
    Ja mam swoją listę tych z którymi za nic nie chciałbym smażyć się w jednym kotle w piekle; to głównie ci odkrywcy dawno już odkrytego, ładujący swoje akumulatory samozadowolenia poprzez zachwycanie się swoją „tfurczością”.
    Z nimi też nie powinno się dyskutować. Bo i po co?

  30. Rafał Kochan
    14 maja o godz. 9:21
    Masz rację , że przyznanie nawet anonimowe jest dla większości blogowiczów zbyt trudne i nie należny go oczekiwać. Sam parę razy uznałem argumentacje oponenta
    i raz podziękowałem za wyjaśnienie sprawy którą błędnie oceniłem
    http://paradowska.blog.polityka.pl/2014/04/15/pis-policzy-sobie-glosy/#comment-164298
    Miałem kolegę konstruktora który nigdy nie przyznał się do pomyłki, ale mimo to potem robił zmiany usuwając głupoty które zrobił.
    Na blogu nie oczekuję, że przyznają mnie rację , ale rzeczowej dyskusji i argumentów. Nie ma człowieka które się nie pomylił , i nie popełnił błędu. Nie jest to żadna hańba. O głupocie świadczy jednak fakt tkwienia uporczywego przy swoim mimo jasnych dowodów na to że to bzdura. Przecież powtarzaniem uporczywym bzdury nikogo myślącego mającego dostęp do pewnej informacji się nie przekona

  31. Chaosowi w dyskusji pod postami sprzyja trochę antyczna forma komentarzy na blogu. Możliwość odpowiadania na konkretne posty, jak np. jest to możliwe w systemie Disqus, pozwoliłaby na zebranie konkretnych polemik w jednym miejscu. Pozwala także łatwo pominąć trolli, ponieważ jego post i ewentualne karmiące go odpowiedzi są także zgrupowane. W formie jedynie liniowej komentarze wielu zniechęcają do uczestnictwa w dyskusji, szczególnie tych zainteresowanych bardziej merytoryczną rozmową.

  32. JAK KURA PAZUREM

    Do pokoju pani wpadło słonko. Wszystko pojaśniało razem z nią – okropna rzadkość. Pstryknąłem fotkę na ciemniejszy czas, wrzuciłem do laptopa.
    – Ojej – mówię jej – miałaś być ty, a tu jakiś pekińczyk!
    Rzuciła okiem. Usłyszałem takie słowa, że gdybym nie słyszał, to bym nie uwierzył.
    – Sam jesteś pekińczyk – rzekła na koniec.
    Wskoczyła na rower jak Małgorzata na miotłę i uciekła.
    Patrzyłem przez firankę, czy nie siądzie tyłem do przodu z emocji , ale prawidłowo wsiadła. Mogłem spokojnie pomyśleć.
    Kiedyś oddawałem jej dziesięciokrotnie. Potem odkryłem, że skoro ona ma bez przerwy muchy w nosie, a ja oddaję dziesięć razy, to mam o tyle razy więcej much. Czyli mówiąc na przykład „głupia krowa”, mądry jestem jak siedmiomilowy but. Nim człowiek się rozsypie w proch, pasowałoby coś z tym zrobić. Nie z ambicji – z logiki: nie będzie przecież furiat uczył równowagi choleryka. Słowem, postanowiłem zmienić siebie.
    – Mówi się, że kto zaczyna, tego wina – mówię do psychiatry – A kto zaczyna?.
    – Kto pierwszy wpadnie w gniew.
    – Nie ten, kto zacznie wykład od „Ty durniu”?
    – Ten – bo wpadł w emocje. Dzwonię na przykład do matki. A moja odwieczna narzeczona od razu ma sto powodów, żeby się w pobliżu kręcić, stroić miny, pukać się w czoło, że jak można tak długo i tak głupio pleść.
    – Tylko w swoim domu mędrzec jest lekceważony.
    – Trzeba widzieć jej minę, kiedy pytam matkę, jak się spało, co jadła na śniadanie. Nie wyjaśnisz – lepsza połowa przerwie w pół słowa – że rozmowa z dziewięćdziesięcioletnią matką to nie załatwianie spraw w urzędzie, lecz akt rodzinnej więzi – jak przytulanie się, iskanie się wzajemne małp. Język nie służy tu komunikacji, lecz zaspokajaniu potrzeby emocjonalnego kontaktu: matka słyszy syna. Najmniej ważne jest, czy głupio mówi on, czy mądrze. Złoszczenie się człowieka na to, co go w żaden sposób nie dotyka, pokazuje czarno na białym, że przyczyny jego chimer nie są poza nim, ale w nim.
    – Ty jednak też się wściekasz, że cię podsłuchuje.
    – Oczywiście.
    – To czemu jej wytykasz gniew, który i w tobie jest?
    – Przyjął się wśród małorolnych stereotyp, że jeśli coś wytykam innym, to mniemam, że sam tego nie mam. Nie mniemam – wiem, że mam. A wytykam jej, sobie i całej ludzkości. Złoszczenie się o byle co – to cechy upośledzonego dziecka, emocjonalna niedojrzałość. Przykro mi, że też nie jestem od tego wolny.
    – Cała ludzkość to fumiaste dziecko?
    – Wyjąłeś mi z ust. Jest taki gówniarski tik: jeden wytka drugiemu, że coś robi źle, drugi od razu: „A ty?”. Obszczekują się tak do sądnego dnia: „A ty?”, „A ty?”. Wtedy się dowiadują od Apolla, że przez całe życie szczekali nie na temat, bo grzechy „ty” nie usprawiedliwiają grzechów „ja”. Obaj dostają ten sam wyrok: mają zgrzytać zębami całą wieczność.
    – Bądźmy sprawiedliwi: kto uczy poznawania? Uczą tego, co poznane. Więc jeśli człek złe widzi tylko u drugiego, a w siebie nie umie patrzeć, duchowa cywilizacja stoi w miejscu.
    – Gorzej: cywilizacja to na ciele gatunku nalocik, który skrzydełkiem zdmuchnie mucha.
    – To co powiesz na takie coś? Mąż wraca po wypłacie goły i wesoły trzeciego dnia. Żona go wita tak, że lepiej zatkać uszy.
    – To samo, co powiem na matkę, która tłucze bachora za to, że rozbił sobie nos.
    – Żartujesz? Nieszczęsna żona ma skakać z radości, że śmieć tysięczny raz zmartwychwstał?
    – A co osiąga, dodając do nieszczęścia gniew? Wyzwala jego gniew. On chętnie się gniewa, bo kłótnia przysłania jego grzech. Od słowa do słowa – i jest nowe nieszczęście.
    – Ciekawe, czy byłbyś tak logiczny na jej miejscu.
    – Na pewno bym nie był. I jej współczuję, ale gdyby zamiast ujadać, zmieniła płytę z „Ty nienapita świnio!” na „Zrobię ci herbaty”, byłaby jak Jezus, kiedy głosił: „Błogosławieni, którzy przynoszą pokój”.
    – Tylko głosił.
    – A ona by czyniła, więc byłaby o niebo lepsza.
    – Sam mawiasz, że odkąd człowiek słowa utożsamia z rzeczami, trwa festiwal ładnych słów, a świat jak był, tak jest gówniany.
    – W chałupie chrzanię świat i wolałbym od narzeczonej słyszeć: „Pozdrów mamę”.
    – Może i ja coś zmienię, jeśli zamiast „pekińczyk”, będę na moją staruszkę mówił: „Ale laska!”?

    Jak powiedziałem, tak zrobiłem. W chałupie pojaśniało.
    Niestety, na krótko – bo o tym, czy po burzy będzie słońce, czy po słońcu – burza, decydują kapryśne emocje.

    Kiedyś obserwowałem, jak z nieznanych powodów wpadła kura kurze w oko i tłukły się do końca kurzych dni. Więc na co człowiekowi rozum, skoro i tak, jak kura, załatwia sprawy dziobem i pazurem?

  33. @Jerzy Pieczul. Nie ma to jak dobre przypowieści 🙂 Pomyślałem sobie jeszcze, że głupio byłoby „wycinać” ludzi – uczestników tego czy innych blogów, nawet jeśli są wulgarni i wyjątkowo złośliwi wobec innych rozmówców. Czy banowanie ich załatwi nam resocjalizację takich rozmówców? Wątpię. Przecież robienie z nich ofiar tylko wyolbrzymi w nich poczucie misji oraz uprzedzenia wobec ludzi, którzy mają inny od nich światopogląd. Tacy już jesteśmy – jedni bardzo emocjonalnie traktują to, co wokół nich się dzieje, a drudzy – z dystansem. Jedni mają temperament większy, drudzy mniejszy. Jedni posługują się piękną i wyrafinowaną polszczyzną, a drudzy – obleśnym i knajackim stylem. To wszystko jednak decyduje o tym, że dany blog tchnie życiem i jest zgodny z jego prawdziwą naturą. Umówmy się – ten, kto permanentnie nadużywa wulgarności i celowo obraża innych, tak naprawdę sam ustawia się na straconej pozycji… Axiom1 jest typowym trollem oraz trudnym w dyskusji rozmówcą – to prawda, ale reprezentuje pewien wyrazisty stosunek do świata, który nie jest odosobniony… Usuwając tego trolla – nie usuwamy z naszego życia realnego tego problemu.

  34. Rafał Kochan
    14 maja o godz. 12:33

    W zasadzie to brzmi dobrze. Jednak po chwili pojawiają się zastrzeżenia:
    * blog nie jest życiem jako takim, nie jest jego spektrum, a jedynie śladowo drobną jego cząstką z licznymi ograniczeniami na wejściu, nawet jeśli nie formalnymi:trzeba mieć dostęp do netu, umieć się połączyć, umieć coś wystukać z klawiatury itp.
    * wejść może każdy, ale nie każdy tu zostanie. robi się grupa po części zmienna, a ciągle – specyficzna.
    * wątpliwe jest, czy dla dobra publicznego dobrze jest w takiej sytuacji siadać i rozmawiać, będąc umytym, z osobnikiem śmierdzącym i spluwającym.
    Dotyczy to także sytuacji ściśle prywatnych i domowych.
    * dyskutując na blogu spodziewamy się nie tylko treści ale i formy. Jedno i drugie świadczy o wzajemnym stosunku, a minimalnie akceptowany poziom szacunku jest w tym konieczny i zasadny.
    Mówię to oczywiście o osobach pojmujących powyższe.
    * życia nie należy szukać na blogu, ale wszędzie. Stąd słaba użyteczność argumentu, że blog miałby odzwierciedlać życie. W życiu także omijamy uprzejmie osoby trujące i nienawistne oraz głupie. Lub wymierzamy im kopniaka, jeśli nie pojmują grzeczności i uprzejmego ominięcia.
    * dla ludzi przytomnych, duża część wartości bloga wynika z jego treści poznawczych. Dyskutowanie z przeciwnikami poznania jest jałowe.
    Inną dobrą cechą bloga jest wartość towarzyska. Przebywanie w towarzystwie osób zatruwających tą wartość sprzeciwia się sensowi bloga.
    * tempus fugit. Blog działa, jeśli w selekcji kryteriów bycia na nim weźmiemy pod uwagę ten ważny czynnik. staramy się więc destylować wartości poznawcze i towarzyskie z bezcielesnej papki.
    *

  35. @Tanaka. Moim zdaniem blog życiem jako takim nie jest, ale w pewien sposób odzwierciedla to życie, czasami będąc nawet jego esencjonalną formą, pomimo, że dominują w nim przejaskrawione barwy. Poza nielicznymi przypadkami, większosci ludzi tutaj nic nie łaczy, a zatem dyskusje toczą się jedynie na poziomie ideologicznych preferencji – bez zbędnych naleciałości towarzyskich związków, przyjaźni, solidarności i wspólnych doświadczeń z świata realnego. Robiac z danego bloga towarzystwo wzajemnej adoracji prędzej czy później doprowadzi do jego upadku. O jego żywotności bowiem nie decydują jedynie wartości poznawcze, ale także charyzma jego uczestników, która nie musi być ściśle zwiazana z ponadprzeciętną wiedzą czy kulturą osobistą.

  36. Rafał Kochan
    14 maja o godz. 13:30

    Sądzę, że łączy, i to sporo: poziom wiedzy, doświadczenia, umiejętności, walory składania tego w słowa i sensy. Jest to wymiana dóbr, robiona z pewną satysfakcją, czasem przyjemnością i ze wzajemnym uznaniem. Są to walory towarzyskie.
    Czym innym jest spijanie sobie z dzióbków i wzajemna adoracja. Jest to przeciwne temu co pisałem. I właśnie taką adorację uprawiają przede wszystkim trolle. Adorują siebie. bardzo rzadko – kogoś.
    Dlatego też wcześniej pisałem o tym, że trollom potrzebny jest psychiatra, a nie żadna dyskutowanie z trollami.To napędza jego adorację wobec siebie. To może mieć sens tylko do momentu, kiedy się rozpozna w osobniku trolla. Dalej nie.
    Dyskutując – nic się nie osiąga pozytywnego, natomiast psuje się jakość bloga, co szkodzi nie trollom, ale osobom przytomnym.

  37. W młodości mojej odległej, gdy vox populi nie używał blogów z powodu armat – było wszakoż-jednakoż jedno przynajmniej miejsce, gdzie moderatorzy wstępu nie mieli: były to stadiony piłkarskie. I można było wonczas mieć niezły socjologiczny opis dobytku kulturalnego regionów. Gdy warszawki z krakówkami koncypowały dopuszczalność ocen decyzji sędziego spomiędzy „sędzia kalosz!” lub „sędzia kanarki doić!” – to bezkompromisowa proletariacka publika stadionu śląskiego skandowała: „sędzia ciul!”; ewentualnie wariantując na mniej regionalny zamiennik, też czteroliterowiec na literę c… W epoce pierwszych transmisji tv wielce to konfundowało idola ówczesnych komentatorów…
    I otóż, wicie rozumicie towarzysze, takich bezkompromisowych wzorców nam dzisiaj potrzeba, a nie cenzorów czy moderatorów. Kulturalni ę-ą entelegenci nie są zdolni do żadnej rewolucji, bo – jak to dawno temu pisał Passent – zamiast: „Chcemy chleba!”, piszą na transparentach: „Poproszę pieczywko!”.
    A sytuacja wymaga, wicie rozumiecie, odwagi! Macież wy odwagę Lenina…? Przecie takie wybrzydzanie to woda na młyn i piasek w tryby a nawet kij w szprychy, drąg w bok!
    Możecie sobie myśleć, że jajcarz ze mnie, ale wam powiem, już teraz całkiem niepoważnie, że dopóki sił mi uwiąd starczy dostarczy będę jak niepodległości bronił trolli, mułłów i gęgołów przed eksterminacją! (na sali frenetyczne oklaski) Przecież oni nam uprzejrzystniają to czarodziejskie lusterko, które nam mówi bez fałszu kto tu jest przecie najpiękniejszy weftym świecie…
    Co innego redaktorzy-gospodarze-dobrodzieje – łony jedne mają prawo się zadumywać nad tempora i nad mores, bo to ichni blog, ichnie pieniądze i odpowiedzialność przed blogiem i historią. Ale blogowicze niech się już tak bardzo nie zajmują innymi blogowiczami. Pisało tu w podobnym duchu paru przede mną, proponował chociażby @Tanaka byśmy się troszczyli o własną „uczciwość, kulturę, zacność”. Dodałbym tu jeszcze elegancję, równie niemodną jak zacność. Róbmy swoje, zabijając trolli godnościom osobistom i niedomówieniem, wyniosłom pogardom oraz pobłażliwością…

  38. bib
    14 maja o godz. 17:36

    Rzekłeś, bib, i też tak myślę. Może najlepszym sposobem humanitarnego uboju trolli jest milczenie. Ale dość trudnym. Jesteśmy zwierzęciem społecznym, zatem słowo kusi, by się odnieść. Więc walka – przepraszam za batalistyczne słowo – z trollolijo-trollolo jest również walką z samym sobą. I na zdrowie.