Pro domo sua, czyli wyższe progi

Autotematyzm powraca, bo chciałbym dokonać niemożliwego — doprowadzić do tego, by ten blog był jednak miejscem wymiany opinii (niechby i bardzo skrajnych, lecz wyrażonych w cywilizowany sposób), a nie kolejnym forum dla frustratów i nienawistników posługujących się inwektywami i kłamstwami. Sieć oferuje im niezmierzone i (zbyt) łatwo dostępne przestrzenie, nie widzę więc powodu, by zaśmiecali również ten konkretny jej kawałek, za który — poniekąd — odpowiadam.

Na ogół nie wymaga wielkiego wysiłku intelektualnego dostrzeżenie, który z komentatorów chce coś uściślić, zreinterpretować, podrzucić dodatkowy wątek lub zbić jedne argumenty innymi, a który ma na celu głównie wpuszczanie smrodu obelg i przekłamań, nawet nie próbując zrozumieć cudzego wpisu, od razu przechodzi do personalnych ataków, insynuacji i zarzutów. Kto chce się czegoś dowiedzieć od innych, wnosząc własną wiedzę i doświadczenie, a kto jest propagandzistą albo po prostu zwykłym sieciowym trollem, z którym wszelka polemika z góry skazana jest na klęskę, bo on czerpie satysfakcję tylko i wyłącznie z tego, że ktoś go zauważył. Ponawiam więc apel: nie żywić trolli! Nawet jeśli się przebiją na forum. Zarazem ponawiam apel do trolli (także tych, którym się zdaje, że wypełniają jakąś misję dziejową, powtarzając w nieskończoność jakieś jedno myślątko): zejdźcie z tego forum, poszukajcie sobie lepszych miejsc, skoro o tym i tak macie tak niskie mniemanie.

Rozumiem wszystkich tych odbiorców, którzy w takim otoczeniu nie chcą zabierać głosu. Zgadzam się z tymi, którzy językową naparzankę i obrzucanie się błotem odbierają jako coś beznadziejnie nudnego. Liczę zatem, że (kolejne) zaostrzenie zasad obecności na tym blogu zachęci ich do wzięcia udziału w rozmowie o tym, w jakim świecie żyjemy, a w jakim chcielibyśmy żyć.

Moim zdaniem wolność słowa sięga tak daleko, jak sięga odpowiedzialność za nie. Nie sposób mówić o jakiejkolwiek odpowiedzialności za słowa głoszone zza anonimowych nicków. Ale jestem przekonany, że jednak da się uczciwie i kulturalnie (to takie staroświeckie pojęcie) rozmawiać z zachowaniem pewnej części prywatności — tej zasady współżycia w sieci nie mam zamiaru kwestionować. W zamian oczekuję właśnie wzmożonej samokontroli — językowej (nie chodzi tu o formalną poprawność) i myślowej.

Innymi słowy, podwyższam próg dostępu. Będę wycinał posty, który uznam za niespełniające moich wymogów, nawet jeśli przez jakiś czas załapią się na publikację. Dla niektórych zatem mogą być to za wysokie progi. Trudno, czasami zrywamy znajomości także z ludźmi, z którymi — zdawało się — żyliśmy w przyjaźni.

PS

Uderz w stół, odezwą się nożyce. Pierwszym oburzonym na powyższy wpis okazał się axiom1, który oczywiście zarzucił mi „kult jednostki dyktatora gospodarza bloga” i że „jednomyślność jest tu wymagana”, czyli potwierdził, że nie zrozumiał tekstu. To klasyczny przykład trolla, który udaje chęć rozmawiania, stawiając dramatyczne pytanie: „Ile jeszcze lat jest potrzebne dla zrozumienia prostych koncepcji demokracji i wolności słowa?” tylko po to, by wciągnąć w jałową przepychankę. Wszystko anonimowo. Sorry, to nie robi już na mnie wrażenia. Dlatego axiom1 został wycięty i to samo będzie z kolejnymi obrońcami wolności plucia w cudzym domu.