Putin mistrz salonowca

Metafora ma swoje ograniczenia, ale dobrze zbudowana metafora odżywa wciąż w nowych sytuacjach. Scena gry w salonowca z „Rejsu” Marka Piwowskiego niewątpliwie jest taką metaforą i pewnie dlatego należy do kanonu (a może już nie?) polskich inteligenckich memów.

Dzisiaj widzę w tej scenie grę, jaka toczy się między Europą (słaby fizycznie, ale nadrabiający gadaniem inteligent, który w imię dobrych relacji podejmuje grę, choć samo przystąpienie do niej jest złamaniem jej głównej reguły — przecież salonowiec ma sens tylko wtedy, gdy uczestniczy w nim wiele osób) a Rosją Putina (świadom swej siły cwaniak, który nawet przez chwilę nie ma zamiaru uczciwie grać, za to doskonale wykorzysta zasady gry do upokorzenia drugiej strony). 

Jak rozmawiać z kimś, kto bezczelnie, w żywe oczy kłamie? Kto złapany za rękę, mówi: „To nie moja ręka”? Kto wypiera się tego, co wcześniej powiedział, a potem się wypiera samego wypierania? (Znamy to przecież i z polityki krajowej, i z dyskusji w blogosferze). Może nie rozmawiać, tylko od razu walić w pysk? Ale przecież jemu właśnie o to chodzi, bo zwykle jest pewien swej fizycznej przewagi i tylko czeka na bójkę. Zwłaszcza gdy ma mniej do stracenia.

Zresztą, w konflikcie o skali międzynarodowej — jak ten wokół Ukrainy — nie może być mowy o żadnej bójce. Tu metafory się kończą. Zbyt wiele wiemy o łatwości, z jaką nakręca się przemoc, nawet w tej naszej, ucywilizowanej cokolwiek Europie (Bałkany pokazały, jak cieniutka jest ta warstewka cywilizacyjnego poloru, który skłania do szukania niesiłowych rozwiązań; teraz widzimy na Ukrainie, jak nasila się nienawiść i idące za nią działania, jak przybywa ofiar). Możemy popisywać się werbalną odwagą, wyrzucać politykom, że chcą załatwić sprawy polubownie (nawet kosztem Ukrainy), zamiast postawić wszystko na jedną kartę i w imię godności ruszyć do boju. Ale czy na pewno tego chcemy? Zabijania?

Tak, Putin — w interesie własnym i w interesie swojego kraju (przynajmniej tak jak ten interes postrzega) — kłamie i będzie kłamać. A jednak — co wydaje się nieuniknione — w tej grze do pewnego stopnia kłamią wszyscy, choć nie wszystkie kłamstwa mają ten sam kaliber. To poniekąd jedna z jej reguł. Tu wiara w „Prawdę, która nas wyzwoli” może być wręcz szkodliwa. Jej wyznawcy chętnie poświęcają cudze życie w imię własnych idei. Jestem minimalistą: nie chodzi o czyjąś prawdę, czyjeś idee, chodzi o to, by jak najmniej ludzi zginęło. Życie to jednak nie salonowiec. Choć po d… wciąż dostajemy.