Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

29.04.2014
wtorek

Jajko Gustlika

29 kwietnia 2014, wtorek,

Pewien typ polemiki, czy raczej pyskówki, przypomina mi — w drodze swobodnego skojarzenia — scenę z „Czterech pancernych”. Podejmowani obiadem pancerni chcą wypaść kulturalnie. Gustlik stacza nierówny bój z jajkiem na twardo w majonezie. Próbuje je złapać samym widelcem, a ono tańczy mu po całym talerzu, bo jak je przyciśnie z jednej, to ono ucieka w drugą, aż w końcu całkiem wyskakuje z talerza. Zdesperowany siłacz łapie je wreszcie w rękę i sieka nożem, na drobne kawałki. Można powiedzieć: połowiczne zwycięstwo. Ale przynajmniej coś zjadł.

Mam nieodparte wrażenie, że nie tylko w blogosferze można natknąć się na ludzi, którzy w dyskusji są jak to jajko w majonezie — nie do uchwycenia, nie do przyszpilenia (choć jasno widać, że plotą od rzeczy), wciąż wyślizgują się, zamiast majonezu stosując rozmazane znaczenia słów, żądają od innych precyzji, sami unikając jej jak ognia. A przy tym za wszelką cenę dążą do konfrontacji z innymi, chcąc im udowodnić, że są w tych jałowych (tak, jałowych) przepychankach nie do pokonania.

W ten sposób poznajemy ludzi, którzy uważają, że zdanie „nie jestem ani wierzący, ani niewierzący” niesie jakikolwiek użyteczny sens (bo oczywiście jakiś sens zawiera, o czym niżej). Dowiadujemy się też, że „wszystko jest prywatnym poglądem”, a poglądy są równoprawne z racji swej subiektywności i nie poddają się dowodzeniu (w sensie naukowym), co wyraża się kolejną pozornie trudną do zakwestionowania mądrością: każdy może sobie wierzyć, w co chce. A z tego ma płynąć paraliżujący wszelką rozmowę o świecie (ale niepowstrzymujący paplaniny) wniosek: żadnych przekonań nie da się, więc i nie warto kwestionować, bo to tylko przekonania.

Powyższy opis pewnej postawy (niejednostkowej i występującej nie tylko na tym blogu) natychmiast może się stać (i pewnie się stanie) obiektem dociekliwych scholastycznych pytań typu: a co znaczy „użyteczny sens”? Czym jest w ogóle „sens”? Co to znaczy „w sensie naukowym”? Co to znaczy „co to znaczy”? Itd. itp. Można się tak ścigać na sprawność obsługi klawiatury niemal w nieskończoność (a co to jest „nieskończoność”?). Tyle że jest to, jak wspomniałem, jałowe.

Wróćmy do zdania „nie jestem ani wierzący, ani niewierzący”, napisanego przez jednego z dyskutantów, który w ten właśnie sposób najwyraźniej usiłuje umieścić siebie „ponad” sporem ateistów z teistami, postponując przy tym obie strony.

Przede wszystkim to zdanie logicznie bezwartościowe (a co to ta logika? — przeczytam zaraz). Mówi bowiem: jestem jakiś, a zarazem nie jestem jakiś (w pseudozapisie logicznym: ani a, ani nie-a). A kiedy a nie-a dopełniają się wzajemnie, wyczerpując wszystkie możliwości, nie może być mowy o jakiejś trzeciej opcji. W tym wypadku o świecie ludzi można sensownie powiedzieć, że dzielą się na wierzących i niewierzących (podobnie jak kobiety na te w ciąży i nie). Mowa tu o cechach niestopniowalnych. To w świecie ścisłej logiki (w wersji domorosłej).

Notabene ktoś przypisujący sobie równoczesne posiadanie wyłączających się cech/własności podpada poniekąd pod jedną ze stosowanych przez teistów definicji Boga. Takie słowne samoubóstwienie się.

Rzecz jasna w języku potocznym nie takie rzeczy możemy wypowiadać bez trzymania się wymogów logiki i nadal zachowują one pewną funkcję informacyjną. Przede wszystkim dlatego, że zawsze mówimy w jakimś kontekście. Zresztą tego zdania poza kontekstem, w którym się pojawiło, nie da się zrozumieć. Musimy przecież sami dopowiedzieć sobie, do jakiej wiary odnosi się autor wypowiedzi — wierzący/niewierzący (w co?).

Gdyby kontekst odnosił się np. do wiary w istnienie komputerów, można domniemywać z olbrzymim prawdopodobieństwem trafności domniemania, że takie zdanie by nie padło. Ten konkretny kontekst odnosił się do wiary w Boga (bogów) lub niewiary w tychże i tylko w związku z tym nabrało tajemniczej, lecz fałszywej głębi. Jak rozumiem, autorowi analizowanej wypowiedzi po prostu chodziło o to, że on zawiesza osąd w tej konkretnie sprawie (czy Bóg istnieje, czy nie) i radzi tak czynić innym, zamiast ustawiać się po którejkolwiek stronie sporu, skoro ani jedni, ani drudzy nie potrafią dowieść swoich racji. Przy okazji jednak wciąż żąda, by ateiści podali dowód nieistnienia Boga. To już jest logiczna zbrodnia i utrata kontaktu z realem!

W ramach dostępnych nam narzędzi, czyli umysłu i języka, nie istnieje sposób dowiedzenia, że coś nie istnieje. Nie możemy też dowieść, że nie istnieje sposób na dowiedzenie, że coś nie istnieje. Może to i przykre, smutne, oburzające, ale równie pewne jak śmierć. Próba kwestionowania tego dyskwalifikuje próbującego, wyłącza go z jakiejkolwiek racjonalnej wymiany zdań o świecie.

Przyjrzyjmy się jeszcze owemu zawieszeniu osądu. To także złudzenie. Dopóki stukamy w klawisze lub w miłym gronie przy takim czy innym napitku dywagujemy sobie o różnych sprawach, zawieszenie osądu może sprzyjać dochodzeniu do jakichś wniosków, czasem może nawet jakiejś prawdy (choć raczej nie Prawdy) o nas samych i o świecie. Ale po miłych chwilach trzeba ruszyć do bieżącego życia, a tu nasze zachowania to jawne i bardzo twarde dowody na to, w co naprawdę wierzymy (zarówno w sprawach drugorzędnych, jak i tzw. duchowych).

Wierzący w Boga człowiek zwróci się do niego z modlitwą w trudnych chwilach (choć nie tylko), a to, co nadejdzie, przyjmie jako dar lub karę. Nie widzę w tym niczego złego. Ale takich, którzy powierzą się Bogu całkowicie i np. zrezygnują z pójścia do dentysty, gdy boli ząb, spotkamy niewielu. A kiedy kogoś takiego spotykamy, mamy nieodparte wrażenie, że nie jest w pełni władz umysłowych. Jak wiadomo, wiara może przenosić góry, ale nigdy tego nie zanotowano. Z tego płynie zresztą wniosek, że wiara — w przeciwieństwie do bycia w ciąży — daje się stopniować. Więc wcześniejszy rozbiór logiczny zdania można zakwestionować, interpretując je tak: nie jestem ani wierzącym, ani niewierzącym, bo jestem trochę wierzącym, a trochę niewierzącym. Co zabawne, potoczne doświadczenie dowodzi, że i niewiara jest stopniowalna. W końcu to właśnie najbardziej wojujący ateiści ciągle gadają o nieistniejącym ich zdaniem bycie. Takie życie!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 144

Dodaj komentarz »
  1. No i Atalia, doczekał się rozprawy na temat swojej „filozofii”.

  2. Panie blogistrancie, tkliwie dziękuję za zaszczyt, jaki mnie spotkał z Pana strony!!!

    Nie wiedziałem, że i Pan jak św. Paweł uznający tylko „tak za tak”, „nie za nie” – beż jakichkolwiek innych rozwiązań. Zatrzymał się więc Pan na etapie św. Pawła, a od tego czasu minęły dwa tysiąclecia i było kilku innych geniuszy, jak np. Einstein… Gdyby Pan się rozwijał intelektualnie, to chyba nie byłby Pan taki czupurny. A i Heisenberg też mógłby Pana co nieco nauczyć, ale po co to Panu, skoro wystarczą Panu dogmaty i dowcipy o jajku.

    Ps. Serdecznie dziękuję także i za to, że Pan uargumentował moje zdanie, że nie ma Pan najmniejszego dowodu, a tylko pogląd. I se pan miej.

  3. Szanowny Panie Jacku, może mi Pan wybaczy obszerną rzecz nie na, temat (choć ciut może na temat jako przykład pewnego stylu rozmawiania), ale wczoraj mi uciekł tekst, a dopiero teraz skończyłem nowy i patrzę zaskoczony, że ziemia się zaczęła w inną stronę kręcić. Wchodzić do piwniczki, gdzie jest schowany poprzedni temat, to trochę tak jak wołać na puszczy. Żartując na świetnie zaprezentowany przez Pana temat, powiedziałbym, że sposobem na narodową zgodę kłótliwych Polaków może byłoby podjęcie wysiłku przez satyryków, by wierzący zgodzili się wreszcie, że trochę nie ma Boga, zaś niewierzący – że trochę jest.

    Tanaka

    Szanowny Tanako, mówiłem Ci, że jak wsadziłem łeb pod wodę, zapomniałem – po co, więc szukanie w podwodnej głowie zginiętego tekstu to jak szukanie złota w tureckim sygnecie za trzy dychy. W takiej sytuacji przeczytałem Twój tekst jeszcze dwa razy i Ci powiem, że prawie pod wszystkim się podpisuję. „Prawie” nie robi różnicy, bo świat realny nie zależy od „prawie”. Powiem Ci, dla przykładu, z czym się bardzo zgadzam:
    „Autonomia w nich (w religiach – JP) nie istnieje,wolność i podmiotowość jest zawsze relatywna i jest zawsze podejrzana”.
    Jasne. Nie tylko w religiach – dosłownie wszędzie. Niedawno mówiłem dzieciakowi na tym forum, że mamy mniej więcej tyle wolności, co pendolino na szynach. Ale jak ktoś ma złudzenia, że JPII był o wysokość papieskiego stolca mądrzejszy od Marksa, to niech sobie ma. Powszechna jak obżeranie się na ulicach chrześcijańska mantra „Bóg dał rozum i wolną wolę” służy usprawiedliwianiu nieporadności doskonałego szewca, który uszył gówniane buty i obciążaniu winą za gównianość samych butów. A przecież ślepy widzi, że gdyby nawet domniemany Bóg coś dał – to mózg, nie rozum. Dał organ, a rozum – inaczej: umiejętność myślenia – jest umiejętnością organu, którą dopiero w trudzie i znoju trzeba nabyć, nauczyć się, wyćwiczyć. Podobnie jest z aparatem mowy: jest dany, ale pusty jak komputer bez programu. Nie ma rady, trzeba zaczynać identycznie jak nasi bardzo pradawni przodkowie, co na mchu jadali – od „aaa”, „eee”, „mama”. Człowiek w swoim osobniczym rozwoju powtarza historię gatunku. Więc uczy się od innych i w konsekwencji składa się z tego, co wziął od nich – dlatego mówię, że jest tak wolny (nie licząc twórczych jednostek) w swej skórze jak konik polny, ptaki powietrzne czy pendolino na szynach. Jest całokształtem stosunków społecznych. Dawno temu zrozumiałem, że nawet lubienia ptysiów musiałem się nauczyć, bo skąd miałem w biednej robotniczej rodzinie wiedzieć, że są ptysie, jeśli może raz na rok dostałem paczuszkę herbatników petitbertów, którym ogryzałem najpierw po jednym ząbku, żeby na dłużej starczyło. Najbardziej mnie więc śmieszyło i irytowało od 89 roku nagminne esploatowanie w życiu publicznym pojęcia „wolność”. Przyznaję, że JPII mówił o wolności jako o obowiązku i odpowiedzialności, ale głębiej nie sięgał. Sięgnięcie głębiej w chrześcijaństwo, w Biblię, znaczyłoby bowiem walnięcie głową w słup. Tym słupem jest Bóg, bez którego woli nic się nie dzieje. Ot i cała chrześcijańska wolność. Kto ma uszy, niechaj słucha: „A przecież żaden z nich (chodzi o wróble – JP) bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone”. Czyż nie Korea Północna, gdzie nawet włosy liczą?
    Popatrzmy jeszcze uważnie na logikę szewca, który uszył gówniane buty, wykopał je z raju na nędzę i poniewierkę, a teraz nic innego nie robi, tylko się o nie troszczy. Oto słowo Pana (ciekawe, kto podsłuchał – jakiś kardiolog?):
    „I żałował Bóg, że uczynił ludzi na ziemi i bolał w swym sercu”.
    „Zetrę z powierzchni ziemi ludzi, których stworzyłem, od człowieka do zwierzęcia domowego, do wszelkiego innego poruszającego się zwierzęcia i do latającego stworzenia niebios, gdyż żałuję, że ich uczyniłem”.
    To słowa odwołujące judaizm i chrześcijaństwo jako religie oparte na idei Boga doskonałego, nieomylnego, wszechmocnego, wszechwiedzącego i lubiącego woń palonych trupów zwierząt (czyli mającego zmysły).
    „Żałował” znaczy, że nie przewidział skutków własnych działań. Skoro nie przewidział – nie jest wszechwiedzący i nieomylny. Nie jest doskonałością. To na cholerę mi Bóg, który się ode mnie nie różni?
    Zgadzamy się, Tanako, że domniemana „wolna wola”, „wolność” to pojęcia nie mające nic wspólnego z Bogiem, czyli skrajnie nieudaną kompilacją najróżniejszych cech człowieka sklejoną w jedno przez wielu wizjonerów, natomiast mającą wszystko wspólne z Kościołem jako pasożytniczym zarządcą-samozwańcem Słowa domniemanego Boga. Mocno eksploatowane przez Kościół pojęcie „wolność” służy maskowaniu niewolenia, podobnie jak równie mocno eksploatowana „prawda” służy maskowaniu kłamstw.

    Tylko w jednym miejscu, Szanowny Myślicielu Tanako, jest między nami drobna rozbieżność. Zresztą nie taka drobna, ale punkt widzenia zależy od doświadczeń każdego z nas w przeszłości, a rzecz polega tylko różnicy w rozstawieniu akcentów, więc jest do uzgodnienia i sporu nie będzie. Piszesz:

    „Nie możemy być szczerymi wyznawcami żadnego bozi będąc zarazem człowiekiem zdrowym na psyche, sprawnym umysłowo, autentycznym i wolnym, jako podmiot, jako człowiek właśnie”.

    Możemy, Tanako. Z wierzących owiec się wywodzę i długie lata z owcami harowałem. Człowiek najczęściej religii nie wybiera – jest mu wbijana w główkę, w skrajnych wypadkach – w dupkę, od najwcześniejszego dzieciństwa. Tyle że ciekawość widzialnego świata jest u dziecka znacznie większa niż ciekawość niewidzialnego Boga. Więc jest od początku rozdwojenie: życie – sobie, religia – sobie jako nudna konieczność. Nie inaczej przecież było z socjalizmem. Znałeś jakiegoś niesprawnego umysłowo wyznawcę boga-socjalizmu? Bo ja nie. W ogóle nie znałem takich wariatów. Tanako drogi, to nie religia – rzecz stojąca u człowieka z boku – odbiera umysłową sprawność, lecz niewiedza (jest ona z wielu powodów – choćby z niewytworzenia w dziecku motywacji do zdobywania wiedzy, z braku pozytywnych wzorców w otoczeniu, z braku pieniędzy na zdobywanie wiedzy). W codziennym życiu wierzący niczym się nie różni od niewierzącego, więc nie jest to odrębny gatunek człowiekowatych zwierząt. A ci, co się publicznie popisują, wojują, harcują to przecież narcystyczna garstka krzyżowców na tle milionów, dla których religia to tylko parę rytuałów – coś jak pójście do fryzjera, a wiara ich to wypowiadanie od wielkiego dzwonu czasownika „wierzę”. Mają prawo do każdej wiary, również do powierzchownej, jak my – do niewierzenia. Kto chciałby im to odebrać, byłby kandydatem na pana świata, in spe uzurpatorem modelującym ludzi na swój strój. A ludzkość była już przebrana we wszystkie stroje.

    Kościół rządzący z tylnego siedzenia rządzącymi na przednim to, rzecz jasna, odrębny temat, podpadający pod naukę parazytologię.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A, bo zapomniałem z wrażenia…

    Jeśli Pan mówi, że nie jest Pan ani gęgawą, ani dżdżownicą, to mówi Pan, że trochę jest Pan gęgawą, a trochę dżdżownicą?

    To tak na marginesie Pańskiej egzegezy (przyznaję zdumiewająco bystrej) mojego określenia, iż nie jestem ani wierzący, ani niewierzący…

  6. Na panskim blogu takze bywa kilka takich jajeczek w majonezie, a ja nie powiem kto ale jak dziabne tym widelcem Atalie, Nihila, Pieczula, Kochana, Sztaplarke czy Gekko, – by siegnac po pierwszych z brzegu, a nie wymieniac po nicku, to… oczywiscie znowu sie wyslizgna. Sliskie jajko w majonezie to zupelnie tak jak dzdzownica w kisielu – nie do uchwycenia.

  7. Teraz dopiero dostanie Pan przykłady pseudologiccznych wywodów. Zabawnych ale na dłuższą metę zabijających dyskusję. Człowiek czuje się w obowiązku odpisać, podjąć rękawicę i … zamiast pogadać z kimś sensownym karmi trola.

  8. Mucha zdechła z nudów w powietrzu.

  9. Szanowny Gospodarzu, temat umyslowej niezbornosci podejmowany byl juz wielokrotnie i nie tylko na blogach ‚Polityki’. W przeszlosci zabieral na ten temat glos niejaki Jan Maltecki, ktorego na takie okazje z przyjemnoscia cytuje. Bo i ciagle istnieje potrzeba by o tym mowic.

    >>___Ludy cywilizowane od dzikich mozna odrozniac rozmaicie. Niektorzy sadza, ze
    wazne sa czynniki obiektywne, stopien urbanizacji, rozwoj narzedzi, ubior czy
    formy wladzy. Spore znaczenie maja jednak nieuchwytne czynniki kultury
    duchowej. Sadze, ze tak naprawde czlowieka cywilizowanego od dzikusa odroznia
    umiejetnosc logicznego myslenia, ktore uznac mozna za przeciwienstwo myslenia
    mityczno-magicznego. W mysleniu magicznym wszystko moze(!) sie zdarzyc i nic
    nie musi(!) sie zdarzyc. W mysleniu logicznym – mowiac najkrocej – dwa plus dwa
    musi byc cztery i nie moze byc inaczej. Jest to myslenie swiadome koniecznosci
    ograniczen i praw obiektywnych. Grecy, ktorzy dopiero w czasach Arystotelesa
    sformalizowali logike nie uwazali jej za wynalazek, ale za odkrycie. Prawa
    logiki uznano wtedy za dzialajace z sila praw przyrody, niezalezne od naszych
    checi i ocen. (…)
    ….Z wiedza o prawach logiki czlowiek sie nie rodzi, musi sie tych praw
    nauczyc. Wtedy dopiero staje sie czlowiekiem cywilizowanym w pelnym tego slowa
    znaczeniu: umie myslec i mowic logicznie. Zgodnie z tym kryterium, podzial na
    ludy dzikie i cywilizowane nie przebiega wzdluz granic geograficznych czy
    podzialow historycznych. (…)
    ….Wsrod nas nadal sa ci, ktorzy mysla logicznie i ci, ktorzy mysla magicznie
    na wzor ludow pierwotnych. Gdy spotykamy nieznajomego, czesto wiele czasu
    zajmuje nam ustalenie faktu, ze rozmawiamy z osobnikiem umyslowo dzikim, nie
    znajacym elementarnych sylogizmow, wierzacym w cuda, nie wiedzacym, ze dwa
    zdania sprzeczne nie moga byc zarazem prawdziwe, albo ze sadow normatywnych nie
    mozna oceniac w kategoriach prawdy i falszu,itp. Osobnicy ci mowia chetnie o
    wierze i intencjach a nie o faktach, popieraja cos i zwalczaja jednoczesnie,
    mowa ich jest belkotliwa a mysl metna. Takich dzikich ci u nas dostatek. Nie sa
    latwi do rozpoznania. Nie biegaja w trawiastych spodniczkach. Przeciwnie,
    przyodziani w modne uniformy wygladaja na cywilizowanych, dopoki nie zaczna
    mowic lub pisac.
    ….Ich mnogosc w naszym kraju jest zrozumiala. Proby wprowadzenia logiki do
    umyslow polskich maja krotka i malo efektywna historie. Wiekszosc naszych
    ziomkow nigdy nie styka sie z ta dziedzina wiedzy. Cechy umyslowe rodakow nie
    znajacych logiki dostrzegl wyraziscie Tadeusz Kotarbinski. W szkicu “Zadania
    swoiste logiki szkolnej” pisze on: “ Czlowiek niewyrobiony logicznie ma
    sklonnosc do chaotycznego myslenia i mowienia, gubi sie w plataninie zagadnien
    zle postawionych, nie odroznia bliskich ale roznych problemow, bo nie odroznia
    wieloznacznych i bliskoznacznych slow, operuje terminami o zakresach
    nieokreslonych i znaczeniach niewyraznych, placze wzajem rozne stosunki, urabia
    klasyfikacje wedle kilku na raz punktow widzenia” >>

  10. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Z byciem w ciazy to nie taka prosta sprawa jak pan to przedstawia. Ciaza moze byc urojona, molarna bez plodu, z wieloma plodami, poroniona i przeterminowana. Panskie zalozenia spalaja na panewce Gustlika i komunisty Przymanowskiego. Bawienie sie trupami z PRL-u nie jest dla mnie zabawne.

    Slawomirski

  11. Jerzy Pieczul
    29 kwietnia o godz. 19:46

    Cieszę się, że zechciałeś odtworzyć, czy też powtórzyć własne myśli i argumenty po boleśnie utraconym pierwowzorze. Taka strata zawsze boli i wkurza; znam to również z własnego doświadczenia.

    Skupię się na tym, co jak się zdaje – widzimy nieco inaczej, choć bez zasadniczej różnicy, czyli wyimku z mojej głowy, który podajesz:
    „Nie możemy być szczerymi wyznawcami żadnego bozi będąc zarazem człowiekiem zdrowym na psyche, sprawnym umysłowo, autentycznym i wolnym, jako podmiot, jako człowiek właśnie”.

    Wyjaśnię co przez to rozumiem. Zacznę od końcowych Twoich uwag. Otóż najzupełniej zgadzam się z Tobą, że nie wolno zabraniać nikomu wiary religijnej, ani żadnej innej, w nasze ulubione krasnoludki, w miłego mi jednorożca, czy to, że słupy telegraficzne mniemają o sobie, że są stoikami. Zabranianie byłoby zamordyzmem o skutkach dobrze nam znanych. Natomiast uważam, że nie można się zgadzać, by wierzący mogli, korzystając ze swojej wiary, propagować i czynić rzeczy powszechnie uważane za złe. Podobnie jak niewierzący, na adekwatnej zasadzie.
    Co to są rzeczy złe, czy powszechnie uważane za złe, to odrębny temat. Jak wiemy – złożony, niejednoznaczny i zmienny w czasie i przestrzeni w zakresie zawartości.
    Nie jest to wątek główny naszej dyskusji, więc zostawię go na boku.
    Wiara religijna jest – w czym się w pełni zgodzę, najczęściej tym mniej więcej co piszesz: czymś jak pójście do fryzjera. Okolicznością nieco rytualną, zarazem banalną, służącą poprawieniu nastroju i zwiększeniu się podobania się: głównie sobie i głównie w lustrze szkła lub oczu innych osobników. Jest przy tym małym interesikiem, o którym wspominał Pascal: niebo jest, czy go nie ma, nie wiadomo, że jeśli jest – opłaci się troszkę powierzyć i nieco popraktykować. Zarobi się na wizę.
    Trafność takiego stanowiska potwierdza nie tylko codzienny ogląd, ale także weryfikacja badawcza. Niedawno mieliśmy interesujące publikacje dotyczące Polski. Na pytania zadawane katolikom (tak się deklarowali) o ich wiarę religijną tylko 80% (katolików !) odpowiedziało, że wierzy w istnienie Boga (oczywiście katolickiego). Rzymski katolik (co piąty) nie wierzący w rzymsko-katolickiego Boga. Interesujące, prawda? W tych samych badaniach pytano o kilka innych twierdzeń kanonicznych, definiujących wedle Watykanu katolika. W zmartwychwstanie Jezusa wierzy bodaj mniej niż 40% katolików (chyba 38%). To też ciekawe – procent katolika w katoliku spada, do poniżej 40-tu. A katolik nie wierzący ani w Boga, ani w Zmartwychwstanie, dalej uważa się za katolika. I za takiego uważa go Kościół kat, w tym przypadku Episkopat polski, twierdzący ustami swoich rumianych biskupów, że Polska jest zamieszkiwana przez 95% katolików. Co oznacza korzystne konsekwencje dla tego co rumiani biskupi mówią i czynią, wraz z politykami.
    Przeor dominikanów, bodaj z Łodzi, Górzyński, dosyć rozsądny człek, acz posiadający w sobie felerne wady umysłu, oznajmia tu i tam publicznie, że „głęboko wierzących” katolików jest ok. 20% (komentował wyniki przytaczanych badań), nie walcząc zaciekle z wymową faktów. Górzyński jest postacią dosyć wyjątkową wśród kleru, w sposób pozytywny. Tacy też się zdarzają, ale z zasady są wyjątkami.
    Nie chcę się dalej wgłębiać w wymowę badań, były dosyć szeroko (choć płytko) omawiane. Są rzeczy ciekawsze i dogłębniejsze.
    I ja i Ty wiemy jasno, że wierzących w głównych religiach monoteistycznych kształtuje się od oseska. Dziecko przestaje być dzieckiem od momentu chrztu, a staje się katolikiem. Chrzest można (i generalnie należy) zrobić jak najwcześniej. Już w zasadzie w momencie urodzenia się, gdy chrzczący poweźmie przekonanie, że poród jest żywy (chyba takie są wymogi proceduralne, dzieci martwych się nie chrzci). Nie znam szczegółów religii żydowskiej, ale dziecko przestaje być dzieckiem, a staje się Żydem bodaj na mocy obrzezania w 7-ym dniu życia. Konkretny dzień zresztą nie ma znaczenia. Ma je to, że dziecko przestaje być dzieckiem, a zatem bytem wolnym, a staje się, w jak najwcześniejszym okresie życia żydem, katolikiem, muzułmaninem, a zatem bytem zdeterminowanym. Nie wolnym. Czego konsekwencje idą za takim człowiekiem przez całe życie. I są one niezwykle determinujące i niezwykle mało uświadamiane, poza sytuacjami , rzekłbym, „bijącymi po oczach” (np. „żydzi do gazu, goje do roboty”).

    Przykład Lolka, zwanego Ka-rolkiem, albo odwrotnie. Obecnie świętego: Jako dzidzia w pieluszce stał się katolikem. I tak mu zostało na całe życie, z roku na rok coraz dogłębniej. Twierdzę, że nie był w sytuacji dla siebie uczciwej. Nie mógł z równą swobodą , z równie nieuprzedzonym sposobem obserwacji i oceniania, patrzeć na katolicyzm, na żydostwo, na prawosławie, na protestantyzm i co tam jeszcze miał na podwórku, w miasteczku do podglądania. Jako dziecko już musiał przyjąć konsekwencje bycia katolikiem. A następnie, wraz z wiekiem, cokolwiek zobaczył, oceniał już wedle kanonu katolickiego. Musiał obcinać i odrzucać to co przeczyło jego z góry powziętemu schematowi oceny. Mógł też, i na pewno to robił, odmawiać przyjmowania do wiadomości rzeczy przeczących jego sformatowanemu umysłowi. Przez następne lata, tkwiąc w klatce własnych schematów, musiał ją sobie mościć, by pręty nie doskwierały i wydawały mu się raczej gałązkami rodzącymi soczyste owoce niż kawałkami twardego żelaza. Sytuację ilustrują tu ad hoc przywołane dwie rzeczy: wiersz, bodaj Krasickiego, o wróblu na wolności i słowiku w klatce , oraz potoczne powiedzenie: jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Ma się kraty – trzeba w nich zobaczyć różane pnącza. Co Karol wykonał w sposób wybitny, z czego wyszło ponad 700 pomników i podobne skutki.
    Oczywiście Lolka-Karola przywołałem jako bieżący przykład, nie szczególny, ale ilustrujący prawidłowość: wolność sądzenia jest dużo bardziej w nas wątła niż się zdaje.
    Nie jesteśmy jednak niewolni tylko za sprawą wychowania religijnego. Pojęcie „wolnej woli” jest pojęciem poważnym, czyli wesołym i śmiesznym. Przez kontrast między zadęciem i pustotą ludzi napuszenie wypowiadających ten termin, a skromną, wydmuszkowatą zawartością. Oraz przez poważne, często śmiertelnie poważne skutki ludzkiej durnoty w operowaniu tym pojęciem.
    Przykład: oskarżony zabił. Był dorosły, miał „wolną wolę”, ponosi więc winę. Zostanie powieszony, bo tak stanowi kodeks, a jeszcze powszechniej – tzw. „prawo naturalne.” Wiadomo było od świtu gatunku ludzkiego do dziś niemal ( i dalej tu i tam): zabił – to go trzeba zabić. Bo miał wolną wolę w tym zabiciu.
    Namysł nieuprzedzony, co zdarzało i zdarza się ludziom niestety nielicznym (bo taka to rzadka cecha czy okoliczność człowieka), okazuje się zgodny z ustaleniami współczesnej nauki: człowiek niemal nigdy nie dysponuje „wolną wolą” w trakcie swojego życia. A w każdym razie tak dojmująco często, że posługiwanie się terminem „wolnej woli” musi być nadzwyczaj ostrożne. Człowiek jest po prostu istotą która kieruje się emocjami, kompulsjami, fobiami, lękiem i podobnymi objawami konstytucji osobowościowej oraz zmiennych stanów psychicznych, że termin wolnej woli – powtórzę – jest szalenie delikatny i niepewny.
    Dopiero od niedawna, dopiero po stanowczych ustaleniach wielu dziedzin nauk, podsądny może się okazać niewinny czynu, z powodu nieposiadania wolnej woli koniecznej do odpowiedzialności za czyn. I tylko w systemach sprawiedliwości dopuszczających rozum i naukę na salę sądową lun do więzienia.

    Na koniec może najważniejsze: przez wychowanie dzieci wbijamy w nie lęki, frustracje, skrzywienia osobowościowe. Wychowanie religijne jest zwykle osią takiego wychowania. Do dziś jest to wychowanie powszechne i typowe. Nazywamy to „czarną pedagogiką”; jej skutki są dewastujące dla dziecka i jego dalszego życia, jeśli, drogą ciężkiej pracy, nie wyzwoli się z tego. Do niedawna sądzono powszechnie, że to co dziś nazywany ową „czarną pedagogiką” jest czymś koniecznym i wzorowym. Takie wychowanie stosowano przez stulecia, miało najwyższy placet religijny,. I do dziś często jest stosowane. Rezultatem była masowa produkcja dorosłych skrzywionych na psychice, ale formalnie wzorowych obywateli, posiadających „wolną wolę”. I będących „wiernymi sługami Kościoła” (tego i tamtego, to uniwersalne).
    Ani takie dzieci, ani tacy dorośli, których jest wśród nas większość, nie są osobami wewnętrzne wolnymi, autonomicznymi, pełnymi w swoim człowieczeństwie. Wiara religijna i wychowanie z wiarą w wielkiej mierze łączone, sprzeciwia się tym przymiotom Wtłacza w ludzkie głowy miłe przekonania, święte poczucie własnej cnoty, a jest to fałsz fundamentalny. W wersji najłagodniejszej – solidne niezrozumienie rzeczy.
    Na całkowite odwrócenie rzeczy w jej istocie wskazuje to, co z takim zacięciem powtarzał nasz bohater – Lolek Wojtyła:
    ” Największe zagrożenie dla wolności człowieka jest wówczas, kiedy się go zniewala, mówiąc jednocześnie, że się go czyni wolnym. To jest największe niebezpieczeństwo. I temu trzeba się przeciwstawić. To trzeba sobie uświadomić.”
    Jan Paweł II (Karol Wojtyła)

    Otóż to właśnie. Wiara religijna czyni wolnym – a rebours. Czyni wolnym – „inaczej”.
    Mam nadzieję, że Gospodarz nie będzie się nadto zżymał za długość wywodu i naszą wspólną z Jerzym wycieczkę.

  12. Prowincjusz
    29 kwietnia o godz. 18:34

    Szanowny Panie Prowincjusz

    Ach ta polska ortografia. Czasami udawalo mi sie robic dwa bledy w jednym wyrazie. Kilka milionow Polakow zablakalo sie do partii komunistycznej w Ameryce nikt. Mozna wiec mowic ze Amerykanie sa madrzejsi od Polakow.

    Slawomirski

  13. Legionnaire
    29 kwietnia o godz. 18:04

    Jutro bede podlewal amerykanskie kaktusy.

    Slawomirski

  14. @Krzys52 – na waszym miejscu podałbym do sądu ewolucję, za to, iż ukształtowała ludzkie istoty jako nieracjonalne z natury.
    (Ironia)
    A swoją drogą, ciekawe, w którym to miejscu u istot z natury irracjonalnych zaczęła się logika i czy aby nie jest to zbędny uboczny wytwór ewolucji.
    (Powaga)
    Najciekawsze zaś, kto orzeka, co jest logiką a co nie, skoro sam ją musiał nabyć od kogoś, kto również był irracjonalny z natury i jak zatem „ten pierwszy” (tzw. Homo logicus zero) doszedł do tego co logiczne jest, a co nie.
    (Matrix).

  15. Tanaka
    29 kwietnia o godz. 22:14

    Szanowny Panie Tanaka

    W taki sam sposob jak pan o „wolnej woli” pisze Sam Harris w swoim stustronicowym paperbooku zatytulowanym „Free Will”. Konsekwencja braku wolnej woli jest upadek sadownictwa w obecnej formie i religii opierajacej sie na istnieniu u czlowieka swiadomej woli wyboru boga. Sa to rewolucyjne koncepcje do przyjecia ktorych spoleczenstwo polskie jest nieprzygotowane. Zycze panu sily w propagowaniu zachodnich wartosci na wschodzie Europy. Bede o panu myslal podlewajac kaktusy.

    Slawomirski

  16. Szczęść Boże !! Szanowny Redaktorze

    W Monachium Bayern—Real 0:4.

    Jeśli precyzyjna maszynka do strzelania goli zacięła się w takim stopniu przy własnej publiczności tzn. że nie ma nic pewnego na tym świecie, który po tym meczu będzie nie do poznania.

    Mam 100% pewności,że kibice Bayernu z wiarą typu ;;na dwoje babka wróżyła;;

    ;;zawiesza osąd w tej konkretnie sprawie (czy Bóg istnieje, czy nie);;

    Emocjonalne wstrząśnienie tym wydarzeniem odbiera mi zdolność analizy jakiegokolwiek tekstu.
    Poczekam do wyjścia z żałoby.

    Jedyne co–to zżera mnie robak wątpliwości co do tego czy występował tam majonez.
    Czy można to jakoś sprawdzić ?
    pozdrowienia. IK

  17. Jerzy Pieczul
    29 kwietnia o godz. 19:46

    „Nie możemy być szczerymi wyznawcami żadnego bozi będąc zarazem człowiekiem zdrowym na psyche, sprawnym umysłowo, autentycznym i wolnym, jako podmiot, jako człowiek właśnie”.

    Szanowny Panie Jerzy Pieczul

    Tanaka a nie pan ma racje. Pomimo tego ze wiara w boga nie jest oficjalnie uznana za chorobe psychiczna instynkt mi podpowiada ze jest i panska jej obrona nie jest w zgodzie z moim pojmowaniem terazniejszosci.

    Slawomirski

  18. Jest taki komiks, nazywa się „Mutts”. W którymś odcinku kotek Mooch pyta swojego przyjaciela, kundelka Earla kim on zostanie, jak dorośnie. Czy zostanie wyżłem, collie a może dogiem niemieckim? Earl odpowiada, że już jest dorosły i że się nie zmieni. A czytelnik wie, że znaczy to, iż Earl pozostanie malutkim, niespecjalnie pięknym kundelkiem.
    Mooch słysząc odpowiedź wygląda na bardzo rozczarowanego i pyta:
    -To znaczy, że „to” już wszystko?
    Earl:
    -Tak, „to” już wszystko.

    Ludzie bardzo nie lubią jasno i wyraźnie powiedzieć sobie, że „to już wszystko”. Bardzo lubią mieć nadzieję na zostanie nimieckimi dogami.
    Ogólniej, na zmiany.

    Określanie siebie jako „jakimś” jest sprzeczna z opisaną powyżej nadzieją. Dużo ciężarnych kobiet nie chciałoby być w ciąży. Dużo kobiet, które aktualnie w ciąży nie są bardzo tego pragnie.

    Myślę, że ludzie wolą określać swoje stany dodając czynnik czasu pozwalający im zachować nadzieję na zmiany.

    Ja byłem wierzący a teraz moja wiara ma tendencję zamierającą. Nie wiem, gdzie jest zero, więc nie wiem, czy już nie wierzę. Pamiętam, że takie uczucie miewałem już kilka razy w życiu i że było to poczucie zarówno umacniania się wiary jak i jej zanikania. To jest proces a nie punkt w czasie. Teraźniejszości jak wiemy nie ma. Nie ma sensu zmuszać kogoś do deklaracji ważnych tylko w czasie nieskończenie krótkim i sprzecznej z wiarą w możliwość zostania niemieckim dogiem.

  19. Slawomirski
    30 kwietnia o godz. 2:34
    Dobra, niech będzie salon.
    Szanowny Panie Sławomirski, jeśli się czyta w trakcie podlewania kaktusów, można i źle przeczytać, i zamiast kaktusa, podlać skunksa. Nigdy nie broniłem i nie będę bronić wiary, która jest oszustwem i mistyfikacją – ja ją, Panie Sławomirski, OPiSUJĘ, nie bronię, kiedy na słowa Tanaki:

    „Nie możemy być szczerymi wyznawcami żadnego bozi będąc zarazem człowiekiem zdrowym na psyche, sprawnym umysłowo, autentycznym i wolnym, jako podmiot, jako człowiek właśnie” odpowiadam: „Możemy, Tanako”.

    Pokazuję stan faktyczny, a nie moją jego ocenę. Bronię natomiast prawa człowieka do wierzeń w bogów i makarony, tak jak broniłbym prawa człowieka do picia alkoholu lub chodzenia bokiem, jeśli to nie szkodzi drugiemu, i nie narusza drastycznie obyczajów.

    Natomiast z wielką ciekawością posłuchałbym po Pańskich słowach – „Pomimo tego ze wiara w boga nie jest oficjalnie uznana za chorobe psychiczna instynkt mi podpowiada ze jest” – skąd Pan, Pańska rodzina, przodkowie wytrzasnęli w genach tak niesamowicie zaawansowany ewolucyjnie instynkt, który lepiej od psychiatrii podpowiada, co jest chorobą psychiczną. Wiara w posiadanie wszystkowiedzącego instynktu to grubo, grubo więcej niż wiara we wszystkowiedzącego Boga. Więcej niż wszystkie religie świata razem wzięte.

  20. Slawomirski
    30 kwietnia o godz. 2:34
    Jeszcze drobiazg. Szanowny Panie Sławomirski, Pańska wiara w role wymienianej przez Pana obsesyjnie trójcy to też coś na kształt religii, czyli, jak Panu podpowiada instynkt, choroby psychicznej.

  21. Hmmm…
    Do kogo zaliczymy buddystów, do wierzących czy niewierzących? Buddyści wierzą w Chrystusa, nie wierzą w bóstwa, wierzą w reinkarnacje, nie wierzą w piekło i niebo. Dla buddystów kwadratowe koło istnieje, gdyż racjonalny język logiki nie odkrywa istoty świata a zakrywa, służy komunikacji i pokazuje prawdę o mówiącym podmiocie a nie o przedmiocie dyskusji/zdania. Jeśli ta „religia” (dla wielu buddyści to ateiści) zdominowała by naszą kulturę (co jest mało prawdopodobne) to wtedy wszyscy stajemy się ani wierzący, ani niewierzący. Całe Chiny to ani wierzący, ani niewierzący.

    Pan Kowalczyk sam stacza bój z jajkiem w majonezie.
    Najpierw stwierdza, że zdanie -„ani-prawo-ani-lewo” jest pozbawione wartości, sensu logicznego i paraliżuje dyskusje. Potem sam przyznaje, że takie zdanie wyrwane z kontekstu jest bezsensu, czyli podważa swoje wcześniejsze rozważania, i wszystko zależy od tego na jakie pytanie odpowiada, może być też zawieszeniem osądu w tej sprawie (czyli tutaj je uzasadnia/usprawiedliwia), aby dojść do konkluzji/pytania o tym, że wszyscy jesteśmy trochę po prawej a trochę po lewej stronie, zależne od stopnia intensywności.

    Proszę mi wytłumaczyć o czym Pan Kowalczyk piszę, bo nie rozumiem totalnie.

  22. To jajko w majonezie oglądamy codziennie w telewizji. Mistrzem majonezu jest niewątpliwie poseł Ryszard Czarnecki. Oprócz upodobań kulinarnych to wytrawny turysta, zwiedził już wiele partii, a ostatnio czasem bywa w Parlamencie Europejskim, ale więcej w kraju.

  23. vps
    30 kwietnia o godz. 8:06

    W realnym świecie nie istnieje potrzeba kwalifikowania buddystów, Chińczyków czy turystów do kategorii wierzących lub niewierzących. To dziecinne układanie klocków-słów dla samego sprzeciwu. Pan Kowalczyk zaś mówi o realnym świecie i realnych motywacjach blogowych gadaczy.

  24. Dla nic nie rozumiejących z Kowalczyka jest rozwiązanie: zjeść kremówkę.

  25. @Jerzy Pieczul
    Pan Kowalczyk mówi o motywacjach blogowych gadaczy, ale jakich argumentów używa i co chce właściwie powiedzieć? Wpis składa się z tak jakby z 3 części które się wzajemnie wykluczają, więc wniosek jaki? Że wypada się określić? Przecież druga/środkowa część wpisu wyraźnie sugeruje, że wszystko jest zależne od konkretnego kontekstu dyskusji, lub ewentualnie można uznać deklarację niezdecydowania czyli zawieszenie osądu. Więc co właściwe mówi Pan Kowalczyk? Że nie można zawieszać osądu bo to tylko teoria a w praktyce i tak wybieramy? Przecież ostatni akapit sugeruje, że wybory są mieszane i dotyczą stopnia intensywności, więc w praktyce każdy z nas jest wierzącym-niewierzącym w różnych proporcjach.
    Akurat ostatni akapit mnie przekonuje i uważam, że jest to kwestia stopniowania, ale to zarazem wyklucza teorię „jaka Gustlika” 🙂 Wierzący-niewierzący okazuje się być tym, u którego procent wiary i niewiary jest współmierny. Czyli wypowiedź tak-nie jest logiczna, uzasadniona i nie paraliżuje dyskusji.

    Nie czepiając się samego Gospodarza, aktywni komentujący na tym blogu mogą doszukać się tutaj pewnej ukrytej przesłanki, której sens zawiera ostatni akapit. Różnimy się stopniami i ateiści to ci z przewagą niewiary. Kompletnie niewierzącym, w praktyce, być nie można co sugeruje wyraźnie ostatnie zdanie. Takie życie 🙂

  26. vps
    30 kwietnia o godz. 9:24
    Dalej konstruujesz wirtualne byty i się bawisz w słowa. Tak się dzieje, gdy człek ma słowa za składowe części zewnętrznego świata. Tymczasem są one wyłącznie w jego głowie. Jestem ateistą od ponad pięćdziesięciu lat, czyli odkąd skończyło mi się niedowiarstwo i kiedy sobie powiedziałem wyraźnie: „Nie ma żadnych bogów i nigdy nie było”. Ważenie na aptekarskiej wadze OGÓLNIKÓW o zawartości wiary w niewierze i niewiary w wierze zostawiam aptekarzom i ekwilibrystom. Jak Ci to potrzebne, wierz w co chcesz lub nie wierz. lub wszystkiego po trochu. Bóg makaronowy z Tobą i z duchem Twoim.

  27. @Jerzy Pieczul

    Widzę, że podobnie jak ja nie zrozumiałeś tematu tego wpisu. Wyciągasz tylko inne wnioski 🙂

  28. Na początek przemyślcie sobie Platona (mędrzec, więc warto się nad nim pochylić), a zwłaszcza nad tym, jak obrazowo tłumaczy o możliwości (a raczej niemożliwości) poznawczej ludzkiego umysłu. Panu Kowalczykowi nie radzę brać się za Platona, bo Pan Kowalczyk ma dogmaty św. Pawła i gagi z filmu o pancernych. I chwatit.

    Ps. Warto tu było pod swoim adresem usłyszeć bluzg za bluzgiem. Warto, bo taki rarytas, że jak się nie jest ani wierzący, ani niewierzący, to się jest troszkę wierzący i troszkę niewierzący, to gratka intelektualna, że ho, ho, ho, ho!

    To napisawszy, śpieszę dodać, że nie jestem też ani majonezem, ani baobabem, dlatego jestem troszkę majonezem i troszkę baobabem. Hej, bobaski, brać się za Platona, bo do Heisenberga jeszcze wam nie po drodze.

    Miłego majonozowania.

  29. @atalia. Jak to nie jesteś majonezem lub baobabem? Tobie tylko to sie wydaje i masz taki swój pogląd, bo masz do niego prawo. Ja myślę, że jesteś właśnie „majonezem”… Udowodnij, jeśli jest inaczej! Weź tylko pod uwagę względność semantyczną pojęć, co jest zawszą sprawą dyskusyjną i niesprawdzoną, a takze to, że człowiek nie zna wszystkich pierwiastków występujących we wszechświecie. Ba! Nie zna wszystkich cząstek elementarnych (czarna materia) ani wszystkich zjawisk fizycznych występujących w kosmosie (np. czarna dziura). A zatem „majonezie”, ty dla mnie jesteś jajcarskim majonezem!! I nie udowodnisz mi, że jest inaczej!

  30. Rafał Kochan
    30 kwietnia o godz. 11:35

    Aksjologicznie ci dziękuję za to, że stale i coraz bardziej wykwintnie potwierdzasz moje zdanie, że nie mam możliwości udowodnienia. NIE MAM DOWODÓW.

    Ps. Z niecierpliwością czekam na dalsze i coraz bardziej wyrafinowane argumenty, jakimi potwierdzisz to, co piszę.

    A, dla ciebie mogę być nawet c… j… b…; proszę bardzo. Ważne jest to, że moja wiara w to, iż dostarczysz argumenty uzasadniające moje zdanie, jak na razie nie zawodzi.

  31. @Atalia. A swoim dzieciom powiedziałeś, że nie możesz udowodnić, że jestes ich ojcem? Że tak ci sie tylko wydaje i masz jedynie takie swoje zdanie?

  32. @Atalia. Innymi słowy, podziwiam twoją wiarę, że jestes ojcem swoich dzieci 🙂

  33. Rafał Kochan
    30 kwietnia o godz. 12:47

    Ty mnie podziwiasz za wiarę, że jestem ojcem swoich dzieci, a ciebie podziwiam za pewność tego, że jesteś ojcem swoich dzieci.

    Ps. Mam nadzieję, że już dałeś do badania DNA swoje i dzieci twojej żony, aby się przekonać, czy twoje dzieci to rzeczywiście twoje dzieci. A jeśli nie dałeś, to może lepiej nie dawaj…

  34. izka561
    30 kwietnia o godz. 2:08
    W Monachium Bayern—Real 0:4.
    ……………………………………………………………………………………
    Aby było ciekawiej, statystyka powiada,że Niemcy byli w posiadaniu piłki przez ok. 70% czasu trwania meczu. Takie życie. Ciekawe co by na to powiedział Heisnberg…
    Tak została ukarana pycha, pewność siebie i arogancja.

  35. @atalia. No widzisz, wcale nie musiałem tego robic 🙂 Ale… pamietaj o dzieciach swoich, by im wpajać do głów swoje mądrosci na temat prymatu wiary nad rozumem i nauki, zastrzegajac, ze jedynie wierzysz w to, ze jestes ich ojcem.

  36. Rafał Kochan
    30 kwietnia o godz. 13:57

    Hm, jeśli sceptycyzm poznawczy nazywasz wiarą, to gratuluję.

    Ps. Tak naprawdę nie ze mnie sobie tu dworujesz, ale z mędrców cytowanych we wszystkich podręcznikach, geniuszy uznawanych na całym świecie za Autorytety. To Platon, Einstein, Heisenberg.

    Wyraźnie i jednoznacznie napisałem, że Platon, Einstein, Heisenberg to także moje Autorytety. Teraz dodam jeszcze jedno nazwisko totalnie cenione przez świat nauki, kultury: Sokrates… Jego zdanie: „Wiem, że nic nie wiem” jest moją dewizą.

    A zatem, panie Rafale Kochanie, dworując sobie ze mnie, tak naprawdę dworujesz sobie pan z Sokratesa, Einsteina…

    A przecież i dla pana są oni geniuszami, ale może się mylę, może dla pana Sokrates i Platon to idioci. A, to przepraszam.

  37. Prawidłowa kolejność jest następująca: Atalia, Platon, Einstein, Heisenberg, no i, w ostateczności Sokrates. Same tęgie filozofy, w tym jeden znad Buga
    Gdzieżby to „odkrycie” zamieścić, żeby potomnym nie umknęło?

  38. zezem
    30 kwietnia o godz. 13:17

    Właśnie, to tak, jakby posiadanie piłki było istotą futbolu, a statystyka posiadania piłki ujmowała całość zjawiska.

    Ciekawe, czy istnieje statystyka motywacji piłkarzy Realu i motywacji piłkarzy Bayernu; albo statystyka kunsztu bramkarzy; albo statystyka szybkości napastników obu drużyn, albo statystyka gestów trenerów…

    Co do posiadania piłki: trener Bayernu (wcześniej Barcelony) ma pogląd, że o wszystkim w futbolu decyduje właśnie posiadanie piłki. Kto ma piłkę, ten kontroluje mecz i wygrywa. Tego uczy piłkarzy. I w to wierzy. Nawet jak już dwukrotnie w najważniejszych meczach przegrał 4 : 0 z trenerami, którzy uczą, że ich piłkarze nie powinni posiadać piłki…

    Heisenberg zapewne by powiedział, że o wygranym meczu tak naprawdę decyduje przypadek. Fart, czyli coś, co nie podlega żadnej statystyce, czego w żaden sposób nie można zmierzyć i nawet nie wiadomo, czym mierzyć, a ten, kto miałby mierzyć, nie wiedziałby, czy jest narzędziem do mierzenia, czy twórcą narzędzia wymyślonym przez narzędzie, które wymyślił…

  39. @atalia…. Powiadasz „sceptycyzm poznawczy”… Na Sokratesa nie powinieneś sie powoływać, bo nie znasz jego dzieł. Jest niewiele mniejszą postacią mityczną niż Jezus Chytrus… Chyba że twój sceptycyzm poznawczy uznaje podwójne standardy… Bo niby dlaczego nie mamy stawiać obok siebie SOKRATESA, CHYTRUSA czy PLATONA, skoro tak naprawdę nikt nie może udowodnić, że dorobek tego ostatniego ma należeć do tego o nazwisku PLATON? Nikt nie moze udowodnić, że to niej jest dorobek Chytrusa przecież, prawda? A kto udowodni, że SOKRATES jest SOKRATESEM, a nie Platonem?

  40. Rafał Kochan
    30 kwietnia o godz. 16:52

    Najpierw kolejne podziękowanie za argumenty, jakie dostarczasz na potwierdzenie mojego zdania: braku dowodów.

    A teraz 3 sprawy: 1) Czekałem, kiedy zapytasz o Sokratesa… a) nie powołałem się na żadne jego dzieło (może jakiś cytat, którym udowodnisz, że kłamię), ale na jego zdanie „Wiem, że nic nie wiem”. b) powoływałem się na podręczniki cytujące mędrców; c) nie mam dowodu, że te podręczniki istnieją i cytują mędrców; przyznaję pokornie: podręczniki są tworem mojej imaginacji.

    2) Chrystus? no, wybacz, ale Chrystus nie jest moim autorytetem ani też każdy inny, kto tak czy siak nawiązywałby do Platona. Wymieniłem 4 nazwiska będące moimi autorytetami w sprawie sceptycyzmu i choćbyś dodał 444 kolejne, niestety, pozostaję przy swoich czterech.

    Pytasz, kto udowodni, że Sokrates jest Sokratesem, no, właśnie, potwierdzasz, to, co piszę niezmiennie: nie mam dowodu… Sokrates jest moim autorytetem głównym, ale w zgodzie ze sceptycyzmem możliwe, że okaże się fikcją. To niczego nie zmieni, zdanie „Wiem, że nic nie wiem” chyba istnieje, może mi się przyśniło. Istotne jest to, że jest dla mnie najważniejsze.

    c) Dzieci, dzieci… Początkowo myślałem, że dostarczyłeś mi mocnego argumentu na poparcie mojego zdania braku dowodu. Ale się rozczarowałem: wierzysz, że napisałem prawdę, czy też masz dowód, że napisałem prawdę? Jaki? Pytam, bo dziwię się, że tak wytrawny dogmatyk, jak ty – uznaje za prawdę tp, co ktoś napisał…

    Sprawa dzieci jest jednak bardzo ciekawa: skoro nauka (tak ważna dla ciebie (dla mnie też, bo w ogóle by nie było nauki, gdyby nie Sokrates) twierdzi i nawet ma na to dowody, iż 99 i ileś tam % genów genomu człowieka to geny szympansa, muchy, bakterii, pantofelka… Kto zatem tak naprawdę jest ojcem dzieci moich, a nawet twoich…

  41. @atalia. Ja cały czas dostarczam dowody totalnego absurdu, jaki tutaj w idiotyczny sposób z uporem zabawnego maniaka starasz się utwierdzać, czyniąc ze swojej osoby żenujące pośmiewisko. Dziś o godz. 15:08 wymieniłeś SOKRATESA… to powołałes się na jego nazwisko tylko, czy na to, co po sobie pozostawił lub co o nim inni pisali?
    Ja pytałem o twoją wiare (wiedze?) co do ojcostwa, a ty mi tutaj znów jakies pierdy o genotypie wysuwasz? Co ma jedno z drugim wspólnego? Chcesz nam powiedziec, że oprócz ciebie lub innego faceta, twoją wybrankę mógł zapładniać szympans, mucha, bakteria lub pantofelek? Powiem tak, ja ufam rozumowi i mógłbym cię pocieszyć, byś tym się nie martwił, ale skoro operujesz konsekwentnie „sceptycyzmem poznawczym”, to obawiam się, że na nic tu moje pocieszenia… Żyj zatem w tym zawieszeniu pomiędzy „wiarą i niewiarą” – być może to schizofreniczne rozkraczenie nad tym problem wyzwoli twoją niedolę istnienia.

  42. atalia
    30 kwietnia o godz. 16:44
    Ciekawe, czy istnieje statystyka motywacji piłkarzy Realu i motywacji piłkarzy Bayernu; albo statystyka kunsztu bramkarzy; albo statystyka szybkości napastników obu drużyn, albo statystyka gestów trenerów…
    ……………………………………………………………………………….
    Oprócz ostatniej statystyki inne …istnieją. Niekiedy nie w postaci cyfr i liczb ale niezłych analiz.
    Kontry Realu były wspaniałe i… zabójcze.

  43. Ludzie, czy wy wiecie, że polowa Warszawy może żreć kiełbasę w piątek , a połowa nie? A jeśli będzie to strasznie nagrzeszy?
    Tak zarządzili urzędnicy Pana Boga, robiąc z tego Boga pośmiewisko, imputując, że stwórca kosmosu dostanie nerwicy jak Polacy w piątek nażrą się kiełbasy!
    Wydawałoby się, że ludzie wykształceni – chociażby na uczelniach teologicznych, ale jednak – nie będą się ośmieszać, ale jak się okazuje to się tylko może wydawać. Te błazny zatraciły już chyba instynkt samozachowawczy – Bóg ich ma w swojej opiece? – i nie zawahają się przed żadnym idiotyzmem, który wylęgnie się w ich chorych mózgownicach. Pogratulować katolikom takich pasterzy.

  44. Dlaczego tylko jedno jajko?

  45. Rafał Kochan

    Rafale, ja odnoszę wrażenie, że coraz trudniej Ci uniknąć absurdu, skoro próbujesz dyskutować z notorycznym kłamcą i neurotycznym durniem. Są ciekawsze zajęcia. Życzę przejrzenia na oczy.

    sugadaddy
    30 kwietnia o godz. 19:44
    A co mają robić błazny skoro nie potrafią nic lepszego? Poniekąd należałoby im współczuć tak marnego fachu, gdyby sami go sobie ochoczo nie wybrali i z upodobaniem nie uprawiali. Śmiejmy się z nich i na błazna mówmy – błazen. Kilku z nich się przez to ocknie i zostanie uratowanych. Hosanna !

  46. Jerzy Pieczul
    30 kwietnia o godz. 7:53

    Szanowny Panie Jerzy Pieczul

    Saguaro kwitna. Jest 35 stopni a niebo jest blekitne. Z kilkoma milionami dolarow i piekna rodzina powiniennem czuc sie dobrze. Jak czesto mi sie to zdarza tylko ja wiem. Nie szukam perfekcji i absolutu od lat. Pomimo tego krew mnie zalewa gdy durnie tacy jak pan pochylaja czola przed Passentem, Urbanem i Jaruzelskim. Dlaczego akurat tych trzech. Odpowiedz prosta. Sa oni reprezentantami trzech roznych stopni deprawacji polaczonych kolaboracja z systemem totalitarnym. Dla mnie kreska Mazowieckiego nie istnieje. Bylem emigrantem polityczno-ekonomicznym. Gdy widze co ci trzej teraz w wolnej Polsce wyprawiaja ogarnia mnie pesymizm. Glupota Polakow objawia sie nie tylko patologiczna religijnoscia ale rowniez akceptacja zla ktorego Polacy nie sa w stanie sami zdefiniowac. Kilka milionow rodakow bylo w parti komunistycznej. Tak samo bylo w Niemczech. Ale oni sobie z tym pradzili. Polacy nie. Tak ze nie jest to zadna psychoza ale degrengolada moralnosci na ziemiach polskich. O czym ze smutkiem pana informuje z krainy kwitnacego kaktusa saguaro.

    Slawomirski

  47. Wszyscy piszący na tym blogu! Czy zauwazyliście, że jest wśród nas amerykański Katon Starszy, który Kartaginą uczynił trzech starszych panów, z których jeden już ledwo żyw? Dzięki temu nasz Katon dowartościowuje swoje nieco wblakłe ego. No i zanudza swoimi bezdyskusyjnymi „prawdami”.

  48. Slawomirski
    1 maja o godz. 2:58

    Szanowny Panie Sławomirski,

    Gdy szanowny dureń taki jak Szanowny Pan na wszystko odpowiada nie „pomidor”, lecz: „Passent, Jaruzelski, Urban” – czyli PJU, bziuuu! – nie zalewa mnie krew, a nawet w czółko już się nie chce pukać – ot, mucha brzęczy. Pan się pochwalił, to i ja: wczoraj sobie popływałem gumowym okrętem za 80 zł po Jamnie i z 1200-złotową emeryturą nie szukam perfekcji i absolutu, a jednak znalazłem i czuję się, znaczy, świetnie. Mimo że pół pontonu wody mi się nabrało przy wsiadaniu i pływałem godzinę po pas w wodzie (zagrzała się ode mnie, przez co lilie wodne między nogami zakwitły). Więc można powiedzieć, że gadamy jak dwa durnie – równy z równym, swój ze swoim. To słuchaj Pan.

    Sądzisz Pan, że Niemcy są Niemcami, a nie durnymi Polakami, bo sobie w pół pokolenia ze śmiesznie krótką tzw. komunistyczną przeszłością poradzili, a w Polsce jest degrengolada, bo „komunistyczna” przeszłość wielkości mysiego gówienka – jest nieruszona i zakaża kraj, który przed tym był ach mądry, piękny, bogaty i zgodny? Ukłony dla żony.

    Kiedy piszesz Pan, Szanowny Panie Durniu Sławomirski, że

    „Gdy widze co ci trzej teraz w wolnej Polsce wyprawiaja ogarnia mnie pesymizm”,

    to ja sze Pana zapytywam: a co one takiego wyprawiajo? Możesz Pan dać dwadzieścia pięć przykładów (dwa to za mało, żeby mówić „wyprawiajo”) i poplotkować? Bo Pan lepi widzisz z daleka jak ja, ślepy, z bliska.

  49. @Jerzy Pieczul, 1 maja, godz. 8:12. Brawo!!! Mówię to jak polski emeryt do polskiego emeryta. Chwała Polsce i Polakom w Unii Europejskiej! Na pohybel amerykańskim Katonikom!

  50. Sugadaddy 19.44
    Proszę Pana
    Istniej e coś takiego jak kalendarz wieczny , na stulecie , na tysiąclecie i t p.
    KK to coś trwałego i dla niego czas i jego upływ nie jest brany pod uwagę.
    Ot po prostu ktoś z prawej strony Wisły nie zauważył że żyjemy w innym wieku niż
    ci ze strony lewej.
    Takie tam marne parę wieków w TE czy WEWTE purpuratom nie musi snu spokojnego odbierać. Oni zresztą swe kwalifikacje naukowe zdobywali na uczelniach katolickich gdzie nie uczy się matematyki a tylko liczenia dochodów.
    A to sa dwie różne sprawy.
    Więc teraz rozstrzygnięcie czy jesteś katolikiem i masz pościć czy nie to przekroczenie linii na moście nad Wisła linii dzielącej stronę prawą i lewa czyli wierzących od niedowiarków.
    Cwaniacy , a gdzież by ich nie było twierdzą ze lepiej skoczyć na Golonkę na drugi brzeg // to przecież nie daleko// i wrócić niż się spowiadać.
    Kto wie może oni maja rację

  51. Rafał Kochan
    30 kwietnia o godz. 18:49

    Cóż, swoją tyradą i bluzgami wykazałeś tylko jedno: Platon i Einstein to idioci.

    I to, że kompletnie nie pojmujesz, co to znaczy, że: nie ma możliwości poznania Prawdy (Platon), że: wszystko względne (Einstein); że sceptyk (czyli Platon, Einstein, także ja zafascynowany ich sceptycyzmem) to dla ciebie dogmatyka kompletna abstrakcja.

    Ps. Wykazałeś też, że genetyka i ewolucja (a więc Darwin) to także idiotyzm, bo twój genom składa się tylko z genów twojej mamy i twojego taty. Nie ma w twoim genomie genów much, szympansów. Tak? Ludzki genom nie składa się genów szympansa? W takim razie pokazujesz, że genetycy i Darwin to idioci.

    To ty robisz z siebie widowisko: bo żeby sceptyków, jakim są Einstein i Platon, mieć za idiotów, to trzeba nie mieć…

  52. Bloger Kowalczyk (ponownie tkliwie dziękuję za dysertację mi poświęconą), forumowicz Kochan wykazali, że są dogmatykami nieumiejącymi intelektualnie ogarnąć sceptycyzmu Platona i Einsteina: największych mędrców świata, twórców nauki. A nauka opiera się na sceptycyzmie. SCEPTYCYZM.

    Jesteście dogmatykami jak św. Paweł, gdyby nie sceptyk Platon nadal świat byłby skrępowany dogmatami i nie byłoby żadnej nauki.

    I na koniec: Panie Kowalczyku – ani niewierzący, ani wierzący to właśnie sceptyk, a nie ktoś, kto jest trochę wierzący, trochę niewierzący. To sceptyk Platon, to sceptyk Einstein. Jestem sceptykiem zauroczonym sceptycyzmem Platona, Einsteina.

    A wy bądźcie sobie dogmatykami i mentalnie tkwijcie sobie w epoce kamienia łupanego. Wasza sprawa. Ciekawe, że piszecie w „Polityce” – piśmie krzewiącym naukę, a więc bazującym na sceptycyzmie…

  53. P S -10.11
    Gdybym chciał być bardziej pamiętliwy to przecież ludzie o mniejsze drobiazgi potrafili się wzajemnie wyrzynać do imentu.
    Więc kto wie mogą wrócić te czasy gdy ogłoszą krucjatę prawobrzeżnych
    kontra lewakostronnym.
    Ktoś może ogłosić schizmę
    Zawsze przecież może być gorzej.
    ukłony

  54. @atalia. Czy ja tu gdzieś wyrażałem swoje zdanie na temat Platona czy Einsteina? Czy ja tu gdzieś podnosiłem kwestię genomu człowieka? Póki co pytałem cie tylko tego, czy jestes pewny swego ojcostwa, czy tylko wierzysz w to. Pozostałe twoje wywody zasłonię kotarą wymownego milczenia.

  55. Rafał Kochan
    1 maja o godz. 10:45

    Oczywiście, że wyraziłeś swoje zdanie na temat Platona i Einsteina. Jeśli bowiem ja wyraźnie i jednoznacznie powołuję się na Platona i Einsteina i ty dworujesz sobie z tego, co piszę w oparciu o Platona i Einsteina, to właśnie tak jest. Wprost (dosłownie wprost) piszesz nie o mnie, ale o Platonie, to są twoje słowa: „Żyj zatem w tym zawieszeniu pomiędzy „wiarą i niewiarą” – być może to schizofreniczne rozkraczenie nad tym problem wyzwoli twoją niedolę istnienia.”

    W takim właśnie zawieszeniu żyli mędrcy Platon i Einstein. Dlatego uparcie cię pytałem, czy uznajesz Platona za idiotę. A teraz zapytam, czy uznajesz Platona za schizofrenika…

    Mnie uznajesz za idiotę i schizofrenika, a ja tylko myślę tak samo, jak Platon. Powtarzam słowa Platona, powołuję się na jego sceptycyzm. A Czy zatem Platon to idiota?

    Ps. Ojcostwo: sceptyk ma to w nosie, czy jest ojcem dziecka, czy nie.

    Moja niedola istnienia? To tylko twój wymysł. Jako sceptyk mam w nosie dolę czy niedolę istnienia. Jako sceptyk bowiem konsekwentnie nie mam dowodów na istnienie czy nieistnienie. Nie sądzę, abyś jako klasyczny dogmatyk, ogarnął intelektualnie, co to znaczy nie mieć dowodów na istnienie lub nieistnienie.

  56. @atalia. Wiec od początku – wskaż konkretne słowa Platona i Einsteina, w których zawarte jest ich schizofreniczne rozdarcie pomiędzy „wiarą i niewiarą”. Pierwsze słyszę, by Platon był sceptykiem, ale moze dzieki tobie dowiem sie czegoś nowego. Był, owszem, sceptykiem ZMYSŁOWYM, ale co ma wspólnego to ze sceptycyzmem naukowym?

  57. Rafał Kochan
    30 kwietnia o godz. 18:49

    Zawieszenie (a więc schizofrenia) między wiarą a niewiarą. Kompletna bzdura. Jakie zawieszenie? Sceptycyzm to żadne zawieszenie, a droga, jaką idą wszyscy naukowcy świata, to podstawa nauki. Każdy naukowiec jest sceptykiem, bo inaczej nie byłby naukowcem. Naukowiec wątpi nawet w dowody, które sam ustalił. Dlatego nauka się rozwija, bo każdy naukowiec wątpi, nieustannie wątpi.

    Jestem sceptykiem zafascynowanym sceptycyzmem naukowców. Możliwość jest więc taka, Kochan ma mnie za idiotę i schizofrenika, bo jestem sceptykiem zawieszonym między wiarą a niewiarą, ale innych sceptyków (jak Platon, Einstein, wszystkich naukowców) zawieszonych między wiarą a niewiarą już nie ma za idiotów, lecz geniuszy. To jest paradoks i takich paradoksów w pisaniu Kochana jest multum. To typowe dla dogmatyków.

  58. Rafał Kochan
    1 maja o godz. 11:45

    I znów to samo: wskaż dowody.Wskaż dowody. Bez przerwy powtarzam, nie mam dowodów i mieć nie będę.

    Dwa, pisałem o sceptycyzmie poznawczym. I pisałem, że dzięki Platonowi powstała nauka wbrew dogmatykom.

    Trzy, jeśli Platon uważa, że nie ma możliwości poznania, to kim jest, jeśli nie sceptykiem.

    Cztery, to ty piszesz o zawieszeniu, ja pytam, czy zawieszony był także Platon i Einstein.

    Pięć, skoro ja sceptyk taki sam, jak i Platon, jestem zawieszony między wiarą a niewiarą, czyli jestem schizofrenikiem, to czy ty pisząc Platon „był sceptykiem zmysłowym”, też uważasz Platona za schizofrenika?

    Sześć „sceptyk zmysłowy”, czy poznanie jest możliwe bez zmysłów? Czy Platon nie miał zmysłów? Jak zatem doszedł do tego, co doszedł? Na drodze iluminacji jak św. Paweł, czy dzięki zmysłom, którymi analizował świat?

    Siedem, wreszcie zaczynasz dostarczać mi trochę bardziej błyskotliwych argumentów, bo ostatnio trochę się zaniedbywałeś…

  59. Poza tym, ja nie krytykuję sceptycyzmu, ponieważ jest jednym z wielu pogladów filozoficznych. Tak samo, jak nie krytykuję myśli Marksa, Engelsa czy Benedetto Croce czy Charlesa Maurrasa. Z jednymi poglądami się lepuiej czuję, a z innymi gorzej, ale ich nie krytykuję, bo wszystkie z nich są istotne w rozwoju myśli filozoficznej oraz przemian polityczno-społecznych. Od jakiegoś czasu mówimy o nauce i jej oczywistych paradygmatach. Natomiast twoje identyfikowanie się z Platonem czy Einsteinem traktuję jako kpinę. Za kogo ty się uważasz? Skoro ciebie krytykuję, to jednocześnie krytykuję Platona? Chyba na głowę upadłeś człowieczę… Jak napiszesz jakąś książeczkę, w której wyłożysz swoje poglądy i będziesz je podpierał logiką oraz analitycznym racjonalizmem, wówczas będę cię traktował na równi z Platonem. Póki co jesteś podwórkowym filozofem, który nie do końca wie o czym pisze.

  60. @atalia. Powtarzam ci ignorancie, ze Platon nie był sceptykiem. Platon wątpił w ZMYSŁY człowieka, a nie jego rozum. Jeśli jest inaczej, wskaż mi cytaty Platona, które przeczą temu, co napisałem.

  61. Rafał Kochan
    1 maja o godz. 12:02

    Grzecznie powtórzę, że niczego ci nie wskażę, bo nie mam dowodów i mieć nie będę.

    Natomiast to ty mi dostarczasz argumenty. Teraz dostarczyłeś – jak mi się wydaje – naprawdę błyskotliwy argument: Platon wątpił w ZMYSŁY człowieka, a nie w jego rozum. Wierzę, że piszesz prawdę jako mój dostawca argumentów, choć nieufnie, ale ci wierzę.

    To rewelacja! Dzięki czemu Platon wiedział, że ma rozum? Czy Platon miał czysty rozum niepodłączony do zmysłów? Skoro wątpił w zmysły, to także i swoje…

    Do czego służą zmysły, jeśli nie do poznania?

    Ps. Ja ignorant? O, to tak samo, jak i Sokrates… Dziękuję ci za komplement.

  62. Rafał Kochan
    1 maja o godz. 11:59

    Wreszcie to jasno określiłeś: ten, co uważa tak samo, jak i Platon, czyli ja, to idiota. Cieszę się więc, że jestem wśród milionów idiotów tak samo uważających, jak Platon.

  63. @atalia. To jakim prawem przypisujesz Platonowi sceptycyzm, skoro nie znasz jego dzieł i nie potrafisz potwierdzić swoje przekonania?

    Nie wiesz czym są zmysły?
    Podpowiem ci, że rozum to: zdolność do operowania pojęciami abstrakcyjnymi lub zdolność analitycznego myślenia i wyciągania wniosków z przetworzonych danych. Używanie zdobytych doświadczeń do radzenia sobie w sytuacjach życiowych.

    Co mają zmysły do rozumu?

    Zanim będziesz się na kogokolwiek powoływał, proponuję co nieco przeczytać….

  64. Panie Dziejaszku,

    Coz za gleboka dyskusja sie tu wywiazala! Az musialem sprawdzic slowo „egzegeza”.

  65. Rafał Kochan
    1 maja o godz. 12:24

    No, tu mnie totalnie zafascynowałeś!!!

    Pytasz: „Co mają zmysły do rozumu?”

    Niesamowity argument, jaki mi wręczasz, aby potwierdzić moje zdanie.

    Co mają zmysły do rozumu? Możliwości odpowiedzi jest mnóstwo.

    1) Nic. Rozum obywa się bez zmysłów. Można człowieka mającego rozum pozbawić (cóż za okrucieństwo) oczu, nosa, uszu, smaku, czucia. Może się nawet narodzić człowiek bez oczu, nosa itd., ale jego rozum będzie swoje wiedzieć…

    Tak sądzą mistycy lub tacy, jak św. Augustyn, jak św. Paweł, jak buddysta – słowem, ktoś wierzący w iluminację, objawienie. No, bo jak rozum może coś wiedzieć bez zmysłów?

    2) Wszystko. Bez zmysłów rozum byłby pusty (czysta karta, niezapisana tablica). Nic o niczym nigdy by nie wiedział, nawet tego, że jest rozumem… Zmysły są więc ważniejsze od rozumu. Są bowiem istoty bez rozumu, ale nie ma istot bez zmysłów…

    3) Nic. Zmysły zawodzą. Rozum może poznać prawdę, gdy człowiek nie będzie żył, albo gdy jakimś cudem sobie przypomni to, co wiadomo było od zawsze, zanim jakikolwiek człowiek powstał. No, tak sobie myśli Platon, wierzący…

    4) Nic. Zmysły są zbędne, bo DNA (geny) kierują rozumem. Tak, tylko jakim cudem geny wiedzą, co przekazać…

  66. Rafał Kochan
    1 maja o godz. 12:24

    To jest niezwykle piękny argument, jaki dostarczasz: „Zanim będziesz się na kogokolwiek powoływał, proponuję co nieco przeczytać….”

    Czyżbyś mniemał, że nie czytam tego, co piszesz… Ależ, zaręczam ci: czytam bardzo uważnie, bo, ale o tym poniżej, w następnym poście…

  67. @atalia. Co ma rozum do wiedzy? Znów posługujesz się synonimami?
    Poddaję się Atalia… Poczytaj, zasięgnij elementarnej wiedzy a potem pogadamy. Ja już mam dość.

  68. Rafał Kochan
    1 maja o godz. 12:24

    To jest najważniejszy argument, jaki do tej pory mi dostarczyłeś, cytuję cię: „To jakim prawem przypisujesz Platonowi sceptycyzm, skoro nie znasz jego dzieł i nie potrafisz potwierdzić swoje przekonania?”

    Takim prawem, Panie Rafale Kochanie, że jesteś moim dostarczycielem argumentów i takim prawem, że jasno i wyraźnie kiedyś odpowiedziałem ci na twoje pytanie, że wierzę w ciebie. Powtarzam, wierzę w ciebie.

    Oczywiście, sceptyk nigdy nie potrafi potwierdzić swoich przekonań, inaczej przestałby być sceptykiem, a byłby dogmatykiem, jak ty.

    Ani razu – choć wielokrotnie to deklarowałem – nie powiedziałeś, żebym przestał w ciebie wierzyć.

    Wygląda więc na to, co nieufnie podejrzewałem, że nie można ani wierzyć w ciebie, ani ci wierzyć. Cóż, sceptycyzm i tym razem okazał się mocniejszy od dogmatów…

  69. Rafał Kochan
    1 maja o godz. 13:27

    Stop, chwileczkę. Czy to ty pytałeś: „Co mają zmysły do rozumu?” Odpowiedziałem grzecznie na twoje pytanie.

    Teraz pytasz: „Co ma rozum do wiedzy?” Znów grzecznie ci odpowiem: to, że bez wiedzy rozum nie istnieje, bo jakim cudem zajmowałby się tym, czym się zajmuje.

    No, chyba że Rafał Kochan nie opiera się na Nauce, jak deklarował, ale zakłada istnienie czystego rozumu bez wiedzy dostarczonej przez zmysły. Wyglądałoby na to, co podejrzewałem i nawet chyba pisałem, że Rafał Kochan nie jest ateistą, ale wierzącym w coś, co jest Rozumem…

  70. @Atalia. Ośle, to BEZ ROZUMU, wiedza nie istnieje, a nie odwrotnie. Finito, znajdź innego frajera do dokształcania.

  71. Rafał Kochan
    1 maja o godz. 13:46

    Bezczelnie kłamiesz. Nigdzie nie napisałem, że bez rozumu wiedza nie istnieje, natomiast napisałem, że są różne drogi, sposoby, jakimi rozum zdobywa wiedzę. Napisałem więc dokładnie to, co ty piszesz, cytuję: BEZ ROZUMU wiedza nie istnieje.

    Wygląda więc na to, że siebie samego nazwałeś osłem. Wiedziałem o tym dawno i nawet napisałem ci to, że jesteś dla mnie jucznym o… Można sprawdzić.

    Tak byłeś dla mnie jucznym o…, a to, że mnie nazywasz osłem i że wreszcie dajesz dyla wcale mnie nie dziwi. Wystarczy bowiem tylko troszkę przeanalizować sceptycznie twoje dogmaty, aby ujawnić całą ich …

  72. @ atalia
    1 maja o godz. 13:43

    „Znów grzecznie ci odpowiem: to, że bez wiedzy rozum nie istnieje, bo jakim cudem zajmowałby się tym, czym się zajmuje.”

  73. @ atalia
    1 maja o godz. 13:43

    Jesteś jednak niezawodny, można na tobie polegać.

    Ps. Czy twoje i moje to to samo?

    Twoje: „to BEZ ROZUMU, wiedza nie istnieje”
    Moje: ” bez wiedzy rozum nie istnieje”.

    A zatem, kłamco, proszę o cytat, w którym PRZED 1 maja o godz. 13:43 napisałem, że BEZ ROZUMU, wiedza nie istnieje…

  74. @atalia. Ty naprawdę jestes ułomny na umyśle.

    Przecież ja nic nie pisałem na temat tego, co ty pisałeś przed godz. 13:43. Zwróciłem ci idioto tylko uwagę, że to nie ROZUM jest na usługach wiedzy, tylko wiedza na usługach rozumu, o czym napisałeś dokładnie o godz. 13:43.

  75. @atalia.
    „Ps. Czy twoje i moje to to samo?
    Twoje: „to BEZ ROZUMU, wiedza nie istnieje”
    Moje: ” bez wiedzy rozum nie istnieje”.
    A zatem, kłamco, proszę o cytat, w którym PRZED 1 maja o godz. 13:43 napisałem, że BEZ ROZUMU, wiedza nie istnieje…”

    A zatem kłamco, to nie jest to samo.

  76. Dziękuję za wykazanie, że moje i twoje to nie to samo i tym samym, że nie masz cytatu, o który prosiłem.

    Ps. Nazywając mnie kłamcą sprawiasz mi zaszczyt. Sceptyk – jakim jestem – zawsze nieufnie podchodzi do prawdy, we wszystkim podejrzewa kłamstwo, tym samym więc niejako żywi się kłamstwami.

    Ale ty, ty dogmatyk, dla którego prawda to świętość nienaruszalna i najświętsza żebyś uciekał się do kłamstwa? Hm, tym bardziej cennym jesteś dla mnie dostawcą argumentów, że nie ma dowodów i nawet dogmatyk potrafi kłamać.

  77. @Atalia. Ile razy mam wklejać twój cytat z godz. 13:43?

    „Znów grzecznie ci odpowiem: to, ŻE BEZ WIEDZY ROZUM NIE ISTNIEJE, bo jakim cudem zajmowałby się tym, czym się zajmuje.”

    Powiekszyłem ci nawet litery. Czy to twoje słowa, czy tego,co nie wierzy? A może to tego wierzącego?

  78. Panie Kowalczyku,

    na strzemiennego tak powiem: pisze pan „Listy ateisty”. To piękne dzieło misyjne. Jako motto ma pan atoli teistyczną dewizę: „Rzeczywistość to coś, co nie znika, gdy przestaje się w to wierzyć”. Ateista kierujący się teistycznym przesłaniem to nie tyle misja, co apostolstwo.

    Ps. Hetta, hetta, mój szalony Rosynancie. Dyskutować z dogmatykami – rżysz sceptycznie – to walka z wiatrakami. Ha, ale jakaż frajda dla sceptyka natknąć się na dogmatyka.

    Wio, wiśta! Ciekawe, gdzie nas teraz poturbują…

  79. @atalia. „sceptyk – jakim jestem – zawsze nieufnie podchodzi do prawdy, we wszystkim podejrzewa kłamstwo, tym samym więc niejako żywi się kłamstwami.”

    Myślę, ze to dobitnie opisuje to wszystko, o czym do tej pory napisałeś, i co napiszesz. Wspaniały autokomentarz 🙂 Trudno o lepszy. Jestem pod wrazeniem twojej rozbrajajacej szczerości 🙂

  80. To ja tu zajrzę jak skończą – myślę ze pojutrze

  81. Jerzy Pieczul
    1 maja o godz. 8:12

    Szanowny Panie Jerzy Pieczul

    W dniu swieta Jaruzelskiego,Urban i Passenta upamietniejacego wieczny sojusz Polski z narodami Zwiazku Radzieckiego warto poswiecic chwile na zastanowienie sie. Jaruzelski to morderca odznaczony najwyzszym sowieckim odznaczeniem za pacyfikacje Polakow. W wolnej Polsce chcial grac role seniora polityka. Urban to polski Goebbels grajacy obecnie role celebryty. Passent piewca stanu wojennego i TW w wolnej Polsce gra role sedziwego dziennikarza a na dodatek wierzy ze mu to wychodzi pomimo protestow wspolobywateli. Ci trzej sa symbolami ulomnosci panstwa polskiego. Panstwo polskie nie jest dobre. Dowodami sa masowa emigracja, najwyzsze ceny gazu w UE, wyrzucenie na bruk pracownikow PGR-ow. Nieludzkie traktowanie obywateli przez postkomunistyczna nomenklature i ekonomiczne rozwarstwienie egalitarnego spoleczenstwa dopelnia dewastacji ideii panstwa polskiego przychylnego dla Polakow.
    Polityczny insult polaczony z inwzja kosciola katolickiego na prywatne zycie Polaka doprowadzily do obecnej smutnej sytuacji w ktorej Polakowi zyc juz sie nie chce. Dlatego panska jowialnosc dowodzi intelektualnego odseperowania i nie reprezentuje aktualnego stanu rzeczy. Zycze dalszego siedzenia w pontonie do pasa w wodzie. Moze gdy dolna polowa cila zmieknie gorna zacznie normalnie myslec.

    Slawomirski

  82. @Sławomirski. Żal ci tyłek ściska? Co cie obchodzą Polacy? Siedzisz, tam gdzie siedzisz, wiec co cie obchodzi, jaki ja czy inni mają stosunek do komuny? Napiszę ci w sekrecie, że im więcej nawijasz o tej trójcy, tym przyjaźniejszy mam do niej stosunek… Potrafisz zohydzić nawet wstręt do komuchów!

  83. Slawomirski
    1 maja o godz. 19:16

    Szanowny Panie Dureń Sławomirski, kiedy po Pańskich szanownych słowach „Gdy widze co ci trzej teraz w wolnej Polsce wyprawiaja ogarnia mnie pesymizm” mam czelność Szanownego Pana zapytać, co ci trzej takiego w wolnej Polsce wyprawiają i proszę Szanownego Pana najmniej o 25 konkretnych przykładów wyprawiania, żeby wyraz „wyprawianie” był uzasadniony, a Pan wyjeżdżasz z karalnym oskarżeniem, z zaśmiardłym, również karalnym porównaniem i z ogólnikami nie na temat znanych z imienia i nazwiska panów, znaczy, że Pan raczysz nie rozumieć, co to konkret, co to „mówić na temat” i co to za zwierz „odpowiedzialność za słowo”. Poza tym skoro o wiele temat „Passent-Jaruzelski-Urban” raczysz Pan uprzejmie ilustrować wyrzuceniem pegeerowców na bruk, to ja, Szanowny Pan Sławomirski, nie mówię na Pana „gupi buc”, bo ja w ogóle tak nie mówię – ja tylko dawam przykładu, jak ja na Pana nie mówie. A jak tego, to hoduj Pan, w imię ojca i syna, i Franklina polonijne skamieniałości i kaktusy, a ja tymczasem prysnę.

    Z ogromnym szacunkiem i poważaniem
    Bez odbioru
    Dureń pieczul

  84. Pan Autor niechcący i wirtualnie założył Akademię Platońską na blogu. Brawooooooooo!

  85. Rafał Kochan
    1 maja o godz. 20:57

    Szanowny Panie Rafał Kochan

    Pseudoautorytety w rodzaju Passenta,Urbana i Jaruzelskiego zasmiecaja polska przestrzen publiczna i jest to aberracja wymagajaca korekty ze strony spoleczenstwa. Spoleczenstwo ma metlik w glowie od nauczania kapitalizmu po swietowanie nowego swietego JPII. Arogancja postkomunistycznych elit i koscila katolickiego utrzymuja polskiego obywatela w nieswiadomosci jego praw do zycia w godnosci i wolnosci od patologicznej przeszlosci. Jesli jest innaczej to ja widzialem w kwietniu inna Polske niz ta w ktorej pan zyje.

    Slawomirski

  86. Slawomirski
    1 maja o godz. 23:58

    Wielce Szanowny Panie Durniu Sławomirski, z przykrością informuję, że o Pańskiej durnocie świadczy nie tylko Pańskie „PJU (Passent-Jaruzelski-Urban) bziuuu!”, ale i nierozumienie znaczeń wyrazów polskiego języka oraz nieuprawnione ich użycie.
    Piszesz Szanowny Pan:

    „Pseudoautorytety w rodzaju Passenta,Urbana i Jaruzelskiego (…)”.

    Możesz Szanowny Pan nazwać „autorytetem” kogokolwiek, nawet siebie i ukochaną papugę, bo to Pańskie prawo i wybór. Kiedy jednak nazywasz Pan kogoś „pseudoautorytetem”, to musisz Pan wiedzieć, że najpierw ten ktoś musiałby być nazwany „autorytetem”, a Pan by się z tym nie zgadzał i mówił (przepraszam za obce słowo): „Gówno prawda – to pseudoautorytet”. Wtedy wszystko byłoby w porządku. Człon „pseudo” jest negacją, zaprzeczeniem. Żeby miało rację bytu zaprzeczenie, najpierw musi być twierdzenie pozytywne. A byłbyś Szanowny Pan uprzejmy zacytować tych trzech panów, jak mówili o sobie, że są autorytetami? Lub kogokolwiek, kto tak o nich mówił? Bo, widzisz Pan, publiczne, bezpodstawne nazywanie „pseudoautorytetem” kogoś znanego z imienia i nazwiska, kto nie pretenduje do roli autorytetu i kto nigdy nie był tak nazwany, jest pomawianiem go o pychę i szkalowaniem. „Pseudoautorytetem” można nazwać kogoś, kto udaje autorytet, ale przypisywanie komuś udawania autorytetu nie powinno być wśród wyżej cywilizowanych małp brane z sufitu. Nie wiem, czy Szanowny Pan wie, co to takiego „sufit”, choć bierze Pan z niego obficie.

  87. A fe, Redaktorze! Ładnie to tak przyrównywać Hartmana do oślizgłych jaj Gustlikowych? I jeszcze sugestie do ostrych narzędzi robić?

  88. Jerzy Pieczul
    2 maja o godz. 6:40

    Szanowny Panie Jerzy Pieczul

    Panskie niezdecydowanie w sprawie naszej wymiany zdan dowodzi istnienia problemu. Jest on tak realny jak obecnosc Passenta w mediach. Jest to panski problem o ktorym ja przypominam. Czasami wypominam. A robie to dlatego ze Passent wysmiewal wiezniow Workuty.

    Slawomirski

  89. Slawomirski
    2 maja o godz. 18:19
    Szanowny Panie Obsesjonat-Dureń Sławomirski, na moje pytanie, co takiego wyprawia – czas teraźniejszy!!! – w RP Pańska trójca Passent, Jaruzelski, Urban, Pan odpowiadasz, że Passent wyśmiewał więźniów Workuty. Pogadaliśmy jak dureń z durniem. Cześć.

    Z ogromnym szacunkiem dla Pańskiego dureństwa
    Dureń pieczul

  90. @Sławomirski. Jestes zwyczajnym patafianem. Zdecydowana wiekszość społeczeństwa w latach 50. i 60. chwaliło ten system, a ty sie uparłeś na tę trójkę.

  91. Rafał Kochan
    2 maja o godz. 20:36

    Szanowny Panie Rafał Kochan

    Brat matki przyjechal z Workuty w 1957 roku i bardzo sobie chwalil ten fakt. Passent w 1956 roku pojechal na studia do Leningradu i do dzisiaj jest z tego dumny. Jeden i drugi chwalil PRL ale z roznych powodow co powinien pan zauwazyc przy odrobinie wysilku.

    Ciekawe ze w Ameryce nie ma takich dewiacji psychicznych. Miliony w partii komunistycznej. Pocalunki w usta komunistycznych aparatczykow. Placz ludu na pogrzebie Stalina. Czego chce pan bronic panie Kochan?

    Slawomirski

  92. Jerzy Pieczul
    2 maja o godz. 19:42

    Szanowny Panie Jerzy Pieczul

    Prosze nie czepiac sie czasu terazniejszego z uporem maniaka bo te wykrzykiniki zamienia sie w kije samobije. Res ipsa loquitur wystarczu do oceny komunistycznych szmalcownikow.

    Slawomirski

  93. Slawomirski
    2 maja o godz. 22:58

    Szanowny Panie Dureń i Supermaniak wmawiający zdrowym na oczy maniakalność, oto słowo Pańskie:

    „Gdy widze co ci trzej teraz w wolnej Polsce wyprawiaja ogarnia mnie pesymizm”.

    Więc zapytałem Szanownego Pana Kaktusowego Durnia, idąc za Pańskim, a nie moim maniakalnym słowem, co takiego TERAZ wyprawiają trzej. Ale Pan nie po to wchodzisz, by z zachowaniem logiki i konsekwencji rozmawiać, lecz po to, by demonstrować, poszczekiwać i chwytać za nogawki. Przez internet różne zjawiska powyłaziły z nor na światło dzienne.

  94. Rafał Kochan, Tanaka
    Wracajęcy wczoraj z bałtykowania koło całkiem na nowo zbudowanego kanału Jamneńskiego częściowo za unijną kasę (w tej okolicy jeden Norweg uzdrowiskowo-rozrywkowo-żeglarskie Miami chce budować – już nawet zaczął; mnie to nie pasi, bo nie tęsknię za Miami, ale nic nie poradzę), zobaczyłem po raz setny na murku przy Politechnice Koszalińskiej odbite – nie że ręcznie malowane – take cóś: znany znak z kotwicą i „P” oraz napis: „Polsko walcz”. Nie napisane, z kim i po co. Może to któryś z naszych blogowych bojowników krąży jak widmo po Europie wściekły, że nic, cholera, się nie dzieje?

    https://lh6.googleusercontent.com/-0c6YiVLq61k/U2Qu3LDTu-I/AAAAAAAAAHY/WBDpum87s0o/w346-h260/2014-05-02+18.48.41.jpg

  95. Szanowny Panie Jerzy Pieczul

    Passent klamie na swoim blogu piszac o zwyciestwie demokracji w Rosji. Ciekawe kto za to mu placi. Urban zasmieca umysly czytelnikow swoim Nie a Jaruzelski uchyla sie od procesu sadowego swoja ulomnoscia ale stracza mu vigoru i zdrowia na swietowanie 90 urodzin w Hyattcie.
    Jak to mozliwe ze ja nie mieszkajac tam wiem wiecej o Polsce niz pan.

    P.S.
    Kaktusy saguaro zaczynaja pieknie kwitnac.

    Slawomirski

  96. Jerzy Pieczul
    3 maja o godz. 2:17

    Widzialem podobne napisy podczas kwietniowej wizyty w kraju. Czesc spoleczenstwa buntuje sie przeciwko ludziom towarzyskim. O czym pisze od lat i pytam sie jak dlugo jeszcze to bedzie trwalo. W Polsce powinna zapanowac zgod kosztem postkomunistow.

    Slawomirski

  97. Smierc Waldemara Kuklinskiego

    Dlaczego Pasikowski nie pokazal okrutnej prawdy w Jacj Strong?

    Seven months later, another tragedy took place in Phoenix. It was on the parking lot of the Arizona [State] University where Kukliński’s older son, Waldemar, worked. As he was walking to his car he was struck by a Jeep with large tires. It was the kind of vehicle that is often seen in the United States that also had a custom bumper. After it drove over him, it stopped. Then, in reverse gear, it drove over him the second time. Then, it drove over him the third time, and then it drove off. Simply put, it flattened him into the ground [like a bulldozer]. Those who observed it, and there were 17 witnesses to it – some of them as close as 3 to 5 feet – had said, that it was unmistakably an execution. The witnesses themselves used the very word “execution”! And an execution it was! Whether it was done by the Poles, the Soviet KGB, or paid assassins, it was done very professionally. The police located the vehicle the next day, or perhaps even on the same evening. Not a trace of fingerprint was found: neither on the steering wheel, nor the door handles, nor on the entire vehicle body. Everything was meticulously sanitized. It was all done with particular professionalism. It was the revenge for what Kuklinski did. For he had “done more to damage communism than” any other man in the world.

    Slawomirski

  98. Slawomirski
    3 maja o godz. 7:11

    Najszanowniejszy Najdurniejszy Dureń Sławomirski,
    こんにちは!
    むかし、 むかし、 ある ところ に おじいさん と おばあさん が いました。 おじいさん が 山(やま) へ 木(き) を きり にいけば、おばあさん は 川(かわ) へ せんたく に でかけます。「おじいさん、 はよう もどって きなされ。」「おばあさん も き を つけて な。」 まい日(にち) やさしく いい あって でかけます。 ある日(ひ)、 おばあさん が 川 でせんたく を して いたら、 つんぶらこ つんぶらこ もも が ながれて きました。 ひろって たべたら、なんともおいしくて ほっぺた が おちそう。 おじいさん にも たべさせて あげたい と おもって、「うまい もも こっちゃ こい。 にがい ももあっちゃ いけ。」 と いったら、どんぶらこ どんぶらこ でっかい もも が ながれて きました。 おばあさん はよろこんで、 もも を いえ に もって かえりました。 ゆうがた おじいさん が 山 から もどって きました。 「おじいさん、おじいさん、 うまい もも を ひろった で めしあがれ。」 おばあさん が きろう と したら、もも が じゃくっ とわれ、ほぎゃあ ほぎゃあ 男(おとこ) の あかんぼう が とびだしました。 「こりゃあ たまげた。」 「なんちゅう げんき な あかんぼうだ。」 ふたり は あわてて おゆ を わかす やら きもの を さがす やら。 ふたり は この 子(こ) にももたろう と いう 名(な)まえ を つけ、 それは それは だいじ に そだてました。 ももたろう は まんま を 一(いっ)ぱいたべたら 一ぱい だけ、二(に)はい たべたら 二はい だけ ずんずん 大(おお)きく なって、たいへんな力(ちから)もち に なりました。 なに を おしえて も すぐ おぼえ、いえ の しごと から 山 の しごと まで てつだってくれました。 「こんな 子ども は めったに いる もん じゃない。」 おじいさん も おばあさん も いよいよ ももたろうを かわいがりました。 ところが、 その ころ、 おに ども が ちょくちょく 村(むら) へ やってきて は わるい こと を していました。 「よし、 おら が たいじ してやる。」 ある日、 ももたろう は おじいさん と おばあさん のまえにりょう手(て) を ついて いいました。 「おにがしま へ おにたいじ に いく から、日(にっ)本(ぽん)一(いち) の きびだんご をつくって くれ。」 「なに いう だ。 いくら 力 が つよく ても おまえ の かてる あいて じゃない。」 ふたりは びっくり して とめました が、 ももたろう は しょうち しません。 「そんなら しかたが ない。」 おばあさん は たべれば百(ひゃく)人(にん)力(りき) の でる 日本一 の きびだんご を つくって くれました。 おじいさん は あたらしいきもの を だし、はた まで つくって くれました。 きりりと はちまき を しめ、かたな を こし に さしたら、つよ そうな わかもの になりました。「まけたら、 しょうちせん ぞ。」 「しっかり やって くるん だよ。」 おじいさん と おばあさんは なみだ を こらえて いいました。 「では、 いってまいります。」 ももたろう は むね を はり、 ぐいと くちびる を かみました。村はずれ まで くる と いぬ が きました。 「ももたろう さん、 ももたろう さん、 どこ へ いきなさる。」「おにがしま へ おにたいじ に。」 「こし に つけた もの は なんでござる。」「日本一 の きびだんご。」「そんなら ひとつ くだされ、おとも します。」「よし、 やろう。 ついて こい。」 山 の ほう へ いく と さる がきました。「ももたろう さん、 ももたろう さん、 どこ へ いきなさる。」 「おにがしま へ おにたいじ に。」「こし に つけた もの はなんでござる。」 「日本一 の きびだんご。」 「そんなら ひとつ くだされ、 おとも します。」 「よし、やろう。 ついて こい。」 山 の おく へ いく と きじ が とんで きました。 「ももたろう さん、 ももたろう さん、 どこ へいきなさる。」 「おにがしま へ おにたいじ に。」 「こし に つけた もの は なんでござる。」 「日本一 のきびだんご。」 「そんなら ひとつ くだされ、 おとも します。」 「よし、 やろう。 ついて こい。」 ももたろう は いぬ と さる ときじ を ひきつれ、 いよいよ おにがしま へ しゅっぱつ しました。山 を こえ、 たに を こえ、うみ に でると、おに の ふね が ありました。ももたろう たち は ふね に のりこみました。ふね は なみ を けたてて ぐいぐい すすんでいきます。「おにがしま が みえた ぞ。」 きじ が さけびました。 おにがしま には 大きな 門(もん) が たっていました。「たのもう。」 ももたろう が 門 を たたきました。 でも、 へんじ が ありません。 そこで さる は 門 に よじのぼり、なかから かぎ を はずしました。「おら は 日本一 の ももたろう。おに ども かくご せい。」 ももたろう はかたな を ぬいて とびこみました。 「なに を こしゃくな こぞう め が。」 おに ども は かなぼう を ふりあげ、ももたろう におそい かかって きました。きじ は くちばし で つっつき、さる は つめ で ひっかき、いぬ はかみつきました。ももたろう は、 きってきって きりまくりました。きびだんご を たべて いる ので 百人力 です。とうとう おに ども は一ぴき のこらず やっつけられました。「まいった。 いのち ばかり は おたすけ を。」おに の おやぶん はりょう手 を ついて あやまりました。「もう 二ど と わるい こと は しない。たからもの を ぜんぶ わたす から かんべんしてくれ。」「よし、 それなら たすけて やろう。」ももたろう は たからもの を くるま に つんで えんやら えんやら 村へ もどって きました。「やっぱり おら たち の ももたろう は 日本一。」おじいさん と おばあさん が いったら 村 の ひと たち も手 を たたいて、「日本一 の ももたろう。」 と いいました。ももたろう は 村 の ひと にも たからもの をわけて あげ、おじいさん と おばあさん と 三(さん)人(にん) で いつまでも しあわせ に くらしました。ほれほれ、 みんな もしっかり まんま を たべて ももたろう みたい に ならなくちゃ のう

    さようなら!

    Dureń pieczul

    Dodam, że szkaluje Szanowny Pan ludzi WYŁĄCZNIE ogólnikami, nie odróżniając ich od konkretów, co nadaje się do sądu cywilnego lub do cyrkowego błaznowania. Na przykład: „Urban zasmieca umysly czytelnikow swoim Nie”. To nie Pańska, ale kościelna i przykościelna mantra o „Nie” od pierwszego numeru, a Pan tylko powtarza jako papugomałpa.

    „- No więc, proszę pana, „NIE” to jest gazetka ewska: ewy piszą i ewy czytają.
    – A o czym?
    – O ewstwie, rzecz jasna: afery, mordowanie nienarodzonych dzieci, pornografia, Kościół.
    – Bój się pan Boga! A cóż to ma ewstwo do Kościoła?
    – No widzi pan. Ewstwo wszędzie wlezie, dla nich nie ma świętości. Same obrzydlistwa piszą: że biskup polowy się stroi, że to, że tamto, a co drugi wyraz nie da się powtórzyć: „kura”, „lupa”, „kolejarz”, „stój”. Nawet o papieżu piszą chamy na pan.
    – I pan czyta takie paskudztwo?
    – Na głowę pan upadł!?
    – To skąd pan wie?
    – Ksiądz mówił.
    – Czyta o ewstwie?
    – Niech pan nie obraża osoby.
    – To skąd wie?”.

    Tym się więc, Szanowny Durniu Sławomirski, różnimy, że ja czytam Urbana ponad 50 lat, „Nie” – od pierwszego numeru, a Pan odklepujesz bezmyślnie ogólnikowe, zasłyszane pierdoły, zrodzone w najczystszym, nieskażonym myśleniem źródle – Kościele. I chlapiesz Pan jak nowo narodzona kijanka:

    „Jak to mozliwe ze ja nie mieszkajac tam wiem wiecej o Polsce niz pan”.

    No właśnie.

  99. Jak to jest??
    Jak to możliwe ze ja nie miaszkając w kraju wiem więcej o Polsce niż pan.
    Przecież to proste. popatrzę w lustro i wiem KTO JEST NAJPIĘKNIEJSZY.
    Dotyczy nie tylko p. Sławomirskiego
    uklony

  100. Pomału, pomału, po nitce do kłębka. Wiemy już chociaż, za co pierwszy bufon USA, nienawidzi Passenta; za wyśmiewanie więźniów Workuty.
    Przy okazji można przeczytać samokrytykę złożoną przez vps-a.
    Ze nic nie rozumie z tekstu autora. Tyle że, to jest widoczne gołym okiem od dawna – powyżej chłopka roztropka umył vps-a nie sięga.
    Zgodnie ze znanym zapewne wszystkim – nie dyskutuj z idiotą itd. – Kochan zniżył się do poziomu Atalii, czym wywalczył sobie równorzędną z nim pozycję na blogu.
    Muszę jeszcze odnotować wysiłki Pieczula, zmierzające do chociaż częściowego, wyprostowania psyche Sławomirskiego. Sławo needs sanity – jak mawiają o takich jego współziomkowie; jemu nawet najlepszy amerykański shrink nie pomoże – za stary.
    Zaprawdę sporo się tu dzieje.

  101. @Sławomirski. Mój ulubieniec, Steve Jobs, Amerykanin, a jakże, starał się upowszechniać hasło „Think differently!”. Jakoś do Ciebie, „Szanowny Panie” Sławomirski, ono nie dotarło. Z uporem maniaka grasz groteskowego Katonka, choć Ci się zdaje, że jesteś prawdziwym Katonem, który też maniakalnie powtarzał słynne „Ceterum censeo Carhaginem esse delendam”. Jednak jego przynajmniej słuchali rzymscy senatorowie. Ciebie kto zaś słucha, gdy powtarzasz swoje wyświechtane komunały o Jaruzelskim, Urbanie i Passencie? Dzięki Tobie, na szczęście, mam darmową rozrywkę, choć przyznaję, często dość nudnawą.

  102. Jerzy Pieczul
    3 maja o godz. 2:17

    Recz jest całkiem zrozumiała: Polak niewalczący to:
    1. niepolak
    2. Polak nieistniejący.
    Polak, żeby był istniejący, musi być walczący. Walcząc, nabiera wyglądu, rumieńców, zaczyna pojawiać się w lustrze. Nabiera tożsamości i przybiera na wadze. Bez walki zanika.
    Pytanie: po co, za co ma walczyć, jest źle postawione. Przyczyna i cel nie mają znaczenia. Znaczenie ma czynienie. Czynienie zwalnia myślenie.
    To jest polskie brzemię.

  103. 3 maja Polak grilluje. Podobno.

  104. Jerzy Pieczul
    3 maja o godz. 9:12

    Szanowny Panie Jerzy Pieczul

    Pomimo tego ze jest pan zaczytany po uszy w Urbanie a moze wlasnie dlatego prosze zrobic sobie przerwe. Puchala i Kiszczak twierdza ze synowie Kuklinskiego nie zostali zamordowani prze KGB. Dla mnie moga tez twierdzi ze Litwinienko zatrul sie kawa Inka. Ci panowie sa wiarygodni tylko dla siebie. Puchala, Kiszczak i reszta ludzi towarzyskich milczy na temat obecnosci sowieckiej broni atomowej na terenie PRL. Koniec panskiej przerwy czas na zaczytanie sie po uszy w Urbanie.

    Slawomirski

  105. Prowincjusz
    3 maja o godz. 12:03

    Szanowny Panie Prowincjusz

    W Polsce jest rosyjska piata kolumna. Dedykuje panu angielskie slowo complacency.

    Slawomirski

  106. zezowaty
    3 maja o godz. 10:01

    Szanowny Panie zezowaty

    To nie ta bajka.
    Bajka jest rosyjska z Passentem ,Urbanem i Jaruzelskim.
    Kura nie ptica Polsza nie zagranica.

    Slawomirski

  107. Tanaka
    3 maja o godz. 13:51

    Fraszka dla Pana

    Polak nieuzbrojony

    to Polak strawiony

    Slawomirski

  108. @Sławomirski. „Szanowny Panie” Sławomirski. Sokratesem to Ty nie jesteś. Dla Ciebie wszystko jest proste i niezmienne. I o wszystkim wiesz najlepiej. Rozmowa z Tobą to zwykła strata czasu. Pozostań ze swoimi obsesjami i w amerykańskim zadufaniu. Amen.

  109. @Sławomirski. Glosa do mojej poprzedniej wypowiedzi. Słusznie, „Szanowny Panie”, zalecasz swoim adwersarzom, nabywanie kompetencji. Pełna zgoda z tym postulatem! Jednakowoż „Szanowny Pan” swoje kompetencje czerpiesz z filmów fabularnych. Vide: „Jack Strong”, gdy dyskutowaliśmy o Kuklińskim. Więc o czym tu gadać? „I to by było na tyle”, jak mawiał nieodżałowanej pamięci ” prof. mniemanologii stosowanej ” Jan Tadeusz Stanisławski. Kończę z Waćpanem rozmowę.

  110. Panie Sławomirski
    Ja jednak jakoś uwierzyć nie potrafię że w USA na własnym podwórku CIA nie potrafi upilnować synów swego największego bohatera i współpracownika.
    Utonąć NA zalewie podczas ciszy ,mając o krok jacht , będąc wodniakiem -NO NO
    Bujać to my.
    Co zaś tyczy się tej Pańskiej ”TROJKI ” Passent , Urban Jaruzelski no to rozumiem –
    każdy tenisista ma swój kawałek ściany o którą w braku przeciwników odbija sobie piłkę.
    Masz Pan taką tendencję jak to bywa z ”zawodowcami” – ZAWSZE POWINNI BYĆ W FORMIE.
    I życzę powodzenia – to czy zagraniami można się pochwalić przed znajomymi – to już inna sprawa.
    Pewnie i takie się zdarzały ale przecież sprawa polega na wytrenowaniu powtarzalności – a ściana , jak to ściana – stoi i nic nie wskazuje by ten łomot który jej stale sprawiasz w czymkolwiek jej szkodził.
    Tylko
    -nie szkoda Ci życia ???
    Jest tyle ciekawszych zajęć.
    uklony

  111. Kończę przydługi skecz z pierwotniakiem Sławomirskim. Nazywam go po imieniu, ponieważ wielokrotne szkalowanie, obrzucanie inwektywami (ze świadomością bezkarności) w publicznym medium znanych ludzi jest właśnie pierwotniactwem. Przy okazji chciałem pokazać, że ten prostacki emigrancki troll, posługujący się zasłyszanymi, a nie własnymi skamieniałościami, każdą swoją wypowiedzią potwierdza, że nie rozróżnia ogólnego od szczególnego, więc jego szkalowania to wyłącznie ogólniki z brewiarza polskiego podniebnego antykomunizmu ozdobione bezczelnymi kłamstwami.
    „Jaruzelski to morderca odznaczony najwyzszym sowieckim odznaczeniem za pacyfikacje Polakow. W wolnej Polsce chcial grac role seniora polityka”.
    To poziom mentalny tych, którzy Tuska i Putina nazwali „mordercami” za Smoleńsk. „Mordercą można nazwać niemal każdego przywódcę – warunek: brak piątej klepki. Czy Sławomirski nazywa tak Obamę?
    Za co Jaruzelski został odznaczony Orderem Lenina trzeba pytać tych, którzy go odznaczali, a nie Sławomirskiego. Mnie Jaruzelski nie pacyfikował. Byłem krótko, jak wszyscy, zaskoczony i wściekły, ale szybko się okazało, że stan wojenny to dla kraju pokój, a nie wojna. Przez lata ponad 60% Polaków popierało wprowadzenie stanu wojennego, ale naoczni świadkowie powoli wymierają, a na naszych oczach, dzięki takim jak Sławomirski, rodziła się i rozprzestrzenia kolejna martyrologiczna baśń.
    Jaką rolę CHCIAŁ grać w „wolnej” Polsce Jaruzelski, trzeba pytać Jaruzelskiego, nie Sławomirskiego, który, jak mało rozumiejący z człowiekowatych zachowań prostak, plecie jakby w Jaruzelskiego głowie siedział.
    Przy okazji: najwięcej radzieckich odznaczeń Jaruzelski dostał za udział w II wojnie. Najwyraźniej towarzysz Sławomirski przywiązuje wielką wagę do odznaczeń – odwrotnie niż mój bohater i kawalarz dziadek Matwieicz, który został wywalony z radzieckiej floty za to, że na paradzie najwyższe odznaczenie dyndało mu najniżej.

    „Urban to polski Goebbels”.
    „- Sąd Najwyższy w Polsce pozwolił pana nazywać Goebbelsem stanu wojennego, trudno się czegoś innego spodziewać po człowieku, który kłamał przez całe lata Polaków. Pan nie posiada sumienia – odparł Girzyński.
    – Z przyjemnością słucham tego hitlerowsko-stalinowskiego języka posła Girzyńskiego. Ja nigdy w tak podły i plugawy sposób nie występowałem – uznał Urban”.
    Sławomirski jest tylko odtwarzającą zasłyszane dźwięki papugą, ale tu już mniej ważą słowa. Zrównanie najbardziej zbrodniczego w dziejach ludzkości ustroju nazistowskiego, który w programie miał zdobycie siłą nowej przestrzeni życiowej dla
    jednego narodu, zdobycie niewolników i fizyczną eksterminację innych narodów, którą realnie praktykował, z obroną w Polsce narzuconego ustroju, który raptem po trzydziestu paru latach już się sypał, a w Polsce nigdy nie miał wiele wspólnego z okrutnym stalinizmem, jest nieodpowiedzialnym, smarkatym szastaniem zasobami języka polskiego. Poza tym polskim sądom, również SN, daleko do niezawisłości w kraju, który wciąż walczy z komunistami, choć ja – rówieśnik PRL – nie miałem przyjemności poznać ani jednego. A piłem w terenie z wydrążonego ogórka albo z jabłka również z kolegami łopaciarzami należącymi do PZPR. Nikt zdrowy na głowę nie powiedziałby wówczas o takich: „komunista”. „Partyjniak” – owszem, mówiło się, nawet z kpiną, ale niewiele to znaczyło. Kto nie widział na własne oczy i nie słyszał na własne uszy, jak to wyglądało w ZSRR, w NRD, na Węgrzech, niech lepiej nie otwiera dzioba.
    „Passent piewca stanu wojennego i TW”
    Słusznymi ogólnikami piekło jest wybrukowane, za niesłuszne – nie poparte konkretami – można z wyroku sądu beknąć lub zarobić w ryj. Chyba nikt takiego pierwotniaka jak Sławomirski nie pociągnąłby do sądu – a on ma tego świadomość – więc sobie odważnie pozwala.
    Natomiast byłem trochę zażenowany, kiedy kilkoro przyzwoitych, myślących ludzi potraktowało Sławomirskiego jako humorystyczną ozdobę blogu. Nie przypisuję im podwójnej moralności – człowiek jest mieszanką różnych stanów psychicznych i chwilowych emocji, oczekiwań, nastawień, niedomyśleń, wiec nie raz i nie pięć zdarzy się coś palnąć w dobrej albo i w złej wierze. Niestety wychodzi bardzo kalowato (od Kali), kiedy chwalimy Sławomirskiego za to, że zwraca się grzecznie do nas blogowiczów, a równocześnie jakbyśmy nie zauważali, że ten bydlak na naszych oczach szkaluje innych. Podobnie niektóre panie w moim bloku oceniają sąsiadów: „Zawsze grzecznie mówi „dzień dobry”.
    Nie jestem za banowaniem – jestem za przewijaniem.
    Przedwczoraj wspinałem się po drzewach dla lepszych fotoujęć pięknych pól kwitnącego rzepaku. Wczoraj wróciłem późno z bujania się i wiosłowania na gumowym okręcie i od razu, jako zbliżający się w podskokach do setki dziadek, właśnie przez podskoki padłem. Więc dziś już nie pytam o nic mag, tylko jej wyrazy uznania w ciemno składam, a Tanace mówię: właśnie na jutubie tak powiedziałem: „Nie pytaj głupio, z kim i po co – walcz”. Patrz: bohater za wielką wodą Sławomirski.

  112. Zaklinacz psychopatów Kent Kiehl: „O zepsutym mózgu coraz częściej myśli się jak o osłabionym mięśniu. Trzeba go ćwiczyć, by stał się bardziej sprawny”.
    To od dawna wiemy. Wiemy też na bank, że odklepywanie mantr w rodzaju „Bóg dał rozum i wolną wolę” lub „Passent, Jaruzelski, Urban” ćwiczeniem mózgu nie jest.
    Mniej wiemy o psychopatach.
    Kiehl: „Nigdy nie gryzie ich sumienie. Nie wykazują żadnych emocji. Tych emocji nie potrafią też odczytać u innych. Innych ludzi traktują jak przedmioty albo swoją własność. I nie mają żadnej świadomości tego, że coś jest nie w porządku. Ich mózgi po prostu zupełnie inaczej przetwarzają rzeczywistość”.
    No i pewnie nie wiemy tego, że na 150 osobników jeden jest psychopatą. A niech to chudy bocian! Leci z nami 150 osobników?
    A jeśli tu jest – ratunkuuu! – jeden na trzydziestu?

  113. Tanaka
    Kurde, dopiero przed chwilą zauważyłem, że pod tym samym, który wczoraj dałem na jutubę, znakiem (Polak będzie durakiem) Urban dokonał otwarcia Muzeum Głupoty Polskiej. Brawo Urban! Tyle że terenem Muzeum jest cała Polska i zamorskie obszary, na których smęci-sentymenci polska emigracja.

  114. Prowincjusz
    4 maja o godz. 8:35

    Szanowny Panie Prowincjusz

    Angielskie slowo complacency i polskie kompetencja nie maja ze soba nic wspolnego.
    Prosze czytac uwaznie.

    Slawomirski

  115. zezowaty
    4 maja o godz. 9:12

    Szanowny Panie zezowaty

    Kilkanascie osob widzialo rozjechanie Waldemara Kuklinskiego w Phoenix i twierdzily ze byla to egzekucja za pomoca Jeepa ktory trzykrotnie przejechal syna Kuklinskiego. Pan moze oczywiscie wierzyc Kiszczakowi. Pan moze wierzyc w to ze na terenie PRL nie bylo sowieckiej broni nuklearnej i ze Litwinienko zartul sie kawa Inka. Wiara w Passenta, Urbana i Jaruzelskiego miesci sie w tym samym kregu magicznego myslenia ktore nie ma nic wspolnego z otaczajacymi realiami. Rosyjska piata kolumna moze byc dumna z panskiej wypowiedzi.

    Slawomirski

  116. Jerzy Pieczul
    4 maja o godz. 12:11

    Szanowny Panie Jerzy Pieczul

    Passent, Urban i Jaruzelski pacyfikowali Polakow utrzymujac ich w niewiedzy na temat obecnosci sowieckiej broni nuklearnej na terenie PRL. Polacy mieli byc pierwszymi ofiarami nuklearnego uderzenia Zachodu ze wzgledu na obecnosc sowieckich rakiet atomowych. Zycie dziesiatkow milionow Polakow stalo pod znakiem zapytania. Wiedzial o tym Kuklinski a narod byl oklamywany przez Passenta, Urbana i Jaruzelskiego.

    P.S.
    Passent sam siebie nazywa piewca stanu wojennego. Prosze sprawdzic blog Passenta.

    Slawomirski

  117. Nie chcę już wdawać się w polemiki z „Szanownym Panem” Sławomirskim, bom to sobie obiecał. Więc przyznaję się do nieuważnego przeczytania jednego z jego tekstów i w związku z tym wszem i wobec obwieszczam, że nie popadłem jeszcze w samozadowolenie. Wszystkich Blogowiczów serdecznie pozdrawiam.

  118. @Sławomirski. Co do śmierci synów Kuklińskiego. Decydując się na zdradę, Kukliński powinien pomyśleć o swojej rodzinie. Dla mnie to oczywiste, że w takiej sytuacji są dwa wyjścia – albo usuwa się chwasta, albo robi syę tak, by ten chwast cierpiał do końca zycia. Nic tak nie boli jak utrata dzieci… Dziwi cię to, że pewne służby odpłaciły Kuklińskiemu w taki sposób? Bo mnie to nie dziwi. Dziwi mnie to, ze Kukliński tego nie przewidział. Rozmieszczenie broni jądrowej w Polsce niczego by nie zmieniło w przypadku jej użycia. Gdyby doszło do jej użycia cały świat unicestwiłby się w tej wojnie. Nawet teraz, po licznych programach redukujących arsenały tej broni, jest jej wystarczajaco dużo, by człowiek wyzionął ducha w przypadku jej użycia.
    Co do Passenta. Pooglądaj sobie Sławomirski stare Kroniki Filmowe z okresu wprowadzenia stanu wojennego. Piewców jego wprowadzenia była cała masa: od naukowców, po artystów, skończywszy na szwaczkach z Łodzkich zakładów, a i w swojej rodzinie takowych znajdziesz. Poszukaj dobrze …

  119. Kent Kiehl – jeśli mówi o mózgu jako niewyćwiczonym mięśniu, to mogę to przyjąć jako skrót myślowy (mięśnia?), alegorię, ale nie jako dokładniejszą diagnozę. mózg nie jest mięśniem, ale z pewnością ćwiczenie umysłu, nie tylko i nawet nie tyle w zapamiętywaniu, powtarzaniu, czytaniu czy podobnych standardowych procesach, jest mu do dobrego działania potrzebne.
    Całkiem możliwe, że średnio biorąc, co 150 homo sapiens jest psychopatą. W definicji mniej wymagającej, pewnie zmieści się ich znacznie więcej.
    Nie wiem natomiast, czy należy proponować związek między psychopatologią a stanem umysłu niektórych dyskutantów na blogu. Nie szedłbym tak daleko. Natomiast oczywiste są silne deficyty i przymusy określonego zachowania w mózgach części tu obecnych osób. Osoby te łakną psychicznej pociechy i przytulenia, bo są psychicznie niedojrzałe i skrzywione. Pragną by inni koniecznie się z nimi zgadzali. A ponieważ wygadują często rzeczy infantylne, niedorzeczne, kłamliwe lub ostro jednostronne, niezgodność poglądów jest gwarantowana. Co budzi demony w skrzywionym dziecku, miast ukojenia bezwarunkową zgodą i smoczkiem do buzi.
    Osoby te mają także silne odruchy narcystyczne. Chcą oglądać swoją chwałę w oczach i słowach innych.
    To wszystko są odmiany jednego: niedojrzałej i skrzywionej osobowości, która uważa się za dojrzałą, bo ma paszport i prawa wyborcze i być może posiada też własne dzieci, ze szkodą dla tychże dzieci.

    Gospodarz bloga, Jacek Kowalczyk, pisze to lub tamto w celu dyskutowania i poniekąd w celu oświecenia publicznego. Tymczasem obecność na blogu osób niedojrzałych, mówiąc potoczniej – durnych i prymitywnych – zamienia blog w ściek.
    Zwracam się ponownie do osób, które dysponują zdrowymi władzami umysłu, by odpuściły sobie wymianę zdań, która nie jest żadną dyskusją, z osobami durnymi, i durniów mających mięsień bokserski zamiast umysłu do niczego nie przekona, nie oświeci, do refleksji nie pobudzi. Powoduje to jedynie wspólne przekształcanie blogu w ściek, jest despektem dla Gospodarza i krzywdą czynioną sobie i innym przytomnym gościom bloga. Natomiast jest to łaską i spełnieniem żywotnych psychicznych potrzeb osobowości skrzywionych. Podlewanie chwastów nawozem nie tępi ich, lecz wywołuje bujny wzrost.
    Ja nie tęsknię to tarzania się w pokrzywach. Jestem więc zdziwiony, że są tego amatorzy.

  120. Szanowny Panie Jacku, na początek może rzecz, do której chciałem się wcześniej odnieść, ale z racji paplacji się jakoś odłożyło.
    Oto słowo Pańskie:
    „Dowiadujemy się też, że „wszystko jest prywatnym poglądem”, a poglądy są równoprawne z racji swej subiektywności i nie poddają się dowodzeniu (w sensie naukowym), co wyraża się kolejną pozornie trudną do zakwestionowania mądrością: każdy może sobie wierzyć, w co chce. A z tego ma płynąć paraliżujący wszelką rozmowę o świecie (ale niepowstrzymujący paplaniny) wniosek: żadnych przekonań nie da się, więc i nie warto kwestionować, bo to tylko przekonania”.

    Na moje oko wniosek niektórych gawędziarzy o równości przekonań jest zwykle wnioskiem Kalego, czyli okazjonalnym chwytem w obronie własnej. Niech tylko rozmówca spróbuje pisnąć, że ich poglądy są błędne, nielogiczne, infantylne, wyuczone jako martwy stereotyp – jest przegrany, koniec uniwersalnych praw do poglądów. Takie prawa ma tylko Kali, kropka.

    Ilustracja z własnego doświadczenia. Wstawiłem na stronę mojej szkoły literacką ilustrację niezborności konkretnych treści Nowego Testamentu. Rzuciła się na mnie z szóstego piętra trójka kolegów z krzykiem, że mają prawo do swojej wiary, swoich poglądów i nikt im nie będzie tego odbierał. Kiedy próbowałem wyjaśnić, że moje pasjonackie pisanie o religii nie jest i być nie może odbieraniem czegokolwiek (jak można odebrać wiarę, która jest myślą, i po co?) ani atakowaniem, lecz zwyczajnym dzieleniem się (wszyscy jako stworzenia społeczne się czymś dzielimy) sprawdzalnymi rezultatami namysłu nad konkretną nowotestamentową sprawą, a jak się komu nie podoba, to przecież nie tylko cudzej wiary nie odbieram, jako że guzik mnie cudza własność obchodzi, ale i do czytania nie zmuszam, zaczęli krzyczeć w imieniu martwej szkoły bez upoważnienia nieboszczki, że tu nie miejsce na antyreligijne treści. Krótko mówiąc, słusznie przyznali sobie prawo do posiadania i wyrażania własnych poglądów, a mnie to samo prawo w zgodzie z najnaturalniejszą logiką Kalego i braci mniejszych odebrali. Co dzień widuję, jak osiedlowe mewy koleżankom i kolegom zdobycz z dziobów odbierają.

    Tak więc bardzo powszechne deklaracje: „Każdy może sobie wierzyć, w co chce”, „Mam prawo mieć swoje poglądy”, „Mam prawo mówić, co chcę” itp. – to puste, niby filozoficzne ogólniki maskujące niezłomne przekonanie, że JA mam prawo i JA mam rację.

    Oczywiście, subiektywizm jakichkolwiek przekonań nie jest przeszkodą w ich weryfikacji. Gdyby tak było, znaczyłoby to, że nie ma między ludźmi komunikacji, czyli nie bylibyśmy tym, czym jesteśmy. W ogóle NIE BYLIBYŚMY, boć nawet płazy i gady się komunikują, nawet rośliny. Weryfikatorami subiektywności są niezależna od przekonań, obiektywnie istniejąca rzeczywistość oraz ewolucyjne dziecko tej rzeczywistości – rozum.
    Oczywiście, nie istnieje coś takiego jak „rozum” – to tylko ogólnik służący łatwiejszemu komunikowaniu się – są rozumy Jasia, Kasi. Niestety ogólnik okropnie mylący. Z niego się wziął logiczny wewnątrz religii chrześcijańskiej, wedle której wszystko stworzył Bóg, pogląd, że onże Bóg DAŁ rozum. KAŻDEMU – z wyjątkiem dotkniętych patologią – tylko nie każdy go umie używać, ale wystarczy, że zechce, i już będzie umiał. Inaczej mówiąc, u wielu rozum śpi i trzeba go obudzić. Choć ślepy widzi, od obserwacji niemowlaka poczynając, że rozum nie śpi i nie jest dany, lecz go się nabywa. Widzi i nie zauważa, że każdy go nabywa na swój, że tak powiem, strój – wedle niezależnych od niego warunków i możliwości. Jeden nabędzie, powiedzmy, pół kilo rozumu, którego w zupełności starczy do prostej egzystencji, ale nie starczy do rozumienia pojęcia „ogólnik”. Drugi nabędzie półtora kilo rozumu, co też nie wystarczy do rozumienia pojęcia „ogólnik”, ale wystarczy do tworzenia programów komputerowych, w których informacja „błąd logowania” o niczym nie informuje. Trzeci nabędzie piętnaście kilo rozumu i wie, że nigdy nie byliśmy, nie jesteśmy i nie będziemy równi. Paradoks: wszystkim trzem ich umiejętność myślenia, zwana „rozumem”, pozwala mieć otoczenie za zgraję głupków. Ale to paradoks pozorny, o czym wie tylko trzeci osobnik: agresja wewnątrzgatunkowa jest instynktem, więc wszyscy od dzieciństwa uczą się wyrazu „głupek” i chętnie używają. Nadto trzeci dysponuje wiedzą i narzędziami weryfikacji przekonań, które też są rzeczywistością. Psychiczną, ale jak najbardziej weryfikowalną rzeczywistością. Rozmawianie tych dwóch z nim jest mniej więcej jak rozmawianie zająca z lisem o kapuście. To nie jest rozmowa równoprawnych rozumowców.

    Jeden ma coś do powiedzenia i mówi, drugi nie ma nic do powiedzenia i też mówi.

  121. @Jeerzy Pieczul. A co, gdy dodamy jeszcze do tego prawo względności? Wszystko jest względne – nawet teraźniejszość, albowiem to, co my w danym momencie doświadczamy / widzimy, to potencjalny obserwator ileś-tam miliardów lat świetlnych nie będzie w tej danej chwili nas widział, tylko to, co wykonamy w przyszłości. Skoro teraźniejszość nie jest tym, czym się nam wydaje, to kwestia wyższości subiektywizmu nad obiektywizmem wydaje sie sprawą oczywistą. Nie mówiąc już o pułapkach, jakie na nas czyhają ze strony semantyki, języka, znaku, symbolu etc…. Wszak nawet termodynamiczna entropia zakłada, że tak naprawdę wszystko sprowadza się do chaosu – pozorny ład zamienia się w nieuporządkowaną przestrzeń… Ale czy to wszystko ma oznaczać, że człowiek nie jest w stanie poznać świata? Ma się poddać teoretycznej względności? Nie! Właśnie oto chodzi, że człowiek, poruszając się po omacku, musi polegać tylko na tym, co sam doświadczył, co jego rozum jest w stanie wyjaśnić, nawet jeśli jego niedoskonałe zmysły nakazują mu twierdzić zupełnie co innego.
    Pamietam, że gdy byłem dzieckiem a potem zbuntowanym młodzieńcem, świat przedmiotów ścisłych był dla mnie – humanisty, skrajnie wrogim otoczeniem intelektualnym. Dopiero po wielu latach doceniłem świat nauki, tej zero-jedynkowej dialektyki, która fascynuje z czasem mnie coraz bardziej …. To dzięki właśnie ścisłej nauce moja humanistyczna wrażliwość nabrała sensu, nowej jakości i jakiegokolwiek znaczenia. Ale to dopiero dzięki pogodzeniu się z rozumem ta wrażliwość okazała się dojrzalsza i wartościowsza. Tak, chciałbym przez to powiedzieć, byśmy zaufali rozumowi, bo to właśnie dzięki niemu w niesprzyjającej nam naturze i jej chaosowi jesteśmy w stanie przeżyć nasze życie w godny i satysfakcjonujący nas sposób.

  122. Wielce Szanowny Pan Sławomirski
    Wierzę ze Pan też był razem z Kiszczakiem wśród tych widzo/świadkow w Phoenix.
    Wierzę Panu na słowo z czego dumna jest piąta kolumna .
    Wierzę również w Pańskie wiadomości o bombach atomowych.
    Wierzę jak poprzednio że PAŃSKA TRÓJCA której wypominasz Pan jak ten facet o Kartaginie dostanie kiedyś kataru od tych Pańskich insynuacji.
    Odbijaj więc tą swoją piłeczkę od ściany
    Powiem jeszcze w co wierze by nie miał Szanowny wątpliwości
    – w to ze moja dłoń ma pięć palców , potrafię je dotknąć , policzyć.
    Co zaś się tyczy kręgów magicznych – to radziłbym zgłosić się do środowisk odprawiających czary-mary na krakowskim przedmieściu albo stadionie warszawskim.
    Tam poczujesz się w śród swojakow.
    uklony

  123. zezowaty
    5 maja o godz. 1:55

    Szanowny Panie zezowaty

    Czas teraz na popracowanie nad kanonami panskiej wiry. Zycze lechtania ego az do utraty swiadomosci. Prosze pamietac ze w chwilach zwatpienia moze pan zawse liczyc na wsparcie Jaruzelskiego,Urbana i Passenta.

    Slawomirski

  124. Jerzy Pieczul
    4 maja o godz. 22:57

    Szanowny Panie Jerzy Pieczul

    Slusznie pan pisze ze nie jestesmy rowni. Odmiennego zdania jest spora grupa Rosjan dla ktorej sierp i mlot sa nadal symbolami rownoci. Podobnie mysla ludzie wierzcy ktorych sad ostateczny zrowna w prawach do nieba lub piekla. Z drugiej strony nie wyobrazam sobie zycia w nieegalitarnym spoleczenstwie. Moim zdaniem wazny jest balans. Po jego utracie znajdujemy sie na rowni pochylej.

    P.S.
    Czy dotarl juz pan do wpisy piewcy stanu wojennego w ktorym zali sie ze nie udalo mu sie wskoczyc do pociagu prowadzonego przez Michnika.

    Slawomirski

  125. Rafał Kochan
    4 maja o godz. 23:54

    Szanowny Panie Rafal Kochan

    Obserwcje czynione ze pomoca swiatla sa limitowane ta metodologia. Swiatlo potrzebuje czasu i reaguje z ogladanym obiektem ktorego rozmir moze byc tak maly ze interakcja zaburza obserwacje. Podgladanie swiata za pomoca matematyki tez ma swoje problemy. Gdy powiekszymy matematycznie jadro wodoru do wielkosci wszechswiata to mozemy „zaobserwowac” drgajace w jego wnetrzu strings energii wielkosci drzewa. Czy warto w tej sytuacji zajmowac sie Passentem,Urbanem i Jaruzelskim. Moim zdaniem tak. Zlem trzeba sie zajmowac.

    Slawomirski

  126. @Sławomirski. Tu nie do końca chodzi o światło, tylko o odległość, która jest czynnikiem warunkującym upływ czasu. Innymi słowy – im szybciej się poruszamy, tym czas biegnie wolnej. A to z kolei oznacza, że daleko oddalone od siebie punkty A i B maja zakłóconą względem siebie „teraźniejszość”, co z kolei wpływa na jej względnosć.

    Co do pojęcia ZŁA – Sławomirski, a na jakiej podstawie ty wartościujesz moralnie ludzi? Moze pobawimy się w ocenę twojego życia i w to, czy ty jestes taki nieskazitelny. Zrób patafianie najpierw własny rachunek sumienia, a potem będziesz tu moralizował na temat „zła” u innych ludzi.

  127. Szanowny Panie Rafal Kochan

    Staram sie pana zainteresowac problemem metody poznawania swiata. Byc moze poznawanie swiata za pomoca szeroko rozumianego swiatla ze wzgledu na oddzialywanie swiatla z badanym przedmiotem nie jest dobra metoda badawcza.
    Zlo moze byc definiowane statystycznie jako zachowanie obejmujace dwie standartowe dewiacje. Mysle ze Jaruzelski, Urban i Passent sie tam znajduja. Wiekszosc Polakow nie zachowywala sie tak jak wymienieni.

    Slawomirski

  128. @Sławomirski. A co jest większym złem? Afirmacja stanu wojennego czy alkoholizm, brak szacunku do dzieci czy żony? Zdrada małzonka, oszukiwanie go i wykorzystywanie go w małżeństwie?

  129. Yaruzel to zły człowiek? Zapewne tak.
    Urbach? Być może.
    Pasęta sobie daruję, bo to cienias z niskiej półki.
    Zagadka brzmi: jak zdefiniować faceta z miasta J., Polska południowa, który dla pieniędzy z insurance (@ Sławocośtam mógł zapomnieć terminologii na obczyźnie) spalił ślubną żonę i czworo dzieci? Aha, onże facet nie był czcicielem sierpa i młota, lecz krzyża i Jot Pe Dwójki. A takich przykładów naszemu orłu z genami indyka mogę wysypać dziesiatki.

  130. Rafał Kochan
    5 maja o godz. 23:19

    Szanowny Panie Rafał Kochan

    Zlo w wykonaniu Passenta, Urbana czy Jaruzelskiego nie jest zlem indywidualny. To jest zlo wyrzadzone grupie ludzi. Takie zlo ostatnio widzielismy w Koreii gdy kapitan tonacego promu polecil dzieciom pozostanie w kabinach a sam wraz z zaloga ratowal sie opuszczajac statek. Jak pan sadzi jakie grupy ludzi ucierpialy w wyniku dzialalnosci Jaruzelskiego, Urbana i Passenta?

    Slawomirski

  131. @Sławomirski. Nie wykręcaj się pan tyłkiem. Zadałem panu konkretne pytanie. Z pana słów wynika, że zło czynione wobec jednostki jest mniej ważne niż to, które jest wymierzone wobec jakiejś anonimowej grupie ludzi. Jeśli tak jest, i jeśli pan dyktatora państwowego ustawia w jednym szeregu z jego rzecznikiem i jakims redaktorem, to jest pan kretynem do kwadratu.

  132. Szanowny Panie Rafal Kochan

    Zlo zadane grupom ludzi ma zawsze wiekszy wydzwiek niz zlo zadane jednostce bo duze liczby przekonuja bardziej niz male. Oklamanie zony nie jest tym samym co oklamanie calego polskiego spoleczenstwa. Jaruzelski bez watpienia ma na rekach krew wielu Polakow. To ze nie jest osadzony zle swiadczy o Polsce.

    Slawomirski

    Slawomirski

  133. Aha…. Więcej pytań nie mam.

  134. @Sławomirski. Twoja moralność jest do szpiku kosci przeżarta polsko-katolickim cebulactwem. Oto okazuje się, że to „wydźwięk” decyduje o jakości zła. Gwałt dokonany na kobiecie, która publicznie informuje o tym zdarzeniu, jest „bardziej zły” niż ten, który pozostał zachowany z różnych powodów w tajemnicy. Czy to chcesz czołowy, blogowy moralizatorze nam wszystkich tu powiedzieć?

  135. Szanowny Panie Rafal Kochan

    Pisze o multiplikacji zla i prosze na to zwrocic uwage. Oklamanie jednej osoby przez Urbana czy Passenta zwielokkratnia sie o liczbe osob sluchajacych ich publicznie.

    Slawomirski

  136. @Sławomirski. Jestes beznadziejnym przypadkiem oszołomstwa. Wiele razy już to ci pisałem – niczym sie nie różnisz od moherów polskiego cebulactwa. Typowy wapniak … żenujący, stary pryk, który śmie pouczać innych, choć tak naprawdę jest zakłamanym chwastem.

  137. Rafał Kochan
    Znajdujesz dziwne upodobanie w boksowaniu się z osobnikami zaburzonymi, których fobie są od dawna powszechnie znane blogowiczom. Tobie zresztą również. Nie inaczej było z twoja niedawną „dyskusją” z atalią.
    W końcu twój problem, ale mimo wszystko lekko się dziwię.
    W „szaleństwie” Sławo widzę przynajmniej pewien wdzięk – to kretyńskie tytułowanie per szanowny panie/i tyleż irytujące i falszywe, co śmieszne, plus romantyczna uprawa kaktusów, dlatego traktuję jego obecność na blogu (już ostatnim, bo tylko red. Kowalczyk go toleruje) jako pewien dziwaczny ozdobnik constans. W przypadku atalii nie mam nic na jego usprawiedliwienie.

  138. @mag. Całkiem możliwe, że jestem takim samym oszołomem, jak wspomniani.

  139. mag
    6 maja o godz. 20:49

    Szanowna Pani mag

    Teraz stroi sie pani w toge sedziego albo sympatycznej milicjantki drygujacej ruchem na skrzyzowaniu. Jest to bez znaczenia bo naga prawda jest dostepna w Polsce. Ludzie myslacy w sposob nietowarzyski ze ztacji TV Republika zrobili program o autorytetach a wlasciwie pseudautorytetach. Podobal mi sie. Podobaja mi sie tez kwinace kaktusy saguaro. Dzisiaj jest wietrznie a blekitne zwykle niebo pokryly chmury. Ide z zona na zakupy. Kazdy musi swoje odcierpiec w zyciu.

    Slawomirski

  140. Rafał Kochan
    6 maja o godz. 21:16

    Szanowny Panie Rafał Kochan

    Pan rozmawial ze mna za pomoca mlotka, kombinerek i srubokretu. Czy nastepnym razem mozemy rozmawiac na migi…

    Slawomirski

  141. Sru, bo kret! – powiedziała dżdżownica do dżdżownicy

    A kaktusy są tropem. Może jest wśród nich peyotl….

  142. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Zauwazylem ze panski kolega Hartman ponownie uzywa Polityki do politycznej autoreklamy. Specjalista od etyki demonstruje co sam sadzi o etyce. Nie jest to zachowanie godne propagowania wsrod obywateli. Separacja dzialalnosci politycznej od profesjinalnej powinna byc moim zdaniem zachowania. Mowi sie ze politycy sa nieuczciwi. Postepowanie Hartmana potwierdza ten fakt. Jesli trzeba wybierac z grona nieuczciwych to jak Hartman powinien sie reklamowac. Wybierzcie mnie bo ja tylko klamie! A moze to: nie bije zony nie bije dzieci ale tym z opozycji moge oko podbic! Czy: wyslijcie moskiewska piata kolumne do Brukseli a mnie razem z nimi! Wlasnie dlatego Harman powinien trzymac Hartmana polityka zdala od Polityki. Jest takie angielskie powiedzenie Don’t s… where you eat. Ale czy znajomosci tego powiedzenia mozna oczekiwac od etyka? Bo od polityka z pewnoscia nie.

    Slawomirski

  143. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Martwie sie o powonienie redaktora Szostkiewicza. Nos do polityki. Polityczny nos. Zdrowy rozsadek etc. Gdy polityk(jedna z najnizszych form zycia wielokomorkowego) Oleksy mowi o chrzescijanach w polskim lewicowym ruchu politycznym to dla kazdego czlowieka smierdzi to na mile zdechla ryba. Z nieznanych mi powodow redaktor Szostkiewicz odbiera zapach Chanel nr 5. Szostkiewicz nie wpuszcza czytelnikow w maliny. On wpuszcza ich w szambo.

    Slawomirski

  144. Tytuł w gazecie.pl:

    „Bez Pierwszej Komunii Świętej. W 15 z 41 diecezji”

    Dopóki laickie gazety będą używały wewnątrzkościelnego słownictwa i pisały „Komunia Święta”, – czyli nie dość, że „Święta”, to jeszcze wszystko służalczo dużymi literami – dopóty będzie to znaczyć, że żyjemy w państwie wyznaniowym.

  145. Panie Pieczul , nie tłumacz Pan Sławomirskiemu . To beton . Polska miała być zniszczone „kutyną jądrową ” postawioną przez NATO na lini Wisły , z uwagi na przewagę NASZĄ (!) w czołgach i sile żywej . To są fakty znane KAŻDEMU oficerowi w PRL . Taka była doktryna NATO .

    Przy okazji , strasznie cenzurują w Polityce . U Passenta nie puszczono mi życzeń dla Rosjan z okazji Dnia Zywcięstwa i dorrych życzeń W.W. Putinowi za obronę Rosji przed międzynarodowym bankstertwem . Co tytaj czynię .
    Przy okazji jakże plugawe zachowanie naszych mediów i „elyt” po rzezi separatystów w Odessie . Wstyd . Ot był pożar . A w yutubie widać wszytko . Drugi Wołyń !