Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

5.04.2014
sobota

Czytanie świętego

5 kwietnia 2014, sobota,

Sytuacja jest naprawdę wyjątkowa: to, co zwykle znamy tylko z zapisów historycznych, dzieje się w naszej przytomnej obecności. Człowiek, którego wielu z nas widziało na własne oczy, zostaje oficjalnym świętym Kościoła katolickiego. Przechodzi do najwyższej ligi ludzi Kościoła. Teraz katolicy już całkiem legalnie będą się mogli do niego modlić. Oczywiście w Polsce wielu robi to już od dawna, wychodząc z założenia, że świętym się jest (co najmniej od śmierci), a nie się bywa; że kanonizacja to tylko formalne potwierdzenie pewnej oczywistości, dopełnienie biurokratycznych powinności. Co to obchodzi ateistę? — zapytacie. Otóż uważam, że ateistę humanistę, żyjącego w tym konkretnym społeczeństwie, taka postać musi interesować. W końcu już od dawna powoływanie się w rozmaitych publicznych dyskusjach czy debatach na myśl Jana Pawła II było szczególną formą argumentacji, często w formie szantażu intelektualnego i emocjonalnego zarazem. Nierzadko wzbogacało treść debaty, ale częściej raczej ją paraliżowało. Roma locuta, causa finita. W przeciwieństwie do innych krajów (w tym katolickich), gdzie z poglądami JPII dyskutowano czasem nadzwyczaj ostro, u nas było to mało popularne (dziwnym trafem wewnątrzkościelni krytycy papieskiej filozofii na ogół znaleźli się poza strukturami Kościoła).

Spodziewam się, że teraz cytaty z papieża Polaka wrócą — przynajmniej na jakiś czas — ze zdwojoną siłą. Staną się orężem bojowników różnych politycznych stron, bo jak to z cytatami bywa, mogą być one sprytnie wykorzystane, z naciskiem na rdzeń „korzyść”, zawarty w tym słowie. Nie ma jak okładanie się cytatami — to pozwala unikać samodzielnego myślenia. A ja wolę do niego zachęcać.

Wydaje się (może tylko mi), że warto przeczytać przynajmniej encykliki Jan Pawła II — te wybiegające myślą i tematyką poza czysto doktrynalne rozważania. Są to w końcu oficjalne teksty Kościoła, nie tracą na ważności z dnia na dzień, no i napisane są nie tylko przez papieża, ale i świętego. Co miał do powiedzenia święty w sprawach, które wciąż są istotne nie tylko dla wierzących, lecz także dla wszystkich pozostałych członków naszego społeczeństwa? Np. w kwestiach relacji rozum — wiara, roli księży, współistnienia religii i ich wyznawców, etyki seksualnej itp. A jakie to ma znaczenie? — zapytacie. Przecież, słuchając wystąpień licznych polskich przedstawicieli tej tak prominentnej w naszym kraju instytucji, możemy mieć pewność, że np. apel JPII zawarty w homilii „Fides et ratio” (1998 r.) został (niemal) całkowicie zignorowany:

Zwracam się z wezwaniem także do odpowiedzialnych za formację kapłanów, zarówno akademicką, jak duszpasterską, aby troszczyli się zwłaszcza o przygotowanie filozoficzne tych, którzy będą głosili Ewangelię współczesnemu człowiekowi, a nade wszystko tych, którzy mają się poświęcić studium i nauczaniu teologii. Niech starają się wykonywać swoją pracę w świetle zaleceń Soboru Watykańskiego II i późniejszych rozporządzeń, które wskazują na niezwykle pilne zadanie, spoczywające na nas wszystkich: mamy wnosić nasz wkład w dzieło autentycznego i głębokiego przekazu prawd wiary. Nie należy zapominać o poważnym obowiązku odpowiedniego przygotowania zespołu wykładowców mających nauczać filozofii w seminariach i na fakultetach kościelnych. Jest konieczne, aby to nauczanie opierało się na właściwym przygotowaniu naukowym, przedstawiało w sposób systematyczny wielkie dziedzictwo chrześcijańskiej tradycji, a zarazem uwzględniało w należytej mierze aktualne potrzeby Kościoła i świata.

Myślę, że jednak to Pawłowe pisanie i myślenie jakieś znaczenie wciąż ma, a przynajmniej powinno w Polsce mieć. To przecież (wraz z jego osobą) ważny fragment naszej współczesnej kultury, naszej współczesnej tożsamości; ważna składowa obrazu Polski i Polaków na świecie. Nawet żeby go kontestować, trzeba wiedzieć, co się kontestuje. Zanim JPII zamieni się w kolejnego bożka polskiej, pogańskiej z ducha, religijności (o ile już się nie zamienił), przypomnijmy sobie, na co zwracał uwagę. Choćby po to, by — np. z punktu widzenia niewierzących — móc zaproponować alternatywy sposób widzenia świata i odmienną wizję człowieka.

W cytowanej wyżej ważnej encyklice papież — w imieniu Magisterium Kościoła — próbował określić fundamenty i konsekwencje relacji między rozumem a wiarą. Dla mnie ciekawe jest obserwowanie, w jaki sposób postrzega świat i myślenie o nim ktoś, kto występuje z pozycji bezgranicznej, pozbawionej wszelkich wątpliwości wiary w tzw. prawdę Objawienia (a w każdym razie w ramach tego dokumentu nie dopuszcza u siebie możliwości zwątpienia, jako że jego JA musi być zarazem MY Kościoła). Paradoksalnie przypomina mi to sposób postrzegania świata przez tzw. prawdziwych marksistów (nie mówię tu o ideologii marksizmu-leninizmu i jego dobrowolnych lub nie reprezentantach w czasach słusznie minionych). W ramach Marksowskiego języka i trzymając się jego interpretacji człowieka-w-historii także można było znaleźć wyjaśnienie wszystkiego, to także była filozofia totalna, potrafiąca usprawiedliwić i „zrozumieć” każde zdarzenie. Marksizm, odwołując się do historii człowieka, sam siebie ustawiał ponad historią. Papież także kładzie nacisk na historyczność Jezusa, by zaraz przekonywać nas, że jego prawda (Objawienie) jest ponadhistoryczna.

Należy zwłaszcza pamiętać, że istnieje tylko jedna prawda, choć wyraża się ona w formach, które noszą znamię historii, a ponadto są wytworem ludzkiego umysłu zranionego i osłabionego przez grzech. Wynika stąd, iż żadna filozofia historycznie ukształtowana nie może zasadnie twierdzić, że ujmuje całą prawdę ani że w pełni wyjaśnia rzeczywistość człowieka, świata oraz relacji człowieka z Bogiem.

Inaczej mówiąc, w obu tych światopoglądach (marksizm, katolicyzm, ale także w innych totalizujących ogląd świata religiach i filozofiach) prawdziwie zaangażowany wyznawca pozostający wewnątrz systemu i jego języka powinien być w pełni usatysfakcjonowany, bo należy do grupy tych, którzy już „wiedzą, jak jest”. Niestety, jak wiemy z codziennego doświadczenia — każdy z nas pewnie zna takie osoby — nawet oni doznają kryzysów i zwątpień, rzadko też bywają wzorem „szczęśliwego człowieka”, kogoś, kogo chciałoby się naśladować. Przypomina mi się tu ujawniona po śmierci Matki Teresy (to postać dla mnie co najmniej dwuznaczna, jeśli nie jednoznacznie negatywna) jej wieloletnia utrata wiary, a w każdym razie brak wewnętrznego poczucia, że ma jakikolwiek kontakt z Bogiem, co uczciwie zanotowała w swoich zapiskach.

W encyklice znaleźć można wiele ciekawych spostrzeżeń (np. o języku i sposobie przekazywania znaczeń i wyrażania prawdy w zmiennych warunkach historycznych) i sporo twierdzeń mocno kontrowersyjnych (np. traktowanie „prawdy Chrystusa”. jako „jedynej ostatecznej odpowiedzi na problemy człowieka”). Jest także ważny dla dzisiejszego życia społecznego i uczestników publicznych debat postulat i przypomnienie oficjalnego stanowiska Soboru Watykańskiego II:

Myśl filozoficzna jest często jedynym terenem porozumienia i dialogu z tymi, którzy nie wyznają naszej wiary. Przemiany dokonujące się współcześnie w filozofii wymagają uważnego i kompetentnego udziału wierzących filozofów, umiejących dostrzec oczekiwania związane z obecnym momentem dziejowym, nowe zainteresowania i zespoły problemów. (…) Ten teren porozumienia i dialogu jest dziś szczególnie potrzebny dlatego, że najpilniejsze problemy ludzkości — wystarczy przytoczyć problem ekologiczny czy problem pokoju i współistnienia ras i kultur — mogą zostać rozwiązane dzięki lojalnej i uczciwej współpracy chrześcijan z wyznawcami innych religii oraz z tymi, którzy choć nie wyznają żadnej religii, szczerze pragną odnowy ludzkości. Stwierdził to już Sobór Watykański II: „Powodowani pragnieniem takiego dialogu, ożywionego jedynie umiłowaniem prawdy, z zachowaniem oczywiście stosownej roztropności, nie wykluczamy z niego nikogo, ani tych, którzy rozwijając wspaniałe przymioty umysłu ludzkiego, nie uznają jeszcze jego Twórcy, ani tych, którzy przeciwstawiają się Kościołowi i prześladują go w różny sposób”.

To są myśli warte przypomnienia teraz, gdy niektórzy katolicy, rozgorączkowani nadchodzącą kanonizacją, triumfem „ich człowieka”, całkowicie ignorują to, co pisał i o co faktycznie zabiegał. Wolą obrzucać inwektywami wszystkich, którzy myślą inaczej niż oni.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 132

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo mądry, ciekawy tekst. „Na czasie”. Dziękuję.
    Niestety grzech powierzchowności jest wspólnym grzechem obu spierających się stron. Poważne argumenty zastępowane są często inwektywami. A przecież z dyskusji nie musi się wychodzić ani „przekonanym” ani pokonanym.
    Ważna jest sama wymiana myśli, punktów widzenia, sposobu widzenia świata.
    Oczywiście czas najbliższy nie będzie temu sprzyjał. Ale kiedy już opadna największe emocje …

  2. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Slusznie zauwaza pan ze uwolnienie czlowieka od tatalitaryzmu polityczno-religijnego jest nadrzedna wartoscia wspolczesnego czlowieka. Czlowiek musi stac sam i samodzielnie ogarniac Universe dopiero wtedy docenia wspolnote duchowa z innymi ludzmi. Obraz polskiego spoleczenstwa sklada sie z decyzji podejmowanych przez pojedynczych jego obywateli. Wiemy jak daleko mu do rozwinietych spoleczenstw Zachodu. Wiemy jak bardzo zaklame jest polskie zycie zaczynajac od Passenta a konczac na JPII.

    Slawomirski

  3. zyta2003
    5 kwietnia o godz. 15:10

    Szanowna Pani zyta2003

    Mezczyzna uciekl w prace a kobieta zajela sie niepelnosprawnym dzieckiem jest czescia animalistycznej egzystencji ktorej istnieniu zaprzecza oderwana od zycia religia z ktora polemizuje z niewiadomych powodow redaktor Kowalczyk.

    Czeka mnie dlugi lot samolotem zabieram z soba ksiazke o czarnych dziurach.

    Slawomirski

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ogarnijmy Universe ze Sławomirskim:
    http://www.youtube.com/watch?v=sLK2ONm4Uh8
    Mozę chociaż jedna black hole in his head się wypełni.

  6. Przyznaję, że tekst Redaktora roztacza wizerunek dogłębnej humanistycznej troski o relacje wiary i rozumu – na polu społecznym.
    Jednak we mnie budzi bunt i frustrację istotą swego przesłania.
    A jest nim próba uczłowieczenia dogmatu i racjonalizacji jasełek, w dodatku pod groźbą nadchodzącej uświęceniem zagłady wolności słowa i sumienia.

    Każdy dogmat jest z definicji totalitarnym światopoglądem służącym uzasadnieniu zawłaszczania wolności, przez manipulatywne wymuszenie zgody zniewalanych.
    Próby miękkich czy koncyliacyjnych egzegez dogmatu z pozycji uciskanych mniejszości niewyznających go, apeli do agresywnej grupy wyznaniowej o racjonalną i intelektualną reinterpretację ikonicznej fasady pozłacającej tępe narzędzia zniewolenia umysłów i całych społeczności, to doprawdy zupełne niezrozumienie zjawiska.
    Ergo, wspieranie go zaciemnianiem obrazu.
    Świętości kk nie służą i nigdy nie służyły do czytania , co najwyżej do odczytywania i to nigdy samodzielnego.
    Czyż trzeba tę oczywistość pisać, jakby każdy conieco myślący i trochę wykształcony musiał to, co wie – zobaczyć na piśmie?
    Pozdrawiam wszystkich, lubiących czytać dla rozumu 😉

  7. Szanowny Panie Jacku, moja znajoma pani młynarzowa mówiła krócej niż papież, choć tak samo mądrze – czyli nieśmiertelnymi ogólnikami, z których nic nie wynika – jak on, który był dla niej bogiem: „Jak ludzie będą dobre, to będzie dobrze” mówiła. Wniosek identyczny jak pana papieża: ludzie mają być dobre. Tylko szto takoje charaszo, szto takoje płocho.
    „Powodowani pragnieniem takiego dialogu, ożywionego jedynie umiłowaniem prawdy, z zachowaniem oczywiście stosownej roztropności, nie wykluczamy z niego nikogo, ani tych, którzy rozwijając wspaniałe przymioty umysłu ludzkiego, nie uznają jeszcze jego Twórcy, ani tych, którzy przeciwstawiają się Kościołowi i prześladują go w różny sposób”.
    Przepraszam, przecież katolicka prawda jest jedna, więc co to za dialog o niej z innowiercami? Nieładnie było mówić o monologu, więc dla niepoznaki się nazwało „dialog”?

    Ćwierć kroku dalej się wyjaśnia: „nie wykluczamy z niej nikogo, ani tych, którzy (…) nie uznają JESZCZE (podkr.moje – JP) jego Twórcy (…)”. Tu już ślepy widzi, że dialogujemy po to, by przerobić heretyków na papieski ład. Jaśniej wyraził to pan papież w słynnym podsumowaniu ekumenicznym, w którym kierownikiem ekumenizmu został uchwalony jednogłośnie przez papieża katolicyzm. Ekumenizm fałszem stoi, podobnie jak zgoda jakichkolwiek ideologii.

    Szanowny Panie Jacku, z papieskich mów wynika to samo, co z mów Jezusa, Kaczyńskiego, nawet Tuska – zero, nul, nic. To oracje ku samozadowoleniu oratora oraz kanapowych piesków. Co konkretnego, widocznego, trwałego zrobił papież Polak uzurpujący sobie prawo do bycia duchowym kierownikiem ludzkości? Mniej niż zero, bo zostawił po sobie bardzo konkretne zło i ani ćwierci grama konkretnego dobra. Tylko te mowy, których żaden lud nie będzie czytał nawet na zmartwionach.

  8. Panie Pieczul, o którego Jezusa chodzi? W Latynoameryce są miliony facetów z takim nazwiskiem.
    A tak w ogóle się zgadzam.

  9. Wlasnie westchnalem sobie glosno, po przeczytaniu tekstu, przy czym westchnienie to nie bylo jedynym. Jakze chcialbym w roku np. 1993, przeczytac w Polityce, cos takiego:

    „W końcu już od dawna powoływanie się w rozmaitych publicznych dyskusjach czy debatach na myśl Jana Pawła II było szczególną formą argumentacji, często w formie szantażu intelektualnego i emocjonalnego zarazem. Nierzadko wzbogacało treść debaty, ale częściej raczej ją paraliżowało.”

    Tylko wtedy Polityka, i nie tylko, starala sei utrzymac na koscielnej fali i kadzila Wojtyle, oraz reszcie kleru, jak tylko mogla. Efekty tegoz doskonale znamy.

    Ogolnie jednak dziekuje panu za ten tekst – z przyjemnoscia go przeczytalem. No i bardzo ladnie z pana strony, ze liczy pan (bo jednak liczy pan na to) na odmiane koscielnych, czyli cud wstapienia humanitaryzmu w ich katolickie lepetyny. Doceniam – za dobra wole i poklady optymizmu.

    Ja na nic takiego nie licze, bo przez ostatnich 25 lat katolicka dzicz rozwiala wszelkie moje watpliwosci, co do niej. Pan nie powie tego samego takze gdy ma identyczne spostrzezenia. Tak nie byloby ladnie.

    Cale szczescie, ze nie jest pan „wierzacym filozofem” (katolickim), jak panski kolega J.Makowski, bo mozna sobie spokojnie podyskutowac i o szczerosci ekumenizmu. A juz w samym tym terminie (w cytowanym przez pana fragmencie) zawarta jest zasadnicza sprzecznosc. Bo termin filo_zofia czesto rozumiany jest jako poszukiwanie prawdy, podczas gdy „wierzacy filozof” katolicki nie powinien juz niczego szukac. Bo juz znalazl owa prawde, przy czym jest to prawda objawiona. Czyli zaden z niego partner do poszukiwan.

  10. Obok wzruszająco prezentowanej przez papieża w ogólnikowych mowach ekumenii –

    „Powodowani pragnieniem takiego dialogu (…) nie wykluczamy z niego nikogo (…)” –

    mamy konkretne potępienie przez niego teologii wyzwolenia. Bez żadnego dialogu, jeśli dobrze pamiętam. Dosłowne grożenie palcem trudno chyba nazwać dialogiem.

  11. Ekumeniczny dialog pana Wojtyły przeniesiony z chmur na ziemię: „Kto nie z Mieciem, tego zmieciem”.

  12. krzys52
    5 kwietnia o godz. 22:47
    Tak moim zdaniem trafnie wywiodłeś, że „katolicki filozof” to właściwie oksymoron, że aż pozazdrościłem. Więc też coś wywiodę. Pan JPII tak często używał wyrazu „szczególny”, że wszystko właściwie u niego było szczególne. Z jednej strony racja, bo nic nie istnieje ogólnie. Ale on używał wyrazu „szczególny” („szczególnie”) w znaczeniu „wyjątkowy”.

    Tak niefrasobliwie używał, że i ja sobie użyję: skoro wszystko jest „szczególne”, nic nie jest szczególne. Bo spośród czego szczególność miałaby wyrastać?
    Takie właśnie jego umiłowanie szczególności spowodowało, że namnożył bez liku szczególnych nieboszczyków – tzw. świętych – wśród których nieświętego ze świecą nie znajdzie, bo wszyscy – święci. A Boga nigdy nie było widać, więc teraz w tym tłumie – tym bardziej.

  13. Oczywiscie mnie przerasta analiza spuscizny intelektualnej ( mozna tak napisac?) JPII. Nie mam stosownego wyksztalcenia i nie rajcuje mnie to zupelnie.
    Oprocz „szczegolny”, lubil mowic „na tej ziemi, tej ziemi”, a ja oczekiwalam odnosnikow do wspolczesnej sytuacji politycznej, potem juz nic nie oczekiwalam i nic nie rozumialam.
    Mojego ulubionego etyka, filozofa Petera Singera wysluchalam tez dwa razy na zywo, wprawdzie nie na Bloniach, ale w malym audytorium. Mimo, ze nie mowil w moim ojczystym jezyku jego tezy akurat zrozumialam.
    Szukajac dzisiaj cos w internecie wpadlam na „humanizm/ateizm”. Dowiedzialam sie, ze jest to filozofia i etyka bez teizmu i odwolan do sil nadnaturalnych, ktora potwierdza nasze mozliwosci i odpowiedzialnosc za prowadzenie etycznego zycia…No, cos w tym rodzaju. Moze by to promowac? Takimi humanistami/ateistami sa np. Bill Gates, Ted Wozniak i wielu ludzi, ktorych ja osobiscie podziwiam za…. nie, nie stworzenie nowych technologii (oczywiscie za to tez), ale za ich humanitaryzm, o czym tak malo sie mowi w Polsce.
    Nie wiem, czy ktos pamieta, ale pare dni temu pisalam o amerykanskim arcybiskupie kk z sasiedniego ode mnie stanu, ktoremu parafianie wyciagneli na forum publiczne, ze wybudowal sobie na przyszla emeryture palacyk,w ktorym jak mowil chcial przyjmowac w ramach wypoczynku swoich kolesi po fachu. Dzisiaj arcybiskup ustami swojego sekretarza poinformowal, ze przeprasza, rezydencja bedzie w miesiacu maju wystawiona na sprzedaz, pieniadze zostana przeznaczone na charity, a on przeprowadzi sie na tej emeryturze do skromnego lokum. Dodam zlosliwie, zdarza sie tak w Polsce?

  14. zyta2003
    6 kwietnia o godz. 5:08
    Zyto, fakt, że szczęka mi opadła z powodu tego biskupa. Bo kompletnie nie nadążam za szarymi komórkami Jego Ekscelencji. Przecież wie, w jakim kraju żyje, a pałac to nie szałas, w jakim alkoholowa biedota w Polsce potrafi w lasach żyć, o czym wiedzą tylko lokalni leśnicy. Czyżby biskup miał zaćmę? W każdym razie chwała amerykańskim mechanizmom samoregulacji. Niedawno podobna, tylko chyba droższa historia biskupiego pałacu zdarzyła się w Niemczech. A u nas nawet „Fakty i Mity” nie raczyły pokazać zdjęć pałacu-domu wypoczynkowego (po czym odpoczywają?) redemptorystów w nadmorskich Rowach, kiedy im posłałem.

  15. zyta2003
    6 kwietnia o godz. 5:08
    W Polsce nikt pałacu biskupa nie skontroluje, bo nie wpuści go tabliczka „Teren prywatny. Wstęp wzbroniony”. We Wrocławiu na Ostrowie Tumskim kiedyś był (nie wiem, czy jest) wysoki na jakie 3,5 metra przeciwpancerny płot z tłuczonym szkłem na wierzchu. Ale gdyby ktoś cudem wlazł przez taki płot pokontrolować, służba by zapytała: „Kiego?”. I rację by miała. Biskupie pałace powstają niby z dobrowolnych datków, a losu państwowych miliardów wręczanych na klęczkach Kościołowi przez kolejne rządy nikt nie śmie kontrolować z racji rzeczywistej eksterytorialności pysznych siedzib. Żadne państwo w dziejach świata nie miało tylu ambasad w jednym kraju, co Watykan rozmoszczony jak tłusta kwoka na złotych jajkach na wszystkich kontynentach. Choćby z tego tylko powodu nie interesują mnie papierowe mądrości żadnego z szefów tego państwa. Nawet pana Franka, który gdyby chciał być w prostej linii uczniem Jeszui, wybrałby życie niewygodne – np. przeprowadzanie dzieci przez ulicę i podcieranie tyłków w hospicjum z równoczesnym głoszeniem Słowa – a nie wygodne na świeczniku, nieanonimowe, bez cienia biedy i kłopotów, choćby nawet w M-I. Papieże i ich żołnierze dają bardzo przekonywające świadectwo znacznie większego zainteresowania własną doczesnością niż domniemanym zbawieniem.

  16. Bardzo ciekawy wpis Gospodarza, aczkolwiek ostatni akapit bardziej kierowałbym do ateistów niż do katolików, bo na tym blogu stwierdzenie – zacofany katol – pojawia się najczęściej.

    Kolejna sprawa – dialog to bardzo pobożne życzenie, problem się jednak pojawia kiedy zauważamy potrzebę sprecyzowania pola/dziedziny tego dialogu. Tutaj nie chodzi o eschatologię bo ona i tak jest bardziej sprawą prywatną niż społeczną, ale definiowanie bardziej przyziemnych pojęć, czyli wartościowanie. Jeśli jakaś rzecz dla jednego ma wartość bezwzględną a dla drugiego jest obojętna to trudno tutaj mówić o dialogu, jak już to te osoby mogą udawać, że siebie nie widzą. Sprawa jest nierozwiązywalna bo ludzka uczciwość nakazuje bronić swoich przekonań, co to za charakter który idzie na kompromis, to żaden charakter, to mgła tylko i każdy z nas ma taką granicę, własnego Ja, które nie ustąpi.

  17. 6 czerwca 1999 r. w Pelplinie Jan Paweł II posłużył się dwoma cytatami:
    1. „To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia”(Św. Piotr).
    2. „Zadanie zaś autentycznej interpretacji Słowa Bożego (…) powierzone zostało samemu tylko żywemu Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, który działa w imieniu Jezusa Chrystusa” (Dei Verbum – Konstytucja dogmatyczna o Objawieniu Bożym).
    Czyli: „Roma locuta, causa finita”. Po co więc studia filozoficzne, poważna wiedza naukowa, o których gdzie indziej mówi JP II, kiedy i tak na końcu maluczkim usta zamknie Urząd nauczycielski. Pozdrawiam.

  18. krzys52
    5 kwietnia o godz. 22:47
    Swietny komentarz.Gdybys ty Krzysiu utrzymal taki poziom i przestal bluzgac ???

  19. Ateista – człek nieustannie analizujący teksty religijne.

  20. A kogoś to obchodzi? Ludzie i tak będą się wzajemnie obrzucać, bez względu na racje.

  21. Szanowny Autorze
    Co do zasady ma Pan rację – humanista powinien się poprzyglądać minom, gestom, słówkom, tekstom i oddziaływaniu kulturowemu osoby w rodzaju naszego Lolka świętego. Tyle, że przyglądanie się wprost osobie szybko staje się jałowe. Wczytywanie się w konstrukcje słowne, zawsze święte lub uświęcające apele i elaboraty zawsze kręci się wokół tego samego: ogólników, nomen omen – pobożnych wezwań, nowomowy i oszustwa, co komentuje trafnie Jerzy Pieczul.
    Oszutwem jest wzywanie klechów by..”w duchu Soboru Watykańskiego II” – i jednocześnie – „późniejszych rozporządzeń”. Lolek Wojtyła będąc uczestnikiem SVII, szybko stał się jego głównym hamulcowym, co mimochodem zdaje się Pan wspominać mówiąc o światowej krytyce Wojtyły. W cytowanym tekście Lolka widzimy, że Lolek każe robić rzeczy przeciwstawne sobie. Klecha, nawet mający dobrą wolę, zostaje przez swojego naczelnego szefa postawiony w sytuacji schizofrenicznej. Sobór wymyślił kilka rzeczy dobrych, ale soboru już nie ma. Jest natomiast szef, z lagą, i jak ktoś mu podskoczy, to dostanie w ryj (vide choćby Hans Kung, znacznie bardziej zasłużony dla SVII niż Lolek i odeń światlejszy. Świeży przykład ze sprzecznością mamy pod postacią księdza Lemańskiego – soborowego i ekumenicznego, co dostał w ryj od swojego szefa nadwiślańskiego, który po prostu dobrze wie, o co tak naprawdę chodzi – czy o Sobór, czy o „późniejsze zarządzenia”.

    Przyglądanie się Lolkowi staje się jałowe dlatego, że Lolek głosi Nieistniejące, głosi bozię, którego nie ma ani pod łóżkiem, ani na nim. Głoszenie rzeczy dobrych opartych na kłamstwie jest podłe i nigdy dobra nie tworzy. Zdarza się, że coś pozytywnego się stanie wbrew chorej zasadzie, ponieważ w walce elementów autentycznego człowieka w nim samym, ze skrzywieniem opartym na fałszu, bywa, że to pierwsze weźmie chwilowo górę. Nie może go wziąć na stałe, bo niemożliwość ta wynika z całej konstrukcji. Tą niemożliwość Lolek nazywa „grzechem pierworodnym”, a nieustanne wpadki „grzechem”, powiedzmy, „bieżącym”.
    Ale odkładając kwestię bozi na bok, niechby sobie bozia i był. Fundamentalne oszustwo religii (tej religii) polega na tym, że pozbawia człowieka kontaktu ze sobą, z własnym wewnętrznym „ja”, czyli z własną, kształtującą się osobowością, pozbawia człowieka własnej,autonomicznej wartości, ludzkiego autentyzmu. W zamian twierdzi, że wszelka wartość, prawda, autorytet pochodzą z zewnątrz, są poza człowiekiem. Sam człowiek jest tylko masą komórek, biologiczną torbą na „duszę”, daną z zewnątrz. Skutek jest taki, że w oczach katolika, Lolka wybitnie też – kobieta jest właśnie tylko „torbą” i „skafandrem” na Dziecko Poczęte. Określenia te są kanonicznie często używane we wszelkiej maści katolickich mediach, dyskusjach, kazaniach. to rządzi katolickim mózgiem.
    Definicyjnie, człowiek zanurzony w religii nie ma dobrego kontaktu ze sobą samym. Siebie samego będzie niszczył (biczował, upijał, narkotyzował,dręczył psychicznie i karał) i równie chętnie będzie to samo wyrządzał innym, widząc w nim siedlisko grzechu i szatana. To jest całkowicie sprzeczne z możliwością ukształtowania w sobie zdrowej, głębokiej, dojrzałej, autentycznie ludzkiej osobowości. Co widać w samym Lolku: gwałconym w wojnie w Jugosławii kazał rodzić, kobietom w Afryce, gdzie w wielu populacjach zakażenie wirusem HIV przekracza 40% zabraniał pilnowania by mężczyźni używali gumki, kiedy Kkat głośno wrzeszczał na konferencji ludnościowej w Kairze, kiedy Lolek zawzięcie zwalczał „teologię wyzwolenia” jednocześnie rozlegle i dogłębnie współpracując z niemal każdym dyktatorskim i krwawym reżimem świata, jeśli tylko mu się to opłacało, czego śladem jest otoczenie w jakim żył Fanciszek, czego dowodem jest odmowa Lolka, by wyróżnić kanonizacją zabitego przy ołtarzu arcybiskupa Romero, czego brutalnym dowodem jest masakra w Rwandzie, kraju w 90% katolickim, w którym przez kilkanaście lat działał i katolicyzował abepe Hoser, i który nie ma nic do powiedzenia w sprawie współodpowiedzialności Kościoła za zbrodnię. Katolicy zarzynali katolików, wielu klechów osobiście maczetami podrzynało gardła, nawoływało do zbrodni, organizowało i przyglądało się jak klesi parafianie w kościołach, na placach, na drogach rżną innych katolików, nieraz z tej samej parafii. We wszystkich tych sprawach Lolek i cała reszta nie ma nic do powiedzenia, ma za to nadmiar słów pobożnych i pustych. Lolek sam się zakaził oszustwem, z pasją i samozaparciem je w sobie pogłębiał i stał się w tym poniekąd wybitny. W ramach tej wybitności był łagodny, uśmiechnięty, a dzieci brał na rączki i błogosławił. Co sam uważał za dowód swej dobroci, a podobne złudzenia mieli też katoliccy właściciele owych dzieci. Głaszcząc dzieci, nie miał nic przeciw temu, by jego nadliczni funkcjonariusze nie tylko dzieci głaskali ale i łapy oraz inne członki kościoła wkładali im w majtki.
    Każdy z tych faktów znamionuje konflikt głęboko przez religię wbity w człowieczą psyche: autonomiczności i zdrowia osobowościowego ze sztucznością zewnętrznego uzasadnienia i zarazem potępienia wobec ludzkiej zasadzie autonomiczności (to grzech śmiertelny – człowiek stawia się miejsce Boga). Potępienia słyszymy nieustannie: kultura śmierci, jak mówił Lolek i jego mniejsze lolki, rządzi. Dlatego też śmierć widzą we wszystkim: w muzyce, w zabawie na halloween, w klockach Lego, w Hello Kitty, we wróżeniu z fusów kawy, w horoskopach i pacyfkach. We wszystkim widzą śmierć, ale nie w sobie.

    Pisze Pan tak: „Myślę, że jednak to Pawłowe pisanie i myślenie jakieś znaczenie wciąż ma, a przynajmniej powinno w Polsce mieć”. Jakaś taka słabowita ta nadzieja, szanowny Autorze. I dobrze, jakie znaczenie (pozytywne) Lolkowe pisanie i myślenie ma mieć? Kolejne ” Centrum Myśli Świątyni Opaczności Mauzoleum Jana Pawła Lolka”? Kolejny „kompromis aborcyjny” zwany „mordowaniem Dzieci Nienarodzonych” (zapewne Lolek mówi o Rwandzie)?
    Już to obok napisałem: byłoby to cokolwiek warte, gdyby wynikało z tego autentyczne przejęcie się sąsiadów i wspólnoty lokalnej losem ciężko chorych dzieci i ich udręczonych pozbawionych pomocy rodzin. Dziś te rodziny desperacko protestują w Sejmie, ale ich sąsiad – katolik, ich proboszcz, cała parafia i gminna wspólnota katolików (gminę tworzy wspólnota, tak mówią ustawy, a wg Kościoła Polska to 95% katolików) ma dla nich tylko jedno przesłanie: módl się i żałuj za grzechy (musiałeś nagrzeszyć, więc Bóg cię pokarał chorym dzieckiem).
    Tyle w kraju wybitnie Lolkowym ma do powiedzenia i zrobienia Lolek Lolkowi.
    Humanistyczne zajmowanie się Lolkiem jako dinozaurem czasów przedrozumnych ma sens podobny jak bycie paleontologiem: jest lupa i jest obiekt – kości. Zdrowy na rozumie badacz góruje nad skamieniałością, nie odwrotnie.

  22. @? Dzięki:)

  23. @ Tanaka…

    Jedna uwaga, do jakże wnikliwego i pożytecznego tekstu, z którego najbardziej trafnym uważam to:

    ” Głoszenie rzeczy dobrych opartych na kłamstwie jest podłe i nigdy dobra nie tworzy. Zdarza się, że coś pozytywnego się stanie wbrew chorej zasadzie, ponieważ w walce elementów autentycznego człowieka w nim samym, ze skrzywieniem opartym na fałszu, bywa, że to pierwsze weźmie chwilowo górę….”

    Ja bym powiedział nieco inaczej:
    Głębia mroków zła nie polega na kłamstwie o nieistnieniu dobra, ale na kłamstwie czynów w imię głoszonej prawdy.
    Na tym polega jedyny niepodważalny „dowód na nieistnienie boga”, skrywany w ludzkich czynach.
    Pozdrawiam.

  24. @Tanaka
    Dosyć przestronny w swojej formie tekst @Tanaki na pewno na niektórych wywrze pewne wrażenie , a i sama jego tonacja ideowa wzbudzi u niemałej rzeszy czytających niezdrową zazdrość, aczkolwiek jak dla mnie nie wychodzi autor poza coraz bardziej męczącą i jałową krytykę dla samej krytyki.
    Nie ulega żadnej wątpliwości, że historia KK jest barwna (niektórzy koloryści twierdzą, że zbyt wiele w niej krwawej czerwieni), i że każdy dla siebie znajdzie swój ulubiony zestaw kolorów, ale jeżeli będący w wiadomej opozycji do wiary scjentyzm ,czy ogólnie pojmowany racjonalizm spojrzy w swoją nie tak tak odległą przeszłość i teraźniejszość i podda obiektywnej refleksji to co ma na sumieniu to można zaryzykować twierdzenie, że też nie „sroce spod ogona…” jak mawiają starzy mieszkańcy Kurpi i Podlasia.

    A co do niektórych przesłań płynących z tekstu @ Tanaki.

    Zarzut obrazowany zwrotami „szef z lagą”, dostał w ryj” , czyli Kościół nie przestrzega demokratycznych procedur jest ” taki sobie”.

    Zakładając, że historię Kościoła liczy 2… tysiące lat, a historia demokracji 2…setki lat to nie byłbym taki pewny, czy jeżeli za 20 tysięcy lat jacyś dziejopisarze pochylą się nad swoją odległą przeszłością i spojrzą na dwutysięczny okres „panowania” Kościoła i porównają z tej samej długości okresem wszechwładnego panowania demokratycznych standardów (przed nami jeszcze 1800 lat wieloprzymiotnikowych wyborów),może okazać się że oprócz ostatnich 200 lat naprawdę dało się z Kościołem jakoś żyć.
    I kto wie, może nasi następcy w 22000 roku z rozrzewnieniem powiedzą:
    ” Ten facet z jakiejś tam Polski z którego po śmierci sobie co niektórzy podśmi…ki robili, miał chyba sporo racji, ale niestety brakowało tłumaczy którzy niełatwe Jego teksty udostępniliby w przystępnej frazie coraz bardziej głupiejącemu ludowi i mamy to co mamy…”

  25. Tanaka
    6 kwietnia o godz. 10:22

    Tanaka bardzo ciekawie pisze, cytuję: „Definicyjnie, człowiek zanurzony w ateizmie ma dobry kontakt ze sobą samym. Siebie samego nie niszczy (nie biczuje, nie upija, nie narkotyzuje, nie dręczy psychicznie i nie karze) i równie chętnie tak samo postępuje wobec innych, czego przykładem totalnie ateistyczna Korea Północna”.

    Szkoda, że i w Polsce nie ma drugiej Korei Północnej…, ale jeszcze nie jest za późno.

  26. Tanaka
    6 kwietnia o godz. 10:22
    Brawo, Tanaka! Przepraszam za teatralną reakcję, ale gonię, pędzę. Po drodze będę myślał, czy przypadkiem nie JPII przeszczepił na polski grunt celebrytyzm. W każdym razie oklaski w czasie religijnych spotkań – zaakceptował. Tego właśnie brakowało, by religijność w pełni utożsamić z teatrem. Może to jedyne dobro, jakie nam zostawił? Boć my lubim oklaski.

  27. @Tanaka
    Jest tyle literatury rozbrajającej twoje prymitywne teorie, że wymieniałbym do wieczora. Poczytaj trochę więcej bo zmyślasz strasznie i nawet nie potrafisz dokładnie operować pojęciami.
    Jaki cel ma amatorskie i tak nieudolne analizowanie religii i dogmatów wiary. Przecież ludzie to badają, studiują i o tym piszą w sposób profesjonalny. Inteligentny człowiek nie zada pytania o istnienie Boga czy Absolutu jeśli wie co te pojęcia oznaczają i że jest to pytanie z góry błędne. Przecież ludzie to studiują i o tym piszą od dawna ale pełno jest amatorów, którzy nadal publicznie analizują „Newtonowską absolutną przestrzeń” tak jakby Einstein nigdy nie istniał i tego nie przeanalizował lepiej.

  28. Aaron Spręzyner
    6 kwietnia o godz. 12:11
    Trwałość religijności i Kościołów nie bierze się z ich realnej, wszechstronnej wartości dla człowieka, jako że religia nie wnosi w życie codzienne ludu pracującego miast i wsi żadnych zauważalnych wartości. Trwałość religijności bierze się z trwałego lęku przed śmiercią. No i, rzecz jasna, z małpowania, czyli z tradycji.

  29. vps
    6 kwietnia o godz. 12:31
    Zdradzisz, czym się kierujesz wchodząc na ateistyczny blog, miast czytać do rana literaturę rozbrajającą prymitywne teorie, którą mógłbyś wymieniać do wieczora? Przecież strasznie tracisz.

  30. @jerzy pieczul
    Piszesz:
    „… Trwałość religijności bierze się z trwałego lęku przed śmiercią. No i, rzecz jasna, z małpowania, czyli z tradycji.”

    Abstrahuje od eschatologicznego wątku, ale „małpowanie,czyli tradycja” to już naprawdę ciekawa teza.
    Otóź prawdopodobnie @ Jerzy Pieczul ma nadzieję, że docelowo świat osiągnie swoj kulminacyjny punkt kiedy wszelkie priorytety , ranking wartości, rożnego rodzaju tabu będzie określał co tygodniowy ranking „lajków” na Facebooku, czy innym Twitterze.
    Być może będa mialy jakieś znaczenie badania sondażowe renomowanych pracowni badających opinie publiczną, a może spontaniczne referenda organizowane na corocznym swięcie Pieczonego Kartofla określą co jest wazne w tym sezonie aksjologicznym.
    Jaką wartość, wartości „się nosi” w tym tygodniu.
    Bo następny tydzień przyniesie znowu coś fascynującego, co z pewnością zadziwi swiat jak długi i szeroki.

    No cóż, na świat można spoglądać również z takiej perspektywy, aczkolwiek efekty…

  31. @Jerzy Pieczul
    Czyszczę przestrzeń wirtualną 🙂
    Jak można mieć blog ateistyczny, czym się charakteryzuje ateizm? Czy nie czasem Niczym? Istnieją jakieś pojęcia, problemy ateistyczne, istnieje cokolwiek ateistycznego? Może przynajmniej logo i koszulki?

    Jak się oczyści dobrze to wychodzi, że blog ateistyczny jest w gruncie rzeczy blogiem religijnym, poddającym dogmaty wiary krytyce (w wersji amatorskiej tylko szyderstwu – niestety 90% wpisów). Jak się jeszcze lepiej oczyści to wychodzi, że ta krytyka jest jałowa, bo czym może być zajmowanie się przestrzenią Newtona nie znając myśli Einsteina? Nie czasem pisaniem książek, które już dawno temu zostały napisane?

    Wypowiedź Tanaki to jest nic innego jak wypociny nad tezą – góra jest lepsza niż dół a prawo ma większą wartość niż lewo, do tego niebieski kolor jest dużo dużo piękniejszy od koloru zielonego. Już wolę czytać scholastyków rozprawiających nad chimerą.

  32. vps
    6 kwietnia o godz. 12:31
    Co zdanie to słabość wchodząca w pustkę.
    1. Wymień co trafniejsze myśli z tej długiej listy. Przed wieczorem na pewno zdążysz.
    2. O moim czytaniu nic nie wiesz. Może się okazać, że nie tylko więcej czytam, ale i lepsze lektury oraz, że celniej myślę.
    3. O moim „amatorskim i nieudolnym…” zaświadczyłbyś fachowo i udolnie pisząc, czego nie robisz. Robisz coś przeciwnego własnemu twierdzeniu.
    3. Inteligencja nie jest istotą religii, chyba że mowa o manipulowaniu. wtedy by się zgadzało. Jeśli pojęcie inteligencji wtrącasz to należy wyjaśnić jego zastosowanie.
    4. Ludzie piszą w sposób bardzo profesjonalny zarówno we Frondzie jak i w raportach Macierewicza o katastrofie smoleńskiej. Ciężko pracują. Jeśli to jest profesjonalizm, temat już mamy wyjaśniony. Jeśli masz na myśli definicję bazową – profesjonalizm jest pisaniem dla pieniędzy(wykonywaniem zawodu). Jeśli co innego – to musisz wyjaśnić co to takiego pisanie profesjonalne i jak się profesjonalizm ma do tego co wypisujesz.
    Co łączy się z tematem nr 5 – co Einstein przeanalizował lepiej i kto jest Einsteinem, a kto bierze udział w programie „Twoja twarz brzmi znajomo”.

  33. Szanowni @vpsi @Aaaronie
    Ja wam podpowiem taki argument, ktory calkowicie zdyskredytuje @Tanake
    Pierwsze pytanie;kimjest ten Tanaka, czy on w ogole ma jakies wyksztalcenie. Przeciez nasz wielki jp2 mial, przeciez wszyscy biskupi sa doktorami, ktore to tytuly nie uzyskali na jakichs Yaleach, Oxfordach czy Cambridgach, ale w najbardziej ekskluzywnej Akademii Papieskiej, gdzie od 2 tysiecy lat, jak slusznie zauwazyl Aaron podejmuje sie analize wyprodukowanych w tej uczelni(wiem wiem jest troche mlodsza, ale co szkodzi dodac jej troche splendoru) bytow i nastepnie analizowanie tych produktow i udowadnianie, ze one istnieja. W najgorszym przypadku te doktoraty otrzymuja na slynnym KULu albo tej warszawskiej Stefana Wyszynskiego, gdzie nie tak dawno kolejnym doktorem zostal koryfeusz nauki ojciec dyrektor z Torunia, doktoryzujacy sie w laickim temacie zalozonej przez siebie szkoly medialnej. Jego praca nie jest doskonala, bo nie ma w niej nic o anioach, swietych, stygmatach itp czasteczkach Higgsa
    Tanaka ani nie stworzyl zadnego bytu, ani nie przekopal sie przez tysiace dziel naukowych omawiajacych te rozne byty, wiec jest ignorantem, ktory zabiera glos w trudnych, gleboko intelektualnych sprawach, na ktorych sie po prostu nie zna, wiec to co pisze, to jest, jak pisze ze żrącą ironią i sarkazmem @vps , nic innego jak wypociną, gdzie gora jest lepsza od dolu, a lewa od prawej.
    Vpesie dobrzes przywalil temu Tanace; Pisz tak dalej, ja bede cie podziwiac i od czasu do czasu moge cos doradzic mistrzowi.

  34. @Tanaka
    Jeśli piszesz o jakimś Niewiadomym to nie czytałeś/aś, bo nie da się odpowiedzieć na pytanie, czy lepsze jest lewo czy prawo, więc jest to błędne pytanie, tak jak nie da się odpowiedzieć na pytanie, czy istnieje Wszechmocny Bóg, bo słowo – wszechmocny – oznacza, że może on mieć taką moc, że wejdzie w twoje Ja i zada właśnie takie pytanie Twoimi ustami a może być nawet Tobą i nie być, może być kwadratowym kołem nawet i może nie istnieć istniejąc bo to oznacza – wszechmoc – każda kombinację jak i ponad to – to kwestia wiary a nie wiedzy i już wielu napisało o tym jak wierzyć rozumnie i czym jest język symboli, bo tym są dogmaty wiary.
    Jak piszesz o szkodach myślenia religijnego to także nie doczytałeś/aś, że niemożliwe jest jednoznaczne stwierdzenie czym jest religia bo prawdopodobnie wszystkim, i ateizm, ustroje państwowe, nauka jest także religią i wyznaniem wiary. Sprawę badają antropolodzy, psycholodzy i jeden mówi jedno, inny drugie ale zjawisko jest tak złożone, że równie dobrze można pytać, czy człowiekowi jest potrzebny kolor żółty. Poprzez pojęcie religii każdy rozumie coś innego i od strony psychologicznej niemożliwe jest życie bez religii i wiary, bo tak skonstruowany jest nasz rozum i nasza psychika, że zawsze sobie da odpowiedź, nawet nieświadomie, na pytania na ktore nikt nie zna odpowiedzi.

    Wszystkie dogmaty wiary są zmyślone, ale nie są nieuzasadnione, są to próby definiowania i odpowiedzi, ale na Wiarę, czyli ktoś wierzy, że akurat ta odpowiedź jest prawdziwa. Jakby była możliwa opcja zdobywanie doświadczeń i wiedza na te tematy, to by nikt nie miał problemu i każdy by miał „dowód” przed nosem, z racji, że to nie możliwe, nie mamy wyboru, musimy wierzyć w jakąś opcje.

  35. No i mamy modelowy przykład dialogu społecznego, wedle oczekiwań kościoła.
    Niestety, jeden taki, o obco brzmiącym wyznaniowo nominie : Tanaka, się wyłamał i pisze co tam sobie myśli o… Bogu, Kościele, Janie Pawle i bóg wie czym jeszcze.
    Bez licencji zawodowej pisze, bez koncesji na profesjonalizm!
    Bez dwutychsiącletniej wiedzy i mądrości trwania w wierze!

    To ja trochę mądrości ku pokrzepieniu nielegalnej dysputy wtrącę:
    Jeden z dyskutantów, (@ Aaron), porównał długość dwóch systemów władzy: K(!)ościoła i…demokracji.
    Wyszło mu, że długość ma znaczenie, a im rządzenie dłuższe, tym perspektywy oceny – lepsze.
    Co do znaczenia długości nie będę się wypowiadał, pozostawiając pensjonarkom…
    Ale dowód wiary, poprzez naturalne uznanie koscioła za ustrój władzy – nie do przeceny.
    Po cóż nam bogi, gdy i tak plemienna „wiara” wie dobrze, o co chodzi.
    Tej modelowej i powszechnej wiernym postawy, nie sposób nie odczytać na głos – i jakiegokolwiek bez pisma.
    Pozdrawiam Dyskutantów.

  36. „…nie da się odpowiedzieć na pytanie, czy lepsze jest lewo czy prawo , więc jest to błędne pytanie…”

    Kwintesencja, czyli credo wyznawcy.
    Pozostałym supremacja prawa problemów nie sprawia…
    🙂

  37. Już samo rozmawianie o nauce w kontekście polskiego kościoła rzymsko-katolickiego i jego uczelni niesie duże ryzyko.
    Walory owych nauk poznajemy wszak po owocach, a te owoce są zepsute od początku, bo trudno przecież mówić o owocach fałszywych, tak jak – fałszywe, czy w najlepszym razie wydumane są pewnie założenia czyli tezy snute przez licznych profów i doktorów kościelnych.
    Jakież są owoce, czyli naukowe osiągi takich luminarzy jak ks. Oko czy ojciec dyrektor oraz liczni utytułowani goszczący choćby na portalu Frondy od bioetyki chrześcijańskiej(?), egorcyzmów i takich tam różnych dziedzin wiedzy mniej lub bardziej tajemnej?
    Czytam nieraz wypowiedzi tych uczonych mężów w tejże Frondzie i za cholerę nie łapię ich pseudonaukowego bełkotu, dziwacznego metajęzyka, jakim się posługują.
    Powiedzmy, że teksty JP2 jestem w stanie rozumieć na poziomie prostej semantyki, ale gdy je odcisnąć z całego balastu krasomówczego/krasopisanego, różnych erystycznych chwytów „ubogacających” przekaz, zostaje niewiele treści prowokujących do głębszej refleksji.
    Po prostu te lektury mnie nudzą i odkładam.
    A w świętość „świętych” po prostu nie wierzę, bo kryteria ich wynoszenia na ołtarze wyłącznie przecież przez kościól są dla mnie niepojęte. Iluż to świętych (cudownych, ofiarnych, dzielnych ludzi) znalazłoby się wśród tzw. cywilów, ale mają z góry przechlapane, bo nie są katolikami, ale co gorsza agnostykami albo ateistami.
    Zawsze mi do głowy przychodzi skrajny przykład -z jednej strony błogosławiony o. Maksymilian Kolbe, o którego przedwojennej działalności wiele złego można powiedzieć, a cała zasługa predystynująca go do świętości polegała głównie na uratowaniu życia współwięźniowi kosztem własnego. Z drugiej strony – Janusz Korczak – krystalicznie prawy i dobry człowiek, charyzmatyczny wychowawca dzieci, który nie opuścił ich do tragicznego końca, choć sam mógł się uratować. Co z tego, skoro żyd, a przy tym człowiek religijnie obojętny?

  38. vps
    6 kwietnia o godz. 14:42
    Bardzo pomyślnie wsparłeś moje stwierdzenia.

  39. Gekko
    6 kwietnia o godz. 14:52
    Mnie bardzo cieszą cudze fantazmaty co będzie za 20 tysięcy lat, przekładane na stanowcze twierdzenia o dniu dzisiejszym. Jest to wesołe, odstresowuje po dyskusji bardziej wymagającej i utrzymuje w dobrej formie wiele grup mięśni.
    Profesjonalnie udowadniają one rozjazd zdrowia z figlami wyładowań elektrycznych w umyśle.

  40. vps
    6 kwietnia o godz. 14:42
    Mistrzu od kwadratowego kola.
    A czy wszechmocny bog moze sie skryc w garazu wujka Szymona ? – zapytal maly Jasiu katechete
    Oczywiscie Jasiu, ze moze odpowiedzial katecheta.
    A nieprawda – odpowiedzial Jasiu – bo wujek Szymon nie ma garazu

    No ale ty mistrzu znalazles odpowiedz na te zagwozdke zlosliwego Jasia, bo garaz może nie istnieć istniejąc bo to oznacza – wszechmoc – każda kombinację jak i ponad to – to kwestia wiary a nie wiedzy i już wielu napisało o tym jak wierzyć rozumnie i czym jest język symboli, bo tym są dogmaty wiary.

    Ciekawe, jak sie z tego wykaraska Tanaka

  41. @Lewy

    Nie wiem, czy dyskredytuje @Tanakę. Zresztą nie znam Jego zdania i być może sam „poszkodowany” podchodzi do problemu w znany sposób:
    „Krytyka z czyichś ust może być najlepszą nagrodą”.

    Przy okazji dyskusji na temat JPII i jego zasług, bądź „niezasług” kilka zdań nieco zbaczających od głównego wątku dyskusji. Zresztą nie tylko tej.

    Zawsze kiedy tematem dyskusji, a faktycznie zaciekłego sporu dotyczącego Boga, religii i tego typu naprawdę kardynalnych dla dzisiejszych czasów kwestii po jednej stronie barykady stają głoszący tezy , że problem religii, Boga , jego urzędników, spraw wiecznych jest naprawdę czymś więcej niż tylko okazją do prymitywnych utarczek i stają w obronie swojego Zeusa .
    Z drugiej strony okopują się Ci którzy za wszelką cenę chcą udowodnić, że religia to skansen, przeżytek który przynosi więcej szkód aniżeli realnych korzyści. Większość (ale coraz bardziej topniejąca) tych drugich wywodzi się z szeregów tych którzy mają …serce po lewej stronie, czyli szeroko rozumianej lewicowo humanistycznej orientacji.
    Okładają się, drą psy i koty, nie szczędzą sobie razów i cały czas żyją w przeświadczeniu, że tylko tak powinien czynić prawy człowiek i obywatel.

    Ale przysłowia są mądrością narodów jak mawiał Janko Muzykant i „Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta”

    Czyli drą ryje i sieje zgorszenie z jednej strony klub fanclub Absolutu, a z drugiej strony co których wrażliwość społeczną określa paru facetów którzy do Kościola, synagogi i czy innej pagody to tylko w ramach słynnych swego czasu wycieczek pracowniczych.

    A kto się cieszy? Ano cieszy się ten który czerpie korzyść, zysk, wartość dodaną itd.
    Bo religia ( z pewnymi wyjątkami – o tym za chwilę), i humanitarna wrażliwość to najwięksi wrogowie Jej priorytetów.
    A kim jest ten trzeci?
    Narracja w której liczy się wszystko tylko nie człowiek i jego sprawy. Jeżeli jest dostrzegany to tylko jako środek do robienia coraz większej kasy przez nielicznych. Nigdy nie jest postrzegany jako autonomiczny podmiot ,ale mało gramotny przedmiot któremu można wmówic wszystko. Nawet to że działając wbrew jemu czynimy to tylko i wyłącznie w jego interesie. A interes człowieka , (czyli całe to gadżetowe złomowisko ) my tez określimy wężykiem. I wskazane jest aby nikt nie poddawał tego interesu w wątpliwość. Bo jak nie to prądem…

    Niestety Kapitalizm w swojej prymitywnej neoliberalnej hucpie jest tym Trzecim.

    Kto mógłby się przeciwstawić jego priorytetom?

    Na przykład socjalistyczna wizja funkcjonowania społeczeństwa, na przykład chrześcijaństwo z Kazania na Górze, może jakieś zawodowe związki?
    Wiew ,że te trzy podmioty wymienione nie sa ideałem , powiem więcej bardzo często mnie wkur…,ale nikt mi nie powie ,że są one faworytami Tych którzy kształtują społeczną i kulturową swiadomość.

    I jeszcze o jednej rzeczy.

    Wielu daje argument , my nie jesteśmy przeciw religii, ale tylko przeciw wypaczeniom katolicyzmu.
    Cyryl jak Cyryl tylko te Metody.

    Jest coś takiego jak teoria predestynacji która mowi (w skrócie),ze Pan Bóg już na starcie określa role jakie wyznaczył Jasiowi i Marysi, a człowiek swoim życiem potwierdza jego decyzję. Czyli robię kasę, wydaję ją , kupuje za swoje , pożyczone, pożyczone przez żonę ,szwagra aby na każdym kroku udowodnić ,że Bóg mnie wybrał.
    I jeżeli ktoś ma być hołubiony przez chłopców z Wall Street to na pewno nie katolicyzm ze swoimi Meksykanami, czy innymi takimi, ale wyznawcy Lutra i innych Kalwinów teorię predestynację uznają za 11 przykazanie.

    Wspominam swego czasu Milosza i chyba on mnie natknął do głoszenia tych tez.
    Facet który do pewnego okresu życia nieźle sobie na KK używal, ale kiedy pobył trochę u Sławomirskiego za Oceanem i zobaczył te cuda „niewidy” (które u nas aktualnie królują uznał, że jedynie katolicyzm może zbawić świat. Prymitywny katolicyzm.

  42. @Gekko

    Nie pisałem o 2000 letniej władzy kościoła , ale o jego „panowaniu”.

    Zwracam uwagę na znaki interpunkcyjne zastosowane w tamtym fragmencie.

  43. „Niestety Kapitalizm w swojej prymitywnej neoliberalnej hucpie jest tym Trzecim.”

    Trzecia Rzesza Kapitalizmu Hucpy, Niestety Nas Gnębi.
    Mój boże, nawet wiara w takie, jak powyżej rzeczy, wymaga rozumu, by bawić – nie śmiesząc.
    Aaron, zhartuj swą wiarę i neozdekomunizuj i katechumenuj się, bo to wiara, jak mawia baca spod Giżycka – spod ciemnej gwiazdy.
    🙂

  44. @ Aaron Spręzyner
    6 kwietnia o godz. 15:53
    Pisałeś o panowaniu, a panuje władza. Słownikowo to nawet synonimy. Zestawiłeś demokratyczny system władzy z „panowaniem” kościoła i dokonałeś oceny porównawczej.
    To świadczy dokładnie o tym, co skomentowałem, nawet jeśli nie uświadamiałeś sobie tego co skomentowałem a Ty napisałeś, jak większość „wiernych”.
    Nie ma się czego wstydzić, można przemyśleć.
    Uprzejmie pozdrawiam.

  45. @Gekko

    Posłużę się wiadomo kim, i kilka zdań o środowisku w którym czujesz się jak ryba w wodzie. @Gekko!

    Hollywood

    Wyobraźmy sobie ,że poeta dostaje do rąk twórców Hollywoodu, a więc finansistów, reżyserów, aktorów i aktorki. Że obarczony jest pełną wiedzą o rozmiarach zbrodni popełnianej co dzień na umysłach, milionów ludzi przez pieniądz, który nie działa w imię żadnej ideologii ,ale w imię mnożenia siebie.
    Jaka kara będzie stosowna?
    Waha się pomiędzy rozcięciem im brzucha i wypuszczeniem flaków, zamknięciem tego całego towarzystwa za drutami , bez pokarmu, w nadziei, że będą zjadać się wzajemnie i że padną w pierwszym rzędzie tłuści potentaci, przypiekaniem na wolnym ogniu, wsadzaniem ich, związanych, do mrowiska. Kiedy jednak zajmuje się ich przesłuchiwaniem i widzi ich, pokornych, trzęsących się, przymilnych pochlebczych grzeczniutkich, nic a nic nie pamiętających swojej arogancji, jaką dawała im władza zniechęca się. Wina ich jest równie nieuchwytna jak urzędników partyjnych w totalitarnym ustroju. Najbliższe sprawiedliwości byłoby zabić od razu ich wszystkich.

    Wzrusza ramionami i puszcza ich wolno.

  46. @Tanaka. Dzieki za tak jasne przedstawienie problemu.
    Wlasnie mija 20 rocznica rozpoczecia ludobojstwa w Ruandzie. W ciagu niecalych 100 dni, w malutkim panstwie dni zginelo ok.miliona ludzi na oczach chrzescijanskiego swiata. Na ta okolicznosc wysluchalam programu publicystycznego. Dyskutowali swiatli ludzie z roznych krajow, zaden z nich nie powiedzial, ze byla to kleska doktryny katolickiej, ktora niczego ludzi nie nauczyla nawet nie wspominano o haniebnej roli, czy ucieczce urzednikow kk. Czyli nikt nie wierzy w ich przydatnosc i nie bierze powaznie religii kk ( i nie tylko) jako czynnika tworzacego godne zachowania ludzkie. Natomiast dostalo sie politykom, rzadom, oczywiscie bardzo Clintonowi, bo na taki maly kraj wystarczyloby jakies piec jednostek (nie polapalam sie czego i jakiej wielkosci,) zeby spacyfikowac ludobojstwo. Hm…
    Osobiscie podoba mi sie ksywka Lolek, ale tez rozumiem zniesmaczenie na to imie tych, ktorzy stoja na innych pozycjach. Niestety jest forum a nie dyskusja panelowa.

  47. Panie Kowalczyk, jestem po sniadaniu, kawie, po porannej lekturze wiadomosci, powoli zbieram sie do kosciola. Sam, zona poszla wczesniej do swych Anglikanow. Cos mnie tknelo by zajrzec do ateisty tj. Pana. Zaczalem czytac …
    Od poczatku nie szlo dobrze, cyt.:
    „Teraz katolicy juz calkiem legalnie beda sie mogli do niego modlic … ” Czytam dalej, i znowu, cyt.:
    „Zanim JPII zamieni sie w kolejnego bozka polskiej, poganskiej z ducha …”
    Nie bede sie zabawial w Panskie cytaty rowniez nie bede sie popisywal swoja erudycja teologiczna, ktorej troche posiadlem zgodnie z powiedzeniem, ze „There are no atheists in foxholes „.
    Zniechecil mnie Pan swym prostactwem (cytaty) i brakiem wiedzy na temat religii ktora Pana krytykuje. Choc i tu zapewne sie myle. Posiada Pan ta wiedze, przynamniej jej fundamentalne zalozenia (od mamy, babci, First Communion, Confirmation, etc), niemniej wybral Pan „niewiedze” uzywajac jak wspomnialem jezyka nie nadajacego sie do dyskusji.
    Od mego Katolika wnuka wiem, ze nikt sie „nie modli do swietych tylko prosi o ich posrednictwo”, my Lutheranie w swej teologii tez mamy ta forme modlitw, mamy tych samych swietych co Katolicy choc nie wszystkich.
    Troche szacunku Panie Kowalczyk, zamienia Pan swoj blog w tanakowanie, aronowanie, pieciulowanie, magikowanie, zytowanie, lewizny lewych, etc.
    Proponuje Panu temat nastepny list:
    „Dlaczego sekty religijne jak „scientology” czy „jehovah witness” szukaja tylko glupich podobnych do siebie i nie daja jesc spokojnie kolacji.”

    See you when I see you.

  48. @vps

    [i] Jakby była możliwa opcja zdobywanie doświadczeń i wiedza na te tematy, to by nikt nie miał problemu i każdy by miał „dowód” przed nosem, z racji, że to nie możliwe, nie mamy wyboru, musimy wierzyć w jakąś opcje. [/i]

    Czyżby? 🙂 Naprawdę musimy wierzyć w którąś część tej alternatywy? A jeśli powiem, że nie wiem (nie wierzę, nie jestem przekonany), czy jakikolwiek Bóg istnieje, czy też nie, wiem za to, że z racji obecnej praktycznej niemożliwości rozstrzygnięcia tej kwestii mam ją całą w praktyce głęboko z tyłu – to wrzuci mnie Pan na siłę w którąś z zaserwowanych przez się wiar? 🙂
    Dla mnie podstawowym pytaniem jest to, czy dogmat wiary (nie różniący się epistemologicznie i metodologicznie od wszelkich wytworów ludzkiej wyobraźni) mogę zasadnie (racjonalnie) odrzucić dopiero po jego właściwym obaleniu, czy też mogę to uczynić od ręki, umieszczając go co najwyżej na półce z (na razie albo na zawsze) bezpłodnymi hipotezami. Daję drugą odpowiedź, i dlatego o wiele bliżej mi do ateistów niż do teistów, nawet jeśli nie zgadzam się z zasadą wiary żadnych z nich.

  49. @Legionnaire

    Pytasz :„Dlaczego sekty religijne jak „scientology” czy „jehovah witness” szukaja tylko głupich podobnych do siebie i nie dają jeść spokojnie kolacji.

    Czy nie uwazasz, ze te sekty zbieraja tylko okruchy, resztki ze stolu tych glupich podobnych do siebie, bo wiekszosc tych glupich podobnych zgarnal kosciol katolicki.
    Wiec nie turbuj sie i jedz spokojnie kolacje

  50. Pisze red. Kowalczyk: „uważam, że ateistę humanistę, żyjącego w tym konkretnym społeczeństwie, taka postać musi interesować”. A że musu nie lubię, nawet jabłkowego, to powiem, że owszem postać JPII musiała, ale teraz mnie już nie musi interesować. Musiała, bo przy pomocy władz mojego kraju, byłem zmuszony się interesować, choćby ze strachu do czego ten pontyfikat może doprowadzić i ile nas to będzie kosztowało. Niewiele tu zmieni aureola świętego (prawdę mówiąc, procedura wynoszenia na ołtarze w kk jest raczej ośmieszająca ) nawet w myśli katolickiej.
    A co do myśli ateistów, to niewiele mądrzejszego napiszę niż @vps w pierwszym poście: ”Jeśli jakaś rzecz dla jednego ma wartość bezwzględną a dla drugiego jest obojętna to trudno tutaj mówić o dialogu, jak już to te osoby mogą udawać, że siebie nie widzą.” Nie ma znaczenia, że pisze on to z przeciwnego okopu – rację ma. No, może dałoby się wydzielić jakieś niewielkie obszary współdziałania (np. działalność charytatywna), ale na pewno nie współmyślenia czy dialogu. Inna matematyka, inna fizyka…
    Owszem, przyznaję że postać JPII była nietuzinkowa – w świeckim wymiarze, był to ktoś niebanalny, z dużą kulturą osobistą i wdziękiem. Tylko kłopot z myślącymi katolikami (otwartymi, jak się przedstawia jeden z sąsiednich blogerów) mam taki, że jeśli oni – ci Wojtyłowie, Tischnerowie, Lemańscy – są na poziomie, to czemu służą złej sprawie?
    A wracając do vps@ – chciałbym może móc udawać, że nie widzę tych osób, które kierują się wartością bezwzględną dla mnie zupełnie obojętną bo zmyśloną. Ale łatwe to nie jest, bo z płaconych przeze mnie podatków bez mojej zgody osoby te zabierają sporą część – tak bardzo mnie nie dostrzegają. Ale za to mogę w telewizji publicznej (na którą płacę abonament, bo muszę) oglądać msze i inne jasełka, a nawet serial o detektywie w sutannie.

  51. Aaron Spręzyner
    6 kwietnia o godz. 13:00
    Wróciłem z kolejnego rowerowania po pięknych okolicznościach między morzem a jeziorem i łabędziem siedzącym na jajkach, który może się mnie bał, ale nic nie mówił. Jestem bardzo życzliwie nastawiony do Aarona, więc go proszę pokornie: Aaron, Ty się, kurde, nie domyślaj, na co Pieczul ma nadzieję, Ty go po prostu zapytaj. Głośne, publiczne snucie domysłów w obecności przedmiotu tych domysłów to nieładna rzecz, a w dodatku – epidemiczna w Polsce. Ty lepiej, Aaron, zmień się w żabę…tfu!…pardą…w piękną kobietę – będzie ciekawsza gadka. Niech żyje piękna, życzliwa i pogodna Aaron!

  52. vps
    6 kwietnia o godz. 13:11
    Dziękuję za uwagę. A teraz siusiu, paciorek, smoczek i dobranocka.

  53. Lewy
    Szanowny Dystansowcu do wszystkiego, w nocy dostałem z Niemiec fotkę roweru niskopodwoziówki – identyczny pomysł jak mój, który wcieliłem w materię pół roku temu. To oczywiście nie odkrycie, że po różnych głowach błąkają się podobne myśli. Moje chałupnicze wykonanie nie umywa się do fabrycznego, ale służy tak samo.

    W 70-tych latach próbowałem modzić rysunkowe dowcipy. W różnych pismach odkryłem aż cztery tematycznie i ideowo identyczne. Ale nie mogłem przecież na przykład Mleczki oskarżyć o plagiat, choć mój rysunek zrobiłem trzy lata przed rysunkiem Mleczki w „Itd.” Czasem jednak przykro, że tacyśmy do siebie homopodobni.

  54. @gregg84
    Ateizm to też wybór – wybierasz, że po śmierci nie ma nic, albo nie wiesz co jest i skupiasz się na codzienności. Cała moralność to też wybór, nie kłamiesz i nie zabijasz bo coś tam. nie masz dowodów, nie masz wiedzy, po prostu wierzysz że postępujesz słusznie i na podstawie takich wierzeń i mniemań układasz sobie cały światopogląd. Od strony psychologicznej robisz to samo co osoba religijna, bo odpowiadasz sobie jakoś na pytania natury religijnej. W Średniowieczu nie istniało pojęcie – obywatel, wszyscy żyli w państwie bożym, dziś wierzymy w państwa narodowe, w systemy i ideologie, jakbyś użył tych pojęć tysiąc lat temu to nikt by cię nie zrozumiał i uznaliby, że głosisz jakieś bzdurne zabobony. Pierwsi chrześcijanie dla Rzymian byli ateistami i niewiernymi bluźniercami. Od religii nie ma ucieczki, człowiek jest zwierzęciem społecznym, politycznym, religijnym, nie wymyśla tego, taka jest konstrukcja jego kultury, że czy chce czy nie, zawsze tworzy religie i coś wyznaje na wiarę.

  55. mag
    Z niesłabnącym przejęciem kibicuję Twojemu odstawieniu smoczka. Bratu daję za przykład: – Popatrz, słaba kobieta rzuciła i już od 6. miesięcy (co szkodzi dołożyć w dobrej sprawie) co dzień nie pali, a ty, sieroto, wytrzymałeś 10 dni. Nie wstyd ci?

    Ale nałogowcy nie wiedzą, co to wstyd – paląca potrzeba zagłusza myśli i uczucia inne niż o nałogu. Dlatego nałogowiec to w sferze nałogu duże dziecko. Choćby się nazywał Religa czy Rakowski.

  56. @gregg84

    Chcąc wyjść na przeciw metodologiczno – poznawczym rozterkom typu:
    – wierzyć – nie wierzyć?
    – odłożyć na półkę, czy trzymać jednak pod ręką mądre księgi?
    – paktować z rozumem przy ustalaniu prawdziwości tez i dogmatów wiary, czy raczej sobie to odpuścić?
    …pragnę przypomnieć , że byli tacy których wiarę inspirowała absurdalność całego zdarzenia.

    „Wierzę bo to absurd „- niejaki Tertulian ku pamięci potomnych to śmieszne zdanie zapodał.

    Okazuje się, że w ten sposób również można do problemu Boga podchodzić.
    Zupełnie bez wstydu…przy ludziach…

  57. @vps

    Nie przeciwstawiłem ateizmu teizmowi, lecz agnostycyzm im obu. Agnostycyzm jest praktycznym wyjściem z pułapki oskarżeń o fideizm.
    Oczywiście nie ma mowy o tym, by u podstaw naszych poszukiwań wiedzy nie było żadnych założeń a priori (przyjmowanych „na wiarę”) – danych zmysłowych, wyobraźni, podstaw logiki, języka, itp. Ależ to są podstawowe narzędzia naszej ludzkiej świadomości! Bez nich nie ma w ogóle świadomej myśli. Mimo ich ograniczeń i częstych błędów udowodniły one wielokrotnie swoją skuteczność w zdobywaniu wiedzy, która znalazła potwierdzenie w eksperymentach i zastosowaniach technologicznych. Zrównywanie wiary w dalece syntetyczne dogmaty religii z wiarą w analityczne narzędzia poznania, nazywanie tego wszystkiego zbiorczym terminem „religia” – to dyskwalifikujące uproszczenie…

  58. <>

    Jeśli chce Pan powiedzieć, że ludziska podniecają rozmaite fetysze, to przekonuje Pan przekonanego. 🙂

  59. vps
    6 kwietnia o godz. 19:44
    Ateizm to wybor, moralnosc to wybor. Mistrzu uwazaj zebys sie nie zaplatal we wlasne sznurowki, bo jak rano sie budzisz to masz wybor; wstac albo nie wstac.Jak wstaniesz to masz wybor:umyc sie czy nie umyc. Jak sie juz umyjesz albo nie, to masz wybor wypic herbate albo kawe i tak do samego wieczora. Po drodze jeszcze zastanawiasz sie nad wyborem; zostac ateista albo uwierzyc wboga, byc moralnym albo amoralnym.
    Slowem ta wyborologia tlumaczy wszystko, wszystko i jestes mistrzu tym, ktory te gleboka prawde odkryl w swoim mozgu.

  60. Jerzy Pieczul
    Mnie tez zdarzylo sie pare razy zdobyc jakis biegun i zawsze okazywalo sie, ze ktos wczesniej na tym biegunie byl.
    Wybacz Jerzy, ze nie poswiece Ci teraz wiecej czasu, ale jestem zafascynowany moim mistrzem vpesem, tworca teorii wyborologicznej.

  61. Jerzy Pieczul
    Trzymam formę, klasę i wszystko, co da się trzymać, bo nie wyobrażam sobie, że można się poddać, gdy już jest jakby z górki.
    To a propos twojego brata, który zaliczył skuche, co jeszcze niczego nie przekreśla. Każdy ma własną drogę do pokonania.
    To że czerpię dużo radości i satysfakcji z mojego zdrowienia postnikotynowego nie powoduje zaniku myślenia na różne tematy.
    Trochę mnie rozbawił ten wpis Gospodarza, który powodowany chyba szlachetną intencją (na okoliczność kanonizacji) znajduje, a przynajmniej stara się znaleźć, pozytywy intelektualne w Myśli JP2.
    Dałam temu troszkę odpór, może niekoniecznie słusznie, (o g.15:10), ale „zjawiska” czyjejś świętości, w sensie wynoszenia jej na ołtarze nigdy nie zaaprobuję, bo to pogańskie gusła. Nie przystoi zresztą grzesznym śmiertelnikom ( to przyznawanie sobie praw boskich!) kogoś ze swojego grona uznawać za świętego, a innego już za nic w świecie, choć jego zasługi, jako „świętego człowieka” przedobrego dla bliźnich i miłującego ich w sposób wręcz pokazowy, są ogromne, lecz jest np. ateistą i to go dyskwalifikuje już na wejściu.
    Nie są to oczywiście głębokie przemyślenia wsparte autorytetami (cytatami) filozofów i teologów, lecz zdroworozsądkowe konstatacje będące wynikiem rozczarowujących poszukiwań Dobrej Nowiny, której nie udało mi znaleźć, jak dotąd, w Kościele mi przypisanym z racji tradycji przodków i sakramentu chrztu.

  62. Jerzy Pieczul
    6 kwietnia o godz. 0:40

    Zwroc takze uwage, Jerzy, na inne sformulowanie, w tym samym fragmencie cytowanej encykliki, ktorego istotna czesc przytoczylem ponizej – na sformulowanie „jeszcze”, ktore podkreslilem ujeciem go w gwiazdki.

    „nie wykluczamy z niego nikogo, ani tych, którzy rozwijając wspaniałe przymioty umysłu ludzkiego, nie uznają * jeszcze * jego Twórcy”

    W powyzszym fragmencie mowa jest o niewierzacych humanistach, naukowcach, myslicielach, o intelektualistach, z ktorymi wypada wspolpracowac, a ktorym odmawia sie jednak prawa do integralnosci i suwerennosci, o czym dobitnie swiadczy jedno slowo, „jeszcze”.

    Jest to zapis Vaticanum II, czyli soboru ktory byl nad wyraz postepowy, zapis na ktory powolywal sie i Wojtyla. Przez 30 lat nie zaswitalo mu we lbie, ze zapis ten pokazuje rzeczywiste traktowanie niewierzacych intelektualistow, z ktorymi pragnienie dialogu co i rusz deklaruje kk. Tymczasem juz w samej soborowej zapowiedzi tegoz dialogu pokazuje, ze traktuje swych rozmowcow per noga – jak przyglupow ktorzy „jeszcze” nie wierza w Stworce, ale uwierza gdy im sie w tym dopomoze.

    To jest buta, to jest pycha, ktora nie pozwala kk na uszanowanie odmiennosci swych ewentualnych partnerow w dialogu – na przyjecie ich jakimi sa, bez zaznaczania, ze tkwia w bledzie. Bo w tym calym ekumenizmie o to wlasnie chodzilo by „ich ” przekonac do „naszych” racji. To mial byc ten szacunek dla drugiego czlowieka.

  63. vps
    6 kwietnia o godz. 19:44

    Ateizm to też wybór – wybierasz, że po śmierci nie ma nic, albo nie wiesz co jest i skupiasz się na codzienności.
    ****

    W jakims sensie masz niewatpliwie racje. Pytanie tylko – w jakim?

    Bo na przyklad ja nie przypominam sobie bym kiedykolwiek stawal przed takim wyborem. Juz jako 8 letni chlopiec odbieralem te wszystkie religijne opowiesci mniej wiecej tak samo jak opowiesci zawarte w „Basniach Polskich” czy „Basniach z Tysiaca i jednej Nocy”. Innymi slowy, ja w te historie traktowalem podobnie, i w miare dorastania utwierdzalem sie jedynie w przekonaniu, ze jest to poprawne traktowanie.
    Nie przypominam sobie jakos momentu stawania przed jakimkolwiek wyborem. No bo i coz mialoby to oznaczac? Czy decydowalbym na rzecz istnienia strzyg, Boga, dżinow, wilkolakow, przeciwko ich nieistnieniu? Jak ty to sobie wyobrazasz, bo ja – niezbyt. Czlowiek nie staje przed decyzja wiary w bzdury i kretynizmy, lub niewiary. Po prostu wierzy w nie albo nie wierzy.
    Tak to wyglada w moim przypadku, ale pewnie inni ludzie maja inne doswiadczenia, niemniej zdecydowanie dysponujesz teraz jednym przypadkiem ktorego istnienie podwaza twoja teze o wyborach w dziedzinie wiary.

  64. mag
    6 kwietnia o godz. 21:04
    Obudziłem się po przejściach i zaraz wracam do krainy naiwności i dziecięcych radości. Przejścia były takie, że widziałem na szosie zabitą chyba pliszkę żółtą (jest górska, ale się trafia i na Pomorzu) oraz na polnej drodze – zabitą piękną kunę. No i widziałem siebie zdechniętego przy szosie. Wczoraj mało co jadłem, bo nie lubię, dziś – jeszcze mniej, a wyskoczyłem na rowerze na dziesięciokilometrowy spacer, z którego się zrobiło ze 45, bo słońce nagle wyszło i mnie skusiło. Po trzydziestu paru kilometrach wysiadłem. Z wielkim trudem dotelepałem się do chałupy. Miałem piękny sen, że się wreszcie odzwyczaiłem od jedzenia, dlatego zaraz tam wracam. Jeść albo nie jeść – oto jest pytanie, to jest realny wybór, a nie tam, panie, wierzyć-nie wierzyć w strzygi albo w Boga, który najpierw stwarza światło, trzy dni później – źródła światła. Ale co się dziwić – nie chadzał do szkół, nawet gminnych.

    Mag, co ja się niby mam przejmować Twoim niepaleniem? Kurde, a się przecież przejmuję, bo to też jest realny wybór, kiedy człek chadza po krawędzi: chodzić, czy lepiej spaść. Twoje rzucanie to sensacyjny film, a ja na filmy od trzydziestu paru lat nie chadzam, choć byłem dekaefowiec, nawet prowadziłem – dlatego mnie do Twojego rzucania ciągnie. Wspomagam Cię i w Twojej intencji jem sporo czosnku, bo za cholerę się po tym nie chce ćmić. Tobie wyjdzie na zdrowie i mnie. A że z małpami, nie licząc żony, się nie zadaję, więc na nikogo złośliwie nie chucham, a do kasjerki w Biedronce mówię tyłem.

  65. krzys52
    6 kwietnia o godz. 21:16
    Krzysiu, czemu mówisz, bym zwrócił uwagę na sformułowanie z „jeszcze”, skoro właśnie na zwróciłem uwagę jako na najpierwsze? Ale czort z nim, mówię tylko dla porządku – najważniejsze, że tu się rozumiemy.

  66. @ Jerzy Pieczul

    „No i widziałem siebie zdechniętego przy szosie…
    Jeść albo nie jeść – oto jest pytanie, to jest realny wybór, a nie tam, panie, wierzyć-nie wierzyć…”

    Jerzy, to jest najlepsza na tym blogu liryka egzystencjalna w obliczu absolutu, predystynująca do świętości (gdybyś na żywca udzielił sobie odpowiedzi: wierzyć, że nie jeść)
    Pozwól, że za Cię wychylę stakanik rzeczonego desygnatu oblicza.
    W podzięce – refren promocyjny:
    >>Łyk Pieczula – Cię rozczula<<
    Tylko łasicy żal.
    Ukłony 😉

  67. Jerzy Pieczul
    6 kwietnia o godz. 23:20

    Przepraszam, ale najwyrazniej przeskoczylem Twoj wpis. Nie mam czasu na czytywanie wszystkiego. Teraz postaram sie odszukac tamten post, by porownac czy identycznie widzimy owo „jeszcze”. Swoja droga to takze jest ciekawe. Moze nawet ciekawsze niz w przypadku przeczytania odnosnego Twojego postu, gdyz wtedy nie wysilalbym sie na komentowanie tegoz.

    A skoro juz pisze to pozwol, ze przypomne te niesamowita oblude Wojtyly. Tak ogromna, ze az nie do uwierzenia, iz cos takiego jest w ogole mozliwe. I teraz beda sie modlic do tego Ober_Obludnika i Ober_Klamczucha.
    Mam tu na mysli jego wyrazne odchodzenie od szeregu postanowien VaticanumII przy jednoczesnych deklaracjach, ze „sie wlasnie realizuje ducha Soboru”.
    Drugim przykladem jest jego akceptacja dla masowego zjawiska stawiania mu figur – „no bo co on moze zrobic skoro parafianie tego pragna”. A wystarczylo by powiedzial slowo a samorzadowcy przestaliby budowac sobie poparcie kleru, za spoleczne pieniadze.
    Te pomniki najwyrazniej pokazuja jakiego proznego swietego beda mieli polscy katolicy. No bo ze byl dzierzymorda i satrapa o lagodnym obliczu to wiadomo od dawna.

  68. krzys52
    7 kwietnia o godz. 0:31
    Wszystko gra, Krzysiu. JPII był pospolitym aktorzyną 18 kategorii. Kiedy pierwszy raz wizytował Polskę, już wtedy opowiadała mi o nim jak o świętym moja była szefowa, uniesiona pod sufit świętym uniesieniem, która pojechała go spotykać na jakieś błonia. Już wtedy automatycznie mi się pomyślało, że szefowa zwariowała i nie widzi, że jej Bóg jest tłem dla tego pana. A kiedy ruszyła szokująca nowość – lawina z pomnikami dla żywego (chłop żywemu nie przepuści) – jak widać, nie mnie jednemu się pomyślało, że wystarczyło jego twarde „nie”, by został przerwany ten spektakl bałwochwalstwa, które jest nie tylko nieetyczne, nie tylko jest obrazoburczym skupianiem sią na marnym człowieku, zamiast na domniemanym Bogu, ale i jest wyraźnie zakazane w Starym Testamencie. Odnoszenie się świetlistego gościa do tłumów, jakby to był jeden dobry znajomy, jest śmiertelnym fałszem chyba wspólnym dla wszystkich próżnych jak choinkowa bombka celebrytów. A „oglądanie papieża”, „jechanie na papieża”, „pójście na papieża” – jak w Koszalinie, gdzie go przywitał ładny deszcz, co zaraz spowodowało komentarze o bohaterskiej przewadze ducha nad materią – było miliardowym przypomnieniem, że religia jest ludowym teatrem.

  69. @gregg84@krzyś52
    Użyję takiego porównania:
    Człowiek może sobie powiedzieć, że nie wybiera światopoglądu i ustroju politycznego, nie popiera żadnej partii itp. ale uczciwie to można tak powiedzieć będąc samemu w lesie. Czy się chce czy nie, przyjęcie danych norm zachowań pokrewnych z danym światopoglądem i ideologią danej partii jest wyborem politycznym i człowiek jest zwierzęciem politycznym, ma swoją opinię na temat lewicy i prawicy, demokracji, humanizmu i automatycznie wybiera jakąś opcje. Jeśli chce być SZCZERYM anty-demokratą to musi ją zwalczać, czyli być wyjętym z pod demokratycznego prawa, inaczej jest hipokrytą który plecie bzdury (np. Korwin-Mikke). Analogicznie sprawa wygląda w religii. Ateista to ktoś kto uwierzył w inny obraz świata, to nie ma nic wspólnego z myśleniem logiczniejszym albo nie, bo logiczniej jest wierzyć w życie po śmierci, jest to bardziej prawdopodobne niż bezsens krótkiego i nic nie znaczącego istnienia, bo ta opcja jest pełna błędów logicznych i się sama wyklucza.

    Agnostyk to osoba bez własnego zdania więc jest wyłączona z dyskusji, nie zabiera głosu i obojętne jej jest to czy w niedziele jest w kościele czy w pracy, nie ma to dla niej znaczenia bo nie wie które postępowanie jest dobre, ewentualnie kieruje się utylitaryzmem, ale to nadal wyłącza z dyskusji i zamyka usta, bo skoro nie wie, to nie mówi nic o wyborach.
    Analityczne rozumowanie jest obecne zawsze. Wierzenia powstały w wyniku analizy prawdopodobieństwa na podstawie informacji które się posiadało (było ich bardzo mało i trudno było tłumaczyć grzmot wyładowaniem atmosferycznym, skoro nikt nie wiedział co to atmosfera). Dziś wiemy, jak jest na księżycu dlatego nikt nie wierzy, że tam mieszka Zeus, ale na wiele innych spraw informacji do analizy jest 0% i tutaj pozostaje tylko WIARA, obojętnie czy w Boga, czy Nicość i Przypadek, jest to dogmat wiary, nauka jest pełna dogmatów religijnych i tylko technika jest po stronie faktów, reszta jest mitologią (mitów też nikt nie wymyślał wiedząc, że to mit, wymyślano to analizując prawdopodobieństwa tak jak dzisiaj to robi nauka).

  70. vps
    7 kwietnia o godz. 8:03

    Na wstepie swojego tekstu sugerujesz, ze jest odpowiedzia na moj list, ustosunkowaniem sie do niego, a tymczasem z tekstu nie wynika abys zadal sobie trud przeczytania mojego listu.

    A wykazalem ci w nim nad wyraz dobitnie, sadze, ze przynajmniej w moim przypadku nie moze byc mowy o wyborze pomiedzy wiara a nie_wiara. Nigdy nie stawalem przed takim wyborem, ale wiecej na ten temat dowiesz sie po zapoznaniu sie z tekstem mojego pierwszego listu do ciebie (ten jest drugim). A gdy juz przeczytasz i chwycisz o co chodzi to napisz prosze cos z sensem, a nie znow jakas sztampowa mantre. O ile chcesz sobie sensowanie porozmawiac, w miejsce przekrzykiwania sie.

  71. @krzys52

    „nie wykluczamy z niego nikogo, ani tych, którzy rozwijając wspaniałe przymioty umysłu ludzkiego, nie uznają * jeszcze * jego Twórcy”

    Istotnie zdanie może robić wrażenie na osobach o jasno zadeklarowanej linii światopoglądowej aczkolwiek…

    Nie takie dogmaty i aprioryczne założenia sprowadzała praktyka społeczna na ziemię.

    Załóżmy, że zdanie delikatnie zmienimy, ale sama istota jego treści zostanie zachowana.
    I tak:

    Istotne novum stanowić będą okoliczności jego wygłoszenia.

    Nie kościelne krypty,ale na przykład pierwszy lepszy partyjny spęd.

    Zdanie przybierze taką postać:

    „Nie wykluczamy z naszych gremiów nikogo, ani tych, którzy rozwijając wspaniale przymioty umysłu ludzkiego , nie uznają * jeszcze * genialności myśli naszego… partyjnego przywódcy Tuska Donalda…

    Moment wygłoszenia zdania załóżmy …2008…spędem nasiadówka stojącej obecnie u steru partii… oglądającym kultową TVN24 słuchającym i śmiejącym się do rozpuku…niejaki Michał Kamiński …twórczo rozwijający w tamtym czasie myśli i słowa swoich guru, czyli tych na literę K.

    Szczególną uwagę postawny Michał K. zwrócił na tzw. modulant „jeszcze” i roześmiał się najszczerzej jak to tylko on potrafi.

    Dzisiaj mamy rok 2014…zbliżają się wybory do europarlamentu… Michał Kamiński…

    Nigdy nie mów…jeszcze…

  72. Głupio , bo głupio, ale wolę przewiewne zagajniki ,niż zarośnięte chaszczami ostępy i nie u Hartmana Profesora , ale u Redaktora Kowalczyka oddam głos ateistom wołającym w rozpaczy:

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15753855,_Robia_z_ateizmu_posmiewisko__a_z_nas__ateistow__pajacow_.html:

  73. @Krzys52
    Jeśli od małego dziecka jesteś wychowywany na humanistę, wierzysz w utylitaryzm i hedonizm, relatywność zasad i się w tym od dziecka utwierdzasz to to też jest wybór. Ktoś ci przedstawia inne opcje, ty je odrzucasz więc też wybierasz. Co starasz się powiedzieć? że twój pogląd na świat nie jest świadomym wyborem tylko jakoś tak naturalnie wyszło? skoro twój światopogląd ci się tylko „przytrafił” to znaczy, że nie masz własnego zdania, narzuciła ci się kultura, tradycja tylko i wyklucza cię to z dyskusji. Nie ma wyboru pomiędzy wiarą a nie wiarą, jest wybór pomiędzy wierzeniem w to lub tamto. Wiedza faktyczna to wiedza empiryczna, taka która można w każdej chwili przedstawić empirycznie, cała reszta jest wiarą.
    Jak już podajesz argumenty za i przeciw to wybierasz – to jest tak banalnie proste – a ty mi tu starasz pokazać, że ludzie nie wybierają, że są ludzie którzy tylko myślą a nie wybierają 🙂 Przecież to niepoważne, odsyłam do słownika po sprawdzenie definicję słowa – myśleć.

  74. @vps

    Pan chyba już wybrał definicję agnostycyzmu jako „ciepłych kluch” 🙂 Otóż agnostycyzm nie musi być wcale paraliżem i milczeniem w kwestii istnienia Boga (jak chcieliby go widzieć zarówno teiści jak ateiści) – może być także (a według mnie przede wszystkim) porzuceniem problemu jako pozorny, jako mogący przynieść jedynie skutki ideologiczne, natomiast w kwestii zdobywania wiedzy o rzeczywistości – nieistotny. Nie ukrywam, że obok racjonalnego komponentu intelektualnego stanowisko to jest na wskroś polityczne w skutkach, które są mocno zbliżone do marzeń ateizmu…

    Pisze Pan ogólnikowo, że wiara w życie po śmierci jest logiczniejsza (chyba w potocznym rozumieniu „logiczności”?) od niewiary, wiec wbrew temu, co Pan przyjmował, uważa Pan jednak, że jakieś dowody na rzecz Boga istnieją. Cóż… ja żadnej większej „logiczności” na razie nie dostrzegam…

    Zrównuje Pan naukę z religią w jej „religijności”. Otóż w (dobrej, poszukującej ideału) nowożytnej nauce hipotezy (także wielkie teorie) nigdy nie zyskują statusu niezmiennej obiektywnej prawdy. Nie są przyjmowane dlatego, że wywołują w ludziach przyjemne stany psychiczne, poczucie zrozumienia świata i jego immanentnej sensowności. Funkcjonują, bo najlepiej, najzupełniej ze wszystkich dostępnych hipotez wyjaśniają znane fakty (tego krytycznego przedsięwzięcia nie ma, kiedy umysł opanowany wizją Zeusa wyobraża sobie jego włócznie na niebie) i pozwalają przewidywać nowe fakty, których nie przewidują inne hipotezy. Zawsze istnieje otwarta możliwość zastąpienia jednej hipotezy (teorii) jeszcze lepszą. Różnica między fideizmem religii a hipotetycznością, warunkowością nauki jest – wbrew pozorom – radykalna.

    Również inne aspekty kultury różnią się od religii. Owszem, można podchodzić do nich jako do ponadczasowych, powszechnych, obiektywnych norm i wartości iście religijnych, ale można także jako do kwestii umownych, relatywnych, o wartości miejscowej i ograniczonej. Dla tego drugiego podejścia nie ma miejsca w religiach, które wszystko totalizują.

  75. @krzys52
    Czytaj też uważnie co ja piszę, bo ja mówię o stronie psychologicznej, nie mówię o wyznaniu wiary w sensie społecznym czyli przynależności do jakiejś grupy, instytucji itd. Mówię o tym, że psychologicznie, przy niewiadomych, a w metafizyce, eschatologii, etyce są tylko niewiadome i prawdopodobieństwa zależne od tego jakie informacje uznajemy za składowe, tu mamy tylko wiarę w takie i takie prawdopodobieństwo. Dla chrześcijan najbardziej prawdopodobny jest stwórca, który osądza nasze czyny, dał nam instrukcje inspirując kiedyś ludzi do pisania biblii i wszystko jest sensowne, rozumne ma swoje miejsce i znaczenie we wszechświecie. Ja chrześcijaninem nie jestem bo mam swoją metafizykę ale jest to opcja kilkakrotnie logiczniejsza niż naukowe powiedzenie, że wszechświat powstał z niczego, przypadkowo i jest zbiorem punktów.. bo ani nikt nie zaobserwował powstanie czegoś z niczego, zera i nicości, ani nikt nie wie co to jest przypadek, bo to tylko zwrot językowy, ani nikt nie widział jeszcze punktu bo to tylko abstrakcja języka matematyki i spory co do natury atomu (punktu) są do dziś nierozwiązane.

  76. @gregg84
    Agnostyk w rozumieniu społecznym owszem, może być „pokojowym” porzuceniem nierozwiązywalnego problemu, także tutaj zgoda. Psychologicznie jednak bycie agnostykiem oznacza niezdecydowania, ani zimny ani gorący – ja mówię o psychologicznym ujęciu.

    Przedostatni akapit:
    Na jakiej podstawie można stwierdzić, że religia nie daję zadowalających psychikę wyjaśnień – np. zagadki śmierci, sensu istnienia, odpowiedź na duchową pustkę? Prawa przyrody można znać, ale człowiek sobie zadaje nieustannie pytanie – po jakiego ja się tak męczę i buduję to wszystko skoro umieram i tego ze sobą nigdzie nie zabieram? Pytań jest wiele i na wiele pytań odpowiedź nauki jest jałowa a wręcz depresyjna. Ja się wcale nie czuje zmotywowany do pracy myśląc, że i tak umrę i istnieje przypadkowo, wrecz przeciwnie mam ochotę leżeć i pić piwo tylko, po jakiego mi reszta skoro na końcu jest śmierć.

    Humanizm jest także kulturą totalitarną. Równość i braterstwo to godzenie się na równość i braterstwo z osobami których nie lubię i nie chcę być z nimi zrównywany ani się bratać ( fan Nietzschego i ceni sobię Wojnę, uważa, że doskonali i chce niszczyć pokój na świecie – humanizm mu zabrania). Jest to taka sama presja moralna jak kary i nagrody w religiach. Niczym się nie różni, kiedyś był stos, dziś jest dożywocie albo krzesło elektryczne za złamanie zasad humanizmu, już nie wspominając jaką religią jest patriotyzm narodowy, za obrazę symboli grozi podobna kara co za obrazę papiestwa.

  77. Aaron Spręzyner
    7 kwietnia o godz. 8:30
    Patrzę na Ciebie – wybacz – jak na dziecko w piaskownicy. Masz bardzo powszechną w Polsce skłonność do swobodnego przerabiania cudzych wypowiedzi wedle swoich zamiarów i przypisywania rozmówcom ubzduranych przez Ciebie intencji, słowem – do imputowania. Nie wiem, czy wiesz, że są to nadużycia, czy nie wiesz, więc wyjaśniam: nawet obrzucanie rozmówcy jobami jest uczciwsze niż fałszowanie jego wypowiedzi, przedstawianie własnych wypocin jako jego wypowiedzi (permanentnie robi to atalia), dowolne fantazjowanie na ich temat, zamiast rzeczowej repliki, ozdabianie własnymi dodatkami itp.
    Oto Twoje „Załóżmy, że zdanie delikatnie zmienimy”. A po co i na co zakładać, delikatnie zmieniać, czyli przeflancowywać na Twój prywatny umysłowy grunt cudze wypowiedzi? Zdanie skonstruowane przez autora ma jedyne autentyczne życie w zamierzonym przez niego kontekście, a Ty sobie z nim poczynasz, jakby to była Twoja własność. Twórz własne treści i rób z nimi, co chcesz, nie żeruj na cudzych. Ty je zwyczajnie podkradasz, jakby Ci brakowało własnych.
    No i jeszcze moja złośliwość z czystej do Ciebie życzliwości:
    *Szczególną uwagę postawny Michał K. zwrócił na tzw. modulant „jeszcze”*.
    Jak ten demiurg zawiadujesz zachowaniami ludzi. Więc może wyjaśnisz, co to takiego „modulant” i czemu jakiś „modulant”, a nie zwykła partykuła.

  78. Przy okazji apelu ateisty Mellera pod adresem ateistów Palikota i Hartmana przychodzą na myśl sprawy „odległe, dalekie” -jak mawiał poeta.
    Wracają stare – już zapomniane nieco – schizmy, rozłamy, problemy z odpustami.
    Nazwiska Lutra, Husa, Kalwina, jakieś dezyderaty, tezy przybijane do kościelnych drzwi – to wszystko staje się na naszych oczach. Zmieniają się dekoracje ,nazwiska , rekwizyty ale sama esencja problemu pozostaje uniwersalna.
    Oczywiście otwartym zostaje pytanie kto jest prawowitym depozytariuszem ateistycznej narracji?
    Palikot z Hartmanem, czy może jednak Meller?
    A Hartman to raczej Luter, czy może jednak Kalwin?
    A może Palikot dzierży palmę pierwszeństwa którego pierwowzorem jest czeski Hus?
    Ciekawe co pełnić będzie rolę Wittenberskiego kościola gdzie swoje tezy przybijał 3 kilogramowym młotkiem Luter?
    Może monumentalny Pałac Kultury I Nauki, czy prozaiczny skład opalu na kolejowej bocznicy?
    To wszystko zostaje cały czas otwarte, ale na naszych oczach dzieją się wielkie rzeczy. Na naszych oczach tworzy się Historia.
    I pomimo pewnych różnic ściskam kciuki za ateistycznych braci i siostry.
    Niech ateistyczny duch was nie opuszcza.

  79. @Jerzy Pieczul

    A propos tzw. modulanta. Konkretnie modulanta sytuującego

    http://zmienic-swiat.blogspot.com/2013/03/modulanty-wg-jodowskiego-podstawa.html

    Przeczytać i zapamiętać!!!

  80. Aaron Spręzyner
    Zgadzam się z Mellerem w 100 procentach!
    Ostre ale niezwykłe wnikliwe spojrzenie na obciachowy TR, świetnie punktujące prostactwo i głupotę takiego siermiężnego ateizmu i antyklerykalizmu.
    Lektura obowiązkowa dla Krzysia i Krzysi, tyle że oni są nawiedzeni, jak pierwsi chrześcijanie a rebours i nieprzemakalni.
    Pewnie sam prof. Hartman po cichu wstydzi się swoich wybryków, (stosuje je pijarowo, bo wydaje mu się, że na tym zyska) ale jego żarliwi fani skoczą za nim chętnie nawet w ogień piekielny. Za Palikotem zresztą też.

  81. @mag

    Chciałbym zwrócić na jeszcze jedną rzecz uwagę.
    Rodzaj broni służącej do walki (w tym przypadku walki ideologicznej) determinuje rodzaj oręża tych stojących po drugiej stronie barykady.
    Można oczywiście postawić problem rodem z piaskownicy:

    „Mamo on piersy zacoł zucać kamieniem, ja mu tylko oddałem”

    …ale na dłuższą metę mało istotne już jest kto był strona zaczepną. Liczy się tylko codzienna młocka słowna, która w wydaniu panów filozofów Hartmana i biłgorajskiego mędrca ma miejsce.
    A że druga strona na pewno nie zechce być dłużna, no to dzieje się…

  82. Aaron Spręzyner
    7 kwietnia o godz. 10:07
    A pamiętaj sobie. Mnie „modulant” jako wyraz nie bardzo do życia jest potrzebny. Tak nie bardzo, że aż straciłem skojarzenia. Dziękuję za przypomnienie, ale dalej się nie przyda. Tobie natomiast, autorowi takich i podobnych zdań – „Oczywiście otwartym zostaje pytanie kto jest prawowitym depozytariuszem ateistycznej narracji?” – może tak, więc na zdrowie. Ale główną treścią mojej wypowiedzi pod Twoim adresem było Twoje niefrasobliwe traktowanie cudzych wypowiedzi.

  83. Moj mistrz @vps tworca teorii wyborologicznej tak napisal:
    *Ateista to ktoś kto uwierzył w inny obraz świata, to nie ma nic wspólnego z myśleniem logiczniejszym albo nie, bo logiczniej jest wierzyć w życie po śmierci, jest to bardziej prawdopodobne niż bezsens krótkiego i nic nie znaczącego istnienia, bo ta opcja jest pełna błędów logicznych i się sama wyklucza.*

    Maly Jasiu uwierzyl w istnienie krasnoludkow. Maly Szymek nie wierzy w krasnoludki, wiec maly Szymek uwierzyl w inny obraz swiata. Maly Szymek wybral wiare w niewierzenie w krasnoludki, wybral bezsensowna opcje.
    I jak tu nie podziwial ekwilibrystyke logiczna mojego mistrza.
    Kiedys opowiadano taki kawal.
    Wymyslono specjalna pulapke na myszy. Najpierw byla to pulapka kapitalistyczna
    Polozono z jednej strony ser z drugiej kawalek szynki. Ale na wejsciu zostala ustawiona pionowo zyletka. Mysz zatrzymywala sie i raz spogladala w lewo, raz wprawo; tu ser tu szynka i tak pare razy , a zyletka podrzynala jej gardlo.
    Pulapka socjalistyczna wygladala podobnie, tylko ze ani z lewa ani zprawa nic nie bylo.Mysz patrzy na lewo na prawo; tu nic i tu nic i tez sobie pdrzynala gardlo.
    Trzeci rodzaj pulapki mieszany, kapitalistyczno – socjalistyczny. Mysz patrzy w lewo a tam ser, patrzy w prawo a tam nic. Tu ser, a tu nic i tez sobie podciela gardlo.
    Moj mistrz @vps stosuje trzeci rodzaj pulapek na myszy: tu bog, a tu nic.
    Madra mysz bez wahania wybierze ser, glupia sie zastanawia, albo wybiera nic.
    A jesli ten ser nie istniej tylko jest to hologram sera ? Czyli tez nic ?
    Moze wiec lepiej zeby taka mysz nie dawala sie nabierac na niedorzeczne wybory, nie zawracala sobie glowy istnieniem czy nieistnieniem krasnoludkow i wziela sie do konkretnej mysiej roboty.

  84. @Lewy
    Jak już się wysilasz i tracisz czas na pisanie tych bzdur, to zastanów się jaka jest różnica pomiędzy wierzeniem, że wszechświat, przestrzennie, ma kształt plastycznej kuli, a wierzeniem że wszechświat jest w kształcie różowej łyżeczki do herbaty? Drogą swojego rozumowania, prędzej czy później dojdziesz do takich właśnie dylematów, skoro dla ciebie wiara w Absolut, Pierwszą przyczynę, czy Boga jest tym samym co wiara w krasnoludki. Nie rozumiesz czym jest baśń, czym mit, czym metafizyka a czym wiedza. Dla ciebie jak widać to jest, a jak nie widać to nie ma. Szkoda, że atomu nie zobaczyłeś nigdy ale „wiesz” że jest, co nie?

  85. Zacząłem czytać komentarze, bo wczoraj ich nie było, wiec zadowoliłem się wpisem gospodarza. Bardzo uważnie czytałem komentarz Tanaki, potem przeleciałem szybko aż do @Jerzy Pieczul, gdzie mnie zainteresowała następująca myśl:

    ***Miałem piękny sen, że się wreszcie odzwyczaiłem od jedzenia, dlatego zaraz tam wracam. Jeść albo nie jeść – oto jest pytanie, to jest realny wybór, a nie tam, panie, wierzyć-nie wierzyć w strzygi albo w Boga, który najpierw stwarza światło, trzy dni później – źródła światła. Ale co się dziwić – nie chadzał do szkół, nawet gminnych. ***

    Też tak uważam! O odzwyczajeniu się od jedzenia marzę od lat, ale mam cały czas w pamięci smutną historię oduczania konia od konsumpcji owsa.

    Drogi P. !
    Przy ocenie profesjonalizmu Stwórcy zapomniałeś jedynie dodać, że nawet nie prowadził kiosku Ruchu, a chce rządzić Uniwersum, a nawet życiem człowieka.

  86. „…jaka jest różnica pomiędzy wierzeniem, że wszechświat, przestrzennie, ma kształt plastycznej kuli, a wierzeniem że wszechświat jest w kształcie różowej łyżeczki do herbaty…”

    vps bierze ignorancję za wiarę – i na wiarę.
    W tym modelu zrozumienie niewiernych wyklucza nie wiara, ale niedostępność rozumu.
    Dyskusja istotnie to potwierdza, a czas upływa, co można sprawdzić na zegarku, jeśli wierzy się w Einsteina.
    To apropo skutków czytania o „pisaniu bzdur”.

  87. @antonius

    A propos profesjonalizmu Stwórcy są poważne teorie głoszące ,że cala ta niedoskonałość świata to „sprężyna” dzierżawcy.
    Dzierżawcy?
    Otóż pan B z wiadomych sobie powodów oddał po stworzeniu świat we władanie Wicedemiurgowi , za jakąś tam coroczną arendę.
    Niestety wiadomo jak to jest ,kiedy robi się nie na swoim.
    No i są glosy ,ze ten od „lizingu” pójdzie w odstawkę, a sprawy w swoje ręce weźmie w końcu Główny Szef.
    A jak sprawy weźmie ON w swoje ręce to…
    Nic dziwnego zresztą ,że wśród bezbożników można dostrzec ostatnio takie nerwowe ruchy.
    Palikot i Hartman najlepszym przykładem.

  88. vps
    7 kwietnia o godz. 11:21
    Wow. Nie widzialem atomu i nie widzialem boga. Ja wielu rzeczy nie widzialem. Nie widzialem Fudzi-jamy, bo nigdy nie bylem w Japonii, nie widzialem lamy i dalaj-lamy.
    Recz polega , mistrzu, na tym, ze mimo iz wielu rzeczy nie widzialem, to zagladam do wiarygodnych zrodel np.encyklopedi i tam sie dowiaduje, ze jest jakis atom, Fudzi-jama itp. Oczywiscie sa rowniez *zrodla* niewiarygodne, ktora mowia cos o niewidzialnej jak atom istocie.
    Gdybym siegnal do zespolu Macierewicza i potraktowal ja jako wiarygodne zrodlo, to bym uwierzyl w zamach. Tak samo jest z tymi zrodlami poswiadczajacymi, ze Jezus chodzil po wodzie, Maria pozostala dziewica mimo ze urodzila Jezusa i jeszcze kilku jego braci(czy to tez synowie boga) itp.
    Wiec drogi mistrzu, masz racje, ze opieramy sie na zrodlach, przekazach. Jednym wierzymy(acha, a jednak wiara !!) innym nie. Jak mi kolega Jerzy Pieczul opwiada, ze widzial pliszke, to mu wierze. Jakby opowiadal, ze na rowerze pojechal Baltykiem do Szwecji, to raczej nie.
    Wierzymy Dlugoszowi, ze byla Bitwa pod Grunwaldem, a nie wierzymy Kadlubkowi, ze Popiela zjadly myszy. Wierze fizykom, ze atom istnieje, ze zlapali czastke Higgsa, a nie wierze *naukowcom* po roznych uczelniach watykanskich egzorcystom, ktorzy zlapali diabla i go przepedzili.
    Trzeba wierzyc vpsie, ale nie nalezy byc latwowiernym. Nie ufaj wszystkim zrodlom !!
    Uruchom jednak rozum, bo bez rozumu nie ma mysli, a jak nie ma mysli to nie ma wymiany mysli.

  89. @ Lewy

    Ująłeś istotny aspekt potocznie wykorzystywanego pojęcia „wiary”.

    Wiara, w sensie wierzeń religijnych, jest już w naszym kraju utożsamiana z pojęciem wiarygodności, opartej na zaufaniu.

    Czemu i komu ufamy, co uznajemy za wiarygodne, to kwestia tego, w jakim stopniu używamy rozumu, a jakim – emocji.
    Wolność jednostki i umysłu polega między innymi na autonomii tego procesu i wierzeń religijnych.
    Tymczasem, z dużym sukcesem, wiara podmienia u nas zrozumienie , jako jedyna słuszna aksjologia światopoglądowa.
    Tak się zawłaszcza i zniewala umysły, nieważne, że sposób powielany jest w większości przypadków – nieświadomie.
    Pozdrawiam.

  90. zyta2003
    6 kwietnia o godz. 16:36
    Chrześcijaństwo jest, jak wiadomo, religią Dobrej Nowiny. Właściwie nie tyle nawet jest religią, bo to pospolitość i banał, a Dobrą Nowiną, wprost, immanentnie, dokumentnie ( i natrętnie).
    W tej wesołej sytuacji nie istnieją wiadomości niepomyślne, złe, zawierające krytyczną refleksję pod własnym adresem, potępienie siebie samego za zbrodnie. Wymień dowolną zbrodnię, a Kościół już ją popełnił w ilości niepolicznalnej.
    Nie słyszał świat, by Kościół potępił sam siebie za wyrżnięcie albigensów, waldensów, katarów. To było dawno, w czasach prób i wprawek. Ale w czasach nieco nowszych – czyż Kościół mówił o własnych przekrętach, niecnotach i zbrodniach, co niewielu, acz uczciwszych klechów skłoniło do założenia zakonów ubogich, żebraczych, by choć po części uzdrowić kościelnego knura opasionego po szlag jasny z otłuszczenia? Czy protest Lutra stworzył fundament krytyki pod własnym adresem, skutkujący wykopaniem papieży na zbitą mordę, wraz z ich biskupami, prałatami i pozostałymi drabami nieustająco Dobrej Nowiny?
    Wesoło było, wsie i miasta szły z dymem, ten co drugiemu więcej wyznawców Dobrej Nowiny wyrżnął urządzał jarmarki z główną atrakcją kulinarną: kacerzy z grilla.
    Na okoliczność miejscową należałoby myślą zawadzić o nawracanie Litwinów, Żmudzinów, Jaćwingów. Na okoliczności więcej egzotyczne należałoby przypomnieć sobie o losie Indian i Afrykańczyków. Zresztą, co ja mówię, tyle tego było, że nie zliczymy.
    Same Dobre Nowiny. Nieustanny szał świąteczny.
    Dobra Nowina przeciwna jest złej. Nie ma więc złych wieści o sobie. Tak jak i nie ma o Nowinie. Cokolwiek ona zawiera i na jakiejkolwiek podstawie – jest radosna i wesoła. Cokolwiek się zdarzy. Wesołe jest, że Lolek się cieszył ze zwycięstwa katolictwa w Rwandzie. Radosne jest, że Hoser spędził tam najweselsze lata w biskupstwie. Na pewno opowiadał Lolkowi mnóstwo wesołych historyjek rwandyjskich i niejedną słitfocię.

  91. Antonius
    7 kwietnia o godz. 11:26
    Szanowny Antoniusie, a ja, widzisz, od owsa się odzwyczaiłem. Dokąd się całkiem nie wyzwolę z przebrzydłego nawyku jedzenia – a odzwyczaję się na bank, nie za rok, to za dwadzieścia – wsuwam po parę ziarenek pszenicy na dzień i trochę trawy. A wczoraj, cholera, zapomniałem skubnąć i były przykre efekty. Bo co nagle, to po diable. Jednak w rzucaniu nałogów też potrzebny bywa umiar.

  92. @Lewy
    Nadal marnujesz czas idąc tym tropem. To „wiarygodne” źródło nie wie co to jest atom i go nigdy nie widziało. Nie wie co to cząsteczka, co wiązka energii, co skupisko fal/strun, to źródło widzi tylko liczby na podstawie tych liczb próbuje znaleźć właściwą nazwę. Tym samym jest teologia, widzi się świat, wie się, że jest śmierć i ma się zapisy archeologiczne, bo to nie tylko biblia, bogowie to tożsamość, to spuścizna ludzkości która ma tysiące lat, i na podstawie tego wszystkiego próbuje się znaleźć właściwą odpowiedź. Ateizm mający zaledwie 200lat nagle myśli, że jest od wszystkich mądrzejszy i ludzie przez 40tyś lat się mylili bo mówi – to nie jest Bóg, to jest atom ktory powstał z niczego, a jak 5letnie dziecko zapyta – co to jest atom, a co to jest nic, to już zaczynają się problemy, bo każdy naukowiec ma swoją definicję i inny pogląd w tej sprawie. Także możesz wierzyć w Encyklopedie i gwarantuje ci, że za 50 lat ta Encyklopedia będzie już nieaktualna i przestarzała, tak jak wierzono w absolutną przestrzeń i czas Newtona, ale ktoś potem tą wiarę obalił, ci co wierzą w Biblie mają większą przewagę, bo tamte teksty są do dziś aktualne (przecież nasza moralność i prawo jest zbudowane na dogmatach chrześcijańskich) bo obalić się tego nie da.

  93. Jedną ze znanych mądrości ludowych (dawnych) to np. „nomen est omen”!
    To mi „przyszło na myśl” przy nicku „Tanaka”, ale dopiero dziś, gdy uważnie oglądałem po raz trzeci film „Kill Bill”. Film jest taki sobie, zachwyca się nim mój zięć, kochający wschodnie sztuki walki i pewnie chciałby mieć katanę wykonaną przez supermistrza z Okinawy. Ja uwielbiam muzykę z tego filmu, to „zarzynanie szczurów” mniej, bo efektywność Umy Thurman jest zdecydowanie przesadzona. Sama jedna zabiła ponad pół setki wojowników i resztę przepędziła.
    Tanaka był jedynym bossem japońskiej Yakuzy, który był wierny jej zasadom i dlatego ucięto mu głowę – co by nie było – pozytywna postać, choć to świnia i i krwiopijca, kochający Radę Starszych więcej niż własne dzieci (tu mi się pojawił plagiat z Chyły o cesarzu).
    Nichts für ungut, Tanaka-san!

  94. Jerzy Pieczul
    7 kwietnia o godz. 13:40
    Ty chyba wierzysz w perpetuum mobile, a przynajmniej chcesz z siebie zrobic takie perpetuum. Jak znam zycie to zadna maszyna nie ruszy,jak jej sie nie dostarczy energi.
    A Ty chcesz sie odzwyczaic od jedzenia ?! Wiec skad Ty wezmiesz energie, zeby sie szwendac na rowerze po polskich bezrdrozach.
    A moze Ty zaczales wierzyc ?! Bo niektorzy nawet na tym blogu powiadaja, ze wiara wszystko moze

  95. vps
    7 kwietnia o godz. 14:34
    No toś mnie poklepał protekcjonalnie po plecach, pisząc że marnuję czas. Trudno, nie będę Ci się odwzajemniał.
    Ludzkość przez 40 tysięcy lat *wiedziala*, że Slońce się obraca wokół Ziemi, a że jest odwrotnie, to wiemy dopiero od 400 lat. Więc oczywiście na korzyść pierwszej hipotezy przemawia jej długowieczność.
    Teoria Newtona wcale nie została obalona przez Einsteina , on tylko określił jej granice.
    No nic łapiesz sie argumentów od sasa do lasa;a to moralność bibli, a to znów niewidoczny atom, a to fizycy, ktorzy małemu dziecku różnie beda przedstawiali atom.
    Słowem groch z kapustą.
    Skoro wiara Ci jest potrzebna, to mogę zrozumieć. Wierzę i juz ! – powino byc Twoje credo. A Ty tu usilujesz unaukawiac wlasna potrzebe wiary i wychodza Ci takie łamańce. Nie chcę Cie podejrzewać o zakłamanie, więc o co tu chodzi…?

  96. Lewy
    Dziecko vps weszło na drogę fascynowania się konstrukcjami ze słów, tworzy je taśmowo, nie odróżniając swoich prywatnych lepianek od rzeczywistości, która nie składa się ze słów i którą na różne sposoby można weryfikować. W jakim celu dziecko włazi na ateistyczny blog – żeby wyseplenić: „Ateizm mający zaledwie 200lat nagle myśli, że jest od wszystkich mądrzejszy”? Już nie chodzi o tych urojonych 200 lat ateizmu ale o to, że chłopak sklecił cud: ateizm, który myśli. Abstrakcja z osobowymi właściwościami to dość powszechna myślowa nieporadność, ale i cud na miarę chodzenia po wodzie i zmartwychwstania. No i oczywiste świadectwo, że rozględzony chłopczyk jest dopiero na początku drogi rozumienia, czym są myślenie i język. Albo i na końcu. Wtedy do widzenia, rozum – witamy w raju na haju.
    Warto by zapytać tolerancyjnych Chińczyków (tylko chrześcijaństwa nie cierpią), duchów przedchrześcijańskich Indian, Słowian, Eskimosów, wielu innych, co myślą o moralności zbudowanej „na dogmatach chrześcijańskich” i czy to w ogóle jest moralność.
    Możesz mi wyjaśnić, Lewy, co przyciąga chrześcijańskie oseski do ateistów? I czemu, zamiast se w spokoju ducha wierzyć, muszą o swej wierze pleść? I to nie z równymi sobie, lecz właśnie – z nierównymi?

  97. Lewy
    7 kwietnia o godz. 15:39
    Ty wiesz. Kolego, jaki człowiek jest leciutki bez jedzenia? A duch jak fruwa! Tymczasem u jedzących duch myśli tylko o tym, co by jeszcze zjeść. Moim wzorem jest na razie kleszcz, który bez jedzenia może żyć dwa lata, ale liczę, że przeskoczę mistrza.

  98. @Lewy
    Spodziewałem się takiego argumentu z twojej strony, z tą okrągłą ziemią i jestem na to przygotowany bo to charakterystyczny błąd przy tego typu dyskusjach.
    Jeśli udowodnisz albo rozwiążesz zagadkę np śmierci, lub metafizyk to GWARANTUJE, że nikt, żadna religia nie będzie miała problemu z przyjęciem twojej wersji, tak jak nikt nie ma dziś problemu z okrągłą ziemią, nikt nie ma swojej matematyki i nikt nie ma swoich praw fizyki. Religia akurat ma tą przewagę nad nauką, że obraca się w polu rzeczy nie do udowodnienia w rozumieniu naukowym, a nauka nie ma metod, języka i możliwości powiedzieć nawet A w tych kwestiach, tymczasem z ignorancji i głupoty mówi B a nawet cały alfabet.
    Obojętnie czy wierzący czy nie, każdy buduje dom uwzględniając prawa grawitacji, geometrie, tak jak każdy wie gdzie jest serce i co płynie w żyłach. Dogmaty religijne mówią o sprawach z definicji nienaukowych, ewentualnie postęp sprawa, że zakres tych spraw się zawęża. Nauka nie ma co tam szukać, nie ma co badać, bo nie ma nawet obiektu empirycznego do badania, dlatego każde zdanie naukowca w tych sprawach, czy też Encyklopedii jest zaledwie opinią, mniej lub bardziej śmieszną/rzetelną a nie wiedzą, faktem, dowodem – DOSKONALE O TYM WIESZ.

    Próbujesz znaleźć argument na jakiś rozum, wiedzę, myślenie ale to jest zmarnowany czas, bo takich argumentów filozofia szuka od 2tyś lat i się dziś pogodzili, że nie znajdą, że w tych sprawach wszystko jest subiektywne i takie spory to spory o to który kolor jest lepszy, czerwony czy zielony. Jedyny haczyk na religie i wierzenia, to poprawność logiczna wypowiedzi (wierz mi przeczytałem na ten temat dziesiątki książek i temat jest jak rzeka i tutaj też trudno obalić coś bezdyskusyjnie) albo wpływ na społeczeństwo i ludzką psychikę (równie trudna i beznadziejna sprawa bo jednego uspokaja to a drugiego tamto). Odpowiedzi oczywiście są, można wartościować i klasyfikować lepiej albo gorzej, można zbliżać się do „bezdyskusyjnych racji”, o ile się wcześniej człowiek umówi co do definicji pojęć, ale na pewno nie można tego robić na takim poziomie – encyklopedia =wiedza, biblia = zabobon, wiara w Boga to wiara w krasnale i niziołki itd. Lektur na te tematy jest pełno, polecam pogrzebać.

  99. @
    Odnosząc się jeszcze do tematu wpisu na blogu. Dialog z „wierzącymi” czyli polskie realia, katole vs ateiści jest możliwy tylko wtedy, kiedy ateiści zrozumieją czym jest religia, bo czym jest ateizm każdy wie, tam nic nie ma, tylko sam odrzut więc nie ma co się zastanawiać. Dopóki ateiści czy niewierzący będą się stawiali w opcji kogoś na wyższym poziomie, więcej wiedzącego, mądrzejszego z samego faktu odrzucenia danej religii, dopóty nie będzie możliwe porozumienie. Tutaj trzeba uznać, że ludzie mają prawo do swojej metafizyki i nie może być ona gorsza od „metafizyki świeckiej” bo jej nie ma, nauka nie zajmuje się metafizyką tylko ją odrzuca jako nieempiryczną, czyli niemożliwą do zbadania.
    Jeśli Katolicy definiują, że płód jest samodzielnym życiem, to należy uznać im takie prawo i przenieść środek ciężkości dyskusji na inne pole, np na pole wolności osoby niewierzącej do podejmowania własnych decyzji sprzecznych z wiarą, albo na pole zakresu sprzeciwu jaki mogą wyrażać osoby wierzące, czyli np czy ich sprzeciw ma mieć moc prawną i jak powinno być definiowane prawo? Kłótnia o to, kto ma racje w problemie np. aborcji itp. jest z góry skazana na niepowodzenie. Tu nie ma racji, tu można się tylko jakoś umówić i dogadać.

  100. Jerzy Pieczul
    7 kwietnia o godz. 16:25
    Kleszcza bym za wzór nie stawiał. są ku temu liczne powody. A lekkość i duch fruwający są wśród nich.
    Dam Ci przykład lepszy: bakteria beztlenowa. Ma więcej uroku osobistego, większą lekkość bytu, naturalną prostotę działania, a więc i niezawodność, bezpretensjonalność, oraz jest autentycznym obywatelem świata, a po części – Wszechświata. Przeżywają w warunkach kosmicznych bardzo długo, a na ziemi, tej ziemi, jeszcze dłużej, bez żadnego pączka, ani porcji cudzej krwi.
    Zdaje się też, że lubią ludzi jeżdżących na rowerach. Kleszcze zaś nie czynią różnicy, co nudne, aby tylko dało się zassać, co dolegliwe dla zassanego.

  101. Jerzy Pieczul
    7 kwietnia o godz. 16:25
    A ja wyczytalemu Ditfurtha, ze pewien kleszcz wytrzymal 17 lat;wisial na jakiejs galazce i czekalze przebiegnie pod nim jaki osobnik wydzielajacy zapach kwasu maslowego(jakilkolwiek ssak). Po siedemnastu latach ktorys z badaczy poswiecil sie,podlozyl sie kleszczowi i ten ozywilsie i spadl na reke swego dobroczyncy i zaczal sie w nia wpijac.Co bylodalej to nie wiem, czy pozwolonozasluzonemu dlanauki kleszczowi pozywic sie i rozmnozyc, czy tez go zlikwidowano.
    A Ty Jerzynie wisiszna zadnej galazce tylkopedalujesz.
    A Propos kleszczy, vps znow zaczal seplenic za jednym zamachem o okraglej ziemi i zagadce smierci i przyparl mnie do muru piszac DOSKONALE TO WIESZ. A ja nie wiem, co ja doskonale wiem

  102. Sorry za te sklejone slowa. Musze zmienic klawiature, bojak nie sprawdze, to okazuje sie, ze moja spacja nie funkcjonuje

  103. @vps

    ad. 1
    Psychicznie, nie psychologicznie (nie znoszę tego nadużywanego psychologizującego żargonu:)), agnostycyzm może oznaczać ZDECYDOWANE odsunięcie od siebie wcale – rzekłbym – nie tak ważnego, za to beznadziejnego dla rozwiązania, problemu istnienia i cech Boga.

    ad. 2
    Toż ja przecie nie twierdzę, że religijna wiara w bóstwo i życie pozagrobowe nie może w żadnym przypadku przynieść pocieszenia i poczucia sensu, a wyniki nauki nie mogą być depresyjne dla psychiki. Co to ma wspólnego z kwestią „logiczności” teizmu względem ateizmu? Argument ad consequantiam to wadliwe narzędzie dyskutowania o stanie faktycznym…

    ad. 3
    Gdzie społeczeństwo zaniedba formowania swoich nowych członków, tam „ratuje” swoją równowagę więzieniami i przemocą. Zgoda, liberalny humanizm może być tu nie mniej totalizujący od religii. A jednak wolność, równość i braterstwo może on traktować umownie i pragmatycznie. Religia bez metki obiektywności dogmatów, totalizującej Prawdy, którą jakoby posiada, się nie obywa. Nadal uważam, że Pańskie zlewanie wszystkiego do jednego kotła z napisem „religia” jest chybionym posunięciem retorycznym…

  104. Antonius
    7 kwietnia o godz. 11:26
    Przy ocenie profesjonalizmu Stwórcy zapomniałeś jedynie dodać, że nawet nie prowadził kiosku Ruchu, a chce rządzić Uniwersum, a nawet życiem człowieka.
    …………………………………………………………………………………………….
    Wnoszę ,że chodzi o p. Tuska.

  105. Ciekawa kooperacja miedzy kosciolem a sluzba zdrowia. Aby sie dostac do pewnej kliniki, gdzie kolejka jest dluga do 2 lat, mozna przeskoczyc kolejke i dostac sie a vista. Nie ma tu zadnego podawania pod stolem koperty ordynatorowi, zadna kamera niczego nie wysledzi, wiec zadne abwuy czy cebeesie nie maja tu nic do roboty. Pieniadze przekazuje sie proboszczowi pobliskiej parafi jako dar dla kosciola.Poniewaz nic nikomu do takiego daru, kosciol moze byc obdarowywany i fiskus moze sie tylko obyc smakiem, bo tego typu dary nie podlegaja zadnemu opodatkowaniu.
    Wiec przekazujemy dar na rzecz kosciola, poczym udajemy sie do kliniki , a tam okazuje sie, ze juz czeka na ciebie usmiechniety personel szpitala i wolne lozko.
    Czyz to nie jest jeszcze jeden dowod na istnienie opatrznosci boskiej ?

  106. @ Lewy, 7 kwietnia o godz. 18:14

    Ta klinika pewnie, po prostu należy do szpitali zatrudniających licencjonowanych Lekarzy Katolików, które „skupia medyków myślących po chrześcijańsku, stosujących w swym zawodzie zasady Kościoła katolickiego.”
    Co prawda, już samo takie credo zawodowe stanowi naruszenie obowiązującego w Polsce prawa, ale czy to nie lepsze niż łamanie go indywidualnie – karno-skarbowo?
    Należy więc odnotować postęp, a nie bezczelnie omijać kolejki, których przecież już od 1 kwietnia, dzięki Ministrowi – nie ma. A minister, zagrożony przez Premiera „dymisją za kolejki” – jest.
    Trochę więcej chrześcijańskiej i obywatelskiej postawy w kolejkach, Lewy, bo stracisz numerek albo kasę.
    Pozdrawiam (nomen omen).

  107. @gregg84
    ad.1
    W chwilach tragedii życiowych, chorób śmiertelnych takie pytania same wchodzą do głowy i człowiek lgnie do jakiejkolwiek odpowiedzi. Ta odpowiedź może nie być definitywna, można co chwile zmieniać zdanie ale tak jak pisałem, to wyklucza z dyskusji i jest sprawą wyłącznie prywatną.
    Czytałem kiedyś książkę „Cud w Andach” opartą na faktach, tragedia rozbitków z Urugwaju, którzy miesiące przeżyli w górach zjadając zamarznięte ludzkie ciała. Jedni po tym doświadczeniu odczuli Boskie działanie, dlatego Cud, ale główny bohater mówił, że nie poczuł nic, że przestał wierzyć w Boga i dostrzegł, że natura jest przypadkiem, dostrzegł w tym piękno – jakby nie było, wszyscy mieli chwilę wyboru i wybrali jakąś opcję.

    ad.2
    Ateizm (nie agnostycyzm i inne) wedle definicji odrzuca samą możliwość Boga jako nienaukową i sprzeczną z „rozumem”. Nauka nie bada tych spraw a więc nie można powiedzieć, czy jest to sprzeczne z „rozumem” i nienaukowe bo nauka ze swoim językiem i pojęciem doświadczenia i „rozumu” nie ma nawet obiektu do odrzucenia. To tak jakby powiedzieć, że Polska nie ma ambasady ani umów handlowych z królestwem Narnii. Na przestrzeni dyplomatycznej i międzynarodowej takie królestwo nie istnieje, jest ono w sferze baśni i spory o to i wszelkie twierdzenia są nielogiczne.
    Dodatkowo humanizm, racjonalizm, naturalizm itp czyli całe pojęcie – świecki – jest pojęciem umownym dlatego, że buddyzm też odrzuca Boga teistycznego a nie jest świecki. Niestety ale dogmat rozumu jako jedynego słusznego weryfikatora rzeczywistości jest tylko dogmatem, bo każdy posługuje się rozumem, a humaniści czy racjonaliści stworzyli sobie pojęcie jakiegoś innego, lepszego rozumu – to jest zmyślanka bo nie wiadomo o jaki rozum im właściwie chodzi.

    ad.3
    Ja już pisałem, jako fan Nietzschego, cenię sobie wojnę, tragedię i swoje sprawy chce załatwić przy użyciu miecza – czeka mnie za to kara – gdzie to umowność i pragmatyzm? Ja tu widzę ostateczność i bezwzględność (proszę w Waszyngtonie spalić amerykańską flagę, zwykły symbol, kawałek materiału). Prawo karne/cywilne tak jak kiedyś Prawo Boże. Umowność może być w sferze myśli danej jednostki ale z religią jest podobnie bo dziś o grzechach się tylko mówi, a konsekwencje nie dotykają prawie nikogo.

  108. Lewy
    Skąd Ty wytrzasnąłeś tę wysoce niemoralną klinikę?
    Aż wierzyć mi się nie chce, że kk posunął się do czegoś takiego i że TO NAPRAWDĘ działa.
    Nie, no jaja sobie robisz.

  109. Tanaka, Lewy
    No to Wam zasunę coś takiego, że spadniecie z gałązki. Trzy lata temu kleszcz napił się mojej krwi i od razu zdechł.

  110. vps
    7 kwietnia o godz. 9:36

    @krzys52
    Czytaj też uważnie co ja piszę, bo ja mówię o stronie psychologicznej, nie mówię o wyznaniu wiary w sensie społecznym czyli przynależności do jakiejś grupy, instytucji itd. Mówię o tym, że psychologicznie, przy niewiadomych, a w metafizyce, eschatologii, etyce są tylko niewiadome i prawdopodobieństwa zależne od tego jakie informacje uznajemy za składowe, tu mamy tylko wiarę w takie i takie prawdopodobieństwo. Dla chrześcijan najbardziej prawdopodobny jest stwórca,

    A ty ciagle te swoja mantre klepiesz. Mojego oryginalnego listu do ciebie ciagle nie przeczytales… Wiesz lepiej i bez tego…

    Ponadto zmieniasz temat, choc ja chcialem dyskutowac wylacznie z twoja teoria wyborow, ktora wg. mnie nie trzyma sie kupy.
    Przynaleznosc grupowa, czy tez poczucie przynaleznosci grupowej, jest wtorne do stanu swiadomosci danego wierzacego lub niewierzacego. Najpierw wierzy a nastepnie chodzi z rowiesnikami do kosciola. Badz na odwrot – nie wierzy i nie chodzi.

    „Dla chrześcijan najbardziej prawdopodobny jest stwórca…”
    Czy dlatego, ze dokonali oni woboru wobec przedlozonego im rachunku prawdopodobienstwa? Odpowiem za ciebie – w zadnym wypadku nie dlatego. Dla chrzescijan stworca jest bezdyskusyjny nie w oparciu o rachunek prawdopodobienstwa lecz dlatego ze od urodzenia rodzice, i opiekunowie, wklepuja im tego stworce w glowki. W efekcie w glowce tak uksztaltowanej nie ma nawet miejsca na pytanie o alternatywe. A ty o jakichs wyborach mowisz. Przemysl to sobie.

  111. mag
    7 kwietnia o godz. 18:46
    Mag zdarza mi sie, ze zmyslam, nawet lubie zmyslac, ale tym razem opowiedzial mi to rodak z Dolnego Slaska.

  112. Jerzy Pieczul
    7 kwietnia o godz. 19:06
    Oj naiwny, naiwny. Nie znasz sie na metabolizmach kleszczy.Ten kleszcz musial zdechnac, bo napiwszy sie Twojej krwi wydalil sporo potomstwa w postaci jajeczek, a u kleszczy tak jest, ze po wypiciu i rozmnozeniu tata albo mama musza z tego swiata odejsc

  113. @Krzyś52

    Nie rozumiem co do mnie piszesz, przyznaję. Nie wiem też o jakim liście mowa.
    Ja cały czas piszę na temat czyli o wyborach, idziesz na pochód 11 listopada bądź nie, jesteś demokratą bądź nie jesteś, wierzysz w moralność bezwzględną lub relatywną itd. Co definiuje religię – tylko świątynia? A czym jest grób Nieznanego Żołnierza? Belweder? Sąd Najwyższy? Bo nie klękam to już czymś zupełnie innym? A robotnicy malujący świątynie klękają? Dalej nie rozumiesz jaka różnica pomiędzy zjawiskiem społecznym, czyli nazywaniem sobie tak i owak a zjawiskiem psychicznym. Rzeczy tzw „świeckie” to jest inna nazwa tego co kiedyś było religijne.

    Jak myślisz, ci rodzice się nie urodzili? Nie wpadłeś na to, że ktoś to musiał najpierw wymyślić i pisał to, co mu się wydało najbardziej prawdopodobne. Ty się posługujesz pojęciem Nicości, czyli właściwie jakim? Na czym polega prawdopodobieństwo teorii wielkiego wybuchu? Nicość (czyli byt, coś) tworzy coś więc mamy dwa byty – nicość z możliwością działania i coś – bardzo prawdopodobne a jakie logiczne, jak śpię mam tak samo, niby jestem ale mnie też i nie ma 🙂

  114. Lewy
    7 kwietnia o godz. 19:38
    Oj naiwny, naiwny, nie wiesz, co się robi z jajkami. Usmażyłem i zjadłem. Do wczoraj mnie trzymały w formie.

  115. Prawdę mówiąc, nie dostrzegam (nie pierwszy raz), by Pańskie odpowiedzi istotnie korespondowały z zastrzeżeniami interlokutora. Nie to, żeby były nic nie warte, po prostu są według mnie jakieś… poboczne… dygresyjne… 🙂

    Nie chcąc więc kończyć na tradycyjnej kłótni, żegnam się już teraz 🙂

  116. @zezem
    7 kwietnia o godz. 18:07

    Dobrze wnosisz, choć nie ja wymyśliłem tego zarzutu wobec Pana Tuska. Zgadnij, czyj to zarzut!

  117. @Lewy. No to ja zupelnie miedzy „wodke i zakaske” sie wepchne. Nawiazales na sasiednim blogu do braci Coenow. A czy ogladales ich najnowszy film sprzed kilku miesiecy, w Ameryce p.t. „Inside Llewyn Davis”. O muzyku folkowym, ktory jak zwykle bohaterowie ich filmow nie ma farta. Tak mi sie ten film spodobal, ze kogo moge to „wypycham”, zeby obejrzal.

  118. Byc moze jutro zostanie oficjalnie uznana nowa religia; pastafarianie. Beda domagac sie karania za obrazanie ich uczuc religijnych
    http://wyborcza.pl/1,75478,15757979,W_Polsce_bedzie_mozna_legalnie_wyznawac_Latajacego.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk

  119. zyta2003
    7 kwietnia o godz. 20:42
    Widzialem, a jakze. Jednym z glownych bohaterow jest kot. Jak zwykle swietna gorzko-kpiaca historia. To sa genialni Zydzi, zreszta jak wielu posrod nich

  120. Panie i Panowie Przypadkowi Chrześcijanowie i Nieprzypadkowi Niechrześcijanowie bywali w świecie, czy ktoś z was używał najsłodszej na kuli ziemskiej rośliny 200 razy słodszej od cukru i tysiąc razy ponoć bezpieczniejszej o nazwie STEWIA i mógłby rzec o niej parę słów, bo żona mi się od pół łyżeczki cukru przewraca, a jem na miesiąc 8 kilo i przewracam się tylko wtedy, kiedy zjem siedem.

  121. Jerzy Pieczul
    7 kwietnia o godz. 20:58

    Bardzo interesujaca roslina, tyle ze ja i tak nie slodze herbaty czy kawy. Ale dla Twojej zony – jak znalazl.

    http://stewia.info.pl/

  122. krzys52
    7 kwietnia o godz. 21:43
    Dziękuję, Krzysiu. Ekspresowo zakładamy doniczkową plantację na balkonie. Wiadomość o stewii świetnie trafiła w porę roku – właśnie jest czas na sianie/sadzenie.

  123. Szczęśc Boże !!!

    Wyszukał Pan te treści ,które są Panu najbliższe i którymi można pogrozić tym ,którzy np.
    wybraliby wyłącznie słowa ”naród który zabija własne dzieci itd….”

    Jesli ograniczymy sie do omówienia własnego grajdołka to
    zarówno pierwsze jak i drugie są realizowane .Może nie idealnie –wszak to niemożliwe –ale są na własciwej ścieżce
    Nikt nie powinien narzekać ani ateiści -humaniści-ekolodzy-ekumeniści -otwarci katollicy-wątpiący chrześcijanie ,wyznawcy sąsiednich religii, a także obrońcy życia poczętego.
    Każdy ma coś dla siebie oby tylko nie żądał za wiele.
    Jeśli zdarzają sie spięcia to kończą się szybko wycofaniem na własne pozycje.

    Aby uchwycić właściwe proporcje należy wziąć pod uwagę ,że lefebryści,którzy rozwijają się całkiem dobrze , odrzucają reformy II soboru i nauki JP II.

    ”Co to obchodzi ateistę?”
    Szkoda ,że nie poruszył Pan kwestii ,że JP II był nieoczekiwanym owocem czasów ateizmu.
    Mało kto czyta encykliki ale bardzo wielu pamięta czasy zgrzebne,szare i siermiężne ,czasy w których Polska nie prowadziła własnej polityki zagranicznej,czasy w których ostatnie znane w świecie polskie nazwisko to Maria Skłodowska.
    Były to czasy w których ludzie władzy nie byli geniuszami, religia zwalczano jako ”opium dla ludu”,czasy w których zdarzyło się władzy utopić księdza w Wiśle z nienawiści do kościoła.
    I nagle ludzie zajęci staniem nocym w kolejkach dowiadują się ,że Polak został papieżem.
    To tak jakby naród wszedł do wyższej ligi.
    Na dodatek pokazało się, że gość jeździ na nartach ,pływa,chodzi w butach Martensa,gada w wielu językach,jest gwiazdą itd itd
    Polacy poczuli,że też należą do świata.

    Ateiści powinni byli zadbać we własnym interesie o to aby wydać z siebie taką gwiazdę i wtedy nie mieliby tych wszystkich stresów związanych z JP II

  124. izka561
    7 kwietnia o godz. 23:24
    Podasz przykłady zwalczania religii w Polsce jako opium dla ludu? Bo ja łykałem to opium na lekcjach religii w państwowej szkole. Żadnego zwalczania religii w szkołach nie powąchałem nawet z daleka.

  125. izka561
    7 kwietnia o godz. 23:24
    „Polacy poczuli,że też należą do świata”.
    Kto poczuł, to poczuł. Najmądrzej i najbezpieczniej mówić jednak za siebie. Czyżbyś była tak ślepa, że nie widziałaś i nie widzisz przepastnych, nie do zasypania podziałów między Polakami? W jakim celu wchodzisz na ateistyczny blog ze swoim prowokacyjnym „Szczęść Boże” – żeby zasypywać podziały?

  126. Jerzy Pieczul
    7 kwietnia o godz. 23:59

    Podziały nie są niczym złym,to naturalne zjawisko w każdym narodzie.
    Groźne jest niwelowanie podziałów na siłę.
    Tarczą obronną jest tolerancja rozumiana jako dobre wychowanie powstrzymujące od dania komuś w mordę i potraktowania złym slowem za poglądy z którymi się nie zgadzamy.
    Szczęść Boże to piękne pozdrowienie.Niestety wyszło z użytku.Przyznaję ,że jest to delikatna prowokacja.
    Jeśli jednak Gospodarz da znać,że Go to obraża to się wycofam.

    Rzeczywiście powinno być ”Polacy z małymi wyjątkami poczuli ,że też należą do świata”
    Tym bardziej,że nasi władcy–inteligentni próbowali zatuszować całe wydarzenie,myśleli ,że się nie wyda !!!

  127. izka561
    8 kwietnia o godz. 0:29
    „Tarczą obronną jest tolerancja rozumiana jako dobre wychowanie powstrzymujące od dania komuś w mordę i potraktowania złym slowem za poglądy z którymi się nie zgadzamy”.
    Izko, takimi słusznymi ogólnikami piekło jest wybrukowane. Zejdź na ziemię i zauważ, że niepotrzebna żadna tarcza tam, gdzie nie ma krzykliwościi i zachowań prowokacyjnych (które są przeciwieństwem nauk Jezusa). Nikt publicznie nie atakuje w Polsce Świadków Jehowy, zielonoświątkowców, adwentystów, starowierów czy nawet polskich muslimów, bo uprawiają swoje gusła w cichości, nie obnoszą się z nimi po ulicach (obnoszenie się też jest przeciwieństwem nauk Jezusa). A Ty wchodzisz na blog ateisty z dziecinną prowokacją i domagasz się tolerancji. Wyobrażasz sobie tolerancję wobec ateisty, który wszedłby do kościoła z pozdrowieniem „Nie ma Boga” i głosiłby w czasie mszy, że obecni się bawią w gusła, bo żadnych bogów nie ma? On przecież wyrażałby tylko swoje poglądy? Zapytałem, w jakim celu wchodzisz na ateistyczny blog z religijną prowokacją i indoktrynacją. Nie odpowiedziałaś, bo nie umiesz, czy przegapiłaś?

  128. Jerzy Pieczul
    8 kwietnia o godz. 8:38

    ”z dziecinną prowokacją ”–masz nadwyżkę receptorów reagujących alergicznie na słowo ;;Bóg;;
    tym bardziej ,że jak piszesz ,jest to podane w formie dziecinno-niepoważnej.
    Sprawdź ,czy nie potrzebujesz egzorcyzmów.
    Nie zamierzam też schodzić do katakumb.
    Jest dla Ciebie jedno dobre rozwiązanie—wejdź do administratora i tam lewym przyciskiem myszki wykonaj polecenie ”usuń wpis”.

    ”ogólnikami piekło jest wybrukowane”—piekła nie ma !!!!

  129. Jerzy Pieczul
    8 kwietnia o godz. 8:38

    ;;Wyobrażasz sobie tolerancję wobec ateisty, który wszedłby do kościoła z pozdrowieniem „Nie ma Boga” i głosiłby w czasie mszy, że obecni się bawią w gusła, bo żadnych bogów nie ma? On przecież wyrażałby tylko swoje poglądy?;;

    Na Twoim miejscu sprawdziłbym jak to zadziała.To kuszące .

  130. izka561
    8 kwietnia o godz. 16:36
    Właśnie pokazujesz katolicką tolerancję – wymądrzasz się złośliwie o receptorach i poszczekujesz ambicjonalnie nie na temat. Skoro cytujesz mnie: ”ogólnikami piekło jest wybrukowane” i komentujesz ironicznie: „piekła nie ma!!!!”, to Cię pouczę, że religijne słownictwo nie tylko w języku polskim weszło do języka potocznego, w którym się zleksykalizowało w funkcji różnych zawołań, konstrukcji frazeologicznych, tracąc pierwotne znaczenia. Owszem, spotykałem już durniów twierdzących, że skoro człek automatycznie mówi: „O Boże!”, to wiara w Boga jest wrodzona. „Mein Gott!”, „O Jezu!”, „Matko Boska!” nie mają żadnego żywego związku z nazwanymi osobami – są emocjonalnymi reakcjami podziwu, zaskoczenia, przerażenia – tym samym, co „kurrrwaaa!” w kabinie pilotów tutki tuż przed katastrofą. Wychodzące z użycia zaklinanie się (w języku laicyzującej się młodzieży) „Jak Boga kocham” też nie świadczy o kochaniu Boga – jest to słowny automatyzm. A bardzo treściwy frazeologizm „Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane” wzbogacił język, lecz na pewno nie jest dowodem wiary w piekło.

    Gdybyś się chciała uczyć, miałabyś sporo nauki przed sobą, ale wolisz wchodzić na blog ateisty, by indoktrynować uczestników religijnie. W odróżnieniu od Ciebie nie byłbym aż tak nietaktowny, by wchodzić do kościoła w czasie mszy w celu głoszenia niewiary. Natomiast w latach 90-tych słuchałem przez pół roku Radia Maryja, by zdobyć wiedzę o antychryście Rydzyku (uczepisz się „antychrysta”?), no i parę razy chciałem wejść na antenę z krytycznym komentarzem – ani razu nie wpuścili. Rydzyk kiedyś powiedział otwarcie, że nie będzie w swoim radiu udzielał głosu wrogom Kościoła. Komunistycznym zwyczajem nie rozróżnia wrogów i krytyków. Kościół zresztą nigdy nie rozróżniał – z całą premedytacją. A tu, jak widzisz, wchodzisz sobie swobodnie i wygłaszasz religijne kazania do starych ateistów. I dalej, zaślepiona ambicją, nie odpowiadasz na jasno postawione pytanie: w jakim celu tu wchodzisz i głosisz – żeby się dziecięco poprzekomarzać, czy z jeszcze bardziej dziecięcym, wręcz infantylnym zamiarem przerobienia ateistów na religijną pulpę?

  131. Jerzy Pieczul
    8 kwietnia o godz. 18:41

    ”indoktrynować uczestników religijnie
    religijne kazania do starych ateistów, w jakim celu tu wchodzisz i głosisz, przerobienia ateistów na religijną pulpę?”

    Niepotrzebnie to napisałeś. w mojej glowie może zakiełkować nieśmiała myśl,że to wogóle jest możliwe.

    Powód jest prosty—odpowiadam na teksty gospodarza dopóki nie ma zakazu wstępu dla betonowych katoli.Nie ma też tabliczki ”Zastrzeżone dla ateistów”

    Zresztą powinieneś być mi wdzięczny.Dzięki moim wpisom możesz ocenić jak silna jest Twoja wiara.
    Zresztą też przesadzasz—jeśli przez pół roku z własnej woli słuchałeś toruńskiego radia to znaczy, że jesteś twardy zawodnik i mnie też przetrzymasz—moje wpisy w porównaniu z radiem to malutki pikuś.

  132. izka561
    8 kwietnia o godz. 22:36
    Znów ani jednego słowa na temat „Po co przychodzisz?”. Otwarta brama tylko umożliwia wejście, ale nie jest przecież motywacją. Wchodzisz – wierząca – wykłócać się z ateistami. Znaczy, nie rozumiesz, że nic bardziej jałowego niż gadka wierzącego z ateistą o religii. Bywaj zdrowa.

  133. Co do cytatów z (wkrótce) świętego:
    Jan Paweł II tak tłumaczy sens tego wyboru [PAK: beatyfikacji Piusa IX, dobrego człowieka, ale kontrowersyjnego papieża], przez wielu ludzi kontestowanego, przypominając, że święty nie jest doskonały we wszystkim, co powiedział, napisał lub uczynił. “Beatyfikując jednego ze swych synów, Kościół nie czci jego konkretnych historycznych wyborów, ale ukazuje go raczej jako wzór, który należy naśladować i wychwalać za cnoty, przez które jaśnieje łaska Boża”.
    Odile Haumonte, Wielka księga świętych, tłum. Tadeusz Szafrański, Świat Książki, 2012