Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

27.03.2014
czwartek

Celowousuwam.pl

27 marca 2014, czwartek,

Traktuję czytelników poważnie i oczekuję, że jakoś mi się za to zrewanżują. Żart niech się żartem odciska, niedomyślane opinie — lepiej niż one przemyślaną krytyką; pytanie — próbą odpowiedzi lub lepszym pytaniem… Wtedy cała ta zabawa ma trochę sensu, a tego nigdy dosyć. Zwłaszcza w tzw. blogosferze czy, ogólniej, mediach elektronicznych (choć dziś papierowe też są poniekąd elektroniczne).

I nie jest to biadolenie na poziom niektórych komentarzy, lecz tylko i wyłącznie apel do tych wszystkich, którzy chcą traktować niniejszy blog jako medium dla reklamowania swoich biznesów, by dali sobie spokój i nie wysilali się niepotrzebnie. Usuwam i będę usuwał posty, których głównym przesłaniem jest prezentacja znaczącego adresu internetowego, kierującego do jakiejś biznesowej aktywności. Będę też usuwał wypowiedzi, które uznam za zbędne powtórzenia. Muszę przyznać się publicznie do pewnej istotnej słabości: moja nierównomierna aktywność na blogu wynika nie tylko z zapracowania (co jest istotnym czynnikiem), lecz także ze zniechęcenia, jakie wywołuje we mnie miałkość (zbyt dużej) części komentarzy. Przy okazji zwracam uwagę tym, którzy wciąż pouczają mnie, o czym powinienem, a o czym nie powinienem pisać, żeby się nie wysilali. To nie jest blog pisany na czyjekolwiek zamówienie, oprócz mojego widzimisię. I, czego wielu odbiorców zdaje się nie rozumieć, nie wyraża opinii w imieniu redakcji POLITYKI, lecz tylko moje własne poglądy, które czasem pokrywają się, a czasem nie pokrywają ze stanowiskiem redakcji. Jeśli uznaję, że o czymś nie chcę pisać, to nie piszę. Nawet kiedy się wydaje, że powinienem.

Miło mi, że pewne grono czytelników traktuje to forum jako miejsce do wzajemnych kontaktów — to jest pewna wartość, nawet gdy ta rozmowa nie ma nic wspólnego z wpisem. Zachęcam zatem do dalszej wymiany myśli. Bo chociaż bywa męczące, to jednak na ogół myślenie nie boli.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 209

Dodaj komentarz »
  1. Rany Boskie!
    Ja myślałem, że tytułowe „celowousuwam.pl” to reklama pokątnej babki, jako przykład promo-spamu z którym zmaga się Pan Redaktor.
    Tymczasem chodzi chyba o „reset” zasad publikacji komentarzy.
    Nie ukrywam, że bywało tu fajnie i można było pogadać z kumatymi gośćmi o naprawdę naszych, ateistycznych sprawach. A jak nie o sprawach, to o pokątnych, po cichu usuwanych na kryminogenny margines społeczny, poglądach bezbożnych na świętości ucieleśnione Polską, przed i za murzem.
    Więc może klimat wróci, a zdrowie Sławomirskiemu, aby się obyło bez chirurgii na blogu.
    Blog to jest taka mikro szkoła demokracji i wolności – tak Gospodarza, jak i słowa. Mylne jest przeświadczenie że wolność i demokracja obronią się same, nic tak jak one nie sprzyja użyciu ich wartości przeciwko nim samym.
    Dla mnie wpis Gospodarza jest paralelą sytuacyjną – wolność polega na demokratycznej umowie co do jej granic, a nie na przyzwoleniu na dowolność za każdą cenę.
    Akurat w otaczającym nas świecie i sytuacji, tego celowego, usuwania zawczasu zagrożeń wolności brakło i pewnie przyjdzie zapłacić nam zgodą na usunięcie wolności.
    Dobrze, gdy chociaż polityka bloga dodaje zdrowia, cieszmy się, póki wolno.

  2. Popieram. I życzę żeby się ten reset udał. Powodzenia.

  3. Szanowny Panie Jacku, obawiam się, że za trudne jest dla pewnych znamienitych gości zrozumienie zawiłości, że autor blogu pisze o tym, o czym on chce pisać, a nie o tym, o czym chciałby czytać gość. Liczne na stronach internetowych pretensje do autorów „Czemu o tym, a nie o tamtym?” to zakaźna choroba internetowa jako skutek mnogości informacji i łatwości publicznego harcowania. Inna wersja tej samej choroby to nie tyle pretensje do autora, ile w ogóle nieoglądanie się na niego, włażenie do jego hamaka i bujanie się jak w swoim. Wiem coś o tym, bo sam zrobiłem niejeden skok w Brok…tfu!…w bok.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Gekko
    27 marca o godz. 20:11

    „Dla mnie wpis Gospodarza jest paralelą sytuacyjną – wolność polega na demokratycznej umowie co do jej granic, a nie na przyzwoleniu na dowolność za każdą cenę.”
    ***
    Moze i na demokratycznej umowie, ale chyba przede wszystkim wynika z jakiej takiej oglady, z kultury osobistej, ktora pozwoli na zrozumienie, ze nie mozna wchodzic z buciorami do lozka wlasciciela blogu, tylko dlatego, ze J.Hartman nie kasuje wpisow takich typkow jak ty. Innymi slowy szkoda, ze swej prawdy objawionej nie stosujesz do samego siebie na blogu Hartmana.

    No i nie wiedzialem, ze ty za ateiste robisz tutaj. Ciekawe z ktorej strony zaczniesz podsmradzac Kowalczyka (?) Bo ze bedziesz – to pewne.

  6. Drodzy Państwo, a może by tak bez wycieczek osobistych? Osobiście cenię sobie ten Blog i czytuję wpisy, natomiast nader rzadko komentarze. Męczy mnie swoiste towarzystwo wzajemnej adoracji (albo odrazy) blokujące przestrzeń dyskusji do własnych popisów krasomówczych. Wolałabym czasem „pogadać” na temat tego z czym się zgadzam i z czym się wadzę u Gospodarza. I nie są to tematy wpisów – jako podstawa pretensji. Dobrze, że Pan pisze o czym chce. Za kilka lat będzie to cenna składowa obrazu inteligenckiej świadomości w latach … do pracy magisterskiej… To oczywiście żarty, chociaż niezupełnie. Szukamy oaz, w których można swobodnie oddychać. I dobrze.

  7. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Pan celowo usuwa a ja celowo nie pisze.

    Slawomirski

  8. A które to są te „miałkie komentarze”? Autorze, śmiało, nie bądźmy delikatni jak reklama czekolady! Po nazwiskach, panie!

  9. Ciekawe czy ta mysl uchowa sie na blogu Polityki

    Putin wymusza wyscig zbrojen w Europie czego efektem Niemcy beda jesc mniej befsztykow a rosyjskie dzieci pozostana bez mleka.

    Slawomirski

  10. Albo ta

    Ludzie odpowiedzialni za sowietyzacje pracuja w Polityce.

  11. W związku z tym, że temat pana Jacka – słuszny i wszechobejmujący, to może i moja ciekawostka pod niego podpadnie. Było nie było, jesteśmy, ateiści, w swoim domu – nie stój, nie czekaj, pomóż.
    Oto ilustracja językowej epidemii polegającej na ozdabianiu dużymi literami małych rzeczy – takich jak „Ojciec Dyrektor” na przykład.

    Pewien piękny dom wczasowy w Mielnie wystosował do zalogowanych wielkanocną ofertę. W niej m.in.:
    „spędzisz w domowej atmosferze Święta Wielkiej Nocy….”
    „wspólny  Śmigus Dyngus  na basenie”
    „poświęcenie pokarmów przez miejscowego Księdza”
    Nie będę wszystkiego językowo komentował, powiem tylko, że jak zobaczyłem tego „Księdza”, chciałem odruchowo klęknąć.
    „Ksiądz” jest tysięcznym, bijącym w oczy dowodem, jak łatwo ludzie produkują nowych bogów, skoro przodkowie raz ich ulepili (na podstawie łatwości lepienia nowych nietrudno wnioskować o lepieniu starych). Polacy na przykład w 1979 ekspresowo dorobili się narodowego boga JPII i jeśli z rzadka mówili na niego „Papież”, to tylko dużą literą i na klęczkach, tak że niejaki Jahwe prawie zgasł na jego tle.
    Słowem, wielkoliterowość się rozszalała, a w dziedzinie lęku przed śmiercią, zwanego dla niepoznaki „religią”, i kupowania sobie wiecznego szczęścia w raju literami – nawet zdziecinniała.

  12. Zaczyna się ładnie.
    Pożyjemy , może porozmawiamy , może pomilczymy razem.
    Gospodarzowi i nam wszystkim życzę powodzenia.
    Blog może być i ciekawy i kulturalny , pod warunkiem ze zbyt wiele śmieci tu wiatr nie naniesie.
    Wiadomość z ostatniej //prawie //chwili ,
    Kempa się ukulturalniła – wróciła od fryzjera, widziałem w TV.
    ukłony

  13. krzys52
    27 marca o godz. 21:42
    A to nawet tu przywialo cie buraczku i udzielasz wykladow na temat kultury wypowiedzi: Ja cie, nie wiedzialem, ze posiadasz jakas wiedze w tej materi ?

  14. Jerzy Pieczul
    27 marca o godz. 23:28

    Moda na wielkie litery wtargnęła na dobre nie tylko w teksty, na które zwrócił Pan uwagę. Myślę, że te wszystkie „Zaproszenia”, „Urodziny”, „Zebrania”, „Ubrania” i cokolwiek ktoś zamarzy, przyjęliśmy z amerykańskiej angielszczyzny. A dodać należy do tego jeszcze zwykły brak staranności. Kto mi bowiem wytłumaczy, czemu na tabliczkach miejskich w Warszawie jest „Ulica” oraz „Ul.”?

    Do Autora: Lubię czytać Pana teksty, brakowało mi ich ostatnio. Rozumiem powody milczenia, nawet zniechęcenia, sądzę jednak, że osób takich jak ja — które czytają i myślą podobnie, nie piszą jednak o tym w komentarzach, jest sporo. I będziemy wpadać tu dalej :-).

  15. Gospodarze blogów radzą sobie z treściami komentarzy na różny sposób.
    Jedni wyniośle milczą miesiącami, pozwalając na wszystko i akceptując zamianę swego bloga w tablicę ogłoszeń o upadku ludzkiej kondycji moralnej i intelektualnej. Widać taką rzeczywistość chcą swym blogiem zaświadczać.
    Inni tną i banują wedle swego uznania i niejawnych, ale wymownych kryteriów – świadcząc co dla kogo znaczy wolność i normy.
    Jest też taki wyrafinowany sposób, jak publikowanie komentarzy z powycinanymi zdaniami, które gospodarzowi nie pasują do spójnego widzenia świata – i jest to oczywiście blog belferski, gdzie zachęca się także do cenzury …słownika ortograficznego. Bardzo pouczające, zaiste.
    Na jednym z blogów gospodarz tnie i ostro polemizuje z tym, czego nie tnie, komentując nawet najbardziej toksyczne, zamieszczane jednak wpisy gości. Daje wyraz aktywnej postawie wobec rzeczywistości i traktuje swój blog jako narzędzie jej kształtowania. To budzi respekt.
    Jeszcze inny każdym wpisem trolluje, prowokując kaskady idiotyzmów i bluzgów w komentarzach, powiewając swym blogiem jak szyderczym sztandarem nad upadłą krainą obyczajów. I rzeczywiście, wielu pod tą flagą ciągnie poziomy w dół, do dna – cbdo dla gospodarza.
    Red. Kowalczyk z kolei uczciwie i asertywnie ujawnia reguły gry i zaprasza do stolika. Niestety, nomen omen pod jakim Jego blog funkcjonuje jest w naszym społeczeństwie na tyle prowokacyjny, że ateistom (ergo korzystającym z rozumu) przychodzi biesiadować wśród sporej grupki zwabionych tytułem świrów. To dość na dłuższą metę degradujące. O powodzeniu „resetu”: zadecydują nie mądre zasady bloga, ale konsekwencja i odwaga w ich egzekwowaniu.

    I na koniec to, do czego zmierzam.
    Żaden z tych blogów nie traktuje poważnie ..własnego, publicznie obowiązującego regulaminu. Każdy Gospodarz rządzi się po swojemu, z różnym skutkiem.
    Jeden wynik jest wspólny – my naprawdę nie jesteśmy społeczeństwem gotowym przestrzegać solidarnie i wspólnie cywilizacyjnych norm.
    Z tej i z tamtej strony stołów biesiadnych rządzi, mości panowie – kupa. Może niedoskonała, ale własna 😉
    Trudne pytanie, czy dla tej wiedzy warto zasiadać.

  16. Cos sie Jerzemu Pieczulowi i Gekkowi pozajaczkowalo, bo on twierdza, ze sa ateistami.
    Tymczasem wedlug buraczka Krzysia 52 ateista jest tylko ten co wyraza sie kulturalnie uzywajac takich slow jak *gnida*, *kanalia*. W definicji ateisty buraczka wpisuje sie jeszcze oprocz niego jedynie Krzysia, ktora nawet uzywa slowa na *ch..*, ktorego w zadnej encyklopedi ani w slowniku nie znajdziecie. Jest to slowo zastrzezone dla wyrafinowanych ateistow.

  17. A ja sie pytam, dlaczego edaktor Kowalczyk nic nie napisal o kobiecie, ktora zepchnela meza w przepasc i to dotego tak, ze on stracil zycie.
    Zapodaje link
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15700659,30_lat_wiezienia_dla_Amerykanki__Zepchnela_meza_w.html#BoxWiadTxt

  18. @ Lewy

    Nie mogę być i nie jestem ateistą, ponieważ ten termin mylnie zakłada konieczność istnienia pojęcia boga, co oznacza że ateizm, jak teizm, także nie istnieją.
    Natomiast interesują mnie poglądy na świat, które takiego założenia, o istnieniu, nie traktują jako konieczność.
    Podobnie podchodzę do niepowstrzymanej konieczności rozdmuchiwania sianych na blogach bezmózgich bluzgów, przez ich komentowanie i powielanie.
    To nie sadyzm, to masochizm 🙂

  19. Gekko
    28 marca o godz. 10:49
    Ja raz powaznie a raz zartobliwie. Temat ateizmu czy tez agnostycyzmu zostal juz tak przenicowny, ze niewiel mozna tu dodac. Pisalem juz o banalnych krasnoludkach, dziwozonach, rusalkach, strzygach i o *dowodach*na ich nieistnienie. Rowniez wymadrzalem sie przytaczajac rozne dowody (sw.Tomasza, czy sw.Anzelma) na istnienie boga i za Wolterem i innymi racjonalistami obnazalem paralogizmy tych dowodow.
    Najbardziej podobaja mi sie dosadne i inteligentne wypowiedzi Jerzego Pieczula.
    Gdyby pojawil sie tu jakis nawiedzony katolik typu Michas czy Murator, to kto wie, czy znow nie siegnalbym do zawartosci mojej torby z racjonalnymi argumentami .
    A poniewaz takiego nie ma, nie mam komu udawadniac , ze istnienie boga jest hipoteza mocno naciagana, wiec bawie sie w komentowanie wypowiedzi buraczkowatego, nawiedzonego ateisty.
    Swoja droga to ciekawe, ze nie trzeba przeprowadzac dowodu na istnienie Ciebie, redaktora Kowalczyka, Krzysia buraczka, a co do istnienia boga to ciagle poszukuje sie dowodow. Bez tych dowodow jakos sie nie da ? Co to za bog, ktory sam nie moze sie przedstawic , pokazac, tylko inni musza za jego istnienie reczyc.
    No tak, ale przez Ciebie, znow wdalem sie w teologiczne rozwazania.

  20. Gekko
    28 marca o godz. 10:49
    Wybacz, Gekko, zbaraniałem: Ty, czy nie Ty. Pojęcie boga to ani konieczność, ani niekonieczność – to obiektywne istnienie pojęcia w społecznej komunikacji. Krasnoludki to też tylko pojęcie: ani konieczne, ani niekonieczne – jest i tyle. „Ateizm” jest w opozycji do pojęcia „teizm”, które istnieje tak samo obiektywnie, jak „ateizm”. Istnienie pojęcia nie jest równoznaczne z istnieniem jego desygnatu. Wstałeś tyłem do przodu, czy jak?

  21. Jerzy Pieczul
    28 marca o godz. 11:2
    A to zazyles Gekko i mnie.Jako byly filozof powinienem wczesniej wpasc na to pomieszanie pojecia i desygnatu, no i calego dalszego ciagu.
    No, no, jakis ,za przeproszeniem inzynier, wchodzi na moja dzialke i wprowadza mnie w kompleksy !!!

  22. Gekko I Jerzy zgrabnie zagrzali rubrykę komentarzy pod przedwiosennym (porządki) wpisem gospodarza.
    Jerzy, masz dobrą rękę (głowę, znaczy) do wrzucania historyjek działających jak iluminacje w księgach benedyktynów. I masz rację co do Wielkich Liter. Tak mi się zdawało, bowiem moje przekonanie co do racji jakoś słabnie. Purystyka językowa nakazuje dbać o rozróżnianie sytuacji, w których stosujemy małe, a w których Wielkie litery. Ale po pierwsze, purystyka językowa w dobie internetu staje się dziwactwem, po drugie, brak czystości, będąc wadą, ma rosnącą zaletę. Jest nią wszechobecność, nachalność i bezczelność używania wielkich liter, zwłaszcza przez religiantów. Ponieważ nie można się przed tym obronić, należy się z tym (najpierw – niestety, a potem – stety, wręcz z rosnącym entuzjazmem) zgodzić. I wspierać, kroczyć w pochodzie z rozwianym włosem i sztandarem, a wzrokiem szalonym w entuzjazmie. Przesyt ośmiesza, wulgarność przyprawia o rzygi. Rzyganie jest zaś czynnością ozdrowieńczą. Pozwala na powrót docenić i Wielkie i małe litry w swych osobnościach.
    Dlatego też sądzę, że należy śmielej, bez drżenia, tu i teraz, Robić Robotę w Wielkich Literach. Czynność to wdzięczna, zwłaszcza skojarzona z Biskupem Polskim i Jego Proboszczem.
    O kremówce wadowickiej: „Uroczyste Wniesienie Kremówki Papieskiej” (na uroczystości komunijnej za jakieś 2 miesiące, gdziekolwiek w Polsce).
    o Hoserze, godz. 12:25: „Przybycie i Powitanie Jego (przez „x”) Excelencji (koniecznie od nazwiska) Hosera Henryka” (w dowolnej sytuacji, może być w łazience).
    W tej sytuacji „poświęcenie pokarmów przez miejscowego Księdza”, jest cokolwiek zbyt skromne. Zwłaszcza, że „pokarm” mamy od Bozi, a nasze życie od niego zależy. Nie może więc pokarm pozostać z małą literą. Sprawa jest zbyt poważna. Należy tak: „poświęcenie Pokarmów przez miejscowego Księdza.” Dodatkową zaletą jest skojarzenia Pokarmu i Księdza. Ten drugi jest przecież tym pierwszym, a pierwsze – drugim. W Ojczyźnie Ojca Świętego to Oczywista Oczywistość.
    W związku z tym, chyba należy skorygować ortografię polską. Ona jest sługą, nie panem.

  23. Jorawi
    28 marca o godz. 9:18
    Może masz rację z tym małpowaniem angielszczyzny („Pawiem narodów i papugą”), choć bez badań to tylko hipoteza. Ale obok tego niemniej prawdopodobną przyczyną jest coraz mniejsze oczytanie Polaków (z czytania się rodzi poprawność jako bardziej wzrokowa umiejętność niż powstała z wyuczenia zasad pisowni). Nieoczytanie było i wcześniej, ale nie było takiego masowego pędu do pisania, i to pisania niekontrolowanego, więc dostrzegamy niepoprawności o wiele więcej niż w czasach papierowych mediów z obowiązkową (też nie za mądrą, ale jednak) korektą. Dochodzą do tego względy patetyczne, kiedy co drugi, pisząc o bliskiej osobie, obowiązkowo musi ją ubrać w wielkość – np. moja Mama, mój Kolega. A już jak chodzi o nazewnictwo religijne i kościelne, to mamy całkowite leżenie plackiem…tfu!…krzyżem, i właściwie każdy wyraz w zdaniu powinien być pisany wielką literą z jakimś pachnącym kwiatkiem. A nawet ogromną.

  24. Ha!
    Jednak można.

    @ Lewy
    Wolę Cię w tej wersji, jaką nazywasz poważną, przyjmijmy, że wersja alternatywna nie jest niepoważna, ale niesmaczna.
    Mnie w ogóle roztrząsania teologiczne nie pociągają; ciekawa jest dyskusja bez mrocznego nawisu tego paradygmatu – temat to rzecz drugorzędna. Pozdrawiam.

    @ Jerzy Pieczul

    Tak, masz słuszność, użyłem skrótu – załóżmy, że myślowego ;).
    Nie kwestionuję istnienia danego pojęcia w przestrzeni.
    Uważam je natomiast za mylące i nieuprawniony sposób implikujące istnienie desygnatu i to określonego.
    Odrzucam kwalifikowanie różnych odczuć, potrzeb i postaw jako jedno spójne pojęcie, stąd uważam, że jest nieuprawnione.
    Takie pojęcie nie ma jednolitego i spójnego desygnatu.
    Gra w teizm i a-teizm ma ten sam wspólny mianownik – zmusza do jałowych rozważań, co za nimi stoi, jaki desygnat i antydesygnat.
    Stawką w ukrytej grze jest przyjęte mimowolnie założenie o sensowności samego pojęcia.
    A wtedy rozpoczyna się „szukanie czarnego kota”, czyli pułapka, by rozum zamknąć w czarnym pokoju.

    Jakbym nie wstawał, zawsze sprawdzam, czy zostawiam z tyłu to, co zasłania mi widok do przodu 😉
    Pozdrawiam.

  25. Tanaka
    28 marca o godz. 11:48
    Wyjąłeś mi z ust, Szanowny Tanako, Jako Myśliciel i Kpiarz W Jednej Osobie (nie mogę sobie pozwolić na pisanie do Ciebie małymi). Właśnie kiedy pisałem, pomyślałem, że z takiej okazji jak najważniejsze święto chrześcijan, wszystko powinno być pisane dużymi literami – nawet przecinki.

  26. @ Tanaka, 28 marca o godz. 11:48

    Podzielam spostrzeżenia o zachodzącym wokół nas wyrównaniu szans Wielkich i Małych liter.
    Myślę, że zarówno same Zasady jak i Nietrzymanie Zasad stanowi cenne źródło wiedzy o autentycznych postawach nadawców i rzeczywistych przesłaniach ich komunikatów.
    To zjawisko, wartościowania przez literowanie, skądkolwiek nie przyszło (fakt, że z zaoceanicznego angielskiego) jest użyteczne nie tylko dla Wyznawców, ale też Innych Wspólnot (np. korporacji).
    Jak donoszą językoznawcy, purystyczne lęki zubożają cele języka i komunikacji i ja się z tym zgadzam.
    O ile odrzucenie puryzmu językowego jest świadomą lub podświadomą, ale taktyką komunikacyjną, a nie objawem ignorancji.
    Pozdrawiam.

  27. Jerzy Pieczul
    28 marca o godz. 11:54
    Tak jest.
    Jako osoba lubiąca smakowite a celne cytaty, właśnie przypomniałeś mi, „na okoliczność” nieoczytania, a z chęcią pisania, cytacik z „Czerech pancernych…”. Tomuś Czereśniak wyliczał, bodaj do Janka, jakoś tak: „piszącemu (należy się, dla sprawiedliwości i właściwości) – zeszyt, a grającemu – harmonię. Jeszcze nie tak dawno, jak kto nie umiał wydobyć z siebie zbornej myśli oraz/lub nie potrafił poprawnie czegoś napisać, miał w sobie jakiś wstyd każący mu nie pchać się „przed starszych” (to też bodaj z tego serialu). Dziś tego nie ma, wszyscy powinni być „asertywni”, dlatego też choć Gospodarz przedwiosennie apeluje, to apel nie napełni się życiem. Niestety. Zdaje się, to se ne vrati.
    To jakby marne. Ale znowu – przekornie – z tych co są poprawni – tworzy Mistrzów sztuk dawnych. Jak gry na violi da gambie.

  28. A propos ateizmu, Wiary i niewiary.
    Mój ulubiony ostatnio Ewangelista – Czesław Miłosz napisał:

    Odwrotnie

    „W Polsce są wszelkie dane na odwrócenie: kiedyś była sceptyczna, mocno pozytywistyczna inteligencja i pobożny lud zapełniający kościoły. W niedalekiej nawet przyszłości może być inaczej: chrześcijaństwo, zmagające się z powszechną niewiarą, okaże się za trudne dla ogółu i większość swoich wiernych zachowa jedynie wśród najwyżej wykształconych”.

    Bo ateizm to niestety nie wysmakowany Russell,czy trącący nieco myszką Wolter, ale to z czym mamy do czynienia w publicznej przestrzeni na co dzień, czyli Internet, albo jakieś wigilijne happeningi niejakiej Pani Bratkowskiej,czy określający nieustannie swoje ego naczelny ateista z Biłgoraja rodem.
    Ateista przypomina nie kogoś kto staje i dumnie wypina pierś w imię wielkiej idei,postawy, prawdy, ale to raczej papierek ( niekoniecznie lakmusowy) porwany przez wartki nurt śmierdzącej kloaki której na imię na przykład Się.
    Się mówi, Się powinno, Się wypada, Się należy.

    A pójść pod prąd idiotycznej mantrze? Spróbować coś od siebie,chociaż nie jest to dzisiaj strasznie w modzie.

    Wracam z pobliskiej metropolii. Dokonałem zakupów (szt. 2)w jednym z antykwariatów. .

    1)Wodziński:”Wiedza a zbawienie.Studium myśli Lwa Szestowa.
    2)Kijowski Andrzej:’Tropy”.
    tytuły rozdziałów: – Zamyślenia nad naszą godziną
    – Kultura miejscem spotkania Boga i człowieka
    – Wiara i niewiara w życiu Polaków
    – Czym jest nasza wiara?

    Prawdopodobnie nie będzie lekko, ale dlaczego mam nie spróbować?

  29. A moze bysmy jak Niemcy wszystkie rzeczowniki pisali z duzej litery:das Buch – Ksiazka itp.
    Kiedys sw.pamieci NRD pod cicha namowa Wielkiego Brata(napisalem to z duzycj liter, bo ten Brat byl wyjatkowy) chcial doprowadzic do stworzenia odrebnego narodu niemieckiego.Pierwsza proba bylo wlasnie zlikwidowanie tych nieszczesnych wielkich liter, od ktorych kazdy rzeczownik w jezyku niemieckim zaczyna sie. Ale potem zaniechali tworzenia osobnego narodu.

  30. Aaron Spręzyner
    28 marca o godz. 13:33
    Miłosza należy, jak każdego, czytać krytycznie. Cytat brzmi zgrabnie i pozornie może wydać się sensowny. Widzę w tym jednak tylko pozór. Osoby „najwyżej wykształcone” z definicji mają obowiązek etyczny krytycznie patrzeć na kwestię Boga. Więcej, jeśli są rzeczywiście wykształcone, a do tego mądre, niemal na pewno dadzą sobie spokój z wiarą w krasnoludka pt. Jahwe, et cons.
    Są oczywiście osoby „najwyżej wykształcone” które z wielkim samozaparciem i desperacką siłą faktycznie wierzą. Czego przykładem są niektórzy biskupi z papieżami (zwłaszcza doby współczesnej) włącznie. Nawet niebiskupi miewają doktoraty, także honoris, habilitacje albo i profesury. Z rękawa wychodzi mi ksiądz Oko. To przykład pozornie łatwy, bo psychiatryczny. Ale w tym tkwi esencja – wiara w 85% przypadków to sprawa skrzywienia osobowościowego, czyli właśnie casus psychiatryczny. Nie leczony z dwóch powodów:
    (A) (bardziej historycznego, jeśli mowa o Europie) – można było dostać w ryj. Z dekapitacją włącznie. W punkcie A do dziś obowiązuje mniej cmentarna odmiana: bezczelność.
    (B) (ciągle aktualnego): powszechności, zwłaszcza w krajach takich jak PL.
    Pojęcie wykształcenia bezwiednie kojarzone jest z „mądrością” i „oświeceniem”. Tak bywa, ale nieczęsto. Na przeszkodzie stoi trudność osobowościowa. Która zaczyna się w kołysce (pokropek chrzcielny w obrządku najbardziej masowym). Co oznacza, że urodziło się nie dziecko, ale katolik. I tak już zwykle zostaje. Aby to przełamać i wyjść na wolność, ku światłu („prawda was wyzwoli”) potrzeba dwóch rzeczy, obie są konieczne, ale niekoniecznie równocześnie: refleksji etycznej i wykształcenia właśnie. Dodałbym rzecz trzecią, nieco innej natury, ale też nieraz koniecznej: konsekwencji (wytrwałości, samozaparcia w poszukiwaniu prawdy).
    „Prawda was wyzwoli” mówią ludzie wykształceni, z papieżami na czele, z Oberpapieżem Lolkiem i Panzerpapieżem Ratzingerem (nb. zatopionym przez siebie samego przez otwarcie zaworów dennych (to szczegół dla Jerzego Pieczula). Ich nie wyzwala, ale innych, wykształconych, tak.
    Natomiast niekształceni, jeśli Miłosz się tego obawia, czy też to wieszczy, odejdą z jakiego powodu? Nie z powodu wykształcenia, ale refleksji etycznej, co rzadsze, lub nudy, zgorszenia klechami, lenistwa biorącego się z przeczucia, że wszystko to ściema.
    Tak więc w
    „wykształceni” nie tylko nie mają w sobie potencjału do utrzymania żywej wiary w B. (czym w ogóle jest wiara? Jak zaczną roztrząsać, przestaną wierzyć, chyba, że w augustiański absurd: wierzę, bo to absurdalne), ale są pierwszymi kandydatami do niewiary (wyjąwszy „wykształconych” wierzących zawodowo (kler), w celach merkantylnych (zarobkowych oraz w celu uzyskiwania innych korzyści, nawet jeśli mowa o zbawieniu), co w kodeksie prawa nazywa się „działaniem z niskich pobudek” i jest okolicznością obciążającą. Wierzące zawodowo „wykształciuchy” są zawodowo spaczone na osobowościach, od czasów przedseminaryjnych i przedklasztornych. Przez to są z definicji słabej wiarygodności.
    Co summa summarum znaczy, że nie „najwyżej wykształceni” przechowają i będą wyznawać żywą wiarę, ale różne zbierańce (w geologii: zlepieńce), skądkolwiek. A ci wykształceni, co łączą edukację z mądrością, niemal na pewno – nie.
    Miłosz, (zwykle) zgrabnie pisze, co nie znaczy, że (zawsze) zgrabnie myśli.

  31. Rybakom o wiośnie mówią śledzie. Mają wtedy tarło – mniej więcej od początku marca do maja, połowy maja. Tzw. wiosenny śledź. Bo jest i jesienny, który się trze jesienią, ciut większy od wiosennego. W Koszalinie na stoisku pod chmurką był dziś po 5,80 kilogram (mówię, żeby w Ameryce wiedzieli i Francji). Kupiłem dwa kilo. Wprawdzie od 30 lat odzwyczajam się od jedzenia, ale czasem mnie to nudzi. Opowiem drobiażdżek z końca 80-tych lat. Szło nam gówniano – wróciliśmy z morza prawie bez ryb. Kumpel, jako więcejsiatkowy właściciel, miał może jedną skrzynkę, ja, bardziej jako esteta z czterema siatkami niż rybak, miałem dokładnie 32 sztuki. Po zejściu natychmiast skoczyłem załamany po piwo. Nie pamiętam, ile wypiłem na początek, pamiętam, jaki był koniec. Otóż wziąłem te 32 śledzie, ponadziewałem na bojki, na krzaki, na klamki, a tak przy tym bluźniłem, że słuchała z ciekawością cała przystań. W pewnej chwili skończyłem bluźnić, podskoczyłem, upadłem tyłkiem na piasek i powiedziałem uroczyście: – Ogłaszam upadłość.
    Przepraszam, lecę robić śledzie.

  32. @Tanaka

    Ciekawe wynurzenia, aczkolwiek w poetyce która być może sprawiła, że jestem tu gdzie jestem. Czyli z osoby dosyć krytycznie usposobionej do kwestii jasno określonego katolickiego Absolutu, widzącego Jego problem przez pryzmat „dokonań” Kościoła w bliższej i dalszej perspektywie ,jak również efekt bieżącej rzeczywistości stopniowo przemieszczam się na pozycje zupełnie odmienne.
    Swego czasu „produkowałem” zgrabne opowieści pod innym nickiem na tym blogu i niewiele różniące się od Twoich tekstów
    Ale kilka przyczyn zebranych do kupy dało asumpt do wyboru nieco innej perspektywy oglądu świata.
    Nie wiem być może to efekt jakiejś mało skomplikowanej przypadłości, ale zawsze chciałem sytuować się po stronie kopanego Nie ten który wypina pierś do orderów po zwycięstwie,ale ten zdublowany, znoszony na noszach wzbudzał moją sympatię.
    Zdaję sobie sprawę, że wygląda to niczym klasyczny masochizm, ale jeżeli nawet…
    Bo wbrew pozorom pomimo utartego wśród Polakow mniemani, ze kościół to potęga KK to kolos na glinianych nogach, który lada moment padnie liczony do 10.
    Wiem ,że KK w Polsce to temat rzeka i niekoniecznie przypominająca górski potok z krystalicznie czystym nurtem i zasługuje na słowa krytyki, ale od pewnego momentu sunie się na usta powiedzenie:
    „Cyryl jak Cyryl tylko te Metody”.
    Rozumiem gdyby polemika przybrała postać ciekawego dyskursu, gdzie ścierają się racje obu stron, ścierają dosyć ostro, ale ten rodzaj hucpy który odbywa się nad słaniającym się Kościołem budzi mój protest.
    Nie mam ochoty do tego przykładać ręki, widząc tym bardziej do jakich metod ucieka się przeciwnik.
    Wiem, wiem pedofilia robi wrażenie, ale wystarczy odrobina dobrej woli ,aby na te sprawy spojrzeć bez gotowego wyroku na całą instytucję.

    I jeszcze gdyby krytykujący przedstawiał sobą zestaw cnót i zalet gotowy do realizacji w społecznej praktyce, ale to co się odbywa na zewnątrz Kościoła to …wygląda na zemstę Boga który odniósł się do tej nowej ( tym razem ludzkiej) propozycji urządzenia świata

    I na koniec oczywiście Milosz Z „Pieska przydrożnego”:

    Cytata

    Poetka Jean Valentine powiedziała gdzieś w wywiadzie: „Oczywiście, że poezja jest modlitwą. Do kogóż innego moglibyśmy się zwracać?” Jedna moja cząstka chciałaby się z nią zgodzić, ale nie wiem , czy to takie proste. W poezji zdaje się tkwić coś zasadniczo nieświeckiego: zarówno w tradycyjnych oralnych kulturach, jak w naszej, ludzie polegają na poezji, chcąc przekazać prawdy o sprawach życia i śmierci w inny sposób niedosięgalne. W dzisiejszej Ameryce poezja dostarcza wielu ludziom – z poetami włącznie – pociechy , której już nie znajdują w religii tradycyjnej.

  33. Aaron Spręzyner
    28 marca o godz. 15:09
    w tradycyjnych oralnych kulturach, jak w naszej, ludzie polegają na poezji, chcąc przekazać prawdy o sprawach życia i śmierci w inny sposób niedosięgalne
    ………………………………………………………………………………………….
    Nie wiem czy Omar Chajjam należy do kultury…oralnej, ale pisał ciekawie
    i z tego co pamiętam, chodzi o poezję, krótko.

  34. @ Aaronie,
    napisz proszę, gdzie i jak „kościół katolicki słania się na nogach” pod ciosami?
    Bo jeśli naprawdę chcesz pomóc słabszym w niewierze, to wracaj do nas, gdzie bursztynowa grdyka dzięcieliną katechezy pała…
    A ja chętnie się zamienią i będę świadczyć na miejscu pomoc upadłym w złote wanny biskupom Limburga…
    Aaronie, czas powrotów Ci się zbliża i poziom percepcji obniża?
    Są na to okulary do bliży.
    Pozdrawiam.

  35. Gekko
    28 marca o godz. 9:29
    i traktuje swój blog jako narzędzie jej kształtowania
    ……………………………………………………………………………………….
    To się swego czasu nazywało inżynierią duszy (czy jakoś tak).
    Respekt? Niekiedy zażenowanie.

  36. @Gekko

    I widzisz tu się zasadniczo różnimy.Ty widzisz rangę Kościoła w Limburgowych termach i innych tego typu mnie lub bardziej niezbędnych akcesoriach i bibelotach,a ja miarę potęgi lub kruchości danego podmiotu w świecie określam czymś na pozór bardziej ulotnym, ale to tylko na pozór.
    Prawdopodobnie zabrzmi to banalnie, ale nie kubatura budynków, estetyka wnętrz, czy inne tego typu akcydensy tworzyły potęgę niegdyś Kościoła; tak i wspomniane wanny nie stanowią istoty upadku KK w dzisiejszych czasach.
    Boj Kościół przegrywa w innym wymiarze.
    To nie On określa język dyskursu, to nie On ustala świat wartości,ale to kto inny wyznacza ciągle coraz inne priorytety, zmieniające się co tydzień mody wokół których biegnie parę miliardów zziajanych istot na 2 nogach, to nie ON wyznacza perspektywę i cel jaką ogląda człowiek Byt .To nie On ustala dzisiaj tabu. To nie ON odmierza czas itd.

    Ktoś ustala, ale chwilowo na pewno nie jest monumentalna instytucja

    I oczywiście na koniec Miłosz:

    Przestroga
    Zwierzątka z rysunkówek dla dzieci, mówiące króliczki, pieski, wiewiórki, jak też biedronki, pszczółki, pasikoniki. Tyle mają wspólnego z prawdziwymi zwierzętami i owadami, ile nasze wyobrażenia o świecie z prawdziwym światem. Pomyślmy o tym i zadrżyjmy.

  37. Bardzo dobrze. Popieram zwalczanie relkamy i zachęcam do zwalczania chamstwa.

  38. Aaron Spręzyner
    28 marca o godz. 15:09
    „Oczywiście, że poezja jest modlitwą…”.
    ——————————————–
    A czym jest modlitwa? Ano „Choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję”. Jakiś Ty dobry – daj, daj, daj.
    Jakież to poetyckie!

  39. @zezem
    Coś mi się wydaje, że słowo „oralny” odebrałeś w zupełnie innym kontekście aniżeli było to intencją nieżyjącego już noblisty.
    Ale wychodząc na przeciw twoim skojarzeniom muszę przypomnieć,że prace polowe kończy zazwyczaj nie orka, ale bronowanie.

    I to jest niezbity dowód na to, że to nie sfera sacrum ustala zasady współczesnego dyskursu.

  40. @jerzy Pieczul

    No dobrze, obiecuję, że następnym razem będą ” Sonety Krymskie”.

  41. Szanowny redaktorze Polityki

    Poszukiwanie prawdy jest uniwersalna cecha wszystkich myslacych ludzi a mijanie sie z prawda cecha zlych charakterow. Ci ostatni zdominowali strony internetowe Polityki bijac brawo putinowskiej destabilizacji Ukrainy. Trzeba byc naprawde zlym czlowiekiem aby czerpac przyjemnosc z nieszczescia innych i trzeba byc tez czlowiekiem bez serca aby milczec gdy innym dzieje sie krzywda. Ukraincom teraz dzieje sie krzywda a ja sie zastanawiam dlaczego etyk Hartman milczy i dlaczego tak samo postepuja ateista Kowalczyk czyzby powaznie potraktowali homo momini lupus. Biedny jest ten humanizm w polskim wydaniu.

    Slawomirski

  42. Aaron Spręzyner
    28 marca o godz. 16:39
    Wybacz, Aaron, właśnie obiecałeś borsukowi, że go poczęstujesz kapustą. Ale dziękuję za dobre serce.

  43. Aaron Spręzyner
    28 marca o godz. 16:39
    Natomiast modlitwa jest z tego samego emocjonalnego źródła, co wielkie litery – z wazeliniarstwa.

  44. Aaron Spręzyner
    28 marca o godz. 15:09
    Ten wpis wytwarza wrażenie, że przyroda brzydko działa; choć powinna pachnieć perfumą i recytować poezyje: Robal zjada zdechłego pawia, czknie przy tym dosadnie i przeklina, że mięcho nie przyprawione.
    Jagiełło nie przejmował się nadto Metodami, kiedy jego żołdacy zakłuwali von Jungingena, a Tatarzy wokół Legnicy obnosili dymiącą jeszcze głowę Henryka II Pobożnego.
    Większości z nas nie obchodzi ani Cyryl, ani Metody produkcji kiełbasy. Gdyby ci co żrą Metody zobaczyli, by się zwymiotowali. Do następnego obiadu.
    Czy to ładnie, czy mniej, to kolejna sprawa.
    Równowagę w przyrodzie, czyt. w ekosystemie mózgu może przywrócić pamięć tego jak się Kościół katolicki dorobił milionów wiernych, milionów hektarów, milionów nieruchomości i milionów w dowolnej walucie. Rzec można – ma na co zasłużył, jak robal ma pawia. Tak działa przyroda, a tą, jak wiadomo, stworzył osobiście Bozia (co podano na piśmie, które Kościół co rano całuje). Nie ma się na co obrażać. Obraza na Bozię, że stworzył przyrodę jest u biskupa przeciwna jego wyznaniu. Podważanie autorytetu dla którego się robi, prowadzi do schizofrenii.
    Można być estetą, czy wrażliwcem, zwykle jest to fałszywe, i przedkładał ładne dyskusje w sprawie Kościoła i Bozi, co działa uzdrawiająco na nielicznych. Ma to swoją wartość, nie warto zaprzeczać, lecz jest ona znikoma i nie tak działa przyroda. Robal jest skuteczny, bo wpiernicza równo i sprawia się szybko, choć mu z gęby śmierdzi. Zanim ten robal dobrał się do pawia, ten robala deptał i zjadał. Mieć pretensje do robala, że zżera pawia to nie tylko mijać się z sensem działania przyrody, ale i łamać zasadę sprawiedliwej odpłaty.

    Rękę do upadku murszejącego Kościoła można przecież przykładać w rękawiczce. Będzie to ruch czysty i jeszcze zgodny z zasadami BHP.

    Dobra wola, którą przywołujesz w sprawie pedofilii kleszej, jeśli połączona z dobrą wiedzą, skutki wywołuje jeszcze dla Kościoła gorsze. Dlatego tak Kościół broni i swoich robotników i widzów przed wiedzą. Jest to bowiem instytucja której nieusuwalną częścią istnienia jest skrzywienie dryfujące i łatwo i chętnie, a więc bardzo w skutkach często ku tego typu zbrodniom. W tej sprawie także działa przyroda, jak wszędzie zresztą.

    Pożywną jest myśl, że Kk to kolos na glinianych nogach i wkrótce będziemy go liczyć do 10-ciu, co nie jest jeszcze powszechnym sądzenie. Sprzyjałby temu fakt – to celna uwaga – że Kk przestał (przestaje, powoli) określać kształt publicznego dyskursu. W ujęciu regionalnym – przestał tu i ówdzie, w ujęciu globalnym – być może przestaje, w ujęciu lokalnym, polskim – również. Lecz to po pierwsze początek procesu, zwłaszcza tutaj, po drugie, widać liczne próby odwrócenia trendu, co jedna to agresywniejsza (dlaczego mielibyśmy płakać nad metodami niektórych przeciwników Kkat a nie załamywać rąk nad metodami osobistymi Kościół kata?). Od dyskursu do leżenia na deskach droga daleka, a od leżenia na deskach do leżenia na cmentarzu – tak samo. Tą drugą fazę będzie wydłużać to co bierzesz za mniej ważne: te tysiące budynków , złote wanny i podobne akcydensy. Przewidujący Kkat już dawno się uwłaszczył na Polsce, a Polska podarowała mu jeszcze piękny konkordat, w którym jak wiemy obowiązuje ruch wyłącznie jednostronny: od Polski do Kościoła. Nawet jeśli po udziale Kkata w dyskursie zostaną jedynie drobne ślady, z głodu szybko nie umrze. Możliwe, że nie będzie się wcale martwił o to, że uważa się go za „martwy”. Może będzie mu to bardzo odpowiadać. Ponieważ naokoło obstawiają nas Rosją i Krymem, warto sobie przypomnieć zasadę: „tiszej jediesz – dalsze budiesz”.

  45. @Jerzy Pieczul
    28 marca o godz. 17:24

    Nie wszyscy używają tej samej czcionki, to i duże litery mogą przybierać różne kształty.
    Nie zapominaj również o znakach interpunkcyjnych. Wbrew pozorom nawet znak zapytania może nieść w sobie wiele treści.

    Szczególnie w poezji.

  46. Aaron Spręzyner
    28 marca o godz. 16:35
    Coś mi się wydaje…
    ……………………………………………………………………………………………
    Nie pierwszy to przypadek, że komuś coś tam się … itd.
    Przeżyję.

  47. Ja też pisałem kiedyś w podobnej poetyce,aczkolwiek więcej akcentów kładłem na stronę formalną wpisów. Przykładowo:

    ATEISTYCZNY RÓŻANIEC.
    Może to zbyt odważna idea, ale ostatnio chodzą mi po głowie dosyć odważne pomysły. To, że są odważne nie ulega żadnej wątpliwości, ale to, czy są do zrealizowania-mam czasami wątpliwości .Jednym z ostatnich moich pomysłów jest różaniec. Ale nie taki zwykły różaniec który słychać często na falach kultowej rozgłośni Ojca Redemptorysty. Mam na myśli ATEISTYCZNY RÓŻANIEC. Wiem odważna idea, ale ktoś musi zacząć. Zrobiłem losowanie-wypadło na mnie. Oczywiście najważniejsza jest treść. Na formę przyjdzie czas w dalszej kolejności. Katolicki różaniec wiadomo -”Zdrowaś…między niewiastami…owoc…itd.”. Jak dla mnie owszem treści ponadczasowe, ale jakby trochę za monotonny. I tej nużącej monotonii chciałbym uniknąć w Różańcu niedowiarków. Nie jeden powtarzany w nieskończoność tekst, ale tych tekstów kilka .Oczywiście każdy z nich dźwigający na sobie jakże uniwersalne przesłanie. Najgorsze są kompleksy. Nie może się przecież ateista rumienić za jego autora, ewentualnie autorów. Musi być dumny, ze to ON, ONA, czy dorastające ONO zna jego treść. Po długich rozmyślaniach, wielu nieprzespanych nocach dotarłem do sedna problemu i przedstawiłem propozycję tekstu na miejscowym ateistycznym forum. Otóż ateistyczny różaniec będzie składał się z 3 części. Wiadomo ON, ONA ,ONO. Zaczyna ON znanym od wieków tekstem nawiązującym do słynnej Jakubowej drabiny. Tekst jest bardzo krótki ,ale bardzo symboliczny. ”CHODZI KOMINIARZ PO DRABIBIE,FIKU MIKU JUŻ W KOMINIE.” Kropka. Teraz przychodzi kolej na płeć piękną. ONA z przejęciem artykułuje tekst nawiązujący do Starotestamentowej przypowieści o 7 latach chudych i latach tłustych. ”SIAŁA BABA MAK,NIE WIEDZIAŁA JAK? A DZIAD WIEDZIAŁ…itd. Wszyscy znają ciąg dalszy. Największy problem miałem z trzecim tekstem. Wiadomo jakim wymagającym adresatem jest ONO.A i monotonia(co prawda nie taka jak w przypadku „kościołowego” różańca)może dać się we znaki. Dlatego też w tym tekście uwzględniłem również dorobek kompozytorski naszego kręgu kulturowego i zaproponowałem nr 1 z ateistycznej listy przebojów, czyli ”WLAZŁ KOTEK NA PLOTEK…”I to jeszcze nie koniec. Trwają również końcowe prace nad stroną formalną różańcowego problemu. A o ich efekcie przy następnej okazji.

    Pisałem to jako Mikesz.

    Ale dzisiaj nie silę się tego typu próby i posiłkuje się Miłoszem, a i Mikesza zastąpił Aaron:

    Na przykład:

    „Wdzięczny

    Jestem wdzięczny za to, że kiedyś, dawno, w drewnianym kościółku między dębami przyjęto mnie do rzymskokatolickiego Kościoła. Jak też za to że miałem długie życie i mogłem, wierząc albo nie wierząc, rozmyślać o dwóch tysiącach lat mojej historii…”

    I oczywiście „Piesek przydrożny”

    Bo o historii @Tanako można pisać w ten również sposób.

    Kiedyś wysunąłem tezę,ze wśród blogowiczów przeważają absolwenci liceów zawodowych , albo klas matematyczno-fizycznych bo tak jakoś mało finezji, poezji. Ale dzisiaj to już sam nie wiem jak to jest naprawdę.

  48. Aaron Spręzyner
    28 marca o godz. 17:45
    Z całym poważaniem, Aaron – z poezji ukończyłem specjalność językoznawczą, ale dzięki za pouczenie o znakach. Z wdzięczności i ja pouczę. Piszesz: „Wbrew pozorom nawet znak zapytania może nieść w sobie wiele treści”. Możesz mi wskazać choć jeden taki pozór, skoro mówisz w liczbie mnogiej? No dobra, machnij na to ręką i się nie wysilaj: „Wbrew pozorom” to pusty znaczeniowo tik, służący wprowadzeniu następującej po nim treści. Przepraszam, ale powyższe jest po to, byś jeszcze więcej pouczał, jeśli masz kondycję. Tylko, Jeżuszmariat, nie o poezji, zwłaszcza krymskiej!

  49. Tanaka
    28 marca o godz. 17:37

    Szanowny Panie Tanaka

    „tiszej jediesz – dalsze budiesz”

    No to Putin powinien byc juz na przystanku docelowym. Czy Rosjanie zaczeli juz stawiac pomniki Putinowi. Moga sie duzo nauczyc w tej sprawie od Polakow ktorzy zdobyli wprawe w stawianiu pomnikow JPII.

    http://www.bbc.com/news/magazine-26769481

    Slawomirski

  50. @ Aaron Spręzyner, 28 marca o godz. 16:07

    Nie Aaronie, nie mylę się.
    Kubatura określa miarę upadku a po czynach ich poznacie w złotych wannach.
    Upadła kubatura wcale się nie słania, ale przygniata masą swego upadku.
    Nie w kubaturze słabość ale w jej pustce.
    Tę słabiznę, nie słabość, można „wspierać” tylko uczestnicząc w środku pustki i stając się nią samą.
    Marny los tak błądzonego.

    A kubatura w realu – tu: (trzyma się mocno)
    http://tinyurl.com/ntlcen2

  51. @Jerzy Pieczul
    28 marca o godz. 18:10

    Jeżeli z tym”pozorem” jest tak istotnie jak piszesz, to strzeliłem sobie w dużego palca.
    A z tym językoznawczą specjalnością to nie przy @Slawomirskim , bo nigdy nie wiadomo, czy nie skojarzy mu się ten fakt z osobą Wielkiego Językoznawcy, a później to już poleci… Jaruzelski… wojna krymska…
    stan wojenny…Urban…Czerwone Maki na Monte Cassino…

  52. Aaron Spręzyner
    28 marca o godz. 18:53
    Aaron, kurde, przepraszam – zupa wołowa ze mnie z tym językoznawcą. Najwyżej potraktuj to jako drobne wyjaśnienie mojego zajoba na tle języka i komunikacji, z czym czasem na blogach wyskakuję. Tyle że to nie zajob purystyczny, lecz poznawczy – w języku są wyrażone wszystkie ludzkie sprawy, dlatego on mnie tak przyciąga. W swoim dążeniu do precyzji słowa osiągnąłem chyba wszystkie szczyty, bo kiedy zacznę gadać, żona puka się w czółko i ucieka.

  53. Gekko
    28 marca o godz. 18:35
    Ksionc dobrodziej miał Oko na lokalizację. Omen kazał mu zbudować w Licheniu lichość.
    Swego czasu wybrałem się tamże w celu poznawczym. Badanie terenowe. Uderzające było to, jakim robakiem musi się okazać człowiek i jak ma uwielbić lichą podniosłość, by doznać fałszywego uwznioślenia własnym poniżeniem. Nie tyle o sam kościół tu idzie, ale jeszcze bardziej o te wielkie przestrzenie ogrodów, zakątków, ścieżek, pomników, klęczników, tablic poświęconych i przemysłową produkcję pątników

  54. Tanaka
    28 marca o godz. 11:48
    Przemyślny Tanako, z zaciekawieniem czytałem Twoje wielkoliterowe dywagacje i byłem za. Ale teraz przypomniało mi się, że na innych stronach (na blogach polityki.pl raczej rzadkość) nierzadko goszczą goście, którzy wszystko piszą dużymi literami. I oto paradoks: chcąc dużymi literami uwyraźnić – zaciemniają. Duże litery wtedy spełniają przypisane im role, kiedy występują rzadko – tylko tam, gdzie to niezbędne. Kiedy wszystkie są duże – nic nie widać. Teksty książek, czasopism są pisane małymi i z nimi właśnie wzrok jest oswojony. Poza tym są większe przestrzenie między literami i wierszami, więc lepsza jest rozpoznawalność wyrazów i pojedynczych znaków. Duże zaś litery powodują ZLEWANIE SIĘ TEKSTU, MĘCZĄ WZROK I W SUMIE PRZYNOSZĄ SKUTEK ODWROTNY DO ZAMIERZONEGO PRZEZ AUTORA. DUŻE LITERY, FORA ZE DWORA!

  55. Slawomirski
    28 marca o godz. 18:22
    Rosja ucząca się od Polski? Jakaż duma dla narodu Ojca Świętego. Wyczekana, wymodlona, przez proroków wybajona.

  56. Jerzy Pieczul
    28 marca o godz. 19:39
    No masz, Ty mówisz o regułach, klarowności, wypracowanych zasadach i praktyczności czytania wreszcie. A stawiacze wielkich liter mają cele wyższe, nadziemskie; to Prawdziwi Polacy, Prawdziwi Patrioci, Prawdziwi Katolicy oraz inni Wielbiciele.
    Te dwa światy się nie spotkają. Sam wielokrotnie o różnicach światów pisywałeś. A ja wyżej uzasadniałem podnoszenie sztandarów wspierania nadętych wielkości w imię obrzydzenia tego co obrzydliwe a nieuniknione, dopóki od obrzydzenia nie pęknie i nie zdechnie.
    Zresztą – po co ma być komunikatywne pisanie wielkimi literami? Nie o czytanie treści chodzi, a o Objawienie, o sens Wyższy, Najwyższy. Przecież cytowałeś: pokropienie przez Księdza. Ja zaś: Przybycie i Przywitanie Ekscelencji Hosera Henryka. Objawienie się przeżywa. Objawienia się nie czyta.

  57. Tanaka
    28 marca o godz. 19:38
    Lud pracujący miast i wsi musi mieć materialne rzeczy reprezentujące Boga, by go czcić: wizerunki, totemy, fetysze, dziwisze po dysze. Ale popatrz na Świadków Jehowy: nic nie mają. A jednak trochę narodu im się uzbierało. Ciekaw byłbym Twoich refleksji o tym. Bo zaraz się przewracam. Jutro roweruję do Słupska okrężnymi drogami, więc z 85 kilosów pęknie

  58. Tanaka
    Przypomniałem sobie. Wszystkie co do sztuki zaimki odnoszące się do Jehoszui w Nowym Testamencie katolików pisane są dużymi literami: Ja, Mnie, Mu, Jemu, Jego itd. W Biblii Świadków Jehowy aż takiego zajoba, żeby Jezus sam siebie nazywał dużymi literami, nie ma.

  59. Zdanie @Sławomirskiego na temat Putina jest raczej znane , ale dla mnie na przykład bardziej interesujące byłoby wiedzieć co sądzi Władimir Władimirowicz Putin na temat @Sławomirskiego?

  60. Jerzy Pieczul
    28 marca o godz. 19:56
    Świadkowie Jehowy nic nie mają? ależ to pozór! Mają to, co najcenniejsze, a czego nie widać. Co jest domeną Najwyższego: mają ład i porządek.Mają jasność pierwszych chrześcijan.
    Katolicy tego nie mają.
    Kiedyś miałem rozmowę, co najmniej 3-godzinną, z całą rodziną Świadków. Męczące, ale pouczające. Idę o zakład, że 99% katolików otwierających usta ku Świadkom nie rozmawia z nimi, ale wydziela komunikat w stylu: won! 3 godziny nie przekonują, odwrotnie, ale mają nieocenioną wartość poznawczą.
    Krótko, żebyś się zdążył wyspać. Pomyślnej jazdy.

  61. Aaron Spręzyner
    28 marca o godz. 20:37

    Zonglerka konstrukcjami pytan odbiera rownowage.

    Slawomirski

  62. Tanaka
    28 marca o godz. 19:40

    Polacy to taka mieszanka megalomaniakow,slugusow i kilku normalnych ludzi.

  63. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Celowoniepisze.pl

    Slawomirski

  64. O boże! A ja o Kolegach i o Koleżankach blogowych piszę z użyciem inicjałów i te szyderstwa uchodzą mi na sucho!

  65. Moje zdanie na temat Świadków uległo ostatnimi czasy nieznacznej modyfikacji.
    Cały czas wysoko oceniam ich morale i wspólnotowy solidaryzm.
    Jakiś czas temu dowiedziałem się na przykład, że delegują spośród swoich członków specjalne brygady szybkiego reagowania.
    Taka brygada ma pod swoją pieczą jakąś liczbę zborów ( takich ich parafii) i na ich terenie (szczególnie wśród osób starszych, samotnych)na każdy sygnał śpieszą z pomocą. Wykonują drobne remonty, porządki w obejściu. Wszystko oczywiście gratis, albo „na koszt firmy”.

    Ewoluuje raczej mój stosunek do samej zawartości religijnej treści. Kiedyś fakt, że literalnie odczytana i interpretowana Biblia stanowi jedyną podstawę zasad wiary był raczej pozytywem.Tym bardziej, że sytuowałem ich w opozycji do wiadomej narracji.
    Ale od jakiegoś czasu ta ich pewność, poznawczy tupet (rozumiany oczywiście na wskroś religijnie) nie pociągają mnie tak jak kiedyś.
    Odnoszę wrażenie, że oni nie wierzą w Boga, ale wiedzą ,że jest Bóg. Nic nie stanowi dla nich Tajemnicy. Słowa Jezusa są tak jednoznaczne jak zdania filozofii analitycznej.
    Ciekawy fragment zamieścił w jednej ze swoich książek Pilch ( sam luteranin)na temat Świadków.
    Otóż za czasów jego młodości Świadkowie któregoś roku drogą dogłębnej analizy uznali ,że Pismo Świete jednoznacznie określiło datę ponownego przyjścia Mesjasza na …13 czerwca 1973 roku ( data nie jest ważna) i całą noc po Wiśle snuli się poubierani w białe sukmany wywołując litościwe uśmieszki 14 czerwca kiedy okazało się, że Mesjasz jednak zmienił datę przybycia.

  66. Szczęść Boże!

    Te Pana narzekania mogą być skutkiem wiosennego zmęczenia.
    Czuję w tym tekście smutek pomieszany z rozżaleniem i irytacją.
    Uczucie zniechęcenia i czarnowidzenie ,to oczywiste ,że nie są dobrym paliwem ,tym bardzej gdyby miały się przenieść na inne obszary życia.
    Przyczyny tego nastroju mogą mieć swoje źródło ,tak jak Pan pisze ,w marnej jakości czytelników (co biorę z pokorą do siebie) ale myślę ,że bardziej w deficycie słońca.
    Czy badał Pan poziom witaminy D3 ?
    Pytam nie dla żartów ale dlatego ,że dobrze sie na tym znam i prawie zawsze w tej dziedzinie mam rację

    Pozdrawiam IK

  67. O cholekalcyferol…. apiać same mędrce.
    „Ciągle gdzieś tam się biedzą, stale chętni by pianę bić, tacy co lepiej wiedzą, jak wypada poprawnie żyć”

  68. I jeszcze jedno.

    ” Jeśli uznaję, że o czymś nie chcę pisać, to nie piszę. Nawet kiedy się wydaje, że powinienem.”
    To rozumiem

    Jednak sztandar wywieszony w nazwie bloga upoważnia mnie do oczekiwania na teksty
    zgodne z duchem ateistycznego frontu walki.

    Pozdrawiam IK

  69. No no, zaczęło się od usuwania, a dyskusja zabrnęła do poezji, Putina i ateizmu.

  70. izka561
    29 marca o godz. 1:03
    Chyba Ci się, Serduszko, epoki albo słowa pomyliły, kiedy mówisz o „ateistycznym froncie walki” i porządnym ludziom sztandar wtykasz. Profesor Konrad Lorenz cytował ukraińskie przysłowie: „Gdy powiewają sztandary, rozum mieści się w trąbie”. Pan Jacek miałby grać na jakiejś trąbie? Nie kojarzę. Walczy się o coś. Katolicki agresor – Kościół – już 1700 lat walczy o daniele, o pałace, o bryki, o ciche fiki-miki, o dostatnie życie swoich szamanów, ostatnio pod pozorem przejmowania się jakimś bender-gender, aborcją, eutanazją, in witro itp. A o co miałby walczyć taki ateista (w pojedyńczych przypadkach nie wykluczam, oczywiście, ateistycznej bojowości) – o oczyszczenie ziemi z religii? Owszem, byli tacy. Sami się wykończyli. Mniemanie, że jeśli się usunie jedną ideologię i zastąpi inną lub narzuci brak ideologii, zapanują pokój, mądrość, ład, dostatek – jest złudzeniem. Co widać choćby po tym, jak się kłócą między sobą ateiści, i po tym, że już pierwsze chrześcijańskie gminy podzieliły się na sekty słuszne, słuszniejsze i najsłuszniejsze – i tak jest do dziś. Intelektualny ateizm, Izko, jest efektem poznania, a nie gotową ideologią daną po jakimś jednorazowym akcie podpisania cyrografu z szatanem. Kiedyś próbowałem mojemu przyjacielowi – mocnemu katolikowi zaprzyjaźnionemu ze wszystkimi religiami w naszym mieście – pokazywać nielogiczności i nieprawdopodobieństwa Biblii. Słuchał, uśmiechał się, czasem nawet potakiwał, życzył mi sukcesów w poznawaniu i robił swoje. Kiedy ktoś mówi o walce, widzę moje relacje z przyjacielem i se mówię: „Jaka walka? Gdzie tu, kulwa, walka?” – różnica poglądów i tyle. Czy dzielenie się efektami poznania i ewentualne przekonywanie – jak u Świadków Jehowy – można nazwać „walką”?
    Instytucjonalny Kościół ma dużo do stracenia i dużo do zyskania, więc walczy z czymś i o coś. To on chce oczyścić dom z obcych i tym konfrontacyjnym sposobem istnienia – „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” – wywołuje reakcję, którą potem perfidnie nazywa „walką z Kościołem”. Jak mały Kazio, który zaczepia kolegów w piaskownicy, a potem drze się: „Mamo, on się bije!”. Przekonywanie natomiast nie jest walką. Może się stać najwyżej krótkotrwałym mordobiciem w czasie banalnej wymiany poglądów, jako że agresja jest instynktem, więc siedzi w człowiekowatych – najbardziej emocjonalnym ze zwierząt – tuż pod powierzchnią.
    Cud-pogoda, planowany wiaterek – wschodni, prosto w nos, ale raptem 8 km/godz, więc nawet jeden włosek na łysinie nie drgnie. Pruję. Rowerare necesse est, prztykare non est necesse. Zdrówka, Izko!

  71. @ Jerzy Pieczul

    Imponujące.
    Jerzy, Twoja perrora o pacyfistycznej istocie „ateizmu” budzi podziw.
    Bardzo trafne i zasadnicze.
    Rzeczywiście, ideologie i totalitaryzmy nie są wstanie zaakceptować świata w którym przekonania nie powstają w wyniku walki, ale wskutek poznania.
    Ideologia musi walczyć, bo naturalny i zdrowy stan rozumu nie dopuszcza ideologii do użytku.
    Mentalność jednostek zakażonych ideologiami to osobowość konfrontacyjna. Taką osobowość zbiorową modeluje się szerzeniem poczucia krzywdy – która oczywiście wymaga winnego jej wroga, no i stąd – walki z wrogiem.
    Pacyfizm racjonalizmu musi więc być uzbrojony, bo zawsze jest pierwszą ofiarą ideologii, jako publiczny wróg ludu uciśnionego.
    Właśnie słucham audycji dla rowerzystów. Rowerzyzm też może być ideologią i ta audycja taką cyklistyczną postawę konfrontacyjną promuje. Wrogami są samochodziarze, piesi, miasto, fizjologia człowieka – i tak powstaje masa krytyczna ideologii krzywd cyklistów.
    Stare pokolenie, immunizowane na ideologie, się na to nie nabiera i po prostu… pedałuje z wiatrem w – choćby – łysinie.
    Mam dylemat – czy już mój bicykl uruchomić, czy dopiero jutro w drodze na mszę.
    Nie wiem, jak społeczność wyznaniowa przyjmuje dziś cyklistów u bram świątyni, ale pamiętam ongisiowego księdza (aka: Księdza) łopoczącego sutanną wśród chaszczy osłaniających ścieżkę wiodącą do zakrystii.
    Napisz, czy widziałeś w podróży jakieś zakonnice na Giancie…
    Pozdrawiam z grzechotem wolnego koła.

  72. @ Tanaka, 28 marca o godz. 19:38

    Licheń – świątynia lichości.
    Twoja lichość wielkością uniesiona, pątniku konsumencie.
    Zdumiewające, jak podobne Licheniowi są konsumpcyjne świątynie zbudowane przez naszych rodzimych „kupców”. W cudzysłowie, bo kupiec to przedsiębiorca, a tu chodzi o pospolitych drobnych przekupniów i handlarzy-naciągaczy na chłam.
    Wszystko co zbudował w 25 letniej Niepodległej Polski Kupiec (o, tak – przez Duże Ka), to żenujące maszkarony; blaszane mentalnie i architektonicznie budy wyniesione do karykatury zachodnich malli i marketów.
    Mijam dwa takie codziennie – jeden na Mokotowie – i mam ochotę na ich widok wyzbyć się wszelkiej wiary w materializm, a następnie w nocy, spychaczem zepchnąć te maszkary naszości w niebyt.
    Na szczęście w Stolicy jest jeszcze Arkadia (taki sklep), największa w Polsce świątynia kiczu globalnego, ale (porównawczo) nieinwazyjna estetycznie i higienicznie.

    W labiryncie swojskiej Lichości nastały nam jednak, ze wschodu, czasy przejścia od Arkadii do Arki Noego.
    Na razie sojusznik z Holywud przysłał nam ten prezent, dla wzmocnienia obecności w krajach NATO, na celuloidzie. Premiera w kinach.
    Orkiestra gra.

  73. Pochwalić Sławomirskiego – JA ??
    a jednak muszę.
    Ma racje twierdząc że w dziedzinie produkcji chłamu pomnikowego
    osiągnęliśmy poziom światowy a nawet go przekroczyliśmy.
    Czas jeszcze podnieść poprzeczkę na wysokość kosmosu czy może należało powiedzieć NIEBOSKŁONU.
    Okazję w daje nam w prezencie KK – przejściem ze stanu ”błogosławionego ” w stan” świętości”.
    Tak tylko z rozpędu // jak chwalić to wespół w zespół// trzeba też przyznać rację Aaronowi Spręzynerowi – 16.07 za przestrogę
    Miłoszowską odróżniającą ptaszki i żuczki od realu.
    Mnie , być może niesłusznie kojarzy się z doniesieniami prasowo -tv a realiami z Ukrainy i w ogóle wschodu.
    Do dyskusji o KK dołożył bym jedno pragnienie – spełniła się PLOTKA wpisu Piotrby-13 z 26.03 o przeznaczeniu przez KK 20 % otrzymywanego OD państwa budżetu dla biednych i potrzebujących.
    Ma się marzenia . . . . . .
    ukłony

  74. Errata 12.30
    powinno być
    Oby spełniła się . . .

  75. Tanaka bardzo trafnie to ujął, moim zdaniem. Kościół jest tak samo ambiwalentny moralnie, jak cała reszta przyrody. Natomiast przez osoby wrażliwe odbierany jest wyjątkowo „boleśnie”, gdyż jego strategią dominacji i sposobem na wielkie żarcie jest eksploatacja najbardziej intymnych i wzniosłych tęsknot człowieka: tych mianowicie, że … człowiek nie jest li tylko częścią przyrody.

    Perfidia pozorna i przypadkowa, jak cała reszta. Przyroda… robiła i tak jej wyszło; pojawiła się nisza, więc „życie” ją zajęło. A że boli – hihi, sarenkę też boli, jak ją zjadają wilki.

  76. Maciej
    29 marca o godz. 13:30

    Szanowny Panie Maciej

    Perfidia pozorna nie istnieje. Perfidia to bolesny zawod milosny w ktorym osoba przez nas kochana kocha sie na naszych oczach niestety z inna osoba. Polskie uzywanie slowa perfidia wyrwane jest z jego latynoskiego pochodzenia i kiepsko sie rozwija na nizinie polnocnoeuropejskiej.

    https://www.youtube.com/watch?v=gY2M9qxGuCk

    https://www.youtube.com/watch?v=P8MjJXvnzj4

    Slawomirski

  77. Gekko
    Czyżbyś zamiarował jechać bicyklem na niedzielną mszę świętą?
    Nie godzi się chyba. W każdym razie nie jest to praktykowane w mieście, a tym bardziej na wsi.
    Parkingi przy wiejskich kościołach w niedzielę to salony samochodowe, gdzie masz przegląd tryndów w motoryzacji indywidualnej.
    Jedyną znaną mi osobą związaną blisko z kościołem, która porusza się rowerem, jest ksiądz Mateusz z Sandomierza.
    Zezowaty
    Porzuć niewczesne marzenia/iluzje, że kościół w jakimś tam procencie (choćby 5, gdzie tam marzycx o 20%!) podzieli się z potrzebującymi – choćby rodzicami dzieci niepełnosprawnych – kasą, jaka im spada z państwowego nieba i tą, jaką zarabiają w ramach biznesowej przedsiębiorczości, nie płacąc podatków lub mają z nieopadatkowanych „darowizn”. Wystarczyło przecież danielom postawić figurkę matki boskiej i już działka spełniała wymogi „obiektu sakralnego”.
    W związku z powyższym cisną mi się na usta same bardzo brzydkie wyrazy, które (w rozumie) powtarzam po wiele razy.
    A kto jest temu winien? – naród, czyli ciemny lud, który zezwala się doić czarnym od góry do dołu. Dlaczego zezwala? W majestacie prawa i z jego pominięciem. Co z tego ma?! Odkupienie wieczne za pośrednictwem kk? No przecież nie uwierzę, że naród/lud w to wierzy.
    Co gorsza, zezwala również na obrażanie rozumu, poniewieranie własnej godności, prywatności, kapituluje (dla świętego spokoju?) przed taki monstrami jak Oka, Hozery z ich „certyfikatami” (płatnymi zresztą) , z jakimi wdzierają się do szkół jako kontra wobec dżenderyzmu

  78. zezowaty
    29 marca o godz. 12:30

    Szanowny Panie zezowaty

    Jednym z bardziej szkaradnych dziel polskiej reki jest Chrobry siedzacy na koniu przy fosie miejskiej we Wroclawiu. Moim zdaniem pomnik powinien byc piekny i artystcznie wzruszac przechodnia. Jesli tak nie jest staje sie utrudnieniem w krajobrazie. Tematu przykoscielnych jankow nie poruszam.

    Slawomirski

  79. Jerzy Pieczul
    29 marca o godz. 6:19

    ,,Kościół – już 1700 lat”—dlaczego zgubiłeś 300 lat ?!

    Negujesz stanowczość Gospodarza w określeniu swojej pozycji przed dyskusją(co prawda motto umieszczone obok ;LISTY ATEISTY;jakby nie z tej układanki) poprzez wywieszanie sztandaru ? Może sie obrazić.
    Na sztandarze nie jest napisane; listy katolika; tylko wręcz przeciwnie i to jest sztandar wywieszony dla ateistów —powinieneś to docenić.

    ;;A o co miałby walczyć taki ateista (w pojedyńczych przypadkach nie wykluczam, oczywiście, ateistycznej bojowości) – o oczyszczenie ziemi z religii? ;;
    Nadmiar ambicji—-wystarczy jak napiszesz ,że biskup jest ciemny i głupi,że księża to złodzieje,że katolicy to niewykształcone ciemniaki itd itd

    ;;Intelektualny ateizm, Izko, jest efektem poznania;;—nooo błagam cięęęęęę!111

    A co jest złego w hodowaniu danieli ? Każdy kto ma kawałek ziemi powinien tego spróbować —to nie jest trudne.

  80. Sławomirski
    Nie widziałam Chrobrego we Wrocławiu, ale gdy chodzi o koncentrat szkaradzieństwa, to polecam pomnik pary prezydenckiej smoleńskiej w Radomiu.
    Lech przewyższa małżonkę prawie o głowę(?!) i w ogóle bardzo jest spiżowy i monumentalny, w jakimś koszmarnym surducie, a ona myszeńka brzydzieńka, w niezgrabnej szacie bliżej nieokreślonego kroju, przy nim nieśmiało przycupnięta.
    Na temat potwornych JP II i innych sakralnych mega-kiczów też się nie wypowiadam, bo jakie są, każdy widzi.

  81. @Slawomirski

    Zatem sprawa z perfidią jest bardziej złożona, niż podejrzewałem – dzięki za bardzo dobre piosenki 🙂

    Natomiast pisząc swoje wypociny, miałem na myśli to, że opisaną przeze mnie sytuację można by łatwo uznać za zamierzony efekt złośliwej inteligencji, która umyśliła sobie zamienić największe ludzkie marzenie w jego karykaturę, aby w ten sposób spotęgować nasze cierpienia. Mamy naturalną tendencję do antropomorfizowania wszelkich zjawisk, które jakoś nas dotyczą; stąd też chyba wypływa przekonanie, że świat musi mieć „sens”, mieszczący się w pryzmacie ludzkich oczekiwań.

  82. izka 561
    Jasne, że nie ma nic złego w hodowaniu danieli. Zależy tylko kto hoduje, dlaczego i w jakich okolicznościach przyrody. Czy np. kupiło się kawałek lasu lub parku, a nie wycyganiło za przysłowiowy grosz, dostało w darowiźnie bez podatku pod pretekstem, że działka ma mieć sakralne przeznaczenie. By ją usakralnić, znany arcybep – popularnie zwany Flaszką – postawił tam figurkę NMP, z której korzystają tylko on i podopieczne daniele, bo działka nie jest ogólnie dostępna.
    W I, a nawet jeszcze w II RP zdarzali się możnowładcy (królowie, książęta itp) którzy hodowali rozmaitą zwierzynę w swoich prywatnych posiadłościach i miewali różne fanaberie, ale czy dziś w demokratycznej, należącej do UE III RP wypada, by kler hołdował takim praktykom, żyjąc jednocześnie na koszt państwa czyli podatników, korzystając obficie z „odzyskanych ” majątków, prowadząc jakieś niejasne interesy, handlując ziemią przyznaną ze skarbu państwa w ramach odszkodowania za coś tam coś tam utracone nawet z czasów zaborów.
    Izko, taki kk (rozwydrzony po 1989, bo za komuny przycupnął dość skromnie i wtedy rzeczywiście był blisko ludzi), to obraza Boska i wielka sromota.
    Nie ma w tym wszystkim znaczenia, czy ktoś, kto surowo osądza taki stan rzeczy, jest osoba wierzącą, czy też nie, bo nie o wierze i religii mówimy, tylko o tych, którzy bardzo daleko odeszli od nauk Chrystusa, a wydaje się im, że niejako z „automatu” kapłaństwa niosą Dobrą Nowinę.

  83. Maciej
    29 marca o godz. 20:04

    Szanowny Panie Maciej

    Jestesmy nieistotni dla ukladu slonecznego, „naszej” Drogi Mlecznej i naszego galaktycznego kluster to znaczy grupy galaktyk. Rzadzi tym calym cyrkiem materia i energia ktorych nie rozumiemy a nasze skromne 4% poznanego swiata i tak nie jest obiektem zainteresowania wiekszosci wspolobywateli ktorych zachowanie do zludzenia przypomina opisane przez pana sarenki. Chca wierzyc i szukac „sensu” zycia niech wierza. Sarenka im morde lizala. A co do mojej skromnej osoby to paradoksalnie powstalem z pylu gwieznego i w pyl gwiezdny sie zamienie ku uciesze sarenkiewiczow. Nie przeszkodzi mi to jednak abym sie jeszcze kilka razy odezwal w sposob dla wspolobywateli nietaktowny.

    Slawomirski

  84. Pani @ Izka nawet nie zna historii swojego KRK – Pan Pieczul miał rację, watykańska (rzymska) firma formalnie istnieje właśnie od IV w n.e., kiedy to (bodaj na tzw. soborze chalcedońskim) jedna z dziesiątków zwalczających się sekt neochrześcijańskich w obszarze mediterrańskim wykosiła inne i ogłosiła (oczywiście kłamliwie) że tylko ona ma prawo do legacji po żydowskim proroku Jehoszuyi. W międzyczasie naukę tego ostanie zdeformowano już tak, że Syn Boży chyba by jej nie poznał (a zaczęło się od Saula Tarsiusa, znanego później jako św. Paweł).

  85. mag
    29 marca o godz. 20:02

    http://www.panoramio.com/photo_explorer#view=photo&position=99&with_photo_id=9805125&order=date_desc&user=328448

    Prosze zauwazyc ostre linie cokolu i chropowata postac jezdzca i konia skontrastowane z otaczajaca architektura.

    Slawomirski

  86. ?
    29 marca o godz. 20:55

    Słowa Chrystusa –Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą7.

    I taki był początek ,a i druga część zdania nie wydaje się słowami rzuconymi na wiatr.

  87. @ Izka – drobny problem polega na tym, że Petros żył 350 lat wcześniej i nigdy nie był w Rzymie, a tym bardziej nie złożono tam jego szczątków doczesnych (to obok donacji Konstantyna dwa największe oszustwa założycielskie KRK). Może daruje sobie Pani przytaczanie cytat wypranych z sensu.
    Natomiast prawdziwi chrześcijanie (nie mylić z katolikami) zaiste nie mają się czego bać.
    Pozdrawiam.

  88. mag
    29 marca o godz. 20:35

    ;;Jasne, że nie ma nic złego w hodowaniu danieli. Zależy tylko kto hoduje;;

    No właśnie — tylko,że na razie hoduje wyłącznie biskup.A biskup może istnieć ale tylko gdyby chodził we włosienicy.
    Ale jest inaczej ,a daniele postrzegane są jak jakiś niebywały luksus i fanaberia.
    Gdyby ten ;;luksus;; miał zależeć tylko od ilości pieniedzy i posiadanych hektarów to danieli spacerujacych w ogrodach byłoby jak mrówek. A szkoda.
    Ludzie hodujcie daniele !!!!
    To liczenie pieniedzy KK doprowadzi Cię do jakieś nerwicy tym bardziej ,że źle liczysz.
    Może ulży Ci informacja ,że znienawidzony biskup odnowił i uratował od zagłady unikalny,zabytkowy pałacyk ,który jak wiele innych obiektów zagrabili kościołowi i nie tylko, po wojnie, wybrańcy ludu.
    Musisz przyznać ,że gospodarowanie groszem wyjątkowo im nie szło.Nie mieli też dobrej ręki do utrzymania nieruchomości.
    Z tego powodu nie budzili zawiści i dlatego wielu pozostawiło ich w dobrej pamięci.

    A co ma do danieli demokracja i UE ??????

  89. Grabież ma różne oblicza. Jak nazwać zajęcie przez KRK po wojnie setek kościołów ewangelickich na „ziemiach odzyskanych”? Albo cerkwii na ścianie wschodniej i na Podkarpaciu?

  90. Oczywiscie Swiadkowie Jehowy w swojej dyscyplinie wiary sa nie do pokonania, jednak nie zgodze sie, ze nie maja nic ( w domysle materialnego), oprocz wiary. Mam w najbardziej bliskiej rodzinie jedna osobe, ktora zostala swiadkiem Jehowy ( w koncu juz nie wiem jaka litera mam to zapisac). Jest to przezacnosci osoba, wielce kontaktowa, z poczuciem humoru, inteligencja, duzym gronem przyjaciolek, nadzwyczajnym kontaktem z dziecmi, z ktorych zadne nie poszlo w slady matki. Na tematy biblijne przenigdy w rodzinie nie rozmawiamy, ale na wszystkie inne – telefonicznie, e-mailowo, facebookowo – czesto. Kiedy owa osoba byla dwa lata temu u mnie z wizyta w New Yorku przygotowalam jej wczesniej spotkanie w domu ich zgromadzenia na Greenpoincie. Poszlo lepiej niz sie spodziewalam. Zawarla bliskie kontakty i w ktoryms dniu zostala ona i ja jako tlumacz zaproszona do ich Swiatowej Centrali czy jak to nazwac, ktora sie miesci w NY. Kompleks nowoczesnych, z rozmachem zaprojektowanych gmachow nazywa sie Watch Tower. Wokol niego posiadaja wiele duzych budynkow mieszkalnych, a wszystko to jest pobudowane na terenach, ktorych wartosc wzrasta z godziny na godzine. W srodku w podziemiach najnowszej generacji drukarnia, drukujaca w 26 jezykach, tez po polsku, komputery, sale zgromadzen, przeszklone biura, no i siedzacy w nich zaaferowani panowie urzednicy, czy jak ich tam nazwac. Panie natomiast w pralni i na stolowce. W tym dniu tez byl jakis zjazd, jakie schludne i mile towarzystwo, nawet uczestniczylam w uroczystym lunchu.
    Potem moj gosc zostal zaproszony do takiej ichniejszej Czestochowy, kilka godzin jazdy od NY. Osrodek medytacji, wakacji, konferencji czy co tam. Ogladalam stamtad zdjecia, pielgrzymi ( bo przeciez nie wycieczkowicze) z calego swiata, a sam osrodek wraz z przyleglym gospodarstwem, miejscami rekraeacyjnymi – cudo.To co napisalam, to nie donos na ich bogactwo, mysle, ze maja wszelakie darowizny i umiejetnie ci panowie za komputerami w Watch Tower je pomnazaja.
    Zreszta jak wiemy fanatycznie wierni mormoni naleza do najbogatszego, wspolczesnego zwiazku religijnego. Wszyscy odprowadzaja 10% dochodow na rzecz kosciola i potem swietnie je pomnazaja. Nie bede wyliczac co nalezy do mormonow, ze znanych nazw, np. siec hoteli Marriot. W kk najgorsza jest pycha i ostentacja w pokazywaniu majatku.

  91. ?
    29 marca o godz. 22:14

    ;;Natomiast prawdziwi chrześcijanie (nie mylić z katolikami) zaiste nie mają się czego bać;;

    Mam zamęt w głowie –nie wiem czy mam bać się czy nie bać ?!

  92. Mialem w Polsce sasiadke swiadka jehowy. Jej maz byl normalnym, niepraktykujacym katolikiem, ktory z wyrozumialoscia podchodzil do religii malzonki. Kiedy bywalem u nich Danusia zawsze ukladala przede mna na stole jakies religine czasopisma, gdzie na okladce byla przedstawiana usmiechnieta rodzina, najczesciej blondynow, a z nieba uderzal jasny promien od boga. Danusia liczyla na to, ze ja pod wplywem takich obrazkow nagle doznam iluminacji i stane sie jednym ze swiadkow. Jej maz Mirek, dobroduszny grubas, przerywal danusiny eksperyment mowiac:Daj spokoj kobieto, ja tu mam lepszego swietego ducha i udawal sie do lodowki po butelke bimbru. Danusia jazgotala, wymyslala Mirkowi od bezboznikow, straszyla , ze spali go piekielny ogien.
    Kilka lat pozniej wpadlem do Polski na pare dni i na ulicy spotykam Danusie jak prowadzi za reke wnuka. Przywitalismy sie serdecznie. Ona usmiechnieta zyczliwie, tryska pogoda. I nagle zadalem jej takie ogolnikowe pytanie w rodzaju: Co slychac Danusiu ?
    A ona nagle przepoczwarzyla sie, usmiech znikl z twarzy i zaczela tak: A co ma byc ? Przeciez juz niedlugo nadejdzie koniec swiata, wszyscy sploniemy w ogniu. Tego malego – tu wskazala swojego wnuka – czeka taki sam konoiec, nie ma dla niego przyszlosci.
    Nigdy juz wiecej nie widzialem Danusi.

  93. @Lewy, niezgrabnie napisales. Co to jest „normalny” katolik (jak napisales) w kontekscie „nienormalnych” swiadkow? Twoja sasiadka jest jednak skrajnym przypadkiem. A czy nie mozna jej w polowie zdania przerwac, p.D., pani wie, ze mnie to nie interesuje i zapytac o zdrowie szanownego malzonka?
    Juz nie rozmawiajmy co i jak interpretuja oni w prownaniu z innymi lepszymi religiami, bo to nudne. Natomiast napisze, ze dwa dni temu wszystkie lokalne tv, a moze i dzienniki odnotowaly afere w kosciele kkw sasiednim stanie New Jersey zamieszkiwanym masowo przez Polakow. Otoz jakis biskup wybudowal sobie na zblizajaca sie emeryture palac rezydencje, podobno z przeznaczeniem na wizyty w celach wypoczynkowych licznych kolegow po fachu. Czyzby to z Polski przyszla zaraza? Tyle, ze tutaj moge miec nadzieje, ze tak latwo to nie przejdzie.

  94. zyta2003
    30 marca o godz. 13:23
    Powinienem slowo*normalny* ujac w cudzyslow. Bo chodzilo mi o to, ze ten*normalny* reprezentowal taka normalna wiekszosc polskich troche pijaczkow, chodzacych w kratke do kosciola, ot taka polska normalnosc. I nie znaczy to ze swiadka jehowy uwazam za nienormalnego, tylko jako zjawisko wyjatkowe.
    Kiedys przy jakims imieninowym stole zagailem siedzacego naprzeciw ksiedza. Powiedzialem mu, ze kilka dni wczesniej byli u mnie jacys albo swiadkowie jehowy, albo zielonoswiatkowcy albo moze mormoni i ze stwierdzilem, ze ci ludzie goraco wierza w to co mowia, ze sa ubrani skromnie, zachowuja sie grzecznie, ze widac ze kieruje nimi jakas mocna wiara. Wowczas ow ksiadz prawie ryknal na mnie, ze ci ludzie sa oplacani przez jakas centrale, ze wcale nie sa tacy biedni, jakich udaja, i ze ksiadz reprezentujacy jedynie prawdziwa wiare musi byc ubrany bogato, zeby godnie reprezentowac boga. Oto *normalny* polski katolik

  95. Lewy
    30 marca o godz. 13:43
    Cześć, drogi Lewy, mądry Nauczycielu, który zamienił siekierkę na kijek. Obskoczyłem trasę Koszalin-Słupsk-Koszalin dwiema różnymi trasami w dwa dni (jakieś 180 km) i naoglądałem się po drodze cudnych okoliczności przyrody: Beskidy Pomorskie (wzgórza morenowe), które sam tak nazywam, spóźniony klucz żurawi (niespóźnione od paru tygodni chodzą parami; niesamowite: nawet dopuszczają człowieka na jakieś 60 metrów i nie uciekają, tylko z godnością pokazują tył i wolnym krokiem odchodzą, a w 70-tych latach góra na 200 metrów dopuszczały i z krzykiem odfruwały, nasłuchałem się jak pracy nie ma, jak się żaby do orgii nawołują, zobaczyłem, jak się fest posuwa przebudowa drogi Koszalin – Darłowo (ze 35km, ale gruntowna modernizacja, ze ścieżką rowerową), zabłądziłem w lasach, stary leśnik, ale dzięki kompasowi i ateistycznej, chłodnej kalkulacji odbłądziłem, no i w wiosce Bukowo Morskie, gdzie kiedyś pracowałem przy pstrągach zobaczyłem z tyłu kościoła polskokatolickiego (nie tak szurniętego jak rzymskokatolicki) pomniczek z krzyżem, orłem, wizerunkiem Krzyża Walecznych i napisem: „Bohaterom Wału Pomorskiego cześć i chwała”. W swoim życiu odrzuciłem wszelki patos, ale nie mogę nie mieć uznania dla ludzi, którzy wbrew patriotycznozajobowym zboczeniom cenią sobie stan psychicznej równowagi, nie zakłamują historii, ludzkich losów, nie dzielą nieboszczyków na lepszych i gorszych. Dwa lata temu we wsi Smołdzino (święta góra Słowian Rowokół z wieżą widokową) widziałem pomnik ku czci żołnierzy Armii Radzieckiej.

  96. Lewy
    30 marca o godz. 13:43
    Zapomniałem Ci powiedzieć o normalnym katoliku.
    Dawno temu pomagałem na Mazurach dalekim kuzynom w żniwach. Po robocie był, rzecz jasna, stół. Mój starszy cioteczny brat posadził mnie przy gościu – normalnym katoliku – tam byli sami katolicy łącznie ze mną – i powiedział:
    – Jeden nie pije, drugi nie pije, to sobie pogadacie.
    Gospodarz podziękował wszystkim, pobłogosławił (same wilniuki z pierwszego repatriacyjnego rzutu) i się zaczęło. Nie pogadałem z tym niepijącym , bo o czym może gadać niepijący z niepijącym (piętnastolatek z czterdziestolatkiem). Zwłaszcza że niepijący najpierwszy ze wszystkich wpadł pod stół z powodu niepicia.

  97. zyta2003
    29 marca o godz. 22:50
    Sformułowanie, że Świadkowie Jehowy nie mają nic, jest z mojego wpisu. Miałem na myśli wyłącznie brak religijnych rekwizytów. Jeśli nie zaliczać do nich „Strażnicy” i innych wydawnictw z cudnymi obrazkami, z których kapie miód produkowany wbrew naturze nie przez pszczoły, ale przez miododajnych Świadków.

  98. Jerzy Pieczul
    31 marca o godz. 8:45
    Jakiś czas temu, zdarzało mi się mijać pomnik ziemniaka, stojący przy trasie Koszalin-Szczecin. Nieco dziwny, bo ziemniak bardzo realistycznie przez niepijącego najwidoczniej artystę oddany, a podstawa była już wariacją twórczą na temat bodajże kleszczy, w których tez biedny ziemniak tkwił. dzieło jako całość skromne, ale mam do niego pewien sentyment, biorący się z uznania dla upamiętniania rzeczy prostych, prawdziwych i o ludzkich losach poświadczających. Ziemie te długo ziemniactwem stały. Szkoda jednak, że pomnik ziemniaka jest zapuszczony i bohater tkwiący w kleszczach na dokładkę zielenieje od alg, którym najwyraźniej smakuje.
    W krajach w miarę normalnych na umyśle zbiorowym, mniej wzdętych patriotycznie a bardziej ciężką pracę, choć nieraz banalną, szanujących, znajdowałem np. takie inskrypcje umieszczone wysoko, by każdy został dobrze poinformowany o zwykłej ludzkiej doli: „Dumni kupcy ziemniaczani już od 250 lat! E. Miller & sons”.
    Polska schizofrenia wymusza, by stawiać pomniki biskupom i mętnym wodzom, upadłej parze, jegomościowi-święconce , a gardzić pracą żniwiarza, traktorzystki, górnika, nauczyciela, łapacza szczurów i dumnego handlarza ciuchami na wagę. Druga linia mody to bajania lokalne:pomniki jakichś bajarzy, krasnoludków na rynku, psiaków i innych cudaków. Idzie to w parze z masowym niszczeniem starej i autentycznej substancji ,poświadczającej dzieje rozwoju rozumu miast i przemysłu: dawnych fabryk, zakładów i konstrukcji obecnych niemal w każdym zakątku. Które mądrzy mądrze restaurują i adaptują do nowych funkcji zostawiając maksimum autentycznego i żywego kontekstu i sensu, a u nas odwrotnie: jak najmniej autentyku, jak najwięcej nowego picu, który przy starym wygląda żałośnie.

  99. @Jerzy Pieczul
    Podziwiam Twoje wyczyny, w dwa dni 180 km na ciezkim rowerze !!
    Mnie juz kondycja powoli opuszcza(powoli zblizam sie do 70tki) dziennie odwalam skromna norme ok.30 km i to na terenie plaskim. Do mojej szkoly, gdzie dorabiam do emerytury mam 6 km.Piekna rowerowa trasa wzdluz Rodanu.Poza tym szwendam sie na rowerze, jezdze na zakupy. Ale gdzie te czasy kiedy polykalem dziennie ponad 100 km.
    Podobnie jest u mnie z plywaniem. 5 lat temu w godzine przeplywalem 2 km, teraz morduje sie, zeby pokonac 800 metrow. Moja meska dume obrazaja mlode panienki, ktore mnie , parskajacego staruszka, wymijaja i wyprzedzaja nie tylko kraulem, ale zwykla zabka.
    Alkohol tez juz mi nie sluzy, pomarancze nie smakuja. Cale szczescie, ze jeszcze smakuja mi jablka.
    No to tyle marudzenia.

  100. Tanaka
    31 marca o godz. 10:08
    Bo my nalezymy do elity poteznych narodow, ktore maja w herbie orla. Takich mocarstw,jak USA czy Rosja ktore tez szczyca sie orlami. Orly, lwy, niedzwiedzie sa oznaka potegi, ostrzegaja innych, aby uwazaly i nie zaczepialy, bo …!!!
    Taka Kanada zupelnie sie nie szanuje, bo wybrala sobie za odstraszajacy symbol czerwony lisc klonu. Kto by sie tam przestraszyl lisciem, po prostu smiech. To juz Francja jest bardziej bojowa bo odstrasza kogutem galijskim.

  101. izka561
    29 marca o godz. 19:56
    Umiłowana w panu Urbanu Izko, pewnie szydząc o możliwościach pisania przez ateistę o biskupach i Kościele, zakładasz złą wolę ateisty Pieczula i nie odróżniasz złej woli od faktów. Kiedy piszę o panach biskupach sprzeniewierzających się swojej religii, to m.in. dlatego, że jednym z nauczań Jezusa jest: „Darmo dostaliście, darmo dawajcie”. Tymczasem owi panowie dostają prawie darmo i natychmiast sprzedają za ciężkie miliony, choć karta wstępu do raju nic a nic nie kosztyuje. Bardzo krytyczny stosunek do Kościoła rzymskiego (zauważ, że o innych Kościołach jest raczej cicho) nieżegnających się chorobotwórczą breją zwaną „wodą święconą” nie wziął się z powietrza. Jeśli widzisz tylko atak i nie szukasz przyczyn – nic nie widzisz.

  102. Tanaka, Lewy
    Zareaguję, ale najpierw muszę uporządkować 250 fotek, potem sprawdzić, co z Bałtykiem.

  103. Lewy
    31 marca o godz. 10:30
    To ciekawe, taki nadmiar Orłów i Sokołów w kraju obfitości kartofla i kapusty. Zapewne właśnie dlatego.

    Jerzy Pieczul
    Przyłączam głos własny do głosu Lewego, gratulując 180-ciu kilosów na rowerze, ze śledziami, obserwacjami i całą torbą zdjęć.
    Mam też inny powód do gratulacji. Z powodu daru wymowy, który potrafi znaleźć formułę zwartą i celną a przy tym estetycznie zaspokajającą. Jak w ostatnim poście do Izki.

  104. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Martwie sie o panskiego kolege Hartmana. W czasie minionego weekendu wystepowal w Warszawie.

    http://www.youtube.com/watch?v=x_70uySTScg

    Panski kolega potrzebuje pomocy.

    Slawomirski

  105. Szanowny Panie Lewy

    Celowousuwajacy redaktor czuwa i wpis z nazwiskami trzech smutnych panow adresowany do pana zniknal. Jest to mala strata dla pana i mnie ale duza dla wolnosci slowa.

    Slawomirski

  106. Nudno, Panie Sławomirski, nudno.

  107. Tanaka
    Donoszę z ulgą, że putinowcy jeszcze Bałtyku nie skrymowali. Mgła jak cholera, ale widziałem parę czerwonych chorągiewek. Niewtajemniczony mógłby spanikować, więc wyjaśniam, że to nie Putin oznakował nowe granice Rosji, lecz rybacy postawili siatki na łososia. Stawia się je blisko brzegu, tak że końcówki mogą być nawet w falochronach. Czerwonymi bojkami oznacza się również siatki pływające, stawiane w dryf lub na kotwicach dalej od brzegu – na łososia lub śledzia, który właśnie idzie wiedziony tym, co się u człowiekowatych nazywa miłością.

    Poza tym przypomniałem sobie świetnie się gospodarzące włoskie miasto o nazwie bodaj „Lenin”. Tam są różne pomniki ojców socjalizmu i socjalistyczne obchody. I dobry Bóg nie spuszcza bomby na tę obrazoburczą trąbę.

    A u nas spuścił: pozwalali pomniki, pozmieniali nazwy, załogi, posłów, pierdzistołków, zrujnowali szkodliwe fabryki, jeszcze szkodliwsze PGR-y (jeden nawet chce Pałac Kultury zrujnować, nazywając go „szkaradą”, czy jakoś tak, choć miasta obsr.ne przez psy i blaszane pudła, że przejść nie idzie, już szkaradami dla niego nie są), wszystko ładnie odsowietyzowali, a mimo to „Newsweek” dał na stronę tytułową fotkę młodej rodziny z napisem „Żegnaj Polsko” (bez przecinka po „żegnaj”). Żadna kosmetyka nie pomogła: młodzi wieją. Gwiżdżą na pomniki, nazwy, narodowe ptaszki, katastrofę smoleńską i ojczyznę. Rozumiem ich. Moją ojczyzną jest Wileńszczyzna i też gwiżdżę.

    Chyba ktoś kiedyś wymyślił patos jako narzędzie do sterowania małorolnymi. Podobnie jak teraz Kościół wymyślił aborcję, in vitro i eutanazję

  108. Lewy
    31 marca o godz. 10:20
    A ja Cię z powodu pływactwa podziwiam. On mówi: 800 metrów! Kraulem?! Byłem nawet w sekcji pływackiej, ale jako żabkowiec. W kraulu dorównywałem paru uniwersyteckim zawodnikom, ale, kurde, przez 25 metrów, a nie 800. Najdłuższy dystans, jaki przepłynąłem kraulem, to 100 metrów. Mam niekraulową konstrukcję ciała: brak błon między palcami i kurzajka na palcu, która mnie skręca w prawo, choć jestem w połowie mańkut. Gratulacje, Szanowny Lewy!

  109. Jeśli już ptak w godle, to bardzo by mi odpowiadał bocian.
    Ptaszysko potężne, ładne i sympatyczne, a przy tym mało pretensjonalne, jakieś takie swojskie i prawie udomowione. Te gniazda przy drogach, na dachach domów, spacery po polach wśród ludzi podczas żniwowania…
    Z jednej strony patriotyczne usposobione (wraca wiernie co roku na pół roku), a z drugiej ma to obycie światowe i dystans do ojczyzny polszczyzny z racji wojażowania przez różne kraje i klimaty.

  110. Martwię się, co będzie z nadmiarem niektórych pomników, w przypadku których od samego pomysłu ich usunięcia – zadrży ręka albo i uschnie nawet. Co ustawia potencjalnych kontestatorów (podejrzewam, że jest ich legion) na pozycji z góry przegranej
    Myślę o tysiącach maszkaronów JP II, których może tylko przybyć po kanonizacji. A jeśli dołączą jeszcze (gdy nastanie, co niewykluczone, IV RP) statuy i popiersia Prezydenta Tysiąclecia (czasem z małżonką), to strach wprost ogarnia przed zalewem słusznego betonu i spiżu.

  111. mag
    31 marca o godz. 19:25
    Oczywiscie te Jany Pawly strasza wszedzie nawet w Lyonie jest taki jeden. Ale jezeli chcesz doznac prawdziwego wstrzasu to powinnas pojechac do Dukli. Tam stoi pomnik smolenskich meczennikow; jest to obelisk, z ktorego wychodzi ku gorze 96 par rak. Kiedy przejezdzalem obok tego monstrum, jakby potwornej stonogi, ktorego nawet Hollywood nie byl w stanie wymyslic, to o malo nie spowodowalem wypadku. Nie moge zrozumiec jak ci nieszczesnicy, mieszkancy Dukli zyja z tym potworkiem i nie traca zmyslow.

  112. Jerzy Pieczul pisze o brzegowej desowietyzacji, Lewy o dumnych godłach: dziewczynach znad Rodanu, mag (też) o pomnikach a Tanaka opiewa szacunek dla prostoty kartofla…
    Wszyscy pływają, pedałują, aktywizują się (mag: dzierga?)
    Ja w tym czuję wspólny mianownik.
    Łapiemy życie w obliczu odwrotu desowietyzacji.
    Mnie najbardziej w temacie odpowiada pozostawienie sowietyzacji za sobą. Za każdym razem, gdy zostawiam dumne godła słupków granicznych z tyłu, płynąc w stronę belgijskich frytek serwowanych przez uprzejme dziewczyny znad Senne, Tarny czy zanikłej Turii.
    Powrót do kraju niedoszłej desowietyzacji, którego pomnikowym przykładem jest PL, zawsze jest jak przejechanie bicyklem 60-90 km (moja trasa komfortowa) bez jednej ścieżki rowerowej, czy pluskanie w samorządowym basenie z koniecznością pilnowania w szafce ubrań, bo kradną.
    No to nie wiem, czy to już nudny mianownik, czy bardziej przynudzają objawy wytwórcze z kraju kaktusów i ich milionów …igieł.
    Redaktor Kowalczyk zdecyduje 😉

    PS Poczytałem w sieci p. Pieczula – aż mi głupio, że z literatem śmiem półgębkiem pogadywać, kiedy On Całą Gębą! Polecam.

  113. @ Lewy, 31 marca o godz. 19:47

    W stolycy straszy od lat z górą 20-tu, eo modo, kolejowy wagon wiozący pordzewiałe, wrzeszczące w przestrzeni krzyże.
    Idea szczytna, wynik jak zwykle; można zoczyć tu:
    http://tinyurl.com/ncgvzqu

    PS Dukla ma też inny, słuszny, ale przy tym nieprzyzwoity pomnik (od strony słowackiej). Cholera wie, kto tu kogo…?
    http://tinyurl.com/pwk5wcu

  114. Jacek Kowalczyk
    31 marca o godz. 18:39

    To prosze ogladac nieocenzurowanego Hartmana 8 minuta clipu udzielajacego „wywiadu” pytadotpol.

  115. mag
    31 marca o godz. 19:25

    Myślę o tysiącach maszkaronów JP II, których może tylko przybyć po kanonizacji.
    ****
    Moim zmartwieniem bylyby, ewentualnie, koszty tych pomnikow – kto je poniesie. Bo jesli na przyklad parafianie nastawiaja sobie papiezy na kazdym rogu, ale za swoje pieniadze, to mnie to ani ziebi ani grzeje.
    Dotychczasowa praktyka pokazuje jednak, ze to zazwyczaj przewodniczacy samorzadow, bez pytania kogokolwiek o zdanie (a niech sie ktory odezwie…) fundowali te figury mieszkancom… z kasy gminy, czyli z kieszeni podatnikow.
    Obawiam sie, ze i tym razem bedziemy mieli do czynienia z identycznym zjawiskiem. Tak jest latwiej, i prosciej, zasluzyc sie w oczach proboszcza i dac robote wykonawcy figury.

  116. Slawomirski
    31 marca o godz. 17:28

    Mysle, ze to nie Hartman potrzebuje pomocy, lecz ty. Martw sie wiec o samego siebie, jesli juz musisz o cos sie martwic.

  117. Nie o Passencie,nie o Urbanie,nie o Jaruzelskim

    Nadal zastanawia mnie proputinowska propaganda w polskojezycznych mediach. Na co licza ludzie splamieni wspolpraca ze wschodnim sasiadem Polski. Jak mozna sluzyc sprawie ktora sprowadza cierpienie na miliony Ukraincow i Rosjan. Ostatnio ogladalem film dokumentalny o wysadzaniu przez FSB budynkow mieszkalnych w Rosji w okresie obejmowania przez Putina wladzy. Trzeba byc naprawde zlym czlowiekiem aby popierac nacjonaliste Putina.

    Slawomirski

  118. Antonius
    31 marca o godz. 18:30
    Tak sie troche zaniepokoilem tym*quand meme*, ale teraz wszystko jasne.
    Ja mam troche inne zdanie na temat francuskiej dyplomacji, politesse. Oczywiscie, ze sa wsrod nich rozni ludzie, a wiec i falszywi.
    Kiedy przed laty udalo mi sie dostac prace szkole, przezylem gehenne, bo moja znajomosc jezyka wtedy byla bliska zeru, a mialem pod opieka 14-15 letnia mlodziez, a wiec wiek dosyc trudny. Bardzo wtedy zalowalem mojej poprzedniej pracy kierowcy. Wielokrotnie nierozumiejac tego co sie do mnie mowi, bylem posmiewiskiem tej dzieciarni i gdyby nie to, ze mialem na utrzymaniu rodzine, to bym uciekl stamtad na drugi dzien. A tak przetrzymalem jeden rok, raz poszedlem na tygodniowe zwolnienie, bo po powaznym incydencie w szkole dostalem takiego postrzalu, ze dopiero zastrzyki mnie wyleczyly. Ale po roku bylo juz lepiej, potem juz jako tako, a potem juz niezle. Bo koledzy Francuzi edkukatorzy i nauczyciele bardzo mi pomogli, bez nich nie dalbym rady.
    Kiedy po 25 latach(w zeszlym roku) odchodzilem na emeryture, zostala dla mnie i jeszcze trzech nauczycieli zorganizowane pozegnanie. Dyrektor jak to obludny Francuz zaczal mnie wynosic pod niebiosa, opowiadac, ze bylem filarem(pilier) szkoly i ze beze mnie szkola by sie zawalila.Mnie sie to bardzo podobalo, jeszcze nigdy nikt tak nie polaskotal moja proznosc.
    Ale ja z koleji zabralem glos:Powiedzialem, ze ta szkola to jest jakas dziwna szkola poniewaz zatrudnia niekompetentny personel.Przeciez – kontynuowalem – zaden wlasciciel zakladu stolarskiego nie zatrudnilby kogos, kto nie wie jak sie poslugiwac mlotkiem, a w naszym zawodzie takim narzedziem podstawowym jest jezyk. I gdybym ja byl na miejscu dyrektora szkoly, to nigdy nie zatrudnilbym samego siebie.
    Potem ci obludni Francuzi dali mi prezent(spora sume pieniedzy) i kilka butelek Cotes du Rhone i szampana.A na koniec byl aperitif.
    Inny przyklad(jak juz tak bronie Francuzow)
    Jak jeszcze pracowalem jako kierowca, skradziono mi portfel, a w nim najwazniejszym dokumentem bylo polskie prawo jazdy.Najpierw zglosilem kradziez w komisariacie, a potem z odpowiednim dokumentem udalem sie do prefektury.
    W pracy zrobiono mi fotokopie mojego polskiego prawa jazdy.Z tym zglosilem sie u urzednika zajmujacego sie wydawaniem dokumentow. Powiedzialem mu, ze jak nie bede mial prawa jazdy, to strace prace. To bylo w czasach, kiedy Polska jeszcze byla za zelazna kurtyna, francuskie urzedy nie mialy, tak jak dzis, zadnej mozliwosci zweryfikowania prawdziwosci mojego skserowanej kopii prawa. Urzednik podrapal sie po glowie, kazal mi poczekac, bo zapyta sie szefa. Za kilka minut wrocil i powiedzial mi zebym nazajutrz zglosil sie po francuskie prawo jazdy.
    Oczywiscie spotykalem sie rowniez z wrednymi Francuzami, ale bardziej zapamietalem tych zyczliwych.
    Ps
    Jeszcze Ci opowiem, jak ostatni raz jeden uczen przetestowal moja znajomosc francuskiego: w czasie klasowki podniosl reke i kiedy podszedlem do niego zapytal mnie z niewinna mina; Monsieur, est-ce que je peux aller au WC pour chier.(Czy moge, prosze pana pojsc wys..c sie w ubikacji).
    Powiedzialem mu: tak, mozesz, ale w sobote przyjdziesz na dwie godziny na colle(dawniej w Polsce koza), gdzie sobie poprzypominamy razem, jakich slow nie nalezy uzywac.
    To byl ostatni test

  119. krzys52
    31 marca o godz. 20:28

    Prosze zobaczyc jak Hartman sie zachowuje na zalaczonym wczesniej linku (8 minuta).

  120. Gekko
    31 marca o godz. 19:55

    Jeśli wspólny mianownik istnieje, to może jest nim bardziej to co w obecnej dobie łączy śledzie, a na co nie ma dobrego terminu w nadwiślańskiej mowie. Co i Jerzy musiał wyrazić paralelnie. We frytkach znad Tarny może są podobne mikroelementy. Tak czy inaczej – chwała ziemniakom.
    * * *
    Lewy
    Jerzy ma rację z gratulacjami hydraulicznymi. 800 metrów to nie w kij dmuchał. A jeśli w morzu, to jakby ze 3 kilosy w basenie.

    * * *
    Mag, z bocianem w herbie byłbym ostrożny. Bocian ścichapęk. Jak mało kto patrzy, to młode z gniazda wyrzuca. I gejowskie miewa ciągoty. Poza tym, przestał dzieciaki podrzucać w kapuście. Może lata do Anglii podrzucać? Zlustrowany – herbowi nie podoła. A i z bajek może zostać usunięty, niczym Brzechwa pod Kaczyńskim. Niech robi co zwykle, jako cichociemny.
    Na herb akuratna, bo adekwatna, byłaby kura. Licznych zalet posiadaczka. Ale nie przejdzie.

  121. Lewy
    31 marca o godz. 20:36

    Szanowny Panie Lewy

    No to milionow pan nie zarobil na Zachodzie ale zyl pan przynajmniej jak czlowiek.

    Slawomirski

  122. Ten wpis do antoniusa wyglada troche ni w piec ni w dziewiec, ale moderato zablokowal mi u Passenta, bo tam brzydkie slowo ucznia nie wykropkowalem, wiec skorzystalem z goscinnosci redaktora Kowalczyka

  123. Lewy
    31 marca o godz. 20:50

    neofici demokracji cenzuruja i moderuja

  124. Mea Kulpa

    Hartman popisuje sie w 1:30 clipu.
    Przepraszam za klopot.

    Slawomirski

  125. Slawomirski
    31 marca o godz. 20:37

    krzys52
    31 marca o godz. 20:28

    Prosze zobaczyc jak Hartman sie zachowuje na zalaczonym wczesniej linku (8 minuta).
    ****
    Widzialem – no i co z tego? Czy sadzisz raczej powinien dac temu „dziennikarzowi” w ryja? Bo moim zdaniem kilku z napadnietych przez tego mlodego czlowieka tak wlasnie powinno zareagowac. On przekroczyl wszelkie dopuszczalne granice komunikowania sie. Hartman mogl powiedziec „zegnam pana”, ale wybral wyjscie „na smiesznie”. Jesli tego nie rozumiesz to takze nalezysz do tych ktorym odpowiada sie przedzwonieniem w glupi leb.

    Jesli o mnie chodzi to nigdy nie lezaly mi te krakowskie szopki, czy procesje na boze Cialo, ale to jest rzecz kultury i gustu. Inni to lubia wiec niech sie bawia. Mnie nic do tego.

  126. Gekko
    31 marca o godz. 19:55
    Gekko, jak ja Cię, pierw ze zgrzytem, zacząłem szanować i już furt to robię, to Ty się raczysz nad dziadkami znęcać. Desowietyzacja to jest obrzydliwy, ale jednak temat, który można ciągnąć przynajmniej tak długo jak…no to, co Macier ciągnie. Ale kiedy fascynująco mówisz, że popłyniesz do „belgijskich frytek serwowanych przez uprzejme dziewczyny znad Senne, Tarny czy zanikłej Turii”, to myślisz, że któryś z tutejszych dziadków, łącznie ze mną, zacznie się na myśl o frytkach oblizywać? Taka smaka, tak smak i takieeego! Twoje znęcanie się – na pewno nie ze złej woli, bo z niej nie słyniesz – polega na tym, że frytki są na wyciągnięcie ręki nawet tu, ale już, niestety, nie wspomniane przez Ciebie pod wieczór uprzejme – Oj losie, sobaczy losie! – dziewczyny. Najgorsze w starzeniu się jest chyba to, że marzenia nie starzeją się równo z człowiekiem…

  127. @ Jerzy Pieczul, 31 marca o godz. 21:37

    Kurczę, (to a propos godła w wersji Tanaki), ja nie wiedziałem że się znęcam. Wyciągasz 180 kilosów, czy 3 km w morzu żabką (to a propos mag i bocianów, mlask mlask) i nie pamiętasz co trzeba wyciągnąć aby przyciągnąć dziewczyny?
    Skleroza – nie, coś na P. Może być nawet Lewy, tzn. z lewa dobyty.
    To prosta zagadka, prostsza niż to, co łączy śledzie nad Tarłem. Moderator nie wytnie – to podpowiedź, o jaką rzecz chodzi (nie każdemu ona wychodzi).
    Ja z kolei wiem już, co dzieli frytki belgijskie od wiślanych, a także tu i tam – dziewczyny.
    Pierwsza kwestia to łój bawoli – te belgijskie pono smakują, jeśli smażone na bawolim. Dlatego nie nad Wisłą.
    Te drugie: tam – miłe, uprzejme, spolegliwe, uśmiechnięte. Tu: buraczane, odęte i pretensjonalne. Oczywiście, w roli uszczęśliwiających …frytkami, z budki.
    To czuję, gdy się za granicami desowietyzuję; takich ponurych i buraczano-pszennych w obejściu „sprzedawczyń” nigdzie wcześniej na wschód od Łaby nie znajdziesz, niźli w stolycy, dajmy na to. A im dalej w sowietyzacji na wschód – tym pszenniej i buraczaniej.
    Pamięć genetyczna śledzia, w tej sowietyzacji, czy młodzi globalizację swych bezpodstawnych pretensji tak u nas „rozumieją”?
    No, ale kto młody to już rzecz względna.
    Za Twoim Jerzy przewodem, wczoraj raz pierwszy tego sezonu spuchłem na bicyklu po gdzieś 30-tu kilosach. Pora na trening, żegnajcie frytki – inaczej stracę wspólny mianownik w blogo-towarzystwie „staruszków” 😉
    Pozostanie mi kaktusiarz milionokolcy w swej nieprzyzwoitości i dzierganie swetrów.
    Każda dziewczyna wie, że to byłby los gorszy od śmierci, a nawet sowietyzacji.

  128. Gekko
    Zuaważyłeś, że wszyscy się jakoś aktywizują (chłopy rowerowo i pływaniem), więc pytasz, czy ja może dziergam. Nie, ale prawie 3 tygodnie temu po 40 latach rzuciłam papierosy z dnia na dzień, co oznacza dużą aktywność/pracę psycho-fizyczną.
    Kaszlę jak potępieniec, boli mnie wnyntrze od góry, poczynając od zatok, gardła, na przeponie kończąc, bo mi się obkurcza od kaszlu.
    Nie są to jakieś straszne cierpienia, zresztą wyrównuje je satysfakcja, że wzięłam byka za rogi i naprawdę, co mnie nawet dziwi, nie odczuwam tzw. głodu nikotynowego (może mi się coś w głowie przestawiło?). Tyle że jestem wciąż senna i strasznie chce mi się pić. Ale jeszcze dwa, trzy tygodnie i pewnie te objawy odstawienia ustąpią.
    Może mnie kto wesprze słownie na podstawie własnych doświadczeń?

  129. krzys52
    31 marca o godz. 21:04

    Szanowny Panie krzys52

    Hartman mial okazje zachowac sie jak mentor a wybral to co wybral i to zostalo zarejestrowane ku przestrodze ludzi myslacych. Ponad 100 000 osob juz ogladnelo ten clip. Jest to zmarnowana okazja do dotarcia do tych ludzi. W ten sposob sluszna inicjatywa spoleczna spala na panewce bo Hartman jej szkodzi swoim brakiem profesjonalizmu.

    Slawomirski

  130. @ mag, 31 marca o godz. 22:49
    _
    Coś wspaniałego!
    Spieszę ze wsparciem!
    Pierwsze 4-6 tygodni bez palenia jawią się koszmarem.
    Nerwica, głod nikotyny, irytacja, lęki, narowy…
    Pomaga dobry motyw (naprawdę życiowo ważny powód) i rejestrowanie zmian samopoczucia na lepsze. Zwłaszcza wydolności.
    Bardzo przydatne jest relacjonowanie bliskim i znajomym kolejnych etapów walki i budowanie grupy wsparcia/sympatyków, lub choćby obiektów otwartych dla zwierzeń.
    Stopniowo powraca węch, radość z oddychania, razić zaczyna odór upalonych ubrań i wnętrz.
    Po tych 4-6 tygodniach powraca radość życia. Po 3 miesiącach, radość z pozostawionej za sobą przeszłości.
    Wszystko to piszę z autopsji, bo w rzucaniu jestem wielokrotnym recydywistą.
    Bardzo Ci kibicuję i trzymam kciuki!

  131. mag
    31 marca o godz. 22:49

    Szanowna Pani mag

    Ten kaszel powinien pani przejsc po 2-3 tygodniach. Pozytywne jest to ze smrod papierosowy ktorym nasiaka cialo czlowieka juz pania opuscil. Tylko dla tego faktu warto rzucic palenie. Pamietam jednoaktowke Czechowa „O szkodliwosi palenia tytoniu” z takim malym polskim aktorem ktorego nazwiska juz nie pamietam. Teraz jest przyjemne dla pani pytanie co zrobic z pieniazkami ktore szly na papierosy.

    Slawomirski

  132. mag
    31 marca o godz. 22:49

    ;; jestem wciąż senna;;

    Śpij kobieto ile tylko się da.Organizm daje sygnał ,że w czasie snu chce naprawić to co zepsuły papierosy.

  133. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Prosze w dniu dzisiejszym pogratulowac redaktorowi Passentowi zdobycia mojej nominacji na zasluzonego dziennikarza PRL-u.

    Slawomirski

  134. mag
    31 marca o godz. 22:49
    Mag niespodziewana, toż to można się rzucić na taka dziewczynę i uściskać. Popatrz, ile to radości może zaocznie sprawić prosty komunikat, że ktoś rzucił. Aż by się chciało, żeby co dzień rzucał wypróbowanym sposobem Gekko, żeby się można było częściej, więcej cieszyć. No i najpierwsze, co mówi Gekko: motywacja. Trzeba na nią chuchać, dmuchać, ogrzewać, podlewać. Dodałbym niby drobiazg – może to jest nawet oczywisty drobiazg – ale dodam: nie skusić się na jednego. Do tego jest potrzebne krótkie myślenie. Niedawno mój brat ze sobą przegrał, choć mówiłem: – Skoro już nie paliłeś 10 dni, znaczy, że da się bez tego żyć. Kiedy najdzie chęć zapalenia, pomyśl o kapitale, jaki już osiągnąłeś, o zyskach, o tym, że nie umarłeś i…przestań myśleć, zajmij się czymś. Niestety.

    Mag, może też pomyśl o podziwie innych z powodu Twojego udanego rzucenia, o jak najlepszych życzeniach. o współodczuwaniu. To przecież zwycięstwo życia – nie może coś takiego nie cieszyć.
    Być może, izka ma jakieś nieznane mi racje z tym wyjaśnieniem potrzeby spania, mówię tylko, że sam czegoś takiego nie doświadczyłem. Ale każdy jest przecież niepowtarzalnym organizmem, więc jego reakcje mogą być swoiste. Na pewno po dziesięcioleciach palenia powrót płuc i całego organizmu (serce!) do stanu sprzed palenia musi trwać. Sadzę, że w oczyszczaniu pomaga ruch: szybki marsz, lekki bieg lub choćby dłuższe ćwiczenie w miejscu: lekkie przysiady z rytmicznymi wymachami ramion i uregulowanym oddechem. Po prostu w ruchu odbywa się szybsza wymiana powietrza w płucach, więc i szybsze ich oczyszczanie. A nawet bez ruchowych ćwiczeń, wielokrotnie w ciągu dnia: po kilka głębokich WYDECHÓW i wdechów. Głęboki, oczyszczający wydech (takie wyciskanie na siłę wszystkiego z płuc) to robienie miejsca w płucach na głęboki, ożywiający wdech.

    Drobiazg z początku mojej 180-kilometrowej podróży trzy dni temu. Zasapałem się, idąc i jadąc na zmianę pod długą górę na wylocie z Koszalina w kierunku na Polanów – krótki oddech się zrobił, nie mogłem się zachłysnąć świeżym powietrzem, a bardzo to jest męczące – jakbyś za chwilę miał się udusić. Więc po zdobyciu tej Gogloty zacząłem w czasie spokojnej jazdy swoje stare: głęboki wydech, wdech. Już po pięciu, sześciu takich głębokich kontrolowanych parkach wydech-wdech oddech się uregulował i mogłem do woli się zachłystywać świeżością. W czasie każdej jazdy wielokrotnie powtarzam to ćwiczenie. A w domu też – zwłaszcza przed snem. To nie skomplikowana joga – zwyczajne, regularne wydech-wdech, z głębokim wydechem jako najważniejszym, bo wdech sam się robi, bez łaski, jak powietrza w płucach nie ma.
    Mag, od początku dobrze o Tobie myślę, a teraz – jeszcze dobrzej. Moja największa radość była z powracania węchu – o którym wspomniał Gekko – bo bardzo żyję zapachami. Niech Ci się też bogato żyje, Mag, bez smoczka.

  135. No to w celu wsparcia mag.
    Zaczalem palic jako 13latek. Moi rodzice palili, wszyscy wokol palili, wiec praggnac byc doroslym tez dalem sie wciagnac w ten obrzydliwy nalog. Palilem przez 10 lat.Przez cale liceum, potem studia.Czego to sie nie palilo; byly oczywiscie sporty, mazury, na sztuki kupowalo sie chesterfieldy, palilem jakies feminy, potem pojawily sie carmeny, byly jakies papierosy mentolowe. Kiedy bylem na studiach pierwsza rzecza jaka robilem po otrzymaniu pieniedzy byl zakup kartonu giewontow, a dopiero potemmyslalemo jedzeniu
    Majac 22 lata wybralem sie do Zakopanego i wtedy z przerazeniem stwierdzilem, ze ja mlody czlowiek jestem zyciowym kaleka;nie moglem wejsc na taka mala gorke jak Nosal. Wiec postanowilem cos z tym zrobic.
    Wiedzialem, ze jak rzuce z dnia na dzien bez jakiejs daty, to wczesniej czy pozniej zapale papierosa i wtedy wszystko sie zawali. Wiec wyznaczylem sobie termin: 30 dni. Meczylem sie okropnie, ale jakos udalo mi sie dobic do tych 30 dni. W dalszym ciagu mialem ochote na papierosa, troche mniejsza, ale szkoda mi bylo tych 30 dni, wiec wyznaczylem sobie nastepny okres abstynencji i tak etapami udalo mi sie zwalczyc nalog. Jeszcze po roku albo i pozniej bywalo ze nachodzila mnie chec na sztachniecie sie, ale nigdy temu nie uleglem. Rozni przyjaciele podpuszczali mnie: Co nie zapalisz jednego ? Ty nie masz silnej woli ! Zgadzalem sie z nimi, nie wystawialem na probe mojej silnej woli i tak juz to trwa ponad 50 lat.
    Raz tylko sprobowalem, ale to byl skret z marihuany.
    Wiec mag, trzymam palce, pamietaj nie daj sie nawet namowic na jednego papierosa

  136. Slawomirski
    31 marca o godz. 23:04

    krzys52
    31 marca o godz. 21:04

    Szanowny Panie krzys52

    Hartman mial okazje zachowac sie jak mentor a wybral to co wybral i to zostalo zarejestrowane ku przestrodze ludzi myslacych. Ponad 100 000 osob juz ogladnelo ten clip. Jest to zmarnowana okazja do dotarcia do tych ludzi. W ten sposob sluszna inicjatywa spoleczna spala na panewce bo Hartman jej szkodzi swoim brakiem profesjonalizmu.

    Slawomirski
    ****
    Jak dla mnie sprawa jest oczywista, bo z tych 100tys. ogladajacych ich madra czesc widziala i slyszala to co ja, a pozostali to co Ty. Podobnie z wnioskami.

  137. mag
    31 marca o godz. 22:49

    No to teraz rozumiem dlaczego taka bylas trudna ostatnio.

    Ja rzucilem palenie 15 lat temu, po 32 latach nalogu. W ostatnich 16 latach palilem 3 paczki dziennie, czyli jeden za drugim. Zdecydowalem rzucic bo zaczeli wprowadzac ograniczenia w miejscach pracy, a ja zawsze z papierosem w ustach, wiec pomyslalem sobie, ze nie przezyje i bede gryzl sciany – gdybym mial ograniczac sie do np. 10 sztuk w pracy. Zdecydowalem wiec rzucic to w cholere, zanim dorobie sie krotkiego oddechu, kaszlu, charchania, plucia, rzezenia, i tak dalej. Akurat na rynku pokazala sei guma do zucia ‚Nicoret’, wiec postanowilem sprobowac z uzyciem tego srodka. Tyle tylko, ze zastosowalem wlasna metode, gdyz uznalem, ze na ich zaleceniach to ja i za rok z tego nie wyjde, a mozliwe ze wpadne w nalog z ta guma. Wychodzenie z palenia zajelo mi 3 tygodnie. Po tym czasie, zmniejszania dawki gumy oraz czestotliwosci jej zucia, stalem sie czlowiekiem wolnym od nalogu. Bez pocenia sie, i tak dalej. Bodaj po 2 latach zaczalem zauwazac zapach palaczy. Wczesniejnie mialem o tym pojecia, gdyz byl czyms normalnym. Nie wiedzialem wiec, ze ja takze smierdzialem. W dalszym ciagu omijam jednak grupki palaczy gdyz nadal sprawia mi przyjemnosc zapach dymu unoszacego sie z papierosa.
    Powodzenia.

  138. Mag
    No widzisz, Lewy też potwierdza, że jest straszna bomba w jednym. Nie skusić się, broń Boże, na jednego! Tysiąc razy łatwiej nie zapalić jednego, niż po chwili słabości zaczynać wszystko od nowa. Zwłaszcza że nie wiadomo kiedy to nowe znów przyjdzie, bo po skuszeniu się na jednego najpierw jest rozkoszowanie się powrotem do palenia.

    Pod koniec 70-tych lat po półtorarocznym niepaleniu siedzieliśmy z przyjacielem przy flaszce. On palił. Zaciekawiło mnie, jak to smakuje, bo już zapomniałem.
    – Daj jednego – mówię. – Niepalący jestem, na pewno z powrotem nie wpadnę.
    Poszły jeden po drugim cztery – tak smakowało. Przez miesiąc czepiałem się kurczowo myśli, że jestem niepalący i prosiłem kolegów o poczęstowanie, świnia i niemowlę w jednym. Wreszcie się poddałem i kupiłem pierwszą paczkę smoczków.
    Palacze wszystkich krajów, łączta się i spier….jta!

  139. krzys52
    1 kwietnia o godz. 8:58

    Szanowny Panie krzys52

    Zazdroszcze Panu zakorzenienia sie po stronie madrosci. Prosze tak trzymac i systematycznie podlewac korzenie. Ktoregos dnia korzen spenetruje madrosc i bedziemy swiadkami czegos wielkiego.

    Slawomirski

  140. Troszku ostatnio zacząłem tracić wiarę w bloga, a przynajmniej w potrzebę zasilania onego swoimi perłami… No ale skoro @mag rzuciła, to niech Gospodarz wybaczy, że – akurat po jego dyscyplinującym wpisie – też i ja dołączę do grona zachwycniętych bliźnich i pośpieszę z wyrazami wsparcia. Już ci kiedyś @mag pisałem: rzuć Maguś, rzuć, wzbudź w sobie inną chuć! No i popatrz ile radości wzbudziłaś na blogowisku! Czy to nie wystarczy za motywacyją?
    Ja mam już staż 26 letni w niepaleniu po 27 latach palenia. Jeszcze jakieś 10 lat temu zdarzały mi się sny o popalaniu, kupowaniu fajek (a co, jestem już wolny od nałogu palenia, to nie muszę wpadać w nałóg niepalenia! Vive la liberte!) Dzisiaj wyczuwam smród palaczy mijających mnie na autostradzie… I za czorta nie chce mi się wierzyć, że i mnie ongi urzekł romantyzm wdychania i wydmuchiwania z siebie jakichś dymów. Mocno mi pomógł stan wojenny z jego kartkami… Trzym się kobito!

  141. mag
    Sytuację mam ponurą. Wspieram Cię, acz doświadczeniem własnym z rzucania nie wesprę, bo jako niepalacz – nie posiadam.
    W tej sytuacji, dla rozjaśnienia własnej i wzmocnienia Twojej sytuacji nikotynowo-wyzwoleńczej, zastosuję fortel przy pomocy wróbelka:
    „Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta,
    że wróbelek jest druh nasz szczery?!
    Kochajcie wróbelka dziewczęta,
    kochajcie, do jasnej cholery! „

  142. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Zaniepokojony znudzeniem nawiedzajacym szanownego pana redaktora osmielam sie podeslac japonski punkt widzenia na sprawe Ukrainy. Zapewniam ze nie jest to primaaprilisowy zart ani proba wyrawania pana z blogostanu(nie mylic z Kazachstanem).

    http://gulfnews.com/opinions/columnists/japan-s-russian-dilemma-1.1312446

    Slawomirski

  143. Tanaka
    Dyć kocham wróbelka, choć dziewczę ze mnie przejrzałe, a także
    Gekko, Biba, Pieczula, Lewego i wszystkie koleżeństwo płci obojga, które okazało mi tyle serca i troski w pokonywaniu zgubnego nałogu.

  144. mag
    1 kwietnia o godz. 19:54
    Rozmawiamy jak równy z równym, bośmy, prócz Tanaki, przez to przeszli, więc mówię otwarcie: ten nałóg jest nie tylko zgubny, ale i bezdennie głupi. Chodzi po świecie człowiekowata małpa i dym z jej brzucha bucha. Po co? Na co? Jaki interes?Najbardziej zbrzydło mi palenie, jak sobie uzmysłowiłem, że to upokarzające uzależnienie psychiczne niczym się nie różni od uzależnienia niemowlaka od smoczka w gębie. Palący to w dymiącym sensie duże dziecko, nawet kiedy się nazywa…no, nie będę po nazwisku. Potrójne zdrówko, Mag!

  145. mag
    Zatem kochaj niepalącego wróbelka w sobie. To nie przebrzmiewa.

  146. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Podsylam panu

    O szkodliwosci palenia tytoniu

    Czechow

    Fijewski

    Antczak

    bo to wstyd sie nudzic

    http://www.youtube.com/watch?v=Vd0h34hiBwk

    Slawomirski

  147. Trochę w obronie organizmu przez zarzutem głupoty.
    a/ nikotynizm jest nałogiem, tzn wyzwala uzależnienie psychiczne i fizyczne. Głód nikotyny staje się u nałogowca potrzebą fizyczną, jak jedzenie i sikanie. Uleganie nałogowi nie jest głupotą, ale przymusem fizjologicznym – chociaż owszem, z trudem odwracalnym. Walka z przymusem jest heroizmem, porażka słabością, nie głupotą.
    b/ w początkowej fazie odzwyczajenia, pojawia się kaszel. To zjawisko zdrowe, bo wynika z uruchomienia sparaliżowanych dotąd nikotyną rzęsek dróg oddechowych; te – pracując, prowokują zdrowy kaszel, usuwający co trzeba.
    c/ Rzucać trzeba raz, a dobrze; nagle i nieodwracalnie. Nawrotowe palenie i rzucanie, w cyklu kilkumiesięcznym, paraliżuje trwale zdolnośc regeneracji układu oddechowego.
    d/ Wbrew szerzonym pozorom, nauka nie udowodniła jednoznacznego związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy paleniem a występowaniem raka. Jest natomiast prawdą nieuchronność znacznie zwiększonego ryzyka zachorowania u palaczy.
    e/ O sile i skutkach nałogu totalitaryzmu:
    „…Rosja to jedyne państwo, w którym ilość palaczy papierosów rośnie…od 2014 Duma wprowadza totalny zakaz palenia…
    …Już w 1634 roku car Michał Fiodorowicz Romanow wydał rozporządzenie zakazujące palenia tytoniu. Palących schwytanych tam wówczas na gorącym uczynku karano chłostą w gołe pięty, osobom powtórnie przyłapanym na paleniu obcinano nos. Przyłapany na paleniu po raz trzeci skazywany był na karę śmierci…”

    Podsumowując:
    Palenie – celowousuwam!

  148. Gekko
    2 kwietnia o godz. 9:13
    Z szacunkiem i uznaniem dla Twoich umordowanych kiedyś przymusem rzęsek, uleganie nałogowi nie jest głupotą? Dobra. Ale zaczyna się nie od nałogu, lecz od stopniowego wpadania w nałóg. A wpadanie? Wpadanie zaczyna się od papugomałpowania starszych lub rówieśnych papugomałp. Papugomałpowanie to zachowania bezmyślne. Nie nazwiesz bezmyślności „głupotą”? Nie nazwiesz tych, co nie wpadają „mniej bezmyślnymi” lub zwyczajnie podwórkowo, bez pretensji do precyzji – „mądrzejszymi”? Więc nałogowcom pozostaje być „głupszymi”. Gekko Szanowny, „głupi” to tak poręczny i uniwersalny epitet, że nie schodzi – zwłaszcza Polakom na forach – z ust. Więc i ja go czasem z czystym sumieniem użyję. Jeśli dołożyć do nałogu kompletny brak kalkulacji w sytuacji materialnej biedy, okradanie własnej rodziny dla idiotycznego dymka (chleba może zabraknąć, ale tata musi mieć co palić), to jak inaczej nazwać nieużywanie rozumu niż „głupotą”?. „Nałóg” to suche skwitowanie faktu, ale fakty bywają również oceniane. Ba – oceny się same napraszają dla skwitowania faktu ulegania niekoniecznym dla życia fanaberiom.

    Twoją hipotezę – bo uważam to wyłącznie za hipotezę – że nałóg jest fizjologicznym przymusem, mam za słabiuteńką. Fizjologiczne jest to, co dla organizmu konieczne, jak oddychanie, jedzenie, wydalanie, bez zaspokojenia czego człek po prostu fajtnie. Nie wykluczam, że są wrażliwcy, którzy z braku zaspokojenia nałogu też mogliby fajtnąć, ale tu dotknęlibyśmy chyba patologii, a mówimy przecież o czymś innym.

    Dla mnie nałóg jest przymusem, owszem, ale psychicznym, przyzwyczajeniem, nabytym odruchem, dla wielu stosunkowo łatwym do pozbycia się, kiedy się wzbudzi odpowiednią motywację, o której sam wspomniałeś. Od fizjologicznych przymusów odzwyczaić się ciut trudniej. Odzwyczajam się od jedzenia ze trzydzieści lat i mimo że mam bardzo silną motywację – szkoda mi czasu na jedzenie i na to, co następuje po nim, poza tym się brzydzę – popatrz, jestem w tym samym miejscu, co na początku. Choć kierunek uważam za właściwy i nie ma siły, że kiedyś cel osiągnę. Choćby jako nieboszczyk, ale zawsze…

  149. Gekko
    2 kwietnia o godz. 9:13
    No tak, w matuszce Rosiji wszystko musialo byc troche tak jak dzis w Korei Polnocnej, gdzie wszyscy maja sie strzyc jak gruby Kim;
    Jeden car mial widzimisie zeby zakazac palenia tytoniu, a Piotr Wielki w ramach europeizacji zakazal noszenia brod(w razie czego sam taka brode nieposlusznemu poddanemu wyrywal, a byl to chlop mocarny) i nakazal palic tyton, bo zobaczyl w Holandii popalajacych rybakow i dokerow.
    Podobno moda na mankiety u spodni, ktora znikla ze 40 lat temu, zaczela sie od tego ze idol wszystkich snobow , ksiaze Wali, przechodzac przez blotnisty teren zawinal sobie nogawki.
    Presja snobizmu jest rownie silna, a moze nawet silniejsza od mocarnych rak Piotra Wielkiego.,

  150. @ Jerzy Pieczul, 2 kwietnia o godz. 10:18

    a/ rozważania o istocie głupoty uważam za jak najbardziej na miejscu, boję się jednak ze obecnie nie wystarczy opisać to jako ‚niekorzystanie z rozumu’. Rozum bowiem, jego zasób, poziom użycia i wydolności to dziś pojęcie dalece archaiczne w przestrzeni publicznej. Krótko mówiąc, wobec powszechności bezrozumia, głupota stanowi powszechną normę, na mocy ‚społecznego dowodu słuszności’ – i to chronioną godnościowymi zasiekami… 😉
    b/ w kwestii istoty nałogu, to niestety, w związku z punktem ‚a’ muszę się powołać w obstawaniu przy tym, co ja napisałem, na swoje fachowe kompetencje. Co oznacza, że nie pisałem tego pod wpływem wrażeń, poradnictwa w sieci czy powszechnych stereotypów, ale wiedzy zawodowej.
    c/ Bronię organizmu przed zarzutem głupoty – a nie zachowań głupców. Masz więc, IMHO, w tym rację, że głupie zachowania osobnicze prowadzą do zniewolenia organizmu nałogiem. Ale samo zniewolenie ma te cechy, jakie wymieniam; stąd walkę ze zniewoleniem uważam za heroizm – nawet, jeśli to walka wskutek uprzedniej głupoty.
    Pozdrowienia – dosłownie! 😉
    – – –
    @ Lewy
    Ekstrapolując trochę Twoje słuszne uwagi, jakoś mnie nie przekonuje opisywanie czy uzasadnianie postaw totalitarnych takim czy innym pretekstem, np. snobizmem.
    Totalitaryzm w zakusach rządzenia nakazowo-rozdzielczego wszystkimi i wszystkim, nie potrzebuje pretekstów – albo, znajdzie dla swych zachowań zawsze jakiś pretekst.
    Duma rosyjska wprowadza całkowity zakaz palenia nie z powodu mody czy snobizmu, ale traktując palenie jako kolejny i instrumentalny jedynie pretekst do represji, będących istotą sprawowania władzy totalitarnej.
    Swoją drogą i nasza władza demokratyczna lubuje się w nakazowo-rozdzielczym modelu zarządzania, sądzę, że przez zasiedzenie…umysłu. Świetnie obrazuje to postawa osobista Tuska, jakże sprzeczna z głoszonym wizerunkiem misji tego rządu. PIS jest w tym modelu rządzenia przynajmniej spójny – za mordę na sztandarach i w postępowaniu, ot i cała jego filozofia.
    Nb. to samo odnosi się do zarządzania zdrowiem publicznym w kwestii prewencji nikotynizmu. Koryfeusze tej krucjaty nie sięgają wzrokiem i działaniem poza mentalność wiejącego grozą cara i jego Dumy z władzy zastraszenia… Smutne i jakże archaicznie prymitywne, wobec rozwoju cywilizacji….
    Pozdrawiam.

  151. Jestem trochę w sytuacji podobnej do Tanaki. Nigdy nie byłem nałogowym palaczem, więc nie odczuwałem mąk rzucenia. Być może wzięło się to z dwóch powodów: 1) Nigdy nie przejmowałem się zdaniem kolegów na temat palenia i picia, 2) miałem w wieku około 10 lat (może 11 lub 12) przykrą przygodę z pierwszą próbą palenia. W ogrodzie kolegi rósł tytoń. Oderwaliśmy wysuszone dolne liście, zawinęli w gruby papier pakunkowy… i próbowali się delektować! Raz… i na tym zakończyliśmy. Następne podejście do problemu było w pierwszych latach pracy. Byłem kierownikiem małej szkoły i miałem 3 nauczycielki, które paliły. Życie służbowe i towarzyskie odbywało się w mojej kancelarii. Palenie przez kobiety było na wsi zbrodnią większą niż publiczny seks, więc ja udawałem, ze wszystek dym w kancelarii pochodzi od mojego papierosa. Paliłem niewiele, pewnie paczka na rok lub kilka miesięcy, ale luksusowe grunwaldy, bo belwedery były jednak za drogie. Nie zaciągałem się nigdy, więc i się nie uzależniłem więcej niż od wdychania biernego. Ukułem zasadę, że palę tylko wtedy, kiedy jest kobieta, wino i śpiew. Brak jednego elementu .. i nie paliłem. W takim błogostanie dotrwałem d sytuacji, gdy nie ulegam kobietom, wino mi już nie smakuje, a od dawna już nie śpiewam, więc i nie palę.

    Droga Mag! Wspieram Cię moralnie, ale z pozycji obserwatora, nieuzależnionego. Znam jednak wiele osób, które rzuciły z różnych powodów, przeważnie zdrowotnych. Wyjątkiem jest moja starsza córka, która zobowiązała się rzucić palenie, gdy wnuk skończy studia (bardzo starannie, gruntownie i długo studiował!) i obietnicy nie dotrzymała. Hańba!

  152. Gekko
    2 kwietnia o godz. 11:30
    Jeśli jest ugruntowana, wielokrotnie potwierdzona wiedza naukowa na temat fizjologicznego przymusu palenia – na pewno u każdej małpy wygląda to inaczej, więc pytanie: od czego zależy to „inaczej”? – to spuszczam oczy i przymykam w pokorze. Ale skoro przez 33 lata palenia sam nie odczuwałem najmniejszego śladu fizjologicznej konieczności – przestawałem palić na kilka dni, na dwa tygodnie, w szpitalu bez śladu dyskomfortu nie paliłem półtora miesiąca, podobnie teraz co jakiś czas odstawiam kawę na parę tygodni – i z czasem dorobiłem się pewności, że nie ma u mnie niczego poza przyzwyczajeniem, jak również sięganiem po papierosa w okolicznościach, w których sam sobie wyrobiłem zwyczaj sięgania, to mogę mówić o sobie wyłącznie o uzależnieniu psyche, nie soma.
    Może ciekawostka. Zacząłem palić (również pić) nie z małpowania. Byłem za zdrowy i chciałem poznać bóle palących oraz pokazać biedakom chcącym, lecz niepotrafiącym wyjść z nałogu, że jeśli wpadnę w nałóg, to wyjdę z niego tanecznym krokiem ze śpiewem na ustach, kiedy tylko zechcę. Wpadłem, owszem, ale wyszedłem dopiero po 33 latach. Nie dlatego tak długo, że fizjologia mnie trzymała, ale dlatego, że nie miałem dość silnej motywacji. Kiedy dawno temu pojawiła się obawa o serce, rzuciłem natychmiast. Na półtora roku. Przy kielichu się skusiłem. Drugie rzucenie – i ostateczne – stało się ze wstydu: taki stary, a taki głupi.

  153. Gekko
    2 kwietnia o godz. 11:30
    A pod tym, że głupota jest normą – tylko nielicznym z rzadka się przydarza – podpisuję się obiema rencoma i lewom nogom. Prawom zresztom tesz.

  154. Jeszcze drobiazg. Wyrobienie w dziecku w najmłodszych latach – lub raczej inspirowanie do wyrabiania – aktywnego stosunku nie tylko do zewnętrznego świata, ale i do samego siebie, do własnego organizmu, do własnej główki, skłanianie do eksperymentów z samym sobą, do doświadczania niedogodności i wychodzenia z nich o własnych siłach, może owocować w jego życiu nieuleganiem młodzieżowym głupotkom lub łatwiejszym wychodzeniem, kiedy się w nie wpadło.

  155. Wróćmy do klimatów Gospodarza:
    Wkrótce będzie dostępna (może już? Już ! już !) aplikacja na smartfony „JP2. Myśli Jana Pawła II”.
    To cudowna wiadomość.

  156. Tanaka
    2 kwietnia o godz. 13:05
    Uo mamuniu! Żeby tylko nie wciskali jak esemesy na mojego zmartwiona przez ostatnich parę miesięcy. Kiedy poinformowałem, że ze zmartwiona nie wysłałem nigdy ani jednego esemesa ani, tym bardziej, ememesa, odpowiedzieli, że rachunek jest naliczony prawidłowo. A ja nie o prawidłowość naliczenia pytałem, lecz o to, skąd się wzięły esemesy. Aż mi miła dziewczynka w Erze zablokowała te złodziejstwa, no i dwa dni temu dostałem wreszcie goły rachunek. Przepłaciłem, zielona małpa, za abonament podwójnie w porównaniu z tym, gdybym oddzielnie kupił zmartwiona i oddzielnie internet na kartę.
    W każdym razie jest nadzieja dla Polski, że z myślami JPII w kieszeni i pod nosem ruszy z kopyta ku lepszości.

  157. Tanaka
    O matko, myślałam że to żart z tą aplikacją na smarfony JP2.
    Aż weszłam na google. Świnto prawda – aplikacja na tablety też!
    Szczęśliwie, nie posiadam takich gadżetów, a z Nokii (choć mam nową 4 miesiące) święty Papa chyba nie wyskoczy.

  158. @ Tanaka

    W jaki sposób „klimat Gospodarza” skojarzyłeś z „myślą JP II na smartfona”?
    Pod egidą ateisty, co usuwa wieści pozaumysłowe z listy?
    Wot, mastierpis. 😉

  159. O, jak milo, okazuje sie, ze nawet obrzydliwy nalog palenia moze byc sympatycznym tematem.
    A ja troche wroce do spraw koscielnych. Ogladalam wyrywkowo ( bo na innym kanale mialam moj ukochany serial „Good Wife” wielce polecam, mimo marnego tytulu, jeszcze bardziej polityczny i aktualny niz „House of Card”) na kanale AlJazeera o Swietych Pieniadzach kosciola katolickiego w Ameryce.
    O, ja naiwna, co myslalam, ze skoro kosciolki skromniutkie, to i reszta taka sama. Otoz kk w Ameryce nalezy do 20 najwiekszych korporacji w tym kraju. Dochody tego przedsiebiorstwa pochodza glownie z prowadzenia szpitali, kilkunastu ubezpieczen zdrowotnych, szkol, uniwersytetow, nieruchomosci i wszelkiego obrotu kapitalem.. Rady parafialne, ktore tutaj maja dostep do finansow parafii sa w stanie wychwycic malutkie pieniazki, reszta jak w kazdym biznesie jest poza zasiegiem maluczkich.
    PS Co do palenia, uzaleznienie jest roznej sily. Jedni podpalaja, pala przez wiele lat, potem rzucaja bez wielszego bolu (ja i inni). U innych „powinowactwo” organizmu z tytoniem jest tak wielkie, ze rzucenie palenia jest wielkim wyzwaniem i wymaga silnej woli. Wiec, mag wytrwalosci.

  160. @ Jerzy Pieczul

    Reasumując wątek: fizjologia ulega nałogowi, owocując patologicznymi objawami. O tym, że nikotynizm wyzwala zależność także fizyczną (czyli wpływa na fizjologię, czyt.: prawidłową czynność organizmu), świadczą obiektywne objawy tak uzależnienia jak odstawienia.

    Jest zapewne niezliczona ilość psychofizjologicznych przyczyn wpadania w nałogi; ja bym nie przeceniał potrzeby naśladownictwa, o czym słusznie piszesz na własnym przykładzie. Walka z uzależnieniem fizycznym jest naprawdę godna szacunku, bo ono wiąże nie tylko silną wolę, ale zaprzęga też własny organizm w dywersję przeciw właścicielowi, nad którą kontrola psyche jest ograniczona.

    Passus o „wyrabianiu w dziecku aktywnego stosunku…” w pełni podzielam i bardzo mi ta opinia pasuje do własnych doświadczeń.
    – – –
    Egzegezy łączności domniemanych myśli wyznaniowych z technologią uważam za tyleż paradne, co jałowe.
    To tak, jakby analizować latające farby w kolorze różowego słonia.
    Nb. posiadanie smartfona nie jest uwarunkowane jego łącznością z internetem, a tym bardziej płatną. Dla kompletnych geeków dobrą opcją jest aparat na dwie karty sim, z których druga (pierwsza to karta na telefon gsm) działa w bezpłatnym systemie Aero2, zapewniając podstawowy i bezpłatny transfer danych via internet.

    Pozdrawiam.

  161. @ zyta2003
    Skoro na blogu ateistycznym (?) nie sposób obejść się od spraw kościoła, ja mam doniesienie o księdzu który realizuje wartości ateistyczne .
    To jest dopiero news nad Wisłą!

    „…Kiedy zobaczyłem, jak żyją ludzie, pomyślałem, że nie można przejść obojętnie obok tej biedy – mówi proboszcz kościoła na lubelskim Czwartku.
    Właśnie rusza z akcją pomocy swoim parafianom. (!!!)
    Będzie załatwiał im meble, remontował mieszkania, uczył gotować i sprzątać….”

    http://tinyurl.com/os7pl5e

  162. Gekko
    2 kwietnia o godz. 14:55
    Czyli kiedy będziemy mówić o fizjologicznych skutkach palenia, a nie o fizjologicznym uzależnieniu od palenia, będziemy bliżej porozumienia. Wiem o fizjologicznych skutkach zrywania z nałogiem, ale wśród moich znajomych, którzy zerwali, nie ma ani jednego, który jakoś negatywnie by zrywanie odczuł. Nie licząc ewentualnego tycia, które rzeczywiście jest jakimś dowodem uzależnienia.

    Powiedziałeś coś rewelacyjnego z tym internetem – Zainteresuję się jako małpa nauczona tylko pykania w kilka klawiszy. Na razie jeszcze rok płacenia abonamentu. Powinienem w tym roku umarć, to nie bede płacił.

  163. Gekko
    Ano tak, że Gospodarz potyka się z „pozaumysłowością”, którą aplikacja Lolka do smarftonów realizuje z radosną zawziętością.
    Ksiądz, dusza człowiek, „kiedy zobaczył, jak żyją ludzie” to nie zdążył wyjaśnić p.t. publiczności właśnie tego – kiedy mianowicie, zobaczył. Czy jest osobnikiem VMO v.1.0 (Vatican Modified Organism, version 1.0 – doLolkowa), który wczoraj pierwszy raz wyszedł z zakrystii i „zobaczył”, czy może jest VMO v.2.0, znaczy, wersją która wie już, że należy „zauważyć”, bo zauważa nowy – Francesco – pryncypał.
    Najciekawsze u klechy są wyjaśnienia w sprawach prostych, acz zasadniczych. I tego p.t. publiczność światowa ciągle nie może się doczekać.

    Jerzy, mag
    Łomatko, tak jest!
    Zapoznałem się też z kolejną wiadomością uświęcającą: w Krakowie (może w całej Tej Ziemi też ?) staną „papamaty” pozwalające wymieniać zwykłe, fenicko-żydowsko-polskie złotówki na walutę papieską (papieskie złotówki).
    Nie udało mi się ustalić, jaki byłby kurs dnia, od tego wiele zależy. Na koniec wyjdzie pewnie to, co zawsze: wkładasz żywy pieniądz, a w zamian pojawia się głos: Bóg zapłać!

    Zyta2003
    Korporacyjność KK to rzecz w miarę znana, jeśli ktoś chce to poznać. Oczywiście nie nagłaśniana przez zainteresowanego. Wiedza o tym szkodzi owieczce, a uzdrawia człowieka. Niewiedza pasie pasterza.

  164. @ Tanaka

    Ksiądz (którego zalinkowałem) zobaczył potrzebę ateizmu w czasie wizyt po kolędzie.
    Zauważył, mi.in, że wpuściło go do mieszkania ok. 30% populacji odwiedzanej, która w większości zamieszkuje zresztą lokale pozbawione wody i toalet.
    Pisze o tym w linku, chodzi o miasto Lublin, anno 2014.

    Uważam, że postawa tego księdza zasługuje na ateistyczny szacunek, łamie bowiem wszelkie obowiązujące w zlokalizowanym w Polsce kościele standardy obcowania z tubylcami.
    Czyli, ksiądz wyraża wrażliwość i chęć niesienia pomocy bliźnim (i co podkreślił, niezależnie od ich wyznania).

    Gdyby takiego Księdza zaaplikować na Androida i zreplikować w apkę demo, to może kościół zyskałby ludzką twarz? 😉

    PS Proszę nie przyznawać mi rządowego grantu z funduszy UE za innowacyjność. Lista kandydatów jest od dawna zamknięta przed przypadkowym społeczeństwem.
    Tam też nadal rządzi kolęda – nocka.

  165. @ Jerzy Pieczul

    Ok., jak zawał, tak zwał – nie ma lekko (co jest oczywiste dla każdego Gekko).

    Dostęp do internetu przez sieć Aero2 ma ograniczenia, szybkość transferu jest za mała na wypasy z multimediami, ale wystarcza do przeglądania internetu i maili. Zasięg tej sieci nie jest idealnie ogólnopolski, ale dostateczny. Nie jest też dosłownie bezpłatna, bo jednorazowo karta kosztuje 20 zł, ale nie ma limitu czasu działania i ilości transferu danych.
    Sprawdziłem to na tablecie, którego używam w samochodzie jako mapę; w tym celu i powyższych jest ok.
    Nietrudno znaleźć info w internecie, dodam że to sieć sponsorowana publicznym groszem, więc nie mam obiekcji co do ew. i mylnych zarzutów o reklamę.
    Życzę radości, jeśli moje info pomoże.

  166. Jak już o Krk to i automatycznie – o sejmie, bo to jedno. Prawiczki bez czytania odrzuciły projekt SLD liberalizujący prawo do aborcji.
    Od początku transformacji i publicznego bajdurzenia o aborcji nie mogę zrozumieć, czym się kierują poważni ludzie, traktując niepoważnie prawo.

    Są na bank pewni, że zarodek to człowiek, ale za zabicie tego człowieka wymyślają jakieś specjalne przepisy, miast korzystać z istniejących. Przecież żaden kodeks nie przewiduje łagodniejszego traktowania zabójcy dziecka i zabójcy dorosłego. To czemu za zabicie człowieka w postaci kijanki – tylko dwa lata jak dla brata? Gdzie logika, gdzie konsekwencja? Niby kijanka to człowiek, ale praktycznie – nie całkiem człowiek, trochę-człowiek. Tylko że domniemany stwórca takiej istoty nie przewidział. A czy on w ogóle coś przewidział z tego, co wyciąga z kapelusza prawica?

  167. Gekko
    2 kwietnia o godz. 15:49
    To, że w klesze ujawnił się człowiek, jest wiadomością zaiste sensacyjną, ale przede wszystkim cudowną. Cud jest, jak wiadomo, czymś nienormalnym, i nie do powtórzenia siłami ludzkiej natury. Musi to być natura wyższa, a więc boska. Pojawia się tu kłopot: dlaczego zrządzeniem boskim człowiek w lesze pojawia się tak rzadko? Może być, że dzieje się tak niechcąco, Bogowi wyszło tak przez niedopatrzenie. Gdyby zaś celowo, mielibyśmy potwierdzenie tego, co znamy: ksiądz nie od tego jest by być człowiekiem, ale by głosić swojego pryncypała, ze znaczną dla siebie korzyścią.

    Nb. katolicka apka na Androida już działa od dość dawna. Poprzednia wersja to rozrywkowa strzelanka: Hoser wali w Lemańskiego. Programiści tak to ustawili, że H. zawsze wygrywa.

  168. Dziękuję, Gekko, sprawdzę. Na abonament mam 5 giga, czasem zabraknie, więc dokupuję na kartę, np. 3 giga za 20 zł lub 6 giga za 30 zł (ogromny postęp w porównaniu ze stanem sprzed 2 lat). Nielimitowany internet za 20 zł to, rzecz jasna, lukstorpeda.

  169. @ Tanaka,

    nie cieszy Cię Dobra Nowina?
    Ostatnio taka cudowna sensacja w krk to był Lemański.
    No, chyba że to takie dowody – jak oceniasz – istnienia Boga, więc wprawiają Cię w żółciowe odcienie.
    Ja tam staram się myśleć pozytywnie, co zapobiega wierzeniom negatywnym.
    Bardzo pozdrawiam.

  170. Szanowny redaktorze Polityki

    Teraz Polacy za sprawa Putina musza przygotowac sie do skubania przez kompleks militarno-przemyslowy. Polak nowe przyslowie sobie kupi ze przed szkoda i po szkodzie glupi. Z drugiej strony w zyciu za wszystko sie placi a nieuzbrojona Polska nie ma prawa do samodzielnego bytu.

    Slawomirski

  171. @ Tanaka

    Addendum.
    Miałeś rację.
    Modlitwy do Androida (?) skutkują:

    „Leszek Pniaczek, krakowski aktor i założyciel Amatorskiego Teatru im. kard. Karola Wojtyły opowiada:
    Modlitwy do Jana Pawła II sprawiły, że po pewnym czasie choroba zniknęła. Teraz jestem szczęśliwym człowiekiem…”

    W życiu, jak w teatrze: Dobra Nowina uzdrawia.
    Wiadomość podała państwowa TVP (Info).
    Nałogowcy misji…od swego zarania. 😉

  172. Gekko
    Oczywiście, modlitwa do Androida skutkuje. Zawsze tak było i będzie. Im nowszy adresat, tym bardziej cool, więc bez smartfona już się niemal nie da pomodlić i myśli zbornej zebrać. smartfon zrobi to za użytkownika. Zdaje mi się, że wg katechizmu nie wolno się modlić do medium, a tylko do Bozi, za pośrednictwem medium w rodzaju Wojtyły czy smartfona. Ale może się mylę, nie odświeżałem wiadomości katechetycznych od jakiegoś czasu, bo są ciekawsze sprawy. A teologia wykonała już tyle fikołków, że ciekawsze są dokumenty przyrodnicze BBC. Modlitwa do medium byłaby bałwochwalstwem. Ale co nim jest, a co nie najlepiej wie redaktor T, którego biskup jego podpytuje co i jak.
    Skoro jednak aktor Pniaczek jest szczęśliwy, to przewiduję, że w kwietniu Polskę czeka szczęście zupełne. Zbożem obrodzi, niemowlętami również, i nareszcie dobrobytem, przez co i ksiądz z Lublina uspokojenia dozna.
    Można się głupio zapytać, czy ci co nieco bardziej pilnie uszczęśliwienia potrzebowali, np w Auschwitz, i modlili się o to solidnie, nie powinni byli w pierwszej kolejności zostać przez B. zauważeni i adekwatnie potraktowani, ale to jak wiadomo wredne pytanie jest. Aktor cieszy się szczęściem własnego Androida.

  173. Francuzi sa niedyskretni i troche niewychowani.Kiedy kula Agcy minela o wlos kregoslup jp2, ten doszedl do wniosku, ze to matka boska fatimska interweniowala u syna a ten u ojca. I moj kolega Francuz zaczal sie prowokacyjnie pytac, dlaczego dla tej jednej kuli Agcy i tego jednego starego czlowieka zostala zaangazowana cala masa posrednikow i samego pana boga, i dlaczego ci zaangazowani w uratowanie papieza nie zainteresowali sie umierajacymi z glodu dziecmi w Afryce. Moj kolega podejrzewa Karola W o pyche.

  174. Lewy
    2 kwietnia o godz. 21:34
    definicja pychy jest tu spełniona. Ale rzecz jest głębsza. Nie tyle idzie tu o czczą pychę, ale pychę konstytutywną dla osobowości człowieka z mozołem i wśród licznych wyrzeczeń ukształtowanej w ten sposób, by uczucie pychy zniknęło, a zastąpiło je uczucie świętej racji. Dla Wojtyły musiało to być silnie oczywiste, że uratowała go Maryja wstawiając się za nim do Jezusa, a ten z kolei wybrał się z interwencją do taty. A wszystko po to, by Wojtyła mógł „obalić komunizm”, od czego w Europie mniej było nędzy niż w Afryce, o czym i Wojtyła i Bóg jego wraz z Maryją i Jezusem najwidoczniej zapomnieli.
    Francuzi są niewychowani, bo niechowani przez Michalika i brakuje im Oka.

  175. Uprzejmi komentatorzy, Tanako i Lewy…

    Na marginesie Waszych ze wszech wiar (pardon:miar) smacznych i trafnych komentarzy do wyznaniowej wirtualności otoczenia…

    Tak się zastanawiam, czy sięganie do argumentacji modo: ofiary Auschwitz, vel głodujące dzieci w Afryce, to już dowód na istnienie ateizmu, czy na wiarę w rozpaczy?
    Nie wiem też, jak nazwać niewiarygodną postawę ateisty, skoro to niewiara, a nie wiara ją uwiarygadnia?
    Przyznaję, mam z tym androidalny iście problem, mój problem.
    Pomożecie?
    – – –
    @ Jerzy Pieczul
    Złe wieści – jak na zawołanie, dziś podano, ze system Aero2 utrudnił swoją funkcjonalność. Dotąd, konieczne logowanie się w systemie co godzinę, wykonywane dzięki użytecznym programikom – automatycznie, musi być czynione personalnie (via captcha, jak na tym blogu).
    Da się żyć, ale po kiego grzyba?
    Pozdrawiam.

  176. A ja z znow troche w bok od toczacej sie teraz dyskusji. Szlam dzisiaj z 8-letnim wnukiem. Przy jakims magazynie na uboczu w kaciku lezalo w trawie ze sto petow. Wnuk powiedzial: najbardziej tego n ie lubie i zrobil mi wyklad na temat palenia. Nie, nie straszyli go w szkole rakiem, czy innymi chorobami, tylko mowil z wielkim przejeciem, ze wlasnie przez to zasmieca sie ulice, ze z palenia ma sie zolte palce, ubranie smierdzi….. itp. Mozna miec nadzieje, ze nie bedzie palil. W takim wieku slowa nauczycielki sa naogol swiete.

  177. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Ze Polityka jest dziwnym promoskiewskim tygodnikiem wiem bo Passent tam pisze. To dziwactwo w wolnej Polsce zawsze mnie intrygowalo ze wzgledu na zwyciestwo wartosci Zachodu. Ciekawe jak antyamerykanizm przycichl gdy Rosjanie zajeli Krym. Nie o tym chce pisac. Chodzi mi o Hartmana. To ze jest w Ruchu Palikota jest malo istotne. Istotne jest wykorzystywanie Polityki do Hartmana dzialalnosci politycznej. Pod wieloma wzgledami Polityka jest szalonym tygodnikiem w ktorym ludzie bez sensu czasami pisza z sensem. Hartman jest krzykacz a nie polityk i teraz sobie pokrzyczal na swoim blogu ktory stal sie trybuna Palikota. Mysle rze panskie kwalifikacje w celowymusuwaniu mogly by byc wykorzystane chyba ze Polityka chce byc Trybuna Ludu Ruchu Palikota.

    Slawomirski

  178. Gekko
    2 kwietnia o godz. 22:15
    Szanowny Gekko sprobuje Ci pomoc.Przede wszystykim zwracam Ci uwage, ze niepostrzezenie zostales zakazony kretackimi sofizmatami , chyba ze odgrywasz role adwokata diabla, i zrobiles mnie prostaczka z okazji Prima aprilis w konia. Po dlugich przemysleniach doszedlem do konkluzji, ze Ty te niewiarygodna postawe ateisty utozsamiasz z nieuzasadniona podstawa ateisty.Taki sylogizm:niewiarygodny, nieuzasadniony ergo nieprawdziwy.
    Wierzacy posiadaja wiare wiec sa wiarygodni, sa jej godni.
    Niewierzacy nie posiadaja wiary wiec sa niewiarygodni, nie sa jej godni.
    Jako przyklad wiarygodnosci :
    Pewna blondynka ucieszyla sie, ze Polacy wchodza na rynek brytyjski z rowerami przystosowanymi do lewostronnego ruchu. Panowie, ktorzy o tym sukcesie mowili z przekonaniem byli tak wiarygodni, ze blondynka im uwierzyla. Nawet moj sceptycyzm wyrazony w pytaniu: jak przeniesc kierownice roweru z jednej strony na druga, nie przekonal jej. Tlumaczyla mi , ze chodzi o jakos inaczej funkcjonujace kola, czyli epicykle, ktorymi Ptolemeusz ratowal spojnosc systemu geocentrycznego.
    W kazdym razie ja pozbawiony wiary w istnienie rowerow z montowana po prawej stronie kierownica okazalem sie niewiarygodny.

  179. Szanowny @ Lewy,
    ja też już nie wiem, jak izolować się od zawirusowania przez krętackie krętki-sofizmaty blade, przypominające swojską francę, czyli chorobę nie będącą w naszym kraju żartem primaaprylisowym, ale zjawiskiem epidemiologicznym.
    Czuję się więc wkręcony, rozważaniami o francofońskiej proweniencji zależności ścigania Agcy i niekarmienia głodnych dzieci.
    Taki wtręt mnie nie kręci, ale zawirowuje.
    W tym stanie, próbuję na okrętkę zeszyć sens wiary, jako paradygmatu godności dostąpienia zaufania rozmówcy z tytułu uzasadnienia na wiarę.
    Trudno mi w tym trybie uznać wiarygodność argumentacji virtuti polemiciensi, wirtualnie lewarowanej sofizmatem ‚reductio ad absurdum’, jak związek kosztów Agcy z dziećmi głodującymi.
    Szukam uzasadnienia i nie znajduję.
    Pozostaje mi więc wiara, że warto rozmawiać, nawet jeśli pokręcona retoryka chwilowo przeczy niewątpliwej godności zaufania, charakteryzującej interlokutora…
    Tym sposobem, moja racjonalizacja redukuje dysonans poznawczy i staje się alter ego wiary.
    Jak sądzę, to właśnie czyni nas niedostępnymi ateizmowi, dopóki trawi nas wiara w rozum pomimo wiralistycznej erystyki 🙂
    Serdecznie pozdrawiam 😉

  180. Gekko
    3 kwietnia o godz. 9:02
    Ja cie !!; jak mowi moja wnuczka,kiedy chce okazac podziw.
    To ja ,drogi Gekko, bede teraz rozplatywal przez caly dzien te wezly, ktores splatal, rozgryzal te wiralistyczne erystyki.
    Czy ty aby nie uczyles sie u jezuitow tej ekwilibrystyki.
    W kazdym razie dobre.Przypomin mi to slynny skecz Monthy Pyton z Cleesem w roli mistrza od smiesznych krokow
    Pozdrawiam pelen podziwu

  181. Gekko
    Pytany, spróbuję odpowiedzieć na kwestię co do której zdaje mi się, że mnie pytasz. Muszę zrobić w tej sprawie szybkie założenie, bo podobnie jak Lewy musiałbym pytanie przez dzień rozplątywać.
    Dzieci w Afryce to co prawda temat dyżurny, ale nieustająco trafny, symboliczny dla sprawy podobnie jak Auschwitz. Niestety, katolicka publiczność istotą się znudziła we własnej wierze, uznając, że istotniejsza dla bozi, zbawienia i własnej wiarygodności w wierze jest sprawa krakowskiego aktora co się pomodlił do Wojtyły i przez co stał się zdrowy i szczęśliwy a więc dowodnie bozię w wersji katolickiej wykazał i uhonorował. Toż samo działo się z rzeczonym Lolkiem, którego boskość wykazała pewna pani, której przyłożono do brzucha jego fotkę (pardon – ikonę Lolka), co kiedy chorą solidnie będąc, zaraz ozdrowiała i odfrunęła szczęściem anielskim uniesiona. Druga pani zdaje się zamiast prawa jazdy używa zdjęcia rentgenowskiego przed-po: przed chorobą i po niej, co znowu dowodzi Lolka świętości – ergo dowodzi że Jezus nie tylko jest bozią, ale zwłaszcza tego, że jest Polakiem.
    Oczywiście wszyscy Polacy i tak byli pewni, że Lolek jest Jezusem, ale jakiś cień drżączki został: gdyby Lolka ekspresowo świętym Benedek XVI nie uczynił, cicha gorycz i złość na języku i katolickiej duszy niezawodnie by gęstniały.
    Tak więc wiarygodność wiary załatwia się na 2 sposoby: aktorem a Krakowa lub panią z Kostaryki (?), a może z Salwadoru, czy Wysp Dziewiczych – bo nie pamiętam dokładnie, a szukać mi się jakoś nie chce, oraz przy pomocy ogłoszenia na http://www.tablica.va
    Nb. wiarygodność wydaje mi się osłabiona tym, że to nie żaden szczery Polak czy Polka, albo oboje razem, czyt: wszyscy Polacy razem, doznali szczęścia demonstrując fotki przed-po, co powinno w pierwszej kolejności nastąpić wśród tłumnie miłujących rodaków i do Lolka się modlących i Lolkiem słońce przed bozią zasłaniającym. Użycie do tego pani wielce egzotycznej dla łagiewnickiego Dziwisza, w zDziwisza go nie przemienia.
    Natomiast problem Auschwitz/dzieci z Afryki jest problemem centralnym dla faktu bozi funkcjonowania, a więc i wiarygodności logicznie z tego stanu rzeczy wynikającym.
    Najwartościowszą odpowiedź na tą dojmującą nieobecność bozi, albo jego dojmująco głębokie schowanie się w najgłębszej studni, jaką udało mi się znaleźć jest wyznanie Hansa Kunga: w tej sprawie można tylko milczeć. Każda próba tłumaczenia Boga w sprawie Auschwitz byłaby uzurpacją. Wartość tego stanowiska widzę w sensie etycznym, w ciszy i skromności pozycji, przez co Kung okazuje swoje autentyczne człowieczeństwo. Równocześnie takie wyznanie dowodzi dramatycznie całkowitej bezradności ludzkiej wobec a priori wymyślonego Boga, który okazuje się krańcowo przeciwludzki, choć obdarzony przez zawzięcie weń wierzących krańcowo miłościwymi przymiotami w stosunku do dzieła własnego stworzenia i zarazem obdarzonego wszelkimi środkami by móc los własnego stworzenia ukierunkować tak, by ani dzieci z Afryki ani z Auschwitz nie musiały się zdarzać.
    Cwani religianci, długo nie mogąc znaleźć odpowiedzi na Auschwitz, wreszcie wymyślili: Bóg cierpiał z ludźmi w Auschwitz! Odpowiedź tą uważam za tam porażającą kłamstwem, cyniczną, bezdennie i obrzydliwe głupią, że rujnującą jakąkolwiek wiarygodność człowieka w człowieku tym co coś takiego wymawia. Trzeba być całkiem sparaliżowanym religianckim jadem, od kołyski, nie żyć własnym życiem, by wygłaszać tak horrendalne twierdzenia. Paralityków takich nie brakuje. Jednocześnie paralitycy ci w zadziwiający sposób potrafią, choć to nie reguła, podejmować czynności by własnym dzieciom oszczędzić większych życiowych przykrości, nawet tak banalnych jak wyjałowienie skaleczenia w paluszku, nie mówiąc już o kłopotach nieco większych.
    Mamy tu więc kwestię wiarygodności pokazaną z drugiej strony, w sposób powiedziałbym – bezwzględny. Poczucie wiarygodności u samego paralityka może być dowolne, jego miara nie jest żadną miarą. Wskazuje tylko tyle, że osobnik nie jest autentycznym człowiekiem, ale paralitykiem lub zombie. Istnieje też druga możliwość – że jest to osobnik paraliż innym zadający. Co miesza w nim zwykle dwa składniki: skrajnego cynika i zło-czyńcy, z podobnym zatruciem człowieka w nim, zadanym mu w czasie największej słabości – w dzieciństwie, przez co ze stanu swego nijak wydobyć się nie może.

  182. Pisalem juz jakis czas temu, jak to niebezpiecznie jest, jak profani zagladaja do ksiazki dla fachowcow.
    Pewna starsza pani, tez blondynka, tak zaglebila sie w czytanie ewangeli, az doczytala sie, ze ktorys tam Jakub(bylo ich pono trzech) byl bratem Jezusa.
    Na to wyrazilem swoj niepokoj, bo albo bylo dwoch synow bozych, albo byli oni z roznych ojcow, czyli, ze Maryja wieczna dziewica jednak nie mogla byc dziewica, gdyz nawet jesli z panem bogiem moznaby jeszcze przyjac taka hipoteze, bo on nie takie cuda czynil, to jednak nie sadze aby Jozef tez byl zdolny do takiego cudu.
    Ta pani podwaza podwaliny na ktorych spoczywa imperium ojca redaktora.
    Dlatego kosciol powinien zakazac czytania ewangelii samotnym paniom,bo zaczynaja sie rodzic pod moherowymi beretami herezje.

  183. Lewy
    3 kwietnia o godz. 11:17
    Świt rozumu (co trudniejsze) jest powiązany ze świtem czytania (co prostsze). Pismo stwierdza, że Jezus miał więcej braci i sióstr. Co czytającemu i próbującemu myśleć większy kłopot czyni, ale i bardziej do rozumowania potrafi podniecić. Nasi spowiednicy, by podnietę ugasić, wpierw ją unicestwiali środkami bogatymi (ekskomuniki, stosy), a ostatecznie zagasić nie mogąc (nie całe stado należy wytrzebić, dojną część trzeba zachować), zaczęli stosować środki ubogie: bracia i siostry Jezusa zostali nominowani do roli kuzynów. Józef odetchnął, roboty nad siły mu ubyło i niejeden blądyn z blądynką odetchli i na powrót wszystko zaczęło się zgadzać.

  184. Cuda cudami (albo nie!), a kanonizacja się przed nami.
    Z Polski wystartuje m.in. 5 pociągów pielgrzymich z fanami JP2 a zarazem PIS. I jakiś(eś) samolot (y) dla VIP-ów.
    Ciekawam, co moherami od Rydzyka? Czy będą miały osobne podwody, skoro Kaczor z Rydzykiem są w rozwodzie?

  185. Oczywiście – kanonizacja bez „się”

  186. Jak tak czytam te wasze (@Lewy@Gekko@Tanaka@Pieczul) słodkie przekomarzanki, to nie wiedzieć czemu wygrzebuje mi się ze złogów pamięci taki – czyj? – monolog satyryczny: Gradient trafiony onomatopeicznie dąży i nie wraca, choć żal… Natomiast karaczany wchrzaniają recydywy niedorżniętej jaźni na mocy parakoncydentalnych rozkojarzeń substytucyjno-molekularnego synkretu dążącego od do, w wyniku czego rozdygotany egzystencjalnie derywat purnonsensu szczerzy dziób, choć cichcem w rękaw łka…. Albo jakoś tak…

  187. bib
    3 kwietnia o godz. 15:22
    Gdzie tam, gdzie tam, my prostaki przy takim skomplikowaniu. mozebys uproscil tego Finegans wake’a i pisal tak jak Jozef Ignacy Kraszewski, Rodziewiczowna itp.
    Tys zbyt intelektualny, co widac…Ale szkoda ze przerwales w tak interesujacym momencie *w rekaw lka…Albo jakos tak…
    Szkoda, zeby Twoje glebie pozostaly tylko dla Ciebie zrozumiale.
    Wyrazaj sie jasniej, a my prosci ludzie pochwalimy Ciebie.

  188. Lewy & Gekko, Pieczul i Tanaka
    Wcale się bibowi nie dziwię, ze ciut się zmęczył waszym mądrym szczebiotem odległym od przejrzystej narracji Kraszewskiego czy Rodziewiczówny.
    Mniemam zresztą, że i np. Gekko sobie nieco dworował, pisząc o wiarygodności argumentancji virtuti polemiciensi wirtualnie lewarowanej sofizmaten reductioad absurdum” ufff!
    Łkam więc bezradnie (ja) z demotywacji pro domo sua na pohybel sarmacji globalizmem ukąszonej adekwatnie.

  189. Kanonizacja
    Dwa cudy na tyle nieszczęścia na świecie to jakby niewiele
    ale to i tak jak trafiona szóstka w Totka
    – tam zdarza się i co tydzień.

  190. mag
    3 kwietnia o godz. 17:31
    Etam , czepiasz sie nas mag, a my sobie tak gaworzymy bo starzy jestesmy i wymieniamy poglady jak za mlodu wymienialismy znaczki.Okazuje sie, ze mamy podobne upodobania do takich samych znaczkow, ale czy to powod, aby nasza wymiane nazywac cwierkaniem.
    Ale rozumiem, ze zaczepiasz, bo wiesz, ze masz do czynienia z kulturalnymi staruszkami, ktorzy nigdy nie obraza sie na dame i nigdy tej damy nie obraza.

    Do Hartmana strach nawet zajrzec; tam jak ten wariat z Wlodawy, co to go zdesperowani sasiedzi samosadzili, lazi z ze sztacheta dziki Krzys52 i wali kazdego, co to sie bogu Hartmanowi nie pokloni, towarzyszy mu szalona rozczochrana Krzysia opowiadajaca w kolko ,ze nie chce obrazac mend i gnid.

  191. @ Tanaka

    Zadumałem się długo nad Twoim komentarzem ad Auschwitzam… Frazę następującą odczułem jak wrażliwości przebudzenie fineganów i zamierzam ją wykuć na pamięć:
    …cicha gorycz i złość na języku i katolickiej duszy niezawodnie by gęstniały…„…
    Nazwę ją: „O Gęstnieniu, By Tu…” i będę na nią łapał panienki (jeśli uprzejmie zezwolisz) 😉

    …Im bardziej nurzałem się w treściach i klimatach Twej manifestacji, tym bardziej odpływał sens i detal esencji a postrzegać zacząłem całość asocjacji…

    Piszesz, jakby to Bosch Hieronim swym Statkiem Szaleńców wizerunek horyzontów odmalował.
    http://tinyurl.com/p8jvozv

    Takie mam wrażenie, barwnego, wieloznacznego fresku spod sutanny. Nie ma w tym uszczypliwości, jest zachwyt i szacunek dla Twego wglądu, bólu i cierpienia wywołanego wiedzą.

    Piszesz więc, ad meritum, o tym, co i ja – o niemożności ateizmu. Ja ująłem to w intencji przewrotnie, wywracając słowo „wiarygodność” na nice, stąd wywodząc, że nie znamy w naszym języku polskim określenia opisującego zaufanie do źródła nie będącego naznaczonym wiarą. I jednocześnie, nie dostępującym przez to godności.
    To, jak umieszczasz hekatombę Auschwitz (nie mam kompetencji posługiwania się słowem: Holocaust) osiowo, w jedynej i oczywistej perspektywie dowodu boga, świadczy dla mnie o prawdziwości tezy o niewykonalności ateizmu, świadcząc o Twej głębokiej i boleśnie zranionej wierze.
    Dla mnie ofiary Auschwitz i samo zjawisko w żaden sposób z żadnym bogiem się nie kojarzy, bo z nim czy bez niego rzeczy dzieją się naszym, ludzkim jeno staraniem.
    Nie mam więc szans, po polsku, w tej kondycji osobistej zyskać wiarygodności ziomków, a może i nikogo.
    Nie mam żadnej wiary. Wierzę tylko w człowieka i jest to całkowicie jednostronne odczucie. Każdego z nas. Zamknięte między kośćmi czołową, skroniowymi i potyliczną.
    Nie umiem więc odnosić różnych mniej lub bardziej egzotycznych zachowań ludzkich do paradygmatu „co bóg na to i dlaczego”.
    Więc przyglądam się Twoim postom, jak ikonicznym wizerunkom i podziwiam to czego nie rozumiem, bo zdaje się mamy podobne gusta …obrazowe.
    W tym sensie dla mnie budują wzajemną wiarygodność.
    Serdecznie pozdrawiam.

  192. @ bib (a także @Lewy@mag@Tanaka@Pieczul…)

    Oczywiście i jakże trafnie zdemaskowałeś, że robię sobie jaja z języka 😉
    Na szczęście – dla mnie – nie swojego, ale polskiego.
    Mam płonna nadzieję, że mi przez to nie zrewanżuje się „cichą goryczą i złością gęstniejąc…”

    Niech będzie moim usprawiedliwieniem to, że taki jakiś klimat Gospodarz zapodał – głębi, refleksji i odpowiedzialności, a ja lubię żartować, tyle że w zacnym gronie.
    Chciałem więc przepłoszyć szalejące po sąsiednich blogach aparatczyki propagandy i koryfeuszy obciachu, czyniąc atmosferę dysputy nieznośnie dla nich niedostępną.
    Wiedziałem, że się wyda, nie brak tu fachowców i koneserów (a nawet zawodowców), bym w tej manierze przetrwał.
    Postaram się za to jakoś z_habilitować (brakujące re- mi nie przysługuje). Pisze też proste wierszyki na blogi randkowe, może się co nada.
    Ukłony wszystkim 😉

    PS Dla odmiany, bluzgam skatologią u Hartmana, bo taka inicjatywę tamten Gospodarz zaproponował w programie wyborczym, ochoczo podjętą przez rzesze…

  193. Tanaka
    3 kwietnia o godz. 10:39

    „Każda próba tłumaczenia Boga w sprawie Auschwitz byłaby uzurpacją.”

    Szanowny Panie Tanaka

    Wizyty w obozach zaglady sa propagacja postawy ateistycznej. Tylko ateizm jest w stanie wytlumaczyc istnienie obozow koncentracyjnych. Co sprawia ze Polska nie jest krajem ateistycznym? Odpowiedz jest prosta. Glupota. Polska jest w wiekszosci zamieszkala przez glupcow. Ci glupcy wierza Passentowi, Rydzykowi, Jaruzelskiemu, Urbanowi, JPII i innym zlotoustym. Wiara czyni glupim a nie cuda.

    Slawomirski

  194. Lewy
    3 kwietnia o godz. 19:31
    Dziadku Lewy, powiedziałeś mądrze, jak tylko dziadziuś potrafi. Natomiast mag okropnie mnie kiedyś rozczuliła, kiedy nawtykała wszystkim jak leci, a następnego dnia przyfrunęła z gałązką oliwną w dzióbku jak ten gołąbeczek i się przyznała, że wczoraj fest chlapnęła. Mag – złote serce, złote usta, przede wszystkim zaś ekologia: potrafi przyłożyć i nie skazi środowiska, urazów nie chowa. Ale nic nie mówi o obrzydliwym nałogu, z którym się pożegnała. Aż się boję myśleć, bo przecież zna się to i owo.
    Rowerowałem wczoraj po jedynej w Polsce Alei Bukowej (200 lat) na drodze Koszalin – Polanów oraz po mniej znanej, choć tak samo dwustuletniej alei bukowej w bok od tej szosy. Można powiedzieć: studiowałem szczegółowo te aleje. Różnią się od siebie tym, że buki pierwszej, jako atrakcja na turystycznej trasie, są leczone, drugie – częściowo rosnące przy polnej drodze – nie, więc je nadgryza czasu ząb. Nosiło mnie po pięknie zalesionym terenie, ale ze smutną refleksją: człowiekowate tną las jak w transie – oprócz śpiewu ptaszków najgłośniej słychać jazgot pił. Przy drogach starodrzew jest zachowywany, ale ciut dalej – smutek wielki jak pusta butelka. Pewnie, że w miejsce ściętych raz-dwa się sadzi nowe (chwała leśnikom), ale chyba nie muszę mówić, ze las nie rośnie ekspresowo jak pietruszka. Więc jak 50 lat temu zmierzaliśmy w podskokach do 30% zalesienia powierzchni kraju, tak dalej w podskokach zmierzamy. Kiedyś proponowałem w „Polityce”, by prawa ekonomiczne w lasach odwołano, ale chyba nikt nie słyszał.

  195. Czyzbys sprowadzal zagadnienie istnienia obozow koncentracyjnych do kwestii wiary zrownujac w tym ateistow z wierzacymi? No to w takim razie powiedz, kto wierzy w komory gazowe: ateisci wierzacy czy wierzacy wierzacy?

  196. „To nie jest blog pisany na czyjekolwiek zamówienie, oprócz mojego widzimisię.” – pisze red. Jacek Kowalczyk. Hmmm… na swe wlasne widzimisie… zurnalista… pisze? Aaa… to mozna bylo, mozna pisac za nieboszczki Komuny w PRL tzw II, tzn za Gierka, ale ze w tej PRL piatej mozna toze, to ja nie wiedzialam, o Boze!

  197. Jerzy Pieczul
    Doniesienia z frontu antynikotynowego. Melduję – nie palę!
    Dzisiaj zaczynam czwarty tydzień bezwzględnej abstynencji. I co ciekawe, wcale nie odczuwam tzw. głodu.
    Jeszcze kaszlę, choć mniej, szczypie mnie cóś w gardle, wypijam hektolitry różnych ziołowych herbatek na szybsze spalanie i ohydną zieloną kawę, czyli brazylijską niepalona, na dobry metabolizm. Pobieram również prepearat witaminowo-mineralny na całokształt.
    Jak widzisz, podeszłam do problemu naukowo.
    Wkurza mnie tylko, że marnie śpię w nocy. Nawet po długim spacerze (z kijkami).

  198. mag
    4 kwietnia o godz. 8:26
    Jezusmariajózef, mag, cieszę, jakbym dziecko urodził! Gratulacje! Nie może nie cieszyć rzadka przewaga ducha nad materią. Pies trącał kijki, ale ruch to gwarancja szybszego oczyszczania płuc, więc chodź z kijkami, z pieskiem chartem, z palcem w… buzi, ale to ten kierunek. Uważaj tylko, żeby z zapału czółkiem w płot nie trafić. Lecę na rynek po jabłka za złotówkę kilogram. A pokrzywa i mlecz już są za darmo. Jedz trawę, będziesz wielka. Radość, kiedy ktoś zwycięża pokojowo, nie jak Putin. Brawo, mag! I jeszczo raz brawo, jeszcze mnogo, mnogo raz. Powiem bratu, może wezmę go na ambit.

  199. mag
    4 kwietnia o godz. 8:26
    Osobiście chrzanię preparaty witaminowo-mineralne, bo trawa, kora wierzby, piasek, kamyki i inne minerały są za darmo. Biorę przykład z kur – każdy widzi, jak zdrowo i długo żyją. Chyba że są chore albo im ucięli łeb. Tak czy owak, aby do zwycięstwa, każdy po swojemu.

  200. Jurku P.
    Trawy nie jem, bo nie chcę rzygać jak mój kot, który się chyba w ten sposób oczyszcza, ale wszelakie zieleniny świeże i natury przyswajam. Preparat wyjątkowo (taki mix o nazwie body max) przez miesiąc zamierzam – 1 pastylka dziennie, w ramach przyspieszenia rekonwalescencji (po przewlekłym zapaleniu oskrzeli, któremu towarzyszyło rzucenie palenia).
    Rozczuliłeś mnie swoim entuzjazmem względem mojej osoby (uwielbiam ten zwrot „moja osoba”, dodam – która w dniu dzisiejszym zamierza udać się na obrzeża Kampinosu, czyli bliżej wiosny).
    Pozdro

  201. @J.Pieczul. Ze swoja pasja rowerowa calkowicie przypominasz mi mojego brata, ktory tez pedaluje po terenach poniemieckich, lub ziemiach odzyskanych. Jak kto woli. Jednak on uprawia kolarstwo gorskie, gdyz mieszka w Karkonoszach, bliziutko granicy czeskiej. Od wejscia do UE jego perygranacje rozciagnely sie na sasiadujace Czechy. Czasem umieszcza zdjecia na Facebooku, a juz zawsze informuje mnie o nowych odkryciach emailowo. Niespostrzezenie zamienil sie w specjaliste od historii swojej malej ojczyzny. Jego towarzyszem od jazdy jest pan dobrze po 70-tce, ktorego moj brat podziwia pod kazdym wzgledem.
    Osobiscie z wiar mam tylko takie: wierze w ruch fizyczny, szkodliwosc palenia i otylosci. Nie wierze w dobre odzywianie, naturalne produkty, diety, spanie, unikanie stresu….
    Wiara czyni cuda, mam nadzieje, ze cud ten w moim przypadku bedzie trwal dlugo.
    Czy Zydzi ( tym razem powinno byc z malej litery) maja jakas swoja specjalna teorie na kwestie: Zaglada a Bog?-

  202. Azeby nie wygladalo, ze tak nic ze sfery ducha mnie nie interesuje dodam, ze nie wierze tez, ze naturalnym stanem czlowieka jest „bycie dobrym”. Zdarzaja sie takie przypadki, ale nie jest to powszechne, a bardzo czesto kryje sie za tym drugie dno.
    Bycie dobrym wymaga ciaglej samokontroli, a nawet oszukiwania samego siebie. Dlatego lubie amerykanska poprawnosc polityczna, ktora wyrabia w ludziach odruch Pawlowa – nie wolno mi, nie wypada tego czy tamtego. Nie jestem naturalnie dobra, nie mysle tez jak wielu Amerykanow: co w tym momencie zrobilby Jezus, ale moj wewnetrzny regulamin doprowadzil do tego, ze jestem tolerancyjna i rozumiem tych, ktorzy urodzili sie po niewlasciwej stronie ulicy.
    No to lece na cardio- salsa- w ramach wiary w ruch.

  203. Gekko
    3 kwietnia o godz. 22:10
    Na łapanie panienek licencji udzielam.
    Przywołanie Hieronimusa Boscha jest bardzo trafne. Znam się z tym panem dosyć blisko; jest to znajomość generalnie jednostronna, choć ma i nutę dwustronności, przez wgląd Hieronimusa w esencję, a więc coś współdzielonego z wieloma. Na co, jak sądzę, także się załapuję.
    Mnie się Auschwitz także z żadnym bozią nie kojarzy, co jasne, bo to są wyłącznie ludzkie sprawy, jakkolwiek koszmarne. Co ma o tyle większe znaczenie pozytywne, że widząc to po ludzku, mamy możność się temu przeciwstawić, o ile takich doświadczeń nie chcemy powtarzać. Czy robimy to skutecznie, to inna rzecz. Natomiast o ile ględzimy o bozi, a mamy przy tym Auschwitz, zostaje stwierdzenie: bozia miał taki plan bozi, tonie nasza rzecz rozsądzać, to sprawy wyższe i tego typu chore pierdoły, które wierzący regularnie wypowiadają każdego dnia po wiele razy.Okoliczność wypadku komunikacyjnego, pożaru, konaru drzewa spadającego na dzieci idące do kościółka, albo się wysikać za płotem, powodzie, porażenie prądem i cała reszta tak musi by tłumaczona, więc nie da się nic z tym zrobić, bylibyśmy uzurpatorami sprzeciwiającymi się woli bozi, można to jedynie skromnie i nienadmiernie ograniczać i modlić się.
    ***
    Slawomirski
    3 kwietnia o godz. 22:23
    Co do głupoty, można się zgodzić. Przy czym głupota występuję w każdym kraju w miarę podobnym stężeniu. Konfiguracja może jest nieco zróżnicowana.
    W tej akurat sprawie (ateizm) Polska nie odrobiła solidnej lekcji, jaką rozpoczęła Reformacja. nie to, żeby protestanci byli mądrzejsi z definicji. Natomiast zróżnicowanie jest czynnikiem rozwoju, a homogenizacja w „jedynej prawdzie, zawsze prawdzie i pełnej prawdzie” życie wyjaławia i na końcu unicestwia. Ewolucja działa tu ożywczo, religianctwo działa tu destrukcyjnie. Kkat walczy z ewolucją, przez co wywołuje choroby i ciała i rozumu u ludzi, a gdy ci chorują ogłasza, że to wyrok boski. I ordynuje zwiększoną dawkę trucizny z nalepką: lekarstwo.

  204. Tanaka
    4 kwietnia o godz. 15:13

    Szanowny Panie Tanaka

    Nie jestem pewien czy stezenie glupoty na ziemiach polskich jest takie same jak na ziemiach czeskich czy rosyjskich. Nie jestem tez pewien czy stezenie glupoty w krajach protestanckich jest takie same jak w krajach katolickich. Lech,Czech i Rus podzielili sie glupota w ten sposob ze najchojniej zostal nia obdzielony Rus a najskromniej Czech. Czech bardzo malo oczekuje od swojego panstwa ba nawet sie martwi gdy panstwo sie nim interesuje. Rus odwrotnie marzy on aby Rosja ponownie rzadzila polowa swiata i jego wlasnym zyciem. Glupota i bieda to dwie nierozlaczne siostry. Wystarczy ze rosyjski sektor energetyczny stanie sie nierentowny aby glupota z bieda zaczely swoj szaleczy taniec z Rusem po ulicach rosyjskich miast. Senator John McCain nie bez powodu nazwal Rosje stacja benzynowa przebrana za panstwo. Rus moglby sie wiele nauczyc od Czecha ale trzeba chciec.

    Slawomirski

  205. @ Tanaka

    Cieszy mnie, że Hieronimus do nas przemawia, a nawet czasem Twoim tekstem na blogu.
    Tak, widząc świat po ludzku, możemy go zmieniać.
    Kolejna fajna sentencja, jaką chętnie od Ciebie wypożyczę, dziękuję też za zezwolenie na te dziewczyny.
    Mnie więc rozmowy o bogach i kościołach o tyle poruszają, na ile posługujące się tym instytucje ingerują w moją wolność zmieniania świata.
    Dzięki Tobie i tym rozmowom widać, jak świat widzą inni, a przecież bez tego nic nie dałoby się zmienić.
    Pozdrawiam.

  206. W ostatnim Newsweeku poruszajacy, ze wzgledu na swoj ludzki wymiar, wywiad z Gromoslawem Czempinskim. O tym jak wychowuje sie dziecko niepelnosprawne, nawet w rodzinie wyposazonej przez los, oprocz tego dramatu, we wszystko – milosc, pieniadze, mozliwosci. Przy calym szacunku dla ojca zauwazam jednak, ze nawet w tej rodzinie ojciec jakos uciekl w prace, z dobrze zapowiadajacej sie kariery zrezygnowala na zawsze matka.
    To dobrze, ze mozemy dowiedziec sie jak wygladaja optymalne warunki dla takiego dziecka, bo w tym wypadku chlopiec spedzil wraz z rodzicami wiele lat w Szwajcarii, ale i tak zmeczenie, obawa o przyszlosc, co sie wyczuwa, sa udzialem rodzicow syna. Uwazam, jak wielu, ze matka powinna miec mozliwosci wyjscia do swiata, azeby nie oszalec i w tym powinno pomoc panstwo.
    A co maja powiedziec matki, ktore nie maja wsparcia w postaci ojca, pieniedzy i mozliwosci zalatwienia sobie czegokolwiek, albo zalatwienie czegokolwiek wobec mizerii funduszy jest droga przez meke?
    Polskie kanalie oburzyly sie, ze matka byla z rodzina, w ktorej jest niepelnosprawne dziecko na wakacjach. Eh,

  207. Slawomirski
    4 kwietnia o godz. 20:56
    Stężenie głupoty indywidualnej wszędzie jest podobne, jeśli przyjrzeć się grupie większej niż kilka osób, bo w tej może akurat znaleźć się grono wybitne, lub debilne, więc oddalone od przeciętnej. Rządzi tym biologia i psychologia, ta druga silniej. Ale jest też czynnik następny, społeczny. To może różnicować poziom głupoty z tego powody, że jedni mniej głupotę od innych kupują, a bardziej własną mądrością innych przekonują. Można to obserwować w skali stosunków społecznych. Jednak nic nie jest stałe, więc i te społeczeństwa, co mają ponadprzeciętne osiągnięcia, miewają też nieoczekiwane i fatalne wpadki. Niemcy są tego dobrym przykładem.
    Chyba lepiej radzą sobie narody mniejsze, dzielące więcej rzeczy wspólnych i nie wyposażone w specjalne przywileje (np dobry klimat, położenie, bogactwa mineralne czy naturalne). Żeby żyć, muszą się nauczyć ze sobą współpracować. Żeby skutecznie konkurować z silniejszymi i lepiej przez naturę wyposażonymi, muszą być lepsi, sprytniejsi, lepiej zorganizowani, wykształceni itd. Muszą też mieć do siebie wzajemnie większe zaufanie. Współpraca bez zaufania nie jest możliwa na dłuższą metę. Warunkiem zaś współpracy i zaufania jest równość i wzajemny szacunek. Nie ma równości i szacunku między panem a chłopem pańszczyźnianym, między proboszczem a omamionym religią prostaczkiem. Dlatego w Polsce głupota indywidualna jest jak wszędzie, a głupota wspólna, społeczna, przez wieki była szczególnie wysoka. Odwrotnym przykładem są sąsiedzi Niemców – Holendrzy, Duńczycy, którzy jako małe społeczności, słabo przez naturę obdarowane, a mające wielkiego sąsiada, musiały pracą, przemyślnością i zaufaniem przegonić rywala i dobrze z niego żyć. Niegdyś podobnie było z włoskimi miastami-republikami, a świeży przykład z Europy to Finlandia. Kraj na uboczu kontynentu, wciśnięty między dawnych dwóch wrogów – Szwecję i Rosję, niemal z niczego, wypracował sobie dobry los.

  208. Gekko
    4 kwietnia o godz. 23:10
    Ten wpis podsumowuje dyskutowany wątek, jest w nim zawarte, choć niewybrzmiane: Amen, acz cywilne, bez kościelnego zadęcia. 🙂
    PS. z panienkami należy i swobodnie, z gestem i delikatnie. Pomyślności wzajemnej!
    * * *

    zyta2003
    5 kwietnia o godz. 15:10
    Zupełna zgoda co do problemu, bardzo trafnie go przywołujesz i krytykujesz. Natomiast co do dobrego rozwiązania, widzę rzecz tak:
    1. Polska – bo o niej mowa – jest krajem pełnym świętych. Mają rozmodlone oblicza, patrzą na Jezusa ukrzyżowanego, a nie chcą widzieć Jezusa ukrzyżowanego w dziecku chorym na okaleczającą, trwałą, degradującą chorobę i na rodziny w koszmarnych warunkach niemożności usiłujące jakoś dziecku pomóc i przy tym nie zwariować. Rozbieżność między pierwszym a drugim jest miarą polskiego zakłamania moralnego i społecznej schizofrenii.
    2. „państwowe pieniądze” dla rodzin dzieci niepełnosprawnych są niewątpliwie konieczne. Powinno bo być rozwiązanie systemowe, nie tylko same pieniądze, ale i opieka, edukacja, wspomaganie, ulgi, wytworzenie poczucia społecznego włączenia, a nie zepchnięcia na margines życia i kary – niewątpliwie za jakieś grzechy.
    3. Państwo jest daleko, a sąsiad blisko. System pomocy i uznania będzie i zdrowszy, i naturalniejszy i skuteczniejszy, jeśli będzie blisko poszkodowanych rodzin. i będzie aktywny, a nie bierny, jako rozdawnictwo. To oznacza, że powinien to być przede wszystkim system sąsiedzki, lokalny, gminny, samorządowy. Jako część wspólnoty ludzi, co zresztą jest zapisane w ustawach (gmina jest wspólnotą mieszkańców), co jednak jest głównie rozumiane tak, że gmina ściąga podatki, a mieszkańcy śmiecą na ulicach.
    4. Trzecie kłóci się z pierwszym i z samym sobą. Adresowanie żalów do rządu może być skuteczne, ale tylko częściowo, bo adresat nie jest najwłaściwszy. Żądać należy od wspólnoty w parafii i w gminie w pierwszej kolejności, a zarazem działać na poziomie krajowym. Dopiero splot tych adresów pozwoli dopracować się czegoś w miarę sensownego.
    5. Być może pomyślną okolicznością jest świeży szef w Watykanie. Franciszek mówi o rzeczach ważnych, skromnych, prostych i wspólnotowych, co w Polsce jaki kraju wybitnie katolickim, jest szokujące. Może jednak za 200 lat coś to zmieni na lepsze. Jest to założenie desperacko optymistyczne, ale takie rzeczy się zdarzają. Są to tzw. cuda. Matka Boska Częstochoska ponoć z cudów słynie. Należy jej zasugerować, by się uaktywniła.

  209. @ Tanako,

    a/ Wcale nie zamierzam zamykania czy unikania wątku, po prostu na tym etapie taka synteza mi się zajawiła, biorąc pod uwagę moje niekompetencje w meandrach wiary i KK 😉
    b/ Delikatność wobec dziewczyn ma swoje ograniczenia po obu stronach. 😉
    c/ Na marginesie ciekawego wątku poczętego z okazji wypowiedzi Zyty, pozwalam sobie dodać swój pogląd:

    Spoiwo społeczne , czyli obywatelski podmiot demokracji. Masz rację, że indywidualizmy scalają się na gruncie społecznym a nie partykularnym. Zaufanie społeczne, kooperacja czy szacunek, myślę, powstają na bazie ustroju reprezentującego sprawiedliwe interesy jego udziałowców (obywateli), a nie wdrażania ideologii „równościowych; to ostatnie prowadzi do plemiennych walk o wydzieranie jednym przez drugich, w imię równości a wbrew rzeczywistym interesom. To gra o sumie zerowej, na której wszyscy tracą. Płaszczyzną stanowienia zdrowych stosunków w społeczeństwie jest państwo.
    Państwo: albo jest wspólnotą, umową społeczną wszystkich, albo tzw.samorządność jest przeciwstawiana „państwu”, co skutkuje konserwacją partykularyzmów i degradacji kapitału społecznego, w tym – zaufania i współpracy. Samorządność nie może być alternatywą dla ustroju społecznego, jako całości, tylko go uzupełniać treścią.
    Solidaryzm – państwo jest poziomem, na którym społeczeństwo wyznacza strategie i normy solidaryzmu społecznego. Taka strategia określa np. (1) po co i (2) jak mamy wspierać niepełnosprawnych (ujmując w skrócie i w tej kolejności). Ustrój demokratyczny wyklucza natomiast pytanie : czy wspierać, bo to zakłada podważenie zasady zaspokajania interesów wspólnych na rzecz partykularyzmów. Myśle, że strategicznym celem istnienia państwa i demokracji jest m.in. zapewnienie niepełnosprawnym bezpieczeństwa materialnego i zdrowotnego na poziomie minimalizującym wykluczenie z udziału społecznego (rehabilitacja zdrowotna i sprawność zawodowa), a materialnie minimum socjalnego właściwego dla ich potrzeb (czyli uwzgl. koszt usprawniania i aktywizacji).
    Dopiero cel strategiczny umożliwia znalezienie trafnych rozwiązań.

    Oczywiście, my wszystkie powyższe zadania i funkcje zorganizowaliśmy sobie w postaci ustroju i państwa na modłę wspólnoty pierwotnej, pod fasadą demokracji.
    I to jest zarówno wyraz jak i przyczyna pogłębiania w wolnej Polsce stosunków plemiennych.
    Dlaczego tak to wygląda, to już m.in. Twoja działka, czyli mechanika uwłaszczenia KK na państwie i zniewolenia umysłów, pięknie komponująca się z zakonserwowanym niedokończonymi przekształceniami ekonomiczno-politycznymi beneficjów rodzimego homosowieticusa.
    Przyjdzie walec i wyrówna 😉
    Pozdrawiam.

  210. Gekko
    6 kwietnia o godz. 11:22
    Miałem na myśli podsumowanie wątku, który rozważaliśmy. Nie miał to nic wspólnego z ewentualnymi unikami, bo dyskutowaliśmy i obszernie i dosyć głęboko.
    W sprawie „dzieci…” wyszedłem od rzeczy najbliższej i najprostszej: od sąsiada, od podwórka, od wspólnoty. I od wartości na sztandarach a nie w życiu.
    Z punkty widzenia rzekłbym, menedżerskiego, jest to samo: im bliżej źródło pomocy tym lepsza wiedza o treści i strukturze koniecznego wsparcia i dobrych skutkach z lojalności wspólnoty płynących, tym więc efektywniejsza i materialnie tańsza pomoc. Konieczność sięgania przez rodziny nad głową sąsiadów i bezpośredniej wspólnoty, do stolicy, do skarbu państwa, musi być droższa, bardziej bałagańska i ślepa na dobre skutki. Wspólnota sąsiedzka natychmiast odczuje dobre skutki tego, że jeśli koś wyręczy matkę w znojnej opiece nad chorym dzieckiem, ta, ożywiona ulgą i wdzięcznością, pomoże sąsiadom w tym, na czym się lepiej zna niż oni. Dla wspólnoty to nieocenione, dla skarbu państwa – niewidoczne, a sumy wydane na takie rodziny wydają się drażniące. Stadiony i olimpiady dla państwa są cenniejsze.