A co po śmierci?

Zaprawdę, powiadam wam, sami nie wiemy, w co wierzymy. Dopóki ktoś nas o to nie zapyta i nie zmusi do choćby krótkiego namysłu. Taki np. CBOS – chodzi (albo dzwoni) po domach i dopytuje, a potem raczy danymi, które opowiadają o nas jako społeczeństwie arcyciekawe rzeczy. Na przykład: czym się różni religijność wiejska od miejskiej? Bo chociaż różnice między życiem w mieście i na wsi coraz bardziej się zacierają, to jednak daleko im do zniknięcia. Z czego tylko można się cieszyć – społeczeństwo zhomogenizowane jak jakiś serek to straszna wizja.

W udostępnionym na stronie CBOS aktualnym badaniu religijności na wsi i w miastach mnóstwo jest interesujących danych (wywnioskowanych z różnych zagregowanych badań, robionych na reprezentatywnych próbach). Zarówno tych, które potwierdzają potoczne intuicje:

Mieszkańcy wsi zdecydowanie częściej niż osoby mieszkające w miastach wyrażają niezachwianą wiarę w Boga (70% wobec 55%), częściej deklarują codzienną modlitwę (47% wobec 38%), częściej też podtrzymują tradycje bożonarodzeniowe o charakterze religijnym, zwłaszcza zwyczaj udziału w pasterce (84% wobec 61%)

jak i tych, które już takie oczywiste nie są:

W ciągu ostatnich ośmiu lat odsetek osób wierzących i regularnie praktykujących zmniejszył się na wsi z 67,4% do 58,2%, przybyło zaś tam wierzących i praktykujących nieregularnie (wzrost z 28% do 34,8%), niewierzących i praktykujących (z 0,6% do 1,1%) oraz niewierzących i niepraktykujących (z 0,6% do 1,8%).

Ciekawe (choć zdroworozsądkowo zrozumiałe) jest także to, że poziom religijności jest skorelowany z pochodzeniem i ze źródłem dochodów: ci, którzy żyją obecnie na wsi, lecz utrzymują się z pozarolniczych form zarobkowania, są mniej religijni od rdzennych mieszkańców wsi.

Dla mnie jednak wciąż najbardziej interesujące jest coś, co można nazwać „treścią wiary”. Tu nieodmiennie Polacy (nie sądzę, by się w tym względzie istotnie wyróżniali na tle światowym) potrafią mnie zaskoczyć. Pewnym kłopotem przy tego typu badaniach jest oczywiście to, że nie dowiadujemy się, którą konkretnie opcję odpowiedzi wskazał „głęboko wierzący”, a którą ktoś niewierzący lub niepewny siły i treści swej wiary; zarazem jednak rozkład procentowy odpowiedzi wskazuje, że nawet ci najpewniejsi istnienia Boga (na wsi 70%, w mieście 55%) mają wątpliwości, gdy odpowiadają na pytanie ankieterów: Co staje się z nami po śmierci?

Oto rozkład odpowiedzi (na wsi gdzieś zagubił się 1 proc.):

Nic – śmierć jest końcem – wieś 14%; miasto 17%
Jest coś, ale nie wiem co ­– wieś 36%; miasto 37%
Idziemy albo do nieba, albo do piekła – wieś 30%; miasto 26%
Wszyscy idziemy do nieba – wieś 6%; miasto 3%
Reinkarnujemy się – to znaczy po naszej śmierci fizycznej rodzimy się znowu na tym świecie, tylko w innej postaci – wieś 0%; miasto 4%
Po tym życiu roztapiamy się w czymś w rodzaju wiecznego błogostanu – wieś 1%; miasto 1%
Mam inne zdanie na ten temat – wieś 2%; miasto 5%
Nie wiem, czy coś jest, czy nie ma – wieś 10%; miasto 7%

To ignorowanie na wsi reinkarnacji jest zabawne samo w sobie (miastowi za dużo czytają?); podobnie jak zadziwiająco wysoki jest poziom przekonania, że śmierć to koniec ostateczny – takich odpowiedzi jest znacznie więcej niż deklaracji niewiary (wieś 1,8%, miasto 7,1%). Można by się tu porywać na rozmaite interpretacje, ale pozostawiam to czytelnikom dla ich własnej rozrywki i satysfakcji.

Przy wszelkich zastrzeżeniach, jakie można zgłaszać do precyzji takich badań, trudno zakwestionować jedno – wieloletni trend. Coraz mniej ludzi deklaruje się jako wierzący, a zwłaszcza głęboko wierzący i wytrwale praktykujący. Gdyby jeszcze przybywało tych bardziej samoświadomych, w co i dlaczego wierzą/nie wierzą, może życie społeczne w naszym kraju byłoby mniej nacechowane agresją i brakiem wzajemnego zaufania. Ot, takie mrzonki humanisty.