Teatr narodowy w treści i patriotyczny w formie (albo odwrotnie)

Drogi P.! Otrzymałem właśnie list od znajomego pilnie śledzącego polskie życie kulturalno-polityczne. To obywatel, któremu leży na sercu dobro naszej ojczyzny i chciałby uchronić życie publiczne od niepotrzebnych konfliktów. Zgodził się, bym przedrukował jego list w całości.

Oświadczenie władz PiS, że pod jej rządami dotowana będzie tylko dobra sztuka, zła zaś nie ma czego szukać w odnowionej Polsce, wywołało zamieszanie w szeregach artystów. Zupełnie niepotrzebnie. W końcu, obawiać się powinni tylko ci, którzy nie potrafią odczytywać znaków czasu. A jeśli ktoś nawet tyle nie umie, to i tak żaden z niego artysta. Może się oczywiście zdarzyć, że zatopiony we własnym świecie przedstawiciel tej czy innej gałęzi sztuki, nie miał dotąd okazji rozejrzeć się, by owe znaki czasu dostrzec. Dla takich pięknoduchów przygotowałem krótki poradnik. W pierwszym jego odcinku pochylę się nad teatrem.

Swego czasu niejaki Lenin twierdził wprawdzie, że to „kino jest najważniejszą ze sztuk”, ale sądząc po dzisiejszych realiach, także i w tej sprawie się mylił. Środowiska, którym bliskie są idee V RP pod wodzą prezesa PiS, a nawet i bez niego, za cel swojej głównej troski obrały ostatnio przedstawienia teatralne i – już to w ich trakcie, już to zaraz po ich obejrzeniu – głośno i jednoznacznie wskazują, kto i w jaki sposób zbłądził, pokazując na scenie sztukę złą, zamiast trzymać się tej dobrej.

No co zatem trzeba zwrócić uwagę?

Tekst. Sięgamy jedynie po teksty klasyczne, czyli romantyczne, czyli patriotycznie i narodowo słuszne. Może być jeszcze coś z oświecenia, byle nie „Monachomachia” albo jakiś inny Wolter. W tekst nie ingerujemy (można co najwyżej wykorzystać technikę multimedialną w celu wyjaśnienia widzowi co trudniejszych słów, żeby wiedział np., co nosi Klucznik z „Pana Tadeusza”: „I dotąd nosił wielki pęk kluczy za pasem, // Uwiązany na taśmie ze srebrnym kutasem”).

Jeśli jednak już musimy coś zmienić w tekście, to tylko tak, by zachować autorską frazę i ducha, np. „Polsko, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie…”. Warto też rozważyć, by wydźwięk przestawienia dawał widzowi pozytywne przesłanie. Praktycznie każdą sztukę, a nie tylko „Zemstę”, można by kończyć słowami „Tak jest, zgoda, // A Bóg wtedy rękę poda”. Po takiej puencie widz łatwiej i raźniej wróci do odbudowywania ojczyzny.

Scenografia. Nie silimy się na żadne uwspółcześnianie realiów ani aktualne aluzje. Widz idzie do teatru, by wzruszyć się tym, „jak to drzewiej bywało”. Jak jest teraz, widzi na własne oczy, a meble z Ikei może sobie kupić. Wystrój wnętrz i stroje bierzemy tylko z epoki, o której mówi dzieło. Aktorów ubieramy, a nie rozbieramy. Bo sceny miłosne mają nas duchowo ubogacać, a nie instruować w kwestii pozycji seksualnych.

Gra. Aktor ma się wczuć w rolę, w postać, nikomu nie potrzeba jakichś ironicznych dystansów. Kobieta niech gra kobietę, mężczyzna — mężczyznę. Kobieta niech kocha mężczyznę, a mężczyzna — kobietę. Innych opcji nie ma. Odwoływanie się do tradycji starożytnych (a więc przedchrystusowych) nie ma w naszej katolickiej Polsce sensu, podobnie jak nawiązywanie do teatru szekspirowskiego, który przecież dyskryminował kobiety, nie pozwalając im grać.

Aktor ma podawać tekst czytelnie, głośno i zrozumiale – najlepiej w kierunku widowni (przecież pozostali grający i tak wiedzą, co ma do powiedzenia). No i żadnego wciągania widzów w akcję! Nie po to płacimy aktorom, żeby za nich grać.

Pozdrawiam
Życzliwy