Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

12.02.2014
środa

Teatr narodowy w treści i patriotyczny w formie (albo odwrotnie)

12 lutego 2014, środa,

Drogi P.! Otrzymałem właśnie list od znajomego pilnie śledzącego polskie życie kulturalno-polityczne. To obywatel, któremu leży na sercu dobro naszej ojczyzny i chciałby uchronić życie publiczne od niepotrzebnych konfliktów. Zgodził się, bym przedrukował jego list w całości.

Oświadczenie władz PiS, że pod jej rządami dotowana będzie tylko dobra sztuka, zła zaś nie ma czego szukać w odnowionej Polsce, wywołało zamieszanie w szeregach artystów. Zupełnie niepotrzebnie. W końcu, obawiać się powinni tylko ci, którzy nie potrafią odczytywać znaków czasu. A jeśli ktoś nawet tyle nie umie, to i tak żaden z niego artysta. Może się oczywiście zdarzyć, że zatopiony we własnym świecie przedstawiciel tej czy innej gałęzi sztuki, nie miał dotąd okazji rozejrzeć się, by owe znaki czasu dostrzec. Dla takich pięknoduchów przygotowałem krótki poradnik. W pierwszym jego odcinku pochylę się nad teatrem.

Swego czasu niejaki Lenin twierdził wprawdzie, że to „kino jest najważniejszą ze sztuk”, ale sądząc po dzisiejszych realiach, także i w tej sprawie się mylił. Środowiska, którym bliskie są idee V RP pod wodzą prezesa PiS, a nawet i bez niego, za cel swojej głównej troski obrały ostatnio przedstawienia teatralne i – już to w ich trakcie, już to zaraz po ich obejrzeniu – głośno i jednoznacznie wskazują, kto i w jaki sposób zbłądził, pokazując na scenie sztukę złą, zamiast trzymać się tej dobrej.

No co zatem trzeba zwrócić uwagę?

Tekst. Sięgamy jedynie po teksty klasyczne, czyli romantyczne, czyli patriotycznie i narodowo słuszne. Może być jeszcze coś z oświecenia, byle nie „Monachomachia” albo jakiś inny Wolter. W tekst nie ingerujemy (można co najwyżej wykorzystać technikę multimedialną w celu wyjaśnienia widzowi co trudniejszych słów, żeby wiedział np., co nosi Klucznik z „Pana Tadeusza”: „I dotąd nosił wielki pęk kluczy za pasem, // Uwiązany na taśmie ze srebrnym kutasem”).

Jeśli jednak już musimy coś zmienić w tekście, to tylko tak, by zachować autorską frazę i ducha, np. „Polsko, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie…”. Warto też rozważyć, by wydźwięk przestawienia dawał widzowi pozytywne przesłanie. Praktycznie każdą sztukę, a nie tylko „Zemstę”, można by kończyć słowami „Tak jest, zgoda, // A Bóg wtedy rękę poda”. Po takiej puencie widz łatwiej i raźniej wróci do odbudowywania ojczyzny.

Scenografia. Nie silimy się na żadne uwspółcześnianie realiów ani aktualne aluzje. Widz idzie do teatru, by wzruszyć się tym, „jak to drzewiej bywało”. Jak jest teraz, widzi na własne oczy, a meble z Ikei może sobie kupić. Wystrój wnętrz i stroje bierzemy tylko z epoki, o której mówi dzieło. Aktorów ubieramy, a nie rozbieramy. Bo sceny miłosne mają nas duchowo ubogacać, a nie instruować w kwestii pozycji seksualnych.

Gra. Aktor ma się wczuć w rolę, w postać, nikomu nie potrzeba jakichś ironicznych dystansów. Kobieta niech gra kobietę, mężczyzna — mężczyznę. Kobieta niech kocha mężczyznę, a mężczyzna — kobietę. Innych opcji nie ma. Odwoływanie się do tradycji starożytnych (a więc przedchrystusowych) nie ma w naszej katolickiej Polsce sensu, podobnie jak nawiązywanie do teatru szekspirowskiego, który przecież dyskryminował kobiety, nie pozwalając im grać.

Aktor ma podawać tekst czytelnie, głośno i zrozumiale – najlepiej w kierunku widowni (przecież pozostali grający i tak wiedzą, co ma do powiedzenia). No i żadnego wciągania widzów w akcję! Nie po to płacimy aktorom, żeby za nich grać.

Pozdrawiam
Życzliwy

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 26

Dodaj komentarz »
  1. Szanowni Państwo.

    A co w tym złego?
    Czy jakakolwiek sztuka przestaje być nią, jeśli reprezentuje treści i formy wskazane w liście?

    To są, niestety, pytania do przemyślenia, przed ewentualną reakcją.

  2. Nie wiem, czy Dziady II nie polegną na tej wojnie… Czytałam to niedawno znów i doszłam do wniosku, że gdyby nie uświęcające wszystko nazwisko „Mickiewicz”, strach by było wystawiać sztukę tak pogańską i protesty Kościoła, PiS-u i moherów byłyby jak w banku.

    Pozdrowienia dla darwinistów 🙂

  3. Skąd taki strach czyżby dlatego, że pieszczoszki Polityki jak Klata nie mogliby wystawiać swoich sztuk teatralnych klasy B. Z drugiej strony dlaczegóż to Klata nie mógłby założyć własnego teatru i tam realizować swojej wizji. W końcu tacy wielcy twórcy jak Zapolska i Witkacy także dopiero wtedy mieli szansę na realizację swoich sztuk gdy odbyli swego rodzaju staż w teatrze. Ja się domyślam że według Polityki widzowie powinni z zachwytem oglądać rozmaite produkcje klasy B KLaty i nie powinni protestować że się niszczy teatr.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Saurom
    1. Nie zrozumiał Pan felietonu. Formy literackie bywają trudne.
    2. To nie o strachu, lecz o głupocie. Proszę przeczytać jeszcze raz. Albo lepiej nie — po co ma się Pan frustrować?
    3. To jest blog w ramach domeny Polityka.pl, ale nie blog Polityki (ona niczego nie pisze sama). Tu ja odpowiadam za treści lub ich brak.
    JK

  6. Po cóż te wszystkie dywagacje; Rymkiewicz napisze sztukę – wiadomo o kim – i wszystkie teatry będą ją musiały grać. Jeśli ktoś się wyłamie – grosza nie dostanie! Jak ładnie wyszło.

  7. Myślę, ze marny również los wszelkich kabaretów i satyryków.
    O ile nie upodobnią się do wzorców z Sevres, czyli Jana Pietrzaka, Wolskiego lub Rosiewicza, ale oczywiście nie tych z czasów PRL, tylko po transformacji prawicowej.
    Gdy chodzi o romatycznych wieszczów narodowych i późniejszych, to mogą być i z nimi kłopoty.
    Miszcz Słowacki Juliusz potrafił być bardzo niemiły dla rodaków, np. w zgryźliwym, a prześmiewczym wierszyku od słów „Szli krzycząc Polska, Polska…, a już Watykanu i watykańczyków wprost nie znosił i brzydko się o nich wyrażał.
    Norwid bynajmniej Polakom nie kadził, wprost przeciwnie. Za co zresztą nie był kochany (kłania się prof. Pimka z Ferdydurke: „za co kochany Adama Mickiewicza”).
    No właśnie, a co zrobić z miszczem Gombrowiczem albo miszczem Mrożkiem i i wieloma innymi?
    Nie nie wystawiać, wyrzucić z lektur, ocenzurować?
    Z naszych noblistów to ostałby się jeno Sienkiewicz, bo Reymont to takie rzeczy opisywał jak Jagienka z Antkiem bara, bara (pozamałżeńsko) że aż wstyd, Miłosz – wiadomo -Litwin złośliwy i ponury, Polakom niechętny, a Szymborska, wiadomo, stalinistka.

  8. @Jacek Kowalczyk

    Ale już żeśmy to przerabiali. Pałac Kultury i Nauki miał być „socjalistyczny w formie, narodowy w treści”. A w obecnym otoczeniu nie jest nawet snem szalonego cukiernika, gdyż to samo otoczenie na takie miano zasługuje. Czy Pan Redaktor, wzorem Jerzego Zagórskiego, co to o Pałacu Kultury napisał: „Oto bratnią ręką / Darowane piękno”, określiłby tak któreś z domniemanych, projektowanych dzieł PIS-u? Wolne żarty.

  9. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    A coz ten PiS panu taka sola w oku. W demokracji parlamentarnej rotacja wladzy jest zjawiskiem normalnym. W ten sposob wszyscy obywatele maja wplyw na ksztalt kraju. Raz ci raz tamci przejmuja ster rzadow i demokracja powoli sie rozwija. Prosze sie nie bac PiS bo strach jest zlym doradzca.

    Prosze sie nie zachowywac jak Passent.

    Slawomirski

  10. Szczęść Boże !

    Redaktor broni swojego okopu,a Kaczyński swego.Nie wiem który gorszy!?
    Nawet gdyby zawarli sojusz i podzielili kasę po równo między siebie ,to sztuce nic to nie pomoże .Pomoże tylko tym co kasą zawładnęli.
    Obojętnie ,czy bogoojczyźniana czy pedalska, dotowana sztuka zdycha,więdnie,degeneruje się.
    Najlepiej widać to w kinematografii gdzie naprodukowano dziesiątki źle zmontowanych,kręconych amatorską kamerą gniotów ,które ubliżają inteligencji widza.
    „Twórcy” tych ”dzieł” pod wpływem otrzymywanej kasy ,stają się bezczelni i próbują wmówić publiczności ,że dla podatnika jest wielkim zaszczytem finansowanie ich fanaberii.
    (Tak jak u Owsiaka „”Wolontariusze dziękują nam żeśmy im zaufali”)
    Ostatnio jakaś pani,która jest podobno reżyserką ,nie pamietam nazwiska,była gotowa podpalić Polskę z powodu ,że zamiast ona ,6 mln dostało muzeum JanaPawła II
    To o czym redaktor pisze to są nic nie znaczące szczegóły, które wekslują dyskusję na niewłaściwe tory.
    O wielkości sztuki decyduje konsument kupując bilet,obraz,książkę itd…
    To co mamy teraz,czy ewentualnie za Kaczyńskiego to targowisko pieczeniarzy bez talentu.

    (zachęcam dokorzystania z dobrodziejstw niedotowanego rynku młodych malarzy –za niewielkie pieniądze można nabyć naprawdę dobry obraz -ucztę dla ducha i oczu,a jakdobrze pójdzie to w przyszłości i dla kieszeni)

  11. mag
    12 lutego o godz. 20:26

    Jana Pietrzaka, Wolskiego lub Rosiewicza

    Robią kabaret na własne ryzyko i za własne pieniądze.

  12. izka561
    Najgorzej z cyrkiem czyli kabaretem w Sejmie, bo ewidentnie jest za naszą kasę.

  13. izka561
    Szczęść Diable!
    Wymienieni „kabareciarze” są finansowani przez pisiorów.

  14. Pytania wymagające przemyślenia:
    – – –
    To kto wreszcie wyznaczy normy i granice sztuki właściwej i niewłaściwej?
    Może jakiś komitet by warto zawiązać?
    – – –
    Skoro sztuka nie może sama pozyskać odbiorców i się zdefiniować, ktoś musi jej wskazać normatyw 😉
    Dyskusja pokazuje, że to zadanie kuszące każdego, niezależnie od poglądów.
    I na tym sztuka polega, by wyznaczać, jeśli samemu się nie mieści…
    – – –

  15. Gekko
    Oj naiwnyś miły bracie.
    Wyobrażasz sobie jakiekolwiek „wspólne dzieło” na kształt okrągłego stołu, a więc i takie wyznaczające granice sztuki?
    Może to i kuszące zadanie, ale chyba nie odrobienia w naszej umęczonej.

  16. Gekko
    Errata – chyba nie do odrobienia.

  17. @ mag

    To nie są pytania naiwne, w kontekście wpisu Gospodarza.

    Redaktor w kpiącej formie wyznacza „niewłaściwe” normy i miary sztuki.
    Co oznacza automatycznie, że implikuje istnienie granic „właściwych”.
    W ten sposób wpadamy w pułapkę, którą sami wykpiwamy.

    Sztuka powinna definiować się sama, poprzez kontekst sukcesu – czy to we wpływie jej autorytetu czy też poziomu doceny i wyceny, weryfikowanych w pewnym procesie wymagającym także czasu i odniesienia kulturowego. Oczywiście te elementy na siebie wpływają wzajemnie i są nierozłączne, stanowiąc naturalny i niezależny wyznacznik wartości.
    Pokusa stanowienia doraźnych norm czy kryteriów nie wynika z potrzeby sztuki, ale z procederu fałszowania jej natury poprzez nierzetelną promocję czy też pozamerytoryczne finansowanie.
    I w tym ostatnim procederze tkwi haczyk, skłaniający skądinąd rozsądnych ludzi do ubierania sztuki w arbitralne, ciasne i duszne mundurki kategorycznie normatywne, o czym, jak sądzę, świadczy wpis Redaktora.
    A chodzi o to aby nie bronić sztuki przez narzucanie norm, ale przez uwolnienie od nienormalnych zależności finansowych czy ideologicznych.
    Pozdrawiam.

  18. Gekko
    Odpowiedziałam Ci w równie kpiącej formie, jak Gospodarz odniósł się do tzw. norm w sztuce.
    Dla mnie jest oczywistą oczywistością, że próba ustalania norm przez jakieś określone gremia, np. narodowo-patriotyczne, co wynika z wyobrażeń pana Prezesa (z całym szacunkiem ), jest po prostu gwałtem na sztuce.
    A z kolei jakiś okrągły stół (moderujący różne opinie, rozwiązania) jest w dzisiejszej Polsce utopią.
    Tylko tyle chciałam powiedzieć, a Ty mnie częstujesz pogadanką, jak powinno być.

  19. @ mag
    13 lutego o godz. 17:20

    Bardzo przepraszam za pogadankę, chociaż blog tego nie zakazuje.
    Zresztą, okazała się płonna, ponieważ nie udało mi się zwrócić Twej uwagi na fakt, że to Gospodarz bloga gra w grę Prezesa chociaż jak się zdaje – nieświadomie.
    Chyba słusznie to robi, bo i tak nikt na tym naszym polo-padole nie zauważy, że sztuki się nie waży – ani wte ani wewte.
    No, to pogadaliśmy, jak sztuka ze sztuką.
    Pozdrawiam.

  20. Gekko
    Możemy dalej pogadać, czemu nie. Jak dwie sztuki (co w jednym stoją domu).
    Red.Kowalczyk całkiem świadomie, moim zdaniem, dotknął absurdu w panaprezesowym widzeniu roli sztuki dla Państwa i Narodu.
    Nie dość to obnażać, choć król jest nagi. Ale nie dla wszystkich.
    Jedna trzecia ludu polskiego, niekoniecznie ciemnego (co robili u boku Prezesa znani aktorzy -Zelnik czy Dałkowska?) Jarosławowi Zbawicielowi ufa i wierzy w jego Objawienia dotyczące różnych dziedzin życia. Kultury też.
    Przedstawiciele owej jednej trzeciej chętnie na tym blogu i sasiędzkich goszczą. Chyba zauważyłeś.
    Pozdro

  21. @ mag

    Niestety, nie rozumiemy się.
    Dotykanie absurdu ma też i ten efekt, że implikuje wiedzę o tym, co absurdem nie jest.
    Ergo, nie należy arbitralnie wartościować kryteriów sztuki (czy jej dotowania) w żadną stronę, bo ona ma się bronić sama.
    Także ta bogoojczyźniana i np. katolicka, per analogiam do sztuki zaangażowanej (czyt: zainfekowanej) lewicą.
    „Gołąbek pokoju” Picassa nie jest sztuką bardziej ani mniej ze względu na kontekst polityczny jego wyfrunięcia w przestrzeń, tak jak dzieła Cranacha nie są mniej cenne z tytułu skojarzonego nadwornego mecenatu czy protestantyzmu.
    Pan Redaktor, nolens volens, robi kpiącym listem dokładnie to samo, co wykpiwani przez niego (słusznie) skrzywieni w prawo fałszerze kryteriów sztuki.
    I to by było na tyle w temacie, jaśniej nie potrafię.
    Pozdrawiam z sympatią 😉

  22. Gekko
    ROZUMIEM CO chcesz mi przekazać, a ja i tak obstaję przy swoim, bo dokładnie mówimy o tym samym, tyle że innymi słowami.
    I na tym polega sztuka.
    Howgh!

  23. Zabawna – w świetle tytułu blogu – jest przebijająca z wypowiedzi Pana Redaktora głęboka W I A R A w wyższość knota lewoskrętnego nad knotem prawoskrętnym :). Gotowy temat na rozprawę knotologiczną.

  24. mag
    13 lutego o godz. 7:09

    Bywa gorzej. Ale nie ma od tego ucieczki.

    Zresztą oni wszyscy są z nas.

  25. mag
    13 lutego o godz. 17:52
    .. panaprezesowym widzeniu roli sztuki dla Państwa i Narodu.
    ……………………………………………………………………………………..
    W niedawnej przeszłości było już przynajmniej dwóch bardzo mocnych wizjonerów określających „właściwy” kierunek w sztuce i czym ona się zajmować powinna.

  26. Znikoma liczba wpisów tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Polacy mają gdzieś kulturę i sztukę, a w każdym razie nie obchodzi ich, czy i jak z niej korzystać, gdy ktoś postanowił i co gorsza będzie próbował ją „kształtować”, kontrolować itd., aby była „słuszna”.
    Właściwie nie powinno to dziwić, skoro przerażająco wysoki procent Polaków w ogóle nie czyta książek, albo kilka w ciągu roku, nie chodzi do teatru, szerokim łukiem omija sale koncertowe i muzea (chyba że to noc muzeów za darmochę i można się jakoś zmobilizować).

  27. Gekko trafił w sedno 😉 Ja też tak twierdzę – żadnej publicznej kasy ani dla klatów i jarzynów, ani dla świątyń opaczności i muzeów kremówkożercy. Howgh.