Woody Allen

Nie zdziwiłbym się, gdyby Woody Allen popełnił samobójstwo. Jako artysta zdobył szczyty, jako człowiek właśnie nieodwołalnie spadł na dno. „New York Times” opublikował list Dylan Farrow, adoptowanej córki Mii Farrow i Allena (autokorekta poniżej), w którym opisuje, jak była molestowana przez reżysera, gdy miała 7 lat, i jak zaważyło to na całym jej życiu (dziś ma lat 28 i, jak pisze, mimo wieloletniej traumy zdołała zbudować szczęśliwe małżeństwo). List (dostępny po polsku w relacji „GW”) jest wstrząsający i niezwykle trudno uwierzyć, by jego autorka zmyślała, nawet gdybyśmy chcieli uwzględnić dostrzeżone przez psychologów pułapki dziecięcej pamięci. Nawet jeśli Woody Allen uniknie formalnej sprawiedliwości karnej (co wydaje się dość prawdopodobne, ale wcale nie takie pewne), wygląda to na koniec jego błyskotliwej kariery. Tej sytuacji nie można (a nawet nie wolno) porównywać ze sprawą Romana Polańskiego. Nie sposób też szukać tu jakichkolwiek usprawiedliwień, odwołujących się np. do zaburzeń psychofizjologicznych, bo Woody Allen (ani też Polański) nie jest pedofilem w ścisłym sensie (niedojrzałe seksualnie dzieci jako jedyny możliwy i dający satysfakcję obiekt). Sądząc po finezji jego dokonań literackich i filmowych, nie można mieć wątpliwości, czy potrafi ocenić własne czyny, a sądząc po pracowitości — że jest zdolny do daleko posuniętej samokontroli. A jednak pozwalał sobie na zbyt wiele.

Tym, którzy już spieszą z prostym wyjaśnieniem, że źródłem całego zła jest to, że Allen nie wierzy w żadnego z licznych stworzonych przez ludzi bogów i w żadną z licznych wersji postaci życia pozagrobowego, mogę jedynie powiedzieć: nie bądźcie śmieszni i rozejrzyjcie się dokoła. Od kiedy to wiara w któregokolwiek boga powstrzymywała ludzi od czynienia krzywdy innym ludziom, a zwłaszcza bliskim?

List Dylan Farrow brzmi okrutnie prawdziwie. Co innego musiałby jej zrobić Allen jako ojczym, żeby zdecydowała się oskarżyć go w ten akurat sposób, i to teraz, kiedy dostał kolejne nagrody i nominację do Oscara? Nawet gdyby nie doszło do opisanego przez nią gwałtu, cała reszta jest wystarczająco okropna, by nie było już dla Woody’ego Allena miejsca w życiu publicznym. I piszę to z wielką przykrością, bo nie przestanę uwielbiać kilku jego filmów, w których moim zdaniem wypowiedział ważne prawdy o ludzkim losie. Dlaczego wierzył, że jego samego kara ominie? Może nie wierzył, tylko czekał. Doczekał się.

AUTOKOREKTA:

Woody Allen nie był w związku małżeńskim z Mią Farrow, nie był więc ojczymem adoptowanych przez nią (z innym mężczyzną) dzieci.

Ponadto: sprawa molestowania wypłynęła pierwotnie podczas rozstania Farrow z Allenem, gdy aktorka dowiedziała się o jego intymnym związku z Soon-Yi (wówczas 19- lub 21-letnią, co nie jest jasne ze względu na jej pochodzenie). Allen został uniewinniony ze stawianych mu wtedy zarzutów po dochodzeniu. O ile wiem, w Stanach nie można być dwukrotnie sądzonym za to samo przestępstwo. I dlatego list Dylan Farrow w „NYT” jest tak niezwykłym dokumentem.