Świat magii i magla

Naczelny świecki katolik kraju wrzuca do sieci film, na którym rąbie siekierą karty Tarota, a potem je pali w kominku, wyjaśniając, że w ten sposób walczy się ze Złem (i ze Złym, który czyha na katolickie dusze). Na co odpowiada mu zawodowy wróżbiarz z telewizji, twierdząc, że czuje się urażony, bo w ten sposób obraża się jego „uczciwie wykonywany” zawód, czyli wróżenie z kart Tarota, a przecież wróżbiarz to zawód zarejestrowany na liście sporządzonej przez Ministerstwo Pracy (NB za czasów, gdy szefowała mu pani z Samoobrony). Śmieszne to i w zasadzie niewarte uwagi, tyle że wiara w magię w różnych postaciach rozlewa się dzisiaj jak zaraza w średniowieczu. I nie mam tu na myśli — w sumie nieszkodliwej, choć i z tym dałoby się polemizować — zabawy w horoskopy. Któż z nas nie czytał horoskopu przynajmniej raz? Któż z nas potrafił pozbyć się wrażenia, że „coś” w tym musi być, gdy takie czy inne zdanko zadziwiająco trafia w nasz nastrój czy moment w życiu?

Gorzej, gdy zachowanie, u którego podstaw leży wiara w magiczną moc słów i gestów, wdziera się w cudze życie. Pani psycholog z kieleckiego szpitala nakłaniała pacjentkę, która poroniła w 11 tygodniu, by wybrała płeć płodu i nadała mu imię, aby można było jego szczątki oficjalnie pochować (chociaż prawo stanowi obecnie, że kobieta ma PRAWO do pochówku, a nie OBOWIĄZEK, o czym przekonywała pacjentkę pani psycholog).

Dla mnie jest to typowy przykład naruszenia wolności sumienia drugiej osoby, i to przez pracownika szpitala, którego zadaniem jest opieka psychologiczna nad pacjentami. Oczywiście, możemy spekulować w kwestii intencji owej pani psycholog (może np. jest przekonana, że każdej kobiecie niezbędne jest pożegnanie się z płodem, żeby wyjść z traumy, jaką jest poronienie). I to jest słaby punkt niniejszego wywodu — nie wiem, co naprawdę powodowało tą panią. Może i ona sama nie potrafiłaby w pełni uzasadnić swego zachowania, bo jako psycholog pewnie wie, że często nie znamy naszych własnych motywacji, i wymyślamy jakieś racjonalizacje post factum.

Mając to wszystko na uwadze, śmiem jednak twierdzić, że ta sytuacja, jak i wiele jej podobnych (święcenie policyjnych radiowozów, namaszczenie w szpitalu nieprzytomnego ateisty, odmowa sprzedaży środków antykoncepcyjnych przez aptekarza, ale także walka z wróżbami andrzejkowymi, Halloween i Harrym Potterem) to skutek nie tyle stricte religijnego, ile magicznego światopoglądu. Wielkiego pomieszania rozmaitych wiar, wierzeń, tradycji i zwyczajów, wszelkiej maści dalekowschodnich i afrykańskich duchowości, które — spójrzmy na to trzeźwo — kształtowały się przez tyle tysięcy lat, że byłoby naiwnością wierzyć w ich wyeliminowanie z życia społecznego i indywidualnego w przewidywalnym czasie (jeśli w ogóle). Nie znaczy to jednak, że mamy je po prostu bezmyślnie akceptować i wpuszczać do naszego życia.

Rzucanie uroku działa, ale tylko wtedy, gdy ofiara wierzy w jego działanie i zostanie poinformowana, że rzucono na nią urok. Dlaczego Terlikowski wierzy w karciane wróżby? Tego nie wiem.