Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

15.01.2014
środa

Ruletka ontogenetyczna, czyli co nas kręci

15 stycznia 2014, środa,

Czy da się zrozumieć skłonności pedofilne? Da się. Czy to znaczy, że można zaakceptować czyny pedofila, skoro rozumiemy, co jest ich źródłem? Nigdy. Tam, gdzie w relacji między ludźmi pojawia się krzywda, musimy być bezwzględnie przeciw. Zwłaszcza tam, gdzie jedna ze stron tej relacji jest z definicji słabsza. To wydaje się są niekontrowersyjne twierdzenia. Ale życie ludzi jest cholernie skomplikowane. I nie przestaje być skomplikowane tylko dlatego, że coraz więcej wiemy o naszym gatunku.
W dobie wymachiwania słowem gender jak cepem i straszenia zanikiem rodziny wskutek upowszechnienia się wybierania sobie płci i zachowań seksualnych, konieczne jest przywołanie informacji podstawowych. Oto kilka z nich.
1. O płci, seksualności i formie funkcjonowania społecznego każdego z nas decydują trzy wymiary:
♥ biologia, tj. fizyczne cechy płciowe pierwszo- i drugorzędne, na których ukształtowanie, stopień wykształcenia oraz sprawność działania wpływa zestaw genetyczny rodziców, ale także stan zdrowia matki, jej gospodarka hormonalna, sposób odżywiania się oraz stan środowiska, w jakim przebywa matka w okresie ciąży (przy czym jesteśmy wciąż bardzo daleko od zrozumienia wszystkich zależności); z racji, że jest nas coraz więcej, rośnie też liczba ludzi rodzących się z nietypowym zestawem cech biologicznych (i nietypowym zestawem chromosomów, np. XXY). Nikt sobie tego zestawu nie wybiera. Nawet gdy uwzględnimy dostępne nam obecnie techniki sztucznego zapłodnienia, mamy do czynienia z ruletką, w której tylko niektóre wyniki wydają się wykluczone.
♥ tożsamość płciowa, tj. wewnętrzne przekonanie, kim się jest w ramach zasadniczo dwupłciowej (u ludzi jako gatunku) identyfikacji; podobnie jak o cechach stricte biologicznych (fizycznej budowie ciała), nie możemy świadomie zdecydować o własnej identyfikacji, gdyż wykształca się ona wraz z rozwojem mózgu już w fazie płodowej i także zależy od nieznanych nam w pełni mechanizmów; ktoś, kto czuje się dziewczynką, nie stanie się siłą woli ani czyjejkolwiek perswazji (albo „właściwego” wychowania) chłopcem, nawet jeśli ma penisa.
♥ orientacja seksualna, tj. (najpowszechniejsza) heteroseksualna, biseksualna (częstsza u kobiet), homoseksualna, a także aseksualna (szacowana nawet na kilka procent populacji). Orientacja także nie podlega wyborowi, choć oczywiście może (i niejednokrotnie jest) tłumiona i ukrywana. Co gorsza, do podstawowej orientacji seksualnej w trakcie rozwoju osobniczego (ontogenetyczna ruletka) dochodzą specyficzne skłonności, wykształcane w bardzo wczesnych fazach rozwoju psychoseksualnego, które są źródłem wszelakich -filii. A skatalogowano ich już co najmniej kilkaset, w tym właśnie pedofilię w ścisłym sensie tego słowa, tj. niemożności zaspokojenia popędu płciowego z kimś innym niż niedojrzałe seksualnie dziecko — to chyba najgorszy zestaw, jaki można wylosować na tej straszliwej ruletce; czym innym jest bowiem hebefilia (starsze dzieci zaczynające dojrzewać) czy efebofilia (młodzież w fazie dojrzewania). Czytelników wierzących, że można wybrać sobie orientację (a zwłaszcza zdecydować, że zostaną np. podofilami, czyli wielbicielami stóp), zachęcam do szczerego wyobrażenia sobie siebie samego w akcji seksualnej w ramach odmiennej orientacji. Siła wstrętu u niektórych heteroseksualistów powinna być dla nich zarazem wskazówką, jak wstrętne jest osobom homoseksualnym to, co robią w łóżku heterycy.

2. Te trzy wymiary mają w przypadku każdego z nas różne natężenie, różną wagę i wzajemnie się przenikają, wytwarzając jedyną i niepowtarzalną mieszankę — nas jako konkretne indywidua.

3. W ramach naszej ontogenetycznej ruletki dostajemy także np. siłę woli (tę jednak, tak jak mięśnie, da się trenować). Dzięki niej potrafimy (ale niestety nie wszyscy) w jakimś stopniu zapanować nad tymi skłonnościami, które są nieakceptowalne społecznie akurat w tej społeczności, w jakiej przyszliśmy na świat i ukształtowaliśmy się w trakcie dojrzewania. Jednak to, że dana kultura społeczna czegoś nie akceptuje (np. z powodów religijnych), nie znaczy, że to coś jest przeciwne naturze jako takiej. Bo jako istotom moralnym nie wolno nam abstrahować od wiedzy, że to, co dla nas moralne, innym ludziom (a czasem jest ich nieporównanie więcej niż „naszych”) może wydawać się niemoralne, tak jak nam wydają się niemoralne niektóre ich zachowania.

Tu właśnie pojawiają się kwestie winy, zasługi i cierpienia. Nasza orientacja seksualna nie jest naszą winą, ale nasze faktyczne zachowania seksualne mogą być naszą zasługą wtedy, gdy powstrzymujemy się od czynienia krzywdy drugiej osobie. Pedofilia jest czymś strasznym, ale gwałt małżeński nie jest pustym pojęciem, a jako zjawisko być może czymś znacznie powszechniejszym niż czyny pedo-, hebe-, efebofilne. Natomiast tam, gdzie dojrzali uczestnicy życia seksualnego akceptują swoje zachowania i gdzie nie ma mowy o krzywdzie partnerów zdrowe współczesne społeczeństwo nie ma nic do zrobienia. Ale nam daleko do bycia zdrowym społeczeństwem. Uwielbiamy wyzywać innych od zboczeńców, skrzętnie skrywając przy tym swoje własne specyficzne preferencje.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 149

Dodaj komentarz »
  1. mag
    15 stycznia o godz. 0:14

    Szanowna Pani mag

    Zaobserwowalem u pani przesilenie. Mam nadzieje ze nastepny temat zaproponowany przez redaktora Kowalczyka uwolni pani fantazje.

    Slawomirski

    Slawomirski

  2. Słwaomirski
    Proszę nie „wyrównywać” ze mną prywatnych porachunków pod nowym wpisem Gospodarza, tylko pisać na temat.
    Seks jest bardzo istotny w życiu ludzi.
    Nieporównanie bardziej niż pańskie fantazje nieerotyczne na temat kilku panów (rozszerzył pan swoją listę reskrypcyjną o kilka nowych nazwisk, brawo!).
    Jeśli ONI tak bardzo panu wciąż dokuczają, spać nie dają i nie widzi pan szans na ich przykładne ukaranie w imieniu prawa, to radzę samosąd.
    Można wyjąć z szuflady rewolwer (jeśli się ma szufladę i rewolwer, a pan jako człowiek chyba zamożny i przewidujący przykre niespodzianki pewnie ma) albo kupić np. kałacha, przyjechać do Polski i zrobić z nimi porządek.
    Jestem pewna, że blogowicze odetchną z ulgą, bo skończy się temat, którym obsesyjnie pan ich karmi.

  3. Tutaj wypada uściślić:

    Czy seks analny to zboczenie? A sex ze zwierzętami, lub kazirodztwo? Tutaj także nie mamy wyboru, że kręci nas to co nas kręci tymczasem segregujemy i wiele zachowań nazywamy ZBOCZONYMI. Gdyby przyjąć dosłownie tok rozumowania gospodarza to słowo – zboczenie – powinno zniknąć z naszego słownika i zostać zastąpione ludzką krzywdą.

    Wyobraźmy sobie sytuację, że siedzę z dziewczyną na ławce w parku i naglę zaczynam pić mleko z jej sutka. Strasznie mnie to kręci i nie mogę się powstrzymać. Dlaczego społeczeństwo i jakim prawem to potępia? Dlaczego nie mogę chodzić nago po ulicach skoro natura wybrała, że będę ekshibicjonistą? Dlaczego tak normalny sex dla wszystkich jest zakazany w miejscach publicznych?

    Gwoli ścisłości, prócz krzywdy ludzkiej jest coś takiego jak DANA KULTURA i DANA MORALNOŚĆ, gdzie żyjący ludzie wychwalają i potępiają takie i takie zachowania aby zachować tą kulturę, bo im od dziada pradziada służyła dobrze i nie potrzebują jej zmieniać. Dlatego i głownie dlatego potępia się niektóre zachowania jak NIEMORALNE czy stojące w opozycji z kulturą (przez tysiące lat np istniała kultura w której to seks z 15 latką nie był zaliczany do KRZYWDZENIA, bo skoro natura już tak wcześnie przygotowała ją do prokreacji to z tego korzystano. Co więcej, wtedy 15 latka mogła kochać 40 letniego mężczyznę, a dziś w kulturze „tolerancji” ma ZAKAZANE). Ludzie mają PRAWO potępiać zachowania, które w ich mniemaniu rozbijają ich kulturę. Jedyne czego nie mogę to robić to w wulgarny i bezpośredni sposób (czyli siłą).

    Współcześnie środowiska homoseksualne walczą o przywileje (nie mylić z prawem) stania ponad kulturą i prawem, dlatego, że facetów w stringach liżących się po cyckach w Berlinie nazywano uczestnikami parady „równości”. Tymczasem ludzie heteroseksualni robiący to samo są potępiani i kwalifikowani jako dzicz dokonująca demoralizacji. Właściwie to chyba im nawet nie wolno takich heteroseksualnych parad robić bo zalicza się to do publicznej orgii (jak już mogą to coś na styl Mardi Grass).

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. No, no, nieźle musiałeś się nagimnastykować umysłowo, by dojść do wniosku, że „ludzie heteroseksualni robiący to samo (o co walczą środowiska homoseksualne) są potępiani jako dzicz dokonująca demoralizacji”.
    Czy hetero walczą o prawo do legalizacji ich związków z partnerami przeciwnej płci, czy są piętnowani za to, że publicznie się całują lub obejmują?
    Tzw. orgie, jeśli do nich dochodzi, bez względu na skład osobowy uczestników, odbywają się raczej nie w miejscach publicznych.
    Nie rozumiem o jakich przywilejach mówisz.

  6. Wpis z g.10:24 był adresowany do vps

  7. mag
    15 stycznia o godz. 7:11
    Dla Ciebie powyższe wpisy Sławomirskiego są wkurzające, ja się natomiast nieźle uśmiałem z tej zbitki: Kowalczyk czyni podstawowe klarowanie nt. dewiacji seksualnych człowieka i proszę – natychmiast zgłasza się pacjent Sławomirski ze swoją dewiacją na temat Świętej Trójcy, czym uzupełnia puentę Kowalczyka demonstrując klinicznie i ochotnie własny przypadek.

  8. @ Mag – wołanie na puszczy. Sławomirscy i im podobni są zdolni tylko do wywnętrzania się w netach. Nie mają ani siły woli ani odwagi.
    Co do tekstu – nie ma w nim nic nowego poza skrótowym uporządkowaniem oczywistych faktów. Które nie są dla wielu oczywiste. Z własnego punktu widzenia, także kulturowego, nie musimy „lubić” LGBTQ, ba – możemy mieć o nich negatywne zdanie – i tyle.

  9. Jacek Kowalczyk pisze rzeczy najpodstawowsze i od dawna oczywiste dla ludzi przytomnych i etycznych – w skrócie dla dobrych ludzi.
    Na tym poziomie te konstatacje są wyczerpujące i klarowne.

    Na tym samym poziomie, w konstatacje wkracza Kościół katolicki. Wedle własnych twierdzeń stanowczo głosi, że:
    * Bóg stworzył reguły gry
    * człowieka stwarza Bóg, współpracuje z małżonkami w akcie komunii ciał.
    * za konfigurację genów, ich czynność lub nieczynność, działanie chromosomów w trakcie procesu zapladniania i rozwoju zarodka („dziecka poczętego”) nie odpowiada człowiek, ale Bóg. Jeśli przyszła matka nie chleje i nie robi niczego równie toksycznego w ciąży – za całość odpowiada Bóg.
    * homoseksualista, ttansseksualista, aseksualista, dziki heteroseksualista i każda inna konfiguracja jest dziełem Boga. Każdemu z nich należy się szacunek identyczny i identyczna zgoda na wyrażanie przez niego tego kim uczynił go Bóg – jest to Dzieło Boże. Ujmowanie choć krzty szacunku każdemu jest sprzeniewierzeniem się Bogu.
    * Kościół sprzeniewierza się Bogu żądając leczenia homoseksualistów i żądając by nie realizowali tego, do czego stworzył ich Bóg.
    * Kościół jest przeciwnikiem własnego Boga, którego głosi.

    Gwoli zwykłego przypomnienia należy skonstatować, że dla celów wewnętrznych Kościoła, zapieranie się Boga jest znacznie mniejsze. Klechom w sutannach pozwalają uprawiać homoseksualizm i pedofilię i sodomię, oraz na wszelki inny sposób realizować Boże Dzieło Stworzenia. Wśród siebie mniej bluźnią Bogu. Bluźnią na całego żądając od wszystkich na zewnątrz, i wiernych i niewiernych, by bluźnili Bogu potępiając homoseksualizm i inne elementy Bożego Stworzenia.

    Używając wiedzy podstawowej, podanej przez gospodarza, wszędzie tam gdzie wkracza w nią Kościół katolicki należy włączać jego własne twierdzenia z zgodnie z nimi Kościół traktować.
    Czyli zasadniczo, z buta.

  10. Świetny wpis gospodarza: same fakty dobrze wybrane i jeszcze lepiej podane. Niestety dla wielu naszych współobywateli nad wyraz kontrowersyjne jak widać po komentarzach.

    @mag: popieram. Granica pomiędzy poszerzaniem tematu a trollowaniem jest co prawda cienka, ale tu nie można mówić o przypadku lub chwili słabości.

    @vps: „słowo – zboczenie – powinno zniknąć z naszego słownika i zostać zastąpione ludzką krzywdą.” – pełna zgoda.

    „siedzę z dziewczyną na ławce w parku i naglę zaczynam pić mleko z jej sutka” – jeśli jej też się to podoba to nie ma problemu, bo nie jest ona krzywdzona. Jeśli jej się to nie spodoba, to naruszasz jej nietykalność cielesną wbrew jej woli, czyli zmuszasz ją do odbycia tzw. innej czynności seksualnej – jest to karalne bo jest ona krzywdzona. Analogicznie jest z narzucaniem się innym z widokiem swoich genitaliów, choć to już „tylko” wykroczenie. Tu krzywda wynika już w dużym stopniu z kultury i moralności. Potępienie wynika też z krzywdy, bo nikt nie będzie ścigał ekshibicjonisty który obnaża się przed fanami, np. voyerystami. No chyba, że jakiemuś fanatycznemu posłowi będzie to przeszkadzało – wtedy afera gotowa, mimo że krzywda jest urojona.

    15-latka może kochać się z kim chce – uaktualnij wiadomości. Jeśli kocha się z kimś kto ma ją wychowywać lub opiekować się nią, to dyskwalifikuje to oczywiście tego „biednego” 40-latka.

    Środowiska LGBT walczą o równe prawa i o nie bycie wulgarnie obrażanym przez fanatyków pokroju Terlikowskiego lub bitym przez innych ogolonych na łyso „obrońców moralności”. Twoje zmyślone tezy o zakazie lizania się po biuście podczas manifestacji to jakieś urojenie, obsesja czy też marzenie erotyczne? Napisz bo nie chcę wyśmiewać się z ewentualnej choroby.

    Twoja krzywda wynikająca z tego, że homoseksualiści mają czelność chodzić po ulicy z podniesioną głową i dumnie przyznawać się do swojego sposobu życia, poglądów i orientacji seksualnej jest mniej realna niż byłaby ich krzywda wynikająca z wprowadzenia ewentualnego zakazu demonstrowania swoich poglądów i orientacji. Możesz w tym zdaniu zamienić homoseksualistów na heteroseksualistów, ONR-owców lub katolików i nadal zachowa swoją prawdziwość.
    Homoseksualiści nie chcą ograniczać wolności integrystów katolickich lub ONR-owców o ile nie są oni agresywni. Niestety w tym zdaniu podmiana już nie działa. Jest to tragiczną historyczną spuścizną naszej ojczyzny po okresie komunizmu: tolerancja wobec obcych lub innych mamy na poziomie Federacji Rosyjskiej a nie Unii Europejskiej.

  11. tuciu,
    a ja popieram Ciebie.
    Zgrabnie ująłeś to, co można było jeszcze powiedzieć „w temacie” vps.

  12. @mag

    Tutaj nie zrozumiałeś. Piętnowanie jest kwestią kultury. Jaką kulturę społeczeństwo sobie stworzy taką ma. Każda kultura coś piętnuje (pedofilia, zoofilia, kazirodztwo, swobody w miejscach publicznych itp) i ja nie mam nic przeciwko aby LGBT przestać piętnować. Jednak jest to zależne od WOLNEJ WOLI społeczeństwa a nie kwestia NAKAZÓW jakiejś grupy. Nie można zmuszać społeczeństwa do zmiany kultury, tylko dlatego, że jakieś wąskie grupy tego chcą. Można jedynie próbować, sugerować, polemizować.

    Legalizacja związków jak sama nazwa wskazuje dotyczy legalności, czyli odpowiedzialności prawnej i cywilnej. Tutaj również WOLNE społeczeństwo decyduje co jest legalne a co nie. Małe grupy mogą się starać o zmiany bo MAJĄ TAKIE PRAWA ale muszą przekonać do tego większość społeczeństwa, nie mogą tego NARZUCAĆ, bo społeczeństwo żyjące wbrew swojej woli, pod naciskiem mniejszości, to głupie i przegrane społeczeństwo.

    @tuciu
    Na jakiej podstawie ustalamy co jest dostępne publicznie a co ma się odbywać tylko w sferze prywatnej? Czy to nie WOLNE społeczeństwo o tym decyduje?

    Wskaż zapis prawny który zabrania homoseksualistom swobody myśli, wyznania, poruszania itp. Bo jeśli mowa o PRAWACH to mają oni RÓWNE PRAWA (heteroseksualista nie może zawrzeć związku partnerskiego z kolegą czyli na tym polu mamy także równość) i jedyne o co walczą to PRZYWILEJE oraz o BARDZIEJ TOLERANCYJNĄ (względem ich samych, a nie tolerancyjną uniwersalnie) KULTURĘ. Walka mniejszości o zmianę kultury w jakiej żyje większość nie jest walką o RÓWNE PRAWA ani walką z DYSKRYMINACJĄ, bo taka walka ma miejsce tylko wtedy kiedy mniejszość ma NIERÓWNE PRAWA. Tymczasem obecnie w kulturze zachodu prawa są RÓWNE. Nasza obyczajowość jest chamska i fakt to warto zmieniać ale nie na drodze PRAWNEJ bo to jest czysty absurd. Można jedynie promować zachowania bardziej kulturalne i tyle. Ludziom nie można zabraniać głupoty i chamstwa bo ogranicza się ich wolność. Jedyna granica może istnieć jeśli ta głupota i chamstwo zniesławia i narusza dobra innej osoby – to jednak jest zawsze umowne bo obrazić się można nawet za to, że ktoś jest brunetem a nie blondynem, to jest kwestia społeczeństwa, jak sobie te granice ustali (jeśli stwierdzenie – nie lubię gejów obraża, to tak samo powinno obrażać – nie lubię blondynów).

    Zmiana KULTURY nie może się odbywać na drodze narzutu i ucisku bo mamy wtedy do czynienia z tworzeniem (co niestety obecnie ma miejsce) PROPAGANDOWEJ IDEOLOGI, a ta niezależnie jaką wolność i miłość by nie głosiła, przedstawiona w sposób propagandowy ogłupia ludzi, przekłamuje treści i w konsekwencji prowadzi do ograniczenia ich wolności.

    Tutaj uczciwość nakazuje stwierdzić, że LGBT mają prawa równe, są jednak za swoją inność piętnowani i pragną zmienić to przyzwyczajenie społeczeństwa. Chcą swoją inność wdrożyć do normalności i powszechności – tyle. Od woli ludu zależy czy im się uda czy nie. Żaden argument o dyskryminacji czy piętnowaniu samym w sobie nie będzie argumentem uczciwym bo na co dzień, razem z LGBT potępiamy wiele zachowań i popędów, które tak samo jak homoseksualizm nam się tylko PRZYTRAFIAJĄ (Sorry ale jest wiele 15latek które marzą o seksie z 40latkiem, a im tego nie wolno. Nie wolno tego także 17latce a 18latce już wolno tylko dlatego, że tak uznał Lud, bo przecież nie mamy żadnych empirycznych dowodów na to, że wiek 18lat jest wiekiem dojrzałym a 16lat jeszcze nie /w USA musimy skończyć 21lat/ ) .

  13. vps
    15 stycznia o godz. 13:01
    to co piszesz do mag to takie sobie gdybanie i teoretyzowanie.
    Mieszko I przyjął chrzest i uczynił go państwowym wyznaniem i przymusem. Niech będzie, że nie było wtedy demokracji, więc lud nie był poinformowały i nie wyraził wolnej woli.
    Religię w szkole po 1989 usadowili politycy kościelni, że żaden lud ze swoją wolną wolą. Lud wcale nie zabiegał o religię w szkole. Zostało to NARZUCONE.
    Wolna wola ludu twierdzi, że kara śmierci ma być. Kary śmierci jednak nie ma, na wolną wolę nie zgadza się polskie prawo, a nie wolna wola ludu. To także NARZUCONO „wolnemu społeczeństwu.”
    Prawo tworzy kulturę, jest to jedna z jego funkcji. Wolna wola ludu twierdz, że sąsiada można wytargać za włosy i dać mu w mordę. Prawo na to nie pozwala. Prawo nieraz wymusza zgodę na określoną kulturę, którą wolna wola ludu realizowała w ramach swojej kultury inaczej.
    Na „wolną wolę społeczeństwa”, trzeba by czekać nieraz 500 lat, lub nigdy się jej nie doczekać.
    „Wolna wola społeczeństwa”, istnieje, tylko teoretycznie, tylko czasem, w zróżnicowanym natężeniu, w demokracji. Która także jest chwilowa. Nie było – jest (i to fakultatywnie) – może jej nie być.
    Homo mają prawo nie tylko się starać, ale i walczyć o swoje prawa. Mają prawo także starać się narzucić społeczeństwu prawo do własnej równości z całym społeczeństwem. Mogą to robić w imię demokracji, której fundamentem jest równość każdego wobec prawa i równa wartość każdego jako człowieka. Mają prawo robić to, czego odmawia im „wolna wola społeczeństwa”, która jest niewolą. Ta niewola degeneruje demokrację, zaprzecza jej istnieniu i w rezultacie znosi „wolną wolę społeczeństwa”, na rzecz satrapii. W satrapii satrapa może zdecydować, że homo są wzorem, a hetero są podludźmi. zgodnie z wolą satrapy skończysz zatem w obozie pracy, albo dasz się przerobić na homo.

  14. Tanaka
    Życzyłabym vps, gdyby ktoś lub coś było w stanie „przerobić” go na homo, ale to niemożliwe ani fizycznie, ani psychicznie, skoro ma zdrową orientację hetero.
    Nie rozumiem więc, czego on się boi, przed czym wzdraga?
    Może myśli, że homoseks to rodzaj choroby zakaźnej, która przenosi się jeśli nie drogą płciową, albo kropelkową, to np. przez „zapatrzenie”?

  15. vps
    Problem polega na tym, że w wolnym społeczeństwie około 95% osób jest hetero i aktywność homoseksualna jest dla nich odstręczająca. Dlatego bez empatii, propagandy, a nawet „walki” (w cudzysłowie, bo nie mam na myśli walki zbrojnej) społeczeństwo tę mniejszość będzie miało w du.. żym poważaniu. Samo z siebie się nie zgodzi na równoprawność homo i hetero.
    (W starożytnej Grecji się udało, oczywiście mężczyznom – efebofilom, przekonać wszystkich, że ich przyjemności są jakimś lepszym wydaniem seksualności. Ciekawe, dlaczego? Czyżby to społeczeństwo miało jakiś wyższy odsetek homoseksualistów? Czy może przeciwnie – gdyby mężczyzn nie ograniczać, to przyznaliby sobie prawo do współżycia ze wszystkim, co się rusza, a nawet się nie rusza?)

  16. @Tanaka
    Wolny głos społeczeństwa to IDEA. Wola ludu to wybrana w wolnych wyborach władza. Niestety w tym systemie jest tak jak chce WŁADZA a władzę wybiera większość społeczeństwa. Prawo jest odzwierciedleniem woli społeczeństwa, gdyż to społeczeństwo wybiera sobie władzę, która potem ustanawia prawo. Oczywiste jest to, że w praktyce to nie zawsze się pokrywa. My tutaj jednak uprawiamy dyskusję teoretyczną, publicystykę, która w TEORII nie może być tak chaotyczna, przypadkowa, nieokreślona jak PRAKTYKA bo wtedy automatycznie dostajemy przypadkowy efekt. Dyskutując musimy się opierać na założeniach teoretycznych i w teorii PRAWO jest kształtowane przez władzę wybraną większością głosów. Obecne prawo jest wyborem większości, gdyż nie wyszczególnia ani nie wyklucza żadnej grupy jako gorszej (są oczywiście funkcje/role społeczne które już wyszczególniają, czyli rodzina, policjant, lekarz, nauczyciel, polityk itd. itd. ale tutaj też decyduje zasada określenia przez społeczeństwo, kto może przyjąć taką rolę a kto nie może).

    Nie można domagać się wolności definiując ją jako przypadkowy kaprys jakiejś przypadkowej władzy. Niestety w praktyce wygląda to tak, że władza tylko przypadkowo realizuje wolę społeczeństwa, ale to już wypada określać inną definicją.

    Nikt tu nikomu nie odmawia praw do starania się o cokolwiek. Uprawiajmy jednak uczciwą debatę. Homoseksualiści domagając się dodatkowych praw, wymuszających na społeczeństwu akceptacje w imię idei równości i tolerancji, dokonują nadużycia. Wymuszenie akceptacji określonej grupy jest wzięciem tej grupy w nawias, to jest przywilej dlatego, że praw można się domagać tylko wtedy kiedy się ich nie posiada. Nie mamy obecnie żadnego zapisu o nie akceptacji kogokolwiek, wszyscy w świetle prawa są akceptowani i równi (związek, czyli rodzina to jest już funkcja społeczna, ten podmiot nie jest traktowany tak samo jak wolna pojedyncza jednostka, tutaj już trzeba spełniać określone warunki aby się załapać, tak samo jak przy każdej roli/funkcji społecznej, rodzina inaczej odpowiada przed prawem niż jednostka).

    Brak akceptacji istnieje tylko w sferze myśli, opinii, obyczaju i poglądów, a tutaj jest totalna wolność i każdy ma prawo nie lubić, brzydzić się, unikać kogo tylko chce. Poglądu i opinii nie da się wymuszać prawnie bo to przeczy ideom równości i wolności. Można oczywiście te opinię zmieniać na wszystkie strony, tylko jak już dyskutujemy publicznie to nie walmy głupot. Wpis gospodarza jest nieścisły i niekonsekwentny bo tym sposobem rozumowania wszystkie popędy należy uznać za naturalne i zakazywać tylko tego co jest robione wbrew czyjeś woli – niestety w takim świecie na chwilę obecną, większość z nas nie chce żyć i jednak wielu rzeczy zakazujemy.
    Jeśli natomiast, brak akceptacji istnieje w działaniu i ktoś wyraźnie działa na rzecz nie zaakceptowania kogokolwiek jako równej jednostki, to o ile mi wiadomo, mamy na to przepisy prawne i od tego jest prokuratura.

  17. mag
    15 stycznia o godz. 15:58
    To jakaś słabość umysłu i zaplątanie etyczne – być kanonicznym hetero i lękać się, że jakiś dżender zrobi z niego homo, transa lub nawet Pawłowicz posłankę.
    Patrząc na to szerzej, prawidłowy katolik jest osobą nieustannie zalęknioną, takim bojącym dudkiem, który co rusz widzi jakieś zło, jakieś zagrożenie, jakiegoś wroga, jakąś ideologię. W sumie prawidłowy katolik widzi dookoła złych ludzi. On się lęka innych ludzi. I lęka się siebie. Podejrzewa w sobie homoseksa i posłankę Pawłowicz. Boi się, że jest aseksualnym kaczorem. Wzorowany na Trójcy podejrzewa ją w sobie. Bije pokłony Duchowi Świętemu i zarazem boi się, że nim jest. Modli się do anioła i z lękiem odkrywa w sobie jego cechy. Wielbi Wieczną Dziewicę i z trwogą zauważa dziewiczość w sobie.
    Bycie katolikiem jest bardzo znojne i bardzo chwiejne. Nic pewnego oprócz memento mori. A co potem, i w to katolik wątpi. Męka nieustanna. Co widać w obliczach.
    Z perspektywy niekatolika jest to jednak wielce zabawne.
    Bywa smutne, zwłaszcza jak jakaś podchodząca panienka zamiast mieć się ku chłopcu swemu, ku Dziewicy ulata. I jakie marnotrawstwo genów. Zgodzić się jednak wypada, że jest i zysk – oszczędność kalorii nie wydanych na chłopca jak malowanie, lecz na oszczędniejsze przemodlenie.
    Oto i cała ekonomia wiary.

  18. @Marit

    Niekoniecznie tak musi być, ja mieszkałem dwa lata w Cardiff w UK, które słynie z tego, że pełno w nim homoseksualistów. Miałem szefa geja, byłem w kilku klubach dla gejów i powiem, że ci ludzie wnieśli by bardzo dużo do każdego społeczeństwa gdyby byli akceptowani. Potrafią lepiej się bawić, są bardziej schludni i tworzą lepsze atmosfery, przynajmniej jeżeli chodzi o rozrywkę bo tu mam porównanie tylko.
    Ludzie mogą ich zaakceptować bardzo łatwo i czuć się normalnie bo jest ich na tyle mało, że są niezauważalni, po drugie większość zachowuje się normalnie i na co dzień trudno poznać różnicę. Problem jest w tym, że jak się połowę obywateli wyzywa od homofobów czy rasistów lub ociemniałych katoli, to nikt nawet przez chwilę nie będzie rozważał akceptacji, tylko przyjmie pozycję obronną.

    Ten temat jest po prostu przerysowany, za dużo w nim wielkich słów o równości i tolerancji. Gdybyśmy traktowali to zjawisko z większą obojętnością i nie malowali żadnych tęcz, to myślę że za parę lat było by po sprawie. Tymczasem wszystko skazuje na to, że polskie bagienko podziałów zadomowiło się na dobre i se bulgocze. Moim zdaniem winę za to ponosi nie umiejętność prowadzenia merytorycznej dyskusji. Walimy hasłami równość, wolność, braterstwo nie zastanawiając się co to właściwie oznacza.

  19. vps
    15 stycznia o godz. 16:21

    ależ dalej teoretyzujesz.
    Homoseksualni nie czynią nadużycia domagając się praw równych dla wszystkich. Nie domagają się żadnych dodatkowych praw, większych i lepszych dla siebie z odmówieniem ich innym. To co nazywasz dodatkowymi prawami jest nazwą nieadekwatną. To wyrównanie praw i usunięcie niesprawiedliwości.
    Rodzina jest i funkcją społeczną i kulturową i księgą praw. Praw w tym względzie równych i sprawiedliwych społeczeństwo homoseksualistom odmawia.
    Brak równości nie istnieje tylko w sferze myśli, obyczajów, ale i czynów i praw spisanych. Poglądy i opinie da się kształtować nieformalnie i formalnie, w tym prawnie. Kształtowanie to jest niedoskonałe i ułomne, jednak nieraz się przyjmuje, choć nie zawsze. Już to wyżej wyjaśniałem. Opinia chce kary śmierci – a prawo jej zabrania. Opinia jednych się przez to nie zmienia, a innych tak. W większości krajów o dojrzalszej demokracji i rozumieniu równości zabroniono państwowego zabijania i większość z czasem dostrzegła tego sens i się z tym chętnie zgodziła lub pod przymusem prawa pogodziła. W Polsce większość chce państwowego zabijania, ale z czasem też przestanie chcieć. Prawo zakazujące wprowadzono szybciej, zanim kultura, obyczaj, opinie i „wolna wola ludu” się na to zgodziły.

    Uważniej czytaj gospodarza. On mówi o sprawach zupełnie fundamentalnych i prostych. Nie usprawiedliwia wszystkich popędów, mówi o tym jasno i wyraźnie w pierwszych zdaniach tekstu.

  20. Tanaka
    Już kiedyś o tym pisałam, ale powtórzę.
    Przerobiłam tzw. wychowanie katolickie na własnej skórze jak większość ludzi w tym kraju, zwłaszcza starszego i średniego pokolenia.
    Trochę trwało, by się wyleczyć z kompleksów „bycia sobą” wbrew oczekiwaniom otoczenia, a zwłaszcza zahamowań i lęków związanych z seksem.
    Na szczęście, dość krótko, bo duszę miałam rogatą i uważałam, że „mogą mi skoczyć”.
    Ale ilu młodziakom, obojga zresztą płci, można zatruć życie na samym wstępie? Strasząc potępieniem, obrzydzając CIAŁO, odbierając radość z pierwszych samodzielnych „odkryć” własnej tożsamości nie tylko intelektualnej, gdy np. przeciwstawiasz się jakimś poglądom, lecz również seksualnej.
    Oczywiście, zdarzają się przegięcia, gdy młody człowiek zabrnie w jakąś ślepą uliczkę (nawet „na przekór”), ale nie w tym rzecz.
    Nota bene, zabawna sprawa, ale chyba nie bez podstaw krążyła za „moich czasów” opinia o panienkach, które kończyły słynną szkołę szkołę u sióstr Niepokalanek, że wyrastają na k…..(sorry).

  21. @Tanaka
    Ale o jakich prawach mowa? Co można tej grupie jeszcze dopisać? Kary dla innych za dyskryminację? Przecież jest prawo o zniesławieniu, o dręczeniu, o propagowaniu nienawiści itd. itd. Więc jakie nowe prawo jak nie przywilej? Prawo do malowania tęczy obok biało czerwonej flagi?
    Prawo do legalnego związku? A jaka argumentacja? Dlaczego brat z siostrą nie może, dlaczego kumple nie mogą się rozliczać razem i brać kredyty „dla młodych”, dlaczego 40 latek nie może z 15latką? Skoro wszyscy dobrowolnie chcą i nikt nikogo nie krzywdzi?
    Niestety ale tutaj jedyna argumentacja to; nie bo nie, lub tak bo tak… wola ludu. Nie mamy żadnych empirycznych dowodów na to, ani logiczniejszej argumentacji, że dwóch gości w łóżku jest normalne a 15 latka z 40 latkiem to nienormalne, skoro jedni i drudzy tego chcą i się kochają (argumenty psychologiczne też nie pomogą bo niedojrzałość emocjonalna 15 latki jest tym samym co pociąg faceta do faceta – coś nietypowego z (współczesnej) perspektywy psychologicznej i tyle).

  22. Tanaka
    Tak, niektórzy katolicy boją się, że zły giej zrobi z nich gieja. Śmieszne i smutne.

    Po ataku kościoła na dżender znajomi moi się podzielili. Niektórzy zauważyli głupotę tego ataku. Zbulwersowała mnie jednak postawa dwojga moich przyjaciół, sędziów. Ta elita społeczna uwierzyła biskupom. Mało tego, oni uważają, że mogliby się „zarazić” homoseksualizmem, gdyby w odpowiednim czasie trafili na takie towarzystwo.

    Nie rozumiem. Nie rozumiem, czy nie są oni pewni swej orientacji seksualnej? Nie rozumiem, dlaczego elita narodu nie ma podstawowej wiedzy o mechanizmach orientacji seksualnej. Szok i niedowierzanie.

  23. Marit
    15 stycznia o godz. 16:07
    Marit, w pierwszym zdaniu, pewnie przez nieuwagę, powtarzasz twierdzenie pozbawione istotnej treści. Jest to błąd, który używany w dyskusji potocznej rodzi kolejne, co kończy się obrzucaniem się nawzajem obelgami i mentalną degeneracją.
    Nie jest tak, że dla heteryka aktywność homoseksualisty jest odstręczająca. Byłaby wtedy, gdyby homoseksualista zmuszał, bądź w inny sposób narzucał heterykowi aktywność homo i wciskał heteryka do getta praw i kultury. Heteryka nie dotyczy to odstręczenie, bo nie ma nic z nim wspólnego. Jest heterykiem, ma heteryckie skłonności o charakterze wzorowym, skierowane ku płci odmiennej oraz je realizuje w sposób satysfakcjonujący całkowicie lub częściowo. Bywa, że niesatysfakcjonujący, ale to i tak nie ma nic wspólnego z „odstręczaniem” homoseksualnym. Nic nie mają z tym światem wspólnego.
    Jako osoba dyspinująca odpowiednimi władzami umysłowymi, będąc przy tym heterykiem, mógłbym przeprowadzić hipotetyczne modelowanie intelektualne na hipotetyczny temat własnego kontaktu z homoseksualistą i wtedy mógłbym się „odstręczyć”.
    W ramach modelowania wirtualnego w umyśle mógłbym też skonstruować inny model: jestem homoseksualistą i zachęcam nominalnego heteryka do odkrycia jego prawdziwej struktury psychoseksualnej – homoseksualisty. Wtedy obaj moglibyśmy się „zachęcić”.
    Heteroseksualista nie ma żadnego rzeczywistego powodu obawiać się homoseksualisty. Nie konkurują w seksie, rozmnażaniu, dobieraniu sobie parterów ani nie uszczuplają ich praw rodzinnych ani osobistych. Funkcjonują równolegle.
    Źródłem lęków heteryka jest obawa przed utratą przywilejów dzięki którym uważa się za lepszego niż homoseksualista i dzięki którym upewnia się, że jego heteroseksualizm jest rzeczywisty, a nie wątpliwy. Gdyby bowiem jego heteroseksualizm okazał się wątpliwy,byłby transowy czy homoseksualny, lękałby się, że spadnie do grupy tych co mają mniej praw i więcej dolegliwości życiowych i prawnych.
    Histerię antyhomoseksualną rozniecają głównie ci, co podświadomie wątpią we własną tożsamość heterycką, oraz ci, co cynicznie chcą na tym skorzystać.

  24. ” dlaczego 40 latek nie może z 15latką? ” Taką wiedzą popisuje się tutaj vps.
    Z 15-to latką moze nawet 80-cio latek.
    vps to typowy chłopek roztropek.

  25. Tanaka, no wiesz, ja nie mam pojęcia, co tzw. zwykli ludzie hetero czują na widok aktywności homo. Sama jestem zwykłym ludziem hetero i jest mi wszystko jedno, co ONI tam robią, ale niekoniecznie tak jest z innymi zwykłymi ludźmi. Tak napisałam, bo takie są (chyba) społeczne odczucia. Nie wiem, co by powiedziało społeczeństwo nieuprzedzone, ale sądzę, że każde społeczeństwo ma z tym jakiś problem. Najlepszy dowód to odrzucenie homoseksualizmu w większości kultur.

    mag
    Ja mam wrażenie, że nigdy się do końca nie pozbyłam katoliczki we mnie…

  26. Marit
    15 stycznia o godz. 19:04
    Dlatego też zwróciłem nieco dokładnie na to uwagę, z czego płynie wniosek, że nie istnieje realny problem „odstręczającego” zachowania homoseksualistów, ale fałszywy, spekulatywny i używany w złej woli, a heteroseksualistom żadna krzywda ani „odstręczenie” się nie dzieje. Jeśli krzyczą coś przeciw homoseksualistom, to dlatego, że nieświadomie dają upust własnym lękom co do własnej tożsamości lub też robią to ze złych pobudek, mając interes w utrzymywaniu gorszej jakości praw wobec homoseksualistów.
    „większość kultur” owszem, odrzucała homoseksualizm, ale to nie dowód żadnej obiektywności, lecz tego co powyżej, opartego w wielkiej mierze na religii, takiej czy innej.
    ta „większość kultur” stopniowo zamienia się w „mniejszość”, acz proces jest długotrwały.
    Problem jest problemem wydumanym. Wydumanie dla niektórych jest tak rzeczywiste jak szatan, który, jak głosi KK jest bytem rzeczywistym.
    Cokolwiek powie religia czy filozof, jest różnica między „rzeczywistym” szatanem, a rzeczywistym betonowym murem, na którym rozkwasza się samochód. Nie słychać, by „opinia społeczna” kwestionowała rzeczywistość muru, natomiast rzeczywistość szatana i „obrzydliwości” homoseksualistów jest inna i jak widać, ulotna.

  27. Widzę, że u niektórych problem homoseksualizmu jest tak prosty i jednoznaczny jak jasełkowe performance pani Bratkowskiej, czyli jak się chcę, to nie ma rzeczy niemożliwych. Chłopaki mają się ku sobie to problemów nie trza im stwarzać, co więcej społeczeństwo jest w obowiązku zrekompensować ich obiektywne niedogodności wynikłe z tego że Dnia Kobiet to oni bardzo nie obchodzą.
    Przede wszystkim na problem trzeba spojrzeć z dwóch perspektyw.

    Pierwsza – sprawa dotyczy dwóch osób. Tej samej płci. Ich perspektywa jest wiadoma. ”Czujemy do siebie miętę i chcemy już na zawsze odwiedzać stoiska z produktami zielarskimi”.
    I przy tej okazji kilka zdań. Po pierwsze wypada się odnieść komu możemy zawdzięczać ten homogeniczny związek. Oczywiście jedni będą mówić, że to Matka natura , inni z kolei , że natura owszem, ale duża, a może decydującą rolę odegrała kultura, czyli społeczeństwo swoimi wzorcami , normami zainfekowało dziecko wiadomymi skłonnościami.
    Niestety( „niestety” kierowane do fanclubu Posła Biedronia)przeważa pogląd, że homoseksualizm nie jest kwestią biologii. Nie odkryto ( a niezłą kasę obiecywano) dotąd genu homoseksualizmu. Większość teorii głosi, że preferencji człowiek nabywa w wieku dziecięcym. Nadopiekuńcza mamusia, tatuś nie taki, efekt pedofilii której dziecko doświadczyło – to w dużym skrócie przyczyny. Freud uważał na przykład, że chłopczyk kiedy się dowiadywał się że dziewczynki nie mają siurdaka, to myślał ,że to efekt jakiejś kary i blizej zaczynał się kolegować tylko z tymi z którymi można było szkolny mur obsikiwać, a nie z dziewczynami ktore przez skakankę skaczą. Co w wieku dorosłym dawało wiadome efekty.
    Oczywiście w tym miejscu wypada powiedzieć, że państwu powinno być obojętne skąd się homoseksualizm bierze, ale faktem jest że „dwoje ludzi się kocha ” i państwo w swoim prawodawstwie się odnieść się do takiego stanu rzeczy.
    Jeżeli państwo jest państwem dla którego priorytetem jest szczęście jego obywateli ,żyjących tu i teraz” to wiadomo co powinno zrobić? Zaklepać odpowiednie paragrafy.
    Ale jeżeli państwo kocha swoich obywateli , ale również myśli o przyszłych pokoleniach – to już jest pewien problem.
    A jak się ten problem nazywa?
    Otóż gdyby …Grecy nie za małolatami latali, nie o facetach myśleli ale po bożemu jak chłop z babą pięcioro (abo i więcej) młodych Greków spłodzili, czyli dbali o swój przyrost naturalny – to Persowie, czy Rzymianie mogliby im nastrugać…
    I dzisiaj nie Bruksela byłaby stolica Unii, ale z Aten płynęłyby dopłaty do naszych plantatorów buraka cukrowego.

    Czyli homoseksualizm ma również ten wymiar. I mając na uwadze dołujące wskaźniki przyrostu naturalnego, oraz społeczna radosną akceptację dla mało produktywnych związków monogamicznych musimy sobie uzmysłowić jedną rzecz.
    Pal licho nas – hetero. Ale proszę sobie wyobrazić za kilkadziesiąt lat problemy rodzimych homoseksualistów, kiedy żeby pójść po ludzku na randkę – jak chłop z chłopem – będzie musiał do Pekinu się udać, bo na polskiej ziemi to już tylko … bezrobotne bociany.

  28. Marit
    Mam podobne wrażenie, co mnie zresztą smuci, bo od tego nie sposób się uwolnić wbrew rozumowi.
    Bo np. zdarza się, że wchodzę do starego kościoła gdzieś tam w Polsce czy Europie, czuję ten niepowtarzalny zapach zakonserwowanych w murach/ołtarzach dymów kadzidlanych, świec, więdnących kwiatów i wzruszenie podchodzi mi do gardła.
    Różne kadry cofają się i widzę siebie , dziewczynkę ufną i pełną nadziei.
    Baaa…

  29. @ Aaronie – powtórzę: nie musimy lubić homików, tylko skąd wobec tego homoupodobania stwierdzone u małp, psów, bydła, a nawet pewnych bezkręgowców? Prawo naturalne? PsychoANALiza cóś tu nie pasuje jako wyjaśnienie…. 😉 Chyba, że ktoś ma lepsze.

  30. aaronie
    Jesteś w mylnym błędzie
    Genu homoseksualizmu nie znaleziono, bo uwarunkowanie jest nie genetyczne, ale prawdopodobnie WRODZONE.

    Co to znaczy? Ano na mózg płodu w specyficzny sposób oddziaływują hormony matki. Szczegółów nie znam, bo nie jestem specjalistką. Wychować homoseksualisty chyba się nie da, podobnie jak wychowaniem nie przekonasz chłopca, że jest dziewczynką. Ani też nie przekonasz chłopca uważającego się za dziewczynkę, że jest chłopcem. Taki gender.

    Nadopiekuńczość matek/nianiek to bzdura. Wśród zwierząt też są homo, choć nie mają one nadopiekuńczych niań.

  31. vps
    15 stycznia o godz. 16:59
    Ja bardzo proszę o bardziej przemyślane argumenty. Poniżej 15 kg wagomiaru nie będę odpowiadał. to kwestia powagi dyskusji.

    Dziewczynka poniżej 15 lat jest chroniona przez prawo przed użyciem seksualnym ze względu na jej dobro psychofizyczne. Wbrew „woli ludu”. Zgodnie z tą wolą ludy zapładniały dziewczynki 10 i 8 letnie. Według woli ludów było to dobre i sprawiedliwe.

    Brat z siostrą też nie może ze względu na dobro potomka. Ludzie już jakiś czas temu zauważyli, że rodzi się duża liczba potomków zdegenerowanych. W tym przypadku wola ludu jest bardziej zgodna z prawem powszechnym.

    Domniemanie, że może homoseksualiści zechcą traktować tęczową flagę na równi z flagą biało czerwoną jest całkowicie chybiony. To co jest flagą polską uchwala parlament. Dawno to już przesądzono, kiedy jeszcze nie było kwestii osób homo, bo były zabijane, trzymane w klatkach albo na siłę gwałcone do formatu hetero. Homo mogą sobie uchwalać dowolną flagę i mogą się nią bardziej wzruszać niż biało czerwoną. Biało czerwona nic nie ma do tęczowej i na odwrót.

    Dobrze jest dyskutować, jednak należy się do tego przygotować.

  32. mag
    15 stycznia o godz. 20:31

    Jedną z największych obrzydliwości Kościoła jest to, że nie dotrzymuje zapowiedzianych obietnic. W małym dziecku wytwarza świat cudowności, a kiedy ono zacznie dorastać i patrzeć na świat własnym rozumem, obietnica okazuje się oszustwem.
    Wiemy, że wszelkie obietnice są składane, ale żadna z dobrych nie dotrzymana. Myślę, że bodaj każdego z nas w kościołach wzrusza dawna obietnica i małe, ufne dziecko w nas. Okopcone filary, zapach parafiny, wyślizgane kamienie, cisza i chłód są częścią dziecka w nas.
    Ale nie przerobi mnie to na ministranta. A zawód obietnicy dobrze jest przemienić w poczucie własnego człowieczeństwa i wolności od zawodzącej instytucji.

  33. Szanowny Panie Jacku, moje gratulacje za świetny, przystępny, nie przeintelektualizowany, więc zrozumiały nawet dla mnie artykuł. Nie odniosę się do izmów oraz filii, bo tyle, ile wypadałoby mi wiedzieć, samo się przyjęło w głowie – jakby mi Pan podał pigułkę: matka natura daje człowiekowi w prezencie różne skłonności i wszystko gra, dopóki się nie pojawia czyjaś krzywda lub nie są naruszone konwencje. Na tym kończę z izmami i filiami, ponieważ najbardziej zainteresowały mnie te słowa: „W ramach naszej ontogenetycznej ruletki dostajemy także np. siłę woli (tę jednak, tak jak mięśnie, da się trenować)”.
    Może ma Pan głębszą wiedzę o „dostawaniu siły woli”, to przepraszam, bo ja na „dostawanie” patrzę trochę koso. Z prostego powodu: myślenia i mówienia też gotowego nie „dostajemy” – uczymy się. Mamy mózg do myślenia i aparat mowy do mówienia, ale najpierw to są komputery bez programów. Bez kontaktu z mówiącym otoczeniem kandydat na człowieka będzie homo alala (człowiek niemówiący) – nigdy sam z siebie nie powie „mama” i się nie nauczy myśleć. To, co Pan nazywa „siłą woli”, jest jednym z zawansowanych przejawów NABYTEJ umiejętności myślenia. Długie lata zastanawiałem się, czy coś takiego jak „silna” wola w ogóle jest. Wychodziło mi, że nie bardzo, choć sam mógłbym być laboratoryjnym eksponatem domniemanego silnowolca. Na przykład zacząłem pić i palić nie jako smarkacz, lecz jako dorosły – z ciekawości, bo uznałem, że moi koledzy, którzy chcieli się pozbyć nałogów, ale nie mogli, są słabi, więc ja im pokażę, jak się rzuca. Ale najpierw musiałem w to wpaść. No i wpadłem po uszy: piłem i kopciłem jak parowóz sporo ponad 30 lat. Ale jak na poważnie postanowiłem rzucić, zrobiłem to z dnia na dzień. Czy był to akt silnej woli? Podejrzewam, że wątpię. W moim wypadku był to powrót do dobrze znanego i lubianego stanu kompletnej trzeźwości i braku uzależnienia od smoczka w gębie. Po prostu wybrałem lepsze, nie musiałem się ze sobą zmagać. Do dziś nie widzę tu miejsca na jakąś silną wolę, jeśli rozumieć pod tym pojęciem zmaganie się z samym sobą i zwyciężanie. Podobnie z kąpaniem się zimą w Bałtyku i sportowym życiem do dziś (m.in. po to, by o własnych siłach wskoczyć do trumny). Sprawia mi to przyjemność, więc silna wola do tego niepotrzebna. Czy rybaczenie na Bałtyku w niebezpiecznych niejednokrotnie warunkach wymagało silnej woli? E tam. Wymagało oswojenia się z żywiołem i tyle. A że było w takim życiu trochę pieprzu, no to było – ale to też specyficzna przyjemność, zwłaszcza jak szczęśliwie człowiek dotarł do brzegu bez strat. Długo bym mógł wymieniać zajęcia, których wykonywanie wymagało z pozoru silnej woli. I w tym miejscu, Panie Jacku, zaczynamy się rozumieć, kiedy powiada Pan o woli: „tę jednak, tak jak mięśnie, da się trenować”. Jasne, że się da. Nie jestem tylko pewny, czy dobra jest nazwa „wola”, ponieważ życiowe ćwiczenia tej niby woli, czyli najpierw nieśmiałe poznawanie różnego rodzaju zajęć i stopniowe w nich smakowanie z czasem staje się potrzebą, którą nazywam „jeżem w tyłku” i dominującą cechą osobowości. Ale przecież z tego są tylko przyjemności, więc gdzie tu miejsce na zmagania z samym sobą? Czy kiedy mężczyzna, jak ćma do ognia, leci do kobiety, jest to akt silnej woli? Może i tak, ale z całą pewnością nie jest to bieg pod wiatr ani przez wysokie płoty, które tato grodził. Ale dopóki człowiek żyje, może się mylić, więc byłbym wdzięczny, gdyby mi ktoś wyjaśnił, co to takiego „silna wola”.

  34. „Walka mniejszości o zmianę kultury w jakiej żyje większość nie jest walką o RÓWNE PRAWA ani walką z DYSKRYMINACJĄ, bo taka walka ma miejsce tylko wtedy kiedy mniejszość ma NIERÓWNE PRAWA. Tymczasem obecnie w kulturze zachodu prawa są RÓWNE” – napisał vps. To ja w tym kontekście proponuję Panu inne rozwiązanie – wprowadzenie małżeństw wyłącznie osób tej samej płci. Wszyscy będą mieli i wówczas RÓWNE PRAWA, bo wszak i heteroseksualni będą mogli swobodnie korzystać z tego błogosławieństwa. Zgodnie z Pańskim wąskim formalizmem, nie będzie mowy o DYSKRYMINACJI heteroseksualnych, a jedynie o ich brzydkich roszczeniach do PRZYWILEJÓW. To jak, mam Pańskie poparcie?

  35. @ Jerzy Pieczul
    Polecam znakomitą lekturę (niestety po angielsku) Roy F. Baumeister, John Tierney „Willpower: Rediscovering the Greatest Human Strength”.
    Zgoda, to pojęcie nieoczywiste. A jednak zbyt wielu z nas łatwo przyzna:
    „Mam bardzo silną wolę — robi ze mną, co chce!”.

    Pozdr
    JK

  36. Szanowny Panie Jacku, dziękuję bardzo za życzliwy gest, ale z trzech obcych martwych języków, których się uczyłem i trzech żywych, została mi w głowie tylko garstka pojedyńczych słów, zaś naukę angielskiego zakończyłem na jednym zdaniu: „Number one is the man, numer two is the woman”, bo koledzy mówili, że starczy. Dopiero później się zorientowałem, że tak mniej więcej mówił domniemany Bóg, i się zawstydziłem, że też jestem taki glupi.

  37. Jerzy Pieczul
    Bardzo mi się spodobała wymiana myśli między Tobą a naszym Gospodarzem.
    Też nie kumam po angielsku na tyle, by czytać „zapodaną” lekturę, ale kupuję bez wahania sentecję:
    „Mam bardzo silną wolę – robi ze mną, co chce”

  38. @vps mozesz mi przyblizyc o jakie przywileje i dodatkowe prawa ( w stosunku do reszty spoleczenstwa), o ktorych piszesz walcze geje?
    Chcialam zwrocic uwage, ze malzenstwo daje bardzo duzo rozwiazan prawnych, ktore gejom zyjacym w wolnym zwiazku nie sa dane. O to w duzym stopniu chodzilo gejom i lesbijkom amerykanskim, kiedy walczyli o prawo do zawarcia malzenstwa.
    Bo zwiazek homoseksualny to nie tylko seks, ktory napawa cie obrzydzeniem, oni chcieliby miec tez prawo dziedziczenia, pozostania w mieszkaniu, adopcji dzieci, decydowania w szpitalu, w nawet tak prostej sprawach jak uzyskiwania informacji o pacjencie.
    PS Nie wszyscy homo uczestnicza w wyuzdany sposob w paradzie rownosci w Berlinie, jak nie wszyscy w dowolnym wieku lubia paradowac na plazy nudystow, nie cala mlodziez upija sie na i zachodzi w ciaze na Woodstock. To tylko w wypadku gejow, czy lesbijek nalezy wszystkich wrzucic do jednego worka?

  39. mag
    15 stycznia o godz. 7:11

    Mag pisze na temat:

    „Seks jest bardzo istotny w życiu ludzi.”

    Tak duzo tresci w jednym zdaniu ze tworzenie drugiego zdania traci sens.

    Slawomirski

  40. Tanaka
    15 stycznia o godz. 10:34

    Szanowny Panie Tanaka

    Zaluje ze cenzura dokonana przez redaktora Kowalczyka na moim pierwszym wpisie zamienila pana w Filipa z konopii.

    Slawomirski

  41. ?
    15 stycznia o godz. 10:38

    Szanowny Panie ?

    Mysle ze troche tej sily woli i odwagi mam. Wyjechalem w 1981 roku samotnie w nieznany swiat. Mam zone dwoch synow i siedze wygodnie na kilku milionach dolarow.

    Slawomirski

  42. Marit
    15 stycznia o godz. 16:07

    Szanowna Pani Marit

    W normalnym kraju prawa mniejszosci homoseksualnej sa gwarantowane przez wiekszosc heteroseksualna. Nieslusznie stygmatyzuje pani mezczyzn popedem seksualnym ktory dziela z kobietami.

    Slawomirski

  43. Marit
    15 stycznia o godz. 17:01

    „Zbulwersowała mnie jednak postawa dwojga moich przyjaciół, sędziów. Ta elita społeczna uwierzyła biskupom.”

    Dlatego sekularyzm jest tak bardzo wazny. Sekularyzm zostal roztrwoniony przez komunistow.

  44. sugadaddy
    15 stycznia o godz. 18:58

    „Z 15-to latką moze nawet 80-cio latek.”

    Co?

  45. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Podobno jak pisze mag sex jest bardzo wazny. Czy nie sadzi pan ze z ta wiedza mag by sie nadawala do reklamy Viagra. Bede sie trzymal tematu i nie wspomne o wpisie ktory pan usunal. A nie byl to ladny gest. Wszyscy tu piszacy zgadzaja sie ze panstwo nie ma wstepu do loza malzenskiego. To co sie w nim dzieje jest sprawa prywatna. Czasami te sprawy prywatne staja sie publiczne. Niechcacy stajemy sie swiadkami problemow seksualnych innych ludzi. Oto jeden nich. Dotyczy on heterseksualnego mezczyzny ktory mial najwiekszego penisa. Ten mlody murzyn ilekroc dostawal wzwodu to natychmiast tracil przytomnosc. Tak duzo krwi gromadzilo sie w jego praciu ze jej nie starczalo dla mozgu i biedak mdlal. Ten biedak nigdy nie zaznal orgazmu. Wniosek z tego jest taki ze natura plata nam figle. Nie mozemy sie latwo przed nia ochronic stajemy sie jej ofiarami i czesto jestesmy wystawiani na krytycyzm ze strony tych dla ktorych natura byla laskawa. Dlatego apeluje o tolerancje rowniez na panskim blogu.

    Slawomirski

  46. @Jerzy Pieczul
    Gratuluję dobrego mniemania o sobie. Bo ja ani nie palę ani na alkoholizm nie choruję a silnej woli nie mam. I wiem dlaczego jedno i drugie.
    Alkoholizm i palenie to choroby, jeden (jedna) na nią zapada a inne nie. Mylić to można tylko w celu polepszenia własnego samopoczucia bo z wolą to niema wiele wspólnego. Tyle, że niestety w Polsce jako główne lekarstwo na uzależnienie uznaje się wsadzanie ludzi do więzienia. O czym była tu dyskusja.
    A co do silnej woli to wystarczy zapytać siebie. Wczuwać się w sytuację innych, starać rozumieć ich motywy oraz próbować tak postępować, żeby ich nie urażać i nie szkodzić a natychmiast silna wola znika. Bo silna wola to silna pogarda i brak rozumienia innych. Co mnie oni obchodzą, ma być po mojemu.
    I właśnie ta silna wola dzisiejszej władzy, która gardzi, poniża i pomiata ludźmi – niezależnie od partii – to największy polski problem dzisiaj. To owa silna wola (=pogarda dla innych poglądów) skutkuje permanentnym wyzywaniem innych od durniów, złodziei i zdrajców chyba na wszystkich forach Polityki. To brak silnej woli utrudnia ludziom pedofilię i inne aspołeczne odchyłki.
    Dlatego nie jestem wrażliwa na epatowanie silną wolą. Zwykle za nią idzie męskie męstwo a potem dawanie dupy za ojczyznę.

  47. @Tanaka
    Jaki lud w kulturze zachodu domaga się uznania stosunków seksualnych z 15latką? O czym piszesz, o czasach kiedy było to dozwolone i tak chcieli? Dziś jest to niedozwolone bo lud tego już nie chce, jak nie wierzysz popytaj, lub zbadaj.
    Z tą flagą to była ironia.

    @gregg84
    Nikt nikomu nie zabrania życia w związku. Chodzi o formalność a ona jest tak zdefiniowana, że musi być przeciwieństwo płci (osoby heteroseksualne także nie mogą formalizować związku jeśli są tej samej płci. Nikt tu nie wnika w to czy ludzie się kochają i z sobą współżyją). Jeśli chcemy zdefiniować RODZINĘ inaczej to tylko za zgodą ludu/władzy, bo to nie mniejszość a większość o tym decyduje na co idą ich podatki. Taka jest demokracja – rządy większości.
    @zyta2003
    A ja też chce mieć takie prawa z moim kolegą, dlaczego nie mogę? A może jednak mogę jeśli tylko przestanę brać funkcję rodziny za zakładnika i każde prawo potraktuję osobno, wtedy bardzo łatwo jest pozostawiać spadek i odwiedzać się w szpitalu, ew. zmieniać przepisy.
    Co do adopcji dzieci to gdzie się podziały równe szanse dzieci?
    Proszę zrobić eksperyment i ustawić w sierocińcu pary o przeciwnej płci i pary o tej samej płci zobaczymy co dzieci wybiorą. Co z badaniami psychologi, co się dzieje w okresie dojrzewania dziecka, które widzi faceta w sukience, który karze do siebie mówić – mama, ewentualnie rodzic 1? Rozwija się ono identycznie? Jeśli tak, to w każdej rodzinie dzieci rozwijają się identycznie i żadna postawa rodziców nie ma wpływu na ich rozwój, bo idą jak na taśmie w fabryce, identyczni, dopiero potem katole i homofoby je psują. A może to narzut kultury? Może się wmawia, że jest różnica tymczasem nie ma żadnej różnicy i wysoki jest takiego samego wzrostu co niski? Oczy po prostu mylą. Wszystko jest takie same i nawet nie waż się pragnąć tego co większość a nie mniejszość, bo staniesz się homofobem.
    Sorry ale adopcja dzieci przez homoseksualistów będzie możliwa jak to słowo zniknie z naszego użycia i przestaniemy ich traktować jakkolwiek inaczej niż siebie samych. Na chwilę obecną jest to wsadzanie dzieci na minę. To nie towar w sklepie. Bo jeśli geje mogą adaptować, to ja se z kolegą też poproszę jedno, to różowe na górnej półce.

  48. Prawdziwe namiętności są w polityce…
    http://nn.by/?c=ar&i=120820

  49. Sławo,
    Nie sądź innych w/g siebie – Ty może nie możesz – inni mogą.

  50. @vps
    Niezłe. Chodzi o link Również od czasu do czasu próbuje pokazać, inną niż ta „oficjalna”, perspektywę problemu gender, ale jest jak jest…
    A mój stosunek do Kościoła?
    Piszę to jako osoba która jeszcze pół roku temu ” popisywała” się pod innym jeszcze nickiem wpisami których nie powstydziłby się nie jeden ateista, agnostyk, czy inny antyklerykał.
    Ale jak zobaczyłem co się wyrabia w publicznej przestrzeni wokół zjawiska pedofilii to szlag mnie zaczął trafiać. Wiem, że przypadki molestowania mogą się zdarzać (również w Kościele), ale wbijanie ludziom do głowy, że Kościół to siedlisko „sodomii i gomorii” i tylko tam dzieci są narażone na czyhającego za każdą dzwonnicą dewianta to robienie z ludzi bandy idiotów. Odwołując się do troski o dobro krzywdzonych dzieci można zrobić wszystko z tym komu przypisze się tego typu oskarżenia.
    I wystąpiłem w obronie Kościoła nie jako słuchacz wiadomej rozgłośni, nie jako szwagier duchownej osoby, czy tylko gorliwy katolik. W kościele nie byłem (oprócz okazyjnych ślubów, pogrzebów, itd) około 30 lat, ale występuję broniąc słabszego. W tej akurat sprawie .Pomimo tego, że cały czas czuję się człowiekiem który serce ma po lewej stronie, nie mogę przejść obojętnie obok tego który jest akurat niemiłosiernie kopany.
    I jestem nawet trochę z siebie dumny. Bo co innego stanąć w obronie kumpla z wojska, albo dziewczyny ze studniówki i jej czci… ale wstawić się za kogoś mi obojętnego, żeby nie powiedzieć nielubianego to jest naprawdę coś.

  51. mag
    Szanowny, refleksyjny, przynoszący pokój dymochłonie osiemnaściorga imion, jak się dowiedziałem u pana Passenta, że używasz liści tytoniu, pomyślałem sobie: „No dobra, rzucenie palenia nie bardzo mi pasuje jako akt zimnej…tfu! – silnej woli, ale czy wobec tego niemnożność rzucenia to słaba wola? Logika jest taka, że skoro trudno mi się dopatrzyć u samego siebie silnej, to tak samo trudno – słabej. Więc co z tą wolą? Coś takiego jak wola może w kącie czaszki jest – dokonuje przecież człek wyborów. Jakiego więc wyboru dokonała mag niknąca w chmurze dymu? Mi się zdaje, Szanowna Uwędzona, że może niepotrzebnie człek wymyślił „słabą” i „silną” wolę, skoro nie między wolami się obraca, ale między przyjemnością a nieprzyjemnością, między większą przyjemnością a mniejszą, między przyjemnością a koniecznością. Inaczej mówiąc, jeśli mag nieśmiało chce rzucić palenie i śmiało zapala fajkę, bo w chmurze dymu się lepiej rzuca, to może myśl o rzucaniu, czyli enigmatyczne korzyści z rzucenia, a zwłaszcza zapomniana przyjemność niepalenia jest na razie słabsza od przyjemności palenia (przyzwyczajenie to ciut inna para kaloszy i nie tak mocna, na jaką wygląda)? Ba – słabsza od hipotetycznych zagrożeń. Więc nie ma co sobie wmawiać słabej woli – bo ŻADNEJ woli tu człowiek nie używa, po prostu na razie dominuje przyjemność. Kiedy przeważy nieprzyjemność lub nawet konieczność, palenie samo się rzuci. Zastanawiałem się nad sytuacjami, kiedy akt woli byłby bardziej na widoku. Oto na przykład młoda samotna matka ma bardzo nęcące, wieczorowe spotkanie z przyjaciółmi oraz 7-letnie dziecko, którego nie ma z kim zostawić. Iść na spotkanie, czy być z dzieckiem? Dawno temu jedna nad moją głową wybierała spotkania. Jej córka ryczała sama w mieszkaniu wiele godzin, dokąd nie zasnęła ze zmęczenia. Później podobnie było z nauczycielką z dwójką dzieci. W tych dwóch wypadkach przeważała przyjemność. Ktoś by powiedział o słabej woli. Ja mówię raczej o konflikcie interesów u ludzi, u których nie wykształcone zostało wystarczająco mocne poczucie obowiązku, by rozumieć, że dobro dziecka w każdym wypadku jest dobrem najwyższym. „Wola” jest pojęciem niczego nie nazywającym – i tuśmy się chyba z panem Jackiem zgodzili – „przyjemność”, „konieczność”, „obowiązek” wyraźniej nazywają motywacje kierujące zachowaniami człowieka. A wybory w razie konfliktu tych motywacji – to nie tyle akt enigmatycznej woli, ile efekt wcześniejszego wychowania, treningu w dokonywaniu przez dziecko różnorodnych wyborów. Takie wytrenowanie w dzieciństwie daje efekt w postaci mniejszych dylematów wyborczych, łatwiejszego godzenia się z koniecznościami, częstszej dominacji rozumu nad emocjami w życiu dorosłym i większą w związku z tym pogodą ducha niż u skrzywdzonych w dzieciństwie, wypatrujących notorycznie, do czego by się przyp…lić. Co było do udowodnienia na Twoim przykładzie, mag. Znaczy ta pogoda, a nie przyp…anie się – świetnie wiem, że nie jesteś z tych, co zdrowemu chorobę wmawiają.

  52. Czytam biografię księdza Tischnera. Dobra.Wydana w 2001 roku ,ale są fragmenty jak najbardziej aktualne. Krótka wstawka.Tischner uczył religii w średniej szkole.

    „Na lekcjach w szkole średniej (…) Tischnerowi łatwiej było nawiązać kontakt z uczniami. Dyskutował, kłócił się, żartował. Młody , dowcipny wikary przyciągał spojrzenia dziewcząt.
    Kiedyś jedna spytała wprost:
    – Czy dziewczyna może zakochać się w księdzu?
    – Może – odparł Tischner z rozbrajającym uśmiechem – ale po co?”

  53. @Aaron Sprężyner

    Mam podobnie, do kościoła nie chodzę, wierzyć we wszystko nie wierzę ale uważam, że ta cała nagonka jest przesadzona bo oni mają prawo jak każdy do swojej opinii, mogą ją wyrażać i nikt nie ma przymusu tego słuchać.
    Druga sprawa jest też taka, że warto się zastanawiać nad tym co mówi kościół. Używają stwierdzenia – prawo Boże – ale kierowane jest to do wiernych. Osoba świecka może to odczytać jako -prawo Tradycji- która jakby nie było, służyła w miarę dobrze bo zaowocowała NAMI, takimi jacy jesteśmy. Owszem, można ją zmieniać i usprawniać (bo przecież, MY idealni nie jesteśmy, czyli wady również zawdzięczamy tradycji) ale warto pamiętać, że zmienia i usprawnia się GAŁĄŹ na której się siedzi. Środowiska skrajnie lewicowe często się zachowują tak jakby chciały tą gałąź odciąć. Pytanie – co wtedy?

  54. Jerzy Pieczul
    Przeglądam się w Tobie jak w lustrze.
    Jeśli Cię dobrze zrozumiałam ( a chyba tak), to odczuwanie przyjemności lub jej brak determinuje nasze wybory, zarówno te życiowe, jak i w sprawach mniej zasadniczych.
    Kurcze, to warte Nobla, jak wszystko co w swej prostocie genialne!
    Dodam tylko, że człowiek, który nie ulega przyjemnościom/namiętnościom i ćwiczy silną wolę wbrew sobie samemu, krzywdzi się nieodwracalnie. Rujnuje własną psychikę i nierzadko popada w różne paranoje polegające n[p. na tym, że chce na siłę uszczęśliwiać innych.

  55. mag
    16 stycznia o godz. 11:50
    Nie bardzo wierzę w istnienie ośrodka decyzyjnego o nazwie „wola”, dlatego chętnie posłuchałbym kogoś, kto sądziłby inaczej. Chrześcijańska mantra „Bóg dał rozum i wolną wolę” jest dla mnie pusta i ze względu na Boga, i ze względu na „dany” rozum oraz domniemaną wolę, zwłaszcza „wolną” – o absurdalności której wywodził właśnie Meslier. Na razie sądzę, że jest to tylko prowizoryczna nazwa aktu dokonywania wyborów. Ale ten akt nie jest przecież samoistną, odczuwalną jak na przykład przyjemność/nieprzyjemność jakością, by móc go nazywać „silną” lub „słabą” wolą. A jednak posługujemy się pojęciami „silna wola”, „słaba wola” w ocenie samych siebie i innych. Moje rozumowanie jest takie, że kierujemy się konkretnymi, fizjologicznymi i duchowymi, ale wyraźnie odczuwanymi i nazwanymi motywacjami – z całą ich różnorodnością i różną mocą w konkretnych osobnikach – nie zaś abstrakcyjną „wolą”. Ta domniemana wola jest tylko poręcznym w powszedniej komunikacji myślowym skrótem, używanym tak często, aż się zrobiła równie niewątpliwym bytem jak UFO.

  56. @mag
    No proszę niby skromny blog i jego jeszcze mniej skromni dyskutanci a tu szykuje się Nobel !
    @mag uznała ,że własne przyjemności i namiętności to główne wyzwanie przed jakim staje człowiek.Tylko one potwierdzą jego podmiotowość i pełnię Człowieczeństwa.

    W poczuciu dużego dyskomfortu i strachu przed surowym werdyktem zacytuję krótko znanego niemieckiego filozofa Immanuela Kanta

    „Dla ludzi i dla wszystkich stworzonych istot rozumnych konieczność moralna jest zniewoleniem tj. zobowiązaniem, a wszelki czyn, zasadzający się na tym, należy przedstawić sobie jako obowiązek, nie zaś jako sposób postępowania sam przez się już nam miły, lub miłym stać się mogącym.”

  57. mag, mag, mag, bo zaraz mnie trafi szlag!
    Zapomniałem! Jeśli nie bardzo wierzę w istnienie czegoś takiego jak wola, to i nie bardzo wierzę w istnienie ludzi ją ćwiczących. Jeśli się ktoś na przykład umartwia, kąpie w przerębli, wchodzi na blogi wyłącznie po to, by się czepiać jak rzep psiego ogona, to nie nazwę tego ćwiczeniem woli, lecz obecnością silnej motywacji bycia przeciw (przyczyny – najczęściej w dzieciństwie), odreagowywaniem kompleksów i przerabianiem ich na własną moc, naśladowaniem kogoś podziwianego – coś w tym rodzaju.

  58. Aaronie S.
    Ależ oczywiście, że „niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie”.
    Wcale się to nie kłóci z przyjemnościami czy radościami.
    Dopóki nie czynimy innym krzywdy.
    Nazwałabym to roboczo moralnym instynktem plus minus opartym na dekalogu, którego przestrzegają (lub nie) nie tylko chrześcijanie, bo to rozsądny zbiór zasad umożliwiający ludziom współżycie

  59. Aaron Sprężyner
    16 stycznia o godz. 12:45
    No proszę – uderz w stół i rzep się odezwie. Czepi się dzieciak, zwyczajem blogowych durniów, luźno rzuconego słowa, jak rzeczy najwyższej wagi i co mu zrobisz. Wsadź sobie, Aaron, Kanta w de, bo nie rozumiesz o czym mowa i cytujesz ni w pipę, ni w oko. Uważaj, żebyś się o kant nie pokaleczył. Koniec gadki.

  60. Aaron Sprężyner
    Nie, psia mać, jeszcze nie koniec. Pewnie nie zrozumiesz, dlaczego ni w pipę, ni w oko wyskoczyłeś z Kantem, więc informuję: nie mówiłem o żadnej moralności, lecz o domniemanej woli. Moralność to tylko jeden z wielu obszarów wyborczych człowieka, a tu mnie nie interesował.

  61. @jerzy pieczul
    Proszę się nie unosić, ani wznosić…ale chciałbym zaznaczyć, że komentarz swój odniosłem się do wnikliwej egzegezy Twoich tekstów dokonywanych przez @mag.
    I tylko w tym kontekście nawiązałem do Nobla,jak również do niejakiego Kanta.

  62. Jerzy Pieczul
    Niech Cię nie trafia szlag.
    Nie chodzi o to, czy wierzymy w tzw. wolną wolę, która nami kieruje.
    Nic na to nie poradzisz, że ktoś ćwiczy „silną”, a ktoś inny nie.
    Pisałam o tym, że ten pierwszy bywa dla otoczenia niebezpieczny, gdy ową silną wolę chce narzucić innym.
    Jak ktoś się prywatnie umartwia w taki czy inny sposób albo kąpie się w przeręblu to jego sprawa.
    Schody zaczynają się wtedy, gdy np. ktoś zmusza mnie do gimnastyki porannej na gwizdek, wmawia we mnie, że właśnie on i tylko on zbawi mnie i mój kraj, jeśli mu zaufam i na niego zagłosuję itp.

  63. mag
    Trochęśmy się rozminowali…ten…rozminęli. W tej konkretnej sprawie zachowania ludzi są dla mnie tylko przykładem, nie zmartwieniem. Interesuje mnie intelektualny (psychiczny) desygnat pojęcia „wola” – jest czy nie ma.

  64. @ że się wtrącę..
    Adolus Huxley napisał taką powieść „Nowy, wspaniały świat” (moim zdaniem całkiem nie głupia prognoza przyszłości). Mamy tam obraz świata w którym zatriumfował czysty hedonizm, świat przyjemności. Powstają jednak pytania:
    1. Kto za to zapłaci (czyli prawo zachowania energii obecne w sferze „ducha epoki”, psychiki jak i w przyrodzie. Każde dobro niesie brata bliźniaka czyli zło)?
    2. A co jeśli dla kogoś najwyższą przyjemnością jest doskonalenie własnych cnót (czytaj silnej woli)? Czy taki człowiek nie byłby odrzucony w hedonistycznym świecie?
    3. Co jeśli Henri Bergson i inni (niekoniecznie Kant) mieli rację i za naszą moralnością stoją dwa źródła, jedno naturalne/instynktowne/dionizyjskie które ciągnie w dół/prawo, a drugie transcendentalne/twórcze/apollińskie które ciągnie w lewo/górę? Jak wtedy zdefiniować wolę i przyjemność? Może człowiek to ktoś kto stoi po środku i nieustannie musi wybierać?

  65. Aaron
    Znów pleciesz, kręcisz, smęcisz, byle nie powiedzieć zwyczajnie: winowat. Jakaż to wnikliwa była Twoja egzegeza, skoro wyskoczyłeś jak filip z konopii z moralnoscią, o której nikt nawet się nie zająknął.

  66. @Jerzy Pieczul

    Wola jest i łatwo to sprawdzić. Znajduje się pomiędzy muszę a chcę. Muszę jeść ale chcę być szczupły. Pojawia się rozum który zarządza wolą, czyli godzi spór popędu i pragnienia.
    Sugestię współczesnych neurologów o braku wolnej woli są w pewnym sensie chybione. Większość decyzji może być podjętych zanim dojdą do świadomości i analizy intelektualnej, aczkolwiek zawsze mamy wolność powiedzieć NIE i nie podejmować żadnego wyboru.

  67. vps
    16 stycznia o godz. 13:52
    Rozum, który wybiera między motywacjami – pięknie, mamy komplet. Gdzie tu miejsce na jakąś niezidentyfikowaną wolę? Nie podsuwaj mi socjologów, linków, dupogów – wolałbym słuchać Ciebie.

  68. „Jerzy Pieczul

    Odniosłem się jedynie do znosnej lekkości bytu, widzianego oczami @mag i zainspirowanego Twoimi tekstami.

    I za blade tło tej tezy chciałem posłużyć się zdaniem Kanta który mówi, że owszem czasami jest przyjemnie, ale życie to nie takie znowu „hop siup” i ogląd wyzwań przed człowiekiem zatacza szerszy promień , niż czubek tylko własnego nosa.

  69. Aaron
    Nie bardzo wiesz, co to za zwierzę – dyscyplina rozmowy i mówienie na temat. Częściej wpadasz po to, by się czepić – przyznaję: grzecznie. Chała i za to…tfu! – chwała.

  70. @Jerzy Pieczul
    Taki eksperyment na wyobraźnię (zaczerpnięty trochę z biografii Nietzschego):
    Wyobraźmy sobie Wieczny Powrót, czyli nie ma śmierci, nieba, piekła, boga jest tylko Wszystko które trwa i się wiecznie odradza, a nasze życie takie jak przeżywamy teraz będziemy przeżywać w nieskończoność zawsze.
    Wyobraźmy sobie teraz jakąś Idee, która nas pociąga. Niesie za sobą obietnicę czegoś wspaniałego, np doskonałe szczęście ale zarazem ryzyko czegoś strasznego, np szaleństwo i utratę rozumu. Pytamy samych siebie – podążać czy nie, ryzykować czy nie ryzykować, skoro konsekwencja taka, że jak przegramy to skarzemy się na wieczne szaleństwo i wieczną przegraną, którą będziemy przeżywać wiecznie? Być czy nie być, czyli wybrać czy nie dokonać wyboru? Kto rozwiązuje tą zagadkę – Rozum? Serce? A może Wola?
    Może wola jest paradoksem, czyli znajduje się na granicy rozumu i serca, jest cienką niewidzialną linią? A może zwykłym przesądem?
    Ja tutaj odpowiedzieć nie potrafię ale myślę, że Wola jest takim samym konceptem jak każdy inny koncept i ma taką samą wartość ontologiczną.

  71. @cd.
    Powiem więcej. Nie potrafimy powiedzieć czym jest myśl, co to jest sen, jak wygląda energia, natura, ewolucja, proces, uczucie, radość, wiatr, światło, szybkość, ciężar itp. itp. Potrafimy tylko mówić o skutkach jakie te „rzeczy” wywierają na materię (choć tutaj też istoty materii uchwycić nie możemy), żadnej jednak określonej substancji przypisać nie potrafimy, ale wiemy, że to jest. Podobnie z wolą, to koncept, który działa, a jaka jest istota to już chyba po za możliwościami naszego intelektu, czyli języka.

  72. vps
    16 stycznia o godz. 16:14
    Skoro przyznajesz, że nie potrafisz odpowiedzieć, logiczne jest postawienie po tym kropki.

  73. Tanaka
    15 stycznia o godz. 10:59

    Kościół katolicki ” Wedle własnych twierdzeń stanowczo głosi, że:
    – Bóg stworzył reguły gry”

    Uff, co za ulga, a już naiwnie myślałem, że to głosili żydzi kilka tysięcy lat temu i głoszą do dziś. Na szczęście, okazuje się, że wiara w Boga to dzieło Kościoła katolickiego, a nie żydów.

    Ps. Na szczęście wszelkie, ateiści nie uznają żadnych boskich reguł i dlatego tolerują każde zachowanie seksualne, wystarczy pojechać do ojczyzny tolerancji (w której są sami ateiści) Korei Północnej, by rozkoszować się wolnością seksualną. Przykład Korei Północnej dowodzi, że wiara katolicka gnębi swobody erotyczne, a ateiści nie mają żadnych zahamowań i na wszystko zezwalają.

  74. Postawiłem nie bank pewną tezę, że wola to urojony – wymyślony dla wygody komunikacji – pośrednik między rozumem a wybieraną rzeczą. Nie jest to u mnie filozofowanie dla filozofowania, lecz konkluzja prowadząca do rozumienia, z czego się biorą trudności w wyborach. Skoro nie ma czegoś takiego jak wola, bezprzedmiotowe jest mówienie o silnej/słabej woli, które może wytwarzać w człowieku poczucie pychy lub niskiej własnej wartości, może dodawać skrzydeł lub podcinać. Nie chwalę się, że wszystko o tym wiem – szukam.

  75. vps
    16 stycznia o godz. 16:14
    Powyże adresowałem do Ciebie

  76. Jerzy Pieczul
    16 stycznia o godz. 16:46
    Cholera, miało być: „nie na bank pewną tezę”

  77. @Jerzy Pieczul
    Ale myśl może być silna i intensywna i może skutkować tym czy innym a istoty i tak nie potrafimy zbadać. Myśl to tylko koncept, który ułatwia porządkowanie odczuwalnego chaosu. Nie znam istoty woli bo uznaje ją za koncept i dla mnie nie ma sensu wnikać dalej (zwłaszcza, że próbowano kilka set lat i jakoś nikt się nigdzie nie posuną). Z każdego konceptu może wynikać wiele, zależy jaka jego funkcja i co wyraża. Ludzie religijni przypisali woli wartość metafizyczną, jednak niczego to nie zmienia. Można powiedzieć, że opętał mnie diabeł, zły duch, uległem pokusie, wygrały brutalne instynkty albo, że pewne zwoje neuronów uaktywniły się w taki i taki sposób, i można tym samym mówić równocześnie to samo. Co za różnica skoro wyraża się tą samą treść? Naukowiec użyje innego sformułowania, ateista innego, człowiek wierzący innego co nie oznacza, że mówią o czymś innym.
    C.G. Jung, którego jestem wielkim fanem, rozwiązał tysiącletnie zagadki metafizyczne sprowadzając wszystko do funkcji psychiki. Chrystusa nazywa archetypem, symbolem który jest rozpoznawalny przez ludzką psychikę i wpływa na jej strukturę, czyli symbol uaktywnia w nas pewne stany psychiczne, odczucia. Jaka tutaj różnica pomiędzy realną, namacalną postacią skoro za każdym razem kiedy słyszymy słowo Chrystus zaczynamy odczuwać podobnie, w zależności od tego jak się nastawimy? To czy Chrystus był „na prawdę” czy był zmyślony nie zmieni treści jaka wynikła z jego nauki, bo jeżeli był symbolem stworzonym przez kolektywną wyobraźnię ludzi żyjących w danym czasie, był „duchem epoki”, to jego zasługa/bądź szkoda jest identyczna – w jednej interpretacji wagę podkreśla dogmat boskości, w drugiej interpretacji dogmat ewolucyjnego procesu, który w ludziach jako w gatunku wytworzył nowe idee.

    Koncept w moim rozumieniu to perspektywa patrzenia i wyrażania się. Wola jest tu perspektywą która wyraża proces dokonywania wyborów. Można ją odrzucić i zredukować wszystko do języka nauki ścisłej, ale wtedy nasza perspektywa jest oddolna, język trudny, jałowy i wyrażanie się, czyli komunikacja bardzo utrudniona.

  78. Tanaka
    15 stycznia o godz. 10:59

    Mam pytanie, a nawet kilka.

    To, co głosi Kościół katolicki, należy – jak piszesz – „zasadniczo, z buta”. Słusznie. Ale w Polsce to samo głoszą protestanci, prawosławni, islamiści. Czy głoszone przez nich rzeczy też tak samo, czyli zasadniczo z buta?

    To samo głoszą polscy żydzi. Hm, ich nauki też zasadniczo, z ….?

    I na koniec, czy nie warto by już lansować w Polsce ateistyczny model tolerancji seksualnej, jaki obowiązuje np, w Korei Północnej? Ateiści koreańscy, towarzysze – jak wiadomo, swoje prawdy opierają nie na wierze, a na nauce – więc ich podejście do swobód seksualnych chyba jest godne podziwu i zaszczepienia?

    Ps. Żeby nie było wątpliwości, pytam, bo mnie ciekawi. Natomiast osobiście jestem przeciw dżender, przeciw monogamii, natomiast uważam, że poligamia to najlepsze dla Polski rozwiązanie.

  79. vps
    16 stycznia o godz. 17:15
    Nie rozumiemy się. Nie interesuje mnie punkt na własnym czole i budowanie na nim prywatnego wszechświata ze słów. Chcę pomóc rzucić bratu palenie. W związku z tym chcę mu odebrać usprawiedliwienie, że ma słabą wolę, jako że coś takiego nie istnieje – ani słabe, ani silne. Istnieją rzeczy i pojęcia bardziej rozpoznawalne: cel, motywacja, przyjemność palenia, nieprzyjemność palenia, nawyk, uzależnienie, infantylne przyzwyczajenie na wzór niemowlaka ze smoczkiem w gębie, ostatni papieros, pierwszy papieros – takie rzeczy. Z tego, że się mówi o woli, nie wynika, że ona istnieje, podobnie jak z używania zaklęć, westchnień, okrzyków z wyrazem „Bóg” nie wynika istnienie Boga. Dzięki za głos, kończymy rozmowę.

  80. Tygodniowa nieobecnosc zony i pogoda mnie uwiezila w domu, stad moja niezwykla aktywnosc blogowa. Podlewam co mi nakazano, trzymam sie z dala od kaktusow.

    Panie Kowalczyk juz poraz drugi pisze Pan i interesujaco i do myslenia. Nawet jest inna kultura wymiany opinii.
    Ja tez mam swoje spostrzezenia.
    Kazdy mezczyzna-maz wczesniej czy pozniej ze zdumieniem dokonuje odkrycia jak „aseksualna” jest jego malzonka. A przeciez w narzeczenstwie bylo tak aktywnie i nigdy dosyc. Co sie stalo ?
    Jeszcze wieksza zagadka jest, ze rzeczy, przedmioty maja cos w sobie magicznego; lecza „aseksualnosc” malzonki. Nie permanentnie ale okresowo. Poczatkowo to sa kwiaty, czekolada, kolacja ze swieczkami i winem, wyjazd gdzies, etc. Z czasem staje sie to nieskuteczne. Bardzo szybko okazuje sie, ze rozne blyszczace przedmioty maja to magiczne dzialanie; zloto, diamenty, perly … Kupno samochodu nie robi wrazenia bo jest ono zapewnione w slowach przysiegi malzenskiej przed slowem „bede wierna”.

    Jestem glodny ale nie chce mi sie nic robic. Nic ! A alkohol tylko pobudza apetyt.
    Pewnie dlatego musze ciagle cos swiecacego zonie kupowac by …

  81. @
    Mam słabą motywację vs mam słabą wolę… ja tu osobiście nie dostrzegam różnicy, a co do istnienia, to wola ma taki sam status istnienia jak i motywacja, a jak ktoś to rozumie inaczej to niech opisze jak ona wygląda.

    pozdrawiam.

  82. @ Sławomirski
    A ja siedzę na krześle które stoi na podłodze. I też mi miło.

  83. @vps szkoda mi klawiatury na wyjasnianie roznic miedzy umowami cywilnymi, a malzenstwem. Tak samo madrze mowisz w tym zakresie jak niejaka Kalina. Krotko – pozostanmy przy swoim.
    Chcialam zwrocic uwage na inny wielce denerwujacy Polakow temat – transseksualisci, o ktorym nikt tu nie wspomina. Anna Grodzka jest dla mnie przykladem wspanialej kobiety, ktora jakos nauczyla sie zyc w tym ciemnogrodzie i nie oszalala.
    Sporo lat temu byl w Ameryce film p.t. Boys don’t cry. Film nie tylko nie byl rozpowszechniany w Polsce, ale umknal uwadze ludzi z branzy, bo w omal tym samym czasie pojawil sie polski film „Chlopcy nie placza”.
    Jest to wstrzasajacy film oparty na faktach o dziewczynie z amerykanskiego zadoopia, ktora fizycznie urodzila sie dziewczyna, ale seksualnie, mentalnie jest absolutnie chlopcem. Oczywiscie jej zycie jest straszne w tym zadoopiu, z tragicznymi konsekwencjami dzieki zdrowym moralnie,heteroseksualnym chlopakom zwyrodnialcom. Aktorka Hilary Swan za role transeksualnej dziewczyny dostala Oscara. Radze wszystkim, szanujacym A. Zagrodzka, i obrzygujacym ja obejrzec ten film. Mocna rzecz.
    Druga historia z zycia. Moja corka przed laty miala praktyke w Agencji zajmujacej sie ludzmi chorymi na AIDS, ktorzy sa w stanie funcjonowac samodzielnie w spoleczenstwie. Wsrod swoich pacjentow miala Isabell. Duza, wielce sympatyczna kobieta, zawsze elegancko ubrana w jasne kolory, falbaniaste bluzki, pelna pogody, ciepla. Oczywiscie – w powloce mezczyzny tkwila 100% kobieta. Czarna rodzina, kiedy zaczela dorastac po prostu ja wyrzucila na ulice. To wtedy zlapala wirusa HIV. Dzieki Agencji zycie jej ulozylo sie dobrze. Miala mieszkanie, jakas drobna prace, zaakceptowal ja jakis lokalny kosciol, spiewala w chorze gospel, nawet doszlo do pierwszych kontaktow z matka. Moja corka w ramach obowiazkow musiala ja wizytowac w domu. Jak wspominala, niech sie schowaja polskie gospodynie ze Slaska – serweteczki, firaneczki, poduszeczki recznie robione, obiadek dwudaniowy i tyle pogody ducha. Ona nie miala zamiaru poddawac sie operacjo, itp. W Polsce byscie ja zagryzli.
    Przez wiele lat obserwowalismy w Polsce malutka, a potem nieco wieksza dziewczynke – rodzice z pierwszej polki polskiego biznesui i drugich stron gazet. To dziecko nienawidzilo byc dziewczynka, juz wtedy nie bylo watpliwosci, ze w starszym wieku nie odnajdzie sie w skorze dziewczyny. I nie odnalazla, rodzice jednak majac pieniadze, rozum i milosc do dziecka wyslali ja na zawsze z polskiego ciemnorodu.

  84. ?
    16 stycznia o godz. 20:20

    Prosze z tego korzystac do szalenstwa.

  85. Sciaga dla Jerzy Pieczul i vps

    Will is delusin says Sam Harris

    http://www.youtube.com/watch?v=_FanhvXO9Pk

    Slawomirski

  86. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Gdy siegam pamiecia wstecz to w czasach PRL takie tematy jak pan proponuje nie istnialy. Jak to jest obecnie mozliwe ze dziennikarze z tamtych czasow moga teraz zabierac glos na te tematy. Jakie sa ich kompetencje w tej materii poza zdolnoscia sklecenia gramatycznie poprawnego zdania w jezyku polskim.

    Slawomirski

  87. Troche temat odszedl od kwestii homofobii w kierunku istnienia lub nieistnienia wolanej woli.
    Jako prosty czlowiek podam taki przyklad:
    Ja lubie kapusniak, a nie znosze krupniku. Spotykam kolesia, ktory odwrotnie; nie znosi kapusniaku a lubi krupnik. Ja mam w genach lubienie kapusniaku, a ten mniejszosciowiec ma krupnik. Mnie sie ten gosc nie podoba, no bo jak mozna lubiec krupnik. Od biedy moge go tolerowac, bo jestem czlowiekiem tolerancyjnym, ale niech on z tym krupnikiem nie afiszuje sie, niech sobie je gdzies po ichu, niech nie urzadza publicznych parad, gdzie bezwstydnie oblizuje talerze po krupniku. I NIECH MNIE NIE ZMUSZA DO SPOZYWANIA KRUPNIKU, BO JA NIGDY NIE ZOSTANE TAKIM ZBOCZENCEM

  88. Panie blogicysto Jacku Kowalczyku,

    dlaczego prawa, które jednym pan przyznaje zawsze, innym tych samych praw nie przyzna pan nigdy?

    Zawsze i słusznie przyzna pan prawa homoseksualistom. Tez tak myślę, że należy im się prawo do małżeństwa bez dwóch zdań.

    Nigdy jednak pan nie przyzna prawa do bigamii i poligamii. Małżeństwa tego typu są czymś naturalnym, kulturowo praktykowany oraz logicznie uzasadnionym przez pański powyższy tekst. Powinny być zalegalizowane w Polsce.

    Czy pańska postawa nie jest pełna hipokryzji? Cynizmu? Schizofrenii?

    No, chyba że pan równie żarliwie będzie bronić w Polsce praw do małżeństw bigamicznych i poligamicznych oraz wszelkich innych, a, to co innego, to pełen szacuneczek dla pana blogisty.

  89. @zyta2003
    „Boys don’t cry” oglądałem, był w polskich kinach, były recenzje i mam nawet stary miesięcznik Film gdzie jest obszerna recenzja, nie wiem więc o jakim „ciemnogrodzie” mówisz, chyba masz tylko taki widok z za okna.
    Co więcej, mylisz kulturę osobistą ludzi z prawem, bo w tym „ciemnogrodzie” Anna Grodzka żyje sobie całkiem swobodnie, więc nie wiem czego chcesz więcej? Chcesz nakazów prawnych dotyczących „lubienia” czy zakazów dotyczących zniesławiania? To drugie już istnieje w polskim prawie.
    @Slawomirski
    Sama Harrisa znam, podobnie jak kolegów Dannet’a, Dawkinsa, Pinkera. Problem z nimi jest taki, że to celebryci i populiści. Posługują się pojęciami potocznymi, używanymi na ulicy a nie pojęciami sprecyzowanymi, nie posiadają żadnej naukowej metody, bo wyrażają tylko swoje opinie, nie posiadają też żadnych empirycznych dowodów. Polecam zapoznać się z krytyką, większość intelektualistów nie traktuje tych ludzi poważnie. Dawkins jest już całkowicie skompromitowany bo jego wymysły na temat religii są na poziomie (nie obrażając) Nergala i Dody. Ludzie się z niego śmieją. Polecam poczytać prawdziwych intelektualistów, którzy piszą książki naukowe a nie „bestsellery”.
    Sam Harris ma braki w podstawowej wiedzy. Jego rozważania na temat wolnej woli są wycięte z kontekstu, posługuje się pojęciem potocznym a nie precyzyjnym, które już dawno zostało zdefiniowane począwszy od filozofów greckich, po oświeceniowych aż do współczesnych typu Heidegger, Derrida, Zizek czy Searle. Sam każe mi wybierać i mówi, że mój wybór jest zdeterminowany, a co jeśli ja postanowię nie wybierać niczego: być czy nie być? Ja zdecyduję się nie być i zatrzymać swój proces myśli i nie robić nic, potrafi to przewidzieć? Potrafi przewidzieć co wybierze kobieta w sklepie, która stoi przed regałem pół godziny i się zastanawia, a nawet jak wybierze to i tak wraca wybrać jeszcze raz? Potrafi przewidzieć czy samobójca skoczy czy nie skoczy z mostu? to też jest zdeterminowane biologicznie?
    Ci ludzie zachowują się tak, jakby nauka zaczęła się dopiero w latach 90′, redukują wszystko do materializmu ale nie mają żadnej metody, żadnych dowodów, nie wiedzą nawet co to jest materia, po prostu głoszą swoje prywatne OPINIE jako wiedzę naukową aby sprzedać jak najwięcej książek. Nie polecam bo można zgłupieć.

  90. O woli, preferencjach, zachciankach,wzorcach polskiej (trend chyba jest ogólniejszy)młodzieży). O roli nas – starszych. I na koniec o wnioskach na przyszłość płynących. Można rzucić okiem…nawet jeżeli wyciągnie się inne wnioski niż bohater wywiadu

    http://wyborcza.biz/biznes/1,101558,15132174,Prof__Wieslaw_Godzic_o_przyszlosci_telewizji__bedzie.html#TRrelSST

  91. atalia
    17 stycznia o godz. 8:56
    Ale z Ciebie zarlok. A ile talerzy kapusniakow jestes w stanie zjesc ?

  92. Lewy
    17 stycznia o godz. 9:28

    Tyle, ile ty setek (wódki). No, chyba żeś abstynent.

    Ps. Ty też te same prawa, którym jednym zawsze przyznasz, nigdy innym tych praw nie przyznasz?

  93. @Aaron Sprężyner
    A czy w cudownych latach imperium lud nie potrzebował tylko chleba i igrzysk? Wtedy chciano oglądać śmierć na żywo i to nie byle jaką, musiała być widowiskowa, a jeden to podobno i spalił całe miasto…tak dla sztuki (sportu) 🙂 Przejadło się i to, więc nastały wieki ciemne. Być może historia kołem się toczy.

  94. atalia
    17 stycznia o godz. 9:47
    Alez jedz sobie ile chcesz.Ja Ci tego prawa nie odbieram, tez nie widze problemu w bigamii, poliandri i polaczeniu tych dwoch w seksie zbiorowym. Ja tylko podziwiam Twoj apetyt. Ale na zdrowie.

  95. atalia
    16 stycznia o godz. 16:43

    Jeśli masz jakieś wątpliwości co do tego, że Kościół katolicki stanowczo twierdzi, że Bóg stworzył reguły gry, to sobie je wyjaśnij. Są dobre źródła informacji na ten temat.

    Ateiści nie mają ojczyzny. W tej sprawie też nie ma powodu by cokolwiek wyjaśniać.

  96. Atalia uzywa jednoczesnie slow:bigamia i poligamia.Natchnal mnie , bo rzeczywiscie bigamia to taka poligamia, gdzie ma sie dwie zony, trigamia trzy,quatrogamia cztery itd.Wiec bigamia, jest po prostu najprostsza odmiana poligamii.Przeciwienstwem jest monogamia, ktora tak uwiera atalii.
    Troche sie powymadrzalem, alel ubie jak rzeczy stoja na swoim miejscu.

  97. Moze 10 lat temu spedzilem kilka dni w Ithaca (NY State). Zona miala cos do zalatwienia w tamtejszym Cornell University a ja spedzalem czas bezmyslnie zwiedzajac okolice. No
    niezupelnie; uniwersytet goscil z odczytem R.Dawkins oraz dla rownowagi byl George Weigel. Stad znam jednego i drugiego. Tego drugiego duzo lepiej. G.Weigel to gentleman i intelektualista z najwyzszej polki. Szkoda, ze Katolik a nie Lutheran. Zartuje. O R.Dawkins bardzo szybko zapomnialem, bo to co on przedstawial (przynamniej na tym odczycie) nie przekonaloby siedmiolatka do zjedzenia kaszki.
    Atheism i inne ideologie, religie jezeli sa zbyt agresywne „in my face” nie tylko nie traktuje powaznie i wszystko leci do „paper shredder”. Doslownie i w przenosni. R.Dawkins i niezyjacy Christopher Hitchens zamieniali dyskusje w konfrontacje, wydzieranie sie zwykle pyskowanie. Not my cup of tea.
    W psychiatrii jest okreslenie medyczne, dokladniej, okreslenie kondycji psychicznej ktora to opisal Edward J.Kempf. Stan ten nazywa sie „homosexual panic”. Jak to sie objawia ? Jezeli normalny mezczyzna (zwykle mlody) staje sie objektem niepozadanych „zlotow”, w tym fizycznych homosexualisty, reakcja jego moze byc gwaltowna wrecz brutalna i skonczyc tragedia dla zbyt agresywnego w swych „zalotach” homosexualisty. O tym prasa rzadko pisze a jak pisze to jako o „hate crime”; tendencyjnie, falszywie, etc.
    A jak to jest w „wojsku” ?
    W „moich” czasach i jestem pewien ze i obecnie, najwazniejsza jest spojnosc jednostki, tzn. zolnierz musi byc absolutnie przekonany, ze temu drugiemu w tym samym mundurze moze ufac bezgranicznie. Brothers in arms. Jezeli ktorys z zolnierzy popelni blad i sprobuje niepozadanych „zalotow” … moze sie skonczyc tragedia tj. stac sie ofiara tzw. friendly fire. Osobiscie tego nie zaobserwowalem ale wiem, ze byly takie przypadki. Homosexual Panic.
    Krotko mowiac; trzymaj rece przy sobie i ogranicz swoje preferencje do wlasnej sypialni.

  98. vps
    17 stycznia o godz. 9:02

    Szanowny Panie vps

    Panskie twierdzenie ze Sam Harris nie posiada naukowej metody jest nieprawdziwe. Harris w swoich badaniach naukowych posluguje sie fMRI.
    Prosze o niepisanie bzdur.

    P.S.
    Jakimi metodami naukowymi bada pan materie?

    Slawomirski

  99. Legionnaire
    17 stycznia o godz. 18:01

    Szanowny Panie Legionnaire

    Dla mnie ludzie tacy jak Dawkins, Hitchens i Harris sa humanistami starajacymi sie wskazac mlodym ludziom ze oni nie sa osamotnieni w sytuacji gdy rezygnuja ze zorganizowanej religii.

    Slawomirski

  100. atalia
    17 stycznia o godz. 8:56

    Szanowna Pani atalia

    Polygamia jest powszechnie praktykowana w Polsce i innych krajach swiata. Nie pamietam dokladnie ststystyk ale kazdy normalny mezczyzna ma 6-7 partnerek w zyciu. Z kobietami musi byc identycznie. Co to jest jak nie polygamia? Nasze zycie seksualne nie zostalo zmienione przez religie chrzescijanska. Instynkt zachowania gatunku jest ten sam co 2000 lat temu.

    Slawomirski

  101. @Slawomirski

    Ależ oczywiście że tak, tylko że te naukowe badania nie są metodą dochodzenia do konkluzji o braku wolnej woli. Zbadano pewne bardzo ograniczone procesy ale wysunięto wręcz naiwnie niepoważne i daleko idące wnioski, co zaowocowało „Free Will” czy „Consciousness Explained” Dennett’a.

    Harris najpierw sam tworzy wolną wolę aby potem ją obalić, bo pojęcie do którego on się odnosi jest potocznym stwierdzeniem językowym a nie żadnym bytem metafizycznym (bo co to właściwie oznacza Freedom? Tego już nie wyjaśnia i nie wyjaśni bo nikt tego nie wie, a nauka nawet nie wie jak to zapisać). W wolnej woli nie chodzi o determinizm tylko o stan umysłu, o uczucie w którym czuję, że mogę podjąć decyzję. Moje wybory są zawsze zdeterminowane, przecież nic nie powstaje z niczego, aczkolwiek to ja wybieram z tej mieszanki, gdyż moje ciało biologiczne kreuje jedną potrzebę, mój intelekt kolejną, moja emocjonalna natura kolejną a moje oczy jeszcze kolejną. Z tej całej mieszanki coś takiego jak Ja wybiera (oczywiście nie zawsze i często poddajemy się temu co wewnątrz nas). A nawet jeśli coś takiego jak Ja nie wybiera, tylko decyzja została już wcześniej podjęta gdzieś wewnątrz, to ja sobie tego uświadomić nie potrafię i posiadam uczucie „wolności wyboru”. Sam Harris też tego nie wie, może przyjąć dogmat pełnej mechaniczności wszechświata, dogmat znany już 10tyś lat p.n.e i powtarzany przez wielu, jest to jednak tylko mniemanie i na dzień dzisiejszy nauka wie o tym tyle co o kosmitach na planecie Zulugula.

    Proponuję Harrisowi podsunąć eksperyment: Niech weźmie studenta sztuki, przygotuje wielkie płótno i całą dostępną paletę barw. Zobaczymy czy komputer przewidzi co student namaluje.

  102. @ Sławomirski
    Pan już korzysta.

  103. A propos: fMRI, PET, SPECT – wybitne wynalazki, tylko że nawet sami materialiści oponują przeciw konstruowaniu – póki co – na ich podstawie nowego paradygmatu neuronauki. Np. w ostatnim ubiegłorocznym Skeptical Enq.

  104. @
    Podam jeszcze jeden przykład aby przestrzec przed pochopnymi wnioskami jakie wynikają z wielu badań naukowych:
    Naukowcy zbadali, że nasze decyzje są podejmowane zanim dotrą do naszej świadomości, można je czasami przewidzieć nawet na kilka sekund do przodu. To teraz pytanie: Czy kierowca rajdowy podejmuje decyzję na kilka sekund wcześniej zanim zobaczy zakręt? Na tyle co wiem, to przez kilka sekund on może pokonać nawet kilka zakrętów. Nie robi tego nieświadomie, myśli po prostu bardzo szybko w harmonii z instynktami. Jest wolny, bo jakby nie był to by nie dojechał.
    Druga sprawa: Sam Harris bada i stawia przed ochotnikiem jabłko i banana. Mówi – wybierz. Cały proces śledzi komputer i widzimy, że ochotnik obserwując owoce poprzez wzrok zasila swój mózg informacją, która jest analizowana przez cały organizm, który podejmuje decyzję, że brak mu potasu więc wybiera banana, informacja idzie dalej do mózgu, komputer już to widzi i wie, Sam Harris już to wie ale ochotnik przez 6 sekundy myśli w stylu – yyyyyy no to banan. Sam Harris krzyczy – Eureka – i biegnie pisać książkę w której pisze – to nie my podejmujemy decyzje to nasze ciało przed nami. Wypada teraz zapytać – a co to znaczy My/Ja? Czy mogę istnieć bez ciała i procesów wewnątrz mnie? Czy taki stan nie nazywamy śmiercią? Czy moja świadomość jest czymś oddzielnym? Czyżby ateista Harris wierzył w dualizm ciała i duszy? A może po prostu zapomniał, że nasze ciało, intelekt i świadomość jak i nieświadomość to jedno i czasami uświadamiamy sobie wolniej jakiego wyboru dokonaliśmy, a czasami robimy to równocześnie w pełnej harmonii z wszystkimi „podzespołami” jak kierowca rajdowy. Zawsze jednak robimy to sami, nie ciało, nie proces, nie ewolucja czy natura, bo to są części nas, bez nas nie istnieją.

    Tyle w temacie.

    pozdrawiam.

  105. Dobrodziej Kowalczyk dobry uczynek zaliczył porządkując klarownie temat. Cenne jest zwłaszcza wskazanie, że największą dziurę w głowach homofobów stanowi przypisanie homoseksualistom wolnej woli w wyborze upodobań erotycznych. Gdybyśmy go tak jeszcze wsparli pomysłami jak do tej dziury dotrzeć – przecież tego bloga nie czytają…
    Ja sam niewiele tu wniosę, niestety. Już prędzej pomogę @Pieczulowi w kwestii silnej woli. Otóż jest ci takowa, w powiecie puławskim. Zwie się wprawdzie Końskowola, aleć jak końsko – to i silno…

  106. vps
    17 stycznia o godz. 21:04

    Szanowny Panie vps

    Bardziej cenie proby naukowego poznania procesow mozgowych od intuicyjno-literackich czy religijnych staran czynionych w tym kierunku. Dlatego Sam Harris nabiera wiarygodnosci a osoby bez zaplecza naukowego moga sie temu tylko przygladac i komentowac nieprzychylnie to co on robi. Nauka sie sama obroni a metafizyka jest skazana na niepowodzenie. Radze zaznajomic sie z technika fMRI i zapomniec o duszy czlowieka bo to wszystko jest tam. Trzeba tylko miec technologie ktora zezwala na bezpieczna ekstrakcje informacji z mozgu czlowieka. Dotarcie do mozgow malp czlekoksztaltnych i innych zwierzat moze byc game changer w naszych relacjach z nimi.
    Prosze nie trywializowac pracy naukowej Harrisa zanim nie zaprezentuje pan swojej.

    Slawomirski

  107. Szanowni obywatele

    W imieniu niematerialistow przestrzegam przed pochopnymi wnioskami Kopernika.

  108. Dzieki atykulowi Jacka Kowalczyka, Slawomirski mogl sie wreszcie pochwalic, ze jest milionerem. Gratulacje. JB.

  109. Jan Bohynski
    18 stycznia o godz. 5:06

    Szanowny Panie Jan Bohynski

    To pan jednak czyta te trele morele. Gratuluje silnej woli bo wolnej woli jak pan wie z cztania tych andronow nie ma. Na swoje wytlumaczenie mam ze ten gosc mi dokuczal. Pytajnik tez mi dokucza ale postanowilem oddac mu pole do ostatniego slowa.
    A co nowego u Pana? Jak sie panu uklada zycie w zorganizowanej grupie religijnej?
    Prosze mnie skorygowac jesli sie pomylilem.

    Slawomirski

  110. @Slawomirski

    Gwoli ścisłości – wolna wola – jest zagadnieniem metafizycznym, filozoficznym, literackim i religijnym, a w żadnym, nawet ułamkowym procencie nie jest zagadnieniem naukowym a już na pewno nie neurologicznym. Tyle na temat trywialności „nauk” Pana Harrisa i ja już sam nic nie muszę badać, jestem humanistą i wiem co należy do humanistyki.

  111. NIE MA żadnych DOWODÓW na tożsamość płciową przed 3. rokiem życia. Z tego prostego powodu, że nie ma jak jej zbadać. Poza tym przed 3. rokiem życia nie ma reprezentacji ja (dziecko po prostu nie ma i nie jest w stanie zrozumieć tego pojęcia( i nie ma relacji i łączącej reprezentacje (tzn. dziecko ich nie łączy, tak jak starsi ludzie). A więc czuje zimno. Ale nie jest w stanie pojąć, że to JEMU jest zimno. Jak ma więc pojąć, że przysługuje my jakaś płeć? Tym bardziej że niemowlę jeszcze nie wie, co to płeć.

    Tożsamość łciowa najprawdopodobniej kształtuje się (niezależnie od wychowania) między 3. a 5. rokiem życia włącznie. Kiedy ma się już na czym kształtować.

    I zwracam jeszcze uwagę na całkowicie odmienne traktowanie przez medycynę wymienionych jednym ciurkiem zagadnień, jak homoseksualizm, usunięty w głośnej sprawie z DSM (klasyfukacja zaburzeń psychicznych używana w USA) czy uznawana za zburzenie pedofilia.

    O zwyczajowych spłaszczaniu spraw biologicznych nie wspomnę.

  112. vps
    18 stycznia o godz. 7:53

    Szanowny Panie vps

    Skoro z pana jest humanista a nie papieski inkwizytor to prosze nie zabraniac naukom neurologicznym badania wolnej woli czlowieka. Poznanie i poznawanie samego siebie bedzie zmuszalo czlowieka do ignorowania tego co pan napisal i poszukiwania naukowej prawdy o naturze procesow zachodzacych w mozgu. Kwestia czasu jest wytlumaczenie pochodzenia swiadomosci czlowieka i zadne filozofie,metafizyki czy religie tego nie wyjasniaja ale robi to nauka.

    Slawomirski

  113. mpn
    18 stycznia o godz. 8:23

    Dlaczego w DSM nie ma wiary w Boga?

    Slawomirski

  114. Tanaka
    17 stycznia o godz. 10:23

    Nigdzie nie pisałem, że Kościół coś twierdzi albo i nie twierdzi, więc dyskutujesz z samym sobą. Twoja sprawa.

    Natomiast zapytałem, czy to, co twierdzą protestanci, prawosławni, żydzi (a twierdzą tak samo, jak i katolicy) też zasadniczo z buta.

    Nie umiesz odpowiedzieć, to nie umiesz u już.

  115. Lewy
    17 stycznia o godz. 9:54

    No, to na zdrowie, moczymordo. To „moczymordo” jako rewanż za twoje „żarłok” w odniesieniu do mnie.

  116. Lewy
    17 stycznia o godz. 10:53

    Zaproponuj językoznawcom, aby usunęli ze słownika wyraz „bigamia” (skoro jest słowo „poligamia”). Na pewno cię wysłuchają i spełnią twą propozycję, a już prof. Miodek to na pewno się z tobą zgodzi.

  117. Slawomirski
    17 stycznia o godz. 20:26

    Moje uwagi dotyczyły NIE tego, co jest praktykowane, ale tego, co nie jest zalegalizowane. Co z tego, że w Polsce żyją ze sobą homoseksualiści i mało komu to wadzi, skoro nie mogą się ze sobą pobrać, ożenić.

    Co z tego, że w Polsce poligamia jest niemal powszechna, skoro nie można jej zalegalizować (jak np, w Egipcie) takich związków. O tym właśnie piszę, że nikt w Polsce nie da ślubu poligamistom.

    Proszę bardzo, spróbuj wziąć w Polsce ślub np. z trzydziestoma kobietami, to nawet bloger Jacek Kowalczyk zakipi ze wściekłości, choć niby taki tolerancyjny i nawet tekst machnął taki, z którym obrona poligamii się mieści. No, ale może nie zakipi, a, to co innego, to wtedy szacunek, ale broni dżender, więc jednak zakipi.

  118. @Slawomirski

    Niech się Pan już nie wygłupia. Nauki ścisłe nie znają pojęcia – wolność – więc nie mają co badać. To nie byt materialny aby można było go poszukiwać czy też obserwować. Podobnie ze świadomością – to nie jest punkt który znajduje się w głowie, dlatego nauki ścisłe tej zagadki nie rozwiążą. Czyta/słucha Pan demagogów i powtarza bezmyślnie.

  119. Co za ulga dla samotnych, beda fMRI pana Harrisa. Wreszcie pani Tunia patrzac na domowy fMRI poda swojej Muszce (psiunia) dokladnie to o czym psiunia marzy, ale sama bedzie zastanawiala co z soba zrobic; podlac kaktusy, nakrecic zegarek czy wymoczyc nogi. Wchodzac do „drogich” sklepow bedziemy musieli przejsc pod fMRI ktory natychmiast zaalarmuje „store security”, ze weszla pani ktora zamierzac cos ukrasc, nawet dokladnie co – majtki.
    Nagle ogarnelo mnie podejrzenie; czy czasem szpitale nie maja podlaczone CT, MRI do NSA, szczegolnie VA Hospitals. MRI, przepraszam fMRI\, rozwiaze wszystkie konflikty poczawszy od domowych. CIA zamiast wyrywac paznokcie terrorystom bedzie mialo fMRI. Do wygrania wojen Pentagon bedzie uzywal nadajnikow fMRI, prawdopodobnie Made in China.

    vps
    Przeczytalem kilka Panskich wpisow, odbiegaja one od tych jakie tu mozna napotkac. Piszacych na tym a takze i na sasiadujacych blogach zupelnie nie interesuje o czym gospodarz pisze, o co pyta … Blogi sa „kozetka’ u psychologa bez psychologa.
    Tu nie chodzi o harrisow, dawkinsow, wolnosc osobista, naukowa … tu chodzi tylko o jedno. Tylko o jedno. Nie o religie (prawie wszystkie), nie o „badania naukowe”, jakis wyimigowany „ciemnogrod” powtarzam, tylko o jedno. O Kosciol Katolicki. Nie o ewangelicki, nie ortodoksyjny …powtarzam; katolicki. Nie Kosciol Katolicki w Niemczech, Hiszpanii, Brazylii, gdziekolwiek, ale tylko ten jeden – polski. Zachowanie tego czy innego ksiedza, dostojnika byloby usprawiedliwione, ale jest warunek; wspolne tygodniowe oswiadczenia rzadu i wladz kosciola, ze tylko polscy katolicy nakrecani przez ich kosciol sa winni wszystkim nieszczesciom jakie trafily sie Zydom poczawszy od zniszczenia (pierwszego) The Mount Temple. Po wypelnieniu tego warunku moglby sie rozpoczac rozmowy na tematy jak; eksterytorialne korytarze do waznych miejsc z eksterytorialnymi lotniskami i synagogami (oczywiscie na koszt PL), etc.
    Podejrzewam, ze nawet i to nie zmieniloby „neutronow” w glowach ogarnietych nienawiscia. Na marginesie; w USA statystycznie bylo i jest wiecej aktow kryminalnych dokonanych przez rabinow (pranie brudnych pieniedzy, malwersacje finansowe no i pedofilia na skale nie spotykana w innych religiach) niz przykladowo wsrod ksiezy katolickich. Poniewaz wiele gmin zydowskich jest zamknietych (doslownie), swiat nie wie co tam sie naprawde dzieje.

    Moja „wolnosc” sie konczy. Zona wieczorem wraca i cale szczescie; nie mamy co jesc (ja i pies) a ja co pic.

  120. Szanowny Panie vps

    Kilka lat temu sluchalem wykladu noblisty ze Scripps California na temat swiadomosci. Zaprzecza ten fakt temu co pan pisze. Byc moze w panskim insularnym swiecie intelektualnej stagnacji nic nowego nie moze sie urodzic. Szkoda.

    Slawomirski

  121. @Slawomirski

    A mi wystarczy, że wiem ile nie wiem i wiem, że nauka nie poradziłaby sobie nawet z dychotomią Zenona z Elei bez uciekania się do oszustwa, czyli wcześniej przyjętych dogmatycznych założeń. To co współcześnie wyprawiają scjentyści ma znaczenie tylko i wyłącznie dla mas – czytaj stawonogów, bo masy niewiele się od tych perfekcyjnych kolektywów różnią. Każdy z nas ma jednak potencję wybić się ponad matrix i żyć oraz myśleć samodzielnie, tworzyć idee które coś zmieniają a nie tylko urozmaicają bezsens. Proponuję postudiować filozofię, już po pierwszych linijkach tekstu oczywiste będzie to, że pojęcia wolności, woli oraz świadomości sprowadzić do materii się nie da. To, że scjentyści głoszą coś przeciwnego wynika z faktu, iż wydziały Filozofii się dziś zamyka, a materialistom/scjentystom ona jest najmniej potrzebna bo tylko wszystko komplikuje i zamiast pozwolić pleść co na język ślina niesie, zmusza do ogromnego wysiłku.

    Czytam (przeglądam) w miarę regularnie magazyny naukowe – włosy dębem stają – i nie dlatego,że ja wszystko wiem, ale dlatego, że niektóre pytania są już przewałkowane do szpiku kości i nie ma na nie jednoznacznych odpowiedzi i nie może nawet być bo na tym życie polega, że jest żywe /zmienne/ a dokładnie zbadać można tylko coś co się już nie rusza. Niestety ale zawężanie specjalizacji sprawia, że się myśli wąsko i wąsko też widzi. Nauka zakończyła się w na przełomie XIX i XX wieku. Dziś mamy tylko rozwój technologii.

    @Legionnaire

    Być może, wszystko zależne od tego gdzie umiejscowimy to TU. Bo mi tu chodzi tylko o jakoś publicystyki.

  122. vps
    18 stycznia o godz. 19:34
    Nauka zakończyła się w na przełomie XIX i XX wieku. Dziś mamy tylko rozwój technologii.
    ……………………………………………………………………………………..
    Ciekawe spostrzeżenie. Jestem także zdania (i nie tylko ja) ,że najciekawsze i najbardziej odkrywcze dokonania były w XIX i na początku XXw, które w sposób radykalny zmieniły naszą cywilzację. Reszta to tylko wykorzystanie owoców owych wynalazków czy prac naukowych .

  123. Szanowny Panie vps & zezem

    Prosze wyslac petycje poparta wasza argumentacja do prezydenta Polski o zamkniecie PAN.

    Slawomirski

  124. @
    Ja tu wrogiem nauki i PAN nie jestem. Naukowiec jednak, to w pewnym sensie artysta, musi wiedzieć „wszystko” i z tej wszechwiedzy tworzyć idee, a dziś się ludzi tak nie kształci, zawęża się specjalizacje z zajęć humanistycznych się rezygnuje, filozofie uważa się za bezowocną (i trochę w tym prawdy jest), dlatego też mało kto ma dziś kompetencje aby rozwiązywać wielkie zagadki ludzkości.
    Druga sprawa jest taka, że przy wielu zagadkach ludzkości postawiono już kropkę nad i, uznając, że na niektóre pytania odpowiedź można uzyskać dopiero po śmierci, bo taka jest natura pewnych zagadnień.
    Nauka skończona nie jest, jak zawsze w historii ma swoje przestoje i się odrodzi jak się z powrotem pogodzi z teologią i myśleniem mistycznym/irracjonalnym. Tutaj krok do przodu może zrobić tylko fizyka lub psychologia. Reszta dziedzin zajmuje się redukcjonizmem i dekonstrukcjonizmem, a to prowadzi tylko do wiedzy o tym jak coś działa a nie jaka jest tego istota.

  125. „na niektóre pytania odpowiedź można uzyskać dopiero po śmierci”

    Kto z panstwa zna blog prowadzony przez nieboszczykow? Prosze podac link panu vps bo on umiera z ciekawosci.

  126. Slawomirski
    19 stycznia o godz. 17:11
    Czyja hipokryzja? I skoro już rzucasz się linkami, to może podaj linki do psychiki Messnera i jego rodziny, by się i inni upewnili, że nie z powietrza bierzesz cudzą hipokryzję.

  127. Jerzy Pieczul
    19 stycznia o godz. 21:16

    Link do psychiki Messnera

    https://www.youtube.com/watch?v=Q-365LtHCrM

  128. Slawomirski
    19 stycznia o godz. 22:42
    …………………………………………………………………………………….
    http://www.youtube.com/watch?v=gclhKyGBpXg&list=PLF3E2CC1CF000AC66

  129. Slawomirski
    19 stycznia o godz. 22:42
    Czyżbyś nie rozumiał własnych słów, więc tym bardziej moich? Kiedy rzucasz publicznie słowa „Hipokryzja komunistyczno-katolicka”, to odpowiedz jasno na pytanie, o czyjej hipokryzji komunistyczno-katolickiej mówisz – Zbigniewa Messnera, czy jego rodziny. Może ci podpowiem, że polska rodzina miewa w tylnej części wcześniej wyrażoną wolę zmarłego – na przykład rodzina Aleksandra Małachowskiego. Nie tylko zresztą rodzina. Słyszałeś, co polski Kościół zrobił ze szczątkami księdza Twardowskiego, czniając jego wolę, by go pochować zwyczajnie, bez patosu? No i poza tym nie masz pojęcia o niepolitycznych i nienaukowych poglądach Messnera, ale już widzisz hipokryzję.
    Jesteś taki sam jak homo atalia: istniejesz po to, by się czepiać.

  130. Jerzy Pieczul
    19 stycznia o godz. 23:13

    Szanowny Panie Jerzy Pieczul

    Dziekuje za zdefiniowanie powodu mojej egzystencji. Czepiam sie i grawituje zgodnie z odkryciami Newtona. A po co pan istnieje?

    Slawomirski

  131. zezem
    19 stycznia o godz. 23:03

    Szanowny Panie zezem

    Nie mozna porownywac jablek i pomaranczy. Clinton klamal bo sie bal zony. Czy juz pan zapomnial jak Hillary zadeklarowala ze meza nie opusci. Ten czlowiek nie mal szans na wydostanie sie spod opiekunczych skrzydel swojej najdrozszej. Messner i caly komunistyczny establiszment natomiast klamali ze sa ateistami. Robili to dla pieniedzy bo wewnatrz byli zaklamanymi polskimi katolikami wierzacymi w odpuszczenie grzechow po spowiedzi. Nie wiem dlaczego J.P. staje w obronie komunisty pseudoateisty Messnera.

    Slawomirski

  132. Slawomirski
    20 stycznia o godz. 0:14
    Zapomniałeś, chłopcze, że narzuconym przez ciebie tematem lekcji jest „hipokryzja komunistyczno-katolicka” z okazji pogrzebu profesora Messnera, której, jak dotąd, nie uwiarygodniłeś? Najpierw rzucasz kalumnię, potem czepiasz się kówna, byle do niej nie wracać. Nie odpowiadasz, pyskaczu, za swoje słowa?

  133. Slawomirski
    20 stycznia o godz. 0:28
    Przytocz, pyskaczu, wypowiedzi Messnera, w których deklarował swój ateizm.

  134. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Chyba najwiekszym wrogiem polskich ateistow sa komunisci pseudoateisci tacy jak Messner. Jak demoralizujace dla innych polskich obywateli sa takie postawy nie musze pisac. Problem komunistow pseudoateistow zasluguje na nasza uwage.

    Slawomirski

  135. Jerzy Pieczul
    20 stycznia o godz. 0:39

    Messner zdeklarowal swoj ateizm stajac sie premierem komunistycznego rzadu.

    P.S.
    Prosze sie zachowywac kulturalnie.

    Slawomirski

  136. Slawomirski
    20 stycznia o godz. 0:50
    Kultura, obrzydliwy trollu, to przede wszystkim nierzucanie kalumnii na człowieka, a nie jakieś epitety. Kalumnia jest jasno sformułowanym BEZPODSTAWNYM sądem. To nie ty, smarkaczu, ustalasz, co jest podstawne, a co bezpodstawne. Nie odpowiedziałeś na moje wyraźne pytanie i, zwyczajem trolli, nie odpowiesz, bo zarzuty wobec obsesyjnie przez ciebie tropionych ludzi bierzesz z własnej pustej głowy. Gdyby którykolwiek z nich chciał się przejmować takimi śmierdzielami jak ty, beknąłbyś w sądzie tak, że odjęłoby ci mowę na długo, bo tego, co uprawiasz na stronach polityki.pl wystarczy aż nadto do uznania za zaplanowany proceder szkalowania ludzi, których wymieniasz z nazwiska.
    Wzruszające, jak jesteś czuły na kulturę, kiedy ciebie nazywają inaczej niż przewiduje regulamin. Ta wrażliwość automatycznie się ulatnia, kiedy ty, Kali, szkalujesz.

  137. Slawomirski
    20 stycznia o godz. 0:50
    „Messner zdeklarowal swoj ateizm stajac sie premierem komunistycznego rządu”.

    Dowód, parszywcu, to jest pewnik, a nie smarkate domniemanie, rozumowanie, zwłaszcza tendencyjne. W Polsce nie było żadnego komunistycznego rządu, a stawianie znaku równości między pojęciami „komunista” i „ateista”, co w Polsce było nagminne w pierwszych latach transformacji, dyskwalifikuje cię jako rozmówcę.

  138. Jerzy Pieczul
    Po co karmisz trolla?
    Ten blog ma Sławo (którego już zewsząd wyrzucili i tylko red. Kowalczyk ma nim litość), tak u Passenta bryluje Andrzej Falicz. Tyle że on się przynajmniej stara, pisząc sążniste teksty na tematy gospodarcze, społeczne itp. które mają przekonać blogowiczów, że gwarantem jedynym przyszłości Polski i jej pomyślności jest NadprezesJarosławZbawiciel.
    A nasz Sławo, monotematyczny poskromiciel trzech panów, nie ma poza tym nic ciekawego ani odkrywczego do powiedzenia.
    Żyje sobie gdzieś nad oceanem, leży na plaży (a lubi się tym pochwalić), hoduje kaktusy (co mu się chwali) i przynudza na okrągło.

  139. mag
    20 stycznia o godz. 18:47
    Racja, mag. Przyzwyczajony do mnogości „ja” poczułem się bez Ciebie jak bliźniak syjamski bez bliźniaka – straciłem orientację, gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie ku-ku-ryku. A sam, cholera, namawiałem, żeby trolli, zwłaszcza świńskich, mieć za powietrze.

  140. Jerzy Pieczul
    Dziś mnie jakoś naszło, po pewnej przerwie w pisaniu i – mimo zniechęcenia wywołanego nadaktywnością Faliczów, atalii, Sławomirskich itp. – pomyślałam sobie, że larum grają i trzeba się odezwać.
    Czy chciałbyś, żeby kolejny rok, bo ten już jest ogłoszony rokiem św. Jana z Dukli, jakoby patrona Polski (a ja myślałam, ze chyba wystarczająco opiekuje się nami NMP królowa Polski), był rokiem kolejnego świętego? I żeby rządził w Polsce de facto Watykan poprzez swoich rycerzy z Opus Dei?
    Domyślam się, że powiesz dwa razy NIE.
    Skoro tak, to trzeba głosować na lewicę, jaka by ona nie była. Do tej pory nie miała szans z czymkolwiek się przebić z powodu PO-PIS.
    PO (oczyszczone z Gowina & cons.) wejdzie z lewicą w koalicję, jeśli będzie taka potrzeba, pójdzie rzeczywiście w stronę liberalnego centrum, na co wielu liczyło, bo tak miało być.

  141. Mag, Jerzy Pieczul
    Ja tam wolę Sławomirskiego niż Falicza.
    Falicz ciągle każe sobie udowadniać, że interlokutor nie jest wielbłądem. Podaje całą masę”faktów”, a ty szukaj po całym internecie informacji, że nie są one faktami.
    Sławo „jedynie” udowadnia, że panowie J.U., M.R i D.P. są wielbłądami. Proponuję nie zwracać na to uwagi.
    Pozdro

  142. Marit
    20 stycznia o godz. 20:09
    Pewnie, że można nie zwracać uwagi i dość często to robię. Gdyby tylko chodziło o zwykłe wtranżalanie się między żywych tego gościa z drugiego końca świata z jego wyniesionymi z kraju skamieniałościami, to bym go może zobaczył, ale nie zauważył, bo przez niektóre nazwiska przefruwam lotem rowerzysty, ale w tym wypadku wyskoczył z czymś najobrzydliwszym, co może być: oszkalował człowieka, który się nie może bronić – nieboszczyka. W dodatku nie mając o nim większej wiedzy niż ta, że był z onych. Kim był jako jedyny we wszechświecie – jak każdy z nas – osobnik, mąż, ojciec, syn, człowiek, ten podlec nie ma pojęcia. Ale do wieszania psów na innych – pierwszy. Niech, sukinsyn zwichnięty, spoczywa w pokoju na plaży pod baldachimem. I niech mu delfiny pokazują, gdzie się zgina dziób delfina.

  143. @ wszyscy dyskutanci
    Proponuję zapanować nad emocjami i wyrażającymi je wyrazami. Niewiele usprawiedliwia je nawet to, że są usprawiedliwione (bo czasem nie są).

    Pozdrawiam
    Jacek Kowalczyk

  144. mag
    20 stycznia o godz. 19:44
    Widzisz, bardzo kobieca Kobieto i jeszcze bardziej niewieścia Niewiasto, zwyczajnie się cieszę, że nie jesteś Sławomirski, ani tym bardziej…dobra, licho z nimi. Otóż mam od początku transformacji nierozstrzygnięty dylemat. Właściwie nawet nie dylemat – niesmak. Niby głosuje się na ludzi, ale realnie – na partie, a to mi kompletnie nie pasuje. Widzę wyłącznie konkretnego człowieka, a nie jego przynależności, dlatego jeden już z powodu samego znaczka w klapie u mnie przegrał – ale to już gość miniony, więc zamilczę. Stąd moje jedyne głosowanie w nowej rzeczywistości: na Kwacha. Specjalnie wyskoczyłem z odległego miejsce pobytu do chałupy, żeby zagłosować. I na tym się skończyła moja obywatelskość. Na tle poprzednika okazał się człowiekiem nieporównywalnego kalibru. ale to też już dawno i niepra… Zagłosowałbym na Jaruzelskiego, Kuronia, Celińskiego, Frasyniuka, Wilczka, Sierakowskiej, Jarugi-Nowackiej, Bańkowskiej, Labudy, Urbana, gdyby chciał być rzecznikiem takiego rządu. Ale weź zagłosuj, jak nikt z nich nie startuje. Wybory do PE są dla mnie zbyt odległe, bym miał coś choćby do bąknięcia. Zostało mi rowerowanie, grzybanie i zazdroszczenie Aleksandrowi Dobie, który się puścił samotnie kajakiem przez Atlantyk. Tyle że nie umiem zazdrościć – cieszę się, że chłop pojechał, a sama myśl o tym to już jakiś szpikulec, żeby też coś zrobić. Na razie zrobię kawę. Dobranocka, mag, bo szykuję się rowerem z Koszalina do Słupska i muszę wybrać jedną z kilkunastu tras – taką, żeby jak najmniej było za kółkiem pijaków.

  145. Szanowny Panie Jacku, najwięcej się emocjonowałem ja, więc pewnie do mnie słuszna mowa. Bez emocji nie ma człowieka – najwyżej kołek w płocie lub nieboszczyk – zwłaszcza że jako gatunek jesteśmy o wiele bardziej emocjonalni niż intelektualni, ale też intelektualna mniejszość w nas ma częściej rację niż emocjonalna większość. Emocjonalne wybuchy usprawiedliwia osobowość osobnika, ale nie usprawiedliwia ponadosobnicza kultura. Ubolewam nad swoją cholerycznością i przyznaję Panu rację: tak toczno! Musiałem fest narozrabiać, skoro aż Pana ruszyło.

  146. Jerzy Pieczul
    A ja bym zagłosowała np. na karnistkę Płatek, byłego ministra sprawiedliwości Kwiatkowskiego, na Frasyniuka, Labudę, Cimoszewicza (szkoda żeby taki gościu się marnował jako niezależny senator), ale mogę sobie tylko pomarzyć.
    Czy Ty aby nie przesadzasz – rowerem teraz? Z Koszalina do Słupska?
    No, no, dzielny z Ciebie chłop.
    Dobra nocka

  147. mag
    20 stycznia o godz. 22:00
    Mag, jasne, że na wymienionych przez Ciebie też bym głosował, bo to i moi ludzie, i jest ich więcej, ale jak masz ich na końcu języka, to uciekają na początek. Zdumiewające, jak ten Tusek wymiótł ludzi sporego kalibru i nazbierał śmieci. No, może teraz Bieńkowska. Bywaj i niech Ci się węże nie śnią, jak mnie dziś.

  148. Puk, puk…

    Czy mozna juz wejsc?
    I niech ktos mi powie ze cyklistow nieslusznie sie obwinia.

    Slawomirski