Znaki i znaczki

Znany nie tylko w blogosferze świecki kaznodzieja katolicki Tomasz Terlikowski postanowił uświadomić internautom, że są śmiertelni, i uczynił to w adekwatny dla swojej wiary sposób, pisząc na portalu Fronda.pl:

Orkan Ksawery wydarzył się w Adwencie. I to pomaga w nim dostrzec ważny znak dla każdego wierzącego. Znak, przez który Bóg przypomina nam o naszej naturze i o tym, na co wszyscy oczekujemy, czyli końca świata.

Nie zamierzam wyśmiewać się z ujawnionej w ten sposób wizji świata oraz Bożej w nim obecności, jakiej hołduje Tomasz Terlikowski. Byłoby to ciut za łatwe, chociaż przyznaję bardzo kuszące. Tanie złośliwości i naigrawanie się pozostawiam tym, którzy to lubią, a tych w polskiej blogosferze jest aż nadto. Zostawmy więc w spokoju Tomasza T., niech sobie czeka na koniec świata. Ma niewątpliwie rację przypominając, że może on nadejść w każdym momencie, cokolwiek taki koniec świata miałby znaczyć. Przecież dla większości ludzi, którzy kiedykolwiek żyli na Ziemi, już nadszedł i nawet tego nie zauważyli.

Dostrzeżenie akurat w tym konkretnym wietrze (huraganie Ksawerym) owego Ducha, który tchnie, kędy chce, jest dla mnie równie arbitralne jak absurdalne. Ale na tym przecież polega istota wszelkich ZNAKÓW. A dostrzeganie znaków to już działalność nie tylko chrześcijan i innych wierzących w rozmaitych bogów, to zjawisko doskonale utrwalone w ludzkiej psychice przez ewolucję. A więc albo generalnie nieszkodliwe, albo wręcz z punktu widzenia skuteczności podtrzymywania naszego gatunku pozytywne. Pewnie każdy z nas to zna i nawet jeśli jest skrajnie racjonalny, nie zawsze potrafi łatwo zbagatelizować to coś, co nagle narzuca się naszemu myśleniu o własnym czy cudzym życiu jako ZNAK. Szczególnie trudno dać sobie radę ze „znaczącymi” snami i bez wątpienia wszyscy znamy z autopsji lub opowieści przykłady snów najwyraźniej, niemal oczywiście „proroczych”. Przynajmniej dopóki nie poddamy (a robimy to jakoś dziwnie niechętnie) tych proroctw analizie, uwzględniającej na przykład prawa statystyki czy naturalne procesy psychiczne.

To, co najskuteczniej — z mojego punktu widzenia — ułatwia pozbycie się złudzenia, że pojawił się nam (lub komuś innemu) jakiś ZNAK, jest nieprawdopodobna trywialność absolutnej większości (jeśli nie wszystkich, ku czemu bardziej się skłaniam) owych objawień. Bóg posyła Ksawerego, żeby nam przypomnieć, że jesteśmy śmiertelni (i przy okazji zabija obalonym drzewem podróżujących samochodem ludzi)? Matka Boska — oczywiście w wersji zbliżonej estetycznie do powszechnie znanej ikonografii — na oknie, drzewie, grzance, by wezwać nas do pokuty za grzechy? Czy Tomasz Terlikowski w to naprawdę wierzy? Prawdopodobnie tak, niestety.

A wy, drodzy czytelnicy, w jakie znaki wierzycie? Oprócz drogowych, rzecz jasna.