Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

29.10.2013
wtorek

Próbuje mi się zadać śmierć medialną

29 października 2013, wtorek,

To słowa arcybiskupa Michalika z wywiadu zatytułowanego „Chcą zabrać Kościołowi głos”, który 28 października opublikowała „Rzeczpospolita”. Wiem, że polemizowanie z arcybiskupem Michalikiem, zwłaszcza na łamach tego bloga, nie ma większego sensu. Niestety, jest mało prawdopodobne, bym miał kiedykolwiek okazję osobiście z nim dyskutować, choć byłoby to pewnie ciekawe doświadczenie.  Myślę jednak, że warto mimo wszystko zwrócić uwagę na to, co mówi przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski (od 2004 r.) w kolejnych wywiadach, w których usiłuje się wybronić ze swego słynnego już na pół świata lapsusu językowego, jak sam arcybiskup nazywa swoje słowa o dziecku lgnącym do dorosłego i przez to wciągającym go w grzech.

Zacznę od zabawniejszego elementu, czyli owej „śmierci medialnej”. Przytoczę cały fragment:

ponieważ głoszę dosyć niewygodną dla nowego libertynizmu naukę zgodną co prawda z Ewangelią i nauczaniem Kościoła, to próbuje mi się zadać śmierć moralną. Śmierć medialną. Chodzi o podważenie autorytetu. O próbę obniżenia autorytetu Kościoła i wyeliminowanie jego głosu z życia społecznego.

Co słowo, to nasuwa się jakieś pytanie, ale nie czepiajmy się słów. Arcybiskup usiłuje nas znowu przekonać, że Kościół — który dysponuje własnymi mediami różnych odcieni, ma pełną swobodę głoszenia swojego „nauczania” w tysiącach świątyń małych, większych i olbrzymich, a także jest wszechobecny nie tylko w życiu społecznym wierzących, ale i w życiu politycznym państwa — jest eliminowany i „zabijany moralnie”, bo przedstawiciele niekościelnych mediów mają czelność, by pisać o Kościele i jego reprezentantach, zadawać im pytania i kwestionować sens niektórych odpowiedzi.

O śmierci medialnej Kościoła, a zwłaszcza arcybiskupa, można by mówić, gdyby media całkowicie na ich temat zamilkły. Ale tak jak jest, to raczej można mówić o nieustannym podtrzymywaniu ich życia, którego wygaśnięcie nie byłoby aż tak wielką katastrofą, jak na pierwszy rzut oka mogłoby się zdawać. W końcu funkcjonujące kiedyś z powodzeniem przez setki i tysiące lat religie odeszły z praktyki społecznej, ustępując miejsca nowym. Dufna aż do śmieszności ufność Kościoła katolickiego (a także islamu i paru innych współczesnych religii), że jest jedynym dysponentem niepodważalnej Prawdy, przebija przez niemal wszystko, co głosi arcybiskup i inni hierarchowie.

To zadufanie najlepiej pokazuje wypowiedź świeckiego katolika Wojciecha Cejrowskiego (w rozmowie z „Rzeczpospolitą” tak odpowiedział na pytanie, czy można być dobrym człowiekiem nie będąc katolikiem):

Dobrym to sobie można być wszędzie, ale ostatecznie, żeby się zbawić, trzeba zostać rzymskim katolikiem. Jeśli nie tu, to po śmierci – trzeba uznać Jezusa Chrystusa. Kto go odrzuci (a po śmierci nadal zachowujemy wolną wolę!), ten idzie do piekła.

Zostawmy jednak ludzi pokroju Cejrowskiego na boku i wróćmy do arcybiskupa. Otóż w kolejnym już wywiadzie podkreśla on, że jego stosunek do pedofilii wyznacza etyka chrześcijańska i nawiązuje do słów Ewangelii wg św. Mateusza:

ja jestem świadom, że cały czas w moim nauczaniu odwołuję się do słów Jezusa, który mówił, by kamień młyński uwiązać gorszycielowi dziecka i zatopić go w głębokości morskiej.

Przyjmując dla wygody, że Jezus istniał i mówił to, co napisano w Nowym Testamencie, zwróćmy uwagę na dwie sprawy.

Po pierwsze, arcybiskup najwyraźniej uważa, że wiedząc dziś to wszystko, co wiemy o człowieku, o jego patologiach i zarazem o cywilizowanym systemie karnym, wciąż wystarczy wzorować się na takim systemie moralnym, w którym niejasno sformułowane przestępstwo karane ma być bezwzględną karą śmierci, wykonywaną w sposób gwarantujący maksymalne cierpienie przestępcy. Jak to ma się do tak chętnie powtarzanej przez Kościół frazy o konieczności ochrony godności każdego człowieka, nawet przestępcy?

Po drugie, warto przytoczyć więcej niż pół wersu tego fragmentu ewangelii:

Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza.  Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie. Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny.

Czy odczytamy to dosłownie, czy tylko metaforycznie — przekaz jest dość jednoznaczny: jeśli członek twego ciała (albo członek twojej wspólnoty) jest źródłem zgorszenia, odetnij go od ciała (wspólnoty). Jak to się ma do realiów postępowania Kościoła wobec duszpasterzy, którym udowodniono zachowania pedofilne w całym majestacie prawa? Jak to się ma do wykręcania się Kościoła od odpowiedzialności za swoich przedstawicieli, za członki ciała Kościoła?

Czy arcybiskup rzeczywiście chciałby żyć w świecie, w którym naprawdę obowiązywałaby nakreślona w cytowanym fragmencie etyka? Czy chodzi tylko by tak sobie „ponauczać”? W myśl tej etyki przecież nie chodzi o wszystkich „małych”, ale jedynie o tych, „którzy wierzą we Mnie”, czyli gorszenie pozostałych (na Dominikanie?) nie wymaga już stosowania kamienia młyńskiego, wystarczy samo obcinanie członków (no bo jednak grzech to grzech, zamyka drzwi do życia wiecznego). Jakoś wolę ułomny system prawny współczesnego państwa od świata, w którym praktycznie wszyscy mieliby coś poobcinane lub byliby profilaktycznie wycinani spośród żywych dla wiecznej chwały nieistniejącego Pana.

Na swój sposób zabawne czy może raczej bezwzględnie okrutne jest w tym fragmencie ewangelii to, że Jezus mówi:  „Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia” — czyli są one nieuchronne, niejako zewnętrzne — lecz ich konsekwencje zawsze poniesie człowiek, przez którego dokonuje się zgorszenie — czyli być może obiektywnie niewinny, np. chory psychicznie.

Zaprawdę, powiadam wam, obrzydliwa to etyka.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 142

Dodaj komentarz »
  1. Aaaaale zabieranie głosu, uh!
    Po „Rzepce” straszliwie prześladowanego obrońcę zboków lizały po tyłku „Od rzeczy” a aktualnie „Buc Niedzielny”. Rzeczywiscie, nie dają michalikowi dojść do słowa. Eliza M. powinna go zaprosić do Superstacji żeby chłopina w końcu miał gdzie wyznać prawdę o uciemiężonym kościele rzymsko-pedofilskim.
    A Wojtuś C. niech uważa, bo o takich jak on Jehoszua mawiał: „groby pobielane, pełne zepsucia”.

  2. Cóż, arcybiskup Michalik tydzień w tydzień pobija własne rekordy obnażania trupiego oblicza zarządzanej przez siebie instytucji, którą dziś napędza głównie interes własny jej pracowników, a nie wiara wyznawców. Życzę mu dalszych sukcesów w tej dziedzinie. Amen.

  3. „…próbuje mi się zadać śmierć moralną. Śmierć medialną. Chodzi o podważenie autorytetu. O próbę obniżenia autorytetu Kościoła i wyeliminowanie jego głosu z życia społecznego.”

    Michalik mówi „kościół to ja, jego autorytet to ja, jego głos to ja”.
    Ludwiczek się znalazł.

    Siedzi papla we wszystkich mediach od rana do nocy i krzyczy, że go tłamszą i tłumią.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szanowny Autorze.
    Rzecz pomyślana i napisana czysto.
    Może pod wpływem Hello Kitty?, czyli w języku obywatela Michalika Józefa – Hell-o-Kitty? Który nie znosząc szatańskiego Halloween już się rozmiłował w „Holly-win”.
    Napisał Pan tak zwięźle i czysto, że nie za bardzo jest co komentować. Ale może coś się da wcisnąć.
    Tak, chodzi o to by sobie „ponauczać”. Poględzić co się chce. Wszak każde z twierdzeń katolickich można odwrócić do góry nogami, rozcieńczyć, zamazać i zamienić w przeciwieństwo. Jezus nakazuje odcinać członki (sobie i komuś) za określone grzechy, ale gdzie by tam klecha sobie co odciął. Zaraz zawoła, że kodeks karny nie przewiduje takich kar i że to czasy dawno minionego barbarzyństwa. Powoła się na cywilny kodeks karny, na coś co mu jest obmierzłe, czyli prawo stanowione, jakże nierównie podlejsze i skażone kulturą śmierci w porównaniu do „prawa naturalnego”..
    Prawo naturalne na tym polega, że jak biskup dostaje zawału to ma umrzeć. Tak działa natura, jeszcze do niedawna. Nie, ale biskup nie chce umrzeć, ba, nie wolno mu, to byłoby nieodpowiedzialne, wierni czekają na mszę. Więc biskup wyciąga komórę i po pogotowie dzwoni. Przyjeżdżają, a jakże, zamiast dać biskupowi po katolicku, w jego „prawie naturalnym” zmienić rzeczywistość z ziemskiej na Boską.
    Poprzez zawał Jezus wzywa biskupa do siebie. Biskup dziecięciem jeszcze w kołysce o niczym innym nie marzył, niczego bardziej nie wyczekiwał i nie wymadlał, jak najrychlejszego spotkania w Panu. Nie, ale jak Jezus wzywa, to on nie ma czasu.Musi do szpitala. Defibrylatorem go łup-łup, do kliniki, a tam pompa płuco-serce czeka. Totalnie sztuczna ingerencja w życie człowieka. Uzurpacja, zamach na Boga, który jest jedynym władnym dawać i odbierać życie. Przecież dlatego biskup tak nienawidzi in-vitro, że to taki zamach, w dodatku nie po bożemu, ale na szkiełku. I że w tym celu organizm kobiety poddawany jest „licznym manipulacjom”, co jest niegodne człowieka, podważa Plan Boży. Ale nie, biskupowi to nie przeszkadza. Więc modli się na OIOM-ie o to, by Żydzi trafili wreszcie do piekła, bo oni zabili Chrystusa. Ale przecież nie, tak jest nieładnie, bo oni też ludzie, a ludzie to stworzenia Boże, a stworzenia Boże należy z delikatnością traktować. Co przecież Franciszek pokazał, ładnie dokarmiając ptaszki. Więc tym ładniej należy z ludźmi, nawet jak oni parchy są. Ale przecież Franciszek nie miał nic przeciw okrutnemu zadawaniu cierpień dzikowi, więc może Franciszek nie było cool? Ależ był, przecież jest naczelnym świętym od empatii i zwierzątek, co KK eksploatuje co godzinę. Bozia jest bardzo fajna i jest po prostu Miłością i Doskonałością oraz cnotą każdą inną w stopniu wyższym niż najwyższy. Ale Jahwe jest gwałtownikiem i zbójem na skalę holokaustu co najmniej, osobiście zajował się zabijaniem, i mordy zlecał oraz ich wymagał. Ale ten Bozia to nie ten Bozia co ten od Jezusa. A Bozia od Jezusa jest przecież tym samym Bozią co ten od Żydów i Biblia jest ta sama o tym samym Bozi, jednak papieże wolą ostatnio tego Bozię ładnego, chociaż przedtem woleli tego surowego i na jego wzór na stosach palili i zlecali mordy na podobną skalę. W związku z tym wyjaśniają, że oczywiście wcale nie zlecali, a ci co tak twierdzą są wrogami Kościoła i Bozi. Ale okazuje się, że ci wysłannicy Szatana stworzyli prawa stanowione zabraniające zemsty i nie akceptujące kary śmierci, którą akceptują katolicy i ich biskupi. W związku z czym bislupi odmawiają współpracy z podłym prawem stanowionym kiedy świeccy przedstawiciele wymiary sprawiedliwości zadają pytania o molestowanie i pedofilię klechów i biskupów, czego skutkiem jest to, że biskupi natychmiast chronią się pod parasolem tego obmierzłego prawa, jeśli tylko miałaby im doskwierać jakakolwiek przykrość.
    W Kościele ogólnie jest ładnie. A ponieważ ładnie, to tak obrzydliwie, jak Pan to puentuje.

  6. Pan Redaktor się tu wykwintnie wywnętrza o estetyce etyki…
    A tymczasem, w inkryminowanym przypadku – sprawa jest prosta jak bejsbol i jego drużyna.

    Abp Michalik o pedofilskiej sprawie z Tylawy: „To była klasyczna ustawka”
    http://wyborcza.pl/1,75968,14859448,Abp_Michalik_o_pedofilskiej_sprawie_z_Tylawy___To.html

    Komentować hadko.
    Duchowość na języku, a co na języku to i w nocniku.
    Przy takim prostactwie, egzegezy nocnika to lapsus.
    Ale z tej formy treść dopiero się zaczyna wylewać, bo to już wojna z oblężeniem naczynia niewymownego.

  7. „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie. Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny.”
    wydaje mi sie, ze zarowno abp michalik jak i pan @gospdarz blednie interpretuja pismo; no, ale nie inaczej jest i w innych krajach, takze tych z koranem, czy z marksem 😉

  8. p.s.
    chrystus, potrafi byc jeszcze gorszy niz kapitalista z manczesteru, taki palikot w stanie wojennym, co to wszyscy o suchym pysku siedza, a on tu:cysterna;
    o ile jednak barabasz sie ustatkowal i mowi, ze to teraz my musimy sami biegac po pol litra, to chrystus wrecz przeciwnie: po imprezie w kaanie, zamienia sie w booshoboore i wypedza zle duchy…no, i jak tu takiego nie zaaresztowac pod zarzutem oszustwa?
    c.d.n.
    podpisano poncjusz

  9. Gekko
    29 października o godz. 21:31

    Jak Timur i jego drużyna. Pardon,
    jak kibol i jego dziewczyna.
    Taka gmina.

  10. Sz.P. Kowalczyk,
    gdyby premier Tusk rozliczył swoich ministrów,
    MS Biernackiego, Prok. Generalnego Seremeta, MSW Sienkiewicza
    i ich poprzedników za nie wywiązywanie się z obowiązku konstytucyjnego i dopilnowaniu by księża pedofile, byli tak samo karani jak pedofile cywile, to urzędnicy obcego państwa Watykan nie gadali by głupot.
    Zbyt proste jak na III RP, gdzie prezydent hr. Komorowski całuje po łapach feudała państwa Watykan i w celu utrwalenia tego faktu wyprawia tam jubel na 600 osób

  11. A ludzie gadają, że ten Michalik został wybrany, ponieważ był do zaakceptowania przez frakcję „postępową” i zachowawczą w episkopacie. Ja chciałby poznać w związku z tymi bredzeniami Michalika poglądy frakcji zachowawczej. Coś mi się wydaje, że tworzą ją osobniki w typie Cejrowskiego, którego poglądy nie tyle są mi znane, co od czasu do czasu walą mnie znienacka w łeb, niczym przysłowiowa cegła w drewnianym kościele.
    Tego towarzystwa nie zmieni żaden Franciszek, ponieważ to gremium tworzą klony świętego Wojtyły. Osobiście jestem zadowolony z postawy Michalika i tej połowy jego kolegów, którzy pchają go do coraz bardziej dramatycznych wystąpień, odstręczających od kościoła nawet życzliwych mu obywateli. Tak trzymać Michaliku i nie popuszczać!
    Nie znam się na tych wszystkich ewangeliach, ale jakoś nie mogę uwierzyć, że po kilkuset latach ludzie je piszący, dokładnie wiedzieli, co tam Jezus powiedział i zrobił. W dzisiejszych czasach technologii zapisu czynów w piśmie, fonii i obrazie po kilku latach nie potrafią uczone głowy ustalić podstawowych faktów, więc nie dziwcie się kochani, że wątpię.
    Pozdr.

  12. @ Tanaka
    29 października o godz. 22:57

    Abepe – nasz Timeor Wschodni.
    Czy są jakieś klubowe szaliki?

  13. @ Śleper
    29 października o godz. 23:11

    „Tak trzymać Michaliku i nie popuszczać!”

    Za późno – nie czujesz?
    😉

  14. „Przyjmując dla wygody, że Jezus istniał i mówił to, co napisano w Nowym Testamencie…”
    Pogardy godne prostactwo. „Polityka się degeneruje.

  15. Gwiazda ma oczywiście pewność. Jego święte prawo.
    Tylko że… wiele można powiedzieć o redachtórach „P” ale nie to, że zdeklarowali wiarę w istnienie żydowskich proroków.
    Ja ją mam, ale nie wymagam tego od innych.

  16. Pomyśleć, jakie to szczęście, ze mamy internet i tzw. wolne media.
    Tylko tyle i aż tyle, by „nasi okupamci” (powtarzam za Boyem -Żeleńskim , oczywiście) poczuli się zagrożeni.
    Czy musiało upłynąć prawie 80 lat, by słowa Boya nabrały mocy?
    Jest rzeczą paradoksalną, że kościół w Polsce, który zwycięsko oparł się „komunie” przez kilka dziesiatków lat (czego Boy nie mógł przewidzieć) i zyskał „błogosławieństwo” świeckich po 1989, tak się nam pięknie „zbiesił”.
    Żadna to dla mnie satysfakcja, ale złudzeń żal…
    Błagam, drodzy blogowicze, zostawcie w spokoju wiarę jako taką, nie mającą wiele wspólnego z jej „obsługą” przez funkcjonariuszy naszego kk
    Jakkolwiek rozumiem i wybaczam (?) potrzebę wymiany zdań na egzystencjalne tematy”zasadnicze”.

  17. Pan Michalik wspina sie na szczyt bezczelnosci, zeby nie oddac ani guzika.

  18. @ mag
    30 października o godz. 2:20

    „Błagam, drodzy blogowicze, zostawcie w spokoju wiarę jako taką, nie mającą wiele wspólnego z jej „obsługą” przez funkcjonariuszy naszego kk”

    Mag, biorąc na poważnie Twoje umiłowanie wolności i niechęć do okupacji, chyba chodziło Ci o apel do funkcjonariuszy kk, aby zostawili blogowiczów w spokoju z ich wiarą i niewiarą?
    Bo mnie się zdaje, że „wiara jako taka”, to wyklucza postawy TAKICH funkcjonariuszy, mieniących się fałszywie jej depozytariuszami.
    Trawestując Twój apel, napisałbym do autentycznych wyznawców tak:
    Załatwcie to między sobą i dajcie nam, społeczeństwu spokój od swych małych, ziemskich r z ą d z y (od żądzy rządów).
    Pozdrawiam.

  19. @mag

    Droga mag. Mnie tez zal ze KK na psy zszedl. Dawno to bylo, bo w czasach mojej mlodosci, kiedy KK byl wielka i pozyteczna instytucja w Polsce. I wazna dla ludzi i mlodziezy. Jako licealista, wraz z tysiacem innych, biegalismy na rekolekcje, na ktorych, O Matko Bosko, mowilo sie o seksie, milosci. Mielismy ksiezy, ktorzy byli ludzimy wielkiego kalibru. I choc dzisiaj nie mam nic wspolnego z KK i miec nie chce, to musze przyznac ze wsrod ludzi ktorzy okazali sie wazni w moim zyciu bylo dwoch ksiezy! Wielcy to byli ludzie i wielkie im dzieki za to co mi przekazali i czego nauczyli!
    Tragedia dla KK w Polsce byl i jest Konkordat. To wlasnie ten nieszczesny dokument cofnal polske do sredniowiecza i dal miernotom w habitach glejt do porzucenia misji najwazniejszej i zajecia sie sprawami doczesnymi. To na mocy Konkordatu Michalik, Rydzyk Glodz. Dziwisz i reszta rzesza halastry w czerwonych sukienkach uzywa sobie do woli. Jestem pewien, ze sa w KK ludzie pokroju Bonieckiego, Macharskiego i Tishnera ale coz oni znacza i trzeba bedzie wielkije rewolucji zeby znowu doszli oni do glosu w KK.

  20. paweł markiewicz
    Mam dokładnie takie same wspomnienia o kk z młodości. Nie byłam zresztą w żadnej „Oazie”, bo jeszcze „Oaz” nie było.
    Lekcje religii w salkach katechetycznych były rodzajem klubów dyskusyjnych, zwłaszcza w przypadku młodzieży licealnej, gdzie z mądrymi na ogół i „starając ymi” się katechetami, spotykali się chłopacy i dziewczyny z różnych szkół w ramach wspólnej parafii, więc – przy okazji – poszerzały się nie tylko horyzonty umysłowe, ale i kontakty towarzyskie.
    Tym lekcjom zawdzięczam moją „pierwszą miłość”. Jakoś tam wyparowała, ale oboje, gdy spotkaliśmy sie po latach, wpominaliśmy tamten czas z ogromnym sentymentem.
    KK po 1989, przy udziale i akceptacji kolejnych rządów od lewa do prawa, po prostu się samozniszczył. Nie wiem, czy te już ćwierć wieku jest w ogóle do odrobienia.
    Ale to już nie mój problem. Dawno się „samowypisałam” z tej zdegenerowanej instytucji. Nie dokonałam spektakularnego aktu apostazji, bo szkoda mojego czasu i nerwów. Według kleszej logiki i tak pozostaję katoliczką z racji chrztu, który to sakrament namaszcza cię na całe życie.

  21. Pan Redaktor pozwolił sobie na dość swobodną interpretację Pisma Świętego, niezgodna z jego wykładnią ale i zdrową logiką. Nie warto nadużywać takich chwytów tylko po to aby komuś dokopać. Wszyscy, w tym i Cejrowski mają prawo do swoich poglądów szczególnie na temat rzeczy tak wątpliwej jak życie wieczne. Krytyka Cejrowskiego jest skierowana do tych którzy myślą identycznie jak Pan. Po co więc wszczynać dyskusję skoro nie da się dojść do żadnych konkluzji? Podobnie dobre rady ( z lepiej lub gorzej ukrywaną satysfakcją) jak usprawnić polski Kościół brzmią mi jakoś fałszywie. Choć mam zastrzeżenia do wielu rzeczy, w tym do głupich odzywek abp Michalika, to jednak aktualna pozycja Kościoła jest wynikiem demokratycznych procesów. Więcej ludzi chciało religii w szkole niż było tego przeciwników, więcej ludzi uważa się za katolików i żąda od Państwa wspierania religii, również finansowo. Da się to odwrócić. Wybrać nowe władze które jasno przedstawią swój program odkościelnienia państwa. Jak głośno byśmy nie narzekali takiej większości teraz nie ma.

  22. I jeszcze jedno. Co w zamian? Przez ostatnie 20 lat upadło wiele autorytetów. Np. nie ma harcerstwa, szacunek dla wartości jest traktowany jak frajerstwo, nauczycielom zakłada się kosze na głowę a dzieci wbijają kolegom nóż aby zobaczyć jak się umiera. Czy w tej sytuacji Polska bez KK byłaby lepsza czy gorsza?
    Pedofilia 1% księży to oznacza ponad 200 przypadków które powinny być osądzone jak najsurowiej przez świecki wymiar sprawiedliwości. Państwo powinno powołać świecką komisję do zbadania faktycznego zakresu tej zarazy, gdzie wszystkie ofiary, nawet te obawiające się konfrontacji z kościelnym czy świeckim wymiarem sprawiedliwości, miałyby zapewnioną anonimowość i ochronę praw.
    Nie umniejsza to jednak społecznej roli kościoła która jest znaczna i obecnie nie do zastąpienia.

  23. mag
    Szanowna mag, zgubiłem potrzebę produkowania słów na blogach, ale to Twoje zdanie mnie ruszyło (widzę, że nie tylko mnie):
    „Błagam, drodzy blogowicze, zostawcie w spokoju wiarę jako taką, nie mającą wiele wspólnego z jej „obsługą” przez funkcjonariuszy naszego kk”.
    Jak sobie wyobrażasz oddzielenie Kościoła, który powstał z wiary (a nie na odwrót), bez dokładnego przyjrzenia się wierze, czyli bez ustalenia, co w praktyce Kościoła jest w zgodzie z wiarą, a co nie? I co w samej wierze jest ze społecznego punktu widzenia do rzeczy, a co – od rzeczy? Poza tym wiara, jak wszystko, co istnieje realnie lub choćby w wyobraźni, jest przedmiotem poznania – więc jako człowiek dociekliwy masz odwagę stawiać przed poznaniem jakieś bariery („zostawcie w spokoju wiarę”)? Można się nie pchać – a właściwie nie ma po co i nie wypada – z analizą i krytyką wiary do ludzi wierzących, ale skreślać wiarę jako przedmiot poznania tylko dlatego, że komuś takie analizy są nie po nosie?! Skreślić wiarę na blogu ateisty mówiącego właśnie o wierze?! Coś Ci się, mag, z dobroci potentegowało. Jednym z najgłupszych haseł, jakie poznałem w czasie transformacji, jest zawołanie „Faktów i Mitów”: „Bóg – tak, Kościół – nie”. Komunizm – tak, PRL – nie? W dodatku lepiej o komunizmie nie rozmawiać? Czyż nie zawsze pierw jest idea, potem praktyka gubiąca ideę? Ale skoro gubi, miałoby to znaczyć, że jedno z drugim nie ma nic wspólnego?
    Tak czy owak, mag, wiary w spokoju nie zostawię. Fakt, że przeważnie gadam do ściany. Mniej więcej tak:

    OBROTNY RZĄDCA

      Bez przypowieści nie przemawiał do nich. Kto ma uszy, niechaj słucha.
    Majętny pan miał rządcę. Dobrzy ludzie donieśli, że ów rządca grabi pana majątek.
       Pan wezwał rządcę i mówi:
     – Szykuj sprawozdanie, koniec twojego zarządzania.
     Na to rządca do siebie:
    – Co tu robić, żebym miał miękkie lądowanie? Kopać nie mogę (ciekawostka: rządcy nie mogą do dziś, chyba że – bliźniego), żebrać się wstydzę. Już wiem!
    Wezwał dłużników pana i pyta pierwszego:
     – Ile jesteś panu krewny?
     – Sto beczek oliwy.
     – Siadaj szybko, pisz: pięćdziesiąt.
     Pyta drugiego:
     – A ty, kolego, ile?
     – Sto korców pszenicy.
     – Pisz: osiemdziesiąt.
       Trzymajcie się, bo będzie pierwszy szok. „Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił” (!!!). Pewnie, że tak roztropnych rządców jest legion – ale niech ktoś znajdzie ze świecą choć jednego okradzionego, który wywala z pracy kradnącego i chwali za to, że nawet na „do widzenia” zdążył chapnąć. Ten sam młodzieniec, który umiał pięknie powiedzieć: „Kto z was jest bez grzechu, niech w nią pierwszy kamieniem rzuci”, pomieszał celną życiową obserwację z nie z tej ziemi bzdurą, bo tak mu pasowało, by wyrazić myśl: „Synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludżmi podobnymi sobie niż synowie światłości”. I dalej powiada: „Ja też wam powiadam: pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną”. Tego politykom ni sponsorom, ani nawet ciężko chorym nie trzeba tłumaczyć. Szok drugi jest stąd, że tak do synów światłości powiedziała sama Światłość. Onże mąż mówił wciąż: „Ja do was mówię, a wy nie rozumiecie”. Nie rozumieli, bo tak jasno mówił – stąd wiele pytań uczniów i krętactw biblistów. Miast rzec niealegorycznie: „Pozyskujcie sobie przyjaciół, godziwie rządząc cudzą mamoną, która wam jest powierzona”, mówi tak, że wychodzi wspak: „Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną”. A przecież nikt nie podejrzewa, że mógłby namawiać do niegodziwości. Nie pierwszy to i nie ostatni kaznodzieja, co mu język kuleje tak, że potrzebni są tłumacze.
    Szok trzeci jest właśnie przez nich. Przypomnijmy kuriozalne słowa: „Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił”. Tłumacze wyjaśniają: „Nie za jego nieuczciwość, lecz za obrotność w znalezieniu wyjścia z ciężkiego położenia. Elegancko rozplątali to, co Światłość zaplątała: nazwali złodziejstwo „obrotnością”.
    Od razu się przyjęło w eleganckim świecie i tam zostało.

  24. Z „Pierwszego Listu św.Jana ” – 3, 4 – 8 – Każdy, kto grzeszy, dopuszcza się bezprawia, ponieważ grzech jest bezprawiem. Wiecie, że On się objawił, aby zgładzić grzechy, lecz w Nim nie ma grzechu. Każdy, kto w Nim pozostaje, nie grzeszy. Każdy, kto grzeszy, nie widział Go, ani Go nie poznał. Dzieci, niech nikt was nie zwodzi. Ten, kto czyni sprawiedliwie, jest sprawiedliwy, podobnie jak On jest sprawiedliwy. Ten, kto grzeszy , pochodzi od diabła, bo diabeł grzeszy od początku. Po to objawił się Syn Boga, aby zniszczyć dzieła diabła.

  25. Osobiście nie mam nic przeciwko kościelnym rozróbom wewnętrznym – mam szacunek dla Lemańskiego, czy Bonieckiego jako ludzi, bo zachowują się jak porządni ludzie – ale nie znaczy to, że cenię ich jako księży do których bez wyjątku czuję awersję.
    Kler przez wieki łupił polską krainę – za komuny też nieźle mu się powodziło – ale po 1989 nastąpił nawrót do starych dobrych czasów, kiedy to klechy de facto sprawowały władzę. I chociaż nie udało im się przejąć w swoje łapy całego szkolnictwa to i tak indoktrynacja, za państwowe pieniądze zresztą, idzie pełną parą. Dobrze oni wiedzą, ze im ludzie głupsi, tym łatwiej nimi manipulować.

  26. Jerzy Pieczul
    No tośmy się, panie Jurku, chyba nie zrozumieli, albo niedokładnie.
    JEST potrzebne poznawanie wiary, która została nam niejako dana z woli naszych przodków, przypieczętowana uczestnictwem w kolejnych sakramentach, również z woli naszych przodków, bo zwłaszcza na chrzest, najczęściej w niemowlęctwie, nie mieliśmy wpływu.
    Poznawanie wiary (jakiegokolwiek wyznania) jest równoległe z naszym rozwojem fizycznym i umysłowym, zwłaszcza w okresie „burzy i naporu”, gdy jesteśmy nastolatkami i chcemy poznać odpowiedzi na fundamentalne pytania o sens życia, „obecność” w nim transcendencji itd.
    Bardzo ważne jest wtedy to, na jakich przewodników duchowych i nauczycieli trafimy.
    Ani mi w głowie odsuwanie kk od jego misji, zadania itp. Chciałabym jednak by ową misję, zadanie spełniał możliwie najlepiej, niekoniecznie na lekcjach religii w szkole (pisałam, zrsztą nie ja jedna, o swoich jak najlepszych wspomnieniach z katechezy w przykościelnych salkach za „komuny”).
    Lekcje religii w szkole stały się parodią tego, czym być powinny.
    Piszą o tym i mówią nie jacyś zażarci antyklerykałowie, ateiści itp., ale właśnie prawdziwi katolicy (bez cudzysłowu) i sami, co rozumniejsi, księża, którym tak, jak ks. Lemańskiemu, zależy na chrześcijańskim obliczu naszego kościoła, a nie odbębnianiu rytuałów, lekcji religii w szkole, już w zasadzie obligatoryjnych (episkopat domaga się nawet matury z religii jako przedmiou), świadczących automatycznie o przynależności delikwenta do kk, czyli zarejestrowaniu go w statystykach. Stąd sie bierze owe 95 % katolików w Polsce. Nie z wiary niezłomnej, a zwłaszcza pogłębionej intelektualnie.
    Zostawmy problem wiary lub jej braku ludziom, bo to sprawa intymna. Można ich „nauczać” , przekonywać , ale nie za pomocą młotka wbijającego im w głowę „pożądane” treści. Tym bardziej jest to nieskuteczne, gdy „nauczyciele” sami się kompromitują nieprzestrzeganiem Dekalogu od punktu 1 do 10.

  27. mag
    30 października o godz. 12:25

    O Bożesztymój! Znany laureat laurek wszelakich, abepe Tyrawa przypomniał niedawno, w sposób odpowiednio namaszczony, że Kościół TO NIE JEST KLUB DYSKUSYJNY.
    Podsumował to jasno: różne rzeczy można sobie gadać, ale na końcu ma być to co objawione, uświęcone, ustalone i niezmienne. A co to jest – decyduje Kkat i żadne „przypadkowe społeczeństwo” nie ma tu nic do gadania.
    ówczesne lekcje religii czasem bywały klubem, jak był dobry katecheta dający sobie radę z licealistami którym się kłębią w głowach myśli i pytania, ale nie przesadzajmy, że to było standardem. Wyjątkiem. Mieszkamy w wielkich miastach i mamy skrzywioną optykę. Korekta: – 25 dioptrii.
    Nasze sentymenty co do czasu minionego lukrują kaplice i liczka naszych katechetów, poszerzają ich horyzonty i wycierają ich lepkie rączki higienicznymi jednorazówkami niepamięci.
    Ale co do zasady, że religia była w kościele, a nie w szkole – nie ma żadnych wątpliwości: tamto było grubo lepsze.

  28. Gekko
    Bożesztymój!
    Znaczy się, że zostałam fatalnie wychowana w „słusznie minionej” epoce przez ówczesny kk.
    Ja tam żadnych laurek nie wypisuję, tylko przeprowadzam tzw. analizę porównawczą na podstawie doświadczeń i pamięci własnej (jeszcze sprawnej) oraz moich bliskich i znajomych w różnych wieku.
    Badań socjologicznych jeszcze nie prowadzę, chyba że otrzymam jakiegoś „granta”, najlepiej z unijnych funduszy.
    Pochwalony!

  29. Tanaka
    Bożesztymój!
    Pomyliłam nicki.
    Sorry obu panów – Tanakę i Gekko.

  30. @ mag

    Frojdowska pomyłka przynosi mi zaszczyt bo pod komentarzem Tanaki chętnie się podpisałbym.

    Ze smutkiem konstatuję, że u nas pojęcie wiary dotyczy wiary w Cara albo w jego wypaczenia.
    Wiarę myli się u nas z leasingiem rozumu nieuczciwemu najemcy.

    Czuj duch.

  31. mag
    30 października o godz. 15:50

    Wszyscyśmy tu fatalnie wychowani przez ówczesny Kk na zgubę obecnego.
    W ramach grantu unijnego, chętnie bym zbadał zależność solidnie-zgubnego wychowania przy-kościelnego za czasów przedwojtyłowych i zgubnie-niesolidnego za czasów wojtyłowych, czyli „pokolenia JP II”. Podtytuł grantu: Wybitność Lolka – antywybitnością jego masowych klakierów, czyli ciemność, widzę ciemność.

  32. Gekko
    30 października o godz. 16:21
    To bylo zgrabne, a myląc się Frojdem, powiedziałbym : Frodem. Żeby nawiązać też zgrabnie do Hell-o-Kitty i zapachnieć siarką.
    Tylko coś z tym „czujduchem” nie czuję się tu oswojony. A może by tak klimatycznie, kadzidlanie, ekstatycznie: saecula-saeculorum..? Przecież to pyszne, nieprawdaż?
    Od tego człowiekowi przybywa elegancji i lekkości w słowie i myśli. Zaraz by mówił: „azaliż”, „aczkolwiek”, „gdybyż”, „jednakowoż”, „zważywszy”, itepe.
    Ku Niebu to unosi, ubogaca, pęka i odpada chityna codzienności: „na dzień dzisiejszy”, „w chwili obecnej”, „fakt autentyczny”.

    Zawsze żem to lubił.

  33. Tanaka
    W ramach grantu z UE podjęłabym, ewentualnie, temat – podaję tytuł roboczy –
    Pokolenie JP2 jako wynik pokłosia nauk polskiego kk pod auspicjami papieża (de domo) Karola Wojtyły.
    Czekam na korekty i kontrpropozycje.

  34. Szanowny redaktorze Polityki

    Nie wyobrazam sobie istnienie obiektywnej dyskusji na temat polskiej moralnosci bez wlaczenia w nia komunistycznego wychowania Polakow przez Passenta,Urbana,Jaruzelskiego im podobnych. Max Kolonko zwraca uwage na polski syndrom i tlumaczy pochodzenia zla ktore jego zdaniem zwiazane jest z totalitaryzmem. Dlaczego pan w swoich wpisach z uporem maniaka ignoruje ten fakt. Dlaczego krytykuje pan tylko totalitaryzm religijny a pomija pan milczeniem totalitaryzm polityczny i swojego sasiada TW Passenta? Kiedy zdobedzie sie pan na obiektywnosc?

    Slawomirski

  35. @ Tanaka

    No nie wiem.
    Pyszne ma być azaliż?
    W kościele????
    Coś takiego już było w gimnazjum, ksiądz otrzęsacz obszedł się po kolankowej śmietance – medialnym niesmakiem.
    Chociaż, jako nieubogacony transcendencją transgresji, nie posiadam wiedzy w temacie.
    Nieposiadanie wiedzy to jej zwycięstwo nad gwałcicielami.

    … chyba grozę amoralną kolejnych pogróżek Michalika usiłujemy oswoić żartem – takie haloweny w obronie przed zaduszeniem…
    Manifestacja strachu dusiciela przed cywilizacją śmierci medialnej budzi grozę. 😉

    PS WTF is Kitty?

  36. Gekko
    30 października o godz. 17:37
    nie w kościele, ale w tym parkowym gronie braci mniejszych. Lub większych.
    Śmietanka może była słodka, ale niesłodkie są kolana tego pana.

    mag
    30 października o godz. 16:58
    Łojmatko ! Z „pokłosiem” zalecałbym ostrożność. Maciek Stuhr znowu oberwie. 😉

  37. @tanaka@gekko@mag – ście są fajni…

  38. @ Sławo – skoro zostałeś pan wychowany przez tych osobników, to siedź cicho i zjedz Golonko na Maxa.
    Ja tam nie miałem z wymienionymi nic wspólnego.
    A pani Mag z panem Pieczulem zaiste się nie rozumieją.

  39. bib
    30 października o godz. 20:03
    Tako rzecze… Zaratustra?

  40. mag
    Może w nieklawiaturowym kontakcie porozumienie byłoby lepsze. Odniosłem się wyłącznie do słów „zostawcie w spokoju wiarę”. Wiara religijna może być dla ateisty takim samym przedmiotem poznania jak chrabąszcze, czarne dziury i kształtowanie się człowieka od zarodka do podlotka, więc nie ma powodu, by zainteresowani jej nieapologetycznym poznaniem zostawiali ją w spokoju. Oczywiście wypadałoby odróżniać poznawanie wiary (głównie mnie interesuje jej źródło, czyli Nowy Testament) od indoktrynowania wierzących niewiarą – mnie niehałaśliwi wierzący obchodzą tyle, co zeszłoroczny śnieg. A poznania nie można ograniczać żadnymi barierami, w przeciwnym razie nie będzie poznaniem, lecz grzecznościowym kiwaniem głową. „Zostawcie w spokoju wiarę” jest tworzeniem takiej właśnie towarzyskiej bariery, zakazanego rewiru. Gdyby światlejsi przodkowie posłuchali takiej rady, nie wiedzielibyśmy do dziś, że wiara religijna to pradawne złudzenia, które z czasem stały się z premedytacją uprawianym oszustwem, nawet biznesem.

    Interesuję się wiarą, jak pan Niesiołowski – chrabąszczami, więc ani mi w głowie nawracanie wierzących na pierwotny, przynależny wszystkim bez wyjątku ateizm – ubieram tylko w formę literacką efekty mojego poznania wiary chrześcijańskiej, która jest zlepkiem różnorodnych doświadczeń, kłamstw, naiwności, nieporadności, nieprawdopodobieństw, zwykłych głupstw, lęków i fantazji starożytnych Hebrajczyków. Komu nie pasuje, niech nie słucha. Podobnie jak ja nie słucham infantylnych kazań (kiedyś, jako już nieodwracalny ateista, specjalnie chodziłem posłuchać, stąd wiem, że infantylne) z niewiadomych powodów nazwanych „homiliami”.

  41. Ksiądz biskup Michalik nie ma obycia z ludźmi myślącymi niezależnie. Całe swoje długie życie gadał z potakiwaczami. Jego mowa wciąż do nich, nie do nas. Potakiwaczy umacniać na okopanych pozycjach – to jest misja Michalika.

    Uważam, że powinna powstać internetowa mediateka, gdzie te wszystkie mądrości zaściankowego kleru (Michalik, Oko, Rydzyk, Głódź) byłyby zebrane w jednym miejscu. Byłby to wspaniały taran burzący mury tej archaicznej twierdzy. Oczyszczający pole dla Kościoła otwartego, mówiącego głosem raczej ks. Lemańskiego. Jakiż wspaniały materiał badawczy z tego będzie za kilkaset lat.

  42. ?
    30 października o godz. 20:53

    Prosze wzorowac sie na myslniku.

    Slawomirski

  43. Chyba dopatruje sie teorii spiskowych, ale dlaczego nigdy nie jest mi trudno zlapac ostatniego wpisu np. red. A. Szostakiewicza (ale tez innych), nawet jak juz nie jest najaktualniejszy i nie cieszy sie duzym wzieciem, a ten blog ciagle mi znika i musze zaczynac od spisu blogowiczow.
    Co do wspanialosci dawnych ksiezy i nauk kosciola, w minionych, ale nie odleglych czasach mam nieco odmienne zdanie. Nie jestem w tym osobniona i nie bede zanudzac swoimi i innych doswiadczeniami. Wspomne jednak, ze jedyny ksiadz, ktorego docenialam, za udostepnianie kosciola czy sal parafialnych na prelekcje „anty”, wkrotce po transformacji zostal biskupem Frankowskim i wiem, ze jest to jeden z najbardziej wstecznych biskupow. Wiec jesli niedawno tak latwo bylo, przynajmniej w pewnych miejscach spotkac wspanialego ksiedza, to gdzie sie teraz oni podziali? W ciagu 20 lat taka calkowita zmiana osobowosci?

  44. mag
    Krótko mówiąc, Szanowna mag, obchodzenie się z wiarą jak z jajkiem – żeby, broń Boże, nie urazić wierzących (troszczy się ktoś o to, by nie urażać ateistów?) – nie tyle może jest u źródeł delikatnością, ile postawą asekuracyjną, delikatnością na wszelki wypadek – gdyby po tamtej stronie miało się okazać, że jest jednak Bóg. Nikt zdrowy na głowę nie usiłuje głosić ateizmu w kościołach, chodzić z nim po kolędzie lub zaczepiać ludzi na ulicy jak Świadkowie Jehowy, ale Twoje (to nie odosobniona postawa) odradzanie wypowiadania się o wierze z pozycji ateistycznych również na takim publicznym forum jak niniejsze, ciut trąci średniowieczem. Jak nie tu, to gdzie – w klasztorze zwanym „racjonalista.pl”, na Antarktydzie wśród pingwinów? Czemu apelujesz w jedną stronę – by zostawić wiarę w spokoju – a nie apelujesz do wierzących, by zostawili w spokoju niewiarę? Ostro krytyczna postawa wobec praktyk kościelnych pasożytów i pokorna, delikatna wobec wiary to, rzekłbym, poznawcze zatrzymanie się w pół słowa, skoro świetnie wiemy, że wiara religijna nie naprawiła człowieka i nic się nie zmieniło od czasu, jak Kain zabił, a mama skradła. Jak się palnęło A, trzeba palnąć B. Sam domniemany Stwórca pożałował przecież, że uczynił człowieka, co świadczy o tym, że daleko mu było do doskonałości (więc wiara ma tak samo daleko). Ba, wiara nie naprawiła nawet Jezusa, który oszukiwał, że nie przyszedł znieść prawa, lecz wypełnić, a znosił to prawo jak w transie. Krytykowanie wiary to przecież nie smoleńskie zmyślanie przeciw urojonemu wrogowi, lecz widzenie i mówienie, jak jest. Wiara religijna, jak każda ideologia, jest utopią. Nie muszę tego mówić w oczy mojemu wierzącemu przyjacielowi, ale niemówienie o tym również na takim forum byłoby obłudą identyczną, jak tysiącletnia obłuda katabasów. Ty, mag, chcesz ich otwarcie krytykować, przymykając oko na wiarę, przez którą zaistnieli?! Nie istnieje coś takiego, jak doskonały Bóg i doskonała wiara w niego. Nie istnieje brudny Kościół Rydzyka, Michalika, a obok – czysta wiara. To z oszukańczej wiary powstał oszukańczy Kościół. Więc wart Kościół swojej wiary, a wiara – Kościoła.

  45. mag, jerzy pieczul et all

    ‚wiara religijna’ oksymoron. Dzisiaj wiara i religia niewiele maja ze soba wspolnego, przynajmniej dla tych, ktorzy potrafia myslec i wybierac swiadomie. Mozna sobie wierzyc w Jezusa Chrustusa i nie tylko nic w tym zlego ale nic nam do tego. Ale religia katolicka, z calym swoim obrzadkiem i dogmatami, slabo sie broni jako jedyna i sluszna droga do „zbawienia”. Niesamowity rozwoj RK zawdzieczamy cesarzom rzymskim, Konstantynowi i Justynianowi, bo to oni dostrzegli w RK wielki potencjal jako instrumentu do scalenia imperium, czego w wieku II-III, legiony nie mogly juz zapewnic, bo nie bylo na nie kasy. Trzeba bylo troche uporzadkowac to i owo, jak kwestie dualizmu (Bog-Czlowiek) Jezusa, co uczyniono w Nicei bodaj w a.d.313, pod lekkim naporem cesarza. Potem przyszla kolej na celibat, koncept kosciola swietego ( Jezus, jesli istnial, modlil sie w synagodze), ewangelie takj by okolo roku a.d. 800 wszystyko bylo gotowe do tego by owieczki w calej Europie i czesci Azji zaczal sie trawajacy do dzisiaj process dojenia gigantycznego stada owiec. Spowiedz swieta przyszla chyba w 1215 roku na synodzie trydenckim jesli sie nie myle, jako sposob na sledzenie heretykow langwedockich. Tam gdzie kiedys posylano centurionow i konsulow na czele legionow, zaczeto posylac biskupow i przyszlych swietych. I interes kreci sie do dzisiaj. Calkiem niezle. Zadziwiajace, ze RK zdolala przetrwac, w prawie niezmienionym kasztalcie, prawie 1800 lat!!! Updalo tyle innych, czesto bardziej przekonywujacych, a RK ciagle trwa. Ale widac, ze Firma czyli KK, chwieje sie bo brak jest konceptu co dalej. Idea wyplukala sie. Ludzie dzisiaj wierza, ale nie potrzebuja do pomocy KK. I dobrze, bo wiara to jest cos tak intymnego, ze nie trzeba , wrecz nie powinno sie, obnosic z tym publicznie, miedzye innymi dlatego, zeby Ci ktorzy nie wierza bo takie ich swiete prawo, nie czuli sie napietnowani. To tyle dywagacji. Ide pic kawe. Pierwsza dzisiaj! Dobrego dnia wszystkim!

  46. Jerzy Pieczul
    Dobrze to napisałeś i solidnie uargumentowałeś. Wśród innych rzeczy, zaciekawił mnie Twój „eksperyment uczestniczący”, czyli ateistyczne chodzenie na msze by się przekonać jak bardzo kiepskie są kazania i homilie. Czy to było jakieś systematyczne i rozległe badanie stanu głów kleszych, czy raczej incydent?
    Rzecz sama w sobie ciekawa. Sam nie prowadziłem rozległych badań, natomiast chętnie się wsłuchiwałem w to co mówią, ale raczej przy okazji, czasem przypadkiem. Choć bywa, że sprawdzam aktualny stan rzeczy. Jedno z ostatnich doświadczeń, w pewnym sensie bardzo przyjemnych miałem szperając w necie, gdzie jest dużo kleszych kawałków. Dwaj zakonnicy, istni szołmeni, tłumaczą ludziom mało rozgarniętym, na czym polega miłość, albo „komunia ciał”, albo łaska pańska, albo zbrodnicze zło in-vitro. mają w sobie pasję pouczania, poczucie absolutnej wyższości nad odbiorcą, maskowane starannie miłymi sformułowaniami, „harcerskim” entuzjazmem, obłudnymi uśmieszkami mającymi udawać jezuskowe przytulanki i lepką, gęstą MIOŚCIOM wyciekającą im z buziek i rękawów.
    Jakby śmieszne to, ale w sumie ponure.
    Jest tego tyle, że zamienia się to powoli w pokłady ropy naftowej.
    Mój, od dawna sformułowany wniosek jest bardzo czysty i prosty: niektórzy, mimo wiary, mają w sobie człowieka, mądrego człowieka. Ale to bardzo rzadkie. Nie jest się człowiekiem dzięki wierze religijnej. Ci co tak uważają, mieszają porządki. Co dobrze uargumentowałeś.

  47. Kopytko
    31 października o godz. 0:29

    Mediateka byłaby bardzo pożądana. Jednak do zrobienia porządnej, trzeba by być kimś jak Karlheinz Deschner. Jednak on zajmował się sprawami głębszymi niż bredzenie tego czy owego klechy.

  48. Tanaka
    31 października o godz. 9:33

    Jeszcze jedna rzecz: „troszczy się ktoś o to, by nie urażać ateistów?”
    To bardzo celne. Niekatolik (nie-wierny) ma szanować uczucia wiernego. Wierny nie ma takiego obowiązku wobec nie-wiernych – tak o sobie wierny mniema. To jest bluźnierstwo ze strony wiernych. Sprzeciwia się najfundamentalniejszej podstawie miłości: szanuj drugiego.

  49. Komu śmierć medialna przez kk pisana ku życiu wiecznemu

    Moja mała uwaga do dyskusji o prawach krytyki religii, wiary czy czego tam jeszcze, pod warunkiem akceptacji wartości i abstrahowania od praktyk wyznawców…
    Głos polskiego kk i jego hm…przywódcy reprezentuje inne stanowisko

    „Internet – tam mamy wielki dramat. Nie można tego zamknąć”.

    To cytat wypowiedzi Michalika udzielonej w wywiadzie – analizowanym przez Stanisława Obirka.

    http://studioopinii.pl/stanislaw-obirek-jezyk-arcybiskupa/

    Nie mam pojęcia, czego jeszcze trzeba osobom mniej więcej myślącym, aby zrewidować swoje poparcie dla totalitaryzmu ucharakteryzowanego na lep dla pożytecznych…wiernych temu kościołowi.
    Chyba tylko refleksja w szykowanej nieposłusznym celi i to nie klasztornej.
    Bo skoro nie można chwilowo zamknąć internetu, to z pewnością można jego ludzki, poszczekujący wsad.

    Proszę sobie te słowa Głowy Kościoła Katolickiego w Polsce przemyśleć, przed oddaniem się medytacjom transcendentalnym.

  50. Jerzy Pieczul
    Ależ zgadzam się z Tobą, że właściwie nikt nie troszczy się o to, by nie urażać ateistów, czy po prostu ludzi religijnie obojętnych. Nawet prawo mamy tak skonstruowane, że karalna jest obraza uczuć religinjnych, a innych już nie.
    Wyjątek stanowią ci religijni, na co zwraca uwagę Tanaka, którzy „MIMO wiary mają w sobie człowieka, mądrego człowieka”.
    Nie jest się człowiekiem dzięki wierze w jakąkolwiek religię, a tym bardziej jedynie „słuszną” w czym celują polscy „prawdziwi” katolicy , nawet jak mieszkają na obczyźnie.
    Nadinterpretowałeś moje słowa, że jakoby obchodzę się z wierzącymi jak z jajkiem, a sama nadstawiam drugi policzek.
    Napisałam -„zostawmy problem wiary lub jej braku ludziom, bo to sprawa intymna”.
    Nie oznacza to przecież, że zgadzam się na nachalne indoktrynowanie religijne w przedszkolach i szkołach publicznych, czy obligatoryjny udział przedstawicieli kleru w rozmaitych uroczystościach państwowych czy lokalnych.
    Wydaje się mi to tak oczywiste, że nie widziałam potrzeby, by tę myśl rozwinąć.

  51. @ Tanaka
    ” Jednak on zajmował się sprawami głębszymi niż bredzenie…”
    Uważam, że bredzenie nie powinno być lekceważone, bo pokazuje bez pudru, na jakim poziomie funkcjonują ludzie, uzurpujący sobie miano „przewodników duchowych”.

  52. Kopytko
    31 października o godz. 13:29
    Oczywiście !

  53. Jak na mój starozakonny łeb to cała to pedofilsko-michalikowa chucpa to raczej chwilowy odruch obywatelskiego protestu świata mediów. Owszem zdarzają się niezłe kwiatki w życiu monumentalnej instytucji, ale zdarzały się zawsze, o czym prawdopodobnie można byłoby się przekonać gdyby był dostęp do akt PRL-owskiej tajnej policji. Ale niestety przez nieuwagę, ktoś albo ogień zaprószył, albo przeciąg był i zupełnie przypadkowo całe regały teczek, teczuszek i innych skoroszytów poszły w pi…piękne rejony nierealnego bytu.

    I wtedy kiedy polski Kościół był potrzebny w wielkiej politycznej globalnej rozgrywce to nikt sobie nie zaprzątał głowy jakimiś amorami i wszystko było traktowane w ramach głaskania dziecin po niewinnych główkach. Chyba ,że ktoś zalazł za skóre chłopakom z PRL-owskiego ABW-u to wtedy najpierw odbywała się kurtuazyjna pogawędka, ”…że, my wszystko wiemy” i jak sobie nie dacie na wstrzymanie z tymi bibułkami i kazaniami to wiecie…”. I z reguły prawdopodobnie taki miłośnik chłopięcych główek szedl po rozum do głowy i sprawa się rypła raczej „rypała” na etapie operacyjnych dociekań.

    A dzisiaj kiedy służby nakierowane sa na rejony wschodniej rubieży kraju, gdzie za każdym przygranicznym drzewem czyha ponoć wróg ,a po ciężkiej i wyczerpującej pracy tylko chwila skupienia podczas modlitwy w resortowej kaplicy nadaje sens pracy nikt nie myśli aby zawracać sobie głowę amorami panów w czarnych przewiewnych sukienkach i być może obcisłych kolorowych trykotach

    Jak nie ma kto to zajęły się tematem media. Ale opis problemu to żywcem wzięta poetyka z dzienników społeczno-kulturalnych ,czyli Superekspres i Fakty”. Bo tak się zlożylo, że ci którzy jeszcze chodzą do Kościoła to w większości czytający z wypiekami na twarzy wyżej wymienione tytuły. Nakład spada to trzeba… wgłębiać się w meandry ludzkiej egzystencji Nie tylko zresztą tym tytułom się chce ,ale na tapetę wzięły pedofilsko- michalikową mantrę inne…”Polityka’ , GW, itp.

    Ale kiedy zacznie się zbliżać okres Świąt Bożego Narodzenia jak Polska dluga i szeroka naród nagle ochłonie . Również polskie media ( niektóre tylko z nazwy) dadzą sobie na wstrzymanie bo trzeba będzie ubierać choinki, a pod choinki…
    Po prostu wtedy zaczną się żniwa związane z Świętami Bożego Kupowania. I wtedy gazety nie znajdą miejsca na dociekliwe artykuły, bo cale szpalty będą upstrzone…wiadomo czym będą upstrzone szpalty. Również stacje telewizyjne nie mogą nadawać sygnałów kontrolnych kiedy Polki i Polacy chcą sobie jakiś skromny prezent kupić i na pewno w skromnym wymiarze czasowym ukazywać się będą zwiastuny mowiące o jedynej w życiu Polaka chwili.Być może jakiś dociekliwy dziennikarz (może sama Olejnik Monika) przeprowadzi super tajne dziennikarskie śledztwo w wyniku którego okaże się ,że pan Michalik to swój chłop, a pedofilia to wszystkim pomyliła się z hemofilią, a to się może zdrzyć nawet księdzu.

    Bo okres świąt to okres wielkiego publicznego przebaczania i w tym właśnie duchu znów wspaniale będzie się cały kręcił medialno – kosciołowo – polityczno – biznesowy teatrzyk.

  54. mag
    Droga mag, ciepła i mądra, jeszcze tysiąc lat i się zrozumiemy. Nie mam co zostawiać lub nie zostawiać wiary wierzącym, bo mnie o to nie proszą, a gdyby nawet prosili, to przecież i bez proszenia zostawiam. Nie mam ani chęci, ani mocy, żeby nie zostawiać, zwłaszcza że nie interesuję się ludźmi wiary religijnej, lecz samą wiarą – bez osób. Mówię więc o oczywistym prawie wszystkich do publicznego roztrząsania wszystkiego, co jest religią. Intymną wiarę wierzący ma w sobie i dla siebie i nikt – nawet najbardziej wścibski i szatański dyktator nie ma do niej dostępu. Natomiast reszta dzięki Kościołowi, który uwielbia być na widoku („Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”), wala się po świecie, fruwa jak foliowe torby, , więc kto chce – podnosi, patrzy, wącha. Ja też patrzę. Fakt, że zdarzało się widzieć podwójnie.

    STARY DZIAD – A MOŻE

        Sprawiłem sobie jedyną w życiu niewinną radość: wiosłowo-żaglową skorupkę.
    Wonczas wziąłem cztery śledziowe sieci, pojechałem w morze na nockę. Nocka wygląda tak: stawia się pływające siatki, wiąże się koniec zestawu do łódki i się dryfuje do rana, gdzie poniesie los. Bardzo to uważam jako dziad.
        Postawiłem, wytrąbiłem flaszkę, leżę na wznak. Dwie rzeczy napełniają mnie podziwem: niebo gwiaździste nade mną i kiełbie we łbie. Naraz – nikt nie uwierzy – na łódkę spływa Światłość.
     – Ty sobie nie rób żartów – mówi.
     – Jakie żarty! Cieszę się, że cię choć raz widzę i słyszę.
     – Wierzysz teraz, że j e s t e m?
     – Przeciwnie: w i d z ę. Mogę dotknąć?
     Wyciągnęła rękę. Uścisnęliśmy sobie, siadła na dziobie i gadamy o wszystkim i o niczym. Mnie najwięcej ciekawi wszystko. Mówię:
        – Uczyli mnie, jak jeszcze na chleb mówiłem “bep”, że świat się składa z ducha i z materii. Duch jest wieczny, wszechmocny, wszechwiedzący i wszechobecny, materia służy mu chwilowo za mieszkanie.
      – Prawidłowo uczyli.
     – Ale nic nie dało. Jaki on wszechobecny, skoro siedzi na dziobie? Tym samym nie ma go na rufie, bo tu leżę ja.
     – Ot plemię żmijowe! Nie rozumiesz, że jest i na dziobie, i w tobie? Czyż powietrze nie jest równocześnie w Rzymie i w Izraelu?
     – Chyba jeszcze jest. A na Śląsku?
     – Co to takiego?
     – A to Polska właśnie.
     – Nie znam.
    Przypomniałem sobie, że nikt w Piśmie nie wyprorokował tego mesjańskiego kraiku – sam się wypromował – a wszechwiedząca Światłość pofatygowała się na świat po to, by się wypełniło Pismo – po nic więcej.
    – To o samochodzie też nic nie wiesz? – mówię.
    – Szatanie! Nie będziesz wystawiał na próbę Najwyższego Dobra!
        – Więc jak mam poznać, czy najwyższe? Sam dałeś przykład wystawiania – przypomnij sobie drzewo poznania. A gada kto do raju wpuścił?
    – Co wolno wojewodzie, to nie tobie, diable. Jest napisane: “Panu swemu będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”.
      – Ajwaj! Ty rządzisz, czy to, co napisane? Wyjaśnij tylko, jak ma służyć Najwyższemu Dobru ten, którego przeznaczeniem jest siać zło, i już się robi.
      – Idż precz, szatanie!
       Zerwałem się dotknięty, że ktoś mnie śmie wyganiać z mojej własnej łódki – i wypadłem za burtę. Wgramoliłem się z powrotem: ani żywej duszy! Kapnęło z flaszki na język parę kropel tego, co zostało na dnie, i zasnąłem.
      Rano morze dało pięćdziesiąt kilo śledzia do każdej siatki plus jeden cud: ośmiokilowy łosoś. Mówią: “Prosiliśmy i stało się”. Ja o nic nie prosiłem, a też się stało.
       Com widział – powiedziałem. Mogę pokazać flaszkę “krowę” jako niezbity dowód.

  55. Próbuje mi się zadać śmierć medialną

    zostalem zbanowany przez Passenta, Hartman i Szostkiewicza za to ze nie uznaje kreski Mazowieckiego.

    Slawomirski

    P.S.

    Na Tronie Piotrowym zasiadl szesciolatek.

  56. @Sławomirski

    Specjalnie dla pana wyłuskałem fragment artykułu z Polityki na temat żywności. Autorstwo pani Solskiej

    „…Prof. Jana Ludwickiego, toksykologa z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, niepokoją Amerykanie. Obawia się, że na samych hamburgerach, chipsach i frytkach tak strasznie by nie tyli. Nie wyklucza wpływu hormonów wzrostu, jakie serwuje się tam kurczakom …”

    Z tego co wiem , jest Pan znanym miłośnikiem indyków, ale kto wie , czy czytając Pana dogłębne analizy dotyczące polskiej rzeczywistości również indyki mogą niedługo trafić na listę podejrzanych.

    I gdyby rzeczywiście dostrzegł Pan u siebie coś niepokojącego to proszę bez krępacji, czy niepotrzebnej skromności…

    Pomimo tego że zawsze stałem po drugiej stronie ideologicznej barykady deklaruję się w ramach humanitarnej pomocy zorganizować specjalną grupę moralnego wsparcia.

    Jesteśmy to winni ostatnim krzewicielom solidarnościowego etosu na amerykańskim lądzie .

  57. Aaron Sprężyner
    31 października o godz. 17:14

    Szanowny Panie Aaron Sprężyner

    No wlasnie. Dzisiaj jest Halloween i pewna kobieta z North Dakota zapowiedziala ze nie bedzie dawac cukierkow otylym dzieciom. Czy jest to dyskryminacja otylych dzieci czy interwencja terapeutyczna majaca im pomoc nie wiem sam. Wiem ze redaktorzy Polityki maja w tej kwestii jedyne sluszne zdanie. Redaktor Szostkiewicz wlasnie sie popisal i rozpisal akceptujac egzorcyzmy i inne trele morele. Nikt wydaje sie nie przejmowac polska glupota ktora rozsiewa sie pod patronatem Polityki na blogach. Acha panie Sprezyner. Komplement. Do twarzy panu w tym krajobrazie.

    Slawomirski

  58. nie ma etosu „s”, jest tylko mit i to taki, ze, proszę,
    na skałkę się zmiescił i maszeruje dalej, dmąc w dudy inkwizycji…

  59. przepraszam,ze, nie na temat:
    czy wie kto co sie dzieje z wiplerem?
    bo, chcialem juz napisac na jednym blogu niemieckim,
    ze to sumienie demokracji polskiej, ale mi tastatura zastrajkowala…

  60. Slawomirski
    31 października o godz. 16:21
    tango zamiast kadryla;
    nasz nowy pontfex jest medialnie o niebo lepszy , niz poprzednik.

  61. Jerzy Pieczul
    31 października o godz. 8:50

    mag
    Krótko mówiąc, Szanowna mag, obchodzenie się z wiarą jak z jajkiem – żeby, broń Boże, nie urazić wierzących (troszczy się ktoś o to, by nie urażać ateistów?) – nie tyle może jest u źródeł delikatnością, ile postawą asekuracyjną, delikatnością na wszelki wypadek – gdyby po tamtej stronie miało się okazać, że jest jednak Bóg.
    ****

    Zgadzam sie z Toba, Jerzy, choc mysle, ze to nie o asekuranckosc chodzi, lecz o wmowione wzorce zachowan: negatywne wypowiadanie sie o religii jest takie fe, ze nawet glosne pierdniecie na elitarnym raucie jest niczym w porownaniu z wystepkiem krytyki religii. A ze ludzie bardzo boja sie by nie wyjsc na ostatnich chamow niemytych, wiec – bez zwracania uwagi na wlasna smiesznosc – sila sie na jak najdalej posunieta delikatnosc i takt.

    Prawda tymczasem jest taka, ze zwlaszcza katolicka religia w Polsce to systemowe wymozdzanie milionow, przez co zbrodnia dokonywana na umyslach Polakow, zbrodnia przeciwko ludzkosci. Bo po to natura dala nam mozgi oraz wyposazyla w mechanizmy ich rozwijania bysmy korzystali z tego, w miejsce samookaleczania badz przyzwolenia na okaleczanie tego dzieki czemu jestesmy ludzmi, i mozemy brzmiec dumnie.

    Rozsadny czlowiek nie bedzie sie wiec obawial, ze jakis obskurant nazwie go chamem lecz bedzie gnoil zabobon na wszelkie mozliwe sposoby.

    Szczegolnie wskazane jest to z punktu widzenia potrzeby likwidacji panstwa wyznaniowego. Co mozliwe bedzie dopiero po sprowadzeniu do parteru tego zlodziejskiego kosciolka, z jego zlodziejska religia.

  62. byk
    31 października o godz. 20:48

    dzieci sie nie czepia

  63. krzys52
    31 października o godz. 21:46

    Dobrze pan pisze:

    „Prawda tymczasem jest taka, ze zwlaszcza katolicka religia w Polsce to systemowe wymozdzanie milionow, przez co zbrodnia dokonywana na umyslach Polakow, zbrodnia przeciwko ludzkosci.”

    ale pomija trzy wazne punkty

    – religijna indiktrynacja dzieci jest gwaltem na umysle dziecka ktoremu nie zezwala sie na samodzielne zrozumienie swiata

    – europejscy chrzescijanie ponosza odpowiedzialnosc za wymordowanie zydow i eliminacje tej religijnej mniejszosci

    – totalitaryzm religijny nie rozni sie wiele od politycznego

    Slawomirski

  64. @ Sławo – dlaczego nie stosujesz się do własnych rad?

  65. Pan @ J. Pieczul zrobił logiczny fake albo fałszywy argument.
    Owszem ateizm jest pierwotny i przynależny wszystkim – ale pierwotna i przynależna wszystkim jest też nieumiejętność (nazwijmy ją: ateizm czynnościowopoznawczowerbalny) mówienia, chodzenia, liczenia, jedzenia nożem i widelcem, ubierania się, zarabiania hajsu i obsługi smarkfonów czy podobnych. Mówi to Panu coś?

  66. krzys52
    Dlaczego wmawiasz mi dziecko w brzuchu?! Dołączając do J. Pieczula.
    Nie czytasz moich komentarzy na różnych blogach?
    Urażasz MNIE jako osobę niewierzącą, a nawet jeśli TYLKO wątpiącą, czy jest to powód, by przypisywać mi jakieś szczególne cackanie się z „religijnymi”?
    Ile razy mam powtarzać, że religijność, obojętnie jakiego wyznania dotyczy, jest sprawą prywatną, intymną.
    Nie zamierzam ingerować w czyjeś wybory i mogę je szanować pod warunkiem , ze spotykam się z wzajemnością. Czyli, że nikt nie czuje się ode mnie „lepszy”, ani nie chce mnie „nawracać”.
    Czy ja piszę niezrozumiale po polsku?

  67. ?
    1 listopada o godz. 0:48
    ——————————–
    Owszem, mówi, że są krytycy, którzy wytykają rozmówcy, że nie powiedział tego, co krytyk chciał, żeby powiedział, jak właśnie Sławomirski wytknął krzysowi52, a Ty – mnie. Może dla higieny wszechświata odnośmy się do tego, co rozmówca powiedział, a nie do tego, czego nie powiedział, i nie twórzmy z jego zdań podrzędnych – zdań nadrzędnych wedle własnego słuchu. Skoro powiedział jedną rzecz, to automatycznie w tej samej wypowiedzi nie wygłosił szesnastu miliardów innych – Ty też. Masz zamiar to nadrobić?

  68. mag
    Dzień doberek w nowym, najpaskudniejszym miesiącu roku. Szanowna i aż uraźliwa w swej delikatności, powiedziałaś: „zostawcie w spokoju wiarę” – tylko do tego się odniosłem, bo automatycznie skojarzyło mi się to z powszechną mantrą o rozdzielaniu wiary i Kościoła oraz z równie powszechnym postulatem niedotykania wiary. A niedotykalskość źle mi się kojarzy. Jeśli więc mówiąc „zostawcie w spokoju wiarę”, nie miałaś na myśli zostawienia w spokoju wiary, to przepraszam, że nie wiedziałem, co miałaś na myśli.

  69. „listopad to dla polaków niebezpieczna pora…”
    katar, grypa, szalenstwo,euforia z depresją,
    strzyka w krzyżu, łamie w kościach, no i leci z nosa…

    w szkołach – same klasówki, mniej na tacy w kościele,
    ściele się mgła po polu, rośnie ponad drzewa,
    aż robi się czeski film i nikt nic nie wie.

  70. Jerzy Pieczul
    Dzień doberek (czy dzieńdoberek? już sama nie wiem)!
    O, przepraszam, wcale nie uważam, że listopad to najpaskudniejszy miesiąc.
    Jako zodiakalny skorpion mam naturalną odporność/niewrażliwość, a nawet pewną „słabość” do tego miesiąca.
    Pozdro

  71. mag
    Przypadkowo wychynąłem na świat 22 listopada, więc jedni chiromanci mówią o Skorpionie, inni – o Strzelcu. A ja chromolę wszystkich strzelców i chiromantów razem wziętych. Pewnie razem chromolimy.
    Dzień doberek jest dzień doberek, mag – zmieniła się tylko forma jednego elementu. Dzieniek doberek lub dobereczek też byłoby tak jak jest. Nie mam natomiast – Twoim tropem idąc – pewności, czy kiedy nie witamy, lecz mówimy o witaniu dzieńdobrowaniem, nie pasowałoby pisać razem, np.: „Nie zaszczycił mnie nawet dzieńdoberkiem cham”.

  72. mag
    Szukam cudów – zwłaszcza kolorów i zapachów – nie tylko każdego miesiąca, ale i każdego dnia. Wczoraj na przykład pstryknąłem fotkę norce amerykańskiej, gapiącej się na mnie ze sterty patyków przy brzegu jeziora Jamno. Listopad jest paskudny dla pracujących – jak ja kiedyś: w rowach, w lesie, na morzu – pod chmurką. A dosłownie przed sekundą, czyli tego lata, nie tylko do jeziora, ale nawet do Bałtyku właziłem jak do ciepłej wanny – tak były wysokie temperatury wody tego roku.

  73. Jerzy Pieczul
    Ja jestem ewidentny skorpion, bo 15.listopadowy.
    Niestesty, muszę (?!) ruszyć tyłek i pojechać na Powązki.
    Presja tych odwiedzin mnie poraża , ale jej ulegam.
    Czasem mam wrażenie, że uprawiamy nie tyle kult zmarłych, co kult grobów.
    Im bardziej ustrojony, „wypasiony”, tym lepiej.
    Jeszcze tu zajrzę, jak wrócę.
    Może będę miała weselsze refleksje, po pogoda wciąż piękna, ciepło i slonecznie.

  74. Dawno temu robiłem ojcu nagrobek, a że mam uszy, to słuchałem dwóch babć, które pucowały nagrobki swoich mężów. Jedna mówiła:
    – Pani, ja nie mogę na to patrzeć. Żeby tak zostawić grób! Tu już chyba miesiąc nikogo nie było. Ja jak dwa razy na dzień nie przyjdę, to nie mogę potem zasnąć. A tu, pani, kwiaty – zwiędnięte, płyta – nieumyta, znicze – poprzewracane, oj, te ludzie to są. Ale ja wiem, pani, gdzie ona mieszka. Ja tam pójdę i powiem, przecież to wstyd. Ludzie sumienia nie mają.

    Polskie cmentarze to świetna ilustracja do „Targowiska próżności” Thackeraya. Są, oczywiście, dla żywych, jako że żaden zmarły dotąd nie powiedział, ze coś go na cmentarzu rusza. A na starych, zadrzewionych cmentarzach okres listo padu, czyli październik, listopad, to okres pretensji między grobami, a nawet awantur. Ludzie bez skrępowania zarządzają cudzym czasem.
    – Pani, niech pani częściej przychodzi, bo ja swój grób sprzątnę, a z pani grobu i tak lecą do mnie liście.
    Jeżdżąc bardzo dużo rowerem po Środkowym Wybrzeżu, przyglądam się byłym cmentarzom niemieckim. Polacy mieli nie tak dawno pretensje o cmentarz Orląt we Lwowie. Nie wiem, czym się nieżyjące polskie Orlęta różnią od nieżyjących Niemców, że cmentarze niemieckie są u nas z reguły zapuszczone, a nawet rozkradzione. Ze dwa tygodnie temu zauważyłem, że na cmentarzu ewangelickim między Koszalinem a Lubiatowem (tak pisze na tabliczkach przy wejściu na niemieckie cmentarze) nie ma ani jednego nagrobka z płytą czy tablicą. Nie wiem, czy część poszła na urządzenie bardzo ładnej alejki Niemców – byłych mieszkańców tych ziem, czy też wszystkie zostały ukradzione.
    Ale znalazłem też rzecz piękną. Koło miasteczka Kępice ( w którym za komuny była duża garbarnia, a teraz jest nic i nawet stacja kolejowa -nieczynna) koło Słupska jest wieś Obłęże. Przy nim – cudne jezioro Obłęskie z ośrodkami dla spragnionych wypoczywania w ośrodkach. Ale dla mnie najcudniejszy jest tam maleńki, z kilkoma starymi kamieniami nagrobnymi, cmentarzyk. Mieszkańcy wsi zgadali się z Niemcami, którzy tu przyjeżdżali – jeszcze dziadkowie przyjeżdżają i chwalą swoje lub swoich rodziców ładnie utrzymane przez Polaków domy i gospodarstwa – odwiedzać rodzinne strony i wspólnym wysiłkiem, własnymi rękami urządzili miejsce pamięci tych, którzy tu kiedyś mieszkali i tu zmarli. Nie wstyd mi w takim miejscu być człowiekiem.

  75. mag
    Powyższe było do Ciebie, zapomniałem zaadresować.

  76. mag
    Nie dodałem, mówiąc o ładnej alejce Niemców – byłych mieszkańców tych ziem, że chodzi o alejkę zmarłych Niemców urządzoną na cmentarzu komunalnym w Koszalinie z płyt nagrobnych z innych lokalnych cmentarzy niemieckich. Byli ludzie wszystkich krajów, łączcie się!

  77. Polityczny z Polityki Jan Hartman nieudolnie pisze na temat polskiej mitologii swieta Dziadow.

  78. Szanowny redaktorze Polityki

    Dzisiaj warto przypomniec ze komunistyczni mordercy ksiedza Popieluszki wlanczajac w to Kiszczaka i Jaruzelskiego sa na wolnosci. Polska jest zlym krajem bo prawo nie karze mordercow a publicysci swoim milczeniem na to przyzwalaja.

    Slawomirski

  79. Slawomirski
    Polska jest złym krajem, bo ściga Urbana za primaaprilisowy żart, natomiast nie ściga takich jak ty, nazywających ludzi publicznie mordercami bez przedstawiania dowodów. Czemu kraczesz i gryziesz na blogu, zamiast zeznawać w prokuraturze, jeśli masz dowody, patrioto? Blogowe kruki i wrony pokazują przede wszystkim siebie, a nie sprawy, które są tylko pretekstem, by upuścić z krwią trochę wścieklizny.

  80. Jerzy Pieczul
    No to trochę mnie pocieszyłeś tym obrazkiem z miasteczka koło Słupska (alejka niemiecka).
    Wspomniałam chyba na blogu Hartmana albo Paradowskiej o zdewastowanych ,w wielu przypadkach nie do odrobienia, cmentarzach poniemieckich na tzw. Ziemiach Odzyskanych, czy pożydowskich w całej Polsce, w kontekście wspominków o moich przodkach, którzy „pozostali” na cmentarzach w Wilnie, Lidzie i Druskiennikach. Byłam tak kilka lat temu. Jest nieźle.
    Nie wspominając o słynnym cmentarzu Łyczakowskim, gdzie podobnie jak na warszawskich Powązkach, są organizowane zbiórki na renowacje grobów przez różne Stowarzyszenia Miłośników Lwowa działające w Polsce i wśród tamtejszej nielicznej już diaspory.
    Cmentarz Orląt jest pięknie zrekonstruowany. Jakoś udało się nam ustalić z Ukaińcami „brzmienie” tablic pamiątkowych, by to nie godziło w ich uczucia patriotyczne. Tuż obok, ale w zasadzie na tej samej nekropolii, leżą Ukraińcy, którzy polegli też za Lwów, tyle po przeciwnej stronie. Byłam tam 3 lata temu.
    Natomiast żenują mnie i smucą tak paskudne ekscesy, jak profanowanie grobów żołnierzy Armii Czerwonej z II WŚ przez naszych „prawdziwych” patriotów”, czy tych poległych podczas wojny 1920 (pamiętasz ten wściekły atak na Michnika, Wajdę i innych, gdy chcieli „palić” światełka z okazji jakiejś okrągłej rocznicy Bitwy Warszawskiej także na ich mogiłach?).
    Żeby zakończyć optymistycznym akcentem, dodam, że gdy jeździłam w ostatnich latach po Podlasiu czy Świętokrzyskiem, widziałam zadbane (najczęsciej przez okoliczną młodzież szkolną) resztki kirkutów.
    Pozdro

  81. Jerz Pieczul
    Sławomirski od lat ma obsesję na punkcie Jaruzelskiego, Urbana i Passenta.
    Wszystko, jak żołnierzowi chuteczka wiadomo z czym, kojarzy mu się z tymi trzema panami.
    Jego przpadek jest nieuleczalny i nie warto reagować.

  82. mag, J Pieczul i inni
    Wiara stała się sprawą tak intymną, że… Wprost nie wypada o niej rozmawiać. Nie wiem, czy to kwestia tego, że KK u nas tak się rozpycha, ale ludzie po prostu unikają tych tematów. Nie tematu kościoła, ale swojej osobistej wiary.

    Zabawna historia: spytałam dyskretnie moją siostrę, czy jej mąż (od 20 lat!) jest wierzący. Do kościoła nie chodzi wcale. Siostra, cóż… Odpowiedziała, że właściwie to nie wie. Był kiedyś u spowiedzi. Przedślubnej. Chodzi też na pogrzeby i śluby kościelne.

    Ostatnio zaczęłam mieć pewne podejrzenia, bo widziałam, jak się przeżegnał. Ale to może być odruch, bo jak się wchodzi do kościoła, to uruchamiają się pewne mechanizmy.

    Ale dziwne, nie? Nie wiedzieć, czy najbliższy człowiek, z którym się mieszka od 20 lat, jest wierzący. I nie mieć śmiałości o to zapytać. Zdumiewająca sprawa z tą wiarą.

  83. A czy wiara traci na intymności?

    PS
    Spotykam się z dziesiątkami osób, które nigdy nie przyszłoby mi do głowy pytać, w co wierzą.
    Może dlatego, że w tych spotkaniach konieczne jest wzajemne zaufanie, a są to osoby niekoniecznie pochodzące z Polski.

  84. Jerzy Pieczul
    1 listopada o godz. 19:07
    Slawomirski
    Polska jest złym krajem, bo ściga Urbana za primaaprilisowy żart

    zartem nie bylo zamordowanie Popieluszki a do tego przyczynil sie Urban

  85. mag
    1 listopada o godz. 19:42

    Szanowna pani mag

    Nieuleczalna to jest polska glupota w postaci powaznego traktowania kreski Mazowieckiego. Ludzie tacy jak Passent,Urban czy Jaruzelski powinni zostac wyeliminowani z zycia publicznego a po osadzeniu przez niezawisly sad ktory jak wszystko inne mozna sprowadzic z Niemiec skazani. To pani i pani podobni obywatele ktorzy krytykuja Polityke za zamieszczenie informacji o Kuklinskim bo zostali w mlodosci zatruci komunizmem sa zakala polskiego spoleczenstwa.

    Slawomirski

  86. Marit
    Skoro nie wie lewica, w co wierzy prawica, można się zastanawiać, czy wierzenia bywają tak konieczne do życia, jeśli się je trzyma w schowku. Mam w swoim wyrku, które jest drewnianą skrzynią, ze 200 kilo złomu. Dziewięciu dziesiątych z tego nie używam, ale też nie wyrzucam, bo się przyzwyczaiłem, że jest i ma być.

  87. Marit
    Wydaje mi się, że rozmowy na temat wiary, Boga itp. zajmują nas raczej w okresie dojrzewania, gdy szukamy odpowiedzi na tzw. podstawowe pytania.
    A potem bywa różnie, albo z nawyku ludzie chodzą do kościoła, tak jak z nawyku i dla tradycji fundują sobie śluby kościelne i wolą, by ich dzieci zaliczyły kolejne sakramenty św., chodziły na religię (na wszelki wypadek), albo uważają się za katolików niepraktykujących, albo im to po prostu wisi. I nie widzą potrzeby rozmawiania o tym z najbliższymi.
    Chyba,że dorastające dzieci zaczynają zadawać tzw. podstawowe pytania.
    Oczywiście jest jakaś grupa osób, nie wiem jak liczna, autentycznie przeżywająch swoje „wyznanie wiary”. I są to niekoniecznie mohery, czy fundamentaliści pokroju Terlikowskich.

  88. mag
    1 listopada o godz. 1:43

    No popatrz jak to jest. Chce sie kogos poruszyc a okazuje sie, ze sie urazilo. Czy mozna urazic kogos bez poruszenia nim?

    Tak naprawde to posluzylem sie fragmentem wypowiedzi Jerzego dla dokonania bardziej generalnych obserwacji i wyciagniecia podobnych wnioskow.

    Podobne do Twojego podejscie do wiary i wierzacych mialem za komuny: to byla ich prywatna sprawa a ja szanowalem jedno i drugie. Pomimo tego, ze – jako dla ateisty – dziwactwa to byly przeogromne.

    Podobne podejscie ateisty biernego mialbym np. w UK, czy jakiejs innej Szwecji. Identyczne podejscie mam w Stanach, bo tu sprawy panstwa i wierzen sa poustawiane wlasnie tak jakym sobie tego zyczyl.

    Ale nie ma dymu bez ognia, Magu – nie ma skutkow (w postaci antyklerykalizmu i antyreligijnosci) bez ich przyczyn. Te ostatnie zaczely dawac o sobie znak na poczatku lat 90ch, a nastepnie w kolejnych popisach katolickiego kleru, wspieranego przez katolicka wspolnote. Ich postawy, oraz dokonania, zmusily mnie do weryfikacji pogladu na szacunek dla religii i wierzacych. W wyniku powyzszego aktualnie szacunku dla nich juz nie posiadam. Przy tym wiem, ze jedynym sposobem na likwidacje panstwa wyznaniowego jest odpowiednie oslabienie katolickiej wspolnoty oraz znaczenia kleru. Dopiero wtedy, gdy beda oni zmarginalizowani, pojawi sie mozliwosc bezproblemowej likwidacji aktualnego Klerykalowa. W polaczeniu z wywaleniem z Konstytucji wasalskiego w stosunku do Watykanu, Art. 25., i odtrzuceniem konkordatu.

    Powyzszych celow, z oslabieniem kk na czele nie osiagnie sie przy pomocy uglaskiwania katolikow oraz okazywania szacunku dla nich oraz ich wiary. Oni musza wiedziec, ze postepuja zle oraz czym to grozi (kompletnym zszarganiem ich wartosci oraz osmieszeniem ich samych – jako osob wierzacych). Musza zdawac sobie sprawe z tego, ze przedluzanie procesu oslabiania kk, i likwidacji wyznaniowego panstwa, dzialac bedzie wylacznie na niekorzysc ich kosciola i ich wiary. Bo my bedzemy walic w nich jak w beben i opluwac wszystko co ma dla nich jakakolwiek wartosc – az do skutku.

    15 lat temu, i pozniej na forach GW, bardzo czesto spotykalem sie z deklaracjami typu „jestem ateista, ale jako ateista mam szacunek dla wiary innych i ich religii”. Podejrzewalem wtedy, ze przynajmniej czesc z deklarujacych swoj „jedynie poprawny ateizm” to byli katole, urabiajacy w ten sposob grunt na ktorym postawy antyklerykalne nie moglyby sie pozywic.

    To co mowisz, Magu, o szacunku dla wierzen innych – czy chcesz czy nie – podchodzi pod ten sam mianownik, z uwagi na skutki (chciane lub nie). W tej wojnie o panstwo swieckie, nie ma „przyjaciol z drugiej strony”, czyli znajomego porzadnego ksiedza, miod cioci katoliczki, i jeszcze paru, w ktorych obronie – z racji ich pozytywnych postaw – wypadaloby stanac, chocby deklarujac swoj szacunek i respekt dla tych co „prawdziwie wierza”, a wiara jest ich intymna i prywatna sprawa przez co nie uchodzi ranienie tych ludzi poprzez atakowanie wiary.

    Tymczasem wiara jest jaka jest i polega na oglupianiu milionow takze przez tego znajomego porzadnego ksiedza, przy udziale naszej miod cioci, i wspanialego sasiada. Co tez laczy sie w polskim przypadku z sila kk. Ktory tak dlugo bedzie silny, jak dlugo nie dojdzie do przewartosciowan w glowkach parafian i olsnienia w postaci wniosku, ze ich swieta wiara nie jest juz absolutnie nienaruszalna i bezpieczna.

  89. mag
    Ano bywają budujące obrazki, stworzone z odruchu serc. Budujące, bo mówią o wspólnym losie na tym padole, o tym, ze jesteśmy podobni, mówią o radości życia i smutku istnienia, o skończoności wszystkiego, o żalu, o goryczy, o bólu, które są udziałem wszystkich. Dziś rozmawiałem z człowiekiem z Niemiec, którego teściowa cudem uniknęła śmierci na „Gustloffie” (nie wsiadła z powodu choroby syna) zatopionym przez radziecki podwodniak. Nie pamiętam, czy radziecki kapitan wiedział, że tym statkiem płyną cywile. Natomiast z całą pewnością wiedział, że wcześniej Wehrmacht strzelał do radzieckich cywilów. Niestety, całe Bogu ducha winne narody są ogłupiane przez chorych polityków. Jednym z najbardziej ogłupionych – jak Tutsi i Hutu – jest Polska. A przecież, jak pokazała Marit, można żyć w zgodzie, różniąc się.

  90. Tanaka
    Przepraszam, zapomniałem o Twoim pytaniu – alzheimer. Moje ateistyczne słuchanie kościelnych kazań nie było zaplanowaną akcją, jak kiedyś półroczne słuchanie „Rozmów niedokończonych” w Radiu Maryja. Po prostu zdarzyło mi się kilkanaście razy, kiedy już byłem mocnym ateistą, szukać bodźców do przemyśleń właśnie w żywej skamielinie zwanej „Kościołem rzymskokatolickim”.

  91. @marit

    A propos zwierzeń i dociekań i naszych na ten reakcji. I nie naszych.

    Swego czasu (jakieś 10 lat temu) żona zadała mi proste żołnierskie pytanie: „A czy Ty Aronie to wierzysz w Boga, czy nie?”
    Odpowiedziałem z lekkim namysłem ( nie dlatego, że nie znalem odpowiedzi), że nie wierzę.
    Żona słabo, bo słabo próbowała ripostować :” A kto stworzył świat? Przecież musi być jakaś przyczyna (w domyśle Bóg).
    Na to ja z ironicznym uśmiechem: „A kto stworzył Boga? Przecież musi być jakaś przyczyna.”
    Wiedziałem ,że moja wypowiedź wywoła jakąś reakcję, ale to że żona zacznie płakać – tego nie spodziewałem się.

    Dzisiaj ,chociaż właściwie nic w moim „metafizycznym” podejściu do Boga nie się nie zmieniło, raczej inaczej przebiegła by taka rozmowa.

    Dlaczego?

    Przede wszystkim pojąłem religia to zupełnie inny wymiar człowieczeństwa. To nie coś co jest na zewnątrz, coś co można na chwilę pozostawić w przechowalni bagażu i przejść do swoich spraw i mimo ,że religia ta jest czasami tylko naiwna i dziecinna to wiara jest tym czego nawet w XXI wieku ludziom brakuje. Bardzo brakuje.
    I w tym miejscu jeszcze jedna kwestia. Tak jak kiedyś religia (szczególnie ta katolicka) miała cały świat u swoich nóg ,a ci którzy wierzyli w Boga znali odpowiedzi na wszystkie pytania., tak dzisiaj ludzie wierzący to niestety w większości ci gorsi, słabiej wykształceni, nie potrafiący się odnaleźć w realiach współczesności. Przeważnie ich kapitał kulturowy, społeczny, ekonomiczny wywołuje uśmiech politowania u tych którym się udało i którym Bóg nie zawraca głowy na przykład w niedzielę.
    Być może nieco uogólniam, bo rzeczywistość jest czasami bardziej skomplikowana, ale te dwa światy coraz bardziej się rozchodzą i ja swoimi ironicznie wygłaszanymi deklaracjami nie mam ochoty wykopywać jeszcze większej przepaści między nimi.
    Nie chciałbym na przykład aby obywatele o świeckiej orientacji postrzegali tradycje religijne i wspólnoty wyznaniowe jako relikty przedwpółczesnych społeczeństw i z politowaniem przyjmować religijną sferę na modłę kulturowej ochrony gatunków zagrożonych.

    Jak mawiał poeta „Oni też mają swoją opowieść”

    Wiem,ze moje może mętne wynurzenia trochę dziwnie brzmią w kraju gdzie ponoć 90,4643783% to katolicy, ale mimo wszystko będę bronił swojej perspektywy problemu.

  92. Aaron Sprężyner
    To ta sama rzecz, o którą się lekko potknęliśmy – ale bez upadku – z mag. Chłodne badanie wiary religijnej przez szkiełko nie jest lub nie musi być równoznaczne z potępianiem wiernych. Przecież się nie pcham z moim ateizmem w oczy mojej dziewięćdzisięciodwuletniej matuli. Mowy być nie może o szacunku ateisty dla wiary, ale może być mowa o szacunku lub choćby respekcie wobec człowieka. W związku z wszeobecnością religii w życiu publicznym pojawia się też jej krytyka ciut głębsza od wytykania księżom wtykania nosa we wszystko, obłudy, pazerności, pedofilii.

  93. Pan @ J. Pieczul – noooo, tożeśmy se pogadali, jak Kacper z kozą na miedzy i nawet nie wnikam kto był kozą w tym układzie.
    A o chorobie Alzheimera niech Pan się lepiej nie wypowiada.

  94. @ Aaron Sprężyner
    1 listopada o godz. 22:29

    Aaronie, chcę wnieść nieco radości w Twe smutne rozważania o transcendencji pożycia. Także małżeńskiego.
    Mnie też się zdarzył dialog.
    Żona: wierzysz że stać nas na nowy samochód dla mnie? Ja, po wypracowanym namyśle: nie. Ona: Ale oboje pracujemy, oszczędzasz, niemożliwe abyśmy wszystko wydali… Ja: jak wierzysz, skąd się wzięły nasze wakacje w kurorcie? Ona: łzy w oczach.
    Odtąd jeździmy na wakacje osobno.

    Wymiar uczuciowy, zwłaszcza gdy w grę wchodzą pieniądze, to jest immanentnie ludzka cecha, tak jak towarzyszące im wzruszenia, łzy czy radosne wizyty w salonach samochodowych.
    Oczywiście, że to się nie bierze znikąd, ale wiara, że z totolotka, to już dorabianie pozaludzkiego wymiaru do banalnej psychologicznej prawdy, że często nasze uczucia kierują (gdy dostępny) rozumem.
    Przepraszam za kpiarski ton, ale to, że boimy się (bywa do łez) burzy nie znaczy, że to pokora przed gniewem bożym.
    Serdecznie pozdrawiam.

  95. ?
    Chłopcze, na stronie mojej szkoły jest młodszy kolega, który wpada raz na rok, mówi: „Żenada” i wypada. Takich wpadaczy, którzy wpadają wyłącznie po to, by szczeknąć, przysr…przepraszam…przysolić, by innych mieć za wrogów – jak polski Kościół, który bez wrogów nie potrafi żyć – a nie podzielić się wiedzą, jasno wyrażonym poglądem, nową myślą, na innych stronach też nie brakuje. To typ zachowań, a nie odosobnione przypadki. Nic się nie bierze z powietrza, więc pewnie coś odreagowują. Tak czy owak, pij, Kacper, mleko – będziesz wielki.
    Koza

  96. krzyś52
    Zupełnie niepotrzebnie brniemy w nieporuzmienia.
    Staram się być precycyjna w wyrażaniu myśli, ale widać, nie na tyle, by nie wzbudzić nieraz czyichś wątpliwości.
    Nie chodzi mi i nie chodziło o szacunek do wiary jako takiej czy jakichkolwiek wierzeń, ale o tolerancję wobec czlowieka, jaki ją wyznaje, a jej warunkiem jest przecież minimum szacunku wobec niego jako człowieka.
    Inna sprawa, że nie potrafie szanować fundamentalistów, nieważne spod jakiego znaku, bo są niebezpieczni dla otoczenia i bezwzgdlędni.
    Szanuję natomiast katolika, który nie wchodzi na moje terytorium i nie poucza mnie z wysokości swojej JEDYNEJ PRAWDY, jak mam żyć i uważa mnie istotę podlejszego gatunku.
    O ileż wiecej taktu potrafią mieć np. Świadkowie Jehowy. Jeśli próbują cię wciągnąć w rozmowę, umieją sie grzecznie wycofać, jeśli nie zdradzasz ochoty.
    Zdarzało mi sie ze zwykłej ciekawości z nimi pogadać. I trzeba przyznać, ze są obryci w Biblii jak malo kto, a przy tym trzymają się zasad wiary. Dlatego mają opinię ludzi uczciwych i prawych.

  97. Mleko jest zbędne w diecie człowieka.
    Pan się podszkoli z fizjologii.
    Poza tym proszę pisać jasno a nie jak biskup.
    Ale skoro przeszkadzam to nie muszę dyskutować.

  98. mag
    2 listopada o godz. 9:54

    „Nie chodzi mi i nie chodziło o szacunek do wiary jako takiej czy jakichkolwiek wierzeń, ale o tolerancję wobec czlowieka, jaki ją wyznaje, a jej warunkiem jest przecież minimum szacunku wobec niego jako człowieka.”
    ***

    No wlasnie. Ale tez gdybys nie mowila o tym publicznie, to czy mogloby dojsc do nieporozumienia pomiedzy nami(?)

    Takze mam szacunek dla ludzi, a juz szczegolnie gdy sa porzadnymi i dobrymi ludzmi. Bez wzgledu na ich wierzenia – ktore mnie nie interesuja, jako ze jest to prywatna sprawa owych dobrych ludzi.

    Takie podejscie daje mi istotny komfort psychiczny ktorego nie doswiadczylbym bedac w konflikcie z samym soba.

  99. fragment przesluchania:
    – imie ojca?
    – jozef.
    – matki?
    – maria.
    – karany?
    -nie.
    – a mowi prawde? bo, my ,wiecie.. hm, zawod?
    – streetworker.
    c.d.n.
    podpisano
    poncjusz

  100. Jerzy Pieczul
    1 listopada o godz. 22:26
    To higieniczne – co jakiś czas sprawdzić siebie nasłuchując. Sam się zastanawiam, czy obserwacja żywej skamieliny cokolwiek daje. Chociaż może się z niej coś wydłubie czasem, albo coś się drobnego wykluje samotrzeć.
    Podobała mi się wypowiedź skierowana do mag: 1 listopada o godz. 22:02. Natomiast kiedy tylko słyszę, lub czytam o jakimś „cudzie” – najeżam się. Jeśli teściowa Niemca „cudem” uniknęła śmierci na Gustloffie, to jak nazwać jego odwrotność w przypadku tych, co wsiedli, w czym nic im nie przeszkodziło, i zginęli?
    Przypominam sobie którąś z ofiar katastrofy pod Smoleńskiej: człowiek miał nie polecieć, ale w ostatniej chwili, wskutek ciągłego kombinowania z listą, wsiadł i poleciał, prosto w śmierć. Inny miał lecieć,ale „wypadł” z listy, więc nie upadł razem z samolotem.
    Kilka lat temu polski autokar, wracający chyba z Lourdes, a więc „święty”, rozbił się we Francji. Bodajże około 30 trupów. O tych co przeżyli, rodziny, media mówiły, że „cudem”. Co w tym momencie myśleli bliscy tych, co zginęli? Tamci „cudem”, a ci – czym? – „piekłem”?
    Gadanie o cudach to brednie, co jest jasne dla ludzi o jasnych umysłach. Ale te tragiczne, choć i banalne przez swoją milionkrotną powtarzalność przypadki pokazują z mocą, jak wszyscy jesteśmy uwikłani w spaczone, katolickie brednie. Ne mamy nawet na to słowa z normalnego, nieskażonego słownika.

  101. tweet poncjusza:
    – oni chca abym krzyzował codziennie
    – bezposrednia transmisja z drogi na golgote?
    -raczej voice of golgotha, albo taniec z gwozdziami…
    – paszporty polityki?
    – raczej bilety do cyrku, kazdego dnia: szoł dołn.

  102. byk
    2 listopada o godz. 23:35

    Pontius Pilate umyl rece a za jego przykladem zrobily to samo miliony Polakow w 1989 roku.
    Jesli pan watpi prosze spytac sie Pasenta.

  103. @slawo:
    to przede wszystkim sanhedryn(episkopat) umyl raczki,a urbanowi bylo w to graj…
    lud chce,nie tylko w polsce, barabasza i amen.
    od szesciu tysiecy lat nic sie nie zmienilo i ,patrzac trzezwo,
    w najblizszym czasie nie zmieni
    podpisano
    poncjusz

  104. Tanaka
    Z tym „cudem” zgodziłbym się z Tobą trzykrotnie – tfu! tfu! tfu!, niech zginie „cud” z języka – gdyby nie to, że się nie zgodzę. Nie radykalnie, raczej – jak dziadek, pykając fajkę, snując bajkę. Język jest zbiorem wygasłych metafor, ale też i rupieciarnią, na którą się składa cała historia kraju i narodu. Chyba niewiele by zostało, gdyby zrobić porządek i powyrzucać to, co z różnych powodów może komuś nie pasować. Ale z językiem nic na siłę. Trudno, by po tysiącu lat niewolenia Polaków przez obcą religię nie znalazło to odzwierciedlenia w języku. Więc mamy „cud” dla okazjonalnego nazwania czegoś niezwykłego, mamy „O Jezu!”, „O Boże!”, „O Matko Boska!” dla wyrażenia zaskoczenia (te zawołania nie różnią się funkcją od „cholera!”, „kurwa!”, „ja cię pier…!” – kiedy więc konował pomylił szpital z klasztorem i, jak wyłem z bólu „O Boże!”, pieprzył: „I po co to wzywać Boga nadaremno”, nie rozumiał, że nie wzywam żadnego Boga), mamy potoczne skwitowanie, kiedy szczęśliwie czegoś uniknęliśmy: „Szczęście od Boga”, mamy pożegnanie „Z Bogiem”, mamy obowiązkowy u owieczek dodatek „świętej pamięci”, kiedy wspominają nieżyjącego, mamy „mszę świętą”, „komunię świętą”, „spowiedź świętą” nawet w laickich mediach – wygląda na to, że od częstotliwości klepania wyrazu „święty” uzależnione jest zażywanie wiecznego szczęścia w raju – mamy „siostrę” jako formę zwracania się do zakonnicy (pewnie od zakonnic przeszło na cywilne pielęgniarki), mamy pokorne „proszę księdza”, no i mamy „ojca”. Kończę wyliczankę na „ojcu”, bo mam o nim parę słów, ale gdyby porządnie przysiąść fałdów, zebrałaby się cała biskupia fura odkościelnych wyrazów, które specjalnie języka nie wzbogacają, natomiast dobrze służą idei dyskretnego niewolenia umysłów przez Kościół.
    No więc dwa słowa o „ojcu”. Nawet antyklerykalne media odmieniają tego „ojca” przez wszystkie przypadki lub piszą przed nazwiskiem oszusta w sukience „o. Rydzyk” na przykład. Pismactwo nie kojarzy, że samo jest kliniczną ilustracją skuteczności niewolenia umysłów. „Ojciec” i inne tego rodzaju nazwy są wewnątrzkościelne! Po jaką cholerę je wywlekać do języka powszechnego? Czy w PRL bezpartyjni mówili o lub do partyjnych: „towarzysz”, „towarzyszu”? Czy nieharcerze lub niestrażacy mówią o lub do harcerzy i strażaków: „druh”, „druhu”? Bawcie się, Szanowne Owce, Barany i Szamany w co chcecie, ale we własnym gronie – wara Wam od języka powszechnego, który jest dobrem wszystkich.
    No ale łatwo mówić: „wara!”. Poza tym, Szanowny Tanako, chyba nie ze wszystkimi kościelnymi wtyczkami warto wojować. Wyrazy używane potocznie, nieprzypominające o poddaństwie wobec Krk, zasiedziały się w języku, straciły swoją historię i pierwotne znaczenia, więc co szkodzi, że są. „Cud” akurat jest rzadkim przykładem wzbogacenia języka o krótkie, dobitne nazwanie niezwykłości.
    Oczywiście, nigdy w życiu nie powiem: „Ojciec Święty”, „ojciec Rydzyk”, „msza święta”, „świętej pamięci”. Wyrwie mi się czasem „O Boże!”, „O Jezu!”, ale uczciwie mówię, że o wiele rzadziej niż „kurwa!” – tak więc problem jest sprowadzony do bezpiecznych rozmiarów.
    Natomiast popieram jak najbardziej ideę, z którą wyszedłeś: tropienie nawet najdrobniejszych objawów zniewolenia umysłów przez mitologie i mówienie o tym co najmniej tak głośne, jak głośno biją kościelne dzwony.

  105. Jerzy Pieczul
    3 listopada o godz. 8:37

    Rzeczesz o języku ciekawie i też bym się chętnie zgodził, gdyby nie to, że nie bardzo zgodzić się mogę.
    Chociaż i w Twoim i moim przypadku nie tyle o niemożność zgody chodzi,właściwie bodaj w ogóle nie o to chodzi, bo zgadzamy się co do zjawisk o których mówimy,lecz nieco inne akcentujemy elementy.
    Uporządkujmy sprawę:
    jako wielbiciel nauk o języku w wykonaniu co najmniej dwóch profesorów: Markowskiego i Miodka, a dodałbym też Bralczyka, jestem rozczulony i zachwycony bogactwem mowy, rozległością, soczystością i równie częstą wieloznacznością oraz niezdarnością języka polskiego i tym, że jest jednocześnie kopalnią archeologiczną, usianą stanowiskami językowych skamielin i paleontologicznych wykopków, nota bene wskazujących na ewolucyjną zasadę rozwoju i języka i człowieka jako takiego.
    umiejętność używania języka obszernego, bogatego, smakowitego i przy tym celnego, znamionuje człeka umysłowo rozwiniętego.
    I można by długo o urokach i wartości języka się rozwodzić, to dziedzina frapująca i piękna.
    I tu się bez wątpienia zgadzamy: „świętość” jako odbicie historii języka i wyraz zagnieżdżenia się pojęć religijnych i ich dominacji w określonych obszarach języka jest oczywiste i nie ma co próbować tego z języka usuwać. Zostanie długo, albo zacznie odchodzić do lamusa pojęć, które w słownikach językowych oznaczane są – nomen omen – ikoną krzyżyka, jako przebrzmiałe, przestarzałe, martwe.

    Idzie jednak o coś innego. O to, że człowiek nie umie się wyrazić i wysłowić bez słów, a wyrażając się używa takich, które ma na podorędziu. Nawet myślimy słowami. Inaczej nie umiemy. A robienie opisu sytuacji którą chcemy wyrazić nie akceptując nietrafnego i fałszywego słowa „cud”, przy pomocy zawiłego tłumaczenia o co nam chodzi, jest niepraktyczne, nieadekwatne do sytuacji zrobienia koniecznego wykrzyknika zamiast opowiastki, i nikt tak nie jest w stanie się językiem posługiwać inaczej jak w incydentalnych i szczególnych okolicznościach. Literaci, poeci, artyści, czasem – bardzo rzadko – nieartyści, tworzą, zwykle ad hoc, jakiś termin, pojęcie, zwykle będące przekształceniem, zlepkiem, naśladownictwem, by wyrazić to, na co nie ma pojęcia słownikowego. Ale takie coś jest niemal zawsze wyłącznie kontekstowe, niezrozumiałe poza sytuacją i rozmówcami.
    Powszechnie mówimy i rozumujemy poprzez słowa.
    Chcemy coś z siebie wyrazić, wydobyć uczucia, emocje, stany ducha wobec niecodziennej sytuacji, szukamy w myślach – i ….”cud”! wykrzykujemy.
    W ten sposób, po raz n-ty wpadliśmy w pułapkę i nasze myśli zostały ukształtowane nie przez nas, ale przez język, a w dalszym tle – przez religię.
    To jest pułapka języka.
    Ale jest jeszcze coś innego, daleko ważniejszego niż język – istota sprawy o której mówimy.
    Ocalenie kogoś z katastrofy, wyleczenie z ciężkiej choroby itp nazywamy cudem. Modlimy się, składamy Bogu dzięki za cud, który sprokurował, twierdzimy, że to dlatego, że o wyzdrowienie, o zdanie matury, podwyżkę w pracy, plagę egipską dla sąsiada i co tam jeszcze, modliliśmy się. Ręce wznosimy, „hosanna” śpiewamy i wota składamy, widząc w tym miliardowy dowód na obecność Boga i jego zdalaczynną opiekę nad nami.
    A w tym czasie sąsiadka chowa w grobie wszystkie swoje dzieci, co w katastrofie „świętego” autokaru zginęły. Świętego, bo wracał z pielgrzymką młodzieży z Lourdes, Rzymu, Częstochowy, Medjugorije, Guadelupy, z jakiegokolwiek świętego miejsca. Dzieciaki, pokrzepione wykonaniem świętego obowiązku wiary, może zaopatrzone w cuda, które tam „na własne oczy” widziały, rozśpiewane i rozmodlone, właśnie poleciały w przepaść, spadły z mostu, spłonęły w pożarze na autostradzie.
    Cud?
    Jak nazwać ten anty-cud?
    Tenże sam Bóg to sprawił. Wszyscy prawidłowo wierni powtarzają, mają to wbite w głowach przez klechów: nic nie dzieje się bez woli Pana Naszego ! Wobec każdego Bóg ma Plan Boży !
    I ta matka, niemal zawsze, pochowa swoje dzieci i na grobie postawi im krzyże. I będzie się modlić: Boże, wprawdzie nie rozumiem Twoich Planów wobec moich dzieci, ale z pokorą się im podporządkowuję.
    Patrzy na sąsiadkę szczęśliwą, że jej dziecko przeżyło, słyszy jak wszyscy dookoła rozpowiadają, że „cud się zdarzył” za sprawą Boga, patrzy, myśli…., co myśli? Czy myśli w ogóle? I w jakie słowa może myśli oblec? W „cud”?! Bo co jej zostaje?
    Czy pamięci jej zmarłych dzieci należy się kwitowanie „cudem”? Czy jej pamięci, jej osobowości, jej osobowościowemu zdrowiu służy kwitowanie tego „cudem” i krzyżem?

    Pamiętam takie słowa, które usłyszałem wiele lat temu, od wykształconej skądinąd osoby. O nieoczekiwanym a pomyślnym zdarzeniu dotyczącym kogoś powiedziała: „cud Boski”! A w następnym zdaniu o tragedii śmierci tak: „Bóg tak chciał”.

    Własny język oddaje dziedziczoną chorobę i przekazuję ją dalej. Blokuje możliwość zdrowienia, służy złej sprawie. Trzyma nas w niewoli fałszu i nie pozwala się oderwać od niego ku myśleniu i zdrowej refleksji. Ku autentycznemu i ludzkiemu sobie.

  106. Tanaka
    Staram się używać języka świadomie i możliwie precyzyjnie, choć jestem również uzależniony od tego, co potoczne. Bezwiedne używanie języka to standard, więc każdy z nas ma pod ręką masę słów, nad znaczeniami których się ze szkiełkiem nie pochyla – bierze jak leci. Tak było z „cudem”. Mogłem dać zamiast niego „przypadkiem” – byłoby mniej świątobliwie. Twój wywód o tym, że „no tak, dla niej cud, bo nie wsiadła, a dla tych, co wsiedli?” ilustruje pierwsze prawo biologiczne (utrzymanie przy życiu siebie) i odzwierciedla zgodne z tym prawem, ludowe odczytywanie domniemanej woli domniemanego Boga: Bóg służy przede wszystkim mnie. Nikt się nie zastanawia nad logicznymi konsekwencjami takiej postawy. W ogóle, jak się rozglądnąć, logiki i konsekwencji w codziennym życiu człowieka jest tyle, co kot napłakał. Żona na przykład zastawia segment kwiatami. Chcesz sięgnąć po książkę, musisz przedzierać się przez dżunglę. Albo sąsiadka obowiązkowo kładzie na wycieraczce szmatę. Chyba żeby się wycieraczka nie brudziła. Ba – ale potrafi na szmatę położyć jeszcze jedną szmatę! W myślach jej podpowiadam, żeby na to wszystko dała jeszcze gazetę. Mnie też się zdarza nie mieć głowy: na przykład zaczynam ubieranie od czapki, a dopiero na klatce schodowej widzę, że nie mam spodni. Lub nawet głowy. Tak im dopomóż Bóg.

  107. Tanaka
    Kawałek z mojego tekstu:
    „- Miałem pacjenta: bez przerwy się wpatrywał w święty obrazek i dzięki czynił opatrzności, że go wyciągnęła z pożaru. Nie dziękował za to, że ta sama opatrzność najpierw mu przestawiła klepki, a potem jego rękami udusiła żonę, dzieci i podpaliła dom”.
    Myślimy więc podobnie. Tyle że sam sobie nie wierzę, kiedy myślę o destrukcyjnym wpływie na psychikę języka używanego bezwiednie. Ateiści przez potoczne „świętości” nie staną się przecież wierzący, a wierzący nie zaczną wątpić, gdyby jakimś CUDEM wyrzucić z powszechnego języka święte słowa. Jesteśmy Polakami, choć obcych naleciałości mamy w języku od cholery. Jedna rzecz jest jednak dla mnie ciężkostrawna: niespotykane chyba wcześniej w dziejach językowe tsunami: angielszczyzna w codzienności. Jakież to czysto polskie „pub” co pół kroku, „shop” – srop, „dyskont” i tysiąc innych, a „sklepu” już w ogóle nie uświadczy. A komputerowi programiści po co mają się wysilać i szukać czegoś polskiego, ja można żywcem, tanim kosztem przyjąć „login”, „nick”, „spam’, „captcha”, „read books”, „tethering” – dupering. Jako językowiec nie jestem przecież wrogiem przydatnych zapożyczeń, ale znaj proporciom, mocium panie, kurrra mać! Takiej różnicy w języku między pokoleniami, że aż się porozumieć nie można, jeszcze chyba nie było.

  108. Tanaka
    A te „designy”, „mainstreamy”, które już wlazły w medialną codzienność – wprost obrzydzenie bierze. Ilu Polaków jest w stanie je rozumieć? Sześćdziesiąciolatek, który dużo czyta, ale się nie uczył angielskiego, ma czytać polską gazetę ze słownikiem wyrazów obcych – i to nie Kopalińskiego, bo za stary? Pawiem narodów jesteś i papugą, bo zamiast rozwijać swój język, bezmyślnie bierzesz cudze i się tym jeszcze pysznisz.

  109. Jerzy Pieczul
    Ateista do świętości nie wróci, kiesy sobie czasem powie „cud boski”. Bo musiał najpierw wykonać kawał dogłębnej roboty, by się od cudu boskiego odkleić. Ale właśnie te cuda stoją na przeszkodzie, by człowiek zaczął myśleć, rozważać, co właściwie wyraża i dzięki temu ruszył w drogę, do siebie samego.
    Aby język giętki wyraził to co pomyśli głowa, język nie może być sflaczały. Bezrefleksyjne, zapożyczane hurtem terminy anglojęzyczne są wynikiem nagłego ataku świata na nieprzygotowanego Polaka. Nieuzbrojonego we własne pogłębione językowe i kulturowe pojęcia, niezdolnego do wytworzenia adekwatnych pojęć wziętych z własnego języka, co wedle wielu badaczy zdradza płytkość polskiej kultury, przeżartej przez nowomowę kościelną, a przez to słabo reagującej na atak innych kultur i języków.
    Żona może mieć własną logikę nakazującą zastawiać książki kwiatkiem.Może książki niewłaściwe, może niezadbane, a kwiatki nierównie estetyczniejsze? A może ta logika ujawnia, że żona rządzi w domu i jest jak ona chce? Może też to wyraz tęsknoty za dawnymi, złotymi czasami, za rolą, własną miedzą i zagonem kapusty? A może skrywany kompleks wobec sąsiadki z piętra wyżej, która jest „benczmarkiem”, znaczy się, punktem odniesienia dla żony, która stara się ją naśladować we wszystkim.
    Język i takie, głęboko skrywane zjawiska i motywy w sobie zawiera.

  110. Tanaka
    Nieprecyzyjnie się wyraziłem i dałem złe przykłady. Mówiąc o niekierowaniu się logiką w codzienności (wyłączam z tego niezależne od woli konieczności), miałem na myśli to, że człowiek jest raczej chaotyczny, bezplanowy, powoduje się bardziej nastrojami i impulsami, niż układa sobie racjonalny plan zajęć. A kto układa, niech sobie układa – taki zostaje wybitnym pierdzistołkiem. Krótko mówiąc, sądzę i widzę, że z zachowaniami człowieka jest podobnie jak z chaosem fruwających myśli: dopiero konieczność rozwiązania jakiegoś zadania wprowadza względny porządek. Jest też, rzecz jasna, coś takiego, jak indywidualna logika. Zależy do rozmiaru butów. Dlatego jeśli jesteś wyrozumiały wobec cudzej logiki, to obok tego pokazujesz chaotyczność i niekonsekwencję własnej, jako że „cud” i w ogóle wiara religijna też mieszczą się w czyjejś prywatnej logice, więc nie ma co komukolwiek czegokolwiek wytykać – trzeba zwyczajem Szwejka zgadzać się ze wszystkim. Zgoda, zgoda, a Bóg wtedy rękę poda. Jadę się pohuśtać na martwej fali do Łazów.

  111. Jerzy Pieczul

    Oczywiście, człowiek jest istotą rządzoną emocjami, lękami, fantazmatami. Tylko niektórzy i nie zawsze, a raczej czasem, wznoszą się ponad to. Jako gatunek, stanowimy dopiero zapowiedź ludzkości.
    „martwa fala od Łazów?” cóż to?

  112. byk
    3 listopada o godz. 8:06

    Szanowny Panie byk

    nie barabasz ale kuklinski sola w oku czytelnikow polityki

  113. Słowa i czyny
    A mnie się spodobało powiedzenie ze ktoś przed kościołem zdejmuje kapelusz mimo ze jest nie wierzący.
    Sam zdiąłbym przed nim czapkę za to że potrafi uszanować to co inni uważają za wartościowe.
    ukłony

  114. Tanaka
    Łazy są przy morzu, a ja byłem m.in. marynarzem słodkich wód i rybakiem morskim. Okropnie lubię wodę, więc na emeryturze od czasu do czasu huśtam się na morzu w pontonie albo bez. Czasem wyjeżdżam dalej, jak nikt nie widzi, żeby pobyć sam na sam z jednym z bohaterów mojej młodości – Martinem Edenem.

  115. zezowaty
    3 listopada o godz. 22:02
    Słowa i czyny
    A mnie się spodobało powiedzenie ze ktoś przed kościołem zdejmuje kapelusz mimo ze jest nie wierzący.

    dodajmy do tego cyrku facetow w skarpetkach(Kaluzynski bez) przed meczetem

  116. Jerzy Pieczul
    3 listopada o godz. 23:22

    stary czlowiek i detka i morze
    sladami Jareckiego na Bornholm

  117. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Passent ponownie na swoim blogu uczy Polakow etyki tak jakby do 1989 roku on Polakiem nie byl.

    Czy zmienil juz pan czas na zimowy?

    Slawomirski

  118. Sławomisrki
    Po co pan tutaj recenzuje blog Passenta?
    Już dawno radziłam, nie lepiej założyć swój własny?
    Będzie pan mógł recenzować wszystkie blogi „Polityki”, a także 24h pastwić się nad Jaruzelskim, Urbanem i Passentem.
    Podejrzewam jednak, że nikt by tego blogu nie odwiedzał, a tym bardziej wchodził z panem w polemiki.
    Myślę, że i pan tak podejrzewa.
    Może odniósłby pan sukses, gdyby podjął tematykę ogrodniczą z zakresu kaktusów.

  119. Jerzy Pieczul (3 -11-g. 8:37)
    Myślę dokładnie tak samo – zero tolerancji dla kościelnej nowomowy, która „ubogaca” (ulubione słowko kleru) nasz język, a jaką posługujemy sie już bezwiednie . Niby dla lepszej komunikacji.

  120. @Jerzy Pieczul
    3 listopada o godz. 23:22

    Nie idź w ślady swego bohatera, który „zanim pojął, pojmować przestał”!

    Przyznaję, że to była prawie najsmutniejsza opowieść, którą czytałem jako dziecko, zaraz po „Przeminęło z wiatrem”. Historie głównych bohaterów tak mnie zdołowały, że nigdy nie wróciłem do ponownego czytania tych książek i nie obejrzałem filmu z panią Scarlett, choć mam nagranie z satelity na moim dekoderze (dla żony).

  121. Antonius
    4 listopada o godz. 10:39
    „Przeminęło z wiatrem”.
    ………………………………………………………………………………
    M. Mitchell pisała kurując się po wypadku samochodowym,bodaj wpadła pod jadący samochód. I podobnie zakończyła życie.

  122. Tanaka, J. Pieczul
    Ciekawie się czytało waszą rozmowę. Ja również staram się nie używać świętości w mowie i pewnie jestem lepsza w przestrzeganiu przykazaniu o używaniu imienia boskiego nadaremno niż większość katolików 🙂

    Nie mam jednakowoż nic przeciwko zbitce „świętej pamięci”. Świętość nie oznacza katolicyzmu, wiele miejscowości o nazwie Święte ukazuje przedchrześcijańskie miejsca kultu.

    Nie cierpię natomiast związku „ojciec święty” (ani on ojciec, ani święty), nie trawię nazywania „ojcami” zakonników (miałam kiedyś ojca i był on moim bezpośrednim przodkiem, pracował na moje utrzymanie i mnie wychowywał, na tym polega ojcostwo, a nie na pouczaniu ludzi o sprawach, o których się nic nie wie).

    W kwestii cudu przyszło mi do głowy coś paradoksalnego. W tej chwili ludzie mniej liczą na cud boski, bardziej na cud ludzki. Cudem nie jest zrobienie czegoś sprzecznego z prawami przyrody przez Boga. Cudem jest naprawienie przez ludzi pomyłek zrobionych przez Boga/naturę.
    Jak np. to: http://wyborcza.pl/1,75248,14888701,100_letnia_zakonnica_odzyskala_wzrok_po_30_latach.html

  123. Sławomirski 23.39
    Myślę że niektóre zwyczaje nawet w islamie są dobre.
    Przynajmniej wiadomo czy ktoś myje nogi czy tez podstawia swoje śmiedziuszki sąsiadowi z tyłu pod nos.
    A jak Pan ze swymi skarpetkami .
    Już wieczór – czyżby stały na baczność jak to się dzieje z nie pranymi .
    Natomiast jeśli chodzi o kościół to przed porządnym zdejmę czapkę – nie muszę od razu wybijać tam szyb – czemu ? bo może tam jest jeden z porządnych ludzi księdzem.
    Niezbyt często a jednak się zdarza.
    Może nawet ktoś porządny tam chodzi nie mając ani udziałów ani korzyści – bo to jest MU do czegoś potrzebne.
    Do czego potrzebne ? a po co CI to wiedzieć – i tak nie zrozumiesz.
    W starożytności istniał zwyczaj by szanować ciężarne – bo może to być matka bohatera.
    A Pan Panie Sławomirski masz za swój cel jedno – opluć każdego
    – nie widzisz ze te Twoje ….. wracają do Ciebie?

  124. mag
    4 listopada o godz. 9:52

    Szanowna Pani mag

    Blogi Polityki sa zapelnione peerelowskimi zombies. Nawet pani glos niestety im towarzyszy. Dla was Kuklinski to zdrajca a Jaruzelski to wasz bohater. Przepraszam ale mam inne zdanie. To co pisze Passent oceniam na blogu redaktora Kowalczyka poniewaz czerwony redaktor mnie zbanowal.
    Czy zastanawiala sie pani jak sie przesadza kaktusy duze kaktusy?

    Slawomirski

  125. Z przyjemnoscia przeczytalam rozwazania nad slowem „cudem…”.
    Rozumiem prostych ludzi, ktorzy nie zwazajac na zbiorowe nieszczescie swoj fart nazywaja cudem. Ale od parajacych sie piorem moznaby wymagac nieco wiecej inwencji. Osobiscie slowo cud zawsze traktowalam doslownie i uwazam, ze swietnie mozna go zastapic slowem ” mialem, mieli wielkie szczescie – czy poetyczniej – los byl im zyczliwy…”….
    Od cudow i w jakims stopniu od religii odrzucil mnie przeczytany wiele lat temu wywiad z pewna bogobojna Sybiraczka, ktora doznala cudu. 60 osob z jej rodziny zginelo, a ona jedna sie uratowala.
    Ja doznaje cudu srednio kilka razy w tygodniu, po dlugich poszukiwaniach znajduje cudem miejsce do zaparkowania.

  126. zezowaty
    4 listopada o godz. 15:49

    Szanowny Panie zezowaty

    Fetysz skarpetkowy dzieli pan z Passentem. Glupie zdejmowanie czapki przed kosciolem tez. Ja nie wysmiewam duchowosci czlowieka w ktorej mieszka dusza kazdego z nas. Wysmiewam pretensjonalne zachowanie wystawiajace ta duchowosc na posmiewisko.
    P.S.
    Slina panu cieknie po brodzie prosze wziasc kleenex.

    Slawomirski

  127. zyta2003
    5 listopada o godz. 0:44

    Szanowna Pani zyta2003

    Na pewno cudem nie jest to ze redaktor Kowalczyk zezwala na moje trele morele a Passent, Hartman i Szostkiewicz mnie zbanowali. Mozna by sie zastanawiac nad tym faktem ale moim zdaniem szkoda na to czasu. Cudem tez nie jest rodzaj ludzi piszacych na blogach Polityki. Z wiekszoscia z nich nigdy bym sie nie chcial spotkac. Czy wiec moja tu obecnosc nie jest pewnego rodzaju cudem. Oczywiscie ze nie. Postanowilem wejsc w gniazdo os. A to nie cud ale glupota z mojej strony. Zegnam wiec pania. Oglupialy ze szczescia ze redaktor Kowalczyk mnie jeszcze nie zbanowal.

    Slawomirski

  128. Szanowny redaktorze Polityki

    Polecam panu Bronislaw Wildstein Przedstawia na temat cenzury w obecnej Polsce. Prosze o niepodawanie tego linku Passentowi,Hartmanowi i Szostkiewiczowi.

    https://www.youtube.com/watch?v=ZvRUbEzlw_g&list=UUZGrD2wCJ7mxgZ2ps2RNKoQ

    Tutaj dzien dobiega konca a u pana poczatek nowego dnia.

    Slawomirski

  129. zyta2003
    „Osobiscie slowo cud zawsze traktowalam doslownie i uwazam, ze swietnie mozna go zastapic slowem ” mialem, mieli wielkie szczescie – czy poetyczniej – los byl im zyczliwy…”.
    ————— —————————–
    Szanowna Zyto, nowe słowa lub nowe ich znaczenia tak rzadko powstają z woli pojedyńczego człowieka, że aż trudno wskazać przykłady – sam pamiętam tylko wyraz „podomka” zaproponowany przez profesora Doroszewskiego zamiast wyrazu „szlafrok”. Pewnie zadecydowało zasiedzenie się wyrazu „szlafrok” i jego krótkość (dwie sylaby przeciw trzem), że „podomka” słabo się przyjęła lub wcale.
    Podobnie jest z „cudem”. Twoje zamienniki nie są dla niego alternatywą, bo są zdaniami, a nie równie krótkimi jak „cud” wyrazami. Prawo ekonomizacji środków to jeden z głównych regulatorów języka, choć jest tylko tendencją, a nie ścisłym rygorem (można pytać czemu się przyjęła nielogiczna i dłuższa „pracująca sobota”, a nie krótsza i logiczniejsza „robocza sobota”). Oczywiście na własny użytek można w pewnym zakresie zbuntować się przeciw temu, co powszechne, bez szkody dla komunikacji i nie stając się dziwakiem. Wiele wyrazów odreligijnych można z własnego języka śmiało wyrzucić i pies z kulawą nogą nawet nie siknie, na przykład „Jego Świątobliwość”, „ojciec”, „cud”, „msza święta”, „komunia święta” czy „Jezus Maria!”. Bo wyrzucić z własnego języka – dość łatwo, choć wymaga czasu, przyjąć natomiast – trudniej, i jest ryzyko stania się dziwakiem, kiedy człowiek odbiegnie za daleko od tego, co powszechne. Przykład: Jest poprawna konstrukcja „w każdym razie” i uważana za niepoprawną – „w każdym bądź razie”. Jedna i druga są chyba równie powszechne. A moja koleżanka wynalazła trzecią – „we wszelkim bądź razie” – i śmiało idzie z nią przez życie, no bo któż jej w oczy powie, że nie wypada majstrować przy trwałych związkach, że słoń jej na ucho nadepnął i jest snobką. Nic więc, Szanowna Zyto, w miejsce „cudu” w powszechnym języku się nie przyjmie – chyba że w wyniku jakiejś masowej akcji odcudaczania Polski. No dobra – „cud”, „ojciec”, „święty Kręty”. A co zrobić z „niebem”, „piekłem”, „duszą”, „duchem” (duch czasu), „cudakiem”, „stworzyć”, „sakramencki”, „sakramentalny”, „chrzest” (bojowy), „zbawiać-nie zbawiać”, „wieczny” i wieloma innymi używanymi w kontekstach niereligijnych? Nic nie robić, bo nic się nie zrobi – język nie jest produktem autorskim. Wyrażałem wcześniej sprzeciw wobec religijnego niewolenia ludzi za pośrednictwem języka, ale uprzytomniłem sobie, że to sprzeciwianie się dotyczy właściwie niewielu obecnych w języku powszechnym form wyraźnie odbieranych jako przynależne religii – wystarczyłoby, gdyby laickie media nie używały nomenklatury wewnątrzkościelnej i pisały: „pan papież” zamiast „Ojciec Święty”, „pan Rydzyk” zamiast „ojciec Rydzyk” i „msza” zamiast „msza święta”. I tak awantura byłaby na cztery fajerki, jak wtedy, kiedy Urban nazwał papieża w „Nie” -„pan”. Jestem więc przeciwny niektórym natrętnie obecnym w języku powszechnym – a nawet forsowanym przez Kościół (na przykład obdarzanie wszystkiego co popadnie epitetem „święty”) – wyrazom i zwrotom z języka religijnego, ale wiele z nich weszło do języka powszechnego i się zleksykalizowało w niereligijnych znaczeniach tak trwale, że nie da się ich kojarzyć z religijna indoktrynacją, choćby pękł. Nie wyrzucimy więc „nieba” ani „cudów-niewidów” z języka, bo i po co. Chciałbym też zauważyć, że laicyzującemu się ludowi wystarczy mały sygnał – na przykład mówienie w mediach o papieżu „pan papież” – by wyobraźnia weszła na obroty i zaczęło się świeckowanie świętych Walentych.
    Przykładem oderwania się wyrazu od źródła i wejścia w nowe, niezależne od pierwowzoru życie niech będzie słusznie używana przez „mag” forma „kurcze” bez „ę” (nawet komputerowa poprawiaczka podkreśliła moje „kurcze” na czerwono). Ja też używam tylko takiej i miałem nieraz boje z ignorancką korektą. Otóż „kurcze” jako łagodne przekleństwo nie ma semantycznie nic wspólnego z „kurczęciem”, wymowa jego i pisownia są i mają być w języku potocznym – a tylko w takim „kurcze” funkcjonuje – takie jak widać, stosowanie więc kryteriów salonowych – co odwiecznie czyni korekta – jest nieporozumieniem. Ludzie, którzy wymawiają i każą wymawiać „ę” w wygłosie, nie uważali na lekcjach, mieli gównianych nauczycieli, lub pod górkę do szkoły. A takim, którzy każą wymawiać głupawe, salonowe „ę” w potocznym przekleństwie, dodatkowo słoń na ucho nadepnął. Kołobrzeski rybak, marynarz i pisarz Piotr Bednarski użył w swojej pierwszej książeczce „Krople soli” wyrażenia „kurcza pieczona jego mać” – ciekawe, czy mu się jakaś korektorzyna przypiep…tego.
    Podobnie jest z wieloma wyrazami odreligijnymi, które funkcjonują w języku bez religijnych odniesień – są składnikami naszej kultury i kropka, nie ma co się przejmować ich wpływem na niemyte dusze. Ale nawet i odczuwalne religijne odniesienia bywają niegroźne, a nawet śmieszne. Tylko ludzie żyjący pod chmurami sądzą, że nazywając ulicę imieniem Stalina lub Jana Pawła II tworzą jakąś jakość. We mnie ateiście na przykład stworzyli: złość, że nazwa – cholernie niewygodna. Ale już mi przeszło. Gdyby się nazywała „Kacza” lub „Indycza”, jak we Wrocławiu na Kowalach – byłoby z dydaktycznego punktu widzenia to samo, co „Jana Pawła II” – czyli zero efektu – ale o ileż wygodniej .

  130. Zapomniałem dodać: moja ulica się nazywa właśnie jakże oryginalnie:”Jana Pawła II”.

  131. Marit
    4 listopada o godz. 15:47
    Zdaje się, że „od małości” miałem jakąś rezerwę na używanie terminu „ojciec” na księdza. Może moje drugie imię brzmi Hell-o-Kitty… 🙂
    Dzisiaj, kiedy zastanawiam się nad wszystkimi pedofilskimi wyczynami klechów, to na pojęcie „ojciec” coś mi się w środku przewraca.
    Niezależnie od tego, klecha nie jest ojcem, a Wojtyła nie jest „ojcem świętym”. Jest to bluźnierstwo (Jezus przestrzega przed nazywanie kogokolwiek z ludzi w ten sposób, bo tylko jego ojciec w niebiosach jest ojcem), a w kategoriach ziemskich jest to oszustwo. Nawet jak klecha ma dzieciaka na boku, nie jest dla wiernego „ojcem”. Jest nim dla swojego dziecka, o ile w ogóle się do niego przyznaje i nim zajmuje, co skrajnie rzadkie. I tylko dzieciak może zdecydować, czy chce go tak nazywać, czy nie. Może mu tego odmówić.

    „Świętej pamięci” – o ile traktujemy to jako zwrot wyłącznie grzecznościowy, może się jakoś broni. Ale jest to przecież ciągle ta wymawiana „świętość”, co myli i podtrzymuje fałszywe konotacje, także w innych sprawach „świętych”.

    „Święty gaj”, „święta góra” – jako pojęcia przedchrześcijańskie, w porządku. Tyle, że wiemy, że pojęcie to dawno nie funkcjonuje w oderwaniu od „świętości” na sposób katolicki. Zostało zawłaszczone.
    I tak też to funkcjonuje w naszych umysłach – jako pojęcie kościelne, katolickie. Używając go sądzimy, że popełniamy rzez godną, dobry uczynek, liczony nam w bilansie zasług w niebie. Nie wobec Swarożyca.

    Zbanalizowanie tego pojęcia celnie zilustrowałaś przykładem parkingowym.

    zyta2003
    5 listopada o godz. 0:44

    Przykład z sybiraczką jest osią problemu. Inni giną, cały świat ginie, ja się ratuję. Znaczy Bozia czuwa! Cudem, osobiście MNIE ocaliła. Jest zatem nieskończenie dobra. Moja rodzina nie żyje? Aha, „los tak chciał”! „Nie znamy ścieżek Pana” ! „Bóg wezwał ich do siebie. Do grona aniołków” !
    I sprawa załatwiona.

  132. Dedykowane starym czytelnikom Polityki

    http://www.youtube.com/watch?v=pXhJmPvCpz0

  133. Arafat zamordowany Polonium.

    Co to panu redaktorowi przypomina?

    Slawomirski

  134. Slawomirski
    7 listopada o godz. 0:36

    pozwolisz?
    arafat zamordowany polonia
    – brzmi lepiej 😉

  135. @Sławomirski

    Rzuciłem okiem w poczuciu wielkiego apetytu poznawczego na Pańskie teksty na ateistycznym blogu i doszedłem do ciekawych, aczkolwiek kontrowersyjnych wniosków.

    Wydźwięk ideowy komunikatów bez zarzutu. Nazwiska Passenta, Urbana, Kiszczaka, jaruzelskiego w wiadomym aksjologicznym kontekście. Pada również nazwisko Popiełuszki, ale powiedzmy ,że jest to wyjątek określający regułę.

    I żeby dłużej nie trzymać Panaw niepewności przejdę do meritum.

    Jak dla mnie to wszystko dosyć podejrzane. Żeby żadnego plusa „nawet ujemnego” nie dostrzec w przaśnej bo przaśnej PRL-owskiej rzeczywistości to naprawdę potrzeba bardzo dużo złej woli, albo…

    Znana jest tzw.gorliwość neoficka. Przystępując w progi nowej organizacji harcerskiej ( i nie tylko) nowy członek musi się wykazać zdwojoną czujnością, gorliwością, niechęcią do braci zuchowskiej której szeregi właśnie opuścił młody Henio..

    Niezłym przykładem może być św. Paweł który jako Szaweł nieźle sobie używał na wyznawcach Chrystusa ,ale już jako Paweł to ostał się takim chrześcijaninem, że drugiego z gromnica szukać.

    Marks z kolei którego praprapradziadem był sam Abraham dla każdego miał dobre słowo ,ale na zawodników Maccabi Hajfa to cały czas gwizdał podczas meczów piłkarskich, aby pokazać ,ze on nigdy z Żydami nie miał nic wspólnego.

    I dochodzą do meritum, zastanawiam się czy pańskie obecne zaangażowanie nie wynika po postu, że kiedyś PRL może nie była dla Pana aż taka upiorna, powiem więcej ,być może w czasach kiedy niektórzy w leśnych szałasach to Pan…

    Nie wiem być może się mylę, ale chciałbym sprawdzić jaki jest Pana stosunek nie do członków politycznej wierchuszki i ich skomplikowanych rozgrywek ,ale z czym kojarzy się na przykład PRL-owska sluzba zdrowia.

    I żeby nie być gołosłownym:

    Przychodzi pół baby do lekarza
    – A cóż się pani stało?
    – Mąż mnie przerżnął
    – A gdzie druga połówka?
    – A wypilim.

    I jaki jest do niej Pański stosunek

  136. Aaron Sprężyner z g.17:14
    Obśmiałam sie norka!
    Na okoliczność próby twojej wiwisekcji w odniesieniu do Sławo i jego peerelowskich „traumatycznych” doświadczeń.

  137. Aaron Sprężyner
    7 listopada o godz. 17:14
    …na przykład PRL-owska sluzba zdrowia.
    ………………………………………………………………………………….
    I tu, moim zdaniem , może być tzw. strzał w „10”.
    Niewykluczone ,że @S. ma z tą służbą sporo wspólnego.

  138. Aaron Sprężyner
    7 listopada o godz. 17:14

    Szanowny Panie Aaron Sprężyner

    Dla mnie czas PRl to byl czas sowieckiej okupacji. Okupanci rzadzili poprzes swoich ludzi Urbana z ktorym pani Paradowska przeprowadza teraz czule wywiady Jaruzelskiego i inne typy spod ciemnej/czerwonej gwiazdy. Dla wiekszosci Polakow byl to okres upokorzenia i postepujacego zacofania naukowo-technicznego oraz intelektualnego. Byc moze w panskim przypadku bylo innaczej. Jesli tak bylo to przyzwoitosc zobowiazuje teraz osobe wychowana na wartosciach zachodnich do milczenia. Ale skoro Passent i Urban nie milcza to ma pan to na co pan zasluguje czyli kraj gdzie sady nie sa niezawisle, gdzie zbrodniarze sa celebrytami a mlodzi ludzie buntuja sie przeciwko rodzicom pozbawionym moralnych kregoslupow.

    Niech sie swieci 11 Listopada.
    Prosze uwazac na najwiekszych krzykaczy tzw polskiej prawicy(Winnicki,Bosak) moze sie okazac za kilka lat ze to moskiewcy prowokatorzy. Rosja chce polskiej destabilizacji.

    Polacy powinni byc zjednoczeni wokol idei sprawiedliwego i opiekunczego panstwa. Wszelkie dzialanie kontra tej idei sa antypolskie. Antypolskie jest polskie sadownictwo.
    Reszte pozostawie panu do przemyslenia.

    Slawomirski

  139. mag
    7 listopada o godz. 17:27

    pol kobiety
    polsmiech

  140. zezem
    7 listopada o godz. 18:18

    sluzba niewolnika dyktatury proletariatu

  141. Szanowny redaktorze Kowalczyk

    Przypominam redaktorowi Passentowi rocznice bolszewickiej jatki. Czas wyszperac odznake TPPR i czerwony sztandar.

    Slawomirski

  142. Teczka Sławomirskiego mogłaby wiele wyjaśnić.