Fundamenty cz. IV i na razie ostatnia

Nikt nie chciał pochować niemieckiego zbrodniarza wojennego, który zmarł w Rzymie. On sam nigdy nie uznał swojej odpowiedzialności, mimo że nie wypierał się uczestnictwa w mordowaniu niewinnych ludzi, którzy ponosili śmierć w odwecie za zabitych Niemców. Zaprzeczał też istnieniu komór gazowych (jego zdaniem wybudowali je Amerykanie). A przecież nawet o kimś takim nie można powiedzieć, że nie miał jakiegoś sytemu wartości. W jego ramach (to tylko mój domysł) osobiste trwanie było ważniejsze od wszystkiego innego. I tak jak nie dbał o śmierć innych, tak pewnie nie dbał o to, co stanie się z nim po śmierci. Ale co powinni zrobić ci, którzy nadal żyją? Lefebryści z Instytutu Piusa X uznali, że jednak należą mu się jakieś uroczystości żałobne.

Wśród wielu teorii uzasadniających powszechne w historii ludzkich społeczności istnienie jakiejś formy religii dość dobrze umocowana jest teoria mówiąca, że w centrum religijnego obrzędu zawsze była kwestia: co zrobić z ciałem zmarłego? Tu odpowiedzi nie da się uniknąć, a ta odpowiedź staje się zarazem istotną składową naszego systemu wartości. Zmarli to przecież tylko i wyłącznie sprawa żywych.

I tu pozwolę sobie przejść do ostatnich (jak na razie) sformułowanych przeze mnie Jackomatów:

9.

Człowiek, jeśli zasługuje na to miano, nie może żyć bez wartości, a te są w dużym stopniu zewnętrzne wobec niego samego (wykształcone, narzucone, uwewnętrznione w drodze wychowania, wpisane w język ojczysty i formy życia społecznego), jest to zatem rodzaj niezbywalnej transcendencji. Nawet skrajny materialista musi uznać tę formę transcendencji, bo tylko częściowo jest ona wyrażona w materialnej postaci, w znacznej natomiast mierze jest niematerialną relacją między jednostkami i zbiorowościami.

10.

Te wartości mają charakter systemu (i wielokrotnie podejmowano próby opisywania lub kodyfikowania tego systemu), ale nigdy nie był i nigdy nie będzie to system zamknięty, stały, a także w pełni spójny, czyli całkowicie niesprzeczny wewnętrznie. Nie pozwala na to zmienność (historyczność) ludzkich form społecznego życia. Mówienie o tradycyjnych wartościach jest pozbawione sensu, jeśli nie wskazuje się, o jakiej, gdzie i kiedy tradycji mowa. Dotyczy to nawet tak pozornie długotrwałych systemów wartości, jak te postulowane przez chrześcijaństwo i inne religie zorganizowane.

11.

Człowiek potrafi wzbogacać i modyfikować swój system wartości, zarazem jednak umie (a czasem jest zmuszony) postępować wbrew wartościom, którym – jak jest przekonany – hołduje. I zawsze znajdzie dla siebie (choć niekoniecznie dla innych) uzasadnienie swego postępowania. W tym sensie praktycznie każdy potrafi żyć „poza dobrem i złem” – tylko nie każdy jest gotów to przyznać.