Porozmawiajmy o fundamentach…

…chociaż nie jest to blog budowlańca. Tym razem chodzi o zestaw fundamentów, na których stawiam domki moich spostrzeżeń, oraz o glebę, z której wyrasta angielski ogród moich ocen. Dalej metafory nie pociągnę, bo zbyt rozbudowane metafory stają się nieznośnie grafomańskie i śmiesznie nieadekwatne.

Zanim jednak odsłonię wspomniane fundamenty, parę słów autorefleksji. Prowadzę niniejszy blog już ponad trzy lata, czasem najwyraźniej sam nie wiedząc po co. Z rzadka bowiem mam przekonanie, że warto się publicznie wypowiedzieć. Przyznaję, znaczna część tego, co dzieje się w świecie mediów (a to jest ta wspólna część moja i ewentualnych czytelników), nudzi mnie nieskończenie. W pewnym sensie podziwiam tych, którym chce się wciąż powracać do międlenia tego samego tematu. Mnie się nie chce. Dlatego m.in. porzuciłem komentowanie polskiej polityki, a zwłaszcza odnoszenie się do kolejnych kretynizmów wypowiadanych przez polityków (choć czasem, to prawda, korci mnie, by się z tego lub owego ponaigrywać).

Skoro już jednak zostałem blogowym ekshibicjonistą (bo taka pisanina to jednak pewna forma ekshibicjonizmu, połączona do tego z masochizmem — a wszystko to bez jakiejkolwiek satysfakcji seksualnej), postanowiłem przedstawić pod Państwa surowy (w to nie wątpię) osąd pewien zestaw myśli czy przekonań, które dla dzisiejszego mnie stanowią właśnie rodzaj fundamentu, punkt wyjścia do postrzegania świata i, pardon le mot, bytowania w nim.

Chciałbym na jakiś czas oderwać się od tej codziennej młócki, której bezpłodność świetnie Państwo dostrzegają, najwyraźniej przy tym nie mogąc zrezygnować z przyjemności sięgnięcia po cep…

Nie mam filozoficznego wykształcenia, więc moje, jak je sobie nazwałem, Jackomaty łatwo zakwestionować na gruncie naprawdę solidnego filozofowania. Niemniej uważam, że można też o nich podyskutować. Czy komukolwiek się będzie chciało, to już inna sprawa. Jak dotąd powstało 11 Jackomatów, Jackowych aksjomatów. Każdy z nich dałby się rozbudować w mały esej, ale właśnie tego oszczędzę czytelnikom. Będę je publikował po kilka, żeby był czas na ich skomentowanie albo i obśmianie. Na dziś pierwsze trzy.

Exegi fundamentum, czyli Jackomaty

1.

Każdy poważniejszy namysł o charakterze filozoficznym musi uwzględniać dostępną obecnie wiedzę o świecie, nawet jeśli wiemy, że każda dana nam wiedza jest nieuchronnie doraźna. Co gorsza, gromadzona wiedza niejako nieprzerwanie powiększa obszar, który chcemy poznać, czyli z definicji ma nieskończony potencjał, dopóki są podmioty myślące.

2.

Także rozważania etyczne nie mogą abstrahować od wiedzy (biologicznej, psychologicznej, socjologicznej) o człowieku, bo stają się tylko mnożeniem słów. Można dowodzić, że cała filozofia to tylko przypisy do Platona czy Arystotelesa, ale w gruncie rzeczy takie stanowisko jest dzisiaj bezpłodne.

3.

Bez względu na temat rozważań nie ominiemy ograniczeń cechujących sam język, ale ludziom nie jest dany żaden inny sposób realnego (skutecznego) porozumiewania się niż poprzez język. Znaczna część sporów filozoficznych to spór ofiar języka (zarówno synchronicznie, jak i diachronicznie).