Miło, ale trochę śmiesznie…

…kiedy medialną sensacją staje się wypowiedź papieża, że ateiści też mogą — a nawet, jak twierdzi Franciszek, muszą (w sensie egzystencjalnym) — czynić dobro. Papież w kazaniu na porannej mszy watykańskiej miał zwrócić uwagę, że nie tylko katolicy mogą czynić dobro i że myślenie, jakoby nie można było czynić dobra, będąc kimś z zewnątrz [Kościoła], „to mur, który prowadzi do wojen i do tego, że niektórzy w przeszłości mieli pomysły, by zabijać w imię Boga”. Papież wzywa ponoć do dialogu z niewierzącymi. No i pięknie. Miło, że głowa Kościoła katolickiego nie odmawia człowieczeństwa i zdolności do bycia dobrymi ludziom niewierzącym, nie tak dawno nazywanymi jeszcze „niewiernymi”, co jednoznacznie miało ich degradować na równi z innowiercami.

Gdyby postawa niepogardzania niewierzącymi upowszechniła się wśród hierarchów Kościoła katolickiego (i wielu zwykłych katolików, do których zachowania i wątpliwości odwoływał się Franciszek), z pewnością poprawiłoby to również atmosferę życia społecznego. Wciąż bowiem dość powszechny jest jeśli nie jawnie wrogi, to co najmniej niechętny stosunek wierzących do ateistów. Jakby obecność niewierzących na świecie osobiście obrażała, urażała czy postponowała tych, którzy wierzą w Boga osobowego.

O ile dla mnie jest to aż nazbyt oczywiste, że ludzie zawsze będą różnili się rozmaitymi przekonaniami i zawsze też te własne przekonania, częściej lub rzadziej, kwestionowali swym zachowaniem, o tyle wydaje się, że znaczna część wierzących nie potrafi przyjąć do wiadomości tej niezbywalnej różnorodności, która siłą rzeczy obejmuje także zdeklarowanych niewierzących, agnostyków i tych wszystkich (całkiem licznych) zupełnie obojętnych. Nie mogą pojąć, jak można żyć bez Boga, choć w gruncie rzeczy bez „ich” Boga żyje znaczna większość ludzi.

Paradoksem zbyt łatwo zbywanym przez wierzących jest to, że choć każda denominacja religijna ma jakieś swoje (dość konkretne) confiteor, to w praktyce każdy ma swój, własny, indywidualny zestaw przekonań. Wielokrotnie wykazywały do badania, w których proszono o wskazanie, w co dana osoba rzeczywiście wierzy. Przynosiły one zresztą przezabawne wyniki, ujawniając istnienie ludzi równocześnie deklarujących wiarę w zmartwychwstanie Jezusa i niewiarę w życie pozagrobowe. Ale głupota nie jest zastrzeżona dla żadnej grupy ani jednostki.