Tak jakby cd. — paradoks

Wielka jest i dość powszechna skłonność do wymierzania ludziom ludzkiej sprawiedliwości z powoływaniem się na Boga. Przekonani, że otrzymali w Objawieniu zestaw zasad postępowania, który stanowi prawo naturalne wszystkich i wszędzie obowiązujące, chętnie — a nawet bardzo chętnie — przykładają się do rozliczania i karania grzeszników jeszcze na ziemskim padole. To w końcu w czyją sprawiedliwość wierzą bardziej — w ludzką czy boską?

I czy w ogóle wierzą w tę boską? To jest ten tytułowy paradoks — czy ktoś, kto bez cienia wątpliwości, głęboko i szczerze wierzy w Boga takiego, o jakim mówią religie monoteistyczne, może zasadnie i sensownie zarazem żądać, by rozliczać ludzi tu i teraz według ludzkich miar sprawiedliwości (a więc z definicji ułomnych, niedoskonałych)? Skoro wszyscy i tak zostaną przez Boga osądzeni (z miłością ponoć), a wyrok będzie nie tylko nieodwołalny, lecz także i na całą wieczność? Czymże jest dożywocie wobec wieczności? Chwilką tylko… Czymże jest — nawet — kara śmierci wobec wiecznego potępienia (cokolwiek to znaczy)?

(Cała wieczność — to skądinąd paradoks w samym wyrażeniu, bo wieczność jako nie skończona nie za bardzo może być zarazem cała. Ileż to pociesznych rozważań można budować na takich czy innych utrwalonych, niejako wszytych w język zwrotach, które budują naszą polską kulturową i historyczną tożsamość, mającą także grube religijne korzenie).

Jak dotąd nie słyszeliśmy jednak o społeczeństwie, które przetrwałoby tak radykalny projekt: pozostawienie wymierzania kar tylko siłom boskim. Może więc jednak bliższe ludzkiej kondycji jest owo „tak jakby”. Wszystkich obowiązuje zalecenie: żyjcie tak, jakby czekał was sąd boski, ale jeśli nie będziecie tak żyli, już teraz nie pozostaniecie bezkarni, tak, jakby Boga nie było.

Skądinąd kiedyś (ale dość już dawno) chyba łatwiej było wierzyć w zasadność religijnie motywowanej doczesnej kary, bo władza miała w sobie boską sankcję. A dzisiaj? Któż wierzy w boskość władzy? Już chyba tylko najbardziej zagorzali katolicy traktują np. papieża jako prawdziwego namiestnika Bożego na Ziemi, a więc dysponenta jego władzy, a nie po prostu szefa Kościoła. Zwłaszcza po tym, jak nagle poprzedni namiestnik poszedł na emeryturę, zamiast najpierw porządnie po katolicku zasnąć w Chrystusie.

Sądząc po tym, co mają do powiedzenia członkowie episkopatu polskiego w sprawie in vitro, antykoncepcji i aborcji ci panowie też wierzą „tak jakby”. To jednak zupełnie inny temat.