B XVI odlatuje z godnością

Abdykacja papieża to w zasadzie nie jest temat dla ateisty, choć dla humanisty już jest. Dla mnie Benedykt XVI z pewnością nie jest Ojcem Świętym. Niemniej jest (do 28 lutego, jak oświadczył) głową bardzo dziwnego państwa, z którym Polska zawarła bardzo szczególną umowę. A ta umowa wpływa dość istotnie na kształt życia społecznego, w tym także życia codziennego niewierzących.  Nie łudzę się, że zmiana na papieskim tronie wpłynie jakkolwiek na status konkordatu, ale siła tego, który formalnie przewodzi Kościołowi katolickiemu, ma jednak jakieś przełożenie na postawę naszych krajowych reprezentantów Państwa Watykan. (Oj, zakotłowało się w episkopacie i głowach biskupów czy arcybiskupów rozmaicie poustawianych w Kościele Benedykta!)

Trzeba jednak papieżowi oddać sprawiedliwość. Umieć odejść we właściwym momencie, gdy jeszcze wie się, co się czyni, to wielka sztuka. Być może wyjdą na jaw nieznane dziś szczegóły, które pokażą tę decyzję we właściwych proporcjach. Na razie jednak trzeba docenić to, że 85-letni Benedykt wolał ustąpić z urzędu niż stać się marionetką kierowaną przez słabnące zdrowie i rosnące w siłę otoczenie (przypominam, że Jan Paweł II umarł w wieku 85 lat).

Jak sam Benedykt to wyraził, do bycia głową Kościoła „niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi”.

Takie postawienie sprawy budzi mój szacunek, choć daleki jestem od gloryfikowania Benedykta XVI, podobnie jak i któregokolwiek z papieży. Nawet w polu bardzo ograniczonych możliwości można zachować się lepiej lub gorzej, jak człowiek światły lub jak głupiec, przyznać się do własnych słabości albo się ich wyprzeć, choć widać jej jak na dłoni. Przykładów każdej z tych postaw mamy pośród przedstawicieli naszego Kościoła i świata polityki aż nadto. Gdybyż oni potrafili dokonać takiego rachunku, podjąć się takiej samooceny i rozważyć, czy starczy im siły ducha (z mojej perspektywy siła ducha to po prostu siła umysłu), by wykonywać powierzone im posługi. Niedoczekanie.

PS

Wg agencji ANSA kardynał Stanisław Dziwisz miał pozwolić sobie na zuchwały (i w tym kontekście bardzo niemądry) komentarz: „nie schodzi się z krzyża”. Przynajmniej wiemy, że on nie zamierza ze swego pluszowego krzyża schodzić.